Tym razem początek gali jest o wiele mniej elektryzujący niż przed tygodniem, kamerzysta nie podąża za żadną ze sprząteczek, na parkingu nie można znaleźć śladów krwi, w kontenerze na śmieci nie ma trupów. Nuda. Relizator zajmuje się tym do czego został wynajęty. Pokazuje gdańską Ergo Arenę z lotu ptaka. Ładny z niej budynek, a co najważniejsze pojemny. Według oficjalnych danych pomieścić może 15tys. widzów i po przeskoku do środka możemy się domyślać iż wszystkie, a przynajmniej większość biletów została wyprzedana. Nie podejrzewamy oczywiście, że BGW chcąc zapełnić trybuny rozdawała bilety za darmo godzinę przed galą. To nie w naszym stylu. No nic, koniec tych rozważań, czas powiedzieć co widzowie mają ze sobą, a tradycyjnie już są to transparenty. Pewnie podczas ostatniej gali też je mieli, ale ze względu na smutny początek nie mieli humoru aby nimi machać. Oto kilka z nich: „TeeJay oddawaj World Title”, „TeeJay – połamania nóg!”, „TeeJay w*pierdalaj”, „Venomous bądź zdrów”, „Będzie”, „Przeszedł urynoterapię”, „Co dalej? Koprofagia?”, „Vaclav! Vaclav!”, „Gdzie jest Woods?”, „Pewnie w sądzie”, „Rozwodzi się z żoną”, „Tiger?”, „Nie mam Tigera, to tylko pantera”, „Armor King! Armor King!”, „Nadchodzi era Armor Kinga”, „Marcowanie czas zacząć”, „Obfitego potomstwa”, „Jazzowski ratuj go, wysterylizuj”, „Odrobacz”, „Posadź przy kominku”, „Wybacz Vaclavowi”, „Gdzie jest qrwa bar?”, „Zwolnij Crasha”, „Chaotyczne te transparenty”, „Aero też”, „Dlaczego Aero?”, „Koniec ery Flying Mena”, „Szkoda”, „Rejdych Punk FM”, „Montana pozdrów Tony’ego”, „Którego?” itp. itd. Nie można przecież za długo podziwiać transparentów, kolejnym ujęciem jest stolik komentatorski przy którym zasiadają nasi ulubieni Konrad Ochucki i Bogusław Montana.

 

 

Konrad Ochucki: Witamy państwa na drugiej w historii gali R*zpierdolfest!

 

 

Bogusław Montana: Jak ty to wymawiasz?

 

 

Konrad Ochucki: Co?

 

 

Bogusław Montana: Rozpierdolfest z gwiazdką w środku.

 

 

Konrad Ochucki: Dykcja drogi kolego, dykcja.

 

 

Bogusław Montana: Nauczysz mnie?

 

 

Konrad Ochucki: Oczywiście.

 

 

Bogusław Montana: (uderzając dłonią w czoło) Nie zmieniłeś się przez miesiąc, nadal jesteś idiotą. Jestem gwiazdą Konradzie, jestem najjaśniejszym punktem tego stolika. Nie muszę sam siebie cenzurować. Roooozpierdolfest! Co nas dzisiaj czeka?

 

 

Konrad Ochucki: Otrzymuję informację, że odnośnie ostatniej gali ma zamiar wypowiedzieć się sam komisarz Jazzowski. Dlatego też na razie przenosimy się do ringu.

 

 

 

Na arenie uderza Kult – Poznaj swój raj, publika zaczyna się radować, a spod Titantronu wyłania się postać komisarza BGW. Nas ubrany w całkiem ładny, czarny garnitur przy nieustajacym aplauzie dostaje się do ringu, gdzie prosi jednego z techników o mikrofon.

 

 

Nas Jazzowski: (milczy) .........  Vaclav, wyjdź proszę.

 

 

Cheer wśród widowni jeszcze bardziej się nasila, co prawda na chwilę zostaje zagłuszony przez Pantera – „Walk”, ale dość szybko powraca ze zdwojoną siłą, gdy na rampie pojawia się Vaclav. Były EWF FTW champ robi kilka kroków w kierunku ringu, ale zdecydowany ruch dłoni komisarza BGW nakazuje mu pozostać w miejscu.

 

 

Nas Jazzowski: (wskazując na technika) Podaj Vaclavowi mikrofon.

 

 

Pracownik techniczny w podskokach wykonuje polecenie komisarza wręczając mica zszokowanemu Vaclavowi.

 

 

Nas Jazzowski: Wiesz dlaczego cię tu wywołałem? Wiesz dlaczego stoisz tam, nie tu, przy mnie?

 

 

Vaclav: (wskazując palcem na Nasa) Bo tam stało ZOMO ?

 

 

Nas Jazzowski: Zabawne.. choć trudno nie odnaleźć tu stosownych analogii.. też próbujesz się buntować.. też próbujesz obalić ustalony ład.. a ja.. pilnować porządku.. tylko tyle i aż tyle nas dzieli.

 

 

Vaclav: W EWF było inaczej.

 

 

Nas Jazzowski: EWF, EWF.. przestań ciągle powoływać się na EWF.. EWF już nie ma, podobnie jak nie ma naszego tag teamu.. pozostała przyjaźń, którą najzwyczajniej w świecie gardzisz.. odmawiasz mi szacunku.. nie respektujesz moich decyzji.

 

 

Vaclav: Gdyby te twoje decyzje uwzględniały istnienie extremy to nawet bym im przyklasnął, o tak (Vaclav uderza w dłonie), ale extremy nie ma więc i oklasków nie będzie.

 

 

Nas Jazzowski: Dałem ci extremę podczas ostatniej gali.. pozwoliłem zejść walce na ścieżkę, którą sam sobie wybrałeś.. pamiętasz jak się to skończyło ?

 

 

Vaclav: Pamiętam doskonale, nie dałeś mnie się rozkręcić.

 

 

Nas Jazzowski: Myślę, że gdybym nie zareagował wspólnie moglibyśmy cię rozkręcać.. na organy.

 

 

Vaclav: Nie przyszło nigdy mnie na myśl Nas, że uznajesz mnie za takiego niedorajdę, gdybym był pamiętliwy to mógłbym wypomnieć kogo odliczyli podczas naszej straty Tag Team titles.

 

 

Nas Jazzowski: Gratuluję.. szczerze gratuluję.. masz jeszcze jakieś ciekawe anegdoty ?

 

 

Vaclav: Ciekawi mnie co z barem, który został mnie obiecany podczas ostatniej gali.

 

 

Nas Jazzowski: Pod pewnymi warunkami.

 

 

Vaclav: Przykro mi Nas, jeśli będziesz stawiał mnie warunki, to swe anegdoty dla wnuków zachowam.

 

 

Nas Jazzowski: Gdybyś przestrzegał reguł.. gdybyś zamiast wojażów po hali skupił się na starciu w ringu.. byłby bar, byłaby extrema.

 

 

Vaclav: To załganie prawdy historycznej, doskonale wiesz dlaczego nie mogłem tej walki wygrać, doskonale wiesz.

 

 

Nas Jazzowski: Dziękowałem ci już za to? Nie? To robię to właśnie teraz.. poświęciłeś się i to właśnie to słowo jest tutaj kluczem.. zrezygnowałeś z baru chcąc mnie ocalić.. naprawdę jestem wdzięczny, ale nie mogę z pobudek prywatnych łamać wcześniej ustalonych reguł.. przepraszam.

 

 

Vaclav: To ja też przepraszam, ale moja obecność w tak niewdzięcznym towarzystwie mija się z celem. Władza cię zmieniła Nas, stałeś sie służbistą i tak ja będę ciebie traktował. Jeszcze dziś na twoim biurku zjawi się odpowiedni wniosek o przywrócenie extremy i lepiej będzie jeśli go nie zignorujesz.

 

 

Mecenas Extremy chyba rzeczywiście nie ma ochoty dalej przebywać w towarzystwie Nasa, z impetem uderza mikrofonem o rampę, obraca się i przy akompaniamencie swojego theme’u znika pod Titantronem. Publika zupełnie nie wie jak zareagować, bo w końcu konflikt tyczy się ich ulubieńców. Chyba po raz pierwszy w historii cheer zagłuszony został milczeniem, wymownym milczeniem.

 

 

Nas Jazzowski: Jak już wspomniałem Vaclav nie otrzyma baru, bo nie wygrał swej walki.. to samo tyczy się Crasha, nie dostanie szansy walki o World Title….

 

 

Komisarz nie zdążył dokończyć, bo na arenie po ostatnim stwierdzeniu uderza Editors – Papillon a na rampie pojawia się Crash. Tym razem reakcja jest klarowna i wcale nieprzychylna obywatelowi miasta chaosu.

 

 

Crash: Przepraszam, przepraszam…. ale zaszła tu pewna nieścisłość, która prawdopodobnie wiąże się z tym iż wasz komisarz zaraził się demencją od pewnego porucznika…. porucznika, który nawiasem mówiąc świetnie wywiązuje się ze swych obowiązków…. prawda Nas ?

 

 

Nas Jazzowski: Wydaje mi się, że zaraz będzie miał świetną sposobność, aby po raz kolejny udowodnić swoją wspaniałość.

 

 

Crash: Słyszy pan poruczniku ?! Zabrać mnie…. zabrać mnie tak jak zabrano mi title shota…. title shota, którego wywalczyłem w pięknym stylu rozpierdalając łebVaclavowi i temu, jak on się nazywał…. no nic, nici z  wizyty na jego nagrobku…. a tak bardzo chciałem być miły.

 

 

Nas Jazzowski: Jeśli nadal chcesz to zabierz stąd swoją dupę, bo nic dzisiaj nie wyżebrzesz...

 

 

Crash: Nie mam zamiaru żebrać o swoją własność…. nie będę skamlał jak cała reszta twojego rosteru ma w zwyczaju…. i tak, nadal chcę być miły…. przyniosłem ci nawet video na poprawę humoru…. Kamera! Akcja!

 

 

Na Titantronie wyświetlone zostaje video z poprzedniej gali…

 

 

*********

 

 

Obywatel Miasta Chaosu zdecydowanie nie spodziewał się takiego rozwiązania, przykłada mikrofon do ust, ale nie za bardzo jest w stanie wydobyć z siebie jakiś protest.

 

 

Nas Jazzowski: (uśmiechając się lekko) Nie cieszysz się, że będziemy mogli wyrównać zaległe rachunki ?

 

 

Crash: ... nie taka była umowa Nas, miałeś mi wręczyć ten title shot bez żadnych warunków.

 

 

Nas Jazzowski: I tak faktycznie jest.. oficjalnie ogłaszam, że Crash już teraz jest posiadaczem World Title shota..... i jednocześnie informuję, że ten sam title shot będzie stawką dzisiejszego main eventu. Dziękuję za uwagę.

 

 

*********

 

 

Crash: Crash już teraz jest posiadaczem World Title shota.... czy ktoś mi go odebrał? Czy ktoś mnie odklepał? Czy jeszcze kilka minut temu nie mówiłeś, że z pobudek osobistych nie możesz łamać wcześniej ustalonych reguł ? Nas oczekuję sprawiedliwości, czy to tak wiele ? Czy to tak wiele ?!

 

 

Nas Jazzowski: (uśmiecha się lekko pod nosem)  Masz rację.. zachowałem się nierozsądnie.. prawdy zawartej na taśmie nie mogę podwarzyć.. podobnie jak ty nie możesz walczyć o World Title.

 

 

Crash: Nie ma problemu.... nigdy nie widziałem w tej federacji godnych przeciwników.... owszem, przyjemnie byłoby rozpierdolić komuś łeb.... przyjemnie byłoby mieć na obiad móżdżki wrestlerskie w sosie krwistym.... ale World Title w pewnym stopniu jest w stanie zaspokoić mój apetyt.

 

 

Nas Jazzowski: Świetnie się składa.. mam video, które zadziała na twój żołądek skuteczniej niż SlimFigura..

 

 

Po raz kolejny na Titantronie wyświetlone zostaje video.

 

 

*********

 

 

TeeJay odpala Zippo i powoli zbliża jego płomień do banknotów tkwiących w ustach Nasa. Jazzowski próbuje się szarpać, a publika dzikim heel heatem odwieźć Tony’ego od tego pomysłu. Jest już blisko, coraz bliżej, płomienie lekko ocierają się o banknoty… I nagle światła w całej hali gasną!  W gabinecie rozlega się huk wyważanych drzwi i kilka donośnych przekleństw. Szamotanina trwa kilkanaście sekund, po których na wciąż czarnym ekranie pojawia się logo BGW i show schodzi z anteny.

 

 

Na tym zakończyła się ostatnia gala, ale o dziwo tym razem mamy jakąś dalszą część. Światła nagle się zapalają i ukazany zostaje doszczętnie rozjebany gabinet Jazzowskiego. TeeJay leży nieprzytomny na tej samej kanapie, na której wcześniej siedział, w podobnym stanie jest jego ojciec, który z inspekcji i sprawdzania sytuacji na biurku wpadł prosto pod nie. Co ciekawe w jego ustach wciąż siedzi lekko tlący się joint. Jedynym żywy w całym towarzystwie jest komisarz Jazzowski, który choć ocalony od podpalenia nadal znajduje się w stosunkowo niekorzystnej pozycji, bo z powodu skrępowania liną nie może poruszyć żadną z kończyn. Co warte odnotowania World Title, który całkiem niedawno leżał na ramieniu Tony’ego zniknął. Zresztą to chyba w jego poszukiwaniu Jazzowski wodzi oczami po całym gabinecie. Robi to przez kilka sekund aż w końcu zamiera, wbijając w coś swój wzrok. Kamerzysta robi zwrot o 180 stopni ukazując leżący na ziemi ekran LCD, widać na nim jak niezidentyfikowana postać, obrócona plecami do kamery przemysłowej opuszcza halę trzymając na ramieniu... World Title.

 

 

*********

 

 

Nas Jazzowski: Chcesz World Title? Przed chwilą widziałeś swój cel.. jeśli go ustrzelisz shot, który posiadasz nabierze jakiejś wartości.. nie ma na co czekać, czas ucieka.

 

 

Crash: (uśmiecha się pod nosem) Jeszcze dziś będziesz mógł koronować nowego World Champa.

 

 

Na arenie uderza Editors – Papillon a posiadacz teoretycznego World Title shota znika pod Titantronem, chwilę po nim halę ogarnia dźwięk utworu Kultu – Poznaj swój raj i to samo czyni Jazzowski.

 

 

 

Bogusław Montana: Przefiltrowałem ten potok słów i nie odnalazłem w nim nic interesującego.

 

 

Konrad Ochucki: Nie interesuje cię kto jest tajemniczym napastnikiem, który ukradł World Title?

 

 

Bogusław Montana: Od razu ukradł. (pochyla się i szepce coś na ucho swojemu partnerowi) Spójrz tylko.

 

 

Konrad Ochucki: (patrząc jak partner uchyla marynarkę) Chryste Panie!

 

 

Bogusław Montana: Nie podlizuj się, nie dam dotknąć.

 

 

Konrad Ochucki: Musisz to zwrócić! Natychmiast!

 

 

Bogusław Montana: Okej, okej. (krótka przerwa) Wiesz, że dziś poznamy pierwszego w historii Shockwave champa?!

 

 

Konrad Ochucki: Tak! Szykuje się nam niesamowite starcie, finał Turnieju o Shockwave title, szansę na bycie pierwszym w  historii mistrzem otrzymają Armor King, Neisan i Niszczyciel…. Naprawdę musisz to zwrócić!

 

 

Bogusław Montana: Masz jakiegoś faworyta?

 

 

Konrad Ochucki: Sercem będę za Niszczycielem… nie zmieniaj tematu.

 

 

Bogusław Montana: Ależ Konradzie! Czeka nas dziś również pierwsze w historii starcie o BGW Tag team Titles!

 

 

Konrad Ochucki: To prawda. Crash i Aero vs. Banks i Venomous, którzy podczas ostatniej gali mieli pewne tarcia, będzie ciekawie! Zwolnią cię, jeśli tego nie zrobisz.

 

 

Bogusław Montana: Dostanę odprawę?

 

 

Konrad Ochucki: Jeśli zdążysz się przyznać nim Crash cię znajdzie, to być może tak.

 

 

Bogusław Montana: Crash to poczciwy chłopak, podoba mi się jego styl. Nie ma zbyt wiele wspólnego z wrestlingiem., podobnie jak reszta naszych dzisiejszych walk! Rozpierdol mi brykę! Ucieczka ze stoczni!

 

 

Konrad Ochucki: Zapomniałeś o main evencie!

 

 

Bogusław Montana: Ojej! Co z tym zrobimy?

 

 

Konrad Ochucki:  Wspomnijmy!

 

 

Bogusław Montana: Vaclav vs. pomóż mi Konradzie, nie potrafię wymówić.

 

 

Konrad Ochucki: Anthony Saint-Michel!

 

 

Bogusław Montana: Co za emocje! Jeśli macie obok teściową pozwólcie jej to oglądać. Darmowa eutanazja już dziś, już na Rozpierdolfest!

 

 

Konrad Ochucki: Nie poznaję cię.

 

 

Bogusław Montana: … gwarantujemy, że umrze z nudów, lepiej?

 

 

Konrad Ochucki: Zdecydowanie. Czas na pierwszą walkę dzisiejszego wieczora.

 

 

Tag Team Mecz:

Filu & Revan vs Clandestine & Dark Samowski

 

 

Na arenie uderza The Union Underground - Across the Nation po czym na arenie, wokół rampy zaczyna pojawiać się lekki dymek, a spod Titantronu wyłania się Revan, unosi on w górę prawą dłoń i zbierając lekki cheer zmierza w kierunku ringu.

Z głośników rozbrzmiewa Silna Grupa Pod Wezwaniem - Panny z Cicibora, a pod Titantronem pojawia się postać byłego sumity z Cibra Dużego. Filu bardzo powolnym krokiem zmierza w kierunku ringu co by się nie zmęczyć, bo już jedną walkę dziś stoczył. Przy marszu tym cały czas towarzyszy mu lekki cheer publiki, fanki z pierwszych rzędów ośmielają się nawet klepać go po piersiach. Kiedy jest już przy kwadratowym pierścieniu, korzystając ze schodków, niespiesznie wchodzi do niego.

Arenę ogarnia utwór Kany’ego Westa – Amazing, a spod Tintantronu wyłania się postać Dark Samowskiego. Idzie on w kierunku ringu poprawiając po drodze swoje rękawiczki. Do samego pierścienia wychodzi w sposób dość efektowny, wykonując salto ponad najwyższą liną.

Na arenie uderza mix utworów Eazy-E, Tupaca & Biggiego po czym pod Titantronem pojawia się Clandestine. Amerykanin bez zbędnych udziwnień wchodzi do ringu gdzie wita się ze swoim partnerem.

 

Sędzia nakazuje uderzyć w gong. Walkę rozpoczną Filu i Clandestine. Amerykanin, choć zdecydowanie mniejszy od swego oponenta nie boi się konsekwencji i rozpoczyna natarcie na przeciwnika. Kopie go po nogach, ale nie robi to na potworze z Cicibora większego wrażenia. Uśmiecha się lekko pod nosem, po czym łapie Estina za głowę i ciśnie nim w narożnik. Bierze rozbieg (co wierzcie lub nie wygląda nadzwyczaj efektowanie) i wgniata, obolałego już po pierwszym manewrze przeciwnika w róg ringu. To by było chyba na tyle, Filu się zmęczył więc wraca na bezpieczny grunt i zamienia się z tag partnerem. W tym samym momencie to samo robi team przeciwny, a dokładniej połowa teamu, bo tulącego się do narożnika Clanda nie stać na nic więcej niż przyjęcie plaskacza w plecy od swego partnera. Sam i The Ravenous One spotykają się mniej więcej w środku ringu i rozpoczynają regularny brawl, w którym po kilku ciosach dominację uzyskuje Revan, przyczyn takiego stanu rzeczy można doszukiwać się w tym, że jest on wyższy, cięższy i wbrew parszywym plotkom z poprzedniej gali – wcale nie jest grubciem, a czystą masą mięśniową. Tyle na temat aparycji, bo nasz Luchador potrafi wiele więcej niż po nim widać, teraz właśnie szykuje się do pięknego DDT, które niespodziewanie zostaje skontrowane przez Samowskiego. Dark odpychając oponenta, uwalnia się z jego uścisku. W wyniku tejże kontry Revan upada na linach i szybko wyłapuje kopa w brzuch po którym momentalnie pada na kolana. Samowski podnosi go, whipuje i naciera z Superkickiem! The Mysterious One jednak nie pada, lekko wytrącony z równowagi ląduje w narożniku i od razu wyłapuje od rywala serię punchy wprost w brzuch. DarkSam chcąc podtrzymać przewagę i zregenerować pokłady energii zamienia się z Clandestine, przez kilka sekund nie wychodzi jednak poza liny, bo wraz ze swoim partnerem dobrze zna przepisy i wie, że teraz przysługuje im ustawowo chwila na wspólne masakrowanie rywala. Razem kopią biednego luchadora w brzuch, a potem serwują double DDT!

 

Konrad Ochucki: To okrutne!

Bogusław Montana: Takie są zasady.

Konrad Ochucki: Proszę nie mów nic o zasadach i zwróć to co nie należy do Ciebie.

Bogusław Montana: Konradzie czy wrestling byłby tak piękny gdybyśmy przestrzegali w nim wszystkich reguł?

Konrad Ochucki: Jestem fanem czystej sportowej rywalizacji.

Bogusław Montana: I dlatego zachwycasz się gdy ktoś przypierdoli komuś krzesłem?

Konrad Ochucki: Wtedy jestem oburzony.

 

Clandestine błyskawicznie przechodzi do pinu, ale sędzia nie klepie, bo jest zajęty przeganianiem Samowskiego z ringu, ten w końcu wykonuje polecenie, ale robi to tak ociążale, że Estine ostatecznie traci nadzieję na powodzenie odliczania, zamiast tego decyduje się na kontynuuację przerwanego ataku, bezlitośnie okopuje leżącego luchadora, po czym odwraca się do Fila i obdarza go niezbyt uprzejmną (jak można się domyślić po reakcji sumity z Cibora Dużego) wiązanką, zbiera się nawet do ataku, przec co nie zauważa iż Revanowi udało się częściowo odzyskać siły. Wystarczyło ich co prawda, na mało efektownego Roll Upa, ale dobre i to pin 1…2  kick out! Luchador nie daje za wygraną, szybko podnosi przeciwnika, kopie go w brzuch I wykonuje Piledriver! Mocno osłabiony wchodzi na narożnik i stara się wykonać Senton Bomb… i tym razem mu się udaje pin 1… 2… Samowski przerywa dość efektownie, może sobie zresztą na to pozwolić, bo zanim Filu zorientował się, że odbierane zwycięstwo było już po robocie, a Samowski ponownie spokojnie opierał się o narożnik. Spokój ten jest jednak zupełnie nieuzasadniony, The Ravenous One wygląda na bardzo wkurwionego, niespodziewanie skacze na Sama z dropkickiem zrzucając go tym samym z apronu, po czym podniesionym głosem udziela rozbitemu przeciwnikowi kilku dobrych rad na przyszłość. Revan wraca do gry, zakłada leżącemu nadal Clandestineowi Killswitch Engage. Ten stara się stłumić swój ból krzykiem. Na szczęście nie trwało to długo, DarkSam kopie w głowę Revana i zakłada mu Sic Choke! Ale nie jest oficjalnym uczestnikiem walki, więc Revan, nawet jeśli odklepuje, nie zakończy to walki! Jest i Filu! The Fattest Man In Sports Entertainment łapie rękoma za szyję Samowskiego i wynosi go z Asshole Slamem (Black Hole Slam) !!! Chwilę potem luchador chwyta Clandestine i serwuje mu Ravenous Dive (Rolling Fireman's Carry Slam) wprost na Samowskiego! Następnie pada na kupkę z przeciwników i pinuje 1…2….3 (zwycięzcy Revan i Filu)

 

Bogusław Montana: Szybko i bezboleśne.

