Kolejny pojedynek to walka typu Elimination match, z udziałem największych młodych talentów, jakich obecnie w federacji mamy.
Kraven vs Alvaro Morena vs Josh Brennan vs Nekrophage
Z
głośników wydobywa się Hymn ZSRR, co oznacza jedno – w stronę ringu
swój przemarsz rozpocznie Kraven. Pierwszy posiadacz pasa EWF World
title zmierza do kwadratowego pierścienia z twarzą pozbawioną wyrazu
jakichś głębszych myśli. Dla niego to walka, jakich setki stoczył w
swej karierze. Jego krok jest średnio-pewny, ale stabilny, Rosjanin
pewnie wypił sobie przed galą pewną ilość wódki. Publiczność wita go
ogromnym entuzjazmem, bo to legenda wrestlingu, z którą każdy się liczy.
Publika jest raczona dźwiękami
utworu „Whiskey in the Jar” w wykonaniu The Dubliners. Pod FeliXtronem
melduje się Josh Brennan, owinięty we flagę Prus Wschodnich, który
dodatkowo próbuje przekonać do siebie publiczność poprzez wszelakie
taunty. Gdy nie doczekuje się żadnej odpowiedzi potulnie udaje się na
ring, gdzie staje w jednym z narożników. W wejściu na ring towarzyszył
mu Mati, najbliższy współpracownik feldmarszałka SeBy. Co to znaczy?
Przy utworze Shakiry „Suerte”
do ringu wchodzi Alvaro Morena. Urugwajczyk próbował przybijać piątki
fanom, ale ci olali jego szczere intencje. Nie pomogło chwalenie się
piłkarską przeszłością rodziny, gdyż dzieje klubu Racing Club de
Montevideo niewiele obchodzą lokalnych kibiców. Chyba tylko goła
Shakira mogłaby mu pomóc, ale ona już wiekowa, a Natalia Oreiro i tak
lepsza.
Na arenie zapada ciemność. Z
głośników uderza AD i Dead Silence. Pojedynczy reflektor oświetla
postać Nekrofila, który nastukany mocarzem gibie się na różne strony.
Jan Kowalski – To wielka szansa dla tych młodych zawodników. Mają szansę uczyć się od jednego z najlepszych zawodników w historii wrestlingu.
Tony Hogański – Wielka szansa na przerobienie na miazgę.
Jan Kowalski – Będziesz
o tym wspominał, gdy Alvaro Morena zostanie kiedyś World Champem. Teraz
dbamy w EWF o dobór talentów. Mamy od tego specjalne biuro.
Tony Hogański – Specjalne biuro? Naprawdę? Kto tam pracuje?
Jan Kowalski – Zatrudniono
tam same znakomitości, komórką kieruje Karl Daniels, a współpracują z
nim jego skauci - Monika Lewińska, Dawid Halter i Steve Sobieski.
Tony Hogański – Pozwól,
że podsumuję. Biurem do spraw poszukiwania młodych talentów kieruje
gość, który twierdził, że przeżył zabieg aborcji, a kilka lat później
mydlił barany na Słowacji? Do tego podlegają mu byli komentatorzy z
Polish Championship Wrestling, którzy tak naprawdę od 2001 roku nie są
związani z wrestlingiem i pojawiają się jedynie epizodycznie jak się ktoś nad nimi zlituje?
Jan Kowalski (z powagą) – Tak, to wszystko prawda.
Tony Hogański (kręci głową) – Świetlana przyszłość rysuje się przed EWF, nie ma co.
Wszyscy uczestnicy walki
znajdują się w ringu. Alvaro Morena, Josh Brennan i Nekrophage
spoglądają na Kravena bez żadnego szacunku. Chyba nie oglądali
archiwalnych gal EWF, bo wygląda na to, że nie rozpoznają trzykrotnego
EWF World Champa. Nie ma co zagłębiać się w szczegóły, bo Dark Sędzia
nakazuje uderzyć w gong. Jego dźwięk to międzynarodowy sygnał do
rozpoczęcia pojedynku. Josh Brennan, Nekrofil i Alvaro Morena szarżują
na środek ringu, a po chwili cała trójka hamuje w obawie czołowego
zderzenia. Stojący w swoim narożniku Kraven przygląda się im z
politowaniem. Następnie sam rzuca się do najbliżej stojącego
Irlandczyka i wynosi do Back drop suplexa. Akcja kończy się
powodzeniem, a Josh po uderzeniu głową w matę nie wykazuje znaków
życia. Rosjanin wstaje i odskakuje na bok przed szarżującym na niego
Nekrofilem. Ten odbija się od lin i wyskakuje do dropkicku, którego
Kraven unika wykonując fachowy strafe w lewo. Nekrofil trafia za to
Morenę, który czaił się za plecami pierwszego EWF World Champa. Kraven
dopada do leżącego Nekrofila i zakłada mu legendarny i śmiercionośny
Kraven Crossface! Czyżby koniec walki? Nekrofil już unosi rękę by
uderzyć nią w matę gdy... Josh uderza knee dropem w głowę Rosjanina,
przez co ten zwalnia chwyt! Mati w sposób pruski bije mu brawo poza
ringiem. Irlandczyk pinuje....1.... 2..... przerywa zawodnik urodzony w Montevideo!
Jan Kowalski – Zobacz jak świetnie się prezentują.
Tony Hogański – Świetnie? Przecież przed chwilą Kraven nieomal nie skończył tej walki.
Jan Kowalski – Nieomal to słowo klucz, bo walka trwa! Oj trwa!
Tony Hogański – Nie mam pojęcia dlaczego Kraven się na to pisze. Takie walki nie mają sensu.
Urugwajczyk bowiem wskoczył na drugą linę i odbijając się od niej spadł
na Irlandczyka z leg dropem. Cała czwórka leży rozbita. Pierwszy staje
Alvaro, gdyż zapewnił sobie miękkie lądowanie na plecach Brennana.
Chwytając za nogę próbuje przeciągnąć Kravena w kierunku narożnika,
lecz Rosjanin, zwłaszcza w pozycji leżącej, jest zbyt opornym i ciężkim
obiektem na takie manewry. Morena Paz postanawia zatem siąść na nim
okrakiem.... by wymierzyć kilka uderzeń w głowę, rasowe ground and
pound rodem z oktagonu. Tymczasem Josh zwiera się z Nekrofilem w
klinczu. Obaj stoją z luzem w rozkroku, co wykorzystuje ten drugi, by
uderzeniem kolanem w podbrzusze zyskać przewagę. Wykorzystuje ja do
założenia Headlocka. Josh jednak wrzuca tylni bieg i gdy obaj opierają
się o liny, to wypadają między nimi na posadzkę. Takie to łamagi.
Tymczasem Kraven chwycił Morenę za rękę, by zadać mu straszną udrękę.
Przyjęła ona postać Kimury... Jednak Urugwajczyk robi nieporadny
przewrót w przód, przez co ląduje plecami na Rosjaninie! Pin....1.....2....Kraven wybija,
przy okazji puszczając rękę przeciwnika. Ten się za nią chwyta, wstając
przy pomocy lin.... Kraven wstaje wolniej... Alvaro wyprowadza cios
drugą ręką, lecz Kraven kontruje powalając go na matę za pomocą
Fujiwara armbara! Rosjanin chwyta kończynę w kleszcze swoich nóg, a
rękoma chwyta za głowę Moreny i serwuje mu Kraven Crossface! Inni
zawodnicy chcą to jakoś przerwać, ale zderzają się ze sobą, ich nogi
zaplątują się między inne nogi i tak kończą się ich zamiary, bo
Postrach Montevideo nie jest wcale postrachem Petersburga, Leningradu i
Moskwy, biedak poddaje się! (Zwycięzcą jest: Kraven!)
Tony Hogański – No i koniec. Jaki jest sens takich walk?
Jan Kowalski – Nasza
młodzież zebrała niezbędne doświadczenie, a Kraven pokazał, że potrafi
nadal walczyć. Czysty zysk dla EWF. Mamy Kravena w karcie, zarabiamy
pieniądze, przyciągamy fanów, a młodzicy trenują pod okiem najlepszego
fachowca.
Tony Hogański – To jest nawet rozsądny sposób myślenia. Wciąż jednak nie rozumiem, co Kraven z tego ma.
Jan Kowalski – Na
pewno knuje jakiś spisek, ale nic złego nie jest w stanie zrobić.
Władza prezydenta Castro jest silna, mocna i pewna, a GRU czuwa.
Gra Hymn ZSRR, a publiczność świętuje. Na ziemiach polskich chyba tylko
w EWF i na zjazdach Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej na
radziecki hymn reagowano tak entuzjastycznie. Kraven spokojnie opuszcza
arenę. Tymczasem Josh Brennan chyba próbuje uciec, ale Mati dopada do
niego, zawija go w pruski worek, przerzuca sobie przez ramię i też
znika.
Tony Hogański – Co to za wschodniopruska intryga?
Jan Kowalski – Pojęcia nie mam, ale na pewno się kiedyś dowiemy.
(Jesteśmy na zapleczu, a tu
znów spotykamy Franko. Rzeźnik idzie skupiony ciemnym korytarzem, jego
kroki są ciężkie, z pewien sposób nawet złowieszcze. Światło zapala się
i wtedy zauważamy, że nie jest on wcale sam. Po jego lewej i prawej
stronie ustawiony jest szpaler smutnych ludzi ubranych na czarno. Każdy
z nich trzyma w ręku czarno-białe zdjęcie jakiegoś biedaka, który
został zesłany do Afryki po Kwietniowej Anarchii VII. Ludzie stoją
cicho, spokojnie i w żałobnym skupieniu, gdy Rzeźnik kroczy dalej. Po
drodze znajduje czas by rzucić okiem na zdjęcie każdego z uprowadzonych
przez Boko Haram. Matki płaczą, niektórzy nawet chcą dotknąć nabożnie
jedynej osoby, która jest w stanie wymierzyć zemstę za cierpienia ich
rodzin. Franko znajduje czas dla każdego, wprawdzie nic nie mówi, ale
jego spojrzenie mówi samo za siebie. To wlewa pocieszenie w serca tych
biednych ludzi. Franko idzie dalej, a żałobnicy zostają. Ich ból jest
bólem Franko, a ofiary wołają nie tylko o pamięć, lecz o zemstę.
Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Castro i jego kumple zapłacą za swoje zbrodnie.
Jan Kowalski – Ładnie wyreżyserowany teatrzyk. Pachnie mi to trochę prawicowym faszyzmem.
Tony Hogański – Janku? Norma ISO666, zapomniałeś? Zero polityki. Ja się powstrzymuje, a ty co?
Jan Kowalski – Masz rację, masz rację. Muszę być profesjonalistą.
Tony Hogański – Nie uda ci się. Kiedyś byłeś profesjonalistą, ale zmieniłeś się w propagandzistę. Dlaczego Janku, dlaczego?
Jan Kowalski (trochę melancholijnie) – Tak trzeba Tony, tak trzeba... dla dobra EWF.
(Dzisiaj akcja gali często
dzieje się nie na ścisłym zapleczu, lecz w okolicach parkingowych. Tak
jest i tym razem, bo na parking wjeżdża prawdziwy TIR. Wprawdzie nie ma
przyczepy, konterna czy jak to tam z tyłu się nazywa, ale jak TIR to TIR. Jest
duży, hałaśliwy i warczący. Wysiada z niego Bane, dzisiejszy pretendent
do EWF World title.)
Bane (do siebie) – Są tu jakieś tirówki?
Odpowiada mu cisza.
Bane – Naprawdę? Żadnej? Patrzcie dziewczynki jaką mam maszynę.
Nadal cisza, ale w końcu Syn
Anarchii zauważa stojącą niedaleką Cassandrę Tisserant. Jak widać czeka
tu ona na kogoś, ale chyba nie na dzisiejszego uczestnika main-eventu.
Bane – Ej! A ty?
Cassandra Tisserant – Co ja?
Bane – Zobacz jaką mam maszynę. Chcesz zajrzeć do środka?
Cassandra Tisserant – Nie, dziękuję.
Bane (zdziwiony) – To co ty tu robisz? Nie czekasz na mnie?
Cassandra Tisserant – Przeprowadzam wywiady.
Bane – Ze mną?
Cassandra Tisserant – Z każdym.
Bane – Taka łatwa jesteś? Nie chcesz być moja na wyłączność?
Cassandra Tisserant – Nie, dziękuję. W zasadzie to mam umówiony wywiad z PepsiBosmanem, więc pozwolisz, że się oddalę.
Bane – Z
kim? To jakiś dostawca napojów gazowanych? Robicie akcję rozmów z
technikami z zaplecza? Co mnie to obchodzi, twój wybór. Jeśli zmienisz
zdanie, to wiesz gdzie mnie szukać. W czasie gali, po gali, zawsze
znajdę czas.
Cassandra Tisserant – Skoro już tu jesteś, to możemy w sumie przeprowadzić wywiad. Wszyscy wiemy jaka walka cię dzisiaj czeka.
Bane (wzrusza ramionami) – Walka jak walka.
Cassandra Tisserant – Przecież
to main-event! Chyba pierwsza twoja walka o EWF World title! Do tego
Chain match, więc chyba nie jest to walka jak walka.
Bane – Widzisz,
zupełnie nie rozumiesz jak walczą prawdziwi main-eventerzy. Tylko takie
tchórzliwe cipki jak Franko czy Bidam drżą, gdy słyszą o World title
shocie, o main-evencie i pieprzą jaka to dla nich ważna walka. Pierdolę
jaka to szansa, jaką karierę zrobią, jak walczą dla kibiców i przynoszą
im radość, jak to nowa krew dochodzi do włosu, jak to chcą wykorzystać
swój moment. Ale wiesz, tak postępuję tylko ci, co czasem trafiają do
main-eventów i już sam udział w takiej walce jest dla nich wielkim
sukcesem. Oni nie mogą tam zostać na dłużej, bo nie myślą jak
main-eventerzy. Mają mentalność chłopa na salonach. Stoją z
rozdziawionymi pyskami, zdziwieni szczęściem jakie ich spotkało i tyle.
Czy Crazy przejmuje się tym, że walczy dzisiaj w main-evencie? Czy
robili to Psycho, Scyther, Szakal? Nie, dlatego, że dla nich to
normalność. Widzisz mała czarna, ja mam nie tylko wygląd i umiejętności
main-eventera, ale też taką mentalność. To nie moja pierwsza walka
wieczoru, więc czym mam się przejmować? Wygram to wygram, przegram to
przegram, ale na pewno tam wrócę. Czym mam się przejmować, skoro i tak
zostanę tam gdzie chce? To nie przypadek, że walczę o mistrzostwo
świata, to nie jest przypadek.
Cassandra Tisserant – W tych słowach jest na pewno jakaś logika, ale...
Nie dowiemy się o jakie „ale”
chodzi, bo na parkingu słychać dźwięki klaksonu, odgłosy hamowania i na
horyzoncie pojawia się jedno z marzeń każdego łysego Polaka w dresie,
czyli BMW Z4 (E89). Kierowca jednak nie wyrobił na zakręcie i z impetem
wjechał w śmietnik. Śmieci wyleciały w powietrze i rozrzuciły się na
około. Skórka od banana miała już spaść na ramię Bane'a odziane w jakąś
markową odzież za kilkaset euro, ale ten zasłonił się Cassandrą
Tisserant. Z samochodu wyłonił się Bidam.
Bidam – Cześć! (Spogląda na swoje BMW.) To żony, nie ma zmartwienia, wyklepie się.
Bane – Kto ci dał prawo jazdy?
Bidam – W
sumie to chyba nikt. Mam jakieś mongolskie, ale kupiłem na bazarku
wieki temu. W Korei nie dawali, ale mam zezwolenie na prowadzenie
czołgu.
Bane – Prawdziwego?
Bidam – Nie, sztucznego. Na jakim świecie ty żyjesz? O, zobacz.
Nowosibirski wyciąga z
kieszeni portfel i pokazuje plastikową legitymację. Pełno tam
koreańskich napisów, ale główną uwagę zwraca obrazek uśmiechniętego
koreańskiego żołnierza prowadzącego czołg. Jest jeszcze jeden, na
którym widać czołg z lufą, z której wyskakują naboje o twarzach Kim
Ir-Sena, ale ten jest akurat przekreślony.
Bane – Co to znaczy?
Bidam – Że mogę prowadzić, ale nie mogę strzelać. (Rozgląda się z uwagą po parkingu.) No dobra, idziecie do hali?
Bane – Nie. (Wskazuje na Cassandrę.) Nie widzisz, że rozmawiamy?
Bidam – No rozmawiamy.
Bane – Nie my, tylko ja i pani.
Bidam – Aha, skoro tak sprawę stawiasz. A wiesz, myślałem, że jesteśmy kumplami.
Bane (zdziwiony) – Co?
Bidam – Umiesz tańczyć Asereje?
Bane – Nie, a ty?
Bidam – Też nie, ale Franko potrafi.
Bane – Naprawdę?
Bidam – No... (Drapie się po czuprynie.) W sumie to nie wiem, ale umiem to sobie wyobrazić. (W tym momencie wszyscy to sobie wyobrażają.) Skoro nie idziesz, to popilnujesz mi furki? Kluczyki są w stacyjce.
Bane – Co?
Bidam – Żartuję. (Do Cassandry.) Ty idziesz?
Haitanka z polskim rodowodem spogląda to na Bane'a to na Bidama.
Cassandra Tisserant – Tak.
Bane (co Haitanki) – Jak sobie chcesz. Jeśli zmienisz zdanie, to wiesz gdzie szukać mojej szatni.
Bidam – Ja też mogę wpaść?
Bane – Nie.
Bidam – Ale jesteś spięty. (Do Cassandry.) Idziemy?
Cassandra Tisserant – Tak.
Bidam bierze Cassandrę pod ramię i razem odchodzą.
Bane – A co mi tam.
(Syn Anarchii wsiada do bidamowskiego BMW i po chwili odjeżdża. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Bane i Bidam to wspaniałe gwiazdy współczesnego EWF.
Tony Hogański – Są nieźli, ale gdyby porównać ich do Kravena, Hangmana, Gangsty, mistrza Szakala z dawnych lat.
Jan Kowalski – To rzeczy nieporównywalne. Tak jak dawnych gwiazd EWF nie można porównywać z dziadami z PCW.
Tony Hogański – Tych
to już nikt nie pamięta. Jakbym powiedział, że taki K-J był wrestlerem
w kostiumie krokodyla to większość współczesnej widowni by uwierzyła.
Jan Kowalski – A był?
Tony Hogański – Nie pamiętam, kogo to teraz obchodzi?
Jan Kowalski – No to zrujnowałeś mu reputację. Teraz wszyscy będą myśleć, że to był wrestler-krokodyl.
Tony Hogański – On pewnie już nawet nie żyje, więc kto się będzie przejmował.
Jan Kowalski – W każdym razie Bane prezentuje bardzo rozsądne nastawienie. Tak robi się karierę.
(Nie przenosimy się nigdzie, bo wyemitowany zostaje specjalny materiał filmowy. Pojawia się napis „Wydarzyło się w 2004 roku".
Jak napisali, tak być musi. Jest październik 2004 roku. Polską rządzi
Sojusz Lewicy Demokratycznej, a nad projektem EWF wspólnie czuwają prezydent
Esmeralda Martinez i komisarz Szakal. Znajdujemy się gdzieś we
Wrocławiu. Na obrzeżach miasta, w jakiejś spokojnej dzielnicy, zebrała
się grupa dziennikarzy. Przed ładnie wyglądającym budynkiem widzimy
piękną i młodą Esmeraldę Martinez, której towarzyszy Dagmara Zielińska.)
Esmeralda Martinez – Z
dumą otwieramy więc ten Dom Pomocy Wrestlerom. Wierzymy, że niedołężni
zawodnicy znajdą tu spokojną przystań w jesieni ich życia. Chorych
będziemy wspierać, uzależnionym pomagać, jeśli ktoś będzie wymagał
specjalistycznej terapii, to za darmo otrzyma niezbędną pomoc
psychologiczną. Ubogich dokarmiać będzie nasza jadłodajnia, na święta
różnego rodzaju szykować będziemy paczki. Biednym wrestlerom z innych
części Polski zapewnimy transport do naszego ośrodka. Nikomu pomoc nie
zostanie odmówiona, nikt nie zostanie pozbawiony samemu sobie!
Widać wielu weteranów PCW,
którzy wzruszeni wchodzą do ośrodka, podziwiają wszystko, są
szczęśliwi. Na starość takie szczęście ich spotkało. Szczególnie
spodobała im się sala telewizyjna, gdzie za pięciozłotową opłatą można
wypożyczyć każdą archiwalną galę PCW.
Esmeralda Martinez – To będzie wasz dom! Na zawsze!
Ekran spowija czerń, słychać
powtarzający, zacinający się głos Esmeraldy „ na zawsze... na zawsze...
na zawsze...”. Nie trwa to długo, bo na ekranie pojawia się teraz napis
„Rok 2015”. To samo miejsce, żadnych
dziennikarzy, żadnej Esmeraldy. GRU wyprowadza z budynku różnych,
nieznanych już obecnie ludzi, niektórzy to jacyś dawni jobberzy z EWF,
widać znajome twarze z PCW. Wszyscy zapłakani, smutni, przygnębieni.
Całą akcją dowodzi Berenika Martinez.
Emeryt#1 – To co my teraz będziemy robić?
Berenika Martinez – Jak
to co? Pracować! Czasy dobroczynności się skończyły! EWF nie może brać
dłużej odpowiedzialności za was. Przez dziesięć lat na pewno
nauczyliście się jak żyć.
Emeryt#1 – Ale my jesteśmy starzy...
Emeryt#2 – Schorowani...
Emeryt#2 – Wrestlingowi oddaliśmy najlepsze lata życia i zdrowie.
Berenika Martinez – Nie
martwcie się. Dostaniecie talony do Caritasu i namiaru do opieki
społecznej. Na pewno wam pomogą. My w EWF nie jesteśmy organizacją
charytatywną. Nie będziemy utrzymywać darmozjadów. Jeśli zabierzecie
się do uczciwej pracy, to może nawet znajdzie się dla was jakieś
miejsce w obsłudze technicznej naszych gal. To wszystko, wynocha!
Emeryt#1 – Co tu teraz będzie? Co z naszym domem?
Berenika Martinez – To nie wasza sprawa.
Emeryt#2 – I ty jesteś córką wspaniałej Esmeraldy?
Szefowa GRU policzkuje biedaka.
Berenika Martinez – Pewnych granic nie należy przekraczać.
(Koniec materiału filmowego.)
Tony Hogański – O! Felipe zamknął dom dla emerytów.
Jan Kowalski – Trzeba
było. Możemy ich wspomagać na różne sposoby, ale utrzymywanie własnego
domu opieki... to przesada. EWF Corporation nie powinno zastępować
państwa. Później jest jak z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy,
państwo przyzwyczaja się, że ktoś inny wykonuje za nie robotę.
Tony Hogański – Nie będę protestował. Nie ma co trzymać dziadów z PCW i wczesnego EWF.
Jan Kowalski – Będziemy im dalej pomagać, tylko inaczej. Zmieniamy strategię dobroczynności i ścinamy koszty.
Tony Hogański – Tak, tak. To wszystko bardzo rozsądne.
Jan Kowalski – Potwierdzam.
Tony Hogański – Z tego, co słyszałem to dawny Dom Pomocy Wrestlerom ma być przerobiony na luksusowy burdel. Czy to prawda?
Jan Kowalski – Nie interesowałem się tą sprawą. Trzeba się zwrócić z zapytaniem do rzecznik prasowej EWF Corporation.
(To
jest zdecydowanie gala, w której jak do tej pory akcja dzieje się poza
murami. Na łączce nieopodal hali, ale już poza administracyjnym obrębem
działki na której znajduje się hala widowiskowo-sportowa, rozstawione
zostały jakieś namioty, stoją ciężarówki i inne pojazdy. Tu także
znajduje się tłum fanów, a pod otwartym niebem ustawiono ring, na
którym dostrzec można Szakala w otoczeniu Mumina, Mladenova i Doktora
VooDoo Białego. Senator przemawia do ludu.)
Szakal – Witam
kurwa w strefie wolnej od ISO666 kurwa! Tu kurwa panuje prawdziwa wolność
kurwa! Tu kurwa nie obowiązują nas żadne zasady kurwa! Tu możemy przeklinać
kurwa i mówić o polityce kurwa!
Doktor VooDoo Biały – Panie senatorze... to chyba przesada.
Szakal – Stosuję
podwójną kurwę by wzmocnić siłę mojego przekazu. Wiem kurwa, co robię,
bo jestem senatorem na pełnej kurwie. Zresztą nie mów mi, co mam kurwa
mówić we własnej strefie!
Fani świętują i zaczynają krzyczeć.
Tłum – Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa!
Szakal – Wolność dla kurew!
Doktor VooDoo Biały – Niech pan senator wyraża się precyzyjnej, bo prasa poda, że jest pan za legalizacją prostytucji.
Szakal (łyso zdziwiony) – A jestem przeciw kurwa?
Doktor VooDoo Biały – Elektorat jest przeciw.
Szakal – A
co ja kurwa jestem takim kunktatorem, że zmieniam poglądy by
przypodobać się elektoratowi? Szakal nie zmienia poglądów, jest kurwa
zawsze taki sam. Jak skała, a na tej skale zbudowana zostanie nowa
Polska.
Doktor VooDoo Biały – Ładnie powiedziane, ale trzeba też realizować obietnice wyborcze, a legalizacji prostytucji nie obiecywaliśmy.
Szakal – Jak kurwa nie, to nie.
Tłum – Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa!
Szakal – Wolność dla kurwy! Precz z ISO666!
Tłum – Precz z ISO666! Precz z ISO666! Precz z ISO666!
Szakal – Patrzcie kurwa jaki interaktywny jestem. Prawie jak Shaman. Czy jestem Szakalem?
Odpowiada mu cisza.
Szakal – Oni kurwa nie wiedzą jak grać. W Szczecinie dawno by to podłapali. Dobra, wypuścić stoczniowców!
Mumin i Mladenov otwierają
drzwi do jakiegoś TIRa, z którego wychodzą szczeciński stoczniowcy.
Rozdają oni wszystkim zebranym manifest przeciwko ISO666, a następnie
udają się w stronę hali, gdzie też będą agitować fanów.
Szakal – Mam nadzieję, że dobrych stoczniowców kurwa dobrałeś.
Doktor VooDoo Biały – Najlepszych. Każdy ma wąsa albo brodę i strój stoczniowca.
Szakal – Świetnie
kurwa. Ja idę do hali, bo dzisiaj walczę. Muszę się pokazać. Ty kieruj
naszą strefą. Pamiętaj, że może w 2025 roku będę chciał wystartować na
prezydenta, więc działamy na rzecz mojego potencjalnego elektoratu.
Doktor VooDoo Biały – Tak jest panie przyszły prezydencie.
Szakal – Dziękuję. (Poklepuje Doktora VooDoo po plecach w sposób senatorski.) Czuwaj kurwa.
(Łysy schodzi z ringu, rozdaje
autografy, wyjaśnia fanom pisma, tzn. swój sprzeciw wobec normy ISO666
i aż promienieje swoją łysą zajebistością. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Mistrz Szakal ma zawsze rację. Precz z ISO666!
Jan Kowalski – Dlaczego? To rozsądna rzecz. Usprawni działanie federacji.
Tony Hogański – To zabija esencję polskiego wrestlingu. Z takimi rzeczami trzeba walczyć.
Jan Kowalski – Wrestling
by przetrwać musi się unowocześnić. Musi stać się wrestlingiem
totalnym, inaczej będzie uważany za rozrywkę dla idiotów.
Tony Hogański – Czy ty wiesz jaką my mamy opinię? Żeby ją zjebać jeszcze bardziej to w wrestlingu musiałyby się pojawić kucyki.
(Będą kucyki! Ale jeszcze nie
dzisiaj! Może kiedyś się doczekamy! Trafiamy do biura prezydenta
Extreme Wrestling Corporation. Za biurkiem siedzi Felipe Castro,
wszechwładny prezydent federacji. Przed biurkiem, na wygodnym krześle
zasiada natomiast Vaclav.)
Vaclav – Mam tu zdjęcia fanek, które mógłbyś dostarczyć mi po hali. Wyłapałem je osobiście w pokoju realizatora.
Mecenas Ekstremy nonszalancko rzuca na stół zdjęcia fanek, które zasiadają sobie gdzieś na trybunach hali.
Felipe Castro – Co? (Nawet nie spojrzał na zdjęcia.) EWF nie jest twoim prywatnym burdelem. Chcesz to sobie sam gwałć je w zaułkach, ja ci nie będę w niczym pomagał.
Vaclav – Oj Filip, jaki ty nieżyciowy jesteś. Czy ty wiesz, że życie trzeba wspierać? (Wyciąga z kieszeni butelkę Perły i otwiera ją o blat prezydenckiego biurka.) Twoje zdrowie, skurwysynie! (Bierze wielki łyk złocistego napoju.) Ale wiesz Filip, ja tego nie rozumiem.
Felipe Castro – Czego znowu?
Vaclav – Dlaczego to Bane ma World title shot, a nie ja?
Felipe Castro – Nie starałeś się na ostatniej gali.
Vaclav – Ja się nie starałem? Ja? Do kogo ta mowa?
Felipe Castro – Nie zrozum mnie źle. Dla mnie jesteś głównym pretendentem do EWF World title i twarzą EWF.
Vaclav – No, brzmi to dobrze, ale kiedy World title shot dla mnie?
Felipe Castro – Jeśli nic nam nie wypadnie... to Wrestlepalooza CXXIX jest dobrym terminem.
Vaclav – Dobra Filip. Ja mogę tyle poczekać, ale bez żadnych numerów.
Felipe Castro – Na następnej gali mamy turniej drużynowy. Trzeba ci znaleźć partnera.
Vaclav – Ja lubię brać partnerki przemocą.
Felipe Castro – Myślałem o Nasie Jazzowskim.
Vaclav (popijając Perłę i rechocząc rubasznie) – On ma fajną żonę, he-he.
Felipe Castro – Nic
z tych rzeczy! Chciałbym żebyście byli drużyną. Dla mnie ty i on
jesteście dwoma najważniejszymi wrestlerami w dzisiejszym EWF.
Powinniście współpracować, więc zapomnij o jego żonie.
Vaclav – On miał też ex-żonę, tą mogę się zainteresować?
Felipe Castro – Nie,
żadnych zabaw z żonami Jazzowskiego. Obrazi się kurwa i sprowadzi nam
Afrykę na głowę. Chcesz drugiego najazdu Boko Haram? Bo ja nie.
Vaclav – Żaden murzyn mi nie straszny.
Felipe Castro – Kraven też tak mówił.
Vaclav – Kraven był frajerem, a my Filip, my jesteśmy potęgą! (Uderza butelką o blat biurka, że aż piana z niej wypływa.) Potęgą Flip, rozumiesz?
Felipe Castro – Tak.
Vaclav – Nic nas nie zatrzyma!
Felipe Castro – Masz żyć w zgodzie z Jazzowskim, rozumiesz?
Vaclav (od niechcenia) – Tak, tak. Będzie jak chcesz.
(Skoro będzie, to będzie. Wracajmy więc do naszych komentatorów.)
Tony Hogański – Dlaczego musimy oglądać to szpetne małżeństwo glonojadów?
Jan Kowalski – Przypominam
cię, że prezydent Felipe Castro przeprowadza nas przez trudne reformy i
odnawia EWF, a Vaclav jest jednym z czołowych wrestlerów federacji.
Tony Hogański – To moralne kały. Pluję na nich.
Jan Kowalski – Pluj, śliny ci nie starczy.
Tony Hogański – A tobie języka, żeby ich po ich obrzydliwych dupskach lizać.
Jan Kowalski – Jesteś wulgarny.
Tony Hogański – Życie mnie do tego zmusiło!
(Tak jak wcześniej zostało już
zapowiedziane, na jednym z korytarzy bielskiej hali stoi Cassandra
Tisserant w towarzystwie PepsiBosmana. Wreszcie udało się jej go
spotkać, po Bidamie ani śladu, więc pewnie dość szybko się rozstali.
SeBa i Franz mogą czuć się zazdrośni.)
Cassandra Tisserant – Dzień
dobry państwu, razem ze mną jest PepsiBosman, który już za chwilę
stoczy najważniejszą walkę w swojej dotychczasowej karierze, gdzie
stawką będzie D-Evolution title shot. (Zwraca się ku wrestlerowi) Jak samopoczucie przed tak ważnym starciem?
PepsiBosman (wznosi toast puszką pepsi) – Wyśmienicie, dopóki zimne pepsi płynie w moich żyłach, jestem pewny, że wszystko potoczy się po mojej myśli.
Cassandra Tisserant – Czyli wszystko jest kwestią pepsi? Umiejętności i doświadczenie nie odgrywają żadnej roli?
PepsiBosman –
Odgrywają, oczywiście. Mam ogromny potencjał, ale jego uwolnienie bez
pepsi nie jest możliwe. Spójrz na takiego Vaclava - co on jest wart bez
Perły? Albo Psycho. El Masturbator podmienił mu kiedyś jointy i przez
to przegrał turniej o World title.
Cassandra Tisserant – Rzeczywiście, coś w tym jest, Asterix bez magicznego wywaru także nie radził sobie z Rzymianami, gumisie również kiepsko kicały.
PepsiBosman – Nie kicały w ogóle!
Cassandra Tisserant – Całkiem możliwe.
PepsiBosman – A smerfy? Myślisz, że smerfy miały jakiś napój, który nadawał im supermocy?
Cassandra Tisserant – Chyba nie.
PepsiBosman –
Bzdura! Bzdura! Oczywiście, że miały, jak inaczej za każdym razem
umykałyby potężnemu Gargamelowi? Myślisz, że barwy Papy Smerfa to
przypadek? Niebiesko-biało-czerwone, przypadek?
Cassandra Tisserant – Sugerujesz, że smerfy piły pepsi?
PepsiBosman – Oczywiście!
Cassandra Tisserant – Skoro więc jesteśmy przy tych klimatach - do jakiego smerfa byś się porównał?
PepsiBosman – Zaskoczyłaś
mnie tym pytaniem... Do jednego to raczej trudno, jestem mieszanką
najlepszych cech kilku z nich. Silny jak Osiłek, pewny siebie jak
Ważniak, mądry jak Papa Smerf...
Cassandra Tisserant – A twoi przeciwnicy? Jakimi smerfami są twoi przeciwnicy?
PepsiBosman –
Tu odpowiedź jest znacznie łatwiejsza, bowiem oni wszyscy są
ciamajdami, którym w najbliższej walce przydarzy się przykry wypadek.
Cassandra Tisserant – Dziękuję za rozmowę,
Wywiad się kończy, Cassandra i
PepsiBosman wymieniają serdeczne uściski dłoni i rozchodzą się w swoim
kierunku, my natomiast zostajemy jeszcze przez chwilę na miejscu, aby
zobaczyć jak zza węgła wyłania się jeden z najbardziej zgorzkniałych
wrestlerów we współczesnej federacji, czyli MaxiMasterMistrz! Zawodnik,
z którym nikt nie chce przeprowadzać wywiadów, najwyraźniej przez cały
czas przysłuchiwał się odbytej rozmowie.
MaxiMasterMistrz (kręci głową) – Upadek mediów, ostateczny upadek mediów. Oriana Fallaci w grobie się przewraca słysząc takie wywiady.
(Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Też tak uważasz?
Tony Hogański – Znaczy się co?
Jan Kowalski – Że to ostateczny upadek mediów?
Tony Hogański – W dupie to mam.
Jan Kowalski – O Tony, a norma ISO666? Czyżbyś tym razem to ty o niej zapomniał?
Tony Hogański – Mam to gdzieś. Po prostu.
(Wizyty
na zapleczu są zawsze dobrym pomysłem. Trafiamy do szatni czołowego
małżeństwa polskiego show-biznesu. Na eleganckiej kanapie siedzi równie
elegancka Weronika Passent, w równie eleganckiej czerwonej sukience.
Obok niej stoi Nas Jazzowski.)
Nas Jazzowski – Zrozum. Musiałem zmniejszyć metraż.
Weronika Passent (wyraźnie obrażona) – Co?
To po to dostaliśmy większą szatnię, żebyś ty ją teraz zmniejszał? To
po co ja pakowałam więcej kosmetyków, ubrań i dekoracji z Ameryki, co?
Ja chcę tu ćwiczyć strzelanie z mojego japońskiego łuku Hokkaido!
Nas Jazzowski – Mam teraz nowe obowiązki. Tak trzeba.
Weronika Passent – Wiem,
wszystko wiem! Chcesz tu upchnąć swoich murzynów, co? Otworzę szafę, a
tam w pudełkach na buty oni będą siedzieć i szczerzyć zęby do mnie!
Nas Jazzowski – Wiesz przecież, że zabrałem ze sobą tylko małą ekipę. Reszta została w Warszawie.
Weronika Passent – Dobrze chociaż, że przeprowadzamy się do Wawki, bo w tym twoim Białym to już za ciasno dla mnie było.
Nas Jazzowski – Miley, ty wiesz, że ja wszystko robię dla nas.
Weronika Passent – No wiem, wiem, ale gdzie ja moje łuki do Bugatti schowam teraz, co?
Nas Jazzowski – Masz specjalną szafę. O wszystko zadbałem.
Weronika Passent – Seriówa?
Nas Jazzowski – Tak... i jak chcesz to będziesz mogła postrzelać do jobberów.
Weronika Passent (zrobiła smutną minę) – To jakieś zwierzątka?
Nas Jazzowski – Nie, to kiepscy wrestlerzy.
Weronika Passent (ucieszona) – A to spoksik! No, a dlaczego zmniejszyłeś ten metraż?
Nas Jazzowski – Jak wiesz, jestem teraz prezesem Związku Wrestlerów Polskich.
Weronika Passent – O! Pamiętam! To tak jak wujek Bolek był szefem wszystkich solidaruchów.
Nas Jazzowski – Coś w tym stylu.
Weronika Passent (z podziwem) – Nas, ty jesteś jak Witos!
Nas Jazzowski (zdziwiony) – Skąd ty znasz Witosa?
Weronika Passent – Wujek
Waldek mi o nim opowiadał. To był mityczny ludowiec. Znasz piosenkę o
wujku Waldku? Śpiewałam mu ją kiedyś jak był smutny! (Zaczyna nucić znaną melodię.) „Wuja Waldek niech się nie boi, Weronika zawsze za wujkiem stoi”. Robił się dużo pogodniejszy wtedy.
Nas Jazzowski – Jasne.
Wracając do przebudowy szatni. Jak wiesz, jestem teraz prezesem ZWP.
Wydzieliłem więc z naszej szatni taki mały gabinet dla interesantów.
Mają oddzielne wejście, więc jak wejdą, tzn. jak ich murzyn-strażnik
wpuści, bo przecież jakaś hołota nie może mi się do biura z buciorami
brudnymi pakować, to wtedy zadzwoni u nas dzwonek i ja przez o tamte
drzwi. (Wskazuje na jakieś boczne drzwi.)
Przejdę do mojego biura i takiego interesanta przyjmę. Widzisz, ja chcę
być blisko ludzi, mogą do mnie przychodzić ze swoimi problemami.
Weronika Passent – Wow Nas, ty jesteś lepszy niż Witos. Ty jesteś jak Roman Dmowski!
Nas Jazzowski (znów zdziwiony) – Skąd ty znasz Romana Dmowskiego? Dostałaś jakąś ulotkę od Żubra czy co?
Weronika Passent – Nie,
do wujków przychodzi teraz taki kuzyn Romek, trochę jak ten Romuś z
Plebanii, w której grała Aga Włodarczyk, Romek Kuń albo Koń na niego
mówią i on tak o tym Dmowskim nawija, że jej, to musiał być niezły
kolo, nie? Tyle dobrego zrobił. Nie tyle co świętej pamięci wuja
Wojtek... (Tu WAMP przeżegnała się.) ... ale chyba więcej niż wuja Czesio. Tata
ma z niego niezłą polewkę, ale dla mnie to nie żarty. Szkoda Nas, że mi
nie powiedziałeś, to ja bym ci biuro urządziła w stylu takim, że czad
normalnie i bambo na skwerku. Ty na pewno tam sobie niezłego lola
zrobiłeś, bo dałeś pewnie jakiemuś murzynowi biuro urządzić. Obczajaj
temat, ja będę twoją asystentką. Jak ktoś wejdzie, to ja przywitam i
wtedy cię zawołam, co? Dobra? Okejka?
