1 vs 1 match:
MaxiMasterMistrz vs Szakal
Tony Hogański – Hura! Mistrz walczy! Mistrz w formie!
Jan Kowalski – Skąd wiesz, że w formie jak walka się jeszcze nie zaczęła?
Tony Hogański – Mistrz jest zawsze w formie.
Jan Kowalski – No
tak, jak mogłem zapomnieć. Tak przy okazji, nie sądzisz, że używając
zwrotu "mistrz" wobec Szakala, gdy walczy z MaxiMasteremMistrzem może
wprowadzać trochę niepotrzebnego zamieszania?
Tony Hogański – Dupa, a nie zamieszanie. Mistrz jest tylko jeden!
Zawodnicy są już na ringu. Szakal stara się nie ziewać, widać wypił za
mało kawy, a MaxiMasterMistrz wygląda na trochę przestraszonego. Być
może spodziewał się, że zawsze zadziorny Fergus Lumsden odpowie na jego
wyzwanie. Kto by się spodziewał Szakala? No kto? Kto by się spodziewał,
że on o tej porze jest w ogóle w hali! Nikt, albo prawie nikt! Cuda się
jednak zdarzają, a i Szakal potrafi jeszcze zaskoczyć. Dark Sędzia
nakazuje zawodnikom przygotować się, ale Szakal pokazuje mu, że nie ma
co się pierdolić tylko walkę trzeba zaczynać. Arbiter posłusznie
ogłasza rozpoczęcie pojedynku. Szakal od razu powala Maxiego
Clotheslinem, po czym bierze krótki rozbieg i spada na Triple Ma z
Elbow Dropem. Następnie jeszcze jeden, jeszcze jeden i jeszcze jeden!
Łyse łokcie senatora pracują, oj jak pracują! Pinu.... 1... MMM od razu wybija.
Widać wcale nie jest taką ofermą. Szybko wstaje, ale senator znów
powala go Clotheslinem, po czym częstuje rywala kilkoma kopniakami.
Następnie podnosi go i wykonuje DDT! Faktycznie jest chyba w całkiem
niezłej formie, bo prawie natychmiast podnosi kolejny już raz swojego
przeciwnika, próbuje wykonać Belly-2-Belly Suplex, ale niespodziewanie
MaxiMasterMistrz częstuje go kilkoma dynamicznymi Headbuttami! Tego
chyba się nikt nie spodziewał. Maxi próbuje Dropkicka, ale Szakal
odsuwa się i jego cios uderza w próżnię. Łysy pokazuje publiczności, że
jest dzisiaj gotowy na wspaniałe akcje, po czym wdrapuje się na
narożnik i skacze na swojego przeciwnika z Diving Headbuttem!
Tony Hogański – Brawo!
Brawo! Co za wspaniała akcja! Co za technika! Co za kunszt! Co za lot!
Lepiej niż Ahonen! Lepiej niż Małysz! Leć mistrzu, jak najdalej!
Jan Kowalski – Już poleciał, ale faktycznie muszę przyznać, że nieźle to wyglądało.
Tony Hogański – Nie doceniałeś mistrza, co? Przeproś go teraz.
Jan Kowalski – Przepraszam.
MaxiMasterMistrz leży bez życia. Co z niego za patriota, co wpierdala
schabowe w piątek? Wiemy to z niepotwierdzonych informacji, które można
odnaleźć na stronach jego antyfanów. Tymczasem Szakal pinuje....1....2..kick out! Jednak
Triple M ma w sobie całkiem sporo energii by przeciwstawić się
agresywnym niczym III Rzesza zapędom senatora Najjaśniejszej
Rzeczypospolitej. MMM powoli podnosi się, a Szakal tylko na to czeka.
Od razu zdecydował się na szybki atak pod adresem swojego przeciwnika,
a w takich sytuacja zawsze skuteczny jest Clothesline. Łysy wykonuje
więc rzeczonego Clothesline'a z lekkiego rozpędu, co natychmiast powala
przedstawiciela jednej z frakcji patriotycznych na matę. Szakal znów
ziewa, ale może ta walka go trochę rozrusza. Nawet nie czeka, aż jego
dość pokraczny przeciwnik wstanie, tylko od razu podnosi się. MMM
zaczyna się szarpać niczym szczupak, co zaskoczyło senatora. Triple M
odskakuje od niego, odbija się od lin, a Szakal chce powtórzyć manewr
sprzed kilku chwil. Tym razem jednak nie udaje mu się to, gdyż
napotyka na swojej drodze energiczny unik Mistrza. Triple M od
razu chce wykorzystać sprzyjający dla niego fakt, że znalazł się teraz
się za plecami Szakala, częstuje go kopniakiem w senatorskie kolano. To
zaskoczyło Łysego, bo chyba nie sądził, że rywal jest taki zadziorny.
Maxi nie poprzestaje na tym, tylko łapie go za głowę i chce chyba
wykonać rywalowi Bulldoga. Szakal jednak strzela go brutalnie łokciem w
żebra, po czym sam chwyta go za głowę i wykonuje mu mocarnego
Neckbreakera.
Tony Hogański – Doskonale! Doskonale! Wybornie wręcz!
Jan Kowalski – Nie wydaje ci się, że Szakal powinien skończyć już tę walkę? Rywal nie jest wymagający.
Tony Hogański – Mistrz się bawi! Jak pies Ronaldinho z piłką.
Jan Kowalski – Co?
Tony Hogański – Jabzo.
Lubelska publiczność tymczasem pozdrawia senatora Szakala. Ten ignoruje
ją, bo to w końcu nie jego elektorat. Podczas gali w Szczecinie to co
innego. Tutaj nie trzeba być wylewnym, a sam Szakal jest nadal lekko
zaskoczony, mimo upływu lat, że publiczność reaguje na niego
pozytywnie. Przecież niegdyś był takim skurwysynem. Co się zmieniło?
Nie ma sensu rozmyślać nad tym faktem, bo oto dwukrotny EWF World
Champion nie próżnuje i kontynuuje walkę. Wygodnie siada sobie na
plecach MaxiegoMasterMistrza i zakłada mu Camel Clutch. Cios ten jest
szalenie niewygodny dla Mastera, bo zaczyna drzeć się jakby napadł
właśnie na jakąś niemiecką radiostację i rozpętał II wojnę światową.
Niespodziewanie jednak Triple M ma dość sił, by chwycić ręce swego
adwersarza i rozerwać chwyt. W zasadzie to Szakal mu chyba na to
pozwolił, bo jeszcze poklepał go po głowie jakby był jakimś psem. MMM
od razu wstaje, a to samo czyni senator. Maxi ze strachem przygląda się
swojemu utytułowanemu rywalowi i chyba bardzo żałuje, że taką walkę
sobie zgotował. Jego patriotyzm okazał się durnym patriotyzmem. Szakal
chwyta rywala za rękę i potężnym irish whipem wysyła go na wycieczkę w
kierunku lin. Maxi rozpoczął zwiedzanie, ale nie trwało ono długo, bo
od lin tych odbił się i wrócił do dwukrotnego EWF World Champa, który
od razu pochwycił go i wykonał Belly to Belly Suplex! Pin...1.....2.....Szakal sam przerywa! Przerwa na ziewanie!
Tony Hogański – Widzisz? To taki otwarty trening mistrza. Każdy może przyjść i popatrzeć.
Jan Kowalski – Racja. Czy jednak Szakal nie powinien po prostu zignorować Maxiego? Zarząd miał chyba inne plany.
Tony Hogański – Mistrz Szakal ustala własne plany i z nikim nie musi się konsultować.
Jan Kowalski – No tak, jakże mogłem zapomnieć.
Szakal przestał już ziewać, więc jest gotowy do walki. Łysy podnosi
przeciwnika i chwyta go do Bear Hug. Maxi jest trochę przyciężkawy, ale
nie sprawia to senatorowi większych problemów. Triple M próbuje wsadzić
Łysemu palce do oczu, więc ten puszcza go, a Maxi wypada z jego objęć.
Od razu wstaje i dostaje pięścią w swoją patriotyczną twarz. Po chwili
Szakal atakuje go z Russian Leg Sweepem. Maxi pada, a senator zaczyna
okopywać go. Trochę przy tym ziewa, ale stara się to maskować dobrą
pracą rąk. Pozwala Maxiemu wstać, ale tylko po to by rozwalić go
Clotheslinem, a następnie Powerslamem. Chwyta Mastera za głowę i pomaga
mu wstać, po czym brutalnie wrzuca go do jednego z narożników. Tam bawi
się w mały pojedynek bokserski, bo zaczyna uderzać go pięścią po całym
ciele, a na sam koniec przygniata Splashem. Wyciąga go z narożnika,
odbija o liny, a gdy pokraczny rywal do niego wraca wykonuje mu
Sidewalk Slam! Maxi próbuje wstać, ale Szakal niszczy go teraz przy
pomocy akcji, której nauczył się w Syrii, a mianowicie Dżusif Olympic
Slamu! Podnosi go kolejny raz i tym razem wykonuje Pozdrowienia z Parku
Sztywnych!! Pin....1......2......3! (Zwycięzcą jest: Szakal!)
Tony Hogański – Dobry trening.
Publiczność cieszy się, a Szakal ziewając opuszcza ring. MaxiMasterMistrz leży i chyba długo nie wstanie.
Jan Kowalski – Pierwszą walkę mamy za sobą.
Tony Hogański – Pierwsze śliwki robaczywki.
(Trafiamy w miejsce za którym
bardzo tęskniliśmy, tzn. za chwilę do niego trafimy, bo na razie
przeżywać będziemy preludium. Na korytarzu widzimy feldmarszałka SeBę,
któremu towarzyszy kwatermistrz Mati, prywatnie jego kuzyn, a
publicznie członek Armii Prus Wschodnich. Panowie stoją przed drzwiami
prowadzącymi do ich kwatery głównej, zwanej też niekiedy sztabem
generalnym.)
SeBa – Wróciliśmy ziomek.
Mati – Tak.
SeBa – Nasza armia znów podbije EWF! Niech żyją Prusy Wschodnie! Ty pierwszy, ja ubezpieczam tyły. Wchodź tyralierą.
Mati – To znaczy jak?
SeBa – Jak ty nic nie wiesz o strategii. Wchodź po prostu.
Mati energicznie otwiera drzwi
i tyralierą wkracza do kwatery głównej Armii Prus Wschodnich. Tam nic
się nie zmieniło. Główne miejsce zajmuje stół operacyjny z różnymi
mapami sztabowymi. Na ścianach wiszą pruskie sztandary, a także zdjęcia
upamiętniające SeBę i jego feldmarszałkowskie triumfy. Stoi też biurko
dowódcy... za którym siedzi ortodoksyjny żyd, czyli rabin, który chciał
zostać kapelanem Armii Prus Wschodnich. SeBa chce usiąść za biurkiem,
na swoim feldmarszałkowskim fotelu, bo nawet Żyda nie zauważył. Nie
sądził, że ktoś może zająć jego fotel! Dopiero w ostatnim momencie
zaobserwował to dziwne, judaistyczne zjawisko.
SeBa – Co to za ziomek?
Mati – To przecież nasz niedoszły kapelan! Co tu robisz... (Zawahał się.) Żydzie?
Rabin – Przede wszystkim mam na imię Szlomo, rabin Szlomo.
SeBa – No elo ziomek.
Rabin – Jestem głównodowodzącym Armii Prus Wschodnich.
Mati – Co?!
Przecież to ja pełniłem obowiązki głównodowodzącego w zastępstwie
feldmarszałka! Teraz pan feldmarszałek wrócił i to on będzie dowodził
naszą armią.
Rabin Szlomo – Nie sądzę.
SeBa – Koronuj mnie szybko, to mu przypierdolę z hełmu.
Rabin Szlomo – W
zeszłym miesiącu wygasła wasza licencja na prawa do Prus Wschodnich i
jej armii. Ja je przejąłem, bo mam taki zmysł etniczny, że wszędzie
widzę interes i knuję spiski. Jednym słowem - Armia Prus Wschodnich
jest teraz moja. Kuzyn Icek z Tel-Awiwu, który jestem świetnym prawnikiem,
wszystko wam może wyjaśnić. (Wskazuje na jakąś teczkę leżącą na biurku.) Tu są wszystkie dokumenty.
Mati rzuca się do biurka i zaczyna przeglądać zawartość teczki.
Mati – To wszystko prawda!
SeBa – Ale dlaczego?
Rabin Szlomo – Wystawiam
Armię Prus Wschodnich na aukcję. Każdy może ją kupić, nawet wy.
Szykujcie pieniądze, bo tanio nie będzie. Chętnych jest wielu, a
zainteresowanie spore. Armia Prus Wschodnich to uznana marka.
SeBa – Nie masz prawa. To moja armia, a ja jestem feldmarszałkiem.
Rabin Szlomo – Jesteś
feldmarszałkiem bez armii. Od dzisiaj macie zakaz używania nazwy Prusy
Wschodnie lub też samego terminu Armia Prus Wschodnich, a także
śpiewania hymnu.
SeBa – Tylko nie hymnu ziomek, tylko nie hymnu!
Rabin Szlomo – Zachowujesz
prawa do tytułu feldmarszałka, a także do używania hełmu. Jeśli po
północy nadal będzie rościć sobie pretensje do tego, co nie wasze to
spotkamy się przed sądem rabinicznym w Jerozolimie! Zbierajcie szekle to wszystko odzyskacie. Aj waj!
SeBa – Zaraz mu przypierdolę.
Feldmarszałek chce przypierdolić rabinowi, ale Mati odciąga go.
Mati – Feldmarszałku, nie teraz! To byłby antysemityzm!
Rabin Szlomo – Zwracajcie
się do mnie z należytym szacunkiem i nie bądźcie antysemitami. Jestem
wszak waszym starszym bratem w wierze, a także generałem Armii Prus
Wschodnich.
SeBa (oburzony) – Kto cię mianował generałem?!
Rabin Szlomo – Prusy Wschodnie mnie mianowały, a teraz raus.
SeBa – Co raus? Najpierw Prusy cię mianowały, a teraz jakiś ziomek Raus? (Rozgląda się po kwaterze głównej.) Nie widzę tu nikogo, więc jak mógł cię teraz mianować?
Mati – Mamy wychodzić.
SeBa – Z mojej własnej kwatery głównej mnie wyrzucają! Moją armię odbierają!
(Zbulwersowany SeBa opuszcza
swą dawną kwaterę główną, a towarzyszy mu nieodłączny Mati.
Generał-rabin Szlomo zanosi się diabolicznym śmiechem tak jakby uknuł
właśnie największy spisek w historii ludzkości. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – O nie!
Tony Hogański – Co za dramat!
Jan Kowalski – SeBa bez praw do Prus Wschodnich?
Tony Hogański – To jakiś skandal! Żydowski spisek!
Jan Kowalski – W zasadzie to jest to żydowski spisek właśnie.
Tony Hogański – Gdzie Longinus Zerwimycka, gdy jest potrzebny?!
(Przenosimy się poza halę, w
miejsce, na którym cała Polska skupia dziś swoją uwagę. W luksusowym
hotelu nieopodal hali odbywa się bowiem bal pretendentów, który wydaje
nie kto inny jak SR-Crazy, nasz miłościwie nam panujący EWF World
Champion. Gości już coraz więcej, kroczą oni po czerwonym dywanie, wita
ich obsługa hotelowa w strojach z XIX wieku, półnagie tancerki z
Bliskiego Wschodu podają owoce, na scenie gra orkiestra, kryształy
żyrandoli mienią się pięknie, służba uwija się dzielnie. Na salę
wkroczyli właśnie Bidam, Fanko, Helenka i Velvet Lee.)
Velvet Lee – Szałowy bal! Wszystko jest idealne!
Helenka – To mój pierwszy bal od czasów przedszkola, a twój Franko?
Franko (poprawiając muszkę) – Co? Ja nie wiem...
Bidam – Czujesz się niepewnie we fraku?
Franko – To nie jest mój styl ubierania się.
Helenka – A ty Bidam, byłeś już kiedyś na balu?
Bidam – W
Korei Północnej, gdy już awansowałem do służb wywiadowczych naszej
armii ludowo-demokratycznej, to też organizowaliśmy bale, tyle że nie
eleganckie, bo dla biedaków. Najpierw kazaliśmy im tańczyć, a najlepsza
para dostawała trochę jedzenia. Reszta baty albo tydzień głodówki. To były
czasy. Nauczyłem się tam tańczyć.
Helenka (zmieszana) – Tak...
W tym momencie obok nich
wyrasta człowiek ubrany jak herold, a obok niego znajduje się trębacz.
Słychać dźwięk trąbki, a herold donośnym głosem oznajmia:
Herold – Pan
Franko, EWF Daemusin, Evolution i Tag Team Champion wraz z panią
Helenką! Pan Bidam, EWF FTW i Tag Team Champion, a także pan Velvet Lee!
Słysząc to podchodzi do nich
gospodarz wieczoru, SR-Crazy. Z każdym z nich wymienia uścisk dłoni, a
Helenkę w dłoń całuje w sposób szarmancki, ale też dekadencki.
SR-Crazy – Cieszę się, że jesteście. To wielka przyjemność dla mnie.
Helenka – Nie, nie. To wielka przyjemność dla nas.
SR-Crazy (szeptem do Smeli) – Kto to?
Smela (szeptem do Crazy'ego) – To pani Helenka. Przecież oglądałeś zdjęcia mentorze i miałeś zapamiętać kto jest kim. Who is who, jak to mówią.
SR-Crazy – Pani Helenko, wygląda pani olśniewająco.
Helenka – Dziękuję. (Do Franko.) Czuję, że to będzie mój wieczór.
Franko – Bez wątpienia, bez wątpienia.
SR-Crazy – Mamy
szampana, mamy wino, wódkę, alkohole świata, a dla Vaclava piwo. Gdy
tylko zjawią się wszyscy goście to zaczynamy od przystawek. Przed
jedzeniem walniemy sobie po kielonku i potańczymy. To eleganckie
przyjęcie...
Bidam – Z Vaclavem?
SR-Crazy – Ucywilizujemy
go trochę. Jeśli się nie uda, to w razie czego jest GRU w pogotowiu.
Zresztą poradzimy sobie z nim chyba. To tylko jeden barbarzyńca.
Franko – Nas już jest?
SR-Crazy – Nie, jeszcze nie.
Rozmowa zostaje przerwana, bo herold ogłasza:
Herold – Esmeralda Martinez, prezydent Extreme Wrestling Federation!
Crazy przeprasza swoich gości i udaje się przywitać Esmeraldę, która jak zawsze robi olśniewające wrażenie.
Smela – Czas na pierwszy taniec! Poloneza czas zacząć!
(Gra jeden z polonezów
Szopena, w pierwszej parze SR-Crazy i Esmeralda Martinez, później
reszta obecnych gości. Rozpoczynają się tańce, wracamy na arenę, gdzie
tańców nie ma, jest za to wrestling.)
Tony Hogański – Powinienem tam być.
Jan Kowalski – Wszyscy powinniśmy.
Tony Hogański – Wszyscy? To wtedy nie byłoby eleganckie przyjęcie. Motłoch nie ma wstępu na salony!
Jan Kowalski – Czuję, że Vaclav zrobi nam tu rewolucję.
Tony Hogański – Bzdury.
(Po wizytach w różnych
kwaterach głównych i na balach czas wreszcie odwiedzić tradycyjne
zaplecze. Tutaj dostrzegamy Fergusa Lumsdena, a więc jedną z
największych oferm w dziejach Extreme Wrestling Federation. Szkocki
wrestler wesoło sobie podgwizdując przemierza korytarz. Dlaczego jest
taki szczęśliwy? Przecież nigdy walki nie wygrał. To samo pytanie
zadaje sobie chyba Johnny Thornpike, któremu Fergus właśnie zatarasował
drogę.)
Johnny Thornpike – Z drogi.
Fergus Lumsden – Ani mi się śni.
Johnny Thornpike – Co powiedziałeś?
Fergus Lumsden – Powiedziałem, że ani...
Szkockiemu Amorowi nie dane
było jednak dokończyć. W ręku Thornpike'a błysnął srebrny łańcuch,
który to natychmiast zarzucił na szyję Lumsdena i zaczął go brutalnie
dusić. Fergus padł na posadzkę, ale Johnny nie przerwał uchwytu. Dusił
go, dusił go, dusił go aż Szkot nie zrobił się cały siny i oczy mu
nieomal nie wyszły na wierzch. Wtedy dopiero lekko poluźnił łańcuchowy
uchwyt.
Johnny Thornpike – A teraz...
Fergus Lumsden – Tttaakk?
Johnny Thornpike – Teraz posłuchasz mnie uważnie. Twoje życie należy do mnie. Zrobisz wszystko, co ci powiem. Rozumiemy się?
Fergus Lumsden – Tttaak... panie...
Thorn Mouth wypuszcza Szkota z objęć swego łańcucha. Ten od razu zaczyna w dramatyczny sposób łapać oddech.
Johnny Thornpike – Znasz The Chickasawa?
Fergus Lumsden – Tak, panie.
Johnny Thornpike – To mam dla ciebie zadanie.
(The Icon uśmiecha się wrednie. Dlaczego? Tego nie wiemy, bo wracamy w okolice stanowiska komentatorskiego.)
Jan Kowalski – Ciekawe rzeczy się dzieją.
Tony Hogański – Ciekawe? Jak długo jeszcze będziemy musieli oglądać tego Fergusa?
Jan Kowalski – Nie wiem. Chłopina jest dość żywotny.
Tony Hogański – Ktoś wreszcie powinien zrobić z nim porządek!
(Przed nami druga wizyta na balu pretendentów! Nie ma, co się dziwić -
bal będzie dzisiaj motywem przewodnim gali. Tam w końcu znajdują się
najważniejsze osoby w federacji, więc siłą rzeczy musimy się na nim
koncentrować. Orkiestra przestała grać, trwa też chwilowa przerwa w
tańcach, które tak pięknie zainicjował SR-Crazy. Na scenie widzimy
natomiast Miszkę i Smelę, którzy to będą chyba robić za konferansjerów.)
Smela – Przed nami jedna z wielu atrakcji dzisiejszego balu.
Miszka – Wybór walk i ich uczestników!
Smela – Rok
temu na Trzech Króli organizowana była Wielka Loteria Komisarza
Szakala. Dziś proponujemy naszym gościom także loterię, lecz zupełnie
innego rodzaju. Za zgodą obecnej tu Esmeraldy Martinez...
Oklaski pod adresem Esmeraldy i jej długich nóg.
Smela – ...
za zgodą pani prezydent odbędzie się teraz losowanie. Nie będzie to
jednak losowanie walki ani jej uczestników, o nie! Będzie to losowanie
osoby, która wyłoni szczęśliwców, którzy wezmą udział w drugiej walce
dzisiejszego wieczoru. Drugiej, bo pierwsza podobno została już
rozegrana, trochę to nielegalne, ale takie rzeczy w EWF się zdarzają.
Miszka – Losuję numer stolika.
Na scenie znajduje się urna, z której Węgier wyciąga jakiś kawałek papieru.
Miszka – Stolik numer 7!
Zbliżenie na stolik o tym numerze. Siedzą tam m.in. były szef AWSu, a także Bidam, Franko, Helenka i Velvet Lee.
Miszka znów zaczyna losować, tym razem ze szklanej kuli, którą
dostarczyła jedna z pań z Żydowskiego Korpusu Ochrony imienia Feliksa
Dzierżyńskiego.
Miszka – Miejsce numer 3! Zapraszamy na scenę!
Światła znów padają na stolik
numer 7, a konkretniej na miejsce numer 3. Zajmuje je Helenka, która
ubrana w piękną suknię wieczorową wstaje i udaje się na scenę. Tam już
dostarczono nowe kryształowe wazy. Jedna z nich podobno była używana
przez Borysa Jelcyna do picia wódki.
Helenka – Dobry wieczór.
Smela – Prosimy się nie krępować i losować. Na początek wybierzemy rodzaj walki.
Towarzyszka Franko losuje, a następnie podaje kulę Smeli.
Smela – Będzie to walka 1 vs 1. Prosimy teraz o wylosowanie uczestników tej walki.
Helenka losuje, robi to z gracją i w sposób iście piękny. Kulki podaje Smeli.
Smela – SeBa i Won Wei! Gratulujemy.
Helenka – To wszystko?
Miszka – Nie, nie. Kolejna walka, nie ma co tracić czasu, a pani tak pięknie losuje, z takim taktem, z taką elegancją.
Helenka – Dziękuję bardzo.
Miszka – Proszę nie dziękować, proszę losować!
Helence nie trzeba dwa razy powtarzać. Z pierwszej wazy losuje rodzaj pojedynku, a kulkę podaje Smeli.
Smela – Będzie to tag team match!
Helenka – Takie walki zawsze mi się podobały.
Po tych słowach Helenka z
czarującym uśmiechem losuje uczestników walki. Pierwsze dwie kulki
podaje Smeli, kolejne dwie Miszce. W ten sposób wyłonione zostały pary
drużynowe.
Miszka – Żubr i Johnny Thornpike.
Smela – The Chickasaw i Bidam.
Helenka – Ale fajnie.
Miszka – To wszystko! Dziękujemy pani Helence i zapraszamy na tańce. Orkiestra i zespół grają i śpiewają "Niech żyje bal".
(Rozpoczynają się tańce, więc
wracamy na ring. Warto zauważyć, że Franko tańczy niezgrabnie, Bidam
znakomicie, a SR-Crazy z dekadencką gracją.)
Tony Hogański – Znamy kolejne dwie walki.
Jan Kowalski – SeBa kontra Won Wei, a także walka drużynowa.
Tony Hogański – Ciekawy sposób na wyłonienie uczestników, choć ja zrobiłbym loterię fantową.
Jan Kowalski – Tak, świetny pomysł. Zadzwoń do Crazy'ego i powiedz mu o tym.
Tony Hogański – Może za rok. Nie chcę przytłaczać ich wspaniałością moich pomysłów.
(W ten sposób lądujemy
backstage. Jest tu Mariusz Max Kolanko, przy którym znajduje się Won
Wei. Chiński wrestler wygląda na zmotywowanego i gotowego do walki, co
pewnie mu się przyda, gdyż walka ta zacznie się już za kilka minut.)
Mariusz Max Kolanko – Jest tu ze mną Won Wei. Dobry wieczór.
Won Wei – Dobry wieczór.
Mariusz Max Kolanko – Bal zadecydował. Już za chwilę wejdziesz na ring by walczyć z SeBą.
Won Wei – Świetnie. Nie mogę się już doczekać.
Mariusz Max Kolanko – Czy masz żal do Helenki?
Won Wei – Dlaczego miałbym mieć do niej żal?
Mariusz Max Kolanko – To
w końcu ona zdecydowała, trochę pomógł ślepy los, ale to jednak ona
sprawiła, że zmierzysz się z budzącym postrach feldmarszałkiem.
Won Wei – Jestem
wdzięczny pani Helence za wszystko. Doceniam jej wkład w to wspaniałe
wydarzenie, którego już niedługo wszyscy będziecie świadkami. Chiny
spotkają się z Prusami Wschodnimi i nie polegną, o nie! Udowodnię, że
mam w sobie coś, czego SeBie brakuje.
Mariusz Max Kolanko – Mianowicie?
Won Wei – Jestem
młodszy, zdolniejszy, bardziej wysportowany, przystojniejszy nie mam
piwnego brzucha i umiem skakać. SeBa to w ogóle chyba nie potrafi
oderwać się od podłoża ze swoją piwną masą. Wszystko to powoduje, że
jestem w stanie go pokonać. On dopiero powrócił po dłuższej absencji, a
ja z gali na galę się rozwijam.
Mariusz Max Kolanko – Dziś już wygrałeś dark match, ale SeBa to jednak SeBa, feldmarszałek Armii Prus Wschodnich.
Won Wei – Prusy Wschodnie przeżywają kryzys. Być może SeBa straci swą armię, być może ja włączę się w ten konflikt i mu ją odbiorę.
Mariusz Max Kolanko – Pozostaje mi w takim razie życzyć powodzenia.
Won Wei – Wielka epopeja Armii Prus Wschodnich kończy się dzisiaj! Skończy się w Chinach!
(Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Młody Won Wei wygląda na pewnego swego. Czy ma szansę pokonać SeBę?
Tony Hogański – SeBa może być trochę podłamany tym syjonistycznym zamieszaniem z jego armią, ale bez przesady.
Jan Kowalski – Stawiasz zatem na zwycięstwo?
Tony Hogański – Stawiam nawet dziesięć izraelskich szekli.
Jan Kowalski – Zobaczymy jak to będzie. Walka już niedługo.
(Znajdujemy się na parkingu.
Warto odwiedzać czasem takie miejsca, bo na pewno może się tam wydarzyć
coś ciekawego. Tym razem spotykamy tu Nasa Jazzowskiego i jego
celebrycką małżonkę, znaną aktorkę, Weronikę Passent.)
Weronika Passent – Nas. Zauważyłeś, że ostatnio piszą o mnie mniej w prasie?
Nas Jazzowski – Jakoś nieszczególnie.
Weronika Passent – No niby tak, ale coraz częściej pojawiam się jako "żona Nasa Jazzowskiego". Czaisz? Jakbym sama nie była ważna.
Nas Jazzowski – W czym problem?
Weronika Passent – Nie wiem. Spytam może na fejsie, co? Ale beka z tego Vaclava będzie na balu.
Nas Jazzowski – Z pewnością.
Weronika Passent (spogląda na zegarek) – Nas, Nas. Jesteśmy już spóźnieni, no.
Nas Jazzowski – Spokojnie.
Weronika Passent – Co spokojnie? Oni już tam zaczęli, a ty dzisiaj nie masz w ogóle w sobie speeda. Dżizas... chcesz jakąś tabletkę?
Nas Jazzowski – Jaką znowu tabletkę?
Weronika Passent (szperając w swojej torebce) – Co
my tu mamy? Na depresję, tego nie powiem publicznie, na rozweselenie,
buevawen, buevawex max, na grypę, buevawen mini, o jest! Buevawen na
przyśpieszenie! Zachwala go sam Vaclav. Poczekaj, dam ci luknąć.
WAMP wyciąga z torebki telefon, coś tam chwilę przy nim majstruje, po czym słychać znajomy głos:
Głos Vaclava – Buevawen speed i w te dni zawsze zdążysz do sklepu po piwo.
Weronika Passent – Czad, nie? Chcesz?
Nas Jazzowski – Nie, dzięki.
Weronika Passent – O Nas! Zobacz! Ktoś porzucił dziecko!
Pod transformatorem leżał pobity MaxiMasterMistrz.
Nas Jazzowski – To wcale nie jest dziecko.
MaxiMasterMistrz (słabym głosem) – Nash?
Weronika Passent – Nas, Nas. Pliz, weźmiemy go?
Nas Jazzowski – Co?
Weronika Passent – No, przygarniemy? Jak kotka?
WAMP zaczyna strzelać fotki pobitemu MMM, a także robi sobie z nim słit-focię.
Weronika Passent – ...
i już poleciało na Instagram. O! Cichopek już polubiła. (Do Nasa.) To
co? Bierzemy? (Spogląda w telefon.) Bo jak nie to Cichopek bierze.
(Podchodzi do Nasa i mówi mu coś na ucho.) Nie mów jej tego, ale ona
mogłaby czopki reklamować.
Nas Jazzowski – Nie
możemy go wziąć, bo on jest wrestlerem i jest całkiem dorosły.
(Spogląda na niego.) Chyba.... zresztą mam wątpliwości, co do obu tych
stwierdzeń.
Weronika Passent – Łeeeeeee...
MaxiMasterMistrz – Pomocy....
Weronika Passent – Nas, Nas. On potrzebuje pomocy. Dam mleczka, okej? Gdzieś tu miałam. (Znów zaczyna szperać w swojej torebce.) Myślisz, że on toleruje laktozę?
Nas Jazzowski (trącając go butem) – Żyjesz?
MaxiMasterMistrz – Nash? Powiedziałeś już im, że jesteśmy razem?
Weronika Passent (zmienił się jej nastrój) – Nas, o czym ten typ nawija?
Nas Jazzowski (potrząsając MMM) – Słuchaj. Idź do prezesa Związku Wrestlerów Polskich, on ci na pewno pomoże. My musimy już iść, wielki bal przed nami.
Weronika Passent – A kysz! Dajesz mi negatywne wibracje koleś.
(Nas i WAMP odchodzą w swoją stronę, a MaxiMasterMistrz powoli wstaje i zaczyna człapać w stronę wnętrza hali.)
Jan Kowalski – Cóż za emocje.
Tony Hogański – Negatywne wibracje.
Jan Kowalski – Co takiego?
Tony Hogański – Nie słyszałeś pani Weroniki? Maxi daje jej negatywne wibracje.
Jan Kowalski – Biedny Maxi. Najpierw porażka, a później spotkanie z WAMP. Wkrótce zapewne jeszcze spotkanie z Don Pedro.
Tony Hogański – Ślepy prezes z Ameryki Łacińskiej i debil, no już lepiej nie mogli się dobrać.
Jan Kowalski – Przed nami zapowiadana walka. Chiny kontra Prusy Wschodnie!
1 vs 1 match
Won Wei vs SeBa
Gra
muzyka z legendarnego "Wejścia smoka", a to oznacza, że za chwilę na
arenie pojawi się przedstawiciel frakcji chińskiej w EWF, czyli Won
Wei. Publiczność reaguje na sympatycznego Chińczyka raczej pozytywnie,
choć wielkiego szaleństwa nie ma. Nie jest on jeszcze bardzo
rozpoznawalną postacią. Won Wei wchodzi na ring, gdzie zaczyna się
rozciągać i pokazywać triki rodem z wushu.
Zaczyna grać "Hymn Prus
Wschodnich", a wszyscy wstają ze swych miejsc, a co odważniejsi nawet
go śpiewają - oczywiście w wersji polskiej. Spod FeliXtronu wychodzi
Feldmarszałek Wszystkich Polaków Także i Twój, jedyny w swoim rodzaju
SeBa. Jak zawsze towarzyszy mu jego adiutant, kwatermistrz i kuzyn w
jednej osobie, Mati. Panowie miny mają coś nietęgie, to pewnie z powodu
nieprzyjemności jakie spotkały ich na zapleczu.
Jan Kowalski – SeBa coś nietęgo wygląda.
Tony Hogański – Dziwisz się? Chcą mu armię odebrać! Feldmarszałkowi odebrać jego armię! Skandal!
Jan Kowalski – Zgadzam się. To wielki skandal i wielka niesprawiedliwość.
Tony Hogański – Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy.
Sędzią tej walki będzie
niezastąpiony Shaman. Napięcie na arenie rośnie, zważywszy na
nieprzyjemności jakie spotkały feldmarszałka w jego kwaterze głównej.
Jaka przyszłość czeka Armię Prus Wschodnich? Jak w to wszystko wmiesza
się Won Wei? Wygrają Prusy czy Chiny? Niedługo się o tym przekonamy.
Obydwaj
zawodnicy nie spuszczają z siebie wzroku. Za ringiem Mati stara się
zachęcić publiczność do wspierania Feldmarszałka Wszystkich Polaków.
