Powrót na stronę główną

Wrestlepalooza


Warszawa
początek września


Znajdujemy się w warszawskiej siedzibie EWF Corporation. Widzieliśmy już ją przy okazji Krwawej Majówki. Za dekoracje odpowiadała Berenika Martinez, a ona oprócz dronów i przemocy lubi styl monumentalny. Jeżeli ktoś nie pamięta dekoru i stylistyki tego miejsca, to poleca się sprawdzić wspomnianą Krwawą Majówkę, gdzie prezydent EWF podziwiała efekty swoich pomysłów estetycznych. Jesteśmy w tej samej ogromnej sali zbudowanej w stylu greko-futuryzmu, którą widzieliśmy ostatnio. Z punktu widzenia użytkowego być może nie ma ona większego sensu jak tylko bycie fanaberią Bereniki Martinez, a jej cechy charakterystyczne to marmurowa posadzka, wysokie kolumny i wielki obraz na ścianie, przedstawiający dawne dzieje EWF, gdy Kraven utracił EWF World Championship w roku 2001. Tym razem jednak pośród całego tego przepychu pojawia się coś, co zdecydowanie do niego nie pasuje. Yuko Shiraishi, ubrana w długą czarną sukienkę japońskiej marki UKIUKI, jeździ po marmurach na hulajnodze. Tak, to jest ta słynna hulajnoga, która na stałe zapisała się w historii polskiego wrestlingu. Kilka metrów dalej stoi Czesław Kowalski z tabletem w ręku i obserwuje ją uważnie. Czesław po początkowej nadziei, że być może uda mu się przejąć władzę nad EWF, jest już człowiekiem złamanym i pogodzonym z rolą asystenta. Do tego chyba już dawno zrozumiał, że nie ma sensu pytać, skąd biorą się kolejne pomysły komisarz.

Yuko Shiraishi – Czesław, a gdybyśmy zrobili walkę, w której zawodnicy mogą używać tylko rzeczy znalezionych w szatni?

Czesław Kowalski – Tylko w szatni?

Yuko Shiraishi – Tak. Ręcznik, butelka wody, suszarka... Można by zobaczyć, kto jest najbardziej kreatywny. (Nawet nie słucha co Czesław odpowie.) O, wiem! Może walka na dmuchanych materacach?

Czesław Kowalski – Nie wiem nawet jak to skomentować...

Yuko Shiraishi – Żartuję. Mam też normalny pomysł. Po każdej gali możemy publikować pełne, ale jednocześnie dynamiczne statystyki zawodników. Nie tylko zwycięstwa i porażki. Czas walki, liczba ciosów, próby przypięcia, skuteczność finisherów. Wszystko. Ludzie lubią takie rzeczy.

Czesław Kowalski – To akurat jest bardzo dobry pomysł.

Komisarz EWF rozpędza się i wykonuje na hulajnodze niewielki piruet. Długa sukienka wiruje wokół jej nóg. Po udanym obrocie zatrzymuje się i zerka na Czesława.

Yuko Shiraishi – I nie podglądaj.

Czesław Kowalski – Przecież...

Syn Pana Józefa odwraca wzrok, wyraźnie zakłopotany. W tej samej chwili otwierają się główne drzwi. Brakuje imponującej muzyki, która może zostanie dodana w jakimś edicie, ale szykuje się wizyta na wysokim szczeblu, bo drzwi otworzyła Sasza Dybicz. Skoro jest tu ona, to musi też być jej szefowa. No i rzeczywiście. Do sali wchodzi Berenika Martinez, prezydent EWF i prezes Aetherath Group. Yuko natychmiast się uśmiecha. Jazda hulajnogą oficjalnie zakończona i nic nie wskazuje by w dniu dzisiejszym miały być jakieś ofiary. Przy okazji fani hulajnóg pozdrawiają Psycho.

Yuko Shiraishi – Siostra!

Prezydent EWF najpierw spogląda na przyrodnią siostrę, później na hulajnogę.

Berenika Martinez – Historia z Psycho niczego cię nie nauczyła?

Yuko Shiraishi (z rozbrajającą szczerością) – Nie!

Berenika Martinez – Moja marmurowa posadzka... Porysujesz ją.

Komisarz EWF patrzy pod koła hulajnogi.

Yuko Shiraishi – Hmm... Nadal wygląda dobrze. (Berenika kręci głową.) Wiesz... bo tak się zastanawiam. Czy mogę zrobić tu remont? (Komisarz EWF rozgląda się po sali, po czym zatrzymuje wzrok na ogromnym obrazie wiszącym na jednej ze ścian.) No sama popatrz... chociażby ten obraz? Po co on tutaj? Nie zabierzesz go ze sobą?

Berenika Martinez – Nie. Został wykonany na specjalne zamówienie dla siedziby EWF Corporation. Zostaje tutaj.

Yuko Shiraishi – Nie lubię obrazków rodzinnych. Wprowadzają mnie w stan niepokoju, a wtedy jestem nieprzyjemna.

Berenika Martinez (chłodno) – Obraz zostaje.

Yuko Shiraishi – W ogóle całe to miejsce jest jakieś dziwne. To nie wygląda jak EWF. Bardziej jak pałac. Gen Z nie czuje się dobrze w pałacach. No, ale nic. Zaczęłam już robić tutaj porządki.

Berenika Martinez – Jakie znowu porządki?

W tym oto momencie od strony jakichś bocznych drzwi dobiega odgłos kół. Po chwili do sali wjeżdża Ponury Grabarz, ciągnąc za sobą metalowy wózek. Na nim leżą miecze, katany, rapiery i kilka innych rodzajów broni. Grabarz zatrzymuje się obok Yuko.

Berenika Martinez – Chyba uprzątnąłem wszystko.

Yuko Shiraishi (do Bereniki) – Takie tam, drobne sprzątanie.

Berenika Martinez – Co zrobiłaś?

Yuko Shiraishi – Kazałam to wszystko zdjąć.

Berenika Martinez – Ale dlaczego?

Yuko Shiraishi – Bo to jest siedziba EWF, a nie muzeum broni. Wiem siostro, że ty lubisz takie rzeczy. Tata też podobno zastawiał EWF jakimiś chińskimi wazami, a jego zdjęcie wygrało nawet jakiś pas. To wszystko jest takie strasznie ciężkie w odbiorze, bo on wtedy jakieś imperialne i rewolucyjne brednie głosił, a przy tym chodził nadęty tak jak ty czasami... (Próbuje nadąć policzki i pokazać jak bardzo można być nadętym.) Jak oglądam skróty tych starych gal, bo w całości to jest nie do ujechania, to nikt tego chyba wtedy nie kumał. Do tego twoja mama miała biurko z kości słoniowej, więc nic dziwnego, że twój gust jest zwichnięty. (Jeszcze raz rozgląda się po pomieszczeniu.) Dla mnie to wszystko jest trochę dziwne. Nie pasuje do mojej wizji.

Prezydent EWF nie odpowiada i przez chwilę milczy. Ciszę przerywa w końcu pomruk Grabarza.

Ponury Grabarz (wzruszając ramionami) – Broń jak broń.

Yuko Shiraishi – Właśnie dlatego ją stąd zabieramy. Wierzę w wrestling totalny, ale broń?

Ponury Grabarz – Kiedyś walczyłem łopatą.

Berenika Martinez – A umiesz walczyć na szpady?

Szef GRU spogląda na wózek wypakowany bronią.

Ponury Grabarz – Nie wiem.

Berenika Martinez – Nie wiesz?

Ponury Grabarz – Broń to broń.

Prezydent EWF podchodzi do wózka i wybiera jedną ze szpad.

Berenika Martinez – W takim razie możemy sprawdzić.

Ponury Grabarz bez słowa sięga po drugą broń. Berenika zdejmuje marynarkę i podaje ją swojej asystentce. Yuko cofa się o kilka kroków, uważnie obserwując oboje. Czesław również nie spuszcza z nich wzroku.

Yuko Shiraishi – Wspaniale. Czuję w tym potencjał setek tysięcy wyświetleń.

Berenika unosi szpadę. Wykonuje pierwszy ruch, potem następny. Ostrze przecina powietrze z precyzją, która nie pozostawia wątpliwości, że nie trzyma broni po raz pierwszy. Nie ma w jej ruchach zbędnej siły ani niepewności. Grabarz nie podejmuje walki. Powoli przyklęka na jedno kolano.

Ponury Grabarz – Nie będę gryzł ręki, która mnie karmi i której zawdzięczam więcej, niż kiedykolwiek zdołam spłacić.

Po tych słowach chwyta obiema rękami górną część koszuli i jednym gwałtownym ruchem rozrywa materiał, odsłaniając masywną, owłosioną klatkę piersiową. Prezydent EWF nie okazuje najmniejszego zdziwienia. Nawet nie zmienia wyrazu twarzy.

Ponury Grabarz – Jeśli przyszedł czas, żebym zapłacił za wszystko, proszę mnie nie oszczędzać. Jeśli musisz, to lepiej, żebyś od razu przeszyła moje serce. Tutaj. Teraz.

Teraz Berenika przez chwilę przygląda mu się z wyraźnym zainteresowaniem. Być może zainteresowały ją te teatralne gesty i jeszcze bardziej teatralne słowa. Powoli opuszcza szpadę, ale nie w geście wycofania. Wręcz odwrotnie. Ostrze zbliża się do piersi Grabarza, aż dotyka jego skóry.

Berenika Martinez – Śmierć jest prosta. Wystarczy jedna decyzja. Świat jest pełen ludzi, którzy potrafią odebrać życie. Niektórzy robią to z odległości tysięcy kilometrów i nawet nie muszą patrzeć swoim ofiarom w oczy. (Przyciska ostrze odrobinę mocniej. Na skórze Grabarza pojawia się kropla krwi.) Ale odebrać życie to nie to samo, co mieć nad nim władzę.

Grabarz nie spuszcza z niej wzroku. Syknął nagle z bólu, ale to nie ostrze spowodowało w nim to nieprzyjemne uczucie. To jego od dawna kontuzjowana noga. Klęczenie chyba jej nie pomaga. Grabarz bowiem kuleje na jedną nogę od czasu, gdy w 2001 roku, jeszcze w PECW, przeżył dramatyczny upadek z wysokości. Ten nagły dźwięk odwrócił uwagę Bereniki od szpady, spojrzała z zaciekawieniem na jego kolano.

Berenika Martinez – Powiedz mi. Jak długo już cierpisz?

Ponury Grabarz – Dwadzieścia pięć lat.

Berenika Martinez – Dwadzieścia pięć lat, dwadzieścia pięć lat. (Wyraźnie się zamyśliła.) Ćwierć wieku. Każdy krok przypomina ci o tym, co się wydarzyło. Każdy dzień każe ci płacić za jedną chwilę. (Przez chwilę patrzy mu prosto w oczy.) Nawet jeśli jej już dokładnie nie pamiętasz. Czas nie zaleczył ran, co? Wiesz... ja potrafię stworzyć coś, co odbierze człowiekowi życie, zanim ten zdąży zrozumieć, że jest zagrożony. Potrafię sprawić, że człowiek, który nigdy mnie nie widział, umrze. Taka natura korporacyjnego producenta uzbrojenia. Nie zamierzam udawać, że to mała władza. Ale jeśli cała moja potęga służyłaby wyłącznie niszczeniu, byłaby żałośnie ograniczona. Prawdziwa władza zaczyna się tam, gdzie mogę zdecydować nie tylko o tym, kto umrze, ale również o tym, kto nie musi już dłużej cierpieć.

Powoli odsuwa szpadę od jego piersi.

Berenika Martinez – Dwadzieścia pięć lat wystarczy. Być może nadszedł czas, żebyś przestał cierpieć.

Ponury Grabarz – To znaczy?

Berenika Martinez – Niczego ci nie obiecuję. Ale jeśli istnieje sposób, żebyś znów chodził bez bólu, znajdę go. Za twą wierność wobec EWF. Myślę, że w Mithraeon Vita Biosciences możemy znaleźć rozwiązanie twoich problemów.

Szef GRU przez chwilę milczy


Ponury Grabarz – Nie wiem, co powiedzieć.

Berenika nagle zaczyna się śmiać. W zasadzie nie wiadomo, z czego ten śmiech wynika. Berenika cofa ostrze i odrzuca szpadę na bok.


Berenika Martinez – Wstań już. Nie lubię takich teatrzyków.

Grabarz podnosi się powoli. Kiedy obciąża chorą nogę, znów lekko syczy z bólu. Berenika słyszy to, ale nie komentuje. Potem odwraca się w stronę Czesława.

Berenika Martinez – Czesław. Podnieś moją szpadę.

Syn Pana Józefa przez moment patrzy na leżącą na marmurze broń, potem na Berenikę. Nie jest pewien, czy dobrze usłyszał.

Czesław Kowalski – Oczywiście.

Podchodzi do szpady i podnosi ją ostrożnie, obiema rękami. Berenika wyciąga dłoń, ale zanim odbierze broń, przez chwilę przygląda się Czesławowi.

Berenika Martinez – Mam nadzieję, że każdego dnia dziękujesz Yūko za to, że dała ci pracę.

Czesław Kowalski (zdziwiony) – Ale... ale... Nie rozumiem....

Prezydent EWF odbiera szpadę. Nawet nie zaszczyca go spojrzeniem.

Berenika Martinez – Właśnie w tym problem, Czesław. Ty nigdy niczego nie rozumiesz. Kiedy wybrałam Yūko na komisarza, mogłeś przyjąć moją decyzję z godnością. Przegrałeś. Zdarza się, na tym polega życie. Zamiast tego urządziłeś histeryczną scenę, jakby cały świat był ci winien stanowisko. I to w mojej obecności. (Wreszcie patrzy mu prosto w oczy. Jej głos pozostaje spokojny.) Nie mogę na ciebie patrzeć. Gardzę ludźmi, którzy są tak słabi, że nie potrafią zapanować nad własnymi emocjami. Ale jeszcze bardziej gardzę tymi, którzy po porażce uważają, że należy im się współczucie. (Czesław otwiera usta, lecz nie wydobywa z siebie ani słowa. Nie jest w stanie znieść jej spojrzenia.) Powinieneś być wdzięczny, że Yūko ma więcej cierpliwości niż ja. Na twoim miejscu nie wystawiałabym jej na próbę.

Odwraca się, kończąc rozmowę, zanim Czesław zdąży odpowiedzieć. Słysząc to Yuko zaczyna się śmiać, tak po japońsku, więc jest to całkiem urocze. Można łatwo odróżnić jej japoński śmiech od polskiego. Japoński jest naturalniejszy i kawaii, polski śmiech jest natomiast wyuczony.

Yuko Shiraishi – No już.... daj mu spokój. (Przygląda się z rozbawieniem wózkowi z bronią.) Swoją drogą, to były chyba najdziwniejsze porządki w historii EWF.

Berenika Martinez – Żarty żartami, ale nie po to tu jestem.

Yuko Shiraishi – O? Myślałam, że to kurtuazyjna wizyta. Cóż, rozumiem, że chcesz konkretów, tak?

Komisarz EWF sięga po telefon, przez chwilę coś na nim przesuwa, po czym naciska jeden z przycisków. W ścianie obok wielkiego obrazu rozlega się cichy mechaniczny szum. Fragment marmurowej ściany rozsuwa się i wysuwa z niej ogromny, szeroki ekran. Berenika natomiast od razu skupia uwagę na ekranie. Yuko staje przed nim i nagle całkowicie zmienia ton. Na ekranie pojawia się pierwsza grafika. Krzywe oglądalności Wrestlepaloozy, podzielone na poszczególne segmenty, godziny, grupy widzów i źródła ruchu. Obok pojawiają się kolejne wykresy: reakcje w mediach społecznościowych, komentarze, udostępnienia, czas oglądania, momenty, przy których widzowie przestawali przewijać materiał. Yuko przesuwa palcem po ekranie.

Yuko Shiraishi – To jest oglądalność. To są reakcje. Tutaj mamy interakcje w social mediach. Tutaj momenty, które ludzie najczęściej wycinali, wysyłali dalej albo wrzucali jako własne klipy. A tutaj mamy coś ważniejszego.

Na ekranie pojawia się kilka krótkich fragmentów Wrestlepaloozy, każdy oznaczony innym kolorem. Jeden prowadzi przez historię Vaclava i Nabeshimy. Drugi przez Nasa. Trzeci przez Franko i Bidama. Kolejny przez Hanię. Jeszcze jeden, ten początkowy, ale za to jakże intensywny, przez Psycho. Są też oczywiście Sergiusz, Arek Kolano i Maksymilian an-Nazira.

Yuko Shiraishi – Po emisji poprzedniej gali zaczęłam ciąć galę na osobne ścieżki fabularne. Nie tylko highlighty. Całe wątki. Postawmy się w roli widza. Jeśli interesuje cię Vaclav i Nabeshima, oglądasz praktycznie tylko ich historię, od pierwszego pojawienia się do końca gali. Jeśli chcesz śledzić Nasa, dostajesz jego segmenty, walki, reakcje innych i wszystko, co prowadzi jego historię dalej. Franko i Bidam mają własną ścieżkę. Hania własną. Psycho miał własną, dopóki nie dostał szybkiej lekcji z przepisów prawa o ruchu drogowym i poszedł na L4.

Berenika patrzy na ekran bez słowa. Yuko przełącza widok. Tym razem pojawia się interaktywny układ przypominający mapę historii. Poszczególne wydarzenia łączą się ze sobą liniami. Przy każdym wrestlerze widnieją nazwiska osób, z którymi miał kontakt podczas gali.

Yuko Shiraishi – A to dopiero początek. Możemy zrobić coś jeszcze. Widz wybiera zawodnika i dostaje całą galę z jego perspektywy. Nie tylko walki. Wszystko. Kto o nim mówił, kto go obserwował, gdzie pojawił się w tle, jakie wydarzenie miało wpływ na jego historię. Możemy też zrobić „previously in EWF”, ale generowane osobno dla każdego widza. Jeżeli ktoś zaczyna interesować się Nabeshimą, system pokazuje mu wcześniejsze fragmenty, które tłumaczą, dlaczego Nabeshima reaguje właśnie tak, a nie inaczej. Możemy też sięgnąć do archiwalnych gal, które mój zespół właśnie rozcina na fragmenty i nadaje im dynamizmu.

Na ekranie pojawia się kolejna opcja.

Yuko Shiraishi – Po gali możemy też sprawdzić, które momenty wywołały największe emocje i następnego dnia przygotować z nich krótkie historie. Nie zwykłe klipy. Mini-opowieści. Trzy minuty, pięć minut, dziesięć. Widz nie musi pamiętać, co wydarzyło się trzy godziny wcześniej. EWF samo mu to przypomni.

Prezydent EWF podchodzi bliżej. Przez chwilę ogląda dane, potem przewija ekran dalej. Tym razem pojawia się wykres pokazujący, jak widzowie przechodzą między poszczególnymi historiami.

Berenika Martinez – A to?

Jej przyrodnia siostra uśmiecha się, ale tym razem bez typowej dla siebie przesadnej energii.

Yuko Shiraishi – No tak. Mówiłam przecież, że EWF będzie większe niż wrestling, prawda? W 2026 roku ludzie nie oglądają już tylko gali. Przechodzą między historiami. Ktoś zaczyna od Hani, potem przechodzi do Franko i Bidama, później trafia na Nasa, a następnie ogląda fragment z Vaclavem. Możemy zacząć budować EWF tak, żeby każda historia prowadziła do następnej.

Zapada cisza. Berenika jeszcze przez chwilę patrzy na ekran.

Berenika Martinez – To jest bardzo ciekawe.

Komisarz EWF natychmiast rozpromienia się.

Yuko Shiraishi – To jeszcze wymyśliłam...

Berenika Martinez (przerywając jej) – Nie teraz. Obgadamy to przy kolacji.

Yuko Shiraishi – Dzisiaj?

Berenika Martinez – Dzisiaj nie. Lecę do Chin. Mam tam kilka spółek do sprzedania. Mam wielkie plany co do przyszłości Aetherath Group, chcę budować rakiety balistyczne, a niestety w sektorze obronnym powiązania z Chinami nie pomagają. Pozbywam się więc tam wszystkiego. Trochę z żalem, ale tak trzeba. Długa historia, nie będę cię zanudzać. Później będę w Japonii na zakupach.

Yuko Shiraishi – Zakupy? Razem? (Wyraźnie podekscytowana.) Ginza czy Omotesando?   

Berenika Martinez – Nie, nie takie zakupy. Kupuję spółkę produkującą systemy napędowe oparte na hybrydowej technologii rakietowej.

Yuko Shiraishi (ostentacyjnie ziewając) – Nudy, ale może w takim razie kolacja w Tokio? Znajdziesz czas?

Berenika Martinez – Tokio brzmi dobrze.

Yuko Shiraishi – To zsynchronizujmy kalendarze i się zgadamy.

Czesław, stojący nieco dalej, pochyla się w stronę Grabarza i mówi niemal bezgłośnie.

Czesław Kowalski – Byle im się tylko okresy nie zsynchronizowały, bo to byłoby straszne.

Ponury Grabarz – Zamknij się.

Uśmiechnięta Yuko tymczasem już ponownie patrzy na ekran.

Yuko Shiraishi – A właśnie! Bo skoro mamy już te ścieżki, to pomyślałam, że możemy zrobić jeszcze jedną rzecz. Wyobraź sobie, że ktoś wchodzi na EWF i zamiast zwykłego menu widzi...

Zaczyna mówić coraz szybciej, gestykulując przed ekranem. Berenika słucha jej z wyraźnym zainteresowaniem. Czesław spogląda na Grabarza, Grabarz na Czesława. Obaj przez chwilę milczą. A Yuko już przechodzi do kolejnego pomysłu.


27 września 2026 roku
Gorzów Wielkopolski
kilka godzin przed rozpoczęciem gali
EWF Pulse Project


Jest ciepłe popołudnie, a na kilka godzin przed rozpoczęciem Wrestlepaloozy okolice hali zaczynają żyć własnym życiem. Na terenie wokół obiektu w Gorzowie Wielkopolskim pojawiają się stoiska związane z EWF, food trucki, stanowiska z merchandisem i innymi towarami, do tego organizowane są jakieś nowoczesne gry, konkursy, wyznaczono też specjalne miejsca do robienia zdjęć. Zbudowano wielką scenę tuż przed głównym wejściem do hali, a wokół samej hali kilka mniejszych scen. Z głośników płynie muzyka, na ekranach wyświetlane są fragmenty historii EWF, ale nie w jakimś nudnym formacie, a odpowiednio zmontowane, przyśpieszone i zmodernizowane. Przy jednym ze stanowisk fani mogą spróbować swoich sił w prostych ćwiczeniach wrestlingowych. Pracownicy EWF krążą między ludźmi, sprawdzają, czy wszystko działa, rozdają informacje i kierują ruchem. Wśród tłumu pojawiają się też influencerki i internetowe twórczynie zaproszone przez federację. Robią zdjęcia, nagrywają krótkie materiały, rozmawiają z fanami i oczywiście niemal natychmiast zaczynają publikować wszystko w swoich mediach społecznościowych. Yuko Shiraishi również jest wśród ludzi. Ubrana w krótką czarną plisowaną spódnicę, biały oversize'owy t-shirt, lekką czarną bomberkę i białe sneakersy (w kwestii obuwa sportowego Yuko uznaje tylko markę Nike) przechadza się między kolejnymi strefami, rozmawia z fanami, robi zdjęcia, zagląda do stanowisk i co jakiś czas zamienia kilka słów z pracownikami. Wygląda bardziej jak jedna z uczestniczek festiwalu niż komisarz federacji. Co jakiś czas ktoś ją rozpoznaje, prosi o zdjęcie albo woła ją z tłumu. Yuko zatrzymuje się wtedy bez większego namysłu. Kilka razy sama zaczepia ludzi, pytając, co im się podoba, a czego brakuje. Jej popularność w Polsce od czasu incydentu z Psycho nieustannie rośnie. Pewnie nawet nie do końca z powodów wrestlingowych. W miarę upływu czasu ruch robi się coraz większy. Pojawia się więcej ludzi, kolejki przy stoiskach wydłużają się, muzyka gra głośniej, a kolejne atrakcje zaczynają przyciągać tłumy. Rozpoczynają się koncerty jakichś młodzieżowych zespołów, ale w sumie nie tylko takich, jacyś muzyczni emeryci też się znaleźli, bo nowe EWF jest dla każdego, więc muzyka też jest dla każdego. W pewnym momencie na głównej scenie pojawia się informacja, że do otwarcia hali została już tylko godzina. Ludzie zaczynają powoli kierować się w stronę sceny. Rozmowy mieszają się z muzyką, telefony unoszą się nad głowami, ktoś zaczyna skandować EWF! EWF! EWF! EWF! jakby gala już trwała. Napięcie rośnie. Wreszcie światła na głównej scenie przygasają. Yuko, która jeszcze chwilę wcześniej stała wśród publiczności, wchodzi na scenę. Przez moment patrzy na tłum, uśmiecha się i czeka, aż hałas trochę ucichnie.

Yuko Shiraishi – No dobrze. Chyba możemy już oficjalnie powiedzieć, że EWF Pulse działa. (Tłum reaguje oklaskami.) I wiecie co? Dokładnie o to mi chodziło. Nie chciałam robić jakiegoś nudnego pre-show, w którym przez godzinę ktoś siedzi, ględzi i czeka na pierwszą walkę. Albo po prostu sprzedaje kiepskiej jakości żarcie z cenami z kosmosu i do tego jakieś tanie t-shirty. Chciałam, żeby Wrestlepalooza zaczynała się wtedy, kiedy zaczynacie się bawić. Kilka godzin wcześniej. Tutaj. Z muzyką, jedzeniem, grami, zawodnikami, internetem i wszystkim, co lubicie robić, kiedy nie patrzycie akurat na ring. Bo EWF ma być czymś więcej niż wrestlingiem. Bo sam wrestling jest.... dziwny, ale jednocześnie emocjonalny i bardzo ludzki. To siła, agresja, strach, adrenalina, pot, łzy, czasami krew. Ktoś chce wygrać, ktoś nie chce przegrać, ktoś upada i musi wstać. Nie trzeba tego nikomu tłumaczyć. To działa, bo takie rzeczy jako ludzie nosimy w sobie od zawsze.

Komisarz EWF uśmiecha się do publiczności, a ta reaguje entuzjastycznie. Znów słychać okrzyki: EWF! EWF! EWF! EWF! EWF!

Yuko Shiraishi – A teraz chcę, żeby EWF było także głosem mojego pokolenia. I nie chodzi mi o to, żeby ktoś po pięćdziesiątce założył sneakersy, powiedział „siema, młodzi” i zaczął udawać, że rozumie TikToka. Ja mam dwadzieścia dwa lata. Myślę, czuję, oglądam, nudzę się, zachwycam i zmieniam zdanie tak samo jak wy. Nie muszę udawać nowoczesności. Chcę po prostu zrobić EWF po swojemu. Tak, żebyście mogli tu przyjść kilka godzin przed galą i już czuć, że coś się dzieje. Żeby wrestling był najważniejszą częścią tego świata, ale nie jedyną.

Komisarz spogląda na ogromną halę za sobą.

Yuko Shiraishi – Za chwilę otworzą się drzwi do hali. Potem zacznie się Wrestlepalooza. Będą walki, mistrzostwa, zwycięstwa i porażki. Ale dla mnie Wrestlepalooza zaczęła się już tutaj. (Unosi mikrofon.) To jest EWF Pulse. I dopiero zaczynamy. Pamiętajcie, że ja jestem taka jak wy. Stare korporacyjne baby mówią wam, co jest modne, co jest fajne i co powinniście lubić. A potem wypuszczają to do internetu i dziwią się, że nikt tego nie chce. Ja nie zamierzam tego robić. Nie muszę udawać, że rozumiem moje pokolenie, bo jestem jego częścią. Wychowałam się w tym samym świecie co wy. Mam ten sam internet, te same algorytmy, te same dziwne trendy, te same momenty, kiedy otwieram telefon tylko na chwilę, a godzinę później nadal scrolluję. Wiem, co nas śmieszy. Wiem, co nas nudzi. Wiem też, kiedy ktoś próbuje nam coś sprzedać jako „autentyczne”, chociaż zostało wymyślone przez piętnaście osób na spotkaniu zarządu. Dlatego nie chcę zrobić EWF, które będzie udawało młode. Chcę zrobić EWF, które naprawdę będzie młode. EWF ma być głośne, szybkie, dziwne, czasami głupie, czasami piękne, czasami kompletnie nieprzewidywalne. Ma być miejscem, w którym można przyjść na wrestling, ale można też przyjechać kilka godzin wcześniej, posłuchać muzyki, spotkać ludzi, zagrać w coś, zrobić zdjęcie, nagrać TikToka, poznać zawodnika, którego jeszcze wczoraj nawet nie znaliście.

Znów słychać okrzyki: EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF!

