R*zpierdolfest! I
5.02.2011
Akcja zaczyna się w podziemnym parkingu krakowskiej
hali. Zobaczyć tu można kilkadziesiąt ekskluzywnych samochodów
należących prawdopodobnie do pracowników technicznych, wrestlerów
oraz osób o wyższym statusie społecznym niż przeciętny
Kowalski. Sekundy do rozpoczęcia gali mijają nieubłaganie
wybijane rytmicznie wiadrem uderzającym o metalowy wózek pchany przez
niepozorną sprzątaczkę. Właściwie niewiadomo dlaczego
kamerzysta skupił na niej swoją uwagę. Może chciał
uchwycić festiwal min, którym popisuje się owa kobieta. Na
początku delikatny uśmiech przebijający się przez zawodowe
znużenie, następnie lekkie zmieszanie pogłębiające
się z każdym przebytym metrem. Teraz natomiast jest to już
ewidentny strach. Pracownica zatrzymuje się, pochyla, a kameerzysta wraz z
nią ukazując plamy krwi rozmieszczone systematycznie co kilka metrów.
Kobieta zostawia wózek i ostrożnie podąża ich tropem, który
doprowadza ją do sporych rozmiarów kontenera na śmieci. Konserwatorka
powierzchni płaskich staje na palcach, zagląda do środka i
zamiera...
00:00:03
00:00:02
00:00:01
...
Wraz z końcem odliczania w pogrążonej w
mroku hali wybuchają fajerwerki. Kamera zaczyna krążyć nad
areną ukazując publikę fragmentarycznie oświetlaną
przez efekty pirotechniczne. Nie widać i nie słychać wśród
niej oznak radości jakie powinny towarzyszyć tak podniosłemu
wydarzeniu. Po kilku chwilach pokaz się kończy, a arena zostaje
oświetlona w należyty sposób. Dzięki uprzejmości
realizatora możemy zauważyć, że krakowska hala została
wypełniona niemal do ostatniego miejsca. Cóż jednak z tego skoro
klimat jest tak ponury jakby wszyscy zleźli się tu na pogrzeb
jakiegoś celebryty. Następne ujęcie to szybki przelot kamery w
okolicach barierek, przez który można się utwierdzić w przekonaniu
iż teoria z czyimś pogrzebem jest całkiem prawdziwa. Widzowie z
pierwszych rzędów choć trzymają w rękach transparenty, a
ich twarze są umalowane we wszystkie kolory tęczy (choć
najczęściej pojawiają się tu zielone gwiazdy Venomousa) to
nie widać na nich żadnych oznak radości, a raczej łatwiej
się na nich doszukać smutku i przygnębienia. Następnym
widokiem, którym zostajemy uraczeni przez realizatora jest stolik
komentatorski. Zasiadający przy nim dwaj mężczyźni
również nie emanują hurraoptymizmem. O ile w przypadku pierwszego –
potężnie zbudowanego goryla ze złotym łańcuchem na
szyi i białym, pękającym na ciele garniturem owy smutek
można zrzucić na karb wrodzonego chamstwa i mordy tak poharatanej,
że Marv z SinCity mógłby uchodzić przy nim za współczesną
wersję mitologicznego Narcyza. Drugi osobnik to typowy cherlak w okularach
z wyrazem twarzy pozującym na inteligenta. Teoretycznie też
mógłby się z tego powodu smucić, ale przez lata pewnie
przywykł do swej ułomności i tak wspaniałego wieczora nie powinno
mu to przeszkadzać.
Konrad Ochucki: (ten potężnej
postury) Dobry wieczór państwu. Serdecznie witamy na pierwszej w historii
gali BGW R*zpierdolfest! Wraz ze mną galę komentować będzie
Bogusław Montana: (ten chuderlak) To ja.
Konrad Ochucki: Na dzisiejszej gali będziemy mieli
okazję zobaczyć półfinały turnieju o BGW Shockwave Title,
oraz main event w którym wyłoniony zostanie pierwszy uczestnik walki o BGW
Pride Title.
Bogusław Montana: Kiedy wyłoniony
zostanie drugi?
Konrad Ochucki: Tego nie wiadomo, ale z pewnością na
najbliższych galach.
Bogusław Montana: (smutny) Czyli nie
upadniemy po pierwszej ?
Konrad Ochucki: Z pewnością nie. Chociaż sytuacja
jest skomplikowana już od początku.
Bogusław Montana: Ciekawe, mów dalej,
liczę na grubą odprawę.
Konrad Ochucki: Wszystko wyjaśni nam Wioletta Wielowieyska,
która przebywa na parkingu z komisarzem Jazzowskim. Przenieśmy się
tam.
*****
Realizator na polecenie Ochuckiego przeniósł miejsce
akcji na podziemny parking. Zauważyć tu można prócz ukazanej na
samym początku gali sprzątaczki (uspokajanej teraz przez jedną z
lekarek) tłum gapiów i dziennikarzy powstrzymywanych dzielnie przez kordon
policji. W centrum uwagi wszystkich znajduje się jednak karetka
wyjeżdżająca obecnie na sygnale z budynku. Tuż obok niej
zauważyć można komisarza BGW Nasa Jazzowskiego oraz
reporterkę Wiolettę Wielowieyską. Teraz to właśnie na
nich skupione są oczy całej Polski.
Wioletta Wielowieyska: Jak państwo widzieli, dosłownie kilkanaście
sekund temu dwóch zawodników mających dziś zadebiutować na
pierwszej w historii gali R*zpierdolfest! – Vaclav i Curtis Woods zostało
zabranych przez karetkę po tym jak stali się ofiarami brutalnego
pobicia. Jest tu teraz wraz ze mną Nas Jazzowski, panie Komisarzu czy
uważa Pan, że nad Blood Guts Wrestling już od pierwszego dnia
wisi jakaś klątwa ?
Nas Jazzowski: Nie określiłbym tego w ten sposób..
całą odpowiedzialność za zaistniałą sytuację
biorę na siebie.. środki ostrożności, które
zastosowałem zawiodły na całej linii.. z tego też powodu musiałem wykonać telefon,
który niestety raz na zawsze zrywa ze wspieraniem lokalnych firm
ochroniarskich.. jednak bezpieczeństwo ponad wszystko.
Wioletta Wielowieyska: Kiedy będziemy
mogli poznać szczegóły?
Nas Jazzowski: Za mniej więcej 15min w moim gabinecie
odbędę rozmowę z osobą, której doświadczenie choć
mocno kontrowersyjne, pozwala mi z pełnym spokojem przekazać na jej
ręce.bezpieczeństwo federacji.. jeśli wszystko pójdzie po naszej
myśli podczas mojego najbliższego oświadczenia poruszę ten temat.
Wioletta Wielowieyska: Oświadczenia ?
Nas Jazzowski: Niech ten, który jest za to odpowiedzialny wie,
że dzisiejszej nocy spokojnie nie zaśnie.. dopadnę go i nie jest
to nawet kwestia godzin, a minut.. a wtedy...
Nas uśmiecha się lekko pod nosem i odchodzi.
Wioletta Wielowieyska: Z parkingu pod
halą, dla Blood Guts Wrestling, Wioletta Wielowieyska.
*****
Konrad Ochucki: Wyjątkowo
przykra sytuacja.
Bogusław Montana: Wyjątkowo
się z tobą zgadzam.
Konrad Ochucki: Wyjątkowo?
Nie mieliśmy jeszcze zbyt wielu okazji do przetestowania zgodności
naszych opinii.
Bogusław Montana: Są dwa
powody. Pierwszy – jesteś komentatorem wrestlingu muszę się z
tobą nie zgadzać aby nakręcać rozmowę.
Konrad Ochucki: A drugi ?
Bogusław Montana: Jesteś
profesjonalnym komentatorem wrestlingu, WRESTLINGU, ekscytujesz się tym,
oglądasz od lat, jakby nie patrzeć jesteś lekko
pierolnięty. A ja do pierdolniętych opinii mam dystans.
Konrad Ochucki: Nie zgadzam
się!
Bogusław Montana: Widzisz,
działa.
Konrad Ochucki: Otrzymuję
informację, że uczestnicy Ośmiopak R*zpierdol meczu są
już gotowi do walki tak więc przenosimy się na ring.
Operator w przeciwieństwie do Montany daży
Ochuckiego szacunkiem i posłusznie wykonuje jego polecenia. Przenosi
więc nas na ring na którym stoją wszyscy uczestnicy Ośmiopak
R*zpierdolu przez co jest z lekka tłoczno. Jak podano w karcie całe
towarzystwo ma być podzielone na dwie drużyny po 4 osoby, ale
jakoś nikt się nie kwapi aby tego podziału dokonać.Nawet
sędzia Jamróz wzrusza obojętnie ramionami, bo brak mu salomonowego
rozwiązania. Dlatego też sprawy w swoje sumickie dłonie bierze
Filu, chwyta za rękę stojącego najbliżej Miko,
rozkręca go i inicjuje wojnę na tip-topy!
Konrad Ochucki: Myślałem, że
kreatywność wrestlerów skończyła się wraz z
ostatnią galą PCW. Miła niespodzianka.
Bogusław Montana: Nie wiem czym było
PCW więc na wszelki wypadek się nie zgodzę.
Konrad Ochucki: Nie wiesz czym było PCW ?! Bogusławie
czy ty masz w ogóle jakieś kompetencje upoważniające cię do
komentowania gal wrestlingu?
Bogusław Montana: Ja? Ja? Jak
śmiesz! Czy wyglądam na człowieka preferującego rozrywki
dla mas?
Filu…Miko…Filu…Miko…Filu…Miko…Filu… jako pierwszy
stopę na nodze swego oponenta stawia Miko i to on otrzymuje przywilej
wybierania jako pierwszy.
Miko: Benito Demianiuk
Filu: Revan
Miko: Mr. Money
Filu: Clandestine
Miko: High
Na ringu pozostał już tylko Pysieq więc
chcąc nie chcąc dołączył on do teamu Fila. Wybrani
zawodnicy grzecznie wyszli poza liny zostawiając w pierścieniu pole
do popisu swoim kapitanom. Gong!
Miko jednak nie podejmuje
wyzwania, widząc posturę sumickiej potęgi z Cibora
najzwyczajniej w świecie wymięka i klepie w w ramię
stojącego poza linami Benito Demianiuka dając mu tym samym zielone
światło do wjazdu na ring. Włoch o serbskich korzeniach (albo
odwrotnie) z brawurą godną Srpskiego Filmu zmierza w kierunku swego
oponenta, a następnie wdaje się z nim w brawl, co prawda pierwszy
cios grubasa lekko go oszałamia, ale dalej jest już tylko lepiej,
cztery szybkie uderzenia Demianianikua kontra jedno Fila. Zdecydowanie
szybkość nie jest atutem sumity, chociaż grad ciosów
błyskawicznie spycha go do narożnika. Tam momentalnie inicjatywę
przejmuje jeden z partnerów – Pysieq,. Zawodnik ten nie jest jednak równie
sympatyczny co jego ring name. Przeskakuje ponad linami i powala Benito
dość mocnym dropkickiem. Następnie podnosi Włocha, próbuje
wykonać na nim Half Nelson Suplex, ale ten kontruje i w ramach odwetu
whipuje go na liny, po czym naciera z Hostią! (Spear) Pin 1...2. Clandestine przerywa! Amerykanin
podnosi Włocha i wykonuje na nim German Suplex, próbuje przejść
do pinu, ale bez ostrzeżenia zostaje zaatakowany przez Miko, który wprost
z narożnika skacze na będącego w pozycji mostka rywala z Whisky
splash 450° !!! Pin 1...2.. tym razem pin zostaje przerwany przez Revana,
„luchador z lekką otyłością” chwyta za głowę
Danielsa, uderza nią kilkukrotnie o narożnik a następnie
łapie w pozycji do Revenge (Vertebreaker), ale nie udaje mu się
wykonać tegoż ciosu, bo pada powalony impetem dropkicka wprost w
plecy (a że na plecach był Miko to on także ucierpiał),
którego wykonawcą okazuje się High. Co prawda “nienawistny hell”
poturbował lekko swojego partnera, ale wybierając mniejsze zło
uratował go od okropnie nieprzyjemnego ciosu.
Bogusław Montana: Widzisz Kondziu, ten
cios może opisać nasz stan wiedzy.
Konrad Ochucki: Ciekawa teoria, kontynuuj.
Bogusław Montana: Ja jestem tym
człowiekiem, który dostał kopa. Racja – nagrzeszyłem w
życiu, spłukałem i teraz muszę się tu
błaźnić. Ty natomiast jesteś tym samym człowiekiem po
przypierdoleniu w ziemię.
Konrad Ochucki: Nie rozumiem.
Bogusław Montana: Ja też, ale
chciałem żebyś jako fan wrestlingu znalazł się w
gorszej sytuacji.
Może powstrzymał cios, ale nie zdołał
powstrzymać Revana, który to po lekkim zachwianiu dość szybko
dochodzi do siebie i z groźną miną spogląda na Higha.
Próbuje wziąć rozbieg, aby dokonać jakiegoś aktu zemsty,
ale zostaje nagle złapany przez Damieniuka i Pyśq’a. “Nienawistny
hell” jak zwykł nazywać sam siebie High, z równie “nienawistną”
miną podchodzi do obezwładnionego luchadora i “nienawistnie” go
policzkuje! Przez swoją nienawistną postawę nie zauważa
jednak, że gdzieś z tyłu już od dawna na swą okazję
czekał przyczajony sumita, który widząc jaka krzywda dzieje się
jego partnerowi wynurza się z ukrycia i atakuje trzech delikwentów
podwójnym clotheslinem! Cała trójka chce wypaść za ring, ale
udaje się to tylko dwóm szczęśliwcom. Filu wprawiony w
połowach ryb (bo w końcu Cibór Duży leży nad rzeką
Klukówką, która w naszej federacji będzie słynąć ze
swojej życiodajności) łapie w powietrzu Higha i ciska nim o
matę Chokeslamem! W tym czasie Revan zdążył się
wdrapać na najwyższą linę i przygotować do ostatecznej
egzekucji
poprzez Revenue Splash! Pin 1…2…3 (zwycięzcami i uczestniakami Czteropak
R*zpierdolu są Clandestine, Filu, Pysieq i Revan)
Bogusław Montana: Ponadto twój ogrom
wiedzy źle działa na cerę.
Konrad Ochucki: To udowodnione naukowo?
Bogusław Montana: Daj spokój Kondziu,
chcę w jakiś sposób usprawiedliwić twoją brzydotę
przed milionami widzów, a ty oczekujesz dowodów? Masz szczęście,
że na to jestem przygotowany.
Konrad Ochucki: Myślę, że to nie najlepszy
moment...
Bogusław Montana: Dlaczego? Niech dzielni
gladiatorzy udadzą się do swoich prycz, a ty mnie posłuchaj...
Konrad Ochucki: ....
Bogusław Montana: Przez lata trapiłeś
się wynikami walk, analizowałeś ich przebieg,
emocjonowałeś się nimi, to właśnie przez to twoja
twarz wygląda tak jakbyś miał w głowie reaktor
jądrowy.
Konrad Ochucki: Ale...
Bogusław Montana: Nie próbuj zwalać
tego na geny! Jedynym błędem jaki popełnili twoi rodzice
było założenie kablówki.
Czteropak R*zpierdolu
Sędzia Jan Jamróz
już od samego początku udowadnia zawodnikom, że ich kariera w
BGW będzie ciągłą drogą pod górkę. Nie
pozawalając nawet na na choć częściową
regenerację sił (prawdę mówiąc nie mieli się czym
zmęczyć) nakazuje po raz kolejny uderzyć w gong. W związku
z tym, że poprzednie starcie nie trwało zbyt długo zawodnicy nie
zdązyli siebie jeszcze zbyt dobrze poznać. Dlatego też te braki
nadrabiają teraz, krążąc od narożnika do
narożnika, obserwując przy tym baczkie każdy swój ruch. Jako
pierwszy na atak decyduje się Pysieq. Dodajmy, że jest to atak przebiegły,
bo z pewnością Clandestine nie spodziewał się w tym
konkretnym momencie clothesline’a w tył głowy. Cland upada, a
zawodnik o jakże sympatycznym ring name’ie udowadnia, że sam wcale
tak sympatyczny nie jest. Zaczyna agresywnie okopywać bezbronnego
Amerykanina zachęcając równocześnie Fila i Revana aby mu pomogli
w tym haniebnym czynie. Co skandaliczne jego oponenci na to przystają i
zaczynają powoli (na tyle na ile pozwala im tusza) zbliżać
się do Estine.
Bogusław Montana: Myliłem się
Kondziu!
Konrad Ochucki: Co takiego ?!
Bogusław Montana: Wrestling naprawdę
jest niesamowity! Grubasy nie są tu mili i potulni, a człowiek o
pseudonimie Pysieq zachowuje się jak psychopata.
Konrad Ochucki: Zapewniam cię, że to nie jedyne
przypadki!
Bogusław Montana: (wybauczając oczy)
Nie mów mi, że masz żonę!
W czasie tej krótkiej wymiany
zdań komentatorów doszło do czegoś. Dokładniej dwóch
puszystych zawodników doszło do miejsca zbrodni. Trochę im to
zajęło, fakt, ale detektyw Monk też nie był zbyt
dynamiczny. To jednak nie koniec trudów, Raven bierze zamach jakby do elbow
dropa i uderza niczego nie spodziewającego się Pyśq’a prosto w
pyszczek.
Bogusław Montana: Cofam to co
powiedziałem i wracam do swojego poprzedniego stanowiska.
Drzewiec zamroczony robi
instyktowny unik przed kolejnym uderzenim i wpada wprost w ręce Fila,
który serwuje mu Ashole Slam! Podobnie jak w poprzedniej walce ostatnie
słowo należy do Revana. Luchador wchodzi na narożnik i skacze na
nieprzytomnego “Drzewca” z Moonsaultem!
Konrad Ochucki: To bolało!
Bogusław Montana: Pracując w
Kolumbii nauczyłem się zasady, że w życiu przede wszystkim
należy kierować się prawdą. Prawda nas wyzwoli. Masz
brzydką mordę, jesteś fanem wrestlingu, ale masz piękne
wnętrze. Twoja twarz nie będzie robiła różnicy przy
transplantacji wątroby.
Konrad Ochucki: Skąd wiesz, że moja wątroba jest
piękna? Nie jedną noc się przechulało.
Bogusław Montana: Tak, podczas jakiego
PPV ?
Konrad Ochucki: Proszę cię Bogusławie, nie
ograniczaj mojego życia do wrestlingu.
Bogusław Montana: (patrząc
głęboko w oczy partnerowi) Pracując w Kolumbii nauczyłem
się, że w życiu najważniejsza jest lojalność. Nie
wypieraj się swojej pasji nawet jeśli jest nią wrestling.
Pin 1…2… Filu chwyta luchadora
za głowę i zrzuca go na ziemię przerywając tym samym pin.
Revanowi wyraźnie się to nie podoba, z zasadnymi pretensjami rzuca
się sumicie do potrójnego podbródka i podniesionym tonem daje mu kilka
dobrych rad. Mieszkaniec Cibora uśmiecha się jedynie szeroko, podnosi
Drzewca i dość efektownym rzutem wydala go poza ring, a następnie
wskazując na swej pokaźnej wielkości korpus zachęca
luchadora do ataku. Ten bez wahania bierze rozbieg, odbija się od lin i
zatrzymuje się na sumicie niczym na ścianie! Kolejna proba… i znowu
to samo! Filu po raz kolejny szczerzy zęby uderzając się przy
tym otwartą dłonią (w całkiem sumickim stylu) prost w
klatkę piersiową, która przez chwilę ulega falowaniu. Zachowanie
to rozsierdza Revana, który to podejmuje trzecią już próbę
ataku… i tym razem zostaje zatrzymany mniej więcej w połowie drogi do
celu przez dropkicka Clandestine. Chudy rozczarowany końcem zabawy
charakterystycznym dla swojej masy truchtem zbliża się do
Amerykanina. Próbuje Lariata lecz Cland robi sprytny unik i serią
dynamicznych low kicków spycha rywala do narożnika, gdzie momentalnie
zaczyna okładać go chopsami jeden, drugi, piąty, ósmy, dwunasty
– klatka sumity jest już naprawdę czerwona, ale akurat w tym starciu
o wiele bardziej ucierpiał atakujący, który teraz to – z grymasem
bólu na twarzy - próbuje rozmasować zdewastowaną rękę.
