Powrót na stronę główną

Wrestlepalooza


25.07.2015
Warszawa


(Wszystkie ważne rzeczy podobno dzieją się w Warszawie, a przynajmniej tak powinno dziać się według jej mieszkańców i klasy polityczno-celebrycko-oligarchicznej, która obsiadła polską stolicę. W jakiejś reprezentacyjnej sali, w równie reprezentacyjnym miejscu - nie wnikajmy dokładnie gdzie - odbywa się skromna uroczystość związana ze światem polskiego wrestlingu. Przy stole wzniesionym w epokowym stylu Ribbentrop-Mołotow znajdują się trzy krzesła, a na trzech krzesłach zasiadają w kolejności od lewej: Franciszek Aleksandrowicz Rokossowski - prezes Polskiego Związku Wrestlingu, Felipe Castro - prezydent Extreme Wrestling Federation i Nas Jazzowski - prezes Związku Wrestlerów Polskich. Konferansjerem jest Jan Kowalski.)

Jan Kowalski Proszę państwa, bardzo miło mi powitać wszystkich na uroczystości podpisania listu intencyjnego w sprawie porozumienia o standaryzacji polskiego wrestlingu. Felipe Castro, Franciszek Rokossowski i Nas Jazzowski postanowili stawić czoło problemom, jakie od lat trapiły polski wrestling i stworzyć dokument, który będzie stanowił solidne fundamenty dalszego rozwoju tego sportu w Polsce. Oddaję głos panu Felipe Castro.

Felipe Castro Polski wrestling od dawna trapi choroba braku reguł. Dostrzegano to już dawno, w czasach mojego ojca, później w czasach AWF, HVW, BGW. Tylko EWF pod kierownictwem dawnego reżimu nie chciało widzieć problemu. Dlatego w marcu 2014 powołano do życia Polski Związek Wrestlingu, którego prezesem jest Franciszek Rokossowski. Panie prezesie, może kilka słów.

Franciszek Rokossowski Jak funkcjonuje wrestling? Jakie są jego prawdziwe zasady? Kto ustala co i jak? To pytanie zadawano sobie już dawno, a przynajmniej robiono to w kręgach ceniących osób sobie demokratyczny rozwój tego kraju i naszych intelektualistów wrestlingowych. PZW jest odpowiedzią na to pytanie. Czas skodyfikować zasady, np. kiedy i jak można wbiegać na ring, z jakiego rodzaju drewna wykonane są stoły do Table matchy, jakie atesty muszą mieć drabiny do Ladder matchy, jakie szkolenia i certyfikaty powinni posiadać komentatorzy. Jest wiele spraw, którymi nikt się nie zajmował, a po prostu robił jak chciał. Ale jak to tak można? W demokratycznym kraju zostawiać rzeczy zupełnie nieuregulowane? To skandal i zagrożenie dla ładu społecznego. Polski Związek Wrestlingu rozwiąże te wszystkie problemy i będzie czuwał nad zrównoważonym wzrostem polskiego wrestlingu.

Felipe Castro Chciałem zauważyć, że wprowadzenie normy ISO666 jest nieśmiałym podjęciem tego tematu, takim pierwszym krokiem w tym trudnym zadaniu. Opór konserwatywnie nastawionych mas będzie wielki, ale na szczęście w tej misji wspierać nas będzie Związek Wrestlerów Polskich. Powitajmy jego prezesa, pana Nasa Jazzowskiego.

Teraz widać, że pod elegancką marynarką Nas niczym prawdziwy związkowiec ma na sobie t-shirt z logiem
„Solidarności".

Nas Jazzowski – Wszystko, co dobre dla polskiego wrestlingu musi być dobre dla wrestlerów polskich. Strona społeczna czuwać będzie, żeby porozumienie o standaryzacji polskiego wrestlingu było sprawiedliwe i korzystne dla członków naszego związku. Zawsze na sercu leżała mi krzywda każdego wrestlera, zarówno dużego jak i małego. Wszelką niesprawiedliwość zwalczałem, walczyłem z prześladowaniami i dyskryminacją. Będę pilnował by tworząc to porozumienie, słuchano przede wszystkim głosu wrestlerów. Do tej pory nikt nie słuchał nas, a wszelkie decyzje podejmowano ponad naszymi głowami. To się zmieni, bo ja jestem człowiekiem czynu, człowiekiem ludu, a przede wszystkim człowiekiem sprawiedliwości społecznej.

Felipe Castro Prace nad porozumieniem potrwają kilka miesięcy. Będą brać w nich udział eksperci, analitycy, profesorowie, działacze, inteligenci, a także zwykli wrestlerzy i przedstawiciele grup fanowskich. Chcemy by polski wrestling wszedł w nową fazę rozwoju. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku uda nam się wypracować kompromis, który zadowoli każdego. Chciałem podkreślić jak ważny jest to moment. Do tej pory EWF w sposób dyktatorski wypracowywało standardy, które stawały się obowiązujące dla całego środowiska. EWF robiło, co chciało niczym samodzierżawny władca. Nie było w tym porządku, nie było demokracji. Teraz cedujemy nasze uprawnienia na rzecz Polskiego Związku Wrestlingu, który będzie stanowił funkcję kontrolną. Jesteśmy dumni z procesu demokratyzacji i europeizacji, jaki został wdrożony w EWF.

Jan Kowalski Dziękujemy za uwagę. To wszystko na dzisiaj.

(Koniec materiału filmowego.)



26.07.2015
tuż przed rozpoczęciem gali


Dark match:

To musiało się tak rozpocząć, to musiał być dark match, tak po prostu wypada. Na ringu pojawił się Nekrophage, który przyszedł już ze swoim mikrofonem. Najwyraźniej spodziewał się, że tu może po prostu takiego nie dostać, bo w sumie nikt go nie zna - ale co się dziwić, skoro zawodnik ten przegrał wszystkie walki w swojej krótkiej karierze. Nekro zaczął opowiadać jak to z utęsknieniem wyczekuje turnieju drużynowego, bo znalazł sobie wspaniałego partnera, którą okazała się muzułmańska dmuchana lala z Pakistanu. Podobno potrafi robić wiele trików w swojej burce, tak przynajmniej twierdził zawodnik. Miał już zademonstrować w jak cudowny sposób odbija się o liny, gdy na ring wpadł Don Camillo! Powalił Dylana Robinsona, bo takie są prawdziwe personalia Nekrophage'a, Spearem, po czym podniósł go i wykonał mu Go to Sleep. Efektownie to wyglądało, w takim włoskim stylu, a skończyło się pinem....1......2......3! (Zwycięzcą jest: Don Camillo!)


26.07. Anno Domini Nostri IHS 2015

Bielsko-Biała


(Pierwszy raz w Bielsku-Białej! EWF nigdy nie odwiedziło tego miejsca, mimo że podobno uchodzi ono za jedno z najlepiej rozwiniętych gospodarczo miast Polski. Takie informacje można przynajmniej znaleźć w internecie, a jak wiadomo internet nie kłamie. Żyje tu sobie spokojnie około 170 tysięcy mieszkańców, co jest nawet niezłym wynikiem i lokuje gród ten na 22 miejscu w kraju. EWF z wielką radością będzie gościć w dawnej stolicy województwa bielskiego. Z byłymi stolicami wojewódzkimi jest tak, że przykro im tam, bo kiedyś mieli wojewodę i światowe życie w stylu PRL, a teraz nie mają. Na początku jak zawsze oglądamy wszystkie najważniejsze miejsca w Bielsku-Białej, czyli przede wszystkim: niesamowity pomnik Reksia, bo Reksio był po prostu zajebisty, chociaż Vaclav na pewno by go zastrzelił i zeżarł. Taki to cham, Vaclav oczywiście, a nie Reksio. W standardowym polskim mieście znajdować się musi rynek, nazywany często starym, jeśli jest też nowy, a często występuje w parze ze Starym Miastem. Założenia urbanistyczne są średniowieczne, ale zabudowa już późniejsza. Fajną mają katedrę św. Mikołaja, ciekawie z zewnątrz wygląda, na zewnątrz też niczego sobie. Są tu też protestanci! Mają swoją dzielnicę, która dumnie nazywa się Bielskim Syjonem i swoją własną katedrą. Co by na to powiedział Pan Zagłoba? Oprócz tego jest też Zamek Książąt Sułkowskich, Dwór Lipnicki, jedyny w Polsce pomnik Marcina Lutra!, do tego kościół św. Barbary, kościół św. Stanisława, kościół Świętej Trójcy, sporo tych kościołów! Ratusz jest całkiem ładny, neorenesansowy, ciekawie zdobiony. Mają też fajną kamienicę pod Żabami, warto rzucić okiem, bo to fajne żaby. Znajdujemy się tuż pod halą, gdzie rozstawiono telebim dla fanów, którym nie udało się kupić biletów. Przyjazd EWF jest zawsze sporym wydarzeniem, a bilety wyprzedawane są błyskawicznie. Trzeba odstać swoje w kolejce albo mieć dobrych kumpli, krewnych i znajomych. Trafiamy już do wnętrza hali, która wypełniona jest w 133%, bo niektórzy dostali się też nielegalnie, a organizator nie jest w stanie tego upilnować. Kibice przynieśli ze sobą wspaniałe transparenty, oto niektóre przykłady: „Felipe Castro to lepszy prezes prezesów niż Szakal”, „Pod kierownictwem Felipe Castro zapanuje złoty wiek”, „Naród z Castro”, „Brawa dla pana Felipe”,„Wspieramy nowe kierownictwo EWF”, „Kto mi ukradł kanapkę?”, „Dzisiejsza gala śmierdzi”, „Szakal na mistrza”, „Nie doceniacie Szakala”, „Portowcy z Bielska-Białej pozdrawiają Szakala”, „Bidam to zbój”, „Morderca!”, „Agent północnokoreański”, „Deportować go!”, „Co wy chcecie? Bidam jest słodki!”, „Precz z Kravenem”, „Precz z Game'm”, „Precz z Esmeraldą”, „Związkowcy wspierają Nasa Jazzowskiego”, „Oddział Rzeźników zza fal z Bielska melduje się”, „Oddział z Białej także”, „Rzeźnicy z Bielska i z Białej mają feud”, „Nie mogą się dogadać”, „Franko-girls natomiast się dogadały”, „Vaclav mydli barany”, „Vaclav taki nie jest”, „Doprawiono mu gębę”, „Zbudowano czarny pijar wokół niego”, „To dobry, prosty chłopak z Łukowa”, „Tylko trochę zagubiony”, „Czy to przestępstwo pić piwo? Dużo piwa?”, „Chcę robić biznesy z Don Camillo”, „Powrót Nabeshimy zawodzi”, „Biedny Yoshihito”, „Mógł być wielki”, „Będzie jeszcze!”, „Wierzymy w to!”, „Pałac Kultury i Nauki lepszy od Pałacu Saskiego”, „Jebać Pałac Saski”, „Pałac Brühla też”, „Zdrajcy zostaną ukarani”, „Wybijemy wszystkich murzynów”, „Żaden się nie ostanie”, „Polska nie dla terrorystów, aj-waj!”, „Bidam powstrzyma czarną zarazę”, „Razem z Franko”, „A co zrobi Crazy?”, „Crazy jest leniwy”, „Crazy jest dekadencki”, „On już nic nie musi, on zrobił wiele dla EWF”, „Czas by inni się wykazali”, „To jednak będzie rok SeBy”, „Jak to? Przecież wygrał Daemusin title!”, „Wyżej już nie podskoczy”, „Żubr zabierze mu ten pas”, „Żubr nadzieją na przyszłość”, „Żubr nadzieją na rozwój”, „Żubr przyszłością EWF”, „A Franz?”, „Franz jest socjalistą, lubi żużel i jest troglodytą”, „To go dyskwalifikuje”, „Lubię pepsi”, „A papież Franciszek nie”, „Bane to podwójny chuj”, „Nie można go lubić”, „Dziś wróci na orbitę swojej chujowości”, „Crazy się z nim rozprawi”, „Żona Nasa puszcza się z posłem Godsonem”, „Odwal się od WAMP, dobra?”, „Kochamy WAMP!”, „Do boju, Weroniko!”, „Nas zapłaci za swoje zbrodnie”, „Nigdy nie będzie mu wybaczone”, „Gdzie jest Doomtrooper?”, „Podobno żyje”, „Gdzie jest Gangsta?”, „Gdzie jest Tool?”, „Gdzie Scyther?”, „Avenger! Avenger! Avenger!”, „Czy jest on prawdziwy?”, „Czy możemy mu wierzyć?”, „Tęsknię za PCW”, „Jestem 3516 fanem Dark Avengera” i wiele, wiele innych. Tymczasem wybuchają sztuczne ognie, zaczyna grać EWF Theme, co od razu sprawia, że miejscowa publiczność krzyczy: EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! Tony Hogański wraz z Janem Kowalskim są gotowi do akcji!)

Tony Hogański – Bielsko-Biała!

Jan Kowalski – Pierwszy raz w swej bogatej historii, EWF odwiedza Bielsko-Białą. Tak to się chyba odmienia. To dość skomplikowane, taka podwójna nazwa.

Tony Hogański – Dla takiego wyznawcy Felipe Castro jak ty, każda rzecz jest skomplikowana. Wy macie małe rybki w głowach, tak kochacie nową tyranię.

Jan Kowalski – Wypraszam to sobie. Jestem wyznawcą EWF, w głowie mam jedynie EWF i kocham jedynie EWF.

Tony Hogański (ociera szyderczo łzy) To takie piękne Janku, naprawdę. Szkoda, że ci nie wierzę, bo służysz największemu tyranowi w dziejach EWF. On niszczy dziedzictwo naszej federacji, nikt przed nim tego nie robił! Zlikwidował Felki, zlikwidował wrocławskie Hall of Fame, zlikwidował wystawy pamiątek, odziera nas z imperialnej przeszłości, a także likwiduje kafeterię. Ładnie to tak?

Jan Kowalski – Te zmiany mają na celu oczyszczenie EWF z pseudo-imperialnych naleciałości i powrót do korzeni, do prawdziwego i czystego wrestlingu.

Tony Hogański – W dupie mam takie korzenie, a drzewem nie jestem!

Jan Kowalski – Rozumiem, że ta transformacja może boleć, ale jest konieczna byśmy mogli stać się globalnym graczem z prawdziwego zdarzenia. EWF stanie się silniejsze, nowocześniejsze i przede wszystkim demokratyczne. Wszyscy będziemy mogli być dumni z naszej federacji. Zapewnić to może jedynie Felipe Castro, nikogo lepszego nie znajdziemy. Jesteś w wąskiej grupie opozycyjnej, ale nikt cię z federacji nie wyrzuca. Popatrz, nawet Dark Avenger powrócił. On będzie wspierać te zmiany.

Tony Hogański – On jest fałszywy!

Jan Kowalski – Wszystko wskazuje na to, że to całkowicie oryginalny i prawdziwy Dark Avenger.

Tony Hogański – SR-Crazy twierdzi, że on jest fałszywy, a on jest głównym avengerologiem w Polsce. Ja mu wierzę.

Jan Kowalski – Ja wierzę Dark Avengerowi. Rozmawiałem z nim trochę od ostatniej gali, pracujemy wspólnie nad wywiadem-rzeką.

Tony Hogański – Tragedia, zrób jeszcze wywiad-rzekę z Castro i Rokossowskim.

Jan Kowalski – Nad tym też pracujemy.

Tony Hogański – Dobra, nie ma sensu z tobą rozmawiać. Powiedz mi lepiej, co tam w programie na dziś, bo mi niepotrzebnie tylko ciśnienie podnosisz.

Jan Kowalski – Na początek Kraven podejmuje młodych gniewnych. Różnie może się ta walka potoczyć.

Tony Hogański – Prawie zapomniałem, że z jakiegoś powodu Kraven na starość pcha się do walk.

Jan Kowalski – Szakal robi to samo, jaką tu widzisz różnicę?

Tony Hogański – W elegancji, dostojeństwie i dobrym smaku. Popatrz, gdzie ląduje i z kim walczy Kraven, a co robi mistrz Szakal. Gdzie Rzym, a nie Krym!

Jan Kowalski – Krym w Rosji, nielegalnie i niesprawiedliwie.

Tony Hogański (uśmiecha się pod nosem) Zapomniałeś o normie ISO 666? Powstrzymujemy się od polityki na antenie.

Jan Kowalski – Tak, racja. (Lekko zawstydzony.) Przepraszam wszystkich fanów, to się już nie powtórzy. Kolejny pojedynek to walka typu Elimination match, z udziałem największych młodych talentów, jakich obecnie w federacji mamy.

Tony Hogański (zagląda do folderu promującego galę) Don Camillo, PepsiBosman, Franz i MaxiMasterMistrz. Brzmi tak obiecująco, że mam ochotę zostać chirurgiem plastycznym w Wenezueli. Poprawiłbym Shakirę, bo się brzydko starzeje. Widzę u niej taką danielowatość.

Jan Kowalski – Danielowatość?

Tony Hogański – Chodzi mi o Daniela Olbrychskiego, tego drobnego pijaczka, on też się brzydko zestarzał.

Jan Kowalski – Następna walka to 445 Light-Tubes Death match, a wezmą w niej udział Yoshihito Nabeshima, Polla Kinzler i Vaclav.

Tony Hogański – Nienormalny, wiecznie spóźniony Japończyk, austriacki facet udający babę z brodą i największy moralny karzeł w historii ludzkości. Nie mam nic do dodania na temat tej walki, dalej.

Jan Kowalski – Ladder match o EWF Evolution i Daemusin titles, Żubr kontra SeBa.

Tony Hogański – No i tu może być ciekawie. Barwne postacie, barwne pasy, barwna stypulacja, więc narodzi się z tego barwna walka.

Jan Kowalski – Pojedynek numer sześć na pewno cię zainteresuje. To tag-team match, w którym będzie można wygrać EWF FTW Championship. Po jednej stronie, dwaj arcywrogowie, Franko i Nas Jazzowski, a po drugiej Szakal i Bidam.

Tony Hogański – Mistrz i mongolska nadzieja polskiego wrestlingu pozamiatają. Widziałeś, co ten Bidam może robić? To brylant, on będzie kiedyś mistrzem świata. Za dziesięć lat oczywiście, bo już niedługo World Champem ponownie zostanie mistrz Szakal.

Jan Kowalski – Będąc przy EWF World title. Dotarliśmy do wspaniałego main-eventu. Będzie to Chain match, w którym SR-Crazy będzie bronił swojego tytułu z Bane'm.

Tony Hogański – Nie mogę tu niczego skrytykować. Zapowiada się całkiem smakowicie.

Jan Kowalski – Tak jak cała gala.

Tony Hogański – Z Felipe Castro nigdy nic nie wiadomo. Co jeśli wpadnie na pomysł, że ring jest głupi i nie pasuje do nowoczesnego wrestlingu? Albo muzyka przy wejściówkach? Może jeszcze kryształowe żyrandole w kiblu dla VIPów zlikwiduje?

Jan Kowalski – Już zlikwidował. To bezsens, że woziliśmy ze sobą te żyrandole.

Tony Hogański – Od 2003 roku, Janku! Od 2003! To dodawało nam dostojeństwa! Pamiętasz jak ci wystraszeni goście z HVW pierwsi raz tu przyszli? Złote klamki, kryształy, obrazy, żyrandole. Zatkało ich!

Jan Kowalski – Tak. Myśleli, że przez przypadek wleźli do muzeum i chcieli uciekać z krzykiem w stylu Edvarda Muncha.

Tony Hogański – Bo władza musi pokazywać swój prestiż i budzić strach. A co wy nam tu robicie? Będą cztery gołe ściany i tak pusto jakby interes miał się zaraz zlikwidować.

Jan Kowalski – Przenieśmy się może na zaplecze. Zobaczysz na własne oczy, że nasz interes ma się dobrze.


(Na zapleczu dzieją się zawsze szalenie interesujące rzeczy, więc Janek ma rację - trzeba się tam wybrać i to nie „może”, ale „na pewno”. Znajdujemy się przy jednym z bocznych wejść do hali, gdzie z jakiegoś powodu zebrały się setki ludzi. Co więcej, nie są to normalni fani, a jacyś tacy dziwni - poubierani na czarno, w peleryny, niektórzy przynieśli ze sobą opony, gumowe kaczuszki, a jeszcze inni mają rogi na głowach i nie jest to sprawka ich żon. Wkrótce zagadka zostaje wyjaśniona, bo na teren wjeżdża legendarny Oponamobil, z którego wysiada nie kto inny jak Dark Avenger. Gumowy jest w świetnej formie, jego strój aż lśni, jego rogi biją metafizycznym blaskiem, a wzrok jest skupiony i pełen determinacji. Pojawienie się legendy polskiego wrestlingu wywołuje wiwaty fanów.)

Tłum – Avenger! Avenger! Avenger!

Gumowy zadarł majestatycznie płaszczem, który dodatkowo wywołał dźwięk niczym trzask bicza. W tym geście było połączenie mroczności prawdziwego Batmana i elegancji hrabiego Draculi.

Dark Avenger – Powróciłem do EWF!

Tłum – Witaj w domu! Witaj w domu! Witaj w domu!

Dark Avenger – Dziękuję, że tu przybyliście. Powiem więc kilka słów. Przede wszystkim czas wreszcie odbudować wspaniałe EWF! Czas by w EWF zapanowała sprawiedliwość! Ideały Justice League jeszcze nie umarły i są ciągle żywe!

Tłum – Avenger! Avenger! Avenger!

W tym momencie jedności fanów i chudego ludzika Micheline w barwie czarnej pojawia się Mariusz Max Kolanko, psując tym samym poetykę spotkania legendy i fanów.

Mariusz Max Kolano – Avenger! Nikt chyba nie sądził, że kiedykolwiek powrócisz! Witaj w EWF!

Dark Avenger – Max, ciągle żyjesz, ale sporo utyłeś.

Mariusz Max Kolano (zmieszany) Co? To nieprawda...

Dark Avenger (śmiejąc się po mentorsku) Żartuję. Dobrze cię widzieć!

Z niewiadomych przyczyn Avenger ściska Mariusza. Fani płaczą, bo wzrusza ich dobroć ich legendarnego idola.

Mariusz Max Kolano – Avengerze, muszę zadać to pytanie. Otóż nie wszyscy wierzą, że jesteś prawdziwy. Niektórzy uważają, żeś fałszywy i podstawiony. Co ty na to?

Dark Avenger – Jestem prawdziwy i autentyczny. Tylko popatrz.

Gumowy dotyka swojej głowy i trochę siłuję się z jednym ze swoich rogów, po czym odrywa go od maski, za którą od lat skrywa swe oblicze.

Dark Avenger – Straciłem niegdyś swój róg, dawno temu, ot ponad dekadę temu jak nie dłużej. Oryginałem dysponuje jedynie mój wielki przyjaciel SR-Crazy. Wiemy wszyscy, że nosi ten róg cały czas ze sobą na specjalnym łańcuszku. To zawsze był romantyczny gość, ale przy tym także typ kapitalisty. Crazy przy pomocy EWF ShopZone sprzedaje fanom idealne kopie mojego rogu, wykonane z oryginału, który posiada on. Proponuję mały eksperyment. (Zwraca się do jednego z fanów.) Masz oryginalnie atestowaną kopię mojego rogu?

Mężczyzna w średnim wieku, który przed dekadą był pewnie młodym fanem, prawie zemdlał po tym jak Gumowy zwrócił się do niego.

Przejęty fan – Tttak...

Dark Avenger – To pożycz na moment.

Fan z dumą wręcza mu swój róg.

Dark Avenger – Popatrzcie niedowiarki!

Były EWF FTW Champion umieszcza oryginalną kopię rogu w swej głowie.

Mariusz Max Kolano – Pasuje idealnie!

Dark Avenger – Bo jestem prawdziwy.

Mariusz Max Kolano (podekscytowany) Jesteś! Naprawdę jesteś Avengerem! Wierzę w to!

Dark Avenger – Wszyscy w to uwierzą.

(Wiara w Avengera czyni cuda. Czyżby Crazy'emu wyrosła konkurencja w tej materii? Wracamy na ring!)


Jan Kowalski – To on! To prawdziwy Dark Avenger!

Tony Hogański – To przebieraniec.

Jan Kowalski – On zawsze był przebrany.

Tony Hogański – Podstawiony jest. To woskowa kopia z Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud.

Jan Kowalski – Naprawdę tak uważasz?

Tony Hogański – No mówię przecież. On nie jest wcale gumowy, tylko woskowy. (Z pełną powagą.) To moja oficjalna ekspertyza naukowa.


(Korytarzem idzie Josh Brennan, młody zawodnik EWF pochodzenia irlandzkiego. Warto się mu przyjrzeć z bliska, bo gość przegrywa wszystko, co jest do przegrania. W ręku trzyma butelkę Guinnessa, która chyba bardzo mu się podoba.)

Josh Brennan  – Kocham ten smak.

Nagle za jego plecami słychać głos.

Majestatyczny głos – Mati, łap tego śmiesznego ziomka!

Zza rogu wyskakują Mati i feldmarszałek SeBa! Mati trzyma w ręku wielką płachtę z napisem Prusy Wschodnie. Rzuca nią na Irlandczyka, który traci równowagę i pada na ziemię. Mati zawiązuje go szczelnie w płachtę, robiąc swego rodzaju worek, po czym podnosi go i zarzuca sobie na ramię.

SeBa – Do kwatery głównej!

Mati – Tak jest, panie feldmarszałku!

(Armia Prus Wschodnich odchodzi, a po ziemi toczy się zamknięta jeszcze butelka Guinnessa pełna smakowitego płynu. Wracamy na ring.)


Jan Kowalski – Czyżbym coś przegapił? Prusy mają problem z Irlandią?

Tony Hogański – Na historii spałeś? Prusy mieli problem ze wszystkimi. Pruskość to nienormalność.

Jan Kowalski – Nie no, nasz premier powiedział przecież, że to pol...

Tony Hogański (przerywa mu) A-a-a! Jaki premier? Jaki nasz premier? Zapomniałeś o normie ISO666? Żadnej polityki w EWF, tylko wrestling!

Jan Kowalski – No tak...


(No tak! ISO666 to ważna rzecz, która całkowicie zrewolucjonizuje polski wrestling. Tymczasem trafiamy na zaplecze, gdzie jest już Vesna Obrenowić, a wraz z nią jej gość, pan poseł Ryszard Kalisz. Nie, to żart, tego gościa w EWF nigdy nie zobaczymy. Zamiast głupkowatego Rysia jest Franko, o wiele ciekawsza i inteligentniejsza persona.)

Vesna Obrenowić – Dobry wieczór państwu! Właśnie udało mi się spotkać Franko, który całkiem niedawno przybył do hali.

FrankoNie tak znowu niedawno. Zawsze staram się być tu już przed rozpoczęciem gali. W ten sposób okazuję szacunek dla pracy wszystkich naszych techników na zapleczu, a także dla fanów. Nikt nie lubi spóźnialskich, a ja z pewnością do nich nie należę. Jednak masz rację, udało ci się mnie spotkać.

Vesna ObrenowićPrzejdę od razu do rzeczy. Dziś czeka cię pojedynek drużynowy, być może specyficzna rozgrzewka przed letnim turniejem tag-teamów. Twoim partnerem będzie jednak nie Bidam, a Nas Jazzowski...

FrankoTo prawda.

Vesna ObrenowićA przeciwnikiem będzie Bidam.

FrankoTo też prawda.

Vesna ObrenowićDość niecodzienna sytuacja, prawda? Będziesz walczył w drużynie ze swoim arcywrogiem, a przeciwnikiem będzie twój przyjaciel.

FrankoByć może to dziwna sytuacja, ale to tylko pozory. Z Bidamem stoimy już na tak wysokim poziomie, że po po prostu musimy na siebie od czasu do czasu wpadać. Czy jest więc to znowu tak niecodzienna rzecz? Chyba już nie. Trzeba będzie się do tego przyzwyczajać, że taka nienormalność powoli stawać się będzie normalnością. Ważne żeby sprawy ringowe pozostawały zawsze na ringu.

Vesna ObrenowićNiby tak, ale mimo wszystko jest to walka drużynowa. Logicznym wydaje się, że powinieneś być w drużynie z Bidamem, a walczyć przeciwko Jazzowskiemu. Jest natomiast odwrotnie.

Franko Co ja mogę poradzić? Przecież nie ja ustalam tu walki. Wszyscy wiemy, kto się tym w EWF zajmuje. Znamy te przeklęte imiona - Felipe Castro i jego pomagierzy Vaclav, Rokossowski, Jazzowski i wielu innych zdrajców. Ta banda opanowała EWF i niszczy federację od środka.

Vesna Obrenowić (niepewnie)Czyli poprzednia władza... znaczy się poprzedni reżim... przynajmniej...

Franko – Już, już, spokojnie. Wiem, że jako szeregowy pracownik drżysz o swój kontrakt, bo każde źle wypowiedziane słowo może skończyć się zwolnieniem. Taki mamy teraz w EWF system, który opiera się na strachu, donosicielstwie i represjach. Jeśli ktoś uważa, że sytuacja nie będzie się pogarszała, ten jest durniem. Wiem, co mówię, bo na własnej skórze odczułem afrykańskie pomysły nowego prezydenta. Staram się nie angażować w rozgrywki na szczycie, ale za poprzedniej władzy była przynajmniej wolność. Nawet Vaclava tolerowano, mimo że wygadywał głupoty. Teraz chcą nas stłamsić, ale my się nie damy. Przede wszystkim - Castro, Jazzowski, nawet Vaclav i Berenika stali się moimi osobistymi wrogami, a to już do czegoś zobowiązuje. Za to, co wydarzyło się na Kwietniowej Anarchii VII nie będzie przebaczenia. Za murzyńską inwazję, za uprowadzenie nas do Afryki, za zaginionych tam ludzi, za krew, za cierpienia, za nadzieje bezpowrotnie stracone - za to przyjdzie zemsta, za to odpowie ta hołota. Barbarzyńska bolszewia opanowała EWF, ale my, a mam tu na myśli jeszcze Bidama i grupkę osób z poczuciem jako takiej moralności, utopimy ją we krwi. Oni nam zafundowali Afrykę, my urządzimy im jeszcze większe piekło. To nie jest tylko takie gadanie, to już się rozpoczęło, już dzisiaj to piekło na ziemi zacznie się urzeczywistniać. Będą płacić za wszystko i to z nawiązką. Będą cierpieć, będą krwawić, wszyscy, co do jednego. Tu nie chodzi o obalenie władzy w EWF. Tu chodzi o honor i zemstę, a kto przejmie po nich stery federacji, to nic mnie to nie obchodzi. Niech to będzie choćby Shaman z Ugą-Bugą, Miszką, Smelą i cudzołożnicą Jazzowskiego, mi to obojętne. Żadnej zniewagi nie daruję, żadnej blizny nie przebaczę, za każdą kroplę mej przelanej krwi zapłacą mi, pomszczę wszystkich, którzy zaginęli w Afryce. Żelazną pięścią zmiażdżę wszelki opór i zemsta, ta słodka zemsta, będzie moja!

(Rzeźnik nie ma nic do dodania, bo prostu porzuca Vesnę i rusza w swoją stronę. Wracamy na ring.)


Tony Hogański – Brawo Franko! To nasza nadzieja na lepsze jutro!

Jan Kowalski – Wzywanie do obalenia władzy w EWF nie jest dobrą rzeczą. Obecna władza to porządek, dyscyplina, normalność, demokracja i europejskość.

Tony Hogański – W dupie mam europejskość. Chcemy krwi! Niech płacą krwią za krew!

Jan Kowalski – Zemsta to brzydka rzecz. Trzeba nauczyć się przebaczać.

Tony Hogański – Franko nie jest papieżem Frankiem, żeby takie tanie banialuki wygadywać.


(Znaleźliśmy się na korytarzu, po którym stąpa smutny MaxiMasterMistrz. Dlaczego on jest taki smutny? Co mu się przytrafiło?)

MaxiMasterMistrz
Eh... Za co to wszystko? Przecież przeprosiłem, a oni nadal nie chcą przeprowadzić ze mną wywiadu. Przecież mam tyle ciekawych rzeczy do powiedzenia. Byłem w Afryce, wróciłem do EWF, stoczyłem walkę, zaraz mam kolejną, mogę zdobyć title shota, mogę wygrać tytuł, mogę zwyzywać przeciwników, powiedzieć o swoim zainteresowaniu wrestlingiem od piątego roku życia, pochodzeniu swojej ksywki...

W takim oto podłym nastroju, z takimi właśnie przemyśleniami MaxiMasterMistrz przemierza korytarze bielskiej hali. Kiedy już wydaje się, że będziemy do końca skazani na jego monolog, wrestler zauważa przemykającą nieopodal reporterkę Cassandrę Tisserant.

MaxiMasterMistrz Ej ty!

Cassandra słysząc to zawołanie odwraca się na pięcie i szybkim krokiem zaczyna oddalać się od 3M. Ten jednak w żadnym wypadku nie zamierza odpuszczać, jest tak zdesperowany, że nie tylko przyspiesza kroku, ale zaczyna wręcz biec za piękną reporterką o haitańskich korzeniach. Ostatecznie wyprzedza ją i zagradza drogę.

MaxiMasterMistrz (rozkłada szeroko ramiona)   Ej, poznajesz mnie?

Cassandra Tisserant Nie, chyba nie.

MaxiMasterMistrz Jak to? Przecież jestem MaxiMasterMistrz!

Cassandra Tisserant Jesteś jakimś nowym kolegą Seby?

MaxiMasterMistrz Tego pokurcza? W życiu! Jestem pełnokrwistym wrestlerem i nie mam żadnych kolegów tylko samych wrogów. Serio nie kojarzysz? MaxiMasterMistrz, przypomnij sobie.

Cassandra Tisserant (myśli intensywnie) Maxi, Maxi, Maxi... Ah tak! MaxiMasterMistrz, rzeczywiście coś o tobie słyszałam, czego sobie życzysz?

MaxiMasterMistrz (stanowczo)   Przeprowadź ze mną wywiad.

Cassandra Tisserant Wywiad? Przykro mi, ale tak nagle to nie wolno, mam umówione spotkania z innymi wrestlerami, czas antenowy jest zajęty.

MaxiMasterMistrz No weź, tylko kilka pytań, o to dlaczego wróciłem do EWF, czy wygram w następnej walce, czy uda mi się zdobyć D-Evolution title. Same ciekawe rzeczy! Staniesz się sławna.

Cassandra Tisserant Kuszące, ale nie. Mam właśnie umówiony wywiad z PepsiBosmanem, pozwolisz więc... (Z haitańską gracją próbuje obejść 3M.) ... że przejdę.

MaxiMasterMistrz PepsiBosmanem? On przecież nie ma nic ciekawego do powiedzenia!

Cassandra Tisserant Moja strata.

Pięknej reporterce o haitańskich korzeniach udaje się w końcu ominąć natrętnego wrestlera, ten jednak nie ma zamiaru tak zostawić sprawy i z grzecznych próśb przechodzi do niewybrednych gróźb.

MaxiMasterMistrz To skandal! Mam prawo do udzielania wywiadów jak każdy inny zawodnik! (Grozi pięścią.) Zobaczysz, jeszcze pożałujesz! Jestem członkiem Związku Wrestlerów Polskich, mam za sobą potężną organizację! Zgłoszę wszystko na najbliższym plenum i wrócisz do tej swojej Afryki robić wywiady z murzynami!

(Czarująca Cassandra oczywiście nic sobie nie robi z kierowanych pod jej adresem szantaży i spokojnie udaje się w swoim kierunku, zostawiając Maxiego z jego frustracjami daleko w tyle.)


Tony Hogański – MaxiMasterMistrz... przecież to parodia, a nie wrestler.

Jan Kowalski – Oceniasz go zbyt surowo. On przeżył Afrykę.

Tony Hogański – Staś i Nel też przeżyli Afrykę, a nie bujają się tak jak on.


(Segmenty związane z przybywaniem do hali są chyba bardzo popularne, bo trafiamy na jeden z parkingów. Tam właśnie podjechał wesoły węgierski autobus, co ciekawe z zewnątrz nie jest wcale dekadencki, raczej wygląda dość tanio. Wewnątrz nie wiemy, bo nie zaglądamy. Nie mamy na to czasu, gdyż wysypała się już bowiem z niego cała trzódka SR-Crazy'ego, który jest nie tylko EWF World Champem, ale też dobrym pasterzem. Oprócz mistrza są tu rzecz jasna Miszka, Smela, Dobry Czech Honza, żeńska ochrona z Żydowskiego Korpusu Ochrony imienia Feliksa Dzierżyńskiego, a także murzyńscy stażyści, czyli Czarny Nalep, Czarny Huarez, Czarny Banito i Czarny DanGaner. Jest tu też masa ludzi, głównie fanów, a dominują wyznawcy avengeryzmu. Warto zwrócić uwagę, że do nogi SR-Crazy'ego przyczepiony jest łańcuch z kulą rodem z kreskówek. Sprawia to, że World Champion nie jest zbyt mobilny.)

Smela (rozgląda się) Masa tu dziś ludzi.

SR-Crazy – Masa to nie był ten mafiozo, co umarł w Wiedniu?

Miszka – To raczej Baranina.

SR-CrazyFajne ksywy mieli, mogliby zrobić wielką karierę w EWF, gdyby tylko chcieli. Ciekawe kto jeszcze umrze w Wiedniu.

Miszka – Ale ludzi faktycznie dzisiaj dużo.

SR-Crazy (nasłuchując) To wszystko dla mnie. Widzicie i słyszycie jak mnie kochają?

Tłum – Avenger! Avenger! Avenger!

Smela – Chyba Avengera.

SR-CrazyTo fałszywy Darky. Nie ma gumowego atestu i certyfikatu. Ja wszędzie rozpoznam podróbkę.

SmelaA może jednak to oryginał?

SR-CrazyNie. Widziałeś te jego ruchy? Jak się gibał? To przebieraniec!

SmelaPozwolę sobie zauważyć, że teoretycznie i praktycznie rzecz biorąc to prawdziwy Dark Avenger też był przebierańcem. W końcu chodził w przebraniu.

SR-Crazy (ziewnął od niechcenia) Szczegóły.

MiszkaA jaką mamy gwarancję, że Avenger sprzed dziesięciu lat też nie był fałszywy? Może gdzieś na początku 2003 roku go podmienili?

SR-CrazyZnałem Avengera i wszędzie bym go rozpoznał. Tamten był prawdziwy, ten jest fałszywy.

Za barierkami, obok których przechodzi mistrzowska gromada, aktywuje się tłum fanów. Zarzucają Crazy'ego i jego kumpli różnymi pytaniami.

Fan#1Czy Justice League powróci?

Fan#2Czy team z Avengerem zostanie reaktywowany?

Fan#3Co z teamem z Nabeshimą?

EWF World Champion odsuwa się prewencyjnie, tak jakby fani mieli ebolę.

SR-Crazy (zdezorientowany) Oni do mnie gadają! Nawet pytania zadają! Kto to?

SmelaTo kibice.

SR-CrazyAh fani! To właśnie dla takich gości jak oni walczę? Powiedzcie im, że Avenger jest fałyszy, koniec, kropka, rzekłem. Mogę iść do domu.

Trzódka podchodzi do najbliższych fanów i tłumaczy im jak oświeceni władcy Polski tłumaczą ciemnemu ludowi zasady europejskości i podstawy demokracji.

SmelaTo fałszywka.

MiszkaNie wierzcie mu. On jest podstawiony.

Fan#4To nieprawda!

Fan#3Avenger powrócił! Zaprawdę powrócił!

Fan#1On jest prawdziwy!

Fan#5Tyle lat na niego czekałem!

Fan#6Jestem 34345 fanem Dark Avengera! Mam legitymację!

Fan#2On musi być prawdziwy!

Fan#7On jest marzeniem! Marzeniem, które się ziściło.

SR-CrazyNie, on jest fałszywy. Mówię wam to ja, SR-Crazy. Przecież mnie znacie, walczę dla was od lat. Słowo mistrza.

Fan#8 (szeptem) Crazy jest zazdrosny.

Szmer przeszedł po kibicach.

Fan#1Zazdrosny? Zazdrosny?

Fan#2On zazdrości Avengerowi.

Fan#3Zawsze mu zazdrościł sławy i popularności.

Fan#4Może to on pozbył się go z EWF?

Fan#5Teraz się boi, bo ma konkurencję.

Fan#6Bo Avenger jest bardziej popularny niż on.

World Champion stoi zdziwiony.

SR-CrazyCo oni tak szepczą?

SmelaWierzą mistrzowi. (Ponagla go.) Chodźmy do hali.

SR-CrazyNaprawdę? Bo coś o jakiejś zazdrości gadają?

Smela To wczorajszy odcinek jakiejś telenoweli. Wie mentor jak to lud, lubi proste rozrywki, wrestling i tanie seriale. Jeden Mroczek zazdrości drugiemu i razem zabawiają się z Cichopek, a między nimi żona Jazzowskiego.

SR-CrazyTen Jazzowski to ma życie. Dobra, idziemy.

Trzódka rusza w stronę hali.

Jakiś fan (do siebie) Może ten SR-Crazy wcale nie jest takim ideałem? Może on wcale nie jest dobry?

(Wracamy na ring.)


Tony Hogański – Też twierdzę, że to spisek.

Jan Kowalski – Jaki spisek?

Tony Hogański – Spisek Castro by zniszczyć za jednym zamachem Crazy'ego i legendę Avengera. To nie jest prawdziwy Gumiak.

Jan Kowalski – Gada jak on, zachowuje się jak on, to musi być on.

Tony Hogański – Chińska podróbka albo matrioszka.

Jan Kowalski – No dobrze. Myśl jak tam chcesz, ale 93% ankietowanych na stronie EWF wypowiedziało się, że Avenger jest prawdziwy.

Tony Hogański – Sam Castro klikał z tysiąc razy, a Jazzowski z Vaclavem jeszcze więcej. Nas to pewnie kazał wszystkim swoim murzynom zagłosować, a to całe plemię.

Jan Kowalski – Oni niedługo rozpoczną ambitny projekt reanimacji tkanki miejskiej w Warszawie.

Tony Hogański – Niech robią, co chcą.

Jan Kowalski – W takim razie, przyszedł czas na pierwszą walkę wieczoru.

Tony Hogański – Emeryt Kraven walczy z jakimiś popaprańcami. Cudny początek gali.



Kraven vs Alvaro Morena vs Josh Brennan vs Nekrophage



Z głośników wydobywa się Hymn ZSRR, co oznacza jedno – w stronę ringu swój przemarsz rozpocznie Kraven. Pierwszy posiadacz pasa EWF World title zmierza do kwadratowego pierścienia z twarzą pozbawioną wyrazu jakichś głębszych myśli. Dla niego to walka, jakich setki stoczył w swej karierze. Jego krok jest średnio-pewny, ale stabilny, Rosjanin pewnie wypił sobie przed galą pewną ilość wódki. Publiczność wita go ogromnym entuzjazmem, bo to legenda wrestlingu, z którą każdy się liczy.
Publika jest raczona dźwiękami utworu „Whiskey in the Jar” w wykonaniu The Dubliners. Pod FeliXtronem melduje się Josh Brennan, owinięty we flagę Prus Wschodnich, który dodatkowo próbuje przekonać do siebie publiczność poprzez wszelakie taunty. Gdy nie doczekuje się żadnej odpowiedzi potulnie udaje się na ring, gdzie staje w jednym z narożników. W wejściu na ring towarzyszył mu Mati, najbliższy współpracownik feldmarszałka SeBy. Co to znaczy?
Przy utworze Shakiry „Suerte” do ringu wchodzi Alvaro Morena. Urugwajczyk próbował przybijać piątki fanom, ale ci olali jego szczere intencje. Nie pomogło chwalenie się piłkarską przeszłością rodziny,  gdyż dzieje klubu Racing Club de Montevideo niewiele obchodzą lokalnych kibiców. Chyba tylko goła Shakira mogłaby mu pomóc, ale ona już wiekowa, a Natalia Oreiro i tak lepsza.
Na arenie zapada ciemność. Z głośników uderza AD i Dead Silence. Pojedynczy reflektor oświetla postać Nekrofila, który nastukany mocarzem gibie się na różne strony.

Jan Kowalski – To wielka szansa dla tych młodych zawodników. Mają szansę uczyć się od jednego z najlepszych zawodników w historii wrestlingu.

Tony Hogański – Wielka szansa na przerobienie na miazgę.

Jan Kowalski – Będziesz o tym wspominał, gdy Alvaro Morena zostanie kiedyś World Champem. Teraz dbamy w EWF o dobór talentów. Mamy od tego specjalne biuro.

Tony Hogański – Specjalne biuro? Naprawdę? Kto tam pracuje?

Jan Kowalski – Zatrudniono tam same znakomitości, komórką kieruje Karl Daniels, a współpracują z nim jego skauci - Monika Lewińska, Dawid Halter i Steve Sobieski.

Tony Hogański – Pozwól, że podsumuję. Biurem do spraw poszukiwania młodych talentów kieruje gość, który twierdził, że przeżył zabieg aborcji, a kilka lat później mydlił barany na Słowacji? Do tego podlegają mu byli komentatorzy z Polish Championship Wrestling, którzy tak naprawdę od 2001 roku nie są związani z wrestlingiem i pojawiają się jedynie epizodycznie jak się ktoś nad nimi zlituje?

Jan Kowalski (z powagą) Tak, to wszystko prawda.

Tony Hogański (kręci głową) Świetlana przyszłość rysuje się przed EWF, nie ma co.

