EWF w Legnicy!

EWF Wrestlepalooza CXIX

Koniec września przyniósł debiut EWF w Legnicy. Jak do tej pory najlepsza federacja wrestlingu w Polsce nie miała jeszcze okazji gościć w grodzie Henryka Brzuchatego. Trzeba było więc to koniecznie nadrobić! Lato się skończyło, a więc takie plenerowe gale jak w Świnoujściu nie były już możliwe do zorganizowania. Legnica dostała typową galę w hali, ale jaka to była gala! Cudowna, pełna zwrotów akcji, a przede wszystkim zakończona wielkim finałem tajemnicy związanej z AMVV.

Jej recenzje w prasie fachowej były doprawdy kweiciste:

Bardzo pyszna gala! Może dzięki niej, ktoś zainteresuje się tematem zwierząt w EWF. Czy one cierpiały? Czy były wykorzystywane? Rozwiązała się nasza zagadka, mylił tropy ten zły człowiek znakomicie. Crazy chciałby mieć podczaszego. Komentować galę, bo was Smela i Miszka wybatoży. Tony Hogański rozwala system. Tym razem przeszedł samego siebie, a jego wyrzekania na Vaclava – zdrajcę są jednym z najjaśniejszych punktów gali. Znudzony i szukający wyzwania SR-Crazy to Szaleniec autentycznie zabawny. Jakoś to zblazowanie nawet do mistrza pasuje. Walki są bardzo fajne, właściwie bez wyjątku. Rozwiązanie kwestii porwań wyszło bardzo zacnie i zgrabnie. Najlepsze było dodanie kolejnych pytań w trakcie udzielania odpowiedzi. W sumie miło, że historia zostanie jeszcze trochę pociągnięta. Kolejna genialna gala ba według mnie nawet lepsza od poprzedniej. Same walki jak zawsze na wysokim poziomie a laur najlepszej leci dla Ambulance matchu. I to co definiuje tą Palooze wyżej od poprzedniej to jeszcze zabawniejsze segmenty. Chrzest Wacława Juniora oraz spotkanie Szakala z towarzyszem Stalinem stanowczo skradły całą galę.
Początek tej “Paloozki” jest bardzo spokojny, wręcz leniwy. Później jednak napięcie rośnie i rozkręca się, aż osiąga prędkość i siłę spadającej lawiny. Innymi słowy: miażdży. Rozgrywka pomiędzy Vaclavem i Szakalem jest jak zwykle niezwykle wciągająca. Szkoda, że powoli zmierza to ku końcowi i jeszcze większa szkoda, że Pan Senator jakby niedomaga. Chickasaw – eliminator to nawet ciekawa sprawa. Ostatnio byli od tego hunwejbini, ale oni byli jakby troszeczkę brutalniejsi. “Oldschoolowy” konflikt Prinse’a i Ratera to pomysł zaprawdę uroczy. No i znowu: szkoda, że MN zaczyna wymiękać, mam nadzieję że wróci na finałowe starcie. Gala jest bardzo ciekawa, ma wiele punktów humorystycznych, strasznych i takich, że aż chce się podskoczyć na krześle. Motyw znudzonego SR też jest ciekawy, chłopak popada w dekadencję, dajcie mu jakiegoś shockera na pobudzenie. Gala była urzekająco piękna, niczym obraz Rafaella urzekła swym szlachectwem. Koniec storyline’u z AMVV rozwiązany godnie i przebojowo, podobało się. Najlepszą walką był Ambulance match, a wyrzucenie Szakala z karetki było wręcz dramatyczne. Co to za brak szacunku dla wspaniałego senatora.
Gala naprawdę stoi na wysokim poziomie! Podobały mi się segmenty z dzieciakiem i sam Ambulance match. Niezwykle smutną i niepokojącą kwestią jest wystawianie na szwank czci niewieściej pracownic EWF. Najpierw Helenka została zmuszona do pozowania w “Playboyu”, teraz nieszczęsna Mia została zredukowana do roli trofeum dla zwycięzcy… jestem pewien, że środowiska feministyczne już ogarnia płomień świętego oburzenia. “Bunt” Craiga Crawforda to też bardzo fajny motyw. Powinien być nauczką i źródłem nadziei dla każdego zagubionego członka rosteru EWF. Gul u Ghula jak zwykle znakomity, chociaż trochę brakowało mi krowy Mleczarza. Cóż, pewnie nie było sensu się powtarzać. Perypetie Wacława Juniora, jego chrztu i Mamy Madzi w nowym wcieleniu też były piękne. Mam nadzieję, że Vaclav uzna ojcostwo, bo inaczej po prostu nie wypada! Trzeba zachować się honorowo i brać odpowiedzialność za swoje mroczne plemniki. Dobrze, że pojawiły się nowe twarze, jest jakiś ruch w rosterze, to cieszy. Hogański w formie, Kowalski też przyjemny. Zwierzęta w historii EWF odgrywały ważną rolę i dobrze, że została ona nam wszystkim przypomniana.

Raport z gali dostępny jest tutaj. Teraz czeka nas wycieczka na Kubę! Hawano, nadchodzimy!