Yuko Shiraishi – Ale wiecie, co jest najważniejsze? Ja nie chcę wam mówić, jaka macie być. Nie będę wam mówić, co macie oglądać. Nie będę mówić, którego zawodnika macie lubić. Nie będę udawać, że każda rzecz, którą zrobi EWF, będzie idealna. Będziemy próbować. Będziemy czasami robić rzeczy dziwne. Czasami pewnie kompletnie głupie. Ale będą nasze. Bo ja jestem EWF. I EWF jest mną. Jeżeli jestem chaotyczna, EWF może być chaotyczne. Jeżeli jestem ciekawa świata, EWF będzie ciekawskie. Jeżeli chcę nowych rzeczy, EWF będzie ich szukać. Jeżeli nie podoba mi się coś, co było robione przez ostatnie dwadzieścia lat, to nie będę tego robić tylko dlatego, że „zawsze tak było”. I właśnie dlatego chcę, żebyście byli częścią tego. Nie chcę stworzyć federacji dla mojego pokolenia. Chcę stworzyć federację, która będzie mówiła jego głosem. (Uśmiecha się.) To jest moje EWF. I jeżeli chcecie - od dzisiaj jest też wasze. Więc chodźcie. Zróbmy coś, czego te wszystkie korporacyjne baby nigdy nie potrafiły zrobić. Zróbmy to po swojemu.

Muzyka natychmiast wraca, a tłum odpowiada głośnym okrzykiem. Na ekranach pojawia się logo EWF Pulse, a po chwili także odliczanie do otwarcia hali:




27 września 2026 roku

Gorzów Wielkopolski


Gorzów Wielkopolski. Miasto nad Wartą, w którym historia miesza się z przemysłem, żużlem i charakterystycznym miejskim krajobrazem rozciągającym się po obu stronach rzeki. Kamera przesuwa się nad Wartą, pokazuje Bulwar Nadwarciański, Stary Rynek, wieżę katedry, stare kamienice, zabytkowy Spichlerz, Wyspę Młyńską i estakadę kolejową, po czym kieruje się w stronę ulic prowadzących do hali. Taki typowy wstęp do gali EWF jaki oglądamy od lat. Z każdą minutą jest tutaj coraz więcej ludzi. Fani EWF przyjechali z całej Polski, część pamięta jeszcze federację sprzed dekady, inni poznali ją dopiero w 2026 roku. Wokół hali działa EWF Pulse, z głośną muzyką, stoiskami, ekranami, jedzeniem, konkursami i tłumem ludzi nagrywających wszystko telefonami. Widać dużą ilość młodych dziewcząt, być może są to słynne influencerki. Warto też odnotować, że EWF po raz pierwszy gości w Gorzowie Wielkopolskim. To w sumie ciekawe, że nigdy tu nie trafiliśmy. Dodatkowo ten Gorzów niby jest Wielkopolski, ale leży w Lubuskiem. Kto to wymyślił? Ciekawe, że tym razem ludzie wywiesili nawet transparenty na balkonach i w oknach swoich domów: „Gorzów mówi EWF!”, „Warta płynie, EWF wraca!”, „Gen Z-EWF dotarło do Gorzowa!”, „Yuko, pokaż nam przyszłość!”, ale także jakieś głupie w stylu „Yuko, pokaż dupę!”, „Hania, pokaż cycki!”. Dekady mijają, ale podstawowe ludzkie instynkty pozostają takie same. Wewnątrz hali takie transparenty zostałyby pewnie skonfiskowane przez GRU, ale tutaj? Tutaj nie. No, ale nie przynudzajmy i sprawdźmy, co dzieje się na arenie. W środku hali atmosfera robi się coraz gęstsza. Na ekranach pojawiają się fragmenty najważniejszych wydarzeń ostatnich tygodni: Psycho z EWF World Championship, Bidam i Franko zdobywający pasy drużynowe, Hania odkładająca mistrzowski pas obok nieprzytomnego Psycho, Vaclav uciekający przed Nabeshimą i wszystkie perypetie jakie w ciągu ostatnich tygodni ich spotkały, a następnie trzy sylwetki - Hania, Bidam i Franko. Później Psycho rozjechany przez hulajnogę, walczący z Grabarzem, roztrzęsiona Yuko, no i oczywiście Franko zostający nowym EWF World Champem. Wewnątrz hali kibice też przynieśli transparenty: „Psycho z wozu, EWF lżej!”, „Franko to świetny mistrz!”, „Hania po złoto!”, „Rzeźnicy zza fal wiecznie żywi”, „Franko, więcej motoryki!”, „Bidam, tym razem nie zgub Psa!”, „Nabeshima zwycięży!”, „Vaclav, oddaj gwizdek!”, „Vaclav jest arbitrem obrzydliwości, a nie żucia”, „Nabeshima kontra Wróg Ludu!” i takie tam. Jest też dziwna grupka w patriotycznych mundurach, która z jakiegoś powodu wspiera chyba Yuko, bo ma transparenty w stylu „Koniec ***** grzeczności w wrestlingu! Koniec łagodności!", „Wznosimy okrzyk: Za Yuko!!!", „To jest ten moment!", „Za Yuko!!!!". Wróćmy do normalniejszych transparentów, bo widzimy też: „Nas wrócił i chyba naprawdę coś planuje!”, „Sergiusz nadal jest milionem dolarów!”, „Nas ma MOC!”, „Nie wkurzajcie Yuko”, „Gen Z-EWF albo śmierć!”, „POV: oglądasz tylko Hanię!”, „POV: śledzisz Vaclava!”, „POV: Nabeshima widzi Vaclava!”, „POV: Franko szuka Bidama!”, „Uwaga na hulajnogę!”„Chcemy więcej EWF Pulse!”, „Dawać szybkie walki!”, „Mama mówiła, że EWF nie wróci!”, „Jestem fanem Dark Avengera” oraz wielki transparent zawieszony wysoko nad wejściem: „JEDEN PAS. WIELU PRETENDENTÓW. ŻADNYCH WYMÓWEK.” Światła zaczynają powoli gasnąć. Rozmowy na trybunach zamierają, a tysiące telefonów unoszą się w górę. Na ogromnym ekranie pojawia się logo Wrestlepaloozy, po czym rozbrzmiewają pierwsze dźwięki EWF Theme. Reflektory przecinają ciemność, arena eksploduje światłem i pirotechniką, a publiczność natychmiast podrywa się z miejsc. Tutaj także, podobnie jak na zewnątrz, widać takie miejsca, gdzie średnia wieku wynosi około dwudziestu lat, a osoby zajmujące te miejsca, raczej do tej pory nie miały z wrestlingiem wiele wspólnego. Pokaz pirotechniki się kończy, a Gorzów odpowiada jednym, potężnym chórem: EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! Co dzisiaj EWF zrobi z kolejnym rozdziałem swojej historii? Historii w stylu Gen Z. Od razu otrzymujemy mocne zbliżenie na twarze Tony'ego Hogańskiego i Jana Kowalskiego.

Jan Kowalski – Rozpoczynamy kolejną Wrestlepaloozę! Pierwszy raz w historii trafiamy do Gorzowa Wielkopolskiego!

Tony Hogański – To miłe, że są miasta, których jeszcze nie odwiedzaliśmy.

Jan Kowalski – Lista jest szczerze mówiąc całkiem pokaźna. Może czas by EWF skupiło się na Polsce powiatowej? Tam chyba też żyją jacyś przedstawiciele Gen Z?

Tony Hogański – Jesteś zgryźliwy czy co? EWF ma być dla każdego.

Jan Kowalski – Tym optymistycznym akcentem witają państwa... Tony Hogański...

Tony Hogański –  .... oraz Jan Kowalski!

Jan Kowalski – Wresltepaloozę numer 132 czas zacząć!

Tony Hogański – W zasadzie to Yuko rozpoczęła już ją zamiast ciebie, bo mamy teraz EWF Pulse.

Jan Kowalski (wzdychając) – Martwię się kierunkiem rozwoju polskiego wrestlingu. Te teksty o tym, że EWF to więcej niż wrestling, jej brak zainteresowania zawodnikami, ona chyba nawet za bardzo nie wie, kto jest obecnie EWF World Champem. Czy ona w ogóle wie jakich mamy zawodników? Czy może interesuje ją tylko klikalność, słupki oglądalności, nowe historie, nowe pomysły. No gdzie jest w tym wszystkim wrestling?

Tony Hogański – Znowu będziesz smęcił? Widziałeś kilka komentarzy o twoim zachowaniu? Że przynudzasz, nie odnajdujesz się w nowej rzeczywistości i może powinieneś rozważyć emeryturę.

Jan Kowalski – Widziałem, ale nie przejmuję się tym. Nadal uważam, że mam wiele do zaoferowania EWF.

Tony Hogański – To ja może powiem, że EWF zaoferowało nam zupełnie nowy stolik komentatorski!

To teraz już wiemy dlaczego przed chwilą otrzymaliśmy zoom na twarze komentatorów. Okazuje się, że stanowisko komentatorskie EWF otrzymało nowy wygląd. Zamiast dotychczasowego prostokątnego stołu przy ringu pojawił się niski, elegancki stolik o zaokrąglonym, lekko owalnym kształcie, zaprojektowany specjalnie z myślą o nowoczesnej transmisji telewizyjnej. Jego front pokrywa szeroki, zakrzywiony panel LED, na którym podczas gali wyświetlane jest logo EWF, informacje dotyczące aktualnej walki oraz najważniejsze grafiki transmisji. Każdy z komentatorów ma przed sobą własny panel z ekranem dotykowym, zapewniający dostęp do statystyk zawodników, wyników, historii tytułów i materiałów z powtórek. W konstrukcję stolika wbudowano również niewielkie kamery reaction cam, wcześniej zapowiedziane przez Yuko, pozwalające realizatorom szybko pokazywać reakcje komentatorów podczas najważniejszych momentów gali. Całość zachowuje niską, kompaktową formę, dzięki czemu stanowisko nie ogranicza widoczności publiczności siedzącej za komentatorami, a jednocześnie nadaje transmisji bardziej nowoczesny charakter.

Tony Hogański – No i jak ci się podoba?

Jan Kowalski – Podoba, ale mam nadzieję, że przeznaczamy też część budżetu na szkolenie młodzieży. Stracona dekada sprawiła, że produkcja młodych talentów Polsce w zasadzie ustała.

Tony Hogański – Nie mogę słuchać tego zrzędzenia.

Toster wyciąga rękę w stronę Janka i wciska jakiś guzik na jego panelu sterującym. Kamera Kowalskiego przełącza się w tryb reaction cam, której ten nie umie okiełznać i zamiast tego wszyscy widzą dziwne zbliżenie od dołu na twarz Janka.

Jan Kowalski – Tony! Proszę cię! Jak to się wyłącza? (Kowalski zaczyna wciskać guziki, gdzie popadnie i zamiast tego na ekranie pojawiają się różne kolorowe emoji, pokemony, dziwne obrazki i tańczące dziewczyny z japońskich anime.) Co tu się dzieje? Tony!

Toster wyciąga w końcu do niego pomocną dłoń i wyłącza jego reaction cam.

Tony Hogański – Uspokoiłeś się już? Tak? To powiedz nam dzisiaj, co nas czeka i jedziemy z tą galą.

Jan Kowalski – Zacznę od końca. Na ostatniej gali Franko spełnił swoje marzenie i wreszcie został EWF World Champem, a dziś będzie bronił mistrzowskiego pasa w Unknown matchu przeciwko Hani. Ciekawa to w sumie stypulacja, ale omówimy ją później. Wcześniej Yoshihito Nabeshima i Vaclav wreszcie spotkają się w walce jeden na jeden. Zobaczymy też walkę Nasa z Sergiuszem lub Arkiem Kolano. Będziemy też mieć przyjemność oglądania pojedynku Bidama z Maksymilianem an-Nazirą, a w walce otwarcia Sergiusz i Arek Kolano zdecydują, który z nich będzie walczył z Nasem.

Tony Hogański – Dobry wstęp, taki nie za długi, nie za krótki, a w sam raz.

Jan Kowalski – Chciałbym jednak wrócić do tematu EWF Pulse...

Tony Hogański (dramatycznie) – Nieeeeee!! Tylko bez tego twojego przynudzania.

Jan Kowalski – To wcale nie tak. Uważam, że to całkiem rozsądny pomysł. Wychodzimy do ludzi i otwieramy się na nową widownię.

Tony Hogański – No proszę. Pozytywny Kowalski... tego nam brakowało.

Jan Kowalski – Właśnie tak. Chciałbym przy tym przypomnieć, że puls EWF bije przede wszystkim w wrestlingu, a nie tej całej otoczce. Mimo wszystko, godna pochwały inicjatywa.

Tony Hogański – To ja zapomniałem wspomnieć, że dzięki żonie Nasa, Weronice Passent, stworzono też krótką grę dotyczącą przygody Psycho, Yuko i słynnej hulajnogi. Nazywa się Psycho Chase i serdecznie ją polecamy.

Jan Kowalski – Takie rzeczy....


W tym momencie rozbrzmiewa Basil Poledouris – „Anvil Of Crom”. Publiczność reaguje głośnymi brawami, kiedy EWF World Champion pojawia się na rampie. Na ostatniej gali Franko zostawił swoich rywali w pokonanym polu i wreszcie zdobył upragnione mistrzowskie trofeum. Teraz stoi pod FeliXtronem z EWF World title lśniącym między jego biodrami. Idzie spokojnie w kierunku ringu. Po drodze kilka osób wyciąga ręce, ale Franko tylko kiwa głową. Wchodzi między liny, staje na środku ringu i przez chwilę patrzy się po trybunach. Angelika Kucharska w międzyczasie podała mu mikrofon.

Franko – Kiedy człowiek zostaje mistrzem, wszyscy zaczynają oczekiwać od niego pewnych rzeczy. Że będzie mówił głośniej. Że będzie się chwalił. Że będzie przypominał wszystkim, że to on ma pas. Że będzie zachowywał się tak, jakby od momentu zdobycia tytułu wszystko zaczęło należeć do niego. (Krótka pauza.) Ja nie zamierzam tego robić. Nie będę traktował tego pasa jak trofeum i nie powieszę go sobie na ścianie jako dowodu na to, że jestem kimś ważniejszym niż byłem wczoraj. Nie będę używał go do budowania własnego ego. I nie będę udawał, że samo posiadanie tego pasa daje mi prawo do czegokolwiek. (Zdejmuje pas, spogląda na niego, a następnie przewiesza go sobie przez ramię.) Bo ten pas nie należy do mnie. Nigdy nie należał. Nie należy i nie będzie należał do żadnego człowieka. Każdy chciałby rządzić światem, a w przypadku zawodników Extreme Wrestling Federation wyznacznikiem takiego sukcesu jest zdobycie EWF World title. Udało mi się. Dołączyłem do wielkich mistrzów z przeszłości. Dobrze wiem, że ten tytuł należy do EWF. Do historii tej federacji. Do ludzi, którzy nosili go przede mną. Do tych, którzy walczyli o niego. I do tych, którzy będą o niego walczyć długo po tym, jak moje nazwisko przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie. Ja jestem tylko kolejnym elementem tej historii.

Publiczność zaczyna krzyczeć naprzemiennie, a to Franko! Franko! Franko! Franko! Franko!, a to EWF! EWF! EWF! EWF! EWF!

Franko – Przyjdzie dzień, gdy ktoś inny wyciągnie po niego swoje dłonie. Nie ma znaczenia, czy stanie się to za miesiąc, za rok czy później. Przyjdzie dzień, kiedy ktoś stanie naprzeciwko mnie i okaże się lepszy. Ale dziś nie jest ten dzień... i nie stanie się to za miesiąc, za dwa, czy za trzy. Mogę mówić wielkie słowa, ale EWF World Champem mam zamiar pozostać jak najdłużej.

Znów słychać głośne okrzyki: Franko! Franko! Franko! Franko! Franko!

Franko – Mistrzostwo świata Extreme Wrestling Federation nie jest nagrodą. (Pauza.) Jest odpowiedzialnością.

Kolejna chwila ciszy. Franko powoli podnosi wzrok na publiczność.

Franko – A ja zamierzam wykonać swoją część tej odpowiedzialności.

Odkłada mikrofon i pozostaje jeszcze przez moment na środku ringu, z pasem na ramieniu. Publiczność zaczyna bić brawo. Franko nie unosi tytułu nad głowę. Nie celebruje. Po prostu stoi spokojnie, jakby właśnie powiedział dokładnie to, co uważał za konieczne. Muzyka ponownie rozbrzmiewa, a Rzeźnik spokojnie opuszcza ring.



Tony Hogański – Franko nowym EWF World Champem, tzn. jest nim już od ostatniej gali, ale uznajmy, że to była jego mowa inauguracyjna.

Jan Kowalski – Psycho miał podobną na gali w Łodzi. Czy to nowa tradycja?

Tony Hogański – Jak dla mnie, to dobra tradycja. Może nie jakaś super TikTokowa, ale ciekawa.

Jan Kowalski – Tylko żeby nie skończył jak Psycho.


Przenosimy się na zaplecze, bo segmenty nie zostały jeszcze w EWF zlikwidowane w ramach rewolucji Gen Z-EWF. To właśnie tutaj Cassandra Tisserant stoi z Arkiem Kolano w jednym z korytarzy. W tle było słychać publiczność, muzykę i komunikaty EWF. Arek miał już na sobie strój do walki, a na ramieniu przewieszony ręcznik.

Cassandra Tisserant – Arek, zostało naprawdę niewiele czasu. Za chwilę zmierzysz się z Sergiuszem, a stawka jest większa niż zwykłe zwycięstwo. Wygrany dostanie później walkę z Nasem. Jak się czujesz?

Arek Kolano – Dobrze. Wiem, że Sergiusz będzie próbował mnie sprowokować, bo tak właśnie działa. Ale ja już trochę w EWF jestem, to już moja kolejna gala. Wiem, czego się spodziewać. Mam przewagę wzrostu, mam swoje warunki fizyczne, no i przede wszystkim nie przyjechałem tutaj po to, żeby komuś zrobić za odskocznię do dalszej kariery.

Cassandra Tisserant – Czyli jesteś pewny siebie?

Arek Kolano – Jestem wystarczająco pewny siebie, żeby wyjść tam i spróbować go pokonać. To chyba wystarczy.

Zza kadru dobiegł śmiech.

Sergiusz – „Spróbować”.

Arek odwrócił głowę. Sergiusz stał kilka metrów dalej.

Sergiusz – Piękne słowo. Bardzo bezpieczne. „Spróbuję”. Jak nie wyjdzie, zawsze można powiedzieć, że przecież się próbowało.

Arek Kolano – A ty masz jakieś lepsze słowo?

Sergiusz – Mam. „Wygram”.

Arek Kolano – To już mówiłeś.

Sergiusz – I będę mówił dalej, dopóki nie zaczniesz rozumieć, że różnica między nami polega na tym, że ja przychodzę tutaj walczyć i wygrywać, a ty przychodzisz tutaj z kamerą. W moim przypadku to kamera za mną śledzi, a w twoim... sam musisz z nią biegać.

Arek Kolano – Ciekawe. Myślałem, że przyszedłeś walczyć ze mną, a nie z moim kanałem. Mój kanał pewnie ma więcej fanów niż ty.

Sergiusz – Fanów? Ty naprawdę myślisz, że liczba ludzi oglądających, jak grasz w gry, zrobi z ciebie wrestlera?

Arek Kolano – Nie. Ale fakt, że nadal tutaj jestem, mimo że wszyscy tacy jak ty od początku mówili, że długo nie wytrzymam, chyba coś znaczy.

Sergiusz – Znaczy tyle, że EWF lubi czasem dać komuś szansę.

Arek Kolano – Tobie też dali.

Na twarzy Sergiusza pojawił się krótki, nieprzyjemny uśmiech.

Sergiusz – Właśnie dlatego za chwilę zobaczysz, jak wygląda różnica między szansą a umiejętnościami.

Arek Kolano – To pokaż.

Przez moment obaj stali naprzeciwko siebie. Napięcie wyraźnie wzrosło. Sergiusz ruszył jeszcze pół kroku, a Arek wyprostował się, gotowy odpowiedzieć. Cassandra natychmiast weszła między nich.

Cassandra Tisserant – Panowie.

Obaj spojrzeli na nią.

Cassandra Tisserant – Naprawdę? Za kilkanaście minut będziecie mieli ring, sędziego i całą publiczność. Jeśli chcecie się bić, macie do tego idealne miejsce.

Milion dolarów przez chwilę patrzył na Arka, po czym cofnął się o krok.

Sergiusz – Ma rację.

Arek Kolano – Niestety ma.

Sergiusz – Do zobaczenia na ringu.

Arek Kolano – Do zobaczenia.

Sergiusz odszedł korytarzem. Cassandra natomiast spojrzała na Arkadiusza.

Cassandra Tisserant – Wszystko w porządku?

Arek Kolano – Tak. (Zamyślił się.) Teraz jeszcze bardziej chcę go pokonać.

Wracamy na ring.


Jan Kowalski – Faktycznie. Pierwsza walka wieczoru co raz bliżej. Arek Kolano kontra Sergiusz.

Tony Hogański – Przy całym szacunku dla młodego i ambitnego Arka, ale nie ma szans.

Jan Kowalski – Naprawdę?

Tony Hogański – Uważam, że Sergiusz sobie z nim bez problemu poradzi.


Przenosimy się na zewnątrz budynku. Wokół hali wciąż działało EWF Pulse - muzyka dochodziła ze sceny, ludzie krążyli między stoiskami, food truckami i strefami dla fanów, a ci, którzy nie mieli biletów na Wrestlepaloozę, nadal mogli uczestniczyć w wydarzeniu. Wtedy ktoś spojrzał w niebo i zobaczył, że nad terenem imprezy powoli pojawił się ogromny balon. Nie był to zwykły balon turystyczny. Czasza (tak fachowo nazywa się ta część z powietrzem) miała kolor starego płótna ekspedycyjnego, z ciemnoczerwonymi i bordowymi panelami przypominającymi wyposażenie himalajskich wypraw z początku XX wieku. Na bokach namalowano stylizowane sylwetki ośnieżonych ośmiotysięczników, a pomiędzy nimi niewielkie chorągiewki modlitewne w kolorach czerwonym, niebieskim, żółtym, zielonym i białym. Pod czaszą wisiała duża, drewniana gondola obita ciemną skórą i metalowymi elementami. Na jej bokach znajdowały się skrzynie stylizowane na ekspedycyjny sprzęt, zwinięte liny, koce i niewielkie mosiężne tabliczki z nazwami himalajskich przełęczy. Nad wszystkim widniał elegancki, biały napis: Jazzowscy Holding. Tłum zaczął robić zdjęcia. Kilka osób wyciągnęło telefony. Balon zaczął powoli schodzić niżej. Gondola zatrzymała się nad wyznaczonym lądowiskiem, a po chwili kosz dotknął ziemi. Obsługa EWF natychmiast podeszła, zabezpieczając balon i pomagając pasażerom. Pierwszy wysiadł Nas. Ubrany elegancko, spokojnie rozejrzał się po terenie EWF Pulse. Za nim pojawiła się Weronika Passent. Wysiadła ostrożnie, poprawiła ubranie i spojrzała w górę na ogromny balon.

Weronika Passent – Nas, Nas, to było super! Helikopter. Kareta. Teraz balon.

Nas – Następnym razem może być trudniej.

WAMP popatrzyła na niego z zainteresowaniem, ale nie zdążyła zapytać co ma na myśli. Wokół nich zebrało się już kilkadziesiąt osób. Ktoś zrobił sobie zdjęcie z gondolą, ktoś inny nagrywał balon, a dzieci wskazywały na himalajskie dekoracje. Jeden z pracowników EWF Pulse poprosił Nasa i Weronikę o krótkie zdjęcie przy gondoli. Nas zgodził się bez słowa, Weronika natomiast od razu przyjęła odpowiednią hollywoodzką pozę. Po chwili oboje ruszyli w stronę wejścia do hali. Wracamy na ring.


Jan Kowalski – Mogę tylko powtórzyć za Weroniką: Najpierw helikopter, później kareta, a teraz balon.

Tony Hogański – No mają rozmach. Podoba mi się to.

Jan Kowalski – Czy dowiemy się dzisiaj jakimi himalajskimi mocami dysponuje Nas? (Ciężko wzdycha.) Nie mogę uwierzyć, że ja to właśnie powiedziałem. Himalaje? Tajna moc? W EWF? Co się dzieje z polskim wrestlingiem?

Tony Hogański – Przestań ględzić. Po prostu płyń z prądem.


Znów jesteśmy na zapleczu. Franko po pięknej przemowie wracał do swojej szatni. Szedł powoli, zamyślony, gdy nagle usłyszał za sobą delikatne brawa. Odwrócił głowę. Hania stała oparta plecami o ścianę, z rękami założonymi na piersi. Klaskała jeszcze przez chwilę, po czym przestała.

Hania – Piękna przemowa.

EWF World Champion zatrzymał się.

Hania – Taka mocno stąpająca po ziemi. Bez wielkich słów o tym, że jesteś najlepszy. Bez opowiadania, że pas należy do ciebie. Myślę, że część ludzi naprawdę to doceniła. (Zrobiła krótką pauzę.) Tylko część.

Rzeźnik patrzył na nią spokojnie. Na tym etapie nie miał chyba nic do powiedzenia.

Hania – Bo nie wszyscy przyszli tutaj słuchać. Niektórzy przyszli po czystą akcję. Po czysty wrestling. Bez filozofii, bez odpowiedzialności, bez historii o tym, co powinien znaczyć pas. (Odsunęła się od ściany.) I dla nich to właśnie ja coś dzisiaj mam.

Przeszła kilka kroków, po czym zatrzymała się przed nim.

Hania – Nie prostymi słowami. Prostymi akcjami.

Rzeźnik przez moment nic nie mówił. Poprawił tylko ułożenie EWF World Championship na swym ramieniu. Potem skinął głową.

Franko – I bardzo dobrze. Tylko pamiętaj. Dzisiaj te proste akcje mogą zdecydować o bardzo poważnych rzeczach.

Hania – Wiem.

Rzeźnik ruszył dalej w stronę swojej szatni. Hania została jeszcze przez chwilę na korytarzu, patrząc za nim, po czym również ruszyła w przeciwnym kierunku.


Tony Hogański – Brawo. Wierzę, że wnuczka mistrza Szakala zdobędzie EWF World Championship.

Jan Kowalski – Przeszkadza ci Franko jako EWF World Champion?

Tony Hogański – Nie, po prostu jestem za Hanią.

Jan Kowalski – Twoje wybory życiowe były zawsze ciekawe. Nie mówmy o tym jednak, bo za chwilę rozpocznie się pierwsza walka wieczoru.

Tony Hogański – A nie możemy ich przesunąć do tego EWF Pulse i mieć to z głowy jeszcze przed galą?

Jan Kowalski – Ale... jak?

Tony Hogański – No, wtedy zbudujemy wrestling bez walk.

Jan Kowalski – Przecież walki to kwintesencja EWF.

Tony Hogański – Ja zawsze ceniłem sobie dobrą fabułę.

Jan Kowalski – No to na szczęście mamy jeszcze walki. Przed państwem pojedynek Sergiusza i Arka Kolano!



Sergiusz vs Arek Kolano



Jako pierwszy rozbrzmiewa Dua Lipa – „Houdini”. Na FeliXtronie pojawiają się krótkie urywki z boisk siatkarskich, fragmenty streamów, ujęcia z treningów i pasek ładowania, który dochodzi do 70% i nagle się zatrzymuje. Spod FeliXtronu wychodzi Arek Kolano. Wysoki, skupiony, z charakterystycznym ochraniaczem na kolanie, idzie do ringu pewnym krokiem. Zatrzymuje się przy schodkach, patrzy na ring, potem na publiczność i wchodzi między liny.
Chwilę później rozbrzmiewa Zdzisława Sośnicka – „Aleja Gwiazd”. Sergiusz wychodzi spokojnie, a obok niego pojawia się Krzysztof Latkowski, klaszcząc i pokazując na swojego podopiecznego, jakby właśnie prezentował inwestycję życia. Milion dolarów idzie do ringu bez pośpiechu. Przy schodkach zatrzymuje się, patrzy na nogi Arka, potem wpatruje się długo i rozmyślnie w jego ochraniacz na kolanie i uśmiecha się jeszcze szerzej.

Tony Hogański – Oni już ze sobą walczyli czy jeszcze nie?

Jan Kowalski – Nie. Arek walczył w debiucie z Nasem, a na ostatniej gali z Dobrym Czechem Honzą.

Tony Hogański – O! Ciekawe co tam u tego pepika? Czy SR-Crazy przyjął zwrot?

Jan Kowalski – Życzymy szczęścia zarówno Honzie jak i Crazy'emu.