Wszyscy uczestnicy walki znajdują się w ringu. Alvaro Morena, Josh Brennan i Nekrophage spoglądają na Kravena bez żadnego szacunku. Chyba nie oglądali archiwalnych gal EWF, bo wygląda na to, że nie rozpoznają trzykrotnego EWF World Champa. Nie ma co zagłębiać się w szczegóły, bo Dark Sędzia nakazuje uderzyć w gong. Jego dźwięk to międzynarodowy sygnał do rozpoczęcia pojedynku. Josh Brennan, Nekrofil i Alvaro Morena szarżują na środek ringu, a po chwili cała trójka hamuje w obawie czołowego zderzenia. Stojący w swoim narożniku Kraven przygląda się im z politowaniem. Następnie sam rzuca się do najbliżej stojącego Irlandczyka i wynosi do Back drop suplexa. Akcja kończy się powodzeniem, a Josh po uderzeniu głową w matę nie wykazuje znaków życia. Rosjanin wstaje i odskakuje na bok przed szarżującym na niego Nekrofilem. Ten odbija się od lin i wyskakuje do dropkicku, którego Kraven unika wykonując fachowy strafe w lewo. Nekrofil trafia za to Morenę, który czaił się za plecami pierwszego EWF World Champa. Kraven dopada do leżącego Nekrofila i zakłada mu legendarny i śmiercionośny Kraven Crossface! Czyżby koniec walki? Nekrofil już unosi rękę by uderzyć nią w matę gdy... Josh uderza knee dropem w głowę Rosjanina, przez co ten zwalnia chwyt! Mati w sposób pruski bije mu brawo poza ringiem. Irlandczyk pinuje....1.... 2..... przerywa zawodnik urodzony w Montevideo!

Jan Kowalski – Zobacz jak świetnie się prezentują.

Tony Hogański – Świetnie? Przecież przed chwilą Kraven nieomal nie skończył tej walki.

Jan Kowalski – Nieomal to słowo klucz, bo walka trwa! Oj trwa!

Tony Hogański – Nie mam pojęcia dlaczego Kraven się na to pisze. Takie walki nie mają sensu.

Urugwajczyk bowiem wskoczył na drugą linę i odbijając się od niej spadł na Irlandczyka z leg dropem. Cała czwórka leży rozbita. Pierwszy staje Alvaro, gdyż zapewnił sobie miękkie lądowanie na plecach Brennana. Chwytając za nogę próbuje przeciągnąć Kravena w kierunku narożnika, lecz Rosjanin, zwłaszcza w pozycji leżącej, jest zbyt opornym i ciężkim obiektem na takie manewry. Morena Paz postanawia zatem siąść na nim okrakiem.... by wymierzyć kilka uderzeń w głowę, rasowe ground and pound rodem z oktagonu. Tymczasem Josh zwiera się z Nekrofilem w klinczu. Obaj stoją z luzem w rozkroku, co wykorzystuje ten drugi, by uderzeniem kolanem w podbrzusze zyskać przewagę. Wykorzystuje ja do założenia Headlocka. Josh jednak wrzuca tylni bieg i gdy obaj opierają się o liny, to wypadają między nimi na posadzkę. Takie to łamagi. Tymczasem Kraven chwycił Morenę za rękę, by zadać mu straszną udrękę. Przyjęła ona postać Kimury... Jednak Urugwajczyk robi nieporadny przewrót w przód, przez co ląduje plecami na Rosjaninie! Pin....1.....2....Kraven wybija, przy okazji puszczając rękę przeciwnika. Ten się za nią chwyta, wstając przy pomocy lin.... Kraven wstaje wolniej... Alvaro wyprowadza cios drugą ręką, lecz Kraven kontruje powalając go na matę za pomocą Fujiwara armbara! Rosjanin chwyta kończynę w kleszcze swoich nóg, a rękoma chwyta za głowę Moreny i serwuje mu Kraven Crossface! Inni zawodnicy chcą to jakoś przerwać, ale zderzają się ze sobą, ich nogi zaplątują się między inne nogi i tak kończą się ich zamiary, bo Postrach Montevideo nie jest wcale postrachem Petersburga, Leningradu i Moskwy, biedak poddaje się! (Zwycięzcą jest: Kraven!)

Tony Hogański – No i koniec. Jaki jest sens takich walk?

Jan Kowalski – Nasza młodzież zebrała niezbędne doświadczenie, a Kraven pokazał, że potrafi nadal walczyć. Czysty zysk dla EWF. Mamy Kravena w karcie, zarabiamy pieniądze, przyciągamy fanów, a młodzicy trenują pod okiem najlepszego fachowca.

Tony Hogański – To jest nawet rozsądny sposób myślenia. Wciąż jednak nie rozumiem, co Kraven z tego ma.

Jan Kowalski – Na pewno knuje jakiś spisek, ale nic złego nie jest w stanie zrobić. Władza prezydenta Castro jest silna, mocna i pewna, a GRU czuwa.

Gra Hymn ZSRR, a publiczność świętuje. Na ziemiach polskich chyba tylko w EWF i na zjazdach Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej na radziecki hymn reagowano tak entuzjastycznie. Kraven spokojnie opuszcza arenę. Tymczasem Josh Brennan chyba próbuje uciec, ale Mati dopada do niego, zawija go w pruski worek, przerzuca sobie przez ramię i też znika.

Tony Hogański – Co to za wschodniopruska intryga?

Jan Kowalski – Pojęcia nie mam, ale na pewno się kiedyś dowiemy.


(Jesteśmy na zapleczu, a tu znów spotykamy Franko. Rzeźnik idzie skupiony ciemnym korytarzem, jego kroki są ciężkie, z pewien sposób nawet złowieszcze. Światło zapala się i wtedy zauważamy, że nie jest on wcale sam. Po jego lewej i prawej stronie ustawiony jest szpaler smutnych ludzi ubranych na czarno. Każdy z nich trzyma w ręku czarno-białe zdjęcie jakiegoś biedaka, który został zesłany do Afryki po Kwietniowej Anarchii VII. Ludzie stoją cicho, spokojnie i w żałobnym skupieniu, gdy Rzeźnik kroczy dalej. Po drodze znajduje czas by rzucić okiem na zdjęcie każdego z uprowadzonych przez Boko Haram. Matki płaczą, niektórzy nawet chcą dotknąć nabożnie jedynej osoby, która jest w stanie wymierzyć zemstę za cierpienia ich rodzin. Franko znajduje czas dla każdego, wprawdzie nic nie mówi, ale jego spojrzenie mówi samo za siebie. To wlewa pocieszenie w serca tych biednych ludzi. Franko idzie dalej, a żałobnicy zostają. Ich ból jest bólem Franko, a ofiary wołają nie tylko o pamięć, lecz o zemstę. Wracamy na ring.)


Tony Hogański – Castro i jego kumple zapłacą za swoje zbrodnie.

Jan Kowalski – Ładnie wyreżyserowany teatrzyk. Pachnie mi to trochę prawicowym faszyzmem.

Tony Hogański – Janku? Norma ISO666, zapomniałeś? Zero polityki. Ja się powstrzymuje, a ty co?

Jan Kowalski – Masz rację, masz rację. Muszę być profesjonalistą.

Tony Hogański – Nie uda ci się. Kiedyś byłeś profesjonalistą, ale zmieniłeś się w propagandzistę. Dlaczego Janku, dlaczego?

Jan Kowalski (trochę melancholijnie) Tak trzeba Tony, tak trzeba... dla dobra EWF.


(Dzisiaj akcja gali często dzieje się nie na ścisłym zapleczu, lecz w okolicach parkingowych. Tak jest i tym razem, bo na parking wjeżdża prawdziwy TIR. Wprawdzie nie ma przyczepy, konterna czy jak to tam z tyłu się nazywa, ale jak TIR to TIR. Jest duży, hałaśliwy i warczący. Wysiada z niego Bane, dzisiejszy pretendent do EWF World title.)

Bane (do siebie)Są tu jakieś tirówki?

Odpowiada mu cisza.

Bane – Naprawdę? Żadnej? Patrzcie dziewczynki jaką mam maszynę.

Nadal cisza, ale w końcu Syn Anarchii zauważa stojącą niedaleką Cassandrę Tisserant. Jak widać czeka tu ona na kogoś, ale chyba nie na dzisiejszego uczestnika main-eventu.

BaneEj! A ty?

Cassandra Tisserant Co ja?

Bane Zobacz jaką mam maszynę. Chcesz zajrzeć do środka?

Cassandra Tisserant Nie, dziękuję.

Bane (zdziwiony) To co ty tu robisz? Nie czekasz na mnie?

Cassandra Tisserant Przeprowadzam wywiady.

BaneZe mną?

Cassandra Tisserant Z każdym.

BaneTaka łatwa jesteś? Nie chcesz być moja na wyłączność?

Cassandra Tisserant Nie, dziękuję. W zasadzie to mam umówiony wywiad z PepsiBosmanem, więc pozwolisz, że się oddalę.

Bane Z kim? To jakiś dostawca napojów gazowanych? Robicie akcję rozmów z technikami z zaplecza? Co mnie to obchodzi, twój wybór. Jeśli zmienisz zdanie, to wiesz gdzie mnie szukać. W czasie gali, po gali, zawsze znajdę czas.

Cassandra Tisserant Skoro już tu jesteś, to możemy w sumie przeprowadzić wywiad. Wszyscy wiemy jaka walka cię dzisiaj czeka.

Bane (wzrusza ramionami) Walka jak walka.

Cassandra Tisserant Przecież to main-event! Chyba pierwsza twoja walka o EWF World title! Do tego Chain match, więc chyba nie jest to walka jak walka.

BaneWidzisz, zupełnie nie rozumiesz jak walczą prawdziwi main-eventerzy. Tylko takie tchórzliwe cipki jak Franko czy Bidam drżą, gdy słyszą o World title shocie, o main-evencie i pieprzą jaka to dla nich ważna walka. Pierdolę jaka to szansa, jaką karierę zrobią, jak walczą dla kibiców i przynoszą im radość, jak to nowa krew dochodzi do włosu, jak to chcą wykorzystać swój moment. Ale wiesz, tak postępuję tylko ci, co czasem trafiają do main-eventów i już sam udział w takiej walce jest dla nich wielkim sukcesem. Oni nie mogą tam zostać na dłużej, bo nie myślą jak main-eventerzy. Mają mentalność chłopa na salonach. Stoją z rozdziawionymi pyskami, zdziwieni szczęściem jakie ich spotkało i tyle. Czy Crazy przejmuje się tym, że walczy dzisiaj w main-evencie? Czy robili to Psycho, Scyther, Szakal? Nie, dlatego, że dla nich to normalność. Widzisz mała czarna, ja mam nie tylko wygląd i umiejętności main-eventera, ale też taką mentalność. To nie moja pierwsza walka wieczoru, więc czym mam się przejmować? Wygram to wygram, przegram to przegram, ale na pewno tam wrócę. Czym mam się przejmować, skoro i tak zostanę tam gdzie chce? To nie przypadek, że walczę o mistrzostwo świata, to nie jest przypadek.

Cassandra Tisserant – W tych słowach jest na pewno jakaś logika, ale...

Nie dowiemy się o jakie „
ale” chodzi, bo na parkingu słychać dźwięki klaksonu, odgłosy hamowania i na horyzoncie pojawia się jedno z marzeń każdego łysego Polaka w dresie, czyli BMW Z4 (E89). Kierowca jednak nie wyrobił na zakręcie i z impetem wjechał w śmietnik. Śmieci wyleciały w powietrze i rozrzuciły się na około. Skórka od banana miała już spaść na ramię Bane'a odziane w jakąś markową odzież za kilkaset euro, ale ten zasłonił się Cassandrą Tisserant. Z samochodu wyłonił się Bidam.

Bidam – Cześć! (Spogląda na swoje BMW.) To żony, nie ma zmartwienia, wyklepie się.

BaneKto ci dał prawo jazdy?

Bidam W sumie to chyba nikt. Mam jakieś mongolskie, ale kupiłem na bazarku wieki temu. W Korei nie dawali, ale mam zezwolenie na prowadzenie czołgu.

BanePrawdziwego?

Bidam Nie, sztucznego. Na jakim świecie ty żyjesz? O, zobacz.

Nowosibirski wyciąga z kieszeni portfel i pokazuje plastikową legitymację. Pełno tam koreańskich napisów, ale główną uwagę zwraca obrazek uśmiechniętego koreańskiego żołnierza prowadzącego czołg. Jest jeszcze jeden, na którym widać czołg z lufą, z której wyskakują naboje o twarzach Kim Ir-Sena, ale ten jest akurat przekreślony.

BaneCo to znaczy?

Bidam Że mogę prowadzić, ale nie mogę strzelać. (Rozgląda się z uwagą po parkingu.) No dobra, idziecie do hali?

BaneNie. (Wskazuje na Cassandrę.) Nie widzisz, że rozmawiamy?

Bidam No rozmawiamy.

BaneNie my, tylko ja i pani.

Bidam Aha, skoro tak sprawę stawiasz. A wiesz, myślałem, że jesteśmy kumplami.

Bane (zdziwiony) Co?

Bidam Umiesz tańczyć Asereje?

BaneNie, a ty?

Bidam Też nie, ale Franko potrafi.

BaneNaprawdę?

Bidam No... (Drapie się po czuprynie.) W sumie to nie wiem, ale umiem to sobie wyobrazić. (W tym momencie wszyscy to sobie wyobrażają.) Skoro nie idziesz, to popilnujesz mi furki? Kluczyki są w stacyjce.

BaneCo?

Bidam Żartuję. (Do Cassandry.) Ty idziesz?

Haitanka z polskim rodowodem spogląda to na Bane'a to na Bidama.

Cassandra Tisserant Tak.

Bane (co Haitanki) Jak sobie chcesz. Jeśli zmienisz zdanie, to wiesz gdzie szukać mojej szatni.

Bidam Ja też mogę wpaść?

BaneNie.

Bidam Ale jesteś spięty. (Do Cassandry.) Idziemy?

Cassandra Tisserant Tak.

Bidam bierze Cassandrę pod ramię i razem odchodzą.

BaneA co mi tam.

(Syn Anarchii wsiada do bidamowskiego BMW i po chwili odjeżdża. Wracamy na ring.)


Jan Kowalski – Bane i Bidam to wspaniałe gwiazdy współczesnego EWF.

Tony Hogański – Są nieźli, ale gdyby porównać ich do Kravena, Hangmana, Gangsty, mistrza Szakala z dawnych lat.

Jan Kowalski – To rzeczy nieporównywalne. Tak jak dawnych gwiazd EWF nie można porównywać z dziadami z PCW.

Tony Hogański – Tych to już nikt nie pamięta. Jakbym powiedział, że taki K-J był wrestlerem w kostiumie krokodyla to większość współczesnej widowni by uwierzyła.

Jan Kowalski – A był?

Tony Hogański – Nie pamiętam, kogo to teraz obchodzi?

Jan Kowalski – No to zrujnowałeś mu reputację. Teraz wszyscy będą myśleć, że to był wrestler-krokodyl.

Tony Hogański – On pewnie już nawet nie żyje, więc kto się będzie przejmował.

Jan Kowalski – W każdym razie Bane prezentuje bardzo rozsądne nastawienie. Tak robi się karierę.


(Nie przenosimy się nigdzie, bo wyemitowany zostaje specjalny materiał filmowy. Pojawia się napis „Wydarzyło się w 2004 roku". Jak napisali, tak być musi. Jest październik 2004 roku. Polską rządzi Sojusz Lewicy Demokratycznej, a nad projektem EWF wspólnie czuwają prezydent Esmeralda Martinez i komisarz Szakal. Znajdujemy się gdzieś we Wrocławiu. Na obrzeżach miasta, w jakiejś spokojnej dzielnicy, zebrała się grupa dziennikarzy. Przed ładnie wyglądającym budynkiem widzimy piękną i młodą Esmeraldę Martinez, której towarzyszy Dagmara Zielińska.)

Esmeralda Martinez – Z dumą otwieramy więc ten Dom Pomocy Wrestlerom. Wierzymy, że niedołężni zawodnicy znajdą tu spokojną przystań w jesieni ich życia. Chorych będziemy wspierać, uzależnionym pomagać, jeśli ktoś będzie wymagał specjalistycznej terapii, to za darmo otrzyma niezbędną pomoc psychologiczną. Ubogich dokarmiać będzie nasza jadłodajnia, na święta różnego rodzaju szykować będziemy paczki. Biednym wrestlerom z innych części Polski zapewnimy transport do naszego ośrodka. Nikomu pomoc nie zostanie odmówiona, nikt nie zostanie pozbawiony samemu sobie!

Widać wielu weteranów PCW, którzy wzruszeni wchodzą do ośrodka, podziwiają wszystko, są szczęśliwi. Na starość takie szczęście ich spotkało. Szczególnie spodobała im się sala telewizyjna, gdzie za pięciozłotową opłatą można wypożyczyć każdą archiwalną galę PCW.

Esmeralda Martinez – To będzie wasz dom! Na zawsze!

Ekran spowija czerń, słychać powtarzający, zacinający się głos Esmeraldy „ na zawsze... na zawsze... na zawsze...”. Nie trwa to długo, bo na ekranie pojawia się teraz napis „Rok 2015”. To samo miejsce, żadnych dziennikarzy, żadnej Esmeraldy. GRU wyprowadza z budynku różnych, nieznanych już obecnie ludzi, niektórzy to jacyś dawni jobberzy z EWF, widać znajome twarze z PCW. Wszyscy zapłakani, smutni, przygnębieni. Całą akcją dowodzi Berenika Martinez.

Emeryt#1 – To co my teraz będziemy robić?

Berenika Martinez – Jak to co? Pracować! Czasy dobroczynności się skończyły! EWF nie może brać dłużej odpowiedzialności za was. Przez dziesięć lat na pewno nauczyliście się jak żyć.

Emeryt#1Ale my jesteśmy starzy...

Emeryt#2Schorowani...

Emeryt#2Wrestlingowi oddaliśmy najlepsze lata życia i zdrowie.

Berenika Martinez – Nie martwcie się. Dostaniecie talony do Caritasu i namiaru do opieki społecznej. Na pewno wam pomogą. My w EWF nie jesteśmy organizacją charytatywną. Nie będziemy utrzymywać darmozjadów. Jeśli zabierzecie się do uczciwej pracy, to może nawet znajdzie się dla was jakieś miejsce w obsłudze technicznej naszych gal. To wszystko, wynocha!

Emeryt#1Co tu teraz będzie? Co z naszym domem?

Berenika Martinez – To nie wasza sprawa.

Emeryt#2I ty jesteś córką wspaniałej Esmeraldy?

Szefowa GRU policzkuje biedaka.

Berenika Martinez – Pewnych granic nie należy przekraczać.

(Koniec materiału filmowego.)


Tony Hogański – O! Felipe zamknął dom dla emerytów.

Jan Kowalski – Trzeba było. Możemy ich wspomagać na różne sposoby, ale utrzymywanie własnego domu opieki... to przesada. EWF Corporation nie powinno zastępować państwa. Później jest jak z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, państwo przyzwyczaja się, że ktoś inny wykonuje za nie robotę.

Tony Hogański – Nie będę protestował. Nie ma co trzymać dziadów z PCW i wczesnego EWF.

Jan Kowalski – Będziemy im dalej pomagać, tylko inaczej. Zmieniamy strategię dobroczynności i ścinamy koszty.

Tony Hogański – Tak, tak. To wszystko bardzo rozsądne.

Jan Kowalski – Potwierdzam.

Tony Hogański – Z tego, co słyszałem to dawny Dom Pomocy Wrestlerom ma być przerobiony na luksusowy burdel. Czy to prawda?

Jan Kowalski – Nie interesowałem się tą sprawą. Trzeba się zwrócić z zapytaniem do rzecznik prasowej EWF Corporation.


(To jest zdecydowanie gala, w której jak do tej pory akcja dzieje się poza murami. Na łączce nieopodal hali, ale już poza administracyjnym obrębem działki na której znajduje się hala widowiskowo-sportowa, rozstawione zostały jakieś namioty, stoją ciężarówki i inne pojazdy. Tu także znajduje się tłum fanów, a pod otwartym niebem ustawiono ring, na którym dostrzec można Szakala w otoczeniu Mumina, Mladenova i Doktora VooDoo Białego. Senator przemawia do ludu.)

Szakal – Witam kurwa w strefie wolnej od ISO666 kurwa! Tu kurwa panuje prawdziwa wolność kurwa! Tu kurwa nie obowiązują nas żadne zasady kurwa! Tu możemy przeklinać kurwa i mówić o polityce kurwa!

Doktor VooDoo Biały Panie senatorze... to chyba przesada.

Szakal Stosuję podwójną kurwę by wzmocnić siłę mojego przekazu. Wiem kurwa, co robię, bo jestem senatorem na pełnej kurwie. Zresztą nie mów mi, co mam kurwa mówić we własnej strefie!

Fani świętują i zaczynają krzyczeć.

Tłum – Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa!

Szakal – Wolność dla kurew!

Doktor VooDoo Biały Niech pan senator wyraża się precyzyjnej, bo prasa poda, że jest pan za legalizacją prostytucji.

Szakal (łyso zdziwiony) A jestem przeciw kurwa?

Doktor VooDoo Biały Elektorat jest przeciw.

Szakal A co ja kurwa jestem takim kunktatorem, że zmieniam poglądy by przypodobać się elektoratowi? Szakal nie zmienia poglądów, jest kurwa zawsze taki sam. Jak skała, a na tej skale zbudowana zostanie nowa Polska.

Doktor VooDoo Biały Ładnie powiedziane, ale trzeba też realizować obietnice wyborcze, a legalizacji prostytucji nie obiecywaliśmy.

Szakal Jak kurwa nie, to nie.

Tłum – Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa!

Szakal – Wolność dla kurwy! Precz z ISO666!

Tłum – Precz z ISO666! Precz z ISO666! Precz z ISO666!

Szakal – Patrzcie kurwa jaki interaktywny jestem. Prawie jak Shaman. Czy jestem Szakalem?

Odpowiada mu cisza.

Szakal – Oni kurwa nie wiedzą jak grać. W Szczecinie dawno by to podłapali. Dobra, wypuścić stoczniowców!

Mumin i Mladenov otwierają drzwi do jakiegoś TIRa, z którego wychodzą szczeciński stoczniowcy. Rozdają oni wszystkim zebranym manifest przeciwko ISO666, a następnie udają się w stronę hali, gdzie też będą agitować fanów.

Szakal – Mam nadzieję, że dobrych stoczniowców kurwa dobrałeś.

Doktor VooDoo Biały – Najlepszych. Każdy ma wąsa albo brodę i strój stoczniowca.

Szakal – Świetnie kurwa. Ja idę do hali, bo dzisiaj walczę. Muszę się pokazać. Ty kieruj naszą strefą. Pamiętaj, że może w 2025 roku będę chciał wystartować na prezydenta, więc działamy na rzecz mojego potencjalnego elektoratu.

Doktor VooDoo BiałyTak jest panie przyszły prezydencie.

Szakal – Dziękuję. (Poklepuje Doktora VooDoo po plecach w sposób senatorski.) Czuwaj kurwa.

(Łysy schodzi z ringu, rozdaje autografy, wyjaśnia fanom pisma, tzn. swój sprzeciw wobec normy ISO666 i aż promienieje swoją łysą zajebistością. Wracamy na ring.)



Tony Hogański – Mistrz Szakal ma zawsze rację. Precz z ISO666!

Jan Kowalski – Dlaczego? To rozsądna rzecz. Usprawni działanie federacji.

Tony Hogański – To zabija esencję polskiego wrestlingu. Z takimi rzeczami trzeba walczyć.

Jan Kowalski – Wrestling by przetrwać musi się unowocześnić. Musi stać się wrestlingiem totalnym, inaczej będzie uważany za rozrywkę dla idiotów.

Tony Hogański – Czy ty wiesz jaką my mamy opinię? Żeby ją zjebać jeszcze bardziej to w wrestlingu musiałyby się pojawić kucyki.


(Będą kucyki! Ale jeszcze nie dzisiaj! Może kiedyś się doczekamy! Trafiamy do biura prezydenta Extreme Wrestling Corporation. Za biurkiem siedzi Felipe Castro, wszechwładny prezydent federacji. Przed biurkiem, na wygodnym krześle zasiada natomiast Vaclav.)

Vaclav – Mam tu zdjęcia fanek, które mógłbyś dostarczyć mi po hali. Wyłapałem je osobiście w pokoju realizatora.

Mecenas Ekstremy nonszalancko rzuca na stół zdjęcia fanek, które zasiadają sobie gdzieś na trybunach hali.

Felipe Castro – Co? (Nawet nie spojrzał na zdjęcia.) EWF nie jest twoim prywatnym burdelem. Chcesz to sobie sam gwałć je w zaułkach, ja ci nie będę w niczym pomagał.

Vaclav Oj Filip, jaki ty nieżyciowy jesteś. Czy ty wiesz, że życie trzeba wspierać? (Wyciąga z kieszeni butelkę Perły i otwiera ją o blat prezydenckiego biurka.) Twoje zdrowie, skurwysynie! (Bierze wielki łyk złocistego napoju.) Ale wiesz Filip, ja tego nie rozumiem.

Felipe CastroCzego znowu?

Vaclav Dlaczego to Bane ma World title shot, a nie ja?

Felipe CastroNie starałeś się na ostatniej gali.

Vaclav Ja się nie starałem? Ja? Do kogo ta mowa?

Felipe CastroNie zrozum mnie źle. Dla mnie jesteś głównym pretendentem do EWF World title i twarzą EWF.

Vaclav No, brzmi to dobrze, ale kiedy World title shot dla mnie?

Felipe CastroJeśli nic nam nie wypadnie... to Wrestlepalooza CXXIX jest dobrym terminem.

VaclavDobra Filip. Ja mogę tyle poczekać, ale bez żadnych numerów.

Felipe CastroNa następnej gali mamy turniej drużynowy. Trzeba ci znaleźć partnera.

Vaclav Ja lubię brać partnerki przemocą.

Felipe CastroMyślałem o Nasie Jazzowskim.

Vaclav (popijając Perłę i rechocząc rubasznie) On ma fajną żonę, he-he.

Felipe Castro Nic z tych rzeczy! Chciałbym żebyście byli drużyną. Dla mnie ty i on jesteście dwoma najważniejszymi wrestlerami w dzisiejszym EWF. Powinniście współpracować, więc zapomnij o jego żonie.

VaclavOn miał też ex-żonę, tą mogę się zainteresować?

Felipe Castro Nie, żadnych zabaw z żonami Jazzowskiego. Obrazi się kurwa i sprowadzi nam Afrykę na głowę. Chcesz drugiego najazdu Boko Haram? Bo ja nie.

Vaclav Żaden murzyn mi nie straszny.

Felipe Castro Kraven też tak mówił.

Vaclav Kraven był frajerem, a my Filip, my jesteśmy potęgą! (Uderza butelką o blat biurka, że aż piana z niej wypływa.) Potęgą Flip, rozumiesz?

Felipe Castro Tak.

VaclavNic nas nie zatrzyma!

Felipe Castro Masz żyć w zgodzie z Jazzowskim, rozumiesz?

Vaclav (od niechcenia)Tak, tak. Będzie jak chcesz.

(Skoro będzie, to będzie. Wracajmy więc do naszych komentatorów.)


Tony Hogański – Dlaczego musimy oglądać to szpetne małżeństwo glonojadów?

Jan Kowalski – Przypominam cię, że prezydent Felipe Castro przeprowadza nas przez trudne reformy i odnawia EWF, a Vaclav jest jednym z czołowych wrestlerów federacji.

Tony Hogański – To moralne kały. Pluję na nich.

Jan Kowalski – Pluj, śliny ci nie starczy.

Tony Hogański – A tobie języka, żeby ich po ich obrzydliwych dupskach lizać.

Jan Kowalski – Jesteś wulgarny.

Tony Hogański – Życie mnie do tego zmusiło!


(Tak jak wcześniej zostało już zapowiedziane, na jednym z korytarzy bielskiej hali stoi Cassandra Tisserant w towarzystwie PepsiBosmana. Wreszcie udało się jej go spotkać, po Bidamie ani śladu, więc pewnie dość szybko się rozstali. SeBa i Franz mogą czuć się zazdrośni.)

Cassandra Tisserant Dzień dobry państwu, razem ze mną jest PepsiBosman, który już za chwilę stoczy najważniejszą walkę w swojej dotychczasowej karierze, gdzie stawką będzie D-Evolution title shot. (Zwraca się ku wrestlerowi) Jak samopoczucie przed tak ważnym starciem?

PepsiBosman (wznosi toast puszką pepsi) Wyśmienicie, dopóki zimne pepsi płynie w moich żyłach, jestem pewny, że wszystko potoczy się po mojej myśli.

Cassandra Tisserant Czyli wszystko jest kwestią pepsi? Umiejętności i doświadczenie nie odgrywają żadnej roli?

PepsiBosman Odgrywają, oczywiście. Mam ogromny potencjał, ale jego uwolnienie bez pepsi nie jest możliwe. Spójrz na takiego Vaclava - co on jest wart bez Perły? Albo Psycho. El Masturbator podmienił mu kiedyś jointy i przez to przegrał turniej o World title.

Cassandra Tisserant Rzeczywiście, coś w tym jest, Asterix bez magicznego wywaru także nie radził sobie z Rzymianami, gumisie również kiepsko kicały.

PepsiBosman Nie kicały w ogóle!

Cassandra Tisserant Całkiem możliwe.

PepsiBosman A smerfy? Myślisz, że smerfy miały jakiś napój, który nadawał im supermocy?

Cassandra Tisserant Chyba nie.

PepsiBosman Bzdura! Bzdura! Oczywiście, że miały, jak inaczej za każdym razem umykałyby potężnemu Gargamelowi? Myślisz, że barwy Papy Smerfa to przypadek? Niebiesko-biało-czerwone, przypadek?

Cassandra Tisserant Sugerujesz, że smerfy piły pepsi?

PepsiBosman Oczywiście!

Cassandra Tisserant Skoro więc jesteśmy przy tych klimatach - do jakiego smerfa byś się porównał?

PepsiBosman Zaskoczyłaś mnie tym pytaniem... Do jednego to raczej trudno, jestem mieszanką najlepszych cech kilku z nich. Silny jak Osiłek, pewny siebie jak Ważniak, mądry jak Papa Smerf...

Cassandra Tisserant A twoi przeciwnicy? Jakimi smerfami są twoi przeciwnicy?

PepsiBosman Tu odpowiedź jest znacznie łatwiejsza, bowiem oni wszyscy są ciamajdami, którym w najbliższej walce przydarzy się przykry wypadek.

Cassandra Tisserant Dziękuję za rozmowę,

Wywiad się kończy, Cassandra i PepsiBosman wymieniają serdeczne uściski dłoni i rozchodzą się w swoim kierunku, my natomiast zostajemy jeszcze przez chwilę na miejscu, aby zobaczyć jak zza węgła wyłania się jeden z najbardziej zgorzkniałych wrestlerów we współczesnej federacji, czyli MaxiMasterMistrz! Zawodnik, z którym nikt nie chce przeprowadzać wywiadów, najwyraźniej przez cały czas przysłuchiwał się odbytej rozmowie.

MaxiMasterMistrz (kręci głową) Upadek mediów, ostateczny upadek mediów. Oriana Fallaci w grobie się przewraca słysząc takie wywiady.

(Wracamy na ring.)


Jan Kowalski – Też tak uważasz?

Tony Hogański – Znaczy się co?

Jan Kowalski – Że to ostateczny upadek mediów?

Tony Hogański – W dupie to mam.

Jan Kowalski – O Tony, a norma ISO666? Czyżbyś tym razem to ty o niej zapomniał?

Tony Hogański – Mam to gdzieś. Po prostu.


(Wizyty na zapleczu są zawsze dobrym pomysłem. Trafiamy do szatni czołowego małżeństwa polskiego show-biznesu. Na eleganckiej kanapie siedzi równie elegancka Weronika Passent, w równie eleganckiej czerwonej sukience. Obok niej stoi Nas Jazzowski.)

Nas Jazzowski – Zrozum. Musiałem zmniejszyć metraż.

Weronika Passent (wyraźnie obrażona) Co? To po to dostaliśmy większą szatnię, żebyś ty ją teraz zmniejszał? To po co ja pakowałam więcej kosmetyków, ubrań i dekoracji z Ameryki, co? Ja chcę tu ćwiczyć strzelanie z mojego japońskiego łuku Hokkaido!

Nas Jazzowski – Mam teraz nowe obowiązki. Tak trzeba.

Weronika Passent – Wiem, wszystko wiem! Chcesz tu upchnąć swoich murzynów, co? Otworzę szafę, a tam w pudełkach na buty oni będą siedzieć i szczerzyć zęby do mnie!

Nas Jazzowski – Wiesz przecież, że zabrałem ze sobą tylko małą ekipę. Reszta została w Warszawie.

Weronika Passent – Dobrze chociaż, że przeprowadzamy się do Wawki, bo w tym twoim Białym to już za ciasno dla mnie było.

Nas Jazzowski – Miley, ty wiesz, że ja wszystko robię dla nas.

Weronika Passent – No wiem, wiem, ale gdzie ja moje łuki do Bugatti schowam teraz, co?

Nas Jazzowski – Masz specjalną szafę. O wszystko zadbałem.

Weronika Passent – Seriówa?

Nas Jazzowski – Tak... i jak chcesz to będziesz mogła postrzelać do jobberów.

Weronika Passent (zrobiła smutną minę) To jakieś zwierzątka?

Nas Jazzowski – Nie, to kiepscy wrestlerzy.

Weronika Passent (ucieszona) A to spoksik! No, a dlaczego zmniejszyłeś ten metraż?

Nas Jazzowski – Jak wiesz, jestem teraz prezesem Związku Wrestlerów Polskich.

Weronika Passent – O! Pamiętam! To tak jak wujek Bolek był szefem wszystkich solidaruchów.

Nas Jazzowski – Coś w tym stylu.

Weronika Passent (z podziwem) Nas, ty jesteś jak Witos!

Nas Jazzowski (zdziwiony) Skąd ty znasz Witosa?

Weronika Passent – Wujek Waldek mi o nim opowiadał. To był mityczny ludowiec. Znasz piosenkę o wujku Waldku? Śpiewałam mu ją kiedyś jak był smutny! (Zaczyna nucić znaną melodię.) „Wuja Waldek niech się nie boi, Weronika zawsze za wujkiem stoi”. Robił się dużo pogodniejszy wtedy.

Nas Jazzowski – Jasne. Wracając do przebudowy szatni. Jak wiesz, jestem teraz prezesem ZWP. Wydzieliłem więc z naszej szatni taki mały gabinet dla interesantów. Mają oddzielne wejście, więc jak wejdą, tzn. jak ich murzyn-strażnik wpuści, bo przecież jakaś hołota nie może mi się do biura z buciorami brudnymi pakować, to wtedy zadzwoni u nas dzwonek i ja przez o tamte drzwi. (Wskazuje na jakieś boczne drzwi.) Przejdę do mojego biura i takiego interesanta przyjmę. Widzisz, ja chcę być blisko ludzi, mogą do mnie przychodzić ze swoimi problemami.

Weronika Passent – Wow Nas, ty jesteś lepszy niż Witos. Ty jesteś jak Roman Dmowski!

Nas Jazzowski (znów zdziwiony) Skąd ty znasz Romana Dmowskiego? Dostałaś jakąś ulotkę od Żubra czy co?

Weronika Passent – Nie, do wujków przychodzi teraz taki kuzyn Romek, trochę jak ten Romuś z Plebanii, w której grała Aga Włodarczyk, Romek Kuń albo Koń na niego mówią i on tak o tym Dmowskim nawija, że jej, to musiał być niezły kolo, nie? Tyle dobrego zrobił. Nie tyle co świętej pamięci wuja Wojtek... (Tu WAMP przeżegnała się.) ... ale chyba więcej niż wuja Czesio. Tata ma z niego niezłą polewkę, ale dla mnie to nie żarty. Szkoda Nas, że mi nie powiedziałeś, to ja bym ci biuro urządziła w stylu takim, że czad normalnie i bambo na skwerku. Ty na pewno tam sobie niezłego lola zrobiłeś, bo dałeś pewnie jakiemuś murzynowi biuro urządzić. Obczajaj temat, ja będę twoją asystentką. Jak ktoś wejdzie, to ja przywitam i wtedy cię zawołam, co? Dobra? Okejka?

Nas Jazzowski – Niech będzie.

Weronika Passent – A kiedy pójdziemy postrzelać z mojego łuku Honda, bo ja chcę, dobra?

Nas Jazzowski – Pójdziemy na pewno dzisiaj, ale na razie mamy zaproszenie do prezydenta Castro.

Weronika Passent – Nas, nie lubię jak kłamiesz.

Nas Jazzowski – Co? Dlaczego?

Weronika Passent – Przecież wiem, że prezydentem jest teraz pan Duda. To nie jest mój wujek, ale pan Bronek też moim wujkiem nie był, bo on zabijał zwierzątka i mi tak smutno było. Dlatego dla mnie on zawsze był panem Bronkiem i dobrze, że go wyrzucili, bo ten nowy do zwierzątek nie strzela i w Krakowie mówią, że jest chyba wporzo.

Nas Jazzowski – Nie, nie. Chodzi o prezydenta EWF. Felipe Castro zaprasza nas do siebie.

Weronika Passent – A to spoko. Pójdziemy. Czy on ma żonę?

Nas Jazzowski – Tak.

Weronika Passent – To on cię kseruje, bo ty też masz żonę.

Nas Jazzowski – Ale nie poślubił jej po buddyjsku.

Weronika Passent – Tylko by spróbował! Romek Kuń by go pozwał za łamanie praw autorskich!

(Skoro spoko, to wracamy na ring.)


Jan Kowalski – Nas Jazzowski i Weronika Passent są jak zawsze czarujący.

Tony Hogański – Muszę się zgodzić. Szczególnie pani Weronika jest niepowtarzalna.

Jan Kowalski – To prawdziwa ozdoba EWF.

Tony Hogański – Tak.

Jan Kowalski – No i dotarliśmy do kolejnej walki.

Tony Hogański – Nareszcie.



Walka o EWF D-Evolution titles shot
Elimination match
PepsiBosman vs Don Camillo vs MaxiMasterMistrz vs Franz



Rozbrzmiewa „Witajcie w naszej bajce” i przy dźwiękach tej melodii na rampie pojawia się MaxiMasterMistrz. Co ciekawe, wita go nawet coś na kształt umiarkowanego cheeru, który sprawia, że Triple M dziarsko podąża w stronę ringu i bez większych problemów dociera w obręb lin.
Pitbull i „Back In time” – to zapowiedź pojawienia się Don Camillo. Wrestler bez większego zainteresowania rozgląda po wypełnionych ludźmi sektorach, zapala cygaro i nieśpiesznie podąża w stronę kwadratowego pierścienia. Widzowie zostają olani, a ich niechęć – zignorowana. Don wkracza na matę i spokojnie rozpina marynarkę, szykując się do walki.
Kolejnym zawodnikiem, który melduje się na arenie jest PepsiBosman, który na ring wychodzi przy rytmach Pepsi Themu. Publiczność okazuje mu swego rodzaju sympatię, ale zbyt wielka euforia to to nie jest.
Jako ostatni na rampie pojawia się Franz, który to w rytmie piosenki „Praca Spawacza mnie przeistacza” autorstwa T-Raperów znad Wisły. Tradycyjnie, pierwszy spawacz w historii Extreme Wrestling Federation zmierza na ring patrząc w niebo i prowadząc dyskusję ze swoim tragicznie zmarłym bratem.

Jan Kowalski – Zwycięzca tej walki otrzyma EWF Daemusin i EWF Evolution title shot.

Tony Hogański – Na następnej gali?

Jan Kowalski – Nie, na Wrestlepaloozie CXXIX. Podobnie jak Vaclav EWF World title shot.

Tony Hogański – Jak można tak po prostu przyznać szansę walki o najważniejszy pas w federacji temu mrocznemu gwałcicielowi kosodrzewiny? Czy ty wiesz do czego on jest zdolny?

Jan Kowalski – Vaclav nie bierze udziału w tej walce, więc skupmy się na niej, a nie na nim.

Tony Hogański – Masz rację. Nie jestem przecież takim frustratem by gadać bez przerwy o tym lisojebie z Sherwood. On tyle zwierząt w tej puszczy skrzywdził.

Jak to mówią - czas to pieniądz, a skoro wszyscy są już w ringu, to nie ma co się pierdzielić i trzeba zaczynać. Raz, raz i po bólu. Shaman, który jest arbitrem dzisiejszego pojedynku, nakazuje uderzyć w gong, a zawodnicy niemal natychmiast rzucają się na wcześniej upatrzone przez siebie cele. Najbardziej rozsierdzony z całego towarzystwa Maxi Master Mistrz błyskawicznie doskakuje do PepsiBosmana i zaczyna wymierzać mu prosto w twarz soczyste punche. Wielbiciel Pepsi jest odrobinę zaskoczony tą zaciekłością, ale po przyjęciu kilku pierwszych ciosów na machę trzeźwieje i zaczyna oddawać. Oddaje na tyle skutecznie, że po chwili uzyskuje nawet przewagę, spycha swojego przeciwnika do narożnika i wbija go w niego potężnym Clotheslinem. W tym samym czasie Don Camillo i Franz także się biją, wcale nie poszli na piwo. Po początkowym zwarciu, w którym przewagę uzyskał silniejszy fizycznie mafiozo, przewraca on pierwszego w historii EWF spawacza na ziemię, wymierza kopa w żebra, bierze rozbieg, odbija się od lin i ląduje na swoim oponencie z potężnym Elbow Dropem. Oczywiście, do pinu nie przechodzi, bo kto to widział pinować po Elbow Dropie? Trzeba dobić. Włoch natychmiast to czyni, bez zbędnej zwłoki wchodzi na narożnik i skacze na oponenta z Frog Splashem! Nie! Franz w ostatniej chwili unika tego niezwykle groźnego ciosu, przetacza się na bok, wstaje... i przyjmuje zupełnie niespodziewanego Pepsi Boota [Bicykle Kick] od PepsiBosmana, który natychmiast przechodzi do pinu...1....2.... przerywa Maxi Master i Mistrz też!

Tony Hogański – Niezrozumiała sytuacja. Dlaczego przerwał?

Jan Kowalski – To Franz. On ma waleczne serce.

Tony Hogański – Skąd wiesz?

Jan Kowalski – Tak twierdzi. Nie widziałeś jego tatuażu z dinozaurem?

Tony Hogański – Nie.

Wielbiciel Pepsi zupełnie nie rozumie zachowania 3M, bo w końcu jest to Elimination Match, to co mu zależy na życiu Franza? Dziwna to sytuacja, ale przecież w EWF co krok spotykamy masę dziwnych zawodników, którzy mają jeszcze dziwniejsze pomysły. Nie jesteśmy kardynałem Dziwiszem by się temu wszystkiemu dziwić. Nie tak nas wychowano.Bosman chce się chyba tego dowiedzieć, bowiem ze zdziwionym wyrazem twarzy obraca się... i tym razem to on wyrywa Master Kicka [Punt] ze strony Maxiego! Pin....1.....2.... Potrójny-M widocznie wkurwiony wymierza swojemu przeciwnikowi kilka soczystych stompów na żebra, po czym dynamicznie wskakuje na najwyższą linę i skacze z niej z Maxi Splash [Frog Splashem]. Pech jednak chce, że jakimś cudem, jeszcze w początkowej fazie lotu zostaje on przechwycony przez Don Camillo, który to unosi go na ramionach i wykonuje zupełnie zaskoczonemu przeciwnikowi Go To Sleep! Pin....1....2....3! (Maxi Master Mistrz zostaje wyeliminowany!)

Tony Hogański – Wracając do Franza. Zainteresował mnie jego tatuaż z dinozaurem. Powiedz mi Janku, czy to stegozaur?

Jan Kowalski – Nie wiem, nie sprawdzałem.

Tony Hogański – Szkoda, to ciekawy młodzian. Spawacz, żużlowiec, stracił brata w sposób tragiczny, a do tego ma tatuaż z dinozaurem.

Jan Kowalski – Materiał na wielką gwiazdę?

Tony Hogański – Jak na razie główny konkurent SeBy.

Neapolitańczyk uznaje przy tym chyba, że biedny Maxi już się w ringu nie przyda, tak więc kilkoma dodatkowymi kopnięciami wytacza go poza pierścień, po czym przechodzi do dalszej walki. Jego przeciwnicy, już odrobinę doszli do siebie, ale nadal są na klęczkach i dopiero się podnoszą. Włoch patrzy na nich przez chwilę i podejmuje szybką decyzję, o ataku na Franza. Odbija się od lin i potężnym Clotheslinem przerzuca poddźwigującego się z ziemi rywala ponad linami! Chociaż nasz ukochany spawacz nie został wyeliminowany zupełnie, to mimo wszystko na pewien czas mamy go z głowy. Teraz na ringu są tylko Don Camillo i PepsiBosman. Zawodnicy przez dłuższą chwilę przyglądają się sobie, potem zaczynają wokół siebie krążyć i kiedy już ma dojść do zwarcia... zatrzymują się. Członek neapolitańskiej mafii pokazuje swojemu przeciwnikowi na leżącego poza ringiem Franza i sugeruje chyba jego dobicie. PepsiBosman przez chwilę się waha, ale w końcu przeskakuje przez liny, chwyta biednego spawacza za łeb i wrzuca go do ringu. W pierścieniu natomiast, Franz po raz kolejny zostaje złapany za łeb i podniesiony do góry przez Don Camillo, który za swoją pseudouczynność zostaje ukarany kopem w podbrzusze! Miało być dwóch na jednego, ale chyba coś nie wyszło. Mr. Speedway natychmiast chwyta zgiętego wpół oponenta i wykonuje mu soczyste DDT! Pin
...1...2...kick out! W międzyczasie, PepsiBosman korzystając z okazji, iż Franz zajęty jest pinowaniem jego niedoszłego sojusznika, wślizguje się na ring, odbija się od lin i atakuje byłego żużlowca Pepsi Boot [Bicykle Kick]! Jednak nie! W ostatniej chwili Franz robi unik, łapie zakręconego przeciwnika i serwuje mu zabójczy i niszczący wszystko Dźwiękotłok [Go To Sleep]! Ten cios ma nie tylko wspaniałą nazwę, ale robi jeszcze wiele huku! Pin...1.....2....3! (PepsiBosman zostaje wyeliminowany!)

Tony Hogański – Pepsi nie ma dzisiaj szczęścia. Czy wśród naszych sponsorów znajduje się Coca-Cola?

Jan Kowalski – Chyba nie.

