Nie jestem waszym wrogiem! Jestem przyjacielem! Ja i moje hordy przybywamy tu w pokoju!
Ze
wszystkimi problemami można zwracać się do mnie. Zawsze wysłucham,
zawsze doradzę, zawsze wesprę. Ponad dziesięć lat temu szczególnie
upodobałem sobie walki drużynowe. Tak powstał Team Avenger, tak
szkoliłem młodych zawodników. Panu prezydentowi serdecznie dziękuję za
zaufanie. Będę wypełniał moje obowiązki z dumą. Z informacji organizacyjnych. Walk jest dzisiaj sporo,
dlatego w porozumieniu z prezydentem wprowadziliśmy zasadę, że każda
walka, oprócz main-eventu, ma piętnastominutowy limit czasowy. W przypadku jego
przekroczenia... obie drużyny zostają usunięte z turnieju! Tak jest!
Nie będzie kunktatorstwa i podejrzanych zachowań, tylko walka!
Przedstawię teraz pary trzeciej rundy turnieju.
W kolejnej doszło do
pewnego zamieszania, wskutek interwencji w przebieg walk drugiej rundy.
Przeciwników PepsiBosmana i Don Camillo na razie nie znamy. Poszukujemy
rozwiązania tego problemu. Na koniec trzeciej rundy zobaczymy walkę
Nasa Jazzowskiego i Toola przeciwko SeBie i Franzowi. Dziękuję, to
wszystko.
Letni turniej tag teamów 2, runda III
Morgion & Thunder vs SR-Crazy & Vaclav
Rozbrzmiewa
„Bogurodzica” w wykonaniu własnym Morgiona i Thundera. Skoro już
zostali przedstawieni, to nie trzeba robić specjalnie wielkich scen
wprowadzających, bo oto w stronę ringu zmierzają już Krzyżacy. Morgion
i Thunder są w pełni sił, ich zbroje lśnią niesamowitym blaskiem.
Krzyżackie płaszcze łopoczą na lwowskim wietrze - skąd wiatr wewnątrz
hali? Może to przeciągi? - i prezentują się bardzo dostojnie. Niektórzy
Ukraińcy zadrżeli w obawie, że za chwilę ta dwójka odbije Lwów, ale oni
nie mają takich zamiarów. Tuż przy ringu Morgion i Thunder zdejmują
swoje zbroje i w strojach giermkowskich, nie mylić z gierkowskimi albo
geremkowskimi, wchodzą na matę.
Wszystkie drużyny mają dzisiaj nakaz wychodzenia razem by podkreślać
ducha wspólnej rywalizacji i fakt, że teamy powinny stanowić jedność.
Wszyscy otrzymali więc specjalne theme'y by nie dyskryminować żadnej ze
stron. Zgodnie z tą dyrektywą rozbrzmiewa motyw przewodni z „Neon Genesis Evangelion”
i pod FeliXtronem pojawiają się SR-Crazy i Vaclav. EWF World Champion
pozdrawia swoich licznych fanów. Vaclav natomiast próbuje chwytać co
lepsze Ukrainki za piersi, ale te nie bardzo są na to chętne. Wróg Ludu
zapowiada masowe gwałty po zakończeniu gali. Już po chwili dwójka
zawodników stawia się na ringu.
Jan Kowalski – Rozpoczynamy rundę trzecią! SR-Crazy i Vaclav kontra Krzyżacy!
Tony Hogański – Taki to będzie turniej? Dziwolągi kontra prawdziwi zawodnicy?
Jan Kowalski – Jesteś niesprawiedliwy. Morgion i Thunder mają za sobą wspaniałe kariery wrestlerskie.
Tony Hogański – Racja,
w 2001 i 2002 roku robili prawdziwą furorę. Morgion był nawet
postrachem sprzątaczek w NHD. Przypomnij mi jednak, który rok mamy
teraz? Nie czasem 2015?
Jan Kowalski – To nic nie zmienia. Stara miłość nie rdzewieje.
Tony Hogański – Oni chodzą w zbrojach! Muszą rdzewieć!
Jan Kowalski – Wcale nie, bo używają farby jednego z naszych sponsorów.
Morgion i Thunder ogłosili wszem i wobec, że SR-Crazy i Vaclav to para
burżujów, a oni jako bojownicy polskiego skrzydła Zakonu Krzyżackiego
będą religijnymi rewolucjonistami i zmiotą ich z powierzchni ringu.
Bardzo ciekawa deklaracja, Crazy zaczął się drapać po brodzie, a Wróg
Ludu na chwilę porzucił plany wieczornych gwałtów. Shaman jako arbiter
tego spotkania wyjaśnił wszystkie zasady, wprowadzenie limitu czasowego
trochę zaniepokoiło Crazy'ego, bo uznał pewnie, że Vaclav może być
leniwy i nie walczyć odpowiednio szybko. Nie ma czasu by myśleć o tym,
bo walka już się rozpoczyna. Do boju ruszają Thunder i Vaclav. Panowie
rzucają się na siebie i Thunder zostaje łatwo powalony przez Wroga
Ludu. Wstaje, ale obrywa Clothesline'a. Znów wstaje, ale Mecenas
Ekstremy chwyta go za ramię i z impetem wpycha do jednego z narożników.
Rozpędza się i spada ze Splashem. Bardzo celnym, bo trafia w Thundera
idealnie. Następnie podnosi go i Backbreakerem posyła go do krainy
martwych krzyżaków by mógł porozmawiać ze swoim wielkim mistrzem, np.
Henrykiem von Salzą lub Ulrichem von Jungingenem. Rozmowę musi
przełożyć na inny termin, bo Vaclav masakruje biednego Thundera Elbow
Dropami. Jeden, drugi, trzeci, czwarty, piąty. Koniec, koniec Elbow
Dropów! Jest Knee Drop! Vaclav wdrapuje się na narożnik... i skacze z
Zemstą Minchów [Suicide Dive]!
Pin....1......2.....przerywa Morgion!
Jan Kowalski – Walka trwa dłużej niż się spodziewałeś, prawda?
Tony Hogański – Przecież tu się nic nie dzieje! Mój zdradziecki wychowanek masakruje Thundera niczym Korwin lewaków!
Jan Kowalski – Krzyżacy stawiają zacięty opór. Pomyśl tylko, gdyby Morgion i Thunder byli pod Grunwaldem to kto wie... kto wie...
Tony Hogański – Kto wie co?
Jan Kowalski – Może dzisiaj wszyscy bylibyśmy krzyżakami?
Tony Hogański – Brzmi
kusząco. Może Zychowicz napisze o tym książkę. Dlaczego Jagiełło po
śmierci Jadwigi powinien poślubić na sposób nowoczesny krzyżackiego wielkiego mistrza, przyjąć nauki Jana Husa i
stworzyć super polsko-litewsko-krzyżackie państwo. Wyobraź to sobie,
nie byłoby Prus, nie byłoby rozbiorów, a pewnie i Hitlera. Polska
byłaby potęgą, ale Jagiełło nie był nowoczesny i europejski, bo to był
dziki Litwin i w dodatku homofob.
Opcja krzyżacka dla Polski brzmi kusząco. Co na to Zychowicz? Na ringu
Vaclav przeklina pod nosem, że jakiś Morgion ośmielił się go uderzyć.
Trochę go to rozdrażniło. Morgion próbuje powalić Wroga Ludu
Clotheslinem, ale ten chwyta go za gardło... a Morgion niespodziewanie
wymierza Mecenasowi Ekstremy kopniaka w brzuch! Następnie daje mu od
razu DDT! Vaclav pada na matę. Krzyżak zabiera swojego byłego giermka w
okolice lin i dokonuje oficjalnej zmiany. Vaclav wstaje, a Morgion
szarżuje na niego! Próbuje rozwalić go krzyżackim Spearem, ale Vaclav
odsuwa się i Morgion wpada w narożnik. Znudzony Wróg Ludu dokonuje
zmiany z SR-Crazy'm. EWF World Champion przy wielkim aplauzie
publiczności wkracza na ring. Podchodzi do Morgiona, który próbuje się
wygramolić z narożnika, chwyta go za plecy i wykonuje mu German Suplex!
Nie puszcza go jednak, lecz w klasyczny sposób dokonuje zniszczenia
swoim ofiary kolejnym German Suplexem. To dość przykre, że członek
niemieckiego zakonu jest likwidowany przy pomocy ciosu o tak germańsko
brzmiącej nazwie. Crazy puścił go tym razem, po czym dobił od razu Fist
Dropem. Pin......1........2.......niespodziewany kick out!
Jan Kowalski – Zobacz ile Morgion ma w sobie energii. Gdyby tylko wznowił karierę to mógłby być ciekawym dodatkiem do rosteru EWF.
Tony Hogański – Mało to komediantów mamy w federacji? Po co nam krzyżak?
Jan Kowalski – Krzyżactwo nie jest jedyną opcją.
Tony Hogański – Aha, czyli powinien złożyć komuś hołd, przejść sekularyzację i przyjąć protestantyzm?
Jan Kowalski – Istnieje taka możliwość.
EWF World Champion nie zwraca uwagi na to drobne niepowodzenie. Wykopał
to wykopał, zdarza się, wielki problem to nie jest. Podnosi Morgiona i
wykonuje mu Double Underhook Suplex. Ładna akcja, ale czy zakończy się
jakimś efektem? Co się z niej urodzi? Na razie nic, bo Crazy pomaga
rywalowi wstać, odbija rywala o liny, ten wraca do niego i dostaje
strzała w ryj z Dropkicka. Dropkicki to zawsze pożądane akcje, a w
wykonaniu Crazy'ego prezentują się całkiem ładnie. Morgion ma w sobie
jednak siłę, nie po to przeszedł przez dwie rundy turnieju by tak łatwo
się poddawać. Wstaje i rusza na Crazy'ego, ale zaraz obrywa
Clothesline'a. Magnat ziewa ostentacyjnie, po czym spogląda na zegarek
i dokonuje zmiany z Vaclavem. Wielbiciel Pussy Riot, które notabene
pewnie z chęcią by też zgwałcił, wchodzi na ring i w zasadzie nie
bardzo wie, co robić. Morgion czołga się w stronę Thundera by dokonać
zmiany. Ten krzyżacko macha do niego by zachęcić swego partnera do
zmiany. Ukraińcy z jakiegoś powodu zaczynają krzyczeć „Grunwald!
Grunwald! Grunwald!”, a może to Polacy im pomagają? Trudno
identyfikować, ale akcent tych okrzyków jest wyraźnie wschodni. Morgion
zmienia się z Thunderem. Były giermek z furią, ale jednocześnie z
radością rusza na Vaclava. Szarżuje na niego po krzyżacku, a jakby miał
kopię pod ramieniem to można by nawet powiedzieć, że jak rycerz na
turnieju. Dopada do Mecenasa Ekstremy, dochodzi do spotkania dwóch
zawodników... i Wróg Ludu wychodzi z niego zwycięsko, bo wykonuje
rywalowi Otchłań Smutku [Michinoku Driver]!! Pin.......1..........2..........3! (Zwycięzcami są: SR-Crazy & Vaclav! Awansują oni do IV rundy turnieju!)
Jan Kowalski – Koniec walki. Wiele się tu działo.
Tony Hogański – W zasadzie to wcale nie tak wiele. Jedynym plusem tej walki jest to, że była ona krótka. Oby wszystkie takie były.
Vaclav jakoś szczególnie nie celebruje tego zwycięstwa. SR-Crazy z
międzyczasie opuścił już ring i zmierza w stronę FeliXtronu. Po drodze
błogosławi dzieci i lud, a gdyby miał odpowiednie sakramentalne
uprawnienia to być może mógłby też kogoś ochrzcić. Żegnany jest
oklaskami, a Wróg Ludu spotyka się z buczeniem.
Jan Kowalski – Pierwsza walka trzeciej rundy za nami. Przed nami jeszcze cztery.
Tony Hogański – Ten turniej chyba jakiś debil konstruował. Nie mam pojęcia jaka tu jest drabinka, kto z kim, jak i dlaczego.
Jan Kowalski – Wszystko płynie.
Tony Hogański – Na przykład ścieki. Takie jest to EWF za kadencji Felipe Castro - chaos.
Jan Kowalski – Dark Avenger czuwa nad przebiegiem turnieju.
Tony Hogański – On jest fałszywy - to raz. Nawet jak na fałszywkę to jest gumowy - to dwa. Wierzysz komuś, kto chodzi ubrany w gumę?
Jan Kowalski – A Ludzik Michelin?
Tony Hogański – Kolejny sponsor? Ale dzisiaj napieprzasz reklamami.
(Znajdujemy się w japońskiej
szatni pełnej japońskich rzeczy, różnych malowideł, obrazków i dziwnych
rzeczy wykonanych z papieru. Na środku pomieszczenia znajduje się
figura lub rzeźba azjatyckiego smoka. Na podłodze siedzi Yoshihito
Nabeshima i medytuje.)
Yoshihito Nabeshima – Ach... smoki...
Głos – Ten tylko o jednym.
Jak się okazuje w pomieszczeniu znajdują się także dwie towarzyszki księcia - Chiaki i jego małżonka Mitsuko.
Chiaki – Chodźmy do kafeterii. Tu jest nudno.
Mitsuko – A co jeśli przegapi swoją walkę? To już niedługo.
Chiaki – Nie przegapi, on jest punktualny.
(Dwie Japonki uśmiechają się do siebie porozumiewawczo, po czym opuszczają szatnię. My robimy to samo.)
Tony Hogański – Powrót Yoshihito Nabeshimy do czynnego wrestlingu jest jednym wielkim rozczarowaniem.
Jan Kowalski – Cóż poradzisz. Tak się po prostu stało.
Tony Hogański – Szkoda gościa.
(Trafiamy do jednego z najbarwniejszych miejsc w historii Extreme
Wrestling Federation. Tak, to biuro senatora Szakala. Jest tu wszystko,
co być musi. Puszyste dywany, pamiątki z jego licznych wojaży i
przygód, legitymacja partyjna z czasów komunizmu, strój do safari. Na
biurku stoi paprotka. Za biurkiem siedzi senator Szakal. Wszyscy gotowi? Można zaczynać!)
Szakal – Wezwałem go kurwa, a jego nie ma.
Jak na wezwanie drzwi otwierają się i do biura wkracza Bane.
Szakal – Jesteś kurwa.
(Spogląda na zegarek.) Trzy
minuty spóźnienia. Co, trudno było trafić? Następnym razem Mumin
z Mladenovem drogowskazy ustawią. Czekaj kurwa, opierdolę na szybko jakiś projekt.
(Senator wyciąga z szuflady biurka kartkę i markera. Coś tam chwilę rysuje, nawet koloruje i po chwili pokazuje gotowe dzieło.) No i jak kurwa?
Bane – Bardzo ładnie, ale nie ma potrzeby. Poradziłem sobie... kurwa. Drogowskaz zresztą był, zobacz.
(Syn Anarchii wyciąga z kieszeni swój ultra-super-telefon i pokazuje mu zdjęcie.) Ogarniasz?
Szakal – Zaskoczyli
mnie kurwa. Podjęli własną inicjatywę bez moich sugestii. Gdyby kurwa
Polska mogła jeszcze tak działać, to mógłbym być całkowicie
rozluźniony. A tak, to kurwa wszystko na mojej łysej głowie. No, ale
dosyć o mnie.
(Senator wyraźnie relaksuje się.) Jesteśmy partnerami, opowiedz mi kurwa coś o sobie.
Bane – Nie będę o niczym z tobą gadał.
Szakal (uśmiecha się po swojemu) – Bojowy
w tobie duch kurwa. Też w przedszkolu taki byłem, a to komunizm był
wtedy jeszcze, więc nie tak łatwo kurwa było. Coś czuję, że się dogadamy. Ty podobno jesteś swojski chłop.
Bane – Nie określiłbym siebie w ten sposób.
Syn Anarchii zaczyna
przyglądać się wiszącym na ścianie pamiątkom z życia senatora. Jego
uwagę zwróciły zdjęcia z afrykańskiego safari.
Bane – Sam zabiłeś tę antylopę?
Szakal – Gołymi rękoma kurwa! Najpierw jednak strzeliłem do niej z mojej łysej strzelby.
Bane – No
tak... wszystko jasne. Nie wiem, czemu ma służyć ta wizyta. Wiem, że
starzy ludzie czują się samotni i lubią sobie porozmawiać, a to w
tramwaju, a to w markecie. Słuchaj, ja już lepiej pójdę.
Szakal – Czekaj kurwa, czekaj. Co się tak wyrywasz przed szereg? Stresujesz się? Do senatora kurwa przyszedłeś, nic ci tu nie grozi.
Bane – Ja się nigdy nie stresuję i niczego się nie obawiam.
Łysy wstał zza swego biurka i chwycił za leżący nieopodal kij do golfa, który przewiesił sobie przez ramię.
Szakal – Ja
cię kurwa rozumiem. Jesteś młody, energiczny, sam chcesz wszystko
robić. Znam to, sam byłem kiedyś kurwa młody, miałem wtedy dorodną łysą
czuprynę. Stare czasy, ale słuchaj mnie kurwa.
Bane – Słucham... kurwa.
Szakal – Pasy
mają być nasze kurwa. Ja cię w sumie nie bardzo znam, ot kurwa pałętasz
się tu i tam, ale to jak ci nieznani posłowie w sejmie. Wiesz, że ich
tam kurwa mają aż 460, a ilu ludzie w Polsce tak naprawdę znają?
Maksymalnie pięćdziesiątkę i mówię to kurwa z pełnym optymizmem. Czym
się zajmuje reszta ja się kurwa pytam, czym? Ja na przykład jestem
znanym senatorem i mnie przedstawiać nie trzeba... a kim ty jesteś?
Bane – Jestem Bane.
Szakal – W
PCW był taki jeden. Chodź przedstawię cię emerytom z PCW i PECW. Mam
nowe hobby, mianowicie kurwa kolekcjonuję dziady. Mumin i Mladenov będą
niedługo wiercić
dziury w ścianach, żeby głowy mogły wleźć. Będą u mnie jak trofea
myśliwskie.
Wyobraź sobie ten widok kurwa - głowa Snake'a, Tommy'ego Paina,
Juice'a, RAMa. Zależnie od nastroju będę ich sobie wymieniał. Dzisiaj
włazi RAM, a jutro Jupiter, bo akurat wypadnie Dzień Świętego Patryka.
(Puka się w czaszkę.) Ma się kurwa łysy łeb nie od parady.
Bane – Nie znam ich.
Szakal – Nikt ich już kurwa nie zna. To jest w tym piękne. Chodź, pokażę ci.
Łysy podchodzi do drzwi,
naciska klamkę... a tam... świeże powietrze. Jak się okazuje biuro
senatora Szakala znajdowało się w TIRze. Łysy i Bane wychodzą na
parking, który oznaczony jest jako strefa wolna od standardu ISO666.
Szakal – Trzymam ich tu kurwa.
Pojawiają się Mumin i
Mladenov, którzy otwierają drzwi do jakiejś ciężarówki. Tam widać
stłoczonych różnych starców, dziadów i ogólnie emerytów, którzy mają
rzekomo być byłymi zawodnikami Polish Championship Wrestling albo
Polish Extreme Championship Wrestling lub też zupełnie innych tworów.
Szakal – Patrzcie kogo wam kurwa senator przyprowadził. To Bane!
Wśród weteranów rozlegają się szmery i szepty.
Szepty i szmery – Bane? Bane? Ten Bane z PCW? Pierwszy Polish Champion?
Szepty i szmery – Czas się go nie ima.
Szepty i szmery – Jaki młody, jaki wysportowany.
Szepty i szmery – Czy to nadal 1999 rok?
Szepty i szmery – On trzyma formę, a my?
Szakal – Dobra, koniec widzenia. Starczy wam.
Głos z oddali – Yo! Yo! Yo! Yo! Yo! Yo!
Szakal – Oho, chyba Snake się kurwa obudził.
(Zaczyna zamykać drzwi.) Wychodzimy,
bo to dziwny człowiek jest. Wiesz jak kurwa ciężko go było złapać? Niby
starzy są, a jacy kurwa żwawi! Uprzedzając pytanie, nie kurwa, nie
łapałem ich w siatkę na motyle.
Bane – Nie chciałem zadać takiego pytania.
Szakal – Wszyscy kurwa chcieli.
Bane – Nie obchodzi mnie ani Snake ani reszta tych dziadów.
Szakal – On był nieuchwytny kurwa! Ale złapałem go!
Koniec spotkania z
dziadami. Mumin i Mladenov zamykają drzwi do ciężarówki. Jak się
okazuje senator dał tylko sygnał do ich zamknięcia, a jego asystenci
społeczni dokończyli dzieła.
Szakal – Rozumiesz kurwa jaki jest sens tej wycieczki?
Bane – Szczerze mówiąc to mam to w dupie.
Szakal – Jak
będziesz kurwa frajerem to za dziesięć lat skończysz tak jak oni. W
ciężarówce dla emerytów senatora Szakala. Zobacz jaki ja kurwa dobry
jestem. Castro wyrzucił ich z domu starców, to rozpierzchli się po Wrocławiu
i koczowali na ulicach jak syryjscy uchodźcy. Ja ich kurwa przygarnąłem
i przytuliłem do mojej łysej piersi.
Bane – Mam nadzieję, że mnie nie będziesz przytulał.
Szakal – Nie.
(Spogląda na niego z miną „Skąd kurwa takie pytanie?”.) Uważaj na tego dowcipnisia Bidama. Ja go znam, napoił mnie kiedyś jakąś
paskudną kawą. Ty też miałeś z nim ostatnio jakieś przygody.
Bane – Tak...
Szakal – Będziemy
kurwa dobrą drużyną. Wszak zadzwoniłeś na ostatniej gali na Telefon
Zaufania Senatora Szakala, a to kurwa coś znaczy, to się kurwa liczy.
(Spogląda na zegarek.) No
dobra. Czas kurwa goni nas, a ja mam swoje sprawy do załatwienia, np.
picie kurwa kawy. Trzymaj się kurwa z daleka od Bidama, żeby ci się
czasem nic nie przytrafiło. Później musiałbym sam kurwa walczyć w
turnieju, a wiesz ile to wymaga wysiłku? Ja już na starość nie lubię
się kurwa pocić.
Bane – Umiem sam o siebie zadbać. Nie potrzebuję twoich rad.
Były EWF Daemusin Champion odwraca się i odchodzi.
Szakal – Jaki kurwa zadziorny. Może coś z niego jednak będzie.
(Może będzie, a może nie. Na razie wracamy na ring.)
Tony Hogański – Brawo mistrzu!
Jan Kowalski – Dlaczego brawo? Co on takiego zrobił?
Tony Hogański – Zaopiekował się paralitykami z PCW i PECW. Wyjaśnił Bane'owi na czym świat stoi. To wiele.
Jan Kowalski – Tak... aż dziwi mnie skąd u niego takie dobre serce.
Tony Hogański – Mistrz Szakal ma wiele talentów.
(Wygląda na to, że Dark
Avenger dorobił się swojego biura. Nie, nie jest ono gumowe ani
zrobione z opon. To zwykłe biuro, ze zwykłym biurkiem, fotelem oraz
krzesłami dla petentów. Takimi petentami są najwyraźniej Don Camillo i
PepsiBosman, którzy przybyli do delegata do spraw turnieju by z nim
porozmawiać.)
Don Camillo – Uważamy, że nasza walka turniejowa jest bezsensowna.
Dark Avenger – Dlaczego?
PepsiBosman – Ten Kevin Korn i John Christman. My już z nimi walczyliśmy i wygraliśmy.
Don Camillo – Tak, wzięliśmy sprawy w swoje ręce. Po co męczyć się w trzeciej rundzie jak można wpaść na ring w rundzie drugiej...
PepsiBosman – ... i od razu pokonać potencjalnych rywali. Wszystko legalnie, Shaman odklepał.
Dark Avenger (zamyślony) – Tak... Shaman odklepał.
PepsiBosman – Powinniśmy otrzymać bezpośrednio awans do rundy czwartej.
Dark Avenger – Przyznam,
że jest problem z waszą walką. Kevin Korn wyszedł z hali i tyle go
widzieli. Z waszych rywali mam więc do dyspozycji tylko Johna
Christmana.
PepsiBosman – No właśnie! Idealnie się składa. Nie ma rywala, po co się męczyć i robić walkę? Daj nam pan awans do następnej rundy.
Don Camillo – To sprawiedliwe rozwiązanie.
Dark Avenger – Cóż,
mam wątpliwości, co do tej sprawiedliwości. W rundzie drugiej
pojawiliście się nielegalnie. Ja bardzo sobie cenię przestrzeganie
zasad. Zawsze taki byłem.
Don Camillo – Dlatego mamy dla pana delegata to...
Jak się okazuje na podłodze, obok nóg Włocha, stała sobie czarna, skórzana walizka. Camillo podniósł ją i położył na biurku.
Dark Avenger – Co to?
Don Camillo – Prezent.
PepsiBosman – By pan delegat spojrzał przychylnie na nasz wniosek.
Dark Avenger (zdenerwowany) – Łapówka? Mnie, Dark Avengera przekupić chcieliście?!
Don Camillo – Jaka tam znowu łapówka? To prezent.
Dark Avenger – To policzek w moją stroną! Uważajcie, bo polecą głowy! A teraz, wynocha. Będziecie walczyć i żadne łapówki tego nie zmienią.
Niepocieszeni Camillo i Bosman wstają i chcą wyjść. Avenger niespodziewanie chwyta za walizkę i ciska nią za nimi.
Dark Avenger – Nie zapomnijcie o tym!
(Camillo podnosi walizkę, której nic szczególnego się nie stało i wraz z Bosmanem wychodzą. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Avenger jak zawsze sprawiedliwy.
Tony Hogański – Trochę nerwowy.
Jan Kowalski – Przyznasz jednak, że sprawiedliwy.
Tony Hogański – Przyznaję.
Jan Kowalski – Ciekawe, co było w środku walizki-prezentu?
Tony Hogański – Ciepłe gumowe gacie na zimę.
(Czas na kolejną wizytę na
zapleczu. Spotykamy tu Berenikę Martinez, szefową GRU w stylu wczesnego
WCzK/GPU, przynajmniej jeśli chodzi o ubiór. Wraz z nią mamy
niewątpliwą przyjemność widzieć
trójkę czarnoskórych funkcjonariuszy GRU. Na ostatniej Wrestlepaloozie
zostali oni przyjęci w szeregi pracowników federacji. Dla przypomnienia
podamy ich imiona. Są to: funkcjonariusz Oli, funkcjonariusz Sade i
funkcjonariusz Be.)
Berenika Martinez – Prezydent Felipe Castro jest z was zadowolony.
Murzyn#1 – Dziękujemy.
Murzyn#2 – Staramy się jak możemy.
Berenika Martinez – Macie bronić EWF wszystkimi dostępnymi środkami.
Murzyn#1 – Byliśmy w Boko Haram, więc wiemy, co robić.
Murzyn#2 – Jesteśmy nieustraszeni!
Murzyn#3 – Nikt i nic nas nie powstrzyma!
Murzyn#2 – Jesteśmy gotowi by rozrywać naszych wrogów na strzępy!
Berenika Martinez – W takim razie musicie dobrze zabezpieczać turniej. Dla prezydenta Castro to bardzo prestiżowy projekt.
Murzyn#1 – Niech żyje prezydent Castro!
Murzyn#3 – Ku chwale EWF!
Berenika Martinez – Podoba mi się wasze zaangażowanie. Rozejść się! Do pracy.
(Murzyni rozchodzą się, więc my także. Do pracy!)
Tony Hogański – Murzyni, murzyni. Wszędzie ci murzyni.
Jan Kowalski – EWF jest otwarte na wszystkie narodowości. Cenimy sobie różnorodność i jesteśmy tolerancyjni.
Tony Hogański – Tak, zatrudnijcie jeszcze Grodzkiego i Agatę Buzek do kolekcji.
Jan Kowalski – Pracujemy nad tym.
(Kolejna wizyta na zapleczu,
to bliskie spotkanie z Franko the Butcherem i Helenką. Siedzą oni sobie
w swojej spokojnej szatni i sprawiają wrażenie, że robią absolutnie
nic.)
Helenka – Franko?
Franko – Tak? Tylko proszę, nie pytaj o zemstę.
Helenka – Dzisiaj też będziesz naparzał się z Jazzowskim?
Franko – Jeśli go spotkam. To przecież jeszcze nie koniec, to dopiero początek.
Helenka – A inni?
Franko – Jacy inni?
Helenka – Castro, Berenika...
Franko – W swoim czasie. Wszystko w swoim czasie.
Drzwi do szatni otwierają się z łoskotem i pojawia się Bidam. Także z łoskotem.
Bidam – Nie było kurczaków! Wyobrażacie sobie? Wszystkie okoliczne budki z kurczakami zamknięte! Jak to możliwe? To skandal!
Franko – Skandal...
Helenka – Skandal...
Bidam – Kupiłem chleb i przyprawę do kurczaka. Będę udawał, że to prawdziwy.
Franko (wstając) – Idę się przejść.
Bidam – Tylko bez głupich numerów! Mamy turniej! To nie czas na zabawy z Jazzowskim.
Franko – Wiem przecież. Dzisiaj turniej jest najważniejszy.
Bidam – No i prawidłowo. Jak spotkasz jakiegoś kurczaka, to go złap dla mnie, ok?
Franko – Tak zrobię.
(Rzeźnik wychodzi, a my wraz z nim. Czas wracać na ring, bo przecież nie będziemy stali na korytarzu.)
Tony Hogański – Franko i Bidam... czy obronią pasy... czy wygrają turniej?
Jan Kowalski – Rok temu stracili swoje pasy właśnie w czasie drużynowego turnieju.
Tony Hogański – Czy historia się powtórzy?
Jan Kowalski – Dobre pytania sobie zadajemy.
Tony Hogański – Budujemy napięcie. Czy są emocje?
Jan Kowalski – Są, a będzie ich więcej. Czas na kolejną walkę turniejową!
Letni turniej tag teamów 2, runda III
Fat Boy & Tugboat vs Yoshihito Nabeshima & Żubr
Rozbrzmiewa „Jedz co chcesz”
w wykonaniu Shazzy, Fat Boya, a także Tugboata (to specjalna wersja
turniejowa tej piosenki) i spod FeliXtronu wyłaniają się wielkie
grubasy, czyli Żubr i Yoshihito Nabeshima. Nie! Pomyłka! EWF sprawdza
czujność czy ktoś w ogóle ogląda wejściówki. Na ring wchodzą oczywiście
Fat Boy i Tugboat. Grubasy radośnie potrząsają brzuchami i co jakiś
czas się nimi trącają. Publiczności się to podoba, bo to fajne grubasy
są.
Następnie słychać śpiew Kermita Żaby i jego wyjącą pieśń „It's Not Easy Being Green”.
Na arenie pojawiają się polski Żubr oraz japoński Yoshihito Nabeshima.
Niewątpliwie stanowią ciekawe połączenie, co jeszcze bardziej podkreśla
ich zielony theme song. Nie jest łatwo być zielonym. O tym dobrze wie
Żubr, bo jak wiadomo puszcze w których żyją oryginalne żubry są
zielone. Wie o tym także Yoshihito Nabeshima, gdyż zieleń była jednym z
kolorów rodu Fujiwarów, a ci stracili na znaczeniu po ustanowieniu
szogunatu, a tym samym ich barwy rodowe także. Mimo tych problemów z
zielenią spokojnie wchodzą oni na ring, gdzie rozpoczynają lekko leniwe
przygotowania do walki.
Tony Hogański – Grubasy kontra narodowiec i Japończyk. Jakiś turniej komediowy urządzamy?
Jan Kowalski – Nie, dlaczego tak uważasz?
Tony Hogański – Tak
jakoś. Grubasy, Krzyżacy, a wcześniej w dark matchach jeszcze
Syryjczycy, Mumin, Mladenov, WAMP i Ghul do kolekcji. Czy to wygląda
poważnie?
Jan Kowalski – To pokaz wielkiej różnorodności EWF.
Tony Hogański – Nawet multi-kulti w wykonaniu Felipe Castro jest chujowe.
Żubr jest na pewno przeciwnikiem polityki multi-kulti, bo to wielki
polski patriota i duchowy potomek Romana Dmowskiego. Nabeshima jako
japoński książę z pewnością wyznaję ideę czystości krwi, więc popierać
takiej polityki też nie będzie. Fat Boy i Tugboat są poplecznikami Nasa
Jazzowskiego i wspomagają go w procesie murzynizacji Polski, więc z
nimi to wszystko jest możliwe. Arbitrem spotkania wyznaczony został
Dark Sędzia, który poprowadzi je z mroczną dokładnością. Nie ma co
przedłużać, walka się rozpoczyna! Dark Sędzia chyba zapomniał dokładnie
wyjaśnić zasad walki, bo cała czwórka rzuca się na siebie. Na ringu
panuje niesamowity chaos, każdy walczy z każdym, każdy wrestlerów
atakuje kogo może i kto akurat nawinie się pod rękę dostaje po mordzie.
Dominację zdobywają dość szybko Żubr i Nabeshima, to logiczne w końcu
są w chwili obecnej o wiele bardziej klasowymi zawodnikami. Fat i Tug
mieli wspaniałe kariery, ale to już praktycznie emeryci. Przewagę
osiąga Nabeshima, panuje całkowity chaos, każdy z wrestlerów atakuje
kogo może. Po chwili przewagę osiąga Jacobsen, który kolejno powala
punchami najpierw Fat Boya, a następnie Tugboata. Upadki takich
grubasów muszą powodować wielki huk, ring aż się trzęsie! Fat Boy to
silny i potężny zawodnik, więc całkiem szybko wstaje przy pomocy
jednego z narożników. To samo robi Tugboat, którego jednak powala Żubr.
Dark Sędzia uspokaja sytuację. EWF Daemusin i Evolution Champion musi
udać się poza obręb ring, a ten sam los spotyka też przebudzonego Fat
Boya.
Jan Kowalski – Koniec chaosu. Sytuacja się uspokoiła.
Tony Hogański – Co za walka Janku. Tu się może wydarzyć wszystko!
Jan Kowalski – Naprawdę?
Tony Hogański – Ten
turniej to strata czasu. Chcemy rozśmieszyć Ukraińców takimi walkami?
Po co? Pocieszyć ich, że stracili Krym i wschodnią część kraju? Nie
lepiej zrobić jakiś segment komediowy z Putinem? Efekt może być podobny.
Tugboat podnosi się, co przy jego wadze zawsze jest wyczynem. Niczym
dziki barbarzyńca zaczyna uderzać się po brzuchu i wrzeszczeć coś w
stronę byłego EWF Tag Team Champa. Wygląda to dość przerażająco, bo
wygląda on bardzo groźnie. Być może przeraża to Ukraińców, którzy
zasiedli na trybunach, ale na pewno nie jego przeciwnika. Dzielny
Nabeshima jest tuż przy nim, wykonuje irish whip do przeciwległego
narożnika, po czym sam się rozpędza i brutalnie atakuje Clotheslinem
biednego grubasa. Ten jest jakby niezwyciężalny, bo mimo że oberwał to
nadal ma w sobie siłę. Doprowadza się do porządku i niczym wielki słoń
biegnie w stronę Japończyka. Cóż to za fenomenalna szarża! Niestety dla
obywatela wyimaginowanej Burgundii Afrykańskiej szarża ta błyskawicznie
się kończ. Potomek rodu Fujiwarów jak gdyby nigdy nic kopie Tugboata w
brzuch! Ogromna ta masa zaczęła się rozlewać na wszystkie strony niczym
galareta, ale cios poplecznikowi Nasa Jazzowskiego wyraźnie zaskoczył,
bo po jego wykonaniu japoński książę od razu jest w stanie przejąć
kontrolę. Szybko whipuje oponenta na liny, po czym chwyta rozpędzonego
przeciwnika i wykonuje Press Slam. Przy takie wadze nie było to łatwe,
prawdę mówiąc trzeba podziwiać Yoshihito, że był w stanie wykonać taką
akcję. Zrobił to z wielkim trudem, ale mu się udało. Tugboat z łoskotem
upada na ring. Nabeshima od razu
pinuje.....1.......2.....przerywa Fat Boy!
Jan Kowalski – Bardzo interesująca walka.
Tony Hogański – Mam nadzieję, że nie będzie długa. Tylko w takim przypadku mają one sens.
Jan Kowalski – To turniej Tony, czego się spodziewałeś?
Tony Hogański – Ciasnego
turnieju niczym arabska hurysa. Mniej walk, a więcej gwiazd. Castro
przeszarżował z tą ilością walk. Połowa zawodników to jacyś pozoranci.
Jan Kowalski – To doskonała promocja europejskiego wrestlingu.
Nabeshima obrzuca pogardliwym wzrokiem Fat Boya, który ośmielił się mu
przerwać. Grubas rzuca się na niego z punchami, ale Japończyk wszystko
blokuje, sam odbija się o liny, po czym wyskakuje z Dropkickiem i
efektownie trafia w galaretowaty brzuch grubasa. Szybko wstaje i
zmienia się z Żubrem. Ostatni Sarmata momentalnie rusza na Fat Boya i
powala go Clotheslinem. Były zawodnik PCW wstaje, ale Dark Sędzia
informuje go, że nie jest legalnym zawodnikiem i musi się wycofać. Fat
robi to dość niechętnie. Tymczasem Tugboat podnosi się, ale Żubr już
czai się za jego plecami. Grubas obraca się, a Żubr pokazując, że on
też potrafi wykonywać finezyjne akcje przypierdala mu potężne i
efektowne Enziguri. Tugboat ma w sobie jeszcze dość energii. Podnosi
się i od razu rzuca się do ataku. Interesująca to
taktyka, ale niestety obrywa on Clotheslinem od Żubra. Od razu wstaje,
a EWF D-Evolution Champion chce powtórzyć tę skuteczną akcję sprzed
kilkudziesięciu sekund. Tym razem jednak Tugboat odskakuje na bok,
rozpędza się i zupełnie niespodziewanie wykonuje na przeciwniku Running
Bulldoga!
