BGW R*zpierdolfest I, 05.02.2011 // ]]>

 


R*zpierdolfest

R*zpierdolfest! I

 

5.02.2011

 

Akcja zaczyna się w podziemnym parkingu krakowskiej hali. Zobaczyć tu można kilkadziesiąt ekskluzywnych samochodów należących prawdopodobnie do pracowników technicznych, wrestlerów oraz osób o wyższym statusie społecznym niż przeciętny Kowalski. Sekundy do rozpoczęcia gali mijają nieubłaganie wybijane rytmicznie wiadrem uderzającym o metalowy wózek pchany przez niepozorną sprzątaczkę. Właściwie niewiadomo dlaczego kamerzysta skupił na niej swoją uwagę. Może chciał uchwycić festiwal min, którym popisuje się owa kobieta. Na początku delikatny uśmiech przebijający się przez zawodowe znużenie, następnie lekkie zmieszanie pogłębiające się z każdym przebytym metrem. Teraz natomiast jest to już ewidentny strach. Pracownica zatrzymuje się, pochyla, a kameerzysta wraz z nią ukazując plamy krwi rozmieszczone systematycznie co kilka metrów. Kobieta zostawia wózek i ostrożnie podąża ich tropem, który doprowadza ją do sporych rozmiarów kontenera na śmieci. Konserwatorka powierzchni płaskich staje na palcach, zagląda do środka i zamiera...

 

 

00:00:03

00:00:02

00:00:01

...

 

Wraz z końcem odliczania w pogrążonej w mroku hali wybuchają fajerwerki. Kamera zaczyna krążyć nad areną ukazując publikę fragmentarycznie oświetlaną przez efekty pirotechniczne. Nie widać i nie słychać wśród niej oznak radości jakie powinny towarzyszyć tak podniosłemu wydarzeniu. Po kilku chwilach pokaz się kończy, a arena zostaje oświetlona w należyty sposób. Dzięki uprzejmości realizatora możemy zauważyć, że krakowska hala została wypełniona niemal do ostatniego miejsca. Cóż jednak z tego skoro klimat jest tak ponury jakby wszyscy zleźli się tu na pogrzeb jakiegoś celebryty. Następne ujęcie to szybki przelot kamery w okolicach barierek, przez który można się utwierdzić w przekonaniu iż teoria z czyimś pogrzebem jest całkiem prawdziwa. Widzowie z pierwszych rzędów choć trzymają w rękach transparenty, a ich twarze są umalowane we wszystkie kolory tęczy (choć najczęściej pojawiają się tu zielone gwiazdy Venomousa) to nie widać na nich żadnych oznak radości, a raczej łatwiej się na nich doszukać smutku i przygnębienia. Następnym widokiem, którym zostajemy uraczeni przez realizatora jest stolik komentatorski. Zasiadający przy nim dwaj mężczyźni również nie emanują hurraoptymizmem. O ile w przypadku pierwszego – potężnie zbudowanego goryla ze złotym łańcuchem na szyi i białym, pękającym na ciele garniturem owy smutek można zrzucić na karb wrodzonego chamstwa i mordy tak poharatanej, że Marv z SinCity mógłby uchodzić przy nim za współczesną wersję mitologicznego Narcyza. Drugi osobnik to typowy cherlak w okularach z wyrazem twarzy pozującym na inteligenta. Teoretycznie też mógłby się z tego powodu smucić, ale przez lata pewnie przywykł do swej ułomności i tak wspaniałego wieczora nie powinno mu to przeszkadzać.

 

Konrad Ochucki: (ten potężnej postury) Dobry wieczór państwu. Serdecznie witamy na pierwszej w historii gali BGW R*zpierdolfest! Wraz ze mną galę komentować będzie

 

Bogusław Montana: (ten chuderlak) To ja.

 

Konrad Ochucki: Na dzisiejszej gali będziemy mieli okazję zobaczyć półfinały turnieju o BGW Shockwave Title, oraz main event w którym wyłoniony zostanie pierwszy uczestnik walki o BGW Pride Title.

 

Bogusław Montana: Kiedy wyłoniony zostanie drugi?

 

Konrad Ochucki: Tego nie wiadomo, ale z pewnością na najbliższych galach.

 

Bogusław Montana: (smutny) Czyli nie upadniemy po pierwszej ?

 

Konrad Ochucki: Z pewnością nie. Chociaż sytuacja jest skomplikowana już od początku.

 

Bogusław Montana: Ciekawe, mów dalej, liczę na grubą odprawę.

 

Konrad Ochucki: Wszystko wyjaśni nam Wioletta Wielowieyska, która przebywa na parkingu z komisarzem Jazzowskim. Przenieśmy się tam.

 

*****

 

Realizator na polecenie Ochuckiego przeniósł miejsce akcji na podziemny parking. Zauważyć tu można prócz ukazanej na samym początku gali sprzątaczki (uspokajanej teraz przez jedną z lekarek) tłum gapiów i dziennikarzy powstrzymywanych dzielnie przez kordon policji. W centrum uwagi wszystkich znajduje się jednak karetka wyjeżdżająca obecnie na sygnale z budynku. Tuż obok niej zauważyć można komisarza BGW Nasa Jazzowskiego oraz reporterkę Wiolettę Wielowieyską. Teraz to właśnie na nich skupione są oczy całej Polski.

 

Wioletta Wielowieyska:  Jak państwo widzieli, dosłownie kilkanaście sekund temu dwóch zawodników mających dziś zadebiutować na pierwszej w historii gali R*zpierdolfest! – Vaclav i Curtis Woods zostało zabranych przez karetkę po tym jak stali się ofiarami brutalnego pobicia. Jest tu teraz wraz ze mną Nas Jazzowski, panie Komisarzu czy uważa Pan, że nad Blood Guts Wrestling już od pierwszego dnia wisi jakaś klątwa ?

 

Nas Jazzowski: Nie określiłbym tego w ten sposób.. całą odpowiedzialność za zaistniałą sytuację biorę na siebie.. środki ostrożności, które zastosowałem zawiodły na całej linii.. z tego też  powodu musiałem wykonać telefon, który niestety raz na zawsze zrywa ze wspieraniem lokalnych firm ochroniarskich.. jednak bezpieczeństwo ponad wszystko.

 

Wioletta Wielowieyska: Kiedy będziemy mogli poznać szczegóły?

 

Nas Jazzowski: Za mniej więcej 15min w moim gabinecie odbędę rozmowę z osobą, której doświadczenie choć mocno kontrowersyjne, pozwala mi z pełnym spokojem przekazać na jej ręce.bezpieczeństwo federacji.. jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli podczas mojego najbliższego oświadczenia poruszę ten temat.

 

Wioletta Wielowieyska: Oświadczenia ?

 

Nas Jazzowski: Niech ten, który jest za to odpowiedzialny wie, że dzisiejszej nocy spokojnie nie zaśnie.. dopadnę go i nie jest to nawet kwestia godzin, a minut.. a wtedy...

 

Nas uśmiecha się lekko pod nosem i odchodzi.

 

Wioletta Wielowieyska: Z parkingu pod halą, dla Blood Guts Wrestling, Wioletta Wielowieyska.

 

*****

 

 

Konrad Ochucki: Wyjątkowo przykra sytuacja.

 

Bogusław Montana: Wyjątkowo się z tobą zgadzam.

 

Konrad Ochucki: Wyjątkowo? Nie mieliśmy jeszcze zbyt wielu okazji do przetestowania zgodności naszych opinii.

 

Bogusław Montana: Są dwa powody. Pierwszy – jesteś komentatorem wrestlingu muszę się z tobą nie zgadzać aby nakręcać rozmowę.

 

Konrad Ochucki: A drugi ?

 

Bogusław Montana: Jesteś profesjonalnym komentatorem wrestlingu, WRESTLINGU, ekscytujesz się tym, oglądasz od lat, jakby nie patrzeć jesteś lekko pierolnięty. A ja do pierdolniętych opinii mam dystans.

 

Konrad Ochucki: Nie zgadzam się!

 

Bogusław Montana: Widzisz, działa.

 

Konrad Ochucki: Otrzymuję informację, że uczestnicy Ośmiopak R*zpierdol meczu są już gotowi do walki tak więc przenosimy się na ring.

 

 

Operator w przeciwieństwie do Montany daży Ochuckiego szacunkiem i posłusznie wykonuje jego polecenia. Przenosi więc nas na ring na którym stoją wszyscy uczestnicy Ośmiopak R*zpierdolu przez co jest z lekka tłoczno. Jak podano w karcie całe towarzystwo ma być podzielone na dwie drużyny po 4 osoby, ale jakoś nikt się nie kwapi aby tego podziału dokonać.Nawet sędzia Jamróz wzrusza obojętnie ramionami, bo brak mu salomonowego rozwiązania. Dlatego też sprawy w swoje sumickie dłonie bierze Filu, chwyta za rękę stojącego najbliżej Miko, rozkręca go i inicjuje wojnę na tip-topy!

 

 

 

Konrad Ochucki: Myślałem, że kreatywność wrestlerów skończyła się wraz z ostatnią galą PCW. Miła niespodzianka.

 

Bogusław Montana: Nie wiem czym było PCW więc na wszelki wypadek się nie zgodzę.

 

Konrad Ochucki: Nie wiesz czym było PCW ?! Bogusławie czy ty masz w ogóle jakieś kompetencje upoważniające cię do komentowania gal wrestlingu?

 

Bogusław Montana: Ja? Ja? Jak śmiesz! Czy wyglądam na człowieka preferującego rozrywki dla mas?

 

 

 

Filu…Miko…Filu…Miko…Filu…Miko…Filu… jako pierwszy stopę na nodze swego oponenta stawia Miko i to on otrzymuje przywilej wybierania jako pierwszy.

 

Miko: Benito Demianiuk

 

Filu: Revan

 

Miko: Mr. Money

 

Filu: Clandestine

 

Miko: High

 

Na ringu pozostał już tylko Pysieq więc chcąc nie chcąc dołączył on do teamu Fila. Wybrani zawodnicy grzecznie wyszli poza liny zostawiając w pierścieniu pole do popisu swoim kapitanom. Gong!

 

Miko jednak nie podejmuje wyzwania, widząc posturę sumickiej potęgi z Cibora najzwyczajniej w świecie wymięka i klepie w w ramię stojącego poza linami Benito Demianiuka dając mu tym samym zielone światło do wjazdu na ring. Włoch o serbskich korzeniach (albo odwrotnie) z brawurą godną Srpskiego Filmu zmierza w kierunku swego oponenta, a następnie wdaje się z nim w brawl, co prawda pierwszy cios grubasa lekko go oszałamia, ale dalej jest już tylko lepiej, cztery szybkie uderzenia Demianianikua kontra jedno Fila. Zdecydowanie szybkość nie jest atutem sumity, chociaż grad ciosów błyskawicznie spycha go do narożnika. Tam momentalnie inicjatywę przejmuje jeden z partnerów – Pysieq,. Zawodnik ten nie jest jednak równie sympatyczny co jego ring name. Przeskakuje ponad linami i powala Benito dość mocnym dropkickiem. Następnie podnosi Włocha, próbuje wykonać na nim Half Nelson Suplex, ale ten kontruje i w ramach odwetu whipuje go na liny, po czym naciera z Hostią! (Spear)  Pin 1...2. Clandestine przerywa! Amerykanin podnosi Włocha i wykonuje na nim German Suplex, próbuje przejść do pinu, ale bez ostrzeżenia zostaje zaatakowany przez Miko, który wprost z narożnika skacze na będącego w pozycji mostka rywala z Whisky splash 450° !!! Pin 1...2.. tym razem pin zostaje przerwany przez Revana, „luchador z lekką otyłością” chwyta za głowę Danielsa, uderza nią kilkukrotnie o narożnik a następnie łapie w pozycji do Revenge (Vertebreaker), ale nie udaje mu się wykonać tegoż ciosu, bo pada powalony impetem dropkicka wprost w plecy (a że na plecach był Miko to on także ucierpiał), którego wykonawcą okazuje się High. Co prawda “nienawistny hell” poturbował lekko swojego partnera, ale wybierając mniejsze zło uratował go od okropnie nieprzyjemnego ciosu.

 

Bogusław Montana: Widzisz Kondziu, ten cios może opisać nasz stan wiedzy.

 

Konrad Ochucki: Ciekawa teoria, kontynuuj.

 

Bogusław Montana: Ja jestem tym człowiekiem, który dostał kopa. Racja – nagrzeszyłem w życiu, spłukałem i teraz muszę się tu błaźnić. Ty natomiast jesteś tym samym człowiekiem po przypierdoleniu w ziemię.

 

Konrad Ochucki: Nie rozumiem.

 

Bogusław Montana: Ja też, ale chciałem żebyś jako fan wrestlingu znalazł się w gorszej sytuacji.

 

 

Może powstrzymał cios, ale nie zdołał powstrzymać Revana, który to po lekkim zachwianiu dość szybko dochodzi do siebie i z groźną miną spogląda na Higha. Próbuje wziąć rozbieg, aby dokonać jakiegoś aktu zemsty, ale zostaje nagle złapany przez Damieniuka i Pyśq’a. “Nienawistny hell” jak zwykł nazywać sam siebie High, z równie “nienawistną” miną podchodzi do obezwładnionego luchadora i “nienawistnie” go policzkuje! Przez swoją nienawistną postawę nie zauważa jednak, że gdzieś z tyłu już od dawna na swą okazję czekał przyczajony sumita, który widząc jaka krzywda dzieje się jego partnerowi wynurza się z ukrycia i atakuje trzech delikwentów podwójnym clotheslinem! Cała trójka chce wypaść za ring, ale udaje się to tylko dwóm szczęśliwcom. Filu wprawiony w połowach ryb (bo w końcu Cibór Duży leży nad rzeką Klukówką, która w naszej federacji będzie słynąć ze swojej życiodajności) łapie w powietrzu Higha i ciska nim o matę Chokeslamem! W tym czasie Revan zdążył się wdrapać na najwyższą linę i przygotować do ostatecznej egzekucji poprzez Revenue Splash! Pin 1…2…3 (zwycięzcami i uczestniakami Czteropak R*zpierdolu są Clandestine, Filu, Pysieq i Revan)

 

 

Bogusław Montana: Ponadto twój ogrom wiedzy źle działa na cerę.

 

Konrad Ochucki: To udowodnione naukowo?

 

Bogusław Montana: Daj spokój Kondziu, chcę w jakiś sposób usprawiedliwić twoją brzydotę przed milionami widzów, a ty oczekujesz dowodów? Masz szczęście, że na to jestem przygotowany.

 

Konrad Ochucki: Myślę, że to nie najlepszy moment...

 

Bogusław Montana: Dlaczego? Niech dzielni gladiatorzy udadzą się do swoich prycz, a ty mnie posłuchaj...

 

Konrad Ochucki: ....

 

Bogusław Montana: Przez lata trapiłeś się wynikami walk, analizowałeś ich przebieg, emocjonowałeś się nimi, to właśnie przez to twoja twarz wygląda tak jakbyś miał w głowie reaktor jądrowy.

 

Konrad Ochucki: Ale...

 

Bogusław Montana: Nie próbuj zwalać tego na geny! Jedynym błędem jaki popełnili twoi rodzice było założenie kablówki.

 

 

 

 

 

 

Czteropak R*zpierdolu

 

Sędzia Jan Jamróz już od samego początku udowadnia zawodnikom, że ich kariera w BGW będzie ciągłą drogą pod górkę. Nie pozawalając nawet na na choć częściową regenerację sił (prawdę mówiąc nie mieli się czym zmęczyć) nakazuje po raz kolejny uderzyć w gong. W związku z tym, że poprzednie starcie nie trwało zbyt długo zawodnicy nie zdązyli siebie jeszcze zbyt dobrze poznać. Dlatego też te braki nadrabiają teraz, krążąc od narożnika do narożnika, obserwując przy tym baczkie każdy swój ruch. Jako pierwszy na atak decyduje się Pysieq. Dodajmy, że jest to atak przebiegły, bo z pewnością Clandestine nie spodziewał się w tym konkretnym momencie clothesline’a w tył głowy. Cland upada, a zawodnik o jakże sympatycznym ring name’ie udowadnia, że sam wcale tak sympatyczny nie jest. Zaczyna agresywnie okopywać bezbronnego Amerykanina zachęcając równocześnie Fila i Revana aby mu pomogli w tym haniebnym czynie. Co skandaliczne jego oponenci na to przystają i zaczynają powoli (na tyle na ile pozwala im tusza) zbliżać się do Estine.

 

 

Bogusław Montana: Myliłem się Kondziu!

 

Konrad Ochucki: Co takiego ?!

 

Bogusław Montana: Wrestling naprawdę jest niesamowity! Grubasy nie są tu mili i potulni, a człowiek o pseudonimie Pysieq zachowuje się jak psychopata.

 

Konrad Ochucki: Zapewniam cię, że to nie jedyne przypadki!

 

Bogusław Montana: (wybauczając oczy) Nie mów mi, że masz żonę!

 

W czasie tej krótkiej wymiany zdań komentatorów doszło do czegoś. Dokładniej dwóch puszystych zawodników doszło do miejsca zbrodni. Trochę im to zajęło, fakt, ale detektyw Monk też nie był zbyt dynamiczny. To jednak nie koniec trudów, Raven bierze zamach jakby do elbow dropa i uderza niczego nie spodziewającego się Pyśq’a prosto w pyszczek.

 

Bogusław Montana: Cofam to co powiedziałem i wracam do swojego poprzedniego stanowiska.

 

Drzewiec zamroczony robi instyktowny unik przed kolejnym uderzenim i wpada wprost w ręce Fila, który serwuje mu Ashole Slam! Podobnie jak w poprzedniej walce ostatnie słowo należy do Revana. Luchador wchodzi na narożnik i skacze na nieprzytomnego “Drzewca” z Moonsaultem!

 

Konrad Ochucki: To bolało!

 

Bogusław Montana: Pracując w Kolumbii nauczyłem się zasady, że w życiu przede wszystkim należy kierować się prawdą. Prawda nas wyzwoli. Masz brzydką mordę, jesteś fanem wrestlingu, ale masz piękne wnętrze. Twoja twarz nie będzie robiła różnicy przy transplantacji wątroby.

 

Konrad Ochucki: Skąd wiesz, że moja wątroba jest piękna? Nie jedną noc się przechulało.

 

Bogusław Montana: Tak, podczas jakiego PPV ?

 

Konrad Ochucki: Proszę cię Bogusławie, nie ograniczaj mojego życia do wrestlingu.

 

Bogusław Montana: (patrząc głęboko w oczy partnerowi) Pracując w Kolumbii nauczyłem się, że w życiu najważniejsza jest lojalność. Nie wypieraj się swojej pasji nawet jeśli jest nią wrestling.

 

 

 

Pin 1…2… Filu chwyta luchadora za głowę i zrzuca go na ziemię przerywając tym samym pin. Revanowi wyraźnie się to nie podoba, z zasadnymi pretensjami rzuca się sumicie do potrójnego podbródka i podniesionym tonem daje mu kilka dobrych rad. Mieszkaniec Cibora uśmiecha się jedynie szeroko, podnosi Drzewca i dość efektownym rzutem wydala go poza ring, a następnie wskazując na swej pokaźnej wielkości korpus zachęca luchadora do ataku. Ten bez wahania bierze rozbieg, odbija się od lin i zatrzymuje się na sumicie niczym na ścianie! Kolejna proba… i znowu to samo! Filu po raz kolejny szczerzy zęby uderzając się przy tym otwartą dłonią (w całkiem sumickim stylu) prost w klatkę piersiową, która przez chwilę ulega falowaniu. Zachowanie to rozsierdza Revana, który to podejmuje trzecią już próbę ataku… i tym razem zostaje zatrzymany mniej więcej w połowie drogi do celu przez dropkicka Clandestine. Chudy rozczarowany końcem zabawy charakterystycznym dla swojej masy truchtem zbliża się do Amerykanina. Próbuje Lariata lecz Cland robi sprytny unik i serią dynamicznych low kicków spycha rywala do narożnika, gdzie momentalnie zaczyna okładać go chopsami jeden, drugi, piąty, ósmy, dwunasty – klatka sumity jest już naprawdę czerwona, ale akurat w tym starciu o wiele bardziej ucierpiał atakujący, który teraz to – z grymasem bólu na twarzy - próbuje rozmasować zdewastowaną rękę. Ewidentnie wybrał na tą regenerację zły moment, bo oto z tyłu, ze Spearem naciera na niego Revan! Jakimś cudem jednak Amerykanin instynktownie unika tegoż ciosu przez co luchador rozbija się na stojącym w narożniku Filu! Cland węsząc w całym zamieszaniu szansę na łatwy pin, wychodzi poza ring gdzie znajduje martwego Pyśq’a i wrzuca go do pierścienia. Sam również się tam wybiera, ale zostaje zaatakowany przez Revana Suicide Dive!!! Publika lekko się ożywia podobnie jak Filu. Sumita leniwie otwiera lewe oko i widząc gotowego do pinu Pyśq’a robi to samo z drugim, bierze lekki rozbieg i spada na Drzewca ze Splashem!!! Pin 1…2…3 (zwycięzcą jest Filu tym samym awansuje on do walki nr 3)

 

Konrad Ochucki: Jak na opener była to dość ciekawa, dynamiczna walka.

