MaxiMasterMistrz vs Robert Forlani vs SeBa vs Artur Grot
Zaczyna
grać piosenka "Witajcie w naszej bajce" w wersji cybernetycznej, a spod
FeliXtronu wychodzi MaxiMasterMistrz. Jak pamiętamy człowiek ten został
podobno ninją, cyborgiem lub czymś podobnym. Ile w tym prawdy, to nie
do końca wiadomo, pewne jest, że ma na sobie ładne wdzianko
przypominające egzoszkielet. Publiczność ignoruje tego cudaka.
Następnie słychać wycie jak we
Florencji, która jest znana z fanów Fiorentiny i zabytków. Jednym z
nich, fanem oczywiście, a nie zabytkiem, jest Robert Forlani. Przy
dźwiękach "Because the Night Belongs to Lovers" w wersji Jan Wayne na
ring wychodzi Robert Forlani. Publiczność także go ignoruje.
Tym razem będzie lepiej, bo zaczyna grać Bubel Band i "Longinus Zerwimycka".
Początkowo nikt tego nie zna, ale po chwili spod FeliXtronu wychodzi
SeBa. Przypominamy sobie wtedy, że biedak nie ma już prawa do Prus i
swojego feldmarszałkowskiego jestestwa. Wraz z nim na ring wychodzi też
Mati, który podśpiewuje sobie "Aj waj, aj waj, Wyspy Cooka nie wasz
kraj". Publiczności się to podoba, choć nie wiadomo czy oni w ogóle
znają tu międzynarodową, żydowską finansjerę.
Na sam koniec będzie trochę
inaczej. Zaczyna grać "Gimli" w wykonaniu Luxtorpedy, na co publiczność
odpowiada lekkim heel heatem. Spod FeliXtronu wychodzi Artur Grot.
Publiczność, zarówno ta zgromadzona w hali jak i przed telewizorami,
nie zna go, więc nie ma co się dziwić, że reakcja nie jest jakaś
fantastyczna.
Jan Kowalski – Czeka nas interesujący pojedynek.
Tony Hogański – Dla ciebie wszystkie walki są interesujące.
Jan Kowalski – Tak, wrestling to moja pasja.
Tony Hogański – W podstawówce myślałem to samo. Z tego się wyrasta Janku, z tego się po prostu wyrasta.
Jan Kowalski – Nieprawda.
Niektórzy wyrastają, a inni nie.
Nieliczni jednak mają szanse zrobić karierę w tym biznesie, a EWF to
właśnie pięknie umożliwia. Sędziować będzie niezawodny Shaman, który z
gali na galę jest coraz lepszym arbitrem. Wszyscy wrestlerzy zebrali
się już na
ringu i z niecierpliwością oraz pewną nutką ekscytacji czekają na ten
pojedynek. Shaman, znany kiedyś jako Szamania Shamańska nakazuje
uderzyć w gong i teoretycznie walka się
rozpoczęła. W praktyce wrestlerzy nadal stali w swoich narożnikach i
patrzyli na siebie badawczo-opiniująco. MaxiMasterMistrz, który, co
zaskakujące, jest tylko jednym wrestlerem, postanowił ruszyć na Roberto
Forlaniego. Ten ze strachu, aż postanowił ukucnąć, przez co Maxi
przewrócił się i padł na matę. Seba widząc tę komedię postanowił
dołączyć do nich i rzucił się na Mastera z leg dropem, zaraz za nim
przybiegł Artur Grot i postanowił sprzedać kilka punchy swojemu
rywalowi, którym był Forlani. Po serii punchów, przyszła kolej na
chopsy, a na końcu Włoch, otrzymał Drop Kicka, prosto w klatkę
piersiową, co spowodowało jego upadek. W tym czasie Seba razem z
Mistrzem okładali się na przemian seriami punchów, a następnie znaleźli
się w uścisku. Przypominało to trochę tango milonga, tyle, że bez
marzeń, snów i kołysania serc. Skończyło się natomiast wzajemnym
upadkiem obu wrestlerów.
Tony Hogański – Same asy w tej walce.
Jan Kowalski – To talenty.
Tony Hogański – Nawet SeBa ostatnio obniżył loty. Wydaje się, że jedynie ten Grot jest rozsądnym zawodnikiem.
Jan Kowalski – Będziemy mieli z niego pociechę?
Tony Hogański – Ja nie mam z nikogo pociechy. Tylko mistrz Szakal jest moją opoką.
Pan Perfekcyjny Kochanek
nadal leży na macie i nadal otrzymuje potężne ciosy od
Artura Grota. Co chwila spada na niego seria kicków. Nikt nie chciałby
być w tym momencie na miejscu mieszkańca Gdańska i Florencji. W tym
samym czasie Seba
opanował sytuacje z Maxim, jeden Clothesline i dwa chopsy powaliły na
ziemię pana o trzech pseudonimach. Głośno zaczyna krzyczeć "Lecz czy
ten kto pyta, to już antysemita?", ale publiczność nie rozumie jego
przygód z narodem wybranym. Sprawa Prus Wschodnich też jest dla nich
obca. Mati posmutniał po ringu, że jego pruska drużyna, armia czy nie
armia, nie otrzymuje na Wyspach Cooka wystarczającego wsparcia.
Tymczasem na ringu Seba postanowił założyć swemu
przeciwnikowi Muta Lock. Maxi wyraźnie cierpi i nawet zastanawia się
nad tym, czy nie skrócić swych cierpień przez poddanie się. Jego
zastanawianie się przerwał Grot, który kopnął Sebę prosto w krocze.
Seba cierpi, Maxi cierpi, Forlani również cierpi. Nie zapominajmy o
kibicu Fiorentiny! Grot wyraźnie
dominuje dziś na ringu i może wybrać sobie rywala nad którym się
poznęca, dlatego postanawia zająć się byłym feldmarszałkiem Armii Prus
Wschodnich.
Tony Hogański – Mam nadzieję, że niedługo nie będziemy zmuszeni powiedzieć, że SeBa się już skończył.
Jan Kowalski – Zamykamy jeden rozdział, otwieramy następny. Artur Grot prezentuje się dzisiaj wybornie.
Tony Hogański – Wyborna to może być wódka. Grot jest obrotny jak dziwka w Święto Pracy.
Jan Kowalski – Chciałeś go obrazić?
Tony Hogański – Nie, skądże, w Święto Pracy każda praca ma znaczenie.
Jan Kowalski – Nie o takiego pierwszego maja Leszek Miler walczył.
Pruski dowódca bez swojej
armii przyjmuje na twarz serię chopsów. Seba próbuje się jakoś odgryźć,
ale mu to nie wychodzi, a na dodatek otrzymuje Full Nelson Suplexa!
Biedak. Nic mu nie wychodzi, stracił armię, przegrywa walki i wszystko
wskazuje na to, że tej też chyba nie wygra. Grot natomiast, jak na
nowego zawodnika w EWF, prezentuje się świetnie. Jest skoncentrowany,
ale widać wyraźnie, że nie wkłada w ten pojedynek mnóstwo wysiłku. Seba
pada na ziemię, a Grot dobija go łokciem. W międzyczasie wrestler, a
prywatnie sympatyk Fiorentiny wstał i śpiewając hymn swojego klubu
ruszył na Maxiego. Master przestraszony pieśnią bojową Włocha zastygł w
bezruchu i w nagrodę otrzymał soczystego Lariata. Mistrz pada na ziemię
i zaczyna go okopywać jego przeciwnik. Grot w tym czasie zakłada
Sebie Kneebar. Pruska szkoła czyni go wytrzymałym na takie ciosy,
dlatego nie poddaje on walki. W tym czasie Robert zakłada dźwignię
swojemu rywalowi. Grot widząc, co tam się dzieje przerywa te zabawy i
dzikie harce.
Tony Hogański – Ugryź go!
Jan Kowalski – Kto? Kogo?
Tony Hogański – Nie wiem. Czy w EWF już ktoś kogoś gryzł? Mieliśmy takie sytuacje?
Jan Kowalski – Trzeba by sprawdzić w archiwach.
Grot coś krzyczy do fana Fiorentiny, a ten szybko atakuje go z Bridging
Dragon Suplex. Pin 1....natychmiastowy kick out! Fan Florencji i kobiet
jest wyraźnie z siebie zadowolony, posyła więc całusy do swoich fanek i
pozdrawia je. Zabiera mu to tak dużo czasu, że Grot zdążył już wstać.
Forlani rusza na niego, ale otrzymuje szybkiego Power Slama. W tym
czasie Seba się podniósł i zauważył leżącego na ziemi Mistrza.
Postanowił wykorzystać tę sytuację i ruszył na wstającego Maxiego z potężnym Spearem w pruskim stylu! Razem padają na matę! Pin....1....2....kick out! Master ostatkiem sił
wykopuje, mogło już być po walce. SeBa jest bardzo niezadowolony z
takiego układu rzeczy, dlatego zaczyna kopać swojego przeciwnika a
następnie zakłada mu po raz kolejny Muta Lock. Znowu z pomocą przybiega
Grot, który właśnie przestał katować Włocha. Grot ze złością wykonuje
na SeBie Samoan Slam, a następnie wraca do swojego fana Fiorentiny.
Podnosi Włocha i wykonuje na nim Military Press Drop. Forlani uderza
mocno o matę. W tym momencie wstający SeBa woła coś do Grota, ten
odwraca się. Pruski jenerał postanowił ponowić swoją spearową taktykę,
która była tak skuteczna z Mistrzem. Niestety dla niego, Artur jest
bardziej zwinnym wrestlerem i uskakuje dosłownie w ostatnim momencie.
Rozpędzony SeBa trafia swoją głową prosto w narożnik!
Tony Hogański – Tak przemija pruska chwała.
Jan Kowalski – Nie mów tak. SeBie będzie przykro.
Tony Hogański – Stracił armię, stracił wszystko.
Jan Kowalski – Zrobiło mi się jakoś smutno.
Gdyby SeBa miał hełm, sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej. Niestety nie
posiadał on tego urządzenia, dlatego też teraz padł bez życia na ring.
Zdziwiony Artur Grot postanowił iść go wykończyć, jednak w tym momencie
otrzymał on soczystego lowblow od Maxi Master Mistrza! Master wie
jednak, że Grot jest dzisiaj dobrze dysponowany i nie ma z nim szans,
dlatego też udaje się on w stronę Forlaniego. Master nie myśli zbyt
wiele, wbiega na narożnik i skacze stamtąd, wykonując na Forlanim Maxi
Splash! Master wstaje i świętuje, to może być dla niego okazja na
zwycięstwo. Pin 1....2.... przerywa to wszystko Grot mocno kąpiąc Mastera w
plecy. Master wstaje i z furią rzuca się na Grota, ten jednak nic sobie
z tego nie robi i uderza go prostym środkiem, czyli Clotheslinem!
Jednocześnie SeBa znowu postanawia się w to wszystko włączyć Spearem, w
końcu trener mu powiedział rusz głową, to i nią atakuje. Jednak znowu
chybił i wyleciał wręcz za ring. Grot został sam na sam z Maxim i
postanowił rzucić się na niego, chwycić go i wykonać Sambo Suplex! Maxi pada bez życia, Artur
raduje się. Kątem oka zauważył jednak, że Forlani wstał już na równe
nogi, Grot uderza więc oszołomionego Włocha High Kickiem! Pin......1........2.........3! (Zwycięzcą jest: Artur Grot!)
Jan Kowalski – Kończymy zabawę.
Tony Hogański – Kończyny złamane?
Jan Kowalski (zdziwiony) – Co?
Tony Hogański – Co powiedziałeś? Nie dosłyszałem.
Jan Kowalski – Powiedziałem, że kończymy zabawę. Koniec walki.
Tony Hogański – No tak, teraz ma to sens.
Artur Grot nie świętuje specjalnie swojego sukcesu. Widać, że jest
zadowolony, ale przecież nie będzie odstawiał cyrkowych wygibasów. On
cieszy się w skupieniu i milczeniu, po czym spokojnie opuszcza ring.
Poza nim widzimy jeszcze rozpaczającego Matiego, który tylko powtarza
"aj waj, aj waj". Na MMM i Forlaniego nie warto zwracać uwagi, bo to
niedojdy.
Tony Hogański – Wiosna, panie Janku.
Jan Kowalski – Jaki to ma związek z walką?
Tony Hogański – Nie ma. Przecież nie musi.
Jan Kowalski – Sensownie.
(Sensownie będzie też
odwiedzić zaplecze. To właśnie tutaj na jednym z korytarzy spotykamy
Żubra, któremu towarzyszą nieodłączni Michał i Andrzej. Na ramieniu
Sarmaty błyszczy pięknie EWF Daemusin title, zdobyty przez niego na
ostatniej gali.)
Andrzej – Co zrobimy z jeńcami?
Żubr – Jakimi znowu jeńcami?
Andrzej – Moglibyśmy
wziąć kogoś do niewoli, jak to Polacy w przeszłości kiedyś robili.
Braliśmy jeńców na Kremlu, cara Szujskiego pojmaliśmy, więc my też
moglibyśmy spróbować.
Żubr – Mam wziąć Won Weia do niewoli?
Michał – Dlaczego by nie? Może by Chińczycy jakiś okup wypłacili?
Andrzej – Moglibyśmy podreperować nasz patriotyczny budżet.
Michał – Koszta rosną. Nie jest łatwo organizować "Marsz niepodległości".
Żubr – Żadnych jeńców. Walczymy normalnie, wygrywamy normalnie. Bronimy tytułu...
Andrzej – Daemusin title czy Stolica title?
Żubr – Nie wiem...
Michał – Nie wiesz?
Żubr – Serce podpowiada, że Stolica title, ale rozum, że Daemusin title.
Michał – Głupio byłoby stracić pas przez nazwę.
Andrzej – Może warto byłoby pójść na kompromis? Dogadać się jakoś, w końcu to tylko nazwa.
Żubr – Odpędźcie
ode mnie te okrągłostołowe myśli. Nie można sprzedać ideałów! Nie można
sprzedać pryncypiów! Polska nie jest do kupienia!
Michał – Powiedz to Won Weiowi.
Żubr – Powiem.
Dzisiaj, w trakcie naszej walki. Udowodnię, że Polska może i jest mała
rozmiarem, ale silna duchem. Chiny wielkie terytorialnie, ale
wyjałowione przez komunizm.
Andrzej – Amen.
Michał – No to szable w dłoń i ruszamy!
Andrzej – Hej, szable w dłoń!
Michał – Ruszamy w bój!
Andrzej – Okażemy się godni epoki!
Żubr – Za Polskę!
(Trzech sarmackich rycerzy-patriotów rusza w bój, a my wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Polski patriotyzm dotarł nawet na Wyspy Cooka.
Tony Hogański – Zdrowy nacjonalizm.
Tony Hogański – Tak, zdrowy nacjonalizm też dotarł.
Jan Kowalski – Przypomnę
tylko, że na ostatniej gali Żubr zdobył EWF Daemusin title. W
patriotycznym uniesieniu chciał przywrócić nazwę znaną jeszcze z PCW,
Stolica title, ale EWF zagroziło mu odebraniem tytułu jeśliby to
uczynił.
Tony Hogański – Widać, że biedaczek jest rozdarty.
Jan Kowalski – Niczym Rzeczpospolita jako kawał sukna.
Tony Hogański – Albo niczym Hitler na swojej bar micwie.
Jan Kowalski – Co?
Tony Hogański – Taki żart.
Jan Kowalski – Twoje żarty ostatnio mało śmieszą.
Tony Hogański – Może dla ciebie. Jestem nadal w wysokiej formie.
Jan Kowalski – Twój komentarz męczy.
Tony Hogański – Głupoty opowiadasz.
(Nie czas na głupoty, bo czasu
u nas mało. Znów przenosimy się backstage, gdzie wydarzy się z
pewnością coś chamskiego. Znajdujemy się przed budynkiem hali, gdzie
jak już wspomniano we wstępie znajduje się tłum ludzi, którym nie udało
się dostać biletów. Przed wejściem czeka też jakaś delegacja miejscowej
ludności, ale na kogo czeka, to dokładnie nie wiadomo. Ich oczekiwanie
zostaje zaburzone pojawieniem się Vaclava, który nietrzeźwym, a
jednocześnie buńczucznym krokiem kieruje się w stronę wejścia. Drogę
zabiegają mu dzieci z kwiatami, półnagie tancerki i wierni fani.)
Tłum – Crazy! Crazy! Crazy! Crazy!
Vaclav (zdziwiony) – Co?
Przedstawiciel ludności – Pan SR-Crazy? Czekaliśmy na naszego mistrza!
Wróg Ludu wyciąga z kieszeni
butelkę Perły, która jest już otwarta i zaczyna sączyć jej zawartość.
Widać, że zapadł w rodzaj zadumy.
Przedstawiciel ludności – Pan SR-Crazy?
Vaclav – Tak, ja nim jestem.
Rozlegają się wiwaty ludu. Jakaś dziewczyna zarzuciła wieniec, taki trochę hawajski, na szyję Vaclava.
Przedstawiciel ludności – Miło nam powitać tak wspaniałą osobę! To zaszczyt dla Wysp Cooka, że wielki SR-Crazy jest tu dziś z nami!
Vaclav – Ja także się cieszę z tego powodu.
Przedstawiciel ludności – Może kilka słów dla ludu? Krótka przemowa?
Vaclav – Z przyjemnością.
Wróg Ludu podwija rękawy i zwraca się do ludu.
Vaclav – Przyjaciele! Ja, SR-Crazy, mam wam coś ważnego do powiedzenia. Przybyłem na Wyspy Cooka i co się okazało?
Cisza. Wszyscy są zaciekawieni, co też się okazało.
Vaclav – Że
mieszkańcy tych wysp wcale nie są gościnni, lecz są po prostu chujami!
Mówią, że Vaclav jest chujem, to nieprawda. Vaclav to niewinna ofiara
systemu. To człowiek, który chce być indywidualistą w świecie
uniformizacji, gdzie wszyscy są tacy sami. Wy, jesteście zwykłymi
nierobami. Nikt nigdy nie słyszał o Wyspach Cooka, bo to takie zadupie,
że nikomu nie chce się tutaj przyjeżdżać. (Spluwa pogardliwie.) Taka
jest prawda, nie mogę tego dłużej dusić w sobie. Jestem pieprzonym EWF
World Champem i zasługuję na trochę szacunku, nie powinienem lądować w
tak obskurnych miejscach. Europa, Ameryka, to cywilizowane miejsca na
świecie. Oceania to zapadła dziura na mapie ludzkości. EWF nie zyskuje
absolutnie niczego organizując tu Wrestlepaloozę, po prostu tracimy
swój czas.
W tym momencie Mecenas Ekstremy chwyta jakąś młodą niewiastę, stojącą niedaleko, za piersi.
Vaclav – Nawet kobiety macie brzydkie, niekształtne i nieforemne!
Mieszkańcy Wysp Cooka są w szoku, część z nich zaczyna nawet gwizdać i krzyczeć.
Vaclav – Mam was, jak i całe wasze wyspy, głęboko w mojej mistrzowskiej dupie. Tako rzecze ja, SR-Crazy, EWF World Champion.
Wróg Ludu zrzuca z siebie wieniec, ciska go na ziemię i zaczyna deptać. Znów wyciąga butelkę Perły i bierze big łyka.
Vaclav – Spierdalajcie!
(Wściekli obywatele Wysp Cooka
już chcieli rzucić się na Vaclava, ale ten szybko udał się do hali,
gdzie znalazł się pod opiekuńczymi skrzydłami GRU. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Co za cham! Co za prostak!
Jan Kowalski – On szkaluje dobre imię Crazy'ego!