Ewidentnie wybrał na tą regenerację zły moment, bo oto z
tyłu, ze Spearem naciera na niego Revan! Jakimś cudem jednak
Amerykanin instynktownie unika tegoż ciosu przez co luchador rozbija
się na stojącym w narożniku Filu! Cland węsząc w
całym zamieszaniu szansę na łatwy pin, wychodzi poza ring gdzie
znajduje martwego Pyśq’a i wrzuca go do pierścienia. Sam również się tam wybiera, ale zostaje
zaatakowany przez Revana Suicide Dive!!! Publika
lekko się ożywia podobnie jak Filu. Sumita leniwie otwiera lewe oko i
widząc gotowego do pinu Pyśq’a robi to samo z drugim, bierze lekki
rozbieg i spada na Drzewca ze Splashem!!! Pin 1…2…3 (zwycięzcą jest
Filu tym samym awansuje on do walki nr 3)
Konrad Ochucki: Jak na opener była to dość
ciekawa, dynamiczna walka.
Bogusław Montana: Opener? Myślę,
że nie doceniasz wagi tego starcia.
Konrad Ochucki: Oczywiście Filu otrzymuje awans do walki nr
3, która jest półfinałem turnieju o Shockwave title.
Bogusław Montana: Chodziło mi
bardziej o to, że ring wytrzymał tonę obciążenia. Najważniejsza
próba już za nim.
Konrad Ochucki: Otrzymuję informację, że Wioletta
Wielowieyska zmieniła swoje położenie i oczekuje na oddanie jej
głosu.
*****
Wielowieyska otrzymuje to na co oczekiwała, wraz z
nią na zapleczu przebywa Max Craven.
Wioletta Wielowieyska: Dziś wieczorem
zmierzy...
Max nie pozwala dziennikarce dokończyć pytania,
agresywnie wyrywa jej z rąk mikrofon i przykłada go do ust.
Max Craven: Posłuchaj dziecinko, ja nie udzielam
wywiadów i dobrze żebyś to wiedziała już teraz, bo nie
chcę abyś na kolejnych galach biegała za mną
łkając o rozmowę. Dlaczego tego nie robię?
(dłuższa pauza) Bo sram na wszystkie media! Od prawa do lewa. Od
rydzykowego imperium przez walterownię po telewizję publiczną. Ba!
Na tą ostatnią sram najbardziej. To ona wykreowała tych
podstarzałych, brzydzących się przemocą dziadów na
bohaterów narodowych! A uwierzcie to nie List 59 i inne ideowe bzdety
zapewniły wam wolność... To my! Fuck The Milicja! Ciągle
walczymy o niepodległość, ciągle obalamy system,
ciągle burzymy mury. Strzeżcie się, śmierć, kutas i
zniszczenie nadchodzą!
Wioletta Wielowieyska: To dość
przewrotne stwierdzenie ponieważ zniszczenie nie może się
samodzielnie poruszać.
Max Craven patrzy jeszcze przez chwilę na
dziennikarkę jakby ta pochodziła z zupełnie innej rzeczywistości
i ochodzi.
Wioletta Wielowieyska: Dziękujemy
państwu za uwagę, to był Max Crav...
Jimmy Hendrixon: Zauważyłem,
że ten pozer nie miał nic ciekawego do przekazania. Więc
żeby Jazzowski wiedział za co ci płaci możesz
przeprowadzić wywiad ze mną.
Wioletta Wielowieyska: Niestety, nie wolno mi
odstępować od harmonogramu.
Jimmy Hendrixon: (wyrywając
mikrofon Wielowieyskiej) To ciekawe, bo my marksiści uważamy, że
nie można podporządkowywać świata jednostce, tym bardziej
jeśli jest bezproduktywna jak tamten star......
W kadrze ponownie pojawia się Max Craven, z
wściekłym wyrazem twarzy rzuca się na Hendrixona i ciska nim
potężnie o ścianę.
Max Craven: Marksizm?! Dobrze słyszałem ?!
M.A.R.K.S.I.Z.M ?!
Członek Fuck The Milicja podbiega do Hendrixona i
zaczyna go agresywnie okopywać.
Wioletta Wielowieyska: (przesuwając na
swoją osobę obiektyw kamery) Specjalnie dla Blood Guts Wrestling,
Wioletta Wielowieyska, do usłyszenia.
*****
Konrad Ochucki: W naszej federacji po raz kolejny zawrzało!
Bogusław Montana: Można
powiedzieć, że zawrzało do czerwoności!
Konrad Ochucki: Zawrzało choć Max Craven miał w
zamiarze ostudzić zapędy Hendrixona!
Bogusław Montana: Cóż za niefortunna
sytuacja!
Konrad Ochucki: Niezwykle niefortunna!
Bogusław Montana: Możemy
przestać mówić tak jakby to nas ekscytowało?!
Konrad Ochucki: Czy ciebie to nie ekscytuje?!
Bogusław Montana: Nie, po prostu robi mi
się mokro gdy myślę o main evencie.
Konrad Ochucki: Cóż za brawl, cóż za wymiana ciosów! Już
to sobie wyobrażam! Main event będzie majstersztykiem w swej
dziedzinie! Przypomnijmy, że będzie to Fatalny Kwartet No DQ match!
*****
Ochucki nadal się ekscytuje, tymczasem na arenie
uderza Kult – Poznaj swój raj a publika zaczyna się niesamowicie
radować. Na rampie pojawia się Komisarz Nas Jazzowski, tuż za
nim kroczy potężnie zbudowany meżczyzna, z mocno
pomarszczoną twarzą, która klasyfikuje go do grupy mogących za
maksimum 5 lat cieszyć się emeryturą. Ubrany jest w niemodny,
brązowy garnitur zapinany na 3 guziki. Mężczyźni bez
zbędnych udziwnień wchodzą do pierścienia gdzie Nas prosi
jednego z techników o mikrofon.
Nas Jazzowski: Zawsze ciężko jest człowiekowi
przełknąć krzywdę jaka przydarzyła się z jego
winy.. tym trudniej jest mi to zrobić dziś, w dniu w którym powinniśmy
świętować powstanie nowej federacji.. dzień, którego dwóch
zawodników z pewnością nie będzie wspominało jako
szczęśliwego debiutu.. zaniedbań z przeszłości nie da
się naprawić, ale można dzięki nabytemu doświadczeniu
zastosować profilaktykę, która uchroni nas od podobnych zdarzeń
w przyszłości.. taką właśnie „szczepionką” na
zło tej federacji ma być człowiek, który stoi obok mnie –
porucznik Jan Rejdych. (cheer)
Jan Rejdych: Nazywam się Jan Rejdych. W życiu
wierzę tylko w dwie rzeczy – dyscyplinę i niewiarę w Boga.
Jeśli macie w sobie jeszcze jakiejś jej cząstki tej ostatniej to
wydarzenie, które miało miejsce dziś przed galą powinno was ich
ostatecznie pozbawić. (wśród publiki zapanowuje lekka konsternacja,
niektórzy nawet buczą złowrogo) Nie musicie mnie kochać. Nie
musicie mnie lubić. Możecie nawet mnie nienawidzić, a najlepiej
dla wszystkich byłoby gdybyście nie wiedzieli w ogóle o moim
istnieniu. To świadczyłoby o tym, że poziom bezpieczeństwa
w tym kurwidołku wzrósł na tyle, że nie musiałbym
robić nic prócz oglądania walk na swoim monitoringu i popijania
wódki. Jestem szczery, jestem twardy, jestem doświadczony. I tylko ja
jestem w stanie zapewnić waszym zawodnikom należne
bezpieczeństwo. Nie potrzebuję oklasków i innych bodźców
motywacyjnych. Zawarłem umowę, którą wypełnię w 100% i
cała reszta gówno mnie obchodzi.
Na hali zapanowuje grobowa cisza podczas, której Nas
Jazzowski przejmuje mikrofon.
Nas Jazzowski: To w kwestii przyszłości.. teraz
trochę o teraźniejszości i wycinaniu już powstałego nowotowu..
kimkolwiek jesteś skurwielu wiem, że zależy ci na jednym.. wiem,
że cały czas mam coś co jest twoim celem.. a jeśli się
mylę to na pewno tym nie pogardzisz... World.. Title.. shot... czyż
nie brzmi kusząco ? Tak wysoka
stawka tylko i wyłącznie za zaspokojenie mojej ciekawości..
wyjdź, czekam.
Publika zaczyna patrzeć w stronę rampy ta
jednak ciągle pozostaje pusta, mija około 20s., ale nikt się nie
pojawia.
Nas Jazzowski: To nie ma sensu.. znajdę cię nawet w
najmniejszej dziurce.. a kiedy zrobię to s...
Z głośników uderza Editors – Papillon a oczy
widzów momentalnie kierują się w okolice rampy, brama wejściowa
powoli się rozsuwa, a po dłuższej chwili niepewności
wyłania się zza niej Crash! (heel heat) Kamera robi szybkie zbliżenie na twarz Jazzowskiego,
gdzie wyraz sporego zaskoczenia ustępuje gorzkiemu uśmiechowi.
Crash: Jakby to ujął porucznik,
mężczyzna musi mieć jaja żeby wziąć na siebie
odpowiedzialność za dokonany rozpierdol… sam pewnie od czasu
andropauzy coraz rzadziej poczuwa się do winy… (realizator przeskakuje na
wizerunek Rejdycha, ten jedak mimo obelg zachowuje pozę niewzruszonego
skurwiela) i wielka szkoda, że od samego początku nie odpowiadał
tu za ochronę, bo teraz zamiast naciągać pomarszczona mordę
robiąc z niej żywą reklamę marki Vichy – Bądź
pewna, mrużył by swoje bystre ślepia odczytując setny punkt
z listy zaniedbań… musicie przywyknąć, że chaos nie zna
granic i nie okiełzna go ani KGB, ani CIA, ani FBI, ani nawet uzbrojeni po
zęby marines z laserami w oczach… więc proszę was kurwa, nie
starajcie mi się wmówić, że stać na to szkolonego
chałupniczymi metodami byłego ZOMOwca, który przez swoją
demencję zapomniał do czego służy pała, a Holmesem z
lupą jest tylko wtedy gdy zapoznaje się z ulotką
dołączoną do opakowania.
Nas Jazzowski: Szczerze mówiąc Crash...... gówno nas
obchodzi twoja opinia (ogromny cheer)
Crash: Nie, nie panie... Komisarzu... to co mówię
jest arcyważne dla losów tej federacji... widziałem zdziwienie na
twojej mordce, Nas... nigdy, przenigdy twój wuzdany z resztek logicznego
myślenia móżdżek nie wpadłby na pomysł żeby mnie
oskarżyć... nie miałem przecież żadnego motywu... i
kurwa myśląc w ten sposób raz w życiu miałbyś
rację! Chaosu nie da się usprawiedliwić logiką, próżno
szukać dla jego działań motywów. Ot, po prostu, wstałem
rano, umyłem twarz, otworzyłem gazetę, przeczytałem
nekrologi i pomyślałem, że gdybym tylko kiwnął palcem
mógłbym przejść metamorfozę... stać się naprawdę
miłym gościem.... mógłbym kogoś zapierdolić z
zimną krwią a następnego dnia umieścić na pierwszej
stronie wyrazy współczucia dla rodziny... (dłuższa pauza) tylko
widzisz, takie działanie świadczyłoby o mojej
niestabilności psychicznej... nie jesteście jeszcze gotowi na tak
wielką dawkę chaosu... postanowiłem, że rozwalę
komuś łeb... niezbyt poważnie, w dodatku tylko jednej osobie,
tylko jednej! Takie było moje zamierzenie, rozumiesz ?! Pan poruczniku na
pewno mnie rozumie, niewygodny świadek może bardzo
pokrzyżować plany... dlatego też i jemu zafundowałem pranie
mózgu... tylko, że teraz naprawdę rozumiem swój błąd...
naprawdę nie wiem po jaki chuj naraziłem zdrowię młodego,
niewinnego człowieka... nie wiem też po co zniszczyłem
kamerę, która pewnie była warta więcej od tego śmiecia.(dłuższa
pauza) Tyle nieodpowiedzialnych kroków tylko po to żeby
podwyższyć stawkę za swoją głowę i odebrać
nagrodę. Proszę panie... Komisarzu, mam ją jeszcze podać na
złotej tacy? W porządku, ale najpierw musi mi pan ją
wręczyć... gdzie jest obiecana nagroda ?
Nas Jazzowski: Bardzo się cieszę Crash, że sam,
dobrowolnie wręczasz mi swoją głowę, ale nie mogę
przyjąć tak hojnego daru.. nie mogę jej przyjąć wraz z
tułowiem, bo tak wypchany komplet nie zmieści się w moim
biurze.. dlatego też dziś wieczorem, w main evencie,
własnoręcznie oderwę interesującą mnie
część.. oczywiście stawką pojedynku będzie World
Title shot! (ogromny cheer)
Obywatel Miasta Chaosu zdecydowanie nie spodziewał
się takiego rozwiązania, przykłada mikrofon do ust, ale nie za
bardzo jest w stanie wydobyć z siebie jakiś protest.
Nas Jazzowski: (uśmiechając się lekko) Nie
cieszysz się, że będziemy mogli wyrównać zaległe
rachunki ?
Crash: ... nie taka była umowa Nas,
miałeś mi wręczyć ten title shot bez żadnych warunków.
Nas Jazzowski: I tak faktycznie jest.. oficjalnie
ogłaszam, że Crash już teraz jest posiadaczem World Title
shota..... i jednocześnie informuję, że ten sam title shot
będzie stawką dzisiejszego main eventu. Dziękuję za
uwagę.
Z głośników uderza Kult – Poznaj swój raj,
Jazzowski staje na najniższej linie i wychylając się atletycznie
poza ring wskazuje palcem na Crasha, uśmiechając się przy tym
przebiegle. Publika nagradza to zachowanie ogromnym cheerem. Natomiast Insane
One powoli wycofuje się w kierunku Titantronu nie spuszczając przy
tym wzroku z komisarza BGW.
*****
Bogusław Montana: I po co było
się ekscytować ? Zmiana planów.
Konrad Ochucki: (siedzi jakby w transie) ...
Bogusław Montana: Kondziu, to jeszcze nie
powód do załamania, przecież ta walka i tak się odbędzie.
Konrad Ochucki: (nadal w transie) Chryste Panie... (pauza) Nie
myślałem, że tak wielka tragedia może przeobrazić
się w święto fana wrestlingu.
Bogusław Montana: Czyli jednak jest
dobrze?
Konrad Ochucki: (nadal
w transie choć obraca głowę w kierunku partnera)
Bogusławie, Nas Jazzowski przed przejęciem funkcji komisarza
zapowiedział iż w związku ze swymi obowiązkami zrzeka
się swej świetlanej kariery zawodnika. A teraz możemy go
ponownie zobaczyć w ringu! Wspaniała wiadomość!
Bogusław Montana: To, że zrobił
nas w chuja to wspaniała wiadomość? Kondziu, przypominam,
że bądź co bądź on odpowiada za nasz
wypłatę. Nie chciałbym żeby jutro się
rozmyślił.
Konrad Ochucki: (nadal w transie) Myślę, że czas
na kolejną walkę.
*****
The Immortal vs Saint Anger vs Neisan
“Can you feel it, Can you feel it, Can you feel it”, na
arenie uderza Europe - Final Countdown!, stroboskopy zaczynają migać
na biało a spod Titantronu wyłania się postać J.J.J.
Publiczność wita go sporym cheerem, bo to w końcu sławny
człowiek jest. Wolnym krokiem zmierza w kierunku ringu dostojnie rozglądając
się po hali, kiedy już w nim jest światła nabierają
barwy żółtej, a The Immortal wchodzi na narożnik i unosi w
górę obie ręce.
Z głośników uderza Vader – Anger,
publiczność podobnie jak w przypadku J.J.J lekko cheeruje, bo
zdążyła się zapoznać ze szlachetnym życiorysem
Marka, który to teraz w białym płaszczu z czarnym krzyżem na
plecach, klepiąc pod nosem “Ojcze Nasz” idzie w kierunku ringu
błogosławiąc co raz kibiców znakiem krzyża. Tuż przed wejściem
do pierśienia zdejmuje swój płaszcz, po raz ostatni się
żegna i staje naprzeciwko Immortalowi.
Rozbrzmiewa Onyomuza - Kokkui No Tenyom, a sufit hali
zaczyna mienić się najróżniejszymi japońskimi symbolami
tworzonymi przez niewielkie, świecące lampki. Po chwili brama zostaje
otwarta a z jej wnętrza wyłania się Neisan, którego
publiczność wita największym cheerem spośród wszystkich
zawodników biorących udział w tej walce. Japończyk wskazuje
palcem na migające światełka, a następnie energicznym
ruchem chowa dłonie do kieszeni swego płaszcza i rozglądając
się ciekawie po publiczności idzie do ringu. Gdy już się w
nim znajduje, staje na środku i momentalnie pochyla się
wywołując ciemność w całej hali. Po chwili jednak
energicznie podnosi ręce i światła ponownie się
zaplają.
Bogusław Montana: Pierwszy raz w historii
będziemy mogli zobaczyć jak Krzyżak obcina głowę
Samurajowi... albo odwrotnie.
Konrad Ochucki: W tej walce trudno będzie wytypować
faworyta. Saint Anger i J.J.J mają już doświadczenie,
występowali w HVW.
Bogusław Montana: Nie wyglądają
na ludzi sukcesu.
Konrad Ochucki: Bo wszystkie sukcesy przed nimi, to młodzi
zawodnicy.
Bogusław Montana: Człowiekiem
sukcesu trzeba się urodzić. J.J.J jest murzynem, oni zwykle są zbyt
leniwi nawet na wrestling.
Konrad Ochucki: Brzydzę się rasizmem.
Bogusław Montana: Ja też, ale bez
przedsiębiorczego, białego managera będzie mu ciężko.
Znam kilku takich, mają w Kolumbii plantacje maku. Dobry trening to
podstawa!
Sędzia Jan Jamróz
nakazuje uderzyć w gong. Zawodnicy ewidentnie nie rwą się do
walki, powoli krążą po ringu rozpoznając teren. Pierwsze
lody postanawia przełamać The Immortal, w duchu fair play
wyciąga dłoń w kierunku Neisana , ten odwzajemnie uścisk i
chwilę potem, tuż po otrzymaniu potężnego kopnięcia w
brzuch uzmysławia sobie jak łatwo dał się nabrać.
Publika oburzona zachowaniem zawodnika, którego kilka chwil wcześniej
nagrodziła cheerem, teraz buczy niemiłosiernie. Saint Anger
żegna się jednynie na widok tej degrengolady i naciera na J.J.J z
Clotheslinem. Ten jednak uchyla się od ciosu, powala rywala Running STO,
zaczyna tauntować (heel heat), lecz momentalnie sam pada na matę
powalony potężnym Busaiku Knee Kickiem! (cheer) Neisan po
perfekcyjnie wykonanej akcji błyskawicznie wskakuje na najwyższą
linę i skacze na Immortala z Frog Splashem Pin 1…2.. Saint Anger przerywa
uderzając Japończyka Elbow Dropem w tył głowy,
następnie podnosi go, whipuje na liny i łapie rozpędzonego
Little Dragona w pozycji idealnej do wykonania Powerbomba! Neisan widząc, że
jego sytuacja jest nieciekawa próbuje skontrować ten cios w Hurricanrane,
ale rywal jest zdecydowanie zbyt ciężki. W międzyczasie do akcji
włącza się J.J.J, ciągnie za nogę spowiednika cyganów
tak mocno, że ten traci równowagę i upada wraz z trzymanym na
rękach Nippon Flying Machine, The Invincible błyskawicznie odbija
się od lin i atakuje przebywającego na klęczkach Marka One-handed buldogiem, tak że jego głowa
uderza wprost w genitalia leżącego pod nim Japończyka!
Konrad Ochucki: To musiało być okropne uczucie!
Bogusław Montana: Jakiś ty empatyczny...
Konrad Ochucki: Poświęcenie wrestlerów w pełni
zasługuje na zachwyt a zarazem współczucie.
Bogusław Montana: Mi tak nie
współczujesz...
Konrad Ochucki: (z troską w głosie) Źle ci tutaj?
Bogusław Montana: Nie, kurwa, bardzo
dobrze.
Mr J. jest wyraźnie pod
wrażeniem swojej finezji, uśmiecha się szeroko po czym uderza w
pierś i podnosi do góry zaciśniętą pięść.