Pin.....1......kick out!
Żubr jest chyba zirytowany, że dopuścił do takiej sytuacji. Szybko
dochodzi do siebie, wstaje i zaczyna zasypywać rywala serią potężnych
ciosów, kopniaków, punchów. Nawet chwyta rywala, wrzuca do narożnika, a
po tradycyjnym rozpędzie serwuje mu Splasha.
Tony Hogański – Jakby Żubr trochę przytył to mógłby dołączyć do drużyny grubasów.
Jan Kowalski – Trochę? Jest duży, ale do Tugboata i Fat Boya sporo mu jednak brakuje.
Tony Hogański – Kochanego ciałka nigdy nie za wiele. Mówili tak Niemcy do żydów w obozach, po czym przerabiali ich tłuszcz na mydło.
Jan Kowalski – Rozbrajająca logika.
Tugboat pada jak rażony zatłuszczonym piorunem. Oby tylko zawału nie
dostał, bo przy jego wadze takie wstrząsy są niebezpieczne dla zdrowia.
Żubr pomaga mu wstać, po czym rzuca go o liny, a gdy rozkoszny grubas
do niego wraca to od razu wykonuje rywalowi Speara. Imponująco to
wyglądało, takie dwie góry cielska uderzające o matę! EWF
Daemusin i Evolution Champion szybko wstaje, po czym podnosi
przeciwnika, a następnie wrzuca go wprost w narożnik. Niespodziewanie
Tugboat bardzo szybko się stamtąd wydostaje, ale Żubr odpowiada
kolejnym whipem, tym razem o liny. Wykonał go w sposób bardzo
patriotyczny, gdzieniegdzie dojrzeć można było nawet orła, co na ziemi
ukraińskiej może zostać uznane za prowokacje. Ostatniemu Sarmacie nie
udaje mu się wykonać żadnej konkretnej akcji, dochodzi natomiast do
zwarcia pomiędzy dwójką zawodników. Żubr sprawnie przesuwa się na bok,
trzyma rywala, po czym wykonuje mu Poland Leg Sweep [Russian Leg
Sweep]! Chce pinować, na ring wpada więc Fat Boy, ale obok niego jest
już Yoshihito Nabeshima, który likwiduje grubasa imponującym
Superkickiem. Żubr
pinuje......1...........2.........3! (Zwycięzcami są: Żubr & Yoshihito Nabeshima! Awansują oni do IV rundy turnieju!)
Jan Kowalski – Ale walka!
Tony Hogański – Gruba...
Jan Kowalski – Dyskryminujesz grubasów.
Tony Hogański – Zauważyłeś, że Nabeshima wyraźnie utył?
Jan Kowalski – Nie dostrzegłem tego, ale uważam, że jest to możliwe.
Żubr świętuje zwycięstwo. Chce przybić piątkę z Nabeshimą, ale ten robi
smutną minę, a do tego dodaje swoje melancholijne spojrzenie i po
prostu opuszcza ring. EWF Daemusin i Evolution Champion nie ma więc
wyjścia i robi to samo.
Tony Hogański – Po zwłoki Tugboata i Fat Boya będzie musiał przyjechać dźwig.
(Dźwigu na razie nie mamy.
Przeżywamy natomiast wycieczkę poza obręb hali. Lwowskimi ulicami
kroczy senator Szakal z kijem golfowym. Zauważa budkę z kebabami. Z
zainteresowaniem podchodzi do niej i zaczyna rozmowę z obsługą.)
Szakal – Macie kurczaki, kurwa?
Ukraiński sprzedawca – Niet.
Szakal – Dlaczego?
Ukraiński sprzedawca – Polecenie przyszło z góry. Naciski na wysokim politycznym szczeblu.
Szakal – Ha-ha,
bardzo kurwa dobrze! Ma się te wpływy polityczne. Uprzykrzymy temu Bidamowi życie. Żarty sobie
będzie z nas kurwa robił! Nie z nami te numery! Nie z nami!
(Senator wyciąga telefon, wystukuje numer i po chwili zaczyna szybką konwersację.) Halo, czy to Bane kurwa?
Głos Bane'a – Nie, to po prostu Bane.
Szakal – Widzisz
kurwa. Ja swoje zrobiłem, ten dowcipniś Bidam nigdzie nie dostanie
kurczaków. Ucz się od senatora, a może coś kurwa w EWF osiągniesz. Sam
byś na to nie wpadł, nie?
Głos Bane'a – Nie...
Szakal – No to cześć kurwa. Pamiętaj, że mamy walkę niedługo.
Głos Bane'a – Pamiętam.
Koniec rozmowy. Senator rusza
dalej. Lwowskie uliczki są bardzo ładne, bo to ładne miasto jest. Nie
przenosimy się od razu do hali, lecz na jakąś inną ulicę. Tam też
znajduje się budka z fast-foodem czy jakimś innym szybkim ukraińskim
żarciem. Różnica jest taka, że dwójka sprzedawców leży pobita, stoliki
są powywracane, nawet jakiś klient dostał po mordzie. Po chodniku
walają się pieczone kurczaki. Jak się okazuje sprawcą tego zamieszanie
jest Bane, który napieprza sprzedawcę pięścią po mordzie.
Bane – Rozumiesz?! Żadnych kurczaków!
Ukraiński sprzedawca – Tak...
Bane – W całym Lwowie! Macie je wycofać z oferty.
Ukraiński sprzedawca – Rozumiem...
Bane – Przekażesz kolegom-restauratorom?
Ukraiński sprzedawca – Tak...
Bane – Jak przyjdzie do was taki wesoły Mongoł, to nikt nie ma mu sprzedawać kurczaków. Zrozumiano kurwa? Niech pojeb cierpi.
Ukraiński sprzedawca – Zrozumiano.
Bane (wyraźnie zadowolony z siebie) – No!
Syn Anarchii wymierza sprzedawcy ostatni cios, więc ten osuwa się na chodnik.
Bane (uśmiecha się pod nosem) – Naciski na politycznym szczeblu. A po chuj? Wszystko załatwi prawo pięści.
(Bardzo brutalne to prawo, szczególnie w wykonaniu Bane'a. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – To już wiemy dlaczego Bidam nigdzie nie dostał kurczaków.
Tony Hogański – Bardzo mądra taktyka. To na pewno mistrz Szakal to wymyślił.
Jan Kowalski – Chyba Bane również wpadł na ten pomysł.
Tony Hogański – Możliwe,
ale to dobrze pomyślane. Bidam jest groźnym rywalem, którego słabym
punktem jest nałogowe pożeranie kurczaków. Zabierz mu kurczaki, a jego
możliwości spadają o dobre 20%.
Jan Kowalski – Zastanawiam się jak to wyliczyłeś.
Tony Hogański – Równaniem Hogańskiego oczywiście.
(Przenosimy się do szatni
specjalnej. Jest to bowiem zarazem szatnia jak i biuro prezesa Związku
Wrestlerów Polskich. W pomieszczeniu spotykamy Nasa Jazzowskiego i jego
czarującą małżonkę, Weronikę Passent.)
Weronika Passent – Nas, po co nam był ten remoncik?
Nas Jazzowski – Tak trzeba było zrobić, bo dzisiejsza Wrestlepalooza to gala specjalna.
Weronika Passent – Wow, special event? A ja nawet na ściance nie byłam, czerwonego dywanu nie widziałam.
(Fuknęła.) Nas! Tak nie można! Musisz mi o wszystkim wcześniej mówić, okejka? Ja jestem znana, muszę się odpowiednio przygotować.
Nas Jazzowski – Nie było żadnej ścianki. Specjalna gala, bo turniej drużynowy.
Weronika Passent – No jacha, ja wiem, sama w nim udział brałam i byłabym wygrała, gdyby nie twoje murzyniątka.
Nas Jazzowski – Nie obwiniaj ich. Oni mają dobre intencje.
Weronika Passent – Oni mają czarne myśli! Może my ich do NBA wyślemy? Mogłabym ich w luku bagażowym zabrać do Los Angeles.
Nas Jazzowski – Murzyni zostają. Budują nam pałac.
Weronika Passent – Nas, a kiedy poznam twojego kolegę?
Nas Jazzowski (zmieszany) – Co? Ehm... jeszcze go nie ma.
Weronika Passent – Ale lenia sobie znalazłeś. Mnie trzeba było brać... hihi, ale mi się powiedziało.
Nas Jazzowski – Nie będę tego komentował.
Weronika Passent – Słuchaj Nas, nie słyszałeś o kimś, kto ma smoka?
Nas Jazzowski – Co? Jakiego znowu smoka?
Weronika Passent – No,
bo będzie casting do nowego sezonu „Gry o tron”, a ja robię karierę w
Hollywood, więc chcę się tam zgłosić. No i czaisz bazę, że tam są
smoki, nie? Przydałby mi się jakiś smok bym mogła poćwiczyć swoje
kwestie i takie tam.
Nas Jazzowski – Tak, no cóż, smok... w Bhutanie mają smoka.
Weronika Passent – Tam, gdzie ślub braliśmy? A prawdziwego?
Nas Jazzowski – No nie, na fladze i chyba w herbie mają.
Weronika Passent – Czaisz
Nas, że z tego serialu można się wiele nauczyć o tym jak ludzie kiedyś
żyli, nie? No to ja potrzebuję smoka, bo chcę się też nauczyć.
Nas Jazzowski – Porozmawiam o tym z naszymi murzynami.
Weronika Passent (zdecydowanie) – Nie chcę czarnego smoka.
Nas Jazzowski – Tak, no zobaczę. Wybacz Miley, muszę teraz iść na dyżur do swojego biura. Obowiązki prezesa Związku Wrestlerów Polskich wzywają.
Weronika Passent – Spoksik, rób co musisz. Ja tu sobie posiedzę i oblukam fejsa.
(Nas znika za bocznymi drzwiami. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Kolejne perypetie wesołego małżeństwa celebrytów.
Jan Kowalski – Chodzą słuchy, że Nas ma rzucić karierę wrestlerską i przejść na aktorstwo.
Tony Hogański – Bzdury, dementuję je!
Jan Kowalski – Ty? W jaki sposób?
Tony Hogański – Ja
mogę wszystko! Był tylko jeden aktor w historii polskiego wrestlingu!
Mistrz Szakal we własnej łysej osobie! Psy 3 to był film! Pewny polski
kandydat do Oscara. Wygrałby w swej kategorii, gdyby nie machloje w
Hollywood. Oni tam nie są uczciwi.
Jan Kowalski (zadumany) – A kto jest?
Tony Hogański – Apoloniusz
Tajner zablokował ten sukces ze swoim bratem bliźniakiem Jerzym
Engelem.
To były czasy sukcesów Małysza i Olisadebe i oni nie chcieli by mistrz
Szakal ich przyćmił. Dogadali się więc z Kazimierzem Kutzem, Lwem
Rywinem i Michałem Fajbusiewiczem i przy wsparciu swojego
amerykańskiego agenta Denzela Washingtona wszystko zablokowali. To był
szalenie skomplikowany spisek!
(Kolejna wycieczka na korytarz
to spotkanie z PepsiBosmanem i Don Camillo. Włoski mafiozo dzierży w
swej dłoni walizkę, którą próbował sprawić by Dark Avenger spojrzał na
ich prośbę przychylniej.)
PepsiBosman – Słuchaj... co właściwie jest w tej walizce?
Don Camillo – Spójrz.
Włoch otwiera walizkę, a tam nic, niczego nie ma, żadnej zawartości... jest ona pusta.
PepsiBosman – Co? Dlaczego?
Don Camillo – Zagrałem va banque.
PepsiBosman – A jakby się obraził, że nic nie dostał?
Don Camillo – To
co? Poskarżyłby się publicznie, że przyjął łapówkę? Nie, na pewno nie.
Zaryzykowałem, nie udało się. Tak działa włoska mafia. Ty byś dał
butelkę pepsi, nie?
PepsiBosman – Nie, pepsi jest tylko moje. Tylko moje usta są godne spijać napój bogów. Nie rozdaję go przypadkowym osobom.
Don Camillo – Tak... dziwny jesteś... ale drużynę tworzymy dobrą.
PepsiBosman – Próbowaliśmy, nie udało się. Trzeba będzie samemu wziąć sprawy w swoje ręce.
Don Camillo – Zajdziemy daleko w turnieju. Do tego mam jeszcze plan B, który w razie czego mogę wdrożyć.
PepsiBosman – Kolejny mafijny plan?
Don Camillo – Tak...
(Mafijne plany zostawmy połączeniu Italia+pepsi i przenieśmy się na ring.)
Tony Hogański – Faktycznie, ciekawa to drużyna.
Jan Kowalski – Interesujące połączenie. To spore talenty, a EWF wiąże sobie z nimi wielkie nadzieje.
Tony Hogański – Tak... jak z wszystkimi młodzikami, a potem wychodzi, co wychodzi.
Jan Kowalski – To przecież nie nasza wina. To im czegoś brakuje.
Tony Hogański – Racja. EWF daje im szansę, a oni jej nie wykorzystują.
Jan Kowalski – Miejmy nadzieję, że z PepsiBosmanem i Don Camillo będzie inaczej. Jak na razie ich kariery przeżywają zrównoważony wzrost.
Tony Hogański – Zrównoważony wzrost... ty chyba na jakimś szkoleniu w Brukseli ostatnio byłeś.
(Czas powrócić na zaplecze.
Jak wiemy w EWF panuje polityka różnorodności, a więc przechadzają się
tu murzyńskie bandy. Większość służy Nasowi Jazzowskiemu jako czarnemu
panu wszystkich czarnych, czwórka SR-Crazy'emu w ramach stażu, który
będzie dla nich ciekawym wpisem do CV, a trójka znalazła zatrudnienie w
GRU. To właśnie oni! Funkcjonariusz Oli, funkcjonariusz Sade i
funkcjonariusz Be! Ubrani w tradycyjne stroje GRU prezentują się bardzo
mroczno i poważnie.)
Funkcjonariusz Sade – Ale tu fajnie.
Funkcjonariusz Oli – Dobrą robotę zgarnęliśmy. Złapaliśmy proroka Mahometa za nogi.
Funkcjonariusz Be – Bluźnisz bracie. Powinniśmy odciąć ci głowę i przejąć twoje kozy.
Murzyni uśmiechają się do siebie porozumiewawczo.
Funkcjonariusz Oli – No co ty? Islam to religia pokoju.
Funkcjonariusz Sade – Szkoda tylko, że nie będziemy jednak brali udziału w odbudowie Pałacu Saskiego.
Funkcjonariusz Be – Będzie
mi brakowało krzyków pani Weroniki Habibi. Rzucała w nas zawsze różnymi
przedmiotami, czasem nawet jedzeniem. W Afryce tak dobrze nas nie
karmiono.
Funkcjonariusz Sade – Myślę, że w głębi duszy nas lubiła.
Nagle za ich plecami odzywa się głos.
Głos – Ale ja was nie lubię.
Murzyni odwracają się. Dramatyczny najazd kamery... i naszym oczom ukazuje się Franko. W ręku dzierży łańcuch.
Franko – To
podobno wy byliście najaktywniejszymi terrorystami w czasie Kwietniowej
Anarchii VII. Godzina sprawiedliwości wybiła, ale to nie muezin wzywa
was na modlitwę...
Mężczyźni robią wielkie,
czarne oczy i z jakiegoś powodu w tle gra przebój Iwana z Delfinem
dotyczący właśnie czarnych oczu. W rytm muzyki, w zwolnionym tempie
Franko zaczyna masakrowanie murzynów. Krew tryska na około, słychać
wrzaski ubijanych islamistów. W końcu trójka padła nieżywa w morzu
własnej krwi.
Franko (ocierając krew ze swej twarzy) – Nie spocznę dopóki ostatni jazzowski murzyn nie zostanie z Polski wyrzucony.
(Koniec wycieczki. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Tak jest! Wyrzucić wszystkich islamistów z EWF!
Jan Kowalski – Sandman też wspierał islam.
Tony Hogański – Nigdy mu nie wybaczę zdobycia Konstantynopola w 1453 roku.
Jan Kowalski – Podobno Sandman urodził się w Republice Rzymskiej za czasów dyktatury Sulli.
Tony Hogański – Nie możemy tego wykluczyć.
Letni turniej tag teamów 2, runda III
Szakal & Bane vs Polla Kinzler & MaxiMasterMistrz
Na arenie rozbrzmiewa pieśń Jacka Kaczmarskiego „Rejtan, czyli raport ambasadora”.
Bardzo poważna i polityczna pieśń, a więc walka będzie też polityczna.
Spod FeliXtronu wychodzi senator Szakal z kijem do golfa. Jest sam,
nikt mu nie towarzyszy. Ukraińcy nie reagują na niego wcale, bo polski
polityk to dla nich podejrzana sprawa, może będzie chciał Lwów zabrać?
Polska część widowni wybucha radością. Senator spokojnie dociera na
ring. Piosenka kończy się i dopiero wtedy na arenie pojawia się Bane. W
ciszy i skupieniu wchodzi na ring.
Większość spodziewa się, że skoro już za chwilę walczyć będzie Polla
Kinzler, to usłyszymy piosenkę w jej wykonaniu. Nic bardziej mylnego,
ale koszmar dla naszych uszu jednak nastanie. Koszmarem tym będzie
Rebecca Black, a śpiewać będzie ona porywającą i jakże mądrą piosenkę o
tytule „Friday”.
Przy antyrytmach tej pieśni na arenie pojawiają się Polla Kinzler i
MaxiMasterMistrz. Oglądanie ich w ringu będzie czystą poezją z czasów wczesnej, stalinowskiej Szymborskiej.
Tony Hogański – Wreszcie jakaś porządna walka! Mistrz Szakal w akcji! On będzie górował nad uczestnikami tej walki.
Jan Kowalski – Trzeba
przyznać, że jest to chyba najlepiej obsadzona walka trzeciej rundy
turnieju. Szakal, Bane, do tego utalentowana Polla Kinzler i zawsze
zabójczy MaxiMasterMistrz.
Tony Hogański – Brałeś
coś dzisiaj razem z Castro? Zabójcza Kinzler? Ile walk wygrało to coś?
Jedną na jakimś arabskim wypiżdżajewie, a na Wrestlepaloozach przegrywa
wszystko. Zawsze zabójczy MaxiMasterMistrz? Zabójcza to jest jego
nieudolność. Dla takich jak on w EWF nie powinno być miejsca.
Jan Kowalski – Powinieneś okazać więcej zrozumienia.
Tony Hogański – Zamknęliście
dom pomocy weteranom polskiego wrestlingu pod pretekstem, że powinni
się usamodzielnić, a w federacji trzymacie takie pokraki jak Maxi i
Kinzler. Gdzie tu logika?
Logiki w Extreme Wrestling Federation nie odnajdziemy, tak już jest od
2001 roku. Pojedynek sędziować będzie Lech Grudziński. Informuje on
zawodników o zasadach walki, a gdy ci wszystko zrozumieli, daje sygnał
do rozpoczęcia walki. Widowisko zainaugurują Szakal i MaxiMasterMistrz.
MMM od razu rzuca się na senatora, ale ten likwiduje go łysym
Clotheslinem. Master pada na matę, od razu wstaje, dopada do rywala,
ale ten whipuje go o liny, a gdy pełen dzikiego rozpędu wraca do
przeciwnika ten nachyla się i w konsekwencji serwuje rywalowi Back Body
Drop. Szakal podnosi przeciwnika, po czym zaczyna atakować się
pojedynczymi
punchami, ostre to ciosy, pełne senatorskiej energii i skurwysyństwa.
Po kilku punchach przyszedł czas na coś innego. Senator kopie Mastera w
brzuch. Uderzenie to było na tyle silne, że ten pod wpływem uderzenia
cofa się do narożnika. Szakal dokłada jeszcze jedno uderzenie, po czym
whipuje oponenta o przeciwległe liny, a następnie powala potężnym
Clotheslinem. Tego typu akcje są zawsze potężne, nie ma innej
możliwości. Triple M dość szybko wstaje i rzuca się na senatora.
Rozpoczyna się ostry brawl między dwójką zawodników, ale nie oszukujmy
się - czy naprawdę MMM jest w stanie zagrozić Szakalowi? Wymiana ciosów
trwa chwilkę, jednak żaden z wrestlerów nie osiąga przewagi. To dość
dziwne, ale Szakal chyba wyraźnie nie ma ochoty na przejęcie
inicjatywy. Sprawia to, że zachęcony do działania Maxi próbuje powalić
przeciwnika zawsze skutecznym Clotheslinem, ale Łysy błyskawicznie
unika ciosu. W brawurowy i dość finezyjny sposób przechodzi zza plecy
oponenta gdzie mocno uderza rywala w łydkę, pod wpływem uderzenia
wrestler pada na kolana, a Szakal chwyta go i wykonuje mu Piledrivera!
Tony Hogański – Mistrz Szakal prezentuje się wspaniale.
Jan Kowalski – Według ciebie on zawsze prezentuje się wspaniale. Nie jesteś w ogóle obiektywny.
Tony Hogański – Obiektywny? Ja nie muszę, nigdy nie udawałem, że jestem. Ty to co innego, zawsze chciałeś być świetnym komentatorem.
Jan Kowalski – Chcę być po prostu profesjonalistą w swoim fachu.
Tony Hogański – To nie wspierałbyś tej kanalii Castro.
MaxiMasterMistrz leży zupełnie rozwalony i zniszczony. Piledrivery w
wykonaniu Szakala są zawsze niszczące. Niespodziewanie na ring wpada
Polla Kinzler, która atakuje Szakala! Uderza go kilkukrotnie pięściami
w plecy, po czym dobija Samoan Dropem. Bane protestuje, a Lech
Grudziński wyrzuca austriackiego zawodnika poza obręb lin.
MaxiMasterMistrz podnosi się, widzi powalonego szczecińskiego senatora
i z ochotą rumuńskiego pedofila chce go
pinować.....1.....kick out!
Szakal chyba po łysemu się zdziwił, że Triple M chciał go tak
potraktować, bo zmarszczył brwi, a następnie chwycił rywala, który
dziwnym trafem akurat znajdował się w pobliżu, po czym wykonał mu Belly
to Belly Suplex! Od razu przeszedł do
pinu.....1.......2......przerywa Polla Kinzler!
Łysy rozdrażniony trzaska austriacką diwę z brodą w ryj, po czym zwraca
się w kierunku Bane'a i dokonuje zmiany. Polla ewakuuje się poza ring,
ale MMM czołga się za nią i też dokonuje zmiany. Dojdzie więc do walki
między Kinzlerówną a Bane'm. Obaj zawodnicy zaczynają krążyć po ringu.
Podchody te nie trwają długo, bo Polla Kinzler odbija się od lin, od
razu próbuje powalić przeciwnika zawsze skutecznym Clotheslinem, ale
Bane unika ciosu. Kinzlerowa odbija się po raz kolejny od lin, wraca do
swego rywala, robi zamach, jednakże Bane bez absolutnie żadnego wysiłku
kopie swego oponenta - lub oponentkę, jak zwał tak zwał - w brzuch i
jesteśmy świadkami efektownego T-Bone Suplexa.
Jan Kowalski – Bane przejął pałeczkę. Walka zupełnie zmieni teraz swoje oblicze. Polla Kinzler to znacznie bardziej wymagająca rywalka.
Tony Hogański – Po Dżihadzie wydawałoby się, że tak... ale ostatnie występy świadczą o tym, że jest tym, czym jest.
Jan Kowalski – Czyli?
Tony Hogański – Pokraką z brodą.
Aż taką pokraką to chyba jednak nie jest, bo po brutalnym T-Bone
Supleksie była w stanie podnieść się bardzo szybko. Rusza na Bane'a,
ale obrywa Clotheslinem po ryju. Ten od razu podnosi Kinzlerównę i
wykonuje jej Spinebustera. Ponownie podnosi swego przeciwnika, tym
razem za pomocą irish whipa wrzucą ją do narożnika. Bane nie traci
czasu, wyraźnie chyba drażni go fakt, że musi brać udział w tak
nieistotnej walce. Syn Anarchii rozpędza się, po czym skacze na Pollę
ze Splashem! Zwyciężczyni Eurowizji niespodziewanie odskakuje na bok i
były EWF Daemusin Champion rozbija się na słupku narożnika! Nie
spodziewał się biedaczyna chyba takiego obrotu sytuacji. Szybko
wydostaje się z narożnika i chwiejnym krokiem stara się przemieścić w
centralną część ringu. Polla znów wkracza do akcji! Odbiła się o lin i
próbuje Dropkicka... ale Bane jest szybszy, bo odsuwa się na bok i
Austriaczka z łoskotem upada na matę. Bane z furią podnosi ją i wbija
do narożnika. Tam zaczyna atakować Kinzler brutalną serią kopnięć i
uderzeń w podbrzusze. Nie są to przyjemne ciosy, ale najprawdopodobniej
Polla nie ma jajników, tylko brodę i w ogóle udaje. Uderzenia są
potężne, kopniaki, chopsy, punche, spadają na całe ciało austriackiego
zawodnika. Syn Anarchii nie lituje się nad rywalem, on go po prostu
masakruje niczym Korwin lewaków. Polla w opałach! Rozpaczliwie próbuje
kontratakować i w końcu udaje jej się odepchnąć od siebie pogrążonego w
szaleństwie brutalności Bane'a. Doprowadza do zwarcia z rywalem... ten
potężnie uderza ją w szczękę, po czym wykonuje Blast of Anarchy
[Rockbottom]!
Pin.......1........2.......3! (Zwycięzcami są: Bane & Szakal! Awansują oni do IV rundy turnieju!)
Tony Hogański – Brawo! Brawo! Takie walki to ja lubię!
Jan Kowalski – Szakal i Bane zdominowali rywali i awansowali do rundy półfinałowej.
Tony Hogański – Mistrz Szakal na dobrej drodze do wywalczenia drużynowego mistrzostwa.
Bane zupełnie ignoruje Szakala i opuszcza ring. Szakal będzie
twierdził, że to on zignorował Bane'a, ale to szczegóły.
MaxiMasterMistrz nie wie co się stało, chyba zapomniał o tym, że
istnieje możliwość wpadnięcia na ring i przerwania liczenia. No chyba,
że jest półdebilem, wtedy trudno mu przeprowadzać bardziej
skomplikowane procesy myślowe. Polla leży rozwalona i nie rusza się.
Triple M klęka nad nią i prosi o autograf, bo prywatnie jest wielkim
fanem, ale nie uzyskuje odpowiedzi.
Jan Kowalski – Co dalej z karierą Polli Kinzler?
Tony Hogański – Skończyła się nim się rozpoczęła. Tak to bywa w EWF.
(Jesteśmy na zapleczu, gdzie
jest barwnie, a nawet bardzo. Znaleźliśmy się w dekadenckiej szatni
największego magnata Extreme Wrestling Federation, czyli u
SR-Crazy'ego. Do pomieszczenia wkraczają właśnie Crazy w towarzystwie
całej swojej kolorowej bandy, która nie mieści się już w kadrze. Na
szczęście EWF ich nie opłaca, bo byśmy zbankrutowali.)
SR-Crazy – Widzieliście moją walkę? Nawet butów nie zmieniłem, a pozamiatałem rywali.
Smela – Mentor był wystrzałowy jak kałasznikow na czeczeńskim weselu.
SR-Crazy – No dobra. Zrobię teraz coś dla moich stażystów. Okażę zainteresowanie ich dziełem. Podajcie mi złotą biografię Dark Avengera.
Węgierski towarzysz EWF World Champa podchodzi do miejsca, gdzie ceremonialnie złożono drogocenną księgę, ale jest ono puste.
Miszka – Zniknęła.
SR-Crazy (z wyraźnym zainteresowaniem) – Czy to była magiczna księga?
Miszka – Nie.
SR-Crazy – To nie mogła tak sobie po prostu zniknąć. Poszukajcie jej dobrze.
Wszyscy rzucają się do
poszukiwań, a Crazy przygląda się wszystkiemu z magnacką czułością.
Nagle, bo przecież w EWF wszystko dzieje się nagle, za drzwiami toalety słychać
dźwięk spłukiwanej wody. Po chwili wyłania się stamtąd Vaclav.
Vaclav – Niby taki z ciebie dekadent, a papieru w kiblu nie masz. Musiałem sobie jakoś radzić.
Mecenas Ekstremy rzuca pod
nogi World Champa resztki złotej edycji biografii Dark Avengera.
Wszystko jest rozdarte, Wróg Ludu wykorzystał chyba połowę opasłego
tomiszcza, a drugą porozdzierał i jeszcze dorobił na zdjęciach Avengera
gumowe wąsy i dodał inne obsceniczne rysunki.
Vaclav – Widzimy się w kolejnej rundzie.
(Wskazuje na toaletę.) Lepiej tam przez jakiś czas nie wchodźcie.
Po tych słowach, nieniepokojony przez nikogo, Vaclav opuszcza szatnię.
SR-Crazy – Co tu zaszło?
Miszka – Nie ma już księgi.
Murzyni zaczynają szlochać, bo bardzo się starali przy produkcji księgi.
Dobry Czech Honza – Może mu przypierdolimy?
SR-Crazy – Nie,
nie, nie. Mamy turniej na głowie, nie będziemy się osłabiać. Na
następnej gali czeka nas walka, więc wtedy się z nim rozliczymy. Na
razie niech się sam nurza w swojej obrzydliwości. Nie będziemy reagować
na te prowokacje.
(Słowa EWF World Champa wydają się być słuszne. Tymczasem czas wracać na ring.)
Tony Hogański – Co to za obrzydliwa kreatura!
Jan Kowalski – Crazy?
Tony Hogański (zdziwiony) – Co?
Jan Kowalski – Żartuję Tony. Wiem przecież o kim mówisz, ale nie mam pojęcia dlaczego tak się poddajesz emocjom. Wiesz przecież, że to tylko Vaclav...
Tony Hogański – Do czego on będzie się w stanie jeszcze posunąć?
Jan Kowalski – Do wszystkiego.
Tony Hogański – Niestety
obawiam się, że możesz mieć rację. On wyruchałby nawet kapitana Żbika.
(Zadumał się.) W sumie może i dobrze, to był komuch z Milicji Obywatelskiej.
(Trafiamy do kwatery głównej
Armii Prus Wschodnich. Trwa tu wielka narada, bo pruskie narady są z
definicji zawsze wielkie. Rzecz jasna przewodzi im jedyny w swoim
rodzaju feldmarszałek SeBa. W pomieszczeniu znajduje się także jego
kuzyn, zaufany doradca i kwatermistrz Mati.)
SeBa – Ziomek, nie możemy tego dzisiaj spierdolić.
Mati – Ale jak możemy walczyć w drużynie z tym lewakiem? On na pewno popiera gender!
SeBa (zaciska pięści) – To gender... ta przeklęta
ideologia, którą król Korwin tyle razy zmasakrował ma się ciągle dobrze. Jak to możliwe?
(Feldmarszałek robi zatroskaną minę.) Ten
Franz, on na pewno przywiózł tego wirusa z Belgii. Jaka szkoda, że dzisiaj jednak
musimy z nim współpracować, bo to turniej, a w turnieju liczą się pasy.
Chcę zajść do finału ziomek.
Mati – Ten turniej to ważna sprawa, a ja wiem
feldmarszałku, że ostatnio zawodziłem cię. Muszę przyznać, że nie byłem
w stanie sprostać wszystkim obowiązkom. Poprosiłem więc o wsparcie. Składam wniosek o powołanie nowego rekruta.
SeBa – Wsparcie? Jakie wsparcie? Bez konsultacji z feldmarszałkiem? Czy widzę swój podpis na jakiejkolwiek nowej nominacji?
(Szuka swojego podpisu tu i ówdzie, ale nie znajduje.)
Mati – Kieruję
też biurem werbunkowym naszej armii, gdyby feldmarszałek zapomniał. Nic nie dzieje
się bez konsultacji, bo chciałbym rekomendować feldmarszałkowi nowego
szefa sztabu generalnego.
SeBa – Mianowicie?
Mati – Kuzyna Adiego.
SeBa – Co? On tu jest?
Najwidoczniej jest, bo rozlega
się pukanie do drzwi, a po chwili do kwatery głównej wkracza młody
człowiek, ubrany w pseudo-elegancki garnitur z jakiegoś marketu. To
taki typ garnituru, który młody człowiek ubiera od czasów szkoły
średniej aż do końca studiów.
Adi – Seba, Mati. Witajcie kuzyni.
Mati – Potrzebujemy mądrej głowy w naszej armii, a Adi jako jedyny w rodzinie skończył uniwersytet.
Adi – I to nie byle jaki, bo dawną WSHNiD w Poznaniu.
SeBa – Wshnid?
(Wypowiedział to jednym ciągiem, a nie jako skrót.) Brzmi jak nazwa broni biologicznej, którą moglibyśmy zrzucić na Litwę by odzyskać Memel dla Prus Wschodnich.
Mati i Adi (razem) – Memel?
SeBa – No Kłajpedę.
(Spogląda groźnie na swoich kuzynów.) Co wy nie czytanie ulotek propagandowych ziomki?
Sądząc po minach wygląda na to, że Mati i Adi rzeczonych ulotek nie tylko nie czytali, ale nawet nie wiedzieli o ich istnieniu.
SeBa – No nie wiem. Adi... my z Miejskiej Górki, a ty z Ostrobudek.
Adi – Przecież zawsze mogłem być z Niemarzyna albo Karolinek.
SeBa – Racja, spoko.
Adi – Poza
tym chciałem zauważyć, że Wyższa Szkoła Nauk Humanistycznych i
Dziennikarstwa w Poznaniu nie nazywa się już tak. Teraz to elitarne Collegium Da
Vinci, którego od niedawna jestem dumnym absolwentem.
SeBa – Nie potrzeba nam w armii intelektualistów.
Adi – No co ty, Sebek.
Mati aż syknął. Feldmarszałek zrobił zdziwioną minę.
SeBa – Kto?
Mati – Do feldmarszałka należy zwracać się per feldmarszałek.
Adi – Per co? To jakiś pruski fax? Ajfona nie macie albo chociaż jakiegoś samsunga?
SeBa – On naprawdę skończył studia?
Adi – Ja
tak, a wy nie, bo tylko żłopiecie browarki i bawicie się w Prusy.
Rodzina niby dumna, że kuzyn Seba robi karierę i jest gwiazdą
telewizji, ale wszyscy widzą wasze ostatnie niepowodzenia. Powinniście
zacząć stosować się do najnowszych praw marketingu, pijaru i fizjologii
sportowej. Byłem raz na poznańskim AWF-ie to wam w tym wszystkim
pomogę. Format Armii Prus Wschodnich zaczyna się powoli wyczerpywać. Wy
nadal tkwicie w Wehrmachcie, a tu trzeba robić Bundeswehrę.
SeBa – O czym ty do mnie rozmawiasz? Co to za niemieckie słowa?
Adi – Trzeba się unowocześniać i iść z duchem czasu.
SeBa – Idziemy z duchem króla Korwina.
Adi – To jest już pozytywna zmiana, ale Armia Prus Wschodnich to zmurszała, militarystyczna instytucja.
SeBa – Jak armia może być niemilitarystyczna, ziomek?
Adi – Może. Oczywiście, że może, bo
nad wszystkim można popracować. Tego uczono mnie na zajęciach z
kulturoznawstwa, więc znam wiele kultur. Wasza kultura nadaje się do
transformacji. Podkreślam transformacji, a więc spokojnej i ewolucyjnej
zmiany. Tu nie potrzeba rewolucji, lecz zmian, które sprawią, że
wejdziecie w XXI wiek.
SeBa – Nasza armia powstała w XXI wieku.
Mati – Feldmarszałek się czepia, a Adi faktycznie może nam pomóc. Ma wykształcenie, więc łeb nie od parady, a te nasze łby?
SeBa – Może rzeczywiście przez te wszystkie browarki i ciosy z dyńki nasze mózgi nie
pracują już na tak wysokich obrotach jak kiedyś. Dobra Adi, dam ci
szansę i podpiszę twoją nominację. Będziesz szefem sztabu generalnego w
randze kapitana.
Adi – Tylko kapitana? Ja mam wyższe wykształcenie!
SeBa – Nie
możesz mieć wyższego stopnia niż Mati, a on jest kapitanem dopiero od 1
stycznia tego roku. Mati, masz też awans, od dzisiaj mianuję cię
majorem.
Mati – Dziękuję feldmarszałku! Dziękuję! Tyle lat pracy i kolejny awans! Trzeba będzie nowy mundur galowy kupić.
SeBa – No dobra. To niech teraz mi sztab generalny opracuje plan zawojowania turnieju i przechytrzenia Franza.
Adi – Biorę się do pracy!
(Jak powiedział tak pewnie będzie. Armia Prus Wschodnich bierze się do pracy, a my wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Armia Prus Wschodnich się rozrasta.
Tony Hogański – Bardzo
dobrze, bo ostatnio się jej nie wiedzie. Wprawdzie SeBa był EWF
Daemusin Champem, ale bardzo krótko. Może faktycznie potrzeba im reform.
