Po jednej stronie SR-Crazy, Yoshihito Nabeshima i Szakal, a po drugiej Franko, Bane i Vaclav.
I to jakie EWF, proszę państwa, jakie EWF! Nowe, odmienione,
oczyszczone ze zła, korupcji i zepsucia. Od 2007 roku walczyłem o
powrót sprawiedliwości do EWF, o przywrócenie ideałów mojego ojca. W
2008 roku poszedłem na kompromis z jego mordercami. Niestety później
okazało się, że to był błąd. Byłem
komisarzem, ale tak naprawdę nic nie mogłem, wszystko zależało od tej
kliki, która rządziła federacją. Szakal, Game, Kraven, Esmeralda,
Sandman... te imiona należy wymawiać z obrzydzeniem i pogardą. Oni
zawłaszczyli polski wrestling i wmówili wam, że zło tak naprawdę jest
dobrem, a dobro złem. Zrozumcie, ja nie chciałem przejmować federacji w
tak brutalny sposób, w jaki dokonało się to w kwietniu zeszłego roku.
Nie miałem jednak innego wyjścia. Wiedziałem, że walka prawna nie ma
sensu, bo federacji odzyskać nie mogłem. Proponowano mi reaktywowanie
PCW i wykończenie EWF w ramach uczciwego współzawodnictwa. Ja jednak
nie chciałem PCW, miałem już przecież wcześniej HVW. Chciałem EWF,
chciałem mojego dziedzictwa, dzieła mojego ojca. Wierzę, że Felix
Castro spogląda na nas z góry, choć jako komunista, to on chyba nie
wierzył w metafizykę. W każdym razie, ja czuję jego obecność. Wiem, że
on akceptuje moje działania i mam także niezachwianą pewność iż sam
uznałby moją politykę za dobrą. Proszę państwa o powstanie. Uczcijmy
pamięć Feliksa Castro minutą
ciszy. W tym roku przypada ósma rocznica jego śmierci.
federację. Ich historia kończy się, a w ich miejscu ustanawiam zupełnie nowe Nagrody Branżowe EWF, a gale specjalne
jak zawsze odbywać się będą w grudniu. Nie chcemy oczywiście nikomu
odbierać dawnych nagród. W najbliższych dniach wydane zostaną
pamiątkowe dyplomy, które można oprawić sobie w ramki i powiesić na
ścianach i wspominać jak to w 2003 roku ktoś zdobył dawnego Felka, czyli obecną Nagrodę Branżową
EWF. W zasadzie to tyle. Życzę wszystkim udanej gali.
walk miał w 2004 roku. To już ponad dziesięć lat temu.
Josh Brennan vs Kraven
Gra The Dubliners i ich przebój „Whiskey
in the Jar” Pierwszy na arenie pojawił się Josh Brennan, który
oczywiście miał na sobie długie spodenki w barwach swojego narodu oraz
irlandzką whisky. Faktem oczywistym jest także, że to, że wręczył ją
jednemu z fanów a następnie pewnym krokiem wszedł do ringu.
Po chwili zagrała muzyka
Kravena... i to jaka! Hymn ZSRR to muzyka, która przerażała nie tylko
całe narody i państwa, ale - przynajmniej w świecie polskiego
wrestlingu - także wrestlerów. Wydawało się, że już nigdy jej nie
usłyszymy, ale jednak stało się! Kraven powraca na ring! Muzyka gra,
gęsia skórka atakuje zebranych na arenie. Po kilku sekundach pojawia
się sam Kraven the Hunter. Jego krok jeszcze tak niedawno pewny, już
wcale taki nie jest. Kilka razy zgubił linie prostą. Czyżby nie żałował
sobie swojej ulubionej rosyjskiej wódki? Nawet jeśli tak rzeczywiście
było, to mimo to chciał walczyć i lekko zachwianym krokiem wszedł w
końcu do ringu gdzie za chwilę miała rozpocząć się walka.
Tony Hogański – Kraven na ringu! Co za wydarzenie! Dożyłem tego!
Jan Kowalski – Ekscytuję cię to bardziej niż walki mistrza Szakala?
Tony Hogański – Nie, ale trzeba docenić fakt, że Kraven znów stoczy walkę.
Jan Kowalski – Żeby tylko nie sprawił nam wielkiego zawodu. Przecież on coś pił!
Tony Hogański – Ja pierdolę Janku. To EWF, tu połowa rosteru wychodziła kiedyś nietrzeźwa na ring.
Jan Kowalski – Przez ten brak profesjonalizmu upadaliśmy.
Tony Hogański – Ostatnio upadliśmy akurat przez najazd murzynów. (Chowa z żalu twarz w dłoniach) Najazd murzynów, jak to brzmi?
(Dramatycznie.) Jak to brzmi?
Publiczność, podobnie jak Tony
Hogański, jest równie rozochocona powrotem Kravena na ring. Takie
rzeczy po prostu nie zdarzają się codziennie, nie raz w tygodniu, nie
raz na miesiąc, nawet nie raz w roku, a raz na kilka lat. Kraven the
Hunter powraca na ring! Walkę sędziować będzie Dark Sędzia. To arbiter
o uznanej renomie, więc na pewno poprowadzi zawody w sposób przepisowy.
Kraven zdjął górę swojego sowieckiego dresu i mimo upływu lat wygląda
tak groźnie jak niegdyś. Czy nadal potrafi walczyć? Odpowiedź na to
pytanie poznamy już niedługo. Dark Sędzia tłumaczy zawodnikom zasady
walki. Na twarzy Josha Brennana rysuje się lekkie przerażenie, chyba
odrobił zadanie domowe i sprawdził kim w historii polskiego wrestlingu
była postać Kravena. W końcu arbiter daje sygnał do rozpoczęcia walki,
słychać gong i stało się! Pierwsza od lat walka Łowcy zaczęła się!
Siergiej Krawinow chciał ruszyć na przeciwnika ale niestety wódka
przypomniała o sobie i Josh łatwo uniknął kilku uderzeń a następnie sam
wyprowadził dwa mocne prosto oraz Big Boot w brzuch. Tego chyba nikt
się nie spodziewał! Zachwiało to tylko Siergiejem więc jego przeciwnik
odbił się od lin wykonując mocny Clothesline. Akcja ta zwaliła na matę
Kravena ale mimo to chciał szybko wstać. Gdy tylko się odwrócił to
otrzymał ponownie Clothesline.
Tony Hogański – Ja pierdolę. Co się dzieje?
Jan Kowalski – A nie mówiłem? Żal patrzeć. To wódka, to wszystko wódka.
Tony Hogański – Nie, to się nie może tak skończyć. To dopiero początek.
Jan Kowalski – Początek
upadku na dno. Na samo dno. Nie bez powodu Felipe Castro wstawił
Kravena do pierwszej walki wieczoru. On jest zupełnie bez formy!
Josh
Brennan był mocno nakręcony, bowiem zrozumiał, że ma szansę pokonać
legendę. Wszedł na narożnik ale gdy chciał wymierzyć Diving Clothesline
to Łowca odskoczył na bok a po chwili wymierzył imponujący Big Boot.
Drugi dzisiaj, polubili tę akcję jak kiedyś Dropkicki. Następnie chciał
wykonać Piledriver... no i się udało. Prosto, łatwo, mocno i co
najważniejsze skutecznie. Pin....1.....2.... niespodziewanie Irlandczyk wybił!
Walka oczywiście nie może się tak zakończyć, tzn. chyba nie może. Josh
znalazł w sobie tyle siły, że wstał. Rzucił się na swojego rywala,
doszło między nimi do szamotaniny. Brennan rzucił przeciwnika na liny w
celu wykonania kończącego Ireland Bombu [Pop-up Powerbomb]! Oberwał
jednak kopniaka w brzuch oraz klasyczne DDT. Wydawało się, że może to
być koniec jednak niespodziewanie Syn Irlandii dość szybko się
podniósł. Otrzymał kilka potężnych chopów w klatkę piersiową. W pewnym
momencie chyba Siergiejowi zakręciło się w głowie, bo Irlandczyk
przerwał jego natarcie, a nawet udało mu się kopnąć rywala. Od razu
wskoczył na narożnik by dołożyć rywalowi jakąś akcję wysokiego ryzyka.
Kraven nie chciał do tego dopuścić i szybko wstał dochodząc do
przeciwnika i na trzeciej linie rozpoczęła się mocna wymiana uderzeń.
Krawinow wygrał ją i po chwili wymierzył także efektywny Superplex!
Trzykrotny EWF World Champion podniósł rywala, po czym wykonał mu
Soviet Bomb [Running Powerbomb]! Pin....1......2.....3! (Zwycięzcą jest: Kraven!)
Tony Hogański – No i się skończyło.
Jan Kowalski – Kraven wcale nie zaprezentował się szczególnie imponująco.
Tony Hogański – Teraz
ty przesadzasz. Oberwał Clothesline'a, jakiegoś kopniaka i kilka
szturchańców. Walkę skończył dość łatwo i szybko. Czego chcieć więcej?
Jan Kowalski – Nie było w tym dawnego piękna, poezji i techniki. Wszystko poszło jakoś tak... topornie.
Tony Hogański – Szczerze
mówiąc to ja nie wiem na co Kraven liczy. Przecież Felipe Castro, z
czystej złośliwości i chęci zemsty, nie pozwoli mu walczyć z
najlepszymi o pasy i trofea. Ukisi go w dolnej części karty z wątpliwej
jakości zawodnikami.
Jan Kowalski – Mówiłem już o tym. Wydaje się, że sam Kraven jest obecnie zawodnikiem dość wątpliwej jakości.
Tony Hogański – Co
ty opowiadasz? Na pewno nie zapomniał jak się walczy, a do tego ma
ogromny potencjał marketingowy. Kraven to wrestler-instytucja, on
przyciąga miliony przed telewizory i tysiące ludzi na areny.
Jan Kowalski – Czyli jest takim samym wrakiem jak Szakal? Walczyć już nie potrafi, ale ma nazwisko? Tego oczekujemy po EWF?
Tony Hogański (zasmucony) – Obrażanie mistrza Szakala to cios poniżej pasa.
(W związku z takim ciosem
poniżej pasa należy jak najszybciej wycofać się na zaplecze. Jesteśmy
poza obrębem hali, gdzie... trwają protesty. To dziwne, bo wydawałoby
się, że wraz z nastaniem panowania Felipe Castro polityka wiecznych
protestów zakończy się. Protestujący tworzą szpaler wokół wejścia do
hali, które ochraniają funkcjonariusze GRU. Na parking podjechała
właśnie luksusowa limuzyna. Wysiadła z niej pierwsza para polskiego
wrestlingu, czyli Nas Jazzowski i Weronika Passent, jego wspaniała
małżonka. Protestujący widząc Nasa zaczynają coś krzyczeć.)
Weronika Passent (macha do ludzi) – Serwus helloł!
Nas Jazzowski (rozgląda się) – Coś tu nie gra.
Faktycznie, protestujący są
dziwnie podekscytowani i to w negatywnym tego słowa znaczeniu. Dopiero
teraz widać, że większość z nich przyniosła ze sobą czarno-białe
zdjęcia. Na jednym z nich widzimy Roberta Forlaniego. Zdjęcie to
trzymane jest przez tęgawą kobiecinę.
Kobieta – Oddaj mi mojego syna, zbrodniarzu!
Nas Jazzowski – Że niby ja? Zbrodniarzem?
Matka Roberta Forlaniego – To przez ciebie Robert zaginął w Afryce!
Weronika Passent – Czy naprawdę tylko o to w życiu szło?
Są tu też krewni innych
zaginionych w Nigerii zawodników, m.in. Artura Groat, Wona Weia,
Alberto Garcii, Francesco Guly'ego, Pasierba czy też Michela Cavioura.
Wszyscy wygrażają Jazzowskiemu i jego małżonce. Najbardziej wojownicza
jest Mia.
Mia (próbując przepchnąć się przez funkcjonariuszy GRU) – Ty świnio! Ty zdrajco! Przez ciebie Jimmy zaginął w Afryce! To wszystko twoja wina! Twoja!
Weronika Passent – Ej laska! Odwal się od Nasa, ty bazylu.
Mia – Nie daruję ci tego! Będziemy cię ścigać! Zemścimy się! Nie znasz dnia ani godziny! Krwią zapłacisz za krew naszych bliskich.
Weronika Passent – Ona ma coś z deklem, nie?
Nas Jazzowski – Zdecydowanie. (Zwraca się do protestujących.) Zrozumcie, że to jedno wielkie nieporozumienie. Musicie przyjąć do wiadomości...
Tłum nie chce jednak słuchać.
Zrozpaczone rodziny zaczynają napierać na funkcjonariuszy GRU byle
tylko dostać się do Nasa i dokonać samosądu.
Funkcjonariusz GRU – Prezydent Castro zaprasza. Proszę się nie przejmować tymi frustratami.
Matka Roberta Forlaniego – Będziemy co miesiąc pod twoim domem! Zbrodniarzu! To będą nasze miesięcznice!
Mia – Zginiesz marnie! Słyszysz, Nas? Zginiesz.
Nas Jazzowski – Chodźmy.
Weronika Passent (macha do wściekłej Mii) – Żegnaj, baj-baj!
(Jazzowski i jego buddyjsko poślubiona małżonka wkraczają do gdańskiej hali. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Nie wiem jak on się będzie z tego tłumaczył, ale prawda jest taka, że doprowadził do upadku EWF.
Jan Kowalski – Myślałem, że Nas to jeden z twoich kumpli.
Tony Hogański – On
się wyraźnie pogubił w swoim życiu. Jeśliby tylko poprosił mnie o
pomoc, zrozumiał, że tej pomocy potrzebuje, to ja bym mu oczywiście
pomógł. Nie zrobił tego i masz babo placek, murzyni nas napadli i
upokorzyli.
Jan Kowalski – Czyli Nas jest postacią tragiczną?
Tony Hogański – Być może...
(Przenosimy się do biura
prezydenta Extreme Wrestling Federation. Każda ważna persona urządza
biuro po swojemu. Felipe Castro postawił na nowoczesny design i tyle.
Warto zwrócić uwagę na portret Feliksa Castro, no i tyle, co tu więcej
opisywać? W biurze odbywa się chyba zebranie załogi. Oprócz Felipe
Castro są też Agnieszka Sorel, Tamara Ostrowska, Vesna Obrenowić, Pan
Józef, Avon Tschorny, Dagmara Zielińska i Ghul.)
Felipe Castro – Witam was serdecznie moi mili. Cieszymy się, że EWF wróciło, prawda?
W odpowiedzi widać tylko nieśmiałe potakiwanie głowami.
Felipe Castro – Zgodnie z zapowiedzią przyjmuję was wszystkich na powrót do federacji. Nawet ciebie, Dagmaro.
Dagmara Zielińska – Dziękuję.
Felipe Castro – Będziesz dbała o porządek w federacji.
Dagmara Zielińska (zaskoczona) – Ja w GRU? Ja się chyba nie bardzo nadaję.
Felipe Castro – Jakie
znowu GRU? Wynajmujemy tu różne firmy sprzątające, a z tego co widzę w
raportach to dział kadr kiepsko sobie radził z ogarnięciem tego
burdelu. Co gale inna firma, bo inne miasto, inne zasady, inne
standardy. Bałagan się robił, a my przecież pragniemy by w EWF było
czysto i higienicznie, prawda? Stworzyłem stanowisko koordynatora do
spraw porządkowych.
Gratuluję i życzę dużo szczęścia na nowej drodze życia.
Petruella nic nie odpowiada, tylko spuszcza załamana głowę.
Felipe Castro – Tamara
Ostrowska pozostanie moją asystentką. Agnieszka Sorel była dyrektorem
do spraw kadr, hm... cóż, kadry decydują o wszystkim, ale to miejsce
jest już zajęte, oddałem je mojej małżonce, Ulryce Rothschild-Castro.
Droga Agnieszko, dwóch asystentek nie potrzebuję, nie jestem Esmeraldą,
dlatego trafisz do kafeterii. Zaczynasz od dzisiaj. Vesna Obrenowić, ty
akurat wracasz do przeprowadzania wywiadów, przynajmniej dopóki się nie
zestarzejesz i uroda ci nie zwiędnie jak siły witalne Szakala. Józef...
hm... cóż... co powiesz na powrót do przeszłości?
Pan Józef – Słucham?
Felipe Castro – Kotłownia czeka. Liczę na owocną współpracę z Dagmarą Zielińską, bo to podobna branża. Dziękuję bardzo.
Pan Józef (tego się chyba nie spodziewał) – Ale...
Felipe Castro – Chcesz stracić robotę? Kto cię zatrudni w twoim wieku? Zwłaszcza teraz, gdy podniesiono wiek emerytalny.
Pan Józef – Rozumiem...
Felipe Castro – Ghul, oddaję ci twój program.
Ghul – Dziękuję za taką wspaniałomyślność!
Felipe Castro – Ale nie możesz go realizować w kafeterii, którą chyba zreformuję. Znajdź sobie nowe miejsce.
Ghul – Łoj, to gorzej.
Felipe Castro – Avon
Tschorny... Muszę przyznać, że doceniam twoje zdolności. Kraven chyba
także je wysoko oceniał. Funkcji dyrektorskiej w GRU ci nie przywrócę,
ale członkostwo już tak. Będziesz robił to samo, co za czasów
poprzedniego reżimu, a do tego z wyższą pensją. Pomyśl o swojej wizie,
pomyśl o swojej siostrze Cassandrze, którą przecież przyjąłem też do
pracy. Chcecie wrócić na Haiti?
Avon Tschorny – Nie...
Felipe Castro – No to jak rozumiem dogadaliśmy się?
Avon Tschorny – Tak...
Felipe Castro – Nikt
nie powie, że jestem żądny zemsty. Zrozumcie, że ja naprawdę chce dobra
EWF, dlatego też przyjąłem was znowu do pracy. Cieszycie się?
Słychać tylko jakieś pomruki, brak wyraźnego entuzjazmu.
Felipe Castro – Nie słyszę.
Wszyscy (chórem) – Tak!
Felipe Castro – No i bardzo dobrze.
(Wielkiej radości po zebranych nie widać, ale cóż począć, tak to już bywa. Wracamy do komentatorów.)
Tony Hogański – Cóż
za wspaniałomyślność! Józef znowu w kotłowni, Sorel jako kelnerka, a
Dagmara została sprzątaczką. Ma gest ten nasz prezydent Castro, nie ma
co.
Jan Kowalski – Ich stanowiska pracy są już zajęte. Za późno zdecydowali się na powrót.
Tony Hogański (z przekąsem) – Nie to, co ty, nie?
Jan Kowalski – Ja
stawiam na pierwszym miejscu dobro EWF, a nie własne zyski. Powrót EWF
był najwyższym dobrem, a mógł to zapewnić jedynie Felipe Castro. Zrozum
wreszcie Tony, mi też nie do końca się to wszystko podoba, ale dla dobra
polskiego wrestlingu tak po prostu trzeba. Jak ktoś ma coś przeciwko
Felipe, to mógł odmówić... widziałeś by ktokolwiek odmówił?
Tony Hogański – Pierdolisz
jak reprezentant gdańskiej szkoły liberalizmu. Odmówić? Jak odmówić? Może oni mają kredyty
pobrane, rodziny na utrzymaniu i nie mogą sobie pozwolić na bezrobocie?
W przypadku Avona i Cassandry dochodzi jeszcze sprawa wizowa. Ludzie
godzą się na najgorsze warunki, bo lepsze to niż nic, a takie cwaniaki
jak Castro wykorzystują tylko sytuację, bo znajdują się w pozycji cholernego
pana i władcy. Dlatego właśnie sytuacja w Polsce jest chora. Myślisz,
że rynek coś ureguluje jeśli ludzie to chuje i nie mają przyzwoitości?
Gówno ureguluje i tyle.
Jan Kowalski – Ty masz jeszcze większe szczęście. Potrafisz się ustawić i wróciłeś na ciepłą, dobrze płatną posadę komentatora.
Tony Hogański – Nie moja wina. Mam i znam swoją wartość.
(Kolejna wyprawa na zaplecze
musi skończyć się jeśli nie dobrze, to na pewno ciekawie. Znajdujemy
się w szatni, w której niegdyś było ludno i gwarno. Obecnie siedzą tu
tylko Franko, Bidam i Helenka. Ten drugi zajada się kurczakiem, a
tłuszcz spływa mu po jego mongoloidalnej brodzie. Jeśli chodzi o
Franko, to po przymusowym pobycie w Afryce, dorobił się kilku nowych
blizn. Stracił też sporo wagi, ale nadal to jedno wielkie, wredne i
znów włochate bydlę. Przynajmniej jeśli chodzi o gabaryty, a nie o
sposób bycia.)
Bidam – Wiesz Franko... musisz kiedyś wpaść na swój grób. W bardzo ładnej okolicy ci go usypałem, odwiedzałem cię, a ty żyjesz.
Franko – Żyję.
Bidam (oblizując palce z tłuszczu) – No to co? Zemsta?
Franko – Spokojnie. Nie ma pośpiechu.
Bidam – Jak to nie ma pośpiechu? Ja to Jazzowskiemu mogę już nawet dzisiaj wpierdolić.
Do szatni wkracza zapłakana
Mia. Kto ją tu wpuścił? Indianka pada na kolana przed Franko i Bidamem.
Nowosibirskiemu się to nawet podoba, a z twarzy Franko nie sposóbwyczytać niczego.
Mia – Panowie! Pomóżcie! Tylko wy możecie mi pomóc!
Bidam – Chcesz kurczaka? To postawi cię na nogi.
Rzeźnik nic powiedział, podszedł do Julii i podniósł ją z kolan.
Bidam – Tak nie można. O co chodzi?
Mia – O Jimmy'ego... on jest nadal w Afryce... a ten gad... ten morderca...
Bidam – Jazzowski?
Mia – Tak,
właśnie on. On ma tu czelność pokazywać się. Po tym wszystkim, co
zrobił. Po całym złu, które wyrządził mi, Jimmy'emu, wam... całemu
EWF... (Mia jest wyraźnie roztrzęsiona.) Jak on śmie? Jak? Przecież to... to po prostu... niesprawiedliwe...
Bidam – To
nie chcesz tego kurczaka? To poprawia humor. Kończę już, ale jak
chcesz, to ci coś zostawię, a jak nie, to opierdolę go do końca.
Mia – Co? Jakie kurczaki? Co ty mówisz człowieku? Tu chodzi o zemstę!
Franko – Zemsta
będzie zimna i brutalna. Jazzowski i Castro nie będą znać miejsca ani
godziny. Ta zemsta wisi nad nimi jak topór kata, jak ostrze gilotyny.
Nic nie może jej powstrzymać, nic i nikt.
Mia – To na co czekasz? Do roboty!
Franko – Wszystko ma swoje miejsce i swój czas.
Mia (wyraźnie zdziwiona) – Swój
czas? Swoje miejsce? Nie... nie wierzę... to Jimmy zaginął w Afryce, a
ciebie tam maltretowali, a ty mówisz, że zemsta nie musi być wykonana
błyskawicznie?
Franko – Może
być wykonana błyskawicznie, może być wykonana jutro, może pojutrze. Ta
niepewność ma maltretować spokój tych zbrodniarzy. Zawsze będą musieli
oglądać się za siebie, nie odwracać się do mnie plecami, być w pełnym
pogotowiu. Cały czas w strachu, cały czas w niepewności, cały czas w
grozie.
Mia – Więc nie zrobisz teraz niczego?
Franko – Może zrobię, może nie. Rozumiem twój ból, ja też byłem w Afryce, znałem Chickasawa, lubiłem go... ale.... (Ton Rzeźnika staje się bardzo chłodny.) Ta zemsta to moja sprawa, a nie twoja.
Mia (obrażona) – Idę do Żubra!
Menadżerka Chickasawa, teraz w zasadzie to już była menadżerka, wychodzi roztrzęsiona z szatni.
Bidam – No czekaj! Przecież ja dzisiaj walczę z Jazzowskim! Mogę mu wpierdolić! (Młoda Indianka tego już chyba nie usłyszała.) Dlaczego nikt nie bierze mnie poważnie?
Helenka – Wszyscy biorą cię absolutnie poważnie.
Bidam (spogląda dramatycznie na swoje dłonie) – Czy to dlatego, że jestem żółty?
EWF FTW Champion posmutniał.
Franko – Nie łam się.
Bidam – Połamać to ja mogę komuś kości.
(Koniec wizyty, bo jeszcze
Siegiejewicz Nowosibirski połamie nam kości. Wracamy w te
najpiękniejsze rejony gdańskiej areny, czyli do Hogańskiego i
Kowalskiego.)
Jan Kowalski – Zemsta to będzie chyba ważne słowo w odnowionym EWF.
Tony Hogański – Tu zawsze ktoś chce się na kimś zemścić. Taką mamy federację.
Jan Kowalski – Taktyka Franko na zemstę jest całkiem ciekawa. Chyba chce się zmienić w jakiegoś zimnokrwistego demona zemsty.
Tony Hogański – No a niby w kogo? We włochatego hot-doga zemsty?
(Na to pytanie odpowiedzi już
nie poznamy. Znajdujemy się na zewnątrz hali, bo ładna pogoda, deszcz
nie pada i jest ogólnie sympatycznie. Pod jedne z wejść podjeżdża
austriacka limuzyna. Skąd wiadomo, że austriacka? Ano dlatego, że
wysiada z niej Polla Kinzler. Nowy nabytek EWF, gwiazda estrady, który
właśnie z Austrii pochodzi. Pod bramą widać mnóstwo gdańskim hipsterów,
jak widać dostali cynk, gdzie Polla się pojawi, którzy wyją z radości
widząc na żywo to bóstwo europejskiej tolerancji. Kinzler wysiada na
chwilę z samochodu, pozdrawia fanów i rozdaje autografy. Po chwili
wraca do pojazdu, który przejeżdża przez otwartą bramę. Tam wraz ze
swoim Włochem o azjatyckim wyglądzie znanym jako Tomasso, Polla zmierza
w stronę hali, gdzie zostaje zatrzymana przez Mariusza Maxa Kolanko.)
Mariusz Max Kolanko – Polla! Dobry wieczór!
Polla Kinzler – Hallo, wie geht's?
Mariusz Max Kolanko – Witaj w EWF, witaj na Wrestlepaloozie!
Polla Kinzler – Też cieszę się, że tu jestem. Prawda, Tomasso?
Tomasso – Si.
Mariusz Max Kolanko – Jesteś
nie tylko sławną artystką, ale od niedawna także pełnoprawnym
zawodnikiem EWF. Na Dżihadzie wygrałaś swoją pierwszą walkę i
udowodniłaś, że walczyć potrafisz. Wierzysz, że ludzie przestaną koncentrować się na twoim wizerunku, a skupią się na walorach zawodniczych?
Polla Kinzler (śmiejąc się) – Nie
bardzo. Oba elementy są ze sobą związane. Jestem naprawdę dumna ze
swojej debiutanckiej walki i swoich umiejętności i mówię to jako swój
największy krytyk. Ja zawszę walczę w bardzo egoistyczny sposób, bo
przede wszystkim chcę zrobić przyjemność sobie. Miło będzie, jeśli
ludzie docenią moje walki, ale jeśli stanie się inaczej, nie zrobię z
tego powodu dramatu.
Mariusz Max Kolanko – Jaki jest twój styl? Jaki jest przepis na sukces w EWF?
Polla Kinzler – Kocham
różnorodność. Mój styl jest więc zróżnicowany, bo mam taki, a nie inny
gust. Jestem gotowa na zwycięstwa. Gotowa na sławę. Do tego jestem
bardzo wrażliwą osobą, więc nie zawsze panuję nad emocjami. Ale myślę,
że nie mam się czego wstydzić. Mimo wszystko czuję się wtedy swobodnie.
Mariusz Max Kolanko – A czujesz się bardziej wrestlerką czy artystką?
Polla Kinzler –
Wiesz i tym i tym. Jestem artystką, co nie jest wcale łatwe. Artyści
mają to do siebie, że często próbują być bardziej perfekcyjni niż
zwykli ludzie. Ja też... To
trudne, a właściwie niemożliwe, bo w przyrodzie coś takiego jak
perfekcja nie istnieje. Można do niej tylko dążyć. W efekcie linia
między pewnością siebie a obsesyjnością bywa bardzo cienka.
Mariusz Max Kolanko – Masz niecodzienny styl.
Polla Kinzler – Co insynuujesz?
Wszystko
jest ze mną w porządku. A że wcześniej słyszałam różne przykre rzeczy?
Tylko mnie to wzmocniło, zwłaszcza że wychowałam się w małej
społeczności, gdzie ludzie wyznają konserwatywne wartości. Dzień, kiedy
w pełni zaakceptowałam siebie, był zarazem dniem, w którym zaczęłam być
naprawdę szczęśliwa.
Mariusz Max Kolanko – Jakie wrażenie robi na robie hejting, z którym niewątpliwie się spotykasz, choćby w internecie?
Polla Kinzler – Żadne.
Zranić mogłaby mnie tylko osoba bliska. Wiem, że jest mnóstwo ludzi,
którzy najchętniej wysłaliby mnie na tamten świat. Zawsze wtedy
odpowiadam... (Śmiejąc się.) Kochany, stań w kolejce.
Mariusz Max Kolanko – Życzę szczęścia na dzisiejszej gali.
Polla Kinzler – Dzięki! Tschüs!
Tomasso – Ciao!
(Kinzler i Tomasso znikają we
wnętrzu hali niczym Jonasz w wielorybie. Mariusz Max Kolanko także
rusza swoją drogą by odnaleźć dla siebie choć odrobinę szczęścia. Nam
nie pozostaje nic innego jak powrócić w rejony stanowiska
komentatorskiego.)
Jan Kowalski – Co ty na to?
Tony Hogański – Co się z tym EWF wyprawia?
Jan Kowalski – Felipe Castro buduje nowe EWF. Wolne od uprzedzeń i tolerancyjnie.
Tony Hogański – No kurwa nie. Ostatni bastion normalności pada.
Jan Kowalski – Nie wiem czy czytałeś instrukcję na temat przeklinania na wizji.
Tony Hogański – Nie.
Jan Kowalski – To przeczytaj, to w ramach wdrażania ISO666. Cytując Felipe Castro z ostatniego szkolenia - „Choćbyś
nie wiem jak bardzo był popularny, rozpoznawalny i jaką wartość
marketingową prezentował, to pamiętaj, że nie ma ludzi niezastąpionych.
Łaska fanów na pstrym koniu jeździ. Dzisiaj cię kochają, będą płakać po
twoim odejściu, jutro będą smutni, pojutrze będą wzdychać z żalem, a po
tygodniu już zapomną. Na twoje miejsce mamy wielu młodych, żądnych krwi
i sławy, którzy tylko czekają na twoje potknięcie. Pamiętaj o tym”.