Fani nie potrzebują zbyt dużej zachęty i już po chwili rozlegają się
chanty: SeBa! SeBa! SeBa! SeBa! To
niczym wystrzał z pistoletu daje wrestlerom
znak do ruszenia na siebie! Przy okazji Shaman nakazuje uderzyć w gong
i walka oficjalnie się rozpoczyna! Przyszła legenda rodzimego pro
wrestlingu
wyprowadza podręcznikowy przykład Clotheslinea i chybia, gdyż Won Wei
w iście akrobatyczny sposób rodem z Chin Ludowych schyla się, a gdy
Seba znajduje się za nim to wymierza silny cios
łokciem prosto w kręgosłup! Na twarzy zioma nad ziomami pojawia się
grymas bólu, bo taki masaż nie należy do najprzyjemniejszych.
Reprezentant chińskich sztuk walki poprawia kopnięciem w kolano, co
wyprowadza Sebę z równowagi, by klęczącego rywala poczęstować jeszcze
kilkoma w plecy i ostatnim w tył głowy. Amator Lecha pada na ziemie, a
Uparty Tygrys zaczyna celebrować.
Jan Kowalski – SeBa jest wyraźnie rozkojarzony.
Tony Hogański – Dziwisz się? Żydzi zalęgli mu się w kwaterze głównej. Hitler miał to samo!
Jan Kowalski – Twoje wypowiedzi balansują niekiedy na granicy dobrego smaku.
Tony Hogański – Jak ci się smak nie podoba to kup sobie przyprawę z Knorra.
Jan Kowalski – Co to za nachalna reklama?
Tony Hogański – Dobra, dobra, Maggi też może być.
Feldmarszałek
Wszystkich Polaków szybko podniósł się. Od razu odbił się o liny i
momentalnie powalił Chińczyka z Clothesline'a! Ten jednak natychmiast
wstaje, jednak prawie natychmiast zostaje powalony kolejnym
Clotheslinem. Uparty Tygrys nie jest zadowolony z takiego obrotu
sytuacji. Bardzo szybko podnosi się, po czym udaje mu się w iście
finezyjny sposób doprowadzić do zwarcia. Trwa szamotanina, a trzeba
przyznać, że jest to wielka chińsko-pruska szamotanina jakiej świat nie
widział. Panowie siłują się i tarmoszą, co sprawia przez chwilę żaden z
wrestlerów nie może osiągnąć przewagi, jednak w końcu to Won Weiowi
udaje się wykonać na swym przeciwniku stylowego Neckbreakera!
Feldmarszałek, który niedługo utraci swoją armię wstaje, ale Won Wei
dramatycznie chwyta go za gardło i wpycha do narożnika! Tam spada na
niego ze chińskim Splashem! Po czym poznać, że był to chiński Splash, a
nie zwykły? Ot na ten przykład wykonał go Chińczyk i to wystarczy. Won
Wei nie próżuje, tylko znów chwyta rywala i przerzuca do narożnika
znajdującego się naprzeciwko. Feldmarszałek mimo, że próbował przybrać
aeorodynamiczną pozycję to rozbija się w narożniku. Won Wei bierze
wielki rozpęd i próbuje kolejnego chińskiego Splasha... ale SuperZiom
odsuwa się i to Uparty Tygrys rozbija się na słupku narożnika! SeBa
natychmiast odbija się od lin i spada na podnoszącego się rywala z
Elbow Dropem. Następnie podnosi rywala i rzuca go o liny, a następnie
wykonuje mu Atomic Drop.
Tony Hogański – Brawo feldmarszałku!
Jan Kowalski – SeBa nie poddaje się.
Tony Hogański – Armia Prus Wschodnich nigdy się nie poddaje i nie bierze jeńców!
Won Wei też nie ma zamiaru się poddawać, nie bez powodu jego rodzina od
stuleci kieruje szkołą tradycyjnych sztuk walki. Od razu wstaje, ale
SeBa powala obywatela Chińskiej Republiki Ludowej Clotheslinem. Ten od
razu wstaje, odbija się o liny i w skoczny sposób próbuje Dropkicka,
ale SeBa efektownie odskakuje na bok i Won Wei spada na matę. Szybko
jednak podnosi się i dochodzi do kolejnego zwarcia między zawodnikami.
Szamotanina jest znów intensywna. Panowie zaczynają wymieniać między
sobą różnego rodzaju ciosy, są więc kopniaki, są uderzenia pięścią i
żaden z nich nie może w takich okolicznościach lubelskiej przyrody
uzyskać przewagi. Trochę to trwa, ale publiczność nie ma nic przeciwko,
bo emocje i napięcie jakie budowane są w tej walce są po prostu
ogromne. W końcu jednak Won Wei wrzuca znów SeBę wprost w jeden z
pobliskich narożników. Od razu do niego podchodzi, po czym brutalnie
chwyta za gardło, ale nie to jest najważniejsze, bo jednocześnie dusząc
rywala, zaczyna też swym kolanem wymierzać mu potężne ciosy w brzuch. W
sumie kilkanaście potężnych kopniaków spada na Feldmarszałka Wszystkich
Polaków. Won Wei chce go przerzucić to naprzeciwległego narożnika, ale
SeBa nie pozwala na to, chwyta rywala, przesuwa się za jego plecy i
próbuje German Suplexa, ale Won Wei nie pozwala na to, strzela go
brutalnie łokciem w twarz, co sprawia, że rywal musi go puścić.
Jan Kowalski – Won Wei prezentuje się dziś naprawdę bardzo dobrze.
Tony Hogański – Bezwstydnie wykorzystuje fakt, że feldmarszałek jest mentalnie osłabiony!
Jan Kowalski – To akurat nie jest wina Won Weia.
Tony Hogański – Feldmarszałkowi takich rzeczy robić nie wolno. Co na to powiedzą Prusy Wschodnie?
Jan Kowalski – Nic nie powiedzą, bo wpadły pod kontrolę syjonistów.
Won Wei próbuje zaatakować przeciwnika, ale feldmarszałek wykorzystał
jedną ze strategii von Moltkego. Przeprowadził bowiem świetnie
zaplanowany taktyczny
odwrót na z góry upatrzoną pozycje, czyli obszar za ringiem. Tam
zostaje powitany przez okrzyki Matiego, który zarzuca mu lenistwo i
mówi coś o niepotrzebnym spożywaniu piwa przed walką. Feldmarszałek
przypomina swojemu kuzynowi, że jest on feldmarszałkiem moim, twoim, po
prostu wszystkich – w tym Matiego i że nie będzie tolerował takiego
tonu. Tą gorącą wymianę zdań wykorzystuje Won Wei uderzający w Sebę
baseball slidem. Siła ciosu sprawiła, że super ziom uderzył w barierkę.
Wu Shu Tiger wraca na ring, bierze rozbieg odbijając się o przeciwległe
liny i gdy już ma skakać na wstającego przeciwnika ten zostaje
pociągnięty na bok przez swego kuzyna. Chińczyk nie zdążył wyhamować,
ale wykorzystując rozpęd wykonał salto w przód, stojąc na rękach odbił
się plecami od lin, wrócił do pozycji stojącej i całość pokazu
gimnastyki zakończył saltem do tyłu beż używania rąk. Publika nagradza
brawami te cyrkowe występy a poddenerwowany SeBa wraca na ring.
Jan Kowalski – Mówiłem już, że Won Weia trzeba pochwalić?
Tony Hogański – Tak, tak.
Jan Kowalski – Kto wie. Może to początek chińskiej epopei w EWF.
Tony Hogański – Myślałem, że już się uwolniliśmy od tych azjatyckich hord, a tu proszę... Bidam, Won Wei... mnożą się, mnożą!
SeBa chcąc
zmienić taktykę namawia Azjatę do spróbowania się w siłowaniu.
Wprawdzie już dzisiaj dochodziło do podobnych szamotanin, ale dlaczego
by nie spróbować jeszcze raz? Won Wei nie ma chyba nic przeciwko. W ten
sposób dochodzi
do złączenia dłoni i wyższy oraz cięższy Seba zmusza przeciwnika do
klęknięcia. SuperZiom w bardzo energiczny sposób, pewnie nawet
wschodniopruski, zwiększa nacisk przez co Wei już klęczy już jak
do pacierza. Oczywiście zakładając, że on wie czym jest pacierz.
Zważywszy na jego azjatycki background być może powinien klękać do
jakichś buddyjskich albo taoistycznych obrzędów. Chyba, że wyznaje
konfucjanizm, oni tam chyba rzadko klęczą. EWF zachowuje równowagę
religijno-filozoficzną. Następuje zmiana taktyki i Feldmarszałek
Wszystkich Polaków Także i Twój wynosi swego
oponenta do pozycji startowej, by następnie trzymając go za dłonie,
paść na plecy i wyrzucić go w powietrze Monkey flipem w międzyczasie
zwalniając splot palców. Won wyleciał w górę i uderzył w matę aż
zabrakło mu tchu i robiąc minę karpia wyjętego z wody próbuje złapać
dech. To uziemienie jest na rękę SeBie, spadającego właśnie na
Chińczyka z czarującym Elbow Dropem.
Tony Hogański – SeBa potrafi!
Jan Kowalski – Faktycznie, w tej części walki feldmarszałek prezentuje się znacznie lepiej.
Tony Hogański – To zasługa pruskich treningów i pływania w Obie.
Jan Kowalski – Być może...
Dręczenie przeciwnika w wykonaniu SeBy jest kontynuowane
poprzez założenie Fujiwara Armbar na prawą rękę. Won Wei jest w
tarapatach, gdyż jego szybkość i zwinność tracą na znaczeniu podczas
walki w parterze. Mijają kolejne sekundy bezowocnych prób wydostania
ręki z potrzasku. Wei decyduje się na szukanie innego wyjścia z opresji
– wyciąga nogę w kierunku lin. Brakuje kilka centymetrów, ale Tygrys
się nie poddaje i jesteśmy świadkami nadludzkiego wysiłku i pokazu
sprawności ludzkiego ciała – rozciągając wszystkie mięśnie pleców i
lewej nogi udaje się zarzucić ją na najniższą linę. Zauważywszy to
sędzia nakazuje SeBie zwolnienie dźwigni, co ten czyni niechętnie. Obaj
wracają do pozycji pionowej i już po chwili Won Wei postanawia uderzyć
z lariatem… popełnia jednak błąd, gdyż rutynowo używa do tego obolałej,
prawej ręki. Cios ten nie robi na feldmarszałku Armii Prus Wschodnich żadnego wrażenia, a samego Weia
zmusza do chwycenia się za obolałą kończynę. Chwilową przewagę
wykorzystuje Feldmarszałek całego narodu, zarzucając Wona na barki i
szykując się do wykonania SBS [Go To Sleep]. Wei kontruje to uderzając
kilkukrotnie Sebe łokciem w głowę, co pozwala mu na osunięcie się na
ziemie i wykonanie low drop kicka w kolano rywala. Ten pada jak rażony
na ziemie, zaś Uparty Tygrys ekspresowo wspina się na narożnik i skaczę z
Golmud Splashem [Frog Splash]! Pin....1.....2......2,5...SeBa wykopuje!
Tony Hogański – Czyż on nie jest niesamowity?
Jan Kowalski – Dobrze, że wrócił. Brakowało nam go w EWF.
W ostatnim niemal momencie SeBa wykopał i uratował się przed porażką!
Rozgrzany Won Wei nie zraża się tym niepowodzeniem, to nie jest w jego
stylu, lecz ponownie wraca na narożnik i tym razem skacze z
Wushusault [Moonsault]! Jednak pudłuje, gdyż SeBa odturlał się na bok!
Publiczność szaleje ze szczęścia, choć Won Weiowi też okazuje sporo
sympatii. To dobry chłopak. Obaj wrestlerzy starają się wrócić do
pozycji pionowej. Wei wstaje i zaczyna się
rozglądać za przeciwnikiem. Odwraca się w stronę środka ringu tylko po
to by nadziać się na SBO! [Ace Crusher)]! Pin......1.........2.......3! (Zwycięzcą jest: SeBa!)
Tony Hogański – Yeah!
Jan Kowalski – Jednak zwyciężył.
SeBa triumfuje! Mati wpada na ring z dwoma Lechami i panowie zaczynają
piwną celebrację. Feldmarszałek wchodzi na jeden z narożników i
świętuje wraz z równie szczęśliwą, co on publicznością. Gra Hymn Prus
Wschodnich, a zważywszy na sytuację na zapleczu, być może jest to
ostatni raz. Cała arena śpiewa ten hymn, co jeszcze bardziej raduje
Feldmarszałka Wszystkich Polaków. W rytmach swej muzyki, wraz z Matim
opuszczają ring.
Tony Hogański – Mam nadzieję, że to jednak nie ostatni raz, gdy słyszymy ten piękny hymn.
Jan Kowalski – Ja także mam taką nadzieję.
Tony Hogański – To co? Może zrzuta na armię?
Jan Kowalski – Mnie na to nie stać.
Tony Hogański – Może SeBa powinien poszukać sponsora. Coś trzeba zrobić! Tak to nie może się skończyć!
(Przenosimy się na zaplecze,
nie ma co biadolić. Widzimy tutaj Bubbę, który przemierza korytarz
hali. Ciekawe dlaczego nie ma go na balu pretendentów? Taki kolega
SR-Crazy'ego, przyjaciel wręcz, a zaproszenia nie dostał? Bubbowski
rozmawia przez telefon komórkowy.)
Bubba – Tak, będę na balu później. Mam coś do załatwienia w hali. Tak, tak, mam frak. Nie ma problemu. Widzimy się na balu, cześć.
Były EWF World Champion kończy rozmowę. W samą porę, bo na horyzoncie pojawił się akurat Ordinary Mortal.
Ordinary Mortal – Możemy porozmawiać?
Bubba – Porozmawiać?
Ordinary Mortal – Chciałbym wyjaśnić parę spraw. Jeszcze z 2009 roku.
Bubba – Nie mam żalu. Takie to były czasy.
Ordinary Mortal – Mimo wszystko?
Bubba – Nie widzę przeszkód.
(Mortal i Bubba razem odchodzą. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Bubba zawsze knuje spiski.
Jan Kowalski – Co? Przecież teraz niczego nie zrobił.
Tony Hogański – Bubba knuje spiski nawet, gdy tego nie widać. Być może robi to w sposób nieświadomy.
Jan Kowalski – Nieświadome knucie spisków?
Tony Hogański – Tak, to taki typ. Nawet jego tłuszcz potrafi autonomicznie spiskować.
(Czas sprawdzić, co też dzieje
się na balu pretendentów. Znajdujemy się przy głównym wejściu, przez
które właśnie wkroczyli Nas Jazzowski i Weronika Passent. Mesjasz
polskiego wrestlingu prezentuje się wybornie we fraku, a WAMP wygląda
obłędnie w sukni wieczorowej - od razu widać, że od dzieciństwa jest
przyzwyczajona do takich imprez.)
Weronika Passent – Nas, Nas, ale będzie bal, nie?
Nas Jazzowski – Tak...
Ich przybycie zostaje ogłoszone wszystkim zebranym.
Herold – Pan Nas Jazzowski z małżonką, panią Weroniką Passent!
SR-Crazy pijący szampana wraz z Bidamem, Velvetem Lee i Smelą od razu ruszył w stronę nowych gości.
Weronika Passent – Nas, Nas! Też sobie sprawimy takiego gościa? Pliz!
Nas Jazzowski – Co? A po co nam on?
Weronika Passent – Postawimy go przy drzwiach i będzie ogłaszał, kto przyszedł! Np. "Listonoooosz!" albo "Wojciech Jaruzelski".
SR-Crazy (szeptem do Smeli) – Co? Kto zaprosił Jaruzela?
Smela (szeptem do Crazy'ego) – To nie herold mentorze, tylko małżonka Nasa.
SR-Crazy (szeptem do Smeli) – Aha. (Do nowych gości.) Witam na balu!
Weronika Passent – Serio?! Jest tu Herod?
SR-Crazy (zdziwiony) – Kto?
Weronika Passent – No Herod! Ten gostek w typie łasicy... (Wskazuje na Smelę.) Sam powiedział, że to Herod. (Zmartwiła się.) Ej
no, po co zapraszacie typa co zabijał dzieci w Betlejem? Rzeź
niewiniątek i te sprawy. Nic wam to nie mówi? No come on, dżizas... jak
tak można?
Nas Jazzowski – To nie ten Herod tylko herold.
Weronika Passent – A to spoksik.
Nas Jazzowski – Dziękujemy za zaproszenie i przepraszamy za drobne opóźnienie.
SR-Crazy – Nic się nie stało. (Crazy całuję WAMP w dłoń.) Pani pozwoli, że pożyczę męża na chwilę?
Weronika Passent – Luzik, widziałam Werę Książkiewicz to pójdę i sobie z nią pogadam. Cześć.
WAMP uśmiechnięta od ucha do ucha i nawet chyba szczęśliwa - widać doskonale czuje się na tego typu imprezach - odchodzi.
SR-Crazy – Zapraszam na cygaro do salonu.
Nas Jazzowski – Brzmi nieźle. Vaclav jest?
SR-Crazy – Cygara
wypalimy przed przybyciem Vaclava. Jego maniery... on jest taki
nieokrzesany, nie wiem czy umiałby się odpowiednio zachować wśród
dżentelmenów.
Nas Jazzowski – A Franko jest?
SR-Crazy – Jest.
Nas Jazzowski – To szkoda, że zapomniałem zabrać krzesła.
Głos WAMP z oddali – Nas! Tu jest dużo krzeseł! Jak chcesz to zajmę ci jakieś, okej? (Do jakiejś kobiety.) Laska zmykaj stąd, tu Nas będzie siedział. (Znów krzyczy do Nasa.) Już mam!
SR-Crazy – Chodźmy lepiej.
Smela – Przekażę pana małżonce, że miejsc nie trzeba zajmować.
Nas Jazzowski – Dobry pomysł. Dziękuję.
(Koniec wizyty na balu, przynajmniej na jakiś czas, ale na pewno wrócimy tam już niebawem. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – No i już są w komplecie.
Jan Kowalski – Jak to? Przecież Vaclava nie ma.
Tony Hogański – On tam do niczego nie jest potrzebny. To kulturalne towarzystwo.
Jan Kowalski – Vaclav też jest przecież pretendentem.
Tony Hogański – Chyba do nagrody ginekologa roku.
(Jesteśmy na zapleczu, a
konkretniej w szatni frakcji patriotycznej. Siedzą tutaj Żubr, a Michał
i Andrzej wieszają na ścianach biało-czerwone flagi. Gdzieś mignęło
także zdjęcie Romana Dmowskiego.)
Żubr – Jak nasi?
Andrzej – Na razie spokojni.
Żubr – Wydajcie polecenie, że w czasie tag matchu nie mają zbytnio szaleć.
Michał (zdziwiony) – Jak to? Bez zmasowanego dopingu?
Żubr – Ta
walka nie jest dzisiaj najważniejsza. Liczy się Puchar Szczęściarza,
trzeba oszczędzać siły na najważniejszą walkę, gdzie mogę zdobyć
trofeum.
Andrzej – Ale...
Żubr – Krok
w tył, dwa kroki w przód. Trzeba myśleć strategicznie i grać na
zmęczenie Chickasawa. To mój największy rywal do zdobycia pucharu, tak
coś czuję.
Michał – Czyli?
Żubr – Trzeba zrobić wszystko by to Chickasaw walczył najwięcej, a ja najmniej.
Andrzej – Czy to jednak patriotyczna strategia?
Żubr – Jak
najbardziej! Roman Dmowski mówił, że "po cóż pracować dla narodu, pchać
go naprzód, wydobywać go na widownię dziejową, jeżeli i tak kiedyś, w
dalszej przyszłości zestarzeje się on i zginie? Mój Boże, każdy z nas
wie o sobie, że umrze, a jednak to mu nie przeszkadza pracować dla
siebie, zdobywać sobie majątku, stanowiska, wpływów itd. Naszym
zadaniem jako członków narodu nie jest zapewnienie mu wiecznego
istnienia, ale tylko wydobycie z niego jak największych sił,
wywalczenie mu jak najszerszego, najbogatszego, pod każdym względem
najpełniejszego życia".
Andrzej – No skoro Roman Dmowski tak mówił...
Żubr – Puchar
Szczęściarza to nasz dzisiejszy cel. Wszystko inne to okazja to
podniesienia swoich umiejętności, sprawdzenia siebie, zwłaszcza jak za
przeciwnika ma się Bidama, ale to tyle. Wieczorem liczyć się będzie
ten, kto zdobył trofeum.
(Po tej patriotycznej mowie wracamy w okolice stanowiska komentatorskiego.)
Jan Kowalski – Patriotyzm zawsze w cenie.
Tony Hogański – Śpieszmy się kochać Polskę, tak szybko odchodzi.
Jan Kowalski – Co?
Tony Hogański – Co
co? Z Tuskiem jako naczelną kurwą wszystko jest możliwe. Żebyś się nie
zdziwił jak pewnego dnia obudzisz się w jakiejś eurozonie Warschau.
(Znajdujemy się na placu przed
hotelem, gdzie odbywa się bal pretendentów. Jest tu tłum dziennikarzy,
którzy z uwagi na gigantyczne nagromadzenie celebrytów i znanych
osobistości po prostu muszą tu dziś być. Właśnie podjechała długa
czarna limuzyna, z której wysiedli... Felipe Castro, Vaclav... i cztery
bardzo skąpo odziane kobiety, które wyglądają na prostytutki. Co
ciekawe Vaclav ubrany jest we frak i wygląda bardzo godnie i
reprezentacyjnie.)
Vaclav – Panie
się nie martwią, że zostaną odrzucone. Tam też jest mnóstwo kurew,
tylko że one robią to w inny sposób, a wy, wy z otwartą przyłbicą..
albo macicą... Także nie bójcie się. Dziwki są zawsze wszędzie mile
widziane.
Felipe Castro – Miałeś używać zwrotu "damy do towarzystwa".
Vaclav – Miałem?
Felipe Castro – Tak.
Prostytutka#1 – ... i naprawdę będzie tam księżna Kate?
Vaclav – No, i książę Wellington z Metternichem, bez dwóch zdań.
Dziennikarze zauważają
Vaclava, Felipe Castro i jego towarzyszy i od razu do nich podbiegają.
Rzecz jasna robią też mnóstwo zdjęć i próbują zadawać pytania.
Dziennikarz#1– Panie Vaclavie! Jak się pan odniesie do oskarżeń Tony'ego Hogańskiego i Nasa Jazzowskiego o...
Vaclav – To
wszystko bzdury. Materiał został spreparowany i teraz próbuje się to
wykorzystać przeciwko mnie. A dlaczego? Dlatego, że stoję po przeciwnej
stronie barykady. Czy ja jednak komuś przeszkadzam? Czy próbuję obalić
władze EWF, abstrahując od ich legalności? Nie, nie próbuję. Robię
swoje, po prostu walczę. Są osoby w tej federacji, które pragną mnie
zdyskredytować, obrzucić błotem moje imię. Ja na to nie pozwolę.
Dziennikarz#2 – Czyli nie dokonałeś aborcji na tej biednej kobiecie?
Vaclav – Jestem
Mecenasem Ekstremy, a nie barbarzyńcą. Nie mam pojęcia jak możecie w
taką bzdurę wierzyć. W dzisiejszych czasach ludzie uwierzą we wszystko,
nawet w zjadacza płodów.
Felipe Castro – Dziękujemy bardzo. To wszystko, co mamy do powiedzenia.
Dziennikarz#2 – A co z wyborami na prezesa Związku Wrestlerów Polskich?
Vaclav – Jebać system! Wybory zerwane, a prezesem jestem ja.
Felipe Castro – To już naprawdę wszystko. Dla oszczerców nie będzie litości i spotkamy się z nimi w sądzie.
Wróg Ludu, syn Feliksa Castro
i cztery prostytutki kierują się do drzwi. Tam stoi ochrona, której
przewodzi Avon Tschorny - delegat GRU na bal pretendentów.
Avon Tschorny – Panie Vaclavie, witamy.
Mecenas Ekstremy wchodzi do środka. Zaraz za nim próbują przejść Felipe Castro i prostytutki, ale zostają zatrzymani przez GRU.
Felipe Castro (zdenerwowany) – Gdzie z tymi łapami? Co to znaczy?
Vaclav – Spokojnie Filip. (Do Avona.) Co to ma znaczyć?
Avon Tschorny – Państwo nie mają zaproszeń, nie mogą wejść na bal. Przykro mi.
Felipe Castro – Już ja ci pokażę! Czy ty wiesz kim ja jestem?!
Vaclav – Filip, nie ma sensu. Odwieź panienki i zapłać im. Sam zajmę się balem.
Felipe Castro – Jak tam chcesz...
(Mecenas Ekstremy wkracza do
budynku. Felipe Castro i cztery dziewczęta muszą jednak opuścić ten
teren. My także, dlatego wracamy na ring.)
Tony Hogański – Tego drania też trzeba było nie wpuszczać! Widziałeś go?! Chciał splugawić eleganckie przyjęcie!
Jan Kowalski – Tak, widziałem.
Tony Hogański (strasznie przejęty) – Co ja mówię?! On i tak je splugawi samą swoją obrzydliwą osobą!
Jan Kowalski – Uspokój się Tony, bo ci ciśnienie skoczy.
(Po odwiedzinach poza obrębem
hali czas sprawdzić co też słychać u innych wrestlerów EWF. W
indiańskiej szatni, która jest indiańska tylko z nazwy, bo nie ma tam
żadnych pióropuszy ani wigwamów znajdują się The Chickasaw i Mia. Jimmy
rozgrzewa się przed walką.)
Mia – Jimmy, już czas.
The Chickasaw – Tak, masz rację.
Mia – Słyszałeś co mówił Żubr? Uważa cię za najgroźniejszego rywala w walce o Puchar Szczęściarza.
The Chickasaw – To podobnie jak ja.
Mia (zdziwiona) – Też uważasz siebie za najgroźniejszego rywala w walce o Puchar Szczęściarza? Jimmy, it makes no sense.
The Chickasaw – Też uważam jego za najgroźniejszego rywala.
Mia – No racja. Jimmy, bądź ostrożny i nie przemęczaj się. Daj Bidamowi walczyć.
The Chickasaw – Trzeba walczyć honorowo i zawsze dawać z siebie wszystko.
Mia – Oczywiście... ale puchar...
The Chickasaw – Puchar zdobędę tak czy inaczej, a honoru nikt mi nie zwróci.
Mia – Niby tak...
The Chickasaw – Fanów nie da się oszukać. Będę grał fair, zrobię wszystko by wygrać w walce drużynowej, a później zdobędę Puchar Szczęściarza.
(Po tej deklaracji wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Szykują się nam świetne walki. Najpierw ciekawy tag team match, a później walka o Puchar Szczęściarza.
Tony Hogański – Great Barri będzie sędziował!
Jan Kowalski – Sam nie mogę się doczekać. Zresztą zobaczymy jeszcze pewnie wiele innych ciekawych pojedynków, choć na razie ich nie znamy.
Tony Hogański – Te tajemnice, balowe losowania i loterie. Po co to wszystko? Mogli dać mistrzowi Szakalowi zdecydować.
Jan Kowalski – A właśnie. Gdzie twój mistrz? Stoczył walkę i się jakoś nie pokazuje.
Tony Hogański – Nie mam pojęcia... ale w swoim sercu czuję... (Toster chwyta się za serce.) ... że niedaleko.
(Znów
jesteśmy na balu. Często będziemy tu dzisiaj wpadać. Dla odmiany jednak
nie odwiedzamy sali balowej, lecz specjalny salon, gdzie wybrani goście
mogą się spokojnie zrelaksować i odpocząć od gwaru wielkiego przyjęcia.
Tutaj właśnie widzimy SR-Crazy'ego, Nasa Jazzowskiego, Franko i Bidama
popalających cygara. Są tu też Miszka oraz Smela, ale oni cygar nie
dostali.)
Smela – Mentorze? Mogę prosić o uwagę?
SR-Crazy – Co tam znowu?
Smela – Niespodzianka.
Miszka podchodzi do kotary
osłaniającej ścianę i odsuwa ją. Za nią znajduje się naturalnej
wielkości portret Dark Avengera. EWF World Champion bardzo się wzruszył
widząc swojego przyjaciela jak żywego.
SR-Crazy – Dziękuję. To piękny podarunek.
Nas Jazzowski – Szkoda, że niektórzy nie potrafią docenić takich rzeczy.
Franko – Jakich rzeczy?
Nas Jazzowski – Jak prezenty. Ja na przykład lubię dawać w prezencie krzesła.
Franko – Krzesła, tak?
Nas Jazzowski – Słyszałem,
że nie lubisz krzeseł. Nie ukrywam, przypierdoliłem ci, bo akurat się
nawinąłeś. Przypierdoliłem ci drugi raz, bo znów się nawinąłeś, a do
tego zacząłeś rządzić się tutaj jakbyś był panem tej federacji. Jedyny
sprawiedliwy, co? Wiem, że mnie nie lubisz, ale prując się o taką
pierdołę wychodzisz na niezłego frustrata.
Franko – Myślałem,
że wyraziłem swoje stanowisko dość jasno i przejrzyście. Moje pretensje
do ciebie dość mocno wykraczają poza uderzenie krzesłem.
Nas Jazzowski – Widać nie słuchałem cię dość uważnie.
Franko – Oczywiście,
bo mesjasz polskiego wrestlingu nigdy nie słucha nikogo uważnie. Oprócz
siebie... no i chyba żony, co nie? Pantoflarzu?
Nas Jazzowski – Co powiedziałeś?
Rzeźnik i Nassjasz
niebezpiecznie zbliżyli się do siebie, więc zainterweniował Bidam,
który wszedł między nich i zaczął łagodzić obyczaje.
Bidam – Spokojnie panowie, spokojnie.
Smela – Panie Bidamie, na pana już chyba czas. Walka niedługo.
Bidam (po cichu do Franko) – Obiecaj, że mu nie przypierdolisz. Nie będziemy robić zadymy na balu.
Franko (po cichu do Bidama) – Nie
planowałem, zresztą ja nie mam takiego zwyczaju, bo nie daję się łatwo
sprowokować, ale w razie czego będę się powstrzymywał.
Nas Jazzowski – O czym tam tak szepczecie?
Bidam – Że właśnie wychodzę. Do zobaczenia później.
Siergiejewicz Nowosibirski podchodzi do drzwi i opuszcza salon. W tym momencie z sali obok słychać głos zapowiadacza.
Głos herolda – Pan Vaclav!
Głos Vaclava – Dla ciebie, jaśnie pan Vaclav.
Głos herolda – Jaśnie pan Vaclav!
Głos Vaclava – Zapomniałeś powiedzieć, że jestem prezesem Związku Wrestlerów Polskich.
Głos herolda – Ale przecież pan nie jest...
Słychać jakieś uderzenie i dźwięk, jakby ktoś dostał cios w brzuch.
Głos herolda (słabym głosem) – Jaśnie pan Vaclav... prezes Związku Wrestlerów Polskich.
Słysząc to Crazy i reszta
towarzystwa także opuszcza salon. Vaclav tymczasem rozgościł się.
Zabrał kieliszek szampana wiceministrowi spraw zagranicznych i zajrzał
pod sukienkę znanej aktorki o dwóch nazwiskach bez łącznika, której
fanem był niegdyś, a może nadal jest, Scotty Whiped, znany obecnie jako
Yoshihito Nabeshima, który spadł z pancernych schodów i połamał się na
amen.
SR-Crazy – Vaclavie! Witaj!
EWF World Champion wyciąga dłoń w stronę Vaclava, ale ten tylko spluwa na parkiet.
Vaclav – Dobry wieczór. Więc to jest ten bal?
SR-Crazy – Tak, cieszę się, że jesteś! (Szeptem do Smeli.) Szybko, przystawki, nim pożre jakiś płód.
Vaclav – Ty też wierzysz w tę bajeczkę?
SR-Crazy – Może coś do jedzenia?
Vaclav – Piwo.
Szaleniec pstryka palcami.
Pojawia się służący, który przynosi butelkę Perły, a także kufel.
Vaclav chwyta butelkę, otwiera ją, a kufel przypadkowo strąca z tacki,
tak że rozbija się on na dwa kawałki, bo to grube szkło i przecież nie
rozpryśnie się na miliard drobinek.
Vaclav – Straszna niezdara ze mnie.
SR-Crazy – To się posprząta. Może spoczniesz?
Vaclav – Nie, nie. Pozwiedzam sobie, popiję. Mogę, prawda?
SR-Crazy – To bal pretendentów. Tu panuje wolność.
Vaclav – Świetnie.
Mecenas Ekstremy oddala się, a obok SR-Crazy'ego pojawia się Smela.
SR-Crazy – Miejcie go na oku. Zawiadom Avona.
Smela – Tak mentorze, zrobi się.
(Wracamy do naszych komentatorów.)
Tony Hogański – Widzisz? On się nie potrafi zachować!
Jan Kowalski – Zwracam uwagę na rosnące napięcie pomiędzy Franko a Nasem Jazzowskim.
Tony Hogański – Panowie mają problemy, ale wyjaśnią to sobie jak cywilizowani ludzie.
Jan Kowalski – Jesteś tego pewien?
Tony Hogański – Niżej niż mój zdradziecki wychowanek nie upadną. Nawet jeśli są barbarzyńcami to na wyższym stadium rozwoju niż on.
(Znajdujemy się na korytarzu.
Nikogo tutaj nie ma. Dlaczego? Czyżbyśmy mieli po prostu podziwiać
misterne zdobienia na ścianach? Chyba nie. Wprawdzie nikt się nie
pojawia, ale realizator zwraca naszą uwagę na niedomknięte drzwi do
jakiejś szatni. Robi zbliżenie i słychać wyraźnie dwa głosy. Jeden z
nich z całą pewnością należy do Bubby, drugiego nie możemy w tej chwili
zidentyfikować.)
Niezidentyfikowany głos – To nic osobistego.
Bubba – Ale...
Niezidentyfikowany głos – Przykro mi, ale tu nie ma miejsca na "ale".
Bubba – Jeszcze tyle pracy przede mną. Kraven prowadzi EWF ku otchłani! Ku upadkowi! Hańbi dobre imię tej federacji!
Niezidentyfikowany głos – Każdy dysponuje wolną wolą.
Bubba – Dlatego chciałbym...
Niezidentyfikowany głos – Ale nie ty.
Bubba – Nic na mnie nie macie.
Chwila ciszy.
Bubba – Jak? Jak... jak to możliwe? Skąd to macie?
Niezidentyfikowany głos – Wiemy wszystko, możemy wszystko.
(W tym momencie drzwi zostają brutalnie zatrzaśnięte. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Co to znaczy?
Tony Hogański – Nie mam pojęcia, ale mam nadzieję, że skończy się to na wypierdoleniu Bubby z federacji.
Jan Kowalski – Nie podoba mi się to.
Tony Hogański – A mi wprost przeciwnie.
Jan Kowalski – Może
kolejna walka mnie pocieszy....