 

Bogusław Montana: Opener? Myślę, że nie doceniasz wagi tego starcia.

 

Konrad Ochucki: Oczywiście Filu otrzymuje awans do walki nr 3, która jest półfinałem turnieju o Shockwave title.

 

Bogusław Montana: Chodziło mi bardziej o to, że ring wytrzymał tonę obciążenia. Najważniejsza próba już za nim.

 

Konrad Ochucki: Otrzymuję informację, że Wioletta Wielowieyska zmieniła swoje położenie i oczekuje na oddanie jej głosu.

 

*****

 

 

Wielowieyska otrzymuje to na co oczekiwała, wraz z nią na zapleczu przebywa Max Craven.

 

 

Wioletta Wielowieyska: Dziś wieczorem zmierzy...

 

Max nie pozwala dziennikarce dokończyć pytania, agresywnie wyrywa jej z rąk mikrofon i przykłada go do ust.

 

Max Craven: Posłuchaj dziecinko, ja nie udzielam wywiadów i dobrze żebyś to wiedziała już teraz, bo nie chcę abyś na kolejnych galach biegała za mną łkając o rozmowę. Dlaczego tego nie robię? (dłuższa pauza) Bo sram na wszystkie media! Od prawa do lewa. Od rydzykowego imperium przez walterownię po telewizję publiczną. Ba! Na tą ostatnią sram najbardziej. To ona wykreowała tych podstarzałych, brzydzących się przemocą dziadów na bohaterów narodowych! A uwierzcie to nie List 59 i inne ideowe bzdety zapewniły wam wolność... To my! Fuck The Milicja! Ciągle walczymy o niepodległość, ciągle obalamy system, ciągle burzymy mury. Strzeżcie się, śmierć, kutas i zniszczenie nadchodzą!

 

Wioletta Wielowieyska: To dość przewrotne stwierdzenie ponieważ zniszczenie nie może się samodzielnie poruszać.

 

Max Craven patrzy jeszcze przez chwilę na dziennikarkę jakby ta pochodziła z zupełnie innej rzeczywistości i ochodzi.

 

Wioletta Wielowieyska: Dziękujemy państwu za uwagę, to był Max Crav...

 

Jimmy Hendrixon: Zauważyłem, że ten pozer nie miał nic ciekawego do przekazania. Więc żeby Jazzowski wiedział za co ci płaci możesz przeprowadzić wywiad ze mną.

 

Wioletta Wielowieyska: Niestety, nie wolno mi odstępować od harmonogramu.

 

Jimmy Hendrixon: (wyrywając mikrofon Wielowieyskiej) To ciekawe, bo my marksiści uważamy, że nie można podporządkowywać świata jednostce, tym bardziej jeśli jest bezproduktywna jak tamten star......

 

W kadrze ponownie pojawia się Max Craven, z wściekłym wyrazem twarzy rzuca się na Hendrixona i ciska nim potężnie o ścianę.

 

Max Craven: Marksizm?! Dobrze słyszałem ?! M.A.R.K.S.I.Z.M ?!

 

Członek Fuck The Milicja podbiega do Hendrixona i zaczyna go agresywnie okopywać.

 

Wioletta Wielowieyska: (przesuwając na swoją osobę obiektyw kamery) Specjalnie dla Blood Guts Wrestling, Wioletta Wielowieyska, do usłyszenia.

 

*****

 

Konrad Ochucki: W naszej federacji po raz kolejny zawrzało!

 

Bogusław Montana: Można powiedzieć, że zawrzało do czerwoności!

 

Konrad Ochucki: Zawrzało choć Max Craven miał w zamiarze ostudzić zapędy Hendrixona!

 

Bogusław Montana: Cóż za niefortunna sytuacja!

 

Konrad Ochucki: Niezwykle niefortunna!

 

Bogusław Montana: Możemy przestać mówić tak jakby to nas ekscytowało?!

 

Konrad Ochucki: Czy ciebie to nie ekscytuje?!

 

Bogusław Montana: Nie, po prostu robi mi się mokro gdy myślę o main evencie.

 

Konrad Ochucki: Cóż za brawl, cóż za wymiana ciosów! Już to sobie wyobrażam! Main event będzie majstersztykiem w swej dziedzinie! Przypomnijmy, że będzie to Fatalny Kwartet No DQ match!

 

*****

 

 

Ochucki nadal się ekscytuje, tymczasem na arenie uderza Kult – Poznaj swój raj a publika zaczyna się niesamowicie radować. Na rampie pojawia się Komisarz Nas Jazzowski, tuż za nim kroczy potężnie zbudowany meżczyzna, z mocno pomarszczoną twarzą, która klasyfikuje go do grupy mogących za maksimum 5 lat cieszyć się emeryturą. Ubrany jest w niemodny, brązowy garnitur zapinany na 3 guziki. Mężczyźni bez zbędnych udziwnień wchodzą do pierścienia gdzie Nas prosi jednego z techników o mikrofon.

 

Nas Jazzowski: Zawsze ciężko jest człowiekowi przełknąć krzywdę jaka przydarzyła się z jego winy.. tym trudniej jest mi to zrobić dziś, w dniu w którym powinniśmy świętować powstanie nowej federacji.. dzień, którego dwóch zawodników z pewnością nie będzie wspominało jako szczęśliwego debiutu.. zaniedbań z przeszłości nie da się naprawić, ale można dzięki nabytemu doświadczeniu zastosować profilaktykę, która uchroni nas od podobnych zdarzeń w przyszłości.. taką właśnie „szczepionką” na zło tej federacji ma być człowiek, który stoi obok mnie – porucznik Jan Rejdych. (cheer)

 

Jan Rejdych: Nazywam się Jan Rejdych. W życiu wierzę tylko w dwie rzeczy – dyscyplinę i niewiarę w Boga. Jeśli macie w sobie jeszcze jakiejś jej cząstki tej ostatniej to wydarzenie, które miało miejsce dziś przed galą powinno was ich ostatecznie pozbawić. (wśród publiki zapanowuje lekka konsternacja, niektórzy nawet buczą złowrogo) Nie musicie mnie kochać. Nie musicie mnie lubić. Możecie nawet mnie nienawidzić, a najlepiej dla wszystkich byłoby gdybyście nie wiedzieli w ogóle o moim istnieniu. To świadczyłoby o tym, że poziom bezpieczeństwa w tym kurwidołku wzrósł na tyle, że nie musiałbym robić nic prócz oglądania walk na swoim monitoringu i popijania wódki. Jestem szczery, jestem twardy, jestem doświadczony. I tylko ja jestem w stanie zapewnić waszym zawodnikom należne bezpieczeństwo. Nie potrzebuję oklasków i innych bodźców motywacyjnych. Zawarłem umowę, którą wypełnię w 100% i cała reszta gówno mnie obchodzi.

 

Na hali zapanowuje grobowa cisza podczas, której Nas Jazzowski przejmuje mikrofon.

 

Nas Jazzowski: To w kwestii przyszłości.. teraz trochę o teraźniejszości i wycinaniu już powstałego nowotowu.. kimkolwiek jesteś skurwielu wiem, że zależy ci na jednym.. wiem, że cały czas mam coś co jest twoim celem.. a jeśli się mylę to na pewno tym nie pogardzisz... World.. Title.. shot... czyż nie brzmi kusząco ?  Tak wysoka stawka tylko i wyłącznie za zaspokojenie mojej ciekawości.. wyjdź, czekam.

 

Publika zaczyna patrzeć w stronę rampy ta jednak ciągle pozostaje pusta, mija około 20s., ale nikt się nie pojawia.

 

Nas Jazzowski: To nie ma sensu.. znajdę cię nawet w najmniejszej dziurce.. a kiedy zrobię to s...

 

Z głośników uderza Editors – Papillon a oczy widzów momentalnie kierują się w okolice rampy, brama wejściowa powoli się rozsuwa, a po dłuższej chwili niepewności wyłania się zza niej Crash! (heel heat) Kamera robi szybkie zbliżenie na twarz Jazzowskiego, gdzie wyraz sporego zaskoczenia ustępuje gorzkiemu uśmiechowi.

 

Crash: Jakby to ujął porucznik, mężczyzna musi mieć jaja żeby wziąć na siebie odpowiedzialność za dokonany rozpierdol… sam pewnie od czasu andropauzy coraz rzadziej poczuwa się do winy… (realizator przeskakuje na wizerunek Rejdycha, ten jedak mimo obelg zachowuje pozę niewzruszonego skurwiela) i wielka szkoda, że od samego początku nie odpowiadał tu za ochronę, bo teraz zamiast naciągać pomarszczona mordę robiąc z niej żywą reklamę marki Vichy – Bądź pewna, mrużył by swoje bystre ślepia odczytując setny punkt z listy zaniedbań… musicie przywyknąć, że chaos nie zna granic i nie okiełzna go ani KGB, ani CIA, ani FBI, ani nawet uzbrojeni po zęby marines z laserami w oczach… więc proszę was kurwa, nie starajcie mi się wmówić, że stać na to szkolonego chałupniczymi metodami byłego ZOMOwca, który przez swoją demencję zapomniał do czego służy pała, a Holmesem z lupą jest tylko wtedy gdy zapoznaje się z ulotką dołączoną do opakowania.

 

Nas Jazzowski: Szczerze mówiąc Crash...... gówno nas obchodzi twoja opinia (ogromny cheer)

 

Crash: Nie, nie panie... Komisarzu... to co mówię jest arcyważne dla losów tej federacji... widziałem zdziwienie na twojej mordce, Nas... nigdy, przenigdy twój wuzdany z resztek logicznego myślenia móżdżek nie wpadłby na pomysł żeby mnie oskarżyć... nie miałem przecież żadnego motywu... i kurwa myśląc w ten sposób raz w życiu miałbyś rację! Chaosu nie da się usprawiedliwić logiką, próżno szukać dla jego działań motywów. Ot, po prostu, wstałem rano, umyłem twarz, otworzyłem gazetę, przeczytałem nekrologi i pomyślałem, że gdybym tylko kiwnął palcem mógłbym przejść metamorfozę... stać się naprawdę miłym gościem.... mógłbym kogoś zapierdolić z zimną krwią a następnego dnia umieścić na pierwszej stronie wyrazy współczucia dla rodziny... (dłuższa pauza) tylko widzisz, takie działanie świadczyłoby o mojej niestabilności psychicznej... nie jesteście jeszcze gotowi na tak wielką dawkę chaosu... postanowiłem, że rozwalę komuś łeb... niezbyt poważnie, w dodatku tylko jednej osobie, tylko jednej! Takie było moje zamierzenie, rozumiesz ?! Pan poruczniku na pewno mnie rozumie, niewygodny świadek może bardzo pokrzyżować plany... dlatego też i jemu zafundowałem pranie mózgu... tylko, że teraz naprawdę rozumiem swój błąd... naprawdę nie wiem po jaki chuj naraziłem zdrowię młodego, niewinnego człowieka... nie wiem też po co zniszczyłem kamerę, która pewnie była warta więcej od tego śmiecia.(dłuższa pauza) Tyle nieodpowiedzialnych kroków tylko po to żeby podwyższyć stawkę za swoją głowę i odebrać nagrodę. Proszę panie... Komisarzu, mam ją jeszcze podać na złotej tacy? W porządku, ale najpierw musi mi pan ją wręczyć... gdzie jest obiecana nagroda ?

 

Nas Jazzowski: Bardzo się cieszę Crash, że sam, dobrowolnie wręczasz mi swoją głowę, ale nie mogę przyjąć tak hojnego daru.. nie mogę jej przyjąć wraz z tułowiem, bo tak wypchany komplet nie zmieści się w moim biurze.. dlatego też dziś wieczorem, w main evencie, własnoręcznie oderwę interesującą mnie część.. oczywiście stawką pojedynku będzie World Title shot! (ogromny cheer)

 

Obywatel Miasta Chaosu zdecydowanie nie spodziewał się takiego rozwiązania, przykłada mikrofon do ust, ale nie za bardzo jest w stanie wydobyć z siebie jakiś protest.

 

Nas Jazzowski: (uśmiechając się lekko) Nie cieszysz się, że będziemy mogli wyrównać zaległe rachunki ?

 

Crash: ... nie taka była umowa Nas, miałeś mi wręczyć ten title shot bez żadnych warunków.

 

Nas Jazzowski: I tak faktycznie jest.. oficjalnie ogłaszam, że Crash już teraz jest posiadaczem World Title shota..... i jednocześnie informuję, że ten sam title shot będzie stawką dzisiejszego main eventu. Dziękuję za uwagę.

 

 

Z głośników uderza Kult – Poznaj swój raj, Jazzowski staje na najniższej linie i wychylając się atletycznie poza ring wskazuje palcem na Crasha, uśmiechając się przy tym przebiegle. Publika nagradza to zachowanie ogromnym cheerem. Natomiast Insane One powoli wycofuje się w kierunku Titantronu nie spuszczając przy tym wzroku z komisarza BGW.

 

*****

 

 

Bogusław Montana: I po co było się ekscytować ? Zmiana planów.

 

Konrad Ochucki: (siedzi jakby w transie) ...

 

Bogusław Montana: Kondziu, to jeszcze nie powód do załamania, przecież ta walka i tak się odbędzie.

 

Konrad Ochucki: (nadal w transie) Chryste Panie... (pauza) Nie myślałem, że tak wielka tragedia może przeobrazić się w święto fana wrestlingu.

 

Bogusław Montana: Czyli jednak jest dobrze?

 

Konrad Ochucki: (nadal w transie choć obraca głowę w kierunku partnera) Bogusławie, Nas Jazzowski przed przejęciem funkcji komisarza zapowiedział iż w związku ze swymi obowiązkami zrzeka się swej świetlanej kariery zawodnika. A teraz możemy go ponownie zobaczyć w ringu! Wspaniała wiadomość!

 

Bogusław Montana: To, że zrobił nas w chuja to wspaniała wiadomość? Kondziu, przypominam, że bądź co bądź on odpowiada za nasz wypłatę. Nie chciałbym żeby jutro się rozmyślił.

 

Konrad Ochucki: (nadal w transie) Myślę, że czas na kolejną walkę.

 

*****

 

 

The Immortal vs Saint Anger vs Neisan

 

“Can you feel it, Can you feel it, Can you feel it”, na arenie uderza Europe - Final Countdown!, stroboskopy zaczynają migać na biało a spod Titantronu wyłania się postać J.J.J. Publiczność wita go sporym cheerem, bo to w końcu sławny człowiek jest. Wolnym krokiem zmierza w kierunku ringu dostojnie rozglądając się po hali, kiedy już w nim jest światła nabierają barwy żółtej, a The Immortal wchodzi na narożnik i unosi w górę obie ręce.

 

Z głośników uderza Vader – Anger, publiczność podobnie jak w przypadku J.J.J lekko cheeruje, bo zdążyła się zapoznać ze szlachetnym życiorysem Marka, który to teraz w białym płaszczu z czarnym krzyżem na plecach, klepiąc pod nosem “Ojcze Nasz” idzie w kierunku ringu błogosławiąc co raz kibiców znakiem krzyża. Tuż przed wejściem do pierśienia zdejmuje swój płaszcz, po raz ostatni się żegna i staje naprzeciwko Immortalowi.

 

Rozbrzmiewa Onyomuza - Kokkui No Tenyom, a sufit hali zaczyna mienić się najróżniejszymi japońskimi symbolami tworzonymi przez niewielkie, świecące lampki. Po chwili brama zostaje otwarta a z jej wnętrza wyłania się Neisan, którego publiczność wita największym cheerem spośród wszystkich zawodników biorących udział w tej walce. Japończyk wskazuje palcem na migające światełka, a następnie energicznym ruchem chowa dłonie do kieszeni swego płaszcza i rozglądając się ciekawie po publiczności idzie do ringu. Gdy już się w nim znajduje, staje na środku i momentalnie pochyla się wywołując ciemność w całej hali. Po chwili jednak energicznie podnosi ręce i światła ponownie się zaplają.

 

 

Bogusław Montana: Pierwszy raz w historii będziemy mogli zobaczyć jak Krzyżak obcina głowę Samurajowi... albo odwrotnie.

 

Konrad Ochucki: W tej walce trudno będzie wytypować faworyta. Saint Anger i J.J.J mają już doświadczenie, występowali w HVW.

 

Bogusław Montana: Nie wyglądają na ludzi sukcesu.

 

Konrad Ochucki: Bo wszystkie sukcesy przed nimi, to młodzi zawodnicy.

 

Bogusław Montana: Człowiekiem sukcesu trzeba się urodzić. J.J.J jest murzynem, oni zwykle są zbyt leniwi nawet na wrestling.

 

Konrad Ochucki: Brzydzę się rasizmem.

 

Bogusław Montana: Ja też, ale bez przedsiębiorczego, białego managera będzie mu ciężko. Znam kilku takich, mają w Kolumbii plantacje maku. Dobry trening to podstawa!

 

 

 

Sędzia Jan Jamróz nakazuje uderzyć w gong. Zawodnicy ewidentnie nie rwą się do walki, powoli krążą po ringu rozpoznając teren. Pierwsze lody postanawia przełamać The Immortal, w duchu fair play wyciąga dłoń w kierunku Neisana , ten odwzajemnie uścisk i chwilę potem, tuż po otrzymaniu potężnego kopnięcia w brzuch uzmysławia sobie jak łatwo dał się nabrać. Publika oburzona zachowaniem zawodnika, którego kilka chwil wcześniej nagrodziła cheerem, teraz buczy niemiłosiernie. Saint Anger żegna się jednynie na widok tej degrengolady i naciera na J.J.J z Clotheslinem. Ten jednak uchyla się od ciosu, powala rywala Running STO, zaczyna tauntować (heel heat), lecz momentalnie sam pada na matę powalony potężnym Busaiku Knee Kickiem! (cheer) Neisan po perfekcyjnie wykonanej akcji błyskawicznie wskakuje na najwyższą linę i skacze na Immortala z Frog Splashem Pin 1…2.. Saint Anger przerywa uderzając Japończyka Elbow Dropem w tył głowy, następnie podnosi go, whipuje na liny i łapie rozpędzonego Little Dragona w pozycji idealnej do wykonania Powerbomba! Neisan widząc, że jego sytuacja jest nieciekawa próbuje skontrować ten cios w Hurricanrane, ale rywal jest zdecydowanie zbyt ciężki. W międzyczasie do akcji włącza się J.J.J, ciągnie za nogę spowiednika cyganów tak mocno, że ten traci równowagę i upada wraz z trzymanym na rękach Nippon Flying Machine, The Invincible błyskawicznie odbija się od lin i atakuje przebywającego na klęczkach Marka One-handed buldogiem, tak że jego głowa uderza wprost w genitalia leżącego pod nim Japończyka!

 

 

Konrad Ochucki: To musiało być okropne uczucie!

 

Bogusław Montana: Jakiś ty empatyczny...

 

Konrad Ochucki: Poświęcenie wrestlerów w pełni zasługuje na zachwyt a zarazem współczucie.

 

Bogusław Montana: Mi tak nie współczujesz...

 

Konrad Ochucki: (z troską w głosie) Źle ci tutaj?

 

Bogusław Montana: Nie, kurwa, bardzo dobrze.