(heel heat). Zadowolony z reakcji publiki podchodzi dostojnie do Sain Angera i zakłada
mu Reverse Figure 4 leg lock! Sędzia Jamróz co chwilę pyta Marka czy
nie chce przerwać walki, ten jednak dzielnie się trzyma. Czas mija,
aż po kilkunastusekundach cierpienie na jego twarzy przemienia się w
strach – Neisan wykorzystując zamieszenia stoi teraz na najwyższej
linie i wskazując na splontane nogi swych oponentów skacze na nie z Ghetto
Stomp!!!! (o-kur-wa! o-kur-wa! o-kur-wa!) Arbiter, który niejedno już w
życiu widział tym razem przestraszony odwraca wzrok i bez
zastanowienia wzywa sanitariuszy. The Immortal, którego nogi najbardziej
ucierpiały w tym zdarzeniu zaczyna krzyczeć w kierunku
Japończyka iż złamał jego karierę i do końca
życia będzie tego żałował. Faktycznie – Neisan zaczyna
mieć wyrzuty sumienia, ku zaskoczeniu publiki opuszcza ring i smutny
zmierza w górę rampy. J.J.J tylko na to czekał. Kiedy tylko
Japończyk znika za bramą oddzielając zaplecze od
części głównej areny Mr. J. zaskakuje wszystkich wykonując
Resurrection tak płynnie jakby był w pełni sprawny. Co prawda
już po wstaniu lekko kuleje, ale nie przeszkadza mu to w znęcaniu się
nad Saint Angerem, chywta go za nogę, przeciąga na krawędź
ringu i skacze na nią z Leg Dropem! Marek cierpi niemiłosierne
katusze. The Immortal nie ma jednak litości, chce ponowić akcję,
lecz tym razem z narożnika! Wchodzi na niego, zaczyna tauntować i… światła
w hali gasną! Sytuacja trwa kilka sekund, po których ponownie się
zapalają, ale na ringu, a dokładniej na narożniku jest już
Neisan. Jego nieobecność nie trwała zbyt długo. Ponadto
warto zanotować, że teraz poza pierścieniem, na rozstawionych
wcześniej przez sanitariuszy noszach leży półprzytomny Johnson.
Japończyk obraca się w ich kierunku i skacze ze Swanton Bombem!!!
Nosze się łamią, ale tylko nosze! J.J.J w ostatniej chwili
stacza się z nich i… nadziewa na Bicycle Kicka ze strony Saint Angera! Marek
po chwili dostrzega, że cios ten mimo sukcesu był błędem,
bo jeszcze bardziej nadwyrężył i tak mocno sfatygowaną
nogę. Z grymasem bólu na twarzy podnosi Immortala a następnie z
trudem i dość nieudolnie serwuje mu Najświętszy Sakrament
(Northern Lights Suplex) wprost na połamane nosze oraz leżącego
gdzieś pod nimi Neisana. Nie
tracąc czasu pownie podnosi Johnsona, wrzuca go na ring i przechodzi do
pinu 1….2….2,99 (kick out).
Konrad Ochucki: Bogusławie, skoro nie lubisz tak tej pracy
dlaczego to robisz ?
Bogusław Montana: Posłuchaj Kondziu,
rozumiem, że ty nie potrzebujesz pieniędzy, bo twoją jedyną
pasją jest wrestling. Kupisz sobie płytkę na wyprzedaży i
jesteś spełniony. Ja potrzebuję rozrywek wyższego kalibru i
więcej pieniędzy.
Konrad Ochucki: Co jest twoim hobby ?
Bogusław Montana: Płacenie
alimentów.
Marek nie może
uwierzyć, łapie się za głowę, spogląda w niebo i
czyni znak krzyża. Powoli wstaje i
ostatkiem sił zaczyna wdrapywać się na narożnik, nie zauważa
jednak że w tym samym momencie przebudza się Neisan i obiera ten sam
narożnik za cel swej wspinaczki. Japończyk momentalnie doskakuje do
stojącego na drugiej linie Marka, kilkukrotnie uderza go w tył
głowy, próbuje wykonać na nim Shiranui… ale próba ta zostaje
przerwana przez Johnsona, który zrzuca z lin Sainta, a następnie sam
doskakuje do zaskoczonego Neisana i serwuje mu Demonic DDT! Pin 1…2…2,999 Saint
Anger ostatkiem sił zachowuje swoje szanse na awans do finału
turnieju. Wściekły J.J.J zamierza ukarać człowieka, który
ukradł mu zwycięstwo, podnosi go i atakuje The End Spinebustererem!
Zamiast pinować natychmiast zamyka półprzytomnego oponenta w The
Assassin (Sharpshooter)!!! Zważając na kiepski stan nogi Marka i to,
że szepce on pod nosem “Ojcze nasz” ten cios musi mu sprawiać nieziemski
ból. Mimo to nie wygląda na człowieka, który ma zamiar się
poddać. Wyciąga w kierunku lin drżącą rękę i
zaczyna powoli się do nich czołgać. Jest już blisko… coraz
bliżej… kilka centymetrów… w tym momencie na twarzy Immortala pojawia
się szeroki uśmiech. Z niebywałą lekkością
przeciąga rywala na środek ringu i naciska jeszcze bardziej. Saint
Anger stracił chyba resztki nadziei, podnosi rękę z zamiarem
odklepania…. i zostaje uratowany przez Neisana serwującego Jamesowi
Shinning Wizard!!! Pin 1…2… Saint Anger przerywa., następnie powoli
się podnosi, czyni to samo z Japończykiem, whipuje go na liny i
łapie w pozycji gotowej do wykonania Krak Driver… jednak ten kontruje cios
w Tornado DDT! Nie czekając na jakąkolwiek reakcję wskakuje na
narożnik i wykonuje Shooting Star Press!!! Pin 1…2 J.J.J budzi się i desperacko próbuje
przerwać pin…. 3.. spóźnia się o setną sekundy
(Zwycięzca i finalista turnieju o Shockwave title: Neisan)
Bogusław Montana: Jakby to
powiedział Mateusz Borek – był taki serial Szogun.
Konrad Ochucki: Z pewnością Neisan odziedziczył
po głównym bohaterze duszę wojownika.
Bogusław Montana: Szogun nie był
Japończykiem, nie mógł kurwa nic po nim odziedziczyć.
Konrad Ochucki: Nawet duszy ?
Bogusław Montana: Nawet alkaptonurii...
Z głośników uderza Onyomuza - Kokkui No Tenyom,
a Japończyk chociaż wyczerpany po stoczonym pojedynku postanawia
jeszcze chwilę poświętować z kibicami. Wchodzi na
narożnik i unosi ręce w geście triumfu, co o dziwo spotyka
się z heel heatem! Zdezorientowany Neisan zeskakuje z narożnika i nadziewa się na The Immortal Stunner!!! (ogromny heel heat) J.J.J z bezczelnym uśmiechem, lekko kulejąc
schodzi z ringu i wyjmuje spod niego krzesło. Po chwili ponownie
wślizguje się do pierścienia gdzie wymierza kilka brutalnych
chair shotów w nadwyrężoną nogę Saint Angera. Publika
reaguje na to podłe zachowanie potężnym heel heatem, co wzmaga
tylko nienawiść w Immortalu. Po kilkunastu chair shotach łapie
małą zadyszkę i nakazuje wręczyć sobie mikrofon, co
pracownik techniczny natychmiast wykonuje.
The Immortal: (dysząc ciężko) Ty wiesz za co,
wiesz za co J.J.J wymierzył ci tą karę. WIESZ ?!
Saint Anger spogląda na swego oprawcę zmonconym
wzrokiem, ból jest tak intensywny, że nie stać go na żadną
reakcję.
The Immortal: Jeśli nie wiesz to J.J.J chętnie
zaspokoi twoją wiedzę. (heel heat) A wy (wskazując na
publiczność krzesłem) stulcie pyski, bo oto narodził
się nowy Mesjasz. Spójrzcie na niego, chciał powstrzymać
niepowstrzymenego, najlepszego z najlepszych, chciał cierpieć, aby
zbawić tą federację od apokalipsy, od Jamesa Jacka Johnsona,
więc James Jack Johnson musiał mu sprawić solidne biczowanie.
Oddajcie mu szacunek, to wasz zbawiciel! Taki na jakiego
zasłużyliście gnidy. Pierdolony obdartus jedzący koty,
kumajacy się z cyganami. Tymi samymi, których ktoś kiedyś
uznał za podludzi i tymi samymi, którzy teraz nie mają hajsu na
przekroczenie progu tej hali. Bo nie są godni, aby oglądać
oblicze Najzajebistszego z Najzajebistszych, tych którzy standardowo
śmierdzą tak jak on (wskazując palcem na Sainta) teraz , bo
widząc że J.J.J jest tak blisko się ewidentnie zesrał.
(heel heat) To dopiero początek jego drogi krzyżowej, za miesiąc
The Immortal zafunduje mu koronacje cierniem i to wszystko publicznie! Na tym
parkingu przed halą, gdzie dziś stoi ten wypucowany Harley
przyjaciela i managera Tego Wspaniałego. J.J.J miał ci przekazać
od niego prezent, bo Jay nie lubi gdy ktoś obsrywa jego cudeńko. (The
Invincible grzebie przez chwilę w wewnętrznej kieszeni swojej
kamizelki, po chwili wyjmuje z niej oldschoolową pieluchę i ciska
nią w Marka) Jay pomyślał, że może ci się
przydać.
Na arenie uderza Europe - Final Countdown!, a J.J.J
dostojnie schodzi z ringu wywołując ogromny heel heat i
zostawiając w nim swych rywali.
Konrad Ochucki: J.J.J nie może przełknąć
goryczy porażki.
Bogusław Montana: Jest murzynem, oni
rzadko mają okazję przełykania.
Konrad Ochucki: Tak czy inaczej mamy już zalążek
kolejnego konfliktu i pierwszą walkę na R*zpierdolfest! II !
Bogusław Montana: Żartujesz sobie?
Konrad Ochucki: Sam słyszałeś.
Bogusław Montana: Od kiedy oni mają
prawo głosu?
Konrad Ochucki: Wystarczy tych kąśliwych uwag, czas
zobaczyć co słychać za kulisami.
*****
Dzięki uprzejmości
realizatora możemy znaleźć się w kabinecie Nasa
Jazzowskiego. Komisarz to wyjątkowo zapracowany człowiek, szczególnie
teraz, gdy skierowane są na niego oczy wszystkich widzów. Przegląda
jakieś papiery, nanosi swym długopisem stosowne poprawki. Nagle
jednak jego praca zostaje zakłócona dość agresywnym pukaniem.
Nas Jazzowski: Wejść.
Drzwi się otwierają a w
gabinecie pojawia się Max Craven.
Max Craven: Nie wiem czy
łaskawie rzucasz czasami okiem na ten pieprzony, wielki telewizor, aby
mieć chociaż minimalne pojęcie o tym co się dzieje w tej
wrestlingowej wersji komitetu centralnego, ale byłoby wspaniale
gdybyś wiedział po co tu przychodzę.
Nas Jazzowski: (nie
podnosząc głowę znad dokumetów) Chodzi ci o coś konkretnego
?
Max Craven: Po pierwsze, patrz mi w
oczy gdy rozmawiamy. Kiedy walczyłem z komuchami nigdy tego nie robili,
byli katami, ale bali się spojrzeć mi w ślepia, bo wiedzieli,
że to nie oni mnie, ale moje spojrzenie by ich złamało. Po
drugie - nie nasyłaj na mnie
żadnych dziennikarzy, bo gardzę tymi łajzami i przy kolejnym
najściu, bez zastanowienia, na wizji,
przed milionami twoich widzów napluję im w twarz. Po trzecie nie
wyjdę z tego gabinetu jeśli nie przeniesiesz mnie do walki numer 4,
abym mógł wytrzeć matę z krwi zwłokami Hendrixona.
Nas Jazzowski: (nie
podnosząc głowę znad dokumetów) Więc będę musiał
sam cię wyrzucić...
Max Craven: (oburzony
ignorancją) Doskonale wiem kim jesteś Nas! I doskonale wiem dlaczego
pierdolony marksista otrzymuje w tej federacji taką samą pozycję
jak ja.
Nas Jazzowski: (nie
podnosząc głowę znad dokumetów) Zaciekawiłeś mnie..
dlaczego ?
Max Craven: (ciągle
podniesionym tonem) Nie udawaj idioty. Doskonale wiemy, że nie
zbudowałeś tej federacji z oszczędności jakie
odłożyłeś pracując w stoczni. My, bojownicy o
niepodległość do dziś musimy wynajmować kawalerkę
w najpodlejszych dzielnicach w mieście.
Nas Jazzowski: (nie
podnosząc głowę znad dokumetów) Interesujące,
chciałbyś abym sprawdził czy faktycznie zarabiasz tu tyle co
pracownicy w stoczni?
Max Craven: (nie słysząc
pytania) Nie oszukujmy się Nas, chronisz swoich. Chcesz aby twój
protegowany zaszedł jak najdalej, a wiesz, że ja Max Craven,
członek Fuck The Milicja, tak nienawidzę tego czerwonego ścierwa
iż prędzej oddam życie niż pozwolę mu na jakiekolwiek
sukcesy i dalsze propagowanie tej popierdolonej ideologiii.
Nas Jazzowski: (tym razem
podnosi głowę znad dokumentów) Posłuchaj człowieku, w tej
federacji nie liczą się poglądy. Mam głęboko
zakorzenioną tradycję, która mówi – niezależnie czy jesteś
konserwatystą, liberałem, lewusem czy pedałem, w tej federacji
liczą się tylko twoje umiejętności. Macie z Hendrixonem
konflikt ideologiczny? Chcecie rozwiązać go w stylu partyjnych
bojówek? Proszę bardzo, ale nie pod banderą turnieju o Shockwave
title. Dostaniecie walkę na jednej z dwóch najbliższych gal.
R*zpierdolfest II lub III. Wszystko zależy od tego jakie
rozstrzygnięcia będą miały wasze dzisiejsze walki,
usatysfakcjonowany ?
Max Craven: (popada w zadumę)
Powiedzmy.
Nas Jazzowski: Mam więc
nadzieję, że nie będę cię musiał tymi, nie
splamionymi pracą w stoczni ręcami wyrzucać z tego gabinetu.
Członek Fuck The Milicja wstaje
i nie siląc się na jakiekolwiek uprzejmości opuszcza gabinet
komisarza.
*****
Konrad Ochucki: Wygląda na
to, że chwilę po tym jak zachwycaliśmy się...
Bogusław Montana: Niczym się nie
zachwycałem.
Konrad Ochucki: ... otrzymaliśmy informację o
pierwszej walce na R*zpierdolfest II, teraz komisarz Jazzowski postanowił
nas uraczyć kolejnym meczem. Tym razem ma on podłoże
ideologiczne.
Bogusław Montana: Co to ma wspólnego z
wrestlingiem?
Konrad Ochucki: Niby nic.
Bogusław Montana: Czyli kłócą
się po to żeby znaleźć powód do napierdalania?
Konrad Ochucki: To zbyt duże uproszczenie.
*****
Przenosimy się na parking gdzie
dwaj sanitariusze prowadzą do karetki poobijanego i wycieńczonego Saint
Angera. W pewnym momencie na horyzoncie pojawia się Harley-Davidson (VRSCA V-Rod).
Saint Anger: Panowie, nie wiecie czy ta maszyna należy do managera J.J.J ?
Sanitariusz: Myślę, że nie powinien się pan teraz tym przejmować.
Saint Anger: Zaprowadźcie mnie do niej, proszę.
Sanitariusz: To wykluczone.
Saint Anger: (patrząc głęboko w oczy sanitariuszowi) Nalegam.
Sanitariusz: Pamiętaj, nas tu nie było.
Zawodnik zdobywa się na twierdzące skinienie
głową, a medycy powoli doprowadzają go do Harley’a.
Saint Anger: (głaszcząc siedzenie) Piękna bestia.
Marek zaczyna szukać czegoś w
swoich spodniach, po chwili wyciąga z nich obrazek i wsadza go za lusterko
pojazdu.
Saint Anger: Niech św. Krzysztof ma cię w opiece.
*****
Kolejna zmiana lokalizacji, tym
razem realizator daje nam zobaczyć drzwi obecnego gabinetu Jana Rejdycha,
które – co ciekawe – są lekko uchylone. Ciekawski kamerzysta wsadza w
szparkę swój obiektyw dzięki czemu dane nam jest zobaczyć
postać porucznika, palącą papierosa i prowadzącą zajmującą
konwersację telefoniczną.
Jan Rejdych: ... ludzie powinni
otrzymywać drugą szansę, sam Mietku wiesz o tym najlepiej...
czasy się zmieniły a my nadal żyjemy według starych zasad,
których próżno dziś szukać u tych kapitalistycznych kur.... no,
no, właśnie.... nie proszę cię przecież o wiele,
skontaktuj się z nimi, załatw jakiś transport i podrzuć do
hali.... (kipując fajkę) tak Mieciu, zawsze kurwa mieliśmy zbyt
miękkie serce dla tych łobuzów.
*****
Konrad Ochucki: Saint Anger to prawdziwy sportowiec, nie złowróży swoim przeciwnikom.
Bogusław Montana: Ciekawe czy gladiatorzy walcząc z tygrysem wsadzali mu w
paszczę obrazek św. Krzysztofa żeby go nakarmić.
Konrad Ochucki: To chyba nie te czasy.
Anthony Saint-Michel vs Armor King
Z głośników uderza Disturbed – Warrior, a na
twarzach kibiców poczynają malować się różne wyrazy –
strach, euforia, zdziwienie, zaciekawienie. Niektórzy ośmielają
się lekko cheerować, inni buczą złowrogo, a jeszcze inni milczą.
Taki właśnie miszmasz reakcji wywołał zmierzający ku
ringowi Armor King. Zawodnik w trakcie tej drogi spogląda na
publiczność zza maski pantery, przez co trudno ocenić jego
ustosunkowanie do widzów. Kiedy jest już w pierścieniu wchodzi na
jeden z narożników, jedną ręką wskazuje na Titantron, a
drugą markuje przecięcie gardła i pokazuje kciuk w dół dla
swego przeciwnika.
Po chwili na arenia zaczyna grać Crystal Castles -
Alice in Practice, niemal równocześnie z głosem wokalistki na arenie
pojawia się Anthony Saint-Michel wraz ze swoimi towarzyszami. Z
obłoków sztucznego dymu jako pierwszy wyłania się Bunny,
tanecznym krokiem przewodzi grupie pięciu ochroniarzy tworzących
klucz otaczający Anthony’ego Saint-Michela. Publiczność podobnie
jak przy wejściu Armor Kinga jest podzielona, ci zażenowani przepychem
rodem z ringów bokserskich buczą głośno, ale są
również mili ludzie cheerujący ze zwykłej przyzwoitości. Po
paru chwilach Anthony jest już w pierścieniu, dynamicznie wskakuje na
narożnik i podnosi zaciśniętą pięść ku
górze.
Konrad Ochucki: Przed nami solidna dawka power wrestlingu!
Bogusław Montana: Czuję, że
przydałaby mi się solidna dawka powerade’a.
Konrad Ochucki: Słucham ?
Bogusław Montana: Może być
Tiger...
Konrad Ochucki: Według moich informacji jest to maska
pantery.
Bogusław Montana: Masz błędne
źródła, pantera była różowa.
Muzyka milknie, a arbiter pojedynku Filip
Borsuk pokrótce wyjaśnia zawodnikom zasady po czym nakazuje uderzyć w
gong. Momentalnie dochodzi do zwarcia, w którym przez pierwsze kilka sekund
żaden z wrestlerów nie osiąga przewagi, jednak wraz z upływem
kolejnych daje o sobie znać żelazna kondycja rugbysty. The Ultimate
sprowadza oponenta na kolana i w celu podtrzymania swojej przewagi kopie go
potężnie w brzuch. King pada na matę pod naporem ciosu, ale
zaraz błyskawicznie podnosi się i nadziewa na niespodziewanego
Clothesline’a. Anthony nadal nie oddaje inicjatywy, podnosi oszołomionego
przeciwnika i whipuje go do narożnika, a następnie sam do niego
dobiega i serwuje serię potężnych chopsów w stylu Kenty
Kobashi’ego. 1…2….3…..4….5, Armor reaguje jednak tak jakby ciosy oponenta
działały pobudzająco, odpycha go potężnie,
rozkłada ręcę, wydaje z siebie przeraźliwy ryk i sam
kilkukrotnie uderza się w klatkę sygnalizując, że chopsy
rugbisty nie robią na nim wrażenia. Sain-Michel wysila się
jedynie na lekki uśmiech i po raz kolejny naciera na rywala, ten jednak w
ostatniej chwili robi unik i serwuje odbijającemu się od link
rugbiście soczystego dropkicka. Saintan momentalnie, jakby odruchowo
wstaje i nadziewa się na Swinging Neckbreakera pin 1…2. kick out!. Armor
King nie wydaje się być zdziwiony takim a nie innym rezultatem pinu.
