Chwila
napięcia, bo publiczność jest oczywiście podekscytowana by zobaczyć
kolejną walkę. Gra Pitbull i „Back In time” i już po chwili pojawia się
Don Camillo. Emocji nie okazuje on żadnych, natomiast rozgląda po
wypełnionych przez czarnoskórych fanów sektorach, po czym w swoim stylu
zapala
cygaro i nieśpiesznie podąża w stronę ringu.
Trwa to chwilę aż w końcu Don wkracza na
matę i spokojnie rozpina swą elegancką marynarkę, szykując się do
walki.
Zaczyna
grać „Gandalf Style!" – Screen Team, a nie jest to pieśń, którą każdy
fan wrestlingu kojarzy, gdyż dla Johna Christmana to dopiero druga
gala, w której weźmie on udział. Zawodnik z Australii w spokoju wchodzi
na ring, gdzie wita się ze swoim partnerem. Ten jednak olewa go, więc
nie wiadomo jak ta współpraca dalej się potoczy.
Czas na wyjście rywali? Kto zacznie? Kto pojawi się pierwszy? Jak się
okazuje kolejnym zawodnikiem, który
melduje się na arenie jest PepsiBosman. Wychodzi on na ring przy muzyce
Pepsi Themu. Publiczność okazuje mu swego rodzaju sympatię, chociaż
według statystyk Coca-Cola sprzedaje się w RPA lepiej niż Pepsi.
Uderza
„Boa” Pawła Kukiza i na scenę wkracza... nie, to nie Żubr! Poczciwy
Sarmata jak pamiętamy zaliczy bliskie spotkanie z południowoafrykańskim
wymiarem sprawiedliwości. Muzyka natomiast mimo, że zaczęła się od
Pawła Kukiza to zmienia się w patriotyczne, ale trochę nowocześniejsze „Stare Miasto" w wykonaniu Leo Che i a
ringu pojawią się natomiast jego podopieczni, bliscy współpracownicy,
którzy są tak samo swojscy i patriotyczni jak on, a mianowicie Michał i
Andrzej.
Tony Hogański – Dwóch
na trzech? Czy to jest uczciwe? A zresztą, co ja się pytam. EWF w
wykonaniu Felipe Castro to skarlała federacja, tu nic nie jest uczciwe.
Jan Kowalski – Tony,
jak zawsze jesteś niesprawiedliwy. Zresztą, rozmawialiśmy o tym
dosłownie kilka minut temu. Sytuacja jest nadzwyczajna, a Michał i
Andrzej walczą tu dlatego, że Żubr jest niedysponowany.
Tony Hogański – Kolejny
polski patriota po Januszu Walusiu, którego prześladuje
niesprawiedliwie wymiar sprawiedliwości RPA, albo w sumie to raczej
wymiar niesprawiedliwości.
Jan Kowalski – Zaczynajmy!
Wszyscy zawodnicy są już ringu i wszyscy czekają aż walka się
rozpocznie! Sędzia Antoni Bryndza, który będzie miał przyjemność
otworzyć dzisiejszą galę rozmawia krótko z zawodnikami, po czym daje
sygnał! Rozlega
się gong, a napięcie sięga zenitu. Don Camillo wchodzi do ringu z
lodowatym spokojem, wzrok wbity w PepsiBosmana, podczas gdy John
Christman przechadza się za linami z charakterystyczną dla
Australijczyków wyluzowaną pewnością siebie. Po
drugiej stronie ringu PepsiBosman zaciska pięści, zagrzewając publikę,
a Andrzej z Michałem po sarmacku kiwają głowami, gotowi na patriotyczny
chaos. Roczpoczną Damillo z Bosmanm, w zasadzie już to zrobili, bo oto
Don Camillo łapie PepsiBosmana za
ramię i wciąga go w narożnik, zadając mu serię precyzyjnych Knife-Edge
Chopsów, z których każdy rozbrzmiewa jak włoski grzmot. PepsiBosman
zatacza się
pod tą nawałnicą, chwytając się za klatkę piersiową. Don Camillo nie
odpuszcza - rzuca nim przez ring w przeciwny narożnik i poprawia
kolejnym brutalnym ciosem. Echa uderzenia wypełniają arenę, a publika
wtóruje okrzykami „Woooooo! Wooooo! Wooooo!”, bo widać mają w RPA takie zwyczaje. PepsiBosman odpowiada błyskawicznie, trafiając Don Camillo Shoulder
Tackle, który powala rywala na matę. Wola walki PepsiBosmana objawia
się już od pierwszych minut - nie daje się chłopina zdominować. Zadaje Don
Camillo dwa ciosy łokciem, po czym unosi go i rzuca Gut-Wrench Suplexem. Do
akcji wkracza Christman, który taguje się niespodziewanie. Rozpoczyna od
błyskawicznego Tilt-a-Whirl Arm Drag, który wywraca PepsiBosmana na
plecy. Tłum szaleje, gdy Christman krzyczy „Australiaaaaaaaa!” i zapina
szybki Schoolboy Toe Hold, ale PepsiBosman się wyślizguje, kontrując
Scoop Slamem.
Jan Kowalski – Słyszysz
to, Tony? Jak publika się angażuje? Jakie okrzyki? Wspaniała atmosfera
w hali w Pretorii panuje, a to przecież dopiero pierwsza walka!
Tony Hogański – A słyszałeś kiedyś o przemycie ręczników do RPA?
Jan Kowalski – O czym?
Tony Hogański – To taki wkład kultury RPA w polską kulturę lat dziewięćdziesiątych.
Christman wraca do ofensywy, odbija się od lin i trafia
PepsiBosmana w
głowę 619 - nogi przelatują przez liny z ogromnym
impetem! Kontynuuje, skacząc z drugiej liny i wykonując
trzy błyskawiczne i bardzo dynamiczne suplexy z rzędu. PepsiBosman
klęka, zupełnie oszołomiony.
Christman wspina się na środkową linę i skacze z Frog Splashem, ale
PepsiBosman w ostatniej chwili się odsuwa. Christman ląduje z hukiem,
trzymając się za żebra. To musiało boleć! Jego rywal pojawia się tuż
przy nim, bo oczywiście nie lubi zasypiać gruszek w popiele, czy jak to
się tam mówi, więc widzimy szybki pin.... 1.... 2..... kick out! PepsiBosman przetrwał, choć ledwo, ledwo! Do ringu wbiega
Andrzej z furią, przejmuje inicjatywę, bo zmienia się ze swoim partnerem i natychmiast trafia Christmana potężnym
Superkickiem, który ścina go z nóg. Od razu podnosi go i wykonuje Samoan Drop,
wbijając go twarzą w matę. Eksplozja Andrzeja zatrzęsła ringiem. Pin.....1..... 2.... kick out!
No, no, no! Christman zrywa się z maty - chyba wie, że rywal było
blisko. Andrzej wspina się na
narożnik i leci w powietrze z potężnym Splashem, trafiając Christmana
ze skutecznością izraelskiej rakiety. Ten zwija się z bólu. Andrzej
próbuje kolejnej swojej szansy! Pin.... 1..... 2...... kick out!
Wydaje się, że tylko cudem udało się Australijczykowi wybić. Andrzej
chce ruszyć do walki, ale oto Don
Camillo wbiega na ringu, nie pozwala mu na to i trafia Andrzeja
brutalnym Clotheslinem. Antoni Bryndza wyrzuca Camilo poza ring i daje
mu ostrzeżenie przy pomocny groźnej miny. To wystarcza jednak by
Christman zyskał chwile czasu, podszedł do lin i zmienił się ze swoim
partnerem.
Jan Kowalski – Tym razem Don Camilo będzie na ringu już legalnie.
Tony Hogański – Mógłbym wymyślić maszynkę do ziewania.
Jan Kowalski – Co takiego?
Tony Hogański – Niektóre
walki są zbyt nudne by wkładać w nie wysiłek własnogębowego ziewania,
tu przydałaby się maszyna wywołująca sztuczny ziew. Myślisz, że to
dobry patent?
Jan Kowalski – Kolejny z twoich genialnych pomysłów.
Tony Hogański – Pamiętasz moje wspaniałe ziewanko na ostatniej gali?
Jan Kowalski – Tak...
Tony Hogański – Z taką maszynką mogłoby go być więcej.
Tymczasem na ringu obaj zawodnicy są znów aktywni. Don
Camillo łapie Andrzeja i zadaje mu efektowny, choć ciekawe czy
efektywny, Burning Lariat,
po czym szarżujący Clothesline, który powala go bezwładnie na matę.
Następnie
podnosi go i wykonuje potężny Folding Powerbomb,
miażdżąc Andrzeja o matę. Andrzej jest w tarapatach! Don Camillo od
razu zakłada rywalowi Rear-Naked Choke, odcinając dopływ
powietrza. Andrzej szarpie się, oczy ma rozszerzone, wyraźnie walczy o
tlen. Sędzia
Antoni Bryndza jako dobry arbiter wykonuje swoje obowiązki i sprawdza
stan zawodnika - w sumie nie trzeba było, bo Andrzej z trudem, ale
jednak sięga dolnej liny. Don Camillo puszcza, ale
zaraz ciągnie go z powrotem. Lecz oto Michał wkracza do akcji, który
chwyta swego kolegę za nogę i ciągnie go do siebie! Trwa trochę takie
siłowanie się - kto pierwszy przeciągnie Andrzeja? No kto? Michał czy
Don Camilo? Okazuje się jednak, że Michał wychodzi z tego zwycięsko.
Przynajmniej częściowo, bo Andrzej jednak mu trochę pomógł, nie był po
prostu bezwładnym sarmackim klocem, z trudem przeszedł do kontrataku,
uderzając Camila
łokciem w żebra, po czym szybko doczołguje się do Michała! Zmiana!
Teraz to Michał będzie miał okazję sprawdzić się w walce! Don Camillo
rusza od razu z ofensywy, łapiąc Michała w ciasny Side Headlock i po
chwili zadaje mu Shoulder Tackle, który przewraca przeciwnika na matę.
Michał jednak nie daje się zdominować - szybko kontruje, przyciągając
Don Camillo do narożnika i ciągnąc za nogi, wykonując Spinebuster,
który aż zatrząsnął całym ringiem. Don Camillo próbuje się podnieść,
ale Michał niespodziewanie posyła go na matę serią łokci oraz kończy tę
sekwencję potężnym DDT, trafiając mocno głową w matę. Antoni Bryndza
odlicza, pin........1.........2.......kick out!!!
Jan Kowalski – Patrz Tony, ten Michał i Andrzej nawet walczyć potrafią.
Tony Hogański – To tylko wyroby Żubropodobne.
Jan Kowalski – No oczywiście, nie jest to format Żubra, ale zaskakują mnie pozytywnie.
Tony Hogański (filozoficznie) – Życie potrafi zaskakiwać.
Don Camillo po zmyślnym zrzuceniu z siebie Michała wydobywa w sobie
ducha włoskiego wojownika, albo włoskiego zadziornego mafioza. Rzuca
się od razu na niego, zaczyna się ostra naparzanka po mordach między
dwójką zawodników, a kończy się to tak, że to Don Camillo przewraca
rywala, chwyta za nogi i zaciska w całkiem potężny Boston Crab,
brutalnie wyginając plecy przeciwnika. Michał krzyczy, szarpie się, ale
ostatecznie odsunął linę i zmusił rywala do zwolnienia chwytu. Wstając,
Don Camillo wykorzystuje nagły przebłysk, tudzież impuls i wykonuje
Spear, wbiegając na pełnej prędkości prosto w Michała, który pada jak
drzewo! Akcja przenosi się na narożnik – Don Camillo wdrapuje się na
górną linę i z impetem skacze w Moonsault, lądując prosto na plecach
Michała! Antoni Bryndza musi być w pogotowiu, bo od razu następuje
próba liczenia, pin... 1.......2...... kick out!
Michał odskakuje na bok, co wykorzystuje PepsiBosman, który miał chyba
już dość przyglądania się popisom patriotycznego kolegi, bo klepie go w
dłoń i panowie zmieniają się. Trzeba przyznać, że fan napojów firmy
PepsiCo od razu wkracza na
ring z nową energią, rzuca Don Camillo Back Body
Dropem, potem drugim. Następnie unosi go i wbija w matę Scoop Slamem.
Następnie od razu wskakuje na narożnik i bez chwili zawahania skacze z
całkiem ładnym Pepsi Splashem [Diving Splash]!! Pin...... 1........2...... kick out!
Jan Kowalski – Panowie próbują, ale coś skończyć nie mogą.
Tony Hogański – To niech się lepiej starają, bo inaczej faktycznie będę musiał opatentować ziewaczkę.
Trzeba przyznać, że PepsiBosman jest trochę zawiedziony, że nie udało
mu się zakończyć tej walki. Mimo to nie zraża się, podnosi rywala w
pozycję do Fireman's Carry,
początek ma całkiem niezły, bo unosi Don Camillo na barki - ale
niespodziewanie na ringu pojawia się ni z tego ni z owego John
Christman, który wskakuje mu na plecy! PepsiBosman traci równowagę, a
Don Camillo kontratakuje Back Elbowem w szczękę. Publika wstrzymuje
oddech. Don Camillo błyskawicznie przechodzi do Rear-Naked
Choke. W międzyczasie Antoni Bryndza wyrzuca z ringu Christmana, bo to,
co zrobił było bardzo niehonorowe, a poczciwy Bryndzol ma w sobie dużo
honoru. Z perspektywy Christmana i Don Camillo cała ta interwencja
jednak opłaciła się, bo Don tylko zaciska chwyt, a tymczasem
PepsiBosman się dusi, próbuje sięgnąć liny. W końcu udaje się -
łapie! Don Camillo puszcza duszenie. Chyba ma ochotę na odpoczynek, bo
zmienia się z Johnem Christmanem. Teraz może wreszcie walczyć on w
pełni legalnie. Zawodnik rodem z Australii nie ma zamiaru próżnować i
od razu rzuca się w wir walki. Trafia PepsiBosmana Low Kickiem w
kolano, a następnie poprawia serię potężnych chopsów w klatkę
piersiową. PepsiBosman próbuje kontrataku Clotheslinem i udaje się!
Wyrwał się z okrążenia, a nawet udało mu się zmienić z Andrzejem, który
jest pełen werwy i patriotycznego animuszu. Andrzej wbiega z impetem na
ring i trafia Spearem. Cały ring się trzęsie po tym sarmackim
uderzeniu. Wspina się i trafia ze
Splash z narożnika! Pin....1......2...... kick out!
Tempo wzrasta, a tymczasem Andrzej zmienia się z Michałem, który wspina
się na narożnik i skacze na rywala z Flying Elbow!!! Mógłby liczyć, ale
tego nie robi, tylko zmienia się z PepsiBosmanem! I tak oto miłośnik
pepsi znów jest na ringu!
Tony Hogański – Co oni tak się zmieniają bez przerwy? Owsiki mają?
PepsiBosman rusza z kolejnymi akcjami, wykonuje dwa
Shoulder Tackle, a następnie swój kończący PepsiBomb [Powerbomb]!!! Pin.......1............2......... przerywa Don Camillo!! Michał
i Andrzej protestują, a Antoni Bryndza grozi wyraźnie włoskiemu
mafiozie, że przecież takie akcje są niedozwolone. Tymczasem
zamieszanie wykorzystał Australijczyk, który doszedł do siebie i
atakuje Andrzeja poniżej pasa, gdy sędzia nie patrzy. Od razu też
wykorzystuje moment i trafia efektownym Lariatem prosto w swojego
rywala! Christman atakuje rywala serią Fist Dropów, a następnie wspina
się na narożnik. Nie zostaje tam długo, bo skacze z ładnym Frog
Splashem – ale Andrzej w ostatniej chwili ratuje partnera. Udało mu się
odciągnąć Bosmana, co sprawia, że Christman
rozbija się o matę. Na szczęście jest w stanie szybko doczołgać się do
kolegi i tak oto Don Camillo taguje się i wraca. Chwyta Andrzeja,
odbija go o liny i powala Clotheslinem! Od razu rusza w kierunku
PepsiBosmana, który jest jego rywalem. Podnosi Bosmana, ale ten
wykrzesał z siebie jeszcze trochę siły, bo złapał rywala i chwycił
prosto w pozycję do DDT! Lecz tym razem Don Camillo kontruje elegancko,
przerzuca przeciwnika i łapie go w Spinebuster. Rywal podnosi się, ale
Don Camillo odbija się od lin, po czym demoluje rywala swoim kończącym
Curb Stompem!! Tymczasem John Christman zszedł z ringu, zaszedł Michała
i Andrzeja od tyłu i zarówno jednego jak i drugiego ściągnął z maty! Na
ringu tymczasem Camillo odlicza Bosmana! Pin....1............2..........3! (Zwycięzcami są: Don Camillo & John Christman!)
Tony Hogański – Ta walka nie mogła zakończyć się innym wynikiem.
Don
Camillo i John Christman wygrywają po ekscytującej
dramatycznej walce tag-teamowej. Publiczność oszalała, bo chyba lubi
takie akcje. John Christman i Don Camillo podnoszą ręce w geście
zwycięstwa. Tymczasem Michał i Andrzej powoli opuszczają arenę,
pokonani, ale w sumie dumni, bo wstydu nie przynieśli. PepsiBosman
natomiast leży bez życia i trochę to zajmie nim się obudzi.
Jan Kowalski – Może,
gdyby to Żubr tu walczył. Chociaż trzeba przyznać, że jak na
debiutancką walkę, to Michał i Andrzej spisali się całkiem zacnie.
Tony Hogański – Walka do zapomnienia.
(Przenosimy się na zaplecze.
Jesteśmy w szatni Nasa Jazzowskiego, gdzie rezyduje sam mesjasz
polskiego wrestlingu, a także jego wspaniała małżonka, czyli Weronika
Passent znana z tego, że może wyssać mózg każdego w ciągu minuty
konwersacji. Małżeństwo siedzi na sofie i prowadzi ożywioną
konwersację. Jak się okazuje jest to konwersacja osobna, bo WAMP gada
coś do siebie sprawdzając fejsa i insta, a Nas rozmawia przez telefon.)
Nas Jazzowski (przez telefon) – No
to kupujemy. Potrzebuję solidnych fundamentów finansowych, a banki w
Polsce są agentami obcych wpływów i kapitałów. Nie da się niczego
zbudować bez.... (Chwila zawahania.)
No tak, przepraszam. Twoja frakcja polityczna akurat tak nie uważa.
Mimo wszystko dziękuję za pomoc. Jak wrócę do Polski do podpiszemy wszystkie dokumenty.
(Nas rozłącza się, ale po chwili znów gdzieś dzwoni.)
No i co? Mamy to? No wiem, że i tak by upadli, ale potrzebuję
fundamentów dla mojego projektu finansowego. Tak, pieniądze się znajdą.
Ja nie mam, ale ludzie mają pieniądze! Kupuj, kupuj! Pogadamy po
powrocie.
(Kolejny telefon.) Tak,
no jest okazja by wejść na ten rynek? No to świetnie. No i co z tego,
że w upadłości? Rządy PO i SLD przecież zawsze najpierw doprowadzały
przedsiębiorstwa państwowe na skraj bankructwa, a później sprzedawały
za bezcen. Bankructwo nie jest rzetelnym dowodem na kondycję spółki,
zwłaszcza jeżeli mówimy o takich z udziałem Skarbu Państwa. Ja ich
przed upadłością uratuję. Zapamiętaj moje słowa!
(Koniec rozmowy i kolejny telefon.) Kupuj,
kupuj i kupuj. Wszystko muszę mieć. Tylko tak stworzę wielki holding. W
2022 roku będę w pierwszej trójce najbogatszych Polaków. Rakietą będę
latał nie tylko po świecie, ale i w kosmos. No, to dzięki. Pogadamy po
powrocie.
Weronika Passent (znudzona, ale zaciekawiona) – Nas, co robiłeś?
Nas Jazzowski – Budowałem naszą przyszłość, Miley. Budowałem naszą przyszłość.
Weronika Passent – Tata mi właśnie napisał eskę, że chyba jesteś chory. Robisz jakieś interesy z tatą?
Nas Jazzowski – Twój
ojciec zna ludzi. W swoim życiu był socjalistą, liberałem, kapitalistą,
aferzystą, parlamentarzystą, a przede wszystkim ma kontakty. Czas je
wreszcie wykorzystać.
Weronika Passent – To znaczy co, bo nie kumam?
Nas Jazzowski – Zakładamy SKOK. Potrzebujemy pieniędzy.
Weronika Passent – Nas, chcesz napaść na bank? Żadnych skoków! Ja mam karierę w Hollywood do zrobienia! (Zaczyna sprawdzać coś w swojej torebce.) Ile pieniędzy potrzebujesz? Mam gdzieś stówkę albo dwie... i do tego dolarów! Czaisz? Banknoty z zagranicy!
Nas Jazzowski – SKOK,
czyli spółdzielczą kasę oszczędnościowo-kredytową. Można na tym nieźle
zarobić. Przejmujemy jeden ze SKOKów w Wołominie, a do tego kupuję Spółdzielczy Bank Rzemiosła i Rolnictwa, też zlokalizowany w Wołominie.
Weronika Passent – Nas, w Wołominie? Nie mogłeś chociaż w Konstancinie-Jeziornie? Widać, że ty nie z Wawki.
Nas Jazzowski – Mam już nawet nazwę dla swojego biznesu. SKOK Hilarego Minca albo Kasa Hilarego Minca. Za kilka lat przeskoczymy Kasę Stefczyka.
Weronika Passent – Nas, ty masz gorączkę? Tata zawsze ciepło wspominał wujka Hilarego, ale on umarł dawno temu.
Nas Jazzowski (podekscytowany) – A to nie koniec, Miley! Nie koniec! Posłuchaj, wejdziemy dynamicznie na wiele rynków. Kupuję Hydrobudowę
Gdańsk, jest okazja, bo akurat w upadłości. Będziemy tam zatrudniać
naszych murzynów. To nie koniec! Teraz uważaj. Fabryka autobusów Solbus
w Solcu Kujawskim...
Weronika Passent – Fuuuuj... Gdzie?
Nas Jazzowski – W
Solcu Kujawskim, ale słuchaj, słuchaj. Ten Solbus też kiepsko przędzie.
Przejmujemy go. Oni dostarczają czasem autobusy miejskie dla Warszawy! No
kiepsko ostatnio szło, ale to nic. Tam też zatrudnimy naszych murzynów
i będziemy oszczędzać na kosztach pracy. Może nawet część produkcji
przeniesiemy do Afryki. Zobaczysz, będzie dobrze. Z moją pomocą te
przedsiębiorstwa dadzą radę. Twoją też, Miley! Będę liderem polskiego
biznesu, a ty pierwszą damą polskiego biznesu!
Weronika Passent – Jak Grażyna Kulczyk?
Nas Jazzowski – Właśnie! Właśnie! Widzisz, kumasz to, co nie?
Weronika Passent – Nas, ale ona jest stara i pomarszczona. Ja nie chcę być stara, a pomarszczona tym bardziej.
Nas Jazzowski – To
nic, to nie teraz. Słuchaj Miley, bo to nie wszystko. Skoro mamy
Solbus, to możemy rozwijać się w transporcie. Przedsiębiorstwo
Komunikacji Samochodowej i Spedycji Oświęcim, a przez to PKS w Nowym
Sączu są też już praktycznie nasze.
Weronika Passent – Co
to za miejsca, Nas? Kujawy? Oświęcim? Nowy Sącz? Ja nie kojarzę. To
daleko od Wawki chyba, nie? A już od L.A. to na pewno. Tam trzeba
samolotem przed Radom lecieć czy jak? A jak nie, to co? Trzeba będzie
tam jeździć? Bo z tym
Białymstokiem twoim to już teraz trochę przesada.
Nas Jazzowski – Rozgryzłaś mój plan! Właśnie Białystok też mam w planach! Mostostal Białystok
jest mój! Odbiję go od dna! Jestem to winny rodzinnym stronom. Nie mogę
być samolubny. Wiesz Miley? Do tego biorę Zakłady Tytoniowe w Lublinie,
bo naród lubi palić, a ja mam dojścia do taniego tytoniu w Afryce i na
Bliskim Wschodzie. Wiesz jaka jest jeszcze świetna okazja?
Przedsiębiorstwo Przemysłu Fermentacyjnego Akwawit w Lesznie. W latach
dziewięćdziesiątych oczyszczano tam około 80 mln litrów spirytusu
rocznie, czyli około 1/3 krajowej produkcji! Naród lubi palić, a
jeszcze bardziej lubi pić! To jest świetny biznes, a kiepsko obecnie
przędzie. No, ale to nie koniec! No i jeszcze bierzemy Atlantic, też
bankrutują.
Weronika Passent – Atlantic? (Olśnienie.) Atlantic City w Stanach?
Nas Jazzowski – Nie,
to taka firma bieliźniarska. Uznana marka! Robią gacie i takie tam.
Słynna spółka. W latach dziewięćdziesiątych cała Polska się u nich
ubierała.
Weronika Passent – Nie w mojej rodzinie. Fu, ale to chyba dla biednych było? Może jeszcze Sunset Suits kupisz?
Nas Jazzowski – To jest myśl! To jest pomysł! Jesteś genialna! (Całuje ją w czoło.) Idą dla nas złote lata! Będę
reaktywował złote marki z lat dziewięćdziesiątych, które kochali
wszyscy Polacy, dopóki nasi politycy nie wyprzedali ich zachodnim
koncernom za bezcen! Potrzebujemy narodowego kapitału! Naszych własnych
oligarchów i ja właśnie mam zamiar takim zostać!
Weronika Passent – Nas, to nie lata dziewięćdziesiąte. Skąd ty na to wszystko weźmiesz pieniądze?
Nas Jazzowski – Twój
tata pomoże. On ma kontakty. Ja zresztą swoje też mam. Dostaniemy
pożyczkę w Syrii albo innym Iranie, weźmiemy też to, co EWF nam zapłaci
za Pałac Saski.
Weronika Passent – Przecież to miało iść na twoje leczenie!
Nas Jazzowski – Miley, nie martw się moim zdrowiem. (Zaczyna liczyć coś na palcach.) Musimy
jeszcze pokombinować jak zdobyć więcej kasy. Jestem też dogadany, że
kupimy markę twoich ulubionych leków na uspokojenie! Buevawen będzie
produkowany w mojej fabryce wyrobów medycznych w Syrii albo Nigerii.
Atest unijny załatwił mi już twój tata. No, ale potrzebujemy kasy, dużo
kasy. Na razie wszystko wydam na
te spółki i ich długi, ale jak utrzymać ich płynność? Jak zapewnić
rozwój? Hmm... hmmm....
Weronika Passent – Nas, chodź pogadamy z Esmeraldą.
Nas Jazzowski (zdziwiony) – Co? Dlaczego akurat z nią?
Weronika Passent – Ona też ma pieniądze i też zna ludzi, którzy mają pieniądze. Może ci pomoże?
Nas Jazzowski – No to jest myśl. Jesteś jednak genialna! (Całuje ją czule w czoło.) Trzeba się chwytać wszystkiego! Idziemy!
(Jak powiedzieli tak zrobili. My natomiast wracamy w okolice stanowiska komentatorskiego.)
Jan Kowalski – Nas jest chory. On majaczy w malignie.
Tony Hogański – A mi się to podoba! Sięga, gdzie wzrok nie sięga! Jemu może pójść! Będzie nowym Karolem Borowieckim!
Jan Kowalski – Tony,
on po prostu nie kontaktuje z rzeczywistością przez gorączkę. Inny
możliwy wariant to fakt, że koledzy Franko na ostatniej gali tak go
załatwili, że zupełnie pomieszało mu się teraz w głowie. Jego żona ma
wyjątkowo więcej rozsądku
tym razem. W Polsce od lat dziewięćdziesiątych nikt nie robił takich
biznesów.
Tony Hogański – On potrzebuje niezależności finansowej i ma plan!
Jan Kowalski – Niezależność
mają tylko nędzarze, bo już nawet i miliarderzy są jej pozbawieni.
Człowiek posiadający złotówkę jest już niewolnikiem tej złotówki.
(Znajdujemy się na zapleczu,
gdzie widzimy jednego z podopiecznych SR-Crazy'ego, mianowicie Dobrego
Czecha Honzę. Crazy zebrał u siebie przez te wszystkie lata kariery
niezłą menażerię dziwnych typów, a Honza jest chyba najnowszym
dodatkiem do jego słynnej trzódki, której EWF World Champion jest
dobrym pasterzem. Czeskiego bohatera w EWF to jeszcze nie było.)
Honza – I
po co mi to było? Mogłem siedzieć sobie spokojnie w Czechach, popijać
piwo, zajadać się knedlikami, a latem jeździć na Morawy. No, ale nie.
Zachciało mi się zabawy w wrestling. Cholerny czeski sen.
Nagle Czech zauważa Helenkę, która jak wiadomo jest blisko związana z Franko.
Honza – Przepraszam bardzo. Czy zna pani Vaclava?
Helenka – Vaclava Havla, Vaclava Klausa czy Vaclava Plugawego?
Honza – O, właśnie o tego ostatniego mi chodzi.
Helenka – Jak sam przydomek wskazuje Vaclav jest personą, której nikt nie chce znać.
Honza – Bo ja proszę pani jestem Czechem z misją.
Helenka – Czechem? A zna pan Ewę Farnę?
Honza – To ta, co teraz jest taka gruba?
Helenka (oburzona) – Co za fatshaming. O, Vaclav idzie tam.
Niespodziewanym ruchem dłoni
Helenka wskazuje na idącego korytarzem Josha Brennana, który jest
znanym irlandzkim wrestlerem-nieborakiem i nigdy nie wygrał żadnej
walki.
Honza (zdziwiony) – Na pewno? Nie wygląda zbyt plugawo. Pani musi wiedzieć, że SR-Crazy wysłał mnie na misję przypierdolenia Vaclavowi.
Helenka – To on jak żywy. Autentyczny Vaclav. Bierz go, czeski tygrysie.
Czech rusza na Brennana z
okrzykiem „Vaclaaaaaaaaaaaaaaaaaaaav!!!!", a Irlandczyk nie reaguje, bo
przecież nie jest Vaclavem i nie zdaje sobie sprawy z
niebezpieczeństwa, które mu grozi. Honza dopada do Brennana, rzuca go o
ścianę i zaczyna zasypywać całą chmarą czeskich uderzeń i kopniaków. Na
całe szczęście w pobliżu nie ma okna, więc nie zrobi Brennanowi
kolejnej defenestracji praskiej, tym razem wykonanej w Republice
Południowej Afryki. Josh nawet nie wie dlaczego cierpi, ale chyba już
się przyzwyczaił, że praktycznie na każdej gali EWF dostaje ostry oklep
od różnych zawodników. Czech zmasakrował go, a nawet wykonał na nim
Powerbomba na bambusowy stolik. Cios ten przejdzie do historii jako
Rzut z Moraw, jeżeli oczywiście Honza zdecyduje się kiedyś na karierę
zawodowego wrestlera. Po zniszczeniu Brennana przez obywatela Czech,
pojawia się oczywiście Shaman w stroju sędziego! Pin.....1...........2.........3! (Zwycięzcą jest: Dobry Czech Honza!)
Honza (szczęśliwy) – Udało się!!!! Pokonałem Vaclava!!!! Nie rozumiem, o co ta cała afera? Koleś jest wyraźnie słaby.
Tymczasem Helenka nie może się powstrzymać od śmiechu.
Helenka – Patrzcie go, pokonał Vaclava.
Niespodziewanie pojawia się też Franko.
Franko – Kto pokonał Vaclava? Nie widzę go nigdzie.
Helenka – Nie przejmuj się. To taki mały żart, na który sobie pozwoliłam.
Niespodziewanie pojawia się też Bidam.
Bidam (wskazując na Honzę) – Przypierdolić mu?
Helenka – Nie, nie, nie. Absolutnie nie trzeba.
Franko – Chodźmy. To kumpel SR-Crazy'ego. Nic mu nie rób, żeby jakiegoś konfliktu z tego nie było.
Bidam (zdziwiony) – Co to za kunktatorstwo? Przecież my się nikogo nie boimy. (Zakasał rękawy w zamaszysty sposób.) Dlaczego nie mogę mu przypierdolić, jeśli sytuacja tego wymaga?
Franko – Sytuacja
tego nie wymaga, a ja wiem do czego to wszystko zmierza. Czech się
obrazi, później obrazi Helenkę, a ja będę musiał stawać w obronie jej
czci i honoru, no to Crazy będzie musiał bronić swojego czeskiego
kolegę. Walka klas się zaostrzy i ziarna nienawiści zostaną zasiane. Po
co nam to wszystko? Jak już walczyć z Crazy'm, to normalnie,
na ringu, zabrać mu pas bez żadnych melodramatów.
Rzeźnik chyba przekonał Bidama i wspólnie z Helenką ewakuowali się.
Honza (nadal zdziwiony) – Co tu zaszło? (Dzwoni telefon, więc Dobry Czech odbiera.) Halo? SR-Crazy? Wiesz co? Pokonałem Vaclava!
Głos SR-Crazy'egp – To nie był Vaclav, kołku.
Honza (jeszcze bardziej zdziwiony) – Jak
to nie był Vaclav? Przecież powiedziano mi, że to Vaclav! Zaręczono mi
to nawet! Zagwarantowano! Skąd mentor może zresztą wiedzieć jak wygląda
prawdziwy Vaclav?
Głos SR-Crazy'egp – Przecież
walczyłem z nim milion razy. Wracaj do szatni, twoja wyprawa zakończyła
się połowicznym sukcesem. Wprawdzie walkę wygrałeś, czego serdecznie ci
gratuluję, ale pokonanym nie był Vaclav, a jakiś przypadkowy ciamajda.