Tony Hogański – Czego się spodziewać po takim typie? Niczego dobrego, to kanalia! On by nawet zgwałcił Koziołka Matołka!
Jan Kowalski – Nawet?
Tony Hogański – Z pewnością. Widzę to w jego oczach.
(Przenosimy się od razu w inne
miejsce. Znów jesteśmy poza obrębem hali, a w zasadzie to na parkingu -
tak, na Wyspach Cooka też mają parkingi. Tą drogą przybył właśnie
SR-Crazy, niesiony na swym przenośnym tronie. Przy wejściu do hali
witają go Smela oraz Miszka. Stażyści parkują pojazd nieopodal.)
Smela – Mistrz miał przecież przybyć głównym wejściem. Tam delegacja czeka z kwiatami.
SR-Crazy (zdziwiony) – A to nie jest głównie wejście?
Smela – Nie.
SR-Crazy – Dla mnie wygląda całkiem głównie. Wszystkie one zresztą wyglądają tak samo. To wina tych stażystów. (Zwraca się do swych podopiecznych.) Kto dzisiaj był GPSem?
Diego Huarez – DanGaner.
SR-Crazy (klepie się w czoło) – Znowu ten gość od wybuchu w fabryce! Jak on niczego nie potrafi. (Do Ganera.) Zbliż się młodzieńcze.
DanGaner podchodzi do swego mentora, a ten wyciąga zza pazuchy buławę i trzaska go nią po głowie.
SR-Crazy – Dzisiaj dostaniesz podwójne baty. Może kiedyś się wreszcie nauczysz być dobrym GPSem
Mister Nalep (nieśmiało) – To może przejdziemy z GPS na Galileo?
SR-Crazy – Wam nie pomogłoby nawet przejście na wegetarianizm.
DanGaner – Ja jestem weganem.
SR-Crazy – Który to powiedział?
Zgłasza się DanGaner.
SR-Crazy – Nie dostaniesz dzisiaj kolacji, bo głupoty opowiadasz. Dobra, dość wychowywania młodzieży na dzisiaj. (Zwraca się do Miszki.) Jak się czujesz?
Miszka – Już lepiej.
SR-Crazy – Vaclav dzisiaj nie brykał?
Miszka – Nie, chyba jeszcze nie.
SR-Crazy – A co w Związku Wrestlerów Polskich?
Miszka – Kiepsko.
Don Pedro nie ma wstępu do siedziby ZWP. Vaclav i jego zwolennicy
całkowicie opanowali struktury związkowe i robią czystki. Jako
sekretarz generalny nie mam już prawie żadnych wpływów.
SR-Crazy – To niedobrze.
Smela – Mistrz musi zainterweniować.
SR-Crazy – Nie mieszam się w politykę związkową.
Miszka – To w takim razie utracimy ZWP. Wrogowie EWF przejmą związek i otoczą nas jeszcze bardziej.
SR-Crazy – Ja tu jestem od walczenia, a nie od ustalania, kto jest wrogiem EWF.
Miszka – Vaclav nie może sprawować kontroli nad ZWP! To będzie koniec tej szacownej instytucji!
SR-Crazy – Vaclava mogę sprać na ringu. Co robi po godzinach, to już jego sprawa.
Smela – Mentor nie może zachowywać neutralności w wielkim konflikcie o rząd dusz nad polskim wrestlingiem!
SR-Crazy – Mogę.
Ja tu tylko walczę, nie wtrącam się do polityki. Myślisz, że jak
przetrwałem te wszystkie wojny? Esmeralda vs Hangman, anarchia,
komunizm, Esmeralda vs Rokossowski - to rok 2002. Esmeralda vs Game -
to rok 2003. Felipe Castro vs EWF - to rok 2007. Rząd vs EWF - to rok
2010. Felipe Castro i rząd vs EWF - to rok 2013 i 2014. Gdzie są
bohaterowie tamtych konfliktów? Nie ma, poginęli. Ja natomiast trwam,
bo wiem, co robić trzeba, a czego robić nie należy by mieć spokój. Nie
wychylam się, siedzę cicho, robię co do mnie należy i mam pas.
Smela – Tak dłużej czynić nie można.
Miszka – Trzeba wziąć sprawy we własne ręce.
SR-Crazy (stanowczo) – Nie. Idziemy do środka. Franko na mnie dzisiaj czeka. To poważny przeciwnik, doceniam jego klasę.
(Po tych słowach EWF World Champion i jego świta wkraczają na teren hali. Wracamy na arenę.)
Tony Hogański – Crazy musi coś zrobić! Smela i Miszka mają rację.
Jan Kowalski – Nie wiem. Wydaje mi się, że jego postawa ma sens.
Tony Hogański – Sens?
Jesteśmy oblężoną twierdzą. Felipe przejął Związek Wrestlerów Polskich,
zakłada Polski Związek Wrestlingu, ma po swojej stronie rząd i media.
My natomiast jesteśmy sami. Musimy być zjednoczeni by przetrwać
najgorsze.
Jan Kowalski – Dramatyzujesz.
Tony Hogański – Wróg u bram, Janku! Wróg u bram!
(Jaka przyszłość czeka EWF? Czy rzeczywiście jest tak dramatycznie?
Tymczasem na zapleczu spotykamy się z Cassandrą Tisserant. Piękna
Haitanka o polskich korzeniach spotkała dziś na swojej drodze Won Weia,
Chińczyka bez polskich korzeni. Nie każdy może być Polakiem, nie
każdego spotyka takie szczęście. Won Wei wydaje się być bardzo
zmotywowany przed zbliżającą się walką.)
Cassandra Tisserant – Won Wei, dziś przed tobą wielka szansa na pierwszy sukces w EWF.
Won Wei – Wiem o tym.
Cassandra Tisserant – Staniesz do walki z Żubrem o EWF Daemusin title. Co możesz na ten temat powiedzieć?
Won Wei – Żubr
to Żubr, szalenie utalentowany i trudny przeciwnik. Jest już w EWF prawie rok, szybko się
uczy, a w ostatnich miesiącach zaczął wygrywać trofea. Najpierw Puchar
Szczęściarza, a teraz Daemusin title. Jak sama powiedziałaś, ta walka to dla
mnie wielka szansa. Ona może się już długo nie powtórzyć. To idealny
moment na zdobycie Daemusin title.
Cassandra Tisserant – Idealny?
Won Wei – Wydaje
mi się, że Żubr czuje się zagubiony w gąszczu swoich nagłych sukcesów.
Wygrywa trofea, ale czyni to raczej... mało przekonująco, wiele w tym
szczęścia. Nie wydaje mi się by zbyt pewnie dzierżył swój pas.
Cassandra Tisserant – Nie?
Won Wei – Zamiast
cieszyć się nim to wdaje się w jakieś narodowo-ideologiczne spory. Ten
pas nazywa się EWF Daemusin title, a nie EWF Stolica title. Jeśli go
wygram to gwarantuję, że uszanuję wolę federacji. Nie będzie żadnej
samowolki, nie będę chciał z niego zrobić EWF Mao title lub czegoś
podobnego.
Cassandra Tisserant – W jakiej jesteś dyspozycji?
Won Wei – Niezłej. Oczekuję udanej walki i zdobycia pasa.
Cassandra Tisserant – Życzę w takim razie wielu sukcesów i szczęścia.
(Na tym kończy się rozmowa z sympatycznym Chińczykiem. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Sympatyczny ten Won Wei.
Tony Hogański – Ale
czy to wystarczy by zdobyć Daemusin title? Jakby rozdawali pasy za
bycie sympatycznym to Shaman z Ghulem, Fat Boyem i Tugboatem byliby
multimedalistami i największymi gwiazdami polskiego wrestlingu.
Jan Kowalski – Zapomniałeś o Doktorze VooDoo Białym, on też jest sympatyczny.
Tony Hogański – To jednak inna kategoria. VooDoo to instytucja na rynku, a reszta jest zaledwie rozpoznawalna.
Jan Kowalski – Może masz rację.
(Znów jesteśmy na zapleczu, bo
to idealne miejsce do zwiedzania między walkami. Tym razem spotykamy tu
Artura Grota, nowego zawodnika Extreme Wrestling Federation, który
niedawno zaliczył swój kolejny sukces na ringu, a wcześniej wygłosił
całkiem zgrabną mowę. Grot siedzi na ławce i odpoczywa po stoczonym
pojedynku. Odpoczynek ten zostaje przerwany pojawieniem się The
Chickasawa.)
The Chickasaw – Nie wyglądasz mi na szczególnie zmęczonego.
Artur Grot – Rywale byli mało wymagający.
The Chickasaw – Słuchałem twojej przemowy. Też uważasz mnie za cudacznego wrestlera?
Artur Grot – Niech
na ciebie spojrzę, niech pomyślę. Indianin, który wraz z kochanką musi
uciekać z USA, bo prześladuje go zła macocha, która ukradła mu
dziedzictwo jakim jest kasyno. (Parsknął śmiechem.) Przepraszam bardzo, ale jak to brzmi?
The Chickasaw – Cudacznie?
Artur Grot – Cudacznie to określenie dość pozytywne. To brzmi debilnie.
The Chickasaw – Życie układa się w różny sposób.
Artur Grot – Mam
wrażenie, że EWF jest magnesem na takie dziwolągi jak ty, a to tylko
psuje rynek. Jakby ubyło nam komediantów, to być może federacją
zainteresowaliby się poważni zawodnicy, prawdziwi fighterzy. To
wyszłoby z korzyścią polskiemu wrestlingowi.
The Chickasaw – Uważasz więc, że jestem zbędny?
Artur Grot – W
takiej formie jak teraz? Całkowicie. Zmień się i stań się kimś lepszym,
wtedy możemy porozmawiać. Będzie to z korzyścią zarówno dla ciebie jak
i polskiego wrestlingu.
The Chickasaw – Dość buńczuczne słowa jak na debiutanta.
Artur Grot – Ja
nie jestem byle debiutantem, w rodzaju tych, których dzisiaj rozniosłem
na ringu. Jestem powiewem wiatru zmian, zwiastunem nowej epoki.
The Chickasaw (zaciskając pięści) – Jeszcze zobaczymy.
Artur Grot – Tak, zobaczymy.
(Chickasaw odchodzi. Widać, że
zaczyna coś gruntownie analizować w swoim indiańskim umyśle. Artur Grot
natomiast relaksuje się na ławce. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Artur Grot... co o nim sądzisz?
Tony Hogański – Nic.
Jan Kowalski – Jak to?
Tony Hogański – Jest
z nami za krótko bym mógł mieć o nim jakąś opinię. Robi niezłe
wrażenie, wie czego chce, toczy dobre walki, ale nie wiadomo jak długo
wytrwa.
Jan Kowalski – Będziemy z zainteresowaniem śledzili jego rozwój.
Tony Hogański – Z pewnością.
(Przenosimy się znów na
zaplecze. Tak po prostu, bez żadnego powodu. Do hali przybyło właśnie
najbardziej celebryckie małżeństwo polskiego wrestlingu, czyli Nas
Jazzowski i Weronika Passent. WAMP promienieje w zwiewnej sukience w
motywy miejscowego folkloru. Nas natomiast jest bardzo zamyślony.)
Weronika Passent – Nas, Nas! Dziś walczysz z Waldkiem?
Nas Jazzowski – Kim?
Weronika Passent – No...
tym.... ups, zapomniałam jak on się nazywa. Taki kudłaty, co się nie
myje i żłopie piwo bez przerwy. No, ten dziwny gościu, co go to nikt
nie lubi.
Nas Jazzowski – Vaclav.
Weronika Passent – No jacha, że Wacek. Z nim walczysz?
Nas Jazzowski – Tak.
Weronika Passent – A on jest groźniejszy od tamtego Franka?
Nas Jazzowski – Ciężko to jednoznacznie stwierdzić.
Weronika Passent – To
też go porwiemy i ogolimy? Tamta akcja była gites, a ten Wacek wygląda
mi na takiego typa, co tylko żal.pl można o nim powiedzieć.
Nas Jazzowski – Nie, o nim można powiedzieć tylko "chuj".
Weronika Passent – A gdzie nasi koledzy z Syrii?
Nas Jazzowski – Wysłałem ich na przeszpiegi.
Weronika Passent – Przebiśniegi? Po kwiatki?! Dla mnie? Dla mnie?
Nas Jazzowski – Tak, tak, oczywiście.
Weronika Passent – A popłyniemy później w rejs? Jachtem?
Nas Jazzowski – Właśnie to planuję.
Weronika Passent – Czadzik.
Nas Jazzowski – Tak, właśnie tak...
Weronika Passent – Wrzucę dużo fotek na fejsa. Dorociński znów da mi lajka.
Nas Jazzowski – Tak, właśnie tak...
(Właśnie tak i właśnie w ten
sposób powracamy na ring. Jak widać Nas Jazzowski jest dzisiaj mało
rozrywkowy by spędzać z nim więcej czasu. Natomiast Tony Hogański ma z
pewnością do powiedzenia wiele ciekawych rzeczy.)
Jan Kowalski – Nas wygląda na zatroskanego.
Tony Hogański – Dziwisz
się? Porażka z Franko, ostatnio porażka z Szakalem, dziś być może...
oby do tego nie doszło... porażka z moim nędznym wychowankiem
zdradzieckim.
Jan Kowalski – Nas znalazł się chyba na zakręcie swojej kariery.
Tony Hogański – Jak dla mnie to on z tego zakrętu wypadł. Oby się szybko pozbierał.
(Rozważania nad kondycją Nasa
Jazzowskiego zostawmy na później. Teraz trafiamy do biura komisarza
Extreme Wrestling Federation. Ściany zdobią tu dwa wizerunki - Mikołaja
II Romanowa i Władimira Putina. Sam gabinet urządzony jest dość
skromnie, ale za to biurko jest majestatyczne. Swe miejsce znalazła tam
butelka wódki wraz z kieliszkiem. Za biurkiem siedzi Kraven, a przed
biurkiem Yamato Konoe, od poprzedniej gali nowy szef GRU.)
Kraven – Jak sytuacja w GRU? Nie ma żadnych niepokojów po odejściu Grabarza?
Yamato Konoe – Nie.
Kraven – To nie dziwne? Grabarz stał na czele GRU od 2007 roku. Z pewnością zyskał jakichś zwolenników.
Yamato Konoe – Nawet
jeśli, to siedzą oni cicho, bo chcą pracować. Nikt się nie wychyla, co
więcej wydajność pracy wzrosła, bo każdy chce pokazać, że GRU nie jest
już najsłabszym ogniwem w systemie EWF.
Kraven – A nie jest?
Yamato Konoe – Jeszcze to sprawdzam.
Kraven – Mówiłem, że to był znak dla mnie, by uczynić cię szefem GRU.
Yamato Konoe – Wiem o tym.
Kraven – Siły
naszych wrogów niespodziewanie zaczęły wzrastać. Ta sprawa z Polskim
Związkiem Wrestlingu, działania Felipe Castro i Vaclava w Związku
Wrestlerów Polskich, działalność komisji sejmowych, aktywność mediów.
Czuję Yamato, że pętla wokół naszej szyi niespodziewanie zaczęła się
zaciskać. Jeszcze w styczniu wydawało mi się, że wszystko w porządku,
że spacyfikowaliśmy całą opozycję, zarówno wewnętrzną jak i zewnętrzną.
Teraz jednak...
Yamato Konoe – Teraz jednak?
Kraven – Nie jestem już niczego pewien.... i nikogo.
Yamato Konoe – Nikogo?
Kraven – Nikogo. Jestem tu sam...
(Komisarz nalewa sobie kieliszek wódki, a realizator przenosi nas na arenę.)
Tony Hogański – Widzisz? Słyszysz? A nie mówiłem? Wróg u bram! Wróg u bram!
Jan Kowalski – Ty dramatyzujesz, a Kraven przesadza.
Tony Hogański – Co takiego?
Jan Kowalski – EWF nigdy nie miało się tak dobrze jak dzisiaj.
Tony Hogański – Wspomnisz moje słowa, nasze słowa, gdy zaleją nas barbarzyńcy od Felipe Castro, gdy splugawi nas mroczne nasienie vaclavizmu.
(Nim to się stanie sprawdźmy, co dzieje się za kulisami.
Dzieje się wiele, bo korytarz przemierza Franko. O dziwo jest sam, bez
Helenki.)
Franko – No i gdzie ten Bidam?
Rzeźnik rozgląda się po korytarzu, zagląda nawet do jakiejś szafy, ale Bidama tam nie spotyka.
Franko – Przecież nie zaginął. Widziałem, że jest w hali.
Wtem pojawia się postać. Być
może to Bidam! Pewnie pomyślał tak i Franko, ale srodze się zawiódł,
gdy na korytarzu ujrzał Nasa Jazzowskiego.
Franko – To ty?
Nas Jazzowski – To ja...
Nassjasz pokazuje mu swą dłoń, gdzie widać jeszcze znak po wbitym gwoździu.
Nas Jazzowski – Wierzysz?
Franko – Nie
baw się we mną w bluźniercze mesjanizmy. Nikt nie uznaje w tobie zbawcy
polskiego wrestlingu. No może oprócz twojej żony... gdzie ona?
Nas Jazzowski – Gdzieś, gdzieś... a gdzie twoja panna?
Franko – To nie jest moja panna. Zresztą może to i lepiej, że tej WAMP tu nie ma. Przy niej jesteś strasznym pantoflarzem.
Nas Jazzowski – Być może...
Franko – Być może?
Nas Jazzowski – Nie
mam czasu Franko, nie dzisiaj. Porozmawiamy kiedy indziej, choć nie
sądzę by twój poziom intelektualny był na tyle wysoki byśmy mogli
prowadzić konwersację jak równy z równym. Na razie jednak - bywaj,
zobaczymy się kiedyś, może później.
Nassjasz odchodzi, a Rzeźnik nie ma chyba nawet ochoty by go powstrzymać.
Franko – Dopadł go kryzys wieku średniego? Impotencja? Zresztą, to nie moja sprawa. Mam
dzisiaj ważniejsze sprawy niż uganianie się za upadłymi gwiazdami. EWF
World title na mnie czeka.
(Po tych słowach przenosimy się na arenę.)
Jan Kowalski – Faktycznie, Nas dzisiaj wydaje się być bardzo melancholijny.
Tony Hogański – To taki typ konradowsko-gustawowsko-werteryczny. On cierpi za siebie i za wszystkich.
Jan Kowalski – Czy to jest aby kompatybilne z wrestlingiem?
Tony Hogański – Polski wrestling, a już EWF w szczególności, jest kompatybilny ze wszystkim.
Jan Kowalski – Mam więc dla ciebie dobrą wiadomość. Czas na pojedynek o trofeum króla Daemusina.
Tony Hogański – Nareszcie! Ten koreański monarcha zasługuje na najwyższy szacunek!
EWF Daemusin Championship:
Żubr (c) vs Won Wei
Rozbrzmiewa „Boa” Pawła Kukiza, co jest
nieomylną zapowiedzią pojawienia się obecnego Daemusin Championa. Żubr
idzie pewnym siebie, wręcz marszowym krokiem. Na jego biodrach lśni
zdobyty niedawno pas, a w dłoniach spoczywa drzewce biało czerwonej
flagi. Zawodnika wita mieszana reakcja wyspiarskiej publiczności.
Oczywiście nie może się obyć bez „rundy honorowej” wokół ringu z flagą,
która finalnie trafia do rąk Tony’ego Hogańskiego. Sarmata wkracza na
ring, gdzie prezentuje posiadany przez siebie pas. Później oddaje go
sędziemu i czeka na swojego rywala.