Podnosi się dostojnie i uracza oponenta Triple Stompem… noga… ręka…
twarz… i profilaktycznie jeszcze raz twarz. Tone chcąc uchronić
się przed kolejnym ciosem w tą część ciała
zasłania ją rękami, co natychmiast wykorzystuje King
spadając na jego brzuch z elbow dropem. Następnie powoli podnosi
lekko osłabionego rywala i wykonuje na nim DDT! NIE! W ostatniej chwili
były rugbista znajduje w sobie pokłady energii, które wykorzystuje na
zablokowanie ciosu, wrestler w masce pantery podejmuje kolejną próbę
wkładając w nią jeszcze więcej siły, ale i tym razem
kończy się ona niepowodzeniem. Zawodnicy siłują się
jeszcze przez chwilę aż w końcu Anthony odpycha rywala na liny i
naciera na niego z Running Lariatem. Armor King uchyla się, łapie
zakręconego rywala od tyłu i próbuje wykonać Back Suplex, ale i
tym razem siła rugbisty daje o sobie znać, zapiera się, lecz
rywal nie popełnia tego samego błędu co przy DDT i nie próbuje
rywalizować w tej płaszczyźnie, zupełnie zaskakuje
oponenta, ściąga na matę i zamyka w Rare-Nacked Choke!!!
Sain-Michael wyraźnie zaskoczony obrotem sprawy panicznie próbuje
wydostać się z morderczego uścisku, trwa to dobrych
kilkanaście sekund, aż przytłoczony swoją
bezsilnością zasypia. Sędzia Filip Borsuk natychmiast dobiega do
zawodnika o francuskich korzeniach i unosi w górę jego rękę… raz
– opada.. dwa – opada… trzy – Anthony reaguje i momentalnie przetacza się
w kierunku lin zaskakując tym samym pewnego zwycięstwa Kinga. Pan
Borsuk nakazuje człowiekowi w masce pantery puścić uchwyt, ten
jednak nie reaguje. W tej sytuacji dzielny arbiter własnoręcznie
zrywa uścisk (ileż on musi mieć siły!) wrestlera i pokazuje
mu aby wstał. Armor King wykonuje to polecenie z miłą
chęcią, natychmiast dopada do sędziego i groźnie patrzy na
niego z góry.
Bogusław Montana: Wkurwił się jakby mu
ktoś piasek z kuwety wysypał.
Konrad Ochucki: Niektórzy zaślepieni
zwycięstwem nie potrafią przestrzegać najprostszych reguł.
Bogusław Montana: Mimo to zasługuje na moją
sympatię.
Konrad Ochucki: Znowu żartujesz?
Bogusław Montana: Nie. Jest głuchy, niemy,
zaślepiony przez zwycięstwo a mimo to wstyd mu, że jest
wrestlerem i ukrywa się pod maską.
Arbiter asekuracyjnie zaczyna
się wycofywać, choć po kilku sekundach nie ma już za bardzo
gdzie – narożnik okazał się ślepą uliczką.
Człowiek-pantera zatrzymuje się kilka centymetrów od swej ofiary,
rozkłada szeroko ręce i wydaje z siebie przeraźliwy ryk (heel
heat) po którym obraca się w kierunku swego właściwego
przeciwnika i pada ofiarą Charge!!! Pin ………. okazuje się iż cios ten był
na tyle potężny, że stojący nieopodal Kinga sędzia
został trafiony “odłamkiem” (o ile można tak nazwać 127kg
żywej wagi) przez co nie jest teraz w stanie odklepać. Wkurwiony
Saintan nawet nie próbuje go cucić, podnosi oponenta za maskę i
zaczyna wściekle uderzać jego głową o narożnika
1…2….3….4 ….5 odpuszcza i bez zastanowienia serwuje oszołomionemu i
słaniającemu się na nogach Armor Kingowi Spinning Spinebuster!
Pragnie przejść do pinu, ale zauważa iż sędzia Borsuk
nadal nie wybudził się z zimowego snu, więc byłoby to
bezcelowe. Chcąc mieć gwarancje dobicia oponenta powoli podchodzi do
narożnika, wskakuje na najwyższą linę i skacze na niego z
Moonsaultem! Nie zauważa jednak, że King w ostatniej chwili przetacza
się kilka centymetrów dalej przez co były rugbista uderza z impetem o
matę. Teraz już wszyscy są nieprzytomni. Ten agonalny stan trwa
jednak tylko kilkanaście sekund, jako pierwszy budzi się arbiter
pojedynku, a następnie, niemal jednocześnie powstają zawodnicy,
pomiędzy którymi wywiązuje się regularny brawl. King… Anthony…
King… Anthony… King… King… King. Armor kopie rywala w brzuch i wykonuje na nim
Reverse DDT, wiedząc jednak, że to twardy skurwiel nie odpuszcza,
ponownie go podnosi i poprawia Tiger Bombem! Pin 1…2…2,999 kick out! Reakcja na
takie nieszczęście może być tylko jedna – uderzenie
rękami w matę i przeraźliwy ryk. Irytacja The Pride of the Real
Warrior sięgnęła zenitu, wstaje chwyta przeciwnika za nogi i z
wielkim trudem próbuje na nim wykonać
Giant Swing, robi pierwszy obrót po którym jakimś cudem jeszcze
świadomy Anthony desperacko łapie się za liny i mocnym frontkickiem
odpycha od siebie oponenta. Ten jednak nie odpuszcza, wściekle
szarżuje na słaniającego się na linach Anthony’ego z
potężnym Clotheslinem po którym obaj zawodnicy lądują poza
ringiem! (o-kur-wa! o-kur-wa! o-kur-wa!) Sędzia Filip Borsuk w głębi duszy przerażony
stanem zdrowia zawodników po tej akcji zaczyna powoli odliczać 1………2…o
dziwo Armor King wybudził się dość szybko, trzymając
się za głowę, podszedł do stojących przy ringu
schodków, chwycił je i obrócił się w kierunku oponenta 5…… nie zauważył
jednak iż ten w międzyczasie też się wybudził i teraz
leci na niego z Charge!!! 7…. . schodki padają, a Anthony błyskawicznie chwyta oponenta i dobija go
Touchdownem wprost na nie!!! (o-kur-wa!
o-kur-wa! o-kur-wa! ) 9............ Saintan z
przerażeniem stwierdza iż nie zdąży spinować
przeciwnika więc zaraz po ostatnim ciosie 10………… minimalnie przed gongiem wślizguje się na ring! (zwycięzca
przez Count Out: Anthony Saint-Michel)
Konrad Ochucki: Szczęśliwe zwycięstwo
byłego rugbysty.
Bogusław Montana: Szkoda mi Armor Kinga.
Konrad Ochucki: Dlaczego?
Bogusław Montana: Niebawem marzec, ta porażka
może zadziałać negatywnie na jego potencję seksualną.
*****
Ponownie znajdujemy się na
parkingu po którym przechadzają się rozbawieni The Immortal i jego
manager James Jameson.
The Immortal: ... i
mówię ci bracie, nawet gdyby J.J.J wiedział, że szybsze
skończenie tej zabawy zapewni mu awans, nie zrezygnowałby z niej!
James Jameson: (pokazując swemu
podopiecznemu telefon) Jego wyraz twarzy będzie mnie bawił do czasu
wyjścia nowego modelu.
The Immortal: (przez śmiech) Bracie,
następnym razem J.J.J załatwi ci w pakiecie dzwonek z jego
płaczem!
Zawodnicy śmieją się
doniośle, do chwili gdy jakiś widok nie zmąca ich humoru. Obaj
momentalnie poważnieją, a kamera robi szybki obrót o 180 stopni i
wszystko staje się jasne. Oczom widzów ukazuje się zupełnie
zdezelowany Harley-Davidson, który jeszcze kilkanaście minut temu
mógłby służyć za egzemplarz pokazowy w salonie. Immortal i
Jay podbiegają do maszyny. Pierwszy z nich pochyla się i podnosi
wzierunek św. Krzysztofa.
The Immortal: Zaprawdę powiadam ci,
już jutro będziesz gryzł ziemię.
Bogusław Montana: Miał strzec a do takiego
rozpierdolu dopuścił.
Konrad Ochucki: ...
*****
Realizator przenosi nas do szatni Anthony’ego Saint-Michela, gdzie wbrew wszelkiej logice
nie można znaleźć byłego rugbisty. Są tu jednak dwie
niezwykle urodziwe divy zabawiające się czule na skórzanej sofie z
Izzym Nilsenem oraz butelką drogiego szampana. Po kilku chwilach drzwi do
pomieszczenia się otwierają i staje w nich zwycięzca
poprzedniego pojedynku – Saintan!
Anthony Saint-Michel: (przecierając oczy ze zdziwnia) ….
Izzy Nilsen: (klaszcząc) Brawo, brawo. Przewróciłeś kota ogonem. Dosłownie!
Anthony Saint-Michel: (wskazując na divy) Wyjdźcie stąd. Natychmiast.
Diva nr1: Ale Anthony, Izzy jest bardzo miły!
Diva nr2: Powiedział nawet, że w tej formie masz szanse na podium w nadchodzącej walce!
Diva nr1: Czy to nie wspaniałe wieści?!
Saintan jakby w transie podchodzi do
stolika i z niebywałą agresją go przewraca.
Izzy Nilsen: (klepiąc divę w kolano)
Saintan ma rację, lepiej żebyście zostawiły nas samych.
Mamy sobie do pogadania. (przykłada palec do ust jednej z div, która chce
się odezwać) Nic się nie stanie, obiecuję.
Panie lekko przestraszone
zostawiają mężczyzn samych, ci natomiast tuż po
szczęknięciu drzwiami dopadają sobie „do gardeł”.
Anthony Saint-Michel: Okłamałeś je. Jeśli w ciągu 10s. nie zabierzesz stąd swojej dupy stanie się coś bardzo nieprzyjemnego.
Izzy Nilsen: (uśmiechając się bezczelnie) Naprawdę trudno mi zrozumieć twoje angielskie zwyczaje. Moje intencje są czyste jak łza, naprawdę życzyłem ci tego zwycięstwa…
Anthony Saint-Michel: To naprawdę ciekawe, ale twój czas ucieka.
Izzy Nilsen: … bo podobno kicia zawsze spada na cztery łapy, a ty masz tylko dwie… Łatwiej mi będzie je połamać.
Anthony Saint-Michel: Jasne…(powalając Nilsena błyskawicznym Spearem)… jeśli tylko będziesz miał czym.
Wrestlerzy zaczynają tarzać się po ziemi
wymieniając przy tym ciosy. W momencie gdy lekką przewagę
uzyskuje Saintan, drzwi do szatni się otwierają i staje w nich
niedawny przeciwnik rugbisty – Armor King! Zawodnik w masce pantery zrzuca z
Nilsena żywy balast po czym w pomieszczeniu zalega grobowa cisza. The
Pride of the Real Warrior patrzy gróźnie raz Nilsena, raz na Saintana. W
końcu zawiesza swój wzrok właśnie na tym ostatnim,
wykonując przy tym wymowny gest – przecina sobie gardło po czym
pokazuje kciuk w dół i wychodzi z pomieszczenia.
*****
Tym razem kamerzysta
podąża za plecami komisarza Nasa Jazzowskiego! (cheer) Były
zawodnik EWF i HVW idzie spokojnie korytarzem prowadzącym do gabinetu
porucznika Jana Rejdycha. Kiedy jest już przy wejściu i wyciąga
rękę w kierunku klamki drzwi niespodziewanie się otwierają
a z pomieszczenia wyłania się potężnie umięśniony
mężczyzna o ciemnej karnacji. Ubrany jest w biały, idealnie
dopasowany garnitur założony na czarną koszulę. Na szyi
pobłyskuje jakiś srebrny łańcuszek, a z ust wystaje
kawałek jointa. Jednak to nie ten ostatni element – choć
przywołuje w Nasie niezbyt sympatyczne wspomnienia – najbardziej przykuwa
uwagę komisarza, robi to natomiast zupełnie niepasujący do
reszty wizerunku gips wystający z nogawki spodni.
Mężczyzna: Widzę, że mam
niezawodne wyczucie czasu. Sam boss zaszczycił mnie swoją
obecnością.
Nas Jazzowski: (nieufnie) Z kim mam...
przyjemność?
Mężczyzna: (śmiejąc się
donośnie) Tony Jones, we własnej osobie. Zajrzyj do swojego peceta,
masz go na bank w rubryce World Title. (pauza) Przyjemność? Dla mnie
na pewno.
Nas Jazzowski: Co do World Title, to się
jeszcze okaże (pokazując na gips) coś się stało?
Tony Jones: Zbyt intensywny trening,
sparing partner okazał się mieć twardy łeb. Teraz leży
gdzieś na intensywnej terapii, ale to żaden problem, co?
(rozgląda się na boki) Chyba nie masz tu nikogo kogo nie rozpierdoliłbym
nawet bez tej pieprzonej nogi ?
Nas Jazzowski: Zobaczymy... a teraz wybacz,
ale mam sprawę niecierpiącą zwłoki.
Tony Jones zwalnia przejście i
zaczyna powoli kuśtykać w głąb korytarza. Całej tej
„operacji” z uwagą przygląda się komisarz Jazzowski. Kiedy wrestler
znika za rogiem Nas wchodzi do gabinetu Rejdycha.
Konrad Ochucki: Czuję,
że ten człowiek może być przyczyną kłopotów.
Bogusław Montana: Wygląda zupełnie jak
ty.
Konrad Ochucki: (spogląda na swój
biały garnitur) Wyglądam jak gangster?
Bogusław Montana: Nie, jak fan wrestlingu.
Konrad Ochucki: Uff...
Bogusław Montana: To była dobra
wiadomość?
*****
Niszczyciel vs Jimmy Hendrixon vs Filu
Na arenia uderza Silna Grupa Pod
Wezwaniem - Panny z Cicibora, a pod Titantronem pojawia się postać byłego
sumity z Cibra Dużego. Filu bardzo powolnym krokiem zmierza w kierunku
ringu co by się nie zmęczyć, bo już jedną walkę
dziś stoczył. Przy marszu tym cały czas towarzyszy mu lekki
cheer publiki, fanki z pierwszych rzędów ośmielają się
nawet klepać go po piersiach. Kiedy jest już przy kwadratowym
pierścieniu, korzystając ze schodków, niespiesznie wchodzi do niego.
Światła na hali gasną
a z głośników grać zaczyna Kult
– Polska. W momencie gdy do gry wchodzi sekcja dęta utworu na arenie
zaczynają migać czerwone światła a spod Titantronu wybiega
Niszczyciel i przybijając piątkę niemal każdemu fanowi
dostaje się na ring. Gdy jest już w pierścieniu unosi w
górę orzełka umieszczonego na koszulce.
Jako ostatni rozbrzmiewa
Jimi Hendrix - The Wind Cries Mary, muzyka gra, ale właściciel
theme’u nie pojawia się na rampie. Sędzia Adam Posępny zaczyna
się wyraźnie niecierpliwić, podobnie jak publiczność,
która swoje emocje wyraża lekkim buczeniem. Mijają kolejne sekundy
aż w końcu spod Titantronu wyłania się… Max Craven! Publika
nie wie jak zareagować, bo Jimmy Hendrixon zdecydowanie nie był ich
ulubieńcem, ale też Craven nie wywołał w nich pozytywnych
emocji swoimi dzisiejszymi występami. Jak się okazuje jedyną
adekwatną reakcją jest milczenie, przerwane przez samego
zainteresowanego.
Max Craven: Niestety mam złe wieści dla wszystkich czerwonych ścierw. Jimmy Hendrixon podzielił los Bieruta i raczej go dziś nie zobaczymy.. o ile kiedykolwiek będzie to nam dane. Fuck The Milicja jest niezwykle skuteczna w swoich działaniach, cholernie skuteczna. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło. Dzięki temu będziecie mogli zobaczyć dziś prawdziwie polski pojedynek, w którym zmierzę się z Wieszczem i mieszkańcem Cibora Dużego. Razem zrobimy coś przed czym tak zawzięcie broni się Nas Jazzowski, bo wie, że widząc tą jakość ludzie wypną się na jego main eventy, w których promuje swoich komuchów.
Członek Fuck The Milicja zaczyna powoli
zmierzać w kierunku ringu, przez co nie zauważa tego co jest
wyświetlane na Titantronie. A co jest? Korytarz i drzwi, które po chwili
wylatują z hukiem z futryny. Sprawcą całej rozpierduchy jest
Jimmy Hendrixon! Wyznawca Marksa i Engelsa z krzesłem w ręku zaczyna
biec w kierunku wyjścia na część właściwą
hali. Tymczasem na ringu jest już Max Craven, wymienia on uściski
dłoni z przeciwnikami, których sam sobie ustalił i nagle zamiera.
Hendrixon jest już na rampie i wcale nie zwalnia tempa. Członek Fuck
The Milicja momentalnie traci cały swój animusz. Dyskretnie wsadza
jakiś przedmiot w dłonie Niszczyciela, wyskakuje z ringu i znika
wśród publiczności. Adam Posępny zadowolony z obecności
wszystkich zawodników nakazuje uderzyć w gong!
Konrad Ochucki: Pan Adam zapomniał chyba sprawdzić uposażenie zawodników. Nie podoba mi się ten prezent od Cravena.
Bogusław Montana: Cały wrestling. Spisek polsko-polski.
Konrad Ochucki: Wieszcz do tej pory znany był ze swojej uczciwości, czyżby miał sprzeciwić się polskim ideałom ?
Bogusław Montana: Jeśli dostanie wpierdol na pewno tą tradycję podtrzyma.
Jimmy
Hendrixon będący pod wpływem potężnego zastrzyku
adrenaliny z miejsca przejmuje inicjatywę. Dopada do Niszczyciela i powala
go mocnym Clotheslinem, Wieszcz próbuje się szybko podnieść,
lecz jego zapędy zostają
ostudzone agresywnym stompem na twarz. Jimmy nie zapomina, że w ringu jest
też Filu, szykujący się właśnie do ataku, wielbiciel
dzieł Marksa i Engelsa bierzez rozbieg i atakuje go Ruuning Knee Strikiem
wprost w brzuch, a że sumita ma brzuch jaki ma to atak nie wywołuje u
niego żadnej reakcji prócz drżenia zwał tłuszczu. Chwyta
Hendrixona za szyję, ciska nim do narożnika i naciera ze Splashem! Jimmy w
ostatniej chwili robi szczęśliwy unik, wyczuwa swoją szansę
na pin i próbuje roll upa, ale po kilku sekundach siłowania okazuje
się iż sumita to jednak zbyt duży kaliber do tego typu akcji. Obraca
się i nadziewa na Fortepian Chopina (Running DDT!) Pin 1...2.. kick out.
Niszczyciel podnosi oponenta, spycha do narożnika i serwuje kilka
soczystych punchy. 1...2...3...4...5...6, przez swoją
zapalczywość nie zauważa, że tuż za nim czai się
Filu , który po chwili serwuje mu German Suplex! Pin 1...2.. shoulder up!
Ciborska duma wstaje, bierze lekki rozbieg i naciera
z Headbuttem. Pin 1...2. odliczanie zostaje przerwane przez Hendrixona i jego
Headbutt prosto z narożnika! Tym razem to on pinuje Wieszcza 1...2.. kick
out! Jimmy chwyta oponenta za głowę i szykuję do wykonania Sambo
Suplex, lecz na jego nieszczęście Niszczyciel mimo przyjęcia
dwóch Headbuttów stawia dzielny opór, po którym przechodzi nawet do kontrakatku,
whipuje Jimmy’ego na liny i pokazuje czym jest Oda do młodości. A pod
tą sympatyczną nazwą czaił się potężny
Spear! Pin 1...2.. Filu przerywa pin elbow dropem. Nie decyduje się jednak
na podtrzymanie swej deominacji, choć prawdę mówiąc widać
po nim, że został ubezwłasnowolniony przez własną
kondycję. Opierając się o matę dłonią i kolanem
bierze kilka głębokich oddechów.
Konrad Ochucki: Ktoś zaniedbał
trening kondycyjny.
Bogusław Montana: Ktoś znowu przynudza.