Honza – Nic z tego nie rozumiem.
Głos SR-Crazy'egp – Taki już los Czechów. Śmiesznie gadacie i niczego nie kumacie. No nie obrażaj się, tylko wracaj. Vaclava to nawet w hali nie ma. Znowu się gdzieś szlaja.
(Honza mruczy coś do siebie i z podkulonym czeskim ogonem udaje się w wędrówkę powrotną do szatni EWF World Champa.)
Tony Hogański – Co za czeska komedia pomyłek.
Jan Kowalski – Nie jest ładnie śmiać się z naszych południowych sąsiadów.
Tony Hogański – Nie ma to jak Pepiki. Nikt ich nie bierze poważnie.
(Trafiamy na zaplecze, gdzie wraz z Vesną Obrenowić stoi Bane. Obok niego na postumencie ustawiono róg nosorożca.)
Vesna Obrenowić – Bane, co symbolizuje ten róg nosorożca.
Bane – A co? Chciałabyś sprawdzić?
Vesna Obrenowić – Niekoniecznie. Wiem natomiast, że przykładasz do niego wielką wagę.
Bane – Widziałaś
chyba na ostatniej gali, do czego jest zdolny ten róg. Tworzy nowych
EWF FTW Champów! Ale wiesz co? Podobnie jak jakimś podrzędnym Daemusin
czy Evolution title, ja nie jestem tym FTW title nic a nic
zainteresowany. Chcę być od razu EWF World Champem. To jest mój poziom
i takie są moje aspiracje. Wiesz do czego jeszcze przykładam wielką wagę?
Vesna Obrenowić – Do rogu nosorożca?
Bane – Nie. Do pokonania Nasa Jazzowskiego, który chyba już zupełnie dostał na głowę i tego starego, łysego pierdziela Szakala.
Vesna Obrenowić – Mocne słowa, biorąc pod uwagę, że to twoi rywale są uważani za bardziej doświadczonych i lepszych.
Bane – Lepszych?
Niby w czym? Szakal, mój wspaniały partner z drużyny, jest w stanie
toczyć walki już tylko na pół gwizdka. Myślisz, że dlaczego głównie
występuje teraz w tag-teamach? Jego dni sławy przeminęły wraz ze
szczecińskimi kabanosami...
Vesna Obrenowić – Chyba paprykarzem.
Bane – Mówimy
o Szczecinie, to miasto ledwo mieści się na mapie Polski, kogo to obchodzi? Nie wtrącaj mi się w zdania. Do tego
jest jeszcze Nas Jazzowski, któremu wyraźnie odjebało. Kiedyś może
zapowiadał się nieźle, ale popatrzcie teraz na niego. Komediant, dziwak
i mąż swojej żony-idiotki. To nie są dla mnie rywale. Zmiotę ich
dzisiaj, a później przejdę do głównego punktu programu, czyli EWF World
Championship. Nie potrzebuję żadnych stanów pośrednich, żadnych EWF FTW
titles czy innych wymysłów. Idę po Crazy'ego albo Vaclava by zakończyć
te cyrki, jakie dzieją się w tej federacji. Czas wreszcie na poważnego
EWF World Champa, na fightera, na wojownika, a nie na cyrkowców. To
wszystko, spierdalaj.
(Vesna posłusznie oddaliła się, a my wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Bane jest bardzo pewny swego.
Tony Hogański – Słyszałeś jak on nazwał mistrza? Słyszałeś?
Jan Kowalski – To tylko opinia, którą zresztą można znaleźć też w czasopismach branżowych i w internecie.
Tony Hogański – Felix Castro zawsze mawiał by nie zaglądać do internetu.
Jan Kowalski – Cóż, czasy się zmieniły. To nie jest 2001 rok.
(Znajdujemy się na parkingu,
na który właśnie podjechała luksusowa limuzyna. W pośpiechu wysiada z
niej senator Szakal. Na parkingu witają go Mumin, Mladenov, Doktor
VooDoo Biały i Pan Józef. Senator ubrany jest w garnitur, a przecież
już całkiem niedługo ma się rozpocząć jego walka.)
Szakal (ociera pot z czoła) – Zdążyłem kurwa?
Doktor VooDoo Biały – W samą porę senatorze. Co pana zatrzymało? Samolot z Hawany wylądował przecież już kilka godzin temu.
Szakal – Zgubili mój bagaż kurwa! Kubańskie Linie Lotnicze, nigdy im nie ufajcie!
Mladenov – Znalazł się?
Szakal – To
był wysokiej klasy bagaż specjalny kurwa. Nadałem go pocztą
dyplomatyczną i taka wtopa. Tak, znalazł się kurwa, ale ile mnie to
stresu kosztowało. (Znów ociera pot z czoła.) Patrzcie jaki spocony jestem. Znowu wypacam płyn mózgowo-rdzeniowy. Jak na ostatniej gali. (Wskazuje na swoją łysinę.) Widzicie?
Mladenov podaje Szakalowi jedwabny ręcznik, którym ten ociera pot z różnych części ciała.
Szakal – Ten
bagaż jest ważny, wręcz kluczowy do przebiegu dzisiejszej gali.
Przyjedzie za jakieś pół godziny, więc czekajcie tu na niego i
pilnujcie. Przyjdę później i sprawdzę czy wszystko gra.
Mumin – Tak jest panie senatorze!
Szakal – A ty Józef mordo moja, coś taki szczęśliwy?
Pan Józef – Dostałem awans panie senatorze! Felipe Castro mnie docenił wreszcie!
Szakal (drapie się po głowie) – To ci kurwa dopiero nowina. Jaki awans?
Pan Józef – Zostałem pełniącym obowiązki szefa działu IT.
Szakal – Tego
kurwa chyba jeszcze nie robiłeś w EWF. Świetnie się składa, bo trzeba
kulkę w mojej myszce służbowej wymienić. Zajmiesz się tym?
Pan Józef – Jasna sprawa, panie senatorze. Już zabieram się do pracy. Mam młody i dynamiczny zespół.
Szakal – Wspaniale
kurwa, bo mam też zadanie informatyczne numer dwa. (Senator wyciąga z kieszeni pendrive'a z podobizną własnej łysej czaszki i logiem senatu RP.) Nie otwiera mi się moje ostatnie wystąpienie w senacie. Sprawdź dlaczego tak jest i niech to kurwa ktoś naprawi.
Pan Józef – Nie ma problemu, panie senatorze.
Szakal – Wiedziałem, że mogę ci zaufać. Ja
mam w sumie dla ciebie też kolejną robotę. Spotkajmy się później, to
porozmawiamy. Teraz w drogę! Moja walka niedługo. Przebiorę
się w biegu.
(Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Mistrz pełen energii i krzepy. Poradzi sobie dzisiaj.
Jan Kowalski – Dynamizmu nie można mu dzisiaj odmówić.
(Znajdujemy się na zapleczu.
Jest tutaj Franz, legendarny fan spawania, żużlu, swojego tragicznie
zmarłego brata, zwolennik socjalizmu, wróg korwinizmu, człowiek, który
był Belgii, a także gość, który nienawidzi Marokańczyków.)
Franz – Cóż
to będzie za upokorzenie dla tego tryglodyty SeBy, jeżeli to ja odnajdę
Matiego i przejmę Armię Prus Wschodnich!! Militaryzm zostanie
pogrzebany i przekształcę tę ich zatęchłą korwinowską organizację we
Frakcję Czerwonej Armii Prus Wschodnich. To będzie cios, po którym SeBa
się nie podniesie.
Nagle zza rogu słychać kobiecy głos:
Kobiecy głos – Ratunku!! Pomocy!!
Słychać też męski głos:
Męski głos (rubaszny śmiech) – He-he-he, nie bój się. Fajna jesteś. W Marrakeszu takich nie mają...
Franz – W Marrakeszu?! Marokany!!!!
Wszyscy wiemy, że Franz, który
niegdyś mieszkał w Belgii, gdzie spotkał wielu przedstawicieli
marokańskiej mniejszości, szczerze nienawidzi mieszkańców Maroka. Samo
słowo Marrakesz zadziałało na niego jak płachta na lubuskiego byka i
Żużlowiec od razu rusza do boju.
Wypada na korytarz i tam faktycznie jakiś opalony gość ubrany w arabską
tunikę gandurę, a na głowię ma kefiję zbliża się do jakiejś biednej
niewiasty z wyciągniętymi łapami.
Kobieta – Nie zbliżaj się!!!
Franz – Zostaw ją ty marokanie!!!
Mr. Speedway rzuca się na
gościa i zaczyna go okładać pięścią i kopniakami. Walka i szamotanina
nie trwa długo, bo Marokańczyk szybko zaczyna uciekać. Franz natomiast
nie goni go, bo postanawia pomóc damie w opresji.
Kobieta – Dziękuję!
Franz – Nic ci nie jest?
Kobieta – Jestem trochę roztrzęsiona.
Franz – Moja szatnia jest niedaleko. Mam tam wodę, uspokoisz się. Tam nic nie będzie grozić. Moja szatnia jest marokanoodporna.
(Rycerski Franz odprowadza roztrzęsioną kobietę do swojej szatni. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Franz zrobił dobry uczynek. Nie wiem dlaczego SeBa chce go tak pognębić.
Tony Hogański – Walka kuców z socjalizmem musi trwać wiecznie. To jak ten mityczny wąż, który pożera własny ogon.
(Znów jesteśmy na zapleczu,
gdzie tym razem spotykamy Franko. Towarzyszą mu EWF FTW title, nieodłączna Helenka, a
także mniej lub bardziej rozłączny lub nierozłączny Bidam. Po
przygodzie z Czechami i fałszywymi Vaclavami cała trójka jest w bardzo
dobrych humorach i z nadzieją patrzy w przyszłość.)
Bidam – Ale będziemy mieć fajną walkę. Przypierdolę ci barkiem w żebra i odzyskam pas.
Franko – To niekonwencjonalny sposób prowadzenia walk.
Bidam – To właśnie zapewnia mi sukces. Ta niekonwencjonalność i nieprzewidywalność.
Helenka – A
widzieliście Nasa Jazzowskiego? Ale go załatwiłeś na ostatniej gali.
Koleś ledwo żyje, poddają go specjalnemu leczeniu, a do tego majaczy.
Franko – Nic
mu to już nie pomoże. Zgruchotałem jego karierę na zawsze. Od teraz
będzie tylko wrakiem wrestlera, a jedyne co mu zostanie to bycie
kiepskiej jakości komediantem.
Bidam – Amen.
Helenka – A ty co mu tak pomagasz Bidam?
Bidam – Nie jemu, tylko jego żonie. To biedna zagubiona dusza, trzeba ją uratować.
Helenka (nagle) – Franko, patrz! To ten gość! Twój rywal z dark matchu! Bo ten drugi, to nawet ringu nie posmakował.
Faktycznie na korytarzu
pojawił się Duch Burów, którego Franko pokonał w dark matchu. Dodajmy,
że w tej walce brał udział jeszcze Bidam po stronie Rzeźnika i jakiś
zawodnik z Lesotho po stronie Ducha Burów. Gość nadal nosi
fikuśny kapelusz z czasów wojen brytyjsko-burskich i długą brodę.
Helenka – Cześć kolego!
Duch Burów jak zobaczył
Franko, to tak się wystraszył, że zaczął uciekać. Bidam niespodziewanie
wystartował z takim dynamizmem jak Usain Bolt na setkę. Dogonił
reprezentanta Burów i podciął go, co sprawiło, że gość fiknął kozła -
albo fiknął antylopę, bo w końcu jesteśmy w Afryce - i efektownie się
przewrócił.
Franko – Dlaczego to zrobiłeś? Ja nic do niego nie mam.
Bidam – Zaczął uciekać, więc na pewno ma coś na sumieniu.
Były EWF FTW Champion zaczyna ciągnąć Bura za brodę, a ten wrzeszczy wniebogłosy.
Helenka – Co robisz?
Bidam – To na pewno fałszywa broda!
Helenka – Ale jego to boli!
Bidam (zdziwiony) – Tak? Mów dalej, co z tego wynika? Tu jest EWF, tu ma boleć.
Nowosybirski tak ciągnął za
brodę, że ją wyrwał. Faktycznie okazało się, że jest sztuczna. Zdjął mu
także czapkę i wtedy prawda wyszła na jaw. Duch Burów był tak naprawdę
byłym zawodnikiem EWF, Esespe.
Bidam – Widzisz? A nie mówiłem? Fałszywa broda! Sztuczna! (Przygląda się mężczyźnie świdrującym i niesympatycznym wzrokiem.) Ja tego gościa znam! Kilka razy wyrzucałem go z EWF, to jest ten no... Esesmes.... nie! Już wiem! Esespe!
Franko – No
i jakoś prestiż naszej wygranej z nim znacząco spadł. Wolałbym chyba nie
wiedzieć, że to on. Duch Burów brzmiało przynajmniej jeszcze tajemniczo.
Helenka – Mogło być gorzej. Mógł to być na przykład Duch Gburów...
Bidam – On na pewno współpracuje z Jazzowskim! (Do przerażonego Esespe.) Gadaj! Współpracujesz z Jazzowskim?
Esespe (drżącym głosem) – Znam go tylko z telewizji....
Bidam – Kłamiesz!
Bidamczyk znów powala Esespe
na posadzkę, a następnie chwyta go za głowę i zaczyna trzaskać nią o
posadzkę. Wygląda to dość brutalnie...
Esespe – Dosyć! Dosyć! Przyznaję się.... Współpracuję z Jazzowskim...
Bidam – Widzisz? A nie mówiłem? (Bidam wstaje, a następnie sprzedaje Duchowi Burów kilka potężnych kopniaków.) A teraz spierdalaj! Powiedz swojemu szefowi Jazzowskiemu, że nie takie numery z Franko i jego drużyną!
Pobity Esespe nie każe sobie dwa razy powtarzać tylko posłusznie wstaje i ucieka.
Bidam – Widzisz Franko? To samo zrobię dzisiaj z tobą! (Uśmiecha się.) Pa-pa! Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia.
Po tych słowach odchodzi w swoją stronę.
Franko – Nigdy go nie zrozumiem. Czasem myślę, że już go rozgryzłem, ale jednak nie...
(Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Ja też nie rozumiem Bidama...
Tony Hogański – Ani ja. Dziwny typ.
(Przenosimy się na zaplecze,
gdzie jest John Christman, a wraz z nim Cassandra Tisserant. Widać czas
na krótki albo dłuższy wywiad. John kilkanaście minut temu stoczył
ciekawy pojedynek, widać po nim zmęczenie, ale w sumie to wydaje się
być w całkiem dobrej formie.)
Cassandra Tisserant – John, gratuluję zwycięstwa.
John Christman (wpatrując się w Cassandrę) – Ulala, ale dekolt.
Cassandra Tisserant – Nie to jest tematem dzisiejszego wywiadu.
John Christman – Zwycięstwo
jak zwycięstwo. Wiem, co robię i wiem dlaczego jestem w EWF. To kolejny
krok na drodze ku wielkiej karierze. Mam plan i zamierzam go
bezlitośnie realizować.
Nagle zza rogu słychać głos i widać biegnącego w stronę Johna PepsiBosmana! Cassandra szybko ucieka.
PepsiBosman – Niedoczekanie twoje!!!
Miłośnik pepsi naciera na
Christmana, próbuje nawet Clothesline'a, ale sam zostaje powalony przez
dużo zwinniejszego Christmana. Ten od razu chwyta Bosmana i brutalnie
rzuca go o ścianę. Zauważa leżący niedaleko kij do krykieta. Krykiet
bowiem należy do jednych z najbardziej popularnych sportów w Republice
Południowej Afryki. Tymże krykietowym kijem zaczyna obijać on Bosmana.
Rob to w dość brutalny sposób.
John Christman – Tak kończą wszyscy ci, którzy mi się przeciwstawiają! John Christman rozpoczyna podbój Extreme Wrestling Federation!
(Po tych słowach przenosimy się znów na ring.)
Tony Hogański – Niezły koleś. On jest z Australii?
Jan Kowalski – Tak.
Tony Hogański – To tak jak Krokodyl Dundee. Ciekawe czy się znają.
Jan Kowalski – Dywagacje nad kulturą australijską odłóżmy na bok, bo już za moment rozpocznie się Boer Hardcore Brawl.
(A jednak nie, walki wcale nie
będzie, bo oto przenosimy się do pomieszczenia, w którym nigdy
wcześniej nie byliśmy. Jest to dział IT, który trzyma piecze nad tym by
wszystkie systemy informatyczne Extreme Wrestling Federation działały
jak należy. W pomieszczeniu siedzi kilku informatyków, którzy
intensywnie klikają i napierdalają w klawiatury, a po ekranach ich
monitorów śmigają cyferki i literki jak w typowych amerykańskich
filmach o hackerach. Do tego właśnie pomieszczenia wkroczył Pan Józef,
od niedawna pełniący obowiązki szefa działu IT.)
Pan Józef – Witajcie chłopcy. Jak się dzisiaj macie?
Słychać pomruki względnego zadowolenia.
Pan Józef – Jak wiecie jestem pełniącym obowiązki szefa waszego działu. No, ale możemy przejść na "ty".
Informatyk #1 – Będziemy mówić sobie po IP?
Pan Józef (zmarszczył brwi) – Nie obrażaj mnie, chłopcze. (Uśmiecha się swojsko na typowy wujek na imieninach.) Jak tam Windows 98? Ile razy się dzisiaj zawiesił?
Informatyk #2 – Eeeeee....
Pan Józef – To
taki żart na rozluźnienie atmosfery. Pamiętam jak Felix Castro
wprowadził powiew świeżości do polskiego wrestlingu, gdy jesienią 2001
przechodziliśmy z Windowsa 98 SE na Windowsa XP. Tak właśnie
pokonaliśmy PCW! Rewolucją technologiczną! Chcę przez to powiedzieć, że wasza praca jest ważna i
doceniana.
Informatycy (chórem) – Dziękujemy.
Pan Józef – Przede
wszystkim mam dla was dwa zadania. Trzeba pomóc mistrzowi Szakalowi. Po
pierwsze należy wymienić kulkę w jego myszce biurowej. Po drugie,
sprawdźcie dlaczego filmik z tego pendrive'a nie działa. (Rozgląda się.) Ty wyglądasz mi na inteligentnego informatyka. (Józef podaje pierwszemu z brzegu informatykowi pendrive'a Szakala.)
Informatyk #3 – Dziękuję za pamięć. (Pracownik działu IT szybko ruszył do boju i zaczął analizować co poszło nie tak.)
O, wszystko się zawiesiło. Dziwne. (Chwila ciszy.) No i już działa.
Popatrzmy, faktycznie jest jakiś plik video. Hmm.... a jakie kodeki ma
zainstalowane senator?
Pan Józef – Kodak chłopcze zbankrutował dwa lata temu, o czym ty mówisz?
Informatyk #3 – To
może pójdziemy do biura senatora i sprawdzimy na jego służbowym
komputerze? Według rozpiski widzę, że ma i tak monitor do wymiany na
nowszy.
Pan Józef – Dobrze chłopcze, chodźmy zatem.
(Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Józef się na tym wszystkim zna?
Tony Hogański – Józef zna się na wszystkim.
Jan Kowalski – Dostaję informację, że tym razem już na pewno za momencik rozpocznie się Boer Hardcore Brawl.
Tony Hogański – Chętnie się dowiem na czym ta burska walka ma polegać. Felipe zdradził ci już ten sekret?
Jan Kowalski – Burowie słynęli z walk w taborach z wozów zwanych laagerami.
Właśnie repliki takich trzech wozów rozstawione będą wokół ringu, w
środku znajdą się różne przedmioty do hardcorowego wykorzystania. Walkę
zakończyć można jedynie na ringu, ale tam tych przedmiotów używać nie
wolno. Na ringu walka ma być czysta i uczciwa.
Tony Hogański – Lubię takie akcje. Mistrz Szakal też dobrze sobie radzi w takich konfiguracjach.
Zaczyna
grać „Perfect Insanity” w wykonaniu Disturbed, a publiczność
momentalnie reaguje negatywnymi emocjami. Co by tu nie mówić, Bane
raczej nie wzbudza sympatii, a że zdążył chyba obrazić wszystkie tysiąc
plemion, które składają się na mieszkańców Południowej Afryki, to i
tutaj nie jest popularny. Wychodzi powoli na ring, a pod nosem obraża
też kulturę burską, gdyż wyraźnie naśmiewa się z ich wozów. W końcu
dociera na ring, gdzie czeka na swoich przeciwników.
Rozbrzmiewa The Offspring i
„Self Esteem” i wszyscy senatorowie tego świata radują się. Senator
Szakal miał już epizod senatorski na poprzedniej gali, gdy walczył z
senatorem z Lesotho, ale dziś przyjdzie stanąć mu do prawdziwej walki.
Szakal jest popularny w RPA, więc publiczność reaguje żywiołowo na jego
pojawienie się. Z dumą i dostojeństwem wkracza na ring.
Na samym końcu pojawi się Nas
Jazzowski, a jak wiemy przybywa on od pewnego czasu przy zmiennym
themie. Jako też, że obecnie znany jest w niektórych miejscach jako
wielki budowniczy zamków i pałaców, to dziś jego wyjściu na ring
towarzyszy pieśń sprzed kilku dekad w wykonaniu Trubadurów – „Znów
stanie zamek". Heel heat się wzbiera, gdyż Jazzowski w ostatnim czasie
słynie jako sponsor terroryzmu. Wychodzi na ring oczywiście w
towarzystwie swej uroczej małżonki Weroniki Passent.
Jan Kowalski – Oryginalna muzyka wejściowa trzeba przyznać.
Tony Hogański – Wpasowuje się w jego styl i program odbudowy Pałacu Saskiego.
Wszyscy zawodnicy są już na ringu i z pewnością nie mogą doczekać
się rozpoczęcia pojedynku. Inspiracją dla tego brutalnego formatu są
historyczne laagery - obronne
kręgi utworzone z wozów przez Burów podczas wojen burskich. Jak już
parokrotnie dziś wspominano, organizatorzy odtworzyli trzy repliki
takich wozów i ustawili je wokół
ringu, tworząc surową, groźną atmosferę. Wnętrza tych wozów kryją
liczne narzędzia chaosu: metalowe krzesła, łańcuchy, drewniane belki,
połamane beczki, metalowe haki, fragmenty płotów, stłuczone szkło w
workach jutowych i wiele innych niecodziennych przedmiotów, a także
pewnie jakieś lokalne zuluskie tarcze jakie znamy ze starych filmów
przygodowych. Zasady są
jasne - brutalna walka toczy się wszędzie wokół ringu z użyciem
dowolnych przedmiotów, ale zwycięstwo można odnieść tylko na ringu, i
to w sposób czysty, bez użycia żadnej broni. Zapewne Felipe Castro jest
autorem tej stypulacji i jest pewnie z niej niesamowicie dumny. Cała
trójka zawodników czeka spokojnie aż sędzia Lech Grudziński da sygnał
do rozpoczęcia walki. No i w końcu się doczekali! Już sam dźwięk gongu
nie oznacza tu
początku walki to jakby sygnał do polowania na safari. Szakal pierwszy
rzuca
się na Nas Jazzowskiego, chwyta go za głowę i wrzuca poza ring. Tam
zdziera z jednego z laagerów drewnianą
tablicę i uderza nią w twarz przeciwnika.
Tony Hogański – Mistrz Szakal zaczął dynamicznie.
Jan Kowalski – W jego wieku nie powinien się przemęczać, bo szybko sflaczeje.
Tony Hogański – Uważaj
co mówisz Janku. Mistrz ma w sobie niespożyte siły. Nie jest już może
najmłodszy, ale witalność ma jak za czasów swoich przygód w PECW, gdy
był młody, dziarski, krewki i według legendy miał nawet czuprynę.
Jan Kowalski – To tylko legendy. Nikt nie pamięta o PECW.
Szakal i Jazzowski walczą za ringiem, a co robi trzeci uczestnik tej
walki? Otóż, Bane żeby się nie nudzić, też wychodzi poza ring po czym
wchodzi do akcji
spokojnie, krok po kroku, jak maszyna zagłady. Wchodzi do jednego z
wozów i wyciąga ogromny metalowy kubeł, który z impetem rozbija na
plecach Szakala. Ten zatacza się, ale natychmiast kontruje, chwytając
kawałek łańcucha i owija go wokół gardła Bane’a, próbując udusić
kolosa. Jazzowski wykorzystuje moment, by wdrapać się na dach jednego z
laagerów, skąd wykonuje widowiskowy skok na obydwu rywali. Kibice
szaleją, a huk upadków miesza się z odgłosami uderzeń stali o ciało.
Wokół ringu tworzy się istna strefa wojny. Bane, mimo duszenia,
odzyskuje kontrolę i wyrzuca Szakala wprost na beczki stojące przy
drugim wozie. Jazzowski szuka przewagi, wyciąga kij bejsbolowy owinięty
drutem kolczastym, ale zanim go użyje, Bane wyprowadza potężne
kopnięcie, powalając samozwańczego mesjasza polskiego wrestlingu na
ziemię. Kiedy Bane podnosi kij - nie
używa go jednak. Dlaczego? Kto to wie. Syn Anarchii spogląda na ring,
jakby przypominając sobie o zasadach.
No i być może w tym momencie popełnił błąd, bo momentalnie dopada do
senator, który od niedawna jest też pogromcą zagranicznych senatorów,
gdy rozprawił się z gościem z Lesotho, i zgrabnym Neckbreakerem
sprowadza go od razu do parteru.
Tony Hogański – Mistrz Szakal atakuje punktowo.
Jan Kowalski – Aha, a co to znaczy?
Tony Hogański – Odpowiednio rozkłada energię by atakować dokładnie tam, gdzie trzeba.
Jan Kowalski – Dużo słów, a treści brak.
Akcja
była na tyle skuteczna, że senator postanowił użyć przedmiotów
dodatkowych, nie chcąc tylko polegać na sile swoich mięśni. Oddalił się
na chwilę, ale to naprawdę była tylko chwila, bo szybko wraca do walki
z fragmentem typowego afrykańskiego płotu w rękach, którym
atakuje Bane’a od tyłu. Tymczasem Jazzowski zbiera siły i podnosi
stalowe wiadro,
które zakłada Szakalowi na głowę, po czym uderza w nie deską. Weronika
Passent jest wyraźnie zadowolona, że wybrankowi jej serca tak dobrze
poszło. Trzej zawodnicy
niemal równocześnie padają zmęczeni na ziemię między laagerami. Po
kilku minutach pełzania, duszenia i brutalnych wymian ciosów, Bane
pierwszy wraca do pionu. Wciąga Jazzowskiego na ring i wykonuje
klasycznego Spinebustera! Ładnie poszło, a więc zwietrzył swoją szansę,
bo może coś z tego będzie. Szybki Pin... 1... 2... kick out!
Jazzowski odbija się od lin, wykonuje szybki roll-up. Pin... 1... 2...
przerwany tym razem przez Szakala, który powraca na ring w ostatnim
możliwym
momencie. Zaczyna się zupełnie nowy etap walki – bez broni, bez
laagerów, tylko umiejętności, technika i wola przetrwania. Szakal
atakuje jak senatorski huragan – lariaty, kopnięcia, próbując złamać
Bane’a, który
odpowiada serią podbródkowych i próbą efektownego Powerbombu. Jazzowski
natomiast łapie
Szakala w efektowny, ale czy efektywny Sunset Flip. Następnie pin...
1... 2... kick out! Wszyscy trzej zadowdnicy chwilowo sobie leżą. Trwa
to jednak tylko chwilę, bo Bane łapie Jazzowskiego, unosi go wysoko i
wykonuje
miażdżący Jacknife Powerbomb. Jak widać Bane stał się niejako
specjalistą od różnego typu Powerbombów, bo to już drugi wykonany w
krótkim odstępie czasu. Zanim Nas zdąży się podnieść, Bane
przechodzi natychmiast do Headlocka. Niby to prosty cios, ale jakże
efektywny, bo samozwańczy mesjasz polskiego wrestlingu aż krzyczy z
bólu,
szarpie się, słabnie.
Jan Kowalski – Muszę przyznać, że Bane tak jak zapowiadał, podszedł do tego pojedynku z pełną koncentracją i idzie niejako po swoje.
Tony Hogański – A co? Ma iść po cudze?
Jan Kowalski – W sensie, że podchodzi bez kompleksów w obliczu bardziej utytułowanych rywali.
Tony Hogański – Tak właśnie trzeba.
Cierpienia Nasa Jazzowskiego nie potrwają długo, bo Szakal nie
traci czasu. Szybko atakuje Bane’a z rozpędu, zrzucając go z ringu
na twardą posadzkę. Tym sposobem uratował Jazzowskiego. Senator
wychodzi szybko poza ring, a tam natychmiast sięga po stalową rurę i
uderza
przeciwnika w plecy. Bane jednak nie daje się zdominować, szybko
kontruje i
wykonuje improwizowany Belly-to-Belly Suplex na ziemię obok laagera.
Obydwaj są pokryci kurzem i potem, lecz nikt nie chce odpuścić.
Jazzowski powraca do walki - wdrapuje się na jeden z wozów i próbuje
skoczyć z niego z Elbow Dropem, ale Szakal odsuwa się w ostatniej
chwili i Jazzowski z hukiem ląduje na posadzce. Szakal natychmiast
zakłada mu dźwignię na rękę, próbując unieruchomić go na dobre. Bane
tymczasem rusza na swego rodzaju pomoc, oczywiście pomoc w jego własnym
rozumieniu, bo rozdziela przeciwników, po czym od razu podnosi Szakala
i
wbija go w ścianę jednego z wozów. Deski pękają, a publika ryczy z
ekscytacji. Jazzowski ledwo się rusza, ale próbuje dojść do siebie na
linach ringu. Szakal zaskakuje wszystkich, bo oto chwyta łańcuch, owijając go
wokół swojego ramienia, po czym z impetem uderza Bane’a w szczękę!!! (EWF! EWF! EWF!)
Bane
zatacza się, ale nie upada. Z wściekłością odpowiada potężnym
Clotheslinem, który przewraca Szakala na ziemię. Jazzowski znów próbuje
szczęścia – roll-up na Banie! Pin... 1... 2... kick out! Tym razem
Bane wpada w prawdziwy szał. Zrzuca Jazzowskiego poza ring, a potem
wynosi Szakala na ramionach i z trudem wnosi go na ring.
Tony Hogański – Gdzie on niesie mistrza Szakala?
Jan Kowalski – Niesie go jak damę w opresji.
Tony Hogański – Sam jesteś dama w opresji.
Jan Kowalski – No chyba jasne, że niesie go na ring by zakończyć walkę, prawda?
Synowi Anarchii nie poszło chyba tak łatwo, jak tego oczekiwał.
Senator nie okazał się bezwolną damą w opresji, lecz momentalnie
odzyskał siły i ruszył d boju. Być może był to tylko taktyczny wybieg i
w ten sposób Szakal chciał po prostu zmęczyć swojego rywala, zmuszając
go do wniesienia siebie na ring. Jeżeli taka taktyka ma sens
oczywiście. Na ringu walka staje się spokojniejsza, ale bardziej
napięta. Bane nie poddaje się tak łatwo, rusza na rywala, ale Szakal
próbuje counteru, ale Bane blokuje cios, odbija się od lin i wykonuje
potężny Running Powerslam. Publika szaleje. Bane zwierzył swoją szansę.
Pin... 1... 2... kick out! Szakal z ostatkiem sił wykonuje Low Blow
sędziemu ukryty przed wzrokiem arbitra, a potem DDT na Bane’a. Próbuje
dynamicznego przypięcia. Pin... 1... 2... Bane wybija! Obaj
leżą na macie
wyczerpani. Cóż tymczasem porabia trzeci uczestnik tej walki? Chyba
postanowił przypomnieć o sobie. Jazzowski bowiem próbuje jeszcze raz
wejść do akcji,
ale w momencie, gdy tylko wpadł na ring, to Bane chwyta go w powietrzu
i zrzuca z ringu jak worek ziemniaków.
Potem, niemal jakby odzyskiwał siły z powietrza, Bane łapie Szakala i
wykonuje Jacknife Powerbomb. To już któraś taka akcja dzisiaj, jak
widać Bane szafuje tymi powerbombami bez przerwy. Nie lada to wyczyn,
bo przecież zarówno Szakal jak i Nas nie są najmniejszymi rywalami i
pewnie takie akcje sporo kosztują. Zanim publika zdąży krzyknąć, Bane
przechodzi do Figure 4 Leglock. Szakal szarpie się, próbuje pełzać,
ale nie ma już w pewnym momencie sił.
Jan Kowalski – Czy to koniec Szakala?
Tony Hogański – Wypluj te słowa!
Szakal jednak wcale nie ma zamiaru się poddać. Tymczasem Jazzowski
wciąż nie może dojść do siebie poza ringiem, leżąc
przy jednym z laagerów. Szakal tymczasem, nie daje za
wygraną i pełznie w kierunku stalowej rury, jakby gotów był
wznowić
starcie. Na trybunach wrze. Niektórzy fani skandują imię Bane’a, bo jak
się okazuje Syn Anarchii, ku swojemu zaskoczeniu, ma tutaj kilku fanów.
