
Tym razem początek gali jest o
wiele mniej elektryzujący niż przed tygodniem, kamerzysta nie
podąża za żadną ze sprząteczek, na parkingu nie
można znaleźć śladów krwi, w kontenerze na śmieci nie
ma trupów. Nuda. Relizator zajmuje się tym do czego został wynajęty.
Pokazuje gdańską Ergo Arenę z lotu ptaka. Ładny z niej
budynek, a co najważniejsze pojemny. Według oficjalnych danych
pomieścić może 15tys. widzów i po przeskoku do środka
możemy się domyślać iż wszystkie, a przynajmniej
większość biletów została wyprzedana. Nie podejrzewamy
oczywiście, że BGW chcąc zapełnić trybuny
rozdawała bilety za darmo godzinę przed galą. To nie w naszym
stylu. No nic, koniec tych rozważań, czas powiedzieć co widzowie
mają ze sobą, a tradycyjnie już są to transparenty. Pewnie podczas
ostatniej gali też je mieli, ale ze względu na smutny początek
nie mieli humoru aby nimi machać. Oto kilka z nich: „TeeJay oddawaj World
Title”, „TeeJay – połamania nóg!”, „TeeJay w*pierdalaj”, „Venomous
bądź zdrów”, „Będzie”, „Przeszedł urynoterapię”, „Co
dalej? Koprofagia?”, „Vaclav! Vaclav!”, „Gdzie jest Woods?”, „Pewnie w
sądzie”, „Rozwodzi się z żoną”, „Tiger?”, „Nie mam Tigera,
to tylko pantera”, „Armor King! Armor King!”, „Nadchodzi era Armor Kinga”,
„Marcowanie czas zacząć”, „Obfitego potomstwa”, „Jazzowski ratuj go,
wysterylizuj”, „Odrobacz”, „Posadź przy kominku”, „Wybacz Vaclavowi”,
„Gdzie jest qrwa bar?”, „Zwolnij Crasha”, „Chaotyczne te transparenty”, „Aero
też”, „Dlaczego Aero?”, „Koniec ery Flying Mena”, „Szkoda”, „Rejdych Punk
FM”, „Montana pozdrów Tony’ego”, „Którego?” itp. itd. Nie można
przecież za długo podziwiać transparentów, kolejnym ujęciem
jest stolik komentatorski przy którym zasiadają nasi ulubieni Konrad
Ochucki i Bogusław Montana.
Konrad Ochucki: Witamy państwa
na drugiej w historii gali R*zpierdolfest!
Bogusław Montana: Jak ty to
wymawiasz?
Konrad Ochucki: Co?
Bogusław Montana: Rozpierdolfest
z gwiazdką w środku.
Konrad Ochucki: Dykcja drogi
kolego, dykcja.
Bogusław Montana: Nauczysz mnie?
Konrad Ochucki: Oczywiście.
Bogusław Montana: (uderzając
dłonią w czoło) Nie zmieniłeś się przez
miesiąc, nadal jesteś idiotą. Jestem gwiazdą Konradzie,
jestem najjaśniejszym punktem tego stolika. Nie muszę sam siebie
cenzurować. Roooozpierdolfest! Co nas dzisiaj czeka?
Konrad Ochucki: Otrzymuję
informację, że odnośnie ostatniej gali ma zamiar
wypowiedzieć się sam komisarz Jazzowski. Dlatego też na razie
przenosimy się do ringu.
Na arenie uderza Kult – Poznaj swój
raj, publika zaczyna się radować, a spod Titantronu wyłania
się postać komisarza BGW. Nas ubrany w całkiem ładny,
czarny garnitur przy nieustajacym aplauzie dostaje się do ringu, gdzie
prosi jednego z techników o mikrofon.
Nas Jazzowski: (milczy)
......... Vaclav, wyjdź
proszę.
Cheer wśród widowni jeszcze
bardziej się nasila, co prawda na chwilę zostaje zagłuszony
przez Pantera – „Walk”, ale dość
szybko powraca ze zdwojoną siłą, gdy na rampie pojawia się
Vaclav. Były EWF FTW champ robi kilka kroków w kierunku ringu, ale
zdecydowany ruch dłoni komisarza BGW nakazuje mu pozostać w miejscu.
Nas Jazzowski: (wskazując na technika) Podaj Vaclavowi mikrofon.
Pracownik techniczny w podskokach wykonuje polecenie
komisarza wręczając mica zszokowanemu Vaclavowi.
Nas Jazzowski: Wiesz dlaczego cię tu wywołałem? Wiesz dlaczego stoisz tam, nie tu, przy mnie?
Vaclav: (wskazując
palcem na Nasa) Bo tam stało ZOMO ?
Nas Jazzowski: Zabawne.. choć trudno nie odnaleźć tu stosownych analogii.. też próbujesz się buntować.. też próbujesz obalić ustalony ład.. a ja.. pilnować porządku.. tylko tyle i aż tyle nas dzieli.
Vaclav: W EWF było inaczej.
Nas Jazzowski: EWF,
EWF.. przestań ciągle powoływać się na EWF.. EWF
już nie ma, podobnie jak nie ma naszego tag teamu.. pozostała
przyjaźń, którą najzwyczajniej w świecie gardzisz..
odmawiasz mi szacunku.. nie respektujesz moich decyzji.
Vaclav: Gdyby te
twoje decyzje uwzględniały istnienie extremy to nawet bym im
przyklasnął, o tak (Vaclav uderza w dłonie), ale extremy nie ma
więc i oklasków nie będzie.
Nas Jazzowski: Dałem
ci extremę podczas ostatniej gali.. pozwoliłem zejść walce
na ścieżkę, którą sam sobie wybrałeś..
pamiętasz jak się to skończyło ?
Vaclav: Pamiętam
doskonale, nie dałeś mnie się rozkręcić.
Nas Jazzowski: Myślę,
że gdybym nie zareagował wspólnie moglibyśmy cię
rozkręcać.. na organy.
Vaclav: Nie
przyszło nigdy mnie na myśl Nas, że uznajesz mnie za takiego
niedorajdę, gdybym był pamiętliwy to mógłbym wypomnieć
kogo odliczyli podczas naszej straty Tag Team titles.
Nas Jazzowski: Gratuluję..
szczerze gratuluję.. masz jeszcze jakieś ciekawe anegdoty ?
Vaclav: Ciekawi mnie
co z barem, który został mnie obiecany podczas ostatniej gali.
Nas Jazzowski: Pod pewnymi warunkami.
Vaclav: Przykro mi
Nas, jeśli będziesz stawiał mnie warunki, to swe anegdoty dla
wnuków zachowam.
Nas Jazzowski: Gdybyś
przestrzegał reguł.. gdybyś zamiast wojażów po hali
skupił się na starciu w ringu.. byłby bar, byłaby extrema.
Vaclav: To załganie
prawdy historycznej, doskonale wiesz dlaczego nie mogłem tej walki
wygrać, doskonale wiesz.
Nas Jazzowski: Dziękowałem
ci już za to? Nie? To robię to właśnie teraz..
poświęciłeś się i to właśnie to słowo
jest tutaj kluczem.. zrezygnowałeś z baru chcąc mnie
ocalić.. naprawdę jestem wdzięczny, ale nie mogę z pobudek
prywatnych łamać wcześniej ustalonych reguł.. przepraszam.
Vaclav: To ja
też przepraszam, ale moja obecność w tak niewdzięcznym
towarzystwie mija się z celem. Władza cię zmieniła Nas, stałeś
sie służbistą i tak ja będę ciebie traktował.
Jeszcze dziś na twoim biurku zjawi się odpowiedni wniosek o
przywrócenie extremy i lepiej będzie jeśli go nie zignorujesz.
Mecenas Extremy chyba rzeczywiście nie ma ochoty
dalej przebywać w towarzystwie Nasa, z impetem uderza mikrofonem o
rampę, obraca się i przy akompaniamencie swojego theme’u znika pod
Titantronem. Publika zupełnie nie wie jak zareagować, bo w końcu
konflikt tyczy się ich ulubieńców. Chyba po raz pierwszy w historii
cheer zagłuszony został milczeniem, wymownym milczeniem.
Nas Jazzowski: Jak już wspomniałem Vaclav nie otrzyma baru, bo nie wygrał swej walki.. to samo tyczy się Crasha, nie dostanie szansy walki o World Title….
Komisarz nie zdążył dokończyć,
bo na arenie po ostatnim stwierdzeniu uderza Editors – Papillon a na rampie
pojawia się Crash. Tym razem reakcja jest klarowna i wcale nieprzychylna
obywatelowi miasta chaosu.
Crash: Przepraszam,
przepraszam…. ale zaszła tu pewna nieścisłość, która
prawdopodobnie wiąże się z tym iż wasz komisarz
zaraził się demencją od pewnego porucznika…. porucznika, który
nawiasem mówiąc świetnie wywiązuje się ze swych
obowiązków…. prawda Nas ?
Nas Jazzowski: Wydaje
mi się, że zaraz będzie miał świetną
sposobność, aby po raz kolejny udowodnić swoją
wspaniałość.
Crash: Słyszy
pan poruczniku ?! Zabrać mnie…. zabrać mnie tak jak zabrano mi title
shota…. title shota, którego wywalczyłem w pięknym stylu
rozpierdalając łebVaclavowi i temu, jak on się nazywał…. no
nic, nici z wizyty na jego nagrobku…. a
tak bardzo chciałem być miły.
Nas Jazzowski: Jeśli
nadal chcesz to zabierz stąd swoją dupę, bo nic dzisiaj nie
wyżebrzesz...
Crash: Nie mam
zamiaru żebrać o swoją własność…. nie
będę skamlał jak cała reszta twojego rosteru ma w zwyczaju….
i tak, nadal chcę być miły…. przyniosłem ci nawet video na
poprawę humoru…. Kamera! Akcja!
Na Titantronie wyświetlone zostaje video z
poprzedniej gali…
*********
Obywatel Miasta Chaosu zdecydowanie nie spodziewał
się takiego rozwiązania, przykłada mikrofon do ust, ale nie za
bardzo jest w stanie wydobyć z siebie jakiś protest.
Nas Jazzowski: (uśmiechając
się lekko) Nie cieszysz się, że będziemy mogli
wyrównać zaległe rachunki ?
Crash: ... nie taka
była umowa Nas, miałeś mi wręczyć ten title shot bez
żadnych warunków.
Nas Jazzowski: I tak
faktycznie jest.. oficjalnie ogłaszam, że Crash już teraz jest
posiadaczem World Title shota..... i jednocześnie informuję, że
ten sam title shot będzie stawką dzisiejszego main eventu.
Dziękuję za uwagę.
*********
Crash: Crash już teraz
jest posiadaczem World Title shota.... czy ktoś mi go odebrał? Czy
ktoś mnie odklepał? Czy jeszcze kilka minut temu nie
mówiłeś, że z pobudek osobistych nie możesz łamać
wcześniej ustalonych reguł ? Nas oczekuję sprawiedliwości,
czy to tak wiele ? Czy to tak wiele ?!
Nas Jazzowski: (uśmiecha
się lekko pod nosem) Masz
rację.. zachowałem się nierozsądnie.. prawdy zawartej na
taśmie nie mogę podwarzyć.. podobnie jak ty nie możesz
walczyć o World Title.
Crash: Nie ma problemu....
nigdy nie widziałem w tej federacji godnych przeciwników.... owszem,
przyjemnie byłoby rozpierdolić komuś łeb.... przyjemnie
byłoby mieć na obiad móżdżki wrestlerskie w sosie
krwistym.... ale World Title w pewnym stopniu jest w stanie zaspokoić mój
apetyt.
Nas Jazzowski: Świetnie
się składa.. mam video, które zadziała na twój
żołądek skuteczniej niż SlimFigura..
Po raz kolejny na Titantronie
wyświetlone zostaje video.
*********
TeeJay odpala Zippo i powoli
zbliża jego płomień do banknotów tkwiących w ustach Nasa.
Jazzowski próbuje się szarpać, a publika dzikim heel heatem
odwieźć Tony’ego od tego pomysłu. Jest już blisko, coraz
bliżej, płomienie lekko ocierają się o banknoty… I nagle
światła w całej hali gasną!
W gabinecie rozlega się huk wyważanych drzwi i kilka
donośnych przekleństw. Szamotanina trwa kilkanaście sekund, po
których na wciąż czarnym ekranie pojawia się logo BGW i show
schodzi z anteny.
Na tym zakończyła się
ostatnia gala, ale o dziwo tym razem mamy jakąś dalszą
część. Światła nagle się zapalają i ukazany
zostaje doszczętnie rozjebany gabinet Jazzowskiego. TeeJay leży
nieprzytomny na tej samej kanapie, na której wcześniej siedział, w
podobnym stanie jest jego ojciec, który z inspekcji i sprawdzania sytuacji na
biurku wpadł prosto pod nie. Co ciekawe w jego ustach wciąż
siedzi lekko tlący się joint. Jedynym żywy w całym
towarzystwie jest komisarz Jazzowski, który choć ocalony od podpalenia
nadal znajduje się w stosunkowo niekorzystnej pozycji, bo z powodu
skrępowania liną nie może poruszyć żadną z
kończyn. Co warte odnotowania World Title, który całkiem niedawno
leżał na ramieniu Tony’ego zniknął. Zresztą to chyba w
jego poszukiwaniu Jazzowski wodzi oczami po całym gabinecie. Robi to przez
kilka sekund aż w końcu zamiera, wbijając w coś swój wzrok.
Kamerzysta robi zwrot o 180 stopni ukazując leżący na ziemi
ekran LCD, widać na nim jak niezidentyfikowana postać, obrócona
plecami do kamery przemysłowej opuszcza halę trzymając na
ramieniu... World Title.
*********
Nas Jazzowski: Chcesz World
Title? Przed chwilą widziałeś swój cel.. jeśli go
ustrzelisz shot, który posiadasz nabierze jakiejś wartości.. nie ma
na co czekać, czas ucieka.
Crash: (uśmiecha się
pod nosem) Jeszcze dziś będziesz mógł koronować nowego
World Champa.
Na arenie uderza Editors – Papillon a posiadacz teoretycznego World Title
shota znika pod Titantronem, chwilę po nim halę ogarnia
dźwięk utworu Kultu – Poznaj swój raj i to samo czyni Jazzowski.
Bogusław Montana: Przefiltrowałem ten potok słów i nie odnalazłem w nim nic
interesującego.
Konrad Ochucki: Nie
interesuje cię kto jest tajemniczym napastnikiem, który ukradł World
Title?
Bogusław Montana: Od razu ukradł. (pochyla się i szepce coś na ucho swojemu partnerowi) Spójrz tylko.
Konrad Ochucki: (patrząc jak partner uchyla marynarkę) Chryste Panie!
Bogusław Montana: Nie podlizuj się, nie dam dotknąć.
Konrad Ochucki: Musisz to zwrócić! Natychmiast!
Bogusław Montana: Okej, okej. (krótka przerwa) Wiesz, że dziś poznamy pierwszego
w historii Shockwave champa?!
Konrad Ochucki: Tak!
Szykuje się nam niesamowite starcie, finał Turnieju o Shockwave
title, szansę na bycie pierwszym w
historii mistrzem otrzymają Armor King, Neisan i Niszczyciel….
Naprawdę musisz to zwrócić!
Bogusław Montana: Masz jakiegoś faworyta?
Konrad Ochucki: Sercem będę za Niszczycielem… nie zmieniaj tematu.
Bogusław Montana: Ależ Konradzie! Czeka nas dziś również pierwsze w
historii starcie o BGW Tag team Titles!
Konrad Ochucki: To prawda.
Crash i Aero vs. Banks i Venomous, którzy podczas ostatniej gali mieli pewne
tarcia, będzie ciekawie! Zwolnią cię, jeśli tego nie
zrobisz.
Bogusław Montana: Dostanę odprawę?
Konrad Ochucki: Jeśli
zdążysz się przyznać nim Crash cię znajdzie, to być
może tak.
Bogusław Montana: Crash to poczciwy chłopak, podoba mi się jego styl. Nie ma
zbyt wiele wspólnego z wrestlingiem., podobnie jak reszta naszych dzisiejszych
walk! Rozpierdol mi brykę! Ucieczka ze stoczni!
Konrad Ochucki: Zapomniałeś
o main evencie!
Bogusław Montana: Ojej! Co z tym zrobimy?
Konrad Ochucki: Wspomnijmy!
Bogusław Montana: Vaclav vs. pomóż mi Konradzie, nie potrafię wymówić.
Konrad Ochucki: Anthony
Saint-Michel!
Bogusław Montana: Co za emocje! Jeśli macie obok teściową pozwólcie jej to oglądać. Darmowa eutanazja już dziś, już na Rozpierdolfest!
Konrad Ochucki: Nie
poznaję cię.
Bogusław Montana: … gwarantujemy, że umrze z nudów, lepiej?
Konrad Ochucki: Zdecydowanie.
Czas na pierwszą walkę dzisiejszego wieczora.
Tag Team Mecz:
Filu & Revan vs Clandestine & Dark
Samowski
Na arenie uderza The Union Underground - Across the
Nation po czym na arenie, wokół rampy zaczyna pojawiać się lekki
dymek, a spod Titantronu wyłania się Revan, unosi on w górę
prawą dłoń i zbierając lekki cheer zmierza w kierunku
ringu.
Z
głośników rozbrzmiewa Silna Grupa Pod Wezwaniem - Panny z Cicibora, a
pod Titantronem pojawia się postać byłego sumity z Cibra
Dużego. Filu bardzo powolnym krokiem zmierza w kierunku ringu co by
się nie zmęczyć, bo już jedną walkę dziś
stoczył. Przy marszu tym cały czas towarzyszy mu lekki cheer publiki,
fanki z pierwszych rzędów ośmielają się nawet klepać
go po piersiach. Kiedy jest już przy kwadratowym pierścieniu,
korzystając ze schodków, niespiesznie wchodzi do niego.
Arenę
ogarnia utwór Kany’ego Westa – Amazing, a spod Tintantronu wyłania
się postać Dark Samowskiego. Idzie on w kierunku ringu
poprawiając po drodze swoje rękawiczki. Do samego pierścienia
wychodzi w sposób dość efektowny, wykonując salto ponad
najwyższą liną.
Na arenie
uderza mix utworów Eazy-E, Tupaca & Biggiego po czym pod Titantronem
pojawia się Clandestine. Amerykanin bez zbędnych udziwnień
wchodzi do ringu gdzie wita się ze swoim partnerem.
Sędzia nakazuje uderzyć w gong.
Walkę rozpoczną Filu i Clandestine. Amerykanin, choć
zdecydowanie mniejszy od swego oponenta nie boi się konsekwencji i
rozpoczyna natarcie na przeciwnika. Kopie go po nogach, ale nie robi to na
potworze z Cicibora większego wrażenia. Uśmiecha się lekko
pod nosem, po czym łapie Estina za głowę i ciśnie nim w
narożnik. Bierze rozbieg (co wierzcie lub nie wygląda nadzwyczaj
efektowanie) i wgniata, obolałego już po pierwszym manewrze
przeciwnika w róg ringu. To by było chyba na tyle, Filu się
zmęczył więc wraca na bezpieczny grunt i zamienia się z tag
partnerem. W tym samym momencie to samo robi team przeciwny, a dokładniej
połowa teamu, bo tulącego się do narożnika Clanda nie
stać na nic więcej niż przyjęcie plaskacza w plecy od swego
partnera. Sam i The Ravenous One spotykają się mniej więcej w
środku ringu i rozpoczynają regularny brawl, w którym po kilku
ciosach dominację uzyskuje Revan, przyczyn takiego stanu rzeczy można
doszukiwać się w tym, że jest on wyższy, cięższy
i wbrew parszywym plotkom z poprzedniej gali – wcale nie jest grubciem, a
czystą masą mięśniową. Tyle na temat aparycji, bo nasz
Luchador potrafi wiele więcej niż po nim widać, teraz
właśnie szykuje się do pięknego DDT, które niespodziewanie
zostaje skontrowane przez Samowskiego. Dark odpychając oponenta, uwalnia
się z jego uścisku. W wyniku tejże kontry Revan upada na linach
i szybko wyłapuje kopa w brzuch po którym momentalnie pada na kolana.
Samowski podnosi go, whipuje i naciera z Superkickiem! The Mysterious One
jednak nie pada, lekko wytrącony z równowagi ląduje w narożniku
i od razu wyłapuje od rywala serię punchy wprost w brzuch. DarkSam
chcąc podtrzymać przewagę i zregenerować pokłady
energii zamienia się z Clandestine, przez kilka sekund nie wychodzi jednak
poza liny, bo wraz ze swoim partnerem dobrze zna przepisy i wie, że teraz
przysługuje im ustawowo chwila na wspólne masakrowanie rywala. Razem
kopią biednego luchadora w brzuch, a potem serwują double DDT!
Konrad Ochucki: To okrutne!
Bogusław Montana: Takie są zasady.
Konrad Ochucki: Proszę
nie mów nic o zasadach i zwróć to co nie należy do Ciebie.
Bogusław
Montana: Konradzie czy wrestling
byłby tak piękny gdybyśmy przestrzegali w nim wszystkich
reguł?
Konrad Ochucki: Jestem
fanem czystej sportowej rywalizacji.
Bogusław Montana: I dlatego zachwycasz się gdy ktoś przypierdoli komuś krzesłem?
Konrad Ochucki: Wtedy jestem oburzony.
Clandestine błyskawicznie przechodzi do pinu,
ale sędzia nie klepie, bo jest zajęty przeganianiem Samowskiego z
ringu, ten w końcu wykonuje polecenie, ale robi to tak ociążale,
że Estine ostatecznie traci nadzieję na powodzenie odliczania,
zamiast tego decyduje się na kontynuuację przerwanego ataku,
bezlitośnie okopuje leżącego luchadora, po czym odwraca się
do Fila i obdarza go niezbyt uprzejmną (jak można się
domyślić po reakcji sumity z Cibora Dużego) wiązanką,
zbiera się nawet do ataku, przec co nie zauważa iż Revanowi
udało się częściowo odzyskać siły.
Wystarczyło ich co prawda, na mało efektownego Roll Upa, ale dobre i
to pin 1…2 kick out! Luchador nie daje
za wygraną, szybko podnosi przeciwnika, kopie go w brzuch I wykonuje
Piledriver! Mocno osłabiony wchodzi na narożnik i stara się
wykonać Senton Bomb… i tym razem mu się udaje pin 1… 2… Samowski
przerywa dość efektownie, może sobie zresztą na to
pozwolić, bo zanim Filu zorientował się, że odbierane
zwycięstwo było już po robocie, a Samowski ponownie spokojnie
opierał się o narożnik. Spokój ten jest jednak zupełnie
nieuzasadniony, The Ravenous One wygląda na bardzo wkurwionego,
niespodziewanie skacze na Sama z dropkickiem zrzucając go tym samym z
apronu, po czym podniesionym głosem udziela rozbitemu przeciwnikowi kilku
dobrych rad na przyszłość. Revan wraca do gry, zakłada
leżącemu nadal Clandestineowi Killswitch Engage. Ten stara się
stłumić swój ból krzykiem. Na szczęście nie trwało to
długo, DarkSam kopie w głowę Revana i zakłada mu Sic Choke!