Nas Jazzowski – Niech będzie.
Weronika Passent – A kiedy pójdziemy postrzelać z mojego łuku Honda, bo ja chcę, dobra?
Nas Jazzowski – Pójdziemy na pewno dzisiaj, ale na razie mamy zaproszenie do prezydenta Castro.
Weronika Passent – Nas, nie lubię jak kłamiesz.
Nas Jazzowski – Co? Dlaczego?
Weronika Passent – Przecież
wiem, że prezydentem jest teraz pan Duda. To nie jest mój wujek, ale
pan Bronek też moim wujkiem nie był, bo on zabijał zwierzątka i mi tak
smutno było. Dlatego dla mnie on zawsze był panem Bronkiem i dobrze, że
go wyrzucili, bo ten nowy do zwierzątek nie strzela i w Krakowie mówią,
że jest chyba wporzo.
Nas Jazzowski – Nie, nie. Chodzi o prezydenta EWF. Felipe Castro zaprasza nas do siebie.
Weronika Passent – A to spoko. Pójdziemy. Czy on ma żonę?
Nas Jazzowski – Tak.
Weronika Passent – To on cię kseruje, bo ty też masz żonę.
Nas Jazzowski – Ale nie poślubił jej po buddyjsku.
Weronika Passent – Tylko by spróbował! Romek Kuń by go pozwał za łamanie praw autorskich!
(Skoro spoko, to wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Nas Jazzowski i Weronika Passent są jak zawsze czarujący.
Tony Hogański – Muszę się zgodzić. Szczególnie pani Weronika jest niepowtarzalna.
Jan Kowalski – To prawdziwa ozdoba EWF.
Tony Hogański – Tak.
Jan Kowalski – No i dotarliśmy do kolejnej walki.
Tony Hogański – Nareszcie.
Walka o EWF D-Evolution titles shot
Elimination match
PepsiBosman vs Don Camillo vs MaxiMasterMistrz vs Franz
Rozbrzmiewa
„Witajcie w naszej bajce” i przy dźwiękach tej melodii na rampie
pojawia się MaxiMasterMistrz. Co ciekawe, wita go nawet coś na kształt
umiarkowanego cheeru, który sprawia, że Triple M dziarsko podąża w
stronę ringu i bez większych problemów dociera w obręb lin.
Pitbull i „Back In time” – to
zapowiedź pojawienia się Don Camillo. Wrestler bez większego
zainteresowania rozgląda po wypełnionych ludźmi sektorach, zapala
cygaro i nieśpiesznie podąża w stronę kwadratowego pierścienia.
Widzowie zostają olani, a ich niechęć – zignorowana. Don wkracza na
matę i spokojnie rozpina marynarkę, szykując się do walki.
Kolejnym zawodnikiem, który
melduje się na arenie jest PepsiBosman, który na ring wychodzi przy
rytmach Pepsi Themu. Publiczność okazuje mu swego rodzaju sympatię, ale
zbyt wielka euforia to to nie jest.
Jako ostatni na rampie pojawia
się Franz, który to w rytmie piosenki „Praca Spawacza mnie przeistacza”
autorstwa T-Raperów znad Wisły. Tradycyjnie, pierwszy spawacz w
historii Extreme Wrestling Federation zmierza na ring patrząc w niebo i
prowadząc dyskusję ze swoim tragicznie zmarłym bratem.
Jan Kowalski – Zwycięzca tej walki otrzyma EWF Daemusin i EWF Evolution title shot.
Tony Hogański – Na następnej gali?
Jan Kowalski – Nie, na Wrestlepaloozie CXXIX. Podobnie jak Vaclav EWF World title shot.
Tony Hogański – Jak
można tak po prostu przyznać szansę walki o najważniejszy pas w
federacji temu mrocznemu gwałcicielowi kosodrzewiny? Czy ty wiesz do
czego on jest zdolny?
Jan Kowalski – Vaclav nie bierze udziału w tej walce, więc skupmy się na niej, a nie na nim.
Tony Hogański – Masz
rację. Nie jestem przecież takim frustratem by gadać bez przerwy o tym
lisojebie z Sherwood. On tyle zwierząt w tej puszczy skrzywdził.
Jak to mówią - czas to pieniądz, a skoro wszyscy są już w ringu, to nie
ma co się pierdzielić i trzeba zaczynać. Raz, raz i po bólu. Shaman,
który jest arbitrem dzisiejszego pojedynku, nakazuje uderzyć w gong, a
zawodnicy niemal natychmiast rzucają się na wcześniej upatrzone przez
siebie cele. Najbardziej rozsierdzony z całego towarzystwa Maxi Master
Mistrz błyskawicznie doskakuje do PepsiBosmana i zaczyna wymierzać mu
prosto w twarz soczyste punche. Wielbiciel Pepsi jest odrobinę
zaskoczony tą zaciekłością, ale po przyjęciu kilku pierwszych ciosów na
machę trzeźwieje i zaczyna oddawać. Oddaje na tyle skutecznie, że po
chwili uzyskuje nawet przewagę, spycha swojego przeciwnika do narożnika
i wbija go w niego potężnym Clotheslinem. W tym samym czasie Don
Camillo i Franz także się biją, wcale nie poszli na piwo. Po
początkowym zwarciu, w którym przewagę uzyskał silniejszy fizycznie
mafiozo, przewraca on pierwszego w historii EWF spawacza na ziemię,
wymierza kopa w żebra, bierze rozbieg, odbija się od lin i ląduje na
swoim oponencie z potężnym Elbow Dropem. Oczywiście, do pinu nie
przechodzi, bo kto to widział pinować po Elbow Dropie? Trzeba dobić.
Włoch natychmiast to czyni, bez zbędnej zwłoki wchodzi na narożnik i
skacze na oponenta z Frog Splashem! Nie! Franz w ostatniej chwili unika
tego niezwykle groźnego ciosu, przetacza się na bok, wstaje... i
przyjmuje zupełnie niespodziewanego Pepsi Boota [Bicykle Kick] od
PepsiBosmana, który natychmiast przechodzi do pinu...1....2.... przerywa Maxi Master i Mistrz też!
Tony Hogański – Niezrozumiała sytuacja. Dlaczego przerwał?
Jan Kowalski – To Franz. On ma waleczne serce.
Tony Hogański – Skąd wiesz?
Jan Kowalski – Tak twierdzi. Nie widziałeś jego tatuażu z dinozaurem?
Tony Hogański – Nie.
Wielbiciel Pepsi zupełnie nie rozumie zachowania 3M, bo w końcu jest to
Elimination Match, to co mu zależy na życiu Franza? Dziwna to sytuacja,
ale przecież w EWF co krok spotykamy masę dziwnych zawodników, którzy
mają jeszcze dziwniejsze pomysły. Nie jesteśmy kardynałem Dziwiszem by
się temu wszystkiemu dziwić. Nie tak nas wychowano.Bosman chce się
chyba tego dowiedzieć, bowiem ze zdziwionym wyrazem twarzy obraca
się... i tym razem to on wyrywa Master Kicka [Punt] ze strony Maxiego! Pin....1.....2....
Potrójny-M widocznie wkurwiony wymierza swojemu przeciwnikowi kilka
soczystych stompów na żebra, po czym dynamicznie wskakuje na najwyższą
linę i skacze z niej z Maxi Splash [Frog Splashem]. Pech jednak chce,
że jakimś cudem, jeszcze w początkowej fazie lotu zostaje on
przechwycony przez Don Camillo, który to unosi go na ramionach i
wykonuje zupełnie zaskoczonemu przeciwnikowi Go To Sleep! Pin....1....2....3! (Maxi Master Mistrz zostaje wyeliminowany!)
Tony Hogański – Wracając do Franza. Zainteresował mnie jego tatuaż z dinozaurem. Powiedz mi Janku, czy to stegozaur?
Jan Kowalski – Nie wiem, nie sprawdzałem.
Tony Hogański – Szkoda, to ciekawy młodzian. Spawacz, żużlowiec, stracił brata w sposób tragiczny, a do tego ma tatuaż z dinozaurem.
Jan Kowalski – Materiał na wielką gwiazdę?
Tony Hogański – Jak na razie główny konkurent SeBy.
Neapolitańczyk uznaje przy tym chyba, że biedny Maxi już się w ringu
nie przyda, tak więc kilkoma dodatkowymi kopnięciami wytacza go poza
pierścień, po czym przechodzi do dalszej walki. Jego przeciwnicy, już
odrobinę doszli do siebie, ale nadal są na klęczkach i dopiero się
podnoszą. Włoch patrzy na nich przez chwilę i podejmuje szybką decyzję,
o ataku na Franza. Odbija się od lin i potężnym Clotheslinem przerzuca
poddźwigującego się z ziemi rywala ponad linami! Chociaż nasz ukochany
spawacz nie został wyeliminowany zupełnie, to mimo wszystko na pewien
czas mamy go z głowy. Teraz na ringu są tylko Don Camillo i
PepsiBosman. Zawodnicy przez dłuższą chwilę przyglądają się sobie,
potem zaczynają wokół siebie krążyć i kiedy już ma dojść do zwarcia...
zatrzymują się. Członek neapolitańskiej mafii pokazuje swojemu
przeciwnikowi na leżącego poza ringiem Franza i sugeruje chyba jego
dobicie. PepsiBosman przez chwilę się waha, ale w końcu przeskakuje
przez liny, chwyta biednego spawacza za łeb i wrzuca go do ringu. W
pierścieniu natomiast, Franz po raz kolejny zostaje złapany za łeb i
podniesiony do góry przez Don Camillo, który za swoją pseudouczynność
zostaje ukarany kopem w podbrzusze! Miało być dwóch na jednego, ale
chyba coś nie wyszło. Mr. Speedway natychmiast chwyta zgiętego wpół
oponenta i wykonuje mu soczyste DDT! Pin...1...2...kick out!
W międzyczasie, PepsiBosman korzystając z okazji, iż Franz zajęty jest
pinowaniem jego niedoszłego sojusznika, wślizguje się na ring, odbija
się od lin i atakuje byłego żużlowca Pepsi Boot [Bicykle Kick]! Jednak
nie! W ostatniej chwili Franz robi unik, łapie zakręconego przeciwnika
i serwuje mu zabójczy i niszczący wszystko Dźwiękotłok [Go To Sleep]!
Ten cios ma nie tylko wspaniałą nazwę, ale robi jeszcze wiele huku! Pin...1.....2....3! (PepsiBosman zostaje wyeliminowany!)
Tony Hogański – Pepsi nie ma dzisiaj szczęścia. Czy wśród naszych sponsorów znajduje się Coca-Cola?
Jan Kowalski – Chyba nie.
Tony Hogański – Ciekawe, co by było jakby naszym strategicznym sponsorem była Coca-Cola. Trzeba by było przerobić Bosmana na coś innego?
Jan Kowalski – To pytanie do naszego działu prawnego i samego zainteresowania.
Tony Hogański – Po
tym jak się dowiedziałem, że Karl Daniels szefuje komórką wyszukiwania
talentów, to nie zdziwię się jeśli głównym księgowym został Great
Barri, a na czele działu prawnego stoi ten marksista Jimmy Hendrixon.
Jan Kowalski – Dementuje. To wszystko nieprawda.
Na ringu pozostali już tylko triumfujący swoją ostatnią eliminację
Franz, i powoli powracający do żywych Don Camillo. Zawodnicy zaczynają
wokół siebie krążyć, podekscytowana publiczność zaczyna wykrzykiwać
ksywki swoich faworytów, sytuacja ta utrzymuje się przez pewien czas,
aż w końcu dochodzi do zwarcia. Wrestlerzy szarpią się trochę, raz
przewagę uzyskuje Franz, raz Don Camillo, siłowanie to jest bardzo
wyrównane, ale ostatecznie zwycięsko wychodzi z niego włoski mafiozo.
Dynamicznym ruchem odpycha on swojego oponenta na liny, po czym serwuje
Superkicka i nim jego rywal ostatecznie upada, łapie go w pozycji do
Turnbuckle Powerbomb i z całej siły przypierdala nim o liny! Pin...1...2...2,999...shoulder up!
Don Camillo nie może uwierzyć, że nie udało mu się zwyciężyć. Jest
przekonany, że wszystko jest winą biednego Shamana i do właśnie do
niego rzuca się z pretensjami. Shaman jednak, jak to Shaman, rozkłada
ramiona i argumentuje, że wszystko zrobił na 150%. No nic, mafiozo w
końcu odpuszcza i póki jeszcze Franz nie okazuje oznak życia, bierze
rozbieg, wskakuje na najwyższą linę i wykonuje Springboard Moonsault! A
jednak nie! Franz w ostatniej chwili przetacza się na bok, a Włoch z
wielkim impetem uderza kolanami o matę ringu.
Jan Kowalski – Kto wygra? Kto zdobędzie szansę walki o EWF Daemusin i EWF Evolution titles?
Tony Hogański – Czy ten pas jest już oficjalnie EWF D-Evolution title?
Jan Kowalski – Można w skrócie używać takiego określenia, ale oficjalnie były, są i nadal będą to dwa pasy.
Tony Hogański – EWF lubi komplikować sobie życie.
Publika się raduje, podekscytowany Shaman klaszcze, a obaj zawodnicy
dłuższą chwilę nie podnoszą się z maty. Kiedy w końcu zaczynają to
robić, szybszy okazuje się Franz, który to chwyta od tyłu swojego
oponenta i próbuje go podźwignąć, ale ten stawia zawzięty opór -
wymierza Franzowi jeden cios łokciem w twarz, drugi cios łokciem w
twarz, trzeci, czwarty, aż w końcu spawacz rezygnuje ze swoich
dotychczasowych zamiarów, odbija się od lin i atakuje obracającego się
przeciwnika Flying Elbow. Pin...1...2....kick out!
Posiadacz tragicznie zmarłego brata nie spuszcza z tonu, tym razem bez
większego trudu podnosi swojego przeciwnika i serwuje mu German Suplex…
Jeden! Drugi! Trzeci! Pin...1...2...2,999...shoulder up!
Tym razem to Franz nie dowierza swojemu pechowi, ale nadal nie
odpuszcza, bierze kilka głębszych oddechów, tauntuje przez dłuższą
chwilę, po czym po raz trzeci podnosi swojego przeciwnika i serwuje mu
Dźwiękotłok [Go To Sleep]! Nie! Don Camillo w ostatniej chwili
ześlizguje się z ramion swojego przeciwnika i z zaskoczenia
przypierdala mu Pele Kickiem w tył głowy! Włoch ostatkiem sił kładzie
rękę na klatce piersiowej swojego przeciwnika. Pin....1.....2.....kick out! Po
raz kolejny nic z tego, ale tym razem przynajmniej nie ma żadnych
protestów, bo wrestlerzy ewidentnie nie mają już na nie siły. Po pewnym
okresie odpoczynku, obaj podnoszą się z maty i na miękkich nogach
zaczynają zmierzać w swoim kierunku, po czym rozpoczynają wymianę
ciosów - Franz! Don Camillo! Franz! Don Camillo! Don Camillo! Don
Camillo! Włoch natychmiast postanawia wykorzystać uzyskaną przewagę
jakimś poważniejszym ciosem, kopie więc swojego przeciwnika w
podbrzusze, ostatkiem sił popycha go na liny, pochyla się aby złapać go
na plecy.... i niespodziewanie zostaje skontrowany do Sunset Flipa! Pin.......1............2.........3! (Zwycięzcą jest: Franz!)
Jan Kowalski – Koniec!
Tony Hogański – Brawa!
Franz pada na kolana i unosi ręce w górę, pozdrawiając swojego
Tragicznie Zmarłego Brata, który gdzieś tam z oddali patrzy cały czas
na niego i go wspiera. Ktoś rzuca Franzowi flagę znienawidzonego
Maroka, a ten wyciera sobie nią tyłek i z pogardą rzuca na zwłoki Don
Camilla. Przy rytmach swojego themu opuszcza ring, a publiczność żegna
go bez entuzjazmu, bo nikt nie lubi socjalistów.
Jan Kowalski – Poznaliśmy pretendenta do EWF D-Evolution title.
Tony Hogański – Tak.
Ciekawe, co będzie jeśli w Ladder matchu nie będzie rozstrzygnięcia i
zarówno SeBa jak i Żubr zachowają swoje pasy. Z kim walczyć będzie
pretendent?
Jan Kowalski – Prezydent Castro zapowiedział, że zwycięzca może być tylko jeden.
Tony Hogański – Prezydent Castro wiele gadał, ale mało robił. Bez pomocy dzikich murzyńskich hord, to on władzy by nie zdobył.
(Trafiamy w samo centrum
hordy, ale nie murzyńskiej, wprost przeciwnie - bardzo patriotycznej
hordy. Tak, jest to szatnia Żubra, w której znajdują się, oprócz
wspomnianego już Żubra także Michał, Andrzej, Mia oraz EWF Evolution
title.)
Mia – No i Żubrze... co w sprawie zemsty za Afrykę?
Andrzej – Się zrobi.
Michał – Będzie zemsta jak ta lala.
Andrzej – Zemsta z rana jak śmietana. Tylko u nas wieczór, ale to szczegół.
Mia – Chciałabym usłyszeć jakieś konkrety wreszcie. Kiedy, gdzie, jak, na kim... czy szybko?
Żubr – Nie martw się. Wszyscy winni poniosą zasłużoną karę. Pytanie czy ty jesteś na to gotowa?
Mia – Ja?
Żubr – Tak
ty. Trochę natrętna się robisz, a współpracujesz w pewien sposób z nami. Zachęcasz nas do zemsty,
chcesz naszego wsparcia, ale co ty zrobisz dla nas? Dla naszej idei?
Mia – Jakiej idei?
Żubr – Jak to jakiej? Idei Romana Dmowskiego! Wielkiej idei Narodowej Demokracji! Idei Obozu Wielkiej Polski!
Mia (jej mina świadczy o tym, że nie ma pojęcia o co chodzi) – Tak... No cóż....
Żubr – Widzisz? Ty po prostu chcesz pomocy i tyle, a sama w zamian nic dać nie chcesz. To samolubny sposób myślenia.
Mia – Co mogę zrobić?
Żubr – Sama musisz to wymyślić. Pracuj nad polskim patriotyzmem, a my popracujemy nad zemstą. Zgoda?
Mia – Rozumiem, że bez mojego wsparcia polskiej idei patriotyzmu, pomocy od was nie będzie?
Andrzej – Coś za coś. Tak działa życie.
Michał – Nie łódź się, że ci pomożemy, jeśli ty nie pomożesz nam.
Mia – Nie łódź się? Co to znaczy? Moja polszczyzna nie jest perfekcyjna.
Żubr – Don't boat yourself.
Mia – Aha. W takim razie zgoda.
(W takim razie wracamy do komentatorów.)
Jan Kowalski – Znowu ta zemsta! Dlaczego wszyscy chcą się mścić?
Tony Hogański – Za krzywdy! Tego nie można tak zostawić.
Jan Kowalski – To wszystko jakaś katastrofalna pomyłka. Jestem pewien, że Felipe Castro miał szczere intencje.
Tony Hogański – W nim nie ma ani grama szczerości.
(Znajdujemy się na zapleczu.
Tu w japońskiej szatni siedzi Yoshihito Nabeshima. Dlaczego szatnia
jest japońska? Bo ozdobiona jest w różnego rodzaju japońskie
kaligrafie, drewniane dzieła sztuki i wygląda jakby żywcem została
przeniesiona z epoki Heian. Jak już wspomniano na specjalnej macie
siedzi książę Nabeshima w tradycyjnym stroju japońskim. Na ścianie
znajdującej się tuż przed nim umieszczono materiał z tradycyjnie
namalowanym japońskim smokiem. Były EWF Tag Team Champion duma nad nim.)
Yoshihito Nabeshima – Smoki...
(Koniec materiału filmowego. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Smoki...
Jan Kowalski – Smoki...
(Smoczych tematów nie
będziemy kontynuować. Nie ma zresztą po co, bo smoka w EWF raczej w
najbliższym czasie nie spotkamy. Spotkamy natomiast Dagmarę Zielińską,
która od niedawna funkcjonuje w federacji jako koordynatorka służb
sprzątających. Właśnie wydaje polecenia sprzątaczkom z firm
zewnętrznych, gdy na korytarzu pojawia się Vaclav z butelką Perły w
ręku.)
Vaclav – Hola señorita!
Dagmara Zielińska – To do mnie?
Vaclav – Może stara już trochę jesteś, ale dla mnie nadal jara. Chcesz bym pozostawił ci moją spuściznę?
Dagmara Zielińska – No wiesz co... w 2004 zachowywałeś się zupełnie inaczej.
Vaclav – W
2004? Kiedy to było? Popatrz na EWF, kto rządzi tym wszystkim? Kto
zrobił z ciebie naczelną sprzątaczkę? Felipe Castro, nasz umiłowany
prezydent. A kto jest jego prawa ręką? Co ja mówię, kto owinął sobie go
wokół palca? No kto? Ja! (Wskazuje butelką piwa na swą własną personę.)
Czyje jest więc EWF? Moje! Naprawdę powiadam ci Dagma, zaczyna się tu
nowa era, zupełnie nowa epoka. Eliminujemy z EWF zgrzybiałych dziadów i
zastępujemy ich zdrowym mięśniem piwnym, czyli mną.
Dagmara Zielińska – Dlatego World title shot dostaje Bane, a ty walczysz już za chwilę? W trzeciej walce wieczoru?
Mecenas Ekstremy chwyta Petruellę za gardło i brutalnie przyciska do ściany.
Vaclav – Lepiej mądrze milczeć Dagma niż głupio gadać, wiesz?
Szybko puszcza ją, a biedna Dagmara próbuje złapać oddech.
Vaclav – Dla
tych, którzy nie słyszeli... na Wrestlepaloozie XXIX to właśnie ja
otrzymam EWF World title shot. W dupie mam to czy walczyć będę z
SR-Crazy'm czy z Bane'm. Ważne jest by pas ten trafił wreszcie w
godziwe ręce, w moje ręce.
Dagmara Zielińska – Kied...
Vaclav (przerywa jej) – Spierdalaj stąd. To nie wywiad!
Wyraźnie przestraszona Petruella ewakuuje się w bezpieczne miejsce, czyli poza zasięg kamery.
Vaclav – Zapomniałem jej powiedzieć by dała mi namiary na Esmeraldę. To byłaby perła w koronie mych gwałtów. (Uśmiecha się do siebie.) Wracając do Perły. Trzeba ją w mordę lać.
(Trzeba wracać do komentatorów.)
Tony Hogański – Mam dość tej ludzkiej świni. Czas wreszcie by ktoś usunął go z EWF.
Jan Kowalski – Czy ci się to podoba czy nie, Vaclav jest jedną z największych gwiazd współczesnego polskiego wrestlingu.
Tony Hogański – On nie jest żadną gwiazdą. To owoc romansu Hitlera z kozą.
Jan Kowalski – Jesteś niesprawiedliwy. Vaclav ma swój specyficzny styl, ale nikogo nie krzywdzi.
Tony Hogański (autentycznie oburzony) – Jak to nikogo nie krzywdzi? Jest dzieciorobem, zabójcą świń, desakralizatorem miejsc pamięci i zjadaczem świętych zwierząt!
(Znajdujemy
się w centrum dowodzenia GRU, a formacją tą od jakiegoś czasu kieruje
nie kto inny jak Berenika Martinez. Rzadko tu zaglądamy, ale tym razem
zrobimy wyjątek. Adoptowana córka Esmeraldy przesłuchuje właśnie trójkę
czarnoskórych. Czyżby murzyni Jazzowskiego coś przeskrobali?)
Berenika Martinez – Na
Kwietniowej Anarchii VII, w czasie operacji „Przybywamy w pokoju",
należeliście do najaktywniejszych bojowników Boko Haram. Tym samym
przyczyniliście się do przejęcia władzy w federacji przez Felipe Castro
i zaprowadzenia tu rządów sprawiedliwości.
Członkowie Boko Haram kiwają głowami z murzyńską dumą.
Berenika Martinez – Prezydent
Castro postanowił osobiście, że powinniśmy was wynagrodzić. Chcemy
wykorzystać wasze zdolności. GRU znajduje się obecnie w fazie
transformacji i przebudowy. Potrzebujemy tu takich silnych ludzi jak
wy. Zwróciliśmy się więc do Nasa Jazzowskiego by zechciał przekazać was
nam. Czy jesteście zainteresowani pracą dla EWF?
Murzyn#1 – Pan Jazzowski się zgadza?
Murzyn#2 (zaniepokojony) – A pani Weronika?
Berenika Martinez – Wszyscy się zgadzają.
Murzyn#3 – Bo my teraz mamy ważny projekt w Warszawie. Budujemy nową siedzibę dla jaśnie państwa i koszary dla nas.
Berenika Martinez – Służba dla EWF także jest ważna i zaszczytna. Nas Jazzowski doskonale to rozumie i poleca wam przejść do nas.
Murzyni (kolektywnie) – Tak? W takim razie zgadzamy się.
Berenika Martinez – Doskonale. (Spogląda w swoje służbowe notatki.) Funkcjonariuszu
Oli, funkcjonariuszu Sade i funkcjonariuszu Be. Witamy w EWF. Pomożecie
nam budować różnorodność w federacji, a przede wszystkim wesprzecie nas
w aspektach związanych z bezpieczeństwem. Witamy w EWF!
Murzyni (chórem) – Hura!
Berenika Martinez – Już
wkrótce wyruszycie na swój pierwszy patrol. Funkcjonariusz dyżurny wyda
wam umundurowanie i sprzęt. To wszystko. W imieniu prezydenta EWF i
swoim życzę wam dużo szczęścia.
(Murzyniątka wydają się być autentycznie szczęśliwe. Wracajmy na ring.)
Tony Hogański – No nie no, murzynów do GRU przyjmują? Poszaleli?
Jan Kowalski – Za czasów Game'a w GRU mieliśmy japońską kolonię.
Tony Hogański – Niby tak, ale on był trochę stuknięty. Japończycy przynajmniej mają high-tech, a co ma Nigeria? (Janek chce coś powiedzieć, ale Toster nie pozwala mu.) Zamilcz Janku. Twoje milczenie jest tu kluczowe. Nigeria niczego nie ma, nie broń ich. Ma
tylko 182 miliony głodnych murzynów, którzy chcą się nam wpierdolić w
naszą cywilizację i zgarnąć ją za darmo. U siebie niczego nie potrafili
zbudować, to teraz mnożą się i pakują tam gdzie ich nie proszą.
(Znajdujemy się w
pomieszczeniu ciemnym jak Nigeria. Oznacza to, że niczego tu nie widać,
panuje po prostu ciemność. Słychać natomiast głosy.)
Męski głos#1 – Tak dalej być nie może!
Kobiecy głos#1 – Chcą nas upokorzyć!
Męski głos#2 – Musimy stawić opór. Nie możemy pozwolić by EWF zostało zniszczone przez okupanta.
Męski głos#3 – Bo to są prawdziwi okupanci.
Kobiecy głos#1 – Zdobyli
podstępem i siłą władzę nad EWF. Ten Castro i jego zwolennice, te
Vaclavy, te Jazzowsie, Kowalskie, Rokossowskie, ci zdrajcy naszej
ojczyzny, zdrajcy EWF. Ich trzeba stąd przepędzić.
Męski głos#1 – Ja znałem Feliksa Castro. On by tego nie poparł.
Kobiecy głos#2 – Trzeba ich obalić i przywrócić dawną władzę.
Męski głos#3 – Władzę
Kravena, Szakala, Esmeraldy i Game'a? O nie, nigdy więcej. Oni mieli
czas, mieli swoje szanse. Czas wreszcie by władza w federacji trafiła w
ręce ludu.
Męski głos#4– Tylko kto jest tym ludem?
Męski głos#2 – My!
To my jesteśmy ludem! Władza należy nam, nikomu innemu! To my jak te
mrówki pracowaliśmy dla dobra EWF. Nie było nas na pierwszych stronach
gazet, nie przeprowadzano wywiadów, nie zajmowaliśmy eksponowanych
stanowisk, ale to my byliśmy kluczem do funkcjonowania EWF. Władza
powinna trafić w ręce nasze i fanów. Kibice powinni zyskać realny wpływ
na wybór kierownictwa. Władza w nasze i ich ręce. Tylko w ten sposób
rozwiążemy problem nieustannego konfliktu na górze.
Męski głos#1 – Ja znałem Feliksa Castro. Może problem trzeba rozwiązać tak jak rozwiązano jego problem?
Zapada cisza.
Kobiecy głos#2 – Na początek Kraven i Felipe Castro.
Męski głos#4 – Ich zejście ze sceny dziejów polskiego wrestlingu wywoła anarchię.
Kobiecy głos#1 – Zupełnie jak w 2002 roku.
Męski głos#2 – A wtedy lud sięgnie po władzę!
Kobiecy głos#2 – ... i zapanują wolność i pokój!
Męski głos#1 – Dobrze, koniec zebrania ruchu powszechnego oporu.
(Jak koniec to koniec. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Kolejny gracz na scenie walki o władzę? Jakiś tajemniczy spisek na zapleczu?
Tony Hogański – To
pewnie kelnerzy, oni są w Polsce wszechwładni, coś jak jakiś tajny
zakon. Tylko kolejnego spisku nam brakuje. Wyrżniemy się wszyscy na raz
i powróci Tony Krock,
który odbuduje mityczne PCW, w którym Snake będzie grał na harfie
niczym święty.
Jan Kowalski – Krążą plotki, że Snake zginął w Smoleńsku.
Tony Hogański – Chyba jeśli wlazł przypadkiem do luku bagażowego, bo nie mogę sobie wyobrazić w jakim charakterze mogli go tam zabrać.
Jan Kowalski – Patrząc jednak po latach, to trzeba przyznać, że to był dobry wrestler.
Tony Hogański – Tak, nikt mu nie odbiera umiejętności.
(Czas na wyjazd poza obręb
hali. Znajdujemy się na pokładzie pewnego BMW, które podobno należy do
Bidama, a obecnie zabawia się nim Bane, który chyba postanowił wybrać
się na przejażdżkę po mieście. Syn Anarchii rozmawia z kimś przez
telefon.)
Bane – Całkiem
lekko się prowadzi, mówię ci. Też bym takie kupił, ale skoro Bidam ma,
to po co mi? Powiedzą, że kseruję. Mogę załatwić sobie coś lepszego, a
co, stać mnie. Jasne. (Chwila przerwy.) Powiedz mi tylko jak moje proma. (Pauza.) Aha,
ponad milion wyświetleń? Trzeba budować zainteresowanie, nie ma co.
Większość emerytów tutaj żyje jeszcze w roku 2002, takie to dziadostwo,
oni nie wiedzą, co to nowoczesne technologie, media społecznościowe i
takie tam. Dobra robota, tak się buduje swoją markę. No to część, bo
już wróciłem.
Faktycznie, jesteśmy znowu na
parkingu, na którym Bane wjeżdża z niezłą szybkością. Z gracją i
wyraźną wprawą parkuje tuż obok śmietnika, w który jakiś czas temu
wjechał Bidam. Syn Anarchii wysiada z samochodu i kieruje swe kroki w
stronę hali.
Bane – A tak się właśnie parkuje.
(Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Dzisiejsza walka wieczoru zapowiada się pysznie. Bane zrobi w EWF zawrotną karierę.
Tony Hogański – Już robi.
Jan Kowalski – Przypomina mi trochę młodego Scythera.
Tony Hogański – A mi nie. Durne porównania, Scy to Scy, Bane to Bane, każdy ma swój styl. W EWF nic się nie powtarza.
Jan Kowalski – A nieustanne walki o władzę?
Tony Hogański – To
nie jest powtórka, lecz wieczny proces, którego nikt nie umie
zakończyć. Ciągnie się to od usunięcia Felka Castro, który jako jedyny
był w 100% panem przyrodzonym na EWF. Takim naszym legitymistycznym
władcą. Wszystko inne to dzieci rewolucji, przewrotów, puczów, walk na
górze. Nikt nie jest Felkiem, więc nikt nie może rządzić wiecznie.
Jan Kowalski – Monarchistyczna teoria.
Tony Hogański – Tak.
(Znajdujemy się w kwaterze
głównej Armii Prus Wschodnich. Tutaj nic się nie zmieniło, powiewają
pruskie flagi, na ścianach wiszą portrety SeBy, a na środku
pomieszczenia króluje sztabowy stół operacyjny, przy którym stoi
feldmarszałek SeBa z EWF Daemusin title na ramieniu. Jest tu też Mati
oraz związany Josh Brennan.)
Mati – Panie feldmarszałku, co zrobimy z jeńcem?
SeBa – Konwencje genewskie nakazują nam go dobrze traktować.
Mati – Armia Prus Wschodnich nie musi patrzeć na żadne bzdurne konwencje! Szczególnie te genewskie!
SeBa – Co ty gadasz ziomek? Jesteśmy cywilizowana armią, a nie żadną swołoczą bolszewicką.
Josh Brennan – Wypuście mnie!
SeBa – Chciałem
powiększyć naszą armię, dałem gościowi szansę, złapałem go, pozwoliłem
walczyć, a on nic! Przegrał i jeszcze chce wolności. Czy on nie wie, że
właśnie w Prusach Wschodnich, w królestwie korwinizmu będzie prawdziwie
wolny?
Josh Brennan – Agresorzy!
Feldmarszałek spogląda na niego groźnie.
SeBa – Ziomek-więzień ma milczeć! Nie chcesz po dobroci, to będziesz jeńcem na wieki.
Mati – W łańcuchach poprowadzimy cię do samusieńkich Prus Wschodnich!
SeBa – W kajdanach!
Josh Brennan – Nie!
SeBa – Tak!
Mati – Jawohl! Natürlich!
Josh Brennan (przerażony) – O nie! Niemcy!
SeBa – Co ty gadasz ziomek? (Przeprowadza rozpoznanie taktyczne głową, to jest rozgląda się po kwaterze głównej.) Jacy Niemcy? Gdzie? Mati! Na pozycje bojowe! Szykuje się atak germańskich najeźdźców!
Mati – Panie feldmarszałku. To nie tak.
SeBa – Spoko Mati. Jesteśmy przygotowani do walki?
Mati – Z najeźdźcami?
SeBa – Z Żubrem gamoniu!
Mati – Tak, pas już wypolerowany!
Kwatermistrz wskazuje na leżący na ramieniu SeBy EWF Daemusin title, który cudownie się błyszczy.
Mati – Wypastowałem go pastą z Królewca. Przedwojenną!
SeBa – Dlatego pewnie tak śmierdzi ziom. Ale błyszczy się pięknie! Trzeba go obronić!
Mati – Trzeba!
SeBa (do Irlandczyka) – Ej ziomek, krzycz też!
Josh Brennan – Trzeba!
Mati – Trzeba zdobyć EWF Evolution title!
Mati i Josh Brennan (chórem) – Trzeba!
SeBa – Niech nam król Korwin dopomoże! Zobaczmy teraz może film motywacyjny z królem.
Kuzyn feldmarszałka uruchamia pilotem telewizor, na którym wyświetla się dostojna twarz Janusza Korwina-Mikkego.
Janusz Korwin-Mikke – Obecnie hodujemy hordy tchórzy i donosicieli! Skurwione społeczeństwo skurwieli!
SeBa (unosi dłonie) – O królu! Więcej wiedzy!
Janusz Korwin-Mikke – Paleontologowie
nie muszą już poszukiwać słynnego „ogniwa łączącego”, od którego
rzekomo wywodzą się i ludzie, i obecne małpy człekokształtne. Tym
ogniwem jest po prostu socjalista – to on ma te obydwa geny małpie.
SeBa – O wielki królu! Dziękujemy ci za twoją mądrość! Więcej!
Josh Brennan – Tak! Więcej! Przejrzałem! Przejrzałem na oczy! Spłynęło na mnie światło liberalnej wiary! Jestem kucem! Metamorfoza zakończona!
Janusz Korwin-Mikke – Różnica między...
Materiał video z królem
zostaje przerwany! Ktoś przegryzł kabel! To Franz! Z gracją spawacza
przegryzł kabel i przyspawał go do innego, więc na ekranie zamiast
króla Korwina pojawił się król Lenin.
Włodzimierz Lenin – Niezbędna
jest bezzwłoczna nacjonalizacja banków i instytucji ubezpieczeniowych,
jak również ważniejszych gałęzi przemysłu wraz z bezwarunkowym
zniesieniem tajemnicy handlowej i z ustanowieniem stałego nadzoru ze
strony robotników i chłopów nad znikomą garstką kapitalistów bogacących
się na dostawach skarbowych i uchylających od obowiązku składania
sprawozdań i od sprawiedliwego opodatkowania ich zysków i majątków.
SeBa (chwyta się za głowę) – Aaaa! Nacjonalizacja? Co? Takie słowo u nas? W świątyni króla? Kto za to odpowiada?! Kto bluźni? Kto bluźni! Mati? Gdzie jesteś?
Mati – Bluźnierstwo! Bluźnierstwo!
Kamera pokazuje śmiejącego się Franza. W ręku trzyma butelkę Guinnessa, która jakiś czas temu straciła swojego opiekuna.
Franz – Ha-ha-ha! 1-0 dla nas!
SeBa i Mati biegają po
kwaterze głównej w amoku, bo słowa Lenina wywołują w nich rodzaj szoku
poznawczego. Franz podchodzi do Josha Brennana i uwalnia go.
Josh Brennan – Dziękuję wybawco!
Franz – Będziesz mi służył?
Josh Brennan – Tak.
Franz – Pierwsza misja. Biegniesz do Belgii, gdzie będziesz nawijał po belgijsku i rozwalisz wszystkich Marokanów. Zrozumiałeś?
Josh Brennan – Tak jest!
Franz – To do dzieła!
Irlanczyk wybiega z szatni i biegnie do Belgii.
SeBa – Nie daruję ci tego!
Feldmarszałek próbuje
zaatakować Franza swym słynnym ciosem z pruskiego hełmu, ale spawacz
jest szybszy i odskakuje na bok. SeBa rozbija się na podłodze. Słowa
Lenina z materiału filmowego bardzo go ranią. To taki metafizyczny ból.
Franz – Dobrze ci radzę. Odejdź stąd ze swoją liberalną propagandą. Tu nie ma miejsca dla ciebie. EWF nie potrzebuje cię.
SeBa (leżąc na ziemi wygraża mu pięścią) – Nigdy!
Franz – Mógłbym cię teraz zmiażdżyć jak robaka. Aha, jeszcze jedna rada. Ta Cassandra, ona jest moja.
SeBa – Nigdy!
(Spawacz wybucha tylko śmiechem, zrywa z jednej ze ścian wschodniopruską flagę i wychodzi. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – SeBa i Franz. Oni mi się nigdy nie znudzą.
Jan Kowalski – Są wspaniali.
Tony Hogański – Amen.
Jan Kowalski – Wspaniała będzie też nadchodząca walka.
445 Light-Tubes Death match
Vaclav vs Yoshihito Nabeshima vs Polla Kinzler
Zaczyna
grać „Sad Romance” – Thao Nguyena Xanha. Przy tej smutnej muzyce na
arenę wychodzi Yoshihito Nabeshima. Sam nie wygląda na smutnego, raczej
na zadumanego i lekko melancholijnego. Nie ma co się dziwić, specjalnie
przyjemna walka go nie czeka, pokaleczy się z pewnością. Dla
bezpieczeństwa, przed wejściem do pierścienia zakłada stylowe, białe
rękawiczki i czeka na swoich przeciwników.
Następna muzyka to rzecz jasna
„Walk” Pantery, co sprawia, że cała hala wypełnia się wręcz niemożliwym
do opisania heel heatem. Na ring wychodzi najgorsza kreatura
współczesnego polskiego wrestlingu - Vaclav. Mecenas Ekstremy ma
wyraźnie wszystko w dupie, a w siebie wlewa ostatnie krople Perły.