Zdecydowana jednak ich większość śpiewa
też „Szakal! Szakal! Szakal!”, wskazując na rosnącą popularność
senatora. W końcu dociera do lin i sędziowie zmuszają Bane'a by uwolnił
byłego mistrza świata z potencjalnie zabójczego chwytu. Nie jest
zadowolony, ale to nie trwa długo, bo na ring powraca samozwańczy
mesjasz polskiego wrestlingu! Jazzowski, zachęcany przez stojącą poza
ringiem Weronikę Passent, powala Syna Anarchii potężnym Clotheslinem.
Senatora także nie oszczędził, bo gdy ten się podnosił, to szybko
wrócił do parteru, gdyż Jazzowski zaskoczył go szybkim kolanem w
brzuch,
a potem whipuje go w kierunku jednego z laagerów. Bane tymczasem ocknął
się, rusza także poza ring całkiem spokojnie,
omijając wrzaski i dźwięki krzeseł rozbijających się o drewno. Sięga po
metalowy hak i precyzyjnie rzuca nim w Jazzowskiego. Nie trafia, ale
to wystarczy, by rozproszyć przeciwnika. Szakal chwyta stalową kratę i
z furią uderza nią o ziemię, jakby ostrzegając wszystkich, że dziś nie
będzie litości. Bane zderza go z bokiem wozu i z potężnym hukiem rzuca
o stalowy bęben. Jazzowski wraca do walki, wślizgując się pod ringiem,
gdzie znajduje plastikowy stół, który rozstawia przy linach.
Publiczność krzyczy z ekscytacji, widząc nadciągającą destrukcję.
Jan Kowalski – Ale emocje! Myślałem, że Bane jest bliski zwycięstwa, ale Szakal i Jazzowski wrócili do gry.
Tony Hogański – Bawi mnie twoja ignorancja.
Jazzowski zaskakuje Szakala springboard dropkickiem, po czym wrzuca
go
na stół. Wspina się na dach najbliższego laagera i wykonuje Body Splash
prosto na Szakala!! Stół oczywiście pęka, a widownia szaleje! (EWF!
EWF! EWF!) Bane jednak nie
czeka, bo to nie leży w jego zwyczaju. Zrywa z pobliskiego wozu
drewniany kołek i łamie go o plecy
Jazzowskiego. Szakal pełznie do beczki z łańcuchami, owijając jeden z
nich wokół ręki. Próbuje uderzyć Bane’a, ale ten kontruje i wykonuje
Russian Leg Sweep wprost na betonową posadzkę. Jazzowski znowu wdrapuje
się na wóz. Tym razem jednak Szakal wytrąca mu równowagę i Jazzowski
spada na kupkę starych lin, unikając poważnych obrażeń. Bane podnosi
Szakala i rzuca nim przez stary drewniany płot! Deski rozlatują się, a
Szakal znika w pyle. Przez chwilę Bane zostaje sam na nogach,
rozciągając ramiona jakby chłonął hałas tłumu, anarchię i chaos jaki
powstał. Szakal wraca do gry szybciej niż ktokolwiek się spodziewał,
wdrapując
się z tyłu na plecy Bane’a i zakładając Sleeper Hold. Bane z trudem go
zrzuca, ale otrzymuje potężny Uppercut. Jazzowski tymczasem wyciąga
ogrodowy widelec, zwany też spulchniaczem gleby, i uderza nim w kolano
Szakala. Warto doprecyzować, że nie wbił go w nogę senatora, a jedynie
nim uderzył. Następuje chwila
zawieszenia, podczas której wszyscy trzej ledwo oddychają. Potem nagle
Jazzowski rzuca się na Bane’a i próbuje German Suplexu. Bane kontruje
potężnym Elbow Strike. Jazzowski chwieje się, a Szakal wchodzi między
nich z łańcuchem, który owija wokół szyi Jazzowskiego. Bane łapie
obydwu i wykonuje Double Suplex na ziemię!!! (EWF! EWF! EWF! EWF!)
Jan Kowalski – Przyznasz chyba, że Bane prezentuje się dzisiaj bardzo dobrze?
Tony Hogański – Nie ważne jak się prezentuje, ważne jest, kto wygra walkę. Styl nie jest ważny, a liczą się zwycięstwa.
Jan Kowalski – Skoro tak twierdzisz...
Wszyscy leżą przez
kilkadziesiąt sekund Nie trwa to znowu tak długo, a gdy wstają,
Szakal pierwszym ruchem atakuje Bane’a deską z gwoździami. Bane krwawi,
ale nie przestaje się poruszać. Na środku pola walki, Jazzowski znów
pokazuje swoje mesjanistyczne zapędy, a może bierze przykład z
małżonki-aktorki, bo
wyciąga z kieszeni rękawiczkę i teatralnie ją zakłada. Rzuca wyzwanie
Bane’owi, który tylko się uśmiecha. Cóż ma symbolizować ta rękawiczka?
Kto to może wiedzieć. Ruszają na siebie jak dwóch
bokserów - pięść za pięść, cios za cios. Szakal nie zamierza czekać, od
razu
chwyta beczkę i toczy ją w stronę walczących, przewracając obydwu.
Pin... 1... 2... kick out! Jazzowski zdołał wyrwać się w
ostatnim momencie. Bane podnosi się pierwszy, chwyta rurę i uderza
Szakala w plecy, po czym unosi go i wrzuca na ring. Sam wchodzi za nim,
a sędzia przygotowuje się do sędziowania czystej części walki. Na ringu Szakal błyskawicznie wykonuje Dropkick w kolana Bane’a,
przewracając go. Próbuje szybkie przypięcie. Pin... 1... 2... kick
out! Syn Anarchii momentalnie kontruje Irish Whipem, po czym od razu uderza Shoulder Tacklem. Jazzowski
próbuje wślizgu pod linami, ale sędzia go powstrzymuje. Szakal wykonuje
quick roll-up. Pin... 1... 2... Bane wybija. Napięcie rośnie. Bane
wykonuje Massive Clothesline, który prawie wyrywa głowę Szakala.
Następnie szybki Sidewalk Slam. Kolejna próba zakończenia walki. Pin... 1... 2... kick
out! Szakal
nie odpuszcza. Wstaje, dopada do niego niespodziewanie Jazzowski, ale
rozdziela ich Bane, który potężnym Clotheslinem trafia w mesjasza
polskiego wrestlingu, a ten wypada poza jego obręb! Pechowo spada na
jeden z burskich wozów i rozbija się na nim, kompletnie demolując jego
konstrukcję!!! (EWF! EWF! EWF! EWF!)
Jan Kowalski – Nie nadążam.
Tony Hogański – Ja natomiast tak, bo mam szybkie oczy.
Na ringu zostają tylko dwaj
wojownicy. Szakal zdobywa się na kolejną ofensywę w iście senatorskim stylu, bo atakuje Springboard Bulldogiem! Od razu pin... 1... 2... kick out!
Bane odbija się od lin i
wykonuje Knee Strike. Szakal kontruje Arm Dragiem. Wymiana chwytów i
dźwigni. W końcu Bane
przejmuje kontrolę, szybki Scoop Slam w jego wykonaniu, a następnie
Running Senton. Ring aż
trzeszczy. Szakal znów ucieka do lin, ale Bane chwyta go i wykonuje
Fallaway Slam. Kolejna próba zakończenia tego jakże pasjonującego
pojedynku, który cieszy oczy kibiców zgromadzonych w hali, jak i tych
przed telewizorami. Pin... 1... 2... kick out!
Szakal się nie poddaje, od razu próbuje
kopnięcia, ale Bane łapie go w locie i wykonuje Sitout Powerbomb. To
jest to! Kolejny Powerbomb w wykonaniu byłego EWF Daemusin Champa! Ring
trzęsie się od tego uderzenia. Pin... 1... 2... i znowu kick
out! Nikt nie może uwierzyć. Bane oddycha ciężko, patrzy na przeciwnika
z uznaniem, ale nie ma zamiaru go oszczędzać. Szakal próbuje ostatni
desperacki ruch, a tym razem będzie to dynamiczny Missile dDopkick z narożnika. Bane się uchyla i
kontruje Spinebusterem. Pin... 1... 2... kick out! Senator walczy!!! Nie poddaje się!!
Tony Hogański – Brawo mistrzu! Jesteś najlepszy!
Bane przygotowuje się do końcowego ataku. Ma oczywiście nadzieję,
że będzie to końcowy atak, bo co przyniesie przyszłość to do końca nie
wiadomo. Unosi Szakala i wykonuje
potężny Swinging Reverse STO. Ring drży, publiczność krzyczy, a Bane
przechodzi natychmiast do pinu.....1.........2..........przerywa Nas Jazzowski! Mesjasz
polskiego wrestlingu powrócił by zniszczyć marzenia Bane'a! Do tego w
dość bezpardonowy sposób! Bane jest wściekły, rzuca się na Nasa i
następuje brawl między zawodnikami. Budzi się też Szakal, który dołącza
do swoich rywali. Cała trójka ledwo stoi na nogach. Nas Jazzowski,
Szakal i Bane są obici, zakrwawieni, oddychają ciężko, ale wciąż
odmawiają upadku. Każdy ruch kosztuje ich ogromny wysiłek, a mimo to
przewaga co chwilę przechodzi z rąk do rąk. Szakal rzuca się z
desperackimi uderzeniami, Jazzowski odpowiada sprytem i szybkością,
Bane zaś siłą i brutalną determinacją. Jazzowski chwieje się przy
linach, Szakal próbuje go dobić, ale nagle sytuacja się odwraca, bo oto
Jazzowski unika ataku, odbija się od lin i trafia rywala potężnym,
widowiskowym Flying Knee prosto w szczękę. Senator pada, ale w miarę
szybko udaje mu się podnieść. W międzyczasie Jazzowski odbił się o lin,
a gdy ponownie spotkał senatora, to wykonał na nim Black Hole Slam!! W
tym oto pięknym momencie poza ringiem Weronika Passent, bo nie
zapominajmy, że ona wciąż tutaj jest, zaczyna krzyczeć „RWiWCZiAŚ! RWiWCZiAŚ! RWiWCZiAŚ! RWiWCZiAŚ!",
co oznacza, że tym samym Nas Jazzowski wykonał właśnie swojego
tajemniczego finishera, który zmienia się co walkę. Szakal pada jak
rażony piorunem, bezwładnie osuwając się na matę, kompletnie wyłączony
z dalszej walki. Jazzowski ledwo zdąża się wyprostować, podnosi głowę i
robi krok w stronę środka ringu, jakby dopiero teraz dotarło do niego,
że jest o krok od zwycięstwa. W tym samym momencie Bane, który
wcześniej udawał kompletną słabość, podstępnie atakuje go od tyłu,
chwytając za biodra i unosząc w powietrze. Trwa krótka szamotanina
między zawodnikami, ale ostatecznie to Bane chyba wychodzi z niej jako
triumfator, bo wykonuje na swoim rywalu swój kończący Blast of Anarchy
[Rock Bottom]!! Ring dosłownie drży od uderzenia. Jazzowski nie jest w
stanie się ruszyć, a Bane natychmiast przechodzi do pinu.....1...........2........3!! (Zwycięzcą jest: Bane!)
Tony Hogański – To niemożliwe!
Jan Kowalski – A jednak. Tego wyniku chyba nikt się nie spodziewał.
Bane triumfuje i wyraźnie zadowolony z siebie opuszcza arenę.
Publiczność rzuca w niego różnego typu napojami po napojach i innymi
śmieciami, bo go nie lubi. On ma jednak to wyraźnie gdzieś. Szakal i
Jazzowski leżą. Nie są jakoś specjalnie pobici, toteż wkrótce już
zaczynają się powoli gramolić. Jazzowskiemu musi oczywiście pomagać
jego małżonka, na szczęście przyszły tygrys biznesu nie rozleciał się
na kawałki.
Jan Kowalski – Cóż to był za pojedynek. Przejdzie do legendy.
Tony Hogański – Walka
taka by o niej zapomnieć. Czasem lepiej przegrać w nic nie znaczącej
walce by później odnieść sukces w walce o pas. Mistrz Szakal jest w
takim wieku, że musi dobrze planować wysiłek by jego kariera trwała jak
najdłużej.
(Znajdujemy się na parkingu.
Czuwają tutaj Mumin i Mladenov, którym Szakal polecił czekać na
specjalną przesyłkę. Asystenci społeczni senatora trochę się nudzą.)
Mumin – Nudzę się.
Mladenov – Nic się nie dzieje.
Mumin – Nudy.
Mladenov – Nic nie ma do roboty.
Mumin – Może coś porobimy? Jesteśmy w końcu w Afryce.
Ich nuda zostaje przerwana, bo
oto na parking wjeżdża czarna furgonetka. Zatrzymuje się tuż przy
Muminie i Mladenovie. Z pojazdu wysiada kurier.
Kurier – Mumin i Mladenov? Mam paczkę dla senatora Szakala.
Mumin i Mladenov (chórem) – To my!
Kurier – Tu mi podpiszcie i wypakowuję towar.
Asystenci podpisali, a kurier
otworzył tylne drzwi furgonetki. Stamtąd wyciągnął długą podłużną,
czarną skrzynię, którą zapakował na przemysłowy wózek do przewożenia
wielkogabarytowych towarów.
Mumin – To teraz czekamy na senatora.
Mladenov (ciężko wzdychając) – Znowu nudy.
(Asystenci społeczni senatora
Szakala kontynuują nudę przy paczce specjalnego przeznaczenia, a my
wracamy do Jana Kowalskiego i Tony'ego Hogańskiego.)
Jan Kowalski – Ciekawe co jest w środku?
Tony Hogański – Broń ostateczna.
Jan Kowalski – Co takiego?
Tony Hogański – Broń, którą mistrz Szakal przeprowadzi ostateczne rozwiązanie kwestii Felipe Castro.
Jan Kowalski – Czyli jednak knujecie jakieś spiski?
Tony Hogański (klepie Janka jowialnie po ramieniu) – Żartuję Janku. Nie mam pojęcia, co jest w środku. Znając senatora to pewnie zapasy jego ulubionej kawy.
(Przerywamy program, by nadać
transmisję specjalną z Polski. Znajdujemy się w Warszawie przed
siedzibą Polskiego Związku Wrestlingu przy ulicy Miodowej, gdzie
niegdyś swą siedzibę miał Polski Związek Piłki Nożnej, tak bliski sercu
każdego Polaka, kibica, sportowca, a także symbol uczciwości i walki z
korupcją. PZW prawdopodobnie chce podążać jego śladami. Przed budynkiem
stoi
dziennikarka popularnej stacji telewizyjnej WSI24.)
Dziennikarka – Proszę
państwa, znajdujemy się przed siedzibą Polskiego Związku Wrestlingu.
Jak
państwo wiecie, wrestling to taka dzika, acz niezwykle popularna w
naszym kraju rozrywka. Przez wiele, wiele lat, bo od 1999 roku jej
symbolem były skandale, wulgarność, brutalność, obsceniczność i
wszystko, co najgorsze. Władze i administracja publiczna, jeszcze za
czasów rządów AWS i SLD próbowały wielokrotnie uzdrowić sytuację w
polskim wrestlingu, ale bezskutecznie. Sam premier Jerzy Buzek często
płakał, gdy donoszono mu o ekscesach odbywających się na ringach PCW i
EWF. Bronisław Geremek przez przypadek zaciągnął się fajką po
obejrzeniu pierwszej Wrestlepaloozy, martwiąc się, co o nas pomyślą w
Brukseli. Podjęto wówczas pewne kroki by zdusić tę zarazę, zwaną
wrestlingiem, w zarodku. Próbowano z PCW, nie udało się.
Próbowano z EWF, ale też bezskutecznie. Dopiero w ostatnich
czasach doszło do wielu pozytywnych zmian. W zeszłym roku powołano do
życia Polski Związek Wrestlingu. Jego powstanie to owoc lat rozmyślań
wielu autorytetów i intelektualistów, zadumanych nad losem polskiego
wrestlingu. Szkoda, że Bronisław Geremek tego nie dożył. PZW jest także
widomym znakiem walki o demokrację, którą przez
wiele lat toczył Felipe Castro. Prezesem Polskiego Związku Wrestlingu
jest Franciszek Rokossowski, człowiek czynu, człowiek sprawiedliwości
społecznej, tak zasłużony w 2002 roku, gdy promował socjalizm z ludzką
twarzą. PZW pracuje obecnie nad kodyfikacją wszystkich norm i zasad
polskiego wrestlingu, co ma wreszcie wprowadzić zasady demokracji do
tej nietypowej rozrywki sportowej. Wygląda jednak na to, że PZW wpadło w zakręt.
Dramatyczna cisza.
Dziennikarka – Z
naszych informacji wynika, że Franciszek Rokossowski zaginął! Ostatni
raz widziano go w siedzibie PZW, gdzie do późnego wieczora pracował nad
dobrem polskiego wrestlingu. 30 września 2015 roku, około 22:20 wyszedł
z tego oto budynku przy Miodowej i przepadł bez wieści. Nie wiadomo, gdzie przebywa.
Na nagraniach z kamer miejskiego monitoringu trudno ustalić, co się z
nim stało. Wiemy, że spacerował ulicami Warszawy i przepadł. Policja
dziś oficjalnie potwierdziła jego zaginięcie. Ktokolwiek wie, gdzie
mógłby przebywać Franciszek Rokossowski prosimy o kontakt z policją lub
z telefonem zaufania Polskiego Związku Wrestlingu. Telefon, który widzicie państwo na ekranach, jest czynny
siedem dni w tygodniu przez 24 godziny. Wierzymy, że nic złego się nie
stało.
(Koniec materiału filmowego.)
Tony Hogański – Rokossowski zaginął? Przepadł?
Jan Kowalski – To
dramatyczna informacja. Franciszek Rokossowski ma poważną rolę do
odegrania. On jest ważnym ogniwem w odnowie polskiego wrestlingu, którą
wprowadza Felipe Castro.
Tony Hogański – Nie
mogę słuchać tych głupot. Czas Rokossowskiego skończył się w 2002 roku.
Ten trup nie powinien nigdy być wyciągany z szafy zwanej komunizmem i
mam nadzieję, że się sam zreflektował i powrócił tam, gdzie jego
miejsce.
Jan Kowalski – To znaczy gdzie?
Tony Hogański – Na śmietnik historii polskiego wrestlingu.
(Przenosimy się do salki
konferencyjnej, która znajduje się niedaleko biura prezydenta Extreme
Wrestling Federation. Jest tu sam Felipe Castro, który przewodzi
zebraniu załogi. Są tu też Agnieszka Sorel, Tamara Ostrowska, Vesna
Obrenowić, Cassandra Tisserant, Pan Józef, Dagmara Zielińska, Ghul,
Mariusz Max Kolanko, Ulryka Rothschild-Castro, Aleksandr Nazaretian.)
Felipe Castro – Moi
drodzy. Cieszę się, że jesteście tu dziś ze mną. Ostatnie kilka
miesięcy obfitowało w bardzo ciężką pracę. Przebaczyłem wam wasze
wcześniejsze zbrodnie i ponownie zatrudniłem was w EWF. Okazałem wam
zaufanie, którego nie zawiedliście. Teraz po kilku miesiącach sukcesów,
mogę śmiało powiedzieć, że idziemy słuszną drogą. EWF jest znów
popularne, a nawet jest miejscem, w którym znani i lubiani powinni od
czasu do czasu bywać. Od dzisiaj powołujemy też do życia dział
Diversity, Equity, and Inclusion, który zajmować się będzie promocją
tolerancji. Przewodzić mu będzie Agnieszka Sorel, bo wierzę, że
jesteśmy w stanie zapomnieć o różnicach między nami. Mamy i czujemy też
wsparcie mediów, kół
rządowych, intelektualistów, Europejczyków i administracji publicznej.
Wprawdzie
wybory już niedługo, ale mam nadzieję, że siły demokratyczne nie
ulegną. Mówiąc krótko - idzie dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Gale w
Afryce są wielkim sukcesem
i bardzo wam dziękuję za wspólną pracę.
Widać, że Felipe bardzo się rozluźnił i jest nawet zadowolony. Pojawiają się kelnerki i kelnerzy, które wnoszą szampana.
Felipe Castro – Wznoszę
toast za przyszłość! Za szczęśliwą przyszłość naszą i Extreme Wrestling
Federation! Od dawna nie rysowała się ona w tak doskonałych barwach.
Jeszcze raz dziękuję wam. Razem zmienimy polski wrestling!
Wspólny toast, szczęście, radość.
Ghul – Dziękujemy panie prezydencie
Felipe jest nawet zadowolony,
że ktoś mu podziękował. Nagle dzwoni telefon i Felipe odchodzi na bok
by spokojnie przeprowadzić konwersację.
Felipe Castro – Halo? Vaclav? Gdzie jesteś?
Głos Vaclava – Jadę
do hali. Sam mnie wysłałeś bym otwierał jakiś browar i handlował piwem.
Już kiedyś próbowano mnie wrobić w kiełbasę vaclavską i ja Filip takich
pomysłów nie lubię. Nawet jeśli chodzi o piwo.
Felipe Castro – No
właśnie. Dlaczego nie wypiłeś piwa z naszymi gospodarzami? Oni tego
oczekiwali! Co się stało?! Przecież to piwo, a ty piwa nigdy nie
odmawiasz.
Głos Vaclava – Nie mogłem Filip, po prostu nie mogłem.
Felipe Castro – Ale dlaczego? Wytłumacz!
Głos Vaclava – Znasz taki polski film o głównym zbiorniku?
Felipe Castro – Jakim głównym zbiorniku? Elektrowni w Żarnowcu?
Głos Vaclava (śmiejąc się) – Oj Flip, jak ty mało wiesz o życiu. Przed uroczystością waliłem gruchę do głównego zbiornika. To cześć, do zobaczenia w hali!
Castro nie zdążył zareagować
na to wyznanie, tylko duszkiem wypił kolejny kieliszek szampana, wrócił
do załogi i zamyślił się nad losem Vaclava.
Dagmara Zielińska – To ja mam pytanie.
Felipe Castro (wyrwany z zamyślenia) – Słucham?
Dagmara Zielińska – Czy będziemy się mogli spotkać z panienką Esmeraldą? Bardzo się za nią stęskniliśmy.
Felipe Castro (zmarszczył brwi) – Zobaczymy.
Tamara Ostrowska – Szefie... Podobno Franciszek Rokossowski zaginął.
Felipe Castro – Na pewno wyjechał na działkę lub do kochanki. Takie rzeczy się zdarzają.
Ghul – Zostały jeszcze dwie walki i koniec gali.
Felipe Castro – Jest
jeszcze posiedzenie rady nadzorczej. Aleksandr Nazaretian poprowadzi je w moim
imieniu. Przyjmiemy południowoafrykańskiego inwestora, pana Ollendorfa
de Graanita do grona członków rady. Formalność, ale trzeba to załatwić.
Ja będę zajęty, bo uwaga, tu niespodzianka. Będę komentował main-event!
(Jest wyraźnie zadowolony z siebie.) Tak,
tak, to będzie bardzo ciekawe doświadczenie. Savanna No Holds Barred
match odbywa się poza miastem, jak nazwa wskazuje na sawannie. To
odludzie, fanów tam nie będzie. Nadrobimy to natomiast innymi walorami.
Zwycięstwo Vaclava świetnie uwieczni ostatnie tygodnie sukcesów, ale
będą też piękne widoki, zachodzące słońce, morze traw, nieopodal jakiś
klif, może jakaś żyrafa wejdzie w kadr, po prostu będzie bajecznie. Zbudowaliśmy ring, no i oczywiście
stanowisko komentatorskie. Będę tam ja, a także zabieram ze sobą
Kowalskiego. I tu zadanie bojowe dla naszego Mariusza Maksa...
Mariusz Max Kolanko – Tak?
Felipe Castro – Będziesz
komentował z Hogańskim walkę o EWF FTW Championship. Tak długo
przeprowadzasz u nas wywiady, że możesz sprawdzić się w innym fachu.
Mariusz Max Kolanko (szczęśliwy) – Dziękuję. Jestem naprawdę wdzięczny za zaufanie.
Felipe Castro – Dziękuję wam wszystkim.
(Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Co on taki miły?
Jan Kowalski – To
jest właśnie jego prawdziwa twarz. Dużo wysiłku ty i twoi kumple włożyliście w
to, żeby splugawić wizerunek Felipe Castro. To naprawdę jest dobry, na
swój sposób uczciwy, przyzwoity gość. Jemu naprawdę leży na sercu
dobro EWF i bardzo ciężko pracuje by zbudować lepszą przyszłość
polskiego wrestlingu.
Tony Hogański – Jasne,
przyzwoity gość zaprasza do EWF Boko Haram i siłą przejmuję władzę.
Normalnie Matka Teresa Castro. W ogóle, co to za pomysł, że on
komentuje main-event? Do tego zabiera też ciebie? A ja? Co ze mną?
Jan Kowalski – Będziesz
komentował walkę wirtualnie, no tak jakby zdalnie... Ja i Felipe będziemy wśród
traw sawanny, a ty zostaniesz tam, gdzie siedzisz obecnie.
Tony Hogański – Och Janku, grzejesz się blisko władzy i zaczynają z pańskiego stołu spadać okruchy? Cieszy cię to? Podwyżka cię czeka?
Jan Kowalski – Tony.
Naprawdę chciałbym, żebyś wreszcie zrozumiał, że Felipe Castro jest
prezydentem EWF i tym prezydentem pozostanie. To on i tylko on buduje
przyszłość polskiego wrestlingu. Nie ma już powrotu do przeszłości.
Tony Hogański – Nie ma?
Jan Kowalski – Nie ma. Daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia! Przeżytych kształtów żaden cud nie wróci do istnienia.
Tony Hogański – Władza
Felipe Castro opiera się na skomplikowanych machinacjach w radzie
nadzorczej i jeszcze bardziej skomplikowanej strukturze udziałów w EWF
Corporation. Do tego jest to władza zdobyta przy użyciu siły. Możesz mi
więc tu pierdolić romantyczne wiersze i wychwalać Felipe pod niebiosa,
ale ja wiem jedno. Ten cyrk się kiedyś skończy. Jego władza upadnie.
Jan Kowalski – To
wtedy EWF także upadnie. Ktokolwiek podniesie rękę na kruche i
skomplikowane, jak sam powiedziałeś, podstawy obecnej władzy, ten tym
samym zaatakuje samo istnienie Extreme Wrestling Federation. Felipe
jest ogniwem, które spaja EWF razem, które trzyma polski wrestling przy
życiu. Usuniesz Felipe to EWF zawali się jak domek z kart.
Tony Hogański – Tere-fere, pierdolicie Hipolicie.
(No to cyk. Znowu jesteśmy na
zapleczu, a konkretniej na jednym z wielu korytarzy w tym poplątanym
labiryncie tej jeszcze bardziej poplątanej hali. Tutaj na ławeczce
siedzi Nas Jazzowski. W zasadzie to siedzi w pozycji półleżącej albo
leży w pozycji półsiedzącej, w zależności od przyjętej perspektywy i
interpretacji. Weronika Passent klęczy obok niego i zaciska bandaże na
jego ranach i zrasza je łzami.)
Weronika Passent – Nas...
i po co ci to było? Mogliśmy spokojnie Pałac Zimowy w Wawce z naszymi
niggersami budować. No, ale nie. Chciałeś być mądrzejszy, chciałeś
walczyć, interesy i skoki na bank robić! No i jak skończyłeś?
Nas Jazzowski – Wszystko będzie dobrze...
Weronika Passent – Nas, otrząśnij się! Przegrałeś! Przemyśl swoje życie albo ja będę musiała przemyśleć je za nas... za ciebie i za siebie.
Nas Jazzowski – Daj mi jakiś ibuprom. Wszystko mnie boli... i ściskaj mocniej te bandaże... czuję, że za moment się cały rozsypie...
Weronika Passent – Halo! Ziemia do Nasa! Jesteśmy w Afryce, Nas! Tu nie ma leków! Nie czytałeś „W
pustyni i w puszczy"? Mogę ci jedynie chininę podać! Jak Nel Stasiowi!
Wiesz, że to ja miałam zagrać Nel w tej nowej wersji „W pustyni i w
puszczy" z 2001 roku? Miałam już rolę zaklepaną i potwierdzoną, ale z
powodów politycznych, bo wtedy rządził AWS, a tata był z SLD, to w
ostatniej chwili mi ją odebrali. Skandal, bo już miałam ubranka na
wycieczkę do Afryki pokupowane.
Nas Jazzowski – Moment. Nel w książce miała osiem lat, a ty w 2000 roku szesnaście. Coś mi tu się nie klei.
Weronika Passent – Kontrola
lotów do Nasa! Nie rozumiesz polityki? Nie wiesz jakie skandale za
rządów tego starego jebaki Buzka szły. Ile karetek pogotowia nie
dojeżdżało do ludzi! Wujek Kwiatkowski pokazywał to wszystko w TVP
wtedy! To był dramat no! I mi też chcieli karierę zwichnąć, ale ja się
nie dałam. O nie! Pokazałam, że jestem silniejsza! Ale Nas, nie
zmieniaj tematu! To jest Afryka!!! Tu nawet witaminy C nie mają!!!
Nas Jazzowski – Nie dramatyzuj... Musimy znaleźć Esmeraldę i ustalić biznesplan. Potrzebujemy pieniędzy....
W tym momencie obok dramatycznego duetu małżeńskiego pojawia się Berenika Martinez.
Berenika Martinez – Może mogę pomóc?
Weronika Passent – Ej laska. Odwal się od Nasa, co? On ma żonę.
Nas Jazzowski – Ona jest z GRU...
Weronika Passent – Przyszłaś nas aresztować? (WAMP podnosi się i staje naprzeciwko Bereniki.) Proszę bardzo! Nie boję się więziennych krat. Nie boję się cierpieć za wolność i za miłość!
Berenika Martinez – Czekasz na jad, a ja zwlekam wciąż. I nie tknę cię aż poczujesz żal i strach.
Weronika Passent (wypręża pierś) – No dalej!
Berenika Martinez – To nie film, uspokój się. Na
wypadek nagłych i kryzysowych sytuacji medycznych funkcjonariusze GRU
mają przy sobie gotowy do użycia zastrzyk z adrenaliny. Pomogę mu.
Szefowa GRU podchodzi do Nasa, po czym wyciąga z kieszeni kurtki automatyczny wstrzykiwacz adrenaliny.
Nas Jazzowski (czytając nazwę producenta) – E-W-VitaCore? Co to za firma?
Berenika Martinez – Ciiii.... poczujesz lekkie ukłucie.
Po tych słowach Berenika bez słowa ostrzeżenia wbiła Nasowi igłę prosto w udo.
Berenika Martinez (do WAMP) – Te, doktor drama-Quinn. Masuj miejsce wstrzyknięcia i będzie dobrze.
Weronika Passent (protestuje, ale masuje) – Laska, a może Nas wcale nie chciał twojej pomocy?!
Nas Jazzowski – Miley, jest dobrze... Tak ma być.
Berenika Martinez – Znajdźcie Esmeraldę i idźcie za głosem serca.
(Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Serca? Nas Jazzowski nie ma serca! To samolubny narcyz! Bezlitosny karierowicz!
Tony Hogański – Oj daj spokój.
Jan Kowalski – Powinni
go zabrać do szpitala i udzielić mu pomocy medycznej. Berenika
wprowadza więcej chaosu niż porządku. Wspieram wybory Felipe Castro,
ale jej zachowanie jako szefowej GRU jest dość kontrowersyjne.
Tony Hogański – Są
takie osoby, które wprowadzają do EWF trochę nieprzewidywalności.
Kiedyś byli to Psycho, Scyther... a teraz? No może Bidam. To chociaż
fajnie, że nasze służby nie działają według schematów.
Jan Kowalski – GRU ma nam zapewniać bezpieczeństwo! Chaos nie zapewnił jeszcze nikomu bezpieczeństwa.
Tony Hogański – Chyba zapomniałeś. że Berenika kontroluje jakieś udziały w EWF i częściowo też na niej opiera się krucha władza Felipe Castro.
Jan Kowalski – Ona wcale nie jest krucha! Felipe Castro mocno dzierży stery federacji.
(Nie mamy czasu by dalej
kontynuować rozważania nad przydatnością Bereniki, Felipe i mocnego lub
kruchego dzierżenia sterów EWF. Czas bowiem przenieść się na zaplecze,
gdzie widzimy Matiego. Kuzyn SeBy chodzi w pruskim hełmie, gdyż obecnie
pełni obowiązki głównodowodzącego Armii Prus Wschodnich. Wtem pojawia
się SeBa.)
SeBa – Mati! Zaczekaj!
Mati (z poważną miną) – Nie,
Sebastianie. Nie chcę z tobą mieć już niczego wspólnego. Nie
sprawdziłeś się jako głównodowodzący Armii Prus Wschodnich. Jesteśmy
rodziną, podążałem za twoim przewodem od samego początku naszej
pruskiej przygody, ale w ostatnim
czasie jedynie pogrążasz naszą ideę w chaosie. Nie pomogłeś kuzynowi
Adiemu, nie rozwiązałeś sprawy Franza.
SeBa (łamiącym się głosem) – Mati.... Ja.....
Mati – Co takiego?
SeBa – Zaufaj mi. Ja mam plan.
Mati – Plan?
SeBa – Genialny
plan, ziomek. Plan, który pozwoli mi raz na zawsze zniszczyć Franza.
Oddaj mi tylko moją armię. Bez hełmu i armii nie jestem sobą.
Mati – Nie teraz, jeszcze nie teraz.
SeBa – Poczekaj. Za kilkanaście, góra kilkadziesiąt minut wszystko się rozstrzygnie. Chodź ze mną.
Były głównodowodzący Armii Prus Wschodnich wyciąga dłoń do obecnego głównodowodzącego Armii Prus Wschodnich. Zapada cisza.