Tony Hogański – Ciekawe, co by było jakby naszym strategicznym sponsorem była Coca-Cola. Trzeba by było przerobić Bosmana na coś innego?

Jan Kowalski – To pytanie do naszego działu prawnego i samego zainteresowania.

Tony Hogański – Po tym jak się dowiedziałem, że Karl Daniels szefuje komórką wyszukiwania talentów, to nie zdziwię się jeśli głównym księgowym został Great Barri, a na czele działu prawnego stoi ten marksista Jimmy Hendrixon.

Jan Kowalski – Dementuje. To wszystko nieprawda.

Na ringu pozostali już tylko triumfujący swoją ostatnią eliminację Franz, i powoli powracający do żywych Don Camillo. Zawodnicy zaczynają wokół siebie krążyć, podekscytowana publiczność zaczyna wykrzykiwać ksywki swoich faworytów, sytuacja ta utrzymuje się przez pewien czas, aż w końcu dochodzi do zwarcia. Wrestlerzy szarpią się trochę, raz przewagę uzyskuje Franz, raz Don Camillo, siłowanie to jest bardzo wyrównane, ale ostatecznie zwycięsko wychodzi z niego włoski mafiozo. Dynamicznym ruchem odpycha on swojego oponenta na liny, po czym serwuje Superkicka i nim jego rywal ostatecznie upada, łapie go w pozycji do Turnbuckle Powerbomb i z całej siły przypierdala nim o liny! Pin
...1...2...2,999...shoulder up! Don Camillo nie może uwierzyć, że nie udało mu się zwyciężyć. Jest przekonany, że wszystko jest winą biednego Shamana i do właśnie do niego rzuca się z pretensjami. Shaman jednak, jak to Shaman, rozkłada ramiona i argumentuje, że wszystko zrobił na 150%. No nic, mafiozo w końcu odpuszcza i póki jeszcze Franz nie okazuje oznak życia, bierze rozbieg, wskakuje na najwyższą linę i wykonuje Springboard Moonsault! A jednak nie! Franz w ostatniej chwili przetacza się na bok, a Włoch z wielkim impetem uderza kolanami o matę ringu.

Jan Kowalski – Kto wygra? Kto zdobędzie szansę walki o EWF Daemusin i EWF Evolution titles?

Tony Hogański – Czy ten pas jest już oficjalnie EWF D-Evolution title?

Jan Kowalski – Można w skrócie używać takiego określenia, ale oficjalnie były, są i nadal będą to dwa pasy.

Tony Hogański – EWF lubi komplikować sobie życie.

Publika się raduje, podekscytowany Shaman klaszcze, a obaj zawodnicy dłuższą chwilę nie podnoszą się z maty. Kiedy w końcu zaczynają to robić, szybszy okazuje się Franz, który to chwyta od tyłu swojego oponenta i próbuje go podźwignąć, ale ten stawia zawzięty opór - wymierza Franzowi jeden cios łokciem w twarz, drugi cios łokciem w twarz, trzeci, czwarty, aż w końcu spawacz rezygnuje ze swoich dotychczasowych zamiarów, odbija się od lin i atakuje obracającego się przeciwnika Flying Elbow. Pin
...1...2....kick out! Posiadacz tragicznie zmarłego brata nie spuszcza z tonu, tym razem bez większego trudu podnosi swojego przeciwnika i serwuje mu German Suplex… Jeden! Drugi! Trzeci! Pin...1...2...2,999...shoulder up! Tym razem to Franz nie dowierza swojemu pechowi, ale nadal nie odpuszcza, bierze kilka głębszych oddechów, tauntuje przez dłuższą chwilę, po czym po raz trzeci podnosi swojego przeciwnika i serwuje mu Dźwiękotłok [Go To Sleep]! Nie! Don Camillo w ostatniej chwili ześlizguje się z ramion swojego przeciwnika i z zaskoczenia przypierdala mu Pele Kickiem w tył głowy! Włoch ostatkiem sił kładzie rękę na klatce piersiowej swojego przeciwnika. Pin....1.....2.....kick out! Po raz kolejny nic z tego, ale tym razem przynajmniej nie ma żadnych protestów, bo wrestlerzy ewidentnie nie mają już na nie siły. Po pewnym okresie odpoczynku, obaj podnoszą się z maty i na miękkich nogach zaczynają zmierzać w swoim kierunku, po czym rozpoczynają wymianę ciosów - Franz! Don Camillo! Franz! Don Camillo! Don Camillo! Don Camillo! Włoch natychmiast postanawia wykorzystać uzyskaną przewagę jakimś poważniejszym ciosem, kopie więc swojego przeciwnika w podbrzusze, ostatkiem sił popycha go na liny, pochyla się aby złapać go na plecy.... i niespodziewanie zostaje skontrowany do Sunset Flipa! Pin.......1............2.........3! (Zwycięzcą jest: Franz!)

Jan Kowalski – Koniec!

Tony Hogański – Brawa!

Franz pada na kolana i unosi ręce w górę, pozdrawiając swojego Tragicznie Zmarłego Brata, który gdzieś tam z oddali patrzy cały czas na niego i go wspiera. Ktoś rzuca Franzowi flagę znienawidzonego Maroka, a ten wyciera sobie nią tyłek i z pogardą rzuca na zwłoki Don Camilla. Przy rytmach swojego themu opuszcza ring, a publiczność żegna go bez entuzjazmu, bo nikt nie lubi socjalistów.

Jan Kowalski – Poznaliśmy pretendenta do EWF D-Evolution title.

Tony Hogański – Tak. Ciekawe, co będzie jeśli w Ladder matchu nie będzie rozstrzygnięcia i zarówno SeBa jak i Żubr zachowają swoje pasy. Z kim walczyć będzie pretendent?

Jan Kowalski – Prezydent Castro zapowiedział, że zwycięzca może być tylko jeden.

Tony Hogański – Prezydent Castro wiele gadał, ale mało robił. Bez pomocy dzikich murzyńskich hord, to on władzy by nie zdobył.


(Trafiamy w samo centrum hordy, ale nie murzyńskiej, wprost przeciwnie - bardzo patriotycznej hordy. Tak, jest to szatnia Żubra, w której znajdują się, oprócz wspomnianego już Żubra także Michał, Andrzej, Mia oraz EWF Evolution title.)

Mia – No i Żubrze... co w sprawie zemsty za Afrykę?

Andrzej – Się zrobi.

Michał – Będzie zemsta jak ta lala.

Andrzej – Zemsta z rana jak śmietana. Tylko u nas wieczór, ale to szczegół.

Mia – Chciałabym usłyszeć jakieś konkrety wreszcie. Kiedy, gdzie, jak, na kim... czy szybko?

Żubr – Nie martw się. Wszyscy winni poniosą zasłużoną karę. Pytanie czy ty jesteś na to gotowa?

Mia – Ja?

Żubr Tak ty. Trochę natrętna się robisz, a współpracujesz w pewien sposób z nami. Zachęcasz nas do zemsty, chcesz naszego wsparcia, ale co ty zrobisz dla nas? Dla naszej idei?

Mia – Jakiej idei?

Żubr Jak to jakiej? Idei Romana Dmowskiego! Wielkiej idei Narodowej Demokracji! Idei Obozu Wielkiej Polski!

Mia (jej mina świadczy o tym, że nie ma pojęcia o co chodzi) Tak... No cóż....

Żubr Widzisz? Ty po prostu chcesz pomocy i tyle, a sama w zamian nic dać nie chcesz. To samolubny sposób myślenia.

Mia – Co mogę zrobić?

Żubr Sama musisz to wymyślić. Pracuj nad polskim patriotyzmem, a my popracujemy nad zemstą. Zgoda?

Mia – Rozumiem, że bez mojego wsparcia polskiej idei patriotyzmu, pomocy od was nie będzie?

Andrzej – Coś za coś. Tak działa życie.

Michał – Nie łódź się, że ci pomożemy, jeśli ty nie pomożesz nam.

Mia – Nie łódź się? Co to znaczy? Moja polszczyzna nie jest perfekcyjna.

Żubr – Don't boat yourself.

Mia – Aha. W takim razie zgoda.

(W takim razie wracamy do komentatorów.)


Jan Kowalski – Znowu ta zemsta! Dlaczego wszyscy chcą się mścić?

Tony Hogański – Za krzywdy! Tego nie można tak zostawić.

Jan Kowalski – To wszystko jakaś katastrofalna pomyłka. Jestem pewien, że Felipe Castro miał szczere intencje.

Tony Hogański – W nim nie ma ani grama szczerości.


(Znajdujemy się na zapleczu. Tu w japońskiej szatni siedzi Yoshihito Nabeshima. Dlaczego szatnia jest japońska? Bo ozdobiona jest w różnego rodzaju japońskie kaligrafie, drewniane dzieła sztuki i wygląda jakby żywcem została przeniesiona z epoki Heian. Jak już wspomniano na specjalnej macie siedzi książę Nabeshima w tradycyjnym stroju japońskim. Na ścianie znajdującej się tuż przed nim umieszczono materiał z tradycyjnie namalowanym japońskim smokiem. Były EWF Tag Team Champion duma nad nim.)

Yoshihito Nabeshima – Smoki...

(Koniec materiału filmowego. Wracamy na ring.)


Tony Hogański – Smoki...

Jan Kowalski – Smoki...


(Smoczych tematów nie będziemy kontynuować. Nie ma zresztą po co, bo smoka w EWF raczej w najbliższym czasie nie spotkamy. Spotkamy natomiast Dagmarę Zielińską, która od niedawna funkcjonuje w federacji jako koordynatorka służb sprzątających. Właśnie wydaje polecenia sprzątaczkom z firm zewnętrznych, gdy na korytarzu pojawia się Vaclav z butelką Perły w ręku.)

Vaclav – Hola señorita!

Dagmara Zielińska – To do mnie?

Vaclav – Może stara już trochę jesteś, ale dla mnie nadal jara. Chcesz bym pozostawił ci moją spuściznę?

Dagmara Zielińska – No wiesz co... w 2004 zachowywałeś się zupełnie inaczej.

Vaclav – W 2004? Kiedy to było? Popatrz na EWF, kto rządzi tym wszystkim? Kto zrobił z ciebie naczelną sprzątaczkę? Felipe Castro, nasz umiłowany prezydent. A kto jest jego prawa ręką? Co ja mówię, kto owinął sobie go wokół palca? No kto? Ja! (Wskazuje butelką piwa na swą własną personę.) Czyje jest więc EWF? Moje! Naprawdę powiadam ci Dagma, zaczyna się tu nowa era, zupełnie nowa epoka. Eliminujemy z EWF zgrzybiałych dziadów i zastępujemy ich zdrowym mięśniem piwnym, czyli mną.

Dagmara Zielińska – Dlatego World title shot dostaje Bane, a ty walczysz już za chwilę? W trzeciej walce wieczoru?

Mecenas Ekstremy chwyta Petruellę za gardło i brutalnie przyciska do ściany.

Vaclav – Lepiej mądrze milczeć Dagma niż głupio gadać, wiesz?

Szybko puszcza ją, a biedna Dagmara próbuje złapać oddech.

Vaclav – Dla tych, którzy nie słyszeli... na Wrestlepaloozie XXIX to właśnie ja otrzymam EWF World title shot. W dupie mam to czy walczyć będę z SR-Crazy'm czy z Bane'm. Ważne jest by pas ten trafił wreszcie w godziwe ręce, w moje ręce.

Dagmara Zielińska – Kied...

Vaclav (przerywa jej) Spierdalaj stąd. To nie wywiad!

Wyraźnie przestraszona Petruella ewakuuje się w bezpieczne miejsce, czyli poza zasięg kamery.

Vaclav – Zapomniałem jej powiedzieć by dała mi namiary na Esmeraldę. To byłaby perła w koronie mych gwałtów. (Uśmiecha się do siebie.) Wracając do Perły. Trzeba ją w mordę lać.

(Trzeba wracać do komentatorów.)


Tony Hogański – Mam dość tej ludzkiej świni. Czas wreszcie by ktoś usunął go z EWF.

Jan Kowalski – Czy ci się to podoba czy nie, Vaclav jest jedną z największych gwiazd współczesnego polskiego wrestlingu.

Tony Hogański – On nie jest żadną gwiazdą. To owoc romansu Hitlera z kozą.

Jan Kowalski – Jesteś niesprawiedliwy. Vaclav ma swój specyficzny styl, ale nikogo nie krzywdzi.

Tony Hogański (autentycznie oburzony)Jak to nikogo nie krzywdzi? Jest dzieciorobem, zabójcą świń, desakralizatorem miejsc pamięci i zjadaczem świętych zwierząt!


(Znajdujemy się w centrum dowodzenia GRU, a formacją tą od jakiegoś czasu kieruje nie kto inny jak Berenika Martinez. Rzadko tu zaglądamy, ale tym razem zrobimy wyjątek. Adoptowana córka Esmeraldy przesłuchuje właśnie trójkę czarnoskórych. Czyżby murzyni Jazzowskiego coś przeskrobali?)

Berenika Martinez – Na Kwietniowej Anarchii VII, w czasie operacji „Przybywamy w pokoju", należeliście do najaktywniejszych bojowników Boko Haram. Tym samym przyczyniliście się do przejęcia władzy w federacji przez Felipe Castro i zaprowadzenia tu rządów sprawiedliwości.

Członkowie Boko Haram kiwają głowami z murzyńską dumą.

Berenika Martinez – Prezydent Castro postanowił osobiście, że powinniśmy was wynagrodzić. Chcemy wykorzystać wasze zdolności. GRU znajduje się obecnie w fazie transformacji i przebudowy. Potrzebujemy tu takich silnych ludzi jak wy. Zwróciliśmy się więc do Nasa Jazzowskiego by zechciał przekazać was nam. Czy jesteście zainteresowani pracą dla EWF?

Murzyn#1 – Pan Jazzowski się zgadza?

Murzyn#2 (zaniepokojony)A pani Weronika?

Berenika Martinez – Wszyscy się zgadzają.

Murzyn#3 – Bo my teraz mamy ważny projekt w Warszawie. Budujemy nową siedzibę dla jaśnie państwa i koszary dla nas.

Berenika Martinez – Służba dla EWF także jest ważna i zaszczytna. Nas Jazzowski doskonale to rozumie i poleca wam przejść do nas.

Murzyni (kolektywnie) Tak? W takim razie zgadzamy się.

Berenika Martinez – Doskonale. (Spogląda w swoje służbowe notatki.) Funkcjonariuszu Oli, funkcjonariuszu Sade i funkcjonariuszu Be. Witamy w EWF. Pomożecie nam budować różnorodność w federacji, a przede wszystkim wesprzecie nas w aspektach związanych z bezpieczeństwem. Witamy w EWF!

Murzyni (chórem)Hura!

Berenika Martinez – Już wkrótce wyruszycie na swój pierwszy patrol. Funkcjonariusz dyżurny wyda wam umundurowanie i sprzęt. To wszystko. W imieniu prezydenta EWF i swoim życzę wam dużo szczęścia.

(Murzyniątka wydają się być autentycznie szczęśliwe. Wracajmy na ring.)


Tony Hogański – No nie no, murzynów do GRU przyjmują? Poszaleli?

Jan Kowalski – Za czasów Game'a w GRU mieliśmy japońską kolonię.

Tony Hogański – Niby tak, ale on był trochę stuknięty. Japończycy przynajmniej mają high-tech, a co ma Nigeria? (Janek chce coś powiedzieć, ale Toster nie pozwala mu.) Zamilcz Janku. Twoje milczenie jest tu kluczowe. Nigeria niczego nie ma, nie broń ich. Ma tylko 182 miliony głodnych murzynów, którzy chcą się nam wpierdolić w naszą cywilizację i zgarnąć ją za darmo. U siebie niczego nie potrafili zbudować, to teraz mnożą się i pakują tam gdzie ich nie proszą.


(Znajdujemy się w pomieszczeniu ciemnym jak Nigeria. Oznacza to, że niczego tu nie widać, panuje po prostu ciemność. Słychać natomiast głosy.)

Męski głos#1 – Tak dalej być nie może!

Kobiecy głos#1 – Chcą nas upokorzyć!

Męski głos#2  Musimy stawić opór. Nie możemy pozwolić by EWF zostało zniszczone przez okupanta.

Męski głos#3 Bo to są prawdziwi okupanci.

Kobiecy głos#1 Zdobyli podstępem i siłą władzę nad EWF. Ten Castro i jego zwolennice, te Vaclavy, te Jazzowsie, Kowalskie, Rokossowskie, ci zdrajcy naszej ojczyzny, zdrajcy EWF. Ich trzeba stąd przepędzić.

Męski głos#1 Ja znałem Feliksa Castro. On by tego nie poparł.

Kobiecy głos#2Trzeba ich obalić i przywrócić dawną władzę.

Męski głos#3Władzę Kravena, Szakala, Esmeraldy i Game'a? O nie, nigdy więcej. Oni mieli czas, mieli swoje szanse. Czas wreszcie by władza w federacji trafiła w ręce ludu.

Męski głos#4Tylko kto jest tym ludem?

Męski głos#2My! To my jesteśmy ludem! Władza należy nam, nikomu innemu! To my jak te mrówki pracowaliśmy dla dobra EWF. Nie było nas na pierwszych stronach gazet, nie przeprowadzano wywiadów, nie zajmowaliśmy eksponowanych stanowisk, ale to my byliśmy kluczem do funkcjonowania EWF. Władza powinna trafić w ręce nasze i fanów. Kibice powinni zyskać realny wpływ na wybór kierownictwa. Władza w nasze i ich ręce. Tylko w ten sposób rozwiążemy problem nieustannego konfliktu na górze.

Męski głos#1 Ja znałem Feliksa Castro. Może problem trzeba rozwiązać tak jak rozwiązano jego problem?

Zapada cisza.

Kobiecy głos#2Na początek Kraven i Felipe Castro.

Męski głos#4Ich zejście ze sceny dziejów polskiego wrestlingu wywoła anarchię.

Kobiecy głos#1Zupełnie jak w 2002 roku.

Męski głos#2A wtedy lud sięgnie po władzę!

Kobiecy głos#2 ... i zapanują wolność i pokój!

Męski głos#1Dobrze, koniec zebrania ruchu powszechnego oporu.

(Jak koniec to koniec. Wracamy na ring.)


Jan Kowalski – Kolejny gracz na scenie walki o władzę? Jakiś tajemniczy spisek na zapleczu?

Tony Hogański – To pewnie kelnerzy, oni są w Polsce wszechwładni, coś jak jakiś tajny zakon. Tylko kolejnego spisku nam brakuje. Wyrżniemy się wszyscy na raz i powróci Tony Krock, który odbuduje mityczne PCW, w którym Snake będzie grał na harfie niczym święty.

Jan Kowalski – Krążą plotki, że Snake zginął w Smoleńsku.

Tony Hogański – Chyba jeśli wlazł przypadkiem do luku bagażowego, bo nie mogę sobie wyobrazić w jakim charakterze mogli go tam zabrać.

Jan Kowalski – Patrząc jednak po latach, to trzeba przyznać, że to był dobry wrestler.

Tony Hogański – Tak, nikt mu nie odbiera umiejętności.


(Czas na wyjazd poza obręb hali. Znajdujemy się na pokładzie pewnego BMW, które podobno należy do Bidama, a obecnie zabawia się nim Bane, który chyba postanowił wybrać się na przejażdżkę po mieście. Syn Anarchii rozmawia z kimś przez telefon.)

Bane – Całkiem lekko się prowadzi, mówię ci. Też bym takie kupił, ale skoro Bidam ma, to po co mi? Powiedzą, że kseruję. Mogę załatwić sobie coś lepszego, a co, stać mnie. Jasne. (Chwila przerwy.) Powiedz mi tylko jak moje proma. (Pauza.) Aha, ponad milion wyświetleń? Trzeba budować zainteresowanie, nie ma co. Większość emerytów tutaj żyje jeszcze w roku 2002, takie to dziadostwo, oni nie wiedzą, co to nowoczesne technologie, media społecznościowe i takie tam. Dobra robota, tak się buduje swoją markę. No to część, bo już wróciłem.

Faktycznie, jesteśmy znowu na parkingu, na którym Bane wjeżdża z niezłą szybkością. Z gracją i wyraźną wprawą parkuje tuż obok śmietnika, w który jakiś czas temu wjechał Bidam. Syn Anarchii wysiada z samochodu i kieruje swe kroki w stronę hali.

Bane – A tak się właśnie parkuje.

(Wracamy na ring.)


Jan Kowalski – Dzisiejsza walka wieczoru zapowiada się pysznie. Bane zrobi w EWF zawrotną karierę.

Tony Hogański – Już robi.

Jan Kowalski – Przypomina mi trochę młodego Scythera.

Tony Hogański – A mi nie. Durne porównania, Scy to Scy, Bane to Bane, każdy ma swój styl. W EWF nic się nie powtarza.

Jan Kowalski – A nieustanne walki o władzę?

Tony Hogański – To nie jest powtórka, lecz wieczny proces, którego nikt nie umie zakończyć. Ciągnie się to od usunięcia Felka Castro, który jako jedyny był w 100% panem przyrodzonym na EWF. Takim naszym legitymistycznym władcą. Wszystko inne to dzieci rewolucji, przewrotów, puczów, walk na górze. Nikt nie jest Felkiem, więc nikt nie może rządzić wiecznie.

Jan Kowalski – Monarchistyczna teoria.

Tony Hogański – Tak.


(Znajdujemy się w kwaterze głównej Armii Prus Wschodnich. Tutaj nic się nie zmieniło, powiewają pruskie flagi, na ścianach wiszą portrety SeBy, a na środku pomieszczenia króluje sztabowy stół operacyjny, przy którym stoi feldmarszałek SeBa z EWF Daemusin title na ramieniu. Jest tu też Mati oraz związany Josh Brennan.)

Mati – Panie feldmarszałku, co zrobimy z jeńcem?

SeBaKonwencje genewskie nakazują nam go dobrze traktować.

Mati – Armia Prus Wschodnich nie musi patrzeć na żadne bzdurne konwencje! Szczególnie te genewskie!

SeBa Co ty gadasz ziomek? Jesteśmy cywilizowana armią, a nie żadną swołoczą bolszewicką.

Josh BrennanWypuście mnie!

SeBaChciałem powiększyć naszą armię, dałem gościowi szansę, złapałem go, pozwoliłem walczyć, a on nic! Przegrał i jeszcze chce wolności. Czy on nie wie, że właśnie w Prusach Wschodnich, w królestwie korwinizmu będzie prawdziwie wolny?

Josh BrennanAgresorzy!

Feldmarszałek spogląda na niego groźnie.

SeBaZiomek-więzień ma milczeć! Nie chcesz po dobroci, to będziesz jeńcem na wieki.

Mati – W łańcuchach poprowadzimy cię do samusieńkich Prus Wschodnich!

SeBa W kajdanach!

Josh BrennanNie!

SeBaTak!

Mati – Jawohl! Natürlich!

Josh Brennan (przerażony) O nie! Niemcy!

SeBaCo ty gadasz ziomek? (Przeprowadza rozpoznanie taktyczne głową, to jest rozgląda się po kwaterze głównej.) Jacy Niemcy? Gdzie? Mati! Na pozycje bojowe! Szykuje się atak germańskich najeźdźców!

Mati – Panie feldmarszałku. To nie tak.

SeBaSpoko Mati. Jesteśmy przygotowani do walki?

Mati – Z najeźdźcami?

SeBa Z Żubrem gamoniu!

Mati – Tak, pas już wypolerowany!

Kwatermistrz wskazuje na leżący na ramieniu SeBy EWF Daemusin title, który cudownie się błyszczy.

Mati – Wypastowałem go pastą z Królewca. Przedwojenną!

SeBa Dlatego pewnie tak śmierdzi ziom. Ale błyszczy się pięknie! Trzeba go obronić!

Mati – Trzeba!

SeBa (do Irlandczyka) Ej ziomek, krzycz też!

Josh BrennanTrzeba!

Mati – Trzeba zdobyć EWF Evolution title!

Mati i Josh Brennan (chórem) Trzeba!

SeBa – Niech nam król Korwin dopomoże! Zobaczmy teraz może film motywacyjny z królem.

Kuzyn feldmarszałka uruchamia pilotem telewizor, na którym wyświetla się dostojna twarz Janusza Korwina-Mikkego.

Janusz Korwin-Mikke – Obecnie hodujemy hordy tchórzy i donosicieli! Skurwione społeczeństwo skurwieli!

SeBa (unosi dłonie)O królu! Więcej wiedzy!

Janusz Korwin-Mikke – Paleontologowie nie muszą już poszukiwać słynnego „ogniwa łączącego”, od którego rzekomo wywodzą się i ludzie, i obecne małpy człekokształtne. Tym ogniwem jest po prostu socjalista – to on ma te obydwa geny małpie.

SeBa – O wielki królu! Dziękujemy ci za twoją mądrość! Więcej!

Josh Brennan – Tak! Więcej! Przejrzałem! Przejrzałem na oczy! Spłynęło na mnie światło liberalnej wiary! Jestem kucem! Metamorfoza zakończona!

Janusz Korwin-Mikke – Różnica między...

Materiał video z królem zostaje przerwany! Ktoś przegryzł kabel! To Franz! Z gracją spawacza przegryzł kabel i przyspawał go do innego, więc na ekranie zamiast króla Korwina pojawił się król Lenin.

Włodzimierz Lenin – Niezbędna jest bezzwłoczna nacjonalizacja banków i instytucji ubezpieczeniowych, jak również ważniejszych gałęzi przemysłu wraz z bezwarunkowym zniesieniem tajemnicy handlowej i z ustanowieniem stałego nadzoru ze strony robotników i chłopów nad znikomą garstką kapitalistów bogacących się na dostawach skarbowych i uchylających od obowiązku składania sprawozdań i od sprawiedliwego opodatkowania ich zysków i majątków.

SeBa (chwyta się za głowę) Aaaa! Nacjonalizacja? Co? Takie słowo u nas? W świątyni króla? Kto za to odpowiada?! Kto bluźni? Kto bluźni! Mati? Gdzie jesteś?

Mati – Bluźnierstwo! Bluźnierstwo!

Kamera pokazuje śmiejącego się Franza. W ręku trzyma butelkę Guinnessa, która jakiś czas temu straciła swojego opiekuna.

Franz – Ha-ha-ha! 1-0 dla nas!

SeBa i Mati biegają po kwaterze głównej w amoku, bo słowa Lenina wywołują w nich rodzaj szoku poznawczego. Franz podchodzi do Josha Brennana i uwalnia go.

Josh BrennanDziękuję wybawco!

FranzBędziesz mi służył?

Josh BrennanTak.

FranzPierwsza misja. Biegniesz do Belgii, gdzie będziesz nawijał po belgijsku i rozwalisz wszystkich Marokanów. Zrozumiałeś?

Josh BrennanTak jest!

FranzTo do dzieła!

Irlanczyk wybiega z szatni i biegnie do Belgii.

SeBa – Nie daruję ci tego!

Feldmarszałek próbuje zaatakować Franza swym słynnym ciosem z pruskiego hełmu, ale spawacz jest szybszy i odskakuje na bok. SeBa rozbija się na podłodze. Słowa Lenina z materiału filmowego bardzo go ranią. To taki metafizyczny ból.

Franz – Dobrze ci radzę. Odejdź stąd ze swoją liberalną propagandą. Tu nie ma miejsca dla ciebie. EWF nie potrzebuje cię.

SeBa (leżąc na ziemi wygraża mu pięścią) Nigdy!

Franz – Mógłbym cię teraz zmiażdżyć jak robaka. Aha, jeszcze jedna rada. Ta Cassandra, ona jest moja.

SeBa – Nigdy!

(Spawacz wybucha tylko śmiechem, zrywa z jednej ze ścian wschodniopruską flagę i wychodzi. Wracamy na ring.)


Tony Hogański – SeBa i Franz. Oni mi się nigdy nie znudzą.

Jan Kowalski – Są wspaniali.

Tony Hogański – Amen.

Jan Kowalski – Wspaniała będzie też nadchodząca walka.



445 Light-Tubes Death match
Vaclav vs Yoshihito Nabeshima vs Polla Kinzler



Zaczyna grać „Sad Romance” – Thao Nguyena Xanha. Przy tej smutnej muzyce na arenę wychodzi Yoshihito Nabeshima. Sam nie wygląda na smutnego, raczej na zadumanego i lekko melancholijnego. Nie ma co się dziwić, specjalnie przyjemna walka go nie czeka, pokaleczy się z pewnością. Dla bezpieczeństwa, przed wejściem do pierścienia zakłada stylowe, białe rękawiczki i czeka na swoich przeciwników.
Następna muzyka to rzecz jasna „Walk” Pantery, co sprawia, że cała hala wypełnia się wręcz niemożliwym do opisania heel heatem. Na ring wychodzi najgorsza kreatura współczesnego polskiego wrestlingu - Vaclav. Mecenas Ekstremy ma wyraźnie wszystko w dupie, a w siebie wlewa ostatnie krople Perły. Spokojnie dociera na ring, gdzie spogląda pogardliwie na swojego japońskiego przeciwnika...  po czym zaciąga się flegmą i pluje mu pod nogi! Nabeshima próbuje na niego ruszyć, ale do akcji w odpowiedniej chwili wkracza sędzia i przemawia Japończykowi do rozsądku.
Polla Kinzler wkracza na ring powoli i z godnością, śpiewając swój theme: „Rise Like A Phoenix”. Reakcja na zawodniczkę jest zróżnicowana: od oklasków i przyjazne okrzyki, po gwizdy połączone z bluzgami. Pola zachowuje się jednak jak prawdziwa dama: pozdrawia swoich sympatyków i daje jasno do zrozumienia, że negatywne wibracje najzwyczajniej w świecie nie mają do niej dostępu. Uzbrojona w promienny uśmiech dołącza do swoich przeciwników.

Jan Kowalski – Szykuje się bardzo interesująca walka.

Tony Hogański – To znaczy jaka?

Jan Kowalski – Świetlówki, świetlówki i jeszcze raz świetlówki.

Tony Hogański – Ale co trzeba z nimi robić?

Jan Kowalski – Trzeba krwawić.

Tony Hogański – Dziwny jakiś jesteś. Jak człowiek odpowiedzieć nie możesz.

Jako że wszyscy zawodnicy są już w ringu, świetlówki są wokół niego odpowiednio rozstawione, tak więc możemy zaczynać. Gong! Początek walki, w której uczestniczy trzech wrestlerów przeważnie jest taki sam- wszyscy krążą wokół siebie, tak jak ziemia krąży wokół słońca, potem dzieje się coś niespodziewanego i nim zdążymy spostrzec każdy bije się z każdym. Nie tym razem jednak. Tu od samego początku widzimy, że Polla Kinzler i
Yoshihito Nabeshima nawiązują swego rodzaju milczące porozumienie, prawdopodobnie ze względu na podobne wrażliwości, i w zwartym szyku zaczynają zmierzać ku Vaclavowi. Na Mecenasie Extremy zagrożenie to nie sprawia specjalnego wrażenia, uśmiecha się tylko pod nosem, chwyta dwie stojące obok świetlówki i wymachując nimi jak jakimiś samurajskimi mieczami, zaczyna zmierzać w kierunku swoich oponentów. Ci jednak skończonymi idiotami nie są, na wpierdol czekać przecież nie będą. Dlatego też podejmują strategiczny manewr, rozchodzą się na boki i atakują ideowego przeciwnika Patriarchatu Moskiewskiego z dwóch stron. Pech jednak chce, że o ile Nabeshimie skutecznie udaje się złapać Zjadacza Płodów za nogi, to biedna Polla dostaje dwoma świetlówkami w łeb i pada nieprzytomna.

Tony Hogański – Tak upada ideologia gender.

Jan Kowalski – W ramach ISO666 wiedza o gender zostanie też wprowadzona do EWF.

Tony Hogański – Co? To jakiś żart? Bo ja tu sobie żartuję.

Jan Kowalski – Nie, czekają nas wszystkich szkolenia z tolerancji.

Tony Hogański – O Matyldo...

Tymczasem Yoshihito Nabeshima, jak już wspomniano, łapie dawnego lidera jeszcze dawniejszego ruchu Vacleaux za nogę i próbuje go obalić. Ten jednak stawia dzielny opór, przy okazji plując z pogardą na głowę swojego wroga. Szarpanina ta trwa dłuższą chwilę, aż w końcu Vaclav się wkurwia i z całej siły przypierdala glanem w twarz biednego Księcia, tak że ten w końcu puszcza uchwyt.  W międzyczasie, kiedy Vaclav brutalnie okopuje
Yoshihito Nabeshimę, powoli do życia zaczyna dochodzić także nasza ukochana Polla Kinzler. Korzystając z okazji, że w zasięgu jej ręki leżą dwie świetlówki, chwyta je i z całej pety, od tylca wpycha je Vaclavowi wiadomo gdzie!!! Zszokowany Mecenas Extremy aż podskakuje z wrażenia, ale specjalna krzywda mu się nie dzieje, bo bojówki bądź co bądź ma solidne. Jak już wspomniano, odskakuje tylko na bok, odbija się od lin i wymierza klęczącej Polli potężnego kopa prosto w szczękę, tak że ta pada nieprzytomna. Pin....1.....2.... przerywa Yoshihito Nabeshima!

Tony Hogański – Patrz jak pięknie przerwał.

Jan Kowalski – Dobrze, że nie dodałeś na przykład słowa „żółtek", bo nie zdałbyś testu na różnorodność etniczną, jaki odbędzie się po szkoleniach.

Tony Hogański – W dupie mam te wasze szkolenia. Róbcie je sobie z Brukseli.

Jan Kowalski – Nie możemy, nie mówimy po belgijsku.

Tony Hogański (oburzony) Jeszcze sobie z Franza żartujesz? Z takiego człowieka?

Teraz oto zawodnik, który kiedyś był amerykańskim dziwkarzem, ale po czasie okazał się japońskim księciem, przechodzi do ofensywy. Korzystając z okazji, że Vaclav jeszcze nie zdążył się podnieść, pomaga mu i błyskawicznie wykonuje cztery pod rząd German Suplexy na porozwalane po ringu odłamki szkła. Jeden! Drugi! Trzeci! Czwarty! Plecy Mecenasa Extremy po tym zabiegu zaczynają niemiłosiernie krwawić, tak jakby z tysiąc razy zaciął się przy ich goleniu. Z pewnością po walce będzie z tego dumny. Teraz jednak, jego sytuacja nie jest godna pozazdroszczenia. Jego oprawca bowiem podkłada mu pod plecy z dziesięć świetlówek, układa na nich delikatnie Mecenasa Extremy, po czym sam wchodzi na narożnik i skacze na swojego przeciwnika z pełnym impetu Stompem! Jednak nie trafia! W ostatniej chwili Polla Kinzler odciąga szczerego wielbiciela Pussy Riot i zaczyna tłumaczyć Nabeshimie, że jego zachowanie jest nadzwyczaj niehumanitarne i nie przystoi osobie o tak szlachetnych korzeniach. Japończyk jest oczywiście zdziwiony, duma dłuższą chwilę nad argumentami uczestniczki Eurowizji... po czym kopie ją w okolice krocza i wykonuje DDT wprost na wcześniej ułożony stosik świetlówek!!! (EWF! EWF! EWF!) Pin....1....2....2,999....shoulder up!

Jan Kowalski – Niewiele brakowało.

Tony Hogański – Brakowało czy nie brakowało, co za różnica, walka trwa dalej.

Jan Kowalski – Liczy się też duch współzawodnictwa. Próbujemy wprowadzać go do współczesnego EWF.

Tony Hogański – Durni byliście, durni jesteście, durni umrzecie.

Yoshihito Nabeshima bez wątpienia jest rozczarowany, ale to jeszcze nic strasznego, oto bowiem czyhający za jego plecami Vaclav w międzyczasie znalazł gdzieś owinięte świetlówkami krzesło i przypierdala nim prosto w łeb zaskoczonego księcia! Pin....1....2.... odliczanie się kończy, no bo Vaclav się rozmyślił. Po co kończyć tak wcześnie? Mecenas Extremy najwidoczniej przypomniał sobie o konieczności zrewanżowania się za zboczone zachowanie na Polli Kinzler. Bierze on kilka świetlówek, wsadza je w majtki zawodniko-zawodniczki, podnosi za fraki do góry i przypierdala jej kopa w dupę! Jednego! Drugiego! Trzeciego! Biedna Polla aż podskakuje z wrażenia i można się domyślać, że cokolwiek ma schowane pod bielizną, w chwili obecnej jest to już nie do zidentyfikowania.

Jan Kowalski – Ojojoj.

Tony Hogański – Nie mam nic do dodania.

Vaclav kopie ją w dupę jeszcze raz na pożegnanie, po czym wyskakuje za liny i zaczyna szperać pod ringiem w poszukiwaniu jakichś ciekawych gadżetów. Najpierw wyciąga spod niego drabinę, co jest całkiem normalne we wrestlingu, szpera jednak dalej i chyba nie znajduje nic interesującego, bo macha tylko ze zrezygnowaniem ręką i dynamicznym krokiem udaje się w górę rampy, jakby chciał odpuścić sobie dalszą walkę. Czy wróci? Kto to może wiedzieć? Tymczasem w ringu do życia zaczyna powracać
Yoshihito Nabeshima. Japończyk ciężko podnosi się z maty, rozgląda się wokół siebie i zauważa Pollę Kinzler, która leży sobie nieprzytomna, krwawiąc obficie z okolic intymnych. Widok ten wywołuje u Księcia pewien niesmak, ale takiej sytuacji aż żal byłoby nie wykorzystać. Pochodzi więc do niej, z pewnym trudem unosi do góry i wykonuje Kira's Valentine [Double Underhook Facebuster] wprost na leżące nieopodal świetlówki!!! (EWF! EWF! EWF!)

Jan Kowalski – Dobra walka w wykonaniu księcia Nabeshimy.

Tony Hogański – Choć wygląda trochę na smutnego.

Jan Kowalski – Od niego zawsze bije taka jakaś melancholia.

Jaśnie Oświecony Książę Nabeshima z rodu Fujiwarów ma już przechodzić do pinu, kiedy to na arenie rozlega się dźwięk klaksonu! Wszyscy obracają wzrok w kierunku góry rampy, z której to na pełnej kurwie jedzie Vaclav w wózku widłowym, na którego widłach leży kilka ogromnych, hartowanych szyb i taczka! Mecenas Extremy szybko dojeżdża do ringu, wyskakuje z pojazdu, bierze do rąk taczkę, rzuca ją do ringu a ta zupełnie niefortunnie przypierdala w łeb biednemu Nabeshimie,  tak że ten zupełnie traci przytomność! Vaclav się nie pierdoli, momentalnie wskakuje do kwadratowego pierścienia, pakuje na taczkę zwłoki ciągle nieprzytomnej Polli Kinzler,  wyrzuca je pomiędzy linami na stojące poza ringiem szyby przy okazji przejeżdżając po nodze biednemu Yoshihito Nabeshmie! Sam natomiast wchodzi na narożnik i skacze na zwyciężczynię Eurowizji z Vaclav's Answer [Frog Splash]!!! (EWF! EWF! EWF!) Pin....1.......2.....3!! (Zwycięzcą jest: Vaclav!)
 

Jan Kowalski – No i koniec. Wyjątkowo nie przeklinałeś Vaclava w czasie dzisiejszej walki.

Tony Hogański – On tu był? Zapomniałem o tym chuju.

Jan Kowalski – Tak, był. Tony, pamiętaj o normie ISO666 i przeklinaniu.

Tony Hogański – W dupie to wszystko mam. Wszyscy czekają na jakiś mój zgryźliwy komentarz na temat tego paralityka, a ja co? Mam prawo odpocząć. Mam prawo ignorować go. Mam prawo siedzieć cicho. Jestem Tosterem!

Jan Kowalski – Tak, wiemy to.

Wróg Ludu świętuje po swojemu, to znaczy przy obfitym użyciu Perły. Naród wspiera go miłością... nie, wcale nie. Naród obrzuca go najgorszymi wyzwiskami i przesyła mu szczerą nienawiść. Vaclav odpowiada totalną ignorancją i udaniem się w stronę wyjścia. O reszcie uczestników tej walki nie ma co wspominać, bo nie dali rady.

Jan Kowalski – Przeszliśmy kolejną walkę. Jeszcze trzy!

Tony Hogański – Nie mogę się doczekać.


(Przenosimy się do szatni Nasa Jazzowskiego. Widać tu jej właściciela, czyli byłego EWF FTW Champion, a obecnie Wielkiego Budowniczego, jego wspaniałą małżonkę... i tyle. Co jeszcze nam do szczęścia potrzebne? W szatni odzywa się specjalny dzwonek, a to oznacza, że Nas jako prezes Związku Wrestlerów Polskich ma interesanta w biurze. WAMP momentalnie zrywa się z miejsca.)

Weronika Passent – Nas ja! Ja jestem twoją asystentką! Ja otworzę!

Nas Jazzowski – Dobrze.

Pani Weronika z wielką radością wkracza do biura prezesa ZWP. Kamera nas tam nie przenosi, więc podziwiamy Nasa Jazzowskiego z profilu. Po chwili z biura słychać głos pani Jazzowskiej.

Głos WAMP – Nas! Gulczas do ciebie!

Nas JazzowskiKto?

Weronika Passent – No ten co mu gula tak chodzi.

Zaciekawiony Nas wstaje i rusza do biura. Tym razem kamerzysta podąża za nim. Okazuje się, że gościem prezesa jest Ghul.

Nas JazzowskiAh Ghul, to ty! Siadaj! Siadaj!

Ghul zajmuje miejsce dla interesanta, a Nas siada za swoim związkowym biurkiem. WAMP stoi, nic nie robi i uśmiecha się z gracją.


Nas Jazzowski – Pani Weroniko! To będzie wszystko.

Weronika Passent – Pani Weroniko? Co tak oficjalnie? Hm? (Myśli chwilę.) A! Już wiem! Jakiś ty profesjonalny, Nas! Jesteś wspaniały! Zupełnie jak w Hollywood! To my taki role-playing robimy teraz, co? Spoko szefie.

WAMP chichocząc wychodzi ze związkowego biura.

Nas Jazzowski – Drogi Ghulu. Co mogę dla ciebie zrobić? Co cię do mnie sprowadza?

Ghul – Jesteś prezesem ZWP. Powinieneś więc pomagać innym.

Nas Jazzowski – To prawda. Pomoc innym stawiam sobie za cel. Moją misją jest wspierać maluczkich.

Ghul – Więc pomóż mi, bo mam problem.

Nas Jazzowski – Mianowicie?

Ghul – Straciliśmy kafeterię. To wielki cios.

Nas Jazzowski – Boleje nad tą stratą, ale tu mam akurat związane ręce! Niczego nie mogę zrobić. Nasze porozumienie związkowe z EWF nie definiuje w szczegółach jak powinna wyglądać zakładowa stołówka. Istnienie luksusowej kafeterii było ukłonem w stronę wrestlerów, ale to się stało dopiero w 2007 roku. Wcześniej było to normalny bar i teraz podobno wracamy do korzeni. Przykro mi.

Głos WAMP – Nas! Podać herbatę?

Nas Jazzowski – Nie, nie trzeba!

Głos WAMP – No Nas! Ja już wodę wstawiłam!

Nas Jazzowski – Dobra, niech będzie! (Do Ghula.) O czym to my? Aha, jak już mówiłem, w sprawie kafeterii pomóc nie mogę.

Ghul – To może w sprawie mojego programu będzie mógł pan prezes pomóc? Chciałbym go odzyskać. Prezydent Castro nie zwolnił mnie, ale nie pozwala mi realizować moich wspaniałych pomysłów. Miotam się z kąta w kąt. Nie mam niczego do roboty! Ja nie mogę tak żyć! Te ręce... (Wskazuje na swoje dłonie.) ... muszą pracować! Rozumiesz?

Do biura wkracza WAMP. Warto zauważyć, że przebrała się w bardzo profesjonalny, czarujący i cieszący oko biało-czarny strój typowej sekretarki. W ręku trzyma tackę, a już po chwili stawia filiżaneczki z herbatą przed swym mężem i Ghulem.

Weronika Passent – Herbatka dla pana prezesa i jego gościa. Japońska! Dostałam w bonusie do mojego łuku Mitsubishi!

Nas Jazzowski – Dziękujemy. (Do Ghula.) No zobaczę, co da się zrobić. Właśnie wybieramy się do prezydenta Castro. Wstawię się za tobą. Użyję całego swojego autorytetu.

Ghul – Dziękuję. Mam jeszcze jedno pytanie.

Nas Jazzowski – Słucham?

Ghul – Dlaczego Shakira zrobiła globalną karierę, a Natalia Oreiro nie?

Weronika Passent – Lol.

Nas Jazzowski – O kurwa, jakie pytanie.

Ghul – Dlaczego tak jest?

Nas Jazzowski – Szokujące pytanie. Zastanowię się nad nim.

Ghul (dopijając herbatę) Dziękuję panu prezesowi za poświęcony mi czas.

Były zawodnik PECW opuszcza biuro.

Weronika Passent (wieszając mu się na szyi) Nas! Ty naprawdę jesteś blisko ludzkich spraw! Każdemu pomożesz! Nikogo nie odrzucisz! Ale jazda! Czy skoro jesteś prezesem to ja jestem pierwszą damą?

Nas Jazzowski – To tak nie funkcjonuje.

WAMP robi obrażoną minę.

Weronika Passent (groźnie) Jestem czy nie?

Nas Jazzowski – Jesteś! Oczywiście, że jesteś!

Weronika Passent – No to gicior.

(Jak gicior to wracamy do naszych komentatorów.)


Tony Hogański – Państwo Jazzowscy chyba dobrze sobie żyją. Nas zbudował sobie luksusowe życie na afrykańskiej krzywdzie.

Jan Kowalski – Chyba przesadzasz. Nas...

Tony Hogański – Nas jest odpowiedzialny za afrykańską gehennę dziesiątków pracowników EWF. Zawsze powinniśmy o tym pamiętać.

Jan Kowalski – Myślałem, że to twój kolega.

Tony Hogański – Zbłądził, zagubił się... nic na to nie poradzę.