Konrad Ochucki: Bezboleśnie to chyba złe słowo.

Bogusław Montana: Akurat pin był chyba bezbolesny.

Konrad Ochucki: Ale akcje poprzedzające nie.

Bogusław Montana: Mniejsza o to. Kim oni są? Wrestlerami są. Nie mieli ochoty się uczyć więc teraz będą cierpieć. (wstaje z krzesła) Cierpcie wy, wy… wrestlerzy!

 

 

Konrad Ochucki: Przygnębiający wniosek.

 

*********

 

 

Montana pewnie ma rację zarzucając wrestlerom brak wykształcenia. Trudno jednak ten przytyk zastosować w stosunku do naszego realizatora, bo wnioskując po tym jak wykonuje on swoją robotę, musi mieć on pewne wykształcenie. Teraz właśnie przenosi nas przed wejście dla zawodników, pod które podejżdża biała limuzyna, jak kodeks drogowy nakazał zatrzymuje się przy rogatkach w celu weryfikacji czy naprawdę miejsce na tym elitarnym jej przysługuje. Przednia szyba się otwiera, a wyłoniona z wnętrza ręka szofera podaje ochroniarzowi jakiś kawałek plastiku, prawdopodobnie identyfikator. Strażnik krytycznym okiem spogląda na dokument i zdecydowanym gestem nakazuje samochodowi się wycofać. Decyzja ta chyba nie przypada do gustu kierowcy, bo nie chce przyjąć wręczanej mu karty, zamiast tego gestykuluje nadzwyczaj intensywnie i pokrzykuje coś do ochroniarza, przez otwartą szybę. Całe zamieszanie trwa kilkanaście sekund, po których awantura gwałtownie cichnie. Tylne drzwi auta się otwierają, a z jego wnętrza wyłania się Tony Jones! (heel heat) Opierając się na kulach podchodzi do ochroniarza.

 

 

Tony Jones: (wyjmując portfel) Jakiś problem?

 

 

Szofer: Nie chce pana wpuścić, mówi coś o braku uprawnień.

 

 

Tony Jones: (patrząc na ochroniarza) To prawda? Brak mi uprawnień? (grzebiąc w portfelu) Za ile mogę czuć się uprawniony ?

 

 

Ochroniarz: (odpychając od siebie dłoń z pieniędzmi) To polecenie z samej góry, wydane przez komisarza BGW i pułkownika Rejdycha. Tony Jones jest poza federacją.

 

 

Tony Jones: Więc ile?

 

 

Ochroniarz: To nie jest kwestia pieniędzy.

 

 

Tony Jones: (chwyta ochroniarza za fraki) Wszystko tu jest kurwa kwestią pieniędzy. Nie udawaj, że jesteś świety, bo doskonale wiem skąd się tu wziąłeś. Jeszcze miesiąc temu mógłbym ci połamać ręce, bo sam sięgałbyś do kieszeni po ten portfel, a dziś go nie chcesz?!

 

 

Ochroniarz: (odpychając Tony’ego) Proszę mnie nie obrażać... i nie dotykać.

 

 

Tony Jones: Obrażać? Mówię ci pierdoloną prawdę! Widzę jak gały ci błyszczą gdy widzisz ten hajs. Nie pierdol mi, że się ustatkowałeś, bo to tak jakby przerzucać kupę gówna z chodnika na chodnik, nie zmieni się, zawsze będzie gównem, w które można wdepnąć. Więc nie mów mi, że to nie jest kwestia pieniędzy...

 

 

Ochroniarz: Dostałem szansę i spłacę ją lojalnością.

 

 

Tony Jones: Widzisz cieciu, ja też muszę tu coś spłacić, wyrównać rachunki w solidnym wpierdolu. Znasz tę walutę? Jeśli kurwa nie weźmiesz tego i mnie nie wpuścisz, będę zmuszczony zapłacić ci właśnie nią.

 

 

Ochroniarz: Zobaczę co da się zrobić. Proszę chwilę poczekać.

 

 

Strażnik wchodzi do swojej budki, zamyka się, a przez szybę widać jak wykonuje dokądś telefon. Rozmowa trwa kilkanaście sekund po których pracownik BGW odkłada słuchawkę, ale nie wychodzi ze swojej przytulnej kanciapy. Tony, bystry chłopak interesu, szybko orientuje się w sytuacji i odpala w sobie znane wszystkim pokłady agresji. Zaczyna napierdalać kulą w szybę, ale ze względu na to, że zrobiona jest ona z chartowanego szkła na niewiele się te wysiłki zdają. Zanim jednak wrestler sobie uświadamia, zostaje otoczony przez pięciu innych ochroniarzy, uzbrojonych w policyjne pałki.

 

 

Tony Jones: (dysząc wściekle) Wy też kurwa nie chcecie mnie wpuścić ?! Też jesteście innymi ludźmi ?! Pierdolonymi rycerzami moralności ?! Ciągle jesteście tymi samymi dziwkami, tylko pracujecie w innym burdelu ! Dziwkami bez wykształcenia, które nie potrafią liczyć! (wycofuje się w kierunku auta)  Zapamiętajcie sobie, nie powiedziałem ostatniego słowa.

 

 

TeeJay wsiada do swojej limuzyna z impetem zatrzaskując za sobą drzwi. Auto wycofuje się i wyjeżdża z parkingu.

 

 

*********

I oto, ledwie parę minut po ich wspólnym ringowym triumfie, kamera pokazuje Filu oraz Revana. Wspomniany wyżej duet, idzie jakimś korytarzem, a z faktu, że Filu idzie pierwszy, można wywnioskować, że prowadzi on gdzieś swego Tag partnera. I faktycznie, Filu prowadzi go do swej szatni, do której zaprasza go wylewnymi gestami…

Filu: Proszę! Czym chata, a raczej – szatnia bogata!

Luchador z pewną ciekawością, ale i nieodzowną w fachu wrestlingowym ostrożnością wchodzi do pomieszczenia, gdzie jak okazuje się, czeka na niego stolik turystyczny oraz dwa przenośne krzesła. Na blacie stolika znajduje się nieoznakowana butelka jakiegoś alkoholu, oraz dwa kieliszki.

Filu: Ku uczczenia naszego wspólnego zwycięstwa pozwoliłem sobie przygotować skromny poczęstunek.

Wymawiając te słowa Filu otwiera flaszkę...

Filu: Najzacniejsza siwucha w Ciobrze Dużym! Nic tak nie sponiewiera, jak wódeczka z mej domowej aparatury.

I rozlewa po przysłowiowej miarce, następnie podaje kielonek Revanowi.

Filu: Za zwycięstwo! (jednym haustem wypija zawartość swego kieliszka)

Revan (zdziwiony spogląda w kieliszek):… (Wypija swój, ale się zakrztusił od mocy zawartych w nim promili).

Filu (zabierając kieliszki i znów je uzupełniając): No jak to mówią – to na drugą nóżkę!

Wręcza on ponownie kieliszek luchadorowi. Sam wypija bez problemu, Revan też stara trzymać fason i nawet mu się udaje, niemniej – nieobeznany on jest z mocą domowej produkcji, tak też znów się zakrztusił. Filu usłużnie poklepał go po plecach.

Filu: No, a do ilu ich do odliczyliśmy? Do trzech! (Znów napełnia kieliszki i jeden chce oddać Revanowi… ale o dziwo, jego Tag partner najwidoczniej opuścił szatnię)

Filu (do siebie): Wychodzić tak przed końcem flaszki? Huh, kto zrozumie tych obcokrajowców... No nic, przynajmniej więcej zostało dla mnie!

Sumita zgrabnie wypija zawartość obu kieliszków i ponownie chwytając za butelkę z trunkiem swojej produkcji, ma zamiar doszczętnie ją opróżnić, poszło dość szybko ponieważ zawodnicy się nie szczypali i spożywali wódkę z kieliszków o stosownej pojemności 100ml. Kiedy nachyla butelkę nad naczyniem, nagle światło w szatni gaśnie.

Filu: (do siebie) Moja droga pani, nie spodziewałem się, że mnie tak szybko utulisz. (dłuższa pauza) A co to?

Czyżby déjŕ vu  z ostatniej gali? W ciemni słychać jakieś szmery, uderzenia i pojedyńcze przekleństwa, a realizator w trosce o zdrowie widza szybko się stamtąd wynosi.

 

*********

 

 

Nadal jesteśmy na zapleczu gdzie nieustraszony kamerzysta (to inny niż ten, który uciekł z szatni Fila) podąża za równie dzielnym sędzią Borsukiem. Idą tak sobie korytarzem, nie wiadomo dlaczego, nie wiadomo po co, do momentu gdy Filip nie zatrzymuje się przed drzwiami gabinetu Nasa Jazzowskiego. Tuż przed naciśnięciem na klamkę bierze głęboki oddech i niepewnym krokiem wkracza do pomieszczenia. Od razu po przekroczeniu progu zrozumiał pewnie, że cały ten strach jaki odczuwał był nieuzasadniony. Komisarzowi daleko do bezdusznego kierownika wielkiej korporacji, z lekkim uśmiechem na ustach, wskazując dłonią na fotel z drugiej strony biurka, sugeruje sędziemu aby ten się rozgościł, sam natomiast odkłada na bok stertę dokumentów i zajmuje pozycję dzięki, której będą mogli bez przeszkód prowadzić konwersację.

 

 

Filip Borsuk: (lekko drżącym głosem) Czy coś się stało?

 

 

Nas Jazzowski: Nie, skąd ten niepokój?

 

 

Przez chwilę w gabinecie zalega niezręczna cisza.

 

 

Nas Jazzowski: Spokojnie. Zaoferowałbym ci coś do picia, ale jesteś w pracy.. i musisz pracować dobrze.. musisz być świadomy podejmowanych przez siebie decyzji.. musisz być niczym Bóg.. musisz być wzorem arbitra.. musisz być sprawiedliwy i stać na straży przykazań. Rozumiesz?

 

 

Borsuk sili się jedyniena potwierdzające skinienie głową.

 

 

Nas Jazzowski: Nigdy bym cię nie zatrudnił gdybym nie był przekonany, że się do tego nadajesz.. że jesteś człowiekiem stworzonym do tej roboty.. prawda?

 

 

Po raz kolejny sędzia kiwa głową ze zrozumieniem i akceptacją.

 

 

Nas Jazzowski: Nie, to nie prawda.. nie jestem bezbłędny.. mogłem popełnić błąd i wielu ludzi mi zarzuca, że taki błąd popełniłem.

 

 

W pomieszczeniu da się słyszeć głośne przełknięcie śliny.

 

 

Nas Jazzowski: Uważają też, że nie jesteś wystarczająco odporny psychicznie.. łatwo ulegasz presji.. uważają, że sędzia powinien być od tego wolny.. trudno nie przyznać im racji.. (dłuższa pauza podczas której Nas patrzy głęboko w oczy swojego współpracownika) wiesz w ogóle o czym mówię?

 

 

Filip Borsuk: (trzęsąc się ze strachu) Niestety nie, panie komisarzu...

 

 

Nas Jazzowski: Podczas ostatniej gali.. podczas main eventu sytuacja wymknęła się spod kontroli.. miałeś stać na straży reguł.. a czy w tych regułach było zapisane, że zawodnicy mogą włóczyć się po hali, skakać na siebie z balkonów, posypywać rany solą i wymieniać ślinę z przypadkowymi fankami?

 

 

Filip Borsuk: Nie panie komisarzu.

 

 

Nas Jazzowski: A co byłoby gdyby owa fanka miała pod językiem cyjanek? Czy mogę tak narażać swoich zawodników?

 

 

Filip Borsuk: Nie panie komisarzu.

 

 

Nas Jazzowski: Właśnie! Vaclavowi od pierwszej gali mylą się pojęcia.. w EWF byliśmy partnerami.. byliśmy wspaniałą drużyną.. ale ta piękna przeszłość nie może nam przesłonić rzeczywistości.. nie mogę spełniać jego każdej zachcianki.. bo to byłoby nieuczciwe i zarazem niebezpieczne.. sam widziałeś jak mogło się to skończyć podczas ostatniej gali.

 

 

Filip Borsuk: Tak panie komisarzu.

 

 

Nas Jazzowski: Czuję, że wszystko już od początku wali mi się na głowę.. nie mogę pozwalić na taką samowolkę.. wrogowie próbują podważyć moje zdanie.. przyjaciel próbuje podważyć moje zdanie.. czuję się wyobcowany.

 

 

Filip Borsuk: Rozumiem panie komisarzu.

 

 

Nas Jazzowski: Obaj musimy się zmienić.. ja podjąłem już stosowne decyzje.. ty musisz to zrobić dziś.. ponownie będziesz sędzią main eventu.. ponownie światła jupiterów będą skierowane na ciebie.. nie tylko na gwiazdy, również na ciebie.. wszyscy twoi przeciwnicy będą obserwowali każdy twój ruch.. kwestionowali decyzje.. nie możesz sobie pozwolić na żaden błąd.. rozumiesz?

Filip Borsuk: Tak panie komisarzu.

 

 

Nas Jazzowski: Nie okazuj im litości.. jeśli któryś będzie próbował złamać reguły ukaż go.. wyrzuć go z ringu.. wyklucz go z walki.. jeśli nie potrafi dostosować się do zasad, nie zasługuje na main event.. masz pokazać jaja! Rozumiesz?

 

 

Sędzia ciągle trzesąc się ze strachu podnosi się z krzesła i zaczyna majstrować przy rozporku.

 

 

Nas Jazzowski: Chryste panie, nie w tym sensie!

 

 

Filip Borsuk: (wybudza się z letargu i czerwieni na policzkach dość intensywnie) Czy ja... Chryste panie! Przepraszam panie komisarzu. Zrozumiałem, pokażę im, że nie mogą ze mną igrać!

 

 

*********

 

Po raz pierwszy dzisiaj udajemy się na wycieczkę poza halę. Trafiamy wręcz do miejsc, które z wrestlingiem ma niewiele wspólnego – do biblioteki. W jej wnętrzu zobaczyć możemy siedzącego przy jednym ze stolików Maxa Cravena, którego otacza stos książek. W sumie jest to jedyna obecna osoba prócz miłej pani biblitekarki z oczami wlepionymi w ekran monitora. Cóż, statystyki poczytności książek w naszym kraju są powszechnie znane, więc taka frekwencja za bardzo nie dziwi.

 

Max Craven: (wskazując na napis prosimy zachować ciszę, mówi szeptem do siebie) Anarchizm, znaczy dokładnie „bez władcy” z języka greckiego, to system poglądów głoszący program całkowitego zniesienia przymusu, ucisku i wyzysku społecznego, postulujący powszechność, wolność, równość i sprawiedliwość społeczną.

 

Zawodnik nagle, ku przerażeniu siedzącej nieopodal bibliotekarki zrywa się z miejsca i przewraca stolik wraz z umiejscowionymi na nim książkami.

 

 

Max Craven: Oznacza to ni mniej ni więcej tyle, że jestem pierdolonym indywidualistą, niezależnym tworem ludzkim, który nie musi studiować tych wszystkich szmatłaców aby odnaleźć swoje miejsce na ziemi. Nie muszę powoływać się kurwa na autorytety, bo sam go sobie stanowię. Nie muszę cytować niczyjego zdania, bo to moja opina jest najważniejsza. Jestem jedną z tych osób, dla których to co mówią inni nie odgrywa w życiu żadnej roli

 

 

Zszokowana zachowaniem czytelnika pracownica biblioteki chwyta za telefon i zaczyna gorączkowo wykręcać jakiś numer.

 

 

Max Craven: I kurwa nienawidzę gdy ktoś próbuje narzucić mi swoje zdanie. Jedną z takich osób jest Nas Jazzowski, tak Nas, ty. Sram na twoje bezpieczeństwo, nie dażę cię nawet gramem szacunku. Nie obawiam się twoich ludzi, nie obawiam sie Rejdycha, bo pierdolona ubecja już od dawna omija mnie szerokim łukiem. Za dużo krwii napsułem tym szmatom, wiedzą, że pewnego dnia zamiast listonosza z pokaźną emeryturą do ich drzwi może zapukać śmierć, kutas i zniszczenie.

 

 

Sądząc po tonie wypowiedzi bibliotekarki dzowni ona na policję.

 

 

Max Craven: Fuck The Milicja ciągle istnieje, ciągle wprowadza swoje porządki (wskazując na leżące na ziemi książki) I to jest właśnie ten porządek. Nie możesz ustawić mnie w jednym szergu z pieprzonym komuchem, nie możesz mówić i o mnie i o nim, że obaj jesteśmy zawodnikami BGW. Hendrixon posłuży za przykład, za przykład mendy, która nie mając własnego zdania chce je jak najgłośniej wykrzyczeć. Chociaż kurwa walczę o wolność to cenzuruję opinię, cenzuruję ludzi, tych którzy stają na mojej drodze rozpierdalam w drobny mak, w pył, palę ich i zamieniam w popiół.

 

 

Członek Fuck The Milicja chwyta za jedną z książek, na której widnieje nazwisko Karola Marksa! Max wyciąga z kieszeni zapalniczkę i podpala nią kanon komunistycznej literatury, po czym rzuca knigę na ziemię tak, że cała reszta leżących tam dzieł zaczyna palić się żywym ogniem.

 

 

Max Craven: I powiem ci Jimmy co ciekawego dziś wyczytałem, wg. 3 zasady Newtona gdy ciało A oddziałowuje na ciało B ciało C się nie wpierdala. Rozumiesz? Ciało A to ja i anarchia, ciało B to Jazzowski i jego ideologię, ciało C to chuj. I chuj.

 

 

Członek Fuck The Milicja szybkim krokiem opuszcza budynek, bo nie ma ochoty na spotkanie z policją.

 

 

 *********

 

 

 

Konrad Ochucki: Jak widać epizod Tony’ego Jonesa w BGW nie trwał zbyt długo.

 

 

Bogusław Montana: Jedna gęba mniej do wykarmienia, może szykują się podwyżki?

 

 

Konrad Ochucki: Nic mi o tym nie wiadomo.

 

 

Bogusław Montana: Pozostaje mi więc tylko nadzieja i satysfakcja, że sprawiedliwość znów zatriumfowała. Tak kończą frajerzy!

 

 

Konrad Ochucki: Obawiam się, że jeśli nie oddasz tego co masz pod marynarką może czekać cię podobny koniec.

 

 

Bogusław Montana: Sądzisz, że będę podobnie jak on, bez godności pchał się na galę wrestlingu?

 

 

Konrad Ochucki: No tak, zapomniałem.

 

 

Bogusław Montana: Mój koniec będzie godny, wrócę do Kolumbii i umrę w samotności niczym Napoleon.

 

 

Konrad Ochucki: Naprawdę?

 

 

Bogusław Montana: Oszalałeś? Mam tam masę znajomych, żadne z nich nie ogląda wrestlingu i może umrę w spokoju, ale z przepicia.

 

 

 

*********

R*zpierdol Mi Brykę!:

Saint Anger vs. J.J.J

Jak wskazuje sama nazwa stypulacji musimy się teraz przenieść na parking. Zauważyć tu można koło utworzone z samochodów wśród, których znaleźć można naprawdę konkretne zabytki polskiego motornictwa. Po chwili z wnętrza jednego z nich Vader – Anger a zza kordonu samochodów wyłania się Saint Anger. Chwilę potem głośniki eleganckiego Chevroleta odgrywają utwór Europe - Final Countdown, ale The Immortal nie pojawia się na arenie… Sekundy mijają, sędzia i kiedy sędzia i Saint Anger zaczynają się już niecierpliwić z maski jednego z samochodów, z potężnym dropkickiem J.J.J naciera na swojego przeciwnika!

Saint Anger zupełnie zaskoczony obrotem sytuacji pada na kolana, bynajmniej nie w celu modlitwy. The Immortal wietrząc w tym sposób na regenerację siły postanawia nie odpuszczać, chwyta oponenta za głowę i prowadzi w kierunku jednego z ustawionych nieopodal aut po czym próbuje przypierdolić głową Marka w jego maskę. Zdecydowanie przecenił chyba siłę swojego dropkicka i zdolność jego usypiania, bo oto naczelny katolik BGW zapiera się swymi rękoma na masce i wciela w życie pomysł swojego przeciwnika. Lekko oszołomiony J.J.J, odlatuje do tyłu i próbuje utrzymać równowagę, ale starania te zostają pogrzebane jednym, potężnym clotheslinem. Spowiednik Cyganów zadowolony z siebie, kładzie oponenta na masce samochodu, wchodzi do środka i włącza płyn do spryskiwaczy, który uderzając pokaźnym strumieniem w twarz ocuca Immortala, bo zrywa się momentalnie, a zarazem oślepia, wnioskując po tym jak czarnoskóry zawodnik się porusza i jak dramatycznie pociera ręką o swoje oczy. Nieuwagę tą bez litości – co sprzeczne z zasadami katolicyzmu – wykorzystuje Marek, wsadza głowę łeb oponenta pod pachę i wykonuje potężne DDT wprost na betonową posadzkę! Pin 1…2… kick out.

 

Konrad Ochucki: Podobno sam papież zainteresował się działalnością Angera.

Bogusław Montana: Możemy się więc spodziewać, że niebawem powstanie w BGW dziecięca szkółka wrestlingu.

Konrad Ochucki: To byłaby szczytna idea.

Bogusław Montana: No tak, szczytowania byłyby tam na początku dziennym.

 

Konrad Ochucki: Bogusławie…

Bogusław Montana: Myślisz, że Jazzowski będzie go krył?