Tony Hogański – Naprawdę tak powiedział?
Jan Kowalski – Tak.
Tony Hogański – I ty to zapamiętałeś?
Jan Kowalski – Tak, bo to chyba prawdziwe.
(Jesteśmy na jednym z wielu
korytarzy w gdańskiej hali. Korytarze stanowiły zawsze ważny element w
czasie gal EWF. Tak jest i tym razem. Naszym oczom ukazuje się
Yoshihito Nabeshima, który spokojnie, z dumą, gracją, niesamowitą
pewnością siebie, a także pewną nutką ogólnego lekceważenia dla
konsumpcyjnego stanu ducha tego świata, kroczy wspomnianym wyżej
korytarzem. Jeśli ktoś myśli, że były EWF Evolution Champion ubrany
jest w jakieś fikuśne japońskie ciuchy, to bardzo się pomylił. Książę
ma sobie świetnie skrojony garnitur, z gatunku takich, których ceny
zaczynają się od tysięcy. Trzeba to przyznać, garnitur świetnie leży,
wszystko jest idealnie dopasowane. Yoshihito prezentuje się władczo, a
przede wszystkim godnie, wzbudza też pewnie zachwyt serc niewieścich.
Jedynym starodawnym elementem ubioru jest umieszczony w czarnej pochwie
miecz kodachi. To w zasadzie
mieczyk, bo one nie miały z reguły więcej niż 60 centymetrów długości.
Nabeshima zatrzymuje się i wyciąga z kieszeni telefon, który jak to u
Japończyków bywa, choćby nie wiadomo jak nowoczesny był, musi być
telefonem z klapką.)
Yoshihito Nabeshima (przez telefon) – Już jesteście? Tak, po polsku. Trzeba się wprawiać w języku. Do zobaczenia.
(No i tyle. Więcej się nie
dowiemy. Rozmowa zakończona, a Nabeshima rusza dalej. Majestatu w nim
wiele, ale czy przełoży się to na dobre walki i zwycięstwa? Czas
pokaże, a na razie jesteśmy zmuszeni powrócić na arenę, gdzie
komentatorzy jak zawsze mają coś ciekawego do powiedzenia.)
Jan Kowalski – Jest i Yoshihito
Tony Hogański – Dobrze go widzieć.
Jan Kowalski – Ciekawe w jakiej jest formie.
Tony Hogański – Przekonamy się w czasie main-eventu.
(Przenosimy się na zaplecze.
Tu do pustej szatni wkroczył właśnie Kraven the Hunter. Pomieszczenie
jest absolutnie proste i skromne. Ławka, krzesło, stół, lampa i szafka.
To wszystko, co oferuje. Nawet prysznic jest chyba na korytarzu.
Rosjanin siada na ławce, nie jest za bardzo zmęczony, zza pazuchy
wyciąga piersiówkę. Bierze łyka, ale...)
Kraven – Pusta...
To prawdziwie melancholijna
scena w stylu rosyjskiego kina ze szkoły uralskiej. Melancholia wkrótce
zostaje przerwana przybyciem do szatni Felipe Castro, Avona
Tschorny'ego i kilku funkcjonariuszy GRU.
Felipe Castro – Ach, tutaj się zaszyłeś. Podoba ci się szatnia?
Kraven – Może być.
Felipe Castro – No
tak. Przykro mi, ale nie jest twoja. Zaszło jakieś nieporozumienie, bo
twój kontrakt wrestlerski nie przewiduje własnej szatni.
Kraven – Nie?
Felipe Castro – Niet.
Przygotowaliśmy ci miejsce we wspólnej szatni dla młodych wrestlerów.
Wiem Siergiej, wiem... a to pomieszczenie miałoby się niby zmarnować?
Otóż nie zmarnuje się. Widzisz za tą ścianą znajduje się szatnia
Vaclava, a on lubi dużo piwa pić. Później zawsze są problemy gdzie
składować te wszystkie butelki i puszki. No i wymyśliliśmy, że to
świetny schowek. Tak więc sorry Siergiej, ale wypad.
Jak na potwierdzenie tych słów
ściana zostaje rozbita. Cóż, wykonano ją z jakiejś płyty
gipsowo-kartonowej. Jak się okazało ścianę tą rozwalił młotkiem Vaclav.
Vaclav – Czołem sąsiedzie!
Felipe Castro – O, Valcav, świetnie. Znacie się z Kravenem?
Vaclav – Chyba tak, a co? (Pociąga potężnego łyka Perły.) Jakiś problem? Ruski dziadek się awanturuje? Zrobić z nim porządek?
Felipe Castro – Nic,
tak tylko pytam. No więc Kraven już wychodzi, bo ma szatnię gdzieś
indziej. Aha Siergiej, nie zapomnij, że po gali masz sesję autografową, dwie
bite godziny dla fanów. Jutro o 6:00 rano odwiedzasz miejscowy szpital
i wspierasz starców na ich ostatniej drodze życia. Zrozumiano?
Kraven (beznamiętnie) – Czy ty masz jakiś problem?
Felipe Castro – Mam,
mam problem z tobą, Siergiej. Czego ty tu szukasz? Chcesz być znowu
wrestlerem? Proszę bardzo, ale poza pierwsze dwie walki w karcie to ty
nie wyjdziesz. O żadne pasy walczyć nie będziesz, z nikim ważnym się
nie zmierzysz. Dodatkowo tylko mi pomożesz, bo twoje nazwisko wciąż
przyciąga tłumy. Mam gwiazdę, co tam gwiazdę, prawdziwą ikonę i legendę
w karcie, która zwiększa federacji obroty, a w zamian niczego nie żąda. Dla mnie
to idealna sytuacja, nie wiem jak dla ciebie. Nie będzie żadnego
wznowienia dawnej kariery. Będą dalsze upokorzenia i będzie powolny
upadek twojej legendy. Ja się nigdzie z EWF nie ruszam, dopóki ja tu
jestem, to nie masz co liczyć na jakiekolwiek sukcesy.
Kraven – Rozumiem...
Felipe Castro – Więc może czas przejść na emeryturę? Będziemy zapraszać cię na rozdania Nagród Branżowych EWF.
Kraven – Nie. Zostaję w EWF.
Felipe Castro – Jak chcesz. Avon, wyprowadź go.
Kraven – Sam wyjdę.
Avon Tschorny – Szefie...
Felipe Castro – To ja jestem twoim szefem!
Kraven – Mówiłem przecież właśnie do szefa.
Kraven – Spokojnie Avon, znam drogę.
Vaclav – Cześć! Trzymaj się Krave! (Spluwa pogardliwie.) Przyjemnych walk z bandą idiotów.
(Trzykrotny EWF World Champion zabiera swoją torbę i wychodzi z szatni. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Tak traktować legendę. Wstyd panie Castro, wstyd.
Jan Kowalski – To dobrowolny wybór Kravena.
Tony Hogański – Tobie już zupełnie castrowski sufit na łeb spadł.
Jan Kowalski – Nie.
Fakt faktem, Felipe Castro powinien wzbić się ponad swoje osobiste
uprzedzenia i zostawić Kravena w spokoju. Może go umieszczać w walkach
z najsłabszymi, ale odbieranie szatni? Po co?
Tony Hogański – To kanalia zupełnie jak mój zdradziecki wychowanek. Niedobrze mi się zrobiło, gdy zobaczyłem jego wstrętną mordę na ekranie.
Jan Kowalski – Tak. Znamy twoje uczucia co do Vaclava. Tymczasem dotarliśmy do drugiej walki dzisiejszej gali.
Tony Hogański – Jak miło.
Elimination match:
Franz vs Alvaro Morena vs PepsiBosman vs Nekrophage
Czas na kolejną walkę! Radość tą obwieszcza nam cudowna muzyka, czyli „Praca spawacza mnie przeistacza"
w wykonaniu niezapomnianych T-raperów z nad Wisły. Na arenie pojawia
się wspaniały Franz, czyli zwolennik rynków centralnie sterowanych.
Przed wejściem na ring pozdrawia swojego Tragicznie Zmarłego Brata,
który przed laty poległ na torze żużlowym. Na ringu Spawacz z dumą
staje obok sędziego.
Gra Shakira i jej przebój „Suerte",
a to znak, że na ringu pojawi się przedstawiciel młodego pokolenia
wrestlerów. Publiczność wita, a raczej ignoruje pierwszego
reprezentanta urugwajskiego wrestlingu w Polsce, Alvaro Morenę.
Zawodnik przybija piątki fanom, a ubrany jest w koszulkę piłkarskiego
klubu Racing Club de Montevideo. Na ringu Franz spogląda na niego ze
spawalniczą wyższością.
Kolejnym zawodnikiem, który melduje się na arenie jest PepsiBosman,
który na ring wychodzi przy rytmach Pepsi Themu. Publiczność okazuje mu
nawet sympatię. Być może spożycie pepsi na Pomorzu Gdańskim jest
najwyższe w Polsce.
Gra „Dead Silence” – AD, a po chwili robi się bardzo ciemno, stonowane
światła przy FeliXtronie i rampie spokojnie pulsują w rytm basu.
Delikatny spotlight podąża za cierpliwie za idącym na ring Nekrophagem.
Publiczność ignoruje go kompletnie, prawie nikt gościa nie jest w
stanie z niczym skojarzyć.
Jan Kowalski – Zapowiada się bardzo interesująca walka.
Tony Hogański – Franz, Alvaro Morena, PepsiBosman i Nekro-coś-tam to twoja definicja interesującej walki?
Jan Kowalski – Ty jak zawsze nie doceniasz naszej młodzieży, a to błąd, powinieneś. Oni być może kiedyś będą walczyć w main-eventach.
Tony Hogański – Chyba jak wprowadzą zasadę, że najważniejsze walki odbywają się na początku gali.
Jan Kowalski – Dodam, że walka ta będzie Elimination matchem, a zwycięzca weźmie udział w batalii o EWF Daemusin i Evolution titles.
Cała
czwórka zawodników jest już na ringu, a towarzyszy im Lech Grudziński,
który miejmy nadzieję w sposób sprawny i zdecydowany poprowadzi te
zawody. Wszyscy wrestlerzy pojawili się już na ringu, więc sędzia
uznał, że
należy uderzyć w gong. Sygnał do walki nie podziałał zachęcająco,
wrestlerzy przyjęli tylko przyczajone pozy i mierzyli się wzrokiem.
Żaden z nich nie chciał opuścić gardy. Tę chwilę bezczelnej
bezczynności
postanowił wykorzystać człowiek Pepsi i ruszył w kierunku Franza. Franz
mimo, że przygotowany do ataku, zawahał się i przez to przyjął na twarz
kilka punchów. Jednak na szczęście dla niego, nie upadł od nich, a
nawet udało mu się trochę skontrować przeciwnika. Tak więc wywiązał się
między nimi regularny brawl. Alvaro Morena podszedł bliżej by przyjrzeć
się temu epickiemu pojedynkowi. Sytuację postanowił wykorzystać więc
Nekrophage, który ruszył na ciekawskiego wrestlera. Zaskoczony Alvaro
padł na ziemię pod gradem kolejnych punchów. Będący w uścisku niedaleko
nich PepsiBosman nadal zaciekle walczyli, w pewnym momencie wpadli
jednak tak nieszczęśliwie na swoich przeciwników, że przewrócili się i
wyszedł z tego nawet taki śmieszny i niezły roll up! Pin....1.....2....kick out!
Jan Kowalski – Widziałeś jak wykopnął? To szkoła mistrzów!
Tony Hogański – Urugwajska?
Jan Kowalski – Kpisz z Urugwaju?
Tony Hogański – Nie. Mają tam uroczego prezydenta-żula.
Franz nadal nie może uwierzyć,
jak wielką szansę zmarnował, PepsiBosman szybko otrząsnął się z szoku i
ruszył na przeciwnika. Ten, chyba opłakiwał strasznie zmarłego brata,
bo nawet nie zauważył jak zaczął dostawać kolejne ciosy z nogi.
Gdy już przechyliła się szala na jego korzyści, zaczął okładać z buta
biednego Franza. W tym samym czasie Alvaro i człowiek o pseudonimie
podobnym do nekrofila, tarzali się wte i wewte po ringu, próbując
wyrwać się z klinczu. Taka przepychanka zaczęła denerwować
Pepsiego, który zdobył przewagę w ringu i prezentował się najlepiej z
całej czwórki. Po oklepaniu Franza, postanowił więc trochę spacyfikować
swoich rywali, ruszył więc na turlających się przeciwników z leg
dropem! Akcja okazała się dość skuteczna i PepsiBosman postanowił ją
jeszcze raz powtórzyć. Po spacyfikowaniu swoich rywali,
obudził się jednak Franz, który postanowił głową ruszyć na swojego
prześladowcę, PepsiBosman był dość czujny i częściowo uniknął ciosu.
Franz zahaczył go jednak, przez co padli razem na matę. Nekrophage obudził się i postanowił rozliczyć się z Alvaro. Podniósł go
i uderzył raz i drugi chopsem. Alvaro przyjął je na klatę mężnie, ale
po chwili dostał clothesline przez co zachwiał się poważnie, Nekrophage
poszedł za ciosem i jeszcze raz rozpędził się i wymierzył clothesline!
Morena padł, ale szybko się podnosi tylko po to by otrzymać Superkick.
Tym razem szybko nie wstanie. Nekrophage jest wyraźnie zadowolony i
tantuje do publiczności. Morena powoli się podnosi, więc Dylan kopnął
go w brzuch i wykonał Defective Trip [Powerbomb Lungblower]! Pin....1.....2.......3! (Alvaro Morena został wyeliminowany!)
Tony Hogański – O! Popatrz! Gość z kraju o nazwie Uru-guru jest za burtą.
Jan Kowalski – Znowu kpisz z Urugwaju?
Tony Hogański – Nie. Przecież mówiłem, że mają tam uroczego prezydenta-żula.
Jan Kowalski – Tony, ja to sprawdziłem. Już go nie mają.
Tony Hogański – Zapił się na śmierć? To był człowiek w typie koali, oni tego nie robią, oni tak nie kończą.
Jan Kowalski – Nie, po prostu wybrali nowego.
Tony Hogański – Jebana demokracja. Tak samo myśli u nas Bronek.
Nekrophage zaczyna się cieszyć
jak szalony. Naprawdę udało mu się kogoś wyeliminować! Czy nadszedł
jego czas? Czy on sam w to uwierzył? Czy tak rozpocznie się jego wielka
kariera? Tę zagmatwaną sytuację postanowił wykorzystać Franz.
Odpowiedział on te wszystkie skomplikowane pytania o losie wrestlera w
świecie współczesnym w sposób prosty i banalny. Jak gdyby nigdy nic, ni
z tego ni z owego, po prostu zaszedł
swojego rywala od tyłu i zastosował zabójczego Roll upa! Pin....1.....2....3! (Nekrophage został wyeliminowany!)
Tony Hogański – O! Janku, popatrz! Nekromanta
został wyeliminowany.
Jan Kowalski – A może nawet też wyalienowany.
Niesamowite jak łatwo się to stało. Nekrophage nie
może uwierzyć i zaczyna się kłócić z sędzią, Franz zaczął oddawać cześć
tragicznie zmarłemu bratu, a PepsiBosman rozdawał puszki pepsi fanom
swoim i nie swoim. Przegrany próbuje jeszcze protestować, jednak Franz
wygania go z ringu. Walka rozpoczyna się tak naprawdę na nowo. Bosman i
Franz ruszyli na siebie, pierwszy lock up... a jego efekt jest taki, że Franz rzuca
zdziwionego Pepsiego do narożnika i zaczyna okopywać. Bosman blokuje
jeden z punchy i sam przechodzi do ataku. Okładając rywala kolejnymi
ciosami w końcu wrzuca go w narożnik. Taka zamiana miejsc nagła
nastąpiła, Franz szamoce się w narożniku, przyjmując a to ciosy
pięścią, a to ciosy nogą. Franz zaczyna słaniając się na nogach
próbując złapać równowagę, chwyta się mocno lin. PepsiBosman
wykorzystuje sytuacje i wykonuje Belly to Belly Suplex! Pepsi
chwile tauntuje po swojemu w kierunku rywala, a następnie szybko wskakuje na linii
i skacze z Elbow Dropem! To musiało boleć! Pin....1....2.....kick out!
PepsiBosman nie jest zaskoczony, choć widać, że liczył na to, że
skończy walkę. Postanowił, więc kolejnymi ciosami dobić przeciwnika.
Następnie znowu wszedł na narożnik i skaczę na swojego rywala z Pepsi
Splash [Diving Splash]! Jednak myli się okrutnie i nie trafia w rywala,
tylko pustą matę! Franz resztkami sił zdążył się przemieścić, taka to
była historyjka.
Jan Kowalski – Nie powiesz, że walka jest nudna?
Tony Hogański – Nie, nie jest, ale nie rób z nich nowych main-eventerów. Takim gadaniem niszczysz ich kariery, bo oduczasz ciężkiej pracy.
Jan Kowalski – Uczciwością ludzie się bogacą.
Tony Hogański – Twój nowy kolega Castro może wiele o tym powiedzieć.
Obaj wrestlerzy leżą na ringu i
próbują złapać siły. To znaczy nie łapią ich tak dosłownie, bo to nie
są ucieleśnione byty. Tak się po prostu mówi. To taka informacja dla
Vaclava, który bierze wszystko śmiertelnie poważnie. Pierwszy wstaje
Franz, któremu z pewnością pomaga
duch zmarłego brata. Franz szybko wstaje, po czym od razu odbija się od
lin i załatwia akurat wstającego rywala z Lou Thesz Pressem! Miłośnik
Pepsi wciąż
utrzymuje się na nogach, więc Franz postanowił odbić się o liny i
ruszyć na swojego rywala, niczym prawdziwy żużlowiec! W sumie nie do
końca wiadomo co chciał zrobić Mr. Speedway, ale wiemy, że z impetem
wpadł na swojego rywala! Wresterzy padli na matę. Szybko się podniósł
Franz znowu się odbija o liny i wykonuje Flying Elbow! Pin....1....2.... kick
out! Franz nie ma czasu się kłócić z sędzią, postanawia jak najszybciej
skończyć walkę, więc podnosi rywala i wykonuje Neckbreaker! Bosman pada na matę, Franz zamiast do niego podbiec zawahał się na
chwilę i spojrzał w stronę narożnika. Krótką chwilę stał wpatrzony weń, a
następnie uśmiechnął się szalenie. Podnosi swojego rywala i
wykonuje na nim Crucyfix Powerbomb! Pin....1.....2.... shoulder up!
Ostatkiem sił Bosman wykaraskał się z problemów.
Jan Kowalski – Było blisko.
Tony Hogański – Z innej beczki. Chcesz zobaczyć zdjęcie byłego prezydenta Urugwaju w bikini?
Jan Kowalski – Nie.
Tony Hogański – Popatrz, oto on, José Mujica. (Toster podsuwa Jankowi zdjęcie pod nos.) Fajny?
Jan Kowalski – Przecież on nie jest w bikini!
Tony Hogański – Ha, jednak ci żal, że nie jest. Nie mam takiego zdjęcia. Nabrałem cię.
Franz jest wściekły na sędziego
i w prostych, żołnierskich słowach opowiada mu co myśli o nim, jego
rodzicach, dzieciach i wszystkich krewnych do szóstego stopnia
pokrewieństwa
włącznie. Ten amok nie trwa u niego długo, bo Franz uspokaja się i
wskakuje na narożnik i
skacze na leżącego rywala z Splashem! PepsiBosman wyciąga jednak kolana
w górę i okazuje się, że Franz skrzywdził bardziej siebie niż wroga.
Wrestlerzy leżą na macie i próbują zaczerpnąć powietrza, widać, że są
już ogromnie zmęczeni. Powoli wstają i ruszają na siebie, punche nie
wyglądają już tak soczyście, a rywale zastygają w niemal posągowym
zwarciu.
Przewagę zdobywa PepsiBosman, któremu udaje się wyprowadzić kilka
soczystych punchów. Następnie odbija rywala o liny i rzuca na ziemię
Clotheslinem! Brakuje tylko efektywnego Dropkicka by walkę można było
uznać za kompletną! Następnie szybko odbija się o liny, w tym czasie
Franz wstaje tylko po to by dostać Pepsi Boot [Bicykle Kick]! Jeszcze
dokłada szybkiego Pepsi Drop na leżącym rywalu! Pin...1..... jednak Pepsi sam
przerywa liczenie i pokazuje wszystkim, że ma fantastyczny pomysł. Podnosi swojego
rywala, kopie go w brzuch i wykonuje soczystego PepsiBomba [Powerbomb]!
Pin.....1.......2.....3! (Zwycięzcą jest: PepsiBosman!)
Jan Kowalski – Znamy już uczestnika walki o EWF Evolution i Daemusin titles.
Tony Hogański – Jakby nie patrzeć, to masz rację.
PepsiBosman świętuje swój sukces wchodząc na narożnik. Jeden z fanów
rzuca mu puszkę pepsi, co oczywiście bardzo podoba się zwycięzcy walki.
Szybko ją opróżnia i dostaje następną. Ta także w trybie ekspresowym
zostaje wypita. Przy dźwiękach swojej muzyki zadowolony Bosman opuszcza
arenę. Franz leży na środku maty i głośno oddycha niczym prawdziwy
spawacz, który nikomu nie wybacza.
Tony Hogański – Wydawało się, że Franz będzie faworytem, a jednak...
Jan Kowalski – EWF potrafi wspaniale zaskakiwać. Dlatego jest takie piękne.
(Jest taki czas, gdy nie
tylko EWF jest piękne, ale zaskakuje też nas w tak niespodziewany
sposób, że przenosimy się na zaplecze. Trafiamy do przestronnej i ze
smakiem urządzonej szatni. Warto zauważyć, że zajmuje wielką
przestrzeń, taką jaką z reguły zajmują szatnie main-eventerów. Ta aż
razi po oczach luksusem i nowoczesnością. Nie jest to jednak tani
luksus rodem z seriali TVNu i domów celebrytów, a luksus ze smakiem. Tu
nikt nie chwali się tym, że ma pieniądze i nie potrzebuje ostentacji. W
pomieszczeniu tym widzimy Nasa Jazzowskiego, Weronikę Passent i Tamarę
Ostrowską.)
Tamara Ostrowska – No i jak się podoba? To prezent od prezydenta Castro.
Weronika Passent – W dechę!
Nas Jazzowski – Hm... nawet tu ładnie.
Nassjasz sprawdza własnym ciałem miękkość fotela.
Tamara Ostrowska – Ten
rodzaj powierzchni na terenie hali był do tej pory zarezerwowany dla biura komisarza
EWF. No, ale prezydent Felipe Castro jest równocześnie komisarzem, więc
dodatkowy metraż był całkowicie zbędny. Rozdysponowaliśmy go pomiędzy
dwójkę naszych czołowych wrestlerów, czyli właśnie pana.
Weronika Passent – I mnie?
Tamara Ostrowska – Nie... Vaclava.
Weronika Passent – Tego gwałciciela?
Tamara Ostrowska – Pan prezydent mówi, że to tylko plotki rozsiewane przez wrogów.
Weronika Passent – Nas, ale przyłożysz mu, co?
Nas Jazzowski – Komu znowu?
Weronika Passent – No temu gwałcicielowi, co się po EWF kręci wieczorami.
Nas Jazzowski – Vaclavowi? (Machnął ręką.) Nie, on chyba jest zresztą tylko ekshibicjonistą.
Weronika Passent – Seriówa? Pójdziemy zobaczyć?
Nas Jazzowski – Nie, nie pójdziemy oglądać Vaclava.
Weronika Passent (patrzy na Nasa błagalnym wzrokiem) – No plizzz, Nas...
Tamara Ostrowska – Czy ja czasem przeszkadzam?
Weronika Passent – No laska, nie widzisz, że tak? (Wskazuje na drzwi.) Wyjazd.
Nas Jazzowski – Chwileczkę. W EWF nie ma nic za darmo, szatnia fajna, metraż się zgadza, dodatkowe udogodnienia też. Ale...
Weronika Passent – Ale...? Co ale, Nas? No powiedz, powiedz! Czy to po francusku? Ale le ble?
Nas Jazzowski (zdziwiony) – Co?
Weronika Passent – Allez les Bleus? Sama nie wiem, no! Od czego cię mam!
Tamara Ostrowska – Pan prezydent prosi na rozmowę. W dogodnym terminie oczywiście. Nie ma pośpiechu.
Nas Jazzowski – Aha.
Tamara Ostrowska – Dzisiaj
nie trzeba. Może być nawet za tydzień, dwa, trzy, ale proszę o nim nie
zapominać. Jak pan widzi, on wcale nie jest taki zły jak go
przedstawiali. To była tylko propaganda.
Weronika Passent – No spoksik. Cześć, do widzenia!
Antonelli nie trzeba powtarzać, bo wyglądało to tak, że WAMP aż wypychała ją z szatni.
Weronika Passent – Wreszcie się jej pozbyliśmy i jesteśmy sami! (Rozgląda się podekscytowana po pomieszczeniu.) Nas, ale bajer full! Wypas normalnie! Idę sprawdzić czy mamy basen!
WAMP biegnie do łazienki.
Nas Jazzowski (do siebie) – Zdziwiłbym się jak był...
Weronika Passent (z łazienki) – Jest!
Nas Jazzowski – Co?
Weronika Passent (wystawia głowę) – Żart, nie ma. Heheszki, nie?
Nas Jazzowski – Tak...
(Tak... wracamy na ring! Tak...)
Tony Hogański – Czy Nas jest zdrajcą czy też nie?
Jan Kowalski – Lud wydał już osąd i go potępił. Ja go nie potępiam.
Tony Hogański – To skomplikowana postać.
Jan Kowalski – Ma naturę romantyka?
Tony Hogański – Raczej naturę machabejską, zresztą w sumie to nie wiem.
Jan Kowalski – Czy Felipe Castro chce teraz przeciągnąć Nasa na swoją stronę?
Tony Hogański – Te castrowskie zaloty są obrzydliwe.
(Trafiamy teraz do jednej z
najbardziej olśniewającej szatni w historii polskiego
wrestlingu. Jakby nie patrzeć jest to w zasadzie luksusowy gabinet,
wykorzystywany też jako szatnia. Tak, to właśnie siedziba senatora
Szakala. Jest tu wszystko, co być powinno.
Specjalnie chroniony PCW Polish Championship, którego Łysy od ponad
dekady jest oficjalnym strażnikiem. Jest też paprotka, legitymacja
partyjna
z czasów komunistycznych, skóry upolowanych antylop, strój do safari,
własnoręczny podpis ajatollaha Chomejniego, jakieś ozdoby z Iranu i
inne memorabilia. Warto też pamiętać o głównym lokatorze tego
miejsca, czyli senatorze Szakalu. Siedzi on za biurkiem i z okularami
na nosie przegląda korespondencję. W biurze znajdują się też Mumin,
Mladenov oraz Doktor VooDoo Biały.)
Mumin – Czy pan senator czytał notatkę przysłaną przez Felipe Castro.
Szakal – A na chuj?
Mladenov – Z ciekawości?
Doktor VooDoo Biały – Jako
spin-doktor radzę przykładać większą wagę do kontaktów na linii
władza-wrestlerzy. Senator nie należy już do kręgu władzy, lecz jest
zwyczajnym zawodnikiem.
Szakal (podnosi nos znad korespondencji) – Zdrowy kurwa aby jesteś doktorze?
Doktor VooDoo Biały – Tak.
Szakal – Walczyłem kurwa o twoją wolność. Józefa zresztą też.
Nie wywołuj Józefa z lasu, bo przyjdzie. Pan Józef pojawia się w gabinecie.
Pan Józef – Senatorze!
Szakal (radość maluje się na jego łysych licach) – Józef kurwa! Mordo ty moja! Żyjesz?
Pan Józef – Tak!
Szakal – Wypuścili cię?
Pan Józef – Tak!
Szakal – No i kurwa to rozumiem. No i co teraz będziesz robił?
Pan Józef – Castro mnie zdegradował.
Szakal (zaskoczony) – Nawet w barażach kurwa grać nie pozwolił? Co się stało?
Pan Józef – Znowu trafiłem do kotłowni.
Szakal – Po tylu latach kurwa? Ty jeszcze potrafisz?
Pan Józef (z dziwną dumą) – Tego się nie zapomina.
Szakal – Cóż...
będę cię kurwa odwiedzał, gdy będzie akurat dzień czystości. Tylko
żebyś mi tam za bardzo umorusany nie chodził. To nie przystoi Józef,
nie przystoi.
Doktor VooDoo chrząka wymownie.
Szakal – Tak?
Doktor VooDoo Biały – Jako
spin-doktor twierdzę, że tego nie można tak zostawić. Idą wybory do
senatu, a tu Józef na zesłaniu w kotłowni. Elektorat nie zrozumie tej bezczynności.
Szakal – A co ja mogę, gdy kurwa nic nie mogę? Nie mam żadnej władzy nad EWF. Kiedyś to się kurwa było... komisarzem.... (Na twarzy senatora pojawia się rozmarzony, błogi uśmiech.) ... honorowym komisarzem... przewodniczącym rady nadzorczej.... (Koniec uśmiechu.) A teraz kurwa, co? Nic. Figa kurwa! (Pokazuje figę do kamery.) Odstawili mnie na boczny tor, jak jakiś parowóz.
Mumin – Bo się senatora boją.
Mladenov – I to bardzo!
Szakal – No nic kurwa Józef. Pójdę interweniować w twojej sprawie.
Pan Józef – Dziękuję senatorze! Dziękuję!
Szakal – A tymczasem kup sobie kilo węgla. (Łysy wyciąga portfel i wręcza Józefowi stówkę.) To na szczęście kurwa, no bierz.
Doktor VooDoo chrząka wymownie. To znak, że elektorat tego gestu chyba nie zrozumie.
Szakal – Żartowałem kurwa przecież. (Zabiera stówkę, ale robi taką dziwną minę, że nie wiadomo czy żartował.)
Idź do kotłowni Józef i podumaj nad swoim losem. Ja wszystko załatwię i
wyprostuję. Jak przyjdę, to chwycę się za guzik, bo to kurwa w kotłowni
przynosi szczęście.
Zaczyna dzwonić telefon. Senator wyciąga z kieszeni i odbiera.
Szakal – Halo kurwa?
Nikt nie odpowiada, a Doktor VooDoo znów chrząka.
Szakal – Doktorze, jak stocznię szczecińską kocham, przestań kurwa chrząkać.
Mladenov – To stacjonarny dzwoni.
Mumin podaje senatorowi słuchawkę telefonu stacjonarnego.
Szakal – Halo kurwa? (Pauza.) A, to ty. Co tam? Przylecę za tydzień i pogramy w polo. Tak kurwa. Co z Esmeraldą? Oczywiście, że wiem. (Zasłania dłonią słuchawkę i zwraca się do zebranych.) Gdzie jest Esmeralda kurwa?
