Po
wydarzeniach w Poznaniu i Łodzi powrót Extreme Wrestling Federation
przestał być już tylko nostalgiczną podróżą do przeszłości. Po
straconej dekadzie 2016-2026 mamy znów okazję obserwować jak kolejne
rozdziały w
historii polskiego wrestlingu zaczęły pisać się nowo. Na
Wrestlepaloozie CXXX Yuko Shiraishi
została nowym komisarzem EWF i zapowiedziała, że zamierza stworzyć Gen
Z-EWF. Czesław Kowalski, który przez lata walczył o powrót federacji,
nie dał jednak rady pokonać młodej Japonki. Ich rywalizacja została
jednak szybko odeszła w zapomnienie poprzez incydent między Yuko a
Psycho. Czy zaszkodził on EWF? Czy w może pomógł? Wydarzenia w Łodzi
pokazały, że powrót
EWF ma swoją cenę. Psycho został aresztowany, jego kontrakt
rozwiązany, a EWF World Championship zawieszone. Dzisiaj przenosimy się
do Bydgoszczy - miasta nad Brdą, z Wyspą Młyńską, Starym Rynkiem,
charakterystycznymi spichrzami, Kanałem Bydgoskim i ogromną historią
przemysłową. Kamera przemierza miasto, pokazując jego najważniejsze
miejsca. Widzimy Stary Rynek, operę, bulwary nad Brdą, Wyspę Młyńską,
stare kamienice i ładne budynki, które przypominają, że Bydgoszcz przez
stulecia była miejscem, gdzie krzyżowały się szlaki ludzi, pieniędzy i
idei. Ale dzisiaj krzyżować będą się przede wszystkim wrestlerzy. EWF
przyjeżdża tutaj z kolejną galą i kolejnymi pytaniami. Co stanie się z
zawieszonym EWF World Championship? Czy Czesław Kowalski rzeczywiście
pogodził się z nową rzeczywistością? Czy Yuko rzeczywiście zamierza
przebudować EWF według własnego pomysłu? I przede wszystkim - czy po
tym wszystkim federacja jest jeszcze tą samą EWF, którą pamiętają dawni
kibice? W Bydgoszczy pojawiają się zarówno fani pamiętający pierwsze
lata federacji, jak i młodsza publiczność, dla której EWF jest czymś
zupełnie nowym. Szczególnie dużo zgromadziło się ich w rejonie
stanowiska komentatorskiego. Być może są to nawet jacyś influencerzy od
spraw wszelakich, którzy w ramach promocji federacji, otrzymali darmowe
wejściówki. Na trybunach widać transparenty: „Bydgoszcz też chce
EWF!”, „Gen Z-EWF zaczyna się tutaj!”, „Czesław, nie poddawaj się!”,
„Yuko, pokaż im wszystkim!”, „Yuko, przejedź mnie też swoją hulajnogą!”„Gdzie jest EWF World title?”, „Psycho już
nie wróci?”, „Hania po złoto!”, „Bidam i Franko - trzy razy mistrzowie!
Dzisiaj kolejne pasy?”, „Nabeshima wie, co robi!”, „Vaclav, przestań
być sędzią!”, „Sergiusz nadal jest milionem dolarów!”, „Grabarz chroni
EWF!”, „Czesław miał Grabarz-AI!”, „Yuko miała prawdziwego Grabarza!”,
„Tik-TokEWF to przyszłość!”, „Bydgoszcz nie śpi!”, „Dawać szybkie
walki”, „Kto będzie nowym EWF World Champem?”, „Niech wróci Dark
Avenger!”, „Mama mówiła, że EWF nie wróci!”, „Mama znowu się myliła!” i
wiele, wiele innych. Światła gasną. Na ogromnych ekranach pojawia się
odświeżone logo Wrestlepaloozy, a po chwili rozbrzmiewają pierwsze
dźwięki nowego EWF Theme.
Reflektory przecinają ciemność, na scenie pojawiają się kolejne efekty
pirotechniczne, a publiczność natychmiast podrywa się z miejsc. Fani
krzyczą: EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! EWF! Po
Poznaniu i Łodzi federacja jedzie dalej. Zaczynamy kolejną noc w
dziejach polskiego wrestlingu. Za stolikiem komentatorskim widzimy
Tony'ego Hogańskiego i Jana Kowalskiego.
Jan Kowalski – Kolejna Wrestlepalooza przed nami!
Tony Hogański – Miesiąc szybko zleciał i znów jestesmy z państwem.
Jan Kowalski –
To czwarty raz, gdy Bydgoszcz jest miastem-gospodarzem
Wrestlepaloozy. Kiedyś organizowaliśmy tutaj gale praktycznie co roku, najpierw w
2001 roku, później 2002, a następnie 2004. Na tym się skończyło, chociaż dla porządku dodam, że jedna
z gal z cyklu EWF HD także się tutaj odbyła. W 2009 roku była to EWF HD
Ekskomunika. To tyle tytułem wstępu. Witają państwa... Tony
Hogański...
Tony Hogański – ... oraz Jan Kowalski!
Jan Kowalski – Kolejna gala, kolejne emocje.
Tony Hogański – Muszę
powiedzieć Janku, że wstęp miałeś ekspresowy. Nie przynudzałeś za
bardzo, nie było dłużyzn. Dostosowujesz się do nowego TikTok-EWF? Gen
Z-EWF?
Jan Kowalski (ciężko wzdycha) – Weź przestań.
Tony Hogański – Przecież Czesław ostatecznie nie wyszedł na tym najgorzej. Ma pracę.
Jan Kowalski – Nie tą co powinien.
Tony Hogański – On
jest chyba rozsądniejszy od ciebie. Ofertę pracy przyjął, bo kocha EWF. Możesz
przestać to już przeżywać. Coś nie jęczałeś w taki sam sposób jak
Felipe Castro sprowadził terrorystów na EWF i siłowo przejął władzę dziesięć lat temu.
Wtedy to nawet pobiegłeś do niego merdając ogonkiem i opowiadałeś,
że albo jego EWF albo żadne. Teraz natomiast wielce niezadowolony.
Dostosuj się albo pomyśl o emeryturze, co?
Jan Kowalski (trochę zdziwiony) – Emeryturze? Ty tak na serio?
Tony Hogański (całkowicie poważnie) – Oczywiście. Dziadziejesz Janku. Ile można słuchać tego smętnego gadania? Zachowuj się jak mężczyzna. Mamy ciekawsze tematy.
Jan Kowalski –
To prawda. Główny temat to niespodziewane odejście Psycho tuż po
zakończeniu Wrestlepaloozy CXXX. Rzecz zupełnie niebywała w historii
polskiego wrestlingu. Dla przypomnienia przebieg zdarzeń: Yuko
Shiraishi wpadła na
hulajnodze w Psycho, ten się wściekł, doszło do jakiejś pyskówki,
komisarz uciekła w popłochu, a cała sytuacja przerodziła się w walkę
uliczną Psycho i Ponurego Grabarza. W
konsekwencji Psycho trafił do aresztu, EWF World title został
zawieszony, a kontrakt z Psycho rozwiązany.
Tony Hogański – Niesamowice nam się ta epoka Gen Z-EWF rozpoczęła.
Jan Kowalski – Zastanawiam się dlaczego tej sytuacji nie dało się jakoś załagodzić? Dlaczego pozwolono jej eskalować?
Tony Hogański – W sensie, co? Yuko miała nie uciekać przed Psycho, który w danym momencie był nieobliczalny?
Jan Kowalski –
No nie wiem... ale te drony, przecież można było wysłać GRU... a
zdecydowano się na policję. Dlaczego Berenika na to pozwoliła? Później
ten areszt, szybkie rozwiązanie kontraktu.
Tony Hogański – Berenika
jest sprytna i chłodno kalkuluje. Może uznała, że to doskonała okazja
by łatwo pozbyć się bomby z opóźnionym zapłonem? Jakie to ma jednak
teraz znaczenie?
Jan Kowalski – No i później te materiały w
internecie, te filmiki, później Yuko cały miesiąc bryluje w mediach.
Tony Hogański – Miałeś przestać. Odczep się od tej biednej dziewczyny.
Jan Kowalski –
Dobrze, już dobrze. W konsekwencji tych wydarzeń mamy w EWF zupełnie
nową rzeczywistość. Dzisiaj w main-evencie Hania, Franko oraz Bidam
zmierzą się ze sobą w walce o zawieszony EWF World title.
Tony Hogański – No
i słusznie. Najlepiej zaprezentowali się na Krwawej Majówce, później
walczyli o EWF Tag Team titles w main-evencie ostatniej gali. Logicznie więc, że
spośród tej trójki powinniśmy wyłonić nowego mistrza... albo
mistrzynię... świata.
Jan Kowalski –
Będzie to Drone Ladder match. Podobno autorska koncepcja komisarz Yuko,
w której pas przywieszony będzie do ruchomego drona. Na czym to ma
polegać... aż boję się myśleć.
Tony Hogański – W
innych pojedynkach tego wieczoru zobaczymy walki Vaclava z Sergiuszem,
Nasa z Maksymilianem an-Nazirą i Dobrego Czecha Honzy z Arkiem Kolano.
Na pewno pojawi się też Yoshihito Nabeshima, który ma podobno dołączyć do
jednej z pierwszych walk, a pojedynek Vaclav kontra Sergiusz ma
nawet sędziować.
Jan Kowalski – Jednym słowem mnóstwo atrakcji!
Tony Hogański – Nareszcie pokazałeś trochę entuzjazmu.
Przed głównym wejściem do hali
panuje jeszcze względny spokój. Kilku fanów przechadza się przed
budynkiem, robi zdjęcia, rozmawia, a członkowie GRU pilnują, by
przejście pozostało drożne. Nagle z oddali zaczynają dobiegać dźwięki
kujawskich puzonów (na pewno takie istnieją). Najpierw ciche i
pojedyncze, potem coraz wyraźniejsze. Kamera obraca się w stronę ulicy
i pokazuje kilkadziesiąt osób w kujawskich strojach ludowych, które
pojawiają się przed halą i ruszają w rytm tradycyjnego tańca. Kolorowe
stroje wirują, dźwięki puzonów przyspieszają, a przechodzący fani
zatrzymują się jeden po drugim. Ludzie wyciągają telefony, ktoś zaczyna
nagrywać, ktoś inny klaszcze do rytmu. Wtedy słychać tętent kopyt. Od
strony ulicy powoli nadjeżdża elegancka, zakryta kareta
zaprzęgnięta w cztery
białe konie. Tłum robi jej miejsce, widać wyraźnie, że woźnica
manewruje ostro niczym w konnym F1, ale w końcu zatrzymuje się w
pobliżu głównego wejścia do bydgoskiej hali. Drzwiczki otwierają się i
z pojazdu wysiadają Nas
oraz Weronika Passent. Nas podchodzi do woźnicy i wręcza mu skromny
napiwek, kilka banknotów o nieustalonych nominałach. Tańczący tłum rozstępuje się
przed nimi, a Weronika i Nas ruszają w kierunku wejścia do hali.
Weronika Passent – Przyznaję, wejście było bardzo fajne. Patrz jak one się kręcą!
(WAMP przystaje i obserwuje tańczących.)
Tylko te koniki trochę mnie martwią. One cierpią wiesz? Zgodziłam się
tylko dlatego, że ja jestem lekka i one tego nie poczują nawet.
Nas – Po pierwsze, uratowałem te
konie przed krwiożerczymi góralami, którzy męczyli je wożąc grubych
turystów nad Morskie Oko. Po drugie, to właściwie atrapa.
Gdzieś obok huknął puzon, co trochę zagłuszyło słowa Nasa.
Weronika Passent – Fajtłapa? Koniki nie są fajtłapami.
Nas – Atrapa. Kareta ma silnik elektryczny. Konie są tam w zasadzie dla dekoracji. Nie ciągną tego ciężaru i się nie męczą.
WAMP przez chwilę patrzy na niego podejrzliwie, po czym wzrusza ramionami.
Weronika Passent – To spoko. W takim razie możemy wejść.
Oboje ruszają dalej, a za ich
plecami kujawski zespół ponownie zaczyna grać. Tancerze rozstępują się
szerzej, tworząc żywy korytarz prowadzący prosto do drzwi hali.
Jan Kowalski – Nas chyba postanowił, że co gale będzie miał imponujące wejście.
Tony Hogański – Najlepsze wejście miał na Krwawej Majówce. Powrót w restauracji w trakcie kolacji. To przejdzie do historii wrestlingu.
Jan Kowalski – Już
chyba o tym mówiłeś. Później było jednak lepiej, bo na ostatniej gali
helikopter i orkiestra. Teraz kareta i kujawskie stroje ludowe. Co
następne?
Tony Hogański – Ja czekam na powrót rakiety.
Z ŻYCIA CZESŁAWA KOWALSKIEGO - ODCINEK 1.
Szybki montaż. Napisy, dynamiczne przejścia, muzyka w stylu TikToka. Na ekranie pojawia się wielki napis: „PIERWSZE ZADANIA NOWEGO ASYSTENTA YUKO”.
Widzimy Czesława Kowalskiego przemierzającego korytarze hali. Działo
się to jeszcze po zakończeniu poprzedniej Wrestlepaloozy.
Czesław Kowalski – Moje pierwsze zadanie od Yuko? Odnaleźć jej czapkę i bluzę. Tak, właśnie tak zaczyna się moja kariera w nowym EWF.
Cięcie. Czesław znajduje pod jednym z krzeseł czapkę z daszkiem z napisem „YUKO".
Czesław Kowalski – Czapka jest.
Kolejne szybkie cięcie. Otwiera jakieś drzwi, zagląda za skrzynię, podnosi bluzę.
Czesław Kowalski – Bluza też.
Przygląda jej się uważnie. Marszczy brwi.
Czesław Kowalski – Tylko że ona… nie pachnie. To dziwne... Zero zapachu!
Chwila ciszy. Czesław patrzy prosto w kamerę.
Czesław Kowalski – I teraz zaczynam
się zastanawiać. Wujek Janek mówił, że ona jest sukkubem... no demonem
takim. A przecież demony chyba nie mają zapachu. Wampiry nie mają
odbicia w lustrze, demony mogą nie mieć zapachu… To zaczyna się układać
w pewną logiczną całość.
Cięcie z mocnym efektem dźwiękowym. Napis: „ŚLEDZTWO TRWA”.
Następne ujęcie. Parking. Czesław klęczy przy samochodzie i zbiera z ziemi kolejne elementy.
Czesław Kowalski – AirPod numer jeden.
Podnosi drugi i pokazuje do kamery.
Czesław Kowalski – AirPod numer dwa.
Patrzy na jeden z nich, który jest wyraźnie zniszczony.
Czesław Kowalski – Ten został zniszczony podczas incydentu z Psycho. Trudno. Yuko powiedziała, żebym zebrał wszystkie.
Kolejne cięcie. Syn Pana Józefa
próbuje holować lekko uszkodzoną hulajnogę. Idzie powoli przez parking,
trzymając ją za kierownicę.
Czesław Kowalski – A teraz jeszcze hulajnoga. Mówiła, żeby zabrać ją do warsztatu żeby wyklepali.
Kamera pokazuje Czesława ciągnącego ją za sobą.
Czesław Kowalski – Zaczynałem jako człowiek, który chciał zarządzać EWF. Skończyłem jako człowiek od zagubionych czapek, słuchawek i hulajnóg.
Krótka pauza. Czesław spogląda w kamerę.
Czesław Kowalski – Ale przynajmniej mam pracę.
Szybki montaż: czapka → bluza → AirPods → hulajnoga → zmęczony Czesław.
Na ekranie pojawia się napis:
„Z ŻYCIA CZESŁAWA KOWALSKIEGO”
„ODCINEK 1 – TO DOPIERO POCZĄTEK”
Koniec materiału filmowego.
Jan Kowalski (lekko podłamany) –
Tym stał się Czesław? Poważny dziennikarz Gazety Wyborczej? Kandydat na
komisarza EWF? Autor fachowych analiz i doskonałych prezentacji?
Tony Hogański – Mam
dziwne podejrzenia, że te jego fachowe analizy i ciągłe pierdolenie o
AI być może sprowadzały się do poziomu tej rządowej pełnomocniczki od
tzw. marki Polska. Być może Opatrzność czuwała nad EWF.
Jan Kowalski – Dobrze, nie będę już narzekał. Tak jak mówiłeś, przynajmniej ma pracę.
Tony Hogański – A my mamy TikTokowe videa. Nowe EWF będzie cudowne.
Przenosimy się na zaplecze,
gdzie widzimy Cassandrę Tisserant stojącą na korytarzu. Obok niej
pojawia się Arek Kolano, który trzyma w ręku niewielką kamerkę, telefon
i jednocześnie prowadzi transmisję na żywo. Co chwilę odwraca ją w
swoją stronę, potem w stronę Cassandry.
Cassandra Tisserant – Arek, za chwilę walczysz z Dobrym Czechem Honzą. Jak się czujesz przed walką?
Arek Kolano – Czuję się świetnie. Jestem przygotowany, trenowałem i dzisiaj chcę po prostu wyjść na ring i wygrać.
Były siatkarz obraca kamerkę w stronę Cassandry, po czym niemal natychmiast kieruje ją na siebie.
Arek Kolano – A tak w ogóle, pozdrawiam wszystkich, którzy są teraz na live.
Cassandra Tisserant – Właściwie… widzę, że prowadzisz transmisję w trakcie naszego wywiadu.
Arek Kolano – No jasne. Trzeba być blisko widzów.
Cassandra Tisserant – I masz już jakieś pytania?
Arek Kolano (zerkając na ekran) –
Mam. O, jest pierwsze. „Arek, czy Honza jest twoim zdaniem trudnym
przeciwnikiem?”. Dobre pytanie. Nie wiem, co niby o nim powiedzieć.
Kucharz i wychowanek byłego EWF World Champa. Niby to coś znaczy, niby
jest mocny, ale ja też nie przyszedłem tutaj robić za statystę. Szanuję
go, ale dzisiaj go pokonam.
(Arek ponownie zerka na ekran.) O, drugie pytanie. „Czy po ostatniej porażce znowu nagrasz materiał zza kulis?”
Cassandra Tisserant – Chyba twoi widzowie są bardziej zainteresowani tobą niż ja.
Arek Kolano – To są moi wierni widzowie, moi wierni kibice. Oni zawsze
mnie wspierają. Dobra, muszę lecieć. Fajnie było pogadać, ale Honza czeka.
Cassandra Tisserant – Powodzenia.
Arek Kolano – Dzięki. I pamiętajcie... po walce robimy analizę na kanale.
The Final Boss macha do swojej kamerki i znika za drzwiami.
Cassandra Tisserant – Właściwie nie wiem, czy to był wywiad.
Wracamy na ring.
Tony Hogański – Właściwie to ja też nie wiem, czy to był wywiad.
Jan Kowalski – O,
Tony, czego nie rozumiesz? Myślałem, że jesteś fanem nowinek w EWF?
TikTok, Gen Z, youtuberzy? Czy to nie są przypadkiem twoje nowe tematy?
Tony Hogański – Patrzcie państwo jaki Janek się zgryźliwy zrobił.
Jan Kowalski – Stwierdzam jedynie fakty.
Jesteśmy na zapleczu. Szatnia
Vaclava jest niemal całkowicie pogrążona w ciszy. Wróg Ludu we własnej
osobie siedzi przy stole. Przed nim stoi kilka butelek Perły, nie są
jeszcze otwarte, a raczej gotowe do szybkiego użytku. Nagle rozlega się
pukanie do drzwi. Do środka wchodzi kurier z niewielką, ciężką paczką.
Stawia ją na stole i podaje Vaclavowi dokument do podpisania.
Kurier (z wyraźnym wschodnim akcentem) – Przesyłka dla pana Vaclava.
Vaclav – Co? Ja nic nie zamawiałem. Kto ją wysłał?
Kurier – Nie ma nadawcy. Tylko adresat.
Wróg Ludu sięga do kieszeni i
wyciąga banknot dwudziestu hrywien. Podaje go kurierowi, ale ten
zamiast odejść, zerka na paczkę z wyraźną ciekawością.
Vaclav – Znaj moje dobre kurwa serce.
Kurier – Mogę zapytać, co jest w środku?
Vaclav nagle uderza go pięścią
w twarz. Kurier osuwa się na podłogę, a Mecenas Ekstremy odbiera mu hrywny, po czym chwyta go za
kurtkę, wyciąga na korytarz i wyrzuca za drzwi. Przez chwilę stoi
nieruchomo, nasłuchując, po czym wraca do stołu i zamyka drzwi.
Vaclav – Nie twoja sprawa.
Wróg Ludu rozcina taśmę i
otwiera paczkę. W środku znajdują się dwie butelki Perły oraz niewielki
przedmiot owinięty w czarny materiał. Vaclav rozwija zawiniątko i jego
oczom ukazuje się idealnie gładki, czarny kryształ w kształcie
sześcianu. Jego powierzchnia nie odbija światła, lecz wygląda tak,
jakby je pochłaniała. Pod kryształem znajduje się koperta. Vaclav
otwiera ją i wyciąga pojedynczą kartkę.
Vaclav – „Vaclav. To jest taki jakby
palantir, ale wyprodukowany przez Aetherath Group. Nazywa się
kwadrantir, ponieważ jest kwadratowy, a nie okrągły. W zasadzie to
sześcian, ale kwadrantir brzmi lepiej niż sześciantir, dlatego tak go
nazywajmy. Okej?”.
Dwukrotny EWF FTW Champion
odkłada kartkę i przez chwilę przygląda się kryształowi, po czym spluwa
na podłogę. Następnie czyta kolejne zdanie.
Vaclav – „Dzięki niemu będziesz mógł poznać swoją przyszłość. Podpisano: Celia Castro.”
Przez dłuższą chwilę patrzy na
podpis. Potem sięga po jedną z butelek Perły, ale po chwili odkłada ją
i wyciąga własną ze swoich zapasów. Otwiera ją, bierze kilka łyków i
przesuwa kwadrantir na środek stołu. Obchodzi go dookoła, szuka
jakiegokolwiek przycisku, przełącznika albo szczeliny. Niczego nie
znajduje. Dotyka czarnej powierzchni palcem, potem naciska ją mocniej.
Kryształ pozostaje nieruchomy i całkowicie ciemny.
Vaclav – Nie mam czasu na pierdolone głupoty.
Po tych bierze czarny materiał
i przykrywa nim kwadrantir. Bierze butelkę Perły, odwraca się i
podchodzi do zawieszonego na ścianie telewizora, gdzie lecą jakieś
urywki z Wrestlepaloozy. Przez kilka sekund nic się nie dzieje. Potem
spod materiału zaczyna sączyć się delikatne, czerwone światło. Staje
się coraz jaśniejsze, aż na chwilę cała powierzchnia kwadrantiru
rozświetla się ogniem. W płomieniach pojawiają się niewyraźne obrazy -
światła, sylwetki ludzi, ring, a potem coś, czego nie sposób rozpoznać.
Vaclav jednak tego nie zauważa. Stoi tyłem do stołu i spokojnie dopija
piwo. Światło nagle gaśnie. kwadrantir znów staje się całkowicie
czarny. Wracamy na ring.
Jan Kowalski – Co to ma być?
Tony Hogański – Mój zdradziecki
wychowanek pobił biednego kuriera. Dziwne, że ten nie nagrał go
telefonem... no ale czegóż można się po Vaclavie spodziewać?
Jan Kowalski – Nie, o to mi chodziło. Co było w tej paczce?
Tony Hogański – Pewnie jakiś gadżet z AliExpressu czy innego Temu. Czym ty się przejmujesz?
Jan Kowalski – Niczym, ale obecny kierunek rozwoju EWF sprawia, że zachowuję ostrożność.
Tony Hogański – Bo jesteś stary i nie czujesz teraźniejszości.
Jan Kowalski – Ale Tony... jakie Temu? Przecież w liście było napisane, że to produkt Aetherath Group.
Tony Hogański – Czepiasz się albo po prostu nie rozumiesz nowoczesnego marketingu.
W zacisznej części zaplecza, z
dala od gwaru hali, Yoshihito Nabeshima siedzi w tradycyjnej japońskiej
pozycji seiza. Przed nim spoczywa miecz, a obok klęczą Chiaki i
Mitsuko. Japończyk przez chwilę patrzy na ostrze, po czym powoli
przymyka oczy.
Yoshihito Nabeshima – Miecz milczy.
Sprawiedliwość czeka.
Cień zna swój czas.
Chiaki – Pierwsza walka zaraz się zaczyna.
Nabeshima długo milczy. W końcu wzdycha i spogląda w stronę drzwi prowadzących na korytarz.
Yoshihito Nabeshima – Arek idzie po
zwycięstwo, Honza idzie po swoje odkupienie. Jeden chce udowodnić, że
przyszłość należy do niego. Drugi wie, że przeszłość nigdy nie odchodzi
naprawdę.
Mitsuko – A ty?
Yoshihito Nabeshima – Z Honzą
walczyłem niedawno. Dziś nie jego szukam. W tej chwili to Vaclav jest
człowiekiem, który pomylił sędziowanie ze sprawiedliwością. Pomylił rolę sędziego z prawem do wydawania wyroków. To jego
sprawa interesuje mnie najbardziej.
Mitsuko spogląda na Chiaki. Nabeshima ponownie pochyla głowę nad mieczem. Wracamy na ring.
