+ = + = + = + = + = +
= +
R*zpierdolfest I
28.01.2013
+ = + = + = + = + = +
= +
***
Program produkowany na wyłączność EWF.wrestling.pl,
mający format piętnastominutowego filmu, którego głównym celem jest
przybliżenie fanom życia prywatnego Nasa Jazzowskiego. Funkcję narratora pełni
w nim sam zawodnik, poprzez wypowiadanie swoich przemyśleń z offu. Nazwą
nawiązuje do tytulatury gal federacji Blood Guts Wrestling, będącej własnością
Nassjasza. ***
Jestem w łazience,
zamknięty na trzy spusty (na inne spusty, nie te, takie powiedzonko). W ciągu
pięciu ostatnich minut wydarzyło się wiele ciekawego. Obudziłem się w masce
Psycho i żubrzym płaszczu, a obok mnie leżała urocza brunetka w stroju
pielęgniarki, która córce mej niedojrzałej przedstawiła się jako Weronika Anna
Miley Passent i rzekła, że z tego względu iż kocha dzieci pozwala na siebie
wołać WAMP. Córa poczuła się zaszczycona, gdyż jak zrozumiałem, ową gwiazdę
kojarzy ze swoich kolorowych lektur. Małżonka moja była, również obecna w tym
pomieszczeniu, takiego przywileju niestety nie posiadła. Nie polubiły się, oj
nie, dlatego też sytuacja nie prezentowała się komfortowo. Potrzebne były
szybkie, męskie decyzje i takie niezwłocznie podjąłem, córę wygoniłem na
balkon, żonę do kuchni (bo tam jej miejsce) a sam uciekłem do łazienki. Tradycyjnie już, pierwszą czynnością po
odwiedzeniu tego pomieszczenia – ku uciesze moich wrogów – było stanięcie przed
lustrem. Odrażający poziom zadufania i narcyzmu Nassjasza!
Nas - Tajemnica mojego sukcesu kryje
się w szarym papierze toaletowym (pomachałem sobie rolką przed lusterkiem).
Miłujmy naszą planetę, ave!
Powiedziałem to lub
coś równie durnego, co niechybnie stanie się głównym orężem moich ringowych
adwersarzy a także cennym materiałem szkoleniowym dla przyszłych pokoleń
wrestlerów. Odkręciłem kran i pozwoliłem strumieniowi wody lać się swobodnie, oj lała się ta woda, oj lała. Niestety pytania
„Co wydarzyło się wczoraj?” które z niebezpiecznym natężeniem pulsowało w mojej
głowie, zagłuszyć nie była w stanie. Z kieszeni żubrzego futra wyciągnąłem
telefon i wybrałem dobrze mi już znany numer.
(**Anielski Orszak
Niech Twą Duszę Przyjmie, Uniesie w Górę Ku Wyżynom Nieba… **)
Wierzcie lub nie, ale fakt,
że ta piękna melodia dobiegała właśnie zza foliowej kotary, nie stanowił dla
mnie specjalnego zaskoczenia. W pełni opanowany podszedłem do niej i gwałtownym
ruchem dłoni, odsłoniłem drzemiącą w wannie sylwetkę mojego druha, Ponurego
Grabarza. Jak drzemie wrestlingowy grabarz, każdy wie, nie trzeba się nad tym
rozwodzić. W dłoniach, złożonych na piersiach, trzymał wesoło wibrujący telefon,
ale odbierać nie zamierzał. Spał jak trup, czy coś w tym stylu. Należało użyć
środków radykalnych.
Nas – (wielce
urokliwym bassoprofondo) Kieeedy
raaaaane wstaaaają zoooorze, toooooobie zieeeeemia, tooobie…
Jak budzi się
wrestlingowy grabarz też można sobie łatwo wyobrazić. Co natomiast dziwne, miał
źrenice!
Ponury Grabarz – Ooo, Nas. Czy już świta?
Nas - Tak jakby.
Ponury Grabarz – (trzepiąc się
nerwowo po kieszeniach) Gdzie
łopata?!
Dlaczego leżała na
pralce, czule opatulona w moje ręczniki i puchaty łazienkowy dywanik wprost z
klozetowej deski, ciężko powiedzieć. Ważne natomiast iż ten widok wyraźnie
uspokoił roztrzęsionego Grabarza.
Ponury Grabarz – Co cię tu sprowadza?
Nas – (popadłem w
chwilową zadumę) Właściwie
to jesteśmy w mojej łazience.
Ponury Grabarz – (podnosząc się z
wanny) A to
przepraszam, już się zawijam. (jakaś nagła myśl zatrzymała ten proces ekshumacji)
W takim razie, co mnie tu sprowadziło?
Nas – Przykro mi to mówić, ale śpiąc w
wannie jesteś dzisiaj najmniejszą sensacją. W kuchni siedzi moja była małżonka,
w sypialni leży jakaś WAMP a na balkonie bawi się moja córa…
Ponury Grabarz – Nimi to się nie przejmuj, ja je
wpuściłem bo tak napierdalały w drzwi, że usnąć nie szło. (mocno
podekscytowany) Ale
WAMP? Ta WAMP?!
Nas – Aktorka.
Ponury Grabarz – (parskając
ironicznie) Aktorka…
Toż to nasza narodowa diwa! Córa ministerialna, działaczka społeczna,
kobieta-instytucja! Skarb! Pierwszy towar eksportowy do Hollywood, Bollywood i
ZSRR!
Nas – (lekko przerażony)
To ona jest… stara?
Ponury Grabarz – To ty nie wiesz?
Nie byłem pewien, ale
skoro chwaliliśmy się nią przed bratnim narodem, to młoda być nie mogła.
Trzydziestka co najmniej, oczywiście przy najbardziej optymistycznym wariancie
wręczania Gorbaczowowi róż czerwonych, na manewrach Układu Warszawskiego. Serce
podeszło mi do gardła. Jak oparzony wypadłem z łazienki, wpadłem do sypialni i
oceniłem, że WAMP stara na szczęście nie była. Odetchnąłem z ulgą i biegiem
wróciłem do Ponurego Grabarza.
Ponury Grabarz - (nerwowo uderzając palcem w gazetę, którą niewiadomo
skąd wygrzebał) Kurwa
mać, kłamliwe skurwiesyny.
Błyskawicznie wyrwałem
mojemu kompanowi najnowszy numer „Kuriera Porannego” z rąk i bez specjalnego
poruszenia przyjąłem nagłówek z pierwszej strony. „Ostra libacja w TVP
Białystok. Wyrzucili drukarkę przez okno”.
Nas – No i?
Ponury Grabarz - (z niedowierzaniem kiwa głową) Toż to nie była drukarka tylko
popsuty radiomagnetofon. (wyciąga zza pazuchy magnetofonową kasetę) Impreza była drętwa, to chciałem
rozruszać składanką themów z PECW, ale za nic nie mogłem tego ustrojstwa odpalić.
Ni to kaseta nie wchodziła, ni to nie grało, to po co komu taki szajs? Wyjebałem.
Nas – (zaniepokoiłem się
nie na żarty) Byliśmy
tam?
Ponury Grabarz – A jakże! Sam mnie powlokłeś.
Zacząłem w głowie
systematyzować skrawki wczorajszego wieczora i faktycznie, mogliśmy tam być.
*** Flashback Numer JEDEN
***
Późny wieczór. Nas z
Ponurym Grabarzem idą jedną z białostockich ulic, w przyjacielskim objęciu,
śpiewając różne narodowe piosenki, których cytować nie wypada.