Mati – Masz 30 minut mojego ograniczonego zaufania. Tylko uważaj, bo mogę oddać armię Franzowi.
SeBa – Nie zawiodę.
(Panowie podają sobie dłoń, a my wracamy na ring.)
Jan Kowalski – SeBa ma plan? Ciekawi mnie jaki.
Tony Hogański – Dowodzi armią, więc musi mieć jakąś żyłkę strategiczną.
Jan Kowalski – Z pewnością.
(Przenosimy się na zaplecze, gdzie widzimy Dark Avengera. Gumowy, który
na ostatniej gali najwyraźniej pogodził się z SR-Crazy'm został
wyznaczony na specjalnego sędziego dzisiejszego Savanna No Holds Barred
matchu. Ciekawe czy z tej okazji jego peleryna będzie w czarno-białe
paski by w ten sposób imitować strój sędziego? Trzeba by sięgnąć do
archiwów z lat 2002-2004 i sprawdzić czy wtedy Avenger nie był też
przypadkiem wyznaczany na sędziego specjalnego i w jakim stroju wówczas
paradował. Avenger akurat rozmawia przez telefonu komórkowy. Ten jest
ustawiony na głośnomówiący, bo staruszek z gumy być może jest już
trochę przygłuchy. Słychać, że rozmawia z Felipe Castro.)
Dark Avenger – Tak,
panie prezydencie. Jestem gotowy na dzisiejszy wieczór. To będzie
niezapomniane widowisko i cieszę się, że będę mógł je sędziować.
Głos Felipe Castro – Plan
jest taki. Widzimy się za 10 minut na lądowisku dla helikopterów przy hali.
Vaclav i Crazy są już w drodze. Lecimy trzema helikopterami: ja i
Vaclav w pierwszym, Crazy w drugim, a ty razem z Kowalskim w trzecim.
Dark Avenger – Co za rozrzutność. Potrzebujemy trzech helikopterów? Nie pomieścimy się w jednym?
Głos Felipe Castro – Przede wszystkim, lecimy radzieckimi Mi-1...
Dark Avenger (przerywając mu) – Co? Przecież one są w produkcji od 1948 roku! Co jak się rozbijemy?
Głos Felipe Castro – Nie panikuj.
Dark Avenger – Nie panikuję. Nie wracałem jednak do EWF by rozbić się w stuletnim radzieckim helikopterze gdzieś w Afryce.
Głos Felipe Castro – To
bezpieczna konstrukcja. No i przede wszystkim, ona jest tania. Po drugie, będzie uczciwie jeżeli Vaclav i Crazy przylecą
osobno, a neutralny sędzia jeszcze bardziej osobno. Posadzę cię z
Crazy'm i będą mówić, że będziesz go faworyzował? Posadzę cię z nami,
to powiedzą, że sprzedałeś się nowej władzy. Po co mi takie gadanie? To
nie ma sensu. Po trzecie, to będą
wspaniałe ujęcia dla telewizji: startujące helikoptery, lecące
helikoptery nad miastem i sawanną, helikoptery lądujące wśród traw i
dzikich zwierząt. Wyobraź to tylko sobie!
Dark Avenger – Właśnie to sobie wyobrażam i widzimy się za 10 minut.
(Były członek Justice League
znalazł się już przed wejściem do swojej szatni, a że nie miał już
prezydentowi nic do powiedzenia to zakończył rozmowę. Nacisnął klamkę,
wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi.)
Jan Kowalski – Ale czad, polecę helikopterem!
Tony Hogański – Tak cię to cieszy?
Jan Kowalski – Ale...
(Niespodziewanie wracamy pod szatnię Dark Avengera. Niby nic tu się nie
dzieje i nadal jesteśmy na korytarzu, realizator nie pokazuje nam, co
też dzieje się we wnętrzu pomieszczenia. Znajdując się w tej
perspektywie, słyszymy, że z wnętrza dobiegł
wielki huk, a później taki odgłos jakby coś się przewróciło i rozbiło
na dziesiątki tysięcy kawałków. Co się jednak stało, tego się już nie
dowiemy, bo wracamy na ring.)
Tony Hogański – Co tam się stało?
Jan Kowalski – Zamach na Avengera?
Tony Hogański – Ostatnio same zamachy. Najpierw Vaclav, teraz Avenger.
Jan Kowalski – Może się potknął? Albo korki poszły?
Tony Hogański – Znając tę gumową fajtłapę to wszystko jest możliwe.
(Jesteśmy na zapleczu, gdzie
widzimy Bane'a. Obok niego na ładnym podwyższeniu umieszczono róg
nosorożca, z którym Bane ostatnio się nie rozstaje.)
Bane – Będę
mówił szybko, bo jestem konkretny i nie lubię snuć popapranych wizji w
stylu tego męża sławnej żony Jazzowskiego. Otóż kurwa jego mać,
zrobiłem to i rozbiłem w pył starca Szakala i chorego na głowę
Jazzowskiego. Ten pierwszy jest symbolem minionych dni polskiego
wrestlingu i z przyjemnością rozdeptałem jego legendę. Nie zdziwię się
jeżeli to będzie ostatnia walka w jego karierze i z podkulonym łysym
ogonem wróci do tego cyrku jakim jest polski parlament. Drugi miał być
kiedyś przyszłością polskiego wrestlingu, ale w swojej marnej karierze
chyba się trochę pogubił - walki z wiadrami, BGW, Syria, Boko Haram, jakieś pałace sraskie, a
teraz robi za dodatek do laski, która daje dupy na lewo i prawo w
Hollywood i udaje, że robi tam karierę, a on pewnie to filmuje.
Niedawno rozjebałem Vaclava, który rzekomo jest głównym pretendentem do
EWF World Championship. Jestem pewien, że taki Bidam i Franko też padną
na kolana przed moją zajebistością. No, ale po co
to kurwa mówię? Otóż dlatego, że uważam, że jestem gotowy na EWF World
title. Nie są mi potrzebne żadne Evolution czy FTW titles, chuj z nimi.
Ja idę prosto po złoto. Fakt, że przegrałem z Crazy'm pierwszą próbę,
ale druga będzie już udana. Tak więc wysyłam wszystkim oficjalną
wiadomość - mój czas w EWF już nastał. Porzućcie marzenia i pokłońcie
się przed nowym królem. Kto tego nie zrobi, ten pożałuje. Mam nadzieję,
że władzę EWF też zrozumieją to przesłanie. Nikomu nie dziękuję i
cieszę się, że mogę spierdalać z Afryki.
(Koniec materiału filmowego.)
Jan Kowalski – Bardzo wyszczekany ten Bane.
Tony Hogański – Słyszałeś jak on mistrza Szakala nazwał? Słyszałeś? Znowu obelgami go obrzucił!
Jan Kowalski – Jeszcze polski parlament, serce demokracji obraził.
Tony Hogański – Nie pierdol Janku. Ich nie można obrazić. Kurwa kurwie łba nie urwie, a jak urwie to po kurwie.
(Przenosimy się przed szatnię
Dark Avengera. Przed szatnią znajduje się Avon Tschorny i jeden z
funkcjonariuszy GRU. Jak widać system alarmowy GRU działa wyśmienicie,
bo zaledwie kilka minut zza gumowych drzwi słyszeliśmy jakiś huk, a już
po chwili GRU jest pod rzeczonymi drzwiami, gotowe by zbadać sprawę.)
Avon Tschorny (pukając do drzwi) – Panie Gumowy.... to znaczy... panie Avengerze. Czy wszystko dobrze?
Odpowiada mu cisza.
Avon Tschorny (nadal pukając) – Panie Avengerze?
Tschorny nadal puka, ale jak w kreskówce drzwi się otwierają i funkcjonariusz puka w powietrze.
Dark Avenger (poprawiając maskę i kombinezon) – Tak? W czym problem?
Avon Tschorny – No, bo dostaliśmy informację, że z pańskiej szatni słyszano jakiś huk.
Dark Avenger (zdziwiony) – Huk? Aaa... to korki poszły! Te południowoafrykańskie instalacje elektryczne pozostawiają wiele do życzenia.
Avon Tschorny – Później był jeszcze odgłos jakby tłuczonego szkła?
Dark Avenger – Korki poszły to po ciemku wpadłem na szklany stolik kawowy. Był stolik i nie ma stolika. Wyobraża sobie pan?
Avon Tschorny – Tak... teraz wszystko jasne.
Dark Avenger – Jestem gotowy do sędziowania main-eventu.
Avon Tschorny – Odprowadzę pana na lądowisko.
(Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Mówiłem, że to gumowa niedorajda. Taki był 12 lat temu, to i nadal taki jest. No chyba, że jest fałszywy.
Jan Kowalski – Nie ma żadnego spisku. To prawdziwy Avenger. Już nawet Crazy uznał to na poprzedniej gali.
Tony Hogański – Coś mi tu nadal gumą śmierdzi.
(Przenosimy się do najbardziej
luksusowego i najbardziej czarującego biura w całym Extreme Wrestling
Federation. Jest to oczywiście gabinet senatora Szakala. Widzimy tu
specjalnie chroniony PCW Polish Championship, którego Łysy od ponad
dekady jest oficjalnym strażnikiem. Jest też legitymacja partyjna z
czasów komunistycznych, skóry upolowanych antylop, strój do safari,
własnoręczny podpis ajatollaha Chomejniego, jakieś ozdoby z Iranu i
inne memorabilia. Nie ma paprotki, bo jak pamiętamy nie lubi ona
afrykańskiego klimatu. Przy biurku widzimy Pana Józefa oraz jednego z
informatyków, który rozpoczął właśnie demontaż monitora dwukrotnego EWF
World Champa. I jakby o łysym wilku była mowa, bo do pomieszczenia
wchodzi senator Szakala. Zauważył co się dzieje na jego biurku i
zmarszczył zamaszyście brwi.)
Szakal – Hola kurwa hola, ja mam na pulpicie bardzo ważne pliki!
Łysy podchodzi do biurka i robi groźną minę.
Szakal – Wypierdalać.
Goście senatora chcą wyjść z pomieszczenia, ale Łysy zatrzymuje Józefa.
Szakal – Nie ty Józef.
(Wskazuje na pracownika działu IT.) Ten drugi wypierdala.
Zgodnie z poleceniem senatorskim informatyk opuścił jego gabinet.
Szakal – No i jak Józef... myszka naprawiona?
Pan Józef – Oczywiście. Chcieliśmy też sprawdzić co z tym filmikiem i dlaczego on nie działa, ale się nie udało.
Szakal – Ale ten niedojda sprawdzał tutaj czy w kwaterze głównej informatyków?
Pan Józef – No tam.... a jaka to różnica?
Szakal (z powagą) – Kluczowa Józefie, kluczowa.
Pan Józef – Teoria jest taka, że filmik nie działa, bo był nagrywany na taśmach lub aparacie Kodaka.
Szakal – A Kodak zbankrutował i jak dodamy dwa do kurwa dwóch to mamy odpowiedź.
(Machnął ręką.) No, ale nic. Ja w innej sprawie. Powiedz, czy myślałeś kiedyś o swojej przyszłości w kontekście swojej przeszłości?
Pan Józef – Odkąd „Złotopolscy" zeszli z anteny, to co raz mniej osób myli mnie z listonoszem.
Szakal (klasnął w swoje łyse dłonie) – A
popatrz jakie twoje życie jest kurwa zachwycającą fabułą? Przecież w
normalnym świecie, wywiady w takiej federacji jak nasza powinna przeprowadzać jakaś cycata, pusta
lala, prawda? No, ale nie kurwa w EWF! To by było zbyt proste! Kogo EWF
wzięło w 2002 roku do roli reportera? Starego dziada, który wszystkim przez głupi serial
kojarzył się z listonoszem. Szefa kotłowni do tego! Czy ktoś pomyślał wtedy w ogóle
po co w federacji jest scentralizowana funkcja szefa kotłowni? Czy nie
powinniśmy polegać na właścicielach obiektów sportowych, od których
wynajmujemy halę? Prawdziwy „EWF Dream" przeżyłeś Józefie, a to dopiero
początek kurwa! Czas Józefie pomyśleć o przyszłości i ja ci tę
przyszłość zapewnię. Najpierw jednak trzeba będzie rozprawić się z twoją przeszłością.
W tym momencie drzwi do
gabinetu się otwierają i do środka wchodzą Mumin i Mladenov. Dźwigają
oni tę długą, czarną skrzynię, którą wcześniej dostarczył im kurier.
Mumin – Hop! Hop! Senatorze!
Mladenov – Nie mogliśmy się ciebie doczekać, więc przynieśliśmy paczkę do biura.
Mumin – Strasznie ciężki ten bagaż. Co senator tu wozi? Kamienie?
Szakal – Co to kurwa za samodzielność? Mieliście na mnie czekać. No dobra, postawcie, ale za chwilę i tak się zbieramy.
Drzwi znów się otwierają i w gabinecie pojawia się Doktor VooDoo Biały.
Doktor VooDoo Biały – Konferencja prasowa rozpocznie się dokładnie za 30 minut. Wszystko już przygotowane.
Szakal – Doskonale
kurwa. Nie ma to jak spotkania z Polonią południowoafrykańską. Lubię
takie gospodarskie wizyty, to prawie jak dożynki, wiecie? Te śpiewy, to witanie kurwa chlebem i solą, stroje
ludowe, ta przaśność.
(Wyraźnie się rozmarzył.) Ach kurwa, ach....
Pan Józef – A co jest w tej skrzyni?
(Poczciwy Józef podchodzi do zagubionego bagażu senatorskiego i dotyka go dłonią.) A co ona taka zimna?
Szakal – Bo ma specjalny system chłodzenia.
Pan Józef – A po co?
Szakal – Coś bardzo dzisiaj ciekawski jesteś. Dowiesz się w swoim kurwa czasie.
Pan Józef – Mogę zajrzeć do środka?
Szakal – Odsuńcie się wszyscy.
(Okazuje
się, że na skrzyni znajduje się jakiś panel sterujący. Senator naciska
jakiś przycisk i słychać jak jakieś mechanizmy zwalniają blokady w
wieku skrzyni, którą senator następnie odsuwa.) Spójrz...
Pan Józef (w wyraźnym szoku) – Ale... czy... to...
Szakal – Tak.
Pan Józef – Jak to możliwe? Po co?
Szakal – To jest moja broń ostateczna.
(Senator zamyka wieko skrzyni.) Wystarczy? Napatrzyłeś się?
Pan Józef (głośno przełykając ślinę) – Tak...
Doktor VooDoo Biały (zmieniając temat) – Czy senator jest absolutnie przekonany, że to właściwa ścieżka?
Szakal – Co
mi tu takie kurwa filozoficzne i zawa... zawoa... zawokurwa....
zawoalowane kurwa pytania zadajesz? Obie ścieżki na które dzisiaj
wstąpię są prawidłowe i słuszne.
Mumin (z wahaniem w głosie) – Senatorze... nie można kroczyć dwoma ścieżkami na raz....
Szakal – Ja kurwa mogę.
(Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – On
coś kombinuje! Twój łysy kumpel coś knuje! Co to jest w tej skrzyni? Ty
coś wiesz, sam mówiłeś o broni ostatecznej i proszę, Szakal użył
dokładnie tego samego sformułowania!
Tony Hogański – To przypadek.
Jan Kowalski – Przyznaj się. To znowu jakiś spisek? Czy my
nie możemy mieć federacji bez spisków? Chociaż raz? Chociaż przez jeden
rok?
Tony Hogański – Jakie
spiski? Mistrz Szakal na pewno chce ogłosić owocne rezultaty swojej
podróży służbowej na Kubę. Słyszałeś przecież, że spotka się też z rodakami. Poza tym, dobrze wiemy, że w 2025 mistrz
będzie kandydował na prezydenta i przygotowania trzeba rozpocząć już
teraz.
Jan Kowalski – Do 2025 jeszcze mnóstwo czasu.
Tony Hogański – To zleci jak z bicza strzelił. Ani się obejrzysz i będziemy tuż przed kampanią wyborczą.
Jan Kowalski (ironicznie) – Jakie szanse może mieć Szakal by zostać prezydentem Polski?
Tony Hogański – To
samo mówiłeś, gdy kandydował do rady miasta Szczecina. To samo też
mówiłeś, gdy kandydował do senatu. Dwukrotnie się myliłeś, pomylisz się
i trzeci raz. Szakal to jest to, czego nam trzeba. Niezależny kandydat,
bezpartyjny, nie jest ani z koalicji, ani z opozycji. Będzie
reprezentował siebie, wyborców, wszystkie Polki i wszystkich Polaków.
Zapamiętajcie moje słowa i głosujcie na Szakala w 2025!
Jan Kowalski – To ja się już muszę pożegnać.
Tony Hogański – Co? Jak to?
Jan Kowalski – Helikopter niedługo odlatuje, a ja przecież będę komentował main-event z sawanny.
Tony Hogański – Idź sprzedawczyku i zdrajco. Powinieneś dostać Order Judasza.
Jan Kowalski (zdejmując słuchawki) – Na szczęście Felipe Castro zlikwidował te wszystkie głupie ordery, medale i odznaczenia. (Po tych słowach Janek opuszcza stanowisko komentatorskie i znika pod FeliXtronem.)
Tony Hogański – No i sobie poszedł....
Zaduma Hogańskiego nie trwa długo, bo już po kilkunastu sekundach na
arenie pojawia się Mariusz Max Kolanko, który w zastępstwie Janka
będzie komentował walkę o EWF FTW Championship.
Mariusz Max Kolanko (zakładając słuchawki) – Witam wszystkich!
Tony Hogański (znudzony) – No cześć.
Mariusz Max Kolanko – Ale jestem podekscytowany!
Tony Hogański – Przywykniesz.
Mariusz Max Kolanko – Mogę zapowiedzieć walkę?
Tony Hogański – No dawaj.
Mariusz Max Kolanko (z nieskrywaną radością) – Czas na pojedynek o EWF FTW Championship!
Zaczyna
grać The Clash i „London Calling” – w hali pojawia się Bidam. Jeszcze
niedawno był EWF FTW Champem, ale jego kumpel Franko odebrał mu ten
tytuł. Dziś czas na rewanż. Publiczność jest zadowolona, bo Bidamczyk
to w sumie pozytywny gość, chociaż lekko nienormalny. Spokojnym krokiem
dociera na ring, po drodze rozdał nawet kilka autografów i rozpoczyna
się wielkie oczekiwanie.
Nie trwa ono znowu tak bardzo
długo, bo oto rozbrzmiewa „Anvil Of Crom” Basila Poledourisa, a poziom
radości publiki wzrasta. Ostatnie wydarzenia sprawiły, że Franko zyskał
sporą sympatię wśród plemion w RPA, nawet nadali mu swój honorowy
tytuł, plus dodatkowe wdzianko, co sprawia, że przerósł popularnością
swojego kolegę. Spokojnie dociera na ring, gdzie wita się po
przyjacielsku z Bidamem.
Mariusz Max Kolanko – Sędzią tego pojedynku będzie Antoni Bryndza.
Tony Hogański – Po co to mówisz? Przecież widzimy.
Mariusz Max Kolanko – Chcę
zachować pełny profesjonalizm. Poza tym nasz komentarz jest
transmitowany też drogą radiową, a przed telewizorami i
radioodbiornikami siedzą też niewidomi.
Tony Hogański – Faktycznie. Nie pomyślałem o ślepych.
Zawodnicy są już na ringu, gotowi do akcji, spoglądają na siebie w
duchu wzajemnego zrozumienia, a także honorowej przyjaźni. Antoni
Bryndza prezentuje publiczności pas, o który toczyć się będzie ten
pojedynek. Jeszcze niedawno Bidam był EWF FTW Champem, ale tytuł został
zdobyty przez Franko. Teraz Bidamczyk ma okazję do rewanżu. Jak zawsze
w tzw. bratobójczych pojedynkach pytanie jest jedno - czy ich przyjaźń
przetrwa? Za chwilę się przekonamy. Gdy gong rozbrzmiał w arenie, Bidam
i Franko spojrzeli na siebie z lekkim uśmiechem, obaj wiedzieli, że to
będzie starcie honorowe, a przyjaźń nie przeszkodzi im w maksymalnym
wykorzystaniu umiejętności. Franko ruszył pierwszy, wykonując szybki
low kick w kolano Bidama, który zgrabnie uchylił się, kontrując lekkim
łokciem w żebro rywala, po czym obrócił się, próbując uderzyć
kopnięciem z półobrotu, lecz Franko uniknął kontaktu, ślizgając się na
matę i natychmiast wstając z lawiną szybkich uderzeń, zmuszając Bidama
do cofnięcia się do narożnika. Nowosibirski wykorzystał moment nieuwagi
przeciwnika i przeturlał się w bok, chwytając Franko za nogę i próbując
podnieść go do Snapmare, jednak Rzeźnik przyblokował, wykręcając w
jakiś sposób biodra i odpłacając kopnięciem w żebra, które zmusiło
Bidama do upadku, a Franko natychmiast ruszył z serią mocnych kolan w
brzuch, przeplatając je szybkimi uderzeniami w głowę, po czym z impetem
odbił się od lin i wykonał efektowny Running Knee Strike, który posłał
Bidama na matę.
Mariusz Max Kolanko – Dużo się dzieje! Jest dynamicznie!
Tony Hogański – Maksiu,
musisz zbudować jakiś swój własny styl w komentowaniu. Jak na razie
gadasz zupełnie bez polotu, takimi wyświechtanymi frazesami rzucasz.
Mariusz Max Kolanko – Co radzisz?
Tony Hogański – Musisz
być autentyczny, ale ścieżkę musisz znaleźć sam. Ja mogę cię tylko
naprowadzić. Nic nie trwa wiecznie, nie będę komentatorem zawsze, a
ktoś musi mnie zastąpić.
Tymczasem
na ringu wychowanek prawosławnych klasztorów odbił się na linach,
wstając w zwolnionym tempie i kontrując Flying Forearm, który Franko z
trudem zblokował, a następnie z impetem wyrzucił Bidama w powietrze,
starając się wykorzystać momentum do Belly to Belly Suplex, lecz Bidam,
obracając się w locie, wylądował na nogach poza ringiem, w momencie gdy
aktualny EWF FTW Champion, zaskoczony zwrotem akcji, nie zdążył
wyhamować, uderzając plecami w apron. Bidamczyk natychmiast wykorzystał
sytuację, chwytając Franko za koszulkę i, podciągając go do siebie,
rzucił nim o barierki, przy czym obaj wylądowali z hukiem, a
publiczność wybuchła głośnym dopingiem, po czym Bidam, zachęcony
wsparciem jaki otrzymał w tym momencie od publiczności, ruszył na
rywala serią uderzeń pięścią w brzuch i twarz, aż The Butcher zmuszony
został do cofnięcia się pod barierki, gdzie próbował kontratakować
kopnięciem w nogi, lecz Bidam uchylił się, chwytając go za biodra i
wykonując efektowny Snap Suplex na twarde podłoże, a następnie
przeturlał się w kierunku ringu, wciągając przeciwnika za sobą. Nieźle
to wszystko wygląda. Widać, że panowie nie oszczędzają się, ale
jednocześnie w tym starciu nie ma złośliwości, tylko czysta wola walki.
Kiedy obaj wrócili na ring, sędzia Antoni Bryndza tylko kręcił głową w
swój typowy, bombowy sposób, a Bidam ruszył pierwszy, wykonując szybki
Clothesline, który powalił Franko na matę, po czym wpełzł na narożnik i
korzystając z liny, wykonał Springboard Elbow Drop, lecz jego rywal, a
jednocześnie przecież przyjaciel, zaskoczył wszystkich, zginając ciało
w locie i unikając ciosu, kontrując natychmiast Running Dropkickiem,
który powalił Bidama na plecy!
Mariusz Max Kolanko – Mógłbym na przykład być bardzo fachowym komentatorem, który będzie koncentrował się na walce, a nie na tworzeniu historii?
Tony Hogański – Niby
to słuszne, ale Janek już taki jest, tzn. akurat wtedy, gdy nie
podlizuje się obecnej władzy. Zresztą wielu już próbowało, bo to zawsze
miała być kontra na moją szkołę komentarza.
Mariusz Max Kolanko – To znaczy?
Tony Hogański – Byłem
często krytykowany, że nie znam się na wrestlingu, dlatego głównie
zajmuje się opowiadaniem pierdół. Stąd wielu komentatorów, raczej nie w
EWF, tylko w niezależnych federacjach, starało się wykreować postać,
takiego profesjonalnego komentatora. Nazwijmy ten typ takim
anty-Hogańskim, bo stworzeni zostali tylko po to aby stać w kontrze do
mojej osoby.
Pozostawmy na chwilę Tostera i jego rozważania na temat szkół
komentatorskich, bo przecież trwa walka. Rzeźnik właśnie powalił
Nowosibirskiego, a publiczności podobają się takie akcje. Franko
natomiast nie próżnuje, bo oczywiście Bidam jest powalony na plecy, ale
tuż po tym Franko, wykonał kolejną serię Mounted Punches, bijąc swojego
kolegę, a dzisiaj rywala w tułów i głowę, po czym próbował podnieść go
do finishera typu Spinebuster, lecz Bidam wyłamał się, obracając
przeciwnika w kluczowy arm drag, a następnie podciągnął go do
narożnika, gdzie wykonał kombinację Elbow Smash i Knee Strike,
zmuszając Franko do cofnięcia się w środek ringu, gdzie Koreańczyk z
Północy natychmiast złapał go za kark, podnosząc do Northern Lights
Suplex, po czym spróbował pinu, lecz Rzeźnik natychmiast przerwał!
Sprawiło to, że szybko wyrwał się z uścisku i skontrował efektownym
Gutwrench Suplex, po czym wstał i wykonał kilka mocnych uderzeń w plecy
i barki Bidama, a następnie odbił się od lin, przygotowując się do
Running Knee Strike, ale były EWF FTW Champion uchylił się, chwytając
Franko za nogi i wykonując efektowny Double Leg Takedown, który powalił
przeciwnika! Nie ma jednak tak łatwo, bo oto aktualny EWF FTW Champion
szybko wstał, wykorzystując linę do odbicia się i wykonując Springboard
Dropkick, który wysłał Bidama w narożnik, gdzie wylądował ostro,
odbijając się od lin do Running Forearm Smasha, którego Franko nie
zdążył uniknąć! Co za walka, co za emocje! Południowoafrykańska
publiczność szalała, gdy obaj zawodnicy wstali powoli, wymieniając
krótkie uderzenia pięściami, kopnięcia i łokcie, po czym Franko chwycił
Bidama w armbar, zmuszając go do uklęknięcia. Koreańczyk szybko
przetoczył się w bok, wyrywając się z chwytu i wykonując Snap Suplex w
stronę przeciwnika, który wylądował na plecach, a Bidam natychmiast
wskoczył na narożnik i wykonał Diving Crossbody!!
Mariusz Max Kolanko – Proszę
zwrócić uwagę na technikę Bidama. Kiedyś mówiło się, że niby zapomniał
jak się walczy, ale tej akcji nie możemy niczego zarzucić. Była
doskonała pod względem stylu.
Tony Hogański – Rozkręcasz się. Może faktycznie coś z ciebie będzie. Dobrze, że masz energię w głosie, to przynajmniej nie przynudzasz.
Mariusz Max Kolanko – Dziękuję, Tony. Twoja pochwała wiele dla mnie znaczy.
Tony Hogański (ciężko wzdycha) – No widzisz. Jakoś tak nam życie w tym naszym EWF mija.
Franko the Butcher leży rozwalony. Tymczasem Bidamczyk odbił się od
lin, a następnie wykonał na wstającym rywalu Running Enzuigiri, które
trafiło EWF FTW Champa w tył głowy,
następnie podniósł go i wykonał efektowny Backbreaker. Chwila dominacji
Bidama trwa chwilę, a Franko wydaje się być zdezorientowany. Bidamczyk
doprowadza do zwarcia, trwa szamotanina i w jej efekcie obywatel stepów
mongolskich chwycił Rzeźnika za
biodra, wykonał Exploder Suplex, który posłał przeciwnika znów na matę.
Ibaj
zawodnicy leżeli krótszą chwilę bez ruchu, a publiczność zgromadzona w
hali krzyczała, dopingując
ich do dalszej walki. Znów okazuje się, że inDuna Franko jest dzisiaj
popularniejszy od swojego kolegi. W końcu wstali, zmęczeni, z
widocznymi siniakami
i obtarciami, i ruszyli na siebie z serią ciosów łokciem, kopnięć,
kolan i forearmów, aż Bidam uchwycił Franko w Double Underhook,
wynosząc go do Crucifix Powerbomb, po czym spróbował wykonać jakąś
akcję,
ale Franko odbił się od lin, wywracając Bidama w powietrzu i kontrując
efektownym Wheelbarrow Neckbreaker, lecz Polak wstał natychmiast i
złapał Włocha w Suplex niemal na środku ringu, po czym wylądowali na
linach, gdzie Bidam wykonał Running Knee Strike, następnie podniósł
Franko, obracając go w powietrzu i wykonując Northern Lights Suplex. Pin........1........2.. kick out! Tym razem nic tego nie wyszło! Obaj
wstali, niemal jednocześnie, wymieniając krótką serię uderzeń pięścią w
głowę i korpus, po czym Bidam uchwycił rywala w potężny Tilt-a-Whirl
Backbreaker, który zmusił Franko do upadku, a były EWF FTW Champion nie zwalniał tempa,
wchodząc na narożnik, wykonując Top Rope Moonsault, lecz Rzeźnik w
ostatniej chwili uchylił się, co spowodowało, że Bidam roztrzaskał się na macie!
Mariusz Max Kolanko – Bidam stara się jak może. Dzielnie walczy by odzyskać swój pas.
Tony Hogański – Zobaczymy jak mu pójdzie.
Franko the Butcher od razu dopadł do rywala, po czym wykonał mu Exploder Suplex, tym
razem skutecznego. Widać, że Franko jest już odrobinę zmęczony,
ale zdeterminowany. Szybko wykonał Running Knee Strike, a następnie podniósł
rywala do Northern Lights Suplex z podwójnym obrotem, po czym od razu pin.....1.........2.......kick out!!
Franko podnosi rywala, ale ten nie pozwala mu na wykonanie żadnego
ciosu, ale doprowadza do zwarcia. Panowie szamoczą się chwilę, po czym
rozdzielają, a następnie decydują się w tym samym momencie odbić o
liny. Bidam od razu rusza do ofensywy, próbując przejąć inicjatywę.
Franko jednak nie daje się zaskoczyć i wykonuje szybki unik, znów
odbijając się od lin i kontrując Dropkickiem, który zmusza Bidamczyka
do kroku w tył. Rzeźnik wchodzi agresywnie, wyprowadzając serię
krótkich ciosów łokciami i kolanem w korpus Bidamczyka. Nowosibirski
schyla się, blokuje część uderzeń, ale jeden z ciosów trafia w żebra,
wywołując krótki jęk bólu. Bidam odbija się od lin, wykonuje Duck
Under, omija próbę Clothesline’a Franko i odpowiada serią Knee Strikes
w brzuch rywala. The Butcher chwilowo cofa się. Obaj zawodnicy, mimo że
są już zmęczeni, to przyspieszają – Bidam wykonuje Running Forearm
Smash, Rzeźnik unika i kontruje Dropkickiem w kolano Bidamczyka, który
pada na matę, ale natychmiast wstaje, korzystając z liny jako podpory.
Franko nie traci czasu – wykonuje szybki Snap Suplex w kierunku
narożnika. Bidam w ostatniej chwili uchyla się, odbija od lin i
kontruje Knee Strike w twarz aktualnego EWF FTW Champa, który niemal
traci równowagę i chwyta się lin, by nie spaść poza ring. Nie udaje mu
się to jednak, bo Bidamczyk potężnie kopie go w żebra, tak że Butcher
ostatecznie wypada poza ring!
Mariusz Max Kolanko – A co sądzisz o fakcie, że Franko otrzymał tytuł inDuna i może być teraz znany jako in-Duna Franko?
Tony Hogański – Ja miałem Paszport Polsatu i nic z tego nie wynikło.
Mariusz Max Kolanko – To znaczy?
Tony Hogański – Lokalny folklor i tyle. Nie przywiązywałbym do tego faktu większej uwagi.
W tym momencie akcja przenosi się poza ring. Bidam wyciąga Rzeźnika za
nogi, rzuca nim o barierki ochronne, a The Butcher w ostatniej chwili
łapie się konstrukcji i odbija w kierunku Bidama, wykonując efektowny
Dropkick. Obaj zawodnicy przewracają się na ziemię, a tłum krzyczy w
osłupieniu, bo nikt nie spodziewał się tak takiego ciekawego dynamizmu
poza ringiem. Dynamizm ten nie trwa jednak długo, bo oto Bidam szybko
wraca na ring, wciąga przeciwnika, ale EWF FTW Champion nie daje za
wygraną i natychmiast blokuje próbę Powerbomba, wykonuje obrót i trafia
Bidamczyka szybkim Enzuigiri, który powala go na matę. Nowosibirski
jednak szybko wstaje, odbija się od lin, wykonuje Running Crossbody,
ale Franko zwinnie przewraca się na plecy i minimalizuje obrażenia.