 

 

 

Mr J. jest wyraźnie pod wrażeniem swojej finezji, uśmiecha się szeroko po czym uderza w pierś i podnosi do góry zaciśniętą pięść. (heel heat). Zadowolony z reakcji publiki podchodzi dostojnie do Sain Angera i zakłada mu Reverse Figure 4 leg lock! Sędzia Jamróz co chwilę pyta Marka czy nie chce przerwać walki, ten jednak dzielnie się trzyma. Czas mija, aż po kilkunastusekundach cierpienie na jego twarzy przemienia się w strach – Neisan wykorzystując zamieszenia stoi teraz na najwyższej linie i wskazując na splontane nogi swych oponentów skacze na nie z Ghetto Stomp!!!! (o-kur-wa! o-kur-wa! o-kur-wa!) Arbiter, który niejedno już w życiu widział tym razem przestraszony odwraca wzrok i bez zastanowienia wzywa sanitariuszy. The Immortal, którego nogi najbardziej ucierpiały w tym zdarzeniu zaczyna krzyczeć w kierunku Japończyka iż złamał jego karierę i do końca życia będzie tego żałował. Faktycznie – Neisan zaczyna mieć wyrzuty sumienia, ku zaskoczeniu publiki opuszcza ring i smutny zmierza w górę rampy. J.J.J tylko na to czekał. Kiedy tylko Japończyk znika za bramą oddzielając zaplecze od części głównej areny Mr. J. zaskakuje wszystkich wykonując Resurrection tak płynnie jakby był w pełni sprawny. Co prawda już po wstaniu lekko kuleje, ale nie przeszkadza mu to w znęcaniu się nad Saint Angerem, chywta go za nogę, przeciąga na krawędź ringu i skacze na nią z Leg Dropem! Marek cierpi niemiłosierne katusze. The Immortal nie ma jednak litości, chce ponowić akcję, lecz tym razem z narożnika! Wchodzi na niego, zaczyna tauntować i… światła w hali gasną! Sytuacja trwa kilka sekund, po których ponownie się zapalają, ale na ringu, a dokładniej na narożniku jest już Neisan. Jego nieobecność nie trwała zbyt długo. Ponadto warto zanotować, że teraz poza pierścieniem, na rozstawionych wcześniej przez sanitariuszy noszach leży półprzytomny Johnson. Japończyk obraca się w ich kierunku i skacze ze Swanton Bombem!!! Nosze się łamią, ale tylko nosze! J.J.J w ostatniej chwili stacza się z nich i… nadziewa na Bicycle Kicka ze strony Saint Angera! Marek po chwili dostrzega, że cios ten mimo sukcesu był błędem, bo jeszcze bardziej nadwyrężył i tak mocno sfatygowaną nogę. Z grymasem bólu na twarzy podnosi Immortala a następnie z trudem i dość nieudolnie serwuje mu Najświętszy Sakrament (Northern Lights Suplex) wprost na połamane nosze oraz leżącego gdzieś pod nimi Neisana. Nie tracąc czasu pownie podnosi Johnsona, wrzuca go na ring i przechodzi do pinu 1….2….2,99 (kick out).

 

 

Konrad Ochucki: Bogusławie, skoro nie lubisz tak tej pracy dlaczego to robisz ?

 

Bogusław Montana: Posłuchaj Kondziu, rozumiem, że ty nie potrzebujesz pieniędzy, bo twoją jedyną pasją jest wrestling. Kupisz sobie płytkę na wyprzedaży i jesteś spełniony. Ja potrzebuję rozrywek wyższego kalibru i więcej pieniędzy.

 

Konrad Ochucki: Co jest twoim hobby ?

 

Bogusław Montana: Płacenie alimentów.

 

 

 

Marek nie może uwierzyć, łapie się za głowę, spogląda w niebo i czyni znak krzyża.  Powoli wstaje i ostatkiem sił zaczyna wdrapywać się na narożnik, nie zauważa jednak że w tym samym momencie przebudza się Neisan i obiera ten sam narożnik za cel swej wspinaczki. Japończyk momentalnie doskakuje do stojącego na drugiej linie Marka, kilkukrotnie uderza go w tył głowy, próbuje wykonać na nim Shiranui… ale próba ta zostaje przerwana przez Johnsona, który zrzuca z lin Sainta, a następnie sam doskakuje do zaskoczonego Neisana i serwuje mu Demonic DDT! Pin 1…2…2,999 Saint Anger ostatkiem sił zachowuje swoje szanse na awans do finału turnieju. Wściekły J.J.J zamierza ukarać człowieka, który ukradł mu zwycięstwo, podnosi go i atakuje The End Spinebustererem! Zamiast pinować natychmiast zamyka półprzytomnego oponenta w The Assassin (Sharpshooter)!!! Zważając na kiepski stan nogi Marka i to, że szepce on pod nosem “Ojcze nasz” ten cios musi mu sprawiać nieziemski ból. Mimo to nie wygląda na człowieka, który ma zamiar się poddać. Wyciąga w kierunku lin drżącą rękę i zaczyna powoli się do nich czołgać. Jest już blisko… coraz bliżej… kilka centymetrów… w tym momencie na twarzy Immortala pojawia się szeroki uśmiech. Z niebywałą lekkością przeciąga rywala na środek ringu i naciska jeszcze bardziej. Saint Anger stracił chyba resztki nadziei, podnosi rękę z zamiarem odklepania…. i zostaje uratowany przez Neisana serwującego Jamesowi Shinning Wizard!!! Pin 1…2… Saint Anger przerywa., następnie powoli się podnosi, czyni to samo z Japończykiem, whipuje go na liny i łapie w pozycji gotowej do wykonania Krak Driver… jednak ten kontruje cios w Tornado DDT! Nie czekając na jakąkolwiek reakcję wskakuje na narożnik i wykonuje Shooting Star Press!!! Pin 1…2 J.J.J budzi się i desperacko próbuje przerwać pin…. 3.. spóźnia się o setną sekundy (Zwycięzca i finalista turnieju o Shockwave title: Neisan)

 

 

Bogusław Montana: Jakby to powiedział Mateusz Borek – był taki serial Szogun.

 

Konrad Ochucki: Z pewnością Neisan odziedziczył po głównym bohaterze duszę wojownika.

 

Bogusław Montana: Szogun nie był Japończykiem, nie mógł kurwa nic po nim odziedziczyć.

 

Konrad Ochucki: Nawet duszy ?

 

Bogusław Montana: Nawet alkaptonurii...

 

 

Z głośników uderza Onyomuza - Kokkui No Tenyom, a Japończyk chociaż wyczerpany po stoczonym pojedynku postanawia jeszcze chwilę poświętować z kibicami. Wchodzi na narożnik i unosi ręce w geście triumfu, co o dziwo spotyka się z heel heatem! Zdezorientowany Neisan zeskakuje z narożnika i nadziewa się na The Immortal Stunner!!! (ogromny heel heat) J.J.J z bezczelnym uśmiechem, lekko kulejąc schodzi z ringu i wyjmuje spod niego krzesło. Po chwili ponownie wślizguje się do pierścienia gdzie wymierza kilka brutalnych chair shotów w nadwyrężoną nogę Saint Angera. Publika reaguje na to podłe zachowanie potężnym heel heatem, co wzmaga tylko nienawiść w Immortalu. Po kilkunastu chair shotach łapie małą zadyszkę i nakazuje wręczyć sobie mikrofon, co pracownik techniczny natychmiast wykonuje.

 

The Immortal: (dysząc ciężko) Ty wiesz za co, wiesz za co J.J.J wymierzył ci tą karę. WIESZ ?!

 

Saint Anger spogląda na swego oprawcę zmonconym wzrokiem, ból jest tak intensywny, że nie stać go na żadną reakcję.

 

The Immortal: Jeśli nie wiesz to J.J.J chętnie zaspokoi twoją wiedzę. (heel heat) A wy (wskazując na publiczność krzesłem) stulcie pyski, bo oto narodził się nowy Mesjasz. Spójrzcie na niego, chciał powstrzymać niepowstrzymenego, najlepszego z najlepszych, chciał cierpieć, aby zbawić tą federację od apokalipsy, od Jamesa Jacka Johnsona, więc James Jack Johnson musiał mu sprawić solidne biczowanie. Oddajcie mu szacunek, to wasz zbawiciel! Taki na jakiego zasłużyliście gnidy. Pierdolony obdartus jedzący koty, kumajacy się z cyganami. Tymi samymi, których ktoś kiedyś uznał za podludzi i tymi samymi, którzy teraz nie mają hajsu na przekroczenie progu tej hali. Bo nie są godni, aby oglądać oblicze Najzajebistszego z Najzajebistszych, tych którzy standardowo śmierdzą tak jak on (wskazując palcem na Sainta) teraz , bo widząc że J.J.J jest tak blisko się ewidentnie zesrał. (heel heat) To dopiero początek jego drogi krzyżowej, za miesiąc The Immortal zafunduje mu koronacje cierniem i to wszystko publicznie! Na tym parkingu przed halą, gdzie dziś stoi ten wypucowany Harley przyjaciela i managera Tego Wspaniałego. J.J.J miał ci przekazać od niego prezent, bo Jay nie lubi gdy ktoś obsrywa jego cudeńko. (The Invincible grzebie przez chwilę w wewnętrznej kieszeni swojej kamizelki, po chwili wyjmuje z niej oldschoolową pieluchę i ciska nią w Marka) Jay pomyślał, że może ci się przydać.

 

Na arenie uderza Europe - Final Countdown!, a J.J.J dostojnie schodzi z ringu wywołując ogromny heel heat i zostawiając w nim swych rywali.

 

 

Konrad Ochucki: J.J.J nie może przełknąć goryczy porażki.

 

Bogusław Montana: Jest murzynem, oni rzadko mają okazję przełykania.

 

Konrad Ochucki: Tak czy inaczej mamy już zalążek kolejnego konfliktu i pierwszą walkę na R*zpierdolfest! II !

 

Bogusław Montana: Żartujesz sobie?

 

Konrad Ochucki: Sam słyszałeś.

 

Bogusław Montana: Od kiedy oni mają prawo głosu?

 

Konrad Ochucki: Wystarczy tych kąśliwych uwag, czas zobaczyć co słychać za kulisami.

 

*****

 

 

Dzięki uprzejmości realizatora możemy znaleźć się w kabinecie Nasa Jazzowskiego. Komisarz to wyjątkowo zapracowany człowiek, szczególnie teraz, gdy skierowane są na niego oczy wszystkich widzów. Przegląda jakieś papiery, nanosi swym długopisem stosowne poprawki. Nagle jednak jego praca zostaje zakłócona dość agresywnym pukaniem.

 

Nas Jazzowski: Wejść.

 

Drzwi się otwierają a w gabinecie pojawia się Max Craven.

 

Max Craven: Nie wiem czy łaskawie rzucasz czasami okiem na ten pieprzony, wielki telewizor, aby mieć chociaż minimalne pojęcie o tym co się dzieje w tej wrestlingowej wersji komitetu centralnego, ale byłoby wspaniale gdybyś wiedział po co tu przychodzę.

 

Nas Jazzowski: (nie podnosząc głowę znad dokumetów) Chodzi ci o coś konkretnego ?

 

Max Craven: Po pierwsze, patrz mi w oczy gdy rozmawiamy. Kiedy walczyłem z komuchami nigdy tego nie robili, byli katami, ale bali się spojrzeć mi w ślepia, bo wiedzieli, że to nie oni mnie, ale moje spojrzenie by ich złamało. Po drugie -   nie nasyłaj na mnie żadnych dziennikarzy, bo gardzę tymi łajzami i przy kolejnym najściu,  bez zastanowienia, na wizji, przed milionami twoich widzów napluję im w twarz. Po trzecie nie wyjdę z tego gabinetu jeśli nie przeniesiesz mnie do walki numer 4, abym mógł wytrzeć matę z krwi zwłokami Hendrixona.

 

 Nas Jazzowski: (nie podnosząc głowę znad dokumetów) Więc będę musiał sam cię wyrzucić...

 

Max Craven: (oburzony ignorancją) Doskonale wiem kim jesteś Nas! I doskonale wiem dlaczego pierdolony marksista otrzymuje w tej federacji taką samą pozycję jak ja.

 

Nas Jazzowski: (nie podnosząc głowę znad dokumetów) Zaciekawiłeś mnie.. dlaczego ?

 

Max Craven: (ciągle podniesionym tonem) Nie udawaj idioty. Doskonale wiemy, że nie zbudowałeś tej federacji z oszczędności jakie odłożyłeś pracując w stoczni. My, bojownicy o niepodległość do dziś musimy wynajmować kawalerkę w najpodlejszych dzielnicach w mieście.

 

Nas Jazzowski: (nie podnosząc głowę znad dokumetów) Interesujące, chciałbyś abym sprawdził czy faktycznie zarabiasz tu tyle co pracownicy w stoczni?

 

Max Craven: (nie słysząc pytania) Nie oszukujmy się Nas, chronisz swoich. Chcesz aby twój protegowany zaszedł jak najdalej, a wiesz, że ja Max Craven, członek Fuck The Milicja, tak nienawidzę tego czerwonego ścierwa iż prędzej oddam życie niż pozwolę mu na jakiekolwiek sukcesy i dalsze propagowanie tej popierdolonej ideologiii.

 

Nas Jazzowski: (tym razem podnosi głowę znad dokumentów) Posłuchaj człowieku, w tej federacji nie liczą się poglądy. Mam głęboko zakorzenioną tradycję, która mówi – niezależnie czy jesteś konserwatystą, liberałem, lewusem czy pedałem, w tej federacji liczą się tylko twoje umiejętności. Macie z Hendrixonem konflikt ideologiczny? Chcecie rozwiązać go w stylu partyjnych bojówek? Proszę bardzo, ale nie pod banderą turnieju o Shockwave title. Dostaniecie walkę na jednej z dwóch najbliższych gal. R*zpierdolfest II lub III. Wszystko zależy od tego jakie rozstrzygnięcia będą miały wasze dzisiejsze walki, usatysfakcjonowany ?

 

Max Craven: (popada w zadumę) Powiedzmy.

 

Nas Jazzowski: Mam więc nadzieję, że nie będę cię musiał tymi, nie splamionymi pracą w stoczni ręcami wyrzucać z tego gabinetu.

 

Członek Fuck The Milicja wstaje i nie siląc się na jakiekolwiek uprzejmości opuszcza gabinet komisarza.

 

 

*****

 

 

Konrad Ochucki: Wygląda na to, że chwilę po tym jak zachwycaliśmy się...

 

Bogusław Montana: Niczym się nie zachwycałem.

 

Konrad Ochucki: ... otrzymaliśmy informację o pierwszej walce na R*zpierdolfest II, teraz komisarz Jazzowski postanowił nas uraczyć kolejnym meczem. Tym razem ma on podłoże ideologiczne.

 

Bogusław Montana: Co to ma wspólnego z wrestlingiem?

 

Konrad Ochucki: Niby nic.

 

Bogusław Montana: Czyli kłócą się po to żeby znaleźć powód do napierdalania?

 

Konrad Ochucki: To zbyt duże uproszczenie.

 

 

*****

 

 

Przenosimy się na parking gdzie dwaj sanitariusze prowadzą do karetki poobijanego i wycieńczonego Saint Angera. W pewnym momencie na horyzoncie pojawia się Harley-Davidson (VRSCA V-Rod).

 

Saint Anger: Panowie, nie wiecie czy ta maszyna należy do managera J.J.J ?

 

Sanitariusz: Myślę, że nie powinien się pan teraz tym przejmować.

 

Saint Anger: Zaprowadźcie mnie do niej, proszę.

 

Sanitariusz: To wykluczone.

 

Saint Anger: (patrząc głęboko w oczy sanitariuszowi) Nalegam.

 

Sanitariusz: Pamiętaj, nas tu nie było.

 

Zawodnik zdobywa się na twierdzące skinienie głową, a medycy powoli doprowadzają go do Harley’a.

 

Saint Anger: (głaszcząc siedzenie) Piękna bestia.                

 

Marek zaczyna szukać czegoś w swoich spodniach, po chwili wyciąga z nich obrazek i wsadza go za lusterko pojazdu.

 

Saint Anger: Niech św. Krzysztof ma cię w opiece.

 

 

*****

 

Kolejna zmiana lokalizacji, tym razem realizator daje nam zobaczyć drzwi obecnego gabinetu Jana Rejdycha, które – co ciekawe – są lekko uchylone. Ciekawski kamerzysta wsadza w szparkę swój obiektyw dzięki czemu dane nam jest zobaczyć postać porucznika, palącą papierosa i prowadzącą zajmującą konwersację telefoniczną.

 

Jan Rejdych: ... ludzie powinni otrzymywać drugą szansę, sam Mietku wiesz o tym najlepiej... czasy się zmieniły a my nadal żyjemy według starych zasad, których próżno dziś szukać u tych kapitalistycznych kur.... no, no, właśnie.... nie proszę cię przecież o wiele, skontaktuj się z nimi, załatw jakiś transport i podrzuć do hali.... (kipując fajkę) tak Mieciu, zawsze kurwa mieliśmy zbyt miękkie serce dla tych łobuzów.

 

 

*****

Konrad Ochucki: Saint Anger to prawdziwy sportowiec, nie złowróży swoim przeciwnikom.

 

Bogusław Montana: Ciekawe czy gladiatorzy walcząc z tygrysem wsadzali mu w paszczę obrazek św. Krzysztofa żeby go nakarmić.

 

Konrad Ochucki: To chyba nie te czasy.

 

 

 

Anthony Saint-Michel vs Armor King

 

Z głośników uderza Disturbed – Warrior, a na twarzach kibiców poczynają malować się różne wyrazy – strach, euforia, zdziwienie, zaciekawienie. Niektórzy ośmielają się lekko cheerować, inni buczą złowrogo, a jeszcze inni milczą. Taki właśnie miszmasz reakcji wywołał zmierzający ku ringowi Armor King. Zawodnik w trakcie tej drogi spogląda na publiczność zza maski pantery, przez co trudno ocenić jego ustosunkowanie do widzów. Kiedy jest już w pierścieniu wchodzi na jeden z narożników, jedną ręką wskazuje na Titantron, a drugą markuje przecięcie gardła i pokazuje kciuk w dół dla swego przeciwnika.

 

Po chwili na arenia zaczyna grać Crystal Castles - Alice in Practice, niemal równocześnie z głosem wokalistki na arenie pojawia się Anthony Saint-Michel wraz ze swoimi towarzyszami. Z obłoków sztucznego dymu jako pierwszy wyłania się Bunny, tanecznym krokiem przewodzi grupie pięciu ochroniarzy tworzących klucz otaczający Anthony’ego Saint-Michela. Publiczność podobnie jak przy wejściu Armor Kinga jest podzielona, ci zażenowani przepychem rodem z ringów bokserskich buczą głośno, ale są również mili ludzie cheerujący ze zwykłej przyzwoitości. Po paru chwilach Anthony jest już w pierścieniu, dynamicznie wskakuje na narożnik i podnosi zaciśniętą pięść ku górze.

 

Konrad Ochucki: Przed nami solidna dawka power wrestlingu!

 

Bogusław Montana: Czuję, że przydałaby mi się solidna dawka powerade’a.

 

Konrad Ochucki: Słucham ?

 

Bogusław Montana: Może być Tiger...

 

Konrad Ochucki: Według moich informacji jest to maska pantery.

 

Bogusław Montana: Masz błędne źródła, pantera była różowa.