Sędzią tej walki jest Antoni Bryndza. Sprawdza obu zawodników, odsyła Latkowskiego od lin i daje znak do rozpoczęcia walki. Gong! Arek zaczyna aktywnie. Od razu wykorzystuje zasięg i wzrost, trzymając Sergiusza na dystansie. Pierwsze zwarcie kończy się tym, że Kolano przepycha rywala do lin. Sergiusz próbuje zagrać pewniaka, ale Arek nie daje mu miejsca. Mocny Shoulder Block posyła Milion dolarów na matę. Książę Lewantu wstaje szybko, wpada na liny, wraca i dostaje Standing Dropkick prosto w klatkę piersiową. Pin.....1...... Sergiusz wybija! Arek nie zwalnia. Podnosi rywala, wrzuca go do narożnika i trafia Running Corner Splashem. Sergiusz osuwa się na chwilę, a Arek odciąga go na środek i wykonuje Gut-Wrench Suplex. Pin.....1......2..... Sergiusz wybija! Krzysztof Latkowski już coś krzyczy spod ringu, ale Antoni Bryndza od razu każe mu się cofnąć. Sergiusz próbuje przerwać tempo Arka kopnięciem w brzuch, ale Kolano łapie go za rękę i trafia Short-Arm Clotheslinem. Potem podnosi go jeszcze raz i szykuje Sidewalk Slam, jednak Sergiusz zsuwa się za plecy, uderza Arka łokciem w kark i od razu kopie go nisko w nogę. Nie jest to przypadkowe kopnięcie. Trafia dokładnie w okolice chronionego kolana. Arek krzywi się, robi pół kroku w tył, a Sergiusz natychmiast to zauważa. Jeszcze jedno kopnięcie w bok kolana. Potem Thrust Kick w klatkę piersiową. Arek nie pada, więc Przystojniak z Wąbrzeźna łapie go za głowę i wykonuje Straight-Jacket Hangman’s Neckbreaker. Pin.....1......2..... Arek wybija! Sergiusz chyba zmienia taktykę. Najpierw serwuje rywalowi kilka Stompów w udo i kolano, potem Knee Drop na nogę, a kiedy Antoni Bryndza każe mu odsunąć się od lin, Sergiusz robi to teatralnie, unosząc ręce, jakby był najuczciwszym człowiekiem na świecie. Arek próbuje wstać przy narożniku, ale Milion dolarów natychmiast wchodzi w niego barkiem i podcina od wewnętrznej strony. Kolano Arka wygina się nieprzyjemnie. Sergiusz łapie nogę, kładzie ją na dolnej linie i naciska całym ciężarem. Antoni liczy. Sergiusz puszcza przy czterech, czysto według zasad, ale z całkiem paskudnym uśmiechem. Potem odwraca się do Latkowskiego, jakby pytał, czy to było wystarczająco eleganckie. The Final Boss próbuje przejść do kontrataku. Jeden Forearm trafia Sergiusza w szczękę, drugi odrzuca go na liny. Kolano bierze rozpęd, ale ból spowalnia go o ułamek sekundy. Buhaj Sarmata schodzi z linii ataku i trafia Chop Blockiem w tył nogi. Arek pada na matę, trzymając się za kolano. Sergiusz nie przypina. Zamiast tego siada na macie, łapie nogę i zakłada dźwignię, skręcając stopę oraz kolano pod złym kątem. Arek zaciska zęby, odmawia poddania, a Antoni Bryndza pyta go, czy może kontynuować. Kolano przesuwa się do lin. Sergiusz trzyma mocno, ale czysto. Arek w końcu łapie dolną linę. Sergiusz puszcza przy czterech, po czym od razu kopie go jeszcze raz w udo. Publiczność reaguje gwizdami. Sergiusz kłania się przesadnie, jakby właśnie otrzymał owację.

Tony Hogański – Mówiłem, że Sergiusz go pozamiata?

Jan Kowalski – Przesadzasz. Arek prezentuje się całkiem nieźle.

Tony Hogański – Ja mam chyba zupełnie inną definicję zwrotu „całkiem nieźle”, ale niech ci będzie. Żyj swoimi złudzeniami.

Arek jednak nie jest skończony. Książę Lewantu podnosi go i próbuje Belly to Belly Overhead Suplexa, ale Kolano blokuje, wbija mu łokieć w bok głowy i odpowiada potężnym Pop-up European Uppercutem. Sergiusz pada na plecy. Arek kuleje, ale adrenalina niesie go dalej. Big Boot! Sergiusz przewraca się przy linach. Arek podnosi go i wykonuje High-Angle Spinebuster. Pin.....1......2..... Sergiusz wybija! Arek chce iść za ciosem. Ustawia się w narożniku i sygnalizuje High Score [Running Bicycle Knee Strike]. Arek rusza, odrywa się od maty, lecz przy wybiciu kolano zawodzi. Nie trafia czysto. Sergiusz unika, a Arek ląduje niepewnie, od razu łapiąc się za nogę. Sergiusz nie okazuje nawet odrobiny litości. Thrust Kick w kolano! Arek pada na jedno kolano. Drugi Thrust Kick, tym razem w twarz. Kolano przewraca się na plecy. Podnosi Arka, łapie go za nogę i przeciąga pod narożnik. Tam jeszcze raz obija kolano o matę, potem o dolną linę, a następnie zakłada Stump Pullerową dźwignię, ciągnąc nogę i szyję w przeciwnych kierunkach. Arek krzyczy z bólu, ale nie odklepuje. Jest za daleko od lin, więc musi walczyć siłą. Powoli przesuwa ciężar, obraca biodra i wreszcie kopie Sergiusza wolną nogą w twarz. Sergiusz puszcza, ale Arkadiusz nie może od razu wstać. Milion dolarów rusza do niego, lecz Arek zrywa się desperacko i trafia Leaping Clotheslinem. Obaj padają. Pierwszy podnosi się były siatkarz. Podnosi Sergiusza, ustawia pod Powerslam, ale Sergiusz zsuwa się za plecy i natychmiast trafia kopnięciem w tył kolana. Kolano ugina się. Arek pada na jedno kolano. Sergiusz łapie go od tyłu i wykonuje Spinning Spinebuster, wykorzystując moment, w którym Arek nie ma stabilnej podstawy. Pin.....1......2..... Arek wybija! Youtuber podnosi się, ale Buhaj Sarmata kopie go w kolano, potem w brzuch i przechodzi za plecy. Zakłada Cobra Clutch. Arek walczy, macha ręką, próbuje dojść do lin, ale noga nie daje mu stabilizacji. Sergiusz najpierw wykonuje Cobra Clutch Backbreaker. Arek wygina się po zderzeniu z kolanem. Sergiusz nie puszcza. Podnosi go z powrotem, jeszcze mocniej zaciska uchwyt, przez chwilę patrzy w stronę publiczności i wykonuje Cobra Clutch Slam. Pozdrowienia z Wąbrzeźna zadziałały idealnie.  Buhaj-Sarmata nie przypina od razu. Klęka obok Arka, łapie jego kontuzjowaną nogę i jeszcze raz demonstracyjnie uderza kolanem o matę. To chyba już koniec, bo następnie od razu przechodzi do pinu.....1......2......3! (Zwycięzcą jest: Sergiusz!)

Tony Hogański – A nie mówiłem?

Jan Kowalski – To był piękny sen Arkadiusza.

Tony Hogański – Nic nie trwa wiecznie.

Sergiusz wstaje, a Antoni Bryndza podnosi jego rękę. Arek zostaje na macie, wściekły i obolały, a Krzysztof Latkowski przy ringu klaszcze zadowolony. Po chwili on i jego podopieczny opuszczają ring wśród gwizdów publiczności.

Jan Kowalski – Zwycięstwo jest czyste, bez interwencji, bez użycia przedmiotów i bez oszustwa, ale trudno nazwać je eleganckim.

Tony Hogański – Jakie to ma znaczenie?

Jan Kowalski – Sergiusz od początku znalazł słaby punkt Arka i złośliwie, metodycznie, niemal z przyjemnością rozpracował jego kolano.

Tony Hogański – Jeszcze raz: jakie to ma znaczenie?

Jan Kowalski – Może ma... a może nie ma...


[0:01]

Czarny ekran.
Słychać pojedynczy, głęboki dźwięk uderzenia drewna.
Na ekranie pojawia się biały napis:

正義 / Sprawiedliwość

Szybka zmiana ujęcia.
Detal starego miecza typu nagamaki. Długie ostrze przesuwa się przez kadr. Widać ślady wieku na stalowej powierzchni, ale broń jest perfekcyjnie utrzymana. Ciemna rękojeść owinięta tradycyjnym splotem, przy niej nowoczesne, minimalistyczne oznaczenie:


NAGAMAKI - NABESHIMA

Kolejne cięcie.

Yoshihito siedzi w niemal całkowicie pustym pomieszczeniu. Przed nim, na niskim drewnianym stojaku, leży miecz. Yoshihito patrzy na niego spokojnie.

[0:08]

Na ekranie pojawiają się krótkie informacje, jak w nowoczesnym materiale dokumentalnym:

NAGAMAKI
Japonia, XVII–XVIII wiek 
broń o wyjątkowo długim ostrzu i długiej rękojeści

Zbliżenie na Mitsuko.

Mitsuko – Ten miecz nie został tu sprowadzony by go podziwiać.

Pauza.
Chiaki stoi obok niej.

Chiaki – Książę sprowadził go z Japonii specjalnie na dzisiejszą walkę.

Cięcie na dokumenty, stare fotografie i fragmenty rodzinnych zapisów. Nie są pokazywane w całości - tylko daty, pieczęcie, nazwisko Nabeshima i odręczne zapiski.

Biały apis na ekranie:

PRZECHOWYWANY PRZEZ POKOLENIA

[0:19]

Żona księcia bierze miecz do ręki. Kamera pokazuje wyłącznie jej dłonie.

Mitsuko – W naszej rodzinie mówi się, że został powierzony człowiekowi, który miał pilnować porządku, kiedy prawo nie wystarczało.

Kolejne szybkie ujęcia: stara świątynna brama, kamienne schody, deszcz na dachówkach, rodzinny herb, potem znowu ostrze.

Mitsuko – Przez lata pozostawał w domu Nabeshima. Nie używano go bez powodu.

Zbliżenie na Yoshihito.

Yoshihito Nabeshima – Dzisiaj powód jest wystarczający.

[0:27]

Muzyka zmienia się na nowoczesny beat połączony z tradycyjnym brzmieniem japońskiego fletu shakuhachi.
Na ekranie pojawia się sylwetka Vaclava. Nie jako fotografia - jego twarz zostaje na moment przecięta pionową linią, jakby ekran był rozcinany ostrzem.
Zmiana ujęcia.
Yoshihito wstaje.

Yoshihito Nabeshima – Vaclav nie jest moim wrogiem dlatego, że mnie obraził.

Krótka pauza.

Yoshihito Nabeshima – Jest nim dlatego, że uważa krzywdę innych za swoją władzę.

[0:35]

Tymczasem Chiaki patrzy prosto w kamerę.

Chiaki – A ten miecz pamięta ludzi, którzy myśleli podobnie.

Szybkie ujęcie ostrza.
Czarny ekran.

[0:39]

Książę stoi przed kamerą. Za nim znajduje się miecz nagamaki.

Yoshihito Nabeshima – Nie przywiozłem go tutaj po zwycięstwo. Umiem sobie radzić bez niego.

Chwila ciszy.

Yoshihito Nabeshima – Przywiozłem go jednak by wymierzyć sprawiedliwość.

[0:48]

Yoshihito przesuwa dłoń po pochwie nagamaki. Nie wyciąga ostrza.
Patrzy w kamerę.

Yoshihito Nabeshima – Vaclav.

Pauza.

Yoshihito Nabeshima – Dzisiaj kończy się twoja gra.

[0:58]

Ostrze zostaje wyciągnięte z pochwy na kilka centymetrów.

#EWF #GenZEWF #YoshihitoNabeshima #Vaclav #Nagamaki #Wrestlepalooza

Koniec.


Tony Hogański – Uwielbiam te nasze nowe, szybkie segmenty.

Jan Kowalski – Jest to z pewnością powiew świeżości.

Tony Hogański – Czesław by nam prezentacje w PowerPoincie odpalał.

Jan Kowalski – Nie szkaluj już go tak, to dobry chłopak.

Tony Hogański – Mam nadzieję, że Nabeshima pochlasta Vaclava tą japońską wajchą i sprawa będzie zamknięta raz na zawsze.


Przenosimy się na zaplecze, a konkretniej do pomieszczenia znajdującego się przed gabinetem komisarza EWF. Rezydują tutaj Ponury Grabarz, który zajmuje biurko po lewej stronie, a także Czesław Kowalski, który zajmuje biurko po prawej. Tu właśnie zastaliśmy Szakala, który przyszedł tu jak gdyby nigdy nic. Senator spojrzał na obu mężczyzn, po czym bez większych ceregieli oznajmił:

Szakal – Chcę się spotkać z Yuko.

Czesław Kowalski – Z Yuko-sama?

Szakal – Jest sama?

Czesław Kowalski – Co?

Szakal – Co?

Ponury Grabarz – Tak się mówi. To taki zwrot grzecznościowy po japońsku. Czesław ma polecenie by zwracać się do niej z szacunkiem.

Szakal – Czy ja wam kurwa wyglądam na bohatera jakiegoś japońskiego anime? Spójrzcie na moje oczy, co? Czy są jakieś duże?

Czesław Kowalski – Nie o to mi chodziło. Z panią komisarz trzeba się najpierw umówić.

Szakal – Ona jest dla mnie kurwa za młoda.

Czesław Kowalski – Na spotkanie.

Szakal – Przecież sobie tylko żartuję.

Senator zatrzymał się przed drzwiami, za którymi mieścił się gabinet Yuko, i jeszcze raz spojrzał na Czesława.

Czesław Kowalski – Nie mam w kalendarzu żadnego spotkania.

Szakal – To wejdę bez spotkania.

Czesław Kowalski – Nie powinno się tak robić...

Dwukrotny EWF World Champion wcale go nie słuchał, bo już ruszył w stronę drzwi. Te ani drgnęły.

Czesław Kowalski – Drzwi są zamknięte. A nawet gdyby były otwarte, skaner rozpozna osobę bez autoryzacji i system ją...

Szakal – I co?

Czesław Kowalski – Uderzy.

Szakal – Jak niby kurwa? Pięścią?

Szef GRU, który do tej pory siedział nieruchomo przy swoim biurku zdecydował się odezwać.

Ponury Grabarz – Tak. Moją.

Szakal popatrzył na niego przez chwilę, po czym uznał, że dalsze pytania nie mają sensu. Czesław tymczasem jeszcze raz zerknął na komputer.

Czesław Kowalski – Chwileczkę... (Chwila przerwy.) Pani komisarz właśnie zaakceptowała spotkanie.

Szakal – No. I nie można było tak od razu?

Ruszył do drzwi. Tym razem otworzyły się bez żadnego problemu. Gabinet Yuko był zupełnie inny niż wszystko, co Szakal pamiętał z dawnego EWF. Nie było tu klasycznego biurka, szaf z segregatorami ani stosów dokumentów poupychanych w szufladach. Na podłodze gdzieniegdzie widać było stosy teczek i dokumentów. Wzdłuż jednej ze ścian ciągnęły się wielkie ekrany, na których bez przerwy przesuwały się wykresy i zestawienia. Jeden pokazywał oglądalność poszczególnych fragmentów gali niemal minuta po minucie, drugi aktywność w mediach społecznościowych, trzeci retencję widzów, powtórne odtworzenia i momenty, w których publiczność przestawała oglądać. Na kolejnym rosły i spadały rankingi popularności zawodników. Nad wszystkim pojawiały się hasła: ENGAGEMENT, RETENTION, TRENDING, CONTENT IMPACT. Przy długim drewnianym stole, zamiast za biurkiem, siedziała Yuko. Zdążyła się też przebrać w porównaniu do tego, co prezentowała przed galą. Teraz ubrana była w białą koszulę i błękitne spodnie. Kręciła się na mocno mocno niebieskim krześle, trzymając w jednej ręce tablet, a drugą próbując jednocześnie odgarnąć włosy, które co chwilę wpadały jej do twarzy.

Yuko Shiraishi – くるくる、くるくる... あ、かわいい! / Kurukuru, kurukuru... a, kawaii!

Zakręciła się jeszcze raz, po czym spojrzała na odbicie swojej twarzy w czarnym fragmencie wygaszonego monitora.

Yuko Shiraishi – 髪、ちょっと伸びたかな。 / Kami, chotto nobita kana.

Zaczęła bawić się końcówką włosów, zupełnie nie zauważając stojącego przy wejściu Szakala. Dopiero po chwili zerknęła w jego stronę.

Yuko Shiraishi – Szakal-san!

Natychmiast zeskoczyła z krzesła.

Szakal – Dzień dobry.

Yuko ruszyła w jego stronę tak energicznie, że zahaczyła stopą o leżącą przy stole teczkę. Papierowa okładka przesunęła się pod jej butem, a jej ciało poleciało do przodu. Przez krótką chwilę wyglądało, jakby miała runąć prosto na podłogę. Yuko zrobiła jednak błyskawiczny krok, obróciła się na pięcie i odzyskała równowagę niemal tanecznym ruchem. Tablet nadal trzymała w dłoni. Nawet kartka, którą miała pod pachą, nie wypadła. Zatrzymała się, poprawiła włosy i spojrzała na Szakala.

Yuko Shiraishi – O. Prawie.

Szakal tylko pokręcił głową. Warto zauważyć, że starał się nie przeklinać.

Yuko Shiraishi – Bardzo się cieszę, że przyszedłeś.

Szakal (rozglądając się po pomieszczeniu) – Widzę, że trochę się tu pozmieniało od moich czasów.

Yuko Shiraishi – Tak! To znaczy chyba tak... nie było mnie jeszcze na świecie jak byłeś pierwszy raz komisarzem.

Senator zignorował tę uwagę. Komisarz EWF wskazała ręką na całą ścianę ekranów.

Yuko Shiraishi – Wszystko tutaj pracuje. Dane, trendy, zachowania widzów, reakcje, popularność. Muszę wiedzieć, co EWF robi dobrze, co robi źle i co można zrobić jeszcze lepiej.

Szakal – Ale nie masz biurka. Dlaczego nie masz biurka tylko zwykły stół?

Yuko Shiraishi – Nie lubię biurek. Biurka mają szuflady. (Szakal spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem albo wręcz zaciekawieniem.) W szufladach można schować dokumenty i potem zapomnieć, że się je ma. Stół nie ma szuflad. Wszystko leży na wierzchu i robota musi być wykonana.

Szakal (kiwając głową) – To akurat całkiem mądre.

Japonka uśmiechnęła się zadowolona i wskazała mu krzesło.

Yuko Shiraishi – Proszę siadać.

Senator Rzeczypospolitej Polskiej usiadł. Yuko wróciła za swoje biurko i zajęła miejsce naprzeciwko niego, ale po chwili zaczęła delikatnie obracać się na krześle.

Yuko Shiraishi – まだ回る... / Mada mawaru...

Szakal – Co?

Komisarz EWF zatrzymała krzesło.

Yuko Shiraishi – Nic.

Szakal – Przyszedłem porozmawiać o kilku ważnych sprawach.

Yuko Shiraishi – Słucham uważnie.

Szakal – Po pierwsze: BHP.

Yuko Shiraishi – BHP? (Zaczyna znowu bawić się kosmykiem swoich włosów.) BHP? なにそれ……? / BHP? Nani sore...?

Szakal – Bezpieczeństwo i Higiena Pracy.

Yuko Shiraishi – Ach tak. Oczywiście, coś słyszałam.

Szakal – Za moich czasów w EWF nie było biegania po korytarzach.

Yuko Shiraishi – A kto biega? Że niby ja? Ja nawet szybko nie biegałam na tej ostatniej gali.

Senator spojrzał na nią wymownie.

Yuko Shiraishi – Tak nie można? Myślałam, że po prostu szybko się przemieszczałam.

Szakal – Przemieszczasz się tak szybko, że człowiek może nie zdążyć zobaczyć przeszkody.

Komisarz EWF zerknęła na teczkę, o którą przed chwilą niemal się wywróciła.

Yuko Shiraishi – To była wyjątkowa sytuacja.

Szakal – Jasne.

Yuko Shiraishi – Ale możemy o tym pomyśleć. BHP ważna sprawa. Przekażę do odpowiedniego działu i na przyszłość będę też uważać.

Szakal – No i bardzo ku.... bardzo dobrze. To teraz, druga sprawa. Ostatnio rozwieszam plakaty EWF.

Yuko Shiraishi – Widziałam. Bardzo dobrze wyglądają. Świetny styl, dobra estetyka. Przykuwają uwagę.

Szakal – Tylko ta wasza korporacyjna taśma klejąca jest do dupy. Kiepsko klei. Jeden plakat spadł mi na głowę, drugi się odkleił.

Yuko Shiraishi – Naprawdę?

Szakal – Naprawdę.

Komisarz od razu sięgnęła po tablet.

Yuko Shiraishi – To nie powinno się wydarzyć.

Szakal – No właśnie.

Yuko Shiraishi (zaczęła coś zapisywać na tablecie) – Polecę korporacyjnemu działowi Procurement by sprawdzili dostawcę. Jeżeli taśma nie spełnia swojej podstawowej funkcji, być może powinniśmy zmienić dostawcę artykułów biurowych.

Szakal – O to mi chodziło. Jest jeszcze jedna sprawa. Skoro już jestem przy tych plakatach... Uważam, że EWF powinno trochę mocniej wypromować sesje terapeutyczne u paprotki. Moim zdaniem to ma duży potencjał.

Przez twarz Yuko przeszedł błysk autentycznego zachwytu.

Yuko Shiraishi – Paprotka?

Szakal – Paprotka.

Yuko Shiraishi – Szakal-san, ty też to widzisz?!

Szakal – Co?

Córka Facundo Martineza poderwała się z krzesła.

Yuko Shiraishi – Ja dokładnie o tym samym myślałam!

Podbiegła do największego ekranu i kliknęła coś na tablecie. Obraz natychmiast się zmienił. Na środku pojawiło się zdjęcie paprotki, a wokół niego dziesiątki wykresów.

Yuko Shiraishi – Właśnie! Spójrz na te dane!

Dwukrotny EWF World Champion podszedł bliżej.

Yuko Shiraishi – Zaangażowanie, powracający odbiorcy, komentarze, czas interakcji. Ludzie chcą o niej rozmawiać. Ludzie ją zapamiętują. To już nie jest zwykły element EWF. To już jest marka. Wiesz, co? Chciałabym zrobić z tego kolaborację.

Senator natychmiast się skrzywił.

Szakal – Kolaborantów to się w Polsce rozstrzeliwuje.

Japonka zamrugała.

Yuko Shiraishi – Okej.

Zastanowiła się przez sekundę.

Yuko Shiraishi – Współpracę.

Szakal – Znacznie lepiej.

Komisarz uśmiechnęła się i kliknęła kolejny ekran.

Yuko Shiraishi – Zobacz teraz to. (Na ekranie pojawiła się lista nazwisk.) Gangsta... Juice... Sandman... Hangman... Oni są jacyś starzy?

Szakal – To są legendy EWF.

Yuko Shiraishi – Aha. (Przewinęła dane.) No dobrze. Według naszych analiz ich obecna rozpoznawalność wśród nowych odbiorców jest bardzo niska. W niektórych grupach paprotka ma o kilkadziesiąt procent większą rozpoznawalność. (Z wyraźną ekscytacją.) To jest ogromna szansa! (Przesunęła palcem po wykresie.) Dlatego uważam, że powinniśmy wspólnie rozwijać projekt paprotki, zamiast traktować go jako ciekawostkę. EWF będzie to wspierać. Moja pierwsza propozycja jest prosta: podnieść ceny.

Szakal – Ceny?

Yuko Shiraishi – Sesji terapeutycznych.

Szakal – Mam brać więcej za spotkanie z paprotką?

Yuko Shiraishi – Nie za spotkanie. Za doświadczenie. Prawdziwa paprotka powinna być produktem klasy premium. Ograniczona liczba sesji, rezerwacje, może nawet lista oczekujących. Osobiste spotkanie powinno być czymś, co chce się mieć, ale czego nie można dostać od ręki.

Szakal – A dla pozostałych?

Yuko Shiraishi – AI. (Kliknęła. Na ekranie pojawiła się animowana, cyfrowa wersja paprotki.) Tworzymy aplikację. Wirtualna paprotka może rozmawiać z każdym. Jednorazowa opłata albo subskrypcja. Porady, rozmowy, codzienna motywacja. Każdy może mieć swoją paprotkę.

Szakal – Wirtualną.

Yuko Shiraishi – Tak.

Szakal – A prawdziwa?

Yuko Shiraishi – Tylko dla wybranych. Masowy produkt daje skalę. Premium daje prestiż. Jedno napędza drugie. Możemy stworzyć wokół niej całą markę. Treści, aplikację, materiały wideo, może nawet specjalne wydarzenia.

Szakal – I kto to wszystko opracuje?

Yuko Shiraishi – Czesław, jeżeli będzie wystarczająco inteligentny. A jak nie, to znajdę kogoś. To żaden problem, na świecie jest mnóstwo utalentowanych ludzi. (Yuko stała przed ekranem, patrząc na rosnący wykres popularności paprotki.) Ja naprawdę uważam, że to może być coś wielkiego.

Przez chwilę w gabinecie panowała cisza. Szakal również spojrzał na ekran. Paprotka wyglądała na nim zupełnie niewinnie, otoczona kolorowymi wykresami, wskaźnikami i liczbami, które jeszcze kilka minut wcześniej nie znaczyły dla niego absolutnie nic. W końcu Szakal pokiwał głową.

Szakal – Zastanowię się.

Yuko uśmiechnęła się z satysfakcją. Koniec materiału filmowego, a więc wracamy na ring.


Tony Hogański – Mamy rozmach w nowym EWF!

Jan Kowalski – Właśnie widzę. To imponujące.

Tony Hogański – Prawda?

Jan Kowalski – Chciałbym jednak usłyszeć o imponujących planach dotyczących wrestlingu.

Tony Hogański – Bu, ale z ciebie nudziarz.


Znów trafiamy na zaplecze. Cassandra Tisserant szła właśnie korytarzem, kiedy zza jej pleców dobiegł głos Sergiusza.

Sergiusz – Cassandra! No chodź tutaj.

Odwróciła się.

Cassandra Tisserant – Grzeczniej nie można?

Sergiusz tylko uśmiechnął się parszywie. Właśnie wracał z zaplecza hali, jeszcze rozgrzany po walce, wyraźnie zadowolony z siebie. Zatrzymał się przed nią i spojrzał prosto w kamerę.

Sergiusz – No i co? Gdzie jest Arek Kolano?

Cassandra Tisserant – Chyba wszyscy już znają wynik.

Sergiusz – Nie. Ja chcę, żebyśmy to powiedzieli jeszcze raz. (Odwrócił się lekko w stronę kamery.) Gdzie jest Arek Kolano? (Wskazał ręką za siebie.) Pokonany. (Uśmiechnął się.) Taki wielki youtuber, taki pewny siebie, taki doświadczony przed kamerą. Tyle gadania przed walką. A potem wyszedł na ring i przekonał się, że wrestling to nie jest YouTube. Tutaj nie można wyłączyć kamery, kiedy zaczyna boleć. Mówiłem, że go pokonam. Mówiłem, że jestem lepszy. I zrobiłem dokładnie to, co powiedziałem. Arek Kolano chciał udowodnić, że należy do EWF. No to już wie, ile naprawdę jest wart.

Cassandra Tisserant – Wygląda na to, że jesteś bardzo zadowolony z tego zwycięstwa.

Milion dolarów spojrzał na nią z niedowierzaniem.

Sergiusz – Bardzo? Mam to w dupie. Arek to był pionek. Jedyny plus tego zwycięstwa jest to, że daje mi teraz możliwość walki z Nasem. (Zbliżył się nieco do mikrofonu.) I właśnie dlatego nie zamierzam teraz świętować. Nie po to tutaj przyszedłem.

Cassandra Tisserant – W takim razie co dalej?

Sergiusz przez chwilę milczał, a jego uśmiech powoli zniknął.

Cassandra Tisserant – Co z Nasem?

Buhaj-Sarmata spojrzał prosto w kamerę.

Sergiusz – Na Nasa mam coś przygotowane specjalnego. (Odczekał chwilę.) I on jeszcze nie wie, co to jest.

Po tych słowach odsunął się od Cassandry i ruszył korytarzem, zostawiając ją z mikrofonem w dłoni i kamerę skierowaną jeszcze przez moment w jego stronę. Wracamy do naszych komentatorów.


Jan Kowalski – Perypetie Sergiusza i Arka Kolano są bardzo ciekawe.

Tony Hogański – Lubię tego Sergiusza. Ambitnie rozpycha się w EWF. Przy tym nie tylko gada, ale też prezentuje się nieźle. Popełnił tylko jeden błąd.

Jan Kowalski – Jaki?

Tony Hogański – Zbytnio zadawał się z Vaclavem, ale wierzę, że dostał nauczkę.

Jan Kowalski – Kariera Arka Kolano też rozwija się ciekawie.

Tony Hogański – Możliwe.


Skoro już Sergiusz, no i w sumie także Jan Kowalski, rozpoczęli temat Arka Kolano, to może sprawdźmy co u naszego youtubera słychać? Jesteśmy na zapleczu, a Arkadiusz siedzi sobie na skrzyni ustawionej pod ścianą korytarza. Był zmęczony po walce, miał potargane włosy i kilka świeżych zadrapań na twarzy, ale nie wyglądał na załamanego. Kamera ustawiona na małym statywie nagrywała właśnie kolejny materiał. Arek spojrzał w obiektyw.

Arek Kolano – No dobra, walka przegrana. Nie będę wam tutaj wciskał, że wszystko poszło zgodnie z planem, bo nie poszło. Sergiusz był dzisiaj lepszy. Tyle.

W tym momencie zauważył przechodzącego korytarzem Maksymiliana an-Nazirę.

Arek Kolano – O, Maksymilian!

Maksymilian zatrzymał się.

Arek Kolano – Zapraszam do kanału.

Polak afgańskiego pochodzenia podszedł do kamery i spojrzał najpierw na Arka, a później w obiektyw.

Maksymilian an-Nazra – Maksymilian widzi, że Arek Kolano przegrał walkę.

Arek Kolano – Dzięki, że zauważyłeś.

Maksymilian an-Nazra – Ale Maksymilian radzi, żeby Arek Kolano się nie łamał. Porażka jest częścią drogi. A jeżeli Arek Kolano chce, Maksymilian może zabrać Arka Kolano na kebaba.

Arek Kolano – Wiesz co? To jest chyba najlepsza propozycja, jaką dzisiaj dostałem.