Spokojnie dociera na ring, gdzie spogląda pogardliwie na swojego
japońskiego przeciwnika... po czym zaciąga się flegmą i pluje mu
pod nogi! Nabeshima próbuje na niego ruszyć, ale do akcji w
odpowiedniej chwili wkracza sędzia i przemawia Japończykowi do rozsądku.
Polla Kinzler wkracza na ring
powoli i z godnością, śpiewając swój theme: „Rise Like A Phoenix”.
Reakcja na zawodniczkę jest zróżnicowana: od oklasków i przyjazne
okrzyki, po gwizdy połączone z bluzgami. Pola zachowuje się jednak jak
prawdziwa dama: pozdrawia swoich sympatyków i daje jasno do
zrozumienia, że negatywne wibracje najzwyczajniej w świecie nie mają do
niej dostępu. Uzbrojona w promienny uśmiech dołącza do swoich
przeciwników.
Jan Kowalski – Szykuje się bardzo interesująca walka.
Tony Hogański – To znaczy jaka?
Jan Kowalski – Świetlówki, świetlówki i jeszcze raz świetlówki.
Tony Hogański – Ale co trzeba z nimi robić?
Jan Kowalski – Trzeba krwawić.
Tony Hogański – Dziwny jakiś jesteś. Jak człowiek odpowiedzieć nie możesz.
Jako że wszyscy zawodnicy są już w ringu, świetlówki są wokół niego
odpowiednio rozstawione, tak więc możemy zaczynać. Gong! Początek
walki, w której uczestniczy trzech wrestlerów przeważnie jest taki sam-
wszyscy krążą wokół siebie, tak jak ziemia krąży wokół słońca, potem
dzieje się coś niespodziewanego i nim zdążymy spostrzec każdy bije się
z każdym. Nie tym razem jednak. Tu od samego początku widzimy, że Polla
Kinzler i Yoshihito
Nabeshima nawiązują swego rodzaju milczące porozumienie, prawdopodobnie
ze względu na podobne wrażliwości, i w zwartym szyku zaczynają zmierzać
ku Vaclavowi. Na Mecenasie Extremy zagrożenie to nie sprawia
specjalnego wrażenia, uśmiecha się tylko pod nosem, chwyta dwie stojące
obok świetlówki i wymachując nimi jak jakimiś samurajskimi mieczami,
zaczyna zmierzać w kierunku swoich oponentów. Ci jednak skończonymi
idiotami nie są, na wpierdol czekać przecież nie będą. Dlatego też
podejmują strategiczny manewr, rozchodzą się na boki i atakują ideowego
przeciwnika Patriarchatu Moskiewskiego z dwóch stron. Pech jednak chce,
że o ile Nabeshimie skutecznie udaje się złapać Zjadacza Płodów za
nogi, to biedna Polla dostaje dwoma świetlówkami w łeb i pada
nieprzytomna.
Tony Hogański – Tak upada ideologia gender.
Jan Kowalski – W ramach ISO666 wiedza o gender zostanie też wprowadzona do EWF.
Tony Hogański – Co? To jakiś żart? Bo ja tu sobie żartuję.
Jan Kowalski – Nie, czekają nas wszystkich szkolenia z tolerancji.
Tony Hogański – O Matyldo...
Tymczasem Yoshihito Nabeshima, jak już wspomniano, łapie dawnego lidera
jeszcze dawniejszego ruchu Vacleaux za nogę i próbuje go obalić. Ten
jednak stawia dzielny opór, przy okazji plując z pogardą na głowę
swojego wroga. Szarpanina ta trwa dłuższą chwilę, aż w końcu Vaclav się
wkurwia i z całej siły przypierdala glanem w twarz biednego Księcia,
tak że ten w końcu puszcza uchwyt. W międzyczasie, kiedy Vaclav
brutalnie okopuje Yoshihito
Nabeshimę, powoli do życia zaczyna dochodzić także nasza ukochana Polla
Kinzler. Korzystając z okazji, że w zasięgu jej ręki leżą dwie
świetlówki, chwyta je i z całej pety, od tylca wpycha je Vaclavowi
wiadomo gdzie!!! Zszokowany Mecenas Extremy aż podskakuje z wrażenia,
ale specjalna krzywda mu się nie dzieje, bo bojówki bądź co bądź ma
solidne. Jak już wspomniano, odskakuje tylko na bok, odbija się od lin
i wymierza klęczącej Polli potężnego kopa prosto w szczękę, tak że ta
pada nieprzytomna. Pin....1.....2.... przerywa Yoshihito Nabeshima!
Tony Hogański – Patrz jak pięknie przerwał.
Jan Kowalski – Dobrze, że nie dodałeś na przykład słowa „żółtek", bo nie zdałbyś testu na różnorodność etniczną, jaki odbędzie się po szkoleniach.
Tony Hogański – W dupie mam te wasze szkolenia. Róbcie je sobie z Brukseli.
Jan Kowalski – Nie możemy, nie mówimy po belgijsku.
Tony Hogański (oburzony) – Jeszcze sobie z Franza żartujesz? Z takiego człowieka?
Teraz oto zawodnik, który kiedyś był amerykańskim dziwkarzem, ale po
czasie okazał się japońskim księciem, przechodzi do ofensywy.
Korzystając z okazji, że Vaclav jeszcze nie zdążył się podnieść, pomaga
mu i błyskawicznie wykonuje cztery pod rząd German Suplexy na
porozwalane po ringu odłamki szkła. Jeden! Drugi! Trzeci! Czwarty!
Plecy Mecenasa Extremy po tym zabiegu zaczynają niemiłosiernie krwawić,
tak jakby z tysiąc razy zaciął się przy ich goleniu. Z pewnością po
walce będzie z tego dumny. Teraz jednak, jego sytuacja nie jest godna
pozazdroszczenia. Jego oprawca bowiem podkłada mu pod plecy z dziesięć
świetlówek, układa na nich delikatnie Mecenasa Extremy, po czym sam
wchodzi na narożnik i skacze na swojego przeciwnika z pełnym impetu
Stompem! Jednak nie trafia! W ostatniej chwili Polla Kinzler odciąga
szczerego wielbiciela Pussy Riot i zaczyna tłumaczyć Nabeshimie, że
jego zachowanie jest nadzwyczaj niehumanitarne i nie przystoi osobie o
tak szlachetnych korzeniach. Japończyk jest
oczywiście zdziwiony, duma dłuższą chwilę nad argumentami uczestniczki
Eurowizji... po czym kopie ją w okolice krocza i wykonuje DDT wprost na
wcześniej ułożony stosik świetlówek!!! (EWF! EWF! EWF!) Pin....1....2....2,999....shoulder up!
Jan Kowalski – Niewiele brakowało.
Tony Hogański – Brakowało czy nie brakowało, co za różnica, walka trwa dalej.
Jan Kowalski – Liczy się też duch współzawodnictwa. Próbujemy wprowadzać go do współczesnego EWF.
Tony Hogański – Durni byliście, durni jesteście, durni umrzecie.
Yoshihito
Nabeshima bez wątpienia jest rozczarowany, ale to jeszcze nic
strasznego, oto bowiem czyhający za jego plecami Vaclav w międzyczasie
znalazł gdzieś owinięte świetlówkami krzesło i przypierdala nim prosto
w łeb zaskoczonego księcia! Pin....1....2.... odliczanie się kończy, no bo Vaclav się rozmyślił. Po
co kończyć tak wcześnie? Mecenas Extremy najwidoczniej przypomniał
sobie o konieczności zrewanżowania się za zboczone zachowanie na Polli
Kinzler. Bierze on kilka świetlówek, wsadza je w majtki
zawodniko-zawodniczki, podnosi za fraki do góry i przypierdala jej kopa
w dupę! Jednego! Drugiego! Trzeciego! Biedna Polla aż podskakuje z
wrażenia i można się domyślać, że cokolwiek ma schowane pod bielizną, w
chwili obecnej jest to już nie do zidentyfikowania.
Jan Kowalski – Ojojoj.
Tony Hogański – Nie mam nic do dodania.
Vaclav kopie ją w dupę jeszcze raz na pożegnanie, po czym wyskakuje za
liny i zaczyna szperać pod ringiem w poszukiwaniu jakichś ciekawych
gadżetów. Najpierw wyciąga spod niego drabinę, co jest całkiem normalne
we wrestlingu, szpera jednak dalej i chyba nie znajduje nic
interesującego, bo macha tylko ze zrezygnowaniem ręką i dynamicznym
krokiem udaje się w górę rampy, jakby chciał odpuścić sobie dalszą
walkę. Czy wróci? Kto to może wiedzieć? Tymczasem w ringu do życia
zaczyna powracać Yoshihito
Nabeshima. Japończyk ciężko podnosi się z maty, rozgląda się wokół
siebie i zauważa Pollę Kinzler, która leży sobie nieprzytomna, krwawiąc
obficie z okolic intymnych. Widok ten
wywołuje u Księcia pewien niesmak, ale takiej sytuacji aż żal byłoby
nie wykorzystać. Pochodzi więc do niej, z pewnym trudem unosi do góry i
wykonuje Kira's Valentine [Double Underhook Facebuster] wprost na
leżące nieopodal świetlówki!!! (EWF! EWF! EWF!)
Jan Kowalski – Dobra walka w wykonaniu księcia Nabeshimy.
Tony Hogański – Choć wygląda trochę na smutnego.
Jan Kowalski – Od niego zawsze bije taka jakaś melancholia.
Jaśnie Oświecony Książę Nabeshima z rodu Fujiwarów ma już przechodzić
do pinu, kiedy to na arenie rozlega się dźwięk klaksonu! Wszyscy
obracają wzrok w kierunku góry rampy, z której to na pełnej kurwie
jedzie Vaclav w wózku widłowym, na którego widłach leży kilka
ogromnych, hartowanych szyb i taczka! Mecenas Extremy szybko dojeżdża
do ringu, wyskakuje z pojazdu, bierze do rąk taczkę, rzuca ją do ringu
a ta zupełnie niefortunnie przypierdala w łeb biednemu
Nabeshimie, tak że ten zupełnie traci przytomność! Vaclav się nie
pierdoli, momentalnie wskakuje do kwadratowego pierścienia, pakuje na
taczkę zwłoki ciągle nieprzytomnej Polli Kinzler, wyrzuca je
pomiędzy linami na stojące poza ringiem szyby przy okazji przejeżdżając
po nodze biednemu Yoshihito Nabeshmie! Sam natomiast wchodzi na narożnik i skacze na zwyciężczynię Eurowizji z Vaclav's Answer [Frog Splash]!!! (EWF! EWF! EWF!) Pin....1.......2.....3!! (Zwycięzcą jest: Vaclav!)
Jan Kowalski – No i koniec. Wyjątkowo nie przeklinałeś Vaclava w czasie dzisiejszej walki.
Tony Hogański – On tu był? Zapomniałem o tym chuju.
Jan Kowalski – Tak, był. Tony, pamiętaj o normie ISO666 i przeklinaniu.
Tony Hogański – W
dupie to wszystko mam. Wszyscy czekają na jakiś mój zgryźliwy komentarz
na temat tego paralityka, a ja co? Mam prawo odpocząć. Mam prawo
ignorować go. Mam prawo siedzieć cicho. Jestem Tosterem!
Jan Kowalski – Tak, wiemy to.
Wróg Ludu świętuje po swojemu, to znaczy przy obfitym użyciu Perły.
Naród wspiera go miłością... nie, wcale nie. Naród obrzuca go
najgorszymi wyzwiskami i przesyła mu szczerą nienawiść. Vaclav
odpowiada totalną ignorancją i udaniem się w stronę wyjścia. O reszcie
uczestników tej walki nie ma co wspominać, bo nie dali rady.
Jan Kowalski – Przeszliśmy kolejną walkę. Jeszcze trzy!
Tony Hogański – Nie mogę się doczekać.
(Przenosimy się do szatni Nasa
Jazzowskiego. Widać tu jej właściciela, czyli byłego EWF FTW Champion,
a obecnie Wielkiego Budowniczego, jego wspaniałą małżonkę... i tyle. Co
jeszcze nam do szczęścia potrzebne? W szatni odzywa się specjalny
dzwonek, a to oznacza, że Nas jako prezes Związku Wrestlerów Polskich
ma interesanta w biurze. WAMP momentalnie zrywa się z miejsca.)
Weronika Passent – Nas ja! Ja jestem twoją asystentką! Ja otworzę!
Nas Jazzowski – Dobrze.
Pani Weronika z wielką
radością wkracza do biura prezesa ZWP. Kamera nas tam nie przenosi,
więc podziwiamy Nasa Jazzowskiego z profilu. Po chwili z biura słychać
głos pani Jazzowskiej.
Głos WAMP – Nas! Gulczas do ciebie!
Nas Jazzowski – Kto?
Weronika Passent – No ten co mu gula tak chodzi.
Zaciekawiony Nas wstaje i rusza do biura. Tym razem kamerzysta podąża za nim. Okazuje się, że gościem prezesa jest Ghul.
Nas Jazzowski – Ah Ghul, to ty! Siadaj! Siadaj!
Ghul zajmuje miejsce dla interesanta, a Nas siada za swoim związkowym biurkiem. WAMP stoi, nic nie robi i uśmiecha się z gracją.
Nas Jazzowski – Pani Weroniko! To będzie wszystko.
Weronika Passent – Pani Weroniko? Co tak oficjalnie? Hm? (Myśli chwilę.)
A! Już wiem! Jakiś ty profesjonalny, Nas! Jesteś wspaniały! Zupełnie
jak w Hollywood! To my taki role-playing robimy teraz, co? Spoko szefie.
WAMP chichocząc wychodzi ze związkowego biura.
Nas Jazzowski – Drogi Ghulu. Co mogę dla ciebie zrobić? Co cię do mnie sprowadza?
Ghul – Jesteś prezesem ZWP. Powinieneś więc pomagać innym.
Nas Jazzowski – To prawda. Pomoc innym stawiam sobie za cel. Moją misją jest wspierać maluczkich.
Ghul – Więc pomóż mi, bo mam problem.
Nas Jazzowski – Mianowicie?
Ghul – Straciliśmy kafeterię. To wielki cios.
Nas Jazzowski – Boleje
nad tą stratą, ale tu mam akurat związane ręce! Niczego nie mogę
zrobić. Nasze porozumienie związkowe z EWF nie definiuje w szczegółach
jak powinna wyglądać zakładowa stołówka. Istnienie luksusowej kafeterii
było ukłonem w stronę wrestlerów, ale to się stało dopiero w 2007 roku.
Wcześniej było to normalny bar i teraz podobno wracamy do korzeni.
Przykro mi.
Głos WAMP – Nas! Podać herbatę?
Nas Jazzowski – Nie, nie trzeba!
Głos WAMP – No Nas! Ja już wodę wstawiłam!
Nas Jazzowski – Dobra, niech będzie! (Do Ghula.) O czym to my? Aha, jak już mówiłem, w sprawie kafeterii pomóc nie mogę.
Ghul – To
może w sprawie mojego programu będzie mógł pan prezes pomóc? Chciałbym
go odzyskać. Prezydent Castro nie zwolnił mnie, ale nie pozwala mi
realizować moich wspaniałych pomysłów. Miotam się z kąta w kąt. Nie mam
niczego do roboty! Ja nie mogę tak żyć! Te ręce... (Wskazuje na swoje dłonie.) ... muszą pracować! Rozumiesz?
Do
biura wkracza WAMP. Warto zauważyć, że przebrała się w bardzo
profesjonalny, czarujący i cieszący oko biało-czarny strój typowej
sekretarki. W ręku trzyma tackę, a już po chwili stawia filiżaneczki z
herbatą przed swym mężem i Ghulem.
Weronika Passent – Herbatka dla pana prezesa i jego gościa. Japońska! Dostałam w bonusie do mojego łuku Mitsubishi!
Nas Jazzowski – Dziękujemy. (Do Ghula.) No zobaczę, co da się zrobić. Właśnie wybieramy się do prezydenta Castro. Wstawię się za tobą. Użyję całego swojego autorytetu.
Ghul – Dziękuję. Mam jeszcze jedno pytanie.
Nas Jazzowski – Słucham?
Ghul – Dlaczego Shakira zrobiła globalną karierę, a Natalia Oreiro nie?
Weronika Passent – Lol.
Nas Jazzowski – O kurwa, jakie pytanie.
Ghul – Dlaczego tak jest?
Nas Jazzowski – Szokujące pytanie. Zastanowię się nad nim.
Ghul (dopijając herbatę) – Dziękuję panu prezesowi za poświęcony mi czas.
Były zawodnik PECW opuszcza biuro.
Weronika Passent (wieszając mu się na szyi) – Nas!
Ty naprawdę jesteś blisko ludzkich spraw! Każdemu pomożesz! Nikogo nie
odrzucisz! Ale jazda! Czy skoro jesteś prezesem to ja jestem pierwszą
damą?
Nas Jazzowski – To tak nie funkcjonuje.
WAMP robi obrażoną minę.
Weronika Passent (groźnie) – Jestem czy nie?
Nas Jazzowski – Jesteś! Oczywiście, że jesteś!
Weronika Passent – No to gicior.
(Jak gicior to wracamy do naszych komentatorów.)
Tony Hogański – Państwo Jazzowscy chyba dobrze sobie żyją. Nas zbudował sobie luksusowe życie na afrykańskiej krzywdzie.
Jan Kowalski – Chyba przesadzasz. Nas...
Tony Hogański – Nas jest odpowiedzialny za afrykańską gehennę dziesiątków pracowników EWF. Zawsze powinniśmy o tym pamiętać.
Jan Kowalski – Myślałem, że to twój kolega.
Tony Hogański – Zbłądził, zagubił się... nic na to nie poradzę.
Jan Kowalski – On jest trochę jak Scypion Afrykański.
Tony Hogański – Tylko dlatego, że był w Afryce?
Jan Kowalski – Jego mesjańskie pseudonimy już nie obowiązują, bo jako mesjasz upadł, więc trzeba wymyślić coś nowego.
Tony Hogański – Zostaw to pani Weronice. Ona jest kreatywna.
(Znów jesteśmy na zapleczu, bo
gdzie niby być powinniśmy? Trafiliśmy do wspólnej szatni, gdzie siedzi
Kraven the Hunter. Ubrany w poplamiony i lekko podarty radziecki dres w
barwie czerwonej, ma minę, która świadczy o tym, że zupełnie nic go nie
obchodzi. W ręku trzyma butelkę rosyjskiej wódki Putinki, którą od
czasu do czasu sobie popija. W szatni jest sam, ale jego samotność nie
trwa długo. Drzwi z hukiem otwierają się i do pomieszczenia wchodzą
inni mieszkańcy wspólnej szatni, czyli Nekrophage i Alvaro Morena.)
Alvaro Morena – Zobacz, to ten Rusek.
Nekrophage (przysiadając się do Łowcy) – Dasz łyka?
Kraven – Niet.
Alvaro Morena – Dlaczego jesteś taki nieprzyjacielski? Wszyscy jesteśmy tu nowi, powinniśmy trzymać się razem.
Kraven – Niet.
Nekrophage – Jesteśmy uprzejmi i całkiem mili dla ciebie, ale jeśli ty nie będziesz, to inaczej z tobą porozmawiamy.
Kraven (pogardliwie) – Spróbujcie.
Nekrophage – Dawaj wódy!
Rosjanin wyciąga ze swojej sportowej torby łom, po czym podnosi się z ławki.
Alvaro Morena – Zobacz Nekro! Ruski dziadek nam grozi.
Nekrophage (spluwa pod nogi Rosjanina) – Nie boimy się ciebie.
Kraven nic nie mówi tylko z
całej siły przypierdala łomem prosto między oczy Alvaro Moreny. Ten
zalewa się krwią i zaczyna jęczeć. Po omacku czołga się w stronę
wyjścia z szatni. Kraven zwraca się wtedy w stronę drugiego wrestlera.
Nekrophage (przerażony) – To tylko takie żarty były! Chcesz, to oddam ci cały mój zapas „Mocarza"! To dobry towar!
Kraven – Swołocz. Paszoł na chuj.
(Przestraszony Nekrophage
idzie w ślady Moreny i ucieka czym prędzej z szatni. Kraven wraca na
swoje miejsce i kontynuuje degustację rosyjskiej wódki. Wracamy na
ring.)
Tony Hogański – Dzisiejsza młodzież. Zero szacunku dla legend.
Jan Kowalski – Oni chyba nawet nie wiedzieli kim jest Kraven. Myśleli, że to po prostu jeden z debiutantów.
Tony Hogański – Jeszcze gorzej. Nie dość, że słabi z nich wrestlerzy, to jeszcze ignoranci.
Jan Kowalski – Trzeba dać im szansę. Na pewno się wyrobią.
Tony Hogański – Nie, z całą pewnością nie.
(Na zapleczu fajnie jest, więc
trzeba tam trafić. Zbliża się ciekawy Ladder match, więc sympatycznie
byłoby dowiedzieć się, co o tej walce myśli jeden z jej uczestników.
Vesna Obrenowić pomyślała chyba w ten sam sposób, bo obok niej znajduje
się Żubr, a także jego towarzysze Michał i Andrzej.)
Vesna Obrenowić – Jest tu zemną EWF Evolution Champion Żubr i jego patriotycznie nastawieni kompani.
Michał i Andrzej (chórem) – Chwała Wielkiej Polsce!
Vesna Obrenowić – Dziś
Ladder match, którego można w pewien sposób nazwać wielkim. Spotykają
się ze sobą EWF Evolution Champion Żubr i EWF Daemusin Champion SeBa.
Walka ta wyłoni jedynego mistrza. Wprawdzie mistrzostwa pozostaną dwa,
ale ich posiadacz będzie już tylko jeden, dwa pasy w jednej osobie.
Michał – Pod postacią Żubra!
Żubr – Dobra,
dobra. Dość tego ładnego, ale jakże oczywistego wprowadzenia. To
wszystko mogło i miało się stać już na poprzedniej gali i tej rozmowy
by tu wcale nie było. Gdyby nie durny Shaman, to w tej chwili byłbym
już EWF D-Evolution Champem.
Vesna Obrenowić – Stało się, co się stało. Shaman to barwna postać i jest jaki jest.
Żubr – To
już mnie w zasadzie mało obchodzi. Stało się i koniec. Dzisiaj
naprawimy błąd z poprzedniej gali. SeBa to parodia mistrza, on nigdy
nie powinien posiadać żadnego tytułu. Puchar Szczęściarza, który
zresztą sam z dumą posiadam, to maksimum jego możliwości. W ten sam
sposób Shaman jest parodią sędziego. Będziemy naprawią błędy,
przywracać pamięć i kreować nową politykę historyczną w polskim
wrestlingu. Myślicie, że projekt patriotyzacji EWF kończy się w
momencie zostania przeze mnie podwójnym mistrzem? Otóż nie, nic z tych
rzeczy, bo takie myślenie to błąd. Dzisiejsza gala to dopiero początek.
Polska zdobywa dzisiaj Daemusin title, ale też rozpoczyna się długi
marsz po kolejne trofea. EWF musi szanować swe polskie korzenie, EWF
musi pokazać, że kocha Polskę. SeBa i jego germańska swołocz nie
przejdą.
Vesna Obrenowić – Nie boisz się zmasowanego ataku Armii Prus Wschodnich?
Żubr – Pruskość
to antypolskość. Wszystko, co pruskie jest od stuleci wrogie Polsce.
SeBa i całe Prusy muszą więc zostać przykładzie ukarani. Prusy zawsze
były bowiem genetycznym wrogiem Polski i serce mnie boli, że w polskim
EWF takie coś promowane.
Vesna Obrenowić – EWF jest międzynarodową federacją, nie tylko stricte polską.
Żubr – Bzdury,
mamy zasięg globalny, ale jesteśmy osadzeni w konkretnej
rzeczywistości, konkretnej kulturze, która czy się to komuś podoba czy
nie, jest właśnie polska. Budujemy przede wszystkim polski wrestling.
EWF bez Polski istnieć nie może.
Vesna Obrenowić – Prusy Wschodnie będą dziś płakać?
Żubr – Spłoną niczym Królewiec w 1945 roku. Pruskość zostanie dzisiaj zniszczona.
Michał i Andrzej (chórem) – Niech żyje Wielka Polska!
Vesna Obrenowić – Dziękuję za ciekawą rozmowę.
(My także dziękujemy i do komentatorów wędrujemy.)
Tony Hogański – Szkoda SeBy, ale to chyba Żubr będzie faworytem tej walki.
Jan Kowalski – To Ladder match, a więc będzie w tym wszystkim pewna doza nieprzewidywalności.
Tony Hogański – SeBa
ma na głowie sprawy korwinizmu i socjalizmu. Przy całej mojej sympatii
do niego, wydaje mi się, że nie będzie wystarczająco skupiony.
Jan Kowalski – Całe Prusy Wschodnie będą go wspierać.
Tony Hogański – Tak. To na pewno przeważy.
(Trafiliśmy do szatni, gdzie
planowana będzie zemsta. Tak, jest tu Franko. Jest też Helenka. No i to
by było wszystko. Franko siedzi rozparty we wygodnym fotelu i czyta
miejscową prasę.)
Helenka – Franko?
Franko (nie odrywając nosa zza czasopisma) – Tak?
Helenka – Dlaczego nic nie robisz?
Franko – Jak to nic? Czytam sobie spokojnie miejscową „Kronikę Beskidzką”.
Wiedziałaś, że ona ukazuje się od 1956 roku? Posłuchaj jaka ciekawostka
z regionu - „Po raz pierwszy w Polsce wykonane zostanie kompleksowe
skanowanie laserowe 3D zbiornika wodnego. Przeprowadzone będzie w
Świnnej Porębie. Dzięki wykorzystaniu techniki skaningu możliwy będzie
dokładny pomiar powykonawczy całego obiektu, zarówno elementów
zewnętrznych, jak i wewnętrznych”.
Helenka – Wiesz, że nie o to chodzi.
Franko – O
zemstę? Wy kobiety jakieś dziwne jesteście. Podobno Mia codziennie
dręczy o to samo Żubra. Tak trudno zrozumieć, że wszystko musi być
dokładnie zaplanowane albo przynajmniej sprawiać takie wrażenie? Do
tego ważny jest element zaskoczenie i wiele innych czynników. (Odkłada czasopismo na bok.)
Nie martw się tym, niech cię to nie gryzie. Zapierdolę skurwysyna. Nas
Jazzowski, Felipe Castro, Berenika, murzyńskie bandy, wszyscy zdrajcy,
konfidenci, sługusi nowego systemu, dzisiejsi zwolennicy Castro.
Kolejność zemsty będzie dowolna. Rodzaj zależy od winy. Kara nie ominie
nikogo. Powtarzam to tak, żeby wszyscy słyszeli. Nie ominie ona nikogo.
Helenka – To już wiemy... ale kiedy przejście od słów do czynów?
Franko – Castro
chciałby rozpocząć w EWF epokę małej stabilizacji i wydaje się, że jej
podporami mają być Jazzowski i Vaclav. Takie odnoszę wrażenie.
Zapewniam cię jednak, że to się nie stanie. Nie będzie żadnej
stabilizacji. Rozpocznie się natomiast era ślepego terroru pożerającego
wszystkich winnych.
Słychać pukanie do drzwi.
Franko – Wejść.
Nikt nie wchodzi. Po chwili znów słychać pukanie.
Franko – Wejść.
Znów nikt nie wchodzi. Mija
chwila, lecz i tym razem rozlega się pukanie. Drzwi zostają otwarte, a
do szatni wkracza Bidam. Ręce ma objuczone jakimiś pakunkami.
Bidam – No co jest? Pukam, pukam i nic. Ładnie to tak?
Franko – Wybacz. Zamyśliłem się.
Franko – Franko planuje zemstę.
Bidam – Planować to sobie może. Zabierzesz się wreszcie do roboty?
Helenka – Też mnie to ciekawi.
Bidam – Co za dziwny gość.
Franko – Przepraszam, ale mówicie o mnie, a ja tu jestem.
Bidam – Jesteś chyba tylko duchem, bo drzwi jakoś otworzyć mi nie chciałeś.
Franko – Wybacz.
Bidam – Dobra, dobra. Żartuję sobie przecież.
Franko – Wiem.
Bidam – Ty wszystko wiesz. Chyba ci dzisiaj wpierdolę.
Franko – Czekam z niecierpliwością.
Nowosibirski nic nie odpowiada tylko wybucha śmiechem.
Franko – W międzyczasie pójdę się przewietrzyć. Wrócę niedługo.
Bidam – Po drodze przynieś mi kurczaka, ok?
Franko – Jeśli spotkam jakiegoś.
(Wracamy na arenę.)
Tony Hogański – Irytują mnie te ciągłe pytania o zemstę. Franko nie jest idiotą. On wie, co robi.
Jan Kowalski – Może chce tylko sprawiać takie wrażenie?
Tony Hogański – Co masz na myśli?
Jan Kowalski – Tak
naprawdę to on nie ma pomysłu na tą całą zemstę. Gra więc na zwłokę i
liczy, że sprawa potoczy się jakoś własnym rytmem, a on po prostu da
się ponieść fali. Później będą mówić jaką to wielką strategię
zaplanował, gdy tak naprawdę wszystko było jedynie przypadkiem.
Tony Hogański – Chyba nie poznałeś Franko. Skoro mówi, że zapierdoli swoich wrogów, to znaczy, że można im już groby kopać.
(Korytarzem kroczy Stefano,
włoski współpracownik jeszcze bardziej włoskiego Don Camillo, czyli
przedstawiciela mafijnej opcji w biznesie wrestlingowym. Członek tejże
przestępczej organizacji spotyka Szakala. Łysy ma w ręku kij golfowy,
bo znany jest jako wielki amator golfa i w ostatnim czasie ze swoim
kijem się nie rozstaje. Stefano widząc tak dostojnego pana zwietrzy
chyba interes.)
Stefano – Siema. Czy byłby pan zainteresowany usługami dziewcząt z agencji towarzyskiej Dona Camillo?
Szakal (zmarszczył groźnie brwi) – Co to kurwa? Ktoś burdel w EWF założył? Burdel w burdelu? Tego kurwa jeszcze nie grali.
Stefano – Unikałbym tego określenia. W naszej ofercie mamy szeroki wybór wielu luksusowych aczkolwiek nie do końca legalnych używek.
Szakal – Że niby kurwa co?
Stefano – Chcesz kupić jakiś fajny towar?
Szakal – Powaliło cię kurwa? Oddalam to pytanie kurwa!
Stefano – To wyluzujemy inaczej. Będzie niezła jazda.
Szakal – Zamiast jazdy będziesz miał kurwa zjazd.
Stefano – Czekaj, czekaj. Na pewno się dogadamy.
Szakal – Kawa kurwa jest? Czekaj, zobaczę czy mam kurwa drobne.
Łysy zaczyna energicznie przeszukiwać swoje kieszenie w poszukiwaniu monet.
Stefano – Kawa? Raczej...
Szakal (z triumfem odkrywcy) – Mam piątaka kurwa! Za ile ta kawa? (Przygląda mu się uważnie.) Ty Włochem jesteś? Poznaję, bo masz kurwa spaghetti w oczach. To włoska kawa?
Stefano – To jakaś pomyłka. Nie mam żadnej kawy.
Szakal (oburzony) – To po co mi kurwa zawracasz gitarę? Wypierdalaj!
Stefano – Grzeczniej. Reprezentuję szanowaną organizację.
Łysy aż zapowietrzył się
słysząc te słowa. Bez wahania chwycił za swój golfowy kij i z całej
siły przypierdolił Stefano prosto między jego włoskie, mafijne oczy.
Ten upadł i zaczął zalewać się krwią, a Szakal poprawił parokrotnie, że
Włoch szybko leżał na łopatkach. Łysy z triumfem stanął na nim i oparł
się o swój kij, który z kolei opierał się o brzuch włoskiego mafioza.
Szakal – Jaki
kurwa nieokrzesany akwizytor. Kawę chce sprzedać, a kawy nie ma.
Zadzwonię normalnie do Mumina, sprawdzę czy wszystko jest tip-top. (Senator wyciąga telefon, wybija numer i już po krótkiej chwili rozpoczyna rozmowę z jednym ze swoich asystentów społecznych.) Mumin? Jak w strefie wolnej od ISO666?
Głos Mumina – Doskonale! To wielki sukces pana senatora! Ludzie walą drzwiami i oknami!
Szakal – Słuchaj
kurwa, miałem właśnie olśnienie. Przypierdoliłem takiemu gościowi w ryj
i spłynęło na mnie. Ja tak kurwa mam. Notuj! Tylko uważaj, bo ułożyłem
właśnie projekt ustawy. Tak Mumin, będziesz pisał ustawę. Nie, nie
czyni to z ciebie ustawodawcy. Wielkim ustawodawcą jestem ja i to kurwa
mój projekt. Gotowy? Uwaga, dyktuję kurwa. „Artykuł 1. Na terenie Rzeczypospolitej Polskiej norma ISO666 nie obowiązuje”. (Łysy wybucha śmiechem) Koniec! Ha-ha! Szach i mat kurwa! Słyszysz Castro? Moją mocą senatorską zdelegalizowałem twoje ISO666! (Ociera pot z czoła.) Nie jest kurwa łatwo tworzyć ustawy, ale się zmęczyłem.
Stefano zaczyna się szarpać,
więc Łysy wbija mu kij golfowy parokrotnie w brzuch. Wygląda to jak na
posiedzeniu sejmu lub senatu, a kij odgrywa tu rolę laski
marszałkowskiej.
Szakal – Nie wierć się tak kurwa! (Pauza)
Nie, to nie do ciebie Mumin. A co kurwa? Wiercisz się? To strój kurwa
prosto, tyle razy ci mówiłem. Nic, przejdę się po hali. Jak już wygram
swoją walkę, to wpadnę do strefy. W międzyczasie może odwiedzę Kravena by sprawdzić co u niego, a później tego
Castro i pośmieję się z niego. Wyłożę mu kurwa kawę na ławę. To znaczy
nie dam mu jej, bo to moja kawa i tak się tylko kurwa mówi. Rozumiesz mnie Mumin?
Głos Mumina – Tak, panie senatorze.
Szakal – No to kurwa czuwaj. Bez odbioru.
(Jak bez odbioru to bez odbioru. Senator Szakal rusza dalej, a my wracamy na ring.)
Tony Hogański – Mistrz jest wspaniały.
Jan Kowalski – On chyba nie ma inicjatywy ustawodawczej.
Tony Hogański – Zamknij się. Nic tylko krytykujesz mistrza Szakala. Nigdy nie patrzyłeś na niego obiektywnie, a to jest wielki człowiek.
Jan Kowalski – Jesteś niesprawiedliwy. Doceniam Szakala, gdy na to zasługuje.
(Przenosimy
się do biura prezydenta Extreme Wrestling Federation. Kogo tu możemy
spotkać? Na pewno nie Esmeraldę Martinez, bo ona prezydentem już nie
jest. Jej miejsce uzurpuje sobie od jakiegoś czasu Felipe Castro.
Siedzi on za biurkiem i przegląda jakieś papiery. W gabinecie znajdują
się też Avon Tschorny i Tamara Ostrowska.)
Felipe Castro – Znowu dostałem list z Japonii! W życiu nikt do mnie tyle nie pisał. Co za namolny typ! Słuchajcie. (Głośno czyta.)
„Dlaczego Esmeralda nie jest jeszcze wolna? Domagam się
natychmiastowych wyjaśnień. Podpisano: Game, imp. div. avg.”. Patrzcie
go, jeszcze jakieś skróty sobie stawia, co to w ogóle znaczy? Tekstu
tyle, że mógłby smsa spokojnie wysłać, ale nie, list na jakimś
super-papierze, kaligrafie, ozdobniki, ładny papier, pachnąca koperta,
a to wszystko wysyła globalnym ekspresem przez cały świat. Nie mógłby
jak człowiek?
Tamara Ostrowska – Ja się go boję. Ostrzegano mnie przed nim.
Avon Tschorny – Ja też się takich typów obawiam.
Felipe Castro – A ja nie! Wy natomiast dobrze robicie, bo to kawał chujka i cwaniaka.
Prezydent EWF zgniata list i celnym rzutem wyrzuca go do prezydenckiego kubła na śmieci.
Felipe Castro – Wyślijcie
mu maila, bo darmowy, a smsy drogie. Napiszcie, że Esmeralda ma wolną wolę i robi,
co chce. Jeżeli chce zostać pod opieką federacji, to nie możemy jej
odmówić pomocy.
Tamara Ostrowska – Zrobi się.
Nie zrobi się to jednak tak
szybko. Słychać pukanie do drzwi i w gabinecie pojawiają się Nas
Jazzowski z małżonką, Weroniką Passent. Pani Weronika znowu się
przebrała, tym razem w strój wizytowy stosowny do spotkań na wysokim
szczeblu dyplomatycznym. Czerń jest zawsze elegancka.
Weronika Passent – Serwus helloł, panie prezesie!
Felipe Castro – Dobry wieczór. Siadajcie państwo. (WAMP i Nas zajmują miejsca.) Na
początek prezent dla szanownej pani Weroniki. Chciałem pani oficjalnie
i osobiście przekazać prawo do używania piosenki przewodniej z serialu
„Matki, żony i kochanki” jako entrance themu.
Weronika Passent – Wow! Prezes jest super, a w telewizji mówią, że jest pan demonem, który chce zniszczyć Polskę.
Felipe Castro (zdziwiony) – Co? Że niby ja?
Weronika Passent – No,
seriówa. Odpalam rano TVN, żeby sobie elegancko jakiś life-style
pooglądać, nie? Bo tam jest zawsze najlepsze show, no a tam od rana
nawijają, że „prezes pożera dzieci”, „prezes jest zagrożeniem dla
demokracji”, „prezes chce wojny z Rosją”, „prezes stoi na czele sekty”
i takie tam. No sorry Nas, jak ja to słucham, to nie możemy takiego
gościa wpuścić na naszą nową chatę w Wawce, nie? Zrobimy parapetówę, a
on przyjdzie i wszystkich wujków postraszy. Zbyszek Hołdys z Danielem
Olbrychskim normalnie klapną na podłogę i płakać będą. Co my z nimi
zrobimy? Dywany nam zroszą! A ja z chce najlepsze dywany mieć, no!
Perskie, czaisz? Perskie! Ich nie można zraszać! Czekaj, chwilę, dobra?
(WAMP szuka czegoś w torebce, w końcu wyciąga ajfona i strzela Castro fotkę.) Leci na insta, że prezes wcale nie taki straszny jak go malują.
Nas Jazzowski – Miley, to nie ten prezes.
Weronika Passent – Nie?
Nas Jazzowski – Zapewniam cię, że nie.
Weronika Passent – A to spoksik. Dzięki gościu za muzyczkę, ale już ściągnęłam sobie sama na ajfona. (Z rozbrajającą szczerością.) Po co mi druga?
Nas Jazzowski – To nie tak, to na entrance theme. Jakbyś kiedyś wychodziła na ring sama. (WAMP robi zdziwioną minę i mruga oczami.) Nieważne...
Felipe Castro – Zmieńmy
może temat. Będę szczery. Panie Jazzowski, EWF wiążę z tobą wielkie
nadzieje. Jesteś czołową gwiazdą współczesnego wrestlingu polskiego i
jako jeden z nielicznych top playerów w tym biznesie nie jesteś
negatywnie nastawiony do nowych porządków w federacji.
Nas Jazzowski – Chwileczkę. Nim zaczniemy, chciałbym poruszyć pewną sprawę związkową. Chodzi o Ghula. On potrzebuje swojego programu.
Felipe Castro – Jeśli program będzie zgodny z moją linią, to oczywiście Ghul swój program otrzyma.
Weronika Passent – Wow, prezes! Dawaj high-five, taki dobry jesteś! (WAMP wyciąga dłoń w stronę Castro.) No piątkę przybij! (Przybijają sobie piątki.) Ghula trzeba wspierać, dzięki.
Felipe Castro – Chciałbym,
żeby siły postępu skonsolidowały się. Już na następnej gali odbędzie
się letni turniej tag-teamów. Uważam, że dwóch najlepszych obecnie
wrestlerów w EWF powinno połączyć swe siły.