Mladenov – Ale ona nie jest... (Mumin trąca go.) Jest? (Mumin chwyta się za głowę.) To znaczy nie ma jej.
Szakal (przez telefon) – No jest, jest, oczywiście, że wiem, gdzie jest. (Spogląda na wszystkich wymownie.) No gdzie ona jest?
Doktor VooDoo Biały – Została. Ma tam medytować.
Szakal – No, została tam, gdzie miała. Chciała pomedytować w Tybecie czy coś takiego. A co? (Pauza.)
Aha, czyli myślisz, że specjalnie jej kurwa nie wypuścił? Też to kurwa podejrzewałem. (Zasłania słuchawkę.) Dlaczego kurwa nie było nic o tym w raporcie? Ha? (Wraca do konwersacji.) Nic, nic, to nasza lokalna gwara szczecińska. Jest jak wielkopolska i śląska razem wzięte, tylko odwrotnie. (Sam się zdziwił tym, co powiedział.) To ja akurat
do niego idę, w sprawie Józefa się kurwa rozmówić, to i to załatwię. No
tak kurwa, za jednym zamachem, dwie pieczenie na jednym ogniu. To
cześć. (Łysy odkłada słuchawkę i ociera pot z czoła.) Ufff
kurwa. Wziął mnie w krzyżowy ogień pytań. Jacy wy kiepsko poinformowani
jesteście! A tu kurwa wybory za pasem! Chcemy przegrać? Nie jesteśmy z
PSLu, nie załatwię wam kurwa miękkiego lądowania z Agencji Rozwoju i
Modernizacji Rolnictwa. Do pracy kurwa! Do roboty!
(Dwukrotny EWF World Champion
klasnął w dłonie i energicznym krokiem wyszedł z gabinetu. Po chwili
wrócił i zabrał swój kij od golfa, po czym ostatecznie wyszedł.)
Tony Hogański – Jest mistrz! Jest mistrz!
Jan Kowalski – Wygląda na to, że jest w formie.
Tony Hogański – Mistrz Szakal jest zawsze w formie.
Jan Kowalski – W sumie to mnie też ciekawi, co się dzieje z Esmeraldą.
Tony Hogański – Nie ma problemu. Mistrz Szakal wszystko wyjaśni.
(Znajdujemy
się w najbardziej patriotycznej szatni w Polsce. Co tam w Polsce! W
całej Europie, a nawet nie Europie, tylko na całym świecie. Serce Żubra
i jego kompanów Michała i Andrzej bije zdecydowanie w narodowym rytmie.
Serduszka puka w rytmie Rom-ka, Romka Dmowskiego oczywiście. Panowie
nie są sami. Towarzyszy im Vesna Obrenowić.)
Vesna Obrenowić – Żubr, witaj. Jak było w Afryce?
Żubr – Jak to jak? Ciężko, ostro, brutalnie. Myślisz, że to była zabawa? Wycieczka na safari?
Vesna Obrenowić (niepewnym głosem) – Nie...
Żubr – Dopiero
teraz rozumiem, co przodkowie nasi, nie wiem jak twoi, ale moi na
pewno, odczuwali w czasie zaborów i przeróżnych okresów okupacji. Wiem
jak to jest być w niewoli, jak to jest gdy wolność zostanie odebrana,
godność zdeptana, a nogi skute są kajdanami pogardy. Nie ma nic
ważniejszego od wolności, teraz to rozumiem. Myślę, że mój patriotyzm
dojrzał, że moja miłość do ojczyzny stała się silniejsza. Czy ty wiesz
jak to jest, gdy zakazane jest mówienie w swym ojczystym języku? Do tej
pory mogłem to sobie tylko wyobrazić. Teraz już wiem, samemu się o tym
przekonałem. Czy ty wiesz jak to jest walczyć ze znacznie silniejszym i
lepiej zorganizowanym przeciwnikiem? Teraz też już to wiem. Czy znasz
tajniki konspiracji? Jak to jest trzymać wszystko w tajemnicy, ukrywać
się, używać kodów i szyfrów, a kontakty z innymi ograniczać do minimum,
bo zawsze możliwa jest wpadka. Do tego dochodzą prowokatorzy i tajni
współpracownicy wroga. Ja to wszystko poznałem. Afryka wiele mnie
nauczyła, bo tam każdy dzień był walką o przetrwanie. Każdy dzień mógł
być tym ostatnim.
Vesna Obrenowić – Wróciłeś więc wzmocniony?
Żubr – Zdecydowanie.
Afryka była nieustanną walką o byt, ale EWF też jest walką, choć
oczywiście innego rodzaju. Czy wracam silniejszy? Na pewno inny,
odmieniony, bardziej doświadczony, mocniejszy psychicznie i ogólnie
silniejszy.
Vesna Obrenowić – Na Kwietniowej Anarchii VII straciłeś EWF Daemusin title na rzecz Chickasawa.
Żubr – To
nie wstyd było przegrać z Jimmy'm, naprawdę. Poznałem go trochę w
Afryce i wiem jakim był człowiekiem. Nie tylko zapowiadał się na
świetnego wrestlera, ale miał po prostu dobre serce.
Vesna Obrenowić – Czy on...?
Żubr – Nie
wiem. Przed moją ucieczką z obozu Boko Haram, działy się straszne
rzeczy. Straciliśmy kontakt i nie mam pojęcia, co się stało z
Chickasawem.
Vesna Obrenowić – Dziś,
a w zasadzie to już niedługo będziesz miał szansę odzyskać nie tylko
Daemusin title, ale dodatkowo zdobyć Evolution title. Co ty na to?
Wykorzystasz okazję?
Żubr – Michał, kim są moi rywale?
Michał – Don Camillo, SeBa i PepsiBosman.
Żubr – W
zasadzie dwóch debiutantów i przedstawiciel stronnictwa pruskiego,
czyli ukrytej opcji niemieckiej. Postaram się poradzić sobie i nie
zawieść Polski. Ja wszystko, co robię, czynię dla Polski.
Vesna Obrenowić – Dziękuję za wywiad.
(Koniec wizyty w patriotycznej szatni. Początek wizyty nieopodal ringu.)
Tony Hogański – Fajny ten Żubr.
Jan Kowalski – Widać, że wrócił z Afryki mocniejszy.
Tony Hogański – Ciekawe czy dojrzał jako wrestler.
Jan Kowalski – Ciekawe...
Tony Hogański – Może wyrosły mu nibynóżki?
Jan Kowalski – Co takiego?
Tony Hogański – No
takie fajowe wypustki plazmatyczne o zmiennym kształcie, powstające w
wyniku nacisku cytoplazmy na otaczającą ją błonę komórkową.
(Jesteśmy
na zapleczu, gdzie wypada bywać, choćby dla zdrowia. Na zapleczu
spotykamy PepsiBosmana, jednego z młodszych zawodników, a prywatnie -
jak sama nazwa wskazuje - wielkiego miłośnika pepsi. Widać, że jest
zmęczony po niedawno przebytej walce. Bosman znalazł się przy automacie
z Felkocolą. Wrzuca monetę, czeka... wypada puszka Felkocoli.)
PepsiBosman – Co
to? Nie ma pepsi? Człowiek wypruwa sobie flaki i chce uczcić zwycięstwo
łykiem najwspanialszego, czarnego płynu, a tu go nie ma? Jak to możliwe?
Bosman znów wrzuca monetę, czeka, znów wypada puszka Felkocoli.
PepsiBosman – Jak w szanującym się automacie może nie być pepsi? To jakaś popierdółka, a nie automat.
Bosman nie zraża się. Ponawia próbę, lecz tym razem z automatu wypada puszka Felkocoli z napisem P-C-W.
PepsiBosman – Ja piję tylko pepsi. Na co mi te puszki?
Korytarzem przechodził akurat MaxiMasterMistrz. Co za przypadek!
MaxiMasterMistrz – Pozwól, że ci pomogę.
PepsiBosman – W jaki sposób?
MaxiMasterMistrz – Mam dobry kontakt z maszynami. Kiedyś byłem cybermaxim i mi trochę zostało.
Ex-Cyber-Ninja-Maxi delikatnie
poklepuje Automat z Felkocolą, następnie gładzi go po wyimaginowanym
brzuszku, wrzuca pieniądz... i ze środka wypada puszka pepsi.
PepsiBosman – Jak to zrobiłeś?
MaxiMasterMistrz – Sekret. Zamienię jedną moją puszkę za trzy twoje.
PepsiBosman – Dobra!
Dochodzi do wymiany. Bosman wniebowzięty odchodzi w swoim kierunku.
MaxiMasterMistrz – Ma się głowę do interesów.
(Wracamy na ring, bo tam komentarzy mają głowy.)
Jan Kowalski – No tak... jak pepsi to pepsi.
Tony Hogański – Mam nadzieję, że Felipe nie zakaże Felkocoli. To byłaby zbrodnia.
Jan Kowalski – Piłeś ją kiedyś?
Tony Hogański – Wielokrotnie.
(Przenosimy
się do dekadenckiej szatni. Trzeba to zrobić, bo tam przecież znajduje
się EWF World Champion, SR-Crazy, a więc teoretycznie jedna z
najważniejszych osób w całym Extreme Wrestling Federation. Szatnia jak
to szatnia. Należy do mistrza świata, a więc musi być przestronna,
bogato urządzona i przede wszystkim dekadencka. Widzimy tu SR-Crazy'ego
i Smelę.)
SR-Crazy – Gdzie Miszka?
Smela – Na zjeździe Związku Wrestlerów Polskich.
SR-Crazy – Czy opłacam składki?
Smela – Nie wiem.
SR-Crazy – No dobra... a więc wróciliśmy do EWF. Interes znowu się kręci. Czy wypolerowałeś mój pas?
Smela (zdziwiony) – Ja?
SR-Crazy – A kto niby? Miszka na zjeździe, więc zostałeś ty.
Smela – Mamy przecież jeszcze stażystów.
Jak na zawołanie pojawiają się
czterej stażyści, czyli murzyni z Boko Haram, którzy na Kwietniowej
Anarchii VII porzucili drogę terroryzmu i przystali do brygady
SR-Crazy'ego.
SR-Crazy – Kto ich tu wołał?
Smela – Tresowani. Reagują na słowo „stażyści”.
SR-Crazy – To nie są prawdziwi stażyści. (Zrobił obrażoną minę.) To falsyfikaty, które ktoś mi podrzucił.
Smela – Mentor znowu zaczyna, a oni bardzo się starają.
SR-Crazy (nadal obrażony) – Chcę oryginały. Chcę Nalepa, DanGanera, Crisa Banito i Diego Huareza.
Smela – No i mentor ich ma. (Wskazuje na byłych terrorystów z Boko Haram.) Czarny Nalep, Czarny DanGaner, Czarny Banito i Czarny Huarez są prawie tacy sami jak poprzedni.
SR-Crazy – Tacy sami, tylko jakby ze składzika z węglem wyszli. Kpisz ze mnie?
Smela – Mentor da im szansę. Rok już u nas tyrają. Są nieźli.
SR-Crazy – To podróbki.
Czarni stażyści słysząc to posmutnieli.
SR-Crazy (zmiękło mu serce) – No
już, już. Nie mazgaić mi się tutaj, nie dąsajcie się. Terrorystami
przecież byliście! Trochę szacunku miejcie dla samych siebie. Jako
murzyni nie jesteście wcale tacy źli. Macie wiele walorów.
Czarny Nalep – Na przykład jakich?
Czarny DanGaner – Co to są walory?
SR-Crazy – Po pierwsze gadacie, a to już plus. Po
drugie, na przykład możecie dobrze maskować się w ciemnościach. Dajmy
na to, że jeżeli w czasie walki zgasną światła, to pokonacie każdego
rywala. Do tego zrobilibyście furorę w Kopalnia matchu.
(Do Smeli.) No dobra, co na obiad?
Z kuchni wychodzi kucharz,
który zostaje przedstawiony jako Dobry Czech Honza. Jest on Czechem z
Czech i nosi fikuśną czapkę kucharską z Rumcajsem.
Dobry Czech Honza – Knedliki czeskie.
SR-Crazy – Znowu
knedliki? Odkąd przygarnęliśmy tego Czecha, to jemy tylko knedliki,
popijamy to czeskim piwem i oglądamy bez przerwy Krecika.
Dobry Czech Honza – Ahoj!
Smela – A czego mentor oczekuje?
SR-Crazy – Zrozum,
to przecież EWF. To nie jest zabawa, a ja jestem EWF World Champa.
Wielu uważa, że nadchodzi czas mojego upadku, że to już mój schyłek,
kres mojego mistrzowania. Miałem pas, nacieszyłem się nim, ale to
koniec. Fora dekadencie ze dwora. Konkurencja rośnie w siłę. Bidam,
Franko, Vaclav, Jazzowski, a nawet Yoshi z nieśmiertelnym Szakalem. Oni
czują moją krew, zwąchali ją i cieszy ich moja wyimaginowana starość.
Ale to przecież nie koniec, ja muszę im udowodnić, że to nie jest wcale
mój koniec! To dopiero początek! Trudno będzie utrzymać ten pas, mam go
długo, a okoliczności są nowe, do tego mam prawo uważać, że ten Castro
mnie chyba nie lubi. EWF zaczyna nową epokę? A ile ja tych epok już
przeżyłem. Oprócz Szakala jestem jedynym zawodnikiem, który pamięta
rządy Felka Castro, Esmeraldy, komunizm, dyrektoriat komercji i kilka
kolejnych epok. Wszystko pamiętam! Niczego nie zapomniałem! I co?
Myślicie, że to ktoś doceni? Myślicie, że fakt,
że jestem niezatapialny dotrze do kogoś? Nie. Powiedzą, że przeczekałem
aż wszystkie dziady wymrą i wtedy zostałem mistrzem. Wcześniej byłem za
słaby. Teraz rzucą się więc na mnie jak zgraja wilków. No, ale jestem
na to przygotowany. Bo to niby pierwszy raz? Vaclav już nawet biadoli,
że jestem przyspawany do EWF World title. Nie Vaclavie, zapewniam cię,
że nie jestem. Ja po prostu dobrze walczę, wygrywam i stąd mam pas.
Jeśli będziesz lepszy, to wtedy ty będziesz mistrzem. Tak to działa.
Jestem po prostu dobry w tym, co robię, bo wygrywam z całą czołówką
dzisiejszej federacji. To nie przypadek. Wszystkim chętnym na
mistrzostwo świata mówię jasno i wyraźnie - przyjdźcie, spróbujcie
swych sił, zapraszam. Podejmijcie próbę wyrwania mi World title z rąk.
Zobaczycie, że nie będzie łatwo. Zapewniam was o tym.
Smela – Brawo! Piękna przemowa!
(Wszyscy klaszczą, nawet Dobry
Czech Honza przerwał robienie knedlików. Wracamy na arenę, gdzie nawet
fani klaszczą. Ta przemowa dotarła do ich serc.)
Jan Kowalski – Jest i SR-Crazy, nasz EWF World Champion.
Tony Hogański – Ciekawe jak długo jeszcze uda mu się utrzymać ten pas.
Jan Kowalski – Tak długo jak będzie lepszy od innych.
Tony Hogański – Powiedział Kowalski, co wiedział.
Jan Kowalski – Może dlatego, że zadajesz głupie pytania?
(Toster zrobił dziwną minę,
ale nic na to nie odpowiedział. Przenosimy się do kafeterii, gdzie
panują niezłe pustki. Jest ona nadal bogato i szykownie urządzona, choć
dla niektórych wystrój z 2007 roku nie przystoi już do standardów
nowoczesnego designu z 2015 roku. Może trzeba będzie nad tym
popracować, o ile Felipe Castro nie zlikwiduje kafeterii. Pracuje tu od
dzisiaj Agnieszka Sorel, niegdyś asystentka Esmeraldy Martinez, później
szefowa działu kadr, obecnie zdegradowana do funkcji kelnerki. Przy
barze siedzi Bane i popija alkohol.)
Bane – Co tu się stało? Dlaczego takie pustki?
Agnieszka Sorel (wzdycha) – Idzie
nowe. Felipe Castro nie życzy sobie już lokalu dla burżujów. Chce wyjść
do ludu. Będzie fuzja kateringu Pana Wojtka z kafeterią. Ta druga
zostanie przekształcona w bar i taką stołówkę pracowniczą. Panna
Zosieńka grozi odejściem i ja ją rozumiem. To kultowy lokal, gdzie
wypadało niegdyś bywać. Teraz nawet Ghul znalazł się na czarnej liście,
a to przecież legendarna postać tego miejsca.
Bane – Ale alkohol nadal będzie w ofercie?
Agnieszka Sorel – Jedynie Perła. Idziemy na współpracę z Browarami Lubelskimi, dostaną wyłączność na alkohol w barze.
Bane – Te vaclavowskie szczyny? Do tego to dochodzi! W imię czego chcą zniszczyć ten lokal? (Szeptem.) Czy to jest ta słynna ideologia gender?
Agnieszka Sorel (też szeptem) – Nie wiem.
Bane (nadal szepcze) – Ja też nie.
Za
plecami Syna Anarchii pojawia się Stefano, współpracownik Don Camilla z
włoskiej mafii. Bane nawet by go nie zauważył, gdyby ten nie chrząknął
wymownie.
Stefano – Przepraszam
bardzo, ale skoro państwo tak szepczecie, to jesteście właściwymi
osobami na właściwym miejscu. Reprezentuję włoską agencję modelek Don
Camilla. Pan wygląda na kogoś, kto lubi się zabawić.
Bane (zaskoczony, że ktoś się do niego odzywa bez pytania o zgodę) – Co?
Stefano – Dziewczyny, no! Panienki! Najlepsze, prosto z Włoch.
Bane – Że niby co? Że ja mam za to płacić? Każdą z nich mogę mieć za darmo, a nawet mi dopłacą.
Stefano (niepewnie) – Ale... my Włosi... zawsze zapewniamy najlepszą zabawę.
Bane – Wypierdalaj albo zapewnię ci najlepsze rozjebanie nosa.
(Oferta ta nie znalazła
uznania u Stefano, więc czym prędzej się oddalił. My także, bo trzeba
sprawdzić co w komentatorskiej trawie piszczy.)
Tony Hogański – Dobrze, że Bane wrócił. Brakowało nam go.
Jan Kowalski – Naprawdę?
Tony Hogański – Poziom skurwysyństwa w EWF musi się zgadzać, a po odejściu Psycho i Scythera, to my już nie mamy takich typowych skurwieli.
Jan Kowalski – A Vaclav?
Tony Hogański – Ten zjadacz płodów? Daj spokój, on jest rozgotowany jak makaron Lubella.
Jan Kowalski – Dotarliśmy do kolejnej walki. Dostaję informację, że miał to być Ladder match...
Tony Hogański – To dlaczego nie widzę nigdzie drabin?
Jan Kowalski – Bo zmieniono go w Table Elimination match.
Tony Hogański – Niby nowa władza rozkraczyła się w EWF, ale nadal postępuje tak jak wszystkie poprzednia. Tu coś zmieni, tam przestawi.
EWF Evolution Championship:
EWF Daemusin Championship:
Table Elimination match:
Żubr vs Don Camillo vs SeBa vs PepsiBosman
Słyszymy
utwór „Boa” Pawła Kukiza i po chwili naszym oczom ukazuje się Żubr.
Ostatni Patriota wygląda jak cień siebie samego sprzed roku – widać, że
waga solidnie mu spadła, i nie została jeszcze ustabilizowana. Jedynym,
co się nie zmieniło, jest niezłomna wola zwycięstwa płonąca w nieco
zapadłych oczodołach Sarmaty... i flaga. Biało-czerwona flaga jest
pewnie trzymana w wychudzonych, pooranych bliznami dłoniach. Nie ma
wątpliwości, że patriotyczny duch jest w Żubrze ciągle żywy! Zawodnik
wymachuje flagą z niezmiennym animuszem, okrąża ring i przystaje
dopiero przy wyraźnie wzruszonym Tosterze, któremu przekazuje swoją
bezcenną relikwię! Później wkracza pomiędzy liny. Wszystko to przy
zdecydowanie przyjaznej reakcji zgromadzonych w hali widzów.
Pitbull i „Back In time” – to
zapowiedź pojawienia się Don Camillo. Nowy nabytek EWF pojawia się w
hali, bez większego zainteresowania rozgląda po wypełnionych ludźmi
sektorach, zapala cygaro i nieśpiesznie podąża w stronę kwadratowego
pierścienia. Reakcja fanów nie jest przesadnie głośna – można wyczuć,
że oszczędzają gardła na SeBę – i zdecydowanie negatywna. Włoski
mafiozo nie jest kimś, kto przejmowałby się takimi drobiazgami.
Widzowie zostają olani, a ich niechęć – zignorowana. Don wkracza na
matę i spokojnie rozpina marynarkę, szykując się do walki. Spogląda
przy tym na Żubra, nie ukrywając sarkastycznego uśmieszku w stylu
neapolitańskim.
Rozbrzmiewa Hymn Prus
Wschodnich i na trybunach rozpętuje się prawdziwe szaleństwo! Tak
działa na ludzi pojawienie się SeBy! Feldmarszałek Wszystkich Polaków
wkracza do hali otwierając puszkę Harnasia, bo dzisiaj Lechów akurat
nie ma na stanie i przystaje, by wlać jej zawartość do gardła. Na ten
widok w widownię wstępuje prawdziwy amok, grupka nieletnich fanek
piszczy jak szalona, ktoś mdleje, a jakaś niekompletnie ubrana
niewiasta wybiega z trybun, by rzucić się SeBie na szyję! Po chwili
zostaje odciągnięta przez ochronę, zdążyła jednak zrobić „selfika”,
więc nie wygląda na niezadowoloną. Gdańsk kocha feldmarszałka, który
odwdzięcza się tym samym! Kilkadziesiąt przybitych piątek, kilkanaście
złożonych autografów i trudną do zliczenia liczbę przyjaznych okrzyków
później, SeBa dociera wreszcie do celu i dołącza do swoich przeciwników.
Słyszymy „Pepsi Theme” i
naszym oczom ukazuje się fanatyczny piewca słodkiego, gazowanego napoju
– PepsiBosman. Widownia chyba nie wie jeszcze, jak reagować na tego
zawodnika, więc nie wygląda to zbyt imponująco: ot, jeden z fanów
wręcza mu kubek pełen Pepsi, w zamian za co zostaje wynagrodzony
krótką, przyjazną interakcją. Poza tym nie dzieje się nic szczególnego
– PB po prostu dociera do celu i w skupieniu przygląda się swoim
przeciwnikom.
Tony Hogański – Długo wyłazili. (Ziewając ostentacyjnie.) Prawie usnąłem.
Jan Kowalski – Czy ty chociaż raz nie możesz powiedzieć czegoś pozytywnego?
Tony Hogański – No nie wiem. Bardzo emocjonująco wyłazili?
Jan Kowalski – To właśnie chciałem usłyszeć, to fani chcieli usłyszeć. Musimy budować pozytywny przekaz.
Tony Hogański – Zajebiście.
Jan Kowalski – Przypomnę tylko, że walka ta pierwotnie miała być Ladder matchem, ale zamieniono ją na Table Elimination match.
Wszyscy uczestnicy walki znajdują się już pomiędzy linami, więc sędzia
– którym jest znany wszystkim i kochany przez wielu Shaman – daje znak
do jej rozpoczęcia. Gdańska publiczność wręcz eksploduje niesamowitą
radością. Szykuje się ostra młócka! Fani mają rację, bo gong oznacza
rozpętanie się w obrębie ringu bezpardonowego brawlu, podczas którego
każdy trzaska się z każdym i żadna twarz nie pozostaje nieobita!
Radosna nawalanka trwa dłuższą chwilę, po czym jeden z jej uczestników
– a jest to PepsiBosman – opuszcza w przyśpieszonym tempie ring po
celnym Lariacie SeBy! Feldmarszałek Wszystkich Polaków podąża za swoją
ofiarą, pozostawiając na ringu zmagających się ze sobą Żubra i Don
Camila. Niedługo później wyciąga spod ringu krzesło, którym z rozmachem
przypierdala wstającemu właśnie Bosmanowi! Tymczasem pomiędzy linami
ciągle trwa bezpardonowa wymiana ciosów, w której przewagę zyskuje
przedstawiciel świeżego narybku federacji. Camilo zdołał zepchnąć
rywala do narożnika i właśnie wyprowadza stiffową kombinację kopnięć,
które osadzają oszołomionego Żubra w półsiedzącej pozycji! Jeszcze
tylko chwila, odbicie od lin... i Running Senton w osadzonego w
kornerze Patriotę! Włoch wydaje się być z siebie całkiem zadowolony,
ale i nie ma się co temu dziwić – akcja została wykonana sprawnie i nie
bez walorów estetycznych. Mniej więcej w tym samym czasie poza ringiem
trwa festiwal okopywania Bosmana – SeBa oddał się temu zajęciu z takim
zapałem, że aż się, biedaczek, zadyszał. Natychmiast otrzymuje od
jednego z fanów wsparcie w postaci kubka z piwem i przystępuje do
spożywania tego, mającego najwyraźniej jakieś właściwości
regeneracyjne, napoju. Niedaleko, choć nieco wyżej, Don Camillo oddaje
się innemu nałogowi, pociągając parę razy z przezornie pozostawionego
przy jednym z narożników, niedopalonego cygara.
Jan Kowalski – Ładnie się zaczęło.
Tony Hogański – Jedzą, piją, lulki palą, tylko walka jakaś taka niemrawa.
Jan Kowalski – Rozkręcają się dopiero.
Tony Hogański – Rozkręcić to można rower albo szafkę z Ikei. Doceniam Żubra i SeBę, ale nie.... (Wzrusza ramionami.) A co mi tam, mogę też budować pozytywny przekaz. (Toster zaczyna się wręcz wydzierać.) Proszę państwa! Jakie emocje!
Już po przerwie: Mafiozo ponownie zwraca się w stronę przeciwnika... i pada ofiarą Belly To Belly Suplex w wykonaniu Sarmaty! Przez
cały czas ściska w zębach cygaro, więc efekt jest dosyć ciekawy. Żubr
zakłada oszołomionemu rywalowi prosty chwyt zmuszający go do otwarcia
ust, przechwytuje ciągle żarzące się cygaro, po czym... gasi je na
języku Dona!!! (EWF! EWF! EWF!)
To od razu orzeźwia pochodzącego z Neapolu zawodnika! Jednocześnie poza
ringiem SeBa zostaje skarcony za nadmierną pewność siebie – pięść
Bosmana trafia go prosto w brzuch, zmuszając do wyplucia części pitego
właśnie piwa! Takie traktowanie wyraźnie nie spodobało się
Feldmarszałkowi, nie spodobało się ani odrobinę! A po chwili sytuacja
staje się dla niego jeszcze gorsza – rywal praktycznie nokautuje go
przy pomocy Pepsi Boot [Bicycle Kick]! Radość Bosmana trwa jednak tylko
chwilę – kiedy ta mija, zawodnik pada przywalony ciężarem pewnego
Włocha, który dosłownie chwilę temu padł ofiarą Press Slamu wykonanego
poza ring przez Sarmatę! Klatka piersiowa Żubra unosi się w ciężkim
oddechu – jeszcze przed rokiem takie akcje przychodziły mu dużo
łatwiej! Nie przeszkadza mu to jednak we w miarę szybkim opuszczeniu
ringu i wrzuceniu na matę złożonego stołu! Fani, którzy od pewnego
czasu skandowali „Chcemy stołów! Chcemy stołów!” mogą poczuć się usatysfakcjonowani!
Tony Hogański – Od czasów wczesnego Bubby z 2001 i 2002 roku stołomania nie królowała w EWF!!
Jan Kowalski – Ale zaczyna, Tony! Co za spektakl! Co za walka!
Tony Hogański – Ciekawe czy firma Bubbowskiego nadal dostarcza EWF stoły. (Chwyta się za głowę.)
Przepraszam, miało być więcej emocji w moim komentarzu. Proszę
państwa!! Wszyscy zadajemy sobie to samo pytanie! Czy firma
Bubbowskiego nadal dostarcza EWF swoje produkty a mianowicie stoły?!!
Prawdziwy Polak wrzuca jeszcze pomiędzy liny krzesło i... SeBę!
Feldmarszałek jest jednak dosyć żwawy i reaguje na działania oponenta
wzmocnionym przez nieodłączny hełm Headbuttem! Żubr oberwał w trakcie
przekraczania lin, więc chwieje się... i spada! Z kolei Feldmarszałek
bierze rozpęd, odbija się od przeciwległych lin... i skacze na
wstających właśnie na równe nogi Bosmana i Camilo z efektownym Suicide
Dive! (EWF! EWF! EWF!)
Wszyscy zawodnicy są poobijani, ale to Żubr wstaje jako pierwszy – cóż
z tego jednak, skoro powala go brutalny Superkick w wykonaniu Włocha?!
Po impecie tego kopnięcia sądząc, uzębienie Patrioty może być już mocno
niekompletne! Tymczasem Camillo zataczając się lekko – co jest wynikiem
ciągłego oszołomienia po akcji SeBy – wyciąga spod ringu kolejne już w
tej walce krzesło i przypierdala nim prosto w głowę Feldmarszałka!
Impet ciosu jest tak wielki, że pruski hełm spadł z przynależnego mu
miejsca i wpadł w ręce jakiegoś kompletnie zaskoczonego fana! Przez
chwilę wydaje się, że Neapolitańczyk
kontroluje sytuację, jest to jednak wrażenie bardzo złudne – hełm
jednak osłonił SeBę, który niespodziewanie wykonuje SBO [RKO] wprost na
trzymane przez mafioza krzesło! (EWF! EWF! EWF!) Dosłownie
parę sekund później PepsiBosman pojawia się za plecami Feldmarszałka i
przypierdala mu krzesłem w nieosłoniętą hełmem czaszkę! (EWF! EWF! EWF!)
Tony Hogański – Co za sekwencja zdarzeń! Tu wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie!!
Jan Kowalski – To prawda!
Tony Hogański (do Janka) – Nawiasem mówiąc Janku, kiedy ostatni raz widziałeś kalejdoskop?
Jan Kowalski – Nie mam pojęcia.
Tony Hogański – Znając życie to pewnie wiele osób, szczególnie wśród młodego pokolenia, nawet nie wie jak taki kalejdoskop wygląda.