Tony Hogański – Nabeshima i jego japońskość jest doskonały.
Jan Kowalski – Naprawdę?
Tony Hogański – On będzie mieczem sprawiedliwości w EWF. Zaprowadzi w federacji spokój i braterstwo.
Jan Kowalski – Ciekawa teoria.
No i tak dotarliśmy do pierwszej walki dzisiejszego wieczoru.
Tony Hogański – Honza
kontra Arek Kolano. Obaj przegrali swoje walki na poprzedniej gali.
SR-Crazy bardzo się starał wykreować jakichś wychowanków, ale chyba mu
nie wychodzi. Honza to na razie wtopa.
Jan Kowalski – Może po prostu wolno się rozkręca?
Tony Hogański – Za chwilę się przekonamy!
Dobry Czech Honza vs Arek Kolano
Na FeliXtronie pojawia się
pasek ładowania. Postęp dochodzi do siedemdziesięciu procent i
zatrzymuje się. Po chwili rozbrzmiewa Dua Lipa – „Houdini”. Arek
wychodzi spod FeliXtronu w rozpinanej bluzie z kapturem i napisem FINAL
BOSS na plecach. Przybija kilka piątek, ale bez przesady. Wchodzi na
ring, poprawia wzmocniony ochraniacz na prawym kolanie i staje w
narożniku.
Po chwili rozbrzmiewa Michał
Wiśniewski – „Filiżanka”. Na FeliXtronie pojawiają się morawskie
krajobrazy, czeskie gospody, stare pocztówki i szopy pracze, a spod
wejścia wychodzi Dobry Czech Honza w czapce wzorowanej na Rumcajsie i
fartuchu kucharskim z Krecikiem. Idzie pogodnie, przybija kilka piątek,
po czym wchodzi do ringu. Starannie zdejmuje fartuch, odkłada go w
narożniku, czapkę zdejmuje jaki o ostatnią.
Jan Kowalski –
Miło mi poinformować, że walkę sędziować będzie Lech Grudziński. Czuje
się on już dobrze i dostał zgodę lekarzy na powrót na ring.
Tony Hogański – Poczciwy Lechu. Tyle lat sędziowania w EWF.
Jan Kowalski –
Pojedynek zapowiada się ciekawie. Czy Dobry Czech Honza odbuduje swoją
karierę po falstarcie? Czy może nowicjusz Arek Kolano wyszarpie
zwycięstwo z jego czeskich dłoni?
Tony Hogański (ziewając) – Dobry wstęp do potencjalnie nudnej walki. Dzięki Janku.
Zawodnicy są już na ringu, a zatem Lech Grudziński prowadzi ostatnie
przygotowania. Honza wyciąga rękę do Arka. Kolano bez wahania ją
ściska. Sędzia sprawdza obu zawodników i daje znak. Gong! Początek jest
dość spokojny. Arek i Honza wchodzą w zwarcie, a że obaj są wysocy i
silni, przez chwilę przepychają się na środku ringu bez wyraźnej
przewagi. Honza pierwszy spycha Kolano do lin, puszcza czysto i cofa
się o krok. Arek kiwa głową, wraca do środka i tym razem od razu
korzysta z zasięgu. Front Kick w brzuch, potem szybki Standing
Dropkick. Honza cofa się do narożnika, a Arek rusza za nim z Running
Corner Splashem. Trafia! Odciąga Czecha na środek i próbuje Sidewalk
Slamu, ale Honza blokuje, uderza łokciem w bok głowy i odpowiada
Belly-to-Belly Suplexem.
Pin.....1...... Arek wybija! Dobry
Czech podnosi go, wrzuca na liny i chce Shoulder Blocka, ale Kolano
robi unik, odbija się z drugiej strony i trafia Leaping Clotheslinem.
Honza pada, ale szybko wstaje. Arek łapie go pod Pop-up European
Uppercut i trafia czysto!
Pin.....1......2..... Honza wybija! Arek
próbuje utrzymać tempo. Podnosi Honzę, chce Gut-Wrench Suplexa, ale
Dobry Czech zapiera się nogami, przechwytuje go w pół i wykonuje
Gut-Wrench Suplex po swojemu. Kolano ląduje twardo na plecach. Honza od
razu dokłada Running Senton, ale Arek odsuwa się w ostatniej chwili.
Czech trafia matę, a Arek szybko podnosi się przy linach. Bierze rozpęd
i uderza Big Bootem. Honza pada na jedno kolano. Arek dokłada Running
Knee Lift, tym razem lewą nogą, żeby nie przeciążać prawego kolana.
Pin.....1......2..... Honza wybija!
Kolano chce iść dalej, ale przy próbie podniesienia rywala Honza trafia
go European Uppercutem. Potem drugim. Arek odpowiada Forearmem. Honza
znowu Uppercut. Arek próbuje Short-Arm Clothesline’a, ale Czech schodzi
pod ręką i wykonuje Exploder Suplex. Kolano przelatuje przez matę i
ląduje blisko narożnika.
Tony Hogański – Dobra, dobra. Niech już kończą.
Jan Kowalski – Co? Oni dopiero się rozkręcają.
Tony Hogański – No to niech nie przesadzają za bardzo.
Dobry Czech nie kombinuje. Podnosi Arkadiusza, wrzuca go w liny i
trafia Kitchen Sinkiem w brzuch. Arek zgina się, Honza łapie go za
głowę i wykonuje Scoop Slam. Następnie patrzy na rękę po ugryzieniu
szopa. Nadal nic. Żadnych sygnałów. Honza wzrusza ramionami i bierze
rozpęd do Running Senton. Tym razem trafia.
Pin.....1......2..... Arek wybija!
Honza zaczyna ustawiać go pod Rzut z Moraw [Sit-out Powerbomb], ale
Kolano walczy ciosami w głowę. Udaje mu się zejść na matę, ale przy
lądowaniu prawa noga lekko mu ucieka. Honza widzi to i nie atakuje od
razu kolana. Uczciwy chłop. Ta uczciwość kosztuje go sekundę. Arek
trafia go Chokeslamem!
Pin.....1......2..... Honza wybija! Kolano
czuje, że to może być jego moment. Wchodzi na drugą linę i próbuje
Missile Dropkicka. Trafia, ale nie idealnie, bo przy lądowaniu znowu
chroni prawe kolano. Honza pada na plecy, Arek czołga się do
przypięcia.
Pin.....1......2..... Honza wybija! Obaj
wstają wolniej. Arek próbuje High-Angle Spinebustera, ale Honza
blokuje, łapie rękę i przyciąga go pod Ugryzienie Szopa [Ripcord
Clothesline]. Kolano schyla się w ostatnim momencie! Honza obraca się
za daleko, a Arek natychmiast łapie go od tyłu i wykonuje Fallaway
Slam. Czech toczy się pod liny, a Arek bierze rozpęd. Honza wstaje i
trafia go niespodziewanym Spinning Heel Kickiem! Podnosi go, wsadza
głowę Arka między nogi, wynosi go do Powerbombu i robi kilka kroków do
przodu. Arek jednak zaczyna bić go po głowie, zsuwa się z barków i
ląduje za plecami. Obaj panowie przewracają się. Honza wstaje
pierwszy. Uczciwie czeka, aż Arek podniesie się na kolano, potem łapie
go za rękę. Ugryzienie Szopa! Nie! Arek przyciągnięty do Clothesline’a
schodzi jeszcze niżej, a ręka Honzy przelatuje nad nim. Kolano wstaje
za plecami Czecha i trafia go Short-Arm Clotheslinem od razu po
obrocie. Honza pada, ale nie na długo. Arek podnosi go, chce Overhead
Belly-to-Belly Suplexa, jednak Honza blokuje i odpowiada Headbuttem.
Kolano zatacza się pod liny. Dobry Czech bierze rozpęd do Running Big
Boota, ale Arek łapie jego nogę, odpycha ją w bok i trafia Pop-up
European Uppercutem z bliska! Honza pada na jedno kolano. Arek nie
czeka. Odbija się od lin, tym razem krócej, bez wielkiego rozpędu, żeby
nie przeciążyć kolana. High Score [Running Bicycle Knee Strike]! Trafia
czysto w szczękę Honzy! Dobry Czech pada na plecy. Arek też przez
moment nie jest w stanie od razu przypiąć, bo prawa noga po lądowaniu
znowu daje o sobie znać. W końcu doczołguje się do Honzy, obejmuje nogę
i dociska barki do maty.
Pin.....1......2......3! (Zwycięzcą jest: Arek Kolano!)
Jan Kowalski – Niespodzianka?
Tony Hogański – Patrząc na formę tego kucharza. To nie. Duże nadzieje, ale nic z tego nie wyszło.
Arek Kolano aż podskoczył z radości. Tym sposobem zalicza pierwsze
zwycięstwo w EWF. Przy dźwiękach swojej muzyki powoli opuszcza ring.
Dobry Czech Honza chyba za bardzo nie może uwierzyć, w to co się stało.
Miała być odbudowa po falstarcie, a tu nic. Ze smutnym wzrokiem zmierza
w stronę FeliXtronu niczym zbity szop.
Jan Kowalski – Gdziekolwiek teraz SR-Crazy jest... to powinien się wstydzić.
Tony Hogański – Te wszystkie jego programy wychowanków, stażystów i innych takich... chyba za bardzo mu się nie udały. Sukcesu z tego nie było.
Jan Kowalski – Smutna prawda.
Trafiamy na zaplecze, a
konkretniej do pomieszczenia pełniącego funkcję gabinetu przejściowego
do biura komisarza EWF. To ładne, jasne i mocno oświetlone korporacyjne
wnętrze. Po lewej stronie od głównego wejścia stoi ogromne biurko
Ponurego Grabarza, po prawej, nieco mniejsze biurko Czesława
Kowalskiego. Obaj siedzą nad dokumentami i pracują w ciszy. Za
zamkniętymi drzwiami znajduje się gabinet Yuko.
Czesław Kowalski – Czy mogę cię o coś zapytać?
Ponury Grabarz – Możesz.
Czesław Kowalski – Dlaczego podpisałeś list poparcia dla mnie, a później i tak przeszedłeś na stronę Yuko?
Szef GRU odkłada długopis i spogląda na niego spokojnie.
Ponury Grabarz – Bo nie wiedziałem, przeciwko komu startujesz. Pewnie jak większość tych, którzy się podpisali.
Czesław Kowalski – Czyli gdybyś wiedział, nie podpisałbyś?
Ponury Grabarz – Raczej nie. Mam dług wobec jej rodziny. Spłacam go od lat.
Czesław Kowalski – Jaki dług?
Ponury Grabarz – Wiele długów.
(Czesław czeka, aż w końcu szef GRU sam się przyznaje.) Ostatnio uratowali mnie, kiedy przypadkowo zostałem bigamistą.
Bratanek Janka Kowalskiego
przez chwilę patrzy na niego bez słowa. Nie wie chyba co powiedzieć, no
bo jak można zostać całkiem przypadkiem bigamistą?
Czesław Kowalski – Dobrze. Zostawmy to.
Obaj wracają do pracy. Po chwili Czesław ponownie podnosi wzrok znad dokumentów. Na ekranie pojawia się napis: „ŚLEDZTWO CZESŁAWA TRWA”.
Czesław Kowalski – A wierzysz w demony?
Ponury Grabarz (głaszcząc się po brodzie) – Widziałem niejednego.
Czesław Kowalski – A one mają zapach?
Ponury Grabarz – Nie wiem jak to skomentować.
Czesław Kowalski – No mają czy nie? To ważne... a może wiesz czy mają odbicie w lustrze?
Ponury Grabarz – Podobno wampiry nie mają.
Czesław Kowalski – Czyli jednak coś wiesz.
Ponury Grabarz – To są głupie pytania.
Asystent komisarza EWF wzrusza ramionami.
Czesław Kowalski – Dobrze. A Yuko znowu się dzisiaj spóźni?
Ponury Grabarz – Spóźni? Dlaczego? Ona już pracuje w swoim gabinecie. Przyszła tu wcześniej niż ty.
Czesław Kowalski (zerkając z wahaniem na zamknięte drzwi) – Naprawdę?
W tej samej chwili drzwi
gabinetu otwierają się. Wychodzi Yuko Shiraishi ubrana w długą
czarno-czerwoną kraciastą spódnicę, wysokie czarne buty i białą
koszulę. W ręku trzyma telefon.
Yuko Shiraishi – Grabarz, przyszła
dla mnie jakaś paczka? Powoli się uczę, że w tej Polsce w niedziele wszystkie sklepy są zamknięte.
(Sądząc po minie jest chyba trochę tym faktem sfrustrowana.) Nie
mogę normalnie robić zakupów i muszę zamawiać online. Mimo wszystko trudno mi się do tego przyzwyczaić.
Grabarz bez słowa sięga pod biurko i wyciąga niewielkie pudełko. Wstaje i wręcza je pani komisarz.
Yuko Shiraishi – Ooo, dziękuję.
Komisarz EWF odbiera przesyłkę
i od razu siada na brzegu biurka Grabarza. Zaczyna wpatrywać się w
Czesława i wesoło machać nogami.
Yuko Shiraishi – Czesław, przygotowałeś plan main-eventu?
Czesław Kowalski – Tak. Drone Ladder Match. Mam dla ciebie wydrukowany opis całej koncepcji. I wbrew pozorom wszystko jest realistyczne.
Komisarz patrzy na niego przez chwilę.
Yuko Shiraishi – Czesław?
Czesław Kowalski – Tak?
Yuko Shiraishi – Jestem twoją
szefową, więc musisz się do mnie odpowiednio zwracać. Z szacunkiem do
stanowiska. Masz do wyboru: pani komisarz, Yūko-sama albo Shiraishi-san.
Czesław zwątpił. Yuko uśmiecha się szeroko i cicho śmieje się pod nosem.
Yuko Shiraishi – Fufufu.
Czesław Kowalski – Dobrze. Pani komisarz.
Yuko Shiraishi – O wiele lepiej.
Czesław Kowalski (pokazuje wydruk) –
Pomysł jest prosty. Zamiast całkowicie swobodnie latającego drona
wykorzystujemy konstrukcję mechaniczną. Mamy mały specjalny wózek
poruszający się po torze, tylko stylizowany na drona. Można
zaprogramować zmianę kierunku, powolne odsuwanie się od zawodnika,
zatrzymanie nad inną częścią ringu. Dzięki temu dostajemy nawet element
strategiczny. Jeśli ktoś sięga po pas, system może pozwolić mu go
złapać, nie ryzykując upadku całego urządzenia. Wszystko zostało już
przetestowane, odpowiednio zaprogramowane i system jest sprawny.
Yuko Shiraishi – Interesujące, ale jakoś nie mogę powstrzymać się od ziewania.
(Zasłania usta.) Ciekawe dlaczego?
Czesław Kowalski – Mogę to rozwinąć. Bo ja właśnie dlatego uważam, że ten pomysł jest...
Yuko Shiraishi – Czesław.
Czesław Kowalski – Tak?
Yuko Shiraishi – Wystarczy. Teraz zanieś ten wydruk Hogańskiemu i Kowalskiemu przy stoliku komentatorskim. Niech się zapoznają.
Czesław Kowalski (zdziwiony) – Po co mam zanosić go osobiście? Wrzucę dokument na korporacyjny SharePoint EWF. Wszyscy zainteresowani będą mieli dostęp.
Yuko Shiraishi – Nie, nie, nie.
(Mruży oczy z lekką frustracją.) Tak się nie robi w erze personalnego kontaktu.
Czesław Kowalski – Erze personalnego kontaktu?
Yuko Shiraishi – Tak. Trzeba
okazywać prawdziwe emocje i uczucia. Mniej wirtualnych share-coś-tam w stosunkach
międzyludzkich. Można sharować, ale swoje uczucia, a najlepiej robić w
prawdziwym życiu, a nie online. Nie wstydźmy się bycia ludźmi,
rozumiesz?
(Nawet nie czeka aż odpowie.) Ale skoro nie chcesz, to ja się tam przebiegnę.
Czesław Kowalski – Pani komisarz, ja wcale...
Ale komisarz już go nie słucha. Otwiera paczkę.
Yuko Shiraishi – Ojej!
Wyciąga z pudełka parę nowych butów Nike Alphafly 3 (w wersji Orange Pulse Purple Dynasty Electric Green).
Yuko Shiraishi – Są śliczne!
(Chwilę je podziwia.) To co sztywniaki? Chcecie się ze mną przebiec po hali?
Ponury Grabarz – Od dwudziestu pięciu lat kuleję po kontuzji. Nie biegam.
Czesław Kowalski – Ja też właściwie nie biegam.
Yuko Shiraishi – W EWF wszyscy
powinni być fit. Czesław, powinieneś zapisać się na siłownię. Grabarz
da ci zniżkę, bo jest właścicielem całej sieci. Prawda?
Ponury Grabarz – GrabFit postawi na nogi każdego.
Yuko Shiraishi – No właśnie. Nie
możesz, Czesław, być takim...
(Spogląda na niego uważnie, a Czesław aż spuścił wzrok.) Takim jakim jesteś.
(Wzdycha.) Wprowadzę dla wszystkich testy
sprawnościowe. Ja na przykład chodziłam do liceum sportowego.
Czesław Kowalski – I jak było?
Yuko Shiraishi – Nudno.
W międzyczasie ściągnęła jeden
ze swoich wielgachnych butów i zakłada Nike Alphafly na stopę, po czym
spogląda na swoją długą spódnicę.
Yuko Shiraishi – Ale w tym przecież nie mogę biegać. Pójdę się przebrać. Gdzieś mam jakieś spodnie.
Czesław Kowalski – Pani komisarz potrzebuje lusterka?
Komisarz EWF zatrzymuje się i patrzy na niego z autentycznym zdziwieniem.
Yuko Shiraishi – Dlaczego nosisz ze sobą lusterko?
Jej asystent przez chwilę milczy.
Czesław Kowalski – Nieważne.
(Przerywa niezręczną chwilę ciszy.) Czy pani komisarz potrzebuje jakiejś pomocy?
Japonka odwraca się gwałtownie.
Yuko Shiraishi – W czym? W przebieraniu?
Czesław Kowalski – Nie, ja tylko...
Yuko zaczyna się śmiać.
Yuko Shiraishi – エッチ! / Ecchi!
Komisarz EWF znika za drzwiami swojego gabinetu, a Czesław zostaje przy biurku z wyraźnie zakłopotaną miną.
Czesław Kowalski – Co... co to znaczy?
Ponury Grabarz – Że jesteś zboczeńcem, ale nie martw się. Takim słodkim, niegroźnym.
Czesław Kowalski – Kiedy... ja wcale... nie to miałem na myśli.
Grabarz już go jednak nie słucha i nawet na niego nie patrzy. Czesław
po krótkiej chwili wraca do pracy, jakby nic się nie wydarzyło. My
natomiast wracamy na ring.
Tony Hogański – No popatrz Janku, to twoja wina.
Jan Kowalski – Co? Jaka znowu wina?
Tony Hogański – Gadałeś o jakichś
demonach i biedny Czesław zaczął zastanawiać się czy Yuko nie jest
czasem demonem. Naprawdę myślał, że ona nie ma odbicia w lustrze? Po to przyniósł lusterko?
Jan Kowalski – Nie sądziłem... nie to miałem na myśli...
Tony Hogański – Bo byłeś po prostu hejterem, prawda?
Jan Kowalski – Już mówiłem, że to nie tak.
Znów jesteśmy na zapleczu, no
bo gdzie możemy pojawiać się pomiędzy walkami? Spotykamy tu Yoshihito
Nabeshimę, który właśnie wyszedł ze swojej szatni. Jest sam. Tym razem
nie towarzyszy mu ani Chiaki ani Mitsuko. Ma prawo dołączyć do jakiejś
z walk albo zorganizować sobie swoją własną. Czy właśnie nadszedł ten
moment? Przez chwilę stoi nieruchomo, a potem rusza korytarzem. Robi
zaledwie kilka kroków, gdy zza zakrętu wyłania się Vaclav. Wróg Ludu
idzie powoli, z butelką Perły w dłoni. Jego twarz pozostaje całkowicie
pozbawiona emocji. Nagle rzuca butelkę pod nogi Japończyka. Szkło wręcz
eksploduje na podłodze, odłamki rozsypują się wokół butów Nabeshimy.
Japończyk zatrzymuje się i spogląda w dół.
Vaclav – Stój. Przekroczyłeś linię.
Nabeshima powoli podnosi wzrok, ale nic odpowiada.
Vaclav – Nie wiedziałeś? Od dzisiaj
jestem prawdziwym sędzią. Nie tylko walk. Będę sędziował całe twoje
życie. Ty nie nadajesz się na sędziego, ale ja? Ja jestem
arbitrem życia! Twojego życia.
Yoshihito Nabeshima (chłodno) – To znaczy?
Vaclav – Nic. Po prostu oceniam
sytuację. Wyszedłeś z szatni w sposób niedozwolony. Ominąłeś wyznaczoną
strefę. Wszedłeś na korytarz, którego nie miałeś prawa przekroczyć.
Wróg Ludu powoli wskazuje na rozbite szkło.
Vaclav – Dowód jest przed tobą.
Nabeshima spogląda na odłamki, potem ponownie na Vaclava.
Vaclav – Dyskwalifikacja.
Po tych słowach Mecenas Ekstremy spluwa na posadzkę i zapada cisza. Nabeshima przez kilka sekund patrzy mu prosto w oczy.
Vaclav – Wynik został przeze mnie zapisany. No i co tak milczysz? Boisz się?
Yoshihito Nabeshima – Vaclav...
nie myl mojego milczenia ze strachem. Ja po prostu nie odpowiadam
ludziom, którzy nie mają nic do powiedzenia poza własnym hałasem. Twoje
prowokacje, twoje małe przedstawienia, te wszystkie butelki, groźby i
śmieszne tytuły, które sam sobie nadajesz... pozostawiam tobie.
Człowiek może być nienawidzony i jednocześnie wielki. Kraven to
rozumiał. Szakal to rozumiał. Nawet Scyther, kiedy wzbudzał w ludziach
wściekłość, miał za sobą coś, czego nie można było mu odebrać - klasę
zawodnika. Ty masz tylko kolejne przekroczenie granicy, kolejne
świństwo, kolejny powód, żeby ludzie odwracali się od ciebie z
obrzydzeniem. Jesteś głośny, Vaclav. Jesteś rozpoznawalny. Ale
pomyliłeś rozpoznawalność z szacunkiem. Nazywasz siebie arbitrem życia.
To bardzo odpowiednie dla człowieka, który nigdy nie zdołał być jego
panem. Możesz dalej pić, brudzić się własnymi czynami i odgrywać swoją
małą rolę. Nie będę za tobą chodził. Nie będę odpowiadał na twoje
zaczepki. Nie będę nawet marnował gniewu na człowieka, którego sam
uważam za niewartego mojej uwagi. Dzisiaj jesteś dla mnie nikim. Ale
jeśli na następnej gali staniesz naprzeciwko mnie w ringu, na co bardzo
liczę, skończy się czas twoich słów i prowokacji. Nie będę cię obrażał.
Nie będę cię upokarzał. Po prostu wykonam swoją powinność. A po walce
po twoim „arbitrze życia” pozostanie tylko wrak człowieka leżący na
macie.
Po tych słowach Nabeshima ignoruje Mecenasa Ekstremy i odchodzi. Jego kroki powoli cichną w głębi
korytarza. Ani razu się nie odwraca. Vaclav pozostaje sam przy rozbitej
butelce. Patrzy za Japończykiem jeszcze przez chwilę, po czym opuszcza
wzrok na szkło.
Vaclav – Jeszcze zobaczymy.
Wracamy na ring.
Tony Hogański – A temu co się znowu w głowie przestawiło? Arbiter życia Nabeshimy?
Jan Kowalski – Vaclav od zawsze był znany ze swojej kreatywności.
Tony Hogański – Chyba do wymyślania co raz to nowych form obrzydliwości.
Nie ma co słuchać komentatorów,
bo czas na wycieczkę na zaplecze! Korytarze za kulisami są niemal
puste. To właśnie tutaj na jednym z korytarzy, powoli, bez pośpiechu, w
stronę wyjścia na arenę zmierza Maksymilian an-Nazira. Jego kroki są
spokojne i miarowe. Nie rozgląda się. Wie, że niedługo czeka go walka.
Maksymilian an-Nazira – Maksymilian
jest świetnie przygotowany. Maksymilian nie obawia się nikogo.
Maksymilian rzuci wyzwanie każdemu, kto stanie mu na drodze. Każdemu.
Nawet takiemu Nasowi.
Z głębi korytarza rozlega się ironiczny głos. Na jego drugim końcu stoi Sergiusz.
Sergiusz – Każdemu? Naprawdę?
Zawodnik o afgańskich
korzeniach zatrzymuje się i odwraca. Pan Milion Dolarów powoli odsuwa
się od ściany i rusza w jego stronę. Na jego twarzy pojawia się pewny
siebie uśmiech.
Maksymilian an-Nazira – Tak. Każdemu.
Sergiusz – Nienawidzę takich
słabych, dziwnych debiutantów jak ty. Jesteś jak Arek Kolano. Na
poprzedniej gali spuściłem Arkowi łomot i teraz zrobię dokładnie to
samo z tobą.