Jan Kowalski – On jest trochę jak Scypion Afrykański.

Tony Hogański – Tylko dlatego, że był w Afryce?

Jan Kowalski – Jego mesjańskie pseudonimy już nie obowiązują, bo jako mesjasz upadł, więc trzeba wymyślić coś nowego.

Tony Hogański – Zostaw to pani Weronice. Ona jest kreatywna.


(Znów jesteśmy na zapleczu, bo gdzie niby być powinniśmy? Trafiliśmy do wspólnej szatni, gdzie siedzi Kraven the Hunter. Ubrany w poplamiony i lekko podarty radziecki dres w barwie czerwonej, ma minę, która świadczy o tym, że zupełnie nic go nie obchodzi. W ręku trzyma butelkę rosyjskiej wódki Putinki, którą od czasu do czasu sobie popija. W szatni jest sam, ale jego samotność nie trwa długo. Drzwi z hukiem otwierają się i do pomieszczenia wchodzą inni mieszkańcy wspólnej szatni, czyli Nekrophage i Alvaro Morena.)

Alvaro Morena – Zobacz, to ten Rusek.

Nekrophage (przysiadając się do Łowcy) Dasz łyka?

KravenNiet.

Alvaro Morena – Dlaczego jesteś taki nieprzyjacielski? Wszyscy jesteśmy tu nowi, powinniśmy trzymać się razem.

KravenNiet.

NekrophageJesteśmy uprzejmi i całkiem mili dla ciebie, ale jeśli ty nie będziesz, to inaczej z tobą porozmawiamy.

Kraven (pogardliwie) Spróbujcie.

NekrophageDawaj wódy!

Rosjanin wyciąga ze swojej sportowej torby łom, po czym podnosi się z ławki.

Alvaro Morena – Zobacz Nekro! Ruski dziadek nam grozi.

Nekrophage (spluwa pod nogi Rosjanina)Nie boimy się ciebie.

Kraven nic nie mówi tylko z całej siły przypierdala łomem prosto między oczy Alvaro Moreny. Ten zalewa się krwią i zaczyna jęczeć. Po omacku czołga się w stronę wyjścia z szatni. Kraven zwraca się wtedy w stronę drugiego wrestlera.

Nekrophage (przerażony) To tylko takie żarty były! Chcesz, to oddam ci cały mój zapas „Mocarza"! To dobry towar!

Kraven – Swołocz. Paszoł na chuj.

(Przestraszony Nekrophage idzie w ślady Moreny i ucieka czym prędzej z szatni. Kraven wraca na swoje miejsce i kontynuuje degustację rosyjskiej wódki. Wracamy na ring.)


Tony Hogański – Dzisiejsza młodzież. Zero szacunku dla legend.

Jan Kowalski – Oni chyba nawet nie wiedzieli kim jest Kraven. Myśleli, że to po prostu jeden z debiutantów.

Tony Hogański – Jeszcze gorzej. Nie dość, że słabi z nich wrestlerzy, to jeszcze ignoranci.

Jan Kowalski – Trzeba dać im szansę. Na pewno się wyrobią.

Tony Hogański – Nie, z całą pewnością nie.


(Na zapleczu fajnie jest, więc trzeba tam trafić. Zbliża się ciekawy Ladder match, więc sympatycznie byłoby dowiedzieć się, co o tej walce myśli jeden z jej uczestników. Vesna Obrenowić pomyślała chyba w ten sam sposób, bo obok niej znajduje się Żubr, a także jego towarzysze Michał i Andrzej.)

Vesna Obrenowić – Jest tu zemną EWF Evolution Champion Żubr i jego patriotycznie nastawieni kompani.

Michał i Andrzej (chórem)Chwała Wielkiej Polsce!

Vesna Obrenowić – Dziś Ladder match, którego można w pewien sposób nazwać wielkim. Spotykają się ze sobą EWF Evolution Champion Żubr i EWF Daemusin Champion SeBa. Walka ta wyłoni jedynego mistrza. Wprawdzie mistrzostwa pozostaną dwa, ale ich posiadacz będzie już tylko jeden, dwa pasy w jednej osobie.

Michał – Pod postacią Żubra!

Żubr – Dobra, dobra. Dość tego ładnego, ale jakże oczywistego wprowadzenia. To wszystko mogło i miało się stać już na poprzedniej gali i tej rozmowy by tu wcale nie było. Gdyby nie durny Shaman, to w tej chwili byłbym już EWF D-Evolution Champem.

Vesna Obrenowić – Stało się, co się stało. Shaman to barwna postać i jest jaki jest.

Żubr – To już mnie w zasadzie mało obchodzi. Stało się i koniec. Dzisiaj naprawimy błąd z poprzedniej gali. SeBa to parodia mistrza, on nigdy nie powinien posiadać żadnego tytułu. Puchar Szczęściarza, który zresztą sam z dumą posiadam, to maksimum jego możliwości. W ten sam sposób Shaman jest parodią sędziego. Będziemy naprawią błędy, przywracać pamięć i kreować nową politykę historyczną w polskim wrestlingu. Myślicie, że projekt patriotyzacji EWF kończy się w momencie zostania przeze mnie podwójnym mistrzem? Otóż nie, nic z tych rzeczy, bo takie myślenie to błąd. Dzisiejsza gala to dopiero początek. Polska zdobywa dzisiaj Daemusin title, ale też rozpoczyna się długi marsz po kolejne trofea. EWF musi szanować swe polskie korzenie, EWF musi pokazać, że kocha Polskę. SeBa i jego germańska swołocz nie przejdą.

Vesna Obrenowić – Nie boisz się zmasowanego ataku Armii Prus Wschodnich?

Żubr – Pruskość to antypolskość. Wszystko, co pruskie jest od stuleci wrogie Polsce. SeBa i całe Prusy muszą więc zostać przykładzie ukarani. Prusy zawsze były bowiem genetycznym wrogiem Polski i serce mnie boli, że w polskim EWF takie coś promowane.

Vesna Obrenowić – EWF jest międzynarodową federacją, nie tylko stricte polską.

Żubr – Bzdury, mamy zasięg globalny, ale jesteśmy osadzeni w konkretnej rzeczywistości, konkretnej kulturze, która czy się to komuś podoba czy nie, jest właśnie polska. Budujemy przede wszystkim polski wrestling. EWF bez Polski istnieć nie może.

Vesna Obrenowić – Prusy Wschodnie będą dziś płakać?

Żubr – Spłoną niczym Królewiec w 1945 roku. Pruskość zostanie dzisiaj zniszczona.

Michał i Andrzej (chórem)Niech żyje Wielka Polska!

Vesna Obrenowić – Dziękuję za ciekawą rozmowę.

(My także dziękujemy i do komentatorów wędrujemy.)


Tony Hogański – Szkoda SeBy, ale to chyba Żubr będzie faworytem tej walki.

Jan Kowalski – To Ladder match, a więc będzie w tym wszystkim pewna doza nieprzewidywalności.

Tony Hogański – SeBa ma na głowie sprawy korwinizmu i socjalizmu. Przy całej mojej sympatii do niego, wydaje mi się, że nie będzie wystarczająco skupiony.

Jan Kowalski – Całe Prusy Wschodnie będą go wspierać.

Tony Hogański – Tak. To na pewno przeważy.


(Trafiliśmy do szatni, gdzie planowana będzie zemsta. Tak, jest tu Franko. Jest też Helenka. No i to by było wszystko. Franko siedzi rozparty we wygodnym fotelu i czyta miejscową prasę.)

Helenka – Franko?

Franko (nie odrywając nosa zza czasopisma) Tak?

Helenka – Dlaczego nic nie robisz?

Franko – Jak to nic? Czytam sobie spokojnie miejscową „Kronikę Beskidzką”. Wiedziałaś, że ona ukazuje się od 1956 roku? Posłuchaj jaka ciekawostka z regionu - „Po raz pierwszy w Polsce wykonane zostanie kompleksowe skanowanie laserowe 3D zbiornika wodnego. Przeprowadzone będzie w Świnnej Porębie. Dzięki wykorzystaniu techniki skaningu możliwy będzie dokładny pomiar powykonawczy całego obiektu, zarówno elementów zewnętrznych, jak i wewnętrznych”.

Helenka – Wiesz, że nie o to chodzi.

Franko – O zemstę? Wy kobiety jakieś dziwne jesteście. Podobno Mia codziennie dręczy o to samo Żubra. Tak trudno zrozumieć, że wszystko musi być dokładnie zaplanowane albo przynajmniej sprawiać takie wrażenie? Do tego ważny jest element zaskoczenie i wiele innych czynników. (Odkłada czasopismo na bok.) Nie martw się tym, niech cię to nie gryzie. Zapierdolę skurwysyna. Nas Jazzowski, Felipe Castro, Berenika, murzyńskie bandy, wszyscy zdrajcy, konfidenci, sługusi nowego systemu, dzisiejsi zwolennicy Castro. Kolejność zemsty będzie dowolna. Rodzaj zależy od winy. Kara nie ominie nikogo. Powtarzam to tak, żeby wszyscy słyszeli. Nie ominie ona nikogo.

Helenka – To już wiemy... ale kiedy przejście od słów do czynów?

Franko – Castro chciałby rozpocząć w EWF epokę małej stabilizacji i wydaje się, że jej podporami mają być Jazzowski i Vaclav. Takie odnoszę wrażenie. Zapewniam cię jednak, że to się nie stanie. Nie będzie żadnej stabilizacji. Rozpocznie się natomiast era ślepego terroru pożerającego wszystkich winnych.

Słychać pukanie do drzwi.

Franko – Wejść.

Nikt nie wchodzi. Po chwili znów słychać pukanie.

Franko – Wejść.

Znów nikt nie wchodzi. Mija chwila, lecz i tym razem rozlega się pukanie. Drzwi zostają otwarte, a do szatni wkracza Bidam. Ręce ma objuczone jakimiś pakunkami.

BidamNo co jest? Pukam, pukam i nic. Ładnie to tak?

Franko – Wybacz. Zamyśliłem się.

Franko – Franko planuje zemstę.

BidamPlanować to sobie może. Zabierzesz się wreszcie do roboty?

Helenka – Też mnie to ciekawi.

BidamCo za dziwny gość.

Franko – Przepraszam, ale mówicie o mnie, a ja tu jestem.

BidamJesteś chyba tylko duchem, bo drzwi jakoś otworzyć mi nie chciałeś.

Franko – Wybacz.

BidamDobra, dobra. Żartuję sobie przecież.

Franko – Wiem.

Bidam – Ty wszystko wiesz. Chyba ci dzisiaj wpierdolę.

Franko – Czekam z niecierpliwością.

Nowosibirski nic nie odpowiada tylko wybucha śmiechem.

Franko – W międzyczasie pójdę się przewietrzyć. Wrócę niedługo.

Bidam – Po drodze przynieś mi kurczaka, ok?

Franko – Jeśli spotkam jakiegoś.

(Wracamy na arenę.)


Tony Hogański – Irytują mnie te ciągłe pytania o zemstę. Franko nie jest idiotą. On wie, co robi.

Jan Kowalski – Może chce tylko sprawiać takie wrażenie?

Tony Hogański – Co masz na myśli?

Jan Kowalski – Tak naprawdę to on nie ma pomysłu na tą całą zemstę. Gra więc na zwłokę i liczy, że sprawa potoczy się jakoś własnym rytmem, a on po prostu da się ponieść fali. Później będą mówić jaką to wielką strategię zaplanował, gdy tak naprawdę wszystko było jedynie przypadkiem.

Tony Hogański – Chyba nie poznałeś Franko. Skoro mówi, że zapierdoli swoich wrogów, to znaczy, że można im już groby kopać.


(Korytarzem kroczy Stefano, włoski współpracownik jeszcze bardziej włoskiego Don Camillo, czyli przedstawiciela mafijnej opcji w biznesie wrestlingowym. Członek tejże przestępczej organizacji spotyka Szakala. Łysy ma w ręku kij golfowy, bo znany jest jako wielki amator golfa i w ostatnim czasie ze swoim kijem się nie rozstaje. Stefano widząc tak dostojnego pana zwietrzy chyba interes.)

Stefano – Siema. Czy byłby pan zainteresowany usługami dziewcząt z agencji towarzyskiej Dona Camillo?

Szakal (zmarszczył groźnie brwi) Co to kurwa? Ktoś burdel w EWF założył? Burdel w burdelu? Tego kurwa jeszcze nie grali.

Stefano – Unikałbym tego określenia. W naszej ofercie mamy szeroki wybór wielu luksusowych aczkolwiek nie do końca legalnych używek.

Szakal – Że niby kurwa co?

Stefano – Chcesz kupić jakiś fajny towar?

Szakal – Powaliło cię kurwa? Oddalam to pytanie kurwa!

Stefano – To wyluzujemy inaczej. Będzie niezła jazda.

Szakal – Zamiast jazdy będziesz miał kurwa zjazd.

Stefano – Czekaj, czekaj. Na pewno się dogadamy.

Szakal – Kawa kurwa jest? Czekaj, zobaczę czy mam kurwa drobne.

Łysy zaczyna energicznie przeszukiwać swoje kieszenie w poszukiwaniu monet.

Stefano – Kawa? Raczej...

Szakal (z triumfem odkrywcy) Mam piątaka kurwa! Za ile ta kawa? (Przygląda mu się uważnie.) Ty Włochem jesteś? Poznaję, bo masz kurwa spaghetti w oczach. To włoska kawa?

Stefano – To jakaś pomyłka. Nie mam żadnej kawy.

Szakal (oburzony) To po co mi kurwa zawracasz gitarę? Wypierdalaj!

Stefano – Grzeczniej. Reprezentuję szanowaną organizację.

Łysy aż zapowietrzył się słysząc te słowa. Bez wahania chwycił za swój golfowy kij i z całej siły przypierdolił Stefano prosto między jego włoskie, mafijne oczy. Ten upadł i zaczął zalewać się krwią, a Szakal poprawił parokrotnie, że Włoch szybko leżał na łopatkach. Łysy z triumfem stanął na nim i oparł się o swój kij, który z kolei opierał się o brzuch włoskiego mafioza.

Szakal – Jaki kurwa nieokrzesany akwizytor. Kawę chce sprzedać, a kawy nie ma. Zadzwonię normalnie do Mumina, sprawdzę czy wszystko jest tip-top. (Senator wyciąga telefon, wybija numer i już po krótkiej chwili rozpoczyna rozmowę z jednym ze swoich asystentów społecznych.) Mumin? Jak w strefie wolnej od ISO666?

Głos Mumina Doskonale! To wielki sukces pana senatora! Ludzie walą drzwiami i oknami!

Szakal – Słuchaj kurwa, miałem właśnie olśnienie. Przypierdoliłem takiemu gościowi w ryj i spłynęło na mnie. Ja tak kurwa mam. Notuj! Tylko uważaj, bo ułożyłem właśnie projekt ustawy. Tak Mumin, będziesz pisał ustawę. Nie, nie czyni to z ciebie ustawodawcy. Wielkim ustawodawcą jestem ja i to kurwa mój projekt. Gotowy? Uwaga, dyktuję kurwa. „Artykuł 1. Na terenie Rzeczypospolitej Polskiej norma ISO666 nie obowiązuje”. (Łysy wybucha śmiechem) Koniec! Ha-ha! Szach i mat kurwa! Słyszysz Castro? Moją mocą senatorską zdelegalizowałem twoje ISO666! (Ociera pot z czoła.) Nie jest kurwa łatwo tworzyć ustawy, ale się zmęczyłem.

Stefano zaczyna się szarpać, więc Łysy wbija mu kij golfowy parokrotnie w brzuch. Wygląda to jak na posiedzeniu sejmu lub senatu, a kij odgrywa tu rolę laski marszałkowskiej.

Szakal – Nie wierć się tak kurwa! (Pauza) Nie, to nie do ciebie Mumin. A co kurwa? Wiercisz się? To strój kurwa prosto, tyle razy ci mówiłem. Nic, przejdę się po hali. Jak już wygram swoją walkę, to wpadnę do strefy. W międzyczasie może odwiedzę Kravena by sprawdzić co u niego, a później tego Castro i pośmieję się z niego. Wyłożę mu kurwa kawę na ławę. To znaczy nie dam mu jej, bo to moja kawa i tak się tylko kurwa mówi. Rozumiesz mnie Mumin?

Głos Mumina – Tak, panie senatorze.

Szakal – No to kurwa czuwaj. Bez odbioru.

(Jak bez odbioru to bez odbioru. Senator Szakal rusza dalej, a my wracamy na ring.)


Tony Hogański – Mistrz jest wspaniały.

Jan Kowalski – On chyba nie ma inicjatywy ustawodawczej.

Tony Hogański – Zamknij się. Nic tylko krytykujesz mistrza Szakala. Nigdy nie patrzyłeś na niego obiektywnie, a to jest wielki człowiek.

Jan Kowalski – Jesteś niesprawiedliwy. Doceniam Szakala, gdy na to zasługuje.


(Przenosimy się do biura prezydenta Extreme Wrestling Federation. Kogo tu możemy spotkać? Na pewno nie Esmeraldę Martinez, bo ona prezydentem już nie jest. Jej miejsce uzurpuje sobie od jakiegoś czasu Felipe Castro. Siedzi on za biurkiem i przegląda jakieś papiery. W gabinecie znajdują się też Avon Tschorny i Tamara Ostrowska.)

Felipe Castro – Znowu dostałem list z Japonii! W życiu nikt do mnie tyle nie pisał. Co za namolny typ! Słuchajcie. (Głośno czyta.) „Dlaczego Esmeralda nie jest jeszcze wolna? Domagam się natychmiastowych wyjaśnień. Podpisano: Game, imp. div. avg.”. Patrzcie go, jeszcze jakieś skróty sobie stawia, co to w ogóle znaczy? Tekstu tyle, że mógłby smsa spokojnie wysłać, ale nie, list na jakimś super-papierze, kaligrafie, ozdobniki, ładny papier, pachnąca koperta, a to wszystko wysyła globalnym ekspresem przez cały świat. Nie mógłby jak człowiek?

Tamara Ostrowska – Ja się go boję. Ostrzegano mnie przed nim.

Avon Tschorny – Ja też się takich typów obawiam.

Felipe Castro – A ja nie! Wy natomiast dobrze robicie, bo to kawał chujka i cwaniaka.

Prezydent EWF zgniata list i celnym rzutem wyrzuca go do prezydenckiego kubła na śmieci.

Felipe Castro – Wyślijcie mu maila, bo darmowy, a smsy drogie. Napiszcie, że Esmeralda ma wolną wolę i robi, co chce. Jeżeli chce zostać pod opieką federacji, to nie możemy jej odmówić pomocy.

Tamara OstrowskaZrobi się.

Nie zrobi się to jednak tak szybko. Słychać pukanie do drzwi i w gabinecie pojawiają się Nas Jazzowski z małżonką, Weroniką Passent. Pani Weronika znowu się przebrała, tym razem w strój wizytowy stosowny do spotkań na wysokim szczeblu dyplomatycznym. Czerń jest zawsze elegancka.

Weronika Passent – Serwus helloł, panie prezesie!

Felipe Castro – Dobry wieczór. Siadajcie państwo. (WAMP i Nas zajmują miejsca.) Na początek prezent dla szanownej pani Weroniki. Chciałem pani oficjalnie i osobiście przekazać prawo do używania piosenki przewodniej z serialu „Matki, żony i kochanki” jako entrance themu.

Weronika Passent – Wow! Prezes jest super, a w telewizji mówią, że jest pan demonem, który chce zniszczyć Polskę.

Felipe Castro (zdziwiony)Co? Że niby ja?

Weronika Passent – No, seriówa. Odpalam rano TVN, żeby sobie elegancko jakiś life-style pooglądać, nie? Bo tam jest zawsze najlepsze show, no a tam od rana nawijają, że „prezes pożera dzieci”, „prezes jest zagrożeniem dla demokracji”, „prezes chce wojny z Rosją”, „prezes stoi na czele sekty” i takie tam. No sorry Nas, jak ja to słucham, to nie możemy takiego gościa wpuścić na naszą nową chatę w Wawce, nie? Zrobimy parapetówę, a on przyjdzie i wszystkich wujków postraszy. Zbyszek Hołdys z Danielem Olbrychskim normalnie klapną na podłogę i płakać będą. Co my z nimi zrobimy? Dywany nam zroszą! A ja z chce najlepsze dywany mieć, no! Perskie, czaisz? Perskie! Ich nie można zraszać! Czekaj, chwilę, dobra? (WAMP szuka czegoś w torebce, w końcu wyciąga ajfona i strzela Castro fotkę.) Leci na insta, że prezes wcale nie taki straszny jak go malują.

Nas Jazzowski – Miley, to nie ten prezes.

Weronika Passent – Nie?

Nas Jazzowski Zapewniam cię, że nie.

Weronika Passent – A to spoksik. Dzięki gościu za muzyczkę, ale już ściągnęłam sobie sama na ajfona. (Z rozbrajającą szczerością.) Po co mi druga?

Nas JazzowskiTo nie tak, to na entrance theme. Jakbyś kiedyś wychodziła na ring sama. (WAMP robi zdziwioną minę i mruga oczami.) Nieważne...

Felipe Castro – Zmieńmy może temat. Będę szczery. Panie Jazzowski, EWF wiążę z tobą wielkie nadzieje. Jesteś czołową gwiazdą współczesnego wrestlingu polskiego i jako jeden z nielicznych top playerów w tym biznesie nie jesteś negatywnie nastawiony do nowych porządków w federacji.

Nas JazzowskiChwileczkę. Nim zaczniemy, chciałbym poruszyć pewną sprawę związkową. Chodzi o Ghula. On potrzebuje swojego programu.

Felipe Castro – Jeśli program będzie zgodny z moją linią, to oczywiście Ghul swój program otrzyma.

Weronika Passent – Wow, prezes! Dawaj high-five, taki dobry jesteś! (WAMP wyciąga dłoń w stronę Castro.) No piątkę przybij! (Przybijają sobie piątki.) Ghula trzeba wspierać, dzięki.

Felipe Castro – Chciałbym, żeby siły postępu skonsolidowały się. Już na następnej gali odbędzie się letni turniej tag-teamów. Uważam, że dwóch najlepszych obecnie wrestlerów w EWF powinno połączyć swe siły.

Nas JazzowskiTo znaczy?

Felipe Castro – Ty i Vaclav.

Nas JazzowskiJa i Vaclav?

Weronika Passent – Ja i Vaclav?

Nas JazzowskiMiley, nie ty, tylko ja.

Weronika Passent – No i dobrze, bo bym musiała do niego strzelać z mojego łuku sayonara. To jest mroczny gwałciciel.

Nas JazzowskiPrzemyślę to panie prezesie.

Felipe Castro – Co tu jest do myślenia?

Nas JazzowskiJa już byłem w teamie z Vaclavem. Nawet pasy razem mieliśmy. Nie mówię, że to zły pomysł. Nawet sam przyszedł mi do głowy. Poszukuję godnego partnera do teamu. Powiedziałbym nawet, że znaczącego... a nie jestem pewien czy Vaclav taki w chwili obecnej jest. Stał się obrzydliwy i potrafi niesamowicie wkurwić.

Felipe Castro – Widzisz inne opcje? Wymień choćby jedną osobę, która chciałaby być z tobą w drużynie. Po tym, co zrobiłeś na Kwietniowej Anarchii VII... nie sądzę byś był najpopularniejszym zawodnikiem wśród naszego rosteru.

Nas JazzowskiTak źle nie jest. Wybrano mnie przecież prezesem Związku Wrestlerów Polskich.

Felipe Castro – Sprawy związkowe to sprawy związkowe, a życie to co innego.

Nas JazzowskiPrzemyślę to. Jeszcze dzisiaj prześlę odpowiedź przez mojego ordynansa.

Felipe Castro – Masz ordynansa?

Weronika Passent – Kto to? Nas! Nas! Kogo masz?

Felipe Castro – To jeden z murzynów.

Weronika Passent – To prześlij mu nawet dwóch. (Robi obrażoną minę. Widać, że murzyńskie hordy Nasa nie cieszą się sympatią u jego małżonki.) Albo trzech od razu! Mamy ich tylu, że się nam po szafach walają. Dlatego właśnie przeprowadzamy się do Wawki, wiesz? (Chyba mówi teraz do Castro.) Słuchaj gościu, sobie normalnie chałupę stawiamy, nasze własne m. Ja najmłodszego murzynka zabieram w przyszłym tygodniu do Stanów, do Hollywood ze mną. Może się zakumpluje z Angeliną Jolie. Ona jak widzi małe murzyniątko, to musi go mieć. Będziemy BFF! Jednego oddałam już temu no, Bruno z „Na dobre i na złe” i razem wiersze piszą.

Nas Jazzowski (zdziwiony) Rozdajesz moich murzynów?

Weronika Passent – Mówiłam ci, że ich za dużo mamy! Więcej niż hajsu na koncie. Przecież i tak się nie kapniesz, że kilku brakuje. Jak oni wszyscy w piwnicy siedzą, to tylko oczy im widać i nawet sam Batman bałby się tam do nich zejść. No oddałam kilku, Bruno dostał, Anka Mucha, wuja Czeciu i wuja Kociołek.

Nas JazzowskiJaki znowu Kociołek?

Weronika Passent – No jest nawet taka piosenka o nim. Nie śpiewam mu jej, bo się denerwuje jak to słyszy. (Zaczyna nucić.) „Krwawy Kociołek to...”

Nas JazzowskiKat Trójmiasta?!

Weronika Passent – No! Też to znasz? (Niczym Krystyna Janda.) Przez niego giną dzieci, niewiasty!

Felipe Castro – To bardzo miłe...

Weronika Passent – My będziemy już lecieć, bo ja chciałam z mojego łuku Tamagotchi trochę postrzelać. (Z dumą.) Będę strzelała do jobberów! (Trąca Nasa łokciem.) Nas! Nas! Dobrze powiedziałam?

Nas JazzowskiDoskonale.

Felipe Castro – W takim razie czekam na odpowiedź.

(Pan Jazzowski i pani Jazzowska opuszczają prezydenckie biuro. Wracamy na ring.)


Jan Kowalski – Czyli można powiedzieć oficjalnie, że Felipe Castro planuje połączyć Nasa Jazzowskiego i Vaclava w drużynę. Wyrasta nam wielki faworyt do wygrania letniego turnieju tag-teamów.

Tony Hogański – Głupoty opowiadasz. Tak, zgadzam się, drużyna będzie z nich dobra... ale wielki faworyt? Są Crazy, Bidam, Franko, także Bane, a przede wszystkim mistrz Szakal. Tu nie będzie wielkiego faworyta do zwycięstwa.

Jan Kowalski – Podtrzymuję to, co powiedziałem.

Tony Hogański – Dobra. Powiedz lepiej coś wesołego.

Jan Kowalski – Czas na kolejną walkę! Ladder match!

Tony Hogański – To faktycznie wesoła informacja.



EWF Evolution Championship
EWF Daemusin Championship
Ladder match
SeBa (c) vs Żubr (c)



Rozbrzmiewa Hymn Prus Wschodnich i oczom zgromadzonych w hali fanów ukazuje się SeBa! Feldmarszałek ma ze sobą Daemusin title, który z dumą prezentuje swoim licznym sympatykom. Wszędzie rozbrzmiewa chóralny cheer – raz jeszcze można zobaczyć i usłyszeć, że Feldmarszałek jest jednym z ulubieńców publiczności! SeBa, jak to on – niespiesznie podąża w stronę ringu, popijając po drodze Lecha prosto z puszki; przybija niezliczoną ilość piątek i wdaje się nawet w krótką pyskówkę z grupką potężnie zbudowanych młodzieńców obnoszących się z koszulkami Żubra. W końcu dociera pomiędzy liny, gdzie oddaje sędziemu zarówno pas, jak i swój nieodłączny hełm, po czym nieśpiesznie dopija piwo.
Uderza „Boa” Pawła Kukiza i na scenę wkracza obecny Evolution Champion! Pas ma owinięty wokół bioder, a dłonie zajęte drzewcem biało-czerwonej flagi, którą zgodnie ze swoim zwyczajem obnosi wokół ringu i przekazuje Tosterowi. Część fanów oklaskuje Ostatniego Patriotę, chociaż są też tacy, którzy wyraźnie biorą stronę jego rywala. Sarmata nie przejmuje się tymi drugimi, pozdrawia za to swoich sympatyków. W końcu wkracza na matę, pozwalając sędziemu na prezentację swojego pasa.

Jan Kowalski – Ladder match miał odbyć się już na ostatniej gali, ale ostatecznie wyszło na to, że będzie na tej.

Tony Hogański – Nagłe zmiany pomysłów to nic nowego w EWF.

Jan Kowalski – Federacja reaguje elastycznie na rozwój wypadków.

Tony Hogański – Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek zobaczę SeBę z jakimkolwiek pasem, a tu niespodzianka.

Jan Kowalski – Wytrwale budował swoją pozycję w EWF. Zasłużył.

Dwójka zawodników jest na ring, jest też sędzia. Napięcie rośnie, bo ono zawsze musi rosnąć na początku walki. W innym przypadku nie byłaby to porządna walka. Muszą w niej królować emocje, ot co! Oponenci stają naprzeciwko siebie, mierząc się nieprzyjaznymi spojrzeniami. W tym czasie dzierżone przez nich tytuły zostają zawieszone na haku i wywindowane wysoko... w końcu arbiter nakazuje uderzyć w gong! Obywa się bez gry wstępnej w rodzaju dalszej wymiany spojrzeń albo krążenia wokół siebie: Żubr bez chwili zwłoki rusza na nieco zaskoczonego takim obrotem spraw rywala i po prostu zasypuje go serią ciosów! O dziwo, ta taktyka zdaje się skutkować: Feldmarszałek przyjmuje na facjatę kilka silnych Punchów, doprawionych paroma Low Kickami i zwieńczonych mocarnym Lariatem! Wkurzony Sarmata okopuje powalonego przeciwnika, po czym rozpierdala mu twarz Fist Dropem! SeBa chyba niezupełnie tak wyobrażał sobie początek pojedynku! Tymczasem jego rywal po prostu nie pozwala mu na chwilę oddechu: podnosi go i egzekwuje Body Slam, który solidnie przetestował wytrzymałość zarówno pleców Feldmarszałka, jak i maty!

Jan Kowalski – Przypominam, że zwycięzca może być tylko jeden.

Tony Hogański – Miał już być na ostatniej gali.

Jan Kowalski – Być może dlatego tej walki nie sędziuje Shaman, a Lech Grudziński.

Tony Hogański – Poczciwy Lechu. Powinni kiedyś zrobić specjalny program, o takich małych ludziach w EWF. Lech Grudziński, Angelika Kucharska, Pani Zosia, chłopaki z GRU i wielu innych. Oni na to zasługują.

Jan Kowalski – Ciekawa inicjatywa.

Żubr wynosi oponenta do Press Slamu, jednak SeBa w końcu się obudził i wyślizgnął z uchwytu, lądując za plecami Patrioty: ten odpowiedział potężnym ciosem łokcia, który jednak nie dochodzi do celu, bo SeBa przytomnie unika niebezpieczeństwa i odpowiada silnym kopnięciem w brzuch przeciwnika! Żubr zgina się wpół wręcz podręcznikowo, co Feldmarszałek wykorzystuje do wykonania szybkiego DDT! Niedługo później odwdzięcza się Sarmacie za poprzednie traktowanie serią Angry Stompów i skacze na niego z Jumping Elbow Dropem, który jednak uderza w matę zamiast w przeciwnika! Energiczny Żubr wstaje z lekkim wysiłkiem, chwyta rywala i pełnym niezaprzeczalnej mocy Irish Whipem posyła go plecami w narożnik! Feldmarszałek odczuł to bardzo boleśnie, a chwilę później rywal wskakuje na środkowe liny i zaczyna napierdalać go kolejnymi Punchami! Jeden! Dwa! Trzy! Rozochoceni fani Patrioty zdołali doliczyć do dziesięciu, po czym ich idol wynosi przeciwnika do Superplex! Niedługo później egzekwuje tą mocarną akcję!

Jan Kowalski – Żubr uchodzi za zdecydowanego faworyta tej walki.

Tony Hogański – Lubię SeBę, ale wątpię w jego sukces.

Jan Kowalski – Nie takie rzeczy działy się w EWF.

Tony Hogański – On jest przygnębiony. Franz go przygnębił. Widać go w jego oczach. Nie ma tej feldmarszałkowskiej dumy.

SeBa leży na macie bez ruchu, a jego przeciwnik schodzi poza ring w poszukiwaniu drabiny. Znajduje ją bez problemu i wrzuca na ring tak, by trafiła w twarz rywala! Feldmarszałek zwija się z bólu, co daje Sarmacie czas na powrót pomiędzy liny. W momencie, w którym SeBa jako tako dochodzi do siebie, Żubr rozpędza się i z impetem przypierdala mu w twarz wykonując Running Knee Hit! Chwilę później chwyta za drabinę... i z rozmachem rzuca nią w zwijającego się na macie rywala! (EWF! EWF!) Następnie wyrzuca go z ringu i rozkłada drabinę! Wspina się na nią niezbyt zgrabnie, ale całkiem szybko: dociera na szczyt, sięga po pasy... i zalicza długi lot w dół po tym, jak SeBa desperacką szarżą przewraca metalową konstrukcję! Sarmata ciężko uderza o matę! (EWF! EWF! EWF!)

Tony Hogański – Kawał cielska z tego Żubra.

Jan Kowalski – On jest staropolski, a Sarmaci byli staropolscy.

Tony Hogański – Naprawdę to chciałeś powiedzieć? Że Sarmaci byli staropolscy? Jan III Sobieski też?

Jan Kowalski – Masz rację, mój błąd. Miałem na myśli, że byli to postawni mężczyźni.

Feldmarszałek chwyta drabinę i z rozmachem pakuje jeden z jej końców w żołądek rywala! Żubr zwija się z bólu, podczas gdy jego oponent raz za razem ponawia atak! Sarmata solidnie oberwał, a Feldmarszałek Wszystkich Polaków Także i Twój i Twoich Rodziców a Także Twoich Dziadków i Wujków ze Stryjkami i Wszystkimi Ciociami aż się zadyszał. W ramach odpoczynku, układa drabinę w narożniku, po czym uspokaja oddech i próbuje wykonać German Suplex! Żubr nie ułatwia mu zadania: walczy, wykręca się... w końcu przerywa chwyt, odwraca się i pakuje Feldmarszałkowi kopniaka w brzuch! Chwilę później wykonuje rozpierdalający rywala Powerbomb prosto na ustawioną w narożniku drabinę! (EWF! EWF! EWF!)

Tony Hogański – Wiesz co by na to powiedział Kmicic?

Jan Kowalski – Nie mam pojęcia. Co takiego?

Tony Hogański – Łatwiej z kamienia ser wycisnąć, niż pieniądze ze Szwedów.

Jan Kowalski – SeBa jest Szwedem?

Tony Hogański – Z Prus Wschodnich blisko do Szwecji. Rzut kamieniem.

Jan Kowalski – No, jak z Gdańska.

Tony Hogański – Jakby było daleko to bym nam dziady potopu nie robiły.

SeBa leży, roztrzaskany, na macie, a jego pogromca mocuje się z wyraźnie odkształconą drabiną, starając się ją rozłożyć. W końcu udaje mu się ta sztuka i ponownie zaczyna wspinaczkę po chwiejnej konstrukcji. Zajęło mu to jednak zbyt wiele czasu – Feldmarszałek jednak dochodzi do siebie, wstaje i przewraca drabinę! Żubr po raz kolejny spada z wysoka – tym razem jednak upada bardzo niefortunnie, na liny! (EWF! EWF! EWF!) Seba wbija poobijanego oponenta w narożnik i zaczyna go po prostu bez litości napierdalać! W ruch idą pięści, łokcie, kolana i podeszwy butów; na koniec oglądamy kilka uderzeń drabiną! Feldmarszałek nie oszczędza ani siebie, ani swojego rywala! W końcu jednak łapie go zadyszka, więc uznaje, że na razie wystarczy tego – pozostawia zdewastowanego przeciwnika w narożniku i zaczyna mocować się z oporną drabiną. W końcu rozkłada ją... i pada po pełnym impetu Spearze! Żubr jest zakrwawiony i chyba ciągle oszołomiony, ale wystarczająco dobrze orientuje się w tym, co dzieje się pomiędzy linami! Podnosi rywala, szykując się do jakiejś dewastującej akcji, jednak SeBa udowadnia, że potrafi zaskakiwać – tym razem robi to, wykonując SBO [RKO] zupełnie „z niczego”!

Tony Hogański – SeBa! Ale jebnął!

Jan Kowalski – Mówiłem przecież, że tu każde rozwiązanie jest możliwe.

Tony Hogański – Mam nadzieję, że na ring nie wpadną teraz murzyni i tego nie zniszczą.

Jan Kowalski – Co ty nagle z tymi murzynami?

Tony Hogański – Teraz wszędzie u nas murzyni. Nas to normalnie ma całe stado, a do tego w GRU siedzą, Avon jest czarny, Cassandra pół na pół, Crazy ma czarnych stażystów. No i nie zapominajmy o moim zdradzieckim wychowanku.

Jan Kowalski – Co ma do tego Vaclav?

Tony Hogański – On jest mroczny jak dupa Samuela L. Jacksona.

Nasz i Wasz Feldmarszałek chwiejnym krokiem podchodzi do drabiny i kładzie ją na ciele znokautowanego przeciwnika. Później wspina się na szczyt narożnika, pozdrawia swoich fanów... i wykonuje Senton Bomb zarówno na drabinę, jak i swojego rywala uzyskując efektowne trafienie! (EWF! EWF! EWF!) Widać, że SeBa również ucierpiał w trakcie wykonywania tej akcji, ale czegóż nie robi się dla fanów?! Zresztą, Żubr wygląda o wiele gorzej. Feldmarszałek wstaje z wysiłkiem i próbuje rozłożyć drabinę...  jednak ta sztuka po prostu mu się nie udaje – przedmiot jest zbyt odkształcony! Co robić?! Wyklepywać? Iść po nową drabinę? Feldmarszałek Wszystkich Polaków decyduje się na tą drugą opcję i opuszcza ring. Sędzia na chwilę zajmuje się pogruchotanym Sarmatą i traci z oczu drugiego ze swoich podopiecznych: sytuację tą wykorzystuje jeden z fanów Żubra – nie widzimy jego twarzy, bo ma na niej chustę – który rzuca w przeciwnika swojego idola zapaloną racą! SeBa obrywa prosto w twarz! (EWF! EWF! EWF!)

Tony Hogański – Kibole w akcji! Yeah!

Jan Kowalski – Ta hołota z Marszu Niepodległości i tu się dostała?

Tony Hogański – Jaka hołota?

Jan Kowalski – Niszczą, palą, rabują, podpalają budki.

Tony Hogański – To akurat była prowokacja ex-ministra Sienkiewicza. Polska to nienormalny kraj, koleś powinien za to beknąć, ale nic, dupa, nic się nie stało.

Trybuny po prostu ożywają, kiedy fani obu zawodników rzucają się na siebie! Rozpoczyna się totalna rozpierducha, która zmusza do interwencji znajdujące się w pogotowiu siły porządkowe! Tymczasem SeBa dochodzi jakoś do siebie i wywleka spod ringu nową drabinę. W tym czasie Żubr jest już na nogach: zauważa rywala w momencie, w którym ten właśnie wyciągnął drabinę - wygląda to tak, że SeBa stoi i trzyma ją przed sobą – i decyduje się na szaleńczy, poparty niebagatelną masą ciała Suicide Dive prosto w drabinę i przeciwnika! Ależ potężne pierdolnięcie! Obaj są po prostu roztrzaskani! (EWF! EWF! EWF!) Zawodnicy leżą poza ringiem podczas gdy na trybunach trwają regularne zamieszki! GRU ma pełne ręce roboty – można powiedzieć, że pałki funkcjonariuszy nie zaznają spoczynku. Część hali wypełnia dym z rac, w powietrzu latają butelki, krzesła i kamienie... jest gorąco! Tymczasem zawodnicy dochodzą jakoś do siebie, ale to Żubr jest tym, który trzyma drabinę: potężne pierdolnięcie metalowym przedmiotem prawie wyrywa SeBę z butów! (EWF! EWF! EWF!)

Tony Hogański – Dostał z drabiny. No ładnie.

Jan Kowalski – Dlaczego ładnie?

Tony Hogański – Efektownie to wyglądało.

Sarmata rozkłada drabinę poza ringiem, po czym chwyta swojego rywala i wywleka go na sam szczyt konstrukcji! Tam szykuje się... on szykuje się do Patria Bomb [Ricola Bomb]! Poniżej trwa pacyfikacja niepokornych fanów, dym solidnie utrudnia widoczność, a SeBa budzi się nieoczekiwanie i wykonuje na zaskoczonym rywalu niesamowite SBO [RKO] prosto w spowite dymem trybuny! (EWF! EWF! EWF!)
Mija sporo czasu, zanim ponownie zauważamy SeBę – Feldmarszałek wyłania się z dymu i zmierza truchcikiem w stroną ringu! Jakiś fan Żubra zamierza się na niego kijem baseballowym, jednak jego zapędy zostają ostudzone szybkim Superkickiem! Po drodze SeBa zgarnia „działającą” drabinę i wraz z nią wkracza pomiędzy liny. Nie tracąc czasu, rozkłada metalową konstrukcję... i rozpoczyna wspinaczkę!

Jan Kowalski – Czyżby zbliżał się koniec walki?

Jest tuż, tuż... już wyciąga ręce w stronę pasów... właśnie wtedy na ring wpada rozpędzony Żubr, który bez chwili namysłu przypierdala w drabinę Spearem! SeBa w dosyć niekontrolowany sposób spada ze sporej wysokości, nadziewając się kroczem na liny! (EWF! EWF! EWF!)
„Ból” to mało powiedziane w tej sytuacji. W dodatku fani Żubra skandują złośliwie: „kogel - mogel! Kogel – mogel!” Z kolei sam Sarmata chwyta za przewróconą przed chwilą drabinę... i potężnym, zamaszystym ciosem, któremu towarzyszy metaliczny dźwięk, strąca rywala poza ring! Żubr nie traci czasu. Sam rozstawia leżącą nieopodal drabinę i zaczyna wspinaczkę. Publiczność nastawiona patriotycznie szaleje ze szczęścia. Ruchowi Narodowemu chyba uda się osiągnąć kolejny sukces! SeBa leży roztrzaskany poza ringiem i wygląda na to, że nic i nikt go już nie mogą uratować. Żubr jest coraz wyżej... jest tuż tuż... ma! Ma pasy! Ściągnął je! (Zwycięzcą i nadal EWF Evolution Champem jest: Żubr! Nowym EWF Daemusin Champem zostaje: Żubr!)

Jan Kowalski – Koniec.

Tony Hogański – Stało się tak jak przewidziałem.

Żubr zostaje na drabinie i świętuje. Publiczność szaleje z radości. Patriotyzm Ostatniego Sarmaty wzrusza wszystkich. Na arenę wbiegają Michał i Andrzej z polskimi flagami. Żubr ze szczytu drabiny pozdrawia fanów, a z sufitu spadają setki, jak nie tysiące biało-czerwonych baloników. Żubr schodzi na matę, gdzie Michał i Andrzej biorą go na ramiona, schodzą z nim z ringu i zaczynają rundę honorową wokół niego. Jest wzruszająco, a cała celebracja trwa jakiś czas. W końcu Żubr i jego patriotyczna kompania znikają pod FeliXtronem.

Jan Kowalski – Ekscytująca walka.

Tony Hogański – Było nieźle.


(Drugi raz już dzisiaj trafiamy w mrok. Ekran jest czarny, słychać tylko jakieś oddechy. Po chwili oddechy przepoczwarzają się w głosy.)

Głos#1 – Dlaczego tu jesteś? Pamiętam cię, ale żebyś jakąś wielką furorę z polskim wrestlingu zrobił to...

Głos#2 (przerywa mu)Dla zemsty, Franko, dla zemsty.

Jak się okazuje głosem numer jeden jest Franko. Być może tak jest. Głos numer dwa pozostaje nierozpoznany.

Głos FrankoDlaczego przyszedłeś do mnie? Zemsta to ostatnio modne słowo w EWF. Wszyscy bez przerwy o niej powtarzają.

Głos#2 – Bo ty jesteś głównym mścicielem. To ty zniszczysz i obalisz arogancję Nasa Jazzowskiego i Felipe Castro. Ty przywrócisz wolność.

Głos FrankoA ty?

Głos#2 – Ja chcę tylko dołożyć swoją małą cegiełkę do tego dzieła.

Głos FrankoKariery żadnej nigdy nie zrobiłeś. Wybacz szczerość, ale taka prawda. Rób sobie, co chcesz. Po co ta rozmowa?

Głos#2 – Już ci mówiłem. To ty jesteś mścicielem, to ty wymierzysz sprawiedliwość. Nie chce wchodzić międz wódkę a zakąskę. Miecz prawości należy do ciebie, to ty jednym cięciem zetniesz łby Castro, Jazzowskiego, a jak się uda, to jeszcze innych zdrajców.

Głos FrankoŁadnie powiedziane.

Głos#2 – Dlatego informuję cię, że jeszcze dzisiaj sam podejmę próbę zemsty. Wiele cierpiałem, będę miał grupę inwalidzką do końca życia, moja psychika jest zrujnowana. Muszę to zrobić. Muszę podjąć próbę... może zginę przy tym, ale muszę to zrobić. Nie masz nic przeciwko temu?

Głos Franko – Rób, co chcesz, to wolny kraj. Każdy ma swoją wolę. Chcesz się mścić, to się mścij.

Głos#2 – Dziękuję. To wiele dla mnie znaczy.

(Koniec ciemności, bo wróciliśmy w okolice stanowiska komentatorskiego.)


Jan Kowalski – Zemsta, zemsta, zemsta. Wszyscy tylko zemście. Jakie to nudne.

Tony Hogański – To tylko pokazuje jak ważny to problem społeczny w dzisiejszym EWF.

Jan Kowalski – Trzeba patrzeć w przyszłość, a nie w przeszłość. Felipe Castro jest gwarancją istnienia federacji. Bez niego wszystko się rozleci.