Wyznawca świętego pepsi, które ubóstwia niczym islamista ucinanie głów
chrześcijanom, wyciąga spod ringu stół i, nie tracąc czasu, rozkłada
go. Następnie kładzie na nim SeBę, wpada na ring i prawie natychmiast
go opuszcza wykonując Slingshot Pepsi Drop
[Slingshot Leg Drop] prosto na wciąż rozłożonego na blacie dwukrotnego
zdobywcę Pucharu Szczęściarza! Feldmarszałek Wszystkich Polaków w
ostatniej chwili orientuje się w sytuacji i przetacza się na bok –
Bosman rozpierdala „nieobsadzony” stół! (EWF! EWF! EWF!) Rozbił go, a to oznacza dla niego koniec! (PepsiBosman został wyeliminowany!)
Tony Hogański – Walczył dzielnie, ale nie podołał.
Jan Kowalski – To prawda, ale nie zapominajmy, że to już jego trzecia walka dzisiaj.
Tony Hogański – Trzeba było się nie pchać do dark matchu. Tak się kończy kozakowanie... albo pepsikowanie? Zaraz, zaraz Janku... to przecież nie był on, tylko Don Camillo.
Jan Kowalski – Faktycznie, pomyliło mi się.
Można odnieść nieodparte wrażenie, że kość ogonowa głosiciela
popularnego napoju poważnie ucierpiała w tym starciu! Lepiej jednak
tego nie sprawdzać. Realizator pozostawia młodego zawodnika jego
losowi, koncentrując się na pozostałych uczestnikach walki: SeBa leży
bez ruchu wyczerpany swoim ostatnim zrywem, Don Camilo dosyć niemrawo
obmacuje swoją czaszkę i nie wykazuje na razie chęci do wstawania,
podczas gdy Żubr zdołał już odzyskać pion. I to właśnie Patriota
zaczyna działać jako pierwszy: widząc, że na ringu ciągle leży wrzucony
tam jakiś czas temu stół, podejmuje kroki by go właściwie wykorzystać.
Podnosi jedno z walających się po okolicy krzeseł i przywala nim w
zdradzającego oznaki życia Włocha – ta profilaktyczna akcja okazuje się
niezwykle skuteczna, bo Don znowu odpłynął gdzieś daleko – po czym
wrzuca swoją ofiarę i zarazem najbliższy cel na matę! Spokojnie
rozkłada stół... i staje twarzą w twarz z powracającym do walki SeBą!
Obaj zawodnicy decydują się na taką samą akcję – czyli Speara – co
owocuje naprawdę imponującą kolizją i doprowadza do sytuacji rodem z
footballu amerykańskiego! Żubr przeważa w tej próbie sił, wpychając
swojego rywala głęboko w czeluść narożnika! Tam zaczyna go po prostu
napierdalać – bez jakiejś większej finezji, ale z pewnością skutecznie
– po czym dobija Feldmarszałka przy pomocy
Running Knee Strike! Chwilę później – to już staje się regułą w tej
walce – za jego plecami pojawia się Don Camilo, który z rozmachem
wprawia w ruch trzymane w dłoniach krzesło roztrzaskując je na
grzbiecie Prawdziwego Polaka! (EWF! EWF! EWF!)
Tony Hogański – Ciekawe czy to było takie zwyczajne krzesło czy jakieś mafijne.
Jan Kowalski – Nie mam pojęcia. Zapytaj go po walce.
Tony Hogański – Ja się z mafią nie zadaję. Ty wiesz co oni we Włoszech robią ze śmieciami?
Jan Kowalski – Co takiego?
Tony Hogański – Nie
wyrzucają ich. Później taki syf mają. Chyba, że w ten sposób chcą
odstraszać nielegalnych imigrantów. To raczej nie podziała, bo
murzygaje z Afryki poczują się tylko jak w domu.
Mafiozo podnosi swojego masywnego oponenta, szykując się do Belly To
Back Suplexa na wciąż kusząco rozłożony stół… Żubr odpowiada nagłym
uderzeniem „z łokcia” które trafia prosto w twarz neapolitańczyka!
Następnie odwraca się do niego i grzmoci dwoma potężnymi Bell Clap,
które najprawdopodobniej wręcz eksplodowały pod poobijaną czaszką Dona!
Jest to idealna podbudowa pod Dreamer DDT, które ostatecznie wyłącza
Włocha z akcji! „Polska dla Polaków!” – wykrzykuje
na całe gardło Żubr szykując się do Ideology Buster [Muscle Buster] -
którą to akcję wykonuje zarówno efektownie jak i efektywnie
rozpieprzając stół oraz przeciwnika w drobny mak!! (EWF! EWF! EWF!) Jakże to było cudowne i zarazem efektowne! (Don Camillo został wyeliminowany!)
Tony Hogański – Kolejny za burtą.
Jan Kowalski – Teraz jestem pewien. To jego druga walka dzisiaj, bo walczył też w dark matchu.
Tony Hogański – E tam, dwie walki to nic. Mistrz Szakal jakby chciał to walczyłby w każdym pojedynku i każdą batalię zakończyłby zwycięstwem!
Jan Kowalski – Z pewnością.
Pozostało już tylko dwóch zawodników: SeBa, który do tego czasu zdołał
się wspiąć na szczyt narożnika skacze na rywala z solidnie „zakręconym”
Flying Headscissors! W efekcie jego oponent wylatuje z ringu! Dosyć
szybko wstaje, tylko po to jednak, by paść ofiarą Suicide Dive w
wykonaniu rozszalałego przeciwnika! Akcja roztrzaskała walczących, ale
jednak to SeBa wstaje jako pierwszy... wykorzystuje przewagę do
odebrania z rąk fana zagubionego w ferworze walki hełmu i
przypierdolenie tymże hełmem w głowę zdradzającego oznaki życia Żubra!
Sarmata pada, a przedmiot który to umożliwił wraca na głowę
Feldmarszałka. Ten z animuszem bierze się do roboty, wyciągając spod
ringu i rozkładając kolejny stół. Później wraca po półprzytomnego
rywala... który wystrzeliwuje do przodu z niespodziewanym Spearem! Auć!
Cel ataku zdołał się odsunąć, co nie udało się arbitrowi – Shaman pada
ofiarą akcji Patrioty! Wypadek sędziego to smutna okoliczność, jednak
walka nie zostaje przerwana. Jeden z fanów podaje SeBie kij kendo,
który zostaje natychmiast wykorzystany: Żubr jednak przechwytuje cios,
z rozmachem ładuje kolano w żołądek oponenta i wykańcza akcję przy
pomocy Dreamer DDT! Następnie wydaje z
siebie zwycięski okrzyk i... pada pod nawałą ciosów! Coś niesamowitego!
To grupa fanów SeBy zdecydowała się wziąć sprawy w swoje ręce! Jest ich
chyba z ośmioro – wszyscy w koszulkach Armii Prus Wschodnich - i
spuszczają przeciwnikowi swojego idola niesamowity wpierdol! W ruch idą
pałki i kastety, jakaś kobieta potraktował Sarmatę gazem – po prostu
pandemonium!!! (EWF! EWF! EWF! EWF!)
Jan Kowalski – Co się w tym Gdańsku wyprawia?
Tony Hogański – To chyba gdańscy liberałowie. Po prostu nie lubią nacjonalistów. Zawsze wiedziałem, że to frakcja niemiecka, tęsknią za Prusami.
Żeby było jeszcze dziwniej, czwórka napastników chwyta praktycznie
nieprzytomnego Żubra, unosi go ze sobą i rzuca na rozłożony stół!
Chwilę później następuje pośpieszna ewakuacja, SeBa powoli dochodzi do
siebie... tak samo jak Shaman, który dostrzegając leżącego wśród
szczątków rozbitego stołu Żubra kończy walkę i ogłasza SeBę mistrzem!
(Zwycięzcą jest: SeBa!)
Tony Hogański – O ja pierdolę! Widzisz to? Czy ty to Janku widzisz?
Jan Kowalski – Tak!
Tony Hogański – On ma pas! Zdobył pas! Nie wierzę!
Żubr powoli dochodzi do siebie. Widać ogarniającą go furię. SeBa w
osłupieniu wpatruje się we wręczane mu przez sędziego pasy... „Nie
znałem swego męstwa!” – krzyczy w końcu, wstając i unosząc swoje trofea
w geście triumfu! Tymczasem na trybunach robi się coraz większa zadyma
– to bojówka sympatyków Żubra ruszyła, by pomścić krzywdę swojego
zawodnika! Wśród nacierających są Andrzej i Michał: widać, że nie
puszczą płazem tej zniewagi! W powietrzu zaczynają latać krzesła, ktoś
odpala różnokolorowe race, pod ciosami padają winni i niewinni, a w
końcu do hali wkracza oddział GRU! Jednocześnie obok Shamana pojawia
się Franz, który pokazuje mu coś na przyniesionym tablecie – kamera
zagląda im przez ramię dzięki czemu widzimy, że arbiter zapoznaje się
właśnie z zapisem końcówki walki! Shaman chyba zdał sobie sprawę ze
swojego błędu, bo aż złapał się za głowę! Natychmiast przywołuje do
siebie obu zawodników, wyjaśnia im zaistniałą sytuację i nakazuje
wznowienie pojedynku! Oddziały ochrony przekazują walczącym decyzję
sędziego i udzielają ostatniego ostrzeżenia. Sytuacja trochę się
uspokaja, dzięki czemu słyszymy uderzenie w gong...
Tony Hogański – Czyli co? Walka wznowiona?
Jan Kowalski – Chyba tak.
Tony Hogański – Czy SeBa jest mistrzem czy nie?
Jan Kowalski – Nie mam pojęcia.
Żubr i SeBa znajdują się w ringu. Patrzą na siebie bez cienia jakichś
cieplejszych uczuć. Nie mija wiele czasu i zaczyna się wymiana ciosów.
Rywale krążą wokół siebie oddając Punch za Punch, Kick za Kick. Trwa to
do momentu uzyskania przewagi przez Patriotę, który wyrzuca oponenta z
ringu. Później wchodzi na apron i skacze na Feldmarszałka z Double Axe
Handle Smashem – jednak Feldmarszałek Armii Prus Wschodnich orientuje
się w sytuacji i kontruję tą akcję Dropkickiem! To
pozwala mu na szybkie przeszukanie znajdujących się pod ringiem
zasobów, wyjęcie kilku związanych ze sobą za pomocą taśmy
samoprzylepnej jarzeniówek i rozwalenie ich na głowie wstającego
właśnie oponenta! (EWF! EWF! EWF!)
Sarmata z wyraźnym wysiłkiem próbuje dojść do siebie, podczas gdy jego
rywal wyciąga kolejny stół z nieprzebranej przestrzeni magazynowej
znajdującej się pod ringiem. SeBa rozkłada swoje znalezisko, odwraca
się... i staje twarzą w twarz z zakrwawionym i nieziemsko wkurwionym
Patriotą! Prawdziwy Polak znalazł gdzieś kij kendo, którym bez
skrupułów przypierdala ostatniemu z przeciwników w głowę! Hełm po raz
kolejny przydaje się SeBie, który pomimo lekkiego oszołomienia
wyprowadza nader efektownego Speara!
Jan Kowalski – Tu tak wiele się dzieje!
Tony Hogański – Masz rację Janku. Nie doceniłem potencjału tej walki. Jest świetna.
Jan Kowalski – Tak. Wspaniała promocja wrestlingu w Polsce.
Super Ziom przejmuje kij i wyprowadza kilka zamaszystych ciosów
wymierzonych w plecy leżącego oponenta! Później podnosi go... i wali
jego twarzą w krawędź ringu – raz! Drugi! Trzeci! Chciałby też i
czwarty, ale w Żubrze przebudził się odziedziczony po bohaterskich
przodkach upór: sięga po ostatnie pokłady swoich sił i wstrzymuje
kolejnego Head Pounda! Natychmiast odpowiada niesamowitym uderzeniem
łokcia w twarz oponenta, szybkim ruchem zdejmuje mu hełm, po czym
aplikuje masakrującego Piledrivera! SeBa leży bez zmysłów, a Sarmata wyciąga spod ringu kolejne jarzeniówki. Zużywa je, jedna po drugiej, by roztrzaskać na ciele wijącego się z bólu rywala! (EWF! EWF! EWF!)
Później wywleka go na krawędź ringu i wynosi do Powerbomba!
Feldmarszałek Wszystkich Polaków zaczyna się bronić, zadaje kilka
silnych ciosów w twarz Patrioty... i wykonuje Headscissors, które
zrzucają Żubra prosto w otchłań przegranej! Prawdziwy Polak upada na
krawędź stołu - zadaje mu to mnóstwo bólu i naprawdę nie wygląda zbyt
dobrze – ale nie powoduje roztrzaskania blatu! (EWF! EWF! EWF!) Feldmarszałek nie może w to uwierzyć! Natychmiast skacze na krzyczącego z bólu rywala ze Splashem, jednak Żubr
pokazuje, że potrafi być twardy – ignorując słabość przechwytuje
oponenta w locie! Ledwie utrzymał równowagę, ale dokonał tego! Po tym
sukcesie następuje kolejny – Spinning Powerslam prosto na rozłożony
stół!!! (EWF! EWF! EWF! EWF!) To koniec! (Zwycięzcą jest: Żubr!)
Jan Kowalski – Koniec!
Tony Hogański – Jednak nie. Jednak SeBie się nie udało.
Pojawiają się Michał i Andrzej, którzy wręczają Żubrowi Evolution i
Daemusin titles. Ten chce świętować, ale nagle Shaman wyrywa mu
Daemusin title. Dlaczego? Coś mu tam tłumaczy, co tylko denerwuje Żubra
i jego patriotycznych kompanów. Shaman kładzie pas króla Daemusina na
brzuchu nieprzytomnego SeBy, a Żubrowi pozostawia dawny Konstantynopol
Championship. Bardzo ciekawa decyzja Shamana, a jak wiadomo słowo
sędziego jest prawem! (Oficjalny wynik walki: SeBa został nowym EWF
Daemusin Champem! Żubr został nowym EWF Evolution Champem!)
Tony Hogański – Jak to? Te pasy miały przecież być w unii personalnej.
Jan Kowalski – Też nic z tego nie rozumiem.
Tony Hogański (wzdycha) – Ten Shaman.
Pojawia się Mati, który budzi SeBę i doprowadza go do stanu
używalności. Feldmarszałek Wszystkich Polaków Także i Twój jest
ucieszony, że walka w sumie nie poszła mu tak źle, a owoc okazał się
całkiem niezły. Żubr, Michał i Andrzej już w takim stanie nie są. To
nie tak miało wyglądać. Oba stronnictwa, zarówno to narodowe jak i
pruskie, powoli zbierają się do opuszczenia areny.
Tony Hogański – No cóż. Ciekawa walka na pewno, ale nie jestem pewien czy końcówka miała właśnie tak wyglądać.
Jan Kowalski – Też nie jestem, co do tego przekonany.
(Jesteśmy
na zapleczu, gdzie oczywiście wiele się dzieje. Dzisiaj popularnym
wątkiem jest działalność biznesowa Don Camilla. Wprawdzie samego
zawodnika nigdzie nie widać, ale jest jego lewa ręka, Stefano. Wokół
niego kręcą się wyzywająco ubrane panienki. Stefano trzyma w ręku
kapelusz.)
Stefano – Dalej, dalej. Dawajcie utarg dzisiejszy. Z werwą.
Panienki jednak po drugiej wrzucają do kapelusza jakieś banknoty. Jedna nawet dała monety, widać ktoś miał dużo drobnych.
Stefano – No i interes się kręci. Boss będzie zadowolony.
(Dowiedzieliśmy się jak włoskie interesy mafijne się kręcą, a więc możemy udać się do naszych komentatorów. Ciao!)
Jan Kowalski – Takie rzeczy w EWF...
Tony Hogański – Czy Felipe Castro to popiera?
Jan Kowalski – Nie wiem...
Tony Hogański – Czy on w ogóle o tym wie?
Jan Kowalski – Tego też nie wiem...
(Trafiamy do najbardziej przestronnej szatni w gdańskiej hali. Byliśmy
tu już jeden raz, ale jesteśmy i drugi. Mamy możliwość podziwiania
każdego zakamarka, zajrzenia w każdy kąt, obserwacji specyficznego
mikroklimatu jaki wytworzył się dzięki przetworom owocowym
przywiezionym z Afryki. Tak, jest to szatnia Nasa Jazzowskiego. Nas
siedzi za zielonym stolikiem, w tle powieszona została flaga Nigerii.
Na stoliku mikrofon, Nassjasz odczytuje coś z kartki. W tle słychać głos WAMP.)
Weronika Passent – Ale bajer Nas, zupełnie jak u wuja Wojtka!
Nas Jazzowski – Drogie
koleżanki, drodzy koledzy, wszyscy fani Extreme Wrestling Federation.
Uznałem, że jestem winny wam swego rodzaju wyjaśnienia. Wiem, że
większość obecnie mnie potępia, cóż, z jednej strony macie rację. To
między innymi ja doprowadziłem do upadku EWF w kwietniu zeszłego roku.
Nienawiścią obdarzają mnie szczególnie zawodnicy zesłani do Afryki i
ich rodziny. Prawda jest taka, że powinni mi podziękować. Tak,
podziękować. Sprowadziłem na EWF Boko Haram, ale czy skończyło się to
jakimiś ofiarami śmiertelnymi? Nie, żadnymi. A co by było, gdyby na
czele grupy terrorystycznej stał jakiś prawdziwy, żądny
chrześcijańskiej krwi terrorysta? Taki Franko byłby już dawno trupem,
choć po nim akurat mało kto by chyba płakał. Możecie mi więc
podziękować. Tak, podziękować, bo dzięki mnie materia żywa EWF
pozostała nienaruszona. Fakt, jasyr był faktem, ale pojmani powinni
potraktować to jako ciekawą, a do tego darmową wycieczkę do
egzotycznego kraju. Felipe Castro i Vaclav, to wiadomo, że zdrajcy. Ale
ja? Wszystko, co zrobiłem, zrobiłem jedynie dla siebie. Chciałem obalić
system w EWF i mi się to udało. Pokazałem, że mam własną wolę mocy. Tak
jak Szakal w 2002 roku sam jeden obalił komunizm, tak jak w 2014 roku
obaliłem kamarylę Kravena i innych. Powinniście mi za to też
podziękować. EWF stało się tak gnuśne, tak obrzydliwie pełne rozpusty,
że to było do pomyślenia. Potrzebowaliśmy nowego otwarcia, ja jeden
przejrzałem na oczy. To, że jedynym pretendentem do przejęcia władzy w
federacji był Felipe Castro to już nie moja sprawa. Gdyby to Lech
Wałęsa chciał zrobić najazd na federację przy pomocy katapult i przejąć
tu władzę, a byłby jedyną alternatywą wobec Kravena, to też bym mu
pomógł. Zamiast prezydenta Castro mielibyście tu prezydenta Lecha
Wałęsę, żelaznego komisarza Danutę i całą resztę tej familii. EWF
potrzebowało zmian i ja te zmiany zapewniłem. EWF potrzebowało powiewu
świeżości i ja sprawiłem, że się udało. EWF potrzebowało odnowy i
oczyszczenia. Następuje więc czas takiej odnowy. Zstąpił na nas duch i
odnawia oblicze federacji. Misja mesjańska zrealizowana, uratowałem
polski wrestling, za co powinniście być mi wdzięczni. Z innych informacji, postanowiłem zmienić finishera.
Weronika Passent (zza kadru) – Wow Nas, co za nowy patent wymyśliłeś?
Nas Jazzowski – Drodzy
rywale! Od dzisiaj zmieniam finishera. Będzie się on nazywał
Rozpierdalający Wszystko i Wszystkich Cios Zagłady i Absolutnej Śmierci.
Weronika Passent (zza kadru) – O-M-G Nas! Jaki lol!
Nas Jazzowski – W skrócie będzie znany jako RWiWCZiAŚ, a w mowie potocznej Rwiwcziaś.
Weronika Passent (zza kadru) – O
jak słodko! Rwiwczaś lepiej, zgubimy to „i” w środku i będzie łatwiej
wymówić. Kupmy sobie buldożka francuskiego i nazwijmy go tak, okejka?
Rwiwczaś! Rwiwczaś!
Nas Jazzowski – Będzie to tajemniczy finisher. Co gale będzie się zmieniał, jego prawdziwe
personalia znać będzie tylko moja małżonka. Po jego wykonaniu będzie
ona informować Hogańskiego, że właśnie został wykonany RWiWCZiaŚ.
Weronika Passent (zza kadru) – Jestem wtajemniczona, suckersi! Będę miał respekt na Wilanowie!
Nas Jazzowski – Dziękuję za uwagę.
Weronika Passent (zza kadru) – Łeeee... Już koniec?
Nas Jazzowski – Tak.
WAMP pojawia się przy Jazowskim niczym Izabel przy Marcinkiewiczu.
Weronika Passent – Łeeee... ale dobre jazdy miałeś. Zrób pojazd na tego grubasa Franka.
Nas Jazzowski – Nie teraz.
Weronika Passent – On jest Franko, bo wziął kredyt we frankach? Tata mówił, że frankowicze to frajerzy.
On się na tym zna, bo był kiedyś ministrem finansów. Ja też mogłabym
być ministrą, kultury na przykład albo spraw amerykańskich, bo gram w
amerykańskich filmach.
(Wyjeżdżamy więc do komentatorów. To też dobra jazda, tylko w innym sensie. Kto ma kredyt we frankach?)
Tony Hogański – Oj Nas, Nas.
Jan Kowalski – Ma trochę racji.
Tony Hogański – W
2001 roku wszystkim wydawało się, że władzę nad PCW przejął Lech
Wałęsa. Naszych młodszych widzów informuję, że to nie żart, tak było.
Jan Kowalski – No i jak to się skończyło?
Tony Hogański – Nijak. Okazało się, że Wałęsa to Vampirro. Rok później Vamp paradował już po EWF z wyrytym na czole napisem EWF.
(Na korytarzach dzieje się
wiele ciekawych rzeczy. Można spotkać na przykład Szakala z kijem
golfowym. To nie jest wcale dziwny widok, bo Szakal jest znanym
golfistą, a w regionie szczecińskim ma nawet opinię jednego z
najlepszych zawodników w tym sporcie, oczywiście w świecie celebrytów.
Czy w Polsce w ogóle istnieje profesjonalny golf na światowym poziomie?
Jakaś konkurencja dla Tigera Woodsa? Ktoś coś wie? Szakal ma kij i tyle
z tego wynika. Na swej drodze spotyka Bidama. Panowie mieli poważny
konflikt w zeszłym roku, który został brutalnie przerwany upadkiem
federacji. Nowosibirski chce chyba porozmawiać z senatorem, ale ten
kręci głową i macha kijem, chcąc odpędzić natręta.)
Szakal (wymachując kijem do golfa) – Nie kurwa! Nic nie kupuję!
Bidam – To przecież ja!
Szakal – Jesteś moim stałym dostawcą? Hurtownikiem kurwa? Sprawdzonym sprzedawcą? (Przygląda się Bidamowi.) Pan Zbyszek z nc+? Co pan robi w Gdańsku? Przecież przedłużyłem już umowę.
Bidam (zdziwiony) – To przecież ja, Bidam.
Szakal – A tak! Czekaj, czekaj. Czy ja ci czasem nie chciałem rok temu wpierdolić?
Bidam – Tak, parokrotnie chciał pan senator to uczynić.
Szakal – Udało mi się kurwa?
Bidam – Zdarzyło się, ale mi też zdarzyło się oddać.
Szakal – Energiczny kurwa jesteś. Wiesz jakie ja cuda z kijem wyczyniam ostatnio? (Wskazuje na swój golfowy kij, po czym majestatycznie opiera się od niego, tak że senatorska aura świeci pełnym blaskiem.) Czysta
maestria kurwa, możecie na mnie Maestro mówić jak chcecie. Jestem kurwa
Andrea Pirlo wrestlingu, w słusznym wieku, ale wciąż zajebisty. No
dobra Bidam. Co z tobą? Zgłaszasz się na ochotnika na wpierdol? (Spogląda na zegarek.) Widzisz, mam wizytę u prezydenta Castro. (Chwyta się dramatycznie za łysinę.) Co
za flashback kurwa! Ale mnie to trafiło! Jakby kurwa głowica nuklearna
uderzyła prosto w moją potylicę. Widziałeś jak się odchyliłem? (Spogląda na Nowosibirskiego wymownie, po czym daje mu osobistą powtórkę pokazując jak się odchylił.)
Nie? To przez te wąskie oczka, macie gorszy kąt widzenia, to
udowodnione naukowo kurwa. Ale mój flashback! Co to było! Jak 2001 rok! Jak
to kurwa brzmi, prezydent Castro. Miałem brodatego brodacza Felka przed
oczyma. (Wzdycha po szczecińsku.)
Ale to nie Felek, to tylko ten jego czarci pomiot. Nie wiem kurwa jak
on go spłodził, chyba po zmroku, po pijaku i jakoś na krzywo.
Bidam – Chciałem
tylko powiedzieć, że wszystko, co było złe między nami rok temu... jest
w sumie już nieważne. Było, minęło. Daliśmy sobie nawzajem wpierdol i
koniec na tym. Nie musimy niszczyć się wzajemnie aż do ostatecznego
upokorzenia, nie?
Szakal – Co kurwa?
Bidam – Remis.
Szakal – Jaki
kurwa remis? Ja wygrałem, bo bramki na wyjeździe liczą się się kurwa
podwójnie. Zapytaj się Sabriego Bekdasa i Lesa Gondora.
Bidam – Nie znam kolesi. Chcesz kurczaka na zgodę?
Szakal – Szczecin
pamięta. Nie, nie chcę kurwa kurczaka, ale niech ci będzie. Nie
wpierdolę ci, dam ci spokój. Nie może być tak, że biję okularników.
Bidam – Czy ja noszę okulary?
Szakal – Lepiej kurwa dla ciebie żebyś nosił, bo jeszcze się rozmyślę.
Bidam – No dobrze, akceptuję. (Czochrając się po czuprynie.) Czy mogę to dostać na ozdobnym papierze senatorskim? Oprawię sobie w ramkę i powieszę w szatni.
Szakal – Zgłoś się kurwa do Mumina i Mladenova.
Bidam – Dobra, to dzięki, cześć!
EWF FTW Champion oddala się.
Szakal – Dziwny gość. Nie mogę go kurwa rozgryźć.
(My też nie, chyba nikt tego
nie potrafi, nawet on sam. Wróćmy sobie na ring, bo tam tańczą gołe
panienki. Ha-ha! Żart, nie ma nikogo.)
Jan Kowalski – O, twój mistrz na fali.
Tony Hogański – Jakiej fali? Mistrz Szakal to mistrz Szakal. On zawsze wie, co powiedzieć, jak się ustawić. Widziałeś jego senatorską aurę?
Jan Kowalski – Widziałem.
Tony Hogański – Mógłby być rzymskim senatorem. Dzisiaj wymawialibyśmy jego imię w szeregu z najsłynniejszymi senatorami antycznego Rzymu.
Jan Kowalski – Faktycznie, to brzmi dumnie - Katon, Kasjusz, Cyceron, Krassus, Sulla i Szakal. Jakby to było po łacinie? Szakalus?
Tony Hogański – Sam jesteś Szakalus, Kowalskusie.
(W kwaterze głównej Armii Prus
Wschodnich obywa się wielkie świętowanie. Harnasie leją się nie tylko
litrami, ale wręcz strumieniami. Pije cała armia, każdy jej członek,
wspólnie i z osobna. Piją SeBa i pije Mati, bo taki jest stan osobowy
armii. Niewiele osób pamięta, że w 2009 roku jej szeregi były
liczniejsze, może złote dni jeszcze kiedyś powrócą?)
SeBa (wymachując EWF Daemusin title) – Jest nasz! Jest pas! Jest pas! Mamy pas, Mati! Mamy pas!
Mati – Wiwat Armia Prus Wschodnich! Hurra, die Ostpreußische Armee!
SeBa – Co powiedziałeś?
Mati – To po prusku.
SeBa – Aha. Dobra! Nalewaj mi piwa do hełmu!
Kwatermistrz Armii Prus
Wschodnich nalewa piwa do feldmarszałkowskiego hełmu. Ten chwyta go za
róg, bo tak bardziej majestatycznie i wypija zawartość hełmokufla
duszkiem.
SeBa – Ten pas do Prus Wschodnich należy!
Mati – Wiwat feldmarszałek! Niech nam żyje!
SeBa – Czas
skoczyć pod prysznic, ziomek. Niedługo wpadnie tu Cassandra. Muszę być
czysty i pachnący. Przygotuj moją wodę kolońską „Pruski brutal”.
Mati – Może lepiej „Zapach Królewca” lub „Tańczącego junkra”?
SeBa – Nie, ziomek. Muszę pachnąć zwycięstwem.
Mati – Przygotowałem już kąpiel. To lepsze niż prysznic.
Armia Prus Wschodnich w pełnym składzie udaje się do łazienki. Tam jacuzzi jest wypełnione jakimś żółtym, pienistym płynem.
SeBa – Co to, ziomek? Naszczałeś do wanny?
Mati – To browar!
SeBa – Kąpiel w Harnasiach! Ostro! Tylko szybko, bo Cassandra niedługo przyjdzie. (Nagłe olśnienie spłynęło na jego twarz.) Mam pomysł. Zrób mi piwny waterboarding.
Mati (robi przerażoną minę) – Co to? Zaczynamy jakiś cykl „Pięćdziesiąt twarzy feldmarszałka”?
SeBa – No co ty ziomek. To taka tortura.
(Mati wyraźnie poczuł się
lepiej, słysząc, że to tylko taka tortura zabroniona prawem
międzynarodowym. Kąpieli Feldmarszałka Wszystkich Polaków Także i
Twojego oglądać nie będziemy, bo zawsze lepiej sprawdzić, co też
porabiają nasi komentatorzy.)
Tony Hogański – No popatrz. SeBa ma pas i jaki szczęśliwy.
Jan Kowalski – On chyba żywi jakieś uczucia względem Cassandry Tisserant.
Tony Hogański – Żywi to on wschodniopruskie wioski. Żywi i broni.
Jan Kowalski – Cały feldmarszałek.
(Czas
znowu odwiedzić kafeterię, póki jeszcze nie została zlikwidowana. To
smutne, że to cudowne miejsce ma zostać postawione w stan likwidacji.
Taka jest jednak wola prezydenta Castro, a z nią dyskutować nie można,
bo ma on władzę wręcz dyktatorską. Tu wciąż pustki, gdzieniegdzie widać
klientów, jakieś kelnerki, a przy barze nadal siedzi Bane. Za barem
natomiast widać Agnieszkę Sorel, zdegradowaną do roli kelnerki byłą
szefową działu kadr.)
Agnieszka Sorel (z troską) – Może jeszcze?
Bane – Niby
jesteś tu nowa, niby cię zdegradowali, niby spadłaś z kierowniczego
stanowiska wprost na posadę niewymagającą zbędnych kwalifikacji, a dobrze ci to wszystko idzie.
Agnieszka Sorel – No co ty, tu trzeba jeszcze dobrze wyglądać.