Konrad Ochucki: Jaka walka taki komentarz.
Bogusław Montana: Ja zawsze trzymam poziom.
Na
ponowne uaktywnienie decyduje się dopiero w chwili gdy w tryb
przemieszczenia się na dwóch nogach przechodzi Niszczyciel. Pomiędzy
wrestlerami błyskawicznie wywiązuje się brawl, po którym
dochodzi do zwarcia. O dziwo, w tej czysto siłowej dyscyplinie
przewagę uzyskuje Wieszcz! To chyba ostateczny dowód na to, że kardio
sumity przestało istnieć. Niszczyciel w iście poetycki sposób
zakłada mu Headlocka jeszcze bardziej utrudniając złapanie
oddechu. Pewnie by go w ten sposób udusił, gdyby nie odsiecz Hendrixona w
postaci Dropkicka. Poeta traci na chwilę równowagę co bezwzględnie
wykorzystuje młody marksista serwując mu Two Handed Chokeslam! Nie
zdąża jednak przejść do pinu, bo momentalnie po perfekcyjnie
wykonanym ciosie sam pada ofiarą Spinebustera ze strony Fila. Pin 1...2..
kick out. Mieszkaniec Cibora ma się już chyba lepiej , zawiedziony
niepowodzeniem pinu uderza rękami o matę powoli wstaje i idzie w
kierunku narożnika przed którym spogląda w niebo i szepce coś do
siebie. Następnie wywołując żywe przerażenie
wśród publiki zaczyna się na niego wspinać! Najniższa lina
pod wpływem ciężaru wrestlera ugina się niemal do samej
maty, ale wytrzymuje obciążenie. Zawodnik bierze głęboki
oddech i pokonuje drugi stopień. Publika zaczyna wspierać go w
działaniu, skandując jego imię. Sędzia natomiast próbuje
skłonić go do zejścia, ale jest już chyba za późno...
udało się! Filu tauntuje, siedząc na szczycie narożnika
wygląda jak typowy przykład człowieka spełnionego.
Konrad Ochucki: Matko najświętsza
czy on zamierza skoczyć?
Bogusław Montana: Czy jeśli skoczy ring
się załamie?
Konrad Ochucki: Prawdopodobnie tak!
Bogusław Montana: Czy jeśli ring się
załamie gala się skończy?
Konrad Ochucki: Prawdopodobnie tak!
Bogusław Montana: (zrywając się z
krzesła) Skacz! Skacz! Skacz!
Filu
nie mogąc nacieszyć sie swoim sukcesem tauntuje raz po raz przez co nie zauważa
zbliżającego się do niego Hendrixona. Bezcelowość
wspinaczki uświadamia sobie dopiero w momencie gdy Jimmy wymierza mu dwa
punche prosto w twarz. Wyznawca Marksa wspina się na drugą linę
i zaczyna szarpać się z sumitą. Tymczasem z letargu budzi
się Niszczyciel, grzebie przez chwilę w swoich spodniach i wyjmuje z nich kastet! Prawdopodobnie
jest to prezent od Maxa Cravena. Publika widząc to zachowanie buczy
niemiłosiernie. W między czasie Hendrixon zrzuca z narożnika Fila
Backsuplexem!!! Pierścień ugina
się i drży, bo jeszcze nigdy nie przeszedł takiego szoku,
zgiął się do granic swej wytrzymałości, ale wytrzymał.
Hendrixon zeskakuje z narożnika, obraca się i otrzymuje od Wieszcza
kicka w brzuch, poeta uśmiecha się i machając głową z
dezaprtobą wyrzuca trzymany w ręku kastet gdzieś za siebie
(cheer) po czym serwuje przeciwnikowi Epopeję (Burning Hammer) Pin 1...2...3
(zwycięzcą i finalistą turnieju o Shockwave title jest
Niszczyciel)
Konrad Ochucki: Cóż za emocje!
Bogusław Montana: (trzymając się za głowę)
Walczą dziś jeszcze jakieś grubasy?
Konrad Ochucki: Polubiłeś power wrestling?
Bogusław Montana: Nie, lubię szukać głowy
ich przeciwników w zwałach tłuszczu.
Konrad Ochucki: Ciekawa gimnastyka intelektualna.
Otrzymuję informację iż Tomaszowi Kellerowi grozi
niebezpieczeństwo.
Bogusław Montana: Uciekamy ? (milczenie przy stole) No
co, nas też może dopaść.
*****
Lądujemy na korytarzyu hali, gdzie widać
opartego o skrzynkę Tomasza Kellera. Reporter konsumuje sobie kanapkę
i zagryza ją papierosem. Po chwili dołącza do niego Aero.
Aero: Widzę, że się nudzisz, więc udzielę ci wywiadu.
Tomasz Keller: (z pełnymi ustami) Masz błędne odczucia, aktualnie mam przerwę a potem czeka mnie wywiad z Armor Kingiem.
Aero: Z kim?
Tomasz Keller: Z człowiekiem w masce pantery, który nie…. nie ważne.
Aero: (zaczyna się niecierpliwić) Będzie tak jak mówię, albo możesz pożegnać się z kanapką.
Tomasz Keller: (przerażony)
Z kanapką ?! Nie, nie! (wyciera usta) Stoje właśnie obok jednego
z najbardziej utalentowanych zawodników młodego pokolenia, znany jako
mistrz przestworzy…
Aero (wchodząc
mu w słowo): Dość tych głupot.
Tomasz Keller (zdziwiony):
Że co, proszę?
Aero: Musi
dotrzeć do ciebie fakt, że osoba, którą zamierzałeś
przedstawić i ta, z którą właśnie rozmawiasz są dwiema
oddzielnymi personami. Będąc dokładniejszym – ta pierwsza
umarła, nie istnieje już. Została ta druga, pozbawiona
błędów i prezentująca sobą zupełnie nowy poziom.
Poziom, pozwalający na osiągnięcie sukcesów, o których poprzedni
Aero nie śmiał nawet marzyć…
Tomasz Keller: To
znaczy, że nie będzie już podniebnych akcji podwyższonego
ryzyka, które przysporzyły ci tylu fanów?
Aero (zimnym,
beznamiętnym głosem): Czy sympatią można nazwać
oklaski dla wytresowanej małpy robiącej zabawne fikołki ku
uciesze bezmyślnej gawiedzi? Tym właśnie byłem dla
wszystkich tak zwanych „fanów” – cyrkową małpą. Ale ten czas
minął. Nadeszła pora, żebym to ja się bawił, nie
tylko kosztem was, ale i swoich przeciwników. The Technical sprawi, że
zaczniecie okazywać mi szacunek, na jaki w pełni zasługuje.
Tomasz Keller: The
Technical? Czy to znaczy, że całkowicie zmieniasz swój styl i
repertuar ciosów? Muszę przyznać, że to dość ryzykowne
posunięcie.
Aero: Tylko dla
tych, którzy ośmielą się stanąć naprzeciw mnie w
środku kwadratowego pierścienia. (Podnosząc zaciśnięte
pięści do komary) Mógłbym powiedzieć, że moją
największą bronią są moje pięści, ale nie
zrobię tego. Bo moją największą bronią jest
własne ciało każdego rywala. Kości, które mogę
złamać na dziesiątki sposobów, kończyny, które mogę
wyrwać z stawów jednym ruchem i mięśnie, które mogę
naciągnąć do bolesnych granic ich możliwości. To
wszystko prowadzi do jednego i zawsze tego samego finiszu – klepania w
matę, jak najszybciej się da, jak najmocniej się da…
Tomasz Keller: Huh, faktycznie – spoważniałeś… Ale i tak muszę powiedzieć, że niezły smutas z Ciebie… Dla Blood Guts Wrestling, na specjalne życzenie Aero – Tomasz Keller.
PROMO
Widać stojącego pod ścianą Anthonyego
Saint Michaela…
Anthony Saint Michael: Tyczy się to tych, który jeszcze tego nie wiedzą… Nazywam
się Anthony Saint Michael i przybyłem prosto z najgorszego miasta,
jakie postanowiono na tym świecie – Bristolu…
Na powierzchni ściany pojawia się wizerunek
wspomnianego miasta. W ciągu następnych kilku sekund w paru
ujęciach pokazano jego nocną panoramę oraz ujęcia
nakręcone na co mniej ciekawych ulicach…
Anthony Saint Michael: Nauczycielką życia była dla mnie ulica, a sprawdziany
przyjmowały formę obitych ryjów tych, którzy mieli to
nieszczęście stanąć mi na drodze. W przeciwieństwie do
tych wszystkich studencików, ja z wyuczonych lekcji wyniosłem coś wartościowego,
a może i najcenniejszego – szacunek.
Tym razem na ścianie pokazywane są różne
akcje z treningów treningów meczy rugby, w których Anthony miał
okazję brać udział.
Anthony Saint Michael: I ponownie musiałem go zdobyć na boisku. Nie kopiąc szmacianą
kulę, ale zdobywając kolejne jardy swoją siłą,
umiejętnościami i sprytem. I zasłużyłem na niego w
pełni – każdym przyłożeniem, każdym powaleniem
przeciwnika. Wszyscy wiedzieli, że jestem najlepszy w tym, co robię…
Na ścianie ukazuje się logo Bloody Guts Wrestling…
Anthony Saint Michael: Nadszedł czas, by wszyscy fani wrestlingu przekonali się, kto najbardziej zasługuje na ich szacunek i dlaczego jest to właśnie… Anthony Saint Michael…
*****
Realizator ukazuje widzom szybkie
ujęcie podziemnego parkingu, na który wjechało właśnie
sześć więźniarek na krakowskich tablicach rejestracyjnych.
*****
Przenosimy się na zaplecze
gdzie Venomous przemierza korytarz prowadzący do jego szatni. (cheer)
Kiedy jest już całkiem niedaleko zauważa, że ze znajomych mu
drzwi wyłania się postać Tony’ego Jonesa. Wrestler z
zagipsowaną nogą, trzymając w ustach jointa i opierając
się o kulę, majstruje coś przy swoim rozporku. Ven zaniepokojony
tym najściem przyspiesza kroku i momentalnie staje obok TeeJay’a.
Venomous: Szukasz czegoś?
Tony Jones: (jakby nie
słysząc pytania) ... kurwa, Zalewski też tu występuje ?
Venomous: Kto ?
Tony Jones: (nadal nie
słysząc pytania) ... wybacz stary, że wszedłem w butach,
ale rozumiesz, z tym balastem ciężko by mi było zajść
do kibla.
Ven ani nie pochwala zachowania
swego kolegi po fachu, ani go nie potępia. Patrząc mu nieufnie w oczy
wchodzi do swej szatni i zamyka ją od środka. Tony uśmiecha
się jedynie szyderczo pod nosem i zaczyna dalszy, mozolny marsz przez
korytarz. Mija kilka sekund a z szatni jak oparzony wybiega Venomous i ciska
puszką Venomizera pod nogi TeeJay’a tak, że jej zawartość
rozbryzguje się we wszystkie strony świata, a następnie sam bez
słowa, z wyjątkowo agresywnym jak na siebie obliczem podbiega do
Tony’ego chwyta go za koszulkę i przyciągada do siebie.
Tony Jones: (z pokorną
miną) Stary, uderzysz kalekę ?! Nie rób tego!
Venomousem zaczynają
targać poważne wątpliwości, po kilkunastu sekundach gniew
znajduje gdzieś swoje ujście, The
Poison of BGW uświadamia sobie, że tak
robić nie wypada, puszcza Tony’ego, obraca się... i otrzymuje
potężne uderzenie kulą wprost w głowę!!! (ogromny heel
heat na hali)
Tony Jones: Udziel
pierwszeństwa skurwielu!
TeeJay sprzedaje jeszcze kilka
uderzeń swej ofierze, do chwili aż kula wygina się na tyle mocno
iż nie nadaje się już do użytku.
Tony Jones: (przez śmiech) ...
i jeszcze ten slogan – niepełnosprawni, czy naprawdę
chciałbyś być na naszym miejscu?! (rzucając kipem w twarz
Vena) Sam sobie odpowiedz frajerze.
TeeJay wolnym krokiem, przy
akompaniamencie heel heatu publiki zaczyna się powoli oddalać, mija
róg korytarza za którym z gitarą w ręku stoi Izzy Nilsen, paląc
swoje ulubione, czerwone Lucky Strike’i!
Tony Jones: (wkładając
Izzy’emu zwitek banknotów do kieszeni koszuli) Tego było mi trzeba...
TeeJay odchodzi, a Izzy rzuca na
ziemię peta, chwyta swą gitarę i stojące w pobliżu
krzesło, a następnie z kamiennym wyrazem twarzy podchodzi do
zdruzgotanego Venomousa, siada nad jego twarzą i odgrywa w wersji akustycznej
Another One Bites The Dust – Queen.
Konrad Ochucki: Mówiłem,
że ten człowiek będzie źródłem kłopotów.
Bogusław Montana: Spójrz na tego
Venomousa.
Konrad Ochucki: (patrzy na
telebim) ... i ?
Bogusław Montana: Jakieś
wnioski?
Konrad Ochucki: Hm...
Bogusław Montana: Przypatrz
się.
Konrad Ochucki: Hm...
Bogusław Montana: Naprawdę
ręka cię nie świerzbi ?
*****
Aero vs Max Craven vs Armor King
Z głośników uderza Disturbed – Warrior, a pod
Titantronem pojawia się Armor King. Zawodnik w trakcie drogi do ringu spogląda
na publiczność zza maski pantery. Kiedy jest już w
pierścieniu wchodzi na jeden z narożników, jedną ręką
wskazuje na Titantron, a drugą markuje przecięcie gardła i
pokazuje kciuk w dół dla swych przeciwników.
Z głośników zaczyna napierdalać March of
the S.O.D/Sargent D w wykonaniu Stormtroopers of Death. W rytm utworu
migają białe światła, a z bramy wyłania się
postać Maxa Cravena. Murzyn niemal marszowym krokiem dociera do ringu i
przechodzi na jego prawą stronę, by wspiąć się na
apron. Po chwili tauntowania przechodzi między linami i wchodzi na
narożnik. Kilka sekund zajmuje mu rozglądanie się po
publiczności, w końcu zdejmuję swoja koszulkę i rzuca
wprost pomiędzy fanów.
Wreszcie
puszczony zostaje theme ostatniego zawodnika – Three Days Grace: Gone Forever.
Przez bramę przechodzi skupiony Aero, a zanim podąża jego
menager, Chris. The Thechnical pewnie wchodzi na ring, gdzie rozgrzewa się
po boksersku w swoim narożniku i zdejmuję swoją bluzę, by
oddać ja Chrisowi. Jeszcze kilka podskoków w miejscu i Aero jest gotowy do
stawienia czoła pozostałym oponentom.
W ringu na wchodzącego na arenę Aero czekają Max Craven i Armor King. Gdy najmniejszy zawodnik znalazł się w czterech narożnikach, przeciwnicy natychmiastowo natarli z clotheslinami, których Aero uniknął, odbił się od lin i trafił dropkickiem w kolana adwersarzy, po czym złapał głowy obydwóch pod pachy i próbuje wykonać podwójne DDT. Craven i King wstają z Aero wiszącym na ich karkach, po czym ciskają go na matę. Gdy "The Technical" leży trzymając się za plecy, Max i "Armor" stają przed sobą oko w oko, ścierając się klatami. Craven odbija się od lin, uderza w zamaskowanego zapaśnika Shoulder Tackle, lecz nie robi to na nim wrażenia. Anarchista ponownie odbija się od lin i znów próbuję z Shoulder Tackle, King nadal nie wzruszony (niewzruszony?). Zdenerwowany buntownik podjął trzecią próbę, lecz "The Pride of the Real Warrior" z ogłuszającym rykiem sam odbija sie od lin, obraca się i uderza Discus Clothesline! Zanim Craven zdążył choćby wstać, King uderzył na niego z pozycji stojącej moonsaultem, szybko podnosi do pionu i założył Rear Naked Choke. Gdy widać było, iż Max już powoli "odpływał", nagle przypominając o sobie od lin odbił się Aero i uderzył Spearem w obydwóch stojących zapaśników. Nie zrobiło to na ważącym ponad 100 kilo Armor Kingu - choć zabolało Cravena -, który puścił chwyt i zabrał się za Technicala. Goliat ringu Blood Guts kopie front-kickiem naszego Dawida w brzuch, chwyta za głowę i wsadza ją miedzy swoje nogi. King podnosi do góry ręce tauntując i podnosi Aero do powerbomba... Aero kontruje roll-upem i odlicza! 1... 2... MOONSAULTEM Z NAROŻNIKA TRAFIA CRAVEN!!!
Bogusław Montana: Eh… Liczyłem na element zaskoczenia.
Konrad Ochucki: Naprawdę?
Bogusław Montana: Tak. Liczyłem, że skończą szybciej niż reszta.
Konrad Ochucki: Niespodzianka!
Publiczność wiwatuje na cześć anarchisty, co widocznie dodaje mu sił. Podnosi on wrestlera z tygrysią maską, rzuca na liny i wykonuje Spinebustera. Może to przesądzić o wyniku meczu, King leżący w nienaturalnej pozycji podczas roll-upa musiał zdewastować swoje plecy. Max nie pinuje jednak jeszcze, lecz trafia Superkickiem we wstającego Aero. Zapominając o leżącym po Spinebusterze Armorze (dobra odmiana?), podnosi Aero, rzuca go na liny, pokazuje środkowy palec i częstuje Bicycle Kickiem. Max wchodzi na narożnik i tauntuje do publiczności, która odpowiada pozytywnie. Poświęca jednak im zbyt dużo czasu, gdy wstaje King i kopie w liny, przez co tauntujący nadziewa się kroczem na narożnik. Zamaskowane napaśnik wchodzi na pierwszą line trzymając Cravena do Powerbomba, jednak przez ból pleców nie udaje mu się go tak łatwo dokonać. Pomaga mu jednak Aero, który szybko wychodzi na apron, odbija się slingshotem od lin i łapiąc Maxa za kark robi z Kingiem Powerbomb/neckbreaker combo! Publiczność mocno dopinguje, gdy trzej uczestnicy meczu leżą zmęczeni na macie. Pierwszy wstaje Aero, łapie powoli anarchistę i podnosi go. Craven jednak nie daje się i uderza pięścią Technicala, po czym wykonuje na nim T-Bone Suplex! Anarchista znów panuje w ringu i tauntuje, jednak na hali pojawia się Jimmy Hendrixon! Podchodzi on pod ring, jednak nie wchodzi na apron. Max podchodzi w jego kierunku zbliżając się do narożnika, co było okropnym błędem - Aero łapie go za głowę, wbiega narożnik i próbuje Sliced Bread no. 2! Ale nie! Gdy Technical był w powietrzu, ARMOR KING ZEPCHNĄŁ GO POZA RING!!!
Konrad Ochucki: O mój Boże! Mam nadzieję, że nie zakończy się tu jakąś kontuzją!
Bogusław Montana: Ja natomiast nie miałbym nic przeciwko.
Konrad Ochucki: Nie masz serca.
Bogusław Montana: Ja nie mam serca ?! Spójrz co on robił przez całą walkę. Techniczny wrestling to najgorsze co się światu ptrzytrafiło zaraz za pro wrestlingiem.
Podczas gdy publiczność skanduje “o-kur-wa!
o-kur-wa!”, Armor znów wpycha Craven w narożnik, rycząc chwyta go za
pas, wykonuje przewrót w tył i german suplexa - Chaos Theory anarchisty!
King nie odlicza przeciwnika, lecz podnosi go na kolana, odbija się od lin i dopełnia
formalności Shinning Wizardem! 1... 2... 3! (zwycięzcą i
finalistą turnieju o BGW Shockwave jest Armor King)
Konrad Ochucki: A więc jednak Armor King!
Bogusław Montana: Pokazał pazur.
Sędzia chce
dopełnić formalności, chwyta za rękę człowieka w
masce pantery, ale ten momentalnie ją wyrywa i nie bawiąc się w
jakieś ceremoniały opuszcza ring. W tym czasie poza areną walki
do siebie dochodzi Aero, wchodzi do pierścienia i zakłada
nieprzytomnemu Cravenowi Aero Special (Sharpshooter) !!! Arbiter, który
zdążył już opuścić ring natychmiast do niego wraca
i próbuje przerwać uchwyt, ale jest on zbyt silny! Master technicznego
wrestlingu domaga się od nieprzytomnego Maxa, aby ten tapował. Jak
jednak ma to zrobić kiedy nie może wykrztusić z siebie
słowa ? W niezręczności całej sytuacji jako jedyny na hali
zorientował się Neisan, który właśnie wybiega spod
Titantronu. Stojący przy ringu Hendrixon próbuje go powstrzymać,
bierze zamach krzesłem, ale sprytny Japończyk unika ciosu i kontruje
dropkickiem tak, że krzesło trzymane w ręku przez marksistę
uderza go w twarz. Wślizguje się na ring i przewraca szybkim
Clotheslinem wstającego Aero. Bez zastanowienia, ku wielkiej radości
publiczności wskakuje na narożnik i szykuje się do wykonania 450
splasha!!! Aero instynktownie wytacza się poza ring i trzymając
się za głowę ucieka w górę rampy, grożąc palcem
Japończykowi.