Syn Dwóch Światów skinął głową z pełną powagą.

Maksymilian an-Nazra – Kebab poprawia morale.

Arek Kolano – A co z Sergiuszem?

Maksymilian an-Nazra – Sergiusz również jest problemem.

Arek Kolano – Czyli co, kebab i plan?

Maksymilian an-Nazra – Dokładnie. Najpierw kebab. Potem Maksymilian i Arek Kolano wymyślą, co zrobić z Sergiuszem.

Youtuber spojrzał w kamerę.

Arek Kolano – Brzmi jak plan.

Maksymilian ruszył dalej, ale Arek zatrzymał go jeszcze jednym pytaniem.

Arek Kolano – Ej, Maksymilian. Powodzenia z Bidamem.

Maksymilian an-Nazra – Maksymilian da z siebie wszystko.

Arek Kolano – Tego się spodziewałem.

Maksymilian odszedł korytarzem, a Arek spojrzał jeszcze raz w kamerę.

Arek Kolano – Dobra. To chyba tyle na dzisiaj.

Wyłączył nagrywanie, a my wracamy na ring.


Jan Kowalski – To bardzo ciekawy duet. Arek i Maksymilian.

Tony Hogański – Duety do mety.

Jan Kowalski – Co?

Tony Hogański – Nie wiem. Tak mi się jakoś powiedziało.

Jan Kowalski – To coś znaczy?

Tony Hogański – No mówię, że nie wiem.


Znów jesteśmy na zapleczu i to w mroczniejszej części. Vaclav siedział samotnie w swojej szatni. Na stole stała otwarta butelka Perły, obok leżało kilka pustych butelek. Na ekranie telewizora przewijały się różne materiały filmowe związane z EWF. Vaclav popijał piwo i z wyraźnym rozbawieniem oglądał archiwalne proma Yoshihito Nabeshimy. Na ekranie Nabeshima mówił spokojnie o honorze, odpowiedzialności i drodze wojownika. Vaclav prychnął.

Vaclav – Posłuchajcie go. Samuraj z supermarketu.

Następne archiwalne ujęcie. Nabeshima siedział nieruchomo, z charakterystycznym spokojem.

Vaclav – Zawsze ten sam głos. Ta sama mina. Ta sama wielka mądrość pojeba w stylu zen. (Upił łyk Perły.) Człowiek, który mówi tak spokojnie, że można zasnąć przed końcem zdania.

Zaśmiał się pod nosem i sięgnął po butelkę. Wtedy zauważył czerwone światło. Na drugim końcu stołu leżał przykryty ciemnym materiałem Kwadrantir. Przez chwilę Vaclav patrzył na niego z zaciekawieniem. Czerwone światło zaczęło przebijać przez materiał coraz wyraźniej. Wróg Ludu odstawił butelkę, po czym podszedł do stołu i powoli odciągnął materiał. Kwadrantir pulsował czerwonym blaskiem. W jego wnętrzu pojawił się obraz, jakby powierzchnia przedmiotu stała się głęboką, płynną taflą ognia.

Vaclav nachylił się.
Zobaczył siebie.
Ale nie takiego, jakim był teraz.
Postać stojąca po drugiej stronie była ogolona, zadbana, niemal dostojna. Miała na sobie ciemny, prosty strój, a w dłoniach trzymała długi miecz o niezwykle długim, wąskim ostrzu. Jej proporcje sprawiały, że wyglądała bardziej jak broń przeznaczona do potężnych, szerokich cięć niż ceremonialny miecz.

Mecenas Ekstremy zmrużył oczy.

Vaclav – Co do...

Postać w Kwadrantirze spojrzała dokładnie w jego stronę. Przez kilka sekund obaj Vaclavowie patrzyli sobie w oczy. Wtedy ten drugi powoli przesunął miecz za plecy. Obraz natychmiast zgasł. Czerwone światło zniknęło. W szatni ponownie zapadła cisza. Wróg Ludu stał jeszcze przez chwilę nad Kwadrantirem. Potem prychnął i wybuchnął śmiechem.

Vaclav – Ale gówno. (Wziął butelkę ze stołu.) Nabeshima, miecz, duchy... (Usiadł z powrotem na krześle.) Banda wariatów.

Wracamy na ring.


Tony Hogański – Sam jest wariatem.

Jan Kowalski – Zakopcie wreszcie ten topór wojenny, dobra?

Tony Hogański – Odczep się. Po co mam się zadawać z tą kreaturą?

Jan Kowalski – Możesz to jakoś inaczej ubrać w słowa. Kreatura to nie jest najłagodniejsze określenie.

Tony Hogański – Niech ci będzie. Jest to niewątpliwie samiec o osobliwym usposobieniu, odpychającym sposobie bycia i trudnej do zaakceptowania postawie. Może być?

Jan Kowalski – No nie wiem.

Tony Hogański – To może czas już na kolejną walkę?

Jan Kowalski – Tak. Właśnie przyszedł na nią czas.



Bidam vs Maksymilian an-Nazira



Jako pierwszy rozbrzmiewa Rebūke – „Dystopia”. Na FeliXtronie pojawiają się warszawskie bloki, afgańskie góry i liczba +93, migająca na czarnym tle. Spod FeliXtronu wychodzi Maksymilian an-Nazira. Ma na sobie czarną, rozpiętą bluzę bez rękawów, idzie spokojnie, bez przesadnego pozowania, ale z wyraźnym skupieniem. Wchodzi do ringu, zatrzymuje się przy linach i patrzy w stronę wejścia.
Po chwili rozbrzmiewa The Clash – „London Calling”. Bidam wychodzi spod FeliXtronu i wyraźnie nie spieszy się. Patrzy na Maksymiliana, potem na publiczność, po czym wchodzi między liny.

Tony Hogański – Popatrz jak to się w życiu plecie. Na poprzedniej gali Bidam walczył o EWF World Championship, a dzisiaj? Dzisiaj pojedynek z Maksymilianem.

Jan Kowalski – Nie zawsze można walczyć o najważniejsze trofea.

Tony Hogański – Myślisz, że Bidam przegrał swoje życie?

Jan Kowalski – Głupoty opowiadasz.

Tony Hogański – Tylko się głośno zastanawiam.

Sędzią jest Lech Grudziński. Sprawdza obu zawodników, odsyła ich do narożników i daje znak do rozpoczęcia walki. Gong! Maksymilian zaczyna odważnie. Od razu rusza do przodu, nie czeka na Bidama, nie próbuje długo badać dystansu. Wchodzi w zwarcie i przepycha rywala do lin. Bidam przyjmuje to spokojnie, ale Maksymilian od razu trafia go kolanem w brzuch, potem Body Shots Combination... jeden cios w korpus, drugi, trzeci, a na końcu krótki łokieć w bok głowy. Bidam cofa się do narożnika, więc Maks dokłada Corner Clothesline. Publiczność reaguje, bo +93 wygląda, jakby naprawdę chciał narzucić swoje tempo. Wrzut na liny, próba Big Boota, ale Bidam robi unik i przy powrocie trafia go twardym Clotheslinem. Maksymilian pada na matę, a Bidam nie traci czasu. Podnosi go, krótki Back Chop, potem Gutwrench Suplex. Maksymilian próbuje wstać, ale dostaje kopnięcie w bok, potem kolejne. Bidam łapie go za głowę, prowadzi do lin i wciska gardłem na górną linę. Lech Grudziński odlicza, więc Bidam puszcza przy czterech, bez większej dyskusji, ale dokładnie wtedy, kiedy musi. Maks łapie oddech, odwraca się i próbuje odpowiedzieć Forearmem. Trafia raz, drugi, ale Bidam odpowiada prostszym i cięższym uderzeniem. Potem jeszcze jednym. Maksymilian chwieje się, a Bidam wykonuje Belly-to-Back Suplex. Pin.....1......2..... Maksymilian wybija! Maksymilian nie wygląda na przestraszonego, ale już po pierwszych minutach widać różnicę. On chce walczyć intensywnie, zrywami, serią ciosów, jednym mocnym wejściem. Bidam kontroluje tempo i ucina każdy taki zryw zanim urośnie do czegoś większego. +93 próbuje złapać go pod Samoan Drop, ale Bidam zsuwa się za plecy i trafia Neckbreakerem. Potem siada na nim i zaczyna obijać krótkimi, ciężkimi uderzeniami w bark i kark. Lech Grudziński pilnuje zamkniętej pięści, więc Bidam przechodzi do Headlocka. Maksymilian pracuje nogami, próbuje się podnieść, powoli wstaje z rywalem na plecach i w końcu spycha go do lin. Bidam wraca, a Maks trafia Pop-up European Uppercutem! Bidam cofa się, ale nie pada. Maksymilian dokłada Big Boot! Tym razem Bidam ląduje na plecach. Pin.....1......2..... Bidam wybija! To jest pierwszy większy moment Maksymiliana. Wstaje szybciej, napędzony reakcją publiczności. Łapie Bidama, ustawia pod Saito Suplex, ale Bidam blokuje biodra. Maks próbuje jeszcze raz, mocniej, jednak Bidam uderza go łokciem w bok głowy, potem drugim i natychmiast przechodzi do Snap Suplexa. Maksymilian uderza plecami o matę. Bidam nie puszcza uchwytu, obraca biodra i wykonuje drugi Suplex. Potem trzeci, już wolniejszy, ale jeszcze cięższy. Pin.....1......2..... Maksymilian wybija!

Jan Kowalski – Widzisz? Maksymilian się stara.

Tony Hogański – No, no. Bardzo. Niczego mu ujmując, ale w kategorii przegrywów wygra dzisiaj Bidam.

Jan Kowalski – Dziwnie to powiedziałeś. To oznacza, że twoim zdaniem wygra walkę czy przegra?

Tony Hogański – Myślę, że wygra. Nie widzę innej opcji przy całym szacunku dla Maksymiliana.

Były EWF FTW Champion podnosi Maksymiliana za głowę i od razu wrzuca do narożnika. Back Chop. Drugi. Trzeci. Maksymilian próbuje osłonić klatkę, więc Bidam trafia go łokciem w szczękę, a potem wykonuje Corner Clothesline. Nowosibirski zaczyna dominować. Nie robi niczego przesadnie widowiskowego, ale wszystko trafia tam, gdzie powinno. Maksymilian próbuje wyrwać się z narożnika, ale zostaje złapany i rzucony przez ring Belly-to-Belly Suplexem. Podnosi się przy linach, dostaje Dropkick w klatkę piersiową i wypada przez środkową linę na apron. Bidam podchodzi, łapie go za głowę i próbuje Seorabeol-1 [Rope Hung Cutter], ale Maksymilian instynktownie odpycha go barkiem. Bidam cofa się o krok, a +93 wskakuje przez liny i trafia Shoulder Blockiem. Potem Body Shots Combination jeszcze raz, tym razem bardziej chaotyczne, ale skuteczne. Maksymilian wrzuca Bidama na liny i wykonuje Spinebuster! Pin.....1.....2... Bidam wybija! Maksymilian wie, że musi iść za ciosem. Podnosi Bidama, ustawia pod Kod 93 [Stunner], ale Bidam od razu rozpoznaje zagrożenie. Odpycha go na liny, schodzi bokiem i trafia twardym Lariatem w tył głowy. Maksymilian pada na kolana. Bidam łapie go od tyłu i wykonuje Release Dragon Suplex. Maks ląduje wysoko na barkach i karku, przewraca się na bok i przez chwilę nie wie, gdzie jest. Pin.....1......2...... Maksymilian wybija! Bidam patrzy na Lecha Grudzińskiego, ale nie protestuje. Po prostu wstaje, przeciąga Maksymiliana bliżej środka ringu i zakłada The Sands of Karakorum [Indian Deathlock]! Maksymilian od razu czuje problem. Nie jest to tylko dźwignia na nogi, ale też sposób na odebranie mu mobilności i odcięcie kolejnych zrywów. +93 próbuje się podnieść na łokciach, ale Bidam siada niżej i dociska. Lech Grudziński pyta, czy Maksymilian się poddaje. Ten kręci głową, zaciska zęby i zaczyna przesuwać się w stronę lin. Idzie wolno. Bardzo wolno. Bidam trzyma mocno, bez pośpiechu, jakby wiedział, że nawet jeśli Maks złapie linę, to i tak straci dużo sił. Maksymilian w końcu wyciąga rękę i łapie dolną linę. Lech każe puścić. Maksymilian próbuje podnieść się przy linach. Bidam pozwala mu wstać tylko do połowy. Chwyta go za głowę, przeciąga na środek i ustawia pod Seorabeol-2 [Sternness Dust α]. Maks walczy, uderza łokciem, próbuje jeszcze jednego zrywu, ale nogi nie niosą go już tak szybko, a reakcje są spóźnione. Bidam przytrzymuje go, poprawia uchwyt i wykonuje Seorabeol-2. Maksymilian uderza o matę i zostaje na plecach. Bidam przypina spokojnie, bez paniki, bez nerwów, zaczepiając nogę. Lech Grudziński pada do liczenia. Pin.....1......2......3! (Zwycięzcą jest: Bidam!)

Jan Kowalski – No i to byłoby na tyle.

Tony Hogański – Dokładnie tak jak to przewidziałem.

Bidam podnosi się powoli, a Lech Grudziński unosi jego rękę. Zwycięstwo jest czyste i wyraźne. Maksymilian miał kilka dobrych momentów, szczególnie na początku, ale mimo wszystko Bidamczyk kontrolował większość walki. Nie dał mu rozpędzić się na dłużej, przecinał kolejne zrywy i konsekwentnie zabierał mu przestrzeń. +93 siedzi pod linami, obolały i wściekły, ale nie upokorzony.

Jan Kowalski – Niech biedny Maksymilian nie rozpacza. Przegrał, bo jeszcze nie dał rady.

Tony Hogański – Tak, tak.


Przenosimy się za kulisy. Sergiusz stał w pustym korytarzu, rozmawiając z kimś ukrytym poza kadrem. Mówił powoli, niemal przesadnie wyraźnie, jakby chciał mieć pewność, że każde słowo dotrze do rozmówcy.

Sergiusz – Rozumiesz? To ważne zadanie. Naprawdę ważne. Nie możesz tego spieprzyć, rozumiesz?

Zamilkł na moment, nasłuchując odpowiedzi.

Sergiusz – Dlatego ci pomogłem. Dałem ci szansę, której nikt inny by ci nie dał. Zainwestowałem w ciebie. Teraz twoja kolej.

Pochylił głowę i uśmiechnął się lekko.

Sergiusz – Nie zawiedź mnie. Czy ty mnie w ogóle rozumiesz?

Wracamy na ring.


Jan Kowalski – Ale o co chodzi?

Tony Hogański – Pewnie Sergiusz ma znowu jakiś genialny plan.

Jan Kowalski – Oby poszło lepiej niż w przypadku konszachtów z Vaclavem.

Tony Hogański – Na interesach z Vaclavem nikt nie wychodzi dobrze. On rozumie tylko prawo siły.


Znów jesteśmy na zapleczu. Maksymilian an-Nazira szedł sobie powoli korytarzem w stronę szatni. Po walce z Bidamem wyglądał w miarę znośnie, ale był wyraźnie zniszczony. Jedną ręką przytrzymywał obolałe żebra, drugą ocierał pot z czoła. Chciał po prostu dotrzeć do szatni, usiąść i dojść do siebie. Nagle (bo w EWF zawsze wszystko działo się nagle) usłyszał za swymi plecami głos.

Głos – A dokąd to?

Maksymilian zatrzymał się. Bidam stał kilka metrów dalej, z głową lekko przechyloną na bok. W jego oczach błyszczało coś, czego nie było widać podczas walki. Jego robot-pies kręcił się obok niego, wydając ciche elektroniczne dźwięki.

Bidam – Walka się skończyła, Maksymilianie. Oczywiście. Sędzia ogłosił wynik, publiczność dostała swoje widowisko, wszyscy mogą wracać do domów. Tylko że ja jeszcze nie skończyłem zabawy.

Maksymilian an-Nazira – Maksymilian nie rozumie, o czym Bidam mówi.

Bidam – I wcale nie musisz.

Rzucił się na niego bez ostrzeżenia. Pierwszy cios powalił Maksymiliana na ścianę. Kolejny sprawił, że osunął się na kolana. Bidam natychmiast szarpnął go za strój i uderzył nim o metalowe drzwi pomieszczenia technicznego. Rozległ się głuchy huk. Maksymilian próbował zasłonić głowę, ale napastnik nie dawał mu chwili wytchnienia. Uderzenia następowały jedno po drugim, aż krew zaczęła spływać mu po twarzy. Pies zapiszczał elektronicznie i cofnął się kilka kroków. Potem odwrócił się i pobiegł w przeciwną stronę korytarza. Bidam nawet na niego nie spojrzał. Chwycił Maksymiliana za kark i pchnął go na ścianę przy drzwiach szatni. Maksymilian próbował się podnieść, ale Bidam kopnięciem pozbawił go równowagi. Gdy upadł, Bidam przycisnął go do posadzki i uderzył jeszcze kilka razy. Krew rozmazywała się na jasnych kaflach. Maksymilian przestał się bronić. Jego ciało osunęło się bezwładnie. Bidamczyk uklęknął obok niego, złapał go za włosy i uniósł mu głowę, jakby chciał sprawdzić, czy jeszcze reaguje. Potem puścił go i wstał. Z zaciekawieniem przyglądał się swojemu dziełu. Po krótkiej chwili na korytarzu ponownie pojawił się Pies. Biegł szybko, popiskując coraz głośniej. Za nim szedł Franko. Kiedy zobaczył zakrwawionego Maksymiliana, przyspieszył kroku.

Franko – Bidam!

Nowosobirski odwrócił głowę. Franko dopadł go, chwycił za ramię i gwałtownie odciągnął od leżącego zawodnika.

Franko – Co się dzieje?

Były EWF FTW Champion spojrzał na niego z autentycznym zdziwieniem. Przesunął dłonią po twarzy i zauważył na palcach krew.

Bidam – Moja? (Przyjrzał się dłoni, po czym zerknął na Maksymiliana.) Nie. Chyba jego.

Pies piszczał przy nich niespokojnie, kręcąc się wokół nieprzytomnego Maksymiliana. EWF World Champion nie spuszczał wzroku z Bidama.

Franko – Dlaczego? Co on ci takiego zrobił?

Bidam (wzruszając ramionami) – Nic.

Franko przez chwilę nie odpowiadał, jakby próbował zrozumieć, czy dobrze usłyszał.

Bidam – Miałem taki kaprys. Chciałem zobaczyć, co się stanie, kiedy zrobię coś tylko dlatego, że mam na to ochotę. Czy to źle?

Rzeźnik patrzył na niego w milczeniu. Potem poklepał go po plecach, jakby właśnie zakończyli zwyczajną rozmowę po treningu.

Franko – Chodź. Czas do szatni.

Bidam (uśmiechając się) – Dobry pomysł.

Ruszył korytarzem, a Pies natychmiast podążył za nim. Franko poszedł obok nich. Maksymilian leżał nieruchomo na posadzce, w kałuży własnej krwi. Po chwili z oddali dobiegły szybkie kroki. Do korytarza wbiegli członkowie służb medycznych z noszami i torbami ratunkowymi. W oddali Franko odwrócił się i chyba odetchnął z ulgą, że służby medyczne się pojawiły. Jeden z ratowników uklęknął przy Maksymilianie, drugi natychmiast wezwał dodatkową pomoc. Kamera pozostała jeszcze przez chwilę na zakrwawionej posadzce.


Tony Hogański – Bidamowi zawsze brakowało piątej klepki.

Jan Kowalski – Może ma dzisiaj zły dzień?

Tony Hogański – Klęska na ostatniej gali być może go podłamała. Miał wygrać, ale przegrał.


Znowu jesteśmy na zapleczu. Szakal siedział naprzeciwko Hani i tłumaczył jej coś, kreśląc palcem niewidzialne schematy na blacie. Hania słuchała opierając brodę na dłoni. Z

Szakal – Pamiętaj. Franko to kawał kloca. Nie próbuj się z nim przepychać, bo równie dobrze mogłabyś próbować przesunąć lodówkę. Musisz być szybsza, zmieniać kąty, nie dawać mu złapać cię w narożniku. I uważaj na chwyt. Jak cię dorwie, to nie będzie przyjemnie.

Hania – Tak, dziadku.

Szakal – I nie zapominaj, że on nie musi cię znokautować jednym ciosem. Wystarczy, że cię zmęczy. Będzie chciał, żebyś zaczęła popełniać błędy. Nie daj mu tej satysfakcji. Oddychaj, kontroluj tempo, wykorzystuj każdą okazję. Rozumiesz?

Hania – Oczywiście, dziadku.

Szakal – A witaminy brałaś?

Hania – Tak, dziadku.

Szakal – Wszystkie?

Hania – Wszystkie.

Szakal – Białko odpowiednio uzupełnione? Bo przy takiej walce organizm musi mieć z czego się regenerować.

Hania – Tak, dziadku.

Szakal – Spałaś wystarczająco długo? Nie siedziałaś do późna z telefonem?

Hania – Odpoczęłam, dziadku.

Szakal – Bo odpoczynek jest równie ważny jak trening. Możesz mieć najlepszą technikę na świecie, ale jeśli organizm nie jest zregenerowany, to w ringu wszystko wyjdzie. Mięśnie muszą odpocząć, głowa też. Nawodnienie, sen, jedzenie. Wszystko ma znaczenie.

Hania – Oczywiście, dziadku.

Szakal – No. To jeszcze raz przejdźmy sobie początek walki…

Hania – Dziadku. Może ja pójdę się trochę przejść?

Szakal – Tylko się nie przemęczaj.

Hania – Tak, dziadku.

Ruszyła w stronę wyjścia. Szakal patrzył za nią przez chwilę i na tym sprawa się zakończyła. Wróciliśmy do komentatorów.


Tony Hogański – Mistrz Szakal fantastycznie przygotuje Hanię do tej walki.

Jan Kowalski – Nie jest zbyt męczący?

Tony Hogański – Podejrzewam, że mistrz Szakal na pewno będzie chciał sprawdzić, czy istnieje jakaś aplikacja pozwalająca monitorować regenerację wnuczki na odległość.

Jan Kowalski – Czyli mam rację. Jest nadopiekuńczy i męczący.

Tony Hogański – To nie tak.


Tymczasem na zapleczu dwóch ratowników prowadziło nosze w stronę karetki, a trzeci szedł obok, kontrolując stan pobitego Maksymiliana an-Naziry. Twarz zawodnika była zakrwawiona, jedno oko niemal całkowicie spuchnięte, a jego ciało nosiło ślady brutalnego pobicia. Mimo to oddychał samodzielnie i pozostawał przytomny, choć wyraźnie osłabiony.

Sanitariusz – Ale go urządził. Jeszcze chwila i musielibyśmy go wynosić w częściach.

Ratownik – Spokojnie, to silny byk. Wyliże się. Byle nie było niczego poważnego w środku.

Wjechali na parking przed halą. Właśnie wtedy zza zaparkowanych samochodów wybiegł Arek Kolano. Zatrzymał się na widok noszy, a uśmiech, który zwykle towarzyszył mu podczas nagrywania materiałów, zniknął bez śladu.

Arek Kolano – Maksymilian? Jak to jest w ogóle możliwe?!

Polak afgańskiego pochodzenia powoli uniósł rękę. Z trudem, ale z wyraźną determinacją pokazał Arkowi kciuk w górę.

Maksymilian an-Nazira – Maksymilian… jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

Arek patrzył na niego przez chwilę, nie wiedząc, czy się śmiać, czy przeklinać. Ratownicy wsunęli nosze do karetki, a jeden z nich spojrzał na Arka.

Sanitariusz – Pan jedzie z nami do szpitala?

Były siatkarz zerknął na karetkę.

Arek Kolano – Tak. On teraz potrzebuje wsparcia.

Ratownik spojrzał na niego bez słowa, Arek wskoczył do środka. Drzwi karetki zatrzasnęły się, a my wróciliśmy na arenę.


Jan Kowalski – Bidam nieźle go załatwił. Dobrze, że Arek się pojawił. Bardzo miło się zachował.

Tony Hogański – Pozytywna dusza, ale tacy długo nie żyją.

Jan Kowalski – Arek ma potencjał.


Nas i Weronika Passent szli korytarzem prowadzącym na arenę. Zza ścian dobiegał ryk publiczności, a obsługa techniczna uwijała się przy ostatnich przygotowaniach do kolejnych walk. Pojedynek Nasa z Sergiuszem zbliżał się wielkimi krokami, ale Weronika miała do męża kilka pytań, które najwyraźniej nie mogły już dłużej czekać.

Weronika Passent – Nas, a tak właściwie, jakie ty masz moce?

Nas – Czy to ważne?

Weronika Passent – Ważne! Powiedz! Potrafisz wyginać widelce samym spojrzeniem? Albo zatrzymywać kule ognia? A może czytasz w myślach? Bo jeśli tak, to mam nadzieję, że nie czytasz moich, kiedy myślę o nowych torebkach.

Nas – Twoje myśli pozostają twoją prywatną sprawą.

Weronika Passent – Czyli nie czytasz?

Nas – Nie powiedziałem tego.

WAMP zamyśliła się na moment, po czym wyraźnie się ożywiła.

Weronika Passent – A potrafisz teleportować się? To byłoby super, moglibyśmy oszczędzić na biletach lotniczych.

Nas – Podróże bywają pouczające.

Weronika Passent – A umiesz grać quidditcha?

Nas – Nie wiem.

Weronika Passent – Nas, ty w ogóle nie odpowiadasz na moje pytania!

Nas – Być może zadajesz je w niewłaściwym momencie.

Weronika już nabierała powietrza, by zaprotestować, kiedy zza zakrętu wyszedł Sergiusz. Zobaczył ich i natychmiast skierował się w ich stronę. Na jego twarzy pojawił się kpiący uśmiech.

Sergiusz – No proszę. Wielki Nas. Człowiek tajemnica, mistrz nadprzyrodzonych sztuczek. Powiedz mi, na ostatniej Wrestlepaloozie też użyłeś jakiegoś paralizatora? Czy może schowałeś go w rękawie? Bo z tego, co widziałem, twoje wielkie moce istnieją głównie w twojej głowie.

WAMP wychyliła się nieco w jego stronę i przyjrzała mu się z zainteresowaniem.

Weronika Passent – Nas, kto to jest?

Nas – Sergiusz.

Weronika Passent – Aaa! To ten Sergio z Barcelony? Z grupy tanecznej Anny Lewandowskiej?

Nas – Przecież ostatnio ci mówiłem, że nie.

Weronika Passent – Racja. To może Sergiusz Żymełka? Ten aktor dziecięcy?

Nas – Nie.

Weronika Passent – To w takim razie Sergiusz z Radoneża?

Nas (zdziwiony) – Nie. Skąd ci to przyszło do głowy?

Sergiusz – Ja tu stoję i słucham waszych głupot.

WAMP spojrzała na niego, jakby dopiero teraz zauważyła, że mężczyzna wciąż znajduje się tuż obok.

Weronika Passent – A, czyli jednak pan nas słyszy. Przepraszam, myślałam, że to prywatna rozmowa. Proszę sobie iść, okej?

Sergiusz – W ringu też będziesz taki dowcipny, Nas? Zobaczymy, ile warte są twoje tajemnice, kiedy staniesz ze mną twarzą w twarz.

Nas – Wkrótce sam się o tym przekonasz.

Sergiusz przez chwilę mierzył go wzrokiem. Nie odpowiedział. Jedynie uśmiechnął się szerzej. Nas i Weronika ruszyli dalej w stronę wejścia na arenę. Sergiusz pozostał na korytarzu, odprowadzając ich wzrokiem.

Weronika Passent – Ale z tym wyginaniem widelców to naprawdę nie odpowiedziałeś.

Nas westchnął cicho, a my wróciliśmy an ring.


Jan Kowalski – Walka Nasa i Sergiusza zapowiada się ekscytująco.

Tony Hogański – Sergiusz jaki zadziorny. Najpierw konszachty z Vaclavem, teraz kombinuje coś z Nasem.

Jan Kowalski – Rozpycha się. To dobrze. Młody, ambitny i wie, czego chce.

Tony Hogański – Tak, już o tym dzisiaj mówiliśmy.


Jesteśmy na zapleczu, a konkretniej w miejscu, w którym rezyduje EWF World Champion. W mistrzowskiej szatni panował spokój. Franko postawił na stole butelkę wody i papierową torbę z pieczonym kurczakiem. Bidam siedział na ławce i oglądał swoje dłonie. Na palcach wciąż miał ślady krwi Maksymiliana.

Franko – Woda i kurczak. Dobrze ci zrobią.

Bidam natychmiast sięgnął po butelkę. Odkręcił ją, wypił kilka łyków, po czym otworzył torbę i oderwał spory kawałek mięsa. Ugryzł go z wyraźną przyjemnością. Tłuszcz spłynął mu po palcach, zabrudził dłoń i zostawił smugę na przedramieniu. Bidamczyk spojrzał na siebie, potem na zaschniętą krew przy paznokciach. Przez chwilę porównywał oba ślady, jakby właśnie odkrył coś niezwykłego.

Bidam – Wiesz, co jest piękne?

Rzeźnik siedział naprzeciwko, spokojnie obserwując jego poczynania. Nic nie odpowiedział, tylko coś mruknął. Bidam natomiast tylko uśmiechnął się i ponownie spojrzał na swoją rękę.

