Nie będzie koalicji z Samoobroną!
Jarosław Kaczyński
Z głośników uderza Gill Scott Heron – Me And The Devil, a wierni telewidzowie programu, na którym emitowane są gale Blood Guts Wrestling mogą w końcu zobaczyć intro gali R*zpierdolfest. Po wspomnianym wstępie realizator decyduje się na zanużenie w czeluściach opolskiej gali, gdzie wszystko jest już dopięte na ostatni guzik. Publika, jak to zwykle bywa, dopisała, zajmując większość z dostępnych miejsc, prezentując przy tym konkretny poziom dopingu i transparentów, dziś wyjątkowo dużo z nich dotyczy spraw ekonomicznych a nie czysto wrestlingowych, co się jednak dziwić skoro frank poszedł w górę. Realizator za bardzo się na nich nie skupi. Dość szybko przenosi nas do stołu komentatorskiego gdzie czekają Bogusław Montana i Konrad Ochucki.
Konrad Ochucki: R*zpierdolfest V! To już, jak szybko, jak dynamicznie! Z Opola witają państwa Bogusław Montana.
Bogusław Montana: (wpatruje sie w ziemię) ...
Konrad Ochucki: Cóż, tego można się było spodziewać.
Bogusław Montana: (wpatruje sie w ziemię) ...
Konrad Ochucki: (klepie partnera po ramieniu) Boguś, przywitasz się z telewidzami?
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) Mam ważniejsze sprawy na głowie.
Konrad Ochucki: Jakie?
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) Biznesowe kurwa.
Konrad Ochucki: (zażenowany postawą partnera) Jak państwo widzą dziś będę musiał radzić sobie sam.
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) ...
Konrad Ochucki: Mam nadzieję, że po raz ostatni w końcu ktoś zajrzy do CV mojego partnera.
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) Po co ma tam zaglądać skoro tam nic nie ma?
Konrad Ochucki: (zdenerwowany) Żeby cię wywalić na zbity pysk człowieku!
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) Opanuj się Kondziu, widzowie patrzą. Wykonuj swoją robotę, bo prędzej ciebie wypierdolą z taką niereprezentatywną twarzą.
Konrad Ochucki: (gotuje się w środku) Przepraszam państwa, dziś, na tym małym jubileuszu R*zpierdolfestu czeka nas mnóstwo atrakcji. Każda z walk otrzymała specjalną stypulację, wyjątkowo brutalną, wyjątkowo emocjonującą i wyjątkowo...
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) Nudną.
Konrad Ochucki: (ignorując partnera) Epicką... R*zpierdol mecz, Southside Scuffle, Sadistic Madness i wisienka na torcie, po raz pierwszy w historii, po raz pierwszym w naszym kraju, po raz pierwszy na naszym kontynencie… Pulp Wrestling Match! Wyjatkowo brutalna walka w klatce podłączonej do prądu! Ludzie o słabych nerwach niech lepiej w trakcie main eventu odejdą od odbiorników.
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) Też mi wielkie odkrycie...
Konrad Ochucki: Słucham?
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) Małpy trzymano w klatce już wieki temu, BGW nie jest pod tym względem żadnym innowatorem.
Konrad Ochucki: Lepiej już nic nie mów. A żeby tak się stało musimy się chyba przenieść na backstage.
Pierwszym z celów obranych przez naszego realizatora okazuje się obwieszany tytułami niczym choika – Aero. Czołowy przedstawiciel technicznego wrestlingu w BGW właśnie zmierza w kierunku swojej szatni, otwiera drzwi i staje oko w oko z... pustym pomieszczeniem. Nonszalanckim ruchem rzuca swą sportową torbę do otwartej szafki, chwilę rozgląda się po pokoju i zajmuje miejsce na pobliskim fotelu. Rozsiada się w nim wygodnie i zaczyna grzebać w kieszeniach spodni skąd po chwili wyjmuje paczkę czerwonych Lucky Strike’ów. Jako, że pudełko należy do tych z gatunku miękkich może sobie w efektowny sposób „wysypać” fajki na rękę. Aero właśnie to próbuje zrobić, ale zatrzymuje się w połowie ruchu i ruchem nieprzystającym nałogowemu palaczowi, bez żadnych wyrzutów sumienia ciska delikatnie paczką na blat pobliskiego stołu. W trakcie tej czynności coś wpada mu w oko, coś leżącego na ziemi, bo właśnie w tym kierunku wyciąga swoją dłoń i podnosi przedmiot. Drugi z Tag Team titles jak się okazuje. The Technical kładzie go sobie na kolanach i z pewną nostalgią w oczach poczyna mu się przyglądać. Można nawet ująć, że się chłopak zawiesił. Siedzi tak sobie dłuższą chwilę ze smutną miną patrząc tylko i wyłącznie na drugi z tytułów, kiedy z transu budzi go trzask drzwi.
Aero: (gwałtownie podnosząc głowę) To ty...
Izzy Nilsen: Oczekiwałeś kogoś innego?
Aero: Nie. Szczerze mówiąc nie.
Izzy Nilsen: Ah...
Black Wings widząc smutnego kolegę, który próbuje za wszelką cenę ukryć przed nim trzymany na kolanach Tag Team Title zasłaniając go nieudolnie, postanawia mu w pewnien sposób pomóc, odwracając wzrok i rozglądając się po pokoju.
Izzy Nilsen: (wyciąga papierosa) Masz ogień?
Aero: Ta.
Technik lekko się podnosi i po krótkich poszukiwaniach przeprowadzonych w tylnej kieszeni spodni rzuca w kierunku Nilsena złote Zippo.
Aero: Prezentów się nie wyrzuca.
Nilsen zapala papierosa, zaciąga się głęboko i podczas wypuszczania dymu uśmiecha się porozumiewawczo.
Izzy Nilsen: Świetnie się składa, bo mam kolejny. Nie palisz?
Aero: Może za chwilę. O czym mówisz?
Izzy Nilsen: (podchodzi do pobliskiego fotela i rozpiera się w nim wygodnie) Pamiętasz naszą ostatnią rozmowę?
Aero: Powiedzmy.
Izzy Nilsen: Tak, powiedzmy. Powiedzmy też, że masz teraz niepowtarzalną szansę uwolnić się od swoich demonów przyjacielu. Przynajmniej na jakiś czas. Być może całkiem długi.
Aero: (spogląda na Tag Team Title, który wcześniej zrzucił ponownie na ziemię) Mam wątpliwości.
Izzy Nilsen: Jakie?
Aero: Nie jestem kurwa zdecydowany!
Izzy Nilsen: Wow, wow! (rozkłada ręce) Okej, spokojnie.
Nilsen widząc, że Aero chwyta leżącego na stole papierosa natychmiast podsuwa mu pod nos ogień ze złotego Zippo.
Aero: (zaciąga się papierosem) Wybacz... Pierwsza kwestia – nie chcę brudzić sobie rąk.
Izzy Nilsen: Nie, nie, nie. To w pewłni legalne.
Aero: (stopuje go dłonią) Pozwól mi dokończyć. (po raz kolejny pociąga Lucky’ego) Odkąd z Rejdychem stało się to co się stało, cóż, sytuacja jest skomplikowana. Niby nikt nami nie rządzi, ale ciągle mam wrażenie jakby na mnie patrzył. Nie chcę się narażać.
Izzy Nilsen: Tak jak powiedziałem przyjacielu, to w pełni legalne, nic ci nie grozi.
Aero: Rozumiem. (niepewnie) Ufam ci, o ile w tym biznesie istnieje to określenie. Daj mi po prostu trochę czasu, okej? Muszę się zastanowić.
Izzy Nilsen: Nad czym? (widząc rozczarowany wzrok Aero po tym pytaniu trochę stopuje)Chodzi o to, że nie chcesz w ogóle wiedzieć o co chodzi?
Aero: Jeśli się już zdecyduję... Pójdę na wszystko. Dobrze wiesz, że chcę wiedzieć na czym stoje a Crash nie daje mi tej stabilizacji.
Izzy Nilsen: Więc w czym rzecz?
Aero: Nie naciskaj. Podejmę tę decyzję niebawem. I uwierz mi, wiem co w tym biznesie znaczy szansa od losu i jak szybko trzeba ją wykorzystywać. Na razie mam walkę i chciałbym się na niej skupić, jeśli pozwolisz.
Izzy Nilsen: (podnosząc dupę z fotela) Jasne. (rozkłada ręce) Nie naciskam, zrób jak uważasz przyjacielu, ja nie mam przecież w tym żadnego interesu.
Nilsen wstaje, gasi papierosa i z uśmiechem na ustach powoli opuszcza pomieszczenie.
Izzy Nilsen: (zatrzymując się przy drzwiach) Powodzenia.
Jednak zamyślony Aero nie odpowiada.
Skoro już kamerzysta ma ochotę pochodzić po szatniach to jest to dobra okazja żeby po raz pierwszy dzisiaj odwiedzić szatnię The Immortala. Czarnoskóry zawodnik dzielnie przygotowuje się do swojej walki z Toolem, nadrabiając zaległości w masie mięśniowej, które nie pozwoliły mu wcześniej zostać World Champem. Podnosi sobie hantelek, jedną ręką, drugą ręką, trochę zaniedbuje nogi, ale to nic. Sądząc po reakcji na pukanie do drzwi, zaraz kogoś kopnie w dupę i wszystko będzie odpowiednio rozgrzane.
J.J.J: The Immortal jest zajęty!
Pukanie nie ustaje.
J.J.J: Jeśli natychmiast stąd nie odejdziesz najzajebistszy z najjjzajebistszych skopie ci dupę tak mocno, że nie będziesz wiedział na którym pośladku usiąść.
Pukanie nie ustaje.
J.J.J: Okeeej, sam tego chciałeś człowieku.
Immortal zrywa się z krzesła, podbiega wręcz do drzwi i energicznie pociąga za klamkę, po czym staje oko w oko z Saint Angerem!
J.J.J: (zmieszany rozgląda się na boki) Ktoś sobie stroi żarty z The Immortala?
Saint Anger: Możemy porozmawiać?
Naczelny katolik Blood Guts Wrestling wymowym gestem wskazuje na wnętrze szatni tak jakby chciał do niej wejść, lecz Immortal wcale nie ma zamiaru go zapraszać. Kładzie rękę na framudze prowizorycznie blokując wejście.
J.J.J: (nadal rozgląda się na boki) Czy ktoś coś mówił? Immortal nie słyszy. (centymetr od twarzy Angera) NIE SŁYSZY!
Saint Anger: (zasłania dłonią twarz) Musimy to zakończyć.
J.J.J: (popada w zamysł) Immortal te głosy już gdzieś słyszał... (krzycząc) Zakończmy to, zbyt daleko zabrnęliśmy w naszej nienawiści Immortalu, zbyt daleko!
Saint Anger: (spuszcza głowę ze zrezygnowaniem) Żałuję.
J.J.J: (nadal krzycząc) Immortalu, rozstrzygnijmy to ostatecznie, jak mężczyźni, dwóch na jednego! Ja i Crash przeciwko tobie Immortalu!
Saint Anger: (podnosi wzrok i patrzy Immortalowi w oczy) To nie była moja decyzja.
J.J.J: (niczym echo) To nie była moja decyzja! Crash sam do mnie przyszedł, bo miał ochotę skopać Immortalową dupę lecz obawiał się, że bez mojej pomocy nie zdoła tego zrobić!
Saint Anger: Jestem trybikiem w wielkiej machinie tej federacji, ty jesteś drugim... Pocieramy się o siebie, cały nasz konflikt to takie właśnie pocieranie. Wiesz co z tego wynika?
J.J.J: (puszcza mimo uszu ostatnie pytanie i zaczyna wymachiwać palcem przed oczami Angera) The Immortal o nic nie pociera, booo nie jest pedałem.
Saint Anger: Bogu dzięki... w końcu mnie zauważyłeś. (kontynuuje wcześniejszą wypowiedź) Nasz konflikt to dwa trybiki w wielkiej machinie, które obracają się pod dyktando i na korzyść... Ich.
J.J.J: (wybucha śmiechem) Ich?
Saint Anger: (postanawia zaatakować z grubej rury) Wiesz dlaczego zostałem pobity przez Jonesa na ostatniej gali?
J.J.J: (momentalnie poważnieje) Immortal nie chce wtrącać się w sprawy Tony’ego Jonesa i szukać motywów twojego pobicia. Immortal chce szukać sposobu... na jeszcze bardziej dotkliwe pobicie Saint Angera!
Saint Anger: Powinieneś...
Pewnie Immortal otrzymałby jakąś dobrą radę... gdyby nie potraktował gorliwego katolika jak pierwszego lepszego jechowego z ulicy zatrzaskując przed nim drzwi. Cóż, taka już dola męczenników.
Z szatni przez korytarz – to ponoć najlepsza droga prowadząca do ringu. Nic więc dziwnego, że realizator tymi właśnie ścieżkami próbuje nas doprowadzić do pierwszej dzisiaj walki. Tym razem lądujemy na korytarzu przy gabinecie, który jeszcze do niedawna był okupowany przez Jana Rejdycha. Teraz nie wiadomo kto jest w środku, choć ochronę ma imponującą. Wszyscy członkowie gwardii Rejdycha zebrali się przed drzwiami i prowadzą żywą konwersację.
Ochroniarz#1: Nowe porządki panowie. Zaraz pewnie nas wypierdolą, bo nie mamy kompetencji.
Ochroniarz#2: Wykształcenia.
Ochroniarz#3: Wyroki w zawiasach.
Ochroniarz#1: Co zrobić?
Ochroniarz#4: Rejdych był jaki był, ale aż tak zły to nie.
Ochorniarz#2: Popierdoliło cię? To był skurwiel do potęgi!
Ochroniarz#3: Przynajmniej dał nam szansę, inna sprawa, że traktował nas jak bydło w ramach odkupienia.
Ochroniarz#2: Skończył tak jak powinien. Nie będę po nim płakał.
Tą ciekawą wymianę poglądądów przerywa inny bodgyguard, który do tej pory stał z boku rozmawiając przez telefon.
Ochroniarz #5: Każą nam wybrać przedstawiciela i wchodzić.
Władza wywołuje zawsze duże emocje więc nic dziwnego, że po słowie „przedstwiciel” w grupce funkcjonariuszy porządkowych zapanowuje pewne poruszenie.
Ochorniarz #5: Panowie, spokojnie. Nie ma co się kłócić. Wszyscy chcecie iść?
Ochorniarz #1: Nie.
Ochorniarz #2: Popierdoliło cię Heniek?
Ochorniarz #6: Piźnij się w czółko człowieku!
I jeszcze parę innych., których w tym gwarze nie dało się usłyszeć.
Ochorniarz #1: No tak, brak nie jest lepszy od nadmiaru.
W tym momencie jeden z ochroniarzy wskazuje głową na stojącego obok siebie towarzysza.
Ochroniarz#7: Niech on idzie.
Kamera robi przybliżenie na twarz nieszczęśnika, z pewnych względów jest ona posiniaczona.Zapewne dlatego, że to właśnie ten jegomość na poprzedniej gali wdał się w bójkę z Vaclavem. Pomysłem swojego kolegi nie jest oczywiście zachwycony.