 

 

 Muzyka milknie, a arbiter pojedynku Filip Borsuk pokrótce wyjaśnia zawodnikom zasady po czym nakazuje uderzyć w gong. Momentalnie dochodzi do zwarcia, w którym przez pierwsze kilka sekund żaden z wrestlerów nie osiąga przewagi, jednak wraz z upływem kolejnych daje o sobie znać żelazna kondycja rugbysty. The Ultimate sprowadza oponenta na kolana i w celu podtrzymania swojej przewagi kopie go potężnie w brzuch. King pada na matę pod naporem ciosu, ale zaraz błyskawicznie podnosi się i nadziewa na niespodziewanego Clothesline’a. Anthony nadal nie oddaje inicjatywy, podnosi oszołomionego przeciwnika i whipuje go do narożnika, a następnie sam do niego dobiega i serwuje serię potężnych chopsów w stylu Kenty Kobashi’ego. 1…2….3…..4….5, Armor reaguje jednak tak jakby ciosy oponenta działały pobudzająco, odpycha go potężnie, rozkłada ręcę, wydaje z siebie przeraźliwy ryk i sam kilkukrotnie uderza się w klatkę sygnalizując, że chopsy rugbisty nie robią na nim wrażenia. Sain-Michel wysila się jedynie na lekki uśmiech i po raz kolejny naciera na rywala, ten jednak w ostatniej chwili robi unik i serwuje odbijającemu się od link rugbiście soczystego dropkicka. Saintan momentalnie, jakby odruchowo wstaje i nadziewa się na Swinging Neckbreakera pin 1…2. kick out!. Armor King nie wydaje się być zdziwiony takim a nie innym rezultatem pinu. Podnosi się dostojnie i uracza oponenta Triple Stompem… noga… ręka… twarz… i profilaktycznie jeszcze raz twarz. Tone chcąc uchronić się przed kolejnym ciosem w tą część ciała zasłania ją rękami, co natychmiast wykorzystuje King spadając na jego brzuch z elbow dropem. Następnie powoli podnosi lekko osłabionego rywala i wykonuje na nim DDT! NIE! W ostatniej chwili były rugbista znajduje w sobie pokłady energii, które wykorzystuje na zablokowanie ciosu, wrestler w masce pantery podejmuje kolejną próbę wkładając w nią jeszcze więcej siły, ale i tym razem kończy się ona niepowodzeniem. Zawodnicy siłują się jeszcze przez chwilę aż w końcu Anthony odpycha rywala na liny i naciera na niego z Running Lariatem. Armor King uchyla się, łapie zakręconego rywala od tyłu i próbuje wykonać Back Suplex, ale i tym razem siła rugbisty daje o sobie znać, zapiera się, lecz rywal nie popełnia tego samego błędu co przy DDT i nie próbuje rywalizować w tej płaszczyźnie, zupełnie zaskakuje oponenta, ściąga na matę i zamyka w Rare-Nacked Choke!!! Sain-Michael wyraźnie zaskoczony obrotem sprawy panicznie próbuje wydostać się z morderczego uścisku, trwa to dobrych kilkanaście sekund, aż przytłoczony swoją bezsilnością zasypia. Sędzia Filip Borsuk natychmiast dobiega do zawodnika o francuskich korzeniach i unosi w górę jego rękę… raz – opada.. dwa – opada… trzy – Anthony reaguje i momentalnie przetacza się w kierunku lin zaskakując tym samym pewnego zwycięstwa Kinga. Pan Borsuk nakazuje człowiekowi w masce pantery puścić uchwyt, ten jednak nie reaguje. W tej sytuacji dzielny arbiter własnoręcznie zrywa uścisk (ileż on musi mieć siły!) wrestlera i pokazuje mu aby wstał. Armor King wykonuje to polecenie z miłą chęcią, natychmiast dopada do sędziego i groźnie patrzy na niego z góry.

 

 

Bogusław Montana: Wkurwił się jakby mu ktoś piasek z kuwety wysypał.

 

Konrad Ochucki: Niektórzy zaślepieni zwycięstwem nie potrafią przestrzegać najprostszych reguł.

 

Bogusław Montana: Mimo to zasługuje na moją sympatię.

 

Konrad Ochucki: Znowu żartujesz?

 

Bogusław Montana: Nie. Jest głuchy, niemy, zaślepiony przez zwycięstwo a mimo to wstyd mu, że jest wrestlerem i ukrywa się pod maską.

 

 

Arbiter asekuracyjnie zaczyna się wycofywać, choć po kilku sekundach nie ma już za bardzo gdzie – narożnik okazał się ślepą uliczką. Człowiek-pantera zatrzymuje się kilka centymetrów od swej ofiary, rozkłada szeroko ręce i wydaje z siebie przeraźliwy ryk (heel heat) po którym obraca się w kierunku swego właściwego przeciwnika i pada ofiarą Charge!!! Pin ……….    okazuje się iż cios ten był na tyle potężny, że stojący nieopodal Kinga sędzia został trafiony “odłamkiem” (o ile można tak nazwać 127kg żywej wagi) przez co nie jest teraz w stanie odklepać. Wkurwiony Saintan nawet nie próbuje go cucić, podnosi oponenta za maskę i zaczyna wściekle uderzać jego głową o narożnika 1…2….3….4 ….5 odpuszcza i bez zastanowienia serwuje oszołomionemu i słaniającemu się na nogach Armor Kingowi Spinning Spinebuster! Pragnie przejść do pinu, ale zauważa iż sędzia Borsuk nadal nie wybudził się z zimowego snu, więc byłoby to bezcelowe. Chcąc mieć gwarancje dobicia oponenta powoli podchodzi do narożnika, wskakuje na najwyższą linę i skacze na niego z Moonsaultem! Nie zauważa jednak, że King w ostatniej chwili przetacza się kilka centymetrów dalej przez co były rugbista uderza z impetem o matę. Teraz już wszyscy są nieprzytomni. Ten agonalny stan trwa jednak tylko kilkanaście sekund, jako pierwszy budzi się arbiter pojedynku, a następnie, niemal jednocześnie powstają zawodnicy, pomiędzy którymi wywiązuje się regularny brawl. King… Anthony… King… Anthony… King… King… King. Armor kopie rywala w brzuch i wykonuje na nim Reverse DDT, wiedząc jednak, że to twardy skurwiel nie odpuszcza, ponownie go podnosi i poprawia Tiger Bombem! Pin 1…2…2,999 kick out! Reakcja na takie nieszczęście może być tylko jedna – uderzenie rękami w matę i przeraźliwy ryk. Irytacja The Pride of the Real Warrior sięgnęła zenitu, wstaje chwyta przeciwnika za nogi i z wielkim trudem próbuje na nim wykonać  Giant Swing, robi pierwszy obrót po którym jakimś cudem jeszcze świadomy Anthony desperacko łapie się za liny i mocnym frontkickiem odpycha od siebie oponenta. Ten jednak nie odpuszcza, wściekle szarżuje na słaniającego się na linach Anthony’ego z potężnym Clotheslinem po którym obaj zawodnicy lądują poza ringiem! (o-kur-wa! o-kur-wa! o-kur-wa!) Sędzia Filip Borsuk w głębi duszy przerażony stanem zdrowia zawodników po tej akcji zaczyna powoli odliczać 1………2…o dziwo Armor King wybudził się dość szybko, trzymając się za głowę, podszedł do stojących przy ringu schodków, chwycił je i obrócił się w kierunku oponenta 5…… nie zauważył jednak iż ten w międzyczasie też się wybudził i teraz leci na niego z Charge!!! 7…. . schodki padają, a Anthony błyskawicznie chwyta oponenta i dobija go Touchdownem wprost na nie!!! (o-kur-wa! o-kur-wa! o-kur-wa! )  9............ Saintan z przerażeniem stwierdza iż nie zdąży spinować przeciwnika więc zaraz po ostatnim ciosie 10………… minimalnie przed gongiem wślizguje się na ring! (zwycięzca przez Count Out: Anthony Saint-Michel)

 

 

Konrad Ochucki: Szczęśliwe zwycięstwo byłego rugbysty.

 

Bogusław Montana: Szkoda mi Armor Kinga.

 

Konrad Ochucki: Dlaczego?

 

Bogusław Montana: Niebawem marzec, ta porażka może zadziałać negatywnie na jego potencję seksualną.

 

 

 

*****

 

Ponownie znajdujemy się na parkingu po którym przechadzają się rozbawieni The Immortal i jego manager James Jameson.

 

The Immortal: ... i mówię ci bracie, nawet gdyby J.J.J wiedział, że szybsze skończenie tej zabawy zapewni mu awans, nie zrezygnowałby z niej!

 

James Jameson: (pokazując swemu podopiecznemu telefon) Jego wyraz twarzy będzie mnie bawił do czasu wyjścia nowego modelu.

 

The Immortal: (przez śmiech) Bracie, następnym razem J.J.J załatwi ci w pakiecie dzwonek z jego płaczem!

 

Zawodnicy śmieją się doniośle, do chwili gdy jakiś widok nie zmąca ich humoru. Obaj momentalnie poważnieją, a kamera robi szybki obrót o 180 stopni i wszystko staje się jasne. Oczom widzów ukazuje się zupełnie zdezelowany Harley-Davidson, który jeszcze kilkanaście minut temu mógłby służyć za egzemplarz pokazowy w salonie. Immortal i Jay podbiegają do maszyny. Pierwszy z nich pochyla się i podnosi wzierunek św. Krzysztofa.

 

The Immortal: Zaprawdę powiadam ci, już jutro będziesz gryzł ziemię.

 

 

 

Bogusław Montana: Miał strzec a do takiego rozpierdolu dopuścił. 

 

Konrad Ochucki: ...

 

*****

 

Realizator przenosi nas do szatni Anthony’ego Saint-Michela, gdzie wbrew wszelkiej logice nie można znaleźć byłego rugbisty. Są tu jednak dwie niezwykle urodziwe divy zabawiające się czule na skórzanej sofie z Izzym Nilsenem oraz butelką drogiego szampana. Po kilku chwilach drzwi do pomieszczenia się otwierają i staje w nich zwycięzca poprzedniego pojedynku – Saintan!

 

Anthony Saint-Michel: (przecierając oczy ze zdziwnia) ….

 

Izzy Nilsen: (klaszcząc) Brawo, brawo. Przewróciłeś kota ogonem. Dosłownie!

 

Anthony Saint-Michel: (wskazując na divy) Wyjdźcie stąd. Natychmiast.

 

Diva nr1: Ale Anthony, Izzy jest bardzo miły!

 

Diva nr2: Powiedział nawet, że w tej formie masz szanse na podium w nadchodzącej walce!

 

Diva nr1: Czy to nie wspaniałe wieści?!

 

Saintan jakby w transie podchodzi do stolika i z niebywałą agresją go przewraca.

 

Izzy Nilsen: (klepiąc divę w kolano) Saintan ma rację, lepiej żebyście zostawiły nas samych. Mamy sobie do pogadania. (przykłada palec do ust jednej z div, która chce się odezwać) Nic się nie stanie, obiecuję.

 

Panie lekko przestraszone zostawiają mężczyzn samych, ci natomiast tuż po szczęknięciu drzwiami dopadają sobie „do gardeł”.

 

Anthony Saint-Michel: Okłamałeś je. Jeśli w ciągu 10s. nie zabierzesz stąd swojej dupy stanie się coś bardzo nieprzyjemnego.

 

Izzy Nilsen: (uśmiechając się bezczelnie) Naprawdę trudno mi zrozumieć twoje angielskie zwyczaje. Moje intencje są czyste jak łza, naprawdę życzyłem ci tego zwycięstwa…

 

Anthony Saint-Michel: To naprawdę ciekawe, ale twój czas ucieka.

 

Izzy Nilsen: … bo podobno kicia zawsze spada na cztery łapy, a ty masz tylko dwie… Łatwiej mi będzie je połamać.

 

Anthony Saint-Michel: Jasne…(powalając Nilsena błyskawicznym Spearem)… jeśli tylko będziesz miał czym.

 

Wrestlerzy zaczynają tarzać się po ziemi wymieniając przy tym ciosy. W momencie gdy lekką przewagę uzyskuje Saintan, drzwi do szatni się otwierają i staje w nich niedawny przeciwnik rugbisty – Armor King! Zawodnik w masce pantery zrzuca z Nilsena żywy balast po czym w pomieszczeniu zalega grobowa cisza. The Pride of the Real Warrior patrzy gróźnie raz Nilsena, raz na Saintana. W końcu zawiesza swój wzrok właśnie na tym ostatnim, wykonując przy tym wymowny gest – przecina sobie gardło po czym pokazuje kciuk w dół i wychodzi z pomieszczenia.

 

 

*****

 

 

Tym razem kamerzysta podąża za plecami komisarza Nasa Jazzowskiego! (cheer) Były zawodnik EWF i HVW idzie spokojnie korytarzem prowadzącym do gabinetu porucznika Jana Rejdycha. Kiedy jest już przy wejściu i wyciąga rękę w kierunku klamki drzwi niespodziewanie się otwierają a z pomieszczenia wyłania się potężnie umięśniony mężczyzna o ciemnej karnacji. Ubrany jest w biały, idealnie dopasowany garnitur założony na czarną koszulę. Na szyi pobłyskuje jakiś srebrny łańcuszek, a z ust wystaje kawałek jointa. Jednak to nie ten ostatni element – choć przywołuje w Nasie niezbyt sympatyczne wspomnienia – najbardziej przykuwa uwagę komisarza, robi to natomiast zupełnie niepasujący do reszty wizerunku gips wystający z nogawki spodni.

 

Mężczyzna: Widzę, że mam niezawodne wyczucie czasu. Sam boss zaszczycił mnie swoją obecnością.

 

Nas Jazzowski: (nieufnie) Z kim mam... przyjemność?

 

Mężczyzna: (śmiejąc się donośnie) Tony Jones, we własnej osobie. Zajrzyj do swojego peceta, masz go na bank w rubryce World Title. (pauza) Przyjemność? Dla mnie na pewno.

 

Nas Jazzowski: Co do World Title, to się jeszcze okaże (pokazując na gips) coś się stało?

 

Tony Jones: Zbyt intensywny trening, sparing partner okazał się mieć twardy łeb. Teraz leży gdzieś na intensywnej terapii, ale to żaden problem, co? (rozgląda się na boki) Chyba nie masz tu nikogo kogo nie rozpierdoliłbym nawet bez tej pieprzonej nogi ?

 

Nas Jazzowski: Zobaczymy... a teraz wybacz, ale mam sprawę niecierpiącą zwłoki.

 

Tony Jones zwalnia przejście i zaczyna powoli kuśtykać w głąb korytarza. Całej tej „operacji” z uwagą przygląda się komisarz Jazzowski. Kiedy wrestler znika za rogiem Nas wchodzi do gabinetu Rejdycha.

 

 

 Konrad Ochucki: Czuję, że ten człowiek może być przyczyną kłopotów.

 

Bogusław Montana: Wygląda zupełnie jak ty.

 

Konrad Ochucki: (spogląda na swój biały garnitur) Wyglądam jak gangster?

 

Bogusław Montana: Nie, jak fan wrestlingu.

 

Konrad Ochucki: Uff...

 

Bogusław Montana: To była dobra wiadomość?

 

 

 

*****

 

Niszczyciel vs Jimmy Hendrixon vs Filu

 

Na arenia uderza Silna Grupa Pod Wezwaniem - Panny z Cicibora, a pod Titantronem pojawia się postać byłego sumity z Cibra Dużego. Filu bardzo powolnym krokiem zmierza w kierunku ringu co by się nie zmęczyć, bo już jedną walkę dziś stoczył. Przy marszu tym cały czas towarzyszy mu lekki cheer publiki, fanki z pierwszych rzędów ośmielają się nawet klepać go po piersiach. Kiedy jest już przy kwadratowym pierścieniu, korzystając ze schodków, niespiesznie wchodzi do niego.

 

Światła na hali gasną a z głośników grać zaczyna Kult – Polska. W momencie gdy do gry wchodzi sekcja dęta utworu na arenie zaczynają migać czerwone światła a spod Titantronu wybiega Niszczyciel i przybijając piątkę niemal każdemu fanowi dostaje się na ring. Gdy jest już w pierścieniu unosi w górę orzełka umieszczonego na koszulce.

 

Jako ostatni rozbrzmiewa  Jimi Hendrix - The Wind Cries Mary, muzyka gra, ale właściciel theme’u nie pojawia się na rampie. Sędzia Adam Posępny zaczyna się wyraźnie niecierpliwić, podobnie jak publiczność, która swoje emocje wyraża lekkim buczeniem. Mijają kolejne sekundy aż w końcu spod Titantronu wyłania się… Max Craven! Publika nie wie jak zareagować, bo Jimmy Hendrixon zdecydowanie nie był ich ulubieńcem, ale też Craven nie wywołał w nich pozytywnych emocji swoimi dzisiejszymi występami. Jak się okazuje jedyną adekwatną reakcją jest milczenie, przerwane przez samego zainteresowanego.

 

Max Craven: Niestety mam złe wieści dla wszystkich czerwonych ścierw. Jimmy Hendrixon podzielił los Bieruta i raczej go dziś nie zobaczymy.. o ile kiedykolwiek będzie to nam dane. Fuck The Milicja jest niezwykle skuteczna w swoich działaniach, cholernie skuteczna. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło. Dzięki temu będziecie mogli zobaczyć dziś prawdziwie polski pojedynek, w którym zmierzę się z Wieszczem i mieszkańcem Cibora Dużego. Razem zrobimy coś przed czym tak zawzięcie broni się Nas Jazzowski, bo wie, że widząc tą jakość ludzie wypną się na jego main eventy, w których promuje swoich komuchów.

 

Członek Fuck The Milicja zaczyna powoli zmierzać w kierunku ringu, przez co nie zauważa tego co jest wyświetlane na Titantronie. A co jest? Korytarz i drzwi, które po chwili wylatują z hukiem z futryny. Sprawcą całej rozpierduchy jest Jimmy Hendrixon! Wyznawca Marksa i Engelsa z krzesłem w ręku zaczyna biec w kierunku wyjścia na część właściwą hali. Tymczasem na ringu jest już Max Craven, wymienia on uściski dłoni z przeciwnikami, których sam sobie ustalił i nagle zamiera. Hendrixon jest już na rampie i wcale nie zwalnia tempa. Członek Fuck The Milicja momentalnie traci cały swój animusz. Dyskretnie wsadza jakiś przedmiot w dłonie Niszczyciela, wyskakuje z ringu i znika wśród publiczności. Adam Posępny zadowolony z obecności wszystkich zawodników nakazuje uderzyć w gong!

 

 

Konrad Ochucki: Pan Adam zapomniał chyba sprawdzić uposażenie zawodników. Nie podoba mi się ten prezent od Cravena.

 

Bogusław Montana: Cały wrestling. Spisek polsko-polski.

 

Konrad Ochucki: Wieszcz do tej pory znany był ze swojej uczciwości, czyżby miał sprzeciwić się polskim ideałom ?

 

Bogusław Montana: Jeśli dostanie wpierdol na pewno tą tradycję podtrzyma.

 

 

Jimmy Hendrixon będący pod wpływem potężnego zastrzyku adrenaliny z miejsca przejmuje inicjatywę. Dopada do Niszczyciela i powala go mocnym Clotheslinem, Wieszcz próbuje się szybko podnieść, lecz jego zapędy  zostają ostudzone agresywnym stompem na twarz. Jimmy nie zapomina, że w ringu jest też Filu, szykujący się właśnie do ataku, wielbiciel dzieł Marksa i Engelsa bierzez rozbieg i atakuje go Ruuning Knee Strikiem wprost w brzuch, a że sumita ma brzuch jaki ma to atak nie wywołuje u niego żadnej reakcji prócz drżenia zwał tłuszczu. Chwyta Hendrixona za szyję, ciska nim do narożnika i naciera ze Splashem! Jimmy w ostatniej chwili robi szczęśliwy unik, wyczuwa swoją szansę na pin i próbuje roll upa, ale po kilku sekundach siłowania okazuje się iż sumita to jednak zbyt duży kaliber do tego typu akcji. Obraca się i nadziewa na Fortepian Chopina (Running DDT!) Pin 1...2.. kick out. Niszczyciel podnosi oponenta, spycha do narożnika i serwuje kilka soczystych punchy. 1...2...3...4...5...6, przez swoją zapalczywość nie zauważa, że tuż za nim czai się Filu , który po chwili serwuje mu German Suplex! Pin 1...2.. shoulder up! Ciborska duma wstaje, bierze lekki rozbieg i naciera z Headbuttem. Pin 1...2. odliczanie zostaje przerwane przez Hendrixona i jego Headbutt prosto z narożnika! Tym razem to on pinuje Wieszcza 1...2.. kick out! Jimmy chwyta oponenta za głowę i szykuję do wykonania Sambo Suplex, lecz na jego nieszczęście Niszczyciel mimo przyjęcia dwóch Headbuttów stawia dzielny opór, po którym przechodzi nawet do kontrakatku, whipuje Jimmy’ego na liny i pokazuje czym jest Oda do młodości. A pod tą sympatyczną nazwą czaił się potężny Spear! Pin 1...2.. Filu przerywa pin elbow dropem. Nie decyduje się jednak na podtrzymanie swej deominacji, choć prawdę mówiąc widać po nim, że został ubezwłasnowolniony przez własną kondycję. Opierając się o matę dłonią i kolanem bierze kilka głębokich oddechów.

 

 

Konrad Ochucki: Ktoś zaniedbał trening kondycyjny.

 

Bogusław Montana: Ktoś znowu przynudza.

 

Konrad Ochucki: Jaka walka taki komentarz.

 

Bogusław Montana: Ja zawsze trzymam poziom.