Bidam – Krew Maksymiliana zmieszała się z tłuszczem z kurczaka. Krew i tłuszcz. Cierpienie i przyjemność. Życie i jedzenie. Wszystko na jednej dłoni.

Podniósł rękę nieco wyżej, podziwiając ją wręcz.

Bidam – Czyż to nie jest piękne? (Do siebie.) Czyż to nie jest piękno?

Franko – Nie wiem. Ja się na takich rzeczach nie znam.

Bidamczyk parsknął śmiechem. Ugryzł kolejny kawałek kurczaka, po czym wytarł palce o papierową torbę. Następnie przyjrzał się Rzeźnikowi uważnie. Na jego twarzy pojawił się ten sam niepokojący uśmiech, który Franko widział już wcześniej.

Bidam – Wiesz, może to jest właśnie ten moment.

Franko – Jaki moment?

Bidam – Ten, w którym ci przypierdolę. Wszyscy na to czekają, prawda? Nareszcie Bidam i Franko przestają udawać przyjaciół i zaczynają się napierdalać. Wielki konflikt. Koniec sojuszu. Dramat, krew, złamane kości. Cała ta pieprzona historia, którą wszyscy chcą zobaczyć.

EWF World Champion nawet nie drgnął.

Franko – Nie. To nie ten moment.

Bidam patrzył na niego przez kilka sekund. Potem powoli skinął głową.

Bidam – Masz rację. To jeszcze nie to.

Sięgnął po kurczaka i ponownie wgryzł się w mięso.

Bidam – Może następnym razem.

Franko nie odpowiedział. Siedział spokojnie, podczas gdy Bidam jadł z coraz większym apetytem, rozmazując tłuszcz po palcach i ubraniu. Pewnie gdzieś teraz poza szatnią personel medyczny zajmował się Maksymilianem. Tutaj tłuszcz kapał na papier, a krew na dłoniach Bidama powoli zasychała. Bidam jadł dalej. Dla nas to sygnał by wrócić do komentatorów.


Jan Kowalski – Być może Bidam się uspokoił.

Tony Hogański – Albo planuje morderstwo.

Jan Kowalski – Wszystko jest możliwe. Teraz jednak zajmijmy się walką Nasa z Sergiuszem.

Tony Hogański – Jeżeli nie będzie zbyt długa, to zapowiada się ciekawie.



Nas vs Sergiusz



Jako pierwszy rozbrzmiewa Zdzisława Sośnicka – „Aleja Gwiazd”. Sergiusz wychodzi spod FeliXtronu wolniej niż zwykle.To jego druga walka tego wieczoru. Tym razem wychodzi sam, nie ma z nim Krzysztofa Latkowskiego. Sergiusz wchodzi do ringu, poprawia strój i opiera się o liny, sprawiając imponujące wrażenie, że wszystko jest pod kontrolą.
Po chwili rozbrzmiewa Varius Manx – „Orła cień”. Theme nasa zmienia się co galę, więc tym razem były EWF FTW Champion wybrał coś z lat dziewięćdziesiątych, coś dramatycznego i ciekawego. Spod FeliXtronu wychodzi nas, a obok niego Weronika Passent, znana również jako WAMP. nas idzie spokojnie, w czarnej koszulce z małym białym napisem „nas” i białych spodniach z napisami nad kostkami. Nie spieszy się.

Jan Kowalski – Kto wygra? Nas czy Sergiusz?

Tony Hogański – Zważywszy na to, że Nas to jeden z najlepszych zawodników ostatnich piętnastu lata, a Sergiusz dopiero rozpoczął, przy czym już dzisiaj walczył... cóż... będzie Sergiuszowi ciężko.

Jan Kowalski – A może to będzie właśnie wieczór niespodzianek?

Tony Hogański – Jak Czesław się urodził to jego ojciec tak chyba powiedział.

Obaj zawodnicy są już na ringu. Przepełnia nich niesamowita radość z bliskiego spotkania. Sędzia Antoni Bryndza sprawdza obu zawodników, po czym daje znak do rozpoczęcia walki. Gong! Sergiusz próbuje zacząć mocno, bo wie, że nie może pozwolić nasowi spokojnie wejść w jego własny rytm. Rusza od razu z Thrust Kickiem, ale nas odsuwa się pół kroku i trafia krótkim kopnięciem w udo. Sergiusz nie pada, ale od razu widać, że druga walka tego wieczoru kosztuje go więcej, niż chciałby pokazać. „Milion dolarów” łapie nasa w zwarciu i przepycha go do narożnika. Jeden bark w brzuch, drugi, potem mocny Slap w twarz. nas odwraca głowę po ciosie, ale nie odpowiada od razu. Sergiusz próbuje Corner Stomps, jednak po trzecim kopnięciu musi złapać oddech. To wystarczy. Nas chwyta go za nogę, wykręca ją i przewraca do parteru. Od razu przechodzi do Single Leg Boston Crab, niezbyt eleganckiego, ale skutecznego. Sergiusz szybko łapie linę, a sędzia każe puścić. nas puszcza przy czterech, spokojnie, bez kłótni, ale dokładnie tyle trzyma, ile może. Sergiusz wstaje z grymasem i od razu próbuje odpowiedzieć siłą. Trafia Forearmem, potem drugim, wrzuca nasa na liny i wykonuje Belly to Belly Overhead Suplex. Pin.....1...... nas wybija! Sergiusz podnosi go jeszcze raz, ale musi na sekundę oprzeć ręce na kolanach. nas to widzi. Nie atakuje efektownie. Po prostu kopie Sergiusza w brzuch, potem w bok, potem trafia Back Chopem i wykonuje Neckbreaker. Pin.....1......2..... Sergiusz wybija! Nas konsekwentnie wykorzystuje zmęczenie rywala. Nie idzie w wymianę siłową, nie próbuje pokazać, że jest mocniejszy. Zmusza Sergiusza do wstawania, skrętów, cofania się, pracy nogami. Kopnięcie w udo, Snapmare, kopnięcie w plecy. Potem Camel Clutch. Sergiusz odmawia poddania, krzyczy, że to nic, ale jego twarz mówi coś innego. nas puszcza, zanim Sergiusz dojdzie do lin, i od razu przechodzi do Triangle Hold. Sergiusz próbuje podnieść go siłą, ale zmęczenie nie pozwala zrobić tego od razu. Dopiero po kilku sekundach unosi nasa i zrzuca go na matę krótkim Powerbombem. Obaj leżą, ale Sergiusz potrzebuje więcej czasu, żeby się podnieść. Kiedy wstaje, widać jeszcze ambicję. Thrust Kick trafia nasa w klatkę piersiową. Drugi trafia w szczękę. nas cofa się na liny, a Sergiusz zbiera resztki energii i wykonuje Spinning Spinebuster. Pin.....1......2..... nas wybija! Były EWF FTW Champion przechodzi od razu do dźwigni na rękę. Nie jest piękna, jest męcząca. Sergiusz dochodzi do lin, ale musi walczyć o każdy centymetr. nas puszcza, po czym od razu trafia Knee Strikeiem w żebra. Sergiusz pada przy narożniku. Nas odciąga go na środek i próbuje 99 Crushera, lecz „Milion dolarów” blokuje. Jeszcze raz pokazuje, że mimo zmęczenia nadal ma charakter i siłę. Uderza nasa łokciem, potem łapie go w pół i wykonuje Release Northern Lights Suplex. nas ląduje twardo. Sergiusz nie jest jednak w stanie od razu przypiąć. Czołga się do niego za późno. Pin.....1......2..... nas wybija!

Jan Kowalski – A jednak Sergiusz nie daje sobie w kaszę dmuchać.

Tony Hogański – Ciekawe skąd się wzięło to określenie o dmuchaniu w kaszę.

Jan Kowalski – Zapytaj przemądrzałego Czesława. Może zna odpowiedź?

Sergiusz szybko wstaje. chwyta rywala za rękę, ciągnie do środka ringu i wykonuje kolejny Suplex. Potem jeszcze dla pewności Backbreaker. Nas wstaje, Sergiusz jest chyba w gazie, bo kopie go w brzuch, ustawia pod kolejną akcję, ale były EWF FTW Champion nagle wyrywa się i trafia Jawbreakerem. Buhaj-Satmara cofa się, ale po chwili rusza do szybkiego ataku. W zasadzie nie wiadomo, co takiego chciał zrobić, bo właściciel Jazzowscy Holding odpycha go w ostatniej chwili. Sergiusz odbija się od lin, wraca i trafia przeciwnika silnym Big Bootem. Dobrze trafił, bo Nas akurat się napatoczył, ale jakby się nad tym zastanowić to wcale nie idealnie. Nas bowiem nie pada. Chwieje się, a Sergiusz łapie go za rękę i przyciąga go do siebie. No i tu niespodziewanie, bo w EWF przecież wszystko dzieje się niespodziewanie, nie poszło mu tak łatwo, bo Nas załatwia go w wykonaniu Short-Arm Clothesline. Pan o pseudonimie związanym z milionem dolarów ląduje na macie. Chwilę obaj panowie leżą... podnoszą się prawie w tym samym momencie... odbijają się o liny.. znów prawie w tym samym momencie. No i mamy obopólną likwidację przy pomocy Clothesline'a. Niezłe emocje się zrobiły. Sergiusz pierwszy wstaje chwiejnie, ale wściekle. Podnosi nasa i zapina Cobra Clutch. Publiczność czuje, że to może być jego ostatnia realna szansa. Cobra Clutch Backbreaker! nas wygina się po zderzeniu z kolanem, a Sergiusz utrzymuje uchwyt. Próbuje podnieść go jeszcze raz pod Cobra Clutch Slam, ale nogi nie pracują tak, jak powinny. nas szarpie się, uderza łokciem w bok głowy, potem drugim, i wyślizguje się za plecy. Sergiusz odwraca się ciężko, a nas trafia go Headbuttem. Nie nokautującym, raczej brzydkim i bliskim. Potem kopnięcie w brzuch. Potem Jawbreaker. Sergiusz pada na jedno kolano. Mimo to ma w sobie sporo ambicji. Wstaje i rusza na rywala. Robi to intensywnie... ale chyba za wolno, bo nas przechwytuje jego rękę i wykonuje zmienny RWiWCZiAŚ. Tym razem Rozpierdalający Wszystko i Wszystkich Cios Zagłady i Absolutnej Śmierci przyjmuje formę czegoś pomiędzy Arm Trap Uranage Backbreakerem a gwałtownym Flatlinerem. nas blokuje jedną rękę Sergiusza pod własnym ramieniem, drugą chwyta go za kark, najpierw wbija go plecami o kolano jak w Backbreakerze, a potem bez puszczania uchwytu ściąga twarzą i klatką piersiową na matę. Sergiusz zostaje rozłożony na środku ringu. Weronika przy ringu natychmiast zaczyna klaskać i skandować: „Rwiwczaś! Rwiwczaś! Rwiwczaś!” Wygląda na to, że to już koniec, bo Nas przypina Sergiusza spokojnie, zaczepiając nogę. Pin.....1......2......3! (Zwycięzcą jest: nas!)

Tony Hogański – No i to byłoby chyba na tyle.

Jan Kowalski – W sumie to Sergiusz nieźle sobie poradził. Problem polegał na tym, że to była jego druga walka tego wieczoru, a Nas od początku walczył właśnie z tym faktem.

Nas wstaje powoli, a sędzia podnosi jego rękę. Sergiusz zostaje na macie, zmęczony, obolały i wściekły, bo przez długi czas naprawdę próbował odwrócić losy walki.

Tony Hogański – No i nie było pokazu himalajskich mocy. Może to tylko ściema?

Jan Kowalski – Tony... czy ty naprawdę wierzysz w zjawiska nadprzyrodzone? Że Nas w Himalajach faktycznie odkrył jakieś źródło mocy i może teraz rozrywać ludzi energią?

Tony Hogański – Człowieku małej wiary!


Na tym komentarzu Tostera poprzestańmy. Walka była emocjonująca, ale co słychać na zapleczu? Sprawdźmy! Franko i Bidam nadal siedzieli w szatni. Na stole zostały resztki pieczonego kurczaka, a Bidam wreszcie przestał jeść. Oparł się wygodniej, przeciągnął ramiona i spojrzał na EWF World Champa.

Franko – Lepiej już?

Bidam – A wiesz, że chyba tak? Słuchaj... czy to Pies cię do mnie przyprowadził? Martwił się, że zmasakruje tamtego biedaka? To jego sprawka?

Franko – Dziwna sprawa, ale tak.

Bidam – Widzisz? On ma uczucia.

Franko – Raczej algorytm.

Bidam – Myślisz, że Pies jest jeszcze mój... czy nie pójdzie za głosem innej?

Franko – Nie wiem. Porozmawiaj może z Bereniką, to ci to wyjaśni. Najlepiej w cztery oczy.

Bidam – Porozmawiać z Bereniką w cztery oczy? (Twarz Bidama zrobiła się jakaś nieprzyjemna.) Czy ty w ogóle z nią ostatnio rozmawiałeś? Chcesz, żebym spojrzał w tę bladą twarz? Kiedy patrzę w jej zielone oczy, przypomina mi się mongolski step. Ale to nie jest dobre wspomnienie, wiesz? Step to nie romantyczna, piękna sceneria. To morze zielonej trawy, ciągnące się bez końca. Puste. Chłodne. Przerażająco ciche. Właśnie to widzę w jej oczach. Brak horyzontu. Zieleń bez końca. I beznadzieję, ale taką prawdziwą, ostateczną. Taką, która przychodzi, kiedy zostajesz sam pośrodku pustki i zaczynasz rozumieć, że nie ma już niczego. I nigdy już niczego nie będzie. Zielona nicość. Żadnych uczuć, żadnego ciepła, żadnego punktu, którego mógłbyś się uchwycić. A potem przychodzi groza. Najpierw gdzieś z tyłu głowy, a potem ogarnia cię całego. Przejmuje nad tobą kontrolę, łamie cię, odbiera ostatnią nadzieję. W końcu nie zostaje nawet radość z tego, że żyjesz. Właśnie to bym poczuł, gdybym zebrał się na odwagę i spojrzał jej w oczy. A potem mój świat by się zawalił. Naprawdę takiej przyszłości dla mnie chcesz?

Franko – A może ty masz gorączkę?

Bidam – Nie, nie mam. Naprawdę chcesz bym z nią porozmawiał?

Franko – Jak tam chcesz. To był tylko luźny pomysł.

Bidam – Nie będę z nią rozmawiał. Poza tym, ona dała nam Psa tylko na kilka miesięcy, a ten czas niedługo się kończy. Nie chcę jej o tym przypominać.

Franko – Fatalna sprawa.

Bidam – Zmieniam temat. Mam pewien pomysł. Słuchaj uważnie. Co by się stało, gdybym wybiegł w main-evencie na ring, przypierdolił ci, a Hania zgarnęłaby EWF World title?

Rzeźnik popatrzył na niego spokojnie. Nie wyglądał na zaskoczonego samym pytaniem.

Franko – Nic.

Bidam – Nic?

Franko – No nic. Ale po co to wszystko?

Bidam (patrząc mu prosto w oczy) – Żeby było jak dawniej. My znowu we dwóch. Żadnych pasów między nami, żadnego kombinowania, żadnych ambicji. Czysta męska przyjaźń. Braterstwo. Tak jak powinno być.

Franko – Ciekawa wizja.

Bidamczyk wybuchnął śmiechem, odchylił się na krześle i poklepał po brzuchu.

Bidam – No! Wiedziałem, że ci się spodoba. Ale spokojnie, nie będę ci dziś psuł wieczoru. Już mi lepiej, więc pójdę się trochę przejść.

Wstał, poprawił ubranie i ruszył w stronę drzwi. Zatrzymał się jeszcze na moment, jakby właśnie przypomniał sobie o czymś ważnym.

Bidam – A tak przy okazji, powodzenia dzisiaj, chociaż wcale tego nie potrzebujesz. I nie przejmuj się tymi głupimi żartami. Nie masz się czego obawiać z mojej strony.

Franko – Tylko nie rób niczego głupiego.

Bidam – Nigdy.

Wyszedł z szatni, zostawiając Rzeźnika samego przy stole. Wracamy na ring.


Tony Hogański – Naprawdę nie wiem, co w tej głowie Bidama siedzi.

Jan Kowalski – Nikt tego nie wie.

Tony Hogański – Pewnie nawet on sam.


Korytarzem prowadzącym na arenę szli Yoshihito Nabeshima, Mitsuko i Chiaki. Chiaki niosła rodowy miecz nagamaki, starannie zabezpieczony. Nabeshima poruszał się spokojnie, z rękami schowanymi w szerokich rękawach stroju, a Mitsuko szła tuż obok niego. Na ich drodze pojawiła się Cassandra Tisserant z mikrofonem.

Cassandra Tisserant – Książę Nabeshima, czy mogłabym prosić o kilka słów przed dzisiejszą walką?

Chiaki – Książę nie udziela przypadkowych, niezaplanowanych wywiadów.

Cassandra zdążyła już lekko opuścić mikrofon, kiedy Nabeshima uśmiechnął się pod nosem.

Yoshihito Nabeshima – Chiaki, nie musisz być aż tak sztywna. Pani Tisserant wykonuje swoją pracę. Możemy raz zrobić odstępstwo od protokołu.

Chiaki skłoniła głowę, przyjmując uwagę bez słowa. Cassandra uśmiechnęła się z wdzięcznością i ustawiła mikrofon.

Cassandra Tisserant – Dziękuję. Dzisiejsza walka z Vaclavem budzi ogromne emocje. Wielu kibiców zastanawia się, czy chodzi jeszcze o sportową rywalizację, czy już o coś znacznie większego.

Yoshihito Nabeshima – Walka jest próbą charakteru. Czasami pozwala nam odkryć własne granice, a czasami pokazuje, jak łatwo człowiek może zapomnieć, po co w ogóle je sobie wyznacza. Vaclav dawno przestał szanować granice innych ludzi. Dziś będzie musiał zmierzyć się z konsekwencjami własnych wyborów.

Cassandra Tisserant – Mówi pan o sprawiedliwości. Ale gdzie kończy się sprawiedliwość, a zaczyna zemsta?

Książę przez chwilę milczał, po czym spojrzał na miecz niesiony przez Chiaki.

Yoshihito Nabeshima – Zemsta pyta, jak zadać ból temu, kto skrzywdził. Sprawiedliwość pyta, co należy zrobić, aby przywrócić właściwy porządek. Człowiek może pomylić te dwie rzeczy, zwłaszcza gdy przemawia przez niego gniew. Dlatego tak ważna jest dyscyplina.

Cassandra Tisserant – A pan nie czuje gniewu?

Yoshihito Nabeshima – Gniew nie będzie dziś trzymał miecza.

Dzielna reporterka zerknęła na broń, a następnie wróciła wzrokiem do Nabeshimy.

Cassandra Tisserant – Wspomniał pan wcześniej, że przywiózł ten miecz specjalnie na spotkanie z Vaclavem. Co on dla pana oznacza?

Yoshihito Nabeshima – Ten miecz należał do mojego rodu na długo przed moimi narodzinami. Przetrwał czasy, w których prawo bywało bezsilne, a ludzie musieli sami pamiętać o obowiązkach, jakie nakłada na nich honor. Nie noszę go po to, by udowadniać swoją siłę. Przypomina mi, że siła bez odpowiedzialności jest jedynie zagrożeniem.

Cassandra Tisserant – Czy uważa pan, że ten pojedynek zakończy konflikt między panem a Vaclavem?

Yoshihito Nabeshima – Konflikty nie kończą się zawsze wtedy, gdy jeden człowiek upada. Czasami kończą się dopiero wtedy, gdy pozostali zrozumieją, że nie muszą już żyć w strachu przed nim. Jeśli dziś uda mi się to osiągnąć, walka będzie miała sens.

Cassandra Tisserant – A jeśli Vaclav nie okaże szacunku ani panu, ani... nikomu?

Yoshihito Nabeshima – Przecież ja wiem, że tak będzie. Ta bestia nie jest zdolna by okazywać szacunek komukolwiek. Ja jednak nie oczekuję od niego szacunku. Wobec bestii nie stawia się takich wymagań. Prymitywne bestie się tresuje i zmusza do posłuchu. Dzisiaj oczekuję, że Vaclav stanie naprzeciwko mnie i poniesie konsekwencje tego, co uczynił. Reszta nie będzie zależeć od jego słów. Nie przybyłem tutaj, aby rozważać porażkę. Przybyłem wykonać swoje zadanie.

Cassandra Tisserant – Dziękuję za wywiad, książę. Powodzenia.

Cudna scena, ale wracamy na ring.


Tony Hogański – Ten jak coś powie.

Jan Kowalski – To co?

Tony Hogański – To czuję się jakbym przeniósł się do świata poezji.

Jan Kowalski – W sumie. Coś w tym jest.


W jednej ze stref EWF Pulse trwał konkurs dla młodych fanów. Zwycięzca miał otrzymać wyjątkową nagrodę: wejście na ring po zakończeniu gali, pamiątkowe zdjęcie i spotkanie z dwoma zawodnikami, których wskazał jako swoich ulubieńców. Ciekawe, że mieli to być Maksymilian an-Nazira i Arek Kolano. Chłopak, może dwunastoletni, stał teraz przy stanowisku organizatorów, ściskając w dłoniach pamiątkę przygotowaną specjalnie na tę okazję. Na jego twarzy malowało się podekscytowanie, a pracownica obsługi nerwowo zerkała w telefon. Obaj zawodnicy byli niedostępni, bo Bidam wysłał przecież prawie Maksymiliana na tamten świat, a Arek pojechał z nim do szpitala. Trzeba było szybko znaleźć zastępstwo.

Pracownica obsługi – Bardzo cię przepraszam. Maksymilian i Arek nie mogą teraz przyjść, ale postaramy się załatwić kogoś innego. To nadal będzie wyjątkowe spotkanie, obiecuję.

Chłopak skinął głową, próbując ukryć rozczarowanie. Właśnie wtedy za plecami organizatorów pojawił się Vaclav. Beknął, wyrzucił do śmietnika butelkę po piwie i wszedł między nich bez pośpiechu.

Vaclav – Zastępstwo? Doskonały pomysł. Skoro zabrakło bohaterów, niech chłopiec spotka kogoś, kto naprawdę zasługuje na uwagę.

Pracownica obsługi – Panie Vaclavie, to wydarzenie dla fanów. Mieliśmy już ustalony plan…

Vaclav – A teraz macie nowy. (Do chłopaka.) Jak masz na imię?

Chłopak (cicho, wyraźnie spieszony) – Staś... Stanisław...

Vaclav – I naprawdę chciałeś spotkać tych dwóch?

Chłopak – Tak. Dopiero zacząłem oglądać EWF. Maksymilian jest moim ulubionym zawodnikiem. A Arek… oglądam wszystkie jego filmy.

Vaclav – Rozumiem. Przygotowałeś się. Wygrałeś konkurs. Powiedziano ci, że spełnią się twoje marzenia. (Przez moment na jego twarzy pojawił się niemal uprzejmy uśmiech.) Ale nie każdy zasługuje na spotkanie ze swoimi bohaterami.

Chłopak spuścił wzrok. Mecenas Ekstremy wyciągnął rękę w stronę pamiątki, którą fan trzymał przy piersi.

Vaclav – Co tam masz?

Fan zawahał się, ale podał mu przedmiot. Vaclav obejrzał go uważnie, po czym sięgnął po marker leżący na stole. Bez pytania podpisał pamiątkę dużymi, zdecydowanymi literami i oddał ją chłopakowi.

Vaclav – Proszę. Teraz przynajmniej masz coś z tego spotkania.

Chłopak spojrzał na podpis, a potem na niego. Nie wyglądał na zachwyconego.

Vaclav – Te, ty, no do ciebie mówię... gościu z obsługi. Odprowadź tego młodego człowieka. Show skończone.

Ktoś z obsługi – Ale panie Vaclavie, on wygrał konkurs…

Vaclav – A ja właśnie zdecydowałem, że konkurs się skończył.

Członek obsługi podszedł do chłopaka i delikatnie wskazał mu drogę. Chłopak ruszył w stronę wyjścia, ściskając pamiątkę w dłoni. Przez chwilę obejrzał się jeszcze za siebie, jakby miał nadzieję, że ktoś go zatrzyma, że organizatorzy zaprotestują, że cała sytuacja okaże się pomyłką. Nikt nie zareagował. Wróg Ludu odczekał, aż fan zniknie za zakrętem. Potem zwrócił się do zgromadzonych przy stanowisku ludzi.

Vaclav – Wszyscy tak dużo mówią o marzeniach. O szansach, nadziei, o tym, że wystarczy uwierzyć, aby osiągnąć cel. EWF sprzedaje ludziom te bajki, a potem dziwi się, kiedy ktoś zaczyna traktować je poważnie. Teraz jeszcze ta japońska komisarz, która dopiero co skończyła liceum i chyba częściej myśli o tym czy chłopak przysłał jej jakieś serduszka czy nie, nawciska wszystkim w Polsce kitu, że razem w EWF możemy być lepsi i razem możemy marzyć. (Roześmiał się głośno.) Marzenia są przywilejem. A przywileje można odebrać.

Wyciągnął z kieszeni nową butelkę Perły, otworzył ją i upił łyk, jakby właśnie zakończył zwyczajną rozmowę. Następnie spojrzał w stronę hali, gdzie publiczność oczekiwała kolejnych walk.

Vaclav – Yoshihito Nabeshima również ma swoje marzenia. O honorze. O sprawiedliwości. O tym, że jego rodowy miecz przywróci światu właściwy porządek. Dziś przekonam go, że jego honor nie ochroni go przed rzeczywistością. (Na jego twarzy pojawił się paskudny uśmiech.) Najpierw odebrałem chłopcu spotkanie z bohaterami. Dziś odbiorę Nabeshimie wiarę w to, że jest jednym z nich. Walka niedługo, muszę lecieć.

Odwrócił się i odszedł, pozostawiając za sobą milczących pracowników. Ludzie nadal śmiali się, robili zdjęcia i brali udział w różnych grach i zabawach. Nikt z nich nie wiedział, że kilka metrów dalej mały chłopiec właśnie przekonał się, jak niewiele znaczy zwycięstwo, kiedy ktoś taki jak Vaclav postanawia pokazać kolejne oblicze swojej obrzydliwości. Wracamy na ring.


Tony Hogański – No popatrz jaka to jest menda ten Vaclav.

Jan Kowalski – No w sumie...

Tony Hogański – I ty chcesz żebym ja z nim zakopał topór wojenny?

Jan Kowalski – No może nie powinieneś.


Biuro Ponurego Grabarza i Czesława Kowalskiego było jednym z niewielu miejsc na zapleczu EWF, w którym panował względny spokój. W sumie czy to było naprawdę biuro? Może był to przedpokój przed biurem komisarza EWF? Grabarz siedział za biurkiem, przeglądając dokumenty dotyczące ochrony gali, podczas gdy Czesław krążył po pokoju z telefonem w ręku.

Czesław Kowalski – Czytałem ostatnio sporo o demonach. Podobno w Japonii wierzą w najróżniejsze demony, bóstwa, potwory... Oni mają całe systemy wierzeń, jakieś yokai, oni, no wiesz. Poważna sprawa. I tak sobie pomyślałem, że jeśli to wszystko, co mówił wujek Janek jest prawdą...

Ponury Grabarz (podnosząc wzrok znad dokumentów) – Czesław.

Czesław Kowalski – No?

Ponury Grabarz – Czy ty jesteś normalny?

Czesław Kowalski – Ale w jakim sensie?

Ponury Grabarz – Tak na serio. Czy ty jesteś normalny?

Czesław otworzył usta, żeby odpowiedzieć, ale w tym momencie drzwi biura otworzyły się i do środka weszła Yuko Shiraishi.

Yuko Shiraishi – O czym rozmawiacie?

Czesław Kowalski – W sumie o niczym.

Yuko Shiraishi – Dobra, chłopaki, ja zaraz wychodzę. Mam spotkanie z influencerkami i influencerami na EWF Pulse. Wierzę, że sobie poradzicie beze mnie.

Czesław Kowalski – Z czym?

Yuko Shiraishi – Ze wszystkim. Ale nim pójdę, to teraz czas na fashion check!

Czesław Kowalski (zdziwiony) – Co? Jaki check? Jaki fashion?

Szef GRU westchnął ciężko i odłożył dokumenty.

Ponury Grabarz – Nie czytałeś porannej notatki?

Czesław Kowalski – Jakiej znowu notatki?

Ponury Grabarz – Analizy wskazują, że udział demograficzny młodych dziewcząt wśród odbiorców EWF rośnie. W związku z tym musimy nieustannie dostosowywać content, sposób komunikacji i formaty promocyjne. Fashion check w wykonaniu Yuko to najwyraźniej jeden z nowych elementów strategii.

Komisarz spojrzała na Czesława, pokręciła głową z udawanym współczuciem i rzuciła po japońsku:

Yuko Shiraishi – 本当にどうしようもない人ね。 / Hontō ni dōshiyō mo nai hito ne.

Zachichotała, a Czesław popatrzył na nią z urażoną miną, bo chyba zrozumiał, że to nie był pozytywny komentarz. Natomiast Ponury Grabarz przez kilka sekund patrzył w sufit, jakby szukał cierpliwości, której zabrakło mu już wiele lat temu. W końcu wstał, stanął obok Yuko. Okazuje się, że miał wcześniej przygotowaną małą kamerę i teraz obraz przeszedł na nią by stworzyć wrażenie bardziej vlogowej transmisji.

