(EWF
kontynuuje swoje turnee po Oceanii, tym przemiłym zakątku świata, który
słynie ze swojej dziewiczości, czegoś, co w kulturze zachodniej prawie
już nie ma - pod wieloma względami - z ciepła, ładnej przyrody,
ciekawej architektury, dziwnych tubylców i tak dalej. Oceania rzecz
jasna to nie ex-żona Tostera Hogańskiego, jej nie odwiedzamy, bo nas
nie interesuje, wypadła biedaczka z medialnego obiegu. Ostatnim razem
gościliśmy na Wyspach Cooka, tym razem trafiamy na Vanuatu. Różnice
między tymi krajami są spore. Vanuatu jest większe, ponad 12 tysięcy
kilometrów kwadratowych przeciwko zaledwie 240. Mieszka tu więcej
ludzi, 267 tysięcy wobec prawie 15 tysięcy. Także stolica tego państwa
jest znacznie większa niż stolica Wysp Cooka. W Port Vila mieszka 44
tysięcy ludzi, a w Avararu zaledwie 5,4 tysiąca. Różnice są więc spore,
rynek większy, gala być może będzie ciekawsza. Ten, kto spodziewa się
gali pod palmami znów się zawiedzie. Stolica Vanuatu dysponuje własną
halą widowiskowo-sportową, gdzie odbędzie się kolejna, miejmy nadzieję
wspaniała, Wrestlepalooza. Na samym początku podziwiamy główne atrakcje
turystyczne państwa, w którym przyszło nam się znaleźć. Nie ma
monumentalnych budowli, wielkich pomników, niesamowitych kościołów,
pięknych pałaców, czy zapierających dech w piersiach zabytków. Jest
przyroda i ładne widoki, to wystarczy, taka odmiana dobrze nam zrobi.
Przed halą znajdują się różnego rodzaju telebimy, na których fani będą
mogli oglądać galę. Nie ma, co się dziwić - hala nie jest ogromna i
wszyscy potencjalni fani nie będą w stanie zmieścić się w środku, taki
już urok małych państewek, trzeba było sobie wcześnie bilety
rezerwować. Tłum fanów nie zraża się jednak, być może dla nich i
telebim jest nowością, a już na pewno kiełbaski Pana Wojtka - takich
cudów, to oni nigdy nie widzieli. Przenosimy się do wnętrza hali, która
jest wypełniona po same brzegi. Klimatyzacja podobnie jak na Wyspach
Cooka wydaje się być marna, bo wszyscy wyglądają na spoconych.
Niektórzy przebrali się też za Szakala, bo są łysi. Przybyli też
przedstawiciele polskiej emigracji z pobliskiej Australii, Nowej
Zelandii i cholera wie, skąd jeszcze. Są też fani z Chin wszelakich,
Korei i Japonii, bo w sumie mają tu bliżej niż do Europy. Jacyś fani z
Polski właściwej też dotarli, bo mają transparenty. Oto niektóre
przykłady: "Vaclav chuj, woził gnój", "Doprawiłam Vaclavowi rogi",
"Crazy to nasz władca", "Crazy najlepszym World Champem w historii",
"Vaclav gwałci kozy", "Uczył się od Arabów", "Grabarz zmarł?", "Sam się
pochował", "Szakal zatopił Jazzowskiego i Grabarza", "Będą teraz na
zawsze razem", "Jak Jaś i Małgosia", "Jak Graś i Tusk", "Szakal czyta
transparenty", "On je inspiruje", "Podsyła nam swoje pomysły", "Szakal
to pierwszy wrestler społecznościowy", "Powinien zostać też senatorem
Vanuatu", "Jakie to zycie bywa przewrotne - w HVW walczysz w main
evencie, a w EWF w dark matchu", "Crazy Melchizedekiem EWF", "Wszyscy
nosimy słomiane gacie",
"Uga wrócił", "Buga też", "Czy Uga-Buga płynął kiedyś Bugiem?",
"Rzeźnicy tropikalni meldują się na pokładzie", "Bidam z kiłą też",
"ZWP, PZW, EWF, PCW - kto się w tym wszystkim połapie?", "Rokossowski,
ten demon, powrócił!", "Felipe i Rokossowski zniszczą EWF", "Oni coś
knują", "Szykują akcję zaczepną", "EWF ma niszczyciela", "OEWF Felix
Castro jest niezatapialny", "On przecież tylko wynajęty", "To też jest
wynajęta hala, i co?", "Oddać Białystok Rosji", "Czy Rokossowski to
ojciec Franko?", "Podobni jacyś tacy", "Franko ostoją EWF", "Helenka
podporą EWF", "Bidam koszmarem EWF", "WAMP jest fajna", "Czy już jej
nie będzie?", "Czy Nas odszedł?", "Będziemy tęsknić", "Nas zatopiony",
"WAMP wdową", "Franko wdowcem", "Vaclav gryzie magnetofony", "Taki ma
nawyk", "Szakal zniszczy wszystkich", "Kraven walczy na Krymie", "Gdzie
jest Juice?", "Gdzie Hangman?", "Gdzie Gangsta?", "A gdzie Dark
Avenger?", "Jestem jego 2435345 fanem". Transparentów jest znacznie
więcej, jest także sporo w miejscowych narzeczach plemiennych, ale to
trudno zrozumieć. Oprawę muzyczną zapewnia dzisiaj słynny zespół
z Vanuatu, który będzie prezentował swoje aranżacje różnych pieśni. Na
samym początku chłopaki grają i śpiewają hymn Vanuatu o pięknej nazwie "Yumi Yumi Yumi".
Atmosfera zrobiła się chwilowo podniosła, ale już po chwili wybuchają
sztuczne ognie, rozpoczyna się pokaz efektów pirotechnicznych, a
chłopaki graja EWF Theme, co sprawia, że publiczność - odpowiednio
przyuczona w tej kwestii - zaczyna wrzeszczeć: EWF!
EWF! EWF!
EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF!
EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! Jesteśmy już z naszymi komentatorami. )
Tony Hogański – Vanuatu
wita nas!
Jan Kowalski – Dodam
tylko, że to kolejna rocznica pierwszej gali EWF. Dokładnie 11 kwietnia
2001 roku wyemitowana została pierwsza Wrestlepalooza.
Tony Hogański – No i co z tego? Nie słyszałeś, że Vanuatu wita nas? A może to my witamy Vanuatu? Ciekawe czy mają tu jakieś
regionalne alkohole.... hmm... na pewno. Z drugiej jednak strony o tak wczesnej
porze nie powinniśmy promować picia.
Jan Kowalski – W Polsce już po 21:00.
Tony Hogański – W Polsze może i tak, ale tutaj? Popatrz na te biedne dzieci na trybunach. Może EWF ściągnie je na złą drogę?
Jan Kowalski – Co
ty mówisz. My jesteśmy prawie organizacją kulturalną-humanitarną. Tylko
u nas dowiedzą się w zakamuflowany sposób ciekawych faktów o polityce,
historii, literaturze, grach video, komiksach czy vaclavowskich
metodach przerywania ciąży. EWF to instytucja naukowa, a nie przedmiot
ściągania niewinnych dzieci na złą drogę.
Tony Hogański – Wypiszmy to sobie na sztandarach. Amen.
Jan Kowalski – Kontynuujemy więc naszą podróż po wyspach Oceanii. Ostatnio gościły nas Wyspy Cooka, dziś natomiast trafiamy na Vanuatu.
Tony Hogański – Szybki konkurs smsowy. Co jest stolicą Vanuatu? A) Port Vila B) Tusk C) Moskwa D) Papież Franciszek.
Jan Kowalski – Naprawdę mamy teraz konkursy smsowe?
Tony Hogański – Nie,
ale powinniśmy o tym pomyśleć. Wiesz, dobrze by było jakby gala stała
się bardziej interaktywna. Na przykład fanki mogłyby przysyłać swoje
zdjęcia w bieliźnie albo i bez niej.
Jan Kowalski – Tony, brałeś coś przed galą? Dziwne rzeczy opowiadasz.
Tony Hogański – Piłem
tylko odrobinę cherry i to wszystko. Dżentelmenom to przystoi, a ja jestem dżentelmenem. EWF musi się rozwijać, bo ten kto
się nie rozwija, ten się zwija. Popatrz na Polskę i zrozumiesz, że za
kilka, może kilkanaście lat już jej nie będzie. Teraz ją wygaszają, a
później zlikwidują.
Jan Kowalski – A co będzie?
Tony Hogański – Nie
wiem, Odrobóg? Euroregion Vistula-Wólczanka? Kraj Związkowy Bawaria
Wschodnia? Rezerwuar Taniej Eksportowej Siły Roboczej? Nazywaj to jak
chcesz.
Jan Kowalski – Wolałbym
tego nie nazywać, bo dopiero rozpoczęliśmy galę. Chciałbym o niej
porozmawiać, a ty od razu wpadłeś w trans patriotyczny.
Tony Hogański – Od
patriotyzmu mamy tutaj Żubra i jego kumpli. Przypominam, że podobnie
jak na Wyspach Cooka w Vanuatu, a może na Vanuatu, są godziny poranne,
no a w Polsce pora wieczorna.
Jan Kowalski – Już
o tym wspomnieliśmy, ale warto dodać, że fani zgromadzili się tu
tłumnie, więc chyba nie narzekają. Chodzi mi oczywiście o miejscowych
fanów.
Tony Hogański – Żydzi w Auschwitz też zgromadzili się tłumnie.
Jan Kowalski (zdegustowany) – Obrzydliwe porównanie. Jeszcze zdejmą nas z anteny za antysemityzm.
Tony Hogański – Ciebie
to zdejmą za arcynudziarstwo. Ty nie rozumiesz, że w nowoczesnym
dziennikarstwie sportowym trzeba postawić na totalizm, a totalizm
zakłada poruszanie wszystkich możliwych tematów.
Jan Kowalski – Oprócz wrestlingu?
Tony Hogański – Wrestling się już skończył, wspomnisz kiedyś moje słowa.
Jan Kowalski – Naprawdę?
Tony Hogański – To
już jego ostatnie podrygi, zarówno w Polsce jak i na świecie.
Oczywiście proces umierania może potrwać kilka, może nawet kilkanaście
lat, ale zdecydowanie weszliśmy w fazę starości tego produktu. Trzeba
przekształcić EWF w coś nowego, byśmy mogli przetrwać. Potrzebujemy EWF totalnego, poruszającego wiele tematów.
Jan Kowalski – W takim razie zainteresujmy się dzisiejszą galą.
Tony Hogański – Proszę bardzo. Ciekawe, co Ghul na to.
Jan Kowalski – Ghul
przygotowuje specjalny odcinek, ale nie ma go dziś fizycznie z nami. Kolejny epizod jego
show zostanie nadany ze szczecińskiej siedziby EWF Corporation.
Tony Hogański – Mam
nadzieję, że nie będzie to wywiad z Panem Józefem o czasach, gdy
ten pracował w kotłowni. No dobra, a co tam dzisiaj w wrestlingowym
programie?
Jan Kowalski – W zasadzie to nie wiadomo.
Tony Hogański – Uwielbiam te niespodziewane walki. Kto dzisiaj będzie losował? Małpa? Stado bawołów? No, wytęż wyobraźnie. Kto może? No kto?
Jan Kowalski – Na pewno będzie walka o EWF Tag Team Championship. Zmierzą się z Bidam i Franko w pojedynku....
Tony Hogański – .... z Korwinem i Mikke? Legendarnym tag-teamem liberalno-konserwatywnym?
Jan Kowalski – Co ty z tym Korwinem. Nie przypominam sobie byś się kiedyś nim szczególnie interesował.
Tony Hogański – Idą
eurowybory, to partie korwinistyczne rosną w siłę. Zresztą, nieważne.
Jak dla mnie to mogą nawet walczyć z Bierutem i Rokossowskim.
Jan Kowalski – Franciszkiem?
Tony Hogański – Nie, Konstantym. Znasz wierszyk o nich? Już z po października 1956?
Jan Kowalski – Zamieniam się w słuch.
Tony Hogański – Bolek
i Kostek to była spółka, a po nich nastał Gomułka. Kostek był tylko
Polakiem na razie, dziś jest dowódcą wojsk na Kaukazie.
Jan Kowalski – Wszystko jasne. Walk nie znamy, ale znamy polityczne rymowanki z lat pięćdziesiątych.
Tony Hogański – Hangman się w nich lubował, szczególnie w tych o Bierucie.
Jan Kowalski – Krab to był krab, ale brakuje go.
Tony Hogański – Przenosimy się na zaplecze?
Jan Kowalski (zdziwiony) – Co? Przecież ja zawsze to mówię, a ty protestujesz, bo chcesz więcej czasu antenowego dla siebie.
Tony Hogański – Nostalgia za krabem to niebezpieczny temat. Lepiej zobaczyć, co słychać w miejscowym buszu.
(Na ekranach pojawia się napis "Wydarzyło się wcześniej, a może i przedwczoraj lub nawet kilka dni temu".
Znajdujemy się w miejscowym porcie, bo jak sama nazwa stolicy Vanuatu
wskazuje, miasto to jest portem. Nie jest to rzecz jasna jakiś potężny
port w stylu Rotterdamu czy Baltimore, gdzie buszuje Frank Sobotka, ale
i tu nie jest tragicznie, oczywiście jak na warunki Oceanii. Szkoda
tylko, że tylu tu drewna, jedna wichura czy tajfun i wszystko cholera
weźmie. Do portu wpływa właśnie mocno przerdzewiały niszczyciel klasy
Ayanami, znany tymczasowo jako OEWF "Felix Castro". Wita go zespół
miejscowych śpiewaków, a po chwili do portu schodzą Kraven the Hunter,
Yamato Konoe, Szakal, a także Esmeralda Martinez. Tej ostatniej chyba
nikt się nie spodziewał, a jednak ukochana prezydent EWF pojawia się i
tutaj. Witają ich miejscowi dygnitarze, prezentując podarki.)
Esmeralda Martinez – Dziękuję za tę wspaniałą spódnicę ze słomy. Senator Szakal nie jest wprawdzie Szkotem, ale na pewno mu się spodoba.
Szakal (oburzony) – To prowokacja kurwa. To nie dla mnie, ja chcę parasolkę dla paprotki, żeby jej słoneczko nie napierdalało po liściach.
Esmeralda Martinez – Ależ drogi senatorze.
Szakal – Bo się obrażę kurwa.
Kraven (wtrącając się w sposób rozjemczy) – Słomiana spódnica jest dla Esmeraldy, a Szakal na pewno otrzyma, to co zechce.
Delegacja Vanuatu widząc jakieś niezadowolone pomruki, robi skonfundowane miny.
Szakal – No dobra kurwa. Idę, bo mam tu dzisiaj spotkanie z miejscowymi senatorami, a następnie otwieram klub senatora. Adieu kurwa!
Łysy rusza w miasto.
Yamato Konoe – Ktoś mu powiedział, że tu nie ma senatu?
Kraven – To mało istotny detal. Lepiej powiedz mi jak się sprawy GRU mają. Jakieś informacje, dotyczące aktywności naszych wrogów?
Yamato Konoe – Felipe Castro szykuje prowokację.
Kraven – Bo to pierwszy raz?
Yamato Konoe – Tym
razem jednak bardzo poważną prowokację, niebezpieczną wręcz, bo w
naszym bezpiecznym porcie... w Szczecinie, tuż pod nosem senatora
Szakala, którego chwilowo tam nie ma, bo jest tutaj.
Kraven – Nikt nie ośmieli się zaatakować EWF w okręgu wyborczym Szakala.
Yamato Konoe – A jednak...
Kraven – Jak pewne jest to źródło informacji?
Yamato Konoe – Pierwszy stopień tajności... mamy trochę osób w otoczeniu Felipe pracujących dla nas.
Kraven – O których wie też Grabarz, a jeżeli on przeszedł na stronę Castro, to oni są już spaleni.
Yamato Konoe – Trzeba było nie wyrzucać go z EWF. Zresztą po Grabarzu nie ma śladu, nie martwiłbym się teraz o to.
Kraven – Avon!
Jak spod ziemi wyrasta Avon Tschorny, wysoki funkcjonariusz GRU.
Avon Tschorny – Tak jest, panie komisarzu!
Kraven – Wracasz
natychmiast do Polski. Będziesz osobiście odpowiedzialny za
bezpieczeństwo siedziby EWF w Szczecinie. Bierz ze sobą Józefa,
wsiadajcie w samolot i wracajcie.
Avon Tschorny – Tak jest!
Murzyn z Haiti o polskich korzeniach od razu bierze się za wykonanie zadania.
Kraven – Skoro
grozi nam prowokacja, to chcę mieć zaufanych ludzi w Szczecinie.
Szkoda, że nie mogę wysłać tam Szakala, ale na niego akurat nie mam
wpływu.
Yamato Konoe – Nikt nie ma na niego wpływu.
(Koniec materiału filmowego. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Oczywiście, że nikt nie ma wpływu na wspaniałego senatora!
Jan Kowalski – A paprotka?
Tony Hogański – Zadajesz podchwytliwe pytania, to niegodne.
Jan Kowalski – Niegodne? Dlaczego?
Tony Hogański – Tosterowi nie zadaje się takich pytań.
Jan Kowalski – Jasne.
(Znajdujemy się poza obrębem
hali. Jest wczesny poranek, mieszkańcy Port Villa udają się powoli do
pracy, chociaż większość chyba wybrała się do hali, gdzie odbywa się
Wrestlepalooza. Znajdujemy się na jednej z ulic, która raczej nie może
pochwalić się swoją wielkomiejskością, bo stolica Vanuatu to raczej
mała mieścina. Obok hydrantu w barwach narodowych Vanuatu, czyli
czerwonym, zielonym, żółtym i czarnym stoi Vaclav. Obok niego półklęczy
jakiś śniady chłopak z wielką beczką na plecach.)
Vaclav (biorąc łyka Perły) – Jesteś moim tragarzem. Wynająłem cię byś nosił za mną Perłę, bo na tym zadupiu pewnie nawet piwa nie macie.
Chłopak nic nie odpowiada, bo
nie potrafi mówić po polsku. To mało ważne w tej chwili, bo na ulicę
wjeżdża sympatyczny jeep w barwach Vanuatu, z którego wysiada bardzo
opalony mężczyzna.
Vaclav – Ty natomiast, rozkoszny dziwolągu, jesteś moim przewodnikiem jak rozumiem?
Przewodnik – Tak, panie Vaclavie.
Vaclav – To jedziemy. Czas pozwiedzać to zapomniane przez Boga miejsce. (W kieszeni Vaclava odzywa się telefon, który Mecenas Ekstremy odbiera. Dzwonek jest rzecz jasna bardzo piwny.) Halo? Jaka Agnieszka? Dział kadr? Gdzie jestem i dlaczego nie w hali? W dupie mam to całe Vanuatu wasze! (Heel heat na arenie.)
Zadzwoń do mnie kilkanaście minut przed moją walką. Nie będę tracił
czasu by przebywać w tej śmierdzącej hali. Cześć i uważaj, bo cię
zgwałcę. (Koniec rozmowy.) Jedziemy?
Przewodnik (lekko przerażony) – Tak.
Vaclav – Nie bój się, mężczyzn nie gwałcę.
Przewodnik – Dziękuję, ulżyło mi.
Vaclav – To idź do kibla. No dobra, jedziemy.
Wszyscy pakują się do jeepa. Chłopiec-tragarz też chce, ale Mecenas powstrzymuje go.
Vaclav – A
ty gdzie? Wynająłem cię na tragarza, a oni z definicji chodzą. Będziesz
biegł za samochodem. Tylko nie bądź wolny i nie wstrząśnij Perły za
mocno.
(Tragarz robi smutną minę, bo chyba pojął, co go czeka. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Dlaczego pokazują nam tego Judasza? On powinien być wykreślony z historii polskiego wrestlingu.
Jan Kowalski – Ale nie będzie. Vaclav przez te wszystkie lata wyrobił już sobie markę, można śmiało powiedzieć, że przeszedł do historii.
Tony Hogański – Powinniśmy utopić go w szambie.
Jan Kowalski – Spróbuj.
(Toster chyba nie spróbuje, bo
trafiamy w zupełnie inne miejsce. Zaplecza w vanuatańskiej hali są
takie jak wszędzie, nie różnią się niczym szczególnym od tych znanych
nam z poprzednich gal, no może korytarze są bardziej wąskie. Jest to
mały problem dla Franko, który szeroki w barach próbuje z gracją
poruszać się po zapleczu. Towarzyszy mu rzecz jasna Helenka. Po chwili
wtaczają się do swojej szatni, która też jest trochę ciasna.)
Franko – Gdzie Bidam?
Helenka – Mówił, że ma ważne spotkanie w jakimś klubie.
Franko – On zawsze gdzieś się wkręci.
Helenka – Taki już jego urok.
Franko – Chciałbym jednak wiedzieć przeciwko komu będziemy dzisiaj bronili naszych pasów.
Helenka (rozochocona) – Ja! Ja! Ja to zrobię!
Franko – Co ty?
Helenka – Ja się dowiem. Pójdę na przeszpiegi. Będę tajną agentką.
Franko – Ale po co?
Helenka – Też chciałabym mieć jakąś aktywną rolę. No proszę, daj mi taką tajną misję do wykonania.
Franko (wzruszając masywnymi ramionami, co w ciasnej szatni nie jest łatwe) – Dobrze, jak tam chcesz. Skoro chcesz czuć się potrzebna, to proszę bardzo.
Helenka – Super. To ja idę się przebrać.
Franko – A jesteś pewna, że zdążysz z tą tajną misją wyrobić się dzisiaj?
Helenka – Bardzo zabawne!
(Franko nic nie odpowiada, tylko siada na małej kanapie. Jego towarzyszka znika w garderobie.)
Jan Kowalski – Franko to porządny gość. Na poprzedniej gali walczył jak równy z równym z SR-Crazy'm.
Tony Hogański – Nie przesadzajmy. Starał się, ale to za mało.
Jan Kowalski – Być może na Kwietniowej Anarchii pójdzie mu lepiej. Kto wie, może patrzymy na przyszłego EWF World Champa?
Tony Hogański – Masz
wyobraźnie bujną jak broda Karola Maksa. Franko to dobry zawodnik,
charyzmatyczny, pnący się w górę, ale żeby miał zostać World Champem?
Nie Janku, przy całym moim szacunku do niego, ja tego po prostu nie
widzę.
Jan Kowalski – To załóż okulary.
(Tak oto przenieśliśmy się na
zaplecze, gdzie znowu będzie działo się coś ważnego. Zawsze się tak
dzieje, inaczej po prostu byśmy się tu nie przenosili. Korytarz
przemierza najbardziej patriotyczna kompania w historii Extreme
Wrestling Federation, czyli obecnie nam panujący EWF Daemusin Champion
Żubr, a także jego towarzysze Michał i Andrzej albo Andrzej i Michał.)
Żubr – Tak oto dobiliśmy do kolejnej gali. Kolejne wyzwania stają przed nami, kolejne zmagania o wolną i niepodległą Polskę.
Michał – Polska na zawsze w naszych sercach, nawet na obczyźnie!
Żubr – Najgorsze
jest to, że nie bardzo wiadomo z kim walczymy. Do każdego przeciwnika
trzeba bowiem dostosować się w sposób narodowy. Inaczej walczy się z
Rosjaninem, inaczej z Żydem, a jeszcze inaczej z Niemcem. To podstawy
nacjonalistycznego i narodowego wrestlingu.
Andrzej – Proponuję byśmy w największych miastach Polski otworzyli właśnie takie szkoły - "Narodowy Wrestling imienia Romana Dmowskiego".
Żubr – Czy w Ruchu Narodowym wszystko musi być imienia Romana Dmowskiego?
Michał – A kogo innego?
Andrzej – Nie wiem, ale może masz
rację. Znajdziemy kogoś innego, to na razie tylko taki wstępny projekt.
Przede wszystkim chodzi o to, by tworzyć kadry. W każdym piastowskim
grodzie powstałaby jedna szkółka, a jej adepci po kilku latach
zasililiby szeregi EWF, gdzie wsparliby nasza misję.
Żubr – To dobry pomysł. Warto by go przedyskutować.
Nagle, bo w EWF przecież wszystko dzieje się nagle, za plecami członków drużyny narodowej rozlega się głos.
Głos – Niedoczekanie wasze!
Żubr, Michał i Andrzej
odwracają się by sprawdzić któż to śmiał się odezwać. Okazuje się, że
jest to Mister Nalep, jeden ze stażystów SR-Crazy'ego.
Mister Nalep – Szeregi
EWF mogą zasilać jedynie stażyści SR-Crazy'ego! To on nas wychowuje
byśmy osiągnęli sukces, a nie wy, przebrzydli narodowcy.
Żubr – Kto to jest?
Mister Nalep – Jestem stażystą i udowodnię wam, że niczego nie potraficie.
Żubr – Tak? To stawaj do walki tu i teraz. Rzucam na szalę swój EWF Daemusin title.
Michał – Czy to rozsądne? Walczyć tak od razu? Bez przygotowania?
Mister Nalep (niepewnie) – Właśnie!
Żubr – Prawdziwy Polak jest zawsze gotowy do walki i zawsze napierdala na pełnej kurwie. Walcz!
Mister Nalep – Niech tak będzie. Stażystów siła!!!
(Czas na walkę!)
EWF Daemusin Championship:
Backstage Brawl:
Mister Nalep vs Żubr (c.)
Jan Kowalski – Czeka nas zupełnie niezapowiedziana walka!
Tony Hogański – Jak się cieszę. Cenię Żubra, ale ten jego przeciwnik to jakaś popierdółka.
Jan Kowalski – To zawodnik ze szkoły SR-Crazy'ego.
Tony Hogański – Przecież on ich nie szkoli! To są jego służący!
Pojawia się Dark Sędzia, który zawsze jest arbitrem w tego typu
pojedynkach. Michał i Andrzej odchodzą na bok, bo to honorowi
zawodnicy, oni nie interweniują w walkach, tylko pozwalają swemu
wodzowi samodzielnie je wygrywać. Trwa krótka rozgrzewka, po czym Dark
Sędzia daje sygnał do rozpoczęcia. Żubr od razu powala Mister Nalepa
Clotheslinem. Ten pada na posadzkę bardzo efektownie i zaczyna zwijać
się z bólu, bo był w Barcelonie, gdzie uczą tego typu sztuczek
aktorskich, zwłaszcza jeśli chodzi o sporty. Ostatni Sarmata od razu
podnosi przeciwnika, ale jego powrót do pionu nie trwał długo, bo
Żubrzasty zrobił to tylko po to by szybko powalić rywala na posadzkę
bardzo skutecznym DDT. To musiało boleć, bo Nalep znów zwija się z
bólu. EWF Daemusin Champion znów pomaga rywalowi wstać... ale ten
niespodziewanie aplikuje mu Low Blowa! A to niecny typ! Czyżby Nalep
wyznawał zasadę "więcej niż klub, więcej niż staż, bij rywali po
jajach"? Trzeba uczciwie przyznać, że jeśli DDT bolało, to Low Blow na
pewno zabolał jeszcze bardziej. Żubr zwija się z bólu, a Michał i
Andrzej zaczynają rozmyślać nad przyrostem naturalnym w Polsce.
Stażysta SR-Crazy'ego od razu przechodzi do kontrataku. Zauważa oparte
o ścianę krzesło, chwyta je... i powoli czeka aż jego rywal podniesie
się. Żubr to twardy zawodnik, więc w końcu wstaje.... ale tylko po to
by po krótkiej chwili powrócić na posadzkę, po otrzymaniu potężnego
chair-shota prosto w twarz!
Jan Kowalski – Popierdółka powiadasz?
Tony Hogański – To przypadek Janku. Tu naprawdę nic się nie wydarzy. Zwycięstwo Żubra jest niczym niezagrożone.
Jan Kowalski – Jeszcze się przekonamy.
Mister Nalep uśmiecha się, odmawia jakąś modlitwę do Dark Avengera i
SR-Crazy'ego razem wziętych, po czym znów pomaga rywalowi wstać, chwyta
go za kark i z wielkim impetem, choć również trudem, bo Żubr to potężny
i wielki gościu, próbuje wrzucić go prosto na jakieś pobliskie drzwi.
Ta sztuka mu się zupełnie nie udaje, bo chociaż faktycznie udało mu się
wepchnąć rywala wprost na nie, to ten zaparł się rękoma o ścianę i w
zasadzie to nic się nie stało. Nalep nie zraża się i od razu atakuje
rywala ze Splashem, ale ten ze zwierzęco-patriotyczną gracją odsuwa się
i Nalep wpada prosto na drzwi. Te rzecz jasna nie wytrzymują naporu
jego znajdującego się na stażu ciała i zawodnik
wpada prosto do jakiejś szatni!! W szatni nikogo nie ma, panuje
ciemność. Żubr momentalnie wchodzi tam za nim. Podnosi go, po czym
wrzuca prosto na jakieś lustro, które rozbija się, a kawałki szkła
radośnie zaczynają sterczeć z ciała Mister Nalepa!! (EWF! EWF! EWF!)
Żubr brutalnie zaczyna okopywać przeciwnika, widać, że ma już dość tej
zabawy, bo po chwili podnosi go, po czym wykonuje swój kończący Patria
Bomb [Ricola bomb]!!! Pin.........1...........2...........3! (Zwycięzcą i nadal EWF Daemusin Champem jest: Żubr!)
Tony Hogański – Widzisz? A nie mówiłem?
Jan Kowalski – Mówiłeś.
Tony Hogański – Miałem rację?
Jan Kowalski – Miałeś.
Żubr wstaje, otrzepuje się z niewidzialnego kurzu - w sposób
patriotyczny rzecz jasna - a Dark Sędzia wręcza mu jego świeżo
wybroniony EWF Daemusin title. Żubr i Andrzej wpadają do opuszczonej
szatni z polską flagą i rozpoczyna się świętowanie.
Tony Hogański – To fajne chłopaki są. Zrobią kiedyś karierę.
Jan Kowalski – Już robią.
Tony Hogański – W sumie to prawda. Niech zajdą w EWF jak najdalej.
(Po tej nieoczekiwanej i
niespodziewanej walce czas powrócić na zaplecze. Znajdujemy się w
skromnej, ciasnawej, ale bogato zdobionej w lokalne motywy ludowe
szatni. To właśnie tu przebywa The Chickasaw, pierwszy indiański
zawodnik w dziejach polskiego wrestlingu. Towarzyszy mu rzecz jasna
powabna Mia.)
Mia – Jimmy, kolejna gala, a ty nadal...
The Chickasaw – Nadal co?
Mia – Nadal nie wygrałeś żadnego pasa, żadnego trofeum.
The Chickasaw – Może i nie wygrałem, ale mam wiele innych sukcesów na koncie.
Mia – Na przykład jakich?
The Chickasaw – Kto
wyeliminował z EWF największe szczury i odchody tego biznesu? Franz,
Gregor Cordial, Fergus Lumsden, Thornpike. Lista jest długa, a co ważne
z gali na galę rośnie.
Mia – To za mało. Na Kwietniowej Anarchii powinieneś walczyć o jakiś pas.
The Chickasaw – Powinienem?