(Janek chciał coś powiedzieć,
jednak realizator mu brutalnie przerwał. Znajdujemy się w biurze
senatora Szakala. Wszystkie pamiątki - na swoim miejscu. Paprotka - na
swoim miejscu. Szakal - na swoim miejscu. Senator dyżuruje przy
telefonie.)
Szakal – Halo kurwa? Telefon zaufania senatora Szakala.
Spokojny męski głos – Panie senatorze. Kiedy pan wpadnie do nas do radia na nagranie audycji?
Szakal – Będę w środę. Macie to jak amen w pacierzu. (Uśmiecha się po swojemu.) Ha-ha, taki żart branżowy. Puszczam do was moje łyse oczko. Dobra, przyjąłem, bez odbioru.
Łysy rzuca słuchawką.
Szakal – Będę męczennikiem kurwa.
Dzwoni telefon. Łysy odbiera.
Szakal – Halo kurwa? Telefon zaufania senatora Szakala.
Męski głos – Niech pan senator włączy szybko WSI24.
Szakal – Kto mówi kurwa?
Męski głos – Fan. To pilne, WSI24 - teraz.
(Rozmowa się kończy, a Szakal drapie się zdziwiony po łysinie. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Mistrz tu jest! Mistrz jest z nami!
Jan Kowalski – Nim mi tak brutalnie przerwano chciałem powiedzieć, że być może kolejna walka mnie pocieszy. W końcu jesteśmy federacją wrestlingową, a
nie taką co to organizuje bale, szantaże i knuje spiski.
Tony Hogański – No to dalej! (Śpiewnie.) Niech porywa nas czar par! Bo to walka drużynowa!
Tag team match:
Bidam & The Chickasaw & Żubr & Johnny Thornpike
Słyszymy The Clash - „London Calling” i
publiczność ma okazję do przywitania się z Bidamem. Przeważa solidny,
głośny cheer, chociaż słychać również przebijające się przez niego
gwizdy generowane głównie przez zwarty zastęp fanów
Żubra. Pan Nowosibirski ignoruje tych mąciwodów, pozdrawia grupkę
wydekoltowanych fanek, po czym spokojnym i pewnym siebie krokiem rusza w
stronę ringu. Dociera tam bez przeszkód i rozpoczyna rozgrzewkę.
Gra Rush
i „Tom Sawyer”, co oznaczać może tylko i wyłącznie pojawienie się Chickasawa, wraz z towarzyszącą
mu czarującą asystentką - Mią. Zgromadzeni w hali widzowie witają tą
parę bardzo ciepło. Słychać nawet okrzyki: „Woooooo!”, na które
zainteresowani chętnie odpowiadają. Chickasaw przybija kilka „piątek”,
jego towarzyszka żartuje sobie z jakimś odważnym fanem... pozytywna
energia unosi się w powietrzu. Tylko pobliska grupa sympatyków Żubra psuje obraz
całości, wyzywając indiańską parę słowami znanymi głównie z meczów piłki
kopanej. Są jednak ignorowani. Chickasaw odbiera całusa „na szczęście”
od swojej towarzyszki, wskakuje na krawędź ringu i z werwą wskakuje
pomiędzy liny.
Hunter „War” oznacza pojawienie się Johnny’ego
Thornpike’a. Thorn Mouth po prostu idzie z wzrokiem utkwionym w swoich
przeciwnikach, ignorując przy tym buczenie i gwizdy widowni. W końcu
dociera do celu i zostaje tam powitany przez uśmiechniętego Bidama. Nie
odpowiada na to powitanie i zaszywa się w jednym z narożników. Jego
wzrok jest utkwiony w rywalach.
Paweł Kukiz i „Boa” – na arenę
wkracza dzierżący biało czerwoną flagę Żubr. Jego wejście zamienia się w
coś na kształt zwycięskiego pochodu, w trakcie którego zawodnik
wymachuje flagą i wykrzykuje przy tym różnego rodzaju patriotyczne
hasła. Pięknie jest i podniośle, chociaż nie wszyscy fani to doceniają.
Po okrążeniu ringu dookoła, Sarmata przekazuje flagę w ręce Tony’ego
Hogańskiego. Później wkracza na ring.
Jan Kowalski – Po tej walce możemy spodziewać się wszystkiego.
Tony Hogański (wymachując flagą) – Tylko tyle masz do powiedzenia?
Jan Kowalski – Tak, tylko tyle.
Tony Hogański – Nie był to jakiś szczególnie odkrywczy komentarz.
Jan Kowalski – Przykro mi, że cię zawiodłem.
Sędzią
tej walki będzie Lech Grudziński. Instruuje on zawodników jak mają się
zachowywać, co wolno, a czego nie wolno. Tak jak Kowalski i Grudziński
nie jest zbyt odkrywczy, ale taka już natura jego pracy. Johnny
Thornpike przez chwilę naradza się z partnerem, a później z lekkim
uśmieszkiem zajmuje swoje miejsce w narożniku. Z kolei Bidam pozwala
się wykazać Chickasawowi, więc na ringu pozostają Indianin i Sarmata.
Słychać gong, czyli zaczynamy.
Jan Kowalski – Zaczęli!
Tony Hogański – Kolejny
raz odkryłeś Amerykę. Gratuluję Janku, jesteś dzisiaj w wybornej
formie. Aż mi się smutno zrobiło. Chyba przestań machać flagą w ramach
solidarności z twoją beznadzieją. (Faktycznie, Toster przestaje wymachiwać flagą.)
Żubr zaprasza oponenta do próby sił, na co Kochanek
Katriny reaguje pełnym politowanie spojrzeniem i pukaniem się w czoło.
Patriota rzuca kilka cierpkich słów na temat tchórzostwa
czerwonoskórych, na co jego przeciwnik odpowiada równie cierpką uwagą na
temat walorów intelektualnych „Polskiego Bizona”. Poirytowany Żubr
rusza do ataku i robi to w swoim stylu – szybko, mocno i z wielką
zajadłością. Chickasaw z gracją unika jego ciosów i odpowiada dwoma
szybkimi Dropkickami – pierwszy zachwiał Prawdziwym Polakiem, a drugi go
powalił. Żubr próbuje szybko wstać... i nadziewa się na pełny
wzmocnionego odbiciem od lin impetu Running Dropkicka! Obrywa w bok
głowy, i pada po raz drugi. Chickas próbuje pinu.... 1... 2... kick out!
Wybicie Żubra zbiega się w czasie z interwencją jego tag partnera –
Thornpike przypierdala Indianinowi szybkim i brutalnym Face Wash. To z
kolei nie podoba się Bidamowi, który uznaje za stosowne interweniować.
Na oczach oszołomionego sędziego pomiędzy Nowosibirskim i Iconem
wybucha ostry brawl, który szybko przenosi się poza ring.
Jan Kowalski – Co na to Lechu Grudziński?
Tony Hogański – Tak jak ty, jest dzisiaj marnie dysponowany.
Jan Kowalski – Mógłbyś zająć się komentowaniem walki, a nie moich poczynań?
Tony Hogański – Nie pochlebiaj sobie Janku, w życiu nie komentowałbym tego, co ty robisz. (Toster krzywi się.) Fuj.
Kowalski ma chyba jednak sporo racji. Lech Grudziński, czyli arbiter tego pojedynku, dał
tutaj ciała, ale nie zdoła na razie naprostować tej sytuacji – w obrębie
lin zaczyna się sporo dziać. Żubr wstaje, rzuca oponenta w narożnik i
wyprowadza kilka brutalnych Forearm Smashów. Później szybko i sprawnie
wynosi rywala do góry i już po chwili możemy napawać się Superplexem, po
którym następuje szybki pin....1... 2... kick out! Bidam i Thornpike
obijają się poza ringiem kompletnie bez szacunku dla swoich facjat,
podczas gdy pomiędzy linami sprawy nie wyglądają zbyt różowo dla
Chickasawa: Indianin właśnie pada ofiarą mocarnego Body Slam. Po tej
akcji następuje Knee Drop i wyniesienie do Vertical Suplex. Tego już
jednak zbyt wiele dla Sawyera, który wyrywa się z uścisku rywala,
ześlizguje się za jego plecami i aplikuje mu German Suplex. Sarmata dał
się zaskoczyć i teraz leży na macie, oszołomiony. Jego przeciwnik
wskakuje na środkową linę i powraca z efektownym Leg Dropem. Zalicza
trafienie i próbuje pinu....1... kick out! Na Sarmatę trzeba dużo więcej.
Chickasaw próbuje więc DDT, ale potężnie zbudowany rywal przerzuca go za
pomocą Back Body Drop. Na twarzy Żubra pojawia się wyraz zadowolenia,
które okazuje się jednak przedwczesne – jego przeciwnik ląduje
bezpiecznie i z wielką gracją, po czym odbija się od lin i atakuje z
efektownym Corkscrew Crossbody! Patriota przechwytuje tę akcję i
kontruje przepotężnym Overhead Belly To Belly Suplex, po którym
Chickasaw wylatuje z ringu!! (EWF! EWF! EWF!)
Tony Hogański – Indianie potrafią latać. Kto by przypuszczał?
Jan Kowalski – The Chickasaw zajął trzecie miejsce w konkursie Felków na najlepszego cruisera 2013 roku.
Tony Hogański – To ma wyjaśniać jego zdolności awiacyjne?
Jan Kowalski – Tak.
Tony Hogański – No i wyjaśniło.
W tym czasie Bidam i Thornpike
chyba już wyjaśnili sobie wstępnie dzielące ich różnice zdań, bo
spokojnie czekają na swoją kolej w narożnikach. Poza ringiem Mia cuci
oszołomionego partnera, który zataczając się nieco powraca na matę. Tam
czeka na niego Żubr z wspartym niebagatelną masą ciała Knee Strikiem.
Chicko jakoś unika tego ciosu, przetacza się do narożnika i dokonuje
zmiany. Bidam rozpoczyna od kilku ciosów w twarz Sarmaty, na co ten
odpowiada własnymi i przechodzi do próby DDT. Azjata wyrywa się z
uścisku, pada jednak ofiarą klasycznego lewego sierpowego, po którym
następuje Lariat. Patriota wykonuje serię Angry Stompów, którą przerywa
kontra w postaci bardzo agresywnego Spinebustera. Plecy Prawdziwego Polaka z impetem
uderzają w matę, a Bidam wstaje i natychmiast opada z Elbow Dropem.
Trafia oponenta w głowę, uśmiecha się paskudnie i kopie go gardło.
Arbiter ma pewne zastrzeżenia, których Nowosibirski wysłuchuje z pełnym
zrozumieniem. Później dźwiga swojego potężnego przeciwnika i wykonuje na
nim Realesed Dragon Suplex! Niezły wyczyn, biorąc pod uwagę różnicę
gabarytów. W narożniku Thornpike zaczyna się niepokoić – wrzeszczy na
tag partnera, starając się zmusić go do jakiejś reakcji. Bidam uśmiecha
się do niego po mongolsku, układa oszołomionego Żubra w odpowiedniej
odległości od narożnika i dokonuje zmiany. Chickasaw natychmiast
wykonuje Moonsaulta i przechodzi do pinu....1...2...2,43... przerywa
Johnny Thornpike!
Jan Kowalski – Tak nie wolno!
Tony Hogański – Co nie wolno? Co nie wolno? To EWF! Tu wszystko wolno!
Jan Kowalski – Serio? A jakbym powiedział, że twój komentarz robi się drętwy.
Tony Hogański (zbulwersowany) – Co? Co? Tak nie wolno!
Jan Kowalski – Starzejesz się Tony. Po prostu się starzejesz.
Tony Hogański (zmartwiony) – Ja?
Lech Grudziński, obrotny sędzia udziela reprymendy, ale kogo to interesuje?
Szybko musi wracać do pracy, po tym jak Kochanek Katriny „poprawia”
rywalowi Standing Moonsaultem. Od razu mamy pin....1... 2... shoulder up!
Mia poza ringiem jest niepocieszona. Żubr próbuje wstać i od razu pada ofiarą Double Foot Stomp – innymi
słowy, przeciwnik skacze mu na głowę. To na chwilę uspokaja Prawdziwego
Polaka, a Chickasaw ma czas na kolejną efektowną akcję. Ponownie
wskakuje na narożnik i skacze z akcją o cudnej nazwie Mia Pozdrawia [High Angle Senton Bomb] –
niestety przeciwnik gra nie fair i odsuwa się! Indianin z impetem
wyrżnął o matę, a Sarmata rzuca się do narożnika, żeby dokonać zmiany.
Udaje mu się i jego spragniony walki partner może wkroczyć do gry. Johnny
Thornpike od razu rozwala twarz Indianina przy pomocy Face Wash.
Chickasaw zwija się z bólu, a Thorn Mouth wykonuje na nim Northern
Lights Suplex. Natychmiast przechodzi do pinu....1... 2... kick out!
Niezrażony tym drobnym niepowodzeniem Icon zarzuca sobie Chickasa na
barki... i egzekwuje Firemans Carry Into Flapjack. Kochanek Katriny
wygląda na solidnie poobijanego, próbuje jednak doczołgać się w stronę
tag partnera – na próżno. Rywal wynosi go do Brainbustera. Sawyer
ponownie pokazuje, że nieźle radzi sobie z wymykaniem się z tego typu
opresji, wyślizguje się z uchwytu rywala i ląduje za jego plecami
wykonując mordercze Inverted DDT! Ta akcja daje mu czas na zmianę.
Jan Kowalski – Dobrze pamiętam, że Żubr i Chickasaw wymyślali różne strategie na tą walkę? Była strategia dmowska i honorowa, tak?
Tony Hogański (do siebie) – Ja? Stary?
Jan Kowalski – Oj Tony, ja tylko żartowałem.
Tony Hogański (zmartwiony) – Naprawdę się starzeję?
Bidam
tymczasem wskakuje efektownie na narożnik i skacze z jeszcze bardziej
efektownym Diving Elbow Dropem. Trafia idealnie, co najwyraźniej
wprawia go w dobry humor, bo znowu uśmiecha się po swojemu. On tak po
prostu lubi, pewnie najchętniej zjadłby teraz smakowitego kurczaka. Od
razu próbuje pinu....1... 2... kick out! Trudno, nie udało się. Będą kolejne
próby. Azjata wykonuje Irish Whip na Amerykaninie, jednak Johnny Thornpike
wykonuje klasyczną kontrę i to Bidam ląduje plecami w narożniku. Takie rzeczy się zdarzają, nawet najlepszym. Później
następuje Thrust Kick... i pełen impetu Face Wash! Johnny upodobał
sobie dzisiaj tą akcję. Wynosi przeciwnika w narożniku... ten zaczyna
umiejętnie się bronić, przejmuje inicjatywę i wykonuje Seorabeol [Rope
Hung Cutter] na kompletnie ogłupiałym rywalu! Przygotowawszy go w ten
sposób, zmienia się z partnerem, który natychmiast wskakuje na szczyt
narożnika i skacze na leżącego przeciwnika z podręcznikowo wykonanym i
nader efektownym 450 Splash! Wooooooo!! Wooooo!! Wooooo!! Woooooo!! – rozbrzmiewa wśród widowni.
Jan Kowalski – Chickasaw ma wielu fanów. To miły gość.
Tony Hogański – ...
Jan Kowalski – Proszę państwa, nie sądziłem, że Tony jest taki wrażliwy.
Chicko od razu próbuje pinu....1... 2... 2,62... przerywa Żubr! Arbiter znowu ma
trochę pracy, podczas gdy Chickasaw próbuje zakończyć walkę raz, a
dobrze – niestety Thorn Mouth blokuje przygotowania do Chickasaw
Piledriver i po prostu wsadza palce w oczy przeciwnika. Jakby tego było
mało, uderza kolanem w krocze Indianina i na koniec wykonuje DDT.
Później dokonuje zmiany, pokrzykując przy tym coś do swojego tag
partnera. Panowie chyba doszli do porozumienia, bo wynoszą Kochanka
Katriny do Double Vertical Suplex, którą to akcje bez przeszkód
wykonują. Chickasaw leży, oddychając z wyraźnym wysiłkiem i jest zdany
na łaskę Żubra, który z kolei nie ma nic przeciwko wykorzystaniu tego
faktu. Szykuje się do wykonania Ideology Buster [Muscle Buster], jednak
rywal – złośliwe bydlę – nie zamierza współpracować i ni stąd, ni zowąd
wyskakuje z kontrą w postaci Hurricanrana With Pin....1... 2... kick out!
Obaj przeciwnicy wstają, a Sarmata rusza z Running Lariatem. Chickasaw
unika ciosu i... dokonuje zmiany!
Tony Hogański – Bo ja Janku to też mam uczucia.
Jan Kowalski – O, jednak żyjesz.
Tony Hogański – Ale co to za życie? W starości? W siwiźnie.
Bidam wkracza do akcji i od razu
spotyka się huraganowym atakiem Patrioty. Zwinnie unika tych potężnych
ciosów i odpowiada jednym, ale za to bardzo precyzyjnym uderzeniem –
wymierza go krawędzią dłoni, a celem jest gardło przeciwnika. Żubr
charczy i zatacza się, trzymając za uderzone przez chwilę miejsce. Chyba
ma kłopoty z oddychaniem. Tymczasem jego rywal odchyla się do tyłu na
linach, łapie momentum... i powala Prawdziwego Polaka morderczym
Jawbreaker Lariatem! Następnie przygląda mu się z powątpiewaniem, mówi
coś do partnera i dokonuje zmiany. Wspólnie wynoszą go w narożniku i,
nie bez widocznego na ich twarzach wysiłku, wykonuje morderczy Super
Powerbomb od którego ring zatrząsł się w posadach! Chickasaw pinuje....1... 2... 2,99... kick out! W tym samym czasie Johnny Thornpike próbował
interwencji, a Bidam go powstrzymał – w efekcie zawodnicy wypadają poza
ring, zupełnie jak na początku walki!
Jan Kowalski – Tyle wrażeń, tyle emocji.
Tony Hogański – Powinienem zadbać o swój pochówek, kupić sobie miejsce na cmentarzu. Drogie to?
Jan Kowalski – Podobno tak, ale z twoimi gwiazdorskimi dochodami z pewnością cię stać.
Tony Hogański – Może jebnę sobie mauzoleum, co?
Jan Kowalski – Świetny pomysł.
Poza ringiem trwa walka między Bidamem a Thornpikiem. Nie potrwa ona
jednak zbyt długo, bo Bidamczyk wykonuje rywalowi Seonggol [Hangman's
Facebuster]!! (Entuzjazm publiczności.)
Na ringu tymczasem Żubr wrzucił Chickasawa do narożnika i obija go tam
z niesamowitą siłą. Uderzenia spadające na twarz indiańską są tak
silne, że Jimmy już wkrótce zaczyna krwawić. Żubr tymczasem rozpędza
się i próbuje Splasha... ale The Chickasaw odsuwa się w niemal ostatnim
momencie!! Na ring tymczasem wraca Bidam z przewieszonym przez ramię
Iconem. Żubr próbuje dojść do siebie, choć sytuacja nie przedstawia się
dla niego najlepiej. Bidam podchodzi do niego... i klepie jego dłoń,
dłonią nieprzytomnego Thornpike'a. Żubr jest zdziwiony, a sędzia Lech
Grudziński nieprzejednany. Doszło do oficjalnej zmiany i Żubr musi
opuścić obręb ringu. Tymczasem Bidam oficjalnie zmienił się z
Chickasawem, a Jimmy nie protestował, bo obecny EWF FTW Champion
wzbudza podziw u młodszych wrestlerów. Bidamczyk podchodzi do zwłok
Thornpike'a, które wcześniej porzucił i wykonuje mu swój kończący
Seorabeol-2 [Sternness Dust α]! Chce pinować, a Żubr od razu by chętnie
wpadł na ring... gdyby nie ściągnął go z niego Chickasaw, który pojawił
się poza ringiem! Bidam spokojnie pinuje.....1.........2........3! (Zwycięzcami są: Bidam & The Chickasaw!)
Jan Kowalski – No i koniec?
Tony Hogański (zawodzi z żalem) – A kiedy przyjdzie także po mnie, zegarmistrz światła purpurowy...
Bidam gratuluje Chickasawowi, który wszedł na ring i zostawia go
samego. Poza ringiem niespodziewanie Mia rzuca mu się w ramiona, co
trochę zdziwiło EWF FTW Champa, a także zaniepokoiło Jimmy'ego.
Nowosibirski wkrótce wśród radosnego aplauzu publiczności znika pod
FeliXtronem. Po drodze pogratulował także Żubrowi, który chwilę
wcześniej chciał rozszarpać Indianina, ale się uspokoił. Mia wchodzi na
ring i świętuje wraz z Chickasawem i publicznością. Thornpike się nie
rusza, a Żubr wymienia jakieś uwagi z jednym z patriotów siedzących w
pierwszym rzędzie.
Jan Kowalski – Cóż to była za walka. Kawał dobrego wrestlingu.
Tony Hogański – Czemu cieniu odjeżdżasz?
Jan Kowalski – Przenieśmy się lepiej na zaplecze, bo Tony jest teraz jakiś nieswój.
(Posłuchajmy Janka i uczyńmy
tak jak to sugeruje. Na zapleczu jest Mariusz Max Kolanko, a wraz z nim
Craig Crawford. Double C nie wygląda na szczęśliwego, w jego oczach
widać jakąś taką agresję.)
Mariusz Max Kolanko – Craig, dziś masz wielką szansę by zdobyć pierwsze trofeum na ringach Extreme Wrestling Federation.
Craig Crawford – To nie jest szansa Max. Ja wiem, że to wygram.
Mariusz Max Kolanko – Jak skomentujesz fakt, że Żubr za najgroźniejszego rywala uważa Chickasawa, a Chickasaw Żubra?
Craig Crawford – To
ignoranci Max, nie mają pojęcia o czym mówią. Kto ma niesamowitą serię
sześciu zwycięstw z rzędu? Może oni? Nie, to ja, Craig Crawford
wygrywam wszystkie swoje walki odkąd powróciłem do EWF. To ja, a nie
oni. Nie doceniają mnie, mi to nie przeszkadza. Marzą o trofeach, będę
musiał brutalnie rozwiać ich marzenia.
Mariusz Max Kolanko – Uważasz się zatem za faworyta?
Craig Crawford – Zdecydowanie.
Ten puchar mus być mój i tyle. Żubr, Chickasaw to porządni zawodnicy,
coś tam sobą reprezentują, ale nie mogą się równać ze mną.
Mariusz Max Kolanko – Czyli w pewien sposób ich doceniasz?
Craig Crawford – Doceniam
w sensie wrestlingowym. Prywatnie, jako osoby, to skończeni idioci.
Jeden jest polskim patriotą, ha-ha, dobry żart, z czego tu być dumnym?
Z tych wszystkich klęsk i upadków? (Lekki heel heat na arenie.)
A ten drugi? Chickasaw? Indianin... gdzie są dzisiaj Indianie? Mieli
dla siebie cały kontynent, ale okazali się zbyt słabi by go utrzymać.
Miejsce Chickasawa jest w rezerwacie.
Mariusz Max Kolanko – Dziękuję za wywiad i życzę powodzenia.
Craig Crawford – Nie będzie mi potrzebne. Ja to wygram i tyle.
(Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Już ci lepiej Tony?
Tony Hogański – Tak.
Jan Kowalski – Co w takim razie sądzisz o Craigu Crawfordzie? Jak oceniasz jego szanse?
Tony Hogański – Wszyscy mają równe szanse. No może poza MaxiMasterMistrzem, ten to jest skończonym zerem.
Jan Kowalski – Walka o Puchar Szczęściarza już niedługo!
(Znów trafiamy na zaplecze.
Dzisiaj wiele się dzieje, czas sprawdzić co słychać u komisarza EWF. Na
ostatniej gali go nie było, bo siedział zamknięty w więzieniu w
Hawanie. Dziś czule spogląda na EWF i robi wszystko by federacja dobrze
funkcjonowała. Rosjanin siedzi za swoim wspaniałym biurkiem, a ze ścian
spoglądają na niego Mikołaj II i Władimir Putin. Spokój komisarza
przerywa pukanie do drzwi i w gabinecie pojawia się Tamara Ostrowska.)
Tamara Ostrowska – Panie komisarzu, pilna korespondencja.
Kraven – Pilna? No dobra, dawajcie.
Antonella wręcza komisarzowi
jakąś kopertę. Łowca rozrywa ją i wyciąga stamtąd jakąś kartkę papieru
i z ręcznie nakreślonymi kilkoma zdaniami. Rosjanin robi zdziwioną minę.
Tamara Ostrowska – Coś się stało panie komisarzu? Wezwać Grabarza?
Kraven – Bubba...
Tamara Ostrowska – Nie żyje?
Kraven (głośno czyta) – "Z dniem dzisiejszym składam swoją rezygnację na ręce komisarza EWF. Podpisano, Bubba". (Wskazuje na kartkę.) Kto ci to dał?
Tamara Ostrowska – Jeden z funkcjonariuszy GRU.
Kraven (w pewien sposób zaniepokojony) – Bubba zrezygnował? Ale dlaczego?
Tamara Ostrowska – Wezwać Grabarza?
Kraven – Nie, zawiadom Bidama.
Tamara Ostrowska – Oczywiście.
(Kraven nalewa sobie wódki, a my wracamy w piękne rejony stolika komentatorskiego.)
Tony Hogański – Nareszcie!
Jan Kowalski – Co? Ale dlaczego?
Tony Hogański – Piękna to chwila!
Jan Kowalski – Nic z tego nie rozumiem. Tu musiał być jakiś szantaż. Ta rozmowa Bubby... to wielce podejrzane.
Tony Hogański – Gówno mnie obchodzą powody i motywy. Ważne, że Bubbowski przestanie nam tu mącić. Wreszcie będzie spokój.
(Znajdujemy się w jednej z
większych szatni, jakie można odnaleźć w lubelskiej hali. Tutaj na
honorowym miejscu, a konkretniej na ładnie i cudnie udekorowanym
podwyższeniu umieszczono Puchar Szczęściarza. Na scenie, oprócz
podwyższenia z pucharem, swe miejsce znaleźli także Shaman, Szczęściarz
i The Great Barri. Przed nimi stoją uczestnicy walki o puchar, czyli
MaxiMasterMistrz, Won Wei, Żubr, The Chickasaw. Craiga Crawforda
nigdzie nie widać.)
Shaman – Dziś
przejdziecie do historii. Wystąpicie w dziewiątej edycji Pucharu
Szczęściarza, jednego z najwspanialszych trofeów, jakie można wygrać na
ringach Extreme Wrestling Federation. Oddaję głos mojemu przyjacielowi,
Szczęściarzowi.
Szczęściarz – Trudno
jest mieć swój puchar, zwłaszcza za życia, bo niektórzy otrzymują je po
śmierci. Walczcie godnie i nie przynieście EWF wstydu. Oddaję głos The
Great Barriemu.
The Great Barri – Oddaję głos mojej małpie, która jest tu dziś ze mną. (Barri rozgląda się.) Gdzie moja małpa?
Szczęściarz – Była tu przed chwilą.
Żubr – Możemy już iść?
Won Wei – Nie przeszkadzaj.
Patriota dziwnie spogląda na Chińczyka.
The Great Barri – Zamknijcie wszystkie drzwi! Nie dajcie małpie uciec!
Drzwi są jednak otwarte, bo wchodzi przez nie Craig Crawford.
Craig Crawford – Barri, Barri, Barri... jesteś nadal tak samo głupi jak w 2009 roku. Na wyspie byłeś największym durniem.
The Great Barri – Craig Crawford...
Craig Crawford – Zobaczymy
się w czasie walki. Tylko ty przyszedłem ci powiedzieć. Jestem innym
człowiekiem niż w czasie programu Wyspa2009. Ty pozostałeś debilem i
robisz z siebie pośmiewisko. Ja zaczynam nową erę w polskim wrestlingu.
Po tych słowach Crawford opuszcza pomieszczenie.
Żubr – Idziemy.
The Chickasaw – To wszystko, co macie nam do powiedzenia?
Szczęściarz – W zasadzie to tak.
The Great Barri – Chcemy byście walczyli uczciwie.
Shaman – Zgodnie z ideałami Pucharu Szczęściarza!
The Chickasaw – Będziemy.
Żubr (uśmiecha się) – Oj będziemy.
(Towarzystwo zaczyna opuszczać
salę. The Great Barri jest zrozpaczony, bo małpa mu się gdzieś
zapodziała. Shaman i Szczęściarz starają się go pocieszać i pomagają w
poszukiwaniach.)
Tony Hogański – Ładnie nam się promuje ta walka.
Jan Kowalski – Nie da się ukryć.
Tony Hogański – Tylko kto to wygra?
Jan Kowalski – Dowiemy się już niedługo.
(Przygotowując się do walki o
Puchar Szczęściarza sprawdźmy, co się dzieje na balu pretendentów.
Znajdujemy się na głównej sali balowej, gdzie relację na żywo dla
wszystkich zainteresowanych widzów prowadzi Cassandra Tisserant.)
Cassandra Tisserant – Każdy,
kto coś znaczy jest dzisiaj tutaj. Ten bal otwiera nowy rok w świecie
polskich celebrytów i wszystkich znaczących osób. Tu bawią się aktorzy,
politycy, ludzie kultury i nauki, a przede wszystkim wrestlerzy Extreme
Wrestling Federation. To właśnie z ich powodu się tu spotkaliśmy, a
wszystko dzięki naszemu organizatorowi, wspaniałemu SR-Crazy'emu.
Widziałam tu gdzieś niedaleko Vaclava, więc może uda mi się zamienić z
nim kilka zdań.
Faktycznie Vaclav jest bardzo
aktywny na balu. Siedzi akurat przy jednym stoliku z posłem ze swojej,
łuskowskiej ziemi, mianowicie Czarkiem Kucharkiem.
Cassandra Tisserant – Panie Vaclavie...
Vaclav – Och!
Niech pan, panie pośle pośle spojrzy. Oto najprawdziwsza tania dziwka z
Nikaragui czy innego Haiti. Przyjechała do Polski by się prostytuować i
nasze dziewczęta wygryza z interesu, bo jest taka bardziej brązowa.
Czarek Kucharek (dziwnie rozochocony) – Naprawdę? Odbiera pani naszym dziewczętom miejsca pracy? Wie pani jak to mówią, bo najwięcej witaminy mają łukowskie dziewczyny.
Cassandra Tisserant – Jak śmiesz!
Haitanka o polskim rodowodzie chce spoliczkować Mecenasa Ekstremy, ale ten chwyta jej dłoń i mocno ściska, sam przy tym wstaje.
Vaclav – To ty jak śmiesz. To jest poseł na Sejm Rzeczypospolitej, a ja jestem Vaclav, poseł na sejm ekstremy.
Czarek Kucharek – Ładnie powiedziane.
Vaclav – Chcesz pięć dych? Chcesz? Mam tego aż za dużo! (Wrzeszczy tak, że okoliczni goście spoglądają w tę stronę.) Bierzesz pięćdziesiątkę? Tak jak zawsze? Co?
Mecenas Ekstremy wyjmuje z
kieszeni plik z kilkoma banknotami o nominale pięćdziesięciu złotych i
wkłada je Cassandrze za deklot.
Vaclav – A
teraz spierdalaj stąd i nie zawracaj mi więcej głowy, bo pan poseł
doniesie ministrowi spraw wewnętrznych i twoja wiza zostanie anulowana.
Wróg Ludu puszcza Cassandrę, a ta z płaczem ucieka. Vaclav rozgląda się, bo czuje, że wszyscy na około mu się przyglądają.
Vaclav – Na co się patrzycie?! Koniec przedstawienia. Wracajcie do żarcia, picia, plotek i tańców. Raz, dwa!
Po tych słowach dwukrotny EWF FTW Champion siada na swoje miejsce.
Czarek Kucharek – Więc to jest ten wasz entertainment?
Vaclav – Panie pośle, ja nie robię w rozrywce, ja robię w ekstremie, hardcorze, bólu i krwi. A teraz... (Bierze łyka Perły.) Niech pan mi jeszcze raz opowie jak to Robert trafił do Bayernu.
(Ta historyjka nas nie interesuje, dlatego też wracamy na ring.)
Tony Hogański – Mówiłem ci! Cham, cham i prostak!
Jan Kowalski – To było okropne. Biedna Cassandra.
Tony Hogański – Dla takich bydlaków nie powinno być w EWF miejsca.
Jan Kowalski – Biedna dziewczyna. Tak ją publicznie upokorzyć... i za co? Za co?
(Nie dowiemy się teraz za co,
tzn. my już to wiemy - wszystko dlatego, że Vaclav jest chamem.
Przenosimy się na parking. Widzimy tutaj Bubbę, który pakuje swoje
rzeczy do bagażnika samochodu. Jest jakiś taki przygnębiony. Dlaczego
tak nagle zdecydował o swoim odejściu? Pytanie to pada też na głos.
Zadaje je jakiś niezidentyfikowany mężczyzna.)
Głos – Dlaczego? Dlaczego odchodzisz?
Bubbowski odwraca się i
zauważa, że za nim stoi... Esespe! Na jednym policzku ma wyciętą literę
"V", a na drugim wykaligrafowaną literę "B". Są to pamiątki po
spotkaniach z Vaclavem i Bidamem.
Esespe – Dlaczego?
Bubba – Zrobiłem
dla ciebie wszystko, co mogłem. Znalazłem cię w swojej szatni,
zadzwoniłem po karetkę, nawet zapłaciłem za pierwszą pomoc, bo nie
miałeś ubezpieczenia. Czego chcesz? Dlaczego mnie dręczysz?
Esespe – To! (Wskazuje na policzek z literą "B".) Mam dzięki tobie, to mam przez ciebie. Ten Bidam chciał wysłać ci jakąś wiadomość... a teraz odchodzisz? Tak po prostu?
Bubba – To nie twoja sprawa. Ta rozmowa jest zakończona.
Były EWF World Champion odwraca się i zaczyna porządkować coś w swoim bagażniku. Esespe denerwuje się i chwyta go za ramię.
Esespe – Nie
pozwolę na to! Moje cierpienie musi mieć jakiś sens! Nie możesz odejść!
Nie możesz porzucić EWF! Dawałeś nam zawsze nadzieję. Potrzebujemy
cię...
Bubbowski chyba się
zdenerwował, bo wyciąga z bagażnika swój firmowy znak STOP, odwraca się
i od razu uderza Esespe przez pysk!! Coś gruchnęło w jego szczęce i
biedak upada na beton, zalewając się przy tym krwią!! (EWF! EWF! EWF!)
Bubba – To nieprawda. Nie jestem tu w tej chwili potrzebny.
Bubbowski wrzuca znak STOP do
bagażnika i zamyka go. Chce ruszyć w stronę drzwi kierowcy, ale nagle
pojawia się małpa. To chyba ta, co uciekła Great Barriemu. Małpa rzuca
skórkę od banana pod nogi Bubby. Ten nadeptuje na nią, przewraca się i
spada prosto na Esespe. Małpa ucieka, a jakiś fan podbiega i odlicza. Pin.......1.........2.......3! (Zwycięzcą jest: Bubba!)