Ponury Grabarz – Dobrze. (Wzdychając.) Sprawdźmy, co Yuko ma dzisiaj na sobie.

Komisarz EWF natychmiast weszła w rolę influencerki modowej. Odwróciła się bokiem, poprawiła koszulę i uśmiechnęła do kamery.

Yuko Shiraishi – Zaczynamy fashion check!

Wskazała na swoją białą koszulę.

Yuko Shiraishi – Biała koszula od sacai! Prosta, ale jaki ma super krój. W sumie często takie nosze, bo biała koszula dodaje powagi na poważnym korporacyjnym stanowisku.

Następnie obróciła się, prezentując błękitne spodnie.

Yuko Shiraishi – Spodnie od John Lawrence Sullivan! Uwielbiam ten fason! Do tego pasek od Comme des Garçons. Fajny, nie? Co dalej?

Przykucnęła lekko i podniosła nogawkę, pokazując czarne buty na niewielkim obcasie.

Yuko Shiraishi – Buty od snidel! Spójrzcie na ten obcas! Jest super!

Grabarz zerknął na własne ciężkie buty, co wszyscy musieli zobaczyć, bo skierował na nie kamerę. Szybko jednak wrócił do głównej części swojej transmisji, gdzie Yuko właśnie wskazała teraz na delikatny naszyjnik.

Yuko Shiraishi – Naszyjnik od Bijou de M! Mały, ale bardzo elegancki!

Następnie zbliżyła do obiektywu kolczyki w kształcie serc.

Yuko Shiraishi – Kolczyki-serduszka od Lohme!

Na koniec uniosła torebkę, prezentując ją z dumą.

Yuko Shiraishi – Torebka od Ray BEAMS! I to wszystko na dziś! Dziękuję za uwagę!

Komisarz uśmiechnęła się szeroko do kamery i zakończyła dzisiejszą prezentację. Grabarz wyłączył kamerę i transmisja wróciła do normalnego trybu. Czesław był w absolutnym szoku. Tymczasem zadowolona z siebie Yuko zaczęła szukać swojej kurtki. Właśnie wtedy drzwi biura ponownie się otworzyły. W progu stanął Lech Grudziński, a obok niego jakaś niezidentyfikowana młoda dziewczyna. Yuko spojrzała na nich, po czym pochyliła się lekko w stronę Grabarza i szepnęła:

Yuko Shiraishi – 誰? / Dare?

Po japońsku oznaczało to, że komisarz nie za bardzo kojarzyła, kto właśnie zjawił się w biurze. Na całe szczęście szef GRU natychmiast ruszył na ratunek, jakby przez lata pracy nauczył się rozpoznawać sytuacje, w których najlepiej po prostu przejąć inicjatywę.

Ponury Grabarz – Lech Grudziński! Jak miło. Co cię do nas sprowadza?

Lech Grudziński – Drogi Grabarzu, Czesławie, pani komisarz. Przejdę od razu do rzeczy, bo wszyscy w tych czasach tacy zajęci. Otóż latka lecą. Zdrowie już nie takie jak kiedyś, zresztą przecież niedawno sam miałem pewien incydent medyczny. Po takim czymś człowiek zaczyna się zastanawiać nad przyszłością. Stwierdziłem, że trzeba trochę zwolnić, wytrenować następców, przygotować kogoś do zawodu. I tak sobie pomyślałem, że moja córka, Antonia Lechia Grudzińska, byłaby gotowa zostać sędzią w EWF.

Dziewczyna wyprostowała się, próbując sprawiać wrażenie osoby pewnej siebie, choć wyraźnie czuła na sobie spojrzenia wszystkich obecnych.

Lech Grudziński – Oczywiście ja i Bryndza moglibyśmy ją przyuczyć. Przekazać doświadczenie, nauczyć wszystkiego, co trzeba. A kobiety-sędziowie to przecież dzisiaj normalna rzecz w wrestlingu. Może znalazłoby się dla niej chociaż pół etatu?

Yuko Shiraishi – Nie mam approvala na dodatkowy headcount.

Lech Grudziński (zdziwiony) – Słucham?

Czesław Kowalski – Pani komisarz mówi, że nie możemy zatrudnić trzeciego sędziego.

Lech Grudziński – Ale ja nie mówię, żeby od razu zatrudniać na stałe! Ja mówię o przyuczeniu, o przygotowaniu do zawodu. To w końcu tylko pół etatu.

Yuko Shiraishi – Jeśli pan Lech przejdzie na emeryturę i odejdzie z EWF, a ja dostanę zgodę na backfill, to możemy rozważyć otwarcie tej pozycji.

Lech Grudziński – Back-co? Ale? Emerytura? Tak nagle... ja o tym nie myślałam... czy nie mogłaby pani wykonać jakiegoś gestu...

Yuko Shiraishi – Gestu? Jakiego znowu gestu? Mam skoczyć wzwyż?

Lech Grudziński (zaskoczony) – Nie rozumiem. Dlaczego akurat wzwyż?

Yuko Shiraishi – W liceum skakałam wzwyż. Byłam średnia, ale w pierwszej dziesiątce prefekturalnych mistrzostw trzy razy mi się udało być. Nie za bardzo lubiłam, bo spada się na plecy i tyłek i nawet pomimo materaca to trochę boli. No, ale skakać nadal potrafię. Pokazać? Przeskoczyć biurko Czesława?

Lech Grudziński (jeszcze bardziej zdziwiony niż przedtem) – Ale... nie rozumiem...

Yuko Shiraishi – Nie rozumie pan skoku wzwyż? Och, to bardzo proste. Najpierw bierze się rozbieg. Nie można biec na wprost, bo wtedy człowiek uderza kolanami w poprzeczkę i cały efekt jest dość mizerny. Trzeba podejść z boku, po łuku, mniej więcej jakby się chciało ominąć kontrolę biletów, ale na ostatnich krokach przypomnieć sobie, że jednak ma się bilet.

Lech Grudziński – Słucham?

Yuko Shiraishi – Potem wybija się jedną nogą, obraca plecami do poprzeczki i wygina ciało w łuk. Głowa przechodzi pierwsza, potem barki, plecy, biodra. Nogi na samym końcu, takie dwa ostatnie argumenty w dyskusji z grawitacją. Biurko jest oczywiście szersze niż poprzeczka, ale... (Ocenia fachowym okiem biurko Czesława.) ... dałabym radę.

Lech Grudziński – Aha...

Yuko Shiraishi – Najważniejsze, żeby nie usiłować przeskoczyć poprzeczki całym ciałem jednocześnie. To częsty błąd amatorów. Człowiek nie jest szafą, nie da się go po prostu przenieść nad przeszkodą w jednym kawałku. Trzeba przechodzić etapami. Grawitacja też ma swoje procedury. To jak? Zademonstrować?

Lech Grudziński – Naprawdę nie trzeba. Czy możemy wrócić do tematu zatrudnienia mojej córki?

Yuko Shiraishi (śmiejąc się trochę kpiąco) – Ale ten temat nie istnieje.

Lech Grudziński – No tak, ale... bo ja... miałem taki pomysł, że może przed tą emeryturą to jednak znalazłoby się dla niej chociaż pół etatu. Sytuacja na rynku pracy w Polsce robi się coraz gorsza. Mogłaby zacząć na spokojnie. Ja chciałem najpierw ją przyuczyć. Żeby nabrała doświadczenia, była gotowa, kiedy przyjdzie odpowiedni moment. Nie chciałbym jej przecież rzucać na głęboką wodę.

Komisarz EWF odwróciła się bezpośrednio do Antonii. Jej ton stał się nagle bardziej osobisty, a na twarzy pojawił się szczery uśmiech.

Yuko Shiraishi – Jesteś gotowa?

Antonia Lechia Grudzińska – Tak.

Yuko Shiraishi – Naprawdę czujesz, że jesteś gotowa?

Antonia Lechia Grudzińska – Tak. Jestem gotowa.

Japonka przez chwilę patrzyła jej w oczy, po czym skinęła głową.

Yuko Shiraishi – Mi to wystarczy. (Klasnęła w dłonie.) Niestety, muszę już lecieć. Mam kolejne spotkanie. Proszę się zastanowić nad emeryturą, ok? Tylko w ten sposób to może zadziałać. Bądźmy w kontakcie, dobrze? (Znów wraca się do Antonii.) Nasz dział Talent Acquisition odezwie się do ciebie, kiedy pozycja będzie otwarta.

Lech Grudziński – Ale... kiedy będzie otwarta?

Komisarz już odnalazła kurtkę przewieszoną przez oparcie krzesła.

Yuko Shiraishi – Jak będzie otwarta, to się skontaktują!

Zarzuciła kurtkę na ramię, pomachała wszystkim i wyszła z biura. Jej kroki szybko ucichły na korytarzu. Przez dłuższą chwilę Lech stał w milczeniu. W końcu zwrócił się do Grabarza.

Lech Grudziński – Powiem szczerze, ja niczego z tej rozmowy nie zrozumiałem.

Szef GRU usiadł za biurkiem i wrócił do swoich dokumentów.

Ponury Grabarz – Yuko jest młoda, spontaniczna i nowoczesna. A skoro ona jest nowoczesna, to EWF też jest teraz nowoczesne.

Lech Grudziński – Ale ja nadal nie rozumiem.

Grabarz spojrzał na niego poważnie.

Ponury Grabarz – Yuko nie trzeba rozumieć. Jej trzeba ufać.

Czesław powoli skinął głową. Lech spojrzał na Antonię. Antonia spojrzała na Lecha.

Antonia Lechia Grudzińska – Tato, to chyba dobrze, nie?

Lech Grudziński – Nie mam pojęcia, córko. Ale chyba dobrze.

Grabarz wrócił do czytania dokumentów, a my wróciliśmy na ring.


Tony Hogański – Nie wiedziałem, że stary Lechu ma córkę.

Jan Kowalski – Tony...

Tony Hogański – W sumie chłopina faktycznie się zestarzał. To nie jest już rok 2001, nie jest najmłodszy.

Jan Kowalski – Tony...

Tony Hogański – No co?

Jan Kowalski – Czy ty to widziałeś? Czy ty to słyszałeś?

Tony Hogański – Ale co? Lech Grudziński próbuje załatwić pracę swojej córce. Oburzony jesteś, że to niby nepotyzm czy jak? A Czesław jak tu trafił?

Jan Kowalski – To nie to.

Tony Hogański – To nie wiem, o co chodzi.

Jan Kowalski – Fashion check!!!

Tony Hogański – Ach to?

Jan Kowalski – Ach to? Ach to? Tak lekko do tego podchodzisz? Co się dzieje z EWF? Co się dzieje z naszą federacją? Z polskim wrestlingiem?

Tony Hogański – Rozumiem, że nie nosisz spodni od Johna Lawrence'a Sullivana?

Jan Kowalski – Ja się załamię.


W szatni Nasa i Weroniki Passent panuje spokojny, niemal leniwy nastrój. Nas siedzi w fotelu z rozłożoną przed sobą afrykańską prasą biznesową, przeglądając kolejne strony, podczas gdy Weronika siedzi obok i popija coś ze szklanki. Nas już sobie odsapnął po pokonaniu Sergiusza, odpoczął, wylizał rany, przebrał się i może zajmować się swoim drugim etatem. Na stole leży kilka gazet, telefon Nasa i tablet z otwartymi wykresami. Weronika przez chwilę przygląda się mężowi, aż w końcu postanawia przerwać ciszę.

Weronika Passent – Nas?

Nas nie podnosi wzroku znad gazety.

Weronika Passent – Walka była spoko, dałeś radę... ale powiedz no... myślisz, że dzisiaj pokażesz swoją moc?

Nas – Możliwe.

WAMP przez chwilę czeka na coś więcej.

Weronika Passent – A może to Esmeralda Martinez zniszczyła łuk do kyudo jedenaście lat temu?

Nas (powoli przewracając stronę) – Nie.

Weronika Passent – Na pewno?

Nas – Na pewno.

Weronika wzrusza ramionami. Nas tymczasem zatrzymuje się przy artykule dotyczącym Burundi.

Nas – Wiesz, że w Burundi jest ciekawie? (WAMP przyzwyczaiła się chyba do tego typu stwierdzeń, ale zaczęła wpatrywać się w niego intensywnie.) Gospodarka zaczyna tam powoli wychodzić z wieloletniego kryzysu. Wzrost jest napędzany między innymi przez rolnictwo, inwestycje publiczne i rozwój infrastruktury. Problemem nadal pozostają bardzo niski poziom dochodów, ograniczony dostęp do walut obcych i ogromna zależność od importu. Ale kierunek jest interesujący.

WAMP przez moment patrzy na gazetę, potem na Nasa.

Weronika Passent – Aha.

Nas – Burundi ma też potencjał w sektorze wydobywczym. Szczególnie w metalach ziem rzadkich i niklu.

WAMP kiwa głową, bo może zna się na takich rzeczach? Ostatnio tworzy raporty dla rządu. Wtedy rozlega się pukanie do drzwi. Żona Nasa natychmiast się ożywia.

Weronika Passent – O!

Zrywa się z fotela i z szerokim uśmiechem biegnie w stronę drzwi. Otwiera je bez najmniejszego zastanowienia. Po drugiej stronie stoi wysoki, potężnie zbudowany mnich w stylu buddyjskim. Jego sylwetka niemal całkowicie wypełnia wejście. Ma na sobie stare, ciężkie szaty, a jego twarz jest kamienna i pozbawiona jakichkolwiek emocji. W dłoni trzyma gruby drewniany konar. WAMP przez chwilę patrzy na niego z uśmiechem.

Weronika Passent – Pan do kogo?

Tybetański mnich-strażnik patrzy na nią nieruchomo.

Potężny Mnich – Phurba Guru Rinpocze la phyir len pa'i phyir du nga 'dir yong ba yin. / Przybyłem, aby odzyskać Phurbę Guru Rinpocze.

Weronika Passent – Nie rozumiem. Może pan powtórzyć?

Potężny Mnich – Phurba Guru Rinpocze la phyir len pa'i phyir du nga 'dir yong ba yin. / Przybyłem, aby odzyskać Phurbę Guru Rinpocze.

WAMP przez chwilę patrzy na niego, potem odwraca głowę w stronę Nasa.

Weronika Passent – Nas! To chyba do ciebie! On jest chyba pijany, bo coś bełkocze. To pewnie Vaclav.

Nas (nadal przeglądając gazetę) – Co?

Weronika Passent – Jakiś facet czegoś chce. Mówi chyba po czesku, więc Vaclav, nie? Zrozumiałam tylko, że chce dostac Furby - tę elektroniczną zabawkę. (Wzrusza ramionami.) Co za dziwny pomysł. A może inaczej. Może on ma na imię Furby?

Nas powoli odkłada gazetę. Dopiero teraz spogląda w stronę drzwi. Widząc stojącego tam mnicha, zamiera. Przez kilka sekund nic nie mówi.

Nas – T-72.

WAMP patrzy na mnicha, potem na Nasa.

Weronika Passent – RL9? Robert Lewandowski?

Właściciel wielkiego holdingu nie odrywa wzroku od przybysza.

Nas – Miley, wyjdź spokojnie tylnymi drzwiami.

Weronika Passent – Ale...

Nas – Muszę użyć mocy, a to bardzo niebezpieczna. To sprawa między mną a nim.

WAMP spogląda jeszcze raz na mnicha. Potem na Nasa. Na jej twarzy pojawia się mieszanina ekscytacji i lekkiego strachu.

Weronika Passent – Okejka.

Rusza w kierunku drugich drzwi, ale zatrzymuje się jeszcze na moment.

Weronika Passent – Tylko nie zniszcz mi dekoracji.

Nas nie odpowiada, a Weronika znika za drzwiami. W pomieszczeniu pozostają tylko Nas i mnich. Przez kilka sekund obaj patrzą na siebie w całkowitej ciszy. Nas powoli wstaje z fotela.

Potężny Mnich – Phurba Guru Rinpocze.

Nas – Wiedziałem, że kiedyś po nią wrócisz.

Mnich zaciska dłoń na drewnianym konarze. Nas odkłada gazetę z artykułem o Burundi na stół.

Nas – Tylko nie wiedziałem, że odnajdziesz drogę.

W tym dramatycznym momencie wracamy na ring.


Jan Kowalski – Ale o co chodzi? Bo ja może nie jestem w temacie.

Tony Hogański – To poczekaj! Ja zrobię z tego scenkę w stylu Gen Z-EWF, ok? Albo TikTok-EWF? Tylko daj mi kilka minutek, okej?

Jan Kowalski – Niech ci będzie.


Czekając na TikTokowe objawienie Hogańskiego trafiamy na zaplecze. Jesteśmy już w okolicach FeliXtronu, bo słychać wyraźny gwar publiczności. Emocje rosną, gdy dostrzegamy Yoshihito Nabeshimę, Mitsuko oraz Chiaki. Japoński obraz późnego romantyzmu epoki Meji zostaje zakłócony przez pojawienie się Vaclava, który zastępuje im drogę. Jego wzrok zatrzymuje na mieczu niesionym przez Chiaki.

Vaclav – A więc to jest ta słynna broń. Rodzinny skarb, symbol honoru, dziedzictwo przodków… Powiedz mi, księciunio. Kiedy będziesz dziś przegrywał, będziesz myślał o swoich przodkach? Czy może oni również odwrócą wzrok?

Japończyk nie odpowiada od razu. Spogląda na Vaclava spokojnie, bez najmniejszego śladu urażonej dumy.

Yoshihito Nabeshima – Człowiek, który nie rozumie wartości przedmiotu, zawsze próbuje ją zmierzyć jego ceną. A co do przodków. Moi przodkowie nie muszą oglądać moich zwycięstw. Wystarczy, że nie będę musiał wstydzić się własnych czynów.

Vaclav – Jakie to wygodne. Umarli nie mogą wyrazić rozczarowania.

Yoshihito Nabeshima – Żywi potrafią je wyrazić wystarczająco głośno. Ty powinieneś wiedzieć o tym najlepiej.

Vaclav spluwa na posadzkę i robi krok w bok, ustępując im drogi.

Vaclav – Proszę bardzo. Nie pozwólmy, żeby pańscy przodkowie musieli czekać.

Po czym wybucha śmiechem i odchodzi w swoją stronę. Walka co raz bliżej, niedługo przekonamy się, kto zwycięży! W międzyczasie wróćmy jednak na ring.


Tony Hogański – Żałosny jak zawsze.

Jan Kowalski – Vaclav czy Nabeshima?

Tony Hogański (oburzony) – Co za pytanie?!

Jan Kowalski – A co z twoim filmikiem na temat Himalajów?

Tony Hogański – Gotowy!

Jan Kowalski – No to zaczynamy!


Słychać krótki dźwięk tybetańskich dzwonków. Nagłe zakłócenie obrazu. Pojawia się napis:

NAS. TAJEMNICZY ARTEFAKT. NIEZAŁATWIONA SPRAWA.

Szybki najazd kamery na Tony’ego Hogańskiego siedzącego przed ekranem. Na monitorze za nim widnieje zdjęcie tajemniczego przedmiotu.

Tony Hogański – Pamiętacie, jak Nas wszedł w posiadanie Phurby Guru Rinpocze? Phurba to rodzaj ceremonialnego noża z Himalajów. Pamiętacie? Nie? To usiądźcie wygodnie, bo ta historia jest tak dziwna, że nawet jak na standardy EWF wymaga krótkiego wyjaśnienia.

[0:08 - ARCHIWALNE UJĘCIA]

Szybki montaż fragmentów materiałów związanych z Nasem. Obraz zatrzymuje się, a na ekranie pojawia się wielki biały napis:

PHURBA GURU RINPOCZE

Tony Hogański (voice-over) – Nas zdobył ten tajemniczy artefakt w wyniku wydarzeń, które trudno zakwalifikować do zwykłego repertuaru wrestlingowego. Na ostatniej gali ogłosił, że w trakcie wyprawy do Himalajów zdobył tajemniczą moc. Jej źródłem miała być właśnie phurba świętego człeka buddyzmu, słynnego Guru Rinpocze. Tylko jak ją zdobył? Powiedzmy tak: nie była to standardowa walka o pas, po której zawodnicy podają sobie ręce i idą do szatni.

[0:17 - TONY PRZED KAMERĄ]

Widzimy urywki z ekspedycji Nasa w Himalaje. Odnajduje tam magiczny sztylet, ale najpierw musi stoczyć walkę z Potężnym Mnichem.
Jedynym sposobem na pokonanie tej tybetańskiej bestii było wykonanie śmiercionośnego ciosu Topol RS-12M1.
Nas to uczynił.
Ale jakim kosztem?
Toster pochyla się w stronę obiektywu.


Tony Hogański – Przedmiot trafił do Nasa. I można było uznać, że sprawa jest zamknięta.

Na ekranie pojawia się wielki biały napis:

BŁĄD.

[0:23 - TAJEMNICZY PRZYBYSZ]

Ujęcie potężnej postaci w stroju przypominającym szaty tybetańskiego mnicha. Twarz pozostaje częściowo w cieniu. Kamera pokazuje sylwetkę, dłonie i spokojne kroki korytarzem.

Tony Hogański (voice-over) – Bo potem pojawił się on. Strażnik Phurby Guru Rinpocze. Potężny Mnich. Przybysz, który nie przyszedł po autograf, kontrakt ani mistrzowski pas.

Krótka pauza. Zbliżenie na jego twarz.

Tony Hogański – Przyszedł odzyskać artefakt.

[0:34 - REKONSTRUKCJA SPOTKANIA]

Drzwi otwierają się. Weronika Passent staje naprzeciw tajemniczego gościa.

Tony Hogański (voice-over) – Weronika początkowo nie rozumiała, czego chce nieznajomy. Kiedy powtórzył swoją prośbę, uznała, że prawdopodobnie ma do czynienia z pijanym człowiekiem. Takim typowym Vaclavem. Wtedy jednak Nas spojrzał na przybysza i rozpoznał go.

[0:43 - ZBLIŻENIE NA TONY’EGO]

Tony Hogański – I właśnie w tym momencie zwykła wizyta na zapleczu przestała być zwykłą wizytą na zapleczu.

[0:49 - CZARNY EKRAN]

Biały napis:

NAS WIEDZIAŁ, KIM JEST TEN CZŁOWIEK.

Dźwięk głębokiego uderzenia.

[0:53 - ZAKOŃCZENIE]

Toster spogląda prosto w kamerę.

Tony Hogański – Kim naprawdę jest Strażnik? Dlaczego Phurba Guru Rinpocze musi wrócić w jego ręce? I co Nas zamierza zrobić, kiedy przeszłość zapukała do jego drzwi?

Toster rozkłada ręce.

Tony Hogański – Nie wiem. Ale znam Nasa. Jeśli powiedział, że musi zająć się sprawą osobiście, to raczej nie chodzi o reklamację ani o nową inwestycję w Zimbabwe.

[1:00 - PLANSZA KOŃCOWA]

PHURBA GURU RINPOCZE - CIĄG DALSZY NASTĄPI?

#GenZEWF #NasJazzowski #PhurbaGuruRinpocze #EWF

Koniec materiału filmowego.


Tony Hogański – I co myślisz?

Jan Kowalski – Imponujące.

Tony Hogański – Też tak uważam.

Jan Kowalski – Przyszedł wreszcie czas na walkę Vaclava i Yoshihito Nabeshimy.



Yoshihito Nabeshima vs Vaclav



Jako pierwszy rozbrzmiewa Toma Otowa – „Oyuki”. Na FeliXtronie pojawia się czarna tafla wody, spadające płatki wiśni i powolne ujęcia ostrzy, starych zwojów oraz zimowego krajobrazu. Yoshihito Nabeshima wychodzi spod FeliXtronu spokojnie i bez pośpiechu. Wraz z nim idą Chiaki oraz Mitsuko. Ta pierwsza niesie ceremonialny miecz rodu Nabeshimów, który oglądaliśmy już dzisiaj kilkukrotnie. W końcu książę wchodzi po schodkach, przechodzi między linami i ustawia się w narożniku, patrząc w stronę wejścia.
Po chwili rozbrzmiewa From Today – „Demony”. Vaclav pojawia się spod FeliXtronu z butelką Perły w ręce i paskudnym uśmiechem. Już samym wejściem próbuje zdenerwować Nabeshimę. Idzie wolno, zatrzymuje się przy barierkach, coś krzyczy do publiczności, potem podnosi butelkę jak trofeum. Wchodzi do ringu, ale nie oddaje jej od razu. Sędzia każe mu ją zostawić poza ringiem. W końcu wdrapuje się na ring, a przy okazji rzuca jeszcze jakieś obraźliwe słowa wobec Mitsuko i Chiaki.

Jan Kowalski – Czekaliśmy chyba na to starcie od Krwawej Majówki.

Tony Hogański – Vaclav pewnie nie spodziewał się, że opór Yoshihito potrwa tak długo.

Jan Kowalski – No cóż. Nie oszukujmy się. Dziesięć lat temu Nabeshima pojawiał się sporadycznie, ale nękały go kontuzje i nierówna forma. Być może Vaclav podejrzewał, że tym razem będzie podobnie, a tu niespodzianka. Yoshihito prezentuje się doskonale.

Tony Hogański – No to niech go rozwali i po zawodach.

Jesteśmy na ringu, a walkę sędziować będzie Lech Grudziński. Szybko daje sygnał do rozpoczęcia pojedynku, bo walki w EWF mają być dynamiczne. Ruszyli! Nabeshima od początku nie daje się wciągnąć w teatr Vaclava. Wróg Ludu krąży po ringu, pokazuje na siebie, potem na Yoshihito, potem udaje, że chce rozpocząć klasyczne zwarcie. Gdy Nabeshima podchodzi, Vaclav natychmiast cofa się między liny i każe sędziemu odsunąć rywala. Co miał na celu? Co chciał tym osiągnąć? Yoshihito zatrzymuje się bez słowa. Vaclav uśmiecha się, wychodzi z lin i znowu zaprasza do zwarcia. Tym razem Nabeshima nie daje mu czasu na kolejny numer. Chwyta nadgarstek, przechodzi do Wrist Locka, obraca rękę i sprowadza Vaclava do parteru. Vaclav od razu próbuje złapać linę, ale jest za daleko. Nabeshima kontroluje bark i łokieć, przechodzi do krótkiej dźwigni na ramię. Mecenas Ekstremy w końcu doczołguje się do lin. Nabeshima puszcza natychmiast. Wróg Ludu wstaje, masuje ramię i nagle rusza z kopnięciem w udo. Trafia raz, potem drugi, a przy trzecim próbuje wsadzić palec w oko Yoshihito. Nabeshima odchyla głowę w ostatniej chwili i odpowiada krótkim Tsubaki Geri w brzuch. Vaclav zgina się, a Nabeshima wykonuje Snapmare i natychmiast przechodzi do Kage Shibari [Grounded Dragon Sleeper]. Vaclav szarpie się, macha nogami i znów próbuje dojść do lin. Tym razem, gdy sędzia sprawdza pozycję barków, Vaclav celowo chwyta go za koszulkę, przyciągając bliżej i wykorzystując zamieszanie do uderzenia Yoshihito łokciem w żebra. Nabeshima puszcza, Vaclav turla się pod liny i wychodzi z ringu. Na zewnątrz Vaclav próbuje spowolnić walkę. Chodzi wokół ringu, poprawia ochraniacze, pokazuje na swoje ramię i narzeka, że Japończyk oszukuje. Ach te psychologiczne zagrywki Vaclava. Nabeshima nie wychodzi za nim od razu. Czeka. W końcu Vaclav wskakuje na apron, a gdy Yoshihito podchodzi, chwyta go za głowę i próbuje przeciągnąć gardłem na górną linę. Nabeshima blokuje, łapie go za rękę i wykonuje Arm Drag z apronu do ringu. Vaclav przetacza się po macie, wstaje przy narożniku i dostaje Running Knee Strike w korpus. Yoshihito odciąga go na środek i powala szybkim Elbow Dropem. Rywal od razu wstaje, ale Nabeshima kontroluje walkę. Vaclav za każdym razem próbuje znaleźć brudną drogę wyjścia. Yoshihito chwyta go za rękę pod Tenka no Sabaki, ale Vaclav depcze mu po stopie i uderza kolanem w brzuch. Potem trafia Running Bulldogiem. Pin.....1......2..... Nabeshima wybija! Vaclav natychmiast przechodzi do Fujiwara Armbar. Po chwili Wróg Ludu puszcza, wstaje i kopie Nabeshimę w bark, dokładnie tam, gdzie przed chwilą próbował dźwigni. Yoshihito wstaje powoli, a Vaclav uderza Superkickiem w klatkę piersiową. Nabeshima cofa się do lin, ale nie pada. Vaclav próbuje drugiego Superkicka, tym razem wyżej, jednak Yoshihito przechwytuje nogę i wykonuje Dragon Screw.

Tony Hogański – Dawaj Yoshihito! Zrób to dla Yuko!

Jan Kowalski – Dlaczego akurat dla niej?

Tony Hogański – No, są z Japonii, więc może jakaś azjatycka solidarność? Dołóż mu Yoshihito!

Jan Kowalski – Dziwny sposób myślenia.

Tony Hogański – Masz rację. Ona pewnie nawet nie wie kim jest Vaclav. Może powinna się dowiedzieć, że popsuł tamtemu chłopakowi wizytę na EWF Pulse?

Jan Kowalski – Może powinna.