„Enter The Dragon Theme” – na scenę wkracza Won Wei. Fani witają go
głośno i przyjaźnie, co prowokuje Azjatę do przybicia kilku piątek.
Szybko jednak przypomina sobie, po co tutaj przybył i odkłada
gwiazdorzenie na bok. Pomiędzy liny wkracza z typowym dla siebie
skupieniem.
Tony Hogański – Uwielbiam walki o EWF Daemusin title.
Jan Kowalski – Wiemy, że je uwielbiasz.
Tony Hogański – Uwielbiam też wielkiego króla Daemusina. Czy chciałbyś znów o nim posłuchać?
Jan Kowalski – Nie trzeba, robiłem notatki w czasie twoich wykładów w 2009 roku.
Tony Hogański – To
były czasy. Tool, Psycho, Szakal, Whiped-Nabeshima, Scyther, Crazy,
Y2J, Mind Mower. Całkiem niezły okres, tak patrząc z perspektywy czasu.
Jan Kowalski – Ale ten, co jest teraz... nie ma, co narzekać.
Przez chwilę możemy napawać się dysproporcją wzrostu i masy pomiędzy
przeciwnikami, a później arbiter, czyli poczciwy Lechu Grudziński daje znak do rozpoczęcia walki i akcja
ostro rusza do przodu. Patriota atakuje, podczas gdy jego rywal próbuje
utrzymać go na dystans przy pomocy kopnięć. W końcu Chińczyk wyprowadza
Superkick, który trafia Polaka w gardło. To spowalnia Daemusin
Championa i daje Wei’owi okazję do kolejnych kopniaków. Potężne
uderzenia trafiają Sarmatę w korpus, zapędzając go do narożnika. Zanim
zdołał się zorientować w sytuacji, pada ofiarą efektownego 720 DDT! Won
Wei próbuje pinu...1... 2... shoulder up! Żubr jest wyraźnie zdenerwowany takim początkiem starcia. Rusza do
ataku, z tym że z większą ostrożnością niż wcześniej. Uchyla się przed
Roundhouse Kick, skraca dystans... i pada po błyskawicznym Dropkicku!
Wei wskakuje na szczyt narożnika i wykonuje z niego Crossbody! Robi to
jednak zbyt wolno – Sarmata orientuje się w sytuacji, przechwytuje
akcję i bez dłuższego zastanowienia kontruje ją w Spinning Powerslam!
Jan Kowalski – Dla Żubra to pierwsza okazja obrony pasa.
Tony Hogański – A kobiety mają wiele okazji do obrony dziewictwa.
Jan Kowalski – Co? Jaki to ma związek?
Tony Hogański – Kobietom brzydkim łatwiej utrzymać cnotę. To znów 2009 rok.
Cóż za akcja! Ileż w niej było
energii i siły! Nie mowa tu oczywiście o komentarzach Tostera na tematy
dziewictwa i cnoty. Walka bowiem trwa, czy Tony tego chce czy nie, a
dzieje się w niej sporo. Pod wpływem wspomnianego Spinning Powerslamu
mata ringowa solidnie zadrżała, a Żubr przechodzi do pinu....1.....2... kick out! Ktoś
naprawdę spodziewał się tak szybkiego zakończenia walki? Prawdziwy
Polak zarzuca sobie oponenta na barki, ten jednak wykazuje wielką
przytomność umysłu i ucieka z niebezpiecznego położenia. Rewanżuje się
piorunującym Superkickiem wymierzonym w szczękę rywala! Patriota pada,
jednak pomimo oszołomienia próbuje wstać... uspokaja go pełen impetu
Axe Kick! Azjata zręcznie wspina się na narożnik i skacze z Golmud
Splash [Frog Splash] – wyszła z tego pięknie wykonana i, co bardzo
istotne, celna akcja! Publiczność się cieszy, może dlatego, że Chiny
blisko, a na dodatek wspomagają oni Wyspy Cooka finansowo.
Natychmiastowa próba pinu....1... 2...
kick out!
Jan Kowalski – Wiele się tu dzieje.
Tony Hogański – A świat się śmieje.
Jan Kowalski – Z czego?
Tony Hogański – Może z nas. Może jesteśmy już na to wszystko za starzy?
Mistrz ma kłopoty z „wejściem” w tą walkę, i prawdopodobnie zdaje sobie
z tego sprawę. Ponownie wstaje, nadziewając się na kolejną kombinację
kopnięć. Dosyć niezgrabnie próbuje się przez nie przedrzeć i... pada po
nokautującym Pele Kick! Rozpędzony Won Wei ponownie wskakuje na szczyt
narożnika i powraca z Wushusault [Moonsault]! Tym razem jednak jego
rywal odsuwa się i próbuje zaskakującego Roll – Up na rozbitym o matę
pretendencie....1... 2... kick out! Pochodzący z Chińskiej Republiki Ludowej zawodnik zdołał uniknąć porażki, ale nie zdołał
uchronić się przed Full Nelsonem założonym mu przez dużo większego
przeciwnika. Pomimo prób nie udaje mu się również wyrwać z tego uchwytu
przed wykonaniem przez Żubra Full Nelson Slam! Po tej akcji nadchodzi
czas na Brainbustera, po którym nadszedł przepotężny Powerslam!
Prawdziwy Polak przechodzi do pinu....1... 2... 2,89... kick out! Sarmata chwyta upartego oponenta i Irish Whipem posyła go w kierunku
narożnika. Wei używa jakiejś trudnej do wyłapania sztuczki, i nagle to
Żubr leci tam, gdzie chciał posłać rywala!
Jan Kowalski – Musisz przyznać, że to bardzo interesujący pojedynek.
Tony Hogański – Ma z pewnością swój klimat.
Jan Kowalski – Ale?
Tony Hogański – Klimat ten nadaje król Daemusin, a nie zawodnicy. Przy całej mojej sympatii do Żubra oczywiście.
Żubr tymczasem lądowanie ma niezbyt
przyjemne, ale ignoruje ból pleców i rzuca się na Azjatę z Forearm
Smashem. Nadziewa się jednak na Golmud Block [Leaping Shoulderblock],
który powala go na matę! Impet ciosu jest tak duży, że Polak wytacza
się poza ring! Tam próbuje wstać, i pewnie by mu się to udało, gdyby
nie zawziętość rywala który skacze mu na głowę przy pomocy Slingshot
Double Leg Stomp! Idealne trafienie! (EWF! EWF!) Po tej akcji Żubr wygląda na nieprzytomnego. Jego przeciwnik z mozołem
podnosi go i wtacza na ring. Później wspina się na szczyt narożnika...
jednak nagle „zmartwychwstały” Patriota przeszkadza mu w wykonaniu
akcji wysokiego ryzyka! Mistrz popycha pretendenta, który ląduje
klasycznie, klejnotami rodowymi na linie. Do tej puli cierpienia
dochodzi jeszcze Atomic Drop wykonany przez Polaka i możemy mówić o
przejęciu przez niego kontroli.
Tony Hogański – Zjadłbym sobie kaszankę.
Jan Kowalski – Ma to jakiś związek z poziomem tej walki?
Tony Hogański – Uroczyście ogłaszam, że nie. Po prostu naszła mnie taka ochota. Niech Żubr, Won Wei i fani się nie martwią.
Jan Kowalski – Na pewno odetchnęli z ulgą.
Tony Hogański – Wiem, że ich serca zamarły.
Sarmata zmusza oponenta do odbicia się
od lin i „gasi” go mocarnym Polish Hammerem! Po tej akcji nadchodzi
Gutwrench Suplex, i oglądamy przygotowania do Ideology Buster [Muscle
Buster]. Potężne uderzenie o matę pokazuje nam jasno, że akcja została
wykonana! Polski Bizon tauntuje i uśmiecha się jednym z tych naprawdę wrednych i
pewnych siebie uśmiechów. Widać, ze zamierza kończyć tą walkę –
przygotowuje sobie rywala do Patria Bomb [Ricola Bomb], ale tym razem
nie udaje mu się dokończyć tego, co zaczął. Obrywa jakąś azjatycką
odmianą Low Blowa. Część widzów buczy, a część wiwatuje. Żubr zwija się z bólu, bo taki
cios w jaja to jednak nigdy nie jest nic zabawnego. Won ma chwilę
oddechu, którą skwapliwie wykorzystuje. Arbiter udziela ostrzeżenia.
Wei jest szczerze skruszony. Wysłuchuje sędziego, a później powala
szarżujące, mocno spienionego Żubra przy pomocy energicznego Dropkicka!
Tony Hogański – Uwielbiam energiczne Dropkicki.
Jan Kowalski – Cieszy mnie to. Niektórzy już powątpiewali czy ty w ogóle znasz nazwy ciosów, a tu proszę. Dropkick i do tego energiczny!
Tony Hogański – Cały sztab ludzi pracuje na to bym wszystko wiedział.
Jan Kowalski – No tak... zapomniałem. Co u twojej asystentki i ochroniarza?
Tony Hogański – Na zagraniczne gale ich nie zabieram z reguły. Nie ma takiej potrzeby.
Jest natomiast potrzeba by
dokładnie przyjrzeć się temu, co się dzieje na ringu. Won Wei po udanej
akcji, energicznej, nie zapominajmy, że Dropkick ten był bardzo
energiczny, podbiega do powalonego rywala... i obrywa pięścią w
żołądek. Potężnie
wkurzony Sarmata wstaje i egzekwuje Pendulum Backbreaker! Po wyrazie
twarzy Azjaty widać wyraźnie, że spotykały go już w życiu dużo
przyjemniejsze niespodzianki. A Żubr ponownie chwyta rywala... i
dewastuje go przy pomocy Dreamer DDT!? Nie! Jednak nie! Wei w ostatniej
chwili wyślizgnął się z uchwytu, przez co jego rywal zaliczył „pusty
kurs” na matę! To niepowodzenie rozzłościło Żubra do białości!
Sarmata skacze na oponenta z pięściami, ale zwinny Wei nie zamierza tak
łatwo dać się trafić. Rywale krążą wokół siebie, próbując jakoś
uszkodzić się nawzajem. W końcu Polak powala przeciwnika Spearem – cios
jest tak potężny, że Azjata rozbija się w narożniku!! (EWF! EWF! EWF!) Próbuje stamtąd się wydostać, ale to Żubr wyciąga go, po czym od razu wykonuje mu Patria Bomb [Ricola Bomb]!! Pin.....1.........2..........3! (Zwycięzcą i nadal EWF Daemusin Champem jest: Żubr!)
Tony Hogański – Jednak...
Jan Kowalski – Co jednak?
Tony Hogański – Jednak taki wynik.
Jan Kowalski – Spodziewałeś się innego?
Tony Hogański – W takich walkach spodziewam się wszystkiego.
Żubr zmęczony, ale jednak szczęśliwy rozpoczyna proces celebracji swego
zwycięstwa. Na ring wpadają Michał z Andrzejem i polską flagą, którzy
dołączają się do świętowania. Każda okazja jest dobra, a panowie mają
przed sobą wielki cel - budują nowy patriotyzm i zdrowy nacjonalizm.
Sukcesy są im potrzebne. Won Wei leży na macie, ciężko oddycha i chyba
jest mu trochę przykro.
Tony Hogański – Taka okazja Chińczykowi może się już nie powtórzyć.
Jan Kowalski – Zawiódł, zmarnował ją.
Tony Hogański – Trudno.
(Trudno, trudno, ale co
począć? Przenieślibyśmy się teraz na zaplecze, ale nic z tego. Znów
bowiem pojawiają się jakieś zakłócenia i widzimy jak logo
Wrestlepaloozy dokonuje transformacji w napis "Antipalooza, Warszawa". Jesteśmy przed jednym z luksusowych warszawskich hoteli. Jest tam też Felipe Castro, który znów prowadzi relację dla WSI24.)
Felipe Castro – Kraven
oczywiście zatrzymał się w jednym z najdroższych hoteli w Warszawie. Na
wygody, luksusy i rozrywki to w EWF zawsze znajdują się pieniądze.
Dzieje się tak już od czasów Esmeraldy Martinez, a mówi się, że obecne
czasy, z różnych względów, są najbardziej dekadenckie. Na szczęście są
obywatele, którzy przyszli zaprotestować przeciwko obecnej polityce
władz federacji.
Faktycznie, przed hotelem zebrało się mnóstwo ludzi. Pewnie grubo ponad
setka jak nie dwie, wydawać by się mogło, że jakaś gwiazda do Polski
przyjechała, ale nie, to protest. Demonstranci mają ze sobą różne
transparenty, plakaty. W pewnym momencie podnosi się wrzawa, słychać
buczenie i z hotelu wychodzi elegancko ubrany Kraven. Zauważa Felipe
Castro, który tylko się uśmiecha do niego.
Kraven – Filip...
(Być
może doszłoby nawet do jakiejś rozmowy między obecnym komisarzem, a
byłym komisarzem, ale tłum na to nie pozwala. Prawie rzucił się na
Kravena, który musiał salwować się szybkim wejściem do podstawionego
samochodu. Szyba pojazdu obrzucona została błotem lub czymś gorszym, a
powszechną uwagę zwrócił wielki transparent koloru czerwonego, na
którym wypisano hasło "Precz z nikczemnym samodzierżawiem!". Koniec
materiału filmowego.)
Tony Hogański – Znowu nam wchodzą z butami w życie!
Jan Kowalski – Jak działa GRU teraz, że na takie coś pozwala?
Tony Hogański – Nie wiem czy to wina GRU. Podobno za Grabarza GRU nie szło z duchem czasu i stało się dość skostniałą instytucją.
Jan Kowalski (smutnym głosem) – Grabarza z nami już nie ma.
Tony Hogański – Zdradził, donosił Bubbie. Donosił na Polaków!
Jan Kowalski – Głupota jeszcze nie jest zdradą.
(To akurat kwestia sporna, nie zagłębiajmy się w nią. Przenosimy się na
zaplecze, gdzie spaceruje sobie nie kto inny jak senator Szakal. Łysy
jest w wyraźnie dobrym humorze, co niektórych może dziwić, ale pewnie
też cieszy jego fanów.)
Szakal – Co za klimat kurwa! Co za powietrze! Mogę tu kurwa oddychać pełną piersią na tych wyspach! Niech tylko otworzę okno!
Łysy podchodzi do okna,
takiego małego, otwieranego poziomo, a nie pionowo, chwilę się z nim
mocuje, w końcu otwiera je i wystawia głowę za okno.
Szakal – Co za klimat kurwa! A jaka fauna, jaka flora kurwa!
Głowa senatora wraca do wnętrza budynku.
Szakal – Jestem w formie jak nigdy. Mogę kurwa nawet wygrać World title, jak mi dobrze pójdzie. Jeśli tylko mi się będzie chciało.
Senator opiera się plecami o ścianę.
Szakal – Chociaż
brak mi rywalizacji z kimś. Te wszystkie zamienniki, telefony zaufania,
podróże, wycieczki, panele dyskusyjne... to kurwa nie to samo, co dobra
rywalizacja.
Łysy ciężko wzdycha.
Szakal – Nie to samo kurwa...
(W tej atmosferze powracamy do naszych komentatorów.)
Tony Hogański – Mistrz ma rację. Powinien znaleźć kogoś i mu przypierdolić.
Jan Kowalski – Tylko komu?
Tony Hogański – Nie wiem, ktoś na pewno się znajdzie...
(Jesteśmy
na zapleczu, które na Wyspach Cooka jest niezwykle kameralne, ale za to
przyjemne w odbiorze. Klimat Oceanii nie wpływa jakoś źle na
zawodników, chociaż często pada. Całe więc szczęście, że mają tutaj
halę, to w czasie pory deszczowej nie zmokniemy. Kiedy tak w ogóle
wypada ta pora deszczowa w tej części świata? Dysponuje ktoś taką
wiedzą? Na zapleczu tym widzimy SeBę, byłego feldmarszałka, a obecnie
dowódcą 1. Pułku Jegrów Feldmarszałkowskich. Towarzyszy mu nieodłączny
Mati, kuzyn i podporucznik w pułku.)
SeBa – Ziomuś, źle się dzieje. Znowu przegraliśmy.
Mati – To przez to, że judejczykowie odebrali nam armię.
SeBa – Może powinniśmy wezwać na pomoc Longinusa Zerwimyckę?
Mati – Ja go nie znam.
SeBa – Ja też nie.
Mati – Aj waj.
SeBa – Ziomek sytuacja jest poważna. Bez armii przegrywamy wszystko jak leci. Nie mamy pieniędzy by ją odkupić. Nie wiem, co robić.
Mati – Feldmarszałek nie wie co robić?
SeBa – Mój jedyny pomysł jest taki - napijmy się Lecha, Wojaka albo Perły.
Nagle za plecami byłych
członków Armii Prus Wschodnich słychać metaliczny śmiech. SeBa i Mati
odwracają się i dostrzegają tam MaxiMasterMistrza, który od poprzedniej
gali występuje w formule cyber-ninja.
SeBa – Chciałeś coś powiedzieć?
MaxiMasterMistrz – Ha-ha-ha.
SeBa – Ziomek albo nie jest zbyt wygadany albo mistrzowsko nas zdissował.
Zza pleców MMMNinjy wyskakuje rabin Szlomo.
Rabin Szlomo – Oto mój nowy podopieczny, major Armii Prus Wschodnich MaxiMasterMistrz.
Mati – Co?!
SeBa – Co ten żydowski ziomek powiedział?
Mati – To profanacja naszej armii!
Rabin Szlomo – MMM poprowadzi armię do zwycięstwa.
SeBa – Armia jest moja! Oddawaj ją!
MaxiMasterMistrz – Ha-ha-ha.
Rabin Szlomo – Chcecie armii? To musicie zapłacić. Odsprzedam wam ją okazyjnie. Dostaniecie nawet zniżkę.
SeBa – Nie stać nas żydo-ziomku, dobrze o tym wiesz.
MaxiMasterMistrz – Ha-ha-ha.
Mati – On się zaciął?
SeBa – To wrestling! To EWF! Musi istnieć jakiś sposób!
Rabin Szlomo – Dobrze,
niech wam będzie, pójdę wam na rękę, bo mogę na tym zarobić. Jeśli na
Kwietniowej Anarchii VII wygrasz swoją walkę, w której weźmie też
udział mój podopieczny, wtedy prawa do armii będą znów twoje.
SeBa (bez chwili zastanowienia) – Zgoda.
Rabin Szlomo – Jeśli
jednak przegrasz, to wrócisz do armii jako szeregowy i będziesz służył
pod moimi rozkazami. Pamiętaj, że jestem generałem i głównodowodzącym.
SeBa – Brzmi gorzej... ale zgoda.
Mati – Ziomek, czy to rozsądne?
SeBa – Nie mamy innego wyjścia. Możemy zgarnąć armię za darmo, zaufaj mi.
Rabin Szlomo – Powodzenia zatem. Aj waj!
SeBa – Bar micwa!
Mati – Mazel tow!
MaxiMasterMistrz – Ha-ha-ha.
Rabin Szlomo opuszcza korytarz, a wraz z nim MaxiMasterNinja.
SeBa – Widzisz ziomek jak go wyrolowałem? Odzyskamy armię, wystarczy tylko wygrać walkę na Kwietniowej Anarchii VII.
Mati – Ale my ostatnio przegrywamy wszystkie walki.
SeBa – Hmmm... nie pomyślałem o tym.
(W takiej oto atmosferze powracamy w okolice ringu.)
Jan Kowalski – SeBa walczy o odzyskanie swojej armii.
Tony Hogański – Jak na razie kiepsko mu idzie.
Jan Kowalski – Może
się poprawi? Przypadkowo poznaliśmy też, przynajmniej do pewnego
stopnia, jedną z walk na powoli nadchodzącej Kwietniowej Anarchii VII.