Mia – Zdecydowanie.
The Chickasaw – Ja nawet nie wiem z kim walczę na tej gali.
W tym momencie słychać pukanie
do drzwi i w szatni pojawia się Tamara Ostrowska. W EWF wszystko jest
zsynchronizowane, bo wyobraźmy sobie, gdyby wszystko trwało po
kilkanaście-kilkadziesiąt minut, takie gadaniny i pieprzenia o
głupotach, a wszystko bez konkretów - gala trwałaby wtedy chyba kilka
godzin. Teraz natomiast wszystko jest mniej lub bardziej jasne i
klarowne.
Tamara Ostrowska – Ubierać się, za kilkanaście minut walka.
Mia (kurtyzańsko urażona) – Przecież jestem ubrana!
Tamara Ostrowska – Chodziło mi o przygotowania do walki.
The Chickasaw – Ale z kim ta walka?
Mia – Z Robertem Forlanim.
The Chickasaw – Woooooooooooo!
(Wszystko jasne, więc nie ma tu czego szukać. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Znamy więc pierwszą, bo potyczki Żubra i Nalepa nie liczę, walkę tego wieczora. The Chickasaw kontra Robert Forlani.
Tony Hogański – W
ten sposób EWF promuje swój produkt w Oceanii? Chickasaw jest ciekawą
postacią, ale żeby katować nas tego typu pojedynkami. Kto to wymyślił?
Jan Kowalski – Myślę, że lepsze rzeczy zostawiamy na później.
Tony Hogański – Tak... jak tak dalej pójdzie, to my z tej Oceanii nigdy nie wrócimy. Całe EWF cholera weźmie.
Jan Kowalski – Masz jakieś czarne wizje.
Tony Hogański – Co? Avon wrócił do Polski, a innych murzynów w EWF chyba nie ma.
Jan Kowalski – Nie o to mi chodziło.
(Nam natomiast chodzi o to by
jak najszybciej odwiedzić zaplecze. Tam dzieją się zawsze ciekawe
rzeczy. Tak i zaiste jest tym razem, bo spotykamy tam wrestlera rodem z
Chińskiej Republiki Ludowej, czyli Won Weia, któremu towarzyszy Vesna
Obrenowić, czyli reporterka.)
Vesna Obrenowić – Drogi Weiu... mogę do ciebie tak mówić?
Won Wei – Wei to nazwisko, Won to imię.
Vesna Obrenowić – Dlaczego tak na odwyrtkę?
Won Wei – Na co?
Vesna Obrenowić – No, na odwrót.
Won Wei – Taki azjatycki zwyczaj. To u nas popularne.
Vesna Obrenowić – A dlaczego Yamato Konoe to w EWF Yamato Konoe, a nie Konoe Yamato?
Won Wei – Nie wiem, nie znam go, widać indywidualny wybór. Nie mnie się z nim równać czy mierzyć.
Vesna Obrenowić – Bo nie przeprosił za Nankin?
Won Wei – Nie chcę w to wnikać.
Vesna Obrenowić – No tak, racja. Pierwsze pytanie - kim chciałbyś zostać w przyszłości?
Won Wei – Wrestlerem...
Vesna Obrenowić – Lepszym niż teraz?
Won Wei – Zdecydowanie.
Vesna Obrenowić – Wygrywającym pasy i trofea?
Won Wei – Tak.
Vesna Obrenowić – W EWF?
Won Wei – Tak, taki mam zamiar, taką mam nadzieję.
Vesna Obrenowić – Dziś natomiast nie wiesz jeszcze, kto będzie twoim rywalem. Na pewno raczej nie The Chickasaw, na pewno nie Robert Forlani.
Won Wei – To prawda, ale mimo to mam nadzieję na jakiś sukces.
Vesna Obrenowić – Sukces?
Won Wei – Ciekawa
walka z ciekawym rywalem też będzie swoistym sukcesem. Wymagający rywal
z wyższej półki, a najlepiej jeszcze utytułowany jest też takim
swoistym sukcesem. Młody zawodnik u progu kariery, taki jak ja, mógłby
sprawdzić swoje umiejętności, poprawić się, podpatrzeć co nieco i tak
dalej. To byłaby okazja do nauki i stają się lepszym zawodnikiem.
Vesna Obrenowić – To może walka o pasy drużynowe?
Won Wei – Jeżeli EWF przydzieli mi godnego partnera, to dlaczego by nie? Z wielką chęcią.
Vesna Obrenowić – Dziękuję za wywiad i życzę powodzenia.
(Kto życzy, ten życzy, a kto nie, ten nie. Wracamy na arenę.)
Jan Kowalski – Co za dobrze ułożony młody człowiek.
Tony Hogański – Ciepłe kluchy, tacy grzeczni sukcesów w EWF nie osiągają.
Jan Kowalski – Nie?
Tony Hogański – Nie, nie przypominam sobie nikogo.
Jan Kowalski – A Jupiter?
Tony Hogański – On wszystkich wkurwiał.
(Jesteśmy na korytarzu, gdzie
Michał i Andrzej próbują podrzucać Żubra by w ten sposób uczcić jego
zwycięstwo nad Nalepem, ale im się to nie udaje, bo Daemusin Champion
jest za ciężki. Idą więc na kompromis i z radością podrzucają portret
Romana Dmowskiego. Ten
patriotyczny moment zostaje przerwany pojawieniem się Agnieszki Sorel,
która szefuje działem kadr, a od czasu do czasu wykonuje też inne
zlecenia administracyjne.)
Agnieszka Sorel – EWF gratuluje zwycięstwa.
Żubr – Dziękuję.
Agnieszka Sorel – W
ramach wspierania młodych talentów i współpracując wraz z Instytutem
Pamięci Narodowej w programie promocji młodych patriotów przynoszę
interesujące wiadomości.
Michał – Nową książkę Zyzaka?
Andrzej – Zamknij się.
Agnieszka Sorel – Mówiąc
krótko, jesteś EWF Daemusin Champem, a zbliża się Kwietniowa Anarchia
VII. Otrzymujesz zezwolenie samodzielnego wybrania rywala na
nadchodzącą galę. Przeciwników będzie dwóch, jednego wyłonimy w sposób
tradycyjny, drugiego wybrać możesz sam.
Żubr – Doceniam to.
(To chyba wszystko, bo wracamy na ring.)
Tony Hogański – Patriotyzm trzeba wspierać.
Jan Kowalski – Tak. Żubr to dobry gość, zasługuje na wiele.
Tony Hogański – Amen.
(Czas
na materiał filmowy prezentujący wydarzenia odbywające się poza terenem
hali. Wiemy już, że nie ma w niej Vaclava, bo zwiedza on świat. Kto
jeszcze zdecydował się by spędzić tę galę poza obrębem hali? Znajdujemy
się na jednej z ulic stolicy Vanuatu. Świeci piękne, poranne słońce.
Ulicami przechadzają mieszkańcy, a także charakterystyczne iguany.
Znajdujemy się przed pięknym budynkiem z wywieszoną tablicą promocyjną "Senator Club". Można chyba podejrzewać, co też znajduje się w środku. Gustownie urządzone wnętrze
w stylu angielskiego klubu dla dżentelmenów połączone zostało z
estetyką kolonialną, znaną chociażby z Ameryki Łacińskiej. Do
miejscowych notabli, dziwnie wyglądających w garniturach, przemawia
senator Szakal.)
Szakal – Cieszę się kurwa, że mogę być wśród was i zainaugurować działalność pierwszego na świecie klubu senatora!
Entuzjazm zebranych.
Szakal – To
elitarne miejsce kurwa dla elitarnych ludzi, a przede wszystkim takie,
gdzie senatorowie z całego świata mogą się spotkać i porozmawiać. Ilu
jest wśród was senatorów?
Zgłasza się jeden. Ubrany w elegancki, biały garnitur, o azjatyckich rysach twarzy... dziwnie znajomy... to... Bidam!
Szakal – Jak miło spotkać kolegę po fachu.
Jak widać Łysy nie rozpoznał aktualnego EWF FTW Champa.
Szakal – Co tak kurwa milczysz. Jesteś wśród swoich, tzn. wśród mnie.
Bidam – Jestem wstydliwym senatorem.
Szakal – Co za pierdoły opowiadasz. (Grozi mu palcem.) Senator nie może być wstydliwy, zapamiętaj to sobie.
Bidam – Dziękuję za radę.
Szakal – Od jak dawna jesteś senatorem kurwa?
Bidam (zawstydzony) – Od zeszłego roku zaledwie.
Szakal – To młody węgorz jesteś jeszcze, kurwa pisklę rzekłbym nawet. Napijmy się kawy, na koszt klubu. Co ty na to?
Bidam – Dziękuję. Senator pozwoli, że skosztujemy miejscowej kawy.
Szakal – Robicie tu kawę?
Bidam – Vanuatu jest znane ze swojej kawy kawy.
Szakal – Jąkasz się kurwa? Widzę, że standardy senatorskie u was niskie, ale nie martw się! (Klepie jowialnie Bidama po plecach.) Nauczę cię kilku trików. Masz paprotkę?
Bidam (znów zawstydzony) – Nie.
Szakal (chwyta się za łysinę) – Jak ty nic nie wiesz o senatorowaniu! (Krzywym i łysym okiem pogląda na resztę zebranych, którzy przyglądają się i przysłuchują całej konwersacji.)
A wy nie macie kurwa nic do roboty? To elegancki lokal, zajmijcie się
czymś. Jak tak kurwa stoicie i się nie ruszacie, to postronnym widzom
może się wydawać, że to nudne miejsce. A to kurwa nieprawda!
(Prawdziwy senator i udawany
senator ruszają w stronę baru, gdzie napiją się kawy. My ruszamy w
stronę ringu, gdzie spotkamy naszych komentatorów.)
Tony Hogański – Mistrzu! To jakaś pułapka! On nie jest senatorem! To Bidam, niebezpieczny typ!
Jan Kowalski – Czy Szakal jest takim ignorantem, że nie poznał Bidama?
Tony Hogański – Mistrz
ma wiele spraw na głowie, nie musi rozpoznawać mało ważnych ludzi.
Istotne jest natomiast by nie pomylił królowej angielskiej z właścicielką największego
burdelu w Gwatemali i już. Od reszty to on ma ludzi, na przykład
Józefa, no ale ten dzisiaj w Polsce, pilnuje interesu przed zakusami
Castro.
Jan Kowalski – Szakal nie wie, że na Vanuatu nie ma senatu?
Tony Hogański – Mistrz
zakłada pewnie, że taki genialny wynalazek jak senat i tak szanowana
funkcja jak senator występują na każdym zakątku kuli ziemskiej.
Jan Kowalski – No tak, jasne. Zapomniałem, że umysł Szakala działa w sposób specyficzny.
(Tak na szybko przenosimy się
do szatni Franko. Siedzi on na małej kanapie i chyba nie jest mu
wygodnie, bo nawet kolana mu przeszkadzają w spokojnym relaksie. EWF
Evolution Champion czyta spokojnie gazetę, to chyba jakaś miejscowa
prasa, na pewno podają tam wiele ciekawych informacji. Z pobliskiej
garderoby dobiega głos Helenki.)
Głos Helenki – Czy czerń to najlepszy kolor do tajnych misji?
Franko (szukając sportu w gazecie) – Wśród murzynów będziesz się świetnie maskować.
Głos Helenki – Co powiedziałeś? A może to zbyt banalne? Może wszyscy spodziewają się, że wybiorę czerń...
Franko – Dobrze kombinujesz, ale czy zdążysz dzisiaj?
Głos Helenki – Tak, tak.
(Rzeźnik nie jest, co do tego wcale taki pewien. My też nie, więc wracamy na ring.)
Tony Hogański – Pełna chata.
Jan Kowalski – Co?
Tony Hogański – Nic, takie pierwsze skojarzenie. Albo mam lepsze - "Matki, żony i kochanki". Masz tę piosenkę w głowie?
Jan Kowalski – Nie.
Tony Hogański – No to trzeba to komuś sprzedać jako entrance theme. Czekaj, zadzwonię do realizatorki. (Toster wyciąga swoją komórkę i rozpoczyna konwersację.)
Słyszałeś, co powiedziałem? Załatwisz to? Nie obchodzi mnie dla kogo.
Da radę dla Vacdupy? Nie? Szkoda, ale postarasz się, ok? No dobra,
cześć, do-zobaczenia. (Koniec rozmowy.) Załatwione.
Jan Kowalski – Twoje pomysły mnie czasem przerażają.
(Tym
razem nie przenosimy się ani na zaplecze ani poza obręb hali. W
zasadzie to opuszczamy Vanuatu i trafiamy prosto do Polski. Jak wiadomo
w Szczecinie znajduje się siedziba główna EWF Corporation na Polskę. W
pięknym biurowcu, wynajmowanym rzecz jasna, działa centrala Extreme
Wrestling Federation. EWF to bowiem nie tylko Wrestlepaloozy, ale też
inne formy działalności, m.in. mniejsze gale, szkółki wrestlingowe,
programy wspierania emerytowanych wrestlerów itp. itd., a to wszystko
dzieje się właśnie tu. Z jakiegoś powodu przed budynkiem pojawiły się
policyjne barykady, a ulica blokowana jest przez stale gęstniejący
tłum. Na jego czele widzimy Felipe Castro, któremu towarzyszą m.in.
Dagmara Zielińska i Aleksandr Nazaretian.)
Felipe Castro – Dziś rozstrzygnie się wszystko.
Aleksandr Nazaretian – Kolejna pikieta?
Felipe Castro – To
będzie masowy protest przeciwko zbrodniczej działalności EWF.
Spodziewam się tysięcy osób, nawet w tej chwili dowozimy ich z Warszawy.
Dagmara Zielińska – A gdzie Franciszek Rokossowski?
Felipe Castro – W Warszawie, załatwia nam specjalną bullę, ale o tym później.
Aleksandr Nazaretian – Nie wiedziałem, że będzie protest. Przygotowałbym ulotki.
Felipe Castro – Nie potrzeba nam dziś ulotek. (Uśmiecha się złowieszczo.) Tłum będzie wielki, a taki tłum... trudno kontrolować, prawda?
Dagmara Zielińska – Na szczęście jest policja.
Faktycznie, jest tu aż czterech funkcjonariuszy policji.
Dagmara Zielińska – Trochę ich mało.
Felipe Castro – Mamy zielone światło z Warszawy. Cała wierchuszka EWF wyjechała zagranicę, a tu... (Wskazuje na siedzibę EWF Corporation.) Jest wszystko....
Aleksandr Nazaretian – Wszystko?
Felipe Castro – Nie czas na tłumaczenia. Muszę się przygotować do mojej przemowy.
(Koniec materiału filmowego.)
Jan Kowalski – Co on planuje?
Tony Hogański – Nie wiem, ale na pewno nic dobrego.
Jan Kowalski – Mam nadzieję, że nie obrzucą budynku jajami. Szkoda kur i jedzenia.
Tony Hogański – Mistrz dostałby kurwicy, jak on nie lubi brudnych szyb.
Jan Kowalski – To może zainteresuje go fakt, że czas na walkę.
Tony Hogański – Nie sądzę. Mistrz bywa czasem słabo zainteresowany swoimi własnymi walkami.
Robert Forlani vs The Chickasaw
Czas
na pierwszą walkę wieczoru. Powinien zacząć grać włoski theme, czyli
Jan Wayne – “Because the Night Belongs to Lovers”, ale zamiast tego
rozlega się pieśń z popularnego niegdyś polskiego serialu obyczajowego
o wzruszającej nazwie "Matki, żony i kochanki".
Dziwi to Polaków, ale mieszkańców Vanuatu nie, bo oni i tak niczego nie
rozumieją. Warto zauważyć, że puszczona została wersja z taśmy, bo
Vanuatu Band nie był zupełnie na to przygotowany. Spod FeliXtronu
wychodzi lekko zaskoczony zmianą themu
Robert Forleni, czyli wrestler rodem z Italii. W ręku trzyma włoską
flagę i powoli wchodzi na ring.
Tony Hogański – Mogę zamówić u niego pizzę?
Odpowiedzi na to pytanie nie
poznajemy, bo zaczyna grać "Tom Sawyer" kapeli Rush, a na trybunach
odzywa się głośne "Wooooooooo!", co jest chyba indiańskim pozdrowieniem
godowym. Indianie, Polinezyjczycy, Melanezyjczycy i inni to jedna
wielka rodzina, więc wejście na ring The Chickasawa witane jest z
wielkim entuzjazmem. Towarzyszy mu rzecz jasna Mia. Jimmy wchodzi na
matę, gdzie rozpoczyna krótką rozgrzewkę. Robert Forlani spogląda na
niego niczym groźny, włoski kucharz.
Tony Hogański – EWF nas rozpieszcza.
Jan Kowalski – Dlaczego?
Tony Hogański – Takie wspaniałe walki nam serwuje.
Jan Kowalski – Twoje ironiczne uwagi zaczynają być już powoli nudne, zresztą powtarzasz się Tony.
Toster chętnie by coś odpowiedział, ale Lech Grudziński, czyli sędzia tego spotkania był szybszy. Na ringu rozbrzmiewa
gong i walka o zasięgu międzynarodowym rozpoczyna się! Wyższy i cięższy
Robert Forlani rzuca się do nóg rywala z celem obalenia, ale Indianin
robi fachowego strafea w bok. Za taką łapczywość Włocha spotyka kara w
postaci Elbow dropa na kręgosłup. The Chickasaw kontynuuje ofensywę
wydzielając przeciwnikowi kilka kolejnych uderzeń łokciem by zakończyć
combosa Leg dropem. Zadowolony z siebie czerwonoskóry tanutuje do
publiczności. Zbyt wczesna to radość jednak gdyż obolały lowelas
rezydujący w Gdańsku zdążył się podnieść i mocarnym punchem w plecy
powalić go na ziemie. Następne kilka sekund upływa mu na okopywaniu
Chickasawa, którego nie wiadomo dlaczego Vaclav nazywa Chickensawem i raczeniu go mieszanką wulgaryzmów w dwóch językach. Ku
uciesze własnej pomaga wstać rdzennemu mieszkańcowi Ameryki Północnej i
posyła go whipem na liny od których nieszczęśnik się odbija nadziewając
się na potężnego Lariata!
Tony Hogański – To był Lariat.
Jan Kowalski – Czyżbyś miał jakieś ściągi na podorędziu? Po tylu latach zabierasz się faktycznie za komentowanie tego, co się dzieje na ringu?
Tony Hogański – Zaskoczyłem
się? Tak naprawdę to chciałem powiedzieć, że to lama, później zmieniłem
zdanie i miał być wariat, ale słowa są szybsze od myśli, a mój język to
już na pewno i wyszedł lariat. Nawet nie wiedziałem, że to nazwa ciosu.
Jan Kowalski – Człowiek uczy się całe życie.
Taki to był lariat! Wspaniały! Aż salto machnął do tyłu i wylądował
na
brzuchu. Zadowolony z siebie fan Fiorentiny schodzi do parteru i
aplikuje Chickensuckowi, jak to Indianina obraźliwie lubi nazywać
Vaclav, zdecydowanego Crossface'a! Czyżby tak wczesny koniec walki?
Zdaje się że Katrina's Lover zaraz odklepie... ale nie! Niesiony
nawoływaniem panny o imieniu Mia stara się wyjść z opresji poprzez
ropebreak. Ręką lin nie sięgnie, ale nogą dałoby radę gdyby włożyć w to
trochę wysiłku... Już prawie, prawie... jeszcze kilka centymetrów...
ale przy tym stęka! Jak prawdziwy Indianin ujeżdżający mustanga. Sięga,
sięga, sięga... i co? Jednak
nie, jego zacne stopy nie sięgają lin! A Robert F. wywiera coraz
większy nacisk na
jego twarz, aż plecy mu się zginają... Co skwapliwie wykorzystuje do i
ostatnim wysiłkiem przechyla się do tyłu obracając Florantiego, tak to
Vaclavowi mylą się nazwiska, bo w taki sposób określił biednego Włocha,
prosto na
plecy. Pin....1.....2.... kick out z tego prowizorycznego przyłożenia.
Tony Hogański – Popatrz, widziałem chyba psa na trybunach.
Jan Kowalski – To trzeci świat, w Peru na gali były lamy.
Tony Hogański – A ty miałeś papugę.
Jan Kowalski – Ty natomiast pająka.
Tony Hogański – Czyli wygrywam, a ty przegrałeś życie.
Obaj
wrestlerzy są już na nogach i tym razem to indianin wykazuje zdolności
ofensywne uderzając w przeciwnika dropkickiem! Impet był na tyle duży
że fana Fiorentiny wyrzuciło poza ring między środkową a górną liną.
Chickasawa łapię za tą ostatnią i wybija się w górę z zamiarem jakiegoś
high risk manouveru ale sprytny Robert odsuwa się na bok, co w locie
zmusza Indianina do bezpiecznego wylądowania na krawędzi ringu, co
tamten wykorzystuje pociągając go za nogę tak, że indianin uderza głową
w najtwardszą część kwadratowego pierścienia. Dumny z siebie Fioranti,
jak według Vaclava nazywa się Forlani,
dostrzega powabną towarzyszkę czerwonoskórego i zagaduje do niej
słowami Hey,
it’s me, Forlani! Ciekawe dlaczego po angielsku, a nie włosku. Addio
pomidory? Za słowami idą czyny i racząc ją gadką amanta Robert
zmierza w jej kierunku obiecując jej cielesne rozkosze i przekonanie
się jak to jest być z prawdziwym mężczyzną. Mia nie pozostaje
niewzruszona na te zaloty i włącza „wsteczny bieg” chcąc uniknąć
kontaktu fizycznego z adoratorem. Ten jednak jest nieustępliwy i podąża
za nią, by po przejściu za róg ringu zostać powalonym przez skaczącego
z krawędzi Indianina Swanton Splashem.
Tony Hogański – Vaclognój nie lubi pomidorów.
Jan Kowalski – Nie?
Tony Hogański – Dawno
temu mi kiedyś o tym powiedział. Wiesz, że on był stalkerem Wiesława
Michnikowskiego? Na szczęście do gwałtu nie doszło, ale podobno było
blisko.
Jan Kowalski – Powątpiewam w prawdziwość tej historii.
Tony Hogański – On lubi takich zmurszałych. Nie masz pojęcia, co próbował zrobić mumii Tutenchamona.
Czerwonoskóry The Chickasaw wskakuje
na barierki i poprawia Włochowi Moonsaultem. Ale za ringiem nie ma
możliwości wygrania walki, więc chcąc nie chcąc musi zaciągnąć rywala w
obszar wyściełany matą. Pomaga Robercikowi powstać i wrzuca go pod
najniższą liną, samemu meldując się na narożniku. Czeka aż lowelas
wstanie, co dzieje się dość szybko. Następnie kibic jakieś tam drużyny
piłkarskiej rozgląda się za rywalem. Serio, nie wiem jakiej, bo to
tylko piłka nożna – ktoś to ogląda jeszcze? Nie to co niezwykle
popularny sport jakim jest pro wrestling znany powszechnie jako pro
wrestling, w Japonii jako Puroresu a w Meksyku pod nazwą Lucha Liebre.
Gdy odwraca się w stronę Indianina ten skaczę na jego ramiona i
przymierza się do Hurricanrany, ale Florysta kontruje w Powerbomba!
Pin....1.....2.....2,5! Kick out! Zirytowany kochanek swej dłoni podnosi rywala,
wymierza mu kilka kolanek w brzuch i wynosi do Italian Slam [Sitdown
Suplex Slam]! Hop do góry, ale Indianin ześlizguje się za jego plecy i
obraca, by samemu zadać stiffowy kopniak w brzuch.... łapie go w pasie i
wynosi do góry.... Chickasaw Piledriver [Package Piledriver]!!! Pin.......1...........2.........3! (Zwycięzcą jest: The Chickasaw!)
Jan Kowalski – Chyba bez zaskoczenia. Wygrywa faworyt.
Tony Hogański – Dobrze, że nie drzeworyt.
Jan Kowalski – Tony, piłeś coś dzisiaj?
Tony Hogański – Tylko miejscową kawę.
Mia wpada na ring i rozpoczyna świętowanie razem z Chickasawem.
Świętują, świętują aż do upadłego tchu. Tylko żeby jakiegoś porno na
ringu nie zrobili. Ufff, nie zrobią, bo schodzą z niego. Może w drodze
za kulisy? Też nie, bo tylko pozdrawiają wiwatujący tłum, po czym
znikają pod FeliXtronem.
Jan Kowalski – W ten sposób zakończyliśmy drugą walkę dzisiejszego wieczora.
Tony Hogański – Jeszcze trochę nam zostało. Jak to przetrwamy?
Jan Kowalski – Dla mnie każda walka jest wielkim świętem. Doceniaj je, bo nie znasz dnia ani godziny, gdy EWF cholera weźmie.
Tony Hogański – EWF to ja.
(Powiedział Toster, co wiedział. Przenosimy się na backstage,
a dokładniej na jeden z korytarzy. Tu słychać ogólne hałasy i krzyki
dobiegające z jednej z szatni. Na korytarzy widzimy Smelę, który w
spokoju pałaszuje kebaba w wersji Vanuatu. Jednak po chwili podnosi
głowę i nasłuchuję.... Smela zrozumiał, że Ojczyzna w
niebezpieczeństwie! Mózg Smeli wydał polecenie by zaciągnąć się do
Korpusu imienia Feliksa Dzierżyńskiego i ruszyć, niczym zakochany w
rewolucji sankiulot, na obronę szatni Mentora. Stamtąd właśnie
dochodziły niepokojące hałasy! Nasz przyjacielsko wyglądający członek
Trzódki wpadł do szatni uzbrojony jedynie w sos czosnkowy. Na swoje
szczęście nie musiał go używać, bo scena dramatu wyglądała następująco.
Na swoim przenośnym tronie siedział SR-Crazy, po swojej prawicy miał
członków noszących tron, czyli Cris Banito i Diego Huarez okładających
się plastikowymi mieczami. Po lewej stronie natomiast włączony był
telewizor na którym wyświetlano film "Potop" w reżyserii Jerzego
Hoffmana.)
Smela –
La Crazy est en danger?
Pod wpływem brutalnego ciosu
plastikowym mieczem w wykonaniu Huareza, Banito pada na posadzkę i
zamaszyście porusza plastikowym wąsem.
SR-Crazy
(patrząc na stażystów) –
Jak ty to sobie wyobrażasz... ty...
miałeś przegrać z Kmicicem... gnoju! A ty Babinicz... jak chcesz być
Babiniczem jak zabijasz bohatera Pana Wołodyjowskiego, przez ciebie
Sienkiewicz nie ma co pisać. Ty wiesz ile on przygotowywał się do roli
Oleńki!
Diego Huarez –
Zawsze chciał powiedzieć "Mój ci on jest"!
SR-Crazy –
Debilu, idioto, czy ktoś was na tym stażu czegoś uczy? Nie ta książka baranie. Miszka wybatoż ich później.
Miszka –
Tak jest!
SR-Crazy –
A ty Smelkuś co tu wbiegłeś taki przestraszony? Chciałbyś
mieć rolę w moim dramacie Potopu. Przydałbyś się, ta banda debili nie
nadaje się nawet na rolę kolubryny, a co dopiero do wystawienia
dramatu. Na następnym raucie planuje wystawić takie przedstawienie,
moja wizja Potopu... ale te debile się do niczego nie nadają. Ach gdzie
jesteś mój Olbrychski... ach gdzie jesteś moja panno Braunek!
Miszka –
Fajną dupę zawsze można znaleźć, ale z męskimi postaciami to często...
SR-Crazy
(machnął ręką) –
Ech pozostaje nam znowu szukać dziwnych pomysłów na raut... chciałem uniknąć klauna Freda.
Miszka –
Dzwonić po niego?
SR-Crazy –
Ktoś musi rozbawić moich towarzyszy z Komunistycznej Partii Chin.
Smela –
Mistrzu, mistrz jak zawsze o rautach, a tu przecież walki, pasy, spory w Związku Wrestlerów Polskich!
SR-Crazy –
Spory i skargi rozstrzygam między 8-10 godziną każdego dnia,
niczym dobry Franciszek Józef. Wystarczy złożyć wniosek do mojej
kancelarii i droga wolna.
Smela –
Mistrzu, ale ty nie masz kancelarii.
SR-Crazy
(robi zszokowaną minę) –
To
teraz właśnie się dowiedziałem, dlaczego nikt nie
przychodzi i nie prosi mnie o posłuchanie. Dlaczego się nie anonsują,
nie składają listów uwierzytelniających, biletów wizytyowych i takich
tam. Czemu nie mam własnej kancelarii? To jest coś, co trzeba
szybko naprawić.
Smela –
Ale Mistrzu...
SR-Crazy –
Znaj priorytety, a z resztą, patrz jak on się rusza...
(Wskazuje na Olbrychskiego w telewizji.) Widzicie to? (Patrzy wymownie
na stażystów.) Uczcie się, gnomy.
Gnomy ruszają do nauki, a będą to robić w sąsiednim pomieszczeniu.
Smela –
Mistrzu, ale trzeba omówić sprawy dzisiejszej gali.
SR-Crazy –
Gala nie gęś, ona się sama nie wytopi. Z kim walczę?
Smela –
Nie wiadomo.
SR-Crazy –
To jakiś Japończyk? Nie znam go.
Smela –
Nie, w sensie, że mają ustalić to później.
Nagle zza ściany słychać jakieś jęki.
SR-Crazy
(spogląda na zegarek)
–
Dobry Miszka, batoży stażystów przed drugim śniadaniem. Zawsze
powtarzałem - kawa z rana jak śmietana, a batożenie z rana jak zaloty
bociana.
Smela –
Mentorze, to nie ma sensu.
SR-Crazy –
Bo widzisz. Stażyści są jak bociany i robią zaloty. Idź i patrz, albo przebierz mi Nalepa za bociana.
Smela –
Nalepa nie ma. Wysłał go mentor na zakupy i jeszcze nie wrócił. Wdał się w jakąś bójkę na zapleczu i przegrał.
SR-Crazy –
Tym bardziej przebierz barana za bociana.
Smela –
To my mamy tu
barana? Chodzi o te, co je Vaclav mydlił? To trudne technicznie do
rozwiązania, mentor rozumie, one mają to futro czy sierść.
SR-Crazy –
Chodziło mi o Nalepa.
Smela
(przerażony wizją) –
Vaclav wyruchał nam Nalepa, który był przebrany za barana i doglądał stada?!
SR-Crazy –
Przede
wszystkim to był Karl Daniels, kumpel Vaclava, chociaż oni obaj są do
tego zdolni. Po drugie, nie, to był zwykły baran - choć marne to
pocieszenie. Mówiąc baran miałem na myśli głąba, idiotę, a nie żywe
zwierzę. Ciągle mówimy o Nalepie. Bierz się do roboty i załatw
przebranie dla niego.
EWF World Champion popada w zadumę albo w drzemkę na stojąco.
Smela –
Skąd ja tu wezmę strój bociana?
(Wracamy na arenę.)
Tony Hogański – Tak jest! Trzeba bronić barany i inne zwierzęta przed zakusami Wacka! Czy ty wiesz jak na niego mówią w Sherwood?