Nas Jazzowski – To znaczy?
Felipe Castro – Ty i Vaclav.
Nas Jazzowski – Ja i Vaclav?
Weronika Passent – Ja i Vaclav?
Nas Jazzowski – Miley, nie ty, tylko ja.
Weronika Passent – No i dobrze, bo bym musiała do niego strzelać z mojego łuku sayonara. To jest mroczny gwałciciel.
Nas Jazzowski – Przemyślę to panie prezesie.
Felipe Castro – Co tu jest do myślenia?
Nas Jazzowski – Ja
już byłem w teamie z Vaclavem. Nawet pasy razem mieliśmy. Nie mówię, że
to zły pomysł. Nawet sam przyszedł mi do głowy. Poszukuję godnego
partnera do teamu. Powiedziałbym nawet, że znaczącego... a nie jestem
pewien czy Vaclav taki w chwili obecnej jest. Stał się obrzydliwy i
potrafi niesamowicie wkurwić.
Felipe Castro – Widzisz
inne opcje? Wymień choćby jedną osobę, która chciałaby być z tobą w
drużynie. Po tym, co zrobiłeś na Kwietniowej Anarchii VII... nie sądzę
byś był najpopularniejszym zawodnikiem wśród naszego rosteru.
Nas Jazzowski – Tak źle nie jest. Wybrano mnie przecież prezesem Związku Wrestlerów Polskich.
Felipe Castro – Sprawy związkowe to sprawy związkowe, a życie to co innego.
Nas Jazzowski – Przemyślę to. Jeszcze dzisiaj prześlę odpowiedź przez mojego ordynansa.
Felipe Castro – Masz ordynansa?
Weronika Passent – Kto to? Nas! Nas! Kogo masz?
Felipe Castro – To jeden z murzynów.
Weronika Passent – To prześlij mu nawet dwóch. (Robi obrażoną minę. Widać, że murzyńskie hordy Nasa nie cieszą się sympatią u jego małżonki.) Albo trzech od razu! Mamy ich tylu, że się nam po szafach walają. Dlatego właśnie przeprowadzamy się do Wawki, wiesz? (Chyba mówi teraz do Castro.)
Słuchaj gościu, sobie normalnie chałupę stawiamy, nasze własne m. Ja
najmłodszego murzynka zabieram w przyszłym tygodniu do Stanów, do
Hollywood ze mną. Może się zakumpluje z Angeliną Jolie. Ona jak widzi
małe murzyniątko, to musi go mieć. Będziemy BFF! Jednego oddałam już
temu no, Bruno z „Na dobre i na złe” i razem wiersze piszą.
Nas Jazzowski (zdziwiony) – Rozdajesz moich murzynów?
Weronika Passent – Mówiłam
ci, że ich za dużo mamy! Więcej niż hajsu na koncie. Przecież i tak się
nie kapniesz, że kilku brakuje. Jak oni wszyscy w piwnicy siedzą, to
tylko oczy im widać i nawet sam Batman bałby się tam do nich zejść. No
oddałam kilku, Bruno dostał, Anka Mucha, wuja Czeciu i wuja Kociołek.
Nas Jazzowski – Jaki znowu Kociołek?
Weronika Passent – No jest nawet taka piosenka o nim. Nie śpiewam mu jej, bo się denerwuje jak to słyszy. (Zaczyna nucić.) „Krwawy Kociołek to...”
Nas Jazzowski – Kat Trójmiasta?!
Weronika Passent – No! Też to znasz? (Niczym Krystyna Janda.) Przez niego giną dzieci, niewiasty!
Felipe Castro – To bardzo miłe...
Weronika Passent – My będziemy już lecieć, bo ja chciałam z mojego łuku Tamagotchi trochę postrzelać. (Z dumą.) Będę strzelała do jobberów! (Trąca Nasa łokciem.) Nas! Nas! Dobrze powiedziałam?
Nas Jazzowski – Doskonale.
Felipe Castro – W takim razie czekam na odpowiedź.
(Pan Jazzowski i pani Jazzowska opuszczają prezydenckie biuro. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Czyli
można powiedzieć oficjalnie, że Felipe Castro planuje połączyć Nasa
Jazzowskiego i Vaclava w drużynę. Wyrasta nam wielki faworyt do
wygrania letniego turnieju tag-teamów.
Tony Hogański – Głupoty
opowiadasz. Tak, zgadzam się, drużyna będzie z nich dobra... ale wielki
faworyt? Są Crazy, Bidam, Franko, także Bane, a przede wszystkim mistrz
Szakal. Tu nie będzie wielkiego faworyta do zwycięstwa.
Jan Kowalski – Podtrzymuję to, co powiedziałem.
Tony Hogański – Dobra. Powiedz lepiej coś wesołego.
Jan Kowalski – Czas na kolejną walkę! Ladder match!
Tony Hogański – To faktycznie wesoła informacja.
EWF Evolution Championship
EWF Daemusin Championship
Ladder match
SeBa (c) vs Żubr (c)
Rozbrzmiewa
Hymn Prus Wschodnich i oczom zgromadzonych w hali fanów ukazuje się
SeBa! Feldmarszałek ma ze sobą Daemusin title, który z dumą prezentuje
swoim licznym sympatykom. Wszędzie rozbrzmiewa chóralny cheer – raz
jeszcze można zobaczyć i usłyszeć, że Feldmarszałek jest jednym z
ulubieńców publiczności! SeBa, jak to on – niespiesznie podąża w stronę
ringu, popijając po drodze Lecha prosto z puszki; przybija niezliczoną
ilość piątek i wdaje się nawet w krótką pyskówkę z grupką potężnie
zbudowanych młodzieńców obnoszących się z koszulkami Żubra. W końcu
dociera pomiędzy liny, gdzie oddaje sędziemu zarówno pas, jak i swój
nieodłączny hełm, po czym nieśpiesznie dopija piwo.
Uderza „Boa” Pawła Kukiza i na scenę wkracza obecny Evolution Champion!
Pas ma owinięty wokół bioder, a dłonie zajęte drzewcem biało-czerwonej
flagi, którą zgodnie ze swoim zwyczajem obnosi wokół ringu i przekazuje
Tosterowi. Część fanów oklaskuje Ostatniego Patriotę, chociaż są też
tacy, którzy wyraźnie biorą stronę jego rywala. Sarmata nie przejmuje
się tymi drugimi, pozdrawia za to swoich sympatyków. W końcu wkracza na
matę, pozwalając sędziemu na prezentację swojego pasa.
Jan Kowalski – Ladder match miał odbyć się już na ostatniej gali, ale ostatecznie wyszło na to, że będzie na tej.
Tony Hogański – Nagłe zmiany pomysłów to nic nowego w EWF.
Jan Kowalski – Federacja reaguje elastycznie na rozwój wypadków.
Tony Hogański – Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek zobaczę SeBę z jakimkolwiek pasem, a tu niespodzianka.
Jan Kowalski – Wytrwale budował swoją pozycję w EWF. Zasłużył.
Dwójka zawodników jest na ring,
jest też sędzia. Napięcie rośnie, bo ono zawsze musi rosnąć na początku
walki. W innym przypadku nie byłaby to porządna walka. Muszą w niej
królować emocje, ot co! Oponenci stają naprzeciwko siebie, mierząc się
nieprzyjaznymi spojrzeniami. W tym czasie dzierżone przez nich tytuły
zostają zawieszone na haku i wywindowane wysoko... w końcu arbiter
nakazuje uderzyć w gong! Obywa się bez gry wstępnej w rodzaju dalszej
wymiany spojrzeń albo krążenia wokół siebie: Żubr bez chwili zwłoki
rusza na nieco zaskoczonego takim obrotem spraw rywala i po prostu
zasypuje go serią ciosów! O dziwo, ta taktyka zdaje się skutkować:
Feldmarszałek przyjmuje na facjatę kilka silnych Punchów, doprawionych
paroma Low Kickami i zwieńczonych mocarnym Lariatem! Wkurzony Sarmata
okopuje powalonego przeciwnika, po czym rozpierdala mu twarz Fist
Dropem! SeBa chyba niezupełnie tak wyobrażał sobie początek pojedynku!
Tymczasem jego rywal po prostu nie pozwala mu na chwilę oddechu:
podnosi go i egzekwuje Body Slam, który solidnie przetestował
wytrzymałość zarówno pleców Feldmarszałka, jak i maty!
Jan Kowalski – Przypominam, że zwycięzca może być tylko jeden.
Tony Hogański – Miał już być na ostatniej gali.
Jan Kowalski – Być może dlatego tej walki nie sędziuje Shaman, a Lech Grudziński.
Tony Hogański – Poczciwy
Lechu. Powinni kiedyś zrobić specjalny program, o takich małych
ludziach w EWF. Lech Grudziński, Angelika Kucharska, Pani Zosia,
chłopaki z GRU i wielu innych. Oni na to zasługują.
Jan Kowalski – Ciekawa inicjatywa.
Żubr wynosi oponenta do Press
Slamu, jednak SeBa w końcu się obudził i wyślizgnął z uchwytu, lądując
za plecami Patrioty: ten odpowiedział potężnym ciosem łokcia, który
jednak nie dochodzi do celu, bo SeBa przytomnie unika niebezpieczeństwa
i odpowiada silnym kopnięciem w brzuch przeciwnika! Żubr zgina się wpół
wręcz podręcznikowo, co Feldmarszałek wykorzystuje do wykonania
szybkiego DDT! Niedługo później odwdzięcza się Sarmacie za poprzednie
traktowanie serią Angry Stompów i skacze na niego z Jumping Elbow
Dropem, który jednak uderza w matę zamiast w przeciwnika! Energiczny
Żubr wstaje z lekkim wysiłkiem, chwyta rywala i pełnym niezaprzeczalnej
mocy Irish Whipem posyła go plecami w narożnik! Feldmarszałek odczuł to
bardzo boleśnie, a chwilę później rywal wskakuje na środkowe liny i
zaczyna napierdalać go kolejnymi Punchami! Jeden! Dwa! Trzy!
Rozochoceni fani Patrioty zdołali doliczyć do dziesięciu, po czym ich
idol wynosi przeciwnika do Superplex! Niedługo później egzekwuje tą
mocarną akcję!
Jan Kowalski – Żubr uchodzi za zdecydowanego faworyta tej walki.
Tony Hogański – Lubię SeBę, ale wątpię w jego sukces.
Jan Kowalski – Nie takie rzeczy działy się w EWF.
Tony Hogański – On jest przygnębiony. Franz go przygnębił. Widać go w jego oczach. Nie ma tej feldmarszałkowskiej dumy.
SeBa leży na macie bez ruchu, a
jego przeciwnik schodzi poza ring w poszukiwaniu drabiny. Znajduje ją
bez problemu i wrzuca na ring tak, by trafiła w twarz rywala!
Feldmarszałek zwija się z bólu, co daje Sarmacie czas na powrót
pomiędzy liny. W momencie, w którym SeBa jako tako dochodzi do siebie,
Żubr rozpędza się i z impetem przypierdala mu w twarz wykonując Running
Knee Hit! Chwilę później chwyta za drabinę... i z rozmachem rzuca nią w
zwijającego się na macie rywala! (EWF! EWF!) Następnie wyrzuca go z
ringu i rozkłada drabinę! Wspina się na nią niezbyt zgrabnie, ale
całkiem szybko: dociera na szczyt, sięga po pasy... i zalicza długi lot w
dół po tym, jak SeBa desperacką szarżą przewraca metalową konstrukcję!
Sarmata ciężko uderza o matę! (EWF! EWF! EWF!)
Tony Hogański – Kawał cielska z tego Żubra.
Jan Kowalski – On jest staropolski, a Sarmaci byli staropolscy.
Tony Hogański – Naprawdę to chciałeś powiedzieć? Że Sarmaci byli staropolscy? Jan III Sobieski też?
Jan Kowalski – Masz rację, mój błąd. Miałem na myśli, że byli to postawni mężczyźni.
Feldmarszałek chwyta drabinę i z
rozmachem pakuje jeden z jej końców w żołądek rywala! Żubr zwija się z
bólu, podczas gdy jego oponent raz za razem ponawia atak! Sarmata
solidnie oberwał, a Feldmarszałek Wszystkich Polaków Także i Twój i
Twoich Rodziców a Także Twoich Dziadków i Wujków ze Stryjkami i
Wszystkimi Ciociami aż się zadyszał. W ramach odpoczynku, układa
drabinę w narożniku, po czym uspokaja oddech i próbuje wykonać German
Suplex! Żubr nie ułatwia mu zadania: walczy, wykręca się... w końcu
przerywa chwyt, odwraca się i pakuje Feldmarszałkowi kopniaka w brzuch!
Chwilę później wykonuje rozpierdalający rywala Powerbomb prosto na
ustawioną w narożniku drabinę! (EWF! EWF! EWF!)
Tony Hogański – Wiesz co by na to powiedział Kmicic?
Jan Kowalski – Nie mam pojęcia. Co takiego?
Tony Hogański – Łatwiej z kamienia ser wycisnąć, niż pieniądze ze Szwedów.
Jan Kowalski – SeBa jest Szwedem?
Tony Hogański – Z Prus Wschodnich blisko do Szwecji. Rzut kamieniem.
Jan Kowalski – No, jak z Gdańska.
Tony Hogański – Jakby było daleko to bym nam dziady potopu nie robiły.
SeBa leży, roztrzaskany, na
macie, a jego pogromca mocuje się z wyraźnie odkształconą drabiną,
starając się ją rozłożyć. W końcu udaje mu się ta sztuka i ponownie
zaczyna wspinaczkę po chwiejnej konstrukcji. Zajęło mu to jednak zbyt
wiele czasu – Feldmarszałek jednak dochodzi do siebie, wstaje i
przewraca drabinę! Żubr po raz kolejny spada z wysoka – tym razem
jednak upada bardzo niefortunnie, na liny! (EWF! EWF! EWF!)
Seba wbija poobijanego oponenta w narożnik i zaczyna go po prostu bez
litości napierdalać! W ruch idą pięści, łokcie, kolana i podeszwy
butów; na koniec oglądamy kilka uderzeń drabiną! Feldmarszałek nie
oszczędza ani siebie, ani swojego rywala! W końcu jednak łapie go
zadyszka, więc uznaje, że na razie wystarczy tego – pozostawia
zdewastowanego przeciwnika w narożniku i zaczyna mocować się z oporną
drabiną. W końcu rozkłada ją... i pada po pełnym impetu Spearze! Żubr
jest zakrwawiony i chyba ciągle oszołomiony, ale wystarczająco dobrze
orientuje się w tym, co dzieje się pomiędzy linami! Podnosi rywala,
szykując się do jakiejś dewastującej akcji, jednak SeBa udowadnia, że
potrafi zaskakiwać – tym razem robi to, wykonując SBO [RKO] zupełnie „z
niczego”!
Tony Hogański – SeBa! Ale jebnął!
Jan Kowalski – Mówiłem przecież, że tu każde rozwiązanie jest możliwe.
Tony Hogański – Mam nadzieję, że na ring nie wpadną teraz murzyni i tego nie zniszczą.
Jan Kowalski – Co ty nagle z tymi murzynami?
Tony Hogański – Teraz
wszędzie u nas murzyni. Nas to normalnie ma całe stado, a do tego w GRU
siedzą, Avon jest czarny, Cassandra pół na pół, Crazy ma czarnych
stażystów. No i nie zapominajmy o moim zdradzieckim wychowanku.
Jan Kowalski – Co ma do tego Vaclav?
Tony Hogański – On jest mroczny jak dupa Samuela L. Jacksona.
Nasz i Wasz Feldmarszałek
chwiejnym krokiem podchodzi do drabiny i kładzie ją na ciele
znokautowanego przeciwnika. Później wspina się na szczyt narożnika,
pozdrawia swoich fanów... i wykonuje Senton Bomb zarówno na drabinę, jak
i swojego rywala uzyskując efektowne trafienie! (EWF! EWF! EWF!) Widać,
że SeBa również ucierpiał w trakcie wykonywania tej akcji, ale czegóż
nie robi się dla fanów?! Zresztą, Żubr wygląda o wiele gorzej.
Feldmarszałek wstaje z wysiłkiem i próbuje rozłożyć drabinę... jednak ta
sztuka po prostu mu się nie udaje – przedmiot jest zbyt odkształcony!
Co robić?! Wyklepywać? Iść po nową drabinę? Feldmarszałek Wszystkich
Polaków decyduje się na tą drugą opcję i opuszcza ring. Sędzia na
chwilę zajmuje się pogruchotanym Sarmatą i traci z oczu drugiego ze
swoich podopiecznych: sytuację tą wykorzystuje jeden z fanów Żubra –
nie widzimy jego twarzy, bo ma na niej chustę – który rzuca w
przeciwnika swojego idola zapaloną racą! SeBa obrywa prosto w twarz!
(EWF! EWF! EWF!)
Tony Hogański – Kibole w akcji! Yeah!
Jan Kowalski – Ta hołota z Marszu Niepodległości i tu się dostała?
Tony Hogański – Jaka hołota?
Jan Kowalski – Niszczą, palą, rabują, podpalają budki.
Tony Hogański – To
akurat była prowokacja ex-ministra Sienkiewicza. Polska to nienormalny
kraj, koleś powinien za to beknąć, ale nic, dupa, nic się nie stało.
Trybuny po prostu ożywają, kiedy
fani obu zawodników rzucają się na siebie! Rozpoczyna się totalna
rozpierducha, która zmusza do interwencji znajdujące się w pogotowiu
siły porządkowe! Tymczasem SeBa dochodzi jakoś do siebie i wywleka spod
ringu nową drabinę. W tym czasie Żubr jest już na nogach: zauważa
rywala w momencie, w którym ten właśnie wyciągnął drabinę - wygląda to
tak, że SeBa stoi i trzyma ją przed sobą – i decyduje się na szaleńczy,
poparty niebagatelną masą ciała Suicide Dive prosto w drabinę i
przeciwnika! Ależ potężne pierdolnięcie! Obaj są po prostu
roztrzaskani! (EWF! EWF! EWF!)
Zawodnicy leżą poza ringiem podczas gdy na trybunach trwają regularne
zamieszki! GRU ma pełne ręce roboty – można powiedzieć, że pałki
funkcjonariuszy nie zaznają spoczynku. Część hali wypełnia dym z rac, w
powietrzu latają butelki, krzesła i kamienie... jest gorąco! Tymczasem
zawodnicy dochodzą jakoś do siebie, ale to Żubr jest tym, który trzyma
drabinę: potężne pierdolnięcie metalowym przedmiotem prawie wyrywa SeBę
z butów! (EWF! EWF! EWF!)
Tony Hogański – Dostał z drabiny. No ładnie.
Jan Kowalski – Dlaczego ładnie?
Tony Hogański – Efektownie to wyglądało.
Sarmata rozkłada drabinę poza ringiem, po czym chwyta swojego rywala i
wywleka go na sam szczyt konstrukcji! Tam szykuje się... on szykuje się
do Patria Bomb [Ricola Bomb]! Poniżej trwa pacyfikacja niepokornych
fanów, dym solidnie utrudnia widoczność, a SeBa budzi się
nieoczekiwanie i wykonuje na zaskoczonym rywalu niesamowite SBO [RKO] prosto w spowite dymem trybuny! (EWF! EWF! EWF!)
Mija sporo czasu, zanim ponownie zauważamy SeBę – Feldmarszałek wyłania
się z dymu i zmierza truchcikiem w stroną ringu! Jakiś fan Żubra
zamierza się na niego kijem baseballowym, jednak jego zapędy zostają
ostudzone szybkim Superkickiem! Po drodze SeBa zgarnia „działającą”
drabinę i wraz z nią wkracza pomiędzy liny. Nie tracąc czasu, rozkłada
metalową konstrukcję... i rozpoczyna wspinaczkę!
Jan Kowalski – Czyżby zbliżał się koniec walki?
Jest tuż, tuż... już wyciąga ręce w stronę pasów... właśnie wtedy na
ring wpada rozpędzony Żubr, który bez chwili namysłu przypierdala w
drabinę Spearem! SeBa w dosyć niekontrolowany sposób spada ze sporej
wysokości, nadziewając się kroczem na liny! (EWF! EWF! EWF!)„Ból”
to mało powiedziane w tej sytuacji. W dodatku fani Żubra skandują
złośliwie: „kogel - mogel! Kogel – mogel!” Z kolei sam Sarmata chwyta
za przewróconą przed chwilą drabinę... i potężnym, zamaszystym ciosem,
któremu towarzyszy metaliczny dźwięk, strąca rywala poza ring! Żubr nie
traci czasu. Sam rozstawia leżącą nieopodal drabinę i zaczyna
wspinaczkę. Publiczność nastawiona patriotycznie szaleje ze szczęścia.
Ruchowi Narodowemu chyba uda się osiągnąć kolejny sukces! SeBa leży
roztrzaskany poza ringiem i wygląda na to, że nic i nikt go już nie
mogą uratować. Żubr jest coraz wyżej... jest tuż tuż... ma! Ma pasy!
Ściągnął je! (Zwycięzcą i nadal EWF Evolution Champem jest: Żubr! Nowym
EWF Daemusin Champem zostaje: Żubr!)
Jan Kowalski – Koniec.
Tony Hogański – Stało się tak jak przewidziałem.
Żubr zostaje na drabinie i świętuje. Publiczność szaleje z radości.
Patriotyzm Ostatniego Sarmaty wzrusza wszystkich. Na arenę wbiegają
Michał i Andrzej z polskimi flagami. Żubr ze szczytu drabiny pozdrawia
fanów, a z sufitu spadają setki, jak nie tysiące biało-czerwonych
baloników. Żubr schodzi na matę, gdzie Michał i Andrzej biorą go na
ramiona, schodzą z nim z ringu i zaczynają rundę honorową wokół niego.
Jest wzruszająco, a cała celebracja trwa jakiś czas. W końcu Żubr i
jego patriotyczna kompania znikają pod FeliXtronem.
Jan Kowalski – Ekscytująca walka.
Tony Hogański – Było nieźle.
(Drugi raz już dzisiaj trafiamy w mrok. Ekran jest czarny, słychać
tylko jakieś oddechy. Po chwili oddechy przepoczwarzają się w głosy.)
Głos#1 – Dlaczego tu jesteś? Pamiętam cię, ale żebyś jakąś wielką furorę z polskim wrestlingu zrobił to...
Głos#2 (przerywa mu) – Dla zemsty, Franko, dla zemsty.
Jak się okazuje głosem numer jeden jest Franko. Być może tak jest. Głos numer dwa pozostaje nierozpoznany.
Głos Franko – Dlaczego przyszedłeś do mnie? Zemsta to ostatnio modne słowo w EWF. Wszyscy bez przerwy o niej powtarzają.
Głos#2 – Bo ty jesteś głównym mścicielem. To ty zniszczysz i obalisz arogancję Nasa Jazzowskiego i Felipe Castro. Ty przywrócisz wolność.
Głos Franko – A ty?
Głos#2 – Ja chcę tylko dołożyć swoją małą cegiełkę do tego dzieła.
Głos Franko – Kariery żadnej nigdy nie zrobiłeś. Wybacz szczerość, ale taka prawda. Rób sobie, co chcesz. Po co ta rozmowa?
Głos#2 – Już
ci mówiłem. To ty jesteś mścicielem, to ty wymierzysz sprawiedliwość.
Nie chce wchodzić międz wódkę a zakąskę. Miecz prawości należy do
ciebie, to ty jednym cięciem zetniesz łby Castro, Jazzowskiego, a jak
się uda, to jeszcze innych zdrajców.
Głos Franko – Ładnie powiedziane.
Głos#2 – Dlatego
informuję cię, że jeszcze dzisiaj sam podejmę próbę zemsty. Wiele
cierpiałem, będę miał grupę inwalidzką do końca życia, moja psychika
jest zrujnowana. Muszę to zrobić. Muszę podjąć próbę... może zginę przy
tym, ale muszę to zrobić. Nie masz nic przeciwko temu?
Głos Franko – Rób, co chcesz, to wolny kraj. Każdy ma swoją wolę. Chcesz się mścić, to się mścij.
Głos#2 – Dziękuję. To wiele dla mnie znaczy.
(Koniec ciemności, bo wróciliśmy w okolice stanowiska komentatorskiego.)
Jan Kowalski – Zemsta, zemsta, zemsta. Wszyscy tylko zemście. Jakie to nudne.
Tony Hogański – To tylko pokazuje jak ważny to problem społeczny w dzisiejszym EWF.
Jan Kowalski – Trzeba
patrzeć w przyszłość, a nie w przeszłość. Felipe Castro jest gwarancją
istnienia federacji. Bez niego wszystko się rozleci.
Tony Hogański – Przez niego w zeszłym roku wszystko się rozleciało!
Jan Kowalski – Tylko po to byśmy mogli odkryć swoje korzenie i wrócić do źródeł polskiego wrestlingu.
(Jakiś czas temu na zapleczu bielskiej hali, senator Szakal wpierdolił
Stefano, członkowi włoskiej mafii. Stefano jest prawą lub lewą ręką Don
Camilla, który jak sama nazwa wskazuje jest donem, czyli wysoko
postawionym gościem w tej wesołej, włoskiej organizacji. Don Camillo
właśnie odnalazł swego pobitego podopiecznego.)
Don Camillo – No nie! znowu? Kto tym razem? Kto to zrobił?
Stefano – Szakal...
Don Camillo – Kto to?
Stefano – Nie wiem dokładnie, ale słyszałem, że jest senatorem.
Don Camillo – To jakaś ksywa? Ktoś z polskiej mafii?
Stefano – Nie. On chyba faktycznie zasiada w ławach polskiego senatu.
Don Camillo – Czyli
jest takim normalnym senatorem? Nie takie rzeczy mafia we Włoszech
robiła. Zawsze nam było blisko do polityki. I co? Zgarnął nasz dzienny
utarg? To skandal, że politycy kradną już tak po prostu, w biały dzień.
Stefano – Nie. Niczego nie zabrał.
Don Camillo – Czyli
to nie ten, co nas obrobił na ostatniej gali. No dobra, zajmiemy się
nim, skoro wszedł nam w drogę. Trzeba go skompromitować, coś mu
podrzucić, złapać w dwuznacznej sytuacji.
Stefano – Tak, szefie.
Don Camillo – Nie
jest to priorytet, ale taka poboczna robótka. Przede wszystkim trzeba
ustalić, kto chce nam przeszkodzić w interesach. Musimy wiedzieć, kto
obrobił nas na poprzedniej Wrestlepaloozie.
Stefano – Pracujemy nad tym. Zrobi się.
Don Camillo – To wstawaj. Idziemy. Koniec leżenia, trzeba zdobywać rynek!
(Camillo pomaga wstać swojemu podwładnemu. Po chwili obaj ruszają w swoją stronę. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Oni chcą skompromitować mistrza Szakala? Takie leszcze?
Jan Kowalski – Zadarł z włoską mafią. To błąd.
Tony Hogański – Nie
żartuj. Mafia tu chyba przysłała swoich śmieciarzy z Neapolu. Camillo i
Stefano wyglądają na niedojdy. Nie dali rady we Włoszech, to wysłano
ich na wschodni odcinek.
Jan Kowalski – Są pionierami.
Tony Hogański – Tak... nie wiem czego.
(Kafeteria to obecnie pustki,
tak można to krótko określić. Po dawnej świetności nie ma tu już nawet
śladów. Cały bogaty wystrój wnętrz został całkowicie zlikwidowany, o
półpiętrze dla VIPów można zapomnieć, brak rozsuwanych drzwi, nie ma
już luksusowych mebli wykonanych z wysokiej jakości drewna, zabrakło
dekoracji. Zrobiło się prosto i biednie. Wszystko wygląda teraz jak
zwykła knajpa. Depresji może dostarczyć plakat rodem z PRL-u
informujący o zaletach mycia rąk. Agnieszka Sorel, ex-szefowa działu
kadr drobi za barmanko-kelnerkę. Ciężkie drzwi do kafeterii - tak to
się jeszcze nazywa, bo samej nazwy nie zlikwidowano - zostają otwarte i
w pomieszczeniu pojawia się Bane. Siada z radością przy barze.)
Bane – O! Cześć!
Z jakiegoś powodu Alienor chce go spoliczkować, ale ten nie pozwala na to, lecz chwyta ją za przegub dłoni.
Bane – To tak mnie witasz?
Agnieszka Sorel – Co ty sugerowałeś w swoim ostatnim promie?
Bane – Ja? (Uśmiecha się ni to wrednie ni lubieżnie.) Nic, a co?
Agnieszka Sorel – Jak to co! Przecież...
Bane – Nie przejmuj się. Takie jest życie. Daj mi whiskey.
Agnieszka Sorel – Chamów nie obsługujemy.
Bane – W poprzednim systemie być może. Mam złożyć skargę do prezydenta Castro na ciebie? (Odpowiada mu tylko cisza.) No co? Mam?
Agnieszka Sorel – Nie...
Bane – No to dawaj.
Agnieszka Sorel – Nie ma whiskey.
Bane – To wódkę.
Agnieszka Sorel – Nie ma.
Bane – Co?
Dawniej mieliście świetny wybór alkoholi. Można się było nawet
japońskiej sake napić, choć kto by pił to świństwo. Jakbym chciał
dostać bimbru z Kambodży od Czerwonych Khmerów pędzony na Polach
Śmierci, to pewnie bym go dostał. Można było sobie spokojnie przyjść,
zrelaksować się przy kieliszku czegoś dobrego. Czasem nawet przy
butelce. Ceny tu takie były, że motłoch tu nie zaglądał. Najwyżej to
mógł przylepić nos do szyby i podziwiać jak najlepsi spędzają czas. Niech mnie podziwiają, niech mi zazdroszczą, niech wiedzą, że mnie stać.
Agnieszka Sorel – Możesz nadal napisać skargę do prezydenta Castro. To jego pomysły.
Bane – Ha! Może powinienem. To co jest jak nic nie ma?
Agnieszka Sorel – Alkohol dnia.
Bane – To dawaj.
Agnieszka Sorel serwuje Bane'owi nieoznakowaną butelkę. Ten bierze kilka łyków.
Bane – Piwo... (Z obrzydzeniem.) ... ale sikacz. Co to jest?
Agnieszka Sorel – Alkohol dnia, codziennie taki sam. Perła ze specjalnym łukowskim dodatkiem. Jedyny trunek z procentami w ofercie.
Bane – Wstyd.
Agnieszka Sorel – To pomysł Vaclava.
Mimo wszystko Syn Anarchii wypija vaclavowską Perłę do dna.
Bane – Smakuje paskudnie... (Mija chwila.) Coś dziwnie się czuję.
Były EWF Daemusin Champion chwyta się za gardło i pada na posadzkę.
Agnieszka Sorel – Masz za swoje dupku!
Z zaplecza słychać głos:
Głos – Lepiej mieć za swoje, niż za cudze. Jak tam?
Z kuchni wyłania się Bidam w
londyńskiej, takiej puchatej, czapce kucharskiej. Wychyla się za bar i
spogląda dziwnie na zwłoki Bane'a.
Bidam – Oho.
Agnieszka Sorel – Co to była za tabletka, która mu dorzuciłeś?
Bidam – Gwałtu, ale o obniżonej mocy. Dawaj, zaniesiemy go do murzynów Jazzowskiego. Oni zrobią z nim porządek.
Alienor spogląda z niepewnością na Siergiejewicza Nowosibirskiego.
Bidam – Żartuję
no. Obudzi się za godzinkę i nie będzie niczego pamiętał. Ja go nawet
lubię, to fajny gość, ale skoro prosiłaś. Niech to będzie taka mała
przysługa. Ja lubię pomagać innym, wiesz?
Agnieszka Sorel – Dziękuję.
Bidam – To cześć. Ja będę leciał.
Agnieszka Sorel – Czekaj! No... może lepiej go tu nie zostawiać?
Bidam – No dobra. Zabiorę go i porzucę na jakimś korytarzu.
EWF FTW Champion podnosi Bane'a i przewiesza go sobie przez ramię.
Bidam – Ale ciężki bydlak. Co on wpierdala? Anabole? (Do Alienor.) Na następnej gali widzę kurczaki w ofercie. Tylko nie jakąś taniochę, ale dobry towar.
Agnieszka Sorel – Załatwię to.
(Bidam + Bane opuszczają kafeterię. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Tak potraktować jedną z największych gwiazd młodego pokolenia!
Tony Hogański – No, no. Ale Bidam to w takim razie też gwiazda młodego pokolenia, prawda?
Jan Kowalski – Prawda.
Tony Hogański – W takim razie tak można. To remis wychodzi.
Jan Kowalski – Jaki remis?
Tony Hogański – Oczekujesz ode mnie komentarzy z sensem? Ja sam tego od siebie nie oczekuję.
(Trafiliśmy do szatni wprost
wypełnionej dekadencją. Jest jej tu pełno, cała szatnia żyje wręcz tym
stanem. Czołowe miejsce zajmuje SR-Crazy, słońce tego układu, wokół
niego jak planety krążą Smela, Miszka, a także czwórka murzyńskich
stażystów. Przybysze z Afryki wznieśli dla swego mentora tron godny
nigeryjskiego króla.)
SR-Crazy – Dobrze,
że mi odczepiliście tą kulę od nogi, bo już niewygodnie było. Ale za to
jak lekko się czuję! Ho-ho! Będą dzisiaj wysokie loty w main-evencie! (Wskazuje na murzyński tron.) No a na co mi to?
Czarny Nalep – Mentor najlepszy... Mentor władca. Mentor siedzieć tam na tronie. My tron sami zbudować. Taki jak dla naszych królów.
SR-Crazy – Czyli to tron jakiegoś murzyńskiego władcy?
Czarny Huarez – Tak, my go wzorowaliśmy na tronie króla Oroka Edema Eyamby IX.
SR-Crazy – Kogo i dlaczego było ich aż dziewięciu?
Czarny Banito – Od
roku 1880 do 1896 panował nad państwem Akwa Akpa. Był wielkim wodzem,
dobrym organizatorem i cały lud go kochał. Oto jego zdjęcie, niech
mentor powiesi na ścianie.
Murzyni uroczyście wręczają zdjęcie króla Oroka Edema Eyamby IX.
SR-Crazy – Fajna czapka.
Czarny Nalep – To korona.
SR-Crazy – Trochę niewymiarowa. Macie też taką dla mnie?
Czarny Huarez – Nie.
SR-Crazy – No i chwała Bogu. (Sądząc po twarzy jest być może zawiedziony, że nie dostanie fajowej korony murzyńskiej.)
Załatwcie taką Nasowi, on jest murzyńskim królem w EWF. Muszę wam
powiedzieć, że rozwinęliście trochę w tej Afryce cywilizację w stylu
McGyvera. Z kilku kijów zbudowaliście prawdziwe państwa.
Murzyni są dumni.
SR-Crazy – Ja
tak nie robiłem, choć pewnych analogii można się doszukiwać. Myślicie,
że łatwo jest zrobić karierę w polskim wrestlingu? Wcale nie jest
łatwo, setki, jak nie tysiące osób odpadły przez te wszystkie lata.
Niektórzy coś wygrali, ale już ich nie ma, bo nie mieli wytrwałości. Ja
do wszystkiego doszedłem niejako z niczego. Pamiętam czasy
najdawniejsze. Byłem w PCW w roku 2000 i 2001. Byłem w EWF za czasów
Feliksa Castro i jego następców. Byłem tu kiedyś, byłem później, jestem
i teraz. nie wywołuje to u mnie fałszywej dumy. Po prostu mi się
chciało. Nie chwalę się, że walczyłem z dziadami, a inni nie. Byłem
wtedy to z nimi walczyłem, bo nie było innych. Taki naturalny kolej
rzeczy, nie wiem dlaczego mi się wypomina, że przetrwałem odejście
dinozaurów i dopiero wtedy mogłem wygrać pas. Osoby, które tak mówię
automatycznie uznają, że same są gorsze od tych wszystkich mamutów. No
bo ja niby byłem gorszy od dziadoszanów, ale jestem lepszy od nich. To
logiczne. Ciężko pracowałem na to, kim jestem teraz. Każdy dzień był
dla mnie pełen wyrzeczeń, wstawałem wcześniej niż inni, a kładłem się
spać ostatni. Wiele lat walczyłem by trafić na szczyt. Trwało to
chwilę, ale w końcu się udało. W pewnym momencie wydawało się, że
zatrzymam się na EWF FTW title. Mówiono, że to maksimum moich
możliwości. Przełamałem to. Do tego zerwałem kajdany zaszufladkowania
mnie jako trochę śmiesznego, trochę szalonego, niezłego, ale nie za
dobrego wrestlera. Zerwałem ten bluszcz z mej piersi, który mnie tak
niecnie oplątał. Nie każdy by tak potrafił. Wyobrażacie sobie Psycho w
innej roli niż Białego Skurwiela? Bo ja nie. Po tych wszystkich latach
mam prawo stać się dekadentem. Sześć dni ciężko pracowałem, a od
zdobycia EWF World title trwa mój siódmy dzień. Odpoczywam, ale jest to
odpoczynek aktywny. Odpieram wszystkie ataki i zakusy mych wrogów.
Wielu próbowało odebrać mi pas, ale wszyscy polegli. Teraz przyszedł
czas na zniszczenie mokrych snów Bane'a. Później zdobędziemy pasy
drużynowej, a następnie rozprawimy się ponownie z Vaclavem. Tak to
będzie trwać.
Stażyści są wzruszeni taką przejmującą przemową. Czują, że teraz i oni mogą zostać prawdziwymi wrestlerami.
Smela – Mentorze, ładnie, ale jest kilka innych spraw, którymi trzeba się zająć.
SR-Crazy (znudzonym głosem) – Och jakich znowu? Nie mogę po prostu poczekać na moją walkę?
Smela – Nie. Będę się jednak streszczał i opuszczę kwestię Vaclava, Bane'a i Dark Avengera. Chodzi o Felipe Castro.
SR-Crazy – Co z nim?
Smela – Na ostatniej gali on pomiatał mentorem! I Szakalem też! To trochę za dużo!
Miszka – Nie można pozbawiać legend godności!
SR-Crazy – Durni jesteście. Widzieliście by Jeżow wpierdolił Stalinowi?
Miszka – Bo Honza ma plan.
SR-Crazy – Czekam z niecierpliwością. Zaprosimy Castro na dwudziestoczterogodzinny maraton z Rumcajsem? Ledwo wytrzymałem ostatni.
Jak na zawołanie w
pomieszczeniu pojawia się najnowszy nabytek drużyny EWF World Champa,
czyli Dobry Czech Honza. Pochodzi on z Czech i już sam ten fakt jest
komiczny.
SR-Crazy – Honza, udzielam ci posłuchania. Co tam wymyśliłeś?
Dobry Czech Honza – Otrujemy Castro.
SR-Crazy – Otrujemy?
Dobry Czech Honza – W zasadzie to ja go otruję. Nikt nie może mentorem bezkarnie pomiatać i się szarogęsić po federacji.
SR-Crazy – Czyli chcesz go otruć na zabój?
Dobry Czech Honza – Na śmierć. Niech go pochowają obok tatusia.
SR-Crazy – Dżentelmeni tak nie postępują.
Smela – My nie jesteśmy dżentelmenami, a mentor o niczym nie wiedział.
Dobry Czech Honza – Już jest za późno. Przesłałem mu moje zatrute knedliki.
SR-Crazy – Knedliki?
Dobry Czech Honza – Czeskie danie narodowe!
SR-Crazy – Wiem,
co to knedliki. Przecież ostatnio wpieprzamy je prawie codziennie.
Dobrze chociaż, że sosy się zmieniają. Aha, pamiętajcie, że rzecz w tym
by nie nadużywać sosów. Taka galijska zasada. Życiowa nawet, warto ją
zapamiętać.
Dobry Czech Honza – Klamka zapadła. Felipe Castro już niedługo pożre zatrute knedliki i umrze.
Smela – Honza będzie bohaterem!
Miszka – Wyzwolicielem EWF!
Dobry Czech Honza – Nikt nie będzie bezkarnie pomiatał mentorem.