Książę Lewantu zatrzymuje się kilka kroków przed Maksem „+93”.
Sergiusz – I niech cię nie zmyli to,
że ja też w zasadzie to niedawno zadebiutowałem. Ja jestem debiutantem
wyższej ligi. Mam lepszy styl. Lepszą prezencję. Lepiej walczę. Kiedy
pojawiam się przed publicznością, wyglądam jak zawodnik. Ty i Arek
Kolano wyglądacie jak dziwadła, dla których nie powinno być miejsca w
polskim wrestlingu.
Syn Dwóch Światów patrzy na Buhaja-Sarmatę spokojnie.
Maksymilian an-Nazira – Może czas się przekonać.
Sergiusz momentalnie rusza z pięścią w stronę twarzy Maksymiliana. W tej samej chwili z boku kadru pojawia się Nas.
To wręcz filmowa scena, bo jego dłoń w zwolnionym tempie zatrzymuje
pięść Sergiusza dosłownie kilka centymetrów przed twarzą Maksymiliana. Zapada cisza. Nas stoi nieruchomo. Nie wygląda nawet na zaskoczonego. Po prostu trzyma pięść Sergiusza w otwartej dłoni.
Sergiusz (poirytowany) – Co...
Milion Dolarów szarpie rękę i natychmiast próbuje uderzyć drugą. Nas blokuje. Sergiusz próbuje ponownie. Nas znów blokuje.
Czwarty cios nadchodzi jeszcze szybciej. Tym razem Nas nie tylko
zatrzymuje pięść, ale odpycha ją z taką siłą, że Sergiusz zostaje
gwałtownie wyrzucony do tyłu. Oddycha ciężko, po czym spogląda na Nasa, jakby
dopiero teraz próbował zrozumieć, co właściwie się wydarzyło.
Sergiusz – Jaka siła…
Nas patrzy na niego spokojnie.
Widzimy również, że niedaleko stoi jego wspaniała małżonka Weronika
Passent, która z zachwytem kibicuje mężowi.
Weronika Passent – Tak jest, Nas! Dołóż mu! Temu drugiemu też, a co?
(Pokazuje palcem na Maksymiliana.) Bądź hojny w swojej przemocy!
Sergiusz – Po co się wtrącasz w nieswoje sprawy?
Nas – Za kilkanaście minut to właśnie ja będę walczył z Maksymilianem.
(Robi krok w stronę Sergiusza.)
Nie mam zamiaru walczyć z pobitym zawodnikiem. Nie mam zamiaru walczyć
z jakimś wybrakowanym towarem. Moje zwycięstwo musi być perfekcyjne.
(Nas zatrzymuje się przed nim.) Wręcz metafizyczne.
Weronika Passent – Ale mu powiedziałeś, Nas!
Nas – A ty właśnie się wtrącasz. I przeszkadzasz mi w tym.
Milion Dolarów zaciska pięści i podnosi wzrok.
Sergiusz – To może…
Nas – Nie. Odejdź, póki jestem
jeszcze miły, uprzejmy i się uśmiecham. Poczułeś to, prawda? Poczułeś
moją moc. To nie był trik. To nie była sztuczka. To była demonstracja
tego, co się dzieje, kiedy człowiek przestaje akceptować własne
ograniczenia. Kilka miesięcy temu wyruszyłem w Himalaje. Nie po to,
żeby robić sobie zdjęcia z mnichami. Nie po to, żeby zdobywać szczyty.
Pojechałem tam by odkryć tajemnicę.
Weronika Passent – Nas, Nas, to wtedy, gdy przywiozłeś mi takie fajne pamiątki, które zapewniają dobrą energię i karmę?
Nas – Tak, to było wtedy, ale nie
to było celem mojej wyprawy. Udałem się tam po rzeczy, których świat
zachodni nawet nie rozumie. Przez tygodnie finansowałem ekspedycję,
która przedzierała się przez miejsca, do których człowiek nie powinien
mieć dostępu. I w końcu znaleźliśmy ją. Phurbę Guru Rinpocze. Świętą
relikwię, ukrytą przed wiekami w kamiennej komnacie wysoko w górach.
Według legendy Guru Rinpocze używał jej, by ujarzmiać demony i
poskramiać siły, których zwykły człowiek nie był w stanie kontrolować.
Mówiono, że nikt, kto odnajdzie Phurbę, nie powinien jej dotknąć.
Weronika Passent – I co? I co?
Nas – Ja ją dotknąłem.
Weronika Passent – Mam nadzieję, że umyłeś później ręce.
Nas – Legenda nie kłamała. Nie
wróciłem z Himalajów z kolejnym drogim eksponatem do kolekcji antyków.
Wróciłem z czymś znacznie cenniejszym. Wróciłem z MOCĄ.
Weronika Passent – Dobrze, że
później wezwałam księdza by cię pokropił i okadził, bo wystarczy mi, że
co jakiś czas znajduję na chacie jakiegoś murzyna! Jeszcze tylko
demonów z Himlajów czy innych yeti by mi brakowało.
Nas – W tej chwili tylko ja
rozumiem to, czego najwyraźniej nie potrafi zrozumieć nikt w tym
budynku. Nie muszę już nikomu niczego udowadniać. Nie muszę udowadniać,
że jestem legendą. Nie muszę udowadniać, że potrafię walczyć. Nie muszę
nawet udowadniać, że zasługuję na EWF World Championship. Bo człowiek,
który naprawdę zasługuje na koronę, nie prosi o pozwolenie, żeby ją
założyć. I dlatego przyglądam się wam. Patrzę na tych wszystkich,
którzy ustawili się w kolejce. Na tych, którzy przez ostatnie miesiące
krzyczeli głośniej, niż walczyli. Na tych, którzy zbudowali sobie małe
imperia z kilku zwycięstw, kilku pochwał i jeszcze większego ego.
Patrzę na was i widzę ludzi, którzy pomylili chwilę z wiecznością.
Myślicie, że skoro dzisiaj siedzicie przy mistrzowskim stole, to
znaczy, że należycie do jego właścicieli. Nie. Siedzicie tam, bo
jeszcze nikt nie kazał wam wstać. Nie każdy, kto nosi pas, jest
mistrzem. Nie każdy, kto nazywa siebie przyszłością, dożyje chwili, w
której ta przyszłość nadejdzie. A wy wszyscy popełniliście jeszcze
jeden błąd. W ostatnich tygodniach przyzwyczailiście się do spokojnego
nasa. Do nasa, który obserwował, czekał i pozwalał wam mówić, ponieważ
wiedział, że wcześniej czy później i tak przyjdzie jego kolej. Cóż...
Skończyła się moja cierpliwość. Nie wróciłem, żeby stanąć na końcu
kolejki razem z kandydatami do EWF World Championship i cierpliwie
czekać, aż ktoś łaskawie uzna, że zasłużyłem na swoją szansę. Nie będę
próbował dopasować się do nowego EWF. A jeśli ktoś uważa, że
przesadzam... Proszę bardzo. Niech pierwszy spróbuje mnie zatrzymać. Bo
od dzisiaj nie interesuje mnie już to, kto jest przyszłością EWF.
Interesuje mnie wyłącznie to, kto będzie miał odwagę spojrzeć mi w
oczy, kiedy zrozumie, że jego przyszłość właśnie się skończyła. I tym
razem nie zamierzam być częścią historii EWF. Zamierzam być powodem,
dla którego będziecie musieli napisać ją od nowa.
Tymczasem Sergiusz robi dwa kroki tył.
Sergiusz – Czy... czy wy jesteście... normalni?
Nas – Chcesz się przekonać?
Maksymilian an-Nazira – Maksymilian dziękuje za pomoc, ale Maksymilian uważa, że czas spierdalać.
Nas – Bo czyż Afganistan nie był nazywany grobowcem imperiów?
Ale Maksymilian już nie odpowie. Maksymilian ewakuował się w lekkim zaniepokojeniu.
Sergiusz – Jeszcze się spotkamy.
Nas nie odpowiada tylko wybucha śmiechem, a Sergiusz oddala się.
Weronika Passent – Nas! To było super! Mieliśmy legendarne wejście, a teraz dałeś im popalić!
Nas – Chodźmy. Walka niedługo.
Wracamy na ring.
Jan Kowalski – Czy oni są normalni?
Tony Hogański – Ale o co ci chodzi?
Jan Kowalski – Co ten Nas wygaduje? O co mu chodzi? Jakie Himalaje? Jaka moc?
Tony Hogański – Więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie, niż się śniło waszym filozofom.
Nie czas jednak na filozoficzne rozważania, bo oto znów jesteśmy na zapleczu. Tym razem korytarzem hali idą Szakal i
Hania. Szakal coś mówi, a Hania słucha go z rękami w kieszeniach bluzy,
od czasu do czasu tylko kiwając głową.
Szakal – Z Bidamem i Franko nie
możesz walczyć tak, jakbyś miała naprzeciwko siebie dwóch osobnych
przeciwników. Sama słyszałaś ich głupie gadanie na poprzedniej gali:
Bidam i Franko, Franko i Bidam. Jak jedna drużyna. Jeden atakuje, drugi
odpoczywa, jeden odwraca uwagę, drugi atakuje. Musisz rozbić ich rytm.
Będą pewnie chcieli wyłączyć cię z gry, a później załatwić to między
sobą. Oni działają jak jeden organizm, musisz więc rozbić ich jedność.
Hania – Wiem.
Szakal – I pilnuj Franko. Bidam
będzie próbował kontrolować tempo, a Franko może pójść za ciosem.
Najważniejsze jest odcięcie ich od siebie. Jak rozdzielisz ich jedność,
masz połowę roboty z głowy. Najlepiej sprowokować Bidama do czegoś
nieprzewidywalnego. On ma trochę nie po kolei w głowie.
Hania – Moim celem są zwycięstwa.
Senator uśmiecha się po swojemu.
Szakal – Właśnie. Ja też zawsze
miałem taki cel. W 2001 roku zdobyłem EWF World title i już wtedy
wiedziałem, że mogę pokonać każdego. Później zdobyłem drugi w 2002
roku. To była już zupełnie inna historia. Komunizm, turniej na jednej gali,
Kraven, Wolf... człowiek nie miał czasu nawet porządnie odpocząć między
walkami. A wszystko było krwawe jak cholera. Wygrałem cały turniej i
zostałem mistrzem.
Hania – Mhm.
Szakal – A później obaliłem komunizm w EWF.
Pretendentka do EWF World Championship spogląda na dziadka z ukosa.
Hania – Nie było mnie jeszcze wtedy na świecie.
Szakal – Właśnie dlatego ci to opowiadam.
Wnuczka senatorska robi minę
jakby słyszała opowieść o tym jak jej dziadek obalił komunizm w EWF już
wielokrotnie. Przechodzą kilka metrów dalej. Szakal nagle zatrzymuje
się przy plakacie wiszącym na ścianie. Widzieliśmy już podobny na poprzedniej gali: „TERAPIA Z
PAPROTKĄ – ZNAJDŹ ODPOWIEDZI, KTÓRYCH NIE POTRAFIŁ DAĆ CI CZŁOWIEK!”, ale jest to jakaś jego zmodernizowana, nowa wersja.
Jeden z rogów plakatu odkleja się od ściany.
Szakal (wyraźnie oburzony) – Znowu kurwa.
Hania – Co?
Szakal – Taśma. Odkleja się.
Senator próbuje docisnąć plakat dłonią.
Szakal – Już nie robią takiej taśmy
jak kiedyś. Dawna taśma to była taśma. Człowiek przykleił, docisnął i
mogłeś nią przymocować pół szatni. Wilgoć, kurz, mróz, pot wrestlera...
nic jej nie ruszało. A teraz? Trzy dni i odpada. Za dużo technologii,
za dużo unijnych regulacji, a za mało kleju.
Hania – Dziadku…
Szakal – Nie, nie. To jest problem
systemowy. Jak to, że banki nie są polskie. Zawsze to w senacie
powtarzam, że sektor finansowy musi być w rękach krajowych, bo kapitał
jednak ma narodowość. Z taśmą klejącą jest tak samo. Kiedyś taśma miała
charakter.
Nagle zza zakrętu wybiega Yuko.
Pędzi korytarzem w legginsach, białej koszuli i luźno narzuconej
bluzie. Bluza nie jest z gatunku tych krótkich, więc zakrywa jej dupę, bo jak sama komisarz
wspomniała w jednym z wywiadów, nie ma powodu by starzy i młodzi faceci się na
nią patrzyli. Shiraishi-san ich niemal sprintem,
szeroko się uśmiechając.
Yuko Shiraishi – Hejka!
Komisarz EWF macha im ręką i biegnie dalej, znikając za kolejnym zakrętem.
Szakal (wygraża w stronę, gdzie zniknęła Yuko) – Gdzie są zasady BHP?! Nie wolno biegać po korytarzach! Jak ja byłem komisarzem, to był tutaj porządek!
Hania – Ona jest komisarzem.
Szakal – Tym gorzej dla EWF.
Wracamy na ring.
Tony Hogański – Lata mijają, a mistrz Szakal jak zawsze wspaniały.
Jan Kowalski – Nawet kiedy nie walczy?
Tony Hogański – On nie musi walczyć by być najlepszy. Wygrał wszystko, co miał wygrać.
Jan Kowalski – Zobaczymy jak pójdzie jego wnuczce. Hania już dziś stanie przed szansą na zdobycie EWF World title.
Tony Hogański – Na Krwawej Majówce
Hania pokonała Franko i została główną pretendentką do tego tytułu. Na
tej gali spodziewaliśmy się walki Hania kontra Psycho, ale wiemy, co
Psycho odjebał i mamy, to co mamy.
Jan Kowalski – Uważasz, że powinna dostać pas z automatu?
Tony Hogański – Kto to wie.
Jan Kowalski – Swoją drogą. Czy uważasz, że komisarz EWF powinna biegać po hali? Nawet Szakal zwrócił uwagę na zasady BHP.
Tony Hogański – Och Janku, przestań się jej czepiać, dobra? Jesteś nudny jak Czesław. Macie nudę chyba we krwi.
Nas vs Maksymilian an-Nazira
Jako pierwszy rozbrzmiewa
Rebūke – „Dystopia”. Światła gasną, pojawiają się pojedyncze błyski
białych reflektorów, a na FeliXtronie widać warszawskie bloki,
afgańskie góry i liczbę +93. Maksymilian an-Nazira wychodzi w czarnej,
rozpiętej bluzie bez rękawów. Wchodzi między liny, opiera się o
narożnik i czeka na przeciwnika.
Po chwili rozbrzmiewa Urszula –
„Malinowy król”. Theme nasa jak pamiętamy (albo i nie) zmienia się co
galę. Spod FeliXtronu wychodzi nas, a obok niego Weronika Passent,
znana także jako WAMP, dzielnie wspierająca męża. Były EWF FTW Champion
idzie spokojnie, nie spieszy się. Wchodzi na ring, rzuca krótkie
spojrzenie Maksymilianowi, potem Weronice, a następnie ustawia się w
narożniku.
Tony Hogański – A może byśmy tak kiedyś zorganizowali galę w Afganistanie?
Jan Kowalski – Ledwo
EWF wróciło, a ty już myślisz o galach zagranicznych? Rozkręćmy się
najpierw w Polsce, a później pomyślimy o innych rynkach.
Tony Hogański – Dobrze wspominam nasze wycieczki. Białoruś, Syria, Rosja, Irak, Iran, Izrael i wiele innych.
Jan Kowalski – Wymieniłeś
akurat takie, które z punktu widzenia bezpieczeństwa nie byłby
pierwszym wyborem, ale Afganistan świetnie by do nich pasował.
Dorzuciłbym Sudan, Somalię, Jemen i jakieś kraje afrykańskie.
Tony Hogański – Ach... człowiek aż się rozmarzył.
Sędzią jest Antoni Bryndza. Sprawdza obu zawodników, odsyła Weronikę
kawałek od lin i daje znak do rozpoczęcia walki. Gong! Maksymilian
zaczyna ostro. Od razu rusza na nasa, spycha go do narożnika i zasypuje
Body Shots Combination. Cios w korpus, drugi, trzeci, potem Forearm w
szczękę. Mąż Weroniki Passent próbuje się zasłonić, ale +93 nie daje mu
miejsca. Corner Clothesline! nas osuwa się w narożniku, a Maks odciąga
go na środek i wykonuje Belly-to-Belly Suplex.
Pin.....1...... nas wybija! Maksymilian
nie czeka. Podnosi go, wrzuca na liny i trafia Big Bootem. Były EWF FTW
Champion pada, a Weronika przy ringu od razu wygląda na oburzoną, jakby
jej mąż został zaatakowany bez zapowiedzi w walce, która właśnie polega
na atakowaniu. Maks idzie dalej. Podnosi nasa, próbuje Spinebustera,
ale nas blokuje, łapie go za głowę i odpowiada Jawbreakerem. Maks cofa
się o krok, lecz od razu wraca z Short-Arm Clotheslinem.
Pin.....1......2..... nas wybija!
+93 próbuje podnieść rywala pod Samoan Drop, ale nas zsuwa się za
plecy, kopie go w udo, potem w drugą nogę i trafia DDT. Maks uderza
głową o matę.
Pin.....1......2..... Maksymilian wybija! nas
od razu przechodzi do kontroli. Siada na plecach rywala i zakłada Camel
Clutch. Nie trzyma tego może jak podręcznikowy mistrz techniki, ale
ciągnie mocno i skutecznie. Antoni Bryndza pyta Maksa, czy się poddaje.
+93 odmawia i przesuwa się do lin. Łapie dolną linę, więc nas puszcza
przy czterech. Potem od razu kopie go w plecy i dokłada Knee Strike w
bok głowy. Maks próbuje wstać, ale mąż WAMP trafia go kombinacją kicków
i Leg Lariatem.
Pin.....1......2..... Maks wybija!
nas zaczyna walczyć po swojemu, czyli w sumie nie wiadomo jak, ale
chyba ważne, że skutecznie. Podnosi Maksymiliana i wykonuje German
Suplex. Nie mostkuje, tylko podnosi go ponownie i dokłada Neckbreaker.
Maksymilian próbuje odpowiedzieć ciosami w korpus, trafia raz, drugi,
ale nas przerywa mu Headbuttem. +93 zatacza się na liny. nas łapie go
przy powrocie i wykonuje Oklahoma Slam.
Pin.....1......2..... Maksymilian wybija!
Weronika krzyczy coś zza ringu, a były EWF FTW Champion tylko poprawia
pozycję i zakłada Single Leg Boston Crab. Maks ma problem, ale jest
blisko lin. Doczołguje się i znowu łapie dolną linę. Antoni Bryndza
każe puścić. nas puszcza, chociaż nie wygląda na zachwyconego, że
trzeba respektować takie drobiazgi jak przepisy.
Tony Hogański – Dalej, kończymy. To ma być szybkie EWF.
Jan Kowalski – Sam mnie oskarżasz o powtarzanie się, ale ty przy każdej walce gadasz to samo.
Tony Hogański – To nieprawda. Ja swoim komentarzem dyktuję tempo, a ty przynudzasz. To istotna różnica.
Maksymilian ma jeszcze jeden zryw. nas podnosi go i próbuje 99
Crushera, ale Syn Dwóch Światów blokuje, uderza łokciem, potem drugim,
odbija się od lin i trafia Running Bulldogiem! Obaj leżą chwilę na
macie. Maks wstaje pierwszy, łapie oddech i czeka, aż nas się
podniesie. Próba Kodu 93 [Stunner]! nas jednak odpycha go w ostatniej
chwili. Maks wraca od lin, a mąż Weroniki Passent trafia go mocnym
Spinebusterem. P
in.....1......2..... Maks wybija!
To już bardziej odruch niż realny powrót do walki. nas podnosi go,
trafia Back Chopem, potem kopnięciem w brzuch i wykonuje 99 Crusher.
Pin.....1......2..... Maksymilian jeszcze wybija! Weronika
przy ringu zaczyna bić brawo i krzyczeć do męża, żeby kończył. nas
podnosi Maksymiliana, który próbuje ostatnich Body Shotów, ale nie ma
już siły. Jeden cios w korpus, drugi, trzeci już nie trafia czysto.
Były EWF FTW Champion kopie go w kolano, potem w brzuch i ustawia do
swojej tajemniczej akcji. Rozpierdalający Wszystko i Wszystkich Cios
Zagłady i Absolutnej Śmierci! Wariant RWiWCZiAŚ tym razem wygląda jak
gwałtowne przejście z podcięcia i uchwytu za głowę w mocne wbicie
rywala plecami i karkiem o matę. Podobno fachowo można to nazwać jako
ussian Leg Sweep into Flatliner/Complete Shot. Maksymilian zostaje
złożony bez większych szans na reakcję. Weronika natychmiast zaczyna
krzyczeć przy ringu: „Rwiwczaś! Rwiwczaś! Rwiwczaś!” nas przypina
spokojnie, zaczepiając nogę Maksymiliana. Antoni Bryndza pada do
liczenia.
Pin.....1......2......3! (Zwycięzcą jest: nas!)
Jan Kowalski – Czyli w sumie bez zaskoczenia?
Tony Hogański – No raczej.
Maksymilian zaczął mocno, narzucił tempo i
przez pierwsze minuty wyglądało to jak naprawdę wyrównana walka.
Później było już gorzej i zakończyło się czyste zwycięstwo. Mąż WAMP
wstaje, Antoni Bryndza podnosi jego rękę. Wszyscy są zadowoleni, oprócz
Polaka o afgańskich korzeniach oczywiście. Przy dźwiękach„Malinowego króla” Nas i WAMP opuszczają ring.
Tony Hogański – Tak sobie myślę... wiesz Janku, to ty sprowadziłeś metafizykę do EWF.
Jan Kowalski – Ja? Przecież ja jestem tu najbardziej normalny.
Tony Hogański – Gadałeś o demonach i
sukkubach i wywołałeś ich z lasu. Mamy teraz Nasa i jego moc Himalajów. Do tego
przekonałeś też Czesława, że demony i wampiry istnieją. Ładnie to tak?
Jan Kowalski – Nie było to moją intencją.
Tony Hogański – Stalin też tak mówił.
Jesteśmy na zapleczu. Sergiusz spaceruje korytarzem
hali z wyraźnym zadowoleniem. Wprawdzie jego wcześniejsze spotkanie z
Nasem jakiś czas temu nie poszło tak, jak to sobie zaplanował, ale nie
było w sumie tak źle. Jest spokojny, pewny siebie. Co jakiś czas
spogląda na mijane drzwi szatni i plakaty EWF, jakby już wyobrażał
sobie swoje nazwisko obok największych gwiazd federacji. Na końcu
korytarza dostrzega Vaclava. Ten stoi samotnie przy ścianie, trzymając
w dłoni butelkę Perły. Kiedy zauważa Sergiusza, na jego twarzy pojawia
się powolny, złowrogi uśmiech.
Vaclav – Witam mojego sługusa-pomocnika z poprzedniej gali.
Sergiusz – Nie jestem twoim
pomocnikiem, a tym bardziej nie sługusem. Uwolniłem cię wtedy z litości. Po
prostu okazałem litość staremu, zniszczonemu życiem menelowi.
Wróg Ludu zaczyna się śmiać.
Otwiera butelkę Perły, spogląda na kapsel i bierze łyk. Kapslem
nonszalancko pstryka w stronę Sergiusza. Nie trafia w niego, ale upada
on u jego stóp.
Vaclav – Litość? Co to w ogóle za uczucie?
(Znów się śmieje.) A my w sumie dzisiaj to czasem nie walczymy?
Sergiusz – Walczymy.
(Spogląda na zegarek.) I to całkiem niedługo.
Vaclav – Tak? To ciekawe.
Mecenas Ekstremy opiera się plecami o ścianę i spokojnie pije piwko. Przez chwilę obserwuje Sergiusza w milczeniu.
Vaclav – Widziałem w EWF bardzo
wiele. Przeżyłem bardzo wiele. Wiem, jak ta federacja funkcjonuje.
Widziałem takich jak ty całe pokolenia. Młode wilczki. Pewne siebie.
Głośne. Przekonane, że wystarczy wejść tutaj, wygrać kilka walk i świat
sam otworzy przed nimi drzwi.
(Robi kolejny łyk.) Dlatego, jeśli mam być szczery, nie odróżniam cię specjalnie od Arka Śmietany czy Mirka Afgana.
Sergiusz – Arka Kolano i Maksymiliana an-Naziry.
Vaclav – Widzisz? Ty znasz ich
nazwiska, bo paplasz się z nimi w błocie debiutantów. Ja ich nie znam,
bo mam na nich wyjebane. To odróżnia takie gwiazdy jak ja, od takich
gości jak ty. Dla mnie to ten sam obraz. Kolejny młody człowiek
przekonany, że właśnie zaczyna się jego wielka historia.
Sergiusz – Jestem inny.
(Vaclav patrzy na niego uważnie znad butelki.) Przybyłem
tutaj wygrywać. Nie po to, żeby przez chwilę być kolejnym nazwiskiem na
karcie walk. Ty będziesz moją pierwszą wielką ofiarą. A później zdobędę
EWF World Championship.
Vaclav przez kilka sekund nic nie mówi. Potem spokojnie kiwa głową.
Vaclav – Może tak.
(Kolejny łyk.) A może i nie.
Sergiusz – Wątpisz we mnie?