Nas – (przykłada palec do ust) Ciiiii… Grabarzu, ja słyszę
muzykę!
Ponury Grabarz – A ja widzę neony!
Nas – (entuzjastycznie ciągnąc Grabarza za ramię) Idziemy się bawić z ludem!
Celebrować zwycięstwo z ludem!
Pracownicy EWF podbiegają
kilkanaście metrów, Grabarz zdał się zapomnieć o tym, że normalnie sprawia mu
to trudność. Kuśtyka wesoło, z werwą wymachując swoją łopatą. W pewnym momencie
sobie jednak o czymś przypomniał i gwałtownym ruchem chwycił Nasa za ramię.
Obaj się zatrzymali.
Ponury Grabarz – (szeptem) Ty, Nas, ale jak oni nas nie
wpuszczą?(zaciska zęby i ściska z werwą łopatę) Szturmem ich?
Nas – (milcząco przytakuje) Szturmem. (doznaje olśnienia) Albo… (grzebie przez
chwilę za pazuchą i wyciąga maskę Psycho) Sposobem!(zakłada na głowę) On jest przecież sławny!
Ponury Grabarz – (spuszcza ze smutkiem głowę) Nie to co my…
Podrapałem się po
głowie.
Nas – To przynajmniej wyjaśnia maskę.
Ponury Grabarz – No ale ostatecznie szturmem ich
wzięliśmy (energicznie podryguje) szturmem.
*** Flashback Numer
DWA ***
Główny hol siedziby
TVP Białystok. Nas z maską Psycho na twarzy, agresywnie szarpie się z jakimś
starszym panem, za popularnym „akwarium”, ulubionym siedliskiem cieci. Obok w
bojowej gotowości, ze stosownym zamachem stoi Ponury Grabarz.
Nas – (ciąga za fraki biednego ciecia) Ty mnie chuju wpuścić nie
chcesz, i mojego brata wpuścić nie chcesz?! Wiesz kim ja jestem?
Woźny – (także ciąga Nasa za jego żubrze futro) Panie, odpierdol się pan, to nie
jest bal przebierańców.
Ponury Grabarz – (subtelnie i kulturalnie) O właśnie, jeżeli można, co to
za impreza?
Woźny – (nadal ciąga Nasa) Charytatywna, same ważne osobistości z Białegostoku
a nawet świata!
Ponury Grabarz i Nas – (jednocześnie) Woooooooo!
Woźny -
A jakże! I ja mam
wpuścić na salony taką… żubro-krowę i ponuraka ze szpadlem? Szanujmy się!
Nas – Przepraszam, ale to jest maska diabła.
W międzyczasie Ponury
Grabarz się zagotował, nigdy przedtem ani nigdy potem nie był widziany w takim
stanie. Spoglądał raz na swoją łopatę, raz na ciecia. Łopata, cieć, łopata,
cieć, łopata cieć.
Ponury Grabarz: (ruszając w stronę woźnego) Szpadlem? (coraz bliżej)
Szpadlem?! (jest już o
krok) Nazwałeś JĄ…
SZPADLEM?!
I w tym momencie potężny
cios łopatą powalił biednego woźnego. Nassjasz z przerażeniem puścił fraki
jegomościa, a jego zwłoki bezwładnie runęły na ziemię.
Nas – (przestraszony nie na żarty) Co..Ty.. Dlaczego?
Ponury Grabarz – (z furią wymachując łopatą nad zwłokami ciecia)
To jest łopata! To jest
kurwa łopata idioto! (obracając się w kierunku Nasa) Nie pozwolę żeby ktoś obrażał
damy w moim towarzystwie. To nie jest jakieś pieprzony Anna Grodzki, że nie
wiadomo co to to właściwie jest. Moja łopata jest zagięta, szeroka, ma
delikatne krawędzie… kurwa mać, to łopata Nas! Co ja ci będę tłumaczył, każdy
wie czym różni się szpadel od łopaty. On to zrobił z premedytacją.
Nas – (nie sprawia wrażenia jakby wiedział) No tak… To co, idziemy się
bawić?
Ponury Grabarz - Jakże
on mógł? Tak urazić moje grabarskie preferencje!
Nas – (udaje
oburzonego) Skandal! (zamyśliłem się) Pamiętam, że jak szliśmy po schodach to gdzieś
dzwoniłem.
Ponury Grabarz – (przegląda
telefon) Do mnie.
Nas - Nie,
przecież ty byłeś obok.
Ponury Grabarz – Może i byłem, ale dzwoniłeś. Mam
trzy nieodsłuchane wiadomości. (pokazał mi telefon, faktycznie, miał) Słuchaj.
*** Flashback Numer
TRZY ***
Nas i Grabarz dysząc
ciężko, trzymając się kurczowo barierek, wdrapują się po schodach. Nassjasz
przy uchu trzyma telefon.
Nas - (rozżalony, wręcz bliski płaczu) Grabarzu, czemu on nie odbiera?
Nie lubi mnie?
Ponury Grabarz – (ignoruje wibrującą kieszeń, przemawia z dumą)
Mnie lubi. Chciał żebym
komentował galę zamiast Bryndzy.
Nas – (zasłania dłonią słuchawkę, mówi szeptem) Poczta głosowa. (odsłania)
Cześć Tony, nie wiem czy
ty mnie nie lubisz czy co. Były między nami jakieś konflikty, ale przyjacielu,
Tosterze! Ja przecież przeprosiłem, ja się kajam, nie odrzucaj mnie! Nie
odwracaj się ode mnie! Szakal królem królów, Tusk chujem chujów. (zakrywa
słuchawkę) Na
pocztę mu się nagrywam.
Ponury Grabarz – Aha
Nas – Tony, ja ci powiem szczerze, spodobała mi się ta twoja Rosjanka.
My dostaliśmy zaproszenie na wspaniały bal i ja chciałbym ją… wiesz, a nie mam
numeru. Bądźże człowiekiem, daj jej numer, w imię przyjaźni polsko-radzieckiej.
(rozłącza
się, odkłada telefon i podnosi głowę) Grabarzu (rozgląda się na boki, ale pusto)
Ponury?
Okazuje się, że Grabarza
nie ma obok Nasa, ale jest niedaleko, zanim Nas wylał Tony’emu swoje żale,
zdążył on (a przecież kuśtyka!) odwiedzić jakiś schowek sanitarny (co nawet
napisane zostało na drzwiach).
Ponury Grabarz – (zawiedziony) Gdzie się wszyscy pochowali? (jeszcze
bardziej zawiedziony) Pochowali
beze mnie, bez Grabarza? (bliski histerii) Wyparowali?
Nas – (macha do Grabarza ręką) To chyba tutaj!
Nas – (rozmarzyłem
się) Oh, jakże
piękny był ten akcent Tatjany Aleksandrowny… Jakże on działał na moją potencję!
Ponury Grabarz- (przytaknął ze
zrozumieniem) Mówiłem
już, że niegdyś też byłem zakochany?
Nas- (nie chciałem
oglądać tego zdjęcia ponownie) Wspomniałeś.
Ponury Grabarz- Od 15 lat jestem w swych
uczuciach stały. (zamyślił się) Ciekawe jak się jej życie układa? Czy jest szczęśliwa?
*** Flashback Numer
CZTERY ***
Kabina w toalecie, Nas
odwrócony plecami do drzwi wykonuje wszystkie czynności na stojąco. W jednej
ręce, przy uchu, trzyma telefon. W tle słychać walenie do drzwi i muzykę.
