EWF w Kostaryce!

EWF Wrestlepalooza CXXI

Po burzliwych przygodach w kubańskiej Hawanie, czas odwiedzić inny kraj gorącej Ameryki Łacińskiej. 24 listopada 2013 roku EWF udwiedziło Kostarykę. Dowiedzieliśmy się tutaj m.in. czym jest gallopinto, jakie są związki krzesła Nasa Jazzowskiego z ajatollachem Chomejnim, a senator Szakal uruchomił telefon zaufania dla swojego elektoratu. Było bosko!

Komentarze też były boskie:

Bombowa gala! Był w tej gali klimat takiej ciepłej, polskiej komedii starej daty (czyli najlepszej). Ciepło było tu bowiem od początku, od segmentu z Jaśkiem Melą i panem Sierakowskim, przedstawiającym nowoczesne oblicze miłości, poprzez występy Franko i Bidama, uzdrowienia SR Crazy’ego, aż po triumfalny powrót Nasa i WAMP do kafeterii. O, zebranie zarządu EWF też było bardzo ciepłe, panowała w jego trakcie taka miła, rodzinna atmosfera. I gorąca linia Szakala, także była ciepła. Gdyby istniała naprawdę, z pewnością odmieniłaby niejedno życie i wielu chłopców uprawiałoby andrzejkowy seks. A tak, nie ma linii, nie ma Szakala, nie ma jebania, jest tylko adwent, który choć powinien być wesoły to jest zasadniczo bardzo smutny. Sposób, w jaki MN Rater pożegnał się z federacją, szczerze mnie zachwycił. Kolejna już genialna gala. Walki jak zawsze na wysokim poziomie. Osobiście za najlepszą walkę uważam batalie o Evo i Daemusin Titles. Wspaniały emocjonujący pojedynek a taki a nie inny wynik mnie nie dziwi. Bal pretendentów zapowiada się bardzo smakowicie. Zbierze się na nim zacne i potencjalnie wybuchowe grono.
Genialna gala. Toster w formie chyba od zawsze jak i Vaclav. Każda wstawka z Vaclavem genialna. ciekawie przedstawia się konfrontacja Weroniki i Helenki, przy czym ta druga została niestety głupotą przyćmiona, a wydaje mi się, że ona także ma gimmick przygłupa. W sumie ten konflikt może być ciekawszy niż feud główny. Crazy i Vaclav zaczynają się przekomarzać, domyślam się, że na następnej gali, podczas wielkiego balu (z którym wiążę wielkie nadzieje) zrobi się naprawdę nieprzyjemnie i trochę mord zostanie obitych. To na pewno podgrzeje atmosferę. “Taśma pogardy” mnie zniszczyła. Dawno nie było tak rozwalającego motywu już na początku gali. Zarządził Main Event, który był tak nafaszerowany atrakcjami, że nie mogło być inaczej. Tuż za nim plasuje się batalia o Evo i Daemusin titles. Motyw z Esespe najpierw wydał mi sie przezabawny, później trochę niepotrzebny (walka z Vaclavem), a później całkiem popaprany i w końcu… niezbędny dla dalszej eskalacji konfliktu pomiędzy Bidamem i Bubbą. Esespe dostał chyba najlepsze segmenty w swojej karierze – czyżby oznaczało to zapowiedź większego pushu dla tego zawodnika?
Great Barri pokazał jak powinien wyglądać pretendent do midcardu – mianowicie być barwny, wesoły, czuły i ambitny. W dzisiejszym młodym pokoleniu nie ma już tych ideałów. Wszyscy, jak kurwa jeden mąż to karierowicze. Nie podoba mi się to ani trochę. Great Barri nakreślił nową ścieżkę na mapie polskich efedów, reszta natomiast zamiast go naśladować (w innowacyjności oczywiście), idzie już tymi przetartymi. Nuda. Za kilka lat Ghul nie będzie miał kogo zapraszać, albo będzie zapraszał polskich piłkarzy. Mają tak samo ciekawy przekaz. Wybory na prezesa ZWP, w tej “Wrestlepaloozie” stały się bardzo ważnym motywem. I słusznie, bo związane z nimi wydarzenia były jednym z motorów napędowych gali. Pan Jazzowski z małżonką jak zawsze zapewnili nam porcję jedynej i niepowtarzalnej rozrywki. Brakowało mi tego. WAMP przyćmiła na tej gali swojego męża, którego zresztą coraz pewniej trzyma pod pantoflem. SR-Crazy coraz lepiej odnajduje się w roli żywej ikony EWF. Trochę przeraża mnie myśl o kolejnych cudach w jego wykonaniu.

Raport z gali dostępny jest tutaj. Kolejny przystanek – Petersburg i gala wręczenia Felków!