Akcja znów przyspiesza, gdy Rzeźnik wykonuje serię mocnych Knife Hand
Chops, Bidam odpowiada potężnymi ciosami łokciem i serią Knee Strikes w
korpus przeciwnika. Obaj widać, że są zmęczeni, ale adrenalina napędza
ich do kolejnych ataków. The Butcher wbiega na narożnik, Bidam podąża
za nim – moment napięcia, chwilowy balans, po czym inDuna Franko
wykonuje efektowny Flying Knee, a Bidam odpowiada Running Lariat, który
niemal wyrzuca przeciwnika poza ring. Niekończąca się wymiana trwa –
obaj zawodnicy podnoszą się i atakują naprzemiennie. Bidam wykonuje
Snapmare, Rzeźnik kontruje szybkim Back Elbow. Nowosibirski wykonuje
Running High Kick, Franko odpowiada Springboard Dropkickiem, a tłum nie
nadąża z reakcją. Walka przenosi się ponownie poza ring – Bidam i
Rzeźnik toczą bój wzdłuż barierek oddzielających ring od publiczności,
wymieniają ciosy, kopnięcia i Shoulder Tackles. The Butcher próbuje
wrzucić Bidamczyka na barierki, ale ten kontruje, chwytając przeciwnika
w chwyt rodem z MMA i odrzucając go w stronę stołu miejscowego stołu
komentatorskiego. Franko wpada na stół, który trzeszczy, lecz nie łamie
się. Konstrukcje w RPA są widać bardzo odporne. Bidam wykorzystuje
okazję, wspina się na apron, odbija od lin i wykonuje Springboard
Clothesline, który trafia Rzeźnika tak, że ten niemal przewraca się z
powrotem do ringu. Obaj zawodnicy są wyraźnie zmęczeni, oddychają
ciężko, a każdy ruch wymaga pełnej koncentracji.
Mariusz Max Kolanko – Przyznasz jednak, że inDuna brzmi całkiem groźnie?
Tony Hogański – Ty nadal o tym? Starasz się merytorycznie analizować ten fakt?
Mariusz Max Kolanko – Tak.
Tony Hogański – Może
i brzmi groźnie, ale co z tego? Jak byśmy mieli analizować zawodników
na podstawie tytułów, to trzeba by uznać, że taki Dastin Tornado albo
The Destroyer brzmią groźnie. Czy pomogło im to w karierach?
Mariusz Max Kolanko – Nie.
Tony Hogański – No to masz odpowiedź na swoje pytanie.
Obaj zawodnicy ledwo stoją na nogach. Walka trwa już bowiem jakiś czas, panowie
dają z siebie wszystko. Pomimo faktu, że w pewnym sensie są
przyjaciółmi, to zwycięstwo jest jednak ważne.Bidamczyk opiera się o
liny, klatka piersiowa unosi się i opada w nierównym rytmie, podczas
gdy Rzeźnik stoi kilka kroków dalej, zgarbiony, ale wciąż gotowy do
ataku. Publiczność zaczyna klaskać, wyczuwając, że zbliża się
decydująca faza pojedynku. The Butcher rusza pierwszy, ciężkim krokiem,
i trafia Forearm Smash w twarz Bidama. Nowosibirski odpowiada tym
samym. Kolejny cios od Rzeźnika, kolejny od Bidamczyka. Wymiana
zamienia się w brutalny pojedynek na łokcie i pięści, bez gardy, bez
cofania się. Każdy cios niesie ze sobą resztki sił, jakie im pozostały.
W końcu Bidam wykonuje nagły zwrot,po czym kopnięcie w brzuch,
Front Facelock i Snap DDT! Głowa Rzeźnika uderza o matę, a Bidam
natychmiast przewraca go na plecy. Pin......1.......2....... kick out!! Franko podnosi bark w ostatniej chwili, a tłum eksploduje, bo nie bez powodu Franko dostał tytuł inDuny.
Bidamczyk nie może uwierzyć, ale nie ma czasu na zastanawianie się.
Podnosi przeciwnika i próbuje German Suplex, jednak Rzeźnik blokuje,
rozpychając łokciami przestrzeń, po czym nagle odwraca sytuację i
trafia Back Elbow, a następnie Running Lariat, który powala Bidama na
matę. Franko nie przestaje, bo od razu łapie przeciwnika i wykonuje
brutalny Backbreaker, przytrzymując przez chwilę jego ciało na kolanie,
jakby chciał złamać go na pół. Bidamczyk krzywi się z bólu, ale nie
krzyczy, nie bez powodu przeszedł ciężkie życie w Korei Północnej,
tylko zaciska zęby i próbuje się wyrwać.
Mariusz Max Kolanko – To musiało boleć.
Tony Hogański – Powiedz to jakoś tak bardziej merytorycznie i fachowo.
Mariusz Max Kolanko – Musiało
to wiązać się z istotnym bodźcem bólowym, najprawdopodobniej o wysokiej
intensywności, zdolnym do aktywacji nocyceptorów w tkankach
somatycznych. Tego rodzaju uraz mógł wywołać ostry, silny ból
wynikający z uszkodzenia struktur miękkich, a potencjalnie również
elementów kostnych lub stawowych, co skutkuje gwałtowną reakcją układu
nerwowego oraz odruchową odpowiedzią obronną organizmu.
Tony Hogański – Przesadziłeś. Odpalam ziewanko! (Toster ziewnął.) Nie załamuj się jednak, zmierzasz w dobrym kierunku.
Aktualny EWF FTW Champion puszcza chwyt i natychmiast wbiega na
narożnik. Publiczność zaczyna go nawet zachęcać do boju, bo słychać
okrzyki: inDuna Franko! inDuna Franko! inDuna Franko! inDuna Franko! Rzeźnik
uśmiecha się pod nosem, bo oprócz Rzeźników zza fal, zyskał też nową,
całkiem ciekawą grupę fanów. Nie zwleka zbyt długo i szybko skacze z
pięknie wykonanym Diving Elbow Dropem! Trafienie jest czyste,
precyzyjne i skuteczne! Pin......1........2........kick out! Nowosibirski
nadal walczy. Ledwo, ale walczy. Obaj zawodnicy podnoszą się niemal
jednocześnie. Bidamczyk zatacza się, ale w ostatniej chwili łapie
równowagę i wykonuje nagły Enzuigiri, które trafia Rzeźnika w tył
głowy. Franko pada na kolana. Bidam wykorzystuje moment, łapie
przeciwnika i wykonuje Exploder Suplex, który posyła Rzeźnika w
narożnik. Bez chwili zawahania rusza, po czym od razu wykonuje Running
Corner Knee! Franko osuwa się, ale Bidam go podnosi… kolejna próba
zakończenia… podniesienie do Powerbomb… ale Rzeźnik nagle kontruje
Hurricanrana! Bidamczyk wpada w liny i odbija się... prosto na Big Boot
od Rzeźnika! W miarę szybko obaj panowie podnoszą się. Trwa chwila
napięcia, po czym ruszają na siebie. Spotykają się na środku ringu i
bez słowa zaczynają kolejną wymianę - Punch, Forearm, Chop, Knee
Strike. W końcu Rzeźnik przejmuje inicjatywę, żwawo i ohoczo łapie
Bidamczyka, podnosi go i wykonuje Sit-Out Powerbomb! Pin....1....2...kick out! To
już kolejny raz. Lekka frustracja na twarzy Franko jest widoczna. Uderza
dłonią w matę i krzyczy coś pod nosem, ale zaraz wraca do działania.
Mariusz Max Kolanko – Rzeźnik nie często pokazuje frustrację.
Tony Hogański – Dziwisz
mu się? Jeśli dzisiaj straci pas to dołączy do długiej listy zdobywców
pasów z niczego. Niby im się udało, ale nie zdążyli się nacieszyć, bo
na kolejnej gali ten tytuł stracili.
Mariusz Max Kolanko – Coś w tym jest.
Rzeźnik przeciwnika, próbuje kolejnego ataku, ale Bidamczyk nagle ożył
i jest jak nowo narodzony. Następuje seria Punches, szybki Kick, a
potem Tilt-a-Whirl Backbreaker! Rzeźnik zwija się z bólu, a
Nowosibirski, mimo wyczerpania, wspina się na narożnik. Publiczność aż
wstaje z miejsc. Bidamczyk bez wahania skacze z Moonsaultem! Trafia! Pin.......1.......2....... kick out! Bidamczyk
patrzy w stronę sędziego, jakby szukając potwierdzenia, że to naprawdę
było tylko dwa. Rzeźnik leży nieruchomo przez kilka sekund, po czym
nagle przewraca się na bok i zaczyna powoli podnosić. Bidam rusza
pierwszy, ale jego ruchy są wolniejsze, bo obaj panowie są zmęczeni i
zdrowo poobijani. Rzeźnik kontruje, łapie go
za głowę i wyrzuca przez liny!! Bidamczyk spada prosto na metalowe
schodki stojące przy ringu, a następnie spada z nich na posadzkę!!! (EWF! EWF! EWF! EWF! + inDuna Franko! inDuna Franko! inDuna Franko! inDuna Franko!)
Tony Hogański – Proszę tylko bez fachowych i merytorycznych terminów tym razem.
Mariusz Max Kolanko – Chciałbym w takim razie...
Tony Hogański (przerywa mu) – Tylko nie gadaj mi tu znowu o folklorystycznych tytułach.
Mariusz Max Kolanko (trochę smutno) – To ja już nie wiem....
Poza ringiem walka nabiera zupełnie charakteru - Rzeźnik popycha Bidama
w barierki, potem w narożnik ringu, a następnie próbuje wbić go w
słupek. Zawodnik rodem z Korei Północnej blokuje, obraca się i to
Franko uderza barkiem w metal. Nowosibirski zbiera resztki sił i
wykonuje Running Knee Strike poza ringiem, który powala przeciwnika na
ziemię. Sam jednak opada na jedno kolano, kompletnie wyczerpany. Z
trudem wracają na ring, a gdy tylko wchodzą między liny, natychmiast
ruszają na siebie. Dochodzi do zwarcia, dzikiej szamotaniny, panowie
okładają się nieustannie, wymieniając Forearm za Forearm, Punch za
Punch, aż dźwięk uderzeń niesie się po całej arenie. Nowosibirski
zaczyna przejmować inicjatywę, trafia Knee Strike w brzuch, potem
kolejny, następnie szybki Elbow Smash, który cofa Franko o kilka
kroków, aż w końcu łapie go za kark i wykonuje Snapmare, przechodząc
płynnie w kontrolę nad przeciwnikiem na macie; Rzeźnik próbuje się
wyrwać, ale Bidam natychmiast dociska jego nogi, skręca biodra i
zaczyna zakładać jeden ze swoich kończących chwytów, czyli The Sands of
Karakorum [Indian Deathlock]! Robi się ciekawie! Publiczność wstaje,
czując, że to może być koniec. Franko krzyczy z bólu, uderza dłonią w
matę, próbuje sięgnąć lin, ale Bidamczyk trzyma, go mocno. Siedzi
nieźle w tym siodle i nie ma zamiaru wypuścić szkapy zwanej Franko.
Przy okazji oczywiście blokując każdy ruch, zwiększając nacisk,
skręcając nogi przeciwnika jeszcze mocniej; sędzia klęka obok i pyta,
czy Rzeźnik się poddaje. The Butcher zaciska zęby, jego twarz wykrzywia
się w bólu, ręka drży nad matą... wydaje się, że to już moment, że
zaraz odklepie!
Mariusz Max Kolanko – Czy to moment Bidama?
Tony Hogański – Może tak, może nie...
Mariusz Max Kolanko – Czy może Franko jednak się wyrwie?
Tony Hogański – Może tak, może nie...
Mariusz Max Kolanko (z troską w głosie) – Wszystko w porządku, Tony?
Tony Hogański – Sam nie wiem.
Bidam jeszcze pogłębia chwyt, pochylając się do tyłu i dociskając całe
ciało, wyciskając z Franko resztki sił. Tłum liczy sekundy, napięcie
rośnie do granic możliwości, nagle jednak Rzeźnik, niemal
instynktownie, zaczyna przesuwać swoje ciało centymetr po centymetrze,
wykorzystując ostatki energii, odpycha się łokciami od maty, przekręca
biodra, a potem w absolutnym akcie desperacji wyrywa jedną nogę z
uścisku. Bidamczyk próbuje utrzymać chwyt, ale traci kontrolę, a
aktualny EWF FTW Champion obraca się gwałtownie, popycha go i obaj
przetaczają się po macie! Przez sekundę leżą obok siebie, kompletnie
wyczerpani, ale to Rzeźnik pierwszy się porusza. Podnosi się na kolana,
potem na nogi, chwiejąc się, ale z oczami pełnymi determinacji.
Bidamczyk również próbuje wstać, nie wierząc, że jego finisher nie
zakończył walki. Nowosibirski rusza do przodu, próbując jeszcze jednego
Knee Strike, lecz Franko w ostatniej chwili unika, wchodzi za jego
plecy i łapie go w nietypowy chwyt; przez moment wygląda, jakby sam nie
miał już sił, ale nagle, jakby wyciągnął z siebie ostatnią iskrę,
podnosi Bidama wysoko na ramiona! Publiczność zamiera, a Rzeźnik obraca
ciało przeciwnika w powietrzu i z niesamowitą siłą wykonuje Burning
Hammer [Inverted Death Valley Driver]!!!! Uderzenie jest potężne, matę
aż wygina pod ich ciężarem, przez sekundę zapada cisza, jakby nikt nie
mógł uwierzyć w to, co właśnie zobaczył! Franko opada obok, ledwo żywy,
ale instynktownie przetacza się i kładzie rękę na klatce piersiowej
Bidama! Czy to ten moment? Czy to może być koniec? Sędzia Antoni
Bryndza rzuca się na matę i zaczyna liczyć.... pin.......1...........2...........3!! (Zwycięzcą i nadal EWF FTW Champem jest: Franko the Butcher!)
Mariusz Max Kolanko – Na tym koniec!
Tony Hogański – Mam nadzieję, że ci się spodobało.
Mariusz Max Kolanko – Dziękuję EWF za wielką szansę, jaką była możliwość komentowania tej walki. Prezydent Felipe Castro robi kawał dobrej roboty.
Tony Hogański – No
już, przestań, to nie ta ścieżka. Już wolałem jak próbowałeś być bardzo
fachowy i merytoryczny. Kolejnego castroluba albo lizocastrysty na tym
stołku nie zdzierżę.
Tymczasem Franko
leży jeszcze przez moment bez ruchu, patrząc w sufit, jakby sam nie
wierzył, że to się udało, podczas gdy Bidamczyk pozostaje na macie,
pokonany, ale nie złamany, po jednej z najbardziej wyniszczających i
pamiętnych walk, jakie widziała ta arena. W sumie to nie wiadomo jak
często odbywają się tu zawody wrestlingowe, więc może faktycznie rzadko
trafia się taka gratka. W końcu po chwili odpoczynku,panowie na ringu
wstają i ściskają się po przyjacielsku. Jest w tym uścisku nie tylko
przyjaźń, ale też szacunek do klasy rywala, jego zaangażowania w walkę
i swego rodzaju honoru. Publiczność żegna ich owacjami na stojąco, gdy
rozbrzmiewa Dead Or Alive i ich przebój „You Spin Me Round (Like a Record)”, a Bidam i Franko opuszczają ring.
Tony Hogański – Czyli
na razie pozostaną kolegami? To związek jak ze stali. Może dlatego, że
zarówno jeden jak i drugi mają trochę nierówno pod sufitem.
Mariusz Max Kolanko – To prawda. My tymczasem powoli zbliżamy się do wielkiego main-eventu.
Tony Hogański – Stawiam na to, że walkę wygra Crazy, a po walce słonie stratują najebanego z żalu Vaclava.
Mariusz Max Kolanko – W sumie to takie rzeczy są możliwe w EWF. Po Boko Haram wszelkie granice zostały przekroczone.
Tony Hogański – Jest
też 24% szans, że Vaclav przetrwa spotkanie ze słoniami, a następnie z
żalu nad samym sobą zgwałci hipopotamicę, która akurat będzie
przechodziła do wodopoju. On jest do tego zdolny! Z tego związku
narodzi się HipoVaclav, przyszły super-bohater, człowiek-hipopotam,
zwany też Hippo-Manem. Być może to właśnie Hippo-Man w 2038 roku spełni
marzenie ojca i zdobędzie dla rodu Vaclavów pierwszy EWF World
Championship.
Mariusz Max Kolanko – A w tej walce pokona stuletniego Szakala. Jest też szansa Tony, że masz hipomanię.
Tony Hogański (trąca go łokciem) – Jakim tonem do mnie mówisz? Z szacunkiem dla starszego kolegi po fachu.
(Realizator pokazuje nam teraz
krótki materiał filmowy. W tle gra jakaś muzyka filmowa, a my jesteśmy
na lądowisku dla helikopterów. Widzimy sceny jak do trzech cywilnych
helikopterów Mi-1 wsiadają: Vaclav i Felipe Castro, SR-Crazy wraz ze
Smelą i Miszką, a także Jan Kowalski i Dark Avenger. Po chwili
helikoptery odlatują, a następnie widzimy jak niczym w „Czasie
Apokalipsy" przelatują nad miastem, a później nad sawanną. Felipe
Castro miał rację - sceny z helikopterami są bardzo klimatyczne. Koniec
materiału filmowego.)
Mariusz Max Kolanko – Napięcie rośnie!
Tony Hogański – Wiele
pracy przed nami jeszcze. Powiedz mi, czy ty umiesz powiedzieć coś
oryginalnego czy działasz jak efekt jakiegoś generatora tekstu?
Mariusz Max Kolanko – Ty
chyba Tony jesteś bardzo smutny i bardzo samotny. Zawsze taki złośliwy,
na siłę starasz się być zabawny, ale w głębi duszy jednak często
płaczesz.
Tony Hogański – Ulica mnie tak wychowała, a w stanie wojennym przewracałem koksowniki.
(Przenosimy się na zaplecze, gdzie jak zawsze dzieje się coś ciekawego. Znajdujemy się na korytarzu. którym idą SeBa oraz Mati.)
Mati – Zegar tyka, Sebastianie. Czas ucieka.
SeBa – A serduszko puka w rytmie SeBy. (Pewnym siebie głosem.) Za chwilę ci zaimponuję! Za chwilę zobaczysz koniec Franza! Czas zmasakrować tego lewaka na wieki wieków!
Panowie podchodzą do jakiś
drzwi, które SeBa traktuje z bara i wyłamuje z framugi - jak w każdej
hali na całym świecie, drzwi są robione z bardzo kiepskiej jakości
materiałów. I oto jesteśmy świadkami niecodziennego wydarzenia, bo oto na
środku szatni Franza, bo to w niej się znajdujemy, rozłożona została
kanapa, a pod kołderką widzimy samego Franza we własnej osobie oraz
kobietę, którą uratował przed marokańskim napastnikiem. Jak widać
musiało tu dojść do łóżkowej sceny.
Franz (oburzony) – Co to ma znaczyć?! Co to za najście?! Trochę prywatności!!
Mati (lekko zdegustowany) – Sebastianie, czy to właśnie chciałeś mi pokazać?
SeBa – To mój triumf nad ideologią tego lewaka. Lamyaa świetnie się spisała.
Mati – Kto taki?
SeBa – Poznajcie się. To Lamyaa Khatibi, marokańska dziewczyna do towarzystwa. Rusłan ją znalazł i powierzył tajną misję.
Franz – Co takiego??? (Do kobiety.) Kim ty jesteś???
Dziewczę owinięte w prześcieradło ewakuowało się z kanapy. Tak na wszelki wypadek jakby Franz wpadł w szał.
Lamyaa Khatibi – Lamyaa, miło mi poznać. (Z uśmiechem.) Dumna obywatelka Maroka.
Franz – Jesteś z Maroka?
SeBa – Właśnie tak! Z Maroka, którego tak nienawidzisz! Z marokańskiej rasy, którą tak pogardzasz!
Franz – Z Maroka???
SeBa – Splamiłeś swój honor na wieki. Połączyłeś swą krew z marokańską krwią. Teraz sam jesteś.... Marokanem!!!
Franz (łamiącym się głosem) – Nie mogę w to uwierzyć.... Zostałem... Marokanem????
SeBa – To koniec! SeBa, Król Korwin i Armia Prus Wschodnich triumfują!
Mati – Co za intryga! SeBa, tyś feldmarszałkiem na wieki!
Po tych słowach Mati wyjmuje zza pazuchy pruski hełm i „koronuje" SeBę na nowego feldmarszałka.
Mati – Armia Prus Wschodnich znów jest twoja! Wodzu prowadź!
SeBa – Brawo ja!
(Feldmarszałek, Mati oraz Lamyaa opuszczają szatnię Franza, który jest absolutnie załamany. Koniec materiału filmowego.)
Tony Hogański – Intryga niczym z ulubionych telenowel Esmeraldy Martinez.
Mariusz Max Kolanko – Wydaje
się, że SeBa przechytrzył Franza, a na pewno spowodował u niego
załamanie nerwowe. Zobaczymy czy będzie ono trwałe czy tylko chwilowe.
Tony Hogański – No
i odzyskał, po raz kolejny swą armię. SeBa ma dziwną umiejętność by co
jakiś czas tracić kontrolę nad Armią Prus Wschodnich by następnie ją
odzyskiwać.
Mariusz Max Kolanko – To postać filmowa i pomnikowa.
Tony Hogański – To prawda. Andrzej Wajda chce podobno nakręcić o nim film. Pierwsze przecieki mówią, że będzie nosił tytuł „Człowiek z blokowiska" albo „Człowiek spod trzepaka".
Mariusz Max Kolanko – I ta przemiana z Sebastiana w SeBę. Coś jak Gustaw zmieniający się w Konrada.
(Zostawmy na razie te
metamorfozy i skupmy się na akcji. Znajdujemy się w jednym z
helikopterów, w którym obok pilota widzimy SR-Crazy'ego, a także jego
wiernych kompanów: Miszkę i Smelę. Nie wiadomo czy materiał jest
puszczany na żywo czy to retransmisja, bo realizator nie chce nam tego
wyjawić. Widać, że śmigłowiec jest nawet zmodernizowany, bo zamontowano w nim telewizor, gdzie można oglądać Wrestlepaloozę.)
SR-Crazy – Ta dzisiejsza walka z Vaclavem to chyba najważniejsza, albo druga najważniejsza walka mojej kariery.
Miszka – A jaka była ta pierwsza?
SR-Crazy – Pamiętam
jak dziś. Jerozolima Falls Count Anywhere match o EWF World title z
Szakalem. Te meczety na Wzgórzu Świątynynnym i zachodzące słońce nad
Jerozolimą.
Miszka – Eeee... mentorze... to się chyba mentorowi przyśniło. Była faktycznie taka walka, ale tam walczyli Sandman i Kraven.
SR-Crazy – Tak? (Ciężko westchnął.)
To czar prysł. Być może przyjdzie mi czas zawiesić buty na kołku, czas
wyprać ręcznik, którego nie prałem od 2001 roku od czasu swojego
pierwszego zwycięstwa w EWF...
Smela – No i po tylu latach rozwiązała się nam zagadka, co tak śmierdzi w szatni.
SR-Crazy – Nawet
jak dzisiaj wygram to może czas już to wszystko rzucić w cholerę? Oddać
pola młodszym. Zająć się pisaniem pamiętników, zostać felietonistą
„Tygodnika Powszechnego" lub filantropem. Coś w tym stylu.
Smela – Mistrz na pewno wygra, bo mam dla mistrza tajną broń.
SR-Crazy – Oooo... Aż się zaciekawiłem. Co takiego? (Smela wręcza swemu mentorowi jakąś gazetkę.) Bravo Sport z 1997 roku? Co to ma być?
Smela – Przyjrzyj
się dokładniej. Wykupiłem wtedy połowę nakładu w moim miasteczku, bo
chciałem mieć zapas tego cuda. Czekałem na taką okazję jak dzisiaj.
Dopiero wtedy SR-Crazy zrozumiał, że oto trzyma w ręku legendarny plaster kondycyjny Bravo Sport wraz z archiwalnym numerem. EWF World Champion nabożnie odkleja plaster od gazety i chowa go w kieszeni.
SR-Crazy – Dziękuję, to faktycznie wielka rzecz. Z tym plastrem na pewno nie przegram.
Miszka – Przyklej go tuż przed walką.
SR-Crazy – Zwycięstwo będzie moje.
(Koniec materiału filmowego.)
Tony Hogański – No to jest ten game-changer. Vaclav nie oprze się magii plastra kondycyjnego.
Mariusz Max Kolanko – Vaclav ma pewnie też niejednego asa w rękawie.
Tony Hogański – Nie takiego jak plaster kondycyjny, nie takiego.
(Znów jesteśmy na zapleczu. Tym razem znajdujemy się niedaleko
specjalnej loży, gdzie miło spędza czas Esmeralda Martinez. Według
innej wersji jest ona tam przetrzymywana wbrew swej woli, ale punkt
widzenia zależy zapewne od tego czy popiera się władzę Felipe Castro
czy też nie. Przed wejściem do VIPowskiej leży widzimy dwóch
funkcjonariuszy GRU. Tuż za rogiem natomiast Nasa Jazzowskiego i
Weronikę Passent.)
Weronika Passent – Nas? Jak się czujesz?
Nas Jazzowski – Już lepiej, znacznie lepiej. Ten zastrzyk chyba mi pomógł.
Weronika Passent – Nas, ale co my zrobimy?
Przecież Esmeraldy pilnuje GRU. Jak mamy się do niej dostać? A ta
laska, Berenika... głupie imię w ogóle, prawie Weronika, ale literki na
początku poprzestawiane. Bez sensu! No, ale to w ogóle co ona sobie
myśli? Niby kieruje GRU, ale nie może nam pomóc?
Nas Jazzowski – To skomplikowane.
Weronika Passent – Nas, nie jestem głupia, nie zbywaj mnie tak. Będziesz ich bić?
Nas Jazzowski – Za
atak na funkcjonariusza GRU grozi zwolnienie dyscyplinarne. Ja nie chcę
być zwolniony, a my potrzebujemy pieniędzy. Dużo pieniędzy.
Weronika Passent – Ja się tym zajmę, jak ty się cykasz!
WAMP bierze sprawy w swoje ręce i rusza w stronę wejścia do loży Esmeraldy. Jazzowski nie jest w stanie jej zatrzymać.
Funkcjonariusz GRU#1 – Stać! Kto idzie?
Weronika Passent – Hejka, to ja WAMP! Siema! Znacie mnie z telewizji?
Funkcjonariusz GRU#2 – Tu nie wolno przebywać.
Funkcjonariusz GRU#1 – Proszę się oddalić.
Weronika Passent – No co jest chłopaki? Co tacy spięci jesteście?
Funkcjonariusz GRU#1 – Powtarzam, proszę stąd odejść.
Weronika Passent – A patrzcie tam!
Funkcjonariusz GRU#2 – Nie damy się na taką sztuczkę nabrać.
Weronika Passent – No na filmach działa. (Zaczyna intensywnie myśleć.) To może chcecie ode mnie autograf z osobistą dedykacją? A czy moglibyście panowie na chwilę zamknąć oczy?
Funkcjonariusze GRU – Na chwilę? Po co?
Weronika Passent – Na chwilę!
Funkcjonariusze GRU – No w sumie możemy.
WAMP szybko wyciąga telefon i dzięki pomocy realizatora i opcji zoomu wyraźnie widać, że pisze SMSa do swego męża „❤ ❤ Nas! Atakuj! odwróciłam ich uwagę! ❤ ❤"! Funkcjonariusze GRU jednak oczu nie zamknęli, a tylko się roześmiali bezwstydnym i szyderczym rechotem.
Weronika Passent (smutnym głosem) – Ej? Co jest?
Funkcjonariusze GRU – Pani Weroniko, nie jesteśmy idiotami. Proszę się oddalić albo zostanie pani wyrzucona z hali.
Weronika Passent – Może grzeczniej, co?
Funkcjonariusze GRU – Proszę się oddalić albo zostanie pani grzecznie wyrzucona z hali.
Nagle, bo nie trzeba przypominać, że takie rzeczy zawsze dzieją się nagle, słychać głos:
Głos – To może ja was wyrzucę grzecznie z hali?
Funkcjonariusze odwracają się
w stronę, skąd usłyszeli wymieniony wyżej głos. Nie, nie był to Nas
Jazzowski, a postać w długim, czarnym płaszczu.... to Tool!!! Dwukrotny
EWF World Champion trzyma w ręku metalowy kij, od razu podbiega do
funkcjonariuszy i z zaskoczenia uderza każdego z nich takimi szybkimi
ciosami, że tym razem nie mieli czasu na żaden bezwstydny rechot.
Weronika Passent – Ej gościu! Ja cię znam! Ty jesteś kolegą Nasa z tag-teamu!
Tool – Tak, ja nim jestem.
Wtedy właśnie pojawia się Nas Jazzowski.
Tool – Nas....
Nas Jazzowski – Tool....
WAMP przez łzy niczym w jakimś filmie zaczyna delikatnie uderzać męża w klatkę piersiową.
Weronika Passent – Nas?
Dlaczego nic nie zrobiłeś? Dlaczego ja musiałam wszystko robić? Nas,
dlaczego? Dlaczego? Stchórzyłeś??? Czy ty stchórzyłeś???
Nas Jazzowski (chwyta ją spokojnie za nadgarstek i uspokaja) – To było zaplanowane, Miley.
Tool – Atak
na funkcjonariusza GRU może równać się zwolnieniu dyscyplinarnemu, ale
ja jestem już na emeryturze i mam to w dupie. Poprzedni mój występ w
czasie letniego turnieju tag-teamów miał być powrotem na jedną galę,
ale rozmyśliłem się. Uratowanie Esmeraldy z rąk Felipe Castro to taka
akcja, która pozwoli mi przejść do historii z przytupem.
I skoro o przytupie mowa, to
Tool dramatycznym kopniakiem uderzył buciorem w drzwi prowadzące do
loży VIP, które oczywiście wypadły z framugi. Za nimi czekała już
Esmeralda.
Esmeralda Martinez – Moi wybawcy. Tool, Nas i Weronika. EWF wam tego nie zapomni.
Weronika Passent – Mam tyle pytań!
Nas Jazzowski – Nie teraz Miley. GRU może tu być lada chwila.
Weronika Passent – Tylko jedno pytanie!
Esmeralda Martinez – Jakie?
Weronika Passent – Kto tak naprawdę zabił Kennedy'ego?
Tool – Musimy już iść. Tu nie jest bezpiecznie.
(W ten oto sposób Nas Jazzowski, Tool i Weronika Passent uratowali Esmeraldę Martinez i ewakuują się z hali.)
Mariusz Max Kolanko – Tak się nie robi! Nie takie były ustalenia!
Tony Hogański – Zamknij się Max. Uważasz, że przetrzymywanie Esmeraldy wbrew jej woli jest w porządku?
Mariusz Max Kolanko – Masz rację, Tony. Masz rację. Mam nadzieję, że uda im się uciec.
Tony Hogański – Cieszę
się, w przeciwieństwie do Janka ty zachowałeś trochę zdrowego rozsądku.
No nic, łatwo nie będzie. GRU będzie deptać im po piętach.
(Znajdujemy się w
helikopterze, którym Vaclav i Felipe Castro lecą na Savanna No Holds
Barred match. Także i tutaj, podobnie jak w helikopterze z SR-Crazy'm
na pokładzie, zainstalowano telewizor, gdzie Vaclav i Felipe jeśli
chcą, to mogą teoretycznie śledzić przebieg Wrestlepaloozy. Na razie
panowie siedzą sobie na tylnych siedzeniach i prowadzą intensywną
konwersację.)
Felipe Castro – Już prawie jesteśmy. Skup się Vaclav, to twój wielki wieczór.
Vaclav – Filip, nie musisz mnie pouczać. Nie musisz mi pomagać. Nie musisz nic robić. O mnie się nie martw. Ja sobie radę dam.
Felipe Castro – Nie zamierzam ci pomagać. Jesteś największą gwiazdą EWF i jestem pewien, że udowodnisz to dzisiaj zostając EWF World Champem.
Słychać charakterystyczną wibrację dzwoniącego, a wyciszonego telefonu.
Vaclav – Nie odbierzesz?
Felipe Castro (spoglądając na wyświetlacz) – To Ulrike, pewnie jakieś informacje po posiedzeniu rady nadzorczej. Miało być krótko i sprawnie, więc może poczekać.
Vaclav (wytężając wzrok) – Patrzcie! Czy to nie śmigłowiec z Crazy'm? Wyprzedził nas? (Oburzony.) Ja nie mogę z nim przegrać!! Nawet teraz!! Dziś dzień mojego zwycięstwa!!
Felipe Castro (nagle) – Vaclav... co robisz?!
Mecenas Ekstremy niespodziewanie zaczyna gramolić się na przednie siedzenie.
Vaclav (do pilota) – Dalej!! Zaatakuj go!!!
Śmigłowcem zaczyna trząść, bo pilot jest zupełnie zaskoczony niecodzienną akcją Wroga Ludu.
Felipe Castro – Przestań!! Rozbijemy się przez ciebie!!
Vaclav (śmiejąc się) – Jak w Smoleńsku!! Też zginie prezydent!!
Felipe Castro – Uspokój się!
Vaclav (do pilota) – Dalej! Zmieścisz się! Śmiało! No trąć go! Tak robią debeściaki!!
Pilot nie wie co robić, stara
się manewrować, bo Vaclav za moment już wgramoli się na drugie przednie
siedzenie i problem będzie większy. Nagle, zapada cisza i Vaclav wraca
na swoje miejsce. Zza pazuchy wyciąga puszkę Perły.
Vaclav (z uśmiechem) – Piwka?
Felipe Castro (ociera pot z czoła) – Co to było!? Vaclav, co to miało być?
Vaclav – Widzisz Filip, chciałem ci udowodnić,
że ta walka będzie całkowicie na moich zasadach. Ty mnie nie
kontrolujesz, ja robię co chcę i kiedy chcę. Nie jestem dodatkiem do
twojej władzy. Zrozumiano?