Tony Hogański – Przez niego w zeszłym roku wszystko się rozleciało!

Jan Kowalski – Tylko po to byśmy mogli odkryć swoje korzenie i wrócić do źródeł polskiego wrestlingu.


(Jakiś czas temu na zapleczu bielskiej hali, senator Szakal wpierdolił Stefano, członkowi włoskiej mafii. Stefano jest prawą lub lewą ręką Don Camilla, który jak sama nazwa wskazuje jest donem, czyli wysoko postawionym gościem w tej wesołej, włoskiej organizacji. Don Camillo właśnie odnalazł swego pobitego podopiecznego.)

Don Camillo – No nie! znowu? Kto tym razem? Kto to zrobił?

Stefano – Szakal...

Don Camillo – Kto to?

Stefano – Nie wiem dokładnie, ale słyszałem, że jest senatorem.

Don Camillo – To jakaś ksywa? Ktoś z polskiej mafii?

Stefano – Nie. On chyba faktycznie zasiada w ławach polskiego senatu.

Don Camillo – Czyli jest takim normalnym senatorem? Nie takie rzeczy mafia we Włoszech robiła. Zawsze nam było blisko do polityki. I co? Zgarnął nasz dzienny utarg? To skandal, że politycy kradną już tak po prostu, w biały dzień.

Stefano – Nie. Niczego nie zabrał.

Don Camillo – Czyli to nie ten, co nas obrobił na ostatniej gali. No dobra, zajmiemy się nim, skoro wszedł nam w drogę. Trzeba go skompromitować, coś mu podrzucić, złapać w dwuznacznej sytuacji.

Stefano – Tak, szefie.

Don Camillo – Nie jest to priorytet, ale taka poboczna robótka. Przede wszystkim trzeba ustalić, kto chce nam przeszkodzić w interesach. Musimy wiedzieć, kto obrobił nas na poprzedniej Wrestlepaloozie.

Stefano – Pracujemy nad tym. Zrobi się.

Don Camillo – To wstawaj. Idziemy. Koniec leżenia, trzeba zdobywać rynek!

(Camillo pomaga wstać swojemu podwładnemu. Po chwili obaj ruszają w swoją stronę. Wracamy na ring.)


Tony Hogański – Oni chcą skompromitować mistrza Szakala? Takie leszcze?

Jan Kowalski – Zadarł z włoską mafią. To błąd.

Tony Hogański – Nie żartuj. Mafia tu chyba przysłała swoich śmieciarzy z Neapolu. Camillo i Stefano wyglądają na niedojdy. Nie dali rady we Włoszech, to wysłano ich na wschodni odcinek.

Jan Kowalski – Są pionierami.

Tony Hogański – Tak... nie wiem czego.


(Kafeteria to obecnie pustki, tak można to krótko określić. Po dawnej świetności nie ma tu już nawet śladów. Cały bogaty wystrój wnętrz został całkowicie zlikwidowany, o półpiętrze dla VIPów można zapomnieć, brak rozsuwanych drzwi, nie ma już luksusowych mebli wykonanych z wysokiej jakości drewna, zabrakło dekoracji. Zrobiło się prosto i biednie. Wszystko wygląda teraz jak zwykła knajpa. Depresji może dostarczyć plakat rodem z PRL-u informujący o zaletach mycia rąk. Agnieszka Sorel, ex-szefowa działu kadr drobi za barmanko-kelnerkę. Ciężkie drzwi do kafeterii - tak to się jeszcze nazywa, bo samej nazwy nie zlikwidowano - zostają otwarte i w pomieszczeniu pojawia się Bane. Siada z radością przy barze.)

Bane – O! Cześć!

Z jakiegoś powodu Alienor chce go spoliczkować, ale ten nie pozwala na to, lecz chwyta ją za przegub dłoni.

Bane – To tak mnie witasz?

Agnieszka SorelCo ty sugerowałeś w swoim ostatnim promie?

Bane – Ja? (Uśmiecha się ni to wrednie ni lubieżnie.) Nic, a co?

Agnieszka SorelJak to co! Przecież...

Bane – Nie przejmuj się. Takie jest życie. Daj mi whiskey.

Agnieszka SorelChamów nie obsługujemy.

Bane – W poprzednim systemie być może. Mam złożyć skargę do prezydenta Castro na ciebie? (Odpowiada mu tylko cisza.) No co? Mam?

Agnieszka SorelNie...

Bane – No to dawaj.

Agnieszka SorelNie ma whiskey.

Bane – To wódkę.

Agnieszka SorelNie ma.

Bane – Co? Dawniej mieliście świetny wybór alkoholi. Można się było nawet japońskiej sake napić, choć kto by pił to świństwo. Jakbym chciał dostać bimbru z Kambodży od Czerwonych Khmerów pędzony na Polach Śmierci, to pewnie bym go dostał. Można było sobie spokojnie przyjść, zrelaksować się przy kieliszku czegoś dobrego. Czasem nawet przy butelce. Ceny tu takie były, że motłoch tu nie zaglądał. Najwyżej to mógł przylepić nos do szyby i podziwiać jak najlepsi spędzają czas. Niech mnie podziwiają, niech mi zazdroszczą, niech wiedzą, że mnie stać.

Agnieszka SorelMożesz nadal napisać skargę do prezydenta Castro. To jego pomysły.

Bane – Ha! Może powinienem. To co jest jak nic nie ma?

Agnieszka SorelAlkohol dnia.

Bane – To dawaj.

Agnieszka Sorel serwuje Bane'owi nieoznakowaną butelkę. Ten bierze kilka łyków.

Bane – Piwo... (Z obrzydzeniem.) ... ale sikacz. Co to jest?

Agnieszka SorelAlkohol dnia, codziennie taki sam. Perła ze specjalnym łukowskim dodatkiem. Jedyny trunek z procentami w ofercie.

Bane – Wstyd.

Agnieszka Sorel – To pomysł Vaclava.

Mimo wszystko Syn Anarchii wypija vaclavowską Perłę do dna.

Bane – Smakuje paskudnie... (Mija chwila.) Coś dziwnie się czuję.

Były EWF Daemusin Champion chwyta się za gardło i pada na posadzkę.

Agnieszka Sorel – Masz za swoje dupku!

Z zaplecza słychać głos:

Głos – Lepiej mieć za swoje, niż za cudze. Jak tam?

Z kuchni wyłania się Bidam w londyńskiej, takiej puchatej, czapce kucharskiej. Wychyla się za bar i spogląda dziwnie na zwłoki Bane'a.

Bidam – Oho.

Agnieszka Sorel – Co to była za tabletka, która mu dorzuciłeś?

BidamGwałtu, ale o obniżonej mocy. Dawaj, zaniesiemy go do murzynów Jazzowskiego. Oni zrobią z nim porządek.

Alienor spogląda z niepewnością na Siergiejewicza Nowosibirskiego.

BidamŻartuję no. Obudzi się za godzinkę i nie będzie niczego pamiętał. Ja go nawet lubię, to fajny gość, ale skoro prosiłaś. Niech to będzie taka mała przysługa. Ja lubię pomagać innym, wiesz?

Agnieszka Sorel – Dziękuję.

BidamTo cześć. Ja będę leciał.

Agnieszka Sorel – Czekaj! No... może lepiej go tu nie zostawiać?

BidamNo dobra. Zabiorę go i porzucę na jakimś korytarzu.

EWF FTW Champion podnosi Bane'a i przewiesza go sobie przez ramię.

Bidam Ale ciężki bydlak. Co on wpierdala? Anabole? (Do Alienor.) Na następnej gali widzę kurczaki w ofercie. Tylko nie jakąś taniochę, ale dobry towar.

Agnieszka Sorel – Załatwię to.

(Bidam + Bane opuszczają kafeterię. Wracamy na ring.)


Jan Kowalski – Tak potraktować jedną z największych gwiazd młodego pokolenia!

Tony Hogański – No, no. Ale Bidam to w takim razie też gwiazda młodego pokolenia, prawda?

Jan Kowalski – Prawda.

Tony Hogański – W takim razie tak można. To remis wychodzi.

Jan Kowalski – Jaki remis?

Tony Hogański – Oczekujesz ode mnie komentarzy z sensem? Ja sam tego od siebie nie oczekuję.


(Trafiliśmy do szatni wprost wypełnionej dekadencją. Jest jej tu pełno, cała szatnia żyje wręcz tym stanem. Czołowe miejsce zajmuje SR-Crazy, słońce tego układu, wokół niego jak planety krążą Smela, Miszka, a także czwórka murzyńskich stażystów. Przybysze z Afryki wznieśli dla swego mentora tron godny nigeryjskiego króla.)

SR-Crazy – Dobrze, że mi odczepiliście tą kulę od nogi, bo już niewygodnie było. Ale za to jak lekko się czuję! Ho-ho! Będą dzisiaj wysokie loty w main-evencie! (Wskazuje na murzyński tron.) No a na co mi to?

Czarny Nalep – Mentor najlepszy... Mentor władca. Mentor siedzieć tam na tronie. My tron sami zbudować. Taki jak dla naszych królów.

SR-Crazy – Czyli to tron jakiegoś murzyńskiego władcy?

Czarny Huarez – Tak, my go wzorowaliśmy na tronie króla Oroka Edema Eyamby IX.

SR-Crazy – Kogo i dlaczego było ich aż dziewięciu?

Czarny Banito – Od roku 1880 do 1896 panował nad państwem Akwa Akpa. Był wielkim wodzem, dobrym organizatorem i cały lud go kochał. Oto jego zdjęcie, niech mentor powiesi na ścianie.

Murzyni uroczyście wręczają zdjęcie króla Oroka Edema Eyamby IX.

SR-Crazy – Fajna czapka.

Czarny NalepTo korona.

SR-Crazy – Trochę niewymiarowa. Macie też taką dla mnie?

Czarny HuarezNie.

SR-Crazy – No i chwała Bogu. (Sądząc po twarzy jest być może zawiedziony, że nie dostanie fajowej korony murzyńskiej.) Załatwcie taką Nasowi, on jest murzyńskim królem w EWF. Muszę wam powiedzieć, że rozwinęliście trochę w tej Afryce cywilizację w stylu McGyvera. Z kilku kijów zbudowaliście prawdziwe państwa.

Murzyni są dumni.

SR-Crazy – Ja tak nie robiłem, choć pewnych analogii można się doszukiwać. Myślicie, że łatwo jest zrobić karierę w polskim wrestlingu? Wcale nie jest łatwo, setki, jak nie tysiące osób odpadły przez te wszystkie lata. Niektórzy coś wygrali, ale już ich nie ma, bo nie mieli wytrwałości. Ja do wszystkiego doszedłem niejako z niczego. Pamiętam czasy najdawniejsze. Byłem w PCW w roku 2000 i 2001. Byłem w EWF za czasów Feliksa Castro i jego następców. Byłem tu kiedyś, byłem później, jestem i teraz. nie wywołuje to u mnie fałszywej dumy. Po prostu mi się chciało. Nie chwalę się, że walczyłem z dziadami, a inni nie. Byłem wtedy to z nimi walczyłem, bo nie było innych. Taki naturalny kolej rzeczy, nie wiem dlaczego mi się wypomina, że przetrwałem odejście dinozaurów i dopiero wtedy mogłem wygrać pas. Osoby, które tak mówię automatycznie uznają, że same są gorsze od tych wszystkich mamutów. No bo ja niby byłem gorszy od dziadoszanów, ale jestem lepszy od nich. To logiczne. Ciężko pracowałem na to, kim jestem teraz. Każdy dzień był dla mnie pełen wyrzeczeń, wstawałem wcześniej niż inni, a kładłem się spać ostatni. Wiele lat walczyłem by trafić na szczyt. Trwało to chwilę, ale w końcu się udało. W pewnym momencie wydawało się, że zatrzymam się na EWF FTW title. Mówiono, że to maksimum moich możliwości. Przełamałem to. Do tego zerwałem kajdany zaszufladkowania mnie jako trochę śmiesznego, trochę szalonego, niezłego, ale nie za dobrego wrestlera. Zerwałem ten bluszcz z mej piersi, który mnie tak niecnie oplątał. Nie każdy by tak potrafił. Wyobrażacie sobie Psycho w innej roli niż Białego Skurwiela? Bo ja nie. Po tych wszystkich latach mam prawo stać się dekadentem. Sześć dni ciężko pracowałem, a od zdobycia EWF World title trwa mój siódmy dzień. Odpoczywam, ale jest to odpoczynek aktywny. Odpieram wszystkie ataki i zakusy mych wrogów. Wielu próbowało odebrać mi pas, ale wszyscy polegli. Teraz przyszedł czas na zniszczenie mokrych snów Bane'a. Później zdobędziemy pasy drużynowej, a następnie rozprawimy się ponownie z Vaclavem. Tak to będzie trwać.

Stażyści są wzruszeni taką przejmującą przemową. Czują, że teraz i oni mogą zostać prawdziwymi wrestlerami.

Smela – Mentorze, ładnie, ale jest kilka innych spraw, którymi trzeba się zająć.

SR-Crazy (znudzonym głosem) Och jakich znowu? Nie mogę po prostu poczekać na moją walkę?

SmelaNie. Będę się jednak streszczał i opuszczę kwestię Vaclava, Bane'a i Dark Avengera. Chodzi o Felipe Castro.

SR-Crazy – Co z nim?

SmelaNa ostatniej gali on pomiatał mentorem! I Szakalem też! To trochę za dużo!

Miszka – Nie można pozbawiać legend godności!

SR-Crazy – Durni jesteście. Widzieliście by Jeżow wpierdolił Stalinowi?

Miszka – Bo Honza ma plan.

SR-Crazy – Czekam z niecierpliwością. Zaprosimy Castro na dwudziestoczterogodzinny maraton z Rumcajsem? Ledwo wytrzymałem ostatni.

Jak na zawołanie w pomieszczeniu pojawia się najnowszy nabytek drużyny EWF World Champa, czyli Dobry Czech Honza. Pochodzi on z Czech i już sam ten fakt jest komiczny.

SR-Crazy – Honza, udzielam ci posłuchania. Co tam wymyśliłeś?

Dobry Czech Honza – Otrujemy Castro.

SR-Crazy – Otrujemy?

Dobry Czech HonzaW zasadzie to ja go otruję. Nikt nie może mentorem bezkarnie pomiatać i się szarogęsić po federacji.

SR-Crazy – Czyli chcesz go otruć na zabój?

Dobry Czech Honza Na śmierć. Niech go pochowają obok tatusia.

SR-Crazy – Dżentelmeni tak nie postępują.

SmelaMy nie jesteśmy dżentelmenami, a mentor o niczym nie wiedział.

Dobry Czech HonzaJuż jest za późno. Przesłałem mu moje zatrute knedliki.

SR-Crazy – Knedliki?

Dobry Czech HonzaCzeskie danie narodowe!

SR-Crazy – Wiem, co to knedliki. Przecież ostatnio wpieprzamy je prawie codziennie. Dobrze chociaż, że sosy się zmieniają. Aha, pamiętajcie, że rzecz w tym by nie nadużywać sosów. Taka galijska zasada. Życiowa nawet, warto ją zapamiętać.

Dobry Czech HonzaKlamka zapadła. Felipe Castro już niedługo pożre zatrute knedliki i umrze.

SmelaHonza będzie bohaterem!

Miszka – Wyzwolicielem EWF!

Dobry Czech HonzaNikt nie będzie bezkarnie pomiatał mentorem.

SR-Crazy – Skoro już ta czeska klamka zapadła, to co ja mogę zrobić. (Wzrusza ramionami.) Sam się zresztą oto prosił.

(Nic ciekawego już w tej szatni nie odnajdziemy. Wracamy więc na ring.)


Jan Kowalski – Co?!

Tony Hogański – O! Wspaniała wiadomość!

Jan Kowalski – Trzeba ostrzec Felipe Castro!

Tony Hogański – Zamknij się Janku. Nie bądź wiernym psem Filipka. To już jego koniec! A chciałem zacząć pisać filipiki przeciwko niemu, a ten wziął i umarł.

Jan Kowalski – Nie wziął i umarł, ale go otruto! Zresztą, co ja mówię! Na pewno jeszcze żyje. To wszystko można powstrzymać. Muszę ostrzec pana prezydenta!

Toster jest jednak szybszy. Wyciąga spod stolika srebrną taśmę klejącą i zakleja usta Janka.

Tony Hogański – Nikogo nie ostrzeżesz. Zamknij jadaczkę.


(Tradycja wymaga od nas odwiedzin na zapleczu. Znaleźliśmy się we wspólnej szatni, która nie licząc Kravena jest zupełnie pusta. Rosjan siedzi i nic nie robi, nawet wódki nie pije. Czyżby jakaś depresja go dopadła czy co? Może smuci się brakiem postępów prorosyjskich seperatystów na wschodniej Ukrainie? Melancholię przerywa otwarcie się drzwi i do pokoju wchodzi Szakal.)

Szakal – Pomyłka kurwa. Gdzie ten Castro?

Łysy już chciał wyjść, ale zauważył Kravena.

Szakal – Kraven kurwa!

KravenSzakal...

Senator Rzeczypospolitej Polskiej siada na ławce obok niego.

Szakal – Co nowego? Co słychać?

KravenNic.

Szakal – Powiedz mi kurwa coś, bo to nadal nie daje mi spokoju. Na co ci to wszystko? Te walki ze słabeuszami? Te nieistotne pojedynki? To pałętanie się po dolnej części karty. Byłeś najlepszym wrestlerem obok mnie w historii tej federacji. Jako komisarz miałeś władzę absolutną. A teraz... teraz stałeś się postacią nieistotną. Oprócz walki to nawet kurwa na gali rzadko cię widać. Prawie kurwa zapomniałem, że ty w ogóle w tej hali jesteś? Po co kurwa? Po co to wszystko?

KravenTak trzeba.

Szakal – Masz w tym chociaż kurwa jakiś ukryty plan? Chcę kurwa wierzyć, że bycie nieistotnym pozwoli ci odzyskać władzę. Tak będzie?

KravenTo już niemożliwe.

Szakal – Co jest kurwa niemożliwe? W moim słowniku nie ma takiego słowa kurwa, a ja mam słownik dobry, bo kurwa z PWN-u.

KravenCastro zdobył pełną kontrolę nad EWF i trzyma federację w mocnym uścisku. Żadne spiski, żadne plany, żadne zemsty tu nie pomogą. Myślałem nad tym, w Stawce badaliśmy wszystkie możliwości operacyjne... i nic. Nie da się niczego zrobić, rozumiesz?

Szakal – To po co kurwa tu siedzisz?

Kraven – Bo muszę. Trzeba ratować okruchy starego świata, mojego świata, twojego świata. Castro jest jak nasi bolszewicy. On zainfekuje system krwionośny EWF swoim wirusem, a następnie przerobi wszystko według swoich planów. Dasz mu kilka lat władzy i nie poznamy tej federacji. Jeśli nas zabraknie... to stare EWF zostanie wymazane z pamięci. Zastąpi je zupełnie nowe, oderwane od historii, całkowicie wykreowane w chorym umyśle Felipe Castro. Ja, ty i jeszcze kilka innych osób jesteśmy pomostem między przeszłością a teraźniejszością i przyszłością. Dlatego właśnie Castro chce się nas pozbyć... byśmy przestali swoją obecnością przypominać o dawnej chwale.

Szakal – Pierdolisz jak najebany. (Łysy spogląda na butelkę Putinki.) Za dużo wódki i załączył ci się jakiś ruski filozof. Słuchaj, ja w innej sprawie. Na następnej gali robią turniej drużynowy. Połączmy siły - ty, ja i paprotka.

KravenW 2001 roku bylibyśmy nie do zatrzymania.

Szakal – W 2002, 2003 i 2004 też. W 2015 będzie tak samo.

Kraven – Charaszo, zgoda.

(Koniec wizyty we wspólnej szatni.)


Tony Hogański – Mistrz Szakal! Mistrz Szakal! Jaki on wspaniały!

Janek nie odpowiada, bo nadal ma zaklejone usta.

Tony Hogański – Janku, ty się nawet teraz sympatyczny zrobiłeś.

Kowalski chce coś powiedzieć, ale taśma pochłania wszelkie dźwięki.

Tony Hogański – Twój komentarz zrobił się nagle bardzo sensowny.


(Janek jest nadal uciszony, więc przenosimy się do najbardziej patriotycznej szatni w całym Extreme Wrestling Federation. Trwa tu wielkie świętowanie. Nawet wywieszono specjalne portrety Romana Dmowskiego, na których jest on uśmiechnięty i wygląda na szczęśliwego. W pomieszczeniu odnajdujemy Żubra, Michała, Andrzeja i indiańską Mię, spadek po Chickasawie.)


Żubr – Niech żyje Wielka Polska!

Michał – Niech żyje Żubr!

Andrzej – Niech żyje EWF Evolution Champion!

Mia – Niech żyje EWF Daemusin Champion!

Żubr – Czyli ja!

Michał i Andrzej (chórem) Ha-ha-ha!

Mia – Gratulacje. Gdyby Jimmy tu był, to na pewno by się ucieszył.

Żubr – Cześć jego pamięci. Zawsze będę wspominał go z przyjaźnią.

Minuta ciszy dla uczczenia zaginionego Chickasawa.

Żubr – Jak już wspomniałem te pasy, to dopiero początek. Jestem teraz EWF Daemusin i zarazem EWF Evolution Champem. To piękna chwila, gdy na moje konto mogę dopisać kolejne sukcesy. Pamiętam przy tym, że to nie tylko mój osobisty sukces, ale przede wszystkim nasz, całego naszego obozu, całego ruchu patriotycznego. Na tym nie zamierzam jednak poprzestać. Wiecie dlaczego?

Michał – Dlaczego?

Żubr – Bo mam Polskę w sercu.

Michał się wzruszył.

Mia – A Jimmy?

Andrzej – Kobieto! Jakaś ty nudna! Nie możesz nawet takiej chwili uszanować.

Żubr – Nie, dobrze, że pyta. (Kładzie swą żubrzą dłoń na ramieniu Julii.) Pomścimy go.

MiaTo wiem, ale kiedy?

Michał – Kiedy, kiedy, kiedy. Zaufaj Żubrowi...

Żubr – Rozmówię się jeszcze dzisiaj z Franko. To przecież główny mściciel, więc myślę, że będziemy w stanie dojść do porozumienia. Razem przeszliśmy przez piekło Afryki i razem zniszczymy naszych wrogów. Oni chcieliby nas widzieć podzielonymi, ale my będziemy zjednoczeni. Wspólnie będziemy silni. W zasadzie to pójdę od razu do niego.

(Wracamy na ring.)


Tony Hogański – Rozsądnie! Niech Franko z Żubrem się dogadają i razem wpierdolą Castro.

Kowalski chce coś powiedzieć, ale nie może, bo ma zaklejone usta.

Tony Hogański – Co tam mówisz Janku?

Nie można zrozumieć, co też Janek chce przekazać.

Tony Hogański – No dobra. Oddam ci mowę. (Zrywa mu taśmę z ust.) Mów językami! Jak ewangeliczny charyzmatyk! Bądź naszym Baszoborą!

Jan Kowalski – Będę mówił po polsku. Chciałem powiedzieć, że wkopanie Castro nie będzie wcale takie łatwe. Po drodze chcą chyba jeszcze dołożyć Jazzowskiemu.

Tony Hogański – Gromada wrogów liczna, ale ich serca są czyste.

Jan Kowalski – Zemsta nigdy nie mieszka w czystych sercach.

Tony Hogański – Co ty wiesz o zemście. Zresztą, na Castro nie trzeba się już mścić, bo będzie otruty mrocznymi knedlikami. Problem sam się rozwiąże!


(Korytarzem kroczy nie kto inny jak Nas Jazzowski. O dziwo jest tym razem sam, gdzie podziała się Weronika Passent?)

Nas Jazzowski – Klucz do rozwiązania wszystkich...

Nie dowiemy się o jaki klucz chodzi, bo słychać huk i pojawia się dym. Chyba ktoś wrzucił tu petardę albo jakiś inny środek pirotechniczny o niskiej mocy. Wśród dymu na korytarzu pojawia się... Pasierb! Były podopieczny Nasa Jazzowskiego, były wrestler BGW, który parokrotnie pojawił się w EWF, a w końcowym rozrachunku po Kwietniowej Anarchii VII został wzięty w jasyr przez Boko Haram i wysłany do Afryki. Nassjasz chyba go nie poznał, bo jego mina była dość zaskoczona.

Nas Jazzowski – Czy....

Pasierb (z wyraźną wściekłością)Nie poznajesz mnie?!

Nas Jazzowski – Tak jakby nie.

PasierbJak możesz mnie nie poznawać?! Byłem w BGW! Walczyłem z tobą! Zesłałeś mnie do Afryki!

Nas Jazzowski – Ach... tak... no cóż... było was wielu.

Pasierb – Nie daruję ci tego!! Giń!!

Zwolennik idei słowiańskich wyciąga zza pazuchy duży nóż, który wygląda na taki, którym można by strzyc owce. Owce jak wiadomo są bardzo słowiańskie. Z tymże nożem Pasierb rzuca się na Jazzowskiego i chce zadać mu jeden, śmiertelny cios, ale były EWF FTW Champion jest dużo szybszy. Odskakuje na bok, a następnie po efektownym wyskoku w stylu kina akcji lat osiemdziesiątych, trafia kopniakiem w dłoń Pasierba i wybija mu nóż z tejże dłoni.

PasierbNie znasz dnia ani godziny! Zginiesz marnie!

(Na korytarzu pojawia się Shaman! To chyba oznacza nieplanowaną walkę!)


Tony Hogański – Yeah! Jazzowski przeżywa przygody jak w jakimś RPG! Random encounter i jest walka!

Jan Kowalski – Na to wygląda.

Tony Hogański – Czyli to Pasierb rozmawiał w sekrecie z Franko?

Jan Kowalski – Wszystko na to wskazuje.

Tony Hogański – Przyznam się szczerze, że spodziewałem się kogoś lepszego i ciekawszego.



Backstage Brawl
Nas Jazzowski vs Pasierb



Shaman pokazuje zdziwionemu Jazzowskiemu i Pasierbowi, że ma wszystko pod kontrolą. Pasierb próbuje podnieść swój owczy nóż, ale Nas jest dużo szybszy od prasłowiańskiego wojownika. Dopada do niego i kopniakiem w podbródek powala go na ziemię. Urodzony na polach bitwy pod Grunwaldem zawodnik próbuje wstać, ale Jazzowski znów okazuje znacznie lepszą szybkość. Jest przy nim, przytrzymując go za ramiona zaczyna wymierza kolejne uderzenia kolanem w brzuch. Jedno, drugie, trzecie, czwarte, piąte, szóste... na tym poprzestaje, ale od razu powala byłego wrestlera BGW z Clothesline'a. Pasierb mimo wszystko próbuje się podnieść, na czworakach szuka swojego owczego noża, ale Nassjasz uniemożliwia mu to w bardzo prosty sposób - nadeptuje biedaka na jego słowiańską dłoń, a czyni to z wielką siłą, że aż zawył z bólu tak, że na pewno jakiś Światowid go usłyszał. Nas podnosi go, po czym rzuca o ścianę. Aż spadł z niej jakiś tandetny obrazek rodem z Polski Ludowej, który pewnie wisi tu od czasów Gierka albo i dłużej. Pasierb mimo wszystko ma w sobie wiele siły, bo podnosi się z czterech liter i zaczyna szarżować w stronę Jazzowskiego. Ten natomiast chwyta go i wykonuje mu 99 Crusher, swój ex-finisher. Pin....1.....2.....3! (Zwycięzcą jest: Nas Jazzowski!)

Jan Kowalski – Szybko poszło.

Tony Hogański – Sądziłeś, że będzie inaczej?

Nas jak gdyby nigdy nic odchodzi.

Tony Hogański – To jest dobra długość walki. Można zrobić dwadzieścia takich w trakcie gali i wszyscy będą zadowoleni.

Jan Kowalski – Nie jestem wcale taki pewien.


(Dzielny Żubr mimo, że dopiero co odniósł kolejny sukces w swojej karierze jest ciągle aktywny. Jego walka skończona, ale przecież gala trwa. Trzeba pamiętać o zemście za afrykańskie cierpienia. Zemsta to ostatnio słowo-klucz w EWF. Wszyscy o niej mówią.)

Żubr (do siebie)Rozmówię się z Franko i razem z nim rozprawimy się z naszymi oprawcami. W grupie siła.

Skoro już jesteśmy przy afrykańskich tematach, to drogę EWF Daemusin i Evolution Champa zastępują... dwie murzynki.

Murzynka#01 – Ratuj nas, o wielki panie!

Murzynka#02 – Jesteśmy uchodźcami i chcemy zamieszkać w Polsce! Pomóż nam, o bwana kubwa!

Żubr – Dlaczego akurat w Polsce?

Murzynka#01 – Bo Polska to ojczyzna wolności! Tu zawsze ceniono najwyżej wartości takie jak honor, Bóg, Ojczyzna, dobro, sprawiedliwość i wolność.

Murzynka#02 – Tu da się żyć!

Murzynka#01 – My chrześcijanie! Nie jacyś muzułmanie! Chcemy się tu osiedlić.

ŻubrTo zacne. W czym problem? Co ja mam z tym wspólnego?

Murzynka#01 – Bo Unia Europejska chce nas wysyłać do muzułmańskiej Francji, gdzie zginiemy. Zabiją nas islamiści! Wam chcą przysyłać właśnie takich muzułmanów by zniszczyć piękną Polskę. Chcą wam wytworzyć takie problemy z imigrantami, jakie mają u siebie.

Murzynka#02 – To zemsta. Oni nienawidzą Polski, zawsze nienawidzili. Pluli na wolność, dlatego po kolei sprzedawali was Ruskim, Niemcom i innym.

ŻubrCo mogę dla was zrobić?

Murzynka#01 – Proszę się za nami wstawić. Rekomendacja tak znanej persony i wielkiego patrioty z pewnością nam pomoże.

Murzynka#02 – Chcemy starać się o azyl tylko w Polsce.

Murzynka#01 – Chodź z nami i podpisz rekomendację dla nas. Podpisz apel w obronie prześladowanych uchodźców!

ŻubrChrześcijanom i osobom kochającym Polskę z pewnością pomogę.

Żubr z murzynkami wchodzi do najbliższej szatni. Tam spotyka dziesiątki murzynów. Pomieszczenie jest dosłownie nimi wypchane.

ŻubrTo wasza rodzina? Sporo was!

Nagle w drzwi kilkadziesiąt centymetrów obok głowy Żubra wbija się strzała. Na specjalnym podwyższeniu stoi nie kto inny jak Weronika Passent. Warto zwrócić uwagę, że ubrana jest w tradycyjny, japoński strój do kyudo, a  przez ramię ma przewieszony równie tradycyjny, japoński łuk. W dłoni trzyma natomiast wielki megafon z napisem „Hollywood”.

Weronika Passent Czarnuszki moje! Nas mówił, że macie tego gościa przećwiczyć. No, to dawajcie.

ŻubrCo to ma znaczyć?!

Weronika Passent No, jaki futrzak, ja nie mogę. Podaj łapę koleś. Co się pytasz co to ma znaczyć. Nie jarzysz? Przegrzała się łepetynka? Słuchajcie murzyni. Wiecie o co kaman, bo ja nie bardzo kumam. Zróbcie z nim, co musicie, ale pamiętajcie! Za 40 minut macie pociąg. Dzisiaj w nocy musicie być w Warszawie, bo moja saska willa sama się nie zbuduje. Czaicie?

Murzyni czają. Żubr chce się wycofać, ale drzwi zostały już zablokowane przez stado murzynów.

Weronika Passent – Papatki!

(Hordy Boko Haram rzucają się na Żubra. Szczegółów nie będzie, bo już wracamy w okolice stanowiska komentatorskiego.)


Tony Hogański – To jakaś murzyńska gala! Wszędzie ci murzyni!

Jan Kowalski – EWF nie dyskryminuje nikogo z powodów przekonań, koloru skóry, wierzeń, samoidentyfikacji płciowej czy orientacji seksualnej.

Tony Hogański – Samojebki?

Jan Kowalski – Czego?

Tony Hogański – Tak mi się skojarzyło. Wyobraziłem sobie autogeja-słonia z długą trąbą.

Jan Kowalski – O czym ty mówisz?

Tony Hogański – O niczym. Wracając do murzynów... tego tylko brakuje byśmy niedługo galę w Afryce zrobili.

Jan Kowalski – Już przecież mieliśmy. Dawno temu w Egipcie.

Tony Hogański – E tam, Egipt. Co to za Afryka? To raj puszczalskich Polek, a nie żadna Afryka. Mówię o takiej porządnej, ze słoniami, lwami, niewolnikami, febrą, pustynią, puszczą, baobabem i murzynami.

Jan Kowalski – Tych ostatnich to mamy akurat pod dostatkiem.


Może kiedyś takiej gali się doczekamy, ale nic nie wskazuje na to by miało się to stać w najbliższej przyszłości. Jak na razie oczekiwanie na Wrestlepaloozę zorganizowaną w samym sercu murzyńskiej Afryki zostaje przerwane głośną muzyką Sammy Hagar i „Winner Takes it All”. Wywołuje to niesamowitą reakcję publiczności, radość fanów jest przeogromna. Niektórzy pokazują do kamery swoje legitymacje oficjalnego klubu Gumowego, na których wypisany jest ich własny numer identyfikacyjny. W końcu spod FeliXtronu wychodzi on - Dark Avenger we własnej gumowej osobie! Radość potęguje się, gdy Mściciel zmierza na ring. Tam otrzymuje mikrofon. Musi jednak chwilę odczekać nim fani uspokoją się, bo na razie ich entuzjazm zagłusza wszystko.

Dark Avenger – Już, spokojnie.

Publiczność powoli uspokaja się.

Dark Avenger – Wróciłem! Moi drodzy, wróciłem! Niech żyje wielkie EWF!

Znów wielka radość fanów.

Dark Avenger – Dawno mnie tu nie było. Wiele, wiele, bardzo wiele lat upłynęło od czasu, gdy stałem na tym ringu. Nawet nie pamiętam, która to była Wrestlepalooza... (Ktoś krzyknął, że osiemdziesiąta.) Być może osiemdziesiąta, być może nie, dawno to było. Od tego czasu naprawdę sporo się tu zmieniło, ale na ostatniej gali wreszcie powróciłem, bo czas wreszcie zabrać głos w sprawach dla polskiego wrestlingu najważniejszych. Od mojej dobrowolnej emigracji, bo tak, to była emigracja, minęła ponad dekada. Niewiele osób pamięta atmosfery 2003 roku. Odsunięcie od władzy dobrej Esmeraldy i przejęcie jej przez tyrana Game'a. Jakże szybko zapomniano o dyktaturze komercji, o atmosferze strachu, o tym jak w każdej chwili można było zostać zniszczonym, zgnojonym i upokorzonym. GRU mogło wtedy przyjść o 6 rano, wyłamać drzwi i zmiażdżyć człowiekowi duszę. To było jednak dwanaście lat temu! Wielu naszych, obecnych, współczesnych fanów było wtedy dziećmi i nie ma prawa pamiętaj tych czasów. Opuściłem EWF, bo nie wierzyłem tamtemu reżimowi, nie chciałem mu służyć i napełniać im kieszeni. Game, Szakal, Kraven, Sandman, nawet dobra Esmeralda - oni są bez przerwy u władzy, tzn. byli, oni niszczyli polski wrestling. Obserwowałem to, co działo się w EWF od mojego odejścia. Widziałem jak standardy były niszczone, jak moralność upadała, jak przekraczano kolejne granice, jak mieszano z błotem wszystko, co piękne. Widziałem jak ideał sięgnął bruku. Ze smutkiem stwierdzam też, że widziałem jak moi dawni przyjaciele - Tool, Bubba, nawet Crazy, zostali kupieni. Porzucili etos sprawiedliwości i popadli w dekadencję. Bubba opamiętał się trochę, ale jego już nie ma. Tool odszedł w chwale, ale dla mnie ta chwała i tak miała skazę, bo Tool skurwił się wielokrotnie. Jego tu już nie ma. Jest natomiast Crazy, mój drogi przyjaciel, któremu będę musiał powiedzieć, co myślę o jego ostatnich poczynaniach.

Słychać całkiem liczne okrzyki - Crazy! Crazy! Crazy!

Dark Avenger – Tak, wiem, Crazy jest nadal dla was bohaterem. Osobiście nie mogę powiedzieć, że upadł on kompletnie. Biedak jest jednak na dobrej drodze by stracić swą duszę. Nie jest mistrzem bez skazy i zmazy. Odszedł od ideałów Juice League. Szkoda, wielka szkoda. (Avenger popada w gumową zadumę.) Nadszedł jednak czas na powrót, na mój powrót, a tym samym powrót do ideałów starego EWF. Dlaczego znów tu jestem? Bo widzę, że w EWF zaszły wreszcie zmiany. Dawny reżim został odsunięty od władzy i nareszcie mamy możliwość odbudowy polskiego wrestlingu i podniesienia go z moralnej zgnilizny. Dlatego przyjąłem ofertę Felipe Castro i zdecydowałem się zostać jego doradcą do spraw wrestlingu i rozwoju młodych talentów. Nie jestem jednak ślepy. Wiem w jakich okolicznościach nowy prezydent przejął władzę. Chciałem więc jednocześnie oficjalnie potępić z całą mocą mojego gumowego autorytetu działania Felipe Castro na Kwietniowej Anarchii VII. Potępiam użycie terrorystów z Boko Haram, potępiam uprowadzenie pracowników EWF do Afryki, potępiam zachowanie Nasa Jazzowskiego i Vaclava. Nie ma na to mojej zgody. Chcę jednak dać Felipe Castro kredyt zaufania, bo wiem, że w głębi duszy chce on czynić dobro. Chociaż zdobył władzę w sposób krwawy, to jego program ma ogromne szanse odnowić oblicze polskiego wrestlingu i EWF. Będzie dobrze! Dziękuję!

Znów gra Sammy Hagar i „Winner Takes it All”. Publiczność szaleje z radości, gdy Avenger opuszcza ring. Po drodze przybija piątki fanom, rozdaje autografy, błogosławi lud i robi to samo, co w ostatnich latach robił SR-Crazy. Pod FeliXtronem pozdrawia jeszcze raz publiczność, lekko się jej kłaniając, po czym znika na zapleczu.


Tony Hogański – Gumowy zgłupiał do reszty.

Jan Kowalski – Czyli wierzysz, że on jest prawdziwy?

Tony Hogański – Nie, przebrali Shamana albo jakiegoś Jobbera#1 i już. To spisek Felipe Castro.

Jan Kowalski – Ty niedowiarku. Przecież to prawdziwy Avenger! Oprócz Crazy'ego nikt tego nie kwestionuje.

Tony Hogański – Oprócz mnie także. On jest fałszywy, nie czuję jego normalnego zapachu gumy. Poza tym... gdzie są Jane Walker i Jack Gordon? To byli jego kumple! Gdzie oni są?

Jan Kowalski – Już pod koniec 2003 roku prawie się nie pojawiali. Ich absencja nie oznacza niczego.

Tony Hogański – Oznacza, że to przebieraniec!


(Korytarz to zawsze ciekawe miejsce na odwiedziny. Tym razem też tak jest, bo kroczy nimi Armia Prus Wschodnich. SeBa i Mati są wyraźnie zdołowani, bo ich wielka armia poniosła dzisiaj porażkę.)

SeBa – Ziomek, nie wiem co poszło nie tak. Miało być zwycięstwo. Miał być wielki sukces i ogromny triumf dla całych Prus Wschodnich.

Mati – To ta franca, ten Franz.

SeBa – On nas zdekoncentrował. Wstrzyknął nam socjalizm do naszych żył!

Mati – Nie! Aż tak to nie!

SeBa – Tak, ziomek. Czuję w sobie materializm dialektyczny. Mam ochotę coś znacjonalizować, tak mnie trzęsie. Popatrz na moje dłonie!

Z przerażeniem patrzą na dłonie feldmarszałka, które są czerwone.

Mati – Czerwień... a to kolor... lewactwa...

SeBa – Zainfekował nasze umysły tym socjalistycznym gadaniem.

Mati – Trzeba się przed tym bronić! Trzeba wezwać króla Korwina na pomoc! On pomoże nam masakrować lewaków?

SeBa (ze smutkiem) Będziemy musieli zacząć masakrowanie od siebie?

Do masakrowania w tym momencie nie dojdzie, bo na korytarzu pojawia się nie kto inny jak Franz! Mr. Speedway we własnej osobie!

Franz – Nikogo nie zmasakrujesz! Liberalizm i kapitalizm już się ostatecznie skompromitowały!

SeBa – To on! To ten ziomek! (Do swego podopiecznego.) Mati, szybko! Masakruj go!

Mati posłusznie biegnie w stronę Franza i chce go zmasakrować, ale Złowrogi Spawacz powala go brutalnym Clotheslinem.

Franz – Rozumiesz? Żadnego masakrowania nie będzie! To już ostatnie podrygi waszej ideologii! Wasz król Korwin jest tylko starym dzieciorobem! On was zwodzi, a tak naprawdę chodzi mu tylko o własną sławę i kasę. Wyjawię ci tajemnicę, on tak naprawdę kompromituje prawdziwy liberalizm swoim głupim gadaniem i kontrowersjami jakie wytwarza. Myślisz, że to przypadek, że on już założył z dziesięć partii i z każdą się pokłócił?

SeBa – To nieprawda ziomek!

Feldmarszałek Wszystkich Polaków poprawia ułożenie hełmu na swojej głowie i bez wyjaśnień atakuje Franza Spearem, a przy okazji swoim hełmem! To legendarna i zabójcza akcja, która może zniszczyć każdego. Trafia byłego żużlowca idealnie... i nic! SeBa wręcz odbija się od niego!

SeBa – Co... co to znaczy?

Spawacz wybucha śmiechem, po czym pokazuje, że pod swoim belgijskim t-shirtem miał ukryty sporej wielkości kawałek blachy.

Franz – Ha-ha-ha! Sam zespawałem! (Z wyraźną dumą.) Podwójnie wzmocniony spaw! Musisz zrozumieć, że prawdziwa wolność ma zapach spawania, zapach acetylenu! Jesteś nic nie warty. Jesteś gorszym ścierwem niż belgijskie Marokany. Pluję na ciebie.

Żużlowiec z pogardą spluwa.

Franz – Upokorzę cię i zniszczę was wszystkich. Jestem pogromcą wszystkich kuców.

(Po tych słowach Franz odchodzi, zostawiając zupełnie zmasakrowych SeBę i Matiego.)


Jan Kowalski – SeBa się skończył.

Tony Hogański – Nie...

Jan Kowalski – Teraz królować będzie Franz.

Tony Hogański – Nie. Armia Prus Wschodnich jeszcze powstanie z kolan.


(W prezydenckim gabinecie przyszedł czas na lunch. Wniesiono specjalny stół, na którym rozstawiono zastawę stołową, wykonaną jeszcze za czasów Esmeraldy Martinez. Aż dziwne, że nie poszła na zniszczenie. Felipe Castro chce być blisko swoich podwładnych, więc lunch zjada dzisiaj z Tamarą Ostrowską, swoją asystentką. Podano czeskie knedliki.)

Felipe Castro – Czeskie knedliki? Skąd taki pomysł?

Tamara Ostrowska – To podobno podarunek od jednego ze sponsorów.

Felipe Castro (zjadając potrawę) Jak miło. Całkiem smaczne... choć mają dziwny posmak.

Tamara Ostrowska – Tak, to prawda. To musi być wersja z Moraw.

Felipe Castro – Pewnie tak.

(Wracamy na ring.)


Tony Hogański (z radością) Bingo! Trafiony, zatopiony!

Jan Kowalski (ze smutkiem)Nie! Dlaczego nikt go nie ostrzegł? Co my teraz zrobimy bez naszego prezydenta?

Tony Hogański – Znajdziemy sobie nowego.

Jan Kowalski – A Tamara Ostrowska? Co z nią? Przecież ona jest niewinna!

Tony Hogański – Służy Castro, więc jednak jest winna. Dostała rykoszetem, trudno. Trzeba to będzie wpisać w koszta.


(Od razu przenosimy się do dekadenckiej szatni. Są tam wszyscy, m.in. SR-Crazy, Miszka, Smela i Dobry Czech Honza. Smela z Miszką otworzyli właśnie szampany i ekspresyjnie wyrażają swoją radość. W tle widać telewizor, na którym zapewne oglądają Wrestlepaloozę.)

Smela – Udało się!

Miszka Castro otruty!

Smela Tak jak jego tata.

Dobry Czech HonzaPrzypadek? Nie sądzę.

Smela Brawo Honza! Dobra robota, pepiku! Niech cię uściskam.

Smela ściska się z Honzą.

SR-Crazy – Kiedy ta trucizna zadziała?

Dobry Czech HonzaW przeciągu kilku minut.

SR-CrazyNie powinniście świętować po fakcie?

Dobry Czech Honza – Pożarł knedliki, więc nie ma już dla niego ratunku.

Miszka – Zdechł pies! Zdechł! Padnie trupem, tra-la-la-la.

W szale radości zagłuszone zostało pukanie do drzwi, a następnie pojawienie się w szatni Dark Avengera. Pierwszy zauważył go SR-Crazy, następnie Smela, Miszka i Honza. Wszyscy uspokoili się i w szatni zapadła taka typowa, niezręczna cisza.

Dark Avenger – Dlaczego nie przyszedłeś się ze mną spotkać?

SR-CrazyDlaczego miałbym to robić? Nie wiem kim jesteś, ale na pewno nie Dark Avengerem. Jesteś fałszywy.

Dark Avenger – To przecież ja! (Wyciąga do niego swoje gumowe dłonie.) Niewierny Crazy, to ja!

SR-CrazyNie, to nie ty. Powiem prosto, dobitnie, aczkolwiek odrobinę niekulturalnie - spierdalaj stąd tania podróbko.

Dark Avenger – Tylko ty mi nie wierzysz. Wszyscy inni zobaczyli, usłyszeli i uwierzyli. Wiedzą, że to naprawdę ja. Crazy, uwierz mi, proszę. Wróciłem. Ale ty Crazy...