Bubba (podnosząc się) – Co u czorta?
Członek dawnego Justice League
wsiada do samochodu i odjeżdża. W tym momencie na parking wpada Bidam.
Widząc odjeżdżający samochód Bubbowskiego rusza za nim i wyciąga dłoń w
jego kierunku.
Bidam – Nie!!!
Bubbowski na chwilę się
zatrzymał. W oczach Bidama pojawiło się coś w rodzaju nadziei. Jednakże
nie zagościła tam ona zbyt długo, bo już po kilku sekundach Bubba
odjechał.
Bidam – Dlaczego? Przecież...
W tym momencie Nowosibirski
zauważa zwłoki Esespe. Podchodzi do nich i wymierza mu potężnego
kopniaka prosto w brzuch. Esespe zaczyna jęczeć, a Bidam okopuje go z
furią.
Bidam – To twoja wina! To twoja wina! (Kopie go brutalnie w żuchwę.) Ja jeszcze z nim nie skończyłem!
Esespe (plując krwią) – Nie...
EWF FTW Champion nachyla się nad Esespe i wyciąga z kieszeni nóż.
Bidam – Posłuchaj mnie bardzo, ale to bardzo uważnie. Pozbyłem się ciebie w 2010 roku, wróciłeś. Zostawiłem ci małą pamiątkę. (Dotyka ostrzem noża litery "B" na jego policzku.)
Wróciłeś. Ja jestem miłosierny, naprawdę. Mam jednak dość sytuacji, w
której takie śmiecie jak ty zaludniają EWF. Nie chcę cię tu więcej
widzieć, zrozumiano? Bo inaczej się zabawimy. Jeśli EWF zorganizuje
galę w Rzeszowie, to nie chcę cię widzieć w tym mieście. Jeśli będziemy
w Gdańsku, a ty przypadkiem tam będziesz, to marny twój los. Jeśli
polecimy na Wyspy Cooka, to liczę na to, że nie spotkam twej marnej
osoby na każdej, nawet najmniejszej wysepce Oceanii. (Przesuwa nóż do jego gardła.) Rozumiemy się?
Esespe – Tak...
Bidam – To spierdalaj.
(Siergiejewicz Nowosibirski
wstaje i opuszcza parking. Wracamy w rejony stolika komentatorskiego,
gdzie zawsze możemy dowiedzieć się czegoś ciekawego.)
Jan Kowalski – To chyba prawda. Nie ma już z nami Bubby.
Tony Hogański – Jednego mąciwody mniej.
Jan Kowalski – Odjechał, po prostu odjechał.
Tony Hogański – No i dobrze. Nie płacz Janku, każdy kiedyś odjedzie. To nieuniknione.
(Miejmy jednak nadzieję, że
nikt z nas nie odjedzie nigdzie w najbliższym czasie. Przenosimy się
znów do biura komisarza Extreme Wrestling Federation. Jest tu rzecz
jasna Kraven, bo to jego biuro. Są tu też portrety, ale to wiemy, więc
nie trzeba się powtarzać. Jest też Tamara Ostrowska.)
Tamara Ostrowska – Bubba opuścił halę.
Kraven – Dziwne to, bardzo dziwne. Nie spodziewałem się.
Tamara Ostrowska – Może to i lepiej? Przestanie się mieszać w nieswoje sprawy.
Kraven – Z
jednej strony tak... ale z drugiej... kto go do tego zmusił? Nawet ja
nie byłem w stanie się natręta pozbyć, a tu nagle, szast-prast i
odchodzi! Sam, z własnej woli. Bardzo to dziwne.
Te rozmyślania pan komisarz
będzie musiał odłożyć na bok, bo drzwi do jego gabinetu zostają
bezceremonialne otwarte i pojawia się tam Szakal.
Kraven – Też się cieszę, że cię widzę.
Szakal – Oglądasz WSI24?
Kraven – W zasadzie to nie, oglądam Wrestlepaloozę.
Szakal – Dyżurowałem kurwa przy moim telefonie zaufania i dostałem ostrzeżenie od jednego z moich fanów. (Spogląda na Antonellę.) Na co czekasz kobieto? Podaj mi pilota!
Lekko przestraszona Tamara Ostrowska podaje Szakalowi pilota. Ten zaczyna wciskać różne guziczki.
Szakal – Dlaczego to kurwa nie działa?
Kraven – Może dlatego, że próbujesz uruchomić nim mojego laptopa?
Szakal – Acha kurwa. Gdzie telewizor?
Kraven – Za tobą.
Szakal – To patrz co ja kurwa potrafię. (Senator nie odwraca się, lecz wygina rękę wraz z pilotem i uruchamia telewizor przez swoje ramię.) Widziałeś kurwa? (Z dumą.) Widziałeś?
Kraven – Imponujące.
Wkrótce na ekranie telewizora pojawia się WSI24.
Szakal – Patrz kurwa na żółty pasek!
Patrzymy kurwa na żółty pasek: "PILNE: Prokuratora wznawia śledztwo przeciwko Szakalowi i Kravenowi. Sprawa dotyczy EWF i nowych dokumentów".
Szakal – Łącz mnie kurwa z Japonią. Albo czekaj, sam się połączę. A ty! (Wskazuje na Antonellę.) Przynieś mi kurwa kawy z kafeterii.
Senator chwyta za telefon stacjonarny i w pamięci znajduje odpowiedni numer, którego szukał.
Głos – Mosi-mosi?
Szakal – Co kurwa?
Kraven – To "halo" po japońsku.
Szakal – Debile tam kurwa mieszkają. (Do słuchawki.) Dawaj Game'a.
Głos – Pan Game jest w tej chwili niedostępny. Przebywa poza Japonią.
Szakal – A kto mówi?
Głos – Katsura Naoko, jego asystentka.
Szakal – Na oko to kurwa coś ściemniasz.
Kraven – To akurat prawda. Game jest w Birmie. Czekaj, zadzwonimy na komórkę.
Szakal (do słuchawki) – To przepraszam cię Naoko.
Głos Naoko – Nic się nie stało.
Szakal (do słuchawki) – Coraz ładniej mówisz po polsku.
Głos Naoko – Dziękuję.
Kraven – Dosyć tych flirtów.
Szakal (kończąc rozmowę) – Jakich kurwa filtrów? (Robi zdziwioną minę.)
Rosjanin przejmuje
super-telefon stacjonarny i po chwili słychać głos imperatora Game'a.
Rzecz jasna telefon pracuje w trybie głośnomówiącym.
Głos Game'a – To ja, słucham.
Szakal – Oglądasz WSI24?
Głos Game'a – Nie.
Szakal – To powiedz mi coś ty najlepszego narobił kurwa!
Głos Game'a – Ale o co chodzi?
Szakal – O co? O co? Jakieś śledztwo otwierają! (Rzuca jednym swoim łysym okiem na ekran telewizora.) O! Coraz kurwa lepiej!
Kolejny raz patrzymy na żółty pasek: "PILNE: Przygotowywany jest wniosek o uchylenie immunitetu senatora Szakala".
Szakal – Immunitet chcą mi uchylić! Mnie, senatorowi kurwa ich mać! Co ty im dałeś w tych papierach?
Głos Game'a – Spokojnie, tam nic nie ma.
Szakal – Jak nie ma, jak kurwa widać, że coś jest.
Głos Game'a – Wiem,
co mówię. Dostali tego tyle, że przez rok z tych papierów nie wyjdą, a
ostatecznie i tak nic nie znajdą. Problem z głowy, praca komisji
sparaliżowana. Wszystkich świadków już przesłuchali, i co mają? Nic nie
mają.
Kraven – A ten audyt?
Głos Game'a – Nie martwiłbym się tym. Będzie to robić zaprzyjaźniona firma. Zresztą, nie macie chyba obecnie nic do ukrycia, prawda?
Kraven – Nic.
Szakal (grozi telefonowi) – Lepiej żeby to się kurwa rozeszło po moich łysych kościach.
Głos Game'a – Bardziej martwiłbym się Felipe Castro.
Kraven – Nim? (Uśmiecha się pogardliwie.) On już dawna spacyfikowany.
Głos Game'a – Nie
doceniasz go. Kto nas wykiwał w 2007 roku i doprowadził EWF do
zamknięcia? Kto założył tą dziwną federację, znalazł sobie nowych
kolegów by później ich zdradzić? Kto was wydymał w 2009 roku i odsunął
od władzy? Kto? Felipe Castro.
Kraven – To było dawno temu. On już jest niegroźny. Zresztą po swojej stronie ma tylko Vaclava.
Głos Game'a – A
skąd wiesz, że tylko Vaclava? Może Vaclav jest zasłoną dymną? Wygadaną,
wyszczekaną, która odwraca uwagę od jego utajonych przyjaciół. Zadajcie
sobie pytanie - komu możecie ufać w EWF, a komu nie. Każdy, kto
znajdzie się na drugiej liście powinien być uznany za podejrzanego.
Kraven – Przyjrzymy się temu.
Głos Game'a – To wszystko?
Szakal – Wszystko kurwa. Ahoj panie bobrze.
Senator kończy rozmowę.
Kraven – Uspokoiłeś się?
Szakal – Trochę kurwa.
Kraven – Dlaczego nie jesteś na balu?
Szakal (zdziwiony) – Jakim znowu balu?
Kraven – Nie zaprosili cię?
(Łysy zadumał się, a Tamara Ostrowska właśnie przyniosła kawę. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Wrabiają mistrza!
Jan Kowalski – Spokojnie Tony. Słyszałeś, że nic z tego nie będzie.
Tony Hogański – Game był dobrym duszkiem EWF, ale ja bym mu tam do końca nie ufał. Mistrz musi zachować czujność.
Jan Kowalski – Z pewnością tak właśnie zrobi.
(Czas wrócić na bal, bo to w
tej chwili najcudowniejsze i najbardziej rozrywkowe miejsce. Przyjęcie
trwa w najlepsze. Niektórzy tańczą, jak np. Franko z jedną z pań z
Żydowskiego Korpusu Ochrony imienia Feliksa Dzierżyńskiego.Widzimy rozmawiających Nasa Jazzowskiego i Weronikę Passent.)
Weronika Passent – Nas, a dlaczego ten grubas... (Wskazuje na dziwnie tańczącego Franko.) Ma tyle pasów, a ty żadnego?
Nas Jazzowski – To mało znaczące pasy. Jakbym chciał to... ot tak... (Pstryka palcami.) Już bym miał te jego śmieszne pasy.
Weronika Passent – Ale on ma trzy. Po co mu tyle? Czy to w ogóle legalne?
Nas Jazzowski – Legalne, ale czy moralne?
Weronika Passent – On jest niemoralny?
Nas Jazzowski – On nosi maskę.
Weronika Passent (przygląda się uważnie Rzeźnikowi) – No... niezła siara, nie? Przypał, co?
Nas Jazzowski – Dosłownie i w przenośni.
Weronika Passent – Czyli, że pozer, nie?
Nas Jazzowski – Tak.
Weronika Passent – To czekaj, Nas. Ja pójdę sobie i zrobię ci później prezent, okej?
Nas Jazzowski – Dobrze.
Weronika Passent – Tylko nie pal znowu tych cygar z Crazy'm. Później wali ci z pyska jak z kanału na Brooklynie. No nic, idę, cześć.
Przy jednym ze stolików siedzi Esmeralda Martinez. To właśnie do niej dosiada się Weronika Passent.
Weronika Passent – Dobry wieczór. Pani pozwoli, że się przedstawię. Jestem Weronika Anna Miley Passent, żona Nasa Jazzowskiego.
Esmeralda Martinez – Bardzo mi miło. Nazywam się...
Weronika Passent – Nie
trzeba się przedstawiać. Cała przyjemność po mojej stronie. Wszyscy w
show-biznesie znają, szanują i podziwiają Esmeraldę Martinez! Od lat!
Esmeralda Martinez – To miłe. Pani jest aktorką, prawda?
Weronika Passent – No,
hollywoodzką do tego. Znam Roberta De Niro, Ala Pacino, Dustina
Hoffmana i wielu innych. Czad, nie? Chcesz zobaczyć moje fotki na
instagramie? Mogę cię dodać do znajomych na fejsie? Ale mi będzie Mucha
zazdrościła.
Esmeralda Martinez – Tak... Może szampana?
Prezydent EWF woła jednego z kelnerów, którzy przynoszą dwa kieliszki szampana.
Weronika Passent – Zawsze podziwiałam EWF, że tu kobiety tak wysoko mogą zajść. Zwłaszcza, że to takie męskie środowisko.
Esmeralda Martinez – Robimy, co możemy by w EWF panowały równe szanse.
Weronika Passent – Szkoda, że to się niektórym nie podoba.
Esmeralda Martinez – Komu niby?
WAMP wskazuje na Franko.
Weronika Passent – Widzisz
tego włochatego grubasa, tam? No, to naczelny szowinista EWF. Męska
świnia, normalnie. Jakie on rzeczy o kobietach opowiada. Gardzi nami.
Esmeralda Martinez – Naprawdę?
Weronika Passent – To skandal, że on tyle tych świecidełek ma, no tych, no... pasów. Jaki on wysyła w ten sposób sygnał wszystkim kobietom!
Esmeralda Martinez – Jaki?
Weronika Passent – Szowinistyczny... a tą jego Helenkę, biedne zahukane dziewczę. Spójrz tylko, jaka zagubiona.
WAMP wskazuje na Helenkę,
która rozmawia z jednym z polskich milionerów, choć na liście Wprostu
biedak jest raczej w drugiej pięćdziesiątce. Wcale nie wygląda na
zahukaną i zagubioną.
Esmeralda Martinez – ... i ten Franko?
Weronika Passent – Nie
tam, bić nie bije, ale na kosmetyki nie daje, pieniędzy żałuje, a ma
się za taką wielką gwiazdę. To co jej daje, to nawet na waciki nie
starczyłoby!
Esmeralda Martinez – Przykra sprawa. To ja może zadzwonię do Alienor, ona działowi kadr szefuje... albo do Kravena.
Weronika Passent (chwyta Martinez za dłonie) – Nie, Esmeraldo. Musimy to wziąć w nasze, kobiece ręce.
Opuszczamy WAMP i Esmeraldę, ale balu nie zostawiamy. Przenosimy się do
salonu, gdzie SR-Crazy pali cygaro w towarzystwie Nasa Jazzowskiego.
Nas Jazzowski (pykając cygaro) – Żona mi powiedziała, że nie powinienem palić z tobą cygar.
SR-Crazy – Problem tkwi w samych cygarach czy moim towarzystwie?
Nas Jazzowski – Chyba w filozofii.
SR-Crazy (nucąc sobie pod nosem) –
Nie warto dociekać gdzie dobro, gdzie zło... W polityce bowiem koncept
ów prostaczy, że sprawa jest słuszna, niezbyt wiele znaczy.
Nas Jazzowski – Co warte idee, kiedy braknie siły?
Pojawia się Smela, który na srebrnej tacy przynosi liścik do SR-Crazy'ego. Ten czyta uważnie.
Nas Jazzowski – Złe wiadomości?
SR-Crazy – Bubba....
Nas Jazzowski – Nie żyje?
SR-Crazy – Nie, po prostu odszedł z EWF.
Pojawia się tym razem Miszka, który także na srebrnej tacy przynosi liścik do SR-Crazy'ego. Ten znów czyta uważnie.
Nas Jazzowski – Złe wiadomości?
SR-Crazy – Bunt. Chodźmy na balkon.
(Wracamy na arenę.)
Tony Hogański – Nikt nie zwraca się przecież do Esmeraldy per "Esmeraldo"!
Jan Kowalski – Tylko Facundo...
Tony Hogański – Te celebrytki. Zresztą... jakiś spisek jajników się nam szykuje.
Jan Kowalski – Tak,
na to wygląda. Kolejny spisek dzisiaj, po syjonistycznym,
antybubbowskim i antyszakalowskim. Ciekawe o jakim buncie mówił
SR-Crazy.
Tony Hogański – Ciekawe, ciekawe.
Jan Kowalski – Mam jednak dla ciebie lepszą wiadomość.
Tony Hogański – Co takiego?
Jan Kowalski – Walka o Puchar Szczęściarza właśnie się rozpoczyna!
Puchar Szczęściarza IX:
Special Guest Referee - The Great Barri
Won Wei vs MaxiMasterMistrz vs The Chickasaw vs Craig Crawford vs Żubr
Na początek rozbrzmiewa Vox - „Bananowy Song” – i
w hali pojawia się owacyjnie witany przez fanów Great Barri. Arbiter
mającej już niedługo się odbyć batalii statecznie przemieszcza się w
stronę ringu i bez przeszkód dociera na miejsce. Tam dobrotliwie
pozdrawia swoich sympatyków, zerka na zegarek i zaczyna przygotowywać
się do odpowiedzialnego zadania, jakim bez wątpienia jest sędziowanie
tego typu walki.
Nie wiemy do końca, na czym te przygotowania
polegają, ponieważ nasza uwagę przykuwa pierwszy z pragnących zdobyć
Puchar Szczęściarza zawodników: przy dźwiękach „Enter The Dragon Theme”
pojawia się Won Wei. Fani EWF przyjmują go dosyć przyjaźnie, nie jest to
jednak reakcja z typu tych, które rozsadzałyby dach hali. Pochodzący z
Chin zawodnik wygląda na bardzo skoncentrowanego i nie przedłuża swojego
wejścia, szybko i sprawnie docierając w obręb ringu.
Widownia nie
zdążyła się jeszcze nacieszyć efektem komicznym wynikającym z różnicy
gabarytów Won Wei’a i Great Barriego (który jak wiadomo ma 223 cm
wzrostu i waży 175 kg), a już odzywają się podniosłe dźwięki
„Żeby Polska była Polską”. Pojawia się MaxiMasterMistrz i od razu widać, że nie
zyskał on jak na razie uznania tłumów. Zawodnik wygraża pięścią tym,
którzy go wygwizdują i w stanie najwyższego wzburzenia wkracza pomiędzy
liny. Tam spogląda na olbrzymiego arbitra z czymś na kształt respektu,
podczas gdy w hali rozbrzmiewa theme kolejnego aspirującego do zdobycia
Pucharu zawodnika.
Rush i „Tom Sawyer” oznaczają pojawienie się The
Chickasawa. Rzeczywiście, na Indianina nie trzeba długo czekać, a
towarzyszy mu jego urocza asystentka – Mia. Wita ich spora porcja
cheeru, popu i ogólnie pojętej pozytywnej energii. Widać, że taka
reakcja sprawia obojgu sporą przyjemność, bo od razu wchodzą w
interakcję słowną z co bardziej wygadanymi fanami. Podróż do ringu mija
im w całkiem miłej atmosferze przerywanej tylko przez grupkę fanów
Żubra, którzy obrzucają Chickasa i jego asystentkę obelgami. Zostają
jednak zakrzyczani.
Odzywają
się na nowo, kiedy w hali rozbrzmiewa „Boa” Pawła Kukiza i pojawia się
ich idol – Żubr. Jak zwykle wymachuje z zapałem biało czerwoną flagą.
Tym razem jednak witany jest ogromnym cheerem. Wszystko dlatego, że w
strategicznych miejscach hali zostali rozlokowani jego sympatycy z
bojówek narodowowyzwoleńczych. Zawodnik okrąża ring i przystaje obok
stanowiska komentatorów, żeby przekazać Tony’emu Hogańskiemu flagę. Po
odprawieniu tego rytuału wkracza na ring, patrząc spode łba na swoich
przeciwników.
Pozostał
już tylko jeden zawodnik, na którego nie trzeba długo czekać.
Rozbrzmiewa Redman „Let’s go” i Craig Crawford rozpoczyna swoją podróż w
kierunku ringu. Wita go umiarkowany cheer, na który sam zainteresowany
kompletnie nie zwraca uwagi. Jego dziki wzrok jest utkwiony w
oczekujących przeciwnikach: Crawford wbiega pomiędzy nich i zajmuje
miejsce w jednym z narożników.
Jan Kowalski – Doczekaliśmy się! Wreszcie! Kolejna edycja Pucharu Szczęściarza!
Tony Hogański – Już dziewiąta, jak ten czas szybko leci. Niedługo będzie jubileusz, jeśli oczywiście EWF nie upadnie.
Jan Kowalski – Nie mów tak Tony, nie chcemy upadać.
Tony Hogański – Jesteś przesądny?
Jan Kowalski – Nie, ale lepiej nie wywoływać Vaclava z lasu.
To
już wszyscy uczestnicy czekającego nas widowiska. Wprawdzie Żubr i
Chickasaw toczyli już dzisiaj walki, ale wydaje się, że po intensywnej
odnowie biologicznej wyglądają dość rześko. Crawford pojedynkował się
tylko w dark matchu i to dawno, więc dla niego będzie łatwiej. Na
Maxiego nikt nie zwraca uwagi. Pozostaje tylko dać znak do rozpoczęcia
walki. Wszystkie oczy utkwiły w Great Barrim, który chyba poczuł ciężar
odpowiedzialności, bo aż poruszył się niespokojnie. W końcu jednak
przypomina sobie, po co tutaj jest i robi, co do niego należy. Narodowe
bojówki zaczynają krzyczeć: Żubr! Żubr! Żubr! Żubr! Żubr! Żubr! i
w ten sposób przejmują kontrolę nad fanami. Są świetnie zorganizowani.
Tymczasem rozbrzmiewa gong i rozpoczyna się kolejna edycja Pucharu
Szczęściarza. Początkowo nikomu nie jest jakoś szczególnie śpieszno do
walki – większość zawodników po prostu zajęła swoje narożniki i
obserwuje pozostałych. Tylko MaxiMaster stoi plecami do lin i chyba
jest mu tam niewygodnie, bo inicjuje akcję zaczepną. Dokładniej mówiąc,
podchodzi do Żubra i zaczyna na niego wrzeszczeć. Pyskówka jest dosyć
długa, jest w niej sporo na temat braku patriotyzmu, niewłaściwie
okazywanej miłości do Ojczyzny itd., itp. Żubr słucha tego z rosnącym
zdziwieniem, jego pozostali rywale i arbiter też. W końcu jednak
zdziwienie przechodzi w złość, i Sarmata powala Maxiego szybkim i
brutalnym Big Bootem. W momencie w którym Triple M zalicza pierwsze
spotkanie z matą, pomiędzy linami następuje znaczne ożywienie: Craig
Crawford rzuca się na Won Wei’a, a Chickasaw wykonuje Dropkicka na
Żubrze. Sarmata pada, a Chickas wykonuje na jego ciele coś na kształt
złożonego z Angry Stompów indiańskiego tańca. W tym czasie Won odrywa
się od Crawforda i trzyma go na dystans za pomocą precyzyjnych, silnych
kopnięć.
Jan Kowalski – Jak już wspomnieliśmy jest to dziewiąta edycja naszego pucharu.
Tony Hogański – Co to? Czas na pogadankę historyczną?
Jan Kowalski – Pierwszy
raz o Puchar Szczęściarza walczono w 2004 roku, zwyciężył wtedy Shaman.
Druga edycja została odwołana i nie ma zwycięzcy. Następnie wygrywali
Flying Man, dwukrotnie Jimmy Hendrixon, Crash Martin, Vitor Hernandez,
a w zeszłym roku triumfował SeBa.
Tony Hogański – Szkoda, że feldmarszałek dzisiaj nie walczy. Byłby jednym z faworytów.
Jan Kowalski – Mimo jego absencji, spodziewamy się świetnej walki.
MaxiMasterMistrz
wstaje, trzymając się za twarz. Rozgląda się przez chwilę i postanawia
dołączyć do okopywania leżącego Żubra. Chickasaw chyba nie jest
zainteresowany tego typu pomocą, bo skacze na MMM z Knee Strike. Twarz
Triple M znowu ucierpiała, a on sam pada na matę. Indianin wraca do
powalonego Sarmaty, czeka go jednak niemiła niespodzianka w postaci
morderczego Speara, który roztrzaskuje go o narożnik! W tym
czasie Crawford zostaje dosłownie wykopany z ringu przez Won Weia!
(EWF! EWF! EWF!) Żubr i Azjata stają naprzeciw siebie, podczas gdy Maxi
ciągle leży na macie trzymając się za twarz, Chickasaw jest cucony przez
znajdującą się poza ringiem Mię, a upokorzony Crawford wygląda jakby za
chwilę miał eksplodować. Prawdziwy Polak atakuje Big Bootem, jednak Wei
sprawnie uchyla się i jednocześnie podcina rywala, powalając go. Na tym
jednak kończy się okres dominacji Chińczyka – na ring wpada maksymalnie
wkurwiony Craig Crawford, który powala Upartego Tygrysa na matę
przechodząc natychmiast do Mounted Punches!
Tony Hogański – Tyle się tu dzieje.
Jan Kowalski – A to dopiero początek!
Tony Hogański – Cenię tych urwisów, ale mam nadzieję, że nie będą przedłużać.
Jan Kowalski – Zazdrościsz im młodości?
Żubr wstaje, odbija się
od lin i brutalnym Running Knee Strikiem nokautuje próbującego wstać
Maxiego. Następnie rozpędza się raz jeszcze, i taką samą akcję aplikuje
zdradzającemu objawy przytomności Chickasawowi. A później z rozpędu
przypierdala jeszcze Craigowi, uwalniając tym samym Won Wei’a. Następnie
bierze się za Azjatę, zastępując CC w roli egzekutora Mounted Punches.
Won Wei broni się jak może, ale jego sytuacja robi się coraz gorsza. Z
opresji ratuje go dopiero Chickasaw, który spada na kark Żubra z
samobójczym Diving Leg Dropem ze szczytu narożnika! (EWF! EWF! EWF!) Paskudna
akcja, która o mało nie pozbawiła Patrioty głowy! Chicko też ją odczuł,
ale stara się nie zwracać uwagi na ból. Kolejny Leg Drop spada na kark
oszołomionego Sarmaty. Po nim następuje kolejny. Chwilę później Won Wei
próbuje „zrolować” zaskoczonego Indianina...1... 2... shoulder up! Azjata
i Rdzenny Amerykanin rozpoczynają wymianę ciosów, a w tym samym czasie
Craig Crawford wstaje i ląduje na Maxim z Knee Dropem. Chyba mu się to
spodobało, bo ponawia atak – tym razem na pierś Triple M spada Double
Knee Drop! Próba pinu...1... przerywa Żubr kopiąc w bardzo brutalny Crawforda prosto w głowę! Zorganizowana grupa jego kibiców od razu rusza do ataku i głośno krzyczy: Żubr! Żubr! Żubr! Żubr! Żubr! Żubr! Inni fani też się w to włączają, bo myślą, że tak trzeba. Świetny pomysł, świetna organizacja.
Tony Hogański – Janku, dlaczego to robisz?
Jan Kowalski – Ale co takiego?
Tony Hogański – Wpędzasz mnie w starczą depresję. Jeszcze dostanę uwiądu starczego.
Jan Kowalski – Tego się chyba tak po prostu nie dostaje.
Tony Hogański – A skąd ty to możesz wiedzieć?
Patriota przez chwilę masuje obolały kark, po chwili jednak rzuca się na
zajętych sobą Wei’a i Chickasawa. Próbuje Double Clothesline’a, ale
przeciwnicy wyczuli ten atak. Obaj unikają go, przez co Żubr nadziewa
się na liny. Won i Chicko spoglądają na siebie, osiągając krótkie
porozumienie, które owocuje dwoma Dropkickami wymierzonymi w szerokie
plecy Sarmaty. W ich efekcie Ostatni Patriota wylatuje poza ring, a
sojusz pomiędzy cruiserami znika tak szybko, jak się pojawił. W tym
czasie MaxiMasterMistrz zdołał wstać, ale szybko powraca do leżenia na
macie – to Craig Crawford zaaplikował mu Neckbreakera. Próba pinu...1...
2... Chicko i Wei przerywają. Craig, Won i Chickasaw naparzają się
wzajemnie nad zwłokami Maxiego, i nikt z nich nie zwraca w tej chwili
uwagi na Żubra. Sarmata szybko uświadamia im, że to niewybaczalny błąd
wpadając pomiędzy nich i wymierzając potężne „cepy” na lewo i prawo!
Bijatyka nabiera intensywności i trwa wystarczająco długo, żeby mógł do
niej dołączyć MaxiMasterMistrz. W ruch idą pięści, łokcie i kolana. Nie
ma w tym zbytniej finezji aż do momentu, w którym Żubr chwyta Won Wei’a i
rzuca nim w Chicko i Craiga, którzy razem z „żywym pociskiem” wypadają
poza ring! (EWF! EWF! EWF!) Naprzeciw Sarmaty stoi już tylko MaxiMaster, ale i
on zostaje ogłuszony potężnym Forearm Smashem, podniesiony i...
wyrzucony poza ring w stylu „human dart”! Triple M wrzeszczy i macha
rękami podczas swojego krótkiego lotu, po czym uderza z impetem w
znajdującą się poza ringiem trójkę!! (EWF! EWF! EWF!)
Jan Kowalski – Co za akcja!
Tony Hogański – Wiele się tu dzieje. Jak za czasów mojej młodości.
Jan Kowalski – Tony, komentuj walkę, a nie stan swoich uczuć.
Tony Hogański – Są pewne priorytety w życiu... (Smutnym głosem.) Właśnie... w życiu... które się kończy... powoli...
Co za akcja!
Wspaniała! Publiczność szaleje, a Żubr tauntuje z uzasadnioną dumą! Narodowe bojówki znów zmuszają fanów do głośnych okrzyków: Żubr! Żubr! Żubr! Żubr! Żubr! Żubr! Great Barri
zaczyna odliczać znajdujących się poza ringiem zawodników, ale przerywa
mu Patriota dołączając do oponentów i rozdając im cios za ciosem! Ci nie
pozostają mu dłużni, i robi się z tego naprawdę solidny „kocioł”, który
szybko przenosi się na trybuny, pomiędzy fanów! Great Barri z
frasunkiem drapie się po głowie, ale odpuszcza sobie odliczanie – chyba
uznał, że zakończenie w ten sposób walki nie przyniosłoby żadnego
pożytku. W hali pojawiają się funkcjonariusze GRU, którzy fachowo
zabezpieczają teren, oddzielając walczących od podekscytowanego tłumu.
Zawodnikom nie wydaje się to przeszkadzać – Żubr nawet „pożycza” sobie
pałkę jednego z funkcjonariuszy i używa jej przeciw Chickasawowi.
Indianin całkiem zwinnie unika ciosów i doczekuje chwili, w której na
miejscu zdarzenia pojawia się Great Barri, który upomina Sarmatę i
wyrywa mu mordercze narzędzie z ręki. Arbiter udziela pouczenia
zasłuchanemu w jego słowa Żubrowi i równie zafascynowanemu Chickasowi, a
za jego plecami trwa prawdziwa wojna: MaxiMaster właśnie przypierdala
krzesłem w twarz Won Weia i zamierza się na Crawforda, który wykonuje
kontrę w postaci wzmocnionego przez trzymane na wysokości twarzy MMM
krzesło Dropkicka! Maxi pada, i chwilę później kompletnie flaczeje po
brutalnym chair-shocie wymierzonym prosto w głowę! (EWF! EWF! EWF!)
Jan Kowalski – W tej walce nie ma odwrotu.
Tony Hogański – Tak jak nie ma odwrotu od śmierci.
Jan Kowalski – Tony, robisz się nudny.
Tony Hogański – To ze starości!
Great
Barri odwraca się i nakazuje w sposób czuły, ale zdecydowany Crawfordowi odrzucić krzesło. Craig robi
ruch, jakby chciał wykorzystać przedmiot przeciwko arbitrowi, jednak
opanowuje się w porę i spełnia jego życzenie. W tym czasie pozostawieni
samym sobie Żubr i Chickasaw znowu skaczą sobie do gardeł – Patriota
powala Indianina potężnym Forearm Smashem, po czym... chwyta lecący w
jego stronę kij baseballowy! To Andrzej i Michał wtopili się w grupę
fanów swojego kumpla, i teraz wyczuli szansę na wspomożenie go w walce!
Żubr z wdzięcznością przyjmuje prezent i z impetem przypierdala w
potylicę Kochanka Katriny! Następnie odrzuca kij,
zarzuca na ramię zwłoki oponenta, i ignorując wrzeszczącą rozpaczliwie
Mię rozpierdala go Powerslamem o pobliskie krzesło! (EWF! EWF! EWF!)
Później wlecze zakrwawionego Indianina w stronę ringu. Tymczasem
arbiter przywrócił już porządek i odebrał od Craiga Crawforda niechętną
obietnicę poprawy. Widząc zmierzającego w stronę ringu Żubra, rusza w
tym samym kierunku. Tym samym odwraca się do pozostałych trzech
zawodników plecami, pozwalając Won Wei’owi na rozwalenie krzesła na
głowie niczego nie spodziewającego się CC! (EWF! EWF! EWF!) Co za cios!
Jucha poleciała pięknym i gęstym strumieniem, a Crawford pada na
zaśmiecone rozsypanym popcornem krzesło. W tym czasie Żubr jest już na
ringu i szykuje się do Patria Bomb [Ricola Bomb]! Spotyka go jednak
nieprzyjemna niespodzianka – zmasakrowany Chickasaw wykonuje
desperackiego Low Blowa, po którym następuje DDT! Sarmata pada, a jego
przeciwnik rozkłada się na macie i po prostu odpoczywa, kompletnie
wyzuty z sił.
Jan Kowalski – Ta
walka to naprawdę pokaz dobrego wrestlingu z wieloma hardcorowymi
sytuacjami. Szkoda tylko, że Tony nie staje dzisiaj na wysokości
zadania i woli przygotowywać swój pogrzeb.
Tony Hogański – Żyłem niewinnie jak lilija, dlatego chciałbym lilie na moim pogrzebie.
Jan Kowalski – Mogłem się tego spodziewać.
Tony Hogański – Niech chór zaspiewa też "Dies irae" na mojej Mszy pogrzebowej. Niech to będzie prawdziwe requiem!
Won Wei i Maxi powoli wracają w stronę ringu,
napierdalając się po drodze krzesłami. Ta swoista szermierka kończy się
niedaleko stołu dla komentatorów – Wushu Tiger przełamuje obronę swojego
przeciwnika i po prostu rozwala mu głowę! (EWF! EWF! EWF!) Wei wlecze
nieprzytomnego rywala i układa go na stole dla komentatorów.W tym
czasie Żubr i Chickasaw zdołali już wstać. Prawdziwy Polak próbuje
Running Lariata, ale jego oponent unika tego niezgrabnego ataku.
Następuje odbicie od lin... i nagłe Corkscrew Crossbody w wykonaniu
Chickasa! Próba pinu....1... 2... kick out! Chwilę później na ring wpada
Won Wei, z niecelnym Bussaiku Knee Kick wymierzonym w Indianina.
Chickasaw uniknął ataku, natomiast Azjata opada na ring tuż obok
wstającego właśnie Żubra. Patriota powala Tigera pełnym impetu
Spinebusterem, po czym wstaje... i pada ofiarą efektownego Tornado DDT
wykonanego przez Sawyera! Chicko przechodzi do pinu...1... 2... kick out!