Jan Kowalski – Jakby Kraven był przy władzy to by ich przerobił na Armię Obwodu Kaliningradzkiego.
Tony Hogański – To niesprawiedliwe oskarżenie.
Jan Kowalski (sprawdza swój pokładowy komputer) – Dark Avenger właśnie ogłosił na twitterze, że w nadchodzącej walce partnerem Johna Christmana będzie Esespe.
Tony Hogański – Przeciętny
fan zada sobie w tej chwili pytanie „Co to za łamaga?”, ale my wiemy,
że to nie jest łamaga, bo to jeden z najgorszych zawodników w historii
naszej federacji.
Jan Kowalski – On jest po prostu niespełniony.
Tony Hogański – Niespełnione to są obietnice polskich polityków, a Esespe to debil do kwadratu skrzyżowany z tańczącym karłem.
(Czas na wizytę zakulisową.
Znaleźliśmy się w szatni dość małej, przynajmniej w porównaniu do tych
należących do gwiazd największego formatu. Tym większe zdziwienie, że w
pomieszczeniu tym zakwaterowany został nie kto inny jak Tool. Dwukrotny
EWF World Champion rozkłada swoje rzeczy, a że nie ma ich za wiele, to
proces ten szybko zostaje zakończony. Phantom siada na kanapie, a przez
boczne drzwi wkracza Nas Jazzowski. Ot, zsynchronizowali się.)
Tool – Nas...
Nas Jazzowski (z uśmiechem) – Jesteś, witaj, witaj! Jak ci się podoba nasza szatnia?
Tool – Trochę mała jak na dwie osoby.
(Rozgląda się.) Czyżby standardy EWF spadły?
Nas Jazzowski – No wiesz... jest nowa władza, która chce skończyć z dekadenckim imperializmem poprzednich reżimów.
Tool – Tak...
gdzieś już to słyszałem. Oni zawsze chcą coś zmieniać, jakieś nowości
wprowadzać, odcinać się od wcześniejszych epok, wprowadzać
sprawiedliwość w federacji, moralność i takie pierdoły. Nikomu się
nigdy nie udało.
Nas Jazzowski – Nie znam się na tym, ale cieszę się więc, że mam cię po swojej stronie.
Tool – Mogłeś mieć Vaclava.
Nas Jazzowski – Jebał go pies.
Tool – Obawiam się, że w przypadku Vaclava może być odwrotnie.
Zza ściany słychać nagle kobiecy głos.
Głos zza ściany – Nas! Nas! Pracujesz?
Tool – Kto to?
Nas Jazzowski – Że niby co?
Głos zza ściany – Nas! No weź Nas!
(Chwila przerwy.) Chyba faktycznie pracuje, nie będę mu przeszkadzać.
Tool – Kto to był?
Nas Jazzowski – Nie mam pojęcia o czym mówisz. To pewnie telewizor w szatni obok.
Tool – Słuchaj,
skoro już wróciłem na tę jedną i jedyną galę, to musimy się
przygotować. Turniej drużynowy to ciekawa sprawa, a ja nie chcę tego
spieprzyć. Jestem niby emerytem, ale od czasu do czasu odzywa się we
mnie wola rzucenia obecnego życia w pizdu i powrotu do EWF.
Nas Jazzowski – Rozumiem.
Tool – Niczego nie rozumiesz, bo jeszcze nie wygrałeś World title. Z kim walczymy?
Nas Jazzowski – Z Franzem i SeBą.
Tool – Opracujmy plan akcji.
Nas Jazzowski (zdziwiony) – Na Franza i SeBę?
Tool – Widzisz,
dlatego właśnie nie zostałeś jeszcze mistrzem świata. Podchodzisz do
wszystkiego z takim lekceważeniem. Co mi tam Franz, co tam SeBa, co
Franko, Vaclav i całe EWF. Tak się tu pasów nie wygrywa. Popatrz na
Franko, on podobno wszystko planuje od początku do końca. A ty?
Nas Jazzowski – Ja odbuduję Pałac Saski w Warszawie.
Tool – No to będziesz miał pałac, a Franko będzie EWF World Champem. Wspomnisz jeszcze kiedyś moje słowa.
Głos zza ściany – Nas!
Nas Jazzowski – Za chwilę przyjdę, dobrze? Muszę wyłączyć ten telewizor.
Tool – Słusznie.
(Słusznie jest też wrócić do naszych komentatorów.)
Jan Kowalski – Tool
i Nas Jazzowski. Jeszcze miesiąc temu nikt nie spodziewałby się takiego
połączenia, a tu niespodzianka. Powrót Toola, przymierze z Jazzowskim i
wspólna walka w turnieju.
Tony Hogański – To z pewnością jedni z faworytów do zwycięstwa.
(Myśli chwilę.) Chociaż oczywiście będą musieli ustąpić mistrzowi Szakalowi. On zostawi w pokonanym polu każdego.
Jan Kowalski – Tool wydaje się być zdeterminowany, a Nas jak to Nas.
Tony Hogański – Nas to człowiek rodzinny. Dla niego najważniejsza jest jego małżonka.
Jan Kowalski – Później Pałac Saski, murzyni... tylko gdzie w tym wszystkim wrestling?
Tony Hogański – Tam gdzie prędzej czy później trafi - na śmietnik idiotycznych rozrywek.
Jan Kowalski – To znaczy, że Szakal bierze udział w idiotycznej rozrywce?
Tony Hogański – Mistrz
Szakal czyni poważnym każdy projekt, w którym uczestniczy. Jakby był
przywódcą Ku Klux Klanu to w tej chwili murzynów w USA by już po prostu
nie było. Wszyscy przyjechaliby do Europy siedzieć na socjalu.
(Znajdujemy się na zapleczu, czyli tam, gdzie trzeba w tej chwili być.
Znajdujemy się przed lwowską halą, przed którą wzniesiono typową
południowoafrykańską chatę.
Tak przynajmniej twierdzą Michał i Andrzej, którzy dostarczyli
realizatorowi didaskalia dla materiału filmowego. Skoro już ich
wymieniono to można się domyślić, że spotkamy tu także Żubr i Mię.
Przed chatą siedzi kilku murzynów w afrykańskich strojach ludowych. W
ukraińskiej scenerii wygląda to dość dziwnie, ale kto by się przejmował
szczegółami.)
Żubr – Skąd to...
(Wskazuje na chatę.) .... i ich....
(Wskazuje na murzynów.) ... wytrzasnęliście?
Michał – Wypożyczyliśmy od pani Weroniki Passent. Powiedziała, że jeśli będziemy z nich zadowoleni, to możemy ich zatrzymać.
Andrzej – Możemy? Możemy?
Żubr – Nie.
Michał – Chatę zbudowali sami. Podobno są budowlańcami i mają odbudować Pałac Saski w Warszawie.
Mia – Jesteśmy już na wizji.
Żubr – Znajdujemy
się przed honorowym konsulatem Republiki Południowej Afryki w Ukrainie.
Dostarczamy właśnie list protestacyjny w sprawie Janusza Walusia. W
imieniu polskiego patriotyzmu domagamy się jego natychmiastowego
uwolnienia. Kopie tego pisma zostaną przesłane do ambasady RPA w
Kijowie, a także do prezydenta RPA w Afryce. Wyślemy je jeszcze dzisiaj
ekspresową pocztą.
Żubr uroczyście wręcza jednemu z murzynów list protestacyjny.
Żubr – Żaden
polski patriota nie może zostać pozostawiony samemu sobie. Będę
wspierał wszystkich naszych uciskanych rodaków, gdziekolwiek na świecie
by się nie znajdowali.
Oklaski.
Żubr – Z
tematów bieżących - chciałbym pogratulować sobie i Yoshihito Nabeshimie
awansu do kolejnej rundy. Zniszczyliśmy naszych rywali i kolejnych
także zmieciemy z powierzchni ziemi. Patriotyzm i polska myśl narodowa
muszą zwyciężyć.
Michał i Andrzej (chórem) – Chwała Wielkiej Polsce!
Żubr – Do zobaczenia w IV rundzie turnieju!
(Koniec transmisji sprzed honorowego konsulatu RPA. Wracamy na arenę.)
Tony Hogański – Żubr dobrze się spisuje. Walczy o Polskę w każdym zakątku kuli ziemskiej.
Jan Kowalski – Może
powinien skupić się na EWF? Od Polski mamy polski rząd, który doskonale
zna się na tym, co robi i broni polskich interesów wszędzie,
gdziekolwiek to możliwe.
Tony Hogański (wybucha śmiechem) – Dobry żart, denara wart. Szkoda, że nie mam denara. Chcesz rubla?
Jan Kowalski – Co za prowokacja! Przyjąłbym jedynie hrywnę.
Tony Hogański – No co poradzę jak w portfelu mam tylko rubla.
Jan Kowalski – Rubli w swoich portfelach na pewno nie mają uczestnicy kolejnej walki.
Tony Hogański – Dwa talenty kontra dwie pokraki. Będzie interesująco.
Letni turniej tag teamów 2, runda III
Esespe & John Christman vs PepsiBosman & Don Camillo
Ta
walka to niejako powtórka z rundy drugiej. Różnica jest taka, że Kevin
Korn gdzieś zaginął, a Johnowi Christmanowi partnerować ma Esespe. Cóż
za tragedia to będzie, zawodnik ten zasłynął do tej pory jedynie z
absolutnej beznadziei. Na ringu pojawia się wraz z Johnem Christmanem,
a jako, że w EWF popularne są ostatnio afrykańskie klimaty to towarzyszy im nigeryjski przebój ich wejściu towarzyszy przebój „Johnny” w wykonaniu Yemi Alade. Dwójka zawodników dociera na ring, gdzie jest gotowa absolutnie na wszystko.
Na FeliXtronie pojawia się wizerunek Erosa Ramazzottiego pijącego pepsi, który po chwili zaczyna śpiewać swój przebój „La Cosa Mas Bella (Piu Bella Cosa)”.
To połączenie słonecznej Italii i czarnego pepsi oznacza, że spod FeliXtronu wyjść muszą
PepsiBosman i Don Camillo. Bez wątpienia są ciekawą druzyną, która
zupełnie niespodziewanie wepchnęła się do drugiej rundy, tylko po to by
skopać tyłki Bogu ducha winnym frajerom. Tym razem mają zamiar to
powtórzyć i z rundy trzeciej przejść do rundy czwartej.
Tony Hogański – Doskonałe podsumowanie rundy trzeciej! Kto tu w ogóle walczy?
Jan Kowalski – John
Christman, dzisiejszy debiutant i Kevin Korn, też debiutant... no ale
on gdzieś zniknął i zastąpi go Esespe. To wielkie talenty.
Tony Hogański – Tak,
niesamowicie wielkie. Ten Esespe... on już dwukrotnie był wyrzucany z
federacji i wraca po raz trzeci? Godna podziwu wytrwałość.
Jan Kowalski – Ich przeciwnikami będą PepsiBosman i Don Camillo.
Tony Hogański – No
dobra, ci są akurat lepsi. Rozumiem, że drabinka jest jaka jest, ale
taką walkę można było spokojnie przenieść do dark matchów.
Jan Kowalski – Nie.
To byłby brak szacunku wobec zawodników. Jako EWF powinniśmy szanować
każdego naszego wrestlera. PepsiBosman, Don Camillo i reszta zasługują
na swój czas antenowy. Zapracowali na niego punktualnością i ciężką
pracą.
Walkę sędziować będzie Antoni Bryndza, a to oznacza gwarancję jakości.
Rzecz jasna objaśnił on zawodnikom na czym polegają zasady turniejowe i
że jest tu limit czasowy, o czym wszyscy powinni pamiętać. Po krótkim
wprowadzeniu słychać uderzenie w gong i pojedynek może oficjalnie się
rozpocząć. Walczyć będą Don Camillo i John Christman. Panowie zaczynają
krążyć wokół siebie, być może próbują wybadać się jak dzikie lwy na
sawannie. Być może też żaden nie ma pomysłu w jaki sposób rozpocząć. W
końcu rzucają się na siebie, prawie jednocześnie, co sprawia, że
zaczyna się lekki brawl, nie trwa on jakoś specjalnie długo, wymiany
ciosów nie są monumentalne, a w konsekwencji Don Camillo wykonuje irish
whip na swym rywalu. Robi to jednak w sposób włoski, być może mafijny,
bo w końcowej fazie nie puszcza ręki Christmana, lecz zamiast tego
przyciąga oponenta ku sobie by od razu powalić go Clotheslinem. Każda
walka musi mieć Clothesline'y, ta podobnie! Christman dość szybko
próbuje się podnieść, ale Don Camillo jest na posterunku, cały czas
czuwa, bo od razu odbija się o liny, po czym powala swego przeciwnika
szybkim Dropkickiem. Debiutant, który już przecież dzisiaj przegrał
walkę, a mimo to jest w dalszej rundzie turnieju - ot logika EWF - dość
pospiesznie wstaje i zaczyna się kolejny brawl. Podobnie jak ten
pierwszy nie jest on zbyt dynamiczny. Christman w zasadzie dość szybko
zostaje zdominowany przez swojego bardziej doświadczonego przeciwnika,
bo faktycznie włoski biznesmen bardzo szybko osiąga przewagę. Znów
wykonuje mu irish whip do którego dokłada po chwili Spinebustera. John
Christman leży martwo na ringu. Don Camillo decyduje się na bardziej
ambitną akcję, bo postanawia wejść na narożnik... spogląda na rywala i
skacze na niego z Frog Splashem! Pin......1.......2......niespodziewany kick out!
Jan Kowalski – Bardzo przyjemna walka, nie sądzisz?
Tony Hogański – Jak skończą wcześnie, to będzie jeszcze przyjemniej.
Esespe poza ringiem nawet nie chciał interweniować. Nie wystawia to
najlepszego świadectwa jego zdolnością poznawczym. Pod tym względem
podobny jest do MaxiegoMasterMistrza. Don Camillo decyduje się na
zmianę z PepsiBosmanem. Miłośnik pepsi podnosi rywala... i rzuca go
wprost do Esespe. Christman dokonuje z nim zmiany, choć pokraczny
zawodnik nie jest chyba z tego zadowolony. PepsiBosman i Esespe ruszają
na siebie z niesamowitą furią. W przypadku Esespe to byłby koniec jego
sukcesów na ringu, bo miłośnik pepsi momentalnie uderza przeciwnika w
twarz, po czym zaczyna zasypywać go gradem bolesnych punchy. Esespe
jest całkowicie oszołomiony. Pepsi chwyta go za dłoń i rzuca o liny,
sam też odbija się i w połowie ringu panowie spotykają się. Esespe
próbuje powalić rywala Dropkickiem, ale Bosman skutecznie unika ciosu,
co sprawia, że nieudacznik upada na ring. Fan czarnego napoju
momentalnie atakuje rywala z Elbow Dropem!
Pin....1.....2....przerywa John Christman!
Bryndza szybko wyrzuca go poza ring, a Esespe w tym czasie zwija się z
bólu i jęczy niczym łasica. Bosman podnosi rywala, rzuca nim i o liny
momentalnie sprowadza do parteru przy pomocy Big Boota. Esespe znów
pada na matę, ale dość szybko gramoli się. Jego szybkość nie jest
jednak szybkością Bosmana, który znalazł się już za plecami rywala i
zaatakował go z impetem od tyłu przy pomocy Bulldoga.
Pin...1.......2......znów przerywa John Christman!
Zdenerwowany PepsiBosman odpycha go i panowie zaczynają się szarpać. Na
ring wpada też Don Camillo, który Dropkickiem wypierdala Christmana z
ringu! Bryndza nie zdążył nawet zareagować.
Jan Kowalski – Włoch był szybszy niż reakcja Antoniego Bryndzy.
Tony Hogański – Starzeje nam się poczciwy Bryndzol.
Jan Kowalski – Walka nabiera natomiast rumieńców.
Tony Hogański – Jakich
rumieńców? Popatrz na policzki Esespe. Na jednym ma literę „V” na
pamiątkę tej kanalii, mojego zdradzieckiego wychowanka, a drugim Bidam
wyrył mu „B” na swoją chwałę. To ma być zawodnik z prawdziwego
zdarzenia?
Jan Kowalski – Vampirro miał napis „EWF” na czole.
Tony Hogański – To co innego. On to powinien nosić z dumą, to Hangman go tak urządził!
John Christman leży rozwalony poza ringiem i nie daje żadnych, ale to
absolutnie żadnych znaków życia. Tymczasem dobudził się Esespe, ale po
co to zrobił, skoro PepsiBosman jest zawsze w gotowości. Dopada do
swojego przeciwnika i rozpoczyna się brawl między dwójką wrestlerów.
PepsiBosman zyskuje absolutną, ale to absolutną przewagę, a opór Esespe
pod gradem ciosów rywala jest praktycznie zerowy. Bosman z elegancją
przesuwa się za plecy przeciwnika i wykonuje mu German Suplexa!
Następnie jeszcze jednego! I jeszcze jednego! Bosman rzuca rywalem o
liny, po czym niszczy go Lariatem. Od razu podnosi przeciwnika, po czym
chwyta go od tyłu i wykonuje zgrabny Half Nelson Backbreaker. Żadnego
pinu nie będzie, Bosman podnosi rywala i wykonuje na nim PepsiBomb
[Powerbomb]! Na ring wpada Don Camillo! Po co? Z jakiegoś powodu
podnosi Esespe i wykonuje na nim swój kończący Go to Sleep! Poza
ringiem
John Christman zaczyna dochodzić do
siebie, więc członek włoskiej mafii bierze rozpęd, przeskakuje ponad
linami i spada na australijskiego zawodnika z efektowną Sommersault
Planchą!! (EWF! EWF! EWF!) Na ringu PepsiBosman
pinuje Esespe....1.......2.......3! (Zwycięzcami są: Don Camillo & PepsiBosman! Awansują oni do IV rundy turnieju!)
Jan Kowalski – Koniec walki. Znamy kolejnych uczestników rundy półfinałowej.
Tony Hogański – Każdy chyba będzie chciał się z nimi spotkać w kolejnej rundzie.
Jan Kowalski – To mogą być czarne konie tego turnieju. Prezentują się bardzo dobrze.
W dłoni PepsiBosmana pojawia się puszka pepsi, którą ten momentalnie
opróżnia. Zaczyna grać przebój Erosa Ramazzottiego, gdy Bosman
spokojnie opuszcza ring. To samo czyni Don Camillo, który w
międzyczasie zdążył jeszcze splunąć z mafijną pogardą na zwłoki Johna
Christmana.
Jan Kowalski – Została już tylko jedna walka w trzeciej rundzie.
Tony Hogański – Co za szczęście.
(Znajdujemy się w luksusowej aczkolwiek nieco zmniejszonej
szatni. Jak zmniejszona to rzecz jasna może należeć ona tylko do Nasa
Jazzowskiego. Jest tu tylko Weronika Passent, jak widać Nassjasz jest
zajęty planowaniem różnych akcji z Toolem.)
Weronika Passent – Ten Nas. Jaki on telewizor chciał ściszać? Przecież wszystko wyłączone. Hehe, to jakaś zgrywa musiała być.
Słychać pukanie do drzwi. WAMP podskakując podchodzi do nich, otwiera je, a tam Franko.
Weronika Passent – W czym mogę pomóc?
Franko – Paczkę mam.
Weronika Passent – Jej, to moje zamówienie z Zalando? Ale skąd wiedzieliście, że wysyłać do Lwowa, a nie do Wawki, co?
Franko – Jesteśmy profesjonalistami.
Weronika Passent – Full
serwis, co nie? Olka Kwaśniewska tak właśnie mówiła, ale mam nadzieję,
że wódy od jej taty nie przysłaliście, bo dla mnie to nie po kolei.
Franko – Pani mnie nie poznaje?
Weronika Passent – No
kurier jak kurier. Wy wszyscy tacy sami jesteście, a to i tak mój
ochroniarz albo pokojówka zawsze odbierają paczki, więc co ja tam wiem.
Chcesz autograf gościu?
Franko – Nie dziękuję.
Weronika Passent – No, ale i tak podpisać muszę, więc to będzie takie jakby auto ode mnie, hi-hi. To gdzie podpisać?
Franko – O tutaj.
Po uzyskaniu podpisu Franko,
któremu jak się okazuje towarzyszy także Bidam wnoszą wielką paczkę,
taką trzy metry na metr, do pomieszczenia.
Weronika Passent – O, ma pan kolegę.
Bidam – A ja mogę prosić o autograf?
Weronika Passent – No jacha.
Bidam – Na klacie poproszę.
EWF FTW Champion wyciąga z
kieszeni markera, podaje go WAMP, a następnie podwija t-shirt i
nadstawia klatę małżonce Jazzowskiego.
Weronika Passent – Dla kogo?
Bidam – Dla Bidama.
Franko (trąca go łokciem) – Weź, nie dekonspiruj nas.
Bidam – Spoko Franko, ona i tak niczego nie czai.
Weronika Passent (zainteresowana) – Czego nie czaję?
Bidam – Wszystko pani czai. Czy czuje pani cza-czę?
Weronika Passent – Wszystko czaję i wszystko czuję. A więc, Bidam, tak?
(WAMP składa swój autograf na klatce piersiowej Bidamczyka.) Bidam i Franko, tak się nazywacie?
Bidam – Tak...
Franko (znów trąca go łokciem) – Przestań. Nie potwierdzaj. Dlaczego potwierdzasz? Tak się nie pracuje w konspiracji.
Weronika Passent (spogląda na nich podejrzliwie) – Ja skądś was znam.
Bidam – Wszyscy nam to mówią. Jesteśmy znanymi kurierami. To ja już pójdę, do widzenia pani.
(Bidam całuję WAMP w dłoń.) Miłego wieczoru życzę.
EWF FTW Champion opuszcza pomieszczenie.
Franko – Ja też się pożegnam. Proszę pozdrowić męża.
Weronika Passent – Zna pan mojego męża? On teraz bardzo ciężko pracuje.
Franko – Tak, to prawda. Szkoda tylko, że on się pani wstydzi.
Weronika Passent – Gościu, co ty mówisz? Jak można się mnie wstydzić?
Franko – No normalnie. Poznała już pani jego turniejowego tag-partnera?
Weronika Passent – No nie...
Franko – Przypadek? Nie sądzę.
Po tych słowach Franko wychodzi z szatni.
Weronika Passent – Coś
duża ta paczka. Ja tylu butów nie zamawiałam. Znowu porąbało im się z
rozmiarami i przysłali dla żony byłego prezia Bronka. Już nigdy więcej
niczego od nich nie zamówię!
W tym momencie do szatni wkracza Nas Jazzowski.
Nas Jazzowski – Miley, ja mam niedługo walkę, więc nie będzie mnie w okolicy.
Weronika Passent (spogląda na niego poważnie) – Nas, czy ty się mnie wstydzisz?
Nas Jazzowski – Ja? Skąd ci przyszło do głowy.
Weronika Passent – Tak ludzie na mieście mówię.
Nas Jazzowski – Tu? We Lwowie? Skąd ci Ukraińcy mogą to wiedzieć?
Weronika Passent – Nie zmieniaj tematu, dobra?
Nas Jazzowski – Co to za paczka?
Weronika Passent – To moje nowe buty.
Nas Jazzowski (zdziwiony) – Takie duże?
Weronika Passent – No też mi się to wydawało podejrzane. Dawaj otworzę.
WAMP z wdziękiem i wielką
fachowością zaczyna otwierać kartonowe pudło. Trwa to chwilę, po czym w
końcu się udaje. W środku widać zwłoki trójki murzynów z GRU,
funkcjonariusza Oliego, funkcjonariusza Sade i funkcjonariusza Be.
Weronika Passent – Czy to nasi murzyni?
Nas Jazzowski – Tak. Skąd ich masz?
Weronika Passent – Przyszli pocztą. Bez sensu no.
Nas Jazzowski – To wiadomość dla mnie.
Weronika Passent – No co ty Nas, paczka adresowana na mnie.
Nas Jazzowski – To musiał być Franko.
Weronika Passent – No, tak się ten kurier nazywał.
Nas Jazzowski – Franko?
Weronika Passent – A
drugi to był Bidam. Dałam mu autograf. Fajny koleś, ale chyba chory, bo
miał oczy jak Jackie Chan. Z chorych się śmiać nie wolno, więc
milczałam. Dobrze zrobiłam Nas, dobrze?
Nas Jazzowski – Dobrze. Na przyszłość nie otwieraj nikomu drzwi.
Weronika Passent – Słuchaj Nas, bo ja chcę smoka.
Nas Jazzowski – Nikt w tej hali nie ma smoków. Nikt ich nie ma i mieć nie może. No może poza Nabeshimą, ale...
Weronika Passent (ucieszona) – Nabeshima, tak? To ja lecę!
WAMP bez słowa wybiega z szatni.
Nas Jazzowski – Ale to i tak są smoki narysowane. Oj Miley.
(Spogląda na zwłoki trójki murzynów w paczce.) No i co z nimi robić?
(Co robić z murzynami? To
pytanie zadawano sobie już w starożytnym Egipcie, gdy nubijskie
plemiona najeżdżały państwo faraonów. Odpowiedzi brak, więc wracamy na
ring.)
Tony Hogański – Murzyni to ostatnio główny temat w EWF. Brakuje nam tylko gali w Afryce.
Jan Kowalski – Powinniśmy wspierać rynki rozwijające się. Gala w Afryce nie byłaby taka zła.
Tony Hogański – Mieliśmy w Egipcie dawno temu. Podobno żona Snake'a wróciła stamtąd z arabskim prezentem w brzuchu.
Jan Kowalski – To propaganda. Snake'a nie było wtedy w EWF. (Z trybun słychać głośne „Yo! Yo! Yo!”) Nie wiadomo nawet czy on był żonaty.
Tony Hogański – Podejrzewam, że wielokrotnie.
Jan Kowalski – EWF musi pozbyć się kompleksu Snake'a. Od ponad dekady nie ma go już w polskim wrestlingu. Po co wywoływać trupy?
(Jesteśmy na korytarzu, gdzie
pod automatem z napojami grupują się japońskie towarzyszki Yoshihito
Nabeshimy, czyli jego menadżerka Chiaki i małżonka Mitsuko. Obie
niegdyś wojownicze, ostatnio przygaszane, pewnie dlatego, że biedny
Yoshihito walczy jak walczy, tzn. bez polotu i bez zwycięstw. Prowadzą
ze sobą dialog po japońsku, ale na szczęście mamy napisy.)
Mitsuko – Nie wiem
jak go zmotywować. Ostatnio nic go nie interesuje, nawet sekcje zwłok,
osocze, wystające żebra, teatrzyki kukiełkowe i japońska poezja
klasyczna.
Chiaki – Też tego nie rozumiem. (Spogląda na automat.) No, co jest z tą colą?
Mitsuko – Chyba utknęła. Daj, pomogę ci.
Obie Japonki zaczynają mocować się z automatem, który chyba się zaciął i nie chce wydać napoju.
Chiaki – Automat z Felkocolą nie sprawiał żadnych problemów.
Walka z maszyną trwa. Kamera
przechodzi za plecy obu pań, co dziwne obserwujemy wszystko z
kilkumetrowego oddalenia. Nagle w kadrze pojawia się butelka Perły. Po
chwili zauważamy Vaclava, który zmierza w stronę odwróconych do niego
tyłem Japonek. Mecenas Ekstremy niezgrabnie umieszcza puszkę piwa w
kieszeni spodni, a gdy już znajduje się tuż za plecami pań, wyciąga swe
dwie pożądliwe dłonie i ostentacyjnie umieszcza jedną na tyłku Mitsuko,
a drugą na dupie Chiaki.
Vaclav (rechocząc) – Witam panie.
Chiaki i Mitsuko automatycznie odskakują i robią oburzone miny.
Chiaki – Nie ujdzie ci to na sucho!
Vaclav – Wolałbym, żeby uszło mi to na mokro. Chodź dla mnie to w sumie bez różnicy, ale dla was chyba nie. Co wy na to?
Mitsuko – Gdybym tylko miała swoją siekierę.
Vaclav (wskazuje na swoje spodnie) – Ja swoją mam.
Mitsuko – Nie darujemy ci tego.
Vaclav – Co
zrobicie? Powiecie wszystko Nabeshimie? A on co zrobi? Wykaligrafuje mi
japoński znak-krzak oznaczający śmierć? (Wybucha śmiechem.) Ale się boję! W tej federacji
nie ma nikogo kto was obroni. Tutaj prawo stanowię teraz ja. Jestem
prawą ręką Felipe Castro i takie suki jak wy musicie być mi posłuszne.
Więc jak będzie? Idziecie ze mną po dobroci?
Chiaki – Nigdzie nie idziemy.
Mitsuko – Spierdalaj.
Japońskie towarzyszki Nabeshimy odchodzą. Mecenas Ekstremy zostawia je w spokoju.
Vaclav – W sumie to nawet nie lubię takich kościstych. Można się pokaleczyć.
(Czas powrócić na ring i zobaczyć w jaki sposób Tony Hogański będzie się oburzał.)
Tony Hogański – Co za chuj i tępa stonoga!
Jan Kowalski – Dlaczego akurat stonoga?
Tony Hogański – Bo
stonogi to obleśne stworzenia. Zaznaczam przy okazji, że nie ma w tym
kontekstu politycznego. Ja po prostu brzydzę się nimi. Przy okazji
zapewniam, że mój zdradziecki wychowanek spółkował z insektami by
stworzyć jakiś nowy gatunek pasożytów.
Jan Kowalski – Czasem zastanawiam się, kto jest bardziej obleśny - ty ze swoimi porównaniami czy Vaclav i jego działalność.
(Na zapleczu spotkamy Mariusza Maxa Kolanko, który
koniecznie chce z kimś przeprowadzić wywiad. Być może w EWF płacą teraz
reporterom od udzielonych wywiadów, co oznacza, że im więcej wywiadów
tym lepiej. Być może jednak Max po prostu lubi to, co robi i ma ochotę
na mały wywiadzik. Akurat korytarzem kroczy Bane, więc będzie ku temu
okazja.)
Mariusz Max Kolanko – Bane!
Jak ci się współpracuje z senatorem Szakalem? Pokonaliście już dzisiaj
Pollę Kinzler i MaxiMasteraMistrza i jesteście w kolejnej rundzie
turnieju.
Bane – Spierdalaj.
Mariusz Max Kolanko – Ale Bane...
Syn Anarchii nic nie mówi, tylko z całej siły wymierza reporterowi cios w szczękę. Mariusz Max pada bez życia na podłogę.
Bane – Powiedziałem, żebyś spierdalał. Nie rozumiesz po polsku?
Z oddali słychać głos:
Groźny głos – Nie kurwa, nie! Jak ty kurwa nic nie rozumiesz! Tak się kurwa nie robi! Źle to kurwa robisz!
Na korytarzu pojawia się senator Szakal we własnej łysej osobie.
Bane – Czy ty mnie dzisiaj prześladujesz?
Szakal – Jak kurwa można bić taką bezbronną sierotkę jak Max? Popatrz tylko kurwa na niego.
Wszyscy spoglądają na pobitego Maxa. Kamera też robi zbliżenie na jego nieprzytomne lica.
Bane – No i?
Szakal – Po co? Dlaczego? Jaki jest kurwa sens w biciu reportera?
Bane – A chuj ci do tego.
Szakal – Żaden
kurwa chuj, tylko jesteśmy drużyną. Muszę dbać o ciebie jak Romulus o
Remusa, jak wilczyca kurwa o młodego wilka, jak Aragorn o swoich
hobbitów.
Bane – On wszystkich kurwa zgubił w zaroślach, bo byli za niscy!
Szakal – Nie w tym rzecz kurwa, a w twoim zachowaniu.
Bane – Mówi
to osoba, która w pewnym momencie swojej kariery regularnie pozbawiała
Pana Józefa, wówczas reportera, szczęki. Biłeś go prawie na każdej
gali! I to nawet z krzesła, ty łysy chuju bez litości.
Szakal – Tylko nie łysy. Ha-ha... (Obejmuje go senatorsko ramieniem.) Zrobisz
kurwa karierę, jak pójdziesz w moje ślady. To dawna historia z tym
Józefem, było-minęło. Nie przypierdolę ci dzisiaj tylko dlatego, że
jesteśmy drużyną, ale nie myśl sobie, że tego nie zapamiętuję. Od
następnej gali - zero litości. Zobacz kurwa, tu mam swój notesik. (Szakal wyciąga notes z logiem Senatu RP.)
Zapiszę to sobie w odpowiedniej rubryce. Ty jesteś Bidam czy Bane?
Literka „B” zawsze mi się myli, bo kiedyś był tu kurwa tylko Bubba, ale
teraz nie mam już wpisów o nim. (Drapie się po łysinie.)
Więc tak kurwa, nazwałeś mnie chujem, do tego łysym, a do tego
odzywałeś się do mnie w sposób niekulturalny. Już kurwa, zapisane. (Łysy chowa swój notes.)
Dam ci dobrą radę, jak stary wilk młodemu. Przypierdalaj lepiej
zawodnikom, a nie komentatorom i reporterom. To kurwa lepiej wygląda i
daje więcej satysfakcji. O, cicho kurwa!
Bane – Nic przecież nie mówię.
Szakal – Słyszysz kurwa to, co ja?
Bane – Na
szczęście nie, bo ty chyba nie jesteś jakiś normalny. Rozumiem, wielka
gwiazda, legenda wrestlingu, senator, ale chyba przez te wszystkie lata
wielokrotnie przypierdolono ci w łeb, co nie?
Szakal – Nadchodzi.
Senator wyciąga zza pazuchy
kij do golfa, który okazuje się, że jest składany i gotowy do boju.
Wkrótce słychać głośne kroki, a po chwili na korytarzu pojawia się
Nekrophage. Szybki cios kijem w ryj w wykonaniu Szakala powala go na
ziemię. Nekro pada, a Łysy zaczyna wymierzać mu kolejne ciosy, tak że
aż krew strzela na lewo i prawo.
Szakal – No kurwa, ale mu dojebałem.
Bane – To mógł być na przykład woźny albo przypadkowy fan.
Szakal – Rozpoznałem gagatka od razu. To wrestler, aczkolwiek kurwa chujowy.
Bane – Zbędna brutalność. Kolanko jest bardziej rozpoznawalny od tego... (Kopie zwłoki Nekrophage.) ... gówna.
Szakal – Co ty mówisz kurwa? Kwestionujesz moje wybory?
Bane – Nie, mam je w dupie.
Szakal – Och ty kurwa! Dopiszę to do notatnika. (Nagle zaczyna dzwonić telefon senatora, ten szybko odbiera.) Halo
kurwa? Tak to ja. No... Esmeralda... chyba jest tam, gdzie jest, a co?
Mediuję w jej sprawie dzień i kurwa noc, aż mi kurwa para z moich
łysych uszu leci. Dobra, rozmówię się z Kravenem. A po co tu będziesz
przyjeżdżał? Pogoda kiepska, gorąco, duszno, strajki jakieś, wybory
idą, uchodźcy się pchają. Mówiąc kurwa krótko to dość niestabilny czas
na wycieczki. No dobra, to cześć, widzimy się na
partyjce polo w następny weekend. (Koniec rozmowy.)
To Game, strasznie natrętny jest ostatnio. Jak mnie wkurwia to zapisuję
sobie takie rzeczy o nim w notatniku, że ho-kurwa-ho. Chodź, poznasz Kravena.
Bane – A po co mi rozmowa z kolejnym dziadem?
Szakal – Jesteś kurwa niesprawiedliwy. Pan „nie” się znalazł, nic ci się nie podoba. Jesteśmy kurwa drużyną, ja poświęcam ci czas, a mógłbym ci kurwa w sumie przypierdolić.
(Groźnie wskazuje na swój kij, jeszcze zaplamiony krwią Nekrophage'a.) To jak kurwa będzie?
Bane – No dobra... i tak nie mam niczego lepszego do roboty.
Szakal – Mądry Bid.... (Spogląda na swojego partnera.) Nie kurwa? Jesteś pewien? No to Bane! (Po udanej identyfikacji na jego twarzy pojawił się uśmiech.) Bingo kurwa!
Bane – Chodźmy lepiej, bo jeszcze ja ci przypierdolę.
Szakal – Nie wiedziałbyś kurwa jak się do tego zabrać.
(Koniec tej czarującej rozmowy, bo Szakal i Bane ruszają na poszukiwania Kravena. Wracamy więc na ring.)
Tony Hogański – Mistrz Szakal może przypierdolić każdemu.
Jan Kowalski – Biedny Max, to chyba nie pierwszy raz, gdy dostał w ryj od Bane'a.
Tony Hogański – Max się sam o to prosi. Zapomniałem tylko czy on jest po stronie Castro czy nie. Sprzedał się czy nie?
Jan Kowalski – Kiedy ty wreszcie Tony zrozumiesz, że tu się nikt nie sprzedał. Wszyscy pracujemy dla dobra EWF.
Tony Hogański – Ja to robię, a wy się sprzedaliście, judasze wredne.
(Zapleczem maszeruje Armia
Prus Wschodnich, a w zasadzie dwójka jej przedstawicieli, czyli sam
Feldmarszałek SeBa i nowy rekrut w tej formacji zbrojnej, aczkolwiek
tak jak Mati również kuzyn wielkiego feldmarszałka, czyli Adi, który
legitymuje się wyższym wykształceniem. Na swojej drodze spotykają
Franza i jego Tragicznie Zmarłego Brata, który rzecz jasna jest
niewidzialnym duchem, więc nie gada i nie można go zobaczyć. Taki los
zmarłych osób.)
SeBa – Zobacz! To ten lewak!