SR-CrazyCo ja?

Dark Avenger – W ostatnich latach jakoś taki mało aktywny jesteś. Tylko dekadencko siedzisz we własnej szatni.

SR-Crazy (zaskoczony) Co takiego?!

Niespodziewanie drzwi do szatni otwiera beskidzki wicher, słychać z oddali muzykę cyrkową, a w szatni pojawia się Joke! Były zawodnik Extreme Wrestling Federation i były członek Teamu Avenger!

JokeMistrzu!

Dark Avenger – Joke! Mój podopieczny! (Gumowy jest wyraźnie wzruszony.) Tyle lat minęło!

Joke pada na kolana przed polskim Batmanem i tuli się do jego kolan.

Dark Avenger – Już dość, Joke, już wystarczy. Wstań.

Pomaga mu wstać. Joke jest podekscytowany, a do jego cyrkowych oczu napływają łzy wzruszenia.

JokeJak tylko usłyszałem, że wróciłeś... jak tylko zobaczyłem cię w telewizji... to wiedziałem, że muszę tu być, że muszę powrócić do EWF raz jeszcze. Wiedziałem i wierzę, że to ty! Teraz, gdy widzę cię twarzą w twarz, to mam pewność. To naprawdę ty!

Dark Avenger – Tak, to ja.

Były członek Teamu Avenger wyjmuje z kieszeni legendarną blaszkę.

JokeTo tylko kopia. Jedyna jaka mi pozostała. Miałem oryginał... ale zawiodłem cię.

Dark Avenger – To było dawno Joke, to już nic nie znaczy. (Zwraca się do EWF World Champa.) Popatrz Crazy. Popatrz i uwierz.

Gumowy bierze z rąk Joke'a kopię słynnej blaszki i umieszcza ją w jeszcze słynniejszej kieszonce na swoim czole.

JokePasuje idealnie! To Avenger! To naprawdę! on!

SR-Crazy (lekko roztrzęsiony) Nie! Nie wierzę!

Szaleniec odwraca się na pięcie i wychodzi. Nie wybiera jednak głównych drzwi, lecz jakieś boczne.

SmelaMentorze! Gdzie idziesz? To nasza szatnia! To oni mają wyjść!

Dark Avenger (do Joke'a) Chodź, chłopcze. On kiedyś uwierzy, potrzebuje tylko czasu. Zawsze taki był.

JokeMistrzu, mamy tyle do nadrobienia. Tyle tematów do rozmów. Mam tyle pytań!

Dark Avenger – Zostaniesz wysłuchany.

2/3 dawnego Teamu Avenger opuszczają szatnię EWF World Champa.

SmelaMentorze! Możesz już wyjść, poszli sobie.

Głos SR-Crazy'egoChodźcie lepiej tutaj. Coś się stało...

Miszka, Smela i Honza wchodzą do pomieszczenia obok. To chyba kuchnio-jadalnia, ale to mało ważny szczegół. Warto zwrócić uwagę na Czarnego DanGanera, który leży bez życia na podłodze i rozpaczającą trójkę murzynów skupionych wokół niego.

SR-CrazyKtoś mi wyjaśni co tu zaszło? (Wskazuje na Czarnego Ganera.) Dlaczego on tak leży?

Czarny NalepPoczuł się nagle źle!

Czarny Huarez Bardzo źle!

Czarny BanitoPadł i się nie rusza!

Czarny NalepNie żyje!

SR-CrazyTak? Honza, masz jakiś pomysł?

Dobry Czech HonzaJa? Dlaczego ja?

SR-CrazyBo on przed śmiercią wpierdolił twojego knedlika!

Dobry Czech Honza (ze zgrozą)Nie!

SR-CrazyTak!

Dobry Czech HonzaJak do tego mogło dojść? Skoro on leży tutaj martwy to znaczy... to znaczy... (Dramatycznie.) Czyżbym... pomylił knedliki?

SR-CrazyMiałeś jedną prostą rzecz do zrobienia - otruć Felipe Castro, a przypadkiem otrułeś nam murzyna!

Dobry Czech HonzaTo nie tak miało być. Nie tak...

SR-CrazyCudownie, po prostu cudownie. Jakbym miał mało problemów na głowie, to jeszcze muszę uporać się z trupem murzyńskiego stażysty.

SmelaMentor się nie martwi. Zajmiemy się tym.

SR-CrazyMuszę jeszcze do tego opracować plan mojej aktywności, mojej ofensywy. Słyszeliście, co ten fałszywy przebieraniec powiedział? Że nic nie robię i tylko dekadencko siedzę w swojej szatni.

Smela Wszystkim się zajmiemy.

SR-CrazyHonza! Co ty robisz?

Co też on robi? Pepik nachylił się nad martwym murzynem i obszukuje go.

Dobry Czech Honza (sprawdzając kieszenie)Może mieć coś cennego.

SR-CrazyNiby co takiego? Co cennego może mieć murzyn?

Dobry Czech HonzaMoże ukradł coś komuś. To w końcu murzyn.

SR-CrazyDobra myśl.

Dobry Czech Honza (zaglądając do paszportu) Wiedzieliście, że on naprawdę nazywał się Mudżambo?

SR-CrazyNie.

Dobry Czech Honza (ze smutkiem) Pieniędzy nie ma. To był biedny murzyn.

SR-CrazyW końcu z Afryki. (Klaszcze w dłonie.) No nic, do roboty! Zajmijcie się wszystkim!

(Skoro wszystkim się zajmą, to trzeba ich opuścić. Wracamy na ring.)


Jan Kowalski – Konfrontacja Crazy'ego i Dark Avengera nie poszła chyba po myśli naszego EWF World Champa. Do tego powrócił Joke.

Tony Hogański – Nigdy za nim nie tęskniłem. To był przemądrzały koleś, który nie potrafił osiągnąć żadnych sukcesów, a jedynie dużo gadał i marudził.

Jan Kowalski (z wyraźną ulgą)Do tego prezydent Castro będzie żył!

Tony Hogański (ze smutkiem) Tak, niestety. Szkoda murzyna... chociaż, co ja mówię. Po EWF się pałęta ich ostatnio tylu, że nikt nie zauważy straty.


(Znów znajdujemy się biurze prezydenta Castro. Jest on sam, siedzi już za swoim biurkiem i jest cały i zdrowy. Jak widać Dobry Czech Honza faktycznie pomylił knedliki i zamiast otruć prezydenta EWF to otruł jednego ze stażystów swojego mentora. Drzwi do gabinetu otwierają się z wielkim hukiem i do szatni wkracza Szakal z kijem golfowym w dłoni.)

Felipe Castro – Dobry wieczór, panie senatorze.

Szakal – Nie taki dobry kurwa.

Felipe Castro (z fałszywą troską) Coś się stało?

Szakal – Letni turniej tag-teamów kurwa. Chcę być w drużynie z Kravenem.

Felipe Castro – Z Kravenem, tak? Hm... no nie, przykro mi, ale to niemożliwe. Nie przewiduję by on w ogóle brał udział w tym turnieju.

Szakal – Nie? Jak to kurwa?

Felipe Castro – Kraven nie zbliży się choćby na moment do wygrania żadnego pasa. Widzisz, drogi senatorze. Ja prowadzę EWF w zupełnie inny sposób. Nie zamierzam ingerować w przebieg walk. Walczcie sobie sami, walczcie jak chcecie, przeszkadzajcie, oszukujcie, mnie to nic nie obchodzi i na wyniki walk nie mam zamiaru wpływać. To nowa jakość w polskim wrestlingu. Nie życzę sobie jednak by Kraven, mój osobisty wróg, posiadał tu jakikolwiek pas. Biorąc udział w turnieju, istnieje dość spore ryzyko, bo to przecież nadal świetny wrestler, że on te pasy wygra. To mi się nie podoba, więc po prostu nie będzie on przewidziany do udziału w turnieju. To tyle. Poza tym, gala odbędzie się we Lwowie, więc postanowiłem, że Kraven powinien walczyć z przedstawicielem ukraińskiego wrestlingu. Ukraina kontra Rosja, rozumiecie senatorze, w dzisiejszym kontekście politycznym, organizacja takiej walki w samej siedzibie ukraińskiego nacjonalizmu jest dla mnie całkiem zabawna.

Szakal – Lwów to kurwa polskie miasto.

Ekran dzieli się na pół. Po lewej stronie widzimy Szakala, a po drugiej jego spin-doktora VooDoo Białego, który chwyta się za głowę, po tym jak senator powiedział tak niepoprawnie polityczną rzecz.

Felipe Castro – Przykro mi, mi jest tak naprawdę nieprzyjemnie, że muszę odmówić jego senatorskiej mości.

Szakal – Czyli kurwa nie dostanę Kravena?

Felipe Castro – Nie.

Szakal – W takim razie muszę ci przypierdolić.

Felipe Castro – Jestem pewien, że Avon...

Szakal – Mówisz kurwa o nim?

Łysy otwiera drzwi do gabinetu, po czym na krótko znika, po czym wraca do środka ciągnąc za sobą zakrwawione cielsko Avona Tschorny'ego.

Szakal – Widzisz kurwa, co się z tym EWF porobiło? Dałeś murzynowi i babie kierować GRU i teraz nie masz kurwa żadnej ochrony.

Ekran znów dzieli się na dwie połówki i spin-Doktor VooDoo Biały znów chwyta się za głowę, po tym jak senator powiedział dwie niepoprawnie polityczne rzeczy za jednym zamachem. Czy senatorska reelekcja będzie zagrożona?

Szakal – Oni mnie tu kurwa nawet z kijem golfowym wpuścili! (Wymachuje zgrabnie swoim kijem.) Wiesz co ja ci kurwa mogę przy jego pomocy zrobić?

Castro z lekką obawą wstaje i zaczyna wycofywać się. Szakal podąża za nim i zatrzymuje się około półtora metra w odległości od prezydenta. Za plecami młodego Castro jest już tylko ściana, żadnej drogi ucieczki nie ma.

Felipe Castro – Nie ośmielisz się mnie uderzyć! Jesteś senatorem! Jeżeli to zrobisz, to jesienią nie będziesz miał szans na reelekcję!

Szakal – Czy ty kurwa myślisz, że ja zostałem senatorem dlatego, że jestem taką samą tępą wydmuszką stworzoną przez różne agencje medialne jak cała ta polityczna banda w parlamencie? Nie kurwa. Ja jestem Szakalem i dlatego właśnie zostałem wybrany.

Łysy przystawia kij do gardła Felipe Castro.

Szakal – Na ostatniej gali podobno mną pomiatałeś. Wiesz... to do mnie kurwa z początku nie dotarło, ale jak nad tym pomyślałem, to faktycznie, coś w tym jest. Co teraz Castro? Myślisz, że masz tu władzę absolutną? Że możesz robić co chcesz i pomiatać nawet mną i paprotką?

Senator przyciska kij golfowy do gardła Castro.

Felipe Castro – Nie... nie daruję ci tego.

Szakal – Darujesz, bo cię tu kurwa zapierdolę tym kijem na miejscu. Jeśli chcesz rządzić EWF w spokoju, to musisz nauczyć się, że tu działają też inne siły. Jedną z tych sił jestem kurwa ja.

Za drzwiami słychać jakiś tumult, odgłosy ciężkich kroków i w końcu głos Bereniki Martinez.

Głos Bereniki – Panie prezydencie? Wkraczamy?

Szakal – Widzisz? Ona nawet nie wie czy ma wkraczać czy nie, jak kurwa jakaś dziewica. Taką postawiłeś na czele GRU.

Felipe Castro (w stronę drzwi) Nie!! Zostańcie tam, gdzie jesteście!

Szakal – Norma ISO666. Mógłbym ją zdelegalizować ustawowo, ale jak będziesz grzeczny to dam ci spokój. Chce być kurwa z niej wykluczony.

Felipe Castro – Załatwione.

Szakal – ... i Tony Hogański też.

Felipe Castro – Zrobione.

Szakal – Pamiętaj kurwa. Nie jesteś tu sam. Zapierdoliłbym cię, ale co później? Samemu rządzić EWF? Ja już to robiłem, ja zabieganym senatorem jestem. Nie mam na to czasu. Nie wchodź mi w drogę, nie przeszkadzaj, nie pluj mi do kawy, to jakoś nauczymy się koegzystować. Zrozumiano?

Felipe Castro – Tak...

Szakal – Pamiętaj kurwa, że cię obserwuję.

Felipe Castro – Ja ciebie też.

Szakal – Równowaga sił kurwa, rozumiesz? Ty zostawiasz mnie w spokoju, ja zostawiam ciebie. No, to cześć kurwa, wychodzę.

Łysy przerywa trzymanie prezydenta EWF w stanie opresji, po czym podchodzi do drzwi, otwiera je i pojawia się w przedpokoju pełnym GRU z dodatkiem jednej Bereniki Martinez.

Szakal – Pamiętajcie kurwa! Nikt nie będzie pomiatał senatorem Szakalem!

Senator Najjaśniejszej Rzeczypospolitej wygraża kijem całemu GRU.

Szakal (do Bereniki) Nie wiem w kogo ty się kurwa wdałaś, ale twoja przyszywana matka była nie tylko ładniejsza, ale i mądrzejsza.

Dwukrotny EWF World Champion wychodzi. Berenika pośpiesznie wpada do prezydenckiego gabinetu.

Berenika MartinezPanie prezydencie?

Felipe CastroZapewnij opiekę medyczną Avonowi, będzie jej potrzebował Chyba trzeba będzie zabrać go do szpitala.

Berenika Martinez Panie prezydencie?

Felipe CastroNo co? Nic nie mogłaś zrobić. To Szakal, on jest nieprzewidywalny.

Berenika MartinezZwiększyć ochronę?

Felipe CastroNie. To byłaby oznaka słabości. Ja się nikogo nie boję. Szakal, Kraven, Game, Sandman... ja się nigdy ich nie bałem, dlatego jestem teraz prezydentem, a oni nie mają już niczego. Rozumiesz? Ja mam wszystko, a oni nie mają niczego. Niech mi wygraża kijem. Czy to obraża mnie albo moją godność prezydencką? Nie, to tylko pokazuje słabość tej bandy. Niczego nie mogą już zrobić. Zobacz jak oni podatni są na manipulacje. Po ostatnich galach w mediach powiedzieli, że pomiatam legendami. No i co mamy dzisiaj? Szakal grozi mi kijem, a Crazy próbuje otruć. (Uśmiecha się pogardliwie i siada na prezydenckim fotelu.) To takie typowe, a jednocześnie takie małostkowe. (Spoważniał.) To będzie wszystko, Bereniko. Wracaj do swoich obowiązków.

Berenika Martinez – Tak, panie prezydencie.

(My też wracamy do swoich obowiązków, a dokładniej to w rejon stolika komentatorskiego.)


Tony Hogański – Mistrz jest wspaniały!

Jan Kowalski – To raczej nasz prezydent jest wspaniały.

Tony Hogański – Mistrz Szakal zrobił z Castro co chciał. (Prycha pogardliwie.) To ma być prezydent? 

Jan Kowalski – Zupełnie nie słuchałeś tego, o czym Felipe Castro mówił, prawda?

Tony Hogański (wzrusza ramionami) Ja tego gnoja w ogóle nie słucham. Ważne, że jestem oficjalnie wyłączony spod normy ISO666!

Jan Kowalski – Gratulacje


(Kolejna wycieczka na zaplecze. Tym razem jesteśmy w szatni, w której rezydują Franko, Helenka, a od czasu do czasu wpada też Bidam. Czy on w ogóle ma własną szatnię? Czy wystarcza mu jedynie szafa tu i tam? Ot taka zagadka. W pomieszczeniu widzimy Rzeźnika i jego menadżerkę. Słychać pukanie do drzwi.)

Franko – Wejść.

Nikt nie odpowiada. Po chwili znów słychać pukanie.

Franko – Wejść.

Znów drzwi ani nie drgną. Kolejne pukanie do drzwi.

HelenkaCo to za żarty? Może znowu Bidam z kurczakami przyszedł. Niby taki dobry wrestler, a drzwi nie umiera otwierać. Och, sama otworzę.

Jak powiedziała tak zrobić chciała. Helen rusza w stronę drzwi, ale Franko chwyta ją za ramię i powstrzymuje.

Franko – Czekaj. To może byc pułapka.

Helenka (zdziwiona)Jaka pułapka? Nie jesteś czasem przewrażliwiony?  To pewnie Bidam i te jego żarty.

Franko – Bidam nie puka w ten sposób do drzwi.

HelenkaNie? Skąd wiesz?

Franko – Znam jego sposób pukania. To nie on. To naprawdę może być pułapka, mam w końcu wielu wrogów.

Kolejny raz słychać pukanie. Tym razem jednak drzwi zostają otwarte i do pomieszczenia zostaje wrzucony sporej wielkości czarny worek, a w zasadzie to nawet wór. Franko podchodzi do niego i uważnie zaczyna mu się przyglądać. Chce nawet go kopnąć, ale Helenka ma inne zdanie.

Helenka – Czekaj! A co jeśli to bomba?

Franko – Taka wielka? To pół miasta by wywaliło... i tak by tym sobie nie rzucali.

Helenka – Zaczekaj. Ty myślisz zbyt strategicznie. Trzeba być niekonwencjonalnym jak Bidam. Co on by teraz powiedział?

Franko – Że chce kurczaka. „Czy w środku są kurczaki? Zajrzyjmy do środka. No dawaj Franko, otwieraj, nie daj się prosić”.

HelenkaFaktycznie. To do niego podobne.

Franko – On jest czasem trochę jak żona Jazzowskiego. To ten... niekonwencjonalny sposób myślenia. No dobrze. Zobaczmy, co jest w środku.

Rzeźnik nachyla się nad worem i delikatnie, z pietyzmem i w sposób wielce ostrożny otwiera go. W środku znajduje... zakrwawionego, pobitego, można wręcz powiedzieć, że zmasakrowanego Żubra.

Franko – To Żubr.

Helenka (z przejęciem) Żyje?

Franko – Oddycha... więc na szczęście żyje. Wezwij karetkę, bo to dobrze nie wygląda.

Do szatni wkracza Bidam, który prawie by się potknął o worek z Żubrem.

Bidam Kto to tu postawił? Ostatnio tego tu nie było! Ja chodzę po szatni na pamięć, jak ślepy pies, nawet nie patrzę, co gdzie stoi. Nie róbcie mi takich żartów.

Franko (wskazuje na worek)Ktoś pobił Żubra.

BidamI przysłał go nam?

Franko – To wiadomość dla mnie. Ostrzeżenie.

BidamNo jasne. Tu jest nawet karteczka.

Faktycznie, do worka dołączona była odręcznie spisana notatka.

Franko – Nie zauważyłem jej.

BidamNo, faktycznie ostrzeżenie. (Czyta głośno.) „Z pozdrowieniami od Nasa Jazzowskiego. Tak kończą ci, którzy planują zemstę”. O, od pani Weroniki też coś jest drobna notatka. (Znów czyta.) „Helloł ode mnie też, hi-hi, buziaki i strzała z japońskiego łuku wam w oko”. Jak słodko, szminką serduszko narysowała bonusowo.

Franko – To groźba.

Bidam (wskazuje na zwłoki Żubra)Zabierzmy go stąd, bo nam dywan zapaćka. To mongolski, z importu. (Rozmarzył się.) Przypomina mi dom i mongolskie stepy.

Franko – Jazzowski...

Bidam – Ale masz problemy. (Siada nonszalancko na krześle.) Po prostu skop mu dupę... a nie, czekaj, wy jesteście razem w drużynie. To ja wam muszę skopać dupska, nie? Walka niedługo. Idziemy?

Franko – Idziemy.

(My też idziemy. Co robią Hogański z Kowalskim?)


Tony Hogański – Czyli Żubr skończył jako futro z żubra.

Jan Kowalski – Nas Jazzowski kiedyś takie futro posiadał. Być może to była jakaś aluzja.

Tony Hogański – Załatwił Żubra i pokazał Franko, że to nie żarty. Dobra taktyka.

Jan Kowalski – Zobaczymy w jaki sposób odpowie Rzeźnik.


(Trafiliśmy na korytarz... po którym latają strzały! Nie jest łatwo je dojrzeć, bo z pozoru nic się nie dzieje, a później tylko takie ziuuuuu i leci sobie strzała. Później znowu ziuuuuuuuu i kolejna strzała. Tak to wygląda, więc co w tym interesującego? Oto bowiem na korytarzu pojawiają się nagle biegnący Josh Brennan i także biegnący Alvaro Morena. Panowie w biegu znaleźli czas by zamienić kilka słów.)

Alvaro Morena – Strzelają do nas? Czy to słynne Boko Haram?

Josh Brennan – Nie mam pojęcia. Ja biegnę do Belgii! Franz dał mi misję! Nie zawiodę go!

Strzały świszczą wokół ich ciał, a korytarz kończy się. Na szczęście dla nich nie jest to ślepy korytarz. Na jego końcu znajdują się drzwi, które Brennan popchnął, po czym obaj panowie wypadli poza obręb hali. Tu za płotem z jakiegoś powodu stoi tłum dziennikarzy. Brennan i Morena biegną parkingiem w stronę ostatecznego wyjścia, gdy z hali wypada Weronika Passent w stroju do kyudo z imponującym łukiem w dłoni.

Weronika Passent – Jobberki! Czekajcie na mnie! Gdzie uciekacie? No ej!

WAMP wypuszcza kilka strzał. Jedna trafia Brennana w ramię, ale biegnie on dalej. Wybiegł poza obręb hali i kieruje się szosą prosto na Brukselę! Ekran dzieli się na dwie połówki. Po lewej stronie Irlandczyk biegnie do Belgii. Po drugiej stronie widzimy Franza z tabletem w dłoni.

Franz (wskazuje na swój tablet) Dobry, bo belgijski. Szkoda, że nie umiem zmienić języka z belgijskiego na nasz, ale jakoś na ślepo daję radę. Wszystkich oprócz Marokanów, SeBy i Polek puszczających się z murzynami zapraszam do śledzenia mnie na twitterze. Mam już dużo followersów. Codziennie świeże informacje ze świata spawaczy. Jak dobrze spawać? Jaką odzież ochronną dobrać? Do tego testy różnych masek dostarczane nam przez sponsorów. Ciekawostka na dziś - mojego Irlandola czeka 1280 kilometrów do przebycia, mój belgijski komputronik wyliczył, że to będzie 245 godzin piechotą. Takiego twitta wrzuciłem. Ahoj!

Koniec krótkiej wizyty Franza na ekranach. Ekran znów jest normalny, a w oddali widać sylwetę biegnącego w stronę Belgii Brennana. Jakoś da radę, w końcu jest z Irlandii, a do tego ma strzałę japońską wbita w ramię.

Weronika Passent – Ej no! Gościu! Jaką spadówkę robisz bez pytania? Kombakuj, no! (Ze smutną rezygnacją.) Umrzyj...

Śliczna Veronique oddaje kolejny strzał i celnie trafia w szczecińskiego stoczniowca rozdającego ulotki na temat szkodliwości normy ISO666. To był w sumie przypadek, bo poluje ona głównie na jobberków. Na szczęście dla pani Jazzowskiej Alvaro Morena jest dużo wolniejszy niż Josh Brennan. WAMP wypuszcza więc strzałę, która trafia prosto w plecy Urugwajczyka. Ten pada na ziemię, a WAMP staje nad nim i niczym Rocky Balboa unosi swą dłoń z łukiem w geście triumfu. Niewiadomo skąd wyskakuje Dark Sędzia! Pin....1.....2....3! (Zwyciężczynią jest: Weronika Passent!)

Weronika Passent – Łoooo... ale czad! Jak powiem Nasowi, to nie uwierzy! (Od razu strzela sobie selfie z łukiem i padniętym Moreną.) Dajemy to od razu na insta - #WAMPvictorious, #takginąfrajerzy, #onzjadałzwierzątka, #amazing, #instagood, #YesWeCan, #JeSuisVeronique... ufff, ale to otagowałam! Na twitta też wrzucę.

(Za płotem dziennikarze strzelają mnóstwo fotek, które trafią jutro na okładki kolorowej prasy. Wracamy na ring.)


Tony Hogański – Pani Weronika to dzielna kobieta.

Jan Kowalski – To prawda. Dotarliśmy do kolejnej walki.

Tony Hogański – Hura! Mistrz Szakal w akcji!



EWF FTW Championship
Szakal & Bidam (c) vs Nas Jazzowski & Franko



Rozbrzmiewa The Offspring i „Self Esteem”, co oznacza pojawienie się na ringu senatora Szakala. Łysy majestatycznie wychodzi spod FeliXtronu witany z wielką radością przez tłum mieszkańców Podbeskidzia. Senator jest pewny siebie, skoncentrowany i gotowy do boju. Z duma wkracza na ring, gdzie jest już sędzia Lech Grudziński. Panowie witają się, bo w końcu znają się od 2001 roku, a to do czegoś zobowiązuje.
Muzyka zmienia się w „London calling” The Clash, a na arenę wkracza Bidam z EWF FTW title na ramieniu. Entuzjazm jest, ale nie taki wielki jak przy wejściu senatora Szakala. Bidam nie jest w końcu legenda polskiego wrestlingu, jest popularny i szanowany, ale bez przesady. Na ring wkracza spokojnie, gdzie uśmiecha się czule w stronę Łysego. Swój pas oddaje sędziemu, który deponuje go poza ringiem.
Gra „Anvil Of Crom” Basila Poledourisa, a poziom radości publiki wzmaga się. Jak się okazuje Franko jest o wiele bardziej popularny od Bidamczyka. Rzeźnik pojawia się na arenie, więc od razu aktywują się lokalne oddziały jego fanklubów - Rzeźników zza fal i Franko-girls. EWF Tag Team Champion wkracza na ring, gdzie wymienia uprzejmości z Bidamem (szczere, bo przyjacielskie) i Szakalem (raczej kurtuazyjne).
Napięcie wrasta, a na arenie panuje niesamowita cisza. Wszyscy oczekują pojawienia się najbardziej, obok Felipe Castro i Vaclava, znienawidzonej persony polskiego wrestlingu. W końcu jesteśmy zmuszeni do wysłuchania Urszuli i jej przeboju „Malinowy król”. Muzyka zostaje szybko zagłuszona przez wielki ryk nienawiści, który przemknął po hali, gdy na arenie pojawił się Nas Jazzowski. Nassjasz jest sam, małżonka zajęta jest chyba swoimi sprawami. Spokojnie, ignorując publiczność, wchodzi na ring, gdzie nie wita się z nikim i zajmuje swoje miejsce.

Tony Hogański – Jest! Mistrz Szakal! Wspaniały Szakal! Wspaniała to będzie walka!

Jan Kowalski – Muszę cię zmartwić. Za faworytów uchodzą tu Nas Jazzowski i Franko.

Tony Hogański – Niemożliwe!

Jan Kowalski – Szakal uważany jest za najsłabszego zawodnika tej czwórki. Czasy się zmieniły, to nie jest już maszyna do wygrywania walk, lecz... podstarzały człowiek.

Tony Hogański – Głupoty opowiadasz. Mistrz Szakal zachwyca formą! Udowodni to dzisiaj. On i Bidam to zabójcza kombinacja. Powinni wystąpić ze sobą w turnieju drużynowym na następnej gali. Szkoda, że Bidam ma już Franko. Szkoda...

Jan Kowalski – Dodam jeszcze, że odliczenie Bidam skutkować będzie zdobyciem przez takową osobę EWF FTW title.

Cała czwórka zawodników jest już na ringu. Czy naprawdę trzeba tu wspominać o emocjach jakie towarzyszą tej walce? Tak! Bo EWF zbudowane jest na emocjach, walki opierają się nie na durnych wyliczankach ciosów, ale na budowaniu napięcia, oddawania mimiki zawodników, zwracania uwagi na detale, doskonałego odwzorowania emocji towarzyszącej zawodnikom, fanom i sędziemu. Mówiąc krótko, to właśnie te małe elementy są takie ważne, bo walki jak walki - w gruncie rzeczy są od lat do znudzenia takie same. No chyba, że pojawiają się jakieś ciekawe stypulacje, ale tego pojedynku to akurat nie dotyczy. Publiczność ochoczo zagrzewa do boju przede wszystkim senatora Szakala, a na drugim miejscu Franko. Bidam, postać trochę taka niejednoznaczna, jest pozdrawiana z większą rezerwą. Nikt tak naprawdę nie wie, co siedzi w jego głowie. Nas Jazzowski, jak już wspomniano przy wejściówkach, witany jest z absolutną nienawiścią. Jeśli u Vaclava jest to nienawiść związana z jego obrzydliwym zachowaniem i brakiem szacunku dla sacrum, to u Jazzowskiego jest to nienawiść naturalna, niejako wpisana w DNA każdego nowoczesnego fana. Za zdradę otrzymuje się nienawiść, a Nas Jazzowski po wydarzeniach z Kwietniowej Anarchii VII stał się największym zdrajcą w historii polskiego wrestlingu. Będzie miał teraz okazję spotkać się ze swoim arcywrogiem, czyli Franko. Wszyscy na to czekają. Cała Polska i spora część świata, do której dociera ten przekaz, zastygła w napięciu. Sędzia Lech Grudziński wydaje ostatnie wskazówki. Wrestlerzy pojawili się już na ringu, a drużyny zostały wybrane. Jazzowski i Franko nawet ze sobą nie rozmawiają, chyba nawet na siebie nie patrzą. Na pierwszy ogień na ring ruszyli Szakal i Nas. Cóż to będzie za walka! Sędzia zaordynował uderzenie w gong i ruszyli. Nas rzucił się na Szakala jak typowy Janusz na plażowy parawan i zaatakował go punchami. Szakal, co by nie było doświadczony wrestler, odpowiedział na te ataki ciosem głową.

Tony Hogański – Brawo mistrzu! Jesteś wspaniały!

Jan Kowalski – W tej walce jest tyle emocji. Jest tu taki ładunek emocjonalny.

Tony Hogański – Czy Nas i Franko skoczą sobie do gardeł? Czy zwycięży chłodna kalkulacja?

Jan Kowalski – Przekonamy się już niedługo. Jak na razie walczą pan Jazzowski z panem senatorem.

Nas nie przestawał jednak atakować, wywiązał się z tego regularny brawl (pytanie do ekspertów, czy wyróżniamy nieregularny brawl?). Raz wydawało się, że górą jest Szakal, raz z kolei dominował Nas. Chłopcy tak tłukli się przez dłuższą chwilę serwując widzom kolejno: punche, chopsy i inne niezbyt eleganckie ciosy w korpus, a także kopanie się po kostkach. To kluczowa rzecz, bo takie kopnięcie w kostkę może być całkiem bolesne. W końcu udało się Szakalowi przywalić Nasowi Clotheslinem! Jak wiadomo jest to jeden z najbardziej zabójczych ciosów w historii polskiego wrestlingu. Zapytajcie Sandmana, czego to on nie wyrabiał przy pomocy tej akcji w 1453 roku pod Konstantynopolem. Tym razem coś poszło chyba nie tak, bo Nas jednak nie upada, co więcej szybko przechodzi do kontruderzenia! Szybkie punche zwaliły zszokowanego senatora Najjaśniejszej Rzeczypospolitej z nóg! Nas zaczyna go okopywać, Szakal może i nie cierpi, ale widać, że nie może wstać. Nas przywala mu od razu całkiem efektownym Leg dropem! Szakal jednak nie rezygnuje tak łatwo z prób podniesienia się. Nas krótką chwilę zapatrzył się na jakiegoś wąsatego stoczniowca ze Szczecina na trybunach i już sprytny senator wykorzystał to. Podnosi się szybko, odbija się od lin i uderza Clotheslinem Nasa. Wódz murzyńskich hord nie przewraca się jednak, Szakal  znowu szybko i zwinnie, zupełnie jak za młodu, łapie Nasa za szyje po czym popycha go do narożnika... Nas wpada do narożnika, próbuje się stamtąd wydostać, ale obrywa legendarny...

Tony Hogański – Elbow hit! Niszcząca akcja mistrza Szakala!

Jan Kowalski – Kiepsko się ta walka dla Nasa zaczęła.

Tony Hogański – Za dużo się z murzynami zadaje, a czy oni kiedykolwiek jakąś cywilizację zbudowali?

Jan Kowalski – Cywilizację rapu.

Tony Hogański – Jezu, Janku! To było tak zajebiście odkrywczo genialne, że aż ja jestem pod wrażeniem.

Elbow hit zadziałał diablo skutecznie, że Nas na stałe wpadł do narożnika i można powiedzieć, że został rezydentem. To nie koniec uderzeniem, tym razem Jazzowski przeżywa bliskie spotkanie z kolanem senatorskim. Szakal, który lubi jak innym jest łyso już po chwili powtarza tę akcję, czyli zadaje kolejny cios kolankiem! Po chwili uderza jeszcze raz! Nas pada na matę. Szakal podnosi rywala po czym whipuje go na liny i ścina masywnym Clotheslinem! Dobre te kosy, zawsze ich pełno i zawsze są skuteczne.
Szakal celebruje i pozuje do fotek, by miał co załączyć do swoich folderów w związku z kampanią wyborczą. Stoczniowcy szczecińscy skupieni na specjalnym sektorze wiwatują na jego cześć i podkręcają swoje arcypolskie wąsy. W międzyczasie Nas podnosi się i rusza na Szakala (hej na-na-na) powalając go niezbyt udanym Short-range Clothsline! Co to za cios? zna go ktoś? Szakal leży zdziwiony na macie. Swoją szosą, jak można leżeć zdziwionym? Nas próbuje wejść na narożnik, ale widząc, że senator zaraz wstanie, rezygnuje z tego pomysłu. Nas chwyta Szakala, który już zdążył wstać, odbija go od lin i powala Running DDT!! Nas znudzony walką klepię Franko i rozkazuje mu wejść na matę. Franko nie podoba się taki ton jakim posługuje się wobec niego ex-mesjasz polskiego wrestlingu, ale zupełnie go ignoruje.

Tony Hogański – Mistrz tak zmiażdżył Jazzowskiego, że ten musiał się zmienić z Franko.

Jan Kowalski – Nie odebrałem tego wcale w ten sposób.

Tony Hogański – Bo ty wszystko źle odbierasz. Masz teraz umysł zaślepiony castrowską propagandą.

Jan Kowalski – Co ma Felipe Castro wspólnego z tą walką?

Tony Hogański – Jest prezydentem EWF! On ma z każdą walką coś wspólnego!

Publiczność wita przyjaźnie Franko, a Rzeźnicy zza fal zaczynają pyskówkę na trybunach ze szczecińskimi stoczniowcami o to, kto jest lepszym wrestlerem i bardziej moralnym zawodnikiem. Kto by w 2001 roku pomyślał, że Szakal zbliży się do słowa moralność? Nikt! Walka trwa w najlepsze, bo Rzeźnik szybko zarzuca leżącego Szakala masą kopnięć , część z nich ląduje na łysej twarzyczce senatora, część na brzuszku, a część na ramionkach. Piękne zdrobnienia, zupełnie jakbyśmy byli w jakiejś Warszawie albo na Mazowszu, oni mają tam taką dziwaczną manierę w polszczyźnie. Senator ma ewidentnie dość i próbuje się doturlać do swojego narożnika. Tam czeka już na niego Bidam, który energicznie wywija rękoma. Franko postanowił przeszkodzić mu w tym, dlatego pochylił się i chciał podnieść Szakala, były EWF World Champion pokazał jednak senatorską zagrywkę i ringowe cwaniactwo, wtykając swoje palce w oczy Franko! To musiało boleć, a jeśli nie to bardzo zszokowała ta zagrywka Rzeźnika. Szakal w tym czasie klepnął się z Bidamem. Franko spojrzał jeszcze w kierunku Nasa, ale ten drugi dał znać, że nie chce się bić.
Rzeźnik zachowuje pełen spokój i jak na razie w żaden sposób nie ma zamiaru odpowiadać na tanie prowokacje pana Jazzowskiego. Bo i po co? W tej chwili trwa walka i to ona jest najważniejsza. Wszystko inne schodzi na drugi plan.

Jan Kowalski – Doczekaliśmy się.

Tony Hogański – Czego?

Jan Kowalski – Bidam kontra Franko. Pojedynek dwóch przyjaciół.

Tony Hogański – Och Janku, bo to pierwszy raz? Nie ma się czym przejmować, naprawdę.

Jan Kowalski – Trzeba budować emocje.

Tony Hogański – Emocje w czasie walk budują się same. Ty nie jesteś im do niczego potrzebny.

Na ringu znajdują się więc w tej chwili Bidam i Franko, czyli koledzy ze szkolnej ławki. Panowie stają naprzeciw siebie, mierzą się wzrokiem, a nawet zaczynają coś do siebie mówić. Bidam uśmiecha się od ucha do ucha, jak zawsze pociesznie i miło. Butcher próbuje nie być dłużny, ale... cóż jak jest gęba nie wyjściowa, to uśmiech może mu dodać tylko uroku pedofila. Widać zresztą, że Franko niezbyt często trenuje uśmiechy. Powinni go posłać do szpitali w ramach programu wspierania chorych dzieci, to może by się nauczył. Panowie szepczą jeszcze coś do siebie. Podają sobie rękę i...  zaczął się brawl. Ostry! Bardzo ostry! Widać, że EWF Tag Team Champion nie będą się tu oszczędzać. Zapowiadali to zresztą, więc nie ma się czemu dziwić. Panowie widać poważnie podchodzą do swoich obowiązków i biją się naprawdę na serio. Franko sprzedał swojemu koledze nawet kopniaka w brzuch! Rzeźnik korzystając dalej z siły swojego ciosu, odbija się od przeciwległych lin i z rozpędu uderza swego oponenta w szczękę! EWF FTW Champion jest w absolutnej defensywie! A obrońca z niego raczej przeciętny - cofa się do swego narożnika, lecz Rzeźnik idzie dalej za ciosem i zaczyna tam z furią okładać przeciwnika pięściami. Proste sposoby by dojść do celu. W końcu łapie Bidama i wykonuje klasyczną przerzutę do przeciwległego narożnika. Franko biegnie za nim by wpaść na niego swoim wielkim cielskiem, jednak Bidam się uchyla! Franko wpada całym rozpędem na narożnik. Bidam wykorzystuje roztargnienie kolegi i roll up! Pin...1....2... kick out! Niespodziewanie było blisko.
Franko szybko chce wstać,  jednak Bidam uderza go kolanem w twarz. Franko jest zamroczony, Bidam udaje się do swojego narożnika. W tym czasie Franko pokazuje, że ma dość bratobójczej walki i zmienia się z Nasem! Jazzowski nie odmówił.

Jan Kowalski – Walka trwa już jakiś czas, a dopiero przed chwilą mieliśmy pierwszą próbę pinu.

Tony Hogański – Nic nie poradzisz. Taki mają pomysł na walkę.

Jan Kowalski – Tempo niezbyt szybkie, ale emocji bardzo wiele.

Tony Hogański – Czekam tylko na moment, w którym Jazzowski postanowi zaatakować Franko.

Jan Kowalski – Może będzie odwrotnie?

Tony Hogański – Nie. Franko podchodzi poważnie do swoich obowiązków. Są razem w drużynie, więc będą w niej do końca walki, ale nie dłużej. Później być może Franko zdecyduje się wpierdolić Jazzowskiemu.

Na ringu staną więc naprzeciw siebie Nas Jazzowski i Bidam. Trzeba przyznać, że ta dwójka zawodników stanowi bardzo ciekawą kombinację. Jak walka potoczy się dalej? Obaj wrestlerzy nie należą do gatunku tych, którzy lubią długo pozostawać bezczynnie. Od razu doskakują do siebie, praktycznie w tym samym momencie i rozpoczyna się brawl. Brawle bywają dynamiczne, bywają też ospałe i niemrawe. Ten jest zdecydowanie dynamiczny. Nas i Bidam wkładają mnóstwo energii w wymianę ciosów. Wygląda to tak jakby Nas zesłał Bidama do Afryki. A może Nowosibirski mści się w pewien sposób w imieniu swego kolegi? W każdym razie to Bidam ma w tym pojedynku zdecydowaną inicjatywę. Tuż po uzyskaniu przewagi pakuje przeciwnika w narożnik.. rozpędza się i... zgniata rywala Splashem. Jazzowski próbuje wydostać się z tego nieciekawego położenia, wszak już dzisiaj obrywał Elbow hit os senatora Szakala. Otrząsa się szybko, jednak zostaje pociągnięty za rękę, tym razem w stronę lin... Nowosibirski w międzyczasie rozpędził się i spróbował rozbroić wszelki opór upadłego mesjasza Dropkickiem! Próba dobra, wykonanie niezłe, ale efekt raczej słaby, bo oto przywódca murzyńskich hord łapie się lin, lecz nie odbija się od nich, przez co Dropkick Bidama trafił w powietrze, a Koreańczyk spadł z łoskotem na matę. Nas wykorzystuje sytuację i jest Elbow Drop, po czym następnie podniesienie przeciwnika i zgrabny Pumphandle Powerslam! Aktualny EWF FTW Champion zwija się w pobliżu lin. Jazzowski dopada do rywala, podcina i... Ring Rope Clothesline!

Jan Kowalski – Walka Jazzowskiego i Bidama wychodzi na całkiem wyrównaną.

Tony Hogański – Ciekawe jakby Weronika Passent spisała się w walce z Pollą Kinzler.

Jan Kowalski – Skąd to pytanie?

Tony Hogański – Tak mnie to nagle zaciekawiło.

Nas Jazzowski od razu podnosi rywala, po czym wymierza mu kopniaka w brzuch, a następnie wymierza mu Side Suplexa. Bez wahania chwyta go za nogę i przesuwa na środek ringu. Sam wdrapuje się na jeden z narożnik, gdzie wysłuchuje obelg ze strony zarówno Rzeźników zza fal jak i szczecińskich stoczniowców. Nie zważa na nie i po prostu skacze z Flying Elbow Dropem... ale ta sztuka mu się nie udaje! To znaczy samą akcję wykonał perfekcyjnie i za styl ma notę 10/10, ale kto mógł przewidzieć, że Bidam w ostatniej chwili odsunie się na bok? Jazzowski z hukiem uderza o matę. Bidam wstaje, podchodzi do Szakala i zmienia się z nim. Senator z łysą wściekłością w oczach od razu dopada do największego zdrajcy w dziejach i zasypuje go gradem Elbow Dropów! Jeden, drugi, trzeci, czwarty, piąty, szósty, siódmy, ósmy! Ostro pogrywa nasz parlamentarzysta, nie ma co! Niektórzy zarzucą mu, że jest tak wiekowy, że umie wykonywać już tylko nieskomplikowane ciosy, ale to tylko takie gadanie. Szakal wydaje się być w niezłej formie. Nie zważa na nic, podnosi przeciwnika, po czym w sposób jakże dynamiczny whipuje go na liny. Jazzowski rzecz jasna odbija się od nich, a dwukrotny EWF World Champion chwyta go w pół i uderza na nim Overhead Belly to Back Suplex! Mąż Weroniki Passent rozbija znów efektownie rozbija się na macie. Szakal niespodziewanie decyduje się nie kontynuować swej ofensywy, lecz znów zmienia się z Bidamem. Ten wchodzi na ring i decyduje się wykonać z Szakalem jakąś drużynową akcję! No proszę, ale się im na kreatywność zebrało! Szakal podnosi Jazzowskiego, rzuca go o liny, po czym wraz z Bidamem próbują Double Clothesline'a! Nie udaje im się to, bo Nas efektownie unika ciosu, od razu odwraca się, kopie Bidama w brzuch i wykonuje mu Single Arm DDT! Od razu wstaje, ale Szakal zaraz chwyta go i aplikuje mu Russian leg Sweep!

Tony Hogański – Zobacz jak mistrz cudownie walczy!

Jan Kowalski – Faktycznie. Prezentuje się dzisiaj wybornie.

Tony Hogański – Jaka praca nóg, jaka praca kolan, jak mu chodzą łokcie! Jestem pod wielkim wrażeniem jego kunsztu.

Jan Kowalski – Powiem banalnie. Szakal może stary, ale jary. Wszyscy, którzy spisywali go straty powinni puknąć się w czoła. On jeszcze wiele może namieszać we współczesnym EWF.

Lech Grudziński pokazuje Szakalowi, że jest on tu nielegalnym zawodnikiem i powinien się wynosić. Na ringu pozostają więc Jazzowski i Bidam. Pierwszy podnosi się Nas. Ma w sobie wielką wolę życia i sięgnięcia po nieśmiertelność w polskim wrestlingu.
Od razu podnosi leżącego na macie Bidama i podtrzymuje go przez chwilkę. Pokazuje Franko, żeby wpadł na ring i żeby razem zrobili też jakąś drużynową akcję. Rzeźnicy zza fal krzyczą to Franko, żeby tego nie robił, a Franko-girls piszczą, że to byłaby przesada i zdrada. Franko postanawia dać z siebie 100% w tej walce i udowodnić, że jest pełnym profesjonalistą. Wchodzi na ring i przygotowuje się do drużynowej akcji, gdy nagle Bidam wyrywa się Jazzowskiemu i mini-Spearem bez rozbiegu wgniata go w narożnik. Franko chce wyjść za ring, ale Bidam też chce być fair wobec swojego partnera, więc nikomu nie będzie pobłażać i każdą okazję zdecydowanie wykorzysta. Franko pada ofiarą Speara, ale nie w wersji mini, a zdecydowanie maxi. Rozbieg był niezły, wbicie się w ciało rzeźnicze było niezłe, a wszystko skończyło się w narożniku, w który z łoskotem wpadli Franko the Butcher i Bidam Siergiejewicz Nowosibirski! W międzyczasie Jazzowski oprzytomniał, wszak Spear był tylko mini. Podchodzi do leżących w narożniku rywali, ale oto na ringu pojawia się Szakal, który szczecińskim Clotheslinem powala Jazzowskiego na deski!

Tony Hogański – Brawo mistrzu! Słuszna decyzja! Zacna akcja!