Trudno, tak bywa. Chickasaw podnosi się na równe nogi, stając tym samym
twarzą w twarz z Won Weiem. Rozpoczyna się ostra wymiana kopnięć,
przerwana dopiero przez podwójny Falling Clothesline w wykonaniu Żubra! Aktywizuje to jego zwolenników, którzy znów krzyczą: Żubr! Żubr! Żubr! Żubr! W
ringu dzieją się rzeczy bardzo ciekawe, ale poza nim również nie jest
nudno. MaxiMasterMistrz odzyskuje zmysły, siada na stole rozglądając się
trochę nieprzytomnym wzrokiem...
Tony Hogański – A kysz! Idź już sobie! Przepadnij!
Jan Kowalski – Daj spokój chłopakowi, Tony.
Tony Hogański – Dobrze wiesz, jak kończą się takie sytuacje, Janku.
Jan Kowalski – W zasadzie masz rację, Tony. Może zrzucimy go z blatu?
MaxiMasterMistrz – Gdzie ja jestem?
Krzesło Craiga Crawforda – JEB!
Double
C powraca na ring, przypierdalając po drodze Maxiemu! Ten grzecznie
kładzie się spać, podczas gdy w ringu trwa okopywanie Azjaty i
Indianina. Craig wkracza na matę, zachodzi Patriotę od tyłu i aplikuje
mu morderczego Neckbreakera! Od razu próbuje pinu....1... 2... Won Wei
przerywa nokautującym kopnięciem w głowę CC! Chwilę później pada po
German Suplexie w wykonaniu Chickasawa. Indianin ma teraz komfortową
sytuację – wszyscy jego przeciwnicy leżą i wyglądają na dojrzałych do
wykonania na nich jakiejś akcji. Native Lucha dobrze to rozumie, bo bez
niepotrzebnych ceregieli wspina się na szczyt narożnika. Kiedy jednak
dociera do celu, dostrzega leżącego w dole Maxiego. Przez chwilę toczy
wewnętrzną walkę z samym sobą, ale pokusa jest zbyt wielka – Chickasaw
skacze poza ring z Mia Pozdrawia [High Angle Senton Bomb] który
rozpierdala zarówno stół, jak i MaxiMasterMistrza! (EWF! EWF! EWF!)
Tony Hogański – No i masz babo placek. Mówiłem, że tak się to skończy.
Jan Kowalski – A ja mówiłem, żeby zepchnąć go z tego cholernego stołu?
Tony Hogański – Mówiłeś. Czasem masz rację.
Ryk
uszczęśliwionych fanów o mało nie rozsadza hali! Gromkie
„Woooooooooooo!” przetacza się przez trybuny! Mia pomaga wstać
bohaterowi oglądanej przed chwilą akcji, podczas gdy na górze – pomiędzy
linami – Żubr wprasowuje Won Wei’a w matę przy pomocy Running
Powerslam! Następnie chwyta Crawforda i egzekwuje Patria Bomb [Ricola
Bomb]– szybko i bezlitośnie! To oznacza próbę pinu...1... Chickasaw
wraca na czas! Seria wściekłych kopnięć spada na głowę Sarmaty.
Zakrwawiony Sawyer wygląda jak jakiś indiański demon zemsty, kiedy tak
znęca się nad czerepem przeciwnika. W końcu przerywa, podnosi Patriotę i
wykonuje na nim Irish Whip w narożnik. Bierze rozpęd... i skacze na
rywala z Somersault Sentonem! Ładna, efektowna akcja, po której Żubr
osuwa się do pozycji siedzącej. Chickas wstaje... i chwieje się pod
naporem serii Goldmud Chops w wykonaniu Won Weia. Azjata naciera z
animuszem, zmuszając rywala do cofnięcia się w jeden z narożników. Tam
wyprowadza kilka Knee Strike’ów... i pada ofiarą desperackiego Schoolboy
Pin w wykonaniu Craiga Crawforda.....1... shoulder up!
Jan Kowalski – Niewiele brakowało.
Tony Hogański – Niewiele też brakuje by przejść od życia do śmierci.
Jan Kowalski – Ja tu oszaleję. Już nie będę z tobą żartował, bo można dostać tu pomieszania zmysłów.
Tony Hogański – Czy na to też się umiera?
Double C nie traci czasu i powala wstającego rywala Lariatem. To
pozwala mu na rozejrzenie się w sytuacji i wykonanie Mudhole Stomping
na leżącym w narożniku Żubrze. Później... w tej chwili dla Craiga nie
ma żadnego „później” – pada po brutalnym Running Knee Strike wykonanym
przez Won Wei’a. Do Azjaty podbiega Chickasaw, ale dosięga go nader
precyzyjnie wykonany Superkick. Wushu Tiger widzi swoją szansę i
próbuje ją wykorzystać – wskakuje na szczyt narożnika i wykonuje
efektowny Wushusault [Moonsault] prosto na leżącego Indianina! Chickas
zdołał jakimś cudem podkulić kolana, co owocuje bolesną dla obu stron
kolizją. Sytuację wykorzystuje Żubr, który gdzieś w międzyczasie zdołał
wstać i teraz aplikuje Weiowi Dreamer DDT! Grupy patriotyczne znów skandują: Żubr! Żubr! Żubr! Żubr! Natychmiastowy pin... 1... 2... 2,87... przerywa
MasterMasterMistrz! Nie może być! Sarmata był tak blisko! Wstaje z nie
do końca patriotycznym, ale z pewnością szczerym wkurwieniem wypisanym
na twarzy i po prostu zasypuje rywala serią wściekłych ciosów! Maxi
broni się przez chwilę, ale szybko opuszcza gardę i na jego twarze
lądują kolejne Punche. Chwilę później dochodzi do kuriozalnej sytuacji:
Chickasaw próbuje Schoolboya na Żubrze, podczas gdy w tym czasie Craig
Crawford robi to samo z Maxim!
Tony Hogański – Dużo czerni na moim pogrzebie. Nie lubię tych nowoczesnych zwyczajów z bielą. Pogrzeb to pogrzeb, żałoba i te sprawy.
Jan Kowalski – Niech ktoś mi da krzesło to przyśpieszę twój zgon!
Great Barri trochę się w tym wszystkim
pogubił, ale decyduje się na podwójne odliczanie...1... shoulder up
Sarmaty i kick out MaxiMastera! Żubr wymienia ciosy z Crawfordem, a
Chickasaw „tańczy” z MMM. Craig uderza szybkim i zaskakującym Low
Dropkickiem wymierzonym w nogi rywala – trafia tuż pod kolana, i Żubr
pada na matę. W tym czasie Sawyer wykonuje Hurricanrana With Pin...1...
2... Double C wpada od tyłu i przerywa pięknym German Suplexem! CC nie
wypuszcza rywala z rąk i od razu pinuje...1... 2... Żubr przerywa kopiąc
Crawforda w zachęcająco wyprężone żebra! Następnie podnosi go do
Ideology Buster [Muscle Buster] i bezlitośnie egzekwuje tę akcję!
Dosłownie chwilę później pada po Corkscrew Lariat w wykonaniu Won Wei’a!
Chińczyk powala jeszcze Maxiego efektownym Wheelbarrow Kickiem, po
czym... obrywa kopa w żołądek i pada ofiarą Chickasaw Piledriver [Package Piledriver]! Indianin od razu przechodzi do pinu...1... 2...
2,66... przerywa Żubr! Chickasaw kopie Prawdziwego Polaka w żołądek i
„pakuje” go w Small Package...1... 2... 2,31... przerywa kopniak
MaxiMastera!
Jan Kowalski – Myślałem, że to koniec!
Tony Hogański – Kiedyś nadejdzie. Dla każdego z nas.
Chicko brawluje z Maxim, a Żubr odbija się od lin i
przypierdala Triple M pełnym impetu Polish Hammerem! Maxi pada jak
zdmuchnięty, a Chickasaw skacze na Patriotę z wściekłym Double Knee
Strike! Żubr obrywa prosto w twarz, ale pomimo to daje radę skontrować
tą akcję w Powerbomb! Następnie Punt Kickiem „uspokaja” próbującego
wstać Crawforda, i wykonuje na Chickasie kolejny Powerbomb! Chwileczkę!
Chicko kontruje w Hurricanrana With Pin! 1... 2... 2,99... przerywa Won
Wei! Chwilę później Azjata pada po Neckbreakerze wykonanym przez
MaxiMasterMistrza, który z kolei zostaje zaskoczony przez Pumphandle
Backdrop Crawforda! Ten zaś wdaje się we wściekły brawl z Chickasawem,
co wykorzystuje Żubr wykonując Spear na złączonych w walce rywalach!
Impet akcji jest tak potężny, że obaj rozbijają się poza ringiem! (EWF!
EWF! EWF!) Potwornie wyczerpany Sarmata zdobywa się na jeszcze jeden wysiłek i
podnosi Won Wei’a do Powerbomb! I wykonuje tę akcję – prosto na
próbującego powstać Maxiego! Potężna kolizja, ale to jeszcze nie koniec –
Triple M pada ofiarą Dreamer DDT! Desperacki pin....1.......2......3!! Chickasaw wpada na ring z Dropkickiem, ale czyni to o ułamek sekundy za
późno! Great Barri pokazuje, że doliczył do trzech! To już koniec walki! (Zwycięzcą i zdobywcą Pucharu Szczęściarza jest: Żubr!)
Jan Kowalski – Mamy zwycięzcę!
Tony Hogański – Zawsze zwycięża śmierć.
To już koniec walki! Zwarty bojówki narodowe zaczynają w tym momencie głośno krzyczeć: Żubr! Żubr! Żubr! Żubr! Żubr! Żubr! Żubr! Żubr! Żubr! Żubr!
Są tak doskonale zorganizowani, że całkowicie dominują nad areną. Spod
FeliXtronu wychodzi Shaman, który dumnie niesie Puchar Szczęściarza.
Jest z nim także niezastąpiony Szczęściarz, to w końcu trofeum jego
imienia. Pojawiają się też Michał i Andrzej, który wraz ze swym
kompanem będą celebrować sukces. Szczęściarz wręcza srebrne medale za
udział w tej walce Craigowi Crawfordowi, Chickasawowi, Won Weiowi i
Maxiemu. Na ringu są już tylko Żubr, Michał, Andrzej, Great Barri,
Shaman, Szczęściarz i puchar. Szczęściarz i Shaman gratulują zwycięzcy,
a Great Barri wręcza mu puchar. Na ring spada biało-czerwone konfetti,
a Żubr triumfuje! Wchodzi na każdy z narożników i świętuje razem z
publicznością, unosząc puchar w górę. Następnie wychodzi poza ring i z
flagą Polski, którą podał mu Tony Hogański robi rundę honorową wokół
ringu.
Tony Hogański – Piękne widowisko, ale i to przeminie.
Jan Kowalski – Och Tony.
Żubr, Michał, Andrzej i Puchar Szczęściarza wśród gorącego dopingu
bojówek patriotycznych opuszczają arenę w poczuciu dobrze spełnionego
zadania. Polska dziś zwyciężyła!
Jan Kowalski – Wszyscy patrioci w Polsce na pewno świętują.
Tony Hogański – Oprócz konkurencyjnych frakcji patriotycznych, np. MaxiegoMasteraMistrza.
Jan Kowalski – Oczywiście.
(Niech żyje bal! Przenieśmy
się więc do hotelu, gdzie trwa wielkie przyjęcie, towarzyskie
wydarzenie 2014 roku. Przy jednym ze stolików widzimy Helenkę, która
zajada się kawiorem. Niespodziewanie przysiada się do niej Weronika
Passent.)
Weronika Passent – Kawior je się specjalnym widelcem, a nie łyżeczką. (Wskazuje na mały widelec na stole.) O, tym tutaj.
Helenka (lekko zakłopotana) – Cóż...
Weronika Passent – Nie przejmuj się. Towarzystwo gburowate, to nawet nie zauważy. Widziałaś tego Vaclava i posła, siara, że hej, nie?
Helenka – Dlaczego... rozmawiasz ze mną... tak normalnie?
Weronika Passent – To, że mój Nas nie lubi twojego włochatego grubasa. (Krzyczy do kelnera.) Szampana, poproszę! (Wraca do rozmowy z Helenką.) To nie znaczy, że nie możemy sobie poplotkować.
Helenka – W zasadzie....
Weronika Passent – Słuchaj, bo ja widzę, że masz talent. W "M jak miłość" szukają teraz nowej kochanicy dla jednego z Mroczków, nie wiem którego. (Wyjmuje z kieszeni jakąś wizytówkę.)
Tu masz numer do Juana, to gej, więc nie zrób przypału. Juan załatwi ci
casting, może coś z tego będzie? "M jak miłość" to dno, ale od czegoś
trzeba zacząć. Też tam byłam.
Helenka – Powiedz mi, a ten Dorociński?
Weronika Passent – Tak.
Helenka – No, no...
Weronika Passent – Ale ja i on - nic. Zresztą ja mam teraz Nasa, no to zakopmy topór wojenny i napijmy się szampana.
(Panie piją szampana. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Myślałem, że one się nie lubią.
Tony Hogański – Kobiety... kto by je zrozumiał?
Jan Kowalski – A wydawało mi się, że ich konflikt może być ciekawszy niż konflikt główny.
Tony Hogański – To źle ci się wydawało.
(Przenosimy się do wspaniałego
gabinetu senatora Szakala. Wszystko jest tu na swoim miejscu, chociaż
telefon zaufania nie będzie już dzisiaj działał. Senator przebiera się
właśnie we frak i przed lustrem wiąże muszkę. Towarzyszy mu spin-Doktor
VooDoo Biały.)
Szakal – Jak można zgubić kurwa zaproszenie na bal?
Doktor VooDoo Biały – To Mumin i Mladenov.
Szakal – Znowu zawiedli. Najpierw ta historia z syrenką w Petersburgu, a teraz moje zaproszenie na bal.
Doktor VooDoo Biały – Potworność.
Szakal – Jak ich kurwa złapię to ogolę ich na łyso. Esmeralda mi już dziesięć smsów wysłała z pytaniem gdzie jestem!
Doktor VooDoo Biały – To straszne. Panience Esmeraldzie nie można przecież pozwolić czekać. Nie można jej tak denerwować.
Szakal – Właśnie kurwa!
Senator skończył wiązanie muszki.
Szakal – Wychodzę kurwa! Złap Mumina z Mladenovem. Niech będą gotowi na mój senatorski wymiar sprawiedliwości.
Doktor VooDoo Biały – Tak jest.
Senator opuszcza swój gabinet.
Doktor VooDoo Biały – Możecie wyjść.
Z jednego z bocznych pomieszczeń wychodzą przestraszeni Mumin i Mladenov.
Doktor VooDoo Biały – No i co teraz?
Mumin & Mladenov – To nie my!
Doktor VooDoo Biały – Wiem, że to nie wy. Zastanawiam się tylko czy powiedzieć mu, że żadnego zaproszenia nie dostał. Po prostu go nie zaprosili.
(Przywódca Dark Division zamyślił się. My wracamy na ring.)
Tony Hogański (zbulwersowany) – Jak to nie dostał?! Jak to nie dostał?! Jak to nie zaprosili?!
Jan Kowalski – To na pewno jakaś pomyłka.
Tony Hogański – Jak można mistrza Szakala nie zaprosić na bal?
Jan Kowalski – To musiało być przeoczenie.
Tony Hogański – Ta wiadomość złamie jego łyse serce.
(Wracamy do hotelu, bo tam
dzisiaj dzieje się najwięcej. Będąc ścisłym to znajdujemy się przed
hotelem. Trwa tutaj chyba jakaś manifestacja. Zebrało się
kilkadziesiąt, może około setki osób, którzy protestują przeciwko
czemuś. Jest tu Cassandra Tisserant, która relacjonuje te zajścia.
Widać, że po nieprzyjemnym spotkaniu z Vaclavem doszła już do siebie.)
Cassandra Tisserant –
Niespodziewanie jakiś czas temu przed hotelem rozpoczęła się
manifestacja. Sytuacja przypomina nam wydarzenia z Kijowa, ale jak to
wszystko się skończy? Spytam jednego z uczestników protestu, o co w tym
wszystkim chodzi.
Haitanka prosi jakiegoś zakapturzonego pana, którego twarz jest owinięta szalikiem do rozmowy.
Cassandra Tisserant – Proszę pana. Może pan nam wyjaśnić, co tu się dzieje?
Protestujący – Jesteśmy fanami Extreme Wrestling Federation i przyszliśmy tu zaprotestować.
Cassandra Tisserant – Ale przeciwko czemu?
Protestujący –
Przeciwko dekadencji w jakiej pogrąża się obecne EWF! Tak dalej być nie
może! My chcemy oglądać wrestling, a nie jakieś bale. Samozwańcza
arystokracja ucztuje sobie i bawi się w luksusach, podczas gdy cała
reszta rosteru siedzi w hali i walczy. Oni tam krwawią! (Wskazuje w stronę hali.) A ci tutaj się bawią! (Wskazuje na iluminowany budynek hotelu.)
To skandal jak EWF upadło pod obecnym zarządem. W czasach Feliksa
Castro to byłoby nie do pomyślenia. Dlaczego nie wezmą przykładu z
papieża Franciszka i nie postawią na skromność?
Głos Smeli z balkonu – Jebać skromność!
Protestujący – Jeszcze są ordynarni. To ma być EWF? Żal patrzeć, żal patrzeć, naprawdę żal. Dlatego właśnie protestujemy.
Cassandra Tisserant – Chwileczkę... pana głos.
Protestujący – Karl! Szybko, zabierz jej mikrofon!
Z tłumu wyskakuje Karl
Daniels! Wyrywa on Cassandrze mikrofon, a zza dekoltu wyjmuje łapczywie
wyciąga plik pięćdziesięciozłotówek, który umieścił tam Vaclav.
Karl Daniels – Vaclav, bracie! Na zawsze z tobą! Pro-choice 4 ever! Aborcja na życzenie, bez życzenia zresztą też! Yeah!
Protestujący rozmówca zdejmuje tymczasem kaptur i szalik. To Felipe Castro!
Felipe Castro – Przejmujemy transmisję!
Ktoś podaje byłemu komisarzowi megafon. Felipe zwraca się w kierunku hotelu.
Felipe Castro –
Koniec zabawy! Lud przemówił! Nie chcemy dekadencji! Nie chcemy balów,
nie chcemy arystokracji, nie chcemy widzieć marnotrawstwa pieniędzy!
Żądamy sprawiedliwego EWF! EWF dla każdego, a nie tylko dla wybranych.
Zapraszamy wszystkich chętnych, przybądźcie na ten majdan i walczcie z
nami!
(Transmisja urywa się. Widać ktoś nakazał wyłączenie Felipe nim ten za bardzo się rozgada.)
Jan Kowalski – Co to ma znaczyć?
Tony Hogański – Bunt, Janku! Bunt!
Jan Kowalski – Bunt?
Tony Hogański – Najprawdziwszy!
Jan Kowalski – E tam, zwykły protest.
Tony Hogański – Ale przyznasz, że bunt brzmi dramatyczniej?
(Wracamy na zaplecze. Cóż też
się tutaj wydarzy? Spotkamy Ordinary Mortala, który jeszcze dzisiaj nie
walczył, ale kroczy korytarzem dość dumnie i dostojnie. Kroczyłby
pewnie tak dalej, gdyby jego drogi nie zastąpił mu Bidam. Jak widać nie
jest mu śpieszno z powrotem na bal pretendentów.)
Bidam – Musimy porozmawiać.
Ordinary Mortal – Nie mamy chyba o czym.
Bidam – Wydaję mi się, że jednak mamy. Bubba...
Ordinary Mortal – Co z nim?
Bidam – Po rozmowie z tobą zrezygnował. Wszyscy to słyszeliśmy. Czym go szantażowałeś?
Ordinary Mortal – Pomyliłeś się. To nie ja.
Bidam – Nie ty? Prosisz Bubbę o rozmowę, a kilkadziesiąt minut później ktoś zmusza go do opuszczenia federacji.
Ordinary Mortal – Ja chciałem tylko wyjaśnić moje i Stabbera nieporozumienia z Bubbą, jakie mieliśmy w 2009 roku. To wszystko.
Bidam – Naprawdę? To wszystko?
Ordinary Mortal – Tak, to wszystko.
Bidam –
No dobra. Podobno jestem dobry w śledztwach, więc dowiem się, co się za
tym kryje. Jeśli kłamiesz... wtedy wylecisz z EWF jeszcze szybciej niż
wróciłeś.
Ordinary Mortal – Jeszcze się o tym przekonamy się.
(Mortal odpycha delikatnie Bidama barem i rusza w swoją stronę. My też, w naszym przypadku jest to powrót na ring.)
Jan Kowalski – Myślisz, że to Mortal?
Tony Hogański – Szczerze mówiąc to mam to w dupie. Cieszę się tylko, że Bubba nie będzie już przeszkadzał.
Jan Kowalski – Jesteś podły. Bubba to legenda EWF.
(Podłość to kwestia względna.
Przenosimy się na zaplecze, gdzie widzimy Craiga Crawforda. Jest bardzo
zmęczony po walce o Puchar Szczęściarza, nie ma co się dziwić, ale
jednocześnie jest też niesamowicie wściekły.)
Craig Crawford – Gdzie on jest?!
Double C przewraca stół z jakimś sprzętem audiowizualny,
Craig Crawford – Gdzie on jest?!
(Wściekły uczestnik programu Wyspa2009 idzie dalej, a my ponownie przenosimy się w rejon stolika komentatorskiego.)
Tony Hogański – A ten czego szuka?
Jan Kowalski – Raczej kogo.
Tony Hogański – A może jednak czego?
Jan Kowalski – Masz rację. Nic w tej sprawie nie wiemy.
Tony Hogański – Zadzwoń do niego, to może się dowiesz.
(Przenosimy się ponownie na
zaplecze. Zawsze warto to robić by dowiedzieć się, co słychać u naszych
znajomych. W zupełnie opustoszałej kafeterii siedzą przy piwie SeBa i
Mati.)
SeBa – Ziomek, co robić?
Mati – Nie wiem. Może napić się browarów?
SeBa – Tankowanie zawsze nam pomagało, ale sprawa jest poważna. Chcą nam zabrać naszą armię.
Mati – Tak, a ja ufałem temu rabinowi.
SeBa – Ożydził cię, a może ocyganił?
Mati – Nie wiem, feldmarszałku, nie wiem.
SeBa –
To co ty wiesz? Bo przestaniesz być kwatermistrzem naszej armii. Trzeba
wymyślić jakiś plan. Może jednak przypierdolę mu hełmem?
Mati – To nie rozwiąże naszych problemów.
SeBa – Nie chcę mu płacić za coś, co już mam. To ja stworzyłem Armię Prus Wschodnich! Pamiętasz jakie kadry mieliśmy w 2009 roku?
Mati – Pamiętam.
SeBa –
Ich już nie ma, a ja trwam. Niczym pruska skała, która wyłania się z
Bałtyku. Trwam, trwam, trwam. Góry przepłynąłem, lasy powycinałem i
mych wrogów zniszczyłem... i teraz takie coś, takie coś, ziomuś. Jak
mogą mi to robić? Ja mam takie zasługi!
Mati – To może pójdziemy na bal. Tam mają za darmo alko, są dupeczki, można podylać, a niby tak przypadkiem zagadamy do kogoś...
SeBa – Podoba mi się twój sposób myślenie. Przypadkiem, nie że prosimy o pomoc, ale tak przypadkiem. Bo... (Posmutniał.) Co ja zrobię bez mojej Armii Prus Wschodnich?
Mati (poklepując feldmarszałka po plecach) – Wszystko będzie dobrze.
SeBa (już mu przeszło) – To idziemy! Rozkręcimy tę ich drętwą imprezę! Na koń!
Mati – Żyd nam wszystko zabrał. Nie mamy niczego.
SeBa – Ten Galilejczyk nie zwycięży!
(Feldmarszałek jest gotowy do
walki, a my gotowi by powrócić w sympatyczne okolice stanowiskach
naszych równie sympatycznych komentatorów.)
Tony Hogański – Tak jest! SeBa walczący!
Jan Kowalski – Feldmarszałek nie poddaje się.
Tony Hogański – Będzie walczył by odzyskać Armię Prus Wschodnich!
Jan Kowalski – Oby zwyciężył.
(Wracamy do hotelu, bo bal
pretendentów robi się coraz ciekawszy. Znajdujemy się teraz na
balkonie. Z tej perspektywy wielki protest - wielki, bo liczba
manifestantów zwiększyła się już o kolejne kilkadziesiąt osób - z tej
właśnie perspektywy balkonowej protest podziwia śmietanka towarzyska
EWF. Jest tu przede wszystkim SR-Crazy, są Smela i Miszka, a także
Franko, Nas Jazzowski i Weronika Passent. Jest też jeden ze stażystów,
DanGaner, który nie wiadomo dlaczego się tu znalazł.)
Weronika Passent (wskazuje na tłum) – Nas, Nas, a co oni głodni są?
Nas Jazzowski – Być może nie mają chleba. Taka sytuacja teraz w Polsce.
Weronika Passent – To niech jedzą ciastka.
Franko – Dla was, burżujów wszystko jest takie proste.
Nas Jazzowski – Co powiedziałeś?
Franko –
Co wy wiecie o głodzie? O chlebie? O zdobywaniu pieniędzy by wyżywić
nie tylko siebie, ale też swoich najbliższych. Co wiecie o walce o byt?
Walce o przetrwanie? Gdzie każdy dzień przynosi coraz więcej rozpaczy,
a coraz mniej radości.
Nas Jazzowski – Wiem więcej niż ci się wydaje.
Franko –
Może kiedyś wiedziałeś, ale teraz już nic nie wiesz. Popatrz na siebie.
Kiedyś byłeś główną nadzieją polskiego wrestlingu, pretendentem do EWF
World title, walczyłeś w main-evencie setnej Wrestlepaloozy. Co się z
tobą stało Nas? Miałeś zbawić polski wrestling. Ratowałeś go, po to
było BGW. Dałeś nam wszystkim nadzieję, że bez EWF, choć dziś sama ta
myśl wydaje się niesamowicie głupia, ale dałeś nam nadzieję, że bez
EWF, że po EWF w polskim wrestlingu też może istnieć jakieś życie. Ty
jednak zrobiłeś z siebie pośmiewisko. Ze swojej federacji też zrobiłeś
pośmiewisko. Cały pot wylany tam przez tych wszystkich wrestlerów, krew
przelana, walki stoczone - to już nic nie znaczy. Wiesz dlaczego? Bo
BGW wiecznie będzie się kojarzyć tylko z walkami z wiadrem i fotelem.
Do tego doprowadziłeś. Ale to nie wszystko. Zniszczyłeś nie tylko swoją
federację, zniszczyłeś też siebie. Sława uderzyła ci do głowy, a cycki
celebrytek do... nie powiem zresztą czego. Stoczyłeś się na dno i choć
jeszcze potrafisz walczyć, to jesteś pusty jak wydmuszka. Byłeś
podziwiany, a teraz? Czym się stałeś? Kolejnym kartonowym tworem z
telewizji śniadaniowej. Kolegą Tomasza Kammela, wrestlingowym
Krzysztofem Ibiszem.
Nas Jazzowski – Licz się ze słowami.
Franko –
Bo co? Znowu uderzysz mnie krzesłem. Uderzaj, to nic nie zmienia.
Każdego chair-shota przyjmę z radością i odpłacę w dwójnasób albo nawet
potrójnie.
Weronika Passent –
Nas, Nas, co ta wątrobianka gada? Nie wiedziałam, że znasz Kammela i
Ibisza. Oni są passe, nie chwal się takimi znajomościami. Dobra?
Nas Jazzowski – Miley, nie teraz.
Weronika Passent – Spoko-Maroko.
Nas Jazzowski – Nie pomyliłeś miejsc? Może powinieneś dołączyć do tego motłochu tam na dole? (Wskazuje na protestujący tłum.)
Bo tym właśnie jesteś. Wyszedłeś z błota, ubrałeś się w elegancki
strój, wygrałeś kilka pasów, ale nadal jesteś prymitywem. Wszyscy na
tym przyjęciu szydzą z ciebie, bo ty tu nie pasujesz. To nie jest życie
dla ciebie. Splendory, zaszczyty, pasy, sukcesy. Dla ciebie tylko gnój
i smród, to cię definiuje, tym jesteś... więc oszczędź nam wszystkim
tego widoku i idź do kolegów na dole.
Rzeźnik nie odpowiada. Jest niesamowicie spokojny.
SR-Crazy (szeptem do Smeli) – Ale sobie nagadali.
Smela (szeptem do Crazy'ego) – Może zrzucimy ich z balkonu? Będą jaja.
Weronika Passent (szeptem do Crazy'ego) – Czy Vaclav będzie dzisiaj pokazywał sztuczki z płodami?
SR-Crazy (szeptem do WAMP) – Nie wiem, ale też chciałbym na żywo zobaczyć to widowisko.
Weronika Passent (szeptem do Crazy'ego trącając go przy tym kumotersko łokciem) – To luzik.
Franko i Nas Jazzowski
spoglądają na siebie. Ze spokojem? Wściekłością? Ciężko stwierdzić. Po
prostu świdrują się spojrzeniami. W tym momencie na balkon wpada
Helenka.
Helenka – Tragedia!
SR-Crazy (do WAMP) – O nie! Przegapiliśmy!
Weronika Passent – Vaclav zeżarł płód Anny Muchy?
Helenka – Esmeralda Martinez wylosowała walki! Franko kontra Nas Jazzowski w Escape the Pit matchu.
Franko – Doskonale.
Nas Jazzowski – Świetnie.
Helenka (do Franko) – To nie wszystko. Z jakiegoś powodu Esmeralda sądzi, że jesteś szowinistą i nienawidzisz kobiet.
Franko – Co?
Helenka – Jeśli przegrasz EWF Evolution title zostanie zawieszony. Natomiast jeśli wygrasz... to EWF Daemusin title zostanie zawieszony.
Nas Jazzowski słysząc to wybucha śmiechem. Bierze pod ramię swą małżonkę i opuszcza balkon.
Franko – Jak Esmeralda mogła wpaść na taki pomysł?
Helenka – Nie wiem, ale dowiemy się. Chodźmy, bo walka niedługo, a musisz jeszcze zrzucić ten frak.
Teraz to Franko z Helenką opuszczają balkon. Zostają tu tylko SR-Crazy, Smela, Miszka i DanGaner.
SR-Crazy – Rozkoszni są, prawda? (Uśmiecha się.) Pretendenci.
Miszka – Po co mentor ich tu zapraszał?
SR-Crazy –
Żeby lepiej ich poznać. Można oglądać ich walki tysiąc razy, można
walczyć z nimi, ale wspólne przebywanie przez kilka godzin... to zbliża
i pozwala odkryć nieznane dotąd oblicza. Zdobyte dziś informacje będą
bardzo przydatne.
DanGaner – Skoro mamy ich w jednym miejscu, to może spalimy ten hotel?
SR-Crazy (zdziwiony) – Kto to powiedział?
Smela – To DanGaner, jeden ze stażystów, ten gościu od fabryki.
SR-Crazy – Możesz powtórzyć?
DanGaner –
Skoro już zgromadziliśmy ich w jednym miejscu, tych wszystkich
pretendentów, to może spalimy ten hotel? No wie mentor, jak w Jedwabnem.
SR-Crazy – Podajcie mi moją magnacką buławę.
Miszka podaje EWF World Champowi jego magnacką buławę. Crazy uderza nią DanGanera dwukrotnie po głowie.
SR-Crazy – Ty chyba za długo w tej fabryce przebywałeś! Wszędzie byś teraz wybuchy robił!
Smela – Wybatożyć?
SR-Crazy – Tak.
(Batożenia oglądać nie będziemy. Po prostu wracamy do hali.)
Jan Kowalski – Znamy najbliższą walkę! Escape the Pit match, czyli Nas Jazzowski kontra Franko! Do tego tyle atrakcji z pasami.
Tony Hogański – Biedny Franko, straci jeden ze swoich tytułów, a dlaczego?
Jan Kowalski – Przez kobiecą intrygę.
Tony Hogański – Tak to jest jak się zadziera z celebrytkami i aktorkami z Hollywood.
(Za kulisami zawsze dzieje się
coś ciekawego. Tak będzie i tym razem. Trafiamy do pomieszczenia, w
którym organizowana była odprawa przed walką o Puchar Szczęściarza.
Motyw przewodni będzie teraz podobny, a znów dotyczyć będzie Pucharu
Szczęściarza. Są tu bowiem Żubr, Michał, Andrzej, a także Puchar
Szczęściarza.)
Andrzej – Ten puchar jest nasz!
Żubr – Ten puchar do Żubra należy!
Michał – Gratulacje stary.
Andrzej – Zasłużyłeś na ten puchar jak mało kto.
Michał – Przelałeś za niego swą krew.
Andrzej – A zawsze była ona biało-czerwona.
Żubr –
Za zwycięstwo dziękuję Polsce, mojej ojczyźnie. Wiem, że jestem
niegodnym jej synem, że często przynoszę jej wstyd, ale każdy mój krok,
każdy mój oddech przepełnia miłość, miłość do naszej ukochanej
ojczyzny. Miłość do Polski!
Andrzej – To było piękne.
Michał – Jak u Romana Dmowskiego.
Andrzej – Jesteś Dmowskim naszych czasów.
Żubr – Ten puchar to dopiero początek. Teraz czas na ciężką pracę i kolejne walki, a kto wie, może i pasy.
Andrzej – EWF będzie twoje!
(Patriotyczny optymizm tu
panuje, aż miło patrzeć i słuchać. Bojówki narodowe na trybunach też
robią swoje, bo na arenie słychać gromkie okrzyki: Żubr! Żubr! Żubr!
Żubr! Żubr! Trzeba sprawdzić, co komentatorzy mają na ten temat do
powiedzenia.)
Jan Kowalski – Sympatyczna to scena, sympatyczny Żubr.
Tony Hogański – Patrioci podbijają EWF.
Jan Kowalski – Tak, zobaczymy jak daleko zajdą.
(Czas odwiedzić ponownie
backstage. Na jednym z korytarzy widzimy znaną tu i ówdzie Julię, która
powszechnie znana jest pod pseudonimem Mia. Towarzyszka The Chickasawa
przemierza korytarza. Co robi i dokąd idzie? Tego nie wiemy. Wiemy
natomiast kto zastąpił jej drogę. To Fergus Lumsden, szkocki patałach.)
Mia – Przepraszam, chciałabym przejść.
Fergus Lumsden – Cześć maleńka.
Mia – Czego chcesz?
Fergus Lumsden – Porozmawiać. Tylko porozmawiać, a kto wie? Może później przyjdzie mi ochota na coś więcej?
(Przestraszona Mia zaczyna uciekać, a Szkocki Wojownik zanosi się rubasznym śmiechem. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Te indiańskie przygody.
Jan Kowalski – Tylko tyle masz do powiedzenia? Sytuacja wygląda na poważną.
Tony Hogański – Mówisz o tym Szkocie? To patałach jakich mało, ja bym się nim nie przejmował.