Franz – SeBa... dzisiaj jesteśmy partnerami, ty troglodyto.
SeBa – Adi, daj mi mój hełm. Przypierdolę mu!
Adi – Nie! Nie! Powinniście współpracować! Co więcej... myślę, że Franz powinien zostać nowym członkiem Armii Prus Wschodnich.
SeBa – Co?
Franz – Ja będę feldmarszałkiem, a ty moim podnóżkiem. Dobra?
SeBa – Zmasakruję cię! Tu i teraz!
Adi – Nie! Potrzeba współpracy!
Franz – Kto to?
SeBa – To kuzyn Adi.
Mr. Speedway momentalnie
zakłada na twarz swoją maskę spawacza i przypierdala Adiemu z dyńki.
Wykształcony młody człowiek pada na posadzkę.
SeBa – Dlaczego to zrobiłeś?
Franz (z pogardą) – Nie wiedziałem, że zadajesz się z Marokanami.
SeBa – Jakimi znowu Marokanami?
Franz – Sam
powiedziałeś, że to Quasim Adii. To typowo marokańskie imię. Ja ich
znam, robiłem w Belgii, więc wiem jak jest. Jesteś gorszy niż myślałem.
Najpierw Korwin, a teraz Marokany. Wstyd. Twoją armię trzeba rozwiązać
i zniszczyć. Dzisiaj współpracujemy, ale na następnej gali zginiesz
marnie.
Były żużlowiec spogląda pogardliwie na SeBę i Adiego, po czym odchodzi.
SeBa – Muszę go zmasakrować. Raz na zawsze. Raz i dobrze.
Adi (podnosząc się i trzymając za nos) – Tak! Zrób to feldmarszałku.
(Czy tak się stanie? Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Czy
Franz zniszczy Armię Prus Wschodnich? Czy SeBa zmasakruje Franza? Jak
będą dzisiaj współpracować? Przekonamy się już niedługo!
Tony Hogański – Podoba mi się ten konflikt. Tkwi w nim wielki potencjał.
Jan Kowalski – Obawiam się jednak, że nasi zawodnicy nie potrafią go w pełni wykorzystać.
Tony Hogański – Szkoda, wielka szkoda.
(Znajdujemy
się na zapleczu, gdzie spotykamy trójkę murzynów Nasa Jazzowskiego. EWF
jest ostatnio otwarte na czarne kultury, więc ich obecność nie powinna
nikogo dziwić. Murzyni są czymś bardzo podekscytowani i prowadzą chyba
naradę wojenną.)
Murzyn#1 – To
rasizm, bracia-nigga. Za sprawą Franko po ostatniej gali odesłano do
Afryki dwudziestu naszych braci, a dziesiątki innych przetrzymywane są
w obozach dla uchodźców. Nie możemy tego tolerować. Nie możemy pozwalać
się ośmieszać. Jesteśmy Boko Haram!
Murzyni (chórem) – Allah akbar!
Murzyn#1 – Nasi
imamowie wydadzą niedługo oficjalną fatwę na Franko. Każdy prawowierny
muzułmanin będzie miał obowiązek zabić tego niewiernego psa!
Murzyni (chórem) – Allah akbar!
Murzyn#1 – Franko stanie się wrogiem numer jeden dla całego świata islamu. Śmierć niewiernym psom!
Murzyni (chórem) – Śmierć! Śmierć! Śmierć!
Murzyn#2 – Za kilkanaście minut, dokładnie w tym miejscu Franko i Bidam będą udzielać wywiadu. Przygotowaliśmy więc na nich pułapkę.
Murzyn#3 – Bombę?
Murzyn#2 – Nie, coś lepszego - specjalną zapadnię. Franko stanie w tym miejscu.
(Murzyn pokazuje gdzie.) Ja wcisnę guzik na moim pilocie i....
Nigeryjski terrorysta wciska
guzik i zapadnia otwiera się, prezentując wielką dziurę, chyba jakiś
zsyp na śmieci czy cholera wie, co.
Murzyn#2 – Upadek będzie zabójczy.
Murzyn#1 – Franko zginie.
Murzyn#3 – A szejk Jazzowski wynagrodzi nas złotem, wielbłądami i kozami!
Murzyni (chórem) – Allah akbar!
(Koniec wizyty u islamistów. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – To już koniec Franko. Murzyni go dopadną.
Jan Kowalski – Tak uważasz?
Tony Hogański – Tych kozojebców zawsze należy traktować poważnie. W każdej chwili Franko będzie mógł znaleźć bombę w śmietniku.
Jan Kowalski – To faktycznie poważna sprawa. Podobnie będzie z kolejną walką turniejową.
Tony Hogański – Jak
ty potrafisz ładnie, gładko i płynnie przechodzić z jednego tematu na
drugi. Tu Franko grozi śmierć z rąk islamskich terrorystów, a ty chcesz
opowiadać pierdoły o jakiejś walce.
Jan Kowalski – Franko to twardy gość. Przeżył Kwietniową Anarchię VII, przetrwał niewolę w Nigerii, więc uważam, że nic i nikt go nie złamie.
Tony Hogański – Przeżył,
bo był dla islamistów anonimowy. Teraz każdy Abdull z Londynu czy
innego arabskiego miasta będzie chciał uciąć mu głowę.
Jan Kowalski – Można im walkę zorganizować i zrobić nawet taką stypulację. Kto utnie głowę rywalowi, wygrywa.
Tony Hogański – To naprawdę ty Janku? Strasznie dziwne rzeczy opowiadasz.
Jan Kowalski – To ja we własnej osobie! Zaczynamy walkę!
Letni turniej tag teamów 2, runda III
Franz & SeBa vs Nas Jazzowski & Tool
Germański przebój Udo Jürgensa o tytule „Ich war noch niemals in New York”
towarzyszy wejściu na ring Franza i SeBy. Sebie towarzyszy nowy
nabytek Prus Wschodnich, kuzyn Adi. Nowy rekrut nie wygląda najlepiej,
bo kilka minut temu dostał w ryj od Franza. Wspomnianemu Spawaczowi
towarzyszy duch jego
tragicznie zmarłego brata, ale akurat go nie widać, bo jest duchem i
pojawia się kiedy tylko chce. Franzowi nie podoba się dobór pieśni, bo
wolałby jakiś przebój śpiewany po belgijsku. SeBa też nie jest
zadowolony, bo jego zdaniem to austriacka prowokacja. Jak widać Prusy
Wschodnie nie lubią Austrii, ale chyba tylko tej Górnej, bo z Dolną
żyją dość dobrze. Poglądy Feldmarszałka Wszystkich Polaków na
Przedlitawię i Zalitawię pozostają wielką zagadką.
Skoro jesteśmy we Lwowie to aż prosiło się o jakąś piosenkę związaną z
tym miastem. Doczekaliśmy się! Rozbrzmiewa kapitalny przebój „Lwów jest jeden na świecie/Tylko we Lwowie”
w wykonaniu legendarnych Szczepcia i Tońka. Na arenie pojawiają się
więc Nas Jazzowski i Tool. Pierwszy to od kilku lat jedna z
największych gwiazd polskiego wrestlingu, a drugi to obecnie legenda i
gwiazda w jednym. Panowie spokojnie docierają na ring, gdzie już za
chwilę rozpocznie się walka.
Tony Hogański – Co za walka, co za walka. Ten turniej nas rozpieszcza.
Jan Kowalski – To przecież prawdziwa przyjemność zobaczyć na jednym ringu Nasa Jazzowskiego, Toola, Franza i SeBę.
Tony Hogański – Wszystko
ma swoje granice. Jest miejsce na żarty i na poważne walki. Oni wszyscy
pasują do siebie jak Hitler do żydowskiej mleczarki.
Jan Kowalski – Jesteś niesprawiedliwy. Dla Franza i SeBy ta walka to idealny moment by się sprawdzić.
Tony Hogański – Sprawdzić to oni sobie mogą, gdzie znajduje się wyjście z ringu.
Czwórka zawodników jest na
ringu, co napawa optymizmem. Feldmarszałek SeBa wydaje komendy
Franzowi, ale ten nie reaguje i mówi mu w delikatnych słowach by
spieprzał do Belgii gwałcić marokanów. To oburzyło feldmarszałka,
zupełny brak ducha drużynowego! Po przeciwnej stronie pełen spokój.
Pojedynek sędziować będzie Shaman. Miejmy nadzieję, że będzie to dobry
wybór. Arbiter daje sygnał i walkę można uznać za oficjalnie
rozpoczetą! Zaczynają Jazzowski i Feldmarszałek Wszystkich Polaków. Bez
większych ceregieli ruszają na siebie i wchodzą w zwarcie, które kończy
się nieco zaskakująco – Dropkickiem SeBy! Nas przetacza się do tyłu i
natychmiast kontruje mocarnym Lariatem! Ledwie Feldmarszałek zdołał
wstać, a już przeciwnik powala go Arm Dragiem! Poważnie zirytowany SeBa
znowu wstaje... i nadziewa się na Roll Up! Pin....1.... kick out! Jazzowski
wykonuje rzut przez ramię i zakłada rywalowi prostą, lecz skuteczną
dźwignię na wciąż uwięzionej kończynie: tym razem jednak SeBa nie daje
się zaskoczyć i wychodzi z submissiona efektownym przewrotem w tył –
czyni to, zanim rywal zdołał zacieśnić chwyt!
Jan Kowalski – Brawo SeBa. Widać, że rozrost Armii Prus Wschodnich dodał mu animuszu.
Tony Hogański – Franz brał dzisiaj mocarza.
Jan Kowalski – Skąd wiesz?
Tony Hogański – Tak piszą w internecie. Mam konto na twitterze i dostaję tam mnóstwo newsów.
Zawodnicy znowu stają naprzeciwko siebie... zwarcie! Seria szybkich
kopnięć Feldmarszałka trafia w cel i pozwala ulubieńcowi fanów na
wykonanie Short Arm Clothesline! Chwilę później poprawia Knee Dropem
prosto w leżącego na macie oponenta! Teraz zakłada Headlocka... jednak
Nas wymyka się z wielką zręcznością i zakłada przeciwnikowi Sleeper
Hold! SeBa ma poważny problem, ale jego tag partner jest czujny i
przerywa chwyt! Sędzia udziela upomnienia, a walka trwa dalej. Przez
chwilę trwa całkiem wyrównana wymiana ciosów, ale taka równowaga nie
może trwać w nieskończoność: SeBa zostaje wrzucony w narożnik, gdzie
otrzymuje kilka potężnych chopów! Nas decyduje się na zmianę,
wystawiając jednocześnie rywala na Falling Clothesline ze szczytu
narożnika w wykonaniu Toola! Akcja solidnie sponiewierała
Feldmarszałka! Dwukrotny EWF World Champion wstaje błyskawicznie i
egzekwuje Elbow Drop - niecelny! SeBa jakimś cudem uniknął tej akcji i
teraz robi zmianę! Franz wkracza do akcji! Nie mogąc sobie w inny
sposób poradzić z rozpierającą go energią, zaczyna dusić zbaraniałego
nieco Toola, który w końcu otrząsa się z zaskoczenia, rozrywa chwyt i
wykonuje Arm Drag! Rywale stają naprzeciw siebie i zaczynają wymieniać
kombinacje uderzeń: wygrywa doświadczenie i Tool wykonuje na oponencie
pełen impetu Irish Whip! Franz solidnie przypierdala plecami w
narożnik!
Tony Hogański – Mówią też, że mieszkańcy Lwowa pochowali swe kozy w obawie przed islamistami Jazzowskiego.
Jan Kowalski – Ukrainie jeszcze wiele brakuje by wejść do Europy. To bardzo nietolerancyjna i rasistowska opinia.
Tony Hogański – Ukraina to sobie co najwyżej może wejść na powrót do Rosji.
Jan Kowalski – Nocne marzenia Putina. Walczymy o demokrację na Ukrainie i budowanie tu społeczeństwa obywatelskiego.
Tony Hogański – Lepiej powinniśmy walczyć o polski Lwów, bo od Ukraińców to my możemy dostać jedynie nowego Banderę.
Cóż to było za uderzenie! Brutalne i ostre! Warto zwrócić uwagę, że
jest to jednak narożnik okupowany przez jego tag partnera, co oznacza
okazję do zmiany! SeBa wkracza do akcji z iście ułańską fantazją,
wykonując efektowny Splash ze szczytu narożnika! Ale nie z Toolem takie
numery – równie efektowny Dropkick trafia Feldmarszałka pod żebra i
zamienia jego triumfalny lot w pełną bólu kolizją z powierzchnią maty!
Chwilę później oglądamy Last Word [DVD Front Slam]! Próba pinu... 1.... 2.... przerwana przez Franza!
Jak on śmiał dokonać takiej interwencji? Jak mógł przerwać dwukrotnemu
EWF World Champowi w doprowadzeniu tej walki do szczęśliwego końca.
Tool jest chyba sam zbulwersowany, bo zaczyna bezlitośnie napieprzać w
rywala ze wszystkich możliwych ciosów, uderzeń, kopnięć, pchnięć. Tool
demoluje Franza, a on przecież nie jest nawet tu legalnym zawodnikiem,
o czym przypomina Phantomowi Shaman. Tool każe Shamanowi zamknąć się,
co też czyni on szybko, bo prostu odczuwa lęk przed wielkim autorytetem
byłego mistrza świata. W międzyczasie Franz wydostał się z opresji i
oddalił na bezpieczną odległość.
Jan Kowalski – Franz prezentuje się nawet bardzo znośnie. SeBa trochę gorzej.
Tony Hogański – Dziwię się, że ta walka tak długo trwa. Dlaczego Jazzowski i Tool są tacy nieruchawi?
Jan Kowalski – Może to ze starości?
Tony Hogański – Jakiej starości? Mają zapierdalać do siedemdziesiątego roku życia albo i dłużej. Taki mamy klimat w Polsce!
Były żużlowiec to jednak nieustraszony zawodnik. Odwagi i brawury
odmówić mu nie można. Jego oddalenie nie trwało długo, bo bardzo szybko
przystępuje do szybkiej kontrofensywy, mającej na celu niespodziewane
wyrwanie zwycięstwa dla jego drużyny. Franz atakuje Toola, podczas gdy
SeBa dochodzi do siebie. Franz z próbą Clothesline'a, ale dostaje
kopniaka w brzuch od Toola i Tornado DDT. Były mistrz podnosi
przeciwnika, ten wyrywa się... i w tym momencie do akcji znów wkracza
wszędobylski Shaman. Sędzia udziela krewkiemu spawaczowi upomnienia i
odsyła go z powrotem do narożnika. Tymczasem Feldmarszałek Wszystkich
Polaków Także i Twój wykonuje Crossbody na Toolu! Próba pinu.....1..... kick out!
Nieco zniecierpliwiony Rebel po prostu parę razy przypierdala łokciem w
twarz oponenta, po czym zmienia się z Nasem! Ten odbija się od lin i
wykonuje Running Lariat, który powala SeBę! Kolejne zmiana! Tool staje
na narożniku... i wykonuje Flying Elbow Drop! Trafienie! Próba pinu....1..... 2..... Franz przerywa,
uderzając dwukrotnego World Championa Double Axe Handle Smashem! Chwilę
później pada po Running Lariacie w wykonaniu Nasa! Jazzowski po prostu
chwyta Spawacza i wyrzuca go poza ring! Chwilę później podąża jego
śladem, mając już prawdopodobnie dosyć pretensji ze strony arbitra. Na
macie pozostają już tylko: Tool i SeBa! Obaj muszą jeszcze dojść do
siebie, ale to weteran wygrywa w tej rywalizacji: kiedy Feldmarszałek
chwiejnie powstaje na równe nogi, nadziewa się na Twist Of Fate! Rebel
przechodzi do pinu.....1....... 2..... 3! (Zwycięzcami są: Tool & Nas Jazzowski! Awansują oni do IV rundy turnieju!)
Jan Kowalski – No i koniec walki.
Tony Hogański – Nareszcie!
Jazzowski i Tool przybijają sobie piątki, choć ta walka stanowiła dla
nich raczej formalność niż szczególne wyzwanie. Zaczyna grać
Hymn Eurabii,
co jest chyba nawiązaniem do islamskich związków Nasa Jazzowskiego z
Syrią, Boko Haram i terrorystami. Zwycięzcy opuszczają ring, bo takie
jest ich prawo. Pozostają tam jedynie przegrani. Pojawia się tam kuzyn
Adi, który rozpoczyna reanimację kuzyna SeBy. W międzyczasie Franz
przeklinając Marokanów opuszcza ring pełen belgijskiej wściekłości.
Jan Kowalski – Zakończyliśmy rundę trzecią.
Tony Hogański – Hura!
Jan Kowalski – W
rundzie czwartej zobaczymy następujące drużyny: SR-Crazy & Vaclav,
Szakal & Bane, PepsiBosman & Don Camillo, Yoshihito Nabeshima
& Żubr, Nas Jazzowski & Tool, a także Bidam & Franko.
Tony Hogański – Mam nadzieję, że ta runda nie potrwa stu lat, bo mam powoli dość tego turnieju. Castro to ćwok, nawet taki turniej spierdolił.
(Znajdujemy się na korytarzu, gdzie spotykamy Szakala i Bane'a.)
Szakal – Nim odwiedzimy Kravena, zajrzę na chwilę do mojego biura, dobra?
Bane – Rób, co chcesz.
Senator wkracza do swojego biura, gdzie zastaje MaxiegoMasterMistrza.
Szakal – Kim jesteś i co tu kurwa robisz?
MaxiMasterMistrz – Bo ja słyszałem, że pan senator zawsze wysłucha.
Szakal – No, czasem kurwa, nie przesadzajmy z tym zawsze. W czym kurwa problem?
MaxiMasterMistrz – Nikt mnie nie szanuje.
Szakal – Wypierdalaj z mojego gabinetu!
MaxiMasterMistrz nie ma innego wyboru i wypierdala.
Szakal – Jak Mumin i Mladenov mogli takiego kurwa gościa tu wpuścić.
Łysy sam wychodzi z pomieszczenia i dołącza do Bane'a. Zauważa leżące na posadzce zwłoki MaxiegoMasterMistrza.
Szakal – To mój petent kurwa. Co mu się stało?
Bane – Potknął się. Możemy iść? Wszystko w porządku z twoją paprocią?
Szakal – To paprotka, a nie żadna paproć. Trochę kurwa szacunku. Wszystko w normie, możemy iść do Kravena.
Bane – Ale pamiętasz, że my niedługo walczymy.
Szakal – Walka
nie zając kurwa, ona nie ucieknie, a Kraven za kilkadziesiąt minut,
dzięki ruskiej wódzie, może być już w krainie polowań na uciekinierów z
GUŁagu.
(Jak możemy to możemy, ale na razie wybieramy się na ring.)
Tony Hogański – Mistrz jest dobry dla wszystkich.
Jan Kowalski – Maxiego nie potraktował zbyt przyjacielsko.
Tony Hogański – Bo to kretyn i parodia zawodnika. Powinni go po tej gali wyrzucić z federacji.
Jan Kowalski – Na szczęście to nie ty decydujesz tu o zwolnieniach.
Tony Hogański – A szkoda, bo trochę by trzeba było przewietrzyć ten burdel.
(Trafiamy do szatni pełnej
dekadencji i wypełnionej różnymi postaciami. Oczywiście góruje nad nimi
EWF World Champion, pan na EWF i najprawdziwszy magnat w tej federacji,
czyli SR-Crazy w swej własnej, dekadenckiej osobie.)
SR-Crazy – No tak... co mamy na podwieczorek?
Tego się nie dowiemy, bo do szatni wpadają Chiaki i Mitsuko.
Chiaki – Crazy! Pomocy!
SR-Crazy – Co się stało?
Mitsuko – Przez wzgląd na naszą dawną znajomość... musisz nam pomóc.
SR-Crazy – Nie lubię takich enigmatycznych gierek. O co chodzi?
Mitsuko – To Vaclav. On nas molestował.
SR-Crazy – Nie!
Chiaki – Tak.
SR-Crazy – Hm, a to chujek. Kto by się tego po nim spodziewał.
Wszyscy obecni podnoszą ręce, bo się tego spodziewali.
SR-Crazy – Serio? A ja nie.
(Chwilę duma nad tym faktem.) No dobra, ale dlaczego przychodzicie z tym do mnie. Co z Yoshim? On powinien być pierwszym wyborem.
Chiaki – On jest...
Mitsuko – Jakby gdzie indziej...
Chiaki – Bez serca, bez ducha...
SR-Crazy – Jednym słowem - flak. No tego można się było po Yoshim spodziewać. W końcu spadł z pancernych schodów, a to nie są przelewki.
Mitsuko – Zrób coś, Crazy!
Chiaki – Prosimy. Nie możemy wrócić w niesławie do Japonii.
SR-Crazy – To jakaś łódź? Niesława? Okręt flagowy floty Yoshiego? Niech zgadnę, sam ją powycinał z papieru?
Wszyscy spoglądają się pytająco na Crazy'ego.
SR-Crazy – No żartowałem. Musicie zrozumieć, że timing jest raczej kiepski. Mamy turniej, a ja walczę z Vaclavem w drużynie.
Chiaki – Zrób coś!
SR-Crazy – No pomyślę.
Mitsuko – Pomóż nam!
SR-Crazy – Zastanowię się nad tym!
Chiaki – Prosimy.
SR-Crazy – Nie
jestem wojownikiem o sprawiedliwość! Ja lubię swoje wygodne życie bez
zmartwień, narażania się i wychylania. Tak przeżyłem wszystkie zmiany
władzy i upadki federacji. Z Vaclavem rozprawiam się na ringu, a nie
poza nim.
Mitsuko – Ale Crazy...
SR-Crazy – Pomyślę, tyle mogę zrobić.
(Skoro pomyśli to pomyśli. Tymczasem wracamy na ring.)
Tony Hogański – Czy to prawda, że Crazy dymał żonę Nabeshimy w czasach, gdy byli razem EWF Tag Team Champami?
Jan Kowalski – Tony, proszę cię...
Tony Hogański – No co? Ja tylko zadaję pytania. Takie plotki wówczas chodziły.
Jan Kowalski – To nie nasza sprawa.
Tony Hogański – Ja tylko pytam, a czy ten kto pyta to już antysemita?
Jan Kowalski – Proszę nie cytować Leszka Bubla na galach EWF.
Tony Hogański – A-ha! Znasz więc jego twórczość!
Jan Kowalski – Tylko dlatego, że w czasach, gdy SeBa utracił prawa do Armii Prus Wschodnich, używał jako themu jednej z piosenek Bubel Band.
Tony Hogański – Tak się tłumacz. Wiem, że pod prysznicem śpiewasz „Longinusa Zerwimyckę”.
(Przenosimy się na zaplecze.
Na pewnym korytarzu zauważamy czających się tuż za rogiem i
chichoczących murzynów, lecz to nie oni będą bohaterami tej przygody
rodem z Wybrzeża Mieczy. Spotykamy tu Cassandrę Tisserant, której
towarzyszą Franko oraz Bidam. Warto zauważyć, że Franko stanął
dokładnie na murzyńskiej zapadni, pułapce przygotowanej przez
wściekłych terrorystów z Boko Haram.)
Cassandra Tisserant – Franko, Bidam... jak wam się podoba dzisiejszy turniej?
Bidam – Normalnie...
Franko – W zasadzie to my jeszcze niczego nie zrobiliśmy. Ot jakaś walka w dark matchu, a startujemy dopiero od rundy czwartej.
Bidam – Nie ma kurczaków...
Cassandra Tisserant – Czy to uczciwe?
Bidam – Oczywiście, że nie! Brak kurczaków jest oburzający i źle działa na moją psychikę!
Cassandra Tisserant – Chodziło mi o fakt, że zaczynacie od czwartej rundy, a niektórzy musieli przebijać się od dark matchów.
Franko – Przepraszam bardzo, ale my też byliśmy w dark matchach.
Cassandra Tisserant – Sam dałeś do zrozumienia, że to była raczej taka rutynowa walka.
Franko – Bardzo wymagająca.
Cassandra Tisserant – A z kim walczyliście?
Bidam – Z głodem!
Franko – Z Alvaro Moreną i Nekrophagem.
Cassandra Tisserant – Nazwiska te nie powalają.
Franko – Ja każdego przeciwnika traktuję poważnie.
Cassandra Tisserant – W kolejnej rundzie będzie zdecydowanie trudniej.
Bidam – Bo nie będzie kurczaków! Nadal! Ciągle!
Cassandra Tisserant – Czy on tak cały dzień?
Franko – To dla niego bardzo bolesne przeżycie.
Cassandra Tisserant – Walczycie z Yoshihito Nabeshimą i Żubrem.
Franko – Są to już bardziej wymagający rywale.
Cassandra Tisserant – To
prawda, ale nikt nie wyobraża sobie, że nie zajdziecie do finału. Co
więcej, jesteście stawiani jako murowani faworyci do zwycięstwa.
Franko – De
facto jesteśmy jedynym tag-teamem z prawdziwego zdarzenia. Cała reszta
pochodzi raczej z łapanki i została dobrana w sposób przypadkowy.
Bidam – Jesteśmy najlepsi!
Cassandra Tisserant – Przejdźmy do spraw bardziej osobistych, mianowicie do Nasa Jazzowskiego.
Franko – Nie mam na ten temat niczego do powiedzenia.
(Przykłada swą pięść do kamery.) Czyny, nie słowa.
Cassandra Tisserant – Na ostatniej gali nieomal się nie pozabijaliście.
Franko – Tak będzie zawsze aż do całkowitej eliminacji Jazzowskiego z polskiego wrestlingu.
Cassandra Tisserant – Aż tak?
Franko – Nie ma tu dla niego miejsca. Zresztą nie tylko dla niego, ale dla wielu innych kanalii też.
Bidam – Dla tych kanalii, co likwidują punkty sprzedaży kurczaków miejsca w EWF też być nie może!
Cassandra Tisserant – Czy masz dzisiaj w planie kolejne starcie z Jazzowskim?
Franko – Jeśli Jazzowski awansuje do finału turnieju, to wtedy się z nim policzę.
Cassandra Tisserant – Rozumiem i dziękuję za wywiad.
Bidam – Wolność dla kurczaków! Uwolnić je! Nakarmić głodnego Bidama!
Tisserant odchodzi, a Franko
pociesza głodnego Bidama. Tymczasem widzimy złowrogich murzynów, którzy
wciskają guzik aktywujący zapadnię.
Murzyni (chórem) – Allah akbar!
Nic się nie dzieje, więc terroryści powtarzają czynność.
Murzyni (chórem, ale już jakby niepewnie) – Allah akbar!
(Znów nic. Każdy murzyn musi
teraz wcisnąć guzik, ale nic, ale to absolutnie nic się nie dzieje.
Pułapka na Franko nie działa. Po chwili EWF Tag Team Champion
opuszczają to miejsce, a murzyni popadają w islamską melancholię spod
znaku wahabizmu stosowanego. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Bardzo interesujący wywiad.
Tony Hogański – Wychodzi na to, że dzisiaj Franko i Jazzowski nie będą okładać się na zapleczu i walczyć na miecze.
Jan Kowalski – Tak to wygląda.
Tony Hogański – Może to i dobrze. Trochę spokoju się przyda.
Jan Kowalski – Naprawdę?
Tony Hogański – Nie, to kiepska wiadomość. Więcej akcji! Więcej real action!
(Przenosimy się do Japonii...
no może nie całkiem, ale pomieszczenie jest całkowicie japońskie. Dużo
drewna, dużo różnych fikuśnych ozdóbek, jakieś dziwne rośliny,
filiżanki do herbaty, papierowe ściany, papierowe lampy, samurajskie
miecze, a między nimi on - medytujący Yoshihito Nabeshima w tradycyjnym
japońskim stroju z epoki Heian. Duma on siedząc naprzeciwko ryciny
przedstawiającej smoka. Dumanie zostaje przerwane pukaniem, a następnie
wtargnięciem do szatni Weroniki Passent.)
Weronika Passent – Ty gościu, szukam Nabeshimy. Dobry adres?
Japoński książę nic nie odpowiada.
Weronika Passent – Dlaczego chodzisz ubrany w piżamę? Jeszcze nie tak późno.
Yoshihito Nabeshima – Tak, ja nim jestem.
Weronika Passent – Piżamą?
Yoshihito Nabeshima – Książę Yoshihito Nabeshima.
Weronika Passent – How do you do?
Yoshihito Nabeshima – Słucham?
Weronika Passent – No sam powiedziałeś, że książę, a książęta to są tylko w UK. Jesteś nieślubnym synem Elżbiety II?
Yoshihito Nabeshima – Nie. W czym problem?
WAMP siada obok Nabeshimy.
Weronika Passent – Robisz jogę? Patrz, pokażę ci jak to się robi.
Polska gwiazda Hollywood z gracją wygina prawą nogę, co trzeba przyznać wygląda dość imponująco.
Weronika Passent – Szach-mat, zrób lepiej jeśli potrafisz... łooooooooo!!!
(WAMP zauważyła rycinę smoka.) Smok! Ty jesteś tym gościem od smoka, o którym wszyscy mówią?
Yoshihito Nabeshima – Nie wiem...
Weronika Passent – Nie bądź taki skromny, koleś. Gdzie go trzymasz?
Yoshihito Nabeshima – W moim sercu.
Weronika Passent – Czy to Smok Wawelski?
Yoshihito Nabeshima – To japoński, metafizyczny smok... gdy pogrążam się w melancholii, to wtedy zamykam oczy i dosiadam go w przestworzach.
Weronika Passent – Heheszki, zbereźne rzeczy o dosiadaniu opowiadasz koleś, ale nic z tych rzeczy. Ja mam męża!
Yoshihito Nabeshima – Nasz świat jest pełen brudów, pełen zepsucia. To świat upadłych ludzi, ale smoki mogą być naszym wyzwoleniem.
Weronika Passent – Tak mi mów.
(Nabeshima chyba będzie kontynuował wykład o smokach, a WAMP pilnie słuchać. Nie mamy na to czasu, więc wracamy na ring.)
Jan Kowalski – No to pani Weronika wreszcie znalazła smoka.
Tony Hogański – Szkoda tylko, że metafizycznego.
Jan Kowalski – Nie zdziwiłbym się jednak jakby Nabeshima trzymał smoka w piwnicy.
Tony Hogański – Janku, smoki nie istnieją.
(Wizyta na zapleczu to zawsze interesujące doznanie. Tak będzie i tym razem, bo spotkamy się znów z duetem Bane i Szakal.)
Bane – Jeśli nie czujesz się na siłach, to ja mogę sam walczyć.
Szakal – Kto się kurwa nie czuje na siłach? No i jesteśmy, wspólna szatnia.
Faktycznie - Szakal i Bane
zawędrowali pod drzwi wspólnej szatni, w której przebierają się
zawodnicy z dolnej części karty. Rezyduje tu także Kraven, a jest to
jedna z form prześladowania tego niewinnego jak aparat władzy w Rosji
weterana. Senator bez ceregieli otwiera drzwi i wkracza do środka. Tam
Kraven siedzi i pije wódkę, bo co innego ma do roboty?
Szakal – Jak się masz, Kravenie, kurwa jak się masz?
Kraven – Nie widać?
Szakal – Czy ty czasem nie masz kurwa dzisiaj jakiejś kolejnej żałosnej walki?
Kraven – Mam albo nie mam... co za różnica?
Szakal – Słuchaj, bo miałem kurwa telefon od Game'a i on się martwi o Esmeraldę. Myślisz, że ona kurwa jest faktycznie w niewoli?
Kraven – Wszyscy jesteśmy w niewoli. EWF stało się więzieniem.
Szakal – On by nawet chciał przyjechać i osobiście sprawdzić, co słychać i jak się kurwa sprawy mają.
Nagle ni z tego ni z owego Kraven wyciąga gitarę i zaczyna śpiewać.
Kraven (śpiewając) – Game,
ty k nam siejczas nie prijezżaj! To już nie to samo, co dziesięć lat
temu: tu już inni ludzie i inny tu kraj, w dodatku w ramach tego samego
systemu! Jak już pewnie wiesz – nie ma tu co pić. Wyobrażasz sobie jak
nas wszystkich trzęsie. Bez znieczulenia – jak tu można żyć? – woła
każdy zmysł, każdy nerw i mięsień. Zniknęli ze stołków krewni i druzja,
więc teraz już nic się tu załatwić nie da. Nie pożywiosz, lecz wiesz,
że Kraven był zły... i wszystko już można dziś zwalić na niego, a gdy
dusza zatęskni do straconych dni, możesz o suchym pysku słuchać
Hogańskiego.
Koniec, bo Łowca musi się napić.
Szakal – Bardzo kurwa ładnie. Bane, rzuć mu piątaka, będzie miał na wódę.
Brak odpowiedzi, bo jak się okazuje Bane wcale nie wszedł do szatni.
Szakal – Taka
rozbrykana kurwa ta dzisiejsza młodzież. Nie usiedzi w jednym miejscu.
Ja już pójdę kurwa, bo tu tak smętnie u ciebie, że aż mam kurwa sam
ochotę rzucić to wszystko w pizdu i wyjechać do Lasu Arkońskiego.
Łysy wychodzi z szatni, gdzie
spotyka Bane'a, który nawet nie wiadomo kiedy ukradł Kravenowi butelkę
rosyjskiej wódki jekaterynburskiej. Chyba nawet udało mu się zwinąć też
łom Łowcy, bo widać, że narzędzie to stoi sobie grzecznie oparte o
ścianę.
Szakal – Co to za picie kurwa przed walką?
Bane – To nie twoja sprawa.
Szakal – Moja,
oczywiście, że kurwa moja. Jesteśmy drużyną, a ja trzymam kurwa naszą
drużynę w garści. Gdyby kurwa nie ja to ten cały Bidam by ci znowu
figle płatał...
(Łysy zrobił taką minę, która oznacza, że sam się zdziwił, że użył słowa „figiel”.) No, ale
na szczęście kurwa spotkałeś mnie na swojej drodze.
Bane – Dzięki za wszystko. Idziemy?
(Poszli. My także, ale w innym kierunku, bo na ring.)
Tony Hogański – Mistrz jest wspaniały!
Jan Kowalski – Zawsze tak twierdzisz.
Tony Hogański – Od 2001 roku jest w najwyższej formie. Dziady wymarły, a on trwa. Niczym skała.
Jan Kowalski – Reduta Ordona polskiego wrestlingu.
(Tymczasem
na zapleczu murzyńscy terroryści z Boko Haram starają się dotrzeć do
prawdy, czyli dowiedzieć się dlaczego ich super pułapka nie zadziałała.)
Murzyn#1 – Nie rozumiem, niczego nie rozumiem. Od kogo kupiłeś ten mechanizm?
Murzyn#2 – No na bazarku dla małych majsterkowiczów... od takich opalonych, tak śmiesznie po polsku mówili.
Murzyn#1 – Od cyganów?
Murzyn#2 – Nie no, mówili, że są z miasta Roma, czyli chyba z Rzymu.
Murzyn#3 – To politycznie poprawni cyganie byli.
Murzyn#2 – Może i tak, ale miała być funkiel-nówka, prosto z pola walki w Afganistanie.
Murzyn#3 – Na brodę kalifa Umara, zjebałeś sprawę.
Murzyni zaczynają wściekle
wciskać guzik na pilocie, w myśl zasady „Ja chcę, ja też spróbuję, może
u mnie zadziała”. Zapadnia nie chce jednak w żaden sposób zadziałać.
Murzyn#2 – Nie rozumiem.
Murzyn#1 – Może
źle obliczyliśmy nacisk? Co jeśli waga Franko ze strony EWF nie zgadza
się z rzeczywistością? Może odjął sobie kilka kilogramów by wydawać się
smuklejszym.
Murzyn#3 – Brałeś info ze strony EWF?
Murzyn#1 – No tak.
Murzyn#3 – Tam mają przeterminowane informacje! On przecież w czasie niewoli afrykańskiej u nas bardzo schudł!
Murzyn#1 – Ach to tak.
Murzyn#2 – Dawajcie chłopaki, ja sprawdzę.
Terrorysta staje na zapadni.
Murzyn#2 – Wciskaj.
Jeden z jego kolegów z Boko
Haram wykonuje polecenie. Guzik zostaje wciśnięty. Zapadnia zadziałała,
a murzyn z hukiem i świstem wpada do dziury w podłodze.
Murzyni (chórem) – Allah akbar! Allah akbar! Allah akbar!
Murzyn#1 – Koledzy! Z czego się cieszymy? Nasz brat John Muhammad Malaseki właśnie zginął śmiercią tragiczną.
Murzyn#3 (niepewnie) – Allah akbar?
Murzyn#1 – Szkoda
go, bo on miał być głównym glazurnikiem Pałacu Saskiego. Nikt nie
odpicowałby takich płytek w kiblach w stylu rokoko jak on. Pan
Jazzowski i pani Weronika Habibi będą niezadowoleni.
(Wśród murzynów zapanowała koraniczna melancholia.)
Tony Hogański – No tak... murzyni. Genialnie im to wyszło.
Jan Kowalski – Mieli z pewnością dobre chęci.
Tony Hogański – Popierasz ich terrorystyczną działalność?
Jan Kowalski – Nie potępiam ich. Próbuję zrozumieć ich specyficzną kulturę, która może ubogacić EWF.
Tony Hogański – Prędzej
nas wysadzą niż ubogacą. Słowo „ubogacić” nie pasuje i tak do murzynów,
oni przecież są z definicji biedni, a nie bogaci.
Jan Kowalski – Nie wdawajmy się w szczegóły. Nadchodzi bowiem kolejna walka. Pierwsza w rundzie czwartej!