Bogusław Montana: Dlaczego ten człowiek wsadza swój żołty nos w polskie sprawy?
Konrad Ochucki: Jako jedyny zachował się przyzwoicie.
Bogusław Montana: Przypominam, że jeszcze godzinę wcześniej współczułeś mu wypadnięcia na ring.
Konrad Ochucki: Godzinę temu?
Bogusław Montana: Może trochę mi się dłuży, ale to nic nie zmienia. Jesteś po jego stronie. Wyrzuć z siebie złość na żółtka!
Konrad Ochucki:
Niestety zostałem poinformowany, że nie ma
już na to czasu.
*****
Tym razem kamerzysta postanowił
zafundować nam niespodziankę, nie wiemy gdzie się znajdujemy.
Obiektyw kamery zdołał objąć tylko
błyszczącą od potu postać Ricky’ego Banksa,
rozgrzewającego się przed walką serią dynamicznych pompek. Z
każdą kolejną sekundą mięśnie czarnoskórego
wrestlera stają się coraz bardziej napięte a oddech
cięższy. W pewnym momencie zawodnik przerywa rozgrzewkę i zrywa
się na równe nogi, kamerzysta robi stosowne oddalenie i wiemy już,
że znajdujemy się w jego szatni. Banksta jeszcze przez chwilę
rozgrzewa kark i z bojową miną opuszcza pomieszczenie.
*****
Już po raz drugi dzisiaj mamy
przyjemność gościć w gabinecie komisarza BGW. Prawdę
mówiąc niewiele się tu zmieniło od ostatniej wizyty, prócz tego,
że na biurku zapracowanego Nasa, oprócz sterty dokumentów
zauważyć można parujący kubek – najprawdopodobniej z
kawą. Idylla ta – zupełnie jak poprzednim razem – zostaje
zakłócona przez pukanie.
Nas Jazzowski: Wejść.
Drzwi się otwierają, a
wnętrze gabinetu wzbogaca się o jednego osobnika w stopniu oficerskim
z płytą w ręku.
Nas Jazzowski: Pan
porucznik... Proszę spocząć (wskazując na stojącą
przy ścianie sofę) mamy coś?
Jan Rejdych: Wszystko
pokrywa się z zeznaniami tego dupka Crasha.Kamera została zniszczona
5 min przed przewidywanem czasem ataku... Warto jednak zobaczyć co
zarejestrowała przed tym jak zaczęła gryźć glebę.
Porucznik wstaje i kładzie na
biurku komisarza płytę. Nas niezwłocznie uruchamia ją w
stacjonarnym odtwarzaczu DVD podłączonym do ekranu LCD i jak mogą zauważyć kibice
przebywający w okolicach ringu i przed halą – również do
telebimów.
Według zegaru umieszczonego w
rogu ekranu akcja rozpoczyna się około 15 minut przed prognozowanym
czasem ataku. Miejsce akcji to podziemny parking. Przez pierwsze
kilkanaście sekund przeciętny widz, nie będący
automaniakiem, nie znajdzie tu dla siebie nic ciekawego. Dopiero po pewnym
czasie, gdzieś w oddali zaczyna być słyszalny głośny
warkot silnika. Niemalże w tym samym momencie w obszarze obejmowanym przez
obiektyw pojawia się postać Vaclava. Mecenas extremy z puszką w
ręku, wolnym krokiem spaceruje sobie po parkingu. Nagle jednak, jego
spokój zakłócony zostaje przez przeraźliwy pisk opon, Vaclav
gwałtownie obraca głowę w prawą stronę i momentalnie
odskakuje unikając tym samym uderzenia z czarnym Mustangiem GT500 Shelby. Samochód się zatrzymuje, a
Hardcore Hero nieziemsko wkurwiony uderza rękami w maskę. Drzwi
pojazdu się otwierają, a z wnętrza wyłania się
postać Izzy’ego Nilsena.
Vaclav: (krzycząc) Mogłeś mnie zabić!
Izzy Nilsen: (zapalając spokojnie Lucky Strike’a) Nawet wtedy nie miałbym wyrzutów sumienia (zaciągając się) a co dopiero teraz gdy do niczego nie doszło? (wypuszczając obłok dymu) Zabieraj ręce z maski.
Vaclav: (podchodząc do Izzy’ego) Chcesz mi coś powiedzieć?
Izzy Nilsen: Nie,
przecież to ty zawsze byłeś od mówienia… mistrz manipulacji.
Vaclav: Nadal nie rozumiem. Wjeżdżasz na ten parking jakby to był pieprzony tor NASCAR i omal nie zostawiasz ze mnie mokrej plamy (patrząc na swoje piwo) i zgniecionej puszki, a tego to już bym ci kurwa nie wybaczył. Rozumiem – lans, ciemne okulary, szybkie samochody i horda dziwek w bagażniku., znam to…
Izzy Nilsen: Znasz to ? Od kiedy to znasz ? Kiedy poznałeś ten smak ? Pamiętam, że niegdyś miałeś tylko jednego wyznawcę… Tylko jednego frajera, którego mogłeś prowadzać za nos. To był eksperyment, a ja byłem królikiem doświadczalnym. Sprawdziłeś, wdrożyłeś, a królik pozostał w klatce.
Vaclav: Mylisz się.
Izzy Nilsen: Mylę się? Nie, teraz mam sto procent racji. Teraz kiedy potrafię sam powiedzieć co jest dla mnie najlepsze. A wiesz co jest ? Kariera, World Title, a nie jakaś pierdolona czystość duchowa. Nawet gdybym miał być największą kurwą w tym fedzie osiągnę to co sobie postanowiłem. Nie szukam tu przyjaciół, rękę wyciągam tylko po to aby uderzyć.
Vaclav: (obracając się i odchodząc) Śmiało, możesz zrobić to teraz.
Izzy wyrzuca peta a na ekranie pojawiają się
zakłócenia, po których widać już tylko czarny ekran. W tym
też momencie, w zupełnie innej rzeczywistości, bo gabinecie
Jazzowskiego dzwoni telefon. Komisarz odbiera.
Nas Jazzowski: Tak… rozumiem… postaram się, ale nic nie mogę obiecać…. do usłyszenia. (odkłada słuchawkę) Istnieje szansa, że niebawem wszystkiego się dowiemy.
*****
Wprost z gabinetu Nasa Jazzowskiego przenosimy się
na korytarz z drugiej strony hali. Zobaczyć tu możemy siedzącego
na krześle Venomousa opatrywanego przez urodziwą
pielęgniarkę. W momencie gdy kobieta, po wcześniejszej
dezynfekcji nakleja mu na rozciętym czole plaster, w obrębie
obiektywu pojawia się postać Ricky’ego Banksa. Czarnoskóry zawodnik
pewnym krokiem przemierza korytarz bawiąc się przy tym telefonem
komórkowym. Nie traci jednak należnej w świecie wrestlingu
czujności. Widząc Venomousa przystaje na moment i spogląda na
niego z wyraźnym rozbawieniem.
Venomous: Coś cię śmieszy ?
Ricky Banks: Widzę, że forma dopisuje.
Venomous: W zupełności wystarczy aby skopać
ci dupę i udac się na godzinny jogging.
Ricky Banks: Z nowym smakiem Venomizera może być ci
ciężko. (tłumi śmiech) Chyba, że producentem
będzie koleś z cukrzycą.
Poison of BGW nie mogąc znieść drwin ze
strony oponenta energicznie zrywa się z krzesła i
potrącając lekko pielęgniarkę staje oko w oko z rozbawionym
Bankstą.
Ricky Banks: Spokojnie, zachowaj werwę na walkę, to
już za kilka minut. Tym bardziej, że to między nami zapadną
ostateczne rozstrzygnię....
Banksta nie zdążył dokończyć
zdania, bo coś nim mocno zachwiało. Tak mocno, że ściskany
w ręku telefon upadł na ziemię. Czarnoskóry zawodnik w pierwszej
kolejności spogląda właśnie na swój ulubiony gadżet, a
dopiero potem podnosi wzrok do góry i staje oko w oko z Anthonym Saint-Michelem!
Anthony Saint-Michel: Myślę, że boleśnie przejedziecie się na swoich prognozach. Porzuciłem rubgy, bo byłem najlepszy, nie mogłem być głodny sukcesów, bo się nimi przeżarłem, nie miałem skąd ich brać, bo taca była pusta. To samo zamierzam zrobić tutaj, brać sukcesy jak ze szwedzkiego stołu. Jeśli, któryś z was wie co to pride, to niech lepiej schowa swoje ambicje do kieszeni i nie próbuje wyciągać rąk po ten pas.
Ricky Banks:
(spoglądając raz na telefon raz na
Saintana) Nie chcę cię martwić, ale jestem podirytowany. Jestem
podirytowany co oznacza mniej więcej tyle, że dopóki będę w
tej federacji twoje sukcesy będą skromniejsze niż kontrakt w
szkockiej lidze.
Anthony Saint-Michel: Chcesz mi to już udowodnić ?! Tu i teraz ?!
Wrestlerzy
zaczynają zbliżać do siebie na niebezpieczną
odległość. Ochroniarze Saintana, towarzyszący mu w drodze
na ring są już w pogotowiu, podobnie jak Venomous, który na wszelki
wypadek ponownie wstał z krzesła. Nagle nerwowa atmosfera
rozładowana zostaje przez dźwięk pękającego
szkła. Niestety tylko na chwilę, bo po kilku sekundach powraca ze
zdwojoną siłą. Zarówno Banks jak i Saintan spoglądają
na ziemię gdzie widać czyjąś stopę
miażdżącą telefon Banksty. Niemal jednocześnie
podnoszą wzrok, aby sprawdzić kto jest właścicielem nogi,
kamerzysta podąża razem z nimi i ukazuje szyderczo
uśmiechniętą twarz Izzy’ego Nilsena.
Izzy Nilsen: Ups… Znowu coś popusłem? (patrząc na Venomousa) To już drugi raz dzisiaj.
Banks bez
żadnego ostrzeżenia przyciska Izzy’ego do ściany. Świta
Saintana chce reagować, ale rugbysta zdecydowanym ruchem dłoni ich
powstrzymuje.
Ricky Banks: (wskazując na zmiażdżony telefon) Mógłbym teraz zrobić to samo z tobą, ale załatwimy to tak jak zostało ustalone – w ringu.
Banksta puszcza
Izzy’ego i bez słowa udaje się w kierunku korytarza prowadzącego
do ringu. Saintan i Venomous również nie ulegają perspektywie
spuszczenia łatwego wpierdolu udając się w tym samym kierunku co
czarnoskóry zawodnik.
*****
Teleportujemy się na korytarz
przed gabinetem szefa ochrony Blood Guts Wrestling – porucznika Jana Rejdycha.
Zobaczyć tu można ponad dwudziestu dobrze zbudowanych
mężczyzn stojących pokornie w dwuszeregu. Wymieniają oni
między sobą szepty, być może na tematy powszechnie
uważane za kontrowersyjne lub gorszące, bo kiedy z drzwi naprzeciwko
wyłania się postać porucznika wszystkie dyskusje momentalnie
milkną, a pracownicy bez koniecznej komendy stają na
baczność.
Jan Rejdych: Nazywam
się Jan Rejdych. Dla was porucznik Rejdych. W życiu wierzę tylko
w dwie rzeczy – dyscyplinę i niewiarę w Boga. Jeśli macie w
sobie jeszcze jakiejś jej cząstki to gwarantuję, że pod
moimi skrzydłami się ich wyzbędziecie. Głęboko
wierzę, że nie ma w tym wszechświecie osoby, która decdując
o waszym losie uczyniłaby was moimi podwładnymi. Jeśli jednak
istnieje taki skurwiel to możecie mieć pewność, że
jestem gorszy, o wiele gorszy...
Porucznik zaczyna przechadzać
się dostojnie przed swym oddziałem.
Jan Rejdych: Od
dziś wzystko co robicie wymaga
mojego pozwolenia. Nie wolno wam się odzywać, płakać ani
podrapać po jajach. O ile w ogóle coś takiego posiadacie moje panny!
Nie jesteście tutaj z przypadku, jesteście tu bo jesteście
pierdolonymi frajerami, którzy dali się złapać na swoich
wykroczeniach. Jesteście pierdolonymi złodziejami, dilerami i
stręczycielami, którym z chęcią poucinałbym łapy,
gdybym miał 40 lat mniej i ciągle to samo, wrażliwe,
młodzieńcze serce. Zestarzałem się, skurwiałem i teraz
w zamian za swoją kartotekę dostaniecie ode mnie pieniądze.
Coś bez czego zdechlibyście z głodu, coś czego nie da wam
żaden pierdolony kapitalista.
Ponownie staje przed oddziałem.
Jan Rejdych: Nie
nawrócę was na właściwą ścieżkę. Macie
iść za mną, drogą, która prowadzi prosto do
potępienia. Możecie się zabić, ale wiedzcie, że nigdy
mi nie uciekniecie, a wasze matki, wyleją ocean łez patrząc na
to co zrobię z waszymi zwłokami. Znajdę was wszędzie i nie
zdążę przez ten czas spalić więcej niż jednego
papierosa.
Podchodzi do jednego z
mężczyzn i patrząc mu głęboko w oczy kontynuuje
przemówienie.
Jan Rejdych: Jeśli
posiadacie jakieś kobiety radzę jak najszybciej o nich
zapomnieć. To zimne materialne suki, którym nie możecie
zaoferować nic więcej prócz swoich skurwiałych serduszek. Kutas
i cała reszta są własnością Blood Guts Wrestling! A
Blood Guts Wrestling wymaga od was dyspozycyjności 24 godziny na
dobę. Jeśli wam to nie odpowiada możecie go sobie
odgryźć, wsadzić w butelkę, wrzucić do kibla i
liczyć, że kanalizacja nie zawiedzie i pokwitują odbiór zanim
zdechną z tej tęsknoty na AIDS.
Tym razem porucznik zatrzymuje
się przy mężczyźnie z dłuższymi, luźno
opadającymi na twarz włosami.
Jan Rejdych: W tym oddziale
stanowicie jedność. Chociaż jesteście tylko kupą gówna
to jednolitą. Nie chcę kurwa widzieć pojedyńczych bobków w
szalikach Arki Gdynia czy z irokezami na łbach. Macie być jednolici i
skromni jak strój starego kapucyna.
Jeśli przy kolejnym widzeniu zobaczę na waszych głowach te
piękne puszyste włoski czekające na wspinaczkę księcia
z białym rumakiem, to kurwa gwarantuję, że przy następnej
wizycie ten homonarcha będzie musiał się przeprawiać przez
pierdolone szambo! Bo za każdym razem idąc do kibla zamiast szarego
papieru, który podrażnia moją oficerską dupę będę
brał delikwenta za łeb, włączał punk fm i czekał
aż machając głową w rytm tego ścierwa wyczyści
mój rów na błysk.
Porucznik po raz kolejny oddala
się od swego oddziału, stając frontalnie do niego.
Jan Rejdych: Wyraz waszych
mord mówi mi, że porozumienie pomiędzy nami zostało zawarte. Od
dziś jestem waszym sądem i jednoosobowym plutonem egzeucyjnym.
Liczę dziewczynki, że nasza współpraca nie będzie się
układać i będę miał jak najwięcej okazji, aby wam
dojebać. (dłuższa pauza) Na co czekacie barany?!
Doprowadzić się do porządku i za 6min widzę u siebie
(popada w zamysł) ciebie (wskazuje palcem na wcześniej już
widzianego mężczyznę z długimi włosami.
Odmaszerować!
Recydywiści bez zbędnych
pytań (których w końcu bez pozwolenia porucznika nie wolno im
zadawać) w tempie szybkim niż szybkie uciekają sprzed gabinetu.
Rejdych zachowując kamienny wyraz twarzy wyciąga z kieszeni swej
marynarki paczkę czerwonych Marlboro, odpala jednego i zaciąga
się głęboko, a następnie znika za drzwiami swojego
gabinetu.
*****
Bogusław Montana: Bardziej kompetentnych
ludzi do ochrony nie można było znaleźć...
Konrad Ochucki: Myślę, że porucznik Rejdych
dzięki swojemu doświadczeniu sprowadzi ich na właściwą
ścieżkę.
Bogusław Montana: Ja na twoim miejscu
schowałbym ten łańcuch. Na pierwszy rzut oka wygląda na
aluminium, ale oni nie mają tak bystrego jak oka. Dla takich debili takie
coś to magnez na wpierdol.
Konrad Ochucki: Ufam im.
Bogusław Montana: Ja na wszelki wypadek
zacznę nosić portfel w bieliźnie.
*****
Fatalny Kwartet, No DQ match
Ricky Banks vs Venomous vs Izzy Nielsen vs Anthony
Saint-Michel
Na arenia zaczyna grać Crystal Castles - Alice in
Practice, niemal równocześnie z głosem wokalistki na arenie pojawia
się Anthony Saint-Michel wraz ze swoimi towarzyszami. Z obłoków
sztucznego dymu jako pierwszy wyłania się Bunny, tanecznym krokiem
przewodzi grupie pięciu ochroniarzy tworzących klucz otaczający
Anthony’ego Saint-Michela. Po paru chwilach Saintan jest już w
pierścieniu, dynamicznie wskakuje na narożnik i podnosi
zaciśniętą pięść ku górze.
Z głośników uderza Stratovarius - The Kiss of Judas, a na Titantronie
pokazują się hasła "Venomus" i "Fell my
Venom" w kolorze zieleni, tą samą barwę mają
reflektory wirujące po całej hali. Po solówce gitarowej theme'u
światła się zapalają i podczas wybuchających
fajerwerek widać jak Ven stoi ze skrzyżowanymi na klacie ramionami a
ręce ma złożone w swe firmowe Vałki. W drodze do ringu
przybija fanom piątki, a kiedy już jest przy nim zdejmuje
koszulkę i rzuca nią w publikę.
Z
głośników dobiega Juelz Santana - Rumble, young man, rumble i przez
pierwsze kilka sekund nie dzieje sie nic więcej. Wraz z uderzeniem
pierwszego kicka na arenie wybuchają fajerwerki a na rampie pojawia
się Ricky Banks. Spokojnym krokiem wchodzi do ringu, staje na
narożniku i unosi w górę zaciśnięte pięści.
Jako ostatni
uderza Avenged Sevenfold – Nightmare, a pod Titantronem pojawia się
postać Izzy’ego Nilsena. Publika szaleje z wściekłości.
Zawodnicy w ringu spokojnie oczekują aż wróg publiczny nr 1 wejdzie w
końcu do ringu, co może potrwać dobrych kilka lat, bo
wrestlerowi wcale się nie spieszno do zebrania wpierdolu od trzech
osiłków, aby go uniknąć nauczył się nawet nowych
zwyczajów wobec publiki, próbuje uciąć sobie z nimi
pogawędkę, zbić kilka piątek, ale ta nie zmieniła
swego nastawienia do niego i buczy niemiłosiernie. Jako pierwszy
cierpliwość stracił Saintan, chwyta stojącego w narożniku
kendo sticka i zaczyna zmierzać w kierunku Izzy’ego. Nilsen lekko się
stresuje przez co traci swój cały szacunek i jednemu z nich, jednoznacznym
gestem każe wypierdalać z krzesła. Ten czyni to posłusznie
a Black Wings przeobraża je w groźną broń i wychodzi na spotkanie
z rugbystą. Saintan bierze zamach, ale Nilsen unika ciosu i przypierdala rywalowi tak potężnym chair shotem,
że krzesło na dobre pozostaje na jego szyi.
Bogusław
Montana: Do twarzy mu.
Konrad Ochucki: Nie spodziewałem się tego po Izzym.
Bogusław Montana: Takiego wyczucia stylu?
Konrad Ochucki: Takiej agresji.