(Mia ma na ten temat pewnie
zupełnie inne zdanie. Jesteśmy na zapleczu, a tu ciemno. Dosłownie
panują absolutne ciemności. Nagle słychać głos.)
Głos – Halo? Czy to biuro prezesa Związku Wrestlerów Polskich?
Głos Don Pedra – Tak, w rzeczy samej. Nazywam się Don Pedro. Kogo witam? Kogo goszczę?
Głos – Tu MaxiMasterMistrz. Dlaczego tu jest tak ciemno?
Don Pedro (zdziwiony) – To tu jest ciemno?
MaxiMasterMistrz – Światło jest zgaszone.
Don Pedro (jeszcze bardziej zdziwiony) – To tu jest światło zgaszone?
MaxiMasterMistrz – Mogę zapalić?
Don Pedro – A jakie masz szlugi? Mocki? Kopsniesz szluga?
MaxiMasterMistrz – Chodziło mi o światło.
Don Pedro – No dobra, zapalaj.
Triple M zapala światło. Nic się tu nie zmieniło, a Don Pedro z poważną miną siedzi za swoim prezesowskim biurkiem.
Don Pedro – W czym mogę pomóc?
MaxiMasterMistrz – Pan jest prezesem Związku Wrestlerów Polskich?
Don Pedro – Tak.
MaxiMasterMistrz – Chciałem zaprotestować przeciwko podłemu traktowaniu młodszych wrestlerów i tępieniu patriotyzmu w EWF.
Don Pedro – Dział skarg i zażaleń znajduje się obok kotłowni. Do widzenia! (Uderza w staroświecki dzwonek, który nie wiadomo dlaczego znajduje się na jego biurku.) Następny!
MMM wychodzi. Światła nie zgasił. Don Pedro podnosi słuchawkę telefonu i z pamięci wybiera jakiś numer.
Don Pedro – Towar wysłany.
(Prezes Związku Wrestlerów
Polskich próbuje odłożyć słuchawkę, ale przypadkowo zrzuca telefon z
biurka. Przeklina coś po hiszpańsku, a my wracamy na ring.)
Tony Hogański – Ten Don Pedro.
Jan Kowalski – Ten MaxiMasterMistrz.
Tony Hogański – Co my z nimi mamy.
(Poloneza
czas zacząć! A nie, polonez już był. Na balu impreza trwa w najlepsze.
Wprawdzie Franko i Nasa Jazzowskiego już nie ma, a Bidam nadal nie
wrócił, ale jest wiele innych atrakcji. Do salonu, gdzie panowie palili
cygara wchodzi Miszka. Tam na fotelu siedzi Vaclav... w ręku trzyma
kuszę, a obok niego na stoliku stoi butelka Perły.)
Vaclav – Ładna. (Celuje w Miszkę.) To antyk?
Miszka (głośno przełyka ślinę) – Tak...
Vaclav – Tak, panie prezesie.
Miszka – Don Pedro jest prezesem ZWP...
Vaclav (przyglądając się uważnie kuszy) – Gdzie tu jest spust? Jak się z tego strzela?
Miszka – Tak... panie prezesie...
Vaclav – Interesuje mnie main-event, a konkretniej loteria, która ma wyłonić uczestników.
Miszka – Uczestnicy są chyba łatwi do przewidzenia.
Vaclav – Nie chcę tam Mortala, wyjeb go. Chcę Crazy'ego sam na sam w Browar matchu. Da się zrobić? (Znów celuje kuszą w stronę Miszki.)
Miszka – Zobaczę, co da się zrobić...
Vaclav – ... panie prezesie.
Miszka – Zobaczę, co da się zrobić, panie prezesie.
Vaclav –
Przyzwyczajaj się. Aha... i ani słowa twojemu mentorkowi, nie? Nie
chcesz chyba by wiedział, że jego kumpel współpracuje z wrogiem.
Miszka – Pan prezes ma rację. Związek Wrestlerów Polskich jest w dobrych rękach.
Vaclav – A teraz won i niech ktoś przyniesie mi Perły.
Miszka – Tak, panie prezesie.
Sekretarz generalny Związku
Wrestlerów Polskich wychodzi z salonu. Samozwańczy prezes - a może
legalny? Kto wie, kto tym związkiem tak naprawdę rządzi - wstaje i
podchodzi do portretu Dark Avengera.
Vaclav – Nie wygląda wcale tak legendarnie i imponująco.
(Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Co on sobie myśli?!
Jan Kowalski – Vaclav?
Tony Hogański – Nie wymawiaj przy mnie tego imienia!
Jan Kowalski – Dobra wiadomość jest taka, że nadszedł czas na kolejną walkę. Może to cię trochę uspokoi. Jak wiadomo Franko łagodzi obyczaje.
EWF Evolution Championship:
EWF Daemusin Championship:
Escape the Pit match:
Nas Jazzowski vs Franko (c)
Znajdujemy
się poza obrębem hali. Dokładnie nie wiadomo gdzie, ale pewnie nie tak
znowu daleko od hali i hotelu, gdzie trwa bal pretendentów. Klimat jest
tu jednak zupełnie inny. Escape the Pit match odbędzie się bowiem w
ruinach burzonego domu, po którym została tylko otwarta piwnica. Wokół
niej zgromadzili się licznie fani, których oczywiście zabezpiecza GRU.
Zarówno na arenie jak i z głośników ustawionych przy ruinach
rozbrzmiewa Sweet Sweet Lies i "Too drunk to love". Pojawia się Nas
Jazzowski, który po drabinie wchodzi do piwnicy.
Gra Chrome Division i "1st regiment" i przy aplauzie publiczności
pojawia się Franko the Butcher. Na jego ramionach błyszczą EWF
Evolution title i EWF Daemusin title. Tag title chyba został w sali
balowej. Franko po drabinie schodzi do piwnicy.
Jan Kowalski – Za sprawą Weroniki Passent Franko z pewnością utraci jeden ze swoich pasów.
Tony Hogański – To przykre.
Jan Kowalski – Szczerze mówiąc to nawet paskudne. Jak ona tak modła omotać biedną Esmeraldę?
Tony Hogański – Nie wiem. Solidarność jajników?
Jan Kowalski – To w takim razie, gdzie solidarność z Helenką?
Tony Hogański – Bo może ona ma słabsze lub mniej przekonywujące jajniki?
Jan Kowalski – Czasem jesteś obrzydliwy.
Tony Hogański – Już
ci to kiedyś mówiłem, celuję w różne grupy wiekowe, które nas oglądają.
W ten sposób jestem idolem mas, a nie tylko bibliotekarzy i aptekarzy
tak jak ty.
Jan Kowalski – Tak, tak...
Tony Hogański – No dobra. Jakie są zasady tego Escape the Pit matchu?
Jan Kowalski – Trzeba
wydostać się z piwnicy i stanąć na gruncie. Czyli samo wyjście na
powierzchnię gdzieś na środku konstrukcji nie pomoże. Trzeba wyjść poza
obręb ruin, a sędzia Grudziński musi to zatwierdzić.
Tony Hogański – Lechu ma krzaczaste brwi, na pewno sobie poradzi.
Zawodnicy są już w piwnicy. Lech Grudziński jest tam z nimi i dokładnie
ich instruuje na temat zasad walki. Są one dość proste - można robić
wszystko, używać wszystkiego, a by zwyciężyć trzeba po prostu jako
pierwszy wydostać się z ruin piwnicy. Nas Jazzowski i Franko przyjęli
to do wiadomości, w sumie to obaj zachowują stoicki spokój. Lech
Grudziński opuszcza więc piwnicę, a GRU usuwa drabinę. Z góry całą
walkę obserwować będą fani, których od piwnicy oddziela tylko taśma i
kilkunastu funkcjonariuszy GRU, którzy będą pilnować porządku. Sędzia
daje sygnał do rozpoczęcia walki! Franko momentalnie dopada do
Jazzowskiego. Ten jest zupełnie zaskoczony, bo chyba myślał, że walka
zacznie się w sposób zdecydowanie wolniejszy. Rzeźnik chwyta Nasa za
głowę i brutalnie uderza nią o pobliską ścianę. Jeden cios, drugi,
trzeci, czwarty. Teraz Nas wie, że to się dzieje naprawdę. Franko
umieszcza Nasa na jakimś ceglanym podwyższeniu, wchodzi tam razem z
nim, to chyba taki substytut narożnika i zaczyna wykonywać serię punchy
po mesjańskiej twarzy. Publiczność zgromadzona na arenie zaczyna głośno
liczyć... jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem. Ósmego
uderzenia nie będzie, bo Nas odpycha od siebie Franko. Ten spada z
podwyższenia, a raczej ześlizguje się, bo przecież nie jest tu wysoko,
Nas staje na równych nogach i momentalnie skacze w lekko oszołomionego
rywala z Dropkickiem!
Jan Kowalski – Obiecujący początek.
Tony Hogański – Tusk też nam obiecał wiele i co? I co?
Jan Kowalski – Nie rozumiem jaki to ma tu związek.
Tony Hogański – Niektórzy nie lubią moich nawiązań politycznych, więc chciałem ich trochę podręczyć.
Akcja ta nie zrobiła jednak wiele wrażenia na Franko, bo prawie
natychmiast podnosi się. Nas Jazzowski chce kontynuować swą dobrą
passę, więc prawie natychmiast atakuje rywala z Jump Knee Kickiem, ale
Franko uchylił się! Mesjasz polskiego wrestlingu w konsekwencji stracił
równowagę, co natychmiast zostało wykorzystane przez jego rywala, który
powala go High Dropkickiem. Panowie ładnie dzisiaj sobie skaczą, jakby
byli cruiserami, to może na koniec roku wygraliby Felka w odpowiedniej
kategorii, ale tak to raczej nic z tego nie będzie. No chyba, że
schudną. Franko zaczyna okopywać leżącego na brudnej ziemi
Jazzowskiego. Jeden kopniak, drugi, trzeci... czwartego nie będzie, bo
Nas chwyta rywala za nogę i przewraca go do pozycji ceglanego parteru.
Na Franko nie robi to chyba żadnego wrażenia. Mimo, że leży, to chwyta
oburącz także przecież leżącego Nasa za gardło i zaczyna go dusić.
Jazzowski próbuje się wyrwać, ale wtedy Rzeźnik, zaczyna uderzać jego
głową o ceglaną posadzkę zrujnowanej piwnicy. Jego ciosy są brutalne,
spokojne, ale pełne zwierzęcej siły. W zasadzie to Franko w tej chwili
na przemian a to dusi byłego EWF FTW Champa a to uderza jego potylicą o
ceglane podłoże.
Jan Kowalski – Franko zaczął zdecydowanie lepiej.
Tony Hogański – Dominuje nad biednym Nasem wyraźnie.
Jan Kowalski – Dlaczego biednym?
Tony Hogański – Nas to kolega. Łączą nas wspólne interesy.
Jan Kowalski – Antyvaclawskie?
Tony Hogański – Im mniej wiesz tym lepiej śpisz.
Franko the Butcher w dalszym ciągu dominuje nad Nasem Jazzowskim. Gdy
ten próbuje się wyrwać, to wtedy jego głowa z czułością wita się z
podłożem. Gdy leży spokojnie, to wprawdzie nikt nie trzaska jego
czaszką o posadzkę, ale za to dusi go bardzo boleśnie i co ważne,
skutecznie. Zaklęty krąg lub sytuacja bez wyjścia, tak by się zdawało,
że to tak wygląda. Nas próbuje odmachnąć się łokciem i trafić jakoś
swojego rywala, ale jego próby są bezskuteczne. W końcu udaje mu się
potężnie odmachnąć nogą i trafić kolanem, chyba prosto w wątrobę.
Sprawiło to, że Franko wypuścił samozwańczego mesjasza polskiego
wrestlingu ze swych objęć. Ten cały siny bardzo powoli wstaje i próbuje
złapać oddech. Chwyta się też za tył głowy, a na opuszkach palców
pojawia się krew. Wściekł się chyba Nassjasz, bo zaczyna okopywać
ciągle znajdującego się na ziemi Franko. Długo tak się nie bawi, bo
szybko podnosi go, po czym od razu wykonuje mu Atomic Dropa. Franko
pada na posadzkę, a Nas ląduje na swym przeciwniku z Elbow Dropem. Po
chwili powtarza całą akcję jeszcze dwukrotnie. Pomaga rywalowi wstać,
chce go chwycić, ale Rzeźnik odpycha go od siebie. Dochodzi do zwarcia
między zawodnikami, trwa szamotanina, ale nie przynosi ona żadnych
efektów. Panowie rozdzielają się i rozpoczyna się klasyczny brawl, a
więc wymiana różnego typu ciosów, na ten przykład punchy, kicków, a
także trafiło się kilka chopsów. Większym sprytem wykazuje się Rzeźnik,
który znów doprowadza do zwarcia, przy czym jednak nie atakuje rywala
frontalnie, lecz szybko przesuwa się za jego plecy i wykonuje mu German
Suplexa! Nie puszcza, tylko poprawia, a więc Jazzowski pada ofiarą
kolejnego German Suplexa. Na sam koniec jeszcze dostaje trzeciego, tym
razem w wersji Relase!
Jan Kowalski – Słabo to dla Nasa wygląda.
Tony Hogański – To dopiero wczesna faza walki.
Jan Kowalski – Może
i wczesna, ale to Franko wyraźnie przeważa. Nas nastawił się na walkę z
kontry. Nie wiem czy taka taktyka przyniesie mu sukces.
Tony Hogański – Nas
jest człowiekiem sukcesu. Poradzi sobie z pewnością, choć oczywiście
nie ukrywam, że Franko to nie jest byle jaki przeciwnik.
Nas leży rozwalony wśród kawałków jakichś cegieł. Franko nie daje po
sobie poznać czy jest zadowolony z dotychczasowego przebiegu walki czy
nie. Jest po prostu sobą, więc nie ma co się rozwodzić nad jego
emocjami. Emocje u Nasa Jazzowskiego są natomiast widoczne gołym okiem.
Dość szybko podnosi się i dopada do Franko. Doprowadza do zwarcia,
którego jednak nie potrafi przekształcić w żaden poważniejszy cios,
zamiast tego znów wybucha szamotanina. Nas Jazzowski zdobywa w niej
przewagę. Przybija Rzeźnika plecami do ceglanego muru, z którego aż
opadł pył, takie to było przywarcie do ściany. Wściekły Nas zaczyna
trzaskać rywala pięścią po twarzy. Z wielką brutalnością, lecz też
wyraźną radością zaczyna napieprzać po twarzy Rzeźnika. Jeden cios,
drugi, trzeci, czwarty, piąty.... nie ma szóstego! Franko zapiera się,
chwyta rywala w pół i szarżuje z nim na przeciwległą ścianę! Plecy
Jazzowskiego zaliczają bardzo bolesne spotkanie ze ścianą. Teraz to
Franko zaczyna trzaskać męża Weroniki Passent po mordzie. Jedno
uderzenie, drugie, trzecie, czwarte, nie ma piątego. Jazzowski w
wyrafinowany sposób kopie rywala prosto w krocze. Nawet Franko musi
zareagować na tego typu cios, choć nadal częściowo trzyma Nasa, choć
wyraźnie poluźnił cios. Były EWF FTW
Champion zaczyna obmacywać swą dłoń ścianę za sobą. Znalazł chyba
poluzowaną cegłę, którą z trudem, bo z trudem, ale jednak wyciąga z
muru. Bez chwili wahania uderza nią przeciwnika prosto w głowę!! (EWF! EWF! EWF!)
Tony Hogański – Ha!
Jan Kowalski – Ha, co?
Tony Hogański – Za wcześnie skreśliłeś Nasa.
Jan Kowalski – Ja wcale go nie skreśliłem. Zauważyłem tylko, że prezentuje się dziś gorzej od Franko.
Tony Hogański – Jakiś ty nudny.
Franko pada na ziemię jak rażony piorunem. Nawet jego taki cios musiał
sprowadzić do parteru, bo nawet on nie jest niezniszczalny. Nas
zmęczony ociera pot z czoła, po czym dramatycznie pada na kolana i
zaczyna trzaskać cegłą po plecach Rzeźnika. Wymierza mu wiele
potężnych, naprawdę potężnych ciosów. Wyglądają one wprost koszmarnie,
tyle w nich furii i złości. W oczach Nasa widać pomieszanie wściekłości
i szaleństwa. Pod wpływem tych uderzeń, w pewnym momencie Franko
zaczyna dramatycznie się krztusić i kaszleć. Nas przerywa. Czyżby miał
okazać miłosierdzie? Chyba jednak nie, bo po prostu odwraca rywala na
plecy i chcę rozpierdolić cegłę na twarzy Franko, ale ten
niespodziewanie chwyta go za gardło!! Tego się Jazzowski chyba nie
spodziewał, a niespodziewana sytuacja sprawia, że chcąc nie chcąc
zmuszony jest wypuścić ubabraną krwią Rzeźnika cegłę ze swej
celebryckiej dłoni. Franko powoli podnosi się, nadal trzymając w
żelaznym uścisku Jazzowskiego. Ten próbuje kopniakami wydostać się z
pułapki, ale te kopniaki nie robią na obecnym EWF Daemusin i zarazem
EWF Evolution Champie żadnego wrażenia. Staje on na równe nogi i trzyma
Nasa za gardło jak Putin trzyma Rosję. Jazzowski
próbuje odpowiedzieć na to w jakiś sposób, jakikolwiek, nawet
najbardziej rozpaczliwy. Nic z tego! Franko wynosi go w powietrze i
rozpierdala Chokeslamem prosto na stertę cegieł!!! (EWF! EWF! EWF!)
Jan Kowalski – Franko wrócił do gry.
Tony Hogański – Tak, tak.
Jan Kowalski – Zauważyłeś ile w tej walce jest złości? Ile emocji? Ile furii?
Tony Hogański – Nie, nieszczególnie.
Nas Jazzowski leży rozwalony, zupełnie bez życia, przynajmniej w tej
chwili tak to wygląda. Franko triumfuje, choć oczywiście tego nie
okazuje, bo to po prostu jest taki typ, on zawsze zachowuje spokój.
Świetnie by się odnalazł w starożytnej Grecji, rankiem by stoicko
filozofował, czyli siedział cicho i spokojnie, a wieczorem poszedłby
umierać za Spartę. To jednak nie antyczna Grecja, to Extreme Wrestling
Federation, tutaj mamy prawdziwą walkę, którą Rzeźnik chce chyba
zmienić w rzeźnię. The Butcher podchodzi do Jazzowskiego. Pomaga mu
wstać i prowadzi go do innego pomieszczenia, choć drzwi tutaj rzecz
jasna żadnych nie ma. Tutaj chyba przechowywano jakiegoś przetwory i
słoiki. Widać resztki mebli, jakieś potłuczone słoje, walające się po
ziemi sterty desek, zardzewiałe gwoździe, jakieś druty i tak dalej.
Franko rzuca zwłokami Jazzowskiego o ścianę niczym workiem z
ziemniakami. Ten bezwładnie upada na ziemię. Franko podchodzi do niego
i delikatnie nadeptuje na lewą dłoń mesjasza polskiego wrestlingu.
Delikatny to Rzeźnik był tylko z początku, następnie zaczyna naciskać
coraz mocniej, mocniej, mocniej i mocniej. W końcu zmienia się to w
kopniaki, które spadają brutalnie na delikatną dłoń Nasa. Jazzowski aż
wrzeszczy z bólu, a jeśli Weronika Passent to ogląda to pewnie i ona
też wrzeszczy, tyle że z żalu i smutku. Franko przerywa. Podnosi jakąś
deskę i zaczyna napieprzać nią po plecach leżącego bezwładnie Nasa.
Jedno uderzenie, drugie, trzecie, czwarte, po chwili nie ma sensu już
ich liczyć. Jazzowski leży bez życia. Franko podnosi go, po czym
wykonuje mu Piledrivera prosto na jakieś kawałki szkła!
Jan Kowalski – Kolejny okres dominacji Franko.
Tony Hogański – No, ale Nas... co on właściwie robi?
Jan Kowalski – Nie mam pojęcia. Spytaj go później, może ci powie, o ile będzie mógł mówić.
Tony Hogański – Rzeźnia, rzeźnia, prawdziwa rzeźnia.
Franko the Butcher dopełnił chyba dzieła. Nas Jazzowski leży zupełnie
bez życia. Oddycha ciężko i to w zasadzie jedyna aktywność na jaką może
się w tej chwili zdobywać. EWF Daemusin i EWF Evolution Champion
zaczyna zbierać tymczasem różne kawałki drewna, jakieś krzesła,
fragmenty regałów i buduje sobie pomost do wyjścia z piwnicy. Wdrapuje
się na swą konstrukcję, która nie jest zbyt stabilna, po czym już przy
pomocy wyżłobień w ścianie i zrujnowanych cegieł zaczyna wspinać się po
ścianie. Publiczność kilka metrów nad nim szaleje. Nie wiadomo czy z
radości, czy po prostu, ot tak sobie, bo mogą oglądać kawał dobrej
walki. Franko wspina się... idzie mu coraz lepiej, choć jest ostrożny.
Publiczność wpada w ekstazę, słychać okrzyki: Franko! Franko! Franko!
Franko! Jednakże w pewnym momencie odzywają się także fani frakcji
jazzowskiej, stąd wrzaski: Nas! Nas! Nas! Z każdą sekundą okrzyków na
rzecz Nasa jest więcej. Niektóre są jednak bardziej paniczne niż
entuzjastyczne. Franko odwraca się by spojrzeć, co z jego rywalem... a
ten stoi już na równych nogach. Wprawdzie wygląda jak upiór, jest cały
blady, ale w ręku trzyma sznur. Niczym rasowy mieszkaniec Dzikiego
Zachodu rzuca sznurem, które zmienił w rodzaj lassa w stronę swojego
rywala. Trafił idealnie, bo sznur spada
prosto na szyję Franko. Mógłby chociaż zaskoczenie okazać, ale nie! Ten
cały czas jest spokojny! Sznur trafił do celu, Nas go zaciska i zrzuca
Franko ze ściany! Ten upada z kilku metrów i rozbija się na drewnianej
konstrukcji, którą przed kilkoma minutami sam zbudował!!! (EWF! EWF! EWF! EWF!)
Tony Hogański – Za wcześnie skreśliłeś Nasa.
Jan Kowalski – Już to dzisiaj mówiłeś.
Tony Hogański – Bo jesteś niepoważny. Czyżbyś należał do fan-clubu Franko "Rzeźnicy zza fal"?
Jan Kowalski – Nie, ale cenię Franko.
Tony Hogański – Wszyscy go cenimy, ale ja cenię Nasa bardziej.
Franko leży rozwalony wśród kawałków drewna. Tego typu stan nie potrwa
u niego długo, bo Nas Jazzowski ciągnąc za sznur wyciąga go z tej
sterty. Butcher długo w jednym miejscu nie pozostanie, czas na
mobilność! Rozpoczyna się bowiem etap zwiedzania piwnicy, bo Nas po
prostu przemieszcza się po pomieszczeniach i ciągnie za sobą Franko.
Butcher zahacza nogami, a w zasadzie to całym ciałem o wszystkie
możliwe sprzęty i rzeczy znajdujące się w piwnicy. Przejażdżka plecami
po rozbitych słoikach także nie należy do najmilszych, a fragmenty
szkła wbijają się w ciało przyjaciela Bidama. Mimo to Franko próbuje
cały czas oswobodzić się, bo sytuacja jest dla niego raczej kiepska.
Podejmuje próbę wsadzenia palców między szyję, a sznur, ale nic z tego,
Jazzowski zaciska swój celebrycki uścisk, co w konsekwencji sprawia, że
palce te jedynie zdzierają się i pokrywają się krwią. Franko
wielokrotnie traci oddech, a Nas śmiejąc się raz to zaciska, raz to
popuszcza - Franko znajduje się więc w stanie istnego rollercoastera.
Raz dusi się, innym razem nie. Kilkadziesiąt sekund bez oddychania i
kilka sekund rozpaczliwego szukania tlenu. Wszystko to okraszone
szaleńczym niejako śmiechem byłego EWF FTW Champa. W końcu Nas kończy
zwiedzanie, bo widać już go to znudziło. Podchodzi do Franko, nadal
trzymając za sznur dusi go i sprawia, że Rzeźnik robi się cały siny.
Jazzowski umieszcza swój but na zamaskowanej twarzy Butchera i zaczyna
ciągnąć za sznur. Rzeźnik wygląda teraz jak martwa zwierzyna, jakiś
dzik, a Nas prezentuje się niczym lekko szalony, ale jednak zwycięski
myśliwy.
Tony Hogański – Nas niczym ksiądz Robak ustrzelił niedźwiedzia.
Jan Kowalski – Cóż za literackie porównanie.
Tony Hogański – Zobacz, co to za cielsko. Udane polowanie, udane!
Jan Kowalski – To jeszcze nie koniec.
Tony Hogański – Oczywiście, że nie koniec. Jakbym komentował walki tak jak ty, to wszyscy by posnęli.
Nas Jazzowski triumfuje z nieskrywaną radością nad trupem zwierzyny,
czyli w tym przypadku Franko. Odwraca go na brzuch, po czym siada na
jego plecach i zaczyna ciągnąc sznurem tak jakby były to jakieś lejce.
Kopniakami uderza w a to prawy, a to lewy bok Rzeźnika, chcąc go chyba
zmusić by stał się środkiem transportu. Franko na takie upokorzenie nie
pozwoli i ani drgnie. Nassjasz zirytował się, bo nie tak to sobie
zaplanował. Wstaje i znów ciągnie Franko za sobą. Trzeba przy tym
zauważyć, że to wcale nie jest takie łatwe, bo idol "Rzeźników zza fal"
to 110 kilogramów żywej wagi. Jazzowski podchodzi do resztek czegoś, co
było chyba kiedyś kominem. Nadal trzymając za sznur, zaczyna się po nim
wspinać. W ten sposób chce chyba wspiąć się na górę. Faktycznie udaje
mu się to, ale komin znajdował się po środku ruin piwnicy, a żeby
wygrać trzeba wyjść poza obręb ruin. Jazzowski ostrożnie zaczyna iść po
dawnej ścianie, nie jest to łatwe i wymaga wielkiej koncentracji, ale
Nassjaszowi idzie to całkiem nieźle, bo powoli przesuwa się w stronę
stronę upragnionego celu. Przy okazji trzyma jeszcze Franko za sznur i
ciągnie go niejako na smyczy. Nas jest już bardzo blisko sukcesu, w
zasadzie brakuje mu metra, może półtorej by się wydostać z ruin i
stanąć na normalnym podłożu. Trudno jest jednak robić dwie rzeczy na
raz. Poruszając się po resztkach ściany, nie mógł zbyt mocno trzymać
Franko na sznurku i mimo, że tego nie planował znacząco poluźnił
uścisk. Rzeźnik zauważył i poczuł to dość szybko, ale nie dawał chyba
tego po sobie poznać i wdał się w grę pozorów z Nasem. Powoli zbierał
siły i w dogodnym dla siebie momencie zaatakował. Gdy Nas miał już
wyciągnąć nogę by wykonać ostatnie dwa, może trzy kroki, Franko
zaatakował. Stanął na równe nogi i zaczął
biec w kierunku przeciwnym do tego, gdzie znajdował się Nas. To
wystarczyło by ten stracił równowagę, a w konsekwencji z łoskotem spadł
z muru na powrót do zrujnowanej piwnicy!!! (EWF! EWF! EWF! EWF! EWF!)
Jan Kowalski – Mówiłem, że to jeszcze nie koniec?
Tony Hogański – Mówiłeś.
Jan Kowalski – Mówiłem, że cenię Franko?
Tony Hogański – Mówiłeś.
Jan Kowalski – Mówiłem, że...
Tony Hogański (przerywa mu) – Och zamknij się Janku.
Nas Jazzowski już po raz kolejny dzisiaj leży rozwalony. Franko nie
przechodzi do natychmiastowej kontrofensywy. Najpierw uwalnia się z
objęć nassjaszowego sznura i chwilę odpoczywa. Szyja Rzeźnika jest cała
obdarta i zakrwawiona. Obecny EWF Daemusin i zarazem EWF Evolution
Champion powoli zaczyna zbliżać się do zwłok Jazzowskiego. Nas jęczy i
zwija się z bólu, ale powoli dochodzi do siebie po upadku. Franko
zauważa leżący w kącie młotek, więc podnosi go. Nas wstaje i widząc, że
wróg jest blisko, od razu dopada do niego. Butcher chce go zdzielić
młotkiem, ale Nassjasz uniknął ciosu, po czym od razu powalił rywala
Clotheslinem! Podnosi go od razu i chce wykonać 99 Crushera, ale Franko
doprowadza do zwarcia. Trwa brutalna szamotanina między zawodnikami,
która prowadzi do tego, że obaj padają na posadzkę i zaczynają tarzać
się wśród odłamków drewna, kurzu, pyłu, błota i cholera wie czego
jeszcze. Co jakiś czas Franko aplikuje Nasowi cios pięścią prosto w
mordę. Jazzowski próbuje się odpłacać, ale jego ciosy nie są takie
częste. Po omacku zaczyna czegoś szukać... znajduje młotek, który
Rzeźnik wypuścił z rąk. Chce nim zdzielić rywala po głowie, ale Franko
przyjmuje cios na swoją dłoń!! Aż jęknął z bólu, ale w głowę nie
oberwał! Franko wyrywa młotek Nasowi i jego drewnianym trzonkiem
momentalnie zdzielił go prosto w nos, który od razu zalewa się krwią
mesjańską.
Jan Kowalski – Mówiłem, że w tej walce jest mnóstwo złości, furii, ale też niesamowitych emocji.
Tony Hogański – Mówiłeś, mówiłeś. Zawsze tak gadasz, a twoje marketingowe śpiewki pasują w zasadzie do każdej walki.
Jan Kowalski – Co?
Tony Hogański – Jesteś zbędny Janku. Niczego oryginalnego nie wnosisz do komentarza.
Nas aż wrzasnął i chwycił się za krwawiący nos, jednocześnie jednak
niesamowicie mocno kopnął Rzeźnika prosto w brzuch, tak że ten osunął
się na bok. Obaj panowie leżą obok siebie i ciężko oddychają. Trwa to
chwilę. W końcu obaj zaczynają się podnosić. Franko chce od razu
sięgnąć po młotek, ale Nas kopie go pod ścianę. Franko za bardzo się
tym nie przejął. Staje na równe nogi i poprawia bandaże na swych
dłoniach, na których widać trochę już zaschniętej krwi mesjańskiej.
Franko beznamiętnie spogląda na Nasa. Ten naciera na niego z furią i
niesamowitą bezwzględnością. Uderza go Spearem i nieomal wbija Franko
prosto w ścianę!! Teraz zaczyna zasypywać jego twarz masą punchy i
uderzeń. Franko upada na ziemię. Zauważa młotek, który Nassjasz
odkopnął przed momentem. Podnosi go i uderza nim o kolano Nasa.
Jazzowski wrzasnął i przyklęknął. Franko podnosi się. Widzi w jednej ze
ścian wbity zardzewiały gwóźdź. Drugim końcem młotka, a jest to młotek
ciesielski, wyciąga gwóźdź ze ściany. Nassjasz podnosi się... a Franko
chwyta go za dłoń i brutalnie przystawia ją do ściany. Następnie chwyta
za gwóźdź i wbija go w dłoń Nasa Jazzowskiego! Wbił go ręką, więc
mogłoby to i być jak ukłucie, ale w drugiej dłoni trzymał młotek,
którym od razu uderzył w gwóźdź!! Przebił on na wylot dłoń Nasa i wbił
się w cegłę!! Wrzask Nasa usłyszał w tym momencie chyba cały Lublin!!! (EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF!)
Jan Kowalski – Nie wiem, co powiedzieć...
Tony Hogański – Idą
barbarzyńcy, idą barbarzyńcy. Ich smród zatruje miasta całej Europy.
Idą barbarzyńcy, idą barbarzyńcy. Rozgrabią Rzym ich łapska, roztratują
stopy.
Nas Jazzowski zrobił się upiornie blady, a krew ścieka po jego dłoni.
Franko wykorzystuje go jako schodki, bo przy pomocy cegieł i ramion
Nasa zaczyna wspinać się po ścianie. Spokojnie, ale dość szybko i z
rozwagę pokonuje kolejne przeszkody. W końcu jest już na szczycie i
zmęczony opuszcza ruiny piwnicy, a sędzia Lech Grudziński ogłasza tym
samym koniec walki! (Zwycięzcą jest: Franko the Butcher! Jednocześnie
traci on EWF Daemusin title!)
Tony Hogański – Idą barbarzyńcy, idą barbarzyńcy. Ryk ich budzi grozę, cuchną ich imiona, Atylla, Odoaker, Witigez, Genzeryk, Franko...
Jan Kowalski – Co za walka!
W piwnicy pojawiają się od razu służby medyczne, którzy zaczynają
opatrywać Nasa Jazzowskiego. Przede wszystkim muszą uwolnić jego dłoń z
pułapki, na szczęście dla niego żadna kość nie została uszkodzona.
Franko tymczasem leży na ziemi i po prostu odpoczywa. Jest tak
zmęczony, że nie ma siły by wstać, ciężko oddycha i po prostu leży.
Niektóre członkinie Franko-girls rzucają na jego ciało czerwone róże,
ale on nie zwraca na to uwagi i po prostu leży.
Jan Kowalski – Poznaliśmy też losy jednego z pasów.
Tony Hogański – W pewien sposób intryga Weroniki Passent się udała.
Jan Kowalski – Uważasz, że WAMP jest naprawdę w stanie intrygować?
Tony Hogański – Myślę, że jej nie doceniasz. Wszyscy jej nie doceniamy.
(Doceniamy natomiast dobrą
zabawę, a ta trwa na balu. Znajdujemy się na sali głównej, gdzie
odbywają się
tańce, pijatyki - bijatyk brakuje, przynajmniej na razie - i inne
atrakcje. Na scenie właśnie zakończono licytację
Pokojowego Felka, którego zdobył SR-Crazy. Dochód z niej zostanie
przekazany na wspieranie
fundacji "SR-Crazy dzieciom. Wszystkim". Felka wylicytował
przedstawiciel Ambasady Korei Północnej w Polsce, a zapłacił za niego
pięciocyfrową kwotę w złotówkach, więc dzieci będą szczęśliwe. Jeśli
oczywiście zobaczą te pieniądze, bo może się zdarzyć i tak, że ktoś
ukryje je w słoikach.)
Dyplomata północnokoreański (przejmując Felka z rąk Miszki) – Nasz
umiłowany wódz i ojciec, najwyższy przywódca naszej partii, państwa i
armii, Kim Dzong Un jest wiernym fanem EWF. W imieniu Koreańskiej
Republiki Ludowo-Demokratycznej miałem przyjemność wylicytować tego oto
Pokojowego Felka. W Korei powiemy, że to Pokojowy Nobel przyznany Kim
Dzong Unowi... albo lepiej, że zabrał go Obamie, że go wywalczył, wyszarpał wręcz. To jest jeszcze do
dopracowania. Cieszymy się, że mogliśmy pomóc dzieciom, wszystkim.