Jan Kowalski – Nie chcę pytać, bo pewnie znowu coś wymyśliłeś.
Tony Hogański (z powagą) – Mroczne Prącie.
Jan Kowalski – Tony, twój komentarz pozostawia dzisiaj wiele do życzenia.
Tony Hogański – To ta miejscowa kawa. Nieźle uderza w czerep.
(Kamera przenosi nas na
miejscowe bezdroża Vanuatu. Piękny to kraj, nieziemsko sielski, rajski
wręcz. Co za przyroda! Można by tu tak rzucić wszystko w pizdu i
wyjechać na Vanuatu. Niestety najpierw trzeba mieć pieniądze, a Tusk i
kumple z Platformy czuwają nad tym by Polacy tych pieniędzy nie mieli.
Nie jesteśmy tu jednak by podziwiać widoki, o nie! Widzimy Vaclava,
który wspólnie z jakimś autochtonem i kierowcą porusza się samochodem
po bezdrożach tego malowniczego kraju. Za nimi biega zziajany tragarz z piwem. Niczym w filmie drogi bohater w
czasie podróży odkryje samego siebie i przejdzie przemianę. Samochód
się zatrzymuje przy miejscowej atrakcji turystycznej.)
Vaclav
(popijając Perłę) –
Gdzie my jesteśmy?
Przewodnik –
W pięknym i ważnym dla naszej lokalnej społeczności miejscu. Otóż to tutaj właśnie znajduje się toaleta...
Vaclav
(robi zdziwioną minę) –
Jedyna?
O kurwa, gdybym wiedział, to bym sam własną muszlę przywiózł... a
właśnie miałem perlistego klocka strzelić. Dobrze, że
informujesz, że u was z tym problem.
Przewodnik –
Pozwoli mi pan skończyć...
Vaclav –
Pozwól mi strzelić sobie w ryj... Chwila...
Mecenas Ekstremy bierze potężnego łyka Perły.
Przewodnik –
W czym problem?
Vaclav
(robi wredną minę) –
Ja przecież nie potrzebuję pozwolenia.
Pan przewodnik aż zadrżał ze strachu.
Vaclav –
No dobrze, nie teraz, nie bój się tak. Mów o tej sławojce.
Przewodnik –
O czym?
Vaclav –
No o tym waszym sraczu.
Przewodnik – Gdy w XIX wieku pierwsi chrześcijanie przybyli na naszą
piękną wyspę, to przywieźli ze sobą materiały, z których zbudowali taką
oto toaletę. Tak właśnie na Vanuatu dotarła cywilizacja.
Następnie wskazuje na wielki bilbord informacyjny znajdujący się koło miejsca,
gdzie się zatrzymali. Tam wszystko zostało opisane i wyjaśnione.
Vaclav (wypija piwo jednym łykiem i chyba szykuje się do potężnego beknięcia) – Fascynujące...
Przewodnik – To
miejsce bliskie sercu każdego patrioty i mieszkańca Vanuatu. Można
nawet powiedzieć, że to miejsce uświęcone. Z toalety nie korzystano od
dziesięcioleci, kiedyś natomiast trzeba było być wielkim bohaterem
Vanuatu by dostąpić zaszczytu skorzystania z uciech tego przybytku. To
było dawno, od tego czasu kraj może i się wiele nie zmienił, ale od
ostatnich
dwudziestu lat toczy się spór na temat rewitalizacji tego miejsca. Otóż
moderniści uważają, że należałoby tę o to łazienkę odnowić w
nowoczesnym stylu, padają różne propozycje: po japońsku, turecku, a
także mówi się o stylu rokoko. Natomiast grupa tradycjonalistów, uważa,
że w tym przypadku można mówić tylko o odnowieniu z zachowaniem
pierwotnego stylu. Jest jeszcze trzecia grupa uważająca, że powinniśmy
nadać tej łazience prawdziwy narodowy charakter. To bardzo ważny spór,
który w ostatnich latach doprowadził już do dymisji trzech premierów!
Vaclav (spogląda na kierowcę) – Nie gaś silnika!
Mecenas Ekstremy
rusza w kierunku zabytkowej toalety, prawdziwego skarbu narodowego
Vanuatu. Po chwili słychać jakieś hałasy i
dźwięki dochodzące z zabytkowej toalety. Mija chwila i pojawia się
Vaclav. Zapinając pasek od spodni, pośpiesznym krokiem wskakuje
do samochodu.
Vaclav –
Jedź! Gazu!
Samochód rusza, a za nimi biegną miejscowi autochtoni.
Przewodnik –
Co się tam stało?
Vaclav –
Miejscowi chcą mi podziękować, wiesz jak jest!
Przewodnik –
Ale dlaczego biegną z dzidami i....
Dwie dzidy przelatują koło samochodu.
Przewodnik –
.... rzucają nimi w nas?!
Vaclav –
Tak wyrażają wdzięczność za proste rozwiązanie wieloletniego sporu.
Zapada niezręczna cisza, którą przerywa beknięcie Mecenasa Ekstremy.
Vaclav –
Słyszeliście jak się ziemia zatrzęsła?
(Tak, słyszeliśmy, a niektórzy nawet to poczuli. Nie wnikając w szczegóły wracamy na arenę.)
Tony Hogański –
To obrzydliwe.
Jan Kowalski –
Turpizm drogi panie, turpizm.
(Znajdujemy się na korytarzu,
to ciekawe miejsce, bo zawsze dzieje się tu coś ciekawego! Ha-ha,
zmyłka! Od razu trafiamy do jakiejś szatni, a więc korytarz był tylko
przykrywką, wielu pewnie dało się nabrać. Odnajdujemy tu Artura Grota,
wschodzącą gwiazdę Extreme Wrestling Federation. Wygląda na
opanowanego, nie wiadomo czy rozmyśla czy po prostu przygotowuje się
do, nieznanej mu przecież jeszcze, walki. Jego spokój zostaje przerwany
pojawieniem się Cassandry Tisserant, reporterki o polsko-haitańskich
korzeniach.)
Artur Grot –
Tak?
Cassandra Tisserant –
Przynoszę wiadomość.
Artur Grot –
Jaką?
Cassandra Tisserant –
Już niedługo rozpocznie się triple threat match, w którym weźmiesz udział. Twoimi rywalami będą MaxiMasterMistrz i SeBa.
Artur Grot
(pogardliwie) –
Też mi rywale. To prawie strata czasu.
Cassandra Tisserant –
Zwycięzca tej walki otrzyma EWF Daemusin title shot na Kwietniowej Anarchii VII.
Artur Grot –
To już lepiej.
Cassandra Tisserant –
Skoro już tu jestem... może krótki wywiad?
Artur Grot –
Nie.
(Jak nie, to nie. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Artur Grot vs MaxiMasterMistrz vs SeBa! Zwycięzca zmierzy się z Żubrem na Kwietniowej Anarchii numer siedem!
Tony Hogański – Ale jesteś rozochocony Janku, a sama walka zapowiada się w sumie mizernie. Grot ma rację.
Jan Kowalski – Dlaczego mizernie? Dlaczegóż tak twierdzisz?
Tony Hogański – SeBa
jest bez formy i przegrywa wszystko ostatnio. MMM to jakaś pokraka,
nawet jeśli ulepszona i w wersji ninja. To będzie łatwa przeprawa dla
Grota.
Jan Kowalski – Przekonamy się o tym już niedługo.
(Kolejna wizyta na zapleczu i
kolejna w ciasnej szatni, gdzie gnieździ się Franko i jego świta.
Dobrze, że Bidama nie ma, bo nie wiadomo jak oni by się tu pomieścili.
Ciekawe, gdzie podziewają się te różne Koreańce i inne Heńki. Franko
czyta spokojnie gazetę, a Helenka najprawdopodobniej nadal siedzi w
garderobie.)
Głos Helenki – Może strój w kolorach flagi Vanuatu byłby dobry?
Franko – Na pewno szykowny. Wtopiłabyś się w tłum.
Głos Helenki – Wtopić w tłum? Może coś w kolorach miejscowych palm?
Franko – Może...
Głos Helenki – Mówisz, że w kolorze morza?
Franko – To też warte rozważenia. (Spogląda na zegarek.) Ale czy zdążysz ze swoją misją?
Głos Helenki – Gdzie Velvet i Elegance, gdy ich potrzebuję?
Franko – Może Bidam byłby przydatny? On ma jakieś doświadczenie wojenne.
Głos Helenki – Wiem! Spróbuję czegoś niekonwencjonalnego.
Franko (intensywnie pochłaniając dodatek sportowy) – Ciekawe o co chodzi w tym całym krykiecie...
(No właśnie, o co chodzi w krykiecie? Czy Franko zostanie fanem krykieta? Dowiemy się wkrótce, ale na razie wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Tony, ty wiesz wszystko. Co chodzi w krykiecie?
Tony Hogański – To jak polo tylko bez koni.
Jan Kowalski – A nie na odwrót?
Tony Hogański – Kwestionujesz moją wiedzę?
Jan Kowalski – Nie.
Tony Hogański – No i dobrze. Jak EWF kiedyś upadnie to założę federację gry w polo.
Jan Kowalski – Ambitnie.
Tony Hogański – Polo przyszłością światowego wrestlingu! - a jakby to tak wymieszać? Wrestling na koniach? To byłyby emocje!
(Emocje emocjami, ale czas
zawitać na zaplecze. Jest tu Won Wei, dzielny zawodnik rodem z
Chińskiej Republiki Ludowej, który nie boi się nikogo i niczego. Wei
rozgrzewa się i gada do siebie, bo widać Chińczycy tak mają. Może to
jakiś upiór konfucjanizmu w wersji komunistycznej?)
Won Wei – Walki
są nagłe, więc trzeba być cały czas przygotowanym. Trzeba trenować,
rozgrzewać się, żyć w ciągłym napięciu. Jak przyjdzie, co do czego, to
ja już będę gotowy. Będę w formie, będę w gazie.
Słychać kroki. Chińczyk napina
mięśnie, bo rozumuje, że to przybywa posłaniec, który zawiadomi go o
nadchodzącej walce. Ku jego niepocieszeniu nie jest to żadna ładna
pani, a Mister Nalep - nieszczęśliwy stażysta w służbie SR-Crazy'ego.
Mister Nalep – Z drogi! Stażysta z misją!
Won Wei – Człowiek szlachetny nie szafuje obietnicami, lecz czyni więcej niż przyrzekł. Tako mawiał Konfucjusz.
Mister Nalep – Konfucjusz-srucjusz. Mam ważną misję do wykonania.
Won Wei – Obraziłeś Konfucjusza, obraziłeś całe Chiny. Nie pozwolę ci przejść.
Mister Nalep – Jestem stażystą z atestem SR-Crazy'ego. Zmiażdżę cię jak mój mistrz niszczy rywali.
Won Wei – Sam tego chciałeś.
(Czas na walkę!)
Backstage Brawl:
Mister Nalep vs Won Wei
Jan Kowalski – Znów czeka nas zupełnie niezapowiedziana walka!
Tony Hogański (chwyta się za głowę) – O nie!
Jan Kowalski – O tak!
Tony Hogański – Nalep gwiazdą gali. Ta Wrestlepalooooza to tragedia.
Jan Kowalski – Daj więcej "o" w słowie Wrestlepalooza.
Tony Hogański – To moje wycie z rozpaczy. Vanuatu zasługuje na więcej, a ja to już szczególnie.
Dark Sędzia jest już na miejscu! Walka rozpoczyna się, bo skoro trzeba
to trzeba. Nalep od razu rzuca się na Weia i chce zdzielić go
Clotheslinem, ale ten uchylił się. Nie będzie łatwo! Panowie dopadają
do siebie i od razu zaczynają ostrą wymianę punchy. Do tego tarmoszą
się, oj jak się tarmoszą! Dochodzi do zwarcia, wrestlerzy zaczynają
próbę zdobycia przewagi, sprytny Won Wei zakłada dziarskiego Head
Locka, co brzmi prawie jak niemiecki Hände hoch, na Mister Nalepie.
Próbują się znowu tarmosić, ale trwa to tylko chwile, bo Chińczyk
szybko dociska rywala do ściany. Stażysta aktualnego EWF World Champa
zaczyna się wyrywać, jednakże ta sztuka mu się nie udaje. Zmienia więc
taktykę i zaczyna uderzać Won Weia łokciem w brzuch. Sprawie to, że
Jakiśtam Tygrys, chyba Uparty, tak to chyba leciało, odpuszcza uścisk,
a Nalep kopie oponenta w brzuch i wykonuje irish whip na jedną ze
ścian! Akcja Nalepa na nic się jednak zdała, bo w ostatniej chwili Won
Wei chwycił go za włochatą łapę, skontrował i to on rzucił go na
ścianę, na której Nalep rzecz jasna z wielką gracja się rozbił!
Jan Kowalski – Widzisz jak walczą? Ile w tym emocji? Jak się starają?
Tony Hogański – Widzę, ale nie rozumiem po co nam takie zapychacze na gali.
Jan Kowalski – Może EWF chce promować różne oblicza wrestlingu?
Tony Hogański – Mnie powinni promować i moje różne oblicza też.
Nalep ostro wyrżnął w ścianę, bo na jego czole pojawiła się krew. Won
Wei dopadł do jego pleców, chwycił za kark i znów trzasnął jego ryjem o
ścianę! Mocno! Ostro! Chińsko! Stażysta pada twarzą na ziemię. Won Wei
zaczyna go wściekle okopywać. Co za ciosy! Towarzysz Mao byłby z niego
dumny. Akcja okopywania, nie mylić z czynnościami natury
ogrodniczo-rolniczej, nie trwa jednak długo, choć zmasowany atak
Chińczyka nie zostaje rzecz jasna przerwany. Won Wei podnosi
Nalepa i ciągnie go do ściany. Znów ta ściana! To prawdziwa nemezis
Nalepa. Won Wei brutalnie uderza głową rywala o ścianę. W ten sposób
raczy go jednym uderzeniem, drugim..... trzecim ... czwartym ... piątym
... szóstym ... siódmym, a następnie ósmym. Nalep krwawi i to ostro.
Jest wyraźnie oszołomiony, a to zamroczenie od razu chce wykorzystać
Onemelong, swoją drogą wspaniały pseudonim, i wykonuje mu swój kończący
Wushu Driver [Tiger Driver]!! Pin.....1........2........3! (Zwycięzcą jest: Won Wei!)
Jan Kowalski – Koniec! Szybko poszło.
Tony Hogański – Te walki nalepowskie są żałosne, a jedyny pozytyw w nich taki, że krótkie.
Jan Kowalski – Ja spoglądam na to raczej ze sfery dydaktycznej.
Tony Hogański – A ja ze sfery katorżniczej. Nawet w stanie wojennym mnie tak nie męczyli jak tu dzisiaj.
(Przenosimy się na backstage, tam widzimy Diego Huareza, który w stroju
Oleńki Bilewiczówny je hamburgera. Robi to bardzo niechlujnie i sos spada na
piękną suknię.)
Diego Huarez –
Crazy mnie zabije.
DanGaner
(pojawił się znikąd) –
On, którego imienia boję się
wymawiać, nie zabija. On po prostu uczyni twoje życie żałosnym. Stare
komunistyczne zwyczaje od pana towarzysza Jagody. Nie oglądałeś filmu
szkoleniowego?
Diego Huarez –
O nie....
(Tym dramatycznym akcentem kończymy tę scenę.)
Tony Hogański – Czy to gala stażystów?
Jan Kowalski – Wszak polski rynek pracy bezpłatnymi stażami stoi.
Tony Hogański – O
nie, przepraszam bardzo, są jeszcze staże z dofinansowaniem przez Urząd
Pracy. Nie masz pojęcia jak można żyć za 900 złotych miesięcznie.
Jan Kowalski – No nie mam.
Tony Hogański (wzrusza ramionami) – Ja w sumie też nie.
Jan Kowalski – Wniosek z tego taki, że jesteśmy burżujami.
(Żeby było burżujsko to trzeba
przenieść się do jedynego w swoim rodzaju klubu senatora, czyli
przybytku kulturalno-społeczno-politycznego otwartego przez senatora
Szakala. Bawi się tu śmietanka towarzyska Vanuatu, mimo że są wczesne
godziny poranne. Przy barze siedzą Szakal oraz Bidam. Panowie sączą
kawę.)
Szakal – Powiem ci coś kurwa jak senator senatorowi.
Bidam – Zamieniam się w słuch.
Szakal – Mów mi "panie kolego", wszak wszyscy jesteśmy senatorami.
Bidam – Dziękuję za zaszczyt, panie senatorze-kolego.
Szakal – Kupiłem ten pancernik.
Bidam – Jaki pancernik?
Szakal – No tę łajbę. Czekaj kurwa, zaraz się dowiem. (Senator wyciąga z kieszeni telefon i wciska jakiś przycisk.) Memory... hm.... Halo? Mladenov? Co ja kupiłem? Czekaj, zanotuję. (Senator wyciąga skórzany notatnik i notuje.)
... i wszystko jasne. Niszczyciel klasy Ayanami, przerobię go kurwa na
pływający klub senatora. Będzie miał bazę w porcie szczecińskim, będę
tam przyjmował gości i zrobię sobie kurwa mobilne biuro senatorskie.
Będziemy pływać po Odrze. Ja za sterami, a paprotka jako nawigatorka. (Rozmarzył się.) Szakal znaczy kapitan.
Bidam – Przecież taki okręt nie wpłynie tam, to się nie nadaje do żeglugi śródlądowej tylko morskiej.
Szakal – Jak to kurwa nie?!
Bidam – No zanurzenie i te sprawy.
Szakal – To ja do Warszawy chciałem popłynąć i zacumować przy Pałacu Kultury i Nauki, który kiedyś będzie mojego imienia... (Popada w zadumę.) PKiNiSSz, Pałac Kultury i Nauki imienia Senatora Szakala. (Koniec zadumy.) To ja tam kurwa nie popłynę?
Bidam – W Polsce żegluga rzeczna i tak została zniszczona po 1989 roku, każdy senator to wie.
Szakal (zmarszczył swe łyse brwi) – Trudno,
będę kurwa pływał po wybrzeżu. Hel, Ustka, Władysławowo, Mielno,
Gdańsk, Gdynia, Sopot, Licheń, Kaliningrad i te sprawy. (Poklepał się sympatycznie po kolanach.) Ale dosyć kurwa o mnie. Jak stoją sprawy senatu na tej wyspie?
Bidam – Dopiero się wdrażamy w senatorski system. Liczę, że będę mógł się wiele od pana senatora-kolegi nauczyć.
Szakal – Co
ja fundusz charytatywny jestem, żeby zdradzać tajniki mojego fachu?
Trochę mogę doradzić, ale kurwa nie za wiele, bo każdy musi dojść sam
do właściwego senatorowania. (Bierze łyk kawy.) Dziwna ta kawa.
Bidam – Normalna, ale miejscowa. To co? Następna kolejka?
Szakal – Walczę dzisiaj kurwa, później będę hiper-kurwa-nakręcony.
Bidam – To chyba dobrze.
Szakal – W sumie racja kurwa. Kawy nigdy nie odmawiam, podobnie jak przypierdolenia komuś.
Bidam – Kawa kawa to miejscowy specjał.
Szakal (szydząc z jego zacinania się) – Kurwa kurwa.
(Senator sam się zdziwił, że to powiedział. Wracajmy na arenę.)
Tony Hogański – Mistrzu, to Bidam! On coś knuje! Podszywa się pod senatora.
Jan Kowalski – To prawdziwa zbrodnia.
Tony Hogański – Oczywiście! Nie powinni go wpuścić do klubu senatora. To oszust! Drań! Chce zrobić krzywdę mistrzowi.
Jan Kowalski – Ale dlaczego?
Tony Hogański – Nie wiem, zapomniałem.
(Przenosimy się za ocean - i
to nie jeden! - bo do Polski. Znów jesteśmy w Szczecinie, przed
siedzibą EWF Corporation. Protestujący tłum jest tu coraz większy, a
młodzieżówka rozdaje im darmowe piwo, co dodatkowo sprawia, że ze swych
nor zaczęli wychodzić zdegenerowani studenci, których tak w pogardzie
ma Nas Jazzowski. Na podwyższeniu stoi Felipe Castro, obok niego
Aleksandr Nazaretian. Zauważamy też, że pojawili się niektórzy
członkowie Komisji Troski o EWF, posłowie Czarek Kucharek, Dariusz
Kajetan Passent, Roman Piotrowski, Bogdan Bęgowski, Tadeusz Iwański i
posłanka Ligia Powiatowa. Syn Feliksa Castro przemawia do tłumu.)
Felipe Castro – Przyjaciele!
Bracia i siostry! Wybiła godzina sprawiedliwości! Polska i EWF wzywają
was na pomoc, bo tylko wy - prosty lud - pomóc możecie, potraficie i
chcecie. Komisja Troski o EWF została zawalona dziesiątkami tysięcy
stron archiwów EWF, niby to dobrze, ale sęk w tym, że są one w języku
japońskim. To praca na lata, to spisek naszych wrogów by tę wspomnianą
godzinę sprawiedliwości oddalić. Dlatego prosimy was o pomoc.
Hiper-optymizm tłumu. Posłowie potakują posłusznie głowami i robią sobie zdjęcia na tle ludu.
Felipe Castro – Prawo
jest po naszej stronie! Cała Polska na nas patrzy! Nie obciążajmy
naszych demokratycznie wybranych przedstawicieli nadmierną pracą.
Pomóżmy im! Przed nami siedziba EWF Corporation, którą opanowała szajka
złodziei i zabójców. Tam jest wszystko, tu bije serce EWF jako
przedsiębiorstwa. Tam są wszystkie materiały dowodowe, których nasi
kochani posłowie potrzebuję. Rodacy! Prosimy was o pomoc. Ogłaszam dziś
"Dzień otwarty w EWF Corporation"! Wspólnie udajmy się do biur Extreme
Wrestling Federation i poprośmy ich, grzecznie, ale stanowczo o ich
archiwa.
Entuzjazm zebranych, darmowe piwo leje się strumieniami.
Felipe Castro – To jak towarzysze? Pomożecie?!
Tłum – Pomożemy!
Felipe Castro – A teraz proszę was byście pojedynczo udali się w stronę budynku i zażądali tego, co do nas należy! Ku chwale EWF!
Były komisarz EWF Corporation
uśmiecha się, ale nikt tego nie zauważa, bo rozochocony tłum rzuca się
w stronę siedziby EWF Corporation. Rozstawione zostały barykady, jest tam policja, są też
funkcjonariusze GRU, którzy próbują ich zablokować. Na razie im się
udaje, ale jak długo to potrwa? Napór rozwścieczonego narodu narasta.
Felipe Castro (przez telefon) – Speckurier? Wiesz, co masz robić, gdy wszystko się powiedzie. Do zobaczenia.
(Koniec rozmowy, koniec transmisji.)
Tony Hogański – A to szubrawiec!
Jan Kowalski – To przecież nielegalne! To wtargnięcie na teren prywatny EWF Corporation.
Tony Hogański (potrząsa Jankiem) – Janku!
Na jakim świecie ty żyjesz?! To przecież Polska! Tu jest legalne to, co
mówi Tusk i system jego kolesi. Powiedzą, że był zgodnie z prawem, a
jakiś usłużny sędzia to przyklepie.
Jan Kowalski – Ale jesteśmy w Unii Europejskiej i NATO.
Tony Hogański –
Możemy liczyć tylko na siebie. Powtarzam to od lat, ale większość tego narodu mnie nie słucha! (Dramatycznie do kamery.) Dlaczego mnie nie słuchacie?!
(Przenosimy się na
backstage, to normalne zjawisko, takie przenoszenie się między walkami,
więc nie powinno ono nikogo dziwić. Dokładniej rzecz ujmując, to
trafiamy do szatni
aktualnego EWF World Champa. Jest on bardzo podekscytowany i
szczęśliwy. Mniej radości widać na twarzach stażystów.)
SR-Crazy – Gdzie oni są? Ub sunt... kurwa! Jakby to Szakal powiedział!
DanGaner – Już idą, na pewno!
SR-Crazy (przymierza się do walnięcia buławą) – A ty skąd to możesz wiedzieć?
DanGaner (drżącym głosem) – ... bo człowiek może przyjmować dwie
postawy w życiu, aktywną i pasywną... a że oni niedługo powinni tu być,
to znaczy, że przyjmują postawę aktywną. Chodzenie to popularna
aktywność, więc... no nie przyjadą do szatni samochodem, ni rowerem... więc
muszą iść...
SR-Crazy (ze zdziwioną miną) – Twoje tłumaczenie było pokrętne, ale brawurowe, unikniesz ciosu, a nawet....
W tym momencie do szatni wchodzi Smela, Miszka... oraz zachwycająca małpa!
SR-Crazy – Nareszcie jest! (Szaleniec tuli się do małpy i mówi do niej.) Jak zniosłaś podróż?
Oczywiście małpa nie odpowiada, ale patrzy ze zrozumieniem na EWF World Champa.
SR-Crazy – Mamy dzisiaj coś ciekawego w planie?
Smela – Na skwerku obok hali lud Vanuatu przygotował drobną ceremonię dla naszego mistrza, ale to później.
SR-Crazy – Później, później, a małpa się nudzi. Przecież trzeba jej zapewnić rozrywkę. (Uderza zaciśniętą dolną częścią prawej dłoni w otwartą dłoń lewą.) Wiem, zorganizujemy walkę! Ty! (Wskazuje na jednego ze stażystów.)
Diego Huarez, wyskakuj i zaraz zobaczymy jak zmierzysz się z moją
małpką!
Diego Huarez staje naprzeciwko małpy podchodzi do niej ze strachem w
oczach. Nosacz, bo tak nazywa się gatunek owej małpy, raczej się nie
przejmuje i wymierza swojemu przeciwnikowi cios w piszczel. Diego
próbuje chwycić małpę za łapy, udaje mu się to, ale w tym momencie
spada na niego cios z buławy wymierzony precyzyjnie przez EWF World Champa. Huarez pada na ziemię.
SR-Crazy – Ręce precz od małpy! Miałeś walczyć tylko z użyciem swojej
własnej koncentracji! Bez jakiegoś chwytania, czy dotykania! Czy ty
myślisz, że ja wielki przyjaciel małpek, pozwoliłbym ci, którąś
skrzywdzić! Nawet kiedyś nagrodę Greenpeace dostałem, o tam leży w
skrzynce!
Kamerzysta robi najazd na czarną skrzynkę, okrytą klimatycznymi i
zjawiskowymi łańcuchami. Na tym pudełku widnieje napis „Nie otwierać!”
(w pięciu językach), a także karteczka informująca, że to zaraza gorsza
od tego co znajdowało się w puszce Pandory.
SR-Crazy – Ty! (wskazuje na Ganera.) Walczysz z małpą, ale nie używaj rąk, ani nóg! Tylko koncentracja i siłą woli!
DanGaner mężnie staje do walki z małpą.
SR-Crazy (mówi szeptem do Smeli) – Ciekawe, czy idioci wiedzą, że nie uczyłem ich walki siłą woli!
(Kamerzysta postanowił nie pokazywać nam dalszego ciągu. Wracamy na arenę.)
Tony Hogański –
Nie czas na dekadencję, gdy w Szczecinie ważą się losy EWF!
Jan Kowalski
–
Potwierdzam. Sytuacja jest bardzo nieciekawa. Ja jednak liczę na to i wierzę w to, że Polska jest państwem prawa.
Tony Hogański –
Bo ty głupi jesteś Janku.
Jan Kowalski
–
Felipe Castro odpowie za to.
Tony Hogański –
Za nic nie odpowie, a jeszcze powiedzą, że to nasza wina.
Jan Kowalski
–
Jak to?
Tony Hogański –
Sprowokowaliśmy ich! Jak kuso odziana kobieta, która zachęca do gwałtu.
Jan Kowalski
–
Może ty ich sprowokowałeś. Po co obrażasz cały czas tak tego premiera?
Tony Hogański –
Bo to tępy chujek.
Jan Kowalski
–
Ale wszyscy o tym wiedzą! Po co się powtarzać?
(Czas opuścić spocone mury
areny i odwiedzić dziewicze tereny Vanuatu, które Vaclav-gwałciciel z
radością chciałby rozdziewiczyć. Tak, spotkamy znów Mecenasa Ekstremy,
a może i ekskrementów, pamiętając o tym, co zaszło w zabytku klasy
zero, czyli pierwszej toalecie na wyspie. Lider dawnego ruchu Vacleaux
nadal wraz z przewodnikiem i wynajętym samochodem zwiedza ziemie
Vanuatu. Trudno powiedzieć, czy jadą jakimiś bocznymi ścieżkami, czy
też tak wyglądają główne ulicę tej wyspy. W każdym razie samochód
zatrzymuje się, gdyż przepuszcza mały pochód przechodzący przez
jezdnie. Vaclav wykazał wielkie zainteresowanie kierunkiem w którym
zmierzają owe osoby.)
Vaclav
(zainteresowany) –
Gdzie oni idą?
Przewodnik
(lekko zaniepokojony) –
Nigdzie, jedźmy już!
Vaclav –
Nie wierzę ci.
Przewodnik –
To głupi kierunek, tam nic nie ma, jedźmy już.
Vaclav
(bierze łyk Perły) –
O
nie, powiedz mi co tam się znajduje. W końcu wynająłem cię na
przewodnika by trochę się rozerwać na tym zadupiu. W tej tutejszej gali
tak śmierdzi, że do czasu rozpoczęcia walki nie mam zamiaru się tam
pojawiać. Opowiadaj, co tam jest i czy mogę to rozjebać?
Przewodnik –
Gaj?
Vaclav –
Z małpami?
Przewodnik –
Nie, to ważne miejsce dla naszej kultury...
Vaclav –
Wreszcie mówisz sensem, co tam dają?
Przewodnik –
To jest święty gaj, założony na pamiątkę ludożerców...
ciekawy temat naszej historii, związany trochę z poprzednim punktem
naszej wycieczki.
Vaclav –
Z tym obdartym kiblem?
Przewodnik –
Jak już mówiłem przybyli tam chrześcijańscy misjonarze,
chcący nawracać mieszkańców naszej wyspy na jedyną słuszną wiarę. Jednak bardzo szybko wystąpiły między nimi, a
autochtonami pewne konflikty kulturowe, takie drobne nieporozumienia.
Vaclav –
Hmm... nie mieli piwa?
Przewodnik –
Nie.
Vaclav –
To jedyny konflikt jaki jestem sobie w stanie wyobrazić. (Zdziwiony.) To co tam zaszło?
Przewodnik –
Tak jakoś wyszło, że...
Vaclav –
Że?
Przewodnik –
Oni ich zjedli.
Vaclav –
Piwa się nie je. Wy tu naprawdę nic nie wiecie.
Przewodnik –
Nie, to misjonarze zostali zjedzeni.
Vaclav
(rozbawiony) –
Misjonarze z autochtonami spotkali się na kolacji przy wspólnym
stole! Paradne, zrobić ze swoich gości danie główne, to jest gościnność!
Przewodnik –
Mówi to płodożerca!
Vaclav
(wyraźnie oburzony) –
To nie było tak!