SR-Crazy – Skoro już ta czeska klamka zapadła, to co ja mogę zrobić. (Wzrusza ramionami.) Sam się zresztą oto prosił.
(Nic ciekawego już w tej szatni nie odnajdziemy. Wracamy więc na ring.)
Jan Kowalski – Co?!
Tony Hogański – O! Wspaniała wiadomość!
Jan Kowalski – Trzeba ostrzec Felipe Castro!
Tony Hogański – Zamknij
się Janku. Nie bądź wiernym psem Filipka. To już jego koniec! A
chciałem zacząć pisać filipiki przeciwko niemu, a ten wziął i umarł.
Jan Kowalski – Nie
wziął i umarł, ale go otruto! Zresztą, co ja mówię! Na pewno jeszcze
żyje. To wszystko można powstrzymać. Muszę ostrzec pana prezydenta!
Toster jest jednak szybszy. Wyciąga spod stolika srebrną taśmę klejącą i zakleja usta Janka.
Tony Hogański – Nikogo nie ostrzeżesz. Zamknij jadaczkę.
(Tradycja wymaga od nas
odwiedzin na zapleczu. Znaleźliśmy się we wspólnej szatni, która nie
licząc Kravena jest zupełnie pusta. Rosjan siedzi i nic nie robi, nawet
wódki nie pije. Czyżby jakaś depresja go dopadła czy co? Może smuci się
brakiem postępów prorosyjskich seperatystów na wschodniej Ukrainie?
Melancholię przerywa otwarcie się drzwi i do pokoju wchodzi Szakal.)
Szakal – Pomyłka kurwa. Gdzie ten Castro?
Łysy już chciał wyjść, ale zauważył Kravena.
Szakal – Kraven kurwa!
Kraven – Szakal...
Senator Rzeczypospolitej Polskiej siada na ławce obok niego.
Szakal – Co nowego? Co słychać?
Kraven – Nic.
Szakal – Powiedz
mi kurwa coś, bo to nadal nie daje mi spokoju. Na co ci to wszystko? Te
walki ze słabeuszami? Te nieistotne pojedynki? To pałętanie się po
dolnej części karty. Byłeś najlepszym wrestlerem obok mnie w historii
tej federacji. Jako komisarz miałeś władzę absolutną. A teraz... teraz
stałeś się postacią nieistotną. Oprócz walki to nawet kurwa na gali
rzadko cię widać. Prawie kurwa zapomniałem, że ty w ogóle w tej hali
jesteś? Po co kurwa? Po co to wszystko?
Kraven – Tak trzeba.
Szakal – Masz w tym chociaż kurwa jakiś ukryty plan? Chcę kurwa wierzyć, że bycie nieistotnym pozwoli ci odzyskać władzę. Tak będzie?
Kraven – To już niemożliwe.
Szakal – Co jest kurwa niemożliwe? W moim słowniku nie ma takiego słowa kurwa, a ja mam słownik dobry, bo kurwa z PWN-u.
Kraven – Castro
zdobył pełną kontrolę nad EWF i trzyma federację w mocnym uścisku.
Żadne spiski, żadne plany, żadne zemsty tu nie pomogą. Myślałem nad
tym, w Stawce badaliśmy wszystkie możliwości operacyjne... i nic. Nie
da się niczego zrobić, rozumiesz?
Szakal – To po co kurwa tu siedzisz?
Kraven – Bo
muszę. Trzeba ratować okruchy starego świata, mojego świata, twojego
świata. Castro jest jak nasi bolszewicy. On zainfekuje system
krwionośny EWF swoim wirusem, a następnie przerobi wszystko według
swoich planów. Dasz mu kilka lat władzy i nie poznamy tej federacji.
Jeśli nas zabraknie... to stare EWF zostanie wymazane z pamięci.
Zastąpi je zupełnie nowe, oderwane od historii, całkowicie wykreowane w
chorym umyśle Felipe Castro. Ja, ty i jeszcze kilka innych osób
jesteśmy pomostem między przeszłością a teraźniejszością i
przyszłością. Dlatego właśnie Castro chce się nas pozbyć... byśmy
przestali swoją obecnością przypominać o dawnej chwale.
Szakal – Pierdolisz jak najebany. (Łysy spogląda na butelkę Putinki.)
Za dużo wódki i załączył ci się jakiś ruski filozof. Słuchaj, ja w
innej sprawie. Na następnej gali robią turniej drużynowy. Połączmy siły
- ty, ja i paprotka.
Kraven – W 2001 roku bylibyśmy nie do zatrzymania.
Szakal – W 2002, 2003 i 2004 też. W 2015 będzie tak samo.
Kraven – Charaszo, zgoda.
(Koniec wizyty we wspólnej szatni.)
Tony Hogański – Mistrz Szakal! Mistrz Szakal! Jaki on wspaniały!
Janek nie odpowiada, bo nadal ma zaklejone usta.
Tony Hogański – Janku, ty się nawet teraz sympatyczny zrobiłeś.
Kowalski chce coś powiedzieć, ale taśma pochłania wszelkie dźwięki.
Tony Hogański – Twój komentarz zrobił się nagle bardzo sensowny.
(Janek jest nadal uciszony, więc przenosimy się do najbardziej patriotycznej szatni w całym Extreme
Wrestling Federation. Trwa tu wielkie świętowanie. Nawet wywieszono
specjalne portrety Romana Dmowskiego, na których jest on uśmiechnięty i
wygląda na szczęśliwego. W pomieszczeniu odnajdujemy Żubra, Michała,
Andrzeja i indiańską Mię, spadek po Chickasawie.)
Żubr – Niech żyje Wielka Polska!
Michał – Niech żyje Żubr!
Andrzej – Niech żyje EWF Evolution Champion!
Mia – Niech żyje EWF Daemusin Champion!
Żubr – Czyli ja!
Michał i Andrzej (chórem) – Ha-ha-ha!
Mia – Gratulacje. Gdyby Jimmy tu był, to na pewno by się ucieszył.
Żubr – Cześć jego pamięci. Zawsze będę wspominał go z przyjaźnią.
Minuta ciszy dla uczczenia zaginionego Chickasawa.
Żubr – Jak
już wspomniałem te pasy, to dopiero początek. Jestem teraz EWF Daemusin
i zarazem EWF Evolution Champem. To piękna chwila, gdy na moje konto
mogę dopisać kolejne sukcesy. Pamiętam przy tym, że to nie tylko mój
osobisty sukces, ale przede wszystkim nasz, całego naszego obozu,
całego ruchu patriotycznego. Na tym nie zamierzam jednak poprzestać.
Wiecie dlaczego?
Michał – Dlaczego?
Żubr – Bo mam Polskę w sercu.
Michał się wzruszył.
Mia – A Jimmy?
Andrzej – Kobieto! Jakaś ty nudna! Nie możesz nawet takiej chwili uszanować.
Żubr – Nie, dobrze, że pyta. (Kładzie swą żubrzą dłoń na ramieniu Julii.) Pomścimy go.
Mia – To wiem, ale kiedy?
Michał – Kiedy, kiedy, kiedy. Zaufaj Żubrowi...
Żubr – Rozmówię
się jeszcze dzisiaj z Franko. To przecież główny mściciel, więc myślę,
że będziemy w stanie dojść do porozumienia. Razem przeszliśmy przez
piekło Afryki i razem zniszczymy naszych wrogów. Oni chcieliby nas
widzieć podzielonymi, ale my będziemy zjednoczeni. Wspólnie będziemy
silni. W zasadzie to pójdę od razu do niego.
(Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Rozsądnie! Niech Franko z Żubrem się dogadają i razem wpierdolą Castro.
Kowalski chce coś powiedzieć, ale nie może, bo ma zaklejone usta.
Tony Hogański – Co tam mówisz Janku?
Nie można zrozumieć, co też Janek chce przekazać.
Tony Hogański – No dobra. Oddam ci mowę. (Zrywa mu taśmę z ust.) Mów językami! Jak ewangeliczny charyzmatyk! Bądź naszym Baszoborą!
Jan Kowalski – Będę
mówił po polsku. Chciałem powiedzieć, że wkopanie Castro nie będzie
wcale takie łatwe. Po drodze chcą chyba jeszcze dołożyć Jazzowskiemu.
Tony Hogański – Gromada wrogów liczna, ale ich serca są czyste.
Jan Kowalski – Zemsta nigdy nie mieszka w czystych sercach.
Tony Hogański – Co ty wiesz o zemście. Zresztą, na Castro nie trzeba się już mścić, bo będzie otruty mrocznymi knedlikami. Problem sam się rozwiąże!
(Korytarzem kroczy nie kto inny jak Nas Jazzowski. O dziwo jest tym razem sam, gdzie podziała się Weronika Passent?)
Nas Jazzowski – Klucz do rozwiązania wszystkich...
Nie dowiemy się o jaki klucz
chodzi, bo słychać huk i pojawia się dym. Chyba ktoś wrzucił tu petardę
albo jakiś inny środek pirotechniczny o niskiej mocy. Wśród dymu na
korytarzu pojawia się... Pasierb! Były podopieczny Nasa Jazzowskiego,
były wrestler BGW, który parokrotnie pojawił się w EWF, a w końcowym
rozrachunku po Kwietniowej Anarchii VII został wzięty w jasyr przez
Boko Haram i wysłany do Afryki. Nassjasz chyba go nie poznał, bo jego
mina była dość zaskoczona.
Nas Jazzowski – Czy....
Pasierb (z wyraźną wściekłością) – Nie poznajesz mnie?!
Nas Jazzowski – Tak jakby nie.
Pasierb – Jak możesz mnie nie poznawać?! Byłem w BGW! Walczyłem z tobą! Zesłałeś mnie do Afryki!
Nas Jazzowski – Ach... tak... no cóż... było was wielu.
Pasierb – Nie daruję ci tego!! Giń!!
Zwolennik idei słowiańskich
wyciąga zza pazuchy duży nóż, który wygląda na taki, którym można by
strzyc owce. Owce jak wiadomo są bardzo słowiańskie. Z tymże nożem
Pasierb rzuca się na Jazzowskiego i chce zadać mu jeden, śmiertelny
cios, ale były EWF FTW Champion jest dużo szybszy. Odskakuje na bok, a
następnie po efektownym wyskoku w stylu kina akcji lat
osiemdziesiątych, trafia kopniakiem w dłoń Pasierba i wybija mu nóż z
tejże dłoni.
Pasierb – Nie znasz dnia ani godziny! Zginiesz marnie!
(Na korytarzu pojawia się Shaman! To chyba oznacza nieplanowaną walkę!)
Tony Hogański – Yeah! Jazzowski przeżywa przygody jak w jakimś RPG! Random encounter i jest walka!
Jan Kowalski – Na to wygląda.
Tony Hogański – Czyli to Pasierb rozmawiał w sekrecie z Franko?
Jan Kowalski – Wszystko na to wskazuje.
Tony Hogański – Przyznam się szczerze, że spodziewałem się kogoś lepszego i ciekawszego.
Backstage Brawl
Nas Jazzowski vs Pasierb
Shaman
pokazuje zdziwionemu Jazzowskiemu i Pasierbowi, że ma wszystko pod
kontrolą. Pasierb próbuje podnieść swój owczy nóż, ale Nas jest dużo
szybszy od prasłowiańskiego wojownika. Dopada do niego i kopniakiem w
podbródek powala go na ziemię. Urodzony na polach bitwy pod Grunwaldem
zawodnik próbuje wstać, ale Jazzowski znów okazuje znacznie lepszą
szybkość. Jest przy nim, przytrzymując go za ramiona zaczyna wymierza
kolejne uderzenia kolanem w brzuch. Jedno, drugie, trzecie, czwarte,
piąte, szóste... na tym poprzestaje, ale od razu powala byłego
wrestlera BGW z Clothesline'a. Pasierb mimo wszystko próbuje się
podnieść, na czworakach szuka swojego owczego noża, ale Nassjasz
uniemożliwia mu to w bardzo prosty sposób - nadeptuje biedaka na jego
słowiańską dłoń, a czyni to z wielką siłą, że aż zawył z bólu tak, że
na pewno jakiś Światowid go usłyszał. Nas podnosi go, po czym rzuca o
ścianę. Aż spadł z niej jakiś tandetny obrazek rodem z Polski Ludowej,
który pewnie wisi tu od czasów Gierka albo i dłużej. Pasierb mimo
wszystko ma w sobie wiele siły, bo podnosi się z czterech liter i
zaczyna szarżować w stronę Jazzowskiego. Ten natomiast chwyta go i
wykonuje mu 99 Crusher, swój ex-finisher. Pin....1.....2.....3! (Zwycięzcą jest: Nas Jazzowski!)
Jan Kowalski – Szybko poszło.
Tony Hogański – Sądziłeś, że będzie inaczej?
Nas jak gdyby nigdy nic odchodzi.
Tony Hogański – To jest dobra długość walki. Można zrobić dwadzieścia takich w trakcie gali i wszyscy będą zadowoleni.
Jan Kowalski – Nie jestem wcale taki pewien.
(Dzielny Żubr mimo, że dopiero
co odniósł kolejny sukces w swojej karierze jest ciągle aktywny. Jego
walka skończona, ale przecież gala trwa. Trzeba pamiętać o zemście za
afrykańskie cierpienia. Zemsta to ostatnio słowo-klucz w EWF. Wszyscy o
niej mówią.)
Żubr (do siebie) – Rozmówię się z Franko i razem z nim rozprawimy się z naszymi oprawcami. W grupie siła.
Skoro już jesteśmy przy afrykańskich tematach, to drogę EWF Daemusin i Evolution Champa zastępują... dwie murzynki.
Murzynka#01 – Ratuj nas, o wielki panie!
Murzynka#02 – Jesteśmy uchodźcami i chcemy zamieszkać w Polsce! Pomóż nam, o bwana kubwa!
Żubr – Dlaczego akurat w Polsce?
Murzynka#01 – Bo
Polska to ojczyzna wolności! Tu zawsze ceniono najwyżej wartości takie
jak honor, Bóg, Ojczyzna, dobro, sprawiedliwość i wolność.
Murzynka#02 – Tu da się żyć!
Murzynka#01 – My chrześcijanie! Nie jacyś muzułmanie! Chcemy się tu osiedlić.
Żubr – To zacne. W czym problem? Co ja mam z tym wspólnego?
Murzynka#01 – Bo
Unia Europejska chce nas wysyłać do muzułmańskiej Francji, gdzie
zginiemy. Zabiją nas islamiści! Wam chcą przysyłać właśnie takich
muzułmanów by zniszczyć piękną Polskę. Chcą wam wytworzyć takie
problemy z imigrantami, jakie mają u siebie.
Murzynka#02 – To
zemsta. Oni nienawidzą Polski, zawsze nienawidzili. Pluli na wolność,
dlatego po kolei sprzedawali was Ruskim, Niemcom i innym.
Żubr – Co mogę dla was zrobić?
Murzynka#01 – Proszę się za nami wstawić. Rekomendacja tak znanej persony i wielkiego patrioty z pewnością nam pomoże.
Murzynka#02 – Chcemy starać się o azyl tylko w Polsce.
Murzynka#01 – Chodź z nami i podpisz rekomendację dla nas. Podpisz apel w obronie prześladowanych uchodźców!
Żubr – Chrześcijanom i osobom kochającym Polskę z pewnością pomogę.
Żubr z murzynkami wchodzi do najbliższej szatni. Tam spotyka dziesiątki murzynów. Pomieszczenie jest dosłownie nimi wypchane.
Żubr – To wasza rodzina? Sporo was!
Nagle w drzwi kilkadziesiąt
centymetrów obok głowy Żubra wbija się strzała. Na specjalnym
podwyższeniu stoi nie kto inny jak Weronika Passent. Warto zwrócić
uwagę, że ubrana jest w tradycyjny, japoński strój do kyudo,
a przez ramię ma przewieszony równie tradycyjny, japoński łuk. W
dłoni trzyma natomiast wielki megafon z napisem „Hollywood”.
Weronika Passent – Czarnuszki moje! Nas mówił, że macie tego gościa przećwiczyć. No, to dawajcie.
Żubr – Co to ma znaczyć?!
Weronika Passent – No,
jaki futrzak, ja nie mogę. Podaj łapę koleś. Co się pytasz co to ma
znaczyć. Nie jarzysz? Przegrzała się łepetynka? Słuchajcie
murzyni. Wiecie o co kaman, bo ja nie bardzo kumam. Zróbcie z nim, co
musicie, ale pamiętajcie! Za 40 minut macie pociąg. Dzisiaj w nocy
musicie być w Warszawie, bo moja saska willa sama się nie zbuduje.
Czaicie?
Murzyni czają. Żubr chce się wycofać, ale drzwi zostały już zablokowane przez stado murzynów.
Weronika Passent – Papatki!
(Hordy Boko Haram rzucają się na Żubra. Szczegółów nie będzie, bo już wracamy w okolice stanowiska komentatorskiego.)
Tony Hogański – To jakaś murzyńska gala! Wszędzie ci murzyni!
Jan Kowalski – EWF nie dyskryminuje nikogo z powodów przekonań, koloru skóry, wierzeń, samoidentyfikacji płciowej czy orientacji seksualnej.
Tony Hogański – Samojebki?
Jan Kowalski – Czego?
Tony Hogański – Tak mi się skojarzyło. Wyobraziłem sobie autogeja-słonia z długą trąbą.
Jan Kowalski – O czym ty mówisz?
Tony Hogański – O niczym. Wracając do murzynów... tego tylko brakuje byśmy niedługo galę w Afryce zrobili.
Jan Kowalski – Już przecież mieliśmy. Dawno temu w Egipcie.
Tony Hogański – E
tam, Egipt. Co to za Afryka? To raj puszczalskich Polek, a nie żadna
Afryka. Mówię o takiej porządnej, ze słoniami, lwami, niewolnikami,
febrą, pustynią, puszczą, baobabem i murzynami.
Jan Kowalski – Tych ostatnich to mamy akurat pod dostatkiem.
Może kiedyś takiej gali się
doczekamy, ale nic nie wskazuje na to by miało się to stać w
najbliższej przyszłości. Jak na razie oczekiwanie na Wrestlepaloozę zorganizowaną w samym sercu
murzyńskiej Afryki zostaje przerwane głośną muzyką Sammy Hagar i
„Winner Takes it All”. Wywołuje to niesamowitą reakcję publiczności,
radość fanów jest przeogromna. Niektórzy pokazują do kamery swoje
legitymacje oficjalnego klubu Gumowego, na których wypisany jest ich
własny numer identyfikacyjny. W końcu spod FeliXtronu wychodzi on -
Dark Avenger we własnej gumowej osobie! Radość potęguje się, gdy
Mściciel zmierza na ring. Tam otrzymuje mikrofon. Musi jednak chwilę
odczekać nim fani uspokoją się, bo na razie ich entuzjazm zagłusza
wszystko.
Dark Avenger – Już, spokojnie.
Publiczność powoli uspokaja się.
Dark Avenger – Wróciłem! Moi drodzy, wróciłem! Niech żyje wielkie EWF!
Znów wielka radość fanów.
Dark Avenger – Dawno
mnie tu nie było. Wiele, wiele, bardzo wiele lat upłynęło od czasu, gdy
stałem na tym ringu. Nawet nie pamiętam, która to była
Wrestlepalooza... (Ktoś krzyknął, że osiemdziesiąta.)
Być może osiemdziesiąta, być może nie, dawno to było. Od tego czasu
naprawdę sporo się tu zmieniło, ale na ostatniej gali wreszcie
powróciłem, bo czas wreszcie zabrać głos w sprawach dla polskiego
wrestlingu najważniejszych. Od mojej dobrowolnej emigracji, bo tak, to
była emigracja, minęła ponad dekada. Niewiele osób pamięta atmosfery
2003 roku. Odsunięcie od władzy dobrej Esmeraldy i przejęcie jej przez
tyrana Game'a. Jakże szybko zapomniano o dyktaturze komercji, o
atmosferze strachu, o tym jak w każdej chwili można było zostać
zniszczonym, zgnojonym i upokorzonym. GRU mogło wtedy przyjść o 6 rano,
wyłamać drzwi i zmiażdżyć człowiekowi duszę. To było jednak dwanaście
lat temu! Wielu naszych, obecnych, współczesnych fanów było wtedy
dziećmi i nie ma prawa pamiętaj tych czasów. Opuściłem EWF, bo nie
wierzyłem tamtemu reżimowi, nie chciałem mu służyć i napełniać im
kieszeni. Game, Szakal, Kraven, Sandman, nawet dobra Esmeralda - oni są
bez przerwy u władzy, tzn. byli, oni niszczyli polski wrestling.
Obserwowałem to, co działo się w EWF od mojego odejścia. Widziałem jak
standardy były niszczone, jak moralność upadała, jak przekraczano
kolejne granice, jak mieszano z błotem wszystko, co piękne. Widziałem
jak ideał sięgnął bruku. Ze smutkiem stwierdzam też, że widziałem jak
moi dawni przyjaciele - Tool, Bubba, nawet Crazy, zostali kupieni.
Porzucili etos sprawiedliwości i popadli w dekadencję. Bubba opamiętał
się trochę, ale jego już nie ma. Tool odszedł w chwale, ale dla mnie ta
chwała i tak miała skazę, bo Tool skurwił się wielokrotnie. Jego tu już
nie ma. Jest natomiast Crazy, mój drogi przyjaciel, któremu będę musiał
powiedzieć, co myślę o jego ostatnich poczynaniach.
Słychać całkiem liczne okrzyki - Crazy! Crazy! Crazy!
Dark Avenger – Tak,
wiem, Crazy jest nadal dla was bohaterem. Osobiście nie mogę
powiedzieć, że upadł on kompletnie. Biedak jest jednak na dobrej drodze
by stracić swą duszę. Nie jest mistrzem bez skazy i zmazy. Odszedł od
ideałów Juice League. Szkoda, wielka szkoda. (Avenger popada w gumową zadumę.)
Nadszedł jednak czas na powrót, na mój powrót, a tym samym powrót do
ideałów starego EWF. Dlaczego znów tu jestem? Bo widzę, że w EWF zaszły
wreszcie zmiany. Dawny reżim został odsunięty od władzy i nareszcie
mamy możliwość odbudowy polskiego wrestlingu i
podniesienia go z moralnej zgnilizny. Dlatego przyjąłem ofertę Felipe
Castro i zdecydowałem się zostać jego doradcą do spraw wrestlingu i
rozwoju młodych talentów. Nie jestem jednak ślepy. Wiem w jakich
okolicznościach nowy prezydent przejął władzę. Chciałem więc
jednocześnie oficjalnie potępić z całą mocą mojego gumowego autorytetu
działania Felipe Castro na Kwietniowej Anarchii VII. Potępiam użycie
terrorystów z Boko Haram, potępiam uprowadzenie pracowników EWF do
Afryki, potępiam zachowanie Nasa Jazzowskiego i Vaclava. Nie ma na to
mojej zgody. Chcę jednak dać Felipe Castro kredyt zaufania, bo wiem, że
w głębi duszy chce on czynić dobro. Chociaż zdobył władzę w sposób
krwawy, to jego program ma ogromne szanse odnowić oblicze polskiego
wrestlingu i EWF. Będzie dobrze! Dziękuję!
Znów gra Sammy Hagar i „Winner
Takes it All”. Publiczność szaleje z radości, gdy Avenger opuszcza
ring. Po drodze przybija piątki fanom, rozdaje autografy, błogosławi
lud i robi to samo, co w ostatnich latach robił SR-Crazy. Pod
FeliXtronem pozdrawia jeszcze raz publiczność, lekko się jej kłaniając,
po czym znika na zapleczu.
Tony Hogański – Gumowy zgłupiał do reszty.
Jan Kowalski – Czyli wierzysz, że on jest prawdziwy?
Tony Hogański – Nie, przebrali Shamana albo jakiegoś Jobbera#1 i już. To spisek Felipe Castro.
Jan Kowalski – Ty niedowiarku. Przecież to prawdziwy Avenger! Oprócz Crazy'ego nikt tego nie kwestionuje.
Tony Hogański – Oprócz
mnie także. On jest fałszywy, nie czuję jego normalnego zapachu gumy.
Poza tym... gdzie są Jane Walker i Jack Gordon? To byli jego kumple!
Gdzie oni są?
Jan Kowalski – Już pod koniec 2003 roku prawie się nie pojawiali. Ich absencja nie oznacza niczego.
Tony Hogański – Oznacza, że to przebieraniec!
(Korytarz to zawsze ciekawe
miejsce na odwiedziny. Tym razem też tak jest, bo kroczy nimi Armia
Prus Wschodnich. SeBa i Mati są wyraźnie zdołowani, bo ich wielka armia
poniosła dzisiaj porażkę.)
SeBa – Ziomek, nie wiem co poszło nie tak. Miało być zwycięstwo. Miał być wielki sukces i ogromny triumf dla całych Prus Wschodnich.
Mati – To ta franca, ten Franz.
SeBa – On nas zdekoncentrował. Wstrzyknął nam socjalizm do naszych żył!
Mati – Nie! Aż tak to nie!
SeBa – Tak, ziomek. Czuję w sobie materializm dialektyczny. Mam ochotę coś znacjonalizować, tak mnie trzęsie. Popatrz na moje dłonie!
Z przerażeniem patrzą na dłonie feldmarszałka, które są czerwone.
Mati – Czerwień... a to kolor... lewactwa...
SeBa – Zainfekował nasze umysły tym socjalistycznym gadaniem.
Mati – Trzeba się przed tym bronić! Trzeba wezwać króla Korwina na pomoc! On pomoże nam masakrować lewaków?
SeBa (ze smutkiem) – Będziemy musieli zacząć masakrowanie od siebie?
Do masakrowania w tym momencie nie dojdzie, bo na korytarzu pojawia się nie kto inny jak Franz! Mr. Speedway we własnej osobie!
Franz – Nikogo nie zmasakrujesz! Liberalizm i kapitalizm już się ostatecznie skompromitowały!
SeBa – To on! To ten ziomek! (Do swego podopiecznego.) Mati, szybko! Masakruj go!
Mati posłusznie biegnie w stronę Franza i chce go zmasakrować, ale Złowrogi Spawacz powala go brutalnym Clotheslinem.
Franz – Rozumiesz?
Żadnego masakrowania nie będzie! To już ostatnie podrygi waszej
ideologii! Wasz król Korwin jest tylko starym dzieciorobem! On was
zwodzi, a tak naprawdę chodzi mu tylko o własną sławę i kasę. Wyjawię
ci tajemnicę, on tak naprawdę kompromituje prawdziwy liberalizm swoim
głupim gadaniem i kontrowersjami jakie wytwarza. Myślisz, że to
przypadek, że on już założył z dziesięć partii i z każdą się pokłócił?
SeBa – To nieprawda ziomek!
Feldmarszałek Wszystkich
Polaków poprawia ułożenie hełmu na swojej głowie i bez wyjaśnień
atakuje Franza Spearem, a przy okazji swoim hełmem! To legendarna i
zabójcza akcja, która może zniszczyć każdego. Trafia byłego żużlowca
idealnie... i nic! SeBa wręcz odbija się od niego!
SeBa – Co... co to znaczy?
Spawacz wybucha śmiechem, po czym pokazuje, że pod swoim belgijskim t-shirtem miał ukryty sporej wielkości kawałek blachy.
Franz – Ha-ha-ha! Sam zespawałem!
(Z wyraźną dumą.)
Podwójnie wzmocniony spaw! Musisz zrozumieć, że prawdziwa wolność ma
zapach spawania, zapach acetylenu! Jesteś nic nie warty. Jesteś gorszym
ścierwem niż belgijskie Marokany. Pluję na ciebie.
Żużlowiec z pogardą spluwa.
Franz – Upokorzę cię i zniszczę was wszystkich. Jestem pogromcą wszystkich kuców.
(Po tych słowach Franz odchodzi, zostawiając zupełnie zmasakrowych SeBę i Matiego.)
Jan Kowalski – SeBa się skończył.
Tony Hogański – Nie...
Jan Kowalski – Teraz królować będzie Franz.
Tony Hogański – Nie. Armia Prus Wschodnich jeszcze powstanie z kolan.
(W prezydenckim gabinecie
przyszedł czas na lunch. Wniesiono specjalny stół, na którym
rozstawiono zastawę stołową, wykonaną jeszcze za czasów Esmeraldy
Martinez. Aż dziwne, że nie poszła na zniszczenie. Felipe Castro chce
być blisko swoich podwładnych, więc lunch zjada dzisiaj z Tamarą
Ostrowską, swoją asystentką. Podano czeskie knedliki.)
Felipe Castro – Czeskie knedliki? Skąd taki pomysł?
Tamara Ostrowska – To podobno podarunek od jednego ze sponsorów.
Felipe Castro (zjadając potrawę) – Jak miło. Całkiem smaczne... choć mają dziwny posmak.
Tamara Ostrowska – Tak, to prawda. To musi być wersja z Moraw.
Felipe Castro – Pewnie tak.
(Wracamy na ring.)
Tony Hogański (z radością) – Bingo! Trafiony, zatopiony!
Jan Kowalski (ze smutkiem) – Nie! Dlaczego nikt go nie ostrzegł? Co my teraz zrobimy bez naszego prezydenta?
Tony Hogański – Znajdziemy sobie nowego.
Jan Kowalski – A Tamara Ostrowska? Co z nią? Przecież ona jest niewinna!
Tony Hogański – Służy Castro, więc jednak jest winna. Dostała rykoszetem, trudno. Trzeba to będzie wpisać w koszta.
(Od razu przenosimy się do
dekadenckiej szatni. Są tam wszyscy, m.in. SR-Crazy, Miszka, Smela i
Dobry Czech Honza. Smela z Miszką otworzyli właśnie szampany i
ekspresyjnie wyrażają swoją radość. W tle widać telewizor, na którym
zapewne oglądają Wrestlepaloozę.)
Smela – Udało się!
Miszka – Castro otruty!
Smela – Tak jak jego tata.
Dobry Czech Honza – Przypadek? Nie sądzę.
Smela – Brawo Honza! Dobra robota, pepiku! Niech cię uściskam.
Smela ściska się z Honzą.
SR-Crazy – Kiedy ta trucizna zadziała?
Dobry Czech Honza – W przeciągu kilku minut.
SR-Crazy – Nie powinniście świętować po fakcie?
Dobry Czech Honza – Pożarł knedliki, więc nie ma już dla niego ratunku.
Miszka – Zdechł pies! Zdechł! Padnie trupem, tra-la-la-la.
W szale radości zagłuszone
zostało pukanie do drzwi, a następnie pojawienie się w szatni Dark
Avengera. Pierwszy zauważył go SR-Crazy, następnie Smela, Miszka i
Honza. Wszyscy uspokoili się i w szatni zapadła taka typowa, niezręczna
cisza.
Dark Avenger – Dlaczego nie przyszedłeś się ze mną spotkać?
SR-Crazy – Dlaczego miałbym to robić? Nie wiem kim jesteś, ale na pewno nie Dark Avengerem. Jesteś fałszywy.
Dark Avenger – To przecież ja! (Wyciąga do niego swoje gumowe dłonie.) Niewierny Crazy, to ja!
SR-Crazy – Nie, to nie ty. Powiem prosto, dobitnie, aczkolwiek odrobinę niekulturalnie - spierdalaj stąd tania podróbko.
Dark Avenger – Tylko
ty mi nie wierzysz. Wszyscy inni zobaczyli, usłyszeli i uwierzyli.
Wiedzą, że to naprawdę ja. Crazy, uwierz mi, proszę. Wróciłem. Ale ty
Crazy...
SR-Crazy – Co ja?
Dark Avenger – W ostatnich latach jakoś taki mało aktywny jesteś. Tylko dekadencko siedzisz we własnej szatni.
SR-Crazy (zaskoczony) – Co takiego?!
Niespodziewanie
drzwi do szatni otwiera beskidzki wicher, słychać z oddali muzykę
cyrkową, a w szatni pojawia się Joke! Były zawodnik Extreme Wrestling
Federation i były członek Teamu Avenger!
Joke – Mistrzu!
Dark Avenger – Joke! Mój podopieczny! (Gumowy jest wyraźnie wzruszony.) Tyle lat minęło!
Joke pada na kolana przed polskim Batmanem i tuli się do jego kolan.
Dark Avenger – Już dość, Joke, już wystarczy. Wstań.
Pomaga mu wstać. Joke jest podekscytowany, a do jego cyrkowych oczu napływają łzy wzruszenia.
Joke – Jak
tylko usłyszałem, że wróciłeś... jak tylko zobaczyłem cię w
telewizji... to wiedziałem, że muszę tu być, że muszę powrócić do EWF
raz jeszcze. Wiedziałem i wierzę, że to ty! Teraz, gdy widzę cię twarzą
w twarz, to mam pewność. To naprawdę ty!
Dark Avenger – Tak, to ja.
Były członek Teamu Avenger wyjmuje z kieszeni legendarną blaszkę.
Joke – To tylko kopia. Jedyna jaka mi pozostała. Miałem oryginał... ale zawiodłem cię.
Dark Avenger – To było dawno Joke, to już nic nie znaczy. (Zwraca się do EWF World Champa.) Popatrz Crazy. Popatrz i uwierz.
Gumowy bierze z rąk Joke'a kopię słynnej blaszki i umieszcza ją w jeszcze słynniejszej kieszonce na swoim czole.
Joke – Pasuje idealnie! To Avenger! To naprawdę! on!
SR-Crazy (lekko roztrzęsiony) – Nie! Nie wierzę!
Szaleniec odwraca się na pięcie i wychodzi. Nie wybiera jednak głównych drzwi, lecz jakieś boczne.
Smela – Mentorze! Gdzie idziesz? To nasza szatnia! To oni mają wyjść!
Dark Avenger (do Joke'a) – Chodź, chłopcze. On kiedyś uwierzy, potrzebuje tylko czasu. Zawsze taki był.
Joke – Mistrzu, mamy tyle do nadrobienia. Tyle tematów do rozmów. Mam tyle pytań!
Dark Avenger – Zostaniesz wysłuchany.
2/3 dawnego Teamu Avenger opuszczają szatnię EWF World Champa.
Smela – Mentorze! Możesz już wyjść, poszli sobie.
Głos SR-Crazy'ego – Chodźcie lepiej tutaj. Coś się stało...
Miszka, Smela i Honza wchodzą
do pomieszczenia obok. To chyba kuchnio-jadalnia, ale to mało ważny
szczegół. Warto zwrócić uwagę na Czarnego DanGanera, który leży bez
życia na podłodze i rozpaczającą trójkę murzynów skupionych wokół niego.
SR-Crazy – Ktoś mi wyjaśni co tu zaszło? (Wskazuje na Czarnego Ganera.) Dlaczego on tak leży?
Czarny Nalep – Poczuł się nagle źle!
Czarny Huarez – Bardzo źle!
Czarny Banito – Padł i się nie rusza!
Czarny Nalep – Nie żyje!
SR-Crazy – Tak? Honza, masz jakiś pomysł?
Dobry Czech Honza – Ja? Dlaczego ja?
SR-Crazy – Bo on przed śmiercią wpierdolił twojego knedlika!
Dobry Czech Honza (ze zgrozą) – Nie!
SR-Crazy – Tak!
Dobry Czech Honza – Jak do tego mogło dojść? Skoro on leży tutaj martwy to znaczy... to znaczy... (Dramatycznie.) Czyżbym... pomylił knedliki?
SR-Crazy – Miałeś jedną prostą rzecz do zrobienia - otruć Felipe Castro, a przypadkiem otrułeś nam murzyna!
Dobry Czech Honza – To nie tak miało być. Nie tak...
SR-Crazy – Cudownie, po prostu cudownie. Jakbym miał mało problemów na głowie, to jeszcze muszę uporać się z trupem murzyńskiego stażysty.
Smela – Mentor się nie martwi. Zajmiemy się tym.
SR-Crazy – Muszę
jeszcze do tego opracować plan mojej aktywności, mojej ofensywy.
Słyszeliście, co ten fałszywy przebieraniec powiedział? Że nic nie robię i tylko
dekadencko siedzę w swojej szatni.
Smela – Wszystkim się zajmiemy.
SR-Crazy – Honza! Co ty robisz?
Co też on robi? Pepik nachylił się nad martwym murzynem i obszukuje go.
Dobry Czech Honza (sprawdzając kieszenie) – Może mieć coś cennego.
SR-Crazy – Niby co takiego? Co cennego może mieć murzyn?
Dobry Czech Honza – Może ukradł coś komuś. To w końcu murzyn.
SR-Crazy – Dobra myśl.
Dobry Czech Honza (zaglądając do paszportu) – Wiedzieliście, że on naprawdę nazywał się Mudżambo?
SR-Crazy – Nie.
Dobry Czech Honza (ze smutkiem) – Pieniędzy nie ma. To był biedny murzyn.
SR-Crazy – W końcu z Afryki. (Klaszcze w dłonie.) No nic, do roboty! Zajmijcie się wszystkim!
(Skoro wszystkim się zajmą, to trzeba ich opuścić. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Konfrontacja Crazy'ego i Dark Avengera nie poszła chyba po myśli naszego EWF World Champa. Do tego powrócił Joke.
Tony Hogański – Nigdy
za nim nie tęskniłem. To był przemądrzały koleś, który nie potrafił
osiągnąć żadnych sukcesów, a jedynie dużo gadał i marudził.
Jan Kowalski (z wyraźną ulgą) – Do tego prezydent Castro będzie żył!
Tony Hogański (ze smutkiem) – Tak, niestety. Szkoda murzyna... chociaż, co ja mówię. Po EWF się pałęta ich ostatnio tylu, że nikt nie zauważy straty.
(Znów
znajdujemy się biurze prezydenta Castro. Jest on sam, siedzi już za
swoim biurkiem i jest cały i zdrowy. Jak widać Dobry Czech Honza
faktycznie pomylił knedliki i zamiast otruć prezydenta EWF to otruł
jednego ze stażystów swojego mentora. Drzwi do gabinetu otwierają się z
wielkim hukiem i do szatni wkracza Szakal z kijem golfowym w dłoni.)
Felipe Castro – Dobry wieczór, panie senatorze.
Szakal – Nie taki dobry kurwa.
Felipe Castro (z fałszywą troską) – Coś się stało?
Szakal – Letni turniej tag-teamów kurwa. Chcę być w drużynie z Kravenem.
Felipe Castro – Z Kravenem, tak? Hm... no nie, przykro mi, ale to niemożliwe. Nie przewiduję by on w ogóle brał udział w tym turnieju.
Szakal – Nie? Jak to kurwa?
Felipe Castro – Kraven
nie zbliży się choćby na moment do wygrania żadnego pasa. Widzisz,
drogi senatorze. Ja prowadzę EWF w zupełnie inny sposób. Nie zamierzam
ingerować w przebieg walk. Walczcie sobie sami, walczcie jak chcecie,
przeszkadzajcie, oszukujcie, mnie to nic nie obchodzi i na wyniki walk
nie mam zamiaru wpływać. To nowa jakość w polskim wrestlingu. Nie życzę
sobie jednak by Kraven, mój osobisty wróg, posiadał tu jakikolwiek pas.
Biorąc udział w turnieju, istnieje dość spore ryzyko, bo to przecież
nadal świetny wrestler, że on te pasy wygra. To mi się nie podoba, więc
po prostu nie będzie on przewidziany do udziału w turnieju. To tyle.
Poza tym, gala odbędzie się we Lwowie, więc postanowiłem, że Kraven
powinien walczyć z przedstawicielem ukraińskiego wrestlingu. Ukraina
kontra Rosja, rozumiecie senatorze, w dzisiejszym kontekście
politycznym, organizacja takiej walki w samej siedzibie ukraińskiego
nacjonalizmu jest dla mnie całkiem zabawna.
Szakal – Lwów to kurwa polskie miasto.
Ekran dzieli się na pół. Po
lewej stronie widzimy Szakala, a po drugiej jego spin-doktora VooDoo
Białego, który chwyta się za głowę, po tym jak senator powiedział tak
niepoprawnie polityczną rzecz.
Felipe Castro – Przykro mi, mi jest tak naprawdę nieprzyjemnie, że muszę odmówić jego senatorskiej mości.