Tony Hogański – Zupełnie zapomniałem, że Anarchia się zbliża. Dopiero co byliśmy w Bhutanie, a tu znowu.
Jan Kowalski – Czas leci szybko i nieubłaganie.
Tony Hogański – Jak długo EWF jeszcze przetrwa? Czy pokonają nas siły zła?
(Pytania, pytania, pytania.
Nie znamy na nie odpowiedzi i nie wiadomo czy kiedykolwiek poznamy.
Wszak EWF ma to do siebie, że może upaść w każdym momencie. Jesteśmy na
jednym z wielu korytarzy hali, gdzie z pewnością dzieje się coś
ciekawego. Inaczej byśmy tu nie byli! Korytarzem tym kroczy właśnie
wielki orszak najwspanialszego magnata w dziejach EWF. To SR-Crazy z
EWF World title na ramieniu, obok niego Miszka, Smela, czterej stażyści
- Mister Nalep, DanGaner, Diego Huarez i Cris Banito, a do tego Korpus
Ochrony imienia Feliksa Dzierżyńskiego, także liczący cztery panie,
obywatelki Izraela, które lubią się rozbierać i dlatego wyleciały ze
swojej armii. Jakieś dzieci sypią Crazy'emu kwiaty pod nogi.)
SR-Crazy – Ktoś powinien jeszcze nieść nade mną baldachim.
Smela – Baldachim?
SR-Crazy – A co? Zły pomysł?
Smela – Doskonały mentorze. Zorganizujemy baldachim, może od jakiejś likwidowanej parafii, zapytamy księdza Lemańskiego.
Nagle w twarz DanGanera trafia pomidor.
SR-Crazy – To ciekawe. Koleś przeżył wybuch fabryki, to teraz pomidory przyciąga?
Tym razem pomidor spada na twarz Mistera Nalepa.
SR-Crazy – Nie, moja teoria była jednak zła.
Pomidor trafia w Diego Huaereza, a także pod nogi Miszki.
SR-Crazy – Co tu się dzieje? Adio pomidory?
Na horyzoncie pojawia się tłum wściekłych mieszkańców Wysp Cooka.
Tłum – Precz z SR-Crazy'm!
SR-Crazy (zdziwiony) – Dlaczego precz ze mną? Ale dlaczego?
Smela (chwytając swego szefa za ramię) – Nie ma czasu na rozmyślania. Chodu mentorze.
SR-Crazy – ... i widzisz? Baldachim przydałby się tu doskonale. (Do dziewczyn z korpusu.) Zabezpieczajcie nasz odwrót.
EWF World Champion i jego trzódka wycofują się na z góry upatrzone pozycje, to jest barykadują się w jednej z szatni.
SR-Crazy – Skąd ta agresja? Dlaczego ona jest na Wyspach Cooka podstawową zasadą?
Smela (sprawdzając coś szybko w swoim telefonie) – To Vaclav! Podał się za mentora i obraził wszystkich mieszkańców Wysp Cooka.
SR-Crazy – Wszystkich? Wielka mi rzecz, ich jest tylko kilkanaście tysiące. To ja już mam więcej chłopów w moich latyfundiach w Mandżurii.
Smela – Mimo wszystko... miejscowy lud mentora nie kocha.
SR-Crazy – Ten Vaclav. Co ja z nim mam? Trzeba będzie się z nim w końcu rozprawić.
Smela – Jak na razie to on wygrał Browar match.
SR-Crazy – Szczegóły. To nie była walka o pas.
Miszka – Ja idę sprawdzić, co u Don Pedra. Być może jest narażony na jakiś atak Vaclava.
SR-Crazy – I
po co było go taszczeć ze sobą przez pół świata? Żeby teraz się nim
tylko opiekować? Co ten Don Pedro umie? Ślepy jest i to wszystko. (Spogląda po przyjacielsku, ale jednocześnie władczo na Miszkę.)
Weź ze sobą jakiegoś stażystę. Nie żeby mogli cię obronić, ale może
rzucisz jakiegoś Vaclavowi pod nogi i się jełop jeden potknie.
Miszka – Dobry plan. Wyjdę tylnym wyjściem... albo wejściem, żeby nie spotkać wzburzonego ludu.
SR-Crazy – Racja, nie chcemy drugiego linczu wadowickiego.
Smela – Włodowickiego.
SR-Crazy (wzrusza ramionami po magnacku) – To bez znaczenia. Ważne, że plan działania jest dobry.
(Plan jest dobry, więc wracajmy w okolice stanowiska komentatorskiego.)
Tony Hogański – Widzisz?
Widzisz? Ten plugawiec, mój perfidny wychowanek, zbrukał dobre imię
Crazy'ego? Wyspy Cooka będą chyba pierwszym miejscem, w którym Crazy
nie będzie lubiany i szanowany.
Jan Kowalski – Może to się da jeszcze odkręcić, wyjaśnić jakoś.
Tony Hogański – Nie znasz się na psychologii tłumu. Oni już uznali Crazy'ego za wroga.
Jan Kowalski – To co? Myślą, że jest dwóch Crazy'ch? Crazy-Vaclav i Crazy-Crazy? Gdzie tu sens?
Tony Hogański – Tłum nie ma sensu.
(Sens odnaleźć możemy za
kulisami. Tu też trafiliśmy by spotkać się z Vesną Obrenowić. Stoi ona
w jakiejś szatni, obok jakiejś szafy. Co to wszystko znaczy?)
Vesna Obrenowić – Przed państwem... szafa.
Głos z szafy – To nie Cassandra?
Vesna Obrenowić – Nie, to ja Vesna.
Głos z szafy – A to ja, szafa.
Vesna Obrenowić – Szafa?
Głos z szafy – Bidam.
Mieszkam w szafie. Tu czuje się bezpiecznie, tak mi psycholog
powiedział. To moje miejsce sacrum i moja przystań. W każdym razie tak
mówią, bo ja po prostu się przyzwyczaiłem, że sypiam w szafach. Dla
mnie są bardzo wygodne.
Vesna Obrenowić – Jasne. Wszyscy znają już twoje zamiłowanie do szaf i kurczaków.
Bidam – To wszystko z powodu samotności.
Vesna Obrenowić (zdziwiona) – Samotności?
Bidam – No, bo wszyscy kogoś mają, a ja nie mam nikogo.
Vesna Obrenowić – Nie... nie rozumiem....
Bidam – Vaclav
walczy z SR-Crazy'm, robi to dobrze i aktywnie. Franko ma Nasa
Jazzowskiego, z którym toczy zażarte boje, a do tego zalicza też
darmowe sesje depilacyjne. Jest w tym jakiś sens, są jakieś emocje. A
ja? Co ja mam? Miałem Bubbę, ale nie udało mi się dokończyć tej sprawy,
bo odszedł z EWF. Nie mam nikogo...
Vesna Obrenowić – To smutne.
Bidam – Jestem
EWF FTW Champem i EWF Tag Team Champem, ale nie mam nikogo. Wszyscy są
zainteresowani World title, albo celują w trofea niższej rangi. Czuję
się samotny.
Vesna Obrenowić – Jak bardzo?
Bidam – Bardzo.
Vesna Obrenowić – Co z tym zamierzasz zrobić?
Cisza.
Vesna Obrenowić – Halo? Bidam?
Znów cisza.
Vesna Obrenowić – Wszystko w porządku?
Bidam – Tak. Jakoś rozwiążę swój problem egzystencjonalny. To wszystko, dziękuję.
(Skoro to wszystko, to nie ma co przedłużać. Wracamy do naszych komentatorów.)
Tony Hogański – No i jest nasz Bidam, nasz miś kolorowy, nasz cukiereczek.
Jan Kowalski (zaskoczony) – Co takiego?
Tony Hogański – Nic, po prostu chciałem powiedzieć coś durnego.
Jan Kowalski – Ktoś mógłby powiedzieć, że ty zawsze mówisz durne rzeczy.
Tony Hogański – Ten ktoś jest idiotą.
Jan Kowalski – Wybieramy się na Krym?
Tony Hogański – Nie.
Jan Kowalski – Tak po prostu? Nie masz żadnego ciekawego komentarza na temat zajść na Ukrainie?
Tony Hogański – Nie.
(Skoro Toster nie zamierza nic
powiedzieć, to nic tu po nas. Jesteśmy znów na zapleczu. Na jednym z
korytarzy, specjalnie dla mieszkańców Wysp Cooka, zorganizowano
specjalną wystawę poświęconą historii Extreme Wrestling Federation. Tu
właśnie spotykamy Franko, który obserwuje fotografie byłych EWF World
Champów.)
Franko – Kraven,
Game, Game, Szakal, Juice, Game, Hangman, Tanatos, Szakal, Kraven,
Sandman, Hangman, Bubba, Tool, Sandman z Kravenem i Game'm, Kraven,
Scyther, Psycho, Tool, SR-Crazy. Jakie to uczucie? Zostać EWF World
Champem?
Rzeźnik pochyla się nad wierną kopią EWF World title, która umieszczona została w szklanej gablocie.
Franko – Jak to jest stanąć na samym szczycie polskiego wrestlingu? Dołączyć do legend?
Zadumany wciąż obserwuje pamiątki z historii EWF.
Franko – Przekonamy się już dziś...
Rzeźnik wyrwał się nagle z
zadumy i zaczął rozglądać. Wyciągnął z kieszeni telefon i zaczął pisać
smsa. Technologia pozwala nam zajrzeć mu przez ramię i zobaczyć, co też
tam pisze. Widzimy więc, że adresatami są zarówno Helenka jak i Bidam
(w szafie lub poza nią). Treść wiadomości jest krótka "Ktoś mnie
obserwuje".
Franko – Przekonamy się. Co nie Nas?
(Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Nas? Dlaczego akurat Nas? Dlaczego nie Crazy?
Jan Kowalski – Nie wiem, spytaj Franko.
Tony Hogański – Bo stoi obok mnie.
Jan Kowalski – Nie masz do niego numeru?
Tony Hogański – Nie.
Jan Kowalski – Twoja strata.
(Kolejna wycieczka poza ring.
Korytarzem kroczy Żubr, którego wspierają nieodłączni Michał i Andrzej.
Na ramieniu zmęczonego Żubra, wszak całkiem niedawno stoczył
emocjonującą walkę z Won Weiem, błyszczy EWF Daemusin title.)
Michał – Wiwat Żubr!
Andrzej – Wiwat wszystkie stany!
Michał – Płynie Żubr płynie, po polskiej krainie!
Andrzej – A dopóki zwycięża, Polska nie zaginie!
Żubr – Już wystarczy.
Głos nieopodal – Właśnie, wystarczy tej pseudo-patriotycznej komedii.
Dostrzegamy opartego o ścianę Artura Grota.
Michał – Co to za jeden?
Andrzej – Jakiś lewak?
Żubr – To Artur Grot, nowy zawodnik EWF.
Artur Grot – Miło mi, że jestem znany.
Żubr – Ja też oglądałem twoją przemowę na ringu. Bardzo emocjonująca, nie będę nawet pytał czy uważasz mnie za komedianta...
Artur Grot – Uważam.
Żubr – Mówiłem
przecież, że nie będę nawet pytał. Ale wiesz co? Może i jestem
komediantem, ale to ja mam jakiś pas, ja wygrywam walki i trofea, a ty
na razie jesteś na dorobku.
Michał – Właśnie. Wiesz co Roman Dmowski mówił o takich jak ty?
Artur Grot – Gówno
mnie obchodzi, co mówił Roman Dmowski. Prawda jest taka, że w miejscu
takim jak EWF nie powinno być miejsca dla Romana Dmowskiego. Ludzie
chcą oglądać walki, chcą oglądać krew, pot, łzy, słyszeć odgłosy
łamanych kości, wrzaski z bólu, a nie słuchać pierdół o Polsce i
Romanie Dmowskim. Nikogo to nie interesuje. Tyle mam do powiedzenia,
jeszcze się spotkamy.
Nowy zawodnik EWF odchodzi w spokoju.
Michał – Nie przypierdolimy mu?
Andrzej – Właśnie? Powinniśmy nauczyć go szacunku do Romana Dmowskiego!
Żubr – Jeszcze nie teraz.
Michał – Nie? A kiedy?
Żubr – Kiedyś.... jeszcze się spotkamy.
(My też się jeszcze kiedyś
spotkamy, zarówno z Żubrem jak i Arturem Grotem. Na razie powracamy w
piękne i powabne okolice ringu.)
Jan Kowalski – Ten Artur Grot robi wrażenie ciekawego zawodnika.
Tony Hogański – Niezły debiut, nie jest być może idiotą. Może będą z niego ludzie...
Jan Kowalski – Może.
Tony Hogański – A
może nie. Już chyba zresztą rozmawialiśmy na jego temat i wyraziłem
swoje zdanie. Nie chcę się powtarzać, mój czas kosztuje, a niektórzy
zbierają mój oddech do buteleczek i sprzedają je później na bazarach.
Jan Kowalski – Za ile?
Tony Hogański – Czy to ważne? Jestem ładniejszy niż Rihanna.
Jan Kowalski – Skąd ta nagła deklaracja?
Tony Hogański – Musiałem to powiedzieć. Jakoś to nagle ze mnie wystrzeliło. Jak z katapulty, rozumiesz?
Jan Kowalski – Tak. (Klepie się w czoło.) To znaczy nie, ani trochę.
(Tostera czasem trudno
zrozumieć, to po prostu taki typ. By poprawić mu humor odwiedzamy
zaplecze, gdzie spotykamy jego ulubionego bohatera. Nie jest to Szakal,
więc łatwo się domyślić, że chodzi o Vaclava. Mecenas Ekstremy rozmawia
przez telefon.)
Vaclav – Filip, a co mnie to obchodzi? Powiedz im, że ruchnąłem Kasię Tusk i będę zięciem premiera.
Cisza.
Vaclav – A co to za różnica czy to prawda czy nie? Sam robisz w mediach, więc wiesz jak jest.
Pauza.
Vaclav – Nie,
nikt nic nie wie. Oczywiście, że jestem głównym podejrzanym, GRU za mną
zaczęło łazić, a wiesz co to za mało rozrywkowe typy? Od odejścia
Grabarza mają zakaz picia.
Pauza.
Vaclav – Chciałem ci tylko powiedzieć, że będę gotowy. Możesz emitować, zaskoczymy drabów. To wszystko, cześć.
Koniec rozmowy. Wróg Ludu wyciąga z kieszeni butelkę Perły i pociąga łyka.
Vaclav – Precz z chujami, chwała mnie i moim kolesiom, World title dla mnie. To mój program na najbliższe miesiące.
(Tyle u Mecenasa Ekstremy. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Skoro precz z chujami, to on mówił też o sobie!
Jan Kowalski – Nie sądzę.
Tony Hogański – A ja uważam, że tak. Zresztą... czy ty wiesz, co jego kumpel Karl Daniels zrobił na Słowacji?
Jan Kowalski – Na Słowacji? Co takiego?
Tony Hogański – Jeśli
pamiętasz, to na ostatniej gali mój zdradziecki wychowanek wysłał Karla
Danielsa z misją na Słowację. Podobno SR-Crazy nabył tam trochę
ziemi... i tyle, normalna historia. Ale nie, nie dla tego plugawca. On
wszędzie rozsieje swoje mroczne nasienie. Co też oni tam zaplanowali!
Co też wymyślili! To skandal! To hańba dla polskiego wrestlingu i
kolejny dowód na to jakim obleśnym monstrum jest ten padalec.
Jan Kowalski – No
dobrze, ale co tam się stało? Na razie rozumiem tylko, że Crazy nabył
ziemię na Słowacji, a Vaclav wysłał tam Karla Danielsa. Co dalej?
Tony Hogański – Zapraszam
do obejrzenia materiału filmowego. To fragment jednego z serwisów
informacyjnych słowackiej telewizji. Oto jaki skandal tam wywołano!
Wyemitowany zostaje uroczy materiał filmowy.
Jan Kowalski – Cóż mogę powiedzieć.
Tony Hogański – Najlepiej nic, najlepiej milczeć.
Jan Kowalski – Biedny pan Marian.
Tony Hogański – Co on SR-Crazy'emu później powiedział? Że źle doglądał jego baranków?
Jan Kowalski – Pomilczmy.
(Zamiast milczeć udajmy się za
kulisy. Dziś jeszcze nie było nam dane sprawdzić, co dzieje się w
kafeterii. Jest ona jak zawsze piękna, elegancka, stylowa i szykowna.
Nic się w zasadzie tu nie zmieniło, choć raczej nie będziemy już mogli
oglądać Grabarza pijącego wódkę. Przy jednym ze stolików siedzi Nas
Jazzowski, a obok niego jego małżonka, Weronika Passent, która maluje
sobie paznokcie w barwy stanu wojennego.)
Weronika Passent – Nas? A w jaką grę gracie teraz z Grabarzem, że przestałam go widywać?
Nas Jazzowski – W grę zwaną życiem.
Do stolika podchodzi niepewnym krokiem Ghul.
Ghul – Dlaczego to zrobiłeś?
Nas Jazzowski – Dlaczego...
Ghul – Miałeś być Nowym Lwem Judy! Nasem Machabeuszem! Księciem z rodu Dawida!
Nas Jazzowski – Miałem być...
Ghul (z wyraźnym smutkiem) – Jak mogłeś... jak mogłeś...
Przejęty Ghul wraca na swoje miejsce by upić się bawarskim piwem.
Weronika Passent – Czego ten kolo chciał?
Nas Jazzowski – Niczego.
Weronika Passent – Bankowo czegoś.
Nas Jazzowski – Przecież mówię, że niczego.
Weronika Passent – Nie mogę tego rozkminić.
Nas Jazzowski – Nawet się nie staraj.
Weronika Passent – Zrób mu jakiś pojazd.
Nas Jazzowski – Czołg?
Weronika Passent – Nie rozumiem czasem twoich żartów.
Nas Jazzowski – Ja też nie...
Weronika Passent – A gdzie Pan Podpaska?
Nas Jazzowski – Kto?
Weronika Passent – No... ten... Maxi czy jak mu tak, co ma maxi skrzydełka.
Nas Jazzowski – Nie wiem, odczepił się już od nas.
Weronika Passent – Aha, to luzik, luz-blues, nie?
Nas Jazzowski – Nie?
Weronika Passent – Nas, a my teraz jesteśmy ci dobrzy czy ci źli?
Nas Jazzowski – Kto to wie...
Weronika Passent – To co będziemy dzisiaj robić?
Nas Jazzowski (z wyczuwalną melancholią) – Nic...
(Skoro nic, to nie ma sensu
dłużej siedzieć w kafeterii. Wracamy w okolice stolika
komentatorskiego. Co robią Kowalski z Hogańskim?)
Tony Hogański – Najpierw świnie, a teraz barany! Czy ta jego klika nie ma litości dla zwierząt?
Jan Kowalski – Jeszcze to przeżywasz?
Tony Hogański – Tak.
Jan Kowalski – Popatrz na Nasa. W jakiej nieciekawej sytuacji się znalazł. Stracił chyba poparcie w kafeterii.
Tony Hogański – Tak trzeba było zrobić. Grabarz zdradził.
Jan Kowalski – Ucieszy cię może wieść, że czas na kolejną walkę.
Tony Hogański – Nie jestem tym Arturem Strzałą by się cieszyć, że mamy tu jakieś walki.
Jan Kowalski – Grotem...
Tony Hogański – Wiedziałem,
że coś z łukiem. W każdym razie, nie jestem tym Arturem by się jakoś
podniecać walkami. Ja się podniecam tylko sobą. Może to niezdrowe, ale
przynosi mi wiele satysfakcji.