Ale nie jest oficjalnym uczestnikiem walki, więc Revan, nawet jeśli
odklepuje, nie zakończy to walki! Jest i Filu! The Fattest Man In Sports
Entertainment łapie rękoma za szyję Samowskiego i wynosi go z
Asshole Slamem (Black Hole Slam) !!! Chwilę potem luchador chwyta
Clandestine i serwuje mu Ravenous Dive (Rolling Fireman's Carry Slam) wprost na
Samowskiego! Następnie pada na kupkę z przeciwników i pinuje 1…2….3
(zwycięzcy Revan i Filu)
Bogusław Montana: Szybko i bezboleśne.
Konrad Ochucki: Bezboleśnie to chyba złe słowo.
Bogusław Montana: Akurat pin był chyba bezbolesny.
Konrad Ochucki: Ale akcje poprzedzające nie.
Bogusław Montana: Mniejsza o to. Kim oni są? Wrestlerami są. Nie mieli ochoty
się uczyć więc teraz będą cierpieć. (wstaje z
krzesła) Cierpcie wy, wy… wrestlerzy!
Konrad Ochucki: Przygnębiający
wniosek.
*********
Montana pewnie ma rację zarzucając wrestlerom
brak wykształcenia. Trudno jednak ten przytyk zastosować w stosunku
do naszego realizatora, bo wnioskując po tym jak wykonuje on swoją
robotę, musi mieć on pewne wykształcenie. Teraz właśnie przenosi nas przed wejście
dla zawodników, pod które podejżdża biała limuzyna, jak kodeks
drogowy nakazał zatrzymuje się przy rogatkach w celu weryfikacji czy
naprawdę miejsce na tym elitarnym jej przysługuje. Przednia szyba
się otwiera, a wyłoniona z wnętrza ręka szofera podaje
ochroniarzowi jakiś kawałek plastiku, prawdopodobnie identyfikator.
Strażnik krytycznym okiem spogląda na dokument i zdecydowanym gestem
nakazuje samochodowi się wycofać. Decyzja ta chyba nie przypada do
gustu kierowcy, bo nie chce przyjąć wręczanej mu karty, zamiast
tego gestykuluje nadzwyczaj intensywnie i pokrzykuje coś do ochroniarza,
przez otwartą szybę. Całe zamieszanie trwa kilkanaście
sekund, po których awantura gwałtownie cichnie. Tylne drzwi auta się
otwierają, a z jego wnętrza wyłania się Tony Jones! (heel
heat) Opierając się na kulach podchodzi do ochroniarza.
Tony Jones: (wyjmując portfel)
Jakiś problem?
Szofer: Nie chce pana
wpuścić, mówi coś o braku uprawnień.
Tony Jones: (patrząc na
ochroniarza) To prawda? Brak mi uprawnień? (grzebiąc w portfelu) Za
ile mogę czuć się uprawniony ?
Ochroniarz: (odpychając od
siebie dłoń z pieniędzmi) To polecenie z samej góry, wydane
przez komisarza BGW i pułkownika Rejdycha. Tony Jones jest poza
federacją.
Tony Jones: Więc ile?
Ochroniarz: To nie jest kwestia
pieniędzy.
Tony Jones: (chwyta ochroniarza za
fraki) Wszystko tu jest kurwa kwestią pieniędzy. Nie udawaj, że
jesteś świety, bo doskonale wiem skąd się tu
wziąłeś. Jeszcze miesiąc temu mógłbym ci
połamać ręce, bo sam sięgałbyś do kieszeni po ten
portfel, a dziś go nie chcesz?!
Ochroniarz: (odpychając
Tony’ego) Proszę mnie nie obrażać... i nie dotykać.
Tony Jones: Obrażać?
Mówię ci pierdoloną prawdę! Widzę jak gały ci
błyszczą gdy widzisz ten hajs. Nie pierdol mi, że się
ustatkowałeś, bo to tak jakby przerzucać kupę gówna z chodnika
na chodnik, nie zmieni się, zawsze będzie gównem, w które można
wdepnąć. Więc nie mów mi, że to nie jest kwestia
pieniędzy...
Ochroniarz: Dostałem
szansę i spłacę ją lojalnością.
Tony Jones: Widzisz cieciu, ja
też muszę tu coś spłacić, wyrównać rachunki w
solidnym wpierdolu. Znasz tę walutę? Jeśli kurwa nie
weźmiesz tego i mnie nie wpuścisz, będę zmuszczony
zapłacić ci właśnie nią.
Ochroniarz: Zobaczę co da
się zrobić. Proszę chwilę poczekać.
Strażnik wchodzi do swojej
budki, zamyka się, a przez szybę widać jak wykonuje
dokądś telefon. Rozmowa trwa kilkanaście sekund po których
pracownik BGW odkłada słuchawkę, ale nie wychodzi ze swojej
przytulnej kanciapy. Tony, bystry chłopak interesu, szybko orientuje
się w sytuacji i odpala w sobie znane wszystkim pokłady agresji.
Zaczyna napierdalać kulą w szybę, ale ze względu na to,
że zrobiona jest ona z chartowanego szkła na niewiele się te
wysiłki zdają. Zanim jednak wrestler sobie uświadamia, zostaje
otoczony przez pięciu innych ochroniarzy, uzbrojonych w policyjne
pałki.
Tony Jones: (dysząc
wściekle) Wy też kurwa nie chcecie mnie wpuścić ?! Też
jesteście innymi ludźmi ?! Pierdolonymi rycerzami moralności ?!
Ciągle jesteście tymi samymi dziwkami, tylko pracujecie w innym burdelu
! Dziwkami bez wykształcenia, które nie potrafią liczyć!
(wycofuje się w kierunku auta)
Zapamiętajcie sobie, nie powiedziałem ostatniego słowa.
TeeJay wsiada do swojej limuzyna z
impetem zatrzaskując za sobą drzwi. Auto wycofuje się i
wyjeżdża z parkingu.
*********
I oto, ledwie parę minut po ich wspólnym ringowym
triumfie, kamera pokazuje Filu oraz Revana. Wspomniany wyżej duet, idzie
jakimś korytarzem, a z faktu, że Filu idzie pierwszy, można
wywnioskować, że prowadzi on gdzieś swego Tag partnera. I
faktycznie, Filu prowadzi go do swej szatni, do której zaprasza go wylewnymi
gestami…
Filu: Proszę! Czym chata, a raczej – szatnia bogata!
Luchador z pewną ciekawością, ale i
nieodzowną w fachu wrestlingowym ostrożnością wchodzi do
pomieszczenia, gdzie jak okazuje się, czeka na niego stolik turystyczny
oraz dwa przenośne krzesła. Na blacie stolika znajduje się
nieoznakowana butelka jakiegoś alkoholu, oraz dwa kieliszki.
Filu: Ku uczczenia
naszego wspólnego zwycięstwa pozwoliłem sobie przygotować
skromny poczęstunek.
Wymawiając te słowa Filu otwiera
flaszkę...
Filu: Najzacniejsza
siwucha w Ciobrze Dużym! Nic tak nie sponiewiera, jak wódeczka z mej
domowej aparatury.
I rozlewa po przysłowiowej miarce, następnie podaje kielonek Revanowi.
Filu: Za
zwycięstwo! (jednym haustem wypija zawartość swego kieliszka)
Revan (zdziwiony
spogląda w kieliszek):… (Wypija swój, ale się zakrztusił od mocy
zawartych w nim promili).
Filu (zabierając
kieliszki i znów je uzupełniając): No jak to mówią – to na
drugą nóżkę!
Wręcza on ponownie kieliszek luchadorowi. Sam wypija
bez problemu, Revan też stara trzymać fason i nawet mu się
udaje, niemniej – nieobeznany on jest z mocą domowej produkcji, tak
też znów się zakrztusił. Filu usłużnie poklepał
go po plecach.
Filu: No, a do ilu
ich do odliczyliśmy? Do trzech! (Znów napełnia kieliszki i jeden chce
oddać Revanowi… ale o dziwo, jego Tag partner najwidoczniej
opuścił szatnię)
Filu
(do siebie): Wychodzić tak przed końcem
flaszki? Huh, kto zrozumie tych obcokrajowców... No nic, przynajmniej
więcej zostało dla mnie!
Sumita
zgrabnie wypija zawartość obu kieliszków i ponownie chwytając za
butelkę z trunkiem swojej produkcji, ma zamiar doszczętnie ją
opróżnić, poszło dość szybko ponieważ zawodnicy
się nie szczypali i spożywali wódkę z kieliszków o stosownej
pojemności 100ml. Kiedy nachyla butelkę nad naczyniem, nagle
światło w szatni gaśnie.
Filu:
(do siebie) Moja droga pani, nie spodziewałem
się, że mnie tak szybko utulisz. (dłuższa pauza) A co to?
Czyżby
déjŕ vu z ostatniej gali? W ciemni
słychać jakieś szmery, uderzenia i pojedyńcze
przekleństwa, a realizator w trosce o zdrowie widza szybko się
stamtąd wynosi.
*********
Nadal jesteśmy na zapleczu
gdzie nieustraszony kamerzysta (to inny niż ten, który uciekł z
szatni Fila) podąża za równie dzielnym sędzią Borsukiem.
Idą tak sobie korytarzem, nie wiadomo dlaczego, nie wiadomo po co, do
momentu gdy Filip nie zatrzymuje się przed drzwiami gabinetu Nasa
Jazzowskiego. Tuż przed naciśnięciem na klamkę bierze
głęboki oddech i niepewnym krokiem wkracza do pomieszczenia. Od razu
po przekroczeniu progu zrozumiał pewnie, że cały ten strach jaki
odczuwał był nieuzasadniony. Komisarzowi daleko do bezdusznego
kierownika wielkiej korporacji, z lekkim uśmiechem na ustach,
wskazując dłonią na fotel z drugiej strony biurka, sugeruje
sędziemu aby ten się rozgościł, sam natomiast odkłada
na bok stertę dokumentów i zajmuje pozycję dzięki, której
będą mogli bez przeszkód prowadzić konwersację.
Filip Borsuk: (lekko
drżącym głosem) Czy coś się stało?
Nas Jazzowski: Nie, skąd
ten niepokój?
Przez chwilę w gabinecie zalega
niezręczna cisza.
Nas Jazzowski: Spokojnie.
Zaoferowałbym ci coś do picia, ale jesteś w pracy.. i musisz
pracować dobrze.. musisz być świadomy podejmowanych przez siebie
decyzji.. musisz być niczym Bóg.. musisz być wzorem arbitra.. musisz
być sprawiedliwy i stać na straży przykazań. Rozumiesz?
Borsuk sili się jedyniena
potwierdzające skinienie głową.
Nas Jazzowski: Nigdy bym
cię nie zatrudnił gdybym nie był przekonany, że się do
tego nadajesz.. że jesteś człowiekiem stworzonym do tej roboty..
prawda?
Po raz kolejny sędzia kiwa
głową ze zrozumieniem i akceptacją.
Nas Jazzowski: Nie, to nie
prawda.. nie jestem bezbłędny.. mogłem popełnić
błąd i wielu ludzi mi zarzuca, że taki błąd
popełniłem.
W pomieszczeniu da się
słyszeć głośne przełknięcie śliny.
Nas Jazzowski: Uważają
też, że nie jesteś wystarczająco odporny psychicznie..
łatwo ulegasz presji.. uważają, że sędzia powinien
być od tego wolny.. trudno nie przyznać im racji.. (dłuższa
pauza podczas której Nas patrzy głęboko w oczy swojego
współpracownika) wiesz w ogóle o czym mówię?
Filip Borsuk: (trzęsąc
się ze strachu) Niestety nie, panie komisarzu...
Nas Jazzowski: Podczas ostatniej
gali.. podczas main eventu sytuacja wymknęła się spod kontroli..
miałeś stać na straży reguł.. a czy w tych
regułach było zapisane, że zawodnicy mogą włóczyć
się po hali, skakać na siebie z balkonów, posypywać rany
solą i wymieniać ślinę z przypadkowymi fankami?
Filip Borsuk: Nie panie
komisarzu.
Nas Jazzowski: A co
byłoby gdyby owa fanka miała pod językiem cyjanek? Czy mogę
tak narażać swoich zawodników?
Filip Borsuk: Nie panie
komisarzu.
Nas Jazzowski: Właśnie!
Vaclavowi od pierwszej gali mylą się pojęcia.. w EWF
byliśmy partnerami.. byliśmy wspaniałą drużyną..
ale ta piękna przeszłość nie może nam
przesłonić rzeczywistości.. nie mogę spełniać
jego każdej zachcianki.. bo to byłoby nieuczciwe i zarazem
niebezpieczne.. sam widziałeś jak mogło się to
skończyć podczas ostatniej gali.
Filip Borsuk: Tak panie
komisarzu.
Nas Jazzowski: Czuję,
że wszystko już od początku wali mi się na
głowę.. nie mogę pozwalić na taką samowolkę..
wrogowie próbują podważyć moje zdanie.. przyjaciel próbuje
podważyć moje zdanie.. czuję się wyobcowany.
Filip Borsuk: Rozumiem panie
komisarzu.
Nas Jazzowski: Obaj musimy
się zmienić.. ja podjąłem już stosowne decyzje.. ty
musisz to zrobić dziś.. ponownie będziesz sędzią main
eventu.. ponownie światła jupiterów będą skierowane na
ciebie.. nie tylko na gwiazdy, również na ciebie.. wszyscy twoi
przeciwnicy będą obserwowali każdy twój ruch.. kwestionowali
decyzje.. nie możesz sobie pozwolić na żaden błąd..
rozumiesz?
Filip
Borsuk: Tak panie komisarzu.
Nas Jazzowski: Nie okazuj im
litości.. jeśli któryś będzie próbował
złamać reguły ukaż go.. wyrzuć go z ringu.. wyklucz go
z walki.. jeśli nie potrafi dostosować się do zasad, nie
zasługuje na main event.. masz pokazać jaja! Rozumiesz?
Sędzia ciągle trzesąc
się ze strachu podnosi się z krzesła i zaczyna majstrować
przy rozporku.
Nas Jazzowski: Chryste panie,
nie w tym sensie!
Filip Borsuk: (wybudza
się z letargu i czerwieni na policzkach dość intensywnie) Czy ja...
Chryste panie! Przepraszam panie komisarzu. Zrozumiałem, pokażę
im, że nie mogą ze mną igrać!
*********
Po raz pierwszy dzisiaj udajemy się na
wycieczkę poza halę. Trafiamy wręcz do miejsc, które z
wrestlingiem ma niewiele wspólnego – do biblioteki. W jej wnętrzu
zobaczyć możemy siedzącego przy jednym ze stolików Maxa Cravena,
którego otacza stos książek. W sumie jest to jedyna obecna osoba
prócz miłej pani biblitekarki z oczami wlepionymi w ekran monitora. Cóż,
statystyki poczytności książek w naszym kraju są
powszechnie znane, więc taka frekwencja za bardzo nie dziwi.
Max Craven: (wskazując
na napis prosimy zachować ciszę, mówi szeptem do siebie) Anarchizm,
znaczy dokładnie „bez władcy” z języka greckiego, to system
poglądów głoszący program całkowitego zniesienia przymusu,
ucisku i wyzysku społecznego, postulujący powszechność,
wolność, równość i sprawiedliwość
społeczną.
Zawodnik nagle, ku przerażeniu siedzącej
nieopodal bibliotekarki zrywa się z miejsca i przewraca stolik wraz z
umiejscowionymi na nim książkami.
Max Craven: Oznacza
to ni mniej ni więcej tyle, że jestem pierdolonym
indywidualistą, niezależnym tworem ludzkim, który nie musi
studiować tych wszystkich szmatłaców aby odnaleźć swoje
miejsce na ziemi. Nie muszę powoływać się kurwa na
autorytety, bo sam go sobie stanowię. Nie muszę cytować
niczyjego zdania, bo to moja opina jest najważniejsza. Jestem jedną z
tych osób, dla których to co mówią inni nie odgrywa w życiu
żadnej roli
Zszokowana zachowaniem czytelnika pracownica biblioteki
chwyta za telefon i zaczyna gorączkowo wykręcać jakiś
numer.
Max Craven: I kurwa
nienawidzę gdy ktoś próbuje narzucić mi swoje zdanie. Jedną
z takich osób jest Nas Jazzowski, tak Nas, ty. Sram na twoje
bezpieczeństwo, nie dażę cię nawet gramem szacunku. Nie
obawiam się twoich ludzi, nie obawiam sie Rejdycha, bo pierdolona ubecja
już od dawna omija mnie szerokim łukiem. Za dużo krwii
napsułem tym szmatom, wiedzą, że pewnego dnia zamiast listonosza
z pokaźną emeryturą do ich drzwi może zapukać
śmierć, kutas i zniszczenie.
Sądząc po tonie wypowiedzi bibliotekarki dzowni
ona na policję.
Max Craven: Fuck The
Milicja ciągle istnieje, ciągle wprowadza swoje porządki
(wskazując na leżące na ziemi książki) I to jest
właśnie ten porządek. Nie możesz ustawić mnie w jednym
szergu z pieprzonym komuchem, nie możesz mówić i o mnie i o nim,
że obaj jesteśmy zawodnikami BGW. Hendrixon posłuży za
przykład, za przykład mendy, która nie mając własnego
zdania chce je jak najgłośniej wykrzyczeć. Chociaż kurwa
walczę o wolność to cenzuruję opinię, cenzuruję
ludzi, tych którzy stają na mojej drodze rozpierdalam w drobny mak, w
pył, palę ich i zamieniam w popiół.
Członek Fuck The Milicja chwyta za jedną z
książek, na której widnieje nazwisko Karola Marksa! Max wyciąga
z kieszeni zapalniczkę i podpala nią kanon komunistycznej literatury,
po czym rzuca knigę na ziemię tak, że cała reszta
leżących tam dzieł zaczyna palić się żywym
ogniem.
Max Craven: I powiem
ci Jimmy co ciekawego dziś wyczytałem, wg. 3 zasady Newtona gdy
ciało A oddziałowuje na ciało B ciało C się nie
wpierdala. Rozumiesz? Ciało A to ja i anarchia, ciało B to Jazzowski
i jego ideologię, ciało C to chuj. I chuj.
Członek Fuck The Milicja szybkim krokiem opuszcza
budynek, bo nie ma ochoty na spotkanie z policją.
*********
Konrad Ochucki: Jak
widać epizod Tony’ego Jonesa w BGW nie trwał zbyt długo.
Bogusław Montana: Jedna gęba mniej do wykarmienia, może szykują się
podwyżki?
Konrad Ochucki: Nic
mi o tym nie wiadomo.
Bogusław Montana: Pozostaje mi więc tylko nadzieja i satysfakcja, że
sprawiedliwość znów zatriumfowała. Tak kończą
frajerzy!
Konrad Ochucki: Obawiam
się, że jeśli nie oddasz tego co masz pod marynarką
może czekać cię podobny koniec.
Bogusław Montana: Sądzisz, że będę podobnie jak on, bez godności
pchał się na galę wrestlingu?
Konrad Ochucki: No tak, zapomniałem.
Bogusław Montana: Mój koniec będzie godny, wrócę do Kolumbii i umrę w
samotności niczym Napoleon.
Konrad Ochucki: Naprawdę?
Bogusław Montana: Oszalałeś? Mam tam masę znajomych, żadne z nich nie
ogląda wrestlingu i może umrę w spokoju, ale z przepicia.
*********
R*zpierdol Mi Brykę!:
Saint Anger vs. J.J.J
Jak wskazuje sama nazwa stypulacji
musimy się teraz przenieść na parking. Zauważyć tu
można koło utworzone z samochodów wśród, których
znaleźć można naprawdę konkretne zabytki polskiego
motornictwa. Po chwili z wnętrza jednego z nich Vader – Anger a
zza kordonu samochodów wyłania się Saint Anger. Chwilę potem
głośniki eleganckiego Chevroleta odgrywają utwór Europe - Final
Countdown, ale The Immortal nie pojawia się na arenie… Sekundy
mijają, sędzia i kiedy sędzia i Saint Anger zaczynają
się już niecierpliwić z maski jednego z samochodów, z
potężnym dropkickiem J.J.J naciera na swojego przeciwnika!
Saint Anger zupełnie zaskoczony obrotem
sytuacji pada na kolana, bynajmniej nie w celu modlitwy. The Immortal
wietrząc w tym sposób na regenerację siły postanawia nie
odpuszczać, chwyta oponenta za głowę i prowadzi w kierunku
jednego z ustawionych nieopodal aut po czym próbuje przypierdolić
głową Marka w jego maskę. Zdecydowanie przecenił chyba
siłę swojego dropkicka i zdolność jego usypiania, bo oto
naczelny katolik BGW zapiera się swymi rękoma na masce i wciela w
życie pomysł swojego przeciwnika. Lekko oszołomiony J.J.J,
odlatuje do tyłu i próbuje utrzymać równowagę, ale starania te
zostają pogrzebane jednym, potężnym clotheslinem. Spowiednik
Cyganów zadowolony z siebie, kładzie oponenta na masce samochodu, wchodzi
do środka i włącza płyn do spryskiwaczy, który
uderzając pokaźnym strumieniem w twarz ocuca Immortala, bo zrywa
się momentalnie, a zarazem oślepia, wnioskując po tym jak
czarnoskóry zawodnik się porusza i jak dramatycznie pociera ręką
o swoje oczy. Nieuwagę tą bez litości – co sprzeczne z zasadami
katolicyzmu – wykorzystuje Marek, wsadza głowę łeb oponenta pod
pachę i wykonuje potężne DDT wprost na betonową
posadzkę! Pin 1…2… kick out.
Konrad Ochucki: Podobno sam papież zainteresował się działalnością Angera.
Bogusław
Montana: Możemy się więc
spodziewać, że niebawem powstanie w BGW dziecięca szkółka
wrestlingu.
Konrad Ochucki: To byłaby szczytna idea.
Bogusław Montana: No tak, szczytowania byłyby tam na początku dziennym.
Konrad Ochucki: Bogusławie…
Bogusław
Montana: Myślisz, że Jazzowski
będzie go krył?
Anger nie jest jakoś specjalnie
podłamany, w końcu przygotował się na o wiele
cięższą batalię. Powoli się podnosi po czym wskakuje
na maskę maltretowanego do tej pory samochodu, tauntuje przez chwilę,
w sumie nie wiadomo dlaczego, bo ze względu na brak widowni nikt nie
może podzielić jego radości, skacze na J.J.J z Chwałą
Bogu ( Diving Headbutt) i poznaje jak to jest uderzyć głową o
betonową posadzkę! Immortal w ostatniej chwili uniknął
ciosu, a na domiar złego teraz się podnosi i zaczyna zmierzać w
kierunku bagażnika auta, grzebie się tam dłuższą
chwilę i wyjmuje zapasową oponę, którą z impetem ciska w
unoszącą się z ziemi głowę Marka! Ta uderza w
żarliwego katolika i ładnie się od niej odbija, jak piłka.