Chwała Korei! Chwała EWF! Chwała dżucze! Chwała Kim Dzong Unowi!
Nieliczni – Chwała!
Liczni – Napijmy się!
Przedstawiciel ambasady opuszcza scenę, a pojawia się tam Miszka.
Miszka – Proszę
państwa, ważna wiadomość! Wylosowani zostali uczestnicy dzisiejszego
main-eventu. Będzie to Browar match, a wezmą w nim udział gospodarz
balu pretendentów, obecny EWF World Champion, SR-Crazy, a jego przeciwnikiem będzie wróg numer
jeden nienarodzonego życia, czyli Vaclav. Dziękuję bardzo.
Na scenę niespodziewanie wchodzi Vaclav z butelką Perły w ręku.
Vaclav – Zwycięstwo będzie moje!
Mecenas Ekstremy zdziera z
siebie frak i widać, że pod spodem ma zwykły t-shirt. Jest on koloru
białego, a wyróżnia się nadrukiem przedstawiającym plamę krwi i
ulokowanym po środku białym napisem Perła. Ktoś rzuca mu też jego
tradycyjną ramoneskę, którą ten natychmiast zakłada. Zrzuca też z
siebie wylakierowane buty, a jakaś zaprzyjaźniona dusza podaje mu jego
typowe glany. Czyżby ukryta opcja współpracowników Vaclava i Felipe
przedostała się na bal? Mecenas Ekstremy zakłada rzeczone glany na
scenie, co potomek jednego z rodów hrabiowskich komentuje krótkim
"Nieokrzesaniec". Ten słysząc to rzuca go butem w mordę, co oburzyło
eleganckie towarzystwo. Już po chwili Vaclav zakończył już zmianę
obuwia, więc bierze łyk Perły, unosi ręce i krzyczy do tłumu:
Vaclav – Jebać system!
(Wróg Ludu zeskakuje ze sceny i opuszcza salę balową. Wracamy na arenę.)
Jan Kowalski – W main-evencie spotkają się zatem SR-Crazy i Vaclav.
Tony Hogański – Mam nadzieję, że płodojeb wpadnie do kadzi z piwem i się utopił. Jak żył tak i umarł. Sucze życie, sucza śmierć.
Jan Kowalski – Cóż począć?
Tony Hogański – Nie
mów przy moim wychowanku o poczęciu, bo zaraz pożre jakiś płód. To jest
silniejsze od niego. Zwracam się teraz do naszych widzów, chrońcie
wszystkie ciężarne przed tym chamem!
(Dla odmiany przenieśmy się w jakieś upiorne miejsce. To
rejony kotłowni, gdzie podobno straszy, bo kiedyś widywano tu strachy z
PCW. O strachach słuch zaginął, ale kotłownia ma się dobrze. To
tajemnicze królestwo, z którego wywodzi się Pan Józef, który był
niegdyś nadzorcą kotłowni. Kiedy to było, w 2002 roku! Tym razem
zawędrował tu MaxiMasterMistrz.)
MaxiMasterMistrz – Halo? Czy to dział skarg i zażaleń Związku Wrestlerów Polskich?
Światło gaśnie.
MaxiMasterMistrz – Don Pedro, czy to ty? Znowu siedzi pan po ciemku?
Nagle słychać metaliczny dźwięk i dziwny głos.
Głos – Król zza morza...
MaxiMasterMistrz – Co?
Znów dźwięk, ale tym razem jest to uderzenie. Od razu słychać wrzask Maxiego...
MaxiMasterMistrz – Aaaaaa.....
(MMM wydziera się jakby przechodził przez niesamowitą mękę. Oszczędźmy sobie tego i powróćmy na ring.)
Jan Kowalski – Co tam się dzieje?
Tony Hogański – Nie martw się. GRU to na pewno sprawdzi.
Jan Kowalski – Maxi jest pokraką, ale dlaczego ma z tego powodu cierpieć?
Tony Hogański – Oby strachy z PCW były dla niego miłosierne.
Jan Kowalski – Obawiam się, że to mogło być coś dużo gorszego niż strachy z PCW.
(Cierpienie to rzecz
tajemnicza, podobnie jak istnienie strachów z PCW. Nie czas teraz
rozważać te tajemnice, jesteśmy już bowiem na
placu przed hotelem. Tłum protestujących rośnie z każdą chwilą.
Dekadencji w EWF chcą oni powiedzieć głośne stop. Sytuację zabezpiecza
już
GRU, więc do zamieszek raczej nie dojdzie. Ustawiono też barykady,
które zapewniają swobodę ruchów. Sytuacja wydaje się więc być
opanowana. Na horyzoncie pojawia się
elegancko ubrany Szakal. Warto zwrócić uwagę na jego ręcznie szyty w
Iranie płaszcz. Jest nie tylko stylowy, ale także bardzo ciepły, choć
zima w tym roku nie jest mroźna.)
Jakiś protestujący – Co to za dziwak? Co to ma być? Orszak Trzech Króli?
Szakal – Spierdalać do Kijowa.
Po tych słowach senator wyciąga spod płaszcza swój metalowy kij produkcji
koreańskiej. Omija funkcjonariusza GRU i przypierdala pyskatemu
protestującemu w ryj. Nagle z tłumu wyskakuje małpa, to chyba ta co
uciekła Great Barriemu. Małpa rzuca skórkę od banana pod nogi Szakala,
ale ten przewidział to i z wielką gracją przeskakuje nad nią. Łysy w zasadzie to nie zwraca nawet na to
uwagi i udaje się w stronę wejścia do hotelu. Drogę próbuje zastąpić mu
Karl Daniels, ale też dostaje z kija w mordę. Z kieszeni wypada mu
vaclavowsko-cassandrowy plik pięćdziesięciozłotówek. Senator schyla się
i podnosi.
Szakal – To będzie kurwa na biednych.
Łysy podchodzi wreszcie do głównego wejścia do hotelu. Tutaj spotyka DanGanera, który w ramach stażu pilnuje drzwi.
DanGaner – A zaproszenie jest?
Senator, tym razem bez słowa,
wyciąga spod płaszcza swój metalowy kij produkcji koreańskiej i
przypierdala DanGanerowi prosto między oczy.
Szakal – Oto moje zaproszenie kurwa!
Dwukrotny EWF World Champion
oddaje swój płaszcz i kij w szatni. Wchodzi na teren sali balowej, a
herold zapowiada jego przybycie.
Herold – Szakal, senator Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej, przewodniczący Rady Nadzorczej EWF Corporation.
Szakal (spojrzał na niego groźnie) – Nie krzycz mi do ucha kurwa. Przyjebać ci? (Herold przeląkł się, a senator zaczął szukać swojej broni.) To twój szczęśliwy dzień, bo kij został w szatni.
Senator wkracza na parkiet,
gdzie otrzymuje kieliszek szampana. Rozgląda się po pomieszczeniu.
Podziwia boazerie, kryształy, cały ten przepych, luksus i elegancje.
Szakal – To wszystko wygląda kurwa jak dobrze zaprojektowany burdel.
(Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Widzisz jaki on wspaniały? Rok 2014 będzie rokiem mistrza Szakala!
Jan Kowalski – Bez wątpienia.
Tony Hogański – Coś nie jesteś do tego przekonany.
Jan Kowalski – Bo podobno rok 2013 też miał być według ciebie rokiem mistrza Szakala.
Tony Hogański – Każdy rok jest rokiem mistrza Szakala!
(Z tą świadomością odwiedzamy ponownie zaplecze. Znajdujemy
się na korytarzu. Sytuacja jest całkiem podobna do tej, którą już
dzisiaj oglądaliśmy. Realizator znów zwraca naszą uwagę na niedomknięte
drzwi do
jakiejś szatni. Robi zbliżenie i słychać wyraźnie dwa głosy. Jeden z
nich z całą pewnością należy do... chyba do Ordinary Mortala, drugiego
nie możemy w tej chwili
zidentyfikować.)
Niezidentyfikowany głos – To nic osobistego.
Ordinary Mortal – Ale...
Niezidentyfikowany głos – Przykro mi, ale tu nie ma miejsca na "ale".
Ordinary Mortal – Ja dopiero wróciłem.
Niezidentyfikowany głos – Każdy dysponuje wolną wolą.
Ordinary Mortal – Dlatego chciałbym...
Niezidentyfikowany głos – Ale ty z niej źle skorzystałeś.
Ordinary Mortal – To znaczy, że nie mogę wrócić kiedy chcę?
Niezidentyfikowany głos – Na wszystko jest swój czas. Twój po prostu jeszcze nie nadszedł. W tej symulacji nie ma miejsca dla ciebie.
Chwila ciszy.
Ordinary Mortal – Jak to możliwe? Skąd to macie?
Niezidentyfikowany głos – Wiemy wszystko, możemy wszystko.
(Tak jak kilkadziesiąt minut temu także i w tym momencie drzwi zostają brutalnie zatrzaśnięte. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Co to znaczy? Znowu jakieś szantaże?
Tony Hogański – Sam chciałbym wiedzieć.
Jan Kowalski – Najpierw Bubba, teraz Mortal.
Tony Hogański – No i Bidam chyba niesłusznie podejrzewał Mortala, że wywalił Bubbę z EWF.
(Podejrzenia to kontrowersyjna
rzecz. W takim duchu udajmy się na zaplecze. Widzimy tu znów Julię,
znaną jako Mia. Z Automatu z Felkocolą dostała właśnie puszkę Felkocoli
z napisem P-C-W. Już chciała odejść, gdy obok niej pojawił się Fergus
Lumsden.)
Mia – Czego tu chcesz?
Fergus Lumsden – Zabawić się. Podobno jesteś łatwa.
Mia policzkuje Szkota.
Fergus Lumsden (oblizując wargi) – Lubisz na ostro?
Nie dowiemy się, co Mia lubi, bo za plecami Lumsdena pojawia się The Chickasaw. W ręku trzyma tradycyjne krzesło.
The Chickasaw – Mówią,
że takie przypierdalanie krzesłami jest mało odkrywcze, ale ja jestem
Indianinem i my z natury jesteśmy mało odkrywczy i prymitywni.
Fergus Lumsden nie zdążył
zareagować. Otrzymał potężnego chair-shota prosto w plecy. Następnie
kolejnego, a gdy upadł wreszcie na ziemię, Jimmy zaczął wściekle
okładać go krzesłem.
The Chickasaw – Informacja na przyszłość dla wszystkich chojraków w EWF - nie zbliżajcie się do niej.
Lumsden otrzymuje jeszcze
kilka mocnych chair-shotów i jęczy jak prawdziwy Szkot. Poziom bólu
musi być spory. Indianin zauważa wielki pojemnik z napisem "Odpady
chemiczne". Podnosi Lumsdena i wrzuca go do środka. Następnie
zatrzaskuje pojemnik, tak by Szkot nie był się w stanie stamtąd
wydostać.
The Chickasaw – Żebym cię więcej w EWF nie widział.
Mia – Jimmy, pozbyłeś się kolejnego.
The Chickasaw – Wiem! Wooooooooo!
Mia – Wooooooooooo!
Jimmy i Mia odchodzą. My też
pewnie byśmy wrócili na arenę, gdyby nie realizator, który wypatrzył
stojącego w oddali Johnny'ego Thornpike'a.
Johnny Thornpike – Trudno. Nie udało się dzisiaj, będą kolejne okazje.
(Teraz możemy wreszcie wrócić na ring.)
Jan Kowalski – Chickasaw wyeliminował kolejnego wrestlera z EWF.
Tony Hogański – Kto jest na jego liście jego ofiar?
Jan Kowalski – Bateman, Franz, Gregor Cordial, a teraz doszedł Fergus Lumsden.
Tony Hogański – On mnie zaczyna przerażać.
(Wiele się dzieje tuż przed
wielkim main-eventem, a to nie koniec emocji! Znów znajdujemy się poza
obrębem hali, na drodze prowadzącej do hotelu. Tłum protestujących już
nie rośnie, ale jest głośny. Byłby może i groźny, ale na szczęście GRU
działa. W tych okolicznościach spotykamy SeBę i Matiego.)
SeBa – Widzisz ziomek? Protestują przeciwko zawłaszczeniu naszej armii przez syjonistów z góry Synaj.
Feldmarszałek Wszystkich Polaków z radością, ale też władczo i tak niby od niechcenia macha do protestujących.
Mati – Tłum je ci z ręki feldmarszałku.
SeBa – Oni przybyli tu dla mnie. Oni przybyli tu dla Prus Wschodnich! Ten tłum daje nam siłę. Zwyciężymy!
Feldmarszałek zaczyna krzyczeć do protestujących:
SeBa – Zwyciężymy! Zwyciężymy! Zwyciężymy! Zwyciężymy!
Protestujący – Zwyciężymy! Zwyciężymy! Zwyciężymy! Zwyciężymy! Zwyciężymy!
Mati – Brawo feldmarszałku.
SeBa – Chodź porozmawiamy z jednym z naszych fanów. Może damy mu Lecha jak będzie spoko, co?
Przedstawiciele Armii Prus Wschodnich podchodzą do jednego z protestujących. Okazuje się nim być Karl Daniels.
SeBa – Elo ziom.
Karl Daniels – Ty też z nami? Witamy!
Mati – Jaki ty? Jaki ty? Z szacunkiem do feldmarszałka! Zwłaszcza, że walczycie o jego sprawę. Wszyscy jesteście rekrutami.
Karl Daniels (zdziwiony) – Jaką sprawę? Jakimi rekrutami?
SeBa – Chodzi o naszą wspólną sprawę, o Armię Prus Wschodnich!
Mati – Po to ten protest, co nie?
Karl Daniels – Przecież my protestujemy przeciwko dekadencji i upadkowi EWF, a także przeciwko restrykcyjnemu prawu antyaborcyjnemu.
SeBa – Czyli nie wspieracie Armii Prus Wschodnich?
Karl Daniels – A kto by wspierał taką militarystyczno-faszystowską organizację?
Feldmarszałek wyraźnie posmutniał.
SeBa – Szybko ziomuś! Koronuj mnie!
Mati umieszcza na głowie
feldmarszałka jego pruski hełm, a SeBa od razu powala Karla Danielsa
niesamowitym uderzeniem z hełmu! Kibice, którzy oglądają to wszystko na
FeliXtronie szaleją! Tyle miesięcy czekali na słynny atak hełmem i się
doczekali! Słychać nawet głośne okrzyki: SeBa! SeBa! SeBa! SeBa!
SeBa – Już mi lepiej. Chodźmy na bal.
(Przedstawiciele upadającej
Armii Prus Wschodniej wchodzą na teren hotelu. Skorzystali z okazji, że
DanGaner po ataku Szakala nadal leży rozwalony. Wracamy do
komentatorów.)
Jan Kowalski – Uderzenie z pruskiego hełmu zawsze w cenie!
Tony Hogański – Tęskniliśmy za tą niezrównaną akcją.
Jan Kowalski – Jak widać SeBa nadal potrafi ruszyć głową... i hełmem.
Tony Hogański – Szkoda tylko, że straci swą armię.
Jan Kowalski – Może założy nową? Np. Armię Prus Zachodnich?
Tony Hogański – To
nie przejdzie. SeBa to Prusy Wschodnie, a Prusy Wschodnie to SeBa.
Zresztą Prusy Zachodnie są w konflikcie z Prusami Wschodnimi, więc SeBa
nigdy by nie mógł tak postąpić.
(Po
przygodach poza halą, czas odwiedzić jej wnętrze. Tutaj czuwa komisarz
Kraven, którego widocznie bale nie interesują, a być może uważa, że EWF
trzeba trzymać za mordę żelazną ręką, a najlepiej to robić będąc na
miejscu. W gabinecie nic się nie zmieniło. Siedzi tu Kraven, a gości on
u siebie The Backstabbera. Z monarszą gracją polewa mu wódki.)
Kraven – Pamiętam jakby to było wczoraj. 2006 rok, sprowadziłeś mnie i Yamato Konoe do...
Backstabber (wchodzi mu w słowo) – Było, minęło. Dziś znów jesteśmy w EWF.
Kraven – Tak... więc twoja praca na odcinku Związku Wrestlerów Polskich jest skończona?
Backstabber – Tak. Moja kadencja wygasła, to już zamknięty rozdział.
Kraven – Z
perspektywy EWF wolałbym jednak żeby ZWP było stabilną organizacją. Ten
nieoczekiwany wynik wyborów może doprowadzić do chaosu.
Backstabber – Wybory były uczciwe, a że wyszły tak jak wyszły? To już nie jest moja rzecz.
Kraven – Jakieś plany na przyszłość?
Backstabber – Będę miał oko na Mortala.
Kraven – Chciałbym żebyś wszedł też w skład Rady Nadzorczej EWF Corporation. Nie masz chyba nic przeciwko?
Backstabber – Nie, nie mam.
Ta rozkoszna konwersacja zostaje przerwana przez pukanie do drzwi, a już po chwili w gabinecie pojawia się Tamara Ostrowska.
Kraven – Mówiłem przecież, żeby nam nie przeszkadzać.
Tamara Ostrowska – Panie komisarzu, pilna korespondencja.
Kraven – Znowu?
Antonella drugi raz już dzisiaj wręcza komisarzowi
jakąś kopertę. Łowca rozrywa ją i wyciąga stamtąd jakąś kartkę papieru
i z ręcznie nakreślonymi kilkoma zdaniami.
Kraven – Co za dzień.
Backstabber – Coś się stało?
Kraven – To cię może nawet zainteresować. (Głośno czyta) "Z dniem dzisiejszym składam swoją rezygnację na ręce komisarza EWF. Podpisano, Ordinary Mortal".
Backstabber (zdziwiony) – Co takiego? (Wskazuje na kartkę.) Mogę? (Kraven podaje mu dokument.) To faktycznie jego pismo... ale... dlaczego?
Kraven – Mnie
nie pytaj, to twój podopieczny. Cóż, chyba jednak nie będziesz musiał
mieć oka na Mortala. Zostaje ci radosne leniuchowanie w radzie
nadzorczej.
Backstabber – Nie mogę tego tak zostawić. Muszę poznać prawdę.
Tamara Ostrowska – GRU donosi, że Mortal opuścił już halę.
Kraven – Widzisz? Nie ma sensu nigdzie biegać, dowiesz się kiedy indziej. Napijmy się, obejrzymy main-event, a później wpadniemy na bal.
Backstabber – Strata wrestlera cię nie rusza?
Kraven (wychylając setkę wódki) – Siłą
nikogo tu nie zatrzymam. Łańcuchami ich będę wiązał czy co? Rezygnuje
to rezygnuje, choć oczywiście GRU zbada sprawę tych szantaży.
Backstabber – Może ja lepiej do niego zadzwonię.
Kraven (do Antonelli) – Widziałem,
że Esmeralda coś majstrowała przy pasach Evolution i Daemusin. Zawiadom
Franko, że na najbliższej gali otrzyma specjalny prezent od komisarza.
(W ten sposób kończymy wizytę w gabinecie komisarza. Jak to wszystko skomentują to Hogański i Kowalski?)
Jan Kowalski – GRU w ostatnich miesiącach nie działa zbyt dobrze.
Tony Hogański – Wszyscy się starzejemy, nawet Grabarz.
Jan Kowalski – Mam nadzieję, że nie zamierzasz znowu popadać w swoją starczą melancholię.
Tony Hogański – Nie, już mi przeszło.
Jan Kowalski – Bubba odchodzi, Mortal odchodzi. To ważne ubytki w rosterze.
Tony Hogański – Odejścia
Mortala nawet nie zauważymy. Nie zdążył stoczyć nawet jednej walki.
Ledwo przyszedł, a już go nie ma. Taka atrakcja felkowa się z niego
zrobiła, jak święty Mikołaj. Może co roku tak będzie wpadać?
Jan Kowalski – Walczyłby pewnie w main-evencie, gdyby nie majstrowanie Vaclava przy loterii.
Tony Hogański – Mówiłem, że płodojad to szkodnik i rak w zdrowym ciele EWF? Powinien zostać stąd usunięty i wysłany do Bhutanu.
(Po tych rozważaniach czas
rzucić się w wir rozpusty. Atmosfera na balu pretendentów zrobiła się
trochę mało wrestlingowa. Nie ma Nasa Jazzowskiego, nie ma Franko,
Bidam gdzieś się zawieruszył, nie ma Vaclava, nie ma też SR-Crazy'ego.
SeBa próbuje poderwać córkę znanego polskiego milionera by wyciągnąć
kasę na odzyskanie armii. Znajdujemy się w salonie, gdzie na wygodnym
fotelu siedzi Szakal. Do pomieszczenia wchodzą właśnie Smela i Miszka.)
Smela – Dzień dobry panie senatorze.
Miszka – O mój Boże!
Szakal (dziwnie zadowolony) – O! Tak mnie kurwa jeszcze nikt nie witał.
Miszka – Portret! Portret Dark Avengera zniknął!
Faktycznie. W miejscu, gdzie
portret się znajdował jest teraz tylko goła ściana. Jedno z większych
okien jest też otwarte. Dopada do niego Smela i wygląda na zewnątrz.
Smela – Musieli go wynieść przez okno.
Szakal – A coś mi tu tak wiało kurwa po kostkach, a to okno otwarte.
Smela – Widział coś senator?
Szakal – Nic a kurwa nic.
Miszka – Mentor się załamie.
Smela – Może szybko namalujemy i nie zauważy?
Miszka – Na pewno.
W tym dramatycznym momencie
nie wracamy do hali, lecz przenosimy do jednego ze stolików. Siedzi tu
Weronika Passent, a przysiadł się do niej SeBa.
Weronika Passent – Więc mówisz gościu, że masz armię?
SeBa – Ale chcą mi ją odebrać.
Weronika Passent – Wuja
Wojtek też miał armię i zrobił jakiś tan wojenny. Tak mi tata mówił.
Może zrobimy ściepę na odzyskanie tej twojej armii. Daj obczaić hełm.
WAMP strzela sobie słit-focie w pruskim hełmie.
SeBa – Moja armia...
Smutek feldmarszałka jest chyba zaraźliwy, bo nagle WAMP zaczyna płakać.
Weronika Passent (przez łzy) – Nas.... mój biedny Nas... co mu się stało?!
SeBa (próbuje ją pocieszyć) – Chcesz Lecha?
(Wracamy do Hogańskiego i Kowalskiego.)
Jan Kowalski – Portret zaginął, SeBa jest smutny, a WAMP rozpacza po klęsce Nasa.
Tony Hogański – Atmosfera na balu robi się coraz gorsza.
Jan Kowalski – Mam nadzieję, że nie zwiną interesu. My tam przecież dopiero idziemy po gali.
Tony Hogański – Żarcia już pewnie nie będzie, ale może chociaż trochę alkoholu zostawią. Są jednak plusy.
Jan Kowalski – Jakie?
Tony Hogański – Panienki będą już podpite.
(Znów jesteśmy na zapleczu!
Ale dzisiaj mamy tych segmentów, mnożą się jak płody Vaclava!
Znajdujemy się w sali, gdzie trwało świętowanie patriotycznego sukcesu
w batalii o Puchar Szczęściarza. Trofeum to piękne stoi na swoim
miejscu, a udekorowane jest biało-czerwonymi kokardami. Nad nim
umieszczono też sztandar z polską flagą. W sali znajduje się obecnie
tylko Michał, który rozmawia ze legendarnym Szczęściarzem.)
Szczęściarz – Chciałem osobiście pogratulować zwycięzcy.
Michał – Żubr skoczył po piwo - polskie rzecz jasna, z niezależnych, krajowych browarów - ale niedługo wróci.
Szczęściarz – To była jedna z najlepszych, o ile nie najlepsza, walk o Puchar Szczęściarza. Byłem zachwycony.
Michał – Dziewiąta edycja na zawsze przejdzie do historii. To coś tak wspaniałego jak Grunwald.
W sali skrzypnęły drzwi.
Michał – O, chyba już wrócili.
Źle pomyślał poczciwy Michał,
oj bardzo źle. Za jego plecami pojawił się Craig Crawford z kijem
baseballowym. Kijem tym uderzył Michała prosto w potylice. Cios był
zupełnie niespodziewany. Cios był mocny. Cios był agresywny. Michał
padł na ziemi, a Craig Crawford zaczął okładać go kijem po plecach.
Publiczności, a głównie bojówkom narodowym bardzo się to nie spodobało.
Na arenie słychać gwizdy.
Szczęściarz (przestraszony) – Ccco... ccoo to?
Craig Crawford – Gówno!
Uczestnik programu Wyspa2009
upuszcza kij, ale od razu chwyta za Puchar Szczęściarza i przypierdala
z niego Szczęściarzowi w twarz! To spotkało się z wielkim heel heatem
na arenie, bo wszyscy szanują i cenią sympatycznego pogromcę psów.
Szczęściarz pada na ziemię, a Crawford wymierza mu kilka ciosów
pucharem jego imienia. Przestaje, ale tylko po to by oderwać od pucharu
biało-czerwone kokardy, zrzucić je na ziemię, a następnie podeptać.
Niezadowolenie publiczności rośnie. Craig na sam koniec chwyta polską
flagę i bezceremonialnie, a może wręcz pogardliwie rzuca ją na ziemię.
Craig Crawford – Nazywam się Craig Crawford i lepiej byście zapamiętali to nazwisko. Przekażcie Żubrowi, że jeszcze się spotkamy.
(Double C opuszcza pomieszczenie. My zaś wracamy na arenę.)
Tony Hogański – Jak
tak można? Przecież dzisiaj takie polskie święto mamy. Jak można psuć
patriotyczne uroczystości? Na Trzeciego Maja też by tak wparował i
przypierdolił Komorowskiemu z wieńca?
Jan Kowalski – Widać można.
Tony Hogański – Ten Craig Crawford wydawał się taki grzeczny. Co w niego wstąpiło?
Jan Kowalski – Być
może uważał, że czegoś mu w jego karierze brakuje? Może to nam wyjdzie
na dobre? Być może aktualnie w EWF brakuje takich prawdziwych skurwieli
z krwi i kości.
Tony Hogański – Mamy mojego wychowanka. Chociaż nie, on nie jest skurwielem, on jest po prostu debilem i nieokrzesanym chamem, a to różnica.
(Znajdujemy się na jednej z
ulic Lublina. Nie jest ona zbyt ruchliwa, w zasadzie to nie ma tu żywej
duszy. Niedaleko widać jakieś zabudowania przemysłowe. Mamy więc prawo
domyślać się, że są to słynne Browary Lubelskie. Tu właśnie spotykamy
Vaclava, który nie ma ze sobą żadnego realizatora i sam filmuje kamerą.
Sprawia to, że obserwujemy go pod charakterystycznym kątem, takie już
uroki kręcenia z ręki.)
Vaclav – Browary
Lubelskie przed nami. Ojczyzna Perły i miejsce rozegrania Browar
matchu. Tam właśnie upokorzę dzisiaj SR-Crazy'ego. Nim jednak do tego
dojdzie, nim upokorzę jedną legendę, chciałbym też zbrukać w swoim
stylu pamięć o innej.
Mecenas Ekstremy ustawia
kamerę na jakimś podwyższeniu. Być może na ławeczce, może na śmietniku
- tego nie wiemy. Teraz zauważamy, że o latarnię stoi oparty zaginiony
portret Dark Avengera. Vaclav podchodzi do niego, odwraca się do kamery
tyłem. Słyszymy charakterystyczny dźwięk zamka, a po chwili słychać...
i trochę widać, mimo ciemności, jak jakaś ciecz oblewa portret
legendarnego Gumowego.
Vaclav – Szczam
na wszystkie legendy EWF i polskiego wrestlingu, a z wielką radością
szczam na tego tu oto Gumowego. Dark Avenger, debil z którego wszyscy
się kiedyś wyśmiewali, a wokół którego wyrósł jakiś dziwny kult.
Obchodzi mnie on tyle, co wczorajsze piwo. Ciekawe czy trafię w róg. (Trafił.) Tyle mam do powiedzenia o legendach i o Dark Avengerze. Taki jest mój stosunek do nich.
Wróg Ludu kończy swą czynność, zapina rozporek i odwraca się do kamery.
Vaclav – Zapraszam na Browar match. Tam zniszczę i oszczam kolejną legendę. W EWF jest miejsce tylko dla mnie.
(Dwukrotny EWF FTW Champion
spluwa jeszcze na portret Dark Avengera, po czym rusza w stronę
zabudowań Browarów Lubelskich. Transmisja urywa się.)
Jan Kowalski – Jak on mógł?
Tony Hogański – Mówiłem przecież, że to cham i prostak. Nie mam pojęcia dlaczego się dziwisz.
Jan Kowalski – Ale to było zupełnie zbyteczne.
Tony Hogański – Dla Vaclava nie ma rzeczy zbytecznych, to płodojad.
Jan Kowalski – Nie boisz się pozwu za rozpowszechnianie tej historii?
Tony Hogański – Ja się niczego nie boję. Nie przeląkłem się Tuska, więc pluję na mojego wychowanka.
(Z niepotwierdzonych
informacji wynika, że to już ostatni segment przed main-eventem. Znów
jesteśmy na zewnątrz. Widać tłum protestujących przeciwko dekadencji,
jednak ich szeregi już nie rosną, wprost przeciwnie, raczej topnieją.
Lublin to nie Kijów. Widzimy tu Ordinary Mortala, który idzie ulicą.
Nie kieruje się w stronę hotelu, więc najprawdopodobniej nie interesuje
go bal pretendentów. Z jego spojrzenia nie jesteśmy w stanie niczego
wyczytać.)
Ordinary Mortal – Ech...
Nagle obok niego pojawia się
małpa. To pewnie ta sama, która uciekał The Great Barriemu. Małpa rzuca
Mortalowi skórkę od banana pod nogi, ten nie zauważa jej i jak nie
fiknie kozła! Spadł prosto na jakiegoś przypadkowego człowieka! W sumie
nie był on wcale taki przypadkowy, bo był nim nie kto inny jak Karl
Daniels! Z tłumu wyskakuje tajny prowokator GRU, czyli Dark Sędzia,
który od razu odlicza. Pin....1.....2.....3! (Zwycięzcą jest: Ordinary Mortal!)
Ordinary Mortal (wstając) – Ech... (Rozlega się dźwięk telefonu komórkowego, więc Mortal odbiera.) Nie pierdol, Stabberku. (Od razu też kończy rozmowę.)
Po tych słowach Mortal
odchodzi. Jaka czego do przyszłość? Kto zmusił go do odejścia z EWF?
Tego nie wiemy. Nie czas rozczulać się nad jego losem, bo od razu
przenosimy się do hotelu. Bal pretendentów trwa. Wbrew narzekaniom, że
pretendenci się gdzieś zmyli, nazwy wcale nie trzeba będzie zmieniać.
Na głównej sali zameldowali się bowiem znowu Franko - już opatrzony po
urokach Escape the Pit matchu, a także Bidam, który nie wiadomo, gdzie
dokładnie się podziwiał. Obaj panowie znów są ubrani we fraki.
Nowosibirski trzyma w ręku kieliszek szampana... a Franko róg, taki w
stylu wikingów. Co jest w środku, to jego tajemnica.
Bidam – Za nasze sukcesy! Za Franko, który pokonał dziś Nasa Jazzowskiego i pokazał mu, gdzie jego miejsce!
Wszyscy piją na cześć Franko.
Franko – Za Bidama, który niedawno stanął na ślubnym kobiercu! Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia!
Wszyscy piją na cześć Bidama.
Bidam – Dziś
pokazaliśmy klasę. W zasadzie to Franko pokazał, bo to on zniszczył
Jazzowskiego. Nie będzie już teraz drogi Nas nosił tak wysoko głowy, oj
nie będzie. EWF roku Pańskiego 2014 będzie zupełnie inne od tych
poprzednich. W zeszłym roku zdobywaliśmy pasy i byliśmy razem Franko
najlepszą drużyną w EWF.
Franko – Wszyscy to wiedzą, nie trzeba powtarzać.
Bidam – W tym roku sięgniemy po najważniejszy pas. Ja albo Franko, niech to będzie wyścig po World title, kto pierwszy ten lepszy!
Franko (znów opróżniając swój róg) – Brzmi nieźle.
Bidam – Może chcesz powiedzieć coś podniosłego po pokonaniu Jazzowskiego. Zastanów się dobrze, te słowa przejdą do legendy.
Franko – Wiesz
dobrze, że podniosłe słowa nie są w moim stylu. Pokonałem Jazzowskiego
i mam tylko jedno do powiedzenia - jeśli Nas chce rewanżu to musi mnie
o niego poprosić. Musi mnie o niego błagać, a wtedy go dostanie, w
każdej chwili, w każdym momencie, gdziekolwiek, kiedykolwiek. Tyle mam
do powiedzenia.
Bidam (klaszcze w dłonie) – A teraz! Mam specjalne życzenie do sekcji artystycznej tego balu. Zaśpiewajmy "Szwoleżerów"! Bawmy się!
Znany śpiewak przy fortepianie spełnia życzenie Bidama i grają Szwoleżerów. Tymczasem
przy barze stoi smutna Cassandra Tisserant. Podchodzi do niej senator
Szakal i wręcza jej zrabowany przez Karla Danielsa plik
pięćdziesięciozłotówek.
Szakal – To chyba twoje.
Cassandra Tisserant – Plugawe pieniądze od Vaclava.
Szakal – Masz
ich w nadmiarze kurwa? Nie przejmuj się świniożercą. On dużo gada, robi
dużo szumu, dużo pije, ale tak naprawdę to w EWF nikt się nim nie
przejmuje. Nikt a nikt. Bierz.
Senator wsuwa pieniądze za
dekolt Cassandry, czyli tam gdzie początkowo się one znajdowały.
Pojawia się też Bidam, który kłania się przed Haitanką.
Bidam – Mogę prosić do tańca?
Cassandra spogląda na Szakala.
Szakal – No dalej kurwa, na co czekasz? Co ja ojciec weselny jestem? Do ołtarza mam cię kurwa poprowadzić?
Cassandra zrozumiała, bo już nie spogląda na senatora, lecz rusza do tańca z Bidamem.
Szakal – Ale ja mam kurwa dzisiaj dobre serce.
Przy barze pojawił się Smela.
Smela – Widział senator Ghula?
Szakal – Wszystko dzisiaj kurwa gubicie.
Barman – Ghul leży pijany od kilku godzin. Przyszedł wcześniej, chciał przygotować swój program, ale za dużo wypił. Trzymam go tutaj.
Po tych słowach uczynny pan barman wyciągnął spod baru zwłoki Ghula.
Ghul – Kocham Natalię Oreiro! Kiedy ona wpadnie do mnie na gula?
Uczynny barman sprawia, że
Ghul wrócił za bar. Żadnego pożytku i tak z niego nie ma. Orkiestra w
międzyczasie zaczyna grać "Cambio dolor" Natalii Oreiro.
Barman – Co z nim zrobić?
Smela – Nie wiem, może wytrzeźwieje do polowania, to wtedy go też zabierzemy.
Szakal – Będzie polowanie kurwa?
Smela – Tak, panie senatorze. Planujemy wycieczkę za miasto na wielkie polowanie tuż po zakończeniu balu.