Tony Hogański – No i od razu najlepsza, bo walczyć będzie sam mistrz Szakal!
Letni turniej tag teamów 2, runda IV
Szakal & Bane vs PepsiBosman & Don Camillo
Ostatnią walkę rundy czwartej czas rozpocząć! Witamy PepsiBosmana i Don Camillo, którym wokalnie towarzyszy Rednex i „Cotton Eye Joe".
Skąd taki dobór pieśni? A kto by to wiedział, to pewnie przypadek jak
wszystko w EWF. Bosman i Camillo są wyraźnie zadowoleni, że dotarli do
półfinału i mają chyba zamiar postarać się o niespodziankę. Czy finał
jest w zasięgu ich rąk?
Z odpowiedzią na to pytanie będziemy musieli trochę poczekać. Słychać przebojową piosenkę Scatmana Johna - „The Scatman”,
która wprawia wszystkich w dobry nastrój. Spod FeliXtronu wychodzi
Szakal we własnej łysej osobie, a tuż za nim Bane. Syn Anarchii chce
być we wszystkim pierwszy i lepszy, więc szybko przyśpiesza, wyprzedza
senatora i wchodzi na ring. Szakal jest w tym wolniejszy, ale efekt
jest równie imponujący.
Tony Hogański – Nareszcie! Walka mistrza Szakala! Walka mistrza Szakala!
Jan Kowalski – Była już dzisiaj jedna.
Tony Hogański – Mistrz Szakal zniszczy każdego. On jest dzisiaj w formie, to jest jego dzień.
Jan Kowalski – Trzeba jednak zauważyć, że PepsiBosman i Don Camillo prezentują się równie dobrze.
Tony Hogański – Pierdoły jakieś opowiadasz.
Cała czwórka zawodników jest już na ringu. Rozjemcą walki będzie Lech
Grudziński, który świetnie odnajduje się w swym zawodzie. Publiczność
wspiera po trochu każdego zawodnika. Co do Szakala to ma pewne obawy,
bo jako senator może w każdej chwili zażądać zwrotu Lwowa. Bosman jest
ceniony za miłość do pepsi, Camillo za kuchnię śródziemnomorską. Tylko
Bane'a nikt nie lubi, bo to chuj to kwadratu - tak twierdzą jego
wrogowie i porzucone kochanki. Słychać gong i walka oficjalnie się
rozpoczyna. Początkowo w ringu stają Szakal i Don Camillo, nie trwa to
jednak zbyt długo – atak Pana Senatora jest tak zajadły, że spycha
włoskiego biznesmena do defensywy i zmusza go do rozpaczliwej zmiany!
Szybko poszło! PepsiBosman staje naprzeciwko Szakala, prawdziwej ikony
EWF. Panowie rozpoczynają wymianę ciosów zakończoną mocarnym Body
Slamem w wykonaniu senatora RP! Wielbiciel czarnego płynu nieźle
oberwał, ale próbuje jakoś temu przeciwdziałać – pomimo to jednak rywal
pakuje go w narożnik i zaczyna sekwencję solidnego wpierdolu! Pięści
Szakala potężnie się napracowały, dewastując Bosmana! Łysy ma chyba
ochotę na małą przerwę, bo w tym momencie dokonuje zmiany z Banem. Ten
od razu pomaga mu w ustawieniu Szaleńca na szczycie narożnika!
Następuje wymiana pozbawionych sympatii spojrzeń pomiędzy przygodnymi
tag partnerami... i efektowny Superplex, przechodzący w natychmiastowy
pin....1......2..... kick out!
Tony Hogański – Mistrz
walczy dzisiaj jak natchniony. Mógłby wznowić karierę poety, gdyby
tylko chciał, bo takie wiersze by dzisiaj szły, że Mickiewicz ze
Słowackim nic tylko by siedli i płakali.
Jan Kowalski – Czego to Szakal nie robił. Brakuje tylko by został pianistą.
Tony Hogański – O!
O! To jest myśl! W tym roku mamy Konkurs Chopinowski przecież! Wiem ze
sprawdzonych źródeł, że mistrz Szakal brawurowo gra na fortepianie.
Jan Kowalski – Naprawdę? Z jego palcami?
Tony Hogański – Czego ty chcesz od palców mistrza Szakala? Są wyśmienite we wszystkim, co robią! Sama Martha Argerich go chwaliła!
Rozważania nad wieloma talentami Szakala odłóżmy na później. Tymczasem
na ringu Bane zaczyna brutalnie obijać PepsiBosmana, jednak ten wywija
się w końcu, zrzuca z siebie oponenta i zmienia się z Don Camillo!
Oznacza to, że być może Włoch będzie starał się przekupić sędziego.
Lech Grudziński odrzuca zapędy włoskiego adoratora, więc walka
przebiegać będzie uczciwie. Bane jest znudzony tym ciągłym pierdoleniem
o niczym i decyduje się na zdecydowany atak. W ten sposób zaczyna się
prawdziwy brawl jak się patrzy: obaj zawodnicy napierdalają się z taką
intensywnością, że co wrażliwsi fani znaleźli się na krawędzi omdlenia!
W repertuarze obu zawodników odnajdujemy najróżniejsze ciosy i
uderzenie, ot zwykłe punche, przyjemne chopsy, urocze kopniaki - czego
tu nie ma! Jest wszystko! O dziwo Syn Anarchii wcale nie przeważa, a
włoski zawodnik prezentuje się z bardzo dobrej strony i nawet udaje mu
się zdobyć przewagę. Próbuje wykonać jakąś bardziej skomplikowaną
akcję, lecz Bane pokazuje swą klasę, bo umiejętnie skontrował, a
następnie zdołał wykonać na przeciwniku brutalnego Backbreakera, po
którym zmienia się z Szakalem, co oznacza ponury uśmiech na twarzy
weterana i Pocztówkę z Parku Sztywnych [Moonsault], która dosłownie
wbija przedstawiciela włoskiej mafii w matę! Pan Senator natychmiast
przechodzi do
pinu.....1.......2.... PepsiBosman przybywa na czas!
Arbiter opierdala wielbiciela amerykańskich trunków i wyrzuca go szybko
poza ring. W tym samym momencie włoski biznesmen pełznie w kierunku
lin... i dosięga ich, a tym samym też i kolegi! Zmiana!
Tony Hogański – Zobacz
jaki spokój emanuje z twarzy mistrza Szakala. On już wie, co tu się
stanie. On to wszystko przemyślał, on to wręcz zaprogramował. Nic go tu
nie zaskoczy.
Jan Kowalski – Czy Szakal to materiał na mistrza świata?
Tony Hogański – Przecież jest dwukrotnym EWF World Champem!
Jan Kowalski – Kiedy to było! Przed wiekami! 2001, 2002 i 2003 rok. Teraz wymagania stawiane przez World Champami są całkiem inne.
Tony Hogański – Takich
rzeczy się nie zapomina! To jak pogromy żydowskie - dwa tysiące lat
wspólnego sąsiedztwa, technika niby inna, czasy inne, a i tak zawsze
wiedziano jak im przypierdolić.
Senator Najjaśniejszej Rzeczypospolitej od razu dopada do admiratora
pepsi, powala go Clotheslinem, a gdy ten próbuje podnieść się to po
prostu zamyka swojego rywala w Headlocku. Bosman jest w opałach, do
tego wyraźnych! Jego partner znowu pojawia się na czas, zarabiając
ostrzeżenie od sędziego. Strasznie awanturująca się drużyna, najpierw
Bosman przeszkadzał, a teraz Don Camillo. Kto ich tego nauczył?
Przecież to niehonorowe postępowanie. Wracajmy do sytuacji na ringu.
Przez chwilę trwa zabawa w kotka i myszkę, kiedy to Szakal stara się
schwytać PepsiBosmana, a ten unika jego prób... w końcu większy
zawodnik daje radę i rzuca oponenta w narożnik! Z ogromną werwą
wykonuje dwa następujące po sobie Body Splash, dzięki czemu miłośnik
pepsi zostaje odpowiednio "zmiękczony". Następuje szybka zmiana i Bane
przejmuje pałeczkę wykonując Legsweep! Syn Anarchii decyduje się na
kolejną zmianę, dzięki której Szakal zakłada swojemu przeciwnikowi
Boston Crab! Na twarzy senatora pojawia się autentyczna satysfakcja, bo
on zawsze jest bardzo zadowolony ze swych ringowych dominacji. Nie trwa
ona jednak zbyt długo, chodzi zarówno o dominację jak i satysfakcję, bo
oto Don Camillo wkracza do akcji i powala rywala Dropkickiem! Szakal
chyba oberwał w jakieś czułe miejsce, bo pada na matę i zwija się z
bólu! W tym czasie PepsiBosman dochodzi do siebie... i dokonuje zmiany!
Jan Kowalski – Szakal padł rażony niczym gromem.
Tony Hogański – W starożytnej Grecji mistrz Szakal byłby bogiem olimpijskim.
Jan Kowalski – A Vaclav?
Tony Hogański – Tym gwałcicielem. No wiesz... pół kozą, pół człowiekiem, bo przecież nie dostojnym centaurem.
Wygląda na to, że Szakal będzie mierzył się teraz z Bosmanem. Z
senatorem jest już wszystko w porządku, jego bezwład nie trwał zbyt
długo. Wrestlerzy krążą po ringu. Pepsi stara się zaatakować Lariatem,
ale Szakal nad nim przeskakuje, oj jak ładnie! Senator odbija się od
lin, Bosman się w tym momencie odwraca i próbuje wykonać kolejny
Lariat, ale Łysy znów unika, przechodzi za plecy oponenta i wykonuje w
mgnieniu oka roll up, który musi kończyć się
pinem....1...kick out. Szakal
nie próżnuje, bo od razu stara się wykonać Vertical Suplexa, ale
sprytny niczym Kopacz Bosman dysponuje sporą giętkością, więc
wyślizguje się i cała akcja nie dochodzi do skutku. Bosman postanawia
skopiować strategię oponenta i sam wykonuje Vertical Suplex. Udaje mu
się to wyśmienicie! Szakal powoli stara się podnieść, ale Bosman kopie
adwersarza w klatkę piersiową. Następnie przechodzi do
pinu.....1.....kick out! Szakal
próbuje się podnieść, ale zostaje kopnięty kilkukrotnie w głowę. Bosman
pomaga wstać przeciwnikowi, wykonuje irish whip do jednego z
narożników. Panowie szybko spotykają się, gdzie tym razem Szakal osiąga
przewagę i temperuje chwilową dominację miłośnika czarnych trunków przy
pomocy low kicków. Następnie chwyta go w pasie, wynosi, po czym wgniata
w matę bardzo okazałym Belly to Belly Suplexem! Następnie poprawia
parokrotnie przy pomocy Elbow Dropów. PepsiBosman jęczy i stęka, ale
Szakal nie przestaje. Po Elbow Dropach przyszedł czas na brutalną serię
kopniaków, które spadają na całe ciało jego rywala. Żaden punkt nie
zostaje oszczędzony. W końcu zadowolony z siebie Szakal przerywa, po
czym zmienia się z Bane'm.
Tony Hogański – Mistrz Szakal zrobił swoje. Zmasakrował rywala.
Jan Kowalski – Był jednak moment, w którym PepsiBosman prezentował się bardzo dobrze.
Tony Hogański – Ten moment był taki krótki, że można go uznać za złudzenie optyczne.
Bosman jęczy z bólu i próbuje jakoś dojść do siebie. Bane jednak nie ma
zamiaru pozwalać rywalowi na jakikolwiek odpoczynek. Od razu dopada do
przeciwnika, podnosi go i zaczyna demolować. Trzeba uczciwie przyznać,
że jest to dosyć chaotyczne widowisko, po prostu energiczna młócka: w
końcu Syn Anarchii powala rywala i zamyka go w Headlocku! To już drugi
raz dzisiaj, gdy Bosman musi zmagać się z tym chwytem. Tym razem jednak
z dużą łatwością wyrywa się z uścisku i dokonuje zmiany! Don Camillo
tylko na to czekał: jego atak zbija Bane’a z nóg! Włoski mafiozo
zaczyna męczyć leżącego przeciwnika, ten jednak wyrywa się w końcu i...
dokonuje kolejnej zmiany! Szakal spada na przedstawiciela włoskiej
mafii niczym wulkan gniewu! Właściciel burdelu uchyla się i uderza
Dropkickiem wycelowanym w nogi senatora! Ta akcja powala Szakala, który
jednak z zadziwiającym wigorem zrywa się na równe nogi i doprowadza do
kolejnej już dzisiaj wymiany ciosów! Udaje mu się nawet powalić
przeciwnika Lariatem i wykonać zmianę! Bane wspina się na szczyt
narożnika... i skacze z niego z naprawdę dewastująco wyglądającym Frog
Splashem! Trafił idealnie! Chce pinować, ale na ring wpada PepsiBosman.
Bane szybko podnosi się, chwyta napastnika i wymierza mu Blast of
Anarchy [Rockbottom]! Od razu podnosi Don Camillo, bądź co bądź
legalnego rywala i na nim też wykonuje swój kończący Blast of Anarchy!
Pin....1......2.....3! (Zwycięzcami są: Bane & Szakal! Awansują oni do finału!)
Tony Hogański – Mistrz w finale! Mistrz w finale! Piękna chwila, la-la-la!
Jan Kowalski – Bosman i Camillo zaprezentowali się korzystnie.
Tony Hogański – Korzystnie przegrali. Niech wracają do walk z syryjskimi rebeliantami, a swych sił w turnieju spróbują za rok.
Jan Kowalski – Życzymy im dużo szczęścia.
Po walce nie ma żadnych wielkich celebracji. Szakal otrzepał dłonie i
opuścił ring. W myślach na pewno opracowywał projekt jakiejś ustawy, bo
wyglądał bardzo poważnie. Bane miał wszystko w dupie i też dość szybko
ewakuował się.
Jan Kowalski – Znamy więc pierwszych uczestników finału. Kto następny?
Tony Hogański – Finału już być nie musi, bo wiadomo, że pasy zgarnie mistrz Szakal.
(Przenosimy się do japońskiej
szatni, w której Yoshihito Nabeshima ma nawet specjalny wiatraczek,
który wydmuchuje do pomieszczenia płatki kwiatów kwitnącej wiśni. W ten
sposób ma tu być jeszcze bardziej japońsko i w jakiś sposób nawet
nostalgicznie. Na macie przed ryciną smoka siedzi sam książę, a
towarzyszy mu Weronika Passent.)
Weronika Passent – A teraz zrobimy jak u Chodakowskiej, okejka?
Yoshihito Nabeshima – Nie.
Weronika Passent – To chociaż jak u Lewandowskiej?
Yoshihito Nabeshima – Nie.
Weronika Passent – Gościu. Siedzisz tu w piżamie i nic się nie podoba. Gdzie masz smoka?
Yoshihito Nabeshima – Zamknij oczy.
Weronika Passent – O
nie ty japoński zboczeńcu. Już ja wiem, co wy tam w tej Japonii
robicie. Widziałam na filmach, zamknę oczy, a tu Sadako wyskoczy z
telewizora. Nie ma mowy, no way. No dobra, dawaj selfika. (WAMP wyciąga z kieszeni telefon i strzela sobie wspólną fotkę z Nabeshimą.) Już leci na fejsa i na insta. O, zobacz, ksiądz Sowa polubił.
Nagle WAMP zobaczyła na ścianie łuk do kyudo.
Weronika Passent – O! Gościu! Masz też łuk do sapporo?
Yoshihito Nabeshima – Co takiego?
Weronika Passent – No, łuk do seppuku.
Yoshihito Nabeshima – Seppuku nie popełnia się przy pomocy łuku.
Weronika Passent – No łeee... dlaczego nie?
Yoshihito Nabeshima – Bo to technicznie trudne, jeśli nie niemożliwe do wykonania.
Weronika Passent – Ale o czym ty nawijasz, koleś? Ja potrafię!
WAMP dopada do ściany, ściąga
łuk, wyjmuje z kołczanu strzałę i strzela. Trafia idealnie w japońską
lampę papierową, która zwisa spod sufitu.
Weronika Passent (z dumą) – Ha! Widziałeś? Ja potrafię strzelać z łuku ashikaga.
Yoshihito Nabeshima – Aha. No tak... Widzę, że masz jakieś podstawy. Jaka jest pierwsza zasada kyudo?
Weronika Passent – O! O! Ja wiem! (Podnosi rękę jak w szkolę.) Mogę odpowiedzieć?
Yoshihito Nabeshima – No przecież pytam.
Weronika Passent – Właściwe strzelanie to właściwe trafianie! Spoko?
Yoshihito Nabeshima – Tak, siadaj.
(Książę nawet uśmiechnął się.) Herbaty?
Weronika Passent – Ze Starbucksa?
Yoshihito Nabeshima – Nie...
Weronika Passent – To chociaż z Maca koleś, co?
Yoshihito Nabeshima (kręci głową) – Nie...
Weronika Passent – To nie chcę. Nie ma sensu później takiej foty dawać na fejsa.
Yoshihito Nabeshima (zdegustowany) – Dlaczego tu jesteś?
Weronika Passent – Chcę się dowiedzieć czegoś o smokach, sensei.
Yoshihito Nabeshima – Czy to dlatego, że twój mąż się ciebie wstydzi?
Weronika Passent – Co? Co ty gadasz koleś? Ty masz chyba surowe sushi w głowie.
Yoshihito Nabeshima – Wszyscy dzisiaj o tym mówią.
Weronika Passent – Jacy wszyscy? Sprawdzam fejsa i insta regularnie i nic tam o tym nie ma. (Wyraźnie zaniepokojona.) Czyżby na twitterze? Dzisiaj go jeszcze nie oblukałam.
Yoshihito Nabeshima – To dlaczego nie poznałaś partnera z drużyny swego męża?
Weronika Passent – Dlaczego, dlaczego... Nie wiem gościu. Mimo, że sprawiam takie wrażenie, to jednak nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania.
(WAMP zaczyna intensywnie myśleć.) Uważasz, że to prawda? On naprawdę się mnie wstydzi?
Yoshihito Nabeshima – Zdecydowanie.
Weronika Passent – No nie! Niemożliwe! Dlaczego mam ci wierzyć?
Yoshihito Nabeshima – Bo ja mam smoka. Przyjdź później, to się przekonasz.
Weronika Passent – W sumie ten kurier też tak mówił. Muszę to sama sprawdzić! Jak Nas może się mnie wstydzić! To ja jestem gwiazdą! Ja!
(WAMP wstaje i pośpiesznie wychodzi z japońskiej szatni. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Nabeshima jakie ziarno niepewności zasiał.
Jan Kowalski – Biedna pani Weronika.
Tony Hogański – Jak się ma takie cycki, to nie trzeba się niczego wstydzić.
Jan Kowalski – Tony...
Tony Hogański – Mówię jak jest, przełamuję granice. Jestem Tosterem bez barier.
(Znajdujemy się poza
obrębem hali. To dziwne, bo o tej porze nic szczególnego się tam dziać
nie powinno. No dobra, może to nie takie dziwne, wszak segmenty
trafiają się tu i ówdzie, więc może to w sumie i normalne. Rzadkim
natomiast widokiem jest by ktoś z kierownictwa EWF wychodził poza obręb
hali. Tym kimś jest Felipe Castro. Wokół niego gromadzi się
wielotysięczny tłum fanów, który koczuje przed halą i ogląda galę na
telebimie. Rzecz jasna prezydent jest odgrodzony barierkami od tłumu,
bo takiej bliskości między władzą a pospólstwem to w federacji nie ma.)
Felipe Castro – Drodzy
fani EWF z Ukrainy! Jeszcze raz chciałem potwierdzić, że nasza
federacja zawsze stała, stoi i stać będzie po stronie wolnej Ukrainy.
Wasza wolność jest naszą wolnością, wasza walka jest naszą walką.
Wspieramy was jak możemy, a dzisiaj organizujemy Wrestlepaloozę by
pokrzepić wasze serca. Nie dajcie się okupantom! Walczcie!
Entuzjazm narodu ukraińskiego.
Felipe Castro – Nasi wrogowie są podobni. Waszym wrogiem jest Rosja, a wrogiem EWF jest pewien Rosjanin. Tak, mówię tu o Kravenie.
(Wielki heel heat.)
Kraven jest ściśle związany z najwyższymi władzami na Kremlu. Wszak
wchodził niegdyś w skład zespołu doradców do spraw sportu w
administracji prezydenta Putina.
(Jeszcze większy heel heat.)
Kraven ostatnio jest bardzo uparty, ale to bardzo uparty. Stracił
władzę, ale za wszelką cenę chce pokazać, że wciąż może walczyć. Na tej
gali także ma stoczyć kolejną walkę. Postanowiłem, że skoro jesteśmy na
Ukrainie to walka ta musi mieć trochę szerszy wymiar. Poprosiłem więc o
pomoc jedynego ukraińskiego wrestlera jakiego znałem. Będzie on
dzisiejszym przeciwnikiem Kravena. Niech to będzie pojedynek wolnej
Ukrainy z despotyczną Rosją. Pragnę powitać byłego wrestlera EWF,
Rusłana Smirnowa!
Przy dźwiękach ukraińskiego hymnu narodowego pod halą pojawia się Rusłan Smirnow.
Felipe Castro – Rusłanie, czy nadal chcesz walczyć z Kravenem?
Rusłan Smirnow – Chcę i pomszczę całą naszą Ukrainę! Pomszczę Euromajdan, pomszczę Krym, Donbas, Ługańsk i Donieck. Jebać kacapów!
Felipe Castro – Jesteś gotowy do walki?
Rusłan Smirnow – Jeszcze jak!
Felipe Castro – W takim razie życzę ci powodzenia.
Smirnow pręży muskuły do
Ukraińców, gdy nagle przez barierki przeskakuje nie kto inny jak
Esespe, największa niedojda w historii zawodników EWF. Ubrany w
koszulkę z podobizną Ramzana Kadyrowa rzuca się na ukraińskiego
wrestlera i zaczyna go okładać. Felipe Castro jest zaskoczony i przy
eskorcie GRU opuszcza ten teren. Esespe nadal naciera z furią na
Smirnowa. Wymierza mu mnóstwo ciosów, które Ukrainiec albo skutecznie
blokuje albo nie trafiają one do celu albo po prostu nie działają.
Kibice krzyczą i wrzeszczą coś po banderowsku, ale kto by ich tam
zrozumiał. W końcu Rusłan rozsierdził się i ruszył z kontrofensywą,
która zakończyła się wykonaniem Powerbomba na beton! Pojawił się Dark
Sędzia! Jakżeby inaczej! Pin......1.......2......3! (Zwycięzcą jest: Rusłan Smirnow!)
Rusłan Smirnow – Kraven będzie następny!
(Wracamy na ring.)
Tony Hogański – No dobra... Castro znalazł rywala Kravenowi.
Jan Kowalski – Rusłan Smirnow w 2009 roku był bardzo obiecującym zawodnikiem.
Tony Hogański – Dlaczego w takim razie nie udało mu się zrobić kariery?
Jan Kowalski – Wybrał walkę o wolną Ukrainę i swą miłość do Julii Tymoszenko. Obecnie jest radnym swego rodzinnego miasta Czerkassy.
Tony Hogański – A wygląda jak stare zawiasy.
Jan Kowalski – Co takiego?
Tony Hogański – No co? To się ładnie zrymowało.
(Znajdujemy się na zapleczu, gdzie na ławeczce siedzi przygnębiona lub nawet załamana Polla Kinzler.)
Polla Kinzler – Warum?
Moja kariera nie miała tak wyglądać. W Dubaju rozpoczęło się świetnie,
a później coraz gorzej i gorzej i gorzej. Ta gala to klęska, kolejna
zresztą. Być może nie nadaje się do tego...
Zza rogu wyszedł właśnie Don
Camillo. Co za przypadek! Mimo, że całkiem niedawno stoczył walkę to
wygląda całkiem nieźle. Widać w jakiś mafijny sposób postawiono go na
nogi.
Don Camillo – Pani pozwoli, ale przypadkiem słyszałem ten monolog.
Polla Kinzler – No i?
Don Camillo – Ponawiam moją propozycję z poprzedniej gali.
Polla Kinzler – Jeszcze na brodę nie upadłam. W wrestlingu może i mi nie idzie, ale nadal jestem gwiazdą muzyki europejskiego formatu.
Don Camillo – Wrestling
może nie jest pani najlepszą stroną, ale jest wiele innych ścieżek
kariery, w których można się realizować. Moja luksusowa agencja
towarzyska zatrudnia same gwiazdy. Ponad połowa polskich medialnych
modelek i blogerek modowych znajduje się w moim portfolio.
Polla Kinzler – Tak?
Don Camillo – Dubaj był dla pani szczęśliwy, więc być może warto tam powrócić? Oto moja wizytówka. Nalegam na szybki kontakt.
Włoski biznesmen podaje Polli swoją wizytówkę, ale ta od razu ją rozdziera i rzuca mu ostentacyjnie pod nogi.
Polla Kinzler – Nie ma mowy. Żegnam pana ozięble.
Zwycięzca (albo zwyciężczyni)
Eurowizji wstaje, odwraca się i chce ruszyć swoją drogę, gdy nagle Don
Camillo chwyta za oparte o ścianę krzesło (dziwnym trafem akurat było w
pobliżu) i z całej siły (bo zawsze trzeba to zrobić z całej siły)
wymierza Austriakowi (albo Austriaczce) potężnego chair-shota! Kinzler
pada bez życia, a Włoch prewencyjnie dobija ją jeszcze kilkoma
chair-shotami.
Don Camillo – Mafii się nigdy nie odmawia.
(Biznesmen pstryka palcami) Stefano. Wiesz co robić.
Pojawia się prawa ręka mafioza, który przez cały czas gdzieś się czaił.
Stefano – Będzie zrobione.
(Co się stanie? Co będzie zrobione? Tego chyba się nie dowiemy, bo przenosimy się w okolice stanowiska komentatorskiego.)
Tony Hogański – To mi wygląda na koniec kariery Kinzlerówny.
Jan Kowalski – Obawiam się, że masz rację.
Tony Hogański – Wiązaliśmy sobie z tą postacią wiele nadziei. Szkoda, że skończyło się tak, a nie inaczej.
Jan Kowalski – Wielka szkoda.
(Na zapleczu MaxiMasterMistrz idzie z obrażoną miną. Wygląda na bardzo niezadowolonego.)
MaxiiMasterMistrz – To
skandal, że nikt mnie tu nie szanuje. Poszedłem się poradzić do tego
niby senatorka, a on na mnie nakrzyczał. Reporterzy nie chcą
przeprowadzać ze mną wywiadów. Nawet w turnieju słabo mi poszło, bo
dostałem debila za partnera. W innej federacji na pewno doceniliby taki
diament jak ja, taki samorodek, taki talent, który trafia się raz na
sto lat, ale nie, nie w EWF. Tutaj promuje się starców, senatorów,
gwałcicieli. Od dziesięciu lat te same twarze w telewizji! Tu nie ma
możliwości zrobić kariery.
Jego narzekania usłyszał chyba
PepsiBosman, który stał oparty o ścianę o popijał pepsi. W ten sposób
chyba regeneruje się po niedawno zakończonej walce.
PepsiBosman – To
nieprawda. Niczego nie rozumiesz i niczego nie wiesz. Jesteś żałosną
podróbką wrestlera. Nie jesteś w stanie niczego osiągnąć, bo brak ci
nie tylko charyzmy, ale przede wszystkim umiejętności. Popatrz na mnie!
Pepsi prowadzi mnie przez życie i wygrywam walki. Jestem w EWF bardzo
krótko, ale zbudowałem sobie o wiele mocniejszą pozycję niż ty.
MaxiiMasterMistrz – To
ty? Co ty wiesz o wrestlingu? Co ty wiesz o charyzmie? Opierasz całe
swoje życie o pepsi, więc jesteś tanią podróbką. Nie wymyśliłeś nic
samemu, lecz po prostu przyszedłeś na gotowe. Intelektu w tobie za
grosz.
PepsiBosman – Ach tak? To w takim razie, jeżeli z tobą wygram to odchodzisz z EWF szukać szczęścia, gdzie indziej.
MaxiiMasterMistrz – Niby w co wygrasz?
PepsiBosman – W to.
Zwolennik czarnego płynu
uderza pustą puszką Mastera w twarz. Ten zatoczył się, zachwiał i chyba
zakręciło mu się w głowie, a Bosman momentalnie wybił się z miejsca i
trafił go Dropkickiem. Od razu wstał i wycofał się na z góry upatrzoną
pozycję. MaxiMasterMistrz ocknął się i powoli podniósł, a to
wykorzystał Bosman, który natarł na niego z potężnym Spearem. Speary są
zawsze potężne, więc nie ma co się zagłębiać w temat. Maxi próbował
wstać, ale Pepsi podniósł go i już po chwili wykonał PepsiBomb
[Powerbomb]! Zza rogu wyskoczył Dark Sędzia! Pin.....1......2......3! (Zwycięzcą jest: PepsiBosman!)
PepsiBosman – A nie mówiłem? Jesteś do niczego... wynoś się z EWF.
(Koniec wizyty na zapleczu. Czas wracać w okolice jaskini komentatorów.)
Tony Hogański – Czy to jest wiążące?
Jan Kowalski – Znaczy się co?
Tony Hogański – Takie nagłe ustalenia, walka, przegrana, cześć i koniec kariery w EWF?
Jan Kowalski – Nie wiem.
Tony Hogański – Bo w sumie to Maxi nawet nie zrozumiał, co się stało. To była jednostronna deklaracja Bosmana.
Jan Kowalski – Nie wiem.
Tony Hogański – Liżesz dupę nowej władzy, a nawet informacji porządnych nie masz. Warto się było tak sprzedawać?
Jan Kowalski (melancholijnie) – Nie wiem.
(Szybka wycieczka na zaplecze
sprawia, że poznajemy tam osobnika znanego jako Vaclav? Czy to
prawdziwy Vaclav? Koneser Perły i trunków wszelakich, postrach kobiet,
gwałciciel, świniobójca i najbardziej odrażająca postać w historii
polskiego wrestlingu? Tak, to zdecydowanie on. W ręku dzierży butelkę
Perły i przemierza spokojnie korytarz. Jego krok jest pewny, bo Mecenas
Ekstremy może dużo wypić. Jak wszyscy wiemy on lubi piwo, a najlepiej
dużo piwa.)
Vaclav – Co za jebane miasto. (Heel heat.)
Gdyby to była chociaż Moskwa, to mógłbym jak moje kumpele z Pussy Riot
wpaść do Soboru Zbawiciela, obrazić jakichś prawosławnych, może
zdemolować kilka ikon, a najlepiej wytarmosić patriarchę Cyryla za
brodę. A tak? Co można robić w takim Lwowie? Dobrze, że to chujowe
miasto nie jest już polskie.
Nie wiadomo jak się odnieść do tego typu deklaracji. Wróg Ludu robi kilka kroków, gdy za jego plecami słychać głos.
Głos – Vaclav!
Vaclav (odwraca się) – Co?
Odwracamy się także i dostrzegamy SR-Crazy'ego z buławą magnacką w dłoni.
SR-Crazy – Brać skurwiela!
EWF World Champion wykonuje
ruch buławą i przed Vaclavem pojawia się czwórka czarnych stażystów -
Czarny Nalep, Czarny Huarez, Czarny DanGaner i Czarny Banito. Byli
terroryści rzucają się na Vaclava i próbują go obezwładnić. Kiepsko im
to idzie, bo Mecenas Ekstremy odpiera wszystkie ataki i w zasadzie
demoluje biedaków. Crazy wykonuje kolejny ruch buławą i za plecami
Wroga Ludu wyrastają byłe członkinie sił zbrojnych Izraela, obecnie
znane jako Żydowski Korpus Ochrony imienia Feliksa Dzierżyńskiego.
Vaclav uśmiechnięty, bo zanosi się mu na gwałt grupowy, rusza w ich
stronę... i to był chyba błąd, bo za jego plecami pojawia się Smela z
paralizatorem w dłoni. Paralizator ląduje na szyi Vaclava, lecą iskry,
słychać krzyki i były EWF FTW Champion pada bez życia na ziemię. Przy
okazji dostaje jeszcze jakiegoś napadu drgawek.
SR-Crazy – Zabierzcie go.
(Podwładni Szaleńca biorą się do pracy. Wracamy na ring.)
Tony Hogański – Wreszcie ktoś zajął się tym gadem!
Jan Kowalski – Crazy
przecież mówił, że nie będzie atakował swojego partnera z teamu. Nie
chciał przecież osłabiać drużyny. Niczego tu nie rozumiem.
Tony Hogański – Jebać ten turniej. Wyrzucenie Vaclava z EWF jest ważniejsze.
Jan Kowalski – Uważasz, że do tego dojdzie?
Tony Hogański – Jesteśmy na Ukrainie, a tu wypadki chodzą po ludziach. Łatwo pozbyć się zwłok tego jebaki.
Jan Kowalski – Zdajesz sobie sprawę, że jesteśmy na wizji i prawda i tak wyjdzie na jaw.
Tony Hogański – Nikt
nie będzie po nim płakał. Jakby zrobić teraz sondę smsową „Czy
popierasz zamordowanie Vaclava i ukrycie jego zwłok w jakimś lesie pod
Lwowem?”, to jestem pewien, że około 90% narodu byłoby na tak.
Pozostałe 10% zostawiam na rodzinę tego gnoja, Felipe Castro, ich
kumpli i takich sprzedawczyków jak ty. Cała reszta chce jego krwi! Chce
jego zgonu!
Jan Kowalski – Myślę, że traktujesz tę sprawę zbyt serio. To tylko EWF.
Tony Hogański – To dawaj następną walkę turniejową.
Jan Kowalski – Za chwilę się rozpocznie.
Tony Hogański – Przewidziałem to!
Letni turniej tag teamów 2, runda IV
Bidam & Franko vs Yoshihito Nabeshima & Żubr
Gra Dead Or Alive - „You Spin Me Round (Like a Record)”,
co oznacza pojawienie się na ringu EWF Tag Team Champions w składzie
Bidam i Franko. W ich przypadku theme ten nie jest żartem, przynajmniej
już nie obecnie, lecz pełnoprawną muzyką wejściową. Bidam wdaje się w
jakieś dyskusje z Ukraińcami, którzy obrażają Franko za to, że kiedyś
wyraził się niefortunnie, że Lwów jest polskim miastem i powinien
kiedyś powrócić na Rzeczypospolitej biało-czerwone łono.
Ni z tego ni z owego rozbrzmiewa głos przebój Marka Gormleya „Without you”.
Większość osób z przedwojenną maturą zadaje sobie pytanie „Cui bono?”,
co na polski tłumaczy się „Ki chuj?”. Przy rytmach i słowach tej
piosenki na ring wychodzą Yoshihito Nabeshima i Żubr. Może ona nawet
pasuje do japońskiego księcia, bo on lubi wszystko, co smutne i sam
jest smutny. Żubr robi dobrą minę do złej gry. Taki jego los.
Tony Hogański – No! To już pojedynek większego kalibru.
Jan Kowalski – Bidam i Franko, czyli nasi kochani EWF Tag Team Champions oficjalnie wkraczają do akcji!
Tony Hogański – Teoretycznie i praktycznie to oni pojawili się już na chwilę w dark matchu.
Jan Kowalski – To była rozgrzewka i mało znacząca walka.
Sędzią tego pojedynku będzie niezastąpiony Shaman. To dobry wybór, o
ile szamańskiemu szamanowi nic nie uderzy do głowy i nie podejmie
jakiejś szalonej decyzji. Jak na razie Shaman sprawie wrażenie całkiem
zdrowego na umyśle, więc jest to całkiem niezły prognostyk. Wszyscy
zawodnicy są już na ringu, trwają ostatnie narady i przygotowania. Do
walki zostali wyznaczeni przedstawiciele azjatyckiej szkoły wrestlingu,
czyli Yoshihito Nabeshima i Bidam. Shaman daje sygnał do rozpoczęcia
walki, słyszymy gong i zaczynamy!
Bidamczyk ambitnie ruszył na Nabeshime i kilkoma prostymi punchami
oszołomił swojego przeciwnika. Widać Yoshi myślał pewnie o tym jaką
dziś wypije
herbatkę i przez to zamyślenie dostał po mordzie. Bidam natomiast
kontynuował swoje dzikie, syberyjskie ataki. Kolejne punche spadały na
Japończyka. Ten niewyrównany brawl skończył się w narożniku, do którego
osunął się Yoshihito. Bidam postanowił to wykorzystać dodając do
swojego
repertuaru ciosów kilka kopniaków. Nabeshima coraz bardziej tracił
kontakt z rzeczywistością aż w końcu osunął się na ziemię. Wielbiciel
kurczaków postanowił to wykorzystać, wziął rozpęd i uderzył Nabeshime
kolankiem! Następnie chwycił go za szmaty i wykonał mu Single Arm DDT!
Nabeshima próbował się podnieść, ale oberwał potężnego kopa w mordę.
Bidam poprawia z Elbow Dropa i od razu przechodzi do
pinu....1.....2....kick out!
Jan Kowalski – To prawdziwie azjatycki pojedynek.
Tony Hogański – Bo
mamy dwóch Azjatów na ringu? Zawodników jest czterech, więc tylko
połówka. O, tak mi się ciekawie powiedziało, że prezydent Kwachu by się
ucieszył.
Jan Kowalski – W EWF nie rozmawiamy o polityce.
Tony Hogański – Wszystko jest polityką.