Jeśli Ochucki takiego chair shota nazwał zachowaniem agresywnym to jak nazwałby obecne zachowanie Izzy’ego. Twój personalny koszmar zachęca resztę oponentów do przybycia w to samo miejsce co rugbysta, a w ramach zachęty uderza kilkukrotnie Anthony’ego przejętym kendo stickiem. Banks i Venomous choć zdenerwowani nie dają się ponieść emocjom i zapraszają oponenta do ringu. Ten jednak nie zamierza negocjować. Stawia stopę na krzesło tkwiące na szyi rugbysty i uciskając jego krtań z szerokim uśmiechem spogląda w kierunku ringu zadając reszcie przeciwników retoryczne pytanie “Ile wytrzyma?”. Czara goryczy się przelewa. Ricky wychodzi z ringu, wyjmuje spod niego dwa krzesła, rzucając jedno z nich Venowi. Zawodnicy biegną sprintem w kierunku Nilsena. Ten broni się dzielnie, najpierw wymierza Venomousowi uderzenie kendo stickiem między oczy, a następnie sam pada powalony chair shotem prosto w twarz. Banks za swoim dzielnym zachowaniem generuje ogromny cheer. Wymierza Izzy’emu jeszcze kilka uderzeń krzesłem, a widząc, że martwy do tej pory Saintan odzyskuje przytomność, daje mu możliwość, podaje zawodnikowi krzesło podczas gdy sam podnosi Nilsena w pozycji gotowej do chair shota. I chair shot faktycznie pada, ale na twarz Banksa! (heel heat) Anthony dopada do czarnoskórego zawodnika i podczas uderzania otwartą dłonią w tył głowy szepce mu coś na ucho.
Konrad Ochucki: To było do przewidzenia!
Bogusław Montana: Czy Ricky Banks jest Rosjaninem?
Konrad Ochucki: (patrząc na swojego partnera zdziwionym wzrokiem) Nie.
Bogusław Montana: Czyli ten telefon nie był detonatorem bomby jądrowej?
Konrad Ochucki: Nie.
Bogusław Montana: Czyli mogę być spokojny, bo twój mózg nie wybuchnie zalewając mnie falą wiedzy o wrestlingu ?
Saintan chwyta za głowę murzyna i ciągnie go w kierunku ringu. Tymczasem na rampie do życia dochodzi Venomous, podnosi Izzy’ego i bez większego trudu serwuje mu DDT w dół rampy! Pin 1…2… kick out! To byłoby zbyt szybkie, zbyt łatwe. Poison of BGW ponownie stawia oponenta na dwie nogi po czym prowadzi go w kierunku ringu. Tam natomiast dzieje się wiele ciekawego, bo oto Saintan ustawił Banksa obok przed stojącym w narożniku stołem, owiniętym drutem kolczastym, a teraz szykuje się do wykonania Charge… przez co sam rozbija się o blat po tym jak Ricky sprytnie uniknął ciosu! Rugbysta jest zaplątany w drut kolczasty co momentalnie wykorzystuje czarnoskóry oponent, kopie go w brzuch i łapie w pozycji do Torture Racka! Drut kolczasty jeszcze mocniej wbija się w ciało Tone’a, a ten mimo, że przyzwyczajony do krwi, łez i potu, cierpi niemiłosierne katusze. Jest blisko zwątpienia, uwalnia rękę w celu poddania… i zostaje uwolniony przez Venomousa, który powala Banksa potężnym Dropkickiem z najwyższej liny! Ten pada, ale nie traci świadomości. Zdziwiony patrzy na Vena, którego do tej pory uważał za swojego sojusznika. Tymczasem za ringiem nieprzytomnego przestaje udawać (bo trwało to zdecydowanie zbyt długo) Nilsen, wyjmuje spod pierścienia drabinę i usadawia ją pomiędzy barierkami a krańcem ringu. Na samej arenie walki, Venomous jest panem i władcą, whipuje Saintana do narożnika, następnie nakłada mu na głowę kubeł na śmieci i naciera z Venomus Splashem! Pin 1…2… Banks przerywa!
Bogusław Montana: Zastanawiam się jaki był cel tego ciosu.
Konrad Ochucki: Venomous Splasha?
Bogusław Montana: Tak.
Konrad Ochucki: Z pewnością Venomous miał na celu osłabienie oponenta.
Bogusław Montana: Aha, to dlatego teraz miota się jak Robert D. na lotnisku w Vancouver?
Tak jak powiedział Montana – cios spowodował lekki uszczerbek na zdrowiu Vena. Chce on sobie poleżeć chwilę na ziemi, ale Banks, który przerwał pin mu na to nie pozwala, pcha go na liny i naciera z Clotheslinem! Poison of BGW nadal zachowuje przytomność umysłu, zatrzymuje się, naciąga najwyższą linę przez co Ricky wpada w łapy Izzy’ego, który niespodziewanie wykonuje na nim Wejście w koszmar (Diamond Cutter) ponad najwyższą liną!!! (o-kur-wa! o-kur-wa!) Banksta niczym z procy ponownie wpada do pierścienia, gdzie pinować zaczyna go Venomous! Pin 1…2… Izzy ściaga za nogę Adama Posępnego przerywając tym samym odliczanie. Sędzia nie jest zadowolony z zachowania Nilsena, dopada do niego i grożąc palcem przekazuje kilka krytycznych uwag. Nie zdąża jednak dokańczyć, bo swoje pretensje, poprzez Suicide Dive okazuje również Venomous! Zgarnia przy okazji Nilsena i obaj z impetem uderzają o barierki. Tymczasem w ringu do życia dochodzi Saintan, zdejmuje z siebie kubeł na śmieci i luźno kładzie go na głowę nieprzytomnego Banksa po czym wchodzi na narożnik i skacze owy przedmiot z Divining Leg Dropem! Pin 1…2…2,999 shoulder up!
Bogusław Montana: Kolejny… Dupę sobie poobijał, a efekt zerowy.
Konrad Ochucki:
Ależ Bogusławie! Był naprawdę
blisko zwycięstwa!
I nadal jest. Lekko kulejąc (bo wcześniejsza akcja miała też negatywne skutki) podchodzi do murzyna, podnosi go i próbuje wykonać Touchdown, ale ten zaczyna się niepokojąco szarpać. Jedno uderzenie łokciem, drugie, trzecie… W końcu Saintan odpuszcza, próbuje uspokoić oponenta Lariatem, lecz ten robi unik i niespodziewanie odpłaca się rugbyście Sitout Chokeslamem wprost na rozłożone krzesło!!! Pin 1…2…2,999 przerywa Izzy Nilsen Moonsaultem z trzymanym w ręku zwojem drutu kolczastego!!! Cała trójka zawodników zaczyna intensywnie krwawić. Sytuację postanawia wykorzystać Venomous, wchodzi na ring, obwiązuje nogi byłego rugbysty drutem kolczastym i zakłada Slowly Poison (Scorpion Death Lock)! Tone do tej pory niemal nieprzytomny pod wpływem bólu natychmiast na swoje nieszczęście odzyskuje świadomość. Próbuje uwolnić się z uchwytu przez co drut kolczasty jeszcze bardziej wżyna się w jego łydki. Desperacko czołga się w kierunku lin i łapie za nią, ale sędzia natychmiast uświadamia go iż w walce No DQ zasada rope break nie obowiązuje. Anthony nie zamierza się poddać, jeszcze przez chwilę się siłuje, ale nagle traci przytomność. Arbiter podnosi jego rękę do góry… opada… drugi raz… opada… trzeci raz… Venomous zwalnia uścisk powalony Lariatem ze strony Ricky’ego Banksa! Czarnoskóry zawodnik nie zwalnia tempa, chwyta Vena w pozycji gotowej do wykonania Cali Driver (Back to belly piledriver) i mimo oporu finiszuje ten cios na leżącej pomiędzy ringiem a barierkami drabinie! Próbuje zejść do pinu, ale zupełnie niespodziewanie zostaje powalony Chargem Anthony’ego Saint-Michela!!! Mniej więcej w tym samym czasie na narożnik wchodzi Izzy Nilsen i skacze na leżącego na drabinie Venomousa z Rock Star Press (Shooting Star Press)!!! Drabina pęka na dwie części a Black Wings przechodzi do pinu niemal równocześnie z Saintanem. Podwójny pin 1……2……2,999…Ricky Banks shoulder up!!!.......3 (zwycięzcą walki jest Izzy Nilsen)
Konrad Ochucki: (chwytając się w okolicach klatki piersiowej) Niesamowite starcie!
Bogusław Montana: Przydługie i przygłupie. Poza tym wynik oczywisty.
Konrad Ochucki: Spodziewałeś się zwycięstwa Izzy’ego?
Bogusław Montana: Spodziewałem się przegranej Venomousa
Konrad Ochucki: Walczył dzielnie.
*****
Prosto z parkingu przed halą lądujemy
w gabinecie Komisarza BGW. Nas powoli przygotowuje się do swej walki.
Uściślając – regeneruje siły, siedząc w fotelu i
patrząc na tykające wskazówki zegarka, zawieszonego ponad drzwiami.
Idylla ta nie trwa zbyt długo, nagle drzwi otwierają się z
hukiem, a oczom zaskoczonych widzów i Komisarza ukazuje się Vaclav!!!
(mega cheer)
Vaclav: Gdzie jest qrwa bar ?!
Mecenas Extremy nie wygląda
zbyt dobrze, na głowie ma niedbale zawiązany bandaż lekko
przesiąknięty krwią a pod jego okiem wszystkimi kolorami
tęczy mieni się soczysty siniak.
Vaclav: ... Nie o taki wrestling walczyliśmy Nas! Musimy być
Max jak Marvel, rzeczywistość bez piwa i z kawą w
filiżankach sprawia, że czuję się jak członek Korpusu
Zielonej Latarni.
Nas Jazzowski: (nie może
wyjść ze zdumienia) Nie powinieneś być w szpitalu ?
Vaclav: (włączając
wodę w czajniku) A uwierz mi Nas, to nie jest przyjemne uczucie, zapytaj
Venomousa, widziałem jak wynosili go na noszach. Oni od zawsze
zbierają wpierdol.
Nas Jazzowski: (łapiąc
się za głowę) Kolejny...
Vaclav: (sypiąc do
szklanki kawę) Nie ufam lekarzom, ja mam swoje metody leczenia i recepty
na lepsze samopoczucie, ale qrwa widzę, że w tym fedzie nie ma ich
gdzie zrealizować, bo nie zadbałeś o stosowną aptekę!
Nas Jazzowski: Jesteś w
stanie walczyć?
Vaclav: (zalewając
kawę wrzątkiem) No ba! Co prawda da się odczuć pewne braki
promili w baku, ale jestem tu po to, żeby dawać ludziom extremę!
Nas Jazzowskim: W tym stanie o
żadnej extremie mowy być nie może.
Vaclav: (upuszczając z
wrażenia szklankę z kawą na ziemię i uderzając z
impetem pięścią w biurko Nasa) Posłuchaj... pozbawiasz mnie
wszystkich atutów, kawy, piwa i extremy. Spójrz na mnie! (pokazuje na
swoją głowę) Łajza, która mi to zrobiła musi
zapłacić najwyższą cenę, a nie wystawię mu
stosownego rachunku podczas technicznych wygipusów.
Nas Jazzowski: (podnosi
się lekko i zaczyna patrzeć w oczy Vaclava) Wydaje mi się,
że coś ci się pomyliło... Nie działamy już na
stopie partner – partner, choć moja sympatia do ciebie wcale nie
zmalała. I to właśnie przez tą sympatię nie
będę cię narażał na kolejne urazy.. chcesz się
zemścić? Proszę, zrób to, ale na moich warunkach. Nazwijmy
tą walkę Koncesja match. Jeśli wygrasz dam ci to czego chcesz –
bar, który będziesz mógł sam zaopatrzeć. Przegrasz...
Vaclav: (obraca się i
zmierza w kierunku wyjścia) Nie musisz dokańczać...
Mecenas Extremy lekko podkurwiony ,
szybkim krokiem opuszcza gabinet Nasa przez co nie patrzy pod nogi i
potężnie uderza w coś na korytarzu. Kamerzysta
błyskawicznie pokazuje podłogę, na której
leży Seba! (mega cheer)
Seba: (wręczając
Vaclavowi puszkę Perły) Chcesz łyka?
*****
Bogusław Montana: Co za niesamowity debiut!
Konrad Ochucki: Nie mogę uwierzyć! Vaclav będzie
dziś walczył!
Bogusław Montana: Mówiłem o Sebie.
Konrad Ochucki: Rozumiem. To znaczy, nie rozumiem. Nie znasz
Vaclava a znasz Sebę?
Bogusław Montana: Golfa też nie
oglądam a Tiger Woodsa znam. Legendy są wszędzie.
*****
Przekaz z kamery czarno-białej.
Jakość poniżej krytyki. Możnaby pomyśleć iż
BGW od początku swej działalności bawi się w cięcie
kosztów. No właśnie – możnaby gdyby nie główna bohaterka
nagrania, mała dziewczyna z dwoma warkoczykami, w sukience z falbankami.
Najprawdopodobniej jest to przekaz z kamery fana, a jej operator jest zarazem
właścicielem ręki ściskanej przez dziewczynkę.
Dziewczynka: Ploszę pana, a czy pan
Vaclav nie nie będzie zły jeśli go obudzimy ?
Mężczyzna: Na ciebie moja panno ?! Na
ciebie nie sposób się gniewać.
Dziewczynka: Mama czasem się na mnie
denelwuje i wtedy mówi, że doplowadzam ją do szewskiej pasji. To
coś złego ?
Mężczyzna: Pasja? Doprowadziłem
ostatnio do sequelu... w mojej wersji rolę Chrystusa grał Vaclav... w
akcie 13 był bardzo wiarygodny... na dobrą sprawę reszta stacji
mogłaby się nie odbyć... jednak jestem zbyt skrupulatnym
reżyserem aby w tym kulminacyjnym momencie dokonać ostatniego
cięcia... spodziewajcie się kolejnych części.
Dziewczynka: (lekko zirytowana) Czy to
coś złego?
Mężczyzna: Czy coś związanego z
panem Jezusem i Vaclavem może być złe?
Dziewczynka: (popada w dziecięcą
zadumę) Kocham ich obu!
Mężczyzna: Ja też moja panno, ja
też... niczym Rakus i Borus utuliłem twego ulubieńca do snu...
wyglądał naprawdę słodko.
Dziewczynka: Pan naplawdę musi
być baldzo doblym kolegą Vaclava!
Mężczyzna: Najlepszym.
Dziewczynka: Daleko jeszcze? Nóżki
mnie bolą...
Mężczyzna: Już prawie jesteśmy
na miejscu.
Widoczny jest już kontener, w
którym znaleziono dziś pod galą Vaclava.
Mężczyzna: Teraz po cichutku, na
paluszkach, zrobimy mu niespodziankę.
Dziewczynka podekscytowana aurą
tajemniczości natychmiast zaczyna poruszać się na palcach. Kiedy
jest już przy kontenerze mężczyzna bierze ją na ręce i
podsadza do wieka pojemnika.
Dzieczynka: (smutnym głosem) Nie ma!
Tylko jakaś czelwona plama...
Mężczyzna: Jak to? (dłuższa
pauza) Pewnie poplamił keczupem pościel.
Dziewczynka: A mama mi zawsze mówi żeby
nie jeść w łóżeczku! (pauza, dziewczynka smutnieje)
Dlaczego pan Vaclav uciekł?
Mężczyzna: Za chwilę ci powiem,
ale najpierw w nagrodę za swoją wytrwałość dam ci
to...
Dziewczynka zaczyna się
ekscytować, a kamera z każdą sekundą robi coraz
większy zoom na jej rozbawioną twarz. Po chwili jednak następuje
nagły zwrot akcji i widoczne są jedynie czyjeś nogi.
Dziewczynka: Jaki śliczny misio!
W tle da się słyszeć
krzyk „Zuziu! Zuziu!”, kamera robi nagły obrót i zaczyna się
zbliżać do stojącej gdzieś w głębi parkingu,
zapłakanej kobiety.
Dziewczynka: Mamo, spójrz co dostałam
od tamtego pana!
Na twarzy kobiety oprócz łez
pojawia się wyraz przerażenia. Obraz ciemnieje, a transmisja się
urywa.
*****
Konrad Ochucki: Jestem lekko zaniepokojony tym video.
Bogusław Montana: Crash bawi się w porwania
małych dziewczynek, na to jest paragraf!
Konrad Ochucki: Nie wydaje ci się, że w
sprawie pobicia Vaclava jest dużo niejasności?
Bogusław Montana: Po co drążyć ten temat?
Crash się sfrajerzył, przyznał i być może ocalił
jakiegoś przypadkowego fana z czwórką dzieci, który od nadmiaru
wrestlingu postanowił zemścić się na Vaclavie.
Konrad Ochucki: Dlaczego Vaclav i Woods?
Bogusław Montana: Dlaczego Marek Rosiak, dlaczego?
Konrad Ochucki: To nie było zabawne.
Bogusław Montana: Nie miało być.
Konrad Ochucki: Nie mam ochoty z tobą
dyskutować, bo oto nadszedł czas na main event! Vaclav vs Crash.
Koncesja match! Już mam ciarki!
Koncesja Match
Z głośników wydobywa
się Editors – Papillon, a
światła w całej arenie gasną pozostawiając po sobie
ciemność od czasu do czasu przrywaną blaskiem białych
reflektorów. Z każdą sekundą staje się on coraz
intensywniejszy aż w końcu oślepia widzów, sytuacja ta trwa
maksymalnie sekundę po której na rampie zobaczyć można już
Crasha. Widzowie witają go ogromnym heel heatem. Reakcja ta nie robi
jednak na zawodniku żadnego wrażenia, z beznamiętnym wyrazem
twarzy, dostojnym krokiem zmierza w kierunku ringu i mniej więcej w
połowie tej drogi otrzymuje chair shota w twarz wprost z publiczności!
Kibice się obruszają a stający nieopodal ochroniarz natychmiast
rzuca się w kierunku z którego padł “strzał”… i momentalnie
zostaje powalony przez przeskakującego
ponad barierkami Vaclava! Mecenas extremy
błyskawicznie doskakuje do swej ofiary, uziemia go jeszcze kilkoma chair
shotami, a kiedy łapie zadyszkę wyjmuje z tylnej kieszeni swych
bojówek puszkowaną Perłę, stawia
na czole Crasha i z należną miłością do chmielu uderza
krzesłem w puszkę tak, że piwo się otwiera!
Bogusław Montana: Magia.
Konrad Ochucki: Vaclav
nie pierwszy raz pokazuje swoje nadzwyczajne umiejętności.
Bogusław Montana:
Jeśli wszystkie są tak ciekawe to może zainteresuje mnie jego
postać.
Vaclav jednym haustem, ku wielkiej
uciesze publiczność opróżnia większą
część piwa a to co pozostało oddaje stojącemu w
pierwszym rzędzie kibicowi, następnie chwyta za łeb Crasha i
ciągnie go w kierunku rngu gdzie sędzia Filip Borsuk już
oczekuje na rozpoczęcie pojedynku. Jednak Hardcore Hero jednoznacznym
gestem wypromowanym przez Kozakiewicza oznajmia arbitrowi, że z
pierścieniem mu nie po drodze. (cheer) Następnie krzyczy coś w
kierunku publiki, chwyta Insane One za rękę, whipuje go na barierki i
naciera z potężnym Superkickiem po którym Crash ląduje w gronie
rozradowanych kibiców. W dalszej kolejności Mecenas Extremy, po krótkim
tauncie sam dołącza do towarzystwa… i nadziewa się na low blow
ze strony półprzytomnego Crasha! Publika buczy niemiłosiernie,
ktoś ośmielił się nawet kopnąć łobuza w
kostkę, ale otwarcie się do tego nie przyznaje. Przebywający w
ringu sędzia nie za bardzo wie co robić, bo prawo dyskwalifikacji
można wdrożyć w życie dopiero po rozpoczęciu walki, a
ta nadal się nie zaczęła. Po kilkunastusekundach zawodnicy
powoli dochodzą do siebie, wstają powoli i rozpoczynają brutalny
brawl wśród publiczności, posuwając się przy tym w kierunku
wyższych rzędów – Vaclav… Crash… Vaclav… Crash… Crash… Crash. Insane
One zabiera od jakiegoś fana torbę po chipsach, zakłada ją
na głowę oszołomionemu oponentowi i krzycząc mu coś
wściekle do ucha zaczyna duścić tak mocno iż fani Vaclava
mogliby traktować to opakowanie podobnie jak chrześcijanie całun
turyński. Hardcore Hero szarpie się desperacko, ale Crash nie ma
zamiaru popuścić, mijają kolejne sekundy a Vaclav staje się
coraz słabszy, ruchy jego rąk są coraz mniej energiczne, kibice
choć przerażeni stanem zdrowia swego ulubieńca nie mogą
się zdobyć na nic więcej ponad odwrócenie wzroku… i nagle, w
najbardziej dramatycznym momencie torebka pęka, uwalniając bladą
jak syberyjska zima twarz Vaclava!