Szakal – To muszę iść się kurwa przygotować.
Senator
chciał odejść od baru, ale przypadkowo w coś kopnął. Spojrzał pod swoje
nogi, a tam zauważył siedzącego na ziemi, opartego o bar SeBę. Obok
niego stała tacka z kilkoma pustymi kieliszkami po szampanie oraz kilka
pustych kufli po Lecha. Na kolanach natomiast trzymał swój pruski hełm,
do którego przyczepiona była kartka papieru z napisem "Zbieram na
armię". Senator wyjął z kieszeni portfel i wrzucił mu kilka stówek.
Szakal (zadowolony z siebie) – Ma się kurwa ten gest.
(Senator odchodzi i my także.
W międzyczasie Franko zorganizował by orkiestra zagrała "Imperial
Match" z Gwiezdnych Wojen i próbuje tańczyć do niego wraz z Helenką.
Nie wiemy czy mu się tak sztuka powiedzie, bo w wracamy na ring.)
Tony Hogański – Mistrz jest fantastyczny!
Jan Kowalski – A Franko? A Bidam? A SeBa? A Ghul? A Smela? A Helenka?
Tony Hogański – Wszyscy są wspaniali. EWF jest wspaniałe!
Jan Kowalski – Tym radosnym akcentem dotarliśmy wreszcie do main-eventu.
Browar match:
Vaclav vs SR-Crazy
Znajdujemy
się na terenie Browarów Lubelskich, gdzie odbędzie się pierwszy w
historii Extreme Wrestling Federation i chyba także polskiego
wrestlingu - Browar match. Gra "Walk" Pantery i do budynku wkracza
Vaclav. Pracownicy zakładów witają go wiwatami, bo nikt tak jak Mecenas
Ekstremy nie rozsławił w świecie marki Perła. Na hali tymczasem, gdzie
fani oglądają to wszystko na FeliXtronie, wybucha heel heat. Nie
zapominajmy bowiem, że Vaclav jest naczelnym chamem Rzeczypospolitej.
Gra
"My Way" Limp Bizkit, co wywołuje na arenie wielkie okrzyki radości
i ogólnego zachwytu. Na terenie browaru pojawia się obecny EWF World
Champion, SR-Crazy. Nie ma tam fanów, a więc nie będzie błogosławieństw
dzieci i kobiet w ciąży, zabraknie także uzdrawiania.Crazy dołącza do
Vaclava oraz sędziego tego pojedynku, bombowego Antoniego Bryndzy.
Jan Kowalski – Już za chwilę rozpocznie się pierwszy w historii Browar match!
Tony Hogański – My to wiemy! Mamy oczy!
Jan Kowalski – Dobrze
wiesz, że przed walką trzeba zbudować napięcie. Oczywiście ktoś mógłby
rzec, że przed taką walką jak Vaclava i SR-Crazy'ego, dwóch
największych obecnie gwiazd polskiego wrestlingu, napięcia budować nie
trzeba.
Tony Hogański – Co? Że niby mój wychowanek gwiazdą? To jest Gimli polskiego wrestlingu, krasnolud...
Jan Kowalski (przerywając mu) – Spokojnie Tony. Nie zaczynaj kolejnej litanii do wstrętnego Vaclava.
Tony Hogański – Powinniśmy
go wysłać do Bhutanu, gdzie zgwałciłby go Yeti, a następnie
przeprowadził na nim aborcję. Miałby za swoje ten płodozmian, znaczy
się chciałem powiedzieć płodojad.
Toster jest nadal podekscytowany, ale walkę czas zacząć. Jesteśmy w
hali lubelskiego browaru, tak bliskiemu sercu Vaclava. Budynki te
pochodzą z XIX wieku, albo z przełomu XIX i XX wieku. Wyposażenie jest
natomiast nowoczesne. Czeka nas fascynujący pojedynek. Antoni Bryndza
wyjaśnia zawodnikom zasady, a te są chyba proste - nie ma żadnych,
można walczyć wszystkim, co się da, a zwycięstwo odnieść można przez
pinfall lub submission. Przygotowania nie trwają długo, bo bombowy
sędzia daje bardzo szybko sygnał do rozpoczęcia walki. Jakiś pracownik
uderza w kocioł browarniczy, także na arenie słychać gong i w ten
sposób walka oficjalnie się rozpoczyna. Crazy od razu naciera na
Vaclava, ale ten zaskakuje go, wybijając się i przywalając mu
Dropkickiem. Crazy próbuje wstać, ale Vaclav jest szybszy i spada na
niego z Elbow Dropem. Następnie jeszcze jednym i jeszcze jednym.
Podnosi EWF World Champa i wrzuca go na jakiś metalowy słupek, element
konstrukcyjny hali. Crazy uderza w niego czołem. Vaclav atakuje go od
tyłu, ale SR odskakuje na bok i teraz to Mecenas Ekstremy rozbija się
na słupie. Crazy jest już za nim, doskok i całkiem zgrabny Bulldog.
World Champion ciągnie rywala za prawą nogę, ot tak głębiej w odmęty
hali browarniczej. Vaclav próbuje się wyrywać, wierzga lewą nogą bardzo
intensywnie, a także rusza całym ciałem raz w lewo raz w prawo.
Nakurwia węgorza!
Jan Kowalski – Nana-nanana!
Tony Hogański – Dobrze się czujesz?
Jan Kowalski – Doskonale.
Tony Hogański – Czasem
obawiam się o twoje zdrowie. Żyjesz pod taką presją by zawsze być tym
dobrym i porządnym komentatorem. To na pewno trudne.
Jan Kowalski – Nie rozumiem, co chcesz przez to powiedzieć.
W końcu Vaclav wyrwał się z objęć Crazy'ego. Zaczął turlać się po
posadzce i znalazł kryjówkę pod jakimś wielkim kotłem. SR-Crazy jest
wyraźnie zdezorientowany, gdzie też ten Vaclav mógł mu uciec. Zaczyna
obchodzić kocioł dookoła. Patrzy z lewej, nie ma nikogo, patrzy z
prawej, też nikogo. W końcu podejmuje rozsądną decyzją, tak
przynajmniej z początku się wydawało i zagląda pod kocioł. No i jest!
Jest Vaclav! A w jego dłoni jakaś metalowa rura, która momentalnie
trafia Magnata prosto między oczy! Mecenas Ekstremy od razu wyłazi ze
swojej nory, to znaczy spod kotła i zaczyna trzaskać rurą Crazy'ego!
Ciosy spadają na całe jego mistrzowskie ciało. Jedno uderzenie, drugie,
trzecie, czwarte, piąte, szóste, siódme. Crazy przyklęka na prawe
kolano, a więc Vaclav uderza go plecy. Crazy nadal klęczy, tym razem
Vaclav trzaska go boleśnie prosto w odstające kolano. Mistrz świata
pada. Vaclav podnosi go i daje mu Oklahoma Slam! Pin...1...2..kick out! Vaclav
sam dobrze wiedział, że na tym etapie walki nie będzie w stanie jej
zakończyć. Podnosi go jeszcze raz i tym razem wykonuje mu Bridging
Belly To Back Suplex Hold! Pin...1....szybki kick out!
Tym razem wyszło gorzej niż poprzednio. Mecenas znów podnosi rywala i
tym razem daje mu Side Suplexa. Pinu nie będzie. Zamiast tego ideowy
przeciwnik patriarchatu Moskwy i całej Rusi zaczyna okopywać aktualnego
EWF World Champa. Kopniaki są brutalne i spadają na całe dekadenckie
ciała mistrza świata.
Jan Kowalski – Vaclav nieźle wszedł w walkę.
Tony Hogański – Ale wyjdzie z niej kiepsko.
Jan Kowalski – Tego nie wiemy.
Tony Hogański – Czy te ulizane, poprawnie polityczne komentarze, które wygłaszasz na każdej gali nie zaczynają cię męczyć?
Jan Kowalski – Nie.
EWF World Champion jest w opałach. Vaclav skończył okopywanie, ale to
nie koniec udręki jaka czeka naczelnego dekadenta federacji. SR-Crazy
zostaje podniesiony, Vaclav przesuwa się za jego plecy i daje mu
Backdrop Suplexa. Następnie Elbow Drop, po czym Knee Drop i Crazy jest
jeszcze w większych opałach niż przed momentem. Mecenas Ekstremy pomaga
mu się podnieść. Wkłada sobie jego głowę pod ramię i prowadzi go do
wnętrza hali. Podchodzi do jakiegoś kotła, który jest kwadratowy i nie
wiadomo czy faktycznie nazywa się kotłem, ale przyjmijmy, że tak. To
pewnie jakiś specjalistyczny sprzęt do produkcji złotego trunku. Vaclav
zaczyna trzaskać twarzą Crazy'ego o srebrną blachę rzeczonego kotła.
Jedno uderzenie, drugie, trzecie, czwarte, piąte, szóste, siódme, ósme,
dziewiąte, dziesiąte. Na twarzy Crazy'ego pojawia się trochę krwi, ale
nie za dużo, a na samym kotle możemy dostrzec wgniecenie. Vaclav
próbuje uderzyć jedenasty raz, ale Crazy zapiera się rękoma o kocioł,
lecz to nie wszystko, bo jego dłoń trafiła na pokrętło, jakie znajdują
się przykładowo przy kranach. Szaleniec włożył wiele energii by oderwać
rzeczone pokrętło od konstrukcji kotła, następnie w dość dynamiczny
sposób uderzył Vaclava łokciem w brzuch, po czym odwrócił się i uderzył
go w twarz oderwanym od kotła pokrętłem!
Tony Hogański – Mój zdradziecki wychowanek wyjdzie z tej walki w czarnym worku.
Jan Kowalski – Przesadzasz.
Tony Hogański – Powinni go oblać smołą i wytarzać w pierzu. Miałby za swoje!
Jan Kowalski – Lepiej mieć za swoje niż za cudze.
Vaclav
chwyta się za twarz, bo zupełnie się tego nie spodziewał. Cóż, trzeba
było obserwować konstrukcję kotła. To nie koniec, bo Crazy trzaska go
jeszcze raz pokrętłem. Jedno uderzenie, drugie, trzecie, czwarte,
piąte! Teraz to na twarzy zjadacza płodów pojawia się krew. Crazy
wybija się z miejsca i trafia go Dropkickiem, pewnie też chciał
pokazać, że potrafi wykonywać akcje czysto wrestlingowe. Fan Pussy Riot
szybko wstaje, ale SR znów zdziela go pokrętłem w twarz, po czym
doskakuje do niego i wykonuje mu Double Arm Suplex! Vaclav leży. Crazy
znów chwyta go za nogę i ciągnie w inne miejsce browaru. Tym razem nie
będzie chyba węgorza, bo Vaclav jest wyraźnie zamroczony. Znajdujemy
się przy jednej ze ścian, gdzie rzędami stoją różnego rodzaju mniejsze
i większe kotły. Dożywotni EWF TV Champion podnosi Wroga Ludu i rzuca
go na jeden z tych kotłów. Ten zatrzymuje się na nim plecami, ale nie
na długo, bo Crazy wybił się i trafił go Dropkickiem. To bardzo
popularna akcja dzisiaj. Vaclav wstaje, ale dostaje ślicznego
Clothesline'a. Śliczny może i on był, ale niezbyt potężny, bo dwukrotny
EWF FTW Champion bardzo szybko się podnosi. Crazy pada w stylu filmów
akcji rodem z Hongkongu na ziemię, zajmując dziwną pozycję
kuczno-szpagatową, przytrzymując się przy tym rękoma o posadzkę - nie
ma czasu an zdziwienia, bo jedną z nóg obecny EWF World Champion po
prostu podcina Vaclava, który upada na posadzkę!
Jan Kowalski – Ładnie.
Tony Hogański – Nie mógłbyś od czasu do czasu skrytykować czegoś?
Jan Kowalski – Ale to naprawdę było ładne.
Tony Hogański – Skrytykuj mojego perfidnego wychowanka. Pokaż, że potrafisz.
Jan Kowalski – Nie widzę teraz powodu.
Tony Hogański – Nic z ciebie nie będzie. Kiedy ja odejdę, EWF upadnie.
Jan Kowalski (zdziwiony) – Zamierzasz odchodzić?
Tony Hogański – Nie, ale przecież mogę umrzeć w każdej chwili. Nie znacie dnia i godziny w końcu.
Jan Kowalski – Mam nadzieję, że nie wpadniesz znowu w cmentarny nastrój.
Vaclav pada. Crazy wskakuje na jeden z mniejszych kotłów, co nie było
łatwe, zważywszy na ich konstrukcję. Nawet nie spogląda na to, co robi
jego przeciwnik, lecz po prostu skacze na niego z Flying Elbow! Trafia!
Pin...1....2..kick out! Crazy podnosi
Vaclava, ale dostaje cios w brzuch, po czym DDT! Nie spodziewał się
chyba tak nagłej kontry ze strony swego oponenta. Vaclav od razu
podnosi aktualnego EWF World Champa, po czym próbuje trzasnąć go
Clotheslinem. Crazy jednak unika ciosu, robi kilka kroków na bok, po
czym wraca do rywala i to on powala go Clotheslinem! Jakże to się w
życiu plecie. SR-Crazy nie próżnuje, bo od razu odskakuje na bok, po
czym rozpędza się i spada na rywala z Sommersault Legdropem! Pin...1...2....kick out!
Vaclav to twardy zawodnik, tak łatwo nie ulegnie. Szaleniec podnosi go
i znów rzuca go na jeden ze znajdujących się pod ścianą kotłów.
Rozpędza się i chce spaść na niego ze Splashem! Ale nie trafia! Vaclav
w ostatnim momencie odsunął się i aktualny EWF World Champion rozbił
się z blaszanym impetem na kotle! Mecenas Ekstremy podnosi jakąś pustą
zgrzewkę i zaczyna trzaskać nią rywala po plecach. Pojemnik ten
wykonany jest jednak z tandetnego plastiku i już po kilku uderzeniach
łamie się i rozpada na kawałki. Vaclav podnosi Magnata i teraz to on
wpycha go na jeden z kotłów. Chce chyba powtórzyć to, co nie udało się
jego przeciwnikowi, bo bierze rozpęd i chce
dobić go Splashem! Nie udaje mu się to jednak, bo SR-Crazy w ostatnim
momencie podskakuje, chwyta swymi dekadenckimi łapkami za znajdującą
się nad jego głową rurę i podciąga się! Vaclav nie miał czasu wyhamować
i rozbija się na kotle!! (EWF! EWF! EWF!)
Jan Kowalski – Cóż za akcja!
Tony Hogański – Dobrze mu tak, dobrze. Niech zdycha mój wychowanek. Niech go tu dzisiaj wykastrują.
Jan Kowalski – Znowu litania do wstrętnego Vaclava? Moglibyśmy to puszczać z taśmy, oszczędziłbyś sobie gadania.
Tony Hogański – Ciebie też moglibyśmy puszczać z taśmy. Nigdy nie powiesz niczego odkrywczego, więc po co tu w ogóle jesteś?
Jan Kowalski – Wolałbyś Bryndzę, Shamana albo Kołtonia?
Tony Hogański – Punkt dla ciebie.
Na całe szczęście nic nie wskazuje na to by skład komentatorski miał
się zmienić. Tymczasem na terenie Browarów Lubelskich walka trwa. To
znaczy, będąc ścisłym, to akurat nie w tym momencie. Vaclav leży na
posadzce po tym jak odbił się od kotła. Crazy wisi na rurze i policzki
aż mu spuchły, bo takie podciąganie się nie jest dla niego. Widząc, że
ma Vaclava pod sobą, puszcza się rury, podciąga przy tym nogi, co
powoduje, że spada na Mecenasa Ekstremy z Leg Dropem! Od razu pin....1....2....shoulder up!
Crazy wstaje i zaczyna okopywać rywala. Nie robi tego długo, bo chyba
nie ma na to ochoty. Pomaga przeciwnikowi wstać, a następnie chwyta go
za kark i po schodkach prowadzi do jakiegoś wgłębienia w ścianie. Tu
znajduje się kolejny kocioł,
cały srebrny i jakiś taki pokraczny. Fachowo to chyba nazwać by trzeba
było zamkniętą kadzią. Crazy trzaska twarzą Vaclava o tą kadź. Jeden,
drugi, trzeci, czwarty. Próbuje piąty, ale Komendant Ekstremy zapiera
się rękoma, po czym trzaska Crazy'ego łokciem w brzuch, a następnie od
razu chwyta go za kark i wykonuje Neckbreakera. Podchodzi znów do kadzi
i otwiera pokrywę znajdującą się na przedzie. Następnie podnosi swojego
rywala i wsadza jego głowę do kadzi przez otwór, który właśnie
otworzył. Chwyta za pokrywę i zaczyna trzaskać nią o kark aktualnego
EWF World Champa! Jeden brutalny cios, drugi, trzeci, czwarty, piąty,
szósty! Przerywa, otwiera pokrywę i wyciąga stamtąd zupełnie
zamroczonego Crazy'ego. Od razu kopie go w
brzuch, po czym wkłada sobie jego głowę między swoje nogi i wykonuje,
niezbyt potężnego, ale jednak całkiem efektownego Powerbomba prosto na
metalową kadź!!! (EWF! EWF! EWF!)
Tony Hogański – Co on robi?! Tak nie wolno!
Jan Kowalski – To walka, to wszystko wolno.
Tony Hogański – Janku. Nie kusi cię by choć razem powiedzieć coś, co nie jest tak zajebiście oczywiste?
Jan Kowalski – Wykonuję swoją pracę.
Tony Hogański – Stalinowscy sędziowie też tak mówili.
SR-Crazy leży rozwalony na metalowej kadzi. Vaclav triumfuje i napawa
się ogromem rozpierdolu, jakiego dokonał na obecnym EWF World Champie.
Myśli jednak strategicznie, więc wie, że jego radość nie powinna trwać
zbyt długo. Szybko ściąga Szaleńca z kadzi, na której ten się
rozbił.... ale co to? Crazy chwycił się niespodziewanie jakiegoś
elementu konstrukcyjnego i nie chce puścić. Mecenas Ekstremy próbuje go
stamtąd wyciągnąć, ale nic z tego. Szaleniec zaparł się i nie pozwala
się ruszyć. Co więcej, zaczyna człapać po kadzi, która jest dość
śliska, taki to materiał w końcu i ku niezadowoleniu Vaclava wyrywa mu
się. Obolały Crazy wskakuje na kadź, robi kilka kroków i zeskakuje za
nią. Vaclav rusza w pościg. EWF World Champion zauważa znajdujące się
przy ścianie schodki prowadzące na metalowy mostek, który znajduje się
na poziomie pierwszego piętra i ciągnie się mniej więcej przez całą
halę browarniczą. Vaclav wpada za nim. Dożywotni EWF TV Champion jest
już na piętrze, Vaclav po chwili także. Zbyt entuzjastycznie i
lekkomyślnie podszedł do tego, bo SR schował się za zakrętem, gdzie
znalazł jakieś narzędzie hydrauliczne. W momencie gdy Wróg Ludu znalazł
się na piętrze, Crazy wyskoczył ze swojej kryjówki i przypieprzył
rywalowi wymienionym wyżej narzędziem prosto w twarz! Vaclav chwyta się
za twarz, a Crazy tym razem trzaska go w kark, co powoduje, że Mecenas
Ekstremy pada na podłoże.
Tony Hogański – Wreszcie ta walka zaczyna jakoś wyglądać.
Jan Kowalski – Zarówno SR-Crazy jak i Vaclav dostarczają nam niesamowitych emocji. Browar match to wspaniałe rozpoczęcie 2014 roku!
Tony Hogański – Vaclav jedyne, co może dostarczyć to AIDS, HIV, rzeżączkę, kiłę, robaki oraz niechcianą ciążę.
Jan Kowalski – Przesadzasz.
Tony Hogański – Sprawę niechcianej ciąży przynajmniej potrafi wziąć we własne ręce, choć to bardzo obrzydliwe i odrażające.
Vaclav leży. Crazy od razu spada na niego z Knee Dropem. Pin...1.....kick out! Mecenas
Ekstremy ma w sobie jeszcze wiele energii, ta walka tak łatwo się nie
skończy. Crazy pomaga rywalowi wstać i zaczyna trzaskać jego twarzą o
barierkę metalowego mostu. Jeden cios, drugi, trzeci, czwarty, piąty. Podnosi
Vaclava, chwyta go... i swego rodzaju Powerslamem chce wyrzucić go poza
barierki! Wyrzuca, ale Vaclav w ostatniej chwili chwyta się konstrukcji
mostu!! (EWF! EWF! EWF!)
SR-Crazy jest wyraźnie niepocieszony, a Vaclav niczym w Metal Gear
Solid zaczyna poruszać się po moście. Tactical Espionage Action
wiecznie żywe! Crazy nie próżnuje, bo próbuje nadepnąć na dłonie
Vaclava, ale ten za każdym razem unika takiego ciosu i nie pozwala
zepchnąć się z mostu. Trwa teraz swego rodzaju gonitwa. Vaclav przesuwa
się w stylu MGSa po krawędzi mostu, wykorzystując swoje gibkie i
ekstremalne dłonie, a Crazy próbuje nadepnąć na nie i tym samym zrzucić
go z mostu. Po kilku krótkich minutach takiego pościgu panowie
przesunęli się wyżej, bo mostek po prostu przesuwa się wyżej, i po
chwili znaleźli się nad wielkimi zbiornikami z piwem. Te zostały
specjalnie chyba otwarte na potrzeby tej walki. Crazy próbuje kolejny
raz nadepnąć na dłoń Vaclava. Tym razem Mecenas Ekstremy zmienił
taktykę. Ciosu uniknął, ale nie przesunął się, puścił drugą dłoń, co
sprawia, że teraz trzyma się tylko na jednej ręce i wolną dłonią
chwycił Crazy'ego za nogę, przewracając go na podłoże!!
Jan Kowalski – Z każdą minutą ta walka staje się coraz ciekawsza.
Tony Hogański – SR-Crazy pobawił się, ale czas to kończyć.
Jan Kowalski – Nie czujesz tych emocji?
Tony Hogański – Czuję, ale chciałbym się napić piwa. Takie właśnie uczucia wywołuje we mnie ta walka.
Jan Kowalski – Nie dziwi mnie to. To w końcu Browar match.
Crazy leży na moście. To od razu wykorzystuje Vaclav, który na jednej
ręce długo nie mógłby się utrzymać. Szybko chwyta się znów mostu,
podciąga się, przechodzi przez barierkę i dołącza do swojego
dekadenckiego przeciwnika. Crazy podnosi się, ale Wróg Ludu zdążył
wziąć rozpęd i powalić go Spinning Heel Kickiem! Crazy pada. Vaclav
pomaga mu wstać, Crazy próbuje się wyrwać. Zaczyna się szarpanina i
wymiana punchy, ale Vaclav wychodzi z niej zwycięsko, bo kopie rywala w
brzuch, po czym wykonuje na nim Kneeling Cradle Back to Belly
Piledriver! Pin....1.....2....kick out! Mecenas
Ekstremy opiera się rękoma o barierki i zaczyna brutalnie okopywać
dekadencką twarz obecnego EWF World Champa. Zasypuje ją ogromną ilością
kopniaków. Crazy aż jęczy z bólu. W końcu wielbiciel Pussy Riot
przestaje, bo ileż tak można kopać i kopać? Pomaga rywalowi wstać...
ale Crazy znów doprowadza do zwarcia. Trwa szarpanina na szczycie
mostku, a poniżej hektolitry piwa aż bulgocą, czego realizator nie
omieszkuje nam pokazać. Zwarcie znów wygrywa Vaclav, który wykonuje mu
Northern Lights Suplex! Pin...1...2...znów kick out! Crazy
ciężko oddycha i leży na mostku. Vaclav zadowolony z siebie podnosi go
jeszcze raz. Kopie go w brzuch, ale EWF World Champion znalazł w sobie
siłę by nie pozwolić rywalowi na wykonanie jakiejkolwiek akcji. Zamiast
tego, po raz trzeci doprowadza do zwarcia. Znów wymiana punchy, która
nie prowadzi do niczego szczególnego. W końcu jeden z ciosów skutecznie
spada na vaclavowską twarz, po czym Crazy od
razu przesuwa się za plecy rywala i aplikuje mu Deadlift Release German
Suplex! Vaclav wpadł prosto na barierki i zawisł na nich. Crazy
tymczasem natychmiast wskoczył na przeciwległe barierki i trafił
Vaclava z Missle Dropkickiem! Ten przeleciał ponad barierkami i wpadł
prosto do wielkiego zbiornika z piwem!!! (EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF!)
Tony Hogański – Dobrze mu tak.
Jan Kowalski – Przecież to dla niego raj.
Tony Hogański – Mam nadzieję, że nie umie pływać. Kochał piwo i piwo go zabiło, tak napiszą w jego nekrologu.
Jan Kowalski – Naprawdę życzysz tego Vaclavowi?
Tony Hogański – Mini-świnia i ten bezimienny płód miały prawo do życia.
Vaclav chyba umie pływać, bo unosi się na powierzchni zbiornika. Co
jakiś czas zanurza się i z wielką radością zaczyna spijać piwo. Dużo go
tam, więc to pewnie potrwa. SR-Crazy tymczasem zbiera siły, taka chwila
przestoju wyjdzie mu chyba na dobre, bo Mecenas Ekstremy dał mu niezły
wycisk. Vaclav nadal pije piwo. Nie wiadomo czy jest to Perła czy inny
produkt Browarów Lubelskich, ale Wróg Ludu chyba nie może narzekać.
Wszak lubi on piwo, lubi dużo piwa. Antoni Bryndza niecierpliwi się i
sugeruje Mecenasowi Ekstremy by się stamtąd jakoś wydostał. Vaclav
krzyczy do niego "Ani mi się śni. Jestem w raju".
Ekran nagle dzieli się na dwie połowy. Po lewej stronie obserwujemy
Vaclava zażywającego kąpieli w piwie, po drugiej stronie widać
feldmarszałka SeBę, który przerwał picie na balu i już nie leży pod
barem, tylko ogląda galę wraz z MAtim. Przywódca Armii Prus Wschodnich
mówi do
swojego adiutanta "To naprawdę jest raj".
Obraz wraca do normy. Antoni Bryndza ma dość tej całej sytuacji, bo
informuje Vaclava, że jeśli nie opuści zbiornika z piwem przegra walkę.
Crazy tymczasem zszedł z mostu i znów znajduje się na terenie głównej
hali browaru. Vaclav chcąc nie chcąc wychodzi z kadzi. Na szczęście dla
niego zarówno na wewnętrznej jak i zewnętrznej ścianie zbiornika
znajduje się drabina, więc wydostanie się z piwnego raju jest całkiem
prosto. Piwo nie uderzyło mu chyba zbyt mocno do głowy, bo potrafi
jeszcze trzeźwo myśleć. Zauważył, że
SR-Crazy nie jest za bardzo na nim skoncentrowany, więc po zejściu w
dół na kilka metrów, decyduje się skoczyć i znokautować niczego się
niespodziewającego rywala. Robi to przy pomocy Zemsty Mnichów, czyli
Suicide Dive'a! Trafia idealnie w Crazy'ego!!! (EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF!)
Tony Hogański – O nie!
Jan Kowalski – Widzisz? Tu wszystko jest możliwe!
Tony Hogański – Jak w Akademii Pana Kleksa.
Jan Kowalski – Jasne.
Tony Hogański – Janku? Nie kusi cię by poszukać w swoim sercu zła?
Jan Kowalski – Nie.
Impet uderzenia był na tyle duży, że Vaclav odbił się na bok i pinować
w tej chwili nie może. Obaj zawodnicy leżą. Są już całkiem zmęczeni,
poobijani, a Vaclav na dodatek jest cały mokry po kąpieli piwnej jakiej
przyszło mu zażyć. Chwilę tak sobie leżą i żaden z nich nie kwapi się
do powstania. W końcu zaczynają dawać znaki życia, bo przecież takie
leżenie jest całkiem nudne. Rozumiemy ich ból i cierpienie, ale
perspektywa widza jest zupełnie inna. Pierwszy dochodzi do siebie
Vaclav. Chwiejnym krokiem podchodzi do podnoszącego się Crazy'ego.
Chwyta jego głowę pod pachę i prowadzi go do innego pomieszczenia. Z
łoskotem otworzył metalowe drzwi i zawodnicy, a także sędzia znaleźli
się w pomieszczeniu, gdzie na swego rodzaju taśmie produkcyjnej piwo
wlewane jest do butelek. W tej chwili produkcja się nie odbywa, więc
taśma nie jest uruchomiona. Vaclav umieszcza mimo to Crazy'ego na
taśmie. Odpala jakąś wajchę i taśma rusza! Crazy zaczyna się
przemieszczać, a Vaclav z wyraźnym rozbawieniem obserwuje to wszystko.
Taśma nie jest zbyt szeroka, więc Szaleniec dość szybko utknął i
zablokował całą maszynerię. Vaclav wyrywał tymczasem wajchę, która
kontrolowała działanie taśmy i zaczął napierdalać nią EWF World Champa
po brzuchu. Kilka takich ciosów skutecznie zmiękczyło jego opór i
dożywotni EWF TV Champion ruszył w dalszą podróż. W miejscu gdzie do
butelek wlewane jest piwo, faktycznie poleciało piwo! Crazy jest teraz
też cały mokry, a Vaclav podstawia swoją twarz pod kurek, z którego
wylewa się piwo i łapczywie zaczyna je spijać. Wyrwanie metalowej
wajchy nie było chyba jednak najlepszym pomysłem, bo maszyneria chyba
się zacięła albo też doszło do jakiegoś zwarcia i taśma przestała
działać. Po chwili także piwo przestaje płynąć, ku wielkiemu
niezadowoleniu Vaclava.
Tony Hogański – Dobrze mu tak. Niech zdycha z pragnienia.
Jan Kowalski – Chyba nieźle się już dzisiaj opił.
Tony Hogański – Znalazłeś już w swoim sercu zło?
Jan Kowalski – Nie.
Tony Hogański – To w takim razie zamknij się.
Mecenas Ekstremy jest nadal niepocieszony i próbuje kręcić jakimś
kurkiem by piwo znów popłynęło. Wykorzystał to Crazy, który wyrwał z
ręki Comandante metalową wajchę i od razu zdzielił nią rywala przez
twarz. Rozciął mu przy tym skórę na policzku, co wywołało krwawienie.
EWF World Champion wstaje, od razu chwyta za głowę, stojącego na
posadzce, a więc trochę niżej Vaclava, po czym wykonuje mu swego
rodzaju zmutowaną wersję, bo skaczącą Ground Zero [Double Arm DDT]!! (Wielka radość na arenie!) Od razu przychodzi do pinu.....1............2.........kick out!!! W niemal ostatniej chwili!
Tony Hogański – O nie! A było tak blisko!
Jan Kowalski – Walka trwa!
Tony Hogański – Przecież widzimy! Siedź cicho i szukaj zła.
Teraz to SR-Crazy jest wyjątkowo niepocieszony. Podnosi Vaclava i
prowadzi go do kolejnego pomieszczenia. Tutaj umieszczono dziesiątki
drewnianych beczek, zapewne
pełnych, choć kto to wie, piwa. Ustawione one zostały w rzędach. Crazy
chwyta Vaclava i zaczyna trzaskać jego twarzą o jedną z drewnianych
beczek. Jeden cios, drugi, trzeci, czwarty, piąty. Vaclav jest wyraźnie
zamroczony. Crazy chwyta go za dłoń i wpycha na przeciwległe beczki.
Vaclav zatrzymuje się na nich. EWF World Champion od razu dopada do
odwróconego tyłem rywala, chwyta go i chce wykonać Crazy Slam [Angle
Slam]!!! (Znów wielka radość na arenie!)
Jednakże Mecenas Ekstremy w ostatniej chwili wyswobodził się z tego
ciosu i skontrował go w jakąś zmutowaną wersję Jumping Cuttera!! Pin.......1.............2..........shoulder up!!
Tony Hogański (odetchnął z wyraźną ulgą) – Ufff. Całe szczęście.
Obaj zawodnicy leżą. Są już bardzo zmęczeni. Vaclav w tym momencie
czuje się chyba trochę lepiej. Wstaje i wyraźnie się chwiejąc podchodzi
do swojego przeciwnika. Podnosi go... Crazy próbuje walczyć...
doprowadza do zwarcia... ale nic z tego! Wróg Ludu wykonuje mu Otchłań
Smutku [Michinoku Driver]!!! Pin.......1..........2........shoulder up!!
Vaclav nie może uwierzyć! Takie rzeczy nie powinny się zdarzać.
Wstaje... rozgląda się po pomieszczeniu... i zaczyna wdrapywać się na
jedną z beczek. Nie są one położone dość wysoko, więc nie trwa to
długo. Crazy ciężko oddycha i nie wygląda na to by w najbliższej
przyszłości mógł się podnieść o własnych siłach. Vaclav tymczasem
wdrapał się na beczkę, nawet nie spojrzał się za siebie tylko od razu
skoczył z Moonsaultem!!! Pin.........1................2...............3!! (Zwycięzcą jest: Vaclav!)
Jan Kowalski – Masz coś do powiedzenia Tony?
Tony Hogański – Nie.
Jan Kowalski – Dlaczego?
Tony Hogański – Nie denerwuj mnie nawet.
Jan Kowalski – Znajdź w sobie dobro. Tyle ci powiem.
Publiczność na arenie reaguje na taki wynik walki niesamowitym heel heatem.
Wiele osób po prostu nie może uwierzyć, że ta walka mogła zakończyć się
w ten sposób. Dokąd zmierza EWF? SR-Crazy i Vaclav leżą na posadzce
bardzo zmęczeni. Crazy to w ogóle się nie rusza i nie daje znaków
życia. Vaclav po kilku chwilach z wielkim trudem i grymasem bólu na
twarzy podnosi się. Ociera krew cieknącą ze swojego policzka i
podchodzi do jednej z beczek. Zauważa leżącą pod beczką siekierę. Bez
wahania podnosi ją i zaczyna trzaskać w beczkę.
Tony Hogański – Jakby nie mógł użyć kurka! Barbarzyńca jeden!
Kilka skutecznych ciosów siekierą i beczka przestaje stawiać opór. Z
jej wnętrza zaczyna wylewać się piwo, a Vaclav tylko podstawia swą
twarz i łapczywie pije złocisty trunek. Publiczność zgromadzona na
arenie, a oglądająca to wszystko na FeliXtronie, nadal reaguje wielkim heel heatem. Wrestlepalooza powoli schodzi z anteny.
Jan Kowalski – To chyba wszystko z Lublina.
Tony Hogański – Niestety.
Jan Kowalski – Dziękujemy, że byliście państwo z nami.
Tony Hogański – Przepraszam w imieniu EWF za taki a nie inny wynik main-eventu.
Jan Kowalski – Oglądajcie następną Wrestlepaloozę. Znów będziemy poszukiwali zła lub dobra.
Tony Hogański – Żegnają państwa Jan Kowalski...
Jan Kowalski – .... a także Tony "Toster" Hogański!