Jan Kowalski – Ładnie powiedziane.
Tony Hogański – To nie ja, to Tomasz Man.
Jan Kowalski – Nie znam gościa. Jakiś prawicowy publicysta?
Tony Hogański – Z pewnością.
Nie brakował zbyt wiele, a walka już by się skończyła. Wygląda na
to, że zawodnik rodem z Kraju Kwietnącej Wiśni nie jest dzisiaj w
najlepszej formie. Tymczasem Bidam uśmiecha
się radośnie jak to on. Nabeshima natomiast cierpi, z dumą, ale i z
myślą: dlaczego nie zostałem malarzem? Albo chociaż rysownikiem? Nowa
nadzieja EWF postanowiła
dać zmianę i wpuścić na ring swojego towarzysza. Franko ambitnie zabrał
się do walki. Najpierw poczekał aż rywal wstanie, a następnie
zaatakował i niczym wielki, włochaty niedźwiedź ruszył na swego
bezwłosego, żółtego rywala. Kolejne ciosy spadały
na Nabeshimę, a ten nie umiał się przed nimi bronić. Biedaczysko.
Trzeba uczciwie przyznać, że uderzenia Rzeźnika, choć niezbyt
finezyjne, a nawet siermiężne, to przy wielkiej dawce brutalności
osiągały zamierzony cel. Yoshi
leżał na macie i cierpiał jak Chińczycy w Nankinie. Oczywiście
Nabeshima jako japoński nacjonalista nie widzi niczego zdrożnego w
wydarzeniach nankińskich. Franko postanowił
zaszaleć, widząc, że Japończyk nie stawia oporu, wdrapał się na
najbliższy narożnik, po czym skoczył i uderzył na rywala z
Tabwemasaną [Frog Splash]!
Pin.....1.....2.... Żubr przerywa!
Tony Hogański – Żubr uratował Nabeshimę.
Jan Kowalski – Nie rozumiem, co się z nim stało. Kiedyś był dostojnym i pełnym mocy zawodnikiem, a dzisiaj co?
Tony Hogański – Nabeshima skończył się, gdy przestał być Whipedem, a został Nabeshimą.
Jan Kowalski – Nie krytykujmy operacji zmiany narodów.
Franko gdyby nie był sobą to może i byłby zdegustowany zachowaniem
Żubra, ale Rzeźnik jak to Rzeźnik - jego twarzy jest całkowicie
beznamiętna. Bidam tymczasem marudzi sobie pod nosem, że ukradli
wszystkie kurczaki i on nie ma tu co jeść. Sędzia Shaman szybko pozbywa
się Żubra, tłumacząc mu, że takie interwencje są całkowicie sprzeczne z
duchem narodowej demokracji. Sytuacja obecnie wygląda tak: sędzia
tłumaczy Żubrowi, że nie
jest on gentelmanem, Franko nie robi niczego, a Żubr
chowa się w sposób grunwaldzki za linami. Cała sytuacja trwają dłuższą
chwilę, zmęczony
życiem Yoshi postanowił doturlać się do rywala i uderza zaskoczonego
Franko low blowem! Rzeźnik pada na matę, a w tym samym czasie Nabeshima
szybko zmienia się z
Żubrem. Patriota rusza na przeciwnika i tak zostają w zwarciu. Punche
spadają na każdego, wydaje się, że wymieniają się cios za cios i żaden
nie ma przewagi. W końcu jednak udaje się Żubrowi wyprowadzić dwa
szybkie chopsy, następnie odbija się o liny i Clothesline! Franko
jednak nadal utrzymuje się na nogach, tylko lekko się zachwiał. Żubr
postanawia uderzyć Big boot! Akcja wyszła nieźle, ale Rzeźnik nadal
stoi. Lekko tylko załopotały włosy na jego klacie, być może trochę
klata się ugięła, ale sam zawodnik utrzymał pion. Znowu dochodzi do
zwarcia, Żubr ma przewagę i udaje mu się
uderzyć European Uppercut!
Jan Kowalski – Żubr na ringu i walka od razu zrobiła się bardziej żwawa.
Tony Hogański – Czy to oznacza, że Żubr jest w tej chwili lepszym wrestlerem niż Yoshihito Nabeshima?
Jan Kowalski – Na to wygląda.
Tony Hogański – Wstydź się Nabeshima, wstydź. Mogłeś mieć wszystko, a nie będziesz miał niczego.
Franko szybko podnosi się, ale Żubr jest szybszy. Od razu powala
przeciwnika Clotheslinem, następnie dopada do niego iłapie za głowę i
grzmoci nią o matę! I jeszcze raz! I jeszcze raz! Franko próbuje się
zasłaniać rękami, lecz nie ma możliwości by zablokować mocarne
uderzenia Ostatniego Sarmaty. Ten w końcu przerywa swój atak, wstaje,
podnosi Rzeźnika i bez wysiłku wrzuca ogłuszonego przeciwnika w
narożnik. Franko ciężko dyszy, Żubr chyba wyraźnie go zaskoczył, bo
próbuje złapać oddech. Tymczasem Żubr wchodzi na narożnik, staje nad
rywalem i zaczyna wymierzać potężne ciosy w głowę - publiczność głośno
liczy uderzenia: odyn, dwa, tri, czotyry, pjat’, szist’, sim, wisim,
dewjat’, desiat’ - co za zaskoczenie, Ukraińcy liczą po ukraińsku!
Franko jednak zmobilizował swe ukryte siły, bo podnosi się i staje wraz
z rywalem na linach. Trwa niesamowita szamotanina dwóch potężnych
zawodników na narożniku. W końcu Żubrowi udaje się wykonać na Rzeźniku
SuperPlexa!! Aż ring zatrzeszczał od impetu tego uderzenia. Mimo
wszystko Franko próbuje wstać, ale rzecz jasna Franko uczynił to
wcześniej i zaaplikował rywalowi zgrabnego Clothesline’a. One są zawsze
zgrabne, zawsze skuteczne i zawsze pewne. Żubr od razu próbuje podnieść
swego bardziej utytułowanego i doświadczonego rywala, ale ten wymierza
mu silny cios w brzuch. Następnie kolejny, a potem jeszcze jeden! To
nie koniec, bo Franko od razu kopie rywala też w kolano, a następnie
poprawia. Żubr zatacza się, a Franko skutecznie kosi go przy pomocy
porażającego Clothesline'a.
Jan Kowalski – Żubr walczył z Franko jak równy z równym.
Tony Hogański – Franko
powinien zacząć dorabiać sobie na boku. Jakby został producentem
ogórków na przykład to mógłby korniszony nazywać frankiszonami.
Jan Kowalski – Nie wiem Tony, naprawdę nie wiem...
Tony Hogański – Ale
czego dokładnie? Twoim zdaniem frankiszony to zły pomysł? To przez
Rzeźników zza fal? Franko ma się kojarzyć bardziej z mięsem, tak?
Jan Kowalski – Nie wiem skąd takie pomysły przychodzą ci do głowy.
Żubr leży bezwładnie, ale Franko nie ma zamiaru długo pozostawiać go w
pozycji leżącej. Natychmiast podnosi go... i dostaje cios z główki w
nos! Niespodziewany atak ze strony wielkiego patrioty zaskoczył i
zamroczył Rzeźnika. Oczy ma zamglone, ale próbuje zaatakować. Nic z
tego, bo Żubr odpycha EWF Tag Team Champa w stronę przeciwległych lin,
Franko jednak nie chce tego robić, lecz pada na matę. Jeśli miał to być
jakiś manewr, to mało skuteczny, bo zawodnik z rodu Podkamieni po
prostu nad nim przeskakuje, po czym odbija się od lin. Franko w
międzyczasie podniósł się, po czym zlikwidował EWF Daemusin i Evolution
Champa przy pomocy monumentalnego Dropkicka! Obaj panowie leżą i chyba
nie mają zamiaru się podnosić. W sumie to może nawet nie muszą, bo w
tym położeniu Franko chwyta przeciwnika, obaj wrestlerzy zaczynają się
szamotać na środku ringu, aż Żubr zakłada gilotynę na głowie
przeciwnika, jednak Franko swą siłą, bo to w końcu kawał konkretnego
chłopa, zmusza aby obaj wrestlerzy wstali i zaczyna uderzać Żubra w
brzuch. Franko ciągle uderzając pięściami spycha rywala do narożnika,
po chwili atakując także kopnięciami. Ostatni Sarmata próbuje wykonać
Irish Whip do przeciwległego narożnika ale Franko kontruje i to głowa
patriotycznego zawodnika przeżywa bliskie spotkanie z narożnikiem!
Tony Hogański – Dobrze walczą, ale już za długo. Tu miały być jakieś limity czasowe, prawda?
Jan Kowalski – Prawda.
Tony Hogański – No i ile czasu im zostało?
Jan Kowalski – Niewiele.
Tony Hogański – Konkretna odpowiedź.
Franko nie przerywa, tylko chwyta rywala za rękę i przerzuca do
przeciwległego narożnika. Rozpędza się i chce spaść na rywala ze
Splashem, ale ten w ostatnim momencie odsuwa się i EWF Tag Team
Champion rozbija się na słupku narożnika! Co za pech, jaki pech! Żubr
szybko wykorzystuje to, dobiega do Yoshihito Nabeshimy i zmienia się z
nim. Bidam znudzony głodem podchodzi do producenta frankiszonów i
klepie go w ramię. Tym samym dochodzi także do zmiany. Bidam narzeka
coś, że ukradli mu wszystkie kurczaki. To był chyba błąd, bo Nabeshima
szybko pojawia się za jego plecami i wykonuje mu German Suplexa! Jego
twarz wyraża japońską melancholię, ale walczy z nią chyba, bo posyła go
do najbliższego narożnika. Yoshihito bierze rozpęd i przygniata rywala
Splashem, potem zaś pozwala mu opaść swobodnie na matę. Pomaga mu wstać
i dostaje mongolski cios w brzuch! Nabeshima pada na matę, a Bidam
wskakuje na narożnik, po czym od razu skacze na rywala z Flying Elbow!
Pin....1......2.......przerywa Żubr!
Na ring wpada Franko, który powala Ostatniego Sarmatę Clotheslinem!
Jakie to skuteczne ciosy dzisiaj! Żubr pechowo spadł na liny, a impet
uderzenia był tak duży, że przeleciał nad nimi i wylądował poza
ringiem! Shaman wyrzuca Franko poza liny i pokazuje mu żółtą kartkę.
Dlaczego? Co to znaczy? Proszę pytać Shamana. Bidam chwyta Nabeshimę za
nogi, po czym Catapultem przerzuca go nad sobą i wbija w narożnik!!
Następnie podchodzi do Franko i zmienia się z nim. Rzeźnik wyciąga
Yoshihito z narożnika i wykonuje mu Death Valley Driver!
Pin......1.......2......3! (Zwycięzcami są: Franko i Bidam! Awansują oni do finału!)
Jan Kowalski – Żubr nie zdążył z pomocą dla japońskiego kolegi.
Tony Hogański – Chyba nawet nie miał jej w planach, bo nadal leży poza ringiem.
Faktycznie, Żubr nadal leży sobie poza ringiem i nie wygląda na to by
miał zamiar się podnieść. Może upadł pechowo? Publiczność wygwizduje
Franko, bo jest on wrogiem wolnej Ukrainy, tak przynajmniej uważają
Ukraińcy, a Franko podziękować może Nasowi Jazzowskiemu za czarną
propagandę. Bidama nagradzają oklaskami, bo to sympatyczny gość jest.
Bidam pokazuje na swój brzuch, podkreślając, że cierpi głód. Franko
pociesza go i panowie razem opuszczają ring.
Tony Hogański – Mistrzowie w finale. To było do przewidzenia.
Jan Kowalski – Spotkają się tam z Szakalem i Bane'm. Kto dołączy do nich? Przekonamy się niedługo!
(Na zapleczu dzieją się rzeczy
iście dramatyczne. Trafiliśmy do dekadenckiej szatni. Tutaj do ściany
przykuty został łańcuchem Vaclav. Wygląda to tak - górne łapy przykute,
dolne łapy też przykute. Według niektórych teorii Vaclav doszedł do
takiego stadium zezwierzęcenia, że nie ma już rąk i nóg, tylko łapy.
Głowa jego jest wolna, ale bezwładnie wisząca. Otaczają go SR-Crazy,
Smela i Miszka. W tle widać Dobrego Czech Honzę, murzyńskich stażystów
i Korpus Ochrony imienia Feliksa Dzierżyńskiego.)
Smela – Podciągniemy go pod sufit i będziemy przypiekać ogniem.
Murzyni w tle zaczynają nucić:
Śpiewający stażyści – I tak zaczyna się ta niewiarygodna historia! Choć ostrzegali go, on płonął jak żywa pochodnia.
SR-Crazy – Muzykalni terroryści mi
się trafili. Dlaczego ja mam takie szczęście? Dlaczego nie dostałem
krwiożerczych maszyn do zabijania tylko śpiewających buszmenów.
Smela – Mentorze, zgoda?
SR-Crazy – Co? Przypiekać? Jak Kmicica? Co to Potop?
Miszka – Potop Redivivus.
SR-Crazy – Nie, nie, nie. Później pomylą go z Babiniczem i zostanie bohaterem. Takiego ryzyka brać na siebie nie mogę. Obudzić go.
Stażyści oblewają nieprzytomnego Wroga Ludu wiadrem z wodą. Ten dość szybko budzi się.
Vaclav – Crazy?
SR-Crazy – Gadaj, gdzie jest złoto z Amber Gold?
Vaclav – Co?
SR-Crazy – Czy to ty zapłodniłeś żonę prezesa Amber Gold, która jest osadzona w jednym z łódzkich zakładów karnych?
Vaclav – Łódź... kurwa?
SR-Crazy – Koniec żartów.
Vaclav – Co jest grane? Co to znaczy? Crazy! Przecież jesteśmy drużyną!
SR-Crazy – Jaką
znowu drużyną? Drużyną to ja byłem z Dark Avengerem, gdy byliśmy EWF
Tag Team Champami. Drużyną to ja byłem z Yoshim Nabeshimą, gdy też
byliśmy mistrzami. Drużyną byłem także z Bubbą, gdy też mieliśmy te
pasy. Ale z tobą? Nie, Vacek, z tobą drużyną nie jesteśmy. Jesteś
partnerem z przypadku jak prezent po niechcianej dziwce po ciężkiej
nocy by wyrazić się dobitnie. Jesteś śmieciem, który się przypadkiem
napatoczył i zasmrodził powietrze. Nikt nie chciał być z tobą w
drużynie. Nas Jazzowski potraktował cię jak marną pannę na wydaniu o
szpetnej urodzie. Niby zgodził się na team, ale do ostatniej chwili
szukał kogoś lepszego. Szukał, szukał i znalazł Toola. Myślisz, że mi
jakoś szczególnie zależy na tych pasach? Ja jestem EWF World Champem.
Mistrzem drużynowym mogę być, ale nie muszę. Głównym warunkiem jest
posiadanie odpowiedniego partnera, a ty takim nie jesteś i nigdy nie
będziesz. Natomiast konwencja tag-teamu, który się nie lubi od początku
wydawała mi się zużyta i cokolwiek nudna. Dałem ci jednak kredyt
zaufania, wstrzymywałem się i spory kawałek gali wytrzymałem.
Ostatecznie jednak twoja obrzydliwość znów wypłynęła na wierzch.
Vaclav – Ale jak to? Czy ty wiesz kim ja teraz jestem? Czy ty wiesz co ja mogę?
SR-Crazy – Wyczerpałeś całą moją cierpliwość.
Vaclav – Nie daruję ci tego.
Smela – Będziemy przypalać mu boczki?
SR-Crazy – Dobra. Zróbcie z niego Kmicica.
Vaclav – Zemszczę się!
(Produkcja Kmicica niedługo się rozpocznie. Nie będziemy jej obserwować, bo wracamy na ring.)
Tony Hogański – Bardzo dobrze! Przypalać go!
Jan Kowalski – Nie wolno! To nieludzkie!
Tony Hogański – A dla mnie całkiem zabawne.
Jan Kowalski – Zabawne?
Tony Hogański – Śmiechu będzie co niemiara!
(Znajdujemy się na zapleczu,
bo niby gdzie możemy być? Odpowiedzi w rodzaju parking, poza halą nie
są zaliczane. Trafiliśmy do smętnej mini-szatni prezesa Związku
Wrestlerów Polskich, czyli Nasa Jazzowskiego i Toola. Panowie siedzą i
niczego szczególnego nie robią.)
Nas Jazzowski – Czas się powoli zbierać. Walka niedługo.
Tool – Słuchaj, ty podobno masz żonę.
Nas Jazzowski – Tak, to prawda.
Tool – No i co ona robi?
Nas Jazzowski (lekko zaniepokojony) – Ona? A nic szczególnego, jest aktorką.
O wilku, a raczej wilczycy
mowa. Weronika Passent niczym wicher zjawia się w szatni. Nas ni to
jest zadowolony ni to zmartwiony z powodu pojawienia się swej ślubnej
oblubienicy.
Weronika Passent – Nas!
Nas Jazzowski – Oto i ona!
Weronika Passent (z samozachwytem) – Oto i ja! Ale o co chodzi, Nas?
Nas Jazzowski – Miło mi poznać.
Weronika Passent – Nareszcie
koleś się spyknęliśmy, bo Nas cały wieczór mnie nie dopuszczał do
ciebie. Słuchaj Nas, bo różne ploty chodzą na mieście, po fejsie, na
inście i na twitterze. Nawet jakiś Samuel Pereiro mnie męczył, więc
uległam. Powiedz mi Nas, bo świat chce to wiedzieć i ja też - czy ty
się mnie wstydzisz?
Nas Jazzowski – Skądże znowu.
Weronika Passent – Nie będziesz mnie tu mydlił! Powiedz jak jest i nie oddalaj tego pytania!
Nas Jazzowski – Wstydzić się? Ja? Co to za pomysł?
Weronika Passent – To dlaczego nie poznałeś mnie z kolegą, co?
(Zwraca się do Toola.)
A propos, bardzo blady jesteś gościu, chcesz to dam ci jakieś pigułki z
witaminkami, ale to później, okej, bo teraz mam focha na Nasa.
(Wraca ze swoją uwagą do małżonka.) Dlaczego trzymałeś mnie w szatni obok, co? Specjalnie ją przerobiłeś, żebyśmy się nie spotkali! Tak? Tak było?
Tool (rozbawiony) – Czy tak było?
Nas Jazzowski – Co wyście się tak na mnie uwzięli? Nie, tak nie było. To wszystko przypadek i nadinterpretacja.
Weronika Passent – Foszek Nas!
(Tupnęła obcasem.) Mam focha!
Nas Jazzowski – Miley, kiedy to naprawdę nie tak.
Weronika Passent – Mnie
się wstydzić? Powinieneś być ze mnie dumny! Tak jak ja jestem z ciebie!
Ja teraz jestem serialową żoną Nicholasa Cage'a! Dam ci czas byś
przemyślał sobie sprawę.
WAMP robi obrażoną minę i wychodzi z szatni.
Tool – Ma charakter, nie powiem. Czy ona nie grała w „M jak miłość”?
Jazzowski nie odpowiada, tylko
ciężko wzdycha. Tymczasem przenosimy się tuż za drzwi. Na korytarzu
stoi pani Jazzowska przed którą płaszczą się murzyni z Boko Haram.
Murzyn – Co robić? Jak możemy pomóc?
Weronika Passent – Zablokujcie
wszystkie drzwi do szatni! Nas potrzebuje czasu by sobie wszystko
przemyśleć. On kiedyś chciał być mnichem hinduskim na Monte Cassino czy
też Wezuwiuszu w kraju dziadka, więc niech sobie przypomni jak to jest.
Murzyn (zaniepokojony) – Zablokować.... szatnię.... pana?
Weronika Passent – On tego teraz potrzebuje.
Murzyn (trochę przestraszony) – Ale, ale...
Weronika Passent – Ten
serial nazywał się „Allo Allo” ty murzyński nieuku. Jak wy się nie
znacie na kinematografii. Koniec dyskusji! Macie wykonywać moje
polecenia albo będziecie
prezentem dla wujka Olka! Będziecie musieli z nim pić wódkę!
Murzyn – Ale prawo Proroka zabrania nam tego!
Weronika Passent – Tym
gorzej dla was, bo wujek Olek zachęca! Zawsze zachęca, a on jest bardzo
przekonywujący! Zablokować szatnię i nikogo nie wypuszczać ani nie
wpuszczać aż do końca gali.
Murzyn – Tak jest!
Weronika Passent – I więcej luzu. Jacyś podrabiani murzyni jesteście, bo wasi kuzyni z Los Ageneles jakoś lepiej się gibają.
Murzyn – Tak jest!
Weronika Passent – No i spoksik.
(Murzyni zaczynają wznosić ekspresowe barykady by zablokować wyjście z szatni. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Czy to początek końca małżeństwa Jazzowskich?
Tony Hogański – Głupoty opowiadasz.
Jan Kowalski – No, ale czy oni w ogóle do siebie pasują?
Tony Hogański – Nie twoja rzecz to osądzać.
(Jesteśmy na zapleczu, a
konkretniej w centrum dowodzenia GRU. Berenika Martinez wchodzi do
swojego gabinetu... gdzie na biurku dostrzega wielką łopatę, całą
ubrudzoną ziemią, co sprawia, że na owym biurku wszystko zostało
zabrudzone, jakieś dokumenty, papiery i cholera wie, co jeszcze.
Berenika spogląda podejrzliwie na łopatę, po chwili zauważa
przyczepioną do niej kartkę papieru. Odrywa ją i głośno czyta.)
Berenika Martinez – „Zginiesz zakopana. To twoje przeznaczenie”. Cóż za górnolotne groźby.
Adoptowana córka Esmeraldy Martinez opuszcza gabinet. Tam w przedpokoju za biurkiem rezyduje funkcjonariusz dyżurny.
Berenika Martinez – Ktoś wchodził do mojego biura?
Funkcjonariusz dyżurny – Chyba nie...
Berenika Martinez – Chyba nie?
Funkcjonariusz dyżurny – O niczym nie wiem.
Berenika Martinez – No to musiały być duchy Orląt Lwowskich w takim razie. Ktoś mi usyfił biurko. Łopatą. Do tego brudną.
Funkcjonariusz dyżurny – Czy nie był to przypadkiem szpadel?
Berenika Martinez – Próbujecie być zabawni? Jak się nazywacie?
Funkcjonariusz dyżurny – Funkcjonariusz Kozłowski! W GRU od 2007 roku!
Berenika Martinez – No tak, cóż zrobić. Jaki my przykład dajemy? Jak możemy bronić EWF, gdy w centrali GRU dzieją się takie rzeczy.
Do pomieszczenia wchodzi uśmiechnięty Avon Tschorny z kubkiem kawy.
Avon Tschorny – Bez przesady. Świat się od tego nie zawali.
Berenika Martinez – Avon...
a może to jakiś twój sabotaż? Wszyscy wiemy, że jesteś murzynem, który
chce zrobić szybką karierę, którą w twoim przypadku byłoby zostanie
szefem GRU.
Avon Tschorny – Szefowa jest niesprawiedliwa. Dobrze mi tam, gdzie jestem.
Berenika Martinez – No dobra. Sprawdzicie monitoring i zobaczycie, kto mi się do biura zakradł.
Funkcjonariusz dyżurny – Śpieszę zameldować, że kamera w konserwacji.
Berenika Martinez – Pięknie.
Avon Tschorny – Czy powinniśmy interweniować w sprawie Vaclava? Crazy go przetrzymuje i torturuje.
Berenika Martinez (zdecydowanie) – Nie.
Avon Tschorny – Ale czy prezydent Castro nie chciałby aby jego przyjaciel był bezpieczny?
Berenika Martinez – Prezydent
Castro nie chce interweniować w tego typu spory. To rozwiąże
niewidzialna ręka wrestlingowa. Poza tym... Vaclav to tępy chuj, nie
będziemy mu pomagać.
Avon Tschorny – Pozwolę sobie zauważyć, że...
Berenika Martinez – Nie Avon, nie pozwolisz sobie. Jestem drugą osobą po prezydencie i wiem, co robić.
Avon Tschorny – Drugą osobą po prezydencie jest komisarz.
Berenika Martinez – Którym jest Felipe Castro. Jestem w takim razie trzecia.
Avon Tschorny – Drugą osobą po prezydencie jest oberprokurator.
Berenika Martinez – Którym też jest Felipe Castro. Avon, czy ty kwestionujesz moje polecenia?
Avon Tschorny – Nie.
Berenika Martinez – Dobrze. W takim razie uderz funkcjonariusza Kozłowskiego. To będzie kara za zaniedbania.
Avon bez słowa uderza funkcjonariusza dyżurnego pięścią w twarz.
Berenika Martinez – Możecie się rozejść. To znaczy Avon może, bo funkcjonariusz dyżurny zostaje tam, gdzie jest.
(Skoro można się rozejść, to wracajmy na ring.)
Tony Hogański – Interesująca sytuacja.
Jan Kowalski – Bardzo. Dobrze wiedzieć, że GRU ma się dobrze i jest zdeterminowane do obrony interesów EWF.
Tony Hogański – Ja to inaczej interpretuję, ale niech ci będzie.
(Korytarzem idzie Bidam.
Zagląda pod każdy stół, każde krzesło, każdą ławkę. Jeśli znajdzie
jakąś szafkę to musi ją otworzyć, nawet schowkowi na miotły nie
przepuścił. W jakim celu to wszystko?)
Bidam – Nie ma!
(Znów gdzieś zagląda.)
Nie ma! Gdzie wszystkie kurczaki? Gdzie je pochowali? Kto za tym stoi?
Dlaczego mi to robią? A może ktoś je zeżarł i nie byłem to ja?
Wtem zauważa w oddali jedną z największych porażek w historii polskiego wrestlingu, czyli Esespe.
Bidam – Zaraz, zaraz. Czy to nie ten gość, którego już dwukrotnie z EWF wyrzucałem? Znowu tu jest?
(Zaczyna krzyczeć w jego stronę.) Ej ty! Czy my się nie znamy?
Esespe zauważa Bidama, a w
jego oczach pojawia się niesamowite przerażenie. Bądź co bądź to dzięki
Nowosibirskiemu ma na policzku wyciętą literę „B".
Bidam – Czekaj! Gdzie lecisz?
Esespe nie poczekał i uciekł.
Bidam – A
może to on ukradł wszystkie lwowskie kurczaki? Trzeba go znaleźć. To na
pewno nie jest przypadek, że go spotykam. Oho, odezwała się we mnie
żyłka detektywistyczna.
(EWF FTW Champion rusza na poszukiwania. My nie będziemy mu towarzyszyć, lecz po prostu wrócimy na ring.)
Tony Hogański – No tak... ten Bidam...
Jan Kowalski – To przez twojego mistrza on nie ma kurczaków! No i przez Bane'a też.
Tony Hogański – Ma za swoje. Myśli, że taki zgrywus z niego jest? Nikt nie może bezkarnie psocić się mistrzowi Szakalowi!
(Znów trafiliśmy do szatni
Nasa Jazzowskiego i Toola. Zastaliśmy ich w momencie, gdy Nassjasz
próbuje uparcie otworzyć drzwi, ale nic z tego. Zostały on bowiem
całkowicie zablokowane z drugiej strony. Próbował nawet przedostać się
do drugiej szatni, tam gdzie wcześniej ukrywał WAMP przed Toolem, ale i
te drzwi są zamknięte. Próby ich wyważenia ramieniem na nic się zdały.
Nas i Tool są więźniami we własnej szatni.)
Nas Jazzowski – Załatwiła nas... to moja wina.
Tool – Faktycznie, tak wyszło.
Nas Jazzowski – Z nią wszystko jest możliwe...
Tool – Naprawdę się jej wstydziłeś? Chciałeś ją ukryć przede mną?
Nas Jazzowski (niepewnie) – Nie...
Tool – Głos
masz coś niepewny. A może myślałeś, że ja o niczym nie wiem? Że nie
słyszałem o twoich przygodach w Afryce? O Boko Haram? Murzynach? Syrii?
Rakiecie? Odbudowie Pałacu Saskiego? Myślałeś, że ja nie wiedziałem, w
co się pakuję?
Nas Jazzowski – To
nie tak... Musimy się stąd wydostać! Zadzwonię do jednego z moich
murzynów. Oni nas stąd wyciągną. Może mają jakąś bombę pod ręką, te
ściany nie wyglądają bardzo stabilnie.
(Nas wyciąga telefon.)
Ten nie, bo deportowany. Ten nie, bo w ośrodku dla uchodźców. Ten nie,
bo go policja zatrzymała ze strażą graniczną do spółki. Ten też nie, bo
jego męczy Urząd do Spraw Cudzoziemców. Ta trójka też odpada, bo ich
dzisiaj zlikwidował Franko. O, jest ostatnia nadzieja czarnych, John
Muhammad Malaseki. Swoją drogą, świetny glazurnik. Nikt ci tak łazienki
nie zrobi jak on, polecam jeśli potrzebujesz.
(Nas próbuje się dodzwonić, ale chyba się nie udaje.) No nie odbiera. Będę go musiał później zrugać.
Tool – Daj spokój. To już przegrana sprawa.
Nas Jazzowski – Mamy turniej. Nasza walka niedługo, nawet za kilka minut.
Tool – Nie zdążymy na walkę, trudno. Nie ma co walczyć z losem.
Nas Jazzowski – Mogą nas wyrzucić z turnieju! Trzeba działać!
Tool – Siadaj, nie warto. Napijmy się.
(Skoro nie warto, to wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Faktycznie,
walka półfinałowa stoi pod wielkim znakiem zapytania. Vaclav jest w
niewoli u Crazy'ego i GRU nie chce go ratować. Tool i Jazzowski zostali
natomiast uwięzieni we własnej szatni.
Tony Hogański – Tool wygląda na pogodzonego z losem.
Jan Kowalski – Zawodnicy
powinni w zasadzie już za chwilę wyjść na ring. Czy delegat turniejowy
Dark Avenger wyda jakiś komunikat w tej sprawie?
Letni turniej tag teamów 2, runda IV
SR-Crazy & Vaclav
vs Nas Jazzowski & Tool
Zamiast
wesołych themów zawodników słychać piosenkę Sammy Hagar „Winner Takes
it All”. Publiczność, choć jest zaciekawiona, to jednak zaskoczona, bo
w stronę ringu zmierza Dark Avenger. Dla przypomnienia warto dodać, że
jest to specjalnym delegatem prezydenta Castro do spraw organizacji
turnieju. Avenger wchodzi na ring, gdzie otrzymuje mikrofon.
Dark Avenger – Drodzy
państwo, drodzy kibice EWF! W naszej federacji trudno przewidzieć
rozwój wypadków. W ostatniej walce czwartej rundy turnieju mieli
spotkać się ze sobą SR-Crazy i Vaclav z Nasem Jazzowskim i Toolem.
Sytuacja rozwinęła się jednak w sposób dla nas zupełnie
nieprzewidywalny. Vaclav został uprowadzony i jest obecnie poddawany
szykanom i torturom. Nas Jazzowski i Tool zostali natomiast uwięzieni w
ich własnej szatni. Ktoś mógłby powiedzieć - co za problem? Wyślijcie
GRU i problem rozwiązany. Otóż nie, to nie jest zgodne z nową polityką
władz EWF. Prezydent Felipe Castro uważa bowiem, że ingerowanie władzy
w konflikty wrestlerów jest wysoce niewskazane. Władza nie powinna
faworyzować żadnej ze stron, nie chcemy nikogo wspierać, lecz
pozostawać stróżem nocnym. Tak więc walka ta zostaje odwołana.
Uznajemy, że Vaclav, Nas Jazzowski i Tool zostają zdyskwalifikowani.
Taka jest sprawiedliwość Dark Avengera. Do finału awansował SR-Crazy,
który ma prawo wyboru partnera, ale tylko spośród dotychczasowych uczestników turnieju.
Żaden Sandman nie wyskoczy zza krzaków. Dziekuję za uwagę.
Znów gra pieśń gumowych wojowników. Dark Avenger w dość niezgrabny sposób opuszcza ring i znika wkrótce pod FeliXtronem.
Jan Kowalski – No i nie ma walki.
Tony Hogański – Bardzo dobrze. Nie będziemy musieli się męczyć.
Jan Kowalski – Do finału awansowały więc trzy drużyny. Bidam i Franko, Szakal i Bane, a także samotny SR-Crazy.
Tony Hogański – Który ma prawo wyboru partnera.
Jan Kowalski – Kto nim będzie?
Tony Hogański – Fat Boy. Trzeba wykorzystać siłę brzucha.
Jan Kowalski – Myślę, że są też inne kandydatury.
Tony Hogański – Zauważyłeś, że Dark Avenger był jakiś taki garbaty. To na pewno fałszywka.
Jan Kowalski – Muszę
cię zmartwić. Przeprowadzono niedawno analizę głosu Dark Avengera
sprzed 2004 roku i tego obecnego. To dokładnie ten sam głos, ta sama
osoba, a więc Avenger musi być prawdziwy.
Tony Hogański – To
o niczym nie świadczy. EWF mogło zapłacić fortunę by otrzymać specjalną
wersję Ivony z głosem Avengera. Wersja EWF nazywa się Gumowavona albo Dark Iwonka.
Jan Kowalski – Genialny pomysł. Jak na niego wpadłeś?
Tony Hogański – Ot tak sobie. Nie mam z tym większych problemów.
(Skoro walka została odwołana
to w takim razie co słychać u jej niedoszłych bohaterów? Znajdujemy się
w dekadenckiej szatni. Boczki Vaclava zostały ładnie przyrumienione, co
widać wyraźnie. Nie wiadomo czy podciągali go pod sufit jak Kmicica, bo
nadal przykuty jest do ściany. Trzeba jednak przyznać, że Mecenas
Ekstremy jest twardy i wytrzymały, bo jest nawet przytomny.)
SR-Crazy – No widzisz Vaclav? Jak ty potrafisz wszystko zjebać?
Vaclav (osłabionym, ale zdecydowanym głosem) – Co niby takiego? Jebać to potrafię, że ho-ho.
SR-Crazy – No
właśnie. Stałeś się parodią hardcorowego zawodnika, zwykłym
jebaką-gwałcicielem, a nie zimnokrwistym zabójcą w stylu totalnej
ekstremy. Mogłeś zostać nową ikoną hardcoru, nowym Hangmanem, Tommy'm Painem, Bubbą czy też Sandmanem.
Vaclav – Jestem sobą i nikim innym.
SR-Crazy – Czyli
sprzedajnym kurwiszonem. Do tego obrzydliwym. Z tej okazji
sprowadziliśmy tu dzisiaj trochę gości, ofiary twoich vaclavowskich
obrzydliwości.
Vaclav – Tak?
A skąd wiedzieliście, że znajdziemy się w takiej sytuacji? Że skończymy
galę w twojej szatni, a nie w main-evencie Wrestlepaloozy. Ja naprawdę
liczyłem na to, że będziemy drużyną i wygramy te pasy.
SR-Crazy – Naprawdę?
Vaclav – Nie,
ty dekadencki palancie. Nie jestem idiotą i szczerze mówiąc to żałuję,
że nie przypierdoliłem ci pierwszy, bo nawet to planowałem.
SR-Crazy – Twoje
obrzydliwości były łatwe do przewidzenia. Na każdej gali pokazujesz jak
wielkim i zdeprawowanym draniem jesteś. Tu nie trzeba być jasnowidzem
czy przewidzieć twoje czyny.
W szatni pojawia się kobieta z dzieckiem.
Kobieta – Pamiętasz Wacława Juniora? Zobacz jak wyrósł.
Vaclav – To nie jest mój syn. Udowodniłem to w walce i w ten sposób nie zdałem testu na ojcostwo.
Kobieta – Dlaczego nie płacisz alimentów na naszego Wacusia? Przecież masz pieniądze.
Vaclav – To nie jest mój syn.
Kobieta – Jeszcze się własnego dziecka wypierasz.
Zrozpaczona kobieta kopie Vaclava w jaja.
Kobieta – To za to, że nas porzuciłeś! Boli?
Vaclav (z zaciśniętymi zębami) – Jestem człowiekiem z żelaza.
Kobieta – Chodź Wacuś, twój tata to drań.
O dziwo robi się tu mała
kolejka, bo pojawiają się kolejne ofiary Vaclava. Tym razem swego
prześladowcę odwiedzili przedstawiciele Wysp Cooka i Vanuatu.
Wysłannik z Oceanii – Pohańbiłeś nasze święte miejsca! Obraziłeś naszą kulturę! Okazałeś całkowity brak szacunku!
Vaclav – Ja po prostu niszczę wszelkie konwencje.
Wysłannik z Oceanii – Czy możemy oblać go benzyną i podpalić?
SR-Crazy – To nie PCW.
Nagle gdzieś na korytarzu
odzywa się donośny głos „Yo! Yo! Yo! Yo! Yo!”. Trwa to tylko kilka
sekund i sytuacja szybko wraca do normy.
Wysłannik z Oceanii – W takim razie, to powinno wystarczyć!
Przedstawiciel połączonych sił
Vanuatu i Wysp Cooka zaczyna okładać Vaclava rytualną maczugo-dzidą.
Robi to z wprawą i chyba nawet całkiem brutalnie. Na ciele Vaclava
pojawia się krew, ale żaden muskuł nie drgnął na jego twarzy. Wróg Ludu
jest twardy, być może faktycznie jest człowiekiem z żelaza.
SR-Crazy – Gdyby był tu Szakal, to mógłby zemścić się za śmierć mini-świni.