Przewodnik –
Wracając
jednak do tematu. Mamy tu teraz modne
miejsce poświęcone naszej narodowej kulturze i historii, ot zrobiliśmy
tam kapliczkę, dostaliśmy nawet dotacje z USA.
Bo właśnie tam przodek Obamy, z dowcipu pewnego Radka Zdradka, zjadł Polaka!
Dlatego właśnie Obama ma polskie korzenie czy też polską krew.
Jest gdzieś nawet tabliczka upamiętniająca to wydarzenie.
Vaclav –
Dobra, idziemy tam.
Przewodnik –
Ale to święte miejsce, nie można wchodzić w butach i z alkoholem.
Mecenas Ekstremy wypija Perłę do końca, a następnie rozbija ją, tworząc piękny tulipan.
Vaclav –
Mówiłeś coś, kolego?
Przewodnik –
W ojczyźnie będę spalony.
Vaclav
(patrząc na raczej ciemnawą karnację swego rozmówcy) –
Wyszedł z tego całkiem rasistowski dowcip.
(Panowie ruszają do świętego gaju, a my ruszamy na ring.)
Tony Hogański –
Ta świnia splugawi kolejne święte miejsce.
Jan Kowalski –
To się zdarza.
Tony Hogański –
Jakby pojechał do Mekki to naszczałby na ten mahometański święty kamień.
Jan Kowalski –
Ten wokół którego abdullahy tak śmiesznie podrygują?
Tony Hogański –
Ten sam. On narzygałby nawet do grobu Mahometa.
Jan Kowalski –
To rozwścieczyłoby islamistów.
Tony Hogański –
Może ucięliby mu jego mroczne jaja? Albo wysadzili.
Jan Kowalski –
Może...
Tony Hogański –
Nie,
nie, trzeba odgonić od siebie taką kuszącą myśl. Islamiści nie są znani
ze swojej finezji czy inteligencji. Oni potrafiliby rozpieprzyć tylko
Vaclava tylko od razu wysadziliby w powietrze nie tylko całą halę, ale
jeszcze ćwierć miasta. Oczywiście z nami na pokładzie.
Jan Kowalski –
A to wszystko przez Vaclava.
Tony Hogański –
Zawsze mówiłem, że to gnój.
(Przenosimy się do biura
połączonych sztabów. W zasadzie w EWF nie ma sztabów, ale są biura
prezydenta EWF i komisarza tego samego EWF, które z reguły pracują
oddzielnie. Ale nie dzisiaj! Nie dzisiaj! Esmeralda Martinez jest
ostatnio tak rzadkim gościem, że samotnie byłoby w jej gabinecie.
Dlatego właśnie Kraven i Martinez urzędują dzisiaj razem. Trwa tu chyba
posiedzenie na szczycie.)
Yamato Konoe –
Sytuacja w Szczecinie przedstawia się dramatycznie.
Esmeralda Martinez –
O jejku jej. To mi przypomina czasy anarchii z 2002 roku.
Kraven –
Co możemy zrobić?
Yamato Konoe –
Policja
nas nie ochroni, GRU jest tam za mało. Pamiętajmy, że mamy tu do czynienia
z podburzonym, a do tego pijanym tłumem. Powinniśmy ewakuować naszych
pracowników i tyle.
Kraven –
Powiadom Józefa, że ma rozpocząć procedurę natychmiastowej ewakuacji.
Esmeralda Martinez –
Jak na filmach! Brakuje jeszcze bomby, którą można byłoby rozbroić w ostatniej sekundzie.
Kraven
(podnosząc słuchawkę telefonu) –
Połączcie mnie z Avonem. Tak, rozmowa międzynarodowa ze Szczecinem. Poczekam. (Czekanie trwa tylko chwilę.) Avon, czekaj, dam cię na głośnomówiący. (Jak zapowiedział, tak zrobił.) Jak sytuacja w Szczecinie?
Głos Avona Tschornego –
Napierają, ale GRU dzielnie się trzyma.
Kraven –
Długo wytrzymacie?
Głos Avona Tschornego –
Do końca. Naszego albo ich.
Kraven –
Bez takich murzyńskich dramatyzmów. Wydałem decyzję o ewakuacji budynku.
Głos Avona Tschornego –
To w samą porę, bo policja nas niedługo porzuci.
Kraven –
Ty ewakuujesz się ostatni.
Głos Avona Tschornego –
Wiedziałem, że po prostu nie będę mógł tak sobie stąd spierdolić.
Kraven –
Słuchaj uważnie. Natychmiast pójdziesz do archiwum, sekcja 234 i spalisz wszystkie akta, jakie tam znajdziesz.
Głos Avona Tschornego –
Tak jest.
Koniec rozmowy.
Esmeralda Martinez
(wyjątkowo poważnym głosem) –
Sekcja 234? Naprawdę?
Kraven
(wyjątkowo poważnym głosem) –
A mamy inne wyjście? (Spogląda wymownie na zebranych.) Wódki?
Nikt nie chce, więc Rosjanin sam sobie nalewa.
Kraven –
Nie spodziewałem się tego. Chyba nie doceniłem Felipe.
(My też nie, więc wracamy na ring.)
Jan Kowalski –
Będą palić tajne akta?
Tony Hogański –
Słuszna decyzja.
Jan Kowalski –
Czyli mają coś na sumieniu?
Tony Hogański –
Jak
możesz wątpić w EWF w takiej chwili? Słuszna decyzja, bo ten drań
Felipe Castro może wszystko wykorzystać przeciwko nam. Trzeba zniszczyć
wszystko, a następnie utopić Vaclava w oceanie. To kukułcze jajo, co
tam jajo, całe gniazdo, które nam tu podrzucili!
Jan Kowalski –
Masz obsesję na jego punkcie. Podejrzewam, że śni ci się razem z Tuskiem.
Tony Hogański –
Tak, często ich łapię in flagrante delicto.
Jan Kowalski –
To obrzydliwe. Nawet nie chcę sobie tego wyobrażać.
Tony Hogański –
Nie bądź homofobem. Jak Castro przejmie władzę nad EWF to będzie promować te wszystkie zboczone aktywności.
Jan Kowalski –
Na szczęście najpierw obejrzymy sobie kolejną walkę.
Zwycięzca otrzyma EWF Daemusin title shot na Kwietniowej Anarchii VII
Artur Grot vs MaxiMasterMistrz vs SeBa
Rozbrzmiewa „Gimli” w wykonaniu Luxtorpedy i w
hali pojawia się Artur Grot. Na jego widok fani nie wpadają w amok, ani
nic w tym rodzaju – po prostu słychać kilka mniej lub bardziej
przyjaznych okrzyków, i to właściwie wszystko. Zawodnik nie wydaje się
przejmować tymi reakcjami (albo ich brakiem), jest po prostu
skoncentrowany. Bez problemów dociera na ring, gdzie rozpoczyna
rozgrzewkę.
Słyszymy „Witajcie w naszej bajce” (w wykonaniu bandy z Vanuatu!) i po chwili możemy
cieszyć się obecnością Maxi Master Mistrza. Odziany w futurystyczny
strój zawodnik nie budzi jakiegoś szczególnego zainteresowania i po
prostu dołącza do swojego przeciwnika.
SeBa to inna sprawa – kiedy
były feldmarszałek Prus Wschodnich ukazuje się zgromadzonym w hali
ludziom bujając się w rytm swojego nowego theme autorstwa Bubel Band, ci
gotują mu prawdziwie królewskie powitanie! Oto co znaczy popularność!
Słychać głośny cheer, a skąpo odziane fanki obsypują swojego ulubieńca
płatkami kwiatów. SeBa wygląda na trochę oszołomionego, ale i
szczęśliwego – pozdrawia swoich sympatyków, daje autografy fankom i
ogólnie przedłuża swoją podróż do kwadratowego pierścienia. W końcu
jednak, dociera tam.
Jan Kowalski –
Przypominam, że zwycięzca tej walki będzie walczył na Kwietniowej Anarchii VII o EWF Daemusin title.
Tony Hogański –
Za długie zdanie, kibice się pogubią. Powiedz to prościej.
Jan Kowalski –
Zwycięzca walczy o pas Daemusina na Anarchii.
Tony Hogański –
Tak lepiej. Ciekawe, co tam w Szczecinie.
Jan Kowalski –
Teraz walka, o Szczecinie będziesz myślał później.
Tony Hogański –
Ciekawe, co tam u mistrza Szakala.
Jan Kowalski –
Skoncentruj się na walce!
Tony Hogański –
Przecież jeszcze nie walczą!
Faktycznie
walki jeszcze nie ma, ale na pewno wkrótce się rozpocznie. Sędzią tego
pojedynku będzie niesamowity Lech Grudziński, który zawsze pomoże,
zawsze doradzi i zawsze odklepie kogo trzeba. Zapewnia on najwyższy
poziom sędziowania w EWF już od 2001 roku. Artur Grot, SeBa i
MaxiMasterMistrz powoli rozgrzewają się. Zaciekawienie wszystkich budzi
cyber-ninja-MMM. Ciekawe czy sufit mu na łeb przypadkiem nie spadł, że
chodzi tak ubrany. Na Vanuatu dominuje moda składająca się ze
słomianych gaci i nagości, więc tego typu stroje budzą powszechne
zaciekawienie. SeBa wygląda na smutnego, no bo w końcu nie ma już
biedaczek praw do swojej armii i feldmarszałkowania. Tylko Artur Grot
zdaje się najbardziej skoncentrowany i gotowy do walki. Za chwilę
dowiemy się, co też ten pojedynek nam przyniesie, bo Lech Grudziński
pewnym ruchem dłoni daje znak do jej rozpoczęcia. Kiedy
rozbrzmiewa gong, SeBa stoi jeszcze na narożniku i pozdrawia swoich
sympatyków. Z kolei Artur Grot nie traci czasu – po prostu nokautuje
Maxiego zabójczym Superkickiem! Natychmiast przechodzi do pinu....1.....2.... SeBa zorientował się w sytuacji i
przerywa efektownym Splashem! (EWF! EWF! EWF!)
Jan Kowalski –
Ex-feldmarszałek jest w gazie.
Tony Hogański –
Jeśli powiesz to po niemiecku, to zdanie to nabierze wymownego sensu.
Jan Kowalski –
Te twoje żarty z pogranicza poprawności politycznej.
Tony Hogański –
Jestem Tosterem i mi wszystko wolno.
Jan Kowalski –
Dlatego będziesz pierwszym do odstrzału, gdy Felipe Castro przejmie EWF.
Super Ziom podnosi swojego
wywodzącego się z MMA rywala i atakuje serią zamaszystych Chopsów.
Artur bez większych problemów przyjmuje ten atak na klatę, po czym
odpowiada kopnięciem tak stiffowym, że oponent natychmiast zgina się
wpół jak harmonijka! Następuje odbicie od lin i potwornie mocny Running
Knee Strike wymierzony prosto w głowę SeBy! Były feldmarszałek pada, i
wygląda na nieprzytomnego. MaxiMasterMistrz próbuje zajść Grota od
tyłu, natyka się jednak na wyjątkowo niemiłą niespodziankę w postaci
potężnego uderzenia łokciem w twarz! Po pierwszym uderzeniu następują
kolejne i Triple M pada na matę. MMA Fighter płynnie przechodzi do
Ground & Pound, które szybko odsyłają Maxiego daleko, daleko stąd.
Zwycięstwo przez KO wisi w powietrzu, ale zapobiega temu SeBa, który
jakoś zdołał do siebie dojść! Ciosy Super Zioma zaskoczyły jego
rywala, co pozwala SeBie na wykonanie DDT. Po tej akcji przychodzi czas
na Neckbreakera i próbę pinu....1.....2.... kick out!
Jan Kowalski –
Artur Grot prezentuje się chyba tu najlepiej.
Tony Hogański –
Co miałeś na myśli mówiąc, że Felipe Castro przejmie władzę w EWF?
Jan Kowalski –
Nie zmieniaj tematu, oglądaj walkę.
Tony Hogański –
Właśnie,
że zmieniam, bo wydaje mi się, że ty się szykujesz na zmianę władzy w
federacji. Liczysz na miękkie lądowanie u Castro? Ty też wylecisz, on
nas zastąpi Biedroniem i Ryśkiem Kaliszem. To taki typ.
Na całe szczęście Felipe Castro nie przejął władzy nad EWF,
przynajmniej na razie, a Robert Biedroń i Ryszard Kalisz nie zostali
wyznaczeni na nowych komentatorów. Skupmy się na tym, co dzieje się na
ringu. Tam właśnie były feldmarszałek podnosi przeciwnika... i pada
plackiem, zaskoczony szybką, techniczną sztuczką, która natychmiast
zamienia się w STF! Zaskoczony SeBa wrzeszczy jak opętany i próbuje
walczyć, w końcu jednak przerywa MaxiMasterMistrz! MMM okopuje
Artura, który podcina go, sprowadzając na matę. Prawdopodobnie
zakończyłoby się to jakąś dźwignią, ale na przeszkodzie stanęła
aktywność Feldmarszałka Wszystkich Polaków, który wykonuje Running
Dropkick prosto w twarz Grota! Chwilę później dokłada Elbow Drop, po
którym zaczyna wymianę ciosów z Maxim. Triple M postępuje dosyć
niehonorowo, bo próbuje wpakować swojemu przeciwnikowi palec w oko.
SeBa nie daje się tak łatwo, przechwytuje atak i kontruje całkiem
udanym Hip Tossem. Później kopie oponenta w głowę, podnosi go... i
powala przy pomocy SBO [RKO]! O próbie pinu nie może być jednak mowy –
Artur Grot powraca do gry!
Jan Kowalski –
SeBa był bliski zwycięstwa.
Tony Hogański –
To tak jak my w 1939.
Jan Kowalski –
Przecież nie byliśmy.
Tony Hogański –
No, i SeBa też nie był.
SeBa przytomnie unika pierwszego ataku
rywala, ale już drugie kopnięcie trafia go w żołądek! Dwa kolejne
trafiają w nogi Feldmarszałka, zmuszając go do uklęknięcia. Chwilę
później Artur zapina Rear Naked Choke! Były dowódca armii Prus
Wschodnich „odpływa” dosyć szybko – chwyt jest założony fachowo i
pewnie! Maxi próbuje wstać, ale chyba ma jakieś problemy z kombinezonem,
w który jest ubrany! Trzeba było zostać prawdziwym wrestlerem, a nie ninją! Zanim udaje mu się jakoś je opanować, jest już po
walce – dłoń SeBy po raz trzeci uderza w matę! Odklepał! (Zwycięzcą jest: Artur Grot!)
Jan Kowalski –
Koniec walki.
Tony Hogański –
Wiedziałem, że to się tak skończy. Walki w EWF bywają ostatnio takie przewidywalne.
Jan Kowalski –
Przecież ty ich nie oglądasz.
Tony Hogański –
No właśnie! A mimo to i tak wiem, kto wygra. To wiele mówi o kondycji naszej federacji.
Toster się myli, to nic nie mówi. Tak na pewno uważa Artur Grot, który
bardzo zadowolony po zdecydowanym i pewnym zwycięstwie powoli opuszcza
ring. SeBa i MaxiMasterNinjaMistrz zostają pozostawieni sami sobie,
taki już los przegranych.
Jan Kowalski –
Wiemy już więc z kim Żubr zmierzy się na Kwietniowej Anarchii VII.
Tony Hogański –
Nie mam nic do dodania.
(Czas na wyprawę na zaplecze.
Znajdujemy się w ciasnej szatni, z ciasnymi szafkami, ciasną kanapą,
ciasną lampą, ciasną lodówką i wszystkim, co tylko może być ciasne. Na
kanapie siedzi Franko i ogląda miejscową telewizję.)
Franko –
Co za nudy. Gdzie Bidam?
W telewizji właśnie nastał czas na blok reklamowy.
Franko –
Ciekawe czy wprowadzą to do oferty Automatu z Felkocolą.
Głos Helenki –
Jestem gotowa.
W ciasnej szatni pojawia się
Helen. Ubrana jest chyba tak samo jak wcześniej, ale lepiej nie pytać,
bo jeszcze okaże się, że tak naprawdę doszło do jakiejś ważnej zmiany
ubiorze, a jej przeoczenie skończy się wielkim konfliktem. Ot, kobieca
logika.
Helenka –
I jak?
Franko –
Doskonale.
Helenka –
To idę na misję szpiegowską.
Helen znika za drzwiami.
Franko –
Co za leniwa gala.
(Rzeźnik kontynuuje oglądanie miejscowej telewizji. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski –
Mnie w
sumie też zastanawia z kim Franko i Bidam będą dzisiaj walczyć.
Wiadomo, że stawką ich pojedynku będą EWF Tag Team titles.
Tony Hogański –
Wiadomo też, że ktoś dostanie po mordzie.
Jan Kowalski –
Naprawdę?
Tony Hogański –
W EWF to zawsze tak wygląda.
(Znów jesteśmy w Szczecinie.
Policja wycofała się już sprzed budynku siedziby EWF Corporation. Jak
widać przyszedł prikaz z Warszawy, że nie ma co angażować się w ten
konflikt. Kilkunastu funkcjonariuszy GRU zabarykadowało główne wejście
do budynku. No, ale nowoczesna architektura biurowa domaga się użycia
dużej ilości szkła, bo nikt przecież nie przewiduje szturmów na
budynki. Chłopaki z GRU nie są w stanie obronić się przed
parotysięcznym, wściekłym i dziko napierającym tłumem. W ruch idą kije,
krzesła, elementy chodnika i małej architektury. Potężne uderzenia
powoli kruszą szkło.)
Funkcjonariusz GRU#1 –
Nie damy rady!
Funkcjonariusz GRU#2 –
Trwa ewakuacja pracowników. Jesteśmy funkcjonariuszami GRU, najpierw ich bezpieczeństwo, później nasze.
Funkcjonariusz GRU#1 –
Tak jest!
Funkcjonariusz GRU#3 –
Wytrzymamy!
Głos z krótkofalówki –
Tu Avon Tschorny, wasz głównodowodzący. Czy klatki schodowe zostały zablokowane?
Funkcjonariusz GRU#2 –
Tak jest!
Głos Avona –
Windy unieruchomione?
Funkcjonariusz GRU#2 –
Tak jest!
Głos Avona –
Pozycja główna jest już nie do obrony.
Jakieś ręce uderzają w szybę
nieopodal, co wygląda trochę jak inwazja zombich, ale czyż naród polski
nie jest ludem szkieletów bez serc i ducha?
Głos Avona –
Rozkazuję wycofać się na dalsze pozycje defensywne. Pozycję główną zablokować i porzucić.
Wszyscy funkcjonariusze
(chórem) –
Tak jest!
(Koniec materiału filmowego.)
Jan Kowalski –
Avon mężnie dowodzi.
Tony Hogański –
Jeśli umrze, to odznaczymy go jakimś orderem. Medalem Gangsty albo czymś, a może utworzymy jakiś nowy? Order Smutnego Psycho?
Jan Kowalski –
Dlaczego smutnego?
Tony Hogański –
Bo go już z nami nie ma. Gdzieś tam pewnie żyje i nosi smutną maskę.
(Jesteśmy znów w hali. Na jednym z korytarzy Helenka poprawia w przenośnym lusterku swój makijaż.)
Helenka –
Wielka odpowiedzialność spoczywa na mnie. Muszę być przygotowana na wszystko, a do tego świetnie wyglądać.
Jej przygotowania zostają przerwane nadejściem Tamary Ostrowskiej.
Tamara Ostrowska –
Świetnie, że cię spotykam. Jest już walka gotowa dla Franko i Bidama.
Helenka –
Naprawdę?
Tamara Ostrowska –
Tak.
Walczą z Żubrem i Won Weiem. Walka o EWF Tag Team Championship, a
będzie to specjalny Gehenna match. Niech się pośpieszą, bo walka
zacznie się za kilkanaście minut.
Helenka –
Świetnie! Misja wykonana!
Antonella odchodzi w swoją
stronę. Menadżerka Rzeźnika odwraca się i otwiera drzwi znajdujące się
tuż za nią. Znów jesteśmy w ciasnej szatni! Franko nadal siedzi na
kanapie.
Helenka –
Udało mi się! Wyśledziłam i zdobyłam cenne informacje jak Mata Hari. Walczycie z Żubrem i Won Weiem.
Franko –
Szybko ci poszło. Było trudno?
Helenka –
Nie wiesz nawet jak. Tyle trudu mnie to kosztowało, że jestem teraz absolutnie wykończona.
Franko –
Coś jeszcze?
Helenka –
Będzie to Gehenna match.
Franko
(z wyważoną i spokojną, ale jednak dumą) –
Mój pomysł! Mój autorski pomysł zostanie wprowadzony w życie!
Helenka –
Taki dumny jesteś? Chcesz cygaro?
Franko –
Może później, ale dzięki, doskonale się spisałaś. Teraz trzeba znaleźć Bidama. Pewnie znowu zaszył się w jakiejś szafie.
(Wracamy na ring.)
Tony Hogański –
Ja wiem, gdzie jest ten Bidam! On prześladuje mistrza Szakala!
Jan Kowalski –
Ale Tony, przecież oni tylko piją kawę. Nic takiego nie robią!
Tony Hogański –
Na pewno jest w tym jakiś podstęp.
Jan Kowalski –
To niewinna rozmowa dwóch zawodników EWF.
Tony Hogański –
Jaka niewinna? Przecież Bidam podszywa się pod senatora!
Jan Kowalski –
Jak tam chcesz... a co powiesz o Franko?
Tony Hogański –
Franko pokona wszystkich i będzie kiedyś World Champem. Tak widzę jego przyszłość w EWF.
(Znajdujemy
się na zwykłej, takiej najzwyklejszej ulicy w mieście zwanym Port Vila.
Nie wygląda ona zbyt szczególnie czy też dostojnie, ot mała wysepka na
Pacyfiku to w końcu nie Nowy Jork czy Warszawa rządzona przez wspaniałą
HGW. Trwa tu właśnie mały targ, sprzedawcy rozstawili swoje towary,
które Europejczyk może kupić za grosze, no Polak nie może, bo jego
własny rząd dyma tak ostro i bez mydełka, że kasy nie ma na nic -
często nawet sam o tym nie wie, tzn. Polak nie wie, a nie rząd, bo rząd
wraz z aparatem fiskalnego ucisku doskonale wie, co robi. Wracając
jednak na targ - to on trwa. Gościem jest tu ex-feldmarszałek SeBa,
któremu towarzyszy nieodłączny Mati. Jest nieźle poobijany po walce,
ale jakoś daje radę się przemieszczać.)
Mati – Feldmarszałku...
SeBa – Nie jestem już feldmarszałkiem.
Mati – Dla naszej armii...
SeBa – Nie ma już naszej armii. Odebrali nam ją!
Mati – Możemy ją jeszcze odzyskać. Kwietniowa Anarchia przed nami.
SeBa – Znowu przegraliśmy. Znów zostaliśmy ośmieszeni.
Mati – To nie tak, zresztą na krakowskiej Kwietniowej Anarchii możemy pokonać naszych wrogów i odzyskać naszą Armię Prus Wschodnich.
SeBa – Nie ziomuś. Ja zostaję tutaj.
Mati – Tutaj? To znaczy gdzie?
SeBa – Na tej wyspie. Zamieszkam tutaj ziomek. Znajdę sobie jakąś robotę.
Mati – Ale....
Były
wódz Armii Prus Wschodnich podchodzi do jakiegoś sprzedawcy, który
zachęca przechodniów by kupowali towary właśnie z jego straganu.
SeBa – Ej ziomek. Szukasz pracownika?
Sprzedawca – Si.
SeBa – To od dzisiaj masz mnie. Nauczę cię marketingu.
Dowódca 1. Pułku Jegrów
Feldmarszałkowskich bezceremonialnie pakuje się za stragan, gdzie
zakłada fartuch, po czym rozpoczyna zachęcać przechodniów, by kupowali
jego towary.
SeBa (charakterystycznym głosem z epoki dzieci Bhaala) – Witajcie w moim sklepiku! (Już normalnie, po prusku.) Arbuzy! Świeże arbuzy! Prosto z Prus Wschodnich! Królewieckie arbuzy!
Mati – Königsbergische Wassermelonen!
SeBa – Co ty za manianę odpierdalasz ziomek?
Mati – To po niemiecku.
SeBa – Nie mów tak do mnie.
(Po minie widać, że już nie będzie. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Biedny SeBa, taki nieszczęśliwy.
Tony Hogański – Bez armii to jednak nie jest ten sam człowiek.
Jan Kowalski – Musi ją odzyskać.
Tony Hogański – Trzeba było nie wchodzić w kontakty ze starszymi braćmi w wierze. To szachraje.
(Znów trafiamy do klubu
senatora, pięknego miejsca, które zostało dziś zainaugurowane przez
senatora nad senatorami, wspaniałego Szakala. Siedzi on przy barze i
raczy się kawą wraz z Bidamem. Ten drugi robi senatorską miną, chociaż
fałszywą, bo jest udawanym senatorem.)
Szakal – Dziwna kurwa ta kawa.
Bidam – Jeszcze po kolejce?
Szakal – Sprawdzasz kurwa moją senatorską wytrzymałość? Ja wszystko potrafię. Poczekaj chwilę, przemówię do tłumu!
Nie wiadomo, gdzie senator zobaczył tłum, ale wstał z krzesła, po czym wywinął senatorskiego kozła i padł na podłogę.
Bidam (spoglądając na pusty kubek senatora) – Miejscowy specjał kava kava, czyli pieprz metystynowy to w zasadzie nie kawa, ale napój o działaniu psychoaktywnym. Dawka wielokrotnie przekraczająca normę powali nawet wielkiego Szakala. Polska
jest jedynym państwem w Unii Europejskiej, w którym jej posiadanie jest
całkowicie zakazane. Ciekawe jak wielki senator się z tym czuje?
Szakal (mamrocząc) – Kurwa kurwa?
Bidam – Co mówisz? Pozwól, że pomogę ci wstać.
Jaki grzeczny ten Bidamczyk. Pomaga senatorowi wstać i sadza go na krześle.
Bidam – Jeszcze kawy?
Szakal (oczy ma wyraźnie zagubione) – Kurwa kurwa?
Bidam – Dobrze się czujesz? Halo?
Stan senatora wyraźnie się poprawia. Dwukrotny EWF World Champion prostuje się, a jego wzrok staje się wyraźny i agresywny.
Szakal – Hangman,
zgodnie z naszą umową pomogłem ci wygrać walkę z Kravenem. Teraz
oczekuję, że ty dotrzymasz swojej części dealu i położysz na szali
także FTW World title. Razem z Juice'm chcieliśmy cię też powitać w
Triadzie. Do zobaczenia już niedługo!
(Po tych słowach przyjaciel Tostera wychodzi z klubu senatora.)
Jan Kowalski – Co się stało z Szakalem?
Tony Hogański – Otruli go! Bidam go otruł!
Jan Kowalski – Ale skąd u niego Hangman, Juice, FTW title i Triada?
Tony Hogański – Wrestlepalooza XI, 20.11.2001! Gala we Wrocławiu! Mistrz myśli, że jest rok 2001!
Jan Kowalski – To raczej kiepskie nowiny.
Tony Hogański – Dlaczego? Wprost przeciwnie! Mistrz odmłodniał!
(Przenosimy się do szatni Żubra, gdzie panuje podniosła atmosfera. W
niektórych gazetach, radiach i telewizji określono by ją jako duszna
atmosfera zaściankowego, zamordystycznego patriotyzmu. Żubr edukuje
swoich towarzyszy na temat wad i zalet patriotyzmu.)
Żubr – Co to jest nowoczesny patriotyzm?
Michał – Zło!
Żubr – Dlaczego?
Michał (niepewnym głosem) – Nie wiem.
Żubr – Przypomnij sobie...
Andrzej (z patriotycznym wstydem) – Ja też nie pamiętam.
Żubr – Pokazywałem wam lewacką broszurkę, nie pamiętacie? Ech... co tam
było? Obrażanie naszych symboli, naszych wierzeń, naszych przodków, naszej kultury i naszych tez. Sprowadzanie
nowoczesnego patriotyzmu do poziomu bruku. Niesprawiedliwe i głupie
porównania. Co ma gówno do patriotyzmu? Nic, nie ma żadnego związku. Co
ma wspieranie polskiej kultury do patriotyzmu? Znowu nic, już nie
mówiąc, że według autorów pewnie wspieraniem polskiej kultury jest
dotowanie prac pani Nieznalskiej, bo pewnie „Panny wyklęte” się dla
nich w kulturze nie mieszczą. O płaceniu podatków, głosowaniu,
oszczędzaniu energii oraz kasowaniu biletów nie ma co mówić. Przecież
to jest łączenie niepołączalnego.
Michał – Dokładnie!
Andrzej – A dlaczego?
Żubr – To
durny tok rozumowania, populistyczny wręcz. To ma zupełnie inne
podstawy. Przecież nie kasujemy biletów z powodów patriotycznych, a z
powodów uczciwości, ewentualnie przykrości spowodowanych z wizytą
kontrolera biletów. Autorzy tej broszury, nie rozumieją, że patriotyzm
to wartość dodana. Że to właśnie dzięki koncepcji narodu, ja mogę trwać
i zwyciężać. Pokolenia przodków kibicują mi i dają siłę to co raz
lepszych wyników. Czyż nie jest to piękne?
Andrzej – Jest!
Żubr – Moi przodkowie działali i walczyli za ten kraj i ta przelana przez nich krew, to jest mój kapitał, to jest moja siła!
Andrzej – Bóg! Honor! Ojczyzna!
Michał – Nie jestem obywatelem świata, jestem polskim patriotą!
Żubr – Wiemy
już, że na Kwietniowej Anarchii VII moim rywalem będzie Artur Grot.
Chciałbym teraz skorzystać z przyznanego mi dziś prawa, wybrania
kolejnego rywala. Wybieram The Chickasawa.
Michał – Woooooooo!!
Andrzej – Zamknij się.
Żubr – Wybrałem
go, bo on też jest patriotą, a do tego znajdującym się w trudnym
położeniu. My Polacy, mamy swoje państwo, jest jakie jest, ale jest.
The Chickasaw reprezentuje natomiast niewielki indiański naród, który
swojego państwa nie ma. W takich sytuacjach bardzo trudno jest zachować
świadomość kulturową, trudno kochać Ojczyznę, gdy jej nie ma, a wokół
tyle pokus. The Chickasaw będzie godnym rywalem. Zasługuje na to by
stanąć do walki o EWF Daemusin Championship, zasługuje na Kwietniową
Anarchię. Polska tego pragnie.
Andrzej – Wiersz! Wiersz!
Cała trójka zaczyna recytować wiersz:
Polaka celem:
Skrucha przed Bogiem,
Mir z przyjacielem,
A walka z wrogiem.
Cześć dla siwizny,
Czyste sumienie,
Miłość Ojczyzny
I poświęcenie.
Chętnie krew własną,
Dać w dobrej sprawie,
Zacnie i jasno,
Dążyć ku sławie.
Umieć na progu
Złożyć urazy,
Mieć ufność w Bogu
I żyć bez skazy.