Bane (wzdycha) – Widywało się kelnerki-kaszaloty, uwierz mi.
Agnieszka Sorel – Ja
się wszędzie świetnie odnajduję i liczę na to, że to tylko stan
przejściowy. Poza tym, tu mam nadal umowę na pracę, a nie śmieciówkę.
Bane – No to polej, ale to ostatnia kolejka. Mam walkę dzisiaj.
Alienor polewa, ale Synowi
Anarchii nie była dana konsumpcja wyrobu alkoholowego. Przerwało ją
bowiem pojawienie się Tommasso, asystenta Polli Kinzler.
Tommasso – Signore?
Bane (nawet na niego nie spojrzał) – No nie! Znowu ten Italianiec! Kazałem ci przecież wypierdalać! Ostrzegałem się wręcz!
Tommasso – Che cosa?
Syn Anarchii wstaje i
przypierdala Włochowi o azjatyckich rysach twarzy prosto w twarz.
Rozkwasza mu przy czym nos, a niski człowieczek zalewa się krwią.
Bane – Teraz już będziesz wiedział, co po polsku oznacza swojskie „Wypierdalaj”!
Tommasso jęczy, a jęki te
przyciągnęły Pollę Kinzler, która widać znajdowała się w okolicy. Ta
zaczyna opatrywać ranę swojego kompana. Zwraca się przy tym do Bane'a.
Polla Kinzler – Dlaczego?
Dlaczego w taki sposób reagujesz na różnorodność? Dlaczego nie możemy
żyć wszyscy w zgodzie? Dlaczego inność musi zawsze rodzić nienawiść i
agresję? Co on ci złego zrobił? Czy ta inność przeraża twoje wewnętrzne
ego? Brak ci wyraźnie szkolenia w zakresie multikulturowości.
Zjednoczona Europa nie powinna tolerować takich bydlaków jak ty.
Powinno was się chemicznie leczyć, bo później zmieniacie się wtakich
Breivików. Tak naprawdę nienawidzisz swojej męskości, bo czuje się ona
zagrożona w obliczu wyścigu samców.
Bane – Co ty pierdolisz? Wiesz dlaczego jesteś niewiarygodny?
Polla Kinzler – Niby dlaczego?
Bane – Popatrz na siebie, a to wystarczy. Nie wchodź mi w drogę, bo w najlepszym razie skończysz jak ten żółtas!
Tommasso – Jestem Włochem!
Bane – Żółty Włoch, baba z brodą, brakuje tylko uczciwego polityka i prawdomównego prawnika.
Polla Kinzler – Wybaczam ci, bo wierzę w tolerancję.
Bane – Spierdalaj. (Do Alienor.) Dopisz wszystko do mojego rachunku, a jak masz czas to po gali możesz wpaść do mnie do szatni.
(Syn Anarchii wychodzi. Polla próbuje opatrywać rannego towarzysza, a Agnieszka Sorel zabiera się do czyszczenia szklanek.)
Jan Kowalski – Bane chyba pomylił Włochów. Tamten to nie był Tommasso, tylko...
Tony Hogański (przerywa mu) – Tak Janku, nie musisz nam objaśniać oczywistych oczywistości.
Jan Kowalski – Polla ma rację. Dlaczego inność musi zawsze rodzić nienawiść?
Tony Hogański – Ciebie chyba też wysłali na jakieś multikulturowe pranie mózgu. Nie poznaję cię Janku!
(Wybieramy się na pranie
mózgu, to znaczy na korytarz. Tam spotykamy Cassandrę Tisserant, która
wybiera się chyba do szatni Armii Prus Wschodnich. Przynajmniej tak
twierdził SeBa, a feldmarszałkowi chyba wypada zaufać, prawda? Nim to
się jednak stanie, Haitanka o polskich korzeniach musi przetrwać
spotkanie z Franzem, żużlowcem-spawaczem o gorzowskich korzeniach.)
Franz – Cześć mała.
Cassandra Tisserant – Nie jestem wcale taka mała...
Franz (przypatruje jej się łakomym wzrokiem) – No widzę. Znasz jakichś marokanów?
Cassandra Tisserant – Nie.
Franz – To dobrze, nie jesteś skażona. W Belgii ich pełno, ale nie możemy się dogadać, bo ani ja ani oni nie nawijamy po belgijsku.
Cassandra Tisserant – Jesteś Belgiem?
Franz – Coś ty, jestem synem ziemi lubuskiej. Jebać Zieloną Górę, tylko Gorzów!
Cassandra Tisserant (zakłopotana) – To... ja może już pójdę. Spieszę się.
Franz – Nie tak szybko. Gdzie ci tak spieszno?
Cassandra Tisserant – Jestem umówiona na wywiad z SeBą.
Franz – Z SeBą? Tym korwinistą? Nie idź do niego!
Cassandra Tisserant – Dlaczego?
Franz – No, on jest korwinistą.
Cassandra Tisserant – A co to znaczy?
Franz – Że jest gwałcicielem.
Cassandra Tisserant (zaniepokojona) – Co?
Franz – Serio.
Jego idol, liberalny król Korwin jest władcą takiej sekty, góralem czy
guru, nie pamiętam. Tam dokonują ceremonialnych gwałtów. To ich program
na rozwój dzikiego kapitalizmu. Chcą go roznosić drogą płciową. To nie
żart, bejbi. Ten król niczym Vaclav jest zapładniaczem, młódki bałamuci.
Cassandra Tisserant – Kogo?
Franz – Młódki.
Cassandra Tisserant – Aha. Czyli SeBa jest taki sam?
Franz – Tak, to wszystko jedna sekta zwana kucami. SeBa ma tam tytuł liberalnego rasputina II stopnia, a więc wysoko.
Cassandra Tisserant (wyraźnie zagubiona) – Co mam teraz robić?
Franz – Odrzucić liberalizm i wprowadzić system redystrybucji dóbr. No i przede wszystkim nie rozmawiać z SeBą.
Cassandra Tisserant – No dobrze. Dziękuję za ostrzeżenie. Obawiam się go teraz trochę.
Franz (mruga zalotnie) – Pójdziemy do mnie?
Cassandra Tisserant – Przykro mi, ale nie.
Siostra Avona Tschorny'ego oddala się. Widać wyraźnie, że rozmowa ta wyraźnie ją zakłopotała.
Franz – Kiedyś mi ulegnie.
(Może kiedyś. Tymczasem wracamy na ring.)
Tony Hogański – Konflikt między SeBą a Franzem jest szalenie wielowątkowy.
Jan Kowalski – Dlaczego?
Tony Hogański – Co
ty ślepy jesteś? Mam wszystko objaśniać? Po pierwsze, konflikt na
podłożu czysto wrestlingowym. Po drugie, wątek polityczny. Rzecz
trzecia, wątek romansowy.
Jan Kowalski – Biedna Cassandra. Ona chyba nie wie, w co też się wplątała.
(Trafiamy
do szatni, która niegdyś wypełniona była gwarem, a obecnie świeci
pustkami. Zastajemy tu siedzącego na kanapie Franko, któremu towarzyszy
Helenka, która zajmuje się swoimi sprawami, pewnie kobiecymi, kto by
tam się na tym znał.)
Helenka – Franko?
Franko – No co tam?
Helenka – Będziesz się mścił?
Franko (przeciąga się na kanapie) – Może tak, może nie.
Helenka – Bo
wszyscy tego od ciebie oczekują. Jest taki stan oczekiwania na zemstę
na Jazzowskim i Castro za wszystkie krzywdy doznane po Kwietniowej
Anarchii VII.
Franko – Nie obchodzi mnie zdanie wszystkich.
Helenka – No
co ty... a Rzeźnicy zza fal? Nawet petycję przysłali na zakrwawionym
papierze, a Franko Girls obiecują rozbierany kalendarz na przyszły rok,
bylebyś tylko pourywał głowy naszym wrogom.
Franko – Wiem, co mam zrobić. Wiem kiedy mam to zrobić i w jaki sposób. To mi wystarczy.
Helenka – Jak chcesz. Ufam ci.
(Tyle szatnia EWF Tag Team Champa. Czeka nas powrót na ring.)
Tony Hogański – Wszyscy czekamy na zemstę Franko. Tylko on może obronić honor EWF.
Jan Kowalski – Jaki znowu honor?
Tony Hogański – No może trochę się zagalopowałem. Są jeszcze mistrz Szakal i SR-Crazy.
(Czas
przenieść się do dekadenckiej szatni, czyli majestatycznej siedziby EWF
World Champa. Rezyduje tu on sam, we własnej magnackiej osobie, a
towarzyszy mu nieodłączny Smela.)
SR-Crazy – Wysprzątałeś?
Smela – Pepik to zrobił.
SR-Crazy – Nie nazywaj go tak.
Smela – A jak?
SR-Crazy – Jakoś czulej.
Smela – No jak?
SR-Crazy – Pepiczek.
Smela – No dobra, to pepiczek posprzątał. Wszystko gotowe.
SR-Crazy – Murzynów pochowałeś?
Smela – Upchałem ich w szafie. Zgodnie z najlepszymi tradycjami EWF. Ale dlaczego mentorze, dlaczego?
SR-Crazy – Nie
wiem, ale koleżanki Yoshiego boją się chyba murzynów. Trochę wstyd
pokazywać się z nimi przed kulturalnymi ludźmi. Yoshi może chciałby
jakiś wiersz ułożyć czy postrzelać z japońskiego łuku do bocianów, to
takie poetyckie, a tu masz, murzyn. No głupio przy murzynie takie
rzeczy robić, nie?
Smela – Mentorze, to chyba rasizm.
SR-Crazy – Jaki rasizm. Ja mam bardzo wielu znajomych czarnych.
Smela – Na przykład?
SR-Crazy (myśli intensywnie) – Jay Z?
SR-Crazy – Mentor go zna?
SR-Crazy – No, w Chinach mają podróbkę. Tam wszystko podrabiają!
Tę jakże wspaniałą konwersację przerywa pojawienie się w szatni Yoshihito Nabeshimy, któremu towarzysza Chiaki i Mitsuko.
SR-Crazy – Witam was moi mili! Kwiaty dla pań!
Niezidentyfikowany głos – Ja dam! Ja dam!
Yoshihito Nabeshima – Kto to powiedział?
SR-Crazy – Nikt!
Mitsuko – Słyszałam głos z szafy!
Chiaki – Ja też!
SR-Crazy – To z lodówki.
Smela (szeptem) – Dlaczeo mentor powiedział, że mamy kogoś w lodówce?
SR-Crazy (szeptem) – Bo lodówka jest wprost proporcjonalna do
szafy. To jej przeciwieństwo. Chciałem odwrócić ich uwagę do szafy. Nie
musiałbym się tak intelektualnie gimnastykować, gdybyś nie poupychał
murzynów w szafie! Dlaczego akurat tam?
Mitsuko – O czym tak szepczecie?
Yoshihito Nabeshima (westchnął po japońsku) – Trzymasz murzynów w szafie?
SR-Crazy – Murzynka. To takie polskie ciasto.
Chiaki – Będzie ciasto! Jak u panienki Esmeraldy!
SR-Crazy – Gdzie te kwiaty?
Smela wręcza bukiety EWF World Champowi, a ten następnie przekazuje je Chiaki i Mitsuko.
SR-Crazy – No Yoshi, stary druhu. Jak się urządziliście?
Yoshihito Nabeshima – Dobrze.
SR-Crazy – Dzisiaj
mamy 6-Man Tag Team match, więc prawie jak stare czasy, walka
drużynowa. Dokooptowali nam Szakala, ale to dobrze. On jest łysy, a
łysi przynoszą szczęście. Słuchaj, przygotowywałeś się? Trenowałeś?
Yoshihito Nabeshima – Tak.
SR-Crazy – Jesteś już zdrowy? Żadnych skutków po spotkaniu z pancernymi schodami?
Yoshihito Nabeshima – Jestem cały i zdrowy.
SR-Crazy – Nieźle cię ten Tool urządził, ale pomściłem cię.
Yoshihito Nabeshima (pewny siebie) – Wróciłem silniejszy.
SR-Crazy – Wszyscy
tak mówią, ale z reguły kłamią, bo nie chcą spojrzeć prawdzie w oczy.
Nie potrafią albo boją się. Jak jest z tobą? Czy ty potrafisz?
Yoshihito Nabeshima – Potrafię. Wielokrotnie spoglądałem w krwawe oczy prawdy.
Nagle ktoś zaczyna grać na biwie, takiej japońskiej lutni.
SR-Crazy (szeptem do Smeli) – Błagam
cię, nie mówi mi tylko, że to murzyni w szafie postanowili sobie
koncert urządzić. Oni mnie kompromitują jako World Champa!
Smela – To Chiaki.
Faktycznie, to Chiaki zaczęła grać na wspomnianym instrumencie muzycznym. Całkiem ładnie jej to wychodzi.
SR-Crazy – No tak. Ładnie gra, a co małżonka potrafi?
Mitsuko – Przypierdolić siekierą.
SR-Crazy – Jasne,
jak mógłbym zapomnieć. Słuchajcie, ja muszę z Yoshim porozmawiać na
osobności. W takiej jakby to rzecz, samotności wręcz. Później mam
jeszcze sprawę do załatwienia u Felipe Castro, więc czas goni nas.
Odpowiada mu milczenie.
SR-Crazy – No macie wyjść.
Mitsuko – A dlaczego to wy nie wyjdziecie?
SR-Crazy – Bo to ja jestem World Champem i to jest moja szatnia.
Chiaki – Chciałam i tak zajrzeć do kafeterii.
Mitsuko – A ja przespacerować się.
SR-Crazy – Smela, zabierzcie Dobrego Czecha i szafę.
Smela – Dlaczego szafę?
SR-Crazy (szeptem) – Chcesz
wyciągać z niej murzynów tak przy wszystkich? Co ja czarny magik
jestem? Jedni wyciągają króliki z kapeluszy, a ja murzynów z szafy? Jak
się z tego wytłumaczymy przed Yoshim?
Smela (szeptem) – Jak się wytłumaczymy z przenoszenia szafy?
SR-Crazy (szeptem) – Remont! Przemeblowanie! Dobra, niech ci będzie, szafa zostaje.
Yoshihito Nabeshima – Dużo dzisiaj szepczecie.
SR-Crazy – Omawiamy tajne plany.
Smela – Mentorze, murzynów nie ma w szafie. To taki żart.
SR-Crazy – Nabrałeś mnie? Ja przecież jestem World Champem, tak się nie robi, jest zakaz. Dobra, koniec gadania.
(Jak koniec gadania, to wracamy na ring.)
Tony Hogański – Miło znowu widzieć Yoshihito Nabeshimę.
Jan Kowalski – Ciekawe w jakiej jest w formie.
Tony Hogański – To zawsze był u niego problem, ta stabilność formy.
Jan Kowalski – Masz rację. Sprawdźmy jednak jak z formą u Jazzowskiego, Bidama i Polli Kinzler. Już za moment rozpocznie się ich walka.
Tony Hogański – Stoczniowcy wchodzą do gry! Nie zapominaj o stoczniowcach!
Stoczniowcy Lumberjack match:
Nas Jazzowski vs Bidam vs Polla Kinzler
Rozbrzmiewa znana pieśń Izabelli Trojanowskiej „Wszystko czego dziś chcę”
i na rampie pojawia się Nas Jazzowski. Reakcja na zawodnika jest
niezwykle głośna i zróżnicowana zarazem – widać i słychać, że Nassjasz
wzbudza sporego kalibru kontrowersje. Nas pozdrawia swoich już
nielicznych fanów i ostentacyjnie ignoruje swych wrogów, czyli w sumie
większość hali. Jedni próbują go opluć, inni obsypują konfetti. Trudno
powiedzieć, czy Nas jest bardziej kochany, czy nienawidzony… naprawdę
trudno. Ale to w gruncie rzeczy nieważne. Grunt, że zawodnik dociera w
końcu w obręb ringu.
The Clash i „London Calling” –
w hali pojawia się Bidam. Reakcja ze strony publiczności jest w tym
przypadku zdecydowanie pozytywna: widać, że ludzie najzwyczajniej w
świecie lubią obecnego Tag Team i FTW Championa. Dlaczego? A kto go tam
wie? To pewnie wrodzona charyzma. Bidam przybija kilka piątek i
spokojnie wkracza pomiędzy liny, spoglądając przy tym na czekającego
tam Jazzowskiego.
Polla Kinzler wkracza na ring
powoli i z godnością, śpiewając swój theme: „Rise Like A Phoenix”.
Reakcja na zawodniczkę jest zróżnicowana: od oklasków i przyjazne
okrzyki, po gwizdy połączone z bluzgami. Pola zachowuje się jednak jak
prawdziwa dama: pozdrawia swoich sympatyków i daje jasno do
zrozumienia, że negatywne wibracje najzwyczajniej w świecie nie mają do
niej dostępu. Uzbrojona w promienny uśmiech dołącza do swoich
przeciwników.
Jan Kowalski – Stoczniowcy Lumberjack match! Cóż za walka się nam szykuje! A w tym wszystkim Bidam, Nas Jazzowski i Polla Kinzler.
Tony Hogański – Ciekawy skład, ciekawa stypulacja. Pozostaje liczyć na to, że i walka nie zawiedzie.
Jan Kowalski – Chciałbym dodać, że jeśli ktoś odliczy Bidama, to otrzyma EWF FTW title shot.
Tony Hogański – Zapomniałem, że on ma ten pas.
Na koniec do hali wkraczają stoczniowcy - a są to chłopiska na schwał,
trzeba przyznać – którzy całkiem sprawnie otaczają ring. Pięknie się
prezentują. Niektórzy mają ze sobą nawet flagi Solidarności. Oznacza
to, że sędzia Lechu Grudziński może nakazać rozpoczęcie walki.
Rozbrzmiewa gong i trójka zawodników wymienia czujne spojrzenia. Ktoś
musi rozpocząć to starcie, ale początkowo nikt się do tego nie kwapi.
Gwiazdy EWF po prostu krążą wokół siebie, wymieniając jakieś bliżej nie
sprecyzowane uwagi. W końcu Bidam uznaje, że koniec z tymi
uprzejmościami – po prostu doskakuje do Nasa i daje mu w mordę. Ta
akcja od razu ożywia atmosferę: Jazzowski robi krok do tyłu i po chwili
wraca z kopnięciem z półobrotu, które wbija się w brzuch Azjaty i
zmusza go do zgięcia się wpół! W tym samym czasie stopa Polli
wystrzeliwuje w kierunku głowy Nassjasza i eksploduje na jego twarzy w
niezwykle efektownym High Heel Kick [Roundhouse Kick]! Jazzowski pada
jak ścięty, podczas gdy panna Kinzler wykonuje na Bidamie DDT!
Tony Hogański – Ja jestem tolerancyjny...
Jan Kowalski – Ale?
Tony Hogański – Nic, chciałem tylko to ogłosić.
Austriaczka chwilowo kontroluje sytuację: skacze wysoko i nie bez
pewnej gracji, po czym opada na klatkę piersiową Azjaty z pełnym impetu
Knee Dropem! Obecny FTW Champion odsuwa się, więc Polla sama odczuwa
ból, który chciała sprowadzić na rywala. Z kolei Bidam ogarnia się,
odbija od lin i demoluje przeciwniczkę morderczym Running Knee Strike!
Polla pada, a jej pogromca staje twarzą w twarz z trzecim uczestnikiem
tej walki: następuje wymiana stiffowych kopnięć, z których jedno
zostaje przechwycone przez Nasa; Bidam odpowiada za pomocą Enzuigiri,
które również zostaje przechwycone i nader sprawnie zamienione w Single
Leg Boston Crab! Nowosibirski przeżywa trudne chwile, z których jednak
wybawia go Polla – jej Dropkick powala Jazzowskiego! Ten wstaje dosyć
szybko i na kolejną próbę ataku odpowiada Spinebusterem! Plecy
Austriaczki solidnie ucierpiały, ból jest wyraźnie wyryty na jej
twarzy! Nas wstaje i pada ofiarą Arm Drag w wykonaniu Bidama, który
natychmiast zaczyna okopywać powalonego rywala! Nassjasz odpowiada
nagłym manewrem – Fireman Carry Into Flapjack! Szybkie, zaskakujące,
mordercze – Azjata dał się zaskoczyć! Sytuacja dojrzała do próby pinu,
ale nie doczekujemy się jej: Jazzowski musi zająć się panną Kinzler,
która zdążyła już dojść do siebie! Atakuje ją serią brutalnych Chopsów
zwieńczonych Superkickiem! Następnie idzie po rozum do głowy i po
prostu wyrzuca Austriaczkę z ringu!
Tony Hogański – Ty wargo habsburska! Wracaj tam skąd przyszłaś!
Jan Kowalski – Tony...
Tony Hogański – O, przepraszam. Powiedziałem to głośno?
Jan Kowalski – Tak.
Tony Hogański – Tak mi się wymsknęło.
Polla wpada pomiędzy stoczniowców, którzy są tym faktem nieco
zaskoczeni. Bić czy nie bić? Kobieta czy facet? Gej czy nie gej? A może
zwykła baba z brodą? Zanim zdążyli się zdecydować, czy chcą wpierdolić
temu dziwnemu stworzeniu, czy nie, piosenkarka zdołała powrócić
pomiędzy liny! Trwa tam ostry brawl pomiędzy Bidamem i Jazzowskim,
którą to konfrontację Austriaczka przerywa przy pomocy Double Falling
Clothesline! Później bierze na cel pierwszego z brzegu przeciwnika
(padło na Bidama) i egzekwuje na nim Running Elbow Drop! Próbuje tej
samej akcji na drugim przeciwniku, jednak Jazzowski odsuwa się. Polla
znowu sama zrobiła sobie krzywdę i niestety dla niej zostaje to
wykorzystane: trafia w nią seria (przeprowadzonych nie bez dozy
artyzmu) bokserskich punchów, które wieńczy mocarny Lariat! Chwilę
później oglądamy Discuss Elbow Strike, którego ofiarą pada próbujący
się pozbierać Bidam! Jazzowski się rozkręcił! Odbija się od lin i
aplikuje Austriaczce Single Leg Running Front Dropkick wymierzony
idealnie w tył głowy! Nasza diva prawdopodobnie zobaczyła właśnie całe
gwiazdozbiory wypełnione bólem! Tymczasem Jazzowski wykonuje banalny,
ale ciągle skuteczny Body Slam na Bidamie, który doprawia Jumping Elbow
Dropem – jednak FTW Champion odsuwa się na czas! Próbuje zaskakującego
Roll upa! Pin....1....2....kick out!
Tony Hogański – Zaskakujący roll up, ale zaskakującego końca walki nie ma.
Jan Kowalski – Nie jestem w stanie wskazać zdecydowanego faworyta. Tu każdy ma szansę.
Tony Hogański (rozbawiony) – Nawet baba z brodą! Ha-ha!
Jan Kowalski – Tony...
Tony Hogański – Przepraszam.
Rozpętuje się ostra wymiana ciosów, która kończy się nokautującym Forearm Smashem w wykonaniu Jazzowskiego! Nas próbuje pinu....1.... 2.... shoulder up! FTW
Champion pakuje palec w oko swojego rywala i przejmuje inicjatywę:
najpierw uderza kantem dłoni w jego gardło, a później „znieczula” go
Inverted DDT! Kolejna próba pinu....1.... 2.... 2,46.... Polla wraca do walki! Wyprowadza
kilka uderzeń kolanem w twarz Azjaty, po czym wykonuje Bulldog Splash –
Bidam leży na macie i chyba ma poważny problem z ogarnięciem sytuacji!
Austriacka diva wspina się na szczyt narożnika, z którego po chwili
wykonuje Marię Antoninę [Diving Leg Drop] prosto na Jazzowskiego!
Samozwańczy mesjasz odsuwa się na czas i panna Kinzler znowu musi
przełknąć gorzką, doprawioną rozczarowaniem i bólem pigułkę! Nas
dostaje jakiegoś przyśpieszenia, wstaje i odbija się od lin, po czym
rozpierdala twarz rywalki przy pomocy Yakuza Kick! Natychmiast
przystępuje do nieco dwuznacznej próby pinu.....1.... 2.... 2,77... próbę przerywa kopnięcie w wykonaniu Bidama!
Akcja była cholernie stiffowa więc nie powinno nas dziwić, że Nas na
chwilę odpłynął: FTW Champion wykorzystuje to, by wyrzucić rywala poza
ring!
Tony Hogański – Pinują się dzisiaj jak szaleni.
Jan Kowalski – Chyba o to chodzi w walkach, prawda?
Tony Hogański – Chodzi o to by wygrać, a pinować można, gdy jest się chociaż odrobinę pewnym powodzenia. Co oni dzisiaj poszaleli?
Jan Kowalski – Eksperci
będą analizować później tę walkę. Być może trenerzy będą wykładać jej
przebieg w szkółkach wrestlingowych rozsianych po całej Polsce.
Tony Hogański – Po Polsce rozsiana jest bieda i beznadzieja, a nie jakieś tam szkółki.
Wśród stoczniowców zapanowało zamieszanie: część ewidentnie ma ochotę
solidnie wpierdolić Nasjaszowi, podczas gdy inni czują do niego
sympatię! W efekcie wybucha bójka pomiędzy skłóconymi stronnictwami, a
Jazzowski jakoś wraca na ring... robi to w momencie, w którym Bidam
„ścina” rywalkę przy pomocy Cuttera! Panna Kinzler ponownie zalicza
przerwę w walce, podczas gdy jej oponenci rzucają się na siebie: w
efekcie Nas zostaje powalony European Uppercutem! Chwilę później
oglądamy Seonggol [Hangman's Facebuster] i... Schoolgirl w wykonaniu
Polli! Bidam daje się zaskoczyć i mamy próbę pinu....1.... 2.... 2,44... shoulder up!
Fuck The World Champion szybko przechodzi do ofensywy, zasypując
przeciwniczkę serią niezwykle szybkich i wyglądających na precyzyjne
ciosów! „Kobieta z brodą” odpowiada desperackim Flying Clotheslinem,
powalając swojego niedawnego ciemiężyciela! Próbuje pinu....1.... 2... kick out!
Do walki powraca Jazzowski: tym razem stawia na brutalność połączoną ze
skutecznością, wykonując na kompletnie zaskoczonej Austriaczce
nokautującego Headbutta! Polla pada na matę kompletnie pozbawiona
zmysłów, a Nas zwraca się przeciwko Bidamowi, który uprzedza atak
wystrzeliwując w rywala Slingshot Sentonem! Nassjasz z niesamowitą pewnością i siłą przechwytuje tą akcję zamieniając ją w mocarny Powerbomb! (EWF! EWF!) Kończąc tą efektowną akcję nie wypuścił przeciwnika z rąk, więc mamy od razu próbę pinu....1.... 2... 2,56.... kick out!
Tony Hogański – Dobra, już dobra. Kończcie to, co za długo to niezdrowo.
Jan Kowalski – A co? Mało ciekawa walka?
Tony Hogański – Czy ja mówię, że jest nieciekawie? Co za dużo to niezdrowo i tyle.
Jan Kowalski – Interesujące...
Nas nie załamuje się tym drobnym niepowodzeniem i ciągle naciera: w
odpowiedzi wyłapuje jednak od oszołomionego, ale wciąż niebezpiecznego
oponenta Dropkicka! Azjata odkłada na bok wszystkie swoje słabości i
podbiega do próbującego wstać rywala, pada jednak ofiarą Inverted
Atomic Drop, który płynnie przechodzi w 99 Crusher! Ale to już chyba
nie jest jego kończąca akcja, prawda? Samozwańczy mesjasz polskiego
wrestlingu w sposób bardzo energiczny pinuje....1.... 2....2,89....Polla Kinzler odbiera przeciwnikowi zwycięstwo spadając na niego z Axe Handle Smashem!
Później wykorzystuje okazję, od tyłu chwyta swoją ofiarę i z wysiłkiem
egzekwuje German Suplex! Nie wypuszcza Jazzowskiego z rąk, co uruchamia
sędziego. Pin....1.... 2.... 2,61.... kick out!
Rozpoczyna się polsko-austriacka, nadzwyczaj efektowna wymiana kopnięć,
którą wieńczy Shinning Wizard [Shining Polla?] w wykonaniu
utalentowanej nowicjuszki! Panna Kinzler odbija się od lin, dopada
wstającego właśnie Bidama i z rozmachem grzmoci jego twarzą o matę przy
pomocy Running Jumping Bulldog Splash! Bardzo udana akcja, ale nie czas
na świętowanie: diva wspina się na szczyt narożnika i wzbija się w
powietrze by opaść z pełną zabójczego wdzięku Marią Antoniną [Diving
Leg Drop] prosto na Jazzowskiego! Trafienie! Prawie natychmiast
doczekujemy się przejścia do pinu....1.....2.... 2,98..... kick out! Widzowie
nie mogą w to uwierzyć! Polla nie może w to uwierzyć! Nawet skradający
się za jej plecami Bidam też ma z tym widoczne problemy!
Tony Hogański – Jak wygra Kinzler to w Warszawie tęczę z żalu spalą.
Jan Kowalski – Oby do tego nie doszło.
Tony Hogański – Mogliby przy okazji spalić też tę szkaradną palmę. Co za idiotyczny pomysł palmy stawiać.
Azjata zawahał się przez chwilę, dzięki czemu jego przeciwniczka
dostrzega niebezpieczeństwo! Natychmiast rusza z szalonym Spearem,
który zostaje jednak zgrabnie przechwycony przez FTW Championa i
skontrowany w DDT! Mistrz chyba również nieco ucierpiał przy tej akcji,
bo ma widoczne problemy z wstaniem na równe nogi. Zostaje to
wykorzystane przez Nasa, który z impetem przypierdala miłośnikowi
kurczaków wycelowanym w głowę Jumping Elbow Dropem! Później dokłada mu
DDT i z wysiłkiem wspina się na szczyt narożnika. Przegrywa jednak ze
zmęczeniem i robi to zbyt wolno: panna Kinzler dochodzi do siebie i
strąca swojego rywala prosto w ręce czyhających poza ringiem
stoczniowców! Tak się pechowo dla Jazzowskiego składa, że wpadł w ręce
swoich anty - fanów, więc w powietrzu zawisnął właśnie kawał sążnistego
wpierdolu! Tymczasem pomiędzy linami Dropkick w wykonaniu Bidama studzi
zapędy jego przeciwniczki. Pola natychmiast wstaje... i nadziewa się na
śmiertelnie precyzyjny Superkick! To oszałamia ją na czas w zupełności
wystarczający do wykonania jakiejś akcji, albo założenia submissionu!
