EWF na Wyspach Cooka!

EWF Wrestlepalooza CXXIV

Co to się porobiło? Gdzie my trafiliśmy? EWF tak daleko chyba jeszcze nigdy nie było. Trzeba jednak przekraczać granice, przełamywać bariery i zdobywać nowe rynki. Stąd wizyta w Oceanii, gdzie pierwszym przystankiem było Avarua, stolica Wysp Cooka. Gala w tym cudnym, nieomal rajskim miejscu, okazała się bardzo udana. Nowy rynek został zdobyty i będzie rozwijany. Gratulacje dla EWF!

Przyjrzyjmy się niektórym komentarzom:

Kolejna udana gala, fajne walki, fajne segmenty i fajny Toster, który w stosunku do poprzedniej “Paloozy” wyraźnie nabrał wiatru w żagle. Podoba mi się sposób, w jaki jesteśmy trzymani w niepewności w temacie Nasa Jazzowskiego – wróci na pełny etat? Nie wróci? Na razie nie otrzymaliśmy jasnej odpowiedzi. Gwoździem programu i w ogóle niszczącym motywem było oczywiście mydlenie barana.
Kolejna przepyszna gala. Co do długości to nie jest źle. Owszem jest krótsza ale nadal niezwykle satysfakcjonująca i dostarczająca wiele przyjemności z czytania. Walki prześwietne zwłaszcza Shipyard match. A co do Nasa to życzę mu jak najlepiej i mam nadzieję że jednak kiedyś powróci…
Galę uznaję za udaną, ale czegoś mi w niej zbrakło. Czego – nie wiem. Storyliney się rozwijają i wszystkie drogi prowadzą na Kwietniową Anarchię. Polski Związek Wrestlingu to interesujący wątek. Zaprezentowane walki stały na wysokim poziomie i nie potrafię wskazać swego faworyta. A wybrałbym go z dwóch ostatnich pojedynków. Z innych ciekawostek wymieniłbym postać Artura Grota, będącego miłą odmianą od bardziej zakręconych gimmicków.

Raport z gali dostępny jest tutaj. Next target – Vanuatu!