 

 

 

 

Na ponowne uaktywnienie decyduje się dopiero w chwili gdy w tryb przemieszczenia się na dwóch nogach przechodzi Niszczyciel. Pomiędzy wrestlerami błyskawicznie wywiązuje się brawl, po którym dochodzi do zwarcia. O dziwo, w tej czysto siłowej dyscyplinie przewagę uzyskuje Wieszcz! To chyba ostateczny dowód na to, że kardio sumity przestało istnieć. Niszczyciel w iście poetycki sposób zakłada mu Headlocka jeszcze bardziej utrudniając złapanie oddechu. Pewnie by go w ten sposób udusił, gdyby nie odsiecz Hendrixona w postaci Dropkicka. Poeta traci na chwilę równowagę co bezwzględnie wykorzystuje młody marksista serwując mu Two Handed Chokeslam! Nie zdąża jednak przejść do pinu, bo momentalnie po perfekcyjnie wykonanym ciosie sam pada ofiarą Spinebustera ze strony Fila. Pin 1...2.. kick out. Mieszkaniec Cibora ma się już chyba lepiej , zawiedziony niepowodzeniem pinu uderza rękami o matę powoli wstaje i idzie w kierunku narożnika przed którym spogląda w niebo i szepce coś do siebie. Następnie wywołując żywe przerażenie wśród publiki zaczyna się na niego wspinać! Najniższa lina pod wpływem ciężaru wrestlera ugina się niemal do samej maty, ale wytrzymuje obciążenie. Zawodnik bierze głęboki oddech i pokonuje drugi stopień. Publika zaczyna wspierać go w działaniu, skandując jego imię. Sędzia natomiast próbuje skłonić go do zejścia, ale jest już chyba za późno... udało się! Filu tauntuje, siedząc na szczycie narożnika wygląda jak typowy przykład człowieka spełnionego.

 

 

Konrad Ochucki: Matko najświętsza czy on zamierza skoczyć?

 

Bogusław Montana: Czy jeśli skoczy ring się załamie?

 

Konrad Ochucki: Prawdopodobnie tak!

 

Bogusław Montana: Czy jeśli ring się załamie gala się skończy?

 

Konrad Ochucki: Prawdopodobnie tak!

 

Bogusław Montana: (zrywając się z krzesła) Skacz! Skacz! Skacz!

 

 

Filu nie mogąc nacieszyć sie swoim sukcesem tauntuje raz po raz  przez co nie zauważa zbliżającego się do niego Hendrixona. Bezcelowość wspinaczki uświadamia sobie dopiero w momencie gdy Jimmy wymierza mu dwa punche prosto w twarz. Wyznawca Marksa wspina się na drugą linę i zaczyna szarpać się z sumitą. Tymczasem z letargu budzi się Niszczyciel, grzebie przez chwilę w swoich spodniach i wyjmuje z nich kastet! Prawdopodobnie jest to prezent od Maxa Cravena. Publika widząc to zachowanie buczy niemiłosiernie. W między czasie Hendrixon zrzuca z narożnika Fila Backsuplexem!!! Pierścień ugina się i drży, bo jeszcze nigdy nie przeszedł takiego szoku, zgiął się do granic swej wytrzymałości, ale wytrzymał. Hendrixon zeskakuje z narożnika, obraca się i otrzymuje od Wieszcza kicka w brzuch, poeta uśmiecha się i machając głową z dezaprtobą wyrzuca trzymany w ręku kastet gdzieś za siebie (cheer) po czym serwuje przeciwnikowi Epopeję (Burning Hammer) Pin 1...2...3 (zwycięzcą i finalistą turnieju o Shockwave title jest Niszczyciel) 

 

 

Konrad Ochucki: Cóż za emocje!

 

Bogusław Montana: (trzymając się za głowę) Walczą dziś jeszcze jakieś grubasy?

 

Konrad Ochucki: Polubiłeś power wrestling?

 

Bogusław Montana: Nie, lubię szukać głowy ich przeciwników w zwałach tłuszczu.

 

Konrad Ochucki: Ciekawa gimnastyka intelektualna. Otrzymuję informację iż Tomaszowi Kellerowi grozi niebezpieczeństwo.

 

Bogusław Montana: Uciekamy ? (milczenie przy stole) No co, nas też może dopaść.

 

 

 

*****

 

Lądujemy na korytarzyu hali, gdzie widać opartego o skrzynkę Tomasza Kellera. Reporter konsumuje sobie kanapkę i zagryza ją papierosem. Po chwili dołącza do niego Aero.

 

Aero: Widzę, że się nudzisz, więc udzielę ci wywiadu.

 

Tomasz Keller: (z pełnymi ustami) Masz błędne odczucia, aktualnie mam przerwę a potem czeka mnie wywiad z Armor Kingiem.

 

Aero: Z kim?

 

Tomasz Keller: Z człowiekiem w masce pantery, który nie…. nie ważne.

 

Aero: (zaczyna się niecierpliwić) Będzie tak jak mówię, albo możesz pożegnać się z kanapką.

Tomasz Keller: (przerażony) Z kanapką ?! Nie, nie! (wyciera usta) Stoje właśnie obok jednego z najbardziej utalentowanych zawodników młodego pokolenia, znany jako mistrz przestworzy…

Aero (wchodząc mu w słowo): Dość tych głupot.

Tomasz Keller (zdziwiony): Że co, proszę?

Aero: Musi dotrzeć do ciebie fakt, że osoba, którą zamierzałeś przedstawić i ta, z którą właśnie rozmawiasz są dwiema oddzielnymi personami. Będąc dokładniejszym – ta pierwsza umarła, nie istnieje już. Została ta druga, pozbawiona błędów i prezentująca sobą zupełnie nowy poziom. Poziom, pozwalający na osiągnięcie sukcesów, o których poprzedni Aero nie śmiał nawet marzyć…

Tomasz Keller: To znaczy, że nie będzie już podniebnych akcji podwyższonego ryzyka, które przysporzyły ci tylu fanów?

Aero (zimnym, beznamiętnym głosem): Czy sympatią można nazwać oklaski dla wytresowanej małpy robiącej zabawne fikołki ku uciesze bezmyślnej gawiedzi? Tym właśnie byłem dla wszystkich tak zwanych „fanów” – cyrkową małpą. Ale ten czas minął. Nadeszła pora, żebym to ja się bawił, nie tylko kosztem was, ale i swoich przeciwników. The Technical sprawi, że zaczniecie okazywać mi szacunek, na jaki w pełni zasługuje.

Tomasz Keller: The Technical? Czy to znaczy, że całkowicie zmieniasz swój styl i repertuar ciosów? Muszę przyznać, że to dość ryzykowne posunięcie.

Aero: Tylko dla tych, którzy ośmielą się stanąć naprzeciw mnie w środku kwadratowego pierścienia. (Podnosząc zaciśnięte pięści do komary) Mógłbym powiedzieć, że moją największą bronią są moje pięści, ale nie zrobię tego. Bo moją największą bronią jest własne ciało każdego rywala. Kości, które mogę złamać na dziesiątki sposobów, kończyny, które mogę wyrwać z stawów jednym ruchem i mięśnie, które mogę naciągnąć do bolesnych granic ich możliwości. To wszystko prowadzi do jednego i zawsze tego samego finiszu – klepania w matę, jak najszybciej się da, jak najmocniej się da…

Tomasz Keller: Huh, faktycznie – spoważniałeś… Ale i tak muszę powiedzieć, że niezły smutas z Ciebie… Dla Blood Guts Wrestling, na specjalne życzenie Aero – Tomasz Keller.

 

PROMO

 

Widać stojącego pod ścianą Anthonyego Saint Michaela…

Anthony Saint Michael: Tyczy się to tych, który jeszcze tego nie wiedzą… Nazywam się Anthony Saint Michael i przybyłem prosto z najgorszego miasta, jakie postanowiono na tym świecie – Bristolu…

Na powierzchni ściany pojawia się wizerunek wspomnianego miasta. W ciągu następnych kilku sekund w paru ujęciach pokazano jego nocną panoramę oraz ujęcia nakręcone na co mniej ciekawych ulicach…

Anthony Saint Michael: Nauczycielką życia była dla mnie ulica, a sprawdziany przyjmowały formę obitych ryjów tych, którzy mieli to nieszczęście stanąć mi na drodze. W przeciwieństwie do tych wszystkich studencików, ja z wyuczonych lekcji wyniosłem coś wartościowego, a może i najcenniejszego – szacunek.

Tym razem na ścianie pokazywane są różne akcje z treningów treningów meczy rugby, w których Anthony miał okazję brać udział.

Anthony Saint Michael: I ponownie musiałem go zdobyć na boisku. Nie kopiąc szmacianą kulę, ale zdobywając kolejne jardy swoją siłą, umiejętnościami i sprytem. I zasłużyłem na niego w pełni – każdym przyłożeniem, każdym powaleniem przeciwnika. Wszyscy wiedzieli, że jestem najlepszy w tym, co robię…

Na ścianie ukazuje się logo Bloody Guts Wrestling

Anthony Saint Michael: Nadszedł czas, by wszyscy fani wrestlingu przekonali się, kto najbardziej zasługuje na ich szacunek i dlaczego jest to właśnie… Anthony Saint Michael…

*****

 

 

Realizator ukazuje widzom szybkie ujęcie podziemnego parkingu, na który wjechało właśnie sześć więźniarek na krakowskich tablicach rejestracyjnych.

 

 

*****

 

Przenosimy się na zaplecze gdzie Venomous przemierza korytarz prowadzący do jego szatni. (cheer) Kiedy jest już całkiem niedaleko zauważa, że ze znajomych mu drzwi wyłania się postać Tony’ego Jonesa. Wrestler z zagipsowaną nogą, trzymając w ustach jointa i opierając się o kulę, majstruje coś przy swoim rozporku. Ven zaniepokojony tym najściem przyspiesza kroku i momentalnie staje obok TeeJay’a.

 

Venomous: Szukasz czegoś?

 

Tony Jones: (jakby nie słysząc pytania) ... kurwa, Zalewski też tu występuje ?

 

Venomous: Kto ?

 

Tony Jones: (nadal nie słysząc pytania) ... wybacz stary, że wszedłem w butach, ale rozumiesz, z tym balastem ciężko by mi było zajść do kibla.

 

Ven ani nie pochwala zachowania swego kolegi po fachu, ani go nie potępia. Patrząc mu nieufnie w oczy wchodzi do swej szatni i zamyka ją od środka. Tony uśmiecha się jedynie szyderczo pod nosem i zaczyna dalszy, mozolny marsz przez korytarz. Mija kilka sekund a z szatni jak oparzony wybiega Venomous i ciska puszką Venomizera pod nogi TeeJay’a tak, że jej zawartość rozbryzguje się we wszystkie strony świata, a następnie sam bez słowa, z wyjątkowo agresywnym jak na siebie obliczem podbiega do Tony’ego chwyta go za koszulkę i przyciągada do siebie.

 

Tony Jones: (z pokorną miną) Stary, uderzysz kalekę ?! Nie rób tego!

 

Venomousem zaczynają targać poważne wątpliwości, po kilkunastu sekundach gniew znajduje gdzieś swoje ujście, The Poison of BGW uświadamia sobie, że tak robić nie wypada, puszcza Tony’ego, obraca się... i otrzymuje potężne uderzenie kulą wprost w głowę!!! (ogromny heel heat na hali)

 

Tony Jones: Udziel pierwszeństwa skurwielu!

 

TeeJay sprzedaje jeszcze kilka uderzeń swej ofierze, do chwili aż kula wygina się na tyle mocno iż nie nadaje się już do użytku.

 

Tony Jones: (przez śmiech) ... i jeszcze ten slogan – niepełnosprawni, czy naprawdę chciałbyś być na naszym miejscu?! (rzucając kipem w twarz Vena) Sam sobie odpowiedz frajerze.

 

TeeJay wolnym krokiem, przy akompaniamencie heel heatu publiki zaczyna się powoli oddalać, mija róg korytarza za którym z gitarą w ręku stoi Izzy Nilsen, paląc swoje ulubione, czerwone Lucky Strike’i!

 

Tony Jones: (wkładając Izzy’emu zwitek banknotów do kieszeni koszuli) Tego było mi trzeba...

 

TeeJay odchodzi, a Izzy rzuca na ziemię peta, chwyta swą gitarę i stojące w pobliżu krzesło, a następnie z kamiennym wyrazem twarzy podchodzi do zdruzgotanego Venomousa, siada nad jego twarzą i odgrywa w wersji akustycznej Another One Bites The Dust – Queen.

 

 

Konrad Ochucki: Mówiłem, że ten człowiek będzie źródłem kłopotów.

 

Bogusław Montana: Spójrz na tego Venomousa.

 

Konrad Ochucki: (patrzy na telebim) ... i ?

 

Bogusław Montana: Jakieś wnioski?

 

Konrad Ochucki: Hm...

 

Bogusław Montana: Przypatrz się.

 

Konrad Ochucki: Hm...

 

Bogusław Montana: Naprawdę ręka cię nie świerzbi ?

 

*****

 

Aero vs Max Craven vs Armor King

 

 

Z głośników uderza Disturbed – Warrior, a pod Titantronem pojawia się Armor King. Zawodnik w trakcie drogi do ringu spogląda na publiczność zza maski pantery. Kiedy jest już w pierścieniu wchodzi na jeden z narożników, jedną ręką wskazuje na Titantron, a drugą markuje przecięcie gardła i pokazuje kciuk w dół dla swych przeciwników.

Z głośników zaczyna napierdalać March of the S.O.D/Sargent D w wykonaniu Stormtroopers of Death. W rytm utworu migają białe światła, a z bramy wyłania się postać Maxa Cravena. Murzyn niemal marszowym krokiem dociera do ringu i przechodzi na jego prawą stronę, by wspiąć się na apron. Po chwili tauntowania przechodzi między linami i wchodzi na narożnik. Kilka sekund zajmuje mu rozglądanie się po publiczności, w końcu zdejmuję swoja koszulkę i rzuca wprost pomiędzy fanów.

Wreszcie puszczony zostaje theme ostatniego zawodnika – Three Days Grace: Gone Forever. Przez bramę przechodzi skupiony Aero, a zanim podąża jego menager, Chris. The Thechnical pewnie wchodzi na ring, gdzie rozgrzewa się po boksersku w swoim narożniku i zdejmuję swoją bluzę, by oddać ja Chrisowi. Jeszcze kilka podskoków w miejscu i Aero jest gotowy do stawienia czoła pozostałym oponentom.

W ringu na wchodzącego na arenę Aero czekają Max Craven i Armor King. Gdy najmniejszy zawodnik znalazł się w czterech narożnikach, przeciwnicy natychmiastowo natarli z clotheslinami, których Aero uniknął, odbił się od lin i trafił dropkickiem w kolana adwersarzy, po czym złapał głowy obydwóch pod pachy i próbuje wykonać podwójne DDT. Craven i King wstają z Aero wiszącym na ich karkach, po czym ciskają go na matę. Gdy "The Technical" leży trzymając się za plecy, Max i "Armor" stają przed sobą oko w oko, ścierając się klatami. Craven odbija się od lin, uderza w zamaskowanego zapaśnika Shoulder Tackle, lecz nie robi to na nim wrażenia. Anarchista ponownie odbija się od lin i znów próbuję z Shoulder Tackle, King nadal nie wzruszony (niewzruszony?). Zdenerwowany buntownik podjął trzecią próbę, lecz "The Pride of the Real Warrior" z ogłuszającym rykiem sam odbija sie od lin, obraca się i uderza Discus Clothesline! Zanim Craven zdążył choćby wstać, King uderzył na niego z pozycji stojącej moonsaultem, szybko podnosi do pionu i założył Rear Naked Choke. Gdy widać było, iż Max już powoli "odpływał", nagle przypominając o sobie od lin odbił się Aero i uderzył Spearem w obydwóch stojących zapaśników. Nie zrobiło to na ważącym ponad 100 kilo Armor Kingu - choć zabolało Cravena -, który puścił chwyt i zabrał się za Technicala. Goliat ringu Blood Guts kopie front-kickiem naszego Dawida w brzuch, chwyta za głowę i wsadza ją miedzy swoje nogi. King podnosi do góry ręce tauntując i podnosi Aero do powerbomba... Aero kontruje roll-upem i odlicza! 1... 2... MOONSAULTEM Z NAROŻNIKA TRAFIA CRAVEN!!!

Bogusław Montana: Eh… Liczyłem na element zaskoczenia.

 

Konrad Ochucki: Naprawdę?

 

Bogusław Montana: Tak. Liczyłem, że skończą szybciej niż reszta.

 

Konrad Ochucki: Niespodzianka!

 

 

 

Publiczność wiwatuje na cześć anarchisty, co widocznie dodaje mu sił. Podnosi on wrestlera z tygrysią maską, rzuca na liny i wykonuje Spinebustera. Może to przesądzić o wyniku meczu, King leżący w nienaturalnej pozycji podczas roll-upa musiał zdewastować swoje plecy. Max nie pinuje jednak jeszcze, lecz trafia Superkickiem we wstającego Aero. Zapominając o leżącym po Spinebusterze Armorze (dobra odmiana?), podnosi Aero, rzuca go na liny, pokazuje środkowy palec i częstuje Bicycle Kickiem. Max wchodzi na narożnik i tauntuje do publiczności, która odpowiada pozytywnie. Poświęca jednak im zbyt dużo czasu, gdy wstaje King i kopie w liny, przez co tauntujący nadziewa się kroczem na narożnik. Zamaskowane napaśnik wchodzi na pierwszą line trzymając Cravena do Powerbomba, jednak przez ból pleców nie udaje mu się go tak łatwo dokonać. Pomaga mu jednak Aero, który szybko wychodzi na apron, odbija się slingshotem od lin i łapiąc Maxa za kark robi z Kingiem Powerbomb/neckbreaker combo! Publiczność mocno dopinguje, gdy trzej uczestnicy meczu leżą zmęczeni na macie. Pierwszy wstaje Aero, łapie powoli anarchistę i podnosi go. Craven jednak nie daje się i uderza pięścią Technicala, po czym wykonuje na nim T-Bone Suplex! Anarchista znów panuje w ringu i tauntuje, jednak na hali pojawia się Jimmy Hendrixon! Podchodzi on pod ring, jednak nie wchodzi na apron. Max podchodzi w jego kierunku zbliżając się do narożnika, co było okropnym błędem - Aero łapie go za głowę, wbiega narożnik i próbuje Sliced Bread no. 2! Ale nie! Gdy Technical był w powietrzu, ARMOR KING ZEPCHNĄŁ GO POZA RING!!!

 

Konrad Ochucki: O mój Boże! Mam nadzieję, że nie zakończy się tu jakąś kontuzją!

 

Bogusław Montana: Ja natomiast nie miałbym nic przeciwko.

 

Konrad Ochucki: Nie masz serca.

 

Bogusław Montana: Ja nie mam serca ?! Spójrz co on robił przez całą walkę. Techniczny wrestling to najgorsze co się światu ptrzytrafiło zaraz za pro wrestlingiem.

 

 

Podczas gdy publiczność skanduje “o-kur-wa! o-kur-wa!”, Armor znów wpycha Craven w narożnik, rycząc chwyta go za pas, wykonuje przewrót w tył i german suplexa - Chaos Theory anarchisty! King nie odlicza przeciwnika, lecz podnosi go na kolana, odbija się od lin i dopełnia formalności Shinning Wizardem! 1... 2... 3! (zwycięzcą i finalistą turnieju o BGW Shockwave jest Armor King)

 

Konrad Ochucki: A więc jednak Armor King!

 

Bogusław Montana: Pokazał pazur.

 

 

Sędzia chce dopełnić formalności, chwyta za rękę człowieka w masce pantery, ale ten momentalnie ją wyrywa i nie bawiąc się w jakieś ceremoniały opuszcza ring. W tym czasie poza areną walki do siebie dochodzi Aero, wchodzi do pierścienia i zakłada nieprzytomnemu Cravenowi Aero Special (Sharpshooter) !!! Arbiter, który zdążył już opuścić ring natychmiast do niego wraca i próbuje przerwać uchwyt, ale jest on zbyt silny! Master technicznego wrestlingu domaga się od nieprzytomnego Maxa, aby ten tapował. Jak jednak ma to zrobić kiedy nie może wykrztusić z siebie słowa ? W niezręczności całej sytuacji jako jedyny na hali zorientował się Neisan, który właśnie wybiega spod Titantronu. Stojący przy ringu Hendrixon próbuje go powstrzymać, bierze zamach krzesłem, ale sprytny Japończyk unika ciosu i kontruje dropkickiem tak, że krzesło trzymane w ręku przez marksistę uderza go w twarz. Wślizguje się na ring i przewraca szybkim Clotheslinem wstającego Aero. Bez zastanowienia, ku wielkiej radości publiczności wskakuje na narożnik i szykuje się do wykonania 450 splasha!!! Aero instynktownie wytacza się poza ring i trzymając się za głowę ucieka w górę rampy, grożąc palcem Japończykowi.