Widok ten ewidentnie rozbawia czarnoskórego wrestlera, który postanawia
się z nią jeszcze trochę pobawić, zakłada ją na
szyję Angera, wchodzi na maskę i skacze z Leg Dropem! Pin 1…2.. kick
out. Johnson dość zestresowany wytrzymałością
zagorzałego katolika łapie go za włosy i kilkakrotnie ciska
pięścią w jego głowę, po czym wciska bardziej na
Angera oponę, co zupełnie uniemożliwia mu wykonanie
jakiegokolwiek ruchu. James obija głowę przeciwnika o samochód. Anger
próbuje się w jakiś sposób wyrwać, ale nadal mu się to nie
udaje. J.J.J. łapie swojego rywala i rzuca nim w przednią szybę
samochodu. Wchodzi zaraz za nim i wskakuje na dach samochodu. Podnosi Marka,
wkłada jego głowę pod pachę, łapie za jedną
nogę i po kilku krótkich oddechach wykonuje wspaniałego Fisherman
Suplexa na maskę, która wgniata się razem z nimi! The Immortal
momentalnie łapie się za plecy i spada z samochodu na beton. Oddycha
dość ciężko, jednak próbuje wstać. Odpoczywa chwilę
i podchodzi znów do swojego rywala. Ściąga z niego oponę i
wyrzuca ją za siebie. J.J.J. ciągnie katolika za rękę po
betonie, co trochę ściera jego skórę. Podnosi go i szykuje
się pod Neckbreaker, ale Anger znajduje jeszcze siły by się
wydostać! Odpycha przeciwnika i ucieka przed nim! Jakimś cudem
podchodzi do bagażnika i klęka przy nim, tym razem znów nie chodzi o
modlitwę, chociaż pewnie w tym wypadku byłaby ona na miejscu.
Nie ma jednak na to czasu. Saint Anger szpera w bagażniku, ale J.J.J. nie
pozostaje obojętny i z podwojonym agresorem „zamyka” na Angerze
bagażnik, w wyniku czego Święty Gniew zaczął
krzyczeć z bólu.
Bogusław
Montana: Właśnie tak drogie
dzieci!
Konrad
Ochucki: Nie bądź pruderyjny.
Bogusław
Montana: Jestem podekscytowany.
Konrad Ochucki: To zadziwiające.
Bogusław
Montana: Kondziu, nasze nazwiska
będą wymieniane w czaspopismach katolickich!
Konrad
Ochucki: Ah, tym.
Immortal, korzystając z zyskanego czasu
chwyta za łom i wywarza drzwi od strony pasażera, łapie za pasy
i wyrywa je z siedzeń. Słychać cichą modlitwę Saint
Angera, ale na nic mu to, bowiem James Jack Johnson zakłada pasy na szyi
przeciwnika i dusi go. Marek rozpaczliwie próbując się uwolnić
nadal się modli. J.J.J. po 15 sekundach podduszania popuszcza
przeciwnikowi i zdejmuje pasy. Ciężko oddychający Marek stara
się podnieść, ale nie pomaga mu w tym J.J.J., który cofa
się kilka kroków i chce kopnąć go w głowę butem,
niestety nie udaje mu się to bo Saint Anger momentalnie prostuje się
do pionu. Szybko łapie Johnsona za głowę i brutalnie targa nim
na lewo i prawo. Przez chwilę mu to pomogło osłabić
przeciwnika, i Anger korzystając z chwili podbiega do bagażnika,
wyjmuje z niego gaśnicę i uderza nią w plecy przeciwnika, a
potem z całej siły w głowę, co mocno zachwiało
Jamesem. Marek celuje gaśnicą w rywala i odpala ją w jego
stronę. J.J.J. – chcąc nie chcąc, cały jest biały.
Anger łapie go za ubranie i włosy i pełnym impetem rzuca nim w
plastikowy śmietnik, który teraz zakłada na niego. Staje obok jego
nóg, chwyta je i zakłada Uścisk Boga! Słychać
stłumiony przez śmietnik krzyk Johnsona, który jest całkowicie
obezwładniony! Jak się okazuje owy krzyk zostaje usłyszany przez
managera Immortala, który przybiega mu z pomocą, przypierdalając
zajętemu submissionem “świętemu” krzesłem w twarz! Czas
płynie, a żaden z zawodników nie wstaje. Po upływie
kilkudziesięciu sekund jako pierwszy robi to J.J.J, powstaje i nie widzi
swojego przeciwnika. Zagląda pod podwozia wszystkich wozów, ale bez
efektu. W końcu decyduje się na zajrzenie do karetki, której tylne
drzwi są lekko uchylone, otwiera je… i zauważa Benito Demianiuka,
który razi go defibrylatorem! Immortal lekko odlatuje do tyłu, a Serb
zrzuca na niego zwłoki Marka, sędzia przechodzi do pinu a Benito
ulatnia się z miejsca zbrodni 1….2….2,999 kick out! To była chyba
odruchowa reakcja po porażeniu prądem. Owy wstrząs
nabuzował go chyba dodatkową energię, bo J.J.J wstaje i
czekając aż przeciwnik zrobi to samo serwuje mu The Immortal Stunner
!!! Pin 1…2…3 (zwycięzcą jest: The Immortal)
Bogusław Montana: Inkwicyzja została powstrzymana.
Konrad Ochucki: Trochę zaskakująca była obecność Demianiuka w tej walce.
Bogusław
Montana: Jak to mówią,
wpierdolił się między wino a opłatek.
Konrad
Ochucki: Dość obrazowo i
klarownie.
Bogusław
Montana: Doszukiwanie się drugiego
dna we wrestlingu jest passe.
*********
Realizator po raz pierwszy dziś
sprawia wrażenie człowieka, który nie za bardzo zna się na
swojej robocie. Zamiast jakiegoś ciekawego przekazu serwuje nam czarny
ekran. Można byłoby mu to wybaczyć gdyby ta abstrakcja
niosła za sobą jakiś przekaz, niekoniecznie tak
głęboki jak Wojna polsko-ruska, ale niestety czarny obraz i cisza to
jedyne na co możemy liczyć... Chociaż...
Głos 1: Pyśqu, czy
skończyłeś już dumać ?
Głos 2: Zamknij
się! Nie widzisz, że to trudna decyzja ?
Głos 3: Moim zdaniem ma
prawo nie widzieć, w końcu jest ciemno.
Głos 4: Kto zgasił
światło ?
Głos 5: Rozjaśnijmy
swoje umysły. Napijmy się !
Głos 6: Możecie
się zamknąć ? Myślę.
Głos 1: Dasz znać
kiedy skończysz ?
Głos 2: Przecież
nie ma innego wyjścia, razem siedzimy w tym bagnie.
Głos 3: Mi się tam
podoba!
Głos 4: Zabierz
rękę z mojego kolana !
Głos 5: To nie
ręka...
W pomieszczeniu po raz kolejny
zapada niezręczna cisza.
Głos 5: Ciasno jest,
zrozumcie.
Głos 6: Zamknijcie
się! Mam pomysł.
Po pomieszczeniu przeszedł
ciąg szeptów, który po kilku sekundach przerodził się ponownie w
ciszę, jak się okazało, przed burzą.
Głos 6: Zażadamy
okupu!
Głos 1: Ale jak ?!
Głos 2: Ale po co ?!
Głos 3: Lubię to!
Głos 4: Skoro nie
ręka to co ?!
Głos 5: Wznieśmy
za to toast !
Głos 6: Wygrał
dwie walki, dotknął Vaclava, na pewno jest dużo wart. A my
potrzebujemy pieniędzy, jesteśmy gwiazdami nowego pokolenia!
Potrzebujemy piniędzy na ukazanie naszych talentów!
Głos 5: I na whiskey!
Głos 3: Rachunek za
światło też nie opłacony...
*********
Ciągle przebywamy na backstage,
tym razem jednak ukazane nam zostają przgody przykładnego katolika
Saint Angera, który to z twarzą schowaną w dłoniach,
siedząc na krześle, w duchowy sposób liże rany po przegranej
walce. Jak się po chwili okazuje do tych gorzkich żali
przyłącza się drugi i chyba ostatni żarliwy katolik BGW
Benito Demianiuk.
Benito Demianiuk: (wręczając
Angerowi butelkę wody) Regeneruj siły, to jeszcze nie koniec.
Saint Anger: Ta porażka
była wolą Boga, dlaczego próbowałeś w nią
ingerować?
Benito Demianiuk: Masz racje, to
była wola Boga. Bóg wystawił na próbę mnie, nie ciebie.
Saint Anger: Nie rozumiem...
Benito Demianiuk: Chciał
sprawdzić na ile silna jest moja wola. Chciał sprawdzić czy
mogę patrzeć jak mój brat, katolik jest poniewierany przez
niewiernego, czarnego psa.
Saint Anger: Nie pochwalam
tych metod i nie pochwalam tego jak wyrażasz się o moim przeciwniku.
Benito Demianiuk: Nie mówię
o nim jak o człowieku, to bydlę. Niecywilizowane bydle, które ledwie
zeszło z drzewa i postawiło stopę na białym lądzie.
Gdyby twój pies, którego codziennie karmisz pewnego dnia cię
ukąsił, czy nie wymierzyłbyś mu kary ?
Saint Anger: Jak mawiał
św. Franciszek...
Benito Demianiuk: To bzdura! Brak
im duszy, jak tej bestii, którą zniszczyłem przed tygodniem.
Saint Anger: To ty
odpowiadasz za ten motor ?
Benito Demianiuk: Wymierzyłem
karę, nim nastąpi rozgrzeszenie konieczna jest pokuta.
Saint Anger: ... i żal
za grzechy.
Benito Demianiuk: To kolejny z
powodów. On łaknie zemsty, będzie chciał walczyć,
będzie chciał cię zniszczyć, ale jesteś
potężniejszy. Wymusisz go na nim, to jeszcze nie koniec jego drogi
krzyżowej.
Saint Anger: ... ale
Nie zdążył
dokończyć, bo Benito zniknął niemal tak samo
niespodziewanie jak się pojawił.
*********
Po raz kolejny dziś mamy
przyjemność podążać za plecami sędziego Borsuka.
To właśnie takie ujęcia czynią R*zpierdolfest II galą
wyjątkową, bo dzięki niej możemy dowiedzieć się
rzeczy przełomowych. Ile razy zastanawialiśmy się co cisi
bohaterowie każdej gali, sędziowie, robią w wolnych chwilach? Na
pewno nie raz i nie dwa. Dziś znajdujemy odpowiedź na to pytanie. Jak
się okazuje spędzają oni swoje przerwy jak zwykli
śmiertelnicy, przechadzając się po korytarzu hali, ale w
przeciwieństwe do przeciętnego wrestlera unikają wpierdolu i
obiektywów kamer. Widać jednak, że panu Borsukowi brak
sędziowskiego obycia, bo już drugi raz dzisiaj skierował na
swoją osobę oczy milionów widzów. A co robi jego osoba? Idzie, idzie
i pewnie szła by dalej gdyby nie nieoczekiwana przeszkoda na tej drodze w
postaci Vaclava! (cheer) Były FTW champ i partner Nasa, z piwem w jednym
ręku i krzesłem w drugim staje naprzeciwko arbitra budząc jego
żywy niepokój.
Vaclav: (biorąc big
łyka) A więc zero extremy ?
Filip Borsuk: Nie rozumiem.
Vaclav: Smuci mnie, że
rżniesz pan przysłowiowego głupa, bo na pierwszy rzut oka
wyglądałeś na rozsądnego faceta.
Filip Borsuk: Nie rozumiem.
Vaclav: (bierze łyk piwa i
popada w zadumę) Człowiek istotą nieomylną nie jest. Jednak
jak to ujął mój były partner, a obecny tyran, Nas, ty nie
jesteś człowiekiem, jesteś pan półbogiem! Nieomylnym arbitrem,
a wiesz co Bóg zrobiłby w tej sytuacji?
Filip Borsuk: (machając
przecząco głową) ....
Vaclav: Powinien napić
się piwa (bierze łyka) i wsłuchać się w głos
swoich owieczek, które rzezi pragną, o extremę się modlą,
która przez jakieś odczłowieczone przykazanie stała się w
Blood Guts Wrestling owocem zakazanym.
Filip zdobywa się jedynie na
porozumiewawcze kiwnięcie głową.
Vaclav: A ja bardzo nie
lubię gdy ktoś mnie wyprasza z baru... tfu, raju. Rozumiesz?
Po raz kolejny porozumiewawcze
kiwnięcie głową.
Vaclav: Chciałbym ja
cię jedynie prosić abyś zachował resztki rozsądku i
postąpił jak prawdziwy bohater, dajmy na to Daredevil, nie musisz
widzieć wypaczeń Hardcore Hero, bo działamy po tej samej stronie
mocy, tylko że ja jestem bardziej takim Punisherem, ale (podnosząc do
góry krzesło) nie chciałbyś mnie wchodzić w drogę.
Sędzia Borsuk na widok
krzesła wykonuje kilka asekuracyjnych kroków do tyłu, co nie wiadomo
dlaczego wywołuje uśmiech na Vaclavowej twarzy, w ramach triumfu
bierze ostatni łyk piwa po czym wyrzuca puszkę za siebie i ściska
owinięte drutem kolczastym krzesło w obu rękach.
Vaclav: (do krzesła)
Nadeszła qrwa pora abyśmy wsłuchali się w głos ludu.
*********
Drugi raz dzisiaj mamy
przyjemność gościć w gabinecie komisarza Jazzowskiego. Jak
przystało na piastowane stanowisko były EWF FTW champ nos ma schowany
głęboko w różnej maści dokumentach, których
wiarygodność mocno straciła na znaczeniuy po ostatnim
przemówieniu porywaczy. Skoro już wiemy, że nie są to listy z
ZUSu to co? Może kiedyś nasza wiedza zostanie zaspokojona, ale
aktualnie mamy na uwadze ciekawsze rzeczy. Ktoś właśnie
zapukał do drzwi gabinetu.
Nas Jazzowski: Proszę.
Tajemniczym „ktosiem” okazuje
się być porucznik Jan Rejdych.
Nas Jazzowski: (wskazując
na fotel) Proszę spocząć.
Jan Rejdych: (zajmując
wskazane miejsce) Pan mnie wzywał, stało się coś?
Nas Jazzowski: Myślę,
że obaj doskonale wiemy co się stało.. i co nie powinno się
stać.. nie ma więc potrzeby udawania, że problem nie istnieje,
choć nie wykluczam, że być może panu z tym wygodniej.
Jan Rejdych: (wytrzeszczając
oczy) Pozwolę sobie aż kurwa przeklnąć, bo mam pewne
podejrzenia.
Nas Jazzowski: W której ze
spraw? W sprawie ataku na mnie, na Vaclava czy może zniknięcia World
Title? Trochę się tego uzbierało.
Jan Rejdych: To prawda,
problemy się nawarstwiły.
Nas Jazzowski: I, że
pozwolę sobie kurwa przeklnąć, w tym tkwi problem! Problemy
zamiast nie istnieć nawarstwiają się sobie w najlepsze.. z tego
co pamiętam nie taka była umowa.
Jan Rejdych: Odpowiednie procedury
zostały wprowadzone, winni zostaną ukarani.
Nas Jazzowski: W której
sprawie ?! Ponawiam pytanie.. w której sprawie ?! Dlaczego mydlisz mi pan
oczy.. otrzymałem zapewnienie, że jest pan najlepszym
człowiekiem.. jedynym, który jest w stanie zapewnić moim zawodnikom
bezpieczeństwo.. i czego jestem świadkiem ? Nie dość,
że moi zawodnicy nie są bezpieczni to tego samego dnia dwóch
napastników wchodzi do tego gabinetu i bez konsekwencji gra moją głową
w ping-ponga.. czy mogę być z takich gier i zabaw zadowolony ?
Jan Rejdych: Nie. Ktoś
ewidentnie zawiódł, być może wina leży po stronie mojej
wrodzonej, oficerskiej dobroci, za dobry byłem dla tych skurwieli, za
dobry, nie dałem przykładu, nie rozpierdoliłem łba, moja
wina.
Nas Jazzowski: Jestem daleki
od takich wniosków, choć może prawdą jest, że ryba psuje
się.. nieważne.. nigdy nie byłem zawistyny, nie szukałem
zemsty tylko sprawiedliwości.. i teraz też jej wymagam.. wymagam, aby
postulaty zawarte w naszej umowie były sprawiedliwie zrealizowane.. jeśli
do zapewnienia tego potrzebny będzie stosowny przykład.. to nie moja
sprawa.. nie pochwalę tego, ale nie będę też oponował.
Jan Rejdych: (uśmiechając
się szyderczo pod nosem) To z całą pewnością mogę
panu zagwarantować.
Nas Jazzowski: Cieszę
się..
*********
Robimy szybki przeskok na podziemny
parking gdzie zobaczyć można Benito Demianiuka... leżącego
w kałuży krwi! Ten smutny, a zarazem zmuszający do refleksji
widok zakłócony zostaje warkotem silnika, który z każdą
sekundą staje się coraz bardziej donośny, po paru sekundach
osiąga jednak punkt kulminacyjny i gwałtownie zmniejsza swój ton.
Owym punktem są zwłoki Demianiuka. Dwaj mężczyźni w
kaskach, siedzący na pięknie wypolerowanym Harley’u Davidsonie swym
śmiechem niemal zupełnie zagłuszają pracę maszyny. W
końcu po krótkim podziwianiu swoistego kabaretu jeden z nich rzuca w Serba
różańcem, który pod wpływem uderzenia o ziemię rozrywa
się, a koraliki po kąpieli we krwii nabierają barwy czerwonej.
Mężczyzna: (przez
śmiech) Wieczny odpoczynek racz ci dać Panie!
Motocykl po raz kolejny zaczyna
działać na pełnych obrotach, a mężczyźni przy jej
pomocy oddalają się z miejsca zbrodni.
*********
Konrad Ochucki: Nie mogę
patrzeć na komisarza, taki jest strapiony. Musisz to naprawić.
Bogusław Montana: (robiąc
maślane oczy) Kondziu, proszę, daj mi się nacieszyć.
Konrad Ochucki: Twoje
szczęście komisarz przepłaca łzami!
Bogusław Montana: Ale on jest
daleko, jego lament cię bezpośrednio nie dotyka. Jeśli
odbierzesz mi mój skarb nie pozwolę ci dość do słowa.
Konrad Ochucki: To
szantaż?
Bogusław Montana: Broń
Boże! Apel do twego sumienia. Zrozum mnie Kondziu, jestem wiecznym
przegranym...
Konrad Ochucki: Naprawdę?
Bogusław Montana: Za młodu
zapisałem się do solidarności, ale mnie nie szanowali, nie
poznali się na moim potencjale, więc zacząłem pisać
raprty, piękne, kwieciste, ale ojciec był ziemianinem i nic nie
wyszło z mojej kariery w służbie bezpieczeństwa.
Konrad Ochucki: Wzruszające.
*********
Ucieczka ze stoczni:
Jimmy Hendrixon vs. Max Craven
Starcie rozpoczyna się w jednej ze stoczniowych
hal. Jako, że obowiązuje w nim zasada braku dyskwalifikacji, a
reguły zwycięstwa są stosunkowo klarowne BGW odpuściło sobie uczestnictwo w walce sędziego. Na
terenie Stoczni Gdańskiej są więc jedynie, kamerzysta i dwaj
zawodnicy. Z przyczyn technicznych nie wchodzą oni na arenę przy
akompaniamencie swych theme’ów. Ogólne wrażenie jest więc takie,
iż jest to bardzo niskobudżetowe widowisko, które przypomina bardziej
starcia na dzikim zachodzie w samo południe. Jako pierwszy oczom naszym
ukazuje się Max Craven. Członek Fuck The Milicja uzbrojony jest
dosyć skromnie, nie trzyma za pasem rewolweru a jedynie popularny klucz
francuski. Zdecydowanie większy respekt wzbudza jego oponent, który
pojawia się z pokaźnej wielkości młotem. Zawodnicy powoli,
patrząc sobie w oczy i na ręce zaczynają zmierzać w swoim
kierunku. Kiedy są już niemal na dystansie wyprowadzania ciosu Craven
gwałtownie przyspiesza i próbuje dynamicznego uderzenia francuzem w
głowę rywala. Ten jednak zachowuje stosowny refleks, uchyla się
i odpłaca uderzeniem młotem wprost w kolano! Z wiadomych przyczyn
noga członka FTM gwałtownie się ugina, a będący na
fali wyznawca Marksa naciera z trzonkiem młota na przeciwnika i uderzając
go nim w szyję z impetem przygważdża do ziemi gdzie rozpoczyna
bezlitosne duszenie. Dlaczego bezlitosne ? Puszcza go dopiero w chwili gdy
twarz biednego bojownika w walce o niepodległość Polski robi
się purpurowa niczym ring BGW. Max łapie gwałtwone hausty
powietrza w momencie gdy jego wróg
podnosi go i prowadzi w kierunku znajdującego się nieopodal zbiornika
na wodę. Jak nie trudno się domyślić ma to jeszcze bardziej
zmusić do wysiłku płuca wyznawcy ideologii “śmierć,
kutas i zniszczenie”. Kto był na tyle bystry i wpadł na ten sam
pomysł co narrator, miał rację. Jimmy bierzez zamach i z impetem
przypierdala głową oponenta o taflę wody. Nie spodziewał
się chyba jednak, że podziała to na niego tak pobudzająco.
Max miota się dramatycznie i w końcu wymierza swemu katowi dwa
potężne łokcie , jeden w brzuch a drugi w okolice szyi.
Bogusław Montana: Potem
było już tylko gorzej.
Konrad Ochucki: Mów
dalej.
Bogusław Montana: Kolega
z pracy szukał w mojej torbie wódki i natrafił na te nieszczęsne
raporty. O ja nieszczęśliwy! Wiesz przez co wtedy przeszedłem ?
Konrad Ochucki: Boję
się nawet domyślać.
Bogusław Montana: Zastraszyli
mi żonę, matka się mnie wyparła, dzieci bały się
chodzić do szkoły.
… to właśnie ten drugi cios sprawia
iż mamy okazję podziwiać jak może wyglądać nasza
codzienna egzystencja gdy zapadniemy na rozedmę płuc. Cała
sytuacja trwa kilka sekund, po których między zawodnikami wywiązuje
się dynamiczny brawl, w którym przewagę uzyskuje członem FTM.
Kopie on swego przeciwnika w brzuch po czym wykonuje Spinebuster na
leżący nieopodal kadłub statku. Owoc pracy stoczniowców rozpoda
się w ciągu ułamka sekundy. Nie ma tego złego co by na
dobre nie wyszło jak powiadają. Craven chwyta jeden z metalowych
fragmentów po czym uderza nim w twarz rywala. Blacha była chyba stosunkowo
ostra, bo ten w tempie błyskawicznym zalewa się krwią. Max
będąc pod wrażeniem skuteczności znajdujących się
tu gadżetów, prowadzi adwersarza do pokaźnej wielkości
stołu produkcyjnego, z którego przywłaszcza sobie hebel i
kilkukrotnie przejeżdża nim po głowie Jimmy’ego!!! Ten krwawi
już naprawdę, naprawdę intensywnie.