Vaclav – Coś w tobie jest. Dlatego
jeszcze z tobą rozmawiam. Sam fakt, że stoję tutaj i poświęcam ci swój
czas, powinien być dla ciebie zaszczytem. Jestem Wrogiem Ludu. Wszyscy
mnie nienawidzą. Każdy, kto zna EWF, zna też mnie. Wie, co robiłem w
przeszłości. Wie do czego jestem zdolny. Jeżeli stoisz obok mnie, twoje
nazwisko zaczyna znaczyć więcej. Ludzie zaczną cię rozpoznawać. Zaczną
cię odróżniać od Arka Śmietany.
Sergiusz milczy.
Vaclav – Ale same deklaracje nie wystarczą. Opowiadanie wszystkim, jaki jesteś wspaniały, też nie wystarczy.
(Wróg Ludu odrywa się od ściany.) Mam dla ciebie robotę.
Sergiusz patrzy na niego uważniej.
Vaclav – Jeżeli jesteś zainteresowany.
Sergiusz – Przecież dzisiaj walczymy.
Vaclav – Dzisiaj walczymy. Jutro nie
musimy. Na poprzedniej gali zrobiłeś coś więcej niż tylko mnie
uwolniłeś. Otworzyłeś drzwi. Wyzwoliłeś demona. Zawarłeś pakt, nawet
jeśli jeszcze tego nie rozumiesz.
Sergiusz – Nie zawarłem z tobą żadnego paktu.
Vaclav – Cena paktu nie zależy od tego, czy pamiętasz moment, w którym go zawarłeś.
(Vaclav zatrzymuje się tuż przed Sergiuszem.)
Możesz sobie, Sergiuszku, zaplanować ścieżkę kariery. Możesz wyobrażać
sobie kolejne zwycięstwa, mistrzostwo, sławę, wszystko, czego
pragniesz. Możesz nawet uwierzyć, że sam decydujesz, dokąd zmierzasz.
(Mecenas Ekstremy spogląda mu prosto w oczy.) A ja tę ścieżkę przekreślę.
(Chwila ciszy.) Jestem arbitrem życia. Nie tylko arbitrem życia Nabeshimy. Również twojego.
(Pauza.) Co ty na to?
Co Sergiusz na to? Chyba się
nie dowiemy, bo realizator zdecydował, że to jest odpowiedni moment by
wrócić do naszych komentatorów.
Tony Hogański – Ostrzegałem Sergiusza, że nie ma zadawać się z Vaclavem.
Jan Kowalski – Może przyciąga go ten vaclavowski magnetyzm?
Tony Hogański – Chyba smród.
Jan Kowalski – Tony, przesadzasz. To był prostacki komentarz.
Tony Hogański – Przepraszam. Może przyciąga go alternatywny zapach fiołków i lilii, które wydobywają się z Vaclava. Lepiej?
Jan Kowalski – Lepiej. Uczepiłeś się przed laty tego Vaclava i nie możesz przestać. Może czas... zakopać topór wojenny?
Tony Hogański – Nigdy. To mój zdradziecki wychowanek. Zranił mnie głęboko.
Znów trafiamy za kulisy.
Korytarzem obok biura senatora Szakala powoli idzie Dobry Czech Honza.
Przed chwilą przegrał kolejną walkę z Arkiem Kolano. Pojedynek miał
odbudować jego karierę po powrocie do EWF, ale zamiast przełamania
przyniósł kolejną porażkę. Honza ma jeszcze na sobie ringowy strój, a w
ręku trzyma starannie złożony fartuch kucharski z Krecikiem. Zauważa go
stojący w drzwiach swojego biura senator Szakal.
Szakal – A ty coś taki kurwa smutny?
Dobry Czech Honza – Przegrałem.
Szakal – No i?
Dobry Czech Honza – Miało być lepiej. Mówili, że ta walka odbuduje moją karierę.
Szakal – I odbudowała?
Dobry Czech Honza – Nie.
Szakal – To chodź.
Dobry Czech Honza – Dokąd?
Senator bierze łyk kawy i wskazuje drzwi obok.
Szakal – Do Paprotki.
Honza spogląda na niewielką tabliczkę na drzwiach.
Dobry Czech Honza – Naprawdę?
Szakal – Naprawdę. Jedna sesja. Może ci coś podpowie.
Podopieczny SR-Crazy przez chwilę się waha.
Dobry Czech Honza – To chodźmy.
Czeski zawodnik chce otworzyć drzwi, ale Szakal zatrzymuje się.
Szakal – Gdzie się kurwa pakujesz z buciorami? Najpierw gotówka. Paprotka nie jest za darmo. No i z wycieraczki skorzystaj.
Szakal otworzył Dobremu Czechowi drzwi dopiero po tym, gdy ten wręczył mu kilka banknotów. Honza
wyciera buty na wycieraczce, po czym wchodzi do środka, a senator zamyka drzwi za nim. W gabinecie panuje
cisza. Za szybą, pod lampami i wśród aparatury stoi Paprotka. Honza
siada na krześle i przez dłuższą chwilę po prostu na nią patrzy.
Paprotka oczywiście nie reaguje.
Dobry Czech Honza – No dobrze.
Cisza.
Dobry Czech Honza – Przegrałem dzisiaj z Arkiem Kolano.
Paprotka milczy.
Dobry Czech Honza – Miałem wygrać. To miała być taka moja walka na odbudowanie kariery. Wiesz, jak to jest.
Paprotka nadal milczy.
Dobry Czech Honza – Chociaż właściwie nie wiesz.
Honza poprawia się na krześle.
Dobry Czech Honza –
I teraz nie wiem, co robić. Wróciłem do EWF, chciałem jeszcze coś
osiągnąć, a na razie przegrywam. Może powinienem dać sobie spokój z
wrestlingiem?
Żadnej reakcji. Honza patrzy na Paprotkę.
Dobry Czech Honza – Mogę wrócić do kuchni.
Cisza.
Dobry Czech Honza – Knedliki zawsze wychodziły mi dobrze.
Paprotka ani drgnie.
Dobry Czech Honza – Gulasz też.
Chwila ciszy.
Dobry Czech Honza – Mogę nawet otworzyć własną gospodę. Na Morawach. Dużo drewna, dobre piwo, knedliki, pieczona wieprzowina...
Wychowanek SR-Crazy'ego zaczyna się rozmarzać, ale po chwili wraca do rzeczywistości.
Dobry Czech Honza – Ale wtedy znowu nie będę wrestlerem.
Paprotka stoi dokładnie tak
samo.
Czech zerka na swoją lewą rękę. Przez moment ogląda miejsce, w którym
ponad dziesięć lat temu ugryzł go szop. Paprotka nie odpowiada. Czeski
zawodnik przez chwilę siedzi bez ruchu. W końcu wzdycha i wstaje.
Dobry Czech Honza – Dobra. Rozumiem.
(Stojąc blisko drzwi.) Ostatnie pytanie, okej?
Cisza.
Dobry Czech Honza – Czy Czechosłowacja jeszcze kiedyś powróci?
Cisza... a może... lekki szelest? Lekkie poruszenie się liści?
Dobry Czech Honza – Ay caramba... a więc to tak...
Podchodzi do drzwi, ale jeszcze raz odwraca się w stronę Paprotki.
Dobry Czech Honza – Dzięki.
Wychodzi. Senator Rzeczypospolitej Polskiej czekał na niego na korytarzu.
Szakal – I?
Dobry Czech Honza – Nic.
Szakal – Jak to kurwa nic?
Dobry Czech Honza – Nic nie powiedziała.
Senator spogląda na drzwi.
Szakal – Może nie miała nic do powiedzenia.
Dobry Czech Honza – Możliwe.
Dwukrotny EWF World Champion przez chwilę przygląda się Honzie.
Szakal – Nieważne. Najważniejsze, żebyś sam sobie kurwa odpowiedział, czego chcesz.
Dobry Czech Honza (kiwając głową) – To chyba dobry pomysł.
Szakal – No widzisz kurwa. Paprotka inspiruje.
Honza rusza korytarzem. Po kilku krokach zatrzymuje się i nie patrzy nawet na Szakala.
Szakal – Może powinienem zostać doradcą zawodowym dla byłych i upadłych wrestlerów? Będę im kurwa wymyślał nowe zawody.
Po tych słowach senator znika w
drzwiach swojego gabinetu. My wracamy do czeskiego miłośnika knedlików.
Honza przechodzi zaledwie kilka kroków, kiedy nagle drzwi znajdujące
się po jego prawej stronie otwierają się gwałtownie. Czyjaś ręka chwyta
go za ramię i niespodziewanie wciąga do środka.
Dobry Czech Honza – Hej! Co jest?!
Drzwi zatrzaskują się. Wracamy na ring.
Tony Hogański – Mistrz Szakal byłby
świetnym doradcą zawodowym. Mamy mnóstwo byłych wrestlerów, który na
pewno nie mogą sobie poradzić z własnym życiem.
Jan Kowalski – Czyli Paprotka pomogła Honzie?
Tony Hogański – Ja uważam, że nawet więcej. Paprotka pomoże w powrocie Czechosłowacji. Przewidziała jej powrót.
Jan Kowalski – Zauważyłeś, że Honza chyba znów przeżyje jakąś nieprzyjemną przygodę?
Tony Hogański – To tak nieszczęśliwy zawodnik, że nic mnie już nie zdziwi. Miejmy nadzieję, że ostatnia.
Czy tym razem trafimy na
zaplecze? Otóż nie! Niespodzianka! Jesteśmy na dachu bydgoskiej hali.
Dach hali jest niemal pusty, ale kogo możemy się tu spodziewać? Wiatr
lekko sobie wieje, poruszając luźnymi elementami konstrukcji i szarpiąc
czarnym skórzanym płaszczem stojącego przy krawędzi dachu Bidama. Ma on
na sobie przeciwsłoneczne okulary, choć jest ciemno i od dawna nie
widać słońca. Były EWF FTW Champion stoi nieruchomo, patrząc gdzieś w
dal. Po chwili na dach wychodzi Franko i zatrzymuje się kilka metrów od
niego.
Franko – O co chodzi? Dlaczego tu jesteśmy? Co to za strój? I po co ci okulary, skoro nie ma słońca?
Aktor znany z telenowel przez moment nie odpowiada. Wiatr podrywa połę jego płaszcza, a on nawet nie próbuje jej przytrzymać.
Bidam – Nowe EWF wymaga dynamicznego Bidama. Bidama dla Gen Z. Dlatego zaprosiłem cię tutaj. Potrzebowałem odpowiedniego klimatu.
W tej samej chwili gdzieś w oddali rozlega się przeciągłe, metaliczne wycie. Franko spogląda w stronę krawędzi dachu.
Franko – To Pies?
Bidam – Tak. Jest pełnia. Wyje do księżyca.
Rzeźnik podnosi wzrok. Nad nimi nie ma pełni. Niebo jest całkowicie zachmurzone.
Franko – Nie ma pełni.
Bidam – Dla klimatu załóżmy, że jest.
Bidamczyk zeskakuje z murku i staje naprzeciwko Franko. Wyjmuje ręce z kieszeni płaszcza.
Bidam – Wiesz, Franko… bo ja tak
sobie myślałem. Zdajesz sobie sprawę, że ja w sumie to mam w sumie
nieźle popieprzone w głowie. Trochę się maskuję, ale mówię to
całkowicie świadomie. Mogę zrobić wszystko, bo sam nigdy nie wiem,
kiedy jakaś klapka mi się przekręci. Nie ma ostrzeżenia. Nie ma
sygnału. Po prostu nagle coś przeskakuje i Bidam staje się kimś innym.
Franko – Wiem, że potrafisz działać impulsywnie. Ale nie oznacza to, że musisz działać przeciwko komuś, komu ufasz.
Nowosibirski spogląda na niego, po czym powoli odwraca głowę w stronę miasta.
Bidam – Teraz jesteśmy razem EWF Tag
Team Champami. Razem. Bidam i Franko. Franko i Bidam. I wszyscy chyba
się spodziewają, że to może nie potrwać długo. Bo jest coś, czego nie
możemy mieć obaj. EWF World Championship.
Franko – Obaj chcemy go zdobyć. To nie jest tajemnica.
Bidam – Właśnie. I dlatego zaczyna
się najciekawsze pytanie. Czy będziesz potrafił zaakceptować mój
sukces, jeżeli to ja będę mistrzem? Czy ja zaakceptuję twój? Czy
pewnego dnia jeden z nas odwróci się od drugiego? Czy wbiję ci sztylet
w plecy? Czy zaatakuję cię w jakimś zaułku, kiedy najmniej będziesz się
tego spodziewał?
Franko – Nie zakładam zdrady tylko dlatego, że mamy ten sam cel.
Bidamczyk zamyślił się i zrobił kilka powolnych kroków.
Bidam – Powiedz mi, Franko. Na ile dobrze mnie znasz?
Franko – Wystarczająco dobrze, żeby
wiedzieć, że jesteś ambitny. I wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że
nie wszystko, co mówisz, oznacza to, co zamierzasz zrobić.
Bidam (uśmiecha się lekko) – A czego się po mnie spodziewasz?
Franko – Tego, że będziesz walczył o
swoje. Tak samo jak ja będę walczył o swoje. Ale dopóki jesteśmy
drużyną, nie zamierzam traktować cię jak wroga.
W tym momencie w oddali ponownie odzywa się robo-pies, a jego mechaniczne wycie niesie się ponad dachami.
Bidam – Ja bardzo, bardzo, bardzo chcę zostać World Champem. I kiedy przyjdzie ten moment, nie wiem, ile będę gotów poświęcić.
Franko – Każdy ma swoją granicę.
Bidam patrzy na niego, a po
chwili zdejmuje przeciwsłoneczne okulary. Składa je i chowa do kieszeni
płaszcza. Następnie zdejmuje sam płaszcz i przewiesza go przez rękę. Podchodzi do Franko,
uśmiecha się i poklepuje go po plecach.
Bidam – Pozostańmy zatem przyjaciółmi. A jak przyjdzie czas… niech wygra lepszy.
Franko tylko kiwa głową. W tej
samej chwili zza betonowej ściany wychodzą muzycy z kapeli Bidama. Bez
słowa ustawiają się kilka metrów dalej i zaczynają skoczną, żywą
melodię. Gdzieś daleko ponownie rozlega się wycie Psa. Wracamy na ring.
Tony Hogański – Tyle lat minęło, a ja tego Bidama coś rozgryźć nie mogę.
Jan Kowalski – Ja w sumie też nie. Nikt chyba nie wie, co w tej jego głowie siedzi.
Tony Hogański – On sam chyba tego nawet nie wie.
Na jednym z bocznych korytarzy
hali Arek Kolano stoi z niewielką kamerką w ręku, gdy z przeciwnej
strony pojawia się Maksymilian an-Nazira. Wygląda na dość
poturbowanego. W sumie nic dziwnego, bo całkiem niedawno dostał po
głowie od Nasa. Obaj zawodnicy zatrzymują się na chwilę.
Arek Kolano – O, cześć. Jak tam? Doszedłeś już do siebie po ostatniej walce?
Maksymilian an-Nazira – Maksymilian
jeszcze to czuje, ale Maksymilian nie zamierza się nad sobą użalać.
Była walka, była porażka, są wnioski. Teraz trzeba iść dalej.
Arek Kolano – No i prawidłowo. Ja też ostatnio dostałem, ale przynajmniej mam z tego materiał. Chcesz wystąpić u mnie na kanale?
Maksymilian an-Nazira – Może kiedyś.
W tej samej chwili zza zakrętu
wybiega Yuko Shiraishi. Tak jak poprzednio, ma na sobie czarne legginsy, buty Nike, białą
koszulę i narzuconą na nią luźną bluzę. Przebiega obok nich, nie
zwracając na nich większej uwagi. Jej włosy swobodnie podskakują przy
każdym kroku, aż kilka pasm opada jej na twarz.
Yuko Shiraishi – Uff!
Komisarz EWF zwalnia,
zatrzymuje się przy ścianie i odgarnia włosy. Nagle rusza ponownie, ale
po kilku metrach zawraca, jakby o czymś sobie przypomniała. Przebiega z
powrotem, mija Arka i Maksymiliana, po czym dopiero wtedy znika za
kolejnym zakrętem.
Arek Kolano – O, Yuko. To może być dobry materiał na mój kanał. Będzie mnóstwo wyświetleń. Podejdę, zagadam.
Były siatkarz unosi kamerkę i robi krok w jej stronę. Maksymilian kładzie dłoń na jego ramieniu, powstrzymując go.
Maksymilian an-Nazira – Maksymilian by tego nie robił.
Arek Kolano (zatrzymał się zdziwiony) – Dlaczego?
Maksymilian an-Nazira – Maksymilian
radzi, żebyś odpuścił. Maksymilian widział, co się stało z Psycho po
spotkaniu z nią. Cała Polska widziała. Pewnych osób lepiej unikać dla
własnego dobra.
Arek spogląda w stronę, w którą pobiegła Yuko.
Arek Kolano – No dobra, ale ona wygląda całkiem niewinnie.
Maksymilian an-Nazira – Nie oceniaj ludzi po wyglądzie.
W oddali ponownie pojawia się
Yuko. Tym razem biegnie z przeciwnej strony. Na zakręcie niemal wpada
na wózek z ręcznikami, omija go w ostatniej chwili, śmieje się sama do
siebie i biegnie dalej.
Yuko Shiraishi – Haha!
Arkadiusz patrzy na nią, potem na Maksymiliana.
Arek Kolano – Dobra. Masz rację. Nie idę.
Maksymilian an-Nazira – Słuszna decyzja. Trzeba być sprytnym i używać mózgu.
(Tu Maksymilian pokazuje na swoją głowę.) Maksymilian właśnie dlatego jeszcze żyje.
Komisarz EWF znika za kolejnym
zakrętem, a po chwili z oddali ponownie słychać jej szybkie kroki. Arek
opuszcza kamerkę, a my wracamy na ring.
Tony Hogański – Po tym, co spotkało Psycho, to ja się wcale nie dziwię.
Jan Kowalski – Przecież ja też z nią rozmawiałem i nic mi się nie stało. To głupie. Władza powinna być blisko ludzi.
Tony Hogański – Może ludzie nie chcą być blisko władzy? Może tak będzie lepiej?
Jan Kowalski – No nie wiem. To czym ona się będzie zajmować?
Tony Hogański – EWF.
Jan Kowalski – Dużo
sensu było w twojej odpowiedzi, ale jeżeli uznać, że Yuko jest
ucieleśnieniem EWF, to znaczy, że będzie zajmować się sama sobą?
Tony Hogański – Kto wie. Może właśnie rozgryzłeś całą tą koncepcję. W nagrodę Berenika rozwali cię dronem.
Jan Kowalski – Tony, trochę powagi.
Special Guest Referee: Yoshihito Nabeshima
Vaclav vs Sergiusz
Jako pierwszy rozbrzmiewa
Zdzisława Sośnicka – „Aleja Gwiazd”. Spod FeliXtronu wychodzi Sergiusz
w markowym dresie i drogich sportowych butach. Obok niego oczywiście
Krzysztof Latkowski, który klaszcze, pokazuje na swojego podopiecznego
i tłumaczy publiczności, że patrzy na przyszłość wrestlingu. „Milion
dolarów” pręży mięśnie, pokazuje śnieżnobiałe zęby i rusza w stronę
ringu, nie zwracając większej uwagi na fanów. Wchodzi między liny i
czeka.
Po chwili rozbrzmiewa From
Today – „Demony”. Vaclav pojawia się tym razem spod FeliXtronu, a nie
przez trybuny. Czarna koszulka, glany, zły humor. Typowy Wróg Ludu
Idzie bez pośpiechu, przy ringu zatrzymuje się na moment i patrzy na
Sergiusza, potem na Latkowskiego, jakby obu miał ochotę od razu
uderzyć. Wchodzi na ring i staje w swoim narożniku.
Na końcu hala przygasa. Na
FeliXtronie pojawia się czarna tafla wody i spadające płatki wiśni.
Rozbrzmiewa Toma Otowa - „Oyuki”, a na arenę wychodzi Yoshihito
Nabeshima. Tym razem nie jako zawodnik, ale sędzia specjalny. Ma
prostą, czarną koszulę sędziowską z drobnym znakiem rodu, bez
przesadnych ozdób. Idzie spokojnie do ringu, wchodzi po schodkach i
staje między Sergiuszem a Vaclavem.
Tony Hogański – Liczę na niespodziankę!
Jan Kowalski – Tak?
Tony Hogański – Sergiusz dobry gość.
Ma dzisiaj szansę pokonać Vaclava. Czuję to. Internet też to czuje, cała
Bydgoszcz to czuje, cały świat to czuje i nie jest to wcale smród
Vaclava.
Jan Kowalski – Zobaczymy.
Vaclav od razu patrzy na Yoshihito Nabeshimę z niechęcią. Nabeshima nie
reaguje. Sprawdza obu zawodników, odsyła Latkowskiego od lin i jasno
pokazuje, że nie będzie tolerował numerów. Sergiusz coś jeszcze mówi
pod nosem, Vaclav prycha, Yoshihito daje znak. Gong! Początek jest
wyrównany. Sergiusz i Vaclav ruszają do zwarcia, ale żaden nie chce
odpuścić. Sergiusz ma więcej siły, Vaclav szybciej przechodzi do
techniki. Wróg Ludu schodzi pod ręką, łapie nadgarstek i od razu
zakłada Wrist Lock. Sergiusz krzywi się, ale przepycha go do lin.
Nabeshima każe puścić. Vaclav puszcza dopiero przy czterech, ale
jeszcze czysto. Drugie zwarcie. Sergiusz tym razem od razu trafia
kolanem w brzuch, potem mocnym Slapem w twarz. Vaclav cofa się o krok,
dotyka policzka i odpowiada kopnięciem w udo. Sergiusz rusza z Thrust
Kickiem, Vaclav robi unik i trafia STO! Vaclav od razu przechodzi do
Fujiwara Armbar, ale Milion dolarów szybko doczołguje się do lin.
Nabeshima każe puścić. Vaclav trzyma do czterech i dopiero wtedy
odchodzi. Sergiusz wstaje przy linach i od razu wraca do gry. Thrust
Kick w klatkę piersiową! Vaclav wpada w narożnik. Sergiusz dopada go i
zaczyna Corner Stomps. Kopnięcie w brzuch, drugie, trzecie. Nabeshima
odlicza, więc Sergiusz odchodzi przy czterech. Vaclav wychodzi z
narożnika, ale dostaje Belly to Belly Overhead Suplex.
Pin.....1......2..... Vaclav wybija! Sergiusz
podnosi go i próbuje Release Northern Lights Suplexa, ale Vaclav
blokuje, przechwytuje głowę i wykonuje Running Bulldog.
Pin.....1......2..... Sergiusz wybija!
Walka od początku idzie cios za cios. Żaden nie ma dłuższej przewagi.
Krzysztof Latkowski coś krzyczy spod ringu, ale Nabeshima od razu
odsyła go dalej, nawet nie podnosząc głosu. Vaclav zaczyna pracować nad
ręką. Kopnięcie w bark, Arm Wrench, potem próba Kimury przy linach.
Sergiusz wyrywa się i trafia łokciem w szczękę. Vaclav cofa się, ale
gdy Nabeshima sprawdza, czy z Latkowskim wszystko jest w porządku przy
apronie, Wróg Ludu od razu korzysta z okazji i wsadza Sergiuszowi swój
mroczny palec w oko. Krótko, szybko, bez ceremonii. Sergiusz zatacza
się, a Vaclav natychmiast dokłada Superkick.
Pin.....1......2..... Sergiusz wybija! Nabeshima patrzy uważnie na Vaclava, jakby coś podejrzewał, ale niczego nie widział. Vaclav rozkłada ręce.
Tony Hogański – Niewinny jak zawsze.
Jan Kowalski – Nie miej do niego takich pretensji. Zakopcie wreszcie topór wojenny.
Tony Hogański – Nigdy.
Jan Kowalski – Przecież nawet już nie pamiętasz o co poszło.
Tony Hogański – To nie ma żadnego znaczenia.
Sergiusz próbuje wrócić do walki. Vaclav chce wykonać The Poison
[Evenflow DDT], ale „Milion dolarów” blokuje, łapie go w pół i wykonuje
Spinning Spinebuster! Sergiusz zaczyna się nakręcać. Corner Arm
Wringer, potem mocny Forearm w plecy i Straight-Jacket Hangman’s
Neckbreaker!
Pin.....1......2..... Vaclav wybija!
Sergiusz podnosi go jeszcze raz, ale Vaclav nagle przechwytuje nogę i
zakłada Heel Hook. Nie jest to piękne, jest paskudne. Sergiusz od razu
krzyczy, bo Vaclav wykręca stopę i kolano pod złym kątem. Nabeshima
klęka blisko i pyta, czy się poddaje. Sergiusz odmawia, szarpie się, w
końcu łapie dolną linę. Yoshihito każe puścić. Vaclav znów trzyma do
czterech. Jeszcze sekunda i pewnie byłaby dyskwalifikacja. Wróg Ludu
ciągnie Sergiusza na środek i próbuje Bulldog Choke. Sergiusz jednak
nie daje się zamknąć. Wstaje z Vaclavem przyczepionym do pleców i rzuca
się tyłem w narożnik. Vaclav puszcza. Sergiusz od razu trafia Thrust
Kickiem, potem drugim, a następnie Belly to Back Facebusterem.