Bidam decyduje się na tą drugą opcję – zakłada The Sands Of Karakorum
[Indian Deathlock]! Chwyt sprawia jego rywalce nieopisany ból i
cierpienie, jednak widać, że zawodniczka ma w sobie ogromne serce do
walki – nie poddaje się! Bidam po prostu kontynuuje, nie widząc nawet
łez tryskających z oczu divy! Z pewnością słyszy jednak jej krzyki.
Kaźń trwa do momentu powrotu trzeciego z uczestników walki, który w
końcu zdołał wyrwać się z piekielnego kotła zafundowanego mu przez
stoczniowców!
Tony Hogański – Stoczniowcy Gdyni! Stoczniowcy Gdańska!
Jan Kowalski – Ciekawe co porabia teraz pani Passent.
Tony Hogański – Na
pewno ogląda walkę i kibicuje swojemu małżonkowi. Cała Nigeria też
ogląda. Nasa kochają w Nigerii. Tak jak Tusk jest królem Europy, tak
Nas jest nieoficjalnym królem Afryki.
Nie ma tutaj czasu ani miejsca na subtelności – jest za to brutalne
kopnięcie prosto w głowę Nowosibirskiego! Bidam przetacza się po macie
zasłaniając twarz dłońmi. Polla robi w zasadzie to samo, z tym że
źródłem jej cierpień są potwornie obolałe nogi. Nas opiera się o liny i
ciężko oddycha, odpoczywając po wykonanej przed chwilą szarży. Azjata
próbuje wstać – z rozciętego po kopnięciu czoła zaczyna płynąć krew –
pada jednak na nowo po precyzyjnym Buzzsaw Kick w wykonaniu
Jazzowskiego! Nassjasz podchodzi do zwijającej się z bólu panny
Kinzler, bezceremonialnie chwyta ją za włosy i wlecze za sobą, finalnie
wyrzucając z ringu! Tam czekają stoczniowcy, którzy niczym wataha
wygłodniałych wilków rzucają się na swoją nową ofiarę! Polla niknie pod
naporem brutalnych uderzeń… w tym czasie osobnik, który wpakował ją w
tą pożałowania godną sytuację, zajmuje się ostatnim ze swoich
oponentów! Jednak Bidam nie zamierza współpracować – niespodziewany
T-Bone Suplex solidnie wstrząsnął matą! Mamy próbę pinu....1.... 2.... 2,66.... shoulder up!
Tony Hogański – No nie no! Panowie...
Jan Kowalski – ... i panie.
Tony Hogański – Nie utrudniaj mi komentowania, dobra?
Jan Kowalski – Dobra.
Kolejna konfrontacja: Nas i Bidam wymieniają szybkie, skiffowe
uderzenia! Inicjatywę przejmuje tutaj Nassjasz, który spowalnia rywala
Forearm Smashem, wybija go z rytmu Low Kickiem i wykańcza 99 Crusherem!
Czy to już jego kończąca akcja? Nie! Chyba nie! Natychmiastowa próba pinu....1....2.... 2,99..... Polla znowu zdążyła na czas!
Fryzura Austriaczki znajduje się w pożałowania godnym stanie, ona sama
dyszy ciężko i jest w widoczny sposób poobijana, ale nie zmienia to
faktu, że zdążyła z interwencją! Wściekły i zawiedziony Jazzowski
próbuje się zrewanżować, pada jednak ofiarą Tornado DDT w wykonaniu
gwiazdy europejskiej piosenki! Polla ustawia sobie rywala w odpowiednim
miejscu, po czym wspina się na szczyt narożnika. Jeszcze tylko szybki
taunt w stronę szalejącej publiczności.... i kolejna już dzisiaj Maria
Antonina [Diving Leg Drop]!! Nie! Nie trafia! Jazzowski natychmiast
podnosi rywala/rywalkę i wykonuje miażdżący Throwing Crucifix
Powerbomb!! Pin.....1........2.......3! (Zwycięzcą jest: Nas Jazzowski!)
Tony Hogański – To był dzisiejszy RWiWCZiAŚ!
Jan Kowalski – Czyli co?
Tony Hogański – Nie
słuchałeś Jazzowskiego? Jego sekretny i tajemniczy finisher,
Rozpierdalający Wszystko i Wszystkich Cios Zagłady i Absolutnej
Śmierci, czyli RWiWCZiAŚ albo bardziej pieszczotliwie Rwiwczaś.
Jan Kowalski – No tak. Ciekawy pomysł z pewnością. Skąd wiedziałeś?
Tony Hogański – Znów
nie uważałeś na orędziu Nasa. Pani Weronika przesłała mi smsa. Tak to
będzie wyglądać. Nas wykonuje Rwiwczasia, Weronika smsuje do mnie, a ja
informuję lud.
Jan Kowalski – Cóż za obieg informacji, prawdziwy łańcuch Jazzowskiego.
Jazzowski świętuje po swojemu, a gdańscy stoczniowcy nagradzają go
oklaskami. Czyżby byli pozytywnie nastawieni do lidera jednej z frakcji
Boko Haram? Wszystko jest możliwe, to w końcu EWF. Na ringu budzi się
powoli Bidam i jest mu smutno. Polla zdechła i raczej nie powstanie
niczym feniks z pończoch. Nas chwilę kręci się po ringu, po czym
ewakuuje się.
Jan Kowalski – Dobra walka.
Tony Hogański – Tak, z pewnością.
(Tymczasem
na zapleczu widzimy Don Camilla, oficjalnie biznesmena, ale
najprawdopodobniej członka włoskiej mafii. Don Camillo ubrany jest w
elegancki garnitur, taki typowo włoski i typowo mafijny, w którym to
spokojnie przemierza korytarze gdańskiej hali.)
Don Camillo – No gdzie ten Stefano? Miał już dawno wrócić z utargiem.
Wtedy też włoski zawodnik
zauważa swojego podwładnego. Stefano leży na posadzce, cały jest
zakrwawiony, potargany i podrapany. Nie wygląda najlepiej, ale rusza
się, a to znaczy, że żyje. Camillo od razu do niego podbiega i zaczyna
nim potrząsać.
Don Camillo – Co jest? Co się stało?
Stefano (jęcząc) – Napadli mnie. Wiedzieli, że będę tędy wracał z utargiem. Skurwysyny wiedziały...
Don Camillo – Gdzie pieniądze?
Włoch nic nie odpowiada tylko zaczyna jęczeć.
Don Camillo – Gdzie kasa?!
Stefano (słabym głosem) – Zabrali... wszystko zabrali... nawet moje własne, z portfela.
Don Camillo – Kto?
Stefano – Nie wiem... nie widziałem twarzy...
Don Camillo – Ilu ich było?
Stefano – Nie jestem pewien...
Don Camillo – Stefano...
wydaje mi się, że ekspansja na tym rynku będzie trudniejsza niż to
początkowo zakładałem. Ktokolwiek to zrobił, dopadniemy go i damy mu
nauczkę.
(Odpowiedzi brak, tylko jęki. Wróćmy więc w okolice stolika komentatorskiego.)
Tony Hogański – Co to za mafia, która w pierwszy dzień pracy daje się okradać?
Jan Kowalski – Początki są trudne.
Tony Hogański – A ja wiem, kto ich okradł.
Jan Kowalski – Kto?
Tony Hogański – Platforma
Obywatelska rzecz jasna. Pomyśl gdzie jesteśmy, to matecznik tego
złodziejskiego stwora, tu wszystko się zaczęło, tu są najsilniejsi.
Jan Kowalski – Miałeś powstrzymywać się od tematów politycznych.
Tony Hogański – Czy ja powiedziałem, że Tusk to kurwa i zrobił to osobiście?
Jan Kowalski – Właśnie to powiedziałeś!
Tony Hogański – Jako
przykład Janku, tylko jako przykład! Zresztą, wcale bym się nie
zdziwił, gdyby faktycznie okazało się, że to on. Niby jest królem
Europy, ale stare nawyki z pewnością w nim zostały.
Jan Kowalski – Tony...
(Kwatera główna Armii Prus
Wschodnich. Atmosfera dzikiego szczęścia, absolutnego pijaństwa i
jakiegoś dojmującego smutku jest tu dziwnie przemieszana. Pachnący SeBa
- to widać po nim, że pachnie brutalnie, prusko i po męsku - siedzi na
swoim feldmarszałkowskim krześle głównodowodzącego, które kazał
wystrugać rabin Szlomo i ze smutkiem wlewa w siebie kolejne Harnasie.)
SeBa – Gdzie ona jest? Mati, ziomuś ty mój, gdzie ona jest? Miała być, a nie ma.
Mati – Nie wiem... ale w sumie to kto panie feldmarszałku?
SeBa – Cassandra, głupi ziomku, Cassandra! Miała przeprowadzić ze mną wywiad. To mój wielki dzień, to dzień mego zwycięstwa! (Potrząsa energicznie EWF Daemusin title.) Wygrałem pas! Dlaczego jej nie ma?
Mati – Może się zgubiła?
SeBa – Jak to? Jesteś kwatermistrzem! Czy wysłałeś jej mapę operacyjną ze wskazówkami dojazdu?
Mati – Tak, wysłałem.
SeBa – A w dobrej skali, ziomuś?
Mati – Tak, w świetnej.
SeBa – Trzeba mi szefa sztabu z prawdziwego zdarzenia. Masz za dużo obowiązek ziomek i nie wyrabiasz.
Mati – Ależ panie feldmarszałku...
Nagle EWF Daemusin Champion unosi dłoń i po feldmarszałkowsku ucisza Matiego.
SeBa – Cicho! cicho!
Mati (zaciekawiony) – Co? Co?
SeBa – Coś słyszę!
Mati – Ale co?
SeBa – Głos Króla!
Mati – Niemożliwe! Objawił się nam? Mamy królofanię? Cz mamy objawienie? Ja nic nie widzę! Nic nie słyszę!
SeBa – Bo to ja jestem feldmarszałkiem! Król Korwin nie objawia się byle komu.
Mati pada na kolana.
Mati – Królu! Przemów i do mnie! Przemów do swoich kuców! (Zauważa butelkę Harnasia leżącą na ziemi.) O, piwo! (Otwiera i zaczyna szybko żłopać.) Czy to cud?
SeBa – Król
mówi, żebym się nie lękał. Żebym wierzył w wolność i masakrował dalej
lewaków. Zbudujemy lepszą Polskę, nie będzie podatków, zlikwidujemy
wszystkie daniny, przymusowe szkolnictwo, przywrócimy pańszczyznę,
każdy będzie miał wolność, każdy będzie mógł zbudować wielki biznes,
który będzie można zacząć od jednej paróweczki albo jednego ogórka, bo
państwo nie będzie się w nic wtrącać. Król powiedział mi, że wszystko
będzie dobrze. Zdobędę sławę, pieniądze, tytuły, splendor i mnóstwo
kobiet.
Mati – Dobre! Dobre! A o mnie coś mówił? Co ja dostanę?
SeBa – W ryj, bo byłeś tak głośny, że straciłem łączność.
Mati – Oj...
SeBa – Gdzie jesteś Cassandro? Miał być wywiad, a nie ma. Jest we mnie smutek, ziomek.
Mati – Napijmy się jeszcze.
(Nie będziemy dalej oglądać słodko-gorzkiego wiecu pruskiego liberalizmu. Powracamy na ring.)
Jan Kowalski – Nie powinni tyle pić. To musi się źle skończyć.
Tony Hogański – Daj im uczcić zwycięstwo. To dzień ich radości.
Jan Kowalski – Felipe Castro powinien rozwiązać problem pijaństwa w EWF.
Tony Hogański – To
niewykonalne, bo alkohol towarzyszy wrestlerom od czasów PCW.
Zlikwidować pijaństwo w EWF to jak zlikwidować korupcję wśród polityków. To po prostu niemożliwe.
(Trafiamy do biura prezydenta EWF, gdzie rezyduje Felipe
Castro. Według niektórych uzurpator, według innych całkowicie legalny
przywódca EWF. Takie to czasy, że granica między legitymizmem a
uzurpacją jest bardzo wąska. Prezydent nic nie robi, nawet nie udaje,
że czyta jakieś papiery. Ten brak aktywności nie trwa długo, bo drzwi z
łysym hukiem zostają otwarte, a w biurze pojawia się Szakal z kijem
golfowym.)
Felipe Castro – O! Pan senator!
Szakal – Nie jesteśmy ze sobą na „pan” kurwa.
Felipe Castro – Nie wiem czy czytałeś już moją notatkę na temat wdrażania standardu ISO666. (Spogląda badawczo na twarz senatora.) Zresztą, możemy o tym porozmawiać po gali.
Szakal – Posłuchaj mnie kurwa. Mam w ręku kij golfowy. (Z dumą prezentuje swój kij.) Widzisz?
Felipe Castro – Nie uderzysz mnie.
Szakal – Nie, nie zasługujesz na to kurwa. Po pierwsze: uwolnij Józefa z kotłowni i daj mu inną pracę.
Felipe Castro – Nie
mamy wakatów na innych stanowiskach. Ja chciałem dobrze, nikogo nie
zwolniłem, nikomu pensji nie obciąłem. Dostali pracę, gdzie akurat były
wolne miejsca. Wiesz jak w Polsce trudno o dobrze płatną pracę? A oni
przecież nie dostają najniższej krajowej, ale znacznie więcej. Józef
jest chyba teraz najlepiej opłacanym szefem kotłowni na
świecie.
Szakal – Będziemy
walczyć o godną pracę dla Józefa. Chciałem ci powiedzieć, że zgłaszam
swoją kandydaturę na prezesa Związku Wrestlerów Polskich. Przywrócę mu
dawną świetność kurwa, blask i splendor.
Felipe Castro – Nie, nie zgłaszasz.
Szakal – Bo mi kurwa zabronisz?
Felipe Castro – Nie,
oczywiście, że nie. Umknął chyba twej uwadze fakt, że nie możesz po
prostu łączyć funkcji prezesa ZWP z mandatem senatora Rzeczypospolitej
Polskiej.
Szakal (łyso zdziwiony) – Nie mogę kurwa?
Felipe Castro – Widzisz Szakal, to jest twój problem. Najpierw działacz, a potem myślisz.
Nagle od strony drzwi odzywa się dekadencki głos.
Głos – Ja natomiast odwrotnie.
To SR-Crazy, EWF World Champion. Jak widać i on postanowił przybyć w gości do Castro.
Felipe Castro – No tak. Następny dziad do kolekcji. Czy ja wyglądam na opiekuna domu starców? Czy przez te drzwi za chwilę wejdzie też Kraven?
Wszyscy spoglądają na drzwi, ale nie, jednak nikt się w nich nie pojawia. Po Kravenie ani widu ani słychu.
Felipe Castro – Nie to nie. (Zwraca się do Crazy'ego.) O co chodzi?
SR-Crazy – Przychodzę w imieniu zawodników i pracowników.
Felipe Castro – Niby dlaczego? Od takich spraw jest ZWP, a nie ty. No dobra, o co chodzi?
SR-Crazy – Jesteśmy przywiązani do Felków. To dobre nagrody są.
Felipe Castro – Gówno
mnie to obchodzi, taka jest moja odpowiedź. Nie ma już Felków, zostały
oficjalnie zlikwidowane. O, jednym moim podpisem. Gdzieś tu mam na to
papier. Mam poszukać? (Wcale nie szuka, lecz sam odpowiada na pytanie.) Nie, nie poszukam. Wiecie co jeszcze dzisiaj zlikwidowałem?
Szakal – Kafeterię kurwa?
Felipe Castro – Plotki szybko się rozchodzą. To prawda, bingo, zlikwidowana. Wiecie co jeszcze?
SR-Crazy – Co takiego?
Felipe Castro – Puchar
Srebrnego Smoka, co za bhutański idiotyzm. Nie potrzebne nam takie
pierdoły. Zakazane jest jego eksponowanie, bo mnie to drażni. Wiecie co
jeszcze? (Nie czeka na odpowiedź.)
Powiem wam. We Wrocławiu działało jakieś mini-muzeum EWF. To się chyba
Hall of Fame nazywało, w 2002 roku je otwarto. Nieważne zresztą, bo już
zlikwidowane. To zbędna rzecz.
Szakal – Ale dlaczego kurwa? Tam była wystawa poświęcona mojej osobie!
Felipe Castro – Bo
mogłem. EWF wchodzi w nową epokę, erę nowoczesności i młodości. Mamy
zupełnie nowe kierownictwo i chcemy zmieniać polski wrestling. Najpierw
trzeba się pozbyć tych feudalnych naleciałości. Ordery, muza, nagrody,
puchary, izby pamięci, automaty, luksusowe kafeterie - jesteśmy
federacją wrestlingową, a nie średniowiecznym państwem. Ja wyprowadzam
nas z tych mroków średniowiecza, bo od tej pory będziemy skupiać się na
wrestlingu, a nie na historyczno-polityczno-kulturalnych pierdołach.
Zrobiliście z wrestlingu syf. Zdrowy organizm, czysta walka i
współzawodnictwo przez wasze intrygi i próżność obrosły rakowymi
guzami. Na szczęście rak ten nie jest śmiertelny, a moja chemioterapia
uratuje pacjenta. Najchętniej was bym też zlikwidowały, dziady jedne.
Ciągnięcie EWF w dół, nie dajecie wybijać się nowym gwiazdom, na ringu
jesteście coraz gorsi, latka lecą, a umiejętności nie przybywa. Pan
senator jest parodią siebie sprzed lat. Kiedyś główny postrach
federacji i największy skurwysyn, a dziś co? Główna postać komediowa.
Szakal – Nie jestem kurwa postacią komediową!
Felipe Castro – Do tego drugoplanową!
Szakal – Nie jestem drugoplanowy kurwa!
Felipe Castro – A jesteś w stanie zdobyć World title?
Szakal – Oczywiście!
Felipe Castro – To
dlaczego tego jeszcze nie zrobiłeś? Kiedy ostatnio miałeś ten pas?
Odpowiem za ciebie, nie wysilaj tej swojej łysek mózgownicy - koniec
2002 roku i początek 2003 roku. Jesteś za stary, nie jesteś materiałem
na mistrza. W zasadzie to nawet żaden z ciebie main-eventer. Wiesz co?
Mam genialny pomysł. Usuwam cię z dzisiejszego main-eventu.
Szakal – Co kurwa? Dlaczego?
Felipe Castro – Bo mogę.
SR-Crazy – Chciałbym zaprotestować.
Felipe Castro – Protestować
to sobie mogliście za poprzedniego reżimu. Za nieuzasadniony protest
ciebie też usuwam. Ha? Zatkało? Nawet World Champa nie oszczędzę, jeśli
będzie się sprzeciwiał. Czasy się zmieniają panowie, wy już żadnego
wpływu na władzę. Nie możecie tu sobie przyjść i protestować, a ja
zgodnie z waszym interesem wszystko pozmieniam. Nie, teraz liczy się
dobro i interes EWF, a nie wasz. Znajdę wam na szybko innych rywali.
Zrozumcie,
możecie sobie siedzieć w EWF i walczyć z pierdołowatymi niedojdami.
Zdaję sobie sprawę, podobnie jak w przypadku Kravena, że jest na tym
świecie sporo osób, które chce was jeszcze oglądać. Jesteście więc
wartością marketingową, ale nie wrestlingową. Ja naprawdę chcę by EWF
było federacją, gdzie poziom wrestlingu jest na najwyższym poziomie. W
main-eventach potrzebuję prawdziwych wrestlerów, a nie dekadenckie
postacie komediowe. Chcę wam szczerze i uczciwie uzmysłowić,
że jesteście za starzy. Nie obchodzi mnie czy wygrywacie czy
przegrywacie walki. EWF ma teraz nowe gwiazdy, takie jak jak Vaclav i
Nas Jazzowski, a w dalszej kolekności Bane, Bidam i Franko. To oni będą
napędzać EWF, a nie wy. Ty... (Wskazuje na Szakala.) Mistrzem już nigdy nie będziesz. A ty... (Wskazuje na Crazy'ego.)
Mistrzem już długo nie pobędziesz. Selekcja naturalna. Młodsze i lepsze
wypiera to, co starsze i gorsze. Ty Crazy chyba powiedziałeś kiedyś, że
są w ojczyźnie rachunki krzywd.
SR-Crazy – To nie ja, to Władysław Broniewski.
Felipe Castro – To
ktoś z twojej bandy? EWF nie będzie mu płacić. Reformujemy sprawę
kontraktów menadżerów, tylko jeden otrzymuje pełną pensję, a innym co
najwyżej zapewniamy ubezpieczenia i opłacamy składki. Niech zawodnicy
sami za nich płacą, skoro chcą mieć całe bandy. To nie jest teraz takie ważne zresztą.
Ja też mam rachunki krzywd do wystawienia. Są w EWF rachunki krzywd. No Crazy, chciałem ci
jeszcze powiedzieć, że na następnej gali spotkasz się w main-evencie z
jedną z naszych wschodzących gwiazd i nie będzie to wcale Vaclav. Liczę
na to, że stracisz pas, bo ośmieszasz federację swoją dekadencją.
Zrozumiano?
Crazy nie odpowiada, tylko
pokazuje Szakalowi, że nic tu nie załatwią. Dwójka wiekowych zawodników
odwraca się więc w kierunku drzwi, a senator nawet jowialnie poklepuje
EWF World Champa swoim kijem golfowym po plecach.
Szakal – Chodźmy stąd kurwa. On ma nas za starców, Sandmana chyba jeszcze nie widział. Jakby tu wpadł to by się dopiero działo. Aha, byłbym zapomniał.
(Odwraca się do Castro.) Co z Esmeraldą?
Felipe Castro – Co ma być? Nie wiem dlaczego nie chciała wrócić do świata, widać chciała przemyśleć swoje życie.
Szakal – To podejrzane. Nie uśpisz kurwa mojej słynnej czujności.
Felipe Castro – Zawsze możesz ją odwiedzić i sam spytać.
(To tyle. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Zobacz
jaki wyszczekany zrobił się ten Felipe. Jeszcze rok i dwa lata temu
skamlał niczym szczeniak by mógł ktoś pomógł w zbrodniczym procederze
przejmowania EWF, a teraz?
Jan Kowalski – Teraz sytuacja się zmieniła. Władza jest jego.
Tony Hogański – Panisko wielkie, ale on upadnie, tak jak Bronek.
Jan Kowalski – W nowym EWF obowiązują pewne standardy. Nie zajmujemy się już polityką, jesteśmy neutralni światopoglądowo.
Tony Hogański – Wiesz gdzie ja to mam? Wiesz? Zapewniam cię, że nie chcesz wiedzieć.
Jan Kowalski – No i wyszło na to, że prezydent zmienił nam main-event.
Tony Hogański – Czyli co to będzie? Nabeshima vs Vaclav & Franko & Bane.
Jan Kowalski – Nie mam pojęcia.
(Czas odwiedzić szatnię wypełnioną po brzegi czystym
patriotyzmem w narodowym wydaniu. Trwa tam świętowanie, czyli podobnie
jak w kwaterze głównej Armii Prus Wschodnich. EWF Evolution title
pięknie błyszczy się na ramieniu Żubra.)
Żubr – Panowie! Dzisiaj pijemy w stylu II Rzeczypospolitej!
Michał – To znaczy jak?
Żubr – No nie wiem. Moglibyśmy skopać tyłki paru bolszewikom tak dla sportu.
Andrzej – A ten styl II RP to sprzed zamachu majowego czy po nim?
Żubr – Przed, bo wtedy Roman Dmowski był ważniejszy i miał większe wpływy.
Michał – Jesteśmy EWF Evolution Champem! Je suis pala-evolucion-parde-du-bu! (Próbuje naśladować język francuski.) To modne teraz w Paryżu, a tam sam Roman Dmowski był na konferencji.
Żubr – W sumie to ja jestem tym Evolution Champem, a nie my.
Andrzej – Stanowimy drużynę, prawda?
Żubr – Prawda!
Pas jest nasz, ale to nie koniec pracy. Walka nie poszła w 100% po
naszej myśli. Trzeba jak najszybciej doprowadzić do tego by także
Daemusin title był nasz.
Andrzej – Gdyby nie Shaman i jego antypolskie sędziowanie, to wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej.
Michał – Oskarżam Shamana!
Żubr – EWF
Daemusin title musi być nasz. Nie mogę pozwolić by posiadał go taki
ktoś jak SeBa. Ten alkoholik to niedorozwój. Przecież wcześniej dumnie
nosiłem go ja i Chickasaw. Dzisiejszą sytuację nazwijmy wypadkiem przy
pracy. Teraz czas na świętowanie, ale od jutra zabieramy się do
ciężkiej pracy.
Michał i Andrzej (chórem) – Tak jest!
(Czas powrócić na ring.)
Tony Hogański – Żubr to jednak pozytywny gość.
Jan Kowalski – Zawsze to wiedziałem.
Tony Hogański – Obawiam się, że Felipe Castro go stłamsi.
Jan Kowalski – Dlaczego?
Tony Hogański – On teraz będzie trzymał z lewakami, więc będą chcieli zniszczyć go za patriotyzm. Tak jak SeBę za korwinistyczny liberalizm.
Jan Kowalski – Wychodzi na to, że Franz zrobi karierę, bo to podobno socjalista.
Tony Hogański – Będzie budował socjalizm w Maroku.
(EWF
byłoby jakieś takie dziwne, gdybyśmy między walkami nie odwiedzali
korytarzy. Tak jest i tym razem. Na jednym z korytarzy doszło do bardzo
ciekawego spotkania, mianowicie wpadli na siebie Franko i Weronika
Passent.)
Weronika Passent – Ej gościu! Jak łazisz?
Franko – To ty...
Weronika Passent – A-a-a-a, no przecież my się znamy! A? Ty jesteś ten typ, co ma kredyt we frankach i same problemy.
Franko – I co jeszcze?
Weronika Passent – Jak ci tam? Franek?
Franko – Franek? Może Franko.
Weronika Passent – No Franko, pamiętam. Spasuj Franko.
Franko – Ja ciebie też znam...
Weronika Passent – No jacha, cała Polska mnie zna. Jak to mówią - „Cała Polska w cieniu WAMP”.
Franko – Co u męża?
Weronika Passent – U Nasa? Zdrowy, spoko, jakoś leci, dajemy radę.
Franko – Dajecie?
Weronika Passent – No.
Franko – Nie boisz się mnie?
Weronika Passent – To ty jesteś ten gwałciciel-ekshibicjonista? Inaczej cię sobie wyobrażałam.
Franko – To nie ja, to Vaclav.
Weronika Passent – Upsik,
no tak, sorka. Ty jesteś Franko, ale schudłeś gościu! Byłeś kiedyś taki
spasiony! Robisz treningi u Chodakowskiej czy Lewandowskiej? Naprawdę
koleś, niezły efekt. Szacuneczek.
Franko – Byłem w Afryce.
Weronika Passent – Luz, ja też byłam z tatą i mamą. Nas też tam niedawno był...
(Posmutniała.) ... ale mnie nie wziął ze sobą.
Franko – Pozdrów Nasa od Franko.
Weronika Passent – Spoko Franek. Cykniemy sobie selfie? Czekaj.
Nim Rzeźnik był w stanie odpowiedzieć, WAMP machnęła już sobie z nim wspólne zdjęcie.
Weronika Passent – No
i leci na insta. Jak to otagujemy? #zdroweodżywianie, #treningiuewy,
#efektyhealthyplanbyann, #niemagrubychkości, #przytulmurzynka. No to cześć, papatki!
Świetnie się gadało, ale ja się spieszę!
(Koniec rozmowy to koniec wizyty na zapleczu. Czas wracać na ring.)
Jan Kowalski – Franko nie skrzywdziłby kobiety, prawda?
Tony Hogański – Raczej nie, to człowiek z zasadami.
Jan Kowalski – Nawet jeśliby chodziło o zemstę na Jazzowskim?
Tony Hogański – Ja tam nie wiem. Co ja w jego mózgu siedzę? Rusz dupę ze stanowiska komentatorskiego i się go spytaj.
Jan Kowalski – Dlaczego ja, a nie ty?
Tony Hogański – Bo mnie to mało obchodzi i nie zadaję głupich pytań.
(Mamy
okazję obserwować zmęczonego i pobitego Bidama. Przegrał walkę
biedaczek, smutno mu chyba, ale próbuje znaleźć w sobie pogodę ducha.
Dlatego pewnie zajada się kurczakiem. Jest poturbowany, a jego krew
miesza się ze spływającym mu z ust tłuszczem drobiowym.)
Bidam (do siebie) – Świetny
początek Nowosibirski! Walka w dupę, cudnie po prostu. Mogłem rozpocząć
zemstę za Afrykę i za Franko, ale nie. Musiałem to zjebać. Gratulacje,
napiłbym się czegoś. Może czas wreszcie spróbować Felkocoli?
EWF FTW Champion przychodzi na
miejsce, gdzie znajduje się automat, a przynajmniej powinien, bo tam
spotyka go niespodzianka. Automatu nie ma, jest tylko PepsiBosman.
Bidam – Gdzie automat?
PepsiBosman – Zabrali.
Bidam – Kto?
PepsiBosman – GRU.
Bidam (chwyta się dramatycznie za czuprynę) – Ale za co?
PepsiBosman – Powiedzieli,
że idzie nowe i mają rozkaz oczyszczania EWF z dziwactw. Dowodziła nimi
jakaś taka dziwna dupa, co pepsi nie miała. No i usunęli.
Bidam – Berenika i ta swołocz. Jak oni mogli?
PepsiBosman – Wypiłem
już cały mój zapas pepsi. Myślałem, że znajdę tu puszkę, chociaż jedną,
tak jak wcześniej, ale nie. Aresztowali automat i jestem na głodzie.
Bidam – Tragedia. A kim ty w ogóle jesteś?
PepsiBosman – Nowy zawodnik, PepsiBosman.
Bidam – Też kiedyś byłem nowy. Masz kształtne palce. Może uda ci się zrobić karierę.
PepsiBosman – Co?
Bidam – Nic.
PepsiBosman – Nie polecam gdańskich kurczaków. Są żylaste.
Bidam – Naprawdę? (Zajadając się swoim.) Mój chyba dobry. No nic, będę leciał. Niech pepsi będzie z tobą.
(Wracajmy więc na ring, skoro nic nie ma tu już do
roboty. Tam są Hogański i Kowalski, a oni na pewno mogą powiedzieć coś
interesującego. Miejmy przynajmniej taką nadzieję.)
Tony Hogański – No i jest ten Bidam.
Jan Kowalski – Dostaję informację, że prezydent Castro przygotował już walkę dla SR-Crazy'ego i Szakala.
Tony Hogański – Jaką?
Jan Kowalski – Już za chwilę spotkają się z Joshem Brennanem, Alvaro Moreną i Nekrophagem.
Tony Hogański – Cudnie, co za walka nam się szykuję! Jakich wspaniałych rywali dostali!