Trudy i znoje,
Znosić z weselem,
To, dzieci moje,
Polaka celem.
(Wszyscy się wzruszają w sposób patriotyczny. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Dobry chłopak z tego Żubra.
Jan Kowalski – To prawda.
Tony Hogański – Kocha Polskę.
Jan Kowalski – To też prawda.
Tony Hogański – Niech mu się wiedzie. Piękny wiersz swoją drogą.
Jan Kowalski – Tak, wyciska łzy.
(Tymczasem przenosimy się do
Świętego Gaju, tak bliskiego sercu każdego mieszkańca Vanuatu. Jeszcze
niedawno było to piękne miejsce, gdzie można było nie tylko obcować z
kulturą i przeszłością tej wyspy, ale jeszcze odpoczywać na łonie
przyrody. Teraz wszędzie leżą śmieci, butelki po piwie, a zabytkowy
garnek do gotowania zupy z człowieka został wypełniony rzygowinami.
Vaclav siedzi na trawie, której nie należy popijać, przy czym popija
piwo i coś je.)
Vaclav (głośno mlaszcząc) – Bardzo smaczne.
Przewodnik – Ale
dlaczego musiałeś spalić zabytkowe krzesło pierwszych misjonarzy by
zrobić ognisko? To było pierwsze krzesło przywiezione na Vanuatu!
Vaclav – Bo mogłem.
Przewodnik – Ale dlaczego na obiad musiałeś zjeść świętego nietoperza?
Vaclav – A wiesz jak trudno było go upolować? Ale jednak, przy pomocy stłuczonej butelki Perły mi się udało.
Faktycznie, teraz widać wyraźnie, że Mecenas Ekstremy zajada się pieczonym nietoperzem, skądinąd popularnym przysmakiem w tej części świata.
Przewodnik – Ściągniesz na siebie gniew Matki Natury. Ona nie daruje ci pożarcia pteropusa anetianusa, zwanego też latającym lisem z Vanuatu.
Vaclav – Czy ty mi kurwa grozisz?
Przewodnik (przestraszony) – Nnn.... nie.
Vaclav – To spierdalaj.
Zasmucony mieszkaniec Vanuatu oddala się.
Przewodnik (do siebie) – Czy znajdzie się ktoś, kto go powstrzyma?
(No właśnie - czy znajdzie się taka osoba? Zostawiając to pytanie bez odpowiedzi, powracamy na arenę.)
Tony Hogański – Widzisz jaka to bestia?!
Jan Kowalski – Ten nietoperz? No, całkiem dorodny.
Tony Hogański – Mówię o tym płodożercy! Widzisz jaki to drań?!
Jan Kowalski – Widzę.
Tony Hogański – Wsadzić go do armaty i wystrzelić w stronę Iraku.
Jan Kowalski – Albo odwrotnie.
Tony Hogański – Racja. Wsadzić mu lufę armaty w dupę i wystrzelić w dowolną stronę.
(Znów jesteśmy na zapleczu. To
tu właśnie znajduje się Franko, lecz nie jest to już jego ciasna
szatnia, o nie! Rzeźnik jest przebrany w swój rzeźniczy uniform bojowy
i jest gotowy do zbliżającej się walki. Towarzyszy mu Helenka, ale
nigdzie nie widać Bidama. Warto zwrócić uwagę, że duchowy ideal
"Rzeźników zza fal" ma przy sobie wszystkie pasy - EWF Evolution title,
a do tego dwa EWF Tag Team titles.)
Franko – Gdzie Bidam?
Słychać jakieś kroki, więc Rzeźnik i Helenka spoglądają w tamtą stronę. Jednak to nie Bidam, to Cassandra Tisserant.
Franko – Wiesz, gdzie jest Bidam?
Cassandra Tisserant – Myślałam, że to ja tu jestem od zadawania pytań. Masz chwilę?
Franko – Zawsze mam.
Cassandra Tisserant – Gehenna match to twój autorski pomysł. Co możesz nam o nim powiedzieć?
Franko – To
Tornado Tag Team match rozgrywający się na terenie całej hali. Przy
czym mamy tu możliwość używania wszystkiego, co nam wpadnie w ręce, co
czyni nam z tego dodatkowo rodzaj wielce hardcorowego pojedynku.
Zdobywa się punkty za konkretne akcje, a kto ich zdobędzie najwięcej,
ten wygrywa. To w dużym skrócie.
Helenka – Franko
wam tego nie powie, ale on jest szalenie dumny, że EWF zdecydowało się
wprowadzić w życie walkę według jego własnego pomysłu.
Zza pleców towarzystwa słychać mlaskanie, po czym pojawia się Bidam z kurczakiem i kubkiem kawy kawy.
Bidam – Jaki pomysł?
Franko (przyjął jego nagłe pojawienie się ze spokojem) – Gehenna match.
Bidam – O! Kto walczy?
Franko – My.
Chyba by podkreślić ich
drużynową braterskość Rzeźnik podaje Bidamowi jego EWF Tag Team title.
Pas od razu ląduje na ramieniu Nowosibirskiego.
Bidam – O! Fajnie.
Helenka – Gdzie ty byłeś?
Bidam – Byłem w klubie senatora. Wyrobiłem sobie złotą kartę członkowską. To co? Idziemy?
Franko (pewnym głosem) – Idziemy.
Cassandra Tisserant – A wywiad?
Bidam – Skończony, ale masz, prezent na otarcie łez.
(EWF FTW Champion wręcza
Haitance z polskim rodowodem niedojedzonego kurczaka i kubek niedopitej
kawy kawy. Wracamy w okolice pięknego stolika komentatorskiego.)
Tony Hogański – On skrzywdził senatora Szakala, ten bidamski drań.
Jan Kowalski – Może trochę.
Tony Hogański – Ha! Rozgryzłem go! To jakieś pomieszanie z poplątaniem!
Jan Kowalski – Ale kto? Ale co?
Tony Hogański – Ten Bidam! Klucz tkwi w słowie "bidamski", co oznacza, że jest "bi" jak "biseksualny" i "damski" jak "dama", czyli kobieta.
Jan Kowalski – Nawet po tylu latach twój sposób myślenia potrafi mnie zaskoczyć.
(Ostatni rzut oka na sytuację
w Szczecinie. Dla Extreme Wrestling Federation jest ona bardzo poważna.
Barykady przed siedzibą federacji zostały już zniszczone i zdobyte.
Nigdzie nie widać policji. Pijany tłum właśnie przełamał opór głównego
wejścia, powybijał wszystkie szyby na parterze i wdziera się do środka.
Z wewnątrz dobiega dramatyczny głos jednego z funkcjonariuszy GRU.)
Głos funkcjonariusza GRU – To strzelaj! Strzelaj do Polaka!
(Nikt jednak na to nie zwraca
uwagi, bo tłum zajmuje się niszczeniem wszystkiego i grabieniem. Sprzed
masztów znajdujących się przed siedzibą EWF ściągnięto właśnie sztandar
federacji, który ktoś podpalił. Ktoś inny rozdeptał właśnie leżącą na
ziemi i ubabraną w błocie flagę z logiem EWF. Koniec materiału
filmowego.)
Tony Hogański – Felipe Castro chce zniszczyć EWF.
Jan Kowalski – My będziemy następni.
Tony Hogański – Nie
będziemy, nie damy mu zniszczyć naszej federacji. On nigdy jej nie
przejmie. Nigdy nie będzie rządził. Poszedł na współpracę z naszymi
wrogami, a więc będzie znienawidzony przez wszystkich fanów EWF.
Jan Kowalski – Łaska fanów na pstrym koniu jeździ.
Tony Hogański – Prędzej zatopimy ten okręt niż oddamy go w ręce barbarzyńców!
Jan Kowalski – Szykuje się nam prawdziwa gehenna. Mam na myśli zarówno przeprawę z Felipe Castro jak i nadchodzący Gehenna match.
EWF Tag Team Championship
Gehenna match:
Żubr & Won Wei vs Bidam & Franko (c)
Realizator
ukazuje nam wnętrze hali ze szczególnym uwzględnieniem zmian, które
wprowadzono w związku ze zbliżającą się walką. Wokół ringu umieszczono
mnóstwo „niespodzianek”, którym możemy się przyjrzeć dzięki
niestrudzonej pracy kamery. Pokuszono się nawet o ujęcie z lotu ptaka,
które pozwala nam zapoznać się z dokładnym rozstawieniem tych
wszystkich szalonych konstrukcji. Wygląda to mniej więcej tak:
- Po bokach ringu są rozstawione: fantastyczna konstrukcja ze stołów
podłączonych do ładunków C-4, niemniej fantastyczna konstrukcja będąca
piramidą z krzeseł i dwóch rozstawionych pomiędzy nimi szklanych
blatów, gęste „zasieki” z drutu kolczastego i olbrzymia sterta
jarzeniówek.
- Po zewnętrznej stronie narożników też jest bardzo ciekawie: pod
każdym z nich stoją po dwa ułożone na sobie stoły, które ktoś dodatkowo
„przyozdobił” drutem kolczastym.
- Pod ringiem utknięto niesamowitą ilość stołów, desek, krzeseł,
jarzeniówek i innych tego typu przedmiotów. Można powiedzieć, że cały
ten arsenał aż się spod ringu wysypuje.
- Nieco dalej natykamy się na wielki, szklany zbiornik z piraniami,
podobny zbiornik ze skorpionami, kontener z drutem kolczastym i
tłuczonym szkłem, kartony z pinezkami, skrzynki z bliżej nieokreśloną
zawartością, stertę kaktusów (?!) w doniczkach, kanistry z benzyną,
drabiny, metalowe pręty, worki z solą, kolejne jarzeniówki...
- ...i sporo innych rzeczy.
Szykuje się wiele atrakcji!
Jan Kowalski – Nie sądziłem, że do takiej walki może dojść. To jakiś nowy poziom absurdu i brutalności, chyba aż tak EWF pokręcone nie jest.
Tony Hogański – Obyś się nie zdziwił.
Jan Kowalski – Właśnie się zdziwiłem.
Tony Hogański – Ja też.
Oględziny przerywa nam Basil Poledouris i jego „Anvil Of Crom” – to
Franko wkracza do hali! Rzeźnik rozgląda się wokół z czymś na kształt
ponurej satysfakcji, po czym spokojnie rusza w stronę ringu. Jego
pochodowi towarzyszy potężna dawka cheeru, którą zawodnik powiększa
tauntując w obrębie kwadratowego pierścienia.
The Clash i „London Calling” poprzedzają pojawienie się Bidama. Azjata
idzie w kierunku ringu z uśmiechem na twarzy, mimochodem odbierając
przy tym rozliczne hołdy i pozdrowienia ze strony swoich fanów. Kiedy
dociera do celu, przybija „żółwika” ze swoim tag partnerem.
Jan Kowalski – Jest i Franko, pomysłodawca tej walki.
Tony Hogański – Jest i Bidam, jego wierny kompan. Są jak Kajko i Kokosz.
Jan Kowalski – Jak zaprezentują się ich rywale?
Rywale jak to rywale. Będą
zmotywowani. Zaczyna właśnie grać „Boa” Pawła Kukiza, patriotycznie
naładowany kawałek muzyczny. Po chwili spod FeliXtronu wychodzi Żubr, a
raczej kroczy jak żołnierz kompanii reprezentacyjnej Wojska Polskiego.
W dłoni trzyma rzecz jasna polską flagę. Flaga jak zawsze oddaje pas w
ręce Tony’ego Hogańskiego, a dzielny Sarmata wkracza na ring.
Muzyka zmienia się w „Enter
The Dragon Theme” i spod FeliXtronu wybiega Won Wei. Jest bardzo
energiczny i bardzo skoczny. Fani witają go głośno i przyjaźnie, a ten
przybija im piątki. Chiny w końcu blisko, więc być może dlatego Vanuatu
okazuje sympatię Won Weiowi. Chińczyk trafia na ring, gdzie wita się ze
wszystkimi.
Jan Kowalski – Za chwilę rozpocznie się ta pokręcona walka. Jej stawką będą EWF Tag Team titles.
Tony Hogański – Przy całym moim szacunku do Żubra i Won Weia... faworytami są Franko i Bidam.
Jan Kowalski – W normalnej walce być może, ale ta stypulacja może zniwelować różnice w klasie i umiejętnościach zawodników.
Tony Hogański – Zobaczymy.
Cała czwórka jest już na ringu. Sędzią walki wyznaczony został
wspaniały Lech Grudziński, znany też jako najdzielniejszy sędzia
wrestlingowy jaki postawił stopy na pięknej ziemi Vanuatu. Bidam i
Franko rozmawiają chyba o
kurczakach, bo Nowosibirski wydaje z siebie takie dziwne, kurze
dźwięki. Dobrze, że nie ma zamiaru składać jaj. Won Wei i Żubr
wyglądają na zmotywowanych. Są gotowi na wszystko i na wszystkich.
Rozbrzmiewa gong i walka oficjalnie się
rozpoczyna. Franko rzuca się na Won Weia, a Bidam na Żubr, dzięki czemu
możemy obejrzeć dosyć chaotyczną
wymianę ciosów. W jej wyniku Rzeźnik powala przeciwnika Lariatem,
podczas gdy jego partner po prostu wali kilkakrotnie głową swojego
rywala o narożnik. Ostatni Sarmata rewanżuje się potężnym „łokciem” w
twarz Azjaty,
po którym przeskakuje za jego plecy i aplikuje mu solidnego
„karkołamacza” w postaci German Suplexa! Bidam solidnie oberwał, a Żubr
zauważa, że jego partner jest regularnie obijany w narożniku przez
Franko. Natychmiast interweniuje, uderzając brutalnym Elbow Strike w
tył głowy zamaskowanego zawodnika. Butcher wyraźnie odczuł to
bezkompromisowe uderzenie, po który następują kolejne – Żubr dosłownie
wyżywa się na oponencie zasypując go serią brutalnych ciosów! Na
pierwszą krew nie trzeba było długo czekać – jej strużka wypływa spod
maski – co oznacza pierwszy punkt dla pretendentów! (Mistrzowie: 0!
Pretendenci: 1!)
Tony Hogański – Kto ustalał punktację?
Jan Kowalski – Nie wiem... Franko?
Tony Hogański – Ustalał punktacje do swojej walki?
Jan Kowalski – Nie takie rzeczy się w EWF zdarzały. Zresztą on przecież nie wiedział, że będzie tu walczył.
Tony Hogański – Pewnie liczył na to. To wszystko jest grubymi nićmi szyte. Węszę spisek, bo mam dobry węch.
Tymczasem Won Wei doszedł już do siebie i zainteresował się
próbującym wstać Bidamem.
W tym czasie aktualny EWF Daemusin Champion z iście żubrzą
skutecznością konsekwentnie obija Rzeźnika, powiększając jego
krwawienie. Niedługo później dzieje się kilka rzeczy na raz: Żubr
zostawia poobijanego Butchera i wyskakuje na szczyt narożnika, podczas
gdy Bidam powala Won Weia szybkim Neckbreakerem! Azjata wrzeszczy coś
do
partnera, który przyklęka na macie, wspierając się na rękach. Ciekawe o
którego Azjatę chodzi, bo mamy ich dwóch na ringu. Można zgadywać albo
urządzić sondę smsową. Tymczasem dzielny Żubr prezentując odchyły
prawicowo-nacjonalistyczne
odwraca się, chcąc wykonać jakąś efektowną akcję... i nadziewa się na
Running Dropkick Bidama, który do wybicia się użył szerokich barków
partnera! Pretendent do pasa tag teamów spada prosto na dwa ustawione
na sobie stoły, roztrzaskując je!! (EWF! EWF! EWF!) Dwa punkty trafiają
na konto mistrzów! (Mistrzowie: 2! Pretendenci: 1!)
Jan Kowalski – Walka rozwija się w sposób interesujący.
Tony Hogański – Jest rozwojowa jak długi Polski.
Jan Kowalski – Spodziewałem się porównania do papieru toaletowego.
Tony Hogański – Jestem oryginalnym Tosterem, potrafię wymyślać własne powiedzonka.
Żubr
jest na razie wyeliminowany z walki, co pozwala obecnym posiadaczom
pasa na zajęcie się jego partnerem. Bidam wyprowadza serię Knife Hand
Chops, które zostają zwieńczone efektownym, a co ważne bardzo
efektywnym Superkickiem w wykonaniu Franko. To był
ładnie przeprowadzony, falowy atak – widać, że mistrzowie coraz lepiej
rozumieją się w ringu. Przez chwilę okopują jeszcze swojego oponenta...
który powala ich nagłym, kompletnie zaskakującym Double Clothesline!
Kto by się spodziewał, że mały Won Wei takie rzeczy potrafi! A jednak!
Chwilę coś myśli, pewnie co by tu zrobić. Następnie chwyta Bidama -
pewnie dlatego, że jest mniejszy i lżejszy i gabarytowo bardziej do
niego pasuje - podnosi go ponad głowę i bez większego
zastanowienia wyrzuca poza ring – prosto na „zasieki” z drutu
kolczastego!! (EWF! EWF! EWF!) Cóż za akcja! Cóż za styl! Co za emocje! Jak to się wszystko skończy? (Mistrzowie: 2! Pretendenci: 2!)
Jan Kowalski – Jest remis.
Tony Hogański – To ja może poczytam jakąś książkę...
Jan Kowalski – Nie interesuje cię walka? Przecież tu dzieje się tak wiele.
Tony Hogański – Wygra, kto ma wygrać. Taka to gala, emocje będą na Kwietniowej Anarchii.
Won
Wei nie jest zadowolony z werdyktu arbitra, który przyznał mu tylko
jeden punkt. Shaman pokazuje, że to zgodne z instrukcjami, zasadami i
że to on jest Shamanem, a Won Wei Chińczykiem. Won posmutniał, ale
niestety, nie ma czasu na kłótnie – Franko właśnie wstał
na równe nogi! Won We natychmiast chwyta zamaskowanego za głowę i
przypierdala mu naprawdę brutalnym Headbuttem! Rzeźnik jakoś ustał to
uderzenie... i rewanżuje się tym samym! W tym czasie Żubr zaczyna
zdradzać oznaki życia, podczas gdy Bidam stara się wyplątać ze zwojów
piekielnie „czepliwego” drutu kolczastego. Won We i Franko zataczają się,
ale nie odpuszczają – w ruch idą kolana i pięści! Butcher rozpoczyna
nawet swój sławetny Taniec Rzeźnika, który zostaje jednak zduszony w zarodku przy
pomocy potężnego kopa w krocze Włochatego! Po tej akcji idą kolejne
uderzenia w twarz oszołomionego EWF Tag Team i Evolution Championa – całą
kombinacje wieńczy straszliwy Knee Strike w potylicę! W tym czasie Żubr i
Bidam zeszli się poza ringiem, gdzie Azjata obrywa nokautującym chair-shotem! To jednak nie wystarczy, by uzyskać punkt, więc Żubr
wykonuje German Suplex posyłając rywala na pobliską stertę jarzeniówek!!
(EWF! EWF! EWF!) Szklany pył spowija na chwilę walczących, a na konto
pretendentów trafia kolejny punkt! Tak to się robi w Vanuatu! (Mistrzowie: 2! Pretendenci: 3!)
Tony Hogański – Patrz pan...
Jan Kowalski – Jednak zainteresowała cię walka, co? Zaskakuje cię, że Żubr i Won Wei tak dobrze sobie radzą?
Tony Hogański – Nie, nie. Przeglądam turystyczny folder o Vanuatu. (Pokazuje kolorowy folder.) Wiedziałeś, że najwyższe wzniesienie Vanuatu nazywa się Tabwemasana?
Jan Kowalski – Nie.
Tony Hogański – Dobra nazwa, a mówię to jako honorowy obywatel Wysp Cooka. Powinniśmy ją jakoś wprowadzić do EWF.
Czy dojdzie do zmiany pasów? Czy Żubr i Won Wei zostaną nowymi
mistrzami? Czas pokaże, a tymczasem na ringu trwa obijanie
półprzytomnego Rzeźnika, który jednak nie składa
broni rewanżując się rywalowi mocarnym DDT! Ostatni Sarmata nieźle
oberwał, ale
zamaskowany na razie nie jest w stanie wykorzystać przewagi – po prostu
potrzebuje chwili na odpoczynek po laniu, jakie do tej pory sprawił mu
przeciwnik! W tym czasie dzielny Won Wei ciężko pracuje na kolejny punkt – sięga do
pobliskiego kontenera wyciągając z niego zszywacz do papieru i
plakietkę z logiem EWF! Fani w pierwszych rzędach aż łapią się za
głowę, kiedy plakietka zostaje przyszyta do policzka Bidama! (EWF! EWF!
EWF!) Kto by się spodziewał, że Won Wei tak świetnie będzie sobie dzisiaj radził? (Mistrzowie: 2! Pretendenci: 4!)
Tony Hogański – Fajnie nazywa się waluta Vanuatu... vatu. To rodzi wiele możliwości?
Jan Kowalski – Jakich znowu mozliwości?
Tony Hogański – Na przykład, na Vanuatu dostaję wypłatę w vatu, więc nie płacę VATu.
Jan Kowalski – Oj Tony, Tony... ty lepiej popatrz, co Won Wei zrobił z policzkiem Bidama.
Tony Hogański – Niech nadstawi drugi policzek i po sprawie. (Nagle wpada w reklamowy trans.) Bez VAT, bez VAT! Bez VAT, bez VAT, bez VAT!
Tego jest już za wiele dla pana Nowosibirskiego, który wykonuje szybki
i precyzyjny cios kantem dłoni, dosłownie rozkwaszając nos oponenta! Won Wei
natychmiast czuje smak swojej chińskiej i komunistycznej krwi, która obfitym strumieniem bucha z
uszkodzonego organu powonienia! Biedaczysko, jaki to smutny moment dla wszystkich niuchaczy. A Bidam bynajmniej na tym
nie poprzestaje – najpierw przypierdala rywalowi jedną z ocalałych
jarzeniówek, a później sięga do tego samego kontenera, z którego
wcześniej skorzystał przeciwnik! Wyciąga z niego nóż do cięcia tapet i przejeżdża nim przez czoło Won Weia! (EWF!
EWF! EWF!)
Ten wyczyn jest wart kolejnego punktu, bo syn Chińskiej Republiki
Ludowej i duchowy wnuk Mao krwawi i to krwawi obficie! (Mistrzowie: 3!
Pretendenci: 4!)
Tony Hogański – Nóż do cięcia tapet. Ciekawe rzeczy się tu wyprawiają.
Jan Kowalski – Powiedziałbym nawet, że brutalne... nawet zbyt brutalne jak na standardy EWF.
Tony Hogański – Żeby wrestling był wrestlingiem i takie sprawy? Mamy "extreme" w nazwie, więc niech się chłopaki bawią.
Won Wei zawył – może nie tyle z bólu, co w wyniku szoku – i wytrąca broń z
dłoni oponenta! Chwilę później w pojedynku obijających się na ringu
Franko i Żubra następuje przełom: Butcher wykonuje na rywalu niesamowicie
mocarny Overhead Belly to Belly Suplex, wyrzucając go tym samym poza
ring – prosto na konstrukcję z blatów podpiętych do C-4! Następuje
potężna eksplozja, od której nie tylko ring, ale aż cała hala się zatrzęsła!! (EWF! EWF! EWF! EWF!)
Co za grzmot! Co za akcja! Co za wybuchy! Brawo! Brawo! Oby tylko
jakiegoś niszczycielskiego cyklonu z tego nie było. (Mistrzowie: 5!
Pretendenci: 4!)
Tony Hogański – O kurwa!
Jan Kowalski – Ale zatrzęsło!
Spora część przestrzeni poza ringiem jest spowita dymem! Naprzeciwko Won Wei
niweluje przewagę Bidama, zdzierając z jego twarzy plakietkę z logiem
Extreme Wrestling Federation! Przypierdala jeszcze Azjacie
metalowym prętem... i pada po Double Axe Handle Smash Franko, wykonanym
ze szczytu narożnika! Azjata Azjacie wilkiem, a na końcu Rzeźnik i tak wszystko zniszczy. Butcher pomaga wstać tag
partnerowi, po czym wspólnie chwytają za metalowe pręty i zaczynają
bezlitośnie napierdalać leżącego Won Weia! Ten próbuje jakoś się bronić, ale
to tylko przedłuża jego agonię! W końcu mistrzowie zaprzestają tej
kaźni, robią to jednak tylko po to, żeby zawlec swoją ofiarę do
zbiornika z piraniami! Franko zdejmuje pokrywę, podczas gdy Bidam
próbuje wepchnąć opierającego się Won Weia do środka! Trochę krwi pretendenta
wpada do wody, wprawiając znajdujące się w niej ryby w prawdziwy amok!
Mistrzowie łączą siły i prawie im się udaje... jednak w ostatniej
chwili nadciąga Żubr z owiniętą drutem kolczastym „maczugą” w dłoniach!
Potężny cios od razu nokautuje Nowosibirskiego! (EWF! EWF! EWF!) Patriotyzm pierwsza klasa! Franko uchyla się
przed kolejnym, zapomina jednak o Won Weiu, który ostatkiem sił kopie go pod
kolana, pozbawiając tym samym równowagi! Kolejne uderzenie owiniętego
drutem oręża trafia już prosto w głowę Butchera! Chwilę
później Won Wei i Żubr wrzucają Rzeźnika do akwarium, po czym przykrywają je
pokrywą, na której jeszcze dodatkowo siadają!! (EWF! EWF! EWF! EWF!) W
zbiorniku rozpętało się prawdziwe piekło! Rzeźnik rzuca się jak
szalony, piranie go wpierdalają, a woda zabarwia się od krwi! Fani
szaleją, nie mogąc chyba do końca uwierzyć w to, czego są świadkami! Po
około dziesięciu sekundach interweniuje sędzia, który nakazuje
pretendentom ponowne otworzenie zbiornika! (Mistrzowie: 5! Pretendenci: 6!)
Tony Hogański – Co tu się dzisiaj wyrabia!
Jan Kowalski – Widzę, że nawet ty spoglądasz z zainteresowaniem na Gehenna match.
Tony Hogański – Interesujący, ale nie róbmy go już więcej. Emocji wystarczy nam na całe życie.
Jan Kowalski – Może masz rację.
Franko wypełza jakoś z pułapki – widzimy, że jego ciało pokrywają
liczne rany! A rywale nie zamierzają mu odpuścić – Żubr właśnie rozkłada
stół, który Won Wei polewa benzyną z chińskiego kanistra! Przez chwilę trwa
poszukiwanie zapalniczki, którą w końcu udaje się znaleźć w świetnie
zaopatrzonym kontenerze. Żubr szykuje się do podpalenia stołu... i pada
po brutalnym chair-shocie w wykonaniu Bidama! W odpowiedzi Won Wei chwyta
mocniej przygotowywanego do egzekucji Rzeźnika i szybkim Irish Whipem
posyła go wprost w Nowosibirskiego! Zaskoczony Azjata pada po ciężarem
swojego kumpla! Próbuje wstać, jednak dopada go Won Wei, który natychmiast
wykonuje Body Slam prosto na rozłożony, stół! (EWF! EWF! EWF!) Wiele dzisiaj atrakcji mamy w ofercie, szczególnie w bojach azjatycko-azjatyckich. (Mistrzowie: 5! Pretendenci: 8!)
Tony Hogański – Wiesz, że na Vanuatu rozkwita kult księcia Filipa?
Jan Kowalski – Tego od Elżbiety II?
Tony Hogański – Tak, czczą go. Po dzisiejszej gali będą też czcili mnie. Jestem tego pewien.
Ale oberwał! Bidam dogorywa i nie wygląda na
zbyt przytomnego, natomiast uaktywnia się jego partner – Franko wstaje
i przypierdala w tył głowy Won Weia owiniętą
drutem kolczastym rękawicą! Skąd
ją wziął? Też pytanie! W EWF, a już szczególnie w tym pojedynku, z tak
popapraną stypulacją, wszystko jest możliwe. A bo to mało tutaj tego
leży? W tej walce dzieje
się tak dużo, że łatwo przeoczyć jakiś drobiazg. A Butcher masakruje
twarz rywala swoją rękawicą, co jednak nie daje mu upragnionego punktu.
Jeżeli Rzeźnik jest zirytowany, to doskonale to ukrywa – powala
próbującego wstać Żubra ciosem swojej kolczastej pięści, po czym wraca
do Upartej Małpy czy jaki tam pseudonim nosi ten syn chińskiej ziemi, chwyta sporych rozmiarów kaktusa, przykłada go do krocza rywala, i
rozpierdala jedno i drugie naprawdę brutalnym kopnięciem! (EWF! EWF!
EWF!) Co to się dzisiaj tu wyprawia! (Mistrzowie: 6! Pretendenci: 8!)
Tony Hogański – Przeczytałem kutasa.
Jan Kowalski (zdziwiony) – Co?
Tony Hogański – Mówię o folderze, który czytam.
Tym razem obrońcy pasa zasłużyli na punkt, ale ciągle mają straty do
odrobienia. Franko doskonale zdaje sobie z tego sprawę, więc chwyta obitego Won Weia
i pomimo prób oporu aplikuje mu Running Powerbomb prosto w karton
wypełniony pinezkami! (EWF! EWF! EWF!) Kolejny punkt dla mistrzów, a mieszkańcy Vanuatu chwytają się za głowy! (Mistrzowie: 7! Pretendenci: 8!)
Jan Kowalski – Franko i Bidam odrabiają straty.
Na tym kończy się dobra passa Rzeźnika – Żubr zachodzi go od tyłu, i po
prostu rozpierdala na jego plecach krzesło! (Mistrzowie: 7! Pretendenci: 9!)
Tony Hogański – Za szybko się to zmienia! Nie nadążam za tym.
Rzęsiste
Angry Stompy spadają na plecy zamaskowanego! Jest wiele patriotyzmu w
tej akcji, bo przypomina ono znaną bitwę pod Cedynią, gdzie Maciej
Stuhr zgwałcił margrabiego Hodona. Tymczasem Żubr rozgląda się
za czymś konkretniejszym, czym mógłby przypierdolić oponentowi, jednak
te poszukiwania kończą się w bardzo bolesny sposób – to Bidam sypie mu
w twarz zawartością worka z solą! Wrzask Żubra słychać chyba na zewnątrz
budynku! Aż papugi poderwały się z drzew, a Vaclav przerwał konsumpcję nietoperza! (EWF! EWF! EWF!) Oni są solą tej federacji, mówimy rzecz jasna o zawodnikach. (Mistrzowie: 8! Pretendenci: 9!)
Tony Hogański – Zjadłbym pierogi. Ciekawe czy na Vanuatu sprzedają polskie pierogi.
Jan Kowalski – Nie wiem, sprawdź.
Tony Hogański – Napisałbym w tej chwili odę do pierogów. Ciekawe czy Żubr lubi mocno solone czy nie.