Pin.....1......2..... Vaclav wybija!
Krzysztof Latkowski wali ręką w apron, domagając się szybszego
liczenia, ale Nabeshima nawet na niego nie patrzy. Sergiusz podnosi
Vaclava i sygnalizuje Pozdrowienia z Wąbrzeźna. Zakłada Cobra Clutch,
ale Vaclav od razu cofa się do lin i łapie górną linę obiema rękami.
Nabeshima nakazuje przerwanie. Sergiusz puszcza, ale Vaclav przy
rozdzieleniu kopie go piętą w piszczel. Nabeshima widzi tylko końcówkę
ruchu, więc ostrzega Vaclava. Ten odpowiada mu spojrzeniem pełnym
miłości do instytucji arbitra, czyli żadnej. Sergiusz kuleje, ale idzie
do przodu. Vaclav próbuje kolejnego Superkicka, ale Sergiusz łapie nogę
i wykonuje Release Northern Lights Suplex! Vaclav ląduje twardo.
Sergiusz wstaje pierwszy, mimo bólu w nodze, bierze rozpęd i trafia
Diving Headbuttem z drugiej liny. Ryzykownie, głupio, ale skutecznie.
Pin.....1......2...... Vaclav wybija!
Sergiusz siada na macie i od razu poprawia włosy, jakby nawet w takiej
sytuacji musiał wyglądać drogo. Podnosi Vaclava, próbuje Buckle Bomb,
ale Vaclav zsuwa się za plecy i popycha go w narożnik. Sergiusz uderza
klatką o poduszki, cofa się, a Vaclav wykonuje The Poison [Evenflow
DDT]!
Pin.....1......2..... Sergiusz wybija!
Tony Hogański – Brawo Sergiusz! Pokaż tej wywłoce, gdzie raki zimują!
Jan Kowalski – Tony, odrobinę przesadzasz.
Tony Hogański – W stosunku do Vaclava przesadzić się nie da.
Vaclav łapie przeciwnika za głowę i próbuje Running Bulldog, ale
Sergiusz zatrzymuje się i wypycha go na liny. Vaclav wraca, a „Milion
dolarów” trafia go potężnym Clotheslinem. Potem Corner Stomps, jeden za
drugim, aż Nabeshima musi wejść między nich. Sergiusz odchodzi, ale
tylko na sekundę. Vaclav podnosi się przy linach, Sergiusz łapie go od
tyłu i wreszcie zapina Cobra Clutch. Vaclav próbuje się wyrwać, sięga
do twarzy rywala, szuka palców, nosa, czegokolwiek, ale Sergiusz trzyma
mocno. Cobra Clutch Backbreaker! Vaclav wygina się po zderzeniu z
kolanem, a Sergiusz nie puszcza. Wszyscy czują, że to może być koniec.
Sergiusz podnosi Vaclava jeszcze raz, nadal trzymając uchwyt. Jakoś tam
się szarpią, przerzucają i Sergiusz wykonuje na rywalu Double Arm DDT!
Vaclav leży na środku ringu. Sergiusz pada na niego.
Pin.....1......2...... Vaclav kładzie nogę na dolnej linie! Nabeshima
przerywa liczenie. To było blisko. Bardzo blisko. Sergiusz nie wierzy,
Latkowski też nie wierzy, publiczność reaguje głośno. Sergiusz podnosi
Vaclava, tym razem chyba szykuje się do wykonania swojej kończącej
akcji. Czy to będzie faktycznie koniec Wroga Ludu? Jednakże Vaclav
opada na matę i wytacza się pod dolną liną poza ring. Wygląda, jakby
uciekał tylko po to, żeby nie przegrać od razu. Sergiusz idzie za nim,
ale Nabeshima zatrzymuje go na moment i każe Vaclavowi wracać do ringu.
Yoshihito patrzy na Vaclava, Vaclav trzyma się przy barierce i udaje
bardziej rozbitego, niż jest. Sergiusz w końcu wychodzi za nim. To
błąd. Nabeshima odwraca się na moment do Latkowskiego, który znowu
podszedł za blisko apronu. I właśnie wtedy Vaclav sięga do spodni.
Kastet. Krótki błysk metalu. Sergiusz łapie go za głowę, chce wrzucić z
powrotem do ringu, ale Vaclav trafia go kastetem prosto w twarz! Jeden
cios. Sergiusz pada jak ścięty. Krew od razu pojawia się nad łukiem
brwiowym i zaczyna spływać po twarzy. Vaclav chowa kastet
błyskawicznie, zanim Nabeshima zdąży się odwrócić. Potem z trudem
podnosi zakrwawionego Sergiusza i wpycha go do ringu. Nabeshima patrzy
podejrzliwie. Widzi krew. Widzi nagłą zmianę sytuacji. Ale nie widział
ciosu. Vaclav nie przypina od razu. Dla niepoznaki podnosi Sergiusza,
kopie go w brzuch i wykonuje Otchłań Smutku [Michinoku Driver]!
Sergiusz uderza o matę, a krew zostawia ślad przy jego głowie. Vaclav
obraca go na plecy, zaczepia nogę i patrzy prosto na Nabeshimę.
Yoshihito klęka do liczenia, nadal z lodowatym spojrzeniem.
Pin.....1......2......3! (Zwycięzcą jest: Vaclav!)
Jan Kowalski – Koniec.
Tony Hogański – Ach... jaka szkoda. Niewiele zabrakło.
Vaclav puszcza nogę Sergiusza i od razu odsuwa się od ciała, jakby
wszystko było całkowicie normalne. Nabeshima nie podnosi jego ręki od
razu. Najpierw sprawdza twarz Sergiusza, potem patrzy na ranę, potem na
Vaclava. Wróg Ludu pokazuje na Michinoku Drivera i udaje, że to od
tego. Krzysztof Latkowski krzyczy przy ringu, że coś było nie tak, ale
nie ma dowodu. Nabeshima przez chwilę stoi naprzeciw Vaclava.
Podejrzewa. Wszyscy widzą, że podejrzewa. Ale nie może niczego
udowodnić. W końcu, bardzo niechętnie, podnosi rękę zwycięzcy. Vaclav
wyrywa ją po sekundzie, sam unosi ją wyżej i wychodzi poza ring z
paskudną satysfakcją. Sergiusz zostaje na macie, zakrwawiony, po walce,
którą miał już prawie wygraną.
Jan Kowalski – No
i tym sposobem walka Vaclava z Sergiuszem dobiegła końca po niezwykle
wyrównanym pojedynku. Vaclav chyba sam się zdziwił, że nie poszło mu
tak łatwo.
Tony Hogański – Pamiętasz opowieść jego akuszerki? Od momentu jego narodzin wszyscy są zdziwieni.
Jan Kowalski – Vaclav w zasadzie zwyciężył minimalnie, wykorzystując jeden moment nieuwagi przeciwnika. Nabeshima natomiast sędziował uczciwie.
Tony Hogański – Dobry gość z tego Yoshihito. Jest prawdziwym mieczem sprawiedliwości rozświetlającym mroki EWF.
Tymczasem na arenie publiczność natychmiast reaguje potężną falą
gwizdów. Wróg Ludu stoi jeszcze obok ringu, a po chwili wyciąga spod niego
butelkę Perły. Szybko ją otwiera i popija.
Jan Kowalski – Vaclav chyba w różnych miejscach hali rozstawił sobie zapasy Perły.
Tony Hogański – To jest przecież nałóg. Ile on tego wypija? Nawet kilkunastu minut nie może wytrzymać? Patrz jak łapczywie pochłania to piwsko.
Na ringu zakrwawiony Sergiusz podniósł się z maty, zmęczony i wyraźnie rozczarowany
porażką. Nabeshima zaczął zabierać się do opuszczenia ringu, gdy
znajdujący się poza ringiem Vaclav niespodziewanie sięgnął po mikrofon.
Vaclav – Nie tak szybko.
Gwizdy się wzmagają. Chyba nikt
nie chce słuchać Vaclava. Zarówno Nabeshima jak i Sergiusz zatrzymali
się i spojrzeli w jego stronę. W tym momencie światła w hali przygasły,
a FeliXtron rozbłysnął. Rozpoczął się dynamiczny materiał w stylu
TikTok-EWF: pionowy obraz, szybkie cięcia, krótkie przejścia i wielkie
napisy.
Najpierw pokazano Sergiusza
rozmawiającego z Mitsuko. Kolejne ujęcie przedstawiało pusty korytarz.
Następnie Vaclava przechodzącego przez boczne drzwi. Cięcie. Chiaki
idąca korytarzem. Cięcie. Puste miejsce.
Na ekranie pojawił się napis: ODWRÓCENIE UWAGI.
Następnie kilka błyskawicznych
ujęć Vaclava przemieszczającego się po zapleczu i drzwi prowadzących do
specjalnej sali treningowej.
Materiał zakończył się dwoma
obrazami - Honzą siedzącym pod ścianą oraz Chiaki znajdującą się w tym
samym pomieszczeniu. Wielki napis przeciął ekran: HONZA + CHIAKI.
Vaclav – Tego się nie spodziewałeś, co?
Twarz Nabeshimy jest spokojna. W jego spojrzeniu widać chłód.
Vaclav – No to co? Zmartwiony? Chyba najwyższy czas, żebyś dowiedział się, gdzie są twoi przyjaciele.
Nabeshima natychmiast spojrzał
na FeliXtron. Sergiusz również patrzył na ekran, ale jego twarz zaczęła
wyrażać coraz większe zdumienie.
Vaclav – Dobry Czech Honza.
Przyjaciel SR-Crazy'ego, a pamiętajmy, że SR-Crazy też jest twoim
przyjacielem, prawda? Tyle razy w przeszłości ratował cię z opresji?
Byłoby głupio... jakby coś się takiemu Honzie stało, prawda? Wiem, że
już to przerabialiśmy, ale ja lubię powtórki, w których mogę
sponiewierać swoje ofiary, opluć je, zdeptać, zniszczyć. Tak będzie z
Honzą, tak będzie z tobą. Możesz sobie uważać, że z z Honzą nic już cię nie łączy, ale serio? Co
powiesz Crazy'emu jak pociesznemu Czechowi przydarzy się jakiś mały
wypadek. Jak spojrzysz mu w oczy? No dalej pieprzony poważny milczku... gadaj mi to zaraz... co mu powiesz?
(Wybucha jakimś takim obleśnym śmiechem.) No, więc... gdzie jest to skrzyżowanie Krecika z Rumcajsem? No cóż, jest w
moich rękach. A razem z nim jest Chiaki.
Sergiusz (zdziwiony) – Co?
Wróg Ludu nawet na niego nie
spojrzał. Czyżby Sergiusz nie zdawał sobie sprawy w jakiego rodzaju
spisek się wpakował? Nie wiedział, że po Vaclavie można się wszystkiego
spodziewać? Sądząc po jego twarzy... chyba tak było.
Vaclav – Honza czeka w moim specjalnym pomieszczeniu treningowym. Chiaki również. Oboje są bezpieczni. Na razie.
Sergiusz – O czym ty mówisz?
Vaclav – O tym, że zrobiłeś dokładnie to, czego potrzebowałem.
Sergiusz – Ja tylko miałem porozmawiać z Mitsuko.
Vaclav (przedrzeźniając go) – Ja tylko... ja tylko... Powiedziałem ci przecież, że czy tego chciałeś czy nie, to zawarłeś ze mną pakt.
Na twarzy Sergiusza pojawiła
się wściekłość. Dopiero teraz zrozumiał, że przez cały czas był dla
Vaclava jedynie narzędziem. Nabeshima nie poświęcił mu jednak ani
jednego spojrzenia. Stał nieruchomo, obserwując Vaclava.
Vaclav – Nie martw się, Sergiuszku.
Nie jesteś porywaczem. Pomogłeś tylko odwrócić uwagę Mitsuko. To
wystarczyło.
(Wskazuje palcem na Nabeshimę.) A ty co tak cicho
siedzisz? Jakiś komentarz? Może wyrecytujesz nam jakiś wierszyk? Czy
jak nie ubierasz się w piżamkę, to wierszyków nie można opowiadać?
Haha.
Yoshihito Nabeshima – Czego chcesz od Honzy?
Vaclav – To samo, czego chcę od
ciebie. Chcę, żebyś podjął decyzję, a ja będę arbitrem twojego życia.
Nie martw się. Nie zamierzam skrzywdzić Chiaki. Nie mam w tym żadnego
interesu. Ale Honza... Honza będzie walczył z tobą. A ty go pokonasz.
Mocno. Tak mocno, jak wymagają tego zasady. Bo inaczej nie zobaczysz
Chiaki.
(Drapie się po głowie.) Swoją drogą... ciekawe, co z Mitsuko? Nie? Sergiuszku, dzięki za pomoc!
Sergiusz chyba nie lubi jak tak
z nim pogrywają, bo zdecydował się wyjść na ring. Wróg Ludu przewidział
jednak wszystko. Nie bez powodu jest jedną z najbardziej
znienawidzonych postaci w historii polskiego wrestlingu. Umie
przewidywać rozwój wypadków. Vaclav widząc go gwałtownie zamachnął się
i rozbił butelkę na głowie Sergiusza. Szkło rozprysło się po podłodze,
a Sergiusz osunął się na jedno kolano, kompletnie zaskoczony. Vaclav
pochylił się nad nim i spojrzał mu prosto w twarz, śmiejąc się cicho.
Vaclav – Nie zawieraj paktów z Vaclavem. Nigdy.
Yoshihito zrobił krok na ringu w stronę lin, ale Vaclav już się cofał w stronę wyjścia z areny. Wskazał na FeliXtron.
Vaclav – Moja sala treningowa. Honza. Chiaki. Tam mnie znajdziesz.
Nabeshima zatrzymał się.
Vaclav – Ale zanim przyjdziesz po nich... znajdź Mitsuko.
Wróg Ludu odwrócił się i ruszył
w stronę wyjścia. Kamera natychmiast skierowała się ku jednej z loży
VIP nad areną. Dopiero teraz widzowie zobaczyli Mitsuko zamkniętą za
szklanymi drzwiami. Stała przy wejściu i próbowała je otworzyć. Nikt
nie wiedział, kiedy i w jaki sposób znalazła się w środku. Kamera
wróciła na arenę. Sergiusz siedział przy ringu, oszołomiony i wściekły.
Nabeshima stał nieruchomo, patrząc w kierunku, w którym zniknął Vaclav.
Na FeliXtronie pojawił się ostatni obraz... ciemny korytarz prowadzący do sali treningowej.
HONZA
Cięcie.
CHIAKI
Cięcie.
NABESHIMA
Ekran zgasł.
Tony Hogański – Vaclav jest zdrowo pierdolnięty.
Jan Kowalski – Kto w EWF nie jest? Nie takie rzeczy widzieliśmy.
Tony Hogański – On przechodzi samego siebie.
W międzyczasie Yoshihito Nabeshima pośpiesznie, ale z niebywałą gracją,
ewakuował się z ringu. Sergiusz po jakimś czasie zrobił to samo.
Tony Hogański – Czyli czeka nas walka Japończyka z Czechem? To już było na poprzedniej gali.
Jan Kowalski – Może było, ale tym razem stawka jest inna.
Tony Hogański – Ale Vaclav wymyślił spisek...
Zostawmy Vaclava i jego spiski, bo oto znowu trafiamy na zaplecze! Nie, to jeszcze nie czas na walkę Yoshihito i Honzy. Korytarzem przemieszczają się Bidam i Franko. Nie idą
oczywiście sami. Już kilkanaście lat temu towarzyszyła im większa
ekipa, latka lecą, ale pewne nawyki pozostają. Przy nodze Bidama
maszeruje jego pies-robot, znany po prostu jako Pies, a kilka kroków za
nimi podąża cygańska kapela, której muzyka dziwnie dobrze zgrywa się z
rytmem ich marszu.
Franko – Musimy się skoncentrować. Niedługo walka. Każdy szczegół może mieć znaczenie.
Bidamczyk kiwa głową, ale po chwili zerka przez ramię na muzyków. Pstryka palcami.
Bidam – Panowie. Do sali treningowej Vaclava.
Kapela zatrzymuje się.
Bidam – Zagrajcie mu coś mrocznego.
Takiego naprawdę mrocznego. Może istnieje jakaś „Oda do śmieciarza"? On
nie lubi skocznych melodyjek, a tam za chwilę będzie się działo.
Muzycy wymieniają spojrzenia i ruszają w przeciwną stronę.
Franko – Dzisiaj w walce każdy liczy tylko na siebie.
Bidam – Wiem. Widziałeś jak Szakal
próbował nas rozgryźć? Chodzi za Hanią, daje jej rady, opowiada, jak
kiedyś wygrywał World title. Pewnie zaraz wyciągnie historię o tym, jak
sam obalił komunizm w EWF.
Franko – O tym chyba też gadał. Wiesz, czasem czuję jakbyśmy walczyli z Szakalem, a nie z nią.
Bidam – Albo z paprotką. No cóż, ja mam prostszy plan. Zaskoczę wszystkich.
(Bidamczyk zatrzymuje się i spogląda na Franko z szerokim, mongoidalnym uśmiechem.)
Najpierw rozwalę ciebie, sorry stary, ale tak trzeba. Tak ci dołożę, że
jutro i pojutrze nie będziesz mógł siedzieć. A później zajmę się Hanią
i zostanę World Champem.
(Franko patrzy na niego spokojnie.) To nic osobistego.
Franko – Rozumiem. Na ringu niech wygra najlepszy i najtwardszy zawodnik.
W tej chwili z przeciwległego końca korytarza dobiega szybki tupot.
Yuko Shiraishi wpada w kadr jak pocisk. Biegnie środkiem korytarza. Jej długie rozwiane włosy, zaczynają jej zawadzać.
Yuko próbuje ominąć muzyka z kapeli.
Nie udaje się.
Wpada prosto na niego.
Cygański muzyk robi dwa
chaotyczne obroty, Yuko odbija się od niego, a instrument niemal wypada
mu z rąk. Ostatecznie to cygan ląduje na podłodze, podczas gdy Yuko
utrzymuje równowagę i przez moment stoi z rękami uniesionymi jak
gimnastyczka po udanym lądowaniu.
Yuko Shiraishi – Ojej!
Komisarz EWF poprawia bluzę i szybko zgarnia włosy. Dopiero wtedy zauważa Bidama i Franko.
Yuko Shiraishi – O! Ja was kojarzę!
Bidam – Serio?
Yuko Shiraishi – Jesteście znajomymi Bereniki.
(Pauza.) Boicie się mojej siostry?
Franko – Nie.
Bidam – Tak.
Dziewczyna przez chwilę patrzy
na nich, po czym wybucha śmiechem. Podchodzi bliżej Bidama, ręce ma założone za plecami i przygląda
mu się z zainteresowaniem. Pies widząc Yuko dziwnie zapiszczał.
Yuko Shiraishi – Ty masz dobre ruchy. Naprawdę. Widać styl, nieprzewidywalność i charyzmę. Duży potencjał.
Bidam – Dziękuję.
Japonka robi krok w bok i zaczyna analizować Franko.
Yuko Shiraishi – A ty...
(Rzeźnik czeka na jej komentarz.) Jesteś okej.
Franko – Okej? Po prostu okej?
Yuko Shiraishi – Duży. Solidny. Poważny. Content dla widowni 40+, ale takich widzów też potrzebujemy. Wiesz, trochę jesteś za wolny.
Franko – Co w tym złego?
Komisarz robi bardzo poważną minę.
Yuko Shiraishi – Montaż.
Bidam słysząc to parsknął śmiechem.
Yuko Shiraishi – Naprawdę. Wiesz jak
trudno montuje się z tobą dobre filmiki? Ile czasu trzeba w nie włożyć?
Żebyś jako-tako się prezentował dla współczesnej widowni, to trzeba cię
przyspieszać. Ale jak się ciebie za bardzo przyśpieszy, to wszyscy inni
zaczynają wyglądać, jakby biegali w trybie turbo. Potem trzeba wszystko
poprawiać.
Franko – Czyli mam problem, bo jestem za wolny do TikToka?
Yuko Shiraishi – Trochę.
Bidam – Zawsze ci mówiłem, że musisz pracować nad motoryką.
Franko – Zapamiętam.
Komisarz EWF uśmiecha się niewinnie.
Yuko Shiraishi – Ja jestem szybka.
I zanim ktokolwiek zdąży odpowiedzieć, odwraca się i rusza sprintem.
Yuko Shiraishi – Pa!
Bidam – Ej! Gonimy ją? Nie martw się Franko, jak zostaniesz w tyle, to przyśpieszymy cię w postprodukcji.
Bidamczyk natychmiast wchodzi w tryb jakby sam miał wystartować. Patrzy też na swojego psa.
Bidam – Piesku! Biegniemy!
Franko – Zostaw ją.
Bidam (zdziwiony) – Co? Dlaczego?
Franko – W pewne rzeczy lepiej się nie angażować.
Bidam – Przecież tylko ją dogonię.
Nowosibirski odwraca do Psa.
Bidam – Piesku! Biegniemy za nią! Zobaczymy, kto jest szybszy! My czy ona?
Pies nie reaguje.
Bidam – Pies?
Cisza.
Bidam podchodzi bliżej. Na ekranie głowy robota pojawia się komunikat:
ERROR 5653Y
Don Bidamo aż zamiera.
Bidam – O nie.
(Pochyla się nad nim.) Piesku?
Nic. Brak odpowiedzi.
Bidam – Co się stało?
Rzeźnik wyciąga telefon i zaczyna chyba przeglądać instrukcję obsługi.
Franko – Mam, znalazłem ten błąd, ale nie wiem, co to znaczy.
Bidam – Jak to?
Franko – Jego wyjaśnienie jest w tajnym aneksie.
Bidam – Jakim znowu tajnym aneksie?!
Franko – Systemy bezpieczeństwa. Najwyższa klauzula poufności.
Bidam – Nie...
Wtedy z głębi korytarza wracają
cygańscy muzycy. Jednak nie dotarli do szatni Vaclava... albo może
dotarli i zostali przegonieni, a może wcale nie chcieli tam iść... no
bo kto przy zdrowych zmysłach chciałby udawać się do leża Vaclava?
Jeden z cygańskich muzyków podnosi skrzypce. Rozlega
się powolny, przesadnie dramatyczny marsz żałobny.
Bidam – Nie! Nie grajcie tego!
Muzyka staje się jeszcze bardziej ponura. Bidam klęka przy Psie.
Bidam – Byłeś ze mną na Krwawej
Majówce. Byłeś przy mnie na Wrestlepaloozie w Łodzi. Mieszkałeś razem
ze mną. Wyłeś codziennie na tarasie. Razem przeszliśmy przez tyle
rzeczy...
Rzeźnik spogląda na niego z boku.
Franko – Przypominam tylko, że to robot.
Bidam – Może dla ciebie.
Nagle ekran Psa gaśnie. Muzyka urywa się w połowie nuty. Sekunda absolutnej ciszy. Pies podnosi głowę.
Na ekranie pojawia się napis: SYSTEM RESTORED.
Robot robi jeden krok. Bidam patrzy na niego szeroko otwartymi oczami. Drugi krok.
Bidam – Ty żyjesz!
Pies wydaje krótkie elektroniczne szczeknięcie. Bidamczyk podrywa się i zaczyna skakać z radości.
Bidam – Żyjesz! Wiedziałem! Wiedziałem, że dasz radę!
Kapela natychmiast porzuca
marsz żałobny i przechodzi w skoczną melodię. Bidam obejmuje Psa za
szyję. Franko patrzy na nich przez chwilę, po czym tylko kręci głową.
Franko – Mieliśmy się skoncentrować przed walką. Mamy dziś main-event o EWF World Championship. Pamiętasz?
Bidam – I jesteśmy skoncentrowani. Na zwycięstwie!
Franko – Zastosuję twoją taktykę, wiesz? Najpierw spuszczę ci solidny łomot, a później rozprawię się z Hanią.
Bidam – Zapraszam.
Po tych słowach wracamy na ring.
Jan Kowalski – Czyli
jednak ten robot-pies może się popsuć? Zawiesić? Czy to symbolizuje
kruchość EWF? Niby fajnie, ale w każdym momencie możemy upaść?
Tony Hogański – Nie sądzę. Mam ci to przeanalizować?
Jan Kowalski – Poproszę.
Tony Hogański – Zróbmy to w stylu TikTok-EWF albo Gen Z-EWF. Podoba mi się dynamika takich filmików.
(Toster mówi do słuchawki.) Kamera
na mnie, maksymalne zbliżenie.
No i niech ktoś na żywo w produkcji coś dodaje, no wiecie. Ile czasu
potrzebujecie? Pięć minut? No dobra, nagramy to w międzyczasie. Na
zapleczu na pewno w tej chwili dzieje się coś ciekawego. Prawda, Janku?
Jan Kowalski – Na zapleczu zawsze dzieje się coś ciekawego.
Zgodnie ze słowami Kowalskiego, na zapleczu faktycznie dzieje się coś ciekawego! W
szatni Nas siedzi wygodnie na kanapie, z nogami wyciągniętymi przed
siebie. W rękach trzyma grubą gazetę biznesową, której kolejne strony
są pełne wykresów, tabel i nagłówków dotyczących afrykańskich rynków.