Vaclav łapie się za kolano, a Nabeshima nie czeka. Przechodzi do pracy nad nogą. Low Kick w udo, potem Shin Breaker, a następnie krótka dźwignia na kolano. Vaclav szarpie się, ale bardziej w panice niż w technicznej obronie. Nabeshima przesuwa go na środek, próbuje założyć pełniejszy uchwyt, lecz Vaclav wyciąga rękę i ciągnie sędziego za nogawkę. Sędzia odruchowo odwraca uwagę na sekundę. Wystarczy. Vaclav sięga drugą ręką do twarzy Yoshihito i trafia go palcami w oko. Nabeshima puszcza. Wróg Ludu zaczyna się nakręcać. Nie dlatego, że jest lepszy, tylko dlatego, że jego oszustwa chyba wreszcie zaczynają działać. Kopie Nabeshimę w bark, potem w plecy, po czym próbuje Bulldog Choke. Yoshihito walczy spokojnie, choć twarz ma już wyraźnie obitą. Vaclav ciągnie go w stronę lin i próbuje oprzeć nogi o linę dla dodatkowej dźwigni. Sędzia to widzi i każe mu zejść. Vaclav puszcza uchwyt, ale przy rozdzieleniu uderza Nabeshimę głową w tył czaszki. Sędzia ostrzega go ostro. Vaclav rozkłada ręce, jakby nie miał pojęcia, o co chodzi, po czym odwraca się i dostaje od Yoshihito precyzyjny Rolling Elbow. Kōtei no Rakujitsu trafia czysto. Vaclav pada na matę. Pin.....1......2...... Vaclav wybija! Nabeshima nie pokazuje frustracji, ale przyspiesza. Podnosi Vaclava, wykonuje Hizen Kudaki [Arm Trap Neckbreaker], po czym przechodzi do Kusari no Rei [Cross-Arm STF]. Vaclav jest daleko od lin. Tym razem nie ma prostego wyjścia. Szarpie się, próbuje gryźć własną drogę do wolności, potem zaczyna przesuwać się na brzuchu. Nabeshima trzyma mocno. Sędzia pyta, czy Vaclav się poddaje. Wróg Ludu odmawia, ale widać, że ma problem. W końcu, centymetr po centymetrze, wyciąga nogę i dotyka dolnej liny. Nabeshima puszcza od razu. Vaclav zostaje przy linach, oddychając ciężko, ale gdy Yoshihito podchodzi, kopie go nagle w kolano. Potem jeszcze raz. Nabeshima cofa się, a Vaclav podcina go i uderza kolanem w twarz z dołu. Nabeshima trafia Back Chopem. Vaclav odpowiada Headbuttem. Yoshihito kopnięciem w żebra. Vaclav łokciem w kark. Nabeshima wrzuca go do narożnika i rusza za nim, ale Vaclav zasłania się sędzią, przesuwając go na linię ataku. Yoshihito zatrzymuje się w ostatniej chwili. Vaclav natychmiast korzysta z okazji i trafia kopnięciem między nogi, częściowo zasłonięty przez sędziego. Nabeshima pada na jedno kolano. Wróg Ludu podchodzi do niego, próbuje chwycić do jakiejś akcji, ale Yoshihito blokuje. Vaclav uderza go łokciem, próbuje ponownie, ale Nabeshima przechodzi za plecy. Shinpan no Hashi [Bridging Dragon Suplex Pin]! Mecenas Ekstremy szarpie barkiem w ostatniej chwili. Pin.....1......2...... Vaclav wybija!

Tony Hogański – No leż spokojnie!

Jan Kowalski – Myślisz, że tak łatwo się podda? Jest to mimo wszystko wysokiej klasy zawodnik.

Tony Hogański – Klasy? Jakiej klasy? Przecież jemu brak klasy.

Jan Kowalski – Jest natomiast skuteczny.

Tony Hogański – Skuteczny to będzie dzisiaj Yoshihito Nabeshima! Dawaj!

Yoshihito wstaje pierwszy. Podnosi Vaclava i ustawia pod Tenka no Sabaki. Vaclav próbuje pociągnąć Yoshihito za włosy i wepchnąć go w sędziego. Nabeshima zatrzymuje się, odwraca impet i przerzuca Vaclava przez biodro. Wróg Ludu wstaje przy narożniku, twarz ma już pełną frustracji. Próbuje wyjąć coś z ochraniacza na nadgarstku, ale sędzia wreszcie to widzi i zabiera mu drobny metalowy element, zanim zdąży go użyć. Vaclav zaczyna się kłócić. Yoshihito czeka tylko sekundę. Wybija się i chce trafić go Dropkickiem, ale Wróg Ludu odskakuje z impetem na bok! Nabeshima trafia w powietrze i upada na matę! Vaclav natiomiast tak intensywnie skoczył, że trafił na liny, przeleciał ponad nimi i rozbił się poza ringiem!!! (EWF! EWF! EWF!) Obaj zawodnicy leżą. Wróg Ludu gramoli się poza ringiem pierwszy. Zauważa, że Chiaki stoi niedaleko, wiec dopada do niej i wyrywa jej miecz typu nagamaki. Chiaki chce wydrapać mu oczy, ale on odpycha ją na bok. Mitsuko podobnie, ale paznokcie nie dosięgają Vaclava, ten też ją odpycha. Z triumfem wyciąga miecz z pochwy. Widzi jak na ringu wstaje Nabeshima. Vaclav z impetem zaczyna uderzać rodowym mieczem Nabeshimów o metalowe schodki! Jeden, drugi, trzeci, czwarty raz. Robi to w takiej furii, że w końcu miecz.... pęka! Vaclav łamie go! Wybucha śmiechem, unosi miecz i pokazuje publiczności, że splugawił rodzinną, wielowietkową pamiątkę!! Publiczność buczy, a Wróg Ludu zanosi się dzikim śmiechem. Ciska miecz na posadzkę... i nie zauważa, że Nabeshima jest tuż za nim. Chwyta go za kark i z impetem wrzuca na ring. Szybko dołącza do niego, podnosi rywala i wykonuje na nim Tsubaki Geri. Kopnięcie trafia go w brzuch i składa w pół. Yoshihito od razu przechodzi za plecy, blokuje ręce i wykonuje Shinpan no Hashi [Bridging Dragon Suplex Pin]. Tym razem Vaclav nie ma już ani liny, ani sędziego, ani ukrytego przedmiotu, ani kolejnego taniego wyjścia. Pin.....1......2...... Vaclav próbuje poderwać bark, ale jest spóźniony......3! (Zwycięzcą jest: Yoshihito Nabeshima!)

Tony Hogański – Ha-ha-ha!

Jan Kowalski – No cóż....

Nabeshima puszcza Vaclava bez przesadnej celebracji. Sędzia podnosi jego rękę, a Yoshihito przez moment patrzy tylko na Vaclava, który siedzi lekko zamroczony przy linach i wściekle sprawdza, czy naprawdę został odliczony. Ciężko oddycha i rozpamiętuje chyba swoją porażkę. W międzyczasie Nabeshima odbiera mikrofon od Angeliki Kucharskiej. Czeka, aż hałas na trybunach nieco ucichnie.

Yoshihito Nabeshima – Zanim opuścimy tę arenę, chciałbym wyjaśnić jedną rzecz. Miecz, który Vaclav przed chwilą zniszczył, nie był rodową pamiątką rodziny Nabeshimów. (Vaclav podnosi głowę i spogląda na Nabeshimę.) Prawdziwy miecz nagamaki, przekazywany w mojej rodzinie przez pokolenia, nie znajdował się dziś w jego rękach. To, co widzieliście, było kopią. Repliką przygotowaną specjalnie na tę okazję. Specjalnie dla Vaclava. Nie zrobiłem tego, by kogoś oszukać dla własnej korzyści. Nie chciałem również wystawiać na próbę wytrzymałości rodzinnej broni. Znałem jednak Vaclava. Wiedziałem, że prędzej czy później spróbuje dokonać czegoś odrażającego. Że nie wystarczy mu pokonać przeciwnika. Będzie chciał upokorzyć go, zniszczyć to, co dla niego najcenniejsze, i napawać się własnym okrucieństwem.

Nabeshima robi krótką pauzę. Patrzy prosto na leżącego rywala.

Yoshihito Nabeshima – Jego potrzeba profanacji jest silniejsza od niego samego. Nie potrafi oprzeć się pokusie zbezczeszczenia czegoś, co inni otaczają szacunkiem. Właśnie dlatego wiedziałem, że da się zwabić w tę pułapkę. Wystarczyło pozwolić mu uwierzyć, że dostał okazję, której nie będzie mógł się oprzeć. Vaclav przegrał tę walkę, zanim jeszcze zabrzmiał pierwszy gong. Własna pycha odebrała mu zdolność rozsądnego myślenia. A kiedy w końcu stanął naprzeciwko mnie, przegrał również na ringu. Nie uratowały go sztuczki, oszustwa ani desperackie próby ucieczki przed konsekwencjami własnych czynów.

Vaclav podrywa się na nogi, ale sędzia i niespodziewane pojawienie się kilku ochroniarzy z GRU stają mu na drodze. Nabeshima nawet na niego nie spogląda. Zwraca się do publiczności.

Yoshihito Nabeshima – Mój prawdziwy miecz pozostaje bezpieczny w Japonii. Dziedzictwo mojej rodziny nie zostało splugawione. A Vaclav… Vaclav przekonał się dziś, że nie wszystko, co uważa za bezcenne, można zniszczyć. I nie każdego, kogo próbuje upokorzyć, potrafi złamać.

Na trybunach rozlegają się kolejne owacje. Nabeshima odkłada mikrofon, po czym zwraca się jeszcze raz w stronę przeciwnika.

Yoshihito Nabeshima – W EWF sprawiedliwość została przywrócona. Twoje kłamstwa dobiegły końca. Twoje sztuczki przestały działać. A twoja duma właśnie legła w gruzach.

Vaclav szarpie się z ochroną, krzyczy coś niezrozumiale i wskazuje oskarżycielsko na Nabeshimę. Ten jednak odwraca się do niego plecami i spokojnie schodzi z ringu.

Yoshihito Nabeshima – To koniec.

Wychodzi przy owacji publiczności, zabierając ze sobą Chiaki i Mitsuko, a pozostawiając Vaclava samego z własną furią.


Tony Hogański – Dobrze mu tak!

Jan Kowalski – Vaclav chciał zniszczyć symbol honoru i rodzinnego dziedzictwa Yoshihito Nabeshimy. Zamiast tego sam stał się ofiarą własnej obsesji. Po raz pierwszy od dawna nie miał już żadnej sztuczki, żadnego kłamstwa ani żadnej wymówki, za którą mógłby się schować.

Tony Hogański – Niech mu jego rzygowiny lekkie będą.


Korytarz w tej części zaplecza EWF był niemal całkowicie pusty. Na samym końcu, przy drzwiach technicznych, Hania wykonywała powolne ruchy ramionami, rozciągała mięśnie i od czasu do czasu wyprowadzała krótkie ciosy w powietrze. Nagle usłyszała kroki, a gdy się obejrzała, zobaczyła Bidama.

Bidam – O! A kogo my tu mamy? Przecież niedługo walczysz z Franko. Co ty tutaj robisz? Zgubiłaś drogę na ring?

Hania – Nie.

Bidam – Aha. Czyli tajna misja. Rozumiem. Nie będę przeszkadzał.

Zatrzymał się obok niej i przyjrzał jej się z udawaną powagą.

Bidam – Jak samopoczucie przed walką? Nerwy? Ekscytacja?

Hania – Dobrze.

Bidam – Świetnie! Bardzo dobrze. Krótkie odpowiedzi. Oszczędzasz energię. Franko powinien się od ciebie uczyć. (Zaczął się śmiać sam do siebie.) Słuchaj, tak zupełnie poważnie. Franko jest duży, silny i ma tę swoją irytującą zdolność stania w miejscu, w którym akurat chciałabyś się znaleźć. Nie próbuj go przepychać. To tak, jakbyś chciała przesunąć ścianę. Zmuś go do ruchu, zmieniaj kierunek, każ mu obracać się za tobą. Im więcej razy będzie musiał korygować pozycję, tym więcej energii straci.

Hania – Wiem.

Bidam – Oczywiście, że wiesz. Szakal pewnie powiedział ci to samo, tylko użył trzydziestu siedmiu słów więcej i zakończył wykładem o witaminach.

Kącik ust Hani drgnął ledwie zauważalnie.

Bidam – Trafiłem! Wiedziałem. Dziadek pewnie działa ci już trochę na nerwy, co? Człowiek chciałby spokojnie przygotować się do walki, a tu ciągle: Haniu, odpocznij. Haniu, zjedz coś. Haniu, nie przemęczaj się. Haniu, czy wzięłaś witaminy?

Hania – Troszczy się.

Bidam – No pewnie. I to jest piękne. Naprawdę. Tylko czasami człowiek ma ochotę powiedzieć: dziadku, na litość boską, pozwól mi przez pięć minut być dorosłą osobą.

Hania – Nie mówię tak.

Bidam – Bo jesteś dobrze wychowana. Ja nie mam takiego problemu. Franko potrafi patrzeć na mnie w ten sposób, a ja nawet nie jestem jego wnukiem.

Przez chwilę oboje milczeli.

Bidam – A tak w ogóle, dlaczego jesteś tutaj, na samym końcu świata?

Hania – Poszłam się przejść.

Bidam – To tak jak ja. Bez dziadka, co?

Hania – Tak.

Bidam – Bez dziadka, bez odprawy taktycznej, bez kontroli tętna?

Hania – Tak.

Bidam – To najpiękniejsza rzecz, jaką dzisiaj usłyszałem. (Po czym dodał z uśmiechem.) A chciałabyś może przeżyć przygodę?

Hania – Jaką znowu przygodę? Niedługo mam walkę.

Bidam – No i co z tego?

Hania – Muszę się przygotować.

Bidam – Przygotowałaś się. Rozciąganie zaliczone, taktyka omówiona, dziadek pewnie gdzieś tam zaraz sprawdzi, czy oddychasz zgodnie z zaleceniami. Wszystko pod kontrolą.

Hania – Nie wiem.

Bidam odepchnął się od ściany i wyciągnął do niej rękę, jakby zapraszał ją na zwyczajny spacer.

Bidam – Posłuchaj. Życie jest krótkie. Ludzie całymi dniami czekają na odpowiedni moment, na pozwolenie, na wolną chwilę, na lepszą pogodę. A potem budzą się starzy i odkrywają, że przez całe życie tylko się przygotowywali. Trzeba czerpać z niego pełnymi garściami!

Hania popatrzyła na jego wyciągniętą dłoń. Potem na jego twarz.

Bidam – No chodź. Przygoda czeka.

Przez moment korytarz znów wypełniła cisza. Bidam stał z uśmiechem, cierpliwy i serdeczny, jakby proponował jej najzwyklejszą rzecz na świecie. My natomiast wróciliśmy na ring.


Tony Hogański – Nie! Nie rób głupot! Nie słuchaj go! On jest nienormalny!

Jan Kowalski – Ale Tony... przygoda czeka?

Tony Hogański – Muszę zawiadomić mistrza Szakala.


Jesteśmy na zapleczu, bo niby gdzie mamy być? Dwóch pracowników rozmawiało sobie spokojnie, ktoś pchał wózek z ręcznikami, czyli zwyczajny dzień podczas wielkiej gali. Nagle rozległ się potężny huk. Drzwi jednej z szatni wyleciały razem z framugą. Drewno rozprysło się na kawałki, metalowe zawiasy oderwały od ściany, a przez powstały otwór na korytarz wypadli Nas i Potężny Mnich, znany też jako Strażnik, a także jako T-72. Obaj uderzyli o podłogę, przetoczyli się między szczątkami drzwi i natychmiast poderwali do walki. Pracownicy rzucili się do ucieczki. Wózek z ręcznikami przewrócił się, a jeden z mężczyzn zdążył tylko krzyknąć, zanim zniknął za rogiem. Nas pierwszy doszedł do siebie. Wstał, chwycił mnicha za kark i z całej siły wbił jego głowę w ścianę. Tynk pękł, na powierzchni pojawiła się głęboka dziura. Mnich zachwiał się, lecz zamiast upaść, złapał Nasa za ubranie i cisnął nim przez korytarz. Jazzowski przeleciał kilka metrów, uderzył plecami w metalową szafkę i zsunął się na podłogę. Natychmiast podciągnął kolana, odbił się od ściany i ruszył ponownie.

Nas – No dobrze. Skoro tak chcesz.

Wpadł na buddyjskiego mnicha z rozpędu, wyprowadził serię mocnych ciosów, a następnie przeszedł do zwarcia. Złapał przeciwnika za ramię, obrócił się i wykonał potężny rzut przez biodro. Ogromne ciało Strażnika uderzyło o podłogę z takim impetem, że kilka płytek pękło pod jego plecami. Nas nie czekał. Dopadł do niego, podniósł go za szaty i wykonał kolejny rzut, tym razem posyłając go prosto na ławkę stojącą przy ścianie. Drewno rozpadło się pod ciężarem przybysza. Przez sekundę Nas patrzył na zniszczoną ławkę. Mnich wstał. Bez pośpiechu. Bez jęku. Po prostu podniósł się z gruzu, otrzepał szaty i spojrzał na Nasa.

Potężny Mnich – Phurba Guru Rinpocze.

Nas zacisnął szczękę i ruszył na niego. Tym razem uderzył kolanem w brzuch, poprawił łokciem w szczękę, a następnie chwycił mnicha za nadgarstek i wykręcił mu rękę. Przeciwnik obrócił się pod naciskiem, ale zamiast paść na kolana, pociągnął Nasa za sobą. Obaj uderzyli o ścianę. Nas wykorzystał kontakt, odbił się od niej i kopnięciem w klatkę piersiową odrzucił mnicha na drugi koniec korytarza. Mnich runął na metalowy stół, który z trzaskiem złożył się pod jego ciężarem. Leżał nieruchomo przez krótką chwilę. Nas podszedł bliżej. T-72 poruszył ramieniem. Oparł dłoń o podłogę i wstał. Nas wypuścił powietrze nosem. Od razu chwycił stojący obok gaśniczy stojak, wyrwał go z mocowania i zamachnął się nim oburącz. Metal uderzył mnicha w plecy z głuchym łoskotem. Potężny przybysz uklęknął na jedno kolano. Stojak wygiął się w połowie, a jego końcówka odbiła się od podłogi. Nas cofnął się o krok, dysząc ciężko. Mnich podniósł głowę. Powoli postawił drugą stopę na posadzce. Wstał.

Potężny Mnich – Phurba Guru Rinpocze.

Rzucił stojakiem na bok. Metal potoczył się po podłodze, zatrzymując dopiero pod przewróconym wózkiem. Nas podbiegł do strażnika, wykonał szybki unik przed jego potężnym ramieniem i wskoczył mu na plecy, zaciskając przedramię wokół szyi. Mnich ruszył do przodu, uderzając plecami o ścianę. Raz. Drugi. Za trzecim razem Nas musiał puścić chwyt, żeby nie zmiażdżyć sobie klatki piersiowej między jego ciałem a betonem. Mnich przestał się ruszać. Czas wrócić na ring.


Jan Kowalski – Nic nie rozumiem z tego himalajskiego wątku.

Tony Hogański – Nie musisz. Zamówić ci popcornu?

Jan Kowalski – Czy to część Gen Z-EWF?

Tony Hogański – Może to metafizyczne EWF, które jest częścią składową Gen Z-EWF?

Jan Kowalski – Gubię się w tym.


Realizator przenosi nas backstage. Tutaj pod drzwiami szatni Vaclava widzimy Bidama oraz Hanię. Jej walka zbliża się wielkimi krokami, ale być może wybrała przygodę? Drzwi do szatni Vaclava ustąpiły po kilku chwilach manipulowania zamkiem. Bidam otworzył je z dumą, po czym zajrzał do środka. Pomieszczenie było puste. Na podłodze walały się porozrzucane butelki po piwie. W powietrzu unosił się ciężki zapach potu, piwa, starego materiału i czegoś, czego Hania wolała nie identyfikować.

Bidam – Proszę bardzo. Zapraszam do środka.

Hania – Po co tu jesteśmy?

Bidamczyk wszedł do szatni i rozłożył ręce, jakby prezentował jej najwspanialsze miejsce na świecie.

Bidam – To właśnie jest przygoda! Wejść w śmierdzącą paszczę hipopotama, zajrzeć mu głęboko do gardła i sprawdzić, czy przypadkiem nie połknął czegoś interesującego.

Hania – To szatnia Vaclava.

Bidam – Właśnie. Hipopotam.

Hania westchnęła cicho, ale weszła za nim i zamknęła drzwi. Bidam rozejrzał się z zainteresowaniem, zaglądając za parawan, pod ławkę i do otwartej torby sportowej. Podniósł jedną z butelek piw, powąchał ją i natychmiast odstawił.

Bidam – Nie. Tego skarbu nie zabieramy. Nie jestem aż tak zły.

Hania – Jeszcze.

Bidamczyk spojrzał na nią z uznaniem.

Bidam – Zaczynasz rozumieć, o co chodzi w przygodzie.

Wtedy oboje zauważyli stół. Na jego środku leżał podłużny przedmiot, starannie przykryty ciemnym materiałem. Bidam przestał się uśmiechać na ułamek sekundy. Podszedł bliżej i odchylił tkaninę. Pod spodem spoczywał kwadrantir. Zanim Bidam zdążył go dotknąć, spod osłony wydobyła się szmaragdowa poświata. Światło pulsowało delikatnie, jakby przedmiot właśnie się obudził. Hania podeszła o krok, wpatrując się w niego z wyraźnym zdziwieniem.

Hania – Dlaczego świeci?

Bidam – Może jest szczęśliwy, że nas widzi.

Hania – Przy Vaclavie świecił na czerwono.

Były EWF FTW Champion przechylił głowę. Przez chwilę przyglądał się szmaragdowemu blaskowi.

Bidam – Bierzemy go.

Hania – Po co nam on?

Bidam – Bo on go nie docenia. Popatrz na niego. (Wskazuje na kwadrantir.) Ma coś takiego, a zupełnie go ignoruje. Nie rozumie, co dostał. A jeśli nie potrafisz docenić tego, co masz, to znaczy, że przegrałeś swoją przyszłość.

Otworzyła usta, żeby coś odpowiedzieć, ale w tej samej chwili zamek w drzwiach szczęknął. Oboje zastygli.

Drzwi otworzyły się gwałtownie i do szatni wpadł Vaclav. Jego twarz była wykrzywiona gniewem. Trzasnął drzwiami tak mocno, że wiszący na ścianie wieszak zadrżał. Chyba nie przyjął swojej porażki z Nabeshimą łatwo. Bidam schwycił Hanię za rękaw i pociągnął w dół. Oboje wsunęli się pod stół w ostatniej chwili, tuż zanim Vaclav odwrócił się w ich stronę. Kwadrantir zniknął pod bluzą Bidama, a zielono-szmaragdowa poświata na moment oświetliła podłogę. Bidam przycisnął przedmiot do brzucha i spojrzał na Hanię, powstrzymując uśmiech. Vaclav zaczął demolować szatnię. Kopnął krzesło, które uderzyło o szafkę, zrzucił kilka butelek z ławki, po czym uderzył pięścią w blat stołu. Bidam z zainteresowaniem obserwował buty Vaclava, które krążyły po pomieszczeniu w coraz bardziej nerwowych ruchach. Kolejne kopnięcie posłało kosz na śmieci pod ścianę. Po czym.... Odszedł. Usłyszeli skrzypnięcie drzwi do niewielkiej łazienki, a chwilę później odgłos spuszczonej klapy sedesowej. Następnie rozległ się szum moczu. Trwał długo, zdecydowanie zbyt długo. Po chwili doszedł do nich jeszcze odgłos uderzania strumienia o kafelki.

Bidam powoli uniósł brwi i spojrzał na Hanię.
Hania patrzyła przed siebie z kamienną twarzą.
Bidam bezgłośnie poruszył ustami: Naprawdę?

Były EWF FTW Champion ostrożnie przesunął się bliżej krawędzi stołu, nadal trzymając kwadrantir pod bluzą. Potem Bidam wychylił głowę, rozejrzał się i wysunął spod stołu.

Bidam (szeptem) – Spadamy.

Wnuczka Szakala wyszła za nim, otrzepując kolana. Po tych słowach ewakuowali się z szatni Vaclava i udali się na korytarz, a kamera udała się za nimi. Zrobili kilkanaście kroków, tak żeby zniknąć z rejonu szatni Vaclava.

Hania – Mówiłam, że to zły pomysł.

Bidam – A ja mówiłem, że to przygoda. Jedno drugiego nie wyklucza.

Hania – Ukradłeś mu kwadrantir.

Bidam – Uratowałem kwadrantir przed życiem w niewoli. To zupełnie inna historia.

Hania – I co teraz?

Bidam – Nic. Po to właśnie są przygody, Nigdy nie wiesz, co znajdziesz. Czasem skarb. Czasem potwora. A czasem jedno i drugie.

Hania – Na mnie czas. Walka czeka.

Bidam – Dobra rada ode mnie. Nie atakuj Franko od lewej flanki. Tam lepiej kontaktuje z rzeczywistością.

Hania – Zapamiętam.

Po tych słowach wnuczka Szakala zniknęła za rogiem korytarza.

Bidam – A może z prawej flanki? (Podrapał się po głowie.) Cholera, zapomniałem.

Wracamy na ring.


Jan Kowalski – To miała być ta przygoda?

Tony Hogański – A co? Zła?

Jan Kowalski – Włamanie do szatni Vaclava?

Tony Hogański – Nie umiesz czerpać radości z życia.


My natomiast umiemy czerpać takową radość przenosząc się na zaplecze. W swojej szatni, na wygodnym fotelu, siedział Sergiusz, przeglądając coś w swoim telefonie. Obok niego stał Krzysztof Latkowski. Obaj właśnie obejrzeli fragment zamieszania z Nasem i Potężnym Mnichem.

Krzysztof Latkowski – Wydaliśmy kupę kasy na transport tego dziwoląga z Himalajów, a teraz Nas musi za nim latać po całym zapleczu.

Milion Dolarów wybuchnął śmiechem.

Sergiusz – Najlepsze jest to, że on nawet nie rozumie, co się do niego mówi. Próbowałem po polsku, próbowałem w kilku innych językach. Wiesz, co mi odpowiadał?

Krzysztof Latkowski – Nie zgadnę.

Sergiusz – „Phurba! Phurba!”. I tak w kółko! Wariactwo jakieś.

Krzysztof Latkowski – Czyli zapłaciliśmy za wielkiego mnicha, który nie rozumie poleceń i rozwala pół budynku.

Sergiusz – Ale przynajmniej mamy widowisko. A Nas? Niech się ugania. Dobrze mu tak. Jeszcze trochę i sam zacznie krzyczeć „Phurba!”. Może wtedy wreszcie się dogadają.

Obaj ponownie wybuchnęli śmiechem. Wracamy na ring.


Jan Kowalski – No to wiemy, kto pomógł w tym szaleństwie. Znowu Sergiusz.

Tony Hogański – Rozpycha się po EWF. Na każdej gali go pełno. Nie boi się konfrontacji z Vaclavem, teraz z Nasem. Dobry chłopak, może jednak będą z niego ludzie.

Jan Kowalski – Może...


Znajdujemy się w okolicach wyjścia na arenę. To właśnie tutaj Franko stał pod ścianą, z EWF World Championship przewieszonym przez ramię. Spokojnie obserwował otaczający go świat, od czasu do czasu poprawiając pas. Cassandra Tisserant podeszła do niego z mikrofonem.


Cassandra Tisserant – Franko, za chwilę walka wieczoru. Jesteś EWF World Champem i dzisiaj pierwszy raz bronisz swojego mistrzowskiego tytułu. Jakie to uczucie?

Rzeźnik spojrzał na nią, potem na pas.

Franko – Mhm.

Cassandra Tisserant – To wszystko? Jedno „mhm”?

Franko – To dobry pas.

Cassandra Tisserant – Rozumiem, że nie należysz do ludzi, którzy dużo mówią. Ale czy nie uważasz, że jak na mistrza świata byłeś podczas tej gali wyjątkowo mało aktywny? Wszyscy mają swoje historie, swoje konflikty, swoje walki. A ty po prostu czekasz.

Franko – A co mam robić? Biegać po korytarzach i szukać kogoś, kto zechce się ze mną bić? Chyba wszyscy się mnie przestraszyli.

Cassandra Tisserant – Wszyscy?

Franko – Vaclav ma swoje problemy z Nabeshimą. Nabeshima ma swoje problemy z Vaclavem. Jeden drugiemu chce udowodnić, że ma rację, i najwyraźniej żaden nie potrafi odpuścić. Do tego te porwania, teatrzyki, miecze, spiski. To nie dla mnie. Nie będę im przeszkadzał.

Cassandra Tisserant – A Nas?

Franko (parsknął śmiechem) – Nas podobno poszukiwał ostatnio sensu życia w Himalajach. Zawsze był słabym człowiekiem, więc szuka oparcia w metafizyce i okultyzmie. Załatwiłem go przed laty i jeśli wróci, możemy powtórzyć tę lekcję.

Cassandra Tisserant – Bidam?

Franko – Bidam dzisiaj się trochę pogubił. Zdarza mu się. To mój przyjaciel i wiem, że potrafi odnaleźć drogę. To tylko kwestia czasu.

Cassandra Tisserant – A pozostali zawodnicy?

Franko – Chyba jeszcze nie są gotowi. (Przeniósł wzrok na pas i przesunął kciukiem po jego krawędzi.) Ale ja jestem. Zawsze jestem gotowy. Mam tytuł, mam ring i mam czas. Czekam na rywala. Nie zamierzam za nikim uganiać się po zapleczu. To oni muszą przyjść do mnie. A jeśli nie przyjdą, to chyba się boją.