Nas – Tony, ja naprawdę nie chcę się narzucać. Ty mnie znasz, ja gdybym
nie musiał to bym ci głowy nie zawracał. Ale ten lwowski akcent (wzdycha
głęboko) to musi
być miłość.
Kobieta – (zza kabiny) Przepraszam, ale to jest damski.
Nas – A co ja kurwa - za przeproszenie - kupę? Sikam sobie, nie
nasmrodzę. Na stojąco, żadnych bakterii na desce nie zostawiam. To co to za
różnica, damski czy nie damski? (wzdycha głęboko do słuchawki) Widzisz Tony, mi też w tym kraju
żyć nie dają, intymności nie pozwalają zachować, no bądź człowiekiem, daj numer
do tej Nataszki, bo ja się chyba zakochałem.(zirytowany ciągłym waleniem do
drzwi) Muszę
kończyć, miłego wieczoru. (odkłada telefon) Już, już!
Jazzowski z impetem
otwiera drzwi i z furią zaczyna krzyczeć w twarz biednej kobiecie.
Nas – (wykonuje gest Kozakiewicza) Precz z tym germańskim karłem
Tuskiem zakamuflowanym w UW! (unosi w górę znak Victorii) Niech żyje wolne EWF! Precz z
komuną!
Wychodzi, zostawiając
po sobie tylko obsikaną deskę i roztrzęsioną kobiecinę.
Grabarz po ostatnich
refleksjach na temat swojej partnerki rozczulił się niesamowicie, postanowiłem
więc, że go pocieszę.
Nas- Nie przejmuj się. (poklepałem go
po plecach) Znajdziemy
ci nową miłość.
Ponury Grabarz- (rozżalony, z
opuszczoną głową) Nie
rozumiesz Nas, ty nic nie rozumiesz! Dziś już nie ma takich kobiet, wyginęły,
pomarły… Teraz wszystkie wyglądają jak żywe trupy.
Warto nadmienić iż
życiowa miłość Grabarza była trupem, ale nieżywym.
Ponury Grabarz- Naśladują te modelki paskudne, i co to jest? Przytulić się nawet nie można, bo miednice
mają tak ostre, że pokaleczyć się idzie.
Nas- (po raz kolejny
klepnąłem go po plecach) Moda
się zmienia, nawet Nabeshima nabrał ciała.
Ponury Grabarz- (podniósł z
nadzieją głowę) Naprawdę?
*** Flashback Numer
PIĘĆ ***
O ile poprzednie
flashbacki były stosunkowo normalne, to ten już od początku nie sprawia
najlepszego wrażenia. Nas stoi za stolikiem przeznaczonym dla DJów, ze
słuchawką na jednym uchu, z telefonem przy uchu drugim. W międzyczasie zgubił
gdzieś koszulkę, bo spod jego żubrzego płaszcza wystaje tylko goły tors. W tle
widać natomiast Ponurego Grabarza, który zaciekle próbuje włożyć do drukarki
magnetofonową kasetę i co gorsza, jakoś to odpalić. Jest chyba jednak lekko
zirytowany.
Nas – (do słuchawki) Rozumiem Tony, rozumiem. Nie chcesz ze mną rozmawiać dlatego
dzwonię po raz ostatni. Nie chcesz mi pomóc w miłości? Nie chcesz, dobrze, taki
ty jesteś. Nassjasz jednak ciągle szanuje twoje dokonania i spójrz co
przygotował. (do tłumu) KTO NIE SKACZE TEN Z PO!
O dziwo cały tłum, jak
jeden mąż zaczyna skakać, panie starsze, panie młodsze, panie w średnim wieku i
panie w galowych sukniach, skaczą wszystkie panie w szpilkach i te co w
przypływie euforii je z siebie zrzuciły. Skaczą też wszyscy panowie w
eleganckich smokingach i wyglansowanych lakierkach. Co ciekawe, skacze też Mleczarz i wytresowana krowa Mleczarza!!! Skąd się oboje w tym gronie zacnych osobistości z
Białegostoku i ze świata wzięli – nie wiadomo. Nawet Ponury Grabarz dał się
porwać chwili, chwyta niegrającą drukarkę i wyrzuca ją przez okno!
Tłum- (wielka uciecha i podziw) O!
A następnie sam wstaje
z miejsca i zaczyna podskakiwać wesoło na swej zdrowej nodze, podrzucając nad
głową łopatę.
Nas– (do słuchawki) Wszyscy skaczą, nawet Grabarz! Teraz uważaj…
Jazzowski grzebie
przez chwilę przy gramofonie a po chwili z głośników uderza znana, patriotyczno-religijna
pieśń „Boże coś Polskę”, pierwotnie jest to wersja „Ojczyznę wolną racz nam
zwrócić…” ale energicznie podskakujący tłum natychmiast zmienia słowa na
„Esmeraldę wolną…”. Krowa Mleczarza też muczy inaczej niż zwykle. Co jednak ważne,
da się zauważyć że jakiś pan już nie bryka, stoi smutny pod ścianą i próbuje
okiełznać szalejącą żonę. Być może to stronnik prezydenta miasta? W końcu on
jest z PO.
Nas– (do tłumu) Wszystkie panie z lwowskim akcentem proszone są do
mnie. „Ponury Uśmiech Grabarza” dla każdej pani z lwowskim akcentem!
Ktoś z tłumu – A może być śledzikowanie?
Nas– (poważnieje) Nie.
Nagle mnie olśniło,
jak oparzony wypadłem z łazienki i wpadłem do sypialni, z pewnym w pełni
uzasadnionym podejrzeniem.
Nas– (pełen nadziei)
Mówisz lwowskim akcentem
?!
WAMP– (zrobiła idiotyczną minę, po czym uśmiechnęła się
rozkosznie) Nieeee.
Ale potrafię zagrać wiele innych dialektów – sycylijski, brooklyński,
teksański, kaszubski…
Jak się dowiedziałem
później, Weronika Anna Miley Passent miała wiele atutów, pewien starszy aktor w
swojej książce poświęcił jej nawet kilka słów, określając mianem „Szmaty w
którą spuszczają hollywoodzkie chuje”. Z pewnych powodów czułem się tym
zaszczycony. W tamtym jednak momencie samo słowo „nie” zabiło cały popęd
seksualny, jaki do niej czułem. Pewnie znała jeszcze wiele dialektów, ale nie
chciałem już udawać podziwu, szybciutko ulotniłem się z pomieszczenia i
wróciłem do Grabarza.
Nas– (potężnie
zdyszany i jeszcze mocniej zawiedziony) Nie mówi…
Ponury Grabarz– (klepiąc mnie po
plecach) Jak jest
ochota, to i pies kota.
Po raz kolejny
podrapałem się po głowie.
Nas- (lekko
niedowierzałem) Tam
był Mleczarz?
Ponury Grabarz- (westchnął
głęboko, porażony moją niewiedzą) Doprawdy Nass… Przecież Mleczarz to od 2004 roku to niezwykle
ważna persona w biznesowym świecie. Plotki głoszą, że dzięki funduszom unijnym jego
krowa stała się najbardziej wydajnym parzystokopytnym stworzeniem w całej
Polsce a być może i całej Unii!
Nas- Wow!
Ponury Grabarz- Podobno Mleczarz w swoim parniku
opracował tajną recepturę maści, która trzykrotnie zwiększyła objętość jej wymion.
Rozumiesz?! TRZYKROTNIE!
Nas– Tak, tak, trzykrotnie.
Imponujące… ale niestety, muszę lecieć. Żona na mnie czeka.
