27 stycznia 2013 roku po raz trzeci w swej historii EWF zdecydowało się odwiedzić Białystok. Czarujące to miejsce, związane z Nasem Jazzowski, przywitało federację protestami zwolenników rządu i ciekawostką ze świata mody, mianowicie futrem z żubra. Odkryty także został James Joyce polskiego wrestlingu, a Vaclav przekazał piwną pochodnię.
Komentarze po zakończonej gali były różne, różnorakie i różnorodne:
Cieszy powrót Ghula do biernego wrestlingu. Chłopak miał wielki talent, niestety nie spożytkował go jak Uga-Buga. EWF musi pamiętać o zapaśnikach, którzy poświęcali swoje zdrowie i życie dla federacji, cieszy więc wspomnienie Buddy i Mleczarza. Może niedługo uda się przypomnieć sylwetkę legendarnego Thaliona? Świnie wietnamskie, to bardzo inteligentne i przebiegłe zwierzęta. Gala mila, wspaniała i cudowna. Brakuje tylko Dark Avengera, bez niego nie ma EWF.
Tool – od razu widać, że to prawdziwy mistrz, a nie jakaś popierdółka. Po prostu coś sobą reprezentuje. Trochę obawiałem się, że mistrz Szakal straci trochę ze swojej magii po powrocie na ring. Jak na razie obawy te były całkowicie bezpodstawne. Wynurzenia Bryndzola na temat pochodzenia akcji wrestlingowych były ciekawe i pouczające. kto by się spodziewał, że facebuster został wymyślony przez niemieckich imigrantów.
Show skradł Pieprzony James Joyce polskiego wrestlingu Seba. No i oczywiście klucz do magazynka Vaclava oraz namaszczenie na jego następce, wzruszający moment. Kowalski to komentator i musi wrócić tam gdzie jego miejsce. Czekam tylko, aż Szakal z jego senatorską mocą go obali i finalnie paprotka zostanie komisarzem. Tylko mam jedno “ale”, podczas rozmowy Scy i Nasa w kafeterii o pijącej części zawodników w federacji SeBa został pominięty.
Raport z gali dostępny jest tutaj. Następna w Bytomiu! Bilety do nabycia już wkrótce.