Jan Kowalski – W takim razie być może zmienisz zdanie, gdy dowiesz się, że twój mistrz będzie walczył.
Tony Hogański (wyraźnie ucieszony) – To zmienia postać rzeczy! Do boju mistrzu!
EWF FTW Championship:
Szakal & Bidam (c) vs Craig Crawford & Johnny Thornpike & The Chickasaw
Uderza
Offspring – „Self Esteem” – i pojawia się łysa ikona EWF, Szakal.
Wyspiarze wyglądają na wniebowziętych, bo przecież żywych legend nie
widuje się codziennie. Senator zmierza w stronę ringu pewnym krokiem i
przystaje tylko po to, żeby chwilę pokonwersować z grupką urodziwych,
egzotycznych fanek. Nie wygląda na to, żeby którakolwiek z nich mówiła
po polsku, ale kto by się tym przejmował? Grunt, że jest całkiem
sympatycznie. W końcu Szakal wkracza w obręb kwadratowego pierścienia.
The Clash – „London Calling” – jest zapowiedzią nadejścia Bidama.
Azjata jest witany dużym cheerem, za który odwdzięcza się w miarę
możliwości. Wygląda na całkowicie wyluzowanego, kiedy tak pozdrawia
swoich fanów i fanki. W końcu jednak dociera do ringu, gdzie wita się
ze swoim dzisiejszym tag partnerem.
Nadchodzi czas na pierwszego z oponentów Szakala i Bidama. Rozbrzmiewa
Redman - „Let’s go” - i widzimy podążającego w stronę przeciwników
Craiga Crawforda. Zawodnik jest wyraźnie zmotywowany i nabuzowany
agresją. Wdaje się nawet w jakieś pyskówki z fanami, co jednak nie
spowalnia go jakoś szczególnie w drodze na ring.
Hunter i „War” są nieomylną oznaką pojawienia się Johnny’ego
Thornpike’a. Ubrany w więzienny uniform zawodnik szybko przemieszcza
się w stronę ringu, nie zwracając uwagi na ścigający go heel heat.
Wkroczywszy pomiędzy liny spogląda nieprzyjaźnie zarówno na swoich
rywali, jak i tag partnera.
Pozostał tylko Chickasaw – i rzeczywiście jak na zamówienie rozbrzmiewa
„Tom Sawyer” w wykonaniu Rush. Pierwszy Indianin EWF pojawia się w
towarzystwie swojej czarującej asystentki, Mii. Wita ich sporo radosnej
wrzawy, ktoś nawet sypie na nich konfetti. Radosna interakcja z fanami
trwa chwilę, ale przeszkadza to chyba tylko tag partnerom Chickasa.
Tony Hogański – Zobacz jak się łaszą do mistrza.
Jan Kowalski (zaskoczony) – Kto się do niego łasi?
Tony Hogański – Wszyscy, inni zawodnicy, fani, wrestlerzy, dziennikarze, ja, ty...
Jan Kowalski – Nawet ja?
Tony Hogański – Nawet
ty Janku, nawet ty. Mistrz jest ikoną nie tylko polskiego wrestlingu,
ale też polskiej polityki i ogólnie całego polskiego życia. On naszą
nadzieją! Już od 2001 roku!
Jan Kowalski (wzdycha zadumany) – 2001 rok... kiedy to było?
Tony Hogański – Wydaje się jakby zaledwie wczoraj.
Wszyscy
są już pomiędzy linami. Sędziować będzie Lech Grudziński, niezawodny
arbiter na ciężkie czasy i trudne walki. Publiczność reaguje
emocjonalnie na wszystko, co się na ringu dzieje, choć obecnie nie
dzieje się nic. Trwają jakieś ostatnie przygotowania i ustalanie
taktyki. Po krótkiej naradzie z partnerem Szakal
zajmuje miejsce w narożniku, pozostawiając Bidama na placu boju. W
drużynie przeciwnej możemy zaobserwować różnicę zdań, w wyniku której
tag partnerzy z przypadku mierzą się groźnymi spojrzeniami. W końcu
Craig Crawford po prostu rzuca się na przebywającego na macie
przeciwnika, co jest dosyć radykalnym rozwiązaniem tego sporu. Bidam
kopie szarżującego rywala w brzuch i serwuje mu DDT. Później dokłada mu
Exploder Suplex. Następny jest German Suplex, który przechodzi w próbę
pinu....1... 2... Thornpike przerywa wykonanym ze szczytu narożnika Doube
Axe Handle Smash!
Tony Hogański (w stylu popularnego Wójta) – Co ty robisz! Zobacz, co on robi na tym narożniku, kurwa!
Jan Kowalski – Co? O co chodzi?
Tony Hogański – Gdzie ten człowiek się pcha? Kto to w ogóle jest ten woźny, co przeszkadza mistrzowi Szakalowi i jego partnerowi?
Jan Kowalski – To przecież Johnny Thornpike.
Tony Hogański – Tak? A myślałem, że to woźny, co to przyszedł poprawić ułożenie lin czy też naoliwić sprężyny w ringu.
Arbiter ma Johnny’emu co nieco do powiedzenia. W tym czasie Craig
podnosi przeciwnika, który ni stąd, ni zowąd pojawia się za jego
plecami i wykonuje Dragon Suplex. Triple C ciężko upada na matę,
znajduje jednak w sobie wystarczająco siły, żeby dokonać zmiany. Do
walki wkracza Chickasaw. Rozpętuje się indiańsko – azjatyckie starcie, które zostaje zwieńczone
Tornado DDT w wykonaniu Kochanka Katriny! Po wykonaniu tej akcji
Indianin natychmiast wskakuje na górną linę i egzekwuje z niej
Moonsaulta! Udaje mu się trafić, więc od razu przechodzi do pinu...1...
2... wybicie! To jednak za mało na Bidama. Chickas podnosi oponenta i
aplikuje mu DDT. Następnie zmienia się z Crawfordem, który wskakuje na
szczyt narożnika i wykonuje kolejnego Moonsaulta! Fani się cieszą, bo
to efektowna akcja. Craig cieszy się trochę mniej, bo spudłował.
Przeciwnik się odsunął, a teraz wstaje i wykonuje na CCC Bulldog
Splash! Chwilę później zmienia się z Szakalem.
Tony Hogański – Wreszcie mistrz Szakal we własnej osobie! Do tej pory był tam tylko duchem, sterował Bidamem.
Jan Kowalski – Sterował Bidamem?
Tony Hogański – A
co? Myślałeś, że Bidam sam z siebie jest zajebisty? To mistrz Szakal
nauczył go walczyć. Pamiętasz Złomowisko match? Transsib match? To jego
szkoła!
Jan Kowalski – Coś czuję, że dowiemy się tu dzisiaj jeszcze wielu ciekawych rzeczy.
Senator wprawia fanów w prawdziwą ekstazę, bo wspina się na narożnik i
i skacze na Crawforda z Pocztówką z Parku Sztywnych [Moonsault]! Trafia
i pinuje...1... 2... 2,55... przerywa Johnny Thornpike! Widać wyraźnie, że Tony Hogański aż kipi z oburzenia. Bidam próbował
go powstrzymać, oczywiście chodzi o rywala, a nie oburzonego Tostera, ale na jego drodze stanął Chickasaw. Interweniuje
sędzia, robi się trochę zamieszania... w tym czasie Szakal nie dość, że
przypierdala Thorn Mouthowi potężnym Punchem, to jeszcze wykonuje na
Crawfordzie pełen impetu Body Slam! Później przypierdala mu Elbow
Dropem. Później, po krótkim namyśle, powtarza tą kombinację: Body Slam
poprzedza Elbowa Drop. Craig nie wygląda zbyt kwitnąco. Senator przeprowadza zmianę, co pozwala Bidamowi na wykonanie Flying
Elbow Drop ze szczytu narożnika! Crawford przyjął i to, czas na próbę
pinu...1... 2... 2,44... kolejna interwencja Thornpike’a!
Tony Hogański (w stylu popularnego Wójta) – Zobacz, co ten robi idiota na tym ringu! No kurwa, co jest...
Jan Kowalski – Czy ty piłeś ostatnio z Januszem?
Tony Hogański – On jest u nas niedoceniany. Fakt, złapali go tam za coś, ale jak na tamte czasy to znał się na rzeczy.
Jan Kowalski – Miał fach w rękach.
Tony Hogański – Otóż to Janku, otóż to.
Johnny
wyprowadził brutalne kopnięcie w głowę Bidama, a teraz wysłuchuje
reprymendy ze strony sędziego. W tym czasie kompletnie oszołomiony
Crawford zdołał jednak dokonać zmiany z Chickasem. Indianin szybko
wskakuje na narożnik i wykonuje z niego efektowną Diving Hurricanranę,
która gładko przechodzi w pin....1... 2... 2,33... kick out! Nie udało
się, ale Indianin nie wygląda na zniechęconego – podnosi Azjatę i
aplikuje mu DDT, po którym nadchodzi kolejne. Po tych akcjach
przychodzi czas na próbę wykonania Chickasaw Driver [Package
Piledriver], która jednak nie dochodzi do skutku – Bidam wymyka się z
uchwytu rywala i powala go piorunującym Neckbreakerem! Później zmienia
się ze swoim tag partnerem. Senator spokojnie wkracza w obręb lin i jest świadkiem zmiany, którą
wymusza na półprzytomnym partnerze Johnny Thornpike. Były zawodnik HVW
rzuca się na potężniejszego od siebie rywala zasypując go serią różnego
rodzaju ciosów. Szakal rewanżuje się tym samym i przez chwilę walka
przeradza się w mało subtelny brawl. W pewnym momencie Thorn Mouth
policzkuje ikonę EWF, wzbudzając tym samym senatorską złość.
Tony Hogański (w stylu popularnego Wójta) – E mistrzu! Patrz się trochę, kurwa. Patrz się trochę.
Jan Kowalski – O co chodzi?
Tony Hogański – Jak on śmie takie rzeczy mistrzowi robić?!
Jan Kowalski – Tragedia...
Tony Hogański – Powiesić go na najbliższej latarni i przeprowadzić liposukcję za karę!
Nie
wiadomo do końca, czemu miało to służyć, bo poirytowany Szakal zaczyna
przeważać w walce. Przypierdala rywalowi ogłuszającym Bell Clap, po
którym dosłownie wkopuje Thornpike’a w narożnik! Tam zaczyna masakrować
go serią uderzeń łokciem i kopnięć. Na koniec pomaga sobie trochę
linami i zaczyna po prostu skakać po rywalu! Johnny nie wygląda zbyt
dobrze, a jego partnerzy protestują. Arbiter ma zastrzeżenia, których
legenda EWF wysłuchuje z zadziwiającym spokojem. Szakal chwyta Thornpike’a i z przerażającą lekkością wykonuje na nim
dewastujący Powerbomb into Corner!! (EWF! EWF! EWF! + Szakal! Szakal! w wykonaniu Tostera) Później zmienia się z
Bidamem, który natychmiast szykuje się do Seorabeol [Rope Hung Cutter],
którą to akcję finalnie wykonuje! Natychmiast przechodzi do próby pinu....1... 2... 2,99... kick out! Szakal zajął się próbującymi interweniować
Crawfordem i Chickasawem, ale ich partner jednak sobie poradził! Na
ringu znowu zapanowało zamieszanie, które w końcu zostaje opanowane
przez sędziego.
Tony Hogański (w stylu popularnego Wójta) – Dokładniej kurwa, dokładniej kurwa mać.
Jan Kowalski – Tony. Czy ty co piłeś przed walką?
Tony Hogański (w stylu popularnego Wójta) – Nie mam sędziego, kurwa, gramy bez sędziego.
Jan Kowalski – Chyba tak...
Bidam podnosi poobijanego rywala, jednak chwilę później powala go
wykonany trochę na oślep Superkick. Thornpike dorzuca jeszcze DDT, po
którym dokonuje zmiany z Crawfordem. Zawodnicy na chwilę odrzucają na
bok dzielące ich różnice i uprzedzenia, wykonując wspólnie Vertical
Suplex na Azjacie. Następnie widzimy, jak Craig zmienia się z
Chickasawem, który wykorzystuje okazję do wykonania Mia Pozdrawia [High
Angle Senton Bomb]! Niestety dla Indianina, obecny FTW Champion odsuwa
się. Plecy rdzennego Amerykanina solidnie ucierpiały, a jego rywalowi
udaje się dotrzeć do tag partnera. Szakal wkracza do akcji! Natychmiast przypierdala łokciem w twarz
Chickasa i zadziwiająco zwinnie przechodzi za jego plecy. Od tego
manewru do German Suplexa jest już niedaleka droga – mata zadrżała od
potężnego uderzenia! Senator bez widocznego wysiłku zarzuca sobie
oponenta na ramię... tylko po to, by chwilę później przypierdolić jego
zwłokami o podłoże przy pomocy Powerslam! Mamy próbę pinu...1... 2... po
raz kolejny przerywa Thornpike!
Tony Hogański (w stylu popularnego Wójta) – Widziałeś? Widziałeś, co on robi? Kurwa, on odbija. Siatkówka kurwa...
Jan Kowalski – Tak, Tony, tak.
Tony Hogański – Thornpike powinien zostać dzisiaj wywalony z EWF. Psuje nam zabawę i sprawia, że dynamika walki siada.
Jan Kowalski – O, to akurat sensowny komentarz.
Tym razem wyrżnął w twarz Łysola
brutalnym Running Knee Smashem! Sędzia wygląda na poważnie
poirytowanego, ale pochodzącego z USA zawodnika jakoś szczególnie to
nie obeszło. Spokojnie wraca na swoje miejsce. Chickasaw zmienia się z Crawfordem, który rzuca się z pięściami na
wstającego właśnie Szakala. Odpowiedzią jest powalający Craiga Short
Arm Lariat. Senator dokłada jeszcze Sidewalk Slam i sygnalizuje
wykonanie Pozdrowień z Parku Sztywnych [Greetings From Asbury Park].
Jebut! Wykonane! Publiczność wpada w stan bliski ekstazy, a tag
partnerzy Crawforda wpadają na ring, żeby mu pomóc. Crawfordowi, a nie
ringowi. Rozpoczyna się wściekłe mordobicie, do którego ochoczo dołącza
się Bidam. Sędzia dwoi się i troi, żeby to jakoś ogarnąć...
Tony Hogański – Widziałeś jak mistrz rozwalił tego debila? Widziałeś? Widziałeś?
Jan Kowalski – Cała Polska widziała...
Sytuacja trochę się uspokoiła. Poirytowany Szakal w końcu przechodzi do
pinu....1... 2... 2,66... kick out! Craig jednak odzyskał przytomność.
Senator nie jest z tego powodu zadowolony, ale nic na to nie poradzi.
Walka trwa dalej. Dwukrotny EWF Champion nokautuje rywala potężnym
Forearm Smashem w tył głowy, po czym uznaje, że pora na odpoczynek.
Dokonuje zmiany, a Bidam tylko na to czeka – wskakuje na szczyt
narożnika i skacze z szybkim i efektownym Flying Elbow Dropem! Akcja
jest również bardzo precyzyjna – Crawford obrywa łokciem prosto w splot
słoneczny! Półprzytomny CC walczy o każdy oddech... a jego oponent bez
wahania wykonuje na nim Seorabeol-2 [Sternness Dust α]! Pin....1.........2.......3! (Zwycięzcami są: Bidam & Szakal!)
Jan Kowalski – Poradzili sobie!
Tony Hogański (oburzony) – Poradzili? Jak to brzmi? To mogło być inaczej?
Szakal zadowolony z siebie... w zasadzie to nic nie robi, po prostu
stoi poza linami i jest mu łyso. Na ringu natomiast Bidam celebruje
swój triumf, rzecz jasna po swojemu. Gdyby miał tu szafę, to po prostu
by do niej wszedł i poszedł spać. Zamiast tego sędzia podaje mu EWF FTW
title... Bidam długo mu się przygląda... po czym niespodziewanie robi
kilka kroków i przypierdala pasem prosto w twarz znajdującego się poza
linami Szakala! Zaskoczony senator Najjaśniejszej Rzeczpospolitej
Polskiej aż spadł z ringu! Gra "London calling" i Nowosibirski opuszcza
arenę.
Tony Hogański – Co to znaczy? Jak on śmiał? Jak on mógł?
Jan Kowalski – To chyba wstęp do nadchodzącej walki Szakal vs Bidam! Już dzisiaj! Jej stawką będzie EWF FTW Championship!
Tony Hogański – Mistrz mu pokaże, że dżentelmeni tak nie postępują!
(Przenosimy się na zaplecze,
gdzie zawsze dzieje się coś ciekawego. Znajdujemy się w pomieszczeniu,
które najwyraźniej kiedyś służyło za schowek na miotły. To popularne, a
jednocześnie wielce kontrowersyjne miejsce w historii EWF, choć
oczywiście nie to samo, co kiedyś. Znajdują się w nim Miszka i Don Pedro, prezes
albo jeden z prezesów Związku Wrestlerów Polskich.)
Miszka –
Tymczasowo umieścimy cię tutaj. Vaclav grasuje po hali, płata psikusy i
ogólnie jest niebezpieczny. Zresztą, na Wyspach Cooka nie ma zbyt dużo
miejsca, a wszyscy gdzieś muszą się pomieścić. Myślę, że ładnie ci
zaadoptowaliśmy ten pokój. Spójrz nawet jakiś ładny obraz znaleźliśmy! (Pokazuje ręką na obraz.) Szkoda tylko, że nie wiem co przedstawia.
Węgier popada w zadumę, której ślepy prezes pojąć nie może.
Don Pedro – Nikt do mnie nie przychodzi... jestem taki samotny.
Miszka – Nie jest tak źle, w sumie Vaclav cię odwiedza dość często.
Don Pedro –
Powinienem coś robić, pomagać innym zapaśnikom, dbać o nich i ich
doglądać. Reprezentować ich w sporach zbiorowych, pomagać w walce z
nieuczciwymi zapisami w kontraktach, tak by mogli się skupić tylko na
swojej karierze i jej rozwoju. Po to mnie wybrali.
Miszka – Czy
ja wiem, jak dla mnie wzięli cię, bo zabawnie wyglądasz i się nazywasz.
W każdym razie... nie mój cyrk, nie moje małpy. Ja spadam, przyślę ci
jakiegoś stażystę jeśli są wolni akurat. Diego Huarez gdzieś tu się
kręcił.
Don Pedro – Nie zostawiaj mnie!
Miszka wychodzi z pomieszczenia.
Don Pedro – Chyba sobie nie poszedłeś?
W tym momencie do pomieszczenia wchodzi jeden ze stażystów SR-Crazy'ego, mianowicie DanGaner.
Don Pedro – A więc ciebie mi tu przysłali, witaj DanGaner.
DanGaner – Ty widzisz?! (Podchodzi do Don Pedra i macha mu przed głową swoją wybuchową łapką.) Zawołam szefów!
Don Pedro –
Nie widzę, rozpoznaje ludzi po zapachach. Pachnie od ciebie całą
tablicą Mendelewa, Mendelejewa czy jak on się tam nazywał, ten krymski
agresor... musiałeś przeżyć wybuch w fabryce, by tak działać na mój
zmysł powonienia. Jedynym wrestlerem z takim wydarzeniem w biografii
jesteś ty.
DanGaner – Znasz moją biografię? (Ewidentnie się wzruszył.)
Don Pedro – Jak mogę ci pomóc?
DanGaner (prawie płacząc) – Chcesz coś dla mnie zrobić? Mnie? Zwykłemu stażyście?
(Realizator transmisji widząc,
że zmienia się to w melodramat, postanawia dać nam odpocząć od tych
scen i przenosimy się w inne miejsce.)