Jak zwykle, na pełnych
obrotach wypadłem z łazienki i tym razem wpadłem do kuchni, gdzie czekała na
mnie zniecierpliwiona była małżonka.
Nas- Przepraszam, że musiałaś tak
długo czekać. (z wyrzutem) Poza tym, nie powinniśmy dopuszczać do sytuacji takich jak ta
dzisiaj.
Ania- (uśmiechnęła się
złośliwie) Sam
zacząłeś…
W kwestii sprostowania
– mniej więcej pół roku temu, całkowicie przypadkiem pomyliłem drzwi. Ściślej
rzecz ujmując pokoje. Jeszcze precyzyjniej – mieszkania. Po jednej z sobót
spędzonych z córką, pomyliłem swój hotelowy pokój z barem, a lokum mojej byłej
małżonki z pokojem hotelowym. Kilka minut po północy zawitałem w jej gościnne
progi, i co naturalne w stanie permanentnego upojenia – dyskretnie zakradłem
się do sypialni i z wielką radością rzuciłem swoje zwłoki na łóżko. Trzymając
się terminologii zapaśniczej rzekłbym, że był to najbardziej udany Elbow Drop w
mojej karierze. Łokieć utknął gdzieś między czwartym a piątym żebrem obecnego
partnera mojej byłej małżonki…
Ania- (z
niezrozumiałym wyrzutem)…
i omal mnie nie zabiłeś.
… albo pierwszym i
drugim cyckiem samej małżonki, to nie ma teraz większego znaczenia. Wszak to co
spotkało mnie po krótkiej awanturze, będącej następstwem malowniczego elbow
dropa, było zemstą w pełni tego słowa znaczeniu. Nie wymagało żadnych dopełnień
w postaci porannego nachodzenia.
Nas- Eee… (popatrzyłem na
okrutną Annę przegranym wzrokiem) Spałem na kanapie.
Ania- Mówisz poważnie?
Nas- Całkowicie, mniejsza z tym.
Napijesz się czegoś?
Oczywiście, że nie
mniejsza! Moje zachowanie było uknute od początku do końca. Od pierwszego do
ostatniego słowa. Chciałem jej pokazać jak zachowują się ludzie z klasą nawet w
najbardziej niezręcznych sytuacjach, nie czekając nawet na odpowiedź,
otworzyłem szafkę wiszącą nad zlewem i cóż, niestety… Postanowiłem, że
zademonstruję swoją klasę przy innej okazji. Jak będę miał kawę czy coś
takiego.
Nas- (zamknąłem
szafkę najdyskretniej jak tylko umiałem) Nie ma jednak sensu żebym zabierał ci czas. (obróciłem się w
jej kierunku i oparłem o blat zlewu) O czym to chciałaś rozmawiać?
W tym momencie
sytuacja zrobiła się co najmniej niezręczna, moja była małżonka przewracała
między palcami tekturową podkładkę pod kufel, a ja intensywnie zastanawiałem
się w jaki sposób owy gadżet znalazł się w moim pokoju. Podkładka, nie żona.
Tak czy inaczej, po kilkunastu sekundach Ania subtelnie trzepnęła nią o blat
stołu, przerwała dyskusyjny impas i nie podnosząc wzroku zaczęła mówić, z jakąś
niezrozumiałą trudnością.
Ania- Chcę żebyś mnie dobrze
zrozumiał, bo naprawdę, pomimo tego co działo się między nami przez ostatnich
kilka lat… (podniosła wzrok) Zawsze
uważałam, że mała ma prawo się z tobą widywać. Zresztą… Dobrze o tym wiesz,
początkowo byłam w szoku, ale ostatecznie nie robiłam przecież żadnych szopek.
Nie ciągaliśmy się po sądach, nie, ponieważ doskonale pamiętam co dla niej
robiłeś…
Widząc, że zapalam
papierosa poprosiła abym ją poczęstował.
Ania- (zapalając
papierosa) Tamta
sytuacja bezpowrotnie zrujnowała nasz związek i myślałam, że się z tym
pogodziłeś… To nie miało prawa wyjść, rozumiesz? Teraz tym bardziej, po tylu
latach… nie ma szans. Jednak dzięki temu, że to poświęciliśmy, a przede wszystkim
ty, ona może być teraz taka jaka jest. Nie ćwiczy na WFie, nie jeździ na
rowerze, z trudnością wchodzi na drugie piętro. (zaciągnęła się głęboko) Nie wiem czy to normalne życie,
ale zdecydowanie lepszego od tego co jej wróżono. Popatrz na nią i przypomnij
sobie ile oddałeś żeby mogła taka być. Nie rozumiem dlaczego chcesz to wszystko
zrujnować.
Nas- Nie wiem o czym mówisz.
Ania- (zaczynają
ponosić ją emocje) Ja
się boję Nas, boję się kurwa mać! Przez ostatnie lata żyłam w ciągłym strachu,
a kiedy wydawało mi się, że jest już w porządku, ty zaczynasz ją narażać. Po
co?
Nas- Posłuchaj Aniu, nie mam pojęcia
o czym mówisz, ja naprawdę akceptuję twój związek.
Nie, nie akceptuję,
ale to była jedyna rzecz jaka mogła ją w tamtej chwili uspokoić.
Ania- (agresywnie
zakipowała papierosa) Nie
mówię o swoim związku. (pauza) I
nie musisz kłamać, naprawdę nie potrzebuję aprobaty.
Nas- Dobrze.
Ania- Przestań udawać, że wszedłeś w
to bagno z przyjemności. Nie, nie wszedłeś. Tak, zniszczyło to twoje życie.
Możesz wmawiać tym zapatrzonym w ciebie masom, że jesteś siewcą miłości i
radości, ale sam wiesz najlepiej jaka to bzdura.
Nas- (zaczynała mnie
irytować) Posłuchaj,
nudzisz mnie, mów o co chodzi albo… idź.
Ania- O Scythera.
Nas- Przecież to niedorzeczne, to
tylko praca. Czysty biznes, nic osobistego.
Ania- Nie Nas, to była praca, kiedyś.
Naprawdę nie widzisz co się dzieje?
Nas- (zanim
odpowiedziałem, odpaliłem kolejnego papierosa) Uspokój się – to nic osobistego.
Ania- Nic osobistego?! Jakkolwiek to
zabrzmi – walenie się po pysku nie byłoby niczym osobistym. W tym… środowisku.
Jednak wchodzenie z butami w czyjeś życie, kopanie zdesperowanego wraku, który
dopiero co wyszedł z więzienia i topi się we własnych rzygach, uwierz, jest
cholernie osobiste.
Poczułem nagłą potrzebę
zbliżenia, odbiłem się rękoma od blatu zlewu i usiadłem na taborecie,
naprzeciwko swojej byłej małżonki. Zgasiłem papierosa i chciałem chwycić ją za
dłoń, ale szybko uznałem ten pomysł za jakiś kurwa zboczony.
Nas- Nigdy nie zrobiłbym czegoś co
mogłoby… (dłuższa pauza) ją
narazić. Uspokój się i chociaż to trudne, spróbuj mi zaufać, wiem co robię.
Teraz, psia mać,
jednak ten zboczony pomysł zrealizowałem.
Ania- (zrywając się z
miejsca) Czas na
mnie.(zakładając szalik) Przywieziesz
ją pojutrze?
Nas- Tak.
Zapaliłem papierosa i
zostałem sam, z WAMPem, córką i Grabarzem, a co gorsze… Z cieknącym kranem.