Weronika Passent siedzi obok, ale jej uwaga jest całkowicie pochłonięta
telefonem. Nas przewraca stronę i nagle marszczy brwi.
Nas – Ghana plus siedemdziesiąt jeden procent od początku roku.
Siedemdziesiąt jeden. Lagos ponad pięćdziesiąt dwa procent. Abidżan pięćdziesiąt
trzy. A Johannesburg ledwo ponad pół procenta. No proszę, RPA śpi, a
reszta Afryki robi sobie hossę.
Weronika Passent – Byliśmy kiedyś
w RPA, ale nie podobało mi się, bo dostałeś niezły wycisk. Później
miesiącami musiałam cię leczyć jak doktor House.
Nas – Nie mówmy o tym.
WAMP nawet nie podnosi wzroku znad telefonu. Nas czyta dalej, coraz bardziej zainteresowany.
Nas – I jeszcze Ghana. Cedi znowu pod presją. Bank centralny miał
aukcję, popyt na dolary wyniósł trzysta dziewięćdziesiąt dziewięć
milionów, a zaoferowali tylko sto dwadzieścia pięć. To jest dopiero
kolejka po dolary.
Weronika Passent – Mhm. Tak, kolejka jak na otwarcie nowego sklepu Victoria's Secret.
Nas – Zambia też ciekawa. Kwacha trzyma się dzięki miedzi.
Weronika Passent (zdziwiona) – Kto? Wujek Olek?
Nas – Nie, to tamtejsza waluta nazywa się Kwacha.
Weronika Passent – Śmiesznie nawet.
WAMP wydaje z siebie ciche „hi-hi", po czym znowu przesuwa palcem po ekranie.
Weronika Passent – O! Nas! Nas! Zobacz, zobacz. Ta aktorka znowu się pokłóciła z własną stylistką.
Nas – Nie interesuje mnie stylistka.
Weronika Passent (z oburzoną miną w stylu „coś ty powiedział?") – Ale to jest duży skandal. Ja znam tą stylistkę, ale nigdy się z nią nie kłóciłam, bo ja nie mam konfliktowej natury.
Nas – Ghana ma siedemdziesiąt jeden procent. To jest niezły biznes. Muszę sprawdzić moje aktywa.
Weronika Passent – No, ja jestem bardzo aktywna, ale słuchaj, bo ona powiedziała, że stylistka ukradła jej pomysł na sukienkę.
Zrezygnowany Nas powoli opuszcza gazetę i patrzy na żonę.
Nas – To faktycznie brzmi poważnie.
WAMP wraca do telefonu, ale po chwili znowu coś znajduje.
Weronika Passent – Nie wierzę! Ten piosenkarz rozstał się z dziewczyną po trzech latach.
Nas – Dlaczego?
Weronika Passent – Nie wiadomo. Ale wszyscy wiedzą.
Nas – To jak wszyscy wiedzą, to po co jest artykuł?
Weronika Passent – Żeby powiedzieć, że wszyscy wiedzą. Jak ty się nie znasz na prasie.
Nas – Jestem pewien, że nawet jestem właścicielem jakiegoś organu prasowego, pewnie lokalnego. W Polsce albo w Zimbabwe.
Weronika Passent – Nas, ty znowu o tej Afryce. Jest okej, dobra? W Afryce wiercimy studnie i to wystarczy.
Nas wzdycha i ponownie wraca do gazety. Przez kilka minut w szatni
słychać tylko szelest papieru i przesuwanie palca po ekranie telefonu.
W końcu Weronika odkłada telefon na kolana i rozgląda się po
pomieszczeniu, jakby dopiero teraz zauważyła, że od dłuższego czasu nic
się nie dzieje.
Weronika Passent – Nas... Wiesz co?
Nas – Co?
Weronika Passent – Jakoś inaczej jest teraz w EWF.
Były EWF FTW Champion składa gazetę, ale nadal trzyma ją w dłoniach.
Nas – Co masz na myśli?
Weronika Passent – No… tak nic się nie dzieje. Mamy mocne wjazdy, a to
helikopter, a to elektryczna kareta, koniki, no robimy te wielkie wejścia, koncerty
na żywo, tancerze, światła, zamieszanie… a później? Napięcie spada.
Cisza. Siedzimy tutaj i tyle.
Nas – Nie do końca. Spotkaliśmy po drodze mojego przeciwnika, potężnego metafizycznego
Afgana, który może jest nadzieją polskiej lewicy jakby był Duńczykiem. Do tego ten jakiś-tam przybłęda chciał
uszkodzić go przed walką, więc przeszkodziłem mu. Przy okazji zdradziłem
swój himalajski sekret i objawiłem swą moc, dokonując przemienienia. To mało?
Weronika Passent – No, ale teraz siedzimy znowu tutaj.
(Rozgląda się po szatni.) Czy ja mogę być
zamknięta w czterech ścianach? Czy powinnam? A kiedyś wszędzie mnie
było pełno. Zawsze coś w tym EWF robiłam, chodziłam, załatwiałam, rozmawiałam,
ktoś mnie gonił, ja kogoś goniłam… A teraz co? Będziemy się tak byczyć
w szatni czy co? Możemy zrobić coś ważnego! Poróbmy coś, dobra?
Nas – Co?
Weronika Passent – Chodźmy poszukać tego gościa, który jedenaście lat
temu zniszczył mi łuk do kyudo. Pamiętasz? Mówiłam o tym ostatnio.
Nas – I co chcesz zrobić, jak go znajdziemy?
Weronika Passent – Nie wiem. Możemy zapytać, dlaczego to zrobił. A jak
nie będzie chciał odpowiedzieć, to przynajmniej będziemy mieli akcję.
Nas – W sumie możemy.
Weronika Passent – Nas, ale ty wiesz, kto to był? Bo ja zapomniałam.
Nas – Może wiem...
Weronika Passent (z miną jakby dostała olśnienia) –
A już kumam! Ty wiesz, ale nie powiesz, bo testujesz moje zdolności
detektywistyczne, tak? Czy mam umiejętności dedukcji. Dajesz mi wędkę,
żebym sama złapała rybę. Ale dobrze to zczaiłam!
Nas – Tak Miley, właśnie tak.
Weronika Passent – Super! Wreszcie coś robimy! Może będzie jakaś akcja, jakieś
emocje, może ktoś zacznie uciekać, może my będziemy uciekać… może nawet
znajdziemy tego człowieka!
Nas – A jak nie znajdziemy?
Weronika Passent – To znajdziemy kogoś innego.
Nas – Kogo?
WAMP przez moment zastanawia się bardzo poważnie.
Weronika Passent – Nie wiem. Ale ważne, żeby był winny czegoś ciekawego. Czuję, że dzisiaj jestem na tropie.
WAMP wstaje, chwyta męża za rękę i zaczyna ciągnąć w stronę drzwi.
Weronika Passent – Chodź, Nas. Koniec siedzenia.
Drzwi szatni zamykają się za nimi. Na kanapie zostaje otwarta gazeta
Tony Hogański – Uwielbiam ich.
Jan Kowalski – Może
Weronika ma trochę racji. Może faktycznie Nas powinien wziąć się do
roboty. Czy wrestling jest tylko dodatkiem do jego życia?
Tony Hogański – Nie mam pojęcia czy ty mówisz teraz serio czy nie.
Jan Kowalski – No,
ale zobacz. Czy oni są w zasadzie realistyczni? Weronika tu opowiada o
rozwodach i rozstaniach, ale jak na celebrycką parę... to ich związek
trwa już kilkanaście lat. To się w show-biznesie nie zdarza.
Tony Hogański – Jak ty nic nie
rozumiesz Janku. To jest już zupełnie inny pułap. Bo czy Jolanta
Pieńkowska rozstała się z Leszkiem Czarneckim? Otóż nie, bo Lista
najbogatszych Polaków Wprost lub Forbes'a daje zupełnie inną
perspektywę. Majątek zniechęca do rozstań.
Jan Kowalski – Słusznie. Masz rację. Nie pomyślałem o tym.
Tony Hogański – Nie pierwszy raz.
Jan Kowalski – No
to kiedy będzie ten twój materiał w stylu Gen Z? Przyznam, bo przecież
siedziałem obok i wszystko słyszałem, że twoja teoria jest ciekawa.
Tony Hogański – Teraz, zaczynamy! Toster wchodzi w epokę dynamicznych filmików dla Gen Z!
Czarne tło. Dynamiczna muzyka. Pojawia się napis:
„CO NAPRAWDĘ STAŁO SIĘ Z PSEM?”
Obraz natychmiast przechodzi w
pionowy format. Dynamiczne cięcie. Tony Hogański siedzi przy stanowisku
komentatorskim, a kamera robi gwałtowne zbliżenie na jego twarz. W
prawym górnym rogu pojawia się napis:
🚨 ANALIZA PIES-AI 🚨
Pod spodem mniejszy:
„To nie była awaria.”
Toster patrzy prosto w obiektyw.
Tony Hogański – Pies nie zepsuł się przypadkowo. On rozpoznał Yuko Shiraishi.
Cięcie. Powtórka momentu, w
którym Yuko podchodzi do Bidama. Zatrzymanie obrazu dokładnie w chwili,
gdy Pies wydaje charakterystyczne elektroniczne piszczenie. Na ekranie
pojawia się czerwone kółko wokół robota.
Tony Hogański – Pies przeskanował Yuko. Rozpoznał ją jako członka rodziny właścicielskiej Aetherath Group.
Szybkie przejście. Grafika stylizowana na schemat systemu bezpieczeństwa:
AETHERATH GROUP
↓
BERENIKA MARTINEZ
↓
YUKO SHIRAISHI
Toster pojawia się ponownie.
Tony Hogański – Moim zdaniem
wszystkie produkty Aetherath Group mają podstawową zasadę
bezpieczeństwa. Nie mogą zostać użyte przeciwko właścicielom korporacji
ani osobom, które system rozpoznał jako objęte ochroną właścicielską.
Cięcie na Psa. Zbliżenie na jego ekran.
ERROR 5653Y
Wokół komunikatu zaczynają pojawiać się kolejne napisy:
TARGET: YUKO SHIRAISHI
ACTION: PROHIBITED
INTERACTION: PROHIBITED
Tony Hogański – Bidam mówi: „Piesku,
biegniemy!”. A system odpowiada: „Nie mogę”. Bidam mówi: „Pies?”.
System odpowiada: „Nie mogę”. Yuko jest dla tego urządzenia kimś,
przeciwko komu nie może wykonać absolutnie żadnej czynności.
Kolejne szybkie cięcie pokazuje Yuko oddalającą się korytarzem. Następnie Psa stojącego nieruchomo. Napis:
WAITING FOR TARGET TO LEAVE
Tony Hogański – I dlatego Pies się
wyłączył. Nie zawiesił się. System po prostu wszedł w tryb ochronny i
czekał, aż Yuko znajdzie się poza jego bezpośrednim zakresem działania.
Dlatego też w instrukcji obsługi nie było opisu, co oznacza ten błąd.
Jest on objęty klauzulą tajności.
Nagle pojawia się kolejna grafika, tym razem jeszcze bardziej dramatyczna:
ALE TO NIE WSZYSTKO.
Muzyka przyspiesza.
Tony Hogański – Jest jeszcze jedna rzecz, której Bidam prawdopodobnie nie wie.
(Toster z gracją zakłada okulary przeciwsłoneczne.) Ale wujek Tony z chęcią go uświadomi.
Cięcie na Bidama obejmującego Psa.
Na ekranie pojawia się:
BIDAM: „MÓJ PIES”
Obraz natychmiast się przecina.
SYSTEM: „NIE DO KOŃCA.”
Toster patrzy bardzo poważnie w kamerę.
Tony Hogański – Bidam może być jego
właścicielem użytkowym. Może go mieszkać z nim, chodzić na spacery,
trzymać na teresie, zabierać go na gale i wołać „Piesku”. Ale nad nim
istnieje nadrzędny poziom kontroli korporacyjnej.
Schemat:
BIDAM
↓
PIES 🤖🐕
↑
AETHERATH GROUP
Po chwili nad schematem pojawia się jeszcze jedno nazwisko:
YUKO SHIRAISHI
Muzyka robi się znów dynamiczna.
Tony Hogański – Gdyby Yuko chciała,
istnieje bardzo duża szansa, że mogłaby przejąć kontrolę nad Psem. Albo
przynajmniej wydać mu polecenie, którego Bidam nie byłby w stanie
anulować.
Krótka pauza.
Toster pochyla się do kamery. Zdejmuje okulary przeciwsłoneczne.
Tony Hogański – Więc kiedy Bidam mówi: „To mój Pies”... technicznie rzecz biorąc, nie jest to prawda.
Na ekranie widzimy znów Psa.
Robot patrzy w kierunku, w którym zniknęła Yuko.
Na ekranie pojawia się:
PRIORITY: CORPORATE FAMILY
Pies spokojnie odwraca głowę w stronę Bidama.
Tony Hogański – Oczywiście to wszystko jest hipotetyczne. Ale wyobraźmy sobie przez chwilę, jak mogłoby to wyglądać.
Obraz zmienia się w
błyskawiczną, uproszczoną animację anime. Żywe kolory, przesadna
mimika, szybkie ruchy kamery. Bidam i Pies idą korytarzem. Nagle zza
zakrętu wybiega Yuko.
Yuko zatrzymuje się, uśmiecha szeroko i natychmiast schyla się do Psa.
Yuko Shiraishi – Jaki fajny pies.
Pies natychmiast reaguje. Jego ekran rozświetla się. Yuko głaszcze go.
Bidam – Dobra, Piesku. Idziemy.
Bidamczyk odwraca się i robi kilka kroków. Pies jednak zostaje przy Yuko.
Bidam – Pies?
Yuko uśmiecha się niewinnie i wyciąga rękę.
Yuko Shiraishi – Chodź do mnie.
Pies natychmiast podbiega do Yuko.
Bidam zamiera.
W tle pojawia się dramatyczne
zbliżenie na jego twarz. Jedna wielka animowana łza spływa po policzku.
Następnie animacja pokazuje symboliczne PĘKNIĘCIE SERCA.
Bidam – Piesku...
Yuko już biegnie korytarzem, a Pies szczęśliwie biegnie obok niej. Yuko śmieje się.
Na ekranie pojawia się wielki napis:
YUKO + PIES: ❤️
Po chwili:
BIDAM: 💔
Cięcie.
Tony Hogański – No i wszystko jasne.
Koniec.
Co za wspaniała analiza!
Tony Hogański – No i jak było?
Jan Kowalski – Dynamicznie. Nawet bardzo. Jestem w szoku.
Tony Hogański – Bo widzisz Janku. Ja
jestem nowoczesny i dynamiczny, a ty? Zmieniasz się w starego
pierdziela. Ja dożyję setki i będę dalej komentował, zawsze
dostosowując się do trendów. Jeżeli się nie zmienisz, to skończysz
zamknięty w szkole komentarza z lat 2001-2010, a dla takiej nie ma już miejsca we współczesnym świecie. Tyle ci powiem.
Jan Kowalski – To bardzo rozsądne. Mówisz z sensem, więc wezmę to pod uwagę.
Tony Hogański – Mówiąc o nowych treściach. Dostaję informację, że czas na kolejny dynamiczny materiał filmowy!
Czarne tło. Pojawia się biały napis:
救出 - KYŪSHUTSU
Uwolnienie
Yoshihito Nabeshima idzie
pustym korytarzem. Jego twarz pozostaje spokojna. W tle słychać
pojedyncze uderzenia tradycyjnego japońskiego bębna.
Po chwili widzimy jak stoi przed zamkniętymi drzwiami loży VIP. Wyciąga miecz. Krótka cisza.
Wykonuje jedno szybkie, precyzyjne cięcie.
Zamek odpada.
Mitsuko chwyta jego dłoń.
Szybkie cięcie. Ich splecione dłonie.
Następnie zbliżenie na twarz Yoshihito Nabeshimy.
Czarny ekran.
千明
Chiaki
Krótki dźwięk miecza wracającego do pochwy.
Koniec, ale za to jaki piękny.
Jan Kowalski – To też było dynamiczne. Za chwilę zacznie mnie głowa boleć. Nie wiem czy jestem przygotowany na taki szybki content.
Tony Hogański – Mniej dłużyzn i nudzenia, a więcej akcji. Tak widzę nowe EWF. Tak widzi je Yuko, a ty? Możesz też powinieneś się dostosować?
Jan Kowalski – Pomyślę o tym.
Tony Hogański – Uwolnienie Mitsuko
odbyło się oczywiście już jakiś czas temu. Dostaję informację, że
Yoshihito Nabeshima w międzyczasie dotarł do sali treningowej Vaclava.
Zgodnie ze słowami Tostera przenosimy się na zaplecze. Widzieliśmy już to miejsce na poprzedniej Wrestlepaloozie. Była
średnich rozmiarów sala treningowa, a na jej środku znajduje się ring z
logami EWF i Wrestlepaloozy. Ostatnio podejrzewano, że przecież chyba
trzyma się gdzieś zapasowy ring w razie awarii. Kiedyś po EWF kręcili
się Tugboat i Fat Boy, a razem ważyli kilkaset kilogramów, więc takie
awarie mogły się wydarzyć. Salę tę przejął na własność Vaclav. Na
ścianach wiszą transparenty z napisami „Vaclav", „Wróg Ludu" czy
„Mecenas Ekstremy". W tych okolicznościach przyrody drzwi sali
treningowej otworzyły się i Yoshihito Nabeshima wszedł do środka. Na
ringu stał Honza, gotowy do walki. Chyba ktoś go wcześniej już bił, bo
ledwo trzymał się na nogach. Ręce miał skrępowane. Przy jednej ze ścian
znajdowała się Chiaki, niepokojąco spokojna. Ona dla odmiany związana
nie była. Chyba i tak nie mogła uciec. Przed ringiem czekał Vaclav w
pełnym stroju sędziego, z rękami założonymi za plecami. Nabeshima też
miał na sobie strój sędziego, bo przecież nie miał czasu się
przebierać. Japończyk spojrzał na Honzę, potem na Chiaki. Honza skinął
mu głową. Nie było potrzeby długich wyjaśnień. Obaj wiedzieli, po co
tutaj są. Nabeshima wszedł na ring. Vaclav obserwował każdy jego ruch.
Vaclav – Honza kontra Nabeshima. Bez ucieczki. Bez wymówek. Ja sędziuję.
Nabeshima stanął naprzeciwko
Honzy. Przez chwilę obaj patrzyli na siebie w milczeniu. Yoshihito
rozwiązał go, bo Wróg Ludu jakoś się do tego knie kwapił. Honza
zacisnął pięści. Vaclav sięgnął wtedy po stojącą obok pustą butelkę
Perły. Podniósł ją i przez moment ważył w dłoni, po czym uniósł butelkę
i z całej siły rozbił ją o betonową podłogę.
Vaclav – Zaczynamy. To był gong!
Chiaki pod nosem powiedziała po cicho po japońsku „Hajime", co też oznaczało, że czas zaczynać.
Special Guest Referee: Vaclav
Yoshihito Nabeshima vs Dobry Czech Honza
Tony Hogański – Vaclav znowu sędziuje walkę Nabeshimy z Honzą. Nie wystarczyło nam ostatnio?
Jan Kowalski – Okoliczności są jednak inne.
Tony Hogański – Równie obrzydliwe.
Honza stał na środku ringu, choć „stał” to może za dużo powiedziane.
Ręce miał już rozwiązane, bo Vaclav uznał chyba, że inaczej cała zabawa
nie będzie miała sensu, ale Dobry Czech nadal ledwo trzymał pion. Ktoś
obił go wcześniej porządnie, a że tym kimś najpewniej był sam Wróg
Ludu, to nie trzeba było przesadnie zastanawiać się nad jakością
wykonania. Yoshihito Nabeshima stał naprzeciwko niego w stroju
sędziego, bez haori, bez ceremonii i bez czasu na przygotowanie. Przy
ścianie stała Chiaki. Vaclav, także w stroju sędziego, i pokazał na
Nabeshimę, potem na Honzę, potem na matę. Zasady były proste tylko w
głowie Vaclava. Walczyć. Teraz. Bez pytań. Gongu nie było, więc Vaclav
sam krzyknął, że zaczynają. Nabeshima nie ruszył od razu. Honza skinął
mu głową i sam zrobił krok naprzód, ale nogi odmówiły mu pełnej
współpracy. Yoshihito podszedł ostrożnie, chciał wejść w klasyczne
zwarcie i możliwie szybko sprowadzić Czecha do maty bez robienia mu
większej krzywdy. Vaclav natychmiast stanął między nimi i kazał im
walczyć normalnie. Nabeshima spojrzał na niego zimno, ominął go i
złapał Honzę za nadgarstek. Wrist Lock, przejście za plecy, delikatna
próba sprowadzenia. Honza próbował odpowiedzieć European Uppercutem,
ale cios był wolny i niecelny. Nabeshima wszedł pod rękę, podciął go i
położył na macie.
Pin.....1............ Vaclav przestał liczyć i powiedział, że bark był za wysoko. Nie
był, ale Yoshihito nie skomentował. Podniósł Honzę, a ten natychmiast
spróbował Shoulder Blocka. Trafił, ale bez dawnej siły. Nabeshima tylko
cofnął się o krok. Honza wciąż próbował walczyć uczciwie. Trafił
European Uppercutem, potem drugim, a Nabeshima przyjął je bez kontry
mocniejszej niż potrzebna. Czech wrzucił go do narożnika i chciał
Corner Clothesline, ale Yoshihito zszedł bokiem. Honza uderzył klatką o
poduszki i zachwiał się. Nabeshima złapał go od tyłu, ale zamiast
wykonać pełny German Suplex, sprowadził go krótkim takedownem i
przeszedł do Fujiwara Armbar. Chciał unieruchomić, nie zniszczyć.
Vaclav od razu uklęknął obok i zaczął krzyczeć, że Nabeshima ciągnie za
mocno. Yoshihito puścił szybciej niż musiał. Vaclav kopnął lekko rękę
Honzy w stronę liny i natychmiast ogłosił rope break, jakby właśnie
uratował czeski sport narodowy przed japońskim imperializmem.
Tony Hogański – Z jednej strony
chciałbym powiedzieć, że nie mogę patrzeć na Vaclava. Z drugiej jednak
strony, ktoś musi być świadkiem jego obrzydliwości.
Jan Kowalski – Może i tak...
Wychowanek SR-Crazy'ego podniósł się przy linach, złapał oddech i nagle
ruszył z Running Big Bootem. Yoshihito zrobił unik, przechwycił nogę i
wykonał Dragon Screw, ale kontrolowany, bez pełnego skrętu. Honza
zdołał jeszcze złapać Nabeshimę w pół i wykonać Belly-to-Belly Suplex.
Nie był to piękny rzut, raczej ostatni porządny zryw. Yoshihito uderzył
o matę, a Honza położył na nim rękę. Vaclav rzucił się do liczenia
bardzo szybko.
Pin.....1......2..... Nabeshima wybija! Honza
nawet w takim stanie spojrzał na Vaclava z wyrzutem. Nie chciał wygrać
w taki sposób. Yoshihito ruszył na rywala, przechwycił jego rękę i
spróbował Tenka no Sabaki. Honza walczył instynktownie, szeroko
rozstawiając nogi, ale ciało nie nadążało. Nabeshima wszedł za plecy,
zablokował bark i szyję, po czym sprowadził go do maty w techniczną
dźwignię na korpus i ramię. Honza zacisnął zęby, przesuwał się do lin,
ale był daleko. Yoshihito trzymał krótko. W końcu sam puścił, bo Honza
przestawał się sensownie bronić. Mecenas Ekstremy wstał i popchnął
Nabeshimę w pierś. Japończyk cofnął się o krok. Vaclav krzyknął, żeby
kończył, ale w jego głosie było raczej oczekiwanie dalszego upokorzenia
niż realnej walki. Nabeshima podszedł do Honzy i wykonał Kōtei no
Rakujitsu. Rolling Elbow trafił w szczękę, ale nie z pełną
brutalnością. Honza padł na plecy. Yoshihito chciał przypiąć, lecz
Vaclav nagle stanął między nim a Honzą, poprawiając niby pozycję
Czecha. Trwało to sekundę za długo. I wtedy drzwi sali treningowej
uchyliły się prawie bezgłośnie. Do środka wślizgnął się Sergiusz w
stroju sędziego. Milion dolarów ma na głowie opatrunek, bo całkiem
niedawno otrzymał cios z butelki, ale widać, że jest już na chodzie i
gotowy do zemsty. Vaclav był odwrócony plecami, zajęty Nabeshimą.
Sergiusz wszedł na ring za jego plecami i natychmiast trafił go mocnym
Thrust Kickiem w tył głowy. Vaclav padł na matę jak ścięty. Nabeshima
spojrzał na Sergiusza, ale nie było czasu na pytania. Honza leżał bez
ruchu. Yoshihito położył się na nim ostrożnie, dociskając barki.
Sergiusz rzucił się do liczenia.
Pin.....1......2......3! (Zwycięzcą jest: Yoshihito Nabeshima!)
Tony Hogański – Ale zwrot akcji! No i skuteczny! Plany Vaclava zostały zniweczone.
Jan Kowalski – Opóźnione, odłożone na później. Nie jestem pewien czy to jest koniec.