Szakal – Czyli kurwa nie dostanę Kravena?
Felipe Castro – Nie.
Szakal – W takim razie muszę ci przypierdolić.
Felipe Castro – Jestem pewien, że Avon...
Szakal – Mówisz kurwa o nim?
Łysy otwiera drzwi do
gabinetu, po czym na krótko znika, po czym wraca do środka ciągnąc za
sobą zakrwawione cielsko Avona Tschorny'ego.
Szakal – Widzisz kurwa, co się z tym EWF porobiło? Dałeś murzynowi i babie kierować GRU i teraz nie masz kurwa żadnej ochrony.
Ekran znów dzieli się na dwie
połówki i spin-Doktor VooDoo Biały znów chwyta się za głowę, po tym jak
senator powiedział dwie niepoprawnie polityczne rzeczy za jednym
zamachem. Czy senatorska reelekcja będzie zagrożona?
Szakal – Oni mnie tu kurwa nawet z kijem golfowym wpuścili! (Wymachuje zgrabnie swoim kijem.) Wiesz co ja ci kurwa mogę przy jego pomocy zrobić?
Castro z lekką obawą wstaje i
zaczyna wycofywać się. Szakal podąża za nim i zatrzymuje się około
półtora metra w odległości od prezydenta. Za plecami młodego Castro
jest już tylko ściana, żadnej drogi ucieczki nie ma.
Felipe Castro – Nie ośmielisz się mnie uderzyć! Jesteś senatorem! Jeżeli to zrobisz, to jesienią nie będziesz miał szans na reelekcję!
Szakal – Czy
ty kurwa myślisz, że ja zostałem senatorem dlatego, że jestem taką samą
tępą wydmuszką stworzoną przez różne agencje medialne jak cała ta
polityczna banda w parlamencie? Nie kurwa. Ja jestem Szakalem i dlatego
właśnie zostałem wybrany.
Łysy przystawia kij do gardła Felipe Castro.
Szakal – Na
ostatniej gali podobno mną pomiatałeś. Wiesz... to do mnie kurwa z
początku nie dotarło, ale jak nad tym pomyślałem, to faktycznie, coś w
tym jest. Co teraz Castro? Myślisz, że masz tu władzę absolutną? Że
możesz robić co chcesz i pomiatać nawet mną i paprotką?
Senator przyciska kij golfowy do gardła Castro.
Felipe Castro – Nie... nie daruję ci tego.
Szakal – Darujesz,
bo cię tu kurwa zapierdolę tym kijem na miejscu. Jeśli chcesz rządzić
EWF w spokoju, to musisz nauczyć się, że tu działają też inne siły.
Jedną z tych sił jestem kurwa ja.
Za drzwiami słychać jakiś tumult, odgłosy ciężkich kroków i w końcu głos Bereniki Martinez.
Głos Bereniki – Panie prezydencie? Wkraczamy?
Szakal – Widzisz? Ona nawet nie wie czy ma wkraczać czy nie, jak kurwa jakaś dziewica. Taką postawiłeś na czele GRU.
Felipe Castro (w stronę drzwi) – Nie!! Zostańcie tam, gdzie jesteście!
Szakal – Norma ISO666. Mógłbym ją zdelegalizować ustawowo, ale jak będziesz grzeczny to dam ci spokój. Chce być kurwa z niej wykluczony.
Felipe Castro – Załatwione.
Szakal – ... i Tony Hogański też.
Felipe Castro – Zrobione.
Szakal – Pamiętaj
kurwa. Nie jesteś tu sam. Zapierdoliłbym cię, ale co później? Samemu
rządzić EWF? Ja już to robiłem, ja zabieganym senatorem jestem. Nie mam
na to czasu. Nie wchodź mi w drogę, nie przeszkadzaj, nie pluj mi do
kawy, to jakoś nauczymy się koegzystować. Zrozumiano?
Felipe Castro – Tak...
Szakal – Pamiętaj kurwa, że cię obserwuję.
Felipe Castro – Ja ciebie też.
Szakal – Równowaga sił kurwa, rozumiesz? Ty zostawiasz mnie w spokoju, ja zostawiam ciebie. No, to cześć kurwa, wychodzę.
Łysy przerywa trzymanie
prezydenta EWF w stanie opresji, po czym podchodzi do drzwi, otwiera je
i pojawia się w przedpokoju pełnym GRU z dodatkiem jednej Bereniki
Martinez.
Szakal – Pamiętajcie kurwa! Nikt nie będzie pomiatał senatorem Szakalem!
Senator Najjaśniejszej Rzeczypospolitej wygraża kijem całemu GRU.
Szakal (do Bereniki) – Nie wiem w kogo ty się kurwa wdałaś, ale twoja przyszywana matka była nie tylko ładniejsza, ale i mądrzejsza.
Dwukrotny EWF World Champion wychodzi. Berenika pośpiesznie wpada do prezydenckiego gabinetu.
Berenika Martinez – Panie prezydencie?
Felipe Castro – Zapewnij opiekę medyczną Avonowi, będzie jej potrzebował Chyba trzeba będzie zabrać go do szpitala.
Berenika Martinez – Panie prezydencie?
Felipe Castro – No co? Nic nie mogłaś zrobić. To Szakal, on jest nieprzewidywalny.
Berenika Martinez – Zwiększyć ochronę?
Felipe Castro – Nie.
To byłaby oznaka słabości. Ja się nikogo nie boję. Szakal, Kraven,
Game, Sandman... ja się nigdy ich nie bałem, dlatego jestem teraz
prezydentem, a oni nie mają już niczego. Rozumiesz? Ja mam wszystko, a
oni nie mają niczego. Niech mi wygraża kijem. Czy to obraża mnie albo
moją godność prezydencką? Nie, to tylko pokazuje słabość tej bandy.
Niczego nie mogą już zrobić. Zobacz jak oni podatni są na manipulacje.
Po ostatnich galach w mediach powiedzieli, że pomiatam legendami. No i
co mamy dzisiaj? Szakal grozi mi kijem, a Crazy próbuje otruć. (Uśmiecha się pogardliwie i siada na prezydenckim fotelu.) To takie typowe, a jednocześnie takie małostkowe. (Spoważniał.) To będzie wszystko, Bereniko. Wracaj do swoich obowiązków.
Berenika Martinez – Tak, panie prezydencie.
(My też wracamy do swoich obowiązków, a dokładniej to w rejon stolika komentatorskiego.)
Tony Hogański – Mistrz jest wspaniały!
Jan Kowalski – To raczej nasz prezydent jest wspaniały.
Tony Hogański – Mistrz Szakal zrobił z Castro co chciał. (Prycha pogardliwie.) To ma być prezydent?
Jan Kowalski – Zupełnie nie słuchałeś tego, o czym Felipe Castro mówił, prawda?
Tony Hogański (wzrusza ramionami) – Ja tego gnoja w ogóle nie słucham. Ważne, że jestem oficjalnie wyłączony spod normy ISO666!
Jan Kowalski – Gratulacje
(Kolejna wycieczka na
zaplecze. Tym razem jesteśmy w szatni, w której rezydują Franko,
Helenka, a od czasu do czasu wpada też Bidam. Czy on w ogóle ma własną
szatnię? Czy wystarcza mu jedynie szafa tu i tam? Ot taka zagadka. W
pomieszczeniu widzimy Rzeźnika i jego menadżerkę. Słychać pukanie do
drzwi.)
Franko – Wejść.
Nikt nie odpowiada. Po chwili znów słychać pukanie.
Franko – Wejść.
Znów drzwi ani nie drgną. Kolejne pukanie do drzwi.
Helenka – Co
to za żarty? Może znowu Bidam z kurczakami przyszedł. Niby taki dobry
wrestler, a drzwi nie umiera otwierać. Och, sama otworzę.
Jak powiedziała tak zrobić chciała. Helen rusza w stronę drzwi, ale Franko chwyta ją za ramię i powstrzymuje.
Franko – Czekaj. To może byc pułapka.
Helenka (zdziwiona) – Jaka pułapka? Nie jesteś czasem przewrażliwiony? To pewnie Bidam i te jego żarty.
Franko – Bidam nie puka w ten sposób do drzwi.
Helenka – Nie? Skąd wiesz?
Franko – Znam jego sposób pukania. To nie on. To naprawdę może być pułapka, mam w końcu wielu wrogów.
Kolejny raz słychać pukanie.
Tym razem jednak drzwi zostają otwarte i do pomieszczenia zostaje
wrzucony sporej wielkości czarny worek, a w zasadzie to nawet wór.
Franko podchodzi do niego i uważnie zaczyna mu się przyglądać. Chce
nawet go kopnąć, ale Helenka ma inne zdanie.
Helenka – Czekaj! A co jeśli to bomba?
Franko – Taka wielka? To pół miasta by wywaliło... i tak by tym sobie nie rzucali.
Helenka – Zaczekaj. Ty myślisz zbyt strategicznie. Trzeba być niekonwencjonalnym jak Bidam. Co on by teraz powiedział?
Franko – Że chce kurczaka. „Czy w środku są kurczaki? Zajrzyjmy do środka. No dawaj Franko, otwieraj, nie daj się prosić”.
Helenka – Faktycznie. To do niego podobne.
Franko – On jest czasem trochę jak żona Jazzowskiego. To ten... niekonwencjonalny sposób myślenia. No dobrze. Zobaczmy, co jest w środku.
Rzeźnik nachyla się nad worem
i delikatnie, z pietyzmem i w sposób wielce ostrożny otwiera go. W
środku znajduje... zakrwawionego, pobitego, można wręcz powiedzieć, że
zmasakrowanego Żubra.
Franko – To Żubr.
Helenka (z przejęciem) – Żyje?
Franko – Oddycha... więc na szczęście żyje. Wezwij karetkę, bo to dobrze nie wygląda.
Do szatni wkracza Bidam, który prawie by się potknął o worek z Żubrem.
Bidam – Kto
to tu postawił? Ostatnio tego tu nie było! Ja chodzę po szatni na pamięć,
jak ślepy pies, nawet nie patrzę, co gdzie stoi. Nie róbcie mi takich
żartów.
Franko (wskazuje na worek) – Ktoś pobił Żubra.
Bidam – I przysłał go nam?
Franko – To wiadomość dla mnie. Ostrzeżenie.
Bidam – No jasne. Tu jest nawet karteczka.
Faktycznie, do worka dołączona była odręcznie spisana notatka.
Franko – Nie zauważyłem jej.
Bidam – No, faktycznie ostrzeżenie.
(Czyta głośno.)
„Z pozdrowieniami od Nasa Jazzowskiego. Tak kończą ci, którzy planują
zemstę”. O, od pani Weroniki też coś jest drobna notatka.
(Znów czyta.)
„Helloł ode mnie też, hi-hi, buziaki i strzała z japońskiego łuku wam w
oko”. Jak słodko, szminką serduszko narysowała bonusowo.
Franko – To groźba.
Bidam (wskazuje na zwłoki Żubra) – Zabierzmy go stąd, bo nam dywan zapaćka. To mongolski, z importu.
(Rozmarzył się.) Przypomina mi dom i mongolskie stepy.
Franko – Jazzowski...
Bidam – Ale masz problemy.
(Siada nonszalancko na krześle.)
Po prostu skop mu dupę... a nie, czekaj, wy jesteście razem w drużynie.
To ja wam muszę skopać dupska, nie? Walka niedługo. Idziemy?
Franko – Idziemy.
(My też idziemy. Co robią Hogański z Kowalskim?)
Tony Hogański – Czyli Żubr skończył jako futro z żubra.
Jan Kowalski – Nas Jazzowski kiedyś takie futro posiadał. Być może to była jakaś aluzja.
Tony Hogański – Załatwił Żubra i pokazał Franko, że to nie żarty. Dobra taktyka.
Jan Kowalski – Zobaczymy w jaki sposób odpowie Rzeźnik.
(Trafiliśmy na korytarz... po
którym latają strzały! Nie jest łatwo je dojrzeć, bo z pozoru nic się
nie dzieje, a później tylko takie ziuuuuu i leci sobie strzała. Później
znowu ziuuuuuuuu i kolejna strzała. Tak to wygląda, więc co w tym
interesującego? Oto bowiem na korytarzu pojawiają się nagle biegnący
Josh Brennan i także biegnący Alvaro Morena. Panowie w biegu znaleźli
czas by zamienić kilka słów.)
Alvaro Morena – Strzelają do nas? Czy to słynne Boko Haram?
Josh Brennan – Nie mam pojęcia. Ja biegnę do Belgii! Franz dał mi misję! Nie zawiodę go!
Strzały świszczą wokół ich
ciał, a korytarz kończy się. Na szczęście dla nich nie jest to ślepy
korytarz. Na jego końcu znajdują się drzwi, które Brennan popchnął, po
czym obaj panowie wypadli poza obręb hali. Tu za płotem z jakiegoś
powodu stoi tłum dziennikarzy. Brennan i Morena biegną parkingiem w
stronę ostatecznego wyjścia, gdy z hali wypada Weronika Passent w
stroju do kyudo z imponującym łukiem w dłoni.
Weronika Passent – Jobberki! Czekajcie na mnie! Gdzie uciekacie? No ej!
WAMP wypuszcza kilka strzał.
Jedna trafia Brennana w ramię, ale biegnie on dalej. Wybiegł poza obręb
hali i kieruje się szosą prosto na Brukselę! Ekran dzieli się na dwie
połówki. Po lewej stronie Irlandczyk biegnie do Belgii. Po drugiej
stronie widzimy Franza z tabletem w dłoni.
Franz (wskazuje na swój tablet) – Dobry,
bo belgijski. Szkoda, że nie umiem zmienić języka z belgijskiego na
nasz, ale jakoś na ślepo daję radę. Wszystkich oprócz Marokanów, SeBy i
Polek puszczających się z murzynami zapraszam do śledzenia mnie na
twitterze. Mam już dużo followersów. Codziennie świeże informacje ze
świata spawaczy. Jak dobrze spawać? Jaką odzież ochronną dobrać? Do
tego testy różnych masek dostarczane nam przez sponsorów. Ciekawostka
na dziś - mojego Irlandola czeka 1280 kilometrów do przebycia, mój
belgijski komputronik wyliczył, że to będzie 245 godzin piechotą.
Takiego twitta wrzuciłem. Ahoj!
Koniec
krótkiej wizyty Franza na ekranach. Ekran znów jest normalny, a w
oddali widać sylwetę biegnącego w stronę Belgii Brennana. Jakoś da
radę, w końcu jest z
Irlandii, a do tego ma strzałę japońską wbita w ramię.
Weronika Passent – Ej no! Gościu! Jaką spadówkę robisz bez pytania? Kombakuj, no!
(Ze smutną rezygnacją.) Umrzyj...
Śliczna Veronique oddaje
kolejny strzał i celnie trafia w szczecińskiego stoczniowca rozdającego
ulotki na temat szkodliwości normy ISO666. To był w sumie przypadek, bo
poluje ona głównie na jobberków. Na szczęście dla pani Jazzowskiej
Alvaro Morena jest dużo wolniejszy niż Josh Brennan. WAMP wypuszcza
więc strzałę, która trafia prosto w plecy Urugwajczyka. Ten pada na
ziemię, a WAMP staje nad nim i niczym Rocky Balboa unosi swą dłoń z
łukiem w geście triumfu. Niewiadomo skąd wyskakuje Dark Sędzia! Pin....1.....2....3! (Zwyciężczynią jest: Weronika Passent!)
Weronika Passent – Łoooo... ale czad! Jak powiem Nasowi, to nie uwierzy! (Od razu strzela sobie selfie z łukiem i padniętym Moreną.)
Dajemy to od razu na insta - #WAMPvictorious, #takginąfrajerzy,
#onzjadałzwierzątka, #amazing, #instagood, #YesWeCan,
#JeSuisVeronique... ufff, ale to otagowałam! Na twitta też wrzucę.
(Za płotem dziennikarze strzelają mnóstwo fotek, które trafią jutro na okładki kolorowej prasy. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Pani Weronika to dzielna kobieta.
Jan Kowalski – To prawda. Dotarliśmy do kolejnej walki.
Tony Hogański – Hura! Mistrz Szakal w akcji!
EWF FTW Championship
Szakal & Bidam (c) vs Nas Jazzowski & Franko
Rozbrzmiewa
The Offspring i „Self Esteem”, co oznacza pojawienie się na ringu
senatora Szakala. Łysy majestatycznie wychodzi spod FeliXtronu witany z
wielką radością przez tłum mieszkańców Podbeskidzia. Senator jest pewny
siebie, skoncentrowany i gotowy do boju. Z duma wkracza na ring, gdzie
jest już sędzia Lech Grudziński. Panowie witają się, bo w końcu znają
się od 2001 roku, a to do czegoś zobowiązuje.
Muzyka zmienia się w „London
calling” The Clash, a na arenę wkracza Bidam z EWF FTW title na
ramieniu. Entuzjazm jest, ale nie taki wielki jak przy wejściu senatora
Szakala. Bidam nie jest w końcu legenda polskiego wrestlingu, jest
popularny i szanowany, ale bez przesady. Na ring wkracza spokojnie,
gdzie uśmiecha się czule w stronę Łysego. Swój pas oddaje sędziemu,
który deponuje go poza ringiem.
Gra „Anvil Of Crom” Basila Poledourisa, a poziom radości publiki wzmaga
się. Jak się okazuje Franko jest o wiele bardziej popularny od
Bidamczyka. Rzeźnik pojawia się na arenie, więc od razu aktywują się
lokalne oddziały jego fanklubów - Rzeźników zza fal i Franko-girls. EWF
Tag Team Champion wkracza na ring, gdzie wymienia uprzejmości z Bidamem
(szczere, bo przyjacielskie) i Szakalem (raczej kurtuazyjne).
Napięcie wrasta, a na arenie panuje niesamowita cisza. Wszyscy oczekują
pojawienia się najbardziej, obok Felipe Castro i Vaclava,
znienawidzonej persony polskiego wrestlingu. W końcu jesteśmy zmuszeni
do wysłuchania Urszuli i jej przeboju „Malinowy król”.
Muzyka zostaje szybko zagłuszona przez wielki ryk nienawiści, który
przemknął po hali, gdy na arenie pojawił się Nas Jazzowski. Nassjasz
jest sam, małżonka zajęta jest chyba swoimi sprawami. Spokojnie,
ignorując publiczność, wchodzi na ring, gdzie nie wita się z nikim i
zajmuje swoje miejsce.
Tony Hogański – Jest! Mistrz Szakal! Wspaniały Szakal! Wspaniała to będzie walka!
Jan Kowalski – Muszę cię zmartwić. Za faworytów uchodzą tu Nas Jazzowski i Franko.
Tony Hogański – Niemożliwe!
Jan Kowalski – Szakal
uważany jest za najsłabszego zawodnika tej czwórki. Czasy się zmieniły,
to nie jest już maszyna do wygrywania walk, lecz... podstarzały
człowiek.
Tony Hogański – Głupoty
opowiadasz. Mistrz Szakal zachwyca formą! Udowodni to dzisiaj. On i
Bidam to zabójcza kombinacja. Powinni wystąpić ze sobą w turnieju
drużynowym na następnej gali. Szkoda, że Bidam ma już Franko. Szkoda...
Jan Kowalski – Dodam jeszcze, że odliczenie Bidam skutkować będzie zdobyciem przez takową osobę EWF FTW title.
Cała czwórka zawodników jest już
na ringu. Czy naprawdę trzeba tu wspominać o emocjach jakie towarzyszą
tej walce? Tak! Bo EWF zbudowane jest na emocjach, walki opierają się
nie na durnych wyliczankach ciosów, ale na budowaniu napięcia,
oddawania mimiki zawodników, zwracania uwagi na detale, doskonałego
odwzorowania emocji towarzyszącej zawodnikom, fanom i sędziemu. Mówiąc
krótko, to właśnie te małe elementy są takie ważne, bo walki jak walki
- w gruncie rzeczy są od lat do znudzenia takie same. No chyba, że
pojawiają się jakieś ciekawe stypulacje, ale tego pojedynku to akurat
nie dotyczy. Publiczność ochoczo zagrzewa do boju przede wszystkim
senatora Szakala, a na drugim miejscu Franko. Bidam, postać trochę taka
niejednoznaczna, jest pozdrawiana z większą rezerwą. Nikt tak naprawdę
nie wie, co siedzi w jego głowie. Nas Jazzowski, jak już wspomniano
przy wejściówkach, witany jest z absolutną nienawiścią. Jeśli u Vaclava
jest to nienawiść związana z jego obrzydliwym zachowaniem i brakiem
szacunku dla sacrum, to u Jazzowskiego jest to nienawiść naturalna,
niejako wpisana w DNA każdego nowoczesnego fana. Za zdradę otrzymuje
się nienawiść, a Nas Jazzowski po wydarzeniach z Kwietniowej Anarchii
VII stał się największym zdrajcą w historii polskiego wrestlingu.
Będzie miał teraz okazję spotkać się ze swoim arcywrogiem, czyli
Franko. Wszyscy na to czekają. Cała Polska i spora część świata, do
której dociera ten przekaz, zastygła w napięciu. Sędzia Lech Grudziński
wydaje ostatnie wskazówki. Wrestlerzy pojawili się już na ringu, a
drużyny zostały wybrane. Jazzowski i Franko nawet ze sobą nie
rozmawiają, chyba nawet na siebie nie patrzą. Na pierwszy ogień na ring
ruszyli Szakal i Nas. Cóż to będzie za walka! Sędzia zaordynował
uderzenie w gong i ruszyli. Nas rzucił się na Szakala jak typowy Janusz
na plażowy parawan i zaatakował go punchami. Szakal, co by nie było
doświadczony wrestler, odpowiedział na te ataki ciosem głową.
Tony Hogański – Brawo mistrzu! Jesteś wspaniały!
Jan Kowalski – W tej walce jest tyle emocji. Jest tu taki ładunek emocjonalny.
Tony Hogański – Czy Nas i Franko skoczą sobie do gardeł? Czy zwycięży chłodna kalkulacja?
Jan Kowalski – Przekonamy się już niedługo. Jak na razie walczą pan Jazzowski z panem senatorem.
Nas nie przestawał jednak atakować, wywiązał się z tego regularny brawl
(pytanie do ekspertów, czy wyróżniamy nieregularny brawl?). Raz
wydawało się, że górą jest Szakal, raz z kolei dominował Nas. Chłopcy
tak tłukli się przez dłuższą chwilę serwując widzom kolejno: punche,
chopsy i inne niezbyt eleganckie ciosy w korpus, a także kopanie się po
kostkach. To kluczowa rzecz, bo takie kopnięcie w kostkę może być
całkiem bolesne. W końcu udało się Szakalowi przywalić Nasowi
Clotheslinem! Jak wiadomo jest to jeden z najbardziej zabójczych ciosów
w historii polskiego wrestlingu. Zapytajcie Sandmana, czego to on nie
wyrabiał przy pomocy tej akcji w 1453 roku pod Konstantynopolem. Tym
razem coś poszło chyba nie tak, bo Nas jednak nie upada, co więcej
szybko przechodzi do kontruderzenia! Szybkie punche zwaliły
zszokowanego senatora Najjaśniejszej Rzeczypospolitej z nóg! Nas
zaczyna go okopywać, Szakal może i nie cierpi, ale widać, że nie może
wstać. Nas przywala mu od razu całkiem efektownym Leg dropem! Szakal
jednak nie rezygnuje tak łatwo z prób podniesienia się. Nas krótką
chwilę zapatrzył się na jakiegoś wąsatego stoczniowca ze Szczecina na
trybunach i już sprytny senator wykorzystał to. Podnosi się szybko,
odbija się od lin i uderza Clotheslinem Nasa. Wódz murzyńskich hord nie
przewraca się jednak, Szakal znowu szybko i zwinnie, zupełnie jak
za młodu, łapie Nasa za szyje po czym popycha go do narożnika... Nas
wpada do narożnika, próbuje się stamtąd wydostać, ale obrywa
legendarny...
Tony Hogański – Elbow hit! Niszcząca akcja mistrza Szakala!
Jan Kowalski – Kiepsko się ta walka dla Nasa zaczęła.
Tony Hogański – Za dużo się z murzynami zadaje, a czy oni kiedykolwiek jakąś cywilizację zbudowali?
Jan Kowalski – Cywilizację rapu.
Tony Hogański – Jezu, Janku! To było tak zajebiście odkrywczo genialne, że aż ja jestem pod wrażeniem.
Elbow hit zadziałał diablo skutecznie, że Nas na stałe wpadł do
narożnika i można powiedzieć, że został rezydentem. To nie koniec
uderzeniem, tym razem Jazzowski przeżywa bliskie spotkanie z kolanem
senatorskim. Szakal, który lubi jak innym jest łyso już po chwili
powtarza tę akcję, czyli zadaje kolejny cios kolankiem! Po chwili
uderza jeszcze raz! Nas pada na matę. Szakal podnosi rywala po czym
whipuje go na liny i ścina masywnym Clotheslinem! Dobre te kosy, zawsze
ich pełno i zawsze są skuteczne.
Szakal celebruje i pozuje do fotek, by miał co załączyć do swoich
folderów w związku z kampanią wyborczą. Stoczniowcy szczecińscy
skupieni na specjalnym sektorze wiwatują na jego cześć i podkręcają
swoje arcypolskie wąsy. W międzyczasie Nas podnosi się i rusza na
Szakala (hej na-na-na) powalając go niezbyt udanym Short-range
Clothsline! Co to za cios? zna go ktoś? Szakal leży zdziwiony na macie.
Swoją szosą, jak można leżeć zdziwionym? Nas próbuje wejść na narożnik,
ale widząc, że senator zaraz wstanie, rezygnuje z tego pomysłu. Nas
chwyta Szakala, który już zdążył wstać, odbija go od lin i powala
Running DDT!! Nas znudzony walką klepię Franko i rozkazuje mu wejść na
matę. Franko nie podoba się taki ton jakim posługuje się wobec niego
ex-mesjasz polskiego wrestlingu, ale zupełnie go ignoruje.
Tony Hogański – Mistrz tak zmiażdżył Jazzowskiego, że ten musiał się zmienić z Franko.
Jan Kowalski – Nie odebrałem tego wcale w ten sposób.
Tony Hogański – Bo ty wszystko źle odbierasz. Masz teraz umysł zaślepiony castrowską propagandą.
Jan Kowalski – Co ma Felipe Castro wspólnego z tą walką?
Tony Hogański – Jest prezydentem EWF! On ma z każdą walką coś wspólnego!
Publiczność wita przyjaźnie Franko, a Rzeźnicy zza fal zaczynają
pyskówkę na trybunach ze szczecińskimi stoczniowcami o to, kto jest
lepszym wrestlerem i bardziej moralnym zawodnikiem. Kto by w 2001 roku
pomyślał, że Szakal zbliży się do słowa moralność? Nikt! Walka trwa w
najlepsze, bo Rzeźnik szybko zarzuca leżącego Szakala masą kopnięć ,
część z nich ląduje na łysej twarzyczce senatora, część na brzuszku, a
część na ramionkach. Piękne zdrobnienia, zupełnie jakbyśmy byli w
jakiejś Warszawie albo na Mazowszu, oni mają tam taką dziwaczną manierę
w polszczyźnie. Senator ma ewidentnie dość i próbuje się doturlać do
swojego narożnika. Tam czeka już na niego Bidam, który energicznie
wywija rękoma. Franko postanowił przeszkodzić mu w tym, dlatego
pochylił się i chciał podnieść Szakala, były EWF World Champion pokazał
jednak senatorską zagrywkę i ringowe cwaniactwo, wtykając swoje palce w
oczy Franko! To musiało boleć, a jeśli nie to bardzo zszokowała ta
zagrywka Rzeźnika. Szakal w tym czasie klepnął się z Bidamem. Franko
spojrzał jeszcze w kierunku Nasa, ale ten drugi dał znać, że nie chce
się bić. Rzeźnik
zachowuje pełen spokój i jak na razie w żaden sposób nie ma zamiaru
odpowiadać na tanie prowokacje pana Jazzowskiego. Bo i po co? W tej
chwili trwa walka i to ona jest najważniejsza. Wszystko inne schodzi na
drugi plan.
Jan Kowalski – Doczekaliśmy się.
Tony Hogański – Czego?
Jan Kowalski – Bidam kontra Franko. Pojedynek dwóch przyjaciół.
Tony Hogański – Och Janku, bo to pierwszy raz? Nie ma się czym przejmować, naprawdę.
Jan Kowalski – Trzeba budować emocje.
Tony Hogański – Emocje w czasie walk budują się same. Ty nie jesteś im do niczego potrzebny.
Na ringu znajdują się więc w tej chwili Bidam i Franko, czyli koledzy
ze szkolnej ławki. Panowie stają naprzeciw siebie, mierzą się wzrokiem,
a nawet zaczynają coś do siebie mówić. Bidam uśmiecha się od ucha do
ucha, jak zawsze pociesznie i miło. Butcher próbuje nie być dłużny,
ale... cóż jak jest gęba nie wyjściowa, to uśmiech może mu dodać tylko
uroku pedofila. Widać zresztą, że Franko niezbyt często trenuje
uśmiechy. Powinni go posłać do szpitali w ramach programu wspierania
chorych dzieci, to może by się nauczył. Panowie szepczą jeszcze coś do
siebie. Podają sobie rękę i... zaczął się brawl. Ostry! Bardzo
ostry! Widać, że EWF Tag Team Champion nie będą się tu oszczędzać.
Zapowiadali to zresztą, więc nie ma się czemu dziwić. Panowie widać
poważnie podchodzą do swoich obowiązków i biją się naprawdę na serio.
Franko sprzedał swojemu koledze nawet kopniaka w brzuch! Rzeźnik
korzystając dalej z siły swojego ciosu, odbija się od przeciwległych
lin i z rozpędu uderza swego oponenta w szczękę! EWF FTW Champion jest
w absolutnej defensywie! A obrońca z niego raczej przeciętny - cofa się
do swego narożnika, lecz Rzeźnik idzie dalej za ciosem i zaczyna tam z
furią okładać przeciwnika pięściami. Proste sposoby by dojść do celu. W
końcu łapie Bidama i wykonuje klasyczną przerzutę do przeciwległego
narożnika. Franko biegnie za nim by wpaść na niego swoim wielkim
cielskiem, jednak Bidam się uchyla! Franko wpada całym rozpędem na
narożnik. Bidam wykorzystuje roztargnienie kolegi i roll up! Pin...1....2... kick out! Niespodziewanie było blisko. Franko
szybko chce wstać, jednak Bidam uderza go kolanem w twarz. Franko
jest zamroczony, Bidam udaje się do swojego narożnika. W tym czasie
Franko pokazuje, że ma dość bratobójczej walki i zmienia się z Nasem!
Jazzowski nie odmówił.
Jan Kowalski – Walka trwa już jakiś czas, a dopiero przed chwilą mieliśmy pierwszą próbę pinu.
Tony Hogański – Nic nie poradzisz. Taki mają pomysł na walkę.
Jan Kowalski – Tempo niezbyt szybkie, ale emocji bardzo wiele.
Tony Hogański – Czekam tylko na moment, w którym Jazzowski postanowi zaatakować Franko.
Jan Kowalski – Może będzie odwrotnie?
Tony Hogański – Nie.
Franko podchodzi poważnie do swoich obowiązków. Są razem w drużynie,
więc będą w niej do końca walki, ale nie dłużej. Później być może
Franko zdecyduje się wpierdolić Jazzowskiemu.
Na ringu staną więc naprzeciw siebie Nas Jazzowski i Bidam. Trzeba
przyznać, że ta dwójka zawodników stanowi bardzo ciekawą kombinację.
Jak walka potoczy się dalej? Obaj wrestlerzy nie należą do gatunku
tych, którzy lubią długo pozostawać bezczynnie. Od razu doskakują do
siebie, praktycznie w tym samym momencie i rozpoczyna się brawl. Brawle
bywają dynamiczne, bywają też ospałe i niemrawe. Ten jest zdecydowanie
dynamiczny. Nas i Bidam wkładają mnóstwo energii w wymianę ciosów.
Wygląda to tak jakby Nas zesłał Bidama do Afryki. A może Nowosibirski
mści się w pewien sposób w imieniu swego kolegi? W każdym razie to
Bidam ma w tym pojedynku zdecydowaną inicjatywę. Tuż po uzyskaniu
przewagi pakuje przeciwnika w narożnik.. rozpędza się i... zgniata
rywala Splashem. Jazzowski próbuje wydostać się z tego nieciekawego
położenia, wszak już dzisiaj obrywał Elbow hit os senatora Szakala.
Otrząsa się szybko, jednak zostaje pociągnięty za rękę, tym razem w
stronę lin... Nowosibirski w międzyczasie rozpędził się i spróbował
rozbroić wszelki opór upadłego mesjasza Dropkickiem! Próba dobra,
wykonanie niezłe, ale efekt raczej słaby, bo oto przywódca murzyńskich
hord łapie się lin, lecz nie odbija się od nich, przez co Dropkick
Bidama trafił w powietrze, a Koreańczyk spadł z łoskotem na matę. Nas
wykorzystuje sytuację i jest Elbow Drop, po czym następnie podniesienie
przeciwnika i zgrabny Pumphandle Powerslam! Aktualny EWF FTW Champion
zwija się w pobliżu lin. Jazzowski dopada do rywala, podcina i... Ring
Rope Clothesline!
Jan Kowalski – Walka Jazzowskiego i Bidama wychodzi na całkiem wyrównaną.
Tony Hogański – Ciekawe jakby Weronika Passent spisała się w walce z Pollą Kinzler.
Jan Kowalski – Skąd to pytanie?
Tony Hogański – Tak mnie to nagle zaciekawiło.
Nas Jazzowski od razu podnosi rywala, po czym wymierza mu kopniaka w
brzuch, a następnie wymierza mu Side Suplexa. Bez wahania chwyta go za
nogę i przesuwa na środek ringu. Sam wdrapuje się na jeden z narożnik,
gdzie wysłuchuje obelg ze strony zarówno Rzeźników zza fal jak i
szczecińskich stoczniowców. Nie zważa na nie i po prostu skacze z
Flying Elbow Dropem... ale ta sztuka mu się nie udaje! To znaczy samą
akcję wykonał perfekcyjnie i za styl ma notę 10/10, ale kto mógł
przewidzieć, że Bidam w ostatniej chwili odsunie się na bok? Jazzowski
z hukiem uderza o matę. Bidam wstaje, podchodzi do Szakala i zmienia
się z nim. Senator z łysą wściekłością w oczach od razu dopada do
największego zdrajcy w dziejach i zasypuje go gradem Elbow Dropów!
Jeden, drugi, trzeci, czwarty, piąty, szósty, siódmy, ósmy! Ostro
pogrywa nasz parlamentarzysta, nie ma co! Niektórzy zarzucą mu, że jest
tak wiekowy, że umie wykonywać już tylko nieskomplikowane ciosy, ale to
tylko takie gadanie. Szakal wydaje się być w niezłej formie. Nie zważa
na nic, podnosi przeciwnika, po czym w sposób jakże dynamiczny whipuje
go na liny. Jazzowski rzecz jasna odbija się od nich, a dwukrotny EWF
World Champion chwyta go w pół i uderza na nim Overhead Belly to Back
Suplex! Mąż Weroniki Passent rozbija znów efektownie rozbija się na
macie. Szakal niespodziewanie decyduje się nie kontynuować swej
ofensywy, lecz znów zmienia się z Bidamem. Ten wchodzi na ring i
decyduje się wykonać z Szakalem jakąś drużynową akcję! No proszę, ale
się im na kreatywność zebrało! Szakal podnosi Jazzowskiego, rzuca go o
liny, po czym wraz z Bidamem próbują Double Clothesline'a! Nie udaje im
się to, bo Nas efektownie unika ciosu, od razu odwraca się, kopie
Bidama w brzuch i wykonuje mu Single Arm DDT! Od razu wstaje, ale
Szakal zaraz chwyta go i aplikuje mu Russian leg Sweep!
Tony Hogański – Zobacz jak mistrz cudownie walczy!
Jan Kowalski – Faktycznie. Prezentuje się dzisiaj wybornie.
Tony Hogański – Jaka praca nóg, jaka praca kolan, jak mu chodzą łokcie! Jestem pod wielkim wrażeniem jego kunsztu.
Jan Kowalski – Powiem
banalnie. Szakal może stary, ale jary. Wszyscy, którzy spisywali go
straty powinni puknąć się w czoła. On jeszcze wiele może namieszać we
współczesnym EWF.
Lech Grudziński pokazuje Szakalowi, że jest on tu nielegalnym
zawodnikiem i powinien się wynosić. Na ringu pozostają więc Jazzowski i
Bidam. Pierwszy podnosi się Nas. Ma w sobie wielką wolę życia i
sięgnięcia po nieśmiertelność w polskim wrestlingu. Od
razu podnosi leżącego na macie Bidama i podtrzymuje go przez chwilkę.
Pokazuje Franko, żeby wpadł na ring i żeby razem zrobili też jakąś
drużynową akcję. Rzeźnicy zza fal krzyczą to Franko, żeby tego nie
robił, a Franko-girls piszczą, że to byłaby przesada i zdrada. Franko
postanawia dać z siebie 100% w tej walce i udowodnić, że jest pełnym
profesjonalistą. Wchodzi na ring i przygotowuje się do drużynowej
akcji, gdy nagle Bidam wyrywa się Jazzowskiemu i mini-Spearem bez
rozbiegu wgniata go w narożnik. Franko chce wyjść za ring, ale Bidam
też chce być fair wobec swojego partnera, więc nikomu nie będzie
pobłażać i każdą okazję zdecydowanie wykorzysta. Franko pada ofiarą
Speara, ale nie w wersji mini, a zdecydowanie maxi. Rozbieg był niezły,
wbicie się w ciało rzeźnicze było niezłe, a wszystko skończyło się w
narożniku, w który z łoskotem wpadli Franko the Butcher i Bidam
Siergiejewicz Nowosibirski! W międzyczasie Jazzowski oprzytomniał,
wszak Spear był tylko mini. Podchodzi do leżących w narożniku rywali,
ale oto na ringu pojawia się Szakal, który szczecińskim Clotheslinem
powala Jazzowskiego na deski!
Tony Hogański – Brawo mistrzu! Słuszna decyzja! Zacna akcja!
Jan Kowalski – Powinien się jednak trochę opamiętać. To nie jego czas antenowy, że się tak wyrażę. Walczą Bidam z Jazzowskim.
Tony Hogański – Co? Mistrzowi Szakalowi żałujesz?
Lech Grudziński spokojnie pokazuje senatorowi wyjście, a ten chcąc nie
chcąc wychodzi poza obręb lin. Franko w narożniku trzeźwieje, podobnie
jak Bidam i w sumie Jazzowski także całkiem szybko dochodzi do siebie.
Trwa chyba ogólne przegrupowanie w siłach obydwu drużyn, bo Franko
wychodzi poza liny, ale tylko po to by zmienić się z Jazzowskim. W
międzyczasie Bidam powędrował do Szakala i dokonał wymiany z łysym jak
kolano polskim parlamentarzystą. Franko i Szakal ruszają na siebie, a
ring aż dudni, bo gabaryty obu zawodników są spore. Dochodzi do
wrestlingowo-miłosnego splotu między nimi, bo wrestling tak naprawdę
jest miłością, która wyraża się poprzez nienawistne obijanie mordy
rywala. Franko wbił się Dropkickiem z krótkiego rozbiegu w brzuch
senatora. Ten upadł, ale zaraz wstał, jednak to nie jest jego moment,
bo kopniak w brzuch był silniejszy. Szyja senatorska została
pochwycona, a następnie porwana do otrzymania Neckbreakera! Szakal
pokazał doświadczenie, wykopał się jakoś z nieszczęśliwego uścisku, po
czym tak obrócił rywalem, przy okazji dodając mu kilka soczystych
kopniaków, że już po chwili obserwowaliśmy Cardle Piledriver w
wykonaniu Szakala na Franko! Pin.......1.......2....kick out!