+ = + = + = + = + = +
= +
Nassjasz Promo #1
+ = + = + = + = + = +
= +
Niewielkie, ciemne pomieszczenie,
którego ściany, wymurowane z pomarańczowej cegły, są niewyraźnie oświetlane
blaskiem żarzącego się w kącie paleniska. W części zasłaniane jest ono bowiem
przez niezidentyfikowaną postać, ubraną w długi płaszcz. Spoza ekranu dobiega
śmiertelnie poważny głos lektora. ** Są
rzeczy, których nie złamie zwierzęca
siła ** Postać
podnosi szczypcami z ziemi jakiś przedmiot i wkłada go prosto w płomień.
** Czego przez wieki doświadczyło wielu ** Dłuższą
chwilę trzyma metal w żarze ** Które może
zmiękczyć tylko żywy ogień **
Osoba odwraca się i
zaczyna zmierzać w kierunku kamery. Odsłonięte palenisko oświetla jego
sylwetkę. Zauważamy, że ma na twarzy maskę kowala. Na szczypcach niesie
rozgrzany do czerwoności kawałek metalu. ** I
wystarczy kilka uderzeń **
Kowal siada na pieńku i poczyna
uderzać masywnym młotem w żelazo ** Byś mógł je dowolnie
formować** Postać
ponownie się podnosi i trzymając w
rękawicach ciągle pomarańczowy metal zbliża się do obiektyw. ** Złamać bądź wykorzystać ** Na szklanej masce widać niewyraźne odbicie telewizyjnego
odbiornika, gdzie Tool celebruje z World Title **
Złamać bądź wykorzystać** Kowal podnosi prosty kawałek
metalu i bez trudu zgina go w półksiężyc, po czym z impetem wbija w ekran.
Obraz ciemnieje, na czarnym tle pojawia się czerwony napis, natomiast w tle
odgrywany jest refren utworu KNŻ - Spalaj
się
Wrestlepalooza CXI. Nie próbuj się opierać.
Jesteś tylko narzędziem
zbawienia
+ = + = + = + = + = +
= += + = +
Kwietniowa Anarchia VI
Build-Up Promo
+ = + = + = + = + = +
= += + = +
W tle płynie
skomponowany przez Andrzeja Kurylewicza motyw przewodni serialu „Polskie
Drogi”. Na ekranie pokazywane zostają najbardziej podłe kadry z polskiej
rzeczywistości, żywo wyjęte z lat 90-tych ubiegłego wieku. ** Tępe spojrzenia, na
brudnych twarzach narkomanów oblegających posadzki Dworca Centralnego,
pomagających wstrzykiwać sobie heroinę. ** Umorusani górnicy wychodzący z
kopalni** Opuszczone budynki prywatyzowanych fabryk** Czarne limuzyny
podjeżdżające pod budynek Sejmu RP** Romska żebraczka szarpiąca się z jakimś
mężczyzną** Zakryte czarną folią zwłoki leżące pod jedną z zatłoczonych
kawiarni w centrum miasta** Rdzewiejące wagony kolejowe stojące na bocznicach**
Kiedy utwór zaczyna
przechodzić w część radosną, ekran ogarnia jasność, video się urywa i zamiast
niego powoli wyświetlane są napisy.
WIOSENNA SANACJA
*
KWIETNIOWA ANARCHIA VI
*
JUŻ WKRÓTCE
+ = + = += + = + EWF House Show + =
+ = += + = +
+ = + = + = + = + = Bytom, 8 luty 2013 +
= + = + = + = + =
House show, jak house
show, specjalnego szału w kwestii oprawy nie ma. Nawet nasi ukochani
komentatorzy, a dokładniej jeden komentator, bo na tego drugiego pewnie nikt
nie czeka - łącznie z tym pierwszym – się nie pofatygowali. Tak czy inaczej
bytomska publika nie zawiodła, ale w końcu zbliża się pierwsza w historii
Wrestlepalooza na ich ziemi, chcą zobaczyć choć namiastkę tego co czeka ich 17
lutego. Czy warto płacić, czy warto tracić czas itp. Karta dla jednych
obsadzona jest mocno, dla innych nie, to kwestia gustu. Gdzieś pomiędzy walkami,
które w EWF zawsze są najwyższej jakości, przed samym main-eventem ściślej
rzecz ujmując, przewidziane zostało przemówienie Nas Jazzowskiego. Były FTW
champ z pewnością z wielką radością przyjął informację o konieczności podróży z
zimnego Białegostoku do Bytomia. Co to dla niego? To w końcu rzut kamieniem.
Uciecha publiki zawsze miała dla niego najwyższą wartość, to się zgodził. I
teraz zbiera owoce, na arenie uderza „Too Drunk Too Love” autorstwa Sweet Sweet
Lies, a bytomscy fani wpadają w charakterystyczną śląską euforię, wymachują
transparentami, rzucają staniki, konfetti, miedziaki, butelki miejscowej wódki,
ktoś nawet trzyma nad głową kamień węgielny, ale na szczęście rzucać nim nie
zamierza. Po kilku sekundach odgrywania utworu na rampie pojawia się Nassjasz,
tradycyjnie już ubrany w swoje żubrze futro, jakieś skórzane spodnie i masywne
buty, których nie odziedziczył jednak po Vaclavie. Na szyi zwisa mu ampułka z
wódką, którą niebawem będziecie mogli nabyć w EWF Shop Zone, w rękach trzyma
kilka spakowanych w folie koszulek, które rozdaje idąc w kierunku ringu.
Niestety, wszyscy mężczyźni, otyłe kobiety i zbyt wyrośnięte dzieci mogą czuć
się pokrzywdzone gdyż zawodnik ma tylko „damskie eSki”, co skwapliwie wyjaśnia
każdemu z pazernych na gadżety fanów. Trochę to wszystko trwa, no ale w końcu
szczęśliwie dociera do pierścienia i prosi jednego z techników o mikrofon.
Wrzawa oczywiście nie cichnie, spokoju mu dać nie chcą.
Nas- (unosi w górę dłoń prosząc o ciszę) Dziękuję, naprawdę dziękuję..
Nassjasz nigdy nie czuł się tak.. zaszczycony.. Ogromną nobilitacją jest dla
mnie to przywitanie.. Zaiste, żadne tytuły, żadne zaszczyty, żadne trofea nie
mogą się nawet równać z tym uczuciem.. Uczuciem doceniania, wsparcia..
rozpoznawalności.. które w końcu nie jest dane każdemu.. a o które tak wielu,
na różnorakie żenujące sposoby zabiega.. ciągle pozostając duchami..
Bytomska publiczność
postanowiła zabawić się w interpretację słów zawodnika poprzez niezbyt
przyjazne nawoływanie „Psycho! Psycho! Psycho!”