Jan Kowalski – Wygląda
na to, że czeka ich los podobny do Kravena. Walki z zawodnikami
nieistotnymi. Zyski dla federacji prawie takie same, bo na galach będą
się pojawiać. Cóż, może Castro ma rację. Może oni faktycznie prezentują
sobą już tylko wartość marketingową, a nie wrestlingową?
Tony Hogański – Grzeszysz Janku, grzeszysz.
SR-Crazy & Szakal vs Josh Brennan & Alvaro Morena & Nekrophage
Gra
słynne „My Way” w wykonaniu Limp Bizkit i na FeliXtronie pojawia się
uśmiechnięta mordka SR-Crazy'ego. Po chwili sam EWF World Champion
pojawia się na arenie. Towarzyszy mu Smela oraz jego czeski kucharz,
znany jako Dobry Czech Honza. Publiczność szaleje z zachwytu. Crazy
pozdrawia fanów, rozdaje autografy, pozuje do licencjonowanych selfie -
kosztują tylko złotówkę, kasę zbiera Honza, a dochód przeznaczony jest
na wsparcie dzieci wrestlerów-inwalidów. Dekadencki korowód dociera
spokojnie na ring, gdzie wita ich Lech Grudziński.
Zmiana muzyki, czyli przełączenie się na The Offspring i „Self Esteem”,
co sprawia, że radość gdańskich tłumów wcale się nie zmniejsza. Spod
FeliXtronu wychodzi dumny senator Szakal. Tym razem nie ma przy sobie
swojego kija golfowego. Widać uznał, że nie będzie potrzebny.
Następnie rozbrzmiewa hit lat dziewięćdziesiątych, czyli „I Wanna Be With You”
w wykonaniu Fun Factory. Na arenie pojawiają się Josh Brennan, Alvaro
Morena i Nekrophage. Ktoś chyba poszedł po rozum do głowy i doszedł do
wniosku, że ta cała banda za długo by wyłaziła na ring. Dostali więc
zastępczy, wspólny theme i teraz zgodnie trafili na ring. Warto
zaznaczyć, że wychodząc na ring panowie śpiewali swój zacny theme, co
wychodziło im dość pokracznie, bo talentów wokalnych chyba nie mają.
Tony Hogański – Ta walka to parodia.
Jan Kowalski – Dla Brennana, Moreny i Nekrophage'a to szansa na zebranie doświadczenia i naukę.
Tony Hogański – Jaką
naukę? Przecież widać, że to kaszaloty. Z debiutantów szanse na karierę
mają tylko Polla Kinzler, PepsiBosman i Don Camillo.
Jan Kowalski – Jesteś niesprawiedliwy.
Tony Hogański – Trzeba się pozbyć tych chwastów jak najszybciej.
Josh Brennan i Nekrophage szybko zeszli z ringu, został na nim tylko
Alvaro Morena, który chyba się zagapił lub dostał zadyszki po
poprzedniej walce. Szakal z SR-Crazy'm wymienili spojrzenia i
uprzejmości, a Magnat postanowił dać najpierw powalczyć świeżemu
Szakalowi. Wrestlerzy znaleźli się już na ringu, sędzia dał więc sygnał
do ataku. Alvaro chyba nadal nie wiedział co się dzieje, bo dość szybko
doskoczył do niego Szakal i zaczynał sprzedawać mu kolejne punche. Dużo
ich nie było i Morena już padł na matę. Nie zakończyło to jednak jego
katuszy, dostawał kolejne ciosy nogą. W końcu Szakal przestał,
uznając, że taka zabawa nie licuje z jego godnością. Łysy mistrz
przespacerował się chwilę po ringu, rzucił parę groźnych spojrzeń w
kierunku rywali. W trakcie tej całej zabawy Alvaro zdążył już wstać i w
zwierzęcym szale rzucił się na zdziwionego Łysola. Kolejne mało
precyzyjne ciosy spadały na Szakala, ten jakby bał się oddać, ze
strachu przed zabiciem rywala. W końcu tak wpadli w narożnik, tam
wydawało się, że Szakal ma już opanowaną sytuację, jednak nagle za
jedną nogę chwycił go Josh, a za szyję Nekrophage. Szakal krzyknął
tylko, że to jest kurwa skandal i w tym momencie z impetem wpadł na
niego Alvaro Morena, miażdżąc byłego mistrza w narożniku. Nikt nie wie,
co to był za cios, bardziej wydaje się, że Urugwajczyk improwizował.
Akcja przyniosła jednak skutek, bo Szakal osunął się na matę ogłuszony,
Alvaro zaczął go kopać, a następnie, gdy rywal się powoli się podniósł,
wymierzył mu soczystego Clothesline'a! Następnie szybko podniósł rywala
i postanowił go odbić o liny, jednak Szakal wykorzystał sytuację i
pięknym skokiem, niczym pantera na sterydach, wyskoczył poza ring!
Tony Hogański – Mistrz jest zajebisty!
Jan Kowalski – Imponujący, to prawda.
Tony Hogański – Co ten Castro pieprzył? Że mistrz nie jest materiałem na main-eventera? Oczywiście, że jest! Popatrz na niego! Jaki żwawy!
Jan Kowalski – Jest dzisja bezlitosny!
Morena niezadowolony z tego co się stało odbił się o liny i wyskoczył
na Szakala z Suicide Divem! Obaj wrestlerzy padli poza ringiem.
Aktualna sytuacja - Szakal i Alvaro nie dają znaku życia, SR-Crazy
tłumaczy coś Dobremu Czechowi Honzie, który znajdował się poza ringiem
i prezentował fankom swój t-shirt z Krecikiem. Natomiast Nekrophage
zagaduje sędziego, a Josh wykorzystuje sytuację i zaczyna okładać
Szakala zaimprowizowanymi przedmiotami. Szakal cierpi, ale po
szlachecku i z dumą. Natomiast Szaleniec skończył opowiadać coś Dobremu
Czechowi Honzie i sam postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Skoczył na
ringu i wymierzył dwa chopsy zdziwionemu Nekrophage’owi. Następnie
szybko rozpędził się i powalił rywala Clotheslinem! Kolubryna zwana
Nekro-bekro padła i postanowił szybko wstać, to był jego błąd. SR-Crazy
wykorzystał swoje ustawienie i wykonał na rywalu Back Drop Suplex!
Nekrophage popełnił kolejny błąd, gdyż postanowił jeszcze raz wstać,
tym razem Crazy ruszył na niego z Enziguri! Smela krzyknął mu, że czas
wracać do domu, więc Crazy szybko wskoczył na narożnik i wykonał 5 Star
Frog Splash!
Tony Hogański – EWF World Champion też w formie.
Jan Kowalski – Być może faktycznie Felipe Castro się pomylił. Wierzę jednak, że kierowała nim troska o federację, a nie osobiste urazy.
Tony Hogański – Ty tak serio? A o rachunkach krzywd nie słyszałeś?
Jan Kowalski – Tak się mówi.
Tony Hogański – Chyba Broniewski do barmana tak mówił jak mu kasy zabrakło.
W tym samym czasie poza ringiem Szakal wziął się za siebie i zaczął
uzyskiwać przewagę nad swoimi przeciwnikami. Seria punchy w Alvaro
Morenę sprawiła, że ten osunął się na ziemię. Josh próbował coś zrobić,
jednak szybko został uziemiony Clotheslinem. Szakal postanowił
przycupnąć na chwile przy fanach, by złapać oddech, otrzeć pot z łysiny
i pokazać fanom, że nadal jest zajebisty. W tym czasie powoli Alvaro i
Josh zaczęli się zbierać w sobie, w końcu zbyt dużego oklepu nie
dostali. Szakal postanowił rzucić na nich wszystko co ma najlepsze,
czyli swoją łysinę. Ruszył więc ze Spearem i powalił obu przeciwników
na raz! Po tej akcji chłopcy musieli sobie chwilkę odpocząć, choć
pierwszy wstał oczywiście Szakal. Postanowił on podnieść swojego
przeciwnika, którym był Alvaro. Pamiętajmy, że to Łysy i Irlandczyk są
ciągle legalnymi zawodnikami. Następnie wykonał na Urugwajczyku DDT!
Gdy wstał, obejrzał się, a za nim czaił się już Josh. Jednak nim
Brennan zdołał wykorzystać efekt zaskoczenia, spadł na jego głowę
Nekrophage! Jak dowiadujemy się z powtórki, to Crazy widząc całą
sytuację postanowił wyrzucić swojego rywala za liny, pomagając tym
samym Szakalowi, który oczywiście pomocy nie potrzebował. W każdym
razie, Crazy lekko uchylił głowę, pozdrawiając swojego partnera słowami
szalom!
Tony Hogański – Szalom na Czerskiej!
Szakal podnosi Brennana i wrzuca go na ring, podobnie czyni z Alvaro
Moreną. Nekrogekona zostawia, bo się głupio nazywa. Josh wstał na równe
nogi, Szakal podniósł Morenę i sprawił, że panowie zmienili się. To się
nazywa koleżeńska pomoc! Łysy następnie dokonał zmiany z SR-Crazy'm. Aktualny
EWF World Champion rzucił się na Morenę atakując go serią mocnych
kopniaków w narożniku. Zaaplikował oponentowi całą serię mocarnych
ciosów oraz efektowne Enzuigiri. Po tej akcji Alvaro wypadł za ring,
lecz jego przeciwnik odbił się od lin wylatując na niego efektownym
Suicide Divem. Popularna akcja dzisiaj! Akcja powróciła do ringu, lecz
tam Morena odpowiedział niespodziewanie mocarnym Big Bootem. Zwaliło to
na nogi dożywotniego EWF TV Champa, Alvaro dokonał więc zmiany z
Nekrophagem, który stanął za linami. Ten wszedł pewny siebie między
liny jednak jego pierwszy cios został zablokowany i otrzymał jeszcze od
bardziej znanego przeciwnika Enzuigiri. Zmiana z Szakalem i ten nie
chciał długo czekać. Wykonał oponentowi bardzo mocny Clothesline i
kilka sekund później ponowił tą akcję. Do ringu wskoczył Brennan ale on
także wpadł na Clothesline i padł błyskawicznie na ziemię. Szakal nie
chciał zmniejszać tempa więc wymierzył klasyczny Suplex dla Phage'a
oraz Suicide Dive dla stojącego za ringiem Johna. Gdy legenda stała za
ringiem to wykorzystać chciał to Alvaro biorąc rozbieg pod Running Knee
z krawędzi ringu. Szakal sprytnie tego uniknął a następnie wymierzył
także Dżusif Olympic Slam za ringiem!
Tony Hogański – Legendarna syryjska akcja! Mistrz Szakal nauczył się jej w Damaszku!
Jan Kowalski – Tak, tak. Wszyscy pamiętamy galę w stanie konfliktu zbrojnego.
Tony Hogański – Wspaniała to była Wrestlepalooza, prawda?
Jan Kowalski – Z dzisiejszej perspektywy powiem, że to była decyzja nieodpowiedzialna. Kraven naraził nas wszystkich na niebezpieczeństwo.
Niesamowicie osłabił Morenę efekt tej syryjskiej akcji. Gdy dwukrotny
mistrz świata wrócił między liny to wpadł jednak na Big Boot w głowę od
Nekro, wrestler ten chciał kontynuować akcję więc wszedł na narożnik.
Niestety nie dał rady trafić z Diving Clotheslinem i sam po chwili
otrzymał efektywny German Suplex. Szakal dokonał zmiany z partnerem.
Ten wskoczył na trzecią linę wymierzając natychmiast Springboard
Dropkick, kilka sekund później dołożył też Hurricanrane dla Moreny i
Enzuigiri prosto w głowę Josha. Gdy cała trójka leżała na macie to
Crazy wziął rozbieg odbijając się od lin i dokładając im wszystkim
Springboard Moonsault. SR szykował się do zakończenia wymierzając Crazy
Slam dla Phage'a. Jednak gdy ten był już na barkach oponentach to
został uratowany przez Morene. Tym zajął się jednak Szakal, który
wykonał German Suplex dla zarówno Alvaro jak i Johna. Teraz dwójka ta
stała obok wstającego Nekrophage'a, ten pierwsze wpadł na kolejny Dżusif Olimpic
Slam od Szakala. Ten zaczął już świętować a w tym momencie aktualny EWF
World Champion dołożył dla pewności przeciwnikowi Ground Zero [Double
Ground DDT]!! Pin.....1........2.......3! (Zwycięzcami są: SR-Crazy & Szakal!)
Tony Hogański – Co za walka!
Jan Kowalski – Jakiś czas temu mówiłeś, że ta walka to parodia. Więc jak to jest?
Tony Hogański – Każde zwycięstwo mistrza Szakala mnie cieszy. Sama walka do obejrzenia i zapomnienia.
Szakal i Crazy świętują. Razem, ale jednak osobny i każdy po swojemu.
Crazy w towarzystwie Smeli, Dobrego Czecha Honzy i plakatu Krecika, a
Szakal sam ze swoją łysiną i delegacją pomorskich ludzi pracy, m.in.
stoczniowców, którzy na dzisiejszej gali byli bardzo aktywni.
Jan Kowalski – Być może Felipe Castro popełnia błąd. Szakal i Crazy prezentowali się naprawdę wyśmienicie, choć rywale raczej marni.
Tony Hogański – Jeszcze niedawno mówiłeś, że to talenty.
(Odwiedzamy zaplecze, bo to
bardzo urokliwe miejsce. W halach wynajmowanych przez EWF urządzane
jest zawsze miejsce, gdzie wywieszane zostają różne pamiątkowe zdjęcia,
archiwalne plakaty i wszelakie memorabilia z dawnych dni. Zawsze
znajdował się też specjalny kącik na galerię kolejnych EWF World
Champów. W Gdańsku jest podobnie, ale wygląda na to, że tradycja takich
małych izb pamięci zostaje chyba zlikwidowana. Funkcjonariusze GRU pod
czujnym okiem Bereniki Martinez i Felipe Castro demontują cały
pamiątkowy zestaw.)
Felipe Castro – Z życiem! Wszystko ma zniknąć!
Berenika Martinez – Ale właściwie dlaczego?
Felipe Castro – Miejsce
tych rzeczy jest na śmietniku historii. Nas nie interesuje przeszłość i
dawna martyrologia. Stawiamy na teraz, stawiamy na przyszłość.
Wspomnienia nie są nikomu do niczego potrzebne. Tylko przeszkadzają w
koncentracji.
Berenika Martinez – Osobiście zajmę się transportem tych rzeczy.
Felipe Castro – ... i ich utylizacją.
Berenika Martinez – Słucham? Mamy je zniszczyć? Nie złożymy ich do magazynów?
Felipe Castro – Na wieczne przechowanie? Po co? Te wszystkie pamiątki, automaty, felki... to już nikomu niepotrzebne. Zniszczyć wszystko.
Berenika Martinez – Tak jest!
Adoptowana córka Esmeraldy
Martinez oddala się. Próżni jednak nie będzie, bo jej miejsce zajmuje
Avon Tschorny, za którym smętnie kroczy Shaman.
Avon Tschorny – Zgodnie z życzeniem przyprowadziłem Shamana.
Felipe Castro – Ah Shaman! Legenda szamańskiego wrestlingu! Jak miło cię widzieć!
Shaman (nieufnie) – Jestem szamanem?
Felipe Castro – Tak, oczywiście!
Shaman – Na 100%?
Felipe Castro – Nawet na 135%.
Shaman – Uł yeeeeee!!!
Felipe Castro – Avon, przypierdol mu ryj.
Avon Tschorny (zaskoczony) – Co? Tak nagle? Dlaczego?
Felipe Castro – Ty tu nie jesteś od dyskutowania. Rób, co mówię.
Haitańczyk o polskim rodowodzie wymierza potężny cios pięścią w szamańską twarz. Biedny Shaman aż się zatoczył.
Felipe Castro – Czy
ty Shaman jakiś niedorozwinięty jesteś? Chyba tak. Czego nie
zrozumiałeś w instrukcjach, do walki o EWF Daemusin i Evolution titles,
co? Pasy miały być w unii personalnej od tej gali. Ty natomiast
przyznałeś jeden SeBie, a drugi Żubrowi.
Shaman – Uznałem, że tak będzie uczciwie.
Felipe Castro – Avon, uderz go znowu.
Avon uderza, robi to niechętnie, ale wykonuje polecenie swego szefa.
Felipe Castro – Wszystko
popsułeś. Nie ty tu jesteś od podejmowania samodzielnych decyzji. Po
pierwsze, jesteś sędzią. Po drugie, jesteś na to za głupi. Jeszcze
jeden taki wyskok, a żegnasz się z robotą. Zrozumiano?
Shaman (smutnym głosem) – Zrozumiano. Czy jestem szamanem?
Felipe Castro – Nie,
nie jesteś, nigdy nie byłeś i nigdy nie będziesz. Avon, przypierdol mu
na do widzenia. Tylko mocno, bo widziałem, że za drugim razem nie
starałeś się.
(Shaman otrzymuje kolejny cios. To zbyt wstrząsające by dłużej na to patrzeć. Wracajmy więc na ring.)
Tony Hogański – Jak można tak Shamana traktować? Jak?
Jan Kowalski – Co by tu nie mówić, Felipe Castro ma trochę racji. Shaman jako sędzia zachował się nieodpowiedzialnie.
Tony Hogański – Czy Castro ma na ciebie jakiegoś haka? Co ci się stało, że go tak bronisz?
Jan Kowalski (mamrocząc) – To wszystko dla dobra EWF, Tony. Dla dobra EWF...
(Tym razem, naszym oczom
ukazuje się dzielny reporter - Mariusz Max Kolanko, który w
towarzystwie kamerzysty przemierza korytarze gdańskiej hali, w
poszukiwaniu jakichś niecodziennych wydarzeń. Na razie takowych brak,
ale są perspektywy, bo oto Max w jednej z uliczek zauważa płatki róż -
setki tysięcy płatków róż rozsypanych na podłodze. Reporter oczywiście
postanawia podążyć ich tropem, idzie tak kilka metrów aż w końcu
dochodzi do jakiegoś pomieszczenia. Drzwi są otwarte, pukać nie trzeba,
więc wchodzi do środka.)
Mariusz Max Kolanko – Co do...
Wtem drzwi do pomieszczenia
się zamykają i wyskakuje zza nich… Maxi Master Mistrz z pudełkiem
czekoladek w rękach! Mariusz Max Kolanko doświadczony wcześniejszymi,
niezbyt przyjemnymi doświadczeniami z tym osobnikiem, zaczyna się
wycofywać, ale nie za bardzo ma gdzie, no bo okien brak, drzwi
zablokowane, ściany solidne.
Mariusz Max Kolanko – Pułapka! Pomocy! Pali się, pali się!
MaxiMasterMistrz – Oj, oj, cicho, nie krzycz Max.
Mariusz Max Kolanko – Znowu chcesz mnie bić ty, ty, barbarzyńco? Reportera chcesz bić? Zamach na wolne dziennikarstwo robić?
MaxiMasterMistrz – Nie no, zobacz co mam! (Pokazuje pudełko czekoladek, w kształcie serca.) To dla ciebie, w ramach przeprosin za dawniej wyrządzone krzywdy.
Mariusz Max Kolanko (lekko się uspokaja) – Skoro tak... (Odbiera pudełko czekoladek.) Ale tu są tylko czekoladki marcepanowe.
MaxiMasterMistrz – To co, złe?
Mariusz Max Kolanko – Nie,
same w sobie nie są złe, ale dlaczego tylko marcepanowe? Nie było
takich z różnymi nadzieniami? Miętowe, orzechowe, karmelowe,
adwokatowe...
MaxiMasterMistrz – Nie, nie było. Zamiast marudzić, lepiej zrób ze mną ciekawy wywiad.
Mariusz Max Kolanko (stanowczo) – Nie.
MaxiMasterMistrz – Jak to nie?
Mariusz Max Kolanko – Normalnie, nie. Jedne marcepanowe czekoladki, nie załatwią sprawy.
MaxiMasterMistrz – Ale
przecież... Ja powróciłem do EWF! Byłem w Afryce, cierpiałem katusze,
pracowałem w kopalni! Wyrwałem się z murzyńskiej niewoli, zasługuję na
wywiad!
Mariuszowi pierwszy strach już
najwyraźniej przeszedł, bo nie szuka on alternatywnych dróg ucieczki,
tylko po prostu kieruje się do drzwi.
Mariusz Max Kolanko – Teraz
takich co wrócili z Afryki to ja mam na pęczki, żadne to osiągnięcie, a
tym bardziej materiał na ciekawy wywiad. Sorry Maxi! (Poklepuje zawodnika po ramieniu.) Wyrwanie się z murzyńskiej niewoli jest już passe.
MaxiMasterMistrz – Czyli nie? Wywiadu dzisiaj nie będzie?
Mariusz Max Kolanko – Ani dzisiaj, ani jutro, ani nigdy.
(Po tych stanowczych słowach
Mariusz omija zawodnika, otwiera drzwi i opuszcza pomieszczenie,
zostawiając smutnego Maxiego bez wywiadu i bez towarzystwa.)
Tony Hogański – Mariusz Max jaki hardy. To pewnie dlatego, że podobnie jak ty szybko przystanął do Felipe Castro.
Jan Kowalski – Okazał się realistą, a nie romantykiem. To się ceni, tak się buduje przyszłość polskiego wrestlingu.
Tony Hogański – Na kłamstwie i zdradzie żadnej przyszłości tu nie zbudujecie. Wasz koniec przyjdzie szybciej niż się tego spodziewacie.
Jan Kowalski – Dlaczego nasz? Ja nawet nie należę do kręgów władzy!
Tony Hogański – Jesteś
ich tubą propagandową, przekaźnikiem medialnym, a więc jednym z nich.
Odpowiadasz za to wszystko. Za niszczenie historii EWF, wywalanie na
śmietnik naszego dorobku, prześladowania legend, bicie Shamana. To
wszystko wasze grzechy.
(Na korytarzu spotkać można wiele ciekawych osobistości.
Jedną z nich jest Vaclav, który przez własne lenistwo jest dzisiaj mało
aktywny. Siedzi w swojej szatni, pije piwo i mówi, że kiedyś z niej
wyjdzie, że tuż tuż, a najchętniej to wyszedłby na walkę z
piętnastominutowym opóźnieniem. W jego kniejach i dąbrowach chyba
zabrakło piwa, bo zdecydował się je opuścić. Na korytarzu spotkał
Chiaki i Mitsuko. Te nie były raczej zadowolone ze spotkania i
próbowały wyminąć Wroga Ludu. Bezskutecznie.)
Vaclav – O! Japońskie panienki! (Wykonuje dwuznaczne gesty.) Chcecie napić się vaclavowskiego piwka?
Chiaki – Nie, nie bardzo.
Vaclav – Dlaczego? Smaczne, zdrowe i życiodajne. Setki zadowolonych klientek to potwierdzą.
Mitsuko – Spierdalaj.
Vaclav – O jaka harda i jak po polsku dobrze potrafi. Tu niedaleko jest moja szatnia. Może wpadniecie?
Mitsuko – Nie rozumiesz słowa „nie"?
Vaclav – Nie wiesz, że kobiece „nie" znaczy tak naprawdę „tak"?
Mitsuko – Ale...
Vaclav – Żadne tam ale!
Mecenas Ekstremy przyciąga do
siebie Mitsuko i próbuje polizać ją po policzku, ale w tym momencie
odzywa się jego telefon komórkowy. Melodia jak zawsze związana jest z piwem.
Mitsuko – Gdybym miała siekierę to nie miałbyś już nie tylko tego obrzydliwego języka, ale i rąk.
Chiaki – A ja wydrapałabym ci oczy!
Vaclav – A gdybym ja nie miał spodni, a zresztą, zamknijcie się kurwa! (Trwa rozmowa przez telefon.) Halo? Filip? No i po co to zrobiłeś? Na cholerę dzwonisz? Ja tu właśnie panienki bałamucę.
Chiaki i Mitsuko zwietrzyły swoją okazję i już się oddaliły.
Vaclav – Serio? Dlaczego akurat z nim? (Do Chiaki i Mitsuko, które widać jeszcze na horyzoncie.)
Czekajcie! Powiedzcie Crazy'emu, że jego dni jako EWF World Champa są
już policzone! Swojemu Japońcowi przekażcie, że jako, że jest kumplem
tego pokurcza, to wpierdol też ma zapewniony. Trzeba sobie lepiej
przyjaciół dobierać!
Mitsuko (z oddali) – Spierdalaj!
Vaclav – Lubię takie niedostępne. Z Nabeshimą zobaczę się nawet szybciej niż się można tego spodziewać. (Wraca do rozmowy.) Halo Filip? No co tam jeszcze nowego?
(Tego się już raczej nie dowiemy, bo wracamy na ring.)
Tony Hogański – On jest obrzydliwy.
Jan Kowalski – Vaclav to Vaclav. Wszyscy wiemy jaki on jest.
Tony Hogański – Według Felipe Castro to on ma być twarzą federacji i głównym pretendentem do World title?
Jan Kowalski – Na to wygląda.
Tony Hogański – Biedne EWF.
(W
szatni zwolenników Romana Dmowskiego świętowanie trwa w najlepsze. Co
niby mają robić? Dla nich gala skończona, a pas wygrany, więc jest
okazja by się zabawić.)
Żubr – A teraz wlejemy w siebie staropolski miód pitny!
Michał – Dawaj!
Andrzej – Jedziemy! Jak husaria!
Husarską atmosferę przerywa pojawienie się Indianki o imieniu Mia.
Mia – Żubrze, szukam sprawiedliwości.
Żubr – A kto jej nie szuka? Wszyscy szukamy.
Mia – Wiesz dlaczego do ciebie przychodzę, prawda?
Żubr – Chodzi o Chickasawa?
Mia – Tak,
o Jimmy'ego. Szukam zemsty. Zemsty na Jazzowskim, zemsty na Felipe
Castro i na całym Boko Haram. Franko nie chciał albo nie umiał mi pomóc.
Żubr – Nie chciał?
Mia – Afryka go zmieniła. Stał się kunktatorem. On się chyba nawet boi zemsty.
Żubr – Boi?
Mia – Nie
w sensie dosłownym, ale nie chce załatwić tego po męsku, honorowo,
czyli po prostu wpierdolić im i to wszystko. Niech zapłacą za swoje
zbrodnie. Niech odpowiedzą za to, co zrobili Jimmy'emu, ale nie tylko
jemu. Wszystkim nam, których Boko Haram wzięło w jasyr do Afryki i
zmuszało do niewolniczej pracy. Muszą za to odpowiedzieć. Tu i teraz,
jak najszybciej, a nie kiedyś tam. Franko chce wyczekiwać dogodnego
momentu, tworzyć atmosferę grozy i niepewności.
Żubr – Może mieć rację.
Mia – Dupa
tam, a nie groza. Jazzowski i Castro wcale się nie boją, oni się z nas
śmieją! Upokorzyli nas na Kwietniowej Anarchii VII, upokorzyli nas w
Afryce, a wy z Franko na czele udajcie, że nic się nie stało! Jeśli nic z tym nie zrobicie, to upokorzą was po raz kolejny!
Żubr – To nie tak. To wcale tak nie jest.
Mia – A jak? Pomścisz Jimmy'ego?
Zapada cisza.
Mia – Wymierzysz karę za Afrykę?
Żubr (poważnym głosem) – Tak.
Andrzej – Nie bój żaby. Jak Żubr coś mówi, to tak będzie.
Mia – Co to znaczy? Moja polszczyzna nie jest perfekcyjna.
Żubr – Don't be afraid of the frog.
Mia – Aha.
(Koniec rozmowy, czyli czas wracać na ring.)
Tony Hogański – Żubr da radę. Z nim można konie kraść.
Jan Kowalski – Nowe EWF nie popiera złodziejstwa.
Tony Hogański – Ty tak na poważnie Janku?
Jan Kowalski – Nie, tak sobie z ciebie żartuję.
(Jesteśmy na zapleczu, gdzie
jest też Vesna Obrenowić, a wraz z nią Bane. Co to oznacza? Chyba tylko
jedno, czas na wywiad! Dzielne akcje reporterów EWF są zawsze
natchnieniem dla wszystkich fanów wolnego i niezależnego
dziennikarstwa.)
Vesna Obrenowić – Bane, wracasz do EWF i od razu main-event. Gratulacje!
Bane – Bla,
bla, bla. Nie trzeba mi niczego gratulować. To naturalna kolej rzeczy i
nikt przy zdrowych zmysłach nie powie już, że jestem za słaby na
main-event. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie też wątpił w moją
zajebistość. W EWF nie było jeszcze zawodnika, który tak szybko
zrobiłby taką karierę.
Vesna Obrenowić – A Scyther?
Bane – Zamknij
się laleczko, ja teraz mówię. Psujesz mi narrację. Jestem dowodem na
to, że to całe pierdolenie, że w EWF nie da się zrobić kariery, że jest
szklany sufit, którego żaden młodzik nie przebije, albo że trzeba mieć
plecy w szatni, kumplować się z kim trzeba lub pić z kim trzeba, to
tylko takie gadania ludzi, którzy okazali się za słabi na ten biznes.
Nie wytrzymali presji, nie mieli wystarczających umiejętności, zabrakło
im charyzmy. Zjebali sprawę, więc musieli znaleźć winnego. Winnym było
EWF. A tak nie jest. Można wszystko, wystarczy nie być leniwcem albo
być po prostu tak zajebistym jak ja jestem. Wyrzuciłem z EWF Psycho,
jedną z największych legend polskiego wrestlingu. Skomlał przy mnie jak
pies, jak suka. Nie udało mi się przełożyć tego na większy sukces, bo
przyszedł nieszczęśliwy uraz. Teraz jednak wróciłem.
Vesna Obrenowić – EWF ma stawiać na młodość pod rządami Felipe Castro.
Bane – Gówno mnie to obchodzi na kogo będzie stawiać, bylebym był to ja.
Vesna Obrenowić – No
to jesteś w main-evencie dzisiejszej gali. Wprawdzie prezydent Castro
usunął z niego dyscyplinarnie Szakala i Crazy'ego, ale...
Bane – Mógłby nawet usunąć brodę pedofilowi-Mahometowi, bylebym to ja został w main-evencie i wkrótce walczył o EWF World title.
Vesna Obrenowić – Ambitne słowa jak na kogoś, kto do tej pory posiadał jedynie Daemusin title.
Bane – Te
drabinki w zdobywaniu podrzędnych pasów są dla frajerów. Skoro już
teraz jestem tak dobry, to po jaką cholerę mam walczyć z miernotami?
Niepotrzebne mi jakieś marne pasy. Ja po prostu omijam stany pośrednie.
Interesuje mnie tylko EWF World title.
Vesna Obrenowić – Dziękuję za wywiad.
Bane – Jak masz czas to po gali możesz wpaść do mnie do szatni.
(My na to czasu nie mamy, bo po prostu przenosimy się na powrót na komentatorskie łono.)