Felipe Castro – Zrozumiano, ty chory pojebie.
(Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Vaclav jest nienormalny.
Mariusz Max Kolanko – Muszę się z tobą zgodzić.
Tony Hogański – Mam nadzieję, że Felipe Castro wkrótce zrozumie, że współpraca z nim nie ma sensu.
(Przenosimy się przed halę w
Pretorii. Zbudowano tu swego rodzaju scenę lub podium w
biało-czerwonych barwach, ustawiono biało-czerwone flagi, a także
mównicę z herbem Polski. Gdzieniegdzie widać także oficjalne loga
Senatu RP, a także EWF. Przed sceną stoi tłum kilkunastu dziennikarzy,
a za nimi kilkadziesiąt osób z polskimi flagami. W większości są to
osoby czarnoskóre, ale najwidoczniej reprezentują Polonię w RPA, bo
mają ze sobą polskie flagi, a na flagach polskim zwyczajem wypisane nazwy miast
i miasteczek, z których tu dzisiaj przyjechali, czyli m.in. „Pretoria",
„Johannesburg", „Kapsztad", „Durban", ale też takie bardziej
swojsko-sportowe „Leć Adaś jak najdalej!" - pewnie pamiątka z czasów
Adama Małysza, a także „Lewandowski", czy „Olisadebe". Gra jakaś
przebojowa muzyka i po chwili na scenę wchodzi Szakal w towarzystwie
Pana Józefa, Doktora VooDoo Białego, a także Mumina i Mladenova.
Senator staje za mównicą.)
Tłum – Szakal! Szakal! Szakal! Szakal! Szakal!
Szakal (uspokaja tłum gestem ręki) – Dziękuję
wszystkim za przybycie i za to k.... klawe i gorące powitanie. Czynię to w imieniu
swoim, Ojczyzny, a także Senatu Rzeczypospolitej Polskiej. Proszę jednak o chwilę spokoju, bo mam coś ważnego do przekazania. Kilka
tygodni temu oznajmiłem wszystkim, że będę ubiegał się o reelekcję by
nadal walczyć w senacie o sprawy Polek i Polaków w senacie. Dziś z
żalem muszę ogłosić, że nie spełnię tej obietnicy.
(Bierze głęboki oddech.) Wycofuję się w
udziału w wyborach...
Szok i niedowierzanie. Widać
dziennikarski błysk fleszy i odgłosy migawek w wykonaniu dziennikarzy,
bo zdjęcia Szakala będą jutro na pierwszych stronach wielu polskich
gazet.
Szakal – Czynię
to z ciężkim sercem, ale nowa ścieżka stoi przede mną otworem i na tej
ścieżce też będę mógł służyć narodowi. Mogę dziś oficjalnie ujawnić, że
zaproponowano mi bym przez najbliższe cztery lata pełnił funkcję
polskiego ambasadora w Iranie. Jestem już po wielu rozmowach z panem
prezydentem, który mnie gorąco do tego namawiał. Po wielu
przemyśleniach zgodziłem się
przyjąć tę ofertę. Ojczyzna wzywa i odmówić nie mogłem. Już pod koniec
miesiąca wyjeżdżam do Teheranu, gdzie
na ręce prezydenta Iranu Hasana Rouhaniego złożę listy
uwierzytelniające. Przez te cztery lata mam zamiar naprawić stosunki
polsko-irańskie, czerpiąc ze swojego bogatego doświadczenia a także ze
znajomości z Mahmudem Ahmadineżadem. Uczynię Polskę i Iran wielkimi!
Oklaski.
Szakal – Za
cztery lata wrócę i w 2019 roku mam zamiar ponownie kandydować do
senatu. Nie mam jednak zamiaru porzucić swoich wyborców. Jest ktoś kto
może mnie zastąpić. To jedyny i niepowtarzalny... Pan Józef!
Pan Józef (podchodząc do mównicy) – Chciałbym
podziękować senatorowi Szakalowi za zaufanie. Z dumą zastąpię go jako
kandydat niezależny w okręgu szczecińskim i liczę na to, że jak wygram wybory to godnie będę
zastępował go jako senatora.
Szakal – Józefie, w polityce cenimy sobie transparentność. Czas wreszcie zdradzić twoją tajemnicę.
Pan Józef – Proszę
państwa, pracuję w EWF od samego początku, od 2001 roku. Do pracy
przyjmował mnie jeszcze Felix Castro. W 2002 roku zacząłem regularnie
pojawiać się w trakcie gal, gdzie najpierw byłem szefem kotłowni,
później przeprowadzałem wywiady, a następnie piąłem się po szczeblach
kariery. Zawsze byłem znany jako „Pan Józef",
kilka lat temu także jako „Pan Józef K.", co było w sumie trochę
głupie, bo sprawiało, że wyglądałem na przestępcę. Nadal chce pozostać
tym samym Panem Józefem, byłem nim i nim pozostanę, ale czas wreszcie
by wyjawić prawdę. Nazywam się Józef Kowalski... i jestem starszym bratem Jana
Kowalskiego.
Kolejny szok, kolejne niedowierzanie, a po chwili oklaski za coming-out.
Pan Józef – Dziękuję!
Gra Hymn Polski, a Mumin i
Mladenov wypuszczają w powietrze biało-czerwone baloniki. Impreza
powoli się zwija, tłum i dziennikarze się już rozeszli.
Szakal (klepiąc go po ramieniu) – Józefie,
będziesz kurwa wspaniałym senatorem. Wszystkiego cię kurwa nauczę,
krótki kurs senatorowania i dasz radę. To nie jest kurwa skomplikowane.
Doktor VooDoo Biały – Poprowadzę twoją kampanię wyborczą.
Mumin i Mladenov – A my będziemy twoimi asystentami społecznymi!
Szakal – O nie, załatwiłem wam kurwa nową robotę.
Mumin i Mladenov (zaciekawieni) – Jaką senatorze?
Szakal – Mówcie mi teraz senatorze-ambasadorze. Jestem Szakal S.A., Szakal to jest kurwa firma!
Mumin i Mladenov – Jaką senatorze-ambasadorze, Szakal S.A., Szakal to jest kurwa firma?
Szakal – Tylko kurwa początek idioci macie mówić, nie mieliście wszystkiego powtarzać. Jeszcze raz. (Szturchając Józefa.) Widzisz, co ja z nimi kurwa mam? Intelektualna orka na intelektualnym kurwa ugorze.
Mumin i Mladenov – Jaką senatorze-ambasadorze?
Szakal – Pogadałem
z kierownictwem PSLu i załatwiam wam miękkie lądowanie w Agencji
Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Jest koniec kadencji i takie
rzeczy są normalne. PSL nigdy nie zostawia swoich i zrzuca ich na
spadochronach do różnych agencji. Wiecie, idą wybory i nic kurwa nie
jest pewne.
Mumin i Mladenov – Dziękujemy!
Doktor VooDoo Biały – Czyli koniec na dzisiaj?
Szakal – Jeszcze mam jedną kurwa rzecz do załatwienia. Spakowaliście moje bagaże?
Mumin – Są w ciężarówce.
Mladenov – Tu ma pan senator-ambasador kluczyki. (Mladenov wręcza senatorowi kluczyki do pojazdu.) Wszystko na miejscu jak pan senator sobie życzył. Wszystko przygotowaliśmy. Pojazd też podstawiony zgodnie z życzeniem.
Szakal – Do zobaczenia później. Widzimy się w Durbanie.
(Wracamy na ring.)
Mariusz Max Kolanko – Szakal wycofuje się z udziału w wyborach?
Tony Hogański – Trudno
mi w to uwierzyć. Mistrz na pewno dokładnie przemyślał tę decyzję. Poza
tym, bycie ambasadorem i reprezentowanie interesów Rzeczypospolitej
Polskiej w świecie to powód do dumy.
Mariusz Max Kolanko – Ale w Iranie?
Tony Hogański – Mistrz
Szakal jest niezwykle popularny w Teheranie i już od 2002 roku wspiera
budowę dobrych polsko-irańskich relacji. To właściwa osoba na właściwym
miejscu.
Mariusz Max Kolanko – A co z jego karierą w EWF?
Tony Hogański – Mieliśmy walczącego senatora, to na pewno możemy też mieć walczącego ambasadora.
Mariusz Max Kolanko – No i kolejny szok. Pan Józef jest bratem Janka Kowalskiego? Naprawdę nazywa się Józef Kowalski?
Tony Hogański – Max, nie udawaj głupiego. Przecież jesteś siostrzeńcem Pana Józefa, czyli też... siostrzeńcem Janka?
Mariusz Max Kolanko – No tak, to wszystko prawda.
Tony Hogański – Już dawno to podejrzewałem. Te dwuznaczne uśmiechy, te wymiany liścików.
Mariusz Max Kolanko – Co?
Tony Hogański – Józef długo milczał, ale wreszcie wyjawił swój sekret. Teraz będzie mu lżej na sercu. Wygramolił się ze starej szafy w kotłowni.
(Znajdujemy się na zapleczu, a
konkretniej na jednym z wielu korytarzy hali. Tu na ławeczce siedzą
sobie Bidam i Franko, są wyraźnie zmęczeni i poobijani po swojej
wcześniejszej walce. Mimo to spędzają sobie miło czas na wyżej wymienionej ławeczce, gdzieś za oknem
pewnie śpiewają ptaki, słońce niedługo zacznie zachodzić nad Pretorią.
Jest idyllicznie, tylko piwka w rękach im brakuje.)
Bidam – Wiesz co? Zrywam naszą przyjaźń.
Franko – Co mówisz? Trochę ogłuchłem w trakcie walki, tak mi przypierdoliłeś w pewnym momencie.
Bidam – Zrywam przyjaźń!!!!
Franko – Ale dlaczego?
Bidam – Żartuję,
to była dobra walka. Momenty były niezłe i dobra rozgrzewka dla
publiczności przed main-eventem. A tak przy okazji, to widziałeś jak
złamałeś Jazzowskiego? Jest wrakiem człowieka, snuje jakieś biznesowe
plany, a do tego boi się zwolnienia dyscyplinarnego i chowa za
spódniczką żony. Co za upadek.
Franko – Już o tym rozmawialiśmy dzisiaj, ale tak. Mnie to nie dziwi. On
nie ma kręgosłupa moralnego, to musiało się tak skończyć. Przetrąciłem
go fizycznie, więc się rozsypał mentalnie. To już jego koniec.
W tym momencie na korytarzu pojawiają się Berenika Martinez i Avon Tschorny. Ubrani w mundury GRU gdzieś wyraźnie się spieszą.
Bidam – Hej! Cześć! Słyszałem, że Esmeralda wam uciekła? Szukacie jej?
Avon Tschorny – Co? Nie, mamy inne...
Berenika Martinez (trącając go łokciem) – Tak. Widzieliście ją gdzieś?
Franko – Myślisz, że ci pomożemy? Sprzedałaś własną matkę dla kariery, nawet jeśli była tylko adoptowana.
Avon Tschorny – Nie mamy czasu na pogawędki.
Berenika Martinez (uśmiechając się) – Zobaczymy się później.
Franko – Nie sądzę.
Berenika Martinez – A ja sądzę, że tak. Pa!
Po tych słowach Berenika i Avon odchodzą pośpiesznie w swoją stronę.
Bidam – Słuchaj... a tego Jazzowskiego, to nie trzeba wykończyć?
Franko – Teraz? Nie, za szybko. Utracił zdrowie, teraz traci zmysły. Poczekam i odbiorę mu resztę godności.
Bidam – Poczekamy....
Franko – Tak, a co?
Bidam – A nic, coś wisi w powietrzu.
Franko – Co takiego?
Bidam – Nie wiem... Co z nami będzie Franko? Co będzie z EWF?
Franko – Cóż to za nagła melancholia?
Bidam – Chodźmy napić się piwka. Tylko nie tego vaclavowskiego, bo podobno zatrute.
(Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Podejrzewam nieśmiało, że GRU może wcale nie zależeć na odbiciu Esmeraldy Martinez.
Mariusz Max Kolanko – Co na to Felipe Castro?
Tony Hogański – Pewnie nie będzie zadowolony.
Mariusz Max Kolanko – A co ten Bidam taki melancholijny?
Tony Hogański – To dziwny typek. Nie mogę go rozgryźć. W sumie... to dzisiaj wisi coś takiego smutnego w powietrzu.
Mariusz Max Kolanko – Tak...
Tony Hogański – Swoją drogą. Pamiętasz jak zadebiutowałeś w EWF?
Mariusz Max Kolanko – To był 30 marca 2003 roku. Gala w Teheranie. Pracę załatwił mi wujek Józek.
(Przenosimy się znów do helikoptera, którym lecą Vaclav i Felipe Castro. Maszyna zbliża się już powoli do miejsca lądowania.)
Vaclav – Jest jakiś pilot do tego telewizorka?
Felipe Castro – Nie, on ma pokazywać Wrestlepaloozę na żywo.
Vaclav – Żebyś miał kontakt z bazą?
Felipe Castro – Coś w tym stylu.
Nagle na ekranie zaczynają pojawiać się jakieś zakłócenia.
Vaclav – Chyba właśnie go straciłeś.
Zakłócenia się kończą, ale wcale nie oglądamy Wrestlepaloozy. Ekran zrobił się czarny, a po krótkiej chwili pojawił się napis „Wrzesień 2015. Cementerio de Cristóbal Colón, Hawana, Kuba".
To oznacza, że jesteśmy na cmentarzu. Jeśli ktoś pamięta Wrestlepaloozę
z Kuby, to być może skojarzy, że właśnie na tym cmentarzu pochowany
jest Felix Castro. Jest noc, nieopodal palą się jakieś stare latarnie,
a my znajdujemy się przy grobowcu Feliksa Castro. Stoją tu dwie
postacie.... w końcu światło latarni oświetla ich twarze i okazuje się,
że są to senator Szakal i Game.
Game – Lubię tu raz na rok przylatywać, wiesz? Piątego września była rocznica śmierci Feliksa.
Szakal – Która to już?
Game (melancholijnie) – Ósma...
Szakal – Jak ten czas kurwa leci. (Drapie się po łysinie.)
No, ale dzisiaj nie jest rocznica śmierci. Minął prawie miesiąc. Po co
mnie tu zaprosiłeś? By zapalić kurwa znicze i złożyć kwiatki. Wiesz, że
to można już robić kurwa wirtualnie? Są takie serwisy, gdzie możesz
zapalić świeczkę w sieci? Nie trzeba się wtedy fatygować.
Game – Ja jednak uważam, że wyrazy szacunku należy składać osobiście. Felix na to zasłużył. (Dziecko Komercji nachyla się i podnosi z ziemi dwie łopaty.) Masz.
Szakal – A to po co?
Game – Zabieramy go do domu. Zaprosiłem tu nawet specjalistę od cmentarzy.
W tym momencie z ciemności wyłania się Ponury Grabarz, który w ręku trzyma pochodnię.
Ponury Grabarz – Łopaty nie będą potrzebne, bo grób murowany.
Koniec transmisji filmowej. Wracamy do helikoptera.
Felipe Castro (zdenerwowany) – Co to jest? Co to ma znaczyć?
Vaclav – Nie masz chyba już taty.
Felipe Castro – Co?!
(Wracamy na ring.)
Mariusz Max Kolanko – Co tu się stało? Co tam zaszło?
Tony Hogański – Nie wiem, nie komentuję, nie mam pojęcia, nie wypowiadam się.
Mariusz Max Kolanko – Czy oni wykopali Feliksa Castro z grobu?
Tony Hogański (z uśmiechem) – A co jeśli nigdy go tam nie było?
(Przenosimy się na jeden z
licznych korytarzy hali, gdzie widzimy jak Esmeralda Martinez, Nas
Jazzowski, Weronika Passent oraz Tool powoli kierują się w stronę
wyjścia z hali. Nie są niepokojeni przez nikogo, nigdzie nie widać GRU,
nie słychać żadnego alarmu. Można nawet powiedzieć, że sytuacja jest
dość spokojna.)
Nas Jazzowski – Już
dawno nie czułem takiego przypływu energii. Słuchajcie, Jazzowscy
Holding stanie się jedną z największych firm w Europie Środkowej. Mam
wizję, potrzebuję tylko pieniędzy na rozwój. Tylko tyle.
Tool – Wszystko w porządku z tobą? Jaki holding? Jaka wizja? Jesteś tylko wrestlerem, barwnym i inteligentnym, ale tylko wrestlerem.
Nas Jazzowski – Dla
ciebie, drogi druhu też przewidziałem rolę do odegrania. Otóż, wyobraź
sobie kupuję Chofum S.A. Fabryka Urządzeń Mechanicznych i mam tam dla
ciebie funkcję kierowniczą. Będziesz dyrektorem fabryki! Fabrykantem
wręcz! Możemy zmienić nazwę na Tool's Tools, co nie? Chofum Tools też w
sumie brzmi spoko. Niezły rebranding się szykuje. Bo ja proszę was mam
teraz kontakty w Afryce, Syrii
i Iranie. Będzie importować komponenty stamtąd... albo eksportować! Co
za różnica, prawda? Ważne, żeby interes się kręcił! Panele
fotowoltaiczne! Czuję w tym biznes, rozumiesz? Tanie, każdy chce, a
prąd drożeje! Ja jestem mądry, dam sobie radę. Dla mądrych jest zawsze
dobry czas!
Tool – Kiedy będzie dla uczciwych?
Nas Jazzowski – Nawet tak nie mów. Oni mają niebo, po co im dobre czasy? (Rozkłada ręce.) Bo ja chcę, żeby moja firma rosła! I w ogóle, żeby był wielki ruch, wielki handel, wielki pieniądz!
Esmeralda Martinez (zaniepokojona) – On majaczy?
Nas Jazzowski – O
nie! Wcale nie. Ja nigdy nie myślałem tak trzeźwo, nie myślałem tak
logicznie, nigdy tak wszystko nie układało się dobrze w moim umyśle.
Może to przez ten zastrzyk? Kto wie, kto wie... ja właśnie w sprawie
pieniędzy. Jak Tool słusznie zauważył, ja jestem tylko wrestlerem i nie mam pieniędzy.
Esmeralda Martinez – No, ale to nie jest powód ani przyczyna. Ludzie mają pieniądze...
Weronika Passent – A pani ma duże zaufanie! Kontakty!
Esmeralda Martinez – Ja?
Weronika Passent (robi smutną minę) – Bo
mój tata to niby szycha, ale w sumie płotka. Koledzy z PRLu umierają,
interesów nie robi się takich jak w latach dziewięćdziesiątych,
wszystko sprywatyzowane, nie ma na czym zarobić.
Esmeralda Martinez – Ale co ja mam z tym wspólnego?
Nas Jazzowski – Bo
te wszystkie hedge funds, te BlackRock, Vanguard, Carl Icahn, te
kartele południowoamerykańskie, latynoamerykańska burżuazja, rosyjscy
oligarchowie, japońskie zaibatsu... ja nie mam dostępu do takich ludzi,
ja
co najwyżej mogę kręcić biznesy z syryjskimi lub irańskimi służbami specjalnymi albo
wąsatymi polskimi prywaciarzami, którzy kiedyś byli albo komuchami,
UBekami albo solidaruchami... lub wszystko na raz... ale
to nie to, moje aspiracje są inne, wyższe, wznioślejsze. Takich
pieniędzy, jakie potrzebuję to oni mi nie dadzą. Tego
się uczciwie wyprać nie da! A taki BlackRock, to co innego, prawda?
Wszystko legalne, pal licho czy moralne, ale legalne! Oni mnie nie
wysłuchają, a pani... pani to co innego.
Esmeralda Martinez – Załatwię pieniądze, zarobimy do spółki.
Nas Jazzowski – Ale co? Tak po prostu?
Esmeralda Martinez – Tak po prostu.
Nas Jazzowski – Wspaniale! Wejdziemy też w kryptowaluty, chciałem stworzyć NasCoina, ale co mi tam, niech będzie EsmeCoin! Niech panią uściskam!
Weronika Passent (fuknęła) – Nas! Żadnego ściskania!
Nas Jazzowski – Przepraszam... no tak...
Esmeralda Martinez – Jeszcze raz dziękuję za ratunek.
Tool – Dotarliśmy do wyjścia.
(Faktycznie. Zgodnie ze
słowami Toola, cała drużyna dotarła do wyjścia z hali. Nigdzie nie ma
nawet ochroniarzy GRU ani śladu żywej duszy i spokojnie opuszczają
teren hali. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Esmeralda jest wolna.
Mariusz Max Kolanko – Gdzie jest GRU?
Tony Hogański – GRU jest tam, gdzie jest potrzebne.
(Przenosimy się na sawannę,
gdzie wylądowały już helikoptery z przyszłymi bohaterami main-eventu.
Jest tu trochę ekipy technicznej, która będzie odpowiadała za sprawną
realizację transmisji. Nikt chyba nie myślał, że taka walka sama się
zrealizuje i zobaczymy tu tylko Crazy'ego, Vaclava, Kowalskiego, Felipe
Castro i Dark Avengera. Widzimy prezydenta EWF, który nadal siedzi w
helikopterze i rozmawia przez telefon.)
Felipe Castro – Halo? Ulrike? Słabo cię słyszę. Jakieś zakłócenia, bo to po zwykłej sieci i jeszcze w roamingu. Co mówisz?
Głos Ulryki Rothschild – Kłopoty...
Felipe Castro – Jakie kłopoty? O czym ty mówisz?
Głos Ulryki Rothschild – Esmeralda... uciekła...
Felipe Castro – Co jak to? Gdzie? A GRU?
Głos Ulryki Rothschild – Nie... ma.... już GRU...
Felipe Castro – Nie ma już GRU? Jak to nie ma?
Głos Ulryki Rothschild – Felipe...
Felipe Castro – Tak? No mów wreszcie!
Głos Ulryki Rothschild – Rada nadzorcza.... (Zakłócenia.) Rada nadzorcza...
Felipe Castro – Tak? Co rada nadzorcza? Też już nie ma? Nie mów mi tylko, że rozwiązała EWF?!
Głos Ulryki Rothschild – Nie jesteś już przewodniczącym rady... odwołali cię...
Felipe Castro – Co? Jak to? Kto?
Głos Ulryki Rothschild – To ten Ollendorf...
Felipe Castro – Co to kurwa ma być? Afrykański zamach stanu?
Głos Ulryki Rothschild – Nadal.... (Zakłócenia.) ... Nadal.... jesteś prezydentem...
Felipe Castro – Halo? Halo? Halo?
(Rozmowa się urywa. Transmisja się urywa.)
Mariusz Max Kolanko – Co to znaczy?
Tony Hogański – Przynajmniej wiemy, gdzie jest GRU. Okazuje się, że nigdzie, bo już nie ma.
Mariusz Max Kolanko – A co z radą nadzorczą?
Tony Hogański – Nie wiem Max, nie patrz tak na mnie. Wiem tyle, co ty.
(Znajdujemy się gdzieś na
drodze prowadzącej z Pretorii... w zasadzie nie wiadomo gdzie. Może do
Durbanu? Może do Johannesburga? A może do pobliskiego Suazi lub
Mozambiku? Kamera z lotu ptaka pokazuje nam różnego typu pojazdy
mknące, aż w końcu nasza uwaga zostaje zwrócona na TIRa z herbem
Szczecina na plandekach, to nie zdarza się chyba często. Przerzut
transmisji do kamery i widzimy, że za kierownicą siedzi senator Szakal,
a w radiu przygrywa Willie Nelson i „On The Road Again".)
Szakal (przez CB-radio) – Jestem już kurwa w drodze. Bez odbioru.
(Senator z radością wciska
klakson, który wydaje głośny dźwięk, z werwą kręci kierownicą, a jego
pojazd rusza w trasę. W tle nadal przygrywa Willie Nelson. Koniec transmisji.)
Mariusz Max Kolanko – Gdzie on jedzie?
Tony Hogański – Dla ciebie „gdzie pan Szakal jedzie?", młody.
Mariusz Max Kolanko – Gdzie pan Szakal jedzie?
Tony Hogański – Pan Szakal jedzie tam, gdzie mu się podoba.
Mariusz Max Kolanko – Czyżby do Szczecina?
Tony Hogański – Może do Szczecina, może do Teheranu.
Mariusz Max Kolanko – Sytuacja w federacji
niespodziewanie zrobiła się bardzo poważna. Senator Szakal wyjechał i
ogłosił, że nie będzie już więcej senatorem, a ambasadorem. Felipe
Castro poleciał z Vaclavem by trzymać rękę na pulsie aby main-event
przebiegał spokojnie. Wydaje się jednak, że był to błąd, gdyż
niespodziewanie doszło chyba do przewrotu... i jakieś niezidentyfikowane siły pozbawiły
go większości w radzie nadzorczej i odwołali z funkcji przewodniczącego tej rady.
Tony Hogański – To
ja chciałbym przypomnieć, że Felipe Castro obiecywał, że nie będzie
łączył stanowisk i wprowadzi demokrację do EWF. Dziwnym trafem te
obietnice stały się niewiele warte, gdy dopchał się do koryta i przejął
stery rządów. Felipe skupiał w sobie chyba wszystkie możliwe
kierownicze stanowiska, bo nie tylko prezydenta EWF, ale też komisarza,
oberprokuratora i przewodniczącego rady nadzorczej. Prawdziwy
rekordzista! Jak widać przyszła kryska na matyska, bo przewodniczącym
już nie jest. Może wreszcie ktoś w tej radzie przejrzał na oczy i
zrozumiał, że tak dalej być nie może. Trochę równowagi na szczytach
władzy nam się przyda. Tylko kto będzie nowym przewodniczącym? (Niespodziewanie zakłada okulary przeciwsłoneczne.) Może ja? Przewodniczący Toster! To byłoby coś.
Mariusz Max Kolanko – Znając życie wybiorą Sandmana, bo on nikomu nie wadzi, jest tak stary, że głównie śpi. Zmieniając temat, to także zupełnie niespodziewanie
okazało się, że ciało Feliksa Castro zostało wykradzione z cmentarza w
Hawanie i jest w posiadaniu wrogów EWF.
Tony Hogański – Teraz wrogowie, jutro bohaterowie.
Mariusz Max Kolanko – Jak to?
Tony Hogański – Zwycięzcy piszą historię, a wygląda na to, że Felipe Castro już niedługo trafi na jej śmietnik.
Mariusz Max Kolanko – W takich właśnie nastrojach rozpoczynamy main-event!
Tony Hogański – Teraz Max siedź cicho, bo ja komentuję zdalnie, a Janek na żywo. Taki z niego nasz korespondent na miejscu.
To
jest ten moment na który wszyscy czekali! Wielki main-event czas
zacząć. Wielka dogrywka po Iron Man matchu z poprzedniej gali. Jesteśmy
na afrykańskiej sawannie, gdzie już za chwilę rozpocznie się Savanna No
Holds Barred match. Co ciekawe EWF dla efektu była w stanie po środku
niczego postawić drugi FeliXtron wraz z rampą, wejściem na ring,
barierkami oddzielającymi ring od... niczego, no chyba, że od sawanny.
Kamera sprawnie krąży nad ringiem i nad okolicą. Jest jeszcze jasno, tu
słońce zachodzi późno, muzyka brzmi jak rodem z „Króla lwa" puszcza
jest dla klimatu. Trzeba jednak przyznać, że ta miejscówka na sawannie
doda tej walce niezłego kolorytu. Gdzieniegdzie płynie sobie jakaś
rzeczka, tu i ówdzie rosną baobaby, dzikie ptactwo lata sobie to tu, to
tam, jest też klif z przepaścią, a w oddali jakaś góra, która pewnie
jest wygasłym wulkanem. Nie zapędzajmy się jednak za daleko po mapie,
bo jeszcze wylądujemy w Botswanie. Wracamy w okolice polowego ringu.
Jest tu też stanowisko komentatorskie, za którym siedzi Jan Kowalski.
Niedaleko stoi Felipe Castro, a na środku ringu jest już Dark Avenger w
stroju sędziego.
Jan Kowalski – Zaczynamy!
Zaczyna grać „Walk” Pantery,
żyrafy na sawannie z zainteresowanym obrzydzeniem podnoszą głowy i oto spod FeliXtronu (tego na
sawannie) wychodzi Vaclav. To żart, żyraf oczywiście w okolicy nie ma.
To, że jesteśmy w Afryce to nie znaczy, że wychodząc za miasto można
potknąć się o żyrafę, spotkać nosorożca lub być zjedzonym przez lwa. To
tak nie działa. Vaclav wolnym krokiem zmierza w stronę ringu. W ręku
trzyma butelkę nieodłącznej Perły, która zrosła się z jego postacią jak
ryż Uncle Ben's z twarzą pociesznego murzyna. W okolicach ringu
pozdrawia go Felipe Castro, ale Wróg Ludu tylko uśmiechnął się do
prezydenta ironicznie, po czym wszedł na ring. Tam dopija spokojnie
piwo, a pustą butelkę po Perle wyrzuca poza obręb ringu. Następnie
spokojnie czeka na
nadejście swego rywala.
Przybycie EWF World Champa zapowiedziane zostało odgłosami trąb, trąbek
i piszczałek. Taki dodatek by było efektowniej, a że trąby są
południowoafrykańskie podkreśla to tym samym łączność z rdzennymi
kulturami Republiki Południowej Afryki. Już po chwili uderza melodia,
która na arenach EWF wygrywa od 2001 roku, mianowicie „My
Way" w wykonaniu Limp Bizkit. Spod FeliXtronu (także tego na sawannie)
wychodzi SR-Crazy. Warto zwrócić uwagę na plaster kondycyjny z Bravo
Sport przyklejony na nos. Towarzyszą mu Miszka i Smela, żyraf w okolicy
brak.
Kamera krąży nad ringiem, także widzimy, że gdzieś tam w tle majaczą
trzy helikoptery, a po okolicy kręci się obsługa techniczna, która
obłaskawia hipopotamy. To żart, nie ma tu żadnych dzikich zwierząt.
Jeśli ktoś liczył na walki z lwami czy wyścigi na żyrafach to się
pomylił. EWF World Championship fantastycznie błyszczy w promieniach
słońca, gdy SR-Crazy w towarzystwie swojej trzódki powoli wchodzi na
ring.
Tony Hogański – Janku? Czy mnie słyszysz?
Jan Kowalski – Głośno i wyraźnie, Tony! Głośno i wyraźnie!
Mariusz Max Kolanko – Jak atmosfera na sawannie?
Tony Hogański – Max, miałeś siedzieć cicho!
Mariusz Max Kolanko – Przepraszam.
Jan Kowalski – Atmosfera
gęstnieje z minuty na minutę. SR-Crazy i Vaclav są już na ringu, a z
ich oczu bije czysta nienawiść i sportowa złość. Ta walka będzie ozdobą
historii EWF i będziemy o niej mówić przez najbliższe dekady.
EWF to federacja ze słowem „extreme" w nazwie, a to do czegoś
zobowiązuje. Dopiero teraz dostrzegamy, że wokół ringu, a także za
barierkami, które oddzielają ring od niczego (bo publiczności przecież
tu nie ma, tylko nieliczni technicy) leżą różnego rodzaju krzesła,
kije, pałki, gdzieniegdzie jest też stół, jakieś kawałki drewna, trochę
drutu kolczastego. Jeśli ktoś myślał, że jedyną atrakcją tej walki będą
tylko piękne widoczki w tle, to się głęboko pomylił. To będzie ostra
walka, w której krew będzie lała się strumieniami. Dwaj panowie są już
oczywiście na ringu, a towarzyszy im Dark Avenger. Gumowy Mściciel
prezentuje się dorodnie w gumowym stroju sędziego. Dzielnie wypełniając
swe obowiązki arbitra tłumaczy zawodnikom zasady walki i życzy im
wszystkiego najlepszego. Poza ringiem Smela i Miszka dzielnie kibicują
EWF World Champowi, a Felipe Castro ma nadzieję, że już niedługo nowym
EWF World Champem zostanie Vaclav. Napięcie rośnie, zegar tyka, a
serduszko puka w rytmie cza-cza. Dark Avenger wydaje ostatnie
dyspozycje i nakazuje zawodnikom przygotować się, po czym słychać gong
i walka oficjalnie się rozpoczyna! Publiczność zgromadzona na hali w
Pretorii, a także przed telewizorami, wybucha niesamowitym entuzjazmem.
Savanna No Holds Barred match czas zacząć! Walka rozpoczyna się od
krótkiego zwarcia, z którego zwycięsko wychodzi Vaclav. Z wielkim
impetem powala on SR Crazy’ego na kolana i bez litości okłada go
pięściami po twarzy. Miłośnik Perły chwyta głowę mistrza świata i
zaczyna zasypywać ją gradem intensywnych punchy. Następnie idzie z nim
w kierunku narożnika, gdzie pewnie będzie chciał wykonać jakąś
fascynującą akcję, ale Crazy mimo, że ma już brzuszek, to nadal jest
gibkim cruiserem i sprawnie wyślizguje się z tej pułapki. Od razu
odpycha oponenta do narożnika i biorąc rozbieg próbuje zaatakować go
Dropkickiem, lecz sprytny Vaclav w ostatniej chwili się uchyla, a Crazy
ląduje na narożniku.
Jan Kowalski – Dobry początek walki. Trudno przewidzieć zwycięzcę.
Tony Hogański – Jak ja lubię Janku to twoje „jankowanie".
Jan Kowalski – Że niby co? Co to dokładnie znaczy?