Nas- (ironicznie
uśmiecha się pod nosem) Otóż
nie droga publiczności! Otóż nie.. Nassjasz nie zamierza rozprawiać o demonach
przeszłości, które ledwie co posłał w czeluście im przeznaczone.. gdzieś w
strefę wrestlingowego abisalu.. w sam środek karty Wrestlepaloozy 111… Nie
zamierzam tracić czasu na jałowe spirytystyczne seanse, służące wyłącznie
pognębieniu postaci, która dla mnie.. MAIN EVENTERA.. przestała istnieć.. Wolę skupić uwagę na
widmach choćby w niewielkim stopniu mącących mój spokój.. snujących się śladem
mojego cienia.. desperacko próbujących przypomnieć o swoim istnieniu.. czyhających na okazję do zadania tak
umiłowanego ciosu w potylicę.. (obraca głowę)
Doprawdy, one są nawet
tu.. w Bytomiu.. Mesjasz Extreme Wrestling Federation nigdy nie śmiałby
żartować z tak poważnych tematów.. One autentycznie tu są, być może o krok od
was.. klęczą skamląc o możliwość podpisania kartki.. domagając się choć krzty
waszego podziwu.. te demony, zjawy, upiory.. fantomy.. (zero reakcji)
FANTOMY (lekki heel
heat) Nassjasz musi
przyznać, iż dopiero po latach zaczął doceniać trafność tego przydomka..
mógłbym go wręcz zinterpretować jako wspaniały, niezwykle rzadki w tym biznesie
przejaw dystansu owej postaci do swojej osoby ale.. no cóż.. odnoszę wrażenie
iż ostatnimi czasy Tool zaczął czuć się niekomfortowo w swojej.. (chwila
zastanowienia) metafizycznej
powłoce... Dla Zbawcy EWF natomiast owy dyskomfort nie jest ŻADNĄ sensacją..
gdyż od zawsze postrzegał on toolowską ideologię jako demagogiczne, nieudolne
połączenie wszystkich debilizmów tego świata.. ruchy hippisowskie, anarchiczne,
loże masońskie, kod Da Vinciego, niewidzialne macki systemu, iluminacja,
ziemia, chemia, hemoglobina.. największe ideologiczno-spiskowe gówna, które
zbuntowani piętnastolatkowie już dawno spuścili w szalecie.. Tool wygrzebał i
zlepił własnymi rękoma tworząc tego parodystę.. Rebela.. Zaiste komicznym
zjawiskiem był ten stary dziad ubrany w kusą, skórzaną kurteczkę noszący na
sztandarach pogardę dla koniunkturalizmu, konformizmu i korporacjonizmu..
komicznym, kłamliwym, naiwnym i chyba minionym, prawda Tool? Czy może się mylę
i nadal będziesz szerzył bunt przeciw korporacyjnemu porządkowi, jednocześnie
domagając się zachowania należnej hierarchii w.. KORPORACJI? Nassjasz nie ma ku
temu żadnych obiekcji.. wręcz przeciwnie, niebywałą rozkosz sprawiają mu takie
demaskatorskie widowiska.. gdyż nic nie jest w stanie dorównać satysfakcji
towarzyszącej unoszonej kurtynie.. gwałtownie odsłaniającej obłudne oblicze
najbardziej zacietrzewionego krytyka moich poczynań.. NIC nie może konkurować z
obrazem tej rzekomo zobojętniałej na sławę, pieniądze i pochwały, rebelianckiej
jednostki.. chełpiącej się nowo wynegocjowanym, rozdętym kontraktem..
biegającej od biura do biura w sraczkowatym amoku.. roszczącej pretensje do
uroczystych powitań, salw i chwalebnych pieśni.. wszystkich zaszczytów, którymi
do tej pory ostentacyjnie pogardzał.. Upajam się twoją małostkowością.. Upajam
się każdą chwilą, w której próbujesz zdobyć aprobatę ludzi, zwanymi przez ciebie zidiociałymi
fanami wrestlingu.. Upajam się twoją godną pożałowania determinacją do
pokazania im że jesteś ich.. MISTRZEM.
Dobitnie zaakcentowane
przez Nassjasza słowo „Mistrz”, szczególnie w zestawieniu z Toolem, wyraźnie
nie przypadło bytomskiej publiczności do gustu, co też zamanifestowała
przeciągłym heel heatem.
Nas- Owszem.. owszem.. MISTRZEM.. To
może budzić niesmak.. może śmieszyć.. może się nie podobać.. ale Nassjasz nigdy
nie zniżył się do poziomu tych.. zezwierzęconych owoców rasowego kompromisu..
NIGDY.. nie kwestionował tegoż oczywistego faktu.. NIGDY.. nie wyzywał Toola od
złodziei.. NIGDY.. nie pozował na odciętego od wszelkich środków masowego
przekazu idiotę, który urwał się z pierdolonego drzewka bambusowego i ze
zdziwieniem stwierdził „Ojej! Ten nieudacznik ma moją dziecinkę. Oddaj.”.. Cóż to są za żenujące podchody? Cóż to za
miałkie argumenty? Nassjasz przecież doskonale pamięta w jaki sposób Tool
zdobył Mistrzostwo Świata.. i nie śmiałby nawet tego negować.. Co więcej, on
upór doczesnego Mistrza docenia.. ciągle ma przed oczami kłody jakie rzucano mu
pod nogi.. tchórzowskie ingerencje w starcia, formułowane naprędce dyrektywy..
wszystkie nieudolne działania ówczesnego komisarza.. HONOROWEGO.. te
rozczulające przejawy lojalności wobec upośledzonej, latynoskiej miernoty
obsadzającej dziś środek karty.. i tą cierniową drogę Nassjasz ma negować? Ma z
niej drwić? NIE Droga Publiczności.. nie.. Mesjasz Extreme Wrestling Federation
w przeciwieństwie do tych niepiśmiennych figurantów wie czym jest legitymizacja
władzy.. wie iż w tym Wielkim Imperium pośród Augustów, Wespazjanów i Trajanów
może trafić się mikra istota pokroju.. Heliogabala.. pozbawiona wrodzonej
charyzmy, przywódczych zdolności, posłuchu tłumów.. wykazująca obsesyjne
przewrażliwienie wobec własnej małości.. próbująca wzbudzić respekt nieuzasadnioną
brutalnością i składaniem przypadkowych ofiar.. Nassjasz nie ma wręcz prawa
okazywać zdziwienia faktem, że to właśnie Tool tak umiłował węszenie
wszechobecnego spisku.. w końcu sam stanowi dla jego majestatu największe
zagrożenie.. Problem polega na tym, że daremne są te próby zastraszania.. gdyż nie
wzbudzą we mnie trwogi truchła SR-Crazy’ego, Psycho i jakiegoś anonimowego
pachołka.. Nie odwiedzie mnie ten.. barbarzyński terror.. od postanowienia
przejęcia władzy jedyną możliwą, imperialną drogą.. drogą ZAMACHU (cheer) Mesjasz pragnie cię zapewnić, że
już niebawem nada twoim przydomkom całkiem nowy wymiar.. FANTOMIE.. zabawne.. szalenie zabawne, że Nassjasz
zamierza cię przerobić właśnie w takie gumowe NARZĘDZIE, które posłuży
sanitariuszom do doskonalenia resuscytacji.. I nie jest to kwestia nadwornego spisku,
jakiegokolwiek wsparcia czy popularności. to tylko kwestia.. CZASU.
Publika oczywiście się
cieszy, ci którzy mają zegarki, zerkają na nie z malującą się na twarzy
niecierpliwością i bynajmniej nie jest to efekt znudzenia przemówieniem
Jazzowskiego.