Bogusław Montana: Widzisz
tego nieszczęśnika?
Konrad Ochucki: Hendrixona?
Bogusław Montana: Tak
samo krwawiło moje serce gdy kazali mi cierpieć za pragnienie
lepszego życia.
Konrad Ochucki: Naprawdę
ci współczuję.
Bogusław Montana: Mogę
więc to zachować?
Konrad Ochucki: Tylko
do końca gali.
Bogusław Montana: Dziękuję,
dziękuję, dziękuję!
Craven węsząc szansę na ucieczkę
z tego kołchozu opiera wyznawcę Marksa o wspomniany wcześniej
stół i przypierdala Superkickiem… nie! Marksistę stać na jeszcze
jeden unik, którego nikt po nim by się nie spodziewał. Ba! Stać
go nawet na kontratak, przypierdala rywalowi w głowę jakimś
przypadkowym śrubokrętem… potem drugi i trzeci raz, tak że
bojownik o niepodległość RP również zalewa się
krwią. Następnie wykorzystując ostatnie pokłady energii
ściska go za szyję i przypierdala Two Handed Chokeslamem! Obaj
zawodnicy padają i leżą tak na betonowej posadzce przez
kilkanaście sekund. Jako pierwszy do siebie dochodzi Hendrixon.
Dość pospiesznie jak na swój stan fizyczny opuszcza halę.
Kamerzysta węsząc pewną dawkę sensacji udaje się w
natychmiastowy pościg. Marksista dociera do bramy stoczny bez
większych przeszkód i próbuje się na nią wdrapać gdy
zupełnie nagle zostaje w nią wgnieciony potężnym spearem ze
strony Cravena! Jimmy cierpi niemiłosierne katusze, ale nie zamierza
się poddać. Nie wiemy jednak czy się mu powodzi, bo cały
obiektyw zarezerwowany jest dla twarzy członka Fuck The Milicja.
Anarchista prawdopodobnie wyrywa kamerzyście jego narzędzie pracy
krzycząc przy tym “Pierdolić media” po czym z zawrotną
prędkością obraz zaczyna zmierzać w kierunku Hendrixona. ..
Da się jeszcze słyszeć jakieś szmery, a przekaz się
urywa.
Konrad Ochucki: I
co teraz ?
Bogusław Montana: Zniknąłem.
Musiałem. Opuściłem żonę, córkę, syna,
teściową.
Konrad Ochucki: Pytam
raczej o dalszą część walki.
Bogusław Montana: Czułem
się dokładnie jak Hendrixon.
Konrad Ochucki: W
jakim sensie ?
Bogusław Montana: Przez
to, że chciałem mieć lepsze życie media przestały
się mną interesować. Zniknąłem z ekranów telewizorów,
tam brylował już Urban.
Konrad Ochucki: Poruszająca
opowieść, sprawdźmy co słychać na backstage.
*********
Kamera przenosi nas do jednej z szatni, zajmowanej przez…
niewiadomo, kogo dokładnie. Na stan tej niewiedzy składa się
fakt, że postać tymczasowego właściciela siedzi odwrócona
plecami do obiektywu i nie widać jej twarzy. Nagle, wszystko się
wyjaśnia, gdyż tajemniczy osobnik zakłada na głowę
maskę utrzymanej w kociej tonacji. Armor King, bo o nim tu mowa, miał
właśnie wstać, gdy do szatni wszedł… Niszczyciel! (reakcja
publiki) Miłośnik rodzimej literatury trzyma pod pachą
małą tablice z składanym statywem.
Niszczyciel: Witam
szanownego kolegę! Proszę spocząć, niepotrzebne są te
uniesienia, przyświecają mnie jak najbardziej szczytne idee.
Zaskoczony Armor King siada z powrotem, lecz z postawy
jego ciała można wywnioskować, że czujność nie
odstępuje go ani na chwilę
Niszczyciel (ustawiając
tablicę): A zatem, drogi kolego, możemy zaczynać lekcję.
Pozwoliłem się, za pomocą przyniesionych pomocy dydaktycznych,
wziąć na swoje barki ciężar pracy u podstaw, mającej
na celu zaznajomienie kolegi z umiejętnością posługiwania
się jakże pięknym językiem polskim.
Armor King:…
Niszczyciel(wyjmując
z kieszeni marker i rysując „A” oraz „a” na tablicy): „A” jest
pierwszą literą alfabetu, jak również pierwszą literą twego,
ekhm, „artystycznego” pseudonimu – Armor King (zapisuje na tablicy) dlatego
też naukę zaczniemy od niej. Proszę powtarzać za mną:
„A-aaaaaaaaa”
Armor King:…
Niszczyciel: Nie ma,
co się wstydzić kolego. Proszę, szeroko otwieramy pyszczek, to
jest – buzię…
Armor King:…
Niszczyciel: „A-aaaaa.”
Widzę, że kolega nieśmiały, dlatego też w ramach
zachęty – wierszyk, rymowanka. Proszę powtarzać za mną:
Aaa, kotki dwa, szarobure obydwa…
Widocznie było tego za dużo dla Pride of the
Warrior, gdyż zerwał się on energicznie i chwyciwszy wieszcza
przyparł go do ściany…
Armor King: Wwwrrroaaarrrr!!!!
Niszczyciel: Prawie,
ale nie dość dobrze, spróbujmy raz jeszcze…
Jednak Armor King nie miał chęci na dalsze
nauki, gdyż grzecznie, acz stanowczo, wypchnął Wieszcza z
szatni.
Niszczyciel (uchylając
lekko drzwi): Co się stało z zasadą „Zero tolerancji”?
Odpowiedzią
była tylko rzucona o zamykające się drzwi tablica
*********
Po raz drugi dzisiaj przenosimy
się do ciemnego pomieszczenia, tym razem już od początku panuje
tu gwar, a głosy w tle przypominają wołania arabskich
ekstremistów, po kilku sekundach na ekranie pojawia się twarz
mężczyzny w pończosze na głowie oświetlona promieniem
latarki.
Porywacz: Jestem gwiazdą
młodego pokolenia, urodziłem się w Ameryce i zostałem
wychowany w duchu tamtejszej demokracji, od swoich pierwszych dni
przyzwyczajałem się do tego, że każdy ma równe szanse. Ta
federacja zniszczyła jednak mój światopogląd, nikt nie
poznał się na moich talentach, podobnie jak na uzdolnieniach moich
wspólników, którzy oburzeniu zasadami działania Szarej Strefy zbojkotowali
swoje walki. Nie będziemy walczyć między sobą! To nasz
pierwszy warunek. Drugi jest taki, że żądamy od federacji
odprowadzania składek ZUS! Chcemy za swą ciężką
pracę i poświęcenie w walce mieć pewność iż
złotą jesień życia przeżyjemy godnie! Jeśli nasze
postulaty nie zostaną zrealizowane wasz zawodnik nie dożyje
emerytury. Macie godzinę na podjęcie stosownych kroków, po
upływie tego czasu zamkniemy lodówkę na kłódkę i odetniemy
tym samym naszemu zakładnikowi porcje żywieniowe. Spieszcie się!
*********
Jak widać zbyt długo bez
komisarza wytrzymać nie możemy, po krótkiej przerwie ponownie
lądujemy w jego gabinecie, w którym nadal gości porucznik Jan
Rejdych. Wspólnie wpatrują się w ekran telewizora, na którym
wyświetlony został komunikat porywaczy.
Jan Rejdych: Robimy coś
z tym ?
Nas Jazzowski: Naprawdę
nie mamy większych problemów?
Jan Rejdych: Uprowadzenie to
nie tylko problem moralny, ale również prawny. Osobiście pierdolę
paragrafy, ale można towarzystwo rozgonić raz-dwa żeby się
nie pałętało po ekranie.
Nas Jazzowski: To problem
drugorzędny.. mamy dwa priorytety.. pierwszy odnaleźć World
Title i tego kto go zabrał.. drugi definitywnie ustalić napastnika,
który pobił Vaclava i Woodsa podczas ostatniej gali.
Jan Rejdych: Crash sam
się przyznał, nie drążyłbym tematu tylko
wpierdolił w ramach kary.
Nas Jazzowski: Mam co do tego
coraz większe wątpliwości.. nie zdziwiłbym się gdyby
Crash przyznał się tylko dla title shota.
Jan Rejdych: Fakt, nie warto
ufać tej podłej mendzie, (z nadzieją w głosie) ale
zapobiegawczo wpierdolić można?
Nas Jazzowski: Nie.. zostawmy
go.. mam przeczucie, że może się jeszcze przydać.
Jan Rejdych: Co z Vaclavem?
Nas Jazzowski: Wątpię,
aby dotarło do niego to co powiedziałem na początku gali.. z
pewnością będzie próbował postępować wg.
własnych reguł.. dlatego też poczyniłem już pewne
kroki, aby nie powtórzyła się sytuacja z ostatniej gali.. bardziej
obawiam się wniosku, którego sporządzenia zapowiedział.. mam
nadzieję, że nie znajdę na biurku jakiejś krwawej masy,
która była wrestlerem.. trzeba więc.....
Komisarz nie zdążył
dokończyć, bo ktoś przerwał mu pukaniem do drzwi.
Nas Jazzowski: Z nikim
się nie umawiałem.. mógłby pan to sprawdzić?
Rejdych wstaje bez słowa i
wyjmując zza pazuchy ubecką pałę, wyjątkowo
ostrożnie otwiera drzwi... i nikogo nie zauważa. Asekuracyjne
rozgląda się na boki, ale korytarz zdaje się być pusty. Coś
jednak wzbudza jego niepokój i nagłe wzdrygnęcie, pochyla się i
zauważa spoglądającą na niego smutnym wzrokiem karlicę
znaną z EWF jako tajską karlicę widzianą przez Tony’ego w
puszczy na Tajwanie. Ubrana jest ona w piękną różową
sukienkę i pantofelki w tym samym kolorze. Włosy spięte ma w
schludny kucyk.
Jan Rejdych: Co panią
kurwa do nas przygnało? (wyciąga zza pazuchy wykrywacz metalu i
sprawdza nim gościa) Procedury, jak się panienka wysadzi mniej po
niej będzie sprzątania niż po mnie, a ja kłopotów nigdy nie
chciałem przysparzać.
Kiedy porucznik upewnia się
iż wszystko z uroczą karlicą jest w porządku przyjmuje od
niej kopertę, równie różową co sam doręczyciel.
Jan Rejdych: (biorąc
kopertę) Pięknie wyperfumowana, choć nie ma pewności,
że w środku nie znajdzie pan cyjanku.
Nas Jazzowski: Nie
wygłupiajmy się, mogą mnie pobić, ale chyba nie zabić.
(wyciąga dłoń po kopertę)
Jan Rejdych: (wręczając
Nasowi kopertę) Głowy bym sobie uciąć nie dał.
Nas Jazzowski: (otwiera list i
zaczyna czytać) Drogi Nasie Jazzowski, Wiem, że jesteś
człowiekiem dobrej woli. Zawsze uważałam Cię za
przepełnionego miłosierdziem, dobrem, urokiem osobistym,
nadzwyczajnym czarem i chęcią pomocy innym. Szczególnie tym
najbiedniejszym i tym, którzy nie mogli obronić się sami.
Zdarzały się przecież przypadki, że ludzie na przestrzeni
czasu odnosili zwycięstwa w niesłusznej sprawie. Ale
Opatrzność, w swej szczególnej trosce o zbawienie duszy tych
najsłabszych, zawsze spieszyła by pokazać nam w całej
oczywistości, że siła nawet przynosząca zwycięstwo na
nic się nie przydaje, kiedy nie kieruje nią czyste sumienie. Dlatego
apeluję do Twojego sumienia! Apeluję do czystości Twej duszy!
Nie wzgardź tą biedną niewiastą. Nie opuszczaj tej
cierpiącej kobiety w potrzebie. Popatrz na nią. Cóż ona
zawiniła? Odpowiedź jest jedna, ja ją znam i Ty ją znasz.
Niczym. Ona nie zawiniła niczym i niczym nie zgrzeszyła. Nie
odnajdujemy w niej żadnej winy, gdy przybyła przed nasz majestat. Ty
więc także nie odprawiaj jej. Nie odsyłaj na wieczną
katorgę. Otocz ją swą opieką. Okaż wsparcie,
dobroć i miłosierdzie. Proszę Cię o to, bo wiem, że
sam jesteś dobry. Nigdy nie widziałam w Tobie zła. Zawsze
wydawało mi się, że jeśli chodzi o czynienie dobra, to
właśnie na Ciebie mogę liczyć. Nie chcę się
rozczarować. Nie chcę też by ta biedna niewiasta się
rozczarowała. Spójrz w jej oczy. Jakieś one są smutne.
Wyciągnij pomocną dłoń i uratuj z otchłani. Oto
Cię proszę i do tego Cię nawołuję. Esmeralda Martinez,
Prezydent EWF, prezes zarządu. (przestaje czytać, a na jego twarzy
pojawia się błogi uśmiech) Czasem nawet jedno dobre słowo
potrafi poprawić człowiekowi humor.. szczególnie przy tak wielu
istotach opluwających moje imię.. (patrząc na karlicę)
usiądź niewiasto, masz ochotę na herbatę? Wypijemy i
zastanowimy się nad odpowiednim zajęciem jakie będę
mógł powierzyć Twoim delikatnym dłoniom.
Jan Rejdych: (spoglądając
dziwnie na Nasa) Ja się chyba też kurwa napije.
Porucznik odmeldowuje się
grzecznie z gabinetu komisarza zostawiając go sam na sam z powabną
karlicą.
*********
Ponownie przenosimy się na
podziemny parking gdzie widać jak kilku sanitariuszy uczestniczy aktywnie
w akcji reanimacyjnej Benito Demianiuka. Ok, to przesada, po prostu
usztywniają mu kark i kładą na nosze aby nie utopił się
we własnej krwi co pewnie nie należdy do przyjemnych uczuć.
Jeden z pracowników personelu medycznego trzyma nawet w rękach czarny
worek, który wcale nie jest tak bardzo nieadekwatny do sytuacji
zważając na to, że właśnie przez tłum gapiów przebija
się Saint Anger. Robi to z taką determinacją jakby niósł ze
sobą posługę ostatniego namaszczenia.
Saint Anger: Co mu się
stało ?!
Sanitariusz: (próbując
odciągnąć zawodnika) Proszę się odsunąć.
Saint Anger: Ani
myślę! Co mu się stało ?!
Sanitariusz: Padł
ofiarą brutalnej napaści, nie wygląda to najlepiej.
Saint Anger: Z czyjej
ręki ?
Sanitariusz: Wyglądam
na policjanta ?
Saint Anger: Wyjdzie z tego.
Sanitariusz: Nie jestem
upoważniony do udzielania takich informacji. Proszę się
odsunąć.
Saint Anger: ... ale.
Sanitariusz: Informacje o
stanie zdrowia mogą otrzymywać jedynie członkowie
najbliższej rodziny, a pan chyba się do nich nie zalicza.
Marek próbuje jeszcze w jakiś
sposób argumentować swoje racje, ale zanim jeszcze otworzył usta
został odciągnięty od zwłok przez dwóch rosłych
sanitariuszy. Udaje mu się jednak w ostatniej chwili
wyciągnąć z kałuży krwii fragment zniszczonego
różańca, który z należnym dla symboli religijnych szacunkiem
chowa do kieszeni.
*********
Konrad Ochucki: Czara
goryczy została osłodzona komisarzowi łyżką miodu
Bogusław Montana: Mówisz o pobiciu Demianiuka?
Konrad Ochucki: To akurat było przykre.
Bogusław Montana: Zauważyłem w tej tragedii uroczy wątek miłosny. Ludzie to lubią Kondziu!
Konrad Ochucki: Tak sądzisz?
Bogusław Montana: Pewnie. Zacznijmy organizować gale codziennie, ograniczając je jedynie do tego wątku.
Konrad Ochucki: Coś ci się pomyliło.
Bogusław Montana: Naprawdę jestem bardziej zainteresowany czy Saint Anger odważy się uprawiać seks ze sparaliżowanym Serbem niż wynikiem najbliższej walki.
Konrad Ochucki: Ale walczy w niej twój ulubieniec!
Bogusław Montana: Pysieq ?
Konrad Ochucki: Armor King.
Bogusław Montana: OH! Nadchodzi najbardziej kwiecisty okres w jego karierze, marzec, gorące kotki ochładzane przez zimny powiew wiosennego wiatru.
BGW Shockwave Title:
Niszczyciel vs. Armor King vs. Neisan
Rozbrzmiewa Onyomuza -
Kokkui No Tenyom, a sufit hali zaczyna mienić się
najróżniejszymi japońskimi symbolami tworzonymi przez niewielkie,
świecące lampki. Po chwili brama zostaje otwarta a z jej wnętrza
wyłania się Neisan, którego publiczność wita
największym cheerem spośród wszystkich zawodników biorących
udział w tej walce. Japończyk wskazuje palcem na migające
światełka, a następnie energicznym ruchem chowa dłonie do
kieszeni swego płaszcza i rozglądając się ciekawie po
publiczności idzie do ringu. Gdy już się w nim znajduje, staje
na środku i momentalnie pochyla się wywołując ciemność
w całej hali. Po chwili jednak energicznie podnosi ręce i światła
ponownie się zapalają.
Światła na
hali gasną a z głośników grać zaczyna Kult – Polska. W
momencie gdy do gry wchodzi sekcja dęta utworu na arenie zaczynają
migać czerwone światła a spod Titantronu wybiega Niszczyciel i
przybijając piątkę niemal każdemu fanowi dostaje się
na ring. Gdy jest już w pierścieniu unosi w górę orzełka
umieszczonego na koszulce.
Z głośników
uderza Disturbed – Warrior, a pod Titantronem pojawia się Armor King.
Zawodnik w trakcie drogi do ringu spogląda na publiczność zza maski
pantery. Kiedy jest już w pierścieniu wchodzi na jeden z
narożników, jedną ręką wskazuje na Titantron, a drugą
markuje przecięcie gardła i pokazuje kciuk w dół dla swych
przeciwników.
Sędzia daje sygnał do
rozpoczęcia walki, słychać gong. Wszyscy trzej zawodnicy
zaczynają krążyć od narożnika do narożnika,
sprawdzając się, aż Niszczyciel i Armor King zbliżają
się do siebie, przepychając się. Zdenerwowany lekceważeniem
go Neisan w tym czasie wszedł jednak na narożnik i trafiając
Missile Dropkickiem Armor Kinga, wepchnął go w Niszczyciela.
Więksi zawodnicy powoli stoczyli się z ringu, w którym samotnie stoi
azjata. "Nippon Flying Machine" tauntuje, po czym odbija się od
lin i skacze poza ring na wstających przeciwników z Suicide Divem! (cheer)
Neisan podnosi się po chwili,
kierując się logiką wybiera lżejszego Niszczyciela, podnosi
go i wrzuca na ring. Już na ringu japończyk przywraca Wieszcza do
pionu, po czym uderza go łokciem, kopie w klatkę, daje liścia
lewą, prawą i uderza ostatniego z obrotu, następnie biegnie na
liny i odbija się od nich z zamiarem wykończenia Ex-Destroyera.
Jednak gdy Neisan biegł w kierunku lin, na ring wbił się Armor
King, front kickiem odepchnął Niszczyciela, a teraz nadal
biegnącego oraz zaskoczonego “Little Dragona” atakuje STO.
Leżącego twarzą do maty azjatę Armor King kilkukrotnie
kopie, po czym podnosi duchowego następcę Mickiewicza i podnosi go do
powerbomba! W takiej pozycji podchodzi do leżącego Neisena,
przechodzi nad nim i wyrzuca Niszczyciela do tyłu, w efekcie czego spada
on na “Nippon Flying Machine”. King nie kończy jednak, tylko od razu
atakuje standing moonsaultem na leżących na sobie przeciwników! “The
Pride of the Real Warrior” podnosi japońskiego zapaśnika i wrzuca go
do narożnika. Z zamiarem zrobienie tego samego z Wieszczem podnosi owego,
jednak ten kontrując uderza podbródkowym Armor Kinga, rzuca go na
matę Scoop Slamem i zakłada mu Celę Konrada (Figure Four
Leglock)! Nie był jednak nawet blisko zwycięstwa, zamknięty w
“Celi” zapaśnik szybko doczołgał się do lin i sędzia
rozerwał chwyt Niszczyciela. Franciszek Kruczek próbuje motywować
swojego podopiecznego krzycząc: “Twój ostatni wiersz ch*jowy, nawet nie
czytałem!”.
Bogusław Montana: Dlaczego on się wtrąca ?!
Konrad Ochucki: Jest managerem Niszczycielem.
Bogusław Montana: I myśli, że ma prawo pozbawić zwycięstwa Armor Kinga
?
Konrad Ochucki: Pewnie taki ma cel.
Bogusław Montana: (zakasając rękawy) E! Ty! Wypierdalaj stamtąd, już!
Nie zepsujesz memu ulubieńcowi najpiękniejszego miesiąca w jego
karierze! Pomóż mi Kondziu.
Konrad Ochucki: Wolę nie.
Bogusław Montana: I ty Reksiu przeciwko niemu ?
Zdecydowanie podziałało to, wściekły poeta podnosi pantero-podobnego, próbuje rzucić go na liny, jednak kontra! Armor King sam rzuca go na liny, ale w nagrodę dostaje Running DDT! Wieszcz nie spuszcza z tonu, lecz prędko wchodzi na narożnik i uderza Diving Leg Dropem, po czym odlicza. 1... 2... Kick out! Zirytowany podchodzi do podnoszącego się właśnie Neisana i coś do niego mówi. Japończyk przeskakuje nad linami i czeka na apronie, przy narożniku, King natomiast zostaje zawieszony nogami na najwyższej linie przy narożniku w pozycji tree of woe przez Niszczyciela. Czyżby chcieli dokonać Coast to Coast?! Azjata wskakuje na liny i springboardem odbija się, jednak wskakuje na Wieszcza i wykonuje hurricanranę! 1... Kick out! Oszukany Polak szybko wstaje i zaczyna wydzierać się na Neisana, który jakby obrażony odsuwa się... i uderza Superkickiem! Niszczyciel jednak nadal stoi, Azjata biegnie w kierunku lin, jednak Wieszcz pobiegł za nim i w chwili odbijania się Neisana od lin wyrzucił go Cactus Clotheslinem! Wieszcz wchodzi na ring, staje w narożniku i oczekując na wstającego Armor Kinga krzyczy: “Ku chwale polskiej poezji!”. Niszczyciel biegnie na Armor Kinga zamierzając uderzyć Odę do Młodości (spear), jednak literat trafia jedynie w narożnik. King obraca go, uderza pięścią w twarz raz, drugi, kopie go w brzuch, po czym chwyta do Tombstone Piledrivera! Niszczyciel uderza głową o matę, wrestler utożsamiający się z kotopodobnymi pewien zwycięstwa odlicza. 1... 2... Kickout! Lekko sfrustrowany Armor King podnosi oponenta, bierze go za głowę i trafia neckbreakerem, po czym od razu podnosi przeciwnika i próbuje suplexa. King próbuje wykonać swojego firmowego Multi-Throwa! Wieszcz uderza w matę, Armor podnosi go za ramiona do pozycji krucyfiksu i zabiera się do Crucifix Powerbomba. Niszczyciel jednak wyswobadza jedno ramię, uderza łokciem w głowę adwersarza i opada na ziemię. Po uderzeniu kilku łokci w plecy, poeta bierze przeciwnika na plecy w celu wykonania Epopei (Burning Hammer)! Ociągał on się jednak zbyt długo, na ring wrócił Neisan, który znów atakuje Superkickiem! Armor King ześlizguje się z otłumanionego przeciwnika i pada na matę, Japończyk natomiast kopie Wieszcza raz, drugi w nogę i trafia go dropkickiem w kolano, przez co Polak przyklęknął. Neisan odbija się od lin i trafia Shining Wizardem, po czym przypina! 1... Armor King przerywa kopnięciem azjaty w głowę!