 

Anger nie jest jakoś specjalnie podłamany, w końcu przygotował się na o wiele cięższą batalię. Powoli się podnosi po czym wskakuje na maskę maltretowanego do tej pory samochodu, tauntuje przez chwilę, w sumie nie wiadomo dlaczego, bo ze względu na brak widowni nikt nie może podzielić jego radości, skacze na J.J.J z Chwałą Bogu ( Diving Headbutt) i poznaje jak to jest uderzyć głową o betonową posadzkę! Immortal w ostatniej chwili uniknął ciosu, a na domiar złego teraz się podnosi i zaczyna zmierzać w kierunku bagażnika auta, grzebie się tam dłuższą chwilę i wyjmuje zapasową oponę, którą z impetem ciska w unoszącą się z ziemi głowę Marka! Ta uderza w żarliwego katolika i ładnie się od niej odbija, jak piłka. Widok ten ewidentnie rozbawia czarnoskórego wrestlera, który postanawia się z nią jeszcze trochę pobawić, zakłada ją na szyję Angera, wchodzi na maskę i skacze z Leg Dropem! Pin 1…2.. kick out. Johnson dość zestresowany wytrzymałością zagorzałego katolika łapie go za włosy i kilkakrotnie ciska pięścią w jego głowę, po czym wciska bardziej na Angera oponę, co zupełnie uniemożliwia mu wykonanie jakiegokolwiek ruchu. James obija głowę przeciwnika o samochód. Anger próbuje się w jakiś sposób wyrwać, ale nadal mu się to nie udaje. J.J.J. łapie swojego rywala i rzuca nim w przednią szybę samochodu. Wchodzi zaraz za nim i wskakuje na dach samochodu. Podnosi Marka, wkłada jego głowę pod pachę, łapie za jedną nogę i po kilku krótkich oddechach wykonuje wspaniałego Fisherman Suplexa na maskę, która wgniata się razem z nimi! The Immortal momentalnie łapie się za plecy i spada z samochodu na beton. Oddycha dość ciężko, jednak próbuje wstać. Odpoczywa chwilę i podchodzi znów do swojego rywala. Ściąga z niego oponę i wyrzuca ją za siebie. J.J.J. ciągnie katolika za rękę po betonie, co trochę ściera jego skórę. Podnosi go i szykuje się pod Neckbreaker, ale Anger znajduje jeszcze siły by się wydostać! Odpycha przeciwnika i ucieka przed nim! Jakimś cudem podchodzi do bagażnika i klęka przy nim, tym razem znów nie chodzi o modlitwę, chociaż pewnie w tym wypadku byłaby ona na miejscu. Nie ma jednak na to czasu. Saint Anger szpera w bagażniku, ale J.J.J. nie pozostaje obojętny i z podwojonym agresorem „zamyka” na Angerze bagażnik, w wyniku czego Święty Gniew zaczął krzyczeć z bólu.

Bogusław Montana: Właśnie tak drogie dzieci!

Konrad Ochucki: Nie bądź pruderyjny.

Bogusław Montana: Jestem podekscytowany.

Konrad Ochucki: To zadziwiające.

 

Bogusław Montana: Kondziu, nasze nazwiska będą wymieniane w czaspopismach katolickich!

Konrad Ochucki: Ah, tym.

 

Immortal, korzystając z zyskanego czasu chwyta za łom i wywarza drzwi od strony pasażera, łapie za pasy i wyrywa je z siedzeń. Słychać cichą modlitwę Saint Angera, ale na nic mu to, bowiem James Jack Johnson zakłada pasy na szyi przeciwnika i dusi go. Marek rozpaczliwie próbując się uwolnić nadal się modli. J.J.J. po 15 sekundach podduszania popuszcza przeciwnikowi i zdejmuje pasy. Ciężko oddychający Marek stara się podnieść, ale nie pomaga mu w tym J.J.J., który cofa się kilka kroków i chce kopnąć go w głowę butem, niestety nie udaje mu się to bo Saint Anger momentalnie prostuje się do pionu. Szybko łapie Johnsona za głowę i brutalnie targa nim na lewo i prawo. Przez chwilę mu to pomogło osłabić przeciwnika, i Anger korzystając z chwili podbiega do bagażnika, wyjmuje z niego gaśnicę i uderza nią w plecy przeciwnika, a potem z całej siły w głowę, co mocno zachwiało Jamesem. Marek celuje gaśnicą w rywala i odpala ją w jego stronę. J.J.J. – chcąc nie chcąc, cały jest biały. Anger łapie go za ubranie i włosy i pełnym impetem rzuca nim w plastikowy śmietnik, który teraz zakłada na niego. Staje obok jego nóg, chwyta je i zakłada Uścisk Boga! Słychać stłumiony przez śmietnik krzyk Johnsona, który jest całkowicie obezwładniony! Jak się okazuje owy krzyk zostaje usłyszany przez managera Immortala, który przybiega mu z pomocą, przypierdalając zajętemu submissionem “świętemu” krzesłem w twarz! Czas płynie, a żaden z zawodników nie wstaje. Po upływie kilkudziesięciu sekund jako pierwszy robi to J.J.J, powstaje i nie widzi swojego przeciwnika. Zagląda pod podwozia wszystkich wozów, ale bez efektu. W końcu decyduje się na zajrzenie do karetki, której tylne drzwi są lekko uchylone, otwiera je… i zauważa Benito Demianiuka, który razi go defibrylatorem! Immortal lekko odlatuje do tyłu, a Serb zrzuca na niego zwłoki Marka, sędzia przechodzi do pinu a Benito ulatnia się z miejsca zbrodni 1….2….2,999 kick out! To była chyba odruchowa reakcja po porażeniu prądem. Owy wstrząs nabuzował go chyba dodatkową energię, bo J.J.J wstaje i czekając aż przeciwnik zrobi to samo serwuje mu The Immortal Stunner !!! Pin 1…2…3 (zwycięzcą jest: The Immortal)

 

Bogusław Montana: Inkwicyzja została powstrzymana.

Konrad Ochucki: Trochę zaskakująca była obecność Demianiuka w tej walce.

Bogusław Montana: Jak to mówią, wpierdolił się między wino a opłatek.

Konrad Ochucki: Dość obrazowo i klarownie.

Bogusław Montana: Doszukiwanie się drugiego dna we wrestlingu jest passe.

 

 

 

*********

 

Realizator po raz pierwszy dziś sprawia wrażenie człowieka, który nie za bardzo zna się na swojej robocie. Zamiast jakiegoś ciekawego przekazu serwuje nam czarny ekran. Można byłoby mu to wybaczyć gdyby ta abstrakcja niosła za sobą jakiś przekaz, niekoniecznie tak głęboki jak Wojna polsko-ruska, ale niestety czarny obraz i cisza to jedyne na co możemy liczyć... Chociaż...

 

 

Głos 1: Pyśqu, czy skończyłeś już dumać ?

 

 

Głos 2: Zamknij się! Nie widzisz, że to trudna decyzja ?

 

 

Głos 3: Moim zdaniem ma prawo nie widzieć, w końcu jest ciemno.

 

 

Głos 4: Kto zgasił światło ?

 

 

Głos 5: Rozjaśnijmy swoje umysły. Napijmy się !

 

 

Głos 6: Możecie się zamknąć ? Myślę.

 

 

Głos 1: Dasz znać kiedy skończysz ?

 

 

Głos 2: Przecież nie ma innego wyjścia, razem siedzimy w tym bagnie.

 

 

Głos 3: Mi się tam podoba!

 

 

Głos 4: Zabierz rękę z mojego kolana !

 

 

Głos 5: To nie ręka...

 

 

W pomieszczeniu po raz kolejny zapada niezręczna cisza.

 

 

Głos 5: Ciasno jest, zrozumcie.

 

 

Głos 6: Zamknijcie się! Mam pomysł.

 

 

Po pomieszczeniu przeszedł ciąg szeptów, który po kilku sekundach przerodził się ponownie w ciszę, jak się okazało, przed burzą.

 

 

Głos 6: Zażadamy okupu!

 

 

Głos 1: Ale jak ?!

 

 

Głos 2: Ale po co ?!

 

 

Głos 3: Lubię to!

 

 

Głos 4: Skoro nie ręka to co ?!

 

 

Głos 5: Wznieśmy za to toast !

 

 

Głos 6: Wygrał dwie walki, dotknął Vaclava, na pewno jest dużo wart. A my potrzebujemy pieniędzy, jesteśmy gwiazdami nowego pokolenia! Potrzebujemy piniędzy na ukazanie naszych talentów!

 

 

Głos 5: I na whiskey!

 

 

Głos 3: Rachunek za światło też nie opłacony...

 

 

*********

 

 

Ciągle przebywamy na backstage, tym razem jednak ukazane nam zostają przgody przykładnego katolika Saint Angera, który to z twarzą schowaną w dłoniach, siedząc na krześle, w duchowy sposób liże rany po przegranej walce. Jak się po chwili okazuje do tych gorzkich żali przyłącza się drugi i chyba ostatni żarliwy katolik BGW Benito Demianiuk.

 

 

Benito Demianiuk: (wręczając Angerowi butelkę wody) Regeneruj siły, to jeszcze nie koniec.

 

 

Saint Anger: Ta porażka była wolą Boga, dlaczego próbowałeś w nią ingerować?

 

 

Benito Demianiuk: Masz racje, to była wola Boga. Bóg wystawił na próbę mnie, nie ciebie.

 

 

Saint Anger: Nie rozumiem...

 

 

Benito Demianiuk: Chciał sprawdzić na ile silna jest moja wola. Chciał sprawdzić czy mogę patrzeć jak mój brat, katolik jest poniewierany przez niewiernego, czarnego psa.

 

 

Saint Anger: Nie pochwalam tych metod i nie pochwalam tego jak wyrażasz się o moim przeciwniku.

 

 

Benito Demianiuk: Nie mówię o nim jak o człowieku, to bydlę. Niecywilizowane bydle, które ledwie zeszło z drzewa i postawiło stopę na białym lądzie. Gdyby twój pies, którego codziennie karmisz pewnego dnia cię ukąsił, czy nie wymierzyłbyś mu kary ?

 

 

Saint Anger: Jak mawiał św. Franciszek...

 

 

Benito Demianiuk: To bzdura! Brak im duszy, jak tej bestii, którą zniszczyłem przed tygodniem.

 

 

Saint Anger: To ty odpowiadasz za ten motor ?

 

 

Benito Demianiuk: Wymierzyłem karę, nim nastąpi rozgrzeszenie konieczna jest pokuta.

 

 

Saint Anger: ... i żal za grzechy.

 

 

Benito Demianiuk: To kolejny z powodów. On łaknie zemsty, będzie chciał walczyć, będzie chciał cię zniszczyć, ale jesteś potężniejszy. Wymusisz go na nim, to jeszcze nie koniec jego drogi krzyżowej.

 

 

Saint Anger: ... ale

 

 

Nie zdążył dokończyć, bo Benito zniknął niemal tak samo niespodziewanie jak się pojawił.

 

 

*********

 

 

Po raz kolejny dziś mamy przyjemność podążać za plecami sędziego Borsuka. To właśnie takie ujęcia czynią R*zpierdolfest II galą wyjątkową, bo dzięki niej możemy dowiedzieć się rzeczy przełomowych. Ile razy zastanawialiśmy się co cisi bohaterowie każdej gali, sędziowie, robią w wolnych chwilach? Na pewno nie raz i nie dwa. Dziś znajdujemy odpowiedź na to pytanie. Jak się okazuje spędzają oni swoje przerwy jak zwykli śmiertelnicy, przechadzając się po korytarzu hali, ale w przeciwieństwe do przeciętnego wrestlera unikają wpierdolu i obiektywów kamer. Widać jednak, że panu Borsukowi brak sędziowskiego obycia, bo już drugi raz dzisiaj skierował na swoją osobę oczy milionów widzów. A co robi jego osoba? Idzie, idzie i pewnie szła by dalej gdyby nie nieoczekiwana przeszkoda na tej drodze w postaci Vaclava! (cheer) Były FTW champ i partner Nasa, z piwem w jednym ręku i krzesłem w drugim staje naprzeciwko arbitra budząc jego żywy niepokój.

 

 

Vaclav: (biorąc big łyka) A więc zero extremy ?

 

 

Filip Borsuk: Nie rozumiem.

 

 

Vaclav: Smuci mnie, że rżniesz pan przysłowiowego głupa, bo na pierwszy rzut oka wyglądałeś na rozsądnego faceta.

 

 

Filip Borsuk: Nie rozumiem.

 

 

Vaclav: (bierze łyk piwa i popada w zadumę) Człowiek istotą nieomylną nie jest. Jednak jak to ujął mój były partner, a obecny tyran, Nas, ty nie jesteś człowiekiem, jesteś pan półbogiem! Nieomylnym arbitrem, a wiesz co Bóg zrobiłby w tej sytuacji?

 

 

Filip Borsuk: (machając przecząco głową) ....

 

 

Vaclav: Powinien napić się piwa (bierze łyka) i wsłuchać się w głos swoich owieczek, które rzezi pragną, o extremę się modlą, która przez jakieś odczłowieczone przykazanie stała się w Blood Guts Wrestling owocem zakazanym.

 

 

Filip zdobywa się jedynie na porozumiewawcze kiwnięcie głową.

 

 

 

Vaclav: A ja bardzo nie lubię gdy ktoś mnie wyprasza z baru... tfu, raju. Rozumiesz?

 

 

Po raz kolejny porozumiewawcze kiwnięcie głową.

 

 

Vaclav: Chciałbym ja cię jedynie prosić abyś zachował resztki rozsądku i postąpił jak prawdziwy bohater, dajmy na to Daredevil, nie musisz widzieć wypaczeń Hardcore Hero, bo działamy po tej samej stronie mocy, tylko że ja jestem bardziej takim Punisherem, ale (podnosząc do góry krzesło) nie chciałbyś mnie wchodzić w drogę.

 

 

Sędzia Borsuk na widok krzesła wykonuje kilka asekuracyjnych kroków do tyłu, co nie wiadomo dlaczego wywołuje uśmiech na Vaclavowej twarzy, w ramach triumfu bierze ostatni łyk piwa po czym wyrzuca puszkę za siebie i ściska owinięte drutem kolczastym krzesło w obu rękach.

 

 

Vaclav: (do krzesła) Nadeszła qrwa pora abyśmy wsłuchali się w głos ludu.

 

 

*********

 

 

Drugi raz dzisiaj mamy przyjemność gościć w gabinecie komisarza Jazzowskiego. Jak przystało na piastowane stanowisko były EWF FTW champ nos ma schowany głęboko w różnej maści dokumentach, których wiarygodność mocno straciła na znaczeniuy po ostatnim przemówieniu porywaczy. Skoro już wiemy, że nie są to listy z ZUSu to co? Może kiedyś nasza wiedza zostanie zaspokojona, ale aktualnie mamy na uwadze ciekawsze rzeczy. Ktoś właśnie zapukał do drzwi gabinetu.

 

 

Nas Jazzowski: Proszę.

 

 

Tajemniczym „ktosiem” okazuje się być porucznik Jan Rejdych.

 

 

Nas Jazzowski: (wskazując na fotel) Proszę spocząć.

 

 

Jan Rejdych: (zajmując wskazane miejsce) Pan mnie wzywał, stało się coś?

 

 

Nas Jazzowski: Myślę, że obaj doskonale wiemy co się stało.. i co nie powinno się stać.. nie ma więc potrzeby udawania, że problem nie istnieje, choć nie wykluczam, że być może panu z tym wygodniej.

 

 

Jan Rejdych: (wytrzeszczając oczy) Pozwolę sobie aż kurwa przeklnąć, bo mam pewne podejrzenia.

 

 

Nas Jazzowski: W której ze spraw? W sprawie ataku na mnie, na Vaclava czy może zniknięcia World Title? Trochę się tego uzbierało.

 

 

Jan Rejdych: To prawda, problemy się nawarstwiły.

 

 

Nas Jazzowski: I, że pozwolę sobie kurwa przeklnąć, w tym tkwi problem! Problemy zamiast nie istnieć nawarstwiają się sobie w najlepsze.. z tego co pamiętam nie taka była umowa.

 

 

Jan Rejdych: Odpowiednie procedury zostały wprowadzone, winni zostaną ukarani.

 

 

Nas Jazzowski: W której sprawie ?! Ponawiam pytanie.. w której sprawie ?! Dlaczego mydlisz mi pan oczy.. otrzymałem zapewnienie, że jest pan najlepszym człowiekiem.. jedynym, który jest w stanie zapewnić moim zawodnikom bezpieczeństwo.. i czego jestem świadkiem ? Nie dość, że moi zawodnicy nie są bezpieczni to tego samego dnia dwóch napastników wchodzi do tego gabinetu i bez konsekwencji gra moją głową w ping-ponga.. czy mogę być z takich gier i zabaw zadowolony ?

 

 

Jan Rejdych: Nie. Ktoś ewidentnie zawiódł, być może wina leży po stronie mojej wrodzonej, oficerskiej dobroci, za dobry byłem dla tych skurwieli, za dobry, nie dałem przykładu, nie rozpierdoliłem łba, moja wina.

 

 

Nas Jazzowski: Jestem daleki od takich wniosków, choć może prawdą jest, że ryba psuje się.. nieważne.. nigdy nie byłem zawistyny, nie szukałem zemsty tylko sprawiedliwości.. i teraz też jej wymagam.. wymagam, aby postulaty zawarte w naszej umowie były sprawiedliwie zrealizowane.. jeśli do zapewnienia tego potrzebny będzie stosowny przykład.. to nie moja sprawa.. nie pochwalę tego, ale nie będę też oponował.

 

 

Jan Rejdych: (uśmiechając się szyderczo pod nosem) To z całą pewnością mogę panu zagwarantować.

 

 

Nas Jazzowski: Cieszę się..

 

 

*********

 

 

Robimy szybki przeskok na podziemny parking gdzie zobaczyć można Benito Demianiuka... leżącego w kałuży krwi! Ten smutny, a zarazem zmuszający do refleksji widok zakłócony zostaje warkotem silnika, który z każdą sekundą staje się coraz bardziej donośny, po paru sekundach osiąga jednak punkt kulminacyjny i gwałtownie zmniejsza swój ton. Owym punktem są zwłoki Demianiuka. Dwaj mężczyźni w kaskach, siedzący na pięknie wypolerowanym Harley’u Davidsonie swym śmiechem niemal zupełnie zagłuszają pracę maszyny. W końcu po krótkim podziwianiu swoistego kabaretu jeden z nich rzuca w Serba różańcem, który pod wpływem uderzenia o ziemię rozrywa się, a koraliki po kąpieli we krwii nabierają barwy czerwonej.

 

 

Mężczyzna: (przez śmiech) Wieczny odpoczynek racz ci dać Panie!

 

 

Motocykl po raz kolejny zaczyna działać na pełnych obrotach, a mężczyźni przy jej pomocy oddalają się z miejsca zbrodni.

 

 

*********

 

Konrad Ochucki: Nie mogę patrzeć na komisarza, taki jest strapiony. Musisz to naprawić.

 

 

Bogusław Montana: (robiąc maślane oczy) Kondziu, proszę, daj mi się nacieszyć.

 

 

Konrad Ochucki: Twoje szczęście komisarz przepłaca łzami!

 

Bogusław Montana: Ale on jest daleko, jego lament cię bezpośrednio nie dotyka. Jeśli odbierzesz mi mój skarb nie pozwolę ci dość do słowa.

 

 

Konrad Ochucki: To szantaż?

 

 

Bogusław Montana: Broń Boże! Apel do twego sumienia. Zrozum mnie Kondziu, jestem wiecznym przegranym...

 

 

Konrad Ochucki: Naprawdę?

 

 

Bogusław Montana: Za młodu zapisałem się do solidarności, ale mnie nie szanowali, nie poznali się na moim potencjale, więc zacząłem pisać raprty, piękne, kwieciste, ale ojciec był ziemianinem i nic nie wyszło z mojej kariery w służbie bezpieczeństwa.

 

 

Konrad Ochucki: Wzruszające.

 

 

 

 

*********

 

Ucieczka ze stoczni:

Jimmy Hendrixon vs. Max Craven

 

 

Starcie rozpoczyna się w jednej ze stoczniowych hal. Jako, że obowiązuje w nim zasada braku dyskwalifikacji, a reguły zwycięstwa są stosunkowo klarowne  BGW odpuściło sobie  uczestnictwo w walce sędziego. Na terenie Stoczni Gdańskiej są więc jedynie, kamerzysta i dwaj zawodnicy. Z przyczyn technicznych nie wchodzą oni na arenę przy akompaniamencie swych theme’ów. Ogólne wrażenie jest więc takie, iż jest to bardzo niskobudżetowe widowisko, które przypomina bardziej starcia na dzikim zachodzie w samo południe. Jako pierwszy oczom naszym ukazuje się Max Craven. Członek Fuck The Milicja uzbrojony jest dosyć skromnie, nie trzyma za pasem rewolweru a jedynie popularny klucz francuski. Zdecydowanie większy respekt wzbudza jego oponent, który pojawia się z pokaźnej wielkości młotem. Zawodnicy powoli, patrząc sobie w oczy i na ręce zaczynają zmierzać w swoim kierunku. Kiedy są już niemal na dystansie wyprowadzania ciosu Craven gwałtownie przyspiesza i próbuje dynamicznego uderzenia francuzem w głowę rywala. Ten jednak zachowuje stosowny refleks, uchyla się i odpłaca uderzeniem młotem wprost w kolano! Z wiadomych przyczyn noga członka FTM gwałtownie się ugina, a będący na fali wyznawca Marksa naciera z trzonkiem młota na przeciwnika i uderzając go nim w szyję z impetem przygważdża do ziemi gdzie rozpoczyna bezlitosne duszenie. Dlaczego bezlitosne ? Puszcza go dopiero w chwili gdy twarz biednego bojownika w walce o niepodległość Polski robi się purpurowa niczym ring BGW. Max łapie gwałtwone hausty powietrza w momencie gdy  jego wróg podnosi go i prowadzi w kierunku znajdującego się nieopodal zbiornika na wodę. Jak nie trudno się domyślić ma to jeszcze bardziej zmusić do wysiłku płuca wyznawcy ideologii “śmierć, kutas i zniszczenie”. Kto był na tyle bystry i wpadł na ten sam pomysł co narrator, miał rację. Jimmy bierzez zamach i z impetem przypierdala głową oponenta o taflę wody. Nie spodziewał się chyba jednak, że podziała to na niego tak pobudzająco. Max miota się dramatycznie i w końcu wymierza swemu katowi dwa potężne łokcie , jeden w brzuch a drugi w okolice szyi.

 

 

Bogusław Montana: Potem było już tylko gorzej.

 

 

Konrad Ochucki: Mów dalej.

 

 

Bogusław Montana: Kolega z pracy szukał w mojej torbie wódki i natrafił na te nieszczęsne raporty. O ja nieszczęśliwy! Wiesz przez co wtedy przeszedłem ?

 

 

Konrad Ochucki: Boję się nawet domyślać.

 

 

Bogusław Montana: Zastraszyli mi żonę, matka się mnie wyparła, dzieci bały się chodzić do szkoły.

 

 

… to właśnie ten drugi cios sprawia iż mamy okazję podziwiać jak może wyglądać nasza codzienna egzystencja gdy zapadniemy na rozedmę płuc. Cała sytuacja trwa kilka sekund, po których między zawodnikami wywiązuje się dynamiczny brawl, w którym przewagę uzyskuje członem FTM. Kopie on swego przeciwnika w brzuch po czym wykonuje Spinebuster na leżący nieopodal kadłub statku. Owoc pracy stoczniowców rozpoda się w ciągu ułamka sekundy. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło jak powiadają. Craven chwyta jeden z metalowych fragmentów po czym uderza nim w twarz rywala. Blacha była chyba stosunkowo ostra, bo ten w tempie błyskawicznym zalewa się krwią. Max będąc pod wrażeniem skuteczności znajdujących się tu gadżetów, prowadzi adwersarza do pokaźnej wielkości stołu produkcyjnego, z którego przywłaszcza sobie hebel i kilkukrotnie przejeżdża nim po głowie Jimmy’ego!!! Ten krwawi już naprawdę, naprawdę intensywnie.

 

 

Bogusław Montana: Widzisz tego nieszczęśnika?

 

 

Konrad Ochucki: Hendrixona?

 

 

Bogusław Montana: Tak samo krwawiło moje serce gdy kazali mi cierpieć za pragnienie lepszego życia.

 

 

Konrad Ochucki: Naprawdę ci współczuję.

 

 

Bogusław Montana: Mogę więc to zachować?

 

 

Konrad Ochucki: Tylko do końca gali.

 

 

Bogusław Montana: Dziękuję, dziękuję, dziękuję!

 

Craven węsząc szansę na ucieczkę z tego kołchozu opiera wyznawcę Marksa o wspomniany wcześniej stół i przypierdala Superkickiem… nie! Marksistę stać na jeszcze jeden unik, którego nikt po nim by się nie spodziewał. Ba! Stać go nawet na kontratak, przypierdala rywalowi w głowę jakimś przypadkowym śrubokrętem… potem drugi i trzeci raz, tak że bojownik o niepodległość RP również zalewa się krwią. Następnie wykorzystując ostatnie pokłady energii ściska go za szyję i przypierdala Two Handed Chokeslamem! Obaj zawodnicy padają i leżą tak na betonowej posadzce przez kilkanaście sekund. Jako pierwszy do siebie dochodzi Hendrixon. Dość pospiesznie jak na swój stan fizyczny opuszcza halę. Kamerzysta węsząc pewną dawkę sensacji udaje się w natychmiastowy pościg. Marksista dociera do bramy stoczny bez większych przeszkód i próbuje się na nią wdrapać gdy zupełnie nagle zostaje w nią wgnieciony potężnym spearem ze strony Cravena! Jimmy cierpi niemiłosierne katusze, ale nie zamierza się poddać. Nie wiemy jednak czy się mu powodzi, bo cały obiektyw zarezerwowany jest dla twarzy członka Fuck The Milicja. Anarchista prawdopodobnie wyrywa kamerzyście jego narzędzie pracy krzycząc przy tym “Pierdolić media” po czym z zawrotną prędkością obraz zaczyna zmierzać w kierunku Hendrixona. .. Da się jeszcze słyszeć jakieś szmery, a przekaz się urywa.

 

 

Konrad Ochucki: I co teraz ?

 

 

Bogusław Montana: Zniknąłem. Musiałem. Opuściłem żonę, córkę, syna, teściową.

 

 

Konrad Ochucki: Pytam raczej o dalszą część walki.

 

 

Bogusław Montana: Czułem się dokładnie jak Hendrixon.

 

 

Konrad Ochucki: W jakim sensie ?

 

 

Bogusław Montana: Przez to, że chciałem mieć lepsze życie media przestały się mną interesować. Zniknąłem z ekranów telewizorów, tam brylował już Urban.

 

 

Konrad Ochucki: Poruszająca opowieść, sprawdźmy co słychać na backstage.

 

 

 

 

*********

 

Kamera przenosi nas do jednej z szatni, zajmowanej przez… niewiadomo, kogo dokładnie. Na stan tej niewiedzy składa się fakt, że postać tymczasowego właściciela siedzi odwrócona plecami do obiektywu i nie widać jej twarzy. Nagle, wszystko się wyjaśnia, gdyż tajemniczy osobnik zakłada na głowę maskę utrzymanej w kociej tonacji. Armor King, bo o nim tu mowa, miał właśnie wstać, gdy do szatni wszedł… Niszczyciel! (reakcja publiki) Miłośnik rodzimej literatury trzyma pod pachą małą tablice z składanym statywem.


Niszczyciel: Witam szanownego kolegę! Proszę spocząć, niepotrzebne są te uniesienia, przyświecają mnie jak najbardziej szczytne idee.

Zaskoczony Armor King siada z powrotem, lecz z postawy jego ciała można wywnioskować, że czujność nie odstępuje go ani na chwilę

Niszczyciel (ustawiając tablicę): A zatem, drogi kolego, możemy zaczynać lekcję. Pozwoliłem się, za pomocą przyniesionych pomocy dydaktycznych, wziąć na swoje barki ciężar pracy u podstaw, mającej na celu zaznajomienie kolegi z umiejętnością posługiwania się jakże pięknym językiem polskim.

Armor King:

Niszczyciel(wyjmując z kieszeni marker i rysując „A” oraz „a” na tablicy): „A” jest pierwszą literą alfabetu, jak również pierwszą literą twego, ekhm, „artystycznego” pseudonimu – Armor King (zapisuje na tablicy) dlatego też naukę zaczniemy od niej. Proszę powtarzać za mną: „A-aaaaaaaaa”

Armor King:

Niszczyciel: Nie ma, co się wstydzić kolego. Proszę, szeroko otwieramy pyszczek, to jest – buzię…

Armor King:

Niszczyciel: „A-aaaaa.” Widzę, że kolega nieśmiały, dlatego też w ramach zachęty – wierszyk, rymowanka. Proszę powtarzać za mną: Aaa, kotki dwa, szarobure obydwa…

 

Widocznie było tego za dużo dla Pride of the Warrior, gdyż zerwał się on energicznie i chwyciwszy wieszcza przyparł go do ściany…

Armor King: Wwwrrroaaarrrr!!!!

Niszczyciel: Prawie, ale nie dość dobrze, spróbujmy raz jeszcze…

Jednak Armor King nie miał chęci na dalsze nauki, gdyż grzecznie, acz stanowczo, wypchnął Wieszcza z szatni.

Niszczyciel (uchylając lekko drzwi): Co się stało z zasadą „Zero tolerancji”?

Odpowiedzią była tylko rzucona o zamykające się drzwi tablica

 

*********

 

 

Po raz drugi dzisiaj przenosimy się do ciemnego pomieszczenia, tym razem już od początku panuje tu gwar, a głosy w tle przypominają wołania arabskich ekstremistów, po kilku sekundach na ekranie pojawia się twarz mężczyzny w pończosze na głowie oświetlona promieniem latarki.

 

 

Porywacz: Jestem gwiazdą młodego pokolenia, urodziłem się w Ameryce i zostałem wychowany w duchu tamtejszej demokracji, od swoich pierwszych dni przyzwyczajałem się do tego, że każdy ma równe szanse. Ta federacja zniszczyła jednak mój światopogląd, nikt nie poznał się na moich talentach, podobnie jak na uzdolnieniach moich wspólników, którzy oburzeniu zasadami działania Szarej Strefy zbojkotowali swoje walki. Nie będziemy walczyć między sobą! To nasz pierwszy warunek. Drugi jest taki, że żądamy od federacji odprowadzania składek ZUS! Chcemy za swą ciężką pracę i poświęcenie w walce mieć pewność iż złotą jesień życia przeżyjemy godnie! Jeśli nasze postulaty nie zostaną zrealizowane wasz zawodnik nie dożyje emerytury. Macie godzinę na podjęcie stosownych kroków, po upływie tego czasu zamkniemy lodówkę na kłódkę i odetniemy tym samym naszemu zakładnikowi porcje żywieniowe. Spieszcie się!

 

 

*********

 

Jak widać zbyt długo bez komisarza wytrzymać nie możemy, po krótkiej przerwie ponownie lądujemy w jego gabinecie, w którym nadal gości porucznik Jan Rejdych. Wspólnie wpatrują się w ekran telewizora, na którym wyświetlony został komunikat porywaczy.

 

 

Jan Rejdych: Robimy coś z tym ?

 

 

Nas Jazzowski: Naprawdę nie mamy większych problemów?

 

 

Jan Rejdych: Uprowadzenie to nie tylko problem moralny, ale również prawny. Osobiście pierdolę paragrafy, ale można towarzystwo rozgonić raz-dwa żeby się nie pałętało po ekranie.

 

 

Nas Jazzowski: To problem drugorzędny.. mamy dwa priorytety.. pierwszy odnaleźć World Title i tego kto go zabrał.. drugi definitywnie ustalić napastnika, który pobił Vaclava i Woodsa podczas ostatniej gali.

 

 

Jan Rejdych: Crash sam się przyznał, nie drążyłbym tematu tylko wpierdolił w ramach kary.

 

 

Nas Jazzowski: Mam co do tego coraz większe wątpliwości.. nie zdziwiłbym się gdyby Crash przyznał się tylko dla title shota.

 

 

Jan Rejdych: Fakt, nie warto ufać tej podłej mendzie, (z nadzieją w głosie) ale zapobiegawczo wpierdolić można?

 

 

Nas Jazzowski: Nie.. zostawmy go.. mam przeczucie, że może się jeszcze przydać.

 

 

Jan Rejdych: Co z Vaclavem?

 

 

Nas Jazzowski: Wątpię, aby dotarło do niego to co powiedziałem na początku gali.. z pewnością będzie próbował postępować wg. własnych reguł.. dlatego też poczyniłem już pewne kroki, aby nie powtórzyła się sytuacja z ostatniej gali.. bardziej obawiam się wniosku, którego sporządzenia zapowiedział.. mam nadzieję, że nie znajdę na biurku jakiejś krwawej masy, która była wrestlerem.. trzeba więc.....

 

 

Komisarz nie zdążył dokończyć, bo ktoś przerwał mu pukaniem do drzwi.

 

 

Nas Jazzowski: Z nikim się nie umawiałem.. mógłby pan to sprawdzić?

 

 

Rejdych wstaje bez słowa i wyjmując zza pazuchy ubecką pałę, wyjątkowo ostrożnie otwiera drzwi... i nikogo nie zauważa. Asekuracyjne rozgląda się na boki, ale korytarz zdaje się być pusty. Coś jednak wzbudza jego niepokój i nagłe wzdrygnęcie, pochyla się i zauważa spoglądającą na niego smutnym wzrokiem karlicę znaną z EWF jako tajską karlicę widzianą przez Tony’ego w puszczy na Tajwanie. Ubrana jest ona w piękną różową sukienkę i pantofelki w tym samym kolorze. Włosy spięte ma w schludny kucyk.

 

 

Jan Rejdych: Co panią kurwa do nas przygnało? (wyciąga zza pazuchy wykrywacz metalu i sprawdza nim gościa) Procedury, jak się panienka wysadzi mniej po niej będzie sprzątania niż po mnie, a ja kłopotów nigdy nie chciałem przysparzać.

 

 

Kiedy porucznik upewnia się iż wszystko z uroczą karlicą jest w porządku przyjmuje od niej kopertę, równie różową co sam doręczyciel.

 

 

Jan Rejdych: (biorąc kopertę) Pięknie wyperfumowana, choć nie ma pewności, że w środku nie znajdzie pan cyjanku.

 

 

Nas Jazzowski: Nie wygłupiajmy się, mogą mnie pobić, ale chyba nie zabić. (wyciąga dłoń po kopertę)

 

 

Jan Rejdych: (wręczając Nasowi kopertę) Głowy bym sobie uciąć nie dał.

 

 

Nas Jazzowski: (otwiera list i zaczyna czytać) Drogi Nasie Jazzowski, Wiem, że jesteś człowiekiem dobrej woli. Zawsze uważałam Cię za przepełnionego miłosierdziem, dobrem, urokiem osobistym, nadzwyczajnym czarem i chęcią pomocy innym. Szczególnie tym najbiedniejszym i tym, którzy nie mogli obronić się sami. Zdarzały się przecież przypadki, że ludzie na przestrzeni czasu odnosili zwycięstwa w niesłusznej sprawie. Ale Opatrzność, w swej szczególnej trosce o zbawienie duszy tych najsłabszych, zawsze spieszyła by pokazać nam w całej oczywistości, że siła nawet przynosząca zwycięstwo na nic się nie przydaje, kiedy nie kieruje nią czyste sumienie. Dlatego apeluję do Twojego sumienia! Apeluję do czystości Twej duszy! Nie wzgardź tą biedną niewiastą. Nie opuszczaj tej cierpiącej kobiety w potrzebie. Popatrz na nią. Cóż ona zawiniła? Odpowiedź jest jedna, ja ją znam i Ty ją znasz. Niczym. Ona nie zawiniła niczym i niczym nie zgrzeszyła. Nie odnajdujemy w niej żadnej winy, gdy przybyła przed nasz majestat. Ty więc także nie odprawiaj jej. Nie odsyłaj na wieczną katorgę. Otocz ją swą opieką. Okaż wsparcie, dobroć i miłosierdzie. Proszę Cię o to, bo wiem, że sam jesteś dobry. Nigdy nie widziałam w Tobie zła. Zawsze wydawało mi się, że jeśli chodzi o czynienie dobra, to właśnie na Ciebie mogę liczyć. Nie chcę się rozczarować. Nie chcę też by ta biedna niewiasta się rozczarowała. Spójrz w jej oczy. Jakieś one są smutne. Wyciągnij pomocną dłoń i uratuj z otchłani. Oto Cię proszę i do tego Cię nawołuję. Esmeralda Martinez, Prezydent EWF, prezes zarządu. (przestaje czytać, a na jego twarzy pojawia się błogi uśmiech) Czasem nawet jedno dobre słowo potrafi poprawić człowiekowi humor.. szczególnie przy tak wielu istotach opluwających moje imię.. (patrząc na karlicę) usiądź niewiasto, masz ochotę na herbatę? Wypijemy i zastanowimy się nad odpowiednim zajęciem jakie będę mógł powierzyć Twoim delikatnym dłoniom.

 

 

Jan Rejdych: (spoglądając dziwnie na Nasa) Ja się chyba też kurwa napije.

 

 

Porucznik odmeldowuje się grzecznie z gabinetu komisarza zostawiając go sam na sam z powabną karlicą.

 

 

*********

 

 

Ponownie przenosimy się na podziemny parking gdzie widać jak kilku sanitariuszy uczestniczy aktywnie w akcji reanimacyjnej Benito Demianiuka. Ok, to przesada, po prostu usztywniają mu kark i kładą na nosze aby nie utopił się we własnej krwi co pewnie nie należdy do przyjemnych uczuć. Jeden z pracowników personelu medycznego trzyma nawet w rękach czarny worek, który wcale nie jest tak bardzo nieadekwatny do sytuacji zważając na to, że właśnie przez tłum gapiów przebija się Saint Anger. Robi to z taką determinacją jakby niósł ze sobą posługę ostatniego namaszczenia.

 

 

Saint Anger: Co mu się stało ?!

 

 

Sanitariusz: (próbując odciągnąć zawodnika) Proszę się odsunąć.

 

 

Saint Anger: Ani myślę! Co mu się stało ?!

 

 

Sanitariusz: Padł ofiarą brutalnej napaści, nie wygląda to najlepiej.

 

 

Saint Anger: Z czyjej ręki ?

 

 

Sanitariusz: Wyglądam na policjanta ?

 

 

Saint Anger: Wyjdzie z tego.

 

 

Sanitariusz: Nie jestem upoważniony do udzielania takich informacji. Proszę się odsunąć.

 

 

Saint Anger: ... ale.

 

 

Sanitariusz: Informacje o stanie zdrowia mogą otrzymywać jedynie członkowie najbliższej rodziny, a pan chyba się do nich nie zalicza.

 

 

Marek próbuje jeszcze w jakiś sposób argumentować swoje racje, ale zanim jeszcze otworzył usta został odciągnięty od zwłok przez dwóch rosłych sanitariuszy. Udaje mu się jednak w ostatniej chwili wyciągnąć z kałuży krwii fragment zniszczonego różańca, który z należnym dla symboli religijnych szacunkiem chowa do kieszeni.

 

 

 

*********

 

Konrad Ochucki: Czara goryczy została osłodzona komisarzowi łyżką miodu

 

 

Bogusław Montana: Mówisz o pobiciu Demianiuka?

 

 

Konrad Ochucki: To akurat było przykre.

 

 

Bogusław Montana: Zauważyłem w tej tragedii uroczy wątek miłosny. Ludzie to lubią Kondziu!

 

Konrad Ochucki: Tak sądzisz?

 

 

Bogusław Montana: Pewnie. Zacznijmy organizować gale codziennie, ograniczając je jedynie do tego wątku.

 

Konrad Ochucki: Coś ci się pomyliło.

 

Bogusław Montana: Naprawdę jestem bardziej zainteresowany czy Saint Anger odważy się uprawiać seks ze sparaliżowanym Serbem niż wynikiem najbliższej walki.

 

Konrad Ochucki: Ale walczy w niej twój ulubieniec!

 

 

Bogusław Montana: Pysieq ?

 

 

Konrad Ochucki: Armor King.

 

 

Bogusław Montana: OH! Nadchodzi najbardziej kwiecisty okres w jego karierze, marzec, gorące kotki ochładzane przez zimny powiew wiosennego wiatru.

 

 

 

BGW Shockwave Title:

Niszczyciel vs. Armor King vs. Neisan

 

Rozbrzmiewa Onyomuza - Kokkui No Tenyom, a sufit hali zaczyna mienić się najróżniejszymi japońskimi symbolami tworzonymi przez niewielkie, świecące lampki. Po chwili brama zostaje otwarta a z jej wnętrza wyłania się Neisan, którego publiczność wita największym cheerem spośród wszystkich zawodników biorących udział w tej walce. Japończyk wskazuje palcem na migające światełka, a następnie energicznym ruchem chowa dłonie do kieszeni swego płaszcza i rozglądając się ciekawie po publiczności idzie do ringu. Gdy już się w nim znajduje, staje na środku i momentalnie pochyla się wywołując ciemność w całej hali. Po chwili jednak energicznie podnosi ręce i światła ponownie się zapalają.

 

 

Światła na hali gasną a z głośników grać zaczyna Kult – Polska. W momencie gdy do gry wchodzi sekcja dęta utworu na arenie zaczynają migać czerwone światła a spod Titantronu wybiega Niszczyciel i przybijając piątkę niemal każdemu fanowi dostaje się na ring. Gdy jest już w pierścieniu unosi w górę orzełka umieszczonego na koszulce.

 

 

Z głośników uderza Disturbed – Warrior, a pod Titantronem pojawia się Armor King. Zawodnik w trakcie drogi do ringu spogląda na publiczność zza maski pantery. Kiedy jest już w pierścieniu wchodzi na jeden z narożników, jedną ręką wskazuje na Titantron, a drugą markuje przecięcie gardła i pokazuje kciuk w dół dla swych przeciwników.

 

 

Sędzia daje sygnał do rozpoczęcia walki, słychać gong. Wszyscy trzej zawodnicy zaczynają krążyć od narożnika do narożnika, sprawdzając się, aż Niszczyciel i Armor King zbliżają się do siebie, przepychając się. Zdenerwowany lekceważeniem go Neisan w tym czasie wszedł jednak na narożnik i trafiając Missile Dropkickiem Armor Kinga, wepchnął go w Niszczyciela. Więksi zawodnicy powoli stoczyli się z ringu, w którym samotnie stoi azjata. "Nippon Flying Machine" tauntuje, po czym odbija się od lin i skacze poza ring na wstających przeciwników z Suicide Divem! (cheer)

Neisan podnosi się po chwili, kierując się logiką wybiera lżejszego Niszczyciela, podnosi go i wrzuca na ring. Już na ringu japończyk przywraca Wieszcza do pionu, po czym uderza go łokciem, kopie w klatkę, daje liścia lewą, prawą i uderza ostatniego z obrotu, następnie biegnie na liny i odbija się od nich z zamiarem wykończenia Ex-Destroyera. Jednak gdy Neisan biegł w kierunku lin, na ring wbił się Armor King, front kickiem odepchnął Niszczyciela, a teraz nadal biegnącego oraz zaskoczonego “Little Dragona” atakuje STO. Leżącego twarzą do maty azjatę Armor King kilkukrotnie kopie, po czym podnosi duchowego następcę Mickiewicza i podnosi go do powerbomba! W takiej pozycji podchodzi do leżącego Neisena, przechodzi nad nim i wyrzuca Niszczyciela do tyłu, w efekcie czego spada on na “Nippon Flying Machine”. King nie kończy jednak, tylko od razu atakuje standing moonsaultem na leżących na sobie przeciwników! “The Pride of the Real Warrior” podnosi japońskiego zapaśnika i wrzuca go do narożnika. Z zamiarem zrobienie tego samego z Wieszczem podnosi owego, jednak ten kontrując uderza podbródkowym Armor Kinga, rzuca go na matę Scoop Slamem i zakłada mu Celę Konrada (Figure Four Leglock)! Nie był jednak nawet blisko zwycięstwa, zamknięty w “Celi” zapaśnik szybko doczołgał się do lin i sędzia rozerwał chwyt Niszczyciela. Franciszek Kruczek próbuje motywować swojego podopiecznego krzycząc: “Twój ostatni wiersz ch*jowy, nawet nie czytałem!”.

 

 

Bogusław Montana: Dlaczego on się wtrąca ?!

 

 

Konrad Ochucki: Jest managerem Niszczycielem.

 

 

Bogusław Montana: I myśli, że ma prawo pozbawić zwycięstwa Armor Kinga ?

 

 

Konrad Ochucki: Pewnie taki ma cel.

 

 

Bogusław Montana: (zakasając rękawy) E! Ty! Wypierdalaj stamtąd, już! Nie zepsujesz memu ulubieńcowi najpiękniejszego miesiąca w jego karierze! Pomóż mi Kondziu.

 

 

Konrad Ochucki: Wolę nie.

 

 

Bogusław Montana: I ty Reksiu przeciwko niemu ?

 

 

Zdecydowanie podziałało to, wściekły poeta podnosi pantero-podobnego, próbuje rzucić go na liny, jednak kontra! Armor King sam rzuca go na liny, ale w nagrodę dostaje Running DDT! Wieszcz nie spuszcza z tonu, lecz prędko wchodzi na narożnik i uderza Diving Leg Dropem, po czym odlicza. 1... 2... Kick out! Zirytowany podchodzi do podnoszącego się właśnie Neisana i coś do niego mówi. Japończyk przeskakuje nad linami i czeka na apronie, przy narożniku, King natomiast zostaje zawieszony nogami na najwyższej linie przy narożniku w pozycji tree of woe przez Niszczyciela. Czyżby chcieli dokonać Coast to Coast?! Azjata wskakuje na liny i springboardem odbija się, jednak wskakuje na Wieszcza i wykonuje hurricanranę! 1... Kick out! Oszukany Polak szybko wstaje i zaczyna wydzierać się na Neisana, który jakby obrażony odsuwa się... i uderza Superkickiem! Niszczyciel jednak nadal stoi, Azjata biegnie w kierunku lin, jednak Wieszcz pobiegł za nim i w chwili odbijania się Neisana od lin wyrzucił go Cactus Clotheslinem! Wieszcz wchodzi na ring, staje w narożniku i oczekując na wstającego Armor Kinga krzyczy: “Ku chwale polskiej poezji!”. Niszczyciel biegnie na Armor Kinga zamierzając uderzyć Odę do Młodości (spear), jednak literat trafia jedynie w narożnik. King obraca go, uderza pięścią w twarz raz, drugi, kopie go w brzuch, po czym chwyta do Tombstone Piledrivera! Niszczyciel uderza głową o matę, wrestler utożsamiający się z kotopodobnymi pewien zwycięstwa odlicza. 1... 2... Kickout! Lekko sfrustrowany Armor King podnosi oponenta, bierze go za głowę i trafia neckbreakerem, po czym od razu podnosi przeciwnika i próbuje suplexa. King próbuje wykonać swojego firmowego Multi-Throwa! Wieszcz uderza w matę, Armor podnosi go za ramiona do pozycji krucyfiksu i zabiera się do Crucifix Powerbomba. Niszczyciel jednak wyswobadza jedno ramię, uderza łokciem w głowę adwersarza i opada na ziemię. Po uderzeniu kilku łokci w plecy, poeta bierze przeciwnika na plecy w celu wykonania Epopei (Burning Hammer)! Ociągał on się jednak zbyt długo, na ring wrócił Neisan, który znów atakuje Superkickiem! Armor King ześlizguje się z otłumanionego przeciwnika i pada na matę, Japończyk natomiast kopie Wieszcza raz, drugi w nogę i trafia go dropkickiem w kolano, przez co Polak przyklęknął. Neisan odbija się od lin i trafia Shining Wizardem, po czym przypina! 1... Armor King przerywa kopnięciem azjaty w głowę!

 

 

Bogusław Montana: Pięknie! Jest twój!

 

 

Konrad Ochucki: Dość osobliwy sposób na zaloty.

 

 

Bogusław Montana: Zostaw go Armorze! Nie jest tego wart! Nie ryzykuj.

 

 

Konrad Ochucki: Co ma ryzykować?

 

 

Bogusław Montana: Zarażenie FIV! Ten Japończyk wygląda podejrzanie.

 

 

Gdy w okolicę ringu przybywa Aero, King podnosi Neisana i wykonuje Suplexa, znów zaczynając Multi-Throw! Suplex zaliczony, więc Japończyk przyjmuje Jackhammera. Armor nie spuszcza z tonu, podnosi mniejszego zapaśnika i wkłada jego głowę między nogi, po czym głośnym rykiem daje znak publiczności. “The Steely Wrestler from Regions Unknown” podnosi Neisana do powerbomba, jednak ten próbuje walczyć! Uderza raz, drugi, trzeci, efektem czego King zatacza się do przodu, gdy uderza w liny, a Kaen wychylając się poza liny próbuje Hurricanrany poza ring! Jednak gdy tak wisi do góry nogami, szybko widok Aero z krzesłem wywołuje konsternację na jego twarzy. Aero bierze zamach i z całej siły uderza prosto w głowę Neisana! Armor King podnosi go spowrotem do właściwej pozycji, obraca się i uderzając powerbomba nawet nie kontynuuje kombinacji, tylko odlicza. 1... 2... 3... Zwycięża Armor King!

 

 

Bogusław Montana: Tak! Armor King wykorzystał swą szansę! Druga taka może nadarzyć się dopiero za rok.

 

 

Konrad Ochucki: To niezwykle utalentowany zawodnik.

 

 

Bogusław Montana: Racja, jeśli nie spocznie na zapiecku widzę przed nim krainę mlekiem płynącą.

 

 

Konrad Ochucki: Piękna wizja.

 

 

Bogusław Montana: Jazzowski musi o niego dbać, ale nie rozpieszczać.

 

 

*********

 

 

Nadal jesteśmy na jednym z wielu korytarzy w gdańskiej gali. Tym razem widok ten jest iście oficerski, bo na przechadzkę nim wybrałsię porucznik Jan Rejdych, wracający prawdopodobnie z wizyty w gabinecie komisarza Jazzowskiego. Maszeruje on zgrabnie, krokiem defiladowym, nie rozglądając się na boki, bo wie, że jest panem we własnym folwarku co z miejsca wyklucza jakikolwiek atak. Czegoś jednak się chyba przestraszył, bo momentalnie z płynnego marszu przechodzi do pozycji baczność a jego twarz krzywi się w wyrazie głębokiego niezadowolenia. Kamera robi szybki zwrot o 180 stopni po którym na ekranie pojawia się postać Crasha.

 

 

Crash: Kogo to moje oczy widzą.

 

 

Jan Rejdych: Jak to mówią – zezowate szczęście.

 

 

Crash: (śmiejąc się donośnie) Całkiem zabawna, riposta, całkiem zabawna.... powiedziałbym nawet, że śmieszna, ale ten termin zarezerwowany jest dla innych poczynań pana porucznika.... dajmy na to kwestii ochrony.

 

 

Jan Rejdych: Gdybyś był kurwa moim synem moglibyśmy mówić o śmieszności moich poczynań.

 

 

Crash: Niech pan wypluje te słowa! Bycie pana synem to kolejny śmieszny termin.... bo jeśli w łóżku równie perfekcyjnie operuje pan tylko językiem.... to chyba nie prowadzi do podtrzymania ciągłości rodu, prawda ?

 

 

Jan Rejdych: (zbliżając się niebezpiecznie do Crasha) Posłuchaj dupku, to co robię i jak robię powinno cię gówno obchodzić. Szczególnie podkreślam wyraz powinno, bo kiedy kurwa zacznie to na pewno nie z własnej woli. Kiedy kurwa zacznie, będziesz się modlił więcej niż papież aby doznać amnezji i raz na zawsze zapomnieć o tym, że kiedykolwiek ktoś wyrzygał cię z macicy.

 

 

Crash: Mocne słowa.... naprawdę mocne.... liczę, że teraz, kiedy upuściliśmy złe emocje możemy dobić pewnego interesu.

 

 

Jan Rejdych: Nie sprzedałbym ci nawet pierdolonego gówna, bo do końca życia dręczyłbym się, że znalazłeś w niej orzeszka i pożyłeś dzień dłużej.

 

 

Crash: To interes, który nam obu przyniesie korzyści.... a panu w szczególny sposób pomoże odbudować wizerunek.

 

 

Jan Rejdych:  Nie potrzebuję niczego odbudowywać.

 

 

Crash: (dotykając niemal czoła Rejdycha) Wolimy wieść życie spokojnego starca, który za szczyt niebezpieczeństwa uznaje wyjście zimą do sklepu po bułki ?

 

 

Jan Rejdych: Nie doceniasz mnie chłopaczyno.

 

 

Crash: Nie, nie.... ja pana bardzo cenię.... ale pan porucznik ma chyba problem z odwzajemnieniem szacunku.... a ten układ jest bardzo prosty.... pan mi wystawi człowieka, który ukradł World Title.... a ja wykonam czarną robotę.... (uśmiecha się pod nosem) jestem w tym cholernie skuteczny.

 

 

Jan Rejdych: Gdybym wiedział kim jest ten skurwiel jako pierwszy urwałbym mu łeb za  przysparzanie kłopotów i niesubordynację.

 

 

Crash: Nie oszukujmy się.... nie jest pan człowiekiem, który o wszystkim mówi otwarcie.... nawet Jazzowskiemu.

 

 

Jan Rejdych: Nie muszę się kurwa z niczego tłumaczyć, jestem lojalny na tyle na ile mogę. Chcesz World title ? Szukaj go na własną rękę, ale nie licz na moją dobroć i pomoc. Ba! Możesz liczyć, że na każdym kroku będę ci to utrudniał, bo powiem kurwa szczerze, nie lubię cie dupku.

 

 

Crash: W takim razie dam panu kolejny powód....

 

 

Obywatel Miasta Chaosu niespodziewanie atakuje przechodzącego obok Venomousa, z impetem przypierdala jego głową o ścianę i wyrywa z ręki kij baseballowy. Rejdych widział już wiele, ale ta sytuacja zupełnie go przerosła. Tymczasem Crash nie próżnuje, uderza Poison of BGW baseball batem w brzuch, a kiedy ten pada na kolana bierze zamach i mierzy się do uderzenia byłego Pro Pain champa w głowę! Porucznik Rejdych wybudza się z transu po czym rzuca w kierunku Insane One, ale jest już za późno... tzn. pewnie by było gdyby kij o kilka centymetrów nie ominął głowy Venomousa.

 

 

Crash: (z szeroki uśmiechem) Wygląda na to, że jest czysty.... a to (pokazując kij).... fajny gadżet, pożyczę.

 

 

*********

 

 

Już trzeci raz dzisiaj znajdujemy się w tajnej bazie miejscowych porywaczy, jak na swoją profesję przystało tajemniczy osobnicy zachowują zimną krew i nie odzywają się do siebie ani słowem. Gdyby któraś z tych bestii miała serce z innego budulca niż kamień prawdopodobnie w tej ciszy słychać byłoby jego bicie.

 

 

Głos 1: A co jeśli nie odpowiedzą ?

 

 

Głos 2: Spokojnie, mają jeszcze czas.

 

 

Głos 3: Kilo żywca podobno znów poszło w górę.

 

 

Głos 5: Wypijmy za nasz rząd!

 

 

Zupełnie niespodziewanie wesołe dyskusje w pomieszczeniu przerwane zostają rytmicznym pukaniem.

 

 

Głos 6: (szptem) Cisza!

 

 

Głos 1: (szeptem) To może być coś ważnego...

 

 

Głos 3: (podniesionym tonem) Pan w sprawie porwania ?!

 

 

Baza ponownie wypełniona zostaje gwarem głośniejszych szeptów, warto też odnotować, że jeden z dźwięków do złudzenia przypominał uderzenie.

 

 

Zza drzwi: Puk, puk.

 

 

Głos 3: Kto tam?

 

 

Zza dzwi: Ankieter.

 

 

Głos 1: Tu nikogo nie ma.

 

 

Głos 3: Jak to nie ma?

 

 

Zza drzwi: Nie dajcie się prosić, słyszę dwa cenne głosy...

 

 

Nagle drzwi zostają wyjebane a w futrynie staje Vaclav, oświetlony blaskiem światła z korytarza, były FTW champ w jednym ręku trzyma krzesło a w drugim neseser.

 

 

Vaclav: ... one też mają znaczenie! (pauza) Ale po ciemku to my sobie nie poradzimy...

 

 

Mecenas Extremy naciska włącznik światła ukazując wizerunek porywaczy, są to Dark Samowski, Clandestine, Mr. Money, Miko, Mr. Wopio oraz Pysieq. Co warte odnotowania otaczają oni sofę, na której niedbale rozwalony, leży nieprzytomny Filu ze związanymi rękoma.

 

 

Vaclav: Tego właśnie szukałem, młodych, głodnych sukcesów gwiazd, które wiedzą czego oczekują od swej przyszłości (nagle zauważa unieruchomionego Filu) oho, widzę, że demokracja w tym pomieszczeniu jest poważnie ograniczana.

 

 

Pysieq: Do ataku!

 

 

Wszyscy zawodnicy Szarej Strefy zerwali jak jeden mąż na te wezwanie i z wielkim zapałem rzucili się na Vaclava, ten natomiast ze stoickiem spokojnem odłożył trzymany pod pachą neseser i rozpoczął szarżę z krzesłem. Pysieq... Mr. Money... Mr. Wopio... Miko... Dark Samowski... Clandestine... trzeba przyznać, że nie trwało to zbyt długo, każdy z rycerzy Szarej Strefy legł pod naporem chair shotów Vaclava. Wszyscy zapłacili za swój opór obfitym krwawieniem z czoła. Mecenas extremy, lekko zdyszany rozkłada krzesło po czym umiejscawia na niej odrzucony wcześniej neseser. Po jego otwarciu widać, że znajduje się w nim masa czystych kartek. Hardcore Hero chwyta leżącego nieopodal Pyśq’a za głowę i jak pieczątką przypierdala jego krwawiącym łbem w jedną z kartek! Tą samą czynność wykonuje z całą resztą swoich ofiar, odbijających odciski ich czaszki na kolejnych kartkach.

 

 

Vaclav: Głosowanie w okręgu szarej strefy można uznać za zakończone.

 

 

Były partner Nasa podchodzi do nieprzytomnego, aczkolwiek bardzo głośno chrapiącego Fila.

 

 

Vaclav: (pociągając nosem) Całkiem przyjemny sposób na porwanie.

 

 

Filu: (otwierając niepewnie jedno oko) Woooody...

 

 

Vaclav: (wyciąga z kieszeni piwo i obraca się w kierunku wyjścia) Dziwne masz pragnienia.

 

 

Mecenas Extremy chwyta za swój neseser i krzeszło po czym opuszcza pomieszczenie. Filu, mocno skacowany, wzdycha głęboko, obraca głowę i natyka się na wyskakującego zza kanapy SeBę! (mega cheer)

 

 

SeBa: (wyciągając w kierunku Fila puszkę Lecha) Chcesz łyka ?

 

 

*********

 

Z szatni Fila lądujemy w innej szatni, należącej prawdopodobnie do Anthony’ego Saint-Michela, bo to właśnie on z niej wychodzi. Kiedy stawia swoją stopę na korytarzu jego spokój zakłóca jakieś wołanie.

 

Tomasz Keller: Anthony, Anthony, udzielisz mi wywiadu?

Anthony Saint – Michael (przystając i chwytając Kellera za odzież wierzchnią): Wyjaśnijmy sobie szybko jedną rzecz – nie jestem jednym z tych wrestlingowych cudaków, których możesz nagabywać w ten niewybredny sposób. Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale Anthony Saint – Michael jest nazwiskiem wymawianym z szacunkiem, tak samo na ulicy, jak w świecie poważnych dyscyplin sportu, do jakich zalicza się Rugby. Dlatego też będziesz się do mnie zwracał z szacunkiem należnym prawdziwemu sportowcowi i w odpowiedniej formie grzecznościowej. Czy wyraziłem się jasno?

Tomasz Keller(po głośnym przełknięciu śliny): Tak, Anthony...

Anthony Saint – Michael (lekko podnosząc głos): Powtórzę: Czy wyraziłem się jasno?!

Tomasz Keller: Tak, panie Saint – Michael!

Anthony Saint – Michael(puszczając Kellera): Dobrze, skoro już wyjaśniliśmy sobie tą istotną kwestię formalną, pozwalam ci przeprowadzić ten wywiad.

Tomasz Keller: Panie Saint – Michael, pański debiut musiał zrobić na naszym komisarzu spore wrażenie, gdyż będzie to pański występ na zaledwie drugiej gali, a już jest to walka wieczoru. Oczywiście, taki skok w karcie może motywować, wszak jest to szansa na błyskawiczne wywindowanie kariery. Jednak Main Event oznacza również większą presję i trudniejszych przeciwników. Czy nie obawia się pan, że pański młody staż w wrestlingu będzie działał na pana niekorzyść?

Anthony Saint – Michael: Tą walkę traktuję jak kolejne wyzwanie, jakie postawiło przed mną życie. Jest to zarazem pierwsze prawdziwe wyzwanie, jakie spotyka mnie w tym całym wrestlingu. A jeżeli ktoś ma sprostać prawdziwemu wyzwaniu, to tylko prawdziwy mężczyzna. I w całej tej hali widzę tylko jednego osobnika zasługującego na te miano. Widzę go, gdy spojrzę w lustro. Reszta to banda chłopaczków tylko udających takowych. Chciałbym powiedzieć, że są zabawni, ale nie mogę. Dla mnie są po prostu żałosni. W wybranej przez siebie profesji ledwie dają sobie radę, a poza nią, są zupełnie bezradni. Ja w przeciwieństwie do nich radzę sobie w wszystkich aspektach życia, co udowodnię za parędziesiąt minut. Czy brak doświadczenia w ringu jest moją słabością? Nie – gdyż zupełnie go nie potrzebuje. Ulica bije mocniej, a upadek na nią boli jeszcze bardziej.

Tomasz Keller: Mocne to słowa, zważając na to, że przyjdzie panu zmierzyć się z jednym z najbardziej uznanych zawodników polskiego wrestlingu – Vaclavem.

Anthony Saint – Michael: Jego osoba nie robi na mnie żadnego wrażenia. Jest niczym pijaczkowie siedzący w najgorszych spelunach i opowiadający tym, którzy w ogóle chcą słuchać tych bredni, o swoich tryumfach. Tym większe jest moje zdziwienie, że znalazło się tak wielu chętnych słuchaczy. Jak widać, infantylność i naiwność fanów wrestlingu nie ma żadnych granic. Ale ja mówię, że czas zakończyć tą libację, która zwie się jego karierą i zwrócić uwagę wszystkich na kogoś, kto na nią w pełni zasługuje, czyli mnie.

Tomasz Keller: Chciałbym zwrócić tylko uwagę, że Mecenas eXtremy jest dość nietypowym wrestlerem i wielce możliwe, że nie będzie to standardowy match wrestlingowy.

Anthony Saint – Michael: Nie wiem, czy w tej chwili próbujesz mnie rozśmieszyć wspominając o tym żarcie, jakim jest ta cała otoczka hardcoreowca, czy obrazić moją inteligencję. W porównaniu z bójkami, w których przyszło mi brać udział, wyczyny Vaclava są niczym zabawa w piaskownicy, gdzie przyszło mu się bić z innymi o przysłowiowe wiaderko. Jeżeli będzie chciał sprawdzić się w prawdziwej walce rodem z ciemnych zaułków ulic omijanych przez przykładnych obywateli, to zapraszam serdecznie. Równie serdeczne będą moje życzenia szybkiego powrotu do zdrowia, jakie wypiszę mu na kartce pocztowej zaadresowanej na oddział OIOMu, na którym się znajdzie po dzisiejszej walce.

Tomasz Keller: Właśnie, jeżeli będzie pan zwyciężą dzisiejszego Main Eventu, to otrzyma pan Pride Title shot, o który walczyć pan będzie z Izzym Nilsenem. Ten drugi dziś nie walczy, czy to też pana zdaniem nie wpływa na pańską niekorzyść?

 

Anthony Saint – Michael próbuje odpowiedzieć na zadane pytanie, ale nie wiadomo dlaczego jego głos zostaje w okropny sposób zmutowany, tak że w żaden sposób nie idzie zrozumieć tego co mówi. Chwilę po zakłóceniach dźwięku, obraz również zaczyna szwankować po czym na ekranie pojawia się Izzy Nilsen! Jak wspomniał Keller, Black Wings nie ma dziś walki więc nie czuł też potrzeby zjawienia się w Gdańsku, przekaz video najwidoczniej pochodzi z jego mieszkania. Zauważyć tam można posiadacza Pride title shota, w ciemnych okularach, rozpartego w skórzanym fotelu, którego pozazdrościć mógłby mu sam Jazzowski, ze szklanką jakiegoś drogiego trunku w ręku i papierosem w ustach. W sumie nie siedzi on zbyt długo w tej pozie, bo z fajką ciężko by mu się mówiło, a chyba po to przerwał ten wywiad. Dlatego też zaciąga się po raz ostatni i kipuje połowę Lucky Strike’a w złotej popielniczce po czym zarzuca okulary na czoło i przeszywa widzów zimnym spojrzeniem.

 

 

Izzy Nilsen: Przepraszam, że przerywam ten festiwal egocentryzmu i czczych przechwałek, ale mam swoje powody. Nie mogę pozwolić aby chłopak ze slumsów wypowiadał się o mnie i o świecie, którego nawet nie widział na obrazkach, bo nie stać go nawet na pieprzoną pocztówkę przedstawiającą moją rzeczywistość. Jeśli są tu jednak jacyś fani ochraniaczy na jaja i tarzania się w błocie, w dwóch słowach streszczę jego przekaz – “bla, bla”. Tłumacząc z irlandzkiego na polski – poczekam na deszcz, ujrzę tęczę, pójdę na jej drugi koniec, spotkam leprechauna, ukradnę mu garniec ze złotem i kiedy będę dostawał orgazmu, że w końcu mi się w życiu powiodło po tym jak matka zostawiła mnie bo byłem brzydszy niż Niemiec z zespołem downa, Izzy Nielsen po raz kolejny zamieni moje życie w koszmar.

 

 

Blac Wings uśmiecha się pod nosem i w ramach swojego triumfu wyciąga z kieszeni koszuli papierosa, zapala i zaciąga się nim głęboko.

 

 

Izzy Nilsen: Sporo osób zarzuca mi, że mając tak ogromne dochody wcale się nimi nie dzielę. Nie prowadzę działalności charytatywnej, nie wspieram młodych geniuszy z biednych rodzin, nie agituję za demokracją w Libii. Mówiąc szczerze mam to głęboko w dupie. Nie dlatego, że ciężko zapierdalałem na wszystko co mam, nie dlatego, że codziennie wypruwam sobie żyły. (śmieje się) Biznes kręci się sam, wystarczy ładna buźka i odpowiednie IQ. Agencje reklamowe biją się o mnie, a ja wybieram tą która ma najfajniejszą nazwę. Rozumiem jednak, że Saintan nie ma tego komfortu, chociaż bardzo by chciał. Zamiast wypoczywać w SPA na Karaibach ma swój odpowiednik biorąc kąpiele błotne sami wiecie gdzie. Ja naprawdę chciałbym mu pomóc, chciałbym aby mógł sobie zafundować wakacje chociaż w Sulejówku i dlatego po raz pierwszy okażę sercę dla ofiary losu. Saintan, możesz dla mnie pracować, ostatnio wykończyłem pucybuta. Zszedł na zawał, bo wymagałem od niego zbyt dużego zaangażowania. Wyobrażasz sobie?! Ty jesteś idealnym człowiekiem do tej roboty, masz krzepę, masz ambicje, to robota z przyszłością, jeśli się sprawdzisz będziesz mógł pucować kible. Deal?

 

 

Izzy po raz kolejny zaciąga się głęboko i ponownie zakłada okulary.

 

 

Izzy Nilsen: Koniec tych żartów. Koniec kopania śmieci słowem, początek destrukcji fizycznej. Mam tu zajebiście, naprawdę, mam basen, fajki, kobiety piękniejsze niż mogłyby ci się przyśnić, patrząc na ten poziom życia mógłbyś z wkurwienia rozbić swój 20 calowy telewizor i spalić kolekcję pornosów, którą zbierałeś od ukończenia 15 roku życia. I nie zrozum mnie źle, nie jestem znużony, ale mimo to nie potrafię przestać się irytować. Nie potrafię przestać wkurwiać się na nieudloność tej federacji, która nie potrafi dostarczyć mi ofiar. Mogę to zrozumieć, ale nigdy nie zaakceptuję. Zawsze byłem samodzielny, swego czasu ktoś starał mi się nawet wmówić, że to jakaś pierdolona samotność. (pokazując naręczny zegarek, ładny) Dla kogoś czas niebawem się skończy, więc nie patrz przed siebie, bo możesz nie zobaczyć juta.

 

 

 

*********

 

 

Już po raz czwarty dzisiaj wizytujemy bazę już nie tak tajnych porywaczy Fila. W sumie nie wiadomo dlaczego to robimy, bo nie ma tu już nic ciekawego od czasu gdy Vaclav robiąc porządki wprowadził jeszcze większy rozpierdol. Sytuacja przedstawia się identycznie jak chwilę po ostatnim głosowaniu. Rycerze Szarej Strefy leżą nieprzytomni, bo nikt nie poczuł się do odpowiedzialności aby uprzątnąć ich zwłoki, zresztą przez brak stosownych składek żaden lekarz nie chciałby ich opatrzeć. Filu podobnie jak cała reszta, leży na kanapie wzdychając głęboko do stojącej nieopodal puszki Lecha, jako że sznury nadal krępują jego kończyny, bo SeBa jest zabieganym człowiekiem i nie zdążył go uwlonić, nie ma on możności zaspokojenia swego pragnienia. Podziwiamy te widoki w najlepsze przez co umknęło naszej uwadze, że właśnie do pomieszczenia wgramolił się Crash! Insane One trzymanym w ręku kijem baseballowym niedbale przewraca zwłoki porywaczy, tak jakby czegoś między nimi szukał. W końcu zauważa Fila i z lekkim uśmiechem dosiada się do niego na kanapę.

 

 

Crash: (wszkazując na puszkę) Masz ochotę?

 

 

Filu: Człowieku, o niczym innym nie marzę.

 

 

Crash: (otwierając puszkę i biorąc łyka) Twoja twarz nic mi nie mówi.... a powinna jeśli chcesz zaspokoić pragnienie.

 

 

Filu: Proszę...

 

 

Crash: Ja mam inne magiczne słowo.... World Title.... mówi ci to coś ?

 

 

Filu: Nie mam pojęcia....

 

 

Z twarzy Insane One momentalnie znika uśmiech, bezceremonialnie wylewa trochę piwa na podłogę.

 

 

Crash: Zła odpowiedź grubasku.... nie wiem dlaczego mi to robisz.... gdzie twoja empatia? Czy naprawdę nie widzisz, że jesteśmy w tym samym stanie? Obaj czegoś baaardzo pragniemy.

 

 

Filu: Ja naprawdę.

 

 

Obywatel Miasta Chaosu po raz kolejny, ze smutną miną wylewa trochę piwa na podłogę.

 

 

Crash: Proszę cię kurwa.... tylko ze mną nie igraj.... nie mydlij mi oczu, bo i tak są zmęczone obejmowaniem całej twojej.... postury.... (wskazując kijem na resztę nieprzytomnego towarzystwa) Chcesz skończyć jak oni ?

 

 

Filu: Nie.

 

 

Crash: Masz racje.... to byłobyt wspaniałomyślne z mojej strony.... (rzuca niemal pustą puszką w twarz Fila) Adios.

 

 

Insane One wstaje i dostojnie opuszcza szatnię, rozglądając się czujnie na boki. Widok Fila łapczywie zlizującego krople piwa ze swojej twarzy po raz kolejny wywołuje uśmiech na jego twarzy.

 

 

*********

 

Zważając na to, że już za chwilę odbędzie się pierwsza w historii walka o BGW Tag Team titles czas aby któryś z jej uczestników wypowiedział się na ten bardzo ważny temat. Biorąc pod uwagę iż Crash jest lekko zajęty poszukiwaniem World Title, przedstawicielem jego teamu został Aero, który jest tu wraz z Wiolettą Wielowieyską.

 

 

Wioletta Wielowieyska: Witam Państwa serdecznie, już niebawem poznamy pierwszych w historii BGW Tag Team champów. Wraz ze mną jest uczestnik tejże walki – Aero!

 

 

Aero: Mimo swego profesjonalizmy nie wystrzegłaś się od błędu.

 

 

Wioletta Wielowieyska: Gdzie go popełniłam?

 

 

Aero: Przedstawiając mnie jako uczestnika. Myślę, że nie musimy się bawić w takie uprzejmości i już teraz możemy ogłosić iż jestem pierwszym w historii Tag Team champem.

 

 

Wioletta Wielowieyska: To się jeszcze okaże.

 

 

Aero: Posłuchaj mnie kobieto, ta walka od początku była dla mnie chłodną kalkulacją. Kiedy łączy się ze sobą dwóch najbardziej uzdolnionych zawodników młodego pokolenia i stawia się naprzeciwko ich człowieka, który technikę wiąże jedynie z telefonami komórkowymi i innymi podobnemu temu gadżetami, a dla drugiego najważniejsza jest technika make upu, wynik może być tylko jeden.

 

 

Wioletta Wielowieyska: Nie uważasz, że Crash jest odrobinę nieprzewidywalny? Nie obawiasz się jakichś szalonych ruchów z jego strony?

 

 

Aero: Dlatego idealnie do siebie pasujemy. Też jestem nieprzewidywalny, też potrafię zaskoczyć. I oto w tej grze chodzi, nie możesz dać się rozgryźć, a kiedy gryziesz musisz robić to jak pitbull, bez ostrzeżenia, łamiąc kości.

 

 

Wioletta Wielowieyska: Mocne słowa, choć podczas swojej ostatniej gali bardziej przypominałeś, oczywiście bez obrazy, ratlerka.

 

 

Aero: (zaczyna się irytować) Za co oni ci płacą? Czy w ogóle widziałaś tą walkę?

 

 

Wioletta Wielowieyska: Tak.

 

 

Aero: Chyba nie jest tajemnicą, że ta porażka była czystym zbiegiem okoliczności, nawarstwieniem się niefortunnych kolei losu. Każdy kto oglądał ją z należną uwagą widział, że byłem w niej siłą dominującą, to mój styl sprowadzał ich na matę gdzie czuli sie zagubieni jak małe dziecko, które zgubiło zabawkę w piaskownicy.

 

 

Wioletta Wielowieyska: Na nic się to zdało, bo wynik mówi za wszystko.

 

 

Aero: Nie uznaję tego rezultatu. Dziś to ja zamiast Armor Kinga powinienem mieć na ramieniu ten tytuł. I miałbym go gdyby nie jeden, prezentujący najmniej skuteczny styl wrestlingu Japończyk, który wierząc w swoją efektowność zapomniał o tym jak powinno wygrywać się walki. Wrestling to nie gimnastyka, tu liczy się skuteczność, dlatego też jestem moralnym zwycięzcą. To ja nie Armor King zmusiłem Cravena do odklepania!

 

 

Wioletta Wielowieyska: Po gongu…

 

 

Aero: To był prawdziwy pokaz wrestlingu, jego najczystszy nurt. Dzisiaj po raz kolejny go ukażę i wraz z Crashem będziemy cieszyć się ze zwycięstwa, a Venomous i Banks będą zmuszeni odwiedzić kręgarza.

 

 

Wioletta Wielowieyska: Przekonamy się, dziękuję za uwagę, dla Blood Guts Wrestling, Wioletta…

 

 

Niestety nie ma chyba jeszcze za co dziękować, bo w obiektywie kamery pojawia się Vaclav!

 

 

Vaclav: Myślę, że w tej całej dyspucie nie padło zasadnicze pytanie, którego kobiecie zadawać nie wypada.

 

 

Wioletta Wielowieyska: ale…

 

 

Vaclav: Rozumiem wszelkie argumenty o równouprawnieniu, ale już dawien z dawna wiadomo iż Mecenas Extremy to dżentelmen, który damy wyręcza z najmniej przyjemnych obowiązków.  Czy możesz Wioletto usunąć się w cień ?

 

 

Dzielna reporterka próbuje jeszcze protestować, ale szybko uświadamia sobie iż nie ma to zbyt wielkiego sensu. Ostatecznie wtedy gdy Vaclav wypycha ją z kadru.

 

 

Vaclav: Mój drogi Aero, czas nam przeprowadzić prawdziwie męską rozmowę.

 

 

Naczelny przedstawiciel technicznego wrestlingu w BGW decyduje się jedynie na akceptacyjne skinienie głową.

 

 

Vaclav: Powiedz mnie co sądzisz o zabraniu extremy naszej pięknej federacji?

 

 

Aero: Uważam techniczny wrestling za jedyny czysty nurt…

 

 

Mądre słowa. Sądząc jednak po niezbyt wyrazistym zaakcentowaniu kropki The Technical chciał powiedzieć coś jeszcze, ale brzemię unoszonego krzesła momentalnie zamknęło mu usta.  Mecenas Extremy pewnie by mu zajebał gdyby nie to, że coś wytrąciło go z równowagi. A dokładniej ktoś, bo oto w obiektywie pojawił się Crash!

 

 

Vaclav: Z tego co mnie wiadomo w demokracji obowiązuje tajność głosowania.

 

 

Crash: Tak, masz rację…. ale zmuszanie do głosowania  upośledzonych też nie jest moralne.

 

 

Vaclav: Każdy głos ma znaczenie! Poza tym pamięta tego chłopaka z EWF, zachowywał się całkiem normalnie.

 

 

Crash: Nie widzisz jak się zachowuje? Nazywa się Aero a obwołuje się profesorem technicznego wrestlingu…. wcześniej miał problemy z ustaleniem liczby, w której występuje. Jego opinia nie może być…. (pokazując baseballowy kij) obiektywna.

 

 

Vaclav: (spoglądając na kij) Pardon, mój błąd. (klepiąc Aero po plecach) Wróć do mnie gdy wynormalniejesz.

 

 

Tymże miłym akcentem Mecenas Extremy pożegnał swego wyborcę i gdzieś się oddalił w poszukiwaniu kolejnych. Tymczasem Crash coraz bardziej eksponując swój kij zaczyna zbliżać się do swojego partnera.

 

 

Crash: Widzisz partnerze…. naprawdę mi na twoim dobru…. chociaż nie tylko dlatego cię uratowałem.

 

 

Aero: O co ci chodzi?

 

 

Crash: (uderzając kijem o rękę) Wisisz mi przysługę…. Nie musisz jednak nic robić…. Wystarczy jedna informacja…. Gdzie jest World Title?

 

 

Aero: (oddalając sie asekuracyjnie) Oszalałeś ?! Nie mam pojęcia.

 

 

Crash: Zła odpowiedź.

 

 

Insane One bierze zamach… i przypierdala kijem w brzuch czającemu się za Aero Neisanowi!

 

 

Crash: (uśmiechając sie szeroko) Nie myślałeś chyba, że skrzywdzę swojego partnera? Mamy jeszcze sprawy do załatwienia…. (wskazując kijem na Neisana) Potraktuj go jako prezent…. i motywację do dalszej pracy.

 

Insane One rzuca wyjętą niewiadomo skąd psią obrożę i rzuca ją rozstrzęsionemu Aero po czym obraca się na pięcie i znika z kadru. Naczelny technika BGW ociera trzymaną w ręku obrożą strużkę potu po czym zapina gadżet na szyi Japończyka i przymocowuje ją do stojącego nieopodal kontenera na śmieci.

 

 

Aero: Chciałbym ci tak wiele powiedzieć, ale za chwilę mam walkę. Mam nadzieję, że sie nie obrazisz gdy cię opuszczę na chwilę? To naprawdę będzie szybkie starcie.

 

 

The Technical podobnie jak jego partnera obraca się na pięcie i udaje się w drogę korytarzem, który jest ostatnim przystankiem w drodze na ring.

 

 

 

 

 

 

*********

 

 

Tym razem realizator raczy nas dość nietypowym przekazem, choć też nie do końca nieznajomym, bo ze zjawiskiem transmisji z amatorskiej kamery mogliśmy spotkać się już podczas ostatniej gali. Tym razem jej operator przenosi nas przed niezidentyfikowane drzwi (na pewno nie są one od stodoły więc polski lotnik na nich nie poleci), które po otwarciu ukazują schody skierowane w dół, warto dodać, że są to dość ładne schody, wykonane z marmurowych płyt, takie na których łatwo się poślizgnąć. Kamerzysta jednak doskonale o tym wie, ponieważ porusza się po nich ostrożnie, powoli, niemal bezszelstnie. A one posłusznie prowadzą go na sam dół, do niewielkiego pomieszczenia, w którym dzięki nikłemu oświetleniu generowanemu przez luźno zwisającą z sufitu żarówkę zobaczyć można tablicę korkową, zawieszoną nad stojącym w rogu biurkiem. Postać zmierza właśnie w tamtym kierunku. Powoli odkrywa kolejne ciekawe elementy wystroju pokoju, dzięki zbliżeniu zauważyć można iż wspomniana wcześniej tablica niemal całkowicie pokryta jest jakimiś obrazkami... Kolejne zbliżenie i kolejny szok, owe obrazki to zdjęcia przedstawiające Vaclava tuż przed i zaraz po pobiciu jakiego padł ofiarą podczas ostatniej gali. Niemal równocześnie z publikacją szokujących fotografii, na ekranie pojawiają się zakłócenia, a obrazowi z pomieszczenia towarzyszą dźwięki z R*zpierdolfest I.

 

 

 

… musicie przywyknąć, że chaos nie zna granic ...

 

 

Kamera robi szybki zwrot w dół i ukazuje z bliska biurko, na którym leży piękne, markowe pióro, fiolka tuszu oraz jakiś klucz.

 

 

... niech ten, który jest za to odpowiedzialny wie, że dzisiejszej nocy spokojnie nie zaśnie..

 

 

Postać bierze do ręki klucz i za jego pomocą otwiera szufladę, z której wyciąga jakąś kartkę.

 

 

... tylko ja jestem w stanie zapewnić waszym zawodnikom należne bezpieczeństwo ...

 

 

Kamera robi zbliżenie na ową kartkę, sporządzona jest na niej jakaś lista, ale przez niefortunnie padający cień i słabe oświetlenie nie widać czego dotyczy.

 

 

... postanowiłem, że rozwalę komuś łeb ...

 

 

Postać lekko się pochyla i zamacza pióro w atramencie, dzięki tej chwilowej zmianie pozycji da się ujrzeć iż na owej liście widnieje nazwisko Vaclava obok którego stoi krzyżyk.

 

 

... nie miałbym wyrzutów sumienia ...

 

 

Tajemniczy kamerzysta stawia kolejny krzyżyk na swojej liście, orientacyjne położenie wskazuje na to iż nie poprawia oznaczenia na Vaclavie, a na osobie z nr 2.

 

 

... zrobimy mu niespodziankę ...

 

 

*********

 

 

Konrad Ochucki: Mnóstwo ciekawych rzeczy w tym paśmie segmentowym.

 

 

Bogusław Montana: Myślę, że Vaclav ze swoją wizją demokracji zrobiłby niebywałą karierę.

 

 

Konrad Ochucki: Może w końcu mielibyśmy frekwencję ponad 50% ?

 

 

Bogusław Montana: I PSL poza sejmem ?

 

 

Konrad Ochucki: Na to bym nie liczył. Vaclav to typowy ludowiec.

 

 

Bogusław Montana: Faktycznie, nawet poczucie humoru ma jak Pawlak.

Konrad Ochucki: Polemizowałbym.

 

 

Bogusław Montana: Wybacz, wiem, że marzyłeś o tym tytule. Zawsze został ci jednak Kuchciński.

 

 

Konrad Ochucki: To jednak nie to samo.

 

 

Bogusław Montana: Głowa do góry Kondziu! Ja też nie mierzę wysoko, taki ze mnie przeciętny Poncyliusz.

 

 

 

 

Drużynowy R*zpierdol – Tag Team Titles:

Crash & Aero vs. Ricky Banks & Venomous

 

 

Wreszcie puszczony zostaje theme ostatniego zawodnika – Three Days Grace: Gone Forever. Przez bramę przechodzi skupiony Aero, a zanim podąża jego menager, Chris. The Thechnical pewnie wchodzi na ring, gdzie rozgrzewa się po boksersku w swoim narożniku i zdejmuję swoją bluzę, by oddać ja Chrisowi. Jeszcze kilka podskoków w miejscu i Aero jest gotowy do stawienia czoła pozostałym oponentom.

Z głośników wydobywa się Editors – Papillon, a światła w całej arenie gasną pozostawiając po sobie ciemność od czasu do czasu przrywaną blaskiem białych reflektorów. Z każdą sekundą staje się on coraz intensywniejszy aż w końcu oślepia widzów, sytuacja ta trwa maksymalnie sekundę po której na rampie zobaczyć można już Crasha. Widzowie witają go ogromnym heel heatem. Reakcja ta nie robi jednak na zawodniku żadnego wrażenia, z beznamiętnym wyrazem twarzy, dostojnym krokiem zmierza w kierunku ringu.

Z głośników uderza Stratovarius - The Kiss of Judas, a na Titantronie pokazują się hasła "Venomus" i "Fell my Venom" w kolorze zieleni, tą samą barwę mają reflektory wirujące po całej hali. Po solówce gitarowej theme'u światła się zapalają i podczas wybuchających fajerwerek widać jak Ven stoi ze skrzyżowanymi na klacie ramionami a ręce ma złożone w swe firmowe Vałki. W drodze do ringu przybija fanom piątki, a kiedy już jest przy nim zdejmuje koszulkę i rzuca nią w publikę.

Z głośników dobiega Juelz Santana - Rumble, young man, rumble i przez pierwsze kilka sekund nie dzieje sie nic więcej. Wraz z uderzeniem pierwszego kicka na arenie wybuchają fajerwerki a na rampie pojawia się Ricky Banks. Spokojnym krokiem wchodzi do ringu, staje na narożniku i unosi w górę zaciśnięte pięści.

 

Po wejściu na arenę, na ringu stają Ricky Banks i Aero. Crash chciał zmierzyć się z przytłaczającym Aero rozmiarami rywalem, jednak partner poczuł przypływ pewności siebie. „The Technical” zbliża się do rywala, prawdopodobnie z zamiarem siłowania się, jednak Banks jedną ręką rzuca go w narożnik. Ricky trafia go clotheslinem, Aero zatacza się, a czarnoskóry zawodnik przechodzi nad linami na apron, naciąga liny, wyskakuje i próbuje trafić z markowym Slingshot Shoulder Blockiem! Były high flyer unika, po czym wystawia ramię Ricky’ego prostopadle do ciała, trafia leg dropem i zakłada dźwignię. Na ring wchodzi Venomus, kopiąc w plecy Aero przerywa chwyt i wraca do swojego narożnika. Sędzia podchodzi do Jadowitego, aby zwrócić mu uwagę, gdy poza ringiem przemieszcza się Crash, który trzyma podniesionego przez Aero w międzyczasie Banksa, pozwalając swojemu partnerowi obijać go. Techniczny trafia z kilkoma pięściami w tłów i szczęke rywala, dokańcza kombinację kopnięciem w brzuch, a następnie łapie głowę pochylonego murzyna pod pachę i wykonuje DDT. Obraca Banksa, pin. 1... 2... Kickout. Aero podnosi przeciwnika i próbuje irish whipem wrzucić go w narożnik okupowany przez Crasha, jednak Ricky kontrując wykręca ramię przeciwnika, przyciąga go do siebie i kopie kolankiem. Resztką sił Banks sadza przeciwnika plecami na ramię, trzymając go wokół pasa, siadając obraca przeciwnika o 180 stopni w pionie, uderzając jego ciałem twarzą w stronę maty wykonuje Inverted Sitout Side Powerslam! Ricky nawet nie wstaje, na siedząco obraca adwersarza i odlicza. 1… 2… Crash przerywa pin Slingshot Diving Sentonem! Wściekły Venomus próbuje wejść na ring, jednak powstrzymuje go sędzia, którego nieuwagę wykorzystuje “Insane One”, przyciągając Technicznego do swojego narożnika.

 

 

Bogusław Montana: Venomous przypomina mi Macierewicza.

 

Konrad Ochucki: Ma mniejszy nos.

 

Bogusław Montana: Ale i tak wpierdala go tam gdzie nie trzeba.

 

Konrad Ochucki: Jesteś do niego uprzedzony, to naprawdę miły zawodnik.

 

 

Banks o własnych siłach dostaje się do narożnika swojej drużyny i zmienia się z Jadowitym, a w przeciwnym narożniku, gdy tylko sędzia odwraca się, zmianę czynią Crash z Aero. “Świeży” wrestlerzy siłują się, wygrywa trochę większy Venomus, który spych oponenta do narożnika. “Obłędny Rycerz” przyjmuje na klatę chopsa, po czym Ven whippuje go do przeciwnego narożnika. Jadowity rozkłada ręce i w znak Venomizera tauntuje, krzyżując ręce na poziomie krocza, po czym naciera z Venomus Splash. Zastaje jedynie narożnik, gdy Crash unika, odbija się od lin i próbuje trafić Lariatem w tył głowy Vena, jednak ten, mając w sobie coś z Petera Parkera, instynktownie kuca pod ręką, po czym obraca się, chwyta szaleńca i wykonuje na nim German Suplex. Venomus wyginając się w mostku trzyma swoją ofiarę i odlicza. 1… Kickout! Crash, który jeszcze częściowo leży na Venie, siada na jego klatce piersiowej i chwyta za nogi, odliczając. 1… Kickout! Crash wstaje, kopie perfekcyjnym Roundhouse kickiem klęczącego Jadowitego, po czym doprawia Superkickiem. Kombinacja kopnięć wykłada Poznaniaka na matę, więc Insane One wskakuje na narożnik i tauntując układa swoją prawą ręke w literę “C”, po czym trafia Vena Double Foot Stompem! Crash wychodzi poza ring i z zamiarem kontynuowania pastwienia się nad Venomusem wrzuca do kwadratowego okręgu krzesło. Z wprowadzeniem do meczu tak lubianej przez wielu w Blood Guts Wrestling Extremy nie zgadza się sędzia, a w tak zwanym międzyczasie Jadowity próbuje dotrzeć do swojego narożnika. Jednak gdzieś tak w połowie drogi, na ring wraca Crash, który kładzie się obok czołgającego Vena i prowokując go naśmiewa się z niego. Venomus wyciąga już dłoń do czekającego na tag Banksa, dzielą ich centymetry… jednak “Obłędny Rycerz” kopie Venomusa, łapiąc go za spodnie przyciąga go do siebie i chwyta wokół pasa, próbując zaatakować German Suplexem. Ven jednak robi salto w tył, ladując za Crashem wpycha go w narożnik Ricky’ego i zmienia się! Jadowity po zmianie siada na apronie, oponenci nie dawali mu w ringu odpoczywać.

 

 

Bogusław Montana: W dodatku taka leniwa z jego bestia.

 

Konrad Ochucki: Nie przesadzajmy, ma na swoim koncie pewne osiągnięcia.

 

Bogusław Montana: W Top Model?

 

Konrad Ochucki: W HVW.

 

Bogusław Montana: Z tego co mi wiadomo zakończyli gorszym akcentem niż Krupa.

 

Konrad Ochucki: Można tak powiedzieć.

 

 

Banks także siada, lecz na narożniku, na wysokości trzeciej liny. Siedząc chwyta Crasha, podnosi go w powietrze i łapie w pozycji do powerbomba! “Banksta” podnosi się do pozycji stojącej, już jest zdecydowany by opadać na matę… Insane One kontruje Frankensteinerem! W okolicach ringu ledwo słychać jakieś dziwne dźwięki. Crash nie zwraca na to uwagi, podnosi Ricky’ego tak, aby przykucał na jedno kolano i z zamiarem zakończenia walki poprzez Shining Wizarda walki odbija się od lin… Banks kontruje Powerslamem! Dźwięki robią się coraz głośniejsze. Widocznie rozkojarzony afro-amerykanin zamiast odliczać przeciwnika, podnosi go i rzuca do narożnika Venoma. Sygnał dźwiękowy jest już na tyle głośny, iż można rozpoznać, cóż to za dźwięki – to theme “Banksty”! Ricky klepie w plecy Jadowitego, opuszcza ring, podnosi zostawiony wcześniej na schodkach prowadzących na ring telefon i odbiera połączenie. Na ringu “Obłędny Rycerz” zbiera się po efektach Powerslama i wrzuca Vena przez liny, po czym do narożnika Aero. Crash przybija z Technicznym taga, po czym obaj wchodzą na ring, rzucają go na liny, Aero trafia Spearem, a jego partner wchodzi na narożnik. “The Technical” podciąga Jadowitego pod narożnik i trzyma go za nogi, a tam spotyka go Crash Landing (450 splash)! Jednak zamiast pinu, Aero trzymając nogi przestawia swoją własną, obraca oponenta i trzyma Aero Special (Sharpshooter)! Ven nie ma nawet sił odklepać, sędzia natychmiastowo kończy walkę. Zwycięzcami i nowymi mistrzami zostają Aero i Crash!

 

 

Konrad Ochucki: Jednak Crash i Aero!

 

Bogusław Montana: Jestem usatysfakcjonowany tym wynikiem.

 

Konrad Ochucki: Zawodnicy HVW wyraźnie sobie w naszym fedzie nie radzą.

 

Bogusław Montana: Ciekawe dlaczego.

 

Konrad Ochucki: Ciekawe. Masz jakieś wytłumaczenie ?

 

Bogusław Montana: Mają krzywe nogi ?

 

Konrad Ochucki: Pytałem poważnie.

 

Bogusław Montana: Jazzowski jest mało koleżeński ?

 

Konrad Ochucki: To bardziej prawdopodobne.

 

 

 

 

 

*********

 

Ponownie znajdujemy się na zapleczu, bo jak wiadomo tu zawsze dzieje się coś ciekawego, a nawet jeśli nie, to i tak jest ciekawiej niż w ringu kiedy nikt nie walczy. Tym razem korytarzem hali przechadza się naczelny katolik BGW – Saint Anger, trafiliśmy chyba zresztą w idealnym momencie, bo zbyt długo nie musimy analizować stylu jego marszu. Marek dość szybko znajduje cel swojej podróży, zatrzymuje się przed drzwiami gabinetu Jana Rejdycha i puka w nie smutno (coś jak trup w wieko trumny, bo cieszyć się w końcu nie ma z czego). Jako, że nie słychać żadnego odzewu robi to ponownie i akurat na tą komendę sezam się otwiera, a z jego wnętrza wyłania się sam pułkownik, który bacznym wzrokiem analizuje wygląd swojego gościa.

 

 

Jan Rejdych: Eh... (wzdycha głęboko) Nawet nie mam sił aby ci wpierdolić (pokazując zaciśniętą pięść) a wierz mi, kusi, kurwa, jak kusi...

 

 

Saint Anger: Przepraszam, że zakłócam spokój, ale mam misję.

 

 

Jan Rejdych: Wypierdalaj.

 

 

Saint Anger: Od samego Boga!

 

 

Jan Rejdych: Tym bardziej.

 

 

Saint Anger: To bluźnierstwo!

 

 

Porucznik chyba się lekko podirytował, z impetem zamknął za sobą drzwi i stając obok Angera mierzy go groźnym wzrokiem.

 

 

Jan Rejdych: Bluźnierstwo... Wiesz czym jest kurwa bluźnierstwo ?! Wiesz za co gniewa się na mnie twój Bóg?! Że zmiast wziąć cię za kudły, zakręcić nad głową i wypierdolić w górę jak Obeliks tak żebyś usiadł na chmurze i zobaczył jego oblicze, marnotrwawię swój czas na takie właśnie dyskusje. Okazuję ci litość, bo widzę cię kurwa na oczy po raz pierwszy i pewnie ostatni. Ba! Nawet się przedstawię żebyś wiedział czego unikać. Jestem Jan Rejdych, dla ciebie pułkownik Jan Rejdych, w życiu wierzę w dwie rzeczy – w niewiarę w Boga i zakaz pukania gdy jestem wkurwiony. Ty złamałeś obie i gdybym był w formie z twoimi (pokazując na nogi) zrobiłbym to samo, ale o dziwo kurwa w formie nie jestem. Nie dlatego, że nie zmówiłem dziś pacierza i nie zjadłem pożywnego śniadania. Nie jestem w formie, bo myślę. Trapię się nad losem tego burdelu, nad waszym bezpieczeństwem! Taki ze mnie człowiek, weź i do rany przyłóż. A wy zamiast okazać mi wdzięczność (zaciskając pięść) tak kusicie, tak kurwa kusicie...

 

 

Saint Anger: Mi też na sercu leży sprawa bezpieczeństwa, nie mogę już patrzeć jak barbarzyńskie zasady niszczą ten sport. Dlatego ma propozycję...

 

 

Jan Rejdych: Łezka mi się w oku zakręciła, takiś kurwa empatyczny.

 

 

Saint Anger: (wyciąga zza pazuchy krzyż pokojowy) To rozwiązanie naszych problemów, jak mawiają starsi ludzie, bez Boga ni do proga. Od czasów PCW nastąpiło wyraźne zatracenie wartości katolickich we wrestlingu, chociaż nie tylko tu. Zabierają nam krzyże ze szkół, z pracy, jak oni mogą, jak mogą ?!

 

 

Jan Rejdych: Rzekłbym, że to był wzruszający apel, jestem wdzięczny za pomoc. Teraz możesz z czystym sumieniem wypierdalać.

 

 

Saint Anger: Ale krzyż w każdej szatni, w każdym....

 

 

Marek nie zdążył dokończyć, bo jego piękna idee przerwana została przez głośne trzaśnięcie drzwiami. Zawiedziony katolik nie zwykł jednak się poddawać, wyciąga zza pazuchy kolejny gadżet – kredę, i starannie wypisuje na drzwiach litery K + M + B 2011, po czym zadowolony ze swojej pracy udaje się w dalszą podróż. Pewnie byłby to koniec gdyby nie to, że nagle z gabinetu jak oparzony wybiegł Rejdych.

 

 

Jan Rejdych: Chodź tutaj, bo zapomnę.

 

 

Anger ponownie podchodzi do pułkownika, a ten wyciąga z kieszeni pognieciony obrazek św. Krzysztofa, Marek obraca go na drugą stronę, na której widnieje stwierdzenie „Go też nie ocalił”.

 

 

Jan Rejdych: Znaleźliśmy to przy tym trupie, żaden to dowód, szkoda mi miejsca w kieszeni, a ty chyba takie pierdoły kolekcjonujesz.

 

 

Anger ściska obrazek, obraca się na pięcie i odchodzi bez słowa. Rejdych zawiedziony brakiem wdzięczności czyni to samo i staje oko w oko ze swoimi drzwiami.

 

 

Jan Rejdych: Eh... (wzdychając głęboko) A co to kurwa za akt wandalizmu ?

 

 

*********

 

Jak miło. Znowu mamy przyjemność – albo i nie – odwiedzić gabinet komisarza Jazzowskiego. Wyjątkowo nasz pracuś nie ma nosa schowanego w papierach, a w stylowej filiżance z herbatą, którą pije w towarzystwie przybyłej karlicy. Pewnie chcielibyśmy się dowiedzieć w jakim prowadzona jest ich pogawędka, ale nim zdążyliśmy usłyszeć pierwsze słowo drzwi do pomieszczania otwierają się z hukiem i staje w nich zakrwawiony Max Craven. Zdecydowanie nie jest on w pacyfistycznym nastroju, energicznie podchodzi do biurka Jazzowskiego i uderza o nie z impetem zaciśniętymi pięściami. Kropla krwii z jego czoła wpada do filiżanka komisarza wywołując jego ewidentny niesmak.

 

 

Max Craven: Zrobiłem tak jak obiecałem, twój przydupas nie nadaje się nawet do Mauzoleum, bo swoją zmasakrowaną mordą wzbudzałby zniesmaczenie.

 

 

Nas Jazzowski: Gratuluję.. jeśli przyszedłeś tylko po to żeby się pochwalić możesz już nie przeskadzać.. przyjąłem do wiadomości.

 

 

Max Craven: Rozjechałem go, teraz czas na ciebie. Śmierć, kutas i zniszczenie do tej pory czaiły się za drzwiami, teraz wpierdalają się do środka z impetem domagając się twojej głowy. Chcą spotkać się z tobą na najbliższej gali. Czas raz na zawsze pożegnać twoje rządy.

 

 

Nas Jazzowski: (patrzy z niedowierzaniem na Crasha po czym wybucha zabójczym śmiechem) Ty nie mówisz poważnie, prawda?

 

 

Max Craven: Całkowicie poważnie.

 

 

Nas Jazzowski: (przestaje się śmiać i ruchem dłoni nakazuje Cravenowi się odwrócić) Chyba nie spełniłeś wszystkich warunków.

 

 

Max obraca się i staje oko w oko z krwawiącym równie obficie jak on Hendrixonem!

 

 

Nas Jazzowski: Tylko spokojnie.. nie zapominajcie, że przebywacie w towarzystwie damy.

 

 

Max Craven: Chuj mnie obchodzi ten paszczurowaty karzeł. Chcę twojej dupy tu i teraz!

 

 

Nas Jazzowski: (wstaje oburzony jak nigdy i naciska przycisk na swoim stacjonarnym telefonie) Chcesz mnie tu i teraz ?! Chcesz ze mną walki ?! Posłuchaj lepiej uważnie.. nawet gdybyś wdrapał się na Mount Everest i zrobił szpagat nabijając się dupą na jego szczyt.. nawet gdybyś postawił na tym szczycie trampoline i kurwa wybił się ze wszystkich sił.. nigdy, NIGDY.. nie osiągniesz poziomu, który reprezentuję, reprezentowałem i będę reprezentował nawet gdy na mojej dupie zrobią się odleżyny od przesiadywania na tym fotelu.. wiesz w ogóle kim jestem ?! Wiesz kim jest Nas Jazzowski ?! Zapytaj swojego kumpla (wskazując na Hendrixona), który w towarzystwie dwóch kompanów dostał taki wpierdol, że czując mój zapach na drugim końcu hali wie, że już czas sie ewakuować.. zapytaj Psycho, Tool, Scythera, Vaclava.. zapytaj kto obsadzał main eventy najważniejszych gal w historii nowego EWF.. zapytaj kim jest Nas Jazzowski i dlaczego nie chce teraz wstać i ci po prostu spuścić takiego wpierdolu, że MO, SB, UB i Komitet Centralny razem wzięci poczuliby się tak zawstydzeniu, że w jutrzejszym wydaniu wiadomości zakwestionowaliby swoje kompetencje.. kiedy dokonasz już wizji lokalnej wróć tu na kolanach w różą w żebach i błagaj tą kobietę o przebaczenie.. bo jeśli jej miękkie serce nie daruje ci tego co powiedziałeś.. jeśli nie powie mi – wybaczam Maxowi Cravenowi.. jeśli nie nauczy się mówić po polsku specjalnie dla tego zdania.. będę niczym pieprzona złota rybka.. do końca życia zapamiętam twoje życzenie.. i nie mam trzech.. nie spełnię następnego.. nie zapomnę.

 

 

Tymczasem do gabinetu wparowuje ochrona.

 

 

Nas Jazzowski: (wskazując na Cravena) Wyrzucić go.. nie chcę go dzisiaj widzieć w tej hali.. nie chcą go widzieć nawet gdy będę z niej wychodził.. nie chcę męczyć swoich oczu.. a ty (pokazując tym razem na Hendrixona) przyszedłeś tu po coś konkretnego czy zwęszyłeś krew tego prostaka?

 

 

Jimmy Hendrixon: (zamurowany stanowczościa komisarza) Coś konkretnego.

 

 

Nas Jazzowskiego: (wskazując na fotel przed biurkiem) Siadaj i mów o co ci chodzi.

 

 

Jimmy Hendrixon: Ten kretyn zniszczył kamerę i zastrzaszył operatora. Nie ma żadnych świadków mojego zwycięstwa oprócz...

 

 

Nas Jazzowski: Pieprzę wujka Marksa, który spogląda na ciebie z nieba... on nie jest wiarygodny.. nie ma światków nie ma zwycięstwa.. i wcale mnie to nie obchodzi.. to był wasz problem.. wasz i tylko wasz.. dałem wam możliwość jego rozwiązania.. nikogo nie obchodzą już przepychanki komuchów z solidarnościowcami.

 

 

Jimmy Hendrixon: Chcę jawnego rewanżu.

 

Nas Jazzowski: Więc zaproś go do jakiegoś baru, zorganizuj widownie albo wparuj do jego domu i nagraj sobie wasz brawl na komórkę.. nic mnie to nie obchodzi.. za miesiąc masz się stawić na gali w pełni sił.. jeśli wasze interesy zaczną koligować i zagrażać federacji.. czy też zwyczajnie mnie irytować.. być może dam wam walkę na PPV.. ale do tego daleka droga.. a teraz keidy jesteś usatysfakcjonowany pozwól mi dokończyć herbatę.

 

 

Jimmy nie protestując wychodzi z gabinetu Jazzowskiego zabierając ze sobą kamerzystę.

 

 

*********

 

 

My natomiast nadal jesteśmy na korytarzu gdańskiej hali, którym w kierunku swojej szatni maszeruje Venomous. Poison of BGW jest już całkiem blisko celu, chwyta za klamkę i ma już wchodzić do pomieszczenia, ale zostaje powstrzymany przez gorączkowe wołanie swojego imienia. Instynktownie się obraca i dostrzega idącego w jego kierunku Ricky’ego Banksa.

 

 

Ricky Banks: Venomous! Venomous!

 

 

Venomous: Nie mamy o czym rozmawiać.

 

 

Ricky Banks: (wskazując na trzymany w ręku telefon) Wybacz, to była pilna rozmowa.

 

 

Venomous: Pilniejsza niż Tag Team titles.

 

 

Ricky Banks: Dobra, przyznam, że miałem dylemat.

 

 

Venomous: Eh...

 

 

Ricky Banks: Zrozum, zadzwonił stary kumpel, ma problemy rodzinne, rozwodzi się z żoną, chce mu zostawić dzieci na karku, musiał się wygadać.

 

 

Venomous: Ja też mam problemy, z tobą, i wyobraź sobie, że nie muszę się wygadać. Jedyne na co mam teraz ochotę to wziąć swój telefon i cisnąć nim o ścianę.

 

 

Ricky Banks: To akurat dobra decyzja, już od dawna radzę ci kupno nowego modelu.

 

 

Venomous: Proszę, nic już nie mów.

 

 

Ricky Banks: Stary, nie dramatyzuj, nic wielkiego się nie stało. Przegraliśmy, zdarza się za chwilę zadzwonię do Nasa i wytłumaczę sytuację, dostaniemy rewanż, wszystko ułoży się tak jak powinno.

 

 

Venomous: Nie będzie żadnych rewanży Banks, to był jednorazowy wyskok, który więcej się nie powtórzy, choćbym miał omijać dywizję tagów szerokim łukiem.

 

 

Ricky Banks: Przesadzasz...

 

 

Venomous: (zatrzaskując za sobą drzwi) Nie.

 

 

Ricky Banks: Powinien przestać się malować, zaczyna zachowywać się jak kobieta.

 

 

Ricky niewzruszony niepowodzeniem rozmów obojętnie wzrusza ramionami i gdy ma już iść w swoją stronę na jego drodze staje Anthony Saint-Michel ze swoją świtą!

 

 

Anthony Saint-Michel: Co za miłe spotkanie, długo na nie czekałem.

 

 

Ricky Banks: To zupełnie inaczej niż ja.

 

 

Anthony Saint-Michel: Nie będę udawał zdziwienia, pierwsze starcie z pure perfect power zawsze bywa trudne, to jak czołowe zderzenie z bristolskim metrem, już do końca życia będziesz omijał jego bramki.

 

 

Ricky Banks: To nie to, bardziej jak wdepnięcie w psie gówno podczas wiosennych roztopów. Niby nieszkodliwe, a jednak nieprzyjemne, bo psujesz sobie opinię o tym kraju.

 

 

Anthony Saint-Michel: Oh, czyżbym zniszczył dobrą opinię jaką miałeś o tym fedzie? Proszę, leć Ricky, leć do Miami grać w niskobudżetowym gayporno.

 

 

Ricky Banks: (zbliżając się na niebezpieczną odległość do Saintana) Zostanę, mam tu pewne rachunki do wyrównania.

 

 

Anthony Saint-Michel: Zbyt dużo esów w loterii “Pusty SMS”? Jeśli wygrasz jakąś walkę, może w końcu spłacisz te rachunki. Innych spraw wartych wyrównania tu nie widzę.

 

 

Ricky Banks: Naprawdę? A ja wręcz przeciwnie.

 

 

Anthony Saint-Michel: (mierzy wzrokiem Banksa) Jestem cholernie poważny, poważny jak nigdy dotąd, choć to trudne mając przed sobą sobowtór Eddiego Murphy’ego. Ciesz się, że w ogóle tu jesteś, czerp z tego pełnymi garściami, bo jeśli po raz kolejny wejdziesz mi w drogę stworzę nowe pojęcie, bardziej obiadowe niż droga mleczna, moja będzie zbudowana z czarnych, wieprzowych steków, po których dojdę na sam szczyt. Bo taki już jestem, maszynką, która przemieli wszystko co napotka.

 

 

Saintan lekko uderza barkiem blokującego mu przejście Banksa i wraz ze swoimi towarzyszami udaje się na korytarz będący ostatnią ścieżką w drodze na główną część hali. Banks też nie zamierza dalej stać przed szatnią Venomousa i dumnie udaje się w swoją stronę. Apropos wspomnianej szatni, teraz gdy już wszyscy się rozeszli pozostało nam podziwianie jej drzwi… które nagle zostają z impetem wyważone przez Crasha! Insane One z kijem baseballowym w ręku staje naprzeciw niczego nie spodziewającego się Crasha.

 

 

Crash: Tym razem ci się nie upiecze.

 

 

Możemy się tylko domyślać co stało się dalej, bo kamerzysta czując niebezpieczeństwo nie wchodzi nawet do szatni Poison of BGW.

 

 

*********

 

 

Co prawda już za moment rozpocznie się main event, ale realizator uznał chyba, że mamy jeszcze wystarczająco dużo czasu, aby jeszcze chwilę pozostać na zapleczu. Tu natomiast widać biednego, przywiązanego do kontenera na śmieci psią smyczą Neisana. Japończyk dramatycznie próbuje się uwolnić, ale jest zbyt słaby aby przerwać skórzany pasek. Stara się intensywnie i aż trudno uwierzyć, że z zupełnie niewiadomej przyczyny jeszcze bardziej nasila swoje starania. Kamerzysta spiesząc z wyjaśnieniem wzrostu wydajności pracy Japończyka robi szybki zwrot, a naszym oczom ukazuje się Aero z Tag Team Title na ramieniu.

 

 

Aero: Na czym skończyliśmy ?

 

 

The Technical krokiem urodzonego sadysty, z zimnym wyrażem twarzy zmierza w kierunku swojej ofiary.

 

 

Aero: (pokazując pas Tag Team) Odszedłem jako zwykły magister, a wracam jako profesor. Możesz liczyć, że wykład dotyczący wyższości technicznego wrestlingu będzie ciekawszy i bardziej przekonywujący. Mam nadzieję, że nie odrzucisz tej cennej lekcji.

 

 

Pierwszy w historii posiadacz BGW Tag Team title z każdym krokiem staje się coraz weselszy. Ewidentnie towarzystwo Crasha mu nie służy. Kiedy uśmiecha się już niemal od ucha do ucha drogę zachodzi mu Armor King! Człowiek w masce pantery bez zbędnego ostrzeżenia chwyta naczelnego przedstawiciela wrestlingu technicznego w BGW za szyję i z impetem uderza go o ścianę. Aero próbuje coś powiedzieć, ale ściśnięta krtań nie za bardzo mu w tym pomaga, podobnie jak w stawianiu oporu nie pomagają mu niezbyt imponujące warunki fizyczne. The Pride of the Real Warrior coraz mocniej zaciska swój uścisk i puszcza go dopiero w momencie gdy The Technical robi się purpurowy na twarzy. Aero pazernie łapie kolejne hausty powietrza w czasie gdy uprawadzany jest jego uczeń. Armor King bez większego trudu zrywa skórzany pasek i zarzucając Neisana na ramiona znika poza kadrem. Strata ta zostaje jednak szybko zrekompensowana, bo za plecami ciężko dyszącego Aero pojawia się Vaclav! (cheer na hali) Mecenas Extremy rozkłada na posadzce swój neseser, po czym delikatnie klepie The Technicala w ramię, ten obraca się i wygląda na dość zaskoczonego.

 

 

Vaclav: Tym razem ci się nie upiecze.

 

 

Po raz kolejny realizator ucina akcję w najważniejszym momencie i przenosi nas do komentatorów.

 

 

 

MAIN EVENT:

Vaclav vs. Anthony Saint-Michel

 

 

Na arenia zaczyna grać Crystal Castles - Alice in Practice, niemal równocześnie z głosem wokalistki na arenie pojawia się Anthony Saint-Michel wraz ze swoimi towarzyszami. Z obłoków sztucznego dymu jako pierwszy wyłania się Bunny, tanecznym krokiem przewodzi grupie pięciu ochroniarzy tworzących klucz otaczający Anthony’ego Saint-Michela. Po paru chwilach Saintan jest już w pierścieniu, dynamicznie wskakuje na narożnik i podnosi zaciśniętą pięść ku górze.

Po chwili z głośników uderza Pantera – „Walk” a spod Titantronu, ku wielkiej uciesze publiczności pojawia się postać Vaclava. Mecenas Extremy z krzesłem w jednym ręku i neseserem w drugim. Zaczyna zmierzać wzdłuż rampy w kierunku ringu. Jako, że ręce ma zajęte piątek z fanami nie przybija. Kiedy jest już w pierścieniu odkłada swoje oprzyrządowanie i spogląda w każdy zakątek ringu w poszukiwaniu sędziego, którego zwyczajnie tam nie ma.

 

 

Na ringu stoją gotowi do walki Vaclav i Anthony Saint-Michel. Zniecierpliwiony Vaclav prosi o mikrofon, jednak z głośników na arenie słychać dźwięki keyboardu. Raz i drugi, można domyśleć się, iż jest to sekcja początkowa kawałka Avenged Sevenfold – Nightmare, więc równo z gitarami na rampie pojawia się w czarno-białej koszuli sędziego Izzy Nilsen! Irytacja Mecenasa Extremy przeradza się w czystą wściekłość. Uśmiechnięty Izzy idzie w stronę ringu, przybija po drodze kilka piątek, wchodzi po schodkach na apron i przechodzi między drugą a trzecią liną, po czym daje znak na rozpoczęcia meczu, w efekcie na arenie rozlega się gong. Vaclav jeszcze szybko bierze łyk piwa, po czym zmierza w kierunku przeciwnika, jednak Nilsen zatrzymuje go i pokazuje poza ring. Miłośnik alkoholi wypluwa piwo!

 

 

Konrad Ochucki: Izzy cudem uniknął Beer Mista!

 

 

Bogusław Montana: A cóż to takiego? Jakiś nokautujący cios?

 

 

Konrad Ochucki: Izzy cudem uniknął oplucia piwem.

 

 

Bogusław Montana: Patrząc na Vaclava, faktycznie mógł być nokautujący.

 

 

Konrad Ochucki: Choć logika mi nie pozwala, to jednak nie zaprzeczę.

 

 

 

 Na hali słychać wyraźne buczenie, a na twarzy ambasadora hardcore’u wzrastające wku*wienie. Wciąż uśmiechnięty Black Wings pokazuje, iż teraz można zaczynać. Vaclav i Anthony chwytają się za bary i już po chwili pada pierwszy cios – Saint-Michel uderza Vacka w twarz. Ten oczywiście nie pozostaje dłużny i także trafia pięścią w twarz. Obydwaj zawodnicy wymieniają się cios za ciosem, trzymając się już tylko rękami za głowy. Żaden z nich nie chce przestać, pamiętajmy że z jednej strony mamy zaprawionego już za młodu w ulicznych pojedynkach rugbistę, a po drugiej najbardziej extremalnego zapaśnika w historii polskiego pro-wrestlingu. Anthony trochę zwalnia, dostaje trzy ciosu z rzędu od Vaclava, który biegnie w stronę lin, odbija się od nich, lecz po Shoulder Tackle od Saintana pada na matę. Vac przyjmuje dwa stompy na tułów, po czym zostaje podniesiony. Saint-Michel próbuje go rzucić w narożnik, jednak ten kontruje i rugbista sam trafia do narożnika. Mecenas extremy biegnie na niego, ale Tone trafia go stopą w twarz, po czym biegnie na zataczającego się pod wpływem ciosu Vaclava i ściąga go do parteru Lariatem. Anthony przyciąga leżącego długowłosego zapaśnika bliżej narożnika, po czym stojąc przed owym narożnikiem, plecami do Vacka tauntując podnosi prawą ręke. Reakcja jest mieszana. Saint-Michel wchodzi na narożnik, skacze z Moonsaultem, jednak Vaclav zdążył się przemieścić i trafia przez to w matę. Gdy „The Ultimate” instyktownie stacza się poza ring, Vac oczekuje tylko na dogodny moment aby wykonać Suicide Dive. Hardcore Hero odbija się od lin, biegnie w stronę znajdującego się poza ringiem rywala... znów zatrzymuje go Nilsen, który stwierdza, iż dive’y są zbyt niebezpieczne. Wyraźnie zirytowany postawą sędziego hardcore’owiec schodzi z ringu i irish whipem rzuca Anthony’ego w barierki. Podchodzi do niego, częstuje go chopsem, przez którego Saintan rusza się z barierek i idzie w stronę rampy. Vaclavowi odpowiada to, łapie go za głowę i ciągnie w stronę szatni. Nagle ktoś ciągnie herosa hardcore’u za ramię, ten puszcza Saint-Michela i odwraca się gotowy do ataku z podniesioną pięścia... to Black Wings, którego słowa możemy usłyszeć: „Walka toczy się w ringu, wracać.”

 

 

Bogusław Montana: Izzy wyjątkowo skrupulatnie wypełnia swoje obowiązki.

 

 

Konrad Ochucki: Z jednej strony zachowuje się wyjątkowo przyzwoicie…

 

 

Bogusław Montana: Tak, tak, to podejrzane.

 

 

Konrad Ochucki: Wyjąłeś mi to z ust. Jesteś na dobrej drodze do zostania pełnoprawnym komentatorem wrestlingu.

 

 

Bogusław Montana: (pochylając głowę z pokorą) Dziękuję mistrzu.

 

 

Publika bardzo głośno buczy po usłyszeniu decyzji sędziego, jednak wściekły Vaclav, nie ryzykując dyskwalifikacji, odwraca się do Anthony’ego, ten jednak powala go szybko Front Kickiem. Vac stacza się po rampie prawie pod sam ring, gdzie próbując uciec przed Tonem pod pierwszą liną wczołguje się na ring. Rugbista spokojnym krokiem wraca na ring, gdzie Vaclav kopie go w brzuch, rzuca na liny i pochylony czeka, aż rywal nadzieje się na back body dropa. Saint-Michel wbiega na Vaca, jednak nie pozwala się wyrzucić w powietrze, tylko podnosi go i wykonuje Sit-out Powerbomba! Nilsen odlicza: 1... 2... Kickout. Saintan wstaje, odbija się od lin i trafia knee dropem w głowę leżącego oponenta, po czym podnosi rywala, bierze go na barki i wykonuje Backbreaker Torture Rack! Vaclav jednak nie poddaje się, tylko ściska pod pachę głowę rugbisty, nadal trzymając głowę ześlizguje się przed Tone’a, podnosi rękę i wykonuje The Poison (Evenflow DDT)! Black Wings bez oporów odlicza: 1... 2... Kickout. Hardcore Hero schodzi z ringu i razem z krzesłem wnosi do kwadratowego koła swoją ulubioną rzecz – dawkę... nie, nie alkoholu, chodzi oczywiście o extremę! W chwili, gdy Anthony podnosi się z maty, Vaclav bierze zamach z krzesłem, które... łapie Nilsen! „Your Personal Nightmare” nie zważając za bardzo na Mecenasa Extreme’y, zabiera jego krzesło i wyrzuca je ponad linami. Vac już próbuje polemizować z sędzią, gdy stojący już Saint-Michel łapie z tyłu jego ręce, wyciąga je za Vaclava i wykonuje Tiger Suplex! Saintan idzie na drugą stronę ringu, staje przy narożniku i czeka aż Hardcore Hero wstanie, zamierzając wykonać Speara. Vac wstaje, a Anthony biegnie w jego stronę... legenda hardcore’u trafia Tone’a superkickiem! Rugbista jednak nie pada, jedynie się odwraca... Black Wings wykonuje na nim Wejście w koszmar (Diamond cutter)!!! Nilsen wstaje... Vaclav trafia z kolejnym superkickiem! Izzy nie upada, więc Mecenas Extreme chwyta go, podnosi i atakuje Otchłanią Smutku (Michinoku Driver)!!! Przechodzi do pinu na Saintanie!

 

 

Konrad Ochucki: Co się teraz stanie ?! Borsuk wyeliminowany, Izzy też, kto dokona pinu ?!

 

 

Bogusław Montana: Nie masz pod ręką jakiejś koszulki?

 

 

Konrad Ochucki: Nie, dlaczego pytasz?

 

 

Bogusław Montana: Przydałoby ci sie trochę ruchu.

 

 

Konrad Ochucki: Jestem zadowolony ze swojej aktywności fizycznej.

 

 

Bogusław Montana: Eh… I plan poszedł w pizdu.

 

 

Konrad Ochucki: Jaki plan?

 

 

Bogusław Montana: Liczyłem, że przy takiej statystyce eliminacji sędziów uda ci się podzielić ich los.

 

 

Konrad Ochucki: Dobrze wiedzieć…

 

 

Bogusław Montana: Naprawdę sie na mnie poskarżysz?

 

 

Konrad Ochucki: Jeśli nie zwrócisz tego co nie należy do ciebie, zrobię to bez mrugnięcia okiem.

 

 

Bogusław Montana: Ty skurwielu.

 

 

Na ringu nadal nie ma sędziego, Vaclav zrezygnowany wychodzi poza ring i wnosi do niego swoje krzesło aby poznęcać się jeszcze trochę nad swymi rywalami… i dokładnie w momencie jego ponowneg wślizgnięcia sie do pierścienia na arenie uderza Editors – Papillon, a na rampie pojawia się Crash! Obywatel Miasta Chaosu z założoną niedbale koszulą sędziego biegnie w kierunku ringu. Vaclav już drugi raz dzisiaj wygląda na niesamowicie zaskoczonego, ściska pewnie w rękach krzesło, ale nie wykonuje pierwszego ruchu i nie atakuje Crasha. Ten wślizguje się do pierścienia i wskazując kijem baseballowym na zwłoki Saintana sugeruje Macenasowi Extremy Pin. Ten nieufnie stawia na nim nogę, a Insane One choć przygnębionym okazanym brakiem zaufania szybko odlicza 1..2..3 (zwycięzcą jest Vaclav)

 

 

Konrad Ochucki: A więc jednak się udało! Vaclav zwycięzcą!

 

Bogusław Montana: Uff, można się zwijać.

 

 

Konrad Ochucki: Nie tak prędko, pamiętasz jaka była umowa?

 

 

Bogusław Montana: Dobra, gala się skończyła, czas uczynić twoje życie jeszcze bardziej bezsensownym.

 

 

Montana delikatnie odchyla marynarkę i wyjmuje zza niej World Title i niedbale rzuca na stolik komentatorski!

 

 

Konrad Ochucki: (rzuca się na pas) Piękny! Naprawdę piękny! Czas oddać go komisarzowi, aby więcej sie nie trapił.

 

 

Bogusław Montana: Powodzenia, nie mam nic przeciwko, ale najpierw oddaj mi 50zł.

 

 

Konrad Ochucki: Za co?

 

 

Bogusław Montana: To replika. Normalnie kosztuje 25zł, ale za spierdolenie ci humoru należy mi się bonus.

 

 

Konrad Ochucki: (zszokowany) To znaczy…

 

 

Bogusław Montana: Niestety, wyszedłeś na głąba. Panie i Panowie, tak kończy przeciętny fan wrestlingu! Tym miłym akcentem zapraszam na kolejną galę!

 

 

Konrad Ochucki: Żegnają się z państwem Bogusław Montana…

 

 

Bogusław Montana: Zapomniałem dodać, że w naszym sklepiku pojawło się już DVD z R*zpierdolfest I, to świetna alternatywa na ostatkowy wieczór. Pamiętajcie – fan wrestlingu nie tyka alkoholu, fan wrestlingu nie uprawia seksu, fan wrestlingu…

 

 

Konrad Ochucki: Dobranoc państwu.

 

 

Bogusław Montana: Zapomniałbym. Do Kolumbii pojechałem też sam, dobrowolnie, w ramach wakacji za te piękne, kwieciste raporty.

 

 

 

Choć już po main evencie, komentatorzy się z nami pożegnali, a show teoretycznie powinno zejść z anteny zostawiając po sobie różne znaki zapytania, zachęcające do obejrzenia kolejnego odcinka, ale jak wiadomo BGW nie stosuje tak podłych metod, bo lubi nudne zakończenia. Dlatego też przenosimy się przed halę, a dokładniej do stojącej przed nią limuzyny, w której wnętrzu Tony Jones popijając ze szklanki szkocką wyręcza Montane i Ochuckiego w komentowaniu gali.

 

 

Tony Jones: Pierdoleni frajerzy błyszczą w tym ringu jak złoty ząb w mordzie Saszki. Patrząc na nich wiem czemu Nas obawia się wpuścić mnie w te towarzystwo, bo wie, że już na starcie bym ich kurwa oślepił. Nie musiałbym nawet ruszać palcem żeby pokazać tej hołocie, że gdzieś na świecie istnieje człowiek, który samym wyglądem wpędziłby ich w tak wielkie kompleksy, że skala masowych samobójstw wypierdoliłaby do góry bardziej niż sondaże poparcia Kaczyńskiego po 10 kwietnia. (uśmiechając się pod nosem) I weź nie pytaj czy się przyznam do tej tragedii (dłuższa pauza) to będzie czyyysta przyjemność. Jeśli ktoś jeszcze myśli, że będę siedział na dupie i czekał na pierdoloną mgłę...

 

 

Prawdopodobnie te zdanie miało być przełomowe, ale jego artyzm zakłócony został przez jakieś uderzenie, które błyskawicznie przeszło w dźwięk pękającego szkła. Wraz z nim do wnętrza samochodu wpadła sporej wielkości koperta. Tony Jones mimo wcześniejszych deklaracji swojej wspaniałości nie wygląda teraz najlepiej. Niepewnie  podnosi przesyłkę, otwiera ją i niemal odruchowo zatyka swój nos opuszczając tym samym kopertę, z której wypada zdechła ryba. TeeJay chwyta za leżącą na przeciwległym siedzeniu i dość ostrożnie naciska nią na klamkę. Drzwi się otwierają, ale parking wydaje się być tak samo pusty jak przez rozbitą szybę. Tony, ciągle na wszelki wypadek trzymając w ręku kulę, w asekuracyjny sposób posuwa się po siedzeniu w kierunku wyjścia, wychyla się... i otrzymuje uderzenie srebrną laską wprost w brzuch! Kamera robi błyskawiczny zwrot o 180 stopni, a oczom widzów ukazuje się dobrze zbudowany mężczyzna, w ciemnej skórze, z głęboko nasuniętym na twarz kapeluszem, który uniemożliwia jego identyfikację. Napastnik nie trzyma jednak zbyt długo nikogo w niepewności, z gracją uderza palcami zbijając w górę nakrycie głowy i tym samym ukazując swoje oblicze... to Tonny LL Gann! Zachęcony drżeniem hali, która niezwykle raduje się na okoliczności jego debiutu, bierze kolejny zamach... i zostaje powalony chair shotem wprost w plecy! Kamerzysta po raz kolejny próbuje ująć sprawcę zdarzenia, ale ten go uprzedza, prawdopodobnie wyrywa kamerę i ciska nią o ziemię, tak że sprzęt rejestruje tylko dźwięk opalanego silnika i pisk opon – można się domyślać, że jedna z nich zakończyła żywot tego urządzenia, bo po serii skrzeków widać już tylko czarny obraz, przez co już nikt nie wie co się dzieje. Realizator desperacko próbuje zrekompensować widzom problemy techniczne, ukazując ujęcia z innych kamer. Dzięki temu ujrzeć możemy Vaclava, który to z piwem w ręku podziwia jeden z ekranów LCD umieszczonych na korytarzu hali. Kolejnym ujęciem jest gabinet Jazzowskiego, komisarz najwyraźniej czuje, że będą kłopoty, z zimnym wyrazem twarzy chwyta wiszącą na fotelu marynarkę i szybko opuszcza pomieszczenie. Trzecim i zarazem najbardziej oczekiwanym obrazem jest ten z kamery przemysłowej, na którym widać jak kordon ochrony broniący wjazdu do hali rozstępuje przed pędzącą limuzyną. Następnie widać jak auto pędzi przez parking... i ponownie znika. Szok na twarzach kibiców można porównać do tego sprzed miesiąca gdy zobaczyli w trakcie main eventu twarz Tuana X na Titantronie. Milczenie trwa kilkanaście sekund, a przerwane zostaje przez głośny huk. Widzowie jak jeden mąż zwracają swe głowy w kierunku rampy, spod której przebija się limuzyna należąca do Tony’ego! Auto zatrzymuje się przy barierkach, a z jego wnętrza natychmiast wyskakuje TeeJay. Publika szaleje z wściekłości, zresztą podobnie jak sam zainteresowany. Wyjątkowo żwawo jak na swój stan sprawności dostaje się do ringu gdzie nakazuje jednemu z tecników dać sobie mikrofon.

 

 

Tony Jones: Nas, wyjdź jak najszybciej, bo uduszę się odorem tego zapoconego bydła uważającego Bonda za szczyt ekstrawagancji.

 

 

Publika już nie tylko heel heatuje, ale przechodzi do czynów. W trakcie kilkunastu sekund na ringu kumuluje się spora ilość śmieci, którymi widzowie podkreślają swoje niezadowolenie.

 

 

Tony Jones: (unikając uderzenia kubkiem) Doceniam, że na starcie dajecie mi wszystko co macie, ale weźcie, zostawcie coś na celebrację zdobycia World Title.

 

 

Jak łatwo się domyślić stwierdzenie to nie łagodzi nastrojów, heel heat jest już tak wielki, że mocniej już nie da się nasilić... i wtedy to na arenie uderza Kult – Poznaj swój raj! Ogromny heel heat przeradza się w podobnej jakości cheer. Na rampie natomiast pojawia się komisarz BGW w towarzystwie sześciu ochroniarzy, otaczających go swoistym kluczem.

 

 

Tony Jones: Co ty kurwa robisz? Werbujesz pierdolony oddział marines na jednego kalekę ?!

 

 

Nas Jazzowski: (nonszalancko) Zabrać go.

 

 

Ochroniarze zdecydowanym krokiem zaczynają zmierzać w kierunku ringu.

 

 

Tony Jones: Stójcie! Kurwa stójcie! Czas żebyś pojął Nas, że jeśli mnie tkniesz to ta federacja nie dożyje jutra, a wy (wskazując na ochroniarzy) ponownie będziecie cwelili się w więzieniu. Moi adwokaci wydoją cię do ostatniej złotówki i oskarżą o naruszenie nietykalności cielesnej, bo to już nie jest obrona własna. Ja mam kontrakt, a ty masz go kurwa respektować! Żądam tego! Tym bardziej, że przychodzę tu w celach czysto... pokojowych.

 

 

Ochroniarze mają chwilę zawachania, obracają się w kierunku Nasa, który jednoznacznym ruchem dłoni nakazuje się im wycofać.

 

 

Tony Jones: Chodź tu Nas. Czego się boisz? Jestem półkaleką (wskazując na gips) myślisz, że z tym gównem mogę ci zagrozić? (pauza) I pewnie masz kurwa rację, ale bądźmy poważni... Nie chce mi się. Boisz się tego ?(odrzucając kulę poza ring i opierając się na linach) Jestem bezbronny jak armia polska 1 września.

 

 

Komisarz niepewnym krokiem, nie spuszczając wzroku z TeeJay’a kieruje się w stronę ringu, gdzie wchodzi dość ostrożnie, po schodkach, jakby obawiał się niespodziewanego ataku. Trudno mu się zresztą po ostatniej gali dziwić.

 

 

Tony Jones: (uśmiecha się pod nosem) Od razu lepiej... (rozglądając się po publice) widać kto komu zapierdala na perfumy.

 

 

Nas Jazzowski: W każdej chwili mogą tu wrócić.

 

 

Tony Jones: Spokojnie Nasss, czasem trzeba rozluźnić atmosferę... tym bardziej, że jest naaaprawdę gęsta. (heel heat)

 

 

Nas Jazzowski: (uśmiecha się gorzko) Możesz przestać pierdolić i przejść do rzeczy? (cheer) Tuan adoptował klauna czy po prostu przekazał ci swoje geny?

 

 

Tony Jones: (obruszając się gwałtownie) Przez to, że nie jestem klaunem nie mogę odnaleźć się w tym towarzystwie. (wchodząc Nasowi w słowo) Moglibyśmy przestać pierdolić i przejść do interesów, ale nie wiem czy nie skończysz jak miesiąc temu (heel heat) To ty nie potrafiłeś się dostosować, podać swojej ceny, więc jeśli po tym chrzcie przestałeś być biznesowym prawiczkiem, dobijmy targu tu i teraz zanim się wkurwię i porwę twoją marynarkę, upierdolę krwią koszulę i wepchnę ci do mordy tego lakierka, bo sam wiesz, że bez tego wdzianka twoje akcje zaliczą mooocny regres.

 

 

Nas Jazzowski: Cenę? Chcę mieć twoją głowę w foliowej torebce, żeby nikt z publiki nie ubrudził sobie nóg podczas kopania. (cheer) Co chcesz w zamian?

 

Tony Jones: (pokazując palcem na swoją limuzynę) Frajer, który leży w tym samochodzie próbował mnie dotknąć. Wiesz co robi teraz? (pauza) Ostatnio gdy go widziałem podstawiał sobie pod głowę kapelusz, żeby wypływający mózg nie upierdolił mi tapicerki. Więc nie próbuj kurwa ze mną igrać, bo mogę ci załatwić podobny seans. Co chcę w zamian? (przez śmiech) Od początku wiesz po co tu jestem.World Title plus bonusowy wpierdol temu kto miesiąc temu zgasił mi światło i lekko pokrzyżował plany.

 

 

Nas Jazzowski: Niestety.. nie wiem gdzie jest World Title.. nie wiem kto jest odpowiedzialny za skopanie ci dupy.. nic nie wiem, Tony.. gdybym znał adres pod który należy pukać, jako pierwszy wysłałbym tam list gratulacyjny.. nie zrozum mnie źle.. jestem strapiony losem World Title.. nie podoba mi się, że traktujecie ten tytuł jak dziwkę.. nie podoba mi się, że przekazujecie go sobie z rąk do rąk bez należnej czułości.. nie podoba mi się to ani trochę Tony.. i między innymi dlatego bez względu na to co się niebawem stanie.. nie dam ci walki o World Title. (cheer)

 

 

Tony Jones: (zaczyna zmierzać w kierunku Nasa) Co powiedziałeś?! Powtórz kurwa, bo chyba się przesłyszałem!

 

 

Nas Jazzowski: (robi kilka kroków do Tony’ego) Nie dostaniesz World Title shota.. nie dostaniesz go dziś ani jutro, ani za pół roku.. nie dostaniesz nic w prezencie.. NIC! Chcesz coś ode mnie? Nie dostaniesz nic, bo dla mnie jesteś nikim.. NIKIM. Pieprzonym tchórzem, który próbował przywłaszczyć sobie World Title bez walki.. ze strachu przed jakimkolwiek wyzwaniem.. ze strachu przed tymi, z których teraz tak drwisz. Mógłbym cię wyrzucić z tej hali na zbity pysk bez momentu zawachania.. mógłbym to samo zrobić z każdym adwokatem.. KAŻDYM kto by mnie irytował.. ale ty trafiłeś w ten czuły punkt.. strzeliłeś w dziesiątkę, która promowana jest megawkurwieniem.. i choć rzygam na twój widok jakbyś był wielkim burgerem z MC’a.. to nadal mam ochotę zobaczyć jak ktoś przerabia cię na naleśniki.. chcesz World Title shota ?! Wywalczysz go sobie na R*zpierdolfest III ..  Ty vs Crash.. Tony Jones vs Crash w stalowej klatce.. taka jest moja cena, to jedyne na co możesz liczyć! (cheer)

 

 

Tony Jones: (wskazując na swój gips) Coś ci się chyba kurwa pomyliło, nie wiesz do kogo mówisz i o czym mówisz.

 

 

Nas Jazzowski: Wiem i nie mam z tym żadnego problemu.. w przeciwieństwie do ciebie.

 

 

Na arenie uderza Kult - Poznaj swój raj, Nas mierzy się przez chwilę wzrokiem z TeeJay’em, a następnie obraca się i z lekkim uśmiechem skierowanym do publiki powoli opuszcza pierścień, przeciska się przez liny... i zostaje powalony niespodziewany uderzeniem gipsem wprost w głowę! Publika generuje nieziemski heel heat, Tony podnosi leżącą na macie głowę Nasa i zaczyna wymierzać w nią brutalne ciosy trzymanym w ręku mikrofonem, po złapaniu lekkiej zadyszki wstaje i staje oko w oko z Tonny „LL” Gunnem! Zawodnicy zaczynają regularny brawl, w którym lekką przewagę uzyskuje Lucky, kopie TeeJaya’a w brzuch i szykuje się do wykonania Vendetty (Stunnera) gdy nagle światła w całej hali gasną. Cała sytuacja trwa kilkanaście sekund, po których ponownie nastaje jasność, a na środku pierścienia stoi mężczyzna w czarnej kominiarce, dzierżący na ramieniu World Title! LL z nieskrywanym zdziwieniem spogląda raz po raz na nieprzytomnego TeeJay’a i postać, która właśnie zdejmuje ze swojej twarzy kominiarkę... to TONY ROCK!!! Założyciel PCW i dwukrotny prezydent tej federacji mierzy się wzrokiem z mafiosą. Żaden z nich nie decyduje się na atak. Stoją naprzeciwko siebie i to ostatnia poza jaką ujmuje nasza kamera. Chwilę potem ekran zachodzi mgłą i zostaje nam podziwianie wielkiego loga Blood Guts Wrestling.

 

 

 

 

 


BGW