Cassandra Tisserant – A Hania? Żadnego komentarza na jej temat? Przecież to ona ma dziś walczyć o mistrzostwo w Unknown matchu.

Franko – No właśnie. Gdzie ona jest?

Rozejrzał się po korytarzu. Nie było Hani ani Szakala, który zwykle pilnował, by wnuczka nie przemęczała się przed walką.

Franko – Dziwne. Zawsze taka skupiona. Rozgrzewka, przygotowanie, taktyka. A teraz nigdzie jej nie widzę.

Cassandra Tisserant – Z tego, co słyszałam, wybrała się na przygodę z Bidamem.

Franko – Z Bidamem?

Cassandra Tisserant – Tak mi powiedziano.

Franko – No to wszystko jasne.

Cassandra Tisserant – Mistrz świata EWF jest gotowy. Pozostaje tylko pytanie, czy jego rywalka zdąży dotrzeć na ring.

Nic tu po nas. Wróćmy do naszych komentatorów.


Jan Kowalski – No dobrze. To mamy EWF World Champa. Wydaje się, że jest gotowy do walki.

Tony Hogański – Zdziwiłbym się bardzo jakby nie był. To fachowiec jakich mało.


Czy przeniesiemy się na zaplecze? Otóż nie! Tym razem trafiamy poza obręb hali! Na scenę EWF Pulse wchodzi Yoshihito Nabeshima, któremu towarzyszą Chiaki i Mitsuko. Muzyka cichnie, a zgromadzeni fani witają ich głośnymi brawami. Każda z kobiet trzyma jeden fragment złamanego (fałyszwego) nagamaki. Unoszą je przed sobą, uroczyście, niczym relikwie po zakończonej bitwie. Nabeshima staje pomiędzy nimi. W jednej ręce trzyma mikrofon, drugą powoli unosi ku górze. Czeka, aż publiczność ucichnie.

Yoshihito Nabeshima – Zwycięstwo. Honor. Sprawiedliwość.

Ostatnie słowo wypowiada z lodowatym spokojem. Przez chwilę na scenie panuje cisza. Potem tłum wybucha owacją. Nabeshima opuszcza rękę i skłania głowę, a Chiaki i Mitsuko nadal trzymają fragmenty miecza wysoko. Koniec materiału filmowego. Piękna to chwile, ale już czas żeby ogłosić, że wracamy na ring.


Tony Hogański – Ładnie powiedziane. Prosto, szybko, skutecznie.

Jan Kowalski – To prawda.

Tony Hogański – Nic mnie tak dawno nie ucieszyło jak porażka tego knura Vaclava.


Znów jesteśmy na zapleczu. Jak się okazuje walka Nasa ze strażnikiem tybetańskiego mistycznego sztyletu trwa. Nas napierdala się z nim ostro. To poważna sprawa. Właściciel Jazzowscy Holding właśnie spadł na podłogę, przetoczył się i natychmiast wstał. Mnich odwrócił się ku niemu. Nas nie dał mu czasu na kolejny atak. Chwycił go za głowę, wykonał gwałtowny obrót i uderzył nim o metalowe drzwi szafy technicznej. Drzwi wgięły się do środka. Nas poprawił ciosem w szczękę, a potem jeszcze jednym, z całej siły, aż strażnik zatoczył się i runął na kolana. Jazzowski cofnął się, łapiąc oddech. Pot spływał mu po skroniach, a na policzku pojawiło się zaczerwienienie po jednym z wcześniejszych uderzeń.

Nas – No. Wreszcie.

Mnich pochylił głowę. Jego dłonie spoczywały na podłodze. Nas podszedł bliżej, gotów dokończyć dzieła. Wtedy T-72 chwycił go za kostkę. Nas stracił równowagę i upadł na plecy. Ogromny przeciwnik podniósł się, pociągnął go w górę i cisnął nim o ścianę. Były EWF FTW Champion uderzył barkiem, odbił się od niej i wylądował na czworakach. Mnich złapał go za kark, lecz Nas obrócił się pod chwytem, uderzył go pięścią w żebra i wyrwał się na wolność. Natychmiast przeszedł do ofensywy: kopnięcie w kolano, cios w brzuch, mocny łokieć w twarz. Każde trafienie rozbrzmiewało na korytarzu, ale mnich tylko napierał. Nas złapał go za szaty i pchnął z całej siły. Przeciwnik przeleciał przez resztki uszkodzonych drzwi, wpadł z powrotem do szatni i przewrócił stojący tam designerski wieszak w kolorze czerwieni sprowadzany na specjalne zamówienie WAMP. Nas ruszył za nim. W ciasnym pomieszczeniu walka stała się jeszcze bardziej brutalna. Mnich uderzył Nasa barkiem, wbijając go w szafki. Drzwiczki wyskoczyły z zawiasów, ubrania spadły na podłogę, a lustro pękło od uderzenia pleców Jazzowskiego. Nas odepchnął przeciwnika, przeskoczył przez przewróconą ławkę i wykonał potężny dropkick. Obie stopy trafiły mnicha w klatkę piersiową. Ogromne ciało cofnęło się i runęło na stół, który pękł na dwie części. Nas podniósł się na nogi i przez chwilę tylko patrzył. Mnich nie ruszał się. Nas podszedł bliżej, ostrożnie stawiając kroki między szczątkami mebli. Kiedy był już tuż obok, mnich otworzył oczy, złapał go za nogę i szarpnął. Nas poleciał do przodu. Uderzył klatką piersiową o podłogę, a zanim zdążył się odwrócić, mnich podniósł go za pas i cisnął przez pomieszczenie. Jazzowski przebił się przez lekką ściankę działową, która rozpadła się z hukiem. Obaj wpadli do sąsiedniego pomieszczenia, przewracając stojące tam krzesła i stolik. Przez chwilę słychać było tylko trzask pękającego plastiku i ciężkie oddechy. Nas podniósł się pierwszy. Złapał krzesło i roztrzaskał je na plecach mnicha. Potężny przybysz uklęknął, opierając dłoń o podłogę. Mąż Weroniki Passent odrzucił szczątki mebla i stanął nad nim.

Nas – Ile razy mam cię jeszcze powalić?!

Mnich podniósł wzrok.

Potężny Mnich – Phurba Guru Rinpocze.

Wstał. Nas spojrzał na niego z niedowierzaniem, po czym zacisnął pięści i ponownie ruszył do ataku. Mnich zrobił to samo. Zderzyli się na środku pomieszczenia, a ich ciała uderzyły o siebie z hukiem. Nas wyprowadził cios, mnich odpowiedział własnym. Były EWF FTW Champion złapał go za kark, przeciwnik chwycił go w pasie. Obaj szarpali się, próbując przejąć kontrolę, aż w końcu runęli na stojący obok stół. Mebel rozsypał się pod ich ciężarem. Żaden z nich nie zamierzał odpuścić. Wtedy nagle ktoś zarzucił Potężnemu Mnichowi sznur na szyję... to Szakal!!

Szakal – Spokój kurwa!!!

Senator zaczął ciągnąć mnicha za szyję, tzn. technicznie za sznur i w ten sposób wytargał go na korytarz. Przechodziła akurat tędy Hania, która kierowała się w stronę wejścia na arenę. Senator uśmiechnął się do niej z dumą.

Szakal (zakasując rękawy) – Zobacz jak dziadek pracuje!

Hania pomachała mu, bo może nie wiedziała, co powiedzieć i poszła w swoją stronę. Wtedy z sąsiedniego pomieszczenia wyszedł Nas.

Nas – On jest mój. Na niego działa tylko Topol RS-12M1. Potrzebuję warunków by go pokonać.

Szakal – Jak tam kurwa chcesz.

Senator puścił sznur, a mnich leżał i ciężko dyszał. Nas zaczął go kopać.

Nas – Phurba Guru Rinpocze jest moja! (Nachylił się nad nim.) Rozumiesz? Moja!

Potężny Mnich nic nie odpowiedział. Na korytarzu pojawili się natomiast funkcjonariusze GRU pod dowództwem Ponurego Grabarza.

Ponury Grabarz – Chłopaki. Zabieramy go.

Szakal – Ale kurwa bestia. Co to za koleś?

Ponury Grabarz – Też mnie to ciekawi.

Nas – Strażnik.

Senator pokiwał głową jakby rozumiał.

Szakal – Dawać go zaraz na terapię z paprotką.

Ponury Grabarz – Wyprowadzamy go. Jego nie powinno tu być. Jak tylko Yūko się dowie to mnie zamorduje. Lepiej więc żeby dowiedziała się później. Dobry nastrój Yūko to dobry nastrój EWF. Zapamiętajcie sobie.

Funkcjonariusze GRU związali mnicha. Przyszło im to z wielkim trudem, ale strażnik był już mocno pobity, więc udało im się to i wyprowadzili go.

Szakal – To może wy macie kurwa ochotę na terapię u paprotki? Promocji nie ma, ale mogę dorzucić darmowe pięć minut.

Nie zdążyli odpowiedzieć, bo nagle zza rogu wybiera Weronika Passent, która rzuca się Nasowi na szyję.

Weronika Passent – Nas!!! Tak się martwiłam!!! Gdzie Furby?

Nas – Nie ma go już.

WAMP rozgląda się po korytarzu. Wszędzie zniszczenia, wszystko zdemolowane, dziury w ścianach.

Weronika Passent – Wow, Nas! Widzę, że użyłeś wreszcie swoich mocy!

Po tych słowach wracamy na ring.


Jan Kowalski – Proszę państwa! Nadszedł ten moment! Czas na dzisiejszy main-event!

Tony Hogański – Franko będzie bronił EWF Championship przeciwko Hani. Pierwsza obrona tytułu w wykonaniu Rzeźnika. Ciekawe jak się zakończy?

Jan Kowalski – Przekonamy się już za moment!

Nim walka się rozpoczęła ekran przesłoniła krótka grafika promująca main-event.

Tony Hogański – Będą emocje!



EWF World Championship

The Unknown Match
Franko (c) vs Hania



Jako pierwsza rozbrzmiewa DANCE WITH THE DEAD – „Riot”. Światła pulsują zielenią i fioletem, a Hania pojawia się spod FeliXtronu po kilkunastu sekundach. Jest spokojna, skupiona, nawet pomimo przeżycia przygody tuż przed rozpoczęciem main-eventu. Z daleka spogląda na EWF World Championship. Co ciekawe nie towarzyszy jej dziadek, ale kamera na chwilę dzieli ekran na połowę. Po lewej stronie widzimy Hanię, która zmierza na ring, a po prawej stronie Szakal siedzi w swoim biurze, popija kawę i ogląda walkę na ekranie swojego telewizora. Hania wchodzi na ring, przechodzi do narożnika i czeka.
Po chwili rozbrzmiewa Basil Poledouris – „Anvil Of Crom”. Franko the Butcher wychodzi ciężkim krokiem, bez pośpiechu, z maską na twarzy, a co najważniejsze z EWF World Championship obwiązanym wokół siebie. Idzie w powoli w stronę ringu, zatrzymuje się przy schodkach, patrzy na Hanię, potem na Antoniego Bryndzę.

Jan Kowalski – Pierwszy w historii The Unknown match przed nami.

Tony Hogański – Czyli co?

Jan Kowalski – Zawodnicy nie znają zasad. Zasady są ujawniane stopniowo w trakcie jej trwania. Przykładowo po 5 minutach może okazać, że pinfall nie działa. Potem, że można wygrać tylko przez submission. Na końcu wychodzi na jaw właściwy warunek zwycięstwa.

Tony Hogański – Nie można było jakiegoś old-schoolowego hardcore matchu zrobić?

Jan Kowalski (kpiąco) – Ale o co chodzi, Tony? Przecież taki Unknown match to czyste Gen Z, prawda? Takiego EWF chciałeś.

Tony Hogański – Dobra, masz rację. Yuko i jej algorytmy wiedzą, co robią.

Na ringu Franko oddaje Antoniemu Bryndzy swój okupiony potem i krwią EWF World title. Bryndza przyjmuje go z godnością i pokazuje publiczności, po czym oddaje go Angelice Kucharskiej. Bryndza najprawdopodobniej przypomina im też, że ta walka to The Unknown Match. Zasady będą ujawniane w trakcie walki. Po chwili daje znak do rozpoczęcia walki. Gong! Hania rusza pierwsza, bo chyba nie może pozwolić Franko złapać jej od razu w swoją siłę. Low Dropkick w kolano, szybkie odbicie od lin i Enzuigiri w bok głowy. Franko cofa się o krok, ale nie pada. Hania próbuje drugiego Dropkicka, lecz Butcher łapie ją w powietrzu i rzuca na matę Scoop Slamem. Franko podnosi Hanię, dociska ją do narożnika i trafia krótkimi ciosami w korpus. Hania przechodzi pod jego ręką, odpowiada Roundhouse Kickiem, potem kolejnym Low Dropkickiem w nogę. Franko klęka na jedno kolano, a Hania natychmiast wykonuje Running Knee Strike. Senatorska wnuczka próbuje Tilt-a-Whirl DDT, ale Franko blokuje obrót, podnosi ją i wykonuje brutalny Sidewalk Slam. Pin.....1......... Hania wybija! Antoni Bryndza liczy normalnie, więc na razie pinfall działa. Franko nie spieszy się. Podnosi ją jeszcze raz, łapie pod German Suplex, ale Hania ląduje na nogach, odbija się od lin i trafia Dropkickiem w plecy. Franko wpada klatką w narożnik. Hania próbuje Code Red, udaje jej się przewinąć Franko na matę. Pin.....1......... Franko wybija! Na tym etapie walka jest wyrównana, ale każde trafienie Franko wygląda groźniej. Hania musi składać akcje w serie. Franko potrzebuje jednego dobrego chwytu, żeby zmienić wszystko. Powala go Clotheslinem, bo widać ma siłę w łapie i wzięła EWF World Champa z zaskoczenia. Butcher zaczyna pracować pod tę zasadę. Headlock, potem próba Fujiwara Armbar, następnie Triangle Choke. Hania jest szybka, ale za każdym razem musi uciekać z chwytów, które zabierają jej coraz więcej sił. Przy Triangle Choke udaje jej się przetoczyć bokiem, zanim Franko zamknie nogi do końca. Wstaje, trafia Enzuigiri z dołu, potem kolejnym Low Kickiem w kolano. Franko pada na jedno kolano. no i w końcu niespodziewanie przy jednej z takich dynamicznych akcji wykonuje La Magistral [Magistral cradle], bo przecież ten cios służy do szybkiego "kradnięcia" wygranych. Chyba zupełnie zaskoczyła tym Franko. Pin.....1......2...... Antoni Bryndza nagle przerywa liczenie i pokazuje, że pinfall już nie obowiązuje. Hania zrywa się na kolana i patrzy na niego z niedowierzaniem. Franko leży jeszcze po akcji, ale ta informacja ratuje go być może przed nagłą przed przegraną. Antoni wyjaśnia krótko, że pierwsza ukryta zasada została ujawniona: od tego momentu nie można wygrać przez pin. Franko powoli podnosi głowę.

Jan Kowalski – Hania chyba wie, że straciła najlepszą okazję na zwycięstwo.

Tony Hogański – Głupoty opowiadasz. Okazji będzie jeszcze całkiem sporo.

Jan Kowalski – No, ale sam teraz powtarzasz, że walki mają być szybkie, więc może jednak nie do końca?

Tony Hogański – Czepiasz się słówek i z wiekiem robisz się zrzędliwy.

Walka natychmiast zmienia charakter. Hania nie może już szukać szybkiego pinu po nagłym ataku, więc próbuje wejść na plecy Franko i założyć Sleeper. Butcher cofa się gwałtownie w narożnik, miażdżąc ją ciężarem. Hania puszcza i osuwa się na matę. Franko łapie ją za nogę i zakłada Ankle Lock. Antoni Bryndza od razu sprawdza, czy Hania się poddaje. Ona kręci głową, czołga się do lin i łapie dolną linę. Franko puszcza przy czterech. Chwilę później Antoni otrzymuje kolejną informację i ogłasza następną zasadę: walkę można teraz wygrać tylko przez submission. Franko kiwa głową, jakby to mu pasowało. Senatorska wnuczka próbuje założyć własną dźwignię na rękę. EWF World Champion wytrzymuje kilka sekund, zaciska zęby, podnosi ją siłą i rzuca na matę krótkim Powerbombem. Hania odbija się od maty i zostaje przy linach. Franko próbuje zakończyć sprawę przez duszenie. Łapie Hanię od tyłu i zakłada mocny Sleeper. Hania szarpie się, ale różnica siły jest ogromna. Antoni Bryndza sprawdza jej rękę. Raz opada. Drugi raz opada prawie do końca, ale Hania zatrzymuje ją nad matą. Przerzuca ciężar, trafia Franko łokciem w żebra, potem drugim, wyślizguje się i uderza Roundhouse Kickiem w głowę. Franko puszcza. Hania odbija się od lin, ale Franko przecina ją Lariatem. Hania obraca się w powietrzu i pada na plecy. Franko klęka obok niej, próbuje przejść do Triangle Choke, ale Hania wsadza stopę pod linę, zanim chwyt się zamknie. Antoni każe przerwać. Po kolejnych minutach sędzia ogłasza następną komplikację: submission działa tylko wtedy, jeśli wcześniej zawodnik trafi akcją kończącą. Hania i Franko patrzą na siebie, rozumiejąc, że poprzednia faza była tylko pułapką. Trzeba najpierw zadać finisher, a dopiero potem zmusić przeciwnika do poddania. Franko od razu rusza po Death Valley Driver. Hania zsuwa się za plecy, trafia Low Dropkickiem w kolano, potem Enzuigiri. Franko pada na jedno kolano. Hania próbuje Death Kiss, ale Franko blokuje, łapie ją w pół i wykonuje German Suplex. Hania uderza barkami o matę i przez moment nie wie, gdzie jest. Franko trafia Headbuttem, Hania odpowiada kopnięciem w kolano. Franko próbuje Lariatu, Hania robi unik i trafia Code Red, ale nie może wygrać pinem, więc tylko zyskuje chwilę. Franko podnosi się przy linach. Hania rusza z Running Knee Strike, trafia, ale Franko nie pada. Łapie ją w locie i wykonuje potężny Scoop Slam. Potem podnosi ją jeszcze raz, ale Hania zsuwa się i powala rywala. Antoni Bryndza dostaje ostatnią informację. Wstaje, odsuwa się od zawodników i ogłasza właściwy warunek końcowej fazy: pinfall znowu działa, ale tylko po skutecznie wykonanej akcji kończącej.

Jan Kowalski – Zasady tej walki zmieniają się jak kalejdoskopie.

Tony Hogański – Taki był jej zamysł. Przynajmniej są emocje.

Jan Kowalski – Masz rację

EWF World Champion od rusza do ataku i bez wahania chce zdecydować się na Death Valley Driver, łapie wnuczkę Szakala na barki, ale Hania zsuwa się za plecy i trafia Low Dropkickiem w kolano. Franko klęka. Hania odbija się od lin i trafia Running Knee Strike. Franko chwieje się, ale nie pada. Hania próbuje Death Kiss, lecz Franko blokuje, łapie ją za ramię i przewraca. Butcher podnosi rywalkę jeszcze raz, tym razem pod Burning Hammer. Hania kopie, szarpie się, łokciem trafia w bok głowy. Franko trzyma, ale nie ma już pełnej stabilności. Hania zsuwa się z jego barków, kopie go w kolano i trafia Enzuigiri. Franko pada na jedno kolano. Hania bierze rozpęd. Franko próbuje ją złapać, ale jest spóźniony. Oboje się przewracają. Senatorska wnuczka próbuje podnieść Franko do swojego kończącego Death Kiss, lecz aktualny EWF World Champion nagle łapie ją za ramię i wciąga do siebie. Headbutt. Hania pada na jedno kolano. Franko podnosi ją ostatkiem sił, ustawia na barkach i wykonuje Burning Hammer [Inverted Death Valley Driver]. Hania uderza o matę i zostaje bez ruchu. Franko osuwa się na nią niemal bezwładnie. Antoni Bryndza pada do liczenia. Pin.....1......2......3! (Zwycięzcą i nadal EWF World Champem jest: Franko the Butcher!)

Jan Kowalski – A jednak.

Tony Hogański – Dramat. No dramat. Wielka szkoda. Może to przez Bidama?

Jan Kowalski – Przez Bidama?

Tony Hogański – Na co była ta cała przygoda? Tylko niepotrzebnie odwróciła uwagę.

Franko zostaje na macie jeszcze kilka sekund, zanim Antoni Bryndza poda mu EWF World title. Rzeźnik siada powoli, z pasem na kolanach, zmęczony bardziej, niż chciałby pokazać. Hania leży obok po walce, w której była o sekundę od zwycięstwa. Publiczność pozytywnie reaguje, bo jak widać zarówno Franko i Hania są dla nich bohaterami. Wrestlepalooza powoli kończy się.

Jan Kowalski – Na tym będziemy kończyć. Była to gala pełna emocji. EWF Pulse, konflikt Vaclava i Nabeshimy, rozpychanie się Sergiusza, dramat Maksymiliana, pojawienie się Potężnego Mnicha i wielki rozpierdol na zapleczu. Długo by to wszystko wymieniać. Dziękujemy, że byliście państwo z nami. Żegnają państwa.... Tony Hogański.

Tony Hogański –  .... oraz Jan Kowalski!

Jan Kowalski – Do zobaczenia na kolejnej Wrestlepaloozie!
















Koniec transmisji



EWF Corporation 2026



Podobała Ci się gala? Nie cierpisz jej? Najlepiej będzie jak skomentujesz ją na FORUM.

Powrót na stronę główną

Kolejny odcinek z cyklu - wydarzyło się po zakończeniu gali! Dzisiaj tylko jeden odcinek!

Tokio, późny wieczór. Czas nieokreślony. Być może poza czasem? W eleganckiej restauracji urządzonej w zachodnim stylu, z dala od najbardziej ruchliwych ulic, Yuko Shiraishi i Berenika Martinez siedzą naprzeciw siebie przy stoliku w zacisznej części sali. Na stole stoją kieliszki z winem, a kolejne dania pojawiają się w równych odstępach. Obsługa podaje je dyskretnie i równie dyskretnie znika. Przez pierwsze minuty rozmawiają o podróży Bereniki po Azji, pogodzie i trudnościach ze znalezieniem wolnego wieczoru przy ich napiętych kalendarzach. Dopiero później rozmowa schodzi na pracę. Berenika opowiada o jednym z projektów Aetherath Group. Spokojnie, bez pośpiechu wyjaśnia, że przedsięwzięcia rakietowego nie da się zbudować w rok czy dwa. Wymaga ono wieloletniego planowania, ogromnych inwestycji, a przede wszystkim stworzenia własnego zaplecza technologicznego. Mówi o przejmowaniu mniejszych, wyspecjalizowanych firm: producentów silników, elektroniki, systemów nawigacyjnych, materiałów i innych technologii niezbędnych do zbudowania całego łańcucha kompetencji. Yuko słucha uważnie, grzecznie podąża za jej wywodem, choć nie wszystkie szczegóły wydają się jej równie fascynujące.

Berenika Martinez – Chodzi o to, żeby za dziesięć lat mieć możliwości, których dzisiaj jeszcze nie mamy.

Komisarz EWF przez chwilę obraca kieliszek w dłoni.

Yuko Shiraishi – Dziesięć lat to długo.

Berenika Martinez – Przy dużych projektach dziesięć lat potrafi minąć bardzo szybko.

Yu8ko Shiraishi (uśmiecha się lekko)
– W EWF mam trochę podobnie. Tylko mniej dronów i rakiet, a więcej ludzi krzyczących na siebie w telewizji.

Berenika po raz pierwszy tego wieczoru - a może od dawna? - trochę się uśmiecha. Jej przyrodnia siostra zaczyna opowiadać o swojej wizji federacji. Nie chce już, żeby EWF była tylko miejscem, do którego ludzie przychodzą na kilka godzin obejrzeć walki. Chce zbudować wokół niej cały świat: historie, muzykę, internet, materiały dodatkowe, wydarzenia dla fanów i wszystko, co pozwoli ludziom wejść do tego świata, nawet jeśli nie znają jeszcze połowy zawodników. EWF ma być czymś więcej niż wrestlingiem. Yuko opowiada z coraz większym zaangażowaniem, co jakiś czas wtrącając japońskie słówko, którego Berenika nie do końca rozumie.

Yuko Shiraishi – Ludzie mają przyjechać rano i wyjechać wieczorem z poczuciem, że uczestniczyli w całym wydarzeniu. Nie tylko w gali.

Berenika Martinez – I uważasz, że wrestling tego potrzebuje?

Yuko Shiraishi – Nie wiem, czy wrestling. Wiem, że EWF tego potrzebuje. Wiesz, dlaczego nie nazwałam tego Wrestlepalooza Pulse? Bo Wrestlepalooza ma wrestling w nazwie, a EWF to już coś więcej. Z każdym miesiącem będzie się rozrastać, aż stanie się częścią doświadczenia całego pokolenia.

Berenika Martinez (kiwa głową) – To rozsądne.

Yuko Shiraishi – „Rozsądne”? Od ciebie to prawie komplement.

Berenika Martinez – Prawie.

Yuko wybucha śmiechem. Przez następne kilka minut rozmawiają o znacznie bardziej przyziemnych sprawach. Yuko opowiada, jak Czesław potrafi analizować jeden arkusz przez pół godziny. Berenika wspomina kilka absurdalnych sytuacji z podróży służbowych. Kiedy wreszcie pojawia się temat Grabarza, obie zgodnie uznają, że jest dziwny, ale skuteczny. Yuko znów zaczyna się śmiać.

Yuko Shiraishi – Wiesz, że on naprawdę powiedział Czesławowi, żeby się zamknął? A Czesław naprawdę myślał, że ja nic nie słyszę? Oni chyba nie wiedzą, że... ja... słyszę... wszystko...

Berenika Martinez – Wiem. Zmieniając temat, pamiętasz, że w listopadzie Esmeralda ma urodziny?

Yuko Shiraishi – Kolejny rok minął? Znowu urodziny?

Berenika Martinez – Byłoby miło jakbyś przyleciała. Możesz zrobić z tego korporacyjny expense.

Kolejna chwila śmiechu. Później robi się ciszej. Shiraishi-san spogląda na siostrę z drugiej strony stołu.

Yuko Shiraishi – Fajnie tak czasami.

Berenika Martinez – Jak?

Yuko Shiraishi – Bez EWF. Bez zarządu. Bez spotkań.

Kolacja powoli dobiega końca. Obie wiedzą, że takie chwile nigdy nie staną się codziennością. Korporacja pochłania życie. Im głębiej człowiek w nią wchodzi, im wyżej się wspina, tym mniej zostaje z niego samego. Obowiązki nie kończą się wraz z wyjściem z biura. Zmieniają tylko miejsce i porę. Obsługa zabiera ostatnie talerze. Yuko nagle spogląda w stronę bocznego pomieszczenia, oddzielonego od głównej sali. W środku czeka wygodna, luksusowo urządzona przestrzeń z ekranem i mikrofonem. Oczy Japonki natychmiast się rozjaśniają.

Yuko Shiraishi – O! Karaoke!

Berenika Martinez – Nie.

Ale jej siostra już wstaje.

Yuko Shiraishi – Tak.

Berenika Martinez – Yūko.

Yuko Shiraishi – Jedna piosenka. Jesteśmy w końcu w Japonii.

Prezydent EWF patrzy na nią przez kilka sekund. W końcu wzdycha.

Berenika Martinez – Tylko jedna.

Obie znikają za drzwiami małej sali. Następnego dnia na oficjalnych kanałach społecznościowych EWF pojawia się nowy film -
YŪKO SHIRAISHI - TOKYO KARAOKE.

Zaczyna się od panoramy Tokio. Na ekranie pojawia się prosty napis: TOKYO

Szybkie ujęcie Yuko chwytającej mikrofon.

Yuko siedzi i śpiewa:

Welcome to your life

Cięcie.

Berenika siedzi przy stoliku, spokojnie popijając wino. Spogląda w stronę swojej siostry z wyrazem twarzy, który sugeruje, że wciąż zastanawia się, jak dała się w to wciągnąć.

Cięcie.

Yuko śpiewa dalej, coraz bardziej angażując się w występ.

We will find you
Acting on your best behaviour
Turn your back on Mother Nature

Kolejne ujęcie Bereniki. Unosi kieliszek do ust, ale zatrzymuje go w połowie drogi. W jej oczach pojawia się błysk rozbawienia.

Cięcie.

Najwyraźniej zaczyna jej się podobać.

Everybody wants to rule the world

Z każdą kolejną frazą coraz mocniej wczuwa się w piosenkę.

Cięcie.

Yuko śpiewa dalej:

It's my own design
Help me to decide
Help me make the
Most of freedom and of pleasure

Muzyka płynie dalej, a Yuko śpiewa z coraz większym zaangażowaniem.

Cięcie.

Yuko zamyka oczy i śpiewa z pełnym zaangażowaniem:

Nothing ever lasts forever

Cięcie.

Everybody wants to rule the world

Muzyka urywa się.

Yuko otwiera oczy i patrzy prosto w kamerę. Przez sekundę zachowuje powagę. Potem robi niewielki ukłon.

Na ekranie pojawia się logo EWF.



Ostateczny koniec transmisji!