Było blisko, ale to jednak nie to. Franko próbuje wstać, ale Szakal od
razu zakłada mu Sleeper Hold! Rzeźnik cierpi... wprawdzie nie okazuje
tego za bardzo, bo to odporny człowiek, ale każda akcja potrafi
odcisnąć swe piętno nawet na największym twardzielu. Cierpienie jest
spore i rośnie z każdą sekunda, z każdą minutą. Nas Jazzowski ma chyba
tego dość, bo wpada na ring i przerywa całą zabawę!
Tony Hogański – Jazzowski ratuje Franko z opresji. Kto by pomyślał.
Jan Kowalski – Co za paradoks.
Tony Hogański – Taki jest wrestling.
Jan Kowalski – Czyli jaki?
Tony Hogański – Chujowy.
Lech Grudziński grzecznie tłumaczy mesjaszowi polskiego wrestlingu, że
ma sobie iść, bo jego obecność zabija ducha sportowej rywalizacji.
Mówiąc krótko, acz dobitnie ma on sobie po prostu spierdalać.
Publiczność zgromadzona w hali momentalnie podchwytuje to i rozpoczyna
pełen szczerych emocji krzyk: Wypierdalaj! Wypierdalaj! Wypierdalaj!
Wypierdalaj! Wypierdalaj! Taka to sytuacja, Jazzowski nie narzeka, lecz
spokojnie wycofuje się poza obręb lin. Tymczasem Franko i Szakal leżą
sobie chwilę. Pierwszy podnosi się mniej zmęczony Szakal. Dość szybko
pomaga wstać swojemu rzeźnickiemu rywalowi, po czym wykonuje na nim
brutalne DDT. Od razu przechodzi do
pinu....1.....2....kick out!
Ładnie wybił, bardzo ładnie. Szakal nie poprzestaje na tym, odbija
rywala o liny, po czym próbuje Clothesline'a! Nic z tego, Franko
uniknął ciosu, zamiast tego złapał rywala i Body Slam!
Pin....1.....2.....kick out! Nagle
zaczęli liczyć się jak szaleni! Senator podnosi się i dochodzi do
zwarcia z Rzeźnikiem. Szamotanina jest ostra, panowie wymieniają wiele
brutalnych uderzeń, a przede wszystkim piorą się po mordach. W końcu
sytuacja wraca do sytuacji ante bellum, to jest do dominacji Szakala,
który całkiem energicznie whipuje obecnego EWF Tag Team Champa do
pobliskiego narożnika. Być może gdyby Szakal był jakimś lekkim
cruiserem to w sposób efektowny wbiegłby jakoś na liny czy efektownie
na nie wskoczył. Nic z tego, tu nie ma miejsca na żadne salta czy
fikanie kozłów. To ciężki, twardy i brutalny wrestling. Dwukrotny EWF
World Champion chwyta Butchera za głowę, jednak ten uderza senatora
Najjaśniejszej Rzeczypospolitej łokciem w twarz. Mimo swych gabarytów
dokonuje całkiem finezyjnego przekręcenia się z nim, po czym Belly to Belly Suplexem wyrzuca Szakala z ringu!! (EWF! EWF! EWF!)
Jan Kowalski – Ale twój mistrz poleciał.
Tony Hogański – Mistrz Szakal lata niczym archanioł.
Jan Kowalski – Ty nawet w upadkach swego mistrza widzisz sukcesy.
Poza ringiem pojawia się Nas Jazzowski, który zaczyna wielkie
okopywanie Szakala. Nas pomaga senatorowi podnieść się, po czym opiera
go o ring... to był chyba jednak błąd, bo znający się na ringu Bidam po
prostu wciąga Szakala na matę. Po chwili dokonuje już zmiany i teraz to
on jest legalnym zawodnikiem. Jazzowski nie daje za wygraną i próbuje
ściągnąć Bidama z ringu. Podpadł mu chyba ten Nowosibirski. EWF FTW
Champion nie daje się. Nas postanawia więc skupić się na innym celu, a
że Szakal jest chwilowo znowu wolny i zamroczony, to on zostaje
ściągnięty z maty. Na ringu Bidam staje naprzeciwko Franko. Dojdzie
więc chyba do kolejnego bratobójczego pojedynku między EWF Tag Team
Champami. Nie ma miejsca na żadne mierzenie się wzrokiem czy wielkie
przygotowania. Panowie od razu rzucają się na siebie i przechodzą do
akcji. Franko dopada rywala, jednak Bidam sprytnie wykonuje Shoulder
block, Franko uchylił się, lecz Bidam ma nadal inicjatywę w swych
koreańsko-mongolskich dłoniach, po już po chwili widzimy jak wykonuje
przeciwnikowi Inverted DDT. Tymczasem poza ringiem Nas Jazzowski okłada
Szakala... ale tylko przez chwilę, bo senator sprytnie zablokował jedno
z uderzeń rywala, po czym z całej siły przypierdolił głową Jazzowskiego
o metalowe schodki. Od razu doskoczył do stanowiska depozytowego, skąd
wyszarpał sobie EWF FTW title. Na ringu tymczasem Bidam właśnie
wepchnął Clotheslinem Franko na Grudzińskiego. Lechu zachwiał się, ale
nie upadł. Stracił jednak koncentrację. Bidam sprawdził czy z nim
wszystko w porządku, bo to troskliwy człowiek. Na ring wpadł Szakal,
który celnym ciosem z EWF FTW title powalił Franko!!
Tony Hogański – Brawo mistrzu! Genialna zagrywka!
Rzeźnik padł jak rażony piorunem. Publiczność reaguje raczej
pozytywnie, oczywiście oprócz Rzeźników zza fal i Franko-girls, którzy
przeklinają Szakala i ślepego arbitra. Bidam i Grudziński wracają do
walki. Nawet nie zauważyli, że doszło do jakiejś nadzwyczajnej
sytuacji. Poza ringiem Szakal jest znów przy Nasie Jazzowskim, bowiem
ten doszedł bardzo szybko do wszystkich zmysłów. Zaczyna się brawl
miedzy dwójką zawodników. Tymczasem na ringu życie toczy się dalej i
nikt już nie pamięta o drobnym incydencie z sędzią. Siergiejewicz
Nowosibirski podnosi Rzeźnika, po czym odbija go o liny, a gdy ten do
niego wraca wykonuje mu swój kończący Seorabeol-2 [Sternness Dust α]!
Sam się chyba zdziwił, że tak łatwo poszło! Pin.........1..........2......3! (Zwycięzcami są: Bidam & Szakal!)
Tony Hogański – Czad!
Jan Kowalski – Takie państwo w Afryce?
Tony Hogański – Wiesz dobrze, że nie.
Nie ma większej celebracji po tym zwycięstwie. Bidam nie będzie
świętował pokonania swego kompana, bo to nie w jego stylu. Poza ringiem
Szakal i Jazzowski w zasadzie przerwali działania wojenne. Walka się
skończyła, więc po co się przemęczać? Szakal ewakuuje się w stronę
FeliXtronu. Bidam pomaga wstać Rzeźnikowi i cuci go. Franko jako tako
dochodzi do siebie... ale na ring wpada Nas! W ręku trzyma krzesło i
celnym chair-shotem eliminuje Bidama z dalszego życia!
Jan Kowalski – Dlaczego?
W ten sam sposób chce potraktować Franko, ale ten nagle odżył, bo
odskakuje na bok i cios trafia w próżnię. Lekko wytrącił on z równowagi
Jazzowskiego, co zaraz wykorzystał otrzeźwiały Franko, który dziabnął
go Clotheslinem. Sam padł od razu na matę, bo nadal był bardzo zmęczony
i odczuwał skutki końcówki walki. Jazzowski leży obok Franko i obaj
ciężko oddychają. Bidam wydaje się być w tym momencie martwy, w końcu
ciosy z krzeseł nie są sympatyczne. Trzeźwieje Nas, który zauważa
Franko obok siebie, wdrapuje się na niego i zaczyna trzaskać go pięścią
po twarzy. Rzeźnik z początku próbuje się zasłaniać, ale tylko z
początku. Pierwsze ciosy Nasa są blokowane, ale kolejne trafiają już do
celu. Jeden strzał w mordę, drug, trzeci, czwarty... nie! Piątego nie
ma! Franko z wielką siłą blokuje piąty cios, po czym chwyta Nasa za
gardło i panowie zaczynają turlać się po ringu. Franko jest teraz na
górze i to on obija mordę pana Jazzowskiego. Po chwili upadły mesjasz
skopuje go z siebie, wstaje i chce wyjść poza ring, ale Franko chwyta
go za nogę i powala na matę. Nas mimo to czołga się po macie, byleby
tylko opuścić ring. Zaczyna wymierzać kopniaki na ślepo... jeden z nich
trafia idealnie w szczękę Rzeźnika. Nas wychodzi poza ring. EWF Tag
Team Champion jest już jednak za nim. Mąż WAMP nie widząc innej
możliwości decyduje się na spotkanie ze wściekłymi fanami. Przeskakuje
ponad barierkami oddzielającymi ring od publiczności i tą drogą próbuje
się ewakuować. Franko podąża za nim, a publiczność wiwatuje na jego
cześć. Większość chce dotknąć bohatera i mściciela w jednej osobie,
poklepać go po plecach i zagrzać do boju. W stronę Nasa lecą różnego
rodzaju odpadki i śmieci, a co bardziej dziarscy fani próbują zadać mu
jakieś ciosy. Ma szczęście, że ominął sektor zajmowany przez Rzeźników
zza fal. Wkrótce Nas znika gdzieś w oddali, a Franko wraz z nim.
Tony Hogański – Jak to wszystko się skończy?
Jan Kowalski – Czas pokaże.
(Korytarzem kroczy urocza
Weronika Passent, nadal ubrana w strój japońskiej łuczniczki.
Towarzyszy jej nie kto inny jak jej łuk. Nas Jazzowski jest zajęty
innymi sprawami.)
Weronika Passent – Gdzie ja tu spotkam jakiegoś jobbera. Hm...
Na końcu korytarza zauważa przemykającego cichaczem Nekrophage'a.
Weronika Passent (radosna) – O! Jest jeden!
WAMP od razu chwyta za swój
łuk i oddaje strzał przed siebie. W zasadzie jest to strzał na ślepo,
bo z takiej odległości trudno trafić. Pani Weronika może i jest
zwiewna, szybka i celnie trafia w jobberów, ale nie jest absolutną
mistrzynią kyudo, a tylko wybitny mistrz trafiłby z tej odległości.
WAMP wystrzeliła... i trafiła... ale nie całkiem wiadomo w co, bo
słychać tylko swojskie:
Głos z oddali – Kurwa mać! Kto to zrobił?
Zaciekawiona żona Jazzowskiego
udaje się w tamtą stronę. Kurwa wcale nie oznacza tu senatora Szakala.
To Vaclav! Strzała przebiła mu puszkę Perły, z której teraz wycieka
piwo.
Weronika Passent – Upsik.
Vaclav – To twoja sprawka?
Weronika Passent – No gościu. Jak chodzisz, ja tu strzelam z mojego łuki ying-yang i na jobberków poluję.
Vaclav (zaciekawiony) – Jobberków?
Weronika Passent – No, Nas mi pozwolił, a Nas zawsze na propsie. Kudos!
Vaclav – Zapłacisz mi za to.
Weronika Passent – Koleś, ja hajsu ze sobą nie noszę. Zawsze karta!
Vaclav – Tym gorzej dla ciebie.
Wróg Ludu wyrywa pani Weronice łuk do kyudo, po czym z trudem, ale jednak, łamie go sobie na kolanie.
Weronika Passent (oburzona) – Ej facet! Co najlepszego narobiłeś?!
Vaclav – Ciesz się, że tylko tyle.
Weronika Passent – Powiem wszystko Nasowi! On ci nie daruje! Poszczuje cię murzynami! Bo my mamy ich tysiące i oni mogą być bardzo krwiożerczy!
Vaclav – Wiesz kim ja jestem?
Weronika Passent – Hmmm... to jakaś gra? Podpowiedź może, co?
Vaclav (z wyraźnym zadowoleniem) – Jestem zły.
Weronika Passent (z przejęciem) – Mój Boże! Lord Voldemort?!
Vaclav (lekko zbity z tropu) – Co?
Weronika Passent (z pełną powagą) – Dlaczego zabiłeś mamę i tatę Harry'ego, co?
Vaclav – Jesteś bardzo interesująca.
Weronika Passent – No
spoksik, przecież ja w Hollywood karierę robię, to muszę taka być, nie?
Ale nie zmieniaj tematu lordzie! Nas ci tego nie daruje!
Vaclav – Sio!
WAMP robi obrażoną minę, zbiera kawałki swojego łuki i odchodzi.
Vaclav – Jak
on z nią wytrzymuje? Kilka minut rozmowy i czuję się jakby mi cały mózg
wyssała. Cholera, jak tak o tym myślę to trzeba było sprawdzić jak u
niej z ssaniem innego typu. Może to jest kluczem do rozwiązania tej
zagadki. No nic... (Spogląda ze smutkiem na swoją cieknącą puszkę.) Wracam do szatni, po nowe piwo.
(My też wracamy, ale na ring.)
Tony Hogański – Pani Weronika bardzo dzisiaj aktywna.
Jan Kowalski – To prawda. To tylko dodaje czaru i uroku tej Wrestlepaloozie.
(Znajdujemy się gdzieś na korytarzu, chyba w pobliżu
wejść na arenę, bo słychać gwar ludzi w trybun. Sytuacja wygląda tak,
że Nas Jazzowski w majestatycznej pozie stoi na środku korytarza,
trzymając w dłoni metalową rurę. Jego poza pełna jest godności, jest
wzrok dumy i jednocześnie pogardy dla wszystkiego, co żyje. W tym
momencie na korytarz wpada Franko. Rzeźnik zauważa Nasa, a Nas zauważa
Franko. EWF Tag Team Champion także prezentuje się imponująco. Wielkie,
umięśnione ciało gotowe w każdej chwili do przeprowadzenia całkowitej
anihilacji przeciwnika. Jego twarz nie wyraża niczego, rysuje się na
niej absolutny spokój. Nie mówią nic do siebie, nie muszą, oni
rozumieją, że to nie jest jeszcze ostateczna walka między nimi, ale
początek. Zaczęło się wszystko z błyskiem niczym w Dragon Ballu. Nas
zaatakował metalową rurą, jeden cios, drugi, trzeci, czwarty, piąty...
żaden nie trafia! Franko energicznie uchyla się, odskakuje na boki,
robi wszystko by nie oberwać. Jeden z ciosów trafia Franko w palce
prawej dłoni. Skutek bolesny, ale Nas został wytrącony z rytmu. Rzeźnik
wykorzystuje ten trwający sekundy moment, druga dłonią chwyta za rurę i
przyciąga ją do siebie, a razem z nią Nasa. Panowie znajdują się w
odległości kilkudziesięciu centymetrów od siebie, więc Franko
wykorzystuje to i serwuje rywalowi potężnego kopniaka w brzuch, a
następnie od razu przechodzi do DDT! Jazzowski pada. Franko w
automatycznym odruchu podnosi rurę i chce trzasnąć leżącego Nasa, ale
ten odsunął się na lewo. Franko znów chce go trzasnąć, ale Nas
przeturlał się na prawo. Rzeźnik próbuje kolejnego ciosu, lecz tym
razem Nas pokazał wielki gimnastyczny kunszt, bowiem wybił się z
pozycji leżącej i swego rodzaju mini Dropkickiem z pozycji leżącej
trafił w rywala. Franko pada na matę. Jazzowski siada na nim i zaczyna
trzaskać go pięścią po mordzie. Jeden cios, drugi, trzeci, czwartego
nie będzie, bo Franko chwycił go za pięść i boleśnie wygiął dłoń, a
następnie sam wyprowadził uderzenie pięścią. Nas chwyta się za twarz, a
Franko zrzuca go z siebie, a po chwili to on ląduje na korpusie
upadłego mesjasza polskiego wrestlingu. Nie decyduje się jednak na
obijanie twarzy rywala, przynajmniej nie pięścią. Chwyta go za czaszkę
i zaczyna brutalnie uderzać nią o podłogę. Jeden cios, drugi, trzeci,
czwarty, piąty. Franko nie ma zupełnie litości, a jego oczy mają teraz
absolutnie złowrogi i krwiożerczy wyraz. Kilka takich uderzeń i wstrząs
mózgu dla Nasa będzie gwarantowany. Machabeusz nie widząc innego
wyjścia wyprowadza dramatyczne, bo sytuacja w jakiej znalazł się nie
jest zbyt ciekawa, uderzenie kolanem, które idealnie trafia w krocze
Rzeźnika. Ten nie jęknął z bólu, to nie w jego stylu chyba, chce być
twardy, ale oczy się zmieniły, już nie są takie krwiożercze. Nas zrzuca
go z siebie, przechodzi w pozycję na czworaka i zaczyna oddalać się od
Franko. Powoli wstaje i rusza przed siebie. Franko zwija się chwilę z
bólu, wyciąga dłoń w stronę odchodzącego i odwróconego do niego plecami
Nasa, po czym sam wstaje... i rusza za nim. W tym momencie wracamy do
naszych komentatorów.)
Jan Kowalski – To jest regularna bitwa!
Tony Hogański – Jedna z wielu bitew w starciu Jazzowski vs Franko.
Jan Kowalski – Ale pierwsza po Kwietniowej Anarchii VII.
Tony Hogański – Racja.
Jan Kowalski – Jeśli ktoś im nie przerwie, to bez jasnych reguł ringowych, oni się tam pozabijają.
Tony Hogański – Tak właśnie powinien skończyć się ten konflikt. Śmiercią jednego z nich. Tylko wtedy ta historia będzie miała sens.
(Trafiamy backstage. Tam
zawsze dzieje się coś ciekawego. Spotykamy Pollę Kinzler, która/który
nie jest dzisiaj zbytnio aktywna/aktywny, ale co się dziwić, skoro
przegrywa walki. Sama Polla też jest trochę chyba smutna, bo nie tak
sobie wyobrażała swoją wielką karierę w EWF.)
Polla Kinzler – Warum? Wieso? Weshalb?
Te germańskie prapytania o
początki rasy aryjskiej pozostają bez odpowiedzi. Na korytarzu
pojawiają się natomiast Don Camillo. Austriacko-włoskie spotkanie na
tak wysokim szczeblu przywodzi od razu na myśl Hitlera i Mussoliniego.
Don Camillo – Panienka sama?
Polla Kinzler – Wie bitte?
Don Camillo – Wiem
kim jesteś, ale wiem też, że ci w EWF zupełnie nie idzie. Ile porażek
zaliczyłaś już w swojej krótkiej karierze? Chyba trzy. Tyle samo to ja
mam zwycięstw. Nie realizujesz się w tym zawodzie, ale wiem, gdzie
będzie ci lepiej. W mojej branży jest zawsze zapotrzebowanie na różnego
rodzaju dziwolągi, klientela bywa różna. Nie chodzi mi rzecz jasna o
wymuszanie haraczy czy handel towarem zabronionym. Nie, nie. Ja myślę o
biznesie stricte kobiecym. Co ty na to?
Polla Kinzler – Co takiego?
Don Camillo – Chcesz dla mnie pracować? Zapewniam dobre warunki.
Polla Kinzler (oburzona) – Oszalałeś chyba! Ty chyba nie wiesz kim ja jestem!
Austriak/Austriaczka odwraca się i z oburzeniem odchodzi.
Don Camillo – Chce
tego, tylko jeszcze o tym nie wie. Polska to piękny rynek dla moich
interesów. Nie rozumiem dlaczego nie rozpoczęliśmy tu interesów
wcześniej.
(To tyle, więc czas na szybki powrót na ring.)
Tony Hogański – Polla to ma słabe życie.
Jan Kowalski – O czym ty mówisz? To wielka lekcja patriotycznych wartości! Uczy nas tolerancji!
Tony Hogański – Przegrywając walki? Niezła lekcja.
(Zmęczony Bidam idzie po
walce. Wiele go ona kosztowała, ale w ostatecznym rozrachunku może być
z niej zadowolony. Zauważa Bane'a śpiącego na jakiejś ławce pod ścianą.
Wygląda na to, że kilkadziesiąt minut wcześniej Nowosibirski porzucił
go tutaj.)
Bidam – A on nadal tutaj. Prześpi całe życie. (Podchodzi do Syna Anarchii i zaczyna nim energicznie potrząsać.) Pobudka! (Klepie go czule po policzku.) Pobudka, panie kolego!
Bane (zamroczony) – Co? Co się stało?
Bidam – Walkę masz niedługo, to się stało! Co się lenisz? Wstawaj!
Bane – Gdzie ja jestem? (Rozgląda się zdziwiony.) To nie jest kafeteria...
Bidam – Pewnie, że nie jest. Wypiłeś za dużo Perły z łukowskim dodatkiem specjalnym i cię stamtąd wyrzucili.
Bane – Co? Nawet mnie głowa nie boli, a niczego nie pamiętam.
Bidam – Widać masz twardy łeb.
Bane (z dumą) – To prawda.
Bidam – Na przyszłość pij z rozwagą, bo tak zaszalałeś, że oświadczyłeś się Polli Kinzler.
Bidam – Co takiego?
Bidam – Trochę
wstyd, nie? Ale tak przekonywająco opowiadałeś jakie piękne dzieci mieć
będziecie, naprawdę. Rumieniła się ta Polla, a ty ją tak czule po
brodzie głaskałeś. Nie powiem, romantyczna scena.
Bane – Niemożliwe.
Bidam – No nic. Powodzenia ci życzę, bo twoja walka już niedługo.
Bane – Jak niedługo? Przecież... (Spogląda na zegarek.) Co?! Już tak późno?
Bidam – Tak
bywa. O, popatrz na swoje ramię. Chichotałeś niczym nastolatek jak dotykała twojego bicepsa. Polla zapisała ci swój numer. Nawet
fikuśne serduszko w stylu austriackiej Eurowizji zrobiła.
Bane nie wie, co powiedzieć.
Bidam – Dużo szczęścia ci życzę! Obyś wygrał pas!
(Siegiejewicz Nowosibirski odchodzi, a Bane zostaje sam na sam z numerem do Polli Kinzler. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Przecież Bane...
Tony Hogański – Cicho Janku! Nie psuj atmosfery!
Jan Kowalski – Ale on wcale nie...
Tony Hogański – Mam cię znowu zakleić taśmą?
Jan Kowalski – Nie.
Tony Hogański – Grzeczny Janek.
(Po raz kolejny znajdujemy się
na korytarzu bielskiej hali, tym razem podążając za odrobinę znanym a
co za tym idzie umiarkowanie lubianym przez fanów Extreme Wrestling
Federation - PepsiBosmanem. Zawodnik ten, wciąż obolały po przegranej
walce przemierza, korytarz bielskiej hali zmierzając ku swojej szatni.
Przy okazji prowadzi seans użalania się nad swoją osobą.)
PepsiBosman – Eh...
Zawiodłem oczekiwania wszystkich wielkich tego świata, którzy pokładali
we mnie nadzieje i obiecywali wsparcie. Przyniosłem wstyd logu pepsi i
splamiłem jego imię.
W końcu, po umiarkowanie
długim marszu dociera on do miejsca docelowego, którym jest jego
szatnia. Pociąga za klamkę i wchodzi do środka.
PepsiBosman – Nie
mogę się jednak załamywać. Nie wszystko stracone, mogę wciąż napić się
w spokoju pepsi i na następnej gali na pewno będzie lepiej.
Rozradowany perspektywą
wypicia zimnej puszki pepsi, wrestler podchodzi do swojej szafki,
otwiera ją... a z wnętrza zamiast Pepsi wylatuje coca-cola! Mina
Bosmanowi rzednie błyskawicznie, jednak nie tak błyskawicznie jak
błyska flesz aparatu. Miłośnik niebiesko-biało-czerwonego napoju
zdziwiony obraca się i widzi uradowanego MaxiMasterMistrza, który
robi mu zdjęcie na tle puszek z coca-colą.
PepsiBosman (zdziwiony) – Co do...
MaxiMasterMistrz – Ha Ha! W
końcu cały świat zobaczy ile warte są wasze słowa! Wy wrestlerzy
zrobicie wszystko żeby wzbudzić zainteresowanie i mieć wywiad.
(Pokazuje palcem na siebie.) A tak naprawdę tylko ja mam do powiedzenia
rzeczy ważne, ciekawe i prawdziwe!
Wkurwiony PepsiBosman chyba nie
za bardzo łapie o co chodzi oszołomowi, który wszedł do jego szatni,
ale też za bardzo nad tym dumać nie zamierza. Szybciutko chwyta jedną z
podrzuconych mu podstępnie puszek coca-coli i rzuca nią prosto w łeb
MaxiMasterMistrza, tak że ten pada nieprzytomny! Wielbiciel pepsi
jednak nie odpuszcza, chwyta kolejną puszkę, doskakuje do martwego
rywala i zaczyna uderzać pojemnikiem z napojem o jego głowę.
PepsiBosman – Wywiad? Chcesz
wywiadu?! (Wymierza mu bolesny cios puszką.) Masz wywiad! Jak się pan czuje? Czy dobrze
dostawać puszką tego syfu po pysku? Naprawdę?!
(Rozwścieczony PepsiBosman po raz
kolejny udaje się do swojej szafki, wyciąga z niej taśmę klejącą,
związuje nią kończyny konspiratora, po czym zaczyna na niego wylewać
zawartość wszystkich puszek z coca-colą. Następnie podźwiga jego
zwłoki, po czym kładzie je na stole, bierze do ręki packę na muchy i kiedy jakaś
podlatuje, wali packą po ciele biednego Maxiego. Tak kończy się nasza wizyta w tej szatni. Czy MaxiMasterMistrz to przetrwa?)
Jan Kowalski – On chyba naprawdę nie lubi coca-coli.
Tony Hogański – Na to wygląda.
Jan Kowalski – MaxiMasterMistrz jak dalej będzie się prowadził to znowu skończy w Afryce.
Tony Hogański – Jemu nic już nie pomoże. Zamiana z cyborga-ninję nie pomogła, zesłanie do Afryki nie pomogło. On jest po prostu daremny.
(To kolejna nasza wizyta
na zapleczu. Korytarzem idzie Nas Jazzowski, a kilka kroków za nim jak
złowrogi cień podąża Franko. Czy Nas ucieka? Czy może prowadzi
przepełnionego zemstą Butchera w jakąś pułapkę? Franko przyśpiesza...
gdy Nas znika za jakimiś drzwiami. Rzeźnik bez chwili wahania wywala
drzwi z zawiasów przy pomocy potężnego kopa. Nie musiał tego robić, ale
jest to też wojna psychologiczna i takie wejścia też się liczą. Chyba
zaskoczył tym czającego się za drzwiami księcia z rodu Dawida, który
oberwał z wylatujących drzwi w twarz. Nas upadł, a drzwi przygniotły
go. Franko bez chwili wahania wyskoczył w powietrze i spadł z Elbow
Dropem na drzwi, a w konsekwencji na Nasa. Panowie znaleźli się chyba w
jakimś magazynie GRU, gdzie przetrzymywane są skonfiskowane pamiątki po
dawnych dniach EWF. Widać jakieś stare plakaty z Kravenem, propagandowe
postery z epoki Sierpa i Komercji, jakieś imperialne elementy
dekoracyjne, mające niegdyś opiewać potęgę federacji, a obecnie
wyrzucone na śmietnik jako pretensjonalne i nie licujące ze szlachetną
prostotą. W specjalnej gablocie znalazła się tu też kolekcja japońskiej
broni. Do kogo należała? Do Game'a? Yamato Konoe? A może do nikogo i po
prostu służyła za ozdobę? Jej historii nie poznamy, bo Franko wstaje, a
następnie chwyta gablotę i rzucą ją o podłogę. Szkło rozbija się na
kawałki, a Franko chwyta jakiś zgrabny krótki nóż, po czym dopada do
leżących na środku pomieszczenia drzwi i wbija je w nie! Kamera
momentalnie umieszcza się pod nimi, widzimy ciało Jazzowskiego, a
przede wszystkim jego głowę, obok której błyszczy złowroga stal
japońskiego ostrza. Nas odetchnął z ulgą, ale Franko wyrywa nóż z drzwi
i wbija go kolejny raz! Tym razem też nie trafia w Nasa, ale niewiele
brakowało. Franko niczym rasowy rzeźnik wyrywa nóż i znów go wbija, tym
razem w inne miejsce. Nas próbuje unikać tych ciosów, ale nie ma
większego pola manewru, gdyż albowiem nie tylko zablokowany jest
drzwiami, ale też cielskiem Rzeźnika. Zaczyna więc poruszać się na
wszystkie strony, byle tylko zrzucić z siebie przeciwnika i wyjść z tej
opresji. Musi to zrobić jak najszybciej, bo kolejny cios nożem wbił się
zaledwie kilka centymetrów obok jego skroni. Hogański miał rację, ten
konflikt musi skończyć się śmiercią jednego z arcywrogów, nie ma innej
opcji. Takie jest tu nagromadzenie nienawiści i złych emocji. Kolejny
cios nożem drasnął Nasa delikatnie w policzek, co doprowadziło do
lekkiego krwawienia. Były EWF FTW Champion wkłada nadludzki wysiłek by
wydostać się z pułapki... i udaje mu się! Zrzuca z siebie zarówno drzwi
jak i Franko. Od razu turla się na bok, pechowo w szkło rozbitej
gabloty, co lekko go rani, ale ważne, że się wydostał. Zauważa leżącą
na ziemi czerwoną jak krew uchigatanę.
Podnosi ją i wyciąga łaknące krwi ostrze na wolność. W międzyczasie
Franko otrząsnął się i wstał na równe nogi. Jazzowski z mieczem kontra
Franko z nożem. Nas widząc swoją przewagę w materii broni białej
uśmiecha się z pogardą. Dopada do Franko chcąc ciąć go mieczem, ale
Franko dramatycznie blokuje cios swoim nożem. Nas napiera na rywala,
ale Franko robi wszystko by go przyblokować. Japońska stal jest
wysokiej jakości, więc ostrze noża nie przełamało się, ale Rzeźnik musi
wkładać mnóstwo wysiłku by powstrzymać atak rywala. W końcu wyprowadza
silnego kopniaka, który wybija przywódcę murzyńskich hord z rytmu.
Franko z impetem i całą siłą swojego cielska atakuje go i panowie
lądują na podłodze. Nas dalej kurczowo trzyma się swojego miecza, ale
ten jest za długi by w bezpośrednim zwarciu mógł w jakikolwiek sposób
zaszkodzić rywalowi. Rzeźnik żałuje, że we ferworze ataku zgubił gdzieś
swój nóż, bo teraz byłby idealny moment na przebicie zdradzieckiego
serca Nasa. Panowie tarzają się po podłodze i wymierzają ciosy pięścią.
Raz jeden, raz drugi. Franko górą, próbuje wyrwać Nasowi jego japoński
miecz, ale ten trzyma się go kurczowo. Franko wstaje... i zauważa, że w
jego pobliżu leży kolejna uchigatana.
O ile Jazzowski wybrał krwiożerczą czerwień, tak Franko przypadł w
udziale szlachetny błękit. On też podnosi broń i wyjmuje ją z pochwy.
Nie ma czasu na żadne majestatyczne sceny, bo Nas poderwał się już na
równe nogi - i nadal trzymając swój odsłonięty miecz - wybił
się i Spearem z wyciągniętym niczym lancą mieczem zaatakował Franko.
Ten chwycił go w pół, zgrabnie uniknął ciosu uchigataną i razem
polecieli do tyłu, impet był tak duży... jak się okazuje w ścianie za
nimi znajdowało się wielkie lustro, jak w pokojach przesłuchań, które
panowie całkowicie rozpierdolili i wpadli do zupełnie innego
pomieszczenia!!! (EWF! EWF! EWF! EWF!) Jak to się wszystko
skończy? Na razie wracamy na ring, bo Franko i Nas leżą martwi wśród
odłamków szkła, a obok nich błyszczą się ich dwa zdobyczne, nagie
miecze.)
Jan Kowalski – Oni się tam naprawdę pozabijają.
Tony Hogański – To jest walka na serio, na 100%, a nie żadne wrestlingowe pierdoły.
Jan Kowalski – Sugerujesz, że nasze walki nie są na 100%?
Tony Hogański – Sugeruję, że nikt nie chce pozbawić życia drugiej osoby.
Jan Kowalski – A może chcą, ale się wstydzą?
Tony Hogański – Tak, z pewnością. Nawet się przy tym rumienią.
(Już lada moment rozpocznie
się main-event. Bane mimo, że bardzo spóźniony to znalazł czas by
zweryfikować plotkę z dzisiejszej gali, która bardzo go rozdrażniła.
Zastajemy go więc przy prowadzeniu pewnej bardzo ważnej rozmowy
telefonicznej.)
Bane (przez telefon) – Halo? Chciałem ci jedynie powiedzieć byś spierdalała.
Głos – Kto mówi?
Bane – Jak to kto głupia cipo? To ty nie wiesz? Tu Bane.
Głos – Jaki kurwa znowu Bane?
Bane (zwątpił) – No.... a z kim mam przyjemność?
Głos – Telefon
Zaufania Senatora Szakala kurwa. Przy telefonie dyżuruje sam senator.
Dopiero co walkę kurwa skończyłem, a już jestem na posterunku. Doceń
to. Chcesz porozmawiać o swoich problemach z kobietami jak kurwa
rozumiem?
Bane – To pomyłka.
Głos Szakala – Jaka
kurwa pomyłka? Słyszałaś paprotko? Nazwał mnie pomyłką! Ciebie też!
Halo, halo? Podaj mi kurwa swoje pełne dane teleadresowe, numer PESEL i
NIP też. To rutynowa weryfikacja, ta rozmowa jest nagrywana i nic nie
kurwa nie grozi.
Bane – Zły numer.
Syn Anarchii rozłącza się.
Bane – Zakpiono ze mnie. (Chwilę coś analizuje.) Bidam...
(Czas wrócić na ring.)
Tony Hogański – No nie! Mistrz Szakal do niego z sercem, a on taki niewdzięcznik!
Jan Kowalski – Za co miałby być niby wdzięczny senatorowi Szakalowi?
Tony Hogański – Że chciał go wysłuchać! Doradzić w jego dolegliwościach kobiecych.
Jan Kowalski – Podejrzewam, że najchętniej by mu wpierdolił.
Tony Hogański – Senator Szakal pomaga wszystkim.
Jan Kowalski – Prawda jest taka, że Bidam zakpił z Bane'a.
(Vaclav spędza czas w
swojej barbarzyńsko-minimalistycznej szatni. Walkę miał całkiem dawno,
więc chyba nie ma nic ciekawego do roboty, więc pije. W sumie to Vaclav
pije zawsze, nawet jak ma coś do roboty. Siedzi sobie na krześle i
delektuje się Perłą. Rozlega się dźwięk jego telefonu, który jest
wesołą piwną muzyczką związaną rzecz jasna z pochłanianiem browarów.)
Vaclav – Halo? Jeśli to żona Jazzowskiego to chciałem zapytać czy ssiesz?
Głos – Nie, jesteś obrzydliwy. Uważaj, bo przy całej swojej obrzydliwości to jesteś cały czas obserwowany.
Vaclav – Kto mówi?
Głos – To ja.
Vaclav – Szakal?
Głos – Nie, głos rozsądku. Mam dla ciebie dobrą radę. Nie otwieraj nikomu drzwi.
Słychać pukanie do drzwi i rozmowa kończy się.
Vaclav – Pierdolenie. Ja nie boję się nikogo.
Mecenas Ekstremy wstaje z
krzesła, po czym podchodzi do drzwi i otwiera je. Za drzwiami odnajduje
Smelę i Miszkę w pozie Jechowych.
Smela – Dobry wieczór! Czy chcesz porozmawiać o naszym mentorze SR-Crazy'm?
Vaclav – Nie. Spierdalajcie!
Zatrzaskuje im drzwi przed nosami.
Vaclav – Pojebało ich.
Wróg Ludu odwraca się. W tym
momencie sufit spada! To znaczy nie cały, ale jego spory fragment!
Stało się to tak nagle i bez zupełnej zapowiedzi, że nie bardzo wiadomo
jak to skomentować! Jest pełno kurzu i dymu, ale widać jak przez dziurę
w suficie do szatni wskakuje SR-Crazy! Nim Vaclav zdążył zareagować to
Szaleniec przyłożył mu z EWF World title przez ryj! Mecenas Ekstremy
padł bez życia na podłogę.
SR-Crazy – To najbliższa odległość jaka kiedykolwiek dzielić cię będzie od EWF World title.
Znów słychać pukanie do drzwi.
Na tej gali mamy dzisiaj sporo takiego pukania! Jacy w tym EWF wszyscy
grzeczni! Crazy otwiera je, a do szatni wchodzą Miszka i Smela.
SR-Crazy – Doskonały
plan ofensywy! Mój główny rywal rozłożony na łopatki! Nikt już nie
powie, że niczego nie robię i tylko dekadencko siedzę w swojej szatni. (Zwraca się do swych podwładnych.) Dawajcie murzyna!
Smela – Dawajcie murzyna!
Miszka – Dawajcie murzyna!
Do szatni wkracza Dobry Czech
Honza i trójka murzynów, która wnosi czwartego. Różnica między nimi
jest taka, że oni żyją, a czwarty jest martwy jak Tutsi po spotkaniu z
Hutu.
SR-Crazy – Wyszorowaliście go dobrze? Żadnych odcisków nie zostawiliście?
Smela – Wszystko jest jak bum-cyk-cyk.
SR-Crazy – To do szafy z nim!
Pierwsza z brzegu szafa zostaje otwarta, a tam mnóstwo pustych butelek i puszek po Perle. Wręcz wysypują się z niej!
Dobry Czech Honza – Tu się nie zmieści! Same butelki!
SR-Crazy – Tym
lepiej! Będzie, że śmierć zastała go w stanie upojenia alkoholowego.
Upchnijcie go jakoś. Noga w górę, łapa w dół i jakoś wejdzie.
Faktycznie, martwy murzyn został jakoś upchnięty, choć wygląda jak żywy herb Wyspy Man.
SR-Crazy – Doskonale. To co? Idziemy?
Odzywa się telefon, a
konkretniej kultowy w niektórych kręgach głos głoszący prawdę objawioną
- „Wódka jak wódka, smakuje jednakowo - czyli wspaniale”. Dobry Czech
Honza, który ma szybkie ręce od razu wyciąga z kieszeni Vaclava telefon
i czyta.
Dobry Czech Honza – To od Felipe Castro.
SR-Crazy – Miał być martwy. Widzisz co narobiłeś, pepiku?
Dobry Czech Honza – Przepraszam. Czytać?
SR-Crazy – Jeśli to nie są żadne świństwa, to czytaj.
Dobry Czech Honza (czyta) – „Co
narobiłeś najlepszego? Żona Jazzowskiego wpadła do mnie jak Niemcy do
Francji w czasie wojny i wykrzyczała mi w twarz, że ona w żadnym
wypadku nie zgadza się na żadną drużynę z Lordem Vaclavem. W imieniu
męża odmawia kategorycznie na wspólny udział w turnieju. Ale nie martw
się, znalazłem ci lepszego partnera - to, uważaj, SR-Crazy”.
SR-Crazy (zdziwiony) – Ja? Miałem być z Yoshim! Zaklepałem go sobie z wyprzedzeniem.
Smela (pod nosem) – Trzeba przyznać, że Nabeshima nie był zbytnio rozchwytywany.
Dobry Czech Honza – Ty mentorze. (Wskazuje na ekran telefonu.) Stoi jak czarno na białym.
SR-Crazy – Swoją drogą, ale się rozpisał.
Smela – Może mają do siebie darmowe smsy?
SR-Crazy – Jak mogli mnie z nim. (Wymierza lekkiego kopniaka Vaclavowi.) Do jednej drużyny wrzucić?
Smela – Może to i lepiej, że nie z Nabeshimą? On zachowuje się tak jakby niedługo miał z EWF odlecieć na smoku.
SR-Crazy – Dobra,
pomyślimy o tym na następnej gali. Róbcie zgłoszenie na policję. Ty
dzwoń Honza, bo Vaclav brzmi po czesku, ty jesteś Czechem, a to jego telefon, więc idealnie
się składa.