Bogusław Montana: Pięknie! Jest twój!
Konrad Ochucki: Dość osobliwy sposób na zaloty.
Bogusław Montana: Zostaw go Armorze! Nie jest tego wart! Nie ryzykuj.
Konrad Ochucki: Co ma ryzykować?
Bogusław Montana: Zarażenie FIV! Ten Japończyk wygląda podejrzanie.
Gdy w okolicę ringu przybywa
Aero, King podnosi Neisana i wykonuje Suplexa, znów zaczynając
Multi-Throw! Suplex zaliczony, więc Japończyk przyjmuje Jackhammera.
Armor nie spuszcza z tonu, podnosi mniejszego zapaśnika i wkłada jego
głowę między nogi, po czym głośnym rykiem daje znak
publiczności. “The Steely Wrestler from Regions Unknown” podnosi Neisana
do powerbomba, jednak ten próbuje walczyć! Uderza raz, drugi, trzeci,
efektem czego King zatacza się do przodu, gdy uderza w liny, a Kaen
wychylając się poza liny próbuje Hurricanrany poza ring! Jednak gdy
tak wisi do góry nogami, szybko widok Aero z krzesłem wywołuje
konsternację na jego twarzy. Aero bierze zamach i z całej siły
uderza prosto w głowę Neisana! Armor King podnosi go spowrotem do
właściwej pozycji, obraca się i uderzając powerbomba nawet
nie kontynuuje kombinacji, tylko odlicza. 1... 2... 3... Zwycięża
Armor King!
Bogusław Montana: Tak! Armor King wykorzystał swą szansę! Druga taka może nadarzyć się dopiero za rok.
Konrad Ochucki: To niezwykle utalentowany zawodnik.
Bogusław Montana: Racja, jeśli nie spocznie na zapiecku widzę przed nim krainę mlekiem płynącą.
Konrad Ochucki: Piękna wizja.
Bogusław Montana: Jazzowski musi o niego dbać, ale nie rozpieszczać.
*********
Nadal jesteśmy na jednym z
wielu korytarzy w gdańskiej gali. Tym razem widok ten jest iście
oficerski, bo na przechadzkę nim wybrałsię porucznik Jan
Rejdych, wracający prawdopodobnie z wizyty w gabinecie komisarza Jazzowskiego.
Maszeruje on zgrabnie, krokiem defiladowym, nie rozglądając się
na boki, bo wie, że jest panem we własnym folwarku co z miejsca
wyklucza jakikolwiek atak. Czegoś jednak się chyba przestraszył,
bo momentalnie z płynnego marszu przechodzi do pozycji baczność
a jego twarz krzywi się w wyrazie głębokiego niezadowolenia.
Kamera robi szybki zwrot o 180 stopni po którym na ekranie pojawia się
postać Crasha.
Crash: Kogo to moje oczy
widzą.
Jan Rejdych: Jak to
mówią – zezowate szczęście.
Crash: (śmiejąc
się donośnie) Całkiem zabawna, riposta, całkiem zabawna....
powiedziałbym nawet, że śmieszna, ale ten termin zarezerwowany
jest dla innych poczynań pana porucznika.... dajmy na to kwestii ochrony.
Jan Rejdych: Gdybyś
był kurwa moim synem moglibyśmy mówić o śmieszności
moich poczynań.
Crash: Niech pan wypluje te
słowa! Bycie pana synem to kolejny śmieszny termin.... bo jeśli
w łóżku równie perfekcyjnie operuje pan tylko językiem.... to
chyba nie prowadzi do podtrzymania ciągłości rodu, prawda ?
Jan Rejdych: (zbliżając
się niebezpiecznie do Crasha) Posłuchaj dupku, to co robię i jak
robię powinno cię gówno obchodzić. Szczególnie podkreślam
wyraz powinno, bo kiedy kurwa zacznie to na pewno nie z własnej woli. Kiedy
kurwa zacznie, będziesz się modlił więcej niż
papież aby doznać amnezji i raz na zawsze zapomnieć o tym,
że kiedykolwiek ktoś wyrzygał cię z macicy.
Crash: Mocne słowa....
naprawdę mocne.... liczę, że teraz, kiedy upuściliśmy
złe emocje możemy dobić pewnego interesu.
Jan Rejdych: Nie
sprzedałbym ci nawet pierdolonego gówna, bo do końca życia
dręczyłbym się, że znalazłeś w niej orzeszka i
pożyłeś dzień dłużej.
Crash: To interes, który nam
obu przyniesie korzyści.... a panu w szczególny sposób pomoże
odbudować wizerunek.
Jan Rejdych: Nie potrzebuję niczego odbudowywać.
Crash: (dotykając niemal
czoła Rejdycha) Wolimy wieść życie spokojnego starca, który
za szczyt niebezpieczeństwa uznaje wyjście zimą do sklepu po
bułki ?
Jan Rejdych: Nie doceniasz
mnie chłopaczyno.
Crash: Nie, nie.... ja pana
bardzo cenię.... ale pan porucznik ma chyba problem z odwzajemnieniem
szacunku.... a ten układ jest bardzo prosty.... pan mi wystawi
człowieka, który ukradł World Title.... a ja wykonam czarną
robotę.... (uśmiecha się pod nosem) jestem w tym cholernie
skuteczny.
Jan Rejdych: Gdybym
wiedział kim jest ten skurwiel jako pierwszy urwałbym mu łeb
za przysparzanie kłopotów i
niesubordynację.
Crash: Nie oszukujmy
się.... nie jest pan człowiekiem, który o wszystkim mówi otwarcie....
nawet Jazzowskiemu.
Jan Rejdych: Nie muszę
się kurwa z niczego tłumaczyć, jestem lojalny na tyle na ile
mogę. Chcesz World title ? Szukaj go na własną rękę,
ale nie licz na moją dobroć i pomoc. Ba! Możesz liczyć,
że na każdym kroku będę ci to utrudniał, bo powiem
kurwa szczerze, nie lubię cie dupku.
Crash: W takim razie dam panu
kolejny powód....
Obywatel Miasta Chaosu
niespodziewanie atakuje przechodzącego obok Venomousa, z impetem
przypierdala jego głową o ścianę i wyrywa z ręki kij
baseballowy. Rejdych widział już wiele, ale ta sytuacja zupełnie
go przerosła. Tymczasem Crash nie próżnuje, uderza Poison of BGW
baseball batem w brzuch, a kiedy ten pada na kolana bierze zamach i mierzy
się do uderzenia byłego Pro Pain champa w głowę! Porucznik
Rejdych wybudza się z transu po czym rzuca w kierunku Insane One, ale jest
już za późno... tzn. pewnie by było gdyby kij o kilka
centymetrów nie ominął głowy Venomousa.
Crash: (z szeroki
uśmiechem) Wygląda na to, że jest czysty.... a to
(pokazując kij).... fajny gadżet, pożyczę.
*********
Już trzeci raz dzisiaj
znajdujemy się w tajnej bazie miejscowych porywaczy, jak na swoją
profesję przystało tajemniczy osobnicy zachowują zimną krew
i nie odzywają się do siebie ani słowem. Gdyby któraś z
tych bestii miała serce z innego budulca niż kamień
prawdopodobnie w tej ciszy słychać byłoby jego bicie.
Głos 1: A co jeśli
nie odpowiedzą ?
Głos 2: Spokojnie,
mają jeszcze czas.
Głos 3: Kilo żywca
podobno znów poszło w górę.
Głos 5: Wypijmy za nasz
rząd!
Zupełnie niespodziewanie
wesołe dyskusje w pomieszczeniu przerwane zostają rytmicznym
pukaniem.
Głos 6: (szptem) Cisza!
Głos 1: (szeptem) To
może być coś ważnego...
Głos 3: (podniesionym
tonem) Pan w sprawie porwania ?!
Baza ponownie wypełniona
zostaje gwarem głośniejszych szeptów, warto też odnotować,
że jeden z dźwięków do złudzenia przypominał
uderzenie.
Zza drzwi: Puk, puk.
Głos 3: Kto tam?
Zza dzwi: Ankieter.
Głos 1: Tu nikogo nie
ma.
Głos 3: Jak to nie ma?
Zza drzwi: Nie dajcie się prosić,
słyszę dwa cenne głosy...
Nagle drzwi zostają wyjebane a
w futrynie staje Vaclav, oświetlony blaskiem światła z
korytarza, były FTW champ w jednym ręku trzyma krzesło a w
drugim neseser.
Vaclav: ... one też
mają znaczenie! (pauza) Ale po ciemku to my sobie nie poradzimy...
Mecenas Extremy naciska
włącznik światła ukazując wizerunek porywaczy, są
to Dark Samowski, Clandestine, Mr. Money, Miko, Mr. Wopio oraz Pysieq. Co warte
odnotowania otaczają oni sofę, na której niedbale rozwalony,
leży nieprzytomny Filu ze związanymi rękoma.
Vaclav: Tego właśnie
szukałem, młodych, głodnych sukcesów gwiazd, które wiedzą
czego oczekują od swej przyszłości (nagle zauważa
unieruchomionego Filu) oho, widzę, że demokracja w tym pomieszczeniu
jest poważnie ograniczana.
Pysieq: Do ataku!
Wszyscy zawodnicy Szarej Strefy
zerwali jak jeden mąż na te wezwanie i z wielkim zapałem rzucili
się na Vaclava, ten natomiast ze stoickiem spokojnem
odłożył trzymany pod pachą neseser i rozpoczął
szarżę z krzesłem. Pysieq... Mr. Money... Mr. Wopio... Miko...
Dark Samowski... Clandestine... trzeba przyznać, że nie trwało
to zbyt długo, każdy z rycerzy Szarej Strefy legł pod naporem
chair shotów Vaclava. Wszyscy zapłacili za swój opór obfitym krwawieniem z
czoła. Mecenas extremy, lekko zdyszany rozkłada krzesło po czym
umiejscawia na niej odrzucony wcześniej neseser. Po jego otwarciu
widać, że znajduje się w nim masa czystych kartek. Hardcore Hero
chwyta leżącego nieopodal Pyśq’a za głowę i jak
pieczątką przypierdala jego krwawiącym łbem w jedną z
kartek! Tą samą czynność wykonuje z całą
resztą swoich ofiar, odbijających odciski ich czaszki na kolejnych
kartkach.
Vaclav: Głosowanie w
okręgu szarej strefy można uznać za zakończone.
Były partner Nasa podchodzi do nieprzytomnego,
aczkolwiek bardzo głośno chrapiącego Fila.
Vaclav: (pociągając
nosem) Całkiem przyjemny sposób na porwanie.
Filu: (otwierając
niepewnie jedno oko) Woooody...
Vaclav: (wyciąga z
kieszeni piwo i obraca się w kierunku wyjścia) Dziwne masz
pragnienia.
Mecenas Extremy chwyta za swój
neseser i krzeszło po czym opuszcza pomieszczenie. Filu, mocno skacowany,
wzdycha głęboko, obraca głowę i natyka się na
wyskakującego zza kanapy SeBę! (mega cheer)
SeBa: (wyciągając w
kierunku Fila puszkę Lecha) Chcesz łyka ?
*********
Z szatni Fila lądujemy w innej szatni,
należącej prawdopodobnie do Anthony’ego Saint-Michela, bo to
właśnie on z niej wychodzi. Kiedy stawia swoją stopę na
korytarzu jego spokój zakłóca jakieś wołanie.
Tomasz Keller: Anthony,
Anthony, udzielisz mi wywiadu?
Anthony Saint – Michael (przystając i chwytając Kellera za odzież
wierzchnią): Wyjaśnijmy sobie szybko jedną rzecz – nie jestem
jednym z tych wrestlingowych cudaków, których możesz nagabywać w ten
niewybredny sposób. Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale Anthony
Saint – Michael jest nazwiskiem wymawianym z szacunkiem, tak samo na ulicy, jak
w świecie poważnych dyscyplin sportu, do jakich zalicza się
Rugby. Dlatego też będziesz się do mnie zwracał z
szacunkiem należnym prawdziwemu sportowcowi i w odpowiedniej formie
grzecznościowej. Czy wyraziłem się jasno?
Tomasz Keller(po
głośnym przełknięciu śliny): Tak, Anthony...
Anthony Saint – Michael (lekko podnosząc głos): Powtórzę: Czy
wyraziłem się jasno?!
Tomasz Keller: Tak,
panie Saint – Michael!
Anthony Saint – Michael(puszczając Kellera): Dobrze, skoro już wyjaśniliśmy
sobie tą istotną kwestię formalną, pozwalam ci
przeprowadzić ten wywiad.
Tomasz Keller: Panie
Saint – Michael, pański debiut musiał zrobić na naszym komisarzu
spore wrażenie, gdyż będzie to pański występ na
zaledwie drugiej gali, a już jest to walka wieczoru. Oczywiście, taki
skok w karcie może motywować, wszak jest to szansa na
błyskawiczne wywindowanie kariery. Jednak Main Event oznacza również
większą presję i trudniejszych przeciwników. Czy nie obawia
się pan, że pański młody staż w wrestlingu będzie
działał na pana niekorzyść?
Anthony Saint – Michael: Tą walkę traktuję jak kolejne wyzwanie,
jakie postawiło przed mną życie. Jest to zarazem pierwsze
prawdziwe wyzwanie, jakie spotyka mnie w tym całym wrestlingu. A
jeżeli ktoś ma sprostać prawdziwemu wyzwaniu, to tylko prawdziwy
mężczyzna. I w całej tej hali widzę tylko jednego osobnika
zasługującego na te miano. Widzę go, gdy spojrzę w lustro.
Reszta to banda chłopaczków tylko udających takowych. Chciałbym
powiedzieć, że są zabawni, ale nie mogę. Dla mnie są
po prostu żałosni. W wybranej przez siebie profesji ledwie dają
sobie radę, a poza nią, są zupełnie bezradni. Ja w
przeciwieństwie do nich radzę sobie w wszystkich aspektach
życia, co udowodnię za parędziesiąt minut. Czy brak
doświadczenia w ringu jest moją słabością? Nie –
gdyż zupełnie go nie potrzebuje. Ulica bije mocniej, a upadek na nią
boli jeszcze bardziej.
Tomasz Keller: Mocne
to słowa, zważając na to, że przyjdzie panu zmierzyć
się z jednym z najbardziej uznanych zawodników polskiego wrestlingu –
Vaclavem.
Anthony Saint – Michael: Jego osoba nie robi na mnie żadnego wrażenia.
Jest niczym pijaczkowie siedzący w najgorszych spelunach i opowiadający
tym, którzy w ogóle chcą słuchać tych bredni, o swoich
tryumfach. Tym większe jest moje zdziwienie, że znalazło
się tak wielu chętnych słuchaczy. Jak widać,
infantylność i naiwność fanów wrestlingu nie ma
żadnych granic. Ale ja mówię, że czas zakończyć
tą libację, która zwie się jego karierą i zwrócić
uwagę wszystkich na kogoś, kto na nią w pełni
zasługuje, czyli mnie.
Tomasz Keller: Chciałbym
zwrócić tylko uwagę, że Mecenas eXtremy jest dość
nietypowym wrestlerem i wielce możliwe, że nie będzie to
standardowy match wrestlingowy.
Anthony Saint – Michael: Nie wiem, czy w tej chwili próbujesz mnie
rozśmieszyć wspominając o tym żarcie, jakim jest ta
cała otoczka hardcoreowca, czy obrazić moją inteligencję. W
porównaniu z bójkami, w których przyszło mi brać udział, wyczyny
Vaclava są niczym zabawa w piaskownicy, gdzie przyszło mu się
bić z innymi o przysłowiowe wiaderko. Jeżeli będzie
chciał sprawdzić się w prawdziwej walce rodem z ciemnych
zaułków ulic omijanych przez przykładnych obywateli, to zapraszam
serdecznie. Równie serdeczne będą moje życzenia szybkiego
powrotu do zdrowia, jakie wypiszę mu na kartce pocztowej zaadresowanej na
oddział OIOMu, na którym się znajdzie po dzisiejszej walce.
Tomasz
Keller: Właśnie, jeżeli
będzie pan zwyciężą dzisiejszego Main Eventu, to otrzyma
pan Pride Title shot, o który walczyć pan będzie z Izzym Nilsenem.
Ten drugi dziś nie walczy, czy to też pana zdaniem nie wpływa na
pańską niekorzyść?
Anthony Saint – Michael próbuje odpowiedzieć na
zadane pytanie, ale nie wiadomo dlaczego jego głos zostaje w okropny
sposób zmutowany, tak że w żaden sposób nie idzie zrozumieć tego
co mówi. Chwilę po zakłóceniach dźwięku, obraz również
zaczyna szwankować po czym na ekranie pojawia się Izzy Nilsen! Jak
wspomniał Keller, Black Wings nie ma dziś walki więc nie
czuł też potrzeby zjawienia się w Gdańsku, przekaz video
najwidoczniej pochodzi z jego mieszkania. Zauważyć tam można
posiadacza Pride title shota, w ciemnych okularach, rozpartego w skórzanym
fotelu, którego pozazdrościć mógłby mu sam Jazzowski, ze
szklanką jakiegoś drogiego trunku w ręku i papierosem w ustach.
W sumie nie siedzi on zbyt długo w tej pozie, bo z fajką
ciężko by mu się mówiło, a chyba po to przerwał ten
wywiad. Dlatego też zaciąga się po raz ostatni i kipuje połowę
Lucky Strike’a w złotej popielniczce po czym zarzuca okulary na czoło
i przeszywa widzów zimnym spojrzeniem.
Izzy Nilsen: Przepraszam, że przerywam ten festiwal egocentryzmu i czczych przechwałek, ale mam swoje powody. Nie mogę pozwolić aby chłopak ze slumsów wypowiadał się o mnie i o świecie, którego nawet nie widział na obrazkach, bo nie stać go nawet na pieprzoną pocztówkę przedstawiającą moją rzeczywistość. Jeśli są tu jednak jacyś fani ochraniaczy na jaja i tarzania się w błocie, w dwóch słowach streszczę jego przekaz – “bla, bla”. Tłumacząc z irlandzkiego na polski – poczekam na deszcz, ujrzę tęczę, pójdę na jej drugi koniec, spotkam leprechauna, ukradnę mu garniec ze złotem i kiedy będę dostawał orgazmu, że w końcu mi się w życiu powiodło po tym jak matka zostawiła mnie bo byłem brzydszy niż Niemiec z zespołem downa, Izzy Nielsen po raz kolejny zamieni moje życie w koszmar.
Blac Wings uśmiecha się pod nosem i w ramach
swojego triumfu wyciąga z kieszeni koszuli papierosa, zapala i
zaciąga się nim głęboko.
Izzy Nilsen: Sporo osób zarzuca mi, że mając tak ogromne dochody wcale się nimi nie dzielę. Nie prowadzę działalności charytatywnej, nie wspieram młodych geniuszy z biednych rodzin, nie agituję za demokracją w Libii. Mówiąc szczerze mam to głęboko w dupie. Nie dlatego, że ciężko zapierdalałem na wszystko co mam, nie dlatego, że codziennie wypruwam sobie żyły. (śmieje się) Biznes kręci się sam, wystarczy ładna buźka i odpowiednie IQ. Agencje reklamowe biją się o mnie, a ja wybieram tą która ma najfajniejszą nazwę. Rozumiem jednak, że Saintan nie ma tego komfortu, chociaż bardzo by chciał. Zamiast wypoczywać w SPA na Karaibach ma swój odpowiednik biorąc kąpiele błotne sami wiecie gdzie. Ja naprawdę chciałbym mu pomóc, chciałbym aby mógł sobie zafundować wakacje chociaż w Sulejówku i dlatego po raz pierwszy okażę sercę dla ofiary losu. Saintan, możesz dla mnie pracować, ostatnio wykończyłem pucybuta. Zszedł na zawał, bo wymagałem od niego zbyt dużego zaangażowania. Wyobrażasz sobie?! Ty jesteś idealnym człowiekiem do tej roboty, masz krzepę, masz ambicje, to robota z przyszłością, jeśli się sprawdzisz będziesz mógł pucować kible. Deal?
Izzy po raz kolejny zaciąga się
głęboko i ponownie zakłada okulary.
Izzy Nilsen: Koniec tych żartów. Koniec kopania śmieci słowem, początek destrukcji fizycznej. Mam tu zajebiście, naprawdę, mam basen, fajki, kobiety piękniejsze niż mogłyby ci się przyśnić, patrząc na ten poziom życia mógłbyś z wkurwienia rozbić swój 20 calowy telewizor i spalić kolekcję pornosów, którą zbierałeś od ukończenia 15 roku życia. I nie zrozum mnie źle, nie jestem znużony, ale mimo to nie potrafię przestać się irytować. Nie potrafię przestać wkurwiać się na nieudloność tej federacji, która nie potrafi dostarczyć mi ofiar. Mogę to zrozumieć, ale nigdy nie zaakceptuję. Zawsze byłem samodzielny, swego czasu ktoś starał mi się nawet wmówić, że to jakaś pierdolona samotność. (pokazując naręczny zegarek, ładny) Dla kogoś czas niebawem się skończy, więc nie patrz przed siebie, bo możesz nie zobaczyć juta.
*********
Już po raz czwarty dzisiaj
wizytujemy bazę już nie tak tajnych porywaczy Fila. W sumie nie
wiadomo dlaczego to robimy, bo nie ma tu już nic ciekawego od czasu gdy
Vaclav robiąc porządki wprowadził jeszcze większy rozpierdol.
Sytuacja przedstawia się identycznie jak chwilę po ostatnim
głosowaniu. Rycerze Szarej Strefy leżą nieprzytomni, bo nikt nie
poczuł się do odpowiedzialności aby uprzątnąć ich
zwłoki, zresztą przez brak stosownych składek żaden lekarz
nie chciałby ich opatrzeć. Filu podobnie jak cała reszta,
leży na kanapie wzdychając głęboko do stojącej
nieopodal puszki Lecha, jako że sznury nadal krępują jego
kończyny, bo SeBa jest zabieganym człowiekiem i nie
zdążył go uwlonić, nie ma on możności
zaspokojenia swego pragnienia. Podziwiamy te widoki w najlepsze przez co
umknęło naszej uwadze, że właśnie do pomieszczenia
wgramolił się Crash! Insane One trzymanym w ręku kijem
baseballowym niedbale przewraca zwłoki porywaczy, tak jakby czegoś
między nimi szukał. W końcu zauważa Fila i z lekkim
uśmiechem dosiada się do niego na kanapę.