Tony Hogański – Takie
trochę udawanie, że akcje na ringu są ciekawe i może z nich być coś
ciekawego. Jako komentator używasz swej funkcji wpływania na
publiczność. Nawet jeżeli walka jest średnia, to gadając bez przerwy,
że jest dobra albo ciekawa, wytwarzasz u widzów poczucie, że faktycznie
oglądają coś interesującego.
Jan Kowalski – To była nawet ciekawa analiza, Tony. Muszę cię pochwalić.
Vaclav uśmiecha się pod nosem widząc Crazy'ego, który lekko zamroczony
próbuje dojść do siebie w narożniku. Mecenas Ekstremy momentalnie rusza
do boju i
atakuje rywala potężnym Dropkickiem a następnie poprawia Elbow Dropem i
z satysfakcją przygląda się twarzy cierpiącego przeciwnika. SR-Crazy
podnosi się żwawo i gdy Vaclav Plugawy po raz kolejny próbuje załatwić
go Dropkickiciem, to Crazy robi unik a jego oponent nadziewa się
kroczem na najwyższą linę! To musiało boleć! Crazy podchodzi do rywala,
ale w myśl zasady kurwa kurwie łba nie urwie Vaclav niespodziewanie
odskakuje, po czym odbija się o liny. Crazy też odbija się o liny,
tylko oczywiście te po drugiej stronie. Co to powoduje? Otóż już po
chwili widzimy obydwu zawodników, którzy doskakują ku sobie,
wykorzystując siły odbicia. Tym sposobem jesteśmy świadkami założenia
obustronnego tie upu. Sprytniejszy Crazy uderza oponenta kolanem w
brzuch i zakłada mu Sleepera. Dawny uczestnik ruchu Vacleaux jednak nie
daje łatwo za wygraną, gdyż również uderza przeciwnika w brzuch, tyle,
że swym plugawym łokciem. Wreszcie mając taką możliwość, wyswobadza się
z chwytu! Od razu bierze rozpęd odbijając się od przeciwległych lin, by
z pełną prędkością zacząć szarżować na obecnego EWF World Champa!
Mistrz świata to skuteczny zawodnik, nie bez powodu jest mistrzem, no i
oczywiście próbuje pochwycić Vaclava w pasie. To się nie udaje, bo ten
kontruje ten zamiar chwytając go za głowę i egzekwując bardzo ładne
Swinging DDT! Obaj zawodnicy leżą, lecz już po chwili pierwszy podnosi
się Vaclav. Wróg Ludu od razu chwyta wstającego SR-Crazy'ego i wykonuje
mu Snapmare Throwdown. Nie poprzestaje na tym, bo szybko raczy
wszystkich Dropkicikem w plecy siedzącego rywala. Crazy chwyta się za
plecy, ale szybko wstaje. Szybkość jest też dzisiaj walorem Vaclavem,
bo ten powala rywala Clotheslinem i od razu pinuje....1........kick out!!
Tony Hogański – To raczej nie mogło zagrozić SR-Crazy'emu.
Jan Kowalski – Mimo wszystko Vaclav rozpoczął pojedynek bardzo energicznie.
Tony Hogański – Crazy też.
Jan Kowalski – To oznacza tylko, że na razie nie jesteśmy w stanie przewidzieć, kto wygra walkę! Tu może wszystko się wydarzyć!
Vaclav jest chyba zaskoczony, że Avenger odliczył tylko do jednego.
Spodziewał się chyba lepszego wyniku w klepaniu, bo na zakończenie
walki jest zdecydowanie za wcześnie. Obrzuca Avengera pogardliwym
wzrokiem, po czym rusza w kierunku EWF World Champa, który właśnie się
podniósł. Wróg Ludu dopada rywala, chwyta go w pasie i wgniata w matę
okazałym Belly to Belly Suplexem! Dobra akcja! Vaclav wyraźnie
zadowolony i chyba spodobała mu się przewaga, którą sobie wypracował.
Postanawia dołożyć kolejne ciosy, skoro już zyskał takie momentum.
Dobija szybko rywala dwoma idealnie trafionymi Elbow Dropami.
Zadowolony z siebie chwyta przeciwnika za nogę i przyciąga go w okolice
jednego z narożników, by następnie stanąć na drugiej linie i pokazać
jakiś obraźliwy gest, chyba związany z gwałtami w stronę kamery.
Publiczność na arenie, bo realizator pokazuje nam reakcję kibiców w
Pretorii, nie wie jak zareagować, bo nie bez powodu RPA od lat znajduje
się w dziesiątce krajów z najwyższymi statystykami gwałtów na świecie.
Gest Vaclava być może byłby obraźliwy w Polsce albo jakimś innym
cywilizowanym kraju europejskim, poza Szwecją, bo tam gwałcą więcej niż
w RPA, tak tutaj nawet spotyka się z lekkim uznaniem. Mecenas Ekstremy
nie przejmuje się tym i od razu spada na aktualnego EWF World Champa z
Second Rope Elbow Dropem. Crazy wydaje się być w tym momencie
zdominowany. Vaclav napawa się swoją przewagą i ponownie wchodzi na
liny przy narożniku. Tym razem obyło się bez obscenicznych gestów, bo
Mecenas Ekstremy dziarsko skacze...... leci.... nadal leci.... i....
pudłuje!!! Huk uderzenia w matę był spory!
Tony Hogański – Już był w ogródku, już witał się z gąską.
Jan Kowalski – Zaskoczyłeś
mnie Tony. Myślałem, że wspomnisz coś o obrzydliwości i obleśności
Vaclava, a tu proszę, brak takowego komentarza. Zaskakujesz mnie w tym
main-evencie.
Tony Hogański – Podświadomie czuję, że wszystko jebnie.
Jan Kowalski – Nie bądź takim pesymistą.
Tony Hogański – Tak? A Felipe jak tam reaguje na wieści? Podobno został odwołany z funkcji przewodniczącego rady nadzorczej.
Jan Kowalski – Prezydent Felipe Castro odniesie się do tych wydarzeń w odpowiednim czasie.
Tony Hogański – A co z pogłoskami, że majstrowano przy grobowcu jego taty?
Jan Kowalski – Prezydent Felipe Castro odniesie się do tych wydarzeń w odpowiednim czasie.
Jak to się właściwie stało, że Vaclav chybił? Było to tak: SR-Crazy
wykonał bardzo majestatyczne i pełne gracji turlnięcie w lewo, co
sprawiło, że Vaclav boleśnie rozbił się na macie. Tak do tego doszło.
Taka była geneza tej akcji. EWF World Champion chyba stwierdził, że to
jest jego moment na kontrofensywę. Zaczyna okopywać rywala w sposób
bardzo bolesny. W końcu Szaleniec podnosi swojego mrocznego przeciwnika
i wpycha go do jednego z narożników. Z wielką furią dopada do niego i
zaczyna zasypywać gradem potężnych kopniaków. Smela i Miszka poza
ringiem wiwatują i zagrzewają do boju. Felipe Castro łapie się za
głowę, bo już zaczynał wierzyć w łatwe zwycięstwo swojego partnera w
interesach, namaszczonego na przyszłego mistrza świata. Być może
mistrzowska koronacja Vaclaca będzie musiała być jednak odłożona? Tak
uważa SR-Crazy, bo bardzo szybko pomaga swojego rywalowi wstać i ze
sporą dawką siły i energii przerzuca go do przeciwległego narożnika! To
jednak nie koniec! Crazy odzyskał życie, zdrowie i werwę! Już po chwili
spada na rywala ze Splashem! Kiepsko to wygląda w tej chwili dla
Vaclava. Plugawiec próbuje się podnieść, co też mu wychodzi, ale
zostaje szybko powalony Clotheslinem! Crazy z uśmiechem nachyla się nad
jęzczącym Barackiem Obamą polskiego wrestlingu. No i to był chyba błąd,
bo Vaclav momentalnie wykonuje kopnięcie w klatkę piersiową EWF World
Champa! Czy to moment przełamania Vaclava? Chyba jednak nie! EWF World
Champion chwyta nogę oponenta i podcina swego adwersarza. Crazy łapie
za nogi bandyty z Łukowa, ale tym razem to on kontruje dźwignię
odpychając Vaclava. Wrestlerzy wstają. Dark Avenger uspokaja sytuację,
bo dwójka wydaje się dość zdenerwowana. W sumie to Vaclav wygląda na
zdenerwowanego swą rażącą nieskutecznością. Dochodzi do agresywnego
zwarcia... i znów SR-Crazu zdobywa przewagę zakładając Headlocka!
Vaclav atakuje łokciem brzuch oponenta, uścisk słabnie, a mistrz świata
w końcu odpuszcza dźwignię. Vaclav szybko odbija się od lin, po czym
powala swego dekadenckiego przeciwnika Shoulderblockiem! Crazy leży, a
Vaclav ma chwilę na złapanie oddechu.
Jan Kowalski – Wygląda na to, że Crazy nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Tony Hogański – Janku,
nie zmieniaj tematu. Nie powiesz mi chyba, że Felipe Castro podchodzi
do ostatnich wydarzeń zupełnie obojętnie? Przecież za chwilę federacja
może wywrócić się do góry nogami!
Jan Kowalski – Wszystko będzie dobrze. EWF ma solidne podstawy, a władza Felipe Castro trzyma się mocno.
Tony Hogański – Gadasz jak Baghdad Bob, rzecznik prasowy Saddama Husajna, który twierdził, że wszystko jest okej, a Irak się walił i palił.
Jan Kowalski – Rozmawiałem z Felipe Castro i wszystko jest pod kontrolą.
Tony Hogański – No i co powiedział?
Jan Kowalski – Cytuję „Przykra sprawa. Nie lekceważę jej. W poniedziałek o 15 odniosę się do niej publicznie na konferencji prasowej".
Crazy powoli wstaje i wydaje się, że na to właśnie czekał Vaclav. Od
razu odbija się od lin. Crazy zauważył to i szybko pada pod nogi
oponenta. Na niewiele się to zdało, bo Vaclav przeskakuje nad
przeciwnikiem, obija się od lin po raz kolejny. Lubią się dzisiaj
odbijać od tych lin, nie ma co. Crazy wstaje, Vaclav stara się
zaatakować Lariatem, ale SR z gracją nad nim przeskakuje! Co to
powoduje? Ano właśnie! Crazy znów odbija się od lin. Nikt już nie wie,
co tu się dzieje! Wróg Ludu przy kolejnym spotkaniu znów stara się
przeskoczyć nad przeciwnikiem! A może to Crazy chce przeskoczyć nad
rywalem? Kończy się to tak, że gdy Vaclav zatrzymuje się przed rywalem,
to Crazy dotyka podłoża ten atakuje przeciwnika zgrabnym Lariatem. Ale
się nabiegali! Ale się poodbijali! Vaclav w końcu osiąga upragnioną
przewagę! EWF World Champion powoli się podnosi, ale Mecenas Ekstremy
od razu doskakuje do niego! Dekadencki mistrz świata próbuje stawiać
opór, ale zostaje
powalony na ziemię. Próbuje wstać, ale tu czeka na niego tylko
morderczy
Clothesline. Takiego nie powstydziłby się nawet sam Sandman! Wróg
Ludu pomaga mu się podnieść, a następnie
wrzuca go wprost w narożnik. Vaclav kolejnymi
kopniakami wkopuje EWF World Champa głębiej w narożnik. Następnie
oddala się,
bierze rozpęd i po krótkiej chwili spada na niego ze Splashem. Kończy
wszystko kilkoma chopsami. SR-Crazy jest oszołomiony. Pewnie nawet nie
wie, gdzie się obecnie znajduje. Vaclav ma już chyba dość tych
technicznych walk, wykonywania ciosów i starania się by pokazać trochę
prawdziwego wrestlingu. Dla niego prawdziwym wrestlingiem jest hardcore
i ekstrema. Mając to na uwadze wychodzi poza ring, a po chwili wraca z
krzesłem. Crazy próbuje wstać, ale Wróg Ludu ma już hardcore w oczach,
jest już swoim żywiole. Momentalnie przypierdala wstającemu EWF
World Champowi krzesłem prosto w czaszkę! Następnie czyni to jeszcze
kilkukrotnie, a kiedy czuje, że to wystarczy do zakończenia pojedynku
chwyta za włosy rywala i rzuca go na środek ringu. Crazy chyba zaczął
nawet krwawić, bo na śnieżnej bieli maty pojawiają się czerwone plamy.
Tu na środku ringu, na oczach świata, Vaclav przechodzi do pinu, a Dark
Avenger odlicza!
Pin.......1...............2..........kick out!!!
Jan Kowalski – To jednak nie był moment Vaclava.
Tony Hogański – Co on myślał? Że naprawdę teraz wygra? Fakt, trochę się poznęcał nad Crazy'm, ale to raczej nie wystarcza.
Jan Kowalski – Pełna zgoda.
Tony Hogański – Cieszę się Janku, że w tak trudnych dla EWF chwilach, gdy za moment wszystko może runąć, wreszcie się ze sobą zgadzamy.
Vaclav jest wyraźnie zirytowany, że nie udało mu się zakończyć do
walki. Publiczność zgromadzona na terenie hali w Pretorii, którą
realizator właśnie nam pokazuje, jest innego zdania, mimo całej
sympatii do kultury gwałtów i wymuszeń seksualnych, które Wróg Ludu
promuje na świecie. Zaczyna krzyczeć do Dark Avengera, że jest m.in.
gumową fujarą lub gumową pokraką. Były członek Justice League przyjmuje
te wyzwiska ze zrozumieniem. On wiele przeżył w polskim wrestlingu,
wszystko już tu w zasadzie widział i chyba żaden Vaclav, choćby
najbardziej plugawy nie jest mu straszny. Avenger nakazuje mu
kontynuowanie walki, więc Plugawy podnosi SR-Crazy'ego, rzuca go o
liny, po czym próbuje powalić Clotheslinem... jednak tym razem
Szaleniec unika ciosu, odbija się o kolejne liny, a następnie atakuje
rywala potężnym i zupełnie niespodziewanym Spearem!! Od razu też
zakłada mu Figure 4 Leglock! Są emocje, są emocje! Vaclav wyraźnie
podirytowany tym, że mimo kontroli nad walką, to tak łatwo dał się
podejść, uderza z wściekłością kilkukrotnie pięścią o matę
i kontruje cios ten w Sharpshootera. Vaclav z zadowoleniem na twarzy
patrzy
jak EWF World Champion cierpi i z wielką radością zaciska cios. Crazy
lekko wrzasnął, ale w sumie znosi ten submission z godną mistrza świata
pokorą. Vaclav widzi, że walka w ten sposób się raczej nie zakończy,
więc odpuszcza. Szybko wstaje, po czym wskakuje na narożnik, aby
dokończyć dzieła
zniszczenia na Crazy'm. Następnie skacze na niego z Suicide Dive... ale
Crazy odskakuje i Vacvlav z wielkim impetem pudłuje!! Drugi raz mu się
dzisiaj to przytrafiło. Co za historia!
Jan Kowalski – Vaclav pechowo drugi raz nie trafia.
Tony Hogański – Pech to jego drugie imię.
Obaj panowie leżą na środku ringu i zbierają siły. Trwa to chwilę, ale
nie na tyle długo by wszystkich zanudzić. Pierwszy podnosi się
SR-Crazy. Widząc, że Vaclav też już prawie wstał dopada do niego,
sprzedaje mu cios kolanem w brzuch, a następnie w mordę, po czym chwyta
go za kark i rzuca na liny. Wróg Ludu nie odbija się od nie, bo widać
odbijanie nie jest już modne, tylko przelatuje ponad linami i rozbija
się poza ringiem!!! Crazy uśmiecha się pod nosem i wychodzi do
przeciwnika. Nachyla się nad swym przeciwnikiem, chwyta go za kark i
znów rzuca, tym razem na barierki oddzielające ring od sawanny. Vaclav
nie zatrzymuje się na nich, tylko przelatuje i rozbija się na ziemi tuż
za barierkami. Crazy zgrabnie, w końcu był kiedyś chudym cruiserem,
przeskakuje nad barierkami i przy spada z Knee Dropem na swego
przeciwnika. W okolicy obsługa techniczna porzuciła jakieś krzesła,
metalowe rury i pałki, jakieś zuluskie tarcze, kilka drewnianych
stolików. Mówiąc krótko: w miarę standardowy arsenał. Crazy chwyta za
zuluską tarczę, bo widać mu się spodobała i zaczyna trzaskać nią
Vaclava po głowie! Jeden cios, drugi, trzeci, czwarty... pojawia się
krew, więc Crazy przestaje. Podnosi Vaclava, sprzedaje mu cios kolanem
w brzuch, a następnie rzuca na barierki. Vaclav zatrzymuje się na nich
i opiera o nie, ciężko przy tym sapiąc i ocierając krew wraz z potem z
rozbitego czoła. EWF
World Champion zauważa leżący nieopodal zuluski oszczep assagaj.
Podnosi się i ku jego niezadowoleniu okazuje się, że ostrze jest tak
stępione, że nie wyrządzi nikomu żadnej krzywdy. Mimo to, Crazy chwyta
za zuluską broń i zaczyna napierdalać owym assagajem o głowę Vaclava.
Uderza mocno, silnie i precyzyjnie. Słychać nawet lekki chrupot
vaclavowskiej czaszki, a publiczność zgromadzona na arenie w Pretorii
krzyczy ze szczęścia, że ich rodzima broń została wykorzystana do
takiej akcji!!! (EWF! EWF! EWF! EWF! EWF!)
Jan Kowalski – Vaclav po tej walce utraci resztki zdolności poznawczych.
Tony Hogański – Dobrze to określiłeś - „resztki".
Crazy uśmiecha się, a stojący nieopodal Miszka i
Smela zachęcają go do kontynuowania ofensywy. Felipe Castro natomiast w
niewybrednych słowach sugeruje im się zamknąć. Crazy odrzuca assagaja,
po czym chwyta zuluską tarczę. Biegnie w stronę poobijanego Vaclava,
chcąc wykonać swego rodzaju Splasha utwardzonego dodatkowo tarczą.
Wróg
Ludu jednak ostatkiem sił wyciąga swe plugawe dłonie, jakoś chwyta
Crazy'ego i przerzuca go nad sobą!!! Crazy przelatuje nad Vaclavem, nad
barierkami i rozbija się dodatkowo na krześle, które sobie tak
spokojnie leżało!! (EWF! EWF! EWF!) Vaclav
zauważa kanister z benzyną, chwyta go, a następnie gramoli się nad
barierkami. Niespodziewanie jednak SR szybko wstał i trzasnął Vaclava
krzesłem w mordę, tak że ten wypuścił kanister i upadł na ziemię! World
Champion opiera się o barierki, przechyla nad nimi, a następnie wyciąga
Mecenasa Ekstremy za szmaty i wrzuca ponownie na ring. Felipe Castro
krzyczy na niego, że jest draniem, a nie mistrzem. Mistrz świata
ignoruje prezydenta EWF i powraca na ring, gdzie niespodziewanie Vaclav
jako tako doszedł do siebie i opierając się o liny wstał. Obaj panowie
wpatrują się teraz w
siebie. Dark Avenger przygląda im się w postawie wyczekiwania. Co się
stanie? Wrestlerzy powoli wkraczają na środek ringu, a tam SR-Crazy
whipuje oponenta
na liny. Rozpędzony Vaclav Plugawy atakuje rywala za pomocą Dropkicka.
Zawodnicy w tym samym momencie wstają. Vaclav od razu dobiega do lin i
próbuje wykonać Moonsault, ale Crazy łapie przeciwnika w powietrzu i
wykonuje na nim Inverted Facebuster. EWF World Champion od razi
podchodzi do
oponenta i próbuje założyć mu Half Craba. Rzecz jasna spotyka się to z
oporem Mecenasa Ekstremy, co sprawia, że powodzenie tego manewru staje
pod wielkim
znakiem zapytania. Wreszcie Vaclav zdobył w sobie tyle sił, by
energicznym wierzgnięciem nóg odepchnąć rywala. Vaclav bardzo szybko
staje
na równe nogi i podbiega do zaskoczonego Crazy'ego by powalić go
szybkim i skutecznym Clotheslinem. Następnie wpada na pomysł dobicia
Crazy'ego Knee Dropem. Słuszna koncepcja, ale Vaclav ma dzisiaj
problemy z trafianiem. Jakby się zastanowić to ciekawe czy w roli
gwałciciela też ma takie problemy. W każdym bądź razie, Vaclav nie
trafia w rywala, bo ten odturlał się, a pretendent do tytułu rozbił się
kolanem o krzesło! Ktoś pamięta, że na ringu leżały krzesła? Otóż
leżały i Vaclav właśnie spadł na jedno z nich! Trochę pojęczał z bólu,
po takim spotkaniu i zaczął się zbierać. Jednak za wolno, bo oto
aktualny
EWF World Champion podnosi przeciwnika, szybko wykonuje mu Irish Whip
do najbliższego narożnika. Vavclav wpada z impetem w róg ringu, odbija
się od turnbuckle, a Crazy spada na jego plecy z Crossbody! Vaclav
szybko wstaje, odwraca się... i od razu zostaje zaatakowany Roundhouse
Kickiem. Crazy podnosi przeciwnika i od razu zaciąga go w kierunku lin
skąd wykonuje Irish Whip! Vaclav nabiera rozpędu, ale jego drogę
przecina Crazy, który chwyta
wrestlera i wykonuje Side Slam!
Jan Kowalski – Crazy pokazuje, że nie bez powodu jest EWF World Champem.
Tony Hogański – Daje Vaclavowi niezły wycisk.
Jan Kowalski – To prawda.
Mariusz Max Kolanko – No i znowu się ze sobą zgodziliście.
Tony Hogański – Miałeś siedzieć cicho, Max! Jeszcze jeden taki numer, a kopnę cię w kostkę!
Tymczasem na ringu Vaclav leży sobie spokojnie i
ciężko oddycha. Szybko jednak udaje mu
się podnieść! Co za niezmordowany zawodnik, mimo że dość plugawy. Od
razu bierze zamach do Clothesline'a, bo SR-Crazy akurat napatoczył się
nieopodal. Fakt, że się napatoczył nie oznacza jednak, że dostanie w
dziób. To w końcu mistrz świata! Uchyla się, teraz to on jest lepszy,
bowiem chwyta swego rywala do Back
Dropa. Vaclavowi jednak udało się wylądować za
nim na nogach, chwycić za kark i wykonać Neckbreakera! Od razu
przeszedł do
pinu....1...... kick out!
Kolejna próba zakończenia walki w wykonaniu Mecenasa Ekstremy okazała
się nieudana. Tym razem nawet nie interweniował u Dark Avengera i nie
wszczynał żadnych karczemnych awantur. Może odzyskał rozsądek? Zamiast
tego niespodziewanie wyskoczył Dropkickiem prosto we właśnie
podnoszącego się EWF World Champa i tym samym wepchnął go prosto w
narożnik! Mecenas Ekstremy pozostawia na chwilę poobijanego rywala i
robi sobie
krótką wycieczkę poza ring, na który powraca z dwoma krzesłami!
Wcześniej zrobił dokładnie to samo i teraz mamy na ringu już cztery
krzesła!
Natychmiast robi potężny zamach jednym z nich... i przypierdala prosto
w głowę próbującemu wstać i wydostać się z narożnika Crazy’emu!!! (Na arenie w Pretorii słychać głośne: EWF! EWF! EWF! EWF!) Od razu rzuca sie do
pinu...1.... 2... kick out! Vaclav okopuje przeciwnika, ten
jednak zbiera siły i powala go nagłym Spinebusterem! Następuje chwila
przerwy, w trakcie której obaj zawodnicy po prostu leżą na macie,
odpoczywając, jednak w końcu ponownie stają naprzeciwko siebie. Teraz każdy
z nich chwyta za krzesło i zaczyna okładać przeciwnika! Krzesło uderza
o krzesło – to należące doVaclava jest chyba gorszej jakości, bo
rozpada się bardzo efektownie, pozostawiając pretendenta bezbronnego!
Chwilę później Crazy potężnym ciosem posyła oponenta ponad linami poza
ring! Vaclav krwawi, a zgromadzeni w hali widzowie aż wyją z dzikiej
radości na ten widok!! (EWF! EWF! EWF! EWF!) Oczywiście
na sawannie nikt nie wyje, bo żyrafy i hipopotamy głosu nie mają, a
technicy są bezstronni. Jedynie Felipe Castro chwyta się za głowę, a
Smela i Miszka podskakują z radości!
Tony Hogański – Walka nareszcie zaczęła się robić bardziej brutalna.
Jan Kowalski – Być może wchodzimy już w ostatnie stadium tego konfliktu.
Szaleniec rzuca w przeciwnika
krzesłem, ten łapie je i... obrywa arcyefektownym Slingshot Dropkickiem
wykonanym przez niestrudzonego mistrza! Obaj rywale starają się wstać,
Crazy jest jednak szybszy! Raz jeszcze
powala przeciwnika potężnym
chair-shotem i wspina się na krawędź ringu, z której wskakuje na górną
linę... i wykonuje cudowny, absolutnie samobójczy Asai Moonsault!!! (EWF!
EWF! EWF!)
Pozbieranie się zajmuje Szaleńcowi dłuższą chwilę, ale w końcu mu się
to udaje! Nie czeka za długo, bo darowanemu koniowi nie zagląda się w
zęby i nadarza się być może okazja na końcowy sukces? Kto wie! Kto wie!
Dekadencki mistrz dopada do zniszczonego rywala,
pinując....1...... 2.... kick
out! Mistrz ma chyba drobny problem z uwierzeniem w taki rozwój
wypadków... zaczyna okopywać przeciwnika, który jednak daje radę wstać!
W brawlu, który się wywiązuje, zaczyna przeważać Vaclav! Widownia
dopinguje obu zawodników! Vaclav z rozmachem rzuca przeciwnika na barierkę! Kiedy ten zwija się z
bólu,
Wróg Ludu wyciąga spod ringu kij owinięty drutem kolczastym i
zadaje nim arcypotężny, wymierzony w głowę cios, przed którym Crazy nie
zdołał się uchylić!!! (EWF! EWF! EWF!) Zakrwawiony Vaclav dopada do równie
zarwawionego rywala i próbuje
pinu....1... 2... kick out! Jak
Crazy'emu udało się to wybić? No jak!? To przecież niemożliwe! Vaclav
nie wierzy, chyba nawet Dark Avenger nie wierzy! Felipe Castro już tym
bardziej! Natomiast Smela i Miszka wyraźnie odetchnęli z ulgą. Vaclav
szykuje swojemu oponentowi kolejną porcję
bólu, rozkładając krzesło! W tym czasie wyglądający na półprzytomnego
Crazy chwyta za kolejne krzesło, rusza na przeciwnika i... nadziewa się
na Big Boota! Vaclav po prostu chwyta mistrza za włosy i zaczyna
brutalnie masakrować jego twarz serią „łokci” i punchów! Na koniec
pakuje głowę Szaleńca między nogi i
wykonuje
potworny Jaknife Powerbomb
na rozłożonym krześle! Akcja jest tak paskudna, że widownia zgromadzona
na arenie w Pretorii zamiera. Realizator co jakiś czas pokazuje nam ich
reakcje by dodać walce dramatyzmu i dynamizmu. Publika zaczyna
wrzeszczeć tak, że o mało nie rozsadza hali! (EWF!
EWF! EWF!) Vaclav uśmiecha się paskudnie,
pinując....1......2.....kick out!!! Crazy znów wybił!
Jan Kowalski – Crazy jest niezmordowany! Nie poddaje się!
Tony Hogański – Nie bez powodu jest EWF World Champem.
Wróg Ludu wykrzykuje kilka słów powszechnie uważanych za
niecenzuralne,
po czym wrzuca połamanego i mocno już obitego rywala na matę! Później
wyciąga spod ringu co
się tylko da – krzesła, złożone stoły, jakieś deski, a nawet wypełniony
bliżej nieokreślonymi przedmiotami metalowy pojemnik na śmieci – i sam
wkracza w obręb lin uzbrojony w owiniętą drutem kolczastym pałkę! Przez
ten czas Crazy jakoś zdołał wygrzebać się spod tego śmietnika i chwycić
za jedno z krzeseł! Przeciwnicy ponownie stają naprzeciwko siebie...
mierzą się wzrokiem... mówią coś do siebie... i wracają do ostrej
nawalanki! Mistrz blokuje krzesłem cios pałki pretendenta, kopie go w
brzuch i wykonuje DDT! Po chwili znowu chwyta za krzesło, jednak rywal
wywija się spod ciosu, chwyta Szaleńca, okręca i ciska nim w narożnik!
Później brutalnie „wchodzi" łokciem w twarz Crazy’ego i sprzedaje mu
serię kopnięć... a później serię ciosów pięścią! Mistrz krwawi z
rozbitego nosa, nie umniejsza to jednak jego ochoty do walki –
niespodziewanie uderza w oczy przeciwnika, a później chwyta go w pół i
całym impetem ciała powala na owiniętą kolczastym drutem deskę! Vaclav
cierpi, ale jego rywal także to odczuł - ma poranione ręce. Nie
zwraca jednak na to uwagi i znowu chwyta za krzesło! Mecenas Extremy
ostrożnie wstaje, jego plecy krwawią. Potężny i diabelsko skuteczny
chair-shot posyła go z powrotem!!
Tony Hogański – Teraz to SR-Crazy przejął inicjatywę.
Jan Kowalski – Co za dramatyczna walka? Kto wygra? Kto zwycięży?
Crazy przez jakiś czas katuje krzesłem leżącego wroga, w końcu jednak
zaczyna się rozglądać za groźniejszym narzędziem... rozkłada stół i
posypuje go tłuczonym szkłem znalezionym w kuble...
w tym czasie
pretendent wstaje i chwyta swój owinięty drutem kij! Następuje potężne
uderzenie przed którym mistrz nie zdołał się uchylić! Wróg Ludu chwyta
krwawiącego przeciwnika i Suplexem rozbija nim stół! Z widowni słychać
przerażone krzyki, ale nie brakuje też dopingu!! (EWF! EWF! EWF!) Vaclav
kolejny raz już dzisiaj dopada swego mistrzowskiego rywala i
pinuje....1.........2.......kick out!!!
Znowu się nie udało!! Crazy znowu to zrobił!! Znowu wybił! Jak on to
robi? Skąd w nim tyle energii? Dlaczego w końcu nie wyzionie ducha? Te
pytania zadają sobie pewnie zarówno Vaclav jak i Felipe Castro. Widać
nawet, że prezydent EWF zaczyna powoli tracić cierpliwość. Tymczasem
główny pretendent do tytułu jest boleśnie zdziwiony całą tą sytuacją!
Po chwili chwyta rywala i
kolejnym Suplexem posyła go na deskę z drutem kolczastym, której już
sam wcześniej „posmakował"! Crazy cierpi! Vaclav opuszcza ring i
przysuwa blisko narożnika wyjęty spod ringu owinięty drutem kolczastym
stół! Żądna krwi widownia dopinguje go do działania! Wszystko słychać,
bo EWF oczywiście ustawiło na sawannie nie tylko mobilne reflektory, na
wypadek jakby zaczęło się ściemniać, ale także głośniki. Wróg Ludu
wraca na
matę, na której zaśmieconej powierzchni ciągle leży rozłożony na desce
mistrz! Kiedy jednak Vaclav chwyta go za włosy okazuje się, że to tylko
wybieg doświadczonego zawodnika, który uderza czołem w nos przeciwnika,
łamiąc go w wyraźny, widoczny sposób! Takie uderzenie wstrząsnęło nawet
Mecenasem Ekstremy! Wstrząsnął nim również paskudny Low Blow wykonany
chwilę później! Następnie jeszcze DDT na drut kolczasty! Obaj zawodnicy
poczuli ból... ale to Vaclav ma twarz w drucie kolczastym! Crazy
próbuje
pinu.....1.......2........kick out!!
Tony Hogański – Nie mam pojęcia, kto tutaj wygra.
Jan Kowalski – Zgadzam się. Za dużo zmiennych, za dużo niewiadomych.
Tony Hogański – Wiesz co, Janku? Dziwnie się tak komentuje jak się ze sobą zgadzamy. Może dlatego, że nie siedzisz obok?
Jan Kowalski – Bardzo możliwe. Przeanalizujemy to jutro.
Tony Hogański – Jutra nie będzie.
Aktualny EWF World Champion wstaje z wielkim wysiłkiem, rozglądając się wokoło. Chwyta za znaleziony
w przepastnym pojemniku na śmieci łom i okłada nim swego plugawego przeciwnika! Później
zaczyna go na dokładkę dusić, co czyni też za pomocą łomu! Co za efektowna akcja! Vaclav walczy, a jego
zakrwawiona, wykrzywiona w grymasie twarz wygląda naprawdę
makabrycznie! Drzemie w nim jednak wielki duch walki i jakoś dociera do
lin! Crazy też nie wygląda za dobrze - jego twarz to krwawa maska - a
Vaclav pakuje mu łokieć w żołądek i sprzedaje Stunnera! Szaleniec pada
na matę, co daje jego rywalowi czas, by doszedł do siebie! Pretendent
do najważniejszego tytułu w polskim wrestlingu chwyta mistrza i raz jeszcze posyła go w narożnik!