Jan Kowalski – Powinien się jednak trochę opamiętać. To nie jego czas antenowy, że się tak wyrażę. Walczą Bidam z Jazzowskim.

Tony Hogański – Co? Mistrzowi Szakalowi żałujesz?

Lech Grudziński spokojnie pokazuje senatorowi wyjście, a ten chcąc nie chcąc wychodzi poza obręb lin. Franko w narożniku trzeźwieje, podobnie jak Bidam i w sumie Jazzowski także całkiem szybko dochodzi do siebie. Trwa chyba ogólne przegrupowanie w siłach obydwu drużyn, bo Franko wychodzi poza liny, ale tylko po to by zmienić się z Jazzowskim. W międzyczasie Bidam powędrował do Szakala i dokonał wymiany z łysym jak kolano polskim parlamentarzystą. Franko i Szakal ruszają na siebie, a ring aż dudni, bo gabaryty obu zawodników są spore. Dochodzi do wrestlingowo-miłosnego splotu między nimi, bo wrestling tak naprawdę jest miłością, która wyraża się poprzez nienawistne obijanie mordy rywala. Franko wbił się Dropkickiem z krótkiego rozbiegu w brzuch senatora. Ten upadł, ale zaraz wstał, jednak to nie jest jego moment, bo kopniak w brzuch był silniejszy. Szyja senatorska została pochwycona, a następnie porwana do otrzymania Neckbreakera! Szakal pokazał doświadczenie, wykopał się jakoś z nieszczęśliwego uścisku, po czym tak obrócił rywalem, przy okazji dodając mu kilka soczystych kopniaków, że już po chwili obserwowaliśmy Cardle Piledriver w wykonaniu Szakala na Franko! Pin.......1.......2....kick out! Było blisko, ale to jednak nie to. Franko próbuje wstać, ale Szakal od razu zakłada mu Sleeper Hold! Rzeźnik cierpi... wprawdzie nie okazuje tego za bardzo, bo to odporny człowiek, ale każda akcja potrafi odcisnąć swe piętno nawet na największym twardzielu. Cierpienie jest spore i rośnie z każdą sekunda, z każdą minutą. Nas Jazzowski ma chyba tego dość, bo wpada na ring i przerywa całą zabawę!

Tony Hogański – Jazzowski ratuje Franko z opresji. Kto by pomyślał.

Jan Kowalski – Co za paradoks.

Tony Hogański – Taki jest wrestling.

Jan Kowalski – Czyli jaki?

Tony Hogański – Chujowy.

Lech Grudziński grzecznie tłumaczy mesjaszowi polskiego wrestlingu, że ma sobie iść, bo jego obecność zabija ducha sportowej rywalizacji. Mówiąc krótko, acz dobitnie ma on sobie po prostu spierdalać. Publiczność zgromadzona w hali momentalnie podchwytuje to i rozpoczyna pełen szczerych emocji krzyk: Wypierdalaj! Wypierdalaj! Wypierdalaj! Wypierdalaj! Wypierdalaj! Taka to sytuacja, Jazzowski nie narzeka, lecz spokojnie wycofuje się poza obręb lin. Tymczasem Franko i Szakal leżą sobie chwilę. Pierwszy podnosi się mniej zmęczony Szakal. Dość szybko pomaga wstać swojemu rzeźnickiemu rywalowi, po czym wykonuje na nim brutalne DDT. Od razu przechodzi do pinu....1.....2....kick out! Ładnie wybił, bardzo ładnie. Szakal nie poprzestaje na tym, odbija rywala o liny, po czym próbuje Clothesline'a! Nic z tego, Franko uniknął ciosu, zamiast tego złapał rywala i Body Slam! Pin....1.....2.....kick out! Nagle zaczęli liczyć się jak szaleni! Senator podnosi się i dochodzi do zwarcia z Rzeźnikiem. Szamotanina jest ostra, panowie wymieniają wiele brutalnych uderzeń, a przede wszystkim piorą się po mordach. W końcu sytuacja wraca do sytuacji ante bellum, to jest do dominacji Szakala, który całkiem energicznie whipuje obecnego EWF Tag Team Champa do pobliskiego narożnika. Być może gdyby Szakal był jakimś lekkim cruiserem to w sposób efektowny wbiegłby jakoś na liny czy efektownie na nie wskoczył. Nic z tego, tu nie ma miejsca na żadne salta czy fikanie kozłów. To ciężki, twardy i brutalny wrestling. Dwukrotny EWF World Champion chwyta Butchera za głowę, jednak ten uderza senatora Najjaśniejszej Rzeczypospolitej łokciem w twarz. Mimo swych gabarytów dokonuje całkiem finezyjnego przekręcenia się z nim, po czym Belly to Belly Suplexem wyrzuca Szakala z ringu!! (EWF! EWF! EWF!)

Jan Kowalski – Ale twój mistrz poleciał.

Tony Hogański – Mistrz Szakal lata niczym archanioł.

Jan Kowalski – Ty nawet w upadkach swego mistrza widzisz sukcesy.

Poza ringiem pojawia się Nas Jazzowski, który zaczyna wielkie okopywanie Szakala. Nas pomaga senatorowi podnieść się, po czym opiera go o ring... to był chyba jednak błąd, bo znający się na ringu Bidam po prostu wciąga Szakala na matę. Po chwili dokonuje już zmiany i teraz to on jest legalnym zawodnikiem. Jazzowski nie daje za wygraną i próbuje ściągnąć Bidama z ringu. Podpadł mu chyba ten Nowosibirski. EWF FTW Champion nie daje się. Nas postanawia więc skupić się na innym celu, a że Szakal jest chwilowo znowu wolny i zamroczony, to on zostaje ściągnięty z maty. Na ringu Bidam staje naprzeciwko Franko. Dojdzie więc chyba do kolejnego bratobójczego pojedynku między EWF Tag Team Champami. Nie ma miejsca na żadne mierzenie się wzrokiem czy wielkie przygotowania. Panowie od razu rzucają się na siebie i przechodzą do akcji. Franko dopada rywala, jednak Bidam sprytnie wykonuje Shoulder block, Franko uchylił się, lecz Bidam ma nadal inicjatywę w swych koreańsko-mongolskich dłoniach, po już po chwili widzimy jak wykonuje przeciwnikowi Inverted DDT. Tymczasem poza ringiem Nas Jazzowski okłada Szakala... ale tylko przez chwilę, bo senator sprytnie zablokował jedno z uderzeń rywala, po czym z całej siły przypierdolił głową Jazzowskiego o metalowe schodki. Od razu doskoczył do stanowiska depozytowego, skąd wyszarpał sobie EWF FTW title. Na ringu tymczasem Bidam właśnie wepchnął Clotheslinem Franko na Grudzińskiego. Lechu zachwiał się, ale nie upadł. Stracił jednak koncentrację. Bidam sprawdził czy z nim wszystko w porządku, bo to troskliwy człowiek. Na ring wpadł Szakal, który celnym ciosem z EWF FTW title powalił Franko!!

Tony Hogański – Brawo mistrzu! Genialna zagrywka!

Rzeźnik padł jak rażony piorunem. Publiczność reaguje raczej pozytywnie, oczywiście oprócz Rzeźników zza fal i Franko-girls, którzy przeklinają Szakala i ślepego arbitra. Bidam i Grudziński wracają do walki. Nawet nie zauważyli, że doszło do jakiejś nadzwyczajnej sytuacji. Poza ringiem Szakal jest znów przy Nasie Jazzowskim, bowiem ten doszedł bardzo szybko do wszystkich zmysłów. Zaczyna się brawl miedzy dwójką zawodników. Tymczasem na ringu życie toczy się dalej i nikt już nie pamięta o drobnym incydencie z sędzią. Siergiejewicz Nowosibirski podnosi Rzeźnika, po czym odbija go o liny, a gdy ten do niego wraca wykonuje mu swój kończący Seorabeol-2 [Sternness Dust α]! Sam się chyba zdziwił, że tak łatwo poszło! Pin.........1..........2......3! (Zwycięzcami są: Bidam & Szakal!)

Tony Hogański – Czad!

Jan Kowalski – Takie państwo w Afryce?

Tony Hogański – Wiesz dobrze, że nie.

Nie ma większej celebracji po tym zwycięstwie. Bidam nie będzie świętował pokonania swego kompana, bo to nie w jego stylu. Poza ringiem Szakal i Jazzowski w zasadzie przerwali działania wojenne. Walka się skończyła, więc po co się przemęczać? Szakal ewakuuje się w stronę FeliXtronu. Bidam pomaga wstać Rzeźnikowi i cuci go. Franko jako tako dochodzi do siebie... ale na ring wpada Nas! W ręku trzyma krzesło i celnym chair-shotem eliminuje Bidama z dalszego życia!

Jan Kowalski – Dlaczego?

W ten sam sposób chce potraktować Franko, ale ten nagle odżył, bo odskakuje na bok i cios trafia w próżnię. Lekko wytrącił on z równowagi Jazzowskiego, co zaraz wykorzystał otrzeźwiały Franko, który dziabnął go Clotheslinem. Sam padł od razu na matę, bo nadal był bardzo zmęczony i odczuwał skutki końcówki walki. Jazzowski leży obok Franko i obaj ciężko oddychają. Bidam wydaje się być w tym momencie martwy, w końcu ciosy z krzeseł nie są sympatyczne. Trzeźwieje Nas, który zauważa Franko obok siebie, wdrapuje się na niego i zaczyna trzaskać go pięścią po twarzy. Rzeźnik z początku próbuje się zasłaniać, ale tylko z początku. Pierwsze ciosy Nasa są blokowane, ale kolejne trafiają już do celu. Jeden strzał w mordę, drug, trzeci, czwarty... nie! Piątego nie ma! Franko z wielką siłą blokuje piąty cios, po czym chwyta Nasa za gardło i panowie zaczynają turlać się po ringu. Franko jest teraz na górze i to on obija mordę pana Jazzowskiego. Po chwili upadły mesjasz skopuje go z siebie, wstaje i chce wyjść poza ring, ale Franko chwyta go za nogę i powala na matę. Nas mimo to czołga się po macie, byleby tylko opuścić ring. Zaczyna wymierzać kopniaki na ślepo... jeden z nich trafia idealnie w szczękę Rzeźnika. Nas wychodzi poza ring. EWF Tag Team Champion jest już jednak za nim. Mąż WAMP nie widząc innej możliwości decyduje się na spotkanie ze wściekłymi fanami. Przeskakuje ponad barierkami oddzielającymi ring od publiczności i tą drogą próbuje się ewakuować. Franko podąża za nim, a publiczność wiwatuje na jego cześć. Większość chce dotknąć bohatera i mściciela w jednej osobie, poklepać go po plecach i zagrzać do boju. W stronę Nasa lecą różnego rodzaju odpadki i śmieci, a co bardziej dziarscy fani próbują zadać mu jakieś ciosy. Ma szczęście, że ominął sektor zajmowany przez Rzeźników zza fal. Wkrótce Nas znika gdzieś w oddali, a Franko wraz z nim.

Tony Hogański – Jak to wszystko się skończy?

Jan Kowalski – Czas pokaże.


(Korytarzem kroczy urocza Weronika Passent, nadal ubrana w strój japońskiej łuczniczki. Towarzyszy jej nie kto inny jak jej łuk. Nas Jazzowski jest zajęty innymi sprawami.)

Weronika Passent Gdzie ja tu spotkam jakiegoś jobbera. Hm...

Na końcu korytarza zauważa przemykającego cichaczem Nekrophage'a.

Weronika Passent (radosna) O! Jest jeden!

WAMP od razu chwyta za swój łuk i oddaje strzał przed siebie. W zasadzie jest to strzał na ślepo, bo z takiej odległości trudno trafić. Pani Weronika może i jest zwiewna, szybka i celnie trafia w jobberów, ale nie jest absolutną mistrzynią kyudo, a tylko wybitny mistrz trafiłby z tej odległości. WAMP wystrzeliła... i trafiła... ale nie całkiem wiadomo w co, bo słychać tylko swojskie:

Głos z oddali Kurwa mać! Kto to zrobił?

Zaciekawiona żona Jazzowskiego udaje się w tamtą stronę. Kurwa wcale nie oznacza tu senatora Szakala. To Vaclav! Strzała przebiła mu puszkę Perły, z której teraz wycieka piwo.

Weronika Passent Upsik.

Vaclav To twoja sprawka?

Weronika Passent No gościu. Jak chodzisz, ja tu strzelam z mojego łuki ying-yang i na jobberków poluję.

Vaclav (zaciekawiony) Jobberków?

Weronika Passent No, Nas mi pozwolił, a Nas zawsze na propsie. Kudos!

Vaclav Zapłacisz mi za to.

Weronika Passent Koleś, ja hajsu ze sobą nie noszę. Zawsze karta!

Vaclav Tym gorzej dla ciebie.

Wróg Ludu wyrywa pani Weronice łuk do kyudo, po czym z trudem, ale jednak, łamie go sobie na kolanie.

Weronika Passent (oburzona) Ej facet! Co najlepszego narobiłeś?!

Vaclav Ciesz się, że tylko tyle.

Weronika Passent Powiem wszystko Nasowi! On ci nie daruje! Poszczuje cię murzynami! Bo my mamy ich tysiące i oni mogą być bardzo krwiożerczy!

Vaclav Wiesz kim ja jestem?

Weronika Passent Hmmm... to jakaś gra? Podpowiedź może, co?

Vaclav (z wyraźnym zadowoleniem) Jestem zły.

Weronika Passent (z przejęciem) Mój Boże! Lord Voldemort?!

Vaclav (lekko zbity z tropu) Co?

Weronika Passent (z pełną powagą) Dlaczego zabiłeś mamę i tatę Harry'ego, co?

Vaclav Jesteś bardzo interesująca.

Weronika Passent No spoksik, przecież ja w Hollywood karierę robię, to muszę taka być, nie? Ale nie zmieniaj tematu lordzie! Nas ci tego nie daruje!

Vaclav Sio!

WAMP robi obrażoną minę, zbiera kawałki swojego łuki i odchodzi.

Vaclav Jak on z nią wytrzymuje? Kilka minut rozmowy i czuję się jakby mi cały mózg wyssała. Cholera, jak tak o tym myślę to trzeba było sprawdzić jak u niej z ssaniem innego typu. Może to jest kluczem do rozwiązania tej zagadki. No nic... (Spogląda ze smutkiem na swoją cieknącą puszkę.) Wracam do szatni, po nowe piwo.

(My też wracamy, ale na ring.)


Tony Hogański – Pani Weronika bardzo dzisiaj aktywna.

Jan Kowalski – To prawda. To tylko dodaje czaru i uroku tej Wrestlepaloozie.


(Znajdujemy się gdzieś na korytarzu, chyba w pobliżu wejść na arenę, bo słychać gwar ludzi w trybun. Sytuacja wygląda tak, że Nas Jazzowski w majestatycznej pozie stoi na środku korytarza, trzymając w dłoni metalową rurę. Jego poza pełna jest godności, jest wzrok dumy i jednocześnie pogardy dla wszystkiego, co żyje. W tym momencie na korytarz wpada Franko. Rzeźnik zauważa Nasa, a Nas zauważa Franko. EWF Tag Team Champion także prezentuje się imponująco. Wielkie, umięśnione ciało gotowe w każdej chwili do przeprowadzenia całkowitej anihilacji przeciwnika. Jego twarz nie wyraża niczego, rysuje się na niej absolutny spokój. Nie mówią nic do siebie, nie muszą, oni rozumieją, że to nie jest jeszcze ostateczna walka między nimi, ale początek. Zaczęło się wszystko z błyskiem niczym w Dragon Ballu. Nas zaatakował metalową rurą, jeden cios, drugi, trzeci, czwarty, piąty... żaden nie trafia! Franko energicznie uchyla się, odskakuje na boki, robi wszystko by nie oberwać. Jeden z ciosów trafia Franko w palce prawej dłoni. Skutek bolesny, ale Nas został wytrącony z rytmu. Rzeźnik wykorzystuje ten trwający sekundy moment, druga dłonią chwyta za rurę i przyciąga ją do siebie, a razem z nią Nasa. Panowie znajdują się w odległości kilkudziesięciu centymetrów od siebie, więc Franko wykorzystuje to i serwuje rywalowi potężnego kopniaka w brzuch, a następnie od razu przechodzi do DDT! Jazzowski pada. Franko w automatycznym odruchu podnosi rurę i chce trzasnąć leżącego Nasa, ale ten odsunął się na lewo. Franko znów chce go trzasnąć, ale Nas przeturlał się na prawo. Rzeźnik próbuje kolejnego ciosu, lecz tym razem Nas pokazał wielki gimnastyczny kunszt, bowiem wybił się z pozycji leżącej i swego rodzaju mini Dropkickiem z pozycji leżącej trafił w rywala. Franko pada na matę. Jazzowski siada na nim i zaczyna trzaskać go pięścią po mordzie. Jeden cios, drugi, trzeci, czwartego nie będzie, bo Franko chwycił go za pięść i boleśnie wygiął dłoń, a następnie sam wyprowadził uderzenie pięścią. Nas chwyta się za twarz, a Franko zrzuca go z siebie, a po chwili to on ląduje na korpusie upadłego mesjasza polskiego wrestlingu. Nie decyduje się jednak na obijanie twarzy rywala, przynajmniej nie pięścią. Chwyta go za czaszkę i zaczyna brutalnie uderzać nią o podłogę. Jeden cios, drugi, trzeci, czwarty, piąty. Franko nie ma zupełnie litości, a jego oczy mają teraz absolutnie złowrogi i krwiożerczy wyraz. Kilka takich uderzeń i wstrząs mózgu dla Nasa będzie gwarantowany. Machabeusz nie widząc innego wyjścia wyprowadza dramatyczne, bo sytuacja w jakiej znalazł się nie jest zbyt ciekawa, uderzenie kolanem, które idealnie trafia w krocze Rzeźnika. Ten nie jęknął z bólu, to nie w jego stylu chyba, chce być twardy, ale oczy się zmieniły, już nie są takie krwiożercze. Nas zrzuca go z siebie, przechodzi w pozycję na czworaka i zaczyna oddalać się od Franko. Powoli wstaje i rusza przed siebie. Franko zwija się chwilę z bólu, wyciąga dłoń w stronę odchodzącego i odwróconego do niego plecami Nasa, po czym sam wstaje... i rusza za nim. W tym momencie wracamy do naszych komentatorów.)



Jan Kowalski – To jest regularna bitwa!

Tony Hogański – Jedna z wielu bitew w starciu Jazzowski vs Franko.

Jan Kowalski – Ale pierwsza po Kwietniowej Anarchii VII.

Tony Hogański – Racja.

Jan Kowalski – Jeśli ktoś im nie przerwie, to bez jasnych reguł ringowych, oni się tam pozabijają.

Tony Hogański – Tak właśnie powinien skończyć się ten konflikt. Śmiercią jednego z nich. Tylko wtedy ta historia będzie miała sens.


(Trafiamy backstage. Tam zawsze dzieje się coś ciekawego. Spotykamy Pollę Kinzler, która/który nie jest dzisiaj zbytnio aktywna/aktywny, ale co się dziwić, skoro przegrywa walki. Sama Polla też jest trochę chyba smutna, bo nie tak sobie wyobrażała swoją wielką karierę w EWF.)

Polla Kinzler Warum? Wieso? Weshalb?

Te germańskie prapytania o początki rasy aryjskiej pozostają bez odpowiedzi. Na korytarzu pojawiają się natomiast Don Camillo. Austriacko-włoskie spotkanie na tak wysokim szczeblu przywodzi od razu na myśl Hitlera i Mussoliniego.

Don Camillo Panienka sama?

Polla Kinzler Wie bitte?

Don Camillo Wiem kim jesteś, ale wiem też, że ci w EWF zupełnie nie idzie. Ile porażek zaliczyłaś już w swojej krótkiej karierze? Chyba trzy. Tyle samo to ja mam zwycięstw. Nie realizujesz się w tym zawodzie, ale wiem, gdzie będzie ci lepiej. W mojej branży jest zawsze zapotrzebowanie na różnego rodzaju dziwolągi, klientela bywa różna. Nie chodzi mi rzecz jasna o wymuszanie haraczy czy handel towarem zabronionym. Nie, nie. Ja myślę o biznesie stricte kobiecym. Co ty na to?

Polla Kinzler Co takiego?

Don Camillo Chcesz dla mnie pracować? Zapewniam dobre warunki.

Polla Kinzler (oburzona) Oszalałeś chyba! Ty chyba nie wiesz kim ja jestem!

Austriak/Austriaczka odwraca się i z oburzeniem odchodzi.

Don Camillo Chce tego, tylko jeszcze o tym nie wie. Polska to piękny rynek dla moich interesów. Nie rozumiem dlaczego nie rozpoczęliśmy tu interesów wcześniej.

(To tyle, więc czas na szybki powrót na ring.)


Tony Hogański – Polla to ma słabe życie.

Jan Kowalski – O czym ty mówisz? To wielka lekcja patriotycznych wartości! Uczy nas tolerancji!

Tony Hogański – Przegrywając walki? Niezła lekcja.


(Zmęczony Bidam idzie po walce. Wiele go ona kosztowała, ale w ostatecznym rozrachunku może być z niej zadowolony. Zauważa Bane'a śpiącego na jakiejś ławce pod ścianą. Wygląda na to, że kilkadziesiąt minut wcześniej Nowosibirski porzucił go tutaj.)

Bidam – A on nadal tutaj. Prześpi całe życie. (Podchodzi do Syna Anarchii i zaczyna nim energicznie potrząsać.) Pobudka! (Klepie go czule po policzku.) Pobudka, panie kolego!

Bane (zamroczony) Co? Co się stało?

Bidam – Walkę masz niedługo, to się stało! Co się lenisz? Wstawaj!

Bane – Gdzie ja jestem? (Rozgląda się zdziwiony.) To nie jest kafeteria...

Bidam – Pewnie, że nie jest. Wypiłeś za dużo Perły z łukowskim dodatkiem specjalnym i cię stamtąd wyrzucili.

Bane – Co? Nawet mnie głowa nie boli, a niczego nie pamiętam.

Bidam – Widać masz twardy łeb.

Bane (z dumą)To prawda.

Bidam – Na przyszłość pij z rozwagą, bo tak zaszalałeś, że oświadczyłeś się Polli Kinzler.

Bidam – Co takiego?

Bidam – Trochę wstyd, nie? Ale tak przekonywająco opowiadałeś jakie piękne dzieci mieć będziecie, naprawdę. Rumieniła się ta Polla, a ty ją tak czule po brodzie głaskałeś. Nie powiem, romantyczna scena.

Bane – Niemożliwe.

Bidam – No nic. Powodzenia ci życzę, bo twoja walka już niedługo.

Bane – Jak niedługo? Przecież... (Spogląda na zegarek.) Co?! Już tak późno?

Bidam – Tak bywa. O, popatrz na swoje ramię. Chichotałeś niczym nastolatek jak dotykała twojego bicepsa. Polla zapisała ci swój numer. Nawet fikuśne serduszko w stylu austriackiej Eurowizji zrobiła.

Bane nie wie, co powiedzieć.

Bidam – Dużo szczęścia ci życzę! Obyś wygrał pas!

(Siegiejewicz Nowosibirski odchodzi, a Bane zostaje sam na sam z numerem do Polli Kinzler. Wracamy na ring.)


Jan Kowalski – Przecież Bane...

Tony Hogański – Cicho Janku! Nie psuj atmosfery!

Jan Kowalski – Ale on wcale nie...

Tony Hogański – Mam cię znowu zakleić taśmą?

Jan Kowalski – Nie.

Tony Hogański – Grzeczny Janek.


(Po raz kolejny znajdujemy się na korytarzu bielskiej hali, tym razem podążając za odrobinę znanym a co za tym idzie umiarkowanie lubianym przez fanów Extreme Wrestling Federation - PepsiBosmanem. Zawodnik ten, wciąż obolały po przegranej walce przemierza, korytarz bielskiej hali zmierzając ku swojej szatni. Przy okazji prowadzi seans użalania się nad swoją osobą.)

PepsiBosman
Eh... Zawiodłem oczekiwania wszystkich wielkich tego świata, którzy pokładali we mnie nadzieje i obiecywali wsparcie. Przyniosłem wstyd logu pepsi i splamiłem jego imię.

W końcu, po umiarkowanie długim marszu dociera on do miejsca docelowego, którym jest jego szatnia. Pociąga za klamkę i wchodzi do środka.

PepsiBosman   Nie mogę się jednak załamywać. Nie wszystko stracone, mogę wciąż napić się w spokoju pepsi i na następnej gali na pewno będzie lepiej.

Rozradowany perspektywą wypicia zimnej puszki pepsi, wrestler podchodzi do swojej szafki, otwiera ją... a z wnętrza zamiast Pepsi wylatuje coca-cola! Mina Bosmanowi rzednie błyskawicznie, jednak nie tak błyskawicznie jak błyska flesz aparatu. Miłośnik niebiesko-biało-czerwonego napoju zdziwiony obraca się i widzi uradowanego MaxiMasterMistrza, który robi mu zdjęcie na tle puszek z coca-colą.

PepsiBosman (zdziwiony)   Co do...

MaxiMasterMistrz Ha Ha! W końcu cały świat zobaczy ile warte są wasze słowa! Wy wrestlerzy zrobicie wszystko żeby wzbudzić zainteresowanie i mieć wywiad. (Pokazuje palcem na siebie.) A tak naprawdę tylko ja mam do powiedzenia rzeczy ważne, ciekawe i prawdziwe!

Wkurwiony PepsiBosman chyba nie za bardzo łapie o co chodzi oszołomowi, który wszedł do jego szatni, ale też za bardzo nad tym dumać nie zamierza. Szybciutko chwyta jedną z podrzuconych mu podstępnie puszek coca-coli i rzuca nią prosto w łeb MaxiMasterMistrza, tak że ten pada nieprzytomny! Wielbiciel pepsi jednak nie odpuszcza, chwyta kolejną puszkę, doskakuje do martwego rywala i zaczyna uderzać pojemnikiem z napojem o jego głowę.

PepsiBosman Wywiad? Chcesz wywiadu?! (Wymierza mu bolesny cios puszką.) Masz wywiad! Jak się pan czuje? Czy dobrze dostawać puszką tego syfu po pysku? Naprawdę?!

(Rozwścieczony PepsiBosman po raz kolejny udaje się do swojej szafki, wyciąga z niej taśmę klejącą, związuje nią kończyny konspiratora, po czym zaczyna na niego wylewać zawartość wszystkich puszek z coca-colą. Następnie podźwiga jego zwłoki, po czym kładzie je na stole, bierze do ręki packę na muchy i kiedy jakaś podlatuje, wali packą po ciele biednego Maxiego. Tak kończy się nasza wizyta w tej szatni. Czy MaxiMasterMistrz to przetrwa?)


Jan Kowalski – On chyba naprawdę nie lubi coca-coli.

Tony Hogański – Na to wygląda.

Jan Kowalski – MaxiMasterMistrz jak dalej będzie się prowadził to znowu skończy w Afryce.

Tony Hogański – Jemu nic już nie pomoże. Zamiana z cyborga-ninję nie pomogła, zesłanie do Afryki nie pomogło. On jest po prostu daremny.


(To kolejna nasza wizyta na zapleczu. Korytarzem idzie Nas Jazzowski, a kilka kroków za nim jak złowrogi cień podąża Franko. Czy Nas ucieka? Czy może prowadzi przepełnionego zemstą Butchera w jakąś pułapkę? Franko przyśpiesza... gdy Nas znika za jakimiś drzwiami. Rzeźnik bez chwili wahania wywala drzwi z zawiasów przy pomocy potężnego kopa. Nie musiał tego robić, ale jest to też wojna psychologiczna i takie wejścia też się liczą. Chyba zaskoczył tym czającego się za drzwiami księcia z rodu Dawida, który oberwał z wylatujących drzwi w twarz. Nas upadł, a drzwi przygniotły go. Franko bez chwili wahania wyskoczył w powietrze i spadł z Elbow Dropem na drzwi, a w konsekwencji na Nasa. Panowie znaleźli się chyba w jakimś magazynie GRU, gdzie przetrzymywane są skonfiskowane pamiątki po dawnych dniach EWF. Widać jakieś stare plakaty z Kravenem, propagandowe postery z epoki Sierpa i Komercji, jakieś imperialne elementy dekoracyjne, mające niegdyś opiewać potęgę federacji, a obecnie wyrzucone na śmietnik jako pretensjonalne i nie licujące ze szlachetną prostotą. W specjalnej gablocie znalazła się tu też kolekcja japońskiej broni. Do kogo należała? Do Game'a? Yamato Konoe? A może do nikogo i po prostu służyła za ozdobę? Jej historii nie poznamy, bo Franko wstaje, a następnie chwyta gablotę i rzucą ją o podłogę. Szkło rozbija się na kawałki, a Franko chwyta jakiś zgrabny krótki nóż, po czym dopada do leżących na środku pomieszczenia drzwi i wbija je w nie! Kamera momentalnie umieszcza się pod nimi, widzimy ciało Jazzowskiego, a przede wszystkim jego głowę, obok której błyszczy złowroga stal japońskiego ostrza. Nas odetchnął z ulgą, ale Franko wyrywa nóż z drzwi i wbija go kolejny raz! Tym razem też nie trafia w Nasa, ale niewiele brakowało. Franko niczym rasowy rzeźnik wyrywa nóż i znów go wbija, tym razem w inne miejsce. Nas próbuje unikać tych ciosów, ale nie ma większego pola manewru, gdyż albowiem nie tylko zablokowany jest drzwiami, ale też cielskiem Rzeźnika. Zaczyna więc poruszać się na wszystkie strony, byle tylko zrzucić z siebie przeciwnika i wyjść z tej opresji. Musi to zrobić jak najszybciej, bo kolejny cios nożem wbił się zaledwie kilka centymetrów obok jego skroni. Hogański miał rację, ten konflikt musi skończyć się śmiercią jednego z arcywrogów, nie ma innej opcji. Takie jest tu nagromadzenie nienawiści i złych emocji. Kolejny cios nożem drasnął Nasa delikatnie w policzek, co doprowadziło do lekkiego krwawienia. Były EWF FTW Champion wkłada nadludzki wysiłek by wydostać się z pułapki... i udaje mu się! Zrzuca z siebie zarówno drzwi jak i Franko. Od razu turla się na bok, pechowo w szkło rozbitej gabloty, co lekko go rani, ale ważne, że się wydostał. Zauważa leżącą na ziemi czerwoną jak krew uchigatanę. Podnosi ją i wyciąga łaknące krwi ostrze na wolność. W międzyczasie Franko otrząsnął się i wstał na równe nogi. Jazzowski z mieczem kontra Franko z nożem. Nas widząc swoją przewagę w materii broni białej uśmiecha się z pogardą. Dopada do Franko chcąc ciąć go mieczem, ale Franko dramatycznie blokuje cios swoim nożem. Nas napiera na rywala, ale Franko robi wszystko by go przyblokować. Japońska stal jest wysokiej jakości, więc ostrze noża nie przełamało się, ale Rzeźnik musi wkładać mnóstwo wysiłku by powstrzymać atak rywala. W końcu wyprowadza silnego kopniaka, który wybija przywódcę murzyńskich hord z rytmu. Franko z impetem i całą siłą swojego cielska atakuje go i panowie lądują na podłodze. Nas dalej kurczowo trzyma się swojego miecza, ale ten jest za długi by w bezpośrednim zwarciu mógł w jakikolwiek sposób zaszkodzić rywalowi. Rzeźnik żałuje, że we ferworze ataku zgubił gdzieś swój nóż, bo teraz byłby idealny moment na przebicie zdradzieckiego serca Nasa. Panowie tarzają się po podłodze i wymierzają ciosy pięścią. Raz jeden, raz drugi. Franko górą, próbuje wyrwać Nasowi jego japoński miecz, ale ten trzyma się go kurczowo. Franko wstaje... i zauważa, że w jego pobliżu leży kolejna uchigatana. O ile Jazzowski wybrał krwiożerczą czerwień, tak Franko przypadł w udziale szlachetny błękit. On też podnosi broń i wyjmuje ją z pochwy. Nie ma czasu na żadne majestatyczne sceny, bo Nas poderwał się już na równe nogi - i nadal trzymając swój odsłonięty miecz - wybił się i Spearem z wyciągniętym niczym lancą mieczem zaatakował Franko. Ten chwycił go w pół, zgrabnie uniknął ciosu uchigataną i razem polecieli do tyłu, impet był tak duży... jak się okazuje w ścianie za nimi znajdowało się wielkie lustro, jak w pokojach przesłuchań, które panowie całkowicie rozpierdolili i wpadli do zupełnie innego pomieszczenia!!! (EWF! EWF! EWF! EWF!) Jak to się wszystko skończy? Na razie wracamy na ring, bo Franko i Nas leżą martwi wśród odłamków szkła, a obok nich błyszczą się ich dwa zdobyczne, nagie miecze.)


Jan Kowalski – Oni się tam naprawdę pozabijają.

Tony Hogański – To jest walka na serio, na 100%, a nie żadne wrestlingowe pierdoły.

Jan Kowalski – Sugerujesz, że nasze walki nie są na 100%?

Tony Hogański – Sugeruję, że nikt nie chce pozbawić życia drugiej osoby.

Jan Kowalski – A może chcą, ale się wstydzą?

Tony Hogański – Tak, z pewnością. Nawet się przy tym rumienią.


(Już lada moment rozpocznie się main-event. Bane mimo, że bardzo spóźniony to znalazł czas by zweryfikować plotkę z dzisiejszej gali, która bardzo go rozdrażniła. Zastajemy go więc przy prowadzeniu pewnej bardzo ważnej rozmowy telefonicznej.)

Bane (przez telefon)Halo? Chciałem ci jedynie powiedzieć byś spierdalała.

GłosKto mówi?

Bane – Jak to kto głupia cipo? To ty nie wiesz? Tu Bane.

Głos – Jaki kurwa znowu Bane?

Bane (zwątpił)No.... a z kim mam przyjemność?

Głos – Telefon Zaufania Senatora Szakala kurwa. Przy telefonie dyżuruje sam senator. Dopiero co walkę kurwa skończyłem, a już jestem na posterunku. Doceń to. Chcesz porozmawiać o swoich problemach z kobietami jak kurwa rozumiem?

Bane – To pomyłka.

Głos Szakala – Jaka kurwa pomyłka? Słyszałaś paprotko? Nazwał mnie pomyłką! Ciebie też! Halo, halo? Podaj mi kurwa swoje pełne dane teleadresowe, numer PESEL i NIP też. To rutynowa weryfikacja, ta rozmowa jest nagrywana i nic nie kurwa nie grozi.

Bane – Zły numer.

Syn Anarchii rozłącza się.

Bane – Zakpiono ze mnie. (Chwilę coś analizuje.) Bidam...

(Czas wrócić na ring.)


Tony Hogański – No nie! Mistrz Szakal do niego z sercem, a on taki niewdzięcznik!

Jan Kowalski – Za co miałby być niby wdzięczny senatorowi Szakalowi?

Tony Hogański – Że chciał go wysłuchać! Doradzić w jego dolegliwościach kobiecych.

Jan Kowalski – Podejrzewam, że najchętniej by mu wpierdolił.

Tony Hogański – Senator Szakal pomaga wszystkim.

Jan Kowalski – Prawda jest taka, że Bidam zakpił z Bane'a.


(Vaclav spędza czas w swojej barbarzyńsko-minimalistycznej szatni. Walkę miał całkiem dawno, więc chyba nie ma nic ciekawego do roboty, więc pije. W sumie to Vaclav pije zawsze, nawet jak ma coś do roboty. Siedzi sobie na krześle i delektuje się Perłą. Rozlega się dźwięk jego telefonu, który jest wesołą piwną muzyczką związaną rzecz jasna z pochłanianiem browarów.)

Vaclav – Halo? Jeśli to żona Jazzowskiego to chciałem zapytać czy ssiesz?

Głos – Nie, jesteś obrzydliwy. Uważaj, bo przy całej swojej obrzydliwości to jesteś cały czas obserwowany.

Vaclav – Kto mówi?

Głos – To ja.

Vaclav – Szakal?

Głos – Nie, głos rozsądku. Mam dla ciebie dobrą radę. Nie otwieraj nikomu drzwi.

Słychać pukanie do drzwi i rozmowa kończy się.

Vaclav – Pierdolenie. Ja nie boję się nikogo.

Mecenas Ekstremy wstaje z krzesła, po czym podchodzi do drzwi i otwiera je. Za drzwiami odnajduje Smelę i Miszkę w pozie Jechowych.

Smela – Dobry wieczór! Czy chcesz porozmawiać o naszym mentorze SR-Crazy'm?

Vaclav – Nie. Spierdalajcie!

Zatrzaskuje im drzwi przed nosami.

Vaclav – Pojebało ich.

Wróg Ludu odwraca się. W tym momencie sufit spada! To znaczy nie cały, ale jego spory fragment! Stało się to tak nagle i bez zupełnej zapowiedzi, że nie bardzo wiadomo jak to skomentować! Jest pełno kurzu i dymu, ale widać jak przez dziurę w suficie do szatni wskakuje SR-Crazy! Nim Vaclav zdążył zareagować to Szaleniec przyłożył mu z EWF World title przez ryj! Mecenas Ekstremy padł bez życia na podłogę.

SR-Crazy – To najbliższa odległość jaka kiedykolwiek dzielić cię będzie od EWF World title.

Znów słychać pukanie do drzwi. Na tej gali mamy dzisiaj sporo takiego pukania! Jacy w tym EWF wszyscy grzeczni! Crazy otwiera je, a do szatni wchodzą Miszka i Smela.

SR-Crazy – Doskonały plan ofensywy! Mój główny rywal rozłożony na łopatki! Nikt już nie powie, że niczego nie robię i tylko dekadencko siedzę w swojej szatni. (Zwraca się do swych podwładnych.) Dawajcie murzyna!

Smela – Dawajcie murzyna!

Miszka – Dawajcie murzyna!

Do szatni wkracza Dobry Czech Honza i trójka murzynów, która wnosi czwartego. Różnica między nimi jest taka, że oni żyją, a czwarty jest martwy jak Tutsi po spotkaniu z Hutu.

SR-Crazy – Wyszorowaliście go dobrze? Żadnych odcisków nie zostawiliście?

Smela – Wszystko jest jak bum-cyk-cyk.

SR-Crazy – To do szafy z nim!

Pierwsza z brzegu szafa zostaje otwarta, a tam mnóstwo pustych butelek i puszek po Perle. Wręcz wysypują się z niej!

Dobry Czech Honza – Tu się nie zmieści! Same butelki!

SR-CrazyTym lepiej! Będzie, że śmierć zastała go w stanie upojenia alkoholowego. Upchnijcie go jakoś. Noga w górę, łapa w dół i jakoś wejdzie.

Faktycznie, martwy murzyn został jakoś upchnięty, choć wygląda jak żywy herb Wyspy Man.

SR-CrazyDoskonale. To co? Idziemy?

Odzywa się telefon, a konkretniej kultowy w niektórych kręgach głos głoszący prawdę objawioną - „Wódka jak wódka, smakuje jednakowo - czyli wspaniale”. Dobry Czech Honza, który ma szybkie ręce od razu wyciąga z kieszeni Vaclava telefon i czyta.

Dobry Czech Honza – To od Felipe Castro.

SR-CrazyMiał być martwy. Widzisz co narobiłeś, pepiku?

Dobry Czech Honza – Przepraszam. Czytać?

SR-CrazyJeśli to nie są żadne świństwa, to czytaj.

Dobry Czech Honza (czyta) „Co narobiłeś najlepszego? Żona Jazzowskiego wpadła do mnie jak Niemcy do Francji w czasie wojny i wykrzyczała mi w twarz, że ona w żadnym wypadku nie zgadza się na żadną drużynę z Lordem Vaclavem. W imieniu męża odmawia kategorycznie na wspólny udział w turnieju. Ale nie martw się, znalazłem ci lepszego partnera - to, uważaj, SR-Crazy”.

SR-Crazy (zdziwiony) Ja? Miałem być z Yoshim! Zaklepałem go sobie z wyprzedzeniem.

Smela (pod nosem) Trzeba przyznać, że Nabeshima nie był zbytnio rozchwytywany.

Dobry Czech Honza – Ty mentorze. (Wskazuje na ekran telefonu.) Stoi jak czarno na białym.

SR-CrazySwoją drogą, ale się rozpisał.

Smela – Może mają do siebie darmowe smsy?

SR-CrazyJak mogli mnie z nim. (Wymierza lekkiego kopniaka Vaclavowi.) Do jednej drużyny wrzucić?

Smela – Może to i lepiej, że nie z Nabeshimą? On zachowuje się tak jakby niedługo miał z EWF odlecieć na smoku.

SR-CrazyDobra, pomyślimy o tym na następnej gali. Róbcie zgłoszenie na policję. Ty dzwoń Honza, bo Vaclav brzmi po czesku, ty jesteś Czechem, a to jego telefon, więc idealnie się składa.

Dobry Czech Honza (dzwoni na policję) Halo? Policja? Chciałem zgłosić, że znaleziono zwłoki. Bielsko-Biała, hala EWF, szatnia Vaclava. Ciało czarnoskórego w szafie. Dziękuję. (Do Crazy'ego.) Tak na marginesie, to ładnie to tak? Zwalać wszystko na Vaclava?

SR-CrazyA kto zabił murzyna? Chcesz iść siedzieć za taką durnotę?

Dobry Czech HonzaNie.

SR-CrazyTo siedź cicho. Dobra, wychodzimy.

Miszka (spogląda na Vaclava)A mówiłem mu, żeby słuchał głosu rozsądku.

SR-Crazy (chwyta się za plecy) Ale mnie krzyż napieprza. To ostatnia taka ofensywa w tym roku. Następnym razem z sufitu skakać nie będę albo zrzucicie moją kukłę i w efektach specjalnych zrobi się, że to niby ja byłem.

Smela – Idziemy, bo faktycznie mentor coś blado wygląda, a walka całkiem niedługo.

(Faktycznie! Main-event niedługo się rozpocznie! Wracajmy więc jak najszybciej na ring! Może on już trwa?)


Tony Hogański – Ha-ha! Dobrze tak gnojowi, niech idzie siedzieć za zabicie murzyna!

Jan Kowalski – Przecież cała Polska widziała, że to nie on. Mamy nagranie video.

Tony Hogański – Nowego kodeksu karnego nie znasz? To dowód z zatrutego drzewa czy jakoś tak. Nie liczy się, żaden sąd tego nie uzna.

Jan Kowalski – Zobaczymy.


(Wracamy na zaplecze, gdzie trzeba sprawdzić czy Nas Jazzowski i Franko już się pozabijali. Jak widać nie, ale są na dobrej drodze. Zostawiliśmy ich rozwalonych wśród odłamków szkła, ale ten etap mają już dawno za sobą. W tej chwili znajdują się na korytarzu, gdzie toczą iście filmowy pojedynek na japońskie miecze. To już nie wrestling, to prawdziwa wojna. Nas, lżejszy i zwinniejszy, ma tutaj lekką przewagę. Wyprowadza kolejne ciosy, które są blokowane przez Rzeźnika. W iście hollywoodzkiej scenie Nas wymierza cięcie mieczem, a Franko trzymając miecz wertykalnie blokuje to uderzenie. Dwa ostrza spotkały się, syczą, aż iskrzą! Franko wykosztuje swą siłę i odpycha Nasa, od razu wyprowadza cios mieczem by przebić wątrobę pana Jazzowskiego, czy może nerkę, kto by się tam znał na anatomii, ale Nas z gracją odsuwa się na bok, robi obrót wokół własnej osi i... dostaje cięcie po łydce! Pojawia się krew, która płynie dość energicznie. Nas wykrzywia twarz w grymasie bólu. Franko kucnął i chce dokonać kolejnego cięcia, znów po nogach, ciekawa taktyka, trzeba przyznać, ale w sumie niezbyt rozsądna, bo Nas jest nad nim i ma idealną okazję by trzasnąć go uchigataną przez czerep. To się jednak nie dzieje, bo wytrącony z równowagi Nas nie może złapać rytmu, ale udaje mu się uniknąć kolejnego cięcia przeciwnika i odskakuje. Franko jest na równych nogach i z wielką brutalnością rzuca się do ataku. Teraz to on jest w ofensywie. Kolejne uderzenia mają trafić Jazzowskiego, ale ten za każdym razem blokuje je. Nie jest mu łatwo, bo siła Franko i jego determinacja stanowią zabójczą mieszankę. Nas zostaje przyciśnięty plecami do ściany. Nie ma już dalszej drogi odwrotu! Dwa miecze znów stykają się ze sobą, lecą iskry. Nas wkłada ogromny wysiłek by odepchnąć od siebie afrykańskiego mściciela. Udaje mu się to, po czym podcina go celnym kopniakiem i Rzeźnik traci równowagę i zmuszony jest przyklęknąć na jedno kolano. Nas od razu chce to wykorzystać, gdyż Franko odsłonił swoją szyję. Wyprowadza cięcie, ale Rzeźnik w ostatniej chwili blokuje cios. Nas napiera na niego całym ciężarem swojego ciała... i chyba coś w obydwu zawodnikach pękło, na pewno nie w japońskich uchigatanach, być może nie mają już sił, bo po prostu wpadają na siebie. Leżą tak chwilę, a ich miecze obok nich. Franko wstaje pierwszy, ale nie podnosi białej broni. Zamiast tego chwyta Nasa za szmaty i otwiera kopniakiem najbliższe drzwi. Znajdują się na klatce schodowej i schodami zmierzają w górę. Jazzowski szarpie się, ale EWF Tag Team Champion od czasu do czasu wpierdala go na ścianę. W końcu docierają na szczyt schodów, a tam zastają kolejne drzwi. Rzeźnik chwyta Nasa oburącz za gardło, wynosi go w powietrze i z wielką siłą rzuca go na drzwi. Te wylatują z zawiasów i panowie trafiają na dach. Franko podchodzi do rywala, ale ten wymierza mu dramatycznego kopniaka w krocze! To już drugi raz dzisiaj! Cielsko Franko pada na posadzkę. Obaj zawodnicy leżą na dachu, pod gwiazdami i głośno oddychają. W najbliższym czasie nic tu się chyba nie wydarzy, więc wracamy na ring.)