Crash: (wszkazując na
puszkę) Masz ochotę?
Filu: Człowieku, o
niczym innym nie marzę.
Crash: (otwierając
puszkę i biorąc łyka) Twoja twarz nic mi nie mówi.... a powinna
jeśli chcesz zaspokoić pragnienie.
Filu: Proszę...
Crash: Ja mam inne magiczne
słowo.... World Title.... mówi ci to coś ?
Filu: Nie mam
pojęcia....
Z twarzy Insane One momentalnie
znika uśmiech, bezceremonialnie wylewa trochę piwa na
podłogę.
Crash: Zła odpowiedź
grubasku.... nie wiem dlaczego mi to robisz.... gdzie twoja empatia? Czy
naprawdę nie widzisz, że jesteśmy w tym samym stanie? Obaj
czegoś baaardzo pragniemy.
Filu: Ja naprawdę.
Obywatel Miasta Chaosu po raz
kolejny, ze smutną miną wylewa trochę piwa na podłogę.
Crash: Proszę cię
kurwa.... tylko ze mną nie igraj.... nie mydlij mi oczu, bo i tak są
zmęczone obejmowaniem całej twojej.... postury.... (wskazując
kijem na resztę nieprzytomnego towarzystwa) Chcesz skończyć jak
oni ?
Filu: Nie.
Crash: Masz racje.... to
byłobyt wspaniałomyślne z mojej strony.... (rzuca niemal
pustą puszką w twarz Fila) Adios.
Insane One wstaje i dostojnie
opuszcza szatnię, rozglądając się czujnie na boki. Widok
Fila łapczywie zlizującego krople piwa ze swojej twarzy po raz
kolejny wywołuje uśmiech na jego twarzy.
*********
Zważając na to, że już za chwilę
odbędzie się pierwsza w historii walka o BGW Tag Team titles czas aby
któryś z jej uczestników wypowiedział się na ten bardzo
ważny temat. Biorąc pod uwagę iż Crash jest lekko
zajęty poszukiwaniem World Title, przedstawicielem jego teamu został
Aero, który jest tu wraz z Wiolettą Wielowieyską.
Wioletta Wielowieyska: Witam Państwa serdecznie, już niebawem poznamy pierwszych w historii BGW Tag Team champów. Wraz ze mną jest uczestnik tejże walki – Aero!
Aero: Mimo swego profesjonalizmy nie wystrzegłaś się od błędu.
Wioletta Wielowieyska: Gdzie go popełniłam?
Aero: Przedstawiając mnie jako uczestnika. Myślę, że nie musimy się bawić w takie uprzejmości i już teraz możemy ogłosić iż jestem pierwszym w historii Tag Team champem.
Wioletta Wielowieyska: To się jeszcze okaże.
Aero: Posłuchaj mnie kobieto, ta walka od początku była dla mnie chłodną kalkulacją. Kiedy łączy się ze sobą dwóch najbardziej uzdolnionych zawodników młodego pokolenia i stawia się naprzeciwko ich człowieka, który technikę wiąże jedynie z telefonami komórkowymi i innymi podobnemu temu gadżetami, a dla drugiego najważniejsza jest technika make upu, wynik może być tylko jeden.
Wioletta Wielowieyska: Nie uważasz, że Crash jest odrobinę nieprzewidywalny? Nie obawiasz się jakichś szalonych ruchów z jego strony?
Aero: Dlatego
idealnie do siebie pasujemy. Też jestem nieprzewidywalny, też
potrafię zaskoczyć. I oto w tej grze chodzi, nie możesz dać
się rozgryźć, a kiedy gryziesz musisz robić to jak pitbull,
bez ostrzeżenia, łamiąc kości.
Wioletta Wielowieyska: Mocne słowa, choć podczas swojej ostatniej gali bardziej przypominałeś, oczywiście bez obrazy, ratlerka.
Aero: (zaczyna
się irytować) Za co oni ci płacą? Czy w ogóle
widziałaś tą walkę?
Wioletta Wielowieyska: Tak.
Aero: Chyba nie jest tajemnicą, że ta porażka była czystym zbiegiem okoliczności, nawarstwieniem się niefortunnych kolei losu. Każdy kto oglądał ją z należną uwagą widział, że byłem w niej siłą dominującą, to mój styl sprowadzał ich na matę gdzie czuli sie zagubieni jak małe dziecko, które zgubiło zabawkę w piaskownicy.
Wioletta Wielowieyska: Na nic się to zdało, bo wynik mówi za wszystko.
Aero: Nie uznaję tego rezultatu. Dziś to ja zamiast Armor Kinga powinienem mieć na ramieniu ten tytuł. I miałbym go gdyby nie jeden, prezentujący najmniej skuteczny styl wrestlingu Japończyk, który wierząc w swoją efektowność zapomniał o tym jak powinno wygrywać się walki. Wrestling to nie gimnastyka, tu liczy się skuteczność, dlatego też jestem moralnym zwycięzcą. To ja nie Armor King zmusiłem Cravena do odklepania!
Wioletta Wielowieyska: Po gongu…
Aero: To był prawdziwy pokaz wrestlingu, jego najczystszy nurt. Dzisiaj po raz kolejny go ukażę i wraz z Crashem będziemy cieszyć się ze zwycięstwa, a Venomous i Banks będą zmuszeni odwiedzić kręgarza.
Wioletta Wielowieyska: Przekonamy się, dziękuję za uwagę, dla Blood Guts
Wrestling, Wioletta…
Niestety nie ma chyba jeszcze za co dziękować,
bo w obiektywie kamery pojawia się Vaclav!
Vaclav: Myślę, że w tej całej dyspucie nie padło zasadnicze pytanie, którego kobiecie zadawać nie wypada.
Wioletta Wielowieyska: ale…
Vaclav: Rozumiem wszelkie
argumenty o równouprawnieniu, ale już dawien z dawna wiadomo iż
Mecenas Extremy to dżentelmen, który damy wyręcza z najmniej
przyjemnych obowiązków. Czy
możesz Wioletto usunąć się w cień ?
Dzielna reporterka próbuje jeszcze protestować, ale
szybko uświadamia sobie iż nie ma to zbyt wielkiego sensu.
Ostatecznie wtedy gdy Vaclav wypycha ją z kadru.
Vaclav: Mój drogi Aero, czas nam przeprowadzić prawdziwie męską rozmowę.
Naczelny przedstawiciel technicznego wrestlingu w BGW
decyduje się jedynie na akceptacyjne skinienie głową.
Vaclav: Powiedz mnie
co sądzisz o zabraniu extremy naszej pięknej federacji?
Aero: Uważam techniczny wrestling za jedyny czysty nurt…
Mądre słowa. Sądząc jednak po niezbyt
wyrazistym zaakcentowaniu kropki The Technical chciał powiedzieć
coś jeszcze, ale brzemię unoszonego krzesła momentalnie
zamknęło mu usta. Mecenas
Extremy pewnie by mu zajebał gdyby nie to, że coś wytrąciło
go z równowagi. A dokładniej ktoś, bo oto w obiektywie pojawił
się Crash!
Vaclav: Z tego co mnie wiadomo w demokracji obowiązuje tajność głosowania.
Crash: Tak, masz rację…. ale zmuszanie do głosowania upośledzonych też nie jest moralne.
Vaclav: Każdy głos ma znaczenie! Poza tym pamięta tego chłopaka z EWF, zachowywał się całkiem normalnie.
Crash: Nie widzisz jak się zachowuje? Nazywa się Aero a obwołuje się profesorem technicznego wrestlingu…. wcześniej miał problemy z ustaleniem liczby, w której występuje. Jego opinia nie może być…. (pokazując baseballowy kij) obiektywna.
Vaclav: (spoglądając na kij) Pardon, mój błąd. (klepiąc Aero po plecach) Wróć do mnie gdy wynormalniejesz.
Tymże miłym akcentem Mecenas Extremy
pożegnał swego wyborcę i gdzieś się oddalił w
poszukiwaniu kolejnych. Tymczasem Crash coraz bardziej eksponując swój kij
zaczyna zbliżać się do swojego partnera.
Crash: Widzisz partnerze…. naprawdę mi na twoim dobru…. chociaż nie tylko dlatego cię uratowałem.
Aero: O co ci chodzi?
Crash: (uderzając kijem o rękę) Wisisz mi przysługę…. Nie musisz jednak nic robić…. Wystarczy jedna informacja…. Gdzie jest World Title?
Aero: (oddalając sie asekuracyjnie) Oszalałeś ?! Nie mam pojęcia.
Crash: Zła odpowiedź.
Insane One bierze zamach… i przypierdala kijem w brzuch
czającemu się za Aero Neisanowi!
Crash: (uśmiechając sie szeroko) Nie myślałeś chyba, że skrzywdzę swojego partnera? Mamy jeszcze sprawy do załatwienia…. (wskazując kijem na Neisana) Potraktuj go jako prezent…. i motywację do dalszej pracy.
Insane One rzuca wyjętą niewiadomo skąd
psią obrożę i rzuca ją rozstrzęsionemu Aero po czym
obraca się na pięcie i znika z kadru. Naczelny technika BGW ociera
trzymaną w ręku obrożą strużkę potu po czym
zapina gadżet na szyi Japończyka i przymocowuje ją do
stojącego nieopodal kontenera na śmieci.
Aero: Chciałbym
ci tak wiele powiedzieć, ale za chwilę mam walkę. Mam
nadzieję, że sie nie obrazisz gdy cię opuszczę na
chwilę? To naprawdę będzie szybkie starcie.
The Technical podobnie jak jego partnera obraca się
na pięcie i udaje się w drogę korytarzem, który jest ostatnim
przystankiem w drodze na ring.
*********
Tym razem
realizator raczy nas dość nietypowym przekazem, choć też
nie do końca nieznajomym, bo ze zjawiskiem transmisji z amatorskiej kamery
mogliśmy spotkać się już podczas ostatniej gali. Tym razem
jej operator przenosi nas przed niezidentyfikowane drzwi (na pewno nie są
one od stodoły więc polski lotnik na nich nie poleci), które po
otwarciu ukazują schody skierowane w dół, warto dodać, że
są to dość ładne schody, wykonane z marmurowych płyt,
takie na których łatwo się poślizgnąć. Kamerzysta
jednak doskonale o tym wie, ponieważ porusza się po nich
ostrożnie, powoli, niemal bezszelstnie. A one posłusznie
prowadzą go na sam dół, do niewielkiego pomieszczenia, w którym
dzięki nikłemu oświetleniu generowanemu przez luźno
zwisającą z sufitu żarówkę zobaczyć można
tablicę korkową, zawieszoną nad stojącym w rogu biurkiem.
Postać zmierza właśnie w tamtym kierunku. Powoli odkrywa kolejne
ciekawe elementy wystroju pokoju, dzięki zbliżeniu zauważyć
można iż wspomniana wcześniej tablica niemal całkowicie
pokryta jest jakimiś obrazkami... Kolejne zbliżenie i kolejny szok,
owe obrazki to zdjęcia przedstawiające Vaclava tuż przed i zaraz
po pobiciu jakiego padł ofiarą podczas ostatniej gali. Niemal
równocześnie z publikacją szokujących fotografii, na ekranie
pojawiają się zakłócenia, a obrazowi z pomieszczenia
towarzyszą dźwięki z R*zpierdolfest I.
… musicie
przywyknąć, że chaos nie zna granic ...
Kamera robi szybki zwrot w dół
i ukazuje z bliska biurko, na którym leży piękne, markowe pióro,
fiolka tuszu oraz jakiś klucz.
... niech ten,
który jest za to odpowiedzialny wie, że dzisiejszej nocy spokojnie nie
zaśnie..
Postać bierze do ręki
klucz i za jego pomocą otwiera szufladę, z której wyciąga
jakąś kartkę.
... tylko ja
jestem w stanie zapewnić waszym zawodnikom należne
bezpieczeństwo ...
Kamera robi zbliżenie na
ową kartkę, sporządzona jest na niej jakaś lista, ale przez
niefortunnie padający cień i słabe oświetlenie nie
widać czego dotyczy.
...
postanowiłem, że rozwalę komuś łeb ...
Postać lekko się pochyla i
zamacza pióro w atramencie, dzięki tej chwilowej zmianie pozycji da
się ujrzeć iż na owej liście widnieje nazwisko Vaclava obok
którego stoi krzyżyk.
... nie
miałbym wyrzutów sumienia ...
Tajemniczy kamerzysta stawia kolejny
krzyżyk na swojej liście, orientacyjne położenie wskazuje
na to iż nie poprawia oznaczenia na Vaclavie, a na osobie z nr 2.
... zrobimy mu
niespodziankę ...
*********
Konrad Ochucki: Mnóstwo ciekawych rzeczy w tym paśmie segmentowym.
Bogusław Montana: Myślę, że Vaclav ze swoją wizją demokracji zrobiłby niebywałą karierę.
Konrad Ochucki: Może w końcu mielibyśmy frekwencję ponad 50% ?
Bogusław Montana: I PSL poza sejmem ?
Konrad Ochucki: Na
to bym nie liczył. Vaclav to typowy ludowiec.
Bogusław Montana: Faktycznie, nawet poczucie humoru ma jak Pawlak.
Konrad Ochucki:
Polemizowałbym.
Bogusław Montana: Wybacz, wiem, że marzyłeś o tym tytule. Zawsze został ci jednak Kuchciński.
Konrad Ochucki: To jednak nie to samo.
Bogusław Montana: Głowa do góry Kondziu! Ja też nie mierzę wysoko, taki ze mnie przeciętny Poncyliusz.
Drużynowy R*zpierdol – Tag Team
Titles:
Crash & Aero vs. Ricky Banks &
Venomous
Wreszcie puszczony zostaje theme ostatniego
zawodnika – Three Days Grace: Gone Forever. Przez bramę przechodzi
skupiony Aero, a zanim podąża jego menager, Chris. The Thechnical
pewnie wchodzi na ring, gdzie rozgrzewa się po boksersku w swoim
narożniku i zdejmuję swoją bluzę, by oddać ja
Chrisowi. Jeszcze kilka podskoków w miejscu i Aero jest gotowy do stawienia
czoła pozostałym oponentom.
Z
głośników wydobywa się Editors
– Papillon, a światła w całej arenie gasną
pozostawiając po sobie ciemność od czasu do czasu przrywaną
blaskiem białych reflektorów. Z każdą sekundą staje
się on coraz intensywniejszy aż w końcu oślepia widzów,
sytuacja ta trwa maksymalnie sekundę po której na rampie zobaczyć
można już Crasha. Widzowie witają go ogromnym heel heatem.
Reakcja ta nie robi jednak na zawodniku żadnego wrażenia, z
beznamiętnym wyrazem twarzy, dostojnym krokiem zmierza w kierunku ringu.
Z głośników uderza
Stratovarius - The Kiss of Judas, a na
Titantronie pokazują się hasła "Venomus" i "Fell
my Venom" w kolorze zieleni, tą samą barwę mają
reflektory wirujące po całej hali. Po solówce gitarowej theme'u
światła się zapalają i podczas wybuchających
fajerwerek widać jak Ven stoi ze skrzyżowanymi na klacie ramionami a
ręce ma złożone w swe firmowe Vałki. W drodze do ringu
przybija fanom piątki, a kiedy już jest przy nim zdejmuje
koszulkę i rzuca nią w publikę.
Z głośników dobiega Juelz Santana - Rumble,
young man, rumble i przez pierwsze kilka sekund nie dzieje sie nic więcej.
Wraz z uderzeniem pierwszego kicka na arenie wybuchają fajerwerki a na
rampie pojawia się Ricky Banks. Spokojnym krokiem wchodzi do ringu, staje
na narożniku i unosi w górę zaciśnięte pięści.
Po wejściu na arenę, na ringu stają Ricky
Banks i Aero. Crash chciał zmierzyć się z
przytłaczającym Aero rozmiarami rywalem, jednak partner poczuł
przypływ pewności siebie. „The Technical” zbliża się do
rywala, prawdopodobnie z zamiarem siłowania się, jednak Banks
jedną ręką rzuca go w narożnik. Ricky trafia go
clotheslinem, Aero zatacza się, a czarnoskóry zawodnik przechodzi nad
linami na apron, naciąga liny, wyskakuje i próbuje trafić z markowym
Slingshot Shoulder Blockiem! Były high flyer unika, po czym wystawia
ramię Ricky’ego prostopadle do ciała, trafia leg dropem i
zakłada dźwignię. Na ring wchodzi Venomus, kopiąc w plecy
Aero przerywa chwyt i wraca do swojego narożnika. Sędzia podchodzi do
Jadowitego, aby zwrócić mu uwagę, gdy poza ringiem przemieszcza
się Crash, który trzyma podniesionego przez Aero w międzyczasie Banksa,
pozwalając swojemu partnerowi obijać go. Techniczny trafia z kilkoma
pięściami w tłów i szczęke rywala, dokańcza
kombinację kopnięciem w brzuch, a następnie łapie
głowę pochylonego murzyna pod pachę i wykonuje DDT. Obraca Banksa,
pin. 1... 2... Kickout. Aero podnosi przeciwnika i próbuje irish whipem
wrzucić go w narożnik okupowany przez Crasha, jednak Ricky
kontrując wykręca ramię przeciwnika, przyciąga go do siebie
i kopie kolankiem. Resztką sił Banks sadza przeciwnika plecami na
ramię, trzymając go wokół pasa, siadając obraca przeciwnika
o 180 stopni w pionie, uderzając jego ciałem twarzą w
stronę maty wykonuje Inverted Sitout Side Powerslam! Ricky nawet nie
wstaje, na siedząco obraca adwersarza i odlicza. 1… 2… Crash przerywa pin
Slingshot Diving Sentonem! Wściekły Venomus próbuje wejść
na ring, jednak powstrzymuje go sędzia, którego nieuwagę wykorzystuje
“Insane One”, przyciągając Technicznego do swojego narożnika.
Bogusław
Montana: Venomous przypomina mi
Macierewicza.
Konrad
Ochucki: Ma mniejszy nos.
Bogusław
Montana: Ale i tak wpierdala go tam
gdzie nie trzeba.
Konrad
Ochucki: Jesteś do niego
uprzedzony, to naprawdę miły zawodnik.
Banks o własnych siłach dostaje się do
narożnika swojej drużyny i zmienia się z Jadowitym, a w
przeciwnym narożniku, gdy tylko sędzia odwraca się, zmianę
czynią Crash z Aero. “Świeży” wrestlerzy siłują
się, wygrywa trochę większy Venomus, który spych oponenta do
narożnika. “Obłędny Rycerz” przyjmuje na klatę chopsa, po
czym Ven whippuje go do przeciwnego narożnika. Jadowity rozkłada
ręce i w znak Venomizera tauntuje, krzyżując ręce na
poziomie krocza, po czym naciera z Venomus Splash. Zastaje jedynie
narożnik, gdy Crash unika, odbija się od lin i próbuje trafić
Lariatem w tył głowy Vena, jednak ten, mając w sobie coś z
Petera Parkera, instynktownie kuca pod ręką, po czym obraca się,
chwyta szaleńca i wykonuje na nim German Suplex. Venomus wyginając
się w mostku trzyma swoją ofiarę i odlicza. 1… Kickout! Crash,
który jeszcze częściowo leży na Venie, siada na jego klatce
piersiowej i chwyta za nogi, odliczając. 1… Kickout! Crash wstaje, kopie
perfekcyjnym Roundhouse kickiem klęczącego Jadowitego, po czym
doprawia Superkickiem. Kombinacja kopnięć wykłada Poznaniaka na
matę, więc Insane One wskakuje na narożnik i tauntując
układa swoją prawą ręke w literę “C”, po czym trafia
Vena Double Foot Stompem! Crash wychodzi poza ring i z zamiarem kontynuowania
pastwienia się nad Venomusem wrzuca do kwadratowego okręgu
krzesło. Z wprowadzeniem do meczu tak lubianej przez wielu w Blood Guts
Wrestling Extremy nie zgadza się sędzia, a w tak zwanym
międzyczasie Jadowity próbuje dotrzeć do swojego narożnika.
Jednak gdzieś tak w połowie drogi, na ring wraca Crash, który
kładzie się obok czołgającego Vena i prowokując go
naśmiewa się z niego. Venomus wyciąga już dłoń do
czekającego na tag Banksa, dzielą ich centymetry… jednak
“Obłędny Rycerz” kopie Venomusa, łapiąc go za spodnie
przyciąga go do siebie i chwyta wokół pasa, próbując
zaatakować German Suplexem. Ven jednak robi salto w tył, ladując
za Crashem wpycha go w narożnik Ricky’ego i zmienia się! Jadowity po
zmianie siada na apronie, oponenci nie dawali mu w ringu odpoczywać.
Bogusław Montana: W dodatku taka leniwa z
jego bestia.
Konrad Ochucki: Nie przesadzajmy, ma na
swoim koncie pewne osiągnięcia.
Bogusław Montana: W Top Model?
Konrad Ochucki: W HVW.
Bogusław Montana: Z tego co mi wiadomo
zakończyli gorszym akcentem niż Krupa.
Konrad Ochucki: Można tak powiedzieć.
Banks także siada, lecz na narożniku, na
wysokości trzeciej liny. Siedząc chwyta Crasha, podnosi go w
powietrze i łapie w pozycji do powerbomba! “Banksta” podnosi się do
pozycji stojącej, już jest zdecydowany by opadać na matę…
Insane One kontruje Frankensteinerem! W okolicach ringu ledwo słychać
jakieś dziwne dźwięki. Crash nie zwraca na to uwagi, podnosi
Ricky’ego tak, aby przykucał na jedno kolano i z zamiarem zakończenia
walki poprzez Shining Wizarda walki odbija się od lin… Banks kontruje
Powerslamem! Dźwięki robią się coraz głośniejsze.
Widocznie rozkojarzony afro-amerykanin zamiast odliczać przeciwnika,
podnosi go i rzuca do narożnika Venoma. Sygnał dźwiękowy
jest już na tyle głośny, iż można rozpoznać,
cóż to za dźwięki – to theme “Banksty”! Ricky klepie w plecy
Jadowitego, opuszcza ring, podnosi zostawiony wcześniej na schodkach prowadzących
na ring telefon i odbiera połączenie. Na ringu “Obłędny
Rycerz” zbiera się po efektach Powerslama i wrzuca Vena przez liny, po
czym do narożnika Aero. Crash przybija z Technicznym taga, po czym obaj
wchodzą na ring, rzucają go na liny, Aero trafia Spearem, a jego
partner wchodzi na narożnik. “The Technical” podciąga Jadowitego pod
narożnik i trzyma go za nogi, a tam spotyka go Crash Landing (450 splash)!