Honza leżał nieruchomo na
macie, a Nabeshima klęczał obok niego, próbując go ocucić. Kilka metrów
dalej leżał powalony Wróg Ludu. Nad nim stał Sergiusz, wciąż ubrany w
strój sędziego. Podszedł do Vaclava, złapał go za strój i brutalnie
próbował podnieść.
Sergiusz – Myślałeś, że będziesz mnie kontrolował?! Mnie?!
Vaclav nie odpowiedział.
Sergiusz zaczął wymierzać mu proste i skuteczne ciosy w twarz i obijać
mu gębę. W ferworze masakrowania go nie zauważył, że ręka Wroga Ludu
wsunęła się do kieszeni. Kiedy
Milion Dolarów próbował poderwać go z maty, Vaclav nagle wyciągnął
kastet z krótkimi kolcami, założył go na dłoń i z całej siły uderzył
Sergiusza. Cios odrzucił go na bok. Sergiusz osunął się na kolano, a
krew natychmiast pojawiła się na jego twarzy. Obficie zraszał nim ring.
Z oddali podziwiała to Chiaki, bo ona chyba kiedyś lubiła krwistą
przemoc. Vaclav powoli podniósł się z maty, ciężko oddychając, ale jego
szyderczy uśmiech wrócił. W tym samym czasie Nabeshima ponownie
pochylił się nad Honzą.
Yoshihito Nabeshima – Honza. Obudź się.
Żadnej reakcji. Nabeshima
sprawdził jego oddech i spojrzał na Chiaki, która stała kilka kroków
dalej. Nagle z boku rozległ się głos Sergiusza.
Sergiusz – Nabeshima! Teraz!
Yoshihito odwrócił głowę. Sergiusz, cały zakrwawiony, wskazał na Vaclava.
Sergiusz – Teraz możemy go razem rozwalić! Raz na zawsze!
Japoński arystokrata spojrzał na Vaclava, potem na nieprzytomnego Honzę.
Yoshihito Nabeshima – Na to przyjdzie czas. Najpierw opatruje się rannych. Honor tego wymaga.
Wróg Ludu parsknął śmiechem.
Vaclav – Honor?
Powoli otarł krew z ust, po laniu jakie urządził mu Sergiusz i spokojnie wyszedł z ringu.
Vaclav – Jako arbiter życia nie
cenię ani honoru, ani sprawiedliwości. Ty nadal tego nie rozumiesz.
Miałeś kolejną szansę. I znowu ją straciłeś.
Mecenas Ekstremy cofnął się w stronę wyjścia, nadal śmiejąc się pod nosem. Zatrzymał się jeszcze na moment w drzwiach.
Vaclav – Pilnuj swoich rannych, Nabeshima.
Odwrócił się i zniknął za
drzwiami. W sali pozostali Nabeshima, nieprzytomny Honza, Chiaki oraz
zakrwawiony Sergiusz. W międzyczasie na ring weszła Chiaki, która nachyliła się nad Honzą.
Chiaki – Ulżymy jego cierpieniu? Z niego nic nie będzie.
(Wyciągnęła zza pazuchy japoński sztylet typu kaiken.) Będzie mu lżej i zachowa honor.
Yoshihito Nabeshima – Miałaś go cały czas przy sobie? Mogłaś go przecież użyć na Vaclavie.
Chiaki – Jakie to ma znaczenie? Vaclav nie jest poważnym zagrożeniem, tylko drobną przeszkodą.
Yoshihito Nabeshima – Słusznie.
Chiaki – A więc?
(Wycelowała ceremonialne ostrze w stronę serca Honzy.) Pomóżmy mu.
Yoshihito Nabeshima – Nie, nie ma takiej potrzeby.
Chiaki – Odeślijmy go więc panu Crazy'emu, z adnotacją, że ten jest zepsuty i niech przyśle nowego.
Yoshihito Nabeshima – Tak możemy zrobić.
Książę wskazał na sztylet, a
Chiaki schowała obnażone ostrze. Sergiusz powoli dochodzi do siebie, a
nikt się nie odzywał. Wracamy do naszych
komentatorów.
Tony Hogański – Wygląda na to, że rolą Dobrego Czecha Honzy jest dostawać oklep, a od czasu do czasu ktoś go będzie ratował.
Jan Kowalski – Czeski film normalnie.
Tony Hogański – Japoński książę
ratuje czeskiego kuchtę. Dobry scenariusz na film. W sumie to popieram
Chiaki, trzeba było ulżyć mu w cierpieniu.
Jan Kowalski – Nie przesadzajmy.
Tony Hogański – Zawsze byłeś nudny.
Jan Kowalski – Wszystkim
miłośnikom statystyk chciałbym potwierdzić, że wynik tej walki jest
oficjalnie uznany. Jeżeli kogoś interesuje natomiast, co z ulicznym
pojedynkiem Psycho i Grabarza sprzed miesiąca po Wrestlepaloozie
CXXX... to nie, to nie będzie uznawane za oficjalną walkę.
Tony Hogański – Cóż. Dziękujemy za wyjaśnienia.
Realizator transmisji przenosi
nas na zaplecze. Widzimy tu Cassandrę Tisserant, dzielną i kształtną
reporterkę odpowiadającą za wywiady. Obok niej stoi Hania. Blond
warkocz opada jej na ramię, twarz pozostaje spokojna, niemal
nieruchoma. Cassandra spogląda na nią przez chwilę, po czym rozpoczyna
rozmowę.
Cassandra Tisserant – Hania, jesteś
w EWF od niedawna, a już za moment weźmiesz udział w kolejnym
main-evencie. Nim jednak do niego przejdziemy, powiedz nam proszę jakie
są twoje pierwsze odczucia po Krwawej Majówce i Wrestlepaloozie CXXX?
Hania – Dobre.
Cassandra Tisserant – Twój dziadek, Szakal, jest jedną z legend EWF. Jak bardzo pomaga ci w przygotowaniach?
Hania – Tak, pomaga.
Cassandra Tisserant – Rozmawiacie o walkach? O przeciwnikach? O tym, jak powinnaś się zachować w ringu?
Hania – Często. Dziadek dużo mówi o tym jak obalił komunizm w EWF.
Cassandra Tisserant – To słynna historia.
Hania (kiwa głową) – Tak.
Cassandra Tisserant – Ostatnio w
kontrowersyjnych okolicznościach EWF opuścił Psycho. Byłaś główną
pretendentką do tytułu. Prawdę mówiąc wszyscy spodziewali się dzisiaj
waszej walki o EWF World title. Jak ty odebrałaś jego odejście?
Hania – Odszedł.
Cassandra Tisserant – I to wszystko?
Hania – To wszystko. Nie ma go już, więc po co o nim gadać?
(Wzrusza ramionami.)
Psycho był już stary... zniszczony życiem i używkami. Po main-evencie
ostatniej gali wiedział, że odbiorę mu ten pas. Dlatego nie wytrzymał
presji. Nie wytrzymał ciśnienia i zrobił to, co zrobił. Nie widzę
żadnego sensu by o nim gadać.
Cassandra Tisserant – A ty wytrzymujesz presję?
Hania – Zawsze.
Cassandra Tisserant – W dzisiejszym main-evencie czeka nas Drone Ladder Match. Co myślisz o tym pojedynku?
Hania – Trudny i ciekawy
jednocześnie. Dziadek walczył w Ladder matchach, wprawdzie nie takich,
tylko klasycznych. Dużo mi o nich opowiadał.
Cassandra Tisserant – Na Krwawej Majówce pokonałaś już Franko. Masz więc nad nim psychologiczną przewagę. Jaki masz plan na tę walkę?
Hania – Wygrać.
Cassandra Tisserant – Franko jest silniejszy fizycznie. Jest doświadczony i zna już twój styl. Co zrobisz, żeby ponownie go pokonać?
Hania – To się okaże.
Cassandra Tisserant – A Bidam? Jest
nieprzewidywalny, bardzo dynamiczny, a jednocześnie zna Franko i ma z
nim wspólne doświadczenia. Jak zamierzasz podejść do niego?
Hania – Tak samo.
Cassandra Tisserant – Czyli?
Hania – Pokonać.
Cassandra Tisserant – Nie chcesz zdradzić swojej taktyki?
Hania – Nie.
Cassandra Tisserant – Dlaczego?
Hania – Nie jestem tutaj od gadania.
(Krótka pauza.) Jestem tutaj od walki.
Haitanka o polskich korzeniach
chyba już wie, że ten wywiad nie prowadzi do niczego. Hania odwraca się
i bez pośpiechu odchodzi, a my wracamy na ring.
Tony Hogański – Hania jest konkretna.
Jan Kowalski – Dużo nie mówi.
Tony Hogański – Ona jest tu od
walczenia, a nie bzdurnego gadania. Wszyscy nasi zawodnicy powtarzają
od lat w kółko to samo, no może z paroma wyjątkami, a tu proszę -
świeżość, gotowość do walki jako najwyższej formy wrestlingu bez całej
tej otoczki.
Jan Kowalski – Sam
przecież powtarzasz, że wrestling byłby fajny, gdyby nie te walki, a
teraz co? Nagle gotowość do walki jest ok, a otoczka nie?
Tony Hogański – Nie chwytaj mnie za słówka. Przy Hani moja logika działa w inny sposób. U niej się to sprawdza.
Jan Kowalski – Jasne, jasne.
"POV: YUKO MA DOSTARCZYĆ JEDEN DOKUMENT DO STOLIKA KOMENTATORSKIEGO"
Muzyka przyspiesza. Krótkie cięcia, napisy, szybkie zbliżenia.
Yuko Shiraishi wpada biegiem
między pierwsze rzędy publiczności. Ubrana tak samo jak poprzednio - ma
na sobie czarne legginsy, białą koszulę i luźno narzuconą bluzę.
YUKO: 🏃️💨
Jeden z fanów wyciąga telefon.
Fan – Yuko! Selfie!
Dziewczyna gwałtownie hamuje.
Yuko Shiraishi – はい! / Hai!
CLICK!
Już następny fan.
Fan – Shiraishi-san, jedno zdjęcie!
Yuko Shiraishi – Tylko jedno!
CLICK! CLICK!
Kolejne szybkie cięcia.
"TYLKO JEDNO"
Yuko przybija piątki, robi kolejne selfie, odpowiada na kilka okrzyków. Ktoś pokazuje jej transparent. Yuko śmieje się.
Nagle spogląda przed siebie.
Yuko Shiraishi – Ojej!
NAPIS:
DOKUMENT: 0% DROGI
Ruszа dalej.
Fan – Yuko! Kochamy cię!
Japonka zatrzymuje się jeszcze na sekundę.
Yuko Shiraishi – Ja was też!
CUT.
I natychmiast biegnie dalej.
Wreszcie dociera do barierek.
Yuko łapie się ich obiema rękami, robi zgrabny przeskok i ląduje po drugiej stronie.
Yuko Shiraishi – Uff!
Przez chwilę poprawia bluzę,
odgarnia włosy z twarzy i rusza w stronę stolika komentatorskiego. Przy
stoliku siedzą Jan Kowalski i Tony Hogański. Yuko wyciąga przed siebie teczkę z dokumentami.
Yuko Shiraishi – Mam dokumentację Drone Ladder Matchu. Chciałam was spotkać osobiście, dlatego tu jestem. Takie rzeczy mają znaczenie.
(Uśmiecha się.) Prawda?
Tony Hogański – To rzeczywiście era personalnego kontaktu.
Jan Kowalski – Mogła pani przecież wysłać nam to elektronicznie.
Yuko Shiraishi – Mogłam.
Jan Kowalski – Ale?
Yuko Shiraishi – Nie chciałam.
Kowalski tylko kiwa głową. Yuko opiera dłonie o stół.
Yuko Shiraishi – Ale mam też kilka pomysłów dotyczących komentowania.
(Nie czeka nawet na odpowiedź.) Pierwszy: stanowisko komentatorskie zawieszone nad ringiem.
Jan Kowalski (zaskoczony) – Nad ringiem?
Yuko Shiraishi – Tak.
Jan Kowalski – Przecież nie będziemy nic widzieć.
Komisarz EWF przez chwilę patrzy w górę, jakby właśnie wizualizowała sobie cały projekt.
Yuko Shiraishi – Racja. To był szybki projekt.
Tony Hogański – Może nawet trochę zbyt szybki...
Yuko Shiraishi – Tak, bo ja jestem
szybka. No dobra! Drugi pomysł. Komentatorzy dostają małe kamery. Przy
najważniejszych momentach transmisja pokazuje waszą reakcję. Reaction
cam! Jeśli ktoś spada z drabiny, chcę widzieć twarz Jana.
Tony Hogański – Taka kamera przydałaby mi się wcześniej w trakcie mojej analizy dotyczącej psa Bidama.
Jan Kowalski – W moim wieku... nie wiem czy widzowie chcieliby mnie oglądać na takim zbliżeniu.
Tony Hogański – Mnie tam się podoba. Mnie każdy chce słuchać i oglądać.
(Z wyraźnym zadowoleniem.) Już od dwudziestu pięciu lat!
Japonka śmieje się słysząc entuzjazm Tostera.
Yuko Shiraishi – I trzeci pomysł. Po
każdym dużym momencie natychmiast robimy krótki pionowy klip pod
TikToka. Dziesięć sekund. Najlepszy moment walki, reakcja publiczności,
komentarz Hogańskiego, mina Jana. Bez czekania do końca gali.
Tony Hogański (z miną znawcy nowoczesnych mediów społecznościowych) – Czyli komentatorzy też stają się częścią strategii nowego contentu.
Yuko Shiraishi – Dokładnie! EWF nie
może tylko pokazywać wrestlingu. EWF musi cały czas tworzyć coś, co
ludzie chcą oglądać. EWF to więcej niż wrestling.
Jan Kowalski – A czwarty pomysł?
Komisarz EWF zastanawia się przez moment.
Yuko Shiraishi – Jeszcze go nie mam.
Jan Kowalski (z ulgą) – To akurat uspokajające.
Yuko wybucha śmiechem.
Yuko Shiraishi – Wymyślę później.
(Odwraca się w stronę publiczności.) Dobra, muszę wracać.
Jan Kowalski – Dokąd?
Yuko Shiraishi – Biegać. Tworzyć content. Budować nowe EWF!
(Japonka macha im ręką na pożegnanie.) Pa, panowie!
Odwraca się i rusza wzdłuż barierek. Po kilku krokach zatrzymuje się, odgarnia włosy za ucho i rusza dalej.
Fan – Yuko!
Yuko odwraca się w biegu.
Yuko Shiraishi – はい! / Hai!
I znika wśród publiczności.
NAPIS KOŃCOWY:
DOKUMENT DOSTARCZONY ✅
SELFIE: 14
BIEGANIE: DUŻO
NOWYCH POMYSŁÓW: NIEBEZPIECZNIE DUŻO
Koniec materiału filmowego.
Tony Hogański – Nie rozumiem Janku...
Jan Kowalski – Czego?
Tony Hogański – Jak ty możesz jej nie lubić?
Jan Kowalski – Jej pomysły są... niebezpieczne. Gdzie w tym wszystkim miejsce dla wrestlingu?
Tony Hogański – Zbudujemy wrestling bez wrestlingu. Zobaczysz.
Jan Kowalski – Tego się właśnie obawiam.
Emocje rosną, bo wielkimi
krokami zbliża się main-event, a my jesteśmy na zapleczu! Do tego tuż
za FeliXtronem. Tuż przed walką atmosfera za kulisami jest ciężka i
skupiona. Bidam i Franko czekają już przy wejściu na arenę. Kilku
muzyków z kapeli Bidama stoi nieopodal i gra spokojny, rytmiczny motyw,
który zamiast rozładowywać napięcie, jeszcze bardziej je podkreśla. EWF
Tag Team Champions milczą, każdy pogrążony we własnych myślach. Nagle
pojawia się Szakal. Bez słowa podchodzi bliżej, zdejmuje marynarkę i
zaczyna się rozgrzewać, jakby właśnie miał właśnie walczyć.
Franko – Przecież to Hania miała walczyć.
Senator przerywa rozgrzewkę, patrzy na Franko, potem na Bidama. Przez moment nic nie mówi. W końcu klepie się dłonią w czoło.
Szakal – No tak… Hania. Pojebało mi się kurwa! Z rozpędu tu przyszedłem. Stare nawyki. To była pamięć mięśniowa!
Bidam i Franko wymieniają krótkie, zdziwione spojrzenia. Senator patrzy na nich przez chwilę.
Szakal – Żartowałem kurwa.
Cygańska muzyka cichnie na moment. Szakal robi krok w stronę obu zawodników.
Szakal – Przyszedłem wam tylko
powiedzieć jedno. Hania wam wpierdoli. I nawet nie jesteście sobie w
stanie wyobrazić, jakie piekło wam dzisiaj zgotuje.
Bidam unosi wzrok. Franko
pozostaje spokojny. Wtedy z końca korytarza nadchodzi Hania. Zatrzymuje
się obok dziadka i spogląda na wszystkich.
Hania – Jestem gotowa.
Bidam – Podobno zgotujesz nam piekło.
Wnuczka senatorska patrzy najpierw na Bidama, potem na Franko.
Hania – Gorzej niż piekło.
(Krótka pauza.) Dużo gorzej. Psycho też się z tego śmiał i gdzie dzisiaj jest?
Senator patrzy na wnuczkę z wyraźnym zadowoleniem. Kładzie jej dłoń na ramieniu i lekko ją klepie.
Szakal – No. Teraz to już wiecie jak będzie. Przegrani pójdą na terapię specjalną do paprotki.
Wracamy na ring.
Tony Hogański – Będą emocje! To już za chwilę! Już za moment zaczynamy.
Jan Kowalski – Walka wieczoru o EWF World Championship. Kto zdobędzie pas mistrzowski? Hania? Franko? A może Bidam?
Tony Hogański – Mistrz Szakal zrobił
Hani dobrą podbudowę, więc ja stawiam na nią. To jego krew. Nie bez
powodu rozmontowała Franko na Krwawej Majówce i została główną
pretendentką do tytułu. To będzie jej wieczór.
Jan Kowalski – Czy po raz pierwszy w historii Extreme Wrestling Federation kobieta może zdobyć EWF World title?
Tony Hogański – A dlaczego nie? To
już się zdarzyło w PCW dawno, dawno temu, więc dlaczego by nie?
Mieliśmy i zresztą nadal mamy kobietę prezydenta, mamy kobietę
komisarza, więc może czas na mistrzynię świata?
Jan Kowalski – Niedługo się przekonamy!
Światła gasną, ekran robi się
czarny. To znak, że czas na kolejny filmik. Może tym razem nie
młodzieżowy i TikTokowy, ale z pewnością dynamiczny.
PAS
Yuko ucieka korytarzem przed
Psycho. Psycho znika za zakrętem. Cięcie na Psycho z EWF World
Championship. W stylizowanej scenie pas ześlizguje się z ramienia
Psycho i upada na posadzkę.
Psycho przez chwilę był człowiekiem,
którego wszyscy musieli pokonać, żeby zdobyć mistrzostwo. Ale pas ma
własną pamięć. Pamięta, kto go zdobył, kto go stracił i kiedy przestaje
należeć do człowieka, który jeszcze chwilę wcześniej trzymał go nad
głową.
Fragmenty walki Bidam vs Psycho z Krwawej Majówki: Seorabeol-2, Psycholity, przypięcia, Psycho ostatecznie przegrywa.
Psycho odpadł. Mistrz odpadł. Ale jego pas jeszcze nie wiedział, dokąd pójdzie.
TRZY DROGI
Fragmenty walki Hania &
Psycho vs Bidam & Franko: chaos, Death Kiss Hani, Franko atakujący
Psycho, Vaclav uderzający Psycho pasem.
Pas leżał obok nieprzytomnego Psycho.
Hania mogła go zabrać. Zamiast tego odłożyła go obok niego. I może
właśnie wtedy stało się jasne, że następnego mistrza nie wybierze już
Psycho. Nie wybierze go też przypadek.
Battle Royal z Krwawej Majówki: Bidam eliminuje Franko, Hania odpada.
Bidam już raz wyrzucił ich obu z ringu.
Hania vs Franko: najważniejsze akcje, Death Kiss, odliczenie Franko.
Hania później pokonała Franko i zdobyła swoją szansę.
Bidam i Franko jako Tag Team, fragment ich wspólnej walki.
A Franko razem z Bidamem udowodnili, że jako drużyna potrafią przetrwać niemal wszystko.
BEZ DRUŻYNY
Tylko że tym razem nie będzie drużyny. Nie będzie Psycho. Nie będzie mistrza, którego trzeba pokonać.
Specjalnie skonstruowany dron wznosi się nad ringiem. Pas EWF World Championship zawieszony wysoko.
Będzie Bidam. Będzie Hania. Będzie Franko. I będzie pas, który znowu nie należy do nikogo.
SAM SZCZYT
Drabiny zostają wniesione do ringu.
Żeby go zdobyć, nie wystarczy być
silniejszym, szybszym czy sprytniejszym. Trzeba wejść wyżej od
pozostałych i sięgnąć po mistrzostwo, zanim zrobi to ktoś inny.
Trzy szybkie ujęcia: Bidam, Hania, Franko. Następnie pas.
Tym razem nie chodzi o to, kto pokona pozostałych.
Chodzi o to, kto pierwszy dosięgnie samego szczytu.
Koniec materiału filmowego.
Jan Kowalski – Tym dynamicznym akcentem rozpoczynamy wielki main-event.
Tony Hogański – Nareszcie!
EWF World Championship
Drone Ladder match
Bidam vs Franko vs Hania
Na arenie gasną światła, a nad ringiem widać już specjalną
konstrukcję.
Nie jest to klasyczny hak z pasem zawieszonym nieruchomo nad środkiem
ringu. Pod sufitem zamontowano tor, po którym przesuwa się niewielki
mechaniczny wózek stylizowany na drona. Pod nim, w świetle reflektorów,
zawieszony jest EWF World Championship. Pas nie stoi w jednym miejscu.
Powoli przesuwa się nad ringiem, zatrzymuje, potem rusza w bok, jakby
sprawdzał, gdzie zawodnicy będą próbowali go dosięgnąć. Przy barierkach
i przy ringu ustawiono drabiny.
Jan Kowalski – Czeka
nas ciekawe widowisko! Przypomnę zasady. Nad ringiem nie znajduje się
klasycznie zawieszony pas, tylko specjalna konstrukcja stylizowana na
drona. Porusza się ona po torze zamontowanym nad ringiem, więc EWF
World Championship może zmieniać pozycję w trakcie walki. Zawodnicy
muszą korzystać z drabin, żeby dosięgnąć tytułu, ale nie wystarczy
wejść w jedno miejsce i po prostu po niego sięgnąć. Pas może się
zatrzymać, przesunąć albo odsunąć od zawodnika, dlatego oprócz siły i
odporności liczy się też wyczucie momentu.
Tony Hogański – Wreszcie trochę rozrywki w tych nudnych jak Bundesliga walkach.
Jan Kowalski – Wygrywa
ten, kto jako pierwszy zdejmie EWF World Championship. Drabiny są
jedynym dopuszczalnym elementem dodatkowym. Nie ma stołów, krzeseł ani
żadnych innych przedmiotów. To nadal ladder match, ale z ruchomym celem
nad ringiem.
Jako pierwsza rozbrzmiewa DANCE
WITH THE DEAD – „Riot”. Przez kilkanaście sekund słychać tylko muzykę,
a na FeliXtronie pulsują zielone i fioletowe światła. Hania pojawia się
po chwili spod FeliXtronu. Idzie do ringu z oczami wbitymi w zawieszony
nad nim pas. Jest najmniejsza w tej walce, ale w takim rodzaju
pojedynku rozmiar nie musi oznaczać wszystkiego. Wchodzi po schodkach,
zatrzymuje się przy linach i patrzy na drabiny. Potem zerka na
mechanicznego drona z tytułem. Jej dziadek, senator Szakal będzie
najprawdopodobniej obserwował walkę zza kulis.
Po chwili rozbrzmiewa Basil
Poledouris – „Anvil Of Crom”. Franko the Butcher wychodzi spod
FeliXtronu powoli, ciężko, mimo że komisarz Yuko radziła mu
przyśpieszyć. On chyba jednak nie szuka tu widowiska, tylko roboty do
wykonania. Zatrzymuje się przy jednej z drabin, sprawdza ją ręką, jakby
oceniając narzędzie, po czym wchodzi na ring i staje naprzeciw Hani.
Na samym końcu rozbrzmiewa The
Clash – „London Calling”. Bidam pojawia się przy FeliXtronie, a
towarzyszu mu jego nieodłączona kapela cygańska. Bidamczyk wśród jej
akompaniamentów powoli zmierza na ring. Tam patrzy na pas, potem na
Franko, potem na Hanię. Przez moment cała trójka stoi pod ruchomym EWF
World Championship.
Jan Kowalski – Bidam, Franko czy Hania? Oto jest pytanie! Kto zdobędzie EWF World title?
Tony Hogański – Może Psycho się rozmyśli i przyjedzie na hulajnodze?
Jan Kowalski – Wątpię, ale nie takie rzeczy się w EWF działy.
Zawodnicy są już na ringu, a walkę sędziować będzie Lech Grudziński.