Naszpikowany
pinezkami Won Wei wstaje i natyka się na Rzeźnika. Butcher od razu
zwietrzył swoją szansę, efektownymi uderzeniami pięścią zaczyna
trzaskać Chińczyka po twarzy. Jeden cios, drugi, trzeci, czwarty,
piąty, nie ma co ich liczyć. Ważne, że już po chwili akcja niszczenia
Upartego Tygrysa trwa na środku ringu. Tymczasem Bidam wrzuca na ring
stół, którego blat został gęsto nabity gwoździami. To nie koniec! Po
chwili pojawia się drugi stół, który także jest nabity gwoździami, a do
tego drutem kolczastym. Franko od razu pojął, co ma robić. Rozstawia
pierwszy stół i umieszcza na nim Won Weia, a następnie kładzie na nim
drugi stół i tworzy w ten sposób uroczą „kanapkę” w hardcorowym stylu. EWF
Evolution Champion wdrapuje się na narożnik, po czym skacze na
uwięzionego Won Weia z Frog Splashem!!! Słychać wrzaski Won Weia, być
może nawet odgłosy gwoździ i drutu kolczastego wbijającego się w
skórę!! (EWF! EWF! EWF! EWF!) Dwa punkty za akcję! (Mistrzowie: 10! Pretendenci: 9! Zwycięzcami i nadal EWF Tag Team Champami są: Franko & Bidam!)
Tony Hogański – No i tak to się skończyło.
Jan Kowalski – Zawodnicy chyba będą tydzień odpoczywać po tej brutalnej walce.
Tony Hogański – Do Kwietniowej Anarchii się zagoi. Mam pomysł! Pamiętasz Tabwemasanę?
Jan Kowalski (zdziwiony) – Najwyższy szczyt Vanuatu?
Tony Hogański – Od dzisiaj każdy Frog Splash wykonany przez Franko będzie znany jako Tabwemasana. To tak na pamiątkę tej gali i tej akcji.
Franko i Bidam gratulują sobie sukcesu. Wiele wysiłku włożyli w ten
pojedynek, wiele krwi przelali, ale pasy zostały obronione. Doceniając
dzielną postawę swoich rywali pomagają im wstać i dziękują za dobry
pojedynek. Żubr przyjął to patriotycznie, a Won Wei po chińsku. Ten
ostatni zresztą niewiele kontaktuje, bo utknął między dwoma stołami, a
zamiast leżeć chodzi. Pojawiają się służby medyczne, które zabierają
się do akcji wyzwolenia obywatela Chińskiej Republiki Ludowej z tej
hardcorowej kanapeczki. Gra Dead Or Alive - "You Spin Me Round (Like a
Record)", przy którym Bidam i Franko odbierali Felka za najlepszy tag
team zeszłego roku i zwycięska drużyna opuszcza ring. Nie wiadomo czy
jest to ich oficjalny drużynowy theme czy żart realizatora.
Tony Hogański – Duch fair-play unosi się nad EWF.
Jan Kowalski – Myślę, że EWF zawsze było uczciwą federacją.
Tony Hogański (wybucha śmiechem) – Tak, na pewno.
(Przenosimy się na
zaimprowizowane zaplecze, gdzie znajdują się
prawdziwe asy przestworzy. Między innymi MaxiMasterNinjaMistrz, a także
stażyści SR-Crazy'ego - Mister Nalep, DanGaner, Diego Huarez i Cris
Banito, niektórzy nawet poprzebierani za żyrafy i postaci z utworów
Henryka Sienkiewicza. Natomiast w tle widzimy wcinającego jakieś
szamańskie potrawy jedynego w swoim rodzaju Shamana. Nagle do
tego miejsca wpada Roberto Forlani z jakąś teczką.)
Robert Forlani –
Mam cię imposterze!
Zaskoczony tym nagłym wtargnięciem MaxiMasterNinja zaczął się rozglądać.
MaxiMasterMistrz –
Ale ja nic nie importuje! Nie jestem importerem!
Diego Huarez –
Czy gdzieś tu jest Toster?
Robert Forlani –
Mówię o nim! (Dramatycznym gestem wskazuje na Shamana, który do tej pory spokojnie wcinał jakieś szamańskie potrawy.) To falsyfikat!
MaxiMasterMistrz –
Ale o co chodzi?
Robert Forlani –
Napisałem do World Shaman Association, a oni odesłali
mi to, ostateczny dowód! (Wyciąga z teczki jakiś papier.) Tu jest
wyraźnie napisane: "Pan Shaman nie jest szamanem"! Nie masz oficjalnej akredytacji
zrzeszenia szamanów, dlatego już zgłosiłem cię do sądu. Mój adwokat, znany i szanowany Roman Koń, z
którego usług korzysta wielu wpływowych ludzi, mówi, że wygraną mamy
jak w banku. Już nie jesteś szamanem, zabraniam ci używać tego tytułu!
Shaman –
Czy jestem szamanem?
MaxiMasterMistrz
(patrząc płaczliwie na Shamana) –
Kim tak naprawdę jesteś?
DanGaner –
Ja wierzyłem w Shamana! W mojej fabryce, tej która wybuchła, wszyscy wierzyli w Shamana!
Zaczyna się nagle jakieś wielkie zamieszanie! Wszyscy rzucają się na wszystkich! DanGaner atakuje
Forlaniego z talerzem szamańskiego żarcia, więc Robert dostaje prosto w
twarz. W tym czasie MaxiMasterMistrz podnosi jakąś
deskę i uderza zamyślonego Mister Nalepa w plecy. Koleś nieźle dzisiaj
obrywa! Siła ciosu sprawia, że ten
pada na kolana. Mistrz chce wyprowadzić kolejny cios, jednak ktoś
wyrywa
mu deskę, tym kimś jest DanGaner. Widać rzucanie żarciem nie pomogło i
trzeba wziąć w swoje ręce silniejsze narzędzia.
Robert Forlani –
Czemu go bronisz?
DanGaner –
Ja nikogo nie bronię, ja wierzę...
W tym momencie DanGaner dostaje w plecy od Mastera z krzesła obrotowego,
które stało w kącie. Cios nie był zbyt silny, ale jego moc i tak
spowodowała, że gościu, który przeżył wybuch fabryki zachwiał się.
MaxiMasterMistrz –
Ja chciałem tylko z powrotem moją deskę!
Zaczyna
się brawl między wrestlerami ostry jak całe Vanuatu! Huarez rzuca
sztućcami, Master
odzyskał deskę, a Robert chciał zrobić zaimprowizowane narzędzie ze
śmietnika. Wtem otwierają się drzwi i w pomieszczeniu pojawia się....
Kraven! Jak się okazuje pomieszczenie wcale nie było zwykłym pokojem, a
zaledwie korytarzem, a cała akcja miała miejsce tuż przed biurem
najwyższych władz EWF.
Kraven –
Co tu się dzieje? Co to za raban?
Nikt mu nie odpowiada, bo wszyscy tłuką się ze wszystkim.
Kraven –
Mógłby ktoś zrobić z tym porządek. Tu się dzisiaj nie da normalnie pracować, wszystko się wali! A won stąd!
Odzywa się jakiś telefoniczny głos z głębi biura. To Avon Tschorny.
Głos Avona z oddali –
Melduję się! Jestem w Szczecinie i palę nasze archiwa. W IPNie będą płakać jak to zobaczą.
Kraven –
Nie "Avon" tylko "a won stąd"! (Chwyta się za głowę.) Co za dzień! Co za dzień!
(Pan komisarz zamyka drzwi, a walka między zawodnikami trwa w najlepsze.)
Jan Kowalski –
Shaman jest fałszywy? Shaman nie jest szamanem?
Tony Hogański –
Bierzesz serio to, co ci idioci z dolnej części karty wygadują?
Jan Kowalski –
W sumie to nie.
Tony Hogański –
Niech Kraven wyśle GRU i zrobi z nimi porządek.
Jan Kowalski –
To niedemokratyczne.
Tony Hogański –
Demokracja-dupokracja-sracja.
Jan Kowalski –
Uwaga,
właśnie otrzymałem ważną informację dotyczącą main-eventu. Będzie to
Falls Count Anywhere match z udziałem SR-Crazy'ego, Szakala i Vaclava.
Zawodnicy zostali albo wkrótce zostaną poinformowani o tym fakcie.
Tony Hogański –
Tylko gdzie jest mistrz? Gdzie on się podziewa? Widział go ktoś? (Odwraca się do tłumu kibiców siedzących za nim.) Czy widzieliście mistrza Szakala?
Jan Kowalski –
Zrozumieli cię?
Tony Hogański –
Raczej nie. Może dlatego, że ja reprezentuję Wyspy Cooka, a my mamy kosę z Vanuatu.
(Znaleźliśmy się na placu
targowym w Port Vila. To właśnie tutaj handluje SeBa, który po utracie
wszelkich praw do swojej armii, a także stopnia/tytułu
feldmarszałkowskiego nie może się otrząsnąć. Postanowił budować
kapitalizm na Vanuatu i handluje na miejscowym straganie.)
SeBa –
Morele z Iławy!
Arbuzy z Królewca! Mango z Kłajpedy! Rzodkiewki z Ostródy! Kałamarnice
z Olsztyna! Świeży towar, prosto z Prus Wschodnich! Kupujcie! Kupujcie
te wspaniałe przysmaki!
Wokół straganu ciśnie się
niesamowity tłum. Każdy chce coś kupić. SeBa jest szczęśliwy,
właściciel straganu jest szczęśliwy, klienci też są szczęśliwi. Tylko
Mati stoi smutny na uboczu.
Mati –
Feldmarszałku, tak nie można. Zatracamy tu swoją tożsamość.
SeBa –
Nie jestem już
feldmarszałkiem ziomuś. Od dzisiaj jestem kapitalistą, handlowcem,
kupcem, sprzedawcą i czym tylko chcesz. Będę budował tu prawdziwą
wolność i kapitalizm. Dużo ostatnio czytałem i czas zapuścić włosy,
zostać kucem i wyznawcą Korwina-Mikke.
Mati –
Ale... ale... co z naszą armią? Przecież możemy odzyskać ją na Kwietniowej Anarchii.
SeBa –
Było, minęło.
Teraz bardziej interesuje mnie powrót do parytetu złota. Czas spojrzeć
prawdzie w oczy - nasza armia jest stracona.
Mati –
Nein!
SeBa –
Co?
Mati –
To znaczy nie.
SeBa –
Zmieniamy życie na lepsze. Założymy własne przedsiębiorstwo i będziemy kapitalistami na tutejszych wyspach.
Nagle zaczynają grać trąby -
skąd się one tu wzięły? Tego nie wiadomo, ale pojawia się dziesięciu
trębaczy. Pięciu po prawej stronie, pięciu po lewej. Na ulicę wjeżdża
barwny orszak. Na przedzie idą cztery wielbłądy, później dwie zebry,
żyrafa, dwa bawoły, osiem antylop i jeden kulawy makak. Lud nabożnie
rozstępuje się, bo oto na słoniu wjeżdża....
Mati –
To... to...
SeBa –
To ten ziomek!
Mati –
To przecież....
SeBa
(z nieskrywaną wrogością) –
Franz!!!
Mimo, że siedzący na słoniu
Franz miał na sobie maskę spawacza, to wszyscy rozpoznali jego dostojną
personę. Dwóch Hindusów pomogło mu zejść ze słonia, tytułując go
dodatkowo "maharadżą Franzem". Co to wszystko znaczy?
SeBa –
To ty...
Franz –
To ja.
SeBa –
To ty wrzuciłeś mój hełm do rzeki Ob w czasie gali w Nowosybirsku.
Franz –
To byłem ja.
SeBa –
Czego tu chcesz? To mój stragan!
Franz –
Każdy stragan na tej wyspie należy do mnie.
SeBa –
Jak to tak?
Franz –
Mój Tragicznie Zmarły Brat czuwa nade mną. Razem będziemy budować tu kapitalizm.
SeBa –
Nie, ziomek, spóźniłeś się. To ja jestem tutejszym kapitalistą.
Franz –
Wracam na ring, wracam do EWF. Jeszcze się spotkamy.
Po tym wszystkim Franz chwyta
arbuza z Królewca, nie płaci za niego i przy pomocy Hindusów pakuje się
na swojego słonia. Następnie wraz ze swym orszakiem odjeżdża. SeBa ze
wściekłą miną zaczyna kroić mango niczym Bożena Dykiel w reklamach.
Mati –
Feldmarszałku?
SeBa –
Widziałeś tego ziomka? Myśli, że jest kapitalistą? Fabrykantem? Prywaciarzem?
Mati –
On ci nigdy nie dorówna.
SeBa –
Skoro on wraca do EWF, to ja też. Trzeba go dopaść ziomek. A teraz załatw mi Lecha, a jak nie znajdziesz to Harnasia.
(Wściekły segment na straganie dobiega końca. Wracamy na arenę.)
Tony Hogański –
Franz wrócił do EWF! Franz jest znów z nami!
Jan Kowalski –
Brakowało nam tej barwnej persony. Do tego wygląda na to, że wyprowadził SeBę z postpruskiej depresji.
Tony Hogański –
EWF wyjdzie na prostą. Z Franzem i SeBą na pokładzie to musi się udać.
Jan Kowalski –
Oby...
(Trafiamy w
jakieś zalesione miejsce. Niby gala powinna odbywać się w hali, ale
dzisiaj mamy w programie sporo wypadów poza jej obręb. O ile jednak
Szakal i Bidam rozbijają się po różnych klubach senatorskich, a Vaclav
zwiedza świat, to tym razem trafiamy tuż na skwerek obok hali. To
właśnie tutaj EWF World Champion
odbywa swą powitalną wizytę. Są tańce, śpiew i radość. Jest i Nosacz,
czyli bardzo ciekawa małpa, zajadający się jakąś zieleniną, nie ma
natomiast stażystów. Wtem do
tego miejsca wpada grupa tubylców, która momentalnie pada na kolana. Z
grupy tej wyłania się lider, który zwraca się do SR-Crazy'ego.)
Lider –
Panie...
SR-Crazy –
Mów mi Crazy!
Lider
(ze zdziwioną miną) –
Panie Crazy!
SR-Crazy –
Mów tak do mnie!
Lider
(z jeszcze bardziej zdziwioną miną) –
Ale jak?
SR-Crazy –
Tak jak mówisz. (Spogląda na niego dziwnie.) Kontynuuj po prostu.
Lider –
Czyli?
SR-Crazy –
Zresztą
nic nie mów. Co cię tu sprowadza, dobry człowieku? Chcesz lizać mi
stopy by pokazać jakim jesteś prochem przy mojej wspaniałości?
Największy magnat w
dziejach EWF spogląda wymownie na przywódcę społeczności Vanuatu, ten
natomiast patrzy na EWF World Champa w tubylczym stylu. Obaj milczą
przy tym.
SR-Crazy –
Dlaczego nic nie mówisz?
Lider –
Kazałeś mi milczeć!
SR-Crazy –
Pardon, czy jesteśmy na ty? (Robi minę zdegustowanego szlachcica.) Kazałeś panie.
Lider –
Kazałeś panie...
SR-Crazy –
Miałem na
myśli temat przedstawiania się, ale resztę możesz mówić. Pozwalam ci
odzywać się w mojej obecności. Chcesz na to papier? Gościu od wybuchu
fabryki wystawia takie ozdobne, ma talent, tylko wszędzie widzi
wybuchy, więc dokumenty są w wybuchowe wzorki.
Lider –
Aha!
SR-Crazy –
A jak ty to sobie wyobrażałeś?
Lider –
No, że przeczytasz w myślach co mam do powiedzenia, wieści o twych cudach doszły nawet tutaj.
SR-Crazy –
Cuda zostawmy na czasy, które potrzebują cudów. Tu się w to bawić nie muszę, mów co chcesz.
Lider –
Ukarz
Vaclava! Tego, który pije Perły i podpala lasy, a także tego kto nie
umie korzystać z łazienki naszej! On splugawił, co dało się splugawić.
Zniszczył nasze zabytki, wyśmiał nasze zwyczaje i naszą kulturę. Okradł
nas z dumy i godności, czytał Jane Austin na głos w towarzystwie dam, a
to nieprzyzwoite. Upijał się, bekał, rzygał i srał w miejscach drogich
sercu każdego mieszkańca naszego państwa. On jest jak kara zesłana na
nas przez Boga. Jak banda barbarzyńców, tylko w jednej osobie, która
plugawi wszystko i wszystkich.
SR-Crazy –
Czekaj, bo
zgubiłem się na początku. Mam ukarać Vaclava, jakiegoś gościa od Perły
i lasów oraz kogoś, kto sra obok kibla, bo ma rozregulowany celownik.
Dobrze rozumuję? W sumie trzy osoby mam ukarać? Chciałbym dodać, że na przykład taki Smela z kiblem sobie
nie radzi, gdy jest upity.
Lider –
Nie panie, ukarz jedną osobę, to wszystko Vaclav zrobił. On
zniszczył nasz Święty Gaj, on zniszczył naszą Łazienkę, on obraził
społeczność Vanuatu!
SR-Crazy –
Aaa,
a ja myślałem, że to więcej osób, a to jeden Vaclav. Szybki chłopak
jest, taki typowy blokers, wszystkich wkurwia. Widać, że wychował go
trzepak.
Lider –
Ukarz go!
SR-Crazy –
Ale jak?
Lider –
Pobij go!
SR-Crazy –
Ale tak od razu, ad hoc? (Chwilę podumał.) To jest przecież w planach, a coś jeszcze?
Lider –
Ześlij na niego rzeżączkę!
SR-Crazy –
Ciekawa choroba. Smela, zapisz to.
Smela
(jadąc ostro w notatniku) –
Już zapisuję.
SR-Crazy –
Smela czekaj.
Smela
(przerywa ostre notowanie) –
Tak, mentorze?
SR-Crazy –
Nie zapisuj. (Zwraca się do swojego głównego rozmówcy.) A dlaczego właściwie społeczność Vanuatu się do mnie z tym zwraca? Nie macie lokalnych herosów?
Lider –
Mamy, ale aktualnie ma on swoją zmianę na lotnisku.
SR-Crazy –
Aha, wszystko jasne. (Drapie się po czole.) No nie wiem, czy mogę to zrobić... (Smela podchodzi do
Szaleńca i szepce mu coś na ucho.) Dobrze, da się to załatwić. Najpierw
jednak musicie przynieść owoce i liście dla nosacza, a teraz macie go
pogłaskać po nosie, bo się chłopak nieswojo tu czuje. Ja nie jestem
Superman by latać za darmo z waszymi sprawami. Czas petycji skończony.
(Lud Vanuatu rzuca się na kolana przed Crazy'm, a ten ich po pastersku błogosławi.)
Tony Hogański –
Tak jest! Trzeba zrobić z tym srającym zapładniaczam porządek. Crazy to właściwa osoba na właściwym miejscu do tej roboty.
Jan Kowalski –
Też tak uważam, ale nie należy potępiać Vaclava.
Tony Hogański –
Masz rację.
Jan Kowalski
(zdziwiony) –
Mam?
Tony Hogański –
Taką świnię jak on trzeba po prostu zastrzelić.
(Znów przenosimy się poza
obręb hali EWF. Taka to Wrestlepalooza, wiele ciekawych sytuacji dzieje
się tu po prostu na terenie stolicy Vanuatu, a to dlatego, że
wrestlerzy się nam rozpełźli. Znajdujemy się przed halą, więc nie
oddaliliśmy się daleko. Fani, którzy nie załapali się na bilety
oglądają galę na telebimie, zajadając się kateringiem od Pana Wojtka.
Należy jednak zauważyć, że zbudowano tu ciekawe podwyższenie, z trybuną
i jakimś postumencie, który przykryty jest płachtą. Wtem słychać gwar i
szepty, bo na podwyższeniu pojawia się nie kto inny jak Uga-Buga! Jak
pamiętamy, albo i nie, legendarny zawodnik karaibski powrócił do
federacji na poprzedniej gali.)
Uga-Buga –
Drodzy zebrani! Mam
ważną informację! Jest mi miło poinformować, że na Kwietniowej Anarchii
VII odbędzie się dziesiąta edycja Pucharu Szczęściarza! Będę
gospodarzem tego wiekopomnego wydarzenia! Szczęściarz nie może być tu
dziś z nami, ale na pewno pojawi się w Krakowie, razem ze mną Shamanem
i Ghulem. Wspólnie sprawimy, że kolejna edycja tego wspaniałego trofeum
będzie jeszcze lepsza niż poprzednie! Oto nasz puchar!
Były EWF FTW Champion z gracją zdziera płachtę z postumentu i oczom zebranych ukazuje się lśniący Puchar Szczęściarza.
Uga-Buga –
W walce wezmą udział SeBa, MaxiMasterMistrz, Robert Forlani, Won Wei, Franz, a także goście specjalni. Nie przegapcie tego!
Wtem w innej części placu przed halą słychać ryk.
Ryk –
Juiceeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!
To wściekły senator Szakal przemierza teren i demoluje wszystko na swojej drodze.
Szakal –
Juice!!! Gdzie
jesteś?! Chcesz mojego World title? Chcesz mnie pokonać?! A ty Kraven?!
Hangman?! Game?! Gangsta?! Gdzie się schowaliście?! Gdzie wy kurwa
jesteście! To ja jestem EWF World Champem! Słyszycie? Ja, ja i tylko ja!
Zaniepokojony Uga podbiega do dwukrotnego EWF World Champa.
Uga-Buga –
Senatorze! Co z panem? Proszę się otrząsnąć.
Szakal –
Jaki grzeczny kurwa! (Groźnie spogląda na małego Ugę, bo nie jest przywykły do grzeczności.) Gadaj! Gdzie Juice?! Ten, ko naraża się Triadzie, ginie!
Uga-Buga –
Senatorze! To ja! Uga-Buga.
Szakal –
Uga-Buga?
Uga-Buga –
Tak...
Szakal –
Co to kurwa? 2002 rok?
Uga-Buga –
Nie, 2014.
Szakal –
Jaki 2014 kurwa? Jest 2001! Popatrz w kalendarz!
Uga-Buga –
Odprowadzę pana senatora do hali.
Szakal –
Są tam Juice, Kraven, Hangman, Game i Gangsta?
Uga-Buga –
Tak, wszyscy tam są i już czekają.
Szakal
(uspokoił się trochę) –
To chodźmy. (Zdziwił się nagle.) Dlaczego nazywasz mnie kurwa senatorem?
Uga-Buga –
Pan senator jest senatorem.
Szakal –
EWF to kurwa nie cyrk, a poważna federacja. Nie jesteśmy w PCW, spytaj Feliksa Castro.
Uga-Buga –
Tak. Z pewnością uczynię to w wolnej chwili.
(Panowie ruszają w stronę hali. Wracamy na ring!)
Tony Hogański –
Jest mistrz! Znalazł się!
Jan Kowalski –
No i całe szczęście.
Tony Hogański –
To wszystko przez Bidama. Widzisz jaki to drań? Czym on napoił mistrza?
Jan Kowalski –
Miejscowym specjałem. Zresztą Szakal nie protestował.
Tony Hogański –
Tak się nie postępuję. To niegodne wrestlera EWF!
(Przenosimy się do Szczecina,
bo tam przecież rozgrywają się dramatyczne wydarzenia, które mogą
silnie oddziaływać na losy EWF. Znajdujemy się w jakimś ciemnym
pomieszczeniu, na środku którego ustawiono koksownik - jakby ktoś nie
wiedział to takie wielkie przenośne palenisko. W tle słychać piosenkę
Jacka Kaczmarskiego "Pieriestrojka w KGB".
Zauważamy, że przy koksowniku ogrzewa się Avon Tschorny. Ale dlaczego?
Przecież on jest murzynem. Aha! Pochylony nad płomieniem, kaszląc, bo
się koksownik zatkał, Avon Tschorny ze skupieniem pali tajne akta.)
Avon Tschorny –
Ach. Że też z dymem muszą iść te wszystkie protokoły, nasze win dowody i wyroki, całe EWF szerokie.
W niebyt nieba ulatują w jasnym żarze ważne dokumenty. Uważać musi Avon, żeby się nie sparzyć.
Avon Tschorny –
Tyle pracy w dym i popiół. Dobrze, że sobie popiłem, żeby nie czuć wstrętu.
Dłonie ubrudzone sadzą drą z mozołem skoroszyty i bruliony.
Avon Tschorny
(błyska mu ogień w oczach) –
Jak kazali, to kazali. Kiedy się historię spali - karta będzie czysta.
Wtem słychać, że potężne drzwi wyleciały z zawiasów.
Żeński głos –
Ani kroku! Rzuć wszystko!
Zgodnie z poleceniem Avon wrzuca wszystko do ognia, a mógł przecież zjeść jak dajmy na to bilet w autobusie.
Avon Tschorny –
Za późno! Wszystko spalone!
(Koniec materiału filmowego.)
Tony Hogański –
Uffff....
Jan Kowalski –
Co takiego? Co uffff?
Tony Hogański –
Dobrze, że zdążył wszystko spalić.
Jan Kowalski –
Czy mamy coś do ukrycia?
Tony Hogański –
Nie, ale przezorny zawsze zabezpieczony. Coś o czym nie słyszał gwałciciel Vac-płodożerca-lav.
(Znajdujemy się na zapleczu,
gdzie Artur Grot najwyraźniej zbiera się do odejścia. Ubrany jest w
uniform zewnętrzny, w ręku trzyma torbę sportową, do której
prawdopodobnie spakował cały swój majątek. Teraz tylko musi znaleźć
wyjście z hali. Nie będzie to łatwe, bo drogę zastępuje mu Mariusz Max
Kolanko.)
Mariusz Max Kolanko –
Nazywam się...
Artur Grot –
Wiem, kim jesteś.
Mariusz Max Kolanko –
Chciałbym...
Artur Grot –
Wiem, czego chcesz.
Mariusz Max Kolanko –
Czy ktoś mi tu da dojść do słowa?
Artur Grot –
Nie. Myślisz, że na ostatniej gali żartowałem, gdy twierdziłem, że wrestlingowi trzeba przywrócić prawdziwego ducha walki?
Mariusz Max Kolanko –
Zgubiłem się trochę. Kto tu w końcu zadaje pytania?
Artur Grot
(nie zwracając uwagi na Maksa) –
Nie, nie żartowałem. Czas skończyć z komedią jaka tu panuje i wziąć się do roboty.
Mariusz Max Kolanko –
Czy to znaczy, że poprzesz Felipe Castro i Franciszka Rokossowskiego?
Artur Grot –
To jeszcze
większy cyrkowcy. Kraven przynajmniej jest normalny. Problemem są
zawodnicy wyciągnięci z jakiegoś cyrku, powieści dla młodzieży lub
chorej fantazji pedofilów. Brakuje tu tylko Pana Samochodzika.
Mariusz Max Kolanko
(oburzony) –
Czego ty chcesz od Pana Samochodzika?
Artur Grot –
Nic od niego
nie chcę. Zwracam tylko uwagę, że on zupełnie nie pasowałby to
szanującej się federacji wrestlingowej. Przypominam, że "W" w nazwie
oznacza "wrestling", bo zauważyłem, że większość ludzi woli zwracać
uwagę na "E", czyli "extreme". Brakuje nam porządnych pojedynków.
Hardcoru tu dużo, chorego hardcoru - czego przykładem dzisiejszy
Gehenna match - jeszcze więcej, podobnie dziwacznych stypulacji walk.
Mam wrażenie, że klasyczna walka została zepchnięta zupełnie na
margines.
Mariusz Max Kolanko –
O tym już kiedyś słyszeliśmy.
Artur Grot –
Ale widać nie zrozumieliście.
Mariusz Max Kolanko –
Wywalczyłeś EWF Daemusin title shot. Na Kwietniowej Anarchii będziesz miał szansę wywalczyć swój pierwszy pas.
Artur Grot –
Szansę mam
zamiar wykorzystać. Chickasaw i Żubr, moi rywale, to istotni
komedianci. Indianin i narodowiec - jaki to ma związek z wrestlingiem?
Jak to pasuje do ducha sportów walki? Odpowiem - nie pasuje, nic a nic
nie pasuje. To wygląda mi bardziej na bohaterów filmów z lat
osiemdziesiątych niż na poważnych wojowników, a przecież tym właśnie
jesteśmy - wojownikami. Wrestling w niektórych kręgach jest uważany za
komedię, właśnie przez takich cudaków jak Chickasaw i Żubr. Dlaczego
dodajemy naszym prześmiewcom dodatkowych argumentów?
Mariusz Max Kolanko –
Czego możemy spodziewać się po walce na Kwietniowej Anarchii VII?
Artur Grot –
Mojego zwycięstwa, które będzie jednocześnie triumfem powagi nad cyrkiem.
Mariusz Max Kolanko –
Coś jeszcze?
Artur Grot –
O tym przekonamy się na Anarchii. To wszystko...
(Poważna przemowa, ale niektórzy posnęli. Czas wrócić na ring, gdzie Toster rozrusza towarzystwo.)
Jan Kowalski –
Zgadasz się z Grotem?
Tony Hogański –
W dupie to mam.
Jan Kowalski –
Jak to?
Tony Hogański –
Ważne by mój czas antenowy się zgadzał i tyle.
(Przenosimy się do miejsca w którym znajduje się Bidam, człowiek, który
nie tylko je kurczaki, ale także dobrze walczy. Jest on sam, jeśli nie
liczyć kurczaka i Franko. Panowie są właśnie opatrywani przez
vanuatańskie pielęgniarki. Gehenna match na pewno odcisnął na nich swe
piętno. Będą o nim pamiętać do końca życia, a kto wie czy ich rany tak
łatwo się zagoją.)
Bidam –
Powiem wprost: jebać sędziego i całą rodzinę jego.
Franko –
O czym ty mówisz? Przecież wygraliśmy.
Bidam –
Byłem ostatnio na meczu piłki nożnej. I to właśnie z niego wyniosłem.
Franko –
Za moich czasów wynosiliśmy krzesełka.
Bidam –
Nie było ich tam, to był mecz w lidze okręgowej, co najwyżej można było zarąbać krowę, która pasła się niedaleko.
Franko –
Co ty robiłeś na takim meczu?
Bidam –
Właśnie się zastanawiam, rozwiązania są dwa: kurczak lub Szakal.
Szukałem dobrych kurczaków, bo mówili, że w tym powiatowym mieście tam
są najlepsze. Druga ewentualność to poszukiwania Szakala, z którym bardzo chciałem porozmawiać.
Franko –
Przynajmniej
masz z kim pogadać. Ja na przykład narzekałem tak na tego Jazzowskiego,
że opowiada głupoty o mesjanizmie no i popatrz sam. Obraził się i
wstąpił do zakonu.
Bidam –
Sądzisz, że jest... albo był... mesjaszem?
Franko –
Na pewno dużo gadał, a ja wolę konkrety, takie jak Szakal.
Bidam –
Zauważ jednak, że Szakal zaczynał jako konkretny zajebaka, a
teraz jest raczej postacią komediową. Rzadko kiedy robi coś poważnego,
nawet rozwalanie jobberów nie jest już w jego wykonaniu takie
wspaniałe. Nie dodaje mu ono męskości.
Franko –
Ja kojarzę męskość z konkretnym owłosieniem.
Bidam –
Może dlatego Szakal jest taki na haju? Wcześnie wyłysiał, musiał założyć dresy, to nie wpływa dobrze na mentalność.
Franko –
Myślę, że z Nasem jest podobnie, zamknął się w tej swojej puszczy i wyszedł z niego jakiś maskarador.