Tony Hogański – Oto prawowity prezes ZWP!
Jan Kowalski – Jednakże z gali na galę, z miesiąca na miesiąc, to Vaclav zdobywa coraz większą kontrolę nad związkiem.
Tony Hogański – Wykorzystuje ślepotę oponenta. Biedak nie widzi, gdzie spadają ciosy!
(Czas na kolejną porcję zakłóceń! Jak tak można majstrować przy transmisji gali EWF! Logo
Wrestlepaloozy znów dokonuje transformacji w napis "Antipalooza, Warszawa".
Znajdujemy się w Pałacu na Wodzie, bo to ładne miejsce jak na Warszawę.
Odbywa się tu jakaś uroczystość. Przy stylowym stoliku widzimy
Franciszka Aleksandrowicza Rokossowskiego i Vaclava. Panowie składają
podpisy na jakichś dokumentach, po czym wymieniają uściski dłoni. Po
chwili odbywa się krótki briefing dla dziennikarzy.)
Franciszek Rokossowski – Z dniem dzisiejszym Polski Związek Wrestlingu podpisał oficjalne porozumienie o współpracy ze Związkiem Wrestlerów Polskich.
Vaclav – ZWP i PZW będą teraz wspólnie działać na wszystkich szczeblach.
Franciszek Rokossowski – To
kamień milowy w rozwoju wrestlingu w Polsce. Chciałbym podziękować
prezesowi Vaclavowi za udane negocjacje, otwartą głowę pełną pomysłów i
umiejętność świeżego spojrzenia na rynek naszego sportu.
Vaclav – Dobro polskiego wrestlingu zawsze leżało mi na sercu. (Mecenas Ekstremy wyciąga z kieszeni marynarki butelkę Perły, która była już wcześniej otwarta i bierze z niej big łyka.) Można powiedzieć, że jestem też Mecenasem Polskiego Wrestlingu, dbam o jego rozwój, buduję nowe mosty i takie tam.
Franciszek Rokossowski – Polski Związek Wrestlingu rekomenduje Vaclava na przyszłego EWF World Champa.
Vaclav – Dziękuję, ale nie potrzebuję niczyjej rekomendacji by wygrywać pasy.
Franciszek Rokossowski – Osobiście
muszę przyznać, że podziwiam Vaclava. W sposób w jaki rozprawił się z
Szakalem i zniszczył jego legendę był doprawdy mistrzowski. Czapki z
głów!
Vaclav – Słyszysz Crazy? Idę po ciebie i twój pas.
Franciszek Rokossowski – Może jakieś pytanie od dziennikarzy?
Dziennikarz – Ja mam pytanie do pana Vaclava.
Vaclav – Dawaj.
Dziennikarz – Jakie plany na przyszłość?
Vaclav – Powiem
krótko, piwo, to moje hasło i mój plan. Teraz przepraszam bardzo, ale
jesteśmy w Łazienkach, więc muszę się odlać. Może przez okno? Wtedy
zamienię Pałac na Wodzie w Pałac na Szczynach.
(Koniec materiału filmowego.)
Tony Hogański – Oni chyba ocipieli!
Jan Kowalski – Sam nie wiem, co o tym myśleć. Niespodziewany powrót Rokossowskiego do polskiego wrestlingu, a teraz ta współpraca...
Tony Hogański – To zdrada! Powinniśmy wypierdolić tego gnoja na zbity pysk. Niech go rekomendują na mistrza w jakiejś innej federacji.
Jan Kowalski – Nie ma innych.
Tony Hogański – To tylko jego problem!
(Jesteśmy na zapleczu, czyli
tam gdzie powinniśmy być między walkami. Jest tutaj Craig Crawford,
troszkę nieszczęśliwy zawodnik, który po dość niezłym powrocie w
zeszłym roku, stracił zupełnie wyczucie ringu i nie umie sobie
poradzić. Crawford idzie spokojnie korytarzem, gdy spotyka znanego nam
już Artura Grota.)
Craig Crawford – Tak, tak. Słyszałem o tobie. Podobno wszyscy są dla ciebie jakimiś komediantami.
Grotnicki nie odpowiada tylko
dopada do rywala, przesuwa się za jego plecy i z tej pozycji zakłada mu
jedną ze swoich kończących akcji, Rear Naked Choke. Dusi go
niemiłosiernie, Craig Crawford chwilę krzyczy jakby obdzierali go ze
skóry, a po chwili po prostu traci oddech, przytomność. Grot chwilę
jeszcze zaciska cios, po czym puszcza. Crawford osuwa się bezwładnie na
posadzkę.
Artur Grot – Mam
nadzieję, że ktoś cię tu znajdzie i udzieli pierwszej pomocy. (Uśmiecha
się.) Kogo ja oszukuję? Wcale nie mam takiej nadziei.
(Nowy nabytek EWF odchodzi, a my wracamy na ring.)
Tony Hogański – Znowu ten gość. (Zainteresowały go dziwne ruchy Kowalskiego.) Co robisz Janku?
Jan Kowalski (używający swojego telefonu) – Wzywam pomocy medycznej.
Tony Hogański – Zostaw,
niech zdycha frajer. Nie zasłużył na miejsce w EWF swoimi ostatnimi
występami. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli go już więcej oglądać.
Jan Kowalski – To nieczułe.
Tony Hogański – EWF nie polega na czułości.
(Przenosimy się na jeden z
korytarzy. Jest tu SR-Crazy, który w towarzystwie swojej trzódki
przemierza halę w mieście o pięknej nazwie Avarua.)
Miszka – Mentorze, tego nie można tak zostawić. Vaclav jako samozwańczy prezes podpisał umowę stowarzyszeniową z wrogami EWF.
SR-Crazy – To nie moja rzecz.
Smela – EWF to nasza wspólna sprawa.
SR-Crazy – EWF
może i tak, ale te wszystkie związki już nie. Czy ja wyglądam na
związkowca? Czy ja mam dorodnego wąsa, papieroska w ręku i piwo w ręce?
W tym momencie jakiś pomidor uderza Crazy'ego prosto w klatkę piersiową.
SR-Crazy – Co?!
Smela – Widzi mentor? Tak to jest jak się oddaje inicjatywę wrogom. To wszystko sprawka Vaclava.
Na horyzoncie znów pojawił się
tłum protestujących przeciwko działalności Crazy'ego na Wyspach Cooka.
Grupa EWF World Champa wycofała się więc na z góry upatrzone pozycje.
SR-Crazy – Przez to zamieszanie nie miałem nawet czasu by pomyśleć o walce z Franko.
Miszka – Mentorze...
SR-Crazy – Dobrze, już dobrze. (Wyciąga zza pazuchy swoją magnacką buławę i unosi ją dostojnie.)
Ja SR-Crazy, EWF World Champion i pan na EWF, ogłaszam że od dzisiaj
oficjalnie uznaję Don Pedra za legalnego prezesa Związku Wrestlerów
Polskich. Vaclav jest uzurpatorem i osobiście usunę go siłą z urzędu,
który w sposób haniebny zajął.
Miszka – Amen!
Miszka – Wiwat!
SR-Crazy – Niech Vavlav zdycha.
(Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Nareszcie!
Jan Kowalski – Zastanawiam się dlaczego rzucają pomidorami, a nie jakimiś miejscowymi przysmakami.
Tony Hogański – Znasz jakieś przysmaki z Wysp Cooka?
Jan Kowalski – Nie.
Tony Hogański – No to widać oni też nie znają.
(Znów jesteśmy na zapleczu,
znamy się na tym by odwiedzać takie miejsca. Jest tu Bidam, który
rozciąga się przed nadchodzącą walką o EWF FTW title. Jest niesamowicie
zadowolony z siebie, uśmiechnięty i ogólnie w dobrym humorze.)
Bidam – Czyżbym wreszcie przestał być samotny?
Zapewne tak, bo na tym samym
korytarzu pojawia się też Szakal. W ręku trzyma swój metalowy kij
produkcji koreańskiej. Na środku czoła widać lekkie draśnięcie, to
pamiątka po ataku Nowosibirskiego kilkanaście minut temu.
Szakal – Pomyliłem się kurwa. Tak bardzo się pomyliłem. Powinienem od razu ci przypierdolić.
Bidam – Racja, ale to byłoby nudne.
Szakal (zakasując rękawy) – Teraz nudno nie będzie.
(Łysy naciera na Bidama z
furią. Chce uderzyć go swoim kijem, bierze zamach, ale Bidam z wielką
szybkością nachylił się i nie pozwolił mu na to. Momentalnie wykonał
kopnięcie w dłoń rywala, co sprawiło, że wytrącił mu kij z ręki. Obaj
zawodnicy dopadają do siebie i rozpoczyna się dzika wymiana punchy.
Dość szybko dochodzi do zwarcia, wrestlerzy zaczynają próbę zdobycia
przewagi, co za szamotanina! Ile w niej emocji! Ile złości i energii!
Szakal zakłada Headlocka na EWF FTW Champie, po czym z prawdziwą
wściekłością dociska go do ściany. Tam wymierza mu kilka brutalnych
kopniaków kolanem w plecy. Bidam tak łatwo nie się nie podda, bo już po
chwili zaczyna się wyrywać. Sztuka ta mu się nie udaje, cóż zdarza się.
Szybka zmiana taktyki i Bidamczyk zaczyna uderzać swego senatorskiego
rywala, na ile tylko może, łokciem w brzuch. Sprawia to, że Szakal
odpuszcza uścisk, co od razu wykorzystuje Bidamowski, który kopie
oponenta w brzuch i wykonuje mu Irish Whip na jedną ze ścian. Szakal
rozpierdala się na niej z prawdziwym z impetem. Na jego czole znów
pojawia się krew. Bidam dopada do niego, ale Szakal niespodziewanie
odwraca się, oburącz chwyta rywala za gardło, po czym rzuca go prosto
na jakieś drzwi od szatni! Te załamują się i Nowosibirski wpada do
jakiegoś pomieszczenia! Tu nasza transmisja zostaje brutalnie
przerwana.)
Tony Hogański – Co?! Jak tak można? Tam się dzieją ciekawe rzeczy!
Jan Kowalski – Obawiam się, że walka o FTW title stoi pod znakiem zapytania.
Tony Hogański – No co ty Janku, ona już trwa.
Jan Kowalski – No nie wiem.
Tony Hogański – To
się dowiedz. Przede wszystkim dowiedz się też, dlaczego transmisja
została przerwana! Chcę wiedzieć, co się tam wydarzy! Tam mistrz
walczy! Tam się leje krew!
(Krew z pewnością poleje się jeszcze w czasie dzisiejszej Wrestlepaloozy parokrotnie.
Jesteśmy w zwykłym, szarym pomieszczeniu. Nic ciekawego się tutaj nie
znajduje... oprócz dziesiątek walających się po podłodze butelek po
piwie, najprawdopodobniej po Perle. Wśród tego piwnego wysypiska, na
skrzynce po piwa, siedzi Vaclav.)
Vaclav – Będę mówił krótko, bo niedługo czeka mnie walka z Nasem Jazzowskim. (Bierze łyka piwa.) Crazy!
Nie bawmy się więcej w różne podchody, związkowe historie, ataki na
Miszki-Sriszki, rzucanie pomidorów i podburzanie tłumów. Załatwmy nasze
problemy jak mężczyźni, tak jak zrobiliśmy to w czasie Browar matchu.
Pamiętasz jak cię wtedy pokonałem? Pamiętasz jak cię upokorzyłem? Tamta
walka byłaby wspaniała, gdyby nie jeden fakt. Jej stawką nie był EWF
World title. Czas naprawić ten błąd. Nadchodzi kwiecień, czas
Kwietniowej Anarchii. Wiem, że były już zabawy w wyzwania, w bale
pretendentów, ale nie oszukujmy się... Nasa zniszczę dzisiaj, a Franko,
Bidam czy Szakal to żadni pretendenci. Tylko ja jestem godzien walki o
ten pieprzony pas. Słyszysz?! Ja i ty, ty i ja, EWF World title,
Kwietniowa Anarchia VII.
(Wróg Ludu bierze ostatniego
łyka piwa, opróżniając tym samym butelkę. Puste naczynie rzuca za
siebie, po czym wstaje i opuszcza szatnię.)
Tony Hogański – Niech on będzie poważny...
Jan Kowalski – Chyba jest.
Tony Hogański – Chce
nam zafundować najgorszy main-event w historii Kwietniowej Anarchii?
Ten człowiek nie jest tego godny. On powinien mydlić barany albo
pastować buty karłom na ulicach Bangkoku.
Jan Kowalski – Oczywiście, jak zawsze masz rację.
(Znajdujemy się znów na
zapleczu. Na jednym z korytarzy widzimy Johnny'ego Thornpike. Wydawało
się, że powrót ten da EWF wiele pociechy, niestety wyszło jak wyszło.
Thornpike nie spełnia pokładanych w nim nadziei.)
Johnny Thornpike – Przegrałem, ale to jeszcze nie koniec...
Co
by tu nie mówić, EWF wraca do korzeni i stara się być old-schoolowe.
Nie ma pierdzenia o prawach wyższych, jest akcja! Za plecami
Thornpike'a pojawia się The Chickasaw z krzesłem owiniętym jakimś
łańcuchem. Krzesło to od razu spada na plecy amerykańskiego więźnia.
Jeden cios, drugi, trzeci, czwarty, piąty... Johnny już dawno leży na
posadzce, zalany krwią, ciężko oddycha, jęczy i od czasu do czasu coś
krzyczy. Indianin zdejmuje łańcuch z krzesła, po czym obwiązuje go
wokół ciała rywala.
The Chickasaw – To jednak koniec...
Indianin podnosi związanego Thornpike'a i wrzuca go prosto do stojącego obok kontenera. Obok Jimmy'ego pojawia się Mia.
Mia – Wow Jimmy, kolejny na twojej liście.
The Chickasaw – Bateman, Franz, Gregor Cordial, Fergus Lumsden, a teraz Johnny Thornpike. Lista rośnie.
Mia – Woooooooooo!
The Chickasaw – Woooooooooo!
(Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Czasem przeraża mnie ten Indianin.
Tony Hogański – Pełni pożyteczną rolę w EWF. Usuwa śmieci i odpady. Jest w tym dobry.
Jan Kowalski – W istocie.
Tony Hogański – Powinniśmy go wziąć na etat sprzątacza. W PCW takie rzeczy były modne.
Jan Kowalski – Obawiam się, że nie mamy sprzątaczy na etacie. Wszystko outsourcujemy.
Tony Hogański – Dobrze chociaż, że nie mamy działu HR, a zwykły dział kadr.
(Lądujemy znów na zapleczu.
Tym razem jest z nami Franko albo to my jesteśmy z nim. Rzeźnik
przemierza korytarz hali, ale czyni to bardzo powoli. Czy jest w tym
jakaś taktyka? Nagle przyśpiesza, po czym znika za narożnikiem. My
zostajemy na pustym korytarzu... ale pusty on długo nie pozostaje. Już
po chwili pojawiają się czterej Syryjczycy. Przypomnijmy ich imiona -
Olbrzymi Latif, Szalony Benjamun, Jasser Żelazna Pięść i Kosmaty
Fajsal. Warto zwrócić uwagę na tego drugiego, bo nie ma on ręki.
Czwórka gości z Bliskiego Wschodu rusza za Franko... i nadziewa się na
podwójnego, a w zasadzie to poczwórnego Clothesline'a od Rzeźnika!
Zaczaił się na nich.)
Franko – Czego chcecie?
Kosmaty Fajsal – Niczego...
Franko – Ja was znam. Jazzowski was nasłał?
Olbrzymi Latif – Nie nasłał, kazał tylko obserwować.
Franko – Obserwować?
Szalony Benjamun – Tak jest.
Franko – Już ja go poobserwuję.
(Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Fajni są ci goście z Syrii. Skąd ich Nas wytrzasnął?
Jan Kowalski – Zainteresuj się syryjskim wydaniem jednej z gal BGW, to będziesz wiedział.
Tony Hogański – Nie mam czasu.
Jan Kowalski – Być
może zainteresuje cię informacja, że walka o EWF FTW title chyba się
nie odbędzie. Szakal i Bidam walczą na terenie hali, więc są
nieosiągalni. Przyśpieszamy w takim razie Shipyard match.
Tony Hogański – Niech tak będzie.
Shipyard match:
Vaclav vs Nas Jazzowski
Znajdujemy
się w przystani dla jachtów. Jest tu bardzo malowniczo, ale o tym
później. Zebrał się tu nawet spory tłum fanów, co dziwne, bo chyba całe
Wyspy Cooka znajdują się na terenie hali. Z ustanowionych tu głośników
uderza Pantera i "Walk", a to oznacza jedno - pojawienie się Mecenasa
Ekstremy. Vaclav trochę pijany wchodzi na pomost. Jest tam już Dark
Sędzia, który poprowadzi te zawody.
Po chwili zaczyna grać "Too
Drunk to Love" zespołu Sweet Sweet Lies i naszym oczom ukazuje się Nas
Jazzowski. Mesjasz polskiego wrestlingu jest wyraźnie zamyślony, a
towarzyszy mu zgrabna i powabna Weronika Passent, jego buddyjsko
poślubiona małżonka. Nas wchodzi na pomost, gdzie rzuca krótko do
Vaclava "Chuj". WAMP zostaje w strefie dla VIPów i fanów, co to takiego
to już sami musicie zgadywać.
Jan Kowalski – Wielka walka się nam szykuje! Dwóch zawodników, którzy pałają do siebie nienawiścią.
Tony Hogański – Nas twierdzi, że mój wychowanek to chuj. Ma rację, ale moim zdaniem to wyjątkowo delikatne określenie.
Jan Kowalski – Vaclav też jest znany z braku sympatii do Nasa, choć nie zapominajmy, że ta dwójka była kiedyś mistrzami drużynowymi.
Tony Hogański – My też byliśmy EWF Tag Team Champami!
Jan Kowalski – Faktycznie, zapomniałem już o tym.
Tony Hogański – Wygrywało się te pasy, co nie? (Trąca Janka łokciem.) Wiele naszych oferm z rosteru może tylko pomarzyć o takich karierach.
Jak już wspomniano Vaclav
i Nas Jazzowskiznajdują się na terenie nadmorskim, ale nie plażowym,
gdzie ma się rozpocząć
dzisiejsza walka. Przy brzegu znajdują się pomost, gdzie zacumowane są
różne łódki i jachty. Możemy także dostrzec wśród pływających jednostek
polski kuter ŁB-88, a także słynną korwetę Gawron, prawie już
zmodernizowaną. Napięcie rośnie, a obaj zawodnicy obrzucają się
nienawistnymi spojrzeniami. Nie ma co dłużej robić nerwówki. Dark
Sędzia daje znak i zaczyna się walka. Vaclav nie zwleka
i od razu rusza w kierunku swojego przeciwnika. Wywiązuje się brawl, w
którym zawodnicy wymieniają się ciosami. Vaclav wydaje się mieć
przewagę, którą pieczętuje poprzez kolejne uderzenia z pięści w korpus
Nasa. Swoją serię kończy po wymierzeniu soczystego kopniaka w tułów.
Jazzowski próbuje nie upaść, ale otrzymuje Spinning Hell kick prosto w
klatkę piersiową! Nas padł na ziemię tymczasem
Vaclav rozgląda się po okolicy by znaleźć coś, czym można będzie
przywalić wrogowi. W tym czasie Nasowi udaje się wstać i z dziką furią
rusza na przeciwnika, który próbuje coś wyłowić z wody. Znowu wywiązuje
się z tego chaotyczna kopanina i zawodnicy okładają się nawzajem i
biją, a to pięściami, a to nogami. Tym razem silniejszy wydaje się Nas,
który w końcu powala Leg Lariatem Vaclava na ziemię!