Jednak zamiast pinu, Aero trzymając nogi przestawia swoją własną,
obraca oponenta i trzyma Aero Special (Sharpshooter)! Ven nie ma nawet sił
odklepać, sędzia natychmiastowo kończy walkę.
Zwycięzcami i nowymi mistrzami zostają Aero i Crash!
Konrad Ochucki: Jednak Crash i Aero!
Bogusław Montana: Jestem usatysfakcjonowany
tym wynikiem.
Konrad Ochucki: Zawodnicy HVW wyraźnie sobie w naszym fedzie nie
radzą.
Bogusław Montana:
Ciekawe dlaczego.
Konrad Ochucki: Ciekawe. Masz jakieś wytłumaczenie ?
Bogusław Montana:
Mają krzywe nogi ?
Konrad Ochucki: Pytałem poważnie.
Bogusław Montana:
Jazzowski jest mało koleżeński ?
Konrad Ochucki: To bardziej prawdopodobne.
*********
Ponownie znajdujemy się na
zapleczu, bo jak wiadomo tu zawsze dzieje się coś ciekawego, a nawet
jeśli nie, to i tak jest ciekawiej niż w ringu kiedy nikt nie walczy.
Tym razem korytarzem hali przechadza się naczelny katolik BGW – Saint
Anger, trafiliśmy chyba zresztą w idealnym momencie, bo zbyt
długo nie musimy analizować stylu jego marszu. Marek dość
szybko znajduje cel swojej podróży, zatrzymuje się przed drzwiami
gabinetu Jana Rejdycha i puka w nie smutno (coś jak trup w wieko trumny,
bo cieszyć się w końcu nie ma z czego). Jako, że nie
słychać żadnego odzewu robi to ponownie i akurat na tą
komendę sezam się otwiera, a z jego wnętrza wyłania
się sam pułkownik, który bacznym wzrokiem analizuje wygląd
swojego gościa.
Jan Rejdych: Eh... (wzdycha
głęboko) Nawet nie mam sił aby ci wpierdolić
(pokazując zaciśniętą pięść) a wierz mi,
kusi, kurwa, jak kusi...
Saint Anger: Przepraszam,
że zakłócam spokój, ale mam misję.
Jan Rejdych: Wypierdalaj.
Saint Anger: Od samego Boga!
Jan Rejdych: Tym bardziej.
Saint Anger: To
bluźnierstwo!
Porucznik chyba się lekko
podirytował, z impetem zamknął za sobą drzwi i stając
obok Angera mierzy go groźnym wzrokiem.
Jan Rejdych: Bluźnierstwo...
Wiesz czym jest kurwa bluźnierstwo ?! Wiesz za co gniewa się na mnie
twój Bóg?! Że zmiast wziąć cię za kudły,
zakręcić nad głową i wypierdolić w górę jak
Obeliks tak żebyś usiadł na chmurze i zobaczył jego
oblicze, marnotrwawię swój czas na takie właśnie dyskusje.
Okazuję ci litość, bo widzę cię kurwa na oczy po raz
pierwszy i pewnie ostatni. Ba! Nawet się przedstawię żebyś
wiedział czego unikać. Jestem Jan Rejdych, dla ciebie pułkownik
Jan Rejdych, w życiu wierzę w dwie rzeczy – w niewiarę w Boga i
zakaz pukania gdy jestem wkurwiony. Ty złamałeś obie i gdybym
był w formie z twoimi (pokazując na nogi) zrobiłbym to samo, ale
o dziwo kurwa w formie nie jestem. Nie dlatego, że nie zmówiłem
dziś pacierza i nie zjadłem pożywnego śniadania. Nie jestem
w formie, bo myślę. Trapię się nad losem tego burdelu, nad
waszym bezpieczeństwem! Taki ze mnie człowiek, weź i do rany
przyłóż. A wy zamiast okazać mi wdzięczność
(zaciskając pięść) tak kusicie, tak kurwa kusicie...
Saint Anger: Mi też na
sercu leży sprawa bezpieczeństwa, nie mogę już patrzeć
jak barbarzyńskie zasady niszczą ten sport. Dlatego ma
propozycję...
Jan Rejdych: Łezka mi
się w oku zakręciła, takiś kurwa empatyczny.
Saint Anger: (wyciąga
zza pazuchy krzyż pokojowy) To rozwiązanie naszych problemów, jak
mawiają starsi ludzie, bez Boga ni do proga. Od czasów PCW
nastąpiło wyraźne zatracenie wartości katolickich we
wrestlingu, chociaż nie tylko tu. Zabierają nam krzyże ze szkół,
z pracy, jak oni mogą, jak mogą ?!
Jan Rejdych: Rzekłbym,
że to był wzruszający apel, jestem wdzięczny za pomoc.
Teraz możesz z czystym sumieniem wypierdalać.
Saint Anger: Ale krzyż
w każdej szatni, w każdym....
Marek nie zdążył
dokończyć, bo jego piękna idee przerwana została przez
głośne trzaśnięcie drzwiami. Zawiedziony katolik nie
zwykł jednak się poddawać, wyciąga zza pazuchy kolejny
gadżet – kredę, i starannie wypisuje na drzwiach litery K + M + B
2011, po czym zadowolony ze swojej pracy udaje się w dalszą
podróż. Pewnie byłby to koniec gdyby nie to, że nagle z gabinetu
jak oparzony wybiegł Rejdych.
Jan Rejdych: Chodź
tutaj, bo zapomnę.
Anger ponownie podchodzi do
pułkownika, a ten wyciąga z kieszeni pognieciony obrazek św.
Krzysztofa, Marek obraca go na drugą stronę, na której widnieje stwierdzenie
„Go też nie ocalił”.
Jan Rejdych: Znaleźliśmy
to przy tym trupie, żaden to dowód, szkoda mi miejsca w kieszeni, a ty
chyba takie pierdoły kolekcjonujesz.
Anger ściska obrazek, obraca
się na pięcie i odchodzi bez słowa. Rejdych zawiedziony brakiem
wdzięczności czyni to samo i staje oko w oko ze swoimi drzwiami.
Jan Rejdych: Eh...
(wzdychając głęboko) A co to kurwa za akt wandalizmu ?
*********
Jak miło. Znowu mamy przyjemność – albo i
nie – odwiedzić gabinet komisarza Jazzowskiego. Wyjątkowo nasz
pracuś nie ma nosa schowanego w papierach, a w stylowej filiżance z
herbatą, którą pije w towarzystwie przybyłej karlicy. Pewnie
chcielibyśmy się dowiedzieć w jakim prowadzona jest ich
pogawędka, ale nim zdążyliśmy usłyszeć pierwsze
słowo drzwi do pomieszczania otwierają się z hukiem i staje w
nich zakrwawiony Max Craven. Zdecydowanie nie jest on w pacyfistycznym
nastroju, energicznie podchodzi do biurka Jazzowskiego i uderza o nie z impetem
zaciśniętymi pięściami. Kropla krwii z jego czoła
wpada do filiżanka komisarza wywołując jego ewidentny niesmak.
Max Craven: Zrobiłem tak jak obiecałem, twój przydupas nie nadaje się nawet do Mauzoleum, bo swoją zmasakrowaną mordą wzbudzałby zniesmaczenie.
Nas Jazzowski: Gratuluję.. jeśli przyszedłeś tylko po to żeby się pochwalić możesz już nie przeskadzać.. przyjąłem do wiadomości.
Max Craven: Rozjechałem go, teraz czas na ciebie. Śmierć, kutas i zniszczenie do tej pory czaiły się za drzwiami, teraz wpierdalają się do środka z impetem domagając się twojej głowy. Chcą spotkać się z tobą na najbliższej gali. Czas raz na zawsze pożegnać twoje rządy.
Nas Jazzowski: (patrzy z niedowierzaniem na Crasha po czym wybucha zabójczym śmiechem) Ty nie mówisz poważnie, prawda?
Max Craven: Całkowicie poważnie.
Nas Jazzowski: (przestaje się śmiać i ruchem dłoni nakazuje Cravenowi się odwrócić) Chyba nie spełniłeś wszystkich warunków.
Max obraca się i staje oko w oko z krwawiącym
równie obficie jak on Hendrixonem!
Nas Jazzowski: Tylko spokojnie.. nie zapominajcie, że przebywacie w towarzystwie damy.
Max Craven: Chuj mnie obchodzi ten paszczurowaty karzeł. Chcę twojej dupy tu i teraz!
Nas Jazzowski: (wstaje
oburzony jak nigdy i naciska przycisk na swoim stacjonarnym telefonie) Chcesz
mnie tu i teraz ?! Chcesz ze mną walki ?! Posłuchaj lepiej
uważnie.. nawet gdybyś wdrapał się na Mount Everest i
zrobił szpagat nabijając się dupą na jego szczyt.. nawet
gdybyś postawił na tym szczycie trampoline i kurwa wybił
się ze wszystkich sił.. nigdy, NIGDY.. nie osiągniesz poziomu,
który reprezentuję, reprezentowałem i będę
reprezentował nawet gdy na mojej dupie zrobią się odleżyny
od przesiadywania na tym fotelu.. wiesz w ogóle kim jestem ?! Wiesz kim jest
Nas Jazzowski ?! Zapytaj swojego kumpla (wskazując na Hendrixona), który w
towarzystwie dwóch kompanów dostał taki wpierdol, że czując mój
zapach na drugim końcu hali wie, że już czas sie
ewakuować.. zapytaj Psycho, Tool, Scythera, Vaclava.. zapytaj kto
obsadzał main eventy najważniejszych gal w historii nowego EWF.. zapytaj
kim jest Nas Jazzowski i dlaczego nie chce teraz wstać i ci po prostu
spuścić takiego wpierdolu, że MO, SB, UB i Komitet Centralny
razem wzięci poczuliby się tak zawstydzeniu, że w jutrzejszym
wydaniu wiadomości zakwestionowaliby swoje kompetencje.. kiedy dokonasz
już wizji lokalnej wróć tu na kolanach w różą w żebach
i błagaj tą kobietę o przebaczenie.. bo jeśli jej
miękkie serce nie daruje ci tego co powiedziałeś.. jeśli
nie powie mi – wybaczam Maxowi Cravenowi.. jeśli nie nauczy się
mówić po polsku specjalnie dla tego zdania.. będę niczym
pieprzona złota rybka.. do końca życia zapamiętam twoje
życzenie.. i nie mam trzech.. nie spełnię następnego.. nie
zapomnę.
Tymczasem do gabinetu wparowuje ochrona.
Nas Jazzowski: (wskazując na Cravena) Wyrzucić go.. nie chcę go dzisiaj widzieć w tej hali.. nie chcą go widzieć nawet gdy będę z niej wychodził.. nie chcę męczyć swoich oczu.. a ty (pokazując tym razem na Hendrixona) przyszedłeś tu po coś konkretnego czy zwęszyłeś krew tego prostaka?
Jimmy Hendrixon: (zamurowany stanowczościa komisarza) Coś konkretnego.
Nas Jazzowskiego: (wskazując na fotel przed biurkiem) Siadaj i mów o co ci chodzi.
Jimmy Hendrixon: Ten kretyn zniszczył kamerę i zastrzaszył operatora. Nie ma żadnych świadków mojego zwycięstwa oprócz...
Nas Jazzowski: Pieprzę wujka Marksa, który spogląda na ciebie z nieba... on nie jest wiarygodny.. nie ma światków nie ma zwycięstwa.. i wcale mnie to nie obchodzi.. to był wasz problem.. wasz i tylko wasz.. dałem wam możliwość jego rozwiązania.. nikogo nie obchodzą już przepychanki komuchów z solidarnościowcami.
Jimmy Hendrixon: Chcę jawnego rewanżu.
Nas Jazzowski: Więc zaproś go do jakiegoś baru, zorganizuj widownie albo wparuj do jego domu i nagraj sobie wasz brawl na komórkę.. nic mnie to nie obchodzi.. za miesiąc masz się stawić na gali w pełni sił.. jeśli wasze interesy zaczną koligować i zagrażać federacji.. czy też zwyczajnie mnie irytować.. być może dam wam walkę na PPV.. ale do tego daleka droga.. a teraz keidy jesteś usatysfakcjonowany pozwól mi dokończyć herbatę.
Jimmy nie protestując wychodzi z gabinetu
Jazzowskiego zabierając ze sobą kamerzystę.
*********
My natomiast nadal jesteśmy na
korytarzu gdańskiej hali, którym w kierunku swojej szatni maszeruje Venomous.
Poison of BGW jest już całkiem blisko celu, chwyta za klamkę i
ma już wchodzić do pomieszczenia, ale zostaje powstrzymany przez
gorączkowe wołanie swojego imienia. Instynktownie się obraca i
dostrzega idącego w jego kierunku Ricky’ego Banksa.
Ricky Banks: Venomous!
Venomous!
Venomous: Nie mamy o czym
rozmawiać.
Ricky Banks: (wskazując
na trzymany w ręku telefon) Wybacz, to była pilna rozmowa.
Venomous: Pilniejsza niż Tag
Team titles.
Ricky Banks: Dobra,
przyznam, że miałem dylemat.
Venomous: Eh...
Ricky Banks: Zrozum,
zadzwonił stary kumpel, ma problemy rodzinne, rozwodzi się z
żoną, chce mu zostawić dzieci na karku, musiał się
wygadać.
Venomous: Ja też mam
problemy, z tobą, i wyobraź sobie, że nie muszę się
wygadać. Jedyne na co mam teraz ochotę to wziąć swój
telefon i cisnąć nim o ścianę.
Ricky Banks: To akurat dobra
decyzja, już od dawna radzę ci kupno nowego modelu.
Venomous: Proszę, nic
już nie mów.
Ricky Banks: Stary, nie
dramatyzuj, nic wielkiego się nie stało. Przegraliśmy, zdarza
się za chwilę zadzwonię do Nasa i wytłumaczę
sytuację, dostaniemy rewanż, wszystko ułoży się tak
jak powinno.
Venomous: Nie będzie
żadnych rewanży Banks, to był jednorazowy wyskok, który
więcej się nie powtórzy, choćbym miał omijać
dywizję tagów szerokim łukiem.
Ricky Banks: Przesadzasz...
Venomous: (zatrzaskując za
sobą drzwi) Nie.
Ricky Banks: Powinien
przestać się malować, zaczyna zachowywać się jak
kobieta.
Ricky niewzruszony niepowodzeniem
rozmów obojętnie wzrusza ramionami i gdy ma już iść w
swoją stronę na jego drodze staje Anthony Saint-Michel ze swoją
świtą!
Anthony Saint-Michel: Co za miłe spotkanie, długo na nie czekałem.
Ricky Banks: To
zupełnie inaczej niż ja.
Anthony Saint-Michel: Nie
będę udawał zdziwienia, pierwsze starcie z pure perfect power
zawsze bywa trudne, to jak czołowe zderzenie z bristolskim metrem,
już do końca życia będziesz omijał jego bramki.
Ricky Banks: To nie
to, bardziej jak wdepnięcie w psie gówno podczas wiosennych roztopów. Niby
nieszkodliwe, a jednak nieprzyjemne, bo psujesz sobie opinię o tym kraju.
Anthony Saint-Michel: Oh,
czyżbym zniszczył dobrą opinię jaką miałeś o
tym fedzie? Proszę, leć Ricky, leć do Miami grać w
niskobudżetowym gayporno.
Ricky Banks: (zbliżając
się na niebezpieczną odległość do Saintana)
Zostanę, mam tu pewne rachunki do wyrównania.
Anthony Saint-Michel: Zbyt
dużo esów w loterii “Pusty SMS”? Jeśli wygrasz jakąś
walkę, może w końcu spłacisz te rachunki. Innych spraw
wartych wyrównania tu nie widzę.
Ricky Banks: Naprawdę? A ja wręcz przeciwnie.
Anthony Saint-Michel: (mierzy
wzrokiem Banksa) Jestem cholernie poważny, poważny jak nigdy
dotąd, choć to trudne mając przed sobą sobowtór Eddiego
Murphy’ego. Ciesz się, że w ogóle tu jesteś, czerp z tego
pełnymi garściami, bo jeśli po raz kolejny wejdziesz mi w
drogę stworzę nowe pojęcie, bardziej obiadowe niż droga
mleczna, moja będzie zbudowana z czarnych, wieprzowych steków, po których
dojdę na sam szczyt. Bo taki już jestem, maszynką, która
przemieli wszystko co napotka.
Saintan lekko uderza barkiem blokującego mu
przejście Banksa i wraz ze swoimi towarzyszami udaje się na korytarz
będący ostatnią ścieżką w drodze na
główną część hali. Banks też nie zamierza dalej
stać przed szatnią Venomousa i dumnie udaje się w swoją
stronę. Apropos wspomnianej szatni, teraz gdy już wszyscy się
rozeszli pozostało nam podziwianie jej drzwi… które nagle zostają z
impetem wyważone przez Crasha! Insane One z kijem baseballowym w ręku
staje naprzeciw niczego nie spodziewającego się Crasha.
Crash: Tym razem ci
się nie upiecze.
Możemy się tylko domyślać co
stało się dalej, bo kamerzysta czując niebezpieczeństwo nie
wchodzi nawet do szatni Poison of BGW.
*********
Co prawda już za moment
rozpocznie się main event, ale realizator uznał chyba, że mamy
jeszcze wystarczająco dużo czasu, aby jeszcze chwilę
pozostać na zapleczu. Tu natomiast widać biednego, przywiązanego
do kontenera na śmieci psią smyczą Neisana. Japończyk
dramatycznie próbuje się uwolnić, ale jest zbyt słaby aby
przerwać skórzany pasek. Stara się intensywnie i aż trudno
uwierzyć, że z zupełnie niewiadomej przyczyny jeszcze bardziej
nasila swoje starania. Kamerzysta spiesząc z wyjaśnieniem wzrostu
wydajności pracy Japończyka robi szybki zwrot, a naszym oczom ukazuje
się Aero z Tag Team Title na ramieniu.
Aero: Na czym
skończyliśmy ?
The Technical krokiem urodzonego sadysty, z zimnym
wyrażem twarzy zmierza w kierunku swojej ofiary.
Aero: (pokazując
pas Tag Team) Odszedłem jako zwykły magister, a wracam jako profesor.
Możesz liczyć, że wykład dotyczący wyższości
technicznego wrestlingu będzie ciekawszy i bardziej przekonywujący.
Mam nadzieję, że nie odrzucisz tej cennej lekcji.
Pierwszy w historii posiadacz BGW Tag Team title z
każdym krokiem staje się coraz weselszy. Ewidentnie towarzystwo
Crasha mu nie służy. Kiedy uśmiecha się już niemal od
ucha do ucha drogę zachodzi mu Armor King! Człowiek w masce pantery
bez zbędnego ostrzeżenia chwyta naczelnego przedstawiciela wrestlingu
technicznego w BGW za szyję i z impetem uderza go o ścianę. Aero
próbuje coś powiedzieć, ale ściśnięta krtań nie
za bardzo mu w tym pomaga, podobnie jak w stawianiu oporu nie pomagają mu
niezbyt imponujące warunki fizyczne. The Pride of the Real Warrior coraz
mocniej zaciska swój uścisk i puszcza go dopiero w momencie gdy The
Technical robi się purpurowy na twarzy. Aero pazernie łapie kolejne
hausty powietrza w czasie gdy uprawadzany jest jego uczeń. Armor King bez
większego trudu zrywa skórzany pasek i zarzucając Neisana na ramiona
znika poza kadrem. Strata ta zostaje jednak szybko zrekompensowana, bo za
plecami ciężko dyszącego Aero pojawia się Vaclav! (cheer na
hali) Mecenas Extremy rozkłada na posadzce swój neseser, po czym
delikatnie klepie The Technicala w ramię, ten obraca się i
wygląda na dość zaskoczonego.
Vaclav: Tym razem ci się nie upiecze.
Po raz kolejny realizator ucina akcję w
najważniejszym momencie i przenosi nas do komentatorów.
MAIN EVENT:
Vaclav vs. Anthony Saint-Michel
Na arenia zaczyna grać
Crystal Castles - Alice in Practice, niemal równocześnie z głosem
wokalistki na arenie pojawia się Anthony Saint-Michel wraz ze swoimi
towarzyszami. Z obłoków sztucznego dymu jako pierwszy wyłania się
Bunny, tanecznym krokiem przewodzi grupie pięciu ochroniarzy
tworzących klucz otaczający Anthony’ego Saint-Michela. Po paru
chwilach Saintan jest już w pierścieniu, dynamicznie wskakuje na
narożnik i podnosi zaciśniętą pięść ku
górze.
Po chwili z głośników
uderza Pantera – „Walk” a spod Titantronu, ku wielkiej uciesze
publiczności pojawia się postać Vaclava. Mecenas Extremy z
krzesłem w jednym ręku i neseserem w drugim. Zaczyna zmierzać
wzdłuż rampy w kierunku ringu. Jako, że ręce ma zajęte
piątek z fanami nie przybija. Kiedy jest już w pierścieniu
odkłada swoje oprzyrządowanie i spogląda w każdy
zakątek ringu w poszukiwaniu sędziego, którego zwyczajnie tam nie ma.
Na
ringu stoją gotowi do walki Vaclav i Anthony Saint-Michel.
Zniecierpliwiony Vaclav prosi o mikrofon, jednak z głośników na
arenie słychać dźwięki keyboardu. Raz i drugi, można
domyśleć się, iż jest to sekcja początkowa
kawałka Avenged Sevenfold – Nightmare, więc równo z gitarami na
rampie pojawia się w czarno-białej koszuli sędziego Izzy Nilsen!
Irytacja Mecenasa Extremy przeradza się w czystą
wściekłość. Uśmiechnięty Izzy idzie w stronę
ringu, przybija po drodze kilka piątek, wchodzi po schodkach na apron i
przechodzi między drugą a trzecią liną, po czym daje znak
na rozpoczęcia meczu, w efekcie na arenie rozlega się gong. Vaclav
jeszcze szybko bierze łyk piwa, po czym zmierza w kierunku przeciwnika,
jednak Nilsen zatrzymuje go i pokazuje poza ring. Miłośnik alkoholi
wypluwa piwo!
Konrad Ochucki: Izzy cudem uniknął
Beer Mista!
Bogusław Montana: A cóż to
takiego? Jakiś nokautujący cios?
Konrad Ochucki: Izzy cudem
uniknął oplucia piwem.
Bogusław Montana: Patrząc na
Vaclava, faktycznie mógł być nokautujący.
Konrad Ochucki: Choć logika
mi nie pozwala, to jednak nie zaprzeczę.
Na hali słychać wyraźne
buczenie, a na twarzy ambasadora hardcore’u wzrastające wku*wienie.
Wciąż uśmiechnięty Black Wings pokazuje, iż teraz
można zaczynać. Vaclav i Anthony chwytają się za bary i
już po chwili pada pierwszy cios – Saint-Michel uderza Vacka w twarz. Ten
oczywiście nie pozostaje dłużny i także trafia
pięścią w twarz. Obydwaj zawodnicy wymieniają się cios
za ciosem, trzymając się już tylko rękami za głowy.
Żaden z nich nie chce przestać, pamiętajmy że z jednej
strony mamy zaprawionego już za młodu w ulicznych pojedynkach
rugbistę, a po drugiej najbardziej extremalnego zapaśnika w historii
polskiego pro-wrestlingu. Anthony trochę zwalnia, dostaje trzy ciosu z
rzędu od Vaclava, który biegnie w stronę lin, odbija się od
nich, lecz po Shoulder Tackle od Saintana pada na matę. Vac przyjmuje dwa
stompy na tułów, po czym zostaje podniesiony. Saint-Michel próbuje go
rzucić w narożnik, jednak ten kontruje i rugbista sam trafia do
narożnika. Mecenas extremy biegnie na niego, ale Tone trafia go stopą
w twarz, po czym biegnie na zataczającego się pod wpływem ciosu
Vaclava i ściąga go do parteru Lariatem. Anthony przyciąga
leżącego długowłosego zapaśnika bliżej
narożnika, po czym stojąc przed owym narożnikiem, plecami do
Vacka tauntując podnosi prawą ręke. Reakcja jest mieszana.
Saint-Michel wchodzi na narożnik, skacze z Moonsaultem, jednak Vaclav
zdążył się przemieścić i trafia przez to w
matę. Gdy „The Ultimate” instyktownie stacza się poza ring, Vac
oczekuje tylko na dogodny moment aby wykonać Suicide Dive. Hardcore Hero
odbija się od lin, biegnie w stronę znajdującego się poza
ringiem rywala... znów zatrzymuje go Nilsen, który stwierdza, iż dive’y
są zbyt niebezpieczne. Wyraźnie zirytowany postawą sędziego
hardcore’owiec schodzi z ringu i irish whipem rzuca Anthony’ego w barierki.
Podchodzi do niego, częstuje go chopsem, przez którego Saintan rusza
się z barierek i idzie w stronę rampy. Vaclavowi odpowiada to,
łapie go za głowę i ciągnie w stronę szatni. Nagle ktoś
ciągnie herosa hardcore’u za ramię, ten puszcza Saint-Michela i
odwraca się gotowy do ataku z podniesioną pięścia... to
Black Wings, którego słowa możemy usłyszeć: „Walka toczy
się w ringu, wracać.”
Bogusław Montana: Izzy
wyjątkowo skrupulatnie wypełnia swoje obowiązki.
Konrad Ochucki: Z jednej strony
zachowuje się wyjątkowo przyzwoicie…
Bogusław Montana: Tak, tak, to
podejrzane.
Konrad Ochucki: Wyjąłeś
mi to z ust. Jesteś na dobrej drodze do zostania pełnoprawnym
komentatorem wrestlingu.
Bogusław Montana: (pochylając
głowę z pokorą) Dziękuję mistrzu.
Publika
bardzo głośno buczy po usłyszeniu decyzji sędziego, jednak
wściekły Vaclav, nie ryzykując dyskwalifikacji, odwraca się
do Anthony’ego, ten jednak powala go szybko Front Kickiem. Vac stacza się
po rampie prawie pod sam ring, gdzie próbując uciec przed Tonem pod
pierwszą liną wczołguje się na ring. Rugbista spokojnym
krokiem wraca na ring, gdzie Vaclav kopie go w brzuch, rzuca na liny i
pochylony czeka, aż rywal nadzieje się na back body dropa.
Saint-Michel wbiega na Vaca, jednak nie pozwala się wyrzucić w
powietrze, tylko podnosi go i wykonuje Sit-out Powerbomba! Nilsen odlicza: 1...
2... Kickout. Saintan wstaje, odbija się od lin i trafia knee dropem w
głowę leżącego oponenta, po czym podnosi rywala, bierze go
na barki i wykonuje Backbreaker Torture Rack! Vaclav jednak nie poddaje
się, tylko ściska pod pachę głowę rugbisty, nadal
trzymając głowę ześlizguje się przed Tone’a, podnosi
rękę i wykonuje The Poison (Evenflow DDT)! Black Wings bez oporów
odlicza: 1... 2... Kickout. Hardcore Hero schodzi z ringu i razem z
krzesłem wnosi do kwadratowego koła swoją ulubioną rzecz –
dawkę... nie, nie alkoholu, chodzi oczywiście o extremę! W
chwili, gdy Anthony podnosi się z maty, Vaclav bierze zamach z
krzesłem, które... łapie Nilsen! „Your Personal Nightmare” nie
zważając za bardzo na Mecenasa Extreme’y, zabiera jego krzesło i
wyrzuca je ponad linami. Vac już próbuje polemizować z
sędzią, gdy stojący już Saint-Michel łapie z tyłu
jego ręce, wyciąga je za Vaclava i wykonuje Tiger Suplex! Saintan
idzie na drugą stronę ringu, staje przy narożniku i czeka
aż Hardcore Hero wstanie, zamierzając wykonać Speara. Vac
wstaje, a Anthony biegnie w jego stronę... legenda hardcore’u trafia
Tone’a superkickiem! Rugbista jednak nie pada, jedynie się odwraca...
Black Wings wykonuje na nim Wejście w
koszmar (Diamond
cutter)!!! Nilsen wstaje... Vaclav trafia z kolejnym superkickiem! Izzy nie
upada, więc Mecenas Extreme chwyta go, podnosi i atakuje
Otchłanią Smutku (Michinoku Driver)!!! Przechodzi do pinu na Saintanie!
Konrad Ochucki: Co się teraz
stanie ?! Borsuk wyeliminowany, Izzy też, kto dokona pinu ?!
Bogusław Montana: Nie masz pod
ręką jakiejś koszulki?
Konrad Ochucki: Nie, dlaczego
pytasz?
Bogusław Montana: Przydałoby
ci sie trochę ruchu.
Konrad Ochucki: Jestem zadowolony
ze swojej aktywności fizycznej.
Bogusław Montana: Eh… I plan
poszedł w pizdu.
Konrad Ochucki: Jaki plan?
Bogusław Montana: Liczyłem,
że przy takiej statystyce eliminacji sędziów uda ci się
podzielić ich los.
Konrad Ochucki: Dobrze
wiedzieć…
Bogusław Montana: Naprawdę sie
na mnie poskarżysz?
Konrad Ochucki: Jeśli nie
zwrócisz tego co nie należy do ciebie, zrobię to bez mrugnięcia
okiem.
Bogusław Montana: Ty skurwielu.
Na
ringu nadal nie ma sędziego, Vaclav zrezygnowany wychodzi poza ring i
wnosi do niego swoje krzesło aby poznęcać się jeszcze
trochę nad swymi rywalami… i dokładnie w momencie jego ponowneg
wślizgnięcia sie do pierścienia na arenie uderza Editors – Papillon, a na rampie pojawia się Crash!
Obywatel Miasta Chaosu z założoną niedbale koszulą
sędziego biegnie w kierunku ringu. Vaclav już drugi raz dzisiaj
wygląda na niesamowicie zaskoczonego, ściska pewnie w rękach
krzesło, ale nie wykonuje pierwszego ruchu i nie atakuje Crasha. Ten
wślizguje się do pierścienia i wskazując kijem baseballowym
na zwłoki Saintana sugeruje Macenasowi Extremy Pin. Ten nieufnie stawia na
nim nogę, a Insane One choć przygnębionym okazanym brakiem
zaufania szybko odlicza 1..2..3 (zwycięzcą jest Vaclav)
Konrad Ochucki: A
więc jednak się udało! Vaclav zwycięzcą!
Bogusław Montana: Uff, można się zwijać.
Konrad Ochucki: Nie tak prędko, pamiętasz jaka była umowa?
Bogusław Montana: Dobra, gala się skończyła, czas uczynić twoje
życie jeszcze bardziej bezsensownym.
Montana delikatnie odchyla marynarkę i wyjmuje zza
niej World Title i niedbale rzuca na stolik komentatorski!
Konrad Ochucki: (rzuca
się na pas) Piękny! Naprawdę piękny! Czas oddać go
komisarzowi, aby więcej sie nie trapił.
Bogusław Montana: Powodzenia, nie mam nic przeciwko, ale najpierw oddaj mi 50zł.
Konrad Ochucki: Za
co?
Bogusław Montana: To replika. Normalnie kosztuje 25zł, ale za spierdolenie ci humoru
należy mi się bonus.
Konrad Ochucki: (zszokowany) To znaczy…
Bogusław Montana: Niestety, wyszedłeś na głąba. Panie i Panowie, tak
kończy przeciętny fan wrestlingu! Tym miłym akcentem zapraszam
na kolejną galę!
Konrad Ochucki: Żegnają się z państwem Bogusław Montana…
Bogusław Montana: Zapomniałem dodać, że w naszym sklepiku pojawło
się już DVD z R*zpierdolfest I, to świetna alternatywa na
ostatkowy wieczór. Pamiętajcie – fan wrestlingu nie tyka alkoholu, fan
wrestlingu nie uprawia seksu, fan wrestlingu…
Konrad Ochucki: Dobranoc
państwu.
Bogusław Montana: Zapomniałbym. Do Kolumbii pojechałem też sam,
dobrowolnie, w ramach wakacji za te piękne, kwieciste raporty.
Choć już po main evencie,
komentatorzy się z nami pożegnali, a show teoretycznie powinno
zejść z anteny zostawiając po sobie różne znaki zapytania,
zachęcające do obejrzenia kolejnego odcinka, ale jak wiadomo BGW nie
stosuje tak podłych metod, bo lubi nudne zakończenia. Dlatego
też przenosimy się przed halę, a dokładniej do
stojącej przed nią limuzyny, w której wnętrzu Tony Jones
popijając ze szklanki szkocką wyręcza Montane i Ochuckiego w
komentowaniu gali.
Tony Jones: Pierdoleni frajerzy
błyszczą w tym ringu jak złoty ząb w mordzie Saszki.
Patrząc na nich wiem czemu Nas obawia się wpuścić mnie w te
towarzystwo, bo wie, że już na starcie bym ich kurwa oślepił.
Nie musiałbym nawet ruszać palcem żeby pokazać tej
hołocie, że gdzieś na świecie istnieje człowiek, który
samym wyglądem wpędziłby ich w tak wielkie kompleksy, że
skala masowych samobójstw wypierdoliłaby do góry bardziej niż
sondaże poparcia Kaczyńskiego po 10 kwietnia. (uśmiechając
się pod nosem) I weź nie pytaj czy się przyznam do tej tragedii
(dłuższa pauza) to będzie czyyysta przyjemność.
Jeśli ktoś jeszcze myśli, że będę siedział
na dupie i czekał na pierdoloną mgłę...
Prawdopodobnie te zdanie miało
być przełomowe, ale jego artyzm zakłócony został przez
jakieś uderzenie, które błyskawicznie przeszło w
dźwięk pękającego szkła. Wraz z nim do wnętrza
samochodu wpadła sporej wielkości koperta. Tony Jones mimo
wcześniejszych deklaracji swojej wspaniałości nie wygląda
teraz najlepiej. Niepewnie podnosi
przesyłkę, otwiera ją i niemal odruchowo zatyka swój nos
opuszczając tym samym kopertę, z której wypada zdechła ryba.
TeeJay chwyta za leżącą na przeciwległym siedzeniu i
dość ostrożnie naciska nią na klamkę. Drzwi się
otwierają, ale parking wydaje się być tak samo pusty jak przez
rozbitą szybę. Tony, ciągle na wszelki wypadek trzymając w
ręku kulę, w asekuracyjny sposób posuwa się po siedzeniu w
kierunku wyjścia, wychyla się... i otrzymuje uderzenie srebrną
laską wprost w brzuch! Kamera robi błyskawiczny zwrot o 180 stopni, a
oczom widzów ukazuje się dobrze zbudowany mężczyzna, w ciemnej
skórze, z głęboko nasuniętym na twarz kapeluszem, który
uniemożliwia jego identyfikację. Napastnik nie trzyma jednak zbyt
długo nikogo w niepewności, z gracją uderza palcami
zbijając w górę nakrycie głowy i tym samym ukazując swoje
oblicze... to Tonny LL Gann! Zachęcony drżeniem hali, która niezwykle
raduje się na okoliczności jego debiutu, bierze kolejny zamach... i
zostaje powalony chair shotem wprost w plecy! Kamerzysta po raz kolejny próbuje
ująć sprawcę zdarzenia, ale ten go uprzedza, prawdopodobnie
wyrywa kamerę i ciska nią o ziemię, tak że sprzęt
rejestruje tylko dźwięk opalanego silnika i pisk opon – można
się domyślać, że jedna z nich zakończyła
żywot tego urządzenia, bo po serii skrzeków widać już tylko
czarny obraz, przez co już nikt nie wie co się dzieje. Realizator
desperacko próbuje zrekompensować widzom problemy techniczne,
ukazując ujęcia z innych kamer. Dzięki temu ujrzeć
możemy Vaclava, który to z piwem w ręku podziwia jeden z ekranów LCD
umieszczonych na korytarzu hali. Kolejnym ujęciem jest gabinet
Jazzowskiego, komisarz najwyraźniej czuje, że będą kłopoty,
z zimnym wyrazem twarzy chwyta wiszącą na fotelu marynarkę i
szybko opuszcza pomieszczenie. Trzecim i zarazem najbardziej oczekiwanym
obrazem jest ten z kamery przemysłowej, na którym widać jak kordon
ochrony broniący wjazdu do hali rozstępuje przed
pędzącą limuzyną. Następnie widać jak auto
pędzi przez parking... i ponownie znika. Szok na twarzach kibiców
można porównać do tego sprzed miesiąca gdy zobaczyli w trakcie
main eventu twarz Tuana X na Titantronie. Milczenie trwa kilkanaście
sekund, a przerwane zostaje przez głośny huk. Widzowie jak jeden
mąż zwracają swe głowy w kierunku rampy, spod której
przebija się limuzyna należąca do Tony’ego! Auto zatrzymuje
się przy barierkach, a z jego wnętrza natychmiast wyskakuje TeeJay.
Publika szaleje z wściekłości, zresztą podobnie jak sam
zainteresowany. Wyjątkowo żwawo jak na swój stan sprawności
dostaje się do ringu gdzie nakazuje jednemu z tecników dać sobie
mikrofon.
Tony Jones: Nas, wyjdź jak
najszybciej, bo uduszę się odorem tego zapoconego bydła
uważającego Bonda za szczyt ekstrawagancji.
Publika już nie tylko heel
heatuje, ale przechodzi do czynów. W trakcie kilkunastu sekund na ringu
kumuluje się spora ilość śmieci, którymi widzowie
podkreślają swoje niezadowolenie.
Tony Jones: (unikając
uderzenia kubkiem) Doceniam, że na starcie dajecie mi wszystko co macie,
ale weźcie, zostawcie coś na celebrację zdobycia World Title.
Jak łatwo się
domyślić stwierdzenie to nie łagodzi nastrojów, heel heat jest
już tak wielki, że mocniej już nie da się nasilić... i
wtedy to na arenie uderza Kult – Poznaj swój raj! Ogromny heel heat przeradza
się w podobnej jakości cheer. Na rampie natomiast pojawia się
komisarz BGW w towarzystwie sześciu ochroniarzy, otaczających go
swoistym kluczem.
Tony Jones: Co ty kurwa robisz?
Werbujesz pierdolony oddział marines na jednego kalekę ?!
Nas Jazzowski: (nonszalancko)
Zabrać go.
Ochroniarze zdecydowanym krokiem
zaczynają zmierzać w kierunku ringu.
Tony Jones: Stójcie! Kurwa stójcie!
Czas żebyś pojął Nas, że jeśli mnie tkniesz to ta
federacja nie dożyje jutra, a wy (wskazując na ochroniarzy) ponownie
będziecie cwelili się w więzieniu. Moi adwokaci wydoją
cię do ostatniej złotówki i oskarżą o naruszenie
nietykalności cielesnej, bo to już nie jest obrona własna. Ja
mam kontrakt, a ty masz go kurwa respektować! Żądam tego! Tym
bardziej, że przychodzę tu w celach czysto... pokojowych.
Ochroniarze mają chwilę
zawachania, obracają się w kierunku Nasa, który jednoznacznym ruchem
dłoni nakazuje się im wycofać.
Tony Jones: Chodź tu Nas.
Czego się boisz? Jestem półkaleką (wskazując na gips)
myślisz, że z tym gównem mogę ci zagrozić? (pauza) I pewnie
masz kurwa rację, ale bądźmy poważni... Nie chce mi
się. Boisz się tego ?(odrzucając kulę poza ring i
opierając się na linach) Jestem bezbronny jak armia polska 1
września.
Komisarz niepewnym krokiem, nie
spuszczając wzroku z TeeJay’a kieruje się w stronę ringu, gdzie
wchodzi dość ostrożnie, po schodkach, jakby obawiał
się niespodziewanego ataku. Trudno mu się zresztą po ostatniej
gali dziwić.
Tony Jones: (uśmiecha się
pod nosem) Od razu lepiej... (rozglądając się po publice)
widać kto komu zapierdala na perfumy.
Nas Jazzowski: W każdej
chwili mogą tu wrócić.
Tony Jones: Spokojnie Nasss, czasem
trzeba rozluźnić atmosferę... tym bardziej, że jest
naaaprawdę gęsta. (heel heat)
Nas Jazzowski: (uśmiecha
się gorzko) Możesz przestać pierdolić i przejść
do rzeczy? (cheer) Tuan adoptował klauna czy po prostu przekazał ci
swoje geny?
Tony Jones: (obruszając
się gwałtownie) Przez to, że nie jestem klaunem nie mogę
odnaleźć się w tym towarzystwie. (wchodząc Nasowi w
słowo) Moglibyśmy przestać pierdolić i przejść do
interesów, ale nie wiem czy nie skończysz jak miesiąc temu (heel
heat) To ty nie potrafiłeś się dostosować, podać swojej
ceny, więc jeśli po tym chrzcie przestałeś być
biznesowym prawiczkiem, dobijmy targu tu i teraz zanim się wkurwię i
porwę twoją marynarkę, upierdolę krwią koszulę i
wepchnę ci do mordy tego lakierka, bo sam wiesz, że bez tego wdzianka
twoje akcje zaliczą mooocny regres.
Nas Jazzowski: Cenę?
Chcę mieć twoją głowę w foliowej torebce, żeby
nikt z publiki nie ubrudził sobie nóg podczas kopania. (cheer) Co chcesz w
zamian?
Tony Jones: (pokazując palcem
na swoją limuzynę) Frajer, który leży w tym samochodzie
próbował mnie dotknąć. Wiesz co robi teraz? (pauza) Ostatnio gdy
go widziałem podstawiał sobie pod głowę kapelusz, żeby
wypływający mózg nie upierdolił mi tapicerki. Więc nie
próbuj kurwa ze mną igrać, bo mogę ci załatwić podobny
seans. Co chcę w zamian? (przez śmiech) Od początku wiesz po co
tu jestem.World Title plus bonusowy wpierdol temu kto miesiąc temu
zgasił mi światło i lekko pokrzyżował plany.
Nas Jazzowski: Niestety.. nie wiem
gdzie jest World Title.. nie wiem kto jest odpowiedzialny za skopanie ci dupy..
nic nie wiem, Tony.. gdybym znał adres pod który należy pukać,
jako pierwszy wysłałbym tam list gratulacyjny.. nie zrozum mnie
źle.. jestem strapiony losem World Title.. nie podoba mi się, że
traktujecie ten tytuł jak dziwkę.. nie podoba mi się, że
przekazujecie go sobie z rąk do rąk bez należnej
czułości.. nie podoba mi się to ani trochę Tony.. i
między innymi dlatego bez względu na to co się niebawem stanie..
nie dam ci walki o World Title. (cheer)
Tony Jones: (zaczyna zmierzać
w kierunku Nasa) Co powiedziałeś?! Powtórz kurwa, bo chyba się
przesłyszałem!
Nas Jazzowski: (robi kilka
kroków do Tony’ego) Nie dostaniesz World Title shota.. nie dostaniesz go
dziś ani jutro, ani za pół roku.. nie dostaniesz nic w prezencie..
NIC! Chcesz coś ode mnie? Nie dostaniesz nic, bo dla mnie jesteś
nikim.. NIKIM. Pieprzonym tchórzem, który próbował przywłaszczyć
sobie World Title bez walki.. ze strachu przed jakimkolwiek wyzwaniem.. ze strachu
przed tymi, z których teraz tak drwisz. Mógłbym cię wyrzucić z
tej hali na zbity pysk bez momentu zawachania.. mógłbym to samo
zrobić z każdym adwokatem.. KAŻDYM kto by mnie irytował..
ale ty trafiłeś w ten czuły punkt.. strzeliłeś w
dziesiątkę, która promowana jest megawkurwieniem.. i choć rzygam
na twój widok jakbyś był wielkim burgerem z MC’a.. to nadal mam
ochotę zobaczyć jak ktoś przerabia cię na naleśniki..
chcesz World Title shota ?! Wywalczysz go sobie na R*zpierdolfest III .. Ty vs Crash.. Tony Jones vs Crash w stalowej
klatce.. taka jest moja cena, to jedyne na co możesz liczyć! (cheer)
Tony Jones: (wskazując na swój
gips) Coś ci się chyba kurwa pomyliło, nie wiesz do kogo mówisz
i o czym mówisz.
Nas Jazzowski: Wiem i nie mam
z tym żadnego problemu.. w przeciwieństwie do ciebie.
Na arenie uderza Kult - Poznaj swój
raj, Nas mierzy się przez chwilę wzrokiem z TeeJay’em, a
następnie obraca się i z lekkim uśmiechem skierowanym do publiki
powoli opuszcza pierścień, przeciska się przez liny... i zostaje
powalony niespodziewany uderzeniem gipsem wprost w głowę! Publika
generuje nieziemski heel heat, Tony podnosi leżącą na macie
głowę Nasa i zaczyna wymierzać w nią brutalne ciosy trzymanym
w ręku mikrofonem, po złapaniu lekkiej zadyszki wstaje i staje oko w
oko z Tonny „LL” Gunnem! Zawodnicy zaczynają regularny brawl, w którym
lekką przewagę uzyskuje Lucky, kopie TeeJaya’a w brzuch i szykuje
się do wykonania Vendetty (Stunnera) gdy nagle światła w całej
hali gasną. Cała sytuacja trwa kilkanaście sekund, po których
ponownie nastaje jasność, a na środku pierścienia stoi
mężczyzna w czarnej kominiarce, dzierżący na ramieniu World
Title! LL z nieskrywanym zdziwieniem spogląda raz po raz na nieprzytomnego
TeeJay’a i postać, która właśnie zdejmuje ze swojej twarzy
kominiarkę... to TONY ROCK!!! Założyciel PCW i dwukrotny prezydent tej
federacji mierzy się wzrokiem z mafiosą. Żaden z nich nie
decyduje się na atak. Stoją naprzeciwko siebie i to ostatnia poza
jaką ujmuje nasza kamera. Chwilę potem ekran zachodzi mgłą
i zostaje nam podziwianie wielkiego loga Blood Guts Wrestling.