Bidam –
Jest w ogóle takie słowo w tym języku?
Franko –
Oj, chodzi mi o to, że zachowuje się jak taki klaun-filozof. Ja
wolę konkretnych rywali, mało mówić, pobić się trochę... czyste piękno
wrestlingu, a nie jakieś lelum polelum.
Bidam –
Czysto wrestlingu... czy to jest właściwie takie ważne jeśli mam kurczaka?
Franko –
Nas zdechł, bo to była obrażalska primadonna. Zostali tylko prawdziwi mężczyźni. Czas przejść do konkretów.
Bidam –
Podwójna porcja kurczaka to już jest konkret.
Franko –
EWF World
Championship na Kwietniowej Anarchii VII. Taka walka powinna nas
interesować. Ciebie i mnie rzecz jasna, bo obaj na to zasługujemy.
Bidam –
Zwłaszcza po dzisiejszym Gehenna matchu.
(Tak właśnie jest, ale niezbadane są wyroki władz EWF. Wracamy na arenę.)
Jan Kowalski –
W zasadzie to nie znamy jeszcze wielu konkretów dotyczących Kwietniowej Anarchii VII, a przecież zbliża się nam koniec gali.
Tony Hogański –
To EWF, tu do końca nic nie jest jasne.
Jan Kowalski –
Wiemy, że
odbędzie się walka z udziałem SeBy i MaxiMasterMistrza o prawa do Armii
Prus Wschodnich. Dodatkowo wezmą w niej udział też inne osoby, a jej
stawką będzie też Puchar Szczęściarza. Ogłosił to sam Uga-Buga.
Tony Hogański –
Franz! Franz tam będzie!
Jan Kowalski –
Do pojedynku EWF Daemusin title staną Żubr, Artur Grot i The Chickasaw... i to wszystko. To wszystko, co wiemy.
Tony Hogański –
Wszystkiego się na pewno dowiemy. Nie bądź taki niecierpliwy.
(Znajdujemy się w
zaimprowizowanej na potrzeby Vanuatu kafeterii. Nie ma tu wprawdzie
Ghula, bo jak wiadomo ten przebywa w Szczecinie. Nie ma też Nasa
Jazzowskiego, bo albo wstąpił do zakonu albo został storpedowany i
zatopiony przez senatora Szakala. Jest tu natomiast Żubr, czyli EWF
Daemusin Champion. Ma on nawet swój patriotyczny kącik, tak jak Hitler
miał swoje ulubione miejsce w pewnej włoskiej knajpie w Monachium.
Zasiada tu wraz z Michałem i Andrzejem, na stoliku ma rozłożoną mapę i
panowie omawiają strategię na nadchodzące tygodnie. Warto zauważyć, że
Żubr został już opatrzony po ciężkim Gehenna matchu, ale nadal nie
wygląda najlepiej. Siedzi stabilnie, ale wstać najprawdopodobniej nie
może.)
Michał –
Kwietniowa Anarchia nadchodzi.
Andrzej –
Trzeba bronić tytułu.
Żubr –
Ja to wiem bez was.
Michał –
Chickasaw i Artur Grot... myślę, że to przeciwnicy w naszym zasięgu.
Żubr –
Nie po to
obmyśliłem taki misterny plan by dorzucić Chickasawa do tej walki by
uważać, że nie są w moim zasięgu. Plan jest prosty, Chickasaw i Grot
wyrżną się między sobą, a ja przyjdę na gotowe.
Andrzej –
Czy to po patriotycznemu?
Żubr –
Władysław Jagiełło też nie walczył w pierwszej linii pod Grunwaldem.
Michał –
Co racja to racja.
Andrzej –
Król Władysław się nie mylił.
Te rozważania zostają
przerwane wejściem do kafeterii SR-Crazy'ego i Miszki. Ich celem jest
chyba wypicie czegoś, ale nie wiadomo czego.
SR-Crazy –
O! A co jest za tymi drzwiami?
EWF World Champion otwiera
jakieś drzwi, być może prowadzące do kuchni i wchodzi do środka.
Znajduje tam biuro, w którym zauważa biurko, za którym siedzi Spider-Man. Crazy bez słowa odwraca się i wychodzi.
Miszka –
Co tam było?
SR-Crazy –
Nie rozumiem, nigdy tego nie zrozumiem. No nic, niedługo walka, więc trzeba się orzeźwić. To dobrze wpływa na pracę płuc, zawsze to powtarzam.
Miszka –
Patrz! (Wskazuje na patriotyczną frakcję w kąciku.) Żubr!
SR-Crazy –
Prawdziwy? (Rozgląda się od niechcenia.) To
ja się bawię w ściąganie małp, a ktoś tu mi całego żubra przywiózł? To
przecież może tonę ważyć, jak oni go tu przywieźli? To większy
dekadentyzm ode mnie... to całkiem smutne.... gdzie jest ten żubr?
(Nadal się rozgląda.) Dlaczego nie mruczy? Dlaczego taki cichy? Żubry
mruczą, prawda?
Miszka –
To nie zwierzę, to człowiek.
SR-Crazy –
Żubrzak? O wilkołakach słyszałem...
Miszka –
On się tak nazywa! Wrestler!
SR-Crazy –
Dziwnie.... ale do cholery... spójrz na mnie!? (Sam przy okazji też na siebie spojrzał.)
Ja jestem SR-Crazy, do tego EWF World Champion, to trudno przebić, a
już na pewno nie daje mi to podstaw do zastanawiania się, jak ktoś się
nazywa. Podejdźmy do niego, wydaje się ciekawą osobą.
EWF World Champion z Miszką
podchodzą do Żubra. Warto dodać, że Żubr ma na sobie koszulkę z
kolekcji SurgePolonia „Żołnierze wyklęci”.
SR-Crazy –
O! Z imienia żubr, a na koszulce wilk, ciekawe połączenie. Coś jakby chciał wstąpić do klubu leśnika lub jakiś innych animalsów.
Żubr –
Jestem patriotą!
SR-Crazy –
To miłe, też kiedyś
byłem patriotą, ale to mało dekadenckie. Rozumiesz chyba, taka nuda,
gdy można być obywatelem całego świata.... jakie to piękne.... i
jednocześnie nudne... ech...
Miszka –
Żubr....
musisz lubić żubry... nie myślałeś kiedyś jak to jest być jak one?
Siedzieć w lesie, wpieprzać mech i inne rośliny, a następnie uciekać
przed złymi myśliwymi? Gdyby tak być żubrem... choć przez tydzień,
pojąć ich tajniki poruszania się i skradania, czy te zwierzęta się
skradają? Nie myślałeś kiedyś o przebraniu się za żubra? W prawdziwą
skórę zdechłego żubrzaka... by się do niego upodobnić. O, albo
lepiej... po wygranych walkach zdzierałbyś skóry wrogów i przerabiał
ich na żubry, by byli jak one... czy to nie ciekawe? Może nawet
przerabiać wrogów w żubry i organizować między nimi walki... być jak
żubr... to dobre motto... byście mogli z tym Michałem i Andrzejem, we
trójkę kilka ciał mogli obrobić, zrobienie takiej żubrzej skóry...
takie patriotyczne żubry przepasane flagą naszego kraju i z przypiętym
kotylionem.
Żubr autentycznie nie wie odpowiedzieć na wywody Miszki.
SR-Crazy
(patrzy zszokowany) –
Odpuść sobie tych turpistów już, bo ci się pod kopułą przegrzewa. Sprawdź lepiej, gdzie moja małpa.
Żubr –
To było dziwne.
SR-Crazy –
Nie widziałeś gościa w biurze obok, a to... to miało jednak pewien patriotyczny akcent na koniec.
Żubr –
Myślę, że to nie zmienia wyrazu tego wywodu.
SR-Crazy –
Napiłbym się, chcesz przyjść po gali na raut?
Żubr –
Mogę?
SR-Crazy –
Trochę patriotycznych pieśni na raucie nie zaszkodzi.
Nagle, bo jak wiadomo w EWF wszystko dzieje się nagle, z oddali dobiega głos.
Głos –
Ja też mogę przyjść?
To... Vaclav! Bezceremonialnie
wkracza do kafeterii, po drodze klepiąc jakąś kelnerkę w dupę, a
drugiej wysyłając mroczne-płodotwórcze sygnały.
SR-Crazy –
No proszę, najbardziej obrzydliwa persona w dziejach EWF.
Vaclav –
Słyszałem, że walczymy dzisiaj.
SR-Crazy –
Masz dobry słuch.
Vaclav –
Chciałem ci tylko przekazać informację, że długo mistrzem już nie będziesz. Na Kwietniowej Anarchii VII twój pas... (Wskazuje na błyszczący na magnackim ramieniu EWF World title.) Będzie mój.
SR-Crazy –
Zdajesz sobie sprawę, że to jedna z najczęściej powtarzanych fraz w historii EWF.
Vaclav –
Mam to w dupie.
Po tych słowach Mecenas Ekstremy spluwa i odchodzi.
SR-Crazy –
Powiedział, co wiedział.
Nagle EWF World Champion
zostaje powalony na ziemię! To Vaclav powrócił i trzasnął go z pustej
butelki prosto w tył głowy. Szaleniec pada na ziemię, bo dał się wziąć
z zaskoczenia, a Vaclav wymierza mu kilka potężnych kopniaków w brzuch.
Następnie podnosi EWF World title i zaczyna się mu przyglądać.
Vaclav –
Tak...
powiedziałem, co wiedziałem. Do zobaczenia dzisiaj, to będzie
przedsmak. To zobaczenia na Kwietniowej Anarchii, to będzie danie
główne.
(Wróg Ludu rzuca pas na ziemię i opuszcza kafeterię. My także.)
Tony Hogański –
Crazy nie może dawać się tak zaskakiwać! Po prostu nie może!
Jan Kowalski –
Zapominasz,
że Vaclav - mimo całej twojej nienawiści do niego - jest jednym z
najlepszych zawodników w dziejach polskiego wrestlingu.
Tony Hogański –
Pierdolisz jak pedofil na szkolnej wycieczce. To przecież świniobójca i płodogryzacz!
Jan Kowalski –
Czy nadszedł już czas by Vaclav został EWF World Champem?
Tony Hogański
(ze złością) –
Nie! Nie! Nie!
(Znajdujemy się na korytarzu
przed biurem połączonego kierownictwa Extreme Wrestling Federation.
Trwa tu ogromny harmider i rozgardiasz, a w zasadzie to jedna wielka
zadyma i walka z udziałem Roberta Forlaniego, Crisa Banito, Mister
Nalepa, DanGanera, Diego Huareza. Walczy też Shaman, którego brutalnie
oskarżono o to, że nie jest szamanem i rozpętano wojnę
polsko-włosko-szamańską. Są też funkcjonariusze GRU, ale jacyś oni
słabi, bo nie mogą nad tym zapanować. Przenosimy się do biura, gdzie w
ciszy siedzą Kraven, Esmeralda Martinez i Yamato Konoe. Gwar zza ściany
jest wyraźnie słyszalny, a pod wpływem uderzeń podskakują nawet
kieliszki od wódki.)
Kraven
(spogląda wymownie na Yamato Konoe) –
No i?
Yamato Konoe –
GRU robi,
co może. Nie wzięliśmy zbyt wiele personelu na wyprawę po Oceanii, stąd
problemy z tą bandą za drzwiami. Outsourcujemy też ochroniarzy z
miejscowej ludności, a to dość... leniwy element.
Kraven
(z uśmiechem) –
Gdzie jest senator Szakal by powiedzieć "out-co-kurwa-robimy"?
Yamato Konoe –
To takie zabawne? A splądrowanie naszej centrali w Szczecinie też uważasz za zabawne?
Kraven –
Za Grabarza nigdy by do tego nie doszło.
Yamato Konoe –
To trzeba go było nie wyrzucać z EWF!
Esmeralda Martinez
(łagodząc obyczaje) –
Panowie,
panowie. Spokojnie. Jak źle może być? Tajne akta spalone, nic tam nie
znajdą, a jedynie skonsolidują nasze szeregi. Fani zobaczą, że to nie
żarty, że EWF jest naprawdę w niebezpieczeństwie. Dowiedzą się, że
słuszna jest linia naszej władzy.
Kraven –
Być może masz rację, ale trzeba przyznać, że nasz prestiż trochę przy tym ucierpiał. Zdobyli bądź co bądź naszą siedzibę.
Esmeralda Martinez –
Zajęli ją w sposób nielegalny. Objawili przy tym swoją perfidię i upadek moralny władzy, z którą współpracują.
Kraven
(kiwając głową) –
Tak... chyba nie bez powodu jesteś prezydentem od 2002 roku.
Yamato Konoe –
Będąc przy
niebezpieczeństwie. Chciałbym zwrócić uwagę na dziwne ruchy wokół
naszych akcji na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.
Rozmowa zostaje przerwana
przez telefon. Komisarz podnosi słuchawkę, przy okazji ustawiając
funkcję głośnomówiącą. Głośność ustawił na maksimum, bo za ścianą nadal
trwa zawierucha i słychać odgłosy walki.
Kraven –
Tak, słucham?
Głos –
Tu Felipe Castro.
Kraven –
Pomyłka.
Rosjanin odkłada słuchawkę. Wszyscy wybuchają śmiechem. Po chwili telefon znów dzwoni.
Kraven –
Naczelny rabin Polski, słucham?
Głos Felipe Castro –
Rabin Schudrich? (Pauza, w czasie której Castro zrozumiał, że jest oszukiwany.) Śmiejcie się, śmiejcie. Wy tam w Vanuatu, a siedziba EWF Corporation jest moja.
Esmeralda Martinez –
To było bezprawie!
Głos Felipe Castro –
O,
słodka idiotka też tam jest. Szkoda, że jej tu nie było, bo bym ją
wydał tłumowi. Chciałem was poinformować, że zabawa się skończyła. Wiem
wszystko i mam wszystko, a do tego Avona, Pana Józefa i Ghula.
Esmeralda Martinez
(dramatycznie) –
Tylko nie Ghula!
Głos Felipe Castro –
Nastał czas zemsty za lata zniewag i poniżeń. Spotkamy się na Kwietniowej Anarchii...
Koniec rozmowy.
Kraven –
No cztosz, maładiec. (Rosjanin bije brawo.)
Wreszcie skończył gadać, a wziął się do prawdziwej roboty. Nie straszy
nas komisjami, śledztwami i sądami, tylko atakuje. Do przepraw prawnych
to ja nie mam głowy, ale na prawdziwy, męski atak, to ja już odpowiedzieć
potrafię.
Esmeralda Martinez –
Doprawdy, prezentujesz iście rosyjski sposób myślenia.
Yamato Konoe –
On coś planuje w sprawie Kwietniowej Anarchii.
Kraven –
A właśnie, ja przecież też. (Nalewa sobie kieliszek wódki.) Trzeba ogłosić, że szansę zdobycia EWF World title będą mieli Vaclav, Szakal, Franko i Bidam. (Wypija kieliszek wódki.) Zdrowie pretendentów!
Esmeralda Martinez –
Słyszcie to?
Wszyscy wytężają słuch, ale chyba niczego nie są w stanie usłyszeć.
Yamato Konoe –
Nic.
Esmeralda Martinez –
No właśnie! A ta zawierucha za drzwiami?
Faktycznie, odgłosy walki ustały. Zamiast nich słychać pukanie do drzwi i po chwili w szatni pojawia się.... The Backstabber!
Backstabber –
Dobry wieczór państwu!
Stabber trzyma w ręku dwa pudełka, a pod pachą butelkę jakiegoś trunku.
Backstabber –
Cygara dla
panów, a dla pięknej pani najlepszy możliwy koniak jaki akurat był w
moim zasięgu, tzn. w wolnocłowym na jednym z lotnisk. No, ale to już
zbędny szczegół.
Były wódz AWF bezceremonialnie rozsiada się na jednym z wolnych foteli.
Kraven –
Dobrze cię widzieć. (Przygląda się cygarom.) Wódki? (ex-Yakuza nie odmówił.) Coś konkretnego cię do nas sprowadza?
Backstabber –
Kwietniowa Anarchia VII, EWF w niebezpieczeństwie i takie tam sprawy.
Do biura wkracza teraz Ordinary Mortal, który trzyma w ręku okrwawiony cyber-ninja-hełm należący do MaxiMasterMistrza.
Backstabber –
Strasznie wam tu hałasowali, ale Mortal zrobił porządek.
Kraven
(w stronę Konoe) –
Widzisz? Można? Można!
Backstabber –
No to co? Pogadamy, popijemy i powspominamy dawne czasy.
(Koniec wizyty w biurze połączonych sztabów. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski –
Avon, Józef i Ghul w niewoli....
Tony Hogański –
Rabin Schudrich też.
Jan Kowalski –
Co takiego?
Tony Hogański –
Tak wywnioskowałem z tej rozmowy. Castro porwał rabina Schudricha, ale co ma wspólnego z nami?
Jan Kowalski –
Nie
wiem skąd ci się to wzięło. Do tego Stabber i Mortal wrócili, a także
znamy oficjalnych pretendentów do EWF World title, którzy dostaną
szansę walki o najwyższy pas na Kwietniowej Anarchii VII... chociaż
dokładnych szczegółów jeszcze nie mamy.
Tony Hogański –
Czy Mortala ktoś nie szantażował i nie zmusił przypadkiem do odejścia z EWF?
Jan Kowalski –
Coś tam było, ale nic nie wiemy.
Tony Hogański –
Czyli jak zawsze w EWF - nic nie wiadomo! Dlaczego Castro nie porwał Niesioła?
Jan Kowalski –
Coś ty się na te porwania uparł.
Tony Hogański –
Będziemy robić wymiany na jakimś neutralnym moście? Za Schudricha możemy im oddać Vacdupaka.
Jan Kowalski –
A co z Ghulem, Avonem i Józefem?
Tony Hogański –
Szkoda gości.
Jan Kowalski –
Zapraszamy na blok reklamowy, a po nim już main-event!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Chcesz mieć święty spokój?
Zostań mnichem! Klasztor benedyktów w Nursji czeka!
Nas Jazzowski już tam (prawdopodobnie) jest!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tony Hogański – Hmmm...
Jan Kowalski – Hmmm...
Tony Hogański – Czy Nas faktycznie tam jest?
Jan Kowalski – W tym klasztorze? Nie mam pojęcia.
Tony Hogański – Wydaje mi się, że mistrz mógł go przypadkiem zatopić.
Jan Kowalski – Twój mistrz wiele rzeczy robi przypadkiem. Jak on został senatorem?
Tony Hogański – Naród go wybrał! Mądry naród.
Jan Kowalski – Tuska i Bronka też wybrali.
Tony Hogański – To była ta głupsza część.
Jan Kowalski – W takiej atmosferze rozpoczniemy main-event.
Falls Count Anywhere match:
Vaclav vs Szakal vs SR-Crazy
Rozbrzmiewa
Offspring – „Self Esteem” – i oczom zgromadzonych w hali widzów ukazuje
się Szakal! Jego przyjęcie przez fanów można określić jako coś
oscylującego pomiędzy totalnym szaleństwem i religijnym wręcz
uniesieniem. Pan Senator pozdrawia swoich sympatyków i bez zbędnych
ceregieli przedostaje się w obręb ringu. Po drodze porykuje nawołując
Juice'a, Game'a, Szakala, Kravena, Gangstę i innych zmarłych dawno
zawodników.
Porykiwania
senatora przerywa Pantera i „Walk” – co oznacza przybycie Vaclava! Wróg
Ludu z wyraźną przyjemnością chłonie ogarniający go heel heat, po czym
spokojnie dołącza do Szakala. Widać, że senatora świerzbią ręce, ale
powstrzymuje się od działań zaczepnych... na razie. W zasadzie to nie
wiadomo czy Szakal wie, że Vaclav to Vaclav, a nie na przykład Juice.
Następny jest
SR-Crazy, którego nadejście poprzedza „My Way” w wykonaniu Limp Bizkit!
Fani natychmiast reagują w odpowiedni – czyli histeryczny – sposób,
zapewniając tym samym wejściu Mistrza odpowiednią oprawę! Przez pewien
czas trwa totalne szaleństwo, które Crazy podsyca dobrotliwymi tauntami.
W końcu jednak dociera pomiędzy liny.
Tony Hogański – To będzie mistrzowska walka!
Jan Kowalski – Bo walczy tu SR-Crazy - obecny EWF World Champion, Szakal - były EWF World Champion i Vaclav - przyszły EWF World Champion?
Tony Hogański – Wypluj te słowa. Walka będzie mistrzowska, bo bierze w niej udział mistrz Szakal. Reszta jest bez znaczenia.
Jan Kowalski – Jak możesz mówić, że czołowi wrestlerzy EWF są bez znaczenia?
Tony Hogański – Mówię, co chcę, jak chcę i kiedy chcę. Taka moja natura.
Cała trójka jest już na ringu, co przecież wiemy, bo oglądaliśmy ich
wejścia. Arbitrem tego pojedynku wyznaczony został Antoni Bryndza,
legenda polskich sędziów, który sędziuje już tylko main-eventu. Szakal
nadal porykuje na Kravena i Hangmana, bo odpowiednio myśli, że Vaclav
jest Krabem, a Szaleniec Rosjaninem. Zawodnicy przygotowują się do
rozpoczęcia pojedynku, a już po chwili sędzia nakazuje uderzyć w
gong... Senator rusza na Vaclava, obsypując go „kurwami” aż miło!
Świniożerca nie zamierza unikać tej konfrontacji – skacze z
niespodziewanym Jumping Knee Strike, którym powala zaskoczonego
Szakala! Chwilę później pada również Wróg Ludu – po szybkim i
efektownym Dropkicku w wykonaniu Szaleńca! Vaclav szybko wstaje na
równe nogi, unikając jednocześnie Enzuigiri Crazy’ego! Szakal klęczy na
macie, przyciskając dłoń do oka – cios kolanem jego arcywroga miał
chyba nieoczekiwanie dewastujące skutki. Pożeracz Świń rewanżuje się
obecnemu mistrzowi szybkim Dropkickiem i przechodzi do Angry Stompów.
Crazy wyprowadza odruchowe kopnięcie, które bolesnym dla Vaclava
zrządzeniem losu uderza w jego krocze! Mistrz świata natychmiast
odzyskuje pion i przy pomocy Headlock Takedown sprowadza Wroga Ludu na
poziom maty, gdzie natychmiast zaczyna zasypywać go serią
błyskawicznych „łokci”!
Tony Hogański – Ależ on ma szybkie łokcie!
Jan Kowalski (trochę zdziwiony) – Szybkie łokcie... ważny element techniki wrestlera.
Tony Hogański – Bardzo. Mistrz Szakal w młodości wygrywał walki dysponując szybszymi kolanami niż jego rywale.
Jan Kowalski – Wiele się dzisiaj dowiemy o przeszłości Szakala. Przypominam, że Szakal mentalnie znajduje się w 2001 roku.
Całej tej akcji przygląda się Szakal – wygląd jego twarzy sugeruje, że
już niedługo twarz senatora przyozdobi pokaźnych rozmiarów siniec.
Zresztą senator nie wie, że jest senatorem, a krzyczy coś o
zamordowaniu Hangmana i wypatroszeniu Kravena, do tego domaga się
pomocy od Gangsty. Oto co kawa kawa robi z człowiekiem! Vacek nie
zamierza pozwalać na bezkarne obijanie swej facjaty – odpowiada serią
ciosów! Zawodnicy przez chwilę przetaczają się po ringu wymieniając
brutalne uderzenia, w końcu jednak uspokaja ich sędzia. Stają
naprzeciwko siebie... i padają po podwójnym Lariacie w wykonaniu
Szakala! Pan Senator od razu zaczyna napierdalać pięścią wprost w
przepite lico Vaclava, który boleśnie odczuwa siłę gniewu żywej ikony
EWF! Ratuje go Crazy, który popisuje się zadziwiającą jak na jego wiek
skocznością wskakując na barki Szakala i „zakręcając” nim przy pomocy
Spinning Headscissors! Łysy niezgrabnie przetoczył się przez ramię i
chyba jest lekko oszołomiony. Potężny kopniak w tył głowy zaserwowany
mu przez Szaleńca bynajmniej nie poprawił sytuacji!
Tony Hogański – Mistrzu, dasz radę! Pomyśl, że to Juice!
Jan Kowalski – Przecież on myśli, że to Juice.
Tony Hogański – Tak? A skąd wiesz, że nie Hangman?
Jan Kowalski – Bo
słyszę jego ryki i pohukiwania. W jego demencji jest pewne logika -
mniejszy Crazy przypomina gabarytowo mniejszego Juice'a, a większy
Vaclav...
Tony Hogański – ... przypomina sflaczałego wacka.
Tymczasem
Vaclav wraca do gry – dowodem na to jest bezpardonowy Elbow Strike
uderzający w czerep Mistrza! Później nadchodzi Irish Whip, po którym
Crazy ląduje plecami w narożniku. Wróg Ludu dopada przeciwnika i
zasypuje go serią szybkich ciosów. Mistrz trochę oklapnął przy okazji
takiego potraktowania, a Vaclav wykorzystuje to żeby wynieść go do
Superplex. Crazy zaczyna się bronić, Vaclav odpowiada... i zaskakuje
Szaleńca Super Hurricanraną! Cóż za akcja! Cóż za pokaz siły,
elegancji, techniki i stylu! Następnie dochodzi do natychmiastowej
próby pinu....1..
2... próbę przerywa Szakal! Senator
zaszarżował niczym rozszalały byk - bijąc, kopiąc, chyba nawet gryząc!
Przy okazji obraził babcię, dziadka i matkę chrzestną Johna Hangmana.
Dobrze, że ten zaszył się w IPNie, bo by się zarumienił słysząc takie
obelgi i wyzwiska. Najwspanialszemu z senatorów udaje się kompletnie zaskoczyć
rywali, których zarzuca sobie na ramiona (po jednym na każdym ramieniu) i
wykonuje przepotworny Double Powerslam! (EWF! EWF! EWF!) Szaleństwo na
trybunach sięga zenitu, ale dla senatora to ciągle za mało! Łysa ikona
EWF wspina się na szczyt narożnika i wprowadza widownię w ekstatyczny
amok wykonując Pocztówkę z Parku Sztywnych [Moonsaul] na obu
przeciwnikach!! (EWF! EWF! EWF!)
Tony Hogański – Mistrz jest wspaniały!
Jan Kowalski – Szakal w formie! Szakal jak w 2001 roku! Był wtedy World Champem, czy w 2014 roku zostanie nim ponownie?
Tony Hogański – Tak, tak, tak! Tak będzie! Tak się stanie!
Jan Kowalski – Przekonamy się na Kwietniowej Anarchii VII!
Wygląda na to, że wszyscy uczestnicy
walki cierpią – nawet Szakal, któremu Vaclav popsuł lądowanie
wystawiając w odpowiednim momencie kolana. Teraz chyba tego żałuje –
przecież pan senator swoje waży, a kolana to podatna na kontuzje część
ciała. Szakal zwija się z bólu, i Vacek też się zwija. Pozostał
Crazy, który najwyraźniej najmniej ucierpiał w całym tym zamieszaniu.
Mistrz wstaje, bierze rozpęd, odbija się od lin i w pełnym pędzie
wykonuje Running Dropkick prosto w twarz Szakala! Chwilę później taka
sama akcja masakruje facjatę Vaclava! Szaleniec wskakuje na głowę
Senatora, wykorzystuje ją jako odskocznię i przedostaje się na narożnik,
z którego natychmiast wzbija się do lotu – finalnym celem efektownie
wykonanego Triple Jump Moonsaulta jest Vaclav! Akcja wyszła przepięknie!
(EWF! EWF! EWF!) i prowadzi do pinu....1... 2... 2,77... przerywa Szakal!
Jakże on to pięknie przerwał! Zupełnie jak w 2001 roku! Crazy
oberwał kopniaka w żebra, bierze się jednak w garść i zaskakuje
oponenta szybkim Elbow Strike wymierzonym w splot słoneczny. Senator
sapie ciężko... i pada po niezgrabnym, ale jednak skutecznym Snapmare!
Następstwem tej akcji jest potężny kopniak w plecy siedzącego na macie
Łysego, po którym następuje odbicie od lin i morderczy Shinning Wizard!
Szakal leży z szeroko rozłożonymi ramionami, ale Crazy nie ma okazji do
wykorzystania tego faktu – Vaclav właśnie zaaplikował mu wspaniałego Neckbreakera.
Jan Kowalski – Vaclav w kontrnatarciu.
Tony Hogański – Nawet nie mów mi o tym gnoju.
Jan Kowalski – Zrozumiałem "goju".
Tony Hogański – To
wezwij Longinusa Zerwimyckę na pomoc. Mamy ostatnio bardzo hebrajskie
gale, pojawiają się rabini, teraz goje. Ciekawe czy nasze gale są
zgodne z halachą. (Łapie się za głowę.) Aj waj, tyle problemów.
Szaleniec
zwija się z bólu, co sprawia wyraźną przyjemność Wrogowi Ludu. Podnosi
Mistrza i dorzuca jeszcze Backbreaker! Po tej akcji wykonuje jeszcze
Backdrop Suplex with Pin...1... 2... 2,66... kick out!
Nie! Nic z tego! Chciałoby się, ale z tego pieca teraz chleba nie
będzie. Walk w EWF tak łatwo się nie wygrywa. Vaclav wykłóca się
sędzią, ale jedynym efektem tej pyskówki są upływające sekundy dające
pozostałym zawodnikom trochę czasu na dojście do siebie. Pierwszy
skorzystał z tego Szakal powalając Mecenasa Extremy zaskakującym
Lariatem! Po tej akcji idzie Irish Whip, który jednak zostaje
skontrowany przez Świniożercę – koniec końców to Senator ląduje plecami
w narożniku. Vaclav rozpędza się i wykonuje Running Double Axe Handle
Smash, który solidnie oszołomił jego oponenta! Impet był tak wielki, że
Szakal przeleciał ponad linami i rozbił się poza ringiem! Mecenas
Ekstremy triumfuje, że w taki sposób wyrzucił swego rywala z ringu.
Triumf ten przerywa dopiero nadejście Crazy'ego i Backbreaker w jego
wykonaniu. Vaclav od razu wstaje, ale od razu też jesteśmy świadkami
serii ciosów lądujących na ciele Płodojada. Crazy rzuca się na niego,
odbija go o liny, Vaclav zawiesza się na tych linach - sprytnie to
wykombinował - ale każdy kij ma dwa końce, bo SR-Crazy zdążył rozpędzić
się i spaść na Ostatniego Łukowianina ze Splashem! Obaj panowie
przelatują ponad linami i lądują poza ringiem!
Jan Kowalski – Teraz zacznie się prawdziwy Falls Count Anywhere match.
Tony Hogański – Mistrz ma tu największe szanse, bo on lubi bywać anywhere.
Jan Kowalski – Tak, szczególnie w 2001 roku.
Tony Hogański – Zazdrościsz mu, bo on odmłodniał, a ty nie. Zobacz ma nawet tak bujną grzywę jak wtedy!
Jan Kowalski – On jest łysy.
Tony Hogański – Łysość niejedno ma imię.