Tony Hogański – Brawo! Dołóż mu! Dojeb! Dowal!
Jan Kowalski – Powinieneś być bezstronnym komentatorem.
Tony Hogański – Pieprzyć bezstronność, gdy walczy ta parszywa gnida.
Jan Kowalski – Mimo wszystko...
Tony Hogański – Ja
natomiast mimo wszystko uważam, że naszego wychowanka powinniśmy
podrzucić miejscowym ludożercom i popatrzeć jak go wpierdalają.
Mecenas Ekstremy
próbuje natychmiastowo wstać, Nas nie zgadza się z jego planami i
zaczyna go niemiłosiernie okopywać. Następnie Nas podnosi swojego
rywala i wykonuje na nim DDT. Nas postanawia założyć Vaclavowi Single
leg boston crab. Leśny zaczyna mocno krzyczeć, jednak znikąd nie
dostanie pomocy. Nas zaciska swój chwyt coraz bardziej, natomiast
Mecenas Ekstremy próbuje przysunąć się bliżej wody. Lin tam nie ma,
więc po co on to robi. Jazzowski jest tym trochę zdezorientowany, ale
trzyma swój chwyt mocniej. Vaclav w końcu dotyka ręką wody. W końcu
jakimś cudem udaje się mu uwolnić nogę z uścisku, Nas próbuje chwycić
swojego wroga ponownie, jednak ten trzyma w swoim ręku butelkę Perły,
którą wyciąga z wody. Nas patrzy raz na Vaclava, raz na nieotwartą
butelkę nektaru z Lubelszczyzny. Nas schla się do duchowego przeciwnika Patriarchatu Moskiewskiego, próbując mu
wyrwać Perłę, jednak ten uderza go prosto w głowę! Perła rozlewa się,
Nas pada na pomost, Vaclav płacze za swoim piwem.
Tony Hogański – Dobrze mu tak! Dobrze!
Jan Kowalski – To mało miłosierna postawa.
Tony Hogański – To przecież biblijne.
Jan Kowalski – Biblijne?
Tony Hogański – Jasne. W jakimś psalmie to było, ale już nie pamiętam którym. Toster nie musi pamiętać, swój rozum ma.
Vaclav pierwszy podnosi się z
ziemi i od razu chwyta Nasa i wykonuje na nim The Poison [Evenflow DDT]! Tego się chyba niewielu spodziewało. Pin....1....2.....kick out! Vaclav
krzyczy coś do Nasa na temat swojego piwa, następnie
kłóci się z sędzią. Oczywiście dyskusja z arbitrem nic nie daje,
dlatego Vaclav postanawia wskoczyć do stojącego nieopodal kutra. Chwile
się tam krząta, po czym wraca z jakimś kijem. Zaczyna się niemiłosierne
okładanie Nasa Jazzowskiego, który nie jest w stanie wstać. Nie jest w
stanie wstać, to nawet ładnie brzmi. Tak po vaclavsku, jak jego
kiełbasa, której nikt już nie chce kupować. Vaclav chce
podnieść Nasa, jednak ten kopie go w kolano i skacze do wody!
Samozwańczy prezes Związku Wrestlerów Polskich
jest tym obrotem sprawy bardzo zaskoczony i zaczyna wypatrywać swojego
rywala. Vaclav schyla się, by mieć lepszy widok i w tym momencie spod
pomostu wyskakuje Nas i uderza Vaclava kolejną Perłą prosto w głowę!
Vaclav pada na pomost, a Jazzowski powoli wygrzebuje się z wody.
Tony Hogański – Bardzo zmyślna taktyka.
Jan Kowalski – Bardzo.
Tony Hogański – Czy żona Jazzowskiego pokazała niedawno cycki?
Jan Kowalski (zdziwiony) – Co?
Tony Hogański – Jak ty nic nie rozumiesz, no piersi.
Jan Kowalski – Nie wiem. Skąd to pytanie?
Tony Hogański – Jest aktorką, one to mają we krwi, a raczej w cellulicie lub silikonie.
Nadal
jest zmęczony po poprzednim biciu. To się zdarza, nie wymagajmy od nich
żelaznej kondycji. Zwłaszcza, że należy pamiętać, że obaj zawodnicy nie
posłużą raczej za reklamy zdrowego stylu życia, wręcz odwrotnie, może
jako pokazowe przykłady alkoholizmu. Tu warto wspomnieć, że SeBa też
pije, bo kiedyś o nim zapomniano wymieniając alkoholików EWF i poczuł
się biedaczek skrzywdzony. Wracamy jednak do walki, która trwa w
najlepsze.Nas chwyta w końcu kij, którym
wcześniej był bity, a następnie kilkukrotnie uderza nim Vaclava.
Następnie podnosi swojego rywala i jeszcze raz z całej siły uderza go!
Kij łamie się na głowie Vaclava! Pin....1....2....kick out! Mesjasz
polskiego wrestlingu udaje się do zacumowanej
łodzi w celu znalezienia jakiś ciekawych sprzętów, niestety znajduje
tylko wędkę i siedzisko dla wędkarza. Trzeba jednak przyznać, że są one
bardzo ładne i wykonane w gustownym stylu. W międzyczasie Vaclav powoli
się podnosi. Robi to naprawdę powoli, tak jak gdyby znajdował się w
łukowskim lesie na poziomkach. Sprawia to, że w dość łatwy sposób Nas
uderza go swoim nowym sprzętem. Niestety dla Jazzowskiego wędka łamie
się, a Vaclav nie wygląda na skrzywdzonego. Nas rzuca siedziskiem w
Vaclava ten nadal jednak podnosi się.
Tony Hogański – Nas, odwagi!
Jan Kowalski – Odwagi...
Tony Hogański – Non abbiate paura!
Jan Kowalski – No wiesz co... w takiej chwili...
Tony Hogański – Przepraszam,
zagalopowałem się. Sam przecież jadę na kanonizację i liczę na
słit-focię z Franciszkiem. Z jego ręki oczywiście. To podkreśli jego
skromność i zwyczajność po raz 1123.
Widać, że Vaclav jest wściekły za
to, co stało się z jego żelaznymi zapasami piwa. Wściekłość to mało
powiedziane, on wręcz wpadł w furię. To scena prawie jak z "Ogniem i
mieczem", tyle że tam waszmość wylewał wino, a tutaj pewien waszmość
sprawił, że wylało się piwo. Oby nie skończyło się to kolejnym
Chmielnickim, bo to zawsze dupa takie akcje wywrotowe na wschodzie.
Vaclav coś o tym wie, bo jest wielbicielem Pussy Riot. Nas Jazzowski
twierdzi, że sam też ma pussy, ale Nas wiele rzeczy twierdzi. Tymczasem
Mecenas Ekstremy rusza
na Nasa, jednak mąż znanej celebrytki powala go sprawnym Clotheslinem!
Piękna akcja, jaka stylowa! Vaclav
próbuje jeszcze wstać, ale dostaje Dragon Suplexa! Nas podnosi Vaclava
i wrzuca go do jednej z jednostek pływających, następnie sam na nią
wchodzi i każe również wejść sędziemu. Arbiter zastraszony robi co mu
każą. Nas coś robi i nagle silnik zaczyna chodzić, jeszcze tylko kilka
zabaw na powierzchni i możemy odpływać.
Jan Kowalski – Co? Gdzie oni się wybierają?
Tony Hogański – Brawo! Tak jest! To jest plan!
Jan Kowalski – Jaki plan?
Tony Hogański – Wywieść tego świnochujogwałciciela na środek oceanu i utopić go tam. Genialny w swej prostocie plan.
Nas kieruje się w nieznane,
sędzia jest przerażony, a Vaclav powoli wychodzi ze stanu oszołomienia.
Wstaje, a następnie otwiera lodówkę turystyczną, która leżała tuż obok
niego. Wyjmuje stamtąd piwo Karmi, które jednak od razu ze strachu
upuszcza i wypada ono za burtę. Słychać tylko głos Vaclava, że Karmi to
profanacja piwa i on tego dotykać nie będzie. Mecenas Ekstremy szuka
czegoś, czym może zaatakować Nasa, w końcu znajduje tylko kuszę
podwodną. Nas w tym czasie, był całkowicie pochłonięty prowadzeniu
okrętu, widać podobało mu się to. W końcu jednak postanowił wrócić do
walki i odwracając się zauważył Vaclava z kuszą! Mecenas Ekstremy
celuje prosto w Nasa, ten wygląda natomiast jakby miał się poddać. Nas
szybko chwyta za wiszącą koło niego latarenkę i rzuca wprost z Vaclava,
ten odruchowo wystrzeliwuje, strzała mija Nasa o włos. Jazzowski jest
zszokowany tym co się stało i od razu rzuca się na Vaclava, chwytając
przy okazji jakiekolwiek sprzęty i narzędzia, które mu wpadną w ręce.
Vaclav jest okładany kolejno: ramką od zdjęcia, chochlą, jakimś kijem,
a na końcu dostaje frytkownicą prosto w głowę. Nas próbuje pinować....1.....2.....shoulder up!
Jan Kowalski – Ta walka przejdzie do historii.
Tony Hogański – Jeśli
zakończy się klęską gwałciciela świń to zgodzę się. Jeśli natomiast
nie, choć nie dopuszczam do siebie takiej myśli, to należy ją jak
najszybciej wymazać z archiwów EWF.
Jan Kowalski – Niczego się nie pozbywamy. Nasze archiwa są świadectwem epoki.
Tony Hogański – Pierdolicie Hipolicie.
Kto jednak prowadzi łódź? Kto znajduje się za sterami? Chyba nikt, bo
płynie ona w dość nieszablonowy sposób, to znaczy swego rodzaju
zygzakiem. Obserwujemy to wszystko z lotu ptaka, co ma dodać
dramaturgii. Po chwili realizator zaznacza też na mapie trasę jaką
płynie łódź i co zrozumiałe jej kurs nie ma najmniejszego sensu. Dosyć
z efektami specjalnymi, wracamy na jednostkę pływającą. Tam Vaclav z
Nasem brawlują po łodzi, a Dark Sędzia tylko się temu wszystkiemu
przygląda. Nas Jazzowski wrzuca Vaclava do jakiejś beczki, ale ten
szybko z niej wychodzi. W beczce były surowe ryby, więc Wróg Ludu
będzie nimi śmierdzieć, choć niektórzy mogą też pomylić ten zapach z
jego koleżankami z Pussy Riot. Radość z oswobodzenia się nie trwała
jednak długo, bo zaraz na jego głowie została rozbita ceramiczna waza
wykonana w stylu tubylców z miejscowych wysp i wysepek. Łódź tymczasem
nadal porusza się w sposób chaotyczny i nikt jej nie kontroli. W końcu
Dark Sędzia poszedł po rozum do głowy i usiadł za sterami. Uspokoiło
się, ale walka wpadła w fazę niekontrolowaną. Nas Jazzowski wykonał
bowiem zupełnie niespodziewanie swoją kończącą akcję, 99 Crushera, na
Mecenasie Ekstremy! Pin............................... sędzia zajęty jest innymi sprawami!
Tony Hogański – To oszustwo!
Jan Kowalski – Oszustwo? Wolałbyś, żeby się potopili.
Tony Hogański – Szczerze mówiąc to tak.
Jan Kowalski – Co? Nas też? Dark Sędzia także?
Tony Hogański – Dla dobra sprawy, czyli ubicia zdrajcy, potrzebne są poświęcenia. Wierzę, że Nas umierałby z uśmiechem na ustach.
Dark Sędzia ma chyba talent, bo pięknie manewruje łodzią i po
niebezpiecznej sytuacji nie ma już nawet śladu. Ciekawe czy w tych
wodach znajdują się jakieś rekiny lub inne straszne stworzenia? Jeśli
ktoś wie, to niech poinformuje Tony'ego Hogańskiego! Tymczasem Nas jest
wściekły i krzyczy do sędziego, żeby wracał i odliczał, bo on chce
kończyć walkę. Arbiter ani myśli - bezpieczeństwo przede wszystkim,
wartość marketingowa obydwu zawodników jest ogromna, więc nie można
narazić EWF na żadne straty. Nassjasz podnosi jakiś kij i zaczyna
brutalnie okładać leżącego na pokładzie Mecenasa Ekstremy. Jeden cios,
drugi, trzeci, czwarty, piąty, szósty, siódmy... sporo ich, a przy
ósmym ciosie kij się łamie. To kolejna już taka sytuacja. Czyżby
sprzęty na Wyspach Cooka były słabe jakościowo? Wróg Ludu z bólu
zaczyna tarzać się po pokładzie i nakurwiać swojego firmowego węgorza.
Nie trwa to jednak długo, bo Nassjasz podnosi
Vaclava... i dostaje kopniaka prosto w krocze! Pani Jazzowska nie
będzie zadowolona! Nassjasz pada na kolana, a Vaclav
chwyta za globus, co tu robi globus?, i rozbija go na głowie
samozwańczego mesjasza polskiego wrestlingu! W zasadzie to go nie
rozbija, bo globus, przez Afrykę wbija się w głowę Nasa Jazzowskiego i
już tam tak zostaje!! (EWF! EWF! EWF!)
Jan Kowalski – Nas sprowadził podróże palcem po mapie do zupełnie nowego poziomu.
Tony Hogański – Śmiej się z niego, śmiej, ale on dzisiaj tu jeszcze pozamiata. Będzie zwycięzcą!
Jan Kowalski – Czas pokaże.
Tony Hogański – Tylko bez antropomorfizacji czasu. On niczego nie pokaże, bo nie jest bytem ożywionym.
Jan Kowalski – No co ty? Smerfów nie oglądałeś? Tam był Ojciec Czas.
Tony Hogański – A mój wychowanek z mordy przypomina Klakiera, no i co z tego?
Z tego tyle, że łódź powoli wraca na przystań. Przemierza morza i
oceany by dotrzeć do wybrzeży Wysp Cooka. Nassjasz tymczasem próbuje
oswobodzić się z globusowego więzienia, które to znacząco utrudnia mu
walkę. No bo przecież nic nie widzi biedaczek mesjański. Vaclav, przez
piwo, być może też niewiele widzi, ale jest obecnie stroną dominującą.
Z kopniaka otwiera drzwi by wejść pod pokład i wrzuca tam męża Weroniki
Passent. Po chwili sam do niego dołącza i po krótkiej podróży wąskim,
drewnianym korytarzykiem, panowie trafiają chyba do jakiejś kajuty,
nazwijmy ją kapitańską. Jeśli dziób jest z przodu, to z tyłu jest chyba
rufa. Tak to się nazywało? Terminologia ta nie jest najmocniejszą
stronę realizatorów dzisiejszej transmisji. Z tyłu jest całkiem ładne
okno, przez które widać wodę. Vaclav wrzuca Nassjasza na stół i zaczyna
uderzać go tam łokciem. Następnie wchodzi tam wraz z nim, nie jest to
łatwo, bo sufit zawieszony jest nisko, Wróg Ludu musiał się więc schylić, po czym wykonuje mu Piledrivera!! Doszczętnie przy tym rozbija kapitański stół na kawałki!! (EWF! EWF! EWF!)
Dla Nasa jest w tym jednak jakiś pozytyw, pod wpływem impetu tego
uderzenia, w jakiś sposób, nie całkiem wiadomo jaki, globus wypadł mu z
głowy i książę z rodu Dawida uwolnił się. Ot, takie pocieszenie. Vaclav
tymczasem jest w gazie, bo podnosi Nasa.... i dostaje strzała łokciem w
twarz! Koniec gazu!
Tony Hogański – Brawo!
Jan Kowalski – Przyznam się, że nie spodziewałem się, że Nas tak szybko będzie w stanie jeszcze wykrzesać z siebie choć trochę energii.
Tony Hogański – To wspaniały zawodnik, tylko ostatnio trochę leniwy.
Jan Kowalski – To przez żonę.
Tony Hogański – Myślisz?
Jan Kowalski – Takie teorie krążą w prasie. Odkąd związał się z panią Weroniką jego kariera zjeżdża po równi pochyłej.
Vaclav trzyma się za nos, a Nas ledwo chodząc dopada do niego i rzuca
go na ścianę. Szkielet ryby, jeśli fachowo nie nazywa się to szkielet,
to trzeba to EWF wybaczyć, spada prosto na głowę Mecenasa Ekstremy!
Fajna ryba, duża, w pewien sposób znokautowała Vaclava, bo ten siadł na
dupie i nie może się pozbierać. Nas dopada do niego i zaczyna okopywać
go po twarzy. Jeden kopniak, drugi, trzeci, czwarty, piąty... robi to z
wielką przyjemnością, a od czasu do czasu nazywa jeszcze swojego
przeciwnika chujem. Vaclav próbuje się zasłonić, ale kopniaki spadają
na jego dłonie, co też nie należy do najprzyjemniejszych przeżyć. Nas
podnosi Vaclava i rzuca go na przeciwległą ścianę. Rozpędza się
następnie i spada na rywala ze Splashem! Zdejmuje ze ściany wielką mapę
i próbuje zawinąć w nią Vaclava, ale ten zaczyna machać łapami i używać
pazurów i tym samym rozdziera mapę! Ileż w tej scenie jest symboliki!
To prawie jak kawałek sukna z Potopu. Vaclav rozdzierający świat - co
to wszystko znaczy? Tymczasem łódź dobiła już do pomostu i zaparkowała
od strony burty. Nassjasz zauważył, że za oknem pojawił się pomost.
Chwyta więc Vaclava i chce go rzucić na okno... ale Mecenas
Ekstremy blokuje cios, chwyta przeciwnika za rękę i teraz to on, z
wielkim impetem, wpycha go na okno!! Nas Jazzowski przelatuje przez
nie, rozbija szkło i wypada z łodzi wprost na pomost!!! (EWF! EWF! EWF! EWF!)
Tony Hogański – O nie!
Jan Kowalski – Cóż za sytuacja! Ileż w tej walce jest zwrotów akcji!
Tony Hogański – O nie!
Jan Kowalski – Tony, co słychać, też podziela mój pogląd.
Nas
Jazzowski leży rozwalony na pomoście, wśród odłamków szkła i swojej
krwi. W oddali widać płaczącą Weronikę Passent. Vaclav wychodzi z
kajuty normalną drogą, następnie wchodzi na pokład, po czym zeskakuje z
niego wprost na pomost. Dark Sędzia zacumował i jest tam wraz z nim.
Mecenas Ekstremy zaczyna wykonywać obleśne ruchy w stronę WAMP, ale nie
trwa to długo, już wkrótce koncentruje się na jej małżonku. Z wielkim
spokojem podnosi pobitego i krwawiącego Nasa i wykonuje mu Otchłań
Smutku [Michinoku Driver]!! Pin..........1............2...........3! (Zwycięzcą jest: Vaclav!)
Jan Kowalski – No i tak to się skończyło.
Tony Hogański – Dramat i tragedia.
Jan Kowalski – Nie przesadzasz?
Tony Hogański – Nie.
Nas Jazzowski leży rozwalony na pomoście. Vaclav wyjmuje skądś butelkę
Perły - tu warto zadać sobie pytanie, skąd on je wszystkie bierze?
Zawsze ma jakąś przy sobie. Rzecz jasna butelka ta zostaje zaraz
otwarta i rozpoczyna się degustacja cudnego napoju. Na pomoście pojawia
się Weronika Passent, która podbiega do Nasa, kładzie sobie jego głowę
na kolanach i zaczyna płakać. Vaclav chciał zagrozić jej gwałtem, ale
zadowolił się jedynie jakimś obscenicznym ruchem butelką sugerującym
pewną czynność seksualną, po czym opuścił pomost triumfując.