 

 

Bogusław Montana: Dlaczego ten człowiek wsadza swój żołty nos w polskie sprawy?

 

Konrad Ochucki: Jako jedyny zachował się przyzwoicie.

 

Bogusław Montana: Przypominam, że jeszcze godzinę wcześniej współczułeś mu wypadnięcia na ring.

 

Konrad Ochucki: Godzinę temu?

 

Bogusław Montana: Może trochę mi się dłuży, ale to nic nie zmienia. Jesteś po jego stronie. Wyrzuć z siebie złość na żółtka!

 

Konrad Ochucki: Niestety zostałem poinformowany, że nie ma już na to czasu.

 

 

 

*****

 

 

 

Tym razem kamerzysta postanowił zafundować nam niespodziankę, nie wiemy gdzie się znajdujemy. Obiektyw kamery zdołał objąć tylko błyszczącą od potu postać Ricky’ego Banksa, rozgrzewającego się przed walką serią dynamicznych pompek. Z każdą kolejną sekundą mięśnie czarnoskórego wrestlera stają się coraz bardziej napięte a oddech cięższy. W pewnym momencie zawodnik przerywa rozgrzewkę i zrywa się na równe nogi, kamerzysta robi stosowne oddalenie i wiemy już, że znajdujemy się w jego szatni. Banksta jeszcze przez chwilę rozgrzewa kark i z bojową miną opuszcza pomieszczenie.

 

 

 

*****

 

Już po raz drugi dzisiaj mamy przyjemność gościć w gabinecie komisarza BGW. Prawdę mówiąc niewiele się tu zmieniło od ostatniej wizyty, prócz tego, że na biurku zapracowanego Nasa, oprócz sterty dokumentów zauważyć można parujący kubek – najprawdopodobniej z kawą. Idylla ta – zupełnie jak poprzednim razem – zostaje zakłócona przez pukanie.

 

Nas Jazzowski: Wejść.

 

Drzwi się otwierają, a wnętrze gabinetu wzbogaca się o jednego osobnika w stopniu oficerskim z płytą w ręku.

 

Nas Jazzowski: Pan porucznik... Proszę spocząć (wskazując na stojącą przy ścianie sofę) mamy coś?

 

Jan Rejdych: Wszystko pokrywa się z zeznaniami tego dupka Crasha.Kamera została zniszczona 5 min przed przewidywanem czasem ataku... Warto jednak zobaczyć co zarejestrowała przed tym jak zaczęła gryźć glebę.

 

Porucznik wstaje i kładzie na biurku komisarza płytę. Nas niezwłocznie uruchamia ją w stacjonarnym odtwarzaczu DVD podłączonym do ekranu LCD  i jak mogą zauważyć kibice przebywający w okolicach ringu i przed halą – również do telebimów.

 

Według zegaru umieszczonego w rogu ekranu akcja rozpoczyna się około 15 minut przed prognozowanym czasem ataku. Miejsce akcji to podziemny parking. Przez pierwsze kilkanaście sekund przeciętny widz, nie będący automaniakiem, nie znajdzie tu dla siebie nic ciekawego. Dopiero po pewnym czasie, gdzieś w oddali zaczyna być słyszalny głośny warkot silnika. Niemalże w tym samym momencie w obszarze obejmowanym przez obiektyw pojawia się postać Vaclava. Mecenas extremy z puszką w ręku, wolnym krokiem spaceruje sobie po parkingu. Nagle jednak, jego spokój zakłócony zostaje przez przeraźliwy pisk opon, Vaclav gwałtownie obraca głowę w prawą stronę i momentalnie odskakuje unikając tym samym uderzenia z czarnym Mustangiem GT500 Shelby. Samochód się zatrzymuje, a Hardcore Hero nieziemsko wkurwiony uderza rękami w maskę. Drzwi pojazdu się otwierają, a z wnętrza wyłania się postać Izzy’ego Nilsena.

 

Vaclav: (krzycząc) Mogłeś mnie zabić!

 

Izzy Nilsen: (zapalając spokojnie Lucky Strike’a) Nawet wtedy nie miałbym wyrzutów sumienia (zaciągając się) a co dopiero teraz gdy do niczego nie doszło? (wypuszczając obłok dymu) Zabieraj ręce z maski.

 

Vaclav: (podchodząc do Izzy’ego) Chcesz mi coś powiedzieć?

 

Izzy Nilsen: Nie, przecież to ty zawsze byłeś od mówienia… mistrz manipulacji.

 

Vaclav: Nadal nie rozumiem. Wjeżdżasz na ten parking jakby to był pieprzony tor NASCAR i omal nie zostawiasz ze mnie mokrej plamy (patrząc na swoje piwo) i zgniecionej puszki, a tego to już bym ci kurwa nie wybaczył. Rozumiem – lans, ciemne okulary, szybkie samochody i horda dziwek w bagażniku., znam to…

 

Izzy Nilsen: Znasz to ? Od kiedy to znasz ? Kiedy poznałeś ten smak ? Pamiętam, że niegdyś miałeś tylko jednego wyznawcę… Tylko jednego frajera, którego mogłeś prowadzać za nos. To był eksperyment, a ja byłem królikiem doświadczalnym. Sprawdziłeś, wdrożyłeś, a królik pozostał w klatce.

 

Vaclav: Mylisz się.

 

Izzy Nilsen: Mylę się? Nie, teraz mam sto procent racji. Teraz kiedy potrafię sam powiedzieć co jest dla mnie najlepsze. A wiesz co jest ? Kariera, World Title, a nie jakaś pierdolona czystość duchowa. Nawet gdybym miał być największą kurwą w tym fedzie osiągnę to co sobie postanowiłem. Nie szukam tu przyjaciół, rękę wyciągam tylko po to aby uderzyć.

 

Vaclav: (obracając się i odchodząc) Śmiało, możesz zrobić to teraz.

 

Izzy wyrzuca peta a na ekranie pojawiają się zakłócenia, po których widać już tylko czarny ekran. W tym też momencie, w zupełnie innej rzeczywistości, bo gabinecie Jazzowskiego dzwoni telefon. Komisarz odbiera.

 

Nas Jazzowski: Tak… rozumiem… postaram się, ale nic nie mogę obiecać…. do usłyszenia. (odkłada słuchawkę) Istnieje szansa, że niebawem wszystkiego się dowiemy.

 

 

*****

 

Wprost z gabinetu Nasa Jazzowskiego przenosimy się na korytarz z drugiej strony hali. Zobaczyć tu możemy siedzącego na krześle Venomousa opatrywanego przez urodziwą pielęgniarkę. W momencie gdy kobieta, po wcześniejszej dezynfekcji nakleja mu na rozciętym czole plaster, w obrębie obiektywu pojawia się postać Ricky’ego Banksa. Czarnoskóry zawodnik pewnym krokiem przemierza korytarz bawiąc się przy tym telefonem komórkowym. Nie traci jednak należnej w świecie wrestlingu czujności. Widząc Venomousa przystaje na moment i spogląda na niego z wyraźnym rozbawieniem.

 

Venomous: Coś cię śmieszy ?

 

Ricky Banks: Widzę, że forma dopisuje.

 

Venomous: W zupełności wystarczy aby skopać ci dupę i udac się na godzinny jogging.

 

Ricky Banks: Z nowym smakiem Venomizera może być ci ciężko. (tłumi śmiech) Chyba, że producentem będzie koleś z cukrzycą.

 

Poison of BGW nie mogąc znieść drwin ze strony oponenta energicznie zrywa się z krzesła i potrącając lekko pielęgniarkę staje oko w oko z rozbawionym Bankstą.

 

Ricky Banks: Spokojnie, zachowaj werwę na walkę, to już za kilka minut. Tym bardziej, że to między nami zapadną ostateczne rozstrzygnię....

 

Banksta nie zdążył dokończyć zdania, bo coś nim mocno zachwiało. Tak mocno, że ściskany w ręku telefon upadł na ziemię. Czarnoskóry zawodnik w pierwszej kolejności spogląda właśnie na swój ulubiony gadżet, a dopiero potem podnosi wzrok do góry i staje oko w oko z Anthonym Saint-Michelem!

 

Anthony Saint-Michel: Myślę, że boleśnie przejedziecie się na swoich prognozach. Porzuciłem rubgy, bo byłem najlepszy, nie mogłem być głodny sukcesów, bo się nimi przeżarłem, nie miałem skąd ich brać, bo taca była pusta. To samo zamierzam zrobić tutaj, brać sukcesy jak ze szwedzkiego stołu. Jeśli, któryś z was wie co to pride, to niech lepiej schowa swoje ambicje do kieszeni i nie próbuje wyciągać rąk po ten pas.

 

Ricky Banks: (spoglądając raz na telefon raz na Saintana) Nie chcę cię martwić, ale jestem podirytowany. Jestem podirytowany co oznacza mniej więcej tyle, że dopóki będę w tej federacji twoje sukcesy będą skromniejsze niż kontrakt w szkockiej lidze.

 

Anthony Saint-Michel: Chcesz mi to już udowodnić ?! Tu i teraz ?!

 

Wrestlerzy zaczynają zbliżać do siebie na niebezpieczną odległość. Ochroniarze Saintana, towarzyszący mu w drodze na ring są już w pogotowiu, podobnie jak Venomous, który na wszelki wypadek ponownie wstał z krzesła. Nagle nerwowa atmosfera rozładowana zostaje przez dźwięk pękającego szkła. Niestety tylko na chwilę, bo po kilku sekundach powraca ze zdwojoną siłą. Zarówno Banks jak i Saintan spoglądają na ziemię gdzie widać czyjąś stopę miażdżącą telefon Banksty. Niemal jednocześnie podnoszą wzrok, aby sprawdzić kto jest właścicielem nogi, kamerzysta podąża razem z nimi i ukazuje szyderczo uśmiechniętą twarz Izzy’ego Nilsena.

 

Izzy Nilsen: Ups… Znowu coś popusłem? (patrząc na Venomousa) To już drugi raz dzisiaj.

 

Banks bez żadnego ostrzeżenia przyciska Izzy’ego do ściany. Świta Saintana chce reagować, ale rugbysta zdecydowanym ruchem dłoni ich powstrzymuje.

 

Ricky Banks: (wskazując na zmiażdżony telefon) Mógłbym teraz zrobić to samo z tobą, ale załatwimy to tak jak zostało ustalone – w ringu.

 

Banksta puszcza Izzy’ego i bez słowa udaje się w kierunku korytarza prowadzącego do ringu. Saintan i Venomous również nie ulegają perspektywie spuszczenia łatwego wpierdolu udając się w tym samym kierunku co czarnoskóry zawodnik.

 

 

 

 

*****

 

Teleportujemy się na korytarz przed gabinetem szefa ochrony Blood Guts Wrestling – porucznika Jana Rejdycha. Zobaczyć tu można ponad dwudziestu dobrze zbudowanych mężczyzn stojących pokornie w dwuszeregu. Wymieniają oni między sobą szepty, być może na tematy powszechnie uważane za kontrowersyjne lub gorszące, bo kiedy z drzwi naprzeciwko wyłania się postać porucznika wszystkie dyskusje momentalnie milkną, a pracownicy bez koniecznej komendy stają na baczność.

 

Jan Rejdych: Nazywam się Jan Rejdych. Dla was porucznik Rejdych. W życiu wierzę tylko w dwie rzeczy – dyscyplinę i niewiarę w Boga. Jeśli macie w sobie jeszcze jakiejś jej cząstki to gwarantuję, że pod moimi skrzydłami się ich wyzbędziecie. Głęboko wierzę, że nie ma w tym wszechświecie osoby, która decdując o waszym losie uczyniłaby was moimi podwładnymi. Jeśli jednak istnieje taki skurwiel to możecie mieć pewność, że jestem gorszy, o wiele gorszy...

 

Porucznik zaczyna przechadzać się dostojnie przed swym oddziałem.

 

Jan Rejdych: Od dziś  wzystko co robicie wymaga mojego pozwolenia. Nie wolno wam się odzywać, płakać ani podrapać po jajach. O ile w ogóle coś takiego posiadacie moje panny! Nie jesteście tutaj z przypadku, jesteście tu bo jesteście pierdolonymi frajerami, którzy dali się złapać na swoich wykroczeniach. Jesteście pierdolonymi złodziejami, dilerami i stręczycielami, którym z chęcią poucinałbym łapy, gdybym miał 40 lat mniej i ciągle to samo, wrażliwe, młodzieńcze serce. Zestarzałem się, skurwiałem i teraz w zamian za swoją kartotekę dostaniecie ode mnie pieniądze. Coś bez czego zdechlibyście z głodu, coś czego nie da wam żaden pierdolony kapitalista.

 

Ponownie staje przed oddziałem.

 

Jan Rejdych: Nie nawrócę was na właściwą ścieżkę. Macie iść za mną, drogą, która prowadzi prosto do potępienia. Możecie się zabić, ale wiedzcie, że nigdy mi nie uciekniecie, a wasze matki, wyleją ocean łez patrząc na to co zrobię z waszymi zwłokami. Znajdę was wszędzie i nie zdążę przez ten czas spalić więcej niż jednego papierosa.

 

Podchodzi do jednego z mężczyzn i patrząc mu głęboko w oczy kontynuuje przemówienie.

 

Jan Rejdych: Jeśli posiadacie jakieś kobiety radzę jak najszybciej o nich zapomnieć. To zimne materialne suki, którym nie możecie zaoferować nic więcej prócz swoich skurwiałych serduszek. Kutas i cała reszta są własnością Blood Guts Wrestling! A Blood Guts Wrestling wymaga od was dyspozycyjności 24 godziny na dobę. Jeśli wam to nie odpowiada możecie go sobie odgryźć, wsadzić w butelkę, wrzucić do kibla i liczyć, że kanalizacja nie zawiedzie i pokwitują odbiór zanim zdechną z tej tęsknoty na AIDS.

 

Tym razem porucznik zatrzymuje się przy mężczyźnie z dłuższymi, luźno opadającymi na twarz włosami.

 

Jan Rejdych: W tym oddziale stanowicie jedność. Chociaż jesteście tylko kupą gówna to jednolitą. Nie chcę kurwa widzieć pojedyńczych bobków w szalikach Arki Gdynia czy z irokezami na łbach. Macie być jednolici i skromni jak strój starego  kapucyna. Jeśli przy kolejnym widzeniu zobaczę na waszych głowach te piękne puszyste włoski czekające na wspinaczkę księcia z białym rumakiem, to kurwa gwarantuję, że przy następnej wizycie ten homonarcha będzie musiał się przeprawiać przez pierdolone szambo! Bo za każdym razem idąc do kibla zamiast szarego papieru, który podrażnia moją oficerską dupę będę brał delikwenta za łeb, włączał punk fm i czekał aż machając głową w rytm tego ścierwa wyczyści mój rów na błysk.

 

Porucznik po raz kolejny oddala się od swego oddziału, stając frontalnie do niego.

 

Jan Rejdych: Wyraz waszych mord mówi mi, że porozumienie pomiędzy nami zostało zawarte. Od dziś jestem waszym sądem i jednoosobowym plutonem egzeucyjnym. Liczę dziewczynki, że nasza współpraca nie będzie się układać i będę miał jak najwięcej okazji, aby wam dojebać. (dłuższa pauza) Na co czekacie barany?! Doprowadzić się do porządku i za 6min widzę u siebie (popada w zamysł) ciebie (wskazuje palcem na wcześniej już widzianego mężczyznę z długimi włosami. Odmaszerować!

 

Recydywiści bez zbędnych pytań (których w końcu bez pozwolenia porucznika nie wolno im zadawać) w tempie szybkim niż szybkie uciekają sprzed gabinetu. Rejdych zachowując kamienny wyraz twarzy wyciąga z kieszeni swej marynarki paczkę czerwonych Marlboro, odpala jednego i zaciąga się głęboko, a następnie znika za drzwiami swojego gabinetu.

 

*****

Bogusław Montana: Bardziej kompetentnych ludzi do ochrony nie można było znaleźć...

 

Konrad Ochucki: Myślę, że porucznik Rejdych dzięki swojemu doświadczeniu sprowadzi ich na właściwą ścieżkę.

 

Bogusław Montana: Ja na twoim miejscu schowałbym ten łańcuch. Na pierwszy rzut oka wygląda na aluminium, ale oni nie mają tak bystrego jak oka. Dla takich debili takie coś to magnez na wpierdol.

 

Konrad Ochucki: Ufam im.

 

Bogusław Montana: Ja na wszelki wypadek zacznę nosić portfel w bieliźnie.

 

 

 

 

 

*****

 

 

 

Fatalny Kwartet, No DQ match

 

Ricky Banks vs Venomous vs Izzy Nielsen vs Anthony Saint-Michel

 

Na arenia zaczyna grać Crystal Castles - Alice in Practice, niemal równocześnie z głosem wokalistki na arenie pojawia się Anthony Saint-Michel wraz ze swoimi towarzyszami. Z obłoków sztucznego dymu jako pierwszy wyłania się Bunny, tanecznym krokiem przewodzi grupie pięciu ochroniarzy tworzących klucz otaczający Anthony’ego Saint-Michela. Po paru chwilach Saintan jest już w pierścieniu, dynamicznie wskakuje na narożnik i podnosi zaciśniętą pięść ku górze.

 

Z głośników uderza Stratovarius - The Kiss of Judas, a na Titantronie pokazują się hasła "Venomus" i "Fell my Venom" w kolorze zieleni, tą samą barwę mają reflektory wirujące po całej hali. Po solówce gitarowej theme'u światła się zapalają i podczas wybuchających fajerwerek widać jak Ven stoi ze skrzyżowanymi na klacie ramionami a ręce ma złożone w swe firmowe Vałki. W drodze do ringu przybija fanom piątki, a kiedy już jest przy nim zdejmuje koszulkę i rzuca nią w publikę.

 

Z głośników dobiega Juelz Santana - Rumble, young man, rumble i przez pierwsze kilka sekund nie dzieje sie nic więcej. Wraz z uderzeniem pierwszego kicka na arenie wybuchają fajerwerki a na rampie pojawia się Ricky Banks. Spokojnym krokiem wchodzi do ringu, staje na narożniku i unosi w górę zaciśnięte pięści.

 

Jako ostatni uderza Avenged Sevenfold – Nightmare, a pod Titantronem pojawia się postać Izzy’ego Nilsena. Publika szaleje z wściekłości. Zawodnicy w ringu spokojnie oczekują aż wróg publiczny nr 1 wejdzie w końcu do ringu, co może potrwać dobrych kilka lat, bo wrestlerowi wcale się nie spieszno do zebrania wpierdolu od trzech osiłków, aby go uniknąć nauczył się nawet nowych zwyczajów wobec publiki, próbuje uciąć sobie z nimi pogawędkę, zbić kilka piątek, ale ta nie zmieniła swego nastawienia do niego i buczy niemiłosiernie. Jako pierwszy cierpliwość stracił Saintan, chwyta stojącego w narożniku kendo sticka i zaczyna zmierzać w kierunku Izzy’ego. Nilsen lekko się stresuje przez co traci swój cały szacunek i jednemu z nich, jednoznacznym gestem każe wypierdalać z krzesła. Ten czyni to posłusznie a Black Wings przeobraża je w groźną broń i wychodzi na spotkanie z rugbystą. Saintan bierze zamach, ale Nilsen unika ciosu i przypierdala rywalowi tak potężnym chair shotem, że krzesło na dobre pozostaje na jego szyi.

 

Bogusław Montana: Do twarzy mu.

 

Konrad Ochucki: Nie spodziewałem się tego po Izzym.

 

Bogusław Montana: Takiego wyczucia stylu?

 

Konrad Ochucki: Takiej agresji.