Tu „pracuje" nad nim
trochę krótkimi, brutalnymi ciosami. Ustawia go na szczycie narożnika -
niedaleko za ringiem stoi zadrutowany stół, więc część widzów wstaje z
miejsc - Crazy budzi się i zaczyna walczyć! Zwieńczeniem tej
niezgrabnej przepychanki jest wspólny lot w dół i totalna dewastacja
zarówno stołu, jak i walczących!!! (EWF! EWF! EWF! EWF! EWF!) Wprawdzie to SR-Crazy rozbił sobą stół, ale Vaclav również jest mocno zdewastowany! Obaj
dość długo dochodzą do siebie, dopingowani zdalnie przez rozochocony afrykański tłum! W
końcu Wróg Ludu próbuje pinu, jednak rywal pakuje mu palce w oczy i
uwalnia się! Vaclav ukrywa twarz w dłoniach i wije się na podłodze,
podczas gdy poszarpany i
zakrwawiony Szaleniec powoli wyplątuje się ze
szczątków stołu i drutu kolczastego! Vaclav też też wstaje... powoli...
Crazy ma czas, by roztrzaskać mu na głowie jarzeniówkę i wykonać Crazy
Slam [Olympic Slam]!!! (EWF! EWF! EWF! EWF!) Pin.........1................2...........przerywa Felipe Castro!! (wielki heel heat na arenie)
Tony Hogański – Co on robi?!
Jan Kowalski – Przyznaję. To skandal! Tak się nie robi! (Pokrzykuje w stronę Castro.) Panie prezydencie, tak się nie robi! Nie godzi się!! Nie wolno tak!!
Prezydent EWF głośno śmieje się słysząc protesty, a Dark Avenger
sprawnie próbuje wyrzucić go poza ring. Prezydent protestuje i nie chce
się wynieść.
Felipe Castro (do Dark Avengera) – Wszystko mi zawdzięczasz! Beze mnie jesteś nikim! Słyszysz? Nikim!
Avenger nie pokornieje, a ostro sugeruje prezydentowi, że czas opuścić
ring. W międzyczasie wstają też Crazy i Vaclav i co ciekawe teraz cała
trójka pokrzykuje coś w stronę Felipe Castro. Prezydent EWF nadal
uśmiechnięty schodzi z ringu. Crazy i Vaclav wracają do walki i już
mają się rzucić na siebie, gdy Castro zaczyna wrzucać na ring kolejne
hardcorowe przedmioty: znaną nam już zuluską tarczę wraz z zuluskim
oszczepem assagajem, kilka stołów, metalowy kij, krzesła, a nawet
kawałek drutu kolczastego. Dark Avenger krzyczy mu, żeby się uspokoił,
a Vaclav pokazuje ręką, że już wystarczy. Crazy w międzyczasie podniósł
jedno z krzeseł i ruszył w stronę odwróconego do niego plecami Vaclava.
Wziął zamach, ale Felipe wrzasnął coś do Wroga Ludu i ten zdążył paść
na matę, a cios krzesłem spadł prosto na Dark Avengera!! Felipe Castro
uśmiecha się pod nosem i wpada na ring, rzuca się na Crazy'ego, ale
chyba przeliczył się, bo EWF World Champion nadal dzierży krzesło!
Bierze zamach... Felipe odskakuje.... Crazy trafia w Vaclava, który
właśnie zaczął się podnosić! Castro łapie się za głowę. World Champion
ignoruje go, nachyla się nad Avengerem i zaczyna go cucić. Gumowy
powoli podnosi się, a Crazy klepie go po ramieniu. Avenger chyba się
wściekł, bo niespodziewanym Clotheslinem powalił stojącego nieopodal
Felipe Castro, tym samym wyrzucając go poza ring!! Crazy natomiast nie
zauważył, że w międzyczasie ocknął się Vaclav, który chwycił za
zuluskiego assagaja i cisnął nim prosto w EWF World Champa! Crazy
dostał w brzuch i padł na matę. Co za szczęście, że oręż ten jest
stępiony. Vaclav ledwo trzyma się na nogach. Podnosi zuluską tarczę i
zaczyna napierdalać nią w lewe ścięgno Achillesa SR-Crazy'ego! Jeden
cios! Drugi! Trzeci! Czwarty! Piąty! Szósty! Wróg Ludu przerywa. Chwyta
za metalowy kij i kontynuuje niszczącą ofensywę na nogę Crazy'ego! Ten
cierpi wyraźnie. Vaclav znów zadaje szczęść intensywnych uderzeń, po
czym przestaje. Zauważa leżący nieopodal kawałek drutu kolczastego.
Podnosi go, a następnie zuluskiego assagaja i obwiązuje oszczep drutem.
Musi się trochę odsunąć, bo drut oszczep jest długi. Znów powtarza
okładanie lewej nogi Crazy'ego - jeden cios, drugi, trzeci, czwarty,
piąty, szósty! Vaclav niespodziewanie zaczyna coś mamrotać pod nosem o
przeznaczeniu, o trzech szóstkach i o znaku Bestii, jakim naznaczył
SR-Crazy'ego, o szansie którą za chwilę wykorzysta i jak to wreszcie
nastał jego czas. Nikt nic z tego nie rozumie, a poza ringiem podniósł
się
Felipe Castro.
Jan Kowalski (do Felipe Castro) – Panie prezydencie! Proszę się uspokoić! W imię honoru! W imię EWF!
Felipe Castro – Pierdol się Kowalski.
Mariusz Max Kolanko – Chciałbym zauważyć, że Vaclav chyba doznał pomieszania zmysłów. (Nagle wrzasnął.) Ała! Za co Tony?
Tony Hogański – Miałeś siedzieć cicho, Max. Mówiłem, że kopnę cię w kostkę jak się jeszcze raz odezwiesz. No i doigrałeś się!
Vaclav podchodzi do Crazy'ego i próbuje go podnieść, ale ten nie może
ustać i pada na matę. Jego lewa noga chyba odmówiła posłuszeństwa. Wróg
Ludu widzi krew sączącą się z ciała Crazy'ego, umacza swą dłoń w niej i
zaczyna rysować linię na macie ringu. Następnie krzyczy coś u Rubikonie
i swoim wielkim zwycięstwie, po czym ową linię przekracza. Crazy
zaczyna czołgać się w stronę lin, tylko przy ich pomocy może jeszcze
wstać. Vaclav zaczyna śmiać się widząc to. Dark Avenger sprawdza czy z
Crazy'm wszystko w porządku i czy będzie mógł kontynuować walkę. EWF
World Champion kiwa tylko głową, że da sobie radę. Robi jednak dwa
kroki, po czym znów pada na matę. Znów czołga się w stronę lin, a
Vaclav z szaleńczym śmiechem na ustach podchodzi do niego, chwyta za
szmaty i próbuje podnieść.
Crazy
zauważa, że obok niego leży zuluski oszczep, chwyta go, a momencie gdy
Vaclav próbuje go podnieść, Crazy odwraca się i z całej siły trzaska
zuluskim assagajem, który dla przypomnienia zakończony jest drutem
kolczastym, w twarz Vaclava!! Wróg Ludu pada, a drut kolczasty, który
częściowo zaczepił mu się o twarz, a częściowo o włosy, sprawia mu
wielki ból!! (EWF! EWF! EWF! EWF!) SR
z całej siły i resztką sił pociera oszczepem o Vaclava, który ni to
śmieje się ni to wrzeszczy z bólu! Crazy próbuje wstać, ale jest w
stanie tylko podnieść się na kolana. I tak niczym na jakiejś
pielgrzymce, na kolanach przemieszcza się w stronę Vaclava, mrocznego
kapłana szaleństwa i obrzydliwości. Słońce powoli zaczyna chylić się ku
zachodowi, ale to jest chyba ten moment, w którym światło rozświetli
mrok. Crazy jest przy Vaclavie, puszcza oszczep, a nadal będąc na
kolanach próbuje podnieść rywala. Udaje mu się to, po czym
z
wielkim grymasem bólu udaje mu się stanąć na nogi wraz ze swoim
przeciwnikiem. Trwa to tylko chwilę, ale ten moment wystarczył by
SR-Crazy podniósł Vaclava do swojego kończącego Crazy Slamu [Olympic
Slam]!!! (EWF! EWF! EWF!) Pin..........1...............Felipe
Castro rusza w stronę ringu.........2.............. niespodziewanie Jan
Kowalski wyskoczył ze stanowiska komentatorskiego jak rakieta (nawet
słuchawek nie zdjął, tylko je zerwał) i chwyta Felipe Castro za nogę,
tym samym powstrzymując go od wejścia na ring...............3!!!!!!! (Zwycięzcą i nadal EWF World Champem jest: SR-Crazy!)
Tony Hogański – Wooooo!!! Janek bohaterem!!!
SR-Crazy pada nieprzytomny obok równie nieprzytomnego Vaclava. Dark
Avenger otrzymuje od obsługi technicznej mieniący się złotem EWF World
title i kładzie go na klatce piersiowej EWF World Champa. Poza ringiem
Felipe Castro wyrwał się z uścisku Jana Kowalskiego w dość
bezceremonialny sposób, mianowicie kopnął go w mordę. Janek upadł i
jęknął z bólu, a wściekły Felipe zaczął go
okopywać.
Felipe Castro – Coś ty narobił debilu?! Co to było?!
Prezydent EWF jest wściekły, wygląda jak rozjuszona bestia i chce chyba
rozpocząć akcję demolowania i maltretowania biednego Janka, ale dopadają do niego Smela
i Miszka, którzy odciągają syna Feliksa Castro od Jana Kowalskiego.
Felipe Castro – Wypierdalać!
Zwalniam was! Gdzie z tymi łapami? (Próbuje się wyrwać.) Za kogo wy się uważacie! Jestem
prezydentem Extreme Wrestling Federation! Kowalski, zwalniam cię! Wy
dwaj też, wypierdalać! Wasza rola w EWF skończona. (Krzyczy w stronę
ringu.) Ej ty, Avenger! Wznawiaj walkę. To się nie może tak skończyć!
Walka trwa dalej!
Smela i Miszka zauważają, że prezydent EWF nie będzie już chyba
próbował bić biednego Kowalskiego i puszczają go. W międzyczasie Janek
wraca na stanowisko komentatorskie.
Tony Hogański – Janku! Jesteś bohaterem! Jakbym tam był, to bym cię wyściskał!
Jan Kowalski (trzymając się za obolałą twarz) – Warto być przyzwoitym.
Felipe Castro wchodzi na ring i zaczyna wygrażać Avengerowi.
Felipe Castro – Głuchy
jesteś? Czy po to sprowadzałem cię do EWF? Mieliśmy umowę! (Wskazuje na Crazy'ego i Vaclava.) Budź ich i
wznawiaj walkę. To się nie może tak skończyć. To ja decyduję, kto jest
EWF World Champem!
Dark Avenger – Nie.
Felipe Castro – Nie? Pojebało cię? Jak to nie?
Dark Avenger zdejmuje niespodziewanie maskę...... to Yoshihito Nabeshima!!
Felipe Castro (zdziwiony) – Co? Ty? Co ty tu robisz? Przecież ty nie jesteś....
Wygląda na to, że prezydent EWF spodziewał się, że pod maską Dark
Avengera kryje się ktoś zupełnie inny. Felipe Castro chyba zastanawia
się czy powinien podjąć jakąś akcję, ale widząc wrogie mu oblicze
Yoshihito Nabeshimy rezygnuje z tego zamiaru i zamiast tego postanawia
sprawdzić co z Vaclavem. Ten jest w dalszym ciągu nieprzytomny. W
zasadzie to podobnie jak SR-Crazy. Yoshihito pomaga swojemu
przyjacielowi podnieść się. Ten w sumie za bardzo nie kontaktuje, więc
Nabeshima chwyta go i pomaga
mu opuścić ring. Na arenie w Pretorii publiczność wybucha ogromną
radością i owacją na stojąco żegna SR-Crazy'ego. Poza ringiem Smela i
Miszka dołączają do japońskiego arystokraty i wspólnie z nim prowadzą
swojego obolałego mentora w
stronę FeliXtronu.
Jan Kowalski (do Nabeshimy) – Co robicie? Gdzie idziecie? Dokąd zmierzacie?
Yoshihito Nabeshima – Teraz wspólnie odlecimy na smoku.
Jak się wkrótce okazało Nabeshima ma licencję pilota, a przynajmniej
tak twierdzi. Nie wiadomo czy to prawda, gdyż życiorys Yoshihito jest
pogmatwany i niejasny. Niektórzy niezależni
dziennikarze uważają na przykład, że wmówił on wszystkim, że jest
Japończykiem. Nie
roztrząsajmy jednak tego faktu i czasów dawno minionych. Okazuje się,
że jeden ze śmigłowców oznakowany jest japońskimi znakami, które czyta
się jako „ryū", co oznacza w języku mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni
smoka. Być może to tłumaczy dziwną plotkę, że Nabeshima lata na smoku.
Yoshihito wraz ze słabo kontaktującym Crazy'm, Smelą i Miszką pakuje
się do śmigłowca, silniki zostają odpalone i już po chwili maszyna
odlatuje
w stronę zachodzącego słońca.
Jan Kowalski – Co za końcówka! Co za walka! Co za emocje!
Tony Hogański – Janku, powtórzę to kolejny raz: jesteś bohaterem!
Jan Kowalski – Ale co z Dark Avengerem?
Tony Hogański – Sądząc po reakcji Felipe Castro to jakaś intryga naszego drogiego prezydenta.
Jan Kowalski – Czyli to nie był prawdziwy Dark Avenger?
Tony Hogański – Obawiam
się, że żyliśmy jedynie nadzieją, że gumowy bohater z przeszłości może
powrócić. Felipe Castro zagrał na naszej nostalgii, na naszych emocjach
i naszych szczerych uczuciach.
Jan Kowalski – A to drań.
Tony Hogański – Czyli już go nie popierasz?
Jan Kowalski – Nigdy więcej.
Tony Hogański – Wydaję mi się, że gala powoli zmierza ku końcowi.
Felipe Castro na ringu próbuje tymczasem dobudzić Vaclava. Kiepsko mu
się to udaje, bo Wróg Ludu stracił chyba chwilowo chęć do życia. Castro
cuci go uderzeniami po policzkach, ale nie przynosi to pożądanego
efektu. Niespodziewanie prezydent EWF wstaje, bo zauważył, że poza
ringiem coś się błyszczy. Wychodzi tam i zauważa leżący na podłożu EWF
World title! Wygląda na to, że Crazy i jego kompania zgubili
mistrzowski pas w trakcie ewakuacji do helikoptera. Młody Castro
uśmiecha się pod nosem, podnosi pas, po czym zawiesza go sobie na
ramieniu, a następnie wraca na ring. Tam nawet dostaje mikrofon.
Felipe Castro – Proszę
państwa, proszę o chwilę uwagi. Zaszła dziwna sytuacja, bo chyba przyjdzie mi uznać, że EWF World
title został porzucony przez dotychczasowego EWF World Champa, a tym
samym pas może zostać zawieszony... lub przekazany innej osobie.
Publiczność zgromadzona na arenie w Pretorii wybucha ogromnym heel
heatem. Podobnych emocji doświadcza pewnie też większość widzów
zebranych przed telewizorami.
Jan Kowalski – To niegodziwe! To byłaby największa hańba w historii EWF!
Prezydent EWF nadal stoi uśmiechnięty na ringu.
Felipe Castro – Proszę
państwa, tylko spokojnie. Jako prezydent Extreme Wrestling Federation muszę reagować na
fakty. Fakty są natomiast takie, że moim zdaniem EWF World Championship został
porzucony, a federacja nie posiada obecnie EWF World Champa.
Wykorzystując swoje prezydenckie prerogatywy chciałbym oficjalnie
ogłosić, że nowym EWF World Champem został Va.....
Syn Feliksa Castro nie dokończy jednak swych słów, bo oto słychać
dźwięk klaksonu, jaki wydają wielkie ciężarówki, zwane też TIRami. System nagłaśniający puszcza natomiast znany przebój
sprzed dekad „Kałasznikow"
w wykonaniu niezapomnianego Gorana Bregowicia. Tylko bałkańskiego turbofolku tu
brakowało, o ile oczywiście Gorana można klasyfikować w turbofolkowych
kategoriach. Tym niemniej turbofolk rodem z wojen bałkańskich na pewno
czai się gdzieś tuż za rogiem przyszłości EWF. Nikt nie wie, co się
dzieje, a już na pewno
nie Felipe Castro. Ta niepewność trwa tylko kilkanaście sekund, bo już
po chwili na arenę dziejów wjeżdża ciężarówka. Znamy ją dobrze, bo
widzieliśmy jak kierował nią Szakal. Ciężarówka bez ceremonii rozjeżdża
barierki obok trasy prowadzącej z FeliXtronu na ring, gdyż kierowca
chyba nie wyrobił z hamowaniem. W końcu zatrzymuję się, po czym
otwierają się drzwi kabiny kierowcy, z
której wysiada uśmiechnięty senator-ambasador Szakal.
Szakal – Jestem kurwa!
Senator jest wyraźnie zrelaksowany. Rozprostowuje się, a na dodatek
zakłada okulary przeciwsłoneczne, bo słońce nad sawanną mimo, że
właśnie zachodzi, to razi swym blaskiem. Po chwili otwierają się drzwi
od strony pasażera i z pojazdu wychodzi nie kto inny jak Game. To
jednak nie koniec polityki otwartych drzwi, bo tylne drzwi także
zostają otwarte, a ze środka wyłania się Ponury Grabarz oraz kilku
funkcjonariuszy GRU. Operacja wychodzenia jest chyba bardziej
skomplikowana niż moglibyśmy to sobie wyobrazić, bo GRU wyciąga z
ciężarówki podłużną skrzynię, którą pocztą dyplomatyczną otrzymał
dzisiaj Szakal. Felipe Castro na ringu zaczyna aż bulgotać ze
wściekłości.
Felipe Castro – Co
to za najście?! Myślicie, że wasza interwencja coś zmieni?! Za chwilę
Vaclav zostanie EWF World Champem, czy wam się to podoba czy nie, i
kolejny etap budowy nowego EWF zostanie zakończony!
GRU tymczasem ustawia rampę przy ringu by ułatwić sobie wejście, a po
chwili wnosi na ring skrzynię. Funkcjonariusze po krótkiej chwili
wycofują się. Widzimy także, że Ponury Grabarz zaczyna wydawać jakieś
dyspozycje ludziom z obsługi technicznej. Przechodząc obok stanowiska
komentatorskiego wręczył też Janowi Kowalskiemu jakąś karteczkę.
Tymczasem na ring zdążyli już wejść Game oraz Szakal.
Felipe Castro – No i co? Co to za cyrk? Wynocha stąd! Fora ze dwora!
Szakal – To ty kurwa fora ze dwora!
Po tych słowach Szakal uderza go pięścią w brzuch, a następnie poprawia kopniakiem.
Szakal – Z jaką kurwa przyjemnością to zrobiłem. Od lat na to czekałem! Od lat kurwa!
Felipe Castro (gramoląc się) – Nie daruję ci tego... zwalniam cię, rozumiesz? I wszystkich twoich kumpli też zwalniam. Nie macie czego szukać w moim EWF.
Game – Felipe, przyjacielu drogi. To koniec.
Felipe Castro – Jaki koniec? Co ty mówisz? To jest dopiero początek!
Game – Pozwól, że odczytam ci dzisiejsze postanowienie rady nadzorczej. (Wyciąga z kieszeni marynarki tablet, bo EWF jest nowoczesne i nie trzeba już nic drukować.) Bardzo
ciekawa, ale nudna lektura, będę więc parafrazował i mówił w skrócie.
Całość przeczytasz sobie później, dobrze? Rada Nadzorcza EWF
Corporation na posiedzeniu w dniu 4 października 2015 roku w Pretorii,
przy wymaganym statutami kworum, zdecydowała odwołać pana Felipe Castro
z funkcji przewodniczącego rady nadzorczej EWF Corporation i powołać na
to stanowisko.... (Uśmiechając się.) ... Mnie.
Felipe Castro – Myślisz, że to coś zmieni? Rada radą, a sprawiedliwość jest po mojej stronie! Jestem prezydentem Extreme Wrestling Federation!
Game – Poczekaj, dojdziemy do tego. Rada
Nadzorcza EWF
Corporation na posiedzeniu w dniu 4 października 2015 roku w Pretorii,
przy wymaganym statutami kworum, zdecydowała przyznać na okres 24
godzin przewodniczącemu rady nadzorczej EWF Corporation nadzwyczajne
prerogatywy. Na podstawie moich uprawnień zdecydowałem, że EWF
Corporation nie będzie dłużej opłacać grobu Feliksa Castro znajdującego
się w Hawanie, a przekaże go pod opiekę rodzinie. To pierwsza decyzja.
Oprócz tego z dniem dzisiejszym odwołuję Felipe Castro ze stanowiska
oberprokuratora EWF i przekazuję je Szakalowi. To druga decyzja.
Stanowisko oberprokutatora powróci do starej nazwy honorowego komisarza EWF. To trzecia decyzja.
Szakal – Tak kurwa! Znów jestem honorowy!
Game – Z
dniem dzisiejszym odwołuję Felipe Castro ze stanowiska komisarza EWF i
tymczasowo przekazuję sobie, do czasu znalezienia lepszego kandydata.
To czwarta decyzja. Z dniem dzisiejszym odwołuję Felipe Castro ze
stanowiska prezydenta EWF i powołuję na nie samego siebie, do czasu
znalezienia lepszej kandydatki. To piąta decyzja.
Felipe Castro – Nie możesz!! To bezprawie!!
Game – A teraz zwracam ci ojca.
Felipe Castro (zdziwiony) – Co? Co takiego?
Senator-ambasador podchodzi do skrzyni, coś przy niej majstruje,
zdejmuje wieko, a po chwili w sposób majestatyczny, a wręcz
filmowo-kreskówkowy ściany skrzyni opadają i odsłaniają trumnę.
Felipe Castro (roztrzęsiony) – Co... czy to...
Game – Historia
rodu Castro w Extreme Wrestling Federation dobiega końca. Felix Castro
jest odpowiedzialny za jedynie trzynaście pierwszych gal EWF, a wydaje
się, że jego trumna wciąż nami rządzi. Od odejścia Feliksa gal było
ponad sto. To musi coś znaczyć. Szanujemy Felka, ale ile można wracać
do przeszłości? Chciałem przez to powiedzieć, że koniec z tobą Felipe.
To jest
nasze ostateczne rozwiązanie i nasza broń ostateczna. Tyle błędów
popełniliśmy w ostatnich latach w związku z twoją osobą. Powinniśmy
uciąć te twoje harce jeszcze w 2007 roku, zabić to wszystko w zarodku,
ale
byliśmy wtedy zbyt apatyczny. Nie chciało nam
się działać i zapłaciliśmy za to wysoką cenę. Osiem lat próbowaliśmy z
tobą wytrzymać, ale wystarczy. To twój koniec. Przegrałeś. (Wskazuje na trumnę.) Zabieraj go sobie, jest cały twój.
Po tych słowach Game i Szakal nie czekając na reakcję młodego Castro
opuszczają ring. Spokojnie pakują się do ciężarówki, a przy okazji
zabierają ze sobą też Ponurego Grabarza, funkcjonariuszy GRU, a także
Jana Kowalskiego, który nie ma tu już nic do roboty.
Jan Kowalski (zdejmując słuchawki) – Żegnam się z państwem! Co za wieczór! Co za szok! EWF już nigdy nie będzie takie, jak poprzednio!
Po tych słowach Kowalski zapakował się do ciężarówki, która z Szakalem
za kierownicą ruszyła w trasę. Tymczasem na ringu Felipe Castro z
niepewnością podchodzi do trumny i odsuwa na bok jej wieko. Nie
widzimy, co jest w środku, ale Felipe gdy tylko tam spojrzał, to
wiedział już wszystko. Zrozumiał, że to wszystko prawda. Roztrzęsiony
padł na kolana i zaczął mamrotać coś pod nosem...
Felipe Castro – Przegrałem? Ja? Przegrałem... ja nie mogłem przegrać... Nie mogłem....
Nie wiadomo w sumie czy były już prezydent EWF rozpacza, wyje czy
zanosi się niekontrolowanym śmiechem. Coś w nim pękło i chyba sam też
zdał sobie sprawę, że to już koniec. Nawet nie zauważył, że w
międzyczasie podniósł się Vaclav. Wróg Ludu jest pobity, bardzo
zmęczony, zakrwawiony i zmaltretowany. Zaczął jednak kontaktować,
chociaż lekko się zdziwił, że na środku ringu ni z tego ni z owego
widzi teraz trumnę.
Vaclav – Co się stało? O kurwa! Czy przywołałem demona? Ej Flip! (Zaczyna potrząsać Felipe za ramię.) Filip? Co to jest? (Wskazuje na trumnę.) Zabiliśmy Crazy'ego? (Teraz zauważa leżący na ringu porzucony EWF World title.) Jestem mistrzem? Jestem? (Oczy aż zaświeciły mu się z radości.) Po tylu latach? Jestem wreszcie... EWF World Champem? Filip!!
Felipe Castro – Przegraliśmy
wszystko. Ja nie jestem już prezydentem, ty nie jesteś mistrzem, a to
jest mój ojciec... Przegraliśmy wszystko, rozumiesz? Przegraliśmy!!!
Vaclav – Co? (Chyba teraz do niego to dotarło.) Mieliśmy wygrać, ale przegraliśmy?! Co to ma być Filip! Nie tak się umawialiśmy!
Felipe Castro – To koniec. Nie pomogę ci już w niczym.
Vaclav – Oszukałeś mnie. Słyszysz Filip? Skurwysynie jeden! Oszukałeś mnie!
Wyraźnie wściekły Wróg Ludu opuszcza ring i zaczyna krążyć wokół niego
wyraźnie nad czymś rozmyślając. W pewnym momencie przystanął, a na jego
twarzy pojawił się podstępny uśmieszek. Najprawdopodobniej jeżeli byłby
to film animowany to nad jego głową zapaliłaby się żarówka, bo wyraźnie
wpadł na jakiś pomysł. Wygląda na to, że przypomniał sobie, że
nieopodal ringu leży porzucony kanister z benzyną. Vaclav podnosi go, a
także chwyta za jakąś szmatę, która leżała porzucona w tym rejonach.
Zauważa też pustą butelkę po Perle, którą sam wyrzucił tutaj tuż przed
rozpoczęciem walki. Następnie odkręca kanister i delikatnie nasącza
szmatkę benzyną, a po wykonaniu tej akcji upycha ją w butelce. Dopiero
wtedy wraca na ring, gdzie Felipe Castro nadal rozpacza. Wróg Ludu
zaczyna polewać matę ringu benzyną, a następnie wylewa nią także na
trumnę Feliksa Castro.
Felipe Castro – Vaclav?! Co robisz?!
Vaclav – Kremację.
Po tych słowach Wróg Ludu wychodzi poza ring, a następnie chwyta za
butelkę ze szmatką nasączoną benzyną, którą tu wcześniej zostawił.
Okazuje się, że warto mieć zapalniczkę na wypadek takiej właśnie
okazji. Castro wychodzi czym prędzej z obrębu ringu by powstrzymać
swojego dawnego partnera w interesach. Na to jest już jednak za późno,
bowiem ten niczym lewicowy bojówkarz z Antify rzuca koktajlem Mołotowa,
który od tej pory w EWF będzie znany jako koktajl Vaclava, prosto na
ring i trafia idealnie w trumnę, w której najprawdopodobniej spoczywają
zwłoki założyciela EWF. Ta szybko zaczyna płonąć, a cały ring wkrótce
zajmuje się ogniem tworząc stos pogrzebowy.
Felipe Castro – Ty draniu! Co ty zrobiłeś?! Co to ma znaczyć?!
Vaclav – Pierdol się Filip. (Zauważa też, że Felipe Castro trzyma w ręku porzucony EWF World title.) Oddaj mi pas, to nic ci się nie stanie.
Felipe Castro – Wal się. Albo nie... Sam się pierdol.
Castro odwraca się i zaczyna uciekać przed Vaclavem. Ten nie zostawi
byłego prezydenta samego sobie i biegnie za nim. W ten oto sposób
panowie ruszają w sawannę. Wróg Ludu nie jest tak szybki jak normalnie,
bo zdrowo oberwał w trakcie walki z Crazy'm. Mimo wszystko jednak
widać, kto jest profesjonalnym zawodnikiem, bo mocno pobity Vaclav nie
ma w sumie większego problemu by dogonić Felipe. Jeśli ktoś się
spodziewa, że za chwilę pojawią się strusie albo żyrafy i zawodnicy
będą robić na nich wyścigi, to jest w błędzie. EWF jeszcze nie
osiągnęło tego poziomu. Zrobiło się już ciemno, ale w oddali stoją
mobilne jupitery oświetleniowe, które służyły w trakcie main-eventu,
które rzucają trochę światła. No i oczywiście jest też ring, który
zmienił się w wielkie ognisko lub stos pogrzebowy i słup ognia oświetla
okolicę. Felipe Castro dobiegł chyba do końca swojej drogi, bo do
klifu. Przed nim tylko urwisko i przepaść. W zasadzie to nie wiadomo
czy jest głęboko, bo jest ciemno, ale klif jest zdecydowanie zaporą,
która na ten moment jest nie do pokonania. Felipe wie, że nie ma już
drugi ucieczki, przyciska EWF World title do swojej piersi i krzyczy w
stronę Vaclava.
Felipe Castro – Nie podchodź! Słyszysz? Nie podchodź!
Vaclav – Oddaj mi pas i nic złego ci się nie stanie. (Wyciąga dłoń w stronę byłego prezydenta EWF.) Oddasz pas i odejdziemy stąd razem. Zaufaj mi, Filip.
Felipe Castro – Dlaczego to zrobiłeś?! Dlaczego musiałeś wszystko podpalić?! Po co ci to było?! Jak mogę ci zaufać? Jesteś pojebany.
Vaclav – Nie mów, że o tym nie wiedziałeś?! Nie wiedziałeś jaki jestem, co?! (Zaczyna się szyderczo śmiać.)
Filip, ty idioto. Nie jestem jakimś zabawnym Wackiem. Jestem poważnym
zawodnikiem, poważną personą, jestem legendą polskiego hardcoru i
polskiego wrestlingu. Miałem być EWF World Champem. Obiecałeś mi to.
Felipe Castro – Plan zawiódł, ale wszystko możemy naprawić. Razem...
Vaclav – Oddaj pas tu i teraz.
Felipe Castro – Nie podchodź... albo go wyrzucę! (Wskazuje na przepaść i macha pasem nad urwiskiem.) Nie będziesz ani mistrzem ani złodziejem mistrzowskiego pasa.
Vaclav (z furią) – Nie!!!!!!!
Wróg Ludu rzuca się na Felipe Castro i zaczyna się szamotanina między
nimi. EWF World title spada na ziemię, a Vaclav usiłuje go podnieść.
Wtedy Felipe sprzedaje mu kopniaka w brzuch i zaczyna uciekać. Vaclav w
ostatniej chwili chwyta go za nogę i powala na ziemię. Panowie tarzają
się po ziemi i okładają się. Felipe czyni to dość niezgrabnie, bo nie
ma chyba doświadczenia w walkach. Vaclav jest obolały, ale zdobywa mimo
wszystko przewagę. Mecenas Ekstremy wyrwał mu EWF World title z rąk i
tym samym puścił młodego Castro. Felipe wciąż na czworakach zauważył
leżący na ziemi drewniany kij, chwycił go, okręcił się i tak idealnie
uderzył, że trafił wstającego Vaclava prosto w twarz. Ten stracił
równowagę, zrobił kilka kroków w tył dla stabilizacji, ale w ferworze
walki zupełnie przegapił fakt, że tuż za nim znajdował się klif. Vaclav
spróbował złapać równowagę, ale runął w tył. Felipe mimo wszystko ma
jakieś ludzkie odruchy, bo rzucił się w jego stronę z wyciągniętą ręką.
Złapał!!! Ale EWF World title!!! Drugą stronę pasa trzymał natomiast
Vaclav, który zawisł nad bliżej nieokreśloną przepaścią.
Felipe Castro – Nie utrzymam cię.... Podaj mi drugą rękę...
Vaclav – Nie.... EWF World title...
Felipe Castro – Daj
spokój. Ciężki jesteś, a do tego trzymam cię lewą ręką. Nawet nie
ciebie tępaku, tylko ten pas. Podaj mi drugą rękę, to cię wciągnę.
Vaclav – EWF World title....
Felipe Castro – To tylko pas.
Vaclav – To mój pas! Wreszcie jest mój!! Tylko mój!!
Felipe Castro – Dłużej cię nie utrzymam....
Były prezydent Extreme Wrestling Federation faktycznie nie utrzymał
Vaclava. Trzeba przyznać, że Felipe próbował, chwycił drugą ręką pas,
zaparł się o jakieś kamienie i próbował wciągnąć Vaclava. Nie udało się
jednak. Pas się zerwał, a konkretniej skórzana część ze złotymi
elementami, za którą trzymał się Wróg Ludu. Część środkowa wraz z drugą
stroną, za którą trzymał Felipe pozostała w rękach syna Feliksa Castro.
Vaclav nie podzielił tego losu. Spadł w przepaść wraz z częścią swojego
upragnionego, ale nigdy niedoścignionego marzenia, jakim był EWF World
title. Jak wysoki to był klif? W ciemnościach afrykańskiej nocy trudno
to w tej chwili stwierdzić.
Tony Hogański – Proszę
państwa... to już chyba koniec. Sam nie wiem, co powiedzieć. Tyle
dramatycznych zwrotów akcji, a także tyle pytań o przeszłość, teraźniejszość i
przyszłość EWF pozostaje otwartych.
Mariusz Max Kolanko – Dziękujemy
państwu za wspólnie spędzony wieczór. Jan Kowalski miał już przyjemność
się pożegnać, teraz czynią to Tony Hogański i Mariusz Max Kolanko.
Tony Hogański – Do zobaczenia!