EWF w Hawanie!

EWF Wrestlepalooza CXX

Jesień 2013 roku spędzamy w Ameryce Łacińskiej. Pierwszym przystankiem ojczyzna Extreme Wrestling Federation, czyli Kuba i jej stolica Hawana. EWF odwiedziło tam m.in. miejsce wiecznego spoczynku Feliksa Castro, a więc podróż tą można określić jako swoistą pielgrzymkę do grobu. Dobiegł także końca brutalny konflikt Szakala i Vaclava, a wszystko to w krwawym main-evencie.

Gala spotkała się z różnorodnymi komentarzami:

Zacna gala, nawet bardzo zacna. Zaczęła się dosyć spokojnie, ale później tempo już tylko rosło – to się powoli staje regułą w przypadku “Wrestlepalooz”. Zwłaszcza spodobał mi się pomysł “wykorzystania” Twittera. Jest to świetna satyra na niesamowite epickie bitwy naszych polskich polityków w internecie. Gala kontynuuje serię udanych Wrestlepalooz. Wydarzeniem najważniejszym jest aresztowanie Kravena, co pcha do przodu storyline z zabójstwem Felka i walką na szczycie. Piękna gala, bardzo mnie cieszy powrót Nasa, smutno było bez niego. Zmiana Prinsa w Żubra i wygranie walki to idealny początek przemiany. Walka była konkretna tylko wydaje mi się, że za mało było w niej drabin. Filmik z akuszerką Vaclava jest… niezwykły. To chyba dobre słowo. Gala jak zwykle stoi na wysokim poziomie i nie mogę się już doczekać karty. Mam nadzieję, że będzie tak samo ekscytująca co gala. Z komentarza najbardziej utkwił mi w pamięci Toster i jego utracona wena, Huba – Man i cała ta otoczka towarzysząca Main Eventowi.
Gala jak zwykle ciekawa. Z walk wybija się oczywiście Main Event, który stanowił apogeum najlepszego feudu w tym roku. Stopień brutalności w tej walce przewyższał wszystko, co do tej pory widziałem w EWF – przynajmniej jeśli chodzi o ten rok. Ostatnio taka jatka była parę lat temu, kiedy zawodnicy haratali się szkłem (nie pamiętam w tej chwili dokładnej nazwy tamtej walki i jej składu – liczą się odczucia, jakie pozostawiła). Mam nadzieję, że blizna na twarzy pozostanie Vackowi na zawsze – to tylko doda mu stylu i szyku. Najbrutalniejszy feud ostatnich miesięcy kończy się krwawą jatką. A jak wiadomo hardcore zawsze się sprzeda a już zwłaszcza z takimi personami w ringu. czuło się ból, jaki odnosili Vaclav i Szakal, a sam wygląd ringu łatwo było sobie wyobrazić i jeszcze bardziej wkręcić się w całość. Najlepsza walka na całej gali chociaż myślałem, że Szakal ją wygra i Vaclav będzie musiał przyznać się do ojcostwa. Napięta sytuacja pomiędzy Nasem i Rzeźnikiem cieszy. Na jej rozwój czekam z niecierpliwością.
Standardowo gala na niesamowicie wysokim poziome. Podobał mi się też motyw z Żubrem i jego kumplami, kiedy nakręcali się przed bojem o Warszawę. Fajne było też ich spotkanie z Franko i Helenką. Większość powrotów rozgrywa się według pewnego schematu, który przebiega mniej więcej tak: szast – prast, cios krzesłem albo innym przedmiotem i ktoś leży z rozwaloną głową, a publiczność się cieszy albo nie. Zaczynam się już zastanawiać, czy obok wejścia dla pracowników nie stoi parę krzeseł przyszykowanych specjalnie dla “synów marnotrawnych”. A nad nimi napis: “witajcie w domu, chłopaki”. Może i trochę przesadzam, ale istnienia tej prawidłowości nie da się chyba zaprzeczyć? Doceniam również fakt że gala ta dała nam kilka pytań. Czy wszyscy będą krzyczeć Woooo? Czy Znajda trafi na dobrą rodzinę zastępczą? Czy Bidam jest ten dobry czy ten zły? Czy dekadencki champion utrzyma się na tronie? I najważniejsze kto przejmie władze w EWF?

Raport z gali dostępny jest tutaj. Przed nami wycieczka do Kostaryki!