Tony Hogański – Dojdzie do tego, że jeden zrzuci drugiego z dachu.

Jan Kowalski – Jak w PCW!

Tony Hogański – W końcu Felipe Castro chciał wrócić do korzeni wrestlingu.

Jan Kowalski – Może obaj spadną?

Tony Hogański – Wspólna śmierć jako zwieńczenie tego dramatycznego konfliktu? To mogłoby być to. Idealne rozwiązanie.

Jan Kowalski – Bez przesady. Nie życzymy żadnemu z naszych zawodników śmierci.

Tony Hogański – No nie! Jest przecież mój zdradziecki wychowanek. On powinien zginąć marnie.

Jan Kowalski – Vaclav na razie oberwał od Crazy'ego.

Tony Hogański – Dobrze mu tak. Dobić go i sprawa załatwiona.

Jan Kowalski – Będąc przy Crazy'm... to main-event czas zacząć.

Tony Hogański – Nareszcie!



EWF World Championship
Chain match
Bane vs SR-Crazy (c)



Rozbrzmiewa „Perfect Insanity” Disturbed i w hali pojawia się Bane! Syn Anarchii wygląda trochę, jakby „przyprószył sobie zatoki” przed walką – jest spocony, nabuzowany i szybko oddycha. Nie zapominajmy też o tabletce gwałtu zaserwowanej mu przez Agnieszkę Sorel. Mimo przygód na zapleczu cała jego postawa sugeruje morderczą determinację, koncentrację na celu. Zawodnik kompletnie ignoruje wypełniający halę heel heat i szybkim krokiem wkracza na ring. Tam czeka na swojego rywala nie próbując nawet ukryć targającej nim niecierpliwości.
Limp Bizkit i „My Way” – wystarczą pierwsze dźwięki, żeby doprowadzić zgromadzonych na trybunach fanów na skraj szaleństwa! A kiedy w zasięgu ich wzroku pojawia się EWF World Champion, wypełniający halę tłum po prostu wybucha! Każdemu gestowi mistrza, każdemu jego krokowi i każdemu słowu towarzyszy huraganowy cheer! Sympatycy Crazy’ego prześcigają się w wyrazach uwielbienia dla swojego idola, który z pełnym zrozumienia uśmiechem przyjmuje te hołdy. Ochrona ma pełne ręce roboty, bo ludzie garną się do Szaleńca, który przybija piątki, rozdaje autografy i generalnie robi wszystko to, co ukochany przez wszystkich Mistrz czynić powinien. W końcu dociera pod ring, na którym czeka coraz bardziej zniecierpliwiony Bane: Syn Anarchii pokazuje World Championowi środkowy palec i obrzuca go przekleństwami! Heel heat jest niesamowity! Mistrz przyjmuje to swoiste „zaproszenie” i spokojnie wkracza pomiędzy liny.

Jan Kowalski – Dotarliśmy więc do main-eventu. EWF World Championship match, czyli to, co lubimy najbardziej. Weteran polskiego wrestlingu, aktualny mistrz, SR-Crazy kontra świeża krew, Bane, czyli zawodnik, który robi zawrotną karierę na ringach EWF.

Tony Hogański – Zawrotną karierę to zrobi jak wygra jakiś pas.

Jan Kowalski – Był już EWF Daemusin Champem.

Tony Hogański – Cenię sobie trofeum króla Daemusina, naprawdę i wszyscy o tym wiedzą... ale Janku... to nie jest pas, którym należy chwalić się w main-eventach.

Jan Kowalski – Żaden pas w EWF nie hańbi.

Tony Hogański – Tak, tak. Miotła Dagmary Zielińskiej, Automat z Felkocolą i zdjęcie Game'a są na pewno zajebiście dumni, że posiadali EWF Dark title.

Jan Kowalski – Dark title wylądował na Sybirze w 2002 roku. To prawie tak zamierzchła przeszłość jak PCW.

Tony Hogański – Młodszym widzom przypominamy, że PCW to Polish Championship Wrestling, a nie na przykład polichlorek winylu, polycythemia vera czy też Partido Comunista de Venezuela.

Bielsko-Biała świętuje zwieńczenie wspaniałej gali. To jednak jeszcze nie koniec, bo czeka ich jeszcze z pewnością niesamowicie emocjonujący main-event. W każdych walkach na ringach EWF liczą się emocje. Bane i SR-Crazy rozgrzewają się w swoich narożnikach, a Antoni Bryndza udziela im ostatnich instrukcji, dotyczących rzecz jasna przebiegu walki. W zasadzie to rzecz ta wcale nie jest taka jasna. Może on tam opowiada sprośne dowcipy? Albo cichaczem wskazuje na jakąś hojnie obdarzoną przez naturę fankę, która zasiadła w pierwszym rzędzie? Trudno to naprawdę stwierdzić. Niech im ktoś podłoży kiedyś mikrofon, to może będą z tego jakieś ciekawe taśmy prawdy. Realizator pokazuje nam, że na trybunach zasiadł Yoshihito Nabeshima, który będzie dopingował Szaleńca. Japoński książę z arystokratyczną elegancją rozdaje kilka autografów i publiczność generalnie cieszy się jego obecnością, ale jest on jakiś taki melancholijny. Czas jednak kończyć to emocjonujące budowanie napięcia i opisy przybyłych gości specjalnych, bo oto sędzia dokonuje ceremoniału połączenia prawic zawodników łańcuchem, po czym daje sygnał do rozpoczęcia walki. Uderzenie w gong było potężne! Cała arena od razu wybuchła w wielkim okrzyku entuzjazmu! Main-event został oficjalnie rozpoczęty! Rozbrzmiewa gong i Bane rzuca się na rywala: nie ma mowy o respekcie, czy jakichś kalkulacjach, jest tylko agresja! Syn Anarchii zdążył owinąć sobie dłoń łańcuchem, więc każde jego uderzenie jest odczuwane co najmniej w dwójnasób! Mistrz obrywa kilkoma silnymi ciosami, jednak nie pada na matę: udaje mu się przechwycić jeden z ciosów, szybko owinąć łańcuchem rękę rywala i wykonać klasyczny rzut przez ramię, po którym od razu przechodzi do wspomaganego łańcuchem Armbaru! Bane zwija się z bólu, pluje, parska i przeklina, i w końcu wyrywa się z uchwytu. Owocuje to kolejną wymianą ciosów i próbą duszenia łańcuchem w wykonaniu pretendenta – jednak Crazy jest za stary na takie sztuczki i po prostu wyślizguje się na czas!

Jan Kowalski – Ta walka to wielkie spotkanie ruty i doświadczenia z młodością i energią.

Tony Hogański – Janku, w ogóle mnie nie zaskakujesz.

Jan Kowalski – Dlaczego?

Tony Hogański – To było do przewidzenia, że będziesz gadał w ten sposób. (Naśladuje głos Kowalskiego.) Oho, doświadczony wyjadacz Crazy kontra młody i energiczny Bane! Co z tego będzie! Tu może wygrać absolutnie każdy!

Jan Kowalski – Bo taka jest prawda. Czy dla oryginalności i taniej kreatywności mam zacząć opowiadać głupoty?

Tony Hogański – Nie, ale zaskocz nas czymś czasem.

Cios za cios, uderzenie za uderzenie, punch za punch, w każdej akcji jest mnóstwo agresji i determinacji. Co jakiś czas zdarza się jakieś kopnięcie... widać, że każdy czeka tutaj na błąd oponenta! Siła woli obu zawodników jest ogromna. To zresztą nie tylko siła woli, ale też wola mocy.  W końcu brawura Bane’a daje mu chwilę przewagi i Crazy pada po szybkim i zdecydowanym Spinebusterze! Syn Anarchii natychmiast przechodzi do napierdalania facjaty Mistrza serią wzmocnionych stalowymi ogniwami uderzeń, jednak Szaleniec w dosyć udany sposób zasłania twarz rękami i w końcu po prostu zrzuca z siebie oponenta! Dostrzega nadarzającą się okazję i próbuje wykonać Roll-up! Pin.....1..... pełen wściekłości kick out! Napędzany gniewem pretendent rzuca się na swojego rywala i... nadziewa się na Dropkicka! To zawsze niezbyt przyjemny moment. Takie Dropkicki bywają tak bolesne jak spotkanie z kubańskimi rewolucjonistami w lasach Boliwii. Dożywotni EWF TV champion szybko dopada do oszołomionego przeciwnika i owija jego szyję łańcuchem! Bane natychmiast orientuje się w sytuacji i po serii paskudnie wyglądających uderzeń łokciem zrzuca z siebie metalowe ogniwa! Chwilę później pada ofiarą Enziguiri! Crazy rozwija łańcuch, dając sobie sporo luzu, po czym wykonuje pełen gracji i do szpiku kości mistrzowski Triple Jump Moonsault! Akcja była przepiękna i została uwieńczona trafieniem! Mistrz przechodzi do pinu....1.....2.....shoulder up!

Jan Kowalski – Crazy w natarciu!

Tony Hogański – Obaj nieźle się dzisiaj prezentują. Wykluje się z tego niezła walka.

Jan Kowalski – Twój nagły optymizm mnie zaskakuje.

Tony Hogański – Widzisz? Ja nadal potrafię czymś zaskoczyć, a ty?

Za wcześnie jeszcze na próby pinu, co nie przeszkadza Szaleńcowi w ich podejmowaniu – czyżby chciał dodatkowo wyprowadzić rywala z równowagi?! Jeżeli tak, to świetnie mu się to udaje: toczący pianę z ust Bane ignoruje ból i zrywa się do dalszej walki! Owocuje to serią brutalnych ciosów, kopnięciem w brzuch i Powerbombem, który jednak zostaje przez mistrza przekształcony w Spinning Headscissors! Rywale dopadają do siebie nawzajem i zaczyna się nawalanka: w ruch idą pięści, łokcie i kolana! W końcu Bane „przypadkowo” trafia oponenta kolanem w krocze, po czym poprawia mu Atomic Dropem! Żywot Mistrza jest w tej chwili naznaczony cierpieniem! A Syn Anarchii nie zamierza na tym poprzestawać i wykonuje karkołomny – dosłownie – German Suplex! Natychmiast dopada do powalonego przeciwnika i próbuje pinu.....1..... 2..... 2,44.... kick out! Crazy jest nieźle poobijany, ale nie odda swojego pasa tak łatwo! Bane zamierza jednak go do tego zmusić: po prostu owija dłoń łańcuchem i napierdala, ile wlezie! Ale nie z aktualnym EWF World Champem takie numery: szast – prast! Syn Anarchii musi walczyć o uwolnienie się z Balachy! Dokonuje tego kosztem sporego wysiłku, po czym.... pada ofiarą Belly to Belly Suplex! Łańcuch jest dosyć długi, więc dekadencki Magnat ma miejsce na odbicie się od lin i przypierdolenie prosto w twarz rywala pełnym impetu Running Dropkickiem! Bane lekko „odpływa”, a Crazy zgarnia go, szykując się do Ground Zero [Double Arm DDT]! Pretendent wyrywa się, kopie żywą ikonę EWF w brzuch i egzekwuje potężnego Powerbomba! Mata aż zajęczała po tej akcji, a Syn Anarchii przechodzi do pinu.....1.....2..... shoulder up!

Jan Kowalski – Niewiele brakowało!

Tony Hogański – Bez przesady. Było jak stąd do Babilonu.

Jan Kowalski – Czyli jak?

Tony Hogański – Daleko.

SR-Crazy ciągle kontaktuje, więc Bane próbuje coś na to zaradzić. Jeśli chce przejąć najważniejszy pas w polskim wrestlingu to musi działać, ale działać trzeba z głową. Brutalna walka na dziko na tak wysokim szczeblu może nie przynieść pożądanych efektów. To co sprawdza się w pojedynkach o EWF Daemusin i EWF Evolution titles może nie być takie skuteczne, gdy mówimy o mistrzostwie świata. Syn Anarchii rozpędza się, odbija od lin i z impetem przypierdala kolanem w twarz obecnego EWF World Champa! Ten pada, podczas gdy jego rywal podąża za nim z Elbow Dropem! Ładne trafienie zachęca pretendenta do dalszych działań: kolejny Elbow Drop! I jeszcze Knee Drop! Dominację Bane’a wieńczy Fist Drop z użyciem łańcucha – twarz weterana zalewa się krwią! To jednak tylko preludium przed wyniesieniem do Blast Of Anarchy (Rock Bottom) – Crazy wyrywa się dosłownie w ostatniej chwili, sprytnie przechodząc do swojego kończącego Crazy Slam [Olympic Slam] z którego jednak przeciwnik się wyślizguje i finalnie przypierdala mistrzowi idealnie wymierzonym w szczękę Superkickiem! Natychmiast ponawia próbę swojego finiszera.... jednak nawet półprzytomny pięciokrotny EWF FTW Champion jest śmiertelnie niebezpiecznym rywalem: wykręca się nagle i ni stąd, ni zowąd mamy Neckbreaker w jego wykonaniu! Obaj rywale leżą na macie, starając się złapać oddech i odzyskać odrobinę przytomności. Fani dopingują Crazy’ego, który wstaje z wysiłkiem i opada na rywala z Knee Dropem! Bane obrywa w głowę, co prawdopodobnie przekłada się na kolejną porcję bólu i oszołomienia. Z kolei Crazy wskakuje na środkową linę i powraca z Moonsaultem! Trafia, więc sytuacja jego rywala wygląda coraz mniej różowo! Przechodzi momentalnie do próby pinu....1..... 2.... shoulder up!

Jan Kowalski – Crazy w gazie.

Tony Hogański (ziewając) Znów nas niczym nie zaskoczyłeś.

Jan Kowalski – Wiesz Tony. Wydaje mi się, że ty tymi atakami na mnie chcesz odwrócić uwagę od siebie.

Tony Hogański – Ode mnie? Dlaczego?

Jan Kowalski – Sam zauważasz, że twój komentarz przyblakł. Kiedyś byłeś wielkim mistrzem słowa i absolutną gwiazdą komentarza. Teraz... wydaje mi się, że czasem silisz się, pocisz, jęczysz i niczym kura próbujesz znieść wielkie jajo byleby tylko wymyślić jakiś kreatywny i oryginalny komentarz.

Syn Anarchii nie zamierza tak łatwo dać za wygraną! Nie ma mu się co dziwić. Taka okazja jak walka o najwyższe trofeum w polskim wrestlingu może mu się tak szybko znowu nie trafić. Musi więc maksymalnie wykorzystać dzisiejszy dzień i nawet jeśli nie uda mu się zdobyć mistrzowska, to powinien przekonać wszystkich, że stał się stuprocentowym main-eventerem i to właśnie tutaj jest jego miejsce. Tą determinację w oczach pretendenta dostrzega niezwykle doświadczony SR-Crazy. O dziwo, ciągle nam miłościwie panujący EWF World Champion wydaje się nawet to całkiem dobrze rozumieć i nie ma pretensji do sędziego Antoniego Bryndzy. Wpada za to na nowy pomysł i owija sobie stopę łańcuchem: efektem jest kilka naprawdę bolesnych Angry Stompów, zakończonych dosyć niespodziewanie – Low Blowem w wykonaniu pretendenta do tytułu! Arbiter grymasi, ale Bane jakoś szczególnie się tym nie przejmuje – grunt, że ma chwilę czasu na zaczerpnięcie oddechu! Niedługo później „dosiada” przeciwnika i zaczyna napierdalać go wzmocnionymi łańcuchem Mounted Punches! Pomimo niekwestionowanego doświadczenia, Crazy dał się zaskoczyć! Cios za ciosem uderza w i tak już zakrwawioną twarz! Pretendent nie zamierza na tym poprzestać: owija łańcuchem szyję dawnego członka legendarnej Justice League, zmusza go do wstania, rzuca na liny... i potężnym Lariatem wyrzuca poza ring! Nie zapomina przy tym o łączącym ich łańcuchu i natychmiast chwyta go obiema rękami, zapierając się całym ciężarem ciała! Efekt jest taki, że Szaleniec zawisnął poza ringiem, duszony przez stalowe ogniwa!! (EWF! EWF! EWF!)

Jan Kowalski – Jakiś czas temu był w gazie, teraz jest w opałach.

Tony Hogański – Antysemickie stwierdzenie! Nawiązujesz do komór gazowych, prawda?

Jan Kowalski – Nie.

Tony Hogański – Może faktycznie jestem bez formy?

SR-Craszy z niesamowitą determinacją o dopływ powietrza, chociaż jego twarz coraz bardziej czerwienieje... w końcu udaje mu się zarzucić nogi na łańcuch i w tej pozycji, do górny nogami, rozpocząć wspinaczkę z powrotem na ring! Widząc to Bane rezygnuje z poprzedniego planu i jak wystrzelony z procy przeskakuje przez liny, co oznacza nie do końca kontrolowany upadek EWF World Champa na głowę! Wyglądało to nie tylko dość efektownie, ale też całkiem boleśnie. Natomiast Syn Anarchii pozbierał się szybko – w końcu on kontrolował swój upadek – i natychmiast dopada do rywala zasypując go kolejnymi ciosami! Dokłada do tego kilka Head Poundów o krawędź ringu, jakiś Irish Whip na barierki. Widać wyraźnie, że były EWF Daemusin Champion dokładnie sobie zaplanował przebieg tej walki. Być może bierze tu przykład z Franko, który słynie z układania wielkich planów strategicznych i realizowania ich punkt po punkcie. Jeśli tak, to słowa uznania dla Bane'a. Walka w jego wykonaniu układa się całkiem dobrze i jak równy z równym walczy z dekadenckim Magnatem. Bane w ofensywie nadal demoluje Crazy'ego potężnymi uderzeniami. Tylko ślepiec nie zauważyłby, że w tym momencie Szaleniec jest konkretnie obijany! W końcu jednak zabłysnęła w nim jakaś iskra świadomości i rewanżuje się nokautującym rywala Superkickiem! Nie bez wysiłku, ale wrzuca go na ring, wychodzi tam za nim i wskakuje na szczyt narożnika z zamiarem wykonania jakiejś efektownej akcji: w tym czasie Bane dochodzi do siebie i uderza, powodując bolesne zetknięcie mistrzowskiego krocza z linami!

Tony Hogański – Boleśnie, oj boleśnie.

Jan Kowalski – W Mandżurii, przy pomocy tradycyjnej medycyny, wyleczą i takie dysfunkcje.

Tony Hogański – To ważne dla Crazy'ego, bo podobno ma romans z Katy Perry.

Jan Kowalski (zdziwiony) Co? Kim?

Tony Hogański – Taka pop-piosenkarka. Sam popatrz. (Toster wyciąga spod stolika kilka brukowców. Przede wszystkim polskie, ale jest też sporo zachodnich.) Zobacz, tu on i ona na jachcie, tu na plaży we Włoszech, tu w Toskanii, tu zwiedzają Florencję.

Jan Kowalski – Jestem w szoku.

To bolało! To musiało boleć, nie ma po prostu innej opcji! EWF World Champion cierpi i to potężnie. Taka okazja aż prosi się o wykorzystanie, a Syn Anarchii nie daje się o to prosić: dopada do rywala i egzekwuje na zbolałym rywalu mocarny Superplex! Od akcji aż jęknęła mata! Bane tauntuje, przeciągając dłonią po gardle – szykuje się do Blast Of Anarchy [Rock Bottom]! Czy to może być koniec? Czy SR-Crazy polegnie na polu chwały i jego panowanie jako EWF World Champa zostanie zakończone? Bane próbuje wykonać swą kończącą akcję, ale pięciokrotny EWF FTW Champion odpowiada wykonanym niejako „znikąd” Tornado DDT! Ładna akcja ze strony ciągle panującego mistrza, trzeba to przyznać. Zauważyć też można, że obaj zawodnicy są już zmęczeni i całkiem poobijani, a Crazy w dodatku jest solidnie zakrwawiony – to jednak nie usprawiedliwia bierności, więc fani domagają się kolejnych akcji w ich wykonaniu! Na apel odpowiada Szaleniec, fundując oponentowi nieprzyjemne spotkanie z matą przy pomocy Exploder Suplex! Dokłada do tego Jumping Leg Drop! I jeszcze jeden! Sądząc po wyrazie twarzy Bane’a, jest już pozamiatane. Mistrz podnosi go, szykując się do swojego Crazy Slam [Olympic Slam]. W ostatnich kilkunastu miesiącach akcja ta jest prawdziwym postrachem wszystkich zawodników EWF. Złowrogi cios niczym przeznaczenie powinien teraz dotknąć Bane'a... ale nie! Jednak nie! Próba zakończenia walki zostaje jednak skontrowana w niespodziewane DDT! Pretendent do tytułu jest jednak pełen niespodzianek! Próbuje pinu....1.... 2..... kick out!

Jan Kowalski – Niewiele brakowało!

Tony Hogański – No co ty, Janku? Ty o walce gadasz, gdy ja ci takiego news-bomba na głowę zrzucam? To info z dzisiaj. Popatrz na te zdjęcia! (Wymachuje tabloidami.) To wszystko prawda!

Jan Kowalski – To jakieś głupoty.

Tony Hogański – Popatrz na to zdjęcie w tle. (Wskazuje na jakieś zdjęcie w romantycznym florenckim zaułku.) Kogo widzisz w tle?

Jan Kowalski – No murzyna...

Tony Hogański – No?

Jan Kowalski – To przecież murzyn, który dzisiaj zginął!

Ta próba chyba jednak nie miała większego sensu, chociaż, kto wie? Wszak w polskim wrestlingu, a szczególnie w EWF wszystko jest możliwe. W każdym razie pretendentowi do głównego tytułu nie udało się zakończyć walki, przynajmniej tym razem. Czy jednak z tego powodu zrazi się do prowadzenia dalszej ofensywy? Oczywiście, że nie. Bane w dzisiejszym main-evencie udowodnił, że jest nie tylko niesamowicie zdeterminowany, ale też, że potrafi walczyć z legendami Extreme Wrestling Federation jak równy z równymi. Bane wyprowadza więc kilka silnych punchów, które tylko powiększają spustoszenie na twarzy dekadenckiego mistrza, który swym zachowaniem przypomina kalifów z rodu Abbasydów. Kwintesencja wielu rzeczy podnosi swego przeciwnika... i egzekwuje Vertical Suplex! SR-Crazy leży, a Syn Anarchii szykuje się do Powerbomba! Wynosi swego magnackiego przeciwnika w powietrze... i cios ten udaje mu się wykonać! Zmęczony pretendent nie kombinuje – od razu próbuje pinu....1..... 2... kick out! Wyczerpanie chyba odarło Bane’a z subtelności, bo przez chwilę po prostu okopuje przeciwnika Angry Stompami. Skoro przy pierwszym Powerbombie poszło tak dobrze, to dlaczego nie wykonać by drugiego? Pomaga rywalowi wstać, po czym podnosi go, kopie w brzuch i znów próbuje wykonać niszczącego Powerbomba! Jednakże Crazy siedząc na ramionach Bane'a zaczyna uderzać go pięścią po głowie. Jeden cios, drugi, trzeci, czwarty, piąty... Bane trochę na ślepo zaczyna poruszać się po ringu, a SR-Crazy momentalnie wykorzystuje ten moment i wykonuje rywalowi Hurricanranę! (Wielki entuzjazm publiczności!)

Jan Kowalski – Brawo Crazy!

Tony Hogański – Bo wydymał pop-gwiazdę?

Jan Kowalski – Powariowali ci nasi wrestlerzy. Pozazdrościli chyba Jazzowskiemu. Ale żeby Crazy... on się wydawał taki rozsądny, w sumie nawet miał poukładane w głowie. Żeby wchodzić w takie pop-szambo? Dlaczego?

Tony Hogański – Masz rację. Mógł wybrać lepiej, np. taką Taylor Swift.

Jan Kowalski – Co? To też intelektualne dno.

Tony Hogański – Ale młodsza i ładniejsza. Janku, ja jestem szczery. Tak to wygląda z pozycji niezależnego obserwatora.

Jan Kowalski – Kto następny? Bidam? Vaclav? On powinien być zazdrosny, bo na Kwietniowej Anarchii VII miał theme od niej.

Tony Hogański – No nie no, Janku. Mój zdradziecki wychowanek zdobywa jedynie gwałtem. Taki ma styl, inne go nie chcą. No może poza Grodzką i pewnie Snoop Dogiem.

Nie jest łatwo wykonywać takie ciosy, zwłaszcza jak jest się połączonym ze sobą stalowym łańcuchem. Może wywołało to u Bane'a dodatkowy ból? A może u Crazy'ego? Niech ktoś napisze o tym esej naukowy jaki wpływ na doznania bólowe ma łańcuch w czasie Chain matchu... a jeśli nie to niech chociaż jakiś dziennikarz zada takie pytanie! To ciekawa kwestia jest! Obaj zawodnicy, nadal złączeni stalowym ściskiem, tzn. łańcuchem, bo tak personalnie to oni się teraz wcale nie ściskają, leżą na macie i wykorzystują ten czas do odpoczynku. Co ciekawe pierwszy podnosi się Bane, odzyskał siły czy co? Pomaga podnieść się Crazy'emu, który w sumie za bardzo tej pomocy nie potrzebował, ale skorzystał z oferty, skoro się nadarzyła. Bane od razu próbuje sprowadzić go do parteru przy pomocy Clothesline'a, ale Crazy sam pada na matę, chwytając i ciągnąć łańcuch w taki sposób, że pociąga za sobą Syna Anarchii! Teraz to Crazy pomaga mu wstać i chce wrzucić go do jednego z narożników. Nawet ciska rywalem w tamtą stronę, ale ten będąc już w drodze, chwyta za łańcuch i przy jego pomocy blokuje cios, nie pozwala na żadną wrzutkę - wcale nie medialną! - po czym sam, nadal wykorzystując łańcuch przerzuca EWF World Champa do jego z narożników. Dopada do rywala, ale od razu dostaje cios łokciem w twarz, po czym kopniaka w brzuch... próba Piledrivera... ale Bane przerzuca Crazy'ego ponad swoimi plecami! Żadnego Piledrivera nie będzie!

Jan Kowalski – Czyli oni wszyscy...

Tony Hogański – Ty nadal o moim newsie-bombie? Dotarło to do ciebie? Wrestlerzy to prymitywy! To nie są żadni intelektualiści! Co ty myślałeś? Że tu Chopin z Wyspiańskim i Julianem Dunajewskim urządzać sobie będą triple threat matche? Nie, Janku! To prymitywny biznes!

Jan Kowalski – To wszystko efekt Jazzowskiego. On to rozpoczął!

Tony Hogański – Nie nazwałbym tego tak. Oni po prostu są prymitywni, więc mają prymitywne potrzebny. Gwiazdy wrestlingu, piłkarze, gwiazdy pop, aktorzy, aktorki, piosenkarze... to nie są przecież ludzie o szerokich horyzontach myślowych. No popatrz na Bane'a! Czy on nagle zacznie z głowy recytować Mickiewicza? Jedyny Mickiewicz jakiego on znał to był pewnie jakiś jego kumpel z osiedla i tyle.

Bane z niesamowitą wściekłością okopuje EWF World Champa. nie ma dla niego absolutnie żadnej litości. Dlaczego miałby mieć? On przecież chce wygrać walkę i zgarnąć pas dla siebie. Wtedy na pewno przejdzie do historii polskiego wrestlingu. Bane podnosi rywala, ale ten ma znowu w sobie siłę i żadnych śladów po nieleczonej anginie. Cokolwiek chciał zrobić Bane to nie ma już większego znaczenia. Crazy chwycił go skutecznie i wykonał równie skutecznego Atomic Dropa. Bane nie poddaje się. Przy pomocy lin podnosi się... Crazy próbuje Dropkicka, ale Bane odsuwa się i EWF World Champion wpada w narożnik! Tu wszystko zmienia się w błyskawicznym tempie! Bane jest już przy nim, wyciąga go z narożnika, chwyta go i panowie na krótko znajdują się w zwarciu, ale tylko na krótko, bo Bane wykonuje rywalowi Drop Toehold, który kończy się bliskim spotkaniem twarzy mistrza świata z poduszkami zamocowanymi w narożniku! Gdyby nie one to spotkanie to byłoby jeszcze boleśniejsze! Crazy jest zupełnie zamroczony, co skutkuje tylko tym, że Syn Anarchii jest w stanie wykonać kolejny cios, którym jest Reverse Face Slam! Bane z wielką determinacją - tak, całą walkę prezentuje on wielką determinację, trzeba to podkreślać, bo to ważne! - zaczyna zasypywać leżącego przeciwnika gradem kopniaków. Dla pewności dokłada jeszcze po Elbow Dropie i Fist Dropie. Przechodzi szybko do pinu....1.......2.....kick out! Tym razem się nie udało!

Jan Kowalski – Bane prezentuje się dzisiaj naprawdę dobrze. Walczy z Crazy'm świetnie.

Tony Hogański – Przy odrobinie szczęścia może nawet uda mu się wygrać ten World title.

Bane pokazuje, że ma zamiar skończyć walkę. Chwyta rywala, ale od razu dostaje cios z łokcia, który pozbawia go wszelkich złudzeń. W międzyczasie SR-Crazy zbiera wszystkie siły i wykonuje Spinning Spinebuster! Plecy byłego EWF Daemusin Champa solidnie ucierpiały po zetknięciu z matą! Mistrz zauważa grymas bólu na twarzy rywala i dokłada do jego zmartwień Backbreaker! Niedługo po tym następuje Ground Zero [Double Arm DDT]! Szaleniec nie czeka, bo chyba widzi, że walka ta jest wyrównana i próbuje pinu.....1....... 2.......shoulder up! Syn Anarchii nie odpuszcza, co chyba zaczyna trochę irytować mistrza świata. Owija dłoń łańcuchem i zaczyna napierdalać, wybijając tym samym na twarzy rywala żwawy rytm. Bane zaczyna krwawić! Próbuje zerwać się do kontrataku, jednak nadziewa się na Dropkick! Ta akcja nie zatrzymuje go na długo – zrywa się ponownie... i obrywa Big Bootem! Tak banalna akcja jest kolejnym świadectwem zmęczenia Crazy’ego, który jednak w końcu znajduje siły na coś ciekawszego – rozpędza się, wskakuje na szczyt narożnika i powraca z Moonsaultem! Natychmiast przechodzi do pinu.....1..... 2.... znów shoulder up! Bane już nie kalkuluje, nie ma na to nie tylko czasu, ale przede wszystkim sił - w zasadzie to atakuje wszystkim, czym dysponuje: odpowiedzią jest Sitout Facebuster w wykonaniu dożywotniego EWF TV Champa! Natychmiastowe przejście do pinu.....1...... 2.... kick out! Bane walczy i nie ma zamiaru odpuszczać. Chyba własnie dzięki swej determinacji w końcu powala rywala Lariatem! Zaraz za tą akcją idzie Cradle DDT i próba pinu....1...... 2.... 2,55.... jednak kick out! Syn Anarchii wykonuje Irish Whip, chcąc wbić oponenta w narożnik, jednak koniec końców to on uderza plecami w element ringu! Crazy natychmiast zasypuje przeciwnika ciosami, sadowi go na szczycie narożnika.... i strąca przy pomocy Jumping Enzuigiri! Poobijany Syn Anarchii próbuje wstać.... i pada po wykonanym ze środkowej liny Spinning Elbow Smash! A Crazy wykorzystuje jakieś zapomniane rezerwy swoich sił..... i egzekwuje Crazy Slam [Olympic Slam]!! Pin.........1..........2........3! (Zwycięzcą i nadal EWF World Champem jest: SR-Crazy!)

Jan Kowalski – Koniec!

Tony Hogański – Ciekawa, szybka, pełna wielu zwrotów akcji walka. Tu naprawdę mógł wygrać każdy.

Jan Kowalski – Bielsko-Biała w swojej debiutanckiej Wrestlepaloozie naprawdę otrzymała main-event na najwyższym poziomie.

Sędzia Antoni Bryndza rozkuwa obu zawodników. Są wolni! Jak wykorzystają swoją wolność? Nijak, bo obaj są tak niesamowicie zmęczeni, że po prostu leżą na ringu i ciężko oddychają. Bane jest rzecz jasna mniej przytomny, w końcu w ostatecznym rozrachunku to on mocniej oberwał. Szaleniec nie ma jednak sił by wstać, choć publiczność okrzykami Crazy! Crazy! Crazy! Crazy! Crazy! bardzo go do tego zachęca. Wygląda jednak na to, że w najbliższym czasie żadnych ciekawych wydarzeń na ringu nie będzie. Crazy nie ma sił nie tylko na celebrację triumfu, ale także by wstać.

Jan Kowalski – Udana gala. Pełna emocji, wielu ciekawych walk i równie interesujących wydarzeń zakulisowych.

Tony Hogański EWF wraca na ścieżkę wysokiej formy.

Jan Kowalski – Przynajmniej chcemy w to wierzyć i to właśnie będziemy państwu opowiadać by lepiej sprzedawać nasz produkt.

Tony Hogański Trzeba przy tym docenić naszą szczerość.

Jan Kowalski – Powoli żegnamy się z Bielsko-Białą.

Tony Hogański Gdzieś tam walczą Franko z Nasem Jazzowskim.

Jan Kowalski – Pojawiają się głosy by ten ich morderczy bój na zapleczu uznać za oficjalną walkę.

Tony Hogański Niby gdzie?

Jan Kowalski – Na twitterze i facebooku.

Tony Hogański No tak. Te nowoczesne media, one zupełnie zmieniają obraz współczesnego wrestlingu.

Jan Kowalski – Na kolejnej gali czeka nas turniej drużynowy. Jak usłyszeliśmy będzie to gala wyjazdowa, bo zorganizowana we Lwowie.

Tony Hogański Żegnamy się z państwem! Wrestlepaloozę komentowali dla państwa...

Jan Kowalski – ... Tony „Toster" Hogański!

Tony Hogański ... i Jan Kowalski!

Jan Kowalski – Do zobaczenia we Lwowie!

















Koniec transmisji



EWF Corporation 2015



Podobała Ci się gala? Nie cierpisz jej? Najlepiej będzie jak skomentujesz ją na FORUM.

Powrót na stronę główną

(Kolejny odcinek z serii – wydarzyło się po zakończeniu gali. Dziś trzy odcinki!)

(Po gali, a na zapleczu na pewno nie może zabraknąć dobrej zabawy. Spora część wrestlerów poświęca ten czas by się upić. Taka alkoholowa tradycja panowała niegdyś w polskim wrestlingu. Teraz podobno jest trochę gorzej w tej materii, bo jak w piłce nożnej prawdziwi alkoholicy wymarli, a młodzież udaje profesjonalistów. Jednym z chlubnych wyjątków jest Vaclav, który w każdych okolicznościach przyrody pija piwo. Przed galą, w czasie gali, po gali - on zawsze pije i jest z tego dumny. Tak jest i tym razem. Mecenas Ekstremy rozkoszuje się buteleczką Perły. Po ataku Crazy'ego nie ma już prawie żadnego śladu, nie licząc wielkiej dziury w suficie.)

Vaclav – Muszę mu podziękować, bo w szatni było niesamowicie duszno, a teraz mam lekki przewiew. (Popija łyka Perły.) Co ja wygaduję. Podziękuje mu wyrywając mu paznokcie z palców, gruchocząc jego kości, przelewając jego krew, a przede wszystkim odbierając mu EWF World title. Wrestlepalooza CXXIX już całkiem niedługo.

Słychać pukanie do drzwi.

Vaclav – O nie. Drugi raz się na ten numer nie nabiorę.

Znów pukanie.

Vaclav – Nie ma mowy.

Zza drzwi słychać donośny głos.

Głos – Otwierać! Policja!

Vaclav – A ja jestem gestapo!

Drzwi zostają otwarte. Jak widać polska policja jest w Bielsku-Białej całkiem grzeczna, bo przecież mogli wywalić drzwi z kopniaka.

Funkcjonariusz policji – Mamy doniesienie o zabójstwie. (Do dwójki innych policjantów.) Przeszukać wszystkie szafy.

Vaclav – Czego chcecie od moich szaf?

Policjanci otwierają pierwszą z brzegu szafę, a tam zwłoki murzyna.

Vaclav – Kto to jest?

Funkcjonariusz policjiTo ja tu zadaję pytania, obywatelu. Kto to jest?

Vaclav – Pierwszy raz go widzę na oczy!

Funkcjonariusz policjiTo trup.

Vaclav – Niemożliwe. Skąd miałbym trupa w szafie?

Funkcjonariusz policjiBo go zabiliście, obywatelu?

Vaclav – Ja? Ja bym przecież muchy nie skrzywdził.

Inny funkcjonariusz – Panie poruczniku! On żyje!

Funkcjonariusz policjiJak to żyje? Miał być martwy.

Inny funkcjonariusz Żyje, żyje. Chyba pijany.

Funkcjonariusz policjiNo pięknie. Żarty sobie urządzacie? Pijecie z murzynami, a później zawracacie głowę policji? To nie wiecie, że oni z Afryki są. Słabe głowy mają, nie mogą wytrzymać tyle, co my. Trzeba znać umiar.

Vaclav – Panie władzo. Pan mi to mówi? Ja jestem ekspertem w tej dziedzinie.

Funkcjonariusz policjiBędziemy mieć obywatela na oku. W Bielsku-Białej jesteście na czarnej liście. Ja mam pamięć do twarzy, a ryj taki jak wasz może w nocy się przyśnić. (Do innych policjantów.) Chłopaki, idziemy.

Vaclav – Zaraz! Zaraz! A co z murzynem? Nie zabierzecie go?

Funkcjonariusz policjiTo wasza sprawa. Jeśli zdechnie, wtedy ty wrócimy.

Vaclav – Napijcie się chociaż ze mną Perły.

Funkcjonariusz policjiMy wiemy, kto ty taki. Oglądaliśmy Kwietniową Anarchię VII... idziemy.

Policjanci wychodzą.

Vaclav – Cholera, rozgryzł mnie. Skąd wiedział, że będę chciał go poczęstować zatrutą Perłą?

(Koniec materiału filmowego.)


(Drugi odcinek z serii – wydarzyło się po zakończeniu gali.)


(Na zapleczu nadal trwa wielka napierdalanka między Franko, a Nasem Jazzowskim. Panowie robią to już od dobrych kilkudziesięciu minut. Przegapili cały main-event, przegapili segment poprzedzające go, przegapili zakończenie gali. Im w głowie tylko jedno - zniszczenie rywala, jak już chwycili się za łby, to nie zamierzają przestać. Obaj są już jednak bardzo zmęczeni, choć w zasadzie to my nie wiemy, co też oni tu wyprawiali. Franko ocieka krwią z różnych części ciała, podobnie jak Scypion Afrykański. Nadal znajdujemy się na dachu. Nassjasz chwyta Rzeźnika i z wielkim impetem wpycha go na ścianę jakiejś budki. Franko pada na kolana, a Nas chwyta za stojące pod ścianą krzesło i przypierdala obecnemu EWF Tag Team Champowi prosto w plecy! Jeden cios, drugi, trzeci... nie! Nie ma trzeciego, bo Franko ostatkiem sił odsunął się na bok i Nas trafił w próżnię. Rzeźnik wstaje na równe nogi i od razu, bez chwili namysłu, taranuje rywala potężnym Spearem! Panowie razem przelatują kilka metrów i zatrzymują się tuż nad krawędzią. Rzeźnik spogląda bez emocji na leżącego pod nim Jazzowskiego. Chwyta go za głowę i zaczyna napierdalać jego potylicą o murek oddzielający dach hali od przepaści. Warto zauważyć, że jest on otoczony jakimś piorunochronem czy innym drutem, więc ciosy te, same w sobie brutalne, te są dodatkowo bolesne. Jedno uderzenie, drugie, trzecie, czwarte, piąte, szóste... no, no, wstrząs mózgu u Nassjasza chyba będzie murowany! Już wcześniej sobie zapracował, ale teraz dostanie go chyba bankowo. Siódme uderzenie... nie! Franko... pada... dlaczego? Ktoś trafił go w plecy krzesłem obwiązanym drutem kolczastym! Następnie wymierzył mu jeszcze jeden cios i drugi.. drut wbija się w plecy Rzeźnika i boleśnie go rani. Napastnik kopniakiem zrzuca Franko z ciała Jazzowskiego, a następnie pomaga się podnieść przywódcy jednego z oddziałów Boko Haram. Teraz widzimy, że wybawicielem Nasa jest...Tool! To Tool!)

Tool Jak się masz, Nas?

Jazzowski nic nie odpowiada, w głowie mu się chyba kręci.

Tool Wszystko w porządku?

Nas Jazzowski Tool?

Tool Chciałeś mieć znaczącego partnera na turniej drużynowy... więc masz mnie.

(Koniec materiału filmowego.)


(Trzeci odcinek z serii – wydarzyło się po zakończeniu gali.)


(Wieczorny pociąg z Bielska-Białej do Katowic. Ludzi sporo jak to w PKP, tłoczno, duszno i warunki czasem bydlęce. Ludzie chcą spokojnie dojechać do Katowic, a że podróż nie trwa długo, więc niewygody są w stanie jakoś przetrzymać. Stacja docelowa już za niecałe pół godziny, oby pociąg nagle nie stanął w szczerym polu albo ciemnej kopalni, bo to prawie Śląsk w końcu, a tam mają kopalnie, chociaż je rząd zamyka, bo lubi mieć bezrobocie na poziomie 50% w regionie, pozdrowienia dla mieszkańców Bytomia, podobno spadło im niedawno poniżej 20%, wow! Niestety spełnia się najgorszy sen każdego podróżnego PKP. Pociąg zatrzymał się w Tychach i nie jedzie. Stoi na stacji, ludzie zaczynają się denerwować, przeklinać kolej, rząd, opozycję i wszystko co i kogo się da. W pociągu pojawia się uzbrojony oddział policji, co uspokaja nieco nastroje. Po co policja? Czyżby jakiś mecz był i kibole jechali? Nie, to nie to. Policja wkroczyła do wagonu zajmowanego przez kilkudziesięciu rosłych i mniej rosłych murzynów. W prostych słowach powiadomili ich, że ta podróż kończy się dla nich w Tychach. Murzyni kręcą głowami, ale wysiadają. Policja po sprawdzeniu, że w pociągu nie ostało się żadne murzyniątko, pozwala łaskawie ruszyć lokomotywie. Pociąg do Katowic dojedzie, ale ze spóźnieniem. Lepiej jednak późno niż wcale. Na stacji murzyni zostali zgrupowani w jednym miejscu. Dostrzegamy tam też jakiegoś elegancko ubranego mężczyznę... i Helenkę, menadżerkę Franko.)

Mężczyzna W imieniu Urzędu do Spraw Cudzoziemców serdecznie pani dziękuję.

Helenka – Och, nie trzeba dziękować. Spełniłam tylko swój obywatelski obowiązek.

Pracownik UdSC Pani wie jakie Unia Europejska ma teraz problemy z setkami tysięcy uchodźców? Poważne! A tu proszę, podani jak na tacy, kilkudziesięciu Afrykańczyków z wątpliwymi dokumentami.

Jeden z murzynów (oburzony) To skandal! Jestem głównym architektem odbudowy Pałacu Saskiego w Warszawie! Nie możecie mnie tak traktować!

Inny murzyn Ja pracuję nad Pałacem Brühla! To ważny projekt dla pani Weroniki Passent! Czy wy wiecie kim ona jest? Czyja to córka? Czyja to żona?

Helenka Milczeć! Bo jeszcze dzisiaj was wszystkich deportujemy.

Pracownik UdSC (radosny) Co za duch! Czy ja pani nie widziałem w jakimś czasopiśmie?

HelenkaTak, to możliwe.

Pracownik UdSC Gdyby chciała pani podjąć pracę w Urzędzie do Spraw Cudzoziemców, to serdecznie zapraszamy.

Rozmowa zostaje przerwana przez wielki hałas. Na peronie coś wyraźnie dudni. To coś jest coraz bliżej... i bliżej... murzyni myślą, że to stado słoni nadbiega, ale to nie to. To Fatboy i Tugboat! Ubrani w eleganckie garnitury, szyte na miarę oczywiście, wkraczają do akcji.

Tugboat Co tu się wyrabia?

Fatboy To nasi pracownicy!

Tugboat i Fatboy pokazują jakieś legitymacje urzędnikowi, po czym majestatycznie zderzają się brzuchami. To zaimponowało wszystkim.

Pracownik UdSC Mamy podejrzenie, że przebywają na terenie Polski nielegalnie.

Fatboy Mają super-nowe papiery... to znaczy... wszystko w porządku z ich papierami.

Tugboat To sportowcy, piłkarze. Jesteśmy ich agentami, oni przyjechali tu na obóz szkoleniowy. Mają szansę na kontrakty z klubami Ekstraklasy.

Pracownik UdSC Tak? Ten tam twierdzi, że jest architektem.

Tugboat Pan wie jak to w Afryce.

Pracownik UdSC Nie, nie wiem.

Fatboy No, z piłki nie wyżyją, więc mają też inne zawody. Ten tam to kuzyn Emanuela Olisadebe, a tamten to daleki krewny samego Adama Małysza. Patrz jak zajada bułkę z bananem i jakiego aerodynamicznego wąsa ma.

Faktycznie, mały murzyn zajada się bułką z bananem.

Tugboat (kategorycznie) Oddajcie nam naszych murzynów!

Pracownik UdSC Nikogo nie oddamy. Zatrzymujemy ich do wyjaśnienia.

HelenkaProszę sprawdzić też w Warszawie, w okolicach placu Marszałka Józefa Piłsudskiego, tam znajdziecie więcej takich podejrzanych murzynów. Najprawdopodobniej rozkopują plac by postawić jakieś tandetne szałasy. Historyzmu im się zachciało, a nie nowoczesnej architektury. Oni z Nasem Jazzowskim mają pomysły rodem z buszu!

Pracownik UdSC Zajmiemy się tym. Nie lekceważymy żadnego zgłoszenia.

(Tugboat i Fatboy nic tu nie zdziałają. Murzyni zostają zatrzymani do wyjaśnienia sprawy. Ostateczny koniec transmisji.)