Vaclav – Ale go tu nie ma! A ja wciąż jestem przytomny!
EWF World Champion uderza
swoją buławą w klatkę piersiową Vaclava. Ten niczym Rzędzian po
uderzeniu Bohuna zaczyna się krztusić i pluć krwią. Jakaś kobieta,
chyba ta sama, której płód Vaclav pożarł dopada do Wroga Ludu i
traktuje go paralizatorem. Tym razem Vaclav traci przytomność.
SR-Crazy – Bijcie go przez jakiś czas, a później wyrzućcie gdzieś poza halę.
Smela – Będzie zrobione!
(Skoro będzie zrobione to znak dla nas, że należy się wycofać na z góry upatrzone pozycje, czyli do naszych komentatorów.)
Tony Hogański – Tak jest! Brawo! Zasłużyła ta menda!
Jan Kowalski – Czy było warto? Przez te osobiste niesnaski musiało dojść do zmian w turnieju. Crazy okazał całkowity brak profesjonalizmu.
Tony Hogański – Crazy zrobił to, co już dawno należało zrobić, czyli spuścić mojemu zdradzieckiemu wychowankowi potężny wpierdol.
(Spotykamy Bidama, który znów idzie korytarzem i znów wszędzie zagląda. Czyżby tak bardzo męczył go kurczakowy głód?)
Bidam – Ale mnie głód ścisnął! Dlaczego Ukraina jest wolna od kurczaków? (Drapie się po głowie.) Czy to jakieś embargo rosyjskie? Ja w sumie byłem kiedyś przemytnikiem.
Wtem Nowosibirski zauważył
Esespe, z którym chciał już dzisiaj zamienić kilka słów. Bardzo
ucieszyło go to nagłe spotkanie! Na jego mongoidalnych licach pojawił
się szczery uśmiech.
Bidam – Ja
cię znam! To przecież ja cię dwukrotnie z EWF wyrzuciłem. Nawet ci miłą
pamiątkę na policzku zostawiłem, zresztą nie tylko ja. A ty co? Znowu
tu jesteś? Niczego się nie nauczyłeś?
Esespe – Nie...
Bidam – Nie?
Esespe – Nie...
Bidam – Możesz jaśniej?
Esespe – Pomocy...
Jeden z najsłabszych
zawodników w historii EWF pada na ziemię zupełnie nieprzytomny. Jego
ubranie na plecach jest całe porwane i poszarpane. Mówiąc krótko, jest
całe w strzępach. Na skórze pleców ktoś wyciął mu jakimś ostrym
narzędziem pentagram, a do tego napis „Bane”.
Bidam – Bane?
Za plecami Bidama odzywa się w tym momencie głos. To ostatnio bardzo modny motyw.
Głos – Tak.
Bidam – Co tak?
Nowosibirski odwraca się i w
tym momencie dostaje cios z rosyjskiego łomu w ryj. To ten sam, który
Bane pożyczył lub ukradł od Kravena. Sprawcą tego całego zamieszania
jest Bane, który wygląda na szczególnie zadowolonego faktem, że udało
mu się powalić na łopatki EWF FTW Champa.
Bidam – Ze
mnie żartować chciałeś? Ze mnie? Czy ty wiesz z kim zadarłeś? (Spogląda na niego z wyraźną pogardą.) Chyba
nie, ale niedługo się dowiesz. Do zobaczenia w main-evencie.
(Syn Anarchii odchodzi. Łomu swego oczywiście nie zapomniał. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – No i tak kończą się głupie żarty. Bidam i te jego głupie żarty sprawiły, że dostał w ryj.
Tony Hogański – Należało mu się?
Jan Kowalski – Tak.
Tony Hogański – Oddajmy to pod moralny osąd naszych widzów.
Jan Kowalski – Czas na walkę wolności z totalitaryzmem, czyli zapowiadany przez prezydenta Castro pojedynek Kravena z Rusłanem Smirnowem.
Tony Hogański – Prezydent Castro powinien podać się do dymisji. Nasze sprzątaczki już lepiej zarządzałyby EWF.
Jan Kowalski – Przypominam, że koordynatorką ekip sprzątających jest Dagmara Zielińska.
Tony Hogański – Hm... to w takim razie cofam wypowiedziane słowa.
Kraven vs Rusłam Smirnow
Zaczyna
grać „Hymn ZSRR”, co wywołuje monstrualny heel heat na arenie. Słychać
okrzyki „Precz z Kravenem!”, „Precz z Putinem!”, gdy na arenie pojawia
się Kraven the Hunter. Podobnie jak podczas gali w gruzińskim Tbilisi
fani podpalają kukłę Putina, a w bonusie także kukłę Kravena. GRU
zwiera szeregi by zabezpieczyć arenę. Sytuacja jest bowiem gorąca i
zapalna. Warto zwrócić uwagę, że Kraven nie wyszedł na ring przy
czystym hymnie radzieckim, lecz - zapewne z polecenia Felipe Castro -
przy jego twórcze adaptacji w wykonaniu słoweńskiego zespołu Laibach. Rosjanin spokojnie dociera na ring i ignoruje wszechobecny heel heat.
Rozbrzmiewa ukraińska pieśń „Horiłka”
i spod FeliXtronu wyłania się postać Rusłana Smirnowa. Ten
przedstawiciel Ukrainy walczył na ringach Extreme Wrestling Federation
w 2009 roku i kariery większej nie zrobił, choć wstydu swojemu narodowi
raczej nie przyniósł. Dziś otrzyma szansę walki z ucieleśnieniem zła,
przynajmniej dla Ukraińców, mianowicie z Kravenem. Jest zmotywowany i
gotowy unieść to narodowe brzemię.
Tony Hogański – Cóż za wielki przeciwnik dla Kravena! Rusłan Smirnow... przecież większość już nawet o nim nie pamięta.
Jan Kowalski – Ja pamiętam. Może nie zrobił większej kariery, ale pozostawił po sobie bardzo dobre wrażenie.
Tony Hogański – Jedno
zwycięstwo i trzy porażki. Faktycznie, bardzo dobre to wrażenie nie ma
co. Prawda jest taka Janku, że Felipe Castro albo nie jest w stanie
znaleźć Kravenowi lepszego rywala albo boi się wystawić go przeciwko
jakiejś współczesnej gwieździe EWF.
Jan Kowalski – Dlaczego?
Tony Hogański (wzrusza ramionami) – Nie
wiem dlaczego, co ja Castro jestem? Może boi się, że jak Kraven spotka
się z kimś lepszym to od razu jakiś pucz wybuchnie i obalą castrowskie
rządy.
Publiczność szaleje z emocji, bo emocje są w wrestlingu najważniejsze,
a nie jakieś tam walki. Całe to zamieszanie na trybunach wynika z
faktu, że oto staje przed nimi reprezentant głównego wroga ich państwa
i narodu, znany poplecznik Władimira Putina, Kraven the Hunter. Jego
przeciwnikiem będzie syn narodu ukraińskiego, wielbiciel Julii
Tymoszenko, prosty chłop o nieskomplikowanej osobowości, Rusłan
Smirnow. Do sędziowania tej walki wyznaczony został Lech Grudziński.
Fani szaleją i obrzucają Rosjanina wyzwiskami. Wszyscy chcą go zobaczyć
jeśli nie martwego, to najlepiej pokonanego. Grudziński daje sygnał do
rozpoczęcia walki. Zaczęli! Ukrainiec od razu rzuca się na Rosjanina!
Jak na Krymie! Jak w Donbasie! Choć dokładnie nie wiadomo, kto się tam
na kogo rzucał, ale tu rzucają się właśnie w takiej kolejności. Zaczyna
się błyskawiczny brawl, przewagę osiąga natychmiastowo Kraven wykonuje
Irish whip, po czym schyla się aby wykonać Back Body Drop, ale Rusłam
Smirnow bardzo mocno kopie trzykrotnego EWF World Champa w klatkę
piersiową, po czym atakuje błyskawicznie z bardzo topornym Dropkickiem.
Kraven zaskoczony takim początkiem walki traci równowagę, ale już po
krótkiej chwili podnosi się. W międzyczasie Rusłan Smirnow, który jest
w wyraźnym gazie odbija się od lin, chce zaatakować z zawsze pomocnego
Clothesline'a. Nie będzie łatwo, bo Łowca unika tego ciosu, więc
Ukrainiec zmuszony jest kolejny raz odbić się od lin. Panowie spotykają
się i kończy się ukraińska epopeja narodowa, bo Kraven chwyta
rozpędzonego Smirnowa, wynosi go chcąc wykonać Damoan Drop, ale Rusłan
nie pozwala mu na to, wyrywa się i doprowadza do zwarcia. Trwa
szamotanina w wyniku której Kraven wykonuje rywalowi Single Arm DDT.
Smirnow pada na matę, więc Hunter próbuje pinu. Grudziński
odlicza....1...... kick out!
Jan Kowalski – Ta walka ubogaca dzisiejszą galę. Od tych drużyn dostawaliśmy już niezłego zawrotu głowy, więc to dobra odtrutka.
Tony Hogański – Na niski poziom turnieju? Nie oszukujmy się, Castro poszedł w ilość, a nie w jakość.
Jan Kowalski – To nieprawda. Turniej jest naprawdę dobry.
Tony Hogański – Nasz
prezydent chciał zrobić wielki turniej, ale my nie mamy odpowiedniego
rosteru. Trzeba było zrobić mały, ale dobry, a nie wielki, acz chujowy.
Niech to będzie nauczka na przyszły rok.
Kraven i Rusłan Smirnow w ogóle nie przejmują się turniejem drużynowym.
Oni walczą, a jest to przedłużenie wojny rosyjsko-ukraińskiej. Ta wojna
nie jest jednak hybrydowa, a całkowicie realna, a dzieje się właśnie
tu, we Lwowie, na środku ringu. Rusłan Smirnow szybko wstaje i
doprowadza do zwarcia ze swoim rosyjskim rywalem. Próbuje wykonać mu
irish whip, a gdy Kraven po odbiciu się od lin do niego powraca, stara
się trzasnąć go Clotheslinem. Rosjanin unika ciosu, nie odbija się
jednak od lin, lecz chwyta rywala za głowę i daje mu Neckbreakera. Od
razu podnosi Ukraińca i zaczyna zasypywać go różnego rodzaju punchami,
kopniakami i chopsami. Smirnow sprawia wrażenie całkowicie zagubionego,
nie ma chyba pojęcia, gdzie się znajduje. Próbuje przeciwdziałać
zmasowanej ofensywie Łowcy, nawet udaje mu się chwycić go za dłoń,
probuje go whipować, ale legenda polskiego i rosyjskiego wrestlingu nie
pozwala mu na to, kontruje on ten whip, co sprawia, że Smirnow uderza
plecami o narożnik. Kraven momentalnie rozpędza się, po czym spada na
ukraińskiego rywala ze Splashem. Smirnow w narożniku jest całkowicie
zamroczony. Kraven natomiast wydaje się być w niezłej formie, bo od
razu zaczyna wykonywać serie chopsów, następnie irish whip w stronę
przeciwległego narożnika, co sprawia, że Rusłan mocno uderza o skrajną
cześć ringu. Rosjanin bierze kolejny rozbieg i znów likwiduje rywala
przy pomocy Splasha!
Tony Hogański – Tak umiera ukraińska nadzieja.
Jan Kowalski – Jeszcze nie wszystko stracone. Rusłan może odbić się od dna.
Tony Hogański – We Lwowie Kraven nie potrzebuje nawet wojny hybrydowej by zniszczyć Ukraińców. Jaki z tego wniosek?
Jan Kowalski – Jaki?
Tony Hogański – Kraven lepszy od Putina.
Polityki w to nie mieszajmy, bo zgodnie z normą ISO666 EWF stara się
teraz unikać tego typu tematów. Kraven wyciąga swojego ukraińskiego
rywala z zapadliny narożnikowej i przeciąga go na środek ringu. W mężne
serca wielbiciela Julii Tymoszenko wstąpił chyba nowy duch, bo zaczyna
wierzgać, a także próbuje atakować Rosjanina. W ten sposób zaczyna się
dość powolny brawl, czyli cios za cios. Długo to on jednak nie trwa, bo
przewagę niespodziewanie osiąga Rusłan Smirnow. Stara się on chwycić
swojego rywala i wykonać mu jednego ze swoich ukraińskich Suplexów. Na
nieszczęście dla siebie Kraven jest na posterunku, trzaska rywala
łokciem w ryj, następnie kopie go w brzuch, po czym wykonuje na nim
Argentine DDT! Mógłby pinować, ale chyba nie chce. Podnosi swego
przeciwnika, od razu przesuwa się za jego plecy, co jest idealną okazją
do wykonania dorodnego German Suplexa! Nie ma zamiaru puszczać rywala,
wstaje z nim do pionu, ale nie na długo, bo już po chwili wykonuje mu
drugiego German Suplexa. Nadal trzyma go w swych morderczych objęciach
godnych dziedzictwa czerwonego imperium, znów wstaje z rywalem i
próbuje kolejnego German Suplexa. Rusłan przytomnieje i próbuje się
wyrywać. Rosjanin puszcza go więc, odwraca i panowie rozpoczynają
kolejny brawl. Kraven kolejny raz jest stroną zdecydowanie
przeważającą, bo po likwiduje rywala Neckbreakerem. Smirnow pada na
matę, a Kraven dopada do niego i zakłada mu swój morderczy Kraven
Crossface! Smirnow cierpi, a wraz z nim cierpi cała Ukraina! Na twarzy
Rosjanina rysuje się szyderczy uśmiech. Tak oto kolejny raz Rosja
niszczy ukraińskie marzenia. Smirnow słabnie, z początku próbował
walczyć, ale teraz nie ma już wyraźnie sił. Tak giną ukraińskie szanse
na wolność. Smirnow poddaje się!
(Zwycięzcą jest: Kraven!)
Tony Hogański – Zdechła Ukraina.
Jan Kowalski – Kolejny raz.
Rosjanin wstaje i pokazuje wszystkim Ukraińcom wytworny i pełen pogardy
Gest Kozakiewicza. Heel heat jest olbrzymi, GRU musi być wyjątkowo
czujne. Realizator nie odpalił nawet radzieckiego hymnu by nie
pogarszać sytuacji. Znów płoną zdjęcia Putina i Kravena. Trzykrotny EWF
World Champion opuszcza ring. Smirnow leży zmasakrowany jak cała
ukraińska polityka zagraniczna i wewnętrzna.
Tony Hogański – Muszę przyznać, że walka była faktycznie interesująca.
Jan Kowalski – Mówiłem, że to będzie dobry przerywnik przed wielkim finałem.
Tony Hogański – Mówiłeś, miałeś faktycznie rację.
(Trafiamy na zaplecze. W
zabarykadowanej szatni siedzią Nas Jazzowski i Tool. Miny mają raczej
nietęgie, ale na szczęście jest alkohol, który przyniósł ze sobą dwukrotny EWF World Champion.)
Tool – Widziałeś? Wyrzucili nas z turnieju. Przez twoją rozchwianą emocjonalnie małżonkę mój powrót okazał się parodią, komedią wręcz.
Nas Jazzowski – Jeszcze
przed chwilą mówiłeś, że nie warto, taki los, żebyśmy się napili, a teraz się awanturujesz.
Jednak z Grabarzem lepiej mi się piło. Jak dla mnie turniej jest bardzo udany. Wygraliśmy walkę, a żadnej nie
przegraliśmy. Odpadliśmy przez ślepy los.
Tool – No i to jest właśnie twój problem. Zadowala cię taki stan bylejakości.
Nas Jazzowski – Nie nazwałbym tego w ten sposób.
Tool – Lepiej
zastanów się nad sobą i swoją karierą. W 2009 roku byłeś objawieniem,
zagrożeniem dla wszystkich, walczyłeś z najlepszymi, ba, wystąpiłeś
nawet w main-evencie Wrestlepaloozy 100. A teraz co?
Nas Jazzowski – Niby co?
Tool – Myślisz,
że ja niczego nie wiem? Własne federacje zakładasz, zostajesz porwany
przez syryjskich rebeliantów, organizujesz im galę, uwalnia cię irański
wywiad, wracasz do EWF, interesujesz się rakietami typu topol,
organizujesz walki z wiadrami, upijasz się z Grabarzem, nawiązujesz
romans z aktorką-celebrytką, z którą później bierzesz buddyjski ślub. A
przecież to nie wszystko! Rzucasz wszystko w cholerę i postanawiasz
wstąpić do zakonu we Włoszech. Na miejsce jednak nie docierasz, bo
trafiasz do Afryki, gdzie stajesz na czele upadłych terrorystów z Boko
Haram. Razem z nimi wędrujesz do EWF, pomagasz Felipe Castro obalić
władzę, choć udajesz, że zrobiłeś to tylko dla siebie. Twoja małżonka
zaczyna tobą całkowicie sterować, grupujesz murzynów w Białymstoku,
następnie przerzucasz ich do Warszawy, gdzie postanawiasz odbudować
Pałac Saski!
Nas Jazzowski – Moje życie jest jak biogram z Wikipedii.
Tool – Tak, stałeś się awanturnikiem, a nie wrestlerem.
Nas Jazzowski – Nazwałbym siebie raczej poszukiwaczem przygód.
Tool – Serio? Jak Indiana Jones?
Nas Jazzowski – Nie,
aż tak to nie. Ja robię, co chcę, bo nie jestem skuty żadnymi
łańcuchami banalnych konwencji wrestlingowych. Chcę organizować galę w
Syrii, to robię to. Chce sprowadzić Boko Haram do Polski, to też się
dzieję. Chcę odbudować Pałac Saski, co jest narodową koniecznością, a
marne państwo polskie nie może sobie z tym poradzić, chcę? Chcę i robię
to. Nie mów mi więc, że jestem jakimś komediantem, bo ja żyję, a jest
to życie przez duże „ż”. Wrestling nie jest dla mnie sensem życia i
nigdy nie będzie.
Tool – Przemyśl sobie to wszystko. Możesz bez trudu zdominować EWF, jeśli tylko będziesz chciał.
Nas Jazzowski – Mogę i zrobię to... jeśli będę chciał.
Tool – Jak wrócę następnym razem to chciałbym widzieć EWF World title w twoich rękach.
Nas Jazzowski – Czyli był to powrót tylko na jedną galę?
Tool – Tak.
Nas Jazzowski – A przez Miley nie zaszliśmy nawet do finału.
Tool – Taką masz żonę.
Nas Jazzowski (wzdychając) – Taką mam żonę.
(Koniec poszukiwania przygód na zapleczu. Czas powrócić w przyjemne okolice stoliczka komentatorskiego.)
Jan Kowalski – Interesująca rozmowa.
Tony Hogański – Bardzo.
Jan Kowalski – Masz jeszcze coś do dodania?
Tony Hogański – Nie.
Jan Kowalski – Ja chciałem natomiast zwrócić uwagę, że małżeństwo Jazzowskich być może się rozpadnie.
Tony Hogański – Co? Dlaczego?
Jan Kowalski – Na
warszawskich salonach twierdzą, że wkrótce po przeprowadzce Nasa z
Białegostoku do Warszawy, nawiązał on romans z Beatą Szpadlą,
dziennikarką TVP.
Tony Hogański – Byłby durniem jakby poszedł na taką wymianę. Ona pod każdym względem, nawet intelektualnym, jest gorsza od pani WAMP.
Jan Kowalski – Moje źródła są dobre.
(W szatni dekadenckiego
SR-Crazy'ego tym razem nie będziemy już obserwować męczarni Vaclava.
Ściana jego płaczu została uprzątnięta, a sam Mecenas Ekstremy
zutylizowany w niewiadomym miejscu. Przy ładnym stoliku siedzi EWF
World Champion, a niezastąpiony Smela korzystając z rzutnika wyświetla
mu slajdy.)
SR-Crazy – Pokaz
slajdów to symbol współczesnej polskiej edukacji. Choćby te slajdy były
najbardziej tandetne, niepotrzebne i bezsensowne to muszą się pojawić.
Smela – Mentor nie narzeka, bo się napracowałem. Nie było łatwo znaleźć kandydatów na partnera, a walka tuż tuż.
SR-Crazy – To taka łapanka na szybko.
Smela – To trzeba było Vacka nie eliminować.
SR-Crazy – Miarka się przebrała i trzeba było. Człowiek z żelaza się znalazł, chyba z rdzy.
Smela – Wiemy mentorze, wiemy.
SR-Crazy – To po co mnie zaczepiasz? Kogo tam mamy? Kogo wyłowiłeś?
Smela (uruchamiając fachowy pokaz slajdów) – Tugboat i Fat Boy.
SR-Crazy – Są
tak grubi, że tłuszczem złączyli się ze sobą i występują jako jedno
cielsko? Nie, nie chcę ich. Od samego patrzenia na nich podnosi mi się
poziom cholesterolu, a ja już najmłodszy nie jestem i to bardzo
niebezpieczny stan może być.
Smela – Morgion i Thunder?
SR-Crazy – Znowu dwójka? Mają tylko jedną zbroję i razem do niej włażą? Nie, nie chcę ich. Dawaj indywidualnych zawodników.
Smela – Yoshi jest wolny.
SR-Crazy – Niech
sobie będzie, ale w obecnej chwili nie pasuje mi taka drużyna, przy
całej przyjaźni jaka nas łączy. On nie ma szczęścia, wszystko przegrywa.
Smela – SeBa?
SR-Crazy – Mundury Armii Prus Wschodnich są dla mnie za ciasne. (Crazy gładzi się majestatycznie po brzuszku.) Dawaj kogoś innego.
Smela – Może Franz, PepsiBosman albo Don Camillo?
SR-Crazy – Młode talenty, tak? Za młodzi, to dla nich za wcześnie.
Smela – To może reanimujemy jednak Vaclava?
SR-Crazy – Jego kości są już obżerane przez ukraińskich nacjonstalistów.
Dobry Czech Honza (odezwał się z kącika miłośników Krecika) – A mentor wie, że ten finał to będzie jego setna walka w EWF?
SR-Crazy – Serio? Smela? Wiedziałeś o tym?
Smela – Nie. Myślałem, że tylko Bubba ma tyle walk na koncie.
SR-Crazy – To będę członkiem elitarnego klubu. Ciekawe czy EWF da mi jakąś pamiątkę...
Smela – Pewnie kwiaty. Castro jest skąpy.
SR-Crazy – Dobra, co mi tam. To co z moim partnerem?
Smela – Nie wiem kogo dać.
W tym momencie drzwi do szatni
bezceremonialnie otwierają się i w pomieszczeniu pojawia się Żubr!
Towarzyszy mu rzecz jasna Michał i Andrzej, którzy skandują „Polska!
Polska! Polska! Polska!”
Żubr – To może ja!
SR-Crazy – No to może ty.
Smela (szeptem) – To Żubr.
SR-Crazy (też szeptem) – Wiem przecież.
Smela – No nie wiem. Mistrz zrobił takie rozbiegane, zagubione oczy jak go zobaczył.
SR-Crazy – Nieprawda. Uważam jednak, że pracownicy EWF powinni nosić jakieś legitymacje czy identyfikatory. (Skupia swą uwagę na Żubrze.) No dobrze, ale co ty potrafisz?
Żubr (z dumą) – Wszystko!
SR-Crazy – To pokonaj moich murzynów.
Żubr – Ale teraz?
SR-Crazy – Teraz, teraz. Tak szybko, ad hoc.
Smela – Stażyści słyszeli mentora? Do walki! Migiem!
Lekko przerażeni murzyńscy
stażyści pojawiają się na środku szatni. Żubr nawet nie przeprowadza
żadnych przygotować, tylko od razu rzuca się na nich. Ci rozbiegają się
na wszystkie strony i Ostatni Sarmata ma problem ze złapaniem jakiegoś.
Jak wiadomo murzyni są bardzo szybcy. W końcu dopadł Czarnego Nalepa i
wykonał mu swój finisher, czyli Dreamer DDT. Czarny Huarez i Czarny
Banito zebrali się wtedy na odwagę i ruszyli z podwójnym atakiem na
Żubra. Próba połączonego, bo zawodnicy trzymali się za ręce,
Clothesline'a nie powiodła się, gdyż albowiem Żubr przeskoczył nad nim.
Nie, to żart, żubrze gabaryty nie pozwalają na tego typu skoki, on się
po prostu schylił, a murzyni wpadli w ścianę. Huarez odwrócił się
szybko i szybko został też wyeliminowany przy pomocy kolejnego Dreamer
DDT. Banito miał mniej albo i więcej szczęścia, bo w jego przypadku
skończyło się na Poland Leg Sweep. Został ostatni czarny rodzynek czyli
Czarny DanGaner. Zawadiacko ruszył on na Żubra, wykonując nieokreślone
kocie ruchy i pokazując, że jako gość z Afryki, a do tego ex-terrorysta
ma on w sobie wiele luzu. Nie pomogło mu to, bo oberwał z Patria Bomb
[Ricola Bomb]. Żubr pinuje, a odlicza Smela.....1.......2......3! (Zwycięzcą jest: Żubr!)
SR-Crazy – Brawo, brawo. Witaj w drużynie.
Szaleniec gratuluje Żubrowi.
SR-Crazy – Swoją szosą, ci stażyści są beznadziejni. Może ich tu zostawimy?
Smela – Podrzucimy ich Prawemu Sektorowi?
SR-Crazy – To trybuna ultrasów?
Smela – Nie, to taka organizacja polityczna. Ubierzemy stażystów naszych w czerwone koszulki i będą jak czarno-czerwona flaga banderowska.
SR-Crazy – Finezyjnie. Myślałem po prostu, żeby ich wykopać za drzwi.
Byli terroryści zaczynają szlochać.
Murzyni (chórem) – Nie! Nie! Mentorze! Litości! Nie porzucaj nas!
Czarny stażyści padają mu stóp i całują je.
SR-Crazy – W takich chwilach jak ta, czuję się jak Stalin... tylko bez wąsów. O, a może sobie takie stalinowskie wąsy jebnę, co?
Smela – Może.
SR-Crazy – Dobrze murzyni, zostajecie.
Żubr – Przepraszam, a co ze mną?
SR-Crazy – A ty to kto? (Poklepuje go przyjacielsko po ramieniu.)
Żartuję przecież wiem kim jesteś. No przywitałem cię już przecież w
drużynie. Uważam iż dobrze się sprawiłeś i zasłużyłeś na main-event.
Michał i Andrzej (chórem) – Niech żyje Wielka Polska!
SR-Crazy – Fajni kolesie. Słuchaj, skoro już jesteśmy w drużynie, to może wymienimy się, co? Twoich dwóch za trzech moich murzynów. Chcesz?
Żubr – Nie.
SR-Crazy – Przecież to okazja. Ja daję trójkę za dwójkę. To lepszy deal niż kredyt we frankach dla banków.
Żubr – Żałuję, ale nie.
SR-Crazy – No dobra. Nie to nie. W main-evencie damy radę.
Michał i Andrzej (chórem) – Niech żyje Wielka Polska!
SR-Crazy – No dlaczego by nie. Do tego wielki ja niech też żyję, prawda? (Spogląda na stażystów.) Dobre zawołanie, nie? (Znów patrzy na nich wymownie.) Prawda?
Czarny Nalep – Ale co?
SR-Crazy – Jesteście daremni.
(Koniec wizyty w szatni dekadenckiej. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Znamy już więc uczestników main-eventu. Partnerem Crazy'ego będzie Żubr. Ciekawe połączenie, prawda?
Tony Hogański – Prawda, ale mnie bardziej interesuje, co stało się ze świnoruchaczem.
Jan Kowalski – Miejmy nadzieję, że nic złego.
Tony Hogański – Oby skonał w męczarniach!
(Gdzieś na korytarzu lwowskiej
hali. Kroczy nim nie kto inny jak Kraven the Hunter. Nie jest jakoś
szczególnie zmęczony po swojej niedawnej walce, bo w gruncie rzeczy był
to dość łatwy pojedynek. Rosjanin ma wzrok łaknący wódki, więc czym
prędzej pragnie się dostać do wspólnej szatni, którą obrał za swoją
rezydencję. Te plany zostają pokrzyżowane przez pojawienie się oddziału
ukraińskiej policji. Rozmowa będzie naturalnie prowadzona w języku
rosyjskim, ale dostaniemy napisy.)
Kraven – No nie. Nie mówcie mi tylko, że chcecie mnie aresztować.
Ukraiński policjant – Siergiej Krawinow?
Kraven – Tak, to ja.
Ukraiński policjant – Jesteście aresztowani.
Kraven – Pod jakim zarzutem?
Ukraiński policjant – Jesteście
oskarżeni o udział w krwawym stłumieniu protestów kijowskich w zeszłym
roku. Z naszych informacji wynika, że w grudniu 2013 i lutym 2014 w
Kijowie działały trzy grupy rosyjskich agentów, którzy brali
bezpośredni udział zbrodniach na Majdanie Niepodległości. W dniach od 18tego do 20tego
lutego w centrum Kijowa strzałem w głowę lub szyję zabito ponad sto
osób. Akcją dowodził doradca Władimira Putina, Władysław Surkow, a
wspomagaliście go wy.
Kraven – Ja? To jakiś nonsens.
Ukraiński policjant – Nonsens czy nie, jesteście aresztowani.
Kraven – To prowokacja. To wszystko na zlecenie Felipe Castro.
Ukraiński policjant – Skuć go!
Policjanci, których jest cała
chmara obsiadają Kravena i skuwają go. Nie jest łatwo okiełznać
trzykrotnego EWF World Champa, ale wobec takiej przewagi wroga, nawet
on musi ustąpić.
Ukraiński policjant – Sprawiedliwość zostanie wymierzona.
(Koniec wizyty na zapleczu. Kraven zostaje wyprowadzony.)
Tony Hogański – To skandal! To prowokacja!
Jan Kowalski – Skandalem jest udział Kravena w tłumieniu wolności na Ukrainie.
Tony Hogański – Wierzysz, że on tam był? Że niby nasz Kraven kazał strzelać do demonstrantów?
Jan Kowalski – Obawiam się, że sam też mógł strzelać. Ma krew na rękach, jest zdolny do wszystkiego.
Tony Hogański – Nie wierzę, że naprawdę tak uważasz.
(Kwatera Główna Armii Prus
Wschodnich. Jest tu tylko Mati, który kieruje kuchnią polową, a w
zasadzie to sam jest kucharzem. Gotowanie same w sobie jest nudne, więc
nie będziemy tego śledzić. Na nasze szczęście w sztabie pojawiają się
sam SeBa i jego drugi kuzyn, czyli Adi.)
SeBa – Obiad gotowy?
Mati – Jeszcze tylko ziemniaki.
SeBa – To po co wołałeś tak wcześnie?
Adi (wzdychając) – Co za typowa historia.
Mati – Feldmarszałek niech nie narzeka. Znajdę nam nowego kucharza albo Adi będzie gotował.
Adi – Ja mam wyższe wykształcenie, a to oznacza, że pracować w kuchni mogę tylko w Wielkiej Brytanii albo Irlandii.
SeBa – Nasz budżet nie wytrzyma kolejnego rekruta. To nie rok 2009, gdy byliśmy obficie dotowani przez EWF.
W tym momencie drzwi znów się
otwierają i do szatni wkracza poobijany Rusłan Smirnow. Jak gdyby nigdy
nic siada na kanapie i otwiera butelkę ukraińskiej wódki.
SeBa – Kto to?
Mati – Mam go przegnać feldmarszałku?
Adi – Nie! Nie! Nie! Ja go tu zaprosiłem w ramach akcji marketingowej.
SeBa – Jakiej znowu akcji?
Adi – Prusy podbijają Ukrainę, a on nam w tym pomoże.
SeBa – Wolałbym Mazowsze.
Adi – Co takiego?
SeBa – No,
z Prus Wschodnich łatwiej atakować Mazowsze, a nie Pomorze. Dłuższa granica, łatwiej
nacierać i masakrować. Jesteś szefem sztabu generalnego ziomek, a nie
znasz się na takich podstawowych rzeczach?
Adi – Chodzi mi o pomoc w podboju ukraińskiego rynku. Rozmawiałem już z Rusłanem i już wszystko dogadane. On wstępuje do naszej armii.
SeBa – Co? Ja tego nie podpiszę! Za dużo rekrutów jak na jeden dzień!
Ukraiński wielbiciel Julii Tymoszenko powoli wstaje z
kanapy, w jednej ręce dzierży butelkę ukraińskiej wódki, a w drugiej
pojawia się hetmańska buława w stylu Bohdana Chmielnickiego. Smirnow pada na kolana przed
feldmarszałkiem.
Rusłan Smirnow – O
wielki feldmarszałku! Sława twojego wschodniopruskiego wojska dotarła
nawet na daleką Ukrainę. Wiemy wszystko o twoich bojach i podbojach.
Wiemy jak mężnie walczysz z wszelkimi przejawami zła i masakrujesz
lewaków. Lewactwo to w zasadzie bolszewizm, który przez dziesięciolecia
gnębił Ukrainę i Kozaczyznę. Kozacy padają więc do tych stóp i oferują
ci nasze pułki byśmy ramię w ramię mogli stawiać czoła naszym wrogom.
Bądź nowym Chmielnickim! Przyjmij tę buławę i noś od dzisiaj tytuł hetmana Wolnych Kozaków
Wschodniopruskich.
Feldmarszałek bez wahania chwyta buławę w dłoń.
SeBa – Od dziś jestem też hetmanem! Jak Chmielnicki to i chmiel, czyli Mati - dawaj browary.
Mati wręcza każdemu po browarze. Są to Wojaki, bo z funduszami na Lechy jest ostatnio w Prusach Wschodnich krucho.
SeBa – Powstań
Rusłanie. Od dzisiaj sformowany zostaje 1. Pułk Wolnych Kozaków
Wschodniopruskich, którego zostajesz atamanem. Otrzymujesz też kozacki
stopień esauła.
Rusłan Smirnow – Kozaczyzna
dziękuję feldmarszałkowi, kłania się nisko i przysięga mu wierność na
wsze czasy! Razem zmasakrujemy Franza! Na pohybel lewactwu!
Adi – Niech żyje Armia Prus Wschodnich!
Mati – Niech żyje!
SeBa (wymachując swoją hetmańską buławą) – Niech żyję ja! Feldmarszałek i hetman w jednym!
(Koniec. Wracamy na ring.)
Jan Kowalski – Armia Prus Wschodnich znów się powiększyła.
Tony Hogański – Chwała im za to. Niech walczą z lewactwem i dzielnie ich masakrują.
Jan Kowalski – Tak się nie buduje nowoczesnego społeczeństwa. Tak nie można walczyć o tolerancję.
Tony Hogański – Jebać tolerancję.
Jan Kowalski – Crazy też ma buławę. Wprawdzie chińską, a nie kozacką. Czy to będzie początek konfliktu?
Tony Hogański – Doszukujesz się konfliktu na siłę. To nic nie znaczy.
(Przenosimy się szybko na zaplecze, gdzie Franz ogląda telewizję.)
Franz – Kozaków mu się zachciało? To ja sprowadzę socjalistycznych Tatarów na niego. Dzikie Pola znów zapłoną!
(Majestatycznie zakłada maskę spawacza.) Wszyscy poznają siłę moich spawów!
(Szybko wracamy.)
Jan Kowalski – To był komentarz Franza na temat rozrostu Armii Prus Wschodnich.
Tony Hogański – Bezsensowny. Co ma lewactwo do tatarów?
Jan Kowalski – Dzisiaj jest Święto Utworzenia Republiki Tatarstanu.
Tony Hogański – No chyba, że tak. To wszystko wyjaśnia.
(Tymczasem trafiamy przed
budynek dawnego Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, obecnie
okupowanego przez Ukraińców. Podjechał tu właśnie autobus na
węgierskich numerach rejestracyjnych, z którego wysiadł Miszka. Zaraz
za nim pojawiły się obywatelki Izraela, które wyniosły z autobusu
zakrwawione ciało Vaclava.)
Miszka – Tutaj je wyrzućcie.
Zwłoki Vaclava lądują przed
jakimś krzakiem. Warto zauważyć, że to bardzo reprezentacyjne miejsce,
bo Mecenas Ekstremy dominuje nad otoczeniem i zwracać będzie powszechną
uwagę. Miszka na dodatek instaluje obok niego tablicę z napisem w
języku ukraińskim „Lwów na zawsze polski! Jebać Banderę!”.
Miszka – Jedziemy. Zadanie wykonane.
(Drużyna SR-Crazy'ego pakuje się do autobusu i odjeżdża. Wracamy na arenę. Hogański jest super-szczęśliwy!)
Tony Hogański – Tak jest! Brawo! Dobra robota!
Jan Kowalski – Tak się nie robi! To obrzydliwe!
Tony Hogański – Obrzydliwe?
Tobie już zupełnie jakieś kafelki z łazienki na łeb spadły. Gwałciciel
poniesie zasłużoną karę. Banderowcy są bardzo wrażliwi. Urządzą mu
prawdziwą rzeź!
Jan Kowalski – Trzeba coś z tym zrobić. Trzeba go ratować. Każde życie jest cenne!
Tony Hogański – Nie w przypadku tego gada.
(Szybkie przenosiny na
zaplecze, gdzie spotykamy Franko. Rzeźnik jest przygotowany do boju. Na
jego ramieniu błyszczy EWF Tag Team title. Pojawia się Bidam, który ma
obandażowaną głowę. O drugim pasie drużynowym także nie zapomniał, a
przy okazji przyniósł też EWF FTW title.)
Franko – Co ci się stało?
Bidam – Potknąłem się.
Franko – Na pewno?