 

Jeśli Ochucki takiego chair shota nazwał zachowaniem agresywnym to jak nazwałby obecne zachowanie Izzy’ego. Twój personalny koszmar zachęca resztę oponentów do przybycia w to samo miejsce co rugbysta, a w ramach zachęty uderza kilkukrotnie Anthony’ego przejętym kendo stickiem. Banks i Venomous choć zdenerwowani nie dają się ponieść emocjom i zapraszają oponenta do ringu. Ten jednak nie zamierza negocjować. Stawia stopę na krzesło tkwiące na szyi rugbysty i uciskając jego krtań z szerokim uśmiechem spogląda w kierunku ringu zadając reszcie przeciwników retoryczne pytanie “Ile wytrzyma?”. Czara goryczy się przelewa. Ricky wychodzi z ringu, wyjmuje spod niego dwa krzesła, rzucając jedno z nich Venowi. Zawodnicy biegną sprintem w kierunku Nilsena. Ten broni się dzielnie, najpierw wymierza Venomousowi uderzenie kendo stickiem między oczy, a następnie sam pada powalony chair shotem prosto w twarz. Banks za swoim dzielnym zachowaniem generuje ogromny cheer. Wymierza Izzy’emu jeszcze kilka uderzeń krzesłem, a widząc, że martwy do tej pory Saintan odzyskuje przytomność, daje mu możliwość, podaje zawodnikowi krzesło podczas gdy sam podnosi Nilsena w pozycji gotowej do chair shota. I chair shot faktycznie pada, ale na twarz Banksa! (heel heat) Anthony dopada do czarnoskórego zawodnika i podczas uderzania otwartą dłonią w tył głowy szepce mu coś na ucho.

 

 

Konrad Ochucki: To było do przewidzenia!

 

Bogusław Montana: Czy Ricky Banks jest Rosjaninem?

 

Konrad Ochucki: (patrząc na swojego partnera zdziwionym wzrokiem) Nie.

 

Bogusław Montana: Czyli ten telefon nie był detonatorem bomby jądrowej?

 

Konrad Ochucki: Nie.

 

Bogusław Montana: Czyli mogę być spokojny, bo twój mózg nie wybuchnie zalewając mnie falą wiedzy o wrestlingu ?

 

 

Saintan chwyta za głowę murzyna i ciągnie go w kierunku ringu. Tymczasem na rampie do życia dochodzi Venomous, podnosi Izzy’ego i bez większego trudu serwuje mu DDT w dół rampy! Pin 1…2… kick out! To byłoby zbyt szybkie, zbyt łatwe. Poison of BGW ponownie stawia oponenta na dwie nogi po czym prowadzi go w kierunku ringu. Tam natomiast dzieje się wiele ciekawego, bo oto Saintan ustawił Banksa obok przed stojącym w narożniku stołem, owiniętym drutem kolczastym, a teraz szykuje się do wykonania Charge… przez co sam rozbija się o blat po tym jak Ricky sprytnie uniknął ciosu! Rugbysta jest zaplątany w drut kolczasty co momentalnie wykorzystuje czarnoskóry oponent, kopie go w brzuch i łapie w pozycji do Torture Racka! Drut kolczasty jeszcze mocniej wbija się w ciało Tone’a, a ten mimo, że przyzwyczajony do krwi, łez i potu, cierpi niemiłosierne katusze. Jest blisko zwątpienia, uwalnia rękę w celu poddania… i zostaje uwolniony przez Venomousa, który powala Banksa potężnym Dropkickiem z najwyższej liny! Ten pada, ale nie traci świadomości. Zdziwiony patrzy na Vena, którego do tej pory uważał za swojego sojusznika. Tymczasem za ringiem nieprzytomnego przestaje udawać (bo trwało to zdecydowanie zbyt długo) Nilsen, wyjmuje spod pierścienia drabinę i usadawia ją pomiędzy barierkami a krańcem ringu. Na samej arenie walki, Venomous jest panem i władcą, whipuje Saintana do narożnika, następnie nakłada mu na głowę kubeł na śmieci i naciera z Venomus Splashem! Pin 1…2… Banks przerywa!

 

Bogusław Montana: Zastanawiam się jaki był cel tego ciosu.

 

Konrad Ochucki: Venomous Splasha?

 

Bogusław Montana: Tak.

 

Konrad Ochucki: Z pewnością Venomous miał na celu osłabienie oponenta.

 

Bogusław Montana: Aha, to dlatego teraz miota się jak Robert D. na lotnisku w Vancouver?

 

Tak jak powiedział Montana – cios spowodował lekki uszczerbek na zdrowiu Vena. Chce on sobie poleżeć chwilę na ziemi, ale Banks, który przerwał pin mu na to nie pozwala, pcha go na liny i naciera z Clotheslinem! Poison of BGW nadal zachowuje przytomność umysłu, zatrzymuje się, naciąga najwyższą linę przez co Ricky wpada w łapy Izzy’ego, który niespodziewanie wykonuje na nim Wejście w koszmar (Diamond Cutter) ponad najwyższą liną!!! (o-kur-wa! o-kur-wa!) Banksta niczym z procy ponownie wpada do pierścienia, gdzie pinować zaczyna go Venomous! Pin 1…2… Izzy ściaga za nogę Adama Posępnego przerywając tym samym odliczanie. Sędzia nie jest zadowolony z zachowania Nilsena, dopada do niego i grożąc palcem przekazuje kilka krytycznych uwag. Nie zdąża jednak dokańczyć, bo swoje pretensje, poprzez Suicide Dive okazuje również Venomous! Zgarnia przy okazji Nilsena i obaj z impetem uderzają o barierki. Tymczasem w ringu do życia dochodzi Saintan, zdejmuje z siebie kubeł na śmieci i luźno kładzie go na głowę nieprzytomnego Banksa po czym wchodzi na narożnik i skacze owy przedmiot z Divining Leg Dropem! Pin 1…2…2,999 shoulder up!

 

Bogusław Montana: Kolejny… Dupę sobie poobijał, a efekt zerowy.

 

Konrad Ochucki: Ależ Bogusławie! Był naprawdę blisko zwycięstwa!

 

I nadal jest. Lekko kulejąc (bo wcześniejsza akcja miała też negatywne skutki) podchodzi do murzyna, podnosi go i próbuje wykonać Touchdown, ale ten zaczyna się niepokojąco szarpać. Jedno uderzenie łokciem, drugie, trzecie… W końcu Saintan odpuszcza, próbuje uspokoić oponenta Lariatem, lecz ten robi unik i niespodziewanie odpłaca się rugbyście Sitout Chokeslamem wprost na rozłożone krzesło!!! Pin 1…2…2,999 przerywa Izzy Nilsen Moonsaultem z trzymanym w ręku zwojem drutu kolczastego!!! Cała trójka zawodników zaczyna intensywnie krwawić. Sytuację postanawia wykorzystać Venomous, wchodzi na ring, obwiązuje nogi byłego rugbysty drutem kolczastym i zakłada Slowly Poison (Scorpion Death Lock)! Tone do tej pory niemal nieprzytomny pod wpływem bólu natychmiast na swoje nieszczęście odzyskuje świadomość. Próbuje uwolnić się z uchwytu przez co drut kolczasty jeszcze bardziej wżyna się w jego łydki. Desperacko czołga się w kierunku lin i łapie za nią, ale sędzia natychmiast uświadamia go iż w walce No DQ zasada rope break nie obowiązuje. Anthony nie zamierza się poddać, jeszcze przez chwilę się siłuje, ale nagle traci przytomność. Arbiter podnosi jego rękę do góry… opada… drugi raz… opada… trzeci raz… Venomous zwalnia uścisk powalony Lariatem ze strony Ricky’ego Banksa! Czarnoskóry zawodnik nie zwalnia tempa, chwyta Vena w pozycji gotowej do wykonania Cali Driver (Back to belly piledriver) i mimo oporu finiszuje ten cios na leżącej pomiędzy ringiem a barierkami drabinie! Próbuje zejść do pinu, ale zupełnie niespodziewanie zostaje powalony Chargem Anthony’ego Saint-Michela!!! Mniej więcej w tym samym czasie na narożnik wchodzi Izzy Nilsen i skacze na leżącego na drabinie Venomousa z Rock Star Press (Shooting Star Press)!!! Drabina pęka na dwie części a Black Wings przechodzi do pinu niemal równocześnie z Saintanem. Podwójny pin 1……2……2,999…Ricky Banks shoulder up!!!.......3 (zwycięzcą walki jest Izzy Nilsen)

 

Konrad Ochucki: (chwytając się w okolicach klatki piersiowej) Niesamowite starcie!

 

Bogusław Montana: Przydługie i przygłupie. Poza tym wynik oczywisty.

 

Konrad Ochucki: Spodziewałeś się zwycięstwa Izzy’ego?

 

Bogusław Montana: Spodziewałem się przegranej Venomousa

 

Konrad Ochucki: Walczył dzielnie.

 

 

 

*****

 

Prosto z parkingu przed halą lądujemy w gabinecie Komisarza BGW. Nas powoli przygotowuje się do swej walki. Uściślając – regeneruje siły, siedząc w fotelu i patrząc na tykające wskazówki zegarka, zawieszonego ponad drzwiami. Idylla ta nie trwa zbyt długo, nagle drzwi otwierają się z hukiem, a oczom zaskoczonych widzów i Komisarza ukazuje się Vaclav!!! (mega cheer)

 

Vaclav: Gdzie jest qrwa bar ?!

 

Mecenas Extremy nie wygląda zbyt dobrze, na głowie ma niedbale zawiązany bandaż lekko przesiąknięty krwią a pod jego okiem wszystkimi kolorami tęczy mieni się soczysty siniak.

 

Vaclav: ... Nie o taki wrestling walczyliśmy Nas! Musimy być Max jak Marvel, rzeczywistość bez piwa i z kawą w filiżankach sprawia, że czuję się jak członek Korpusu Zielonej Latarni.

 

Nas Jazzowski: (nie może wyjść ze zdumienia) Nie powinieneś być w szpitalu ?

 

Vaclav: (włączając wodę w czajniku) A uwierz mi Nas, to nie jest przyjemne uczucie, zapytaj Venomousa, widziałem jak wynosili go na noszach. Oni od zawsze zbierają wpierdol.

 

Nas Jazzowski: (łapiąc się za głowę) Kolejny...

 

Vaclav: (sypiąc do szklanki kawę) Nie ufam lekarzom, ja mam swoje metody leczenia i recepty na lepsze samopoczucie, ale qrwa widzę, że w tym fedzie nie ma ich gdzie zrealizować, bo nie zadbałeś o stosowną aptekę!

 

Nas Jazzowski: Jesteś w stanie walczyć?

 

Vaclav: (zalewając kawę wrzątkiem) No ba! Co prawda da się odczuć pewne braki promili w baku, ale jestem tu po to, żeby dawać ludziom extremę!

 

Nas Jazzowskim: W tym stanie o żadnej extremie mowy być nie może.

 

Vaclav: (upuszczając z wrażenia szklankę z kawą na ziemię i uderzając z impetem pięścią w biurko Nasa) Posłuchaj... pozbawiasz mnie wszystkich atutów, kawy, piwa i extremy. Spójrz na mnie! (pokazuje na swoją głowę) Łajza, która mi to zrobiła musi zapłacić najwyższą cenę, a nie wystawię mu stosownego rachunku podczas technicznych wygipusów.

 

Nas Jazzowski: (podnosi się lekko i zaczyna patrzeć w oczy Vaclava) Wydaje mi się, że coś ci się pomyliło... Nie działamy już na stopie partner – partner, choć moja sympatia do ciebie wcale nie zmalała. I to właśnie przez tą sympatię nie będę cię narażał na kolejne urazy.. chcesz się zemścić? Proszę, zrób to, ale na moich warunkach. Nazwijmy tą walkę Koncesja match. Jeśli wygrasz dam ci to czego chcesz – bar, który będziesz mógł sam zaopatrzeć. Przegrasz...

 

Vaclav: (obraca się i zmierza w kierunku wyjścia) Nie musisz dokańczać...

 

Mecenas Extremy lekko podkurwiony , szybkim krokiem opuszcza gabinet Nasa przez co nie patrzy pod nogi i potężnie uderza w coś na korytarzu. Kamerzysta błyskawicznie pokazuje podłogę, na której leży Seba! (mega cheer)

 

Seba: (wręczając Vaclavowi puszkę Perły) Chcesz łyka?

 

*****

 

 

Bogusław Montana: Co za niesamowity debiut!

 

Konrad Ochucki: Nie mogę uwierzyć! Vaclav będzie dziś walczył!

 

Bogusław Montana: Mówiłem o Sebie.

 

Konrad Ochucki: Rozumiem. To znaczy, nie rozumiem. Nie znasz Vaclava a znasz Sebę?

 

Bogusław Montana: Golfa też nie oglądam a Tiger Woodsa znam. Legendy są wszędzie.

 

 

 

*****

 

Przekaz z kamery czarno-białej. Jakość poniżej krytyki. Możnaby pomyśleć iż BGW od początku swej działalności bawi się w cięcie kosztów. No właśnie – możnaby gdyby nie główna bohaterka nagrania, mała dziewczyna z dwoma warkoczykami, w sukience z falbankami. Najprawdopodobniej jest to przekaz z kamery fana, a jej operator jest zarazem właścicielem ręki ściskanej przez dziewczynkę.

 

Dziewczynka: Ploszę pana, a czy pan Vaclav nie nie będzie zły jeśli go obudzimy ?

 

Mężczyzna: Na ciebie moja panno ?! Na ciebie nie sposób się gniewać.

 

Dziewczynka: Mama czasem się na mnie denelwuje i wtedy mówi, że doplowadzam ją do szewskiej pasji. To coś złego ?

 

Mężczyzna: Pasja? Doprowadziłem ostatnio do sequelu... w mojej wersji rolę Chrystusa grał Vaclav... w akcie 13 był bardzo wiarygodny... na dobrą sprawę reszta stacji mogłaby się nie odbyć... jednak jestem zbyt skrupulatnym reżyserem aby w tym kulminacyjnym momencie dokonać ostatniego cięcia... spodziewajcie się kolejnych części.

 

Dziewczynka: (lekko zirytowana) Czy to coś złego?

 

Mężczyzna: Czy coś związanego z panem Jezusem i Vaclavem może być złe?

 

Dziewczynka: (popada w dziecięcą zadumę) Kocham ich obu!

 

Mężczyzna: Ja też moja panno, ja też... niczym Rakus i Borus utuliłem twego ulubieńca do snu... wyglądał naprawdę słodko.

 

Dziewczynka: Pan naplawdę musi być baldzo doblym kolegą Vaclava!

 

Mężczyzna: Najlepszym.

 

Dziewczynka: Daleko jeszcze? Nóżki mnie bolą...

 

Mężczyzna: Już prawie jesteśmy na miejscu.

 

Widoczny jest już kontener, w którym znaleziono dziś pod galą Vaclava.

 

Mężczyzna: Teraz po cichutku, na paluszkach, zrobimy mu niespodziankę.

 

Dziewczynka podekscytowana aurą tajemniczości natychmiast zaczyna poruszać się na palcach. Kiedy jest już przy kontenerze mężczyzna bierze ją na ręce i podsadza do wieka pojemnika.

 

Dzieczynka: (smutnym głosem) Nie ma! Tylko jakaś czelwona plama...

 

Mężczyzna: Jak to? (dłuższa pauza) Pewnie poplamił keczupem pościel.

 

Dziewczynka: A mama mi zawsze mówi żeby nie jeść w łóżeczku! (pauza, dziewczynka smutnieje) Dlaczego pan Vaclav uciekł?

 

Mężczyzna: Za chwilę ci powiem, ale najpierw w nagrodę za swoją wytrwałość dam ci to...

 

Dziewczynka zaczyna się ekscytować, a kamera z każdą sekundą robi coraz większy zoom na jej rozbawioną twarz. Po chwili jednak następuje nagły zwrot akcji i widoczne są jedynie czyjeś nogi.

 

Dziewczynka: Jaki śliczny misio!

 

W tle da się słyszeć krzyk „Zuziu! Zuziu!”, kamera robi nagły obrót i zaczyna się zbliżać do stojącej gdzieś w głębi parkingu, zapłakanej kobiety.

 

Dziewczynka: Mamo, spójrz co dostałam od tamtego pana!

 

Na twarzy kobiety oprócz łez pojawia się wyraz przerażenia. Obraz ciemnieje, a transmisja się urywa.

*****

 

Konrad Ochucki: Jestem lekko zaniepokojony tym video.

 

Bogusław Montana: Crash bawi się w porwania małych dziewczynek, na to jest paragraf!

 

Konrad Ochucki: Nie wydaje ci się, że w sprawie pobicia Vaclava jest dużo niejasności?

 

Bogusław Montana: Po co drążyć ten temat? Crash się sfrajerzył, przyznał i być może ocalił jakiegoś przypadkowego fana z czwórką dzieci, który od nadmiaru wrestlingu postanowił zemścić się na Vaclavie.

 

Konrad Ochucki: Dlaczego Vaclav i Woods?

 

Bogusław Montana: Dlaczego Marek Rosiak, dlaczego?

 

Konrad Ochucki: To nie było zabawne.

 

Bogusław Montana: Nie miało być.

 

Konrad Ochucki: Nie mam ochoty z tobą dyskutować, bo oto nadszedł czas na main event! Vaclav vs Crash. Koncesja match! Już mam ciarki!

 

 

Koncesja Match

 

Z głośników wydobywa się Editors – Papillon, a światła w całej arenie gasną pozostawiając po sobie ciemność od czasu do czasu przrywaną blaskiem białych reflektorów. Z każdą sekundą staje się on coraz intensywniejszy aż w końcu oślepia widzów, sytuacja ta trwa maksymalnie sekundę po której na rampie zobaczyć można już Crasha. Widzowie witają go ogromnym heel heatem. Reakcja ta nie robi jednak na zawodniku żadnego wrażenia, z beznamiętnym wyrazem twarzy, dostojnym krokiem zmierza w kierunku ringu i mniej więcej w połowie tej drogi otrzymuje chair shota w twarz wprost z publiczności! Kibice się obruszają a stający nieopodal ochroniarz natychmiast rzuca się w kierunku z którego padł “strzał”… i momentalnie zostaje powalony przez przeskakującego ponad barierkami Vaclava! Mecenas extremy błyskawicznie doskakuje do swej ofiary, uziemia go jeszcze kilkoma chair shotami, a kiedy łapie zadyszkę wyjmuje z tylnej kieszeni swych bojówek puszkowaną Perłę, stawia na czole Crasha i z należną miłością do chmielu uderza krzesłem w puszkę tak, że piwo się otwiera!

 

Bogusław Montana: Magia.

 

Konrad Ochucki: Vaclav nie pierwszy raz pokazuje swoje nadzwyczajne umiejętności.

 

Bogusław Montana: Jeśli wszystkie są tak ciekawe to może zainteresuje mnie jego postać.

 

Vaclav jednym haustem, ku wielkiej uciesze publiczność opróżnia większą część piwa a to co pozostało oddaje stojącemu w pierwszym rzędzie kibicowi, następnie chwyta za łeb Crasha i ciągnie go w kierunku rngu gdzie sędzia Filip Borsuk już oczekuje na rozpoczęcie pojedynku. Jednak Hardcore Hero jednoznacznym gestem wypromowanym przez Kozakiewicza oznajmia arbitrowi, że z pierścieniem mu nie po drodze. (cheer) Następnie krzyczy coś w kierunku publiki, chwyta Insane One za rękę, whipuje go na barierki i naciera z potężnym Superkickiem po którym Crash ląduje w gronie rozradowanych kibiców. W dalszej kolejności Mecenas Extremy, po krótkim tauncie sam dołącza do towarzystwa… i nadziewa się na low blow ze strony półprzytomnego Crasha! Publika buczy niemiłosiernie, ktoś ośmielił się nawet kopnąć łobuza w kostkę, ale otwarcie się do tego nie przyznaje. Przebywający w ringu sędzia nie za bardzo wie co robić, bo prawo dyskwalifikacji można wdrożyć w życie dopiero po rozpoczęciu walki, a ta nadal się nie zaczęła. Po kilkunastusekundach zawodnicy powoli dochodzą do siebie, wstają powoli i rozpoczynają brutalny brawl wśród publiczności, posuwając się przy tym w kierunku wyższych rzędów – Vaclav… Crash… Vaclav… Crash… Crash… Crash. Insane One zabiera od jakiegoś fana torbę po chipsach, zakłada ją na głowę oszołomionemu oponentowi i krzycząc mu coś wściekle do ucha zaczyna duścić tak mocno iż fani Vaclava mogliby traktować to opakowanie podobnie jak chrześcijanie całun turyński. Hardcore Hero szarpie się desperacko, ale Crash nie ma zamiaru popuścić, mijają kolejne sekundy a Vaclav staje się coraz słabszy, ruchy jego rąk są coraz mniej energiczne, kibice choć przerażeni stanem zdrowia swego ulubieńca nie mogą się zdobyć na nic więcej ponad odwrócenie wzroku… i nagle, w najbardziej dramatycznym momencie torebka pęka, uwalniając bladą jak syberyjska zima twarz Vaclava!