Ochroniarz#8: Ja?! Nigdzie nie idę.
Ochroniarz#5: To w sumie dobry pomysł, kolega lubi się wychylać przed szereg.
Krzyk aprobaty wśród tłumu.
Ochroniarz#8: Ludzie, ulitujcie się!
Ochroniarz#2: (klepiąc kolegę po plecach) Daj spokój, przecież to nie Vaclav! Nie będzie cie zaraz napierdalał!
Po tych słowach wszyscy wybuchają gromkim śmiechem, oczywiście oprócz tego, który pobicia przez Vaclava zaznał na własnej skórze.
Ochroniarz#1: Jeśli mają nas wypierdolić to to kulturalnie przekażą. Nic nie zrobisz człowieku. Idź i słuchaj, naprawdę, nikt cię bić nie będzie.
Ochroniarz#8: Macie papierosa?
Jeden z życzliwych towarzyszy podaje mu papierosa, a nawet zapala swoją zapalniczką. Nieszczęśnik trzymając fajkę w trzęsących się dłoniach zaciąga się bardzo głęboko, a realizator nie chcąc przekazywać widzom tych gorszących obrazów postanawia się ewakuować.
Jak to szło? Z szatni, przez korytarz, prosto na ring. Jednak na galę trzeba czymś dojechać, gdzieś wysiąść a dopiero potem oddalić się do swojego gniazdka, realizator przenosi nas właśnie na parking opolskiej hali w nadziei, że dzieje się tam coś ciekawego. Jeśli tak można określić zjawisko Scythera grzebiącego w bagażniku swojego auta i rozmawiającego przez telefon, to pewnie znalazł to co chciał.
Scyther: Genewa, Sycylia, Burgundia... Jeden chuj człowieku, ma świecić, łapiesz?
....
Scyther: Który jest droższy?
....
Scyther: Może być.
....
Scyther: Oszczędź sobie bro, cena nie gra roli, nie potrzebuje żadnych faktur czy innego syfu. Nie palę w piecu, wakacje spędzam na Seszelach. Co ja z tym zrobię?
...
Scyther: Ta, wszystko. Dostarczcie pod podany adres, z pozdrowieniami od Scythera.
Vanillah Kilah rozłącza się, ale natychmiast jego telefon dzwoni po raz kolejny, Scyther uśmiecha się do ekranu i przykłada komórkę do ucha.
Scyther: Rozumiem brat, że przynosisz dobre wieści?
...
Scyther: Świetnie. To efekt jakiego oczekiwałem.
...
Scyther: Możesz się do niego zbliżyć, jak to mówią – lepiej mieć wrogów bliżej, żeby łatwiej było im przypierdolić.
...
Scyther: (zaśmiewa się) Oczywiście brat, wszystko zostanie ci wynagrodzone. Przecież obiecałem, nie?
W całym tym zamieszaniu Ruthless nie zauważa Tony’ego Jonesa, który właśnie wjechał na parking i zmierza w jego kierunku.
Scyther: Dobra, zajebiście człowieku, nie zapomnę ci tego. (podnosi głowę i zauważa idącego w jego kierunku TeeJay’a) Musze kończyć.
Spotkanie dwóch skurwieli nie jest przeznaczone dla naszych oczu. To zbyt ekskluzywny materiał.
Niestety. To jeszcze nie czas na pierwszą walkę, ale na pewno odbędzie się ona bardzo niedługo. Wracamy przed gabinet komisarza gdzie najbardziej nieszczęśliwy ochroniarz na świecie spalił już papierosa i mając za sobą ścianę uniemożliwiającą ucieczkę, złożoną z kolegów po fachu stoi przy drzwiach gabinetu. Przez chwilę się waha, ale jednak odważa się zapukać. Nic. Ku namowie innych robi to po raz kolejny, bardziej energicznie. Tym razem jakiś odzew już jest. Zdenerwowany bodyguard chwyta za klamkę i pod wpływem presji naciska ją i wchodzi do gabinetu, zamyka za sobą drzwi... i staje przed Vaclavem oraz Filem! Mecenas Extremy zasiada na fotelu przeznaczonym dla komisarza, natomiast Filu wygodnie rozparty zajmuje całą sofę, stojącą naprzeciw drzwi.
Vaclav: (bierze big łyk) Kogo ja widzę... Baczność kurwa!
Zszokowany ochroniarz odruchowo wykonuje polecenie Hardcore Hero. Pozostali zgromadzeni w pomieszczeniu wybuchają gromkim śmiechem.
Ochroniarz: (nieśmiale) Co... Co... Co pan tu robi?
Vaclav: (przedrzeźniając Rejdycha) Pozwoliłem ci zabrać głos?! Pamiętam cię kurwa, ty chciałeś mnie skasować podczas ostatniej gali, ale dyscyplina i niewiara w Boga mnie ocaliły.
Ochroniarz: Przepr...
Zrozumiał, że po raz kolejny odezwał się bez pozwolenia.
Vaclav: (bierze łyk piwa) Wyluzuj człowieku, rozgość się, chcesz piwa?
Ochroniarz: (zdezorientowany siada na krześle w kąciku) Nie, dziękuję.
Vaclav: Nie pijesz w pracy? Prawidłowo, prawidłowo, takich ludzi mi trzeba!
Ochroniarz: Ale...
Vaclav: Spieszę ci z odpowiedzią drogi kolego – prawo dżungli, wygrywa silniejszy, rządzi silniejszy. Wyszło, że tym najsilniejszym okazałem się ja i mój przyjaciel Filu.
Ochroniarz: (nieśmiale) I nie chce pan nas wyjebać na zbity pysk?
Vaclav: Skądże znowu. Byliście kurwami, ale to nie wasza wina. Potrzeba wam szefa, który będzie rozumiał wasze potrzeby, podchodził z sercem, ze zrozumieniem, dawał urlop zdrowotny, rozmawiał o podwyżce, której nigdy nie dostaniecie.
Ochroniarz: Jestem zaskoczony.
Filu: (uśmiecha się pod nosem) Chyba nie pierwszy raz.
Vaclav: (zaśmiewa się lekko) Nie kryję do ciebie żalu panie kolego, robiłeś co ci kazali, nie miałeś wyjścia. Ba! To nawet świetnie o tobie świadczy, jesteś lojalny,takich ludzi mi trzeba! (big łyk)
Ochroniarz: (uradowany) Jest pan wielki.
Filu: (robi ponurą minę) Nie, to ja jestem wielki.
Vaclav: To fakt, Filu jest wielki. Od dziś to on będzie waszym przełożonym. Jego rozkaz jest moim rozkazem, mój rozkaz jest wolą Blood Guts Wrestling. Rozumiesz?
Ochroniarz: Jak najbardziej.
Vaclav: Więc przekaż wesołą nowinę swoim kolegom po fachu, ale z oblewaniem sukcesu się wstrzymajcie, nie chcę tu mieć burdelu i butelek walających się po korytarzu (zgarnia ręką pięć butelek stojących na biurku) Porządek musi w tej federacji zapanować!
Ochroniarz: (powstrzymuje się od skakania z radości) Zapanuje, przysięgam to panu, panie komisarzu!
Vaclav: Cieszy to mnie. Odmeldować się.
Ochroniarz: Tak jest!
Bodyguard w podskokach opuszcza pomieszczenie promieniejąc z radości a Vaclav, jak to Vaclav, bierze kolejnego łyka piwa po czym rzuca jedną z butelek w kierunku Fila.
Konrad Ochucki: Vaclav komisarzem BGW, coś takiego!
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) Mówiłem że ta federacja to syf, dzicz i mogiła.
Konrad Ochucki: Faktycznie, sposób przejęcia władzy iście rewolucyjny.
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) Sądząc po poziomie cywilizacyjnym przyrównałbym to bardziej do rewolucji w Syrii...
Konrad Ochucki: Tamta chyba pochłonęła dużo ofiar. Tu jest tylko jedna.
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) Rejdycha na pewno skacze z radości.
Konrad Ochucki: Powinien! Jest jak Car Mikołaj II!
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) On nigdy nie miał homofilii tylko homofobię, zacznij to rozróżniać.
Konrad Ochucki: Coś ty taki poważny dzisiaj?
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) W pewnym wieku człowiek musi spoważnieć, życie nie polega na cieszeniu mordy i oglądaniu wrestlingu. Niektórzy mają większe problemy niż zwycięzca walki Aero vs. Flying Men.
Konrad Ochucki: Dziwne porównanie.
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) Już?
Konrad Ochucki: Co już?
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) Jesteś gotów się odpierdolić?
Konrad Ochucki: Skoro tego chcesz... Możemy w końcu przenieść się na ring gdzie za chwilę rozpocznie się pierwsza walka – R*zpierdol mecz pomiędzy Aero i Franko Butcherem.
Bogusław Montana: (podnosi momentalnie głowę) FRANKO ?!
R*zpierdol Mecz:
Aero vs. Franko The Butcher
Three Days Grace- Gone Forever – na arene wchodzi powazny Aero. Spod kaptura spoglada wrogo w strone ringu, zdajac sobie sprawe z czekajacych go trudnosci. Gdy jest juz po srodku kwadratowego pierscienia, zdejmuje bluze i zajmuje miejsce w jednym z narozników.
Z głośników uderza Chrome Division „1st regiment”, czas płynie i po kilku sekundach rozpoczyna się solówka na gitarze, podczas której na rampie pojawia się Franko. Pewnym krokiem, z nienawiścią spoglądając na Aero zmierza w kierunku ringu.
Konrad Ochucki: Z całym szacunkiem do Aero, nie wróżę mu wielkich szans na zwycięstwo.
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) Ta.
Konrad Ochucki: Cieszę się, że się choć raz zgadzamy.
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) Ta.
Konrad Ochucki: Słyszałem, że oglądałeś wczoraj archiwalne gale PCW.
Bogusław Montana: Odpierdol się.
Przedmioty leza na ringu, a dwójka zawodników rusza na siebie z zapalem. Przynajmniej tak to wygladalo, do czasu, az Aero sie zatrzymal poczekal chwile i… zasadzil Frankowi poteznego low kicka. Odglos przylozenia byl dosc donosny. The Technical nie zamierza na tym poprzestawac i serwuje kolejne kopniecie w obolale miejsce. I jeszcze jedno. Rzeznik zaczyna przechylac sie na strone okopywanej konczyny. Wykorzystujac te zachwianie Aero dobija go standing dropickiem! Shockwave champion nie zamierza spoczywac na laurach, lecz blyskawicznie staje na nogi i dopada do lezacego przeciwnika i chwyta za jego reke, by przywalic nia o mate! Butcher chwyta z jekiem za obolala konczyne, a sadystyczny i wykalkulowany Aero takze ma zywotne zainteresowanie ta konkretna reka. Chwyta za nia i zaklada Armbar! Presja wydaje sie nieslychana, zdaje sie, ze to juz koniec. Niemniej Franko chwyta wolna reka lezace nieopodal krzeslo i obija nim na slepo nogi przeciwnika spoczywajace na jego korpusie. Taktyka ta daje jakies tam skutki, bo Aero zwalnia nacisk spowodowany ich ulozeniem, a gdy Butcher ma tylko okazje podniesc lekko glowe… gryzie Technicala w lydke! Aero krzyczy z bólu i odsuwajac sie do tylu wyrywa nadgryzana czesc ciala.
Konrad Ochucki: (odwraca wzrok) Chrystusie Królu!
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) No?
Konrad Ochucki: Widzisz i nie grzmisz!
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) Nie miałem dziś apetytu, nie mam czym grzmieć.
Obaj wrestlerzy staja obolali, jednak nadal skorzy do walki. Franko nie porzucil krzeselka, wiadomo – dobrze jest przywalic blizniemu czyms twardym. Butcher wprowadza ten zamiar w zycie, trafiajac w lepetyne Aero. Sila uderzenia byla na tyle wielka, ze Tag team champion musi szukac oparcia w linach. Franko wyprowadza kolejne potezne uderzenie, ze niemal znokautowany technik wypada za obreb ringu! The Butcher zmierza jego tropem, czekajac, az ten wstanie… gdy Aero jest na kolanach, Franko nie uderza, a rzuca w jego glowe wspomnianym juz krzeslem! Butcher nie próznuje, a wyciaga spod ringu… stól! Jednak zamiast go rozstawic, opiera go o barierki odgradzajace publicznosc. Ponownie skupia uwage na swoim przeciwniku, lecz jest dla niego za pózno, gdyz Aero czail sie za jego plecami i gdy sie odwraca, to zostaje powalony spearem z malego rozpedu! Jeden z Tag team champów wie, ze walke zakonczyc mozna dopiero na ringu, ale na razie ma inne plany. Pomaga wstac swojemu przeciwnikowi, trzymajac go za glowe wskakuje na barierki i odbija sie z nich z tornado ddt! Jednak plan ten spalil na panewce, bo Franko nie dal sie pociagnac w dól i Aero wyladowal na równych nogach. Butcher wyrywa sie z uchwytu i odpycha z calej sily Aero, tak, ze ten zatrzymuje sie na blacie stolu. Franko bierze rozped… ale Aero uskakuje na bok, dodatkowo wykonujac na rywalu drop toe hold, w ten sposób, ze potezny Butcher rozbija swoja facjata stól i przywala w barierki…Aero podnosi się z wyrazem satysfakcji na twarzy, obraca Franko na plecy, Pinuje! Ale sędzia z poziomu ringu krzyczy na w jego kierunku, że odliczyć przeciwnika można tylko na macie! Niezadowolony Technical pomaga wstać Rzeźnikowi. Idzie to powoli, bo chłop jednak swoje waży i do tego jest ledwie przytomny.
Konrad Ochucki: Aero walczy naprawdę dzielnie, ale ta różnica gabarytów...
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) ...
Konrad Ochucki: Wiele przez to traci.
Bogusław Montana: (nie podnosząc głowy) Więcej niż złoty do franka?
Konrad Ochucki: Tyle samo.
Bogusław Montana: (podnosi głowę) DOPIERDOL FRANKOWI!
Gdy wreszcie Rzeźnik wrócił do pionu… chwycił Aero w pasie, uniósł do góry i wbił go w bok ringu! Nie było to zbyt przyjemne, także dla Franka, bo przygniótł sobie ręce, ale jakoś na to nie zważa. Zagląda za to pod ring, skąd wyciąga po kolei… trzy krzesła. Wszystkie lądują z łoskotem na macie po mocarnym przerzuceniu ich nad linami. Butcher skupia się z powrotem na Shochwave championie i podnosząc go za głowę wrzuca pod najniższą liną na ring. Sam też tam wraca, gdzie ujawniają się w nim zapędy inżynierskie, bo oto rozstawia dwa krzesełka naprzeciw siebie, kładąc trzecie na ich siedziskach. Technical zdążył wstać, a gdy Franko się odwraca, wykonuje na nim Technical Cut (Codebraker)! Pin: 1..2… kick out!
Bogusław Montana: (podnosi głowę) DOPIERDOL FRANKOWI!
Aero nie jest pocieszony, rozgląda się z rozpaczą po ringu. Nie zauważa, że Franko wstał o własnych siłach… Gdy już to spostrzegł, było za późno. Rzeźnik chwycił go oburącz za szyję i wyniósł w górę, potężnym zamachem wrzucając w narożnik! To jednak nie koniec wycieczki w tym obrębie ringu – bo oto Franko sadza swego przeciwnika na najwyższym narożniku, a sam wchodzi na drugą linę. Aero resztą przytomności wspina się i staje na narożniku, by od góry wymierzać uderzenia Frankowi. Ten nie zostaje dłużny. Pada cios za ciosem, publika czeka, aż ktoś się wyjebie – albo na krzesła zostawione w ringu, albo gdzieś między nim, a barierkami. Wreszcie Franko wymierza low blow! Aero to poczuł i traci równowagę, ale Butcher chwyta go i zakłada sobie na plecy… By potem rozjebać się w raz nim na krzesłach po wykonaniu Death Valley Driver z narożnika! Obaj leżą rozbici, Franko kładzie dłoń na klatce piersiowej podwójnego champa: 1…2…3!
Konrad Ochucki: Przykra sytuacja. Aero zasłużył na zwycięstwo.
Bogusław Montana: To wina spekulantów!
Konrad Ochucki: Gabarytów...
Bogusław Montana: Spekulantów! Chcą zniszczyć złotego!
Konrad Ochucki: Co zrobisz?
Bogusław Montana: Daj mi tu jednego to stanę nawet w tym ringu!
Konrad Ochucki: I nie będziesz się wstydził?
Bogusław Montana: Będę, ale on bardziej. Jak zobaczą go na gali wrestlingu będzie w środowisku spalony.
Konrad Ochucki: Fajnie. Czas iść na zaplecze.
Po tej solidnej dawce brutalności czas trochę odpocząć i przenieść na jednej z korytarzy opolskiej hali. Da się zauważyć chłopaka skromnego i poczciwego, który od przemocy raczej stroni - Saint Angera. Naczelny katolik Blood Guts Wrestling, oparty o ścianę, wygląda jak człowiek niecierpliwie na coś oczekujący. Bardzo niecierpliwie. Tak niecierpliwie, że aż z wyraźnym znudzeniem, które próbuje zagłuszyć poprzez rysowanie stopą na betonowej posadzce jakichś obrazków, serduszek, domów, krucyfiksów. Wszystko przestaje mieć jednak znaczenie gdy koło nosa przechodzi mu postać w długim, czarnym płaszczu.
Saint Anger: (unosi wzrok) Tool?
Postać zatrzymuje się.
Saint Anger: Nie mieliśmy jeszcze okazji rozmawiać…
Postać obraca się i okazuje się być tym kim być powinna – Phantomem. Można to poznać nie tylko po twarzy, ale również po łomie umieszczonym przy pasie.
Tool: I masz z tym problem?
Saint Anger: (rozkłada ręce w geście niewinności) Nie, nie, w żadnym wypadku... Nie szukam problemów.
Tool: (zbliża się do Angera z ręką na łomie) I myślisz, że mogę zaoferować ci cokolwiek innego?
Saint Anger: (przełyka ślinę ze zdenerwowaniem) Myślę... Myślę... Że chciałbym porozmawiać.
Tool: (uśmiecha się pod nosem) Myślę... Myślę... Że słucham.
Saint Anger: Wiem, że masz dziś walkę z Immortalem.
Tool: Obiło mi się coś o uszy.
Saint Anger: Jak pewnie wiesz, nie pałamy do siebie sympatią.
Tool: Nie wiem.
Saint Anger: No cóż… Tak... Mamy konflikt, który wymaga rozwiązania.
Tool: (powoli się odwraca) Myślałem, że jakoś mnie zainteresujesz. Nie udało się.
Saint Anger: Chciałbym... (zacina się)
Tool: Tak?
Saint Anger: Chciałbym prosić abyś ustąpił mi miejsca w tym starciu.
Tool: (z mocno skupionym wyrazem twarzy) Rozumiem... Rozumiem... Mam zrezygnować ze spuszczenia mu solidnego wpierdolu, bo ty chcesz zagłuszyć wurzuty sumienia?
Saint Anger: (zdziwiony) O czym ty mówisz? Chcę zemsty!
Tool: (gwałtownie obraca się w kierunku Angera i patrzy mu głęboko w oczy) Załóżmy, że ci wierzę. Nadal nie widzę jaki mam w tym interes. Może nie mam żadnego, co?
Saint Anger: Nie mam zbyt wiele do zaoferowania.
Tool: Więc nie obraziłbyś się gdybym kazał ci spierdalać?
Saint Anger: (wyraźnie zmieszany) No nie...
Tool: Więc spierdalaj. (dłuższa pauza) Ta walka interesuje mnie mniej niż weltszmerc Vaclava, rozumiesz? Chcesz walczyć? Idź i walcz. Nie obchodzą mnie motywy, interesuje mnie coś innego...
Saint Anger: (uradowany) Odpowiem na wszystkie pytania... Jeśli tylko będę znał odpowiedź.
Tool: (obraca się i zaczyna odchodzić) Będziesz, z pewnością. Jednak wszystko w swoim czasie...
Po raz kolejny kamerzysta za swój cel obrał Aero. Schockwave champ ze względu na to, że jest chwilę po walce, bardziej się po korytarzu toczy niż idzie, ale realizator jest cierpliwy. Technical już ma wchodzić do swojej szatni gdy zauważa, że ktoś mu ukradł klamkę. Rozgląda się na boki i zauważa siedzącego gdzieś w kącie Revana, który bawi się elementem jego drzwi. Technik wściekle rusza w jego kierunku.
Aero: Co ty robisz człowieku ?!
Nie otrzymuje odpowiedzi.
Aero: Słyszysz mnie?
Chyba usłyszał. Meksykanin wygląda zupełnie jakby nie był sobą, zrywa się z krzesła, szybkim krokiem podchodzi do zszokowanego Aero i przyciska go do ściany.
Revan: Aero został sam? Tam właśnie powinieneś być, w pokoju bez klamek!
Technik choć już mocno wyczerpany odpycha od siebie Meksykanina i ma już zamiar iść w swoim kierunku, ale zamaskowany zawodnik nie odpuszcza. Po raz kolejny przyciska go do ściany tym razem przykładając zaostrzony śrubokręt do policzka. Teraz to i Aero się zdenerwował.
Revan: Spokojnie, nic ci nie zrobię, chcę tylko porozmawiać, chcę żebyś mnie nie okłamywał. Rozumiesz?
Nacisk na krtań nie pozwala Aero wypowiedzieć słowa dlatego też decyduje się on na porozumiewawcze skinienie głową.
Revan: Naprawdę nie chcę nieporozumień Aero, ale ma już dość. Mam już dość ignorowania, okłamywania, przegrywania. Sam to doskonale pamiętasz Latający Mężczyzno, sam kiedyś taki byłeś. Słodki do wyrzygania frajer, którego każdy mógł bez większych obaw przekopać. Nie wnikam dokładnie co spowodowało w tobie taką przemianę, ale musiał to być impuls. Prawda?
Po raz kolejny porozumiewawcze skinienie głową.
Revan: Wyobraź sobie, że mam setki takich impulsów i zero pewności. (dociska śrubokręt do twarzy Aero) Mam tego dość! Wyłożyłeś mi Franko, ale wiem, że mnie oszukujesz, wiem, że masz coś do ukrycia!
Aero: (widząc, że Meksykanin dostaje ataku szału próbuje się wydostać, ale nic z tego nie wychodzi)
Revan: To ciągle twoje słowo przeciwko jego! Komu mam ufać ?! Może żadnemu z was, w końcu wszyscy macie mnie za słodkiego frajera niezdolnego do zemsty, prawda ? (dociska śrubokręt) PRAWDA ?!
Aero decyduje się na dość ryzykowny ruch, uśmiecha się pod nosem i potwierdza poprzez skinieniem głową. I uzyskuje oczekiwany efekt, Meksykanin zaczyna słabnąć, ze zrezygnowaniem opuszcza śrubokręt i puszcza Aero. Ten poprawia sobie fryzurę i ma już dokonać zemsty na słabym Revanie, ale w ostatniej chwili rezygnuje i odchodzi w swoim kierunku. Staje przed drzwiami szatni, które nadal pozbawione są klamki i jakby od niechcenia przypierdala w nie z kopa dzięki czemu uzyskuje dostęp do wnętrza należącego do niego pomieszczenia.
Do niedawna Aero miał bardzo dobre stosunki z komisarzem BGW, najlepiej poświadczy o tym tytuł, który chłopak ten dzierży na ramieniu. Czasy się zmieniają, władza się zmienia, a Aero nie może już liczyć na tak wielką sympatię ze strony komisarza. Nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy odwiedzać jego gabinetu. Szczególnie dzisiaj, kiedy dzieje się tam tak wiele ciekawych rzeczy. Zaglądamy do środka, a tam prócz Fila i Vaclava zauważyć można Maxa Cravena! Przedstawiciel ruchu Śmierć Kutas i Zniszczenie, zasiada naprzeciw Mecenasa Extremy i o czymś z nim dyskutuje.
Max Craven: Rozumiem, możecie mieć problem żeby mi zaufać, ale to jest biznes. Nie ryzykujesz, nie wygrywasz.
Filu: Mam na to trochę inny punkt widzenia.
Max Craven: (uśmiecha się przebiegle) Może coś przesłania ci ten właściwy?
Filus łysząc ten niewybredny komentarz skrzywia się z niesmakiem.
Vaclav: Posłuchaj Max, nie pomagasz sobie.
Max Craven: Sobie? Do kurwy nędzy, ja chcę pomóc wam!
Filu: Czy ktoś cię o to prosił człowieku?
Max Craven: (spogląda w stronę Fila) Pomyślałem, że możecie mieć problem z pofatygowaniem się.
Dla sumity z Cibora takie komentarze to zbyt wiele, zrywa się z krzesła i już ma rzucić się na bojownika o niepodległość Polski, ale Vaclav strofuje go zdecydowanym gestem.
Vaclav: (bierze łyka piwa) Widzisz Maxiu, nie jesteś zawodnikiem wielkiego kalibru, a zachowujesz się jakbyś zdobył z 50 tytułów w 50 różnych federacjach. Powiedz mnie, po cholerę mam sobie ściagąć problem na głowę?
Max Craven: Myślałem, że tego uniknę, widzę jednak, że jesteście trochę... tępi.
Vaclav: (ze stoickim spokojem) Ty to powiedziałeś i ty możesz dostać za to wpierdol.
Max Craven: Vaclav, Vaclav... Nie potrafisz myśleć? Ja problemem? Jesteś teraz komisarzem, a wiesz jak kończą komisarze?
Vaclav: (z trudem powstrzymuje się od śmiechu) Grozisz mi ?!
Max Craven: Ostrzegam, na razie tylko ostrzegam Vaclav. A ty, jeśli nie masz jakiegoś deja vu, możesz te ostrzeżenie zignorować.
Filu: O czym ty pieprzysz?
Vaclav: Dobre pytanie, o czym ty pieprzysz Maksiu? Jakie deja vu?
Max Craven: Jazzowskiego też ostrzegałeś i kto siedzi teraz w tym fotelu?
Vaclav: (tym razem nie powstrzymuje się od śmiechu) Nie rozumiem Max, jesteś tak wielkim przeciwnikiem komunizmu, a nie widzisz tu pewnej różnicy klas?
W międzyczasie siedzący na fotelu Filu cały czas zalewa się ze śmiechu.
Max Craven: (też zaczyna się lekko podśmiewać) Więc próbujemy?
Vaclav: Maksiu, przecież w każdej chwili mogę cię wypierdolić na zbity pysk!
Max Craven: I uważasz, że to mnie powstrzyma?
Vaclav: Nie. Jesteś bucem, ale też twardym pojebem. Takich nam potrzeba.
Filowi na dźwięk tych słów oczy wychodzą z orbit, z dezaprobatą rozkłada ręcę próbując powstrzymać Vaclava, ale ten nic sobie z tego nie robi. Wstaje i wyciąga rękę w kierunku Maxa Cravena, a ten odwzajemnia uścisk.
Vaclav: (patrzy w oczy Cravenowi) Nie próbuj mnie wychujać, bo akurat ja jestem apolityczny. Komunista, nie komunista, każdy może skończyć jak Rejdych.
Max Craven: (uśmiecha się po nosem) Mamy wspólne ideały, wspólne cele, a Jazzowski to kutas. Po co miałbym chcieć cię wychujać?
Vaclav: Tylko ostrzegam Maksiu, tylko ostrzegam.
Mecenas Extremy puszcza dłoń swojego nowego partnera w interesach i chwyta za butelkę z piwem stojącą na biurku.
Vaclav: Trzeba godnie ten byznes przepieczętować! (big łyk) Niech Śmierć, Kutas i Zniszczenie zawładną BGW!
Filu nie podziela entuzjazmu swojego przyjaciela, z twarzą schowaną w dłoniach unika patrzenia jak zawiązuje się ta zgubna w jego mniemaniu koalicja. Podnosi głowę dopiero gdy do jego uszu dochodzi dźwięk szczękających drzwi.
Filu: Postradałeś zmysły Vaclav, postradałeś zmysły...
Vaclav: Jestem teraz szefem Filu, muszę dawać szanse każdemu, okazywać miłosierdzie, częstować piwem, zachęcać do picia kawy. Rozumiesz?
Filu: Przekonasz się, że akurat to (wskazuje głową na drzwi) miłosierdzie odbije się nam czkawką.
Vaclav: (bierze łyk piwa) Oh Filu, myślałeś, że ot tak (pstryka palcami) zaufałem takiej gnidzie? Daj spokój, wszystko jest pod kontrolą przyjacielu.
Filu: (uśmiecha się szeroko) Alkoholik ma coś pod kontrolą, ciekawe.
Vaclav: Nie jestem kurwa alkoholikiem! (bierze big łyka) Alkoholik się leczy. Zapamiętaj to Filu, zapamiętaj to bo źle skończysz.
Tą optymistyczną radą na razie kończymy wizytowanie gabinetu komisarza...
... i ponownie wracamy do szatni Aero, który doszedł już do siebie po niezbyt przyjemnym spotkaniu z Revanem.Naczelny technik Blood Guts Wrestling siedzi wygodnie usadowiony w fotelu i wystukuje jakiś numer na swojej fajnym, dotykowym smartphonie. Oczywiście w trakcie tej czynności nie może być pozbawiony papierosa, marki wiadomo jakiej.
Aero: Musimy porozmawiać.
Chwila milczenia.
Aero: Gdybym mógł, to chyba bym przyszedł, nie?
Chwila milczenia.
Aero: Okej, sorry. (pauza) Tak, wiem. Problem polega na tym... (pauza) Przyjdź i się przekonasz.
Chwila milczenia.
Aero: Dobrze, rozumiem. Nigdzie mi się nie spieszy, mogę poczekać.
Tym razem Aero pewnie niespecjalnie kogoś porwał, a i segment był bardzo krotki dlatego też realizator w akcie desperacji decyduje się na cofnięcie w czasie. I zmianę miejsca. Jeśli mamy być precyzyjni to cofamy się do czasu ostatniej gali i łódzkiego ośrodka karnego dla kobiet gdzie Calamity wraz z niezbyt uroczą panią detektyw prowadzą konwersację na temat narkotyków. Jak doskonale pamiętamy Calamity zdecydowała się wydać człowieka, do którego należał ten paskudny proszek, nie służący bynajmniej do pieczenia czy prania. Pewnie partnerka Crasha tego żałuje, bo łzy w jej oczach są aż nadto widoczne.
Detektyw: Już dobrze?
Calamity: (nie wykonuje żadnego potwierdzającego gestu) ...
Detektyw: Może pani mówić?
Calamity: (wykonuje niepewne skinienie głową) ...
Detektyw: (naciska przycisk na dyktafonie) Utrzymuje więc pani, że narkotyki, które przy pani znaleziono nie były pani własnością?
Calamity: (drżącym głosem) Tak.
Detektyw: I jest pani w stanie wydać osobę, do której należały?
Calamity: (rozstrzęsiona, przełyka głośno ślinę) Ma pani może papierosa?
Detekwty: Przykro mi, nie palę.
Calamity: Jestem.
Detektyw: Słucham?
Calamity: (podnosi głowę i patrzy w oczy policjantce) Jestem w stanie wskazać osobę, do której należały narkotyki.
Detektyw: Dobrze. Zna pani jej personalia?
Calamity: (odwraca z dezaprobatą głowę) Tak.
Detektyw: Proszę więc kontynuować.
Calamity: (mruknęła coś pod nosem, niesłyszalnie dla ucha) ...
Detektyw: Może pani powtórzyć? Trochę głośniej.
Calamity: (otwiera usta, ale nie wydaje dźwięku) ...
Detektyw: Proszę pani?
Calamity: Crasha... Crasha Martina. (niedowierzając własnym słowom, w pełnym szoku wstaje z miejsca) Czy to już wszystko? Mogę już iść?
Detektyw: (lekko poruszona) Właściwie... Tak, to już chyba wszystko. Proszę jednak trochę poczekać. Za chwilę wracam.
Policjantka będąca pod wielkim wrażeniem łupu jaki przyszło jej dziś zdobyć, wyłącza dyktafon i chowając go do kieszeni opuszcza pomieszczenie.
Konrad Ochucki: Matko i córko! Crash i narkotyki ?!
Bogusław Montana: Widziałeś kiedyś żeby ktoś zachowywał się tak jak on na trzeźwo?
Konrad Ochucki: (patrzy na swojego partnera) Bierzesz?
Bogusław Montana: (uderza się ręką w czoło) Jako fan wrestlingu sugereujesz mi nienormalne zachowania?
Konrad Ochucki: Nawet największy matoł powiedziałby, że jesteś matołem.
Bogusław Montana: Bo jest matołem. Jak ty. Co cię zresztą naszło? Zejdź ze mnie. Walkę masz do komentowania!
Konrad Ochucki: Nic dzisiaj nie robisz, albo patrzysz na tego tableta, albo siedzisz zamyślony. Potrzebny jest ci zimny prysznic!
Bogusław Montana: To ja coś zwykle robię?
Konrad Ochucki: Przynajmniej mnie denerwujesz.
Bogusław Montana: Nie będę wodą na twój młyn. Spieprzaj.
Konrad Ochucki: Wracając do tematu walki – czy Crash oskarżony o posiadanie i być może rozprowadzanie narkotyków weźmie w niej udział? Nikt go dzisiaj nie widział w hali.
Bogusław Montana: Nie lubię się powtarzać, ale miejsce małp jest w klatce. Crasha nie żałuję.
Konrad Ochucki: Trudno. Czas przenieść się poza halę, gdzie odbędzie się Southside Scuffle match.
Southside Scuffle
Tony Jones vs. Crash
Z ustawionego w rogu uliczki bumboxa zaczyna grać Junior M.A.F.I.A. feat. Notorious B.I.G. - Get Money a z rozstępojuącego się tłumu zawodników wyłania się syn Tuana eX Tony Jones. Zawodnik ubrany w luźne jeansowe spodnie i w białą, doskonale uwypuklającą rzeźbę koszulkę na ramiączkach pewnym krokiem wchodzi na arenę.
Tuż po nim, przy akompaniamencie „Papillon” grupy Editors wychodzi... nikt. Tłum się rozstępuje, ale Crasha jak nie widać tak nie widać.
Konrad Ochucki: Chyba sprawdziły się moje przypuszczenia.
Bogusław Montana: Wielki analityku, w czym brać kredyt ?!
Konrad Ochucki: Najlepiej nie brać wcale.
Bogusław Montana: Jeśli kupuje się tylko płyty z wrestlingiem, jest to jakieś rozwiązanie.
Konrad Ochucki: Nie narzekam na swój komfort życia.
Bogusław Montana: Masz na DVD, masz na chleb, i wodę do popicia. BGW by żyło się lepiej!
Coś jednak zaczyna się dziać, tłum, który sie z poczatku rozstąpił teraz gwałtownie obrusza. Zamiast themu Crasha da się usłyszeć przeciągłe gwizdanie połączone z szorowaniem metalu o beton. Kilku zawodników z szeregu postanawia się wycofać i ustąpić miejsca... TOOLowi! EWF World Champ w czarnym płaszczu, ze swoim nieodłącznym łomem, gwiżdżąc melodię „Z popielnika na Wojtusia” pewnym krokiem zbliża się w kierunku TeeJay’a i staje z nim oko w oko. Tony wygląda na zaskoczonego zaistniałą sytuacją, odruchowo spogląda raz po raz na twarz Phantoma i trzymany przez niego łom nie wiedząc co jest bardziej przejebane. Sytuacja staje się naprawdę napięta. Zawodnicy, którzy mieli chronić reguł pojedynku powoli zaczynają się wycofywać, jakby całe starcie dotyczyło bezpośrednio ich. Kolejne sekundy mijają, a oni nadal stoją… stagnację przerywa Tony serwując soczystego puncha na twarz Toola! Cios lekko osłabił Toola, Tony więc dokłada dla efektu kopa w brzuch. Jones pewnie pokazałby w tej chwili jeden ze swoich tauntów, gdyby nie to, że Rebel łapie go za głowę i rzuca nim o ścianę. Pod ręką Toola znalazła się pokrywa od śmietnika, łapie więc ją i próbuje sprawdzić jej giętkość na głowie TeeJaya… uderza tylko w ścianę, bo Jones zrobił unik. Tony próbuje przejąć inicjatywę, ale nadziewa się na łokieć dwukrotnego mistrza EWF. Niedługo potem Tool niszczy pokrywę na plecach Jonesa. Tony zmaga się z bólem, ale daje jeszcze radę celnie kopnąć Phantoma w brzuch i poprawić uppercutem. Kamera pokazuje TeeJaya, który łapie oddech… realizator teraz kieruje się ku Toolowi… który dzierży w dłoni łom… Tool bierze zamach, ale Tony unika ciosu… ale poprawka w brzuch jest już celna!
Konrad Ochucki: Słynny łom poszedł w ruch, biedny TeeJay.
Bogusław Montana: Nie dziwię się Andrzejowi.
Konrad Ochucki: Komu?
Bogusław Montana: Lepperowi. Pewnie miał kredyt we frankach, gospodarstwo to całe jego życie, wolał stracić je niż swoje krówki i świnki.
Konrad Ochucki: To niesmaczne Bogusławie.
Bogusław Montana: A on zawsze był smaczny? To jest hołd!
Jones upada na kolana, a była gwiazda EWF zaczyna dusić rywala za pomocą łomu… nie trwa to jednak długo, Tony spycha Toola na ścianę, co przerywa chwyt. W miejscu w którym walczą teraz wrestlerzy, stoi oparta o ścianę długa metalowa rura, TeeJay bierze ją, w międzyczasie Tool znowu próbuje użyć łomu, ale Tony zasłania się rurą… odgłos metalu uderzającego o metal roznosi się po uliczce… niczym w średniowiecznym pojedynku Tool i Tony Jones próbują zadać sobie nawzajem trochę bólu, za miecze mając łom i zwykłą rurę... Jones dysponuje dłuższym sprzętem toteż ma przewagę zasięgu, wykorzystuje to, uderzając swym kawałkiem metalu w nogę przeciwnika, Tool trochę się zachwiał… Tee Jay odrzuca rurę i próbuje shoulder blockiem wbić Rebela w ścianę… pudłuje! Bark Tony’ego zalicza bliskie spotkanie z cegłami! Rebel niemal natychmiast wykorzystuje tą sytuację I przypierdala Jonesowi łomem w brzuch! Syn Tuana pada na kolana, a Tool unosi jego podbródek i patrzy głęboko w oczy, widać w nich strach, ale nie tyle na ile wskazywałaby zaistniała sytuacja. Ściska mocno w ręce swój łom i... chowa go za pasem! Bez słowa, czy jakiegoś ciosu omija klęczącego Tony’ego i udaje się w swoim kierunku, po kilku metrach znikając w ciemnościach.
Konrad Ochucki: Dosyć zaskakujący koniec.
Bogusław Montana: 4,07 , mnie już dzisiaj nic nie zaskoczy.
Konrad Ochucki: Na ostatniej gali mówiłeś coś o przewalutowaniu swojej wypłaty.
Bogusław Montana: (klepie się w czoło) Teraz mam to robić idioto?
Konrad Ochucki: Nie znam się.
Bogusław Montana: Więc się zamknij.
Lato nas nie rozpieszcza więc nie ma sensu stać bez sensu na wietrze dlatego też realizator pozwala kamerzyście wrócić do środka hali gdzie rozstrzęsiony Revan szybkim krokiem przemierza korytarz opolskiej hali. W czasi tej przechadzki z impetem ciska otrzymanym od Franko Butchera śrubokrętem w jedną ze ścian, tak mocno, że opada z niej trochę tynku. Mija jeden zakręt, drugi i staje oko w oko z ochroniarzem broniącym wejścia do gabinetu komisarza, w którym aktualnie rezyduje Vaclav ze swoim kompanem Filu.
Ochroniarz: (powstrzymuje rozpędzonego Revana dłonią) O co chodzi?
Revan: Chcę rozmawiać z Vaclavem.
Ochroniarz: (mierzy Meksykanina wzrokiem) Pan komisarz jest aktualnie zajęty.
Revan: (szeptem) Dlaczego wszyscy mnie okłamują?
Ochroniarz: Słucham?
Revan: (szeptem) Okłamujesz mnie...
Ochroniarz: Co? Idź stąd pajacu i przestań zawracać mi dupę, okej?
Revan: (szeptem) Nie ignoruj mnie...
Ochroniarz: (odchyla koszulkę pod którą schowana jest teleskopowa pałka) Wiesz, że nie lubię się powtarzać?
Nabuzowany Revan robi krok do tyłu i z rozpędu chwyta ochroniarza za fraki i przypierdala nim o drzwi gabinetu!
Revan: Nie ignoruj mnie!
Przecenił chyba jednak swoje możliwości, bo ochroniarz wcale nie był jakimś wymoczkiem, szybko się uwolnił doprowadzając do regularnej szarpaniny, która była słaszana w środku pomieszczenia.
Vaclav: Ktoś puka?
Filu: Sprawdzę...
Vaclav: Poczekaj.
Mecenas Extremy schyla się i wyciąga spod biurka składane krzesło, które rzuca w kierunku Fila.
Vaclav: Teraz możesz sprawdzać. Muszę dbać o bezpieczeństwo swoich podwładnych.
Przyczajony sumita otwiera dzwi i staje w samym środku walki.
Filu: Revan ?! Spokój panowie!
Sam krzyk na niewiele się zdaje dlatego też Filu z impetem uderza krzesłem o ścianę co uspokaja trochę sytuację.
Filu: O co chodzi?
Revan: (dysząc) Chciałem porozmawiać, z wami, z tobą, z Vaclavem a ten... Okłamywał mnie. Nienawidzę gdy mnie okłamują.
Filu: W porządku, nikt tego nie chciał przyjacielu, już jest okej, wejdź.
Meksykanin korzysta z zaproszenia i złowrogim wzrokiem spoglądając na ochroniarza wchodzi do gabinetu.
Za dużo przemocy jest w BGW, gdzie realizator nie pójdzie tam się biją, kłócą, przeklinają, wyklinają i chamsko zachowują. Dlatego też tym razem za swój cel obrał on poczciwego Ormianina, Alexadra Nazaretiana, który to spacerując sobie korytarzem napotyka Wiolette Wielowieyską. Biorąc pod uwagę takie czynniki jak łagodne przysposobienie nowego zawodnika BGW, jego wysoką kulturę osobistą i to, że Wielowieyska jest kobietą uroczą, są pewne szanse, że tym razem nie dojdzie do rękoczynów.
Alexandr Nazaretian: Przepraszam, czy pani tu pracuje?
Wioletta Wielowieyska: Tak, przeprowadzam wywiady. I jaka tam pani? Wszyscy zwracają sie do mnie Wioletta.
Alexandr Nazaretian: Ładne imię.
Wioletta Wielowieyska: Dziękuję.
Alexandr Nazaretian: Nie ma za co. (popada w zamysł) Skoro przeprowadzasz wywiady to pewnie masz ogromną wiedzę?
Wioletta Wielowieyska: (rumieni się z zawstydzenia) Nie da się ukryć.
Alexandr Nazaretian: Tak, nie da. Szukam waszego przełożonego, Jana Rejdycha. Nie rzucił ci się w oczy?
Wioletta Wielowieyska: Ty tu naprawdę pracujesz?
Alexandr Nazaretian: Mam nawet walkę. Z Vaclavem.
Wioletta Wielowieyska: Gratuluję.
Alexandr Nazaretian: Też się cieszę. Więc gdzie go mogę znaleźć?
Wioletta Wielowieyska: Najpewniej w szpitalu.
Alexandr Nazaretian: Biedak. Coś poważnego?
Wioletta Wielowieyska: Poważnego, poważnego.
Alexandr Nazaretian: W Armenii krążą legendy o doskonałości polskiego systemu lecznictwa. Będę się za niego modlił.
Wioletta Wielowieyska: Nie jestem pewna czy tego by oczekiwał.
Alexand Nazaretian: Ja tam nie wiem, nie moja sprawa. Zrobię to dla spokoju sumienia.
Wioletta Wielowieyska: Miło. Właściwie dlaczego walczysz z Vaclavem?
Alexandr Nazaretian: Janowi posmakowało moje wino.
Wioletta Wielowieyska: To niewiele wyjaśnia.
Alexandr Nazaretian: Wiem. Vaclav jest bez formy, ja tu debiutuję, jestem pierwszym przedstawicielem Armenii na polskich ringach. Fajnie byłoby wygrać.
Wioletta Wielowieyska: Może i Vaclav jest bez formy, ale walczysz w jednej z jego koronnych stypulacji. Wchodzisz do klatki lwa.
Alexandr Nazaretian: Niezbadane są wyroki boskie. Za moich młodzieńczych lat panowała młoda na zapijanie takich trosk. Moda zmienną jest. Wywalili Jelcyna, który był kreatorem trendów, wódka podrożała.
Wioletta Wielowieyska: Ciekawa historia.
Alexandr Nazaretian: Tak właśnie narodziło się moje przedsiębiorstwo, z okrutnych praw kapitalizmu.
Wioletta Wielowieyska: Kapitalna historia. Życzę ci więc aby z okrucieństw dzisiejszej walki narodziła się wspaniała kariera.
Alexandr Nazaretian: Byłoby miło. Dziękuję.
Wioletta Wielowieyska: Z Opola, dla Blood Guts Wrestling Wioletta Wielowieyska.
Skoro już ktoś wspomniał o Vaclavie to chyba czas go odwiedzić i sprawdzić jaką sprawę niecierpiącą zwłoki ma do niego Meksykanin zwany Revanem. Wszyscy w gabinecie komisarza wyglądają na względnie opanowanych, ale kilka butelek opróżnionych z piwa i jakaś szajba, który naszła zamaskowanego zawodnika nie wróży dobrze. Mieliśmy jednak jeden segment spokoju i na całą galę chyba wystarczy.
Vaclav: O co chodzi?
Revan: O zemstę.
Vaclav: Poważna sprawa to jest, mów więc.
Revan: Neisan miał potencjał, mógł dzierżyć jakis tytuł, może nie był moim wielkim przyjacielem, ale jego kariera została złamana. (przełyka głośno ślinę) To co mu zrobili... Nie zasłużył na to.
Vaclav: Coś mnie świta, przykra sytuacja, wybitnie przykra, ale co ja mogę? Jaka jest moja rola.
Revan: Nie zasłużył na to, nie powinni mu tego robić.
Vaclav: To już słyszałem.
Revan: Liczyłem, że zechcecie go pomścić. (zrywa się z krzesła) Razem ze mną!
Filu: Niekoniecznie...
Vaclav: (stopuje Filu dłonią) Nie zrozum nas źle... Podzielamy twój ból przyjacielu i naprawdę chciałbym ci pomóc, ale nie możemy spoglądać w przeszłość. Też zostałem pobity, kilkukrotnie. Chciałbym się zemścić, ale nie wiem na kim. To jest Blood Guts Wrestling. Rzeczywistość zatrzymała się tu na latach 90. Możesz dostać wpierdol za nic, od niewiadomo kogo. Musimy starać się to naprawić, nie dopuścić do takich sytuacji w przyszłości.
Revan: Dlaczego to robisz?
Filu: Revan, proszę...
Vaclav: O czym mówisz?
Revan: Myślałem, że mamy wspólne ideały! Wspólne cele! I co widzę? Jesteście kolejnymi, którzy zaglądają mi w CV i widzą pionka. Bo wyglądam na pionka. Powiedz to Vaclav!
Vaclav: To nie...
Revan: (zrywa się z miejsca) Powiedz to!
Filu: Uspokój się.
Revan: Dobrze, już nie powiem nic co mogłoby zepsuć wasz pierwszorzędny humor. Tańczcie, bawcie, pijcie, w końcu macie władzę! Załatwiajcie sobie walki o tytuły, wygrywajcie je! W końcu macie prawo, w końcu jesteście lepsi – ode mnie, od Neisana, od Rejdycha...
Vaclav: Dość.
Po tym kategorycznym stwierdzeniu Filu wstaje z miejsca.
Revan: (obraca się w kierunku drzwi) Sam sobie poradzę.
Meksykanin z wyraźną wściekłością opuszcza pomieszczenie, z całej siły zatrzaskując za sobą drzwi.
Filu: On ma rację.
Vaclav: Tak, ma świętą rację, ale co możemy zrobić?
Filu: Pomóc.
Vaclav: Filu, posłuchaj, teraz jesteśmy władzą. Chciałbym im pomóc, ale wszystkim nie jestem w stanie. Muszę oczekiwać czegoś w zamian, a co on mógłby mi dać?
Filu: (wzrusza ramionami) ...
Vacav: Potrzebujemy siły, musimy być silni aby zaprowadzić tu porządek. On nie jest, nie może nam pomóc.
Filu: (sięga po piwo stojące na podłodze) Jak uważasz.
I to by było na tyle z poszukiwania sprzymierzeńców przez Revana.
Detektyw trzymając w ręku dyktafon przemierza kolejne korytarze zakładu karnego dla kobiet, podczas gdy na ekranie pojawiają się kolejne, krótkie ujęcia z mieszkania Crasha. Początkowo wszystko skupia się na twarzy. Wpatrzonej w jakiś odległy punkt. Na przepełnionym pewnością siebie wzroku.
Policjantka wchodzi do pomieszczenia oznaczonego tabliczką Komisarz. W środku zastaje mężczyznę o konkretnej tężyźnie fizycznej, ubranego po cywilnemu w czarny sweter i materiałowe spodnie. Wszystko z H&M.
Komisarz: Powiedziała coś?
Detektyw: (kładzie dyktafon na biurko przełożonego) Niech pan sam posłucha...
Przełączamy się na transmisję jednego z pasm nocnych komerycyjnych telewizji, w której ubrana elegancko wróżbitka z zapałem przekłada karty tarota.
Wróżka: Drogi Tomku, Siódemka Pucharów pokazuje, że ktoś tu nie docenia wewnętrznej siły i na zewnątrz manifestuje nierealne plany, buja w chmurach.
Calamity: (niewyraźny szept) ...
Komisarz: Nic nie zrozumiałem.
Detektyw: Proszę słuchać dalej.
Wróżka: Dwie górne to Mag i Trójka Pucharów, leżą na pozycji przeszkód, negatywów. Obie mają dobre znaczenia. Mag to karta wielkiej siły sprawczej i początku, karta posiadająca energię wiecznego odradzania, stwarzania, kontrolowania całego życia.
Calamity: (przełyka głośno ślinę) Crash... Crash Martin.
Wszystko się oddala ukazując mieszkanie pretendenta do World Title w całej okazałości. Telewizor z nocnym pasmem wróżb, Crasha z napięciem siedzącego w fotelu, butelkę niemal opróżnioną ze szkockiej, i biały proszek... Dużą kupkę białego proszku.
Komisarz: (wyłącza dyktafon) Miejmy nadzieję, że to wystarczy. (podnosi słuchawkę telefonu wskazując przy tym palcem na drzwi) Przygotujcie się, załatwimy to w trybie priorytetowym.
Wróżka: Siódemka Denarów. Czeka cię czas, w którym pojawi się konieczność podjęcia decyzji. Będziesz musiał uzbroić się w cierpliwość.
Calamity sama w pokoju przesłuchań, podobnie jak Crash w swoim mieszkaniu, przygnębiona i zniechęcona.
Wróżka: Chwilowe zatrzymanie spraw, po to abyśmy mogli dokładnie się im przyjrzeć i zastanowić, czy właściwie postępujemy.
Calamity powoli wstaje, podchodzi do lustra weneckiego i przyglądając się własnemu odbiciu wybucha płaczem. Crash słysząc jakieś trzaski obraca delikatnie głowę w stronę drzwi po czym zanurza nos w kupce białego proszku.
Drzwi do pomieszczenia się otwierają, a detektyw staje oko w oko z Calamity. Coś do niej mówi lecz nie jesteśmy w stanie tego usłyszeć. Wszędzie panuje kompletna cisza. Nawet wtedy gdy drzwi do mieszkania Crasha zostają wyważone, a oddział szturmowy z bronią wymierzoną w pijanego Crasha powala go na ziemię i obezwładnia. Nie próbował nawet stawiać oporu. Zakuty w kajdanki powoli opuszczał swoje mieszkanie.
Crash: (nadzywczaj spokojnie) Czy będę mógł wykonać telefon?
Konrad Ochucki: Więc wszystko już jasne...
Bogusław Montana: Kurwa, aż mi go szkoda. Rostowskiego powinni tak wyprowadzać!
Konrad Ochucki: Nie prowokujmy polityków...
Bogusław Montana: Jaki z niego polityk? Jak z koziej dupy telewizor!
Konrad Ochucki: Stara się.
Bogusław Montana: Nie.
Konrad Ochucki: Ciekawe.
Sadistic Madness
Tool vs. J.J.J
“Can you feel it, Can you feel it, Can you feel it”, na arenie uderza Europe - Final Countdown!, stroboskopy zaczynają migać na biało a spod Titantronu wyłania się postać J.J.J. Publiczność wita go sporym cheerem, bo to w końcu sławny człowiek jest. Wolnym krokiem zmierza w kierunku ringu dostojnie rozglądając się po hali, kiedy już w nim jest światła nabierają barwy żółtej, a The Immortal wchodzi na narożnik i unosi w górę obie ręce.
Na hali rozbrzmiewa Therion – „O Fortuna”. Theme sobie gra w najlepsze, ale Phantom nie pojawia się na ringu... Czas płynie, płynie, aż w końcu na rampie pojawia się Saint Anger! Naczelny katolik BGW klepiąc jakieś modlitwy wolnym krokiem zmierza w kierunku ringu.
Konrad Ochucki: A więc jednak, Tool okazał serce i odstąpił od walki z Immortalem!
Bogusław Montana: Łaskawca, jak Tusk kurwa, odstąpił startu w wyborach prezydenckich.
Konrad Ochucki: Wesołe porównanie, ale już chyba ci coś o naszym premierze mówiłem, prawda?
Bogusław Montana: (lekko wypalony) TAK! Dla wolnego Tostera!
Gdy stopy obu zawodników dotknęły ringu, sędzia kazał uderzyć w gong. Nieruchomo stanął Anger, jego czyn powtarza Immortal. Wymieniają się spojrzeniami... ku zdziwieniu niemalże wszystkich zgromadzonych w tej hali, Anger pada na kolana... kieruje wzrok ku podłożu na którym się znajduje. Równie skonfudowany co kibice jest Immortal. Z opadniętą szczęką patrzy na rywala, kamera robi zbliżenie na Zajebistą twarz... pojawia się na niej piękny uśmiech, trochę jak u podekscytowanego dziecka. Immortal podbiego do klęczącego Saint Angera i kopie go brutalnie w twarz.. Marek leży, ale nawet nie chwyta się za obolałe miejsce, tylko tępo spoglądając na świat, szepcze coś niewyraźnie, zapewne jedną z modlitw... Triple J nie widzi w całej sytuacji nic złego, ba, podoba się to mu bardzo. Podchodzi do Angera i zasypuje go masą stompów, po czym odbija się od lin i wykonuje knee drop na głowę Saint Angera! Krew nadal krąży w Markowym ciele, co jeszcze bardziej nakręca Najzajebistszego z najzajebistszych... podnosi religijnego człowieka, który nie stawia oporu, chwyta go za szczękę i serwuje facebreakera na kolano. Sędzia sprawdza stan Marka, ale nie dostrzega nawet kropli krwi. Ten stan nie wygląda na długotrwały, bowiem James jeszcze raz chwyta głowę swego rywala i atakuje z Showy DDT!
Konrad Ochucki: To jakaś parodia wrestlingu.
Bogusław Montana: (po raz pierwszy dzisiaj wybucha gromkim śmiechem) ...
Konrad Ochucki: O co ci chodzi?
Bogusław Montana: (śmieje się dalej) ...
Konrad Ochucki: Wróćmy do walki.
Ta akcja porządnie ogłusza Saint Angera, zbliżenie na jego twarz pokazuje, że przestał nawet ruszać ustami.. głośny heat spowodowany tym co się dzieje na ringu wylewa się na Immortala... gdyby nie to, halę opanowałaby fala ciszy wyrażającej zdziwienie całą sytuacją... Invincible podchodzi do narożnika i siłuję się z najwyższą poduszką... kamera jednak przenosi się nad ciało Angera... Marek podnosi się powoli, sprawiając mimo wszystko wrażenie osoby, na której nie zrobiły wrażenie wszystkie ciosy egzekwowane przez przeciwnika... jest już prawie w pionie, kamera robi zbliżenie na twarz... w jednej chwili jego spokój znika, by zwolnić miejsce dla grymasu złości i nienawiści... James jeszcze niczego się nie spodziewa, zdejmuje ochraniacz z narożnika, odwraca się... i inkasuje potężnego clothesline'a! Saint Anger nie czeka zbyt długo, dopada do leżącego rywala i sprzedaje mu kilkadziesiąt punchy prosto na twarz! Po tej dość wyczerpującej serii podnosi szybko swego przeciwnika i zadaje mu ból za pomocą piledrivera! Angera miota jak szatan! Nie daje chwili odpoczynku dla Immortala, łapie go za szczękę, serwuje potężnego snapmare drivera na odkryty narożnik! Saint Anger odpcyha przeciwnika od lin i szykuje się do wykonania Krak Drivera, ale niemaże jednocześnie z odbiciem się Immortala od lin z publiczności wyłania się Tool! EWF World Champ z nieodłącznym łomem przy ramieniu, ku przerażeniu Saint Angera wchodzi na ring. Uśmiecha się do niego... I PRZYPIERDALA ŁOMEM W GŁOWĘ! Odbijający się od lin J.J.J zatrzymuje się zadowolony i chce przejść do pinu, ale on także zostaje poczęstowany potężnym uderzeniem! Phantom stawia nogę na Immortalu Pin 1....2....3 (zwycięzcą walki jest Tool)
Konrad Ochucki: Co to ma znaczyć? Ta walka to podręcznikowa parodia wrestlingu!
Bogusław Montana: (wybucha nową salwą śmiechu) ...
Konrad Ochucki: O co ci chodzi człowieku ?!
Bogusław Montana: (przez śmiech) Pa... pa... pa....
Konrad Ochucki: Za dużo Wyborczej kolego.
Sędzia próbuje chwycić Rebela za rękę i ogłosić jego zwycięstwo, ale ten wyrywa dłoń z uścisku i podchodzi do narożnika gdzie leży krzesło użyte wcześniej w walce. Phantom chwyta je i na poczatku przepędza nim z ringu sędziego, a następnie rozkłada na środku pierścienia i siada, po czym prosi jednego z techników o mikrofon. Nie spieszno mu jednak z wygłaszaniem czegokolwiek, kładzie mic’a na kolanach, wyciąga powoli z kieszeni paczkę papierosów i wkłada jednego z nich do ust. Pali sobie, powoli, bez pośpiechu, nie zwracając uwagi na buczącą wokół publiczność. Heel heat z każdym buchem staje się coraz bardziej intensywny, a swoją kulminację znajduje w momencie gdy Tool rzuca papierosa i nogą wgniata peta w matę.
Konrad Ochucki: Mów coś człowieku!
Bogusław Montana: (przez śmiech) Parodia WRESTLINGU!!!!
Konrad Ochucki: Tak, ta walka tym była.
Bogusław Montana: Parodia WRESTLINGU!!! (na jednym wydechu) Przecież wrestling sam w sobie jest parodią!
Tool: (odchrząkuje) Crash zrzekł się swojej walki o tytuł. (cheer) A wy... Macie przed sobą nowego posiadacza World Title shota.
Szok i heel heat. Naprzemiennie. W końću tylko sam heel heat, który na Toolu nie robi żadnego wrażenia. Przywykł do pracy w takich warunkach. Wstaje z krzesła, odkłada mikrfon i wolnym krokiem zaczyna iść w górę rampy.
Konrad Ochucki: Crash zrzekł się title shota, w obecnej sytuacji było to do przewidzenia.
Bogusław Montana: Idiota, mógł go chociaż sprzedać.
Konrad Ochucki: Podejrzewam, że jakiś interes w tym ma. Bo dlaczego akurat Tool?
Bogusław Montana: Bo Toola każdy się boi.
Konrad Ochucki: To fakt. Nawet więzienie nie uchroni cię przed Toolem.
Błyskawicznie przenosimy się do najbardziej ekskluzywnej szatni w całym budynku należącej do Tony’ego Jonesa i Scythera, gdzie pierwszy z nich ze sporym niedowierzaniem przygląda się sytuacji jaka ma miejsce w ringu. Po krótkiej chwili wszystko to przeradza się we wściekłość, a kawałek lodu, który miał uśmierzyć ból głowy po odbytej batalii z niesamowitą siłą rozbija się o ścianę.
Tony Jones: Widziałeś to brat?
Scyther: (obrócony plecami do TV) Pierdolony Phantom...
Tony Jones: Ta.
Wkurwiony syn Tuana podchodzi do barku, z którego wyjmuje szklankę i butelkę whiskey, nalewa jej mniej więcej pół pojemnika i błyskawicznie wychyla.
Tony Jones: Twoje sposoby przestają działać, o ile kiedykolwiek działały, a ja zaczynam się wkurwiać, wiesz co to oznacza ?
Scyther: Załóżmy, że nie wiem i nie chcę się dowiedzieć, ok ?
Tony Jones: (po razkolejny nalewa sobie trunku do szklanki i błyskawicznie łyka) Więc nie patrz.
Scyther: Pooosłuchaj Tee..
Tony Jones: (kolejna szybka szklanka) Nie, to ty mnie posłuchaj, brat. Rozumiem, że zdobyłeś tu wszystko co było do zdobycia. I rozumiem, że możesz czuć się znudzony. Ja to łapię, chcesz szukać jakichś innowacyjnych metod. Ale do kurwy nędzy – ja jestem prostym czarnuchem a nie jakimś pierdolonym Einsteinem, to nie czas na jakieś pieprzone eksperymenty.
Scyther: Rozumiem wkurwienie młody, ale musisz nauczyć się cierpliwości.
Tony Jones: Pierdolona cierpliwość nie popłaca (rozkłada ręce) nie mam pojęcia kiedy to zauważysz człowieku.
Scyther: (kładzie rękę na głowie) O tym właśnie mówię Tee.
Tony Jones: Możesz pierdolić ile chcesz, ale ty nie jesteś od gadania czarnuchu. Jesteś żołnierzem, maszyną do zabijania, do kolekcjonowania seryjnych zwycięstw. Tak samo jak ja Scy, tak samo jak ja... Więc kogo chcesz oszukać?
Scyther: (uśmiecha się pod nosem) Wszystkich.
Tony Jones: Na razie to wszyscy oszukują nas. Nie, sorry. Nie oszukują. Oni nas robią w chuja. Bądźmy precyzyjni.
Scyther: Do czasu młody, do czaaasu. (wyciąga z kieszeni talię kart i zaczyna je tasować) Ten biznes, ta gra, jest jak poker. Bliźniaczo podobne suki. Możesz czasem blefować, ale jak nie masz nic w zanadrzu zawsze dostaniesz w dupę. Bo ile można lecieć w chuja? Raz, dwa, cztery? Patrz w karty i podejmuj decyzje, sprawdzaj albo pasuj. Nie gram na małe stawki, interesuje mnie tylko cała pula. Wiesz o czym mówię?
Tony Jones: (po raz kolejny przechyla szklankę, chwieje się już dość mocno) Ta...
Scyther: No, zajebiście. Siadaj Tee, pogramy, wyluzujesz.
TeeJay odstawia szklankę i przecierając dłońmi twarz ostrożnie zajmuje miejsce przy stole.
Scyther: Heh, bym kurwa zapomniał.
Ruthless wyciąga rękę i chwyta stojące na skraju stołu pudełeczko od jubilera.
Tony Jones: Co to?
Scy bez słowa uchyla wieka spod którego uderza blask złotej bransolety zegarka.
Tony Jones: Nice.
Scyther: Co nie? Jeden poszedł już w świat, miejmy nadzieję, że będzie pasował do munduru.
Tony Jones: (wybucha śmiechem) Ty skurwielu!
Scyther: Trzeba dbać o chorych, nie?
Tony Jones: Jasne brat, pod warunkiem że wyzdrowieją.
Scyther: Taaa... (podsuwa pudełeczko jeszcze bardziej do TeeJay’a) Ty pewnie z tej chorej ambicji nie wyleczysz się nigdy, ale przynajmniej będzie pasował do World Title.
TeeJay uśmiecha się szeroko, wyjmuje z pudełeczka zegarek i zakłada go na nadgarstek.
Czasem, kiedy gala powoli dobiega ku końcowi też przenosimy się na parking aby zobaczyć czy dany zawodnik bezpiecznie opuści halę. Tym razem jednak, choć show jest już w okresie schyłkowym na parking ktoś przyjeżdża. Całkiem sporo aut. Cztery czarne sedany marki ocenzurowanej. Spokojnie parkują na wolnych stanowiskach a z ich wnętrza wyłaniają się postaci ubrane w czarne garnitury, ciemne okulary i inne gadżety rodem z FBI. Nie wiemy jednak co robią dalej, bo realizator nas stamtąd zabiera.
Jak widać słusznie, bo prawdopodobnie w ringu za chwilę będzie działo się coś ciekawego dlatego też przenosimy się na część główną opolskiej hali gdzie publika jest niesamowicie podekscytowana, a gdy z głośników uderza Flux Pavilion - I Can't Stop, nie mogą przestać, nie są w stanie pohamować swojej euforii. Mija kilka sekund a na rampie pojawia się legenda polskiej sceny wrestlingu – Tony Rock! Pierwszy z prezesów PCW ubrany w czarny t-shirt z doskonale znanym z poprzednich gal motywem Jezusa BJJ, trzymając na ramieniu World Title wolno zmierza w kierunku ringu upajając się wrzawą jaką zgotowała mu opolska publiczność. Kiedy już odnajduje swoje miejsce w pierścieniu wymownym gestem prosi jednego z techników o mikrofon, po czym próbuje przebić się swym głosem przez ścianę opolskiego cheeru.
Tony Rock: Blood... Guts... Wrestling... Dawno mnie tu nie było. (cheer na który Tony reaguje szerokim uśmiechem) I szczerze mówiąc, wcale tego nie żałuję. (powszechne zdziwienie) Towarzystwo, które pojawiło się tu ostatnimi czasy mi nie służy, nie jest ani w moim typie ani typie tego złotka!
Po tych słowach unosi w górę World Title i eksponując go zaczyna spacerować po ringu, nie przestając mówić do mikrofonu.
Tony Rock: Czas poprzedzający Rozpierdolfest V był gorący, zbyt gorący dla tego tytułu. A on – wierzcie lub nie – cholernie nie trawi upałów, choć baaaardzo lubi wygrzewać się u mojego boku. Nie trawi ich, bo wie, że rozgrzany do czerwoności może zostać upuszczony. Spaść wprost z mojego ramienia (klepie się po ramieniu) wprost w sam środek kotła wokół śpiewają i walczą największe dzikusy tego biznesu.
Niezbyt wiadomo kogo określać ma słowo dzikusy, ale i tak publika się z jego użycia cieszy.
Tony Rock: Tak jest. Nie ukradłem tego tytułu, ja go ocaliłem! Ocaliłem to złotko przed staniem się kimś pokroju bałkańskiej dziwki w szwadronie tutejszego Mladicia. Czy ktoś komu zależy na losie tej federacji może wyobrazić sobie jak któryś z tych czarnuchów wstając rano szczerzy swoją mordę do tej ślicznotki? He? Czy ktoś to może sobie wyobrazić? Jasne, że tak. Do niedawna to była najbardziej prawdopodobna wersja. Tony Jones dostał szansę na jednego tittle shota, dziś na drugiego... Tylko, że ten, który zarządzał te decyzje został... wycięty.
Nadal nie wiadomo czy Tony mówi o Rejdychu czy Jazzowskim, ale publika i tak się cieszy.
Tony Rock: Jazzowskiego ta wizja przerosła, Rejdycha niemal zabiła... Zostałem tylko ja i on, ja i ten tytuł, JA, ON i ten tytuł. Jeśli ta federacja miała jakiś problem to został on rozwiązany przez Vaclava. Jeśli ta federacja miała w sobie nowotwór, jedno z jego ognisk zostało wycięte właśnie przez Vaclava. To Vaclav utorował temu tytułowi drogę do matecznika. Czas abyśmy zajęli się kolejnymi z ognisk, podjęli kolejne wyzwania. Wspólnie. JA I ON. Bo mamy ku temu możliwości, mamy coś więcej niż krzesło i łom... MAMY WŁADZĘ! Pełnię władzy. (unosi w górę rękę z World Title i uśmiecha się szeroko) Drodzy państwo, powitajmy nowego komisarza Blood Guts Wrestling!
Tony szybkim ruchem kieruje dłoń na Titrantron gdzie już zaczynają powoli wyświetlać się jakieś cyfry i litery, kolejne sekundy mijają, a z głośników uderza "I will battle for the sun" – Placebo!!! Publika oniemiała. Wśród ogromnego cheeru na rampie pojawia się Y2J! Były tag team partner Nasa Jazzowskiego ubrany w elegancki czarny garnitur pewnie stawia kolejne kroki w kierunku ringu przybijając przy tym rozradowanym fanom pojedyńcze piątki. Dojście do pierścienie zajmuje mu kilka minut, ale nikt nie ma mu tego za złe. Nawet technik, który jak głupi czekał z mikrofonem przy ringu. Tony Rock w sumie też, ale on akurat zadowolił się uściskiem dłoni.
Y2J: Blood... Guts... Wrestling... Chyba nigdy mnie tu nie było! (cheer) I wcale mi się nie spieszyło. (powszechne poruszenie) Kiedy jednak najlepszy przyjaciel kontaktuje się z tobą i prosi o pomoc nie możesz odmówić. Tym bardziej, że inni na których mógł liczyć, zawiedli. Tak jak powiedziałeś Tony, Vaclav wyciął jedno z ognisk nowotworu, ale... (dłuższa pauza, robi smutną minę)
Tony Rock: Nie zauważył, że sam zajął jego miejsce.
Y2J: (przełyka głośno ślinę i zaczyna krzyczyć) Vaclav, dlaczego ?! Dlaczego stałeś się nowotworem ?! Naroślą, która chce zniszczyć tą federację od środka?! Wysadzić ją! Nie znam cię, nigdy nie byłeś moim przyjacielem, ale wiem kto za takowego cię uważał – Nas ufał ci, byłeś dla niego bratem, który okazał się kimś gorszym niż Kain.
Dość trudna do opisania reakcja publiki i zrozumienie w oczach Tony’ego Rocka.
Y2J: (zaczyna się trząść ze zdenerwowania) ZABIJASZ JEGO DZIECKO SKURWIELU! Zabijasz je w momencie kiedy nie jest w stanie go bronić! W dodatku zmuszasz go, aby na to patrzył! Ale wiesz co? Nie pozwolę na to! (cheer) Jeśli ktoś tu zginie... Jeśli ktoś zginie to tylko w tym ringu. I będzie to tylko jedna z dwóch osób – ty albo ja! Vaclav albo Y2J!
Publika nadal nie wie jak reagować, bo o ile w przypadku opierdalania Rejdycha wszystko było oczywiste to teraz za bardzo nie jest.
Tony Rock: Tony Rock albo Vaclav!
Y2J: Czas zemsty.
Tony Rock: (unosi w górę World Title) Wiem, że tego chcesz. Wiem, że mimo swej całej nieudolności, swoich wszystkich porażek, z Aero, Nilsenem, nadal masz czelność wyciągać po to ręce. Mówisz, że jesteś gwiazdą. (podchodzi do lin i lekko się przez nie wychyla) Więc stań oko w oko z legendą!
Na przyjęcie wyzwania nie trzeba długo czekać, bo już kilka sekund po słowie „legendą” z głośników uderza Pantera – „Walk” a pod Titantronem pojawia się Vaclav! Nie jest jednak sam, bo towarzyszą mu Filu, Max Craven i... czterech ochroniarzy.
Vaclav: Co to za nielegalne zbiegowisko? (patrzy na Y2Ja) Kim jesteś żeby mnie oceniać? To ja byłem przy Nasie kiedy zakładał tą federację, to ja byłem jego partnerem gdy uciekłeś z EWF. I to ja jestem człowiekiem, który chce dla BGW jak najlepiej, bo to także moje dziecko! Włożyłem w proces kreacji całe serce, wszedłem w tą federację całym sobą, oddałem się jej bezgranicznie.. (dłuższa pauza) I jeśli ktoś ma prawo czuć się zdradzonym, oszukanym... To tym kimś jestem tylko i wyłącznie JA.
Y2J: (wściekły) Zamknij się.
Vaclav: Nie, to ty się zamknij, bo nie wiesz o czym mówisz. Najpierw sam Nas rzucał mi kłody pod nogi, potem robił to rękami Rejdycha. Teraz ty stałeś się pachołkiem, który musi bronić wizerunku federacji. Przede mną! Po tym samym korytarzu chodzą Scyther, TeeJay, Tool, do niedawna Rejdych, największe mendy jakie ten biznes widział, ale dla was to ja jestem wrogiem publicznym numer jeden jak pieprzony Dillinger. Mogę to zaakceptować, ale nie z twoich ust. Twoja opinia po mnie spływa Jay. Czekam aż Nas stanie w tym ringu i sam powie mi – Vaclav szkodzisz BGW, odejdź. Gdzie sąjego jaja?! Gdzie on w ogóle jest?! Ciągle tylko słyszę Nas ma problemy, Nas musiał wyjechać. Czy wyglądam jak dwuletnie dziecko?! Też mam problemy, Jay. Też mam pierdolone problemy i chcę je rozwiązać! A ty... Ty nie jesteś w stanie mi pomóc. Więc oczekuję odpowiedzi (wskazuje na publikę) oczekuję jej tak jak wszyscy, gdzie jest Nas ?! (cheer)
Y2J: Dostaniecie ją w swoim czasie.
Vaclav: (wskazuje palcem na ziemie) Ten czas już nadszedł Jay. Życie, ten biznes, to wszystko nie jest tak cukierkowe jakbyś sobie tego życzył, Jay. Nie można zniknąć a potem udawać troskliwego wuja wygrzewając swoją dupę na Bahamach. Trzeba być tu, trzeba tym żyć, aby móc cokolwiek oceniać. (pauza) A ty? Kim ty w ogóle jesteś? Kim jest twój koleżka obwołujący się legendą? Dla mnie wygląda na podstarzałego złodziejaszka rodem z „Riffifi po 60-tce”, który od 10 lat nie stoczył żadnej walki a jego jedynym sposobem na zdobycie jakiegokolwiek trofeum, nawet pieprzonego Daemusin title byłoby „uciekajdo”.
Tony Rock: (uśmiecha się) Daemusin to ten tytuł, który miał Aero?
Vaclav: (spogląda złowrogo na Tony’ego) Nie prowokuj mnie...
Tony Rock: (rozkłada ręce) Przykro mi Vaclav, miałeś swoją szansę, ale ją spieprzyłeś. Już na pierwszym stopniu. (klepie dłonią w World Title) To złotko nie jest dla ciebie... Mecenasie.
Vaclav: Tak mają wyglądać wasze metody? Kontynuacja Ordnungu Rejdycha? Serio tego chciałby Nas?
Y2J: Ordungu, porządku. Świetnie powiedziane Vaclav. Tego właśnie chcemy, zlikwidować ten burdel i wprowadzić stablizację. Tego chciałby Nas.
Vaclav: Więc jak to sobie wyobrażasz? Że pozwolę sobą pomiatać? Robić - za przeproszeniem - w chuja, w imię porządku?
Y2J: Jeśli chcesz zostać, nie masz innego wyjścia.
Vaclav: (zaczyna się śmiać) Nie, nie, nie, Jay, jeśli TY chcesz tu zostać powinieneś naprawić błędy przeszłości. Powiedziałem to już raz, powtórzę i kolejny. KAŻDY kim zasłania się Nas, kogo stosuje jako osłonę przede mną skończy jak Rejdych. KAŻDY. Bo ty nie jesteś dla mnie żadną władzą, stoczyłeś w życiu jedną dobrą walkę, powtarzam JEDNĄ, znasz się na wrestlingu jak Filu na diecie Dukana. I chcesz mi mówić co jest prawe i słuszne?! Wejdź mi w drogę a zajmiesz łóżku obok Rejdycha na OIOMIe.
Y2J: Czekam. (rzuca mikrofon)
Vaclav się nie rusza, a Y2J w tym czasie zdejmuje marynarkę i ciska nią o ziemię ciągle zachęcając Mecenasa Extremy do wejścia na ring. Ten w końcu przyjmuje wyzwanie, wraz z całą swoją świtą rusza po rampie w kierunku byłego partnera Nasa, ale niespodziewanie na drodze staje mu... oddział ochroniarzy. Nie tych przygarniętych przez Rejdycha, ale tych zatrudnionych przez Y2Ja. Ubranych w czarne garnitury i ciemne okulary, tych których mogliśmy zobaczyć wcześniej na parkingu hali.
Y2J: (podnosi mica) Koniec z bezprawiem, koniec z chorą extremą. Nas mi zaufał, a ja to zaufanie wykorzystam realizując jego wizję wrestlingu. (wskazuje na zawieszoną ponad ringiem klatkę) To co wisi nad ringiem nie zostanie dziś użyte!
Vaclav: (z oniemiałym wyrazem twarzy) ...
Y2J: Tak Vaclav, dobrze wiem, że to twoja sprawka. Dobrze wiem, że po pobiciu Rejdycha odrobinkę skorygowałeś kartę. Tylko, że ty... (rozkłada ręce) Ty nie jesteś żadną władzą! Jesteś pieprzonym barbarzyńcą, który znalazł sie w cywilizowanym świecie. I dopóki ja mam tu głos decydujący żaden z debiutantów nie wejdzie do klatki lwa, aby ten mógł podbudować swoje ego. To starcie będzie Single Matchem. Pin lub poddanie. Żadnej miazgi, żadnego pulpu, żadnej klatki, żadnych drutów. Czyste umiejętności. Czysta technika.
Vaclav szepce coś na ucho do stojących obok Maxa Cravena i Fila, i wszyscy wraz z ochroniarzami zaczynają się spokojnie wycofywać.
Vaclav: Dokończymy tą rozmowę Jay... Na osobności.
Na osobności, jak Aero chciałoby się rzec. Aktualny Tag Team champ, aktualny Shockwave champ ciągle liże rany po dzisiejszej porażce, wietrząc się przy tym, przy wywalonych z zawiasów drzwi. W końcu trzeba sobie jakoś radzić, szczególnie, że nie ma klamki. Można powiedzieć, że sprytny Aero upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Nie zapominajmy, że jest lato, przeciąg się ceni. Niestety, nawet radość z chłodnego powietrza może zostać nam odebrana. Szczególnie jeśli w drzwiach ktoś stanie. W tym wypadku jest to Izzy Nilsen.
Aero: Nie spieszyłeś się.
Izzy Nilsen: Mówiłem ci już przyjacielu, ja nie mam w tym żadnego interesu. (patrzy na wyważone drzwi) Co się stało?
Aero: Problemy techniczne.
Izzy Nilsen: Mam nadzieję, że nie o tym chciałeś ze mną rozmawiać. Nie znam się na drzwiach.
Aero: Ale na furtkach pewnie tak.
Izzy Nilsen: O czym mówisz?
Aero: Spotkanie z Frankiem nie było przyjemne, ty go unikniesz.
Izzy Nilsen: (rozkłada ręce) O czym ty mówisz?
Aero: Dobrze wiesz, że to on nie Armor King powinien dostać tego shota, znalazłeś furtkę i uciekłeś.
Izzy Nilsen: Z jakiej racji? (kręci głową z niedowierzaniem) Popierdoliło cie człowieku.
Aero: Możliwe, ale szczerze mówiąc, gówno mnie to obchodzi. (wyciąga Lucky Strike’a i go zapala co powoduje dłuższą pauzę) Revan wie, a przynajmniej się domyśla.
Izzy Nilsen: (wybucha śmiechem) No i?
Aero: Mam brać całą odpowiedzialność za te gówno na siebie, ten idiota oszalał, czuje z Neisanem jakąś więź. Uważa, że zastopowaliśmy jego świetnie zapowiadającą się karierę.
Izzy Nilsen: Wyluzuj czekoladko, stało się, poza tym, kim kurwa jest Revan ? I dlaczego powinienem się go bać?
Aero: Dziś zaatakował mnie śrubokrętem.
Izzy Nilsen: (powstrzymując się od śmiechu) I wykręcił ci klamkę?
Aero: Ta... (czerwony ze zdenerwowania) Przestań kurwa, zrobiliśmy jeden krok, powinniśmy zrobić drugi. Widziałeś co się stało przed chwilą w ringu?
Izzy Nilsen: Szedłem do ciebie, jak mogłem cokolwiek widzieć?
Aero: Y2J wrócił, jest nowym komisarzem.
Izzy Nilsen: (głupkowato się uśmiecha) Żartujesz, co nie?
Aero: Nie.
Izzy Nilsen: (sięga po paierosa i zapalniczkę do kieszeni koszuli) Może zacząć węszyć...
Aero: O tym mówię Izzy. Żaden z nas nie chce ryzykować. Ja mam dwa tytuły, ty masz Pride title shota. Ten skurwiel nie omieszka nam tego odebrać jeśli się dowie. Od zawsze miał słabość do nieudaczników i sierot.
Izzy Nilsen: (zaciąga się głęboko) Okej, zrobimy to. (wypuszcza chmurkę dymu) Najpierw jednak potrzebuję twojej odpowiedzi.
Aero: (robi wyjątkowo ponurą minę) Zrobię to. Zrobię wszystko co trzeba.
Izzy Nilsen: Okej, musimy się więc przejść w pewno miejsce. Dostaniesz więcej wskazówek.
Konrad Ochucki: Chryste Panie! Taki natłok wydarzeń, że nie wiem od czego zacząć.
Bogusław Montana: Może zaczniesz od spraw ważnych?
Konrad Ochucki: Wszystko wydaje się ważne.
Bogusław Montana: Pierdolenie człowieku. (rzuca na stół komentatorski trzymany do tej pory na kolanach tablet) Frank od rana podskoczył o 7gr! 4,05, rozumiesz ?!
Konrad Ochucki: Dlatego jesteś taki przygnębiony ?
Bogusław Montana: (łapie się za głowę) Nie, dlatego że zamknęli Crasha...
Konrad Ochucki: Przykra sytuacja.
Bogusław Montana: Powiedziałbym dobitniej.
Konrad Ochucki: Może nie?
Bogusław Montana: Nie mam sił, nie mam do czego wracać, rata mi się zdublowała, co ja pocznę?
Konrad Ochucki: To problem wielkiego kalibru, podobnie wielkiego jak dzisiejszy main event, który czas zacząć!
Single Match
Vaclav vs. Alexandr Nazaretian
Z głośników uderza Margrabia Wielopolski - Przemysław Gintrowski, a spod Titantronu wyłania się postać miłego i uczynnego Ormianina, któremu na imię Alexandr, Nazaretian warto dodać. Dynamicznym krokiem zmierza w kierunku ringu przy akompaniamencie takiego sobie cheeru publiczności. Przybija widzom pojedyńcze piątki, oczywiście tym którzy chcą, i w takiej właśnie przyjaznej atmosferze dochodzi do pierścienia gdzie kładzie w narożniku zdjęcie i długopis po czym zaczyna się trochę rozgrzewać.
Na arenie rozlega się Pantera – „Walk” a spod Titantronu wyłania się postać EWF FTW Champa, niedoszłego komisarza BGW – Vaclava. Cheer jaki otrzymuje Mecenas Extremy jest nieporównywalnie większy od tego jaki uzyskał jego niemal anonimowy dla opolskiej publiczności przeciwnik. Efekt ten jest tym bardziej imponujący, że odpuszcza on sobie takie dodatki jak przybijanie piątek. Wchodzi do kwadratowego pierścienia i zaczyna mierzyć wzrokiem swego oponenta.
Konrad Ochucki: Main event R*zpierdolfest czas zacząć! Teoretycznie Alexandr jest skazany na pożarcie, mimo że Vaclav nie znajduje się obecnie w najwyższej formie. To właśnie drodzy państwo jest najlepszy przykład polityki Jana Rejdycha!
Bogusław Montana: (obgryzając paznokcie) Żeby nie podskoczył, żeby nie podskoczył...
Konrad Ochucki: Znowu muszę sam komentować?
Bogusław Montana: (obgryzając paznokcie) 21 to sądny moment Kondziu! Żeby nie podskoczył, żeby nie podskoczył.....
Gong! Aleksander i Vaclav zaczynają krążyć wewnątrz ringu, zaczyna się klincz, obaj zaciskają uchwyt na karku przeciwnika. Nazaretian wykorzystuje swój spryt i z szyi gładko przechodzi do ręki Vaclava, po czym zakłada hammerlock. Mecenas Extremy szybko wyswobadza się z uchwytu, przy okazji whipując rywala na liny, czeka na Aleksandra z back body dropem, ale ten kontruje to w sunset flip! Vaclav szybko przerywa próbę pinu, podnosi się szybciej od przeciwnika i próbuje założyć boston crab… Nazaretian nogą odpycha Hardcore Hero. Tym razem inicjatywę próbuje przejąć Ormianin, rozpędza się, ale Vaclav robi unik… Aleksander wskakuje na drugą linę i próbuje zaatakować z cross body… ale była gwiazda EWF w locie kopie rywala dropkickiem! Nowy wrestler BGW zwija się z bólu, Vaclav nie daje mu jednak ani chwili wytchnienia, podnosi go i dokłada neckbreakera. Będzie próba pinu… Nazaretian wybija się po pierwszym klepnięciu. Vaclav próbuje więc chinlocka, ale wszystko działo się zbyt blisko lin, co umożliwiło wrestlerowi z Armenii szybkie przerwanie akcji. Gdy obaj są już na nogach, znowu pierwszy do ataku zrywa się Aleksander, chce wykonać clothesline’a, unik, tym razem już Mecenas Extremy zabiera się do back suplexa, ale Nazaretian ratuje się saltem, ląduje za Vaclavem i serwuje mu forward russian legsweep! Szybki pin… 1… 2… kick out! Nie zraża to Aleksandra, doskakuje do lin i wykonuje lionsault… ale tam gdzie ląduje nie ma przeciwnika! Vaclav szuka w tym swojej szansy i wykonuje Oklahoma Roll... 1… 2… kick out! Dobre tempo pojedynku sprawia, że kibice są zadowoleni. Na środku ringu mamy wymianę punchów, z której zwycięsko wychodzi fan Perły, posyłając rywala do parteru przy pomocy STO. Vaclav odbija się od lin i wykonuje senton bomba, ale w niesamowity sposób Nazaretian kontruje to w small package! 1… 2… nie ma zwycięzcy, Vaclav wybija! Kolejny raz w tej walce obaj zawodnicy błyskawicznie się podnoszą… Vaclav kopie Ormianina w brzuch i chce zaserwować Evenflow DDT, ale ten wyślizguje się z front headlocka, wynosi miłośnika hardkoru do góry i wykonuje falcon arrow! Jednak zamiast odliczać, Aleksander podnosi się i kieruje w stronę narożnika, wchodzi na niego… ale zanim dociera na jego szczyt, Vaclav podnosi się, chwyta przeciwnika za nogi i wykonuje powerbomba!
Konrad Ochucki: Drodzy państwo, otrzymuję informację, że na zapleczu dzieje się coś jeszcze bardziej interesującego niż w samym ringu! Przenieśmy się tam na chwilę!
Jak zapowiedział Ochucki, tak też robimy, w błyskawicznym tempie realizator przenosi nas do kanciapy techników gdzie bez zaproszenia wdarli się Max Craven i Filu! Ludzi czuwających nad poprawnym odbiorem gali poczęstowali dwoma chair shotami i sami przejęli kontrolę nad ogromnym panelem, z którego najciekawej wygląda według nich, małych rozmiarów wajcha. Filu chwyta za nią i zdecydowanym ruchem przechyla w swoją stronę.
Konrad Ochucki: Boguś, Boguś, spójrz!
Bogusław Montana: (zapatrzony w swojego tableta) Człowieku, daj mi spokój, muszę być na bieżąco.
Podekscytowany Ochucki niemal podskakuje na swoim krześle, podobnie jak publiczność, która widząc jak metalowa klatka powoli aczkolwiek systematycznie opuszcza się w dół zaczyna skandować imię Vaclava na przemian ze słowem „PULP!”. Sędzia znajdujący się w samym środku tego całego zamieszania próbuje powstrzymać zaistniałą sytuację, ale mimo całej swej mocy tak wielkiej klaki powstrzymać nie jest w stanie, a że z miejsca walki arbitrowi uciekać nie wypada to czyni tylko znak krzyża i kontynuuje sędziowanie. Vaclav z szerokim uśmiechem podnosi swojego oponenta uszkodzonego wcześniej Powerbombem, bierze z nim rozbieg i uderza jego głową o metalową klatkę. Ormianin pada na matę i nie ma zamiaru się z niej ruszać. Vaclav korzysta z tej okazji i schodzi w szczelinę pomiędzy ringiem i klatką, po czym wyjmuje spod kwadratowego pierścienia kilka gadżetów. Krzesło, drut kolczasty, paczkę jarzeniówek...
Konrad Ochucki: Przepraszam państwa najmocniej, ale otrzymuję informację, że po raz kolejny coś ważnego dzieje się na zapleczu, przenosimy się tam na chwilę.
Ochucki mówił o zapleczu, ale gabinet komisarza już takim zapleczem nie jest, bo atmosfera jest tam gorąca jak w ringu, Y2J widząc na ekranie telewizora co dzieje się w ringu wściekłym ruchem dłoni zgarnia wszystkie butelki stojące na biurku, rozbijając je wszystkie doszczętnie.
Tony Rock: Co robimy?
Y2J: A co możemy robić?
Były partner Nasa Jazzowskiego pochyla się i rzuca w kierunku Tony’ego jedno składane krzesło, a sam bierze drugie. Magazyn zbrojeń Vaclava był jednak dobrze zaopatrzony. Zawodnicy szybkim krokiem podchodzą do drzwi, Tony ciągnie za klamkę, ale nie jest w stanie ich otworzyć.
Y2J: (przejmuje klamkę i dzielnie się z nią szarpie) Niemożliwe, to niemożliwe!
Jay bierze rozbieg i przypierdala w drzwi z buta, ale na niewiele się to zdaje, bo ani drgnęły, a to bardzo dziwne znając stabilność drzwi w halach wrestlingowych.
Y2J: Masz telefon?
Legenda PCW bez słowa wyjmuje swoją komórkę i podaje ja nowemu komisarzowi Blood Guts Wrestling. Ten wykręca jakiś numer, ale nie jest nam dane usłyszeć o czym rozmawia, bo realizator zabiera nas z gabinetu i przenosi na korytarz przed nim, gdzie widać jaka jest przyczyna niemożności wyjścia z pomieszczenia. Drzwi są zabarygadowane kontenerem na śmieci. Dużym kontenerem.
Konrad Ochucki: Bogusławie obudź się! Spójrz co tu się dzieje, to niewiarygodne!
Bogusław Montana: Człowieku, nic mnie to nie obchodzi, frank bez zmian!
W ringu natomiast Vaclav zaczyna już korzystać ze swoich zabawek, w czasie naszej nieobecności przywiązał drutem kolczastym dwie świetlówki do krzesła i właśnie teraz zachęcającym gestem nakłania krwawiącego od spotkania z drutem kolczastym Nazaretiana do powstania i przyjęcia kolejnego ciosu, ten natomiast jest już na klęczkach, wstaje... i w ostatniej chwili unika ciosu! Vaclav odrobinę się zakręcił, ale dość szybko odzyskał świadomość i należnego Dropkicka od Ormianina. Alexandr przerażony sytuacją w jakiej się znalazł natycmiast przechodzi do ofensywy, wyrywa Mecenasowi Extremy krzesło i rzuca je jak najdalej od siebie. Mając już pewność, że wszystko jest w porządku odpycha Hardcore Hero od lin i naciera z Clotheslinem, Vaclav robi unik, ale zaraz potem nacina się na Superkicka! Olek natychmiast przechodzi do pinu 1.... 2.. kick out. Chyba też tego się spodziewał, ale za wszelką cenę próbuje utrzymać Vaclava na macie, tym razem poprzez założenie mu Armbara.
Bogusław Montana: KURWA MAĆ! 4,10zł! Co ja biedny pocznę, co ja pocznę! 5 gr w 2 godziny!
Konrad Ochucki: Jezus Maria! Co za emocje!
Bogusław Montana: Żebyś wiedział.
Trudno jednak się spodziewać aby Vaclav przegrał w taki sposób, szybko uwalnia się z nieudolnego submissiona, najpierw poprzez kilka punchy na klęczkach, a potem Stompa wprost na twarz! Krwawiący Nazaretian wypluwa resztki piasku, które z butów Vaclava osiadły na jego ustach. Mecenas Extremy natomiast odbija się od lin i skacze na oponenta z Lionsaultem. Pin 1....2.. przerywa sam Hardcore Hero! Podnosi za głowę nieszczęsnego Ormianina i kiedy ten chwieje się na nogach szuka w pobliżu jakiejś jarzeniówki, a ta jak na zawołanie leży całkiem niedaleko. Vac chwyta ją, obraca się, i otrzymuje kopa w brzuch a następnie DDT wprost na stworzone wcześniej przez siebie krzesło! Mecenas Extremy zaczyna obficie krawić, a Alexandr przechodzi do pinu 1.....2..... 2,999 kick out!
Konrad Ochucki: Jak to możliwe ?!
Bogusław Montana: (spogląda jednym okiem na ring) Ładny rozpierdol.
Konrad Ochucki: To chyba jedna z najlepszych walk w historii BGW!
Bogusław Montana: Zbyt wielkiej konkurencji nie ma.
Tymczasem na zapleczu kilku ochroniarzy pochodzących od Y2J’a, tych w czarnych garniturach, bierze się za odsuwanie kontenera na śmieci, który blokuje wyjście z gabinetu. Nie jest to lekka rzecz, więc przychodzi to im z wielkim trudem.
Konrad Ochucki: Wygląda na to, że interwencja nie nastąpi zbyt prędko.
W ringu natomiast Alexandr Nazaretian wspina się na narożnik, obraca się tyłem do Vaclava i skacze na niego z Moonsaultem, ten jednak kontruje cios w Neckbreakera! Kolejny Pin 1....2....2,999 kick out! Wkurwiony Vaclav otwiera krzesło i zakłada je swojemu oponentowi na głowę, po czym sam zajmuje odwrotną pozycję i wykonuje Sharpshootera. Nie wiadomo czy Ormianin ma jeszcze siłę cierpieć, bo liczba ciosów jakie przyjął w dzisiejszej walce była imponująca jak na debiutanta. Z początku nie wykazuje żadnych oznak życia, ale już po kilku chwilach zaczyna walczyć i czołgać się w kierunku lin. Biorąc pod uwagę, że Vaclav nie ma o wiele więcej siły, ten manewr ma spore szanse powodzenia. Krzesło uciskające mu krtań nie jest jednak zbyt pomocne dlatego Olek postanawia się go pozbyć, wszak ręce ma wolne. Walcząc z bólem karku delikatnie zdejmuje ze swojej szyi krzesło, ostatkiem sił się obraca, i z pozycji leżącej przypierdala nimw tył głowy Vaclava! Ormianin kładzie na nim rękę i pinuje 1.....2....2,999 kick out!
Konrad Ochucki: To niesamowite, co ten debiutant wyrabia!
Bogusław Montana: Jest jak frank, wkurwiający.
Konrad Ochucki: Dla Vaclava na pewno.
Mecenas Extremy o dziwo dość dochodzi do siebie, uderzenie nie było chyba zbyt mocne, ale na pewno zaskakujące. Obaj zawodnicy powoli wstają, i rozpoczynają regularny brawl jeszcze bardziej doprowadzając siebie do krwawienia. Vaclav... Alexandr... Vaclav... Alexandr... Vaclav... Alexandr... Vaclav traci cierpliwość i kopie swego oponenta w brzuch, po czym zarzuca go sobie na ramiona i szykuje się do wykonania Otchłani Smutku! W tym samym czasie spod Titantronu wybierga Y2J i Tony Rock. Vaclav wiedząc, że mogą go rozpraszać odwraca się w drugą stronę i zauważa... Yoshito Nabeshimę wspinającego się po klatce! Zawodnik ma na sobie rękawiczki więc nie straszny mu drut kolczasty. Mecenas Extremy nie daje się podpuścić. Podrzuca na ramionach biednego Ormianina i wykonuje na nim Otchłań Smutku!!! Która zostaje w ostatniej chwili skontrowana w Roll-Upa... PIN 1...... 2...... 3 (zwycięzcą walki jest Alexandr Nazaretian)
Vaclav wygląda na zszokowanego, wstaje szybko z maty i rzuca się z pretensjami do sędziego, a następnie do Nazaretiana, który podnosi położone wcześniej w narożniku zdjęcie i długopis i słaniając się na nogach prosi aby Vaclav je podpisał. Mecenas Extremy uśmiecha się serdecznie i PRZYPIERDALA MU Z KOPA W BRZUCH!!! Błyskawicznie chwyta za głowę i przyciska ją do klatki powlekanej drutem kolczastym, od strony, z której patrzy na niego Y2J! Obaj zawodnicy pokrzykują coś do siebie ponad głowami krwawiącego Nazaretiana. Cała sytuacja nie trwa jednak długo, bo Jay zauważa iż poza ringiem przez Fila i Cravena okładany jest Książe Nabeshima więc biegnie mu z odsieczą sugerując Tony’emu Rockowi, aby ten spróbował wejść do klatki i ocalić biednego Ormianina. Legenda PCW z krzesłem w ręku zmierza w kierunku drzwi wejściowych klatki i zdecydowanym ruchem zrywa z ich łańcuch, który o dziwo nie był spięty kłódką. Vaclav widząc to natychmiast porzuca Alexandra i chwyta za leżące w pobliżu krzesło i w takim orężu staje oko w oko z Tonym Rockiem!
Konrad Ochucki: Niesamowite emocje!
Bogusław Montana: Kondziu! 4,30, 4 pierdolone złote 30 pierdolonych groszy!!!
Konrad Ochucki: Niesamowita gala, niesamowite emocje, a już niebawem R*zpierdolfest VI! Co się stanie z Vaclavem, Crashem, Nazaretianem, Filem, co w federacji robi Yoshito Nabeshima. Wszystkie te odpowiedzi tylko na kolejnej gali Blood Guts Wrestling! Tymczasem żegnają się z państwem Bogusław Montana...
Bogusław Montana: I frank szwajcarski...
Gala się skończyła? Ależ skąd! Jeszcze po raz ostatni dzisiaj lądujemy w najbardziej ekskluzywnej szatni w Blood Guts Wrestling. Jak doskonale pamiętamy nasi ulubieni skurwiele podczas naszej poprzedniej wizyty pogrywalli sobie w karty. Z tego co widać robią to nadal, choć po ich wyrazach twarzy można wnioskować, że gra w pokera 1 vs. 1 nie jest zbyt ekscytująca.
Tony Jones: (rzuca kartami o blat stołu) Pierdole, pasuje.
Scyther: (odsłania dwójkę i siódemkę) Cóż, karta nam nie idzie.
Tony Jones: Spoko brat, czekajmy na to aż uda się zgarnąć całą pulę, pierdolić to ile razy po drodze nas ojebią.
Scyther: (uśmiecha się pod nosem) Szybko się uczysz młody.
Jakież musi być zdziwienie widzów kiedy do ich uszu dostaje się odgłos pukania do drzwi. W końcu do tej szatni prócz TeeJay’a i Scythera zwykle nikt nie zagląda.
Scyther: (nachyla się nad TeeJay’em) Czas na kolejną lekcję. Wejdź!
Ktoś z zewnątrz pociąga za klamkę, drzwi się otwierają, a do szatni wchodzą Izzy Nilsen i Aero!
Scyther: (tym razem jego kąśliwy uśmiech dedykowany jest niespodziewanym gościom) Co za niespodzianka. Co was tu sprowadza?
Ruthless zrywa się z miejsca i szybkim krokiem podchodzi do obu zawodników. TeeJay jest mocno zaskoczony, podobnie jak Aero. Jedynie Izzy Nilsen zachowuje spokój i beznamiętnie spogląda na Scythera.
Izzy Nilsen: (wychodzi krok przed Aero) Odpierdol się, ok?
Brudny Harry zdecydowanym ruchem odpycha zasłaniającego Aero Nilsena i patrzy z góry na zbiedzonego technika. Jak łatwo przewidzieć Shockwave champ jest lekko, a może nawet bardzo bardzo przestraszony. W końcu sama różnica gabarytów robi swoje.
Scyther: (łapie Aero za podrbródek i unosi go brutalnie do góry, wymuszając podniesienie wzroku) Chcesz mi coś powiedzieć?
Aero zaczyna powoli rozglądać się na boki i zauważa, że Nilsen, który przyprowadził go do tej jaskini lwa zaczyna się asekuracyjnie wycofywać. W przeciwieństwie do Tony’ego Jonesa, który trzymając w ręku składane krzesło powoli zbliża się do Technicala.
Scyther: Myślałeś, że ci zaufamy, co? Pomożemy? Ochronimy?
Drzwi się zatrzaskują a Aero zostaje sam na sam ze swoimi oprawcami. Tony Jones nerwowo postukuje krzesłem o podłogę szykując się do wyjebania biednemu Tag Team champowi.
Scyther: (ściska mocno jego policzki) Dlaczego nic nie mówisz?
Tony Jones rozluźnia barki i unosi do góry krzesło. Centralnie nad głową Aero.
Scyther: Nic?
Tony Jones bierze zamach i przypierdala przestraszonemu Aero... Tyle, że krzesło o centymetry omija jego głowę. TeeJay i Scyther momentalnie wybuchają śmiechem, podobnie jak Izzy Nilsen, którego radość słychać nawet przez drzwi.
Scyther: (klepiąc Aero po policzku) Mordo moja, mów coś! Bo się kurwa zamulimy.
Nilsen zalewając się ze śmiechu wchodzi do pomieszczenia i odruchowo klepie przestraszonego Aero po plecach. Ten natomiast zupełnie nie wie co się dzieje, stoi jak wryty, ani się nie śmieje, ani nie odzywa. Jedynie oddycha szybciej niż zwykle, nic więcej.
Scyther: (podchodzi do barku i nalewa szkockiej do szklanki) O kurwa! Stary, gdybym wiedział, że tak zareagujesz... (podaje Aero szklankę trunku) Przejebane brat. Musimy cię nauczyć odgwagi, bo zginiesz w życiu.
Izzy Nilsen: (przez śmiech) Stary, mam nadzieję, że odzyskasz mowę.
Tony Jones: Nie masz innego wyjścia, bro, musisz gadać jeśli już się zdecydowałeś.
Wszyscy zgodnie zbijają ze sobą piątki i celebrują swój triumf. Jaki? Nie wiadomo, pewnie dowiemy się tego na następnej gali.
W czasie gali słońce nad Opolem już dawno zaszło i tylko blask latarni oświetla miejskie ulice na których ruch cywilizacyjny jest minimalny. Nawet tu, w miejscu przez które przewijają się zwykle setki osób dziennie. Przed opolskim dworcem PKP wyjątkowo panują pustki. Wśród kilku, pustych aut stojących na chodniku zdecydowanie wyróżnia się tylko jedno – czarny Aston Martin DB9. Latarnie rzucające na niego cień lekko oświetlają wnętrze ukazując rysy postaci i unoszący się wokół niej tuman szarego dymu. Gdzieś w tle pięknego pojazdu da się zauważyć równie piękną kobietę, która z niewielką torebką podróżną zmierza w jego kierunku. Choć światło oświetla jej sylwetkę dość wyraźnie, to pojedyńcze, czarne włosy opadające na twarz uniemożliwiają jej kompletną identyfikację. Dziewczyna powoli, wręcz dostojnie dochodzi do pojazdu i zagląda do wnętrza przez wnętrzną szybę. Mężczyzna siedzący w środku widząc to, przechyla się na prawą stronę i otwiera jej drzwi.
Calamity: To ciebie miałam szukać?
Tool: (nie patrzać w stronę kobiety) Też nie jestem zachwycony.
EWF World Champ powoli sięga do kieszeni płaszcza skąd wyciąga jednego papierosa, wkłada go do ust, zapala i przekręca kluczyki w stacyjce.