Bidam – Tak, to z głodu.
Ta krótka konwersacja zostaje zakłócona przez przybycie Vesny Obrenowić.
Vesna Obrenowić – Kilka słów przed main-eventem?
Bidam (z wyraźnym głodem w oczach) – Masz kurczaki?
Franko – Nie zwracaj na niego uwagi.
Vesna Obrenowić – Jesteście w main-evencie, gratulacje. Twojego głównego wroga, Nasa Jazzowskiego tam nie ma.
Franko – Dla
Nasa ważniejsze są perypetie związane z jego cudacznym małżeństwem niż
walka. To nic nowego, ale mam nadzieję, że wiele osób zobaczy teraz, że
on tak naprawdę nie jest wrestlerem, a komediantem. Wszystko, czego się
dotknie to spierdoli.
(Lekko rozbawiony.)
Wygląda na to, że nawet swoje żałosne małżeństwo skończy się w jego
przypadku kolejną klapą. Fakt, że musiał się wycofać z turnieju, bo de
facto żona mu nie pozwoliła walczyć pokazuje jakim on jest człowiekiem.
Materiał na World Champa? Nie w EWF, raczej w BGW, gdzie może toczyć
fascynujące pojedynki z wiadrem.
Vesna Obrenowić – Czy w takim razie...
Bidam (przerywa jej) – Jeśli nie masz kurczaków, to nie mamy o czym rozmawiać! Walka przed nami!
(Koniec rozmowy, a więc koniec wizyty na zapleczu.)
Jan Kowalski – Franko ma sporo racji.
Tony Hogański – Bez komentarza.
Jan Kowalski – Dziś
konflikt między Jazzowskim a Franko był dość spokojny. W zasadzie poza
murzyńskimi perypetiami to niezbyt wiele się między nimi działo.
Tony Hogański – Miałeś
dynamiczną rozpierduchę na ostatniej gali, to wystarczy. Turniej
drużynowy rządzi się swoimi prawami i wszystko inne musiało zejść na
plan dalszy.
Jan Kowalski – Spodziewam się więc zdecydowanej eskalacji na kolejnej gali.
(Na ekranie pojawia się napis „Ogłoszenie płatne Komitetu Wyborczego Wyborców Szakala”.
Letni dzień w Szczecinie, dwójka młodych ludzi wypowiada się do kamery.
W tle gra jakaś nastrojowa muzyka, gdzieniegdzie fruwają bociany.)
Młody mężczyzna – Nie chcę pracować w Londynie. Chcę zostać tu, w Szczecinie.
Młoda kobieta – Chcę w Polsce założyć rodzinę, ale państwo mi w tym przeszkadza.
Młody mężczyzna – Na trudne czasy potrzebujemy mocnego człowieka.
Młody kobieta – Kogoś, kto będzie nas godnie reprezentował.
Młody mężczyzna – Kto nie będzie bał się mówić prawdy i tylko prawdy.
Młody kobieta – Ktoś, kto będzie troszczył się o nasze rodziny.
Młody mężczyzna – Potrzebujemy kogoś, kto odsunie świnie od koryta.
W tym momencie zza rogu
wybiega stado świnek. Biegnie w stronę koryta wypełnionego banknotami o
nominale stu złotych. Nagle na ich drodze staje Szakal. Świnie
zaczynają kwiczeć i ze strachu uciekają.
Młody mężczyzna – O! To pan senator Szakal!
Młody kobieta – Nasz reprezentant w parlamencie.
Młody mężczyzna – Tylko on dba o nasze sprawy.
Młody kobieta – Co pan tu robi?
Szakal podchodzi do dwójki młodych ludzi.
Szakal – Polska to odpowiedzialność, a ja za nią odpowiadam. Walczę
o nią codziennie, ze wszystkich sił. Przez ostatnie cztery lata w
senacie walczyłem, oj jak walczyłem, ale moja walka nie jest jeszcze
zakończona. Ogłaszam oficjalnie, że będę ubiegał się o reelekcję.
Mandat senatorski powinien pozostać w moich silnych, łysych dłoniach.
Dla Szczecina, dla Polski.
Młody mężczyzna – Hura!
Młody kobieta – Sto lat! Sto lat! Niech żyje Szakal nam!
(Znikąd pojawiają się dzieci z
balonikami, które podbiegają do Szakala. Kamera ucieka w przestworza.
Widzimy Szakala wśród stada dzieci, biało-czerwone baloniki lecą w
powietrze. Na każdym znajduje się podobizna Łysego z napisem „Szakal 2015”. Koniec materiału filmowego.)
Tony Hogański – Jedyny słuszny kandydat!
Jan Kowalski – Czy Szakal utrzyma swój mandat senatorski? Dowiemy się pod koniec października!
(Przenosimy się do
pomieszczenia, którego jeszcze nie znamy. Wygląda na to, że będzie to
debiut lub też premiera. To będzie całkowita nowość, wow! Znajdujemy
się w nowoczesnym studiu, w
stylu w w jakim realizowane są współczesne talk-showy z całego świata,
od amerykańskiego Lettermana po rosyjskiego Urganta. Jak się okazuje
EWF ma też swój show, a jego gospodarzem będzie Ghul. Gra „Cambio
dolor” boskiej Natalii Oreiro, na ekranach pojawia się napis „Wpadnij na gula do Ghula”. Gospodarz programu wkracza do studia, publiczność bije mu brawo, a on cieszy się do kamery.)
Ghul – Witam
państwa po długiej przerwie! Rozpoczynamy reboot mojego klasycznego
show, tym razem w nowej formie. Zmiany były konieczne, bo pierwsze nie
ma już kafeterii. Nie ma też porządnego piwa z Fryzyngi, bo dozwolony
jest jedynie sikacz zwany Perłą. Przez jakiś czas wydawało się, że będę
bezrobotny, że nie ma już w EWF dla mnie miejsca. Na szczęście dzięki
wstawiennictwu Nasa Jazzowskiego i pomocy Felipe Castro los się
odmienił. Powracam z nowym show. Nazwa pozostaje ta sama, choć
proponowano mi by zastąpić ją np. „Wieczornym Ghulem”, „Ghulem w
negliżu”, „Ghulem łowcą tajemnic”, „Ghul-Show” i tak dalej. Ja
pozostałem niewzruszony i program będzie trwał tak jak trwa.
Gra orkiestra i jakiś chórek wykonuje swoje wersje amerykańskich przebojów.
Ghul – Będzie
nowocześnie i europejsko. Moim pierwszym gościem jest niesamowita
osoba, człowiek, który zbawił polski wrestling i wyciągnął go z odmętów
szarości i gówna. Proszę państwa, powitajmy prezydenta Extreme
Wrestling Federation, pana Felipe Castro! Wielkie brawa!
Chórek znów wyje jakąś
tandetną amerykańską piosenką i do studia wkracza Felipe Castro. Warto
nadmienić, że Ghul siedzi za biurkiem, obok biurka znajduje się kanapa,
na której usadowił się Felipe Castro. W tle, niby to za oknem, widać
wieczorną panoramę Lwowa.
Ghul – Dobry wieczór, panie prezydencie!
Felipe Castro – Witam pana, witam państwa.
Ghul – Przede
wszystkim chciałbym podziękować za umożliwienie powrotu mojego programu
do EWF. Tylko przywódca o niesamowitej dobroci, dalekowzroczności,
niesłychanej odwadze i mądrości był w stanie podjąć taką decyzję. Niech
ten program będzie hołdem dla pana prezydenta i dla wielkiego EWF,
które pan buduje.
Felipe Castro – To przesadzone pochwały. Postąpiłem z korzyścią dla federacji i przede wszystkim tak po prostu wypadało.
Ghul – Od czasów pana ojca nie mieliśmy nikogo w EWF, kto by kierował się przyzwoitością w zarządzaniu federacji.
Felipe Castro – Przesada.
Ghul – Jaki ten nasz prezydent skromny. Wielkie brawa dla niego!
Owacja publiczności.
Ghul – Panie
prezydencie. Przejdźmy teraz do zadawania niewygodnych pytań. Nie cofnę
się przed niczym, czy pan prezydent jest na to przygotowany?
Felipe Castro – Tak.
Ghul – Kiedy wreszcie Natalia Oreiro pojawi się w EWF?
Felipe Castro – Drogi
Ghulu. Pracujemy nad tym, ale nie jest to łatwe. Wiemy jak ważna dla
ciebie jest Natalia Oreiro i jak ważne miejsce zajmuje ona w historii
polskiego wrestlingu.
Ghul – Natalia
Oreiro ogląda każą Wrestlepaloozę. Jestem tego pewien. Kolejne pytanie.
Od lat narzeka się, że młodzi nie mogą przebić się w EWF. Jak zaradzić
temu problemowi?
Felipe Castro – Prowadzimy
szkolenia psychologiczne dla nich, pokazujemy im jak walczyć i jak
rozwijać się. Usunęliśmy już główną przeszkodę jaka blokowała karierę
każdego młodego zawodnika.
Ghul – To znaczy?
Felipe Castro – Szklany
sufit, drogi Ghulu. Do niedawna federacją tą rządzili Kraven, Game,
Szakal, Sandman i ich kumple tacy jak Hangman, Scyther, Crazy, Tool i
wielu innych. Oni blokowali miejsce by młodzi mogli się rozwijać, bo
chcieli mieć jak najwięcej czasu antenowego dla siebie. Nie inwestowano
w ośrodki szkolące młodzież, bo te pieniądze miały być przeznaczone dla
nich, dla oligarchów polskiego wrestlingu. Opletli EWF niczym bluszcz i
wysysali z federacji, a tym samym z polskiego wrestlingu wszystkie soki
życiowe. Nie bez powodu ostatnie lata to czas stagnacji i braku
rozwoju. Na szczęście udało nam się uwolnić od nich i odzyskać polski
wrestling dla fanów. Moją politykę popierają takie gwiazdy jak Vaclav i
Dark Avenger. Jest to polityka zrównoważonej odbudowy. Jest to polityka
budowania marki EWF, która docelowo ma stać się marką globalną. Pomaga
mi w tym moja małżonka, pomaga mi w tym Aleksandr Nazaretian,
Franciszek Rokossowski i wielu innych. Wspólnie rozpoczęliśmy w polskim
wrestlingu epokę nowoczesności, europejskości i tolerancji.
Ghul – To bardzo rozsądny, ale i ambitny program. Ma pan moje poparcie.
Felipe Castro – Cieszę
się. Na to oczywiście potrzeba pieniędzy i będziemy myśleli jak je
pozyskać. Z zainteresowaniem spoglądamy też na projekty pana
Jazzowskiego. EWF chce być firmą o wyraźnym corporate social
responsibility, więc będziemy też chcieli wychodzić poza tematy stricte
wrestlingowe i wspierać budowę prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego
w Polsce.
Ghul – Trzeba
jednak przyznać, że niektóre decyzje pana prezydenta można uznać za
kontrowersyjne. Likwidacja kafeterii, Automatu z Felkocolą, a przede
wszystkim Felków.
Felipe Castro – Nagrody jako takie nie zostały zlikwidowane. Ta nazwa obrażała po prostu mojego ojca.
Ghul – W jaki sposób?
Felipe Castro – Jak
to w jaki? On miał na imię Felix, a nie Felek. Czy po śmierci Jana
Pawła II polski Kościół powinien powołać do życia nagrody o nazwie
„Dżejpiki” albo „JotPeDwójki”? No przepraszam bardzo, ale to po prostu
brzmi źle. Od tej pory będą Nagrody Branżowe i tyle.
Ghul – Cóż, może jeszcze kiedyś zmieni pan zdanie. Jak skomentuje pan zatrzymanie przez ukraińską policję Kravena?
Felipe Castro – Jeśli
Kraven jest faktycznie winny, wtedy musi ponieść karę. EWF będzie
przyglądać się sytuacji i w razie naszych możliwości udzielimy mu
pomocy prawnej.
Ghul – To wszystko?
Felipe Castro – To świeża sprawa. Na tę chwilę nie mogę niczego więcej powiedzieć.
Ghul – Rozumiem. Kolejne pytanie, jakie plany na przyszłość?
Felipe Castro – Mogę
zdradzić przyszłość, czyli najbliższą galę. Po pierwsze, nie wracamy
jeszcze do Polski. Gala odbędzie się na kontynencie afrykańskim, w
Pretorii, stolicy Republiki Południowej Afryki.
Ghul – No to Hogański, WAMP, Żubr i murzyńskie hordy się ucieszą.
Felipe Castro – Nie
obchodzi mnie, kto się ucieszy, a kto nie. RPA to dobrze rozwijający
się rynek, a EWF chce być jego częścią. To dopiero początek nowej
polityki w organizowaniu gal. Jak już wspomniałem, chcę by EWF stało
się marką globalną i na żaden rynek nie będziemy się zamykać.
Ghul – Co jeszcze?
Felipe Castro – Na
najbliższej gali zobaczymy walkę o EWF World title, w której udział
wezmą Vaclav i SR-Crazy. Będzie to trzeci w historii Iron Man match.
Informuję też, że do walki staną Bidam i Franko, a stawką ich walki
będzie EWF FTW title.
Ghul – Ta informacja podziała na pewno na nich motywująco, zwłaszcza przed dzisiejszym main-eventem.
Felipe Castro – Ja już myślę o najbliższej gali.
Ghul – Dziękuję panu prezydentowi za wizytę w moim programie. Wielkie brawa i do zobaczenia w następnym odcinku mojego programu!
Felipe Castro – Dziękuję za zaproszenie i z pewnością będę wpadał tu częściej.
(Znów gra „Cambio dolor” w
wykonaniu wiecznie powabnej Natalii Oreiro, co zwiastuje zakończenie
programu. Ghul żegna się z Felipe Castro, a my żegnamy się z nimi.
Koniec materiału filmowego.)
Tony Hogański – Ghul w nowej formule jest do dupy.
Jan Kowalski – Ja natomiast uważam jego program za powiew świeżości w polskim wrestlingu.
Tony Hogański – Raczej powiew propagandowego smrodu. Ghul sprzedał się tak samo jak ty.
Jan Kowalski – Nie bądź taki zacietrzewiony Tony. Od prezydenta Castro dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy.
Tony Hogański – Tak
jest! Gala w Afryce to coś, czego potrzebowaliśmy. Jeszcze więcej
murzynów nam tu trzeba! Kiedyś narzekano, że EWF jest kubańskie,
później latynoamerykańskie, komunistyczne, japońskie, rosyjskie, a
teraz staliśmy się murzyńscy! No już gorzej być nie może!
Jan Kowalski – Nie popadaj w depresję. Być może main-event poprawi twój nastrój.
Tony Hogański – No chociaż coś. Mistrz Szakal wygra sobie pas i lwowska gala będzie do przeżycia.
Jan Kowalski – Konkurentów do triumfu ma zacnych. Łatwo nie będzie.
Tony Hogański – A
kto mówił, że walki w EWF są łatwe? Mistrz Szakal prezentuje taką
klasę, że radzi sobie ze wszystkimi, ale to nie są jacyś frajerzy
przecież. Jego zwycięstwa są tak fantastyczne, bo on niszczy porządnych
rywali, a nie jakichś frajerów-traperów.
Jan Kowalski – Tym optymistycznym akcentem rozpoczynamy main-event!
EWF Tag Team Championship
Letni turniej tag teamów 2, finał
TLC match V
Bidam & Franko (c) vs Szakal & Bane vs SR-Crazy & Żubr
To brzmi tak jakby były jeszcze jakieś inne finały, a finał jest tylko jeden.
To zmieni się już dzisiaj. Do boju mistrzu!
Dołącza do klubu stu, w którym rozpycha się Bubba. Mistrzowi Szakalowi brakuje jeszcze siedemnastu walk by się tam znaleźć.
Faktycznie, przed walką ma miejsce skromna uroczystość. Pojawia się na
ringu Tamara Ostrowska, która w imieniu prezydenta EWF wręcza Crazy'emu
pamiątkową tabliczkę oraz kwiaty. Crazy narzekał trochę, że wolałby
tabliczkę czekolady, przynajmniej byłby z niej jakiś pożytek, ale i tak
jest zadowolony. Antoni Bryndza informuje zawodników o zasadach tej
walki, ale to wszyscy wiedzą, więc to tylko taka formalność. Napięcie
rośnie, cały Lwów w ekstazie, a Polska, Europa i świat czekają.
Doczekali się w końcu! Jest sygnał, słychać uderzenie w gong i ruszyli!
To był spisek, bo mistrz Szakal kontrolował cały pojedynek, prowadził grę i okradziono go z zasłużonego zwycięstwa.
To
był znów spisek mafii paliwowej, która wspierała ówczesny reżim
komunistyczny w EWF. Przypominam, że to były rządy SLD, więc powinno to
wiele wyjaśnić. Sawicka nie zastrzeliła Blidy ot tak sobie.
To już wiemy, gdzie Bidam się dzisiaj stołuje.
Nie, tam dają tylko soczysty wpierdol.
. Zwyciężyli ci ostatni, choć pasami długo się nie nacieszyli, bo jeszcze na tej samej gali odebrali im je Vaclav i Izzy Nilsen.
Co? Ta przeklęta kreatura też się tam znalazła? To musiała być najgorsza gala w historii.
Gala w Afryce, więc równie dobrze może to być Golden Nigga match.
Ale po co? Niech mu ktoś tam poderżnie gardło i złoży w ofierze duchowi Bandery.
Bane od razu wyszedł poza ring, gdzie znalazł kilka krzeseł, a do tego
drabinę. W międzyczasie pozostali zawodnicy zaczęli dawać znaki życia.
No dobra, wszyscy oprócz Żubra, który w ostatnim czasie nieźle oberwał.
Przebudził się Szakal, który po senatorsku był wkurwiony na maksa.
Doszedł do siebie Franko, choć wyglądał raczej słabo. Ożył także Bidam,
który akurat zaczyna się podnosić. Bane wrzuca drabinę na ring, po czym
sam wchodzi na arenę krwistej walki. Szybko rozkłada swój przedmiot na
środku ringu i powoli wspina się ku górze aby ściągnąć upragnione pasy.
W tym momencie do akcji wkracza przebudzony Bidam! Nie przewraca
drabiny, co pewnie skusiło by niejednego. Nie, on zaczyna atakować
Bane'a serią potężnych uderzeń w plecy. Bane powoli słabnie i powoli
zaprzestaje swej „drogi po złoto”. Pielgrzymka przerwana, co za pech.
Tymczasem w okolicy jednego z narożników Szakal wziął się za łby z
Franko. Akurat znajdowali się nieopodal siebie, więc dlaczego by nie?
Tymczasem Crazy wziął rozbieg i wjechał efektownym wślizgiem w nogi
Bidama! Koreańczyk upadł z łoskotem. Crazy nie dobijał go, lecz zwrócił
swą uwagę na ciągle stojącego na drabinie Bane'a.
Crazy jeszcze potrafi! Bidam tymczasem wstał, ale wstał też Żubr, który
rozwalił go Clotheslinem. Co ciekawe w tym samym momencie z
Clothesline'a oberwał Franko. Szakal zauważył, że drabina stoi pusta,
więc zaczął się na nią wspinać. Franko przebudził się po uderzeniu i
ruszył za nim, co sprawiło, że byliśmy świadkami podwójnej wspinaczki.
Po jednej stronie Szakal, po drugiej stronie Franko!
Bo
tak wygląda. Sorry, ale Afryka miała kiepski wpływ na niego. Kiedyś
Franko był lepszy, dziś to tylko popłuczyny. Niech się trzyma
frankiszonów, taka moja rada.
Ileż emocji w tej wspólnej drodze na szczyt. Szakal ma lekką przewagę,
ale Franko stara się ją zniwelować, bo całkiem szybko zaczyna wchodzić
na górę. Senator widzi to i pospiesznie stara się wspiąć jak najwyżej.
Z niewiadomych przyczyn jednak nie wychodzi mu to zbyt sprawnie.
Drabina jest wysoka, a droga długa, no może nie tak długa, bo już po
kilka chwilach obaj wrestlerzy spotykają się na górze. Zaczyna się
lekki brawl, który po chwili staje się bardziej intensywny, tak
intensywny, że aż drabina zaczyna się chwiać. Chwieje się jakby była
balonem na wietrze. Rzut oka na sytuację innych zawodników. Bane i
Crazy tarzają się po macie i klepią ostro po mordach. Czasem Bane jest
na górze i wtedy Crazy dostaje po ryju, czasem Szaleniec i wtedy to ten
drugi obrywa. Zupełnie nie zwracają uwagi na to, co dzieje się na
szczycie drabiny. Żubr tymczasem przebudził się i walczy z Bidamem w
narożniku. Udało mu się kopnąć Nowosibirskiego w krocze, po czym
chwycił leżące nieopodal krzesło i przypierdolił EWF FTW Champowi w
ryj. Aż mu się szczęka zatrzęsła! Taki to był chair-shot! Zaraz drugi,
a później i trzeci. Bidam pada bezwładnie w narożniku. Tymczasem na
szczycie drabiny trwa zajadła walka. Szakal i Franko okładają się po
facjatach. To jest cios za cios, uderzenie za uderzenie. Zupełnie nie
zwracają uwagi na to, co się dzieje wokół nich. Uwagę zwrócił natomiast
Bane, który akurat zdobył przewagę w walce z Crazy'm. Zostawił mistrza
w spokoju, chwycił za krzesło i rzucił je, hen w powietrze. Szakal
złapał je! Z jaką gracją! Jakie on ma chwytliwe dłonie! Bane'a trzeba
natomiast pochwalić za siłę wyrzutu.
Zawsze
zapominam o tym drugim stoliku komentatorskim. Na galach zagranicznych
siedzą tam jacyś faceci, ale co co oni tam dokładnie robią...
Nie wiem... technicy jacyś albo catering.
A Franko nawet nakarmili. Tylko, że drewnem...
Franko leży totalnie zniszczony na resztkach ukraińskiego stolika komentatorskiego.
Czy jest to jakiś symbol? Polska w ruinie? EWF w runie? Szakal jest na
szczycie drabiny, wystarczy tylko jeden drobny wysiłek by sięgnął po
pasy. Wyciąga po nie swe łyse dłonie... i wtedy to rzecz wyraźnie się
komplikuje. Hej tam na dole ożył Żubr, który niszczącym Spearem uderzył
w Bane'a, a obaj panowie przypieprzyli w drabinę! Ta zachwiała się i
przewróciła! Szakal może i spadłby wraz z nią, ale zdecydował się
dramatycznie chwycić haka na którym zawieszone były odbywa pasy... no i
tak zawisł sobie, hen tam na górze. Żubr wstaje i zaczyna napieprzać z
Elbow Dropów w Bane'a. Budzą się także Crazy i Bidam, którzy spoglądają
w górę i widzą Szakala, który być może i ma zwycięstwo na wyciągnięcie
ręki, ale przecież nie jest samobójcą. Jeśli odczepi pasy to spadnie
wraz z nimi. Dochodzi więc do niecodziennego aliansu. Crazy i Żubr
rozstawiają drabinę, ale nie pod Szakalem, tylko obok. Na jej sam
szczyt wdrapuje się Bidam. Robi to szybko, bo czasu nie ma do
stracenia. Następnie Żubr i Crazy chwytają drabinę, ten pierwszy z
lewej strony, ten drugi z prawej i przenoszą ją tuż obok. Tym sposobem
i Bidam znalazł się obok Szakala i zaczyna od razu zasypywać senatora
uderzeniami pięścią po łysej mordeczce. Dwukrotny EWF World Champion
usadowił swe nogi na drabinie i w ten sposób znalazł bezpieczną
przystań. Łysy od razu rozpoczyna zmasowaną wymianę ciosów z rywalem.
Wygląda to naprawdę bardzo monumentalnie, takie napieprzanie się na
kilka metrów nad ziemią. W międzyczasie doszedł do siebie Bane, o
którym wszyscy zapomnieli. Chwycił za krzesło i celnym chair-shotem
uderzył w tył głowy SR-Crazy'ego. Zaatakował też Żubra, ale Ostatni
Sarmata odskoczył i cios ten trafił w próżnię. Żubr od razu wykorzystał
sytuację, kopnął przeciwnika i zlikwidował go przy pomocy skutecznego
DDT.
Oj Janku. Cóż za żart, chyba zapracowałeś sobie na oburzenie islamistów. Wiesz o kogo pytałem.
Żubr od razu pomaga rywalowi wstać, łapie go i wykonuje skutecznego
Backbreakera! Nie
pozwala mu jednak upaść na matę, lecz od razu zaczyna go łamać na swoim
kolanie. Tymczasem na szczycie drabiny Bidam i Szakal napierdalają się
jak dwie dzikie żyrafy przy wodopoju. Prawie by im się te głowy
skręciły, ale na szczęście są to ludzie, a nie żyrafy. Tam na dole Żubr
próbuje znęcać się nad Bane'm. Pięknie, tak patriotycznie jak pod
Cecorą, uderzył Syna Anarchii pięścią w twarz. Bane odruchowo chwycił
się za nos, a Żubr odbił się od lin i... powalił przeciwnika Body
Splashem!! Chwilę go okopuje, nawet bardzo żywiołowo, ale tylko chwilę.
W końcu przerywa niszczenie go, pomaga mu podnieść się, rzuca go o
liny, ten wraca do niego... i podwójna próba Clothesline'a! Zarówno
Żubr jak i Bane podjęli wyzwanie Clothesline'a. Zwyciężył Bane, który
skosił celnie Żubra. Przypadek sprawił, że upadający Żubr wpadł prosto
na drabinę. Ta zachwiała się, a następnie przewróciła. Drabina spadła,
a co z walczącymi tam na górze? Szakal uchwycił się znów haka, ma ten
refleks! Bidamowi nie udało się, spadł... ale w ostatniej chwili
chwycił się nogi Szakala. Chwilę tak wisieli, aż w końcu Bidam -
szalona głowa w końcu - zaczął się szarpać, byle tylko ściągnąć Szakala
w dół. Crazy tymczasem przebudził się i też podjął wyzwanie
Clothesline'a. Skutecznie, bo Bane został rozpieprzony.
On
jest niezniszczalny. Walczy od lat, przeszedł przez piekielne walki i
nadal żyje. Co więcej, mistrz będzie nadal zmieniał Polskę i budował
lepszą przyszłość naszej Ojczyzny.
Crazy jest bardzo zadowolony ze swojego przedsięwzięcia, nieźle mu to
wyszło. W całej tej swej radości nie zauważył, że na ringu pojawił się
Franko! No proszę, całkiem szybko doszedł do siebie po monumentalnym
upadku na ruski stół. Czy spadając rozpadł się w powietrzu? Czy był
wybuch? Czy zahaczył o coś? Sprawy rosyjskie zawsze komplikują upadki
wszelakie. Franko żył, chociaż był dość osłabiony. Nie na tyle jednak
by nie udało mu się zaskoczyć aktualnego EWF World Champa. Dopadł do
niego i panowie zaczęli się ostro szarpać. Rzeźnik z przewagą, bo
whipuje czołowego dekadenta federacji o liny, wynosi i
uderza na nim Power Slam. Franko zauważa stoją nieopodal drabinę, więc
popycha nią tak, że spada ona na
wstającego Crazy'ego. Rzeźnik zasypuje przeciwnika gradem potężnych
kopniaków, można rzec, że go wręcz demoluje. Whipuje go
liny, chce wykonać Clothesline, ale Crazy uderza na nim Spine Buster!
Od razu dobija jeszcze Elbow
Dropem. Franko rozstawia drabinę, jak widać wcześniejszy upadek niczego
go nie nauczył. Wchodzi na nią powoli, lecz dopiero po kilku chwilach
orientuje się, że kaliber tej drabki jest bardzo mały i nie sięgnie on
z niej po pasy. To bez różnicy, bo na drabinę w gości przyszedł
przebudzony Bane, który ściągnął z niej Rzeźnika, tak złapał, tak
złapał, że złapał go no... no tak, że wykonał mu Samoan Drop! Franko
próbuje wstać, ale Bane brutalnym kopniakiem posyła go na matę. Rzeźnik
znów wstaje... i tym razem zostaje wrzucony do narożnika, gdzie Syn
Anarchii zasypuje go gradem różnego typu uderzeń. W ferworze walki nie
zauważył, że Żubr jest już sprawny, ba!, Żubr rozpędził się i przy
pomocy swojego sporego cielska zgniótł Splashem zarówno Bane'a jak i
Rzeźnika!!
Roman
Dmowski dodaje mu sił. O! Mam genialny pomysł! Narodowcy mogliby
wprowadzić na rynek taki energy drink. Marian Kowalski by to reklamował.
Oho, doszedł do siebie Bidam Siegiejewicz Nowosibirski! Dość szybko jak
na podniebną przygodę z senatorem Szakalem i późniejszy upadek na stół.
Nie ma co roztrząsać możliwości bojowych EWF FTW Champa. Ważne jest, że
widzimy go na nogach, a to dość szybkie nogi, bo biegnie on w stronę
Żubra. Wyszło jak wyszło, bo jego szarża się błyskawicznie kończy. Żubr
bowiem odwraca się, po czym
kopie aktualnego EWF FTW Champa w brzuch, po czym whipuje oponenta na
liny, a następnie
Ten to ma szczęście dzisiaj! Żubr okazuje wielką radość,
lecz w tym momencie do akcji wraca Bane. Wredny wrestler
zaczaił się za plecami rywala i gdy Ostatni Sarmata odwraca się to Syn
Anarchii
przypierdala potężne Enziguri. Żubr pada na matę, a Bane rozpoczyna
serię okopywania go. Tymczasem poza ringiem obudził się Bidam! On ma
dzisiaj chyba pancerne plecy albo po prostu trudy życia w Korei
Północnej sprawiły, że jest odporny na wiele. Siergiejewicz
Nowosibirski składa jedną z rozłożonych tam drabin, a następnie
umieszcza drabinę bokiem do ringu. Pech chciał, że ożył Szakal! Senator
chyba jest dzisiaj antybidamowsko zaprogramowany, bo łysym baseball
slidem zaatakował znajdującego się poza ringiem Bidama! Trafił go, ale
nie powalił! Bidam robi kilka kroków w tył i w dalszym ciągu trzyma
drabinę poziomo. Do akcji postanowił chyba wkroczyć przebudzony
SR-Crazy, który bez wahania
No nie, ale chciałem przyjąć jakiś poważny ton. Bidam, zostań z nami.
Nowosibirski leży rozpieprzony, a EWF World Champion wprost przeciwnie.
Szybko doszedł do siebie po wykonanej akcji, chwycił za jedną z drabin
i wrzucił ją na ring. W tym jednak momencie zaatakował go Szakal, który
z wielką furią opuścił ring! Wywiązuje się ostry brawl między
zawodnikami. Jest mocno, jest brutalnie, są silne ciosy i wiele emocji.
Senator szybko osiąga przewagę, a następnie łapie go za głowę i uderza
nią o
barierki oddzielające ring od publiczności! Jeden raz, drugi, trzeci!
Następnie łapie mistrza świata i wykonuje mu mocarnego Piledrivera! SR
nie wygląda zbyt przytomnie. Łysy podnosi go, a następnie wrzuca
Crazy'ego na ring, po czym sam nań również wchodzi. Ma chyba pecha, bo
dopada do niego Franko, który trzaska go chair-shotem prosto w ryj!
Radość Rzeźnika, choć absolutnie w żaden sposób nieokazana, nie trwała
długo, bo tym razem to on pada ofiarą chair-shota. Napastnikiem okazuje
się Bane, który z dumą trafił krzesłem w tył głowy EWF Tag Team Champa!
Franko pada, ale Bane nie poprzestaje i zaczyna masakrować go krzesłem.
Następnie przestaje, chwyta za drabinę i próbuje ją rozstawić... ale do
akcji wkracza zdeterminowany i gotowy do boju Żubr! Próbuje powalić
Bane'a Spearem... ale ten odskakuje na bok w ostatniej niemal chwili i
rozpędzony Ostatni Sarmata wpieprza się swoją głową prosto w drabinę!!
Segmentu komediowego nie będzie, głowa żubrza nie utknęła między
szczeblami drabiny. Były EWF Daemusin Champion podnosi jeden ze stołów
i umieszcza go w narożniku. Następnie odwraca się... i okazuje się, że
Franko przebudził się i stoi już na równych nogach! Bane zostawia więc
stół samemu sobie, sam natomiast
Ma umiejętności, siłę, talent, charyzmę - wszystko co potrzebne by zdobywać trofea.
A jak mu nie wyjdzie to zawsze może zostać celebrytą jak Jazzowski i pukać jakieś szmaty na Polsacie.
Taką mamy Polskę. Ja tylko stwierdzam fakty.
Zawodnicy są już bardzo zmęczeni. Nie ma co się dziwić, za nimi nie
tylko TLC match, ale też cały turniej. Sytuacja wygląda następująco -
Żubr leży rozjebany na jednej z drabin, na innej rozpieprzony jest
Bane, Crazy odpoczywa po chair-shocie, Szakal chyba podobnie, a Bidam
leży martwy poza ringiem. Franko jako jedyny stoi jak człowiek, czyli
na dwóch nogach. Chwyta za drabinę, na której rozwalił się Żubr i
rozstawia ją. Zaczyna się wyprawa na sam szczyt by obronić pasy
drużynowe. Franko pokonuje kilka szczebli, gdy nagle drabina zaczyna
trzeszczeć. Pod wpływem spotkania z Żubrem chyba doznała jakiegoś
uszkodzenia, bo niespodziewanie załamuje się pod masywnym cielskiem
Rzeźnika. Franko nie znajdował się jednak zbyt wysoko, więc spadł na
dwie nogi. To wystarczyło by na fali wznoszącej znalazł się Szakal,
który próbował trafić go chair-shotem... próbował, bo Franko uchylił
się i uderzenie z krzesła trafiło prosto w ryj wstającego Bane'a!!
Franko następnie wystawia nogę i w sposób Big Bootowy trafia w krzesło
trzymane przez Szakala, a w konsekwencji w senatorski ryj. Łysy pada na
matę. Poza ringiem zaczyna budzić się powoli Bidam. Franko chwyta za
jedną z drabin i umieszcza ją po skosie przy narożniku, tak że oparta
jest jednym końcem o lewą linę przy narożniku, a drugim końcem o linę
prawą. Za sobą rozstawia jeszcze jedną drabinę. Chyba chciał w jakiś
sposób zdemolować Szakala, ale widząc, że wszyscy oponenci są martwi
zdecydował się na wycieczkę po pasy. Franko zaczyna wspinaczkę... tym
razem drabina jest bardzo stabilna i tym razem chyba wszystko pójdzie
po jego myśli. Kilka, może kilkanaście szczebli zostaje pokonanych...
ale na tym koniec! Za plecami Franko pojawia się przebudzony Szakal,
który
Franko leży totalnie rozbity i bez życia. Poza ringiem przebudził się
Bidam, który wpada na ring... ale dostaje chair-shota od także
przebudzonego SR-Crazy'ego!! EWF World Champion zwraca teraz swoją
uwagę na Szakala. Rusza na niego ze zmasowanym atakiem... ale senator
chwyta go za rękę i wrzuca do najbliższego narożnika! Fortuna chciała,
że jakiś czas temu Bane rozstawił w tym narożniku stół, który porzucił
jak krasnoludki Sierotkę Marysię. Crazy z impetem rozbija się na
stoliku!! Szakal został sam, więc kieruje swe kroki w stronę drabiny.
Rozpoczyna się wspinaczka po złoto. Emocje rosną, bo powoli budzi się
Żubr... ale powstania narodowego nie będzie, bo przebudził się także
Bane. Szybko rozejrzał się po okolicy, ocenił sytuację, doczołgał się
do Żubra i zaczął brutalnie napierdalać go pięścią po twarzy. Szakal
tymczasem jest coraz wyżej, coraz wyżej. W końcu sięga swą łysą dłonią
po pasy... i zdejmuje je!
” irlandzkiego zespołu
Anúna. Co za poplątany język, czyżby to wpływ niewidzianego od lat
Jupitera? Mniejsza z tym, bo oto Szakal stoi na szczycie drabiny i z
dwoma pasami mistrzowskimi celebruje swój wielki triumf. Publiczność w
każdym zakątku kuli ziemskiej ceni wielkiego senatora, więc dostaje on
owacje na stojąco, a dodatkowo wielką wrzawę. Pojawiają się też
okrzyki, że tak jak Sakaszwili został gubernatorem obwodu odeskiego na
Ukrainie, tak Szakal mógłby na przykład zostać jakimś ukraińskim
ministrem. Na oficjalną ofertę rządu w Kijowie trzeba będzie jeszcze
poczekać. Tymczasem na ringu Bane wciąż wali pięścią po mordzie Żubra.
Pozostali zawodnicy są mniej lub bardziej przytomni, ale w zasadzie to
się nie ruszają. Szakal schodzi z drabiny i ze swojską kurwą wręcza
Bane'owi jego pas. Następnie ignoruje partnera i opuszcza ring. Po
drodze ściska się jeszcze z Hogańskim, który jest wręcz wniebowzięty.
Syn Anarchii ma w sumie wszystko w dupie i od niechcenia przewiesza
sobie drużynowy pas przez ramię.
Do dopiero początek! Rozumiesz Janku? Początek! Szakal idzie na majstra! Szakal będzie już niedługo EWF World Champem!
Czarny
ląd, czarne EWF... gdyby nie sukces mistrza Szakala, to skomentowałbym
to w jakiś zgryźliwy sposób, ale tak... to mam to wszystko w dupie.
Wiwat mistrz Szakal! Niech nam żyje!
.... i Jan Kowalki!