 

 

Konrad Ochucki: Odetchnąłem z ulgą!

 

Bogusław Montana: Vaclav pewnie też.

 

Konrad Ochucki: Z pewnością.

 

 

Mecenas Extremy łapczywie łapie kilka ogromnych haustów powietrza i chce złapać jeszcze parę lecz Crash trzyma rękę na pulsie i widząc jego zbyt dużą aktywność atakuje Lariatem w tył głowy. Vaclav pada a krew z jego wcześniej uszkodzonej głowy zaczyna sączyć się na nowo zostawiając na włosach czerwone pasemka. Crash widząc swoje dzieło uśmiecha się tylko delikatnie pod nosem, podnosi Vacka i przyciskając jego głowę do ściany zaczyna ciągnąć go w kierunku drzwi zostawiając na niej krwawe ślady. Mniej więcej w połowie drogi orientuje się, że to całkiem fajna zabawa i ściskając włosy Mecenasa Extremy niczym pędzel zaczyna pisać na ścianie swoje imię. Około “A” w nagrodę za swoją sztukę otrzymuje od Vaclava piękne uderzenie łokciem prosto w twarz. Hardcore Hero natychmiast wykorzystuje moment swojej przewagi, kopie go w brzuch przełamując tym samym wszelki opór, a następnie każe widzom się rozsunąć i serwuje Crashowi Powerbomb wprost na rozstawione krzesła.(o-kur-wa! o-kur-wa! o-kur-wa!), jednak to jeszcze nie koniec, Vac nie pozwala nawet oponentowi złapać się za plecy, podbiega do niego i w ramach znieczulenia ofiaruje The Poison (Evenflow DDT) wprost na krzesło! Cios okazuje się na tyle potężny, że teraz fani Crasha (o ile tacy istnieją) mogą traktować owo siedzisko jako relikt po swoim idolu. Wiemy też co jako relikt może traktować jedna z fanek Vaclava, która z markerem w ręku i na wpół odsłoniętymi piersiami prosi Dumę Lubelszyczny o złożenie podpisu na swych cyckach. Z początku Vac jest trochę zmieszany, ale jak wiadomo – fan rzecz święta więc odmówić mu nie wolno nawet gdyby spełnienie prośby oznaczało zmuszenie do pracy cenzora. Rozradowana kobieta przytula się do Mecenasa Extremy i niespodziewanie wbija mu swoje długie paznokcie w plecy ciągnąc przy tym dłonie ku górze zostawiając głębokie, krwawe ślady.  W trakcie tych sadopieszczot jej mina przestaje być przyjazna. Vaclav zdezorientowany chwyta ją mocno za włosy i zauważa, że wzdłuż ramienia, które dotąd było zasłonięte przez kruczoczarne włosy ciągnie się wytatuowane – również na czarno - imię “CRASH”. Kobieta momentalnie wykorzystuje moment zawahania Vaclava następując mu z impetem na stopę swoimi szpilkami, a następnie nokautuje za pomocą Low Blow. Psychofanka z gracją podchodzi do nieprzytomnego Crasha, czule pieści go po głowie i klatce piersiowej a w końcu decyduje się na namiętny pocałunek, trwający kilka długich chwil. Reszta fanów nie klasyfikuje tego w ramach “Romantyczności” Mickiewicza a raczej zwykłej nekrofilii i nagradza parę potężnym buczeniem. Przykra sytuacja, ale kobieta nic sobie z niej nie robi, po soczystnym pocałunku wkłada jeszcze jakieś zawiniątko w rękę Crasha, zaciska je w pięści a następnie wstaje i rozbudzając zmysły męskiej części widowni swoim tyłkiem ewakuuje się pobliskim wyjściem z trybuny.

 

Konrad Ochucki: Kto to był ?!

 

Bogusław Ochucki: Urocza kobieta, owocem tego związku będą wspaniałe “wypadki”.

 

Konrad Ochucki: To byłaby najgorsza rzecz jaka przydarzyła się światu zaraz po Hitlerze, Stalinie i…

 

Bogusław Ochucki: Pro Wrestlingu?

 

 

Zawodnicy leżą jeszcze dobrych kilkanaście sekund i o dziwo jako pierwszy dochodzi do siebie Obłedny Rycerz. Vaclav choć cały czas przytomny, nie da rady wstać z powodu przeszywającego bólu… a jednak nie! To był blef, momentalnie chwyta podchodzącego Crasha za nogę, przewraca na ziemię i zakłada Sharpsootera! Insane One z początku wydaje się przerażony, ale po chwili na jego twarzy pojawia się przebiegły uśmiech i rzuca trzymanym w ręku prezentem od fanki wprost w plecy Mecenasa Extremy! Ten jak oparzony zrywa uchwyt i zaczyna przeraźliwie krzyczeć z bólu. Po zbliżeniu kamery udaje się zobaczyć iż była to sól, która weszła w reakcję z ranami na plecacach. Crash wyraźnie dumny ze swojego sprytu doskakuje do oponenta, kopie go brzuch a następnie serwuje Head On Collision (Straight jacked piledriver) wprost na jedno z krzeseł!!! (o-kur-wa! o-kur-wa! o-kur-wa!). W dalszej kolejności usadawia wygodnie głowę Vaclava na siedzisku a sam udaje się w kierunku, w którym kilka chwil wcześniej poszła jego fanka. Zegar tyka, jednak Insane One nie wraca, publika zaczyna nieśmiało podchodzić do Vaclava sprawdzając jego puls i temu podobne sprawy. Nagle oczy wszystkich widzów kierują się w górę, gdzie na jednym z balkonów widać Crasha przygotowującego się do skoku na Mecenasa Extremy!!! Wysokość dzieląca obu zawodników to dobre cztery metry. Kibice zamierają z przerażenia, Vaclav nie musi zamierać, bo już jest martwy, Insane One krzyczy “Doomsday’s coming”, a na arenia rozbrzmiewa Kult – Poznaj swój raj!!! Spod Titantronu wyłania się Komisarz BGW co sprawia iż publika na nowo zaczyna się radować.

 

Nas Jazzowski:  Sprawy posunęły się zdecydowanie za daleko. Vaclav myślę, że dałeś definitywny dowód tego iż dzikie brawle z twoim udziałem mogą się zakończyć tragicznie... dla ciebie samego. I nie chcę słuchać żadnych tłumaczeń po gali, nie chcę cię widzieć w moim gabinecie proszącego o kolejną dawkę Extremy. Umowa jest ciągle aktualna, a ta walka dopiero się zaczyna! Tym razem w 100% na moich zasadach… aby wybić wam z głowy idiotyczne pomysły wojażów po hali  porządku wokół ringu będzie pilnowało tych 8 dżentelmenów.

 

Za plecami Nasa pojawiają się wszyscy uczestnicy Ośmiopak R*zpierdol meczu, trzymają oni w rękach grube, skórzane pasy.

 

Nas Jazzowski: (wskazując ręką na Fila) Doprowadź Vaclava na ring.. a ty (pokazując na Crasha) jeśli marzysz o title shocie lepiej zejdź po schodach.

 

 

Na arenia ponownie uderza Kult – Poznaj swój raj, a wszyscy zawodnicy pokornie wykonują przydzielone im zadania. Niespełniony sumita zarzuca Vaclava na plecy i zanosi do pierścienia, Crash o własnych siłach zajmuje miejsce w swoim narożniku a reszta zawodników szczelnie izoluje okolice pierścienia. Rozradowany wcześniej zapowiedzianą wizytą wrestlerów sędzia Filip Borsuk nakazuje uderzyć w gong.

 

Bogusław Montana: Złe wiadomości, złe wiadomości.

 

Konrad Ochucki: Dlaczego? W końcu ktoś zapanował nad tym bajzlem!

 

Bogusław Montana: Istniała realna szansa na to, że się pozabijają i gala skończy się przed czasem.

 

 

Co oczywiste początkowa inicjatywa należy zdecydowanie do Crasha, który to podbiega do półprzytomnego Vaclava i zaczyna go brutalnie okopoywać, a następnie przyciska nogą jego głowę do maty i dusi go brutalnie. W tej sytuacji do interwencji zmuszony jest arbiter 1….2….3… Insane One odpuszcza, lecz tylko na moment. Błyskawicznie podnosi Mecenasa Extremy, whipuje go na liny i powala rozpędzonego oponenta Spinning headlock elbow dropem! Pin 1…2.. kick out. Po nieudanej próbie pinu ponownie podnosi słaniającego się na nogach Vacka i prowadzi go w kierunku narożnika o który kilkukrotnie przypierdala jego głową dla jeszcze skuteczniejszego zmiękczenia. Następnie z lekkim trudem sadza go na najwyższej linie i atakuje Frankensteinerem! Vaclav jednak niespodziewanie budzi się z letargu i kontruje owy cios w Powerbomba! Insane One próbuje się zapierać, kilkukrotnie uderza Vaclava w głowę, ale na niewiele się to zdaje, bo już chwilę później z impetem uderza plecami o matę! Pin 1…2… kick out. Vaclav łapie głębszy oddech, bierze rozbieg, odbija się od lin i naciera z Lionsaultem! Pin 1…2… 2,999 ponownie kick out!

 

 

Konrad Ochucki: Crash jest nadczłowiekiem!

 

Bogusław Montana: Bez przesady.

 

Konrad Ochucki: Mało kto by wytrzymał takie natarcie.

 

Bogusław Montana: Vaclav przekazał mu przez powietrze trochę promili. Zwiedczone mięśnie czynią cuda!

 

 

Hardcore Hero wyraźnie nie może uwierzyć w wytrzymałość swego oponenta, tauntuje przez chwilę zachęcając publiczność do dopingu a kiedy ta spełnia jego prośbę podnosi Crasha i szykuje się do wykonania Otchłani Smutku! Insane One zdaje sobie nagle sprawę jak tragiczne jest jego położenie więc aby zmienić je choć w małym stopniu zaczyna się desperacko szarpać, czego efektem jest kontra w postaci niezbyt poprawnego technicznie Fireman’s Carry Slam. Akcja ta nie robi jednak żadnego wrażenia na Vaclavie, błyskawicznie zrywa się on na równe nogi i atakuje Superkickiem, który momentalnie zostaje skontrowany przez Crasha w Exploder suplex! 1…2… shoulder up. Obłedny Rycerz nie ma sił na kolejną akcję, w celu zregnerowania sił podnosi Vaclava, wyrzuca go poza ring gdzie stado debiutantów momentalnie dopada do Dumy Lubelszczyzny i brutalnie okłada pasami rozdrapując mu stare rany na plecach. Największe serce okazuje się mieć Filu, który dotąd stał z drugiej strony ringu i ze względu na swoją potężną masę przemieszczał się do części właściwej dość długo. Dopada on do reszty lumberjacków i nakazuje zostawić Vaclava w spokoju, a następnie sam wrzuca go do pierścienia, aby mógł kontynuować walkę. Władczy ton sumity wyraźnie nie przypada do gustu niektórym debiutantom, którzy najpierw coś do niego krzyczą a następnie sami zaczynają okładać pasami! W tym samym czasie w ringu  Crash wchodzi na narożnik i skacze na Vaclava z Totally Crashed 450 Splash (450 splash)!!! Hardcore Hero jednak w ostatniej chwili się odsuwa przez co Obłedny Rycerz rozbija się o ziemię!!! Zawodnicy wstają, Vaclav kopie oponenta w brzuch i ponownie szykuje się do wykonania Otchłani Smutku, Crash stawia dzielny opór, ale jest on zbyt osłabiony… Vaclav trzyma go już we właściwej pozycji i nagle zostaje zamurowany, na Titantronie pojawia się TuanX !!! (reakcja publiki mieszana)

 

Konrad Ochucki: Chryste Panie, co takiego ?!

 

Bogusław Montana: Kto to? Kolejny uprzejmy grubas?

 

Konrad Ochucki: Niestety…

 

Bogusław Montana: Dlaczego niestety? Nie polubiłeś fałd Fila?

 

 

 

Były zawodnik PCW zajmuje miejsce w fotelu należące do Komisarza Nasa Jazzowskiego, a na jego ramieniu spoczywa BGW World Title, biurko, które dotąd było składowiskiem schludnie ułożonych dokumentów teraz jest upierdolone w ketchupie i opakowaniach po frytkach z McDonaldsa.

 

Tuan: … ale kurwa nabrudziłem (zgarniając zdecydowanym ruchem ręki cały syf z biurka) It’s Tee Time! Miło was znowu widzieć moi (akcentując) DRODZY. To takie przewrotne, bo pewnie połowa z was zostałaby moimi dziwkami gdybym tylko złożył pokwitowanie na tej serwetce. (heel heat) Druga połowa to mężczyźni… (jeszcze większy heel heat) Kocham te gorące powitania… Moi goście zgodzili sie tu przybyć tylko pod warunkiem takiej samej reakcji. Powitajcie ich! (wskazuje ręką przed siebie)

 

Kamera robi odjazd do tyłu, a oczom widzów ukazują się rozparty wygodnie w fotelu Tony Jones i siedzący nieopodal niego, przywiązany do krzesła Nas Jazzowski. Usta komisarza BGW zakneblowane są niedbale pogniecionymi banknotami stuzłotowymi przez co nie może on z siebie wydobyć dźwięku innego niż jęk. W tym samym czasie na ringu Vaclav puszcza Crasha z pozycji do Otchłani Smutku i zaczyna biec w górę rampy. Sędzia Filip Borsuk drugi raz nie daje się zrobić w balona i zaczyna odliczać 1….2….3....4

 

Tuan: Wasz komisarz to kiepski biznesmen, do końca nie znał swojej ceny. A że życie to nie pierdolone allegro, szybko odechciało mi się licytować i wepchnąłem mu w morde tyle ile weszło dorzucając przy tym wpierdol od tego człowieka (wskazując na TeeJay’a) zupełnie gratis.

 

7….8.. Crash zaciera ręce, w których niebawem będzie miał szanse znaleźć się World Title, z gracją wchodzi na narożnik w celu świętowania swojego sukcesu... ale jego napawanie się zwycięstwem zakłócone zostaje przez grupę lumberjacków, którzy nie wiadomo dlaczego przenieśli swoją zadymę na ring. Pan Borsuk ma ewidentnie dość, nakazuje uderzyć w gong i przerwać ten kabaret. Vaclav jest już na zapleczu, chwyta stojące na korytarzu krzesło i nadal biegnie w kierunku gabinetu Nasa Jazzowskiego.

 

Tuan: Pewnie zastanawiacie się kim do kurwy nędzy jest dzieciak, który ze złamaną nogą bez większego trudu skasował waszego herosa a potem uznał, że do pełnej regeneracji nie jest mu potrzebna nawet jedna frytka. Nawet jedna!

 

Vaclav wchodzi już w ostatni zakręt po którym czeka go długa prosta prowadząca do gabinetu komisarza.

 

Tuan: Przede wszystkim ten dzieciak jest mój i to nie żaden slang. Wyobrażacie sobie krew TeeRexa bez grama cholesterolu? Siedzi właśnie na tym fotelu! Przez 18 lat patrzył jak rośnie moja legenda i od początku chciał ją przerosnąć. I zapewniam was, że już na starcie mu się to udało!

 

Vaclav dobiega do drzwi gabinetu Nasa, które obstawione są przez 5 ochoniarzy.

 

Vaclav: Wpuście mnie! Natychmiast!

 

Ochroniarz: Mamy radykalny zakaz wpuszczania kogokolwiek do gabinetu pana komisarza. On sam wydał to zalecenie w trosce o swoje bezpieczeństwo.

 

Vaclav: Posłuchaj mnie, jego bezpieczeństwo jest zagrożone w tym momencie. Jeśli mnie nie wpuścisz… (Vaclav przypierdala niewzruszonemu osiłkowi błyskawicznego chairshota) Wpuścisz!

 

Natychmiast reszta ochroniarzy dopada do Mecenasa Extremy próbując go obezwładnić przez co wywiązuje się pokaźna zadyma.

 

 

Tuan: Po drugie, ale niemniej ważne, ten człowiek to wasz obecny World Champ. (ogromny heel heat)

 

Tuan rzuca swemu synowi pas dotąd trzymany na ramieniu. Jazzowski widząc całą sytuację desperacko próbuje rozerwać więzy, ale wygląda to dość nieudolnie i nie jest efektywne.

 

TeeJay: Mój przekaz będzie krótki i zwięzły. Nie przyszedłem tu żeby szczerzyć do was moje śnieżnobiałe zęby ani oglądać waszych parszywych, zdziczałych mord, które teraz płaczą nad losem ukochanego komisarza. Uznałem, że rozpierdolenie czegoś co się dopiero rodzi, wykonania aborcji na planach BGW, będzie pięknym startem kariery, mam dwa cele – pieniądze i władza, tą drugą zdobędę dzięki złotku, które trzymam na ramieniu…

 

 

Na horyzoncie pojawia się szef ochrony – Jan Rejdych:. Widząc brawl z udziałem swych podwładnych momentalnie dopada do Vaclava, chwyta go za gardło i przyciska do ściany co ułatwia ochroniarzom obezwładnienie wrestlera.

 

Jan Rejdych:: Mogę się dowiedzieć co pan odpierdala ?

 

Vaclav: (dysząc) Nas jest w niebezpieczeństwie… W poważnym niebezpieczeństwie.

 

Jan Rejdych:: Pan Komisarz nie doświadczy niebezpieczeństwa do chwili gdy ja będę odpowiadał za jego bezpieczeństwo.

 

Vaclav: W jego gabinecie są dwie osoby, których wizyty z pewnością by sobie nie życzył.

 

Jan Rejdych: W jego gabinecie nie ma żadnych osób, bo Pan Komisarz nie życzył sobie żadnych wizyt i to ja odpowiadam za to żeby jego spokoju nie zakłócił żaden Vaclav z żadnym pierdolonym krzesłem w ręku, który chce kwestionować wynik swojej walki!

 

 

TeeJay: … i chcę żeby było kurwa jasne, do czasu gdy mi się wszystko nie zrośnie niech żaden kmiot nie liczy, że otrzyma szansę na wpierdol. Walki o World Title zostają zawieszone do… zapytam lekarza.

 

Nas słysząc ostatnie słowa po raz kolejny się obrusza.

 

Tuan: Jak widać nie każdemu odpowiada nowy porządek. Dlatego w celu zdobycia nowych gruntów zastosujemy old schoolową metodę wypalania. Pozrów żonę Nas.

 

TeeRex wsadza w usta jointa, zapala go a następnie rzuca w kierunku Tony’ego złote Zippo. TeeJay powoli podnosi się z fotela…

 

 

Jan Rejdych:: (podnosząc głos) Śmiecie podważać moje metody zabezpieczania ?! Strzelałem do tej hołoty na Pomorzu kiedy wy myśleliście, że krzesło służy do siedzenia a nie napierdalania po łbach! Zabrać go stąd, natychmiast! Natychmiast wyprowadzić go z tej hali!

 

Vaclav próbuje jeszcze okazać jakiś opór, ale jeden z ochroniarzy z zaskoczenia zakuwa go w kajdanki i na nic się to zdaje. Wrestler asekurowany przez 5 ochroniarzy jest prowadzony w kierunku wyjścia. Całą operację, swym czujnym ubeckim okiem nadzoruje Rejdych.

 

Vaclav: (refleksyjnie) Człowiek raz chce wejść za kotarkę i od razu go wyrzucają.

 

 

TeeJay odpala Zippo i powoli zbliża jego płomień do banknotów tkwiących w ustach Nasa. Jazzowski próbuje się szarpać, a publika dzikim heel heatem odwieźć Tony’ego od tego pomysłu. Jest już blisko, coraz bliżej, płomienie lekko ocierają się o banknoty… I nagle światła w całej hali gasną!  W gabinecie rozlega się huk wyważanych drzwi i kilka donośnych przekleństw. Szamotanina trwa kilkanaście sekund, po których na wciąż czarnym ekranie pojawia się logo BGW i show schodzi z anteny.

 


BGW