Gong! Franko i Bidam od razu patrzą na siebie, ale Hania nie zamierza
czekać, aż dwaj więksi zawodnicy ustalą między sobą hierarchię. Rusza
pierwsza, trafia Bidama Low Dropkickiem w kolano, odbija się od lin i
dokłada Enzuigiri w bok głowy Franko. Butcher tylko odchyla się po
ciosie, ale nie pada. Hania próbuje ponownie ruszyć z Dropkickiem,
jednak Franko przechwytuje ją w powietrzu i rzuca na matę krótkim,
brutalnym Scoop Slamem. Bidam wraca do gry i jak widać nie będzie
żadnej współpracy pomiędzy EWF Tag Team Champami, bo od razu trafia
Franko Forearmem, potem drugim, a następnie próbuje pchnąć go na liny.
The Butcher blokuje, odpowiada Headbuttem i powala Bidama Lariatem.
Hania w tym czasie wytacza się pod dolną liną, łapie pierwszą drabinę i
próbuje wsunąć ją do ringu. Franko widzi to od razu. Wychodzi za nią,
ale wnuczka Szakala puszcza drabinę, przeskakuje bokiem i trafia go
Dropkickiem w kolano. Franko opiera się o apron. Hania chwyta drabinę
jeszcze raz, lecz Bidamczyk wysuwa się z ringu z drugiej strony, łapie
ją za drugi koniec i oboje przez chwilę szarpią się o sprzęt. Franko
kończy tę dyskusję najprościej, jak potrafi. Wchodzi między nich, łapie
drabinę obiema rękami i wyrywa ją zarówno Hani, jak i Bidamowi. Hania
odskakuje, Bidam dostaje końcem drabiny w brzuch i pada na kolano.
Franko wsuwa drabinę do ringu, ale zanim sam wraca między liny, Hania
wskakuje na apron i trafia go Running Knee Strikeiem w twarz. Franko
cofa się, a Bidam łapie go od tyłu i wykonuje Release German Suplex na
podłogę przy ringu. Rzeźnik spada ciężko na plecy, a Bidamczyk przez
moment sam siedzi obok niego, czując w kościach wagę tego przeciwnika.
Hania wykorzystuje okazję. Wślizguje się do ringu, ustawia drabinę
prawie pod pasem i zaczyna się wspinać. Dron z tytułem rusza jednak
powoli po torze w stronę narożnika. Hania jest już na trzecim szczeblu,
ale widzi, że pas ucieka. Przeskakuje o szczebel wyżej, wyciąga rękę,
lecz brakuje jej kilkunastu centymetrów. Bidam wraca na ring i popycha
drabinę. Nie przewraca jej od razu, raczej przesuwa tak, żeby Hania
straciła balans. Wnuczka Szakala zeskakuje na nogi, odwraca się i
trafia go Roundhouse Kickiem w głowę. Bidam zatacza się na liny. Hania
bierze rozpęd, ale Nowosibirski łapie ją i wykonuje Backbreaker. Franko
wraca na ring, jeszcze powolny po German Suplexie, ale już groźny.
Bidam rusza na niego z Clotheslinem, Franko przyjmuje cios, odpowiada
własnym Lariatem i niemal odwraca Bidama do góry nogami. Hania próbuje
zaatakować od tyłu, wskakuje na plecy Franko i łapie go za głowę, ale
Franko nie daje się sprowadzić. Cofa się brutalnie w narożnik, miażdżąc
ją plecami. Hania puszcza uchwyt i osuwa się na matę.
Jan Kowalski – Czy zgadzasz się z komisarz Yuko, że Franko jest powolny?
Tony Hogański – Źle ją zrozumiałeś. On jest powolny w montowaniu filmików. Trudny wręcz, ale czym sam w sobie jest powolny? Hmmm...
Jan Kowalski – Tak? Jest czy nie?
Tony Hogański – Jest stateczny.
Tymczasem Bidam podnosi drabinę i ustawia ją nie idealnie pod pasem,
tylko trochę na skos, przewidując ruch konstrukcji. To dobry pomysł,
ale wykonanie jest nerwowe. Wspina się szybko, zbyt szybko. Pas zaczyna
przesuwać się z powrotem w stronę środka, a Bidam, zamiast zejść i
poprawić ustawienie, próbuje sięgnąć z boku. Drabina chwieje się. Hania
wraca do gry, wskakuje na dolne szczeble od drugiej strony i uderza
Bidama w żebra. Bidam odpowiada łokciem. Hania uderza głową w szczebel,
ale nie puszcza. Franko rusza w ich stronę, widzi ich obu na drabinie i
po prostu wpycha bark w metalową konstrukcję.
Drabina przewraca się na
liny. Bidam spada na matę, Hania w ostatniej chwili łapie się górnej
liny, ale Franko natychmiast zdejmuje ją z niej Big Bootem! Hania
wypada przez środkową linę na apron i dalej na posadzkę!!! (EWF! EWF! EWF! EWF!)
Rzeźnik zostaje sam. Podnosi drabinę, ustawia ją pod pasem i zaczyna
się wspinać. Nie spieszy się, bo może faktycznie nie potrafi? Każdy
szczebel trzeszczy pod jego ciężarem. Dron zatrzymuje się nad nim,
jakby system uznał, że zawodnik znalazł dobrą pozycję. Franko wyciąga
rękę. Palce muskają pas. Bidam rzuca się desperacko na drabinę i wspina
się z drugiej strony. Uderza Franko w brzuch, ale Franko odpowiada
Headbuttem. Bidam trzyma się jedną ręką. Franko łapie go za głowę i
wygląda, jakby chciał zrzucić go z góry. Bidamczyk jednak wciska palce
w oczy maski, nieczysto, ale skutecznie, i uderza kolanem w szczebel,
przez co cała drabina drga. Hania wraca z zewnątrz z drugą drabiną. Nie
próbuje powalić Franko siłą. Ustawia drabinę obok, niższą, ale pod
lepszym kątem, i wspina się szybko z boku. Teraz cała trójka jest
wysoko.
Pas rusza powoli w stronę Hani. To pierwszy raz, kiedy
mechaniczny system naprawdę zmienia sytuację na jej korzyść. Senatorska
wnuczka sięga po tytuł, ale Bidamczyk łapie ją za włosy i ramię,
ściągając ją z boku. Hania odwraca się na szczeblu i trafia Bidama
Enzuigiri z drabiny. Bidam traci równowagę i spada na matę!!! (EWF! EWF! EWF!)
Franko próbuje złapać Hanię, ale ona przechodzi na jego drabinę, niemal
jakby wspinała się po konstrukcji, a nie po przeciwniku. Butcher chwyta
ją za gardło, jednak
Hania kopie go w kolano, potem w rękę i trafia
Tilt-a-Whirl DDT z wysokości, używając własnego spadania, żeby wbić
Franko głową w matę. Franko pada ciężko, Hania odbija się obok niego, a
publiczność reaguje tak jak powinna i wydaje z siebie głośne okrzyki!! (EWF! EWF! EWF!)
Tony Hogański – Ale zaczęli spadać z tych drabin.
Jan Kowalski – Lata
mijają, a publiczność nadal pamięta, co trzeba krzyczeć w takich
sytuacjach. Mam nadzieję, że Gen Z-EWF nam tego nie odbierze.
Tony Hogański – Jesteś tak nudny z tą swoją sceptycznością wobec Gen Z-EWF, że powinno zastąpić cię AI.
Jan Kowalski – No już bez przesady.
Bidam
leży przy linach, Franko na środku, Hania próbuje wstać. Pas przesuwa
się znowu, teraz powoli nad środek ringu. Wnuczka Szakala wie, że ma
chwilę. Ustawia mniejszą drabinę, ale jest zmęczona. Wchodzi na drugi
szczebel, trzeci, czwarty. Bidam łapie ją za kostkę. Hania kopie go
wolną nogą, raz, drugi, trzeci. Bidamczyk nie puszcza. Wstaje, zrzuca
ją na barki i wykonuje brutalny Powerbomb na stojącą obok złożoną
drabinę. Hania zwija się z bólu i wypada pod linami na podłogę. Gwiazda
telenowel sam pada na kolana, ale pas jest nad nim. Wstaje, poprawia
główną drabinę i zaczyna wspinaczkę. Tymczasem Rzeźnik podnosi się za
jego plecami. Łapie kolegę z tag teamu za nogę. Bidam kopie go w twarz.
Franko puszcza na sekundę, po czym łapie go ponownie i ściąga z drabiny
prosto na barki. Death Valley Driver!! Bidam wbity w matę. Rzeżnik
bezceremonialnie odsuwa go nogą i zaczyna własną drogę po EWF World
Championship. Franko wspina się. Pas zatrzymuje się nad nim. Wyciąga
rękę, ale wtedy Hania wraca na apron. Ledwo stoi, ale bierze rozpęd po
linach i trafia Springboard Dropkickiem w drabinę. Nie przewraca jej
całkiem, lecz Franko traci równowagę i zawisa na jednym ramieniu,
oparty o szczyt. Hania próbuje wejść, ale Bidam łapie ją od tyłu i
wykonuje Release Dragon Suplex. Hania ląduje wysoko na karku, a Bidam
też nie wstaje od razu. Franko zsuwa się po drabinie, ale nie spada.
Zatrzymuje się w połowie, schodzi dwa szczeble niżej i patrzy na oboje.
Zamiast iść po pas, schodzi całkiem. To błąd albo świadoma decyzja.
Podnosi Hanię, ustawia ją pod Burning Hammer. Hania jednak zsuwa się za
plecy i trafia Low Dropkickiem w kolano. Franko pada na jedno kolano.
Bidam w tym samym momencie rusza z Jawbreaker Lariatem i trafia Franko
w szczękę. Rzeźnik nie pada od razu. Zachwiał się, więc Bidam poprawia
drugim Lariatem. Butcher wreszcie pada na plecy. Bidam i Hania zostają
na nogach, choć oboje są daleko od świeżości. Przez moment patrzą na
siebie i na pas. Senatorska wnuczka pierwsza rusza do drabiny.
Nowosobirski łapie ją za bark i odciąga. Hania trafia go kopnięciem w
udo, potem Roundhouse Kickiem w głowę. Bidam odpowiada Back Chopem,
potem drugim, po czym próbuje Seorabeol-2 [Sternness Dust α]. Hania
wyślizguje się, przechodzi za plecy i wykonuje Code Red. Bidam uderza o
matę, Hania natychmiast idzie do drabiny.
Jan Kowalski – Czy to szansa dla Hani?
Tony Hogański – Szanse są równe.
Jan Kowalski – Można tak powiedzieć na początku walki, ale w tej chwili?
Tony Hogański – Nadal uważam, że każdy może to wygrać.
Franko podnosi się najwolniej. Hania zauważa go i próbuje zatrzymać go
Low Dropkickiem, ale Rzeźnik tym razem nie pada. Chwieje się, łapie ją
za kark i rzuca ją w narożnik. Rozbudzony Bidam rusza na niego z
Lariatem, Franko przyjmuje cios na bark, odpowiada Headbuttem i wpycha
Bidama pod ustawioną drabinę. Potem łapie go na barki. Death Valley
Driver na złożoną drabinę! Bidam zostaje wbity plecami w metal i od
razu wypada na bok, zwijając się z bólu. Hania wskakuje na plecy Franko
i próbuje Sleepera, ale Franko od razu cofa się do narożnika, miażdży
ją raz, potem drugi, po czym przerzuca przez ramię na matę. Franko
bierze jedną drabinę i ustawia ją pod pasem. Pas zaczyna się odsuwać,
więc Butcher nie wspina się od razu. Przesuwa drabinę razem z ruchem
tytułu, spokojnie, brutalnie praktycznie, jakby przepychał ciężki
sprzęt w magazynie, a nie walczył o najważniejszy pas w federacji.
Hania próbuje jeszcze wstać. Franko widzi ją kątem oka. Zamiast dać jej
dojść do siebie, podnosi ją i wykonuje Burning Hammer [Inverted Death
Valley Driver]! Bidam wstaje przy linach, ale Franko dopada go, uderza
mocnym Lariatem i dorzuca Taniec Rzeźnika - krótki, brutalny grad
uderzeń, bez finezji, bez ozdób. Bidam pada przy narożniku. Dopiero
wtedy Franko zaczyna wspinaczkę. Pas stoi nad nim, ale po chwili rusza
w bok. Franko zatrzymuje się, schodzi jeden szczebel niżej, łapie
drabinę i z wysiłkiem przesuwa ją razem ze sobą, nie schodząc całkiem.
Konstrukcja chwieje się groźnie. Hania porusza się na macie, Bidam
próbuje doczołgać się do drabiny, ale Franko jest już wysoko. Bidam
łapie dolny szczebel. Franko kopie go w głowę. Bidam puszcza. Hania z
ostatnich sił rzuca się do liny i próbuje Springboard Dropkicka, ale
nie trafia czysto. Uderza tylko w bok drabiny. Franko utrzymuje
równowagę. Jedną ręką trzyma szczebel, drugą sięga po pas. Mechaniczny
dron powoli przesuwa tytuł jeszcze kawałek, ale Franko nie odpuszcza.
Wspina się na sam szczyt, prawie staje na ostatnim szczeblu i łapie EWF
World Championship obiema rękami. Mocowanie trzyma przez sekundę.
Franko szarpie raz. Nic. Szarpie drugi raz. Pas puszcza. Lech Grudziński nakazuje uderzyć w gong!
(Zwycięzcą i nowym EWF World Championem jest: Franko the Butcher!)
Tony Hogański – Ojej... Serio?
Jan Kowalski – Mówiłeś, że wszyscy mają równe szanse.
Tony Hogański – No tak. W sumie racja.
Franko schodzi z drabiny powoli, z pasem przewieszonym przez ramię. Nie
pada na kolana, nie płacze, nie pokazuje wielkiej euforii. Po prostu
stoi nad rozbitymi rywalami i oddycha ciężko. Bidam leży przy
narożniku, a Hania pod linami. Rzeźnik zdejmuje pas z ramienia i chwyta
go w obie dłonie, po czym patrzy na EWF World Championship z lekkim,
choć jak na niego dość wyraźnym zadowoleniem. Gra jego muzyka, gdzieś
pod FeliXtronem wybuchają fajerwerki.
Tony Hogański – Jak się okazuje
dzisiaj nie wygrała szybkość ani strategia. Wygrała masa, odporność i
człowiek, którego nie dało się zatrzymać wystarczająco długo.
Bidam chyba wybrał, że jednak będzie leżał, bo nie rusza się. Może
postanowił zostawić Franko samemu sobie. To w końcu jego chwila, jego
moment.
Jan Kowalski – Wiele
lat starań nie poszło na marne. Warto zauważyć, że wyprzedził przy tym
innych, niejako wiecznych pretendentów: Yoshihito Nabeshimę, Nasa, no i
Vaclava.
Tony Hogański – Nie wypowiadaj głośno tego ostatniego imienia. Nie niszcz tej chwili.
Franko w końcu wchodzi na jeden z narożników i unosi pas. Publiczność
reaguje wielką radość, a kolejna seria fajerwerków wybucha w okolicy
FeliXtronu. Wrestlepalooza powoli schodzi z anteny.
Jan Kowalski – To wszystko na dzisiaj! Żegnają państwa.... Tony Hogański.
Tony Hogański – .... i Jan Kowalski!
Jan Kowalski – Oglądajcie
kolejną Wrestlepaloozę! Mam nadzieję, że po dzisiejszej gali nie będzie
żadnych niespodziewanych sytuacji i pas nie zostanie znów zawieszony.
Tony Hogański – Kluczem jest szybkie chodzenie, żeby dobrze wypadać w montażu!
Koniec transmisji
EWF Corporation 2026
Podobała Ci się gala? Nie cierpisz jej? Najlepiej będzie jak skomentujesz ją na FORUM.
Powrót na stronę główną
Kolejny
odcinek z cyklu - wydarzyło się po zakończeniu gali! Dzisiaj znów tylko
jeden odcinek! Ale za to dynamiczny i wielowątkowy!
Gala
już się skończyła. W korytarzach bydgoskiej hali panował zupełnie inny
nastrój niż wcześniej. Było spokojniej. Nas i Weronika Passent szli bez
pośpiechu jednym z bocznych korytarzy, aż trafili na szerokie
rozwidlenie, z którego można było pójść w kilka różnych stron. Weronika
zatrzymała się na środku i spojrzała w lewo, potem w prawo.
Weronika Passent – Wow, Nas. Rozwidlenie! Jakie to symboliczne! I tak zaczyna się ta moja niewiarygodna, detektywistyczna historia.
Nas – Nie mogę się doczekać.
Weronika Passent – Wiesz
co? Ja naprawdę chcę go znaleźć. Tego gościa od mojego łuku. Włożyłam
tyle pasji w kyudo, w zasadzie jestem matką polskiego kyudo, ale to
takie on i off relationship, wiesz? A on wtedy zniszczył mój łuk. Tylko
teraz zaczynam sobie uświadamiać, że mam jeden malutki problem... ja
kompletnie nie pamiętam jego twarzy.
Nas – To chyba utrudnia poszukiwania.
Weronika Passent – Bardzo. Dlatego liczyłam na ciebie. Daj mi jakąś wskazówkę. Ty wiesz, kto to był, nie?
Nas – Sama chciałaś dostać wędkę, a nie rybę.
WAMP przez chwilę patrzyła na niego w milczeniu, po czym jej twarz rozjaśniła się uśmiechem.
Weronika Passent – Czyli to jest lekcja?
Nas – Można tak powiedzieć.
Weronika Passent –
Wiedziałam! Ty naprawdę inwestujesz we mnie intelektualnie. To bardzo
miłe. Bo ja teraz piszę na zamówienie wuja Włodka te różne raporty do
ministerstw. I wiesz co? Czuję, że mam potencjał do takich rzeczy.
Zamyśliła się, po czym zaczęła rozglądać się po korytarzach.
Weronika Passent – Dobra... twarz. Mężczyzna. Kilkanaście lat temu. Pewnie był wtedy młodszy. Czy ja go dzisiaj widziałam?
Nas – Nie.
Weronika Passent – Hm. Czyli odpada ten Hiszpan Sergio, którego rozwaliłeś swoją mocą.
Nas – Sergiusz.
Weronika Passent – No właśnie, Sergio. On mi od początku wyglądał na Hiszpana.
Nas – On nie jest Hiszpanem.
Weronika Passent –
Seriówa? To nie Hiszpan? Sergio to przecież jest takie hiszpańskie imię. Myślałam,
że on należy do tej grupy Anny Lewandowskiej. Wiesz, tych wszystkich
ludzi, którzy tańczą z nią, kiedy Robert gra. Sergio, Carlos, Alejandro...
Miguel... chyba był jeszcze Javier. Oni wszyscy wyglądają, jakby mogli
mieszkać w Barcelonie. Ten też tak wyglądał.
Nas – Sergiusz jest z EWF. Dopiero niedawno zadebiutował.
Weronika Passent – Aaa. (Krótka pauza.) Czyli jednak nie on.
W tym momencie Nas spojrzał w
głąb jednego z bocznych korytarzy. Daleko od nich pojawiła się Yuko
Shiraishi, która zdążyła już przebrać się po gali. Miała znowu spódnicę
i białą koszulę, etap biegania został zakończony. Obok niej szli
Czesław Kowalski i Ponury Grabarz. Yuko mówiła szybko, żywo
gestykulując, podczas gdy Czesław próbował najwyraźniej nadążyć za jej
pomysłami. Grabarz milczał, idąc za nimi jak ruchoma ściana. Z oddali
dało się usłyszeć tylko urywki rozmowy.
Yuko Shiraishi –
...bo zobaczcie, jakie to wszystko jest białe! Białe ściany, białe
światło, nuda! Ja chcę neony. Kolorowe. Pulsujące. Coś, co żyje! Wtedy
nawet ten wolny facet...
Czesław Kowalski – Franko.
Yuko Shiraishi – Franko! Właśnie! Nawet Franko będzie wyglądał dynamicznie. Może zacznie szybciej chodzić! Może to go pobudzi, co?
Czesław Kowalski – Tylko
musimy pamiętać o kosztach. Możemy wypożyczać takie instalacje na każdą galę,
ale przy większej skali rozsądniej byłoby je kupić. To będzie spora
inwestycja. Trzeba będzie to też magazynować i wozić ze sobą. Obecnie
hala jest wynajmowana w zasadzie w stanie zastanym, dokładamy ring i
takie tam.
Yuko Shiraishi – Czesław. Ja nie zostałam komisarzem po to, żeby brać EWF takim, jakie je dostałam. Nie akceptuję stanu zastanego, rozumiesz? (Fuknęła na niego.)
Ja przebuduję EWF na swój obraz i podobieństwo, że jak wróci tu kiedyś
jakiś stary dziad z lat 2001-2015 to nie będzie wiedział, gdzie trafił i
ucieknie z płaczem, nadciśnieniem i migotaniem przedsionków. Rozumiesz?
Moje EWF to absolutnie nie są białe ściany!
Czesław Kowalski – Rozumiem.
Yuko Shiraishi – Mam nadzieję.
WAMP aż się zainteresowała sprawą. Pomachała lekko w stronę Grabarza.
Weronika Passent – Ooo! Twój kolega! Grabarz! Może podejdziemy? Co? Co?
Nas – Nie.
Weronika Passent – Dlaczego?
Jej mąż nie odpowiedział.
Uważnie obserwował Yuko i całą scenę. Rozejrzał się też i zauważył, że na
korytarzach było teraz dużo kamer. Niektóre jakby podążały za Yuko, a
pozostałe śledziły wszystkich innych.
Nas – Takie spotkanie nie przyniesie nam żadnych korzyści.
W pewnym momencie Grabarz również dostrzegł Nasa. Spojrzał na niego,
potem na Weronikę, i niemal niezauważalnie wykonał dłonią krótki gest:
zostańcie tam, gdzie jesteście. Nas skinął mu głową.
Nas – Widzisz?
Weronika Passent – Nie. Co?
Nas – Lepiej nie podchodzić.
Weronika Passent – Aha.
WAMP zaczęła coś analizować w swojej ślicznej główce, tak jakby
przyjęła to do wiadomości, chyba coś sobie właśnie wyobraża i nie
zwraca już uwagi na otoczenie. Tymczasem Yuko
chyba skończyła demonstrację, bo wyciągnęła telefon i zaczęła nawijać
po japońsku bardzo szybko, to się śmiejąc, gestykulując, to znowu
wpadając w tryb japońskiego słowotoku. Przynajmniej Czesław i Grabarz
mieli chwilę oddechu od jej pomysłów, bo dało się jeszcze usłyszeć
krótką wymianę zdań między nimi.
Czesław Kowalski – Pssss... Grabarz... wiesz... ona tyle biegała... a nadal nie ma zapachu.
Ponury Grabarz – Zamknij się.
Wracamy do WAMP, która przestała coś sobie wyobrażać, bo jej wzrok powędrował w zupełnie inną stronę.
Weronika Passent – O! Nas! A tam też są jacyś ludzie.
Nas westchnął cicho. Kilka
metrów dalej Maksymilian an-Nazira i Arek Kolano rozmawiali przy
ścianie. Ich głosy były zbyt ciche, żeby słyszeć całą rozmowę, ale
kilka słów dotarło do Nasa i Weroniki.
Maksymilian an-Nazira – Trzeba coś z nim zrobić...
Arek Kolano – Sergiusz jest już naprawdę nie do zniesienia.
WAMP zmarszczyła brwi.
Weronika Passent – A może to oni? Czy to jeden z nich rozwalił mój łuk?
Nas – Nie.
Weronika Passent – Skąd wiesz?
Nas – Nie było ich tutaj kilkanaście lat temu.
WAMP spuściła głowę.
Weronika Passent – Czyli kolejny trop do kosza.
Po chwili znów się rozpromieniła.
Weronika Passent – Nas, Nas! Mam pomysł! A gdybyś tak użył na nich swoich vege-himalajskich mocy? Możesz
zrobić tak, że namieszasz im w głowach, przejmiesz kontrolę nad ich
umysłami, zrobisz tak, że oni odwrócą się w swoim kierunku, ukłonią, po
czym rozpędzą i z całej siły zderzą głowami? Haha, ale to było śmieszne.
Nas – Nie, to nie czas na to.
Weronika Passent – O, Nas! Inny pomysł! Możesz ich rozerwać energią? Albo zrobić jakiś taki wielki błysk. To byłoby naprawdę fajne.
Nas – Nie będziemy nikogo rozrywać energią.
Weronika Passent – Szkoda, ale w sumie okej. Nie lubię ludzkiej krzywdy na żywo. W telewizji albo na necie spoko, ale tutaj? Nie, nie.
Nas –
Ale wiesz co? Od następnej gali będzie inaczej. Pomyśl o ciszy tuż
przed burzą. Wszystko wygląda normalnie. Ludzie rozmawiają, światła
świecą, muzyka gra. A potem pojawia się pierwszy grzmot i nagle wszyscy
przypominają sobie, że nie mają żadnej kontroli nad tym, co wydarzy się
za chwilę. Ta burza już się zaczęła. Tylko nikt jeszcze jej nie słyszy.
WAMP spojrzała na niego z szerokim uśmiechem.
Weronika Passent – Wow...
Przerwała, jakby dopiero teraz dotarło do niej, co właśnie powiedział.
Weronika Passent – Ale będzie czad!
Czy tak się stanie? Zobaczymy!
Ostateczny koniec transmisji!