Tony Hogański – Dlaczego?
Jan Kowalski – Vaclav jest w wielkiej formie.
Tony Hogański – On to co najwyżej może być na wielkiej fermie zwierząt gotowych do gwałtów.
Jan Kowalski (ignorując komentarze Tostera) – Czy to już czas na EWF World title? Czy zostanie EWF World Champem?
Tony Hogański – Oby się to nigdy nie stało. Oby nigdy do tego nie doszło.
(Znajdujemy się na zapleczu.
To już ostatnia większa seria segmentów dzisiaj! Spotykamy tutaj Żubra,
Michała i Andrzeja. Co ciekawe aranżacja pomieszczenia w jakim się
znajdujemy jest bardzo interesująca. Po pierwsze umieszczona została
tam mównica z herbem Polski. W tle biało-czerwone flagi i portret
Romana Dmowskiego. Widzimy Żubra, który wbił się w garnitur, jego
towarzyszy - Michała i Andrzeja, także w garniturach - oraz EWF
Daemusin title. Żubr poci się, gdy odczytuje z kartki specjalne
oświadczenie.)
Żubr – Zdecydowałem
się ugiąć pod dyktatem władz EWF Corporation. Uznaję oficjalnie, że
pas, którego jestem w posiadaniu nazywa się EWF Daemusin title, a nie
EWF Stolica title. Popełniłem błąd formalno-prawny, ale nie błąd
ideologiczny. Dla mnie najważniejsza jest Polska i to właśnie chciałem
podkreślić przywracając dawną nazwę tego tytułu. Przepraszam EWF,
sponsorów i kolegów za problemy, które spowodowałem. Niech żyje wolna
Polska!
(Koniec materiału filmowego.)
Tony Hogański – No i bardzo dobrze.
Jan Kowalski – Szkoda, że tak brutalnie dławimy oddolną inicjatywę.
Tony Hogański – Chmielnicki też miał oddolną inicjatywę. Jakub Szela też.
Jan Kowalski – O! Jest wątek ukraiński. To co? Gala w Sewastopolu? Może Kwietniowa Anarchia?
Tony Hogański – Nie.
(Jak nie, to nie. Na zapleczu
z pewnością dzieje się coś ciekawego, tam więc się udajmy. Jest tu
SR-Crazy, wyjątkowo sam, bez swojego dworu. Nikt go też nie prześladuje
przy pomocy pomidorów. Crazy przebrany jest już w swój strój bojowy, w
tle lśni EWF World title. Mistrz trenuje, rozciąga się i ogólnie
rozgrzewa.)
SR-Crazy – Franko,
nie myśl, że zapomniałem o tobie. Miałem dzisiaj wiele na głowie.
Vaclav, pomidory, Don Pedro, stażyści, związkowcy... to wszystko w tej
chwili głupstwa. Za kilkanaście minut ja i ty wyjdziemy na ten ring i
stoczymy walkę. Mam nadzieję, że będzie ona świetna i zostanie na długo
zapamiętana. Czy tego chcesz czy nie, a pewnie chcesz, to przechodzisz
do historii. Jesteś jednym z pretendentów do EWF World title, tytułu, o
którym marzy każdy w polskim wrestlingu. Setki osób zaczynały swoje
kariery w EWF, ale tylko wąska grupka dostała szansę walki o ten pas.
Doceń to, gdy będziesz przegrywał. Co do wyzwania Vaclava, będzie tak
jak zadecydują władze EWF. Zapewniam jednak, że dłużej nie będę
pozostawał neutralny na objawy zła w EWF i poza nim. Jeśli ktoś zechce
zniszczyć EWF, to będzie musiał najpierw zniszczyć mnie.
(W tym momencie transmisja zostaje przerwana.)
Tony Hogański – Dobra mowa.
Jan Kowalski – No proszę, Tony kogoś pochwalił i nie był to on sam ani Szakal.
Tony Hogański – Ja z reguły wiem, co mówię.
Jan Kowalski (parsknął śmiechem) – Trudno mi w to uwierzyć.
Tony Hogański – Nie wiem, co w tym śmiesznego. Jesteś komiczny Janku.
(Dla odmiany przenieśmy się
poza teren hali, ale nie nazbyt daleko. Znajdujemy się na przystani,
gdzie zaledwie kilka, może kilkanaście minut temu zakończył się
Shipyard match. Na pomoście leży Nas Jazzowski. Ciężko oddycha, ale nie
wygląda na zbyt zdemolowanego. Obserwujemy świat z jego perspektywy,
więc widzimy błękitne niebo i słońce. Nie zapominajmy, że gala odbywa
się wczesnym popołudniem lub nawet późnym rankiem. Trochę czasu minęło,
więc pod względem zegarowym jesteśmy raczej na pierwszej tej opcji.
Słońce zostaje po chwili przesłonięte przez jakiś cień i po chwili
naszym oczom ukazuje się twarz Franko.)
Nas Jazzowski – To ty? Czego chcesz?
Franko – Niedługo mam walkę, ale pomyślałem, że wpadnę na chwilę by sprawdzić jak żyjesz.
Nas Jazzowski – A jak wyglądam?
Franko – Kiepsko.
Nas Jazzowski – Wybacz mi, ale nie wstanę. Zostaję tu, gdzie leżę. Nie zasługujesz bym wstawał.
Franko – Nie zasługuję, ale to ja walczę o EWF World title dzisiaj, a ty przegrywasz z Vaclavem.
Nas Jazzowski – Walczyłem o ten pas, gdy ty jeszcze kompletowałeś swe obiady w śmietnikach. Gratuluję, ale szczerze mówiąc mam to w dupie.
Franko – Mógłbym ci teraz wpierdolić.
Nas Jazzowski – Mógłbyś, ale po co?
Franko – Przyszedłem
powiedzieć, że jeszcze się spotkamy. Do zobaczenia, Nas. Aha, nie
wysyłaj więcej za mną ludzi by mnie obserwowali. To nie działa.
Nas Jazzowski – Dobrze, zapamiętam.
Rzeźnik rusza w swoją stronę. Nas nadal leży na pomoście...
Nas Jazzowski – Zapamiętam.... a może zapomnę? A gdyby tak... wszystko zapomnieć?
(Wracamy do areny, bo mewy czy
inne miejscowe ptaszyska robią się zbyt głośne. Nassjasz zresztą nie ma
niczego ciekawego do powiedzenia.)
Tony Hogański – Nas jest dzisiaj strasznie melancholijny.
Jan Kowalski – To pewnie przez sprawę Grabarza.
Tony Hogański – Też mi się tak wydaję.
Jan Kowalski – Myślisz, że żałuje?
Tony Hogański – Nie mam pojęcia. Trudno stwierdzić.
(Przenosimy się na zaplecze i
to w jakimś stylu! Przez jakieś szklane okno przeleciał właśnie Szakal!
Dwukrotny EWF World Champion leży rozwalony wśród odłamków szkła. Ledwo
się może ruszać, a w jego ciało powbijane są odłamki szkła. Wszystko to
obserwujemy z perspektywy podłogi, co dodaje tylko sytuacji dramatyzmu.
Po chwili otwierają się drzwi i na korytarzu pojawia się Bidam.
Brutalnie zaczyna okopywać senatora Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.
Jeden, drugi, trzeci, czwarty, piąty, szósty kopniak. Seria zostaje
przerwana, bo Siergiejewicz Nowosibirski klęka obok rywala, po czym
chwyta senatora Najjaśniejszej Rzeczypospolitej za jego łysą czaszkę i
zaczyna trzaskać nią o posadzkę i odłamki szkła na niej się znajdujące.
Ranią teraz one głowę byłego komisarza. Bidam jest wyraźnie zadowolony
z siebie i aż uśmiecha się paskudnie.)
Bidam (serdecznym tonem) – Przepraszam. Nie chciałem żeby było tak brutalnie. Ja bardzo senatora szanuję, ale to jest silniejsze ode mnie.
EWF FTW Champion wstaje,
podnosi metalową rurę opartą na ścianę i chce przypierdolić z niej
wprost w rywala. Niespodziewanie jednak dostaje Dropkicka!! Kto go
trafił? Kto go tak potraktował?! To... Uga-Buga!!! Były zawodnik EWF,
legenda karaibskiego wrestlingu, polityk ZWiWK, a przede wszystkim były
EWF FTW Champion! Uga-Buga powrócił by wspomóc Szakala! Bidam jest w
szoku! Wstaje i obrywa kolejnego Dropkicka! Co za piękna akcja! Impet
uderzenia był tak wielki, że Nowosibirski poleciał na ścianę, a
następnie, po trzecim Dropkicku!, przeleciał przez miejsce, gdzie
kiedyś znajdowało się szklane okno! Tym sposobem zniknął z naszego pola
widzenia. Uga-Buga pomaga Szakalowi wstać.
Szakal (słabym głosem) – Uga-Buga?
Uga-Buga – Tak...
Szakal – Co to kurwa? 2002 rok?
Uga-Buga – Nie...
(Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – On wrócił!
Tony Hogański – Tyle lat czekaliśmy!
Jan Kowalski – Wrócił!
Tony Hogański – Pomógł mistrzowi! To wspaniałe! Wspaniałe!
Jan Kowalski – Dostałem
informację, że ta rozpierducha pomiędzy Szakalem a Bidamem na zapleczu
została oficjalnie uznana za walkę o EWF FTW title. Oficjalny jej wynik
to brak rozstrzygnięcia.
Tony Hogański – Uwielbiam
takie dorabianie post factum. Tylko po co to? Ale co tam, cieszmy się,
że król słomianych gaci powrócił! Tylko, co z przepowiadającym
przyszłość żółwiem? Co ze stuletnim starcem? Co z wyspą na środku morza?
Jan Kowalski – Przekonamy się pewnie niedługo.
(Przenosimy się do uroczego
zakątka, jakim jest biuro komisarza Extreme Wrestling Federation.
Tutaj, za pięknym stołem siedzi nie kto inny jak nasz komisarz,
wspaniały Kraven the Hunter, legenda polskiego i rosyjskiego
wrestlingu. Kraven wygląda na poważnego, jest skupiony i wyjątkowo nie
popija wódki.)
Kraven – Moi
drodzy, a zwracam się tu zarówno do wrestlerów jak i fanów EWF.
Wielkimi krokami zbliża się Kwietniowa Anarchia VII. Jeśli chodzi o
miasto-gospodarza, to nie będzie zaskoczenia. Pod tym względem działy w
cyklach. Po raz trzeci nasze PPV zostanie więc zorganizowane w
Krakowie. Wiemy już, że SeBa będzie starał się odzyskać prawa do Armii
Prus Wschodnich, ale szczegóły zostaną ustalone na następnej gali. To
zresztą tyczy się wszystkich walk, dzisiaj poznamy tylko wstępny zarys programu. W
czasie gali na szalę zostaną rzucone prawie wszystkie pasy, a więc EWF
Daemusin title, EWF Evolution title, EWF FTW title i EWF World title.
Vaclav myli się, nie jest on głównym pretendentem do tytułu. Szansę
walki o najważniejszy pas mają Franko, Bidam, Szakal, Nas Jazzowski i
Vaclav. Któryś z nich, a być może każdy, być może dwóch lub trzech
zmierzy się z SR-Crazy'm w walce o mistrzostwo świata. Tyle mogę
dzisiaj zdradzić. Kolejna gala odbędzie się znów w rocznicę pierwszej
Wrestlepaloozy, to taka nowa tradycja rozpoczęta w zeszłym roku. Nie wracamy jednak do kraju, a
kontynuujemy podróż po regionie. Następny przystanek - Vanuatu. Do
zobaczenia!
(To koniec wizyty w biurze komisarza. Wracamy na ring!)
Tony Hogański – Vanuatu?
Jan Kowalski – Vanuatu.
Tony Hogański – To na pewno będzie ciekawa podróż.
Jan Kowalski – Znamy też pierwsze szczegóły, choć dość mgliste, tyczące się Kwietniowej Anarchii VII.
Tony Hogański – Wszystkie pasy na szali? Jak to będzie zorganizowane przy aktualnym układzie sił?
Jan Kowalski – Kraven na pewno coś wymyśli.
Tony Hogański – Na pewno.
(Przenosimy się na parking,
gdzie m.in. zaparkowany został przenośny tron SR-Crazy'ego. Wokół niego
uwija się czwórka dzielnych stażystów, w składzie Mister Nalep,
DanGaner, Diego Huarez i Cris Banito. Panwie dzielnie polerują
dekadencki tron swojego mentora. W zasadzie to pracują oni zgodnie z
polską myślą techniczną, DanGaner jako najmłodszy stażem myje, a cała
reszta stoi obok i paląc papieroski przygląda się. W tych
okolicznościach przyrody zastał ich powracający po swojej walce Vaclav.
Z ciekawości aż się zbliżył.)
Vaclav – Co jest panowie? Jak leci? Macie papieroska?
Stażyści trochę przestraszeni pojawieniem się Mecenasa Ekstremy dzielą się z nimi paczką fajek miejscowego producenta.
Vaclav – Jak robota u Crazy'ego?
Diego Huarez – Dobrze.
Cris Banito – Nieźle.
Mister Nalep – Jakoś leci.
DanGaner – To nie to, co w fabryce.
Vaclav – Szanse na awans jakieś macie?
Odpowiada mu cisza.
Vaclav – Crazy
to człowiek bez wizji. Owszem, dużo mówi o rozwoju młodzieży, o
programie Wyspa, o Dark Avengerze, Chinach, ale to tylko takie hasła.
Nie idą za tym żadne konkretne czyny. Wszystko, co robi, robi dla
siebie. Was po prostu wykorzystuje. Jesteście dla niego chłopami pańszczyźnianymi.
Stażyści nic nie odpowiadają.
Vaclav – Przemyślcie
sobie dobrze czy taka praca rzeczywiście popłaca, czy czyni was
wolnymi. Związek Wrestlerów Polskich, którym kieruję i stowarzyszony z
nami Polski Związek Wrestlingu przyjrzą się wkrótce dokładnie warunkom
pracy młodych wrestlerów. Nie zostaniecie pozostawieni samymi sobie. W
razie kłopotów, wiecie gdzie mnie szukać.
(Po tych słowach Wróg Ludu rusza w swoją stronę, a my w swoją, czyli na ring.)
Jan Kowalski – Czy on podburza stażystów?
Tony Hogański – Na to wygląda.
Jan Kowalski – Jak widać każda taktyka jest dobra by zaszkodzić wrogowi.
Tony Hogański – Czekam aż go wydupczy stado wielbłądów. Taka taktyka będzie najlepsza!
(Kafeteria była od zawsze
miejscem wielkiej radości, lecz gdy melancholia dopadła Nasa
Jazzowskiego i dokonała u niego pomieszania zmysłów, czego owocem był
jego atak na Grabarza, to uczucia te prysły. Zaczyna grać "Cambio
dolor" Natalii Oreiro, a na ekranach pojawia się napis "Wpadnij na gula do Ghula".
Dostrzegamy gospodarza programu, który siedzi przy barze i drżącą ręką
nalewa sobie kufel bawarskiego piwa rodem z Fryzyngi. Nie wygląda
biedaczyna najlepiej.)
Ghul (bełkocząc) – Witam
w kolejnym odcinku! Witam i o zdrowie pytam! Podobno strachy z PCW nie
wzbudziły wielkiego entuzjazmu. To bardzo przykre. Dlaczego zasmucacie
strachy? Czy ktoś pomyślał o ich uczuciach? Siedzą zamknięte w kotłowni
i marzą o Polish Championship Wrestling. Winniśmy im szacunek i cześć.
Postanowiłem dzisiaj zaprosić wybuchową postać, bohatera jednej jedynej
gali, jedną z najbardziej żenujących person w dziejach EWF, Pana
Zwieracza!
Publiczność bije brawo.
Ghul – Niestety
nie ma z nim kontaktu, więc moje zaproszenie można sobie w dupę
wsadzić. Trudno, nie będzie go u nas. Słyszałem głosy, że formuła
programu powoli się wyczerpuje, że wszyscy zostali już zaproszeni i
pozostały jedynie odpadki. To nieprawda! Dzisiejszym gościem będę
bowiem ja! Nie kto inny jak wasz wspaniały Ghul! Gospodarz i gość w
jednej osobie, jednej i tej samem osobie! Wielkie brawa dla mnie!
Znów gra "Cambio dolor". Ghul wstaje, macha do publiczności i zaraz siada.
Ghul – W
polskim wrestlingu pojawiłem się w 2001 roku. PECW było ciekawą
federacją, moją federacją. Wspominam je miło, spotkałem tam Szakala, a
sam Sandman powiedział, że mam mocny theme. Jakżeby mogło być inaczej.
Wszak to boska Natalia Oreiro! Wielkie brawa dla niej i jej kształtnego
tyłka!
Wielkie brawa dla Natalii.
Ghul – Zobaczmy może, co działo się w PECW!
Pojawia się napis "PECW Milenijna Zagłada, 05.01.2001".
Pierwsi na ring wybiegają C.W.C. oraz Ghul, obydwaj atakują siebie z clothesline... i obydwaj padają... double pinfall 1-2-3!!!
C.W.C. i Ghul zostają wyeliminowani!
Koniec materiału filmowego.
Ghul – PECW
nie poznało się na moim talencie. Nie wygrałem żadnej walki, trudno,
zdarza się. Do wrestlingu powróciłem dopiero w 2002 roku. Lato tamtego
roku było wspaniałe, a EWF jeszcze wspanialsze. Poproszę o materiał
filmowy z mojego debiutu.
Tym razem wyświetla się napis "EWF Wrestlepalooza XX, 02.06.2002".
Dark match –
Uga-Buga pokonał Ghula i Thundera. Thunder w czasie walki potknął się o
własną nogę i rozbił głowę o narożnik (przeżył?)... Gdy Ghul kazał
włączyć jego theme Uga-Buga powalił go z Clothesline i odliczył.
Koniec materiału filmowego.
Ghul – Moja
kariera nie trwała długo. Zostałem zwolniony w zaledwie kilka tygodni
później. Nie czułem się obrażony, że tak ze mną postąpiono. Tak po
prostu musiało być. Zasłużyłem sobie na to i zapracowałem.
Wświetla się napis "EWF Wrestlepalooza XXII, 16.06.2002".
Morgion podnosi Ghula i wyrzuca go poza ring! (Ghul zostaje zwolniony!)
Jan Kowalski – Nie ma Ghula już w EWE.
Koniec materiału filmowego.
Ghul – ...
(Jak się okazało Ghul zasnął. Koniec wizyty w kafeterii.)
Tony Hogański – Cieszę się, że Ghul jest tu z nami.
Jan Kowalski – Tak, to bardzo pozytywny człowiek.
Tony Hogański – Do tego rozrywkowy.
Jan Kowalski – Prawdziwy skarb.
Tony Hogański – Ma
być chrzestnym dziecka Nasa Jazzowskiego i WAMP, o ile takie się kiedyś
wykluje. Kiedyś pierwszy w kolejce był Grabarz, no ale wypadł z niej.
Jan Kowalski – To zrozumiałe. Czas na krótki materiał promocyjny.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Chcesz mieć święty spokój?
Zostań mnichem! Klasztor benedyktów w Nursji czeka!
Zachęca, Nas Jazzowski
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tony Hogański – Hmmm...
Jan Kowalski – Hmmm...
Tony Hogański – Chcesz coś powiedzieć?
Jan Kowalski – W zasadzie to tak.
Tony Hogański – Co dokładnie?
Jan Kowalski – Zapraszamy na main-event!
EWF World Championship:
Flagellation match:
Franko vs SR-Crazy (c)