Nas- Jak mawiają mecenasi prawa dżungli.. Niech
przemówią pięści! Niech przemówią.. Nassjasz nie ma ku temu żadnych obiekcji.. ale
dlaczego nie teraz? Dlaczego nie podczas najbliższej gali? Dlaczego nie w tym
bytomskim ringu? Ileż Nassjasz musi jeszcze czekać? Ile czasu oficjele Extreme
Wrestling Federation mają zamiar testować jego cierpliwość? Umieszczając w
gówno wartych starciach (pewien szok na trybunach).. pozbawionych jakiegokolwiek
prestiżu.. czy naprawdę jakiś Komisarz mógł sobie ubzdurać iż zestawienie w
drużynie dwóch rzekomo najgroźniejszych dział tej federacji jest w stanie
zagrozić Zbawcy? Spowodować erupcję fontanny krwi, która obmyje szlachetne imię
Extreme Wrestling Federation? Cóż.. Nassjasz wielokrotnie udowadniał nad nimi
swoją wyższość.. zarówno w walkach indywidualnych.. jak i podczas ostatniej
Wrestlepaloozy będąc najjaśniejszym elementem tworu nieroztropnie zwanego..
drużyną.. I będzie ową wyższość dokumentował niezależnie od okoliczności i
konfiguracji.. Doprawdy Janku.. czy postawienie przeciw najdłuższemu w historii
EWF Tag Team champowi.. dwóch skłóconych, kwestujących swoimi dokonaniami w
PCW, dziadów.. jest wydarzeniem godnym main eventu Wrestlepaloozy? Nie sądzę.. nie
sądzę.. i choć daleki jestem od szukania sobie wrogów.. daleki jestem od
ostatecznej utraty cierpliwości.. to dalszego podtrzymywania serii błędów i
wypaczeń.. zapoczątkowanych od starcia ze Scytherem.. zapoczątkowanych twoim
panowaniem.. mogę nie wytrzymać.. Mówię to tym bardziej z bólem, gdyż mój
szacunek wobec twojej osoby jest ogromny.. Nassjasz niezwykle ceni twoje
starania w kwestii powrotu EWF na polski rynek.. ale także z niesmakiem patrzy
na twe asekuranckie komisarskie działania.. I nie chce.. po stokroć nie chce..
aby jego szlachetna krucjata sanacyjna nieopacznie dosięgła również ciebie..
Publiczność jest lekko
zaskoczona, owszem, niesnaski pomiędzy Komisarzem Kowalski a Nassjaszem są
powszechnie znane, ale tak otwartego manifestu niezadowolenia z pewnością nikt
się nie spodziewał.
Nas-
Co gorsze
Nassjasz nie ocenia tego zestawienia negatywnie tylko przez pryzmat własnych
ambicji.. dostrzega w nim także wyraźną bagatelizację ringowego kunsztu swego
partnera.. SR-Crazy’ego.. Doskonale rozumiem iż negatywne napięcie jakie
wywiązało się pomiędzy nim a Phantomem wymaga niezwłocznego rozładowania.. w
ringu.. Mesjasz Extreme Wrestling uznaje roszczenia Szaleńca za w pełni
zasadne.. Czemu jednak ma służyć jego obecność? Czy nie wystarczającym byłoby wsparcie
duchowe? Czy fizyczna ingerencja w konflikty, które się mnie nie tyczą, jest
konieczna? Nassjasz jest przekonany iż umiejętności PIĘCIOKROTNEGO FTW champa w
pełni predysponują go do pomyślnego rozwiązywania takich spraw w walkach jeden
na jednego.. Szaleniec nie jest przecież komiczną figurą pokroju duce
Mussoliniego.. która dopiero w boju uświadamia sobie iż ma zbyt wysokie
aspiracje.. i panicznie woła o pomoc.. to wręcz kontrast dla takich śmiesznych
postaw.
Nassjasz zdejmuje z
szyi łańcuszek-ampułkę i przykłada ją do ust, ale ze smutkiem stwierdza iż
wódka magicznym sposobem się z niej ulotniła. Delikatnie rzuca nią w
publiczność, a ta niemal zabija się w walce o ten unikatowy gadżet, który
dopiero za miesiąc będzie dostępny w EWF ShopZone.
Nas- (wyciera usta) Pocieszającym
jest jednak to iż w swoim zdziwieniu nie jestem osamotniony.. istnieją bowiem w
tej federacji postaci, które ostatnimi czasy najprostsze pojęcia przyswajają z
niebywałym trudem.. Tool z World Title? Jazzowski w Main Eventach? Opuściła
mnie dziewczyna? Jakże to? (pauza) Doprawdy.. pewne opuchnięte pyski coraz
bardziej upodabniają się do rozkładówek tabloidu redagowanego przez chorego na
wyjątkowo uporczywą prokrastynację.. sensacyjne wydarzenia docierają tam z co
najmniej dwuletnim opóźnieniem.. co
Nassjasza natomiast niezmiernie.. DZIWI.. Oczywiście, nigdy nie miał on
Kosiarza za tytana intelektu.. jednakowoż trudno zaprzeczyć iż jego postać była
bezpośrednim świadkiem wymienionych zdarzeń.. co więcej, miała ona zarówno czas
jak i doskonałe warunki do ich przyswojenia.. i zaakceptowania.. W końcu
podczas tego rzekomo cierpiętniczego pobytu w placówce karnej.. nie zmieniło
się nic.. Tool zdobył swój tytuł jeszcze na oczach i ku nieudolnemu oporowi
Komisarza Honorowego.. Nassjasz wszedł na szczyt jeszcze za czasów jego
panowania.. ostatecznie go przecież pokonując.. w znacznym stopniu
przyczyniając się do zawieszenia kariery.. Czy Kosiarz postanowił wymazać ze
świadomości te traumatyczne przeżycia? Jeśli tak.. Mesjasz Extreme Wrestling
Federation nie ma dla niego najlepszych wieści.. ponieważ ma on zamiar
niezwłocznie odświeżyć mu pamięć.. czy też zapisać na nowo, kolejnymi, jeszcze
tragiczniejszymi wydarzeniami.. I bynajmniej nie chodzi o odejście Cynthii, za
które odpowiedzialność jest mu uporczywie przez media przypisywana.. które jest
rzekomo manewrem mającym osłabić mego oponenta.. cóż to za wierutne bzdury?
Zaprawdę powiadam wam.. jeżeli ktokolwiek odczuje te rozstanie z boleścią.. z
pewnością nie będzie to tak beznamiętny skurwiel jak Kosiarz.. Owszem, nie
wykluczam iż druga strona może mieć zupełnie inne odczucia.. Kobiety są w końcu
sentymentalne, nieprawdaż? Z pewnością będzie jej brakowało tych porannych pocałunków
zionących sfermentowaną szkocką.. z pewnością pustka zagości w jej sercu, kiedy
uświadomi sobie, że wieczorne awantury sfrustrowanego życiem bydlaka odeszły w
niepamięć.. z pewnością już nigdy nie zaśmieje się tak szczerze jak z żartów
Psycho.. Najgorsze jest jednak to iż prawdopodobnie NIGDY nie znajdzie
partnera, który otwarcie będzie stawiał ją na uboczu.. jak sobie bidulka
poradzi będąc najważniejszą istotą w czymś życiu? (dramatycznie)
JAK ?! (pauza) Co natomiast tyczy się drugiej
strony tego dysfunkcyjnego związku.. Nassjasz nie oczekuje od niej nic poza..
WDZIĘCZNOŚCIĄ.. (pewien szok na trybunach) W rzeczy samej Kosiarzu.. czy nie pomogłem ci
uporządkować priorytetów? Będziesz w stanie to docenić? Podziękować
Nassjaszowi? W końcu usunął z twojego życia pewien.. problem.. postać, która
tak usilnie próbowała zakłócić harmonię twojej kariery.. Od zawsze cele były przecież
jasne.. World Title, FTW Title, chlanie.. (z troską w głosie) Czy tak trudno dostrzec? (podnosi ton)
Moja boska istota się o ciebie
zwyczajnie troszczy kurwa mać! Moje działania służą tylko twojemu dobru
Kosiarzu.. porządkują twoje życie.. czy raczej.. PODPORZĄDKOWUJĄ.. jedynej,
słusznej sprawie.. EXTREME WRESTLING FEDERATION!