Konrad Ochucki: Odetchnąłem
z ulgą!
Bogusław Montana: Vaclav pewnie też.
Konrad Ochucki: Z
pewnością.
Mecenas Extremy łapczywie
łapie kilka ogromnych haustów powietrza i chce złapać jeszcze
parę lecz Crash trzyma rękę na pulsie i widząc jego zbyt dużą
aktywność atakuje Lariatem w tył głowy. Vaclav pada a krew
z jego wcześniej uszkodzonej głowy zaczyna sączyć się
na nowo zostawiając na włosach czerwone pasemka. Crash widząc
swoje dzieło uśmiecha się tylko delikatnie pod nosem, podnosi
Vacka i przyciskając jego głowę do ściany zaczyna
ciągnąć go w kierunku drzwi zostawiając na niej krwawe
ślady. Mniej więcej w połowie drogi orientuje się, że
to całkiem fajna zabawa i ściskając włosy Mecenasa Extremy
niczym pędzel zaczyna pisać na ścianie swoje imię. Około
“A” w nagrodę za swoją sztukę otrzymuje od Vaclava piękne
uderzenie łokciem prosto w twarz. Hardcore Hero natychmiast wykorzystuje
moment swojej przewagi, kopie go w brzuch przełamując tym samym
wszelki opór, a następnie każe widzom się rozsunąć i
serwuje Crashowi Powerbomb wprost na rozstawione krzesła.(o-kur-wa!
o-kur-wa! o-kur-wa!), jednak to jeszcze nie koniec, Vac nie pozwala nawet
oponentowi złapać się za plecy, podbiega do niego i w ramach
znieczulenia ofiaruje The Poison (Evenflow DDT) wprost na krzesło!
Cios okazuje się na tyle potężny,
że teraz fani Crasha (o ile tacy istnieją) mogą traktować
owo siedzisko jako relikt po swoim idolu. Wiemy też co jako relikt
może traktować jedna z fanek Vaclava, która z markerem w ręku i
na wpół odsłoniętymi piersiami prosi Dumę Lubelszyczny o
złożenie podpisu na swych cyckach. Z początku Vac jest
trochę zmieszany, ale jak wiadomo – fan rzecz święta więc
odmówić mu nie wolno nawet gdyby spełnienie prośby oznaczało
zmuszenie do pracy cenzora. Rozradowana kobieta przytula się do Mecenasa
Extremy i
niespodziewanie wbija mu swoje długie paznokcie w plecy ciągnąc
przy tym dłonie ku górze zostawiając głębokie, krwawe
ślady. W trakcie tych sadopieszczot jej mina przestaje być
przyjazna. Vaclav zdezorientowany chwyta ją mocno za włosy i
zauważa, że wzdłuż ramienia, które dotąd było
zasłonięte przez kruczoczarne włosy ciągnie się
wytatuowane – również na czarno - imię “CRASH”. Kobieta momentalnie
wykorzystuje moment zawahania Vaclava następując mu z impetem na
stopę swoimi szpilkami, a następnie nokautuje za pomocą Low
Blow. Psychofanka z gracją podchodzi do nieprzytomnego Crasha, czule
pieści go po głowie i klatce piersiowej a w końcu decyduje
się na namiętny pocałunek, trwający kilka długich
chwil. Reszta fanów nie klasyfikuje tego w ramach “Romantyczności”
Mickiewicza a raczej zwykłej nekrofilii i nagradza parę
potężnym buczeniem. Przykra sytuacja, ale kobieta nic sobie z niej
nie robi, po soczystnym pocałunku wkłada jeszcze jakieś
zawiniątko w rękę Crasha, zaciska je w pięści a
następnie wstaje i rozbudzając zmysły męskiej
części widowni swoim tyłkiem ewakuuje się pobliskim
wyjściem z trybuny.
Konrad Ochucki: Kto
to był ?!
Bogusław Ochucki: Urocza kobieta, owocem tego związku będą wspaniałe
“wypadki”.
Konrad Ochucki: To
byłaby najgorsza rzecz jaka przydarzyła się światu zaraz po
Hitlerze, Stalinie i…
Bogusław Ochucki: Pro Wrestlingu?
Zawodnicy leżą jeszcze
dobrych kilkanaście sekund i o dziwo jako pierwszy dochodzi do siebie
Obłedny Rycerz. Vaclav choć cały czas przytomny, nie da rady
wstać z powodu przeszywającego bólu… a jednak nie! To był blef,
momentalnie chwyta podchodzącego Crasha za nogę, przewraca na
ziemię i zakłada Sharpsootera! Insane One z początku wydaje
się przerażony, ale po chwili na jego twarzy pojawia się
przebiegły uśmiech i rzuca trzymanym w ręku prezentem od fanki
wprost w plecy Mecenasa Extremy! Ten jak oparzony zrywa uchwyt i zaczyna
przeraźliwie krzyczeć z bólu. Po zbliżeniu kamery udaje się
zobaczyć iż była to sól, która weszła w reakcję z ranami
na plecacach. Crash wyraźnie dumny ze swojego sprytu doskakuje do
oponenta, kopie go brzuch a następnie serwuje Head On Collision (Straight jacked
piledriver) wprost na jedno z krzeseł!!! (o-kur-wa! o-kur-wa! o-kur-wa!).
W dalszej kolejności usadawia wygodnie
głowę Vaclava na siedzisku a sam udaje się w kierunku, w którym
kilka chwil wcześniej poszła jego fanka. Zegar tyka, jednak Insane
One nie wraca, publika zaczyna nieśmiało podchodzić do Vaclava
sprawdzając jego puls i temu podobne sprawy. Nagle oczy wszystkich widzów
kierują się w górę, gdzie na jednym z balkonów widać Crasha
przygotowującego się do skoku na Mecenasa Extremy!!!
Wysokość dzieląca obu zawodników to dobre cztery metry. Kibice
zamierają z przerażenia, Vaclav nie musi zamierać, bo już
jest martwy, Insane One krzyczy “Doomsday’s coming”, a na arenia rozbrzmiewa
Kult – Poznaj swój raj!!! Spod Titantronu wyłania się Komisarz BGW co
sprawia iż publika na nowo zaczyna się radować.
Nas Jazzowski:
Sprawy posunęły się
zdecydowanie za daleko. Vaclav myślę, że dałeś
definitywny dowód tego iż dzikie brawle z twoim udziałem mogą
się zakończyć tragicznie... dla ciebie samego. I nie chcę
słuchać żadnych tłumaczeń po gali, nie chcę
cię widzieć w moim gabinecie proszącego o kolejną
dawkę Extremy. Umowa jest ciągle aktualna, a ta walka dopiero
się zaczyna! Tym razem w 100% na moich zasadach… aby wybić wam z
głowy idiotyczne pomysły wojażów po hali porządku wokół ringu będzie
pilnowało tych 8 dżentelmenów.
Za plecami Nasa pojawiają się wszyscy
uczestnicy Ośmiopak R*zpierdol meczu, trzymają oni w rękach
grube, skórzane pasy.
Nas Jazzowski: (wskazując
ręką na Fila) Doprowadź Vaclava na ring.. a ty (pokazując
na Crasha) jeśli marzysz o title shocie lepiej zejdź po schodach.
Na arenia ponownie uderza Kult – Poznaj swój raj, a
wszyscy zawodnicy pokornie wykonują przydzielone im zadania.
Niespełniony sumita zarzuca Vaclava na plecy i zanosi do pierścienia,
Crash o własnych siłach zajmuje miejsce w swoim narożniku a
reszta zawodników szczelnie izoluje okolice pierścienia. Rozradowany
wcześniej zapowiedzianą wizytą wrestlerów sędzia Filip
Borsuk nakazuje uderzyć w gong.
Bogusław Montana: Złe wiadomości, złe wiadomości.
Konrad Ochucki: Dlaczego?
W końcu ktoś zapanował nad tym bajzlem!
Bogusław Montana: Istniała realna szansa na to, że się pozabijają i
gala skończy się przed czasem.
Co oczywiste początkowa inicjatywa należy zdecydowanie do Crasha, który to podbiega do półprzytomnego Vaclava i zaczyna go brutalnie okopoywać, a następnie przyciska nogą jego głowę do maty i dusi go brutalnie. W tej sytuacji do interwencji zmuszony jest arbiter 1….2….3… Insane One odpuszcza, lecz tylko na moment. Błyskawicznie podnosi Mecenasa Extremy, whipuje go na liny i powala rozpędzonego oponenta Spinning headlock elbow dropem! Pin 1…2.. kick out. Po nieudanej próbie pinu ponownie podnosi słaniającego się na nogach Vacka i prowadzi go w kierunku narożnika o który kilkukrotnie przypierdala jego głową dla jeszcze skuteczniejszego zmiękczenia. Następnie z lekkim trudem sadza go na najwyższej linie i atakuje Frankensteinerem! Vaclav jednak niespodziewanie budzi się z letargu i kontruje owy cios w Powerbomba! Insane One próbuje się zapierać, kilkukrotnie uderza Vaclava w głowę, ale na niewiele się to zdaje, bo już chwilę później z impetem uderza plecami o matę! Pin 1…2… kick out. Vaclav łapie głębszy oddech, bierze rozbieg, odbija się od lin i naciera z Lionsaultem! Pin 1…2… 2,999 ponownie kick out!
Konrad Ochucki: Crash
jest nadczłowiekiem!
Bogusław Montana: Bez przesady.
Konrad Ochucki: Mało
kto by wytrzymał takie natarcie.
Bogusław Montana: Vaclav przekazał mu przez powietrze trochę promili. Zwiedczone
mięśnie czynią cuda!
Hardcore Hero wyraźnie nie może uwierzyć w wytrzymałość swego oponenta, tauntuje przez chwilę zachęcając publiczność do dopingu a kiedy ta spełnia jego prośbę podnosi Crasha i szykuje się do wykonania Otchłani Smutku! Insane One zdaje sobie nagle sprawę jak tragiczne jest jego położenie więc aby zmienić je choć w małym stopniu zaczyna się desperacko szarpać, czego efektem jest kontra w postaci niezbyt poprawnego technicznie Fireman’s Carry Slam. Akcja ta nie robi jednak żadnego wrażenia na Vaclavie, błyskawicznie zrywa się on na równe nogi i atakuje Superkickiem, który momentalnie zostaje skontrowany przez Crasha w Exploder suplex! 1…2… shoulder up. Obłedny Rycerz nie ma sił na kolejną akcję, w celu zregnerowania sił podnosi Vaclava, wyrzuca go poza ring gdzie stado debiutantów momentalnie dopada do Dumy Lubelszczyzny i brutalnie okłada pasami rozdrapując mu stare rany na plecach. Największe serce okazuje się mieć Filu, który dotąd stał z drugiej strony ringu i ze względu na swoją potężną masę przemieszczał się do części właściwej dość długo. Dopada on do reszty lumberjacków i nakazuje zostawić Vaclava w spokoju, a następnie sam wrzuca go do pierścienia, aby mógł kontynuować walkę. Władczy ton sumity wyraźnie nie przypada do gustu niektórym debiutantom, którzy najpierw coś do niego krzyczą a następnie sami zaczynają okładać pasami! W tym samym czasie w ringu Crash wchodzi na narożnik i skacze na Vaclava z Totally Crashed 450 Splash (450 splash)!!! Hardcore Hero jednak w ostatniej chwili się odsuwa przez co Obłedny Rycerz rozbija się o ziemię!!! Zawodnicy wstają, Vaclav kopie oponenta w brzuch i ponownie szykuje się do wykonania Otchłani Smutku, Crash stawia dzielny opór, ale jest on zbyt osłabiony… Vaclav trzyma go już we właściwej pozycji i nagle zostaje zamurowany, na Titantronie pojawia się TuanX !!! (reakcja publiki mieszana)
Konrad Ochucki: Chryste
Panie, co takiego ?!
Bogusław Montana: Kto to? Kolejny uprzejmy grubas?
Konrad Ochucki: Niestety…
Bogusław Montana: Dlaczego niestety? Nie polubiłeś fałd Fila?
Były zawodnik PCW zajmuje miejsce w fotelu
należące do Komisarza Nasa Jazzowskiego, a na jego ramieniu spoczywa
BGW World Title, biurko, które dotąd było składowiskiem
schludnie ułożonych dokumentów teraz jest upierdolone w ketchupie i
opakowaniach po frytkach z McDonaldsa.
Tuan: … ale kurwa nabrudziłem
(zgarniając zdecydowanym ruchem ręki cały syf z biurka) It’s Tee
Time! Miło was znowu widzieć moi (akcentując) DRODZY. To takie
przewrotne, bo pewnie połowa z was zostałaby moimi dziwkami gdybym
tylko złożył pokwitowanie na tej serwetce. (heel heat) Druga połowa
to mężczyźni… (jeszcze większy heel heat) Kocham te
gorące powitania… Moi goście zgodzili sie tu przybyć tylko pod
warunkiem takiej samej reakcji. Powitajcie ich! (wskazuje ręką przed
siebie)
Kamera robi odjazd do tyłu, a oczom widzów
ukazują się rozparty wygodnie w fotelu Tony Jones i siedzący
nieopodal niego, przywiązany do krzesła Nas Jazzowski. Usta komisarza
BGW zakneblowane są niedbale pogniecionymi banknotami stuzłotowymi
przez co nie może on z siebie wydobyć dźwięku innego
niż jęk. W tym samym czasie na ringu Vaclav puszcza Crasha z pozycji
do Otchłani Smutku i zaczyna biec w górę rampy. Sędzia Filip
Borsuk drugi raz nie daje się zrobić w balona i zaczyna odliczać
1….2….3....4
Tuan: Wasz komisarz
to kiepski biznesmen, do końca nie znał swojej ceny. A że
życie to nie pierdolone allegro, szybko odechciało mi się
licytować i wepchnąłem mu w morde tyle ile weszło
dorzucając przy tym wpierdol od tego człowieka (wskazując na
TeeJay’a) zupełnie gratis.
7….8.. Crash zaciera ręce, w których niebawem
będzie miał szanse znaleźć się World Title, z
gracją wchodzi na narożnik w celu świętowania swojego
sukcesu... ale jego napawanie się zwycięstwem zakłócone zostaje
przez grupę lumberjacków, którzy nie wiadomo dlaczego przenieśli
swoją zadymę na ring. Pan Borsuk ma ewidentnie dość,
nakazuje uderzyć w gong i przerwać ten kabaret. Vaclav jest już
na zapleczu, chwyta stojące na korytarzu krzesło i nadal biegnie w
kierunku gabinetu Nasa Jazzowskiego.
Tuan: Pewnie
zastanawiacie się kim do kurwy nędzy jest dzieciak, który ze
złamaną nogą bez większego trudu skasował waszego
herosa a potem uznał, że do pełnej regeneracji nie jest mu
potrzebna nawet jedna frytka. Nawet jedna!
Vaclav wchodzi już w ostatni zakręt po którym
czeka go długa prosta prowadząca do gabinetu komisarza.
Tuan: Przede
wszystkim ten dzieciak jest mój i to nie żaden slang. Wyobrażacie
sobie krew TeeRexa bez grama cholesterolu? Siedzi właśnie na tym
fotelu! Przez 18 lat patrzył jak rośnie moja legenda i od
początku chciał ją przerosnąć. I zapewniam was,
że już na starcie mu się to udało!
Vaclav dobiega do drzwi gabinetu Nasa, które obstawione
są przez 5 ochoniarzy.
Vaclav: Wpuście
mnie! Natychmiast!
Ochroniarz: Mamy
radykalny zakaz wpuszczania kogokolwiek do gabinetu pana komisarza. On sam
wydał to zalecenie w trosce o swoje bezpieczeństwo.
Vaclav: Posłuchaj
mnie, jego bezpieczeństwo jest zagrożone w tym momencie. Jeśli
mnie nie wpuścisz… (Vaclav przypierdala niewzruszonemu osiłkowi
błyskawicznego chairshota) Wpuścisz!
Natychmiast reszta ochroniarzy dopada do Mecenasa Extremy
próbując go obezwładnić przez co wywiązuje się
pokaźna zadyma.
Tuan: Po drugie, ale
niemniej ważne, ten człowiek to wasz obecny World Champ. (ogromny
heel heat)
Tuan rzuca swemu synowi pas dotąd trzymany na
ramieniu. Jazzowski widząc całą sytuację desperacko próbuje
rozerwać więzy, ale wygląda to dość nieudolnie i nie
jest efektywne.
TeeJay: Mój przekaz
będzie krótki i zwięzły. Nie przyszedłem tu żeby
szczerzyć do was moje śnieżnobiałe zęby ani
oglądać waszych parszywych, zdziczałych mord, które teraz
płaczą nad losem ukochanego komisarza. Uznałem, że
rozpierdolenie czegoś co się dopiero rodzi, wykonania aborcji na
planach BGW, będzie pięknym startem kariery, mam dwa cele –
pieniądze i władza, tą drugą zdobędę dzięki
złotku, które trzymam na ramieniu…
Na horyzoncie pojawia się szef ochrony – Jan Rejdych:.
Widząc brawl z udziałem swych podwładnych momentalnie dopada do
Vaclava, chwyta go za gardło i przyciska do ściany co ułatwia
ochroniarzom obezwładnienie wrestlera.
Jan Rejdych:: Mogę się
dowiedzieć co pan odpierdala ?
Vaclav: (dysząc)
Nas jest w niebezpieczeństwie… W poważnym niebezpieczeństwie.
Jan Rejdych:: Pan Komisarz nie
doświadczy niebezpieczeństwa do chwili gdy ja będę
odpowiadał za jego bezpieczeństwo.
Vaclav: W jego
gabinecie są dwie osoby, których wizyty z pewnością by sobie nie
życzył.
Jan Rejdych: W jego gabinecie nie ma żadnych osób, bo Pan Komisarz nie życzył sobie żadnych wizyt i to ja odpowiadam za to żeby jego spokoju nie zakłócił żaden Vaclav z żadnym pierdolonym krzesłem w ręku, który chce kwestionować wynik swojej walki!
TeeJay: … i
chcę żeby było kurwa jasne, do czasu gdy mi się wszystko
nie zrośnie niech żaden kmiot nie liczy, że otrzyma szansę
na wpierdol. Walki o World Title zostają zawieszone do… zapytam lekarza.
Nas słysząc ostatnie słowa po raz kolejny
się obrusza.
Tuan: Jak widać
nie każdemu odpowiada nowy porządek. Dlatego w celu zdobycia nowych
gruntów zastosujemy old schoolową metodę wypalania. Pozrów
żonę Nas.
TeeRex wsadza w usta jointa, zapala go a następnie
rzuca w kierunku Tony’ego złote Zippo. TeeJay powoli podnosi się z
fotela…
Jan Rejdych:: (podnosząc
głos) Śmiecie podważać moje metody zabezpieczania ?!
Strzelałem do tej hołoty na Pomorzu kiedy wy myśleliście,
że krzesło służy do siedzenia a nie napierdalania po
łbach! Zabrać go stąd, natychmiast! Natychmiast wyprowadzić
go z tej hali!
Vaclav próbuje jeszcze okazać jakiś opór, ale
jeden z ochroniarzy z zaskoczenia zakuwa go w kajdanki i na nic się to
zdaje. Wrestler asekurowany przez 5 ochroniarzy jest prowadzony w kierunku
wyjścia. Całą operację, swym czujnym ubeckim okiem
nadzoruje Rejdych.
Vaclav: (refleksyjnie)
Człowiek raz chce wejść za kotarkę i od razu go
wyrzucają.
TeeJay odpala Zippo i powoli zbliża jego
płomień do banknotów tkwiących w ustach Nasa. Jazzowski próbuje
się szarpać, a publika dzikim heel heatem odwieźć Tony’ego
od tego pomysłu. Jest już blisko, coraz bliżej, płomienie
lekko ocierają się o banknoty… I nagle
światła w całej hali gasną! W gabinecie rozlega się huk
wyważanych drzwi i kilka donośnych przekleństw. Szamotanina trwa
kilkanaście sekund, po których na wciąż czarnym ekranie pojawia
się logo BGW
i show schodzi z anteny.