Cała trójka zawodników jest poza ringiem. Warto pamiętać, że odliczać
rywala można dzisiaj wszędzie, więc nie powinno to stanowić większego
problemu dla zawodników. SR-Crazy stanął już na równe nogi, a przy
okazji podniósł dawnego lidera ruchu Vacleaux. Aktualny EWF World
Champion uderza go w brzuch, a ten przyklęka. Wtedy Magnat zachodzi go
od tyłu, po czym dokłada Vackowi nieprzyjemne kopnięcie w tył głowy, a
później wskakuje na znajdujące się obok barierki oddzielające ring od
publiczności. Nie zauważył jednak, że obok nich stał, a raczej leżał na
nich Szakal i odpoczywał. Widząc tak skocznego zawodnika od razu
pomyślał, że to Juice, więc dopadł do niego, chwycił ciągle stojącego
na barierkach Szaleńca, posadził go sobie na ramionach, odwrócił się i wykonał pełen impetu Powerbomb –
dodatkowo robi to w taki sposób, że Crazy upada prosto na Vaclava! (EWF!
EWF! EWF!) Mistrz miał stosunkowo miękkie lądowanie, ale Wróg Ludu
wygląda na cierpiącego – i właśnie o to chodziło dwukrotnemu EWF World
Championowi! Przez chwilę napawa się bólem swojego oponenta, a później
Irish Whipem posyła go na barierki. Vaclav nie rozbija się na nich, odwraca się.... i obrywa Elbow Hit! Ta
kultowa akcja rozpętuje prawdziwe szaleństwo na trybunach!
Tony Hogański – Elbow Hit! Elbow Hit! Łysi w natarciu.
Jan Kowalski – Trzeba łysych pokryć papą.
Tony Hogański – Zamknij się i rozkoszuj widokiem.
Jest co oglądać, bowiem Szakal sapie
jak miech kowalski, ale podchodzi do powalonego rywala i... pada ofiarą
sprytnego Roll – Up wykonanego przez Szaleńca! To oznacza próbę pinu....1... 2... natychmiastowy shoulder up! Rozwścieczony senator chce ukarać podstępnego
przeciwnika, jednak tym razem gniew nie jest dobrym doradcą – ulubiony
polityk fanów EWF pada po Neckbreakerze! Crazy nie ryzykuje i
natychmiast poprawia – kolejny Neckbreaker skutecznie „usypia” Szakala! Mistrz
ma doskonałą okazję do wykonania jakiejś akcji podwyższonego ryzyka. No i
rzeczywiście: wskakuje na narożnik! Warto pamiętać, że akcja dzieje się poza ringiem, więc musiał wskakiwać od drugiej strony. Jednak jego celem nie jest tym razem Szakal,
tylko wstający właśnie Vaclav – Super Corkscrew Crossbody dosięga celu!!
(EWF! EWF! EWF!) i zamienia się w kolejną próbę pinu.... 1... 2... kick out!
Vaclav natychmiast przechodzi do ataku – pierwsze ciosy wykonuje
trochę na oślep, ale część z nich dociera do celu pozwalając Wrogowi
Ludu na wykonanie DDT! Crazy leży, a rywal szybko go podnosi... zaczyna
prowadzić go w stronę FeliXtronu i po chwili panowie znikają za
kulisami.
Tony Hogański – Jak to tak? Gdzie oni idą?
Jan Kowalski – To Falls Count Anywhere match, więc mogą iść, gdzie chcą.
Tony Hogański – No, ale zapomnieli o mistrzu Szakalu!
Jan Kowalski – Faktycznie.
Crazy i Vaclav są już na jednym z korytarzy. Szakal poza ringiem doszedł do siebie i zaczyna głośno krzyczeć: Juiceeeeeee!! Hangman!!!!
Orientuje się, że nikogo tam nie ma, a pomaga mu w tym Toster,
wskazując na FeliXtron. Senator rusza w tamtą stronę i po chwili też
ląduje za kulisami. Co tam zauważył? Ano Vaclav właśnie zaaplikował
Szaleńcowi Lariata! Po tej akcji przychodzi czas na kolejną – Backdrop
Suplex – i aktualny EWF World Champion wydaje się odpowiednio
„zmiękczony”. Tyle tylko, że ta walka to Triple Threat – Szakal
powraca, powalając Vaclava pełnym impetu Shoulder Blockiem! Zaczyna
okopywać znienawidzonego i jakże plugawego wroga rodem z Sherwood,
zmuszając w końcu sędziego do interwencji. Sądząc po wyrazie twarzy
Senatora, arbiter wykazał się sporą dozą odwagi... Szakal chwyta Wroga
Ludu za parchaty, zmuszając go do powstania. W odpowiedzi Vaclav pakuje
palce w oczy swojego rywala i powala go błyskawicznie wykonanym
Superkickiem! Szakal przelatuje przez jakieś drzwi i.... rozbija je!!
Wpada do jakiegoś pomieszczenia, które okazuje się szatnią. Vaclav
rzuca się na niego i zaczyna się brawl wśród koszul w stylu Wojtka
Cejrowskiego.
Tony Hogański – Jasna
sprawa. Na Vanuatu jest przecież ciepło, więc w szatni nie znajdzie się
płaszcza. Gdzie mistrz? Nie widzą go w tej stercie ubrań.
Jan Kowalski – Nie mamy pańskiego Szakala i co nam pan zrobi.
Tony Hogański – Nie chciałbyś bym zmienił się w awanturującego się Tostera, prawda?
Jan Kowalski – Nie.
W końcu Szakal odnajduje się! Teraz to on rzuca Vaclava na jakieś
drzwi... które ponownie rozbijają się i Mecenas Ekstremy też wybiera
się na odwiedziny w jakieś inne miejsce. Jak widać rozbijanie drzwi
jest bardzo dzisiaj popularne. Tym razem panowie nie lądują w żadnym
pomieszczeniu, a bocznym wyjściem wydostali się poza obręb hali. Będzie
akcja w sympatycznych okolicznościach przyrody! Vaclav jest brutalnie
obijany przez Szakala, ale wkrótce to senator Najjaśniejszej
Rzeczypospolitej grzecznie wita się z glebą – przyczyną tego jest
kompletnie zaskakujący go Pele Kick wykonany przez Crazy’ego! Aktualny
EWF World Champion szybko przechodzi do pinu.... 1... 2... kick out! Szakal
wstaje, ale chwilę później pada po Superkicku Szaleńca! Kopią się
dzisiaj jak jakieś dzikusy! Wszędzie te kopniaki i inne superkicki.
Opanujcie się trochę! Natychmiast ponawia próbę, ale Mistrz czuwa –
Tornado DDT w końcu uspokaja senatora! Na pin nie ma czasu, bo Vaclav
dochodzi do siebie. Crazy rusza do ataku i nadziewa się na Elbow Strike
wymierzony prosto w twarz! Panowie walczą brutalnie na ulicy i posuwają
się dalej. Jak już wspominaliśmy hala znajduje się niedaleko portu i po
jakimś czasie panowie znajdują się w centrum Port Vila, w końcu stolica
Vanuatu ma port w nazwie, więc chyba jest to centrum. Jeśli się mylimy,
prosimy o kontakt z działem promocji i marketingu.
Tony Hogański – Jeszcze mi tu mistrza utopią.
Jan Kowalski – To on nie umie pływać?
Tony Hogański – Oczywiście, że potrafi! To przecież dziecko szczecińskich portów i tamtejszej stoczni. On się nieomal w wodzie wychował.
Jan Kowalski – Zastanawiam się czy Szakal czasem słucha twojego komentarza i co o tym wszystkim myśli.
Vaclav próbuje podnieść dożywotniego EWF TV Champa, ale obrywa kopniaka
w brzuch, po czym Single Arm DDT. Tymczasem Szakal, czyli żywa ikona
EWF zatacza się... i pada ofiarą Hurricanrany, w wykonaniu Crazy'ego
która gładko przechodzi w pin...1... 2... kick
out! Warto
zauważyć, że SR-Crazy skoczy z budki z lodami. Wytrącony z rytmu
dwukrotny EWF World Champion ma kłopoty z pozbieraniem się – i pada po
silnym Lariacie! Tymczasem do Crazy'ego dopada Mecenas Ekstremy, chwyta
go za plecy, bo zaszedł go od tylca i daje mu German Suplexa. Od razu
podnosi go i prowadzi głębiej w port. Po chwili zauważamy, że w słońcu
pięknie błyszczy jedna, konkretna, najwspanialsza i najcudowniejsza
jednostka pływająca. To okręt wojenny, niszczyciel klasy Ayanami, znany
obecnie jako OEWF "Felix Castro", a jako, że został zakupiony przez
Szakala to w przyszłości będzie to jeden z pływających klubów senatora.
Wróg Ludu trzaska twarzą Crazy'ego o pomost prowadzący na pokład
niszczyciela, po czym wchodzi tam za nim. Tam wykonuje mu normalne,
klasyczne, ale zawsze skuteczne DDT. Vaclav podnosi oponenta i aplikuje
mu... jednak nie! To była próba Odchłani Smutku [Michinoku Driver], ale
Crazy zdołał wyślizgnąć się w początkowej fazie tej akcji!
Tony Hogański – Brawo Crazy! Jeszcze ten parszywiec splugawiłby klub senatora.
Jan Kowalski – Nie ma to jak niszczyciel klasy Ayanami.
Tony Hogański – Ktoś mógłby pomyśleć, że EWF jest popieprzone.
Jan Kowalski – .... ale nie jest!
Tymczasem z portu słychać znów głośne: Kraveeeeeen! Hangmaaaaaan!
To Szakal wbiega na pokład niszczyciela klasy Ayanami. Tymczasem Crazy
dzielnie walczy z Vaclav. Natychmiast przydzwania rywalowi w zęby i
wykonuje – a w zasadzie to próbuje wykonać – Crazy Slam [Angle Slam]!
Nie udaje mu się jednak ta sztuka – Wróg Ludu również świetnie zna
swojego przeciwnika i potrafi wywinąć się spod jego finishera! Po tym
pokazie uników rozpętuje się mało subtelny brawl, który doprowadza do
DDT w wykonaniu Mecenasa Extremy! Crazy leży, ale Szakal z furią w
oczach pojawia się w tej okolicy – Vaclav nie ma więc czasu na
jakiekolwiek próby pinu! Szakal budzi strach i przerażenie. Zupełnie
jak w 2001 roku! Ale Vaclavowi takie zagrywki nie są straszne. Od razu
powala senatora błyskawicznym Dropkickiem, po czym zaczyna go
bezlitośnie okopywać! Na koniec dorzuca Double Foot Stomp, po którym
staje naprzeciwko Crazy’ego! Tak – EWF World Champion zdołał już wstać!
Jest jednak ciągle oszołomiony i łatwo pada ofiarą masakrującego Yakuza
Kick! Vaclav dopada oponenta i próbuje pinu....1... 2... 2,66... shoulder up!
Jan Kowalski – Vaclav jest bardzo aktywny w tej części walki.
Tony Hogański – On niczego nie potrafi.
Jan Kowalski – Polemizowałbym z tym twierdzeniem.
Vaclav faktycznie jest w gazie i zbudował sobie konkretną przewagę, ale nie trwa ona długo. Oto bowiem za
plecami Wroga Ludu pojawia się Szakal – jego łokieć z impetem uderza w
kark przeciwnika! Chwilę później oglądamy Yousif Slam, którego impet
może budzić tylko szacunek! Senator przechodzi do pinu.....1... 2...
2,89... Crazy przerywa pin! „Przeszkadzasz, kurwa!” – wrzeszczy jedna
ikona do drugiej, i zaczyna napierdalać punchami. Łysy jest wyraźnie wściekły. Interwencja Crazy'ego sprawiła,
że pokancerowana twarz Szakala wykrzywia się w paroksyzmie wściekłości.
Znów powtórka z roku 2001! Łysy po prostu chwyta Crazy’ęgo za gardło i
próbuje wykonac na nim Sitout Chokebomb! Nie udaje mu się to jednak
zupełnie, bo aktualny EWF World Champion nie tylko wyswobadza się z
czułych objęć senatora, ale także wykonuje mu natychmiast swój kończący
Crazy Slam [Angle Slam]! W normalnej sytuacji oznaczałoby to próbę
pinu, ale do akcji wkracza przebudzony Vaclav. Ostrymi ciosami,
kopniakami i różnego typu uderzeniami napierdala w Crazy'ego. Szaleniec
musi się wycofywać, a że za jego plecami znajdują się jakieś schodki,
więc panowie podążają w górę. Po chwili znajdują się już kilka metrów
nad pokładem, na jakimś swego rodzaju mostku - nie wnikajmy w
szczegóły, co to dokładnie jest. Tu zaczyna się ostry brawl między
SR-Crazy'm a Vaclavem!
Jan Kowalski – Cios
za cios! Kopniak za kopniak! Jeśli ta walka dostarcza nam tyle emocji,
to wyobraź sobie, co będzie na Kwietniowej Anarchii VII.
Tony Hogański – Będzie, co ma być, czyli Szakal zwycięży.
Brawl trwa w najlepsze, a żaden z zawodników nie może osiągnąć stałej
przewagi. Raz dominuje Vaclav, innym razem SR-Crazy. Tymczasem Szakal
kilka metrów niżej kompletnie nie daje znaków życia. On nie znajduje
się już w 2001 roku, on jest w grobie. Antoni Bryndza przyklęknął nad
nim i sprawdza jego stan. To sprawia, że zupełnie nie widzi, co dzieje
się na mostku powyżej.... a tam pojawiają się Bidam i Franko z kijami
baseballowymi! Diabli ich tu nadali, czy co?! Crazy i Vaclav nie mają
szansy zareagować, bo każdy z nich obrywa, po ciosie z kija między
oczy. Następnie w pięknie skoordynowanej,
prawie jak w pływaniu synchronicznym, akcji obrywają po Dropkicku od
EWF Tag Team Champów. Franko trafił trochę topornym, ale jednak
Dropkickiem prosto w Vaclava, a Bidam w Crazy'ego! Impet obu uderzeń
był tak duży, że Vaclav i SR-Crazy przelecieli nad barierkami i spadli
z mostku kilka metrów poniżej!! Prosto na Szakala!!!! (EWF! EWF! EWF! EWF!) Obaj leżą na Szakalu, a w pogotowiu jest Antoni Bryndza! Pin........1.........2.......3! (Zwycięzcami są: SR-Crazy i Vaclav!)
Tony Hogański – Co!?! Oszukano mistrza!
Jan Kowalski – Często tak usprawiedliwiasz jego klęski.
Tony Hogański – Ale tym razem naprawdę! Czego oni tu szukali? Po co tu przyszli?
Jan Kowalski (prześmiewczo) – Dokąd zmierzamy?
Cała trójka uczestników main-eventu wydaje się być nieprzytomna. Nie ma
się, co dziwić, w końcu nieźle oberwali. SR-Crazy, Vaclav i Szakal leżą
na kupie i nie dają znaków życia. Bidam i Franko kilka metrów wyżej
świętują swą udaną interwencję.
Jan Kowalski – A to zaledwie wstęp do Kwietniowej Anarchii VII!
Franko i Bidam przybijają sobie piątki. Sztandar EWF i flaga z logiem
EWF dumnie powiewają na wietrze. Realizator wraca na arenę, gdzie
pokazuje nam wiwatujący tłum. Fani z Vanuatu są chyba bardzo zadowoleni
z gali, jaką otrzymali.
Jan Kowalski – Na tym chyba będziemy kończyć dzisiejszą Wrestlepaloozę.
Tony Hogański – No i dobrze. Nie lubię takich gal.
Jan Kowalski – Widzimy się na Kwietniowej Anarchii VII. Na żywo z Krakowa!
Tony Hogański – Spadajmy stąd szybko, bo mnie nerwica bierze.
Nie tak szybko, Tony! Nie tak szybko! Z głośników uderza RATM -
"Bullet in the Head", co wywołuje potężny cheer na całej hali. Nawet
publiczność vanuatańska jest dobrze poinformowana, co ten theme oznacza
i kto za moment, z dużą dozą prawdopodobieństwa, pojawi się na arenie. Już po
chwili zza dymu, kolorowych światełek i innych pierdołków, za które
odpowiadają niezawodni technicy EWF, wyłania się nie kto inny, jak sam
Ruthless Scyther! Rampage ubrany w szersze niebieskie jeansowe spodnie
i czarny bezrękawnik, czarne "LeBrony" Nike, czarne okulary
przeciwsłoneczne, oraz sporych rozmiarów srebrny łańcuch na szyi
rozgląda się po hali i podnosi do góry prawą rękę, co jeszcze bardziej
podkręca cheer publiczności. Vanilla Killah zmierza wolnym krokiem w
stronę ringu, chwilę później wchodzi na narożnik i wykonuje na nim swój
charakterystyczny gest. Muzyka cichnie, Scy otrzymuje mikrofon...
Scyther –
Ho ho ho... Nie
wiedziałem, że doczekam się kiedyś reakcji, której nie powstydziłby się
sam Jupiter. Hej ludziska! Kto jest najlepszym wre..... Naaaaaah! To
wciąż ten sam pieprzony skurwiel, który przez lata kopał tu wszystkim
dupy i odsyłał ich do domów spokojnej starości bez jakichkolwiek
wyrzutów sumienia i sentymentów!! Ten sam pieprzony mistrz mistrzów,
który, dla przypomnienia wszystkim smarkatym newbies w EWF, posiadał
jednocześnie EWF FTW title i EWF World title, a co najlepsze, nigdy nie
stracił żadnego z tych pasów w pojedynku ringowym. Ktoś kojarzy? Tak
drodzy państwo. To ten sam Scyther, który był powodem problemów
zdrowotnych reszty wrestlerów, kiedy połowa rosteru co galę przynosiła
do biura EWF zwolnienie lekarskie z powodu przewlekłej sraczki w
gaciach, żeby tylko uniknąć zestawienia ich w karcie z najlepszym z
najlepszych, bo wiedzieli, że może to być ich ostatni taniec na tym
parkiecie.
Publiczność o dziwo wciąż cheeruje Scythera, a ten z nutką sentymentu w oczach przejeżdża dłonią po linach ringowych.
Scyther –
Ale do rzeczy panie i panowie. Jak się domyślacie, mam za dużo pieniędzy i zbyt mało wolnego
czasu, żeby pojawiać się tu bez żadnego powodu... a powody są trzy.
Wspominając o pierwszym... ktoś tu chyba ma coś, co należy do mnie i to
jest ten moment, kiedy chciałbym to w końcu odzyskać. Mówi coś komuś
tytuł Najlepszego Wrestlera Dekady?? Nie? Właśnie patrzycie na
pieprzonego najlepszego wrestlera dekady! Coś świta? Dalej nic? Może
ubiorę to w proste słowa. Gdzie jest mój pierdolony Felek????
Po krótkiej chwili oczekiwania
zaczyna grać triumfalny EWF Theme, po czym na arenie pojawia się Esmeralda Martinez, która w pośpiechu zmierza w
stronę ringu z Felkiem Rampage'a. Publiczność raduje się i cieszy, bo
panna Martinez jest uwielbiana na wszystkich kontynentach nie tylko za
swe piękno, ale także czar i inne walory.
Esmeralda Martinez –
W imieniu EWF Corporation serdecznie gratuluję najlepszemu wrestlerowi dekady 2003-2013.
Esme podchodzi do Ruthlessa i
wręcza mu statuetkę, po czym zaczyna nerwowo gratulować, ale Scy macha
ręką i daje jej znać, że to zbędne i niepotrzebne. Esmeralda opuszcza
ring, bo wie, że jej obecność nie jest tu już potrzebna, a żadne
wielkie przemowy nie były przecież wymagane. Wszak rozdanie Felków odbyło się w
grudniu zeszłego roku. Scyther z lekkim uśmiechem na twarzy odprowadza
ją wzrokiem.
Scyther –
Czasy się zmieniają,
mistrzostwie się zmieniają, legendy kończą kariery... ale ten tyłek
jest wciąż taki sam beeeejbe! Aż niemożliwe... to jakieś implanty, czy
po prostu ta latynoska genetyka, chica?? Ale dajmy spokój z
hiszpańskimi akcentami. Mój człowiek jest w tym dużo lepszy, więc
zostawiam to mojemu bratu. Nie było mnie na rozdaniu Felków, bo
niestety dla tej pięknej ceremonii, która niewątpliwie ucierpiała przez
nieobecność Waszego Najlepszego Wrestlera Dekady, miałem ciekawsze
rzeczy do roboty. Mówiąc dokładniej, byłem na wczasach i zasłużenie się
opierdalałem. Wypada więc teraz podziękować i rzucić jakieś
przemówienie. No tak, dziękuję, bla bla, to naprawdę wiele dla mnie
znaczy, bla bla bla, niech żyje EWF, bla bla. Koniec. Pierwszy powód,
dla którego stoję dziś na tym ringu mamy za sobą. Przejdźmy do punktu
B, którym jest Kwietniowa Anarchia VII. Czy ktoś wyobrażał sobie
najważniejszą i największą galę roku bez pieprzonego Vanilla Killah na
pokładzie??? Ktokolwiek? Ty?? (Scy wskazuje palcem na kogoś z widowni.) Może ty?? (Ponownie to samo.) A ty??? (Znowu.)
Nooo właśnie. Ja tak, ale odwołali mi lot na Teneryfę z powodu remontu
hotelu, w którym miałem zakwaterowanie, a że czek z EWF wyglądał
soczyście, to co mi tam. Myślę sobie, wpadnę i znowu komuś obiję ryj,
chociażby dla zabawy, bo musicie wiedzieć, że lepszej zabawy nie ma!
Tyle, że niestety dla mnie i na szczęście dla reszty tych nieudolnych
baranów zza kurtyny, tym razem moja rola nie będzie polegać na
odsyłaniu kolejnego słabego ogniwa EWF do szpitala. Tutaj gładko
przechodzimy do trzeciego powodu mojej obecności. EWF World
Championship match! Jeśli którykolwiek z was myślał, że może sobie
przywłaszczyć mój pas poprzez oszustwo, wałek, symulowanie
czegokolwiek, wciskanie kitu o niezdolności przeciwnika do dalszej
walki, używanie niedozwolonych przedmiotów, lub naruszenie
nietykalności sędziego podczas pojedynku... może o tym zapomnieć!
Pytasz, jakim cudem? To proste... Ruthless Scyther będzie sędzią
pojedynku o EWF World title na Kwietniowej Anarchii VII!
Publiczność ponownie wznosi głośny cheer, lecz Scyther podnosi rękę, żeby uspokoić fanów na hali.
Scyther –
Jeszcze jedna
sprawa. Krótko, zwięźle i na temat. Nas Jazzowski... What the fuck
happened to you, son???? Klasztor benedyktynów?? Depresja? Ochujałeś do
reszty, chłopcze?? Rok temu, na Kwietniowej Anarchii VI zakończyłeś
karierę najlepszego wrestlera w historii tego pieprzonego burdel-domu.
Zakończyłeś karierę maszyny, która przez lata była nie do zatrzymania.
Zderzyłeś się głową z najtwardszym murem w tej federacji i o dziwo
udało ci się go przebić. Dokonałeś niemożliwego. Czy to był mój błąd?
Możliwe. Czy w rewanżu losy tej walki mogłyby potoczyć się inaczej?
Możliwe. Czy tym razem zrobiłbym z tobą to samo, co robiłem przez lata
z resztą tych nieudaczników? Z pewnością! Nie zmienia to jednak faktu,
że to był twój dzień, a kiedy opuszczałem EWF, Nas Jazzowski był na
samym szczycie swojej gry. Tak wygląda koniec twojej historii?
Klasztor, depresja, płacz i bycie pizdą??? Ogarnij się i doprowadź
psychikę do porządku, bo nigdy nie wiesz, kiedy będziesz jeszcze
potrzebować swoich umiejętności.... Get Well Soon... Boy...
Scy rzuca mikrofon na ring,
publiczność jak zawsze wznosi cheer, z głośników uderza "Bullet in the
Head", a Rampage wolnym krokiem, w swoim luźnym stylu opuszcza arenę.
Jan Kowalski – Scyther wrócił!
Tony Hogański – No, no.
Jan Kowalski – Wrócił i będzie sędzią specjalnym main-eventu Kwietniowej Anarchii.
Tony Hogański – Przynajmniej zapanuje tam względny porządek. Tego możemy być pewni.
Jan Kowalski – Na tym kończymy Wrestlepaloozę! Żegnają państwa.... Tony "Toster" Hogański...
Tony Hogański – .... i Jan Kowalski!
Jan Kowalski – Oglądajcie Kwietniową Anarchię! Widzimy się w Krakowie!
Koniec transmisji
EWF Corporation 2014
Podobała Ci się gala? Nie cierpisz jej? Najlepiej będzie jak skomentujesz ją na FORUM.
Powrót na stronę główną
(Kolejny odcinek z serii – wydarzyło
się po zakończeniu gali. Dziś trzy odcinki!)
(Nie jesteśmy w Vanuatu. Nie
jesteśmy też w Polsce. Trafiamy do Włoch! To właśnie w Nursji znajduje
się słynny klasztor benedyktynów. Tu też spotykamy Weronikę Passent,
buddyjsko poślubioną małżonkę Nasa Jazzowskiego. Odziana w skromny
strój puka do furty klasztornej. Warto dodać, że mówi płynnie po
włosku, bo jej dziadek był Włochem. Otwiera jej zakapturzony mnich.)
Weronika Passent –
Dzień dobry. Czy zastałam brata Nasa?
Mnich (zdziwiony) –
Kogo?
Weronika Passent –
No Nasa mojego. Może przyjął jakieś chrześcijańskie imię? Jan Paweł III perhaps?
Mnich –
Co takiego?
Weronika Passent –
No nie wiem koleś. Nas II? (Robi zagubioną minę.) No gościu, jakaś podpowiedź może?
Mnich –
Przepraszam bardzo, ale nie rozumiem w czym problem.
Weronika Passent –
Oj
dżizas, jak ty nic nie kapujesz pod tym kapturem. Macie nowego mnicha,
nie? Z Polski najprawdopodobniej. Chciałabym z nim porozmawiać.
Mnich –
Przykro mi, ale w ostatnim półroczu nikt nie wstępował do naszego nowicjatu.
Weronika Passent –
No bo Nas do klasztoru wstąpił, a nie do tego nowego.
Mnich –
Nie przyjmowaliśmy nikogo nowego. Z panem Bogiem, siostro. A czy może chcesz się wyspowiadać?
Weronika Passent –
Nie dzięki. To hejka!
Mnich znika za furtą klasztorną.
Weronika Passent –
Nie ogarniam. To gdzie jest Nas?
(Koniec
materiału filmowego.)
(Drugi odcinek z serii –
wydarzyło się po zakończeniu gali.)
(Kamera pokazuje nam jeden z
korytarzy hali, bo jak wiadomo korytarze są bardzo ważne. Po chwili zza
rogu wyłania się uśmiechnięty Scyther, który luźnym krokiem podąża w
niewiadomym kierunku. Scy podrzuca sobie radośnie piłkę baseballową i
pogwizduje pod nosem, lecz nagle wpada prosto na... Backstabbera!!!
Piłeczka wylatuje z rąk Ruthlessa i uderza o ziemię. Stabber zbliża się
do Rampage'a i panowie stają twarzą w twarz! Ruthless ściąga powoli
okulary i nie spuszcza wzroku z oczu swojego dawnego partnera
biznesowego. Staredown trwa jeszcze przez moment. Po kilku sekundach
Ex-Yakuza sięga do kieszeni i wyciąga z niej jakiś przedmiot. Scy
spogląda podejrzliwie na gadżet w rękach Stabbera i na jego twarzy
pojawia się szeroki uśmiech.)
Scyther –
Daaaaaaamn! Ciągle ją masz??
Backstabber
(z szerokim uśmiechem) –
Mam sentyment do pamiątek.
Scyther
(wyciągając coś z kieszeni) –
Nie musisz mówić!
Backstabber
(spoglądając na przedmiot) –
Ha! Byłem pewien, że ją wyrzuciłeś.
Scy
(z szyderczym uśmiechem) –
Mam sentyment do pamiątek.
Kamera robi zbliżenie na
przedmioty, które panowie trzymają w rękach i oto naszym oczom ukazują
się dwie, identyczne złote zapalniczki z wygrawerowanym napisem "AWF".
Scyther –
Chcesz się zamienić??
Backstabber
(chowając swoją zapalniczkę do kieszeni) –
Zapomnij. Twoja jest cała porysowana.
Scyther –
Niejedno przeżyła, niejedno widziała...
Scyther & Backstabber
(razem) –
Nieeeeejeeeedno podpalała!!
(Dawni wspólnicy wybuchają śmiechem i zbijają sobie piątkę, po czym odchodzą gdzieś, gdzie zasięg kamery mówi dobranoc.)
(Trzeci odcinek z serii –
wydarzyło się po zakończeniu gali. Ostatni!)
(Czas na
wizytę w Szczecinie. Znajdujemy się w siedzibie EWF Corporation. Tu
wszystko zostało zdemolowane. Zniszczone biurka, stoły, komputery,
klawiatury. Nie oszczędzono nawet doniczek, portretu Kravena i Dark
Avengera, a także repliki hełmu SeBy. Nawet toalety zostały
zdemolowane. Gdzieniegdzie leżą zwłoki pijanych studentów. Panoramę
Szczecina podziwia Felipe Castro w towarzystwie Aleksandra Nazaretiana
i Dagmary Zielińskiej.)
Felipe Castro –
To dopiero początek.
W pomieszczeniu pojawia się kilku ludzi, którzy wprowadzają Pana Józefa i Avona Tschorny'ego. Zmuszają ich by padli na kolana.
Felipe Castro –
Witaj Józefie.
Pan Józef –
Nie ujdzie ci to płazem!
Felipe Castro –
Widzisz
gdzieś policję? Widzisz łamiące newsy w TVNie? Chyba nie, a zapewniam
cię, drogi Józefie, że to dopiero początek mojej drogi po władzę.
Wszystko rozstrzygnie się na Kwietniowej Anarchii.
Avon Tschorny –
Nigdy nie wygrasz z Kravenem.
Felipe Castro –
Gdzie Ghul?
Jeden z popleczników Castro –
W ostatniej chwili nam się wyrwał i uciekł.
Felipe Castro –
No trudno. Wyprowadzić ich.
Zgodnie z poleceniem Pan Józef i Avon Tschorny zostają wyprowadzeni.
Dagmara Zielińska –
Co teraz?
Felipe Castro –
Za dużo chciałabyś wiedzieć.
Aleksandr Nazaretian –
Przybyła speckurier.
Do pomieszczenia wkracza... tajemnicza dziewczyna znana jako Berenika.
Berenika –
Melduję wykonanie zadanie.
Felipe Castro –
Dostanę to, czego chciałem?
Berenika (wręczając mu czarną, skórzaną aktówkę) –
Nie zniszczyli najważniejszego. Podejrzewam nawet, że nie wiedzieli, że takie coś istnieje.
Felipe Castro –
Ale ty wiedziałaś.
Berenika (uśmiechając się niewinnie) –
Tak.
(Ostateczny koniec transmisji.)