Jan Kowalski – Dobrze, że Bane powrócił. Przyda się w EWF.
Tony Hogański – Gadać potrafi, ale zobaczymy w jakiej jest formie.
Jan Kowalski – Main-event już niedługo.
Tony Hogański – Co to za main-event? Trzech gości kontra jeden Japończyk.
Jan Kowalski – Nie wiem. Zobaczymy, co z tego będzie.
(Jesteśmy w centrum dowodzenia
GRU. Na korytarzu leżą usunięte pamiątki dawnego reżimu, czyli m.in.
aresztowany Automat z Felkocolą, zdjęcia, obrazy, plakaty i różnego
rodzaju wspomnieniowe precjoza. Pojawia się tam Franko, który
bezceremonialnie przechodzi korytarzem, mija funkcjonariuszy dyżurnych
GRU i adiutanturę i bezceremonialne wkracza do biura najwyższego
kierownictwa. Jest ono proste i skromne, bo taki był Ponury Grabarz,
wieloletni szef GRU. Tam zastaje Berenikę Martinez, która akurat
czarnym lakierem maluje sobie paznokcie.)
Berenika Martinez (uśmiechnięta) – Franko! Jakże się cieszę! W czym mogę ci pomóc?
Franko – Ja też się cieszę.
Berenika Martinez – Naprawdę?
Franko – Nie.
Berenika Martinez (natychmiast spoważniała) – To cóż cię do mnie sprowadza?
Franko – Nie
mam wiele czasu, bo niedługo czeka mnie walka. Chciałem ci jedynie
powiedzieć, że trafiłaś na listę moich wrogów. Może nie jesteś tam tak
wysoko jak Nas Jazzowski czy Felipe Castro, ale jednak. Pomogłaś im w
zniszczeniu EWF na Kwietniowej Anarchii VII, a tego ci nie daruję.
Berenika Martinez – Bidam na przykład nie traktuje mnie jak wroga.
Franko – Bidam
to Bidam. On gdyby tylko naszłaby go taka ochota, to poderżnąłby ci
gardło. To, że akurat teraz nie chce tego zrobić, to tylko twoje
szczęście.
Berenika Martinez – Umiem
sobie wyobrazić scenę w której Bidam podrzyna mi gardło, a ja robię to
samo. Razem leżymy na sobie i wykrwawiamy się na śmierć. Wspólnie...
Franko – Dziwna
jesteś, tak jak on. Do tego zawsze miałaś bujną wyobraźnię. Do
zobaczenia, choć lepiej dla ciebie by do naszego następnego spotkania
zbyt szybko nie doszło.
Rzeźnik odwraca się i już chce wyjść, gdy szefowa GRU odzywa się jeszcze.
Berenika Martinez – Franko?
Franko – Tak?
Z kieszeni skórzanej kurtki
wyciągnęła japoński pistolet, celuje we Franko i strzela. Wszystko to
trwało ułamek sekundy, na szczęście jednak pistolet nie był naładowany.
Berenika Martinez – Z wzajemnością Franko, z wzajemnością.
(Rzeźnik opuszcza szatnię, a my razem z nim. Powrót na ring.)
Jan Kowalski – Franko gotowy na main-event?
Tony Hogański – Czy gotowy to nie wiem, ale lista jego wrogów na pewno rośnie.
Jan Kowalski – Zemsta jest ślepa. Zemsta nie jest rozwiązaniem. Trzeba okazać miłosierdzie.
Tony Hogański – Pogadaj sobie lepiej z papieżem Franciszkiem.
(Znajdujemy się poza halą, ale
jeszcze na terenie całego kompleksu sportowo-rekreacyjnego. Niedaleko
widać grilla, na którym Pan Wojtek przygotowuje kiełbaski. W rogu stoi
stary telewizor z lat dziewięćdziesiątych, gdzie właśnie puszczana jest
Wrtestlepalooza. Na ławeczce przed halą siedzą sobie Kraven, Szakal i
SR-Crazy. Pierwszy trzyma w ręku butelkę wódki zamaskowaną w papierowej
torbie, drugi kubek kawy, a trzeci kieliszek wina. Tak sobie siedzą.)
Szakal – Chcą nas stłamsić kurwa.
SR-Crazy – Nie
chcą, a Felipe Castro chce. Tu nie ma liczby mnogiej. Wystawia nam
rachunek za swoje rzekome krzywdy. Ja mu nawet nic nie zrobiłem! Nie
znam gościa!
Szakal – Ty przynajmniej jesteś EWF World Champem. Dopóki masz kurwa ten pas, nie będzie ci źle. Ale my kurwa? Nie, Kraven?
Rosjanin milczy.
Szakal – Po co wróciłeś? Przecież tyle lat nie walczyłeś.
Kraven – Bo chciałem.
SR-Crazy – Przecież
Castro będzie cię prześladował i terroryzował najbardziej. Na nic ci
nie pozwoli. Będzie cię kurwa dyskryminował jak amerykański
południowiec swoich murzynów na plantacji. Znam to, bo sam dorobiłem się własnych całkiem niedawno.
Kraven – Lepiej być wewnątrz EWF niż na zewnątrz.
Szakal – Wiesz
kurwa, w zasadzie to o tym samym myślałem. Mogłem senatorować i
spokojnie przygotowywać się do wyborów, ale nie kurwa. Tego Felipe
trzeba się stąd pozbyć.
SR-Crazy – Nie będzie to łatwe.
Szakal – Życie nie jest kurwa łatwe.
(Panowie wracają do dumania i
picia, a Pan Wojtek zapewnia ich szybko, że kiełbaski już dochodzą.
Wracamy na ring, bo tam niedługo rozpocznie się prawdziwa akcja.)
Jan Kowalski – Siedzą jak takie dziady. Jak emeryci na działce.
Tony Hogański – Mówisz o legendach.
Jan Kowalski – Knują jeszcze jakieś spiski. Tu się już nic nie zmieni! System jest zabetonowany. Felipe Castro dzierży władzę hardo i twardo.
Tony Hogański – Przekonamy się. Nie będzie to łatwe, ale zmiana jest możliwa. Wtedy to my wystawimy mu nasze rachunki krzywd.
Jan Kowalski – Dotarliśmy do main-eventu. Mam już najświeższe informacje od pana prezydenta. Składy zostały zmodyfikowane.
Tony Hogański – W jaki sposób?
Jan Kowalski – Vaclav i Yoshihito Nabeshima kontra Franko i Bane.
Tony Hogański – Interesujący układ sił.
Jan Kowalski – Zapraszamy! Main-event!
Yoshihito Nabeshima & Vaclav vs Franko & Bane
Zaczyna
grać „Sad Romance” – Thao Nguyena Xanha. Przy tej smutnej muzyce na
arenę wychodzi Yoshihito Nabeshima. Sam nie wygląda na smutnego, raczej
na zadumanego i lekko melancholijnego. Cóż, usunęli mu najlepszego
kompana z walki, a zamiast niego dostał Vaclava, który zaledwie
kilkadziesiąt minut temu próbował mu żonę i koleżankę zbałamucić.
Nabeshima spokojnie wchodzi na ring, gdzie chce przywitać się z sędzią,
ale żadnego arbitra tam nie ma. Dziwna sprawa.
Następna muzyka to rzecz jasna
„Walk” Pantery, co sprawia, że cała hala wypełnia się wręcz niemożliwym
do opisania heel heatem. Na ring wychodzi najgorsza kreatura
współczesnego polskiego wrestlingu - Vaclav. Mecenas Ekstremy ma
wyraźnie wszystko w dupie, a w siebie wlewa ostatnie krople Perły.
Spokojnie dociera na ring, gdzie spogląda pogardliwie na swojego
japońskiego partnera.
Uderzenie muzyczne jest znów
konkretne, bo rozbrzmiewa „Anvil Of Crom” Basila Poledourisa. Co to
oznacza? Ano to, że heel heat zmienia się w wybuch wielkiej radości.
Pod FeliXtronem pojawia się Franko. Rzeźnik spokojnie zmierza w stronę
ringu, przybija piątki niektórym członkom Rzeźników zza fal, a także
podpisuje się na gołych brzuchach Franko Girls. Na ringu rozpoczyna
krótką rozgrzewkę.
Rozbrzmiewa głośne „Perfect
Insanity” w wykonaniu Disturbed. Radość zmienia się w nienawiść, gdy na
arenie melduje się Bane. W międzyczasie zgasły światła, pulsuje coś
niebieskiego. Wygląda to na standardowe wyjście Syna Anarchii. Ten
spokojnym, wyluzowanym krokiem dociera na ring. Widać, że ma wszystko w
dupie.
Jan Kowalski – No dobrze. Wszyscy są już na ringu, ale nie ma sędziego!
Tony Hogański – Gdzie Bryndza? Gdzie Grudziński? Kto sędziuje?
Jan Kowalski – Nie mam pojęcia.
Wszyscy wrestlerzy znajdują
się już na ringu, oznacza to, że sędzia może dać znak do rozpoczęcia
walki. No, ale sędziego nie ma. Z głośników rozbrzmiewa nagle Limp
Bizkit i „My Way"! Czy to SR-Crazy? Nie! Pod FeliXtronem pojawia się
jego druh, Smela w stroju sędziego. Towarzyszy mu Dobry Czech Honza, a
melodia płynnie przechodzi w muzykę z "Denvera, ostatniego dinozaura".
Smela wchodzi na ring. Czech natomiast, niczym Chińczyk, lata wszędzie
z pałką do robienia sobie samojebek i już chyba zdążył sobie fotkę
walnąć z wszystkimi, łącznie z Tonym Hogańskim.
Tony Hogański – Jaki fajny pepik!
Jan Kowalski – Tony, to obraźliwe określenie. Nie możesz nazywać go normalnie, Czechem?
Tony Hogański – Mogę, ale nie chcę.
Po wejściu na ring, zaanonsowaniu się, przedstawieniu zasad wrestlerom,
Smela dał sygnał do rozpoczęcia walki. Dobry Czech Honza pozostał poza
ringiem. Chyba robi relację dla jakiegoś czeskiego portalu
wrestlingowego o nazwie Attitude.cz czy jakoś tak. Pierwsi na ringu
ruszyli Yoshi i Bane. Ten drugi postanowił szybko zaatakować rywala, co
mu się nawet udało. Na Japończyka spadły kolejne punche, widać chłopina
zamyślił się na tematy związane z cierpieniem, to i teraz sam musi
przeżywać katuszę. Po kolejnych ciosach, chopsach i podobnych punchach,
Bane powalił Nabeshime potężnym Clotheslinem. Yoshi szybko wstał,
jednak znowu otrzymał clothesline. Japończyk jednak nie dawał za
wygraną i znowu się podniósł, ironicznie się uśmiechając do swojego
rywala. Zdenerwowany Bane ruszył na Nabeshime, co spowodowało, że obaj
rywale wdali się w dość chaotyczny brawl. W którym przewagę zaczął
zdobywać Yoshi, w końcu wpadł on razem ze swoim przeciwnikiem w
narożnik ringu i tam zaczął okładać puchami, a później wymierzył
rywalowi kilka soczystych chopsów. Następnie zaczął niemiłosiernie
okopywać Bane, przez co ten osunął się w narożniku. Nabeshima
wykorzystał okazję, rozpędził się i uderzył swojego rywala kolanem w
twarz! Bane cierpi, natomiast Yoshihito Nabeshima uśmiechnął się lekko
i zaczął coś mówić do sędziego.
Tony Hogański – Co oni sobie za pogawędki urządzają?
Jan Kowalski – Pewnie o czymś ważnym.
Tony Hogański – Tu się walczy, a nie gada.
Jan Kowalski – Tak, EWF wreszcie stawia na wrestling. Cieszę się, że dostrzegłeś ducha przemian i idziesz razem z nami.
Yoshihito z japońskim uśmiechem na ustach podszedł do Bane'a, chwycił
go i podnieść pobitego Bane, po czym wykonuje mu Neckbreakera. Znów go
podnosi i tym razem uderza z Chestbreakeram. Yoshi ponownie wdaje się w
dyskusję ze Smelą na temat wyższości kultury japońskiej, nad
barbarzyńcami z Mandżurii. To lekkomyślne zachowanie wykorzystuje Bane,
który dość szybko zregenerował siły i zaatakował od tyły Yoshiego z
German Suplexem! Wrestlerzy padli na matę, złapali kilka oddechów i
powoli się podnoszą. Więcej sił ma Yoshihito, jednak Bane mimo
otrzymania kilku ciosów, nadal wygląda dość dobrze. Bane postanowił
szybko ruszyć w kierunku partnera, Nabeshima rzucił się za nim i już
prawie chwycił rywala, jednak ten, niczym szybkonogi Achilles dopadł do
Franko i zamienił się z partnerem. Japoński książę nie zdążył nawet
zareagować, bo już dostał Clothesline'a i padł na matę. Franko
beznamiętnie, czyli jak zawsze, zaczął kopać leżącego rywala, robiąc
wszystko by zadać mu cierpienie, którego Japończyk tak pragnie.
Następnie podnosi swojego przeciwnika i wykonuje mu Belly to Belly
Suplex. Franko kładzie się na Nabeshimie, a Smela, co dziwne, bo to
przecież kolega kolegi, dość szybko zaczyna liczyć!
Pin....1.....2.....kick out!
Jan Kowalski – Uczciwy sędzia. To się ceni.
Tony Hogański – Ten Smela to weteran. On debiutował w PCW w 2000 roku!
Jan Kowalski – Uczciwy weteran, któż mógłby przypuszczać.
Tony Hogański – Może tobie lobotomię zrobili? Albo wiem! (Przerażony.) Podmienili! Nie jesteś prawdziwym Jankiem, tylko bliźniakiem. Albo to Rokossowski tu w masce siedzi! (Potrząsa energicznie Kowalskim.) Wyskakuj komuchu! Oddajcie Janka!
Jan Kowalski – Tony, to ja! Naprawdę!
Tony Hogański – Nie wierzę. Prawdziwy Janek taki nie był!
Franko nie przejął się zbytnio wykopem swojego przeciwnika, widać było
to wkalkulowane w tą akcje. Franko znów okopuje swego rywala...
Nabeshima cierpi, jak Yukio Mishima by cierpiał, gdyby zobaczył kulturę
kawaii w Japonii. Franko podnosi swego skośnookiego przeciwnika i
wykonuje na nim Fame Asser, a następnie znów okopuje rywala... wymierza
mu całą serię brutalnych kopnięć w różne części ciała, głowa, ręce,
nogi, plecy brzuch. Wszystko to zostaje dotknięte karcącą nogą Rzeźnika
. Franko uśmiecha się patrząc, na leżącego bez życia przeciwnika.
Następnie postanawia go podnieść i wrzuca go w narożnik i rusza od razu
za nim by przygnieść go Splashem!! Japoński książę z krwi Fujiwarów
pada na matę jak chochla. Chochle są fajne, nie? A lepiej jeśli ma
kompatybilnego z nią kociołka! W następnej kolejności podnosi swego
rywala i rzuca go o liny, Japończyk zatrzymuje się na nich i zmęczony
patrzy na to co wymyśli przeciwnik. Franko nie próżnuje i biegnie w
kierunku Nabeshimy. Japończyk ostatkiem sił uchyla się, przez co
Rzeźnik wypada za ring. Yoshihito próbuje złapać oddech. Natomiast
Franko pokazuje swoim fanom, że wszystko z nim ok, gdyż twarz
zaabsorbowała siłę upadku. Franko spróbował za nogi ściągnąć
japońskiego księga poza ring, jednak ten żwawo wymachiwał nogami, przez
co nie udała mu się ta sztuka. To chyba japońska szkoła wywijania
nogami!
Tony Hogański – W Japonii można nauczyć się wielu zajebistych rzeczy. Efektowne wywijanie nogami to jedna z nich.
Jan Kowalski – Amen.
Rzeźnik uznał więc, że musi wejść na ring. Zanim jednak udało mu się
tam wdrapać, Nabeshima zamienił się miejscami z Mecenasem Ekstremy. W
tym czasie Smela postanowił sobie zrobić przerwę i usiadł przy stoliku
komentatorskim, popijając kawę.
Smela (zakładając słuchawki) – Dobry wieczór.
Jan Kowalski – Panie sędzio, pan walkę powinien sędziować.
Smela (popijając spokojnie kawę) – Walka nie ucieknie. Oni nie są zbyt żwawi.
Tony Hogański – Dobra postawa.
Franko rusza w kierunku Vaclava i wymierza mu kilka punchów. Wdają się
oni w regularny brawl, trudno powiedzieć, by któryś z zawodników zdobył
przewagę. Jednak w końcu to Franko wymierza jeden mocniejszy cios i
Vaclav na chwilę osuwa się na matę. Rzeźnik szybko rusza z kopniakami,
jednak Vaclav całkiem nieźle je blokuje, jak na kogoś kto przyklękuje.
Franko odsuwa się na chwilę i Vaclav z uśmiechem wstaje. Rzeźnik znowu
rusza na rywala, tym razem z Clotheslinem. Vaclav uchyla się jednak,
Franko trafia w liny. Zanim zdążył się zorientować co się dzieje, już
jest przy nim Vaclav, który zaczyna go uderzać chopsami, a następnie
uderza Clotheslinem. Franko szybko wstaje, jednak od razu dostaje
Spinning heel kick! Rzeźnik się nie poddaje i znowu próbuje się
podnieść i kolejny raz dostaje Spinning heel kick! Vaclav podnosi
swojego rywala i wrzuca go w przeciwległy narożnik, przy który
stoi Bane. Następnie Vaclav biegnie w kierunku znajdującego się już w
narożniku Rzeźnika, jednak w ostatniej chwili, zamiast wymierzyć cios
Franko, uderza w Bane, który pod wpływem siły spada z ringu.
Smela – Nieźle spada.
Jan Kowalski – Panie sędzio, doprawdy.
Smela (popijając spokojnie kawę) – Czego pan chce, panie Janku?
Tony Hogański – To nie jest prawdziwy Janek. To Rokossowski w przebraniu.
Vaclav z radością pije piwo w ringu, czy to legalne? Takie picie w
pracy? Franko wygrzebał się z narożnika i podszedł do Vaclava, ten
zareagował jedynie plując obrzydliwym Beer mistem w kierunku twarzy
rywala. Franko mimo pewnego obrzydzenia, szybko orientuje się w tym co
się stało i kopie rywala w podbrzusze i wykonuje pięknego Cuttera. Obaj
zawodnicy leżą, Franko jednak szybciej się podnosi i gdy jego rywal
próbuje uczynić to samo wykonuje na nim German Suplexa! Vaclav pada na
matę, siła uderzenia była taka, że wylądował obok Yoshihito Nabeshimy.
Skorzystał z okazji i szybko zmienił się z partnerem. Nabeshima z werwą
wpadł na ring, ale równie szybko upadł na niego pod wpływem Superkicka!
Franko najwyraźniej uznał, że nie ma co tu dalej robić i zmienił się z
Bane’m. Syn Anarchii nie próżnuje i od razu zalewa swojego rywala
kolejnymi ciosami, uderzając a to z lewej, a to z prawej. Następnie,
gdy ten osuwa się na ziemię okopuje go swoimi uzdolnionymi nogami.
Następnie podnosi rywala i wykonuje Devil Lock DDT! Bane, kładzie się
na rywalu celem jego odliczenia, ale zanim pijący kawę sędzia
zorientował się co się dzieje, Vaclav zrzucił swojego przeciwnika z
japońskiego towarzysza. Rzeźnicy zza fal, siedzący tuż za stolikiem
komentatorskim, mają wyraźne pretensje do Smeli.
Smela (zdejmując słuchawki) – Dobra, dobra. Już idę. Co za dzicz.
Jan Kowalski – Brawo! Prawidłowa decyzja.
Vaclav szybko opuszcza ring. Być może zabrakło mu Perły i chce poszukać
świeżej dostawy. Natomiast Bane widząc, że rywal się podnosi wykonuje
Swinging Reverse STO! Yoshihito cierpi, natomiast Bane krzyczy do
Szaleńca by wrócił na ring. Ten powoli to czyni. Bane coś pokazuje
Franko. Franko coś mówi sędziemu Smeli. Raczej nie narzeka, to nie w
jego stylu, on jest zawsze spokojny, zawsze wyważony, to całkowite
przeciwieństwo rozchwianego emocjonalnie Jazzowskiego. Bane czeka aż
książę z rodu Fujiwarów wstaje, Nabeshima powoli się podnosi, dochodzi
do zwarcia między zawodnikami! Szarpią się, ale się szarpią!
Szamotanina trwa w najlepsze, no ale kiedyś musi się skończyć!
Nabeshima próbował wykonać na swoim rywalu jakąś japońską akcję, ale mu
się to całkowicie nie udało. Jego plan chyba spalił na panewce, bo
zamiast osiągnąć przewagę, to on oberwał Blast of Anarchy [Rock
Bottom]! Vaclav już rwał się do tego by wbiec na ring, jednak jak z
podziemi zanim wyrósł Franko, który ściągnął go z ringu tylko po to by
wykonać na nim Triangle Choke! Bane kładzie się na Yoshihito
Nabeshimie, a znudzony Smela odlicza równo, sztywno i wyraźnie!
Pin....1.....2....przerywa Vaclav! Jak mu się udało tak szybko otrząsnąć się po ciosie i wrócić na ring? No jak?
Jan Kowalski – Vaclav to jednak bardzo dobry wrestler. Jeden z najwybitniejszych.
Tony Hogański – Castro rozpisuje ci, co masz gadać?
Jan Kowalski – Nie. Jestem niezależnym komentatorem.
Tony Hogański – Akurat.
Vaclav jest pełen energii! Ale ma w sobie sił! Między Mecenasem
Ekstremy a Bane'm zaczyna się ostry brawl. Trudno z początku było
przewidzieć, któż też okaże się lepszy, jednak już po kilku chwilach
widać, że stroną przeważającą jest Wróg Ludu. Wymierza on rywalowi
kilka potężnych kopniaków, po czym łapie przeciwnika za gardło,
następnie kopie w brzuch, wciska głowę oponenta między swoje nogi,
podrzuca na barki, kończąc całość efektownym i chyba efektywnym
Powerbombem. Próbuje się następnie wdrapać na narożnik, ale sędzia
pokazuje mu, że on tu nie jest legalnym zawodnikiem. Vaclav podchodzi
więc do Nabeshimy i oficjalnie zmienia się z nim. Odwraca się... i tak!
Oczywiście! Dostaje Clothesline'a od powracającego do akcji Franko!
Rzeźnikowi też zostaje wytłumaczone, że jest on tu nielegalnie. Szybko
dochodzi więc do zmiany, a zwłoki zarówno japońskiego księcia jak i
Syna Anarchii ląduje poza obrębem mat. Teraz dojdzie do wybuchowego
pojedynku Vaclava z Franko!
Jan Kowalski – Świetny main-event, prawda?
Tony Hogański – Nie jest tragicznie, ale z mistrzem Szakalem i SR-Crazy'm byłoby lepiej.
Jan Kowalski – Dynamika na pewno by spadła. To już tylko takie wesołe dziadki.
Tony Hogański (przygląda się uważnie Kowalskiemu) – Jak się zdejmuje tę maskę? Rokossowski! Wiem, że to ty! Wyłaź!
Wszystkim wydawało się, że dojdzie do zwarcia, ale nie! Nic z tych
rzeczy! Vaclav momentalnie dopadł do Rzeźnika i próbował wykonać na nim
jedną ze swoich leśnych akcji, ale aktualny EWF Tag Team Champion miał
w sobie wiele energii. Wykonał rywalowi prostego Side Suplexa. Vaclav
od razu wstaje i tym razem do zwarcia faktycznie dochodzi. Trwa
szamotanina, w jej wyniku górą jest Franko, który likwiduje rywala przy
pomocy zawsze skutecznego Atomic Dropu. Od razu podnosi go, wrzuca na
liny, a gdy ten do niego powraca to od razu serwuje mu Clothesline'a.
Franko czeka aż ideowy przeciwnik Patriarchatu Moskiewskiego podniesie
się. Ten faktycznie to czyni i to jego koniec, bo Franko chwyta go i
wykonuje mu Piledrivera.
Pin....1.....2....przerywa Yoshihito Nabeshima! Smela
wyrzuca Japończyka poza obręb lin. W tym samym czasie Franko wdrapuje
się na narożnik i skacze na Vaclava z Flying Elbow Dropem! Nie trafia!
Wróg Ludu odsunął się w ostatnim momencie! Rzeźnik rozpierdala się na
ringu! W Afryce trochę wagi mu ubyło i teraz takie podniebne akcje
wykonuje z pewną dozą gracji i elegancji. Franko dość szybko wstaje,
ale jest przy nim Vaclav, który daje mu irish whipa, po czym chwyta
rozpędzonego rywala... ale nie! To jednak Franko chwyta jego! Już po
chwili Mecenas Ekstremy pada ofiarą Powerslamu!
Tony Hogański – Brawo! Brawo! Franko to ostatnia nadzieja sprawiedliwości. On broni honoru EWF!
Jan Kowalski – Idealizujesz go chyba za bardzo.
Vaclav leży zdewastowany. Franko zostawia go w spokoju i zmienia się z
Bane'm. Vaclav zaczyna czołgać się w stronę Nabeshimy. Yoshihito
wyciąga dłoń w jego stronę. Czyni to z niesamowitym japońskim
romantyzmem. Wiatr rozwiewa jego włosy, wydaje się jakby płatki
kwitnącej wiśni miały wypaść spomiędzy jego palców. Czy to ktoś gra na
biwie? Nie, to echo grało. Vaclav jest już przy Nabeshimie. Bane za
nim... i co dziwne Syn Anarchii pozwala na zmianę. Nabeshima wychodzi
na ring... a Vaclav schodzi z ringu! Gdzie on idzie? Mecenas Ekstremy
kieruje się w stronę FeliXtronu! Wśród gwizdów publiczności, po prostu
opuszcza walkę! Zostawia Yoshihito Nabeshimę samego! Bane uśmiecha się
wrednie pod nosem. Nie powinien, bo zostaje powalony Big Bootem przez
japońskiego księcia!
Tony Hogański – Uciekł! Po prostu uciekł!
Jan Kowalski – Na pewno miał swoje powody.
Tony Hogański – Jakie
powody? Walka trwa, a on zostawia swojego partnera na pożarcie innym?
Tak się postępuje? Oddaje mecze walkowerem? On chce być World Champem?
Jan Kowalski – Spokojnie, wszystko się na pewno wyjaśni.
Obaj panowie od razu podnoszą się. Mają w sobie jeszcze całkiem sporo
sił. Dopadają z wielką brutalnością do siebie. Nabeshima
niespodziewanie zakłada rywalowi Sleeper Hold! Bane bardzo cierpi, a
Nabeshima wraz z nim przesuwa się na środek ringu. Wszystko byle tylko
nie dopuścić Syna Anarchii do kontaktu z linami. Ten walczy z bólem i
próbuje sięgnąć. Na ring chce chyba wpaść Franko, ale sędzia Smela
powstrzymuje go i grozi natychmiastową dyskwalifikacją! Bane walczy z
bólem, z samym sobą, z całym światem. To walka o przetrwanie. Kto
wyjdzie z niej zwycięsko? W końcu nieomal ostatkiem sił łapie się lin!
Udało mu się! Jest zwycięstwo, tzn. nie w walce, ale takie mentalne, w
pojedynku z własnymi słabościami. Nabeshima puszcza uchwyt. Podnosi
rywala, ale ten momentalnie wykonuje na nim irish whip, rzuca go o
liny, od razu próbuje Speara... ale nie trafia! Nabeshima odskoczył!
Bane trafia prosto w sędziego!
Tony Hogański – No tak. Sędzia trafiony i zatopiony. W EWF nic się nie zmienia.
Jan Kowalski – Niektóre rzeczy są poza kontrolą władz federacji. To było zdarzenie losowe.
Nokaut! Sędzia trafiony! Co teraz będzie? Bane dopada do Japończyka i
zaczyna się ostry pojedynek. Cios za cios, punch za punch, ręka, głowa,
ręka, noga, emocje, noga, ręka, cios, emocje. Taka to walka! Taki to
main-event! Wszystko dzieje się z niesamowitą prędkością! Sędzia nadal
martwy, próbuje cucić go Franko! W końcu Bane zupełnie niespodziewanie
wykonuje na swoim przeciwniku Blast of Anarchy [Rockbottom]!! Na hali
rozlega się niesamowity heel heat. Bane odruchowo chce pinować... ale
nie ma sędziego. Nagle rozlega się Sammy Hagar i „Winner Takes It
All”!!! Czy to możliwe?! Spod FeliXtronu wybiega Dark Avenger! To on! W
najprawdziwszej osobie! Dark Avenger! Mściciel wpada na ring i odlicza!
Pin........1.........2........3! (Zwycięzcami są: Bane & Franko!)
Tony Hogański (w wyraźnym szoku) – Niemożliwe! Nie wierzę! Nie wierzę!
Jan Kowalski – On wrócił! Po tylu latach! Co za powrót!
Publiczność wiwatuje! Radość jest niesamowita, całą gdańską arenę aż
rozsadza. Dark Avenger wchodzi na narożnik i pozdrawia fanów! Wszystko
jest na swoim miejscu, płaszcz, zamaskowana twarz, rogi! To on! To musi
być on! Dark Avenger! Wszyscy są zaskoczeni takim powrotem, nawet
uczestnicy main-eventu. Dark Avenger prosi o mikrofon.
Dark Avenger – Wróciłem!
Powiem tylko tyle. Prezydent Felipe Castro zaproponował mi posadę
doradcy do spraw wrestlingu i rozwoju młodych talentów. Jego program
popieram, dlatego zdecydowałem się po tylu latach na powrót. Dopiero
dzisiaj skończyła się w EWF epoka komercji i korupcji. Kamaryla Game'a,
Kravena, Szakala, Sandmana i Esmeraldy została wreszcie rozbita.
Wracamy do dawnych ideałów. Polski wrestling i EWF idą do przodu, a ja
razem z nim!
Publiczność wiwatuje! Na ekranie pokazany został siedzący na ławeczce
SR-Crazy. Z tego szoku aż wypadła mu z ręki szklanka wina. On się tego
powrotu też nie spodziewał.
Jan Kowalski – Po chyba jedenastu latach Dark Avenger powraca do EWF!
Tony Hogański – To naprawdę on! Poznaję ten głos! Gumowy wrócił!
Na ekranie widzimy tylko majestatyczne oblicze Dark Avengera. Wrestlepalooza powoli schodzi z anteny.
Jan Kowalski – Co za emocje! Co za gala!
Tony Hogański – Tak...
Jan Kowalski – Oglądajcie następną Wrestlepaloozę. Żegnają państwa... Tony Hogański.
Tony Hogański – ... i Jan Kowalski!
Jan Kowalski – Do zobaczenia!