Dobry Czech Honza (dzwoni na policję) – Halo? Policja? Chciałem zgłosić, że znaleziono zwłoki. Bielsko-Biała, hala EWF, szatnia Vaclava. Ciało czarnoskórego w szafie. Dziękuję.
(Do Crazy'ego.) Tak na marginesie, to ładnie to tak? Zwalać wszystko na Vaclava?
SR-Crazy – A kto zabił murzyna? Chcesz iść siedzieć za taką durnotę?
Dobry Czech Honza – Nie.
SR-Crazy – To siedź cicho. Dobra, wychodzimy.
Miszka (spogląda na Vaclava) – A mówiłem mu, żeby słuchał głosu rozsądku.
SR-Crazy (chwyta się za plecy) – Ale
mnie krzyż napieprza. To ostatnia taka ofensywa w tym roku. Następnym
razem z sufitu skakać nie będę albo zrzucicie moją kukłę i w efektach
specjalnych zrobi się, że to niby ja byłem.
Smela – Idziemy, bo faktycznie mentor coś blado wygląda, a walka całkiem niedługo.
(Faktycznie! Main-event niedługo się rozpocznie! Wracajmy więc jak najszybciej na ring! Może on już trwa?)
Tony Hogański – Ha-ha! Dobrze tak gnojowi, niech idzie siedzieć za zabicie murzyna!
Jan Kowalski – Przecież cała Polska widziała, że to nie on. Mamy nagranie video.
Tony Hogański – Nowego kodeksu karnego nie znasz? To dowód z zatrutego drzewa czy jakoś tak. Nie liczy się, żaden sąd tego nie uzna.
Jan Kowalski – Zobaczymy.
(Wracamy
na zaplecze, gdzie trzeba sprawdzić czy Nas Jazzowski i Franko już się
pozabijali. Jak widać nie, ale są na dobrej drodze. Zostawiliśmy ich
rozwalonych wśród odłamków szkła, ale ten etap mają już dawno za sobą.
W tej chwili znajdują się na korytarzu, gdzie toczą iście filmowy
pojedynek na japońskie miecze. To już nie wrestling, to prawdziwa
wojna. Nas, lżejszy i zwinniejszy, ma tutaj lekką przewagę. Wyprowadza
kolejne ciosy, które są blokowane przez Rzeźnika. W iście
hollywoodzkiej scenie Nas wymierza cięcie mieczem, a Franko trzymając
miecz wertykalnie blokuje to uderzenie. Dwa ostrza spotkały się, syczą,
aż iskrzą! Franko wykosztuje swą siłę i odpycha Nasa, od razu
wyprowadza cios mieczem by przebić wątrobę pana Jazzowskiego, czy może
nerkę, kto by się tam znał na anatomii, ale Nas z gracją odsuwa się na
bok, robi obrót wokół własnej osi i... dostaje cięcie po łydce! Pojawia
się krew, która płynie dość energicznie. Nas wykrzywia twarz w grymasie
bólu. Franko kucnął i chce dokonać kolejnego cięcia, znów po nogach,
ciekawa taktyka, trzeba przyznać, ale w sumie niezbyt rozsądna, bo Nas
jest nad nim i ma idealną okazję by trzasnąć go uchigataną przez
czerep. To się jednak nie dzieje, bo wytrącony z równowagi Nas nie może
złapać rytmu, ale udaje mu się uniknąć kolejnego cięcia przeciwnika i
odskakuje. Franko jest na równych nogach i z wielką brutalnością rzuca
się do ataku. Teraz to on jest w ofensywie. Kolejne uderzenia mają
trafić Jazzowskiego, ale ten za każdym razem blokuje je. Nie jest mu
łatwo, bo siła Franko i jego determinacja stanowią zabójczą mieszankę.
Nas zostaje przyciśnięty plecami do ściany. Nie ma już dalszej drogi
odwrotu! Dwa miecze znów stykają się ze sobą, lecą iskry. Nas wkłada
ogromny wysiłek by odepchnąć od siebie afrykańskiego mściciela. Udaje
mu się to, po czym podcina go celnym kopniakiem i Rzeźnik traci
równowagę i zmuszony jest przyklęknąć na jedno kolano. Nas od razu chce
to wykorzystać, gdyż Franko odsłonił swoją szyję. Wyprowadza cięcie,
ale Rzeźnik w ostatniej chwili blokuje cios. Nas napiera na niego całym
ciężarem swojego ciała... i chyba coś w obydwu zawodnikach pękło, na
pewno nie w japońskich uchigatanach, być może nie mają już sił, bo po
prostu wpadają na siebie. Leżą tak chwilę, a ich miecze obok nich.
Franko wstaje pierwszy, ale nie podnosi białej broni. Zamiast tego
chwyta Nasa za szmaty i otwiera kopniakiem najbliższe drzwi. Znajdują
się na klatce schodowej i schodami zmierzają w górę. Jazzowski szarpie
się, ale EWF Tag Team Champion od czasu do czasu wpierdala go na
ścianę. W końcu docierają na szczyt schodów, a tam zastają kolejne
drzwi. Rzeźnik chwyta Nasa oburącz za gardło, wynosi go w powietrze i z
wielką siłą rzuca go na drzwi. Te wylatują z zawiasów i panowie
trafiają na dach. Franko podchodzi do rywala, ale ten wymierza mu
dramatycznego kopniaka w krocze! To już drugi raz dzisiaj! Cielsko
Franko pada na posadzkę. Obaj zawodnicy leżą na dachu, pod gwiazdami i
głośno oddychają. W najbliższym czasie nic tu się chyba nie wydarzy,
więc wracamy na ring.)
Tony Hogański – Dojdzie do tego, że jeden zrzuci drugiego z dachu.
Jan Kowalski – Jak w PCW!
Tony Hogański – W końcu Felipe Castro chciał wrócić do korzeni wrestlingu.
Jan Kowalski – Może obaj spadną?
Tony Hogański – Wspólna śmierć jako zwieńczenie tego dramatycznego konfliktu? To mogłoby być to. Idealne rozwiązanie.
Jan Kowalski – Bez przesady. Nie życzymy żadnemu z naszych zawodników śmierci.
Tony Hogański – No nie! Jest przecież mój zdradziecki wychowanek. On powinien zginąć marnie.
Jan Kowalski – Vaclav na razie oberwał od Crazy'ego.
Tony Hogański – Dobrze mu tak. Dobić go i sprawa załatwiona.
Jan Kowalski – Będąc przy Crazy'm... to main-event czas zacząć.
Tony Hogański – Nareszcie!
EWF World Championship
Chain match
Bane vs SR-Crazy (c)
Rozbrzmiewa „Perfect Insanity”
Disturbed i w hali pojawia się Bane! Syn Anarchii wygląda trochę, jakby
„przyprószył sobie zatoki” przed walką – jest spocony, nabuzowany i
szybko oddycha. Nie zapominajmy też o tabletce gwałtu zaserwowanej mu
przez Agnieszkę Sorel. Mimo przygód na zapleczu cała jego postawa
sugeruje morderczą determinację, koncentrację na celu. Zawodnik
kompletnie ignoruje wypełniający halę heel heat i szybkim krokiem
wkracza na ring. Tam czeka na swojego rywala nie próbując nawet ukryć
targającej nim niecierpliwości.
Limp Bizkit i „My Way” –
wystarczą pierwsze dźwięki, żeby doprowadzić zgromadzonych na trybunach
fanów na skraj szaleństwa! A kiedy w zasięgu ich wzroku pojawia się EWF
World Champion, wypełniający halę tłum po prostu wybucha! Każdemu
gestowi mistrza, każdemu jego krokowi i każdemu słowu towarzyszy
huraganowy cheer! Sympatycy Crazy’ego prześcigają się w wyrazach
uwielbienia dla swojego idola, który z pełnym zrozumienia uśmiechem
przyjmuje te hołdy. Ochrona ma pełne ręce roboty, bo ludzie garną się
do Szaleńca, który przybija piątki, rozdaje autografy i generalnie robi
wszystko to, co ukochany przez wszystkich Mistrz czynić powinien. W
końcu dociera pod ring, na którym czeka coraz bardziej zniecierpliwiony
Bane: Syn Anarchii pokazuje World Championowi środkowy palec i obrzuca
go przekleństwami! Heel heat jest niesamowity! Mistrz przyjmuje to
swoiste „zaproszenie” i spokojnie wkracza pomiędzy liny.
Jan Kowalski – Dotarliśmy
więc do main-eventu. EWF World Championship match, czyli to, co lubimy
najbardziej. Weteran polskiego wrestlingu, aktualny mistrz, SR-Crazy
kontra świeża krew, Bane, czyli zawodnik, który robi zawrotną karierę
na ringach EWF.
Tony Hogański – Zawrotną karierę to zrobi jak wygra jakiś pas.
Jan Kowalski – Był już EWF Daemusin Champem.
Tony Hogański – Cenię
sobie trofeum króla Daemusina, naprawdę i wszyscy o tym wiedzą... ale
Janku... to nie jest pas, którym należy chwalić się w main-eventach.
Jan Kowalski – Żaden pas w EWF nie hańbi.
Tony Hogański – Tak,
tak. Miotła Dagmary Zielińskiej, Automat z Felkocolą i zdjęcie Game'a
są na pewno zajebiście dumni, że posiadali EWF Dark title.
Jan Kowalski – Dark title wylądował na Sybirze w 2002 roku. To prawie tak zamierzchła przeszłość jak PCW.
Tony Hogański – Młodszym
widzom przypominamy, że PCW to Polish Championship Wrestling, a nie na
przykład polichlorek winylu, polycythemia vera czy też Partido
Comunista de Venezuela.
Bielsko-Biała świętuje zwieńczenie wspaniałej gali. To jednak
jeszcze
nie koniec, bo czeka ich jeszcze z pewnością niesamowicie emocjonujący
main-event. W każdych walkach na ringach EWF liczą się emocje. Bane i
SR-Crazy rozgrzewają się w swoich narożnikach, a Antoni Bryndza udziela
im ostatnich instrukcji, dotyczących rzecz jasna przebiegu walki. W
zasadzie to rzecz ta wcale nie jest taka jasna. Może on tam opowiada
sprośne dowcipy? Albo cichaczem wskazuje na jakąś hojnie obdarzoną
przez naturę fankę, która zasiadła w pierwszym rzędzie? Trudno to
naprawdę stwierdzić. Niech im ktoś podłoży kiedyś mikrofon, to może
będą z tego jakieś ciekawe taśmy prawdy. Realizator pokazuje nam, że na
trybunach zasiadł Yoshihito Nabeshima, który będzie dopingował
Szaleńca. Japoński książę z arystokratyczną elegancją rozdaje kilka
autografów i publiczność generalnie cieszy się jego obecnością, ale
jest on jakiś taki melancholijny. Czas jednak kończyć to
emocjonujące budowanie napięcia i opisy przybyłych gości specjalnych,
bo oto sędzia dokonuje ceremoniału
połączenia prawic zawodników łańcuchem, po czym daje sygnał do
rozpoczęcia walki. Uderzenie w gong było potężne! Cała arena od razu
wybuchła w wielkim okrzyku entuzjazmu! Main-event został oficjalnie
rozpoczęty! Rozbrzmiewa gong i Bane rzuca się na rywala: nie ma mowy o
respekcie, czy jakichś kalkulacjach, jest tylko agresja! Syn Anarchii
zdążył owinąć sobie dłoń łańcuchem, więc każde jego uderzenie jest
odczuwane co najmniej w dwójnasób! Mistrz obrywa kilkoma silnymi
ciosami, jednak nie pada na matę: udaje mu się przechwycić jeden z
ciosów, szybko owinąć łańcuchem rękę rywala i wykonać klasyczny rzut
przez ramię, po którym od razu przechodzi do wspomaganego łańcuchem
Armbaru! Bane zwija się z bólu, pluje, parska i przeklina, i w końcu
wyrywa się z uchwytu. Owocuje to kolejną wymianą ciosów i próbą
duszenia łańcuchem w wykonaniu pretendenta – jednak Crazy jest za stary
na takie sztuczki i po prostu wyślizguje się na czas!
Jan Kowalski – Ta walka to wielkie spotkanie ruty i doświadczenia z młodością i energią.
Tony Hogański – Janku, w ogóle mnie nie zaskakujesz.
Jan Kowalski – Dlaczego?
Tony Hogański – To było do przewidzenia, że będziesz gadał w ten sposób. (Naśladuje głos Kowalskiego.) Oho, doświadczony wyjadacz Crazy kontra młody i energiczny Bane! Co z tego będzie! Tu może wygrać absolutnie każdy!
Jan Kowalski – Bo taka jest prawda. Czy dla oryginalności i taniej kreatywności mam zacząć opowiadać głupoty?
Tony Hogański – Nie, ale zaskocz nas czymś czasem.
Cios za cios, uderzenie za uderzenie, punch za punch, w każdej akcji
jest mnóstwo agresji i determinacji. Co jakiś czas zdarza się jakieś
kopnięcie... widać, że każdy czeka tutaj na błąd oponenta! Siła woli
obu zawodników jest ogromna. To zresztą nie tylko siła woli, ale też
wola mocy. W końcu brawura Bane’a daje mu chwilę przewagi i Crazy
pada po szybkim i zdecydowanym Spinebusterze! Syn Anarchii natychmiast
przechodzi do napierdalania facjaty Mistrza serią wzmocnionych
stalowymi ogniwami uderzeń, jednak Szaleniec w dosyć udany sposób
zasłania twarz rękami i w końcu po prostu zrzuca z siebie oponenta!
Dostrzega nadarzającą się okazję i próbuje wykonać Roll-up!
Pin.....1..... pełen wściekłości kick out!
Napędzany gniewem pretendent rzuca się na swojego rywala i... nadziewa
się na Dropkicka! To zawsze niezbyt przyjemny moment. Takie Dropkicki
bywają tak bolesne jak spotkanie z kubańskimi rewolucjonistami w lasach
Boliwii. Dożywotni EWF TV champion szybko dopada do oszołomionego
przeciwnika i owija jego szyję łańcuchem! Bane natychmiast orientuje
się w sytuacji i po serii paskudnie wyglądających uderzeń łokciem
zrzuca z siebie metalowe ogniwa! Chwilę później pada ofiarą Enziguiri!
Crazy rozwija łańcuch, dając sobie sporo luzu, po czym wykonuje pełen
gracji i do szpiku kości mistrzowski Triple Jump Moonsault! Akcja była
przepiękna i została uwieńczona trafieniem! Mistrz przechodzi do
pinu....1.....2.....shoulder up!
Jan Kowalski – Crazy w natarciu!
Tony Hogański – Obaj nieźle się dzisiaj prezentują. Wykluje się z tego niezła walka.
Jan Kowalski – Twój nagły optymizm mnie zaskakuje.
Tony Hogański – Widzisz? Ja nadal potrafię czymś zaskoczyć, a ty?
Za wcześnie jeszcze na próby pinu, co nie przeszkadza Szaleńcowi w ich
podejmowaniu – czyżby chciał dodatkowo wyprowadzić rywala z równowagi?!
Jeżeli tak, to świetnie mu się to udaje: toczący pianę z ust Bane
ignoruje ból i zrywa się do dalszej walki! Owocuje to serią brutalnych
ciosów, kopnięciem w brzuch i Powerbombem, który jednak zostaje przez
mistrza przekształcony w Spinning Headscissors! Rywale dopadają do
siebie nawzajem i zaczyna się nawalanka: w ruch idą pięści, łokcie i
kolana! W końcu Bane „przypadkowo” trafia oponenta kolanem w krocze, po
czym poprawia mu Atomic Dropem! Żywot Mistrza jest w tej chwili
naznaczony cierpieniem! A Syn Anarchii nie zamierza na tym poprzestawać
i wykonuje karkołomny – dosłownie – German Suplex! Natychmiast dopada
do powalonego przeciwnika i próbuje
pinu.....1..... 2..... 2,44.... kick out! Crazy
jest nieźle poobijany, ale nie odda swojego pasa tak łatwo! Bane
zamierza jednak go do tego zmusić: po prostu owija dłoń łańcuchem i
napierdala, ile wlezie! Ale nie z aktualnym EWF World Champem takie
numery: szast – prast! Syn Anarchii musi walczyć o uwolnienie się z
Balachy! Dokonuje tego kosztem sporego wysiłku, po czym.... pada ofiarą
Belly to Belly Suplex! Łańcuch jest dosyć długi, więc dekadencki Magnat
ma miejsce na odbicie się od lin i przypierdolenie prosto w twarz
rywala pełnym impetu Running Dropkickiem! Bane lekko „odpływa”, a Crazy
zgarnia go, szykując się do Ground Zero [Double Arm DDT]! Pretendent
wyrywa się, kopie żywą ikonę EWF w brzuch i egzekwuje potężnego
Powerbomba! Mata aż zajęczała po tej akcji, a Syn Anarchii przechodzi
do
pinu.....1.....2..... shoulder up!
Jan Kowalski – Niewiele brakowało!
Tony Hogański – Bez przesady. Było jak stąd do Babilonu.
Jan Kowalski – Czyli jak?
Tony Hogański – Daleko.
SR-Crazy ciągle kontaktuje, więc Bane próbuje coś na to zaradzić. Jeśli
chce przejąć najważniejszy pas w polskim wrestlingu to musi działać,
ale działać trzeba z głową. Brutalna walka na dziko na tak wysokim
szczeblu może nie przynieść pożądanych efektów. To co sprawdza się w
pojedynkach o EWF Daemusin i EWF Evolution titles może nie być takie
skuteczne, gdy mówimy o mistrzostwie świata. Syn Anarchii rozpędza się,
odbija od lin i z impetem przypierdala kolanem w twarz obecnego EWF
World Champa! Ten pada, podczas gdy jego rywal podąża za nim z Elbow
Dropem! Ładne trafienie zachęca pretendenta do dalszych działań:
kolejny Elbow Drop! I jeszcze Knee Drop! Dominację Bane’a wieńczy Fist
Drop z użyciem łańcucha – twarz weterana zalewa się krwią! To jednak
tylko preludium przed wyniesieniem do Blast Of Anarchy (Rock Bottom) –
Crazy wyrywa się dosłownie w ostatniej chwili, sprytnie przechodząc do
swojego kończącego Crazy Slam [Olympic Slam] z którego jednak
przeciwnik się wyślizguje i finalnie przypierdala mistrzowi idealnie
wymierzonym w szczękę Superkickiem! Natychmiast ponawia próbę swojego
finiszera.... jednak nawet półprzytomny pięciokrotny EWF FTW Champion
jest śmiertelnie niebezpiecznym rywalem: wykręca się nagle i ni stąd,
ni zowąd mamy Neckbreaker w jego wykonaniu! Obaj rywale leżą na macie,
starając się złapać oddech i odzyskać odrobinę przytomności. Fani
dopingują Crazy’ego, który wstaje z wysiłkiem i opada na rywala z Knee
Dropem! Bane obrywa w głowę, co prawdopodobnie przekłada się na kolejną
porcję bólu i oszołomienia. Z kolei Crazy wskakuje na środkową linę i
powraca z Moonsaultem! Trafia, więc sytuacja jego rywala wygląda coraz
mniej różowo! Przechodzi momentalnie do próby
pinu....1..... 2.... shoulder up!
Jan Kowalski – Crazy w gazie.
Tony Hogański (ziewając) – Znów nas niczym nie zaskoczyłeś.
Jan Kowalski – Wiesz Tony. Wydaje mi się, że ty tymi atakami na mnie chcesz odwrócić uwagę od siebie.
Tony Hogański – Ode mnie? Dlaczego?
Jan Kowalski – Sam
zauważasz, że twój komentarz przyblakł. Kiedyś byłeś wielkim mistrzem
słowa i absolutną gwiazdą komentarza. Teraz... wydaje mi się, że czasem
silisz się, pocisz, jęczysz i niczym kura próbujesz znieść wielkie jajo byleby tylko
wymyślić jakiś kreatywny i oryginalny komentarz.
Syn Anarchii nie zamierza tak łatwo dać za wygraną! Nie ma mu się co
dziwić. Taka okazja jak walka o najwyższe trofeum w polskim wrestlingu
może mu się tak szybko znowu nie trafić. Musi więc maksymalnie
wykorzystać dzisiejszy dzień i nawet jeśli nie uda mu się zdobyć
mistrzowska, to powinien przekonać wszystkich, że stał się
stuprocentowym main-eventerem i to właśnie tutaj jest jego miejsce. Tą
determinację w oczach pretendenta dostrzega niezwykle doświadczony
SR-Crazy. O dziwo, ciągle nam miłościwie panujący EWF World Champion
wydaje się nawet to całkiem dobrze rozumieć i nie ma pretensji do
sędziego Antoniego Bryndzy. Wpada za to na nowy pomysł i owija sobie
stopę łańcuchem: efektem jest kilka naprawdę bolesnych Angry Stompów,
zakończonych dosyć niespodziewanie – Low Blowem w wykonaniu pretendenta
do tytułu! Arbiter grymasi, ale Bane jakoś szczególnie się tym nie
przejmuje – grunt, że ma chwilę czasu na zaczerpnięcie oddechu!
Niedługo później „dosiada” przeciwnika i zaczyna napierdalać go
wzmocnionymi łańcuchem Mounted Punches! Pomimo niekwestionowanego
doświadczenia, Crazy dał się zaskoczyć! Cios za ciosem uderza w i tak
już zakrwawioną twarz! Pretendent nie zamierza na tym poprzestać: owija
łańcuchem szyję dawnego członka legendarnej Justice League, zmusza go
do wstania, rzuca na liny... i
potężnym
Lariatem wyrzuca poza ring! Nie zapomina przy tym o łączącym ich
łańcuchu i natychmiast chwyta go obiema rękami, zapierając się całym
ciężarem ciała! Efekt jest taki, że Szaleniec zawisnął poza ringiem,
duszony przez stalowe ogniwa!! (EWF! EWF! EWF!)
Jan Kowalski – Jakiś czas temu był w gazie, teraz jest w opałach.
Tony Hogański – Antysemickie stwierdzenie! Nawiązujesz do komór gazowych, prawda?
Jan Kowalski – Nie.
Tony Hogański – Może faktycznie jestem bez formy?
SR-Craszy z niesamowitą determinacją o dopływ powietrza, chociaż jego
twarz coraz bardziej czerwienieje... w końcu udaje mu się zarzucić nogi
na łańcuch i w tej pozycji, do górny nogami, rozpocząć wspinaczkę z
powrotem na ring! Widząc to Bane rezygnuje z poprzedniego planu i jak
wystrzelony z procy przeskakuje przez liny, co oznacza nie do końca
kontrolowany upadek EWF World Champa na głowę! Wyglądało to nie tylko
dość efektownie, ale też całkiem boleśnie. Natomiast Syn Anarchii
pozbierał się szybko – w końcu on kontrolował swój upadek – i
natychmiast dopada do rywala zasypując go kolejnymi ciosami! Dokłada do
tego kilka Head Poundów o krawędź ringu, jakiś Irish Whip na barierki.
Widać wyraźnie, że były EWF Daemusin Champion dokładnie sobie
zaplanował przebieg tej walki. Być może bierze tu przykład z Franko,
który słynie z układania wielkich planów strategicznych i realizowania
ich punkt po punkcie. Jeśli tak, to słowa uznania dla Bane'a. Walka w
jego wykonaniu układa się całkiem dobrze i jak równy z równym walczy z
dekadenckim Magnatem. Bane w ofensywie nadal demoluje Crazy'ego
potężnymi uderzeniami. Tylko ślepiec nie zauważyłby, że w tym momencie
Szaleniec jest konkretnie obijany! W końcu jednak zabłysnęła w nim
jakaś iskra świadomości i rewanżuje się nokautującym rywala
Superkickiem! Nie bez wysiłku, ale wrzuca go na ring, wychodzi tam za
nim i wskakuje na szczyt narożnika z zamiarem wykonania jakiejś
efektownej akcji: w tym czasie Bane dochodzi do siebie i uderza,
powodując bolesne zetknięcie mistrzowskiego krocza z linami!
Tony Hogański – Boleśnie, oj boleśnie.
Jan Kowalski – W Mandżurii, przy pomocy tradycyjnej medycyny, wyleczą i takie dysfunkcje.
Tony Hogański – To ważne dla Crazy'ego, bo podobno ma romans z Katy Perry.
Jan Kowalski (zdziwiony) – Co? Kim?
Tony Hogański – Taka pop-piosenkarka. Sam popatrz. (Toster wyciąga spod stolika kilka brukowców. Przede wszystkim polskie, ale jest też sporo zachodnich.) Zobacz, tu on i ona na jachcie, tu na plaży we Włoszech, tu w Toskanii, tu zwiedzają Florencję.
Jan Kowalski – Jestem w szoku.
To bolało! To musiało boleć, nie ma po prostu innej opcji! EWF World
Champion cierpi i to potężnie. Taka okazja aż prosi się o
wykorzystanie, a Syn Anarchii nie daje się o to prosić: dopada do
rywala i egzekwuje na zbolałym rywalu mocarny Superplex! Od akcji aż
jęknęła mata! Bane tauntuje, przeciągając dłonią po gardle – szykuje
się do Blast Of Anarchy [Rock Bottom]! Czy to może być koniec? Czy
SR-Crazy polegnie na polu chwały i jego panowanie jako EWF World Champa
zostanie zakończone? Bane próbuje wykonać swą kończącą akcję, ale
pięciokrotny EWF FTW Champion odpowiada wykonanym niejako „znikąd”
Tornado DDT! Ładna akcja ze strony ciągle panującego mistrza, trzeba to
przyznać. Zauważyć też można, że obaj zawodnicy są już zmęczeni i
całkiem poobijani, a Crazy w dodatku jest solidnie zakrwawiony – to
jednak nie usprawiedliwia bierności, więc fani domagają się kolejnych
akcji w ich wykonaniu! Na apel odpowiada Szaleniec, fundując oponentowi
nieprzyjemne spotkanie z matą przy pomocy Exploder Suplex! Dokłada do
tego Jumping Leg Drop! I jeszcze jeden! Sądząc po wyrazie twarzy
Bane’a, jest już pozamiatane. Mistrz podnosi go, szykując się do
swojego Crazy Slam [Olympic Slam]. W ostatnich kilkunastu miesiącach
akcja ta jest prawdziwym postrachem wszystkich zawodników EWF. Złowrogi
cios niczym przeznaczenie powinien teraz dotknąć Bane'a... ale nie!
Jednak nie! Próba zakończenia walki zostaje jednak skontrowana w
niespodziewane DDT! Pretendent do tytułu jest jednak pełen
niespodzianek! Próbuje
pinu....1.... 2..... kick out!
Jan Kowalski – Niewiele brakowało!
Tony Hogański – No
co ty, Janku? Ty o walce gadasz, gdy ja ci takiego news-bomba na głowę
zrzucam? To info z dzisiaj. Popatrz na te zdjęcia! (Wymachuje
tabloidami.) To wszystko prawda!
Jan Kowalski – To jakieś głupoty.
Tony Hogański – Popatrz na to zdjęcie w tle. (Wskazuje na jakieś zdjęcie w romantycznym florenckim zaułku.) Kogo widzisz w tle?
Jan Kowalski – No murzyna...
Tony Hogański – No?
Jan Kowalski – To przecież murzyn, który dzisiaj zginął!
Ta próba chyba jednak nie miała większego sensu, chociaż, kto wie?
Wszak w polskim wrestlingu, a szczególnie w EWF wszystko jest możliwe.
W każdym razie pretendentowi do głównego tytułu nie udało się zakończyć
walki, przynajmniej tym razem. Czy jednak z tego powodu zrazi się do
prowadzenia dalszej ofensywy? Oczywiście, że nie. Bane w dzisiejszym
main-evencie udowodnił, że jest nie tylko niesamowicie zdeterminowany,
ale też, że potrafi walczyć z legendami Extreme Wrestling Federation
jak równy z równymi. Bane wyprowadza więc kilka silnych punchów, które
tylko powiększają spustoszenie na twarzy dekadenckiego mistrza, który
swym zachowaniem przypomina kalifów z rodu Abbasydów. Kwintesencja
wielu rzeczy podnosi swego przeciwnika... i egzekwuje Vertical Suplex!
SR-Crazy leży, a Syn Anarchii szykuje się do Powerbomba! Wynosi swego
magnackiego przeciwnika w powietrze... i cios ten udaje mu się wykonać!
Zmęczony pretendent nie kombinuje – od razu próbuje
pinu....1..... 2... kick out! Wyczerpanie
chyba odarło Bane’a z subtelności, bo przez chwilę po prostu okopuje
przeciwnika Angry Stompami. Skoro przy pierwszym Powerbombie poszło tak
dobrze, to dlaczego nie wykonać by drugiego? Pomaga rywalowi wstać, po
czym podnosi go, kopie w brzuch i znów próbuje wykonać niszczącego
Powerbomba! Jednakże Crazy siedząc na ramionach Bane'a zaczyna uderzać
go pięścią po głowie. Jeden cios, drugi, trzeci, czwarty, piąty... Bane
trochę na ślepo zaczyna poruszać się po ringu, a SR-Crazy momentalnie
wykorzystuje ten moment i wykonuje rywalowi Hurricanranę!
(Wielki entuzjazm publiczności!)
Jan Kowalski – Brawo Crazy!
Tony Hogański – Bo wydymał pop-gwiazdę?
Jan Kowalski – Powariowali
ci nasi wrestlerzy. Pozazdrościli chyba Jazzowskiemu. Ale żeby Crazy...
on się wydawał taki rozsądny, w sumie nawet miał poukładane w głowie.
Żeby wchodzić w takie pop-szambo? Dlaczego?
Tony Hogański – Masz rację. Mógł wybrać lepiej, np. taką Taylor Swift.
Jan Kowalski – Co? To też intelektualne dno.
Tony Hogański – Ale młodsza i ładniejsza. Janku, ja jestem szczery. Tak to wygląda z pozycji niezależnego obserwatora.
Jan Kowalski – Kto następny? Bidam? Vaclav? On powinien być zazdrosny, bo na Kwietniowej Anarchii VII miał theme od niej.
Tony Hogański – No
nie no, Janku. Mój zdradziecki wychowanek zdobywa jedynie gwałtem. Taki
ma styl, inne go nie chcą. No może poza Grodzką i pewnie Snoop Dogiem.
Nie jest łatwo wykonywać takie ciosy, zwłaszcza jak jest się połączonym
ze sobą stalowym łańcuchem. Może wywołało to u Bane'a dodatkowy ból? A
może u Crazy'ego? Niech ktoś napisze o tym esej naukowy jaki wpływ na
doznania bólowe ma łańcuch w czasie Chain matchu... a jeśli nie to
niech chociaż jakiś dziennikarz zada takie pytanie! To ciekawa kwestia
jest! Obaj zawodnicy, nadal złączeni stalowym ściskiem, tzn. łańcuchem,
bo tak personalnie to oni się teraz wcale nie ściskają, leżą na macie i
wykorzystują ten czas do odpoczynku. Co ciekawe pierwszy podnosi się
Bane, odzyskał siły czy co? Pomaga podnieść się Crazy'emu, który w
sumie za bardzo tej pomocy nie potrzebował, ale skorzystał z oferty,
skoro się nadarzyła. Bane od razu próbuje sprowadzić go do parteru przy
pomocy Clothesline'a, ale Crazy sam pada na matę, chwytając i ciągnąć
łańcuch w taki sposób, że pociąga za sobą Syna Anarchii! Teraz to Crazy
pomaga mu wstać i chce wrzucić go do jednego z narożników. Nawet ciska
rywalem w tamtą stronę, ale ten będąc już w drodze, chwyta za łańcuch i
przy jego pomocy blokuje cios, nie pozwala na żadną wrzutkę - wcale nie
medialną! - po czym sam, nadal wykorzystując łańcuch przerzuca EWF
World Champa do jego z narożników. Dopada do rywala, ale od razu
dostaje cios łokciem w twarz, po czym kopniaka w brzuch... próba
Piledrivera... ale Bane przerzuca Crazy'ego ponad swoimi plecami!
Żadnego Piledrivera nie będzie!
Jan Kowalski – Czyli oni wszyscy...
Tony Hogański – Ty
nadal o moim newsie-bombie? Dotarło to do ciebie? Wrestlerzy to
prymitywy! To nie są żadni intelektualiści! Co ty myślałeś? Że tu
Chopin z Wyspiańskim i Julianem Dunajewskim urządzać sobie będą triple
threat matche? Nie, Janku! To prymitywny biznes!
Jan Kowalski – To wszystko efekt Jazzowskiego. On to rozpoczął!
Tony Hogański – Nie
nazwałbym tego tak. Oni po prostu są prymitywni, więc mają prymitywne
potrzebny. Gwiazdy wrestlingu, piłkarze, gwiazdy pop, aktorzy, aktorki,
piosenkarze... to nie są przecież ludzie o szerokich horyzontach
myślowych. No popatrz na Bane'a! Czy on nagle zacznie z głowy recytować
Mickiewicza? Jedyny Mickiewicz jakiego on znał to był pewnie jakiś jego
kumpel z osiedla i tyle.
Bane z niesamowitą wściekłością okopuje EWF World Champa. nie ma dla
niego absolutnie żadnej litości. Dlaczego miałby mieć? On przecież chce
wygrać walkę i zgarnąć pas dla siebie. Wtedy na pewno przejdzie do
historii polskiego wrestlingu. Bane podnosi rywala, ale ten ma znowu w
sobie siłę i żadnych śladów po nieleczonej anginie. Cokolwiek chciał
zrobić Bane to nie ma już większego znaczenia. Crazy chwycił go
skutecznie i wykonał równie skutecznego Atomic Dropa. Bane nie poddaje
się. Przy pomocy lin podnosi się... Crazy próbuje Dropkicka, ale Bane
odsuwa się i EWF World Champion wpada w narożnik! Tu wszystko zmienia
się w błyskawicznym tempie! Bane jest już przy nim, wyciąga go z
narożnika, chwyta go i panowie na krótko znajdują się w zwarciu, ale
tylko na krótko, bo Bane wykonuje rywalowi Drop Toehold, który kończy
się bliskim spotkaniem twarzy mistrza świata z poduszkami zamocowanymi
w narożniku! Gdyby nie one to spotkanie to byłoby jeszcze boleśniejsze!
Crazy jest zupełnie zamroczony, co skutkuje tylko tym, że Syn Anarchii
jest w stanie wykonać kolejny cios, którym jest Reverse Face Slam! Bane
z wielką determinacją - tak, całą walkę prezentuje on wielką
determinację, trzeba to podkreślać, bo to ważne! - zaczyna zasypywać
leżącego przeciwnika gradem kopniaków. Dla pewności dokłada jeszcze po
Elbow Dropie i Fist Dropie. Przechodzi szybko do
pinu....1.......2.....kick out! Tym razem się nie udało!
Jan Kowalski – Bane prezentuje się dzisiaj naprawdę dobrze. Walczy z Crazy'm świetnie.
Tony Hogański – Przy odrobinie szczęścia może nawet uda mu się wygrać ten World title.
Bane pokazuje, że ma zamiar skończyć walkę. Chwyta rywala, ale od razu
dostaje cios z łokcia, który pozbawia go wszelkich złudzeń. W
międzyczasie SR-Crazy zbiera wszystkie siły i wykonuje Spinning
Spinebuster! Plecy byłego EWF Daemusin Champa solidnie ucierpiały po
zetknięciu z matą! Mistrz zauważa grymas bólu na twarzy rywala i
dokłada do jego zmartwień Backbreaker! Niedługo po tym następuje Ground
Zero [Double Arm DDT]! Szaleniec nie czeka, bo chyba widzi, że walka ta
jest wyrównana i próbuje
pinu.....1....... 2.......shoulder up! Syn
Anarchii nie odpuszcza, co chyba zaczyna trochę irytować mistrza
świata. Owija dłoń łańcuchem i zaczyna napierdalać, wybijając tym samym
na twarzy rywala żwawy rytm. Bane zaczyna krwawić! Próbuje zerwać się
do kontrataku, jednak nadziewa się na Dropkick! Ta akcja nie zatrzymuje
go na długo – zrywa się ponownie... i obrywa Big Bootem! Tak banalna
akcja jest kolejnym świadectwem zmęczenia Crazy’ego, który jednak w
końcu znajduje siły na coś ciekawszego – rozpędza się, wskakuje na
szczyt narożnika i powraca z Moonsaultem! Natychmiast przechodzi do
pinu.....1..... 2.... znów shoulder up!
Bane już nie kalkuluje, nie ma na to nie tylko czasu, ale przede
wszystkim sił - w zasadzie to atakuje wszystkim, czym dysponuje:
odpowiedzią jest Sitout Facebuster w wykonaniu dożywotniego EWF TV
Champa! Natychmiastowe przejście do
pinu.....1...... 2.... kick out!
Bane walczy i nie ma zamiaru odpuszczać. Chyba własnie dzięki swej
determinacji w końcu powala rywala Lariatem! Zaraz za tą akcją idzie
Cradle DDT i próba
pinu....1...... 2.... 2,55.... jednak kick out!
Syn Anarchii wykonuje Irish Whip, chcąc wbić oponenta w narożnik,
jednak koniec końców to on uderza plecami w element ringu! Crazy
natychmiast zasypuje przeciwnika ciosami, sadowi go na szczycie
narożnika.... i strąca przy pomocy Jumping Enzuigiri! Poobijany Syn
Anarchii próbuje wstać.... i pada po wykonanym ze środkowej liny
Spinning Elbow Smash! A Crazy wykorzystuje jakieś zapomniane rezerwy
swoich sił..... i egzekwuje Crazy Slam [Olympic Slam]!!
Pin.........1..........2........3! (Zwycięzcą i nadal EWF World Champem jest: SR-Crazy!)
Jan Kowalski – Koniec!
Tony Hogański – Ciekawa, szybka, pełna wielu zwrotów akcji walka. Tu naprawdę mógł wygrać każdy.
Jan Kowalski – Bielsko-Biała w swojej debiutanckiej Wrestlepaloozie naprawdę otrzymała main-event na najwyższym poziomie.
Sędzia Antoni Bryndza rozkuwa obu zawodników. Są wolni! Jak
wykorzystają swoją wolność? Nijak, bo obaj są tak niesamowicie
zmęczeni, że po prostu leżą na ringu i ciężko oddychają. Bane jest
rzecz jasna mniej przytomny, w końcu w ostatecznym rozrachunku to on
mocniej oberwał. Szaleniec nie ma jednak sił by wstać, choć publiczność
okrzykami Crazy! Crazy! Crazy! Crazy! Crazy! bardzo go do tego zachęca.
Wygląda jednak na to, że w najbliższym czasie żadnych ciekawych
wydarzeń na ringu nie będzie. Crazy nie ma sił nie tylko na celebrację
triumfu, ale także by wstać.
Jan Kowalski – Udana gala. Pełna emocji, wielu ciekawych walk i równie interesujących wydarzeń zakulisowych.
Tony Hogański – EWF wraca na ścieżkę wysokiej formy.
Jan Kowalski – Przynajmniej chcemy w to wierzyć i to właśnie będziemy państwu opowiadać by lepiej sprzedawać nasz produkt.
Tony Hogański – Trzeba przy tym docenić naszą szczerość.
Jan Kowalski – Powoli żegnamy się z Bielsko-Białą.
Tony Hogański – Gdzieś tam walczą Franko z Nasem Jazzowskim.
Jan Kowalski – Pojawiają się głosy by ten ich morderczy bój na zapleczu uznać za oficjalną walkę.
Tony Hogański – Niby gdzie?
Jan Kowalski – Na twitterze i facebooku.
Tony Hogański – No tak. Te nowoczesne media, one zupełnie zmieniają obraz współczesnego wrestlingu.
Jan Kowalski – Na kolejnej gali czeka nas turniej drużynowy. Jak usłyszeliśmy będzie to gala wyjazdowa, bo zorganizowana we Lwowie.
Tony Hogański – Żegnamy się z państwem! Wrestlepaloozę komentowali dla państwa...
Jan Kowalski – ... Tony „Toster" Hogański!
Tony Hogański – ... i Jan Kowalski!
Jan Kowalski – Do zobaczenia we Lwowie!