Nassjasza po raz
pierwszy dzisiejszego wieczora poniosły emocje, bierze kilka głębszych oddechów
i mówi dalej.
Nas- (zdecydowanie spokojniej) Spójrz co się ze mną dzieje..
spójrz co mi zrobiłeś.. spójrz jak mnie krzywdzisz Kosiarzu.. To przecież
niedorzeczne.. mogę ze spokojem mówić o nieudolności Toola.. mistrza, twarzy mojej
umiłowanej federacji.. natomiast twoja bezsilność mnie zwyczajnie.. (wyraźnie
powstrzymuje się od brzydkiego stwierdzenia) irytuje.. Nassjasz na wszelkie sposoby próbuje
obudzić w tobie bestię.. Nassjasz ima się wszelkich środków jakie mogą ukłuć
twoje ambicje.. i co dostaje w zamian? Drwiny? Czy Kosiarz drwi ze Zbawcy
Extreme Wrestling Federation? Najpierw daje mu nadzieje.. hucznie zapowiada brutalną
rozprawę.. zemstę za upokorzenia jakie spotkały go z mojej ręki.. a potem drwi?
Wychodzi do ringu i zamiast przeć do zwycięstwa.. bez względu na środki.. bez
względu na ofiary.. (znowu się irytuje) on mi kurwa demonstruje jakąś wewnętrzną walkę?! Próbuje
rozczulić swymi moralnymi rozterkami? Zaiste takiego cyrku w EWF nie było
dawno.. sabotowanie własnego zwycięstwa.. litowanie się nad przeciwnikiem..
WROGIEM.. a co gorsze.. zakłócanie celebracji MOJEGO.. triumfu.. poprzez jakieś
niemęskie (spluwa) czułości..
Doprawdy Kayle.. Nassjasz chyba cię przecenił.. chyba na wyrost namaścił twoją
osobę na swego oprawcę.. i musi po raz kolejny powtórzyć oklepaną maksymę – CZY
TAK ZACHOWUJE SIĘ ŻOŁNIERZ? Mam przed sobą pułkownika Kilgore’a delektującego
się zapachem napalmu czy rozkosznego Franka Dolasa? Czy Scyther potrafi
porzucić wszystkie błahostki i.. ponownie stać się maszyną do zabijania?
(pauza)
Czy Kosiarz jest w stanie
wspólnie z Nassjaszem dać tym widzom najkrwawszy.. najbardziej brutalny..
najbardziej przerażający konflikt w dziejach.. Extreme Wrestling Federation.. w
dziejach.. polskiego wrestlingu?! (znowu się irytuje) Oczekuję klarownej odpowiedzi.. tutaj, w tym
ringu.. na najbliższej gali.. Nassjasz chce zobaczyć żołnierza dążącego przede
wszystkim do zwycięstwa.. nie żałosnego
lustratora przeszłości.. NATURAL BORN SOLDIERA.. który zna swojego partnera i
zna swojego śmiertelnego wroga.. (zaczyna krzyczeć) który go upokorzył.. który pozbawił go miłości..
który skrzywdził jego brata..
ZROZUMIANO?!
Nassjasz z furią rzuca
mikrofonem o ziemię i schodzi z ringu. Publiczność się raduje.
+ = + = + = + = + = +
= += + = +
EWF Wrestlepalooza XCI
30 minut do
rozpoczęcia gali
+ = + = + = + = + = +
= += + = +
Znajdujemy się przed
bytomską halą gdzie tak jak w Białymstoku, zebrał się tłum hołdujący wartościom
współczesnej, postępowej cywilizacji. Wszyscy są tak kolorowi i tak oryginalni,
że aż się w oczach pierdoli. Trzymają w dłoniach jakieś transparenty, ale to
nic zajmującego. Bardziej interesujące jest to, iż po kilkunastu sekundach na
chodniku zatrzymuje się samochód, który jeszcze bardziej rozsierdza
zindywidualizowany tłum. Pewnie tylko dlatego, że to samochód a nie na przykład
rower. Tęczowi dopadają do auta i zaczynają w nie napierdalać swoimi bzdurnymi
transparentami. W końcu drzwi się otwierają, a z wnętrza wyłaniają się sylwetki trzech funkcjonariuszy
GRU. Podwładni Ponurego Grabarza tworzą szpaler, przez który przechodzi Nas
Jazzowski, wrestler ignoruje wszelkie idiotyczne pytania, uderzenia w głowę
transparentami, zdeterminowany by dostać się do hali. Ledwie jednak przekracza
jej próg a momentalnie dopada do niego dzielny reporter Mariusz Max Kolanko.
Mariusz Max Kolanko- Drodzy państwo, jest tu ze mną
prawdziwy człowiek ludu, Nas Jazzowski. Dowiedzmy się, co ten autorytet sądzi o
zamieszkach przed halą. (zwraca się do wrestlera) Nas, jaka jest twoja opinia na temat tych
protestów?
Nas- Czekam aż młodzi ludzie wyjdą na
ulicę opowiadając się przeciw faszystowskiemu nauczaniu języka polskiego w
szkołach i dyktatowi czarnych długopisów na maturach.
Mariusz Max Kolanko- Czyli popierasz ich dążenia?
Nas- (klepie Kolanko
po ramieniu) Naprawdę
Max, nie trafiłeś z doborem rozmówcy. Ja swoją maturę zdałem 10 lat temu, ale
są tu podobno tacy, których te dylematy ciągle mogą dotyczyć.
Mariusz Max Kolanko- Właściwie pytałem o związki
partnerskie… ale kto?
Nas- (patrzy na Maxa
jak na idiotę) To
tak trudno dostrzec? Co natomiast tyczy się związków partnerskich to popieram
całym sercem, mają moje błogosławieństwo, jak najwięcej gejów i lesbijek! Oni
są przystojni, one brzydkie. (uśmiecha się przebiegle) Wiesz co to oznacza?
Mariusz Max Kolanko- (lekko
zaniepokojony uśmiechem Nassjasza i jego deklaracją) Nie do końca…
Nas- (rozmarzył się)
Zostaną tylko paskudni
mężczyźni, piękne kobiety i… ja.
Mariusz Max Kolanko- (kusząco zarzuca
swoją czupryną) A
ja?
Nas- Cóż Max… Sam nie obrócę tych
uroczych dam, chcąc nie chcąc, będą musiały się z kimś wiązać. Upatruj swojej
szansy.
Mariusz Max Kolanko- (zasmucony)
Czyli?
Nas- (z przykrością
kiwa głową) Niestety
Max, niestety. (klepie go po plecach) Ale w gruncie rzeczy to komplement! Pracujesz tu
tylko ze względu na swoje kompetencje, a nie aparycję. (popada w
zamysł) Pozdrów
Pana Józefa. No nic, teraz udaję się do swojej szatni, tam mnie szukaj.
Mariusz Max Kolanko- (załamany
próbuje się ratować zmianą tematu) Co do pięknych kobiet, słynna WAMP oczekuje w twojej szatni! Czy
to coś poważnego?
Nas- (zakłopotany)
W takim razie zmieniam
swoje legowisko. Od teraz będę dostępny w kafeterii.
Nassjasz miał już
zamiar się oddalić do bezpiecznego bunkra, ale reporter nagle o czymś sobie
przypomniał.
Mariusz Max Kolanko- (nieśmiało
wskazuje na trzymane przez Nasa koszulki) Mogę jedną?
Nas- (rozkłada ręce w geście
bezsilności) Przykro